Page 1

Office

& facility

8,99 zł (7% Vat)

wrzesień 2009 nr 8(10) ISSN 1899 - 8607


MAGAZYN O ARANŻACJI, WYPOSAŻENIU I PROJEKTOWANIU BIUR

24 Dlaczego nie gramy w Lidze Mistrzów 38 Cocoon

Obiekt z duszą

Spotkania i wywiady

Człowiek i biuro

Świat biur

54 Saatchi & Satchi - twórczo i komfortowo

16 Pani Architekt - wywiad z Katarzyną Bursche

66 Biurowa układanka - ergonomia

30 Made in Germany 60 Kronika polskiego biura - czasy przełomu


Bogusz Parzyszek Redaktor naczelny

38

Dyrektor rady programowej: Wacław Szarejko

54

Dyrektor Artystyczny: Kamila Kamińska Fotografia: Radek Polak Redaktorzy: Izabela Kamińska Anna Lorens Natalia Bursiewicz Monika Pytkowska Marcin Krysiak Prenumerata i bazy danych: Paweł Lenart Reklama: Marcin Kobiałka Korekta: Katarzyna H. Kowalska Współpracownicy: Wymiar R3 - Michał Słowiński Tłumaczenie: Joanna Lenart

16

Sekretariat redakcji: Tel. 022 390 45 88 Fax. 022 390 45 89 e-mail: office@officefacility.pl Druk: Miller Druk, 8000 egz.

66

Wydawnictwo: Think It Out ul. Wilcza 46/99 00-679 warszawa Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść materiałów reklamowych. Wydawca zastrzega sobie prawo do skrótów nadesłanych materiałów. Wszystkie prawa zastrzeżone. Przedruk w całości lub części wyłącznie za zgodą Wydawcy.

www.OfficeFacility.pl

30


Rynek nieruchomości biurowych w Polsce Po spowolnieniu jakie miało miejsce w pierwszym kwartale 2009 r., drugi kwartał okazał się bardziej optymistyczny. Spadki czynszów i zwiększenie liczby zachęt dla najemców zaowocowały lekkim wzrostem wolumenu transakcji najmu. Na rynku przybywa biur oferowanych na podnajem przez firmy redukujące potrzeby powierzchniowe i szukające oszczędności. W rezultacie widoczny jest dalszy lekki wzrost współczynnika powierzchni niewynajętej oraz obniżenie wysokości czynszów. Wciąż jednak problemy dotyczące finansowania nowych projektów sprawiają, że wiele planowanych procesów inwestycyjnych zostało wstrzymanych.

W pierwszej połowie 2009 r. łączna wartość transakcji odnotowanych na biurowym rynku inwestycyjnym wyniosła ok. 224 mln EUR, co stanowi spadek o 43% w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Mimo tak znaczącego spadku aktywności inwestorów, segment ten w najmniejszym stopniu odczuł światowy kryzys. Jego udział we wszystkich transakcjach zawartych na rynku inwestycyjnym wyniósł bowiem 97%. Odnotowano również dalszy wzrost stóp kapitalizacji, które dla najlepszych nieruchomości kształtują się na poziomie ok. 7,25%. Wśród inwestorów, którzy zaznaczyli swoją obecność na rynku wyróżnia się niemiecki fundusz inwestycyjny Deka Immobilien. Podmiot ten był stroną dwóch największych transakcji ostatnich miesięcy: nabycia warszawskich biurowców Grzybowska Park (10.000 m kw.) oraz Deloitte House (21.000 m kw.). Największą transakcją z udziałem krajowej instytucji kapitałowej była sprzedaż przez Bank Pekao SA budynku biurowego w Warszawie przy ul. Towarowej na rzecz Banku BPH SA za kwotę ponad 138 mln PLN. W minionym półroczu odnotowano również jedną transakcję dotyczącą nabycia części udziałów: Metropol Group sprzedał 28,5% udziałów w Błękitnym Wieżowcu w Warszawie brytyjskiemu funduszowi First Property. Biorąc pod uwagę, że rynek biurowy, w porównaniu z handlowym oraz magazynowym segmentem rynku inwestycyjnego, charakteryzuje się najmniejszą podatnością na wahania koniunktury gospodarczej, prognozuje się, że w ciągu najbliższych miesięcy utrzyma on swoją dominującą pozycję. Inwestorzy, dążąc do minimalizacji ryzyka, będą jednak przede wszystkim zainteresowani nabyciem najlepszych nieruchomości lub zawarciem z podmiotami o silnej pozycji rynkowej długoterminowych umów typu sale & leaseback.

8

RYNEK NIERUCHOMOŚCI BIUROWYCH WARSZAWA PUSTOSTANY: Po rekordowo niskich poziomach w 2008 r. obserwuje się niewielkie wzrosty wskaźników powierzchni niewynajętej. CZYNSZE: Czynsze wywoławcze notują spadki, szczególnie w najdroższych budynkach Centralnego Obszaru Biznesu.

MIASTA REGIONALNE PUSTOSTANY: W większości miast regionalnych obserwujemy lekki wzrost liczby pustostanów. CZYNSZE: W większości miast regionalnych obserwujemy nieznaczny spadek cen czynszów.


Rynek w Warszawie

Po pierwszym półroczu 2009 r. zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na rynku warszawskim wzrosły o kolejne 174.100 m kw. i przekroczyły poziom 3,15 mln m kw. Najwięcej nowych projektów oddano w lokalizacjach poza centrum, szczególnie w rejonie Służewca, który niezmiennie cieszy się największym powodzeniem wśród deweloperów oraz najemców. W rejonie tym utrzymuje się najwyższy udział w całkowitych istniejących zasobach biurowych Warszawy (24,5%). Największe obiekty oddane w rejonie Służewca to Trinity Park III (32.000 m kw.) oraz Horizon Plaza (31.500 m kw.). Jedynym znaczącym biurowcem oddanym do użytku w strefie ścisłego centrum był budynek Deloitte House (dawniej Atrium City, 18.500 m kw.), a największym w całej Warszawie – kompleks Lipowy Office Park (38.500 mkw.) w rejonie ul. Żwirki i Wigury. Duża ilość dostarczanej obecnie powierzchni biurowej jest konsekwencją inwestycji rozpoczętych w okresie boomu. Większość tych obiektów była w znacznej mierze wynajęta na podstawie umów pre-let. Polityka kredytowa banków jest jednak w dalszym

ciągu zaostrzona, co skutkuje wstrzymywaniem przez deweloperów realizacji niektórych inwestycji biurowych. W celu zminimalizowania ryzyka część projektów jest zmieniana, by zwiększyć liczbę faz i tym samym zmniejszyć ilość powierzchni jednorazowo oddawanej do użytku. Po wyraźnym spowolnieniu na przełomie 2008/2009, od połowy pierwszego kwartału 2009 r. odnotowano wzrost aktywności najemców, którzy korzystają ze spadku czynszów i większej puli zachęt pozaczynszowych. Dzięki temu łączny wolumen transakcji w Warszawie w pierwszej połowie 2009 r. wyniósł 108.900 m kw. (55-procentowy spadek w porównaniu z pierwszą połową 2008 r., ale 40-procentowy wzrost w drugim kwartale w stosunku do pierwszego kwartału 2009 r.). Ze względu na powszechną politykę oszczędności firmy wciąż deklarują mniejsze zapotrzebowanie na powierzchnię biurową oraz coraz częściej renegocjują warunki istniejących umów najmu. Preferowane obecnie lokalizacje to parki biurowe położone w strefach pozacentralnych, gdzie stawki czynszowe są niższe niż w centrum. Najwięcej

powierzchni biurowej wynajęto na Służewcu (42.300 m kw.). Renegocjacje umów najmu stanowiły 23% całkowitego popytu, natomiast nadal stosunkowo duży udział przypadł na transakcje pre-let (22%). W pierwszym półroczu na rynku dominowały umowy najmu na niewielkie metraże. Największe transakcje podpisano w rejonie Alej Jerozolimskich i na Służewcu: Mazowiecka Spółka Gazownictwa wynajęła 4.300 m kw. w Blue Office II, firma Abbott Laboratories Poland – 3.600 m kw. w Parku Postępu, a Astra Zeneca renegocjowała umowę na 3.200 m kw. w budynku Empark Neptun. Obecnie na rynku warszawskim oferowane jest blisko 50.000 m kw. powierzchni na podnajem. Szacuje się, że w drugiej połowie 2009 r. sytuacja na rynku biurowym nie ulegnie zmianie. Dalej możemy obserwować niski popyt na powierzchnie biurowe, a w konsekwencji niewielki spadek czynszów i wzrost ilości pustostanów. Transakcje podnajmu mogą jeszcze zyskiwać na znaczeniu.

Pierwsza połowa 2009 r. charakteryzowała się spowolnieniem na rynku biurowym w całej Polsce. Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań i Łódź to w dalszym ciągu najbardziej rozwinięte regionalne rynki biurowe. Na wszystkich odnotowano słabszy popyt oraz spadek aktywności deweloperów. Ze względu na restrykcyjną politykę kredytową banków część planowanych obiektów została przesunięta w czasie lub znacznie przeprojektowana. Obecnie szansę na realizację mają jedynie najlepiej zlokalizowane projekty dużych i doświadczonych deweloperów biurowych.

Liczba ta będzie wyższa, ponieważ w budowie znajduje się blisko 70.000 m kw. W 2009 r. na rynek zostały dostarczone budynki: M65 Meduza, Portus oraz kolejne fazy parku biurowego KBP w Zabierzowie koło Krakowa (KBP 800 oraz 1000). W końcowych stadiach realizacji są natomiast Diamante Plaza, Centrum Biurowe Kazimierz oraz Krakowskie Centrum Biurowe Etiuda. Restrykcyjna polityka banków oraz słabnący popyt spowodowały, że rozpoczęcie większości planowanych inwestycji biurowych zostało przesunięte w czasie. Niedostateczny popyt wpływa też na zwiększenie ilości pustostanów. W połowie 2009 r. osiągnęła ona poziom ok. 6%. Czynsze wywoławcze mają tendencję spadkową i wynoszą obecnie 14-16 EUR/m kw./ miesiąc.

