Issuu on Google+

WEEKEND

nowy dziennik

NUMER 733

| 5 PAŹDZIERNIKA 2013

STRONA 10

ADAM LESICZKA:

PRZYJMUJĘ W WALLINGTON STRONA 3-6

TEMAT TYGODNIA:

STRONA 7

STRONA 8

STRONA 15

POLSKI WKŁAD ŻYWE NAJPRZYSTOJNIEJSZY POLISH HERITAGE MONTH W KUCHNIĘ ŚWIATOWĄ KOMPUTERY FOTOGRAF MODY


2

WEEKEND

nowy dziennik

| 5 PAŹDZIERNIKA 2013

c

FELIETON JANKA

d

HAPPY HOUR

Namnożyło się tablic przed barami, nawet w najmodniejszych częściach Manhattanu iWilliamsburga, obwieszczających specjalną promocję dla pijaków. Dwa drinki w cenie jednego! Wypij jedno piwo, drugie za darmo! Bud Light za $3! A z kieliszkiem tequili – $5! Happy Hour to pomysł znany od lat, ale zwykle był on tylko wąską furteczką dla oportunistów. Gdy godzina minęła, wracały normalne, wysokie ceny. Ostatnio Happy Hour wydłużyła się do kilku godzin, a są też miejsca, gdzie trwa ona wręcz całą noc. Jest taki bar na East Village (adresu nie podam, nie lubię tłoku), gdzie przez całą noc serwuje się special: pięć kieliszków wódki za 10 dolarów. Ameryka chyli się ku upadkowi. Są też miejsca w Nowym Jorku, gdzie bezwstydnie kusi się pijaków pizzą za darmo albo za symbolicznego dolara. Nie jest to na pewno najlepsza pizza na świecie, składa się głównie z zakalca, ale darowanemu koniowi. Amerykanie lubią poza tym poczucie okazji. Nie tylko zresztą Amerykanie. W kapitalistycznej już Polsce popularne jest słowo promocja. Kiedyś oznaczało ona zdanie z jednej klasy do drugiej albo awansowanie pracownika. Dziś mówi ono, że coś jest na przecenie. Polska promocja – angielska sale. Polacy wpoili sobie – tak jak sto lat temu Amerykanie przy okazji sale – przekonanie, że kupowanie w promocji jest zawsze, ale to zawsze okazją, że się opłaca. Czasem rzeczywiście się opłaca. Jeśli w supermarkecie stoją hostessy z tacami i częstują za darmo próbkami jedzenia, trudno wskazać słabe strony takiego planu najedzenia się za darmo, zwłaszcza jeśli hostessy są urodziwe i zgrabne. A w Polsce są, gdyż praca hostessy w supermarkecie jest przedmiotem marzeń niejednej małolaty z małego miasteczka. Częstowanie jedzeniem za darmo przywędrowało do Polski, skądżeby indziej, z Ameryki. W dawnych czasach uważano to częstowanie za przejaw amerykańskiego bogactwa i przepychu. Z czasem to częstowanie ograniczono. Dziś w typowym supermarkecie trafi się na dziewczynkę serwującą próbki soku warzywnego w naparstkach albo studenta rozdającego krakersy z jakąś pastą. Częściej na prowincji zdarzy się, że w sklepie można się w ten sposób nażreć za darmo. Ach, Ameryka, kraj okazji, sales, przecen, okazji. Bufetów, w których po zapłacenie pew-

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

Dobrze jest mieć trochę pieniędzy, gdy jest kryzys i pieniędzy nie mają inni. Warto kupować domy, gdy jest dno kryzysu, kolekcjonować złote zegarki, które ludzie zastawili w lombardzie. Warto też, gdy ma się w portfelu trochę drobnych, korzystać z rozpaczliwych promocji barowych, zwanych Happy Hour.

nej, niedużej sumy, można nawrzucać sobie na talerz wafli, boczku, ciastek, parówek i krewetek. I popić to litrowym kubkiem słodkiego napoju gazowanego. Taktyka ogłaszania sale wcale nie jest taka stara. W nowojorskich domach towarowych została zapoczątkowana dopiero sto lat temu. Oczywiście zawsze, odkąd ludzie handlowali, zachwalali swoje niskie ceny i byli skłonni do targowania się, niemniej dopiero od początku XX wieku wymyślono numer na przekreślanie cen i podawania pod spodem nowych, dużo niższych. Inną amerykańską tradycją – zarazem wkładem tego kraju w psychologię – jest podawanie cen nie w pełnych dolarach, ale zawsze kończących się na 99. Śmieszne to na pozór i głu-

