Issuu on Google+

Polski atom

telewizji ‚‚ Pierwsza polska elektrownia atamowa to przykład inwestycji, która ‚‚ Trzęsienie Wielkie zwolnienia w TVP. Pomysłem na ratowanie

T rybuna nie musi zakończyć się szczęśliwym finałem

bankruta jest m.in. likwidacja „Dobranocki”

ISSN 2300-3197, numer indeksu 100994

str. 7

str. 3

cena 1,50 zł

D Z I E N N I K

<<CZERWONY>>

<<POMARAŃCZOWY>>

Anna Grodzka wychodzi z cienia Janusza Palikota. Buduje struktury swego stowarzyszenia „Fair”, które wypączkowało z Parlamentarnego Zespołu Zrównoważonego Rozwoju Społecznego Społeczeństwo FAIR (prowadził w Sejmie debaty na temat równości szans, praworządności). To uniezależnia Grodzką od szefa Ruchu. Podobnie jak dawne znajomości w SLD. A po aferze z Nowicką Adam Szejnfeld zapraszał na swoim twitterze Grodzką i Biedronia do PO. Palikota bardzo też zaniepokoiły deklaracje Grodzkiej, że otrzymała zaproszenie na Kongres Lewicy i się tam wybiera. „Jak tam pójdziesz – to przekroczysz granicę” – wykrzyczał jej przez telefon. Aby pozbyć się problemu zaproponował Grodzkiej start w eurowyborach. Chciał zbić punkty na jej popularności i przy okazji pozbyć jej się z klubu. Grodzka pozwala sobie na mocne akcentowanie własnego „ja” także dlatego, że jest jedną z twarzy Ruchu Palikota, więc gdyby odeszła, partia straciłaby wiele ze swojego wizerunku. Po awanturze z Wandą Nowicką kolejnej Ruch mógłby nie przeżyć.

<<ŻÓŁTY>>

<<ZIELONY>>

<<NIEBIESKI>>

<<CIEMNY NIEBIESKI>>

(w tym 8% podatku VAT)

Nr <<NUMER>>

<<DATA>>

www.dzienniktrybuna.pl facebook.com/dzienniktrybuna twitter.com/DziennikTrybuna Jeden grosz z każdego sprzedanego egzemplarza przekazujemy na rzecz Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej

<<FIOLETOWY>>

Grodzka za silna dla Palikota

W piątek „Dziennik Trybuna” z kolorowym dodatkiem telewizyjnym!

Nasi Drodzy Sprzedawcy!

str. 3 fot. witold rozbicki/reporter

Papierowe inwestycje Tuska Bez siedziby, adresu i strony internetowej, za to z suto opłacanym prezesem. Spółka Polskie Inwestycje Rozwojowe to kolejna z cudownych broni premiera Tuska, która jak na razie okazała się niewypałem. Spółka Polskie Inwestycje Rozwojowe ma obracać miliardami i uratować polską gospodarkę. Na razie działa tylko na papierze. Nie ma numerów telefonów, ani adresu, ani strony internetowej, a największą jej inwestycją jest pensja jej szefa. Choć spółka działa za publiczne pieniądze, pobory prezesa nie są podane do wiadomości publicznej. Przypuszcza

się, iż kwota ta może sięgać nawet 120 tys. zł miesięcznie! Szefem PIR jest 53-letni Mariusz Grendowicz. Pochodzi z Gdańska, gdzie studiował w zbliżonym czasie co Donald Tusk. W przeszłości był m.in. prezesem ABN AMRO Banku i BRE Banku. W latach 2010-2012 pozostawał bez pracy, potem zasiadał w paru radach nadzorczych. W wyścigu

do fotela prezesa spółki pokonał 13 konkurentów. PIR S.A. będzie finansować projekty inwestycyjne uznane za szczególnie istotne i dobrze rokujące. Kredyty – na okres do 15 lat - mogą sięgnąć nawet 500 mln zł. Żaden bank w Polsce nie zaproponuje takich warunków. Możliwość uzyskania wielkiego kredytu to gratka. Firma Kulczyk

Investments już zadeklarowała chęć współpracy ze spółką. Tyle, że interes potencjalnych partnerów wcale nie musi być zgodny z interesem tego, kto wykłada pieniądze. Może więc się okazać, że szefowie firm realizujących kredytowane projekty zechcą wyprowadzać z nich pieniądze. Przykłady mieliśmy choćby przy budowie naszych autostrad, gdzie zawyżano koszty i stosowano nieodpowiednie materiały. andrzej dryszel 

str. 6

Przekazujemy w Wasze ręce pierwsze wydanie „Dziennika Trybuna”. Bez Waszej życzliwości nie dotrzemy do naszych Czytelników. Nasz los w Waszych rękach! Wiele zależy od tego jak wyeksponujecie naszą gazetę, od tego czy poinformujecie o niej byłych Czytelników „Trybuny” i Czytelników pism lewicowych. Prosimy Was o to, a także o Wasze uwagi na temat gazety. Nasz adres to: trybuna@dzienniktrybuna.pl Chcemy poszerzać debatę o Polsce. Bez Was to się nie uda.

Z dnia

• Niektórzy namawiają mnie, żebym kandydował w wyborach na szefa Komisji Europejskiej i te głosy powtarzają się dość często, ale jak państwo się domyślacie, to nie jest czas do podejmowania tego typu decyzji – powiedział premier Donald Tusk przed szczytem UE.


str. 10

str. 11 - 13

str. 14

str. 15 - 16

POLSKA

zły (jak patrzę na „autorski Gabinet”, który pan złożył, mam wrażenie, że tak właśnie jest…) , a o tej rekonstrukcji to sobie pan tak opowiada, w ramach PR, czyli mydlenia oczu obywatelom? To przecież też dobrego świa-

Premier griluje się sam

Pisanie, że premier Tusk popełnia błędy, to dziś najmniej wdzięczne dziennikarskie zadanie. Nie trzeba ku temu odwagi (odwagą to byłoby napisać, że jest świetny!), ani przenikliwości (bo, że strzela sobie gola za golem mówią już nawet stażyści w podrzędnych redakcjach). Nawet dyżurni lizusi, którzy przez lata Tuskiem się zachwycali, dziś kręcą nosem, opowiadając „ten rząd nie jest interesujący, jest śmieszny”, „Tusk jest słabszy, niż kiedykolwiek” i tak dalej. No przecież żadne honor znaleźć się w takim towarzystwie. Więc owszem, jeżeli ktoś dobrze się czuje w skandującym tłumie, to może Tuska chlastać, ile chce. Ale dla kogoś kto poszukuje własnych ścieżek – to żadna przyjemność. Lecz czasami trzeba. Otóż atakowany zewsząd premier, i przez wraży PiS, i SLD,

i przez swoich partyjnych kolegów, przyjął taktykę najgorszą z możliwych – schował się do mysiej dziury. Owszem, rozumiem, że premier nie może być na gwizdek dziennikarzy. Ale w czasie kryzysu, a w takiej sytuacji jest rządząca ekipa, naturalnym jest oczekiwanie na głos lidera. A tu cisza. Wygląda na to, że lidera nie ma. A jeżeli już premier się odezwie, to poprzez taki komunikat – że będzie rekonstrukcja rządu. Albo teraz, albo na jesieni. Że kilku ministrów trzeba wymienić. Panie premierze! To są niebezpieczne słowa! Przecież takie deklaracje ośmieszają pana, jako szefa. Bo cóż to znaczy, że pan mówi, że wymieni? Znaczy to, że ocenia pan danego ministra po prostu źle. Uważa pan, że się nie nadaje. A skoro tak – to po cholerę go pan na stanowisku trzyma? Człowieka, który w pańskiej ocenie, się nie nadaje? To co, nie umie go pan odwołać? A może nie potrafi pan w ogóle ocenić, czy ktoś jest dobry czy

dectwa panu nie wystawia… Poza tym, te słowa o rekonstrukcji niosą za sobą realne konsekwencje. Bo paraliżują prace ministerstw, prace rządu. Wyobraźmy sobie – przyjeżdża pani Mucha rano do ministerstwa, i co? Patrzą na nią, czy ona jeszcze jest czy już nie? Czy zaczęła się pakować? Ona wydaje jakieś polecenie, to urzędnik zaczyna się zastanawiać – czy warto je realizować? A może lepiej poczekać? Na następcę? Panie premierze, pan wie, że gadanie w polityce to jak cud w Kaanie Galilejskiej – zamiana wody w wino. Tylko że teraz, tym swoim ni to gadaniem, ni to szemraniem, zamienia pan wodę w ocet. Psuje pan państwo. Tego mi szkoda. A może pańska niemoc wzięła się z tego, że zamiast działać, siedzi pan i słucha co o panu mówią i piszą? Że pana grillują? To zupełnie niepotrzebnie. Bo to nie oni. Bo grilluje się pan sam. robert walenciak

Taniec żywego trupa Lech Wałęsa dopuścił się cokolwiek brutalnej napaści na Bogdana Borusewicza i Henrykę Krzywonos. Krzywonos jest bez mózgu, a Borusewicz to agent albo nieudacznik - oznajmił, wprawiając pielęgnujące etos media w stan histerii. Zwłaszcza TVN24, który stara się nadrobić swoje komercyjne korzenie szczególnie intensywnym zaangażowaniem ideowym. Redaktor Rymanowski zamartwiał się, że się kłócą „wielcy ludzie”, red. Pochanke namawiała Wałęsę, aby „stanął razem z Borusewiczem”, bo jakąż lekcję wynosi z tej kłótni młodzież, nawet sam red. Durczok pofatygował się do red. Kuźniara, żeby ubolewać nad tym, iż Lech Wałęsa „zbliża się do granicy autodestrukcji”. „Gazeta Wyborcza”, która - w odróżnieniu od TVN - nie musi udowadniać skąd jej ród, zatroszczyła się o Wałęsę, który „jest najgorszym wrogiem Wałęsy”. Z wybryku „legendy Solidarności” tłumaczyli się wszyscy święci politycznego mainstreamu. A najzabawniejsze jest to, że sami sobie zgotowali ten los. Jeszcze osiem lat temu Lech Wałęsa, skompromitowany nieudaczną budową Chrześcijańskiej Demokracji III RP, ośmieszony idiotycznym sporem z Wyszkowskim, ostatecznie dobity druzgocącą klęską w wyborach 2000 roku (1,01 proc.) spokojne pokrywał się kurzem w nowym muzeum ruchu robotniczego. I leżał-

by tam do dzisiaj, gdyby nie Kaczyńscy, którzy przywrócili go do życia, przypuszczając poważne ataki na niepoważną postać. Wybitnie pomógł im w tym IPN, ogłaszając, że Wałęsa był „Bolkiem” i brał za to pieniądze. Dołożył się magister Zyzak ze swoją biografią, w której zarzucał legendzie zdradzanie żony i sikanie do chrzcielnicy. Takiej okazji przeciwnicy IV RP nie mogli sobie darować. Wszyscy rzucili się bronić Wałęsy. „Gazeta Wyborcza” znowu zaczęła nazwać go „wodzem”, premier Tusk uczynił z niego lidera „Rady Mędrców” Unii Europejskiej, opiniotwórcze media zapragnęły poznać jego zdanie na każdy temat. Oczywiście, wyciągnięty z muzeum Wałęsa był jedynie rekwizytem w wojnie kaczystów z antykaczystami – tylko ktoś zapomniał mu o tym powiedzieć. A potem już było za późno. Zatroskany atakiem na Borusewicza, redaktor Durczok wcześniejsze wybryki Wałęsy bagatelizuje jako „intrygujące, prowokujące, zaczepne, niepoprawne”. Nazywanie urzędującego prezydenta RP „skurwysynem”, wzywanie do pałowania protestujących robotników, umieszczanie homoseksualistów za murem sali sejmowej – trudno uznać za nieszkodliwe dziwactwa. Wałęsa ożywiony chodzi, mówi i straszy - i nikt nie wie, co z nim począć. Ale tak to już jest z zombie: wykopanego z grobu, trudno potem upchnąć z powrotem do trumny. agnieszka wołk-Łaniewska

Złapane www sieci aktor Agata Czarnacka, red ica24. p l , naczelna portalu lew smoleńskiego zgłębia fenomen ludu ędniczka z kilurz i konstatuje: „Jeśli dwójką dzieci i żem sta kunastoletnim 0 zł – to jak 190 otrzymuje dziś brutto rozwodów, ką icz nn ole zw może być onującego kcj fun skoro bez męża i bez zymać routr nie sta w zie go nie będ funduszu alimentacyjne yjny wykac wa na eci jedyną szansą rwsze, dziny? Jeśli dla wielu dzi pie po że , wić dzi się to jak tu one że jazd są kolonie Caritasu, – gie dru po z Kościołem, a waser ich rodzice identyfikują się kon h łyc ma na tają same wyras tystów?”. page na FaLewica, popularny fan do roboty. zi lud ka szu cebooku, m.in.: „soją ma Szans na pracę nie boateiści, gim re, nu po i e cjały nudn eralizm, olib ne wa nadużywający sło totalitaicy ośn mił , mu zyz do fas etów, porównujący wszystko ern Int cy jają ludzie nie obcza hańcy ryzmów i morderców, jec od , Lem PR nad a fapani ludzie ze skłonnością do ana, przeowych maoistów/koch w rodzaju trzecioświat ści, ludzie ory liam po e wc ajó obycz sadnie zafiksowani na czuciem po z ru/ bez poczucia humo przedsięz ki be mie zio po na humoru lass-lewica-ibiorców, trve working-c tujący linię en rez rep , tym nic-pozai godności u um sld, pozbawieni roz cię żko zie zęd ws , Uff a”. czł ow iek z pracą. Dlaczego? się więcej Pawłowicz. Tomasz Lis domaga eli, czym dzi wie dę raw nap e Polsc chodzi, „Pragnę, by wyborcy w im co , PiS , którzy tworzą się je PiS, kim są ludzie powiedzmy, po głowie. wicz, chcę pisów chamstwa Pawło Dlatego chcę więcej po ę codzienchc a, icz rew cie Ma rży więcej paranoicznych sza ego i Giski Su cej fmana. Chcę wię nych dawek tupetu Ho Brudzińi ej ski piń czy Sz o, rzyńskieg i.” utk skiego, więcej Leg

cych

joemonster.org

str. 8 - 9

kwejk.pl demotywatory.pl

str. 6 - 7

POLSKA

czwartek 23 maja 2013

ITTER FACEBO OK/T W

str. 2 - 5

DZIENNIK Trybuna

m dzienniktr ybuna.pl/foru

2

lis tyc zn a Po lsk a Pa r tia So cja booku: ce Fa na si pro ie jm uprze was nasze „Aby uatrakcyjnić dla mu simy do tra ns mi sje na żywo, skrybująsub 0 100 września zebrać to jak? No ” ie? żec mo Po e. na naszym kanale YouTub


DZIENNIK Trybuna

czwartek 23 maja 2013

3

800 procent 

Nie dla atomu 

Straż miejska w Warszawie w ramach akcji „Rower” ukarała w maju mandatami 40 cyklistów. To osiem razy więcej niż w całym ubiegłym roku!

52 procent Polaków jest przeciwnych budowie elektrowni atomowej w naszym kraju. Pomysł ten popiera – jak wynika z badań CBOS – tylko 35 procent ankietowanych. Od ponad dwóch lata liczba sceptyków zdecydowanie przeważa nad liczbą zwolenników rozwoju energetyki jądrowej

Polityka

Grodzka za silna dla Palikota cd. ze str. 1 - Nigdzie się nie wybieram – deklaruje Grodzka pytana przez nas, czy opuści klub Ruchu Palikota. Ale czy nie będzie tak, że zostanie z niego wypchnięta? Grodzka coraz mniej do klubu partii Palikota pasuje. Od miesięcy działa na własny rachunek, podkreślając swoją odrębność. Tak było podczas kilku kluczowych głosowań, w których Grodzka głosowała inaczej niż jej klub. Gdy palikotowcy poparli rządowy projekt o podwyższeniu wieku emerytalnego do 67 roku życia Grodzka stanęła po drugiej stronie barykady. Była też przeciw wyrzucaniu z klubu Wandy Nowickiej, mimo że to ona miała zastąpić ją na stanowisku wicemarszałkini Sejmu. W wywiadach prasowych otwarcie mówiła, że Palikot i jego klub popełnili w sprawie Nowickiej wielki błąd. A ostatnio zagłosowała przeciwko staraniom o organizację olimpiady w Polsce. Potrafi też otwarcie sprzeciwić się Palikotowi. Tak było gdy ten mówił, że Grodzka ma być jedną z lokomotyw listy Europa Plus do Parlamentu Europejskiego.

