Issuu on Google+

WEEKEND

nowy dziennik

NUMER 759

| 5 KWIETNIA 2014

STRONA 8

GOŚCINNA UKRAINA

STRONA 3-6

STRONA 3

STRONA 12

STRONA 13

STRONA 14

TEMAT TYGODNIA:

KOSZERNE WINA

TYBETAŃSKA MEDYCYNA

ORSZAK OBAMY

NINA, KIKA, SYLWIA...

ZAWODY DOBRE I ZŁE


2

WEEKEND

nowy dziennik

| 5 KWIETNIA 2014

c

FELIETON JANKA

d

GDYBYM BYŁ FEMINISTKĄ Czy gdybym był kobietą, byłbym feministką? W 2014 roku w Ameryce? Trzeba na początku wyjaśnić sobie, co tak naprawdę oznacza obecnie termin „feminizm”. Oznacza wiele i zarazem nic. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu bycie feministką oznaczało polityczną walkę z systemem, który dyskryminował kobiety. Dyskryminacja dotyczyła wszystkich chyba aspektów życia. Kobiety nie miały szans w wielu zawodach, nie dopuszczano ich nawet do szkół do tych zawodów sposobiących. Wiele było miejsc, gdzie panie nie miały wstępu. Sławny nowojorski pub McSorley's dopiero w 1970 roku pozwolił wchodzić kobietom! Także wAnglii i Irlandii puby były kiedyś wyłączną domeną mężczyzn. Kobietom nie wypadało wchodzić samotnie do baru, gdyż uznano by je niemalże za prostytutki. Nie wypadało im także iść w pojedynkę do restauracji, do teatru, do kina. Do dziś niektóre, bardzo tradycyjnie wychowane, dziewczyny w Polsce nie pójdą same do kawiarni czy do opery. W Ameryce, zwłaszcza w Nowym Jorku, jest oczywiście inaczej. Wbarach widzimy cały asortyment samotnych kobiet, od wyzywającej laski mającej plan pójść tej nocy do łóżka z nowo poznanym facetem, przez młodą kobietę w kryzysie chcącą się napić w towarzystwie ludzi, po starą pijaczkę czującą się w barze jak w drugim domu. Także gdy idzie o barmanki, mamy ich cały asortyment. Od latynoskiej obfitej piękności, przez polską sztywną blondynę z prowincji, po wykolczykowanego, wytatuowanego, umięśnionego babochłopa, który do pracy udaje się motocyklem. Kobiety mają pełne prawa polityczne dopiero od kilkudziesięciu lat i stopniowo wyważały kolejne drzwi. Chciały być w wojsku – już tam służą. Zazdrościły kierowcom ciężarówek? Zapraszamy do kabiny trucka, droga wolna! Trudno opisując pozycję kobiet w dzisiejszym społeczeństwie, nie uczynić analogii do sytuacji Murzynów. Oni także byli obywatelami drugiej kategorii, oni także dopiero kilkadziesiąt lat temu uzyskali pełnię praw obywatelskich. Także oni wyważali potem kolejne drzwi, do tych swoich zakazanych pubów, wojsk, urzędów i szkół. Zarówno Afroamerykanie, jak i kobiety, zwłaszcza reprezentujące je, aktywne feministki, ciągle uważają że absolutna równość nie została osiągnięta. Nadal przytaczają precedensy gorszego potraktowania, statystyki sugerujące nierówne szanse, liczby zatrudnionych na wysokich stanowiskach, średnie zarobki, liczbę laureatów Nagrody Nobla i medalistów olimpijskich. Wskazują iluzoryczne bariery, owe glass ceilings, które trudno udokumentować ale też trudno udowodnić, że ich nie ma. Jeśli tak podchodzić do walki o równość, to nie zakończy się ona nigdy. Dopóki nie nastąpi absolutne statystyczne zrównanie zarobków, tytułów, funkcji, dopóty słyszeć będziemy o rasizmie i seksizmie. A absolutne zrównanie jest niemożliwe bo przecież ludzie są różni, bardziej i mniej zdolni, pracowici, zdeterminowani.

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

Czy gdybym był kobietą, byłbym szczęśliwszy? Gdybym był młodą i niezwykle atrakcyjną dziewczyną – może tak. Ale poza tym – raczej chyba nie.

Katoy, czyli tajski chłopak, który stał się kobietą po operacji

Czy gdybym był kobietą, byłbym feministką? Wnajbardziej pospolitym znaczeniu byłbym – czyli zwolennikiem równouprawnienia, równych szans. Dziś jednak pisze się, że feminizm przeżywa kryzys. Każdy bowiem powie, nawet najbardziej szowinistyczna męska świnia, że obie płci powinny być tak samo traktowane. (Podobnie w wypadku różnych ras.) Feministki potrafią być dzisiaj różne – i mało mają ze sobą wspólnego. Są te wojujące, nienawidzące mężczyzn, we wszystkim doszukujące się samczej zmowy i represji. Są i bardziej umiarkowane, wręcz podkreślające swoistą rolę kobiety w rodzinie. Każda kobieta odpowie dziś, że oczywiście jest feministką, ale co to tak naprawdę znaczy? Czy będąc kobietą chciałbym zrobić karierę zawodową? Pewnie tak. Czy oczekiwałbym za pracę takich samych zarobków jak mężczyzna? Oczywiście. Czy wyczuwałbym przejawy dyskryminacji w pracy czy w organizacji politycznej? Jak najbardziej. A poza pracą, w domu, jak bym żył (a)? Czy chciałbym, żeby mężczyzna przytrzymywał mi drzwi? Tak, to zwyczajowa grzeczność. Przepuszczał mnie w drzwiach? Nie to, seksizm. Wstawał na powitanie? To niepotrzebne. Całował w rękę? To jakiś średniowieczny obyczaj Polaków.

Redaguje Jan Latus. Stali współpracownicy: Bożena Chlabicz, Marian Chlabicz, Stanisław Kokesz, Monika Śliż, Piotr Milewski, Piotr Powietrzyński, Magdalena Wypych, Zuzanna Ducka-Lubas. Piszą z Polski: Łukasz Dziatkiewicz, Przemek Gulda, Katarzyna Krawczyńska, Ewa Śródka, Daniel Wyszogrodzki.

WEEKEND

Czy oczekiwał (a) bym, że mąż będzie mi pomagał w domu? Jak najbardziej. Czy zamierzał (a) bym dać mu tyle pracy i obowiązków w domu, ile mam ja. Jak to wyliczyć? Czy jeśli mąż zarabia (załóżmy, że sprawiedliwie) dwa razy więcej niż kobieta, powinien mieć w związku z tym dwa razy mniej obowiązków w domu? Chyba nie. Czy powinien, tak jak żona, zajmować się dziećmi? Oczywiście. Czy powinien umieć gotować tak dobrze jak ona? Przydałoby się. Czy w związku z tym, w przypadku rozwodu, powinien mieć takie same szanse na uzyskanie praw opieki nad dzieckiem, jak kobieta? Jeśli nie, to dlaczego nie? Skoro walczyłbym jako kobieta o równość w związku małżeńskim, dlaczego kobieta mia-

łaby prawie automatyczne prawo do połowy majątku męża, a on takich praw by nie miał? Czy chciałbym jako kobieta chodzić po biurze jak żołnierz, w czarnych butach (na obcasie) i czarnym kostiumie, robić ważne prezentacje na Power Point, wracać do domu skonany, na spółkę z mężem szybko coś ugotować i szybko pomóc dzieciom w lekcjach? Czy byłbym szczęśliwą kobietą? Czy będąc niezależną kobietą z własną karierą oczekiwał (a) bym od męża kwiatów na każdą rocznicę ślubu? Czy on nigdy nie dostałby ode mnie kwiatów, a tylko wiertarkę i skarpety? Może i chciałbym być kobietą, przynajmniej taką wiecznie młodą i piękną, ale jako feministka chyba bym się pogubił. &

DOPÓKI NIE NASTĄPI ABSOLUTNE STATYSTYCZNE ZRÓWNANIE ZAROBKÓW, TYTUŁÓW, FUNKCJI, DOPÓTY SŁYSZEĆ BĘDZIEMY O RASIZMIE I SEKSIZMIE. A ABSOLUTNE ZRÓWNANIE JEST NIEMOŻLIWE, BO PRZECIEŻ LUDZIE SĄ RÓŻNI, BARDZIEJ I MNIEJ ZDOLNI, PRACOWICI, ZDETERMINOWANI.

REKLAMUJ SIĘ W WEEKENDZIE.Dział Reklamy i Marketingu, Dyr. Delfina Kozimor: Tel: 212-594-2266 wew. 304; Fax: 212-594-5538; e-mail: displays@dziennik.com. (Wydawca nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych ogłoszeń). The Publisher disclaims any liability for the content of any advertisement appearing in this magazine. Piszcie listy do: jl@dziennik.com

NA OKŁADCE:

ŁAWRA PECZERSKA W KIJOWIE

ZDJĘCIE: JAN LATUS


nowy dziennik

WINO NA WEEKEND

KOSZERNIE

WEEKEND

| 5 KWIETNIA 2014

3

c POLSKA NA CIEPŁO d

JUŻ NIE TYLKO POLSKI HYDRAULIK PRZEMEK GULDA To już nie te czasy, kiedy Polacy zagranicą wykonywali najprostsze prace. Dziś coraz częściej spotkać ich można na stanowiskach odpowiedzialnych i wymagających dużych kwalifikacji.

Ma to swoje odzwierciedlenie w Biblii, gdzie słowo „wino” pada aż 207 razy. Ponadto Żydzi używają wina podczas swoich obrzędów religijnych – pija się zarówno świętując narodziny jak i podczas bar micwy, małżeństwa, szabatu, Pesach, święta Purim, a nawet podczas pogrzebu. Pomimo tak pięknej tradycji przez długi czas w Izraelu powstawały wyłącznie nieciekawe, słodkie wina używane podczas wymienionych obrzędów. O przebudzeniu winiarskim Izraela możemy mówić od lat 80. ubiegłego wieku. Wtedy to zaczęto sadzić świetnie przyjmujące się na Ziemi Świętej odmiany międzynarodowe. Wśród czerwonych win królują Cabernet Sauvignon i Merlot, zaś wśród białych Chardonnay i Sauvignon Blanc oraz Emerald Riesling – krzyżówka Rieslinga i Muscadelle. Izraelscy winiarze dużo inwestują w technologie co od razu przekłada się na jakość wina. Skomplikowane systemy irygujące winnice czy kontrolowana komputerowo fermentacja jest dla nich chlebem powszednim. Najlepszym winiarskim regionem Izraela są galilejskie Wzgórza Golan. Niestety cieniem na nie kładzie się niejasna sytuacja polityczna. Niewykluczone, że w ramach procesu pokojowego tereny te zostaną oddane Syrii. Można więc powiedzieć „kupujcie wina ze Wzgórz Golan póki jeszcze są.” Na winach z Izraela możemy dostrzec świadectwo koszerności. Co ono oznacza? Najważniejszą zasadą rozstrzygającą o koszerności wina jest by cały proces produkcji był wykonywany przez Żydów religijnych (z wyłączeniem kobiet). Oprócz tej głównej zasady należy przestrzegać kilku pozostałych: – winogrona można zbierać z krzaków od czwartego roku ich owocowania – pomiędzy krzewami nie można uprawiać nic innego – pewną, małą porcję wina należy wylać – co siódmy rok winnica powinna odpoczywać – wszystkie urządzenia do produkcji wina powinny być używane jedynie do win koszernych Większa uwaga podczas wytwarzania wina oraz korzystanie z urządzeń wysokiej klasy sprawia, że wina koszerne są towarem poszukiwanym ze względu na wysoką jakość. Pić je mogą oczywiście nie tylko Żydzi. JL

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

Izrael ma tradycję winiarską, o której inne państwa mogą tylko marzyć. Badania archeologiczne mówią, że na tamtych ziemiach uprawiano winorośl już 5000 lat temu.