pie – ale skuteczne, inaczej by tego nie kontynuowano z taka konsekwencją. Czy okazja zawsze jest okazją? Nie zawsze. Jeśli ktoś bywał w – zamkniętych już – sklepach sieci Duffy's, pamięta okazyjne ceny ciuchów. Włoska koszula z ceną $200, a pod spodem: $49. Okazja! Trzeba kupić. Klient, widząc czterokrotną obniżkę ceny, traci rozum i koszulę kupuje, mimo że 50 dolarów to przecież wysoka cena za odzież uszytą w Bangladeszu lub Wietnamie – co z tego, że z metką znanej firmy. Klient nie wie także, że ta rzekoma cena koszuli – 200 dolarów – jest wzięta z sufitu. Nikt nigdy nie zapłaciłby takiej sumy za koszulę tej firmy. Niemniej, taki kontrast ceny poprzedniej i oferowanej nam robi wrażenie, działa skutecz-

W KAPITALISTYCZNEJ JUŻ POLSCE POPULARNE JEST SŁOWO PROMOCJA. KIEDYŚ OZNACZAŁO ONA ZDANIE Z JEDNEJ KLASY DO DRUGIEJ ALBO AWANSOWANIE PRACOWNIKA. DZIŚ MÓWI ONO, ŻE COŚ JEST NA PRZECENIE. POLSKA PROMOCJA – ANGIELSKA SALE. Redaguje Jan Latus (212) 594-2266 w. 115. Stali współpracownicy: Bożena Chlabicz, Marian Chlabicz, Stanisław Kokesz, Monika Śliż, Piotr Milewski, Piotr Powietrzyński, Magdalena Wypych, Zuzanna Ducka-Lubas. Piszą z Polski: Łukasz Dziatkiewicz, Przemek Gulda, Katarzyna Krawczyńska, Ewa Śródka, Daniel Wyszogrodzki.

WEEKEND

REKLAMUJ SIĘ W WEEKENDZIE. Dział Reklamy i Marketingu,Tel: 212-594-2266 wew. 303; Fax: 212-594-5538; e-mail: displays@dziennik.com. (Wydawca nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych ogłoszeń). The Publisher disclaims any liability for the content of any advertisement appearing in this magazine. Piszcie listy do: jl@dziennik.com

nie. Wiele produktów, jak aparaty fotograficzne czy telewizory, ma suggested retail price. Kto ją „sugerował”? Producent? Trudno powiedzieć. Wiadomo jednak, że cena sklepowa jest o wiele niższa. Ta sugerowana jest więc teorią, ma tylko stworzyć wrażenie wyjątkowej okazji. Sale. Promocji. Czy drink za pół ceny jest oszustwem? Pijak wytłumaczy, że zawsze lepiej kupić drinka za pół ceny, niż cenę pełną. Jaka więc jest idea właścicieli baru? Taka, żeby zarobić, ale trochę mniej niż zwykle. Marża na alkohole jest tak wielka (drink w barze kosztuje w świecie zwykle osiem razy więcej niż ta sama ilość kupiona w sklepie), że bar po prostu zadowala się trochę mniejszym zyskiem. A gdy już klienci podochocą się półdarmowymi drinkami, zostaną i po upłynięciu Happy Hour i będą płacić za swoją wódę jak za zboże. Czy więc nie ma okazji? Czy to wszystko jest oszustwem? Pewnie nie – zbieracze kuponów na sos pomidorowy i papier toaletowy po obniżonych cenach przedstawią zeszyty z kolumnami liczb i udowodnią, że lepiej zapłacić mniej, niż więcej. Pytanie czy warto tracić tyle życia, czasu – a czas to przecież pieniądz – na szukanie oszczędności. Jak we wszystkim, przydaje się umiar i trzeźwy umysł. Nawet w czasie Happy Hour. JAN LATUS

NA OKŁADCE: ADAM LESICZKA

ZDJĘCIE: JAN LATUS


nowy dziennik

WINO NA WEEKEND

| 5 PAŹDZIERNIKA 2013

3

POLACY STWORZYLI HOLLYWOOD PRZEMEK GULDA Kiedy mówi się o Polakach, którym dało się zrobić wielką karierę zagranicą, na liście pojawiają się Maria Curie Skłodowska czy Fryderyk Chopin, ale rzadko pamięta się o tych, którzy sprawili, że Hollywood jest dziś tym, czym jest.