„Do Brukseli się nie wybieram” – oświadczyła posłanka. Rosnąca niezależność posłanki już wielokrotnie budziła złość w macierzystym klubie. Jak mówią nasi informatorzy, posłowie związani z liberalnym skrzydłem partii parokrotnie zastanawiali się, jak przytrzeć jej nosa. Ale nic dobrego nie wpadło im do głowy. - Grodzka nie jest największym zagrożeniem dla Ruchu. Jest w klubie Palikota grupa posłów zerkających w stronę Platformy, liberalnych – mówi nam jeden z naszych informatorów. – Więc nie pytajcie o Grodzką, zapytajcie raczej o tych posłów, którzy chętnie przenieśliby się do PO. A jest ich spora grupa – to głównie drobni przedsiębiorcy, którzy dość przypadkowo znaleźli się w Sejmie i zdecydowanie bliżej im do PO niż do własnego lidera. Sama zresztą Grodzka, po atakach ze strony partyjnych kolegów, w kuluarach złośliwie powtarza, że Ruch Palikota to dziś związek zawodowy małych przedsiębiorców. - Kłopot w tym – mówi nasz rozmówca, że swój czas, kiedy mogli

przeskoczyć do PO – przespali. Dlaczego? Nasz informator nie owija w bawełnę: – Jeżeli spadają sondaże, wtedy każdy rozgląda się na boki, i zastanawia, jak zapewnić sobie następną kadencję. Z tego punktu widzenia dobry ruch wykonał Bartłomiej Kępiński, którzy przeszedł do SLD. Ale już Bartłomiej Bodio ma problemy. Wydawało się, że przejdzie do PO, a tymczasem wciąż jest „posłem niezależnym”. Z prostego powodu – Platforma, jeśli potwierdzą się sondaże, straci w najbliższych wyborach ok. 10-20 proc. mandatów. Więc nie za bardzo można obiecywać coś posłom Palikota, skoro dla wielu ludzi PO zabraknie biorących miejsc. Według naszego rozmówcy, gdyby PO zagwarantowało, że znajdą się na biorących miejscach, niemal od ręki przeszłaby kilkuosobowa grupa posłów. Na razie wstrzymali się z nerwowymi ruchami. Czekają jak wyjdzie Palikotowi inicjatywa Europa Plus, czyli nowy polityczny wehikuł. To ich ostatnia szansa. Karolina Marczyńska  fot. WITOLD ROZBICKI/REPORTER

Trzęsienie telewizji TVP obiecuje wielkie zwolnienia, bo tak trzeba odczytać pomysł wyprowadzenia znacznej częśći pracowników do spółki zewnętrzej. Innym pomysłem na reanimację bankruta jest likwidacja sztandarowych programów, w tym „Panoramy” i „Dobranocki”. Miniony rok TVP zakończyła stratą w wysokości 218 mln zł. Stratę Zarząd tłumaczy m.in. wydatkami na organizację Euro 2012 i cyfryzację oraz - tradycyjnie - słabą ściągalnością abonamentu (na szczęście część społeczeństwa nie posłuchała premiera Tuska i coś tam jednak płaci na TVP i Polskie Radio). Gorzej, że za coraz gorszym bilansem idą słabnące udziały w rynku. Prawda jest taka, że dramatycznie spada jakość programów produkowanych przez Telewizję Polską,

w tym tych najważniejszych - informacyjnych. Dotyczy to zwłaszcza sztandarowego programu TVP 1 – „Wiadomości”. Program stał się wtórnym: praktycznie brak w nim tematów własnych, gros informacji pochodzi sprzed kilku dni. Notorycznie zdarzają się wpadki: a to zapomną odnotować obecność Prezydenta Komorowskiego w Paryżu podczas obchodów Dnia Zwycięstwa, a to nazwą profesora Brunona Hołysta „kryminalistą” (zamiast kryminologiem).

Kierownikiem Redakcji „Wiadomości” jest popularny pre-

dacji obecnego Dyrektora TVP 1, związanego ze środowiskiem PO Piotra Radziszewskiego. Wcześniej pracował w radiu Plus, TV Puls, TVN Warszawa i Polsat News. Ze wszystkich tych stacji odchodził bez splendoru. Jako, że „Wiadomości” TVP 1nie wytrzymują konfrontacji z „Panoramą” emitowaną przez TVP 2, Sandak wpadł na dość oryginalny pomysł poko-

Wiceszef „Wiadomości” TVP1 chce zlikwidować konkurencyjną „Panoramę” zenter Piotr Kraśko, jednak faktycznym szefem zespołu jest jego zastępca Tomasz Sandak. Do TVP trafił z rekomen-

nania konkurencji. Na spotkaniu zorganizowanym przez prezesa TVP, apolitycznego polityka PO Juliusza Brauna,

zaproponował likwidację „Panoramy”. Niejako przy okazji pracę straciłoby kilkudziesięciu dziennikarzy i popularnych prezenterów jak Andrzej Turski czy Joanna R acewicz. Drugą z jego propozycji było zlikwidowanie w TVP 1 „Dobranocki”. Pomysł likwidacji „Pa noramy”, choć idiotyczny, ma szansę realizacji. Przywołana powyżej „rewolucja organizacyjna” w TVP ma polegać na połączeniu wszystkich redakcji informacyjnych („Wiadomości”, „Panoramy”, „Teleexpressu”) i kanału TVP INFO w jedną wielką strukturę. Ambicję zarządzania nią ma właśnie Tomasz Sandak. Na razie został wiceszefem specjalnej komisji, która zajmuje się reorganizacją... JAR


4 str. 2 - 5

DZIENNIK Trybuna str. 6 - 7

str. 8

str. 9

czwartek 23 maja 2013 str. 12

str. 13-14

str. 15 -16

POLSKA

5,4 mld złotych

W ciągu najbliższych trzech lat rząd chce przeznaczyć na dodatkowe pensje w szkolnictwie wyższym ponad 5,4 mld złotych. Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego, poinformowała, że zamiarem zarządu jest rokroczne podwyższanie płac w sferze akademickiej o 9 procent. W 2015 roku wynagrodzenia mają być większe w stosunku do roku 2011 aż o 30 procent. W tym roku wydatki budżetu na szkolnictwo wyższe wyniosą 13,6 mld złotych.

Najtańsza siła robocza Polskie Forum HR, organizacja zreszająca największe agencje pośrednictwa pracy i pracy tymczasowej szacuje, że w 2012 roku aż 524 tysiące osób pracowało na umowach tymczasowych. Ich sytuacja jest dramatyczna. Justyna Samolińska  Udało mi się nawiązać kontakt z pracownikami jednej z takich agencji – Job Impulse. Osoby, do których dotarłam, są przez agencję wypożyczane firmie Inventory Solutions, która otrzymuje zlecenia na przeprowadzanie nocnych inwentaryzacji od sklepów takich jak Tesco czy Carrefour. Pracują nocami, na umowę zlecenie. Początkowa stawka to ok. 9 zł brutto za godzinę. Zadanie polega na wczytywaniu w skaner produktów, znajdujących się w sklepie lub magazynie. Zawsze odbywa się to pod okiem koordynatorów z Inventory Solutions. Ponad standardy wylatuj

Michał (23 lata): – Nie jest do końca jasne, kto cię zatrudnia. Umowę podpisujesz z Job Implulse, koordynatorów masz z Inventory Solutions, a pracujesz w Tesco czy w Smyku. Z ludźmi z agencji właściwie nie masz do czynienia. Kontaktujesz się przez platformę internetową – dostajesz oferty inwentaryzacji, zapisujesz się na dany sklep i jedziesz. Dopiero na miejscu okazuje się, czy przyjechało się na dwie godzi-

ny, osiem, czy nawet na 12. Te długie inwentaryzacje są oczywiście lepsze, bo można trochę zarobić. Krótsze to dramat. Jedziesz w nocy do jakiegoś MarcPola w Łomiankach, pracujesz 2 godziny i płacą ci za to 15 zł. A przecież bilet autobusowy też kosztuje. Job Impulse to duża agencja, zrzeszona w Polskim Forum HR. Ze strony internetowej firmy można się dowiedzieć, że „koncentruje się na projektach elastycznych”, „wykracza innowacyjnością daleko poza rynkowy standard” i „ma nowe pomysły tam, gdzie inni nie dostrzegają już możliwości biznesowej eksploracji”. Chwalą się też projektem promującym zatrudnianie osób niepełnosprawnych, za który zostali wyróżnieni w konkursie „Lider zrównoważonego rozwoju”. Wyczulenie na higienę

Kasia(20 lat): – W umowie jest informacja, że jak się zapiszesz na sklep i nie przyjdziesz do pracy, płacisz karę. Mnie z wypłaty zabrali kiedyś 80 złotych. Na początku maja wpadł mi jakiś Carrefour. Byłam przeziębiona, miałam 38 stopni

gorączki, ale nie mogłam znaleźć zastępstwa, bo wszyscy powyjeżdżali na majówkę. Nie było rady, musiałam iść. Dostałam skaner i okazało się, że tego dnia wszyscy pracują na mrożonkach. Błagałam koordynatora o inne zajęcie, ale bez skutku. Zrobiłam chyba cztery lodówki i po godzinie powiedziałam, że więcej nie dam rady, bo im tam za chwilę padnę. W końcu łaskawie przerzucili mnie na zabawki. Oczywiście o wyjściu wcześniej niż po pięciu godzinach nie było mowy, bo w ogóle by mi nie zapłacili. Katarzyna Rydzewska z Job Impulse twierdzi, że jej firmie bardzo zależy na pracownikach. Dodaje, że regularnie są przeprowadzane ankiety, z których wynika, że ludzie nie zgłaszają zastrzeżeń do warunków pracy. Skarżą się jedynie na to, że niektóre inwentaryzacje są za krótkie. – Jesteśmy wręcz wyczuleni na bezpieczeństwo i higienę pracy – mówi. – Wszyscy, którzy trafiają do sklepów, mają obowiązkowe szkolenia BHP. Mamy bardzo niskie wskaźniki wypadkowości.

Brutalna eksmisja w Warszawie

Policja pobiła osoby blokujące eksmisję, 78-letnia pani Teresa wylądowała w noclegowni, a jej córka i wnuczka - w 12-metrowym lokalu bez łazienki i toalety. Wczoraj w Warszawie przy ulicy Gwiaździstej 33 policja siłą rozbiła blokadę eksmisji, na której zebrało się około 20 osób. W lokalu mieszkały trzy kobiety. Najstarsza z nich, 78-letnia Teresa Czerwińska, ma przyznany lo-

kal tymczasowy. Jej córka i wnuczka, która właśnie zdaje maturę, otrzymały od miasta lokal socjalny – 12,7 m kw. bez sanitariów. Eksmisję przeprowadzał komornik Marcin Jachowicz. Na bruk na raty

Mieszkanie na Gwiaździstej

należy do bratanka pani Teresy, Adama Łyjaka. Kobiety od roku korzystają z pomocy Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej, która dzisiaj zorganizowała blokadę. - Jesteśmy w trakcie załatwiania lokalu socjalnego dla pani Teresy, potrzebujemy jesz-

Tamponem w koordynatora

re wykluczają powstawanie niebepiecznych sytuacji. Poza tym zapewniają płace, które nie dają powodów do narzekań. – Osoba, która długo z nami współpracuje, zarabia 10 zł na godzinę na rękę. To jedna z najwyższych stawek na rynku – mówi prezes. Przyznaje, że na początku zarobki są niższe – 8 zł netto za godzinę pracy. Twierdzi też, że wszyscy pracownicy mają dostęp do odzieży ochronnej. A koordynatorzy dziękują za pracę tylko tym, którzy zbyt często się mylą przy liczeniu produktów – jest to zapisane w umowie. Być może to właśnie ktoś taki ze złości opowiada o nas nieprawdziwe historie – sugeruje. Kasia: – Przy najcięższych inwentaryzacjach przerwy zdarzały sie dopiero po 6-7 godzinach pracy, chociaż powinny być po czterech. Ciągle słyszałam: „Weź jeszcze jedną paletę, przerwa za pół godziny”. Albo: „Jak skończycie dom i ogród, to będzie przerwa”. Jakaś dziewczyna chciała wyjść po trzech godzinach na siku, a koordynator powiedział jej, że przerwa jest po czterech, więc niech trzyma. Puścił ją do toalety

cze dwóch tygodni. Jeśli dzisiaj komornik dokona eksmisji, lokatorka trafi najpierw do noclegowni, a po miesiącu wyląduje na ulicy. To eksmisja na bruk, tyle że na raty. Mamy nadzieję, że się uda. Chyba dla wszystkich jest oczywiste, że starsza, chora na serce kobieta nie może stać się bezdomna, bo po prostu tego nie przeżyje – mówił przed całym zajściem Piotr Ikonowicz, lider KSS. Kiedy pojawił się komornik, próbowano przekonać go do odstąpienia od eksmisji. Później pojawili się bratanek pani Teresy i pracownice spółdziel-

ni mieszkaniowej. Wywiązała się kłótnia, pani Teresa zaczęła odczuwać bóle w klatce piersiowej, zadzwoniono po pogotowie. Lekarz uznał stan lokatorki za na tyle ciężki, że przewieziono ją do szpitala.

Inventory Solutions zajmuje się inwentaryzacjami. Działa na terenie całego kraju. Na swojej stronie internetowej informują, że „świadczą bardzo kompleksowe usługi, redukując koszty (również te alternatywne, wynikające z zaangażowania wielu zasobów), które powinien ponieść nasz klient.” Adam (21 lat): – Najgorsze są mrożone ryby. Opakowania są pomieszane. Ryby trzeba wyciągać bez rękawiczek i liczyć, a z zamrażarek cieknie lodowata, cuchnąca woda. Kiedyś w Tesco udało mi się wymknąć do toalety, wisiał tam taki strój ochronny do chłodni. Ciekawe, ile by kosztowało, gdyby je dla nas wypożyczyli? Któregoś dnia po kilku godzinach w tym dziale byłem taki wściekły, że wrzuciłem im rybę za lodówkę. Michał Matłoka, prezes Inventory Solution, podobnie jak przedstawicielka Job Impulse, nie słyszał żadnych skarg ze strony pracowników. – Ludzie, którzy z nami współpracują, są naszym najcenniejszym zasobem – informuje i dodaje, że firma wypracowała wewnętrzne procedury, któ-

Bronią bogatych przed biednymi”

W sytuacji, w której lokatorka ze względu na stan zdrowia nie może być obecna przy eksmisji komornik ma pełne prawo odstąpienia od wykonywanych czynności. Mimo to pan Jachowicz zdecydował się na przeprowadzenie eksmisji w asyście policyjnego oddziału prewen-


DZIENNIK Trybuna

czwartek 23 maja 2013

Z własnej kieszeni

Dramat Tuska

Wiceminister zdrowia Sławomir Neumann ujawnił, że Polacy wydają na prywatne leczenie 30 mld złotych rocznie i zapowiedział prace nad ustawą wprowadzająca dodatkowe dobrowolne ubezpieczenia zdrowotne. Resort przygotowuje się do tego tematu od pół roku. Według informacji ministerstwa z abonamentów medycznych korzysta ponad 2 mln ludzi, opłacając je z własnych środków.

Dramatycznie spada poparcie dla Donalda Tuska. Akceptację dla premiera wyraża – zgodnie z wynikami najnowszego sondażu CBOS – zaledwie 26 proc. Polaków. Wśród osób poniżej 25. roku życia dezaprobata dla Tuska wynosi aż 68 proc. Fatalną opinię o premierze mają także mieszkańcy wsi (67-procentowa niechęć), osoby z wykształceniem podstawowym i zasadniczym zawodowym (66 proc. dezaprobaty) oraz o najniższych dochodach (75 proc.). Prawicowe poglądy i udział w praktykach religijnych zdecydowanie wzmacniają negatywne opinie o szefie rządu (odpowiednio 69 i 71 proc. niezadowolenia).

Związek nic nie może

fot. EAST NEWS

dopiero gdy usłyszał, że musi zmienić tampon. Po tej akcji dziewczyny zaczęli na siku wypuszczać. Gorzej mieli faceci. Robienie w konia

Michał (22 lata) – Zawsze miałem wrażenie, że mi godzinkę lub dwie obcinają przy wypłacie. Najlepsze jest to, że albo liczą godzinę, albo pół. Kiedy kończyłem pracę np. o 2.45, przez 15 minut chowałem się gdzieś między półkami, bo inaczej by mi obcięli do 2.30. Z tych poobcinanych 15 minut wychodziło zawsze około 10-15 zł mniej niż się spodziewałem. W dobrych okresach za trzy-cztery inwentaryzacje tygodniowo byłem w stanie wyciągnąć około 350 zł miesięcznie. Adam: – Raz trafiła mi się praca w magazynie w sklepie. Już na miejscu się okazało, że

fot. PAP/Rafał Guz

5

chodzi o całe trzy dni: piątek, sobota i niedziela. Pierwszego dnia po trzech godzinach zaczęli na nas krzyczeć, że pracujemy za wolno i będziemy tam siedzieć do trzeciej w nocy. Po pięciu godzinach jakaś laska chciała wyjść, ale jej nie wypuścili. Powiedzieli, że każdy ma zrobić osiem godzin, inaczej w ogóle nie zapłacą. Po sześciu godzinach poinformowali, że zrobiliśmy jakieś 10 proc.i znowu była jazda i wrzaski, że za wolno. Ja wyszedłem po 10 godzinach, o 22. W sobotę było tylko dziewięć godzin, w niedzielę chyba pięć i koniec. Czyli pierwszego dnia świadomowie zaniżali wyniki naszej pracy, żeby mieć zapas czasu w niedzielę. Moi rozmówcy jeździli na inwentaryzacje do Tesco, Carrefoura, Smyka, Relay,

Jakub Grzegorczyk z Ogólnozakładowego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza: - Oferowanie umów zleceń przez agencje jest niezgodne z ustawą o zatrudnieniu tymczasowym. Pracownicy agencyjni powinni być zatrudniani wyłącznie na umowy o pracę. Wiele agencji świadomie łamie ten przepis, ponieważ osoby pracujące na umowach cywilnoprawnych w ogóle nie są traktowane jak pracownicy. Dlatego związki zawodowe niewiele mogą dla nich zrobić. Zatrudnienie tymczasowe, oparte na częstych zmianach miejsca wykonywania pracy, utrudnia angażowanie się w działalność związkową. Jeżeli do tego pracownicy są zatrudniani na umowy zlecenia, to związek może jedynie wystąpić do sądu o uznanie stosunku pracy. InMedio i Marcpolu. Trudno powiedzieć, ile firm korzysta z usług pracowników tymczasowych. Pewne jest, że koszty outsourcingu są o wiele niższe, niż gdyby inwentaryzacjami zajmowały się osoby zatrudnione w sklepach, pracujące w większości na umowę o pracę. Praca w nocy jest dodatkowo płatna, po i przed nocnym dyżurem pracownik nie przychodzi na zmianę. Trudno sobie wyobrazić tańszą siłę roboczą niż tymczasowi pracownicy na umowie śmieciowej.