Wrocław

Rynki Regionalne

Kraków

W Krakowie całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej szacowane są na 450.000 m kw.

Wrocław utrzymuje pozycję drugiego, po Krakowie, lokalnego rynku biurowego. Łączne zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej wynoszą obecnie ok. 370.000 m kw. Do nowooddanych obiektów należy m.in. ostatnia faza biurowca Grunwaldzki Center. Największe obszary koncentracji biurowej to nadal strefa zachodnia (okolice ul. Legnickiej i Strzegomskiej), centrum oraz – od niedawna – strefa południowa (rejon ul. Karkonoskiej). Pogorszenie koniunktury spowodowało wstrzymanie realizacji większości planowanych wysokich budynków biurowych oraz obiektów o funkcjach mieszanych. Najbardziej spektakularnym przykładem jest Sky Tower, aspirujący do najwyższego obiektu w Polsce (inwestor postanowił obniżyć wieżę o 78 m i ubiega 9


się o zmianę pozwoleń budowlanych). W budowie znajduje się stosunkowo niewiele powierzchni biurowej (ok. 49.000 m kw.). Na skutek niskiego popytu wskaźnik pustostanów wzrasta i wynosi ok. 9,5%. Stawki wywoławcze kształtują się na poziomie 13-16 EUR/m kw./miesiąc.

Trójmiasto

Trójmiasto, trzeci rynek lokalny w Polsce, charakteryzuje się dużą stabilnością. Na rynku, szacowanym obecnie na blisko 300.000 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej, realizowanych jest niewiele nowych inwestycji, m.in. kolejne etapy nowoczesnych parków biurowych: Łużycka Office Park oraz Arkońska Business Park. Plany inwestorów przewidują powstanie kolejnych 170.000 m kw. biur, ale należy zakładać, że w najbliższym czasie budowa większości z nich nie zostanie rozpoczęta. Stosunkowo niska podaż w znacznej części równoważy słabszy od ubiegłorocznego popyt na powierzchnie biurowe. W rezultacie na rynku trójmiejskim występuje najniższy w Polsce współczynnik powierzchni niewynajętej - ok. 1,6%. W istniejących budynkach obserwuje się spadek cen czynszów, które obecnie są na poziomie 13-16 EUR/m kw./miesiąc.

Katowice

W Katowicach, najważniejszym mieście konurbacji śląskiej, zasoby powierzchni biurowej wynoszą ok. 220.000 m kw. Dominują tu obiekty zaliczane do niższego standardu, a większość nowoczesnych budynków to siedziby banków. Sytuacja może ulec zmianie wraz z ukończeniem realizowanych obecnie inwestycji, takich jak: Atrium Katowice (CGI), Centrum Biurowe Francuska (GTC) czy Katowice Business Point (Ghelamco). Inwestorzy wciąż wysoko oceniają potencjał Katowic i analizują możliwości realizacji kolejnych projektów biurowych (m.in. Hines,

10

TriGranit, Skanska, Echo Investment), jednak większość wstrzymuje procesy budowlane, czekając na poprawę koniunktury. W ostatnim okresie oddano do użytku jedynie dwa obiekty (kolejna faza Euro-Centrum oraz budynek Havre Barbara przy ul. Grabowej). Mimo stosunkowo niskiej podaży współczynnik pustostanów wzrósł w połowie 2009 r. do poziomu ok. 7%. Wyjściowe stawki czynszowe są natomiast stabilne i kształtują się na poziomie 14-16 EUR/m kw./miesiąc.

Poznań

Poznań, kolejny pod względem wielkości regionalny rynek biurowy, dysponuje nowoczesnymi zasobami przekraczającymi 200.000 m kw. Podaż nowoczesnej powierzchni wzrośnie o kilka dużych obiektów biurowych, m.in. dzięki kolejnym fazom budowy Malta Office Park (Echo Investment) oraz Skalar Office Center (Hydrobudowa-9). Do końca 2009 r. powinien zostać ukończony projekt Wechty SA przy ul. Szype-rskiej (pierwotnie planowany jako apartamentowiec). Ambicje inwestorów zakładają podwojenie obecnej podaży biurowej, jednak plany inwestycyjne zostały wyhamowane. Dzięki utrzymującej się stosunkowo niewielkiej podaży, stopa pustostanów pozostaje na niskim poziomie ok. 3,6%. Brak presji na czynsze powoduje, że znajdują się one na dość stabilnym poziomie 14-16 EUR/m kw./miesiąc.

Łódź

Zasoby powierzchni biurowej w Łódzi, szóstym co do wielkości regionalnym rynku biurowym, oceniane są na ok. 150.000 m kw. Charakterystyczna dla tego miasta jest duża liczba obiektów rewitalizowanych, np. oddany do użytku budynek Agraf przy ul. Żeromskiego, znajdujące się w końcowych fazach realizacji obiekty Cross Point czy Jaracza Prestige. W budowie jest obecnie ok. 60.000 m kw. powierzchni biurowej, z czego obiekty realizowane od początku jako biurowe stanowią mniejszość, m.in. Sterlinga Business Center (Hines) oraz University Business Park (GTC). Wielu deweloperów dysponuje w Łodzi interesującymi nieruchomościami, jednak podobnie jak w pozostałych miastach Polski, rozpoczęcie procesów inwestycyjnych jest wstrzymywane w oczekiwaniu na poprawę koniunktury i wyższy popyt. W połowie 2009 r. stopa pustostanów zbliżyła się do poziomu 19%, co sprawia, że czynsze w Łodzi znalazły się na najniższym poziomie spośród wszystkich miast regionalnych (12-15 EUR/m kw./miesiąc).


BIUROWCE W POLSCE Hotel Marriott | Warszawa | 28 Października Unikalne, doroczne spotkanie deweloperów i zarządców biurowców w programie m.in: • Co wydarzyło się na polskim rynku biurowym po upadku Lehman Brothers? • Czy banki aby na pewno nie pożyczają? • Jak ulżyć najemcom i samemu nie stracić? • Kim są najemcy A.D. 2009? • W jaki sposób obniżyć koszty użytkowania powierzchni biurowych? więcej na: www.biurowcewpolsce.pl • tel.+48 22 620 02 87, info@nowyadres.pl PARTNER MERYTORYCZNY

PARTNER TOWARZYSZĄCY

BRĄZOWY SPONSOR ORGANIZATOR

PATRONAT MEDIALNY


PRENUMERATA

Wybierz najlepszą ofertę dla siebie

89 zł *

Roczna prenumerata za • 17% taniej

Odnawialna prenumerata za • 27% taniej

79 zł *

* Przy zamówieniu 1 egz.

Tak, zamawiam roczną prenumeratę za 89 zł x....................liczba egz. Tak, zamawiam odnawialną prenumeratę za 79 zł x..........liczba egz. Firma:........................................................................................................................ Branża:...................................................................................................................... Imię i Nazwisko:.................................................................................................... Adres:........................................................................................................................ Telefon:..................................................................................................................... Adres e-mail:.......................................................................................................... Podpis:...................................................................................................................... Wyrażam zgodę na przesyłanie mi przez wydawnictwo Think It Out ul. Niepodległości 8c/13, 83-110 Tczew, NIP 593-244-00-13, czasopisma „Office & Facility” zawierającego materiały reklamowe i promocyjne. Oświadczam ponadto, że jestem pełnoletni oraz, że wyrażam zgodę na umieszczenie moich danych osobowych w bazie danych wydawnictwa Think It Out, a także na korzystanie z nich i przetwarzanie dla celów marketingowych i promocyjnych. Wydawnictwo Think It Out informuje, że przysługuje Państwu prawo wglądu i poprawiania zgromadzonych danych zgodnie z Ustawą o ochronie danych osobowych (Dz.U. 1997.133.833).

ZAMÓW PRENUMERATĘ: office@officefacility.pl, tel. 022 398 95 10 PRZELEWEM NA KONTO: MultiBank 08 1140 2017 0000 4102 0791 4882

NA STRONIE: OfficeFacility.pl/prenumerata.html


Dwie kobiety tworzące biuro projektowe, to nadal w Polsce ewenement. Skąd ten pomysł? Jak to zazwyczaj w życiu bywa, zdecydował o tym przypadek. Jako świeżo upieczony architekt, niezadowolony z pracy w miejskim biurze projektów, szukałam jakichś zajęć dodatkowych. Zrządzenie losu sprawiło, że dostałam pracę u pana Stanisława Kaima, który w owym czasie był najlepszym, niestety dziś już trochę zapomnianym, architektem wnętrz. Było to dla mnie wielkie wyróżnienie. Nareszcie mogłam współpracować z tak doskonałym zespołem. Potem okazało się, że żona pana Stanisława, Halina ŚwiergockaKaim, zakładała własne, autorskie biuro architektoniczne i szukała młodych ludzi do współpracy. Jednym z tych pomocników stałam się również ja. Nasza współpraca przeszła długą drogę - od asystenta, przez projektanta, do partnera. Stworzyłyśmy naprawdę zgrany duet. Wspólne działanie dało mi tak dużo satysfakcji, że od tej pory nie myślałam o jakiejkolwiek zmianie współpracownika. Poza tym zdobyłam samodzielność, której nie potrafiłabym zamienić na nic innego. Bycie własnym szefem jest bardzo komfortowe. Czy w takiej atmosferze powstają najbardziej efektowne i efektywne projekty? Myślę, że nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Zazwyczaj te największe, najbardziej prestiżowe projekty, trafiają w ręce dużych, renomowanych biur projektowych. I choć koncepcje zazwyczaj są bardzo ciekawe, nie można samemu odpowiadać za całość. Takim projektem zajmuje się wiele osób i każda z nich jest trybikiem, dzięki któremu ta cała machina może działać. W przypadku naszej firmy projekty są mniejszej skali, ale dają poczucie niezależności. Czasem czuję żal, że może coś mnie ominęło, że takie wielkie przedsięwzięcia żyją o wiele dłużej. Ale tylko czasem… Dlaczego Kaim i Bursche Architekci, a nie Architektki? Język polski jest żywy i zmienny. Wciąż powstają nowe słowa, czy też całe sformułowania. Pewne wyrazy są jednak „zgrzytem”. Myślę, że nazwa „architektki” brzmi trochę sztucznie i nie weszłaby do użytku. Zresztą ta sytuacja dotyczy określeń wielu innych zawodów, dla których nie ma odpowiedników żeńskich. Kiedyś pewna klientka świetnie poradziła sobie z tym pro16