Demonstracja Polaków w Londynie przeciw dyskryminacji

Najnowszy boom na wyjazdy Polaków za granicę rozpoczął się kilkanaście lat temu i – w przeciwieństwie do większości poprzednich fal emigracyjnych – nie miał nic wspólnego z kwestiami politycznymi. Tym razem chodziło o coś innego – o pracę i pieniądze, czyli coś, czego w Polsce zaczynało brakować. Szlaki przetarli gastarbaiterzy z lat 80.: ci, którzy wyjeżdżali w sezonie zbiorów, żeby pracować na polach. Zbierali truskawki, szparagi czy inne warzywa, wymagające ręcznej obróbki, mieszkali w bardzo prymitywnych warunkach – czasem uwłaczających ludzkiej godności – ale za to przywozili do Polski krocie: relacja zachodnich walut do złotówki była wówczas taka, że na takich sezonowych pracach wyrosła niejedna fortuna. Pierwsza fala ekonomicznej emigracji poszła w pewnym sensie w ślady tamtych pionierów, szukając najprostszych, niewymagających specjalnych umiejętności ikompetencji prac. Prac, które nie wymagały też mocnych więzi formalnych z pracodawcą – to nie byłoby wygodne dla żadnej ze stron. Dlatego, kiedy wyjechało się do Londynu w okolicy połowy poprzedniej dekady, wchodząc do jakiegokolwiek baru można było mieć niemal pewność, że cała obsługa będzie polska. Bo przecież praca kelnera czy barmana jest w takich sytuacjach idealna. To właśnie w tym czasie zaczęły się pojawiać żarty o polskich hydraulikach – bo szybko okazało się, że to właśnie polscy fachowcy zaczynają przejmować w swoje ręce branżę remontową i budowlaną w zachodniej Europie – to przecież też prace nie wymagające żadnych tytułów ani uprawnień, ba – prace, które nie wymagały też nawet znajomości języka kraju, do którego się trafiło. Z czasem jednak wiele zaczęło się zmieniać i Polacy z powodzeniem

zaczęli przemieszczać się w górę w hierarchii zawodów i relacji służbowych. – Ogrzewanie, tym się zajmuję. Ogrzewaniem – opowiada znajomy sprzed lat, pięćdziesięciolatek, który przed wyjazdem z Polski miał zakład świadczący usługi techniczne dla artystów, np. przygotowywanie ram do obrazów. – Zaczęło się od tego, że pojechałem do Szkocji, ale nie miałem zupełnie żadnego pomysłu na siebie i na to, co mógłbym tam robić. Szukałem czegokolwiek, jakiegoś choćby tymczasowego rozwiązania, jakiejś pracy. Znajomy miał firmę, która instalowała ogrzewanie w mieszkaniach, zaproponował mi, żebym mu pomagał, nawet mimo tego, że nie miałem o tym zielonego pojęcia. Okazało się, że spadł mi z nieba – szybko nauczyłem się wszystkiego, co potrzeba, żeby się tym zajmować, przez kilka lat pracowałem u niego, aż w końcu założyłem własną firmę działającą w tej samej branży, bo okazało się, że w mieście, w którym mieszkam, popyt na tego rodzaju usługi jest ogromny.

Nie on jeden, zaczynając od prostego pomocnika, w ciągu kilku lat dorobił się własnej firmy i z powodzeniem funkcjonuje

na zachodnim rynku. Takich szczęśliwych historii znaleźć można coraz więcej, a Polacy z powodzeniem zaczynają szukać sobie miejsca w różnych dziedzinach.

Półkę wyżej znaleźć można jeszcze inny typ pracowników – to młodzi ludzie, którzy już podczas nauki wyjeżdżali za granicę i właśnie tam zdobywali dyplomy i szukali dla siebie miejsca w najbardziej elitarnych branżach: bankowości, finansach, medycynie czy prawie. – Studiowałem częściowo w Polsce, częściowo w Anglii. Mam dyplom dobrej angielskiej uczelni, ale po studiach wróciłem do rodziny – opowiada trzydziestolatek z małej miejscowości. – I niewiele brakowało, żebym został w Polsce, znalazłem tu bardzo ciekawą pracę w branży komputerowej. W międzyczasie jednak okazało się, że mój związek z czasów studenckich z dziewczyną ze Stanów zaczyna stawać się poważny. Zdecydowaliśmy się na wspólne życie mniej więcej w pół drogi między naszymi ojczyznami, czyli właśnie w Anglii. Jeśli chodzi o pracę jechałem tam zupełnie w ciemno, ale bardzo szybko znalazłem zajęcie zgodne z moim wykształceniem i kompetencjami. I nie narzekam. &

NAJNOWSZY BOOM NA WYJAZDY POLAKÓW ZA GRANICĘ ROZPOCZĄŁ SIĘ KILKANAŚCIE LAT TEMU I – W PRZECIWIEŃSTWIE DO WIĘKSZOŚCI POPRZEDNICH FAL EMIGRACYJNYCH – NIE MIAŁ NIC WSPÓLNEGO Z KWESTIAMI POLITYCZNYMI.


4

WEEKEND

nowy dziennik

| 5 KWIETNIA 2014

c POLSKA NA GORĄCO d

KELNER KONTRA WAITER EWA ŚRÓDKA

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

Zawsze kiedy przyjeżdżam do USA szokuje mnie poziom obsługi kelnerskiej w restauracjach.

Miła obsługa w Nowym Orleanie

Szczególnie odczułam to w marcu, kiedy byłam w Luizjanie. Być może ze względu na tzw. południową gościnność – podejście do kontaktów międzyludzkich jest tam wyraźnie inne niż np. w Nowym Jorku. Na Południu ludzie wydają się mieć więcej czasu, mniej się spieszą, są bardziej otwarci i ciekawi innych niż szaleńczo biegnący tłum, który zalewa metro i ulice Big Apple (oczywiście nie ujmując niczego nowojorczykom, których uwielbiam za inne rzeczy). Kelnerzy w Nowym Orleanie naprawdę dbają o swoich gości: wiedzą wszystko o serwowanych potrawach, z pasją doradzają, co zjeść, są przesympatyczni i w zasadzie na każde zawołanie. A dodatkowo, co i rusz, w różnych knajpach, obsypywano mnie bonusami. W fenomenalnej restauracji Latil’s Landing Restaurant na historycznej plantacji Houmas House, kelnerka, która obsługiwała mnie i mojego towarzysza, po prostu wyszła z siebie, abyśmy na długo zapamiętali tę kolację. Najpierw wskazała przekąski, które były jej zdaniem najsmaczniejsze i dobre do podzielenia, aby każde z nas mogło skosztować każdej z nich – i jej rekomendacja okazała się strzałem w dziesiątkę. Zu-

pa – bisque z dyni i raków – została podzielona na dwa talerze, z których każdy wyglądał jakby był jedną pełną porcją, a nie dwiema połówkami. Potem zamiast jednego kieliszka tokaju, przyniosła dwa (jeden gratis na koszt restauracji) i to olbrzymie – na pewno nie były to standardowe „50-ki”. Zostaliśmy także poczęstowani pysznymi drinkami: wódką pomarańczową z sorbetem. Kelnerka, mimo czterech innych stolików, które obsługiwała, znalazła czas, aby z nami porozmawiać, zapytać, skąd jesteśmy, co tu robimy, a nawet co robimy w życiu – po prostu nawiązała z nami relację. I ani razu nie poczułam, aby ona się spieszyła, aby inne stoliki cierpiały na tym, że ona z nami rozmawia. Po prostu w jakiś fenomenalny sposób robiła to wszystko na luzie, była bardzo profesjonalna i serdeczna. Latil’s Landing Restaurant to bardzo dobra restauracja, na bardzo wysokim poziomie, w której rachunek za posiłek złożony z czterech dań (nawet częściowo dzielonych na pół) nie schodzi poniżej 100 dolarów za osobę. Ponieważ jednak co i rusz spotykały nas miłe bonusy-niespodzianki, z tym większą chęcią zo-

stawiliśmy kelnerce 25% napiwku, mimo naprawdę sporej sumy na rachunku. Ona na to w pełni zasłużyła! WPolsce rzadko – wręcz prawie nigdy – nie spotyka się takiego podejścia do klienta. Kelnerzy zwykle nie mają bladego pojęcia co jest w składzie potraw, jak są one ugotowane i co dziś jest bardziej świeże, co z menu polecić. O nie, kelnerzy w Polsce mają to wszystko w głębokim poważaniu i najczęściej traktują swoją pracę jako niemiły, chwilowy obowiązek, który zapewnia im przetrwanie z barku innej pracy. Sztandarowym przykładem jest modna knajpa na placu Zbawiciela w Warszawie: Charlotte. To miejsce modne, choć mocno zblazowane, w którym warto się pokazać, dlatego przychodzą tu na kawę czy kanapki i pracownicy agencji reklamowych, celebryci i generalnie cała „warszawka”. Kelnerzy natomiast to zjawisko niezwykłe samo w sobie. Obsługa ma miny nieobecne, czasem nie patrzą nawet na gości od których przyjmują zamówienia, dania stawiają bez słowa na stoliku, nie pytają czy smakowało, czy coś jeszcze, co polecić. Nie – w Charlotte człowiek czuje się jakby kel-

KELNERZY W POLSCE MAJĄ TO WSZYSTKO W GŁĘBOKIM POWAŻANIU I NAJCZĘŚCIEJ TRAKTUJĄ SWOJĄ PRACĘ JAKO NIEMIŁY, CHWILOWY OBOWIĄZEK, KTÓRY ZAPEWNIA IM PRZETRWANIE Z BRAKU INNEJ PRACY.

nerowi uprzykrzał życie i nie powinien być zbyt wymagający, bo zostanie milcząco zrugany miną wyrażającą coś w stylu „jak ci nie pasuje, to idź do innej knajpy szary obywatelu, nie-celebryto”. Przyczyną tej sytuacji może być fakt, że w USA podstawa pensji kelnerskiej jest bardzo niska – nawet 50 dol. za 10-godzinną zmianę i w zasadzie resztę zarobku – czyli ok. 2/3 realnej pensji, kelnerzy zarabiają na napiwkach. Dziennie z napiwków jako kelner można uzbierać w Stanach od 100 do nawet 700 dol., w zależności od klasy restauracji. Czyli jeśli ktoś jest miły, skupiony na swojej pracy, kompetentny i dopieszcza gości, to może całkiem nieźle zarobić na kelnerowaniu. Nie dziwne więc, że amerykańska obsługa w restauracji jest zwykle bardzo profesjonalna. W Polsce napiwki dają tylko niektórzy i jest to zwykle maksymalnie 10%, a nie 20%, tak jak w Ameryce. Polacy nie wiedzą lub nie chcą wiedzieć, że kelner, który ich obsługuje dostaje między 330 dol. a 700 dol. (maksymalnie!) podstawy na miesiąc i cokolwiek urobi dodatkowo, to mu to ratuje życie. W Polsce trudno dobrze żyć z kelnero-

wania, nic dziwnego więc, że ci pracownicy są sfrustrowani, szybko zmieniają pracę, nie chcą się w nią angażować i traktują ją jako chwilową, póki nie znajdą czegoś lepszego. Nikomu nie przychodzi do głowy, że

można by przecież spróbować po amerykańsku: podejść do klienta z uśmiechem, zapałem i wiedzą na temat dań. Kto wie, może goście zostawialiby tipy chętniej? Polscy kelnerzy chyba już pogodzili się z kiepskimi zarobkami i nie mają zamiaru tego zmieniać. &


nowy dziennik

| 5 KWIETNIA 2014

5 ZDJĘCIE: ARCHIWUM

WEEKEND

Nie uświadczy już więc prawie garncarzy, powroźników, rymarzy czy kaletników. Co nie znaczy, że przestaliśmy używać garnków, siodeł i powrozów. Po prostu wszystko to można dziś w razie potrzeby kupić w Castoramie, Home Depot i oczywiście w Ikei. Podobnie mają się sprawy z innymi zawodami, które wypierają z rynku rewolucja w zakresie stylu życia oraz rozwój technologii. Nie chodzi już nawet o dead poets, bo akurat poeci ciągle mają się, przynajmniej w Ameryce, całkiem dobrze, o czym świadczy choćby otwarty niedawno w Battery Park na Manhattanie Poets House. Zagrożenie wyginięciem obejmuje bowiem także przedstawicieli tych profesji, które zaledwie dekadę czy dwie temu dawały obietnicę życiowego sukcesu. Teraz zaś ich przedstawiciele, i to nawet ci z najwyższych szczebli zawodowej hierarchii, podwyższają statystyki bezrobocia. Gwałtownej utraty popularności doświadcza teraz, na przykład, uchodzący do niedawna za niezwykle atrakcyjny zawód bankowca. Co tu kryć – do niedawna an-

gaż w banku, niechby i w charakterze panienki z okienka, był, zwłaszcza w Polsce, traktowany jak główna wygrana na loterii. W ubiegłej dekadzie nieźle rokowały także inne branże sektora finansowego – ubezpieczeniowa, kredytowa czy zwłaszcza inwestycyjna. To się jednak skończyło. Z jednej strony to, co nieuchronne, przyspieszył kryzys finansowy. Z drugiej sektor bankowy bardzo szybko zaspokoił zapotrzebowanie kadrowe i teraz, zamiast przyjmować nowych pracowników, masowo zwalnia tych już zatrudnionych. Podobną konfrontację z rzeczywistością rynku pracy przechodzą teraz specjaliści od zarządzania i marketingu, wprost ze studenckich ławek zamiast za biurka korporacji trafiający na zasiłek dla bezrobotnych. O ich podłym losie zdecydowało to samo, co w przypadku bankowców: kryzys gospodarczy, oczywista nadprodukcja absolwentów z dyplomami tej specjalności oraz rozwój technologii i zmiany strukturalne. Podobnie jak finansowe usługi internetowe zredukowały zapotrzebowanie na pracowników „pierwszego kontaktu” w zawodach ekonomicznych, tak zmniejszyły też liczbę etatów dla kadry menedżerskiej i handlowców. Te same procesy przetrzebiły też szeregi specjalistów od zaawansowanej księgowości. Bolesnego procesu kurczenia się ich rynku pracy właśnie doświadczają fachowcy zatrudnieni dotąd w tradycyjnych mediach, od fotografików i producentów, po dziennikarzy, zwłaszcza tych prasowych. Ich eta-

ty też pochłonął internet, już wcześniej pozbawiając zatrudnienia całe rzesze specjalistów od DTP i grafiki komputerowej, którzy wcześniej też zresztą odebrali je zecerom i drukarzom. Zmiany nie ominęły nawet prawników, których coraz częściej zastępuje, przynajmniej w dziedzinie poradnictwa, internet. Podobnie jak pracowników administracji publicznej,

