Page 1

Fa³szywe oskar¿enia wycofane, prokurator awansuje, g³ówny świadek oskar¿enia pope³nia samobójstr. 10 stwo. Kulisy afery paliwowej

MOURINHO NIE TANIEJE

Program telewiz

Jako trener Realu Madryt zarobi³ 60 milionów euro. uro. Niewiele klubów staÌ, ¿eby go wynajšÌ. str. 20-23 23 Wróci³ do londyùskiej Chelsea

T RYBUNA

fot. ECB/MATERIAÂŁY PRASOWE

yjny od 7 do

13 czerwccaa

DZIĹš WYDANIE MAGAZYNOWE WRAZ Z DODATKIEM TELEWIZYJNYM

2013

nr 23

ISSN 1230-9796

PROKURATORZY IV RP

TVN piÄ…tek 20.00 Harry Potte r i kamieĹ„ ďŹ lozoďŹ czny Wielka przygod (Daniel Radcliff a Harry’ego jego jedenas e) rozpoczyna siÄ™ w dniu tych urodzin , gdy dowiad siÄ™, Ĺźe jest synem potęşny uje ch czarodziejĂłw i sam posiada wielkie zdolnoĹ› ci magiczne.

cena 2 zł

TVN 7 niedziela

7

D Z I E N N I K Okładka: TVN

ISSN 2300-3197, numer indeksu 100994

20.00 Mission: Impossible II

(w tym 8% podatku VAT)

Agent rządow y Ethan Hunt otrzymuje zadanie (Tom Cruise) substancji skradzi znalezienia tajemni czej Po skompletowan onej przez szaleńca. do akcji, której iu załogi wyrusza etapem jest Hiszpania.

Nr 11 (11)

Polsat poniedziałek

20.00 Bank

Celem şycia pracownika Interpolu Louisa Salingera (Clive Owen) staje dzenie do zdobyci się doprowaby nie powiedz a dowodów na nielegal ną, ieć potęşnego międzynzbrodniczą, działaln ość arodowego banku.

TVN 7 sobota 22.10

KIVWYVXSHUWH

OHSURG

POLSKA

GOSPODARKA

ĹšWIAT

MAGAZYN

WYWIAD

SPORT

RNODGND

SDJHVRN

ODGNDBLQ

GGGIG

H

pištek 7 czerwca 2013

Mel Gibson EGGDG

Wiecznie

młody

F





www.dzienniktrybuna.pl fac facebook.com/dzienniktrybuna twitter.com/DziennikTrybuna

Jeden grosz z kaÂżdego sprzedanego egzemplarza przekazujemy na rzecz Polskiego Komitetu Pomocy SpoÂłecznej

W WOLNEJ CHWILI HWILI

W PONIED ZIAĹ EK W DZIENN IKU TRYB UNA: „NIEZBĘD NIK LEWI CYâ€? NAJBARD ZIEJ GOR Ä„CA KSIÄ„ĹťKA P OSTATNIC OLITYCZNA H TYGOD NI!!!

Byt określa świadomość

fot. ADRIAN SLAZOK/REPORTER

Drodzy Czytelnicy! Kora Jackowska dostaje ga¿ê 20 tys. z³ za jeden program „Must Be The Music�, gdzie siedzi z psem i opowiada banialuki, a Maciej Maleùczuk chwali siê, ¿e mimo kryzysu i ostrego przepuszczania pieniêdzy zarobi³ dwa razy wiêcej ni¿ rok wcześniej. Inni jak Skiba (ex Big Cyc, ex Totart, ex Pomaraùczowa Alternatywa) robiš z siebie w telewizji b³azna, tym jednak razem za pienišdze ku chwale konsumowania towarów i us³ug. Co siê sta³o z rockmenami, aktywistami i happenerami z burzliwych lat 80.? str. 8-9

W magazynie: Adam Rotfeld Józef Tejchma Szczepan Kopyt Przemysław Witkowski Anna Kwiatkowska Robert Walenciak Piotr Gadzinowski Agnieszka Wołk-Šaniewska

Feministki z elit finansowych Czy Henryka Bochniarz mo¿e byÌ partnerkš dla zarabiajšcych minimalnš pensjê pracownic stref ekonomicznych? Czy Gra¿yna Kulczyk, najbogatsza Polka, mo¿e byÌ solidarna z prawie trzema milionami kobiet ¿yjšcych w skrajnym ubóstwie? A Hanna Gronkiewicz-Waltz z woźnymi, które w ramach ciêÌ bud¿etowych zosta³y zwalniane z warszawskich szkó³ na jej polecenie?

JUSTYNA SAMOLIĂ‘SKA ď ´ Z Kongresu odeszĹ‚a Henryka Krzywonos, dziaĹ‚aczka SolidarnoĹ›ci, ktĂłrej nie podobaĹ‚o siÄ™ m.in. to, Ĺźe woĹşne mogĹ‚yby nie być dobrze widziane. Za tydzieĹ„ w Warszawie po raz piÄ…ty odbÄ™dzie siÄ™ Kongres Kobiet. W tym roku hasĹ‚o to „Partnersto, Solidarność, Róşnorodnośćâ€?. Czyje to partnerstwo, kto z kim jest solidarny i jak ogromna jest róşnorodność kobiet zaangaĹźowanych w tÄ™ inicjatywÄ™? Kongresowi nie moĹźna odmĂłwić róşnorodnoĹ›ci. Z jednej strony w Radzie Programowej zasiada wiele lewicowych dziaĹ‚aczek

i polityczek – jak Katarzyna Bratkowska czy Wanda Nowicka. Z drugiej – trudno nie zauwaşyć dominacji postaci takich jak Magdalena Środa, Henryka Bochniarz czy, do niedawna, Jolanta Kwaśniewska. Kobiety elit, wyznające liberalne wartości, dla których równość płci przejawiać się powinna w równym dostępie do kierowniczych stanowisk w wielkich firmach i wielkiej polityce. Kongres Kobiet nie reprezentuje więc problemów kobiet wykluczonych ekonomicznie i społecznie, nie podnosi postulatów dotyczących ich praw pracowni-

czych czy poprawy sytuacji bytowej. Zamiast tego, pod płaszczykiem feminizmu sprzedaje się neoliberalną bajkę w wydaniu Chic Lit – my, przedsiębiorcze Polki jesteśmy w stanie dorównać męşczyznom w trudnej walce o władzę, pieniądze i prestiş. Nikt nie kwestionuje wartości i sposobów ich osiągania w „męskim� świecie, a twarzą polskiego feminizmu ma stać się twarz przedesiębiorczyni, która potrafi wycisnąć z pracowników jak najwięcej za jak najnişsze wynagrodzenie.

str. 12

Docierają do nas sygnały, şe w niektórych kioskach nie ma naszej gazety, şe albo nie dotarła, albo gdzieś została, przypadkowo lub nie, „zawieruszona�. W takich sytuacjach namawiamy do działania! Pytajcie kioskarzy, co się dzieje z nasza gazetą. Informujcie nas o punktach sprzedaşy, w których nie ma „Dziennika Trybuna�, albo został schowany pod stosem innych pism. Piszcie lub wysyłajcie informacje pocztą elektoroniczną na adres trybuna@dzienniktrybuna.pl! Jak nie zadbamy o siebie sami, nikt o nas nie zadba! To od was zaleşy, czy będziemy obecni w debacie publicznej. Czy lewica będzie w niej miała swój głos!

Nie chcÄ… Tuska w UE

Donald Tusk ogłosił, şe wkrótce ujawni, czy zamierza kandydować na stanowisko szefa Komisji UE. W ten sposób stanął w jednym rzędzie z Jarosławem Gowinem i Grzegorzem Schetyną, którzy takşe w blişej nieokreślonej przyszłości mają ujawnić, czy będą się ubiegać o fotel Tuska w PO. Problem w tym, şe o ile konkurenci premiera mają jakieś szanse, to w Brukseli nikt na Donalda Tuska z utęsknieniem nie czeka.

str. 6-7


str. 4

str. 5

str. 6 - 17

pi¹tek 7 czerwca 2013

str. 18 - 19

str. 20 - 23

str. 24

POLSKA

Chiński syndrom

PiS przygotowuje się do przejęcia władzy. Jarosław Kaczyński chwali się swoją wersją hasła „By żyło się lepiej – wszystkim”. Sondaże pokazują, że część Polaków mu uwierzyła. Może ich spotkać rozczarowanie. Polacy są zawiedzeni rządem Donalda Tuska, gdyż spadają im realne wynagrodzenia i emerytury, tracą pracę i stabilność życiową. Co w zamian proponuje prezes PiS i czym jego rząd różniłby się od koalicji PO-PSL? Wielu posłów PO i PiS razem tworzyło niejeden rząd i należało do obydwu partii. W latach 1997-2001 Polską rządziła koalicja AWS-UW, która skupiała znaczną część obecnych polityków PiS i PO. Potem dochodziło do wielu wzajemnych transferów. Dotyczy to Pawła Zalewskiego, Antoniego Mężydły, Zyty Gilowskiej czy Radosława Sikorskiego. Jeszcze istotniejsza jest bliskość

programowa obu partii. Łączy je konserwatyzm w sprawach światopoglądowych (niechęć do ratyfikacji Karty Praw Podstawowych, niezgoda na legalizację związków partnerskich, wsparcie dla Kościoła Katolickiego) i wiele elementów programu gospodarczego (niskie podatki dla bogatych czy nacisk na uelastycznienie rynku pracy). Koalicja AWS-UW przyjęła cztery reformy ustrojowe, które były największymi zmianami systemowymi ostatnich 15 lat. Część posłów PiS, którzy dziś krytykują system emerytalny i część posłów PO, którzy go modyfikują, 14 lat temu go wprowadzało. Dotyczy to też służby zdrowia czy edukacji. Gdy Jarosław Kaczyński był premierem obniżył podatki najbogatszym, częściowo zniósł podatek spadkowy, wprowadził dalsze ułatwienia dla przedsiębiorców, wsparł uelastycznianie rynku pracy. Ale nie ograniczył roli OFE ani nie zastopował prywatyzacji szpitali. Innymi słowy bliska mu była polityka Donalda Tuska. Kaczyński miał jednak wiele własnych, oryginalnych pomysłów. Jako chociażby propozycja

delegalizacji SLD, radykalnej lustracji i dekomunizacji, traktowania służb specjalnych jako instrumentu do zwalczania opozycji, wprowadzenia mode-lu nacjonalistycznej edukacji. Od tamtego czasu PiS silniejj e akcentuje wątki antyrosyjskie i antyniemieckie, a klub zostałł y „wzbogacony” przez takie osoby a jak Krystyna Pawłowicz, która ci chętnie używa mowy nienawiści h. wobec mniejszości seksualnych. ki Niedawno Jarosław Kaczyński ką ogłosił: „Będziemy mieli wielką aPolskę, bo jesteśmy wielkim nad” rodem”. Niestety „wielki naród” liobejmuje wąską grupę. Nie zaline, czają się do niego osoby biedne, ne, bezdomne czy niepełnosprawne, em które rzadko są przedmiotem jatroski jakiejkolwiek partii, a pojabowiają się tylko przy okazji wyborów. Nie ma w nim też miejsca dla ów, gejów, lesbijek, biseksualistów, ach singli, osób żyjących w związkach ów, niesformalizowanych, ateistów, antyklerykałów, mniejszości nakorodowych, komunistów, postkoromunistów, byłych agentów, prota, stytutek, zwolenników Palikota, ych Tuska czy Millera, osób palących ie” trawkę. Ostatecznie w „narodzie” nie Kaczyńskiego pozostają głównie wierni wyznawcy Prezesa. 14 grudnia 2011 r. na marszu nieyńpodległości i solidarności Kaczyńore ski mówił: – „Gdyby nie to chore państwo, parlibyśmy do przodu jak a”. Chiny. Stalibyśmy na czele świata”. jąc Być może Kaczyński, przejmując mi. władzę, inspirowałby się Chinami. ystNiestety chodziłoby przede wszystkim o przewodnią rolę partii. PIOTR SZUMLEWICZ 

Złapane www sieci

e ne czzn ³ec kii spo³e Nauk

a Dobr y fach - podstaw

dzienniktryybuna.pl/forum d

str. 2 - 3

DZIENNIK TRYBUNA

ITTER FACEBO OK/T W

2

coś... I ¿adne tam piwo czy

Obciach na maturze

twierdził to Trybunał Konstytucyjny: kiedy rzecznik nik praw obywatelskich, prof. Ewa Łętowska, zaskarżyżyła ów niestandardowy tryb zmiany charakteru publicznej oświaty. TK orzekł, że wszystko jest ok., albowiem instrukcja wprowadziła religię nie do szkół kół jako instytucji, ale jedynie do budynków. Dwa lata ata później usłyszeliśmy jednak, że skoro katecheci praracują w szkołach, szkoły powinny płacić im pensje. sje. Wtedy okazało się, że to przedmiot jak każdy inny, ny, a katecheta, czyli osoba wytypowana przez lokalnego ego biskupa do „religijnej formacji” młodzieży, jest taki aki samym nauczycielem, jak polonista czy biolog. Parę arę lat później dowiedzieliśmy się, że skoro to przedmiot iot jak każdy inny – oceny z niego powinny znaleźć się na świadectwach. A kiedy już się znalazły – logiczną zną konsekwencją stało się wliczanie ich do średniej. Tak orzekł Trybunał Konstytucyjny, do którego lewica ica zaskarżyła rozporządzenie Romana Giertycha w tej sprawie. Uznanie religii za przedmiot maturalny jest est naturalnym ukoronowaniem całego tego procesu. Inaczej mówiąc, zapewne już w 2015 roku na egzaminie dojrzałości uczniowie będą odpowiadać dać z wiary w gadającego węża, zapłodnienie bez plemmnika i odwracalność śmierci mózgowej. Pół biedy, że to narusza konstytucyjną zasadę wzajemnej autonomii państwa i Kościoła, godzi w neutralność światopoglądową oświaty i religijną bezstronność państwowych egzaminów. Gorzej, że dla europejskiego państwa w XXI wieku – to straszny wstyd.

AGNIESZKA WO£K-£ANIEWSKA 

j¹... owatuj¹ Dopóki politycy jjejj nie

nster.org tywatoryy.ppl kwejk.pl joemo mooty dem

W czwartek w MEN odbyła się kolejna odsłona boju episkopatu o maturę. Minister edukacji narodowej Krystyna Szumilas odważnie powtarza, że matura z religii nie wchodzi w rachubę. Biskup Mendyk, który zawiaduje komisją Episkopatu ds. wychowania katolickiego, ma inne zdanie. Jakoś mi się zdaje, że racja będzie po stronie biskupa. Kiedy min. Szumilas mówi, że komisje maturalne nie mogą egzaminować z religii, albowiem MEN nie ma wpływu na program nauczania tego przedmiotu – konstytucjonaliści, np. dr Ryszard Piotrowski, odpowiadają, że skoro stopnie z religii są na świadectwach, to nie ma powodu, żeby religia nie mogła być na maturze. Skoro w dokumencie urzędowym, jakim jest świadectwo, państwo potwierdza stan wiedzy ucznia z przedmiotu, którego programu nie zatwierdza, równie dobrze może z tego przedmiotu egzaminować. Inaczej mówiąc – trzeba było o tym pomyśleć wcześniej, zanim państwo uległo kościelnemu dyktatowi i zgodziło się na umieszczanie stopni z religii na świadectwach. Trudno nie zgodzić się z tą logiką. Co gorsza: teraz jest za późno. Proces klerykalizacji państwa – także w obszarze oświaty – jest ulicą jednokierunkową. Religia została wprowadzona do szkół instrukcją Ministra Edukacji Narodowej z 30 VIII 1990 r. Po to, żeby ułatwić życie uczniom, którzy za komuny musieli po lekcjach, nieraz po ciemku i mrozie, wędrować do sal katechetycznych w parafiach. Po-

Kwaśne?

Ściągnij aplikację Aurasma, skieruj czytnik na zdjęcie autorki, a zobaczysz jej komentarz.


DZIENNIK TRYBUNA

pi¹tek 7 czerwca 2013

2%

Biernacki mówi „nie” 

Polska osi¹gnê³a europejski standard w dziedzinie wydatków obronnych, który wynosi 2 procent – zauwa¿y³ szef NATO Anders Fogh Rasmussen podczas wizyty w Polsce. Liczy on na wsparcie naszego kraju w Afganistanie po 2014 roku.

Minister sprawiedliwości Marek Biernacki nie widzi siê w gabinecie koalicji Platformy Obywatelskiej i Sojuszu Lewicy Demokratycznej. „To inny system wartości, nie wyobra¿am sobie uczestniczenia w takim rz¹dzie” – powiedzia³ Biernacki, odnosz¹c siê w ten sposób do s³ów Donalda Tuska o mo¿liwości wspó³dzia³ania PO i SLD.

KRAJ W LICZBACH źród³o: GUS

ZNIKAJĄCA POLSKA

Z najnowszych statystyk wynika, ¿e ¿yjemy d³u¿ej i jest nas coraz mniej. Prognozy dotycz¹ce przyrostu naturalnego s¹ fatalne, na emigracji zarobkowej przebywaj¹ dwa pe³ne województwa.

ROBERT WIŚNIEWSKI 

P

olaków ubywa. Zgodnie z najnowszymi danymi GUS w 2012 r. było nas 38,5 mln. Mniej o 5 tys. niż w 2011 r. Sytuacja jeszcze nie jest dramatyczna, lecz prognozy sięgające 2035 r. mówią o ujemnym przyroście naturalnym na poziomie 175 tys. osób. Prawdo-

podobnie ubiegły rok był ostatnim, kiedy ten wskaźnik miał wartość dodatnią – odnotowano zaledwie 15-tys. przewagę urodzin nad zgonami. Kobiety stanowią w naszym kraju 52 procent ludności. Na 100 mężczyzn przypada 107 pań – w miastach 111, na wsi

Prognozy przyrostu naturalnego w Polsce do roku 2035

101. Średnio Polak żyje 72,7, zaś Polka – 81 lat. Według raportu, w 2012 r. statystyczny mieszkaniec Polski miał przeciętnie 38,7 lat: mężczyzna 37,0 lat, kobiety są starsze i mają 40,5 lat. Mieszkańcy wsi są młodsi, ich średni wiek to 36,9 lat, w miastach – 39,9 lat. W ciągu minionego 10-lecia statystyczny Polak stał się starszy o 2,8 roku (w 2002 r. średnia wieku ludności wynosiła 35,9, dla mężczyzn – 33,9, kobiet – 38,0). Fachowcy wiążą kwestię coraz dłuższego życia Polaków ze wzrostem popularności zdrowe-

go stylu życiu. Znacząco zmalał odsetek palaczy i chociaż nie odnotowano spadku pijących, zmieniła się struktura spożycia alkoholu – pijemy więcej piwa i mniej wyrobów spirytusowych. GUS zauważa także , że coraz więcej kobiet korzysta z badań profilaktycznych. Najliczniejszym polskim regionem jest województwo mazowieckie, gdzie mieszka 5,3 mln osób. Najmniej mieszkańców mają Lubuskie i Opolskie – po 1 mln. Na emigracji zarobkowej przebywa zaś 2 mln rodaków, czyli dwa polskie województwa.

Z krótkiej ławki PO Dzieci bez opieki GRY SAMORZ¥DOWE

CO ROBI PAÑSTWO?

Nowym wiceprezydentem stolicy zosta³ Jaros³aw D¹browski, kontrowersyjny burmistrz Bemowa.

W polskich ¿³obkach przebywa 3 proc. dzieci poni¿ej trzeciego roku ¿ycia. W przedszkolach nieca³e 60 proc. Najmniej w ca³ej Unii. Nic dziwnego – po 1989 r. zlikwidowano jedn¹ trzeci¹ przedszkoli i trzy czwarte ¿³obków.

W stolicy trwa zbieranie podpisów pod referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz, wdrażany jest program cięć w edukacji i transporcie publicznym. W związku z oskarżeniami o ustawianie przetargów zdymisjonowano wiceprezydenta Kochaniaka. W tej trudnej dla PO sytuacji dziwi awans kontrowersyjnego polityka, oskarżanego o nepotyzm i antyspołeczną politykę mieszkaniową i edukacyjną. W zeszłym roku prywatyzowano stołówki w bemowskich szkołach. Rodzice obawiali się droższych i gorszych posiłków, kucharki nie godziły się na zwolnienia. I jedni, i drudzy chcieli porozmawiać o swoich wątpliwościach z władzami Bemowa. Przyszli więc wspólnie na posiedzenie Rady Dzielnicy, ale odmówiono im wstępu na salę, wymawiając się przepisami przeciwpożarowymi – wszystkie miejsca zostały zajęte przez specjalnie w tym celu ściągniętych pracowników ratusza i bemowskiego domu kultury, a także, wynajętych specjalnie w tym celu, klaunów, którzy parodiowali (sic!) rozżalonych i zdenerwowanych rodziców. Tych nie

dopuszczono do głosu, a stołówki – zostały sprywatyzowane. O Dąbrowskim było też głośno, kiedy wykazano nieprawidłowości w kwestii rozdawnictwa mieszkań komunalnych na Bemowie. Poza kolejką miała je dostać matka przyjaciółki burmistrza. Później Dąbrowski nie był już tak szczodry w kwestii lokali socjalnych – w kwietniu br. wpadł na pomysł umieszczania najbiedniejszych mieszkańców w blaszanych kontenerach. Do tej pory nie spotykało się to z akceptacją Hanny Gronkiewicz-Waltz i jej gabinetu, ale nie wiadomo, jakie będą konsekwencje awansu Jarosława Dąbrowskiego. Wczoraj do inicjatywy referendalnej przyłączyli się, wahający się dotąd, warszawscy Zieloni. Partia mocno zaangażowała się w protest przeciw budowie kontenerów socjalnych, a rosnące wpływy Dąbrowskiego ostatecznie przekonały o konieczności odwołania prezydent i jej gabinetu. Piotr Guział, główny inicjator akcji, mówi o 60 tys. zebranych podpisów. Czy aroganckie decyzje personalne przyczynią się do upadku warszawskiej Platformy? JUSTYNA SAMOLIÑSKA 

3

W 2002 r. szefowie państw i rządów UE uzgodnili, że do 2010 r. zapewnią opiekę przynajmniej 90 proc. dzieci w przedziale od trzech lat do wieku objęcia powszechnym obowiązkiem nauczania oraz przynajmniej 33 proc. dzieci poniżej trzeciego roku życia. Polska nie tylko nie wywiązała się z tego zobowiązania – jesteśmy na ostatniej pozycji wśród wszystkich krajów UE pod względem liczby dzieci korzystających z wczesnej opieki i edukacji. W żłobkach przebywa 3 proc. dzieci, zaś w przedszkolach niecałe 60 proc. Mimo iż na edukację przedszkolną wydajemy aż 0,6 proc. PKB nie osiągamy założonych limitów. Według raportu OECD takie środki powinny wystarczyć na zapewnienie opieki dla 90 proc. czterolatków. Gorzej ni¿ w PRL-u

Dysproporcje w dostępie do wczesnej edukacji między

Polską a Europą Zachodnią są obecnie większe niż były w PRL-u, w którym przedszkole było naturalnym elementem systemu edukacji. Po 1989 r. zlikwidowano jedną trzecią przedszkoli i trzy czwarte żłobków. Teraz ten trend się odwraca, ale wysłanie dziecka do przedszkola ciągle jest luksusem. W stronê zatrudnienia

Cele założone przez Komisję Europejską udało osiągnąć się ośmiu krajom: Belgii, Danii, Hiszpanii, Francji, Holandii, Szwecji, Słowenii i Wielkiej Brytanii. Komisja Europejska skierowała do polskiego rządu zalecenia dotyczące zatrudnienia kobiet, dostępności i jakości usług opieki nad dziećmi, dostępności miejsc i usług opieki. Zapewnienie opieki przedszkolnej i żłobków jest częścią strategii ułatwiającej godzenie obowiązków zawodowych i rodzicielskich. To klucz do wspierania zatrudnienia kobiet. Z kolei większy odsetek pracujących kobiet to podstawa, aby poprawić ogólną politykę gospodarczą. MARCELINA ZAWISZA 

CD SEKSSKANDALU Fu n d a c j a Fe m i n o t e k a w liście do policji i MSW wyra¿a oburzenie z powodu podwójnych standardów w sprawie seks-skandalu z Leszkiem Marcem, by³ym opolskim komendantem. Genera³ uniknie kary dyscyplinarnej, odpowiedzialności natomiast nie uniknie podw³adna, z któr¹ nawi¹za³ on relacje. Feminoteka ¿¹da cofniêcia kary dla kobiety.

NA CZERWONYM Jan Kulczyk mo¿e mieæ sprawê z bydgosk¹ policj¹ zajmuj¹c¹ siê w³aśnie donosem obywatela, który poinformowa³, ¿e biznesmen przeszed³ przez ulicê na czerwonym świetle. Na zdjêciu razem z Kulczykiem zostali te¿ przy³apani: prezydent Bydgoszczy, szef Pracodawców RP i szef Kujawsko-Pomorskiego Zwi¹zku Pracodawców.

WALKA O PRACĘ Po zakoñczeniu protestu górników w obronie kopalni Brzeszcze dosz³o do staræ z policj¹. Funkcjonariusze u¿yli pa³ek i gazu. W zwi¹zku z przygotowywan¹ restrukturyzacj¹ planuje siê przeniesienie dwóch trzecich pracowników do innych kopalñ i zamkniêcie oddzia³ów przygotowawczych. Wed³ug zwi¹zkowców efektem bêdzie likwidacja kopalni.