blemem nazywając mnie „panią architekt”, co bardzo przypadło mi do gustu. Nazwa naszego biura projektowego przechodziła modyfikacje. Najpierw było „Kaim i Partnerzy”, co brzmiało bardziej naturalnie. Potem zdecydowałyśmy o dzisiejszej formie. Uważa pani, że kobiety i mężczyźni mają inne podejście do architektury? Mężczyźni architekci na pewno tak twierdzą. Moim zdaniem jest to kwestia indywidualna, nie należy tego rozpatrywać pod względem płci, ale pod kątem osobowości. Obserwując znanych oraz mniej znanych kolegów i koleżanki z branży da się zauważyć, że mężczyźni zdecydowanie lepiej czują się w wielkich zamierzeniach, procesach inwestycyjnych, gdzie do opanowania jest materia ogólna. Kobiety zazwyczaj wybierają tematy związane z koncentracją nad detalem, a temu szczególnie sprzyjają wnętrza. My mamy olbrzymie pokłady cierpliwości, dzięki którym możemy szczegółowo dopracowywać najdrobniejsze elementy. Dlaczego jest nas tak mało w zespołach biur architektonicznych i projektowych? Myślę, że było nas mało, ale ten stan się zmienia. Zwłaszcza duże pracownie zatrudniają sporo kobiet. Są to zazwyczaj młode dziewczyny, ponieważ tę tendencję obserwujemy od niedawna. To jest znak zmian pokoleniowych. Niewątpliwie ważną cezurą jest przyjście na świat dzieci. To czas szalenie trudny dla kobiety, ponieważ musi podjąć decyzję - albo wyłączyć się z obiegu, co niestety często kończy się pozostawieniem zawodu na zawsze, bądź jakoś ten czas podzielić między dziecko a pracę. Nie dotyczy to wyłącznie architektury, ale pracy kobiet w ogóle - myślę o „szklanym suficie”. Do pewnego momentu jesteśmy niezwykle ambitne, całkowicie oddajemy się pracy, ale po pewnym czasie następuje zmiana naszych priorytetów. Mamy oczywiście kobiety -geniusze, które nie ustępują w determinacji mężczyznom i osiągają bardzo dużo. W dziedzinie architektury jest nią Zaha Hadid. Kobieta o doskonałym talencie, bardzo pracowita, lecz bezdzietna. A jaką pani jest kobietą? Zadowoloną z życia! Udało mi się połączyć te wszystkie kwestie, na których mi szalenie zależało. W moim przypadku działanie zawodowe było bardzo ważne, jednak nie najważniejsze w hierarchii dziedzin życia.


PANI ARCHITEKT Wywiad z Katarzyną Bursche, współwłaścicielką biura projektowego Kaim i Bursche Architekci, dotyczący jej pracy, wyborów i planów na przyszłość. Rozmawiała Izabela Kamińska 17


18


Jak wygląda praca w firmie Kaim i Bursche Architekci? Płeć piękna ma tu najwięcej do powiedzenia, czy ważniejsza jest demokracja? Nie ukrywam, że mężczyźni w naszym biurze są nieco zdominowani przez kobiety, ponieważ są w mniejszości. Ale tak naprawdę nie ważna jest płeć, a dobre pomysły, zaangażowanie, pasja, pracowitość. To czy pracuję z kobietami czy mężczyznami, nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Liczy się nić porozumienia, która albo jest od samego początku, albo jej po prostu brak. Zajmujecie się przede wszystkim projektowaniem wnętrz budynków biurowych. Dlaczego wybraliście właśnie ten obszar? Jeszcze na początku działalności trafił do nas pewien Anglik, który tworzył w Polsce od podstaw jedną z pierwszych dużych agencji wynajmu biur. Za jego pośrednictwem zdobyliśmy kontakty do poważnych inwestorów zagranicznych. Były to wczesne lata dziewięćdziesiąte, kiedy wszystko zmieniało się bardzo dynamicznie. Do tej pory wszyscy robili wszystko, więc przyszedł czas, aby znaleźć jakieś konkretne pole działania, opanować jedną strefę architektury do perfekcji i dzięki temu stworzyć dla własnej działalności pewną niszę. Uznałyśmy, że to interesujący nas temat i atrakcyjne pole działania. Potem pojawiły się następne projekty biurowe. Od czasu do czasu, dla odświeżenia pola widzenia, robimy też inne rzeczy: projekty mieszkaniowe, domy jednorodzinne, wnętrza nietypowe. Staramy się nie zamykać na nowe propozycje, ale dobrze jest mieć specjalizację, dziedzinę, w której jest się naprawdę dobrym. W jakim kierunku będą zmierzać pomysły projektantów, jeśli chodzi o przestrzeń biurową? Myślę, że będzie to współgrało ze sposobem zarządzania tą przestrzenią. Już dziś obserwujemy, że blaty biurek stają się coraz mniejsze - coraz mniej potrzeba miejsca na tradycyjną pracę przy biurku. Biuro powiększa się o funkcje, które powodują, że można w nim spędzić większość doby. Powstają strefy kuchenno-jadalne, w których wspólnie się gotuje, sale gimnastyczne, miejsca kanapowe, strefy relaksu, burzy mózgów, pokoje dla matek karmiących, przedszkola… Biuro spełnia więcej różnorodnych ról i ten proces wciąż się nasila. Oczywiście nie uważam, że w pracy nie powinno być miejsc relaksu, ale nie zachwyca mnie tworzenie atmosfery domu czy klubu. Te funkcje trzeba umieć rozdzielić. Całkowicie zmienia się podejście szefów do zagospodarowania przestrzeni biurowej. Konieczne są miejsca do odpoczynku, sprzyjające integracji zespołu. Czasem jednak odbieram to jako pewną modną tendencję, która jest nam odgórnie narzucona, ale nie zostaje przefiltrowana przez nasze potrzeby czy przyzwyczajenia. Zachwycamy się nowymi pomysłami, często je powielamy, ale to niekoniecznie odzwierciedla rzeczywiste zapotrzebowania pracowników tu i teraz. Naszą - architektów - rolą jest kształtowanie nowoczesnego stosunku naszych klientów do przestrzeni biurowej. Jak zatem projektować biura, by lepiej nam się żyło i pracowało? Biuro nie może być oparte tylko na rachunku ekonomicznym.

Zazwyczaj budżet jest wyliczony jeszcze zanim architekt zostanie zaangażowany do współpracy, co potem mści się na projekcie. Czasem wystarczy mądrzej rozłożyć akcenty, by przy racjonalnym funduszu osiągnąć ciekawy efekt. Kolejnym problemem jest powierzchnia - czasem na wstępie jest tak „wyśrubowana”, że na strefy uzupełniające, np. odpoczynku, po prostu brak miejsca. Czasy początków biura Kaim i Bursche Architekci były dobre dla architektury? Czy dziś jest lepiej? Bez cienia wątpliwości - dziś jest o niebo lepiej. Zamożność społeczeństwa ma duży wpływ na architekturę. Jeśli chodzi o architektów, to zawsze musieli zmagać się z przeszkodami - oczywiście nieco się zmieniły, ale nie da się ich ominąć. Dobry architekt, to taki, który w swojej pracy wykorzystuje wiedzę, umiejętności i doświadczenia z różnych dziedzin nauki, sztuki, życia codziennego. Co wydaje się pani najtrudniejsze w tym zawodzie? Najważniejszą cechą każdego architekta jest radzenie sobie z różnymi ograniczeniami. To jest bardzo trudne i czasem wysysa z człowieka całą energię. Jednak z drugiej strony daje nieprzewidywalność, która sprawia, że to co robimy, nie jest nudne. Myślę nawet, że im więcej tych przeszkód, tym ten zawód sprawia mi więcej frajdy, daje możliwość ciągłego mierzenia się, testowania kolejnych umiejętności. Czy ma pani jakieś sprawdzone, kobiece sposoby na radzenie sobie z problemami? Niestety właśnie po kobiecemu źle sobie z nimi radzę. Na początku wpadam w panikę, działam bardzo emocjonalnie i nie potrafię zrobić kolejnego ruchu, ale wraz z upływem lat, nabywania kolejnych doświadczeń, nauczyłam się, że czasem trzeba te problemy przeczekać, spojrzeć z nieco innej perspektywy, być może porzucić je na moment i chwilę od nich odpocząć. Najgorsze w takich sytuacjach są pochopne decyzje. Zazwyczaj następnego dnia problemy całkowicie zmieniają swoją skalę i czasem dają nawet szansę na nową, lepszą jakość. Nadchodzi chwila, kiedy trzeba zakończyć projektowanie i zacząć budowę. To jest moment, kiedy musisz się zatrzymać, nawet jeśli uważasz, że jeszcze nie osiągnąłeś tego, co chciałeś. To jedna z największych tragedii architektury - chwila, kiedy nie ma już odwrotu i musisz iść dalej. To słowa włoskiego architekta Renzo Piano. A jak pani udaje się przejść od koncepcji do realizacji? Ja wręcz przeciwnie bardzo lubię tę chwilę, kiedy wreszcie wersja papierowa przechodzi w fazę realizacji. Niezmiernie cieszy mnie obserwowanie jak coś powstaje, jak wygląda w rzeczywistości. Uwielbiam ten ruch, tworzenie nowych elementów wnętrza na budowie. Poza tym lubię kontakt z wykonawcami, od których za każdym razem uczę się czegoś nowego. Moje projekty muszą być oczywiście spójne z możliwościami osób, które będą je potem realizować, dlatego staram się uważnie wsłuchiwać w ich wskazówki i sugestie. Oczywiście najważniejsze są potrzeby klienta, ale pewne rzeczy trzeba przepuścić przez sito zastanych warunków. 19