Sławny reżyser Billy Wilder urodził się w Suchej Beskidzkiej

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

KUPAŻ

WEEKEND

Nazwa pochodzi od francuskiego coupage. Jest to ważny zabieg produkcyjny, polegający na mieszaniu win lub destylatów winnych o cechach wzajemnie uzupełniających się w celu uzyskania gotowego wyrobu o odpowiednim i zharmonizowanym smaku. Jako przykład kupażu można podać mieszanie południowofrancuskich win czerwonych z algierskimi, w celu zwiększenia ich mocy i intensywności zabarwienia lub kupażowanie partii win w Szampanii i partii destylatów winnych w prowincji Cognac w celu otrzymania standardowego (co roku jednakowego) wyrobu gotowego, tzn. wina szampańskiego lub koniaku określonej firmy. Przy produkcji win owocowych kupaż ma także wielostronne zastosowanie. (op. JL)

Jest początek XX wieku, właśnie rodzi się nowa dziedzina sztuki, ale zarazem przecież – nowy segment przemysłu rozrywkowego: film. Z wielu względów: począwszy od korzystniejszej ordynacji podatkowej, skończywszy na lepszej pogodzie, pozwalającej kręcić filmy przez większą część roku, zręby tego nowego fenomenu światowej rozrywki i gospodarki powstają w Kalifornii. I tak jak pół wieku wcześniej osadnicy ruszyli na Zachodnie Wybrzeże, żeby budować miasta, tak potem dołączyli do nich filmowcy, budujący swoje własne miasto. Nie mogło oczywiście zabraknąć wśród nich Polaków, a raczej – Polacy stanowili wśród nich prawdziwą awangardę: nie mający nic do stracenia, wygnani z Polski z różnych powodów i nie mający dokąd wracać, pomysłowi, innowacyjni, twórczy – bez żadnej przesady można powiedzieć, że to właśnie oni zbudowali potęgę dzisiejszego Hollywoodu. Jednymi z najważniejszych Polaków w Hollywood, znanymi do dziś za sprawą niezliczonych klasycznych filmów, zrealizowanych w ich studiu, są bracia Warnerowie. Było ich czterech, wszyscy urodzili się pod Warszawą, a po przyjeździe do Stanów zmienili nie tylko nazwisko – Wonsal, ale także imiona. To właśnie za sprawą ich odwagi i pomysłów, które w chwili realizacji były nader ryzykowne, do kina trafił dźwięk i kolor. Inny Polak, bez którego dzisiejsza kinematografia nie byłaby taka sama, to Samuel Goldwyn. Urodził się wWarszawie jako Szmul Gelbfisz, a po przyjeździe do Stanów zrewolucjonizował kinematografię. Jako wpływowy producent zaczął w swoich filmach bardzo mocno stawiać na historię, scenariusz, opowieść. Wcześniej filmy, zwykle trwające zaledwie kilka minut, koncentrowały się raczej na efektach wizualnych, Goldwyn podchodził do nich jak do literatury, wydłużył ich czas trwania

i umieszczał w nich spójne narracje. nimem zrobiła wielką karierę w Hollywood, a co Kolejnym wielkim producentem z polski- więcej – utorowała drogę dla innych aktorek mi korzeniami był Louis B. Mayer, urodzony pochodzących z Europy. Nie można zapomiprawdopodobnie w Mińsku Mazowieckim – to nać także o Alu Jolsonie, aktorze urodzonym on stworzył podwaliny pod system wielkich stu- w Sieradzu jako Asa Yoelson – to właśnie on, diów filmowych, który do dziś króluje w Hol- jako pierwszy w historii filmu, odezwał się na ekranie: było to w filmie „Śpiewak jazzbanlywood. Nie zabrakło Polaków także wśród wyna- du” z 1927 roku. Trzecim słynnym aktorem lazców, pracujących na rzecz przemysłu filmo- z polskimi korzeniami był Paul Muni. Dziś zuwego. Jednym z najważniejszych był Siegmunt pełnie zapomniany, w swoich czasach był jedLubin, który tak naprawdę nazywał się Zygną z najbardziej szanowanych i popularnych munt Lubczyński i wywodził się prawdopodob- aktorskich gwiazd Hollywoodu – świadczyć nie z Wielkopolski. Skupił się przede wszyst- o tym przecież musi aż pięć nominacji do akkim na filmowej infrastrukturze i kwestiach tech- torskiego Oskara, z których jedna – za film „Panicznych. Nic zresztą dziwnego – zanim przy- steur” z 1935 roku – przyniosła mu tę najważjechał do Stanów był okulistą, co bardzo po- niejszą filmową nagrodę świata. mogło mu zdobyć wiedzę z dziedziny optyki, Na koniec nie sposób nie wspomnieć o jeszniezbędną przecież w kinematografii. Był wy- cze jednej postaci, jednym z najważniejszych nalazcą przenośnego projektora i wykorzysta- reżyserów wszechczasów, klasyku, na którenego na szerszą skalę dopiero po wielu latach go twórczość do dziś powołują się liczni napomysłu na kino wielosalowe. stępcy, na którego filmach wciąż uczą się filNiewielu było Polaków wśród aktorów, ale mowego rzemiosła. To Billy Wilder, autor kanie sposób nie wspomnieć o Poli Negri, jed- nonicznych filmów „Pół żartem, pół serio” czy nej z największych i jednej z pierwszych gwiazd „Bulwar Zachodzącego Słońca”, laureat aż szefilmowych w dzisiejszym sensie tego słowa. ściu Oskarów, nominowany do tej nagrody 15 Urodzona na Kujawach jako Barbara Apolo- razy. Mało kto wie, ale reżyser urodził się w... nia Chałupiec, pod swoim aktorskim pseudo- Suchej Beskidzkiej. &