OBRONA MUCHY Donald Tusk broni minister Joanny Muchy, której NIK zarzuca niezgodne z przepisami wydanie 5,8 mln z³ ze środków publicznych na koncert Madonny. Premier uwa¿a, ¿e jej dzia³ania „broni¹ siê od strony zdrowego rozs¹dku”, samo zaś ministerstwo utrzymuje, ¿e „zgodnie z pismem o utworzeniu rezerwy celowej mia³o prawo wykorzystaæ te środki na zarz¹dzanie Stadionem”.


4 str. 2 - 3

DZIENNIK TRYBUNA str. 4

str. 5

str. 6 - 17

pi¹tek 7 czerwca 2013

str. 18 - 19

str. 20 - 23

str. 24

GOSPODARKA Poglądy ministra

Minister pracy W³adys³aw Kosiniak-Kamysz twierdzi, ¿e oceniaj¹c obecn¹ sytuacjê na rynku pracy, trzeba zauwa¿yæ ogromny sukces, jakim jest to, ¿e dziś pracuje najwiêcej Polaków w historii. Minister podkreśla te¿, ¿e przedsiêbiorcy wci¹¿ podkreślaj¹, ¿e praca w Polsce jest zbyt droga – i ¿e maj¹ oni swoje racje. Czy¿by minister pracy szykowa³ siê do objêcia kierownictwa w jakimś zamo¿nym stowarzyszeniu biznesu?

Sposoby premiera

Premier Tusk uzna³, ¿e rz¹d znajdzie środki i sposoby, aby mimo wszystko przeprowadziæ rozbudowê elektrowni w Opolu. Nie wiadomo wprawdzie jakie, a tak¿e kiedy to nast¹pi – ale to ju¿ drobiazg. Opolsk¹ elektrowni¹ zajêliśmy siê na naszych ³amach w środê pisz¹c, ¿e wbrew obietnicom premiera z tzw. II expose, nie bêdzie ona jednak rozbudowywana. Jak widaæ, szef rz¹du zareagowa³ b³yskawicznie.

Urzędnicy częściej na etacie

Tylko 60 proc. pracowników w Polsce jest zatrudnionych na umowach o pracê na czas nieokreślony, czyli na etacie. S¹ to przede wszystkim osoby pracuj¹ce w administracji i sferze bud¿etowej. Firmy prywatne natomiast, coraz chêtniej proponuj¹ pracownikom za³o¿enie jednoosobowej dzia³alności lub przejście na umowê o dzie³o.

Będą łupki z USA

Jak powiedzia³ minister spraw zagranicznych Radek Sikorski Polska jest bardzo zainteresowana zakupem taniego amerykañskiego gazu ³upkowego i eksportowaniem go do innych krajów poprzez gazoport budowany w Świnoujściu. Tym samym minister pośrednio potwierdzi³, o czym mówi siê jeszcze nieoficjalnie, ¿e szanse na to, byśmy w daj¹cej siê przewidzieæ przysz³ości eksploatowali i sprzedawali nasz w³asny gaz ³upkowy, s¹ znikome. A mieliśmy takie, ³upkowe nadzieje... AD 

3,9

proc.

– tyle, w stosunku do naszego produktu krajowego brutto wynosi polski deficyt bud¿etowy. Komisja Europejska uwa¿a, ¿e jest zbyt du¿y i nakaza³a nam obni¿enie go do 3 proc. Dopóki to nie nast¹pi, nasz kraj bêdzie objêty tzw. procedur¹ nadmiernego deficytu.

Czy prąd dopłynie?

fot. www.fzp.net.pl

Nasze linie energetyczne s¹ niedoinwestowane i zu¿yte. ANDRZEJ LESZYK 

U

biegłoroczne sprawozdanie Urzędu Regulacji Energetyki ostrzega, że po 2015 r. Polsce grożą przerwy w dostawach energii elektrycznej. Wprawdzie mocy mamy jeszcze pod dostatkiem – ale może okazać się, że nie będzie jak jej przesłać. Niedoinwestowane linie energetyczne są na krawędzi wydolności, a dotkliwe blackouty dotknęły już wiele regionów kraju. Groza marzn¹cej m¿awki

Nasze przestarzałe sieci są wyjątkowo nieodporne na warunki atmosferyczne. W październiku 2012 r. wczesny powiew zimy zerwał linie na Mazowszu, bez prądu zostało 60 tys. ludzi. W styczniu tego roku ataku marznącej mżawki nie wytrzymały linie i transformatory na Podkarpaciu, w Małopolsce, na Lubelszczyźnie. W sumie prądu nie miało tam 100 tys ludzi. Dwa miesiącu temu opady mokrego śniegu ponownie nadwyrężyły

linie mazowieckie, prąd nie docierał do ponad 80 tys. ludzi. Nie przepracowuj¹ siê

Największy, trwający dwie doby blackout spowodowany wiosennymi opadami śniegu nastąpił w kwietniu 2008 r. w Szczecinie i okolicach. Prądu nie miało ponad 600 tys. ludzi, straty mierzone wartością niedostarczonej energii elektrycznej sięgnęły 100 mln zł. Wielokrotnie większych strat firm i gospodarstw domowych nie policzono. Pieniędzy na modernizację linii przesyłowych nie brakuje Państwowa firma PSE Operator (to jedna z 13 spółek o specjalnym znaczeniu dla porządku i bezpieczeństwa publicznego państwa) odpowiedzialna za rozwój i utrzymanie sieci przesyłowych, ma co roku do dyspozycji prawie 1,5 mld zł na inwestycje. Wykorzystuje je jednak tylko częściowo. W 2010 r. firma zrealizowała inwestycje o wartości zaledwie

Śmieci i wartości

493 mln zł (ok. 60 proc. planu). Na rok 2011 zarząd PSE Operator obniżył sobie wymagania: zaplanował budowę i modernizację linii o wartości ponad 700 mln zł. Tego zadania także nie wykonano, ale firma wydała pieniądze na odkupienie od kilku elektrowni części stacji elektroenergetycznych, co pozwoliło na papierze zrealizować plan inwestycyjny. W roku ubiegłym plan inwestycyjny wyniósł 820 mln zł, ale ok. 230 mln zł przeznaczono na zakup istniejącego kabla elektroenergetycznego łączącego Polskę i Szwecję, z którego PSE i tak korzystają odpłatnie od lat. Sporo więc brakuje do poziomu inwestycji mającego wynosić 1,5 mld zł rocznie. Inwestycja w ludzi

O inwestycje w siebie władze PSE potrafiły jednak zadbać. W ubiegłym roku pensje członków zarządu (ograniczane ustawa kominową dotyczącą państwowych spółek) zostały za-

w obiektywie

Awaria w Szczecinie, 2008 r.

stąpione kontraktami menadżerskimi, co oznaczało wzrost wynagrodzenia z 20 tys. do ponad 60 tys zł miesięcznie. Wiceprezes Grzegorz T., skazany na 30 tys. zł grzywny za kierowanie służbowym autem po pijanemu (2,3 prom. we krwi) został zaś powołany na szefa rady nadzorczej jednej ze spółek zależnych, z pensją ok. 3 tys. zł miesięcznie. Żeby mu się zwróciło. Jeśli nawet niezbyt fortunna ekipa kierująca PSE straci stołki, to na pewno nie straci na tym finansowo. Na odchodne prezes dostanie bowiem 1,2 mln zł, a wiceprezesi po 900 tys. zł. Żyć nie umierać.

fot. WWW.KLASYCZNY.COM

Czyli jak prezydent Warszawy rozumie swoją misję, realizowaną w trakcie kierowania miastem. Prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz uważa, że wyrok Krajowej Izby Odwoławczej, nakazujący ratuszowi zmianę warunków przetargu na wywóz śmieci, był wyrazem sporu o wartości. – My uznaliśmy, że ważniejszą wartością jest ochrona środowiska, KIO natomiast – że wolny rynek – stwierdziła Gronkiewicz-Waltz. Nic podobnego! Obawiam si, że pani prezydent świadomie zakłamuje istotę tego rozstrzygnięcia. Nie był to bowiem wybór między dwiema wartościami, lecz między prawem a bezprawiem. Warunki oprotestowanego przetargu zostały sformułowane tak, żeby wygrała go firma bliższa pani prezydent. Krajowa Izba Odwoławcza stanęła więc nie po stronie wolnego rynku, lecz na gruncie i po stronie prawa, podkreślając w swym wyroku – co jest zupełnie oczywiste

– że warunki przetargu powinny być jasne i sprawiedliwe. Natomiast pani prezydent, mimo że jest doktorem praw i wiceprzewodniczącą partii dla której podobno ważne są wartości, stanęła – niestety – na gruncie naginania prawa i kumoterstwa. Osobie zajmującej ważną publiczną funkcję postępować w ten sposób po prostu się nie godzi. Elementem misji prezydenta miasta powinno być postępowanie w sposób bezstronny, obiektywny i zbliżający do siebie stanowiska różnych stron. Tymczasem, w wyniku takiego partykularnego działania, wspieranego przez panią prezydent, sprawa niewątpliwie ważna dla Warszawy, jaką jest racjonalne segregowanie odpadów, oddala się w nieokreśloną przyszłość. Czy było warto? ANDRZEJ DRYSZEL 

AUTO, KTÓRE ZMIENIŁO POLSKĘ Dok³adnie 40 lat temu w Bielsku-Bia³ej rozpoczê³o siê wytwarzanie auta, które zmotoryzowa³o Polskê. Wyprodukowaliśmy – tak¿e i w Tychach – ponad 3,3 mln sztuk tych sympatycznych pojazdów. Silnik czasem trzeba by³o uruchamiaæ solidnym kijem, który móg³ s³u¿yæ te¿ do podtrzymywania podsufitki, ale Polacy kochali Malucha i jeździli nim w dalekie po-

dró¿e, ci¹gn¹c nawet za sob¹ przyczepê campingow¹.. Maluch by³ dośæ ¿wawym autkiem, a silnik, najpierw 600 a potem 700 cm, pozwala³ rozwin¹æ do 110 km godz. Produkowaliśmy go do września 2000 r. W maju nieu¿ywany Fiat 126p z 1979 r. zosta³ sprzedany za 260 tys. z³.

AD 


DZIENNIK TRYBUNA

pi¹tek 7 czerwca 2013

Radioaktywny wyciek 

str. 2 - 3

str. 4

str. 5

str. 6 - 17

W wodach gruntowych wokó³ zniszczonej przez tsunami w 2011 r. atomowej elektrowni w Fukuszimie stwierdzono obecnośæ radioaktywnego cezu. Wed³ug operatora elektrowni – Tokyo Electric Power Company (TEPCO) – co 2-3 sekundy wycieka kropla ska¿onej wody.

Wielki Brat patrzy! W³adza ma coraz wiêksze mo¿liwości kontroli nad jednostk¹. Najnowszy raport ONZ przestrzega przed ³amaniem praw cz³owieka, szczególnie prawa do prywatności i wolności s³owa.

W

Inwigilacja w sieci

Raport ONZ analizuje konsekwencje kontroli naszych rozmów telefonicznych, poczty elektronicznej, SMS-ów czy aktywności internautów na przestrzeganie wolności słowa i innych praw człowieka.

Szansa na pokój KOREA P£N/P£D

Władze Korei Północnej wyraziły gotowość do normalizacji stosunków ze swoim południowym sąsiadem. Korea Północna dokonała zaskakującego gestu, proponując rozpoczęcie oficjalnych rozmów, dotyczących ponownego otwarcia dwóch prowadzonych wspólnie projektów gospodarczych. Południe zaakceptowało propozycję. „Nasze stanowisko jest zgodne z ideą pojednania i solidarności narodu” – napisał w swoim oświadczeniu Komitet ds. Pokojowego Zjednoczenia Ojczyzny. „Władze Południa nie mogą zignorować tej szansy, jeśli naprawdę chcą zbudować zaufanie i poprawić stosunki Północ-Południe”. Korea Północna zaproponowała, by oba państwa wróciły do dyskusji nad ponownym otwarciem specjalnej strefy przemysłowej Kaesong, wspólnego przedsięwzięcia obu krajów w strefie zdemilitaryzowanej. Kompleks, który przez 8 lat był symbolem

współpracy, został zamknięty po tym, gdy w kwietniu Korea Północna zerwała wszelką komunikację z południowym sąsiadem i wycofała swoich 53 000 robotników. Pjongjang zaproponował także wznowienie ruchu turystycznego między oboma krajami, zawieszonych w 2008 roku, jak i wznowienie programu prowadzonego przez Czerwony Krzyż, polegającego na łączeniu rodzin podzielonych podczas wojny koreańskiej w latach 1950-53. Seul odniósł się do przedstawionych propozycji optymistycznie. „Mamy nadzieje, że międzyrządowe rozmowy będą okazją, by zbudować zaufanie między Południem a Północą” – czytamy w oświadczeniu ministerstwa ds. zjednoczenia Korei Południowej. B£A¯EJ SADOWSKI

str. 24

Policja nadal bije

fot. SXC.HU

KATARZYNA MATUSZEWSKA „W związku z rosnącym wpływem technologii na komunikację podkreśla się pilną potrzebę dalszych badań nad nowymi metodami nadzoru oraz rewizji przepisów krajowych, regulujących te praktyki tak, by były zgodne z normami, dotyczącymi praw człowieka” – czytamy w dokumencie. Jego autorem Frank La Rue, sprawozdawca organizacji ds. promocji i ochrony wolności słowa podkreśla, że choć służby dopuszczają się śledzenia internautów w sieci, w wielu państwach wciąż brakuje praw regulujących te kwestie. „Nadmierne integrowanie w prywatność może bezpośrednio i pośrednio ograniczać wolny rozwój i wymianę myśli.

str. 20 - 23

ŚWIAT

ONZ

dokumencie można znaleźć przykłady naruszania swobody komunikacyjnej, cenzurowania sieci z powodów politycznych oraz legitymizowania podsłuchiwania komunikacji mieszkańców innych państw – komentuje Łukasz Jachowicz na stronie 7thGuard.net, poświęconej m.in. wolności w sieci oraz rozwojowi społeczeństwa informacyjnego.

str. 18 - 19

5

Przeprosiny wicepremiera Turcji Bülent Arınça za nadu¿ycie si³y wobec demonstrantów nie oznacza³y rezygnacji przez policjê u¿ywania przemocy wobec demonstrantów oraz aresztowañ za nawo³ywanie w mediach spo³ecznych do udzia³u w protestach w Izmirze. W ci¹gu 5 dni protestów zginê³y dwie osoby, oko³o tysi¹c odnios³o obra¿enia a do aresztu trafi³o ponad 3 tys..

MFW nie miał racji

Jedynie wyj¹tkowo

Naruszenie prywatności może być jednocześnie przyczyną i skutkiem naruszenia drugiego rozwoju i wymiany myśli” – podkreśla raport stwierdzając konieczność takiego uregulowania kwestii inwigilacji, by była

ona możliwa jedynie w wyjątkowych, uzasadnionych przypadkach, a ludzie mieli prawo do wiedzy o tym, że byli inwigilowany. Nielegalny podsłuch czy inna forma inwigilacji – zarówno państwowej jak i prywatnej – powinna być karana.

EUROPA

GMO jednak zostaje W odpowiedzi na masowe marsze przeciwników światowy potentat GMO (¿ywności genetycznie modyfikowanej) Monsanto upozorowa³ wycofanie siê z europejskiego rynku. Globalny potentat biotechnologii rolniczej i forpoczta globalnego rynku żywności genetycznie modyfikowanej amerykański koncern Monsanto zapowiada w niemieckich mediach koniec promowania swoich genetycznie modyfikowanych odmian na europejskim rynku. Ursula Lüttmer-Ouazane, rzeczniczka prasowa Monsanto w Niemczech stwierdziła w rozmowie z dziennikarzami „Tageszeitung”, że koncern przyjmuje „pozycję neutralną” dostosowując się do klimatu społecznego. Jest to z pewnością reakcja na niedawne wielotysięczne marsze przeciwko GMO w wielu miastach Europy Zachodniej. Czy ten komunikat oznacza sukces protestujących? Wypowiedź udzielona niemieckiej prasie tworzy faszywe wra-

żenie. Prawidziwe intencje Monsanto można poznać dopiero po dokładnym zapoznaniu z treścią informacji zamieszczonej na oficjalnych stronach internetowych tego koncernu. „Media są pełne relacji o wstrzymaniu sprzedaży genetycznie zmodyfikowanych zbóż na terenie Niemiec i UE. Nie są one prawidłowe” – czytamy w komunikacie. Ze względu na europejskie ograniczenia dotyczące biotechnologii Monstanto wprowadza GMO kuchennymi drzwiami, oferując środki ochrony roślin oparte na uważanym przez wielu za toksyczny i niebezpieczny dla zdrowia herbicydzie, który jest oferowany rolnikom razem z ziarnami genetycznie zmodyfikowanymi. ROBERT GRUDA 

MFW otwarcie przyznaje, ¿e przesadzi³ w za³o¿eniach wielkości obci¹¿eñ wobec Grecji mo¿liwych do uniesienia. MFW wy³o¿y³ 30 mld ze 110 miliardów euro przyznanych Grecji w 2010 r. i potwierdza, ¿e jego ocena szkód, jakie spowoduje polityka skrajnych oszczêdności by³a nadmiernie optymistyczna.

Francuska droga „Francja bêdzie reformowaæ gospodarkê i redukowaæ deficyt bud¿etowy w taki sposób, jaki sama uzna za w³aściwy, a nie jak widzi to Komisja Europejska” – oświadczy³ premier Francji Jean-Marc Ayrault w wywiadzie dla austriackiego radia ORF. François Hollande zaś w ubieg³ym tygodniu stwierdzi³, ¿e KE nie mo¿e dyktowaæ pañstwom cz³onkowskim polityki reform

Zapłacą Kenii Po przesz³o pó³ wieku od powstania Mau-Mau przeciwko brytyjskiej kolonialnej w³adzy w Kenii zawarto ugodê w sprawie odszkodowañ dla torturowanych powstañców. Liczbê uprawnionych do rekompensat ocenia siê na ponad 5 tysiêcy osób. Wed³ug mediów ³¹czna wysokośæ odszkodowañ mo¿e siêgn¹æ ponad 21 mln funtów.


6 str. 2 - 3

DZIENNIK TRYBUNA str. 4

str. 5

str. 6 - 17

pi¹tek 7 czerwca 2013

str. 18 - 19

str. 20 - 23

str. 24

MAGAZYN

Słaba znajomość języków

Donald Tusk og³osi³, ¿e w czerwcu lub lipcu ujawni, czy zamierza kandydowaæ na stanowisko szefa Komisji Europejskiej. W ten sposób stan¹³ w jednym rzêdzie z Jaros³awem Gowinem i Grzegorzem Schetyn¹, którzy tak¿e w bli¿ej nieokreślonej przysz³ości maj¹ ujawniæ, czy bêd¹ siê ubiegaæ o fotel Tuska w Platformie. Problem w tym, ¿e o ile konkurenci premiera maj¹ jakieś szanse na przywództwo w PO, to w Brukseli nikt na Donalda Tuska z wytêsknieniem nie czeka.

W

e wrześniu ubiegłego roku niemiecki tygodnik “Der Spiegel” poinformował, że Donald Tusk może być głównym kandydatem europejskiej centro-prawicy, a więc Europejskiej Partii Ludowej, na stanowisko szefa Komisji Europejskiej. Sam zainteresowany początkowo stanowczo zaprzeczał, by interesowała go kariera w instytucjach europejskich. W maju jednak ogłosił, że rzeczywiście jest namawiany do kandydowania na przewodniczącego Komisji UE. Równocześnie jednak zastrzegł, że nie będzie teraz podejmował decyzji w tej sprawie. Czy jednak rzeczywiście polski premier ma szansę na pracę w Brukseli, i to na tak eksponowanym stanowisku?

Czas zmian

Do tej pory kandydatura przewodniczącego Komisji Europejskiej (aktualnie byłego portugalskiego premiera Barroso) była ustalana przez Radę Europejską metodą kuluarową. Niejasne procedury niejednokrotnie krytykowano. Rada składa się z szefów rządów lub głów państw członkowskich (większość państw jest aktualnie reprezentowana przez premierów, z wyjątkiem m.in. Francji i Rumunii, reprezentowanych przez prezydentów). To właśnie w tym gronie nieformalnie ustalano, kto będzie nowym szefem Komisji, proponując Parlamentowi Europejskiemu nie tyle najwybitniejszych kandyda-

tów, ile takich, którzy budzili najmniejsze emocje. Rola Parlamentu Europejskiego – jedynej unijnej instytucji, której członkowie są wyłaniani w drodze demokratycznych wyborów – była ograniczona. PE mógł tylko zaakceptować lub odrzucić kandydata Rady. Sytuację zmienił Traktat Lizboński, który wszedł w życie w grudniu 2009 r. Nowy przewodniczący Komisji Europejskiej będzie oficjalnie nominowany w 2014 roku. Kandydaturę ma zaproponować Rada Europejska „biorąc pod uwagę wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego”. Oznacza to, że przywódcy wszystkich państw członkowskich Unii nie będą

Sympatia przywódców pañstw to za ma³o. Tusk musia³by umieæ dogadaæ s mogli zignorować wyników wyborów. Jeśli wygrają europejscy konserwatyści, przewodniczącym Komisji będzie konserwatysta. Formalna rola parlamentu pozostaje ta sama: po wysłuchaniu parlament nadal będzie mógł przyjąć lub odrzucić kandydata, zaproponowanego przez Radę.

Szansa dla partii europejskich

Z powodu tej nowej procedury Komisja Europejska zaproponowała, by każda partia działająca na poziomie europejskim zaproponowała swojego kandydata na następcę Barosso. Ma on być równocześnie liderem ugrupowania i twarzą wyborów do PE. Europejscy

Co dla sceny politycznej może oznaczać koalicja PO-SLD? Wypowiedź Donalda Tuska o możliwej koalicji Platformy Obywatelskiej z Sojuszem Lewicy Demokratycznej Leszka Millera wywołała zamieszanie na scenie politycznej. Stała się także tematem dyskusji politologów i publicystów. £ukasz Perzyna, publicysta portalu Poltyczni.pl, autor ksi¹¿ki „Polska, Kraj Odzyskiwany”:

– Nie będzie to przełamanie historycznej bariery, ponieważ pierwszą koalicję z postkomunistami stworzył Jarosław Kaczyński, zapraszając do rządu Samoobronę. Nie będzie to

więc burzenie historycznego muru, bo on już dawno runął. Oczywiście PO, tworząc taką koalicję, musiałaby mieć w tym interes, np. aby rządzić samodzielnie. Wygląda jednak na to, że w przyszłej kadencji Sejmu pozostanie u władzy koalicja PO z PSL. Ale gdyby miało dojść do koalicji PO-SLD, to musiałaby to być decyzja poważna, a nie pełna kompromitacja. Koalicja powinna być poprzedzona akceptacją większości gremiów kierowniczych obu partii i przygotowaniem obu elektoratów. Prof. Miros³aw Karwat, filozof polityki, UW:

– To byłaby tratwa ratunkowa dla Platformy i doskonały bufor, za którym możnaby schować własne błędy i rozczarowania. Myślę, że poza prawicowym

skrzydłem PO, reszta tej partii nie byłaby tak przerażona, jak się sądzi, bo kiedy przychodzi do robienia interesów, to zaczynają grać inne mechanizmy i ludzie nie są tak zasadniczy. Dla części aktywu SLD byłoby to powodem do zadowolenia, bowiem powrót do rządów zapobiegłby szerzącej się frustracji, zwłaszcza, że brak tam pomysłów na to, jak wrócić do rządów samodzielnie. SLD musiałaby się jednak pogodzić z faktem, żeweźmie na siebie część kosztów politycznych złych rządów PO, co mogłoby pogłębiać demoralizację w tej partii. Prof. dr hab. Stanis³aw ¯erko, historyk i politolog, Instytut Zachodni w Poznaniu:

– Boję się, że taki wariant może być realny, choć raczej w formacie trójstronnym: PO-

-PSL-SLD. Byłoby to potwierdzeniem poglądu, że od wyborców w zasadzie niewiele zależy. Dla SLD oznaczałaby to totalną porażkę wizerunkową. Partia lewicowa degradująca się do roli „przystawki” ugrupowania, które dało się poznać jako typowa partia władzy, realizująca politykę uderzającą w ludzi pracy?... Gotów jestem się założyć, że byłby to ostatni rozdział w historii SLD jako partii reprezentowanej w parlamencie. Dr hab. Rafa³ Chwedoruk, politolog, UW:

– Zależy, kiedy taka koalicja byłaby zawarta, w jakich warunkach i w jakim otoczeniu społecznym. Gdyby doszło do niej w tej kadencji Sejmu, tylko umocniłaby się rywalizacja PO z PiS-em, dla którego koalicja z SLD byłaby

potwierdzeniem tezy, że rodowód PO jest bardzo podejrzany, a powoływanie się na solidarnościowe korzenie i antykomunistyczna retoryka, są tylko fasadą. Z kolei dla SLD byłoby to odwrócenie się o 180 stopni, bo obecna pozycja tej partii została zbudowana na krytyce PO. Wchodząc w alians z historycznym przeciwnikiem Sojusz odebrałoby sobie część wiarygodności, choć część aktywu skłonna byłaby takie rozwiązanie zaakceptować. Jednak inni, niechętni PO, mogliby w takiej sytuacji zrezygnować z udziału w wyborach. Albo przejść na stronę np. Ruchu Palikota. Dr Tomasz Bichta, politolog, UMCS:

– Koalicja Platformy z Sojuszem byłaby szansą SLD na powrót do władzy. W dodatku realnej władzy, bo gdyby od