c POLSKA NA ZIMNO d

KONIEC PRACY ALFA OMEGA

Rodzą się, a potem giną, nie tylko gwiazdy czy cywilizacje. Prawa natury dotyczą również sposobów zarabiania na życie. Jedne specjalności powstają, inne wymierają jak dinozaury. zwłaszcza tych średniego szczebla. Po cyfryzacji, większość papierkowej roboty załatwia się elektronicznie. Zmiany technologiczne to nie wszystko. O spadku atrakcyjności niektórych popularnych dotąd zawodów decydują również czynniki natury społecznej czy obyczajowej, na przykład demografia. Starzenie się społeczeństw oznacza, że w bliskiej perspektywie nie będzie pracy dla tak szanowanych dotąd i stanowiących przedmiot zbiorowej zazdrości (ze względu na pewność zatrudnienia, nadgodziny i długie wakacje) nauczycieli. Podobny skutek odnoszą niektóre prawne regulacje rynku. Z tej przyczyny skończyło się nad Wisłą eldorado dla „repów” – przedstawicieli firm farmaceutycznych. Jeszcze do niedawna byli królami życia, z wynagrodzeniem stanowiącym wielokrotność średniej krajowej i pakietem bonusów. Wystarczyło kilka ustaw i sen skończył się bolesnym przebudzeniem na zasiłku. Podobnie jak jedwab-

ne życie akwizytorów, którym klienci już podziękowali, błyskawicznie ucząc się technik manipulacji stosowanych w handlu bezpośrednim. W kolejce do urzędów pracy humaniści stoją więc, zwłaszcza ostatnio, w towarzystwie absolwentów popularnych do niedawna wydziałów ekonomii, zarządzania czy bankowości i finansów, a nawet informatycy, prawnicy i przedstawiciele „gwarantujących świetną pracę” zawodów technicznych. Polskie urzędy pracy odnotowały w swoich statystyka nawet kilku... księży. Awydawałoby się, że gdzie jak gdzie, ale na plebanię to bezrobocie dotąd nie zaglądało. Jeśli jednak chodzi o pracę, to w naszych czasach nie ma już chyba ani jednej pewnej profesji. Ostatnim z dyplomów, które chronią przed wizytą w urzędzie zatrudnienia, pozostał więc dyplom akademii medycznej. Nie wiadomo tylko, na jak długo. &

ZAGROŻENIE WYGINIĘCIEM OBEJMUJE TAKŻE PRZEDSTAWICIELI TYCH PROFESJI, KTÓRE ZALEDWIE DEKADĘ CZY DWIE TEMU DAWAŁY OBIETNICĘ ŻYCIOWEGO SUKCESU.

REKLAMA

AIR TOUCH DENTAL BROTHERS, PC Gwarantujemy wysokà jakoÊç us∏ug dla ca∏ej Rodziny • Leczenie kana∏owe • Koronki i mostki • Implanty • Bia∏e plomby • Wyjmowane ca∏kowicie albo cz´Êciowe protezy • Usuwanie z´bów • Leczenie paradontozy

100 % STERYLIZACJA

1 godzina w gabinecie wybielania z´bów

ORTODONTA

Prostowanie z´bów przez wyjmowany aparat

Pi´kny uÊmiech po 2 wizytach • Bez borowania • Bez zastrzyków • Bez bólu Najskuteczniejsza metoda leczenia na: krzywe, ukruszone, zabarwione i odbarwione z´by oraz odst´p mi´dzy z´bami

OTWARTE W NIEDZIEL¢

203 Nassau Ave., Greenpoint B’klyn NY 11222 (pom. Humbold St. & Russel St.) (718) 383-1270


6

WEEKEND

nowy dziennik

| 5 KWIETNIA 2014

c WYRWIJ, ZACHOWAJ d

CO STUDIOWAĆ, ŻEBY PRACOWAĆ MARIAN POLAK

Jak na razie wyjątkowo sprawdza się tu pierwsza zasada społecznej niesprawiedliwości, która stanowi, że kto ma, temu będzie dodane – b przecież angielski znają wAmeryce (prawie) wszyscy. I to od razu na poziomie „native speakers”. W ten sposób każda average Jane i przeciętniak Joe mają zapewniony nieźle płatny etat nauczyciela języka angielskiego, nawet jeśli nigdy nie studiowali anglistyki ani pedagogiki. Mało tego – taki „nauczyciel” nie musi nawet mieć matury. O ile tylko zdecyduje się wyjechać do Chin. Chłonność chińskiego rynku edukacyjnego w dziedzinie nauczania angielskiego jest tak wielka, że kto zacznie teraz, może być raczej spokojny, że dotrwa na etacie do emerytury. Inna sprawa, że mimo wszystko warto skończyć anglistykę, ponieważ im wyższe kwalifikacje, tym wyższa pensja w juanach. Standardowe wynagrodzenie nie jest oszałamiające, bo szkoły państwowe płacą niewiele 6000 juanów, czyli około 1000 dol. miesięcznie. Plus mieszkanie, transport, ubezpieczenia i bilety lotnicze. Co innego prywatne placówki. Tutaj stawka może sięgać 18 000 juanów i więcej, a korepetycje przynoszą jeszcze 10-15 dolarów za godzinę. O taki etat jest jednak trudniej, tutaj wymaga się już zwykle wysokich kwalifikacji. Inna sprawa, że ten dyplom może pochodzić z NYU, ale także z anglistyki we Wrocławiu, bo „native” w tłumaczeniu na chiński oznacza równie dobrze Amerykanina czy Brytyjczyka, co Polaka czy Norwega. Taka chińska specyfika. Papiery poświadczające przygotowanie zawodowe w dziedzinie English studies dają zresztą nauczycielom angielskiego znacznie szersze możliwości. Nie ma to jak etat anglisty na przykład w Dubaju. Tam jednak wymagają dyplomu. Toteż, choć nie wspominają o tym zwykle raporty na temat prognoz zatrudnienia, warto poważnie rozważyć studia na kierunku filologia angielska. Eksperci z „Buisness Week” w swoim tegorocznym rankingu Najbardziej Perspektywicznych Zawodów stawiają jednak raczej na sektor IT i „nerdów w swetrach”, umieszczając ich na wysokiej, trzeciej pozycji. Tuż po menedżerach najwyższego szczebla i dyplomowanych pielęgniarkach, które zajmują na tej liście pierwsze miejsce. Nerdy poza tym, że zamiast swetrów teraz noszą głównie piżamy, bo pracują w domu, rzeczywiście mogą przebierać w ofertach, choć fachowcy od komputerów w Polsce mają zdecydowanie mniejsze możliwości niż ich koledzy z Krzemowej Doliny, a ich pensje nie przyprawiają o zawrót głowy. W korporacji zarabia się przeciętnie równowartość 1000 dolarów z małą górką. Najlepiej wychodzą ci, co

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

Żeby nie tylko pracować, ale też zarabiać dość, by prowadzić całkiem wygodne życie, najlepiej urodzić się Amerykaninem.

pracują na zlecenie, bo – według danych GUS – ich średnie miesięczne wynagrodzenie to 5-10 tys. złotych. Ale zawsze istnieje ryzyko, że trafią się chudsze miesiące. Amerykańscy freelancerzy zarabiają... podobnie, bo o kontrakty nie jest łatwo. W korporacjach płaci się jednak znacznie lepiej. Według Labor Department, przeciętne wynagrodzenie software applications developers wynosiło w ubiegłym roku 90.000 dol. To jeszcze nie koniec dobrych wiadomości dla informatyków. Na fachowców od pisania programów oraz projektowania aplikacji i stron, w roku 2020 czekać będzie, i to tylko w Stanach, niemal 150 000 nowych miejsc pracy! To ponad dwa razy więcej, niż na opuszczających

mury akademii medycznych młodych lekarzy. Ale za to będą oni zarabiać drugie tyle, co fachowcy z branży IT. Średnie wynagrodzenie medyka to – znów według Labor Department – niemal 200 000 dol. Nie licząc dyżurów szpitalnych i dochodów z pracy w przychodniach. W Polsce jest odwrotnie. Początkujący interniści i chirurdzy zarabiają przeciętnie mniej, niż informatycy, co nie znaczy, że mało. Ale za to czeka na nich znacznie więcej miejsc pracy. Do pierwszej dziesiątki Zawodów z Przyszłością, ale już wyłącznie w Stanach, kwalifikują się jeszcze fachowcy od księgowości (170 000 miejsc pracy, zarobki w okolicach 70 000 dol. rocznie), specjaliści od za-

CHŁONNOŚĆ CHIŃSKIEGO RYNKU EDUKACYJNEGO W DZIEDZINIE NAUCZANIA ANGIELSKIEGO JEST TAK WIELKA, ŻE KTO ZACZNIE TERAZ, MOŻE BYĆ RACZEJ SPOKOJNY, IŻ DOTRWA NA ETACIE DO EMERYTURY.

rządzania wydajnością (140 000 miejsc pracy, wynagrodzenie w granicach 65 000), analitycy systemów komputerowych (130 000 miejsc, pensja 80 000), nauczyciele nauczania początkowego (170 000 etatów, 55 000) oraz prawnicy, na których czekać będzie jedynie 75 000 biurek w kancelariach, ale za to z wynagrodzeniem powyżej 100 000 dolarów za etat. W pierwszej dziesiątce zmieściła się też jedna specjalność do uprawiania której wystarczy matura albo nawet kurs czy praktyka zawodowa: stolarz. Czy raczej cieśla, bo nie o meble tu chodzi, a o domy. Miejsc pracy

szykuje się dla carpenterów ponad 200 000, choć zarabiać będą zdecydowanie mniej od prawników – przeciętnie 40 000 rocznie. Ba, ale za to nie muszą zdawać SAT i pła-

cić za całe lata edukacji uniwersyteckiej. W Europie zapotrzebowanie na ciesiołkę będzie zdecydowanie mniejsze. Tam domów nie składa się z desek i kartonu, więc budownictwo to raczej domena murarzy, tynkarzy i fachowców od zbrojenia i wylewania betonu. Skądinąd masowo zagrożonych bezrobociem strukturalnym. W perspektywie kolejnej dekady najpewniejsza, choć niekoniecznie najlepiej płatna, będzie jednak posada nauczyciela angielskiego. W Chinach. &


nowy dziennik

BORO PARK

WEEKEND

POLSKI GABINET LEKARSKI

GABINET CZYNN Y:

Specjalista chorób wewn´trznych

57-02 11th Ave., BROOKLYN, NY 11219

Tel: 718.435.5830

GABINET CZYNN Y: wtorek od 5:00-8:00 wiecz. czwartek od 5:00-8:00 wiecz. piàtek od 9:00 rano-12:00 sobota od 5:00-8:00 wiecz.

66-57 Forest Ave. RIDGEWOOD, NY 11385

Tel: 718.381.3766

Charles J. Ptak, D.D.S.

SPECJALISTA-CHIRURG SZCZ¢KOWY BEZBOLESNE ZABIEGI IMPLANTY POD NARKOZÑ DENTYSTYCZNE

Wi´kszoÊç ubezpieczeƒ honorowana (n.p. Aetna, Medicare, 1199)

• BEZBOLESNE USUWANIE Z¢BÓW • IMPLANTY - NADBUDOWA KOÂCI SZCZ¢KOWEJ • LECZENIE KANA¸OWE RESEKCJE • INFEKCJE JAMY USTNEJ I PROFILAKTYKA RAKA • T.M.J. CHRONICZNY BÓL SZCZ¢KI • ZABIEGI PO USZKODZENIACH I ZRANIENIACH TWARZY ORAZ BIOPSJA TKANKOWA

GABINET PSYCHOLOGICZNY Konsultacje | Ewaluacje | Testy | Diagnoza | Psychoterapia Dr ANDRZEJ TWARDOŃ Psycholog, St.Luke’s-Roosevelt Hospital The New School for Social Research

Mgr ANNA TWARDOŃ

Psychoterapeuta Uniwersytet Jagielloński, New York University

212-473-6669 920 Broadway, Manhattan NY

(bet 20-21st Street) Subway L., N, R, F, 4, 5, 6, F, B, D to 14th Street Union Sq.

