Issuu on Google+

echo życia MAGAZYN OSÓB NIEPEŁNOSPRAWNYCH PI/R24


SŁOŃCE Barwy ze słońca są. A ono nie ma żadnej barwy, bo ma wszystkie. I cała ziemia jest niby poemat, a słońce nad nią przedstawia artystę. Kto chce malować świat w barwnej postaci, niechaj nie patrzy nigdy prosto w słońce. Bo pamięć rzeczy, które widział, straci, łzy tylko w oczach zostaną piekące. Niechaj przyklęknie, twarz ku trawie schyli i patrzy w promień od ziemi odbity. Tam znajdzie wszystko, cośmy porzucili: gwiazdy i róże, i zmierzchy, i świty.

Warszawa, 1943

Czesław Miłosz


echo życia Redaktor naczelna: Danuta Maria Roszkowska Z redakcją współpracują: Edyta Adamska Maciej Bogdański Maria Borawska Anna Danilewicz Marek Dolecki Michał Iwańczuk Andrzej Jarosz Agnieszka Kierznowska-Rurarz Kazimierz Kozłowski Justyna Małaszkiewicz Radosław Roszkowski Renata Saniewska Aneta Stupak Anastazja Szachowicz Marcin Szachowicz Ewa Szarkowska Lucyna Szepiel Urszula Tarasewicz Anna Worowska Dorota Wysocka wydawca: Wszechnica Diabetologiczna PSD OW w Białymstoku Adres redakcji: ul. Warszawska 23, 15-062 Białystok tel. 85 741 57 01, tel./fax 85 732 99 74 e-mail: redakcja@echozycia.pl www.echozycia.pl

echo życia MAGAZYN OSÓB NIEPEŁNOSPRAWNYCH PI/R24

Wydanie magazynu zostało dofinansowane przez Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Mędrcy Wschodu przestrzegali swoich współczesnych: - Nie mów szybciej niż myślisz, wystrzegaj się gadulstwa, bo zrazisz do siebie ludzi! A bez nich to nie życie. Przestroga, mimo upływu wieków, nie utraciła „terminu ważności”, jako że bezmyślne gadulstwo – to prywatne i to oficjalnie rozzuchwalone w mediach - stało się naszą codziennością i sposobem niemal uniwersalnym na wszystko, a szczególnie na to, z czym nie umiemy sobie poradzić. Potokiem słów zagłuszamy wszelkie niedostatki, niewiedzę i niekonsekwencję w postępowaniu. I gubimy coś ważnego, przede wszystkim zaś nie zauważamy jak przez gadulstwo osłabiamy nasz, tak niezbędny do życia, samozachowawczy instynkt, bo wszystko co dzieje się wokół nas, w czym uczestniczymy, działa na psychikę, na przepływ życiowej siły i decyduje o stanie naszego zdrowia. Złe słowo otwiera „drzwi do krainy problemów”, popycha do konfliktów, przysparza kłopotów, niszczy związki między ludźmi i rujnuje zdrowie. A przecież nie ma nic cenniejszego niż zdrowie. Warto więc postarać się o zachowanie równowagi, nawet wtedy, gdy będziemy popełniać błędy, gdy dopadną nas kłopoty. Dlatego tak ważne jest, byśmy złapali dystans do siebie i innych, co pozwoli np. zweryfikować terminarze i pracę mierzoną siłami cyborga. Pora znaleźć czas na spacer, na przygotowanie zdrowego posiłku czy serdeczne spotkanie i rozmowę z życzliwą osobą. Właściwie nic wielkiego, a umacnia poczucie jedności i przypomina o… uśmiechu, który jest początkiem do polubienia siebie, świata i ludzi. Może z czasem urośnie z tego miłość – uczucie wnoszące ład i szczęście, które jest źródłem życzliwości, serdeczności i pomyślności oraz… zdrowia.

Zamieszczamy przedruki dla celów dydaktycznych i edukacyjnych w oparciu o przepisy art. 25,26,29,33 i 49 ust. 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dn. 4.02.1994 r. (Dz.U. z dn. 23.02.1994 r. nr 24, poz. 83) i przyjęte zwyczaje edytorskie.

Danuta Maria Roszkowska

1


echo życia

SPIS TREŚCI TEMAT NUMERU

WARTO WIEDZIEĆ

4

Osteroporoza

26

Czym pachniesz?

5

Polki się nie badają

28

Czy wiesz co jesz?

6

Depresja

30

Apiterapia

9

Między prawem a praktyką

31

Figi

32

Szałwia

33

Geranium

O NAS

11

W czasie depresji pogarsza się węch

12

Liczenie kalorii nie pomoże

13

Tajemnica ukryta w wątrobie

34

Bogowie Olimpu - Hefajstos

14

Chore zęby a serce?

36

Historia pewnego męczennika

15

Hormonalna terapia a choroby naczyń wieńcowych

16

Rośnie pokolenie astmatyków WAŻNE INFORMACJE

17

Pacjent płaci za wybór lekarza Załóż firmę w Internecie

18

Jakie korzyści daje zatrudnianie niepełnosprawnych?

20

Bank a niepełnosprawni

21

Literacki Nobel dla niepełnosprawnego

22

Konkurs Literacki

24

Salmonella

25

Nie obwiniajmy o wszystko geny DLA CIEKAWYCH ŚWIATA

43

Niezwykły dach nad głową

46

Stres i zioła

2

INNY ŚWIAT

NASZE ŻYCIE

38

Maminsynek czy lwie serce

40

Amerykany po próbie

41

Kształtuje mnie ten kogo kocham FELIETON

48

Lacki i Ruski Suraż


echo życia

TEMAT NUMERU

ZAINWESTUJ W SWOJE KOŚCI NIE DAJ SIĘ ZŁAMAĆ!!! POZNAJ I OGRANICZ CZYNNIKI RYZYKA OSTEOPOROZY

3


TEMAT NUMERU

echo życia

NIE PĘKAJ ! BĄDŹ TWARDY ! OSTEROPOROZA

Rozwija się wiele lat, podstępnie i bezobjawowo. Może się pojawić w różnym wieku, najczęściej jednak dotyczy osób starszych – kobiet w okresie menopauzalnym i mężczyzn po 65. roku życia. Polega na powolnej demineralizacji i osłabianiu kości. Jej pierwszym klinicznym objawem, świadczącym jednocześnie o zaawansowaniu choroby, bywa złamanie. Osteoporoza. Co zrobić, by jej uniknąć? O zdrowe kości należy dbać przez całe życie. To, na ile będą silne, zależy od odżywiania się i sposobu życia już od najmłodszych lat. Rozwój kości trwa do około 35 roku życia – to wtedy osiągają swoją maksymalną gęstość. Wprawdzie proces ich odnowy nigdy się nie kończy, z upływem lat jednak zachowanie równowagi między procesami niszczenia i odbudowy ich struktury, okazuje się coraz trudniejsze. Zdrowa dieta Profilaktyka osteoporozy polega na dostarczeniu organizmowi odpowiedniej ilości wapnia. Układ kostny to prawdziwy magazyn tego pierwiastka. Od niego zależy twardość i odporność kości na złamania. Wapń jest jednak niezbędny do prawidłowego funkcjonowania wielu innych narządów, jeśli więc zabraknie go w pożywieniu, organizm sięga po zapasy zgromadzone w kościach. Dlatego warto zadbać, by w naszych posiłkach nigdy go nie zabrakło. Bogatym i łatwo dostępnym źródłem wapnia jest mleko i wszelkie jego przetwory, a także jajka, sardynki, łosoś, orzechy, migdały i suszone figi. Około 1500 mg wapnia dziennie zapewni naszym kościom zdrowie i dobrą kondycję. Nie można pominąć także witaminy D. To właśnie ona jest „katalizatorem” prawidłowego wchłaniania tego pierwiastka w organizmie. Witaminę D znajdziemy w maśle, żółtkach jaj, tłustych rybach i tranie. Przede wszystkim jednak jest ona wytwarzana w naszej skórze pod wpływem światła słonecznego. 15 minut przebywania na słońcu wystarczy, by organizm wyprodukował jej dzienną, niezbędną dawkę. 4

Pełnowartościowe białko to kolejny składnik, niezbędny do prawidłowej budowy kości. Źródłem białka, a ponadto wartościowych witamin, są też owoce, warzywa i zboża. Warto o nich pamiętać także z tego powodu, że przy diecie, w której przeważają pokarmy pochodzenia zwierzęcego, w szczególności mięso, wapń wypłukiwany jest z organizmu. Chcąc zachować zdrowe, silne kości powinniśmy zrezygnować, albo przynajmniej mocno ograniczyć spożywanie alkoholu, kawy i napojów gazowanych. Niekorzystny wpływ na procesy odnowy tkanki kostnej ma również palenie papierosów. Spacer po zdrowie Ogromną rolę w utrzymaniu zdrowych, silnych kości, odgrywa aktywność fizyczna. Równomierne, systematyczne obciążanie mięśni, kości i stawów jest czynnikiem pobudzającym procesy odbudowy układu kostnego. Warto zaznaczyć, że nie chodzi tu o forsowny wysiłek. Umiarkowane ćwiczenia, o średnim natężeniu, będą nie tylko przyjemniejsze – przyniosą dużo lepszy efekt. Najlepszą formą stymulacji procesów kościotwórczych przez ruch wydaje się spacer. Powinien on być nieco szybszy niż w trakcie zwyczajnej przechadzki. Dobry jest również jogging, taniec, czy zyskujący ostatnio ogromną popularność również wśród seniorów – nordic walking. Jeśli ktoś lubi pływać lub jeździć na rowerze – śmiało może się oddać swoim przyjemnościom. Za 30 minut codziennego ruchu nasze kości na pewno się odwdzięczą. oprac. Antonina Niekrasz


echo życia

TEMAT NUMERU

Polki boją się osteoporozy, ale się nie badają! Aż 85 proc. Polek po 40. roku życia obawia się osteoporozy, mimo to aż trzy czwarte spośród nich nigdy jeszcze nie badało gęstości kości - wykazał sondaż TNS OBOP. Wyniki badań mówią, że 91 proc. badanych Polek wie, że osteoporoza to grożąca złamaniami choroba metaboliczna kości. Ale zdecydowana większość z nich lekceważy to zagrożenie. Prof. Ewa Marcinowska-Suchowierska, kierownik Kliniki Medycyny Rodzinnej Chorób Wewnętrznych i Chorób Metabolicznych Kości CMKP w Warszawie, przytoczyła dane wskazujące, że aż 20 proc. chorych ze złamaniami kości udowej umiera z powodu powikłań w ciągu sześciu miesięcy, a ponad 50 proc. - w następnym roku. - Osoby, które przeżywają takie złamanie, cierpią fizycznie z powodu bólu oraz psychicznie z powodu upośledzenia ruchowego. Ponad połowa chorych, którzy przeżyli złamania szyjki kości udowej, odczuwa pogorszenie jakości życia, a jedna trzecia nigdy nie powraca do pełnej samodzielności i wymaga długotrwałej opieki. Pierwszym objawem osteoporozy może być złamanie, najczęściej przedramienia, nadgarstka lub trzonów kręgów. Jednak wtedy mówimy już o zaawansowanej chorobie, która grozi kolejnym złamaniem, jeszcze poważniejszym, tym razem szyjki kości udowej - podkreśliła prof. Marcinowska-Suchowierska dodając, że leczenie opóźnia postęp osteoporozy - po pięciu latach terapii ryzyko złamania kości udowej jest o połowę mniejsze. Według WHO, indywidualne ryzyko złamania można ocenić z dziesięcioletnim wyprzedzeniem metodą FRAX (fracture risk assesment). Poza badaniem densymetrycznym szyjki kości udowej uwzględnia ono takie czynniki ryzyka jak wiek i płeć, niską masę ciała (wskaźnik BMI poniżej 20), złamania bliższego końca kości udowej u rodziców, przebyte złamania po 50. roku życia, palenie papierosów, zażywanie glikokortykosteroidów, reumatoidalne zapalenie stawów i nadużywanie alkoholu. Osobom z indywidualnym ryzykiem złamań, tzw. RB-10 niższym niż 10 proc. (zaleca się jedynie zdrowy styl życia i poprawę ogólnej sprawności fizycznej. Wysokie RB-10, powyżej 20 proc., wymaga zastosowania leczenia farmakologicznego). Przy średnim zagrożeniu złamaniem (RB-10 pomiędzy 10-20 proc.), o leczeniu decyduje wielkość masy kostnej. Dopiero gdy jest ona zbyt mała, należy rozpocząć terapię. - Trzeba jednak pamiętać, że złamanie niezależy od wielkości masy kostnej niesie ryzyko kolejnego złamania. A może się ono znowu zdarzyć nawet wtedy, gdy BMI jest prawidłowe. Oznacza to, że leczenie farmakologiczne należy zastosować u wszystkich osób ze złamaniami po niewielkim urazie, zwłaszcza trzonów kręgowych, kości przedramienia i bliższego odcinka kości udowej - stwierdziła prof. Marcinowska-Suchowierska. W Polsce każdego roku dochodzi do około 150 tys. nowych złamań. PAP/Rynek Zdrowia

5


TEMAT NUMERU

echo życia

Depresja może dotknąć każdego z nas... „Depresji zmienia w życiu wszystko, nic już nie jest tak, jak było…” - Artur Marino Depresja nie wybiera. To poważna choroba, która może zaatakować każdego. Szarzy się niczym cicha epidemia Cierpią na nią osoby, które doświadczyły nieszczęścia, ale także osoby spełnione zawodowo, zamożne, określane mianem „człowieka sukcesu”, niezależnie od wieku, płci, wykształcenia czy pozycji społecznej. Każda osoba cierpiąca na tę chorobę może także doświadczać jej inaczej, możemy mówić o depresji sezonowej, poporodowej, depresji w okresie klimakterium, w wieku podeszłym czy też depresji młodzieżowej a nawet dziecięcej. Pacjent chorujący na depresję nie poradzi sobie sam. Potrzebuje kontaktu z lekarzem i wsparcia bliskich. Kluczowe jest rozpoznanie przez specjalistę prawdziwego oblicza choroby i zastosowanie indywidualnej, skutecznej i systematycznej terapii. Depresja rzadko ma tylko jedną przyczynę. Chorobę najczęściej wywołują różne, złożone czynniki, takie jak negatywne doświadczenia, ciężkie choroby trwające długi czas, czynniki dziedziczne, cechy osobowości, warunki życiowe, układy rodzinne i zawodowe. Wszystkie dotyczą zaburzeń w podstawowych procesach biochemicznych, psychicznych i społecznych w rozwoju człowieka. Mówi się o tak zwanym zespole depresyjnym, na który składają się objawy psychiczne i fizyczne oraz ich konsekwencje. Najnowsze badania kliniczne wykazują, że jedną z kluczowych przyczyn depresji stanowią zaburzenia rytmów okołodobowych. Rozregulowanie rytmów może prowadzić do zaburzenia cyklów zmiany nastroju oraz snu i aktywności, wpływając na sposób funkcjonowania człowieka w ciągu doby. U chorych na depresję objawy rozregulowania zegara biologicznego występują tak często, że uważa się je wręcz za jedną z najbardziej charakterystycznych cech tej choroby. Przy czym wpływ zaburzeń rytmów okołodobowych jest tym większy, im depresja jest głębsza. Zdarzają się jednak zupełnie nietypowe postaci depresji, których nie powoduje żadna z wymienionych przyczyn i które nie dają żadnych typowych objawów. 6

Najczęstsze objawy: - ogólne pogorszenie nastroju, - ciągły smutek, - obojętność na to, co dzieje się dookoła, - stany lękowe pojawiające się bez żadnych przyczyn i nasilające w obliczu trudniejszych wyzwań i zadań, - poczucie winy i niska samoocena, - myśli samobójcze, - utrata apetytu i szybkie chudnięcie (rzadziej obżarstwo i nadwaga), - kłopoty ze snem, - niemożność koncentracji, - spowolnienie, szybkie męczenie się, utrata sił fizycznych i psychicznych. Od zwykłych zmian nastroju depresję odróżnia nasilenie i czas trwania tych objawów. Mogą one nawracać lub trwać przez dłuższy czas, prowadząc do trudności w radzeniu sobie z codziennymi obowiązkami. W najgorszym przypadku depresja może prowadzić do samobójstwa. Nie wszyscy chorujący na depresję mają takie same objawy.


echo życia Nie zawsze jest tak, że osoba chora ma depresyjny nastój czy też odczuwa wewnętrzną pustkę. W niektórych przypadkach przeważają zaburzenia snu, w innych brak inicjatywy, w jeszcze innych dolegliwości fizyczne. Również natężenie choroby bywa różne. Niektórzy chorzy nie są w stanie poradzić sobie z codziennością, inni mobilizują swoje siły i próbują w miarę normalnie funkcjonować. U różnych osób depresja przybiera różne oblicza. Pod względem liczby zachorowań depresja stanowi obecnie jeden z najpoważniejszych problemów zdrowotnych na świecie – cierpi na nią około 121 milionów osób. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) szacuje, że do roku 2020 depresja stanie się w skali świata drugą najczęstszą przyczyną niepełnosprawności wynikającej ze stanu zdrowia (za niewydolnością serca), szacuje się, że 5-10 proc. populacji cierpi na depresję i wymaga interwencji psychiatrycznej lub psychologicznej, na depresję cierpi aż 10 proc. Polaków (wg danych Zespołu ds. Walki z Depresją, działającego przy Ministrze Zdrowia), przeciętnie ryzyko rozwoju depresji wynosi 10-20 proc. i jest nieco wyższe u kobiet niż u mężczyzn, u osób przed 45 rokiem życia istnieje większe prawdopodobieństwo zachorowania niż u osób starszych (średni wiek wystąpienia pierwszego epizodu depresji to 20-40 lat). Specjaliści wyróznili wiele obliczy choroby. Najczęściej wymieniane to: Depresja typowa • W depresji typowej występują wszystkie główne objawy: przewlekły smutek, zniechęcenie do życia, znaczące obniżenie witalności, brak apetytu i związana z tym utrata wagi. Depresja z cechami melancholicznymi • Osoby z tym typem depresji często mają poczucie winy, a ich nastrój nie zmienia się bez względu na wydarzenia rozgrywające się wokół. Depresja lękowa • Przejawia się wyjątkowo silnym uczuciem niepokoju, wśród objawów dominuje znaczące obniżenie poczucia własnej wartości, a przyszłość jawi się wyłącznie w czarnych barwach. U osób z tym typem depresji istnieje wysokie ryzyko samobójstwa.