Katarzyna Bursche Absolwentka Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej w 1980 r. Dyplom pod kierunkiem prof. W. Benedeka. Asystent, a później projektant w Autorskich Pracowniach Architektury i AP, od 1991 w “Kaim i Partnerzy Architekci” Sp z o.o., przekształconej w 2004 w “Kaim i Bursche Architekci” Sp z o.o. (współwłaściciel). W międzyczasie dwuletni pobyt w Niemczech we Frankfurcier n/Menem, praca w tamtejszych pracowniach architektonicznych. 20


Kto lub co najbardziej mobilizuje panią do pracy? Podróże! Uwielbiam ciężką pracę nad projektem, takie napięcie zawodowe, ale od czasu do czasu potrzebuję oddechu od tego, co robię, a wyjazdy sprawdzają się pod tym względem wyśmienicie. Podróże w pewien sposób mnie „resetują”, ale też inspirują. Nie muszą to być wyłącznie miejsca bogate w ciekawą architekturę. Podczas pobytu w Afryce uświadomiłam sobie, że natura, piękne krajobrazy i odmienna kultura również mogą przynosić natchnienie. Na świecie obserwujemy trend przeżywania przez stare budynki kolejnych młodości i adaptowania ich do nowych celów. Londyński „Dirty house” Davida Adjaye stworzony w starym, pochodzącym z lat 30. magazynie, rzeczywiście prezentuje się imponująco. Co pani myśli o takich pomysłach i czy jest jakiś budynek, który chciałaby pani wykreować od nowa? To doskonały pomysł, ale oczywiście musi być mądrze i sprawnie wcielony w życie. Kiedy oglądam foldery reklamujące pałacyki-hotele, na przykład na Pomorzu, zawsze mam wielką ochotę zmierzyć się właśnie z taką architekturą-dziedzictwem. Moim marzeniem byłoby coś takiego zaprojektować, jednak nie dodając tej „historyzującej makabry”, która się tam zazwyczaj pojawia. Zrobiłabym to podobnie jak Włosi, czy Hiszpanie, którzy w sposób bardzo brutalny łączą elementy nowe ze starymi. Co stanowi dla pani główny cel podczas tworzenia wnętrza? Zrozumienie potrzeb klienta - to jest podstawa. Inwestor musi narzucić swoje ramy funkcjonalne, a architekt powinien znaleźć sposób, aby te zagadnienia uwzględnić. Pamiętajmy, że architektura to niezwykle usługowa działalność. Oczywiście można się tu realizować, spełniać swoje projektowe ambicje, ale najważniejsze są oczekiwania osoby, która nam daną pracę zleca. Czy istnieją wnętrza, na które jest tylko jeden pomysł? Oczywiście. Proces kreacyjny jest sprawdzeniem wielu pomysłów i szukaniem na zasadzie selekcji tego jedynego, najlepszego. Czy ma pani wśród architektów jakiegoś projektowego guru? Jest wiele osób wśród architektów, które cenię, ale chyba tą wyjątkową postacią jest Tadao Ando. Kilkanaście lat temu widziałam budynek jego autorstwa, który zaprojektował dla firmy Vitra jako centrum konferencyjne. Nie tak dawno mogłam oglądać to miejsce jeszcze raz i z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że jest to architektura bardzo wysokiej klasy, która się nie starzeje. Poza tym jego budowle są pełne spokoju i równowagi, nie ulegają modom. Są po prostu doskonałe. Jak wygląda pani typowy dzień pracy? W przypadku pracy projektanta trudno mówić o typowości. Tu zazwyczaj każdy dzień jest zupełnie inny, ponieważ nie ma takich samych klientów, ani takich samych projektów. Zazwyczaj większość dnia spędzam w pracowni, dużo też jeżdżę na budowy. Nie lubię zaczynać pracy o zbyt wczesnej porze, dlatego ranki są chwilami tylko dla mnie, kiedy jest czas na dobrą kawę i poranną prasę. Staram się też nie zabierać pracy do domu. Czy projektowanie wnętrz to pani wymarzony zawód? Z pewnością. Dziś, kiedy po tylu latach pracy siadam do projektu, sprawia mi to autentyczną radość. Chyba nie można sobie wymarzyć ciekawszej profesji.


Dlaczego nie gramy w Lidze Mistrzów Tekst: Wacław Szarejko

Massive Design - Przemysław Stopa


Spełnione marzenia

Dlaczego warto razem grać

Patrząc na grupki chłopców, a czasem też dziewcząt, grających od rana do wieczora w piłkę na osiedlowych boiskach, brak sukcesów naszej reprezentacji wydaje się być zdumiewający. Prawie czterdziestomilionowy kraj przez ćwierć wieku nie był w stanie wybrać jedenastki piłkarzy, mogących wygrać mecz z klasowa drużyną. Przełom nastąpił 11 października 2006 roku. Tego dnia Polska wygrała w Chorzowie 2:1 z Portugalią. Co ta historia ma wspólnego z biurami? Paradoksalnie znacznie więcej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Skupiają się w niej, jak w soczewce, dwie sprawy kluczowe dla współczesnej pracy biurowej: budowa i utrzymanie sprawnie działającego zespołu.

Dlaczego „zespół”, „team” i „drużyna” stały się magicznymi terminami używanymi, a często nadużywanymi przez menadżerów? Co jest takiego w tej formule, co przewyższa wszystkie inne znane wcześniej metody organizacji pracy? Mówiąc krótko można dostać więcej za mniej. Co to znaczy? Jak to rozumieć? Aby zrozumieć to zagadnienie, musimy sięgnąć do definicji zespołu tj. gromady ludzi, których wspólna praca przewyższa to, co mogliby osiągnąć jej członkowie nie działając razem. Fachowo zjawisko takie nazywa się efektem synergii. Zalety

tego rozwiązania to możliwość poprawy efektywności i wydajności bez równoczesnego zwiększenia ponoszonych kosztów. W związku z tym nic dziwnego, że menadżerowie chętnie zaczęli korzystać z takiego magicznego narzędzia. Czym różni się praca zespołowa od działania grupowego, typowego dla wychodzących z użycia metod organizacyjnych? Nie jest to łatwe pytanie, ale spróbujmy na nie odpowiedzieć, posługując się metaforą z dziedziny futbolu.

Dlaczego w zespole nie ma hierarchii Pracę grupową – znamienną dla zhierarchizowanej techniki zarządzania typu command and control, opisanej w pierwszym odcinku naszego cyklu przy okazji biur typu open space – porównać można do bardzo dziwnego meczu. Wyobraźmy sobie spotkanie, w którym piłkarze otrzymując podanie, zatrzymują się, odwracają głowę w stronę ławki trenerskiej i głośno pytają selekcjonera jak grać. Czasem nawet mogą mieć wątpliwości co do tego, gdzie jest bramka (to nie żart przecież nawet w najlepszych klubach zdarzają się gole samobójcze). Niezależnie od tego jak zdolny jest zawodnik, wykonanie takiego

zestawu działań zajmie mu cenne sekundy. Podaj do… słyszy od trenera i błyskawicznie zagrywa - do kolegi, który zaraz po opanowaniu piłki odwraca się do szkoleniowca i prosi o radę w sprawie kolejnego zagrania. Ten przykład niekoniecznie dotyczy gry naszej reprezentacji w eliminacjach do MŚ 2010. Ma on na celu jedynie zobrazowanie jak wielkim obciążeniem może być rozbudowana hierarchia typowa dla pracy grupowej, w której większość decyzji musi zostać podjętych albo przynajmniej zatwierdzonych przez jednego lub więcej kierowników.

Istota działania zespołowego polega na czymś zupełnie innym. Poprzez zmniejszenie liczby stopni służbowych dąży się do tego, żeby piłkarze samodzielnie podejmowali decyzje o następnym podaniu. Nawet jeżeli będą popełniać błędy, to przynajmniej dostaną więcej czasu na ich naprawienie. Poza tym nie ma większej pomyłki w trakcie rajdu na bramkę, niż zatrzymać się i zadawać zbędne pytania. Nic szybciej nie wyprowadzi kibica z równowagi niż napastnik, który zamiast strzelać, biernie da się ograć obrońcom przeciwnej drużyny.

Massive Design - Przemysław Stopa

Dlaczego nie gramy w Lidze Mistrzów


Kamil Imielski

Fortepianowy duet i piłkarska jedenastka Istotną różnicą między zespołem a grupą jest liczebność. Najprościej będzie to pokazać na przykładzie dziedzin, w których siłę współpracy doceniono najwcześniej. W sporcie formy gier zespołowych zaczynają się od najprostszego debla, przez pięcioosobową drużynę koszykarzy, sześciu grających wspólnie siatkarzy, a kończą się na najliczniejszych na boisku piłkarskich jedenastkach. Wyjątkiem na tym polu jest składająca się nawet z piętnastu zawodników drużyna rugby, w której jednak można wyróżnić dwie niemal autonomiczne grupy.

Podobnie jak w sporcie, w którym pewne zasady wypracowane zostały w sposób naturalny, również w muzyce istnieje pewna granica, powyżej której nie da się grać zespołowo. W kameralistyce spotykamy duety, tria, kwartety, kwintety, sekstety, septety, oktety i dziewięcioosobowe nonety, dalsza terminologia nie jest rozwinięta. Znane są oczywiście utwory napisane dla tuzina wykonawców, ale stanowią one raczej wyjątek potwierdzający regułę, że gdy więcej niż dziewięciu muzyków ma grać razem, trzeba zatrudnić dyrygenta. W przeciwnym wypadku zespół nie będzie w stanie

utrzymać odpowiedniego tempa. Trzeba więc wprowadzić hierarchię… i przestać być zespołem, a stać się orkiestrą. W sporcie, muzyce i w biurze limitem liczebności, powyżej którego kończy się praca zespołowa, jest 10-12 osób. Powody dla których tak jest, spróbujemy wyjaśnić dalej, przy okazji omówienia ról, które w grupie pełnią jej członkowie.

miałyby znaczyć te słowa? Ogólnie mówiąc spłaszczenie hierarchii i podzielenie struktury całej firmy na niewielkie, współpracujące ze sobą zespoły. Poza opisanym już wcześniej podniesieniem wydajności i skuteczności pracy, była to wizja, jak się później okazało, przełomowa w co najmniej kilku aspektach. Po pierwsze: miała na celu wyzwolenie poczucia odpowiedzialności za firmę, pracując w niewielkiej grupie trudno jest schować się za kolegami i myśleć tylko o indywidualnych korzyściach. Po drugie: rozwiązanie takie wzmaga znacząco poczucie przynależności do wspólnoty, co również jest wynikiem działania w towarzystwie ludzi, którym można zaufać.