NIE MAJĄCY NIC DO STRACENIA, WYGNANI Z POLSKI Z RÓŻNYCH POWODÓW I NIE MAJĄCY DOKĄD WRACAĆ, POMYSŁOWI, INNOWACYJNI, TWÓRCZY – BEZ PRZESADY MOŻNA POWIEDZIEĆ, ŻE TO WŁAŚNIE ONI ZBUDOWALI POTĘGĘ DZISIEJSZEGO HOLLYWOODU.


4

WEEKEND

nowy dziennik

| 5 PAŹDZIERNIKA 2013

c WEEKEND POLECA d

POLAK POTRAFI MARIAN POLAK

Kilka procent PKB, jakie pochłania prowadzenie nawet kilku naraz mniej lub bardziej bezAndrzej Lubowski sensownych wojen, nie ma decydującego znaczenia dla gospodarczej kondycji USA. Prawdziwe powody dla których Ameryka powoli traci pozycję światowego lidera to najbardziej na świecie rozwinięta oligarchia, czyli władza pieniądza. Jej skutek to dramatyczne i wciąż się pogłębiające rozwarstwienie majątkowe społeczeństwa i słabnące w ślad za nim mechanizmy odpowiedzialne za skuteczność demokracji. Kto to mówi? Fukuyama? Barber? Stiglitz? Nie. Tak pisze, w swojej właśnie wydanej książce „Świat 2040. Czy Zachód musi przegrać?” Andrzej Lubowski. I chociaż nazywa się, jak nazywa, jego publikację, reprezentującą popularny dziś gatunek polityczno-ekonomicznej futurologii, komplementują amerykańscy politolodzy i ekonomiści. W rozmowie z Edwinem Bendykiem, której fragmenty przytacza najnowszy (39/2013) numer „Polityki”, autor „Świata” mówi o sobie, że mieszka w Stanach od trzech dziesięcioleci i większość tego czasu przepracował w największych amerykańskich instytucjach finansowych, między innymi w Citibanku w Nowym Jorku i Kalifornii. Z wykształcenia jest ekonomistą po SGPiS, po dodatkowych studiach w Stanford i Berkeley, a jednocześnie płodnym dziennikarzem i publicystą. Sześć lat temu wydał „Kontuzjowane mocarstwo. Siła i słabość Ameryki”, a potem biografię Zbigniewa Brzezińskiego. Teraz na świat przyszedł „Świat”. Andrzej Lubowski to jeden z licznych Amerykanów w pierwszym pokoleniu, którzy – choć odebrali wykształcenie jeszcze w Polsce – doAż 37.6 procent obywateli Stanów poskonale radzą sobie na amerykańskich uczel- chodzenia polskiego ma trzy- lub czteroniach, w instytutach badawczych, we wiodą- letnie wyższe wykształcenie, podczas gdy cych instytucjach finansowych, w amerykań- średnia statystyczna dla całej Ameryki skiej sztuce, filmie, telewizji, polityce. Tak na- to 28, 5 procenta. prawdę, to niewiele o nich wiemy. To specjaTrochę gorzej wypadamy pod względem liści, rozpoznawali tylko w swojej branży, co poziomu zarobków, co nie znaczy, że wśród nie umniejsza skali ich dokonań. Chyba, że cho- Polonusów brakuje świetnie prosperujących dzi o osiągnięcia czy odkrycia, którymi – z róż- przedsiębiorców. Za modelowe przykłady nych powodów – interesują się media. Tak, jak uchodzą tu Martha Stewart – businesswoman w przypadku prof. Wolszczana czy prof. Sie- i gwiazda mediów oraz genialny informatyk, mionow. W polityce takim „dyżurnym Pola- współtwórca potęgi firmy Apple – Steve Wokiem” jest oczywiście Zbigniew Brzeziński. Ale zniak. Tyle tylko, że to Amerykanie polskiego kto wie, być może po publikacji „Świata” bę- pochodzenia, urodzeni, wychowani i wydziemy mieli „swojego” amerykańskiego eks- kształceni już w Stanach Zjednoczonych. perta w dziedzinie światowej ekonomii. Biorąc pod uwagę statystyki, w biznesie Nasz udział w amerykańskiej nauce, sztu- radzimy sobie jednak niewiele gorzej niż w nace, gospodarce czy polityce jest zresztą zbio- uce, bo mieścimy się w pierwszej dziesiątce rowy i bynajmniej nie ogranicza się do kilku- „the richest ethnic groups” i to na wysokiej czwarnastu nazwisk, bo – według danych Spisu Po- tej pozycji. Wprawdzie zostaliśmy tam uwzględwszechnego – jesteśmy jako grupa etniczna wy- nieni włącznie z resztą Europejczyków, ale nakształceni lepiej, niż ogół Amerykanów. sza średnia w wysokości 68 000 dol. rocznie