TEMAT NUMERU Depresja urojeniowa • W tym typie depresji nasilenie objawów związanych z obniżeniem własnej wartości i negatywnymi myślami o przyszłości osiąga poziom urojeń. Chorzy odnoszą wtedy obojętne sygnały z otoczenia do siebie, zadręczają się. Depresja z zahamowaniem • Zwana też osłupieniem depresyjnym. Chorzy nie podejmują żadnej aktywności, nie można z nimi nawiązać kontaktu słownego. Mają zastygły, cierpiący wyraz twarzy. Przestają jeść. Taka depresja wymaga intensywnego leczenia szpitalnego. Depresja hipochondryczna • Polega na zaburzonym postrzeganiu własnego stanu zdrowia. Osoby te są przekonane, że zaoadły na poważną, przewlekłą chorobę. Jako objawy wymieniają wiele dolegliwości, które nie znajdują potwierdzenia w dalszej diagnozie. Dystymia • Określana jest jako przewlekłe obniżenie nastroju, trwające co najmniej dwa lata. Osoby z dystymią są przez większą część dnia smutne, zmęczone, mają poczucie nieradzenia sobie. Objawy nie spełniają kryteriów epizodu depresyjnego, ale powodują cierpienie chorych. Depresje maskowane • To zespoły depresyjne, w których zdecydowanie dominuje jeden lub dwa objawy spoza wymienianych w przebiegu typowej depresji. „Maski” to najczęściej różnego typu dolegliwości bólowe, zaburzenia snu, jadłowstręt lub okresowe nadużywanie alkoholu. Depresja nietypowa (atypowa) • To taki stan depresyjny, w którym kluczową rolę odgrywa specyficzne „odwrócenie” cech depresji typowej. Najczęstsza różnica to zwiększony apetyt, czyli objadanie się oraz nadmierna senność. Bardzo charakterystyczne jest złagodzenie lub nawet ustąpienie objawów po południu lub wieczorem oraz zaburzenia snu w drugiej połowy nocy. 7


TEMAT NUMERU

echo życia

Depresja zimowa • Sezonowe zaburzenie nastroju spowodowane jest przede wszystkim niedoborem światła w okresie jesienno-zimowym. Do dość typowych cech tej depresji należą, nadmierna senność, znaczne obniżenie energii życiowej, wzmożony apetyt na węglowodany i przyrost masy ciała. Depresja poporodowa (baby blues) • To stan depresyjny, którego przyczyną są zmiany hormonalne towarzyszące ciąży i ogromna odpowiedzialność po porodzie związana z opieką nad niemowlęciem. Do najczęstszych objawów należy poczucie bycia niedobrą matką, połączone z obsesyjnym zamartwianiem się o zdrowie dziecka. Depresja u dzieci i młodzieży • Poza charakterystycznymi dla typowej depresji objawami, takimi jak apatia, trudności z koncentracją czy próby samobójcze, o depresji dziecięcej lub młodzieżowej może świadczyć lenistwo lub agresja. U dzieci w wieku 6-12 lat depresja objawia się przede wszystkim skargami na rozmaite dolegliwości fizyczne. Często u dzieci w wieku szkolnym w obrazie depresji dominuje niepokój, objawiający się rozdrażnieniem i nadmierną aktywnością, co prowadzi często do błędnego rozpoznania ADHD zamiast depresji. www.forumprzeciwdepresji.pl

„W życiu nie ma prób, od razu zaczyna się przedstawienie.” — Marianne Faithfull

8


echo życia

TEMAT NUMERU

Między prawem a praktyką - opieka psychiatryczna Zbyt niskie finansowanie, stereotypy i brak dostatecznej edukacji społecznej - to w opinii ekspertów główne problemy w realizacji Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego. Ocena ta miała związek z petycją wystosowaną do prezydenta, premiera i minister zdrowia przez Koalicję na rzecz Wdrażania Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego. Środowiska psychiatrów apelują w niej „o poparcie idei równego traktowania osób chorujących somatycznie i psychicznie przy podziale środków finansowych przeznaczonych na opiekę zdrowotną w Polsce”. Zwracają przy tym uwagę, że opieka psychiatryczna nie może być traktowana marginalnie i interwencyjnie. Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego został przyjęty w grudniu 2010 r. Objęto nim lata 20112015. Podczas debaty w kancelarii premiera, w której uczestniczyli psychiatrzy, psychologowie, przedstawiciele m.in. biur Rzecznik Praw Pacjenta i Rzecznik Praw Obywatelskich, Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia, wiceminister zdrowia Andrzej Włodarczyk zapowiedział szeroko zakrojone rozmowy na temat realizacji Programu. NFZ ma z kolei przeanalizować finansowanie usług medycznych w oddziałach psychiatrycznych. Jak wskazywali eksperci, wiele z tych jednostek jest zamykanych, ponieważ dla szpitali są one nieopłacalne. Elżbieta Radziszewska, Pełnomocnik Rządu ds. równego traktowania wskazała, że sam program jest świetny, ale pozostaje problem, przekucia prawa na praktykę tak, by dotrzeć do pojedynczego człowieka. - Chory psychicznie, mieszkający w Polsce, nadal nie jest objęty nowoczesną opieką, wzorowaną choćby na sprawowanej w Niemczech. Mamy kilkudziesięcioletnie zaniedbania mówiła. Jak podkreślali podczas spotkania psychiatrzy, chodzi nie tylko o niewystarczające finansowanie opieki psychiatrycznej w Polsce, ale także o racjonalne wykorzystanie środków. Potrzebna jest też edukacja, w tym samych psychiatrów, którzy w wielu przypadkach opowiadają się za najprostszym modelem leczenia - tzw. azylowym, w dużych szpitalach psychiatrycznych. Tymczasem zdecydowanie lepsze wyniki przynosi terapia w małych oddziałach psychiatrycznych, tworzonych przy szpitalach ogólnych; a następnie wspieranie i kontynuowanie terapii w środowisku. Źródło:PAP/Rynek Zdrowia

9


Jesteś osobą niepełnosprawną? Szukasz pracy? Szukasz ciekawych zajęć? Zapraszamy osoby niepełnosprawne do udziału w BEZPŁATNYCH spotkaniach indywidualnych oraz grupowych. OFERUJEMY: - SPOTKANIA Z DORADCĄ ZAWODOWYM, PSYCHOLOGIEM, DIETETYKIEM, PRAWNIKIEM. - ZAJĘCIA PLASTYCZNE, FLORYSTYCZNE, TECHNIKI RELAKSACYJNE ODDYCHANIA, FOTOGRAFICZNE, - SPOTKANIA EDUKACYJNO – INTEGRACYJNE.

Więcej informacji na stronie internetowej www.cukrzycaazdrowie.pl, www.diabetycy.bialystok.pl oraz w siedzibie Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków Oddział Wojewódzki w Białymstoku ul. Warszawska 23, 15-062 Białystok tel. (+48) 85 7415701 pol_stow_diabetykow@wp.pl

10


echo życia

O NAS

W czasie depresji pogarsza się węch W czasie depresji zmniejsza się część mózgu odpowiedzialna za odczuwanie zapachów - poinformował „New Scientist”. Depresja, schizofrenia czy depresja jesienno-zimowa upośledzają odczuwanie zapachów. Naukowcy z uniwersytetu w Dreźnie przeprowadzili badania na 21 osobach z ciężką depresją oraz 21 bez depresji, dając im do powąchania substancję o słabym zapachu w stopniowo zwiększających się stężeniach. U osób tych przeprowadzono także, techniką magnetycznego rezonansu jądrowego (MRI), pomiary opuszki węchowej - części mózgu, dzięki której odczuwamy zapachy. Osoby w depresji wyczuwały zapach znacznie gorzej niż niebędące w depresji, depresja wiązała się też ze zmniejszeniem opuszki węchowej przeciętnie o 15 procent - a im głębsza była depresja, tym mniejsza opuszka. Leki przeciwdepresyjne nie wpływały na ten efekt. Wymiary opuszki węchowej mają prawdopodobnie związek z procesem neurogenezy, tworzeniem się w mózgu nowych neuronów. Depresja hamuje neurogenezę na przykład w części mózgu znanej jako hipokamp, a cierpiące na nią osoby często mają obniżony poziom czynnika neurotropowego, który pobudza neurogenezę. Zdaniem kierującego pracami Thomasa Hummela, pomiary opuszki mogą posłużyć jako obiektywny wskaźnik skuteczności leczenia depresji. Źródło: Rynek Zdrowia

11


echo życia

O NAS

Liczenie kalorii to za mało by schudąć Nie wystarczy liczyć kalorie żeby się odchudzić i uniknąć nadwagi lub otyłości. Trzeba przede wszystkim wybierać takie potrawy, które są mniej tuczące - sugerują najnowsze badania na ten temat, opublikowane na łamach „The New England Journal of Medicine”. - Od lat przeważa przekonanie, że należy jeść wszystko, byle w umiarkowanych ilościach. Zaleca się też, by unikać tłustych potraw (z tłuszczem zwierzęcym) i ściśle kontrolować spożywane kalorie. - To nie jest jednak najlepsze rozwiązanie - twierdzi główny autor badań dr Dariush Mozaffarian, kardiolog i epidemiolog z Harvard School of Public Health. Jego zdaniem, ważne jest to co jemy, a nie tylko to ile spożywamy kalorii. Uczony powołuje się na trwające od 12 do 20 lat obserwacje ponad 120 tys. pracowników amerykańskiej służby zdrowia, uczestniczących w trzech badaniach. Potwierdziły one, że aktywność fizyczna odgrywa istotną rolę. O ile uczestnicy badań średnio przybierali na wadze prawie pół kilograma każdego roku, czyli prawie 10 kg w ciągu dwudziestu lat, to ci którzy często uprawiali sport - o ponad połowę mniej. - Aktywność fizyczna nie jest jednak wystarczająca, żeby uniknąć tycia. Najnowsze badania sugerują, że dieta jest ważniejsza niż wysiłek fizyczny. -Osoby, które są w miarę aktywne fizyczne, ale nie zwracają uwagi na to co jedzą, mogą nadal tyć - ostrzega współautor badań dr Walter Wiolett z Harvard School of Public Health. Z badań wynika, że najbardziej tuczące są frytki. Osoby, które często po nie sięgały, po czterech latach przytyły o ponad półtora kilograma. O połowę mniej tuczące okazały się chipsy - w tym samym okresie powodowały wzrost masy ciała o 0,7 kg. Słodkie napoje oraz mięso i jego przetwory sprawiały, że po czterech latach uczestniczące w badaniach osoby przytyły średnio o około pół kilograma. O połowę mniej tuczące okazały się ziemniaki gotowane, słodycze i desery. Mrożone produkty żywnościowe, soki ze świeżych owoców oraz masło powodowały natomiast przytycie po czterech latach jedynie o 150 gramów. Tycia nie powodują warzywa. Są one też najbardziej pomocne w odchudzaniu. Z badań Nurses’ Health Study wynika, że osoby, które skutecznie odchudziły się, spożywały trzykrotnie więcej warzyw. Największy ubytek masy ciała uzyskiwały osoby, które jadły więcej jogurtów i orzechów, a nawet masła orzechowego. Orzechy zawierają dużo korzystnych tłuszczów roślinnych, natomiast masło orzechowe pomaga w odchudzaniu pewnie dlatego, że daje uczucie sytości. Zaskoczeniem jest, że na tycie (i odchudzanie) nie ma większego wpływu spożywanie mleka (zarówno tłustego, jak i odtłuszczonego), ani serów. Na metabolizm najbardziej niekorzystny wpływ mają tzw. węglowodany oczyszczone, pozbawione głównie błonnika, znajdujące się w białym pieczywie, ciastach, białym ryżu, płatkach kukurydzianych i popcornie. Powodują one spowolnienie przemiany materii, a to sprzyja tyciu. Źródlo: PAP/Rynek Zdrowia

12


echo życia

O NAS

Tajemnica ukryta w wątrobie? - Receptor znajdujący się w żyle wrotnej wątroby jest współodpowiedzialny za wzmożone łaknienie. Ograniczenie jego działania może uczynić walkę z nadwagą bardziej skuteczną - uznał portugalski badacz pracujący w USA. Kierowany przez dr. Albino Oliveira Maia zespół badawczy z amerykańskiego uniwersytetu w Duke udowodnił, że ograniczenie działania receptora w żyle wrotnej wątroby jest kluczem do walki z otyłością. Po zarejestrowaniu podwyższonej ilości cukru we krwi, receptor wysyła do mózgu sygnały pobudzające łaknienie - wynika z badań. Doświadczenia zespołu dr Oliveiry Mai potwierdziły, że zwiększona ilość glukozy we krwi jest rejestrowana w wątrobie i raportowana do mózgu, który wytwarza więcej dopaminy, tzw. hormonu szczęścia. Efektem komunikacji między tymi organami jest wzrost apetytu. - Kilka serii eksperymentów przeprowadzanych na myszach dowiodło, że przy redukcji działania receptora można ograniczyć tycie, bez konieczności wprowadzania surowej diety. Podobnych rezultatów należy się spodziewać w przypadku ludzi. Pracujemy już nad środkiem, który mógłby powstrzymać wysyłany do mózgu komunikat o zwiększonej obecności cukru w organizmie - przekazał dr Oliveira Maia. Zdaniem portugalskiego badacza, nowe odkrycie przyczyni się w przyszłości do ograniczenia liczby kuracji odchudzających, w tym szczególnie zabiegów chirurgicznego usuwania tłuszczu u osób z dużą nadwagą. Źródło; PAP/Rynek Zdrowia

Więcej otyłych niż niedożywionych Na świecie żyje obecnie więcej osób otyłych niż niedożywionych, ale tych ostatnich przybywa z powodu zaostrzania się kryzysu żywnościowego - ostrzega Międzynarodowa Federacja Stowarzyszeń Czerwonego Krzyża. Według danych na świecie było w 2010 r. 1,5 mld osób otyłych i 925 mln niedożywionych. 178 mln dzieci do 5. roku życia cierpi na zaburzenia wzrostu z powodu niedostatku jedzenia, a połowa zgonów dzieci do 2. roku życia wynika z niedożywienia matki podczas ciąży. - Skoro swobodne działanie rynku doprowadziło do sytuacji, w której 15 proc. ludzkości głoduje, a 20 proc. ma nadwagę, to coś gdzieś poszło nie tak - podsumował sekretarz generalny Federacji Bekele Geleta. Dyrektor Federacji ds. Azji i Pacyfiku Jagan Chapagain widzi w tych statystykach „skandal o podwójnym ostrzu”. Na konferencji prasowej w Delhi podkreślił, że „nadmiar żywności zabija dziś więcej osób niż głód”. Jego zdaniem, problem nierównomiernego dostępu do żywności nie wynika z jej braku, tylko m.in. ze złej dystrybucji i wzrostu cen. Światowe ceny artykułów spożywczych wzrosły w 2011 r., rodząc obawy przed powtórką kryzysu żywnościowego z 2008 r., który wywołał zamieszki w licznych państwach. W raporcie podkreślono, że brak żywności nierównomiernie dotyka obie płci, gdyż 60 proc. osób niedożywionych stanowią kobiety, a w niektórych państwach ryzyko śmierci dziewczynek z powodu niedożywienia jest dwukrotnie wyższe niż chłopców Źródło: PAP

13


echo życia

O NAS

Chore zęby a serce? Specjaliści alarmują, że próchnica i choroby przyzębia to nie tylko problem zdrowia jamy ustnej. Chore zęby i dziąsła mają niekorzystny wpływ na cały organizm. Kardiolodzy natomiast wskazują na związek chorób sercowo-naczyniowych z chorobami przyzębia. Ponad 40 proc. Polaków pomiędzy 65 a 74 rokiem życia nie ma własnych zębów, natomiast w przedziale wiekowym 35 - 44 lata aż 1,5 proc. nie ma ani jednego własnego zęba. W tej starszej grupie wiekowej liczba bezzębnych osób wzrosła o 10 proc. od 1998 roku - alarmują dentyści. - W grupie od 35 - 44 lat Polacy aktywni zawodowo mają średnio 25 zachowanych zębów. Wśród mieszkańców miast średnio jest to o dwa zęby więcej niż u mieszkańców wsi. Natomiast Polacy pomiędzy 65 a 74 rokiem życia mają średnio po 6,6 zachowanych zębów - mówiła podczas konferencji „Stomatologia 2011” zorganizowanej przez Naczelną Izbę Lekarską, prof. Maria Wierzbicka, koordynator programu „Monitoring Zdrowia Jamy Ustnej”. Jak tłumaczy prof. Renata Górska, konsultant krajowy w dziedzinie periodontologii, istnie głęboki związek pomiędzy chorobami przyzębia, a chorobami sercowo-naczyniowymi. Ten związek potwierdza kardiolog prof. Beata Wożakowska-Kapłon ze Świętokrzyskiego Centrum Kardiologii. - Te same bakterie, które kolonizują jamę ustną, stwierdza się w blaszkach miażdżycowych - tłumaczy profesor. Jak dodaje, w ŚCK zbadano 112 osób (średnia wieku 53 lata), które przeszły zawał serca. Okazało się, że 30 proc. z nich było bezzębnych, a 41 proc. miało zaawansowaną chorobę przyzębia. - Ani jedna z tych osób nie miała prawidłowego stanu jamy ustnej. Natomiast największe zaawansowanie miażdżycy było u osób bezzębnych - mówi prof. Wożakowska-Kapłon. Jej zdaniem związek pomiędzy chorobami przyzębia, a rozwojem chorób sercowo-naczyniowych jest niemal pewny. - Czekamy na udowodnienie tego, czy można ten proces odwrócić, tzn. czy lecząc choroby przyzębia będziemy wpływać na leczenie chorób sercowo-naczyniowych. Źródło: PAP