(Polish / English)

Bezpłatna

konsultacja telefoniczna

7

RIDGEWOOD

Jerzy Wawerski, MD

poniedzia∏ek od 2:00-7:00 wiecz. Êroda od 2:00-7:00 wiecz. piàtek od 2:00-7:00 wiecz. sobota od 10:00-3:00 ppo∏.

| 5 KWIETNIA 2014

Stres imigracyjny, nerwice, lęki, depresja, problemy osobiste i rodzinne, opinie dla sądów, nałogi, choroby psychiczne, nauka medytacji www.twardon.org • atwardon@gmail.com

TEL:

718.383.5551

www.drptak.com VISA • MASTER CARD • AMERICAN EXPRESS

92 Norman Avenue

Greenpoint, NY 11222


WEEKEND

nowy dziennik

| 5 KWIETNIA 2014

ZDJĘCIE: JAN LATUS

8

Nadzieja na Majdanie

Nie jest to jednak taka zabudowa, jak w miastach zachodniej Europy. Przypomina bardziej metropolie azjatyckie, a najbardziej – Moskwę. Ze stolicą Rosji będę potem porównywał Kijów wielokrotnie. Wzdłuż autostrady stoją bloki mieszkalne, wieże kondominiów, centra handlowe. Giganty na dwadzieścia, trzydzieści pięter. Trudno powiedzieć, żeby były ładne – wschodni gust narzuca przepych, skłania do dekorowania wież jak tortów. Kolejne ustępy fasad, tarasy, rzeźbione balustrady balkonów, penthouse'y jak pałacyki postawione na dachach wieżowców. Równie zabawnie dekorują swoje mieszkalne wieże deweloperzy w Bangkoku, Manili, Mumbaju. Ukraina miała na początku przemian ustrojowych taki sam dochód na głowę obywatela, jak Polska. Dziś jest trzy razy mniejszy. Szczególnie widać to na prowincji, na wsiach. Nawet Lwów prezentuje się nie tak bogato. Kijów to jednak taka ukraińska Moskwa – bogate, puszące się miasto skupiające gros kapitału, talentów, ambicji, poza tym ubogiego i zaniedbanego, kraju. Robi jednak wrażenie, tak samo jak Moskwa. Wrażenie rozmachu i znaczenia, a w każdym razie – potencjału państwa. Nie ma się takiego odczucia jadąc z Okęcia do centrum Warszawy czy w jakimkolwiek innym mieście średniej wielkości w Europie, gdzie wszystko jest nieduże, skromne, namiarę możliwości ipotrzeb. W centrum Kijowa komuniści zbudowali kamienice, biurowce i hotele w stylu socrealistycznym. Taki jest właśnie Majdan, czy Euromajdan, skrzyżowanie z Kreszczatykiem w samym centrum miasta. Przypomina trochę warszawski MDM, ale znowu – ma większy rozmach. Nawet zimą to centrum miasta ma jakąś swoistą urodę właściwą imponującym, rygorystycznie zaplanowanym przestrzeniom urbanistycznym. Są też jednak kwartały starego Kijowa z kamienicami w stylu secesyjnym. To naprawdę może być kiedyś piękne miasto. W Kijowie znalazłem się w zimie. Odwiedzam polskich przyjaciół, Ewę i Krzysztofa Florczaków. Krzysia znam jeszcze z Nowego Jorku. Dzięki amerykańskiemu wykształceniu w dziedzinie finansów piastuje kierownicze funkcje w dużych międzynarodowych firmach w różnych krajach – Polsce, Rosji, Niemczech. Ostatnio odwiedzałem go w Moskwie. Teraz Krzysztof jest dyrektorem wielkiej firmy leasingującej samochody. Synowie chodzą do szkół brytyjskich, a rodzina wynajmuje wielki, w pełni umeblowany apartament w nowej wieży kondominiów. Wnętrze urządzone jest przepysznie: jacuzzi w łazience, nowe pralki i suszarki firmy Electrolux, w salonie kunsztownie uformowany sufit. Właściciel mieszkania, w ostatniej chwili, chcąc zrobić miłą niespodziankę nowym lokatorom, pomalował drewniane szafki w kuchni farbą w kolorze barszczu ukraińskiego. Niestety, już było za późno na wycofanie się z umowy najmu. Oczywiście, nie jest to typowe życia Ukraińców. To życie dobrze sytuowanych ekspatów. Jak porównują je do tego w Moskwie? Tam było więcej atrakcji, wieczornych wyjść, przepychu, możliwości. Zarazem jednak nie czuli się tak dobrze wśród Rosjan, zawsze wyczuwając ich rezerwę wobec Polaków, a czasem poczucie wyższości i niechęć. – Dla Rosjan Polak to taki piesek ratlerek – tłumaczy półżartem Krzyś – który zawsze ujadał i niczego się nie bał. Ukraińcy mają stosunek do Polaków inny, życzliwszy. Przede wszystkim, Polska jest dla nich wymarzonym Zachodem, a w każdym ra-

c

PODRÓŻE NIE NA WEEKEND

d

GOŚCINNA UKRAINA JAN LATUS

Lotnisko w Kijowie jest równie piękne i nowoczesne, jak dziesiątki portów lotniczych na świecie. Podobna jest też droga – wielopasmowa autostrada z coraz gęstszą, w miarę zbliżania się do centrum miasta, zabudową.

Karakoe sushi bar – w Kijowie jest gdzie wydać pieniądze!

zie – bramą do Zachodu. Tak jest dosłownie – wielu z nich pracuje w Polsce. Polska jest zarazem sytuacją, do której aspirują – w miarę zamożnego, w sumie opartego na prawie, rozwijającego się i niezależnego od Rosji państwa. Budynek, gdzie się zatrzymałem, zamieszkany jest nie przez cudzoziemców tylko Ukraińców. Parkingowy zażądał paszportu przy rejestracji samochodu Florczaków, robił trudności. Gdy jednak zobaczył polski dokument, machnął ręką – E, ty nasz! i zapomniał o biurokratycznych przeszkodach. Mimo że na parterze budynku mieszczą się salony ni mniej ni więcej tylko Bentleya i Lamborghini, lobby nie przypomina tego z luksusowych wieżowców na Manhattanie. Przy drzwiach ustawiono przeszkloną budkę wyglądającą jak pusty kiosk Ruchu. Siedzi w nim babuszka, która o każdej porze dnia je owiniętą w pergamin kanapkę, popijając herbatą w szklance. Pyta mnie groźnie, że ja to do kogo?! Potem już tak na mnie nie warczy ale oczywiście nie uśmiechnie się nigdy. To na pewno dobra kobieta. Ubrany w pożyczone od gospodarzy ciepłe rzeczy idą śmiało – pieszo, mimo 18-stopniowego mrozu. Jest mroźno ale świeci słońce, połyskuje w nim śnieg, można wytrzymać. Igno-

Gdzie na świecie są takie ładne kioski z fast food?

ruję stacje metra – bardzo głębokiego, barokowo zdobionego w stylu moskiewskim. Ignoruję też przystanki najprawdziwszych trolejbusów. Bulwar Lesi Ukrainki jest szeroki, zbudowany z rozmachem. Pomiędzy socjalistyczne bloczyska nawtykano wieże nowoczesnych kondominiów. Na parterach salony meblowe i sprzętu elektronicznego, restauracje. Środkiem bulwaru, pomiędzy jezdniami, zbudowano pieszą promenadę. W lecie musi tu być pięknie. Tym bardziej, że jak kusi Ewa, Ukrainki pokazują wtedy swoje zgrabne nogi. Ja widzę dziewczyny okutane ale i to co widzę jest zachęcające: twarze o miękkich, słowiańskich rysach i duże, patrzące zalotnie oczy. Młode Ukrainki często chcą z kraju wyjechać i nie mają nic przeciwko spotkaniu cudzoziemca, także z Nowego Jorku. Rozmowy z Ukraińcami są o dużo milsze niż z Rosjanami. Tamci ze wzgardą słuchali mojego kulawego rosyjskiego. Ukraińcy najpierw zwracają się do mnie po ukraińsku, taka jest bowiem tendencja i patriotyczna moda u młodego pokolenia, gdy jednak odpowiadam im po rosyjsku, przechodzą bez urazy na ten język, który znają biegle wszyscy. Wielu młodych, np. wrestauracjach, zna trochę angielski. Aby nie zamarznąć, robię postoje w re-

JEST TO KRAJ O OGROMNYM POTENCJALE, ZAMIESZKAŁY PRZEZ LUDZI O SERDECZNEJ SŁOWIAŃSKIEJ NATURZE, ZARAZEM JEDNAK SKROMNYCH, POZBAWIONYCH ROSYJSKIEJ MEGALOMANII.

stauracjach, zamawiając mocną, czarną herbatę, zawsze podawaną w imbryczku, i kieliszek miejscowej wódki korzenno-papryczanej (!). Podobnie jak w Moskwie, w restauracjach popularny jest business lunch – lekka zupka rybna ucha, na drugie odrobinka łososia z ryżem, herbata. Wszystko za parę dolarów. Mały kieliszek wódki to chyba dolar. Kijów zaczyna rywalizować o moją duszę pijaka z innym miastem, Nowym Jorkiem, gdzie przyjemności barowe są jednak wielokrotnie droższe, nawet w czasie Happy Hour. Jednego wieczoru moi gospodarze zabierają mnie do ich osiedlowej (ale jakie to osiedle!) restauracji ukraińskiej, umieszczonej w niepozornym pawilonie. Palta zabiera nam prawdziwy Murzyn z Afryki z sombrero na głowie. Gra kapela, szemrze sztuczny wodospad. Zamawiam słynny, egzotyczny zielony barszcz, który okazuje się naszą poczciwa zupą szczawiową, oraz pstrąga. Przedtem przystawki – oczywiście śledzie, marynowane grzybki i ogórki, ciemny chleb. Wokół nas siedzą ukraińscy biznesmeni. Przed pawilonem stoją ich luksusowe samochody. Nie dziwi mnie już to – nigdzie w świecie nie widziałem takiego kontrastu między relatywną niezamożnością miasta a liczbą drogich pojazdów. Czarne mercedesy, audi, range rovery, BMW są wszędzie. Wiele z tych aut kupiono na pokaz, na kredyt. Mimo wszystko... W garażu budynku moich gospodarzy stoją sobie koło Hondy Pilot Florczaków dwa astony martiny i Porsche. Z garażu trzeba jednak piąć się po schodach wzdłuż ściany z odłażącą farbą olejną.


nowy dziennik

A śmieci lokatorzy wynoszą na zewnątrz własnoręcznie, bo zsypy się popsuły. – To Ukraina, wszystko tak tu właśnie działa – tłumaczy sentencjonalnie Krzysztof. Ukraiński to taki dziwny język, gdzieś pomiędzy rosyjskim a polskim. W Kijowie mówi się na przemian po rosyjsku i ukraińsku (polski nie jest powszechnie znany – trzeba jechać do Lwowa). Nawet w programach telewizyjnych i audycjach radiowych rozmówcy przechodzą płynnie z jednego języka na drugi. Słysząc to, zastanawiam się nad wymądrzaniem się światowych, w tym polskich dziennikarzy i politologów, którzy chcieliby podzielić Ukrainę na część wschodnią, gdzie mówi się po rosyjsku, jest to więc ich zdaniem w zasadzie Rosja, i część zachodnią, którą łaskawie zostawiliby w Europie. Tymczasem Ukraina to kraj słaby, biedny, skorumpowany ale mający już duże poczucie narodowej tożsamości i dumy. Nawet obywatele mówiący głównie po rosyjsku nie uważają się automatycznie za Rosjan. Nie piszę tym razem o Majdanie – byłem tam akurat w okresie przed erupcją przemocy i obaleniem prezydenta Wiktora Janukowycza. Majdan był geograficznie małą częścią metropolii. Kijowianie obserwowali sytuację, udzielali pomocy materialnej protestującym ale poza tym życie toczyło się jakby nigdy nic. Dziś manifestanci układają na nowo kostki bruku, które powyjmowali wcześniej, żeby mieć broń przeciwko oddziałom specjalnym policji. Życie wraca do cywilizacyjnych norm. Wydaje się, że ostatnie miesiące tylko wzmocniły świadomość narodową Ukraińców. Pokazały też, że mimo wszystkich rozważań kwestionujących ukraińską państwowość, mimo licznych aluzji o sztucznym charakterze kraju, jest to świadome siebie społeczeństwo. Przestraszone perspektywą konfrontacji z Rosją, zarazem jednak zdeterminowane, by swojego kraju bronić. Nikt dziś nie wie, jak potoczą się dalsze losy Ukrainy. W najbardziej optymistycznym scenariuszu, uniknie ona dalszych militarnych zagrożeń i sformuje władze bardziej uczciwe i kompetentne, niż poprzednie ekipy. Jest to kraj o ogromnym potencjale, zamieszkały przez ludzi o serdecznej słowiań-

WEEKEND

t Your Ge

FVALCCUINE

Y TODA

| 5 KWIETNIA 2014

9

Garfield Urgent Care & Walk-In Medical Center

U nas nie musisz umawiać się na wizytę. Mówimy po polsku.

• wszechstronne wszech badania lekarskie • opieka prewencyjna b • badania pracownicze • drobne zabiegi chirurgiczne • prześwietlenia rentgenowskie i dla kierowców (X-ray) • badania szkolne • szczepienia ochronne • badania krwi

Y UJEM R E F O AL

IC PHYSR A P Yać T HosEzę telefonJow Pr

IA DZIS mówić.

żeby

się u

Poniedziałek-Piątek 9AM-9PM, Sobota 9AM-5PM, Niedziela 9AM-4PM 210 Passiac Street, Garfield NJ 07026 (Pomiędzy Walmart i Marshalls) Website: GarfieldUCC.com, email: info@GarfieldUCC.com, Tel: (973) 733-3800, Fax: (973)773-3600

Wracam do domu bulwarem Lesi Ukrainki. Między pasmami ruchu zbudowano elegancką promenadę

skiej naturze, zarazem jednak skromnych, pozbawionych rosyjskiej megalomanii. Ludzie religijni i z duszą, zalotne dziewczyny z ładnymi nogami, architektura jakby ktoś zjadł za dużo halucynogennych grzybków, dziecinna radość z posiadania drogich rzeczy, smaczna kuchnia, tania wódka i powszechna u ludzi nadzieja, że będzie lepiej. Bogaciej, bezpieczniej, bardziej po zachodniemu. Polacy osiągnęli cele, do których aspirowali. Dziś są czasem rozczarowani, gdyż życie konsumpcyjne, które było ich marzeniem, może też być prozaiczne i erodujące duchowe wartości. Ukraińcy jeszcze tego nie wiedzą i ciągle marzą. Tę naiwność – przypominającą naszą, z czasów Solidarności i stanu wojennego – czuło się na Majdanie i w całym mieście. Lubię ludzi naiwnych i marzycieli, dlatego dobrze czułem się w Kijowie, nawet w zimie. &

WYPADKI WYPADKI NA BUDOWIE

• upadki z drabiny • upadki z dachu

WYPADKI SAMOCHODOWE POŚLIZGNIĘCIA I UPADKI JEŻELI JESTEŚ OFIARĄ WYPADKU W PRACY I ODNIOSŁEŚ OBRAŻENIA GŁOWY, KARKU, KRĘGOSŁUPA BĄDŹ CIERPISZ NA CHRONICZY BÓL ! Skontaktuj się z nami w celu pomocy prawnej w uzyskaniu Workers Compensation dla wszystkich ofiar wypadku w pracy, a także możliwości powództwa o dodatkowy proces prawny bez względu na status imigracyjny powoda.