DZIENNIK TRYBUNA

pi¹tek 7 czerwca 2013

7

w może pogrzebać szanse Tuska w UE fot. WIKIMEDIA

go przewodniczącego Komisji Europejskiej jest Donald Tusk. Znawcy brukselskich kuluarów podkreślają jednak, że to dopiero początek wyścigu. W wyniku publikacji „Spiegla” głośne stało się poparcie kandydatury Tuska przez kanclerz Niemiec Angelę Merkel, nie znaczy to jednak, że polski premier jest jedynym i powszechnie akceptowanym kandydatem chadeków. Złośliwi twierdzą wręcz, że to sam Tusk osobiście zasugerował swoją kandydaturę. A to z powodu znużenia pełnioną już drugą kadencję funkcją premiera rządu, którego popularność spada. Zdaniem brukselskich informatorów „Dziennika Trybuna”, to właśnie jest powód, dla którego Tusk szuka swej politycznej przyszłości zagranicą. Kogo kocha Bruksela

siê ze wszystkimi politykami unijnymi. socjaliści i socjaldemokraci byli pierwszymi, którzy ogłosili swoją decyzję – wystawili Martina Schulz, aktualnie przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. W maju szef chadeków w Parlamencie Europejskim Joseph Daul potwierdził, że jednym z potencjalnych kandydatów frakcji na przyszłe-

tej partii zależało utworzenie rządu, z pewnością wykorzystałaby ten fakt korzystniej dla siebie niż obecnie PSL. Zatem bez względu na to, kto wygra wybory, jeśli SLD stanie się języczkiem u wagi na naszej scenie politycznej, to można powiedzieć, że to właśnie ta partia (a nie PO w takiej koalicji) będzie mieć największy wpływ na władzę. Dr Artur Kubaj, historyk, politolog, IPN:

– Apetyty na koalicję PO-SLD wcale nie są takie wyraźne, na pewno nie u wszystkich działaczy. Nawet gdyby przyjąć, że czekają nas przyspieszone wybory, nic nie zapowiada, by miała się z nich wyłonić koalicja PO – SLD. Z programów obu partii to nie wynika. Poza tym w obu formacjach trwa rywalizacja o przywództwo bądź o pozycje różnych frakcji. PO musiałoby również znaleźć sensowny pretekst, dla którego

Politycy, którzy dążą do międzynarodowej kariery w wyniku negatywnej motywacji, związanej z kłopotami we własnym kraju, nie są w Brukseli mile widziani. Na niekorzyść polskiego premiera przemawia również fakt, że jego nazwisko jako kandydata padło za wcześnie – dało to przeciwnikom zbyt wiele czasu i okazji, by go krytykować. Z drugiej strony Tusk jest postrzegany jako skuteczny

chciałoby rozpisać przedterminowe wybory. Ma przecież większość w Sejmie. Od wyborów minęło dopiero półtora roku. Budowa rządu w oparciu o hasło budowania zapory przed PiS, moim zdaniem nie zyska większości w społeczeństwie polskim. Natomiast wiele mówi o kondycji elit politycznych w Polsce. Dr Marek Ciecierski, politolog, PWSBiA w Warszawie:

– Koalicja PO-SLD oznaczałaby stabilizację sceny politycznej i – co równie ważne – stanowiłaby naturalną zaporę dla coraz bardziej widocznych różnego rodzaju ekstremizmów. Choćby tylko dla tych dwóch powodów taka koalicja stanowiłaby wartość samą w sobie. Nie należy wszakże zapominać o argumencie trzecim, że w sytuacji rozdmuchiwanego coraz śmielej eurosceptycyzmu, koalicja taka wzmacniałaby proeuropejski

i doświadczony polityk – jedyny polski premier, który zdołał ponownie wygrać wybory. Uważany jest też za proeuropejskiego, a jednocześnie realistę. Na jego konto zalicza się szczególnie normalizację stosunków między Unią Europejską i Warszawą. Problemem jest jednak jego poziom (nie)znajomości języka francuskiego – z tego powodu nie wydaje się realne uzyskanie poparcia Francji oraz innych krajów romańskojęzycznych. Niedostateczna znajomość angielskiego jest jeszcze poważniejszą przeszkodą – równie ważną jak opór tych, którzy nie chcą, by szefem Komisji był polityk spoza strefy euro. Kontrowersje wokół Tuska narastają szczególnie od czasu, gdy stanął w obronie premiera Węgier. Victor Orban jest na celowniku Komisji Europejskiej w związku ze zmianami w konstytucji swojego kraju. Bruksela uznała, że na Węgrzech naruszane są unijne standardy demokracji i zapowiedziała, że dokładnie przeanalizuje wprowadzone zmiany. Donald Tusk mówił jednak w maju Brukseli, że nie dostrzega problemu, co stawia pod znakiem zapytania jego własny stosunek do demokracji. Nie pomaga mu również brak poparcia ze strony polskiej lewicy – SLD ogłosił, że

kierunek w polityce międzynarodowej. Żaden inny polityczny alians tego nie gwarantuje. Dla SLD, które w dającej się przewidzieć przyszłości może liczyć co najwyżej na 1520 proc. poparcia, koalicja jest jedyną przepustką do wpływania na kształt rozwojowy Polski. Koalicja z PO wydaje się jedynym logicznym i możliwym rozwiązaniem. Wyborcy SLD nie przyjęliby jej z entuzjazmem, ale też nie istnieje poważniejsza obawa, że wycofywaliby swoje poparcie. Natomiast z punktu widzenia PO sprawa jest bardziej skomplikowana. Z pewnością utraciłaby swoje prawe skrzydło, którego personifikacją jest Jarosław Gowin, ale nie zagroziłoby to poważniejszej spoistości tej partii. Nie to jednak wydaje najgroźniejsze. PO musi być przygotowana na wściekły propagandowy atak ze strony PiS i innych prawicowych kanap, iż zawiera

nie ma zamiaru popierać prawicowego Tuska, gdyż ich kandydatem jest socjaldemokrata Martin Schulz. Poddaje to w wątpliwość image polskiego premiera jako człowieka, który potrafi łączyć a nie dzielić. Jednak głównym problemem przy ewentualnym kandydowaniu na fotel szefa Komisji UE jest fakt, że Donald Tusk wciąż jest szefem rządu. Urzędującemu premierowi będzie niezmiernie trudno prowadzić europejską kampanię wyborczą. Osłabi to jego pozycję zarówno w kraju, jak i na arenie europejskiej. Potencjalni konkurenci

Polski premier nie jest jedynym możliwym kandydatem europejskiej centroprawicy – sporo mówi się o litewskiej prezydent i byłej unijnej komisarz Dali Grybauskaite oraz obecnej luksemburskiej komisarz i wiceszefowej Komisji Europejskiej Viviane Reding. Pada też nazwisko Francuzki Christine Lagarde, szefowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego i byłej ministry finansów, uważanej za silną kandydaturę na czas kryzysu gospodarczego (choć ta ostatnia ma problemy we własnym kraju, gdzie jest przesłuchiwana przez prokuraturę w związku z aferą korupcyjną). Poważnie brany jest również pod uwagę premier

pakt z postkomunistami. Słowo hańba będzie płynęło ze wszystkich stron. Ale i sama PO musi wyzbyć się prezentowanej czasami dziecięcej choroby antykomunizmu, na którą co prawda nie nazbyt cierpi, ale symuluje ją pod presją PiS. Dr £ukasz M³yñczyk, Zak³ad Teorii i Metodologii Badañ Politologicznych:

– Ewentualna koalicja PO-SLD zakończy prawdopodobnie etap konsolidacji polskiej sceny partyjno-politycznej w III RP. Wejście SLD do rządu stanowi jedyny możliwy kierunek rozwoju tej partii, w sytuacji kiedy Leszek Miller jest ostatnim faktycznym liderem tego ugrupowania, a następcy właściwie się nie narodzili. PO jest w stanie zostać pod pewnymi względami, beneficjentem planu politycznego, kiedyś stworzonego przez Millera, a więc ugrupowania

Szwecji Fredrik Reinfeldt, który wydaje się do zaakceptowania przez Wielką Brytanię, która przy wyborze będzie miała dużo do powiedzenia. Idealnym kandydatem Europejskiej Partii Ludowej na szefa Komisji Europejskiej byłaby osoba, zaprzyjaźniona nie tylko z kanclerz Niemiec i premierem Hiszpanii, ale równocześnie z szefami rządów Cypru, Finlandii, Grecji, Węgier, Irlandii, Łotwy, Luksemburga, Portugalii, Rumunii i Szwecji. Ktoś, kto byłby w stanie znaleźć równowagę między północą a południem Europy, z ich bardzo różnymi problemami gospodarczymi, a także między nowymi i starymi państwami członkowskimi Europy oraz między Wielką Brytanią a strefą euro. Donald Tusk ze swoją słabą znajomością języków obcych takiej roli raczej nie byłby w stanie odegrać. Camiel Hamans to by³y sekretarz generalny delegacji holenderskich socjaldemokratów do PE, by³y zastêpca redaktora naczelnego holenderskiego pisma „De Stem”. Katarzyna Matuszewska, redaktorka „Dziennika Trybuna”, by³a cz³onkini¹ prezydencji Partii Europejskich Socjalistów, w latach 20 04-20 09 pracowa³a w Parlamencie Europejskim.

CAMIEL HAMANS KATARZYNA MATUSZEWSKA 

mogącego uzyskać ponad 40 procent mandatów, jeśli adoptuje dawny elektorat SLD, co bez umowy koalicyjnej wydaje się mało prawdopodobne. Moim zdaniem, taka koalicja będzie oznaczać koniec SLD jako samodzielnej formacji na polskiej scenie politycznej, ponieważ na skutek praw biologii wraz z Millerem odejdą starzy działacze oraz elektorat, a na samych postulatach lewicowych nie da się już zbudować w Polsce stabilnej partii politycznej. Obecna sytuacja Sojuszu jest dość dobra, ponieważ na skutek wzrostu popularności sondażowej PiS, Platforma musi szukać sprzymierzeńca, więc jedynym rozwiązaniem wydaje się zwrot na lewo. Ewentualne straty po stronie konserwatywnych posłów PO zrekompensować sobie może aliansem z SLD. NOTOWA£ BRONIS£AW TUMI£OWICZ 


8

DZIENNIK TRYBUNA

pi¹tek 7 czerwca 2013

PRZEMYS£AW WITKOWSKI 

M

oże rzeczywiście to pierwsze pokolenie akumulujących sławę i chwałę po polskiej transformacji ustrojowej, której kapitał zakładowy stanowiły występy w Jarocinie i na Róbrege, miało jakąś wyjątkowo skuteczną receptę na muzykę? Może żyzna ta gleba wydała najlepszy kwiat w dziejach polskiej fonografii? Może prawdą jest, że ci próbujący swoich szans w szrankach „X-Factor” czy „Must Be The Music” to po prostu mniej zdolni, nudni wyrobnicy?

Kazik Staszewski – zamo¿ny mieszczuch

Kto uchował się na scenie muzycznej z pokolenia obecnych pięćdziesięcioparolatków na pierwszej linii sławy? Niewątpliwie Kazik Staszewski, człowiek o statusie prawie barda (jeśli taki status jeszcze w ogóle istnieje), biorący za koncert 30 tys. zł, to symbol sukcesu rockowej gwiazdy. Jednak stanie on zawsze w pierwszej linii przeciw wszelkim zabiegom mającym na celu regulację wolnego rynku i będzie wymyślać od „kurew” swoim fanom, którzy chcieli ściągnąć jego płytę bez opłat. Nic to, że koncertów, na które pójdą i kupią bilet te same nastolatki, ma w ciągu roku koło setki. Dzieciaki chcą go słuchać za darmo to złodzieje, którzy dybią na jego ciężko zarobione pieniądze, państwo go okrada, jest przywiązany do „rodzinnych wartości”, a deklarując sympatię dla Korwina-Mikke, głosuje grzecznie na Platformę. Nie można się dziwić jego poglądom, bo są charakterystyczne dla jego grupy. Nie, nie muzyków, dla przedsiębiorców. Od dawna bowiem, prowadząc firmę „Kazik”, Kazimierz Staszewski stał się zamożnym mieszczuchem, który już daleko odszedł od jakiejkolwiek kontrkultury. Jego niezależność to

Pawe³ Kukiz

fot. WIKIMEDIA

niezależność prywatnego przedsiębiorcy, ceniącego wartości rodzinne i powiększającego kolekcję filmów, człowieka, który wolność może sobie kupić. Czy to było motorem punkowej generacji w latach osiemdziesiątych? Nie sądzę. Skiba – b³azen do wynajêcia

Ci o mniej punkowych korzeniach mają jeszcze mniejszy problem z wolnym rynkiem. Kora Jackowska dostaje gaże 20 tys. zł za jeden program „Must Be The Music”, gdzie siedzi z psem i opowiada banialuki, prezentując nową dawkę botoksu, a Maciej Maleńczuk chwali się, że mimo kryzysu i ostrego przepuszczania pieniędzy zarobił dwa razy więcej niż rok wcześniej. Kora nie wykorzystała nawet dla obopólnej korzyści swojego popalania marihuany. Zamiast odważnie wystąpić przeciwko penalizacji „skręta”, broniła się tym, że przesłana do jej domu trawka była adresowania do jej psa, pudelka – Ramony. Ma prawo, jak wielu innych, unikać idiotycznego prawa jak umie, ale nie zmienia to faktu, że w jej przypadku trochę to żałosne. Inni, nie przypisujący sobie roli ekonomicznego eksperta, misjonarza czy sędziego, jak Robert Gawliński czy Muniek Staszczyk, po prostu zarabiają za koncert 40-50 tys. zł i jakoś sobie żyją na tym świecie. Jeszcze inni, jak Skiba (ex „Big Cyc”, ex „Totart”, ex Pomarańczowa Alternatywa), robią z siebie w telewizji błazna, tym jednak razem za pieniądze i w sprawie o wątpliwej słuszności – ku chwale konsumowania towarów i usług. Ile razy tego biedaka widziałem występującego w centrum handlowym, nie pomnę. Happener, muzyk i aktywista zamienił się w błazna do wynajęcia. Smutne.

Kora Jackowska

fot. WIKIMEDIA

Kazik Staszewski, Muniek Staszczyk, Krzysztof Skiba

Byt suty określa świadomość To, co sta³o siê z polskimi muzykami tzw. sceny niezale¿nej lat 80., jest kwintesencj¹ tego, co sta³o siê z Polsk¹. Jedni skleili pi¹tki z wolnym rynkiem i stanêli w szeregach jego obroñców, inni zdewocieli, niewielu pozosta³o wiernych wolnościowym i kontrkulturowym korzeniom, wiêkszośæ odwala cha³tury, ¿eby jakoś prze¿yæ. Pokolenie to krzycza³o „precz z komun¹!”. Chcia³o innego, „normalnego” świata. Zobaczmy, gdzie ich ten sprzeciw zaprowadzi³. Litza wykrzykuje psalmy

Podobnie jak cześć poszkodowanych w transformacji ustrojowej Polaków, także spora grupa dawnych kontrkulturowców zwróciła się w stronę religii. Zespół Armia, Litza z Acid Drinkers, Maleo z Houk, rodzina Pospieszalskich, wszyscy oni w pewnym momencie swoich biografii porzucili „życie w grzechu” i dołączyli do wspólnot neokatechumenalnalnych. Powstały katolickie supergrupy 2Tm2,3 czy Luxtorpeda, a dawni rockmeni odnaleźli swoje miejsce na konserwatywnej prawicy. Dziś Litza wykrzykuje ze sceny psalmy, a Tomasz Budzyński z Armii nagrywa płytę z tekstami księdza Baki, co jednak w żadnym stopniu nie przeszkadza brać im za koncert założonego przez nich dziecięcego zespołu Arka Noego 25 tys. zł. Z kolei nieco zapomniany w ostatnich latach Paweł Kukiz odkrył w sobie przywódcę ruchu politycznego i maszerował po Warszawie ramię w ramię z nacjonalistami organizującymi Marsz Niepodległości. Jak na

autora antyklerykalnej piosenki o ZChN zaszedł z nimi niewątpliwie daleko. To oni, dawna kontrkultura!

Jak widać, w dzisiejszej Polsce jest miejsce na establiszmentowych muzyków, za to na całą resztę, zaliczającą małe

karierę? Wożąc towar po sklepach? Ucząc w szkołach? Siedząc od lat na emigracji? Tak jak „Solidarność” wypchnęła na ubocze ze swojej historii wszystkie elementy nie będące uwielbieniem Kościoła i wolnego rynku, tak wąska grupa muzyków i wokalistów z tego pokolenia, sprawnie działają-

Wielu dawnych kontrkulturowców zwróciło się w stronę religii kluby, smutne flirty z mejnstrimem i kłopoty ze związaniem końca z końcem, już miejsce jest niewiele. Gdzieś na bocznicy znaleźli się tacy arytyści jak Marek Jackowski, Tilt, Deuter, bluesowcy, Dezerter, Apteka, R.A.P., 1984, Milo Kurtis, którzy przecież nadawali ton życiu kontrkultury lat osiemdziesiątych. I to tylko ci znani szerzej, a co z muzykami setek amatorskich zespołów, jakie wtedy powstały? Gdzie realizują swoją

cych w liberalnej gospodarce, zdaje się wskazywać na siebie i mówić: „Tak, to my, kontrkultura lat osiemdziesiątych. O to właśnie walczyliśmy z komuną”. Szkoda tylko że kiedy rozejrzymy się dookoła, zobaczymy kraj, który zamyka domy kultury i biblioteki, zmniejsza budżety teatrów i filharmonii, za to nie szczędzi pieniędzy na gwiazdorskie kontakty prezenterów telewizyjnych i huczne świętowanie sylwestra z udziałem wszystkich


DZIENNIK TRYBUNA

pi¹tek 7 czerwca 2013 tych nadmienionych „ludzi sukcesu”. Może wtedy przestanie nas dziwić, czemu tak dobrze opłacani muzycy jak Kazik Staszewski czy Robert Gawliński, nie zająkną się, mówiąc o zajebistości naszego kraju. Lata osiemdziesiąte w polskiej muzyce popularnej to bogaty okres, jeśli chodzi o ilość i nowatorstwo zespołów muzycznych i solistów. Polski punk, zimna fala, new romantic, reggae, muzyka folkowa, były czymś intrygującym dla świata. Masa zespołów muzycznych powstających w każdej gminie to była prawdziwa oddolna energia. Czy o takiej Polsce myśleliście, drodzy pięćdziesięciolatkowie, w Jarocinie, grając koncerty w domach kultury, na skłotach? Jeśli tak, to szkoda że wtedy nie powiedzieliście.

W tym kraju nic nie działa! Ukaza³ siê drugi album zespo³u Kopyt/Kowalski – „Kir”. P³ytê promuje piosenka „kto zabi³ jolantê brzesk¹”. Autorem tekstu jest Szczepan Kopyt, 30-letni poeta z Poznania. fot. FACEBOOK

Jolanta Brzeska by³a emerytk¹, dzia³aczk¹ lokatorsk¹, wspó³za³o¿ycielk¹ Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów. Zginê³a 1 marca 2011 roku. Jej spalone zw³oki znaleziono w Lesie Kabackim. Prokuratura po dwóch latach umorzy³a śledztwo, nie wskazuj¹c ¿adnych podejrzanych. Środowiska lokatorskie o jej śmieræ oskar¿aj¹ warszawsk¹ mafiê dewelopersk¹, skupuj¹c¹ reprywatyzowane kamienice wraz z lokatorami, których pozbywa siê w bardziej lub mniej brutalny sposób. Sta³a siê ikon¹ walki o prawa lokatorskie.

napisany w inny sposób. Chciałem, żeby nie był to gest rozpaczy, ale pobudka: „Halo! Tu nic nie działa!”.

Jarmarczna rozrywka

W branży muzycznej zapanował w stu procentach kapitalizm. Wąska warstwa elity korzysta z lukratywnych kontraktów, luksusów gwiazdorstwa i uwagi mediów, a masa wyrobników zapełnia konkursy talentów, chórki, reality show i lineupy festynów, licząca na to, że natychmiast pójdą w ślady starszych kolegów. Zespoły powstają w biurach wytwórni, a sądząc po warunkach fizycznych wokalistów i wokalistek, castingi do nich najpewniej przeprowadza się w strojach kąpielowych. Wokaliści trzeciej klasy albo wątpliwej sławy celebryci przepytują młodych muzyków w sprawie ich fryzur, tuszy czy seksualnych preferencji, z samego wykonania utworu czyniąc szoł na miarę tych cyrkowych. Apogeum osiąga to w programach takich jak „Mam talent!”. Tam jak na jarmarku oglądamy na jednej scenie żonglerów, brzuchomówców, tancerzy i śpiewaków operowych. Twórczość w zakresie tych wszystkich dziedzin zostaje wrzucona do jednego wspólnego worka pt. „jarmarczna rozrywka”. Gwarantem sukcesu dla zespołu staje się dostosowanie repertuaru do tego, co korporacyjne stacje muzyczne uważają za mejnstrim. Reszta jest skazana na niszę, upokarzające show telewizyjne i marzenia o karierze, dla niektórych trwające od lat osiemdziesiątych. Naszym elitom muzycznym bardzo się to podoba. Stały się zadowolonym z siebie establishmentem, który korzysta z nowego porządku. Z tego, co zarobią w telewizji, pismach kolorowych i na promocjach, dawni niepokorni rockmani wystawią sobie wypasione wille, ale do końca będą bronić liberalnej „normalności”. Trudno się dziwić – w końcu byt społeczny określa świadomość społeczną. U gwiazd zaś byt suty i grubo akumulujący.

9

O „Kirze” pia³a ju¿ „Gazeta Wyborcza”, by³y teksty o tym albumie na Onecie. Myślisz, ¿e to dlatego, i¿ zespó³ Kopyt/ Kowalski ma ju¿ jak¹ś s³awê, czy ludzie wreszcie zatêsknili za piosenkami o czymś, wyra¿aj¹cymi prawdziwe emocje?

Szczepan Kopyt Kim jest dla Ciebie Jolanta Brzeska? Dlaczego w³aśnie o sprawie jej niewyjaśnionej śmierci mia³eś potrzebê zaśpiewaæ?

Chyba przede wszystkim dlatego, że była bohaterką wielu zwyczajnych ludzi, a jej śmierć jest skandalem. „kto zabił jolantę brzeską” to prosty wiersz, prosta, zrozumiała dla wszystkich piosenka. Od początku było oczywiste, że będzie promowała nasz album, chociaż nie jest to na pewno promocja według zasad rynku. To raczej złamanie tych zasad. Ludzie mog¹ uznaæ, ¿e siê promujesz na śmierci cz³owieka.

mem eksmisji, „czyszczenia” mieszkań i całych kamienic. Aktywnie uczestniczę w protestach przeciwko tym praktykom. Rzadko kto pisze o tych siedz¹cych na schodach ludziach, którzy spotykaj¹ siê z agresj¹ ze strony policji. Opisa³eś to, ¿eby oddaæ g³os tym, którzy s¹ go pozbawieni?

Nie. Odrzucam to, co się nazywa teorią reprezentacji. Nie chcę nikogo reprezentować. Mówię za siebie, za nas. Za tych wszystkich, którzy to obserwują od środka. Prawdo-

podobnie gdybym nie miał doświadczeń antyeksmisyjnych, nie napisałbym tego kawałka. To, co wisi w powietrzu podczas działań policji, na przykład w przypadku eksmitowania schorowanej kobiety na wózku inwalidzkim w Poznaniu, jest trudno „przekazywalne” w mediach. Czyli wyla³y siê z Ciebie emocje?

To, że poeta o tym zawyje, ma sens wtórny wobec praktyk oporu. Wiersz „kto zabił jolantę brzeską” różni się diametralnie od wszystkiego, co opublikowałem dotychczas. Musiał być

Absurd. Gdybym chciał promować siebie, a nie swoje wiersze i to, o czym w nich mówię, wybrałbym całkiem inną formę działalności „rozrywkowej”. Myślisz, ¿e ta p³yta ma szanse na sukces komercyjny?

Nie ma takich szans. Na pewno nie będzie lecieć non stop w popularnych stacjach, ale też nie po to powstała. Mam nadzieję, że przynajmniej trochę namiesza, zostanie zauważona. W Twojej piosence jest mowa o „siedzeniu na schodach i paleniu fajek”, czyli o blokadach eksmisji. Jesteś zaanga¿owany w ruch lokatorski?