14


echo życia

O NAS

Hormonalna terapia zastępcza spowalnia rozwój choroby naczyń wieńcowych Choroba niedokrwienna serca występuje u kobiet znacznie rzadziej niż u mężczyzn. Choć przyczynę tej różnicy upatruje się w ochronnym działaniu żeńskich hormonów płciowych, to jego mechanizm nadal jest niejasny. Na dobroczynną rolę hormonów wskazują m.in. dane epidemiologiczne - u kobiet w starszym wieku, u których wydzielanie hormonów płciowych maleje, ryzyko rozwoju tej choroby wzrasta. Wydawałoby się, że przyjmowanie hormonów egzogennych przez kobiety w okresie menopauzy mogłoby odwrócić tę negatywną tendencję, jednakże stosowanie hormonalnej terapii zastępczej w zapobieganiu choroby wieńcowej budzi wiele kontrowersji. Ostatnie badania wykazały bowiem brak wyraźnie dobroczynnego wpływu hormonalnej terapii zastępczej u pacjentek w starszym wieku na choroby sercowo-naczyniowe. Dlatego celem wieloośrodkowego, prospektywnego badania Women’s Ischemia Syndrome Evaluation (WISE) organizowanego przez amerykański National Heart, Lung, and Blood Institute była analiza związku między momentem wprowadzenia hormonalnej terapii zastępczej, a zaawansowaniem choroby niedokrwiennej serca, ocenianym w badaniu angiograficznym naczyń wieńcowych i występowaniem incydentów sercowo-naczyniowych u kobiet w okresie menopauzy*. Autorzy zwrócili szczególną uwagę na wiek pacjentek i czas wprowadzenia leczenia hormonalnego. Za istotną zmianę w tętnicach wieńcowych przyjęto zwężenie co najmniej 70 proc.. Za incydenty sercowo-naczyniowe uznano: śmiertelność spowodowaną zaburzeniami układu sercowo-naczyniowego, zawał mięśnia sercowego, niewydolność serca i udar mózgu. Autorzy badania przeanalizowali 654 przypadki kobiet w okresie menopauzy. Włączenie do badania poprzedziły, ocena menopauzy oraz jej przyczyna (naturalna wynikająca ze starzenia się organizmu, bądź związana z usunięciem narządów rodnych), stosowanie hormonalnej terapii zastępczej ze szczególnym uwzględnieniem wieku chorych i momentu jej wprowadzenia oraz ocena stanu naczyń wieńcowych w badaniu koronarograficznym. Pacjentki zakwalifikowane do programu obserwowano przez 6 lat. Badanie wykazało, że u kobiet, które kiedykolwiek korzystały z hormonalnej terapii zastępczej, znacznie rzadziej występowały istotne zwężenia w tętnicach wieńcowych w porównaniu z pacjentkami, które nigdy takiej terapii nie podawano. Co więcej, u kobiet w okresie menopauzy naturalnej, które rozpoczęły hormonalną terapię zastępczą przed 55. rokiem życia, odnotowano niższy wskaźnik określający stan choroby naczyń wieńcowych, obliczany na podstawie zwężeń w naczyniach obwodowych serca, w porównaniu z kobietami, które nigdy nie stosowały hormonalnej terapii zastępczej. Natomiast wprowadzenie hormonalnej terapii zastępczej po 55. roku życia nie miało ochronnego wpływu na stan naczyń wieńcowych. Dodatkowo hormonalna terapia zastępcza wiązała się z mniejszą liczbą incydentów sercowo-naczyniowych, choć tylko w grupie kobiet w okresie menopauzy naturalnej. Autorzy badania wykazali, że wprowadzenie hormonalnej terapii zastępczej u kobiet w okresie menopauzy naturalnej przed 55. rokiem życia może korzystnie wpłynąć na spowolnienie rozwoju zmian miażdżycowych w naczyniach wieńcowych prowadzących do choroby niedokrwiennej serca. oprac. Redakcja 15


echo życia

Rośnie pokolenie astmatyków! - Późna diagnostyka chorób alergicznych i zbyt częste podawanie antybiotyków dzieciom sprawia, że wkrótce w Polsce przybędzie olbrzymi odsetek chorych na astmę - alarmuje prof. Bolesław Samoliński, konsultant wojewódzki w dziedzinie alergologii na Mazowszu. Odsetek osób cierpiących z powodu alergii w Polsce jest jednym z najwyższych na świecie. Problemy alergiczne ma już ok. 30 proc. dzieci i blisko połowa dorosłych. Alergie są też najczęstszą przyczyną zachorowań u dzieci i dorosłych do 40. roku życia. Wszystko wskazuje też, że w ciągu najbliższych kilku lat zacznie nam przybywać nie tylko chorych na alergie, ale także astmatyków. W Polsce coraz częściej zauważalne jest występowanie objawów alergicznych jesienią. Osoby z takimi symptomami są w dużym stopniu zagrożone przeistoczeniem alergii w astmę. W Polsce ok. pięciu mln osób ma astmę, a połowa z nich o tym nie wie. Ok. dziewięciu mln cierpi na katar alergiczny wywoływany przez różne alergeny. Ok. trzy mln osób dotkniętych jest egzemą alergiczną. – Każdy Polak raz do roku powinien odbyć konsultację u specjalisty – mówi prof. Bolesław Samoliński. – Choroby alergiczne wcześnie rozpoznane i prawidłowo leczone pozwalają żyć zupełnie normalnie – pacjent nie ma objawów choroby, może bez przeszkód pracować i uczyć się, nie wymaga doraźnej pomocy medycznej. W sytuacji, gdy poziom zachorowalności na choroby alergiczne się zwiększa, kluczowym elementem jest wczesna diagnostyka i odpowiednie leczenie. Większość osób jednak bagatelizuje takie objawy alergiczne jak zatkany nos czy powracający katar i nie szuka fachowej pomocy medycznej. Każdy Polak raz do roku jednak powinien odbyć konsultację u specjalisty – zaznacza prof. Samoliński. - Alergolog to jeden z najrzadziej odwiedzanych specjalistów, szczególnie przez dorosłych pacjentów. Rocznie tylko 5 proc. społeczeństwa szuka pomocy u takiego lekarza. 16

W ciągu ostatniego roku w kraju przybyło ok. 300 tys. osób chorych na alergie. W tym samym czasie przybyło jedynie 30 specjalistów w tej dziedzinie. Problem nie tylko w brakach kadrowych. W ciągu ostatnich lat możemy mówić o szkoleniu lekarzy tej specjalizacji na stałym poziomie. Większe trudności sprawia to, że niewielu lekarzy chce zajmować się nietypowymi postaciami alergii, a także zbyt mała liczba chorych korzysta z immunoterapii. Zdaniem profesora Samolińskiego bardzo niepokojącym zjawiskiem jest nadużywanie antybiotyków i leków przeciwzapalnych w leczeniu chorych z alergią. – U takich pacjentów stosowanie tego rodzaju medykamentów nie jest konieczne, a nawet niezalecane – podkreśla profesor. Z badań prowadzonych przez Zakład Profilaktyki Zagrożeń Środowiskowych i Alergologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego wśród dzieci w wieku wczesnoszkolnym wynika, że co najmniej 60 proc. badanych już w pierwszym roku miało stosowaną antybiotykoterapię. U dzieci od roku do trzech lat, leczone antybiotykiem było przeszło 80 proc. – Nie istnieją żadne dane epidemiologiczne, uzasadniające tak częste stosowanie tej grupy leków. Podawanie antybiotyków małym dzieciom, które nie gorączkują, a mają jedynie katar, to ewidentny błąd w terapii – zaznacza prof. Samoliński. Jak dodaje profesor można przypuszczać, że antybiotykoterapia oraz stosowanie preparatów zawierających paracetamol we wczesnym dzieciństwie sprzyja rozwojowi astmy oskrzelowej oraz alergicznego nieżytu nosa. Zdaniem alergologów należy rozważyć realizację ogólnopolskiego projektu, którego celem byłoby upowszechnienie świadomości dotyczącej problemu alergii w kraju. Ponieważ choroba ta dotyka nie tylko dorosłych. Dobrym rozwiązaniem – zdaniem specjalistów – byłoby przeprowadzenie takich działań przy współudziale kuratoriów oświaty. Źródło: Rynek Zdrowia


WAŻNE INFORMACJE

echo życia

Pacjent czasami płaci za wybór lekarza Każdy ubezpieczony ma prawo zmiany lekarza rodzinnego bez jakichkolwiek konsekwencji, jednak nie częściej niż dwa razy w roku kalendarzowym. Trzecia zmiana lekarza rodzinnego oraz każda następna oznacza dla pacjenta obowiązek poniesienia opłaty w wysokości 80 zł. Dlatego osoba ubezpieczona powinna kontrolować liczbę takich czynności - informuje Dziennik Gazeta Prawna. Ubezpieczony ma prawo wyboru lekarza podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) spośród lekarzy ubezpieczenia zdrowotnego. Czyli takich, którzy mają podpisaną umowę z NFZ, np. prowadzących indywidualną praktykę lekarską albo zatrudnionych w przychodni realizującej umowę z funduszem. Opłaty za kolejną zmianę lekarza pacjent nie uiszcza, gdy konieczność zmiany spowodowana jest przeniesieniem się ubezpieczonego do innego miejsca zamieszkania, a także gdy dotychczas wybrany lekarz zaprzestał udzielania świadczeń opieki zdrowotnej (np. z powodu zamknięcia przychodni, w której pracował). Nie jest to także konieczne, gdy do zmiany lekarza doszło z innych przyczyn, niezależnych od woli pacjenta. Źródło: Gazeta Prawna

Załóż firmę w Internecie „E-biznes bez barier” to program szkoleniowy, realizowany przez Akademię Allegro we współpracy z Fundacją Integracja, skierowany do osób niepełnosprawnych. Podczas szkolenia uczestnicy dowiedzą się, jak samodzielnie założyć firmę w Internecie i odnieść na tym polu sukces. Zajęcia odbywać się będą cyklicznie, w formie dwudniowych warsztatów połączonych z częścią wykładową. Celem szkolenia jest wyrównanie szans w e-handlu i zniesienie wszelkiech barier i ograniczeń z którymi muszą na co dzień borykać się osoby niepełnosprawne. Do dyspozycji uczestnicy mają indywidualne stanowiska komputerowe oraz specjalne oprogramowanie umożliwiające korzystanie z serwisu Allegro w trybie offline. Prowadzeniem szkolenia zajmuja się certyfikowani wykładowcy. „E-biznes bez barier” nie jest jedynym szkoleniem z oferty Akademii Allegro. Na stronie www.akademia.allegro.pl znaleźć mozna szereg szkoleń terenowych skierowanych do różnych grup odbiorców, a także liczne szkolenia online. Zapraszamy do skorzystania z oferty! www.niepełnosprawni.pl

17


WAŻNE INFORMACJE

echo życia

Jakie korzyści daje zatrudnianie niepełnosprawnych? W Polsce wciąż za mało pracodawców zatrudnia osoby niepełnosprawne. Wynika to najczęściej ze zwykłej ludzkiej ignorancji i utartych w społeczeństwie stereotypów. Tymczasem osoby niepełnosprawne często nie tylko efektywniej pracują, ale i z ich zatrudnienia właściciele firm mogą czerpać niepodważalne korzyści. Na Zachodzie sytuacja wygląda znacznie lepiej, bo pracę posiada co druga niepełnosprawna osoba, natomiast w Polsce na 2,5 mln niepełnosprawnych jest zatrudniona tylko co piąta. Pracodawcy wykazując się zupełnym brakiem wyobraźni i elementarnej wiedzy dotyczącej korzyści płynących z zatrudnienia osób niepełnosprawnych, wybierają kandydatów z mniejszymi kwalifikacjami, co w przyszłości odbija się na efektywności firmy i jej środkach finansowych. Pracownik z niewystarczającymi umiejętnościami blokuje sprawność działania przedsiębiorstwa, dlatego też z czasem zostaje zwolniony. A co za tym idzie, proces rekrutacji przedłuża się, a pracodawca ponosi kolejne koszty z nim związane. Zamiast tracić tak cenny czas na kolejne bezowocne procesy rekrutacyjne, warto od razu przyjąć do pracy profesjonalistę, nawet jeśli jest nim osoba niepełnosprawna. Oto jakie korzyści płyną z zatrudnienia niepełnosprawnych: Zwrot kosztów wyposażenia stanowiska pracy - pracodawca, który zatrudnia osobę niepełnosprawną przez co najmniej 36 miesięcy (przy wcześniejszym podpisaniu umowy ze starostą, gdyż zwrotowi nie podlegają koszty poniesione przed dniem jej zawarcia) może ubiegać się maksymalnie o 15-krotność przeciętnego wynagrodzenia. Zwrot kosztów na przystosowanie stanowiska pracy - pracodawca, który zatrudnia osobę niepełnosprawną przez co najmniej 36 miesięcy, może otrzymać zwrot kosztów poniesionych na przystosowanie tworzonych (stosownie do potrzeb wynikających z ich niepełnosprawności) lub istniejących stanowisk pracy dla tych osób. Refundacja dotyczy na przykład adaptacji pomieszczeń zakładu pracy do potrzeb osób niepełnosprawnych oraz zatrudnienia pracownika pomagającego zatrudnionej osobie niepełnosprawnej. Pracodawca ubiegający się o wyżej wymienioną refundację musi złożyć wniosek do starosty właściwego ze względu na miejsce zatrudnienia osób niepełnosprawnych. Dofinansowanie wynagrodzeń pracowników niepełnosprawnych - przysługuje ono pracodawcy prowadzącemu zakład pracy chronionej, pracodawcy zatrudniającemu co najmniej 25 pracowników w przeliczeniu na pełny wymiar czasu pracy i osiągającemu wskaźnik zatrudnienia osób niepełnosprawnych w wysokości co najmniej 6 proc. lub pracodawcy zatrudniającemu mniej niż 25 pracowników. Nie można mieć przy tym zaległych zobowiązań wobec Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Właściciele firm otrzymują dofinansowanie na pracowników ujętych w ewidencji zatrudnionych osób niepełnosprawnych, którą prowadzi Fundusz, wykorzystując numery PESEL i NIP, a także informacje przekazywane drogą elektroniczną do Funduszu oraz na osoby niepełnosprawne, które nie mają ustalonego prawa do emerytury. Kwota miesięcznego dofinansowania nie powinna przekroczyć miesięcznej pensji pracownika niepełnosprawnego Refundacja składek ZUS - wystarczy w deklaracji rozliczeniowej składanej do ZUS zaznaczyć odpowiedni kod i wpisać kwoty ubezpieczenia osób niepełnosprawnych finansowane przez PFRON lub budżet państwa, co odciąża pracodawcę, gdyż sam nie musi już powyższych kwot wpłacać na rzecz ZUS. Dotyczy w równej mierze zakładów pracy chronionej jak i pracodawców zatrudniających co najmniej 25 pracowników w przeliczeniu na pełny wymiar czasu pracy i osiągających wskaźnik zatrudnienia osób niepełnosprawnych w wysokości co najmniej 6 proc. Ulgi we wpłatach na PFRON - pracodawcy, którzy nie osiągają odpowiednich wskaźników zatrudnienia osób niepełnosprawnych (co najmniej 6 proc.), muszą dokonywać obowiązkowych wpłat na PFRON. W związku z tym pracodawcy zatrudniający więcej niż 6 proc. niepełnosprawnych zostają zwolnieni z tego obowiązku. Natomiast zatrudniając osoby ze schorzeniami szczególnie utrudniającymi wykonywanie pracy, można liczyć na obniżenie obowiązujących 6 proc. Ponadto jeżeli pracodawcy niespełniający powyższych warunków kupią usługi (z wyłączeniem 18


echo życia

WAŻNE INFORMACJE

handlu) lub produkty od pracodawcy zatrudniającego co najmniej 25 pracowników, w tym co najmniej 10 proc. osób ze znacznym lub umiarkowanym stopniem niepełnosprawności, nabywają prawa do obniżenia wysokości obowiązkowych wpłat na rzecz Funduszu. Szkolenie osób niepełnosprawnych organizowane przez pracodawcę - na wniosek pracodawcy PFRON może zrefundować koszty szkolenia zatrudnionych u pracodawcy osób niepełnosprawnych. Zwrotem kosztów zajmuje się starosta na warunkach i w wysokości określonych w umowie zawartej uprzednio z pracodawcą. Jak widać korzyści z zatrudnienia osób niepełnosprawnych jest wiele, wystarczy tylko troszkę zorientować się w temacie, by zyskać profesjonalnego pracownika, przyczyniając się tym samym do ustabilizowania fluktuacji kadr. Źródło: Money.pl

19


WAŻNE INFORMACJE

echo życia

Bank a niepełnosprawni W Polsce co czwarty obywatel nie ma własnego konta bankowego. Gorzej jest tylko w Rumunii i Bułgarii. Największą grupą ludzi niekorzystających z usług bankowych – obok osób bezrobotnych, starszych i o niskich dochodach – są osoby z niepełnosprawnością. W większości krajów zachodnich osoby nieposiadające konta bankowego mają ogromne trudności, aby funkcjonować w społeczeństwie. Bez konta nie otrzymają pensji od pracodawcy, legalnie nie wynajmą mieszkania, a emeryci nie otrzymają świadczenia. Karta płatnicza (jedna osoba zwykle ma ich kilka) jest nieodzownym przedmiotem codziennego użytku, a rachunki płacone są wyłącznie drogą internetową. W Polsce jest inaczej. Renty i emerytury przynosi do domu listonosz, a urzędy pocztowe pod koniec każdego miesiąca przeżywają najazd ludzi, którzy czekają w długich kolejkach, aby opłacić kilka, a nawet kilkanaście rachunków. Za każdy z nich płacą 2,50 zł. Rachunki opłacają też w kasach sklepów i supermarketów podczas zakupów albo udają się do specjalnych punktów przyjmowania opłat, jakich w Polsce jest wiele. Jeśli robią zakupy w internecie, to wybierają płatność przy odbiorze, a nie przelewem na konto. Badania potwierdzają, że wielu Polaków wciąż woli trzymać oszczędności w domu niż w banku, sądząc, że to najbezpieczniejsza forma. Kiedy pojawiają się kłopoty z brakiem gotówki, wolą zaciągnąć wysokooprocentowaną pożyczkę w firmach udzielających kredytów niż w banku. – Polska znajduje się na jednym z ostatnich miejsc wśród krajów Unii Europejskiej, gdy chodzi o wskaźniki korzystania z usług bankowych przeliczane na liczbę mieszkańców – mówi Adam Tochmański, dyrektor Departamentu Systemu Płatniczego NBP. – Z powodu niskich rent i skromnych środków do życia wiele osób z niepełnosprawnością uważa, że zakładanie konta w banku mija się z celem, i tylko na tym stracą. Po otrzymaniu renty na konto i tak poszłyby do bankomatu, by wypłacić wszystkie środki. - Po co więc płacić co miesiąc za utrzymanie konta? – pytają. – Kiedy masz 600 złotych renty, liczysz każdą złotówkę – dodają. Dochodzą jeszcze inne obawy. Zdaniem prof. Dominiki Maison z Uniwersytetu Warszawskiego, która przeprowadziła badania dla NBP na temat wykluczenia finansowego, część ludzi boi się nowych technologii i nie ufa instytucjom finansowym. Boją się także kradzieży pieniędzy z konta przez hakerów internetowych albo z bankomatu w wyniku zgubienia karty bądź kradzieży PIN-u. 20

Niepełnosprawni, nawet jeżeli założyli konto w baku, mają trudności z otrzymaniem kredytu. Choć zatrudnienie osób z niepełnosprawnością wzrosło w ostatnich dwóch latach o 68 tys., to wciąż zdecydowana większość z nich – 76 proc. będących w wieku produkcyjnym – utrzymuje się wyłącznie z renty, innych świadczeń społecznych albo pozostaje na utrzymaniu rodziny. Niestety, większość pracujących osób otrzymuje niskie wynagrodzenie, najczęściej minimum ustawowe. Dlatego mają znacznie utrudniony dostęp do wielu kredytów, np. na zakup samochodu, mieszkania, a nawet sprzętu RTV i AGD. W praktyce rzadko otrzymują kredyty, ponieważ wyliczona im przez bank zdolność kredytowa jest bardzo niska. Poza tym osoby chore i z niepełnosprawnością to klienci wysokiego ryzyka. A więc mogą nie być w stanie spłacić zaciągniętego na lata zobowiązania. W Związku Banków Polskich zdają sobie sprawę z trudnej sytuacji osób z niepełnosprawnością, które mają niskie dochody, a przez to niską zdolność kredytową. – Coraz więcej banków dostrzega potrzeby klientów mających różne ograniczenia i problemy o charakterze zdrowotnym – mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich. – Niektóre banki tworzą specjalne oferty, np. Bank Pocztowy we współpracy z ZUS, na świadczenie usług dla osób o niskich dochodach. Powinniśmy razem szukać rozwiązań w partnerstwie publiczno-prywatnym z różnymi instytucjami w zakresie świadczenia usług finansowych, ukierunkowanych na te grupy osób, aby ceny usług płatniczo-rozliczeniowych stawały się coraz atrakcyjniejsze. Tu szukałbym porozumienia. Obecnie banki budują podjazdy i upraszczają procedury, a niektóre organizują także szkolenia dla pracowników, dotyczące obsługi osób z niepełnosprawnością. I choć nie wszystkie banki podej-