MÓWIMY PO POLSKU · DARMOWA KONSULTACJA

Denis Guerin

Serce Kijowa, czyli bardziej imponujący MDM. Proszę zwrócić uwagę na wdzierające się nowe budownictwo

Attorney At Law Phone: (212) 398-9238


10

WEEKEND

nowy dziennik

| 5 KWIETNIA 2014

!"#$%&'()(*+",-(%(*.) – Cieszę się młody człowieku, że chcesz pojąć za żonę moją córkę – mówi ojciec do przyszłego zięcia. – Przedtem muszę ci jednak powiedzieć, że w zeszłym tygodniu zbankrutowałem i straciłem cały majątek. – Skoro tak, to wycofuję oświadczyny – odpowiada niedoszły zięć. – Byłbym człowiekiem bez sumienia, gdybym w takiej sytuacji odebrał panu jeszcze córkę. Dzwoni telefon, odbiera ojciec dorastających córek. Słyszy w słuchawce: – Halo, to ty żabciu? – Nie – odpowiada ojciec – właściciel stawu! W nocy żona szturcha męża: – Stary, strasznie chrapiesz! – Wcale nie chrapię – na to mąż – tylko śnią mi się motocykle. Dlaczego międzynarodowe zawody łazików marsjańskich mają się odby wać w Polsce? Bo tylko nasze drogi symulują te marsjańskie. Idzie dwóch pijaków po torach kolejowych i jeden mówi: – Ale te schody wysokie! – A jakie poręcze niskie! – dodaje drugi. – Nie martw się, stary, winda już jedzie! Przyjeżdża góral do Warszawy, zatrzymuje taksówkarza jadącego mercedesem i prosi o podwiezienie do hotelu. W drodze jest wyraźnie zainteresowany kółeczkiem z przodu samochodu. – Do czego służy to kółeczko? – To celownik. Jak widzę kogoś przechodzącego przez jezdnię, biorę go na celownik i... bach! W tej samej chwili przed mercedesem pojawia się przechodzień. Taksówkarz bierze go na celownik, dodaje gazu i... w ostatniej chwili wymija. W lusterku widzi jednak, że przechodzień leży nieruchomo na jezdni! Góral zaś macha ręką i mówi: – Kiepski z pana celowniczy! Gdybym nie otworzył drzwi, facet by umknął! W półmroku tańczy przytulona para. Na tle głośnej muzyki ledwie słychać rozmowę: – Ładnie tańczysz! – Ty też! – Masz ładne ciało! – Ty też! – Ja mam na imię Marek! – Ja też! Odby wa się konferencja naukowa na temat “Kariera zawodowa a wierność małżeńska”. Referent mówi: – Pierwsze miejsce, jeśli chodzi o zdrady małżeńskie, zajmują lekarze... Kilka etatów naraz, no i te nocne dyżury sprzyjają zdradom. Drugie miejsce zajmują oczy wiście ar tyści... To przez te ciągle nowe role, plany, otoczenie.... No, a trzecie miejsce zajmują właśnie ludzie tacy, jak państwo – uczestnicy konferencji, szkoleń, jeżdżący w delegacje. Z sali odzy wa się facet: – Protestuję! Już od 20 lat wyjeżdżam i nigdy mi się to nie zdarzyło! Na to z końca sali wstaje facet i krzyczy: – I właśnie przez takich jak ty mamy trzecie miejsce! Przychodzi para narzeczonych do proboszcza. Pan młody pyta: – Proszę księdza. Ile za ten ślub? – No nie wiem – na to proboszcz – niech pan sam zadecyduje... Mężczyzna popatrzył krytycznie na przyszłą żonę i z ciężkim sercem wyciągnął 100 złotych. Ksiądz też popatrzył na pannę młodą i... wydał resztę. REDAGUJE: JANUSZ M. SZLECHTA js@dziennik.com Nadesłał: Andrew Jankiewicz

!1-7,!& !&;1<%7

!+,* *=<$<7>( ./01 23 <!6&8,+! ,7 ;*8;&( 4*",&%1( /&'"$

!"#$%&'( %)*

"*-/$567 %&!%7!& )+8*! - )&/!+ 59"7 >&-87

,&>)+#$!( 06*8& -&0+&<% <-&/& <-$ 8-+$)( 8/& >$-+*"* '-7,& 8&07 @#$5+$"

:+"%1%+ 333 ( *"8$"

)=+>&,7 ) 8,*

G1,%& 333 - <$"+&/1

="*?, ;&/,& A*<$ B1+< C+<-;&( ,++

;*0&5& "9),* ;+<&?'

D*,+!&E <!&'-$ * %7'-'$

!<+#$-F 7( '*)& =16$'-( !&

333 G*0=&%E 5"& !*0;3

;*5"*0( '& D&1"9) "-70<!+ *!"#$% )*>$,,7

0&"!& !&)7 !)+%,+$ 0&%1"-7( <%*0

"*-=+'+$ 01 ,+$ <-!*8-+

H"&I$,E "$F-7<$"

&"$,& J&0;"&( <&

)*!96 !*?<'+

<%"1<+*)+ ,+$ 8&,$

-&8&,+$ 18*<%#$;,+6 <$")+< !"-7F-9)!*)7 !"#$#%#&'() !"# $%&'( " !"# )*+

0<,(C 20%3;, "2".# %&#;, !,<,+!": 3*!, 4%5/#6, ?5> /, 7## 3;5)#%

,<,!: #/&# 1,%(0<* &,-. !01" %5/A ,%)B 2",3)0 < <0-B ?5>5: 3;"2

%&*23;" $0?")*;C <%'1 H#&,%,

),-!, $0?"/-, 152",; JKL

?#;,%& !, /&#?# 0((&",+5

/093 !, 093

10%,/, . <0(,

,)%*>5) $0%, $0 N5)#%$# >%&,3;5

!,153

>"3;5$ )*)5?,%!*

$0%) < R#2#!"# >%*)B $,%)", ;0!3#%: <,)*<!,

&,(,!"# 5(03).#$!"+ 3#%<"3 ;%&*=&'<;0<* !"#$#%#&'()

< 35$#%: 2,%;#: /"#

$%,0-: /"#/ 20(#? >01'< L,#<00 1%#/;"/A

3&)5;, Q");,/#: 10 )#=& ;0?,!0

?"!, 20: /5-,/, . 3),)#;

),25-# ;%<,: <"#!"#

&,>#&: $"#/&#: )%'-;, 25&*: !"# ;'< (+515 BBB M,! J"3)#?%0: %.#;0$"3 0*C $"+;,%&

1,)5!#; 2,3, >")5: 25&*;" 2"/&!,

P,<#+C -5(0;,

EFG < 5)<0%&# 25&*/&: !*2

I,??,/"C <+03;, $"3,%;,

3&*@%

2"#3&: <,=&!# ;,!;, D,)2,!: 030>": 3)093/" (5 (,<!* 2"#3&: ;,!"#/ D%*25

8*2,9!: 3;"

$%&*(0: 2#; ;%'?, P0?3;"

7,5(,C (,<!* 2"3)%& IO

0(?"/&,: !# 0( $0(,): ;'< I"10C $"+;,%&

&"#2!",: /&,!, ;?53;,

)!,/* . 3*%0$ & <93%'( ;%#<!* /5;%5 2"#3".#/* 25/A*


nowy dziennik

WEEKEND

| 5 KWIETNIA 2014

11

c NASZ HOROSKOP d

CO CIĘ CZEKA W TYM TYGODNIU BARAN

Miłość: W tym tygodniu poczujecie przypływ uczuć. Samotne Barany maja szanse na poznanie nowych, ciekawych osób. Praca i Finanse: W pracy tydzień upłynie wam szybko. Uważajcie na nieplanowane wydatki. Zdrowie: Będziecie cieszyć się życiem i mieć ochotę do działania.

BYK

Miłość: Dla Byków w związkach to czas umacniania uczuć do partnera. Samotne Byki- będzie to czas, który nie sprzyja zawieraniu nowych znajomości. Praca i Finanse: W pracy mogą czekać was nowe obowiązki. Warto pomyśleć o grach losowych. Zdrowie: Możecie odczuwać przemęczenie pracą. Znajdźcie też czas na chwilę relaksu.

BLIŹNIĘTA

Miłość: W stałych związkach u Bliźniąt harmonia. Samotne Bliźnięta nawiążą nowe znajomości. Praca i Finanse: W pracy czeka was nawał obowiązków. Możliwe niespodziewane wydatki. Zdrowie: W tym tygodniu możliwe częste bóle głowy.

REKLAMA

RAK

Miłość: To czas kiedy Raki mogą czuć się zazdrosne o partnera. Uważajcie by nie przesadzać. Praca i Finanse: W pracy poczujecie się docenieni. To dobry czas by się starać o podwyżkę bądź awans. Zdrowie: Korzystny czas, jeśli chodzi o zdrowie. Wasze samopoczucie będzie teraz bardzo dobre.

LEW

Miłość: W miłości to będzie bardzo udany czas. Poczujecie przypływ pozytywnych uczuć. Samotne Lwy poznają kogoś wyjątkowego. Praca: i Finanse: W pracy tydzień stabilny. Nie zaskoczy was nic nowego. Zdrowie: Będziecie czuć się jak nowo narodzone. Wszelkie dolegliwości które wam wcześniej dokuczały mogą nie być już tak intensywne, bądź po prostu miną.

WAGA

Miłość: W tym tygodniu na drodze waszego szczęścia mogą staną nieporozumienia z partnerem. Praca: i Finanse: Praca w tym tygodniu będzie dla was lekka i przyjemna. To dobry czas na drobne przyjemności i wydawanie pieniędzy. Zdrowie: Zdrowie będzie dopisywać. Warto pomyśleć nad uprawianiem jakiegoś sportu.

SKORPION

Miłość: Samotne Skorpiony poczują, że najwyższy czas na zmiany i zaczną rozglądać się za wymarzonym partnerem. Praca i Finanse: Jeśli myślicie o zmianie pracy to dobry czas na poszukiwania. Mogą pojawić się jakieś nieplanowane wydatki, które nadwerężą wasz budżet. Zdrowie: W zdrowiu stabilnie. Pamiętajcie o badaniach kontrolnych.

KOZIOROŻEC

Miłość: W tym tygodniu, może się nieco obniżyć temperatura relacji z partnerem. Samotne Koziorożce czekają niewinne flirty. Praca i Finanse: To czas w którym będziecie mieli dużo obowiązków. Wydatki będziecie mieć pod kontrolą. Zdrowie: Uważajcie na zatrucia pokarmowe.

WODNIK

Miłość: W uczuciach u Wodników zapanuje zgoda i harmonia. Dla niektórych samotnych Wodników to czas kiedy zwiążą się na stałe. Praca i Finanse: Wykonujcie pracę fachowo i spokojnie. W tym tygodniu finanse niczym was nie zaskoczą. Zdrowie:Wasze samopoczucie będzie wyśmienite. Nie będzie wam nic szczególnie dokuczać.

RYBY

PANNA

Miłość: W związkach czas trudnych rozmów, które odkładaliście od dłuższego czasu. Samotne Panny mogą poznać kogoś kto nie będzie miał czystych intencji. Praca i Finanse: W pracy czekają was w tym tygodniu zmiany. Uważajcie na wydatki, nie szalejcie na zakupach. Zdrowie: Niedobór słońca może sprowadzić na was depresję.

STRZELEC

Miłość: To czas rozkwitu miłości w życiu Strzelców. Poczujecie się kochane i docenione. Praca i Finanse: W pracy wszystko będzie się układać po waszej myśli. To dobry czas by starać się o podwyżkę bądź też awans. Zdrowie: W zdrowiu czas, kiedy wszelkie choroby będą was omijać z daleka.

MMiłość: Dobry czas na poważne rozmowy na temat waszej przyszłości. Samotne Ryby poznają nowych przyjaciół. Praca i Finanse: Pojawią się nowe obowiązki. Miejcie wydatki pod kontrolą. Zdrowie: Będziecie narzekać na przemęczenie. Postarajcie się mimo wielu obowiązków znaleźć i czas dla siebie na odpoczynek.