– Siłą rzeczy wszyscy jesteśmy konfrontowani z proble-

M³odzi fani zespo³u Kopyt/Kowalski podczas koncertu

fot. FACEBOOK

Nie wiem. Wydaje mi się, że jesteśmy raczej bardzo słabo rozpoznawalni. Także dlatego, że poprzedni płytomik był dość różnorodny stylistycznie. Teraz nagraliśmy płytę na żywo w składzie mniej niż minimalnym. Sądzę, że dopiero gdy uda się nam trochę pograć po wydaniu „Kiru”, mamy szansę dotarcia do wielu ludzi. ROZMAWIA£A JUSTYNA SAMOLIÑSKA 

„KTO ZABIŁ JOLANTĘ BRZESKĄ” kiedy przyjdą podpalić dom z orłem na czapce i hasłem won to wpadnie trochę osób bo były dobre z wosu zapalą fajki na schodach i klamkę z daleka pozdrowią psy co nie napisze gazeta o tym zawyje poeta są w ojczyźnie rachunki krzywd i bagażniki pojemne w mit stempelki zdobią monity pozdrówki od elity kto zabił jolantę brzeską kto spalił jolantę brzeską gdzie jest policja i kościół naród i demokracja kto zabił jolantę brzeską kto spalił jolantę brzeską czyj jest interes w tym czyje jest prawo i telewizor


10

DZIENNIK TRYBUNA

pi¹tek 7 czerwca 2013

PITAWAL BEZPRAWIA IV RP (3)

Polityczna trampolina d Ta sprawa tylko pozornie skoñczy³a siê podwójnym happy endem – fa³szywe oskar¿enia zosta³y wycofane, prokurator awansowa³a, tylko g³ówny świadek oskar¿enia pope³ni³ samobójstwo. To na pozór ma³o istotny odprysk najwiêkszej sprawy III RP – afery paliwowej. Mo¿na by go potraktowaæ jako polityczne igrzyska, gdyby nie to, ¿e prokuratura powinna staæ na stra¿y praworz¹dności, zaś pañstwo za pieni¹dze podatników powinno zapewniaæ bezpieczeñstwo. ANNA KWIATKOWSKA  fot. ECB/MATERIA£Y PRASOWE

Ma³gorzata Ostrowska na Ogólnopolskim Szczycie Energetycznym. Gdañsk, kwiecieñ 2013 roku.

W tej sprawie wszystko jest jasne. Świadkowie ujawnili mechanizm nakłaniania ich do składania fałszywych zeznań i wycofali oskarżenia. Nie ma wątpliwości co do tego, że były polityczne naciski. Są też poszkodowani. Dla laika – prosty scenariusz kryminału, w którym akcja zmienia się wartko, a sprawiedliwość zwycięża. Tyle że szczęśliwego zakończenia brak, bo scenariusz napisało życie.

Trzy lata jak za brata

Rok 2002: krakowską prokuraturę elektryzuje wiadomość, że przez jedno z bankowych kont przepłynęło w ciągu miesiąca 20 mln zł. Owo konto należy do Piotra K. „Król Sztumu”, bo tak go nazywają, wpadł na pomysł, jak olej opałowy zamienić na napędowy i zbić na tym fortunę. Proceder jest oczywiście nielegalny, ale intratny. Policjanci przymykali oko,

ostrzegali przed „nalotami”. Sprawa mafii paliwowej szybko nabrała rumieńców. Obejmowała aż 1263 firmy, straty skarbu państwa szacowano na ponad 10 mld zł. Areszty, zatrzymania i zarzuty liczono w setkach. Rok 2004: Piotr K. został aresztowany. Za zarzucane mu przestępstwa groziło mu nawet 15 lat więzienia.

Rok 2005: wybory wygrywa Prawo i Sprawiedliwość pod hasłami walki z układem i korupcją. Ministrem sprawiedliwości zostaje Zbigniew Ziobro. Mniej więcej w tym samym czasie w ramach sprawy mafii paliwowej Piotr K., którego sprawa toczy się przed sądem, „przypomina sobie”, że wręczył łapówkę posłance Małgorzacie Ostrowskiej z SLD. Wcześniej wiceminister skarbu państwa oraz wiceminster gospodarki. Rok 2006: Piotr K. zostaje skazany na trzy i pół roku więzienia. Ze względu na współpracę z prokuraturą sąd zdecydował się na nadzwyczajne złagodzenie kary. Po 27 miesiącach wyszedł na wolność i wyjechał do Niemiec. W tym samym czasie zostają aresztowani Piotr M., były komendant policji z Malborka i jego zastępca Sławomir T. Przedstawione im zarzuty są związane z działaniami mafii paliwowej. Rok 2007: Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro w świetle fleszy ogłasza, że posłanka SLD Małgorzata Ostrowska jest podejrzana o przyjęcie ponad 100 tys. zł łapówki od Piotra K., w zamian za ułatwienie biznesmenowi przejęcia działki po upadłym zakładzie lniarskim Markop. Jednak zanim minister skończył mówić, wybuchł skandal. – Niech Pan nie kłamie! – z tłumu dziennikarzy rozległ się głos. To posłanka Ostrowska postanowiła bronić swojego dobrego imienia. I to jej, a nie ministrowi i prokuraturze uwierzył Sejm, w którym rządząca koalicja miała większość. Immunitetu

Nie ma wątpliwości co do tego, że były polityczne naciski

posłance nie uchylił, uznając, że zarzuty są zbyt słabo udokumentowane. 5 = 150, czyli wy¿sza matematyka

Piotr M., były komendant policji w Malborku, obciążające Małgorzatę Ostrowską zeznania składa dopiero po czterech miesiącach od aresztowania. Jego zastępca, Sławomir T., potwierdza słowa szefa. Trochę to wszystko niespójne, ale prokurator jest tak zadowolona, że Piotr M. po kilku tygodniach opuszcza areszt. Akurat na święta Bożego Narodzenia. Sławomir T. spędza je w areszcie. Dopiero w styczniu 2007 roku „przypomina sobie”, jak to było pewnego letniego dnia, lecz dokładnie nie pamięta kiedy. Zeznania obu panów tworzą taką oto historię: Piotr M. przyjaźnił się od lat z posłanką Małgorzatą Ostrowską. To on przyprowadził do jej biura poselskiego Piotra K. Biznesmen po rozmowie w biurze poselskim miał wręczyć posłance 5 tys. zł łapówki. Po pewnym czasie Piotr K. dał komendantowi M. 150 tys. zł., by przekazał je posłance „za załatwienie sprawy działki”. M. miał poprosić o podwiezienie do jej domu swojego zastępcę, czyli Sławomira R. Reklamówka z pieniędzmi leżała na tylnym siedzeniu. R został w samochodzie. M. poszedł do mieszkania posłanki i wręczył jej co najmniej 100 tys. zł. Taki detal jak to, co stać się miało z pozostałymi 50 tys., prokuraturze umknął. Podobnie jak i to, że Piotr K. nie starał się o zakup działki. Za co więc wręczyć miał łapówkę, nie wiadomo. Po pięciu miesiącach od odrzucenia przez Sejm wniosku o uchylenie posłance Małgorzacie Ostrowskiej immunitetu, parlament zostaje roz-


DZIENNIK TRYBUNA

pi¹tek 7 czerwca 2013

11

dla prokurator Płończyk wiązany. Ona sama zgłasza się do prokuratury, by wyjaśnić sprawę. To dowód dużej odwagi. 25 kwietnia umiera Barbara Blida. Przeciwko Janowi Widackiemu (także byłemu posłowi) toczy się śledztwo p r o k u r a t o r s k i e . Z w ią z a n i z SLD politycy i biznesmeni są szykanowani. Naloty antyterrorystów i policji o 6 rano stają się praktyką… Podobnie jak prasowe zdjęcia oskarżanych o korupcję polityków i biznesmenów. Wieści o wyprawie Małgorzaty Ostrowskiej do prokuratury też rozchodzą się z prędkością światła. I pod jej domem, i na dworcu, i pod prokuraturą czekają dziennikarze. Prokurator o areszt jednak nie wnioskuje. Wynik przedterminowych wyborów jest już znany. Wiadomo, że zmiana rządzącej PiS-owskiej ekipy jest kwestią kilku dni. Równie szybko w aktach śledztwa pojawiają się dwie notatki: obaj świadkowie – zarówno Piotr M., jak Sławomir T. – odwołują swoje zeznania. Na ławie oskarżonych siadają obok Małgorzaty Ostrowskiej i innych oskarżonych. Obaj są oskarżeni o współpracę z Piotrem K. przy paliwowych przekrętach. Policjant: zgodzi³em siê zeświniæ

Piotr M. przed sądem nie miał wątpliwości, że jego aresztowanie miało tylko jeden cel – wydobycie zeznań obciążających Małgorzatę Ostrowską. Przez siedem miesięcy w areszcie miał do czynienia z zabójcami, złodziejami, którzy kiedy dowiedzieli się, że jest policjantem, zaczęli na niego regularne polowanie. – Moja sytuacja za kratami była gorsza niż pedofila. Za obietnicę wyjścia z aresztu zgodziłem się ześwinić. Obciążyłem Małgorzatę Ostrowską – zeznawał przed sądem. Nie krył, że prokurator Katarzyna Płończyk używała różnych środków perswazji. Na przykład pytała, czy chciałby wyglądać jak Andrzej Pęczak, także polityk SLD, aresztowany w sprawie afery starachowickiej. O tym, że był nakłaniany do obciążających posłankę zeznań, mówił także Sławomir T. Wyjaśnił, że nigdy nie podwoził Piotra M. do Malborka, by ten złożył wizytę w domu Małgorzaty Ostrowskiej.

„Deską ratunku” dla prokuratury nie okazał się także Piotr K., który przyjechał z Niemiec,by zeznawać przed sądem. Potwierdził wersję, którą od początku powtarzała była posłanka: faktycznie wraz z Piotrem M. odwiedził ją w biurze poselskim. Tyle że żadnej łapówki nie wręczył. Zapytał tylko, czy mógłby dofinansować jej biuro poselskie. Kiedy odmówiła prosząc, by nie „wyręczał Kancelarii Sejmu”, dał spokój. Jednak kiedy posłanka wyszła już z biura wraz z Piotrem M. on jeszcze zbierał swoje rzeczy i „na biurku zostawił kopertę, a w niej 5 tys. zł”. Przyznał, że posłanka tego nie widziała. Jak się okazało, nie widziała też żadnej koperty, bo jej po prostu nie było. Zarzuty prokuratury legły w gruzach.

Wojciech Olejniczak zarzucił prokurator Płończyk wymuszanie fałszywych zeznań popełnił samobójstwo. Był oskarżony o regularne przyjmowanie łapówek w za mian za ochronę nielegalnej rozlewni paliwa, którą prowadził Piotr K. Tymczasem gangster zmienił swoje zeznania i nie mówi już o łapówce, ale pożyczce, jakiej miał udzielić komendantowi. Prokurator Katarzyna Płończyk prowadząca sprawę takim obrotem rzeczy jest zaskoczona – Piotr M. już złożył wyjaśnienia. Zgodnie z procedurą, ten dowód może być wykorzystany. Jednak teraz nie można go już dodatkowo przesłuchać, on

sam nie może złożyć dodatkowych wyjaśnień. – Dziś ocena materiału dowodowego, który dostarczył, będzie trudniejsza – komentowała dla jednej z gazet. Tajemnicą także zostanie prawdopodobnie, jak ten materiał dowodowy powstał. Wojciech Olejniczak publicznie zarzucił prokurator Płończyk wymuszanie fałszywych zeznań obciążających posłankę SLD w zamian za obietnice zwolnienia z aresztu tych, którzy ją obciążali. Bez echa… Mimo to sprawa Małgorzaty Ostrowskiej stała się zawodową trampoliną dla pani prokurator. – Zbliża się koniec tolerancji dla powszechnych zjawisk korupcyjnych w naszym społeczeństwie. Świadomość, że wszyscy dają i biorą musi odejść do przeszłości – mówiła w 2005 roku. Wówczas była szeregowym prokuratorem prokuratury okręgowej w Nowej Hucie.

fot. SXC.HU

Niewinni i winni

Małgorzata Ostrowska wróciła do polityki. Zdobyła mandat radnej województwa pomorskiego, zasiada w Radzie Krajowej SLD. Zadziwiającą zbieżność dat i zwrotów śledztwa w sprawie mafii paliwowej i rzekomej łapówki badała sejmowa komisja śledcza. Zbigniew Ziobro twierdził podczas przesłuchań, że żadnych nacisków na prokuratorów nie było, choć oni sami twierdzili coś wręcz przeciwnego. W końcowym raporcie komisji znalazło się zdanie o „silnej politycznej presji, by działania prokuratury i służb specjalnych były ukierunkowane na walkę z „układem”. Jednak w samej komisji nie było zgody co do wyniku jej prac. Zdania odrębne zgłosili przewodniczący komisji Andrzej Czuma oraz posłowie PiS i SLD. Sejm nie głosował nad raportem, bo nie ma takiej procedury. Choć z tego politycznego werdyktu wynikało, że istniało uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstw m.in. przez Jarosława Kaczyńskiego, Zbigniewa Ziobrę i Mariusza Kamińskiego, sprawa rozeszła się po kościach. Piotr M., były komendant policji w Malborku, nie wytrzymał presji. 18 maja 2011 roku

Pani prokurator awansowała. Prokurator Generalny Andrzej Seremet w 2012 roku wręczył jej nominację na prokuratora Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie. Jest w niej naczelnikiem Wydziału V do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji. Po sprawie mafii paliwowej prowadziła kolejne – choćby dotyczącą korupcji samorządowców ze Starachowic. Głośna stała się sprawa „gangu zabójców” mordujących właścicieli kantorów z południowej Polski. Po wyroku w pierwszej instancji ogłoszono ją sukcesem prokuratury. Tymczasem sąd apelacyjny uchylił dwa wyroki dożywocia i przekazał ją do ponownego rozpatrzenia przez sąd okręgowy z powodów formalnych. Teraz prokurator Płończyk zmierzy się ze śledztwem dotyczącym więzień CIA w Polsce. Wśród podejrzanych jest Zbigniew Siemiątkowski, także polityk SLD, były szef Agencji Wywiadu.

Sprawiedliwośæ nie zawsze zwyciê¿a.


12

DZIENNIK TRYBUNA

pi¹tek 7 czerwca 2013

J

eśli zadamy pytanie o to, kto bierze udział w Kongresie Kobiet, uzyskamy łatwą i przewidywalną odpowiedź – „feministki”. Osoby walczące o prawa kobiet, głównie – jak zresztą informuje strona internetowa stowarzyszenia – o parytety, których wprowadzenie ma rozwiązać wiele innych problemów dręczących polskie kobiety. Feminizm, zarówno w Polsce, jak i na świecie, zawsze i wszędzie dostaje przez łeb tą samą maczugą – wcale, drogie panie, nie reprezentujecie kobiet! Domagając się prawa do aborcji, nie słuchacie matek; walcząc z przemocą domową, próbujecie demontować rodzinę, która dla tylu kobiet jest ważna. Zwracając uwagę na przemoc seksualną, niepotrzebnie prowokujecie. Walcząc z opresyjnością Kościoła, wykluczacie katoliczki. Nie pójdą za wami matki i żony, nie pójdą gospodynie domowe, bo nie reprezentujecie ich interesów, jesteście rozwrzeszczane i nikt was nie lubi. Argumenty te, chociaż zużyte, wytarte i tyle razy obalane, wciąż brzmią w uszach. Nie lubię ich powtarzać. Nie lubię uderzania w ruch feministyczny, który dostaje bolesne kopniaki z wystarczająco wielu stron. Jestem feministką, co dla mnie znaczy tyle, że sprzeciwiam się nierównościom ze względu na płeć, tak jak sprzeciwiam się nierównościom w ogóle, bo równość to jedna z najważniejszych wartości lewicy. „Lewiatan” nie dla ubogich

Pytanie brzmi: czy możliwy jest feminizm wśród osób, które akceptują istnienie nierówności jako takich, które na co dzień, poza swoją działalnością feministyczną, prowadzą politykę pogłębiającą rozwarstwienie dochodowe? W gabinecie cieni Kongresu zasiadają aż trzy kobiety związane z Konfederacją Pracodawców Prywatnych „Lewiatan”. Są to: Henryka Bochniarz, założycielka konfederacji, która miałaby być wicepremierką oraz ministrą przedsiębiorczości i innowacyjności; Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek jako ministra skarbu i Anna Karaszewska, wiceministra pracy i spraw socjalnych. Ze względu na swoją przynależność organizacyjną, można się spodziewać, że panie te będą reprezentować przede wszystkim interesy przedsiębiorców i osób najbogatszych, wbrew pracownikom i osobom ubogim i wykluczonym. „Lewiatan” domaga się „uelastycznienia” Kodeksu pracy – czyli, mówiąc nie neoliberalnym językiem, ograniczania praw pracowni-

fot. MICHA£ WARGIN/EAST NEWS

Kongres kobiet zamożnych Czy z Kongresu Kobiet, który odbêdzie siê w Warszawie w dniach 14-15 czerwca, mo¿e urodziæ siê partia polityczna? Czy partia ta by³aby w stanie realizowaæ interesy Polek? czych oraz obniżania podatków, za którym idzie przecież mniejszy budżet państwa. Reprezentuje interesy pracodawców, i to nie wszystkich. W Polsce mamy 2 mln przedsiębiorstw, z których 95 proc. to mikroprzedsiębiorstwa. Nie wiadomo, jak duża grupa osób, które je prowadzą, to tak naprawdę pracownicy wypchnięci na samozatrudnienie przez nieuczciwych pracodawców. Pewne jest jednak, że na zrzeszenie się w konfederacji takiej jak „Lewiatan” znacznej większości z nich nie stać ze względu na wysokość składek. Tak samo jak jest jasne, że działaczki „Lewiatana” nie wypowiadają się w imieniu 10 milionów pracujących Polaków i Polek. Konfederacja, wbrew woli większości społeczeństwa, popierała podwyższanie wieku emerytalnego i opierała się zmniejszaniu wydatków na OFE. Działa zatem również wbrew interesom emerytów i emerytek. Reprezentantka uprzywilejowanej mniejszości

Trudno mi sobie wyobrazić, że Henryka Bochniarz, bez względu na jej płeć, mogłaby

realizować interesy ponad połowy społeczeństwa. Z założenia bowiem reprezentuje jego bardzo niewielką, uprzywilejowaną część, jaką są najbogatsi przedsiębiorcy. Może wykażę się w tym momencie postawą antyfeministyczną, ale niewiele mnie obchodzi, jaki procent tej najwyższej warstwy, tego 1 proc., stanowią kobiety. Nie wierzę w interesy wymykające się porządkowi ekonomicznemu i kontekstowi klasowemu. Neoliberalizm nie może być feministyczny z wielu powodów, przyjrzyjmy się choćby rynkowi pracy. Kobiety zarabiają mniej i częściej są bezrobotne. Zawody sfeminizowane, czyli te związane z opieką, są gorzej opłacane. Ze względu na ciążę i połóg potrzebują szczególnej ochrony w kodeksie pracy. Henryka Bochniarz wielokrotnie wypowiadała się pozytywnie o instytucjonalizacji opieki nad dziećmi (oczywiście z pominięciem osób starszych i niepełnosprawnych), jednak kłóci się to z postulatem obniżania podatków – z pustego bowiem i Salomon nie naleje. Mniejsze dochody państwa oznaczają, że wycofuje się ono

z sektora usług publicznych, a więc z budowy przedszkoli, żłobków i innych instytucji opieki, ze służby zdrowia, z edukacji. Wszystko to spada na barki kobiet, które ze względu na niższe zarobki i określoną rolę kulturową zmuszone są rezygnować z kariery zawodowej na rzecz pełnienia roli nauczycielki, pielęgniarki, sprzątaczki, opiekunki wobec swojej rodziny. Z tego właśnie wynika wysoki wskaźnik bierności zawodowej kobiet.

• Pierwszy Kongres Kobiet odby³ siê w 2009 roku i od tego czasu jest organizowany co roku. Jego podstawowym celem jest spo³eczna i polityczna aktywizacja kobiet. • Kongresem zarz¹dza Rada Programowa, w której zasiada ponad 200 kobiet z rozmaitych środowisk i dziedzin, od polityki, przez biznes, po naukê, kulturê i sztukê. S¹ w niej zarówno zwi¹zane z lewic¹ feministki, na przyk³ad Katarzyna Bratkowska, Agnieszka Grzybek czy Joanna Piotrowska, jak i par lament ar zystki z rozmaitych partii politycznych – silnie

Jedyna cecha wspólna - p³eæ

Nie bez znaczenia jest też fakt, że w opiece pracują głównie kobiety, więc chytrość państwa skutkuje też zamrażaniem ich płac i niepewnością zatrudnienia – jak np. w przypadku pracownic poznańskich żłobków czy kucharek, zwalnianych z warszawskich stołówek szkolnych. Nawet pozornie niezwiązane z ekonomią obszary feministycznej walki nie dają się oddzielić od klasowym konotacji – przykładem są tutaj prawa reprodukcyjne. Kobiety zamożne odczuwają opresyjne prawo wyłącznie na poziomie symbolicznym, stać je bowiem na drogie środki antykoncepcyjne, a gdyby te zawiodły na wykonanie aborcji w bezpiecznych i komfortowych warunkach w Wielkiej Brytanii czy w Czechach. Problem pojawia się w przypadku tych, których nie stać ani na jedno, ani na drugie. Które w dodatku w związku z niższym kapitałem kulturowym nie dbają o swoje zdrowie i płodność. Przemoc seksualna i domowa są bezklasowe tylko pozornie. Oferowana przez państwo pomoc psychologiczna i prawna dla ofiar stoi na bardzo niskim poziomie, te pozbawione środków finansowych muszą liczyć na pomoc pozarządowych organizacji kobiecych. Oczywiście, że w działania Kongresu zaangażowanych jest wiele feministek, których poglądy i działania dalekie są od „Lewiatana” i turbokapitalizmu, jaki ten nam proponuje. Agnieszka Grzybek, Małgorzata Fuszara czy Kinga Dunin reprezentują środowisko lewicy. Pytania brzmią: czy można tworzyć ruch, którego jedyną cechą wspólną jest płeć zebranych? Czy ruch taki jest w stanie wystosować jakikolwiek postulat, godzący interesy całej grupy, w imieniu której chce występować? Mówiąc krótko i powtarzając brzydki argument opisany na początku – czy naprawdę może reprezentować interesy kobiet? JUSTYNA SAMOLIÑSKA 

reprezentowana jest Platforma Obywatelska i Sojusz Lewicy Demokratycznej. • Najbardziej rozpoznawalnymi twarzami Kongresu s¹ Magdalena Środa, by³a pe³nomocniczka do spraw równego statusu kobiet i mê¿czyzn w rz¹dzie Marka Belki czy Henryka Bochniarz, prezydentka Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan”. • W tym roku odesz³y z Kongresu Jolant a Kwaśniewska i Henr yka Krzywonos, zas³u¿ona dzia³aczka zwi¹zkowa z „Solidar ności”, która, jak twierdzi³a, mia³a dośæ podzia³ów na „lepsze i lepsiejsze”.