WAŻNE INFORMACJE

echo życia mują starania, aby otworzyć się na osoby z niepełnosprawnością, to niektóre podjęły duży wysiłek, aby stać się prawdziwie przyjazną instytucją dla tej grupy klientów. Na przykład Bank Citi Handlowy oraz Bank Zachodni WBK, aby to osiągnąć, podjęły współpracę i konsultacje ze Stowarzyszeniem Integracja, która wykonała audyty oceniające, co, w jaki sposób i w jakich oddziałach banki muszą zmienić. Dzięki wprowadzonym zmianom coraz więcej oddziałów Banku Citi Handlowy jest całkowicie dostępnych. Bank ten jest liderem w dostosowaniu bankomatów dla osób niewidomych i niedowidzących (Bank Zachodni WBK również je dostosowuje). Przystosowanie jednego dotykowego bankomatu nie jest tanie, niekiedy wynosi tyle, co koszt dobrego samochodu. Przystosowanie wiąże się z „dołożeniem” odpowiedniego panelu numerycznego przy ekranie lub wykorzystaniem istniejącej już klawiatury numerycznej, a także z implementacją dodatkowego programu dla osób niewidomych, który „włączy się” we wszystkie funkcjonalności urządzenia, z jakich korzystają inni klienci, i przekaże informacje w formie dźwiękowej. Dostosowanie bankomatów dla osób poruszających się na wózkach – które potrzebują niżej ulokowanego urządzenia – jest jeszcze trudniejsze. Bankomaty muszą znajdować się na pewnej minimalnej wysokości, aby mogło z nich wygodnie korzystać jak najwięcej osób. Gdyby wisiały za nisko, wtedy problemy w korzystaniu z nich mieliby inni, a osoby starsze i mające problemy z kręgosłupem narażone byłyby na urazy. Teoretycznie jedynym rozwiązaniem uwzględniającym potrzeby osób na wózkach, byłoby umieszczenie wszędzie drugiego bankomatu. To generowałoby jednak ogromne koszty. Niektóre banki wprowadzają zmiany na własną rękę, bez konsultacji z organizacjami osób z niepełnosprawnościami, choć one mają największą wiedzę na temat tego, jak najlepiej zaspokoić potrzeby takich klientów. Niestety, czasem popełnianych jest przy tym tak wiele błędów, że zmiany nie zwiększają dostępności placówki, a wręcz ją zmniejszają.

Literacki Nobel dla niepełnosprawnego poety Królewska Szwedzka Akademia Nauk uhonorowała Tomasa Transtroemera. Zgodnie z ponad stuletnią tradycją, punktualnie o godzinie 13.00 otworzyły się drzwi Szwedzkiej Akademii i wobec międzynarodowego tłumu dziennikarzy stały sekretarz Akademii Peter Englund odczytał nazwisko tegorocznego noblisty. - Przez swoje zwięzłe, przejrzyste obrazy daje nam świeże spojrzenie na rzeczywistość - w ten sposób Akademia argumentuje przyznanie Szwedowi literackiej Nagrody Nobla. Sala, dziennikarze i zgromadzona publiczność zareagowała na tę wiadomość wybuchem głośnej radości i oklaskami. Tomas Transtroemer jest pisarzem, poetą i tłumaczem literatury. Przekładał m.in. wiersze Czesława Miłosza. To jeden z najwybitniejszych poetów współczesnych. Jest autorem wierszy tłumaczonych na kilkadziesiąt języków. Do najważniejszych jego zbiorów wierszy należą: Tajemnice w drodze, Dźwięki i ślady, Morza Bałtyckie, W sali zwierciadeł, Żywym i umarłym. Jego twórczość porównywana jest do poezji Cypriana Norwida. Wiersze zaczął pisać w wieku 13 lat, a jako 23-latek opublikował swój pierwszy tomik. W 1996 roku był głównym kotrkandydatem Wisławy Szymborskiej do otrzymania Nobla. Tomas Transtoremer urodził się 15.04.1931 roku. Ukończył wydział psychologii i studia muzyczne. Pracował jako psycholog w więzieniu, a następnie w zakładach pracy. Mieszka w małej miejscowości Vaesteras, poza Sztokholmem. W 1990 roku Transtroemer doznał udaru mózgu, po którym jest częściowo sparaliżowany. Pisarz do dziś zmaga się z konsekwencjami wylewu, porozumiewa się z otoczeniem za pomocą gestów i znaków. Mimo niepełnosprawności Transtroemer często spotyka się z czytelnikami. Jest laureatem m.in. Nagrody Literackiej Rady Nordyckiej za tomik Żywym i Umarłym. W Polsce ukazało się osiem zbiorów wierszy Transtroemera: Dziki Rynek, Żywym i umarłym, Moja przedmowa do ciszy, Muzeum motyli, Gondola żałobna, Późnojesienny labirynt, Niebieski dom i Podsłuchany horyzont.

Źródło: Integracja 21


WAŻNE INFORMACJE

Konkurs literacki „Podróże bez granic” Pomorska Fundacja Sportu i Turystyki Osób Niepełnosprawnych „Keja” zaprasza do udziału w drugiej edycji ogólnopolskiego konkursu literackiego „Podróże bez granic - z przeszkodami bez przeszkód”. Literacka rywalizacja startuje już 1 października. Konkurs adresowany jest do wszystkich osób niepełnosprawnych, bez względu na wiek, które legitymują się stopniem niepełnosprawności. Zadaniem uczestników jest nadesłanie pracy na temat: „Podróże bez granic - z przeszkodami bez przeszkód”. Należy w niej przedstawić swoją podróż - bliską lub daleką - do miejsca, które posiada walory turystyczne i jest dostępne dla osób z niepełnosprawnością. Konkursowa praca może mieć formę opisu, relacji, sprawozdania lub felietonu z opisami odwiedzonych miejsc lub też oceny konkretnych przestrzeni turystycznych (obiektów hotelowych i gastronomicznych, muzeów, kin, skansenów, baz uzdrowiskowych, biur podróży, środków transportu, szlaków wodnych i górskich, obiektów kinowych i teatralnych, portów lotniczych, baz promowych, dworców, komunikacji zbiorowej, parków krajobrazowych, obiektów sportowych). Objętość materiału nadsyłanego na konkurs nie powinna przekraczać 5 stron w formacie A4, wielkość czcionki: od 10 do 12. Prace należy opatrzyć imieniem, nazwiskiem, datą urodzenia autora i dokładnym adresem zamieszkania. W przypadku prac opiekunów z placówek wychowawczych dodatkowo należy podać nazwę i adres ośrodka oraz nazwisko opiekuna i jego dane kontaktowe. 22

echo życia


echo życia

WAŻNE INFORMACJE Prace - w formie elektronicznej - należy przesłać na adres poczty elektronicznej: konkursy@fundacjakeja.org.pl (temat wiadomości: „Podróże bez granic - z przeszkodami bez przeszkód”). Termin nadsyłania zgłoszeń mija 30 listopada 2011 roku. Spośród nadesłanych materiałów wybrane zostaną trzy, których autorzy otrzymają cenne nagrody: notebooka (za miejsca I i II) lub urządzenie wielofunkcyjne (III miejsce). Organizatorzy przewidzieli także wyróżnienia dla 20 prac; ich twórcy dostaną upominki w postaci daszków z logo Podróży Bez Granic. Rozstrzygnięcie konkursu nastapi 15 grudnia 2011 r. Lista zwycięzców ukaże się na stronie internetowej www.PodróżeBezGranic.pl. W tym serwisie zostaną także opublikowane najlepsze prace - wraz z podaniem nazwiska i wieku autora. Nagrody zostaną wysłane drogą pocztową nie później niż 14 dni od ogłoszenia wyników. Przedsięwzięcie ma na celu aktywizację społeczności osób niepełnosprawnych w branży turystycznej, kształcenie umiejętności podróżowania bez granic, a także zebranie danych na temat dostępności obiektów infrastruktury turystycznej. Ponadto realizatorzy stawiają sobie za zadanie upowszechnienie miejsc turystycznych dostępnych dla osób niepełnosprawnych, promowanie aktywnych form spędzania czasu oraz talentu osób niepełnosprawnych. Organizatorem i sponsorem konkursu jest Fundacja „Keja”, która prezentuje możliwości osób niepełnosprawnych i upowszechnia wiedzę na temat mądrego, radosnego i pełnego życia. Jak podkreślają członkowie Fundacji, oddawanie się podróżom niewątpliwie czyni życie ciekawszym i radośniejszym. - Podróże: te małe i te duże, uczą nas pokonywać swoje słabości, walczyć z przeszkodami, ale także zachwycać się światem, cieszyć z kontaktu z innymi i marzyć, aby zobaczyć i poznać więcej. Jednocześnie każda nasza wyprawa w świat uczy ludzi dookoła co nieco o naszej rzeczywistości, inności, kulturze, zwyczajach, życiu. Podróżując, wzbogacamy swój świat, ale również jesteśmy bogactwem dla świata. I dotyczy to wszystkich, w tym także - a może przede wszystkim - osób z niepełnosprawnością. Bo niepełnosprawność nie oznacza, iż trzeba spędzać czas zamkniętym w czterech ścianach, iż nie można realizować własnych pasji i marzeń. Jest to na pewno trudniejsze, ale da się. I trzeba - podkreśla Sylwia Magdalena Skuza, prezes Fundacji „Keja”. Turystyka jest także ważnym elementem rehabilitacji medycznej osób niepełnosprawnych. Niebagatelny jest wpływ doświadczeń i przeżyć turystycznych na ogólną kondycję psychofizyczną. Oprócz tego podróżowanie ma niezrównane walory integracyjne. Liczba osób z niepełnosprawnością, które decydują się na podróżowanie, wciąż jest niewielka. Wpływa na to duża liczba barier: architektonicznych, organizacyjnych, finansowych, ale też psychologicznych i społecznych. Dodatkowe ograniczenia to brak wiarygodnej, kompleksowej informacji o dostępności infrastruktury turystycznej oraz nikłe przygotowanie samej branży turystycznej do obsługi gości o specyficznych potrzebach (brak specjalistycznych map i przewodników oraz wykwalifikowanego personelu, niewielka oferta biur turystycznych itd.). Aby więc hasło „Turystyka dla wszystkich” nie pozostawało jedynie szczytną deklaracją, Fundacja „Keja” podejmuje konkretne działania w celu jak najpełniejszego udostępnienia przestrzeni turystycznej osobom niepełnosprawnym. 23


WAŻNE INFORMACJE

echo życia

Salmonella: bakteria multiodporna pojawia się w Europie Odporność bakteryjna na antybiotyki niepokoi już od pewnego czasu. Ostatnio, francuski Instytut Pasteur we współpracy z Narodowym Instytutem Nadzoru Sanitarnego oraz Narodowym Instytutem Badań Agronomicznych, wskazły palcem na niewłaściwe wykorzystanie antybiotyków w hodowlach zwierząt, co doprowadziło pewien szczep bakterii salmonella do uzyskania odporności na prawie wszystkie antybiotyki. Pojawiło się ryzyko epidemii. W ramach szerokiego badania międzynarodowego, badacze z Instytutu Pasteur, INSV oraz INRA, zauważyli nagłe i niepokojące pojawienie się salmonelli odpornej na prawie wszystkie antybiotyki. Głównym czynnikiem transmisji tego mikroorganizmu są ptaki. Istnienie tej bakterii, nazwanej Salmonella kentucky, było wykrywane już od 2002 r. u niewielkiej liczby podróżników, którzy powracali z Egiptu, z Kenii i z Tanzanii. Bakteria ta prezentowała odporność na wiele antybiotyków, w tym i na fluorochinolony, które stanowią jedną z kluczowych terapii ostrej samonellozy. Bakterie te są jedną z pierwszych przyczyn zatruć pokarmowych u ludzi. Zbiórka danych epidemiologicznych pozwoliła badaczom na obserwację w czasie rzeczywistym chronologii spektakularnej eksplozji tej bakterii, opowiadają eksperci z Instyutu Pasteura. I to jakiej eksplozji! Między rokiem 2002 i 2008 nadzór sanitarny naliczył pięćset przypadków we Francji, w Zjednoczonym Królestwie oraz w Danii. Między rokiem 2009 i 2010 w samej tylko Francji naliczono i potwierdzono 270 przypadków! W ponad 10 proc. przypadków, pacjenci nie mówili o pobycie za granicami kraju. Bakteria zaczęła więc, według wszelkiego prawdopodobieństwa, pojawiać się w Europie, mnożąc w ten sposób ryzyko zarażenia ptactwa hodowlanego, a więc i zagrożenie rozprzestrzenianiem się bakterii na wielką skalę, podkreśla Instytut Pasteura. Wiele typów odporności zdaje się kumulować w jednym szczepie bakterii Salmonella kentucky. 24

Na początku lat dziewięćdziesiątych XX w., jeden fragment DNA zawierający geny odporności na sześć molekuł, zintegrował się z chromosomem Salmonella kentucky. Kilka lat później w drodze mutacji pojawiła się odporność na antybiotyki z rodziny chinolonów, a później na fluorochinolony na początku pierwszego dziesięciolecia nowego wieku. Jest to kumulacja wszelkiej możliwej odporności w jednym szczepie bakteryjnym, a kumulacja ta ma być przyczyną aktualnej epidemii, oceniają eksperci. Ostatnia eksplozja przypadków może być związana z rozprzestrzenianiem się bakterii w Afryce wśród ptactwa hodowlanego, które jest karmione olbrzymimi ilościami antybiotyków. Rezultaty tego badania podkreślają znaczenie nadzoru mikrobiologicznego, w szczególności w krajach południowych. Przypominają one również ryzyko dla zdrowia ludzkiego, jakie niesie ze sobą złe używanie antybiotków, niereglamentowane, w hodowlach, które sprzyja pojawianiu się i rozprzestrzenianiu genów odporności u bakterii odpowiedzialnych na zatrucia pokarmowe. Źródło: Biomedical


echo życia

WAŻNE INFORMACJE

Nie obwiniajmy o wszystko geny Najnowsze odkrycia naukowe sugerują, że rewolucja w zakresie dotychczasowych nawyków żywieniowych i zmiana stylu życia może hamować aktywację genów odpowiedzialnych za choroby krążeniowe, cukrzycę, otyłość i pewne nowotwory. Pożądane efekty odpowiedniej diety mogą być widoczne już po kilku miesiącach stosowania. - Przestańmy obwiniać nasze geny za to, że mamy nadwagę, cukrzycę czy wysoki cholesterol - mówi Małgorzata Desmond, specjalista medycyny żywienia i dietetyki z Carolina Medical Center. „Epidemia nadwagi i otyłości szerzy się zaledwie 30 lat. Choroby krążenia pojawiły się masowo dopiero po II wojnie światowejii, a zachorowalność na cukrzycę wzrosła o 150% jedynie w ostatnich trzech dekadachy. Ryzyko zachorowania na raka piersi, jelita grubego czy prostaty wzrasta nawet kilkakrotnie, gdy przeprowadzasz się z Azji do USA. Zmiany w ludzkim genomie zachodzą natomiast bardzo wolno, de facto w kilku procentach na setki tysięcy lat. Geny przekazane nam przez naszych przodków nie wyjaśniają zatem dramatycznego wzrostu zachorowań na choroby cywilizacyjne, który miał miejsce przez ostanie 60 lat - przekonuje Małgorzata Desmond. Każdego roku naukowcy odkrywają nowe geny odpowiedzialne za szereg chorób, takich jak choroby serca czy rak. Ostatnio zespół genetyków z Uniwersytetu Oksfordzkiego zlokalizował gen, który znacząco zwiększa ryzyko wystąpienia otyłości i jest obecny u niemal połowy białych Europejczyków. Wiadomo także, że prawdopodobieństwo wystąpienia cukrzycy typu 2 u dzieci obciążonych genetycznie chorobą przez jednego z rodziców wynosi 40 proc. lub nawet 70 proc., jeśli obydwoje rodzice są diabetykami. - Tego typu dane i doniesienia, jeśli źle zinterpretowane, mogą sugerować, że nie mamy kontroli nad stanem własnego zdrowia. Przykładowo, blisko 20 proc. Europejczyków jest nosicielami obydwu kopii genu FTO, co zwiększa ryzyko otyłości o 2,5 raza w stosunku do reszty populacji. Jednak ryzyko to wzrasta tylko u tych, u których w diecie jest dużo tłuszczu. Gdy osoby z predyspozycją do otyłości stosują dietę niskotłuszczową, poziom ryzyka pozostaje bez zmian, pomimo obciążenia rodzinnego. W przeważającej większości wypadków predyspozycje genetyczne budzą się pod wpływem czynników środowiskowych, w tym diety – wyjaśnia Desmond. Zagadnieniem tym zajmuje się nutrigenomika, nauka badająca wpływ składników pożywienia na funkcjonowanie genów. Okazuje się, że nasz genom nie jest statycznym zestawem predyspozycji przekazanych nam przez naszych rodziców i dziadków, ale można nim w pewnym sensie manipulować poprzez to, w jaki sposób żyjemy.