Jak niewolnicy Po 95 latach od wprowadzenia w Polsce ośmiogodzinnego dnia pracy PO chce odebrać nam to prawo. Już zaczęła wprowadzać zmiany w kodeksie pracy.

Są aż dwa projekty Platformy: rządowy i poselski, firmowany przez Adama Szejnfelda. 84 proc. Polaków źle ocenia sytuację na rynku pracy, prawie co drugi z nas uważa że sytuacja się pogorszy, a co dziesiąty spodziewa się wręcz radykalnego pogorszenia - wynika z badania CBOS. Realizacja projektu PO z pewnością się do tego przyczyni. Wydłużenie okresu rozliczeniowego czasu pracy do 12 miesięcy (w projekcie rządu), wprowadzenie przerywanego czasu pracy, wydłużeniu nieodpłatnej przerwy w pracy do 60 minut oraz obniżeniu stawek za nadgodziny (w projekcie Szejnfelda) z pewnością nie poprawią sytuacji zatrudnionych. Niektóre zmiany postulowane przez PO – ostrzega PIP - mogą doprowadzić w konsekwencji do wprowadzenia sześciodniowego tygodnia pracy, gdzie szósty dzień będzie opłacany z dużym opóźnieniem. Związki zawodowe uważają zaś, że zmiany te oznaczają likwidację ośmiogodzinnego dnia pracy i są korzystne dla pracodawców, a nie dla pracowników. Zapis ten jest niezgodny z dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 4 listopada 2003 roku dotyczącą niektórych aspektów organizacji czasu pracy (mówi ona, iż okres rozliczeniowy nie może przekraczać 4 miesięcy, zaś wyjątki od tej zasady określa

cji. Funkcjonariusze zniszczyli stworzoną naprędce barykadę z krzeseł. Protestujący skandowali: „Policja broni bogatych przed biednymi”. Stawiano jedynie bierny opór, ale policja biła obezwładnionych ludzi, ciągnęła ich za włosy. Policjantka, choć widziała osoby filmujące zajście, kopała skutego mężczyznę w plecy, krzycząc: „Zamknij ryj”. Jednej z zatrzymanych policjanci podczas szamotaniny zerwali bluzkę i stanik, i z gołym biustem znosili ją po schodach. Pokaz siły

- Jeszcze nigdy nie spotkałem

dyrektywa). W polskich projektach zastosowano furtkę: 12-miesięczny okres może być wprowadzony jeżeli jest to uzasadnione „przyczynami obiektywnymi, technicznymi lub dotyczącymi organizacji pracy”, nie precyzując, czym są owe przyczyny. „Solidarność” zapowiedziała serię strajków i skargę do Trybunału Konstytucyjnego jeżeli zmiany zostaną wprowadzone. OPZZ planuje przyłączenie się do planowanych na wrzesień protestów, przy czym żąda nie tylko wycofania się z planowanych projektów, ale również zwiększenia płacy minimalnej, wprowadzenia godzinowej płacy minimalnej oraz zmiany ustawy o zamówieniach publicznych. Związkowcy spodziewają się, że w strajkach weźmie udział nawet ponad 100 tys. pracowników, nie wykluczają blokowania urzędów. Piotr Duda, przewodniczący Solidarności w rozmowie z nami stwierdził, że należy robić kontrole w zakładach pracy i dbać o przestrzeganie prawa, a nie legalizować patologie. Elastyczność zatrudnienia, która według PO ma być lekarstwem na bezrobocie nie działa. Przykładem jest Hiszpania, która ma elastyczny rynek pracy i wysokie bezrobocie. O elastyczności mówią pracodawcy i mówi rząd, ale nie pokazują żadnych badań, które by to potwierdzały – mówi. Polsce potrzeba jest polityka przemysłowa, innowacyjna, nowoczesna, zapewniająca twarde miejsca pracy. Marcelina zawisza

się z taką agresją ze strony policji, a a od kilku lat przeciwdziałam eksmisjom – mówi Piotr Ikonowicz. – Jestem przekonany, że ma to związek z naszą akcją odwołania pani prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz. Ratusz pokazuje swoją siłę. Nie widzę innego powodu, żeby aż tak używać siły, zwłaszcza w sytuacji tak licznych wątpliwości moralnych i prawnych, jak tu. Sześć osób biorących udział w blokadzie zostało aresztowanych, jedna ofiara pobicia przez policję trafiła do szpitala. Justyna Samolińska


DZIENNIK Trybuna

str. 2 - 5

str. 6 - 7

str. 8 - 9

str. 10

czwartek 23 maja 2013 str. 11 - 13

str. 14

str. 15 - 16

GOSPODARKA Krótko  Budownictwo w dołku

Pierwsze cztery miesiące 2013 r. potwierdziły, że pogłębia się zapaść na rynku budowlanym. W tym roku liczba rozpoczętych budów spadła o prawie 30 proc., co można w pewnym stopniu tłumaczyć długą zimą. Jeszcze w większym jednak stopniu bo o 40 proc. spadła liczba pozwoleń na budowę, co jest spowodowane brakiem pieniędzy u Polaków, którzy ograniczają swe plany mieszkaniowe.

 Leczenie nie dla wszystkich

SLD jest przeciw dodatkowym płatnym ubezpieczeniom medycznym, które według projektu resortu zdrowia, miałyby zapewnić Polakom szerszy dostęp do opieki zdrowotnej. Większość ludzi nie może bowiem sobie pozwolić, by dodatkowo płacić 100-200 zł miesięcznie na takie ubezpieczenie. W wyniku wprowadzenia płatnych ubezpieczeń medycznych skurczy się koszyk świadczeń gwarantowanych, dostępny dla ogółu obywateli.

 Po owocach ich poznacie

W Niemczech w 2012 r. produkt gospodarczy brutto wzrósł o 0,7 proc., natomiast płace realne zwiększyły się o 0,5 proc. Na Litwie PKB wzrósł o 3,6 proc., a płace realne o 1,3 proc. Na Łotwie – o 5,5 proc i o 1,4 proc. Natomiast w Polsce w ubiegłym roku PKB zwiększył się o 2 proc., a płace realne spadły o 0,2 proc. I tak właśnie wygląda korzystanie przez nas z owoców wzrostu gospodarczego.

 Niskie stopy dobre dla banków

Banki działające w Polsce świetnie zarabiają na obniżce stóp procentowych. W ciągu ostatniego roku główna stopa procentowa NBP spadła o półtora punkta procentowego. W tym czasie średnie oprocentowanie lokat w bankach komercyjnych zmniejszyło się jeszcze bardziej, bo o 2 punkty procentowe. Natomiast średni całkowity koszt udzielanych kredytów praktycznie się nie zmienił, spadając z 22,53 proc. do 22,17 proc.

 Licznik polskiego bezrobocia 2013 2012 2011 2010

kwiecień 14 proc. 13 proc. 12,8 proc. 12,4 proc.

źr. mpips, GUS.

ad

Kursy walut

USD CHF EUR 4.1813 3.2322 3.3337 -0.52%

-0.02%

-0.69%

Papierowe inwestycje Jak ruszyć inwestycje, ożywić gospodarkę i w dodatku na tym nie stracić? To zadanie ma realizować spółka bez adresu i telefonu, z pieniędzmi wystarczającymi jedynie na pokaźne co prawda zarobki prezesa i jego asystentki. andrzej dryszel  Zapowiedziany w słynnym, październikowym expose premiera, program wspierania rozwoju gospodarki, wciąż tkwi w powijakach. Mimo zapowiedzi, nie zaczęła jeszcze działać instytucja, która będzie go finansować, czyli państwowa spółka Polskie Inwestycje Rozwojowe. Mówiąc ściślej, istnieje, ale tylko na papierze. Lepsza niż bank

PIR S.A. ma w przyszłości dysponować kapitałem przekraczającym 10 mld zł. Wielkość środków zależy od tempa prywatyzacji, bo spółka będzie zasilana środkami ze sprzedaży przedsiębiorstw należących do Skarbu Państwa. Pieniądze te posłużą wspieraniu najważniejszych dla kraju zamierzeń rozwojowych. Jak mówił premier, chodzi przede wszystkim o kredytowanie inwestycji infrastrukturalnych, takich jak telekomunikacja, wytwarzanie i przesył energii, eksploatacja gazu ziemnego (zwłaszcza łupkowego), rozwój portów morskich, budowa dróg i linii kolejowych, utylizacja odpadów. Dzięki temu nasza zamierająca gospodarka złapie drugi oddech i powstaną nowe miejsca pracy. Spółka będzie finansować wybrane projekty inwestycyjne, uznane za szczególnie istotne i dobrze rokujące. Kredyty – na czas do 15 lat - mogą sięgnąć nawet 500 mln zł. Żaden bank, działający w Polsce, nie zaproponuje takich warunków. W dodatku (co ważne z punktu widzenia ministra finansów), ponieważ PIR SA formalnie jest spółką prawa handlowego, udzielane przez nią kredyty nie zwiększą długu publicznego. Wszystko to na pozór brzmi bardzo obiecująco. Dopiero jednak czas pokaże, jak ten mechanizm zadziała w praktyce. Jest bowiem kilka zagrożeń, które nie muszą – ale mogą – wystąpić. Po pierwsze, pieniądze. Deklaracja, iż wszystkie środki z prywatyzacji zostaną przeznaczone

na kredytowanie inwestycji rozwojowych, jest godna uznania - tyle, że każda dotychczasowa ekipa zapowiadała kierowanie pieniędzy prywatyzacyjnych na rozwój, ale żadna nie była w tym konsekwentna. Rozmaite potrzeby budżetu bywały bowiem ważniejsze. I tym razem może się więc okazać, że trzeba będzie łatać coraz większe dziury budżetowe, a PIR zostanie z mocno opróżnionym portfelem. Po drugie, efektywność. W przyszłe funkcjonowanie PIR z założenia jest wpisana pewna sprzeczność. Z jednej strony jest to spółka prawa handlowego, mająca wypracowywać zysk. Z drugiej, jej misją jest finansowanie długotrwałych i bardzo kosztownych projektów inwestycyjnych, które wcale nie muszą być dochodowe, choć będą niezbędne dla rozwoju gospodarki. Kto dziś np. jest w stanie powiedzieć, czy i kiedy zacznie przynosić zyski gazoport w Świnoujściu, budowany od 2007 r.? Gazoport został uznany przez rząd za inwestycję strategiczną, nadzwyczaj ważną – ale do końca budowy jeszcze daleko. Nie wiadomo, jakie w praktyce kryteria będą przyjmować władze PIR, wybierając w przyszłości projekty do finansowania. Od trafnego kredytowania zależy zaś powodzenie całej koncepcji, a także i to, czy Unia Europejską nie uzna wsparcia PIR za niedozwoloną pomoc publiczną. Ryzyko jest zawsze

Po trzecie, solidność partnera. Możliwość uzyskania wielkiego kredytu, jakiego nie udzieli żaden bank, to gratka. Zrozumiałe więc, że wielu przedsiębiorców bardzo poważnie myśli o projektach inwestycyjnych, mogących zyskać uznanie PIR. Firma Kulczyk Investments już zadeklarowała chęć współpracy ze spółką. Tyle, że interes potencjalnych partnerów wcale nie musi być zgodny z interesem tego, kto wykłada pieniądze. Może więc się okazać, że szefowie firm realizujących

fot.wikimedia

6

Premier Donald Tusk obiecuje dziesiątki miliardów złotych na rozwój kraju

kredytowane projekty zechcą wyprowadzać z nich pieniądze. Przykłady mieliśmy choćby przy budowie naszych autostrad, gdzie zawyżano koszty i stosowano tańsze, nieodpowiednie materiały. Władze PIR SA będą więc musiały się nagłowić, jak zapobiec ewentualnym malwersacjom Po czwarte wreszcie, czas.Od expose minęło prawie siedem miesięcy, a w praktyce jeszcze nic się nie zaczęło. Każdy miesiąc poślizgu grozi zaś tym, że coraz trudniej będzie ożywić osuwającą się w kryzys gospodarkę. Spółka latająca

Obecnie spółka Polskie Inwestycje Rozwojowe zatrudnia dwie osoby: prezesa Mariusza Grendowicza i jego asystentkę. Siedzibą ma być przejściowo Bank Gospodarstwa Krajowego. W praktyce jednak miejsce spółki jest tam, gdzie akurat znajduje się prezes, bo PIR nie ma ani żadnych numerów telefonów, ani adresu, ani strony internetowej. W przyszłości spółka ma obracać miliardami. Na razie na jej działalność zarezerwowano 300 tys. zł. z przeznaczeniem na wydatki administracyjne. Jak dotychczas, największym wydatkiem spółki jest pensja jej szefa. Choć spółka działa za publiczne pieniądze, pobory prezesa nie są jawne.

- Zadania, za które odpowiada prezes wiążą się ze stworzeniem nowej instytucji finansowej, bardzo istotnej z punktu widzenia wyzwań rozwojowych naszego kraju. Wynagrodzenie odzwierciedla tę odpowiedzialność. Zostało przygotowane w oparciu o Dobre Praktyki wynagradzania menadżerów – mówi Katarzyna Kozłowska z Ministerstwa Skarbu Państwa, sprawującego nadzór właścicielski nad spółką. Średnia pensja prezesa

Dobre Praktyki mówią, że wynagrodzenie osoby, z którą zawiera się kontrakt menadżerski „nie powinno odbiegać od średnich wynagrodzeń na rynku”. Przypuszcza się zatem, iż prezes zarabia ze 120 tys. zł miesięcznie. 53-letni Mariusz Grendowicz był m.in. prezesem ABN AMRO Banku i BRE Banku. W latach 2010 – 2012 pozostawał bez pracy, potem zasiadał w paru radach nadzorczych, wreszcie w tym roku pokonał 13 konkurentów do fotela prezesa PIR. Zadecydowały o tym jego kwalifikacje – a być może w jakimś stopniu i to, że pochodzi z Gdańska, gdzie studiował w zbliżonym czasie co Donald Tusk. Teraz stoi przed nim zadanie niemal niewykonalne – jak ruszyć inwestycje, ożywić gospodarkę i w dodatku na tym nie stracić?


DZIENNIK Trybuna

czwartek 23 maja 2013 indeksy giełdowe

WIG20

WIG

+0.18%

+0.19%

2,6 mld zł

7

– o tyle zmniejszyły się w pierwszym kwartale tego roku środki przyszłych emerytów przechowywane w otwartych funduszach emerytalnych. Pula pieniędzy na emerytury skurczyła się, ponieważ powszechne towarzystwa emerytalne, prywatne firmy zarządzające OFE, niezbyt umiejętnie grały na giełdzie naszymi składkami.

Polski atom coraz dalej

Pierwsza polska elektrownia atomowa jest przykładem inwestycji, która bynajmniej nie musi zakończyć się finałem. Z mówienia i pisania o budowie tej elektrowni od lat dobrze żyje rzesza urzędników na rozmaitych stołkach. Zrozumiałe więc, że chcą to spokojnie robić jak najdłużej. Przypomnijmy, że po wstrzymaniu w 1989 r. przez rząd Tadeusza Mazowieckiego budowy elektrowni atomowej w Żarnowcu, 20 lat później energetyką jądrową zajął się rząd Donalda Tuska. W 2009 r. Rada Ministrów uchwaliła, że elektrownia atomowa powstanie i rozpocznie pracę w 2020 r. Najpierw zaczął jednak powstawać rozbudowany aparat administracyjny. Posadka dla ministra

W marcu 2009 r. w państwowej spółce Państwowa Grupa Energetyczna utworzono departament energetyki jądrowej, zajmujący się pracami studialnymi i przygotowaniami do zorganizowania konsorcjum mającego budować elektrownię atomową. W maju 2009 r. Rada Ministrów powołała urząd Pełnomocnika Rządu ds. Polskiej Energetyki Jądrowej. Stanowisko pełnomocnika premier powierzył Hannie Trojanowskiej, absolwentce politechniki w Pradze (dzięki czemu być może przyswoiła sobie czeską trzeźwość myślenia i realizm). Urząd pełnomocnika pracuje nad programem atomowym i współdziała z departamentem energetyki jądrowej w PGE.