DZIENNIK TRYBUNA

pi¹tek 7 czerwca 2013

Czerwony dywan i zasyfiałe zaplecze... ILONA WITKOWSKA 

W

dwutygodniku „Party”, w rubryce „Party kocha, Party szlocha”, w dziale „szlocha” pojawiła się Rihanna. Sytuacja ta miała miejsce kilka tygodni temu i w zasadzie nie była niczym niezwykłym. Zwrócił jednak moją uwagę fakt, że dwutygodnik nie szlocha dlatego, że kilka dni wcześniej Riri zamieściła w sieci zdjęcie, na którym wypina gołe pośladki w pozycji symulującej ostre dymanko. Dwutygodnik nie szlocha też dlatego, że dziewczyna wróciła do Chrisa Browna, który sklepał ją parę lat temu w drodze na rozdanie nagród Grammy. Zdjęcia pobitej wokalistki były wszędzie, wyglądała naprawdę kiepsko, ale zamiast zaangażować się w kampanie antyprzemocowe, Riri nagrała płytę w klimacie

sado-maso, „oczyściła się” tym ze złych wspomnień, jakiś czas udawała, że rzuciła damskiego boksera, bo aktualnie kobiecie nie wolno być aż tak zachwyconą ofiarą a teraz planuje z Brownem ślub. Gazetę bulwersuje to, że na weselu Rihanna chce podać swoim gościom jointy. Serio? To jest skandal? Że kilkadziesiąt osób na dalekim Barbadosie zapali zioło? Czy to przypadkiem nie jest legalne w wielu krajach? Czasem też mnie zastanawia, czy to jeszcze piosenkarka, czy już tylko „gwiazda” skoro nie znam żadnego jej kawałka a wiem kiedy zmarła jej babcia i że lubi striptizerki. Aha, mogłabym też z pamięci narysować ją w bikini, bo codziennie serwuje swoim „fanom” ekspozycję samej siebie, która według mojej wrażliwofot. ROLAND OKOÑ

ści oscyluje między pornografią a wiwisekcją. Ale kolorowa gazeta najwyraźniej popiera kobiety, które pozwolą się fizycznie wykorzystać, aby zdobyć życie idealne, czyli zostać wartościowym przedmiotem:

być piękną, bogatą i nic nie robić. Horyzont wartości kolorowego magazynu mówi o okolicznościach, w jakich przyszło nam żyć na co dzień. To on wskazuje na preferowane dziś „zrozumiałe same przez się” marzenia. Z tych marzeń (piękno, bogactwo, nicnierobienie) najprędzej przyjdzie nam nic nie robić, ale raczej nie w atmosferze konsumpcji kokainy w basenie, tylko ziemniaków z cebulą w wynajętym mieszkaniu. Myślałam sobie jak wielu moich znajomych: „ci goście na bilbordach i w TV powinni być jakimikolwiek wzorcami i muszą mieć dla mnie znaczenie? Społeczeństwo to banda głupców, gwiazdy popkultury to ich przedstawiciele w panteonie żenady. Ja czuję, że wyznaję po prostu inną religię, mieszkam w innym kraju i posługuję się innym językiem. To (...) jest dla mnie tylko zadziwiającym przykładem odrębności kulturowej i cywilizacyjnej. Mogę pisać o tym monografie, szkice, wiersze albo namalować obrazek. To mnie nie dotyczy.” Po jakimś czasie dotarło do mnie jednak, że to tylko czcze przechwałki. Że żyję w świecie, w którym rzesze ludzi wpadają w histerię na widok innych ludzi bez wyraźnego powodu poza tym, że widzieli ich już w swoich domach przez działające na prąd okienko. Udawanie, że popkultura to pierdoły to ignorancja. Nie żyjesz gdzie indziej. Wzorcem „dobrego życia” w modelu dominującym są

ludzie-bilbordy, chodzące reklamy. Codzienna lektura Pudelka utwierdza mnie w przekonaniu, że warto przyglądać się tym cyrkowcom w przezroczystościach, którzy żyją z tego, by nas zabawiać opowieściami

o swoich implantach i narkotykowych eskapadach. To, co wydaje się równoległym, baśniowo-sensacyjnym światem szołbiznesu jest niczym innym jak przegiętym, zniekształconym przez powierzchowny blichtr i photoshopa odbiciem całego społeczeństwa, jego aspiracji, bolączek i wad. Ponieważ Pudelek jest moim pierwszym, ale nie jedynym źródłem informacji, wiedziałam, że pierwsza polska nekrocelebrytka, jeżdżąca konno w bikini mama Madzi jest obracana na wszystkie strony przez dwa lata, żeby łatwiej było nie

13

żywo”. Lis, „najlepszy polski dziennikarz” w telewizji publicznej z równą powagą i mocą wypowiada się o „mitach polskiej diety, ale nie tylko”, „wielkim powrocie Anny German za sprawą serialu” i „porodach, które kończą się śmiercią dziecka lub jego kalectwem w polskich szpitalach. (Jak uniknąć tych dramatycznych sytuacji?)”. Z jego programu dowiem się o Polsce i świecie dużo mniej, niż z gazety za dwa złote. Farsą szołbiznesowych odbić wraca tragedia historii, które widzę, kiedy wychodzę z domu. Oglądając

zdjęcia ze ścianek i czerwonych dywanów pamiętam, że są one rozkładane w centrach handlowych i pamiętam, jak takie centrum wygląda naprawdę, z zasyfiałym zapleczem, przekrętami na warzywach w jedzeniowej sieciówce, miejscem, gdzie sprzą-

Udawanie że popkultura to pierdoły jest ignorancją. Nie żyjesz gdzie indziej wspominać o bardziej przecież okrutnej i tajemniczej sprawie spalenia Jolanty Brzeskiej. Chłamowate magazyny ratują dupę ludziom, którzy generują prawdziwe problemy. Masowa rozrywka – festyn tematów zastępczych – na przemian podważa i potwierdza, że „estetyka jest polityką”. Przemysł dostarczania emocji przez wrażenia zmysłowe stał się polem błahych bitew o odwrócenie uwagi od prawdziwych problemów. Dlatego to mama Madzi ma miliony odsłon, dwie książki i zwolnienie jednej naczelnej na koncie, choć o Brzeskiej mógłby powstać serial krymi-

taczki chodzą palić papierosy i dodatkiem 2,5 zł w skali godziny, jeśli wyglądasz na Turka i chcesz pracować w kebabie. Znacznie bliżej mi do korytarzy, którymi wprowadzane są dostawy („nie przyjmujemy wózków z tesco!”) niż do wypożyczonych tiszertów za 350 zł i butów za 3 tys., które mają, no właśnie, co? Olśnić nas, maluczkich? Zaznaczyć dystans? Jakby to było jeszcze potrzebne. Ilu znasz ludzi, dla których przecena spodni z 1,2 tys. zł na 800 jest „świetną okazją”? Bo wygląda mi na to, że w stabilnym, zadowolonym centrum „dobrego życia”, gdzie jest

Z programu Lisa dowiem się o Polsce i świecie dużo mniej niż w gazecie za 2zł nalny, trzymający w napięciu. Widocznie jednak „normalni ludzie” wolą nie wiedzieć, że żyją w rzeczywistości ostracyzmu i wykluczenia. Widocznie wolą wciągać serial o centrum handlowym („Galeria”) oraz wierzyć, że pytanie, gdzie jadać, jest na tyle istotne, by odpowiadać na nie w „najważniejszym” programie publicystycznym w kraju (?) „Tomasz Lis na

miejsce na jogging i shopping, nie ma zbyt wiele miejsca na ludzi. Znacznie więcej osób dwoi się i troi, robiąc sztuczny tłok naokoło i udając, że należy. Czy nie jest przypadkiem tak, że margines, do którego należę, zajmuje faktycznie więcej miejsca, niż opromieniona grupa właściwa, wyznaczająca normę, o której plotki jedynie krążą, że istnieje?


14

DZIENNIK TRYBUNA

pi¹tek 7 czerwca 2013

Wszyscy jesteśmy słoikami S³oik to ktoś, kto przyjecha³ do Warszawy z mniejszego ośrodka miejskiego lub ze wsi. W stolicy mieszka od poniedzia³ku do pi¹tku, a na weekendy wyrusza do rodzinnej miejscowości po prowiant. W niedzielê wraca z plecakiem albo walizk¹ wypchan¹ plastikowymi pud³ami z jedzeniem i s³oikami z zup¹ od mamy. S³oik nie ma meldunku w Warszawie. Podatki p³aci w miejscu zameldowania. Dla warszawiaków jest paso¿ytem na zdrowym ciele stolicy. MARCELINA ZAWISZA 

S

kala problemu, jaki warszawiacy mają ze „słoikami, uwidocznił się po ogłoszeniu wyników konkursu na neon, symbol stolicy. Wygrały go trzy słoiki na tle Pałacu Kultury. I przyjezdni, i stali mieszkańcy uważają, że neon ich obraża. Próby zrozumienia dlaczego słoik jest słoikiem praktycznie nie ma. Zjawisko nie dotyczy tylko Warszawy.

S³oik nie p³aci podatków

Słoików nie lubi się przede wszystkim dlatego, że nie chcą się zameldować i płacić podatków w stolicy. Osobie urodzonej i wychowanej w Warszawie trudno zrozumieć fakt, że warszawski meldunek dla kogoś z innego miasta jest praktycznie nieosiągalny, jeżeli nie ma się mieszkania na własność. Osoby wynajmujące mieszkania czy pokoje na wolnym rynku nie mogą zameldować się ot tak u osoby, od której to mieszkanie wynajmują, bo zameldować może tylko ten, kto dysponuje prawami do lokalu. Chociaż meldunek nie daje żadnych praw, właściciele bardzo rzadko decydują się na to. Między innymi dlatego, że często mieszkania wynajmują bez zarejestrowanej umowy. Poza tym wśród osób, które dysponują lokalami na wynajem nadal panuje przekonanie, że wraz z meldunkiem zdobywa się jakieś prawa do mieszkania i profilaktycznie nie chcą sobie sprowadzać na głowę dodatkowych problemów. Kwestia niepłacenia podatków w miejscu faktycznego zamieszkania jest bardzo delikatna i można na nią spojrzeć z dwóch stron. Z jednej oczywiste jest to, że osoby, które nie rozliczają się w Warszawie, korzystają z dostępu do szeroko pojętej infrastruktury i nie dokładają się do kosztów jej utrzymania. W związku z tym jest mniej środków na zapewnienie wszystkim równego dostępu do dóbr i usług, które nie tylko ułatwiają życie, ale często są niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania. Może to wynikać z kilku powodów. Jednym z nich jest brak świadomości o możliwości i sposobie rozli-

czania podatków poza miejscem zameldowania. Warszawa podejmowała już próby informowania o takich możliwościach, jednak nieskuteczne. Zapowiedź wprowadzenia Karty warszawiaka może pozytywnie wpłynąć na rozwiązanie tego problemu i zachęcić do podjęcia działań w celu zdobycia informacji o sposobach rozliczania się z fiskusem. Z drugiej strony osoby, które rozliczają się w swoich rodzinnych miastach mogą mieć poczucie, że wspierają wspierają te miasta i ich słaby budżet.

ją różne prace. Ci, którzy z nich kpią, twierdzą, że cierpi na tym rynek pracy, bo słoiki godzą się pracować na niegodziwych warunkach, tym samym zaniżając standardy. Kpiarzom ciężko zrozumieć, że dla osób, które muszą się same utrzymać w trakcie studiów, praca to nie wybór, tylko ekonomiczna konieczność, a z takiej pozycji trudno negocjować z pracodawcą. Zwłaszcza gdy się

tywnych stylów życia. Osobie, która nie chce zawrzeć związku małżeńskiego, osobie nieheteroseksualnej czy komukolwiek odbiegającemu od standardów małych miasteczek łatwiej wyjść z szafy w dużym, anonimowym i tolerancyjnym mieście. To duży komplement dla mieszkańców stolicy, że ludzie, którzy z różnych względów nie czuliby się bezpiecznie w swoich miastach, w Warszawie pozwalają sobie na budowanie życia zgodnie z własnymi oczekiwaniami. Odnoszę wrażenie, że popadamy w schizofrenię. Z jednej strony domagamy się od młodego pokolenia umiejętności przemieszczania się z miejsca do miejsca w celu zdobycia wykształcenia czy pracy, z drugiej każemy je za to stygmatyzacją i wykluczeniem, ponieważ nie spełniają oczekiwań lokalsów.

które są niekorzystne zarówno dla nich, jak i dla społeczeństwa. Powtarza się bajki o tym, że w dzisiejszych czasach praca jest wyborem, a wszystko zależy od naszych indywidualnych możliwości. Problem pojawia się w chwili, w której karmionym historiami o dobrobycie (chociaż poziom nierówności między bogatymi a biednymi się zwiększa) pracownikom odbiera się przysługujące im prawa. Ponieważ bezrobocie jest na wysokim poziomie, zamiast szukać wady w systemie, w którym funkcjonujemy, zwracamy się przeciwko sobie. S³oiki s¹ dumne

Kiedy dzielimy się na „my” i „wy”, antagonizujemy społeczeństwo. Neoliberalna bajka, że konkurencja wzmaga przedfot. FACEBOOK

S³oik psuje rynek pracy

Wałówka wożona z domu do mieszkania w stolicy też nie bierze się znikąd. Koszty utrzymania w dużym mieście dla kogoś, kto musi opłacić mieszkanie/ pokój, zaopatrzyć się w jedzenie, podstawowe środki czystości i kartę miejską, są ogromne. Skąd brać na to pieniądze, gdy student czy świeżo upieczony absolwent w najlepszym razie może liczyć na pracę na umowę cywilnoprawną z wynagrodzeniem oscylującym w okolicach pensji minimalnej? Bez korzystania z maminej kuchni na pewno nie dałoby sie przeżyć. Poza tym jeśli się studiuje i pracuje jednocześnie, nie zawsze jest czas na przygotowanie posiłku. A barów mlecznych i tanich stołówek w Warszawie przecież jak na lekarstwo. Poza tym problem ten nie dotyczy tylko osób spoza Warszawy. Bo jak nazwiemy tych, którzy wałówki wożą z jednej dzielnicy do drugiej? Problem samodzielnego utrzymania się młodych ludzi jest problemem uniwersalnym. Duże miasta są bardzo atrakcyjne z powodu dobrych uczelni, które się w nich znajdują. Do podejmowania w nich studiów zachęca i poziom nauczania, i prestiż państwowych i prywatnych uczelni (wśród tych warszawskich UW, SGGW, SGH, SWPS. Z dyplomem prestiżowej uczelni pozycja na rynku pracy nieco się poprawia, a to bardzo ważne biorąc pod uwagę poziom bezrobocia osób z wykształceniem wyższym. W związku z potrzebą utrzymania się w trakcie studiów słoiki często równolegle podejmu-

Symbol Warszawy: s³oiki na tle Pa³acu Kultury

wie, że w kolejce po tę pracę stoją dziesiątki innych chętnych. S³oik nie spe³niaj¹ oczekiwañ lokalsów

Warszawa jest również atrakcyjna pod względem nienorma-

Zbyt mało mówi się o kapitale kulturowym, który łatwiej zdobyć, mieszkając w stolicy europejskiego państwa niż na peryferiach. Praktycznie nie wspomina się przymusu ekonomicznego, który zmusza ludzi do podejmowania decyzji,

Słoików się nie lubi, bo nie chcą się meldować i płacić podatków. A to mit.

siębiorczość to mit, w który wierząc i praktykując, pomagamy wyzyskiwać innych. Przez to bierzemy udział w reprodukcji systemu. Jako słoik jestem dumna, że Warszawa była na tyle dojrzała, aby jej symbolem były trzy słoiki na tle Pałacu Kultury. Pokazuje to otwartość na przyjezdnych szukających możliwości lepszego startu. Jako warszawianka czułabym dumę, że moje miasto jest postrzegane jako miejsce, do którego chce się przyjeżdżać, w którym chce się uczyć, studiować, żyć.


DZIENNIK TRYBUNA

pi¹tek 7 czerwca 2013

15

Mieszkanie – tabu III RP W obliczu dominacji prawicowego mainstreamu w mediach wytworzy³o siê w u nas przedziwne i dramatycznie niezgodne z prawd¹ przekonanie, ¿e idea rodziny ma charakter prawicowy i na prawicy znaleźæ mo¿na wsparcie dla tej instytucji.

fot. SXC.HU

DARIUSZ £UKASIEWICZ 

P

rawicowe ma być wspieranie macierzyństwa, a potem troska o dzietność i demografię oraz wrogość wobec rozwodów. Prawicowe mają być wzory kulturowe Świętej Rodziny – ojczyma Józefa, Marii i Jezusa. Lewica to zgodnie z tymi poglądami będące wytworem liberalnej obyczajowości drugiej połowy XX wieku: promiskuityzm seksualny, homoseksualizm, transseksualizm, aborcja i antykoncepcja, powodujące osłabienie przyrostu naturalnego. Nic bardziej błędnego. W rzeczywistości instytucja rodziny w Polsce znalazła się w stanie dramatycznego zagrożenia wraz z objęciem panowania przez prawicę neoliberalną po roku 1989 r. Wówczas to państwo zrezygnowało całkowicie z pomocy rodzinie w zdobyciu własnego dachu nad głową oraz ze wspierania stabilności pracy, będącej materialną podstawą istnienia rodziny. Bez mieszkania i stałych etatów obydwojga rodziców przeciętna rodzina nie jest w stanie funkcjonować oraz przywoływać na świat potomstwa. PRL przy wszystkich swoich mankamentach był oazą spokoju dla rozwoju rodziny przez prawie darmowe mieszkania w spółdzielniach mieszkaniowych oraz dzięki stabilnemu rynkowi pracy z umowami na czas nieokreślony, właściwie bez zjawiska bezrobocia. Co kluczowe, nie było to chorą komunistyczną aberracją. Zbliżoną politykę prowadziły po 1945 roku europejskie kraje kapitalistyczne, gdzie państwa budowały albo wspomagały budowę tysięcy bloków socjalnych (w Niemczech początkowo 70 proc. niewłasnościowych, bo na to nabywcy byli zbyt biedni) i gdzie bezrobocie było bliskie zeru, a umowy o pracę prawie wyłącznie na czas nieokreślony. Planiści nie nad¹¿ali za popytem

Jeszcze przed II wojną problem mieszkaniowy był niezmiernie dotkliwy. W Niemczech w 1932 r. milion rodzin nie miał własnego mieszkania, w 1934 r. już półtora miliona. Jeżeli w 1871 r. budowano w Niemczech 213 mieszkań na tysiąc mieszkańców, to w okresie międzywojennym niewiele więcej, w roku 1938 – 260. Po wielkim kryzysie 1929 r. u w cywilizowanym świecie nikt

nie wierzył w magię rynku. To spowodowały zmiany w polityce po 1945 r. Przy keynesowskiej, socjaldemokratycznej polityce w latach `50 wzrost PKB wynosił w Niemczech Zachodnich 6,5 proc., we Włoszech 5,3 proc., we Francji 3,5 proc., co było ogromnym postępem wobec całego poprzedniego półwiecza. Lata 1945-1975 były dla Europy najszczęśliwszym okresem, kiedy brytyjski premier Macmillan mówił do swoich rodaków: „Jeszcze nigdy nie było wam tak dobrze.” W latach `60. gospodarki europejskie rozwijały się nadal szybko. W latach 1950-1973 niemieckie PKB wzrosło 3-krotnie, potroiły się też realne zarobki. Towarzyszył temu boom demograficzny i migracja ze wsi do miast, możliwa dzięki wielkim socjalnym programom rozwoju mieszkaniowego. Jak pisał wybitny historyk Tony Judt: „We wszystkich tych miastach, podobnie jak w mniejszych miejscowościach w całych północnych Włoszech oraz w gwałtownie powiększających się obszarach Londynu, Paryża, Madrytu i innych aglomeracji, planiści nie nadążali za popytem. Podobnie jak ich koledzy w komunistycznych urzędach miejskich, odruchowo chcieli budować duże bloki z identycznymi mieszkaniami – albo na terenach zabudowanych zniszczonych przez wojnę, albo na zielonych polach na obrzeżach miast. W Mediolanie i Barcelonie, gdzie w latach 60. pierwsze pokolenie przybyszów z południa zaczęło się przenosić ze slumsów do wieżowców, skutek szczególnie przygnębiająco przypominał blok radziecki.” Podobnie było w Niemczech i Wielkiej Brytanii. W latach 1964-1974 w samym Londynie powstały 384 wieżowce. Jak pisze autor: „Jeden z najpaskudniejszych, Ronan Point na londyńskim East Endzie, okazał się na tyle przyzwoity, że w 1968 r. sam się zawalił”. A jednak dzięki tak krytykowanym dzisiaj blokom mieszkalnym w całej Europie powojennej nastąpiła wielka pozytywna rewolucja. Według historyka francuskiego Antoine Proste`a do lat 50. mieszkanie rodziny mieszczańskiej i robotniczej dzieliła przepaść. Mieszczaństwo francuskie posiadało salon, sypialnię, kuchnię, pokoje dla

służby. Robotnicy i chłopi gnieździli się z wieloosobową rodziną w 1-2 izbach, gdzie jednocześnie spano i gotowano. W jednym łóżku spało nierzadko po kilka osób, rodziców z dziećmi uczącymi się seksu szybko i z pokazem „na żywo”. Jeszcze do II wojny światowej w tych mieszkaniach nie było urządzeń wodociągowych, toalet, a nawet ogrzewania. Jeszcze w 1954 r. zaledwie połowa mieszkań we Francji miała bieżącą wodę, jedna czwarta toaletę, 10 proc. wannę i tyle samo centralne ogrzewanie. Prawo do w³asnej przestrzeni

Wówczas nastąpiło gigantyczne przyśpieszenie i masowo zaczęły wyrastać osiedla – może nie za piękne, ale nowoczesne. W 1953 roku budowano ich we Francji 100 tys. rocznie, w 1959 roku 300 tys., w 1965 roku – 400 tys., w latach 1972-1975 – 500 tys. Zaczęły obowiązywać państwowe normy: izba nie może mieć mniej niż 9 metrów, mieszkanie musi się składać z jednego pokoju wspólnego, sypialni dla rodziców i osobnego pokoju dziecięcego dla dwojga dzieci, toalety, łazienki i centralnego ogrzewania. Wprawdzie mieszkania były budowane przez kapitał prywatny, ale w znacznym stopniu dotowane przez państwo. Jak pisze Antoine Prost: „Dla milionów Francuzów te olbrzymie kompleksy mieszkaniowe stanowią ogromny skok w nowoczesność. Dzięki powstaniu nowych mieszkań większość ludności znalazła się w warunkach mieszkaniowych, w jakich żyła niegdyś jedynie burżuazja. Była to oznaka ogromnej demokratyzacji życia” W ciągu dwudziestu lat przeciętna rodzina francuska otrzymała mieszkanie o powierzchni

20 metrów kwadratowych na osobę (w Polsce w 1960 roku wśród robotników 10 metrów kwadratowych), średnio 3,5 izby na rodzinę. W tym krótkim okresie 97 proc. mieszkań zaczęło dysponować bieżącą wodą, 70 proc. toaletą, 65 proc. wanną lub prysznicem, 49 proc. centralnym ogrzewaniem. Postęp następował w kolejnych latach. Zmianie uległ styl życia, bo każdy członek rodziny otrzymał prawo do własnej przestrzeni prywatnej w mieszkaniu. Polski regres

W dzisiejszej Polsce zakochani młodzi dzięki prężnemu rozwojowi budownictwa drogowego mogą rozpocząć nowe życie pod mostami i wiaduktami, których wyrastają rzeczywiście tysiące. Nie są to peerelowskie, betonowe, ciasne i duszne klitki, a rozległe i przewiewne przestrzenie. Sytuacja ulega też systematycznemu pogorszeniu, bo banki zaprzestały kredytowania mieszkań na rynku wtórnym, które były jedyną formą własnego M, dostępnego dla średniozamożnych, ale już nie uboższych i stanowiących większość rodaków. Mieszkań komunalnych się prawie nie buduje, bo miasta zadłużone są po uszy na modernizację infrastruktury komunikacyjnej. W rezultacie okazuje się, że to dekada lat `70. sprzed czterdziestu lat, z czasów prymitywnej jeszcze technologii i wynędzniałej, wyniszczonej przez II wojnę światową Polski komunistycznej, przyniosła budowę największej liczby mieszkań w Polsce. W latach 1971-1980 zbudowano 2,6 miliona nowych mieszkań, co dało miejsce do zamieszkania 10 mln osób. Rekordowym rokiem był 1978, kiedy oddano do użytku 284 ty-

siące lokali, jednak już od lat `60. do końca `80. liczba budowanych mieszkań wynosiła rocznie średnio ok. 200 tys. (jeszcze w 1987 roku, w sytuacji całkowitej zapaści gospodarczej, 191,4 tys.!!!). Jednocześnie mieszkania przypadały różnym warstwom bardzo egalitarnie. W 1970 roku na 100 rodzin samodzielne mieszkanie miało 81 rodzin inteligenckich i aż 70 robotniczych. W tym czasie Polska miała jeden z najwyższych wskaźnik przyrostu naturalnego w Europie, obecnie najniższy. W stosunku do lat 1918-1939 nastąpił w PRL znaczący wzrost PKB z 1372 dolarów na osobę w 1937 roku do 3730 w roku 1980. Jednak w tym samym czasie postępy gospodarcze Zachodu były znacznie szybsze, tak, że jeżeli w 1937 roku nasze PKB na osobę stanowiło 50 proc. niemieckiego, to w 1980 roku już tylko 27 proc. W 2011 roku według GUS oddano w naszym kraju do użytku nędzne 116 tys. mieszkań, w 2012 roku 152 tys., z tego aż 81 tys. domków indywidualnych przeznaczonych dla zamożniejszej części społeczeństwa. Według spisu GUS-u z 2011 roku w dwudziestoleciu 1971-1988 wybudowano 32 proc. obecnego zasobu mieszkań, a w kolejnym 1989-2008 zaledwie połowę z tego – 16 proc. Obecnie za średnią pensję w Warszawie Polak może kupić 0,35 metra, podczas gdy Niemiec w znacznie droższym Berlinie 0,89. I uboższego Niemca stać jednak na to, aby bez problemu mieszkanie wynająć, Polaka, aby z problemami mieszkać nadal z rodzicami i oczekiwać, kiedy raczą wybrać się na tamten świat. Autor jest profesorem Instytutu Historii PAN i Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni.


16

DZIENNIK TRYBUNA

pi¹tek 7 czerwca 2013

Polska-Rosja: długi marsz Ci¹¿y na naszych relacjach wzajemny brak zaufania, którego korzenie siêgaj¹ g³êboko w przesz³ośæ. Dziś nie ma groźby niespodziewanej napaści. Problemy maj¹ dziś inny charakter – mówi by³y minister spraw zagranicznych prof. Adam Rotfeld. Panie profesorze, jak spojrzymy na stosunki polsko-rosyjskie to sprawiają one wrażenie jakiejś schizofrenii. Z jednej strony rozwijają się stosunki gospodarcze, kontakty między ludźmi. Ale stosunki państwowe wyglądają dziwnie. Te wzajemne uszczypliwości, pouczanie… A to, co pisze się w gazetach, mówi w telewizji – to już zupełna tragedia, otwarta wrogość… Jak z tym żyć? – Umówmy się: nie ma jednej Rosji, nie ma jednego jedynego stanowiska całego państwa rosyjskiego i wszystkich mieszkańców Rosji. Dzisiejsza Rosja nie jest państwem totalitarnym. Przeszła przez różne etapy, od żywiołowej demokratyzacji czasów Gorbaczowa i Jelcyna, do autorytaryzmu Putina. Rosja jest dziś podzielona, zdywersyfikowana, czego najlepszym dowodem były niespodziewane dla władz Rosji i wielu zagranicznych obserwatorów liczne protesty na przełomie 2011/2012 roku, gdy Putin po raz trzeci obejmował urząd prezydenta. To były poważne protesty? – Nie były to na ogół protesty polityczne. Był to raczej żywiołowy sprzeciw klasy średniej, która nie odnajduje się w panującym dziś w Rosji systemie politycznym. Proszę spojrzeć na Dumę, która w istocie rzeczy została zmarginalizowana i nie odgrywa większej roli. Reprezentowane są w niej partie, które mają koncesję udzieloną przez Kreml. Jedyna Rosja, czyli partia rządząca – to w istocie korporacja ludzi, którzy sprawują władzę. Największa partia opozycyjna, która z reguły popiera prezydenta Putina – to Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej kierowana przez Giennadija Ziuganowa. Kolejna – to partia Władimira Żyrinowskiego.

