Page 104

103/163

Huknęło raz, potem drugi, donośnie. Dziewczyna odwróciła się tyłem do Nicholasa, przywierając plecami do jego piersi, tak że oboje patrzyli na ślepą ścianę tunelu. – Dwa ogniste pierścienie – szepnęła – jeden wewnątrz drugiego. Potem ponad nimi strzela-

ją kolorowe smugi, najpierw niebieskie, a potem białe i gasną, opadając cienkimi srebrzystymi serpentynami, które wyglądają jak rój roztańczonych świetlików. A teraz w niebo tryska z siłą wulkanu fontanna złotych iskier. I zobacz, tam spod świetlistego parasola kropi deszcz błękitnych punkcików

drobniuteńkich jak konfetti. Jej jedwabiste włosy muskały jego policzek, ramiona drżały, kiedy mówiła, a on nie potrafił zrozumieć, jak to możliwe, żeby jedna osoba miała aż tak barwną wyobraźnię.

Linia życia - Jodi Picoult - ebook  
Advertisement