Po trzecie: można w ten sposób zwiększyć zadowolenie z realizowania powierzonych obowiązków. Wykonując zadania, które się lubi, widząc jednocześnie, jak praca coraz szybciej posuwa się do przodu, bycie malkontentem wymaga naprawdę dużego uporu. Te pozornie proste zasady poparte niekwestionowaną charyzmą i żelazną konsekwencją zaowocowały oszałamiającymi wynikami w przedsiębiorstwach zarządzanych przez Welch’a. Wywarły też wpływ na zmiany organizacyjne w wielu korporacjach z listy Fortune 500, z których większość już od dawna deklaruje zwiększenie roli zespołów.

Uwierzyć w niemożliwe - trener Jak wiele dla teamu znaczy trener, lider lub charyzmatyczny przywódca możemy się dowiedzieć z dziesiątek filmów o garstce przypadkowych chłopaków z sąsiedztwa lub zbieraniny zwariowanych outsiderów, którzy pod kierunkiem człowieka z wizją są w stanie dokonać rzeczy niemożliwych takich jak Polacy w meczu z Portugalią. Spójrzmy na jednego z najwybitniejszych menedżerów w historii Jacka Welch’a twórcę między innymi spektakularnego sukcesu zarządzanego przez niego General Electric. Ten cieszący się autorytetem lider sformułował prostą zasadę mówiąc kiedyś, że marzy mu się globalna korporacja działająca jak mały sklepik w sąsiedztwie. Co


Kto jest kim na boisku ― drużyna Wróćmy jednak do samych drużyn, bez których, rzecz jasna, sukcesy trenerów nie byłyby możliwe. Na boisku sprawa jest stosunkowo prosta - w futbolu zawodnicy pełnią role obrońców, pomocników, napastników i bramkarzy. Analogiczny podział istnieje w piłce siatkowej: rozgrywający, atakujący, dwóch środkowych i dwóch przyjmujących oraz libero. Ten stan rzeczy jest tak oczywisty, że nie wyobrażamy sobie innego. Wiemy dobrze, że bez niniejszego uporządkowania skuteczna gra nie byłaby możliwa. Jak jednak przenieść te zasady na inny teren - do biura? Spróbujmy określić czym różnią się zespoły skuteczne od nieskutecznych. Temu zagadnieniu brytyjski badacz, a obecnie również ceniony konsultant Meredith Belbin poświęcił wiele lat pracy. Porównując pozornie identyczne ekipy złożone ze

specjalistów o podobnych kompetencjach, zauważył on trudne do wytłumaczenia różnice w osiąganych przez nie efektach. W wyniku zapoczątkowanego przez siebie cyklu badań wyróżnił on w 1987 roku zestaw dziewięciu ról reprezentowanych przez członków najlepszych zespołów. Znajdujemy w nich, zdaniem Belbina, kolejno: innowacyjnego i samodzielnego Kreatora, wnikliwego i analitycznego Ewaluatora, intuicyjnego i myślącego serio Koordynatora, pracowitego i konsekwentnego Implementera, precyzyjnego i pilnego Perfekcjonistę, optymistycznego i pomysłowego Poszukiwacza Źródeł, dynamiczną i ambitną Lokomotywę, spokojną i bezkonfliktową Duszę Zespołu oraz profesjonalnego i mającego badawcze zacięcie Specjalistę. Żadna z tych pozycji nie jest ani lepsza ani gorsza od innych.

Nie są one odzwierciedleniem fachowych umiejętności, lecz raczej cech osobowości takich jak temperament, sposób myślenia lub np. skłonność do introwersji lub ekstrawersji. Wiedząc, że warunkiem sprawnego funkcjonowania teamu jest umiejętność współpracy, skuteczna komunikacja oraz świadomość celu wszystkich członków zespołu, taki podział wydaje się być odpowiednio uzasadniony. Poprzez uzupełnianie umiejętności i osobistych słabości pozwala na odkrycie w ludziach (często utajonych) talentów, których wykorzystanie byłoby inaczej niemożliwe. Co więcej, wszystkie te role, niekoniecznie jednak reprezentowane przez różne osoby, muszą występować w skutecznym gronie, którego siła wynika właśnie ze zróżnicowania.

Nasza jaskinia jest naszą twierdzą ― boisko Obecnie wyróżnia się kilka głównych typów grup roboczych. Wśród nich wymienić można m.in. zespoły samorządne, problemowe, interfunkcyjne i wirtualne. W części z nich praca odbywa się w sposób ciągły, a zmieniają się kolejne projekty. W innych członkowie pracują na co dzień w różnych działach firmy i zbierają się raz na jakiś czas, aby wymienić się informacjami i przygotować plany następnych działań. W niniejszym artykule skupimy się na pierwszej grupie, czyli na zespołach w pewnym sensie stacjonarnych. Takich, w których skład osobowy jest względnie stabilny.

Przykładem firm w których bardzo często występuje ten rodzaj biur są np. pracownie projektowe oraz wszelkiego rodzaju przedsiębiorstwa, w których działanie oparte jest o projekty. Jak więc powinno wyglądać biuro dla tego rodzaju zespołów? Żeby odnosić sukcesy w sporcie, trzeba dużo i mądrze trenować. Czym jest dla drużyny własne boisko nikomu nie trzeba tego tłumaczyć. Jednak nie zawsze dociera do nas fakt, że dla stworzenia skutecznego teamu trzeba mu również zapewnić odpowiednią przestrzeń działania. Wybitni badacze Francis Duffy i Jack Tanis

już w latach osiemdziesiątych przewidzieli, że ze względu na modyfikacje metod organizacji pracy, będą musiały zmienić się również same biura. Zauważyli także, że żaden z popularnych wcześniej typów pomieszczeń (indywidualnych lub wielkoprzestrzennych) nie nadawał się do działania w zespołach, pierwszy ze względu na izolację poszczególnych pracowników, drugi z powodu wielokrotnego przekroczenia gabarytów. Autorzy ci sklasyfikowali wtedy nowy model biura tzw. „den”, który w wolnym tłumaczeniu nazywać będziemy dalej jaskinią.

Kamil Imielski

Dlaczego nie gramy w Lidze Mistrzów


Ten typ, od wcześniejszych rozwiązań, odróżnia wielkość. Biura-jaskinie plasują się pod tym względem dokładnie po środku pomiędzy gabinetem indywidualnym przeznaczonym dla jednej osoby, a rozwiązaniami wielkoprzestrzennymi liczącymi od kilkunastu do nawet kilkuset stanowisk. Powiedzieliśmy już wcześniej, że zespół może liczyć od dwóch do (maksymalnie) dwunastu osób. Jak wiadomo, pracownicy mogą w nim pełnić podwójne role, które skądinąd nie powinny się dublować m.in. ze względu na potencjalną możliwość wystąpienia efektu tzw. próżniactwa społecznego, w tym przypadku spowodowanego przez wycofanie z udziału w pracy zespołu dla uniknięcia konfliktu funkcji. Jako optymalne przyjmuje się więc teamy, które mają około siedmiu członków. Przy takiej liczebności większość pozycji jest już obsadzonych, a część „zawodników” może pełnić zamiennie w zależności od potrzeb więcej niż jedną z opisanych przez Belbina ról. Tym ludziom trzeba zapewnić odpowiednie, dobrze wyposażone i zazwyczaj stałe stanowiska pracy. To jednak cały czas za mało, żeby nazwać takie biuro zespołowym. Zdaniem Duffy’ego i Tanisa terminem, który najlepiej opisuje pracę w teamie, jest słowo „interakcje”. Oznacza ono w tym przypadku kontakty pracowników na tzw. poziomie operacyjnym, tj. bezpośrednio związane z wykonywanymi zadaniami. W tworzeniu biura-jaskini, zdaniem przywołanych powyżej specjalistów, najważniejszym aspektem, koniecznym do uwzględnienia w trakcie projektowania, jest konieczność stworzenia przestrzeni, w której takie kon-

takty będą się nawiązywać niemal samoistnie. W związku z tym planując wygląd i układ biura musimy pomyśleć nie tylko o samych stanowiskach roboczych, lecz także o zapewnieniu miejsc do bieżących roboczych dyskusji, jak również odpowiednich warunków do rozmów z gośćmi z zewnątrz. Pamiętajmy cały czas, dlaczego wprowadzamy te udogodnienia. Bez nich po prostu nie da się skutecznie pracować. Są koniecznością, a nie zbędnym, często pomijanym w planach finansowych luksusem. Musimy również wiedzieć, że biuro-jaskinia pełni dla teamu rolę swoistej twierdzy, miejsca, w którym zespół pracuje i zwycięża, lecz czasem również przegrywa. To właśnie tutaj, a nie w gabinecie pryncypała rozwiązuje się nieuniknione w takich chwilach problemy. Właśnie z tych względów pomieszczenie tego typu musi być w jakiś sposób wydzielone, zwłaszcza pod względem akustycznym nikt nie lubi być pouczany przy otwartych drzwiach. Co ciekawe, mniejsze znaczenie ma oddzielenie optyczne. Mówi się nawet o pozytywnych aspektach efektu tzw. visibility, czyli możliwości podpatrywania nad czym dana grupa aktualnie pracuje. Zazwyczaj stosuje się przeszklone ścianki działowe, które spełniając rolę bariery akustycznej, nie pozwalają na wystąpienie poczucia wyalienowania z większej firmowej społeczności. Z zagadnieniem terytorialności zespołu wiąże się też kwestia dbałości o stan ducha zespołowego (ang. team spirit), dlatego też podczas projektowania biur-jaskiń często zwraca się uwagę na umieszczenie

elementów wystroju związanych ściśle z dokonaniami danej grupy. Starannie wyeksponowane pamiątki, zdjęcia itd., nazywane „kapsułami czasu” przypominają o wspólnie osiągniętych sukcesach i w ten niejako podświadomy sposób mają motywować. Kolejna sprawa to dostosowanie biura do specyficznych, zróżnicowanych wymagań stawianych przez członków zespołu. Czy ekstrawertyk i introwertyk podobnie będą czuli się w tym samym pomieszczeniu? Prawdopodobnie nie, choć trzeba przyznać, że jak dotąd brak badań w pełni potwierdzających taką tezę. Wydaje się jednak, że element różnorodności i indywidualizacji pewnych fragmentów przestrzeni może być korzystnie przyjęty przez docelowego użytkownika takich biur. Na zakończenie wspomnijmy jeszcze o ostatnim, choć często kluczowym, aspekcie, którym jest elastyczność wyposażenia. Zabrzmi to może trywialnie, ale jeżeli założymy, że praca zespołowa zorganizowana jest wokół zmieniających się co jakiś czas projektów, to oczywistym wydaje się być fakt, że w zależności od zadań zmieniać się też może w pewnym zakresie układ mebli. Takie podejście nazywane jest „swobodnym dopasowaniem” (ang. loose fit). Uwzględnienie tego zapotrzebowania stało się jednym z filarów sukcesu firm takich jak Steelcase lub Hermann Miller, produkujących sprzęty wygodne nie tylko w użytkowaniu, ale również sprzyjające samodzielnej rearanżacji.