Nazywa się „liberalno-demokratyczna”, ale jest to partia nacjonalistów, której założycielami były, jak powszechnie się mówi, służby specjalne. Jest wreszcie – Sprawiedliwa Rosja, która wcale nie jest sprawiedliwa i nie różni się od partii rządzącej. Żadna z tych partii nie odpowiada kryteriom stronnictwa niezależnego, opozycyjnego. Żadna z nich nie jest odbiciem politycznego pluralizmu. Była taka szansa – choćby symboliczna. Mam na myśli partię Jabłoko Grigorija Jawlińskiego, która notowała w Moskwie od 16 do 20 proc. poparcia. Ale do reprezentacji w Dumie nie została dopuszczona. Innymi słowy – Rosja jest zróżnicowana, ale w systemie politycznym nie znajduje to stosownego odbicia. Powstał system bezalternatywnych rządów prezydenta Putina i grupy ludzi, którzy go otaczają. ZAPATRZENI W EUROPÊ

Jak to wpływa na nasze wzajemne stosunki? – Dobre pytanie. Dziś bowiem sytuacja wewnątrz państwa ma dla relacji z zewnętrznym światem większe znaczenie niż stosunki bilateralne. Stosunki między państwami określają nie tylko suche liczby i oficjalne teksty, ale są one w jakimś sensie odbiciem stanu umysłów i nastrojów, jakie panują w Rosji i w Polsce. Jest to relatywnie nowe zjawisko, charakterystyczne dla naszych czasów. To, co się dzieje wewnątrz państw determinuje stan stosunków między nimi. A co dzieje się między Polską a Rosją? – Można powiedzieć, że nie dzieje się nic specjalnie złego ani dobrego. Z jednej strony – stosunki gospodarcze rozwi-

jają się bezkolizyjnie dobrze. Polski eksport do Rosji wzrósł – w porównaniu z 2007 rokiem – o ponad połowę. Nikt temu nie przeszkadza. Więc rosną w szybkim tempie. W ubiegłym roku obroty wzrosły o ponad 10 proc. i wynoszą blisko 38 miliardów dolarów! Mógłbym wymienić dużo więcej zjawisk pozytywnych, szczególnie w tych obszarach, do których państwo się nie wtrąca. A jak się wtrąca? – Po s t r z e g a n i e R o s j a n w Polsce i Polaków w Rosji jest podyktowane – jak powiedziałem – bardziej sytuacją wewnętrzną niż doświadczeniami wynikającymi z relacji wzajemnych. Podam przykład, który nie dotyczy Polski. Jeśli w Rosji jest zapotrzebowanie na zewnętrznego wroga, to nagle pojawiają się tam opinie „ekspertów” i audycje w telewizji, w których dominuje krytyka państw zachodnich, Sojuszu Północnoatlantyckiego, a w szczególności Stanów Zjednoczonych. USA grają dziś w rosyjskiej propagandzie rolę Czarnego Piotrusia. Dlaczego? – Jest wiele powodów… Występuje tu pewien element politycznej schizofrenii. Z jednej strony elita rosyjska jest zapatrzona w Zachód. Wszystko, co europejskie – jest tam synonimem lepszego życia. Dobrze wykończony dom jest „zbudowany po europejsku”. Rosjanie, których na to stać, posyłają swoje dzieci do szkół w Anglii, Szwajcarii lub innych państwach Zachodu. I to dziecko, i ci rodzicie, i cała reszta społeczeństwa, zadają sobie pytanie: jak to jest – niby wszystko, co jest złe, jest tam – na Zachodzie i to właśnie tam jest kryzys, co więcej – Europa słabnie i właściwie się nie liczy, Stany Zjednoczone też się liczą

coraz mniej. Ale to tam Rosjanie kupują nieruchomości, mieszkania w eleganckich burżuazyjnych dzielnicach. A z drugiej strony przestrzeń informacyjna, zwłaszcza telewizja, jest pełna haseł antyzachodnich, zwłaszcza antyamerykańskich, tak jakby Rosja była zagrożona nie od wewnątrz, ale przez świat zewnętrzny. Przecież nie przez Zachód… – W ciągu ostatnich 300 lat Rosja nie miała tak bezpiecznych granic zachodnich jak ma dzisiaj. A zbroi się, jak nigdy wcześniej od 20 lat… – To prawda. Rosyjskie argumenty sprowadzają się do tego, że Rosja ma bardzo długie granice, najdłuższe z Chinami na Dalekim Wschodzie, i bardzo

dlaczego na potrzeby zbrojeń przeznaczono największe pieniądze. Zdawałoby się, że historia podarowała Rosji czas i środki na budowę nowoczesnego państwa. Można byłoby to wykorzystać… Jest tu jakaś dwoistość: dzieci bogatych i wpływowych Rosjan wysyłane są na studia na Zachód, dorośli kupują tam domy, „europejski styl” jest wyznacznikiem luksusu i elegancji, a jednocześnie mamy w życiu publicznym dominującą antyzachodnią retorykę… – Dwie rzeczywistości, o których Pan mówi, rozchodzą się. Za czasów prezydenta Miedwiediewa do retoryki politycznej zostało wprowadzonych wiele nowych słów-kluczy. Jednym z nich było pojęcie

Prof. Adam Rotfeld trudną granicę na południu. Armia rosyjska wymaga przezbrojenia. Obecne wyposażenie armii jest stare, jeszcze z czasów ZSRR i wymaga wymiany. Zmienia się pole walki. Są też nowe technologie. To wszystko prawda. Ale trudno zrozumieć,

„modernizacji”. Odmieniano je we wszystkich przypadkach, występowało we wszystkich przemówieniach. Po powrocie Putina na urząd prezydenta to się zmieniło. Słowo znikło, a pojawił się inny termin – reindustrializacja.


DZIENNIK TRYBUNA

pi¹tek 7 czerwca 2013 JAKIEJ ROSJI CHCE PUTIN?

Co to znaczy? - Słowo to przywraca w Rosji starą retorykę, ale również sygnalizuje strategię polityczną i gospodarczą z okresu stalinowskiej industrializacji. Wtedy, w ciągu krótkiego czasu pierwszej 5-latki (do połowy lat 30.), zbudowano potężny kompleks wojskowo-przemysłowy. Ten kompleks określił na dziesięciolecie charakter całej gospodarki radzieckiej, stał się swego rodzaju „nowotworem”. Koncepcja modernizacji państwa, czyli europeizacji Rosji w wydaniu Miedwiediewa, została zastąpiona przez swoisty powrót do autarkii i budowy w oparciu o własne siły nowego kompleksu wojskowo- przemysłowego? – Powiedzmy wyraźnie: reindustrializacja jest koniecznością, z tego chociażby względu, że ponad 400 wielkich miast Rosji kształtowało się wokół fot. Sebastian Zwez/wikimedia

ściciele, jeśli nie doprowadzali do upadłości starych fabryk, to zaczęli zmieniać ich produkcję, dostosowywać do rynkowych potrzeb. Często zaczęli zwalniać na masową skalę pracowników. W ten sposób postępowała degradacja i upadek całych miast. Prezydent Putin jechał do takiego upadającego miasta – ilustracją takiej sytuacji było Pikalowo – wzywał właściciela i, w obecności kamer telewizyjnych, polecał wznowić produkcję i ponownie przyjąć ludzi do pracy. Niedawno prezydent pojechał do Soczi, oglądać budowę obiektów olimpijskich. Putin otoczony doradcami oglądał niedokończoną skocznię narciarską. Odpowiedzialny za tę gigantyczną budowę minister informował prezydenta: – „Tu mamy opóźnienie, a koszty wzrosły. Putin zapytał się: a o ile wzrosły? Ośmiokrotnie! Doradcy wymienili nazwisko inwestora, który pełni funkcje publiczne, a zarazem jest właścicielem wielkiej firmy… Miliony Rosjan dowiedziało się, że przygotowania do olimpiady generują nieprawdopodobną korupcję. Corocznie Rosja traci miliardy dolarów, które są lokowane zagranicą – na Cyprze i w „rajach podatkowych”. Niedawno mieliśmy też aferę w ministerstwie obrony, zatrzymano ministra obrony w mieszkaniu skorumpowanej urzędniczki, jego kochanki… – Minister był cywilem. Nie był w wojsku lubiany. Publiczny rozgłos doprowadził do zmiany na tym stanowisku. „Oboronserwis” – to mały wycinek. Można przypuszczać, że w innych miejscach w armii, korupcja osiągała jeszcze większe rozmiary. POST-IMPERIUM

jednego lub kilku zakładów- gigantów, które były dla mieszkańców żywicielem, opiekunem i zapewniały krwiobieg miasta. Minęły lata. Zakłady się zużyły. Moralnie i materialnie. Zyskały też w wyniku prywatyzacji nowych właścicieli. Z kolei wła-

Jego chciano się pozbyć… – Wspominam o tych głośnych sprawach nadużyć finansowych, ponieważ korupcja jest prawdziwym problemem Rosji, dotyka najwyższych pięter władzy. Przed rokiem wprowadzono w Rosji przepis, że deputowani do Dumy i wszyscy wysocy urzędnicy państwowi mają w oświadczeniach majątkowych podać stan swojego posiadania – w tym zakupione nieruchomości za granicą. Jeśli chcą pozostać deputowanymi – powinni w określonym czasie te nieruchomości sprzedać. W efekcie, wielu posłów dokonało wyboru i złożyło rezygnację. Woleli zachować majątki za granicą. Tak zareagowali tylko ci najbardziej nerwowi! – Znany rosyjski analityk Dmitrij Trenin w opublikowanej w Stanach książce, której tytuł brzmi: Post-imperium pisze, że korupcja w dzisiejszej Rosji nie jest chorobą, ale częścią systemu. Oznaczałoby to, że wcześniej czy później taki system się załamie. Korupcja prowadzi do

17

Lektura obowiązkowa Drodzy Czytelnicy, czêsto tak jest, ¿e w nat³oku ró¿nych tytu³ów rzeczy naprawdê wartościowe spychane s¹ gdzieś do ty³u, ustêpowaæ musz¹ krzykliwym tytu³om i kolorowym ok³adkom. To jest tak¿e przypadek miesiêcznika „Tak po prostu”, którego nie kupi siê w ka¿dym kiosku. A ¿eby uświadomiæ wszystkim, co w zwi¹zku z tym tracimy, prezentujemy poni¿ej dwie publicystyczne pere³ki... załamania w każdym systemie – zarówno w demokratycznym, jak i autorytarnym. W demokratycznym – mieliśmy przykład Włoch. W wyniku przeżarcia korupcją Chrześcijańska Demokracja w tym kraju zniknęła ze sceny politycznej. Co się stało w państwach autorytarnych, mogliśmy obserwować w Maghrebie i Egipcie. W krajach arabskich w wyniku rewolty upadały skorumpowane reżimy. Z dnia na dzień „dożywotni” przywódcy, byli stawiani przed sądami i skazywani na karę śmierci, albo ginęli bez wyroku… To, co się działo w Północnej Afryce, świat obserwował z mieszaniną nadziei i zgrozy. W wielu krajach elity uświadomiły sobie zagrożenie: nikt i nigdzie nie jest immunizowany na taki rozwój wypadków. Wcześniej czy później scenariusz może być podobny. Więc trzeba się zabezpieczyć kupując na Zachodzie nieruchomości, przenosząc tam majątek, i mieć nadzieję, że w razie czego, jakichś rozruchów – zdąży się uciec… – Rosja jest zbyt wielkim państwem, aby porównywać ją do państw arabskich. Ma inne zagrożenia, inne wyzwania, ale też ogromy potencjał i szanse rozwojowe. Jest częścią euro -atlantyckiego regionu. Jest to państwo, które nadal posiada największy arsenał broni jądrowo-rakietowej, a zarazem ma poważne problemy wewnętrzne, związane nie tylko z korupcją. Mam na myśli niekorzystne prognozy demograficzne i wielonarodowościowy skład etniczny państwa. Czy Rosja może wybrać demokratyczną drogę rozwoju? – Oczywiście – może. Ale będzie to droga długa i ciernista. Puszkin za czasów Mikołaja I napisał taki dwuwiersz: „W Rossii niet zakona, jest stołb, a na stołbie korona” („W Rosji nie ma prawa, jest słup, a na słupie jest korona”). O demokracji możemy mówić tam, gdzie funkcjonuje państwo prawa. Oznaczałoby to, że walkę z korupcją należy potraktować jako priorytet i na serio. Państwo prawa nie może być budowane z wyłączeniem pewnej grupy ludzi, która stawiana jest ponad prawem. Zadaniem nr 1 w dzisiejszej Rosji

jest nie tyle budowanie państwa demokratycznego na wzór tych, jakie są na Zachodzie. Priorytetem w Rosji jest budowa nowoczesnego państwa prawa. To będzie długi marsz. A stosunki z Polską? Dlaczego wyglądają tak, jak wyglądają? – Ciąży na naszych relacjach wzajemny brak zaufania, którego korzenie sięgają głęboko w przeszłość. Dziś nie ma groźby nagłej, niespodziewanej napaści. Problemy mają dziś inny charakter. Rosnące poczucie obcości? – Ostatnio pod auspicjami Centrów Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia przeprowadzone zostały badania socjologiczne dotyczące tego, jaka jest percepcja Polski i Polaków

– Proces porozumienia i zbliżenia między narodami musi trwać. Należy się nastawić na długi marsz. Tak było w stosunkach Francji z Niemcami i Niemiec z Polską. Należy prowadzić dialog i tworzyć instytucje – nawet tak skromne, jak Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. Ktoś może powiedzieć, że to kropla w morzu w stosunku do potrzeb kształtowania zaufania. W stosunkach polsko-niemieckich wszystko, co dziś oceniamy jako dobre, zaczęło się właśnie od tworzenia takich instytucji. Jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku przyjeżdżały do nas niemieckie grupy w ramach akcji Znaku Pokuty. A dziś stosunki polsko-niemieckie są bodaj najlepsze w naszej historii! Mamy świadomość, że budowa wzajemnego zaufania będzie trwała długo. Polskie Centrum zapoczątkowało wspólne młodzieżowe rejsy i wymianę młodzieży. Uzgodniono sposoby ułatwiania, czyli odtajniania i swobodnego dostępu do zbiorów archiwalnych, wspierania tłumaczeń literatury polskiej i publikacji arcydzieł oraz dostępu do naszej kultury w Rosji oraz do rosyjskiej w Polsce, zintensyfikowania kontaktów między różnymi środowiskami. Podjęto wiele innych inicjatyw, zapoczątkowano w środowisku akademickim otwarte debaty o sprawach drażliwych i trudnych. Polska udostępniła, w ramach tzw. małego ruchu granicznego wielokrotnie większy obszar dla Rosjan z Królewca, niż wynika to z formalistycznie pojmowanej zasady wzajemności. Wspieramy też politykę otwarcia wobec Rosjan i ich prawa do bezwizowego poruszania się. Bez zrozumienia Unii Europejskiej… - Powoli nasze podejście zyskuje tam zrozumienie. Jest takie mądre chińskie przysłowie: nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku. W tym powiedzeniu jest ukryta mądrość: pierwszy krok z reguły określa kierunek marszu. I taki marsz podjęliśmy.

W rosyjskiej propagandzie Polska przestała być głównym chłopcem do bicia. Miejsce to zajmują teraz Stany Zjednoczone. My jesteśmy na trzecim, po USA i Litwie. w Rosji oraz Rosji i Rosjan w Polsce. Ich wyniki zasmucają. Wzajemne stosunki charakteryzują się coraz większą obojętnością. Z badań wynika, że obraz Rosji, jako państwa jest w opinii Polaków zdecydowanie negatywny. Polacy postrzegają Rosję, jako państwo nieprzyjazne, rządzone autorytarnie, źle zorganizowane i niebudzące zaufania. Rosjanie, jako ludzie są przez Polaków postrzegani lepiej niż Rosja. W percepcji Polaków Rosjanie są „otwarci, serdeczni, gościnni, można z nimi szczerze porozmawiać”. W rosyjskiej propagandzie Polska przestała być głównym chłopcem do bicia. Miejsce to zajmują teraz Stany Zjednoczone. Z badań wynika, że największa niechęć w Rosji jest do Stanów Zjednoczonych, potem do Litwy. Polska jest na trzecim miejscu. Jak to ocenić? – Rezultaty tych badań oceniam z powściągliwością. Z rozmów z profesjonalistami odnoszę wrażenie, że w Rosji jest głęboko zakorzenione i podszyte strachem poczucie zagrożenia ze strony Chin. Jak więc przełamać wzajemny brak zaufania? Przebić się przez złe słowa, których w ostatnich latach padło o wiele za dużo?

ROZMAWIA£ ROBERT WALENCIAK 


18 str. 2 - 3

DZIENNIK TRYBUNA str. 4

str. 5

str. 6 - 17

pi¹tek 7 czerwca 2013 str. 18 - 19

str. 20 - 23

str. 24

Jak się stałem komu WYWIAD

W Nowej Hucie budowa³ socjalizm, Gomu³ce mówi³, ¿e musi od „Cz³owieka z marmuru”… Z Józefem Tejchm¹ rozmawia Rober

fot. W£ODZIMIERZ WASYLUK/REPORTER

Starego, nauczanie. Ale także śmieszne. To zwalczanie długich włosów jako symbolu bikiniarstwa, wąskich spodni jako mody zachodniej, coca-coli… Czasy siê zmieniaj¹, a zawsze pojawiaj¹ siê ideowi m³odzieñcy, bezkompromisowi. Dziś mamy z kolei m³odzie¿, która walczy z komunizmem, którego ju¿ nie ma…

Józef Tejchma Mieczys³aw Rakowski mówi³, ¿e gdyby nie socjalizm, to pasa³by krowy. A Pan?

Ja nie. W tamtym czasie w naszym gospodarstwie, w Markowej, przejściowo nie mieliśmy krowy. Mieliśmy kozę. Więc może pasałbym kozy. W każdym razie byłbym człowiekiem bez przydziału społecznego, bez jakiegokolwiek ważnego zajęcia.

A historia poda³a Panu rêkê. Czu³ Pan to? ¯e jest rewolucja i ona daje szansê takim jak Pan?

Wtedy – chyba nie od razu. Moje wyjście z biedy, z mojej wsi rodzinnej do Łańcuta, do liceum, nie dawało mi poczucia jakiegoś przełomu historycznego. Po prostu pojawiła się szansa opuszczenia dotychczasowych skromnych zajęć, człowieka pracującego zarobkowo u gospodarzy… Jako parobek…

I jakby niepostrzeżenie znalazłem się w liceum. Owszem, miałem pewną satysfakcję. Przed wojną pracowałem u hrabiego Potockiego, na jego polach, przy zbiorze siana i buraków cukrowych. I nagle znalazłem się w bursie licealnej, w pałacu Potockiego. To było moje poczucie zemsty biednej warstwy na hrabiowskich rodach. Wtedy poczułem, że jest czas wielkiej przemiany.

TO BYŁA REWOLUCJA Jaka by³¹ atmosfera tamtych lat? Czuliście, ¿e to rewolucja? Czy inaczej – ¿e jest okazja, wiêc trzeba j¹ wykorzystaæ?

Był klimat przemiany. Wiary, że pojawiły się nowe czasy dla takich ludzi jak ja. Samo znalezienie się w liceum było już tym świadectwem. Przed wojną taki człowiek jak ja nie miał prawa znaleźć się w takim miejscu. Do Nowej Huty, jako szef tamtejszej organizacji ZMP, kilkutysiêcznej, jecha³ Pan ju¿ jako cz³owiek politycznie ukszta³towany.

Jadąc tam, miałem pewne poczucie misji społecznej. Miałem już doświadczenie w działaniu, w ZMW „Wici”, w ZMP. Miałem ze sobą lektury, wtedy ważne i modne. Byłem po lekturze książeczki Schaffa… „Wstêp do teorii marksizmu”…

Więc w Nowej Hucie miałem przekonanie, że nie wystarczy, że sam jestem przekonany do nowych czasów. Wierzyłem, że trzeba w tym kierunku pokierować także młodzież. I były w tej działalności rzeczy bezspornie pożyteczne - spotkania z pisarzami, wyjazdy do Teatru

Może pan się zdziwi, ale wydaje mi się, że wtedy było mniej fanatyzmu w upowszechnianiu nowej idei, niż widzę dziś, w tych skrajnych grupach, które widoczne są niemal codziennie w telewizji. Widziałem spotkanie Biedronia. I co? Ludzie, którzy urodzili się kilkanaście lat temu, krzyczeli: precz z komuną! Wtedy takiego sfanatyzowanie nie było. Choć elementy braku tolerancji istniały niewątpliwie. Mam w swej biografii też taką zadrę. Złożyło się, że uczestniczyłem w szkolnym zebraniu, podczas którego wykluczano z ZMP młodego licealistę. Za jakieś tam konspiracyjne działania. I nie zdawałem sobie sprawy z tego, że to miało potem znaczenie, że ten licealista miał duże trudności w dostaniu się na studia. Dowiedziałem

To jest w ogóle sprawa esencjalna jeśli chodzi o system, który powstawał, a którego sensu nie bardzo jeszcze wtedy rozumiałem. Tych wszystkich konsekwencji, które ludziom przynosi. To zostało dopiero później odkryte, kiedy Ważyk napisał „Poemat dla dorosłych”. I ujawnił, że moje działanie w Nowej Hucie nie było tak usłane sukcesami, jak mi się wydawało. A ponieważ miałem w Nowej Hucie sporo kolegów, przyjaciół, i robiłem tam rzeczy bezspornie pożyteczne, to poemat przyjąłem spokojnie, bez histerii. To odkrycie, że było także pijaństwo, był bród, był gdzieś noworodek porzucony, co zdarza się dziś często… Nie chcę robić licytacji – ale tylko dochodzę do wniosku, że życie jest zbyt skomplikowane, żeby oczekiwać wyłącznie kolorowych obrazów i kart. M³odzie¿ , która przyje¿d¿a³a do Nowej Huty, to by³a m³odzie¿ z okolicznych wiosek?

Tam było trzech moich braci. Ze wsi przyjechali, za mną oczywiście. Było wielu młodych ze wschodu, z Podlasia. W Nowej Hucie była młodzież chłopska w dziewięćdziesięciu kilku procentach. I tam było zjawisko,

Władza to narkotyk, poczucie, że wszystko mogę, zamroczenie umysłu się o tym później. On odnalazł mnie w Zarządzie Głównym ZMP, zjawił się w moim pokoju, i przypomniał moją rolę w jego życiu. Na szczęście, jakoś sobie poradził. Gdy wyrzuca³ go Pan z ZMP, nie mia³ Pan w¹tpliwości?

To była rewolucja. W końcu uznałem, że przeciwnicy rewolucji muszą ponieść konsekwencje i nie mogą być w ZMP.

TRYBY WIELKIEJ MASZYNY Groźne jest jak cz³owiek dostaje siê w takie tryby. To zabiera mu wszystko, zw³aszcza woln¹ wolê. Bo jest trybikiem w machinie.

o którym nie wolno zapomnieć – była pewna zawziętość awansowa. Poczucie, że skoro stało się możliwe zdobycie wykształcenia średniego, wyższego, to trzeba to wykorzystać. Ta młodzież z wielką pasją z tej możliwości korzystała. W tym widziałem pozytywne aspekty nagłego przeskoku ze wsi do miast. Polska Ludowa by³a Pañskim pañstwem?

Uważałem, że jest państwem, w którym moja rola jest ważna. Które buduje nowy ustrój, zmienia cywilizacyjnie Polskę. Było to widoczne! Często dziennikarze pytali, jak się stałem komunistą i jak przestałem nim być. Moje odpowiedzi nie były dla nich zadowalające, bo nie mogłem odpowiedzieć, czy naprawdę stałem się komunistą, i nie mogłem odpowiedzieć, czy przestałem wierzyć w komu-

nizm. To wszystko było zamglone, niezdefiniowane. A ponieważ nigdy komunistą fanatycznym nie byłem, to nigdy nie stałem się antykomunistą, jak wielu ludzi, których później poznałem.

LUBIŁEM GOMUŁKĘ, A ON LUBIŁ MNIE A jak pozna³ Pan Gomu³kê?

To pewnie było wtedy, kiedy zostałem przewodniczącym ZMW. Gomułka nas zaprosił, chciał poznać działaczy tej organizacji. On miał do ZMW pewną słabość, bo niezbyt dużo zajmowaliśmy się polityką. Za to zajmowaliśmy się sprawami codziennymi, które w życiu wsi miały znaczenie. Minimum ideologii, maksimum konkretnych działań. Gomułka to doceniał. I mnie polubił. A ja polubiłem jego. Uznał mnie za człowieka solidnego, pracującego społecznie i pożytecznie. To potem zaczęło rozwijać się w kierunku daleko idących przypuszczeń i plotek, i prawdziwych planów co do mojej roli przy Gomułce już na najwyższym szczeblu, i ewentualnie mojej roli po Gomułce. By³ Pan jego pupilkiem.

Byłem jego pupilkiem, było to dla mnie ważne. Dlatego tym większym dramatem była dla mnie rozmowa z Gomułką, w grudniu 1970 roku, w której przedstawiłem mu sytuację po wypadkach na Wybrzeżu, z wnioskiem, że powinien ustąpić z funkcji I sekretarza.

Mówi³ Pan swojemu patronowi, ¿e ma odejśæ. Pan! To by³o polityczne ojcobójstwo!