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

Ameryce nie grozi bankructwo związane z zadłużeniem w Chinach. To problem Chin. Pozycja dolara jako głównej waluty rezerwowej świata pozostaje niezagrożona. Podobnie jak amerykańska potęga militarna.

jest bliska średniej innych emigrantów ze Starego Kontynentu. Wśród Słowian wyprzedzają nas pod tym względem tylko Rosjanie. Inna sprawa, że wszyscy, razem wzięci, przegrywamy z pierwszymi na tej liście Hindusami. I to zarówno pod względem dochodów, jak i wykształcenia. Ich Amartya Sen dostał nawet Nobla z ekonomii. Ale być może kiedyś dostanie także nasz Andrzej Lubowski. Wracając zaś do znanych Amerykanów polskiego pochodzenia, którzy zrobili karierę w Nowym Świecie, to oprócz rzeszy naukowców (z reguły bezimiennych) najliczniejszą grupę stanowią tu chyba ludzie mediów i kina. W tym względzie nasze zasługi są wręcz historyczne, bo panowie Aaron, Szmul i Kirsz Eichelbaum, znani powszechnie jako Warner Brothers, urodzili się przecież na polskim Mazowszu. Współzałożyciel MGM, innej legendarnej wytwórni z Hollywood – Samuel Goldwyn przyszedł zaś na świat jako Samuel Gelb-

ANDRZEJ LUBOWSKI TO JEDEN Z LICZNYCH AMERYKANÓW W PIERWSZYM POKOLENIU, KTÓRZY – CHOĆ ODEBRALI WYKSZTAŁCENIE JESZCZE W POLSCE – DOSKONALE RADZĄ SOBIE NA AMERYKAŃSKICH UCZELNIACH, W INSTYTUTACH BADAWCZYCH, W WIODĄCYCH INSTYTUCJACH FINANSOWYCH, W AMERYKAŃSKIEJ SZTUCE, FILMIE, TELEWIZJI, POLITYCE.

fish, w Warszawie. Polskie pochodzenie mieli także tacy wybitni reżyserzy, jak Billy Wilder i Stanley Kubrick (Sydney Pollack, a konkretnie jego rodzice, wbrew sugestii w nazwisku pochodził z Ukrainy) oraz legenda amerykańskiej telewizji – Larry King. O całej rzeszy całkiem niezłych aktorów nie wspominając. Z zaliczanych do amerykańskiego panteonu poetów mieliśmy tutaj tylko jednego – Charlesa Bukowskiego. Nie licząc rapera (to też poezja przecież) – Eminema. Podobno miał polskiego pradziadka. Polakiem, przynajmniej z urodzenia w Zduńskiej Woli, był – o czym mniej wiadomo – twórca słynnej marki kosmetycznej Max Factor, Maksymilian Faktorowicz. Pierwsze komputery (ktoś jeszcze pamięta commodory i atari?) to nie tylko Steve Wozniak, ale także Jack (Jacek) Trzmiel, informatyk z Łodzi i właściciel firmy Commodore International. Mało tego – Polacy wynaleźli nie tylko komputer, ale także helikopter i magnetofon. Wprawdzie konstruktor pierwszego, Frank Piasecki, przyszedł na świat w Ameryce, ale jego rodzice oboje pochodzili z Polski. Natomiast wynalazca magnetofonu, Stefan Kudelski, studiował już w Szwajcarii, ale urodził się w Polsce. Współcześnie też nie jest najgorzej. Polskim pochodzeniem legitymują się dwaj z grupy najsłynniejszych amerykańskich architektów – Frank Gehry oraz Daniel Libeskind. Część z wymienionych jest (lub była) Polakami o żydowskich korzeniach, ale – tak czy inaczej – Polakami. Rodzinne związki łączą z Polską wybitną rzeźbiarkę – Ursulę von Rydingsvard, a Krzysztof Wodiczko, jedna z największych sław współczesnej sztuki amerykańskiej, urodził się i wykształcił w Warszawie. &