12

WEEKEND

nowy dziennik

| 5 KWIETNIA 2014

c

d

TYBETAŃSKA MEDYCYNA BARBARA HILL

Sławni lekarze przebywali w Tybecie przez rok, pilnie ucząc się języka, a potem zajęli się tłumaczeniem opasłych tomów swych dzieł. W ten sposób Tybetańczycy poznali osiągnięcia najsłynniejszych postaci medycyny Orientu, a ich sztuka uzdrawiania stała się kompilacją wiedzy pięciu krajów. Sama medycyna tybetańska sięga korzeniami drugiego tysiąclecia p. n. e. i opiera się głównie na światopoglądzie buddyjskim, zwanym niezwykle romantycznie „diamentowym pojazdem”. Świat zewnętrzny to tylko ułuda, przejawy próżni, należy więc tak żyć, by poczuć się cząstką Wszechświata. Wówczas nawet nie zauważy się własnej śmierci! Naczelną buddyjską cnotą jest współczucie. Medycyna tybetańska nie ograniczała się do leczenia, była nauką sztuki życia i naturalnie – filozofii. Odpowiednikiem taoistycznych sił jang i jin, składających się na siłę życiową chi, były trzy elementy: chi – powietrze, szara – żółć, i badahan – płyn. Według nomenklatury Hipokratesa owe elementy to humory, czyli wilgocie. Zarówno wszechświat, jak i organizm ludzki składają się z tych trzech czynników. Oto jak w ujęciu tybetańskim powstaje komórka: na jej składniki oddziałują energie wszechświata, wprowadzając ład. Jednocześnie łączą się chi, szara i badahan, i obejmują odpowiednie funkcje. Dopiero wówczas możemy mówić o narodzinach komórki. Ośrodki chi zajmują się produkcją i przyswajaniem energii, głównym zadaniem szary jest ogrzewanie komórek, badahan zaś dostarcza organizmowi żywotnych soków. Zachwianie równowagi tych elementów może oczywiście wywołać chorobę ale... nie tylko. Na przykład osłabienie szary zabiera siłę woli i energię życiową, a zbyt duża zawartość szary przyczynia się do narastania egoizmu, zazdrości, może też wywoływać ataki wściekłości. Jeśli organizm cierpi na nadmiar chi, to pacjent staje się nieuczuciowy i podobny temperamentem do zimnej ryby. Zasada sprzężenia zwrotnego, jedna z istotniejszych w systemach Orientu, potwierdza się i tutaj. Tybetańczycy sądzili, że brak siły woli, mała uczuciowość albo osłabienie intelektu może stać się przyczyną choroby fizycznej. Wiedza, doświadczenie, wytrwałość i prawdziwa miłość są równie ważne dla zdrowia jak dieta i higieniczny tryb życia. Wszak najistotniejsza jest harmonia! Tybetańczycy umiejscawiali wolę w jamie brzusznej, intelekt oczywiście w głowie, a pragnienia i uczucia w klatce piersiowej. Według kryteriów trzech energii określano trzy typy ludzi: chi – typ chłodny i intelektualny, pożytkujący energię głównie na myślenie, człowieka z przewagą szara można porównać do choleryka, a osobę badahan do powolnego i uczuciowego flegmatyka. Specyficzny typ człowieka poznawano m. in. po pulsie i ulubionym smaku potraw (dania gorzkie i ostre pobudzają chi). Każdy typ inaczej reaguje też na temperaturę otoczenia, niektórzy kochają pa-

I;USTRACJA: ARCHIWUM

Medycyna tybetańska sięga korzeniami drugiego tysiąclecia p. n. e. Legenda głosi, że w IX wieku król Tybetu rozesłał gońców wyposażonych w pokaźne worki złota do Indii, Chin, Kaszmiru i Nepalu, aby zaprosili na jego dwór najznamienitszych medyków.

lące słońce, inni chętnie zamieszkaliby wśród pingwinów. Godzina trzecia nad ranem. Dzwonek wzywa na modlitwę, potem nauka tekstów medycznych i astrologicznych (dzięki nim można postawić pacjentowi horoskop). O szóstej rano gimnastyka, o 8 śniadanie składające się z zupy herbacianej. Następnie pokaźna dawka wykładów, z przerwą na obiad, niewiele różniący się od śniadania. Koniec wykładów o 17, rozejście się do swoich cel na kolację, równie tuczącą co śniadanie. O 19 znów zbiórka na wykłady, dyskusje i wymianę doświadczeń. 21 – czas do łóżek. Tak oto wyglądał dzień powszedni studentów w lamasteriach – klasztorach kształcących przyszłych medyków. Nauka trwała ponad sześć lat, ale dopiero po czterech latach zaczynały się właściwe studia medyczne. Trzeba było m. in. nauczyć się na pamięć ogromnej księgi rGyud bZhi (Cztery korzenie), głównego traktatu medycznego. Księgę tę przywiózł w VIII w. z Indii buddyjski mnich Vairocana. Tłumaczeniem zajął się lekarz imieniem Juthog i przystosował ją do specyficznych, wysokogórskich warunków Tybetu. Od początku praktycznych studiów lamowie mieli kontakt z pacjentem, pod okiem doświadczonego lekarza próbowali diagnozować i ustalać kurację. Studenci nie znali pojęcia wakacji, monotonię szarej codzienności przerywały tylko nieliczne uroczystości klasztorne

i wyprawy po zioła. Wyruszali wówczas w najdziksze górskie zakątki. Musieli poznać jak najwięcej roślin, bowiem do zaliczenia egzaminu końcowego trzeba było wykazać się znajomością przynajmniej 200 gatunków ziół! Studentów szkolono również w mniej typowych dyscyplinach, m. in. w telepatii i bioenergoterapii. Musieli umieć posługiwać się energiami niczym żongler piłeczki. W podstawowym ćwiczeniu należało wprowadzić się w stan relaksu i położyć na dłoni kwiat. Siłą woli trzeba było sprawić, aby zwiądł, a po chwili tak silnie napromieniować go własną energią, aby ożył. Po latach ćwiczeń wtajemniczeni przyśpieszali wzrost roślin, a niektórzy ponoć umieli nawet wskrzeszać zmarłych! Odpowiedni trening oddechowy i koncentracyjny doprowadzał do niezwykłego zwiększenia wytrzymałości na ból, chłód i gorąco, a także do wywoływania zjawiska hipertermii. Lamowie siadali na śniegu owinięci mokrymi prześcieradłami i siłą woli doprowadzali swe ciała do tak wysokiej temperatury, że materiał w ciągu kilku minut wysychał na pieprz! Wreszcie nadchodził koniec studiów i bardzo ciężki egzamin teoretyczny i praktyczny. W czasie sesji trzymano studentów w klatkach i nie pozwalano im nic jeść; mogli tylko popijać wodę. Po dniach męczarni słychać było dzikie wrzaski dobiegające z cel – zwyciężyłem! Świeżo upieczony medyk wyrywał się z rygorów i ruszał w świat.

MEDYCYNA TYBETAŃSKA SIĘGA KORZENIAMI DRUGIEGO TYSIĄCLECIA P. N. E. I OPIERA SIĘ NA ŚWIATOPOGLĄDZIE BUDDYJSKIM, ZWANYM ROMANTYCZNIE „DIAMENTOWYM POJAZDEM”. ŚWIAT ZEWNĘTRZNY TO TYLKO UŁUDA, PRZEJAWY PRÓŻNI, NALEŻY WIĘC TAK ŻYĆ, BY POCZUĆ SIĘ CZĄSTKĄ WSZECHŚWIATA. WÓWCZAS NIE ZAUWAŻY SIĘ NAWET WŁASNEJ ŚMIERCI!

System tybetański stawiał lekarzowi ogromne wymagania: obok wszechstronnej wiedzy również wyrzeczenia się własnego Ja. Oto fragmenty modlitwy lekarza-lamy: Boże! Napełnij moją duszę miłością dla tej sztuki i dla wszystkich stworzeń, nie dopuść, aby pragnienie zarobku lub sławy kierowały moim postępowaniem, (...) podtrzymuj siły mojego serca, aby zawsze było gotowe służyć biednemu i bogatemu, przyjacielowi i wrogowi, (...) użycz mi wyrozumiałości dla chorych trudnych, upartych i grubiańskich. Oddal ode mnie przekonanie, że wszystko potrafię, albowiem wiedza medyczna jest jak morze”. Lekarz wędrowny był ojcem duchowym chorych i... bezdomnym żebrakiem, bowiem nigdy nie śmiał żądać wynagrodzenia. Powszechnie jednak uważano, że skąpego pacjenta, który nie podzieli się z medykiem choćby miską ryżu, spotka nieszczęście. Szczególnie sowicie wynagradzano lekarzy za uzdrowienie szlachetnego chorego. W Tybecie obowiązywał dość specyficzny kodeks moralny – nie pomagano ludziom złym, przestępcom, których opętała bogini występku Tara! Ocena czyjegoś postępowania i moralności polegała m. in. na wniknięciu, dość tajemniczymi metodami, w poprzednie wcielenia osoby chorej i stwierdzeniu, czy zło jest uleczalne, czy też zostało przyniesione z dawniejszych żywotów.

Zasady medyczne Tybetu głoszą, że tryb życia, odżywianie i indywidualna wrażliwość to podstawowe czynniki wpływające na stan zdrowia. Tryb życia rozpatrywano w związku z typem człowieka, a więc chi, szara, badahan. Każdy z tych typów wymaga cieplejszego lub chłodniejszego ubioru, odpowiedniej diety, a nawet rodzaju pracy. Na przykład typ intelektualny chi nie powinien ciężko pracować fizycznie. Lekarz kładł nacisk na stworzenie odpowiednich warunków życia i nim sięgnął po poważniejsze medykamenty, przepisywał


nowy dziennik

wiosną i latem umieszczać w jadłospisie jarzyny, owoce, ryby i drób, jesienią i zimą zaś produkty mączne, dziczyznę i tłuszcze. Przy diagnozie najważniejszą rolę odgrywał układ trawienny, uważany za bramę organizmu, od którego zaczyna się większość chorób. Lekarz badał stan skóry, języka, sposób oddychania, ruch mięśni, skład wydzielin ciała, a nawet kształt uszu! Podobnie jak w Chinach, sprawdzano kilka rodzajów pulsu, ale najważniejsze było badanie oczu. Wiele chorób określano na podstawie samego tylko wyglądu tęczówki, zwanej oknem ciała. Bardzo ważną i często stosowaną metodą leczniczą, a także diagnostyczną, była tzw. sucha operacja, czyli dość specyficzny masaż. Odpowiednie naciskanie, roz-

cieranie i wstrząsanie pewnymi miejscami na ciele (głównie na brzuchu, głowie, ramionach i potylicy) pobudzało funkcjonowanie rozmaitych narządów. Tę metodę można porównać do stymulacji igłami w akupunkturze. Diagnoza za pomocą suchej operacji wymagała odpowiedniego treningu, doskonalącego zmysł dotyku. Dobry medyk miał tak niesłychanie wyczulone czubki palców, iż potrafił zlokalizować najdrobniejsze nawet zmiany chorobowe w określonych punktach ciała. Podstawą leczenia byty zioła, suszone i proszkowane, używane do kąpieli, wcierań i inhalacji. Lekarzom zachodnim do dzisiaj nie udało się rozszyfrować tajemnicy wszystkich tybetańskich leków, znany jest oczywiście korzeń żeń-szeń, kasztan i konopie. Specyficzne warunki klimatyczne i bogactwa mineralne były unikalnym orężem w rękach tybetańskich lekarzy. Wszelkie leki dobierano do typu człowieka, pory roku i dnia oraz otoczenia, w którym żyje chory. Tajemnicą skuteczności działań medyków było przede wszystkim indywidualne podejście do pacjenta. Lekarz nigdy nie stosował gotowych recept! Tybetańczycy niechętnie wykonywali zabiegi chirurgiczne, traktując je ze względów filozoficznych jako zło konieczne. Mieli jednak doskonale rozwiniętą antyseptykę, dokładnie wypalali narzędzia, a rany dezynfekowali proszkiem z pajęczyny. Świetnie radzili sobie z rozmaitymi operacjami, nawet z trepanacją czaszki! Lecznictwo tybetańskie rozpropagowała w Europie rodzina Badmajeffów. Gdy przybył do Rosji Sul Tim Badma, przyjął prawosławie i zmienił nazwisko na Badmajeff. Piotr Badmajeff był nadwornym lekarzem dwóch ostatnich rosyjskich carów. Wtajemniczył też swego bratanka, Włodzimierza, w arkana tybetańskiej sztuki uzdrawiania. Założyli w St. Petersburgu pierwszą europejską aptekę zaopatrzoną wyłącznie w tybetańskie specyfiki. Po rewolucji Włodzimierz Badmajeff osiedlił się w Warszawie i leczył m. in. prezydentów Wojciechowskiego i Mościckiego. W jednej ze swych książek tak porównuje systemy medyczne Europy iTybetu: „Medycyna europejska czeka, aż choroba wylęgnie się, zamiast zdusić ją w zarodku, następuje chorobie na pięty, zamiast zastąpić jej drogę, a jeśli choroba już się zagnieździ, to medycyna Tybetu stara się dotrzeć do korzeni i usuwać źródła, a nie, jak europejska, tylko symptomy”. &

Jeśli interesują cię podobne historie – odwiedź internetowy portal "Nie z tej ziemi" (www.nieztejziemi.org). To miejsce dla wszystkich entuzjastów alternatywnego myślenia, miłośników spraw niewyjaśnionych oraz paranaukowców. To portal dla fanów wszystkiego co nieziemskie na Ziemi i poza nią.