Nie wiem, jak wtedy zdobyłem się na odwagę… Bo jednak trzeba było odwagi, żeby pójść do Gomułki. Zadzwonić, wprosić się na rozmowę, i przyjść z taką deklaracją… Przecież Gomułka miał jeszcze władzę! Mogli mnie odsunąć, izolować. Ale wiedziałem, co się dzieje na Wybrzeżu, że za chwilę to może rozlać się na cały kraj! I to było jedyne rozwiązanie – odejście Gomułki. To mu mówiłem. Było to trudne, ze względu na różnicę wieku, na moralne zaszłości, i naszą zażyłość. Niektórzy historycy nie wiedzą, jak ją ocenić, czy szedłem do Gomułki


DZIENNIK TRYBUNA

pi¹tek 7 czerwca 2013

19

nistą i jak przestałem nim być…

dejśæ, Wajdzie puści³ t Walenciak. w porozumieniu z Moskwą, czy był spisek, czy była jakaś grupa która się namówiła… Ani spisek, ani grupa, ani Moskwa! Najbardziej prawdziwie ujął to profesor Andrzej Friszke, który napisał, że Tejchma w prywatnej rozmowie powiedział Gomułce, że powinien odejść.

w górę, a kto idzie w dół. Mówił: „w górę idą ci, co się przysuwają przy stole prezydialnym do Gierka, a schodzili na dół ci, co byli odsuwani na dalszy plan”. Otóż był czas, kiedy siedziałem po prawej stronie Gierka, a potem był czas, kiedy poza mną, nad przepaścią stołu prezydialnego siedział już tylko jeden. Więc schodziłem powoli.

jak ludzie, którzy mieli ten numer 2, schodzili z prezydium, wyrzucani z partii. Najpierw był Berman. Pamiętam, jak przechodził tę długą salę, od prezydium do drzwi wyjściowych. Szedł i szedł, ze spuszczoną głową. Potem – to już bliższe czasy – szedł Babiuch. Przy Gierku to była druga osoba w państwie, został premie-

Co to znaczy – gorzkie chwile?

To rozczarowanie, że nie można tak szybko przebudować życia, jak się marzy. Że natrafia się na opór rzeczywistości. Że po entuzjazmie przychodzi rozczarowanie, gdyż spodziewaliśmy się czegoś więcej, a możliwości są ograniczone. W moim przypadku te fot. MATERIA£Y PRASOWE

Jakby Pan nie powiedzia³, i tak by odszed³…

Odszedłby w warunkach gorącej walki wewnętrznej i upokarzających rozliczeń. W komitecie warszawskim mówili: „niech to się wszystko uspokoi, to wtedy rozliczymy się z Gomułką”. Pan zwróci uwagę na te słowa - „jak się uspokoi”! To było niby mądre , ale przewrotne, bo chcieli, żeby Gomułka spacyfikował wzburzone ruchy społeczne, a potem, jak to zrobi, to go się pożegna.

BYŁEM CZŁOWIEKIEM NUMER 2 Gierkowi Pan siê wtedy przys³u¿y³.

To dziwne, bo do Gomułki czułem sympatię, a Gierka nie lubiłem, jako wyniosłego dygnitarza partyjnego. A tak okoliczności się złożyły, że w rozmowie z Gomułką przedstawiłem mu, że jego następcą będzie Gierek. To wynikało z mojego rozeznania. Ale ten udzia³ w namawianiu Gomu³ki do odejścia op³aca³ siê Panu. Patrzê na sk³ad tamtego Biura. Loga-Sowiñski i Kliszko, którzy bronili I sekretarza, stracili wszystko. Kocio³ek, który po wahaniach podniós³ rêkê za odwo³aniem Gomu³ki, te¿ odszed³ z Biura, ale na stanowisko ambasadora. A Pan sta³ siê postaci¹ numer 2. nowej ekipy.

Przez kilka miesięcy byłem formalnie drugą postacią w państwie. Gierek to oświadczył na Biurze Politycznym. I często robił takie gesty, że wychodził w czasie posiedzenia Biura, niby coś załatwiać, i mówił: „Tejchma będzie przewodniczył”. To były sygnały, które coś znaczyły. Pokazywa³y, kto jakie miejsce zajmuje w hierarchii…

Putrament kiedyś napisał, że przychodzi na plenum KC, żeby się dowiedzieć kto idzie

Miałem też sygnały, że nie wszyscy rzucą się na mnie z impetem i złością. Byli tacy, którzy mieli zrozumienie dla twórczości kulturalnej, dla jej potrzeb. By³o ich niewielu.

No tak, więc wiedziałem, że będzie awantura. Ale miałem wtedy przekonanie, że moja kariera i tak zbliża się do końca, więc dobrze będzie takim akcentem ją zakończyć. Wolałem razem z Wajdą przegrać, niż z aparatczykami wygrać. D³ugo Wajda musia³ Pana namawiaæ na ten film?

Los filmu zależał ode mnie. Czy go kierujemy do kin, czy stawiamy na półkę, tak jak „Przesłuchanie” Bugajskiego. Więc oglądaliśmy go we dwóch. Ja i Wajda. Ja patrzyłem na film, a on patrzył na mnie. I?

Miałem wypieki na twarzy. To był wstrząs dla mnie, wiedziałem, że to rzecz bez precedensu w polskiej twórczości filmowej, dodatkowo związana z Nową Hutą, tak jak „Poemat dla dorosłych”… Że nie wszystko było tam tak, jak propaganda przedstawiała.

Kadr z „Cz³owieka z marmuru” Andrzeja Wajdy

Wokó³ w³adzy kr¹¿y gromada pochlebców. Mia³ Pan ich wokó³ siebie?

Może nie miałem tak dużo, bo wiedzieli, że nie jest to zbyt dla nich korzystne? Bo nie wszyscy, którzy uchodzili za moich przyjaciół, awansowali, kiedy miałem duże możliwości. To było widoczne. A niektórzy nie awansowali, dlatego że owszem, uważałem ich za dobrych przyjaciół, ale wiedziałem, że za bardzo kochają władzę.

WYNIESIENIE I UPADEK Na czym polega kochanie w³adzy?

Na tym, że jest to narkotyk, jest to poczucie, że wszystko mogę. Że mogę nie tylko dużo załatwić w sprawach państwowych, ale że mogę urządzać los ludziom, tworzyć im przyszłość. Że oni będą mi wdzięczni, Że będą po prostu mnie za to kochać. To poczucie władzy, prestiżu, to siedzenie w prezydium, wymienienie nazwiska w gazecie, zdjęcie które się ukazuje, telewizja, to wszystko powodowało zamroczenie umysłu. Poczucie władzy jest zamroczeniem umysłu, które zresztą nigdy nie zdawało egzaminu na dalsze życie. Byłem świadkiem

rem po Jaroszewiczu. I znowu ta sama sceneria, schodzi z prezydium, bo jeszcze był w Biurze, i przeszedł z godnością całą dużą salę do drzwi wyjściowych. Był. Nie ma. Wyniesienie i upadek. Mój bliski przyjaciel z tamtych lat, Ryszard Frelek, nie dał sobie zainstalować w mieszkaniu dwóch telefonów – rządowego i W-u Cz-e. Miał wyobraźnię! Mówił: „jak mi założą, to jest dobrze, tylko nie chcę być świadkiem jak będą te telefony odcinać”. Panu odcinali?

Natychmiast! Na drugi dzień. Pozostał telefon miejski, ale trochę milczący… To były znaki wznoszenia i upadania ludzi władzy.

Jak Pan siê wznosi³, to czu³ siê Pan dumny? Ja, ch³opak z Markowej, rz¹dzê tym krajem…

Czułem się dumny, owszem, Z Markowej – listy, kwiaty, pozdrowienia, zaproszenia.. Na szczęście, coś tam zostało dobrego. Szkoła, którą przy pomocy jakiejś interwencji załatwiłem. Więc czułem się dumny. Zwłaszcza, kiedy po 1969 roku zostałem członkiem Biura Politycznego. Czułem satysfakcję człowieka czołówki Polski. Ale to szybko wywietrzało na rzecz gorzkich chwil, które przynosi władza.

rozczarowania były związane z konkretnymi wydarzeniami w środowisku kultury, z filmem „Człowiek z marmuru”.

WOLAŁEM PRZEGRAĆ Z WAJDĄ - To Pan osobiście zezwoli³, by ten film trafi³ do kin, wiêc sk¹d to rozczarowanie?

Coś innego mam na myśli. To nie jest takie sympatyczne, jak jest narada w wielkiej sali URM, ja siedzę w prezydium, jeszcze jako członek Biura Politycznego i minister kultury, i wychodzi na trybunę robotnica z Łodzi, wygłasza przemówienie i pyta: „jak to się stało, że Tejchma, który budował Nową Hutę, pozwala na nią pluć w filmie Wajdy?” Wiedziałem, że to nie jest jej własne przemówienie, tylko napisane przez któregoś z sekretarzy wojewódzkich… A Pan na te s³owa…

Przemilczałem sprawę. Wiedziałem, że moja rola się kończy. Wiedzia³ Pan przecie¿, godz¹c siê na „Cz³owieka z marmuru”, jakie wywo³a to reperkusje w PZPR!

¯e to ZMP, którym Pan kierowa³…

Ale ja szukałem tam dobrych rzeczy…

Znalaz³ Pan?

Znalazłem! Niedawno! Parę miesięcy temu byłem w Nowej Hucie. Drzewa wysoko urosły… Piękne miasto.

Markow¹ te¿ Pan odwiedza?

Odwiedzam… Młodych mało… Mówią, że wyjechali do Londynu.

Warto by³o anga¿owaæ siê w to wszystko?

Gdyby nie rok 1956, to powiedziałbym, że moja biografia zbankrutowała. Rok 1956 był dla mnie odrodzeniem wszystkiego najlepszego, co było w moim myśleniu. Niestety, ten rok nie trwał zbyt długo… Mam tu na myśli pewne idee, których Gomułka nie potrafił rozwinąć, obronić. Przestraszył się wydarzeń węgierskich, gróźb Chruszczowa, wizji czołgów radzieckich, był zbyt ostrożny w reformach wolnościowych. Te jego wizje, że Polska może być jak Księstwo Warszawskie, że ziem zachodnich nie obronimy, że Rosjanie nam nie pomogą, a wschodnich nie odzyskamy, paraliżowały go. Myślę też, że gdyby ustąpił po 1968 roku, to byłaby trochę inna historia Polski Ludowej. Rzadką sztuką ludzi władzy jest wiedzieć, kiedy odejść…


20 str. 2 - 3

DZIENNIK TRYBUNA str.4

str. 5

str. 6 - 17

pi¹tek 7 czerwca 2013

str. 18 - 19

str. 20 - 23

Marma może wycofać zespół

str. 24

¯u¿lowcy Marmy Rzeszów, którzy w minion¹ niedzielê odmówili jazdy w meczu z Uni¹ Leszno, maj¹ zostaæ za to ukarani walkowerem i grzywn¹ w wysokości 250 tys. z³otych. Prezes rzeszowskiego klubu Marta Pó³torak zapowiedzia³a, ¿e jeśli te kary zostan¹ na³o¿one, natychmiast wycofa zespó³ z rozgrywek ekstraligi.

SPORT SIATKÓWKA

Kadra na Ligę Światową

Trener reprezentacji Polski siatkarzy Andrea Anastasi powo³a³ kadrê, która weźmie udzia³ w rozgrywkach Ligi Światowej. Niespodziank¹ jest nieobecnośæ wśród powo³anych rozgrywaj¹cego Paw³a Zagumnego.

Najbliższy mecz biało-czerwoni rozegrają już w piątek 7 czerwca w Warszawie, z mistrzami świata Brazylią. W niedzielę w Łodzi odbędzie się spotkanie rewanżowe. Nasz zespół w Lidze Światowej będzie rywalizował w grupie A, z Brazylią, Argentyną, USA, Bułgarią i Francją. Po meczach z Brazylijczykami podopieczni Anastasiego zmierzą się następnie z Francją (21 i 23 czerwca na wyjeździe), Argentyną (28 czerwca w Bydgoszczy, 30 czerwca w Gdańsku), Stanami Zjednoczonymi (5 lipca w Katowicach, 7 lipca we Wrocławiu) oraz Bułgarią (12 i 14 lipca na wyjeździe). Obecna edycja Ligi Światowej ma zmienioną formułę. Międzynarodowa federacja siatkarska (FIVB) zwiększyła liczbę uczestniczących zespołów z 16 do 18 i podzieliła je na trzy grupy, kierując się aktualnym światowym rankingiem. W turnieju finałowym, który od 17 do 21 lipca zostanie rozegrany w Argentynie, zagra sześć drużyn: gospodarz oraz po dwa najlepsze ekipy z grup A i B, a z najsłabszej grupy C tylko zwycięzca. – Uważam, że ten system rozgrywek jest dość ciekawy, przede wszystkim ze względu na naszych kibiców. Będziemy grać w różnych miastach, a tym razem mamy w Polsce trzy weekendy, a nie jak w zeszłym roku tylko jeden. To bardzo fajny pomysł, jeśli chodzi o popularyzację siatkówki – twierdzi Zbigniew Bartman, mistrz Europy z 2009 roku. Wybrańcy Anastasiego są w bojowych nastrojach. Na każdym kroku podkreślają nie tylko swoje dobre przygotowanie, ale też na fajną atmosferę jaka panuje w kadrze. Podczas zgrupowania w Spale włoski szkoleniowiec trochę dał im w kość, żeby odbudować ich formę fizyczną, ale głównie skupiał się na taktyce. I nie przesadzał z rygorem.

fot. PIOTR DRABIK/WIKIMEDIA

Trener Andrea Anastasi Kadra Polski na Ligê Światow¹ Rozgrywaj¹cy:

Fabian Drzyzga (Asseco Resovia Rzeszów) Grzegorz Łomacz (Lotos Trefl Gdańsk) Paweł Woicki (bez klubu) Łukasz Żygadło (Zenit Kazań)

Przyjmuj¹cy:

Wojciech Ferens (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle) Michał Kubiak (Jastrzębski Węgiel) Bartosz Kurek (Lube Banca Macerata) Michał Ruciak (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle) Krzysztof Wierzbowski (bez klubu) Michał Winiarski (Fakieł Nowy Urengoj) Wojciech Włodarczyk (PGE Skra Bełchatów)

Libero:

Krzysztof Ignaczak (Asseco Resovia Rzeszów) Damian Wojtaszek (Jastrzębski Węgiel) Paweł Zatorski (PGE Skra Bełchatów)

Atakuj¹cy:

Zbigniew Bartman (Casa Modena) Jakub Jarosz (Lotos Trefl Gdańsk) Dawid Konarski (Asseco Resovia Rzeszów)

Środkowi:

Grzegorz Kosok (Asseco Resovia Rzeszów) Marcin Możdżonek (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle) Piotr Nowakowski (Asseco Resovia Rzeszów) Łukasz Wiśniewski (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle) Andrzej Wrona (PGE Skra Bełchatów). LOVA 

PI£KA RÊCZNA

W przyszłym roku O tegorocznych sukcesach i planach na przysz³ośæ z Rados³awem Walaskiem, by³ym reprezentantem Polski w pi³ce rêcznej, a obecnie dyrektorem sportowym VIVE Targi Kielce, trzeciej klubowej dru¿yny w Europie, rozmawia Pawe³ Szymanowski. D³ugo trwa³a zabawa w Kielcach po historycznym sukcesie, trzecim miejscu w Final Four Ligi Mistrzów w pi³ce rêcznej?

Radosław Walasek: – Bawiliśmy się do północy. W sumie to dość krótko… Wcześniej drużyna przejechała przez miasto otwartym autobusem, na rynku była scena, a przed nią nasi kibice. Podziękowaliśmy im za wsparcie. Na koniec spotkaliśmy się ze sponsorami i władzami miasta. Ale powoli już trzeba się przymierzać do nowego sezonu. Przygotowujemy dokumentację, żeby wziąć udział w kolejnej edycji Ligi Mistrzów. Przed nami także turnieje, u siebie, na wyjeździe, mecze kontrolne. Do tego sprawy organizacyjne związane z funkcjonowaniem zespołu. Na przykład dobór sponsora technicznego i sprzętu. Trzeba zadbać o to, żeby nasi zawodnicy dobrze wyglądali. Dla wielu zawodników to tak¿e nie koniec sezonu. Zbli¿a siê czas na mecze reprezentacji.

– Ci, co są powołani do reprezentacji Polski, Chorwacji, Serbii, Islandii i Słowenii jadą na zgrupowania. Pozostali mają wolne, ale też nie do końca. Otrzymali indywidualne programy, które muszą zrealizować, żeby nie rozpoczynać sezonu zupełnie od zera. Większość zawodników dopiero od połowy czerwca będzie mieć luźniej, blisko miesiąc na urlopy. Wtedy będą mogli się zregenerować, po prostu pojechać na wakacje. To nas na przykład różni od piłkarzy nożnych, że oni mają przerwę zimową. W naszym sporcie, halowym, rozgrywki toczą się od września niemal cały czas do końca maja.

Czy ju¿ myślicie o kolejnych celach dla dru¿yny Vive Targi Kielce?

– Teraz się cieszymy i chcemy napawać się sukcesem. Mamy wielką satysfakcję z tego wyniku, ale trzeba zrobić wszystko, żeby to powtórzyć. Sport ma to do siebie, że jest bardzo zmienny. To co było, to już jest historia i nie można nią żyć zbyt długo. Teraz mamy plany na nowy sezon. Stawiamy je sobie wszyscy. Prezes klubu, Bertus Servaas, pochodzący z Holandii przedsiębiorca, jest bardzo ambitny, a jeszcze wszystkiego w piłce ręcznej nie wygrał. Czy to oznacza, ¿e chce triumfu w Lidze Mistrzów? Mo¿e ju¿ za rok?

– To nasze marzenie. Żeby życie miało sens, warto mieć marzenia. To zrozumiałe, że chcielibyśmy kiedyś taki sukces osiągnąć. Czy już za rok? Nie da się tego określić. Nawet jeśli ktoś powie, że nas na to stać, to w sporcie decyduje czasem dyspozycja dnia. Teraz w Final Four byliśmy beniaminkiem, fajnie zagraliśmy, ale to, że udało się raz, jeszcze niczego nie gwarantuje. Czołówka europejska

Zespó³ Vive Targi Kielce w nowym sezonie dla Jak bardzo wzrós³ respekt w Europie przed Vive po tym sezonie?

– Nie chciałbym, aby ktokolwiek myślał, że w kolejnej edycji Ligi Mistrzów zaczniemy „pożerać” rywali. Aż tak, to nie. Ale owszem, będziemy losowani z drugiego koszyka, a to stawia nas w innym świetle. Przestaniemy być postrzegani jak egzotyczny zespół. Już nas będą

Vive Targi teraz to już nie jest dla rywali jakiś tam egzotyczny zespół to kilkanaście zespołów. Wiemy, że wzmacnia się FC Barcelona, węgierski MKB Veszprem, Paris St. Germain. Dostać się do Final Four nie będzie łatwo. 28 czerwca jest losowanie i zobaczymy z kim zagramy w grupie.

rozpoznawać, a nawet stawiać za faworytów. Tej nowej, wymagającej roli też będziemy musieli sprostać. Każdy kto będzie z nami rywalizował zmobilizuje się podwójnie. Jesteśmy przecież brązowymi medalistami.


DZIENNIK TRYBUNA

pi¹tek 7 czerwca 2013

21

Kubica nie widzi szans w WRC2

Kolejny spadek w rankingu FIFA

Robert Kubica określi³ swoje szanse na zdobycie mistrzostwa w kategorii WRC2 jako zerowe. Po ostatnim triumfie w Rajdzie Akropolu nasz kierowca by³ zaskoczony tym, ¿e jego Citroen DS3 RRC a¿ tak dobrze poradzi³ sobie na trasach szutrowych w Grecji, a kolejne starty odbêd¹ siê g³ównie na takiej nawierzchni. – Dopiero siê uczê – stwierdzi³.

Reprezentacja Polski zajmuje 65. miejsce w najnowszym rankingu Miêdzynarodowej Federacji Pi³ki No¿nej (FIFA). W porównaniu z poprzednim notowaniem bia³o-czerwoni spadli o dwie lokaty. Na czele klasyfikacji jest Hiszpania przed Niemcami i Argentyn¹. Pi¹tkowy rywal Polaków, Mo³dawia, jest na miejscu 134.

fot. NORBERT BARCZY/ Newspix.pl

u też będziemy w finale naturalnym kierunkiem były wyjazdy najlepszych Polaków do Bundesligi. A mo¿e pora na transfer któregoś z graczy Barcelony?

– Nie wykluczam tego! To, co kiedyś nie mieściło się w głowie, staje się możliwe. Niczego nie można przesądzać. Tak samo, jak ktoś może trafić do

naszego zespołu może być brak zmian i stabilizacja w kadrze. O atmosferê w dru¿ynie te¿ nie musicie siê raczej martwiæ...

– Inaczej nie byłoby sukcesów. Liczą się nie tylko zawodnicy, często postrzegani jako gwiazdy, ale też cała otoczka wokół drużyny i przyjacielskie relacje w klubie.

Prezes Vive Targi Bertus Servaas jest bardzo ambitny, a w piłce ręcznej jeszcze wszystkiego nie wygrał Barcelony, podobnie może być w drugą stronę. Mówi siê o transferze Domagoja Duvnjaka.

a rywali w Europie nie bêdzie ju¿ egzotycznym przeciwnikiem W tej edycji te¿ chcieliście coś udowodniæ?

– Cały zespół był mocno zdeterminowany, żeby pokazać, że nie znalazł się w Final Four przypadkowo. Dochodziły do nas głosy z innych drużyn, że nie zasłużyliśmy na to. Swoją postawą w Kolonii dobitnie im udowodniliśmy, że tak nie jest. Mimo sukcesu, w Polsce pojawi³o siê tak¿e sporo g³osów krytycznych.

– Ale inni nas chwalili! My Polacy nie mamy tak, że jak coś komuś idealnie nie wyjdzie, to od razu jest fala krytyki. Proszę jednak pamiętać z kim graliśmy. Barcelona to najbardziej utytułowany zespół w Europie.

Vive ma za to dobrych kibiców. Ich doping w Kolonii by³ s³yszalny.

– O tak. Gdyby zrobić ranking kibiców, to nasi są na pierwszym miejscu. Nie raz przekrzykiwały wielotysięczny tłum kibiców niemieckich.

Teraz uchodzicie za pewniaka na krajowym podwórku.

– Nasze cele są niezmienne. Mistrzostwo i Puchar Polski. Najgroźniejszym rywalem ponownie bêdzie Wis³a P³ock?

– Wisła to nasz odwieczny rywal. Słyszałem, że ma tam grać Marcin Lijewski, który z HSV Hamburg wygrał jako pierwszy Polak w historii Ligę Mistrzów, pojawiło się także nazwisko Mariusza Jurkiewicza. Z pewnością ich powrót do polskiej ligi podniósłby poziom rozgrywek. Jestem za tym, żeby nie tylko Vive Targi lub Wisła, ale także inne kluby tak się wzmacniały. Wy og³osiliście, ¿e do³¹czy³ do was Niemiec Tobias Reichmann.

– Dał się przekonać po naszym występie w Kolonii. Interesowała go drużyna, która gra o jak najwyższe laury. Nasz zespół mu to gwarantuje. To historyczny transfer! Dotychczas

– Każdy klub na świecie chciałby mieć tego Chorwata u siebie. To klasowy zawodnikiem i byłby dla nas dużym wzmocnieniem. Co mogłoby go skłonić do transferu? Nasz klub jest już na tyle znany w Europie, że i dla niego mógłby być dobrym miejscem. On posmakował już wielu sukcesów i każde wyzwanie, gdzie do zdobycia są jakieś trofea, może być kuszące. Byæ mo¿e wp³yn¹ na niego koledzy z reprezentacji Chorwacji, którzy graj¹ dla Vive?

– Kto wie… Mamy ich kilku w drużynie. Niedawno mieliśmy nawet wizytę dziennikarzy z Chorwacji, bo nie ma innego klubu, gdzie byłaby aż tak duża chorwacka kolonia sportowców. Oni u nas bardzo dobrze się czują. Nasza mentalność jest zbliżona i łatwiej jest się im aklimatyzować. Wspierają się i łatwiej jest im żyć na obczyźnie. Najważniejsze, że nie tworzą oddzielnej grupy, ale są ważną częścią całej drużyny. Czy poza Duvnjakiem szykujecie jakieś inne du¿e transfery?

– Prezes Servaas podkreślał, że nie będzie dużych zmian, a jeśli do jakiś dojdzie, to przed startem nowego sezonu. Siłą

Z³ośliwi mówi¹, ¿e najwiêksz¹ gwiazd¹ Vive jest trener Bogdan Wenta. Maj¹ racjê?

– Nie da się ukryć, że to najbardziej utytułowany polski trener, zarówno w reprezentacji, jak i teraz na arenie klubowej. Na sukces składa się jednak nie tylko praca trenera, ale też zawodnicy, którzy realizują wyznaczone cele. To wszystko musi współgrać ze sobą. Wychodzimy z założenia, że nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. Czy do pe³ni szczêścia brakuje klubowi wiêkszej hali? Ten temat wróci³ po waszym sukcesie.

– Większe hale pozwalają pomieścić większą ilość osób i zrobić większe show. Bo to już nie są zwykłe mecze, ale widowiska. Tylko w taki sposób przyciągnie się kibiców. Wiem, że były rozmowy na szczeblu samorządowym, ale bez wsparcia centralnego nie ma szans, aby powstała nowa hala w Kielcach. Plany są, ale nie ma na razie na to pieniędzy. Co w klubie robicie, ¿eby promowaæ swój zespó³?

– Nasi zawodnicy zachęcają młodzież do uprawiania sportu, odwiedzają szkoły, propagują piłkę ręczną. Także poza Kielcami. Może za jakiś czas się okaże, że namówili do szczypiorniaka gracza światowej klasy, który wzmocni Vive?