Dlaczego Chorzów to nie Barcelona, czyli co dalej z polskim biurem Co jesteśmy gotowi zrobić na naszym podwórku, żeby integrować załogi, wyrobić umiejętność współpracy, podnieść i utrzymać morale zespołu? Do pewnego momentu było to słynne polskie „Noo… wicie, rozumicie…” lub późniejsze „Pomożecie? Pomożemy!” Jak się po latach okazało, ani jedno ani drugie nie przetrwało próby czasu. Bardziej współczesną metodą są wszelkiego rodzaju szkolenia lub wyjazdy integracyjne. Uczy się na nich - często za niemałe pieniądze współdziałania i buduje się ducha niezwyciężonej drużyny. Wszystko po to, żeby po trzech dniach zatrudnieni ludzie wrócili na następne miesiące do tych samych co dawniej, niedostosowanych do pracy zespołowej, biur. Parafrazując nie powinno się wlewać młodego wina w stare bukłaki. Podobna sytuacja ma miejsce podczas reorganizacji firm. Co wyniknie z tego, że wdrożymy zarządzanie przez projekty i na-

kazem szefa podzielimy pracowników na zespoły, jeżeli nie damy im zarazem odpowiedniego miejsca do pracy nie zapewnimy drużynie boiska. Jedno co może w tym miejscu dziwić to fakt, że firmy konsultingowe, dbające zazwyczaj o odpowiednie warunki dla własnych ekip, niekoniecznie proponują to samo swoim klientom. W Polsce cały czas traktujemy biuro jak jeden z najbardziej uciążliwych opłat związanych z działalnością gospodarczą koszt, który najlepiej byłoby zredukować do zera. Zastanówmy się chwilę nad sensem takiego oszczędzania. Czy zależy nam na wynikach, czy tylko na „obcięciu” (często, jak wykazaliśmy, niezbędnych) wydatków. Różnimy się w tej kwestii od krajów wyżej rozwiniętych, w których biuro od dawna jest inwestycją. Oznacza to w skrócie, że jedna złotówka włożona w zapewnienie odpowiednich warunków pracy, zwrócić się może wielokrotnie poprzez zwiększenie

wydajności i poprawę skuteczności zespołów. Dla uproszczenia pomijamy tutaj aspekty trudniejsze do przeliczenia na pieniądze, takie jak np. lojalność pracowników. Dopóki nie powstaną odpowiednie boiska dla naszych drużyn, marzenie o grze w Lidze Mistrzów będzie jeszcze bardziej odlegle niż 11 października 2006 roku. W przypadku biur sprawa ma się podobnie, szczególnie, jeśli uświadomimy sobie, że stworzenie modelu biura-jaskini to jedynie czubek góry lodowej, jaką jest w Polsce tworzenie pomieszczeń do wydajnej pracy zespołowej. Mimo to mamy nadzieję, że spotkamy się za miesiąc i zastanowimy się wspólnie, jak powinno wyglądać biuro, w którym spotykają się ludzie pracujący w grupach, w których składy nie są stałe, a ławka rezerwowych bywa bardzo długa.

Dlaczego nie gramy w Lidze Mistrzów


LIGHT

Office

DAVIDSON RAFAILIDIS ARCHITECTURE DAVIDSON RAFAILIDIS ARCHITECTURE wykonali projekt niewielkiego domowego biura, który opiera się na trzech zasadniczych elementach: biurku, wyjściu/wejściu oraz oknie. Stanowią one ramę pomieszczenia o wymiarach 4 m2, które spina transparentna powłoka wykonana z folii izolacyjnej. Biuro umieszczone jest w 66-metrowym pokoju w starej kamienicy. Ze względu na to, że koszt ogrzania pomieszczenia był dość wysoki, postanowiono zaprojektować strukturę, która utrzymywałaby określoną temperaturę niezależnie od reszty pokoju. Z jednej strony proponowana przestrzeń daje poczucie bezpieczeństwa i prywatności. Pozwala również zasłonić przedmioty biurowe, które rzadko należą do ciekawych. Jednak z drugiej strony przytłacza i wywołuje klaustrofobiczne wrażenie.

30


MA RCA Design Products

Maciek Wojcicki - MA RCA Design Products L.O.F.T. Workstation L.O.F.T. Workstation jest nietypowym zestawem tworzącym elastyczne i dynamiczne biuro. Autorem tego innowacyjnego projektu mebla jest Maciek Wojcicki. Produkt został zaprezentowany na tegorocznym 100% Futures w Londynie oraz dostał się do finału konkursu „Helen Hamlyn Award” promującego “dizajn dla przyszłych nas” (tzw. inclusive design ). L.O.F.T. jest strukturą wykonaną z drewna bukowego, sklejki oraz stali, która może być złożona bez użycia narzędzi przez jedną lub dwie osoby. Składa się z konstrukcji nośnej oraz akcesoriów mocowanych do niej. Poszczególne elementy są zestawiane za pomocą ich klinowania, wiązania lub zahaczania. Stanowisko pracy L.O.F.T. jest idealną alternatywą dla standardowego domowego biura lub studia. Może być łatwo dostosowane do charakteru wykonywanej pracy. Mobilność mebla sprawia, że jest to rozwiązanie niezwykle funkcjonalne. Ponadto naturalne właściwości drewna nadają realizacji uroku i ciepła. www.maciekwojcicki.com

31


MADE IN GERMANY Tekst: Monika Pytkowska

32

&FACILITY

OFFICE


Biura „made in Germany” to luksus i minimalistyczna klasyka jednocześnie. Zdystansowany konserwatyzm i innowacyjna ekologia. Budynki sygnowane niemieckim znakiem jakości podbijają wysublimowane serca architektów, stwarzają przyjazne człowiekowi miejsca pracy i zarazem nie przytłaczają wielkością czy formą. Dobrze znany w Polsce nużący system pracy celkowej, w Niemczech nabiera dodatkowego znaczenia, zrodzonego z tradycji i kultury pracy indywidualnej. DZ Bank, Berlin, 2001 - prywatność Budynek zaprojektowany przez Franka Gehrego na Pariser Platz, z zewnątrz wydaje się zaprzeczać stylowi architekta. Spokojna, zrównoważona bryła z kamienia, wynikająca z historycznego układu placu, przede wszystkim oddaje charakter mieszczącej się wewnątrz instytucji. Bardzo prosty rysunek fasady stanowi wstęp dla dynamicznego, rzeźbiarskiego wnętrza. Atrium wyznacza wewnętrzna kamienna elewacja z dużymi otworami okiennymi, jednak smaku dodaje spektakularna forma, rekompensująca „niedosyt Gehrego” na zewnątrz. Ta biomorficzna, pięciokondygnacyjna bryła, przekryta szkłem z czerwoną wykładziną dla kontrastu, jest największą atrakcją wewnętrznego ogródka. Jednak to nie nowoczesna architektura, lecz wewnętrzny układ i system pracy sprawiają, iż obiekt bez wątpienia wrzucamy do szufladki „made in Germany”. Pierwszy charakterystyczny wyznacznik niemieckiej architektury biurowej to celkowy układ rzutu i duża przestrzeń przeznaczona do pracy indywidualnej. Niemców charakteryzuje wysoki poziom inwestowania w standard budynku. Ponadto relacje między zatrudniającym a zatrudnionym bazują bardziej na zaufaniu i porozumieniu niż na kontroli lub współzawodnictwie. Znaczny udział pracowników w podejmowaniu istotnych dla przedsiębiorstwa decyzji owocuje przyjaznym środowiskiem pracy. Zamiłowanie do fizycznej i wizualnej prywatności sprzyja powstawaniu obiektów składających się z długich, połączonych w różnych konfiguracjach skrzydeł z nieco monotonnymi korytarzami (bowiem w większości każda „celka” zabudowana jest ścianą pełną, nieoszkloną). Pojedyncze skrzydło na ogół osiąga szerokość 12-14 m, ma zatem wąski plan z oddzielnymi gabinetami dla każdego pracownika po obydwu stronach korytarza. Estetycznie nużącą architekturę wnętrza rekompensuje środowisko pracy przyjazne pracownikowi. Podstawową zaletą jest dostęp do okna i możliwość jego otwarcia. Co więcej, przestrzeń przeznaczona na pojedynczego pracownika jest stosunkowo duża (średnio 28,9 m2), a jej wielkość wynika z portretu psychologicznego przeciętnego Niemca. Kurt Lewin, psychiatra z lat 30. XX wieku, określił Niemców jako posiadaczy dużej przestrzeni psychologicznej prywatnej i małej publicznej, w przeciwieństwie do Amerykanów. Te analizy tłumaczą niemiecki dystans i poczucie własnej wartości. Stąd niemiecka przestrzeń prywatna jest„uświęcona”, dużo jest płotów, murków, furtek, ekranów lub innych barier wydzielających terytorium właściciela. Szklane przegrody, przestrzenie interakcji, czy sale pracy grupowej są ciągle w fazie analiz i badań wydajności, a wyłącznie w sporadycznych przypadkach wprowadzono je w życie (IBM Germany lub Siemens Nixdorf).