nowy dziennik

WEEKEND

| 5 PAŹDZIERNIKA 2013

5

c DZIAŁ KOMBATANCKI d

To pokój Michała, opisany w tekście „Nowa fala American Dream”, zamieszczonym na portalu NaTemat. Pokój w blokowisku na warszawskim Bródnie. Takich Michałów, którzy ubierają się w conversy, oglądają amerykańskie filmy, słuchają amerykańskiej muzyki i śledzą w internecie wszystko, co wiąże się zAmeryką i jej stylem życia są w Polsce tysiące. Jak twierdzi Krzysztof Majak, autor tekstu, który zbierając materiał w swoim warszawskim otoczeniu bez trudu odnalazł wielu podobnych Michałów, fascynacja Ameryką Polakom nie mija. Właśnie wyrosło nam nowe pokolenie młodych ludzi zakochanych w Stanach. Tyle tylko, że ta – coraz liczniejsza – „Polonia” jest Polonią wirtualną. Mieszka nie w Garfield i okolicach, ale w Polsce. Tymczasem wAmeryce... wszyscy to wiedzą, wszyscy to widzą. Nowojorska Polonia, rozumiana jako trzymająca się razem, kultywująca przywiezione z ojczyzny obyczaje i obracająca się głównie wśród swoich wspólnota etniczna na obczyźnie, odchodzi w przeszłość. Podobnie dzieje się w Chicago i w ogóle wszędzie w Ameryce. Wystarczy zajrzeć na Gre-

MAŁO NAS... ALFA OMEGA

„Na szafie wisi amerykańska flaga. Na biurku stoi miniaturowa Statua Wolności, a na drzwiach widać kilka charakterystycznych czapek z daszkiem i logo NY (…) Oprócz flagi wiszą też obrazy, na których widać amerykańskie drapacze chmur”.

enpoint Avenue, gdzie z każdym miesiącem, nawet tygodniem, zwijają się kolejne agencje z biletami do Polski i sklepy z kiełbasą i pierogami. Znikają biura prawne, pośrednicy zajmujący się wynajmem nieruchomości oraz przychodnie w których – jak głosiły kartki u wejścia – „mówi się po polsku”.