| 5 KWIETNIA 2014

13

c WYRWIJ, ZACHOWAJ d

BARAKOWÓZ W BRAMIE WATYKANU HALINA KACZMARCZYK Prezydent USA odwiedził Europę. Chciał flirtować ze Starym Kontynentem z pozycji satrapy, tymczasem został podliczony dość skrupulatnie w kontekście jego pochylania się nad najbiedniejszymi i deklarowanej odpowiedzialności za zjawisko nędzy na świecie. W Brukseli Barack Obama pojawił się z około 900-osobową świtą, 9 helikopterami, 30 wozami bojowymi wypełnionymi rycerstwem we współczesnych zbrojach. Musi zdawać sobie sprawę, jak jest kochany na świecie. Koszt zwykłego spotkania na szczycie w stolicy Belgii wynosi około $650 tys. ale to wtedy, gdy radzą pośledni przywódcy tacy jak gospodarnaAngela Merkel z trefnisiem Donaldem Tuskiem w otoczeniu paziów z Francji (Francois Hollande), Włoch (Giorgio Napolitano) czy Hiszpanii (Mariano Rajoy). Jednodniowa wizyta głowy państwa amerykańskiego pochłonęła ponad 10 milionów dolarów pochodzących z podatków. Belgów najpierw zatkało ze zdziwienia, a następnie z oburzenia i w ten sposób Barack Obama zdobył sobie antypatię następnego nastawionego pokojowo narodu. Niemniej mam wątpliwości czy zdaje sobie sprawę, jakie zostawił po sobie wrażenie w kraju chwalącym się stopą życiową jedną z najwyższych na świecie, świętym spokojem i stabilizacją, w przeciwieństwie do USA. W Watykanie poszło lepiej, z drobnym uchybieniem ze strony świętego państwa, które zgodnie z „The Guardian”, nie raczyło poszerzyć bramy na okoliczność przyjazdu „Bestii”, czyli nazwanego przez Polaków skromniej „Barakowozu”, który kiedyś zawiesił się był podwoziem na wypukłości w bramie ambasady amerykańskiej w Dublinie. Limuzyno-czołg Jego Prezydenckiego Majestatu podobno nie zmieścił się w świetle bramy Watykanu i prezydenta niemal przeniesiono do zwykłego SUV jak jajko Faberge. Inne źródła (adobochronicles. com) natomiast ujawniają, że nie wymiary bramy były kwestią, ale papież Franciszek zabronił wjazdu jakichkolwiek limuzyn na dziedziniec Watykanu oraz panoszenia się cyborgów ochrony. Ciekawe, jak by wyglądała pancerna gondola wenecka dla potrzeb amerykańskiej dyplomacji. Potem już cała pompa związana z prezentacją watykańskiego bogactwa odbyła się bezkolizyjnie i wielcy decydenci zamknęli się z tłumaczami w bibliotece papieskiej na niemal całą godzinę, aby przedyskutować problem globalnego ubóstwa. Narada musiała się udać, bo amerykański przywódca po jej skończeniu śmiał się radośnie, jakby znalazł panaceum na problemy dręczące jego kraj. Papież Franciszek nieco skromniej, ale również się radował. Miał powody ku temu, pokazał rozmówcy, jak się dokonuje aktu sprawiedliwości. Otóż zdecydowanie usunął ze stanowiska niemieckiego biskupa Franza-Petera Tebartza-van Elsta, wychodząc naprzeciw żądaniom wiernych z Limburga, czyli wsłuchał się w inicjatywę oddolną, mimo że jako wikariusza Chrystusowego nie dotyczy go żadna ziemska demokracja. Parafianie podpisali tłumnie (3500 osób w ciągu tygodnia) pety-

FOTO: ARCHIWUM

np. zmianę diety czy też rodzaju pracy. Lekarze uważali, że najważniejsza jest profilaktyka. Pacjent przede wszystkim nie powinien sobie szkodzić, chociażby sposobem odżywiania. Tybetańczycy zalecali spożywanie niewielkich ilości pokarmów oraz powolne i dokładne przeżuwanie ich. Aby żyć w równowadze z przyrodą, należy odżywiać się zgodnie z porami roku; i tak

WEEKEND

Prezydent Barack Obama wymienia upominki z papieżem Franciszkiem

cję o zwolnienie ich duszpasterza żyjącego w nieuzasadnionym przepychu. Imponuje również siła przebicia obywateli niemieckich. W październiku 2013 roku wierni planowali zamienić pałac biskupi, którego przebudowa (według różnych źródeł) kosztowała między 20 a 40 milionów dolarów, na przytułek z kuchnią serwującą zupę dla ubogich. Cieszyłoby, gdyby tego typu audyt germańskiego purpurata nie był zdarzeniem jednostkowym, ale początkiem rozbudowującego się papieskiego frontu, który oby posuwał się ochoczo ku wschodowi Europy i jak najszybciej przekroczył Odrę i Nysę Łużycką. Prezydent Obama w czasie audiencji u biskupa Rzymu najprawdopodobniej doznał olśnienia na skutek prostoty papieskiego rozwiązania problemu sprawiedliwości społecznej i dlatego prezentował niczym niehamowany uśmiech jak z reklamy dentystycznej, zaćmiewający ociekające złotem zdobienia komnat. Naładowany wspaniałymi wzorcami, po powrocie do Białego Domu niewątpliwie zablokuje cięcia dotyczące najbardziej potrzebujących pomocy obywateli. Nie pozwoli Kon-

gresowi więcej biadać nad 82 miliardami dolarów wydanymi w roku 2013 na bony żywnościowe dla najbiedniejszych. Uświadomi skutecznie, że to budżetowe kieszonkowe w porównaniu z wydatkami na wojny w Iraku iAfganistanie, które pochłonęły 3,7 biliona dolarów. Zajmie się natychmiast 66 tysiącami bezdomnych weteranów wojskowych i wojennych, zahamuje pauperyzację społeczeństwa, nie dopuści więcej do tego, aby 1,5 miliona bezdomnych dzieci wałęsało się jak bezpańskie psy. Dotrze do niego, że z 275 dolarów miesięcznej zapomogi na gospodarstwo rodzinne nie da się już niczego obciąć, bo w tej postaci jest to suma głodowa. Zrozumie, że bezrobocie nie jest powodowane lenistwem ale brakiem stanowisk pracy, bo nie tylko praca została wywieziona za dwa oceany, ale zamordowano także mały biznes. Prezydent Obama zakończy fiskalne prześladowanie obywateli amerykańskich mieszkających poza granicami USA, każe zostawić w spokoju 350 dolarów przeciętnego, miesięcznego dochodu bezdomnych. W ogóle zabierze zbyt wielkim, aby mogli upaść i odda tym którzy już dawno temu upadli, nie ze swojej winy. &

JEDNODNIOWA WIZYTA GŁOWY PAŃSTWA AMERYKAŃSKIEGO POCHŁONĘŁA 10 MILIONÓW DOLARÓW POCHODZĄCYCH Z PODATKÓW. BELGÓW NAJPIERW ZATKAŁO ZE ZDZIWIENIA, A NASTĘPNIE Z OBURZENIA I W TEN SPOSÓB OBAMA ZDOBYŁ SOBIE ANTYPATIĘ NASTĘPNEGO NASTAWIONEGO POKOJOWO NARODU.


14

WEEKEND

nowy dziennik

| 5 KWIETNIA 2014

NINA, KIKA, SYLWIA

Cały pensjonat jest wynajęty dla ekipy, bo kierownik produkcji, przed wojną producent filmowy, ma gest. Zaprzyjaźniam się z jego młodym zastępcą Zyziem. Któregoś dnia po zdjęciach idziemy we trójkę do drogiej restauracji, w której są pstrągi. Do pstrągów pijemy wino, charakteryzatorka Nina mało, my więcej. Po powrocie do pensjonatu Nina idzie do swojeSTANISŁAW KOKESZ go pokoju, a my siadamy na schodach i gawędzimy. Zyzio wreszcie mówi tak: Przedpotopowe wspomnienia. Jestem asystentem reżysera. Kręcimy w okolicach Zakopanego, – Wszyscy myślą, że ja śpię z Niną. Chciałbym i ona by chciała, niestety ja nie mogę, nie mieszkamy w pensjonacie w Zakopanem. będę ci dalej tłumaczył, dość że nie mogę. Pejezdni. Piosenkarz z Krakowa, dziennikarz z wien doktor będzie mnie leczył, ale na razie zrób Opola. Ten ma znów przyjechać, Sylwia chyto dla mnie i prześpij się z Niną, która tego poba wyjdzie za niego i przeniesie się do Opola. trzebuje. Teraz, zaraz idź do niej, bo dziś jest saWiększe miasto. ma, kostiumolog Halina pojechała do Krakowa. Tak trudno jest powiedzieć żegnaj, Ninę, jak wszystkie młode charakteryzaTwa rączka taka chłodna. torki, znałem od czasu, gdy była w prywatnej szkole pani Jodko-Narkowiczowej, bywałem (Jack Legend) tam w internacie. Jak w koszarach, duża sala, „Twa rączka taka chłodna”, śpiewa też Ru12 łóżek, 12 dziewczyn. Zawsze gwarnie i wedolf do Mimi, „pozwól, o pani, ogrzać ją.” Ogrzesoło. Niektóre ładne, najbardziej podobała mi wał, jednak Mimi umarła na suchoty, śpiewasię Kika, prawie się zakochałem. Chuda Nina jąc jak wszystkie umierające bohaterki oper. Cho należała do brzydszych. Żeby Zyziowi nie roCho San popełnia harakiri śpiewając, Łucja z bić przykrości, mówię że jestem zbyt pijany Lamermoor śpiewa z mieczem w ręku, wychożeby iść do dziewczyny. Następnego dnia wradzi za dekoracje i tam przebija się mieczem. Nica z Krakowa Halina, Nina nie jest już sama w cole Kidman nie jest operową śpiewaczką, więc pokoju. Wymigałem się. nie śpiewa umierając jako gwiazda Moulin RoInny film, inne miasto, jestem znowu asyuge, on płacze i śpiewa „Będę cię kochał do stentem, trzech w pokoju hotelowym. Charakkońca moich dni.” Inny w tym kabarecie śpieteryzatorki dwie, Kika i Tosia, która wkrótce wyjwa jednak „Nie ma miłości, jest tylko zazdrość dzie za reżysera operetki i mąż będzie ją zdrai zdrada”. dzał z operetkowymi tancerkami. Podczas zdjęć Pół wieku temu Maria Callas umierała na stoję za Kiką, opiera się na mnie. Nikt na nas nie scenie opery w Londynie jako Violetta. Swopatrzy, patrzą na Gwiazdę. Wieczorem odwieją arię śpiewała coraz ciszej i ciszej, czego żaddzam ich pokój, herbatka, gadka. Piękniejsza jest na śpiewaczka przed nią nie robiła. Gdy pytazagraniczna Gwiazda, ale Gwiazda wpatrzona no dlaczego, odpowiadała: „Przecież umieram.” jest cały czas w ładniutkiego asystenta operatoInnym sopranom to się spodobało i teraz częra Kocia. Nie tylko wpatrzona. Po kolacji chce sto ściszają, umierając na scenie opery. wciągnąć do swojego pokoju, ale Kocio wyryP.S. Tylko imiona Callas i Kidman są prawwa się i ucieka. Następnego dnia w przerwie Drudziwe, wszystkie inne imiona pozmieniałem. gi Operator opowiada mi, co było w nocy. Kocio ma teraz 75 lat. & – Mam lekki sen. Obudziło mnie skrzypnięcie drzwi. Widzę Gwiazdę, która wsuwa się dyna szansa stracona, bo następnego dnia kow krótkiej koszulce i boso, udaję że śpię. Ona niec zdjęć w tym mieście, likwidujemy się i rozgląda się, zobaczyła Kocia, hyc do jego łóż- wracamy do wytwórni, gdzie czeka dekoracja ka. On budzi się, wyskakuje z łóżka i wdrapu- wnętrza domu Gwiazdy, a na Kikę czeka naje się na stół. Robi hałas, więc niby dopiero te- rzeczony. Edek ma jechać do niewielkiego miasta, raz się budzę. Ona ucieka z pokoju, Kocio na czworakach na stole. Nie rozumiem pacana, gdy- by zrobić tam film dokumentarny o czymś, co by hycnęła do mojego łóżka, byłbym szczęśli- nikogo nie interesuje. Słysząc to Poldek poleca mu Sylwię. Była tu studentką medycyny, niwy jak maharadża. Ja też nie rozumiem. Były zdjęcia na ba- gdy nie mówiła nie, zawsze chętna. Kiedy Posenie, Gwiazda w kostiumie kąpielowym ra- ldek wyjeżdżał, wypożyczał na ten czas Syldość dla oczu. Każdy by chciał z tą Jugosła- wię Kazukowi. Może jeszcze nie wyszła za mąż. wianką, a ten ucieka przed nią na stół. Dlacze- W niewielkim mieście Edek odnajduje doktor go, informuje mnie Kika. Siada mi powyżej ko- Sylwię w klinice. „Poldek mi panią polecił.” lan, i szepcze do ucha, że Kocio to pedzio, bo „Ach, ten Poldek.” Jeszcze młoda, wciąż panna. Do siebie nie zaprosi, byłyby plotki, to plottak się wtedy mówiło o gejach. karskie miasto, do hotelu tym bardziej przyjść – Skąd wiesz? Jesteś pewna? nie może, ale Edek ma się nie martwić, będzie – Nie ma biustonosza. Wczoraj miała. – Robicie przedstawienie dla ekipy. – żar- wielka niespodzianka. Rzeczywiście, trzeciego dnia w kawiarni Sylwia mówi że ma noctuje Drugi Operator. ny dyżur w szpitalu, punktualnie o północy cze– Wiem, jestem pewna. Kika schodzi ze mnie, idzie do Tosi. To- ka na niego przy wejściu. Niewielkie miasto ma niewielki szpital. O sia woła mnie. – Patrzyłam na was i wiem co jest grane. północy ciemno, cicho, chorzy śpią, pielęgniarChcecie być dziś wieczorem sami w pokoju. Nie ka śpi w swojej dyżurce, oni idą wąskimi schomusicie mi nic mówić, pójdę na długi spacer dami na piętro, gdzie ma dyżurkę ona. Wielka niespodzianka to rozrywkowa noc z panią dokpo mieście, posiedzę w kawiarni. Patrzę na Kikę, ona patrzy w bok ale nie tor w szpitalu. Przez godzinę albo jeszcze dłuprotestuje, bo jak ja chce żeby Tosia poszła na żej nie pada ani jedno słowo, dopiero potem spacer. W Łodzi pilnuje ją podejrzliwy narze- Edek półgłosem mówi kilka komplementów, czony, tu może sobie pozwolić. Czekamy więc Sylwia mówi, że bardzo rzadko ma kogoś na oboje niecierpliwie na wieczorne sam na sam, nocnym dyżurze, bo żadnych miejscowych nie ale nic z tego, bo zdjęcia się tak przeciągają, że zaprasza. Taki może się wygadać albo nawet robi się za późno na spacer Tosi po mieście. Je- chwalić, a ona musi dbać o opinię. Tylko przy-