&FACILITY

OFFICE

33


Tekst: Natalia Bursiewicz

Budynek Cocoon jest jak muszla, w której środku znajduje się najważniejsze i najbardziej chronione… Z zewnątrz, choć zwracająca uwagę kształtem, nie prowokuje barwą. Umieszczona pomiędzy innymi lub pośród morskich roślin, emanuje elegancją i spokojem. Budynek biurowy Cocoon został zaprojektowany przez szwajcarską pracownię architektoniczną Camenzind Evolution. Wkrótce po otwarciu zdobył wiele prestiżowych nagród z zakresu designu i architektury m. in. World Architecture Festival Award w 2008 r. Międzynarodowe jury nie tylko doceniło interesującą formę, lecz także innowacyjną koncepcję organizacji przestrzennej. Cocoon znajduje się w jednej z dzielnic Zurychu - Seefeld. Zlokalizowany jest na niewielkim zboczu, z którego rozciąga się widok na jezioro i góry. Wokół rozpościera się park z rozłożystymi, starymi drzewami oraz niskie budynki mieszkalne o zróżnicowanej stylistyce. Położenie działki w tak charakterystycznym miejscu spowodowało konieczność znalezienia formy budynku, która nie szokowałaby, ale byłaby oryginalna. COCOON zachwyca piękną, owalną bryłą, która wyróżnia go spośród setek sześcianów, natomiast wnętrze imponuje rozmachem, rozwiązaniami technicznymi i monumentalnością. Bryła Camenzind Evolution zaproponowali budowlę w kształcie spirali. Bryła składa się z trzech nałożonych na siebie struktur zbliżonych formą do walca. Są one ułożone od najmniejszego, stykającego się z powierzchnią ziemi, do największego, na którym znajduje się taras. Całość cechuje płynne i plastyczne ukształtowanie struktury, typowe dla architektury organicznej. Architektom udało się połączyć ze sobą statyczną regularność geometrii z dynamicznością i zmiennością natury. W ten sposób powstała gigantyczna rzeźba wyróżniająca się w krajobrazie parku. Fasada jest częściowo transparentna dzięki użytej w niej siatce ze stali nierdzewnej. Przypomina ona szarą kurtynę, która wije się subtelnie do góry, by dojść do linii tarasu, gdzie jest zastąpiona przez niewielką balustradę. Dzięki temu budynek w ciągu dnia jest neutralny, a w nocy zostaje podświetlony, stając się punktem odniesienia dla całej okolicy. To właśnie wtedy obiekt informuje o swojej obecności. O jego indywidualnym charakterze świadczy jednak wnętrze.

38


39


40


41


PROMOCJA

ESPES - nie ma konfiguracji niemożliwych

ESPES to firma powstała w 1990 roku we Francji. Od 1997 roku jest obecna na rynku polskim. Stworzyło ją trzech przyjaciół: Witold Osadca, Zbigniew Lipieta i Tomasz Sierakowski. Firma oferuje systemowe szklane ścianki działowe, ale kierując się chęcią rozszerzenia dotychczasowej działalności powołała do istnienia nową spółkę ESPES OFFICE, oferującą meble biurowe i wykładziny obiektowe. Powodem powstania nowej firmy była chęć zapewnia klientom Grupy ESPES kompleksowej obsługi w zakresie projektowania i wyposażania powierzchni biurowych. Motto firmy brzmi: „francuska elegancja w polskich biurach”. Odzwierciedleniem tego hasła jest nowopowstała siedziba spółek. Wnętrza nowego biurowca ESPES są pełne światła, co już przy samym wejściu do obiektu napawa optymizmem. Jak twierdzi Tomasz Sierakowski: „na zrobienie dobrego wrażenia mamy tylko jedną szansę!” W doskonale zaprojektowanej przestrzeni biurowca zaprezentowano większość oferowanych przez firmę rozwiązań i systemów. Każdy szczegół wyposażenia jest przemyślany i dobrany ze smakiem. Budynek tworzy prosta, ale bardzo elegancka bryła z pieczołowicie dopracowanymi szczegółami. W związku z tym, że firma wywodzi się z Francji, przed budynkiem posadzono sprowadzone znad Sekwany platany tworzące widok niczym na Champs-Élysées. Oferta firmy jest „estetyczną górną półką”. Stosowanie wyłącznie materiałów wysokiej jakości, wpływa na cenę finalną oferowanych produktów, dlatego nie każdy decyduje się na rozwiązania proponowane przez ESPES.

44


Motto firmy brzmi: „francuska elegancja w polskich biurach”. Jednak ci, którzy to zrobią, są najlepszą reklamą firmy. Każdy produkt jest przemyślany i doskonale wykończony. „Nasze rozwiązania są jak klocki lego” - oto kolejna maksyma firmy. Łatwość adaptacji systemów do każdych warunków architektonicznych i mnogość możliwych kombinacji ustawienia są dla architektów i inwestorów ważnymi zaletami. Nie ma konfiguracji niemożliwych. ESPES i ESPES OFFICE proponują nie tylko projektowanie oraz dostawy ścianek, wykładziny i wyposażenie meblowe. Zapewniają także kompleksowe roboty budowlanoaranżacyjne wewnątrz pomieszczeń, począwszy od stanu surowego zamkniętego, aż po stan pod klucz. Pracownicy spółek Grupy ESPES stosują sprawdzone sposoby, nie boją się jednak nowatorskich i nietypowych wyzwań. Zapewniają pełną obsługę w zakresie doradztwa, planowania i aranżacji pomieszczeń użyteczności publicznej: biur, banków, salonów wystawienniczych, restauracji, hoteli i innych. Proponowane rozwiązania spełniają wszelkie wymogi ergonomii, estetyki i funkcjonalności, jakie stawia się nowoczesnym biurom. Szklane ścianki ESPES przepuszczają światło, dzięki czemu wprowadzają do biura więcej optymizmu w zwykłych, szarych dniach. Tłumią także hałas do 46 dB, zapewniając komfort pracy. Stosując ścianki ESPES otrzymujemy jedną przestrzeń otwartą optycznie dla wszystkich pracowników, którzy mają wspólny cel, a jednocześnie fizycznie zamkniętą dla niechcianego hałasu. Czy uśmiech do koleżanki lub kolegi pracujących obok nie jest miłym akcentem ośmiogodzinnego dnia pracy? Grupa ESPES to optymistyczna firma z ogromnymi możliwościami i zapałem do ulepszania zwykłych, szarych biurowych dni, które przy korzystaniu z dobrych produktów stają się zarówno dla pracowników jak i dla pracodawców bezpieczne i przyjazne. Napis na koszulkach montażystów głosi: „ESPES - będzie dobrze”. Nie mam wątpliwości, że tak właśnie będzie.

45


Twórczo i komfortowo Tekst: Izabela Kamińska

Biuro o niecodziennym układzie i nietypowych rozwiązaniach, momentami bardziej przypominające pub, aniżeli miejsce pracy korporacji. Na każdym kroku zaskakuje ciekawymi pomysłami, solidnością konstrukcji, precyzyjnym wykonaniem i niezwykłymi materiałami. Czy w przyszłości tak będą wyglądały wszystkie biura w naszym kraju? Niestety przestrzeń musi być mocno związana z aktywnością i odpowiadać na indywidualne potrzeby. Pomimo doskonałej atmosfery i klimatu odprężenia, aranżacja pomieszczenia niekoniecznie musi spełniać wymagania każdej firmy. Jednak w przypadku grupy reklamowej Saatchi & Saatchi, w której najważniejsze są dobre pomysły i pełna mobilizacja, a praca przebiega w nieco mniej formalny sposób, siedziba sprawdza się w stu procentach.

56


Kreatywność przede wszystkim

Grupa komunikacyjna Saatchi & Saatchi jest jednym ze 153 oddziałów należących do Saatchi & Saatchi Worldwide, znajdujących się w 83 krajach. Grupa oferuje kompleksowe usługi w zakresie reklamy. Specyfiką jej działania jest duża aktywność pracowników i ich narażenie na ciągły stres, nieregularne godziny pracy. Wymaga się w niej maksymalnej kreatywności i jak największej dyspozycyjności. Zadania o takim charakterze niekoniecznie muszą być wykonywane przy biurkach, a wręcz przeciwnie. Tworzeniu nowych, zaskakujących pomysłów sprzyja atmosfera mniej formalna, nieco redukująca napięcie. W agencji pracuje ponad sto osób, więc stworzenie optymalnej siedziby nie było łatwe, zważywszy na to, że poza zespołem kreacji znajduje się tu kilka innych działów odpowiadających między innymi za strategię, obsługę klienta, produkcję, finanse, księgowość i administrację. W kompleksie budynków Platinium Business Park, przy ulicy Domaniewskiej 42 powstało biuro o zupełnie nowym obliczu, które żyje i rozwija się razem z firmą Saatchi & Saatchi.

Burza mózgów

Proces kreacyjny w przypadku tej przestrzeni był bardzo trudny i burzliwy. Poszukiwanie odpowiedniego kierunku zajęło dużo czasu i doprowadziło między innymi do całkowitego przekształcenia koncepcji i do zmiany architektów. Pierwsze przewroty pozwoliły jednak na wybranie drogi, z której nie zbaczano już do końca realizacji projektu. Ogromne zaangażowanie i konsekwencja inwestora, a także doskonała współpraca z konstruktorami sprawiły, że ostateczny efekt jest dokładnym przełożeniem szkiców i wizualizacji.

Projektant kontra inwestor

Wykonanie projektu siedziby Saatchi & Saatchi, a także czuwanie nad jego realizacją trafiło pod skrzydła firmy projektowej MAAS S.C. Agencji bardzo zależało na stworzeniu stosownego biura, dlatego postawiono na ludzi posiadających doświadczenie w tego typu zamysłach, którzy potrafili odpowiadać swoimi pomysłami na potrzeby firmy. Architekci z MAAS S.C. pracowali już z agencjami reklamowymi i znali specyfikę takiego działania. Jak podkreśla zarząd Saatchi & Saatchi, wykazali się niesztampowym, bardzo świeżym podejściem, a także świetnym przygotowaniem i pełnym profesjonalizmem. Proces projektowy nadzorował współwłaściciel firmy MAAS S.C., pan Dariusz Hyc, a osobami, które kontaktowały się z firmą i czuwały nad realizacją projektów była pani Anna Drozdowska i pan Piotr Sieniawski.