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

Wyjaśnienie fenomenu kurczącej się Polonii wydaje się proste. W ciągu minionego ćwierćwiecza Polska przeszła, pomimo wielu niedociągnięć z całkiem niezłym skutkiem, proces transformacji ustrojowej, zmieniając się w mniej więcej normalne państwo europejskie. W tym czasie weszliśmy też do Unii Europejskiej, więc odległa i coraz mniej przyjazna nowym przybyszom Ameryka przestała być atrakcyjna dla ludzi emigrujących w poszukiwaniu lepszego życia. Teraz o wyjeździe decyduje już nie polityka, ale ekonomia. Lepiej niż w Polsce zarabia się w tej chwili za miedzą, w Niemczech czy w Anglii, o Norwegii nie wspominając. Lepiej – dodajmy – niż na byle jakiej posadzie za oceanem. Poza tym w krajach Unii Polak mieszka, pracuje i korzysta z wy- Na Greenpoincie z każdym miesiącem zwijają się kolejne agencje z biletami do Polski i sklepy z kiełbasą i pierogami. sokich świadczeń społecznych legalnie. Nie żyje więc w ciągłym strachu przed służbami imi- „wakacjach”. W tym samym czasie ubyło też chali tutaj za chlebem. Że teraz większość z nich czyć się za obcych. z miejskich statystyk ponad dwa tysiące Ame- mieszka w Wielkiej Brytanii to już inna kwegracyjnymi. Los Greenpointu jako Polish community rykanów przyznających się do polskiego po- stia. Ale przynajmniej, choć wciąż ciężko pra- już wcześniej podzieliły w nowym Jorku inne, Dwa miliony rodaków, które – jak się chodzenia. Ten proces się pogłębia. Według da- cują tam u obcych, żyją jak wszyscy, bez pięt- tętniące niegdyś obcym językiem i kulturą, dzielocenia – opuściły ojczyznę już w trakcie nych za rok 2010 znów było nas w Nowym na niechcianych, bo nielegalnych pracowników nice etniczne. W Bensonhurst na Dolnym Brotransformacji, nie zasiliły szeregów Polonii Jorku mniej o kolejne 5 tysięcy (55 581). Jeśli ostatniej kategorii. w Ameryce, osiedlając się bliżej kraju pochooklynie jeszcze dwie dekady temu na każdym Przed nami w ten sam sposób roztopili się rogu funkcjonowała salumeria sprzedająca spedzenia, najczęściej na Wyspach Brytyjskich. taka tendencja trwa dłużej niż dekadę, jest doImigracja postsolidarnościowa, która stanowi- wodem, że mamy do czynienia ze zjawiskiem w amerykańskim tłumie Irlandczycy. Spora gru- cjały kuchni włoskiej, wzdłuż 18. Alei ciągnął ła w Stanach największą w minionym stuleciu trwałym. Czyli, że ów trend się już raczej nie pa wróciła do Dublina, a reszta zintegrowała się rząd pizzerii i makaroniarni. Wszystkie okogrupę Polonusów, nie doczekała się kontynu- odwróci, przynajmniej w perspektywie najbliż- z Amerykanami. I już tylko na Świętego Paty- liczne cukiernie sprzedawały serniki i gelato, szych dziesięcioleci i przy założeniu, że nie zaj- ka w Nowym Jorku „wszyscy jesteśmy Irland- warzywniaki – karczochy, pomidory i cukinie, acji. Chociaż według danych ze Spisu Po- dą w tym czasie jakieś dramatyczne, niekorzyst- czykami”. o fryzury sąsiadów dbali mówiący z sycylijwszechnego za rok 2011 jesteśmy wciąż sza- ne zmiany w Europie. Bo tylko one mogłyby W tym sensie znikający Greenpoint skim akcentem barbieri i nawet w sklepach mecowaną na 10 milionów, największą grupą et- w aktualnych warunkach zwiększyć poziom pol- świadczy, że w ostatnich dekadach odnie- blowych i handlujących ceramiką sanitarną niczną pochodzenia środkowoeuropejskiego skiej emigracji w Ameryce. śliśmy – jako naród – wielki sukces. wszystko było „prosto z Italii”. Koloryt dzielTo smutne? Z pozoru tak. Ale w sumie niew Ameryce, te same dane potwierdzają rówParadoksalnie, to samo zjawisko jest też nicy przywodził na myśl scenografię do „Gonież to, co widać w Nowym Jorku gołym okiem. koniecznie. Przyszłość wszystkich mniejszo- dowodem powodzenia Polaków, którzy rączki sobotniej nocy”, a mieszkańcy, zwłaszGreenpoint (a wraz z nim wszystkie inne pol- ści etnicznych pochodzenia europejskiego jest jednak zostali w Ameryce. Wyprowadzka cza młodsze pokolenia, wyglądali jak kopie Johw Ameryce niepewna. Po pierwsze, zjawisko z dzielnicy etnicznej świadczy bowiem o ich na Travolty. Spokoju dzielnicy, zamieszkałej skie dzielnice w Stanach) się wyludnia. O ile w roku 2000 populacja Polaków i uro- kurczenia się gett narodowościowych świad- integracji w ojczyźnie z wyboru. O tym, że głównie przez Amerykanów urodzonych we dzonych w Polsce Amerykanów wynosiła czy o pozytywnych przemianach na Starym z czasem nauczyliśmy się – zbiorowo – angiel- Włoszech, pilnowali zaś eleganccy panowie w mieście 65246 osób, to już w 2006 zaled- Kontynencie. Spora grupa emigrantów wygna- skiego, zalegalizowali pobyt, dorobili i znaleź- w ciemnych okularach i złotych łańcuchach. Tak wie 60153. W ciągu pięciu lat wyjechało z No- nych z Polski przez politykę po transformacji li swoje miejsce w amerykańskim społeczeń- skutecznie, że najdalej na wysokości 36. Uliwego Jorku 5 tysięcy rodaków. Nie licząc tych, po prostu mogła wrócić do siebie, więc wróci- stwie. Polonia, jak wszystkie stare emigracje, cy w wagonach metra trudno było uświadczyć którzy byli tu nieoficjalnie na nieco dłuższych ła. Podobnie postąpiło wielu z tych, co przyje- po prostu się zamerykanizowała, przestając li- przedstawiciela dowolnej nieeuropejskiej mniejszości etnicznej. Teraz jednak salumerie coraz częściej zastępują tu arabskie deli, a zamiast knajp z makaronem pojawiają się takie z kababami. Na dorocznym Festa di Santa Rosalia, obchodzonym tutaj od siedmiu dekad, z roku NOWOJORSKA POLONIA, ROZUMIANA JAKO TRZYMAJĄCA SIĘ RAZEM, na rok pojawia się coraz mniej rodaków ToKULTYWUJĄCA PRZYWIEZIONE Z OJCZYZNY OBYCZAJE I OBRACAJĄCA SIĘ ny’ego Soprano. Tylko z rzadka przyjeżdżają tu teraz z New Jersey. GŁÓWNIE WŚRÓD SWOICH WSPÓLNOTA ETNICZNA NA OBCZYŹNIE, Ich miejsce zajęli Hindusi, Latynosi oraz... Rosjanie, bo na Dolnym Brooklynie już tylko ODCHODZI W PRZESZŁOŚĆ. PODOBNIE DZIEJE SIĘ W CHICAGO ich Brighton Beach podtrzymuje umierającą tradycję europejskich „małych ojczyzn” – dzielI W OGÓLE WSZĘDZIE W AMERYCE. nic etnicznych. &