c

PÓŁ WIEKU TEMU MARIA CALLAS UMIERAŁA NA SCENIE OPERY W LONDYNIE JAKO VIOLETTA. SWOJĄ ARIĘ ŚPIEWAŁA CORAZ CISZEJ I CISZEJ, CZEGO ŻADNA ŚPIEWACZKA PRZED NIĄ NIE ROBIŁA. GDY PYTANO DLACZEGO, ODPOWIADAŁA: „PRZECIEŻ UMIERAM.”

SŁAWNE PSY

d

PIES TOTO

Toto to bohater książek dla dzieci L. Franka Bauma „Czarnoksiężnik zkrainy Oz”. Należał doDorotki, małej dziewczynki, która trafia do tajemniczej krainy Oz po drugiej stronie tęczy. Wejście do tej krainy oznacza dla nich przeogromną moc przygód. Mała bohaterka poznaje nowych przyjaciół i wraz z nimi chce odna-

leźć czarnoksiężnika z krainy Oz. Książka ta została dwukrotnie zekranizowana. Po raz pierwszy w roku 1939, po raz drugi w 1978 roku jako musical. Odtwórcą głównej psiej roli był Border Terrier, choć niektórzy znawcy twierdzą, że był to Cairn Terrier. (opr. JL)


nowy dziennik

WEEKEND

Serdecznie zapraszamy do GABINETU OKULISTYCZNEGO

dr Michał Kiselow OD

15

ALERGOLOG, SPECJALISTA SCHORZEŃ ODDECHOWYCH

dr Krzysztof M. Nowak

NOWOCZESNE METODY LECZENIE WAD I CHORÓB OCZU (jaskra, kontrola chorych na cukrzyce, badanie dna oka, pomiar

ciśnienia sródgałkowego oraz komputerowe badanie pola widzenia).

Konsultacja i kwalifikacja do zabiegu laserowej korekty wad wzroku oraz usuwania zaćmy.

PEŁNY ZAKRES OPIEKI OKULISTYCZNEJ DOROSŁYCH I DZIECI

• dobór soczewek kontaktowych • wysoka jakość szkieł korekcyjnych • duży wybór oprawek: PRADA, DIOR, RAY BAN, COACH, TIFFANY, TOM FORD, OLIVER PEOPLES • okulary przeciwsłoneczne; akcesoria optyczne oraz okulistyczne badania dla kierowców (DMV)

909 Manhattan Ave., Brooklyn NY 11222

tel.718.389.0333

Większość ubezpieczeń medycznych, optycznych i unijnych honorowana

| 5 KWIETNIA 2014

NOWE GODZINY

pon. – pt.: 9 rano – 8 wieczorem sobota: 9 rano – 6 ppoł.

Doktor mówi po polsku.

SPECJALISTA CHORÓB PRZYZĘBIA I IMPLANTÓW ZĘBOWYCH

PARADONTOLOG URSZULA KOROL, D.D.S. BOARD CERTIFIED, (DIPLOMATE OF AMERICAN BOARD OF PERIODONTOLOGY)

• ZAPOBIEGANIE I LECZENIE PARADONTOZY

(KIESZONKI DZIĄSŁOWE, KRWAWIENIE DZIĄSŁOWE, RUCHOMOŚĆ ZĘBÓW)

• IMPLANTY ZĘBOWE • REGENERACJA - ODBUDOWA KOŚCI WOKÓŁ ZĘBÓW • WSZCZEPY KOSTNE - ODBUDOWA WYROSTKA

Absolwent Akademii Medycznej w Warszawie, New York Presbyterian Hospital/Cornell Medical Center w Nowym Jorku. 19-letnie doświadczenie w alergologii, immunologii i pediatrii. Specjalizuje się w opiece zarówno dzieci, jak i dorosłych. Posiada bogate doświadczenie w leczeniu chorób górnych i dolnych dróg oddechowych (w tym alergicznych nieżytów nosa, astmy i przyczyn przewlekłego kaszlu), zaburzeń skórnych (egzema, pokrzywka), alergii pokarmowych i innych złożonych problemów alergicznych.

984 N. Broadway Ste 400, Yonkers, NY 10701,

Tel: (914) 963-8588, Fax: (914) 963-0253

1 Elm St Ste 2A, Tuckahoe, NY 10707,

Tel: (914) 961-2515, Fax: (914) 961-2628

LEKARZ ALERGOLOG Dr. MONIKA I. WORONIECKA, M.D. Specjalista ALERGOLOG dla doros∏ych i dzieci (z wieloletnim doÊwiadczeniem)

• Specjalistyczne skórne testy na alergie • Szczepienia odczulajàce, alergie Êrodowiskowe • Katar sienny, przewlek∏y kaszel i astma, alergiczne choroby zatok, uszu, oczu i skóry • Uczulenia na pokarmy, ostre reakcje uczuleniowe, uczulenia na ukàszenia przez owady • Zaburzenia uk∏adu odpornoÊciowego • Testy wydolnoÊci p∏uc Ubezpieczenia honorowane

Brooklyn:

115 Nassau Avenue (Greenpoint)

718.389.6950

Nassau:

125 Plandome Road (Manhasset), Long Island

516.570.0528

ZĘBODOŁOWEGO

• CHIRURGIA PLASTYCZNA DZIĄSEŁ

- PRZESZCZEPY DZIĄSEŁ WOKÓŁ OBNAŻONYCH SZYJEK ZĘBOWYCH - KOREKTA PRZEROSTU DZIĄSEŁ • STABILIZACJA RUCHOMYCH ZĘBÓW • SZCZEGÓŁOWE BADANIE GŁOWY I SZYI W CELU WYKRYCIA RAKA JAMY USTNEJ I PATOLOGII STAWU SKRONIOWO-ŻUCHWOWEGO

ogłoszenie DR. KOROL JEST JEDYNĄ POLSKĄ SPECJALISTĄ-PARADONTOLOGIEM, ABSOLWENTKA NEW YORK UNIVERSITY, DEPARTAMENT PARADONTOLOGII I IMPLANT DENTISTRY W CELU UMÓWIENIA SIĘ NA WIZYTĘ PROSZĘ DZWONIĆ POD NR:

drobne w gazecie i masz

212.888.2008

57 W. 57 Street, SUITE 805, NYC, NY 10019 (Między 5 i 6 Ave.)

w

darmo

internecie

.com

REKLAMUJ SIĘ W WEEKENDZIE Tel: 212-594-2266 wew. 304 e-mail: displays@dziennik.com.

classified@dziennik.com


16

WEEKEND

nowy dziennik

| 5 KWIETNIA 2014

c DZIAŁ ODZIEŻOWY d

GINĄCY ZAWÓD – ZNANY PROJEKTANT BOŻENA CHLABICZ

ZDJĘCIA: ARCHIWUM

Minął zaledwie tydzień od chwili, kiedy w dramatycznych okolicznościach odeszła wieloletnia partnerka Micka Jaggera, była modelka, a później projektantka mody L’Wren Scott.

Trudno spekulować o motywach, ale plotkarskie media nie ustają w domysłach, tym bardziej, że chodzi o osobę która zaistniała w zawodzie, której kolekcje pokazywały wszystkie liczące się Tygodnie Mody, i w której kreacjach gustowały nowojorskie celebrities. Dziewczyna Jaggera była bowiem, przynajmniej według powszechnych wyobrażeń, symbolem życiowego sukcesu. Wiele wskazuje na to, że w ten dramatyczny sposób zapłaciła za ów sukces. A konkretnie – spłaciła rachunek za sukces, który w ostatnich miesiącach urósł podobno do 7 milionów dolarów. Tyle wynosić miały zaległości za realizację kolejnych projektów L’Wren i organizację kolejnego pokazu na Tygodniu Mody w Mediolanie. Problemy finansowe bardzo utrudniły w ostatnich latach działalność w branży modowej w ogóle. Za rosnącymi wydatkami nie nadążają już nawet najbardziej znani nowojorscy projektanci. Od kilku lat toczy się poważna dyskusja nad sensownością inwestowania w Nowojorski Tydzień Mody, bo budżet imprezy nie domyka się od kilku dobrych sezonów. Zmora, która prześladuje świat mody w jego segmencie adresowanym do tak zwanych elit, nazywa się demokratyzacja, co w tłumaczeniu na język konfekcyjnego konkretu oznacza masową produkcję pod gusty statystycznych konsumentów. Też masowe. Moda dla wybranych odchodzi powoli

i marki wpadają jednak w tarapaty.

do lamusa, gdzie zapewne spocznie na długie dekady tuż obok krynolin, fraków, meloników i starych koronek. W segmencie haute couture interesy robi się więc coraz trudniej, która to zasada nie obejmuje jedynie akcesoriów. A to dlatego, że fa-

chowcy od modowego marketingu już dawno wbili dogłowy swoim klientkom ubierającym się w Zarza i Targecie, że owszem, większość konfekcji może pochodzić wprost z fabryki w Bangladeszu, ale torba i buty – nigdy w życiu.

I że to właśnie akcesoria robią modę w epoce metek z nadrukiem „made in China”.

Projektanci z pierwszych stron „Vogue’a” radzą sobie tworząc tańsze marki i odcinając kupony od popularności na światowych wybiegach. Nieco mniej znane nazwiska

Tak, jak L’Wren Scott, choć na szczęście rzadko kiedy te problemy kończą się aż tak tragicznie. Projektowanie to coraz trudniejszy kawałek chleba. Podobnie jak modeling, choć jeszcze dwie dekady temu modelki zażywały sławy porównywalnej z popularnością największych gwiazd estrady i zarabiały też podobnie. To się jednak skończyło. A teraz kończy się epoka projektantów-celebrytów, zastępowanych zespołami anonimowych absolwentów szkół projektowania, pracujących na popularność nie swojego nazwiska, ale światowej marki. I chyba już tak zostanie, przynajmniej na razie. Z perspektywy klienta, taka liberalizacja w podejściu do mody oznacza, że można skupić się niemal wyłącznie na markowych akcesoriach. A i to niekoniecznie. Natomiast reszta powinna być zaledwie zgodna z głównymi trendami sezonu.

Oprócz wiodących kolorów (dla przypomnienia – tej wiosny będzie to biały i wszystkie odmiany niebieskiego, znaciskiem nate ciemniejsze – kobalt i ultramarynę) i must-haves, czyli przydużych dżinsów i koszul „z męskiej szafy”, najważniejsze będą więc buty, ale o nich już było. No i torba. Ta najbardziej cool powinna być wielkości iPada, a kształtem przypominać kuferek na krótkich, sztywnych rączkach (pasek na ramię może być, ale raczej dopinany, bo w tym sezonie należy – choć to niepraktyczne – nosić torbę w dłoni. A co do koloru, to najlepiej żeby była kobaltowa. Chociaż niekoniecznie, bo tym razem najważniejszy jest kształt, czyli „kuferek”. Taka torebka najmniej – czyli tym razem właśnie najlepiej – komponuje się z „butami sezonu”. Z topornymi sandałami w krzykliwych kolorach, zakładanymi na... skarpety. Coś takiego wylansowała właśnie jedna z ostatnich już chyba projektantek podpisujących swoje pomysły własnym, znanym nazwiskiem. Yrzeba się więc pospieszyć, bo już za chwilę nie będzie sensu inwestować w sandały niezrozpoznawalnej marki Prada. &

JESZCZE DWIE DEKADY TEMU MODELKI ZAŻYWAŁY SŁAWY PORÓWNYWALNEJ Z POPULARNOŚCIĄ NAJWIĘKSZYCH GWIAZD ESTRADY I ZARABIAŁY TEŻ PODOBNIE. TO SIĘ JEDNAK SKOŃCZYŁO.


Nowy Dziennik 2014/04/05 Weekend