Demokracja selektywna

W procesie projektowym bardzo ważny był wkład nie tylko projektantów, ale przede wszystkim samego inwestora. Nie był to jednak projekt, w którym uczestniczyli wszyscy pracownicy. Do tego celu powołano steering committee − osoby, które spotykały się z architektami, udzielały niezbędnych wskazówek, a także opowiadały o specyfice firmy. W skład tej grupy wchodzili: Igor Kaleński − chief executive officer, który jednocześnie zatwierdzał ostatecznie wszystkie projekty, Joanna Hurda − business development director, Max Olech − creative director, Agnieszka Niska-Wójcik − deputy creative director, Krzysztof Pudlak − financial director, a także pani Joanna Piwek, administration director, która nadzorowała prace wykonawcze i czuwała nad ich zgodnością z projektem.

W zgodzie z naturą… człowieka

Biuro Saatchi & Saatchi powstało z myślą o pracownikach. Dla zarządu agencji bardzo ważny był

komfort osób, które większość czasu przebywają w biurze i wspólnie pracują na sukces firmy. Kreatywne podejście do projektu i tworzenie zaskakujących elementów reklamowych wymaga odpowiedniej przestrzeni oraz dogodnego klimatu, dlatego dużo uwagi poświęcono zagadnieniu budowania ciepłej, a jednocześnie dodającej energii atmosfery, miejsca, w którym można poczuć się trochę jak w domu, a nie tylko jak w siedzibie korporacji. Aby nie odgradzać od świata zewnętrznego pracowników przebywających w biurze, zdecydowano się na szklane ścianki działowe firmy Espes, które poza tym, że posiadają najwyższą jakość i wyglądają bardzo elegancko, wpuszczają do wszystkich przestrzeni naturalne oświetlenie. W biurze, dla wygody pracowników, zamieniono typowy open space w trzy niewielkie przestrzenie wspólne, dzięki czemu powstało o wiele więcej miejsca dla biurek pracowniczych, a zajmujące je osoby zyskały atmosferę intymności i możliwość swobodniejszego poruszania się.

Układ: bezstrefowy

Biuro jest pewnego rodzaju rewolucją − nie ma tu konkretnych stref. Wszelkie podziały przestrzeni wynikają z funkcjonalności i konieczności odseparowania pewnych obszarów. Całość jest spójna − kolory, formy i elementy przenikają się. Niezależnie czy jest to recepcja, pokoje prezesów, czy toalety, dzięki zastosowaniu odpowiednich zabiegów projektowokreacyjnych łączą się w całość. Pierwsze pomysły projektantów dzieliły powierzchnię na oficjalną, funkcjonalną, produkcyjną i socjalną. Tę koncepcję szybko porzucono, ponieważ zagłębienie się w aktywność firmy wykazało, że taki układ nie jest tu potrzebny. Jak na razie jedynym „ciałem obcym” jest przestrzeń windowa. Wprawdzie są już na nią plany, jednak ich realizacja musi poczekać na lepsze czasy.

57


Biurowa układanka Tekst: Marcin Krysiak

Zdjęcia: Kinnarps, Steelcase, Martela

66

Kiedy przymykamy oczy, starając się wyobrazić sobie nasze miejsce pracy, przeważnie widzimy podobny obraz: biurko z komputerem, krzesło, półki na dokumenty, lampy. Nawet jeśli podchodzimy w obojętny sposób do estetyki tych obiektów, warto pamiętać, że do ich wykonania potrzebny był pomysł i projekt. Ktoś zastanawiał się nad tym, jak (mieszcząc się w określonym budżecie) stworzyć mebel lub przedmiot najlepiej spełniający oczekiwania jego użytkownika – pracownika biura.


Ergonomia jest interdyscyplinarną dziedziną nauki, zajmującą się dostosowaniem warunków pracy do fizycznych i psychicznych potrzeb człowieka. Jej zadaniem jest organizacja sprawnie funkcjonującego systemu, którego centralnym punktem jest człowiek, a elementami współdziałającymi są meble i narzędzia pracy. Ukształtowanie środowiska, w którym działa pracownik, powinno uwzględniać rodzaj wykonywanych przez niego czynności i opierać się nie tylko na realizowaniu norm prawnych, ale również na znajomości ludzkiego organizmu – jego naturalnych potrzeb i reakcji na określone czynniki. Na ogólnoświatowym rynku, w tym także w Polsce, działają firmy pracujące nad kształtowaniem ergonomicznego stanowiska biurowego. Niektóre z nich, jak Steelcase, Kinnarps, Martela i Wilkhahn, zajmują się tematem w holistycznym ujęciu. Zwraca się tu uwagę na całość środowiska biurowego, na które składa się forma mebli i ich układ, światło, temperatura oraz akustyka. Człowiek w biurze reaguje bowiem na większość lub na wszystkie te parametry naraz. Inne marki, między innymi Sitag, skupiają się na detalach, takich jak dopracowanie perfekcyjnie funkcjonującego systemu człowiek-krzesło. Odpowiedni dobór produktów tworzących przestrzeń biurową stanowi o komforcie i zdrowiu pracowników, a także warunkuje efektywność pracy. Dla wielu osób pytanie o formę i funkcjonalność mebli biurowych zdaje się nie wymagać głębokich przemyśleń i skomplikowanych projektów – krzesło i biurko to obiekty znane każdemu z autopsji, łatwo rozpoznawalne i przybierające podobne kształty niezależnie od kręgu kulturowego. Tymczasem okazuje się, że im więcej czasu pracujemy w biurach, im znaczniejszy odsetek ludzi spędza 7-8 godzin dziennie w fotelu przed biurkiem wyposażonym w komputer, tym istotniejsza jest precyzja wykonania obiektów pozostających w bezpośredniej relacji z człowiekiem. Projekt mebla powinien więc uwzględniać możliwie najwięcej szczegółów związanych ze „współpracą” obiektu z ludzkim organizmem oraz brać pod uwagę przewidywane reakcje użytkownika. Okazuje się więc, że za prostą formą, jaką jest zarówno biurko, jak i krzesło, stoi szereg badań, pracochłonny projekt i lata ewolucji. Projektowanie stanowiska pracy biurowej oraz elementów wchodzących w jego skład (mebli, urządzeń) opiera się na określonych zasadach. Zanim do nich przejdziemy, wypada podkreślić, że już sam fakt pozostawania organizmu przez kilka godzin w pozycji siedzącej jest wbrew jego naturze. Aby zminimalizować jej negatywny wpływ na zdrowie pracownika, należy w precyzyjny sposób ukształtować środowisko pracy, dostosowując do ludzkich potrzeb kształt siedziska i oparcia, metody regulacji fotela, rozmieszczenie poszczególnych urządzeń oraz inne czynniki wpływające

na sylwetkę, ruchy i komfort. Spójrzmy teraz, jak wygląda prawidłowa pozycja siedząca. Plecy pracownika i siedzisko powinny tworzyć kąt co najmniej 90°. Na piersiowym i lędźwiowym odcinku kręgosłupa plecy stykają się z oparciem. Stopy spoczywają płasko na ziemi lub na podnóżku o nachyleniu nie większym niż 15°. Przedramiona trzymane są poziomo, równolegle do ziemi, ramiona w stosunku do przedramion ułożone są co najmniej pod kątem prostym, a łokcie mogą spoczywać na podłokietnikach. Głowa trzymana jest prosto, wzrok skierowany przed siebie lub pod niewielkim kątem w dół. Z tego względu ekran komputera powinien być tak ustawiony, by jego górna część znajdowała się na linii wzroku. Dobrze zaprojektowane fotele biurowe oraz biurka posiadają łatwy system regulacji – tak by pracownik miał możliwość bezproblemowego dostosowania wysokości blatu, siedziska, nachylenia oparcia i innych parametrów stanowiska adekwatnie do wzrostu, postury i wagi. Istotne jest, aby osoba pracująca za biurkiem miała możliwość swobodnego ruchu. Fotel powinien obracać się o 360°, a przestrzeń pomiędzy stanowiskami musi być na tyle duża, by pracownik mógł odjechać od biurka, wyciągnąć ręce oraz wstać nie naruszając strefy sąsiada. Ergonomiczne stanowisko pracy opiera się na rozważnym planowaniu przestrzeni, w której obraca się jej użytkownik i na starannym dopracowaniu detali. Wypada pamiętać, że po wielu godzinach spędzonych praktycznie w tej samej pozycji i wykonywaniu przez ten czas podobnych czynności, organizm staje się bardziej wyczulony na drobne niedogodności. Dopasowana do ludzkiej anatomii forma krzesła powinna więc iść w parze z zastosowaniem odpowiednich materiałów, będących czynnikiem warunkującym dobre samopoczucie pracownika. Z różnorakich przyczyn pracownicy biurowi nie zawsze przyjmują optymalną pozycję, na jaką pozwala funkcjonalność stanowiska. Może być tak, że skomplikowany system regulacji mebli zniechęca użytkowników do dostosowania ich parametrów do własnych potrzeb. Często jednak nieprawidłowa, szkodliwa dla zdrowia pozycja, wynika z niewiedzy. Wiele firm pracuje więc nad „inteligentnym” krzesłem, które automatycznie reaguje na impulsy takie jak waga człowieka czy nacisk na określone punkty siedziska i oparcia. Mebel tego rodzaju nie zwalnia całkowicie z myślenia o prawidłowej pozie, ale ułatwia jej przyjęcie, dodatnio wpływając na komfort podczas pracy. „Inteligentne” fotele umożliwiają dynamiczne siedzenie (polegające na zmianie pozycji podczas pracy) – ich forma dopasowuje się do odpowiedniego układu ciała. W sposób korzystny wpływa to na komfort i zdrowie człowieka, bowiem nawet drobne ruchy są potrzebne organizmowi, a prawidłowo zaprojektowane stanowisko pracy powinno do nich zachęcać.


Październik 2009  

Magazyn OFFICE

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you