We wrześniu 2009 r. premier utworzył Zespół do spraw Polskiej Energetyki Jądrowej. Ma on tworzyć opinie, przeprowadzać analizy i formułować wnioski na temat znaczenia energetyki jądrowej w polskim systemie energetycznym. W grudniu 2009 r. powstała państwowa spółka PGE Energia Jądrowa, odpowiadająca za realizację „linii biznesowej” polskiego programu energetycznego. W styczniu 2010 r. powstała państwowa spółka PGE EJ1, mająca przygotować proces inwestycyjny budowy elektrowni. Obu spółkom szefuje były minister skarbu Aleksander Grad, który aby objąć ich prezesurę (ok. 44 tys. zł miesięcznie na rękę) zrzekł się mandatu poselskiego (ok. 10 tys. zł miesięcznie na rękę). W 2010 r. rząd zajął się tworzeniem Agencji Energetyki Jądrowej, która miałaby dbać o „utrzymanie spójności i ciągłości strategii”. Minister finansów Jacek Rostowski uznał jednak, że już za dużo tego dobrego i ze względu na koszty, skutecznie oprotestował pomysł. W styczniu 2011 r. w Ministerstwie Gospodarki powstał Departament Energii Jądrowej

(mimo istniejącego już departamentu energetyki), zajmujący się z grubsza tym samym, co wcześniej przedstawione instytucje. DEJ raźno zabrał się do pracy. Na stronie internetowej Ministerstwa Gospodarki stwierdza się: „Rozpoczęto wizyty w krajach, które potencjalnie mogłyby się stać partnerami w budowie pierwszej elektrowni jądrowej”. Również w styczniu 2011 r. Ministerstwo Skarbu określiło, że wylanie pierwszego betonu pod obiekty elektrowni atomowej nastąpi w połowie 2016 r. Albo atom, albo łupki

Mamy rok 2013. Wciąż nie wiadomo, gdzie będzie budowana elektrownia atomowa, kiedy rozpoczną się prace i skąd rząd weźmie co najmniej 55 miliardów złotych (to minimalny koszt budowy). Termin wylania pierwszego betonu został przesunięty na rok 2020, a data oddania pierwszego bloku – na koniec 2024 r. Za następne cztery lata, jeśli PO utrzyma władzę, usłyszymy zapewne, iż elektrownia atomowa powstanie najwcześniej w 2028 roku. W marcu premier stwierdził: „Nie ma mowy o przerwaniu programu atomowego”. Minimalna

Pożegnanie z pracą

Rok 2013 będzie feralny dla zatrudnionych w Polsce. Trwają masowe redukcje zapowiedziane przez pracodawców. Zakończyły się już zwolnienia w tyskim zakładzie Fiata, gdzie pracę straciło ponad półtora tysiąca ludzi. Tyle samo pracowników odejdzie z huty Częstochowa. Inna wielka huta, w Zawierciu, zwolni 300 osób. Prawie 10 tys. osób ludzi zostanie łącznie zwolnionych w sektorze bankowym. Około tysiąca najprawdopodobniej odejdzie z Telewizji Polskiej. Po kilkaset – straci pracę w Philipsie Lighting Poland, LOCIE, PZU, Telekomunikacji Polskiej. Wymieniać można długo.

Na drastyczny wzrost bezrobocia wpływają jednak przede wszystkim redukcje w mniejszych firmach, zatrudniających do kilkunastu osób. Właśnie dlatego łączna liczba zwolnień w sektorze budowlanym, który szczególnie boleśnie odczuwa kryzys gospodarczy, może przekroczyć w bieżącym roku 150 tys. osób. Posłowie zaniepokojeni zamierzeniami przedsiębiorców, poprosili Radę Ministrów, by przedstawiła informację o ma-

sowych zwolnieniach, planowanych przez pracodawców. Ma to nastąpić na piątkowych obradach Sejmu. - Już kilka miesięcy temu złożyliśmy wniosek o taką informację. Sytuacja pogarsza się z każdym tygodniem, przykładem choćby przemysł motoryzacyjny: Fiat, Opel, firmy które z nimi kooperują, stacje obsługi, dilerzy samochodowi. Kilkanaście tysięcy ludzi traci pracę – wylicza pos. Ryszard Zbrzyzny.

choćby znajomość retoryki uprawianej przez szefa rządu, pozwala zauważyć, że ta zapowiedź wcale nie oznacza, iż w Polsce elektrownia atomowa rzeczywiście powstanie. Zwłaszcza, że praktyka ostatnich czterech lat wykazuje, iż budowa elektrowni atomowej wcale nie jest potrzebna, by nasz program atomowy działał w najlepsze, ku zadowoleniu wszystkich zarabiających na tym osób. Oczywiście, po wcześniejszych obietnicach premier nie może wprost powiedzieć, że nie damy rady zbudować elektrowni atomowej. Znowu spadłyby mu słupki poparcia. Dlatego wyręczają go współpracownicy. Aleksander Grad stwierdził, że bez uzgodnień finansowych nie da się zbudować elektrowni atomowej. Prezes PGE Krzysztof Kilian uznał, że trudno, by jednoczesna realizacja programu atomowego i łupkowego skończyła się sukcesem. Mikołaj Budzanowski, gdy był ministrem skarbu, doprecyzował, że priorytetem jest gaz łupkowy, a z podjęciem decyzji o przyszłości programu atomowego należy zaczekać do 2015 r. – zwłaszcza że, jak powiedział, nie jest możliwe, by rząd wspierał budowę polskiej elektrowni jądrowej.

Tylko powoli!

Szans na poprawę nie widać. Specjaliści, jak np. Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu przekonują, że najgorsze wciąż przed nami: „W mojej ocenie stagnacja w polskiej gospodarce potrwa jeszcze kilka kwartałów /.../ Począwszy od 2012 roku gospodarka zaczęła wyraźnie tracić impet. W najbliższym czasie nic tego trendu nie odwróci” - stwierdza w swej ekspertyzie opublikowanej w kwietniu b.r. Masowym zwolnieniom można oczywiście próbować zapobiegać za pomocą różnych działań interwencyjnych. Rząd zaspał jednak sprawę. Dopiero teraz przygotował projekt ustawy „O szczególnych rozwiązaniach dla pracowników i przedsiębiorców na rzecz ochrony miejsc pracy”, mającej stanowić konty-

nuację ustawy antykryzysowej z 2009 r. Nie wiadomo jednak, kiedy Sejm i Senat przyjmą projekt. W dodatku, realny wpływ rozwiązań proponowanych przez rząd na rynek pracy, będzie znikomy i pozwoli zachować najwyżej 30 tys. miejsc pracy, podczas gdy bezrobotnych w Polsce jest 2,3 mln. – Ten projekt to jeden wielki pic. Rząd chce przeznaczyć na ochronę miejsc pracy zaledwie 200 mln zł, a maksymalne wsparcie jakie jedna firma może uzyskać na dopłaty do wynagrodzeń na stanowiskach zagrożonych likwidacją to 6,6 tys zł. W ten sposób nie zahamuje się wzrostu bezrobocia – ocenia poseł Dariusz Joński.

Te sygnały są ewidentne. Dlatego były premier Jerzy Buzek podczas majowego kongresu gospodarczego w Łodzi zaklinał: „Nie wolno nam rezygnować z atomu!”. Ale Jerzy Buzek, który zrujnował Polskę, realizując tzw. cztery wielkie reformy społeczne, powinien pamiętać, czym kończy się chwytanie paru srok za ogon. Na razie rząd PO wydał na program atomowy prawie 2 mld zł, z czego ponad 1 mld zł za pośrednictwem grupy PGE. Premier coraz wyraźniej szykuje się do odtrąbienia odwrotu, jednak nie zrobi tego przed wyborami parlamentarnymi zapowiedzianymi na 2015 r. Na razie wskazuje na trudności, mówiąc, że problemem jest rzetelna ocena możliwości finansowych inwestowania w energetyce. I nakazuje: „Nie może być mowy o nadmiernym pośpiechu, bo nasze bezpieczeństwo energetyczne w ciągu najbliższych 10-12 lat nie zależy od tego czy powstanie elektrownia jądrowa”. Premier może spać spokojnie. Nakaz braku pośpiechu realizowany jest iście perfekcyjnie. ad 



AD 


8 str. 2 - 5

DZIENNIK Trybuna str. 6 - 7

str. 8 - 9

str. 10

czwartek 23 maja 2013 str. 11 - 13

str. 14

str. 15 - 16

ŚWIAT

Wielkie pranie Firma konsultingowa Delloitte na zlecenie Unii Europejskiej ustaliła, że system bankowy Cypru zdecydowanie służył praniu brudnych pieniędzy. W latach 2008-2013 przeprowadzone zostały tam jednak zaledwie 4 kontrole w sprawie nielegalnych transferów. Tymczasem tylko w jednym ze sprawdzonych banków prawdopodobieństwo dokonywania podejrzanych operacji zostało oszacowane na 58 procent.

niemcy

Piraci wychodzą z sieci

Rodzice Kathariny Nocun, nowej sekretarz generalnej niemieckiej Partii Piratów przyjechali do Niemiec, gdy ich córka miała trzy lata. Dziś celem 26-latki jest mandat w jesiennych wyborach do Bundestagu z ramienia partii, walczącej o prawa internautów.

Katarzyna Nocuń ma obywatelstwo polskie i niemieckie. Media podkreślają, że ta studentka informatyki to w historii RFN pierwsza Polka, która została członkinią ścisłego kierownictwa ogólnokrajowej partii politycznej. Pytana o powody zaangażowania w Partii Piratów, wyjaśnia na łamach portalu Deutsche Welle: „Internet prowadzi do zasadniczych zmian w społeczeństwie - od praw obywatelskich po kwestie warunków pracy. Jest szansą, która nie jest jeszcze jako taka postrzegana. To jest próżnia, którą chcemy wypełnić”. Kontrola kontroli nierówna

Nocun krytykuje tradycyjne partie polityczne niemieckie za popieranie rozwiązań niekorzystnych dla użytkowników sieci. - Przygotowujemy skargę do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie nowej ustawy o dostępie do danych operatorów telekomunikacyjnych, który ma być łatwiejszy dla m.in. policji, służb, czy urzędu celnego. Naszym zdaniem bariery w dostępie są zbyt niskie. Wszystkie duże partie popierają tę liberalizację, co z naszego punktu widzenia jest sprzeczne z konstytucją – mówi. I dodaje, że złożyła do UE skargę przeciwko rządowi Niemiec, który nie chce wdrożyć w życie dyrektywy o zwiększeniu niezależności inspektora danych osobowych, co umożliwiłoby mu lepszą kontrolę. - Paradoksem jest, że chadecja naciska na zwiększenie możliwości kontroli obywateli przez państwo, ale zwleka ze zwiększeniem kontroli państwa przez obywateli – podkreśla Nocun. Więcej prywatności, mniej cenzury

Partie Piratów pojawiły się w Europie parę lat temu - po tym jak nasiliło się naruszanie prywatności internautów i represje za naruszenia praw własności intelektualnej. Dziś to międzynarodowy ruch, który propaguje ochronę życia prywatnego, wolny dostęp do dóbr kultury i tzw. prawa cyfrowe. Piraci walczą również o przejrzystość - powstające w niejasnych

Stany Zjednoczone, Kuba

Tortury na obiad W amerykańskim obozie więziennym Guantánamo na Kubie od dwóch miesięcy trwa masowy protest. Głoduje ponad setka ze 166 osadzonych. bojan stanisławski

fot. WIKIMEDIA

okolicznościach ustawy, rozporządzenia i dyrektywy, które pozwalają koncernom czerpać jeszcze większe profity z rozwoju technologii internetowej, równocześnie dając władzy i służbom możliwość ingerowania w prywatność czy cenzurowania treści, budzą coraz większy sprzeciw. W Polsce widać to było podczas protestów przeciwko ACTA, które spowodowały ożywienie także rodzimych piratów. Na razie niemieccy piraci są dużo lepiej zorganizowani – rok i dwa lata temu w niektórych landach udało im się osiągnąć 8-9 procent głosów poparcia, dzięki czemu zasiadają w landtagach Berlina, Kraju Saary, Szlezwiku -Holsztynu i Nadrenii-Westfalii. W niemieckiej polityce to nowość, niespotykana od czasu, gdy 30 lat temu Zieloni stali się partią parlamentarną. Ponieważ poniżej progu wyborczego spadła popularność współrządzących z chadecją liberałów (FDP), piratów zaczęto odbierać jako partię liberalną nowego typu. Ostatnio jednak trend się odwrócił – popularność piratów spadła do 3 proc. Jak skomentowała to na łamach „Die Zeit” Marina Weisband, jedna z liderek ruchu, PP dysponuje środkami, jakie ma partia z poparciem 0,2 procent wyborców, jej struktury i program są na poziomie ugrupowania z 2-procentowym poparciem, ale oczekiwania są tak wysokie, jakby byli partią z 12-procentowym poparciem. Czy Nocun uda się odwrócić trend spadkowy? W swych pierwszych, publicznych wypowiedziach młoda szefowa Partii Piratów mówiła o konieczności reformy umów śmieciowych i systemu emerytalnego. To może świadczyć, że Piraci dojrzewają.

Katarzyna Matuszewska

Najnowsze potwierdzone wiadomości pochodzą sprzed dwóch dni. W głodówce uczestniczy 103 ze 166 osadzonych. Płk. Samuel E. House w ostatniej informacji prasowej przyznał także, iż 30 osób poddawanych jest procedurom przymusowego przyjmowania napojów i pożywienia. Dlaczego więźniowie tak masowo zdecydowali się na ten akt desperacji? „To jest gorsze niż jakikolwiek wyrok śmierci. Jeżeli więzień nie wykonuje dokładnie rozkazów sześciu kolesi, ubranych jak Lord Vader z „Gwiezdnych Wojen”, wchodzi do niego do celi i generalnie tłucze jak leci. Jeżeli ktoś prosi o butelkę wody - wysyłają tę ekpię. Jeżeli ktoś potrzebuje leków - to samo. Niektórzy moi klienci nie przyjmują więc leków i nie zwracają się o ich dostarczenie, bo oszczędzają w ten sposób jedno pobicie dziennie, a dostać można za wszystko” - powiedział w wywiadzie dla portalu RT.com Clive Stafford Smith, znany brytyjski prawnik, który od 2002 r. był adwokatem kilku osadzonych w Guantánamo. W podobnym duchu wypowiada się Pakistańczyk Moazzam Begg, który w Guantánamo spędził trzy lata niesłusznie oskarżony o prowadzenie działalności werbunkowej dla Al-Kaidy. „Nie mam wątpliości, że to akt totalnej desperacji; tylko ekstermalne posunięcia dają szansę na jakieś prawa” - stwierdził. I dodał, że bez zastanowienia przyłączyłby się do strajku. Sondowanie niepokornych

Objętych procedurą karmienia krępuje się na specjalnych fotelach, a do ich nozdrzy wprowadza się 60-cm długości plastikowy przewód, którym wlewa się do żołądka specjalny płyn. Fakt jego umieszczenia w żołądku potwierdza się przy pomocy zdjęcia roentgenowskiego. Potem więźniowie zamykani są w tzw. suchych celach, gdzie nie mają dostępu do wody i poddawani są nieustannej obserwacji. Strażnicy pilnują, by

fot. DEFENSE.GOV

nie spowodowali wymiotów. Jeżeli, pomimo nadzoru i częściowego skrępowania, uda im się zwymiotować, wracają na fotel i procedura rozpoczyna się od nowa. Ten sposób traktowania więźniów opisuje tzw. SOP (Standard Operating Procedures) ws. strajkujących w Guantanamo - oficjalny dokument określający sposób postępowania z głodującymi, który zdobyli dziennikarze arabskiej Al Jazeery. Wiadomo, że metody tam opisane wprowadzane są od 5 marca. Wcześniej stosowano mniej wyrafinowane środki, m.in. brutalne pobicia. Już w drugim tygodniu lutego do Guantánamo wysłano 40 pielęgniarek, które miały pomagać w organizacji i przebiegu przymusowego żywienia. Jednak to nie obecni w więzieniu lekarze decydują o tym, kogo dożywiać. W całości kontroluje to wojsko. Protestuje przeciw temu nawet AMA (American Medical Associacion, największa organizacja lekarska w USA). Jej prezes dr Jeremy Lazarus w liście do amerykańskiego Sekretarza Obrony żądał wstrzymania tych praktyk i przypominał, iż wolność od przymusowego leczenia i przyjmowania płynów czy pokarmu jest niezbywalnym prawem każdego pacjenta, a ewentualne decyzje w tym zakresie podejmować może jedynie wykwalifikowany lekarz, a nie żołnierz.