Obecnie dieta przeciętnego Polaka połączona z brakiem aktywności fizycznej jest właśnie tym czynnikiem, który pociąga za spust i uruchamia w większości z nas geny odpowiedzialne za otyłość, cukrzycę, choroby krążenia, nadciśnienie, czy pewne nowotwory. Stąd niespotykana wcześniej epidemia tych schorzeń. Z drugiej strony, włączenie „genów zdrowia” jest możliwe za pomocą diety przypominającej dietę naszych praprzodków. Ta pradieta, obecnie zwana przez specjalistów „dietą ogrodu Eden”, składa się głównie z nieprzetworzonych produktów roślinnych. Już w ciągu 6 miesięcy jej stosowania może spowolnić rozwój nowotworu prostaty, ponieważ stymuluje ona aktywność genów odpowiedzialnych za obronę przeciwnowotworową i hamuje geny odpowiedzialne za rozwój raka. W ciągu kilku tygodni możliwe jest również wyłączenie niektórych genów odpowiedzialnych za oporność na insulinę, która leży u podstaw cukrzycy typu 2, jak również obniżyć stężenie „złego” cholesterolu w stopniu porównywalnym do terapii farmakologicznej. Badanie opublikowane w prestiżowym czasopiśmie The Lancet w 2008 roku wykazało, że dieta Edenu stymuluje także gen kodujący telomerazę, substancję decydującą o długowieczności. Jest też najlepszą dietą odchudzającą, ponieważ w dużej ilości pożywienia zawiera stosunkowo mało energii - wśród praludzi otyłość była w ogóle nieznana. - Nie jesteśmy niewolnikami naszych genów. W większości przypadków, styl życia i dieta mogą zmienić predyspozycje zapisane w genach pod warunkiem, że jesteśmy gotowi na duże zmiany- zaznacza Małgorzata Desmond. Źródło: Biomedical 25


WARTO WIEDZIEĆ

echo życia

Czym pachniesz? Zapachy określają styl życia, tożsamość i miejsce w strukturze społecznej danej osoby. Po epokach pary, elektryczności, tworzyw sztucznych i komputerów, nastała era aromatyczna. Torby na śmieci mają zapach fiołków, łazienkowe i kuchenne środki czyszczące pachną jak „Chanel 5”, a benzyna jak truskawki - mówi dr hab. Marek Krajewski. Współczesny człowiek nie pachnie naturalnie. Presja społeczeństwa i współczesnej kultury spowodowała, że musi ukrywać swój naturalny, „osobniczy” zapach i zastępować go sztucznymi aromatami, dostępnymi na rynku. Tylko najbliższe osoby i tylko w sferze prywatnej mogą poznać nasz naturalny zapach ciała.

Eliminowanie naturalnych zapachów ciała - potu, ekskrementów, zapachu z ust i gazów - następowało w trakcie procesów cywilizowania się człowieka i odchodzenia od jego zwierzęcej natury. Zdolność ukrycia naturalnego zapachu ciała posiada także społeczną moc różnicowania. W społeczeństwie nowoczesnym grupy dominujące „pachną”, nie wydzielają żadnych naturalnych woni, zaś grupy sytuujące się na marginesie życia społecznego wydzielają niekontrolowane zapachy. W XXI wieku rola zapachu przestała być sprowadzana tylko do roli narzędzia uwodzenia, czy wyznaczać status społeczny i tożsamość. Zapach stał się jednym z produktów konsumenckich. Aromatyzacja kultury uwrażliwia konsumentów na obecność zapachów w ich otoczeniu, usiłuje wyposażyć ich w narzędzia interpretacyjne umożliwiające doświadczanie i „rozumienie” bodźców zapachowych, zachęca i uczy konsumentów przyjemności ich doznawania. Jak zauważa dr Krajewski, obecnie można wysyłać aromatyczne maile, projektować pachnące witryny internetowe, czy dodawać egzotyczne zapachy do gier komputerowych. - Dzięki współczesnej technologii ludzie mogą nie tylko miksować swoje własne wonie i dezodoryzować otoczenie, w którym aktualnie przebywają, ale również poczuć zapach kupowanych w sieci produktów - mówi. Próby wzbogacenia tradycyjnych form rozrywki o zapachowy wymiar pojawiły się już w latach 50. W niektórych amerykańskich kinach próbowano wówczas wprowadzić nowy rodzaj rozrywki, o nazwie Smell-o-Rama lub Aroma-Rama. W trakcie filmu do sali kinowej tłoczono lub wypuszczano spod foteli widowni różne zapachy, odpowiadające charakterowi filmu lub scen w nim występujących. 26


echo życia O sile aromatyzacji życia społecznego i coraz głębszej komercyjnej eksploatacji zmysłu powonienia świadczy pojawienie się w ofercie biur podróży aromatycznych wycieczek. Jedna z amerykańskich firm, Provence Aromatherapy Retreat, proponuje klientom np. wyprawy w głąb krainy aromatycznych olejków Prowansji i Południowej Francji, spotkania z ekspertami od aromaterapii i „doznania pachnących pól”. Zdaniem dr. Krajewskiego, zapach staje się dobrem kulturowym, którego poznanie jest równie istotne, jak zwiedzanie zabytków czy odwiedzanie galerii sztuki. Chociaż, jak zauważa, przemierzanie tysięcy kilometrów po to, by powąchać to, co można kupić w każdym supermarkecie, czy też po to, by dowiedzieć się i zobaczyć na własne oczy, jak wytwarzane są zapachy, wskazuje zarówno na rewaloryzację zmysłu powonienia w zachodniej kulturze, jak i na poszukiwanie nowych powodów, uzasadniających konsumowanie. Osobnym przejawem komercyjnej eksploatacji zmysłu powonienia i zapachów jest wzrastająca popularność aromaterapii i stale rosnący rynek sprzedaży feromonów. - Feromony, podobnie jak fast-food w przypadku pragnienia głodu, internet w przypadku pragnienia bycia w innym miejscu, a rozrywkowe multipleksy w przypadku potrzeby zabawy i relaksu, proponują specyficzną drogę na skróty - wyjaśnia socjolog. Jak mówi, reklamowanie feromonów jako niezawodnego środka umożliwiającego zdobycie partnera sprawia, iż dotychczasowe, tradycyjne metody - w przekonaniu odbiorców spotu - stają się nieskuteczne i przekonuje, iż urzeczywistnienie marzeń może się spełnić dopiero po kupieniu reklamowanego produktu. Zapachy wykorzystywane są także do reklamowania innych produktów. Dla przykładu firma Aromatech proponuje urządzenie rozpylające olejki eteryczne poprzez system klimatyzacji. System ten, sterowany komputerowo, pozwala na zdalne kierowanie zapachami unoszącymi się aktualnie w pomieszczeniu. Urządzenie to jest reklamowane jako idealny środek stymulujący produktywność pracowników za pomocą manipulacji zapachami towarzyszącymi ich zawodowym obowiązkom.

WARTO WIEDZIEĆ Natomiast w koreańskich salonach Hyundai nabywcy luksusowych samochodów wabieni są wonią ekskluzywnych perfum, rozpylanych automatycznie podczas otwierania wejściowych drzwi. Na lotniskach z kolei często podróżni czują zapach sosny, gdyż - jak wynika z badań - ma on zdolności relaksujące i redukujące stres towarzyszący lataniu samolotami. Ze spostrzeżeń socjologa wynika również, iż reklamy perfum i kosmetyków opierają swoją skuteczność na wywoływaniu u odbiorcy „napięcia, o ile nie paranoi”. Z takim zapachem nie masz szans - Jak trafnie zauważyli reklamodawcy, zapach ciała jest doskonałym przedmiotem zabiegów marketingowych, opartych na bezimiennym strachu - mówi Krajewski. Jednostki nie są świadome swojego własnego zapachu, ponieważ zapachu nie można obejrzeć. Tylko przy pomocy reklamy, która mówi do nas głosem obiektywnej, bezstronnej osoby, możliwe jest ostrzeżenie nas przed niebezpieczeństwami zapachu ciała. Zgodnie z tą zasadą, brzydki (naturalny) zapach z ust uniemożliwia zdobycie dziewczyny i pracy, tak długo, dopóki nie stanie się świeży za sprawą użytej pasty do zębów. Dopóki nie użyjesz dezodorantów Spice Girls, nikt nie zwróci na ciebie uwagi. Nie stosując dezodorantów Rexona, nigdy nie zrealizujesz swoich zamiarów zawodowych. Nie skrapiając ciała wodą toaletową J’Adore, nigdy nie staniesz się prawdziwą kobietą. Zapachy określają styl życia, tożsamość i miejsce w strukturze społecznej danej osoby. Poszczególne wonie w świadomości społecznej kojarzą się z określonymi typami osobowości, zawodem, zamożnością, stylem ubierania się, pochodzeniem i narodowością. Według Krajewskiego, uczynienie zapachu jednym z wielu elementów gry o prestiż i wyróżnienie, podkreśla „niestabilność wszystkich społecznych różnic i konieczność stałego ich potwierdzenia”. - Współczesny człowiek jest tym, czym pachnie, a pachnie tym, co jest modne i stosowne do danej sytuacji. Stara się pachnieć jak ludzie, z którymi się identyfikuje i utożsamia. Zaś tożsamość człowieka jest ulotna jak to, co ją wyraża, bo to, co ją wyraża, równocześnie ją stanowi - mówi socjolog. oprac. Redakcja

27


WARTO WIEDZIEĆ

echo życia

czy wiesz co jesz?

28


echo życia

WARTO WIEDZIEĆ

W numerze naukowego czasopisma „Journal of Agricultural and Food Chemistry” szwedzcy naukowcy potwierdzili wyniki swoich wcześniejszych badań, dotyczących powstawania podczas smażenia ziemniaków bardzo niebezpiecznej rakotwórczej substancji - akryloamidu. Już w kwietniu, na konferencji prasowej, szwedzcy naukowcy poinformowali, że odkryli, między innymi we frytkach, chipsach i chrupkim pieczywie, znaczne ilości tego rakotwórczego związku, które przekraczały czasami obowiązujące normy nawet kilkaset razy Chemicy z Uniwersytetu Sztokholmskiego twierdzą, że bez względu na to, czy ziemniaki są smażone na patelni czy pieczone w piekarniku lub kuchence mikrofalowej, zawsze zawierają ogromne ilości akryloamidu. Ich zdaniem duże ilości tej substancji znajdują się także w chrupkim pieczywie, niektórych gatunkach chleba oraz w innych smażonych i pieczonych w wysokiej temperaturze pokarmach dużej zawartości węglowodanów (np. w przetworach mącznych i ryżu). Dla przykładu paczka chipsów może zawierać nawet pięćset razy więcej akryloamidu, niż dopuszczają najwyższe normy Światowej Organizacji Zdrowia. W pokarmach mięsnych bogatych w białko akryloamid również powstaje podczas smażenia, lecz w ilościach nieszkodliwych dla zdrowia. Akryloamid to związek chemiczny zwany 2-propenamidem. Tworzy białe bezwonne kryształy, kształtem przypominające małe płatki śniegu. W przemyśle stosowany jest między innymi przy produkcji tworzyw sztucznych, barwników, tkanin syntetycznych, papieru, a także przy oczyszczaniu rud metali. Używa się go również jako dodatku do specjalnych rodzajów betonu przy budowie zapór i tuneli. W środowisku naturalnym akryloamid ulega rozkładowi w ciągu kilku dni za sprawą żyjących w glebie bakterii. Gdy trafia do rzek, może gromadzić się w organizmach ryb. Od dawna wiadomo było, że akryloamid wywołuje nowotwory układu pokarmowego oraz uszkadza układ nerwowy. Nawet nieduże ilości tej substancji mogą doprowadzić do ogólnego osłabienia organizmu i utraty koordynacji ruchowej w nogach. Akryloamid zatruwa organizm bez względu na to, czy się go połyka, wdycha jego opary, czy tez wniknie on przez skórę. Wyniki szwedzkich naukowców potwierdzili już badacze z Norwegii, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii, Niemiec oraz Stanów Zjednoczonych. Eksperci ze Światowej Organizacji Zdrowia wyrazili zaniepokojenie wynikami badań szwedzkich uczonych. Dr Joanne Tobacman z Uniwersytetu stanu lowa twierdzi, że dodatki do żywności mogą być przyczyną wrzodów żołądka i raka. Dokonawszy przeglądu 45 badań dotyczących wpływu karagenu na organizm człowieka doszła do wniosku, że może on powodować raka zarówno żołądka, jak i jelita. Karagen uzyskuje się z wodorostów morskich i jest on stosowany jako zagęszczacz do lodów, jogurtu, sera, oraz przygotowywanych przemysłowo puddingów. Środek ten oznaczony jest symbolem E-407 i wykorzystywany także jako substytut tłuszczu w przetworzonych produktach mięsnych. Można go znaleźć ponadto w skondensowanym mleku, niektórych produktach wytwarzanych na bazie mleczka sojowego, jak również w piwie i sosach do sałatek. Są przekonywujące dane, uzyskane na podstawie badań prowadzonych na zwierzętach, które dowodzą, że karagen stanowi duże ryzyko oświadczyła dr Tobacman. Wyniki jej przeglądowych badań ukazały się w magazynie „Environmental Health Perspectives”. W ramach oddzielnych badań, których rezultaty zostały opublikowane w „Medical Hypothesis”, dr Tobacman sugeruje, że zagęszczacz ten może mieć związek z rosnącą w XX wieku liczbą przypadków raka piersi. Twierdzi ponadto, że aby go unikać, ludzie powinni sprawdzać skład gotowych potraw, które kupują, i spożywać więcej pokarmów o charakterze podstawowym, a mniej przetworzonych. Twierdzi również, że dowody szkodliwości karagenu były dostępne już w latach siedemdziesiątych, lecz jak dotąd nikt nic w tej sprawie nie zrobił. NEXUS, Nowe Czasy 29


WARTO WIEDZIEĆ

echo życia

apiterapia, to zdrowie z miodu

W zapiskach sumeryjskich sprzed 4000 lat zalecano miód jako produkt odżywczy i leczniczy. Hipokrates uważany za ojca medycyny wykorzystywał miód do sporządzania maści, słodzenia wywarów ziół. Miód ceniony był także w Egipcie. Królowa Kleopatra do pielęgnacji swej urody zażywała kąpieli z oślego mleka i miodu. Awicenna uczony arabski w dziele „Canon medicine” (w VIII w.) zaliczył miód do ważnych leków. Apiterapia jest dziedziną medycyny, zajmującą się leczeniem i profilaktyką schorzeń za pomocą produktów pszczelich. Dawniej termin apiterapia zastrzeżony był dla leczenia schorzeń reumatycznych jadem pszczelim. Obecnie ta dziedzina lecznictwa nosi nazwę apitoksynoterapii, natomiast wykorzystanie pozostałych produktów pszczelich w lecznictwie określa się mianem właściwej apiterapii i pod tym pojęciem rozumiemy leczenie chorób produktami zebranymi, przetworzonymi lub wydzielonymi przez pszczołę. Do produktów tych zaliczamy: - pyłek kwiatowy - produkt przyniesiony przez pszczoły, - propolis, miód nektarowy, pierzgę - produkty przyniesione i przetworzone przez rodzinę pszczelą, - mleczko pszczele, jad pszczeli i wosk - substancje wydzielane przez pszczołę. 30

Produkty te są bardzo cenne dla człowieka, dzięki ich niezwykłym właściwościom. Wiele z nich charakteryzuje się działaniem antymikrobiologicznym, przyśpieszającym regenerację tkanek, działaniem immunostymulacyjnym, oraz niespecyficznym oddziaływaniem na cały organizm - co objawia się ogólną poprawą samopoczucia, szybszym powrotem do zdrowia po przebytych chorobach, czy wzmacniającym organizm osób starszych. Przewagą produktów pszczelich (apiterapeutyków) nad produktami syntetycznymi, czyli popularnymi lekami - jest brak skutków ubocznych (oczywiście przy fachowym stosowaniu) i łatwość przyswajania przez organizm (w przeciwieństwie do chemiofarmaceutyków, traktowanych przez organizm jako ciało obce). Pamiętać jednak należy, że apiterapia nie zawsze może zastąpić medycynę konwencjonalną, należy więc w poważnych przypadkach oraz przy stosowaniu niektórych z apifarmaceutyków skontaktować się z lekarzem! Zwłaszcza stosowanie jadu - może odbywać się tylko pod nadzorem lekarza oraz po wykonaniu wcześniejszych badań! oprac. Mariusz Gładysz


echo życia

FIGI

WARTO WIEDZIEĆ

Działają bardzo dobrze na serce i układ krwionośny. Warto spożywać figi przy osłabieniu organizmu i ogólnej anemii. Nalewka figowa poprawia oddychanie i ma działanie przeciwastmatyczne. Szczególnie polecane są kompoty z fig lub napoje z suszu. Warto pamiętać, że w suszonych figach jest bardzo dużo wapnia. W 100 g tych owoców znajdziemy tyle tego pierwiastka, ile w szklance mleka! Figi szczególnie zalecane są jako składnik uzupełniający dietę zarówno dzieci, jak i osób zagrożonych osteoporozą, np. kobiet w okresie menopauzy. Owoce te mają też bardzo dużo błonnika, więc podobnie jak suszone śliwki, poprawiają perystaltykę jelit. Dlatego tak chętnie stosowane są przez osoby z zaparciami czy problemami z układem trawiennym. Warto pamiętać, że dokuczliwe zaparcia sprzyjają powstawaniu raka jelita grubego. Zarówno figi, jak i śliwki mają dobroczynny wpływ na perystaltykę naszych jelit i odblokowując układ trawienny. Biały nalot na figach to nie oznaka pleśni, ale cukier, który się z tych owoców wytrąca w procesie suszenia. oprac. Karol Łyczkowski

31


WARTO WIEDZIEĆ Szałwię warto włączyć do diety ze względu na znajdujące się w niej witaminy, między innymi A, B1, C oraz witaminę PP. Jest także źródłem soli mineralnych, garbników, flawonoidów, kwasów organicznych i goryczy. W liściach rośliny znajdują się olejki lotne. Szałwia znana jest ze swoich właściwości przeciwzapalnych oraz przeciwbakteryjnych. To za sprawą znajdujących się w roślinie olejków eterycznych i garbników, które odznaczają się działaniem ściągającym. Ze względu na te cechy szałwia znajduje zastosowanie w stanach zapalnych jamy ustnej, dziąseł i gardła, a także przy anginie. Roślina ma działanie przeciwgorączkowe. Wyciąg z szałwii sprawdza się jako okład na niewielkie uszkodzenia skóry oraz trudno gojące się rany. Kąpiel w naparze z zioła zaleca się w chorobach reumatycznych i przy wysypkach. Szałwia jest niezwykle pomocna przy nieżytach żołądka oraz stanach zapalnych przewodu pokarmowego. Dzieje się tak dzięki zawartym w liściach olejkom, które pomagają zwiększyć wydzielanie soków trawiennych i ograniczają fermentację w jelitach. Herbatka z szałwii łagodzi biegunkę. Zioło to ma właściwości rozkurczowe. Także osoby mające kłopoty z nadmierną potliwością powinny zainteresować się szałwią. Napar z tych ziół stosowany jest przy nocnej potliwości, gorączkach, a także potliwości wynikającej z nadczynności tarczycy i zaburzeń nerwicowych. Herbatka z szałwii wypita przed snem zaczyna działać już po ok. 2 godzinach. Pomocna jest również kąpiel w naparze z szałwii. Zarówno herbatę jak i kąpiel można przygotowywać, używając świeżych lub suszonych liści. Roślinie przypisuje się również działanie poprawiające pamięć. Szklanka naparu z szałwii ułatwia uczenie się oraz polepsza zdolność koncentracji. Szałwia ma działanie uspokajające. Zmniejsza napięcie i poprawia samopoczucie. Poza tym herbatę z szałwii zaleca się przy zmęczeniu, niskim ciśnieniu oraz kłopotach z oddychaniem. oprac. Aniela Szymańska 32

echo życia

SZAŁWIA


echo życia

WARTO WIEDZIEĆ

Geranium, zwany bodziszkiem, to popularna roślina ozdobna, która występuje w Europie, Azji i Afryce, a także w Ameryce Północnej. Szczególnymi właściwościami medycznymi szczyci się jednak gatunek zwany geranium robertianum. Przede wszystkim używano go jako środek przeciwnowotworowy oraz jako afrodyzjak. Ponadto pomagał obniżać podwyższone stężenie glukozy we krwi i regulował cykl menstruacyjny. Geranium zostało po raz pierwszy zastosowane przez św. Roberta na przełomie VII i VIII wieku. Właśnie jego imieniu geranium robertianum zawdzięcza swój drugi człon. Niegdyś olejek geraniowy stosowano głównie jako afrodyzjak, przypisując mu właściwości zbliżone do żeńszenia. Utrzymywano, że pomaga konserwować młodość, a także jest lekiem rewitalizującym tzn. pozwala na adaptację organizmu człowieka do zmiennych bądź niekorzystnych warunków otoczenia. Obecnie olejku tego używa się jako naturalnego środku do zwalczania moli, aromatyzowania potraw i w aromaterapii. Bodziszek, podobnie jak kozłek lekarski, zawiera w sobie kwas walerianowy, co wpływa na jego właściwości uspokajające i usypiające. Napary z jego ziela, odwary z korzenia, lub przygotowywane z niego nalewki z powodu dużego stężenia substancji garbnikowych często stosowano do zwalczania gwałtownych biegunek, a zewnętrznie do hamowania krwawień. Poza tym geranium wyróżnia się właściwościami bakteriobójczymi, przeciwwirusowymi, rozkurczowymi, moczopędnymi, żółciopędnymi, wykrztuśnymi i wspomagającymi wydzielanie się soków żołądkowych. Z tego powodu sprawdzał się również w leczeniu schorzeń pęcherza moczowego i nerek, niewielkich krwawień i niestrawności. Zanim jednak przystąpimy do zbierania rośliny i przygotowywania naparów na jej bazie pamiętajmy, że może ona wywołać alergię kontaktową w postaci swędzących plam na skórze, a nawet wybroczyn. oprac. Antonina Niekrasz

GERANIUM 33


INNY ŚWIAT

echo życia

Bogowie Olimpu też są niepełnosprawni...