6

WEEKEND

nowy dziennik

| 5 PAŹDZIERNIKA 2013

c WYRWIJ, ZACHOWAJ d

MY NAME IS KOWALSKI MARIAN CHLABICZ

Typowy Kowalski w Ameryce nazywa się... Kowalski Wie o tym każdy, kto chodzi do kina. A że na amerykańskie filmy chodzą (lub je potem oglądają w telewizji) wszyscy, więc powszechnie wiadomo, że Kowalski to Polak. Kowalski z portretu, jaki namalowali mu Amerykanie w swoim kinie jest – co tu ukrywać – zdecydowanie szorstki. W relacjach z obcym, amerykańskim otoczeniem jest też zdumiewająco nieporadny. Ale między swoimi ujawnia swoją prawdziwą naturę. Bo tak naprawdę to z Kowalskiego nieobyty, niedouczony, agresywny cham i prostak. Klnie, pije i bije kobiety. Chyba, że akurat całuje je po rękach. Jeśli już ma jakieś maniery, to archaiczne i zupełnie nie z tej co trzeba epoki. Poza tym pali i nie ma żadnych – poza może sportem – zainteresowań. Jest też rasistą, pogardzającym wszystkimi, których uważa wAmeryce za gorszych od siebie – zwłaszcza Latynosami i Murzynami. Żywi się kiełbasą i pierogami. Jest religijny. Z przekonań jest konserwatystą. Wkwestii poglądów na temat feminizmu czy moralności seksualnej (dotyczącej innych) – konserwatywnym ekstremistą. Kowalski zazwyczaj pracuje na budowie albo w fabryce – ciężko i fizycznie. Ewentualnie jest piekarzem, zawodowym kierowcą lub nowojorskim policjantem. Ana imię ma Stanley, po czym poznać Polaka nawet wtedy, gdy – zupełnym przypadkiem – jednak nie nazywa się Kowalski.

dawno temu (1951) okazał się utworem na tyle dobrym i znaczącym, że zapisał się w historii amerykańskiej kinematografii, która to okoliczność zadziałała niestety na niekorzyść Stanleya, czyniąc z tej kontrowersyjnej postaci stereotyp Polaka o wyjątkowej żywotności. Do dzisiaj żadnemu z reżyserów wprowadzających do fabuły postać rodem znad Wisły nie udało się zmodyfikować kinowego wizerunku naszego rodaka. Jak był, tak pozostał Staszkiem K. I to pomimo licznych, usilnych prób złamania tej nieprzychylnej dla nas konwencji. Inna sprawa, że próbowali tylko nieliczni, bo większości znacznie wygodniej było wpisać Polaka w powszechnie obowiązujący (przez co oczywisty) schemat. Walt, weteran wojny koreańskiej, były pracownik fabryki Forda i podręcznikowy ksenofob z „Gran Torino” nie przez przypadek nazywa się właśnie Kowalski. To znacznie upraszcza konstrukcję fabuły i sprzyja przejrzystości całej opowieści.

Kiedy tylko reżyser potrzebuje postaci nieskomplikowanej intelektualnie, reagującej instynktownie, pochodzącej z „klas niższych” i generalnie prostackiej i nieufnej względem obcych, ale jednocześnie szczerej, pracowitej, po swojemu przyzwoitej i w miarę lojalnej, w ciemno obstawia Polaka. I daje mu na nazwisko Kowalski właśnie po to, żeby każdy od razu wiedział, o jaki

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

Taki właśnie był Stanely Kowalski z filmu nakręconego napodstawie słynnego dramatu Tennessee Williamsa „Tramwaj zwany pożądaniem”. Obraz, choć zrealizowany

Stanleya Kowalskiego w „Tramwaju zwanym pożądaniem” grał prezentujący się w tamtych czasach jak młody bóg Marlon Brando.

typ bohatera reżyserowi chodziło. To taki dy-

żurny skrót myślowy. Na tej samej zasadzie czarny charakter z kałachem, czarną beemwicą i złotymi koronkami na jedynkach ma na imię Iwan. Na szczęście to, o czym wyżej to jednak nie wszystkie z dyżurnego zestawu cech „naszego” Stanleya. On nie tylko żywi się kiełbasą, odmawia różaniec, zasuwa przy taśmie, klnie, a po