Dziesięciu na jednego

Petycję do prezydenta USA wystosował Naczelny Prokurator ds. Procesów o Terroryzm w Zatoce Guantánamo płk Morris D. Davies. Zwraca się z żądaniem dotrzymania obietnicy i zamknięcia więzienia. W wielu wystąpieniach Davies wykazywał, że Guantánamo jest bardzo drogie. „1600 żołnierzy pilnuje 166 osadzonych, co kosztuje 100 mln. dolarów rocznie, a są to czyste koszta operacyjne. Nie uwzględniają kolejnych 200 mln. które trzeba wydać na renowację i dostosowanie tego ośrodka” - powiedział 6 maja w wywiadzie dla RT.com. Center for American Progress (CAP), amerykański liberalny think-tank, przeprowadził kalkulację, z której wynika, że roczny koszt utrzymania jednego więźnia wynosi 900 tys. dolarów. Prezydent USA 30 kwietnia potwierdził wolę zamknięcia więzienia. „To bardzo ważne abyśmy zrozumieli, że istnienie Guantánamo nie jest warunkiem koniecznym dla bezpieczeństwa Ameryki. Jest drogie i niewydajne. Szkodzi naszej międzynarodowej reputacji i zmniejsza możliwości współpracy z naszymi aliantami w materii przeciwdziałania terroryzmowi. Jest narzędziem wspomagającym werbunek ekstremistów. Musi zostać zamknięte” - stwierdził Barrack Obama.


DZIENNIK Trybuna

czwartek 23 maja 2013

9

Wyspa tłumaczy

Strzał w kościele

Wielka Brytania przyjmie do siebie blisko 600 afgańskich tłumaczy pracujących na rzecz sił angielskich. To blisko połowa wszystkich Afgańczyków, którzy są zatrudnieni w tej roli przez wojskowych. Wcześniej brytyjscy politycy uważali, że ściąganie ich na Wyspy będzie dowodem niewiary w przyszłość Afganistanu

78-letni ultraprawicowy publicysta Francuz Dominique Venner przejdzie do historii prawdopodobnie jako pierwsza osoba, która popełniła samobójstwo w proteście przeciwko małżeństwom jednopłciowym. Venner zastrzelił się przed głównym ołtarzem w paryskiej katedrze Notre Damme.

stany zjednoczone

Do Ameryki nareszcie bez wiz Projekt nowego amerykańskiego prawa imigracyjnego przewiduje możliwość legalizacji pobytu olbrzymiej grupy nielegalnie przebywających na terytorium USA obcokrajowców. Proponowane zmiany pozwolą również na zniesienie wiz turystyczynych dla Polek i Polaków. Trzeba będzie jednak zapłacić wysoką cenę - dalsze ograniczenie prywatności. Przegłosowany stosunkiem głosów 13 do pięciu projekt ustawy liczy blisko 1000 stron i był przemiotem bardzo długiej debaty. Część zapisów odnosi się do tzw. Viza Waiver Program (VWP) - specjalnego programu regulującego ruch bezwizowy dla obcokrajowców przybywających do USA. Zgodnie z nowym brzmieniem tej ustawy będzie mogła dołączyć do niego również Polska. Przewiduje ona inne mechanizmy kontroli ruchu turystycznego. Utworzony zostanie specjalny, oparty na technologiach biometrycznych, system nadzoru turystów. Gromadzone będą szczegółowe informacje dotyczącego tego kiedy dana

osoba wjeżdża oraz wyjeżdża ze Stanów Zjednoczonych oraz inne dane, które mają uniemożliwiać obcokrajowcom niezgodne z amerykańskim prawem przedłużanie pobytu. Mniej prywatności

Jędrzej Niklas z fundacji Panoptykon, w rozmowie z dziennikarzami „Dziennika Trybuna” wskazał jeszcze więcej kontrowersyjnych kwestii zwiazanych z bieżacą nowelizacją. - W nowej ustawie imigracyjnej, przyjętej przez Komisję Sprawiedliwości Senatu USA, znajdują się niebezpieczne przepisy tworzące ogromne bazy danych oraz zwiększające

nadzór nad granicami. W tzw. systemie E-verify ma znaleźć się wiele danych o wszystkich osobach zatrudnionych w USA. Na podstawie tych informacji będzie można zweryfikować, czy ktoś ma prawo do pracy na terytorium Stanów. Amerykańskie organizacje broniące praw człowieka krytykują te przepisy jako ograniczające prawo do prywatności w sposób szczególny - skonstatował Niklas. Trudniej nielegalnym

Najważniejszym celem obszernej reformy jest umożliwienie zalegalizowania pobytu w USA nielegalnym imigrantom, których liczbę szacuje się na ponad 10 mln,. Następnym

krokiem może być uzyskanie obywatelstwa, co będzie - zgodnie z nowym prawem wyjątkowo trudną i uciążliwą procedurą trwającą minimum 13 lat. Warunki, które trzeba będzie spełnić są bardzo rygorystyczne: zapłacenie kar, podatków, niekaralność, nauka języka angielskiego i wiele innych. O legalizację pobytu będą mogli wystąpić tylko nielegalni imigranci, którzy przybyli do USA przed 31 grudnia 2011 roku. Nowa ustawa musi jeszcze zostać zaakceptowana przez Izbę Reprezentatów. Bojan Stanisławski

rosja

Polacy za Noblem dla Memoriału Stowarzyszenie zajmuje się również studiami nad polskimi ofiarami represji, współpracując z Ośrodkiem KARTA. Dzięki tej współpracy powstał m.in. Indeks Represjonowanych - imienna dokumentacja losów obywateli polskich represjonowanych przez organa władzy radzieckiej w latach 1939–56. Mamoriał został wyróżniony przez polski IPN nagrodą Kustosza Pamięci Narodowej. W pierwszej połowie lat 90. stowarzyszenie współpracowało z rosyjskim rządem – były to czasy, gdy KGB otwierało swoje archiwa,, a wojsko pomagało rozkopywać miejsca kaźni, przeszukując zbiorowe mogiły. Potem stosunki z władzą się pogorszyły. Oleg Orłow, działacz Memoriału, podczas wtorkowego spotkania rosyjskich organizacji pozarządowych z sekretarzem ge-

W Chile protestowano przeciwko odpłatnej nauce na wyższych uczelniach.Nastroje zradykalizował prezydent Piñera, który zaapelował do deputowanych, by nie ulegali presji Chilijczyków, pokojowo protestujących w tej sprawie. Po tym apelu w stolicy kraju doszło do masowych starć młodych ludzi z policją. Przed budynkiem parlamentu policjantów obrzucano koktajlami Mołotowa i kamieniami. W portowym mieście Valparaiso zatrzymano ponad 130 osób, po spaleniu przez protestujących dwóch policyjnych motocykli. Amerykański Senat zdecydował o przekazaniu uzbrojenia syryjskim rebeliantom walczącym przeciw obecnemu prezydentowi tego kraju Basharowi Assadowi. Za takim rozwiązaniem opowiedziało się 15 z 18 członków Komisji Polityki Zagranicznej. Według szacunków ONZ, trwająca od dwóch lat wojna domowa w Syrii koszotowała życie 70 tys. ludzi. W kopalni chromu niedaleko Rustenburga (RPA) strażnicy kopalni otworzyli ogień do stajkujących górników. Dziesięciu protestujących z ranami od gumowych kul trafiło do szpitala. Górnicy walczyli o godna płacę.

Polscy europosłowie zaczęli zbieranie podpisów z poparciem dla rosyjskiej organizacji. Starania te poparł szef Parlamentu Europejskiego socjalista Martin Schulz. Stowarzyszenie już raz zostało zgłoszone do Pokojowej Nagrody Nobla. Tegoroczne zgłoszenie musi wpłynąć do Komitetu Noblowskiego do końca stycznia 2014 r. Poparcie Parlamentu Europejskiego zwiększy jego szanse. Akcję zbierania podpisów pod wnioskiem koordynują eurodeputowani PO. Europosłowie SLD-UP popierają inicjatywę. Pod wnioskiem podpisał się już Bogusław Liberadzki, Joanna Senyszyn zrobi to wkrótce. Memoriał to stowarzyszenie, zajmujące się obroną praw człowieka, a wywodzące się ze środowisk rosyjskich dysydentów lat 80. Od 1989 r. zajmuje się dokumentowaniem ofiar stalinowskich represji, wśród których najwięcej było Rosjan. Działalność naukowa owocuje publikacjami na temat trudnej historii kraju.

W skrócie

Parlament Europejski mówi stanowcze nie dla rajów podatkowych, oszustw fiskalnych i ucieczce przed płaceniem podatków. Każdego roku na tym procederze UE traci miliardy euro. W przyjętej rezolucji europarlamentarzyści wszystkich frakcji są zgodni, że istnieje potrzeba stworzenia m.in. czarnej listy rajów podatkowych.

stające z zagranicznych grantów i uczestniczące w życiu politycznym, otrzymują status organizacji pełniących funkcje zagranicznych agentów i zostały objęte restrykcyjną kontrolą państwa.

W Szarin Tagab na północy Afganistanu próbowano otruć uczennice żeńskiego gimnazjum za pomocą substancji, rozpylonej w powietrzu. 80 dziewczyn trafiło do szpitala, obyło się bez ofiar śmiertelnych. To kolejny incydent w afgańskiej żeńskiej placówce oświatowej.

Km

KM/DW

fot.P. ŻYCIEŃSKI

neralnym Rady Europy Thorbjoernem Jaglandem poinformował o coraz większej presji, jaką władze Rosji wywierają na instytucje społeczeństwa obywatelskiego. Ma to związek z ustawą z 2012 r. która stanowi, że wszystkie organizacje pozarządowe, korzy-


10 str. 2 - 5

DZIENNIK Trybuna str. 6 - 7

str. 8 - 9

str. 10

czwartek 23 maja 2013 str. 11 - 13

str. 14

str. 15 - 16

Licytacja Trwa licytacja kto stworzy więcej miejsc pracy. Jarosław Kaczyński obiecuje 1,2 mln stanowisk w ciagu najblizszych dwóch lat, politycy PO twierdzą, że jeśli nadal będą rządzić, wygenerują ich o 60 proc. więcej.

społecznie

Kiedy przyjdą odebrać dom Jeśli teraz masz kłopot z utrzymaniem mieszkania, nawet drobny, od razu musisz zacząć walczyć! Potem będzie trudniej. Oczywiście to, że będzie trudniej nie znaczy, że niczego już nie da się zrobić. Agata Nosal-Ikonowicz Kiedy przyjdą ci odebrać dom, staną pod drzwiami z policjantem, komornikiem i ślusarzem może być już za późno. Za późno na negocjacje z bankiem lub właścicielem, za późno na spłatę zadłużenia i na to, by uzyskać mieszkanie socjalne. Zbyt późno by ocalić twój zwykły tryb życia, pracę, by ochronić rodzinę przed tułaczką i brakiem nieomalże wszystkiego, co do normalnego życia jest człowiekowi potrzebne. Dlatego, jeśli teraz masz kłopot z utrzymaniem mieszkania, nawet drobny, od razu musisz zacząć walczyć! Potem będzie trudniej. Oczywiście to, że będzie trudniej nie znaczy, że niczego już nie da się zrobić. Pamiętaj, w tych sprawach obowiązuje zasada: im wcześniej tym lepiej. Pierwszym etapem walki będzie obrona umowy najmu.

Jeśli grozi ci utrata dachu nad głową z powodu zadłużenia, a ty czekasz na lepszą pracę, chowasz się przed światem pogrążając się w poczuciu winy, tracisz energię na próżne, chociaż na ogół słuszne, żale do pracodawcy, który nie chce ci normalnie zapłacić za pracę i tylko jeszcze nie możesz zebrać się, aby zacząć rozwiązywać problemy mieszkaniowe - to powinieneś zrozumieć, że określenie „rozwiązać problem” musisz potraktować umownie, bo sytuacja w której się znalazłeś jest raczej ekstremalna. Mieszkania są drogie i jest ich za mało. Konsekwencją tego, że są drogie jest to, że można dobrze na nich zarobić. Z tego, że jest ich mało wynika to, że nie będą tańsze, a także i to, że zajmujesz dobro deficytowe i w dodatku

właśnie dostarczyłeś pretekstu, aby można było cię zeń usunąć. Zatem natychmiast powinieneś zdać sobie z tego sprawę i jeszcze szybciej poradzić sobie ze swoim wnętrzem. Teraz trzeba działać, by ratować to, co jeszcze można. Z poczuciem winy można i należy rozprawić się szybko i sprawnie. Warto zajrzeć do statystyk. Ogromna większość polskiego społeczeństwa nie ma oszczędności, więc utrata dochodu związana z utratą pracy czy niewypłacalnością pracodawcy oznacza zagrożenie utratą mieszkania. Najczęściej występujące wynagrodzenie wynosi około 1500 zł netto, więc jeśli utrzymują się z niego dwie osoby, np. matka z dzieckiem, prędzej czy później wystąpi problem zadłużenia. Statystycznie mieścisz się w normie. Żal i rozpamiętywanie krzywd odłóż na potem. Jeśli nie potrafisz, to czym prędzej udaj się do psychologa lub poszukaj kogoś, kto będzie cię rozumiał. Podobnie należy postąpić, gdy czujesz, że całkowicie opuściła cię energia, chyba że na serio masz depresję - wtedy idź do psychiatry. To dodatkowo może przydać ci się w sądzie. Na ogół potrzebne wsparcie można uzyskać od innych lokatorów, którzy tworzą stowarzyszenia; oni nie tylko spełnią rolę bratnich dusz, ale często lepiej od ciebie orientują się jak wygląda prawo i będą mogli pomóc ci w załatwianiu twoich spraw. Jeśli możesz pożyczyć pieniądze od rodziny lub wziąć kredyt – zrób to.

Zawsze lepiej być winnym bankowi, niż znaleźć się na ulicy. Szczególnie jeśli mieszkanie, w którym zalegasz z czynszem,

fot. JACEK WAJSZCZAK/REPORTER

nie jest twoją własnością i nie można go zlicytować za długi. W takiej sytuacji w najgorszym wypadku komornik będzie mógł zająć ci pensję lub emeryturę. Straty, które poniesiesz, będą mniejsze: nie obronisz wprawdzie dochodów ale zachowasz mieszkanie. Tylko uwaga, w ten sposób możesz skutecznie ustrzec się przed eksmisją, jeśli właściciel nie wypowiedział ci jeszcze umowy najmu. Inaczej i tak może on wystąpić do sądu o eksmisję i najpewniej wygra sprawę. Umowę najmu można wypowiedzieć już wtedy, kiedy twoje zaległości przekroczą trzykrotność czynszu. Zatem, jeśli bronisz się przed wypowiedzeniem

kania, musiałbyś już spłacić całe zadłużenie w ciągu miesiąca od dnia, w którym otrzymałeś pismo. Możesz się starać o dodatek mieszkaniowy

jeżeli twoje zadłużenie jeszcze nie narosło w taki sposób, że nie ma możliwości poradzenia sobie z nim. Wtedy trochę łatwiej będzie spłacić dług. Niestety, kwota takiego dodatku nie jest wysoka i można powiedzieć, że w zasadzie jest on przeznaczony dla osób zamieszkujących w zasobach komunalnych lub spółdzielczych. Komuś, kto musi wynajmować mieszkanie na wolnym rynku, na ogół dodatek nie będzie przysługiwał, bo sam

Żal i rozpamiętywanie krzywd odłóż na potem. Sytuacja jest ekstremalna umowy i twoje możliwości jako pożyczkobiorcy nie są duże postaraj się wpłacić sumę, która obniży dług w taki sposób, żeby wynosił on mniej niż wartość trzech czynszów. Zrób to zanim właściciel zdąży wezwać cię do spłaty całego zadłużenia w terminie miesiąca, ponieważ wtedy, żeby obronić tytuł prawny do miesz-

czynsz w tym mieszkaniu będzie wyższy od kryterium kwalifikującego do pomocy. Poza tym jeśli korzystasz z zasiłku z pomocy społecznej pracownik socjalny wliczy dodatek do twojego dochodu. W takiej sytuacji niestety pobieranie dodatku będzie oznaczało obcięcie funduszy na żywność. Jednak jeżeli twoje stosunki

z pomocą społeczną są dobre i jeśli ta posiada jakieś środki - o co coraz trudniej - można umówić się, że będziesz pobierał dodatek mieszkaniowy, a OPS wyrówna to co straciłeś na odliczeniach od zasiłku stałego lub okresowego zasiłkiem celowym. Lokatorzy zamieszkujący w zasobach komunalnych mogą też zawnioskować o obniżkę czynszu.