HEFAJSTOS Stosunek do niepełnosprawnych zmieniał się wraz z rozwojem cywilizacji. Wyznaczyły go dominujące na danym etapie rozwoju historycznego poglądy filozoficzne i społeczne, wierzenia religijne, systemy wartości oraz zwyczaje i obyczaje. Postaw wobec niepełnosprawnych było wiele. Tak wiele, jak form niepełnosprawności. W okresie starożytności dominowała jednak postawa dyskryminacji i wyniszczenia. Niepełnosprawność traktowano jako przejaw działania sił nadprzyrodzonych i dotknięte niepełnosprawnością osoby skazywano na śmierć. Starożytni Grecy bowiem wielbili piękno i siłę fizyczną. Nie tolerowali skazy i ułomności. Spartanie np. uważali, iż w ich państwie nie ma miejsca dla osób niepełnosprawnych. Nadzór państwa nad obywatelami rozpoczynał się tuż po ich narodzinach. Jeżeli przedstawiony przez ojca eforom (tj. urzędnikom państwowym) noworodek był słaby, kaleki lub źle rozwinięty, rodzice zobowiązani byli do porzucenia go na cmentarzysku w górach Tajgetu. Mógł je stamtąd zabrać jedynie litościwy helot (poddany chłopski), by wychować go na podobnego sobie niewolnika. Naród samych Spartan miał być silny i zdrowy. Trudno jednak ustalić, jak odnoszono się do niepełnosprawności nabytej... W starożytnym Rzymie wyznacznikiem stosunku do człowieka była zajmowana przez niego pozycja społeczna. Bogaci w chwilach słabości mogli liczyć na pomoc medyczną i opiekę sług, biedni – przede wszystkim na siebie. Niezdolnych do pracy niewolników początkowo wyrzucano po prostu na bruk. Z czasem zaczęto ich wywozić do umiejscowionej na jednej z wysp Tybru świątyni Eskulapa. Tu, z dala od wzroku innych, kończyli swe życie. Co ciekawe, Rzymianie w sposób bardzo humanitarny i postępowy odnosili się do ludzi chorych psychicznie. Oddając ich pod kuratelę najbliższych krewnych, co było prawnie usankcjonowane, zalecali stosowanie wobec nich terapii, na którą składało się m.in. z wino i łagodna muzyka. Był to ogromny postęp zważywszy na to, że wcześniej na ogół zamykano nieszczęśliwców w ciemnościach, twierdząc iż urojenia i halucynacje potęgują się pod wpływem światła. 34

Starożytne podania i mity przypisywały często niepełnosprawnym (odmieńcom) ponadnaturalne moce, których nie byli w stanie dostąpić ludzie normalni. Wpisywały ich w sferę sacrum, gdzie pośród innych świętości traktowani byli z jednoczesną odrazą i nabożeństwem. Ich moc bardzo często wyrażała się w deformacjach fizycznych, albowiem dawne kultury nie rozróżniały ducha od ciała. W panteonie bóstw Olimpu, gdzie światu boskiemu nieobce było doznawanie ludzkich emocji takich jak zazdrość, miłość i smutek czy też doświadczanie bólu i strachu, pojawiła się osoba niepełnosprawna. Hefajstos (gr. Hephaistos, rzym. Wulkan) – bóg ognia, kowali i złotników. Był synem Zeusa i Hery. Wyróżniał się tym, że jako jedyny z grona nieśmiertelnych nie grzeszył urodą. Kiedy się urodził, Zeus po prostu go wyrzucił, strącił niemowlę z Olimpu, bo nie chciał takiego potomka. Upadek ze szczytu sprawił, że Hefajstos stał się jeszcze ułomny. Mały Hefajstos uderzył w wyspę Lemnos Wstrząs obudził żyjących


echo życia w lokalnym wulkanie trzech Cyklopów, którzy przyszli zobaczyć co się dzieje. W dziecku rozpoznali syna Zeusa i postanowili wychować go po swojemu. Artyści sztuk plastycznych zwykle ukrywali fakt niepełnosprawności, nadając boskiemu kowalowi pozycję siedzącą, kreując go jako muskularnego, brodatego, silnego mężczyznę. Jednym z wyjątków jest obraz Hendrika van the Elde „Wenus i Wulkan”, na którym jest przedstawiony z kulą. Inni twórcy zdają się przemilczać bądź nie akcentować tego faktu. Najczęściej przedstawiają boga przy pracy nad rozżarzonym piecem czy kowadłem. Okazało się, że niechciany syn boga Olimpu, posiada wielki talent. Hefajstos urządził sobie kuźnię w wulkanie Etna i wykonywał w niej cuda z metali, robił ozdoby, zbroje, strzały Erosa i miecze, umiał nawet wykuwać pioruny dla swego ojca. To ostatecznie przekonało Zeusa i pogodził się z synem. W ramach rekompensaty za doznane krzywdy dał mu za żonę najpiękniejsza boginkę - Afrodytę. Bogini ta była piękna, ale niezbyt szczęśliwa w swym małżeństwie, bowiem Hefajstos nigdy nie polubił Olimpu, wśród bogów czuł się nieswojo, nie pasował do ich wystawnych uczt, wolał pracować. Afrodyta przeciwnie, byłą żądna uznania, chciała, by ją podziwiano chciała być w centrum uwagi. Zdradzała więc Hefajstosa z jego bratem Aresem. Robiła to potajemnie, wystawiając na nocnego stróża drobnego, wojowniczego bożka. Za każdym razem, gdy Helios, przyjaciel Hefajstosa, wschodził na nieboskłon, ów bożek ostrzegał Aresa i Afrodytę, by się rozeszli. Pewnego razu bożek zasnął i Helios przyłapał parę na gorącym uczynku, o czym szybko doniósł Hefajstosowi. To rozgniewało kowala. Wymyślił podstęp, do którego potrzebował bardzo mocnej, a jednocześnie tak cienkiej, że aż niewidocznej sieci ze złota. Po wykonaniu takowej, gdy kochankowie spali, Hefajstos złapał ich w sieć i wystawił na pośmiewisko przed innymi bogami. Zeus przekonał jednak Hefajstosa, aby wypuścił kochanków. Ares w gniewie zamienił małego bożka w koguta (który od tej pory już nigdy nie zapomina donieść o wschodzie Słońca). Niepełnosprawność boskiego kowala nie była nigdy przeszkodą w wypełnianiu obowiązków związanych z przyjętym zawodem. Nie działo się tak pewnie tylko dlatego, że była to pasja Hefajstosa. Widział sens swojego „powołania”. Jego życie, a przez to i życie innych nabierało prawdziwego znaczenia. Nigdzie też nie jest wspomniane, że komukolwiek przeszkadzał fakt, że proponuje wykonanie pracy kulawemu robotnikowi. Ciekawe, że w dzisiejszych czasach, niestety, dla wielu ma to znaczenie. I dzieje się tak mimo pozytywnego wizerunku osób niepełnosprawnych w mediach, mimo tak częstego używania popularnego słowa: „tolerancja”...

INNY ŚWIAT

Alexandre Cabanel, Narodziny Wenus, 1875

Diego Velazques, Kuźnia Wulkana, 1630

Hefajstos był bogiem niezwykle cenionym przez ludzi. Może właśnie dlatego, że tak bardzo był do nich podobny. Tak jak oni znosił trudy codzienności, a sens swojego istnienia odnajdywał w służbie innym i przede wszystkim pracy. Z pewnością przykładał do swoich obowiązków wiele poświęcenia a z jego dzieł wszyscy byli zadowoleni, cechowała je nie tylko użyteczność, ale też prawdziwe piękno. Niepełnosprawność nie stała na przeszkodzie, aby inni go docenili i szanowali. oprac. A.K.

35


INNY ŚWIAT

echo życia

HISTORIA PEWNEGO MĘCZENNIKA W jednej z dawnych legend Podlasia pojawia się motyw męczeństwa, Niezwykłe i dziwne to męczeństwo. Cierpiący tak narzeka na swój los: - Porozrzuca mnie gospodarz na polu, zmiesza z piaskiem. Ledwie trochę podrosnę, a tu śnieg spadnie i strasznie marznę. Na wiosnę czuję się całkiem dobrze. Za to latem przyjdzie naraz tyle bab i dalejże mnie krajać! Przez pół rżną, ucinają ręce, nogi. Potem mocno w snopy wiążą. W domu biją mnie po głowie cepami i między kamieniami trą, oj trą! Zmielonego na czysto ugniatają kułakiem w dzieży, Później smażę się w piecu jak w piekle złe dusze. l nie dość, że mnie w tylachnym ogniu trzymają, to na koniec nożem krają! To historia męczeństwa chleba, koleje jego życia zanim trafił na stoły naszych przodków. Podczas tak długiego i skomplikowanego procesu przygotowania mógł istotnie bardzo cierpieć. Chleb nie był tylko zwykłym pokarmem, W kulturze ludowej dawnego Podlasia, w ogóle całej Słowiańszczyzny, pełnił różne ważne funkcje. Nadała mu je głównie religia chrześcijańska. W przygotowaniu każdego bochenka lud odnalazł analogię do zbawczej męki Jezusa Chrystusa. Kult ten uzupełniały pogańskie obrządki i magia. Surowcem do produkcji chleba była grubo mielona mąka żytnia i pszenna. Duże znaczenie przywiązywano do dzieży, naczynia, w którym wyrabiano ciasto. Kształtem przypominała dużą beczkę zwężającą się ku dołowi. Powinna mieć chociaż dwie klepki dębowe, gdyż ten gatunek drewna uważano za najlepszy do jej wyrobu. Wierzono, że gdy naczynie zrobi się w ciągu jednego dnia z drzewa, które poraził niegdyś piorun, to ciasto będzie w nim „piorunem”, czyli niezwykle szybko rosło. Dzieżę niechętnie pożyczano w obawie przed urokiem obcych ludzi. Od ich wzroku mogła stracić „kwas”, a wtedy chleb przestawał się udawać. Gdy jakość pieczywa ulegała pogorszeniu, o co obwiniano dzieżę, wówczas stare gospodynie wykorzystywały znany sposób na przywrócenie jej dawnych właściwości. Kładły naczynie i biły je miotłą, wołając: „a pamiętaj, żebyś mi się sprawiła”. Sam proces wypieku był obwarowany licznymi. Przepisami, co wolno, a czego nie i naszpikowany zaklęciami. Chleb pieczono zazwyczaj raz na tydzień. Najpierw, z reguły w piątek, przygotowywano zaczyn. Do dzieży wlewano ciepłą wodę i dodawano mąkę w ilości połowy lub trzeciej części przeznaczonej na wypiek. Po dokładnym zmieszaniu produktów odstawiano naczynie w ciepłe miejsce na całą noc, aby rozczyn kisł. Następne36

go dnia wyrabiano ciasto: dodawano resztę mąki, sól, czasem inne składniki powiększające objętość i poprawiające jakość wypieku. Na przykład gotowane ziemniaki. To wszystko ugniatano rękoma około godziny, po czym pozostawiano na pół dnia do wyrośnięcia. Zabiegiem mającym przyspieszyć dojrzewanie ciasta było kreślenie na nim znaku krzyża i wyciśnięcie czterech dołków, w które nalewano odrobinę wody. Żeby chleb nie miał zakalca, należało zaglądać do ciasta, od czasu do czasu mlaskając i cmokając przy tym. Dźwięki te miały także budzić ciasto, bowiem w ciepłym i przytulnym miejscu, przykryte białą lnianą serwetą, mogło po prostu zasnąć. Uformowane bochenki układano w nagrzanym piecu na liściach tataraku lub chrzanu. Wsuwając pierwszy z nich łopatą, trzeba było koniecznie prawą ręką uczynić nad nim znak krzyża. Wierzono, że w piekarniku siedzi w jednym rogu anioł, w drugim diabeł i jeśli gospodyni nie poświęci ciasta, to diabeł „chlapnie anioła w pysk”. Dopóki chleb nie był upieczony, kobieta nie mogła pod żadnym pozorem usiąść, ponieważ opadłby. Po dwóch, trzech godzinach wyjmowano go z pieca. Od razu obmywany był wodą, aby miał gładką i błyszczącą skórkę. Ta woda służyła potem dziewczętom do mycia twarzy, zapewniała im piękną cerę. Przestrzegano zwyczaju, by pierwszego wyjętego z pieca bochenka nie kroić nożem, ale łamać go ręką. Dobrze upieczony chleb był największą dumą gospodyni. Dawniej. gdy wyszedł zakalec, niezadowolony małżonek miał prawo ukarać kobietę nawet biciem. Poniekąd i dlatego tej czynności towarzyszyły wielkie starania, zarówno racjonalne, jak i magiczne. To wszystko zapowiadało produkt niecodzienny, wyjątkowy, Pełnił on ważną rolę w wielu sferach życia, w obrzędach religijnych, lecznictwie, magii. Według wierzeń ludowych, chleb uważano za rodzaj materii, z której Bóg uformował szlachtę polską, podczas gdy ludność chłopska ulepiona została tylko z gliny. Wielokrotnie był pośrednikiem między światem ziemskim a boskim. Po wieczerzy wigilijnej zostawiano na stole bochenek dla dusz lub samego Pana Jezusa, chodzącego po kolędzie. Dla umarłych przygotowywano specjalne pieczywo o podłużnym kształcie z krzyżem na środku i zanoszono je na groby. Jednak musiało być zrobione wcześniej, bo piekąc je w Dzień Zaduszny można by niechcący męczyć w piecu czyjąś duszę, Chleb szczególne miejsce zajmował w ob-


echo życia rządkach rodzinnych. Towarzyszył ludziom już od momentu narodzin. Chroniąc dziecko przed rzuceniem na nie uroku, do czasu chrztu matka wkładała mu za ubranko piętkę chleba. Istotną rolę pełnił również podczas ceremonii weselnej. Na Kurpiach, zanim panna młoda usiadła za stołem, następowało tzw. kulanie chleba. Swatka, trzymając dziewczynę za rękę oprowadzała ją wokół stołu tocząc po nim bochenek. Czynność ta wynikała z przekonania, że chleb - symbol dostatku – zawsze będzie się za młodą kulał, towarzysząc jej w przyszłym gospodarstwie. Pieczywa używano również w obrzędach pogrzebowych. Nieboszczykowi wkładano za pazuchę mały bochenek dla zmarłych z jego rodu, do których nie mógł przecież dołączyć z pustymi rękoma. Chleb posiadał wręcz nieocenione właściwości lecznicze. Oto kilka praktycznych i sprawdzonych sposobów jego zastosowania: - Przy żółtaczce wystarczyło połknąć na czas 9 wszy, rozdzielając je po trzy w jedno danie w chlebowej pigułce. - Kto cierpiał na ból zęba powinien jeść pieczywo nadgryzione przez myszy. Środek ten stosowano też profilaktycznie. Do bolącej głowy przykładano jeszcze ciepły bochenek, rozkrojony i polany octem. - Aby pozbyć się szpecących znamion, pocierano je piętką, którą oddawano potem do zjedzenia psu. Z magią to było tak - za najważniejszą uchodziła przylepka. Dziewczęta często kłóciły się o nią, bo ta która zawsze ją zjadała, miała być szczęśliwa w miłości. Pierwsza kromka namoczona w wodzie zwiększała ilość pokarmu u kobiet karmiących. Pzy pomocy chleba można było sprawdzić czy żyje daleki krewny. Należało przed włożeniem ciasta do pieca wetknąć w nie trzy kłosy żyta. Jeżeli po wyjęciu były tylko zarumienione, to znaczyło, że ów człowiek żyje, zwęglone obwieszczały jego śmierć.