Walka we krwi Mamed Chalidow zdradzi³ jaka jest tajemnica jego sukcesów na arenie MMA. Pochodz¹cy z Czeczenii zawodnik przyzna³, ¿e choæ s¹ ma³ym narodem, to maj¹ walkê we krwi, bo co jakiś czas wybuchaj¹ tam wojny. – Sporty walki to dla nas coś naturalnego – oświadczy³. W sobotê na gali KSW 23 zmierzy siê z Holendrem Melvinem Manhoefem.

Grenlandia walczy Przyjêcie Gibraltaru do UEFA odrodzi³o nadzieje Grenlandii, która o to samo walczy od 20 lat, ale jako terytorium zale¿ne od Danii nie jest traktowana jako niezale¿ne pañstwo i jej wnioski s¹ odrzucane. Tymczasem futbol na zamieszka³ej przez 57 tys. mieszkañców Grenlandii to najpopularniejszy sport. Uprawia go 10 procent Grenlandczyków.

Saganowski zostaje Napastnik Legii Marek Saganowski przed³u¿y³ kontrakt ze sto³ecznym klubem do czerwca 2015 roku. Ceniony przez kibiców z £azienkowskiej pi³karz, mimo 35 lat na karku, zadziwia skuteczności¹. W zakoñczonym niedawno sezonie strzeli³ 10 goli. Wiêcej od niego w kadrze Legii mieli tylko cudzoziemcy – Danijel Ljuboja i Wladimer Dwaliszwili.

Balack emerytem By³y wieloletni kapitan pi³karskiej reprezentacji Niemiec Michael Ballack zakoñczy³ karierê. W środê wyst¹pi³ po raz ostatni na boisku, w meczu dru¿yny jego przyjació³ z zespo³em reszty świata (wynik 4:3). Spotkanie w Lipsku obejrza³o 50 tys. widzów. Ballack w reprezentacji Niemiec rozegra³ 98 meczów i strzeli³ w nich 42 gole.


22

DZIENNIK TRYBUNA

pi¹tek 7 czerwca 2013

Arsenal żegna niechcianych

Niemcy docenili Lewandowskiego

Arsenal Londyn nie przed³u¿y kontraktów z trzema pi³karzami i pozwoli im odejśæ. Niechciani przez Kanonierów to rosyjski napastnik Andriej Arszawin, brazylijski pomocnik Denilson oraz francuski obroñcy Sebastien Squillaci. Ca³a trójka ju¿ dawno straci³a miejsce w podstawowym sk³adzie dru¿yny Arsene’a Wengera.

Napastnik Borussii Dortmund Robert Lewandowski po raz drugi z rzêdu zosta³ wybrany na najlepszego pi³karza sezonu w Bundeslidze. Wyboru dokonali kibice. Polak otrzyma³ 45% g³osów i zdecydowanie zdystansowa³ innych kandydatów do tego tytu³u. Drugi w plebiscycie, Franc Ribery z Bayernu Monachium, zdoby³ 24% g³osów.

PI£KA NO¯NA fot. WIKIMEDIA

Mourinho nie tanieje Jako trener Realu Madryt Jose Mourinho zarobi³ ponoæ 60 milionów euro. Niewiele jest klubów na świecie, które mog³yby mu tyle zap³aciæ. Dlatego wróci³ do Chelsea Londyn. MARCIN CIECHAÑSKI 

W

szędzie dobrze, ale na Stamford Bridge najlepiej – tak Jose Mourinho mógłby sparafrazować popularne przysłowie. Do tej pory nigdy nie wracał tam, gdzie już wcześniej pracował. Dla Chelsea Londyn zrobił wyjątek. Bo kibice tego klubu wciąż go uwielbiają, a rosyjski właściciel Chelsea, Roman Abramowicz, zgodził się zapłacić „The Special One” za czteroletni kontrakt tyle samo, ile wcześniej miał w Realu Madryt. Nie ma obecnie trenera, który wzbudzałby tak skrajne emo-

w obiektywie

cje. W Madrycie nagrabił sobie u piłkarzy, kibiców i dziennikarzy. Ostatni sezon, bez żadnego znaczącego trofeum, poza Superpucharem Hiszpanii, mocno osłabił trenerską markę Portugalczyka. Właściciel Chelsea Roman Abramowicz ma jednak słabość do portugalskiego szkoleniowca. Obaj doszli do porozumienia w ciągu kilka minut. Tyle wystarczyło, by „Mou” wynegocjował sobie zarobki w wysokości 10 milionów funtów rocznie. Będzie najlepiej opłacanym menedżerem w Premier League. – To była łatwa decyzja. Spotkałem się z szefem, po pięciu

Jose Mourinho to najlepiej op³acany trener pi³karski na świecie. Bêdzie zarabia³ 10 milionów funtów rocznie.

minutach i kilku bardzo krótkich, lecz pragmatycznych pytaniach, podjęliśmy decyzję o współpracy. Spytałem go „Czy chcesz, żebym wrócił?”, a on mnie zapytał „Czy chcesz wrócić?”. Kilka minut później decyzja zapadła – zdradził Mourinho. Pierwsza kadencja „Mou” w Chelsea, trwająca od 2004 do 2007 roku, obfitowała w sukcesy: dwa mistrzostwa kraju, Puchar Anglii, dwa Puchary Ligi Angielskiej i Tarcza Wspólnoty.

jestem takim człowiekiem. Dużo od siebie wymagam, potrzebuję oczywiście wsparcia kibiców, ale chcę zacząć wszystko od zera – zadeklarował po powrocie. – Chcę czuć taką presję, jaka spoczywała na moich barkach, gdy trafiłem tutaj po raz pierwszy – dodał. Tylko księgowy Chelsea chodzi z markotną miną. Gdy Mourinho po raz pierwszy trafił do Chelsea, wydał na transfery 150 milionów euro. Teraz też raczej nie będzie oszczędzał.

LIGA FRANCUSKA

fot. WIKIMEDIA

Nowy Abramowicz w AS Monaco Rosyjski miliarder Dmitrij Rybo³owlew, mecenas sztuki, ale i zapalony kibic pi³karski, chce uczyniæ z AS Monaco futbolow¹ potêgê na miarê Chelsea Londyn czy Paris St. Germain.

BARCELONA Z LEO MESSIM ZAGRA W GDAŃSKU  To bêdzie wielki mecz. Lechia Gdañsk w sobotê 20 lipca zagra na PGE Arena z wielk¹ Barcelon¹. Spotkanie rozpocznie siê o 20:30, a w zespole „Dumy Katalonii” maj¹ wyst¹piæ najlepsi zawodnicy, z Argentyñczykiem Leo Messim na czele. Organizatorzy spotkania zastrzegli w umowie, ¿e najlepszy pi³karz na świecie zagra co najmniej 45 minut.

Zabrakło tylko triumfu w Lidze Mistrzów. To trofeum dał Abramowiczowi dopiero Roberto Di Matteo, jednak Rosjanin i tak pożegnał Włocha bez żalu. Od odejścia Portugalczyka drużynę prowadziło ośmiu menedżerów. Chociaż wygrali nawet więcej, bo Ligę Mistrzów i Ligę Europy, to żaden z nich nie rozkochał w sobie Stamford Bridge. – Nie przychodzę tutaj, by odcinać kupony. By czuć się komfortowo, ponieważ mamy wspaniałe relacje. Nie

Dla Barcelony spotkanie z Lechi¹ w Gdañsku bêdzie pocz¹tkiem światowego tournée. W Polsce pocz¹tkowo przeciwnikiem Barcy mia³a byæ Wis³a Kraków, ale krakowianie zrezygnowali z tego zaszczytu. Bilety mo¿na ju¿ kupowaæ na stronie www.super-mecz.pl. S¹ w cenie od 95 do 700 z³otych.

LOVA 

Piłka nożna nigdy nie cieszyła się zbyt wielką popularnością w Księstwie Monako. Ostatni mecz na poziomie Ligue 1, w którym miejscowi przegrali z Olympique Lyon 0:2, oglądało 11 tysięcy widzów, podczas gdy pojemność obiektu wynosi 18,5 tysiąca. Rybołowlew zrobił już wiele, żeby w kolejnym sezonie Stade Luis II zapełniał się szczelnie do ostatniego miejsca. Chociaż okno transferowe otworzy się dopiero 1 lipca, zdążył już zaklepać transfery Ricardo Carvalho (Real Madryt), Joao Moutinho (FC Porto), Jamesa Rodrigueza (FC Porto) i Radamela Falcao (Atletico Madryt). Wydał na tych piłkarzy w sumie 130 milionów euro. To więcej niż przed dwoma laty

kosztowało go wykupienie 66,7 procent udziałów w AS Monaco. A to dopiero początek. Na piłkarzy czekają bajońskie zarobki. Drużyna wróciła do elity i od razu zamierza bić się o najwyższe cele. – Monaco będzie nową Chelsea. Prezydent chce dokonać wielkich rzeczy. Wygraliśmy Ligue 2, teraz chcemy zakwalifikować się do Ligi Mistrzów – wyjaśnił trener Claudio Ranieri. Nie ma mowy o budowaniu potęgi krok po kroku. Rybołowlew zamierza błyskawicznie przywrócić blask siedmiokrotnym mistrzom Francji, tym bardziej, że na brak pieniędzy nie może narzekać. Z majątkiem wycenianym na 9 miliardów euro zajmuje 119. miejsce na liście najbogatszych ludzi magazynu „Forbes”. Media prześcigają się w wymyślaniu kolejnych przydomków 47-letniemu Rosjaninowi. „Nowy Abramowicz”, „nowy książę Monako” – to najpopularniejsze.

Rybołowlew poszedł w ślady rodziców i skończył medycynę w rodzinnym Permie. Wielkiej fortuny dorobił się w branży chemicznej. Jest większościowym udziałowcem Uralkali, potentata w produkcji potażu, będącego m.in. składnikiem nawozów sztucznych. W 1996 roku odsiedział jedenaście miesięcy w więzieniu oskarżony o zabójstwo właściciela konkurencyjnej firmy. Oczyszczony z zarzutów wyjechał z Rosji osiedlił się w Szwajcarii. Swoje pieniądze wydaje nie tylko na piłkarzy. Poza kupowaniem kolejnych rezydencji jego hobby jest malarstwo. Rybołowlew sponsoruje konserwację wielu zabytków oraz kolekcjonuje obrazy Claude’a Moneta, Pabla Picassa czy Vincenta van Gogha. Tak, jak przystało na kogoś, kto mieszka w rezydencji nazwanej La Belle Epoque. MC 


DZIENNIK TRYBUNA

pi¹tek 7 czerwca 2013

23

Urban woli Legię od Osasuny 

Hajto przymierzany do Cracovii 

Jan Urban przed³u¿y³ o rok wygasaj¹c¹ po tym sezonie umowê z Legi¹ Warszawa. Niedawno hiszpañskie media poda³y, ¿e chce go zatrudniæ Osasuna Pampeluna, klub którego by³ kiedyś zawodnikiem, a później pracowa³ w nim jako trener grup m³odzie¿owych. Urban ostatecznie nie zdecydowa³ siê na powrót do Hiszpanii.

Z pierwszoligowej Cracovii wyciek³a nieoficjalna informacja, ¿e w³adze klubu chc¹ po zakoñczonym sezonie dokonaæ zmiany na stanowisku trenera. Wojciecha Stawowego ma zast¹piæ zwolniony niedawno z Jagiellonii Bia³ystok Tomasz Hajto. Krakowski klub wci¹¿ ma jeszcze szanse na wywalczenie awansu do ekstraklasy.

PI£KA NO¯NA

Unia karci bogaczy Mistrz Polski Legia Warszawa na rynku transferowym nie mo¿e siê równaæ z europejskimi potentatami. Ale Unia Europejska chce zwiêkszyæ szanse klubów z biedniejszych krajów. MARCIN CIECHAÑSKI

P

ierwszego lipca otworzy się letnie okno transferowe, w trakcie którego kluby będą obracać miliardami euro. Nie wszystkie. Podczas gdy jedne biją kolejne rekordy, inne ledwo wiążą koniec z końcem. Sytuację chce uzdrowić Unia Europejska. Urzędnicy z Brukseli już raz przeforsowali rewolucyjne zmiany. W 1995 roku zapadł wyrok w sprawie Jeana-Marca Bosmana, który sprawił, że każdy piłkarz w przypadku wygaśnięcia kontraktu może zmienić barwy bez kwoty odstępnego. Teraz chcą, by piłka nożna stała się bardziej sprawiedliwa. W poszczególnych ligach dominują bowiem bogate kluby, przez co rywalizacja traci na atrakcyjności. Według raportu Komisji Europejskiej, w którym wzięto pod lupę transfery z lat 1995-2011, liczba transakcji po wprowadzeniu tzw. prawa Bosmana zwiększyła się szesnastokrotnie. Kluby

ze Starego Kontynentu wydają rocznie na transfery około trzech miliardów euro. Tylko dwa procent z tej kwoty trafia do budżetów małych lub amatorskich klubów. A to właśnie one ponoszą największe koszty szkolenia piłkarzy.

– Komisja Europejska w pełni uznaje prawo władz sportowych do ustanawiania zasad transferów, jednak nasza analiza wskazuje, że obecne nie zapewniają sprawiedliwej równowagi w piłce nożnej ani warunków umożliwiających chociażby częściowe wyrównanie szans w rozgrywkach ligowych lub pucharowych – tłumaczyła komisarz Androulla Vassiliou. – Potrzebujemy systemu, który będzie sprzyjał rozwojowi wszystkich klubów i młodych zawodników – dodała. Urzędnicy UE proponują kilkanaście zmian: ograniczenie kwot transferowych poprzez uzależnienie ich od zarobków danego zawodnika, wprowadzenie tzw. „daniny fair play” od kwot transferowych (pieniądze trafiałyby

fot. NORBERT NIEWIADOMSKI

£ukasz Surma, który wystêpowa³ w barwach Lechii przez ostatnie 4,5 roku, bêdzie musia³ poszukaæ sobie nowego pracodawcy. Gdañski klub nie przed³u¿y³ umowy z 36-letnim pomocnikiem. Surma, w przesz³ości tak¿e gracz Wis³y, Ruchu i Legii, rozegra³ w ekstraklasie 415 meczów i strzeli³ 21 goli. W Lechii zaliczy³ z tej liczby 125 spotkañ i sześæ bramek.

Salamon w Genui? W³oskie media poda³y, ¿e Sampdoria Genua zamierza wypo¿yczyæ z AC Milan m³odego polskiego obroñcê Bartosza Salamona. Czternasty zespó³ Serie A w poprzednim sezonie szuka wzmocnieñ w linii defensywnej. Salamon w Milanie jest tylko rezerwowym i mediolañski klub chce go wypo¿yczyæ, ¿eby móg³ jak najwiêcej graæ.

DZIENNIK TRYBUNA

REDAGUJE KOLEGIUM Redaktor naczelny: Robert Walenciak Redaktor wydania: Jacek Pawilonis

Pod wzglêdem finansowym Legia znacznie ustêpuje wiêkszości klubów z najbogatszych lig zachodniej Europy

Po co grają, jak licencji nie mają?

Przed ostatnią kolejką I ligi Komisja Licencyjna PZPN odmówiła przyznania licencji trzem z czterech zespołów, które wciąż mają jeszcze szanse na awans do ekstraklasy. Licencji uprawniającej do gry w ekstraklasie nie otrzymały Zawisza Bydgoszcz, Termalica Bruk-Bet Nieciecz i Flota Świnoujście. Zgodę otrzymała jedynie czwarta w stawce Cracovia. Z komunikatu ogłoszonego przez Komisję Licencyjną PZPN wynika, że Zawiszy odmówiono licencji z powodu „naruszenie wymogów F01 i F06, to jest niezłożenie zbadanego przez biegłego

do biedniejszych klubów), ograniczenie liczby graczy w jednym klubie do 25, zmniejszenie liczby wypożyczanych piłkarzy, większą jawność przy transakcjach, ograniczenia w prawach do karty zawodnika tzw. osób trzecich (prywatni inwestorzy), powiększenie funduszu solidarności z 2 procent do co najmniej 5-8 procent kwot transferowych, jak również większą jawność w kwestiach finansowych. Najbardziej zainteresowani niechętnie patrzą na wtrącanie się w swoje wewnętrzne sprawy polityków. Największe kluby, UEFA i FIFA mają w pamięci, jakie trzęsienie ziemi wywołało prawo Bosmana, więc boją się zmian. Mogą jednak nie mieć innego wyjścia.

Nie chcą weterana

rewidenta sprawozdania finansowego oraz Przyszłych Informacji Finansowych”. – To nie jest dla nas żaden kłopot. Nie mamy jeszcze takiego sprawozdania, ale zostanie ono dostarczone komisji w odpowiednim czasie. Zgodnie z regulaminem mamy siedem dni od daty zakończenia sezonu w I lidze na uzupełnienie dokumentacji. Zmieścimy się w tym terminie – zapewnia właściciel bydgo-

skiego klubu Radosław Osuch. Zawisza w ostatniej kolejce gra w Bytomiu z Polonią. Jeśli wygra, wywalczy miejsce premiowane awansem. Więcej powodów nieprzyznania licencji znaleziono

pośrednim starciu w Świnoujściu. Poza brakiem sprawozdania finansowego, Komisja Licencyjna wytknęła im brak stadionu spełniającego wymogi ekstraklasy oraz fakt, że te kluby nie są spółkami akcyjnymi, a to wymóg w ekstraklasie. Licencję, choć pod nadzorem PZPN, otrzymała za to Cracovia, która w sobotę zmierzy się w Legnicy z Miedzią. Wygląda na to, że władze PZPN dały I-ligowcom czytelny sygnał, że tym razem sukces na boisku może już nie zapewnić miejsca w ekstraklasie.

Sukcesy drużyny na boisku to dziś za mało, żeby grać w ekstraklasie przy rozpatrywaniu wniosków Termaliki i Floty. Te kluby będą walczyć o awans w bez-

LOVA

Wydawca: EDUSAT Sp. z o.o. ul. Rydygiera 8 01-793 Warszawa Redakcja: EDUSAT Sp. z o.o. ul. Rydygiera 8 01-793 Warszawa redakcja@dzienniktrybuna.pl SEKRETARIAT REDAKCJI redakcja@dzienniktrybuna.pl tel. +48 662 218 034 DZIA£ POLSKA polska@dzienniktrybuna.pl tel. +48 668 326 724 DZIA£Y ŚWIAT, GOSPODARKA, SPORT swiat@dzienniktrybuna.pl gospodarka@dzienniktrybuna.pl sport@dzienniktrybuna.pl tel. +48 668 326 722 Druk: Polskapresse Sp. z o.o. Oddzia³ Poligrafia Drukarnia w Warszawie i Sosnowcu


24

DZIENNIK TRYBUNA

str.2 - 3

str. 4

str. 5

str. 6 - 17

pi¹tek 7 czerwca 2013

str. 18 - 19

str. 20 - 23

str.24

W WOLNEJ CHWILI

Flaczki Tygodnia  Pracował pan prezydent Bronisław Komorowski. Odmówił patronatu Paradzie Równości. Gdyby była to Procesja Równości, kroczyłby na jej czele.  Sejm nie obradował, ale posłowie nie próżnowali. Pan marszałek Ewa Kopacz i inni członkowie delegacji do Chin złożyli krajowym mediom uroczyste ślubowanie, że poruszą tam temat „praw człowieka”. Ponieważ polskie, nieobecne w Chinach media, na pewno będą delegację ze ślubowania rozliczać, życzliwie podpowiadam pani marszałek. „Prawa człowieka” to po chińsku „ rengun” – wymawia się „żeń kłun”. „Demokracja” to „ minzhu”, wymawiamy „min czu”. Tak trzeba będzie po powrocie mówić. Za to nie powtarzamy już: „Lai pei czhun wei szy dzi”.  Propozycję podwyżki za pobyt w izbie wytrzeźwień złożyli parlamentarzyści PO, partii pani marszałek Kopacz. W Warszawie będzie to 300 zł, czyli więcej niż za dwójkę w hotelu Sheraton w promocji. Propozycja podwyżki skojarzyła mi się z zapisanym powyżej „Lai pei czhun wei szy dzi”.  Pracował premier Donald Tusk. Zadeklarował, że w 2015 roku podejmie decyzję o ewentualnej koalicji z SLD. A już jesienią 2013 roku być może poinformuje, czy będzie kandydował na szefa Komisji Europejskiej.

memy

ny. Z roku na rok rodzi się u nas coraz mniej dzieci. Chociaż rząd gotowy jest im przygotować szpinak aż na pięć sposobów.  Aby dzieci nam się rodziły, wcześniej trzeba doprowadzić do zapłodnienia. Jako znani znawcy tego tematu znowu wypowiedzieli się polscy biskupi katoliccy. Znowu zdyskredytowali metodę in vitro, bo uznali ją arbitralnie za nienaturalną. Współgrał z nimi głos najbardziej prawego katolika w naszym kraju Tomasza doktora Terlikowskiego. Wierny biskupom doktor Tomasz wezwał wszystkie wierzące dzieci w naszym kraju, aby dziurawiły prezerwatywy i podrzucały je rodzicom. Doktor Tomasz wierzy, że dzieci rodzą się z dziurawych kondomów. To jeden z podstawowych dogmatów tzw. katolickiej nauki społecznej.  Nie wiemy, czy rodzina z Łomży dziurawiła prezerwatywy zgodnie z naukami doktora

 Nie lenił się też były prezydent Aleksander Kwaśniewski. Zadeklarował, że jeszcze nie zdeklaruje się, czy weźmie udział w lipcowym Kongresie Lewicy. Konsekwentnie też podtrzymał brak deklaracji w spraTerlikowskiego. Na pewno siedwie swego przyszłorocznego mioro dzieci się dorobiła. Piątkę pokazywała, nawet do komunii kandydowania do Parlamentu świętej posyłała, ale chłopców Europejskiego. bliźniaków więziła. Wedle „ka Deklaracje braku deklaracji tolickiej nauki społecznej” była to ważna zmiana krajowej kultuto formalnie wzorowa katolicka ry politycznej. Jeszcze niedawno rodzina, bo składała się prominenci naszej klasy z ojca płci męskiej, matki politycznej prześcigali się płci żeńskiej i gromadki w deklaracjach i obietdzieci. nicach, których nie doW TYM TYGODNIU OBCHODZIMY  Sześć mln zł z retrzymywali, co było niezerwy dołożyła pani miuczciwe. Teraz przestają Dzieñ Chemika, nister sportu Joanna już nawet obiecywać. Są Dzieñ Seksu Mucha do jednego konetyczni. piątek certu artystki Madonny.  Przepraszam, czterdzieści dwa mln zł skrzywdziłem premiera. Dzieñ Informatyka dołożył poprzedni miDonald Tusk w zeszłym sobota nister skarbu do trzech tygodniu nie tylko deklakońskich torów wyścirował, że nie będzie deDzieñ Agugaga, gowych w Warszawie, klarował. Z okazji Dnia Dzieñ Przyjaciela, Katowicach i we WrocłaDziecka zaprosił deleganiedziela Dzieñ Ksiêgowego wiu. 5 zł w formie biletu cję dzieci do swej Kancenie chciała dołożyć do larii. W ogrodach KanceDzieñ Stra¿y Granicznej ogrodów Muzeum Wilalarii sztab specjalistów od nowskiego pani prezypozytywnego kształtowa- poniedziałek dent Warszawy Hanna nia wizerunku premiera Gronkiewicz – Waltz. Nie przygotował dzieciom Dzieñ podeptanych na chciała, bo musiałaby wiele atrakcji. Wśród śmieræ w czasie tañca wtorek wydać swoją piątkę, nie nich szpinak podany na z budżetu państwowego pięć sposobów. Szpinak Świêto Biura albo samorządowego. jest zdrowy i nadal jeszOchrony Rz¹du,  Przy okazji swego cze na kolejowych nasyśroda Dzieñ Stylisty Paznokci sknerstwa pani prezypach za darmo dostępny. dent Gronkiewicz –Waltz Zjesz szpinak – będziesz Świêto Dobrych Rad próbowała zmusić żądaduży i grzeczny jak pan czwartek jącego od niej ważnego poseł Niesiołowski. biletu strażnika ogrodów  Polsce mieszka nadal Źród³o: www.nonsensopedia.wikia.com wilanowskich do złama6 mln dzieci, informuje nia prawa. Ten anonimoGłówny Urząd Statystycz-

7 8 9 10 11 12 13

wy prawy Obywatel RP oparł się arogancji władzy i nie wpuścił pani prezydent na przysłowiowy „krzywy ryj”. Służby pani prezydent zawiadomiły o tym nadzorującego muzeum wilanowskie ministra kultury i dziedzictwa narodowego. Partyjnego kolegę pani prezydent. Ciekawe, jak zostanie nagrodzony ten wzorowo wykonujący swe obowiązki strażnik ogrodów?  Co łączy posła Przemysława Wiplera z PiS z posłem Arturem Bramorą z Ruchu Palikota? Obaj porzucili swe klubu parlamentarne, czym zyskali kilkudniową sławę medialną. W Polsce każdy polityczny rozwód czyni z polityka szanowanego w mediach celebrytę.  „Ten kto składa takie obietnice okłamuje Polaków”- zagrzmiała pani poseł Lidia Krajewska z PO odpytywana przez red. Mazurka z „ Rzeczpospolitej”. Grzmiała, bo myślała, że podsunięte jej wyborcze obietnice pochodzą z ust Jarosława Kaczyńskiego. Tymczasem red. Mazurek zmyłkowo pokazał posłance PO wyborczy program jej partii z 2007 roku. Hasłem wyborczym posłanki Krajewskiej było wtedy „Odważna i konsekwentna. PIOTR GADZINOWSKI (LEWICA24.PL) 

Dziennik Trybuna nr 11  

Dziennik Trybuna nr 11

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you