Kryteria i wysokość takich obniżek ustala rada gminy lub miasta. Obniżka zaś nie jest wliczana do dochodu przy obliczaniu wysokości zasiłku w pomocy społecznej. Jednak i obniżkę jest trudno uzyskać, gdyż trzeba o nią poprosić zanim pojawi się zadłużenie. Poza tym wszystko to są grosze, ale w sytuacji, gdy człowiek ma bardzo niskie dochody, a zadłużenie nie jest wysokie, bo sam czynsz jest niski, nawet takie niewysokie wsparcie może uratować sytuację. Tytuł prawny do mieszkania możesz także ocalić zawierając w porę ugodę w ramach której ty zobowiążesz się do ratalnej spłaty zadłużenia a właściciel zrezygnuje z wypowiadania umowy pod warunkiem, że będziesz się wywiązywał ze swojego zobowiązania. Jednak wielu zadłużonych lokatorów po prostu nie stać na mieszkanie, które zajmują! Co zrobić w takiej sytuacji? O tym w następnym numerze.


DZIENNIK Trybuna

czwartek 23 maja 2013

Zegarki u prokuratora

str. 2 - 5

str. 6 - 7

str. 8 - 9

str. 10

Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie możliwości złożenia przez ministra transportu Sławomira Nowaka fałszywego oświadczenia majątkowego. Zawiadomienie w tej sprawie złożył poseł Andrzej Romanek z Solidarnej Polski po lekturze „Wprost”, które opublikowało tekst o zegarkach polityka Platformy Obywatelskich. Parlamentarzysta SP nie ma pewności, czy minister ujawnił fakt posiadania czasomierza o wartości powyżej 10 tysięcy złotych i leasingowania Volvo oraz chciałby wiedzieć, czy przebywanie w klubie Prive wiązało się dla Nowaka z jakimiś korzyściami.

str. 11 - 13

str. 14

11 str. 15 - 16

OPINIE

Zagubieni w sieci Jak mawiają specjaliści bezpieczny sprzęt to ten rozłożony i spakowany w pudełku. Nie musimy jednak od razu poddawać się cyfrowemu wykluczeniu w obawie przed oszustwami i kradzieżą. Badania przeprowadzone na okoliczność Dnia Bezpiecznego Internetu ujawnia, iż Polacy są mniej świadomi internetowych zagrożeń od przeciętnego Europejczyka. Uwaga, niebezpieczeństwo

Według badań TNS Polska (maj 2013) przeprowadzonych na zlecenie Microsoft Polska Polacy spędzają średnio codziennie w sieci pięć godzin. Tylko 8 proc. ankietowanych przyznało się, że korzysta z serwisów społecznościowych. Zdecydowana mniejszość polskich użytkowników łączy się z siecią za pośrednictwem urządzeń przenośnych i są to głównie osoby młode. Kupujemy tablety, smartfony oraz komputery i podłączamy je do internetu, nie mając jednak świadomości niebezpieczeństw, jakie stoją za byciem podłączonym do sieci. Ciekawych wniosków dostarczyło inne badanie, przeprowadzone także przez Microsoft z okazji Dnia Bezpiecznego Internetu. Spośród 10 tys. ankietowanych z 27 państw (dane z 2012 r.), a dotyczące bezpieczeństwa w sieci, przeprowadzonego za pośrednictwem portalu MSN, które objęło grupę ponad 10 tys. osób z 27 krajów (z Polski wzięło udział ponad 500 osób). Rodacy, owszem potrafią stosować programy antywirusowe, ale ich wiedza z zakresu zagrożeń o charakterze społecznym, takich jak oszustwa, wyłudzanie danych, kradzież danych, pozostawia wiele do życzenia. Zasada ograniczonego zaufania

Ze strony organów administracji państwowej trudno zdobyć informacje na temat aktualnych zagrożeń. O ile możemy domniemywać, że za nasze pieniądze zbiera ona i przetwarza niezbędne minimum danych o nas (tak przynajmniej powinno być w idealnym państwie), to wobec innych podmiotów w sieci należy stosować zasadę ogra-

niczonego – i to bardzo! – zaufania. Wszelkie portale oraz fora internetowe nie dość, że same zbierają o nas informacje o charakterze technicznym (rodzaj i wersja systemu operacyjnego oraz przeglądarki internetowej, adres IP, a nawet numer karty sieciowej), to dodatkowo sami dzielimy się naszą prywatnością. Do tego należy wziąć pod uwagę szereg różnych oszustw, które są niebezpieczne nawet dla osób obytych z technologiami teleinformatycznymi. Czy zostaje nam rozłączyć się z internetem i spakować komputer do pudełka aby nie zostać oszukanym, okradzionym z tożsamości, ośmieszonym lub pozbawionym możliwości kariery? Nie. Należy pamiętać o kilku zasadach. Zaplątani w sieci

Włączając urządzenie, które ma łączność z internetem, pamiętajmy, że każda informacja jaką prześlemy do sieci pozostanie tam na zawsze. Bardziej zaawansowane technologicznie telefony oraz tablety posiadają oprogramowanie, które co jakiś czas, bez naszej

fot. wikimedia

kontrolę. Na nic jednak mogą zdać się ostrzeżenia przed nieznanym oprogramowaniem, skoro wiele organów ścigania, krajowych jak i zagranicznych, dąży do uzyskania możliwie nieskrępowanego dostępu do naszej elektronicznej korespondencji. Niechlubnym przykładem są pomysły amerykańskiej agencji FBI, które

Pamiętajmy, że każda informacja, którą wyślemy do sieci, pozostanie tam na zawsze interwencji, nasze urządzenie odbiera i wysyła dane (np. nasza pogodynka). Bywa, że nieuczciwy producent oprogramowania sprawdza gdzie jesteśmy, jakie strony przeglądamy i jak wykorzystujemy telefon lub tablet. Nieco inaczej sprawa ma się z popularnymi komputerami PC, których ergonomia użytkowania pozwala na łatwiejszą

chce mieć dostęp w czasie rzeczywistym do poczty i komunikatorów. Dzieląc się naszą opinią nie wolno nikogo obrażać ani używać słów powszechnie uważanych za obelżywe (chyba, że zależy nam rozmowie z prokuratorem lub nie planujemy kariery politycznej lub naukowej).

Na nasze konto

Nie podajemy prawdziwych danych osobowych jeżeli nie mamy absolutnej pewności, że adresat to nasz bank lub nasz dostawca usług, tym bardziej nie udostępniamy nikomu naszych haseł dostępu. Obecne regulacje dotyczące bankowości internetowej pozwalają na oszustwo jakiego dokonał jeden z bohaterów filmu „Skazani na Shawshank”. W czasach, kiedy nikt nie śnił o globalnej sieci i nie znał nawet wielu obecnych usług, udało się dzięki fikcyjnym danym stworzyć osobę, która posiadała prawo jazdy oraz konta bankowe. Obecnie wystarczą oszustowi nasze dane osobowe oraz PESEL i przelew na wskazane konto w wysokości jednego grosza, by mógł otrzymać w banku kilkusetzłotową pożyczkę. Z nianią przy komputerze

Interesujmy się tym, jak nasze dziecko spędza czas w internecie. Może się bowiem okazać, że oprócz randki z pedofilem nasza pociecha naruszyła prawa autorskie, ewentualnie zawarła umowę na dość kosztowną usługę lub

dokonała absolutnie nam niepotrzebnych zakupów. Warto wspomnieć o oddolnej inicjatywie obywatelskiej „Dziecko w sieci”, program Fundacji Dzieci Niczyje, skupia się na badaniach poświęconych zagrożeniom dzieci i młodzieży w internecie i prowadzeniu projektów edukacyjnych poświęconych bezpieczeństwu młodych internautów. Ponieważ część z nas nie ma żadnego doświadczenia w zakresie korzystania i używania komputera, warto zainteresować się szkoleniami z zakresu jego obsługi. I tu z pomocą przyjdzie nam lokalny samorząd, dysponujący naszymi pieniędzmi z podatków przeznaczonymi na walkę z cyfrowym wykluczeniem. Chodzi o projekt e-Pr@cownik realizowany w ramach Priorytetu VIII Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki. Nie zmienia to faktu, że wciąż brakuje spójnej polityki informacyjnej ze strony Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji odnośnie zagrożeń w sieci. Bartłomiej Cacko


12 str. 2 - 5

DZIENNIK Trybuna str. 6 - 7

str. 8 - 9

str. 10

czwartek 23 maja 2013 str. 11 - 13

str. 14

str. 15 - 16

OPINIE

Praca na trzech W Polsce na 38 mln mieszkańców tylko 13 mln jest zatrudnionych w gospodarce, czyli wytwarza PKB. Dla porównania w Niemczech zatrudnionych jest 40 mln na 80 mln wszystkich obywateli, tym samym wypracowana przez nich wartość dzielona jest na 2 obywateli, a nie na 3 jak w Polsce – wynika z ustaleń fundacji „Pomyśl o przyszłości”.

Dziennikarz raz liże, raz

Tzw. niepokorni żerujący na katastrofie smoleńskiej wierzą, bo chcą wierzyć w to, co mówią o zamachu, trotylu, gazie, ocalałych i dobitych. Nie zmienia to faktu, że można w coś mocno wierzyć i posługiwać się niedopowiedzeniem, przemilczeniem, a nawet kłamstwem, konfabulować, budować mitomańskie konstrukcje. I przedstawiać swoje obsesje jako prawdę krystaliczną - mówi politolog z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, prof. dr hab. Mirosław Karwat. Halina retkowska  Słynny amerykański publicysta, Walter Lippmann, powiedział kiedyś, że długie lata w dziennikarstwie przekonały go, że między dziennikarzem a politykami powinno być jak najwięcej przestrzeni. A u nas im krótsza smycz, tym lepiej.

Najszybsza i najłatwiejsza ścieżka kariery w tym zawodzie wiedzie u nas przez tematykę polityczną. Reportaż społeczny to zajęcie pracochłonne, a rezonans jest nieduży. Pisanie o filmie, teatrze czy literaturze wymaga wiedzy. W dodatku zawęża krąg odbiorców do koneserów lub hobbystów. Na sporcie też trzeba się znać, bo kibice nie wybaczają niekompetencji. A na polityce, jak na medycynie, podobno znają się wszyscy. Przy tym polityka dzieje się sama. Wydarzenia polityczne są jak deszcz - pada, wystawiasz więc garnek przez okno i zaraz zbierasz kilka litrów deszczówki. Za darmo. Podstawiasz politykowi pod nos mikrofon, włączasz kamerę, a potem bez końca komentujesz – najpierw wypowiedź, potem komentarz do wypowiedzi, później komentarz do komentarza. I tak 24 godziny na dobę. Zawsze zgodnie z moim ulubionym hasłem zaczerpniętym z TVN 24: „Cała prawda całą dobę”, czyli przez cały tydzień ci sami o tym samym tak samo. W rzeczywistości to jest rozciąganie drutu do granic możliwości. Zachwycony sobą, rozkoszny redaktor zaprasza do studia równie zachwyconych sobą i rozkosznych polityków. Podowcipkują sobie, podokazują, czasami jeden na drugiego się rzuci, bo ciemny lud to lubi, czasami pan redaktor zabawi się w prokuratora, bo i to ciemny lud też kocha. Rączka rączkę myje, wzajemna promocja. Każdy ma swoje 5 minut sławy – nie z własnej kieszeni, jak w kosztownej kampanii wyborczej czy reklamowej, lecz z kieszeni podatnika, abonenta. I honorarium godziwe – za kilka słówek

wtrąconych i darmowe gadulstwo zapraszanych znakomitości. Układ jeśli nie kumoterski, to na pewno bardzo do kumoterskiego podobny. Dziennikarze się prostytuują?

Może inaczej. Wielu przestaje się szanować, bo stają się zbieraczami i sprzedawcami politycznego bałaganu, wytwórcami zamętu w głowach. Albo dworskimi lizusami, albo propagandystami w anachronicznym stylu „lata dwudzieste, lata trzydzieste”. Człowiek bezideowy jest bezwartościowy. Od lat wbija Pan to do głów swoim studentom. Jak widać, z marnym skutkiem.

Trzeba mieć zasady i poglądy, ale ideowość ma swoje koszty i pułapki, a znam to z autopsji. Dotyczy to również dziennikarzy. Pod wpływem uprzedzeń ideowych i emocji (co prawda jest to zachowanie nieprofesjonalne) można zanadto się rozpę-

Przykłady nierzetelnych ideowców?

Choćby tzw. niepokorni żerujący na katastrofie smoleńskiej. Jak sądzę, są oni szczerze zaślepieni i roznamiętnieni, ich emocje wydają się autentyczne. Wierzą, bo chcą wierzyć w to, co mówią o zamachu, trotylu, gazie, ocalałych i dobitych. Nie zmienia to jednak faktu, że można w coś mocno wierzyć i – z powodu tej wiary, wbrew faktom – posługiwać się niedopowiedzeniem, przemilczeniem, a nawet kłamstwem, konfabulować, budować mitomańskie konstrukcje. I przedstawiać swoje obsesje jako prawdę krystaliczną. Ale zakochanie się w idei to jeszcze nie najemnictwo.

Sama w sobie miłość do takiej czy innej partii też nie. Ale mówimy o najemnikach, nie o zakochanych. Tylko w melodramatach lub komediach romantycznych prostytutka może się zakochać w kliencie. Z ideologicznym zakochaniem bywa już inaczej.

Dzięki mediom karierę polityczną może zrobić byle mitoman z poczuciem misji dzić w ocenach, pójść za daleko w przypuszczeniach, okazać się za bardzo gorliwym w obronie kogoś, kto na obronę nie zasługuje itd., itd. Ale czym innym jest ideologiczna nadgorliwość i dyspozycyjność, gdy dziennikarz z powodu zaciekłości ideologicznej graniczącej z fanatyzmem albo z powodu zwykłego koniunkturalizmu lekceważy lub fałszuje w swoim przekazie wszystko, co zaprzecza jego poglądom albo politycznemu zamówieniu.

Nie ośmieliłbym się twierdzić, że przypadki bezinteresownego zauroczenia ideą się nie zdarzają. Mnie też się kiedyś przydarzyło. Dziennikarz rzeczywiście może być urzeczony i przez to zaślepiony wyznawaną ideą, identyfikacją z jej rzecznikami. Gorzej gdy w służbie tej idei, ale nie z czystego przekonania, lecz w zamian za splendory, za stanowiska redaktorów naczelnych, za dobrą wierszówkę, za pasowanie na Pierwszego Pomocnika Proroka, jest gotów podjąć się każdej mi-

sji i każdą wykonać, dopuścić się wszelkich możliwych oszczerstw, nagonek i zmyśleń. A to już przypomina prostytucję – ot, taki nierząd informacyjny. Jest jeszcze inny rodzaj dziennikarskiej nieobyczajności - ta uprawiana z próżności: „Wywołam skandal, zrobię zadymę, napuszczę na siebie Niesiołowskiego i Hofmana, Ziobrę i Millera, Kempę i Senyszyn, i będzie o mnie głośno, będę sławny”. Na tym często wyrastają giganci informacji i publicystyki. A przy tym mają takie samopoczucie, jak gdyby byli reżyserami wydarzeń politycznych. Jakby to oni rządzili. Bo rządzą. Polityka niczym muchę można zabić gazetą, a tym bardziej programem telewizyjnym, audycją radiową.

Nie tylko zabić, ale i wykreować. Jednym z bardzo niebezpiecznych aspektów medializacji polityki jest to, że dziennikarze zaczynają wpływać na selekcję kadr politycznych, zwłaszcza przywódców. O sukcesie polityka nie decydują już przecież członkowie partii, do której on należy. Często nie decyduje nawet szef tej partii, tylko media, w których ktoś jest regularnie, często i natrętnie obecny ze względu na swoją medialność. A medialność nie opiera się na walorach merytorycznych, lecz na aparycji, temperamencie pieniacza lub skandalisty, retorycznych improwizacjach lub deklamacjach z kajeciku z aforyzmami. To dzięki mediom karierę polityczną może zrobić byle awanturnik lub mitoman przepojony poczuciem misji, specjalista od błyskotliwych powiedzonek albo happener. Media są jeszcze czwartą władzą, czy już prawie pierwszą?

Nie przesadzajmy, nie nabierajmy się na megalomanię na-

szych rodzimych „Pulitzerków”. Gwiazdkom dziennikarskim i menedżerom wielkich koncernów medialnych rzeczywiście wydaje się, że mają rząd dusz (Kościołowi też się tak wydaje), a stąd wynikać ma ich wielki wpływ realny, władza praktyczna. Nie rozumieją, że są tylko jedną z wielu sił, grup interesów (przy czym właściciele mediów i redaktorzy nie zawsze grają w to samo), i że często są – wbrew pozorom - tylko pomocnikami lub pionkami w rozgrywkach politycznych. Przypomnijmy, jak Tomasz Sekielski i Andrzej Morozowski przy współpracy z posłanką „Samoobrony” Renatą Beger za pomocą ukrytej kamery nagrali jej negocjacje z politykami PiS. Wyemitowany w TVN program zapoczątkował tzw. aferę taśmową, a obaj panowie przybrali pozę oberdetektywów i pogromców zdolnych niemal obalać rządy. Krótko mówiąc – uznali siebie za akuszerów i reżyserów sytuacji, gdy tymczasem faktyczną reżyserką wydarzeń była pani Renata. Rutyniarzy dywersantów z PiS rozegrała jak dzieci, a swój cel osiągnęła grając na śmiesznej próżności medialnych przepytywaczy, którym zaimponowała rola tym razem podglądaczy i sprzedaw-


DZIENNIK Trybuna

czwartek 23 maja 2013

13

Ekstremalnie

Religia na maturze

„Prawie ekstremalne” - tak Jacek Męcina, wiceminister pracy i polityki społecznej, opisuje warunki panujące na rynku zatrudnienia w Polsce. I zapowiada, po okresowym złagodzeniu związanym z dodatkowymi zajęciami w rolnictwie, ogrodnictwie, turystyce i gastronomii, kolejne problemy: „Nie spodziewamy się, że będziemy mieli ożywienie na rynku pracy. Może nastąpić znowu wzrost bezrobocia.”