INNY ŚWIAT Zrośnięcie się dwóch bochenków podczas pieczenia zapowiadało rychłe wesele w rodzinie. Jednak najczęściej pieczywo wykorzystywano we wróżbach i w magii miłosnej. Chcąc pozyskać uczucie chłopca, dziewczyna tuż obok śladu wydeptanego przez niego na drodze, wydeptywała swój własny. Potem z każdego miejsca brała po szczypcie piasku i zagniatała w ciasto chlebowe. Jeżeli zdołała dać wybrankowi do zjedzenia choć kawałeczek tego wypieku, to niezawodnie miała go pozyskać. Chleb pojawiał się wszędzie i był traktowany jako pokarm, lekarstwo, amulet, medium, ale przede wszystkim dar Boga. Będąc podstawowym pożywienia, stawał się każdego dnia odpowiednikiem komunii. Za ciężki grzech uważano dotknięcie pieczywa nie umytą ręką czy wbicie weń krzyża. Jeśli i dziś ktoś jeszcze całuje kromkę, którą niechcący upuścił na ziemię, to już nie dlatego, ze wierzy w boskie pochodzenie chleba, a przez szacunek do niego i samej pracy, jaki zaszczepili mu rodzice. Może nawet czasem przypominamy sobie symboliczną rolę chleba, chociażby przy okazji dożynek, ale na co dzień... Co chleb powiedziałby o naszych czasach? Na co by się dziś uskarżał? Produkujemy go znacznie więcej, dużo szybciej, wciąż wzbogacamy recepturę. W pośpiechu zdarza nam się jednak zagubić gdzieś magiczny smak i zapach. A poza tym skazujemy go jednocześnie na nowe męczarnie - tortury maszyn, elektrycznych piekarników. Coraz rzadziej czuje dotyk cieplej, ludzkiej ręki. Dziś chleb cierpi o wiele bardziej niż kiedykolwiek, bo tyle razy jest wyrzucany na chodniki, do koszy na śmieci, deptany i poniewierany. Cierpi ogromnie, widząc, że bogaci go nie szanują, a biedni nie mają. Taka jest historia męczeństwa chleba. Marta Zajkowska

37


Maminsynek czy lwie serce? Niektórzy z nas zachowują zimną krew w kryzysowej sytuacji. A inni uciekają biegiem. Strzelanina, w której o mały włos nie zginęła amerykańska senator pani Gabrielle Giffords, pokazała mechanizmy, które sprawiają, że niektóre osoby reagują lepiej niż inne w sytuacjach ekstremalnych. Kiedy doszło do rzeczonej strzelaniny wymierzonej w Gabrielle Giffords, byliśmy świadkami jak pani Patricia Maisch, 61 lat, wyrwała amunicję z rąk Jared Loughner, podczas gdy próbował on przeładować broń. Ludzie, tacy jak ona, w zupełności zasługują na nasz szacunek i nasz podziw - jest bohaterem. Zachwycając się ich niezwykłymi czynami nie możemy jednakże zapytywać, skąd dokładnie, bierze się ich zimna krew? Czy tej zimnej krwi nabierają wraz z doświadczeniem? Czy zimna krew jest wrodzona, czy też nabyta? Jaki jest najlepszy sposób, aby kontrolować strach i stres? 38

Debatujemy nad tym pytaniem już od czasów Sokratesa, ale psychologia dysponuje jedynie niewielkimi danymi na temat sposobu, w jaki geny i doświadczenie reagują między sobą, aby określić naszą reakcję w sytuacji stresującej. Dzisiaj, mamy o wiele lepsze, bardziej precyzyjne pojęcie na temat pochodzenia flegmatyczności. Okazuje się, że zdolność do zachowania spokoju w napiętej sytuacji ma bardzo silny składnik genetyczny – a jednak, nasz spokój jest głównie wynikiem tego wszystkiego, co robimy, aby go w sobie zbudować przez całe życie. Zacznijmy od strony „natury”. Punkt wyjścia naszej zdolności do nietracenia głowy jest zapisany w naszym DNA: jest to nasza wrodzona predyspozycja do niepokoju. Zawsze wiedzieliśmy, że niepokój jest częściowo dziedziczny – rodzice mogą, na przykład, „zarazić” swoje dziecko przyszłą nerwicą już pierwszego dnia. Ale nikt nie wiedział jak ważne są nasze geny, aż do dnia, kiedy psychiatra Kenneth Kendler nie zajął się tą kwestią. W badaniu z 2001 roku, Kenneth Kendler oraz jego koledzy przebadali


echo życia 1 200 par bliźniąt płci męskiej i przyjżeli się ich indywidualnym fobiom. Ponieważ wszystkie bliźniaki otrzymały takie same wykształcenie, ale jedynie jednojajowe bliźniaki miały takie same DNA, Kendler mógł wyeliminować czynniki środowiskowe i szukać liczby określającej nasze predyspozycje genetyczne do niepokoju. Rezultat? Geny są odpowiedzialne w 30 proc. za nasz strach. Jednak nie jest tak do końca. Przede wszystkim, niepokój wpływa z pewnością na nasze zachowanie w zagrażającej nam sytuacji, ale czucie się niespokojnym niekoniecznie oznacza to przekształcenie się w „panikarza”. Czuć przerażenie i polec w sytuacji stresowej niekoniecznie idą w parze. Pierwszymi, którzy przeprowadzili użyteczne badania nad zimną krwią w okresie kryzysowym, byli badacze-specjaliści od walki, podczas II wojny światowej, którzy mogli dosłownie badać żołnierzy pod ostrzałem. W 1943 r., pewien brytyjski oficer, Lionel Wigram, zauważył, że jego studia nad jednostkami piechoty na froncie włoskim miały pewien regularny styl. Za każdym razem, kiedy sekcja 22 mężczyzn była konfrontowana z nieprzyjacielskim ogniem, notował Wigram, żołnierze reagowali według tych samych proporcji: kilku żołnierzy poddawało się strachowi i próbowało uciekać, kilku innych dawało dowody odwagi, a największa część żołnierzy wpadała w stan oszołomionego otępienia, zupełnie nie wiedząc co robić. Wigram nie był naukowcem, ale jego idea naszych instynktownych reakcji jest zauważalnie prawidłowa. Według badań przeprowadzonych przez psychologa specjalistę przetrwania, Johna Leach, kiedy jakaś grupa osób znajduje się w sytuacji kryzysowej, takiej jak pożar albo katastrofa naturalna, od 10 proc. do 15 proc. spośród nich w sposób nieunikniony będzie miało atak paniki, od 10 proc. do 20 proc. zachowa spokój, a cała reszta zmieni się w owce, zagubione i niepewne. Statystyki te nie są, szczerze mówiąc, satysfakcjonujące dla tych spośród nas, którzy wyobrażają sobie, iż zareagowaliby na jakiś atak serią bohaterskich ciosów karate – a najgorsze jeszcze przyjdzie. Badając osoby, które zachowują naturalnie swoją zimną krew w okresie kryzysu, badacze odnaleźli dowody na to, że ich spokój ma podłoże biologiczne. Psychiatra z Yale, Andy Morgan, badał rekrutki z elitarnych sił specjalnych, podczas gdy one były poddawane treningowi

NASZE ŻYCIE „przeżycia, uniku, oporu i ucieczki”, czyli kursowi prowadzonemu przez trzy tygodnie, mającemu symulować tortury i schwytanie przez wroga. Jest to program niesamowicie stresujący, w czasie którego jednak liczne rekrutki były w stanie zachować swoją zadziwiającą jasność umysłową. Kiedy Andy Morgan przeanalizował testy krwi żołnierzy, którzy zachowali spokój, stwierdził, iż produkowali oni o wiele więcej pewnego „peptydu, nazywanego neuropeptydem Y (NPY)” niż rekruci najbardziej oszołomieni. Peptyd NPY funkcjonuje jak umysłowa zapora odbijająca stres; jego działanie jest tak długie, że Morgan był w stanie powiedzieć, czy żołnierz mógł dołączyć do sił specjalnych czy też nie, po prostu na podstawie analizy krwi. Wydawać by się mogło więc, że dowody na to, iż zimnej krwi nie można nabyć w przeciągu życia, wręcz się kumulują. Nasze przerażenie jest zdeterminowane w 30 proc.? Mniej niż piąty z nas reaguje dobrze na sytuację stresową? Nie tak szybko! Weźcie pod uwagę to: jeśli nawet niektóre tendencje do tchórzostwa są być może zakodowane w naszych genach, to te predyspozycje prezentują zaledwie mniej niż połowę naszego kapitału odwagi w sytuacji kryzysowej. Ostatnie badania pokazały w sposób miażdżący, że podejmując pewne wysiłki i posługując się sztuczkami, możemy zrobić więcej niż pokonać nasze naturalne skłonności i możemy wyhodować sobie zimną krew na stałe. Naszym pierwszym krokiem w kierunku większej kontroli strachu jest trening. Jeśli badania nad żołnierzami podczas II wojny światowej i nad ofiarami katastrof mogą wydawać się złowrogie, to należy tutaj podkreślić pewien znaczący niuans: praktycznie żadna z tych osób nie była dobrze przygotowana do sytuacji, z którymi została skonfrontowana. Większość z nich reagowała jak ogłupiałe owce, nie dlatego, że nie byli w stanie dawać dowodów zimnej krwi, ale po prostu dlatego, że nie wiedzieli co robić. A to można zmienić poprzez trening. Psycholog Andres Ericsson wykazał, że kiedy chcemy pozostać spokojni w centrum strzelaniny, albo po prostu w czasie publicznej prezentacji w biurze, najskuteczniejsza metoda polega na wytrenowaniu się na żywo, w realistycznych warunkach, do momentu, kiedy stanie się to naszą drugą naturą. 39


NASZE ŻYCIE Jak powiedział David Eccles, kolega Ericssona, nawet zupełnie proste manewry, takie jak ćwiczenia ewakuacji, mogą przyczynić się radykalnie do lepszej odpowiedzi na kryzys. Dobre przygotowanie naszych predyspozycji naturalnych, z dużym wyprzedzeniem, to ziarno zachowania adaptacyjnego. Inną metodą, której możemy się nauczyć, aby zachować swój spokój, jest metoda opierajaca się na innym rodzaju treningu: chodzi o to, abyśmy sami się nauczyli przekonań, które poprawią naszą odporność. Mnóstwo badań wykazało bowiem, że ludzie, którzy funkcjonują dobrze w warunkach stresu, dzielą ze sobą wiele głębokich przekonań: mają tendencję do uważania okresu zmian i niepewności nie za okres niebezpieczeństwa, ale okres niezwykłych, ekscytujących możliwości; koncentrują się nad tym, co mogą zrobić, aby poprawić stresującą sytuację, zamiast pozwolić na to, aby zawładnęła nimi niemoc; utrzymują w sobie raczej uczucie zaangażowania w świat, których ich otacza, zamiast uczucia wycofania. Niektóre osoby najzwyczajniej w świecie urodziły się z takimi zdolnościami, ale psychologowie wykazali, że równie dobrze można je nabyć. Wśród tych psychologów jest Salvatore Maddi, który pracuje na University of California-Irvine, i który stwierdza, że uczniowie, którzy uczestniczą w kursach „odporności” – ucząc się nowych zachowań i przekonań odnośnie stresu – uzyskują lepsze oceny niż inni. Armia amerykańska ma taką wiarę w te metody, iż proponuje nawet swoje własne kursy odporności na stres, obowiąz-

40

echo życia kowe dla każdego z 1 100 000 żołnierzy. Idea być może łatwa do zrozumienia, ale sama sztuka jest trudna do opanowania. Oto, co ich wyróżnia z tłumu: podczas gdy wielu z tych, którzy maszerują pod ostrzałem i walczą ze swoim strachem, przeklinając swoje nerwy, to osoby, które zachowują swój spokój, rozumieją, że strach niekoniecznie musi ich zatrzymać – może on im nawet pomóc. To przejście do bardziej przyjaznej wizji strachu jest czymś więcej. Badania dotyczące wszystkich rodzajów osób, od muzyków klasycznych do zawodowych pływaków, nie znalazły absolutnie żadnej różnicy między elitami a nowicjuszami, jeśli chodzi o intensywność tremy przez pokazem; artyści i sportowcy z wyższej półki zdolni do zachowywania zimnej krwi mieli natomiast większą tendencję do uważania, że ich stres im pomaga, niż amatorzy. Nieważne, co próbujemy zrobić pod presją – czy chodzi o pracę przy naglących terminach, czy o przemowę przed publicznością, czy też o zachowanie spokoju w czasie pierwszej randki – nauczenie się współpracy ze strachem, zamiast jego zwalczania, jest jednym ze sposobów, aby się zmienić. Naturalnie, podążanie za tymi radami nie zrobi z was wzorca zimnej krwi z dnia na dzień. Ale nie mylicie się: czego by wam nie mówiły wasze geny, to wybranie inteligentnego treningu, przyjęcie postaw odporności oraz rozwinięcie lepszej realcji ze strachem może nam pomóc w osiągnięciu prawdziwej łaski w momencie napięcia. Oczywiście, trzeba wiele wysiłku, aby tego dokonać... oprac. M.K.


echo życia

NASZE ŻYCIE

AMERYKANY PO PRÓBIE Kto dzisiaj pamięta, jak stosunkowo niedawno w - latach 60. ubiegłego wieku – wyyglądało gromadzenie zapasów na zimę? Podstawowe produkty, ziemniaki i kapustę kupowało się na metry, czyli po sto kilogramów. W wielopokoleniowym domu rodzinnym mojego męża ekspertem od ziemniaków był dziadek Ludwik. Jeszcze dzisiaj widzę go, jak o ciemnym poranku wychodzi z domu, by wśród karawany wyładowanych workami furmanek ciągnących na targ, wypatrzyć tę z najlepszą odmianą kartofli. Później fura zajeżdżała na podwórze, rolnik rozwiązywał worek, zachwalał towar: - Panie, na dobrym gnoju, z piaseczku, niech patrzy jakie suche, gładkie, bez parcha... A dziadek na to krótko: - Spróbujemy. Wrzucał kilka garści dorodnych bulw do koszyka. Chłop rozsiadał się przy stole w przestronnej kuchni drewnianego domu. Nie zdejmując kożucha siorbał herbatę. Smakowała mu tym bardziej, że od nocy jechał na targ do miasta. Ogień buzował pod kuchnią, dziadek obierał ziemniaki, a babcia Irena szykowała garnek do gotowania. Najwięcej frajdy miały wnuki; przecież na podwórzu stał prawdziwy koń z głową zanurzoną w worku z obrokiem i ta wielka fura, którą nieprzytomnie, ale w bezpiecznej odległości od końskich kopyt, obszczekiwał poczciwy Alfik, kundel domowy. Dzieciaki to wybiegały z domu do konia, to wbiegały posłuchać, o czym chłop rozprawia. Trzaskały drzwi, pies ujadał, chłop rozwodzil się o sprawach gospodarskich, a ziemniaki właśnie się dogotowywały. Pierwszą bulwę dziadek kroił, na talerzyku podawał babci, sam też zjadał cząstkę. Robiło się cicho. „teraz był najważniejszy moment próby. Ustalało się czy ziemniak się nie rozgotował, czy nie ciemnieje, no i czy jest smaczny. Dojrzewała decyzja o zapasach na calą zimę i okres do nowych zbiorów dla sporej gromadki domowników. Nie było wtedy w zwyczaju chodzić po ziemniaki do sklepu, bo też jedyny w okolicy spożywczy nie handlował warzywami. - Amerykan, panie, musowo smaczny i sypki - zachwalal chłop i zjadał parującą bulwę w całości na potwierdzenie swoich słów. A że babci Irenie też smakował, dobijano targu. - Sześć metrów – oznajmiał dziadek i chłop znosił wory do piwnicy. Chował pieniądze za pazuchę, całował z uszanowaniem babcię Irenę w rękę i wyprowadzał, z podwórza swój pojazd. Nie odjeżdżał daleko. Za nim zamknęła się za nim brama, już przy furze byli sąsiedzi z przeciwnej strony ulicy, wiedzieli, że skoro dziadek Ludwik kupił te ziemniaki, to oni lepszych nie znajdą. Jeszcze przez kilka dni chwaliły się sąsiadki przed innymi, że już mają zapasy na zimę. I to jakie! – amerykany po próbie! Lucyna Szepiel 41


NASZE ŻYCIE

echo życia

Kształtuje mnie ten, kogo kocham - Louis Aragon Choroba uczy człowieka sztuki życia. Uczy realizmu, zmienia w sposób bardzo znaczący punkt widzenia, zmieniają się wtedy również wartości. To właśnie osoba chora szybciej zrozumie drugą osobę chorą. Akceptacja niepełnosprawności ma wpływ na lepszą jakość życia. Akceptacja siebie ma wpływ na jakość życia. Dzięki akceptacji własnej osoby, własnej choroby, niepełnosprawności, własnych ograniczeń człowiek potrafi otwierać się na drugą osobę, potrafi wziąć w miarę swoich możliwości życie we własne ręce i starać się funkcjonować w społeczności lokalnej normalnie. Osoba niepełnosprawna, która potrafi zaakceptować siebie ze swoimi słabościami, potrafi doceniać życie, a także o wiele lepiej potrafi korzystać z każdej chwili, która jest mu dana. Jeśli jest taka możliwość, kształci się, aby w przyszłości godnie żyć. Nie boi się wyzwań, bo wie, że tylko dzięki własnej determinacji i odwadze może zdobywać każdego dnia swoje małe szczyty doskonałości. Bliskość drugiego człowieka, przyjacielskie więzi, dają zapewnienie, że nie jest się samemu ze swoim problemem, że jest ktoś, kto poda rękę w potrzebie. Tak już jest, że człowiek potrzebuje drugiego człowieka, żeby pełniej żyć. Tylko akceptacja siebie może pomóc w otwarciu się właśnie na drugiego człowieka. 42

A.K.


echo życia

DLA CIEKAWYCH ŚWIATA

NIEZWYKŁY DACH NAD GŁOWĄ W brutalnym, głodnym i niebezpiecznym świecie, dom był miejscem ostatecznego schronienia. Zakorzeniony w ziemi, przekazywany z pokolenia na pokolenie, wiązał człowieka zarówna z naturą, jak i z przeszłością. Dziewiętnastowieczny liryk angielski, Thomas Hood, zwany też poetą biedaków, dowodził z przekonaniem: serca wszystkich szepczą: Dom, nareszcie Dom... Dzieci, jeśli im tylko dać kawałek papieru i kredki, nadzwyczaj chętnie rysują dom najprostszy z możliwych - wzruszający dom z jednymi drzwiami, z jednym oknem i obowiązkowym kominem, z którego ulatuje dym świadczący o tym, ze ognisko domowe ciągle płonie. Autorzy mniej liryczni niż Hood i nie tak ufni jak dzieci, są mniej jednoznaczni w ocenie DOMU. Choćby mistrz paradoksu Georges Elgozy twierdzi uparcie, że wiele ognisk domowych trzyma się tylko na jednej nitce - na przewodzie telewizyjnym. Jednak jest to ciągle pojęcie o żywej symbolice i dużym ładunku emocji, a także pojęcie bogate w treści najprzeróżniejsze, nie wyłączając najprostszych aż po całkiem skomplikowane, żeby nie powiedzieć wręcz wyrafinowane. Nikomu nie trzeba tłumaczyć, z czym wiąże się pojęcie domu rodzinnego, a co znaczy być bezdomnym, jakie treści niesie dom na pustkowiu czy dom, w którym straszy i komu marzyły się szklane domy, a komu kurna chata. Mniej więcej wiadomo, że William Pitt, lord Chatcham, przeszedł do historii wygłaszając dwieście lat temu mowę na temat ustawy akcyzowej nie dlatego, że był to przełom w akcyzie, ale dlatego, ze w lzbie Lordów użył historycznych słów: ,,Dom Anglika jest jego twierdzą”. Lord zerżnął je od innego Anglika, sir Edwarda Coke’a (my hause is my castle), ale i tak wszystko pozostało w arystokratycznej rodzinie. Dom symbolizuje bezpieczeństwo i prywatność, także schronienie i trwałość, ale istnieje też dokładne tegoż przeciwieństwo w postaci domku z kart i tak zwodniczej czynności jak budowanie zamków z piasku czy na lodzie. O sile symbolu przekonuje jego funcjonowanie na różnych piętrach. I tak obok domu modlitwy czy Domu Chleba, posługujemy się pojęciem domu wariatów i domu publicznego. Towarzyszy nam ta wielość znaczeń od izby porodowej poprzez dom weselny aż do domu starców i po ,,dom z gliny”, jak kiedyś nazywano grób. Pojęcie rozróżnia płeć, bo przecież mówi się o ,,głowie domu” i o ,,pani domu”, Warto przypomnieć, że ,,gospodarz domu” wg Ewangelii Św. Mateusza, to był nie kto inny, tylko sam Belzebub, filistyński bóg Akkaronu, zajmujący się odpędzaniem much, komarów i innych uciążliwości, stąd zwany tez ,,władcą much”. Z astrologii wiemy, ze Niebo dzieli się na dwanaście części zwanych Domami i od układu gwiazd w poszczególnych Domach zależy nasze szczęście w małżeństwie, bogactwo, zdrowie,