Kościół zamierza naciskać Ministerstwo Edukacji Narodowej w sprawie wprowadzenia religii jako przedmiotu maturalnego. Biskup Marek Mendyk, przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski, na łamach „Naszego Dziennika” skarży się jednak: „Maturzyści mogą zdawać WOS, chemię, geografię, biologię, ale religii nie. Na pytanie, dlaczego tak się dzieje, nie otrzymujemy odpowiedzi”.

gryzie

Dawkins i wrogowie rozumu Połowa Brytyjczyków ma wątpliwości co do prawdziwości teorii ewolucji, a tylko co czwarty jest do niej definitywnie przekonany. W USA jest jeszcze gorzej.

fot. WŁODZIMIERZ WASYLUK/REPORTER

ców dziurki od klucza. Sekielski i Morozowski zostali Dziennikarzami Roku 2006.

Środowiskowe rankingi i nagrody to tylko samoocena i samonagradzanie, licytacja we własnym kręgu i wyraz dobrego samopoczucia gwiazd medialnych. A przedstawiane są tak, jak gdyby to była ocena społeczna lub jak gdyby przyznanie nagrody było tym samym, co bycie najlepszym. W każdym razie czwarta władza pierwszą jeszcze nie jest. Owszem, media są w stanie wylansować osobistość polityczną, ale raczej celebrytę niż faktycznego przywódcę, decydenta. Są w stanie zablokować wiele ważnych decyzji albo pewne decyzje wymusić. Potrafią też prowadzić rozgrywki polityczne, czego przykładem była afera Rywina. Można dyskutować, kto w tej aferze był podmiotem, a kto przedmiotem, ale niewątpliwie nie była to rozgrywka czysto polityczna jedynie relacjonowana przez media, lecz przejaw dość mętnej symbiozy świata mediów i świata polityki. Media fundują nam spektakl z udziałem polityków, ale na pewno nie tworzą faktów politycznych. Arena rzeczywistych walk i kluczowych

decyzji politycznych (nie mylmy tego z kroniką towarzysko-personalną i festiwalem skandali, afer) jeszcze się do nich nie przeniosła. To na szczęście nie jest dosłowna mediokracja. W programach studiów dziennikarskich jest etyka zawodowa. Warto jej jeszcze uczyć?

Przyzwoitości zawsze warto uczyć. Po pięciu latach studiów podczas stażu i pracy w pierwszej lepszej redakcji absolwenci dziennikarstwa przekonują się, że zasady profesjonalnego warsztatu dla ich pracodawców nic nie znaczą, że kariera nie zależy od nudnej rzetelności, lecz jest drogą na skróty. Są tylko planktonem dziennikarskim, najczęściej na bezpłatnym stażu. Jeśli będą grzeczni, czyli dyspozycyjni, to może po trzech miesiącach dostaną staż lekko półpłatny. A jeśli będą jeszcze bardziej grzeczni, to może pracodawca nie zastąpi ich następnym terminatorem za darmo. Tylko ktoś tak samoistnie sławny jak Jacek Kuroń mógł mówić, zresztą przekornie, że żyje ze swoich poglądów. Ale z pewnością nie jest to przywilej piechoty dziennikarskiej. Piechota ma maszerować w rytm werbli, który słyszy w redakcji.

Richard Dawkins został uznany za najbardziej wpływowego intelektualistę świata roku 2013. W rankingu prestiżowego brytyjskiego pisma „Prospect Magazine” apostoł ewolucjonizmu pokonał czterech noblistów i 60 innych myślicieli, którzy znaleźli się na opracowanej przez panel brytyjskich i amerykańskich ekspertów liście, poddanej pod osąd 10 tys. osób z ponad 100 krajów. Zwycięstwo Dawkinsa – nawiasem mówiąc, niepierwsze, wygrał także organizowany w 2004 roku przez ten sam miesięcznik ranking najbardziej wpływowych intelektualistów brytyjskich – jest wiadomością szczególnie radosną, ponieważ prawda, którą głosi, znajduje się pod brutalnym obstrzałem. I to nie tylko w Stanach Zjednoczonych, gdzie religia już dawno wygrała z rozumem, ale także w jego rodzinnej Wielkiej Brytanii. Wedle sondażu przeprowadzonego parę lat temu na zlecenie teologicznego think -tanku „Theos” połowa Brytyjczyków ma wątpliwości co do ewolucji, a tylko co czwarty jest do niej definitywnie przekonany. W USA jest jeszcze gorzej: według badań Gallupa, 46 proc. Amerykanów, a według sondażu CBS nawet 51 proc. wierzy, że Bóg stworzył człowieka mniej więcej w obecnej formie koło 10 tys. lat temu. I co zabawniejsze, o ile teoria ewolucji (którą Dawkins woli nazywać „faktem ewolucji”) jest ujednoliconym zbiorem tez, co do których naukowcy są w zasadzie zgodni – przedstawiciele poglądu przeciwnego wykazują się daleko idącą, nomen omen, kreatywnością, namnażając konkurencyjne koncepcje. Jedna głupsza od drugiej. Nieruchomy poruszyciel

Pierwsza – relatywnie najmniej głupia – to pogląd zwany „teistycznym ewolucjonizmem”, czasem występujący też w formie „ewolucyjnego kreacjonizmu”, który mówi mniej więcej tyle, iż Bóg stworzył świat, posługując się ewolucją. To pogląd, który ma tę zaletę, iż pozwala zachować wiarę w sposób nienadmiernie obrażający intelekt i jako taki jest dość popularny wśród nieortodoksyjnych katolików, postępowych protestantów, a tak-

że różnego rodzaju agnostyków i deistów. Wśród tych ostatnich najznaczniejszym był wybitny brytyjski filozof Anthony Flew, który pod osiemdziesiątkę porzucił ateizm na rzecz Boga Arystotelesowego, „Nieruchomego Poruszyciela”, stanowiącego praprzyczynę wszystkich zjawisk, ale nie zniżającego się do micromanagementu, takiego jak kierowanie losem świata, wysłuchiwanie modlitw, nagradzanie cnót i karanie za grzechy. Pułapka na myszy

Druga – to przeurocza koncepcja „inteligentnego projektu”, inteligentnie zaprojektowana przez Discovery Institute, prywatne przedsięwzięcie należące do faceta nazwiskiem Bruce Chapman, swego czasu członka admi-

Zwolennikiem teorii młodej Ziemi jest były europoseł, ojciec Romana Giertycha, Maciej nistracji Reagana. „Inteligentny projekt” opiera się na założeniu, iż pewne elementy świata biologii charakteryzuje „nieredukowalna złożoność”, co oznacza, że nie mogły powstać na raty, tylko musiałby być przez kogoś zaprojektowane jak – i to porównanie twórcy teorii, profesora biochemii Michaela Behe – pułapka na myszy. Jako przykład takiego elementu zwolennicy teorii najczęściej podają oko, co Richard Dawkins obala w bożonarodzeniowym wykładzie dla uczniów szkół podstawowych z pomocą dwóch soczewek, lampy na biuro i szóstoklasisty. O jakości naukowej teorii „inteligentnego projektu” świadczy fakt, iż odrzucą ją nawet Fundacja Templetona, słynna z „wielkiego eksperymentu modlitewnego” w którym w kontrolowanych warunkach zgodnych z zasadami eksperymentu naukowego sprawdzano, czy modlitwa za pacjentów po wszczepieniu bypassów przyspiesza ich powrót do zdrowia (nie przyspieszała).

Koncepcja trzecia – to zbiór fantasmagorii, określanych wspólną nazwą „teoria starej Ziemi”, pod względem rzetelności naukowej niewiele różniących się od teorii płaskiej Ziemi. Należy do nich na przykład koncept „kreacjonizmu luki”, który mówi, że Ziemia była już bardzo stara, kiedy Bóg ją uporządkował i stworzył na niej życie, i mogła sobie nawet mieć te 4,5 miliarda lat, które przypisują jej naukowcy, ponieważ pomiędzy pierwszym a drugim wersetem księgi Genesis występuje wielka luka czasowa. Inny koncept z tego samego palca to „kreacjonizm dni-wieków”, który naucza, że każdy z sześciu dni stworzenia mógł mieć tysiące albo i miliony lat, ponieważ hebrajskie słowo „yom” może oznaczać dzień, ale może też oznaczać inny dowolnie wybrany okres czasu. Młoda Ziemia

I wreszcie – najbardziej zachwycająca ze wszystkich – „teoria młodej Ziemi”. Zakłada, że Biblię należy czytać dosłownie, ergo – Bóg stworzył świat w sześć dni, 6 do 10 tysięcy lat temu i wtedy ludzie żyli po 900 lat, ale potem nastąpił potop, który przeżyło tylko osiem osób, toteż chów wsobny skrócił ludzkie życie do lat 150. Najsłynniejszym polskim zwolennikiem teorii młodej Ziemi jest ojciec Romana Giertycha, Maciej, z zawodu profesor dendrologii, w poprzedniej kadencji europoseł. Wsławił się zorganizowaniem w Parlamencie Europejskim konferencji, na której twierdził między innymi, iż dinozaury żyły na ziemi równocześnie z ludźmi i nawet były w Arce Noego, ale potem wyginęły, zaś dowodem na ich kontakt z ludzkością są bajki o smokach. Tak naprawdę nie wiadomo, jakim cudem w zdominowanej przez katolicyzm Polsce kreacjonizm występuje nieomal jedynie w swojej najłagodniejszej, ewolucyjnej postaci. Lubię myśleć, że to efekt rzetelnego, wolnego od religijnych wpływów nauczania przedmiotów przyrodniczych w Polsce Ludowej. AWŁ


DZIENNIK Trybuna

14

czwartek 23 maja 2013

TVP 1

TVP 2

TVN

POLSAT

POLSKIE RADIO PR2

5:25 Wodnikowe Wzgórze 8:00 Wiadomości 8:05 Pogoda poranna 8:10 Polityka przy kawie 8:25 Billy 8:55 TELEZAKUPY 9:30 Natura w Jedynce 10:35 My Wy Oni 11:05 Plebania - odc. 1479 11:30 Moda na sukces - odc. 5838 11:50 W sobotę finał na Wembley 12:00 Wiadomości 12:05 Agrobiznes 12:30 Natura w Jedynce 13:30 Jaka to melodia? - odc. 2663 14:05 Klan - odc. 2450 14:30 Rezydencja - odc. 11 15:00 Wiadomości 15:15 Pogoda 15:20 W sobotę finał na Wembley 15:30 Ja wam pokażę! - odc. 11/13 16:20 Moda na sukces - odc. 5839 16:50 W sobotę finał na Wembley 17:00 Teleexpress 17:15 Pogoda 17:25 Jaka to melodia? - odc. 2664 17:55 Klan - odc. 2451 18:30 Prawdziwe życie 19:10 Wieczorynka 19:30 Wiadomości 20:00 Sport 20:05 Kronika Energa Sailing Cup 20:15 Pogoda 0:15 W sobotę finał na Wembley 0:25 Prawdziwe życie 1:10 Piżama Party 2:45 Notacje 2:55 Sprawa dla reportera 3:40 Zagadkowa Jedynka

6:25 Złotopolscy - odc. 116 7:05 M jak miłość - odc. 211 8:00 Pytanie na śniadanie 10:40 Barwy szczęścia - odc. 948 11:20 Na dobre i na złe - odc. 54 12:15 Pożyteczni.pl - odc. 57 12:45 Ja to mam szczęście! 13:00 Wojciech Cejrowski - boso przez świat 13:35 Postaw na milion - odc. 60 14:40 Ja to mam szczęście! - odc. 20 15:10 Rodzinka.pl - odc. 55 15:45 Panorama Kraj 16:00 Pogoda 16:10 Na dobre i na złe - odc. 525 17:10 Castle - odc. 56/58 18:00 Panorama 18:35 Sport Telegram 18:45 Pogoda 18:50 Jeden z dziesięciu - odc. 15/75 19:30 Ja to mam szczęście! - odc. 6 20:05 Barwy szczęścia - odc. 949 20:40 Dr House - s. VIII, odc. 178 21:35 Zabójcze umysły - odc. 23 22:30 Kocham kino 0:50 Świat bez tajemnic 1:55 Świat bez tajemnic 2:30 Przerwane objęcia 4:35 Art Noc: „Uśmiechnij się” 5:20 Zakończenie dnia

4:55 Uwaga! 5:15 Rozmowy w toku 6:10 Mango 7:15 Na Wspólnej 7:50 Doradca smaku 8:00 Dzień dobry TVN 11:10 Ukryta prawda 12:10 Kocham. Enter - Zła energia 13:10 Szpital 14:10 W-11 - Wydział Śledczy 14:50 Sąd rodzinny 15:50 Rozmowy w toku 16:55 Szpital 17:55 Ukryta prawda 18:55 Doradca smaku 19:00 Fakty 19:50 Uwaga! 20:05 Na Wspólnej 20:45 W-11 - Wydział Śledczy 21:30 Kuchenne rewolucje 22:30 Pociąg strachu 0:15 Superwizjer 0:50 Uwaga! 1:05 Arkana magii 2:25 Rozmowy w toku 3:20 Zakończenie programu

5:00 Wstawaj! Gramy! 6:00 Nowy dzień z Polsat News między drzwi 8:00 Rodzina zastępcza plus 9:00 Świat według Bundych 9:30 Świat według Kiepskich 10:00 Trudne sprawy 11:00 Dlaczego ja? 12:00 Ludzie Chudego 13:00 Dom nie do poznania 2 14:00 Pierwsza miłość 14:45 Trudne sprawy 15:50 Wydarzenia 16:15Interwencja 16:30 Malanowski i partnerzy 17:00 Dlaczego ja? 18:00 Pierwsza miłość 18:50 Wydarzenia 19:25 Pogoda 19:30 Świat według Kiepskich 20:00 Zdrady 21:00 Przyjaciółki 2 22:00 Na krawędzi 23:05 Jak Stella zdobyła miłość 1:45 Zagadkowa noc 3:15 Tajemnice losu

0:00 Nokturn 0:55 Kalendarium 1:00 Fantazja polska 2:00 Muzyczna Noc Euroradia 6:00 Wiadomości 6:15 Słowo na dzień 7:00 Wiadomości 7:20 Kalendarium 8:00 Wiadomości 8:10 Przegląd prasy 8:35 Gość poranka 9:00 Wiadomości 9:30 To się czyta 11:00 Wiadomości kulturalne 11:45 Zapiski ze współczesności 12:00 Źródła 13:00 Druga zmiana 15:00 Notatnik Dwójki 16:00 Wybieram Dwójkę 16:00 Wiadomości kulturalne 17:00 Przegląd prasy europejskiej 18:00 Sezon na Dwójkę 19:00 Filharmonia Dwójki 19:10 Słynne powieści 21:30 Rozmowy po zmroku 22:30 Czas na jazz 23:30 Nokturn

POLSKIE RADIO PR1 0:00 Muzyka nocą 3:00 Tak to bywało 5:00 Poranne rozmaitości 6:00 Sygnały dnia 9:00 Cztery pory roku 13:00 Muzyczna jedynka 15:00 Popołudnie z jedynką 18:00 Więcej świata 19:00 Wieczorne rozmaitości 19:25 Jedynka dzieciom

T

DZIENNIK rybuna

Krzyżówka instrument barda gumowy element w kanalizacji przepływa przez Kijów

sasiad ˛ Turkmena

brzdac ˛

sportowiec na emeryturze

efekt krzesania

zni˙zka

wywołuje zapłon

z˙ elazne obrecze ˛ na rece ˛

"Lilla...", sztuka teatralna

Morissette

instrument perkusyjny

ludowy instrument muz. jadalna ro´slina stracz˛ kowa

w reku ˛ tenisisty stołowego

klub piłk. z Mediolanu

igrzyska sportowe napada na drogach

materiał na milionera

nowoboku czesna uFlapa armata

monarcha

samolot braci Wright

siany - w wazie ucisza

20:00 Wieczorne rozmaitości 21:00 Reportaż w jedynce 21:30 Naukowy zawrót głowy 22:00 Polska i świat 22:35 Kronika sportowa 23:00 Ślady na piasku 23:30 Naukowy zawrót głowy 23:50 Lektury przed północą

odcisk stopy

płyta z płaskorze´zba˛ Gro´zny dro˙zd˙zow´sród we władców ciasta

strona do je˙zd˙zenia w Anglii przyspiesza syntez˛e białek

z drzewami owocowymi

Chanel od mody był waluta˛ znad Tybru

film o sze´scianie

z arena˛ i clownami

Redaguje kolegium Redaktor naczelny: Robert Walenciak Redaktor wydania: Jacek Pawilonis Wydawca: EDUSAT Sp. z o.o. ul. Rydygiera 8 01-793 Warszawa

wzmacniany przyprawa˛

nuda na pi´smie

kraina w Hiszpanii zadanie udostepnił ˛ serwis krzy˙zówkowy szarada.net

heca

STOPKA REDAKCYJNA

stolica Apulii

Redakcja: EDUSAT Sp. z o.o. ul. Rydygiera 8 01-793 Warszawa redakcja@dzienniktrybuna.pl Druk: Polskapresse Sp. z o.o. oddział poligrafii drukarnia w Warszawie i Sosnowcu


SPORT str. 2 - 5

str. 6 - 7

DZIENNIK Trybuna

czwartek28 23stycznia maja 2013 Poniedziałek 2013r. str. 8 - 9

str. 10

str. 11 - 13

str. 14

str. 15 - 16

Vive Targi Kielce wzmocnione Niemiecki piłkarz ręczny Tobias Reichmann, reprezentant swojego kraju i gracz niemieckiego klubu HSG Wetzlar, od sezonu 2014/2015 przeniesie się do ekipy Vive Targi Kielce - podała oficjalna strona mistrzów Polski. Zawodnik zwiąże się z kielecką drużyną trzyletnim kontraktem.