Casa Batllo, Gaudi

43


DLA CIEKAWYCH ŚWIATA

echo życia

liczba potomstwa i pozycja społeczna - o czym przekonują poważni znawcy sztuki stawiania horoskopów. Z ,,Listu do Koryntian” natomiast wiadomo, ze dom to także emblemat ciała, zwłaszcza kobiecego, że jego dach i strych to głowa czyli świadomość i rozum; kuchnia przemiany psychiczne lub alchemiczne; piwnice - popędy, instynkty i podświadomość. Z historii wiemy o kilku sławnych i konkretnych domach takich jak Dom Salomona, w którym studiowało się filozofię naturalną, jak Dom Liwii, żony cesarza zadziwiający wyjątkowymi malowidłami na rzymskim Palatynie, lub słynny Ca’d’Oro, czyli Złoty Dom na weneckim Canale Grande. lbsenowi zawdzięczamy ,,Dom lalki”, Heinrichowi Berte, który zmyślnie zestawił muzykę Schuberta, operetkę ,,Domek trzech dziewcząt”, a Napoleonowi ,,Domek Napoleona”. Znamy domy otwarte i domy nie tylko zamknięte, ale pilnie strzeżone, jak owiany ponurą legendą Alcatraz, są domy kultury i domy poprawcze, domy dziecka i emeryta, domy towarowe i wczasowe, domy w centrum, na przedmieściu, a nawet chata za wsią, domy ze stali i betonu, domy kryte strzechą, luksusowe wille z modnych kurortów i tekturowe pudła tych spod mostu, podziemne schrony i całe miasta projektowane na dnie oceanów, domy na kółkach i na drzewach, a każdy z nich to osobne opowiadanie. Domownik, to ktoś bliski i godny zaufania, czego nie da się powiedzieć o domokrążcy, domator zaś to miłośnik domowego zacisza, ale język dysponuje także pojęciami bardziej złożonymi. Mamy więc ,,próg tajemnicy” i ,,klucz do zagadki”. Próg domu to wyraźna granica między przestrzenią publiczną i prywatną, między tym, co ogólnie dostępne, a tym co rodzinne i osobiste, chronione przed obcym murem, prawem i obyczajem. Przez całe tysiąclecia uformowała się bogata sfera wierzeń, przesądów i praktyk związanych z magicznym znaczeniem progu. Niegdyś na progu składano krwawe ofiary okrutnym bogom - na Bliskim Wschodzie zakopywano pod progiem domu trupa dziecka złożonego w ofierze. Do dziś zdarza się zobaczyć wiszącą nad progiem podkowę, bo ,,przynosi szczęście”, Można spotkać ludzi, którzy za nic nie uścisną ręki ,,przez próg”. Bywa, że pan młody świeżo poślubioną żonę wnosi przez próg domu na rękach, a witanie gości na progu w myśl porzekadła ,,Gość w dom, Bóg w dom” należało do szczególnie ceremonialnych i tradycyjnie staropolskich, z udziałem chleba i soli. Skromna literatura dotycząca mieszkalnego bloku zdaje się wskazywać najwyżej na to, że kryje się w niej anonimowa społeczność termitów, odżywiająca się i kopulująca w skrupulatnie ponumerowanych szufladkach. Stąd moda wśród mieszczuchów na drugi dom na wsi, stąd godne podziwu, bo dobrowolne, wędzenie się przy grillu. Dwanaście lub piętnaście tysięcy lat temu, we wszystkich ciepłych i dobrze nawodnionych częściach Starego Świata, kwitły neolityczne społeczności ze swymi kapłanami i kapłankami, tworzącymi odrębną klasę związaną tradycją polami uprawnymi, wsiami i małymi warownymi miastami. Z każdym wiekiem coraz żywiej następowała wymiana idei między tymi społeczeństwami. Z takim nieco nostalgicznym wdziękiem pisze Herbert George Wells, swoją ,,Historię świata”. To akurat odnosi się do pierwotnej kultury ludów rolniczych, nazwanej przez badaczy przeszłości - pięknie choć 44


echo życia niezupełnie trafnie - kulturą heliolityczną, a więc kulturą Słońca i kamienia. Jakże inaczej brzmią przy tym słowa o strachu pierwotnego człowieka przed uderzeniem pioruna i atakiem rannego bizona, przed głodem, zimnem i chorobą, których nie rozumial, a które budziły koszmary. Także przed wrogiem, którego serce zjadał wierząc, że stanie się równie mężny jak zjedzony przeciwnik. Tyle samo prawdy kryje się w twierdzeniu, że dom był. Dziełem poczciwego rolnika osiadłego w przyjaznym klimacie, co w tezie, że dom powstał ze strachu, z potrzeby złagodzenia wiecznie towarzyszącego człowiekowi poczucia zagrożenia, jeśli nie liczyć oczywistych względów praktycznych i pożytków płynących z faktu posiadania domu, Alvin Toffler, gwiazda Cultural Anthropology strasząca szokiem przyszłości, powiada: ,,W istocie cywilizacja zaczęła się wraz z rolnictwem - co oznaczalo osiedlenie się, a przynajmniej koniec posępnych wędrówek i migracji paleolitycznych nomadów. Samo słowo ,,zakorzenienie”, do którego przywiązujemy dziś tak wielką wagę, jest zaczerpnięte z rolniczego słownika. Przedcywilizacyjny koczownik, przysłuchując się rozmowie na temat ,,korzeni”, z trudnością rozumiałby samo to pojęcie. Z pojęcia tego korzysta się na określenie stałego miejsca, na trwałe zakotwiczonego ,,ogniska domowego”. W brutalnym, głodnym i niebezpiecznym świecie dom - nawet jeśli tylko rudera - był uważany za miejsce ostatecznego schronienia. Zakorzeniony w ziemi, przekazywany z

DLA CIEKAWYCH ŚWIATA pokolenia na pokolenie wiązał człowieka zarówno z naturą, jak i z przeszłością”. Nie byłby jednak Toffler Tofflerem, gdyby nie napisał parę akapitów dalej: ,,W świecie wprawionym w ruch przez rewolucję przemysłową, w którym nie wszystko było ,,uporządkowane”, dom byt kotwicą, nieruchomym punktem podczas sztormu. Przynajmniej na dom można było liczyć, że będzie stał na swoim miejscu. Niestety, była to poezja, a nie rzeczywistość, i nie mogła ona powstrzymać sił, które miały zerwać związki ludzi ze stałym miejscem pobytu. Dawniejszy koczownik szedł w zadymce i w spiekocie, zawsze poganiany głodem, ale wiódł z sobą namiot niesiony przez bawołu, swoją rodzinę oraz resztę swojego plemienia. Niósł z sobą całą swoją sytuację społeczną, a często również strukturę fizyczną, którą nazywał domem. Dzisiejsi nowi koczownicy - przeciwnie - pozostawiają swą budowlę fizyczną za sobą. Pozostawiają poza sobą wszystko oprócz najbliższego im układu społecznego, czyli rodziny”. Nie wszyscy antropolodzy podzielają zdanie Tofflera, nie wszystkie jego głośne w drugiej połowie lat 60, diagnozy i prognozy, potwierdziły się na przełomie wieków Dom, chociaż zmieniający się pozostaje nie tylko legendą, ale także tym wszystkim, co kryje się pod pojęciem domu. Choć niekoniecznie jest to ciągle ta sama ,,struktura fizyczna” z gliny i drewna, kamienia czy cegły, dom istnieje i wygląda na to, że będzie funkcjonował całkiem nieźle przynajmniej przez jakiś czas. Choćby czekała nas niewyobrażalna inwazja koczowników w ich samochodowych przyczepach. Andrzej Koziara 45


DLA CIEKAWYCH ŚWIATA

echo życia

STRES

I ZIOŁA W walce ze stresem i bezsennością warto zastosować sprawdzone i naturalne środki, jakimi są zioła. W łagodny i bezpieczny sposób pomogą one pozbyć się napięcia nerwowego. Kuracja ziołowa powinna trwać od 4 do 6 tygodni. W razie potrzeby po dwutygodniowej przerwie można ją powtórzyć. W celu zwalczania stresu szczególnie polecane jest stosowanie następujących roślin: Kozłek lekarski (waleriana) Waleriana ma silne właściwości uspokajające. Działa kojąco, zmniejszając napięcie nerwowe. Poprawia również jakość snu, redukuje bóle migrenowe, zwiększa koncentrację, działa rozkurczowo. Na stargane nerwy najlepiej wpływają wyciągi z waleriany na bazie alkoholu. Melisa lekarska Melisa jest doskonałym środkiem na zmęczenie, drażliwość i niepokój. Roślina ta zmniejsza uczucie nerwowości i uspokaja bicie serca. Ponadto melisa pomaga zwalczyć bóle głowy, pobudza trawienie, zmniejsza wzdęcia, działa przeciwbakteryjnie. To tylko niektóre z jej licznych właściwości leczniczych. Najczęściej spożywana jest w formie naparu, jednak jej liście można spożywać również w postaci surowej, np. jako dodatek do sałatki. 46

Męczennica krwista Roślina ta wykorzystywana jest jako środek poprawiający nastrój. Działa uspokajająco, zmniejsza napięcie psychiczne, pomaga w leczeniu zaburzeń snu oraz nadpobudliwości. Stosowana jest również jako lek przeciwzapalny, znieczulający i przeciwreumatyczny. Jej działanie wzrasta przy jednoczesnym stosowaniu rumianku i waleriany.


DLA CIEKAWYCH ŚWIATA

echo życia Werbena

Werbena jest stosowana w łagodzeniu migrenowych bólów głowy. Posiada również właściwości przeciwzapalne oraz uspokajające. Pomaga w stanach zwiększonego napięcia nerwowego. Pozytywnie wpływa na układ trawienny, wzmaga apetyt i działa moczopędnie. W lecznictwie wykorzystywane są liście rośliny, zwykle podawane w postaci naparu. Może być również składnikiem olejku do kąpieli. Chmiel To roślina bardzo popularna w Polsce. Zawiera lupinę, która ma właściwości nasenne i uspokajające. Jej działanie jest silniejsze niż związków zawartych w melisie czy walerianie. Uspokajająco wpływa nie tylko wyciąg z chmielu, ale nawet sam aromat szyszek. Można dodać ich kilka do wypełnienia poduszki, żeby lepiej spać. Arcydzięgiel litwor Jest to roślina dwuletnia z rodziny selerowatych. Poza tym, że posiada właściwości uspokajające, ceniona przede wszystkim jako środek pobudzający układ trawienny. Pomaga pozbyć się niestrawności i przynosi ulgę w czasie kolki. Dzieła również jako delikatny środek wykrztuśny, pomagając pozbyć się kaszlu. W przypadku problemów z układem oddechowym używa się korzenia ziela. Olejek z korzenia stosuje się również przy bólach reumatycznych, do nacierania obolałych miejsc. Ponadto, arcydzięgiel poprawia przepływ krwi, więc używać go można w przypadku słabego krążenia. Łodygi arcydzięgla można gotować i podawać jako przystawkę. Również liście nadają się do spożycia, np. dodawane do sałatek, zup, ryb.

Lawenda lekarska Lawenda jest pomocna w walce z napięciem oraz nerwicą. Ma silne właściwości łagodzące i relaksujące. Zapobiega migrenie i bezsenności, przynosi ulgę w depresji. Ponadto wzmacnia system odpornościowy, działa rozkurczowo i obniża ciśnienie krwi. Rozdrobnione listki lawendy można dodawać do potraw. Sporządza się również olejek lawendowy, który jest cennym środkiem pierwszej pomocy. Wspiera gojenie ran i poparzeń. oprac. Zofia Zaremba 47


LACKI I RUSKI SURAŻ

48


echo życia

FELIETON

S

uraż, położony nad Narwią przy ujściu Lizy, to jedno z najmniejszych miast na Podlasiu i w Polsce. Domy w ogrodach, jeszcze drewniane, rozsiadły się na równinie po obydwu brzegach rzeki, a nad nimi dominuje wieża kościoła. Czas płynie tu spokojnie, zgodnie z przemijaniem pór roku. Miejscowość, jakich wiele na Podlasiu. Drzewiej bywało w Surażu rojno, gwarno, bogato, a często niebezpiecznie. W XI w. Narew stanowiła północną granicę osadnictwa ruskiego na Podlasiu. Przywędrowali tu ludzie z Rusi Kijowskiej, potem z Rusi Halicko-Włodzimierskiej, znaleźli swe miejsce na ziemi, podobnie jak Mazowianie, Litwini, a także Jaćwingowie. Aby zapewnić sobie spokój i bezpieczeństwo zbudowali w Surażu gród obrony, strzegący doliny i przeprawy przez rzekę. Budowla przetrwała do 1241 r. , kiedy spalili ją Tatarzy. Po odparciu najazdu tatarskiego władzę nad doliną górnej Narwi przejęli Litwini. Odbudowali umocnienia grodu. Był to czas licznego napływu osadników z Mazowsze. O prawo do tych ziem upominali się również Krzyżacy. Najazdy Krzyżaków zakończyło się zniszczeniem w 1392 r. suraskiego grodu. Dopiero po zwycięskiej bitwie pod Grunwaldem nastał czas spokoju dla pogranicza. Gród i okoliczne ziemie przyłączono do Wielkiego Księstwa Litewskiego. W 1445 r. Suraż otrzymał prawa miejskie. Przebiegające tędy lądowe i wodne szlaki handlowe zapewniły dobrobyt miastu. W XVI w., na polecenie królowej Bony, w miejscu starego grodu zbudowano zamek obronny. Do dziś przypomina o tym nasyp dawnego grodziska. Rzeka od zawsze dzieliła miasto na dwie części. Łączyły je mosty. Dawniej było ich ponoć kilka, a do dzisiaj dotrwał tylko jeden. Lewobrzeżna część miasta to była strona lacka, z kościołem katolickim, zaś prawobrzeżna nosiła miano strony ruskiej. Niestety, jej cerkwie nie oparły się zawieruchom historii. Obydwie strony posiadały własne rynki, ale dzięki mostom stanowiły jeden prężny organizm miejski. Ludzie przechodzili swobodnie, przewożono wszelkie towary z dalekich stron, a z kupcami docierały wiadomości o szerokim świecie i jego obyczajach. Ten nie zmieniony układ miasta zachował się do dzisiaj. Chodzimy ulicami współczesnego Suraża nie wiedząc, że tak tu było przed czterystu laty. Dowodów dostarczają archeolodzy, prowadzący prace wykopaliskowe. Potop szwedzki połozył kres świetności miasta. Przemarsze wojsk, rabunki, pożary i epidemie zniszczyły jego podstawy materialne i dorobek. Zmienił się również przebieg traktów handlowych, a później stan ten „przypięczętowało” ominięcie Suraża przez linię kolejową. W 1863 r. dotarło do tych terenów Powstanie Styczniowe. Obudziło nadzieję wolności, która spełniła się po 55 latach. W dzisiejszym Surażu, na Górze Królowej Bony, można czasami znaleźć cegłę z muru dawnego zamku. Zachowały się strony miasta - lacka i ruska, niektóre nazwy ulic - Bielska, Zabłudowska, Tatarska. Na szczęście jest też Społeczne Muzeum Archeologiczne. Utrwalono w nim historię miasta i ziemi. Zgromadzone eksponaty datowane są od czasów prehistorycznych po XX w. Muzeum to powstało dzięki pasji jednego surażanina nieżyjącego już Władysława Litwińczuka. Początek był prozaiczny, prace w polu dostarczały panu Litwińczukowi różnych znalezisk. Zaczął je gromadzić i na swój sposób opracowywać, próbując m.in. ustalić z jakich okresów pochodzą. Był pewien, że świadczą o przeszłości rodzinnych stron. Z czasem zorganizował w swoim domu ekspozycję, udostępniając ją zainteresowanym. Do końca zycia gromadził i powiększał zbiory, tworząc nowe wystawy. Obecnie schedę po ojcu i pasję - przejął syn Wiktor Litwińczuk, kustosz suraskiego muzeum. Adam Stefański

49


DESIDERATA * Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu - pamiętaj jaki pokój może znaleźć w ciszy. Tak dalece jak to możliwe bez wyrzekanie się siebie, bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi. Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchaj też tego co mówią inni, nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swoją opowieść. Jeśli porównujesz się z innymi, możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie. * Ciesz się zarówno swymi osiągnięciami jak i planami. Wykonuj z sercem swą pracę, jakakolwiek by była skromna. Jest ona trwałą wartością w zmiennych kolejach losu. Zachowaj ostrożność w swych przedsięwzięciach - świat bowiem pełen jest oszustwa. Lecz niech ci to nie przesłania prawdziwej cnoty, wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu. * Bądź sobą, a zwłaszcza nie zwalczaj uczuć, nie bądź cyniczny wobec miłości, albowiem w obliczu wszelkiej oschłości i rozczarowań jest ona wieczna jak trawa. Przyjmuj pogodnie to co lata niosą, bez goryczy wyrzekając się przymiotów młodości. Rozwijaj siłę ducha by w nagłym nieszczęściu mogła być dla ciebie tarczą. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności. * Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż gwiazdy i drzewa, masz prawo być tutaj i czy jest to dla ciebie jasne czy nie, nie wątp, że wszechświat jest taki, jaki być powinien. * Tak więc pozostań w pokoju z Bogiem, cokolwiek myślisz i czymkolwiek się zajmujesz i jakiekolwiek są twe pragnienia, w zgiełku ulicznym, zamęcie życia, zachowaj pokój ze swą duszą. Z całym swym zakłamaniem, znojem i rozwianymi marzeniami ciągle jeszcze ten świat jest piękny. Bądź uważny, staraj się być szczęśliwy. Tekst, długo uznawany za anonimowy. Według legendy odnaleziony podczas remontu siedemnastowiecznego kościoła w Baltimore, w dziesięcioleciach okazał się mieć autora. Jest nim amerykański pisarz i dziennikarz Max Ehrmann, który ułożył go w latach 30. minionego stulecia.


Echo Życia numer 24