SPORT

Nasi pracują dla Rosji

fot. WIKIMEDIA

Jeszcze kilka lat temu próżno było szukać polskiego trenera w Rosji. Czasy się jednak zmieniły, czego najlepszym przykładem są losy trzech z nich.

Marek Galiński wybrał pracę z zawodniczkami reprezentacji Rosji

MARCIN CIECHAŃSKI Trenerski szlak przetarł były panczenista, Paweł Abratkiewicz. Do podjęcia pracy namówił go przyjaciel, Konstantin Połtawiec. Długo się nie zastanawiał, bo w Polsce przegrał konkurs na trenera kadry sprinterów. - Miał dobre kontakty, nadarzyła się

okazja. Na początku był serwisantem, bo zna się na przygotowaniu łyżew jak mało kto. Później zaczął wspomagać szkolenie kobiet - powiedział „Dziennikowi Trybuna” sekretarz generalny Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego, Grzegorz Kałowski.

Abratkiewicz przypomniał się po mistrzostwach świata w Soczi. Jego podopieczna, Olga Fatkulina, wywalczyła dwa medale - złoty na 1000 metrów oraz brązowy na 500 metrów. W przyszłym roku Polaka i jego panczenistki czeka jeszcze większe wyzwanie, czyli IO w Soczi. Ambitni Rosjanie liczą na worek medali. Niedawno szkoleniowcem kadry kolarzy górskich został najbardziej utytułowany polski zawodnik, Marek Galiński. - Polska straciła świetnego szkoleniowca - powiedziała nam Anna Szafraniec, która trenowała pod okiem Galińskiego przez 3,5 roku. Nasz trener ma teraz wymarzone warunki do pracy. Rosjanie nie zamierzają oszczędzać. Przystali na zakup najnowo-

cześniejszego sprzętu oraz zatrudnienie polskich naukowców, którzy zamierzają wprowadzić nowatorskie elementy w przygotowaniach. Wszystko podporządkowują sukcesowi na IO w Rio de Janeiro w 2016 roku. Na razie wszyscy ostro trenują, pierwsze wyniki pracy Polaka będzie można rozliczać na początku przyszłego roku. - Marek wkłada całe serce w to co robi. Jeśli tylko Rosjanie będą chcieli solidnie trenować, to sukcesy są gwarantowane - dodała Szafraniec. Należy wspomnieć też o Dariuszu Kubickim, trenerze piłkarzy Sibira Nowosybirsk, który zalicza drugie podejście w tym klubie, tym razem jako pierwszy trener. Cel postawiono mu ambitny awans do Priemjer Ligi.

Olech: Komercja zabija polski sport Janusz Olech, wicemistrz olimpijski w szabli z 1988 roku z Seulu, dla „Dziennika Trybuna” o złym stanie polskiej szermierki i odrobinie nadziei na lepsze jutro. - Niedawno odbył się turniej „O Szablę Wołodyjowskiego”. W świadomości masowego kibica jego prestiż praktycznie zmalał do zera

- Kiedyś ten turniej był postrzegany jako największy poza mistrzostwami świata. Obsada „szabli Wołodyjowskiego” była bardzo mocna. Dla Polaków, z racji tego, że byliśmy gospodarzami, występ był bardzo istotny. Czuło się podniosłą atmosferę, gdy zbliżała się data startu. W tamtych czasach liczyliśmy się na świecie i nie musieliśmy nic nikomu udowadniać.  - Co się stało przez te wszystkie lata? Co jest przyczyną kryzysu?

- Kiedyś finansowanie sportu było inne. Znacznie więcej osób mogło ją uprawia. Sportowcy

mieli stypendia oraz inne formy wynagrodzenia. Pomagało wojsko, były kluby akademickie lub przy zakładach pracy. Dziś na szermierkę stać nielicznych. Nie ma pieniędzy dla średniaków, a to przecież oni stanowią o sile każdej dyscypliny! - Może Pan rozwinąć tę myśl?

- Gdy wyższy poziom prezentują ci średni i jest ich więcej, to czołówka też podnosi swój poziom. Zwiększa się rywalizacja. Kiedyś cieżko było przebić się do najlepszej „szesnastki” w kraju. Sukces inaczej smakował. Wspięcie się na sam szczyt, to było coś wyjątkowego. A teraz jest raptem pięćdziesięciu zawodników w „szabli” w ogólnopolskim obiegu. Życie to wymusiło.

15

- Czy to wpływ komercjalizacji?

- Obecnie mniej dzieci garnie się do sportu. Dawniej było więcej powodów, żeby przez sport szukać dla siebie lepszego życia. Sport dawał nam choćby możliwość zwiedzania i poznawania świata. Teraz młodzi mają komputery, internet, facebooka... Świat jest w zasięgu ręki. Nie muszą się już tak starać. - Czy są jeszcze trenerzy z pasją?

- Tak, ale gorzej z młodzieżą. Ciężko jest kogoś namówić do szermierki. Ale i tak później wszystko weryfikują prozaiczne sprawy. Trener musi utrzymać rodzinę, wiele czasu spędza poza domem, a nie ma to przełożenia na jego zabezpieczenie finansowe. Ideałem byłoby, gdyby dobry zawodnik trafił na trenera z krwi i kości, prawdziwego pasjonata. To mogłoby zaowocować sukcesem dla Polski. 

- W czym upatruje Pan nadziei na lepsze czasy?

- Niedawno zmieniły się władze Polskiego Związku Szermierczego. R ozmawiałem z nowym prezesem Adamem Konopką. On chce zacząć od zjednoczenia rozproszonego środowiska. To największa bolączka. Jeśli tak się stanie, to byłby pierwszy krok do odbudowy tej pięknej dyscypliny w Polsce. Ja także wyraziłem chęć do pomocy. Potrzeba olbrzymiej pracy przedstawicieli związku, także medialnej. Przecież kiedyś turnieje „O szablę Wołodyjowskiego” były transmitowane w telewizji, przyjeżdzała prasa z całego świata. To nam dawało natchnienie. Obawiam się, że szybko znaczących zmian spodziewać się nie możemy. Wszystko sprowadza się do pieniędzy. Brutalna rzeczywistość! ROZMAWIAŁ PAS

Ahonen znów wraca Wielki przed laty rywal Adama Małysza, Fin Janne Ahonen, zamierza wystartować w przyszłorocznych igrzyskach w Soczi. Trener fińskiej kadry skoczków narciarskich Pekka Niemela ogłosił skład reprezentacji na ten sezon i jest w niej Ahonen. To jego drugi powrót na skocznie po ogłoszeniu zakończenia kariery.

Udany debiut Magdy Tenisistka z Poznania Magda Linette wystartowała po raz pierwszy w karierze w cyklu WTA Tour. W turnieju w Strasburgu 21-letnia Polka postarała się o sporą niespodziankę, pokonując w pierwszej rundzie znacznie wyżej notowaną Rosjankę Olgę Puczkową (różnica 165 miejsc na niekorzyć Polki) 6:4, 7:6.

PZPN zaklepał Zarząd Polskiego Związku Piłki Nożnej zatwierdził reformę rozgrywek ekstraklasy na swoich warunkach. Od nowego sezonu kluby będą rywalizować w dwóch turach. Po rozegraniu 30 meczów liga zostanie podzielona na dwie grupy, a zdobyte punkty podzielone na pół. Potem zespoły będą musiały rozegrać jeszcze 7 spotkań.

Pogoda płata figle Kolejne załamanie pogody we włoskich Dolomitach może pokrzyżować szyki świetnie spisującym się w Giro d’Italia polskim kolarzom - Przemysławowi Niemcowi i Rafałowi Majce. Najbardziej zagrożone są wysokogórskie etapy planowane na piątek i sobotę. Przez spodziewane opady śniegu i minusowe temperatury organizatorzy mogą zmienić trasę, a Polacy są najlepsi właśnie w górach.


16

DZIENNIK Trybuna

czwartek 23 maja Poniedziałek 282013 stycznia 2013r.

SPORT DZIENNIK Trybuna 16

I liga dostanie więcej pieniędzy

Fornalik stawia na młodych

Stacja telewizyjna Orange Sport przedłużyła umowę z I ligą piłkarską na kolejne dwa lata. Nowy kontrakt przewiduje, że każdy z klubów ze sprzedaży praw telewizyjnych otrzyma 100 tys. złotych za sezon. To niewiel;e, ale i tak dwukrotnie więcej niż do tej pory. - To nasz wielki sukce - powiedział prezes Piłkarskiej Ligi Polskiej Michał Listkiewicz.

Selekcjoner biało-czerwonych Waldemar Fornalik powołał 20 piłkarzy z klubów zagranicznych na mecze z Liechtensteinem i Mołdawią. Sensacją jest obecność 19-letniego pomocnika Udinese Piotra Zielińskiego. Ten młody piłkarz zaliczył co prawda zaledwie 9 występów w lidze włoskiej, ale ponoć to talent czystej wody. Może się przyda?

Legia idzie pod młotek?

Waldemar T. lodziński Podwójną koroną za mistrzostwo i Puchar Polski będą się musieli podzielić dwaj prezesi Legii - Piotr Zygo i Bogusław Leśnodorski. Ten pierwszy firmował sukcesy legionistów w rundzie jesiennej. W grudniu poprzedniego roku zastąpił go na tym stanowisku lepszy zawodnik. Leśnodorski od razu znalazł wspólny język z przywódcami grup kibicowskich, udzielając im różnych drobnych koncesji, jak np. możność zbierania pieniędzy na tzw. oprawy meczowe na całym stadionie, a nie tylko na trybunie dla naj-

fot. WIKIMEDIA

W tym sezonie Legia Warszawa wyraźnie zdominowała rozgrywki ekstraklasy. W dotychczasowych 27. kolejkach tylko trzykrotnie nie była liderem. Od tytułu mistrza Polski dzieli ją już niewiele. Przyszłość klubu nie rysuje się jednak wyłącznie w różowych barwach.

Nowoczesny stadion Legii to mocny atut w rozmowach z ewentualnym kupcem klubu. Ale niewystarczający

zagorzalszych fanów. Efekt tych umizgów do kiboli jest wymierny - w rundzie wiosennej na sześciu dotąd rozegranych meczach było więcej widzów niż w rundzie jesiennej na ośmiu. Właściwy człowiek

Obecny prezes jest prawnikiem, współwłaścicielem kancelari LSW specjalizującej się w fuzjach i przejęciach firm. Legia jak wiadomo należy do holdingu ITI, w którym od pewnego czasu trwa spór między właścicielami o przyszłość firmy. Wspólne kiedyś interesy rodzin Walterów i Wejhertów

dzisiaj są coraz bardziej rozbieżne, dlatego wyzbywają się wspólnego majątku. Holding sprzedał ostatnio portal internetowy Onet i sieć kin Multikino. Następna pod młotek ma pójść Legia. Po to ponoć zatrudniono na Łazienkowskiej Leśnodorskiego, żeby przygotował klub do sprzedaży, a może też znalazł nabywcę. Prezes-prawnik ma dobre kontakty na Wschodzie, m.in. zasłużył się dla ukraińskiego koncernu stalowego ISD przy przejęciu Huty Częstochowa. A na Ukrainie na futbol nie szczędzą pieniędzy. Niedawno

grupa ukraińskich biznesmenów na czele której stoi Sergiej Kurczenko odkupiła Metalista Charków za 300 mln euro. A Legię można dziś przejąć za 10 procent tej sumy. Ucieczka do przodu

Za naszą wschodnią granicą oligarchów nie brakuje i ponoć są wśród nich tacy, którzy są gotowi zapłacić ITI żądaną kwotę. Stawiają jednak warunki. Zespół Legii musi wywalczyć mistrzostwo kraju oraz zakwalifikować się do fazy grupowej Ligi Mistrzów lub co najmniej do fazy grupowej Ligi Europy.

Zespołowi Jana Urbana nie będzie łatwo o sukcesy na arenie międzynarodowej, więc jeśli ten warunek ma zaważyć na sprzedaży, Legię czeka za kilka miesięcy trzęsienie ziemi. Presja prosprzedażowa jest w stołecznym klubie coraz silniejsza, stąd liczne kontrolowane przecieki o potencjalnych nabywcach z krajów arabskich czy o wielkich planach transferowych w przerwie letniej. Te wszystkie zabiegi to jednak nic innego, jak tylko wabienie jelenia. Bo Legia może i jest potęgą, ale mocno zadłużoną,

Nie zgadzają się na raj w Monaco Były mistrz świata Nelson Piquet porównał GP Monako do „jazdy rowerem po własnym mieszkaniu”. Jego wypowiedź dotyczyła wyśrubowanego poziomu trudności, lecz mimo tego wielu kierowców mogłoby przekuć ją na zupełnie inną płaszczyznę. Życiową. I to dosłownie. Wybrali bowiem Księstwo Monako na swój dom, skuszeni tym, że nie istnieje tutaj podatek dochodowy od osób fizycznych, który został zniesiony w 1869 roku. Ocenia się, że Księstwiemieszka około pięćdziesięciu byłych i obecnych kierowców

Formuły 1. Większość z nich wybrała to miejsce dopiero, gdy odniosła sportowy, a co za tym idzie także finansowy sukces. Wyjątek stanowi Nico Rosberg (Mercedes). On żyje tam od dziecka po tym, jak wprowadził się z ojcem Keke, który był mistrzem świata w 1982 roku. Życie na świeczniku i wszędobylscy paparazzi sprawiają jednak, że Monako coraz częściej przegrywa ze Szwajcarią. Ten kraj wybrali m.in. Lewis Hamilton (Mercedes), Kimi Raikkonen (Lotus) czy Sebastian Vettel (Red Bull) Co prawda oba państwa mogą konkurować, je-

śli chodzi o ulgi podatkowe, lecz dodatkowym atutem Szwajcarii są cisza i spokój. Dla wielu kierowców to walor nie do przecenienia. Znacznie ważniejszy niż dbanie tylko o własną kieszeń. W przeciwieństwie do niektórych kierowców, z ulg podatkowych chętnie korzysta AS Monaco. Drużyna piłkarska wywalczyła właśnie awans do francuskiej Ligue 1 i jej właściciel, Dmitrij Rybołowlew, marzy teraz o zbudowaniu potęgi. Nie ukrywa, że zamierza skorzystać z przywilejów podatkowych Księstwa. Wzburzył tym przyszłych rywali, bo we

fot. WIKIMEDIA

W niedzielę najszybsi kierowcy świata znów będą rywalizować na ciasnych i krętych uliczkach w Grand Prix Monaco. Choć Księstwo uchodzi za raj na ziemi, to nie wszyscy chcą się o tym przekonać na własnej skórze. Piłkarze domagają się równości.

Francji obowiązuje 75-procentowy podatek dla osób zarabiających powyżej miliona euro rocznie. Władze ligi postanowiły więc, że dla wyrównania szasns wszystkie kluby uczestniczące w rozgrywkach pod szyldem „liga francuka” powinny mieć swoją siedzibę we Francji. I nie chcą przystać na to, że jeden zespół będzie działał na innych prawach. AS Monaco odmawia, więc pozostałe kluby grożą bojkotem wyłamującej się drużyny.

Nie chcą rywalizować z kimś, kto będzie miał ułatwione zadanie między innymi przy podpisywaniu kontraktów z zawodnikami. Sprawa trafiła do sądu i to on rozstrzygnie, czy takie same zasady powinny obowiązywać wszystkich. Jeśli AS Monacouzyska korzystny werdykt, to faktycznie jego rosyjski właściciel zdoła szybko zbudować futbolową potęgę. MARCIN CIECHAŃSKI


Dziennik Trybuna nr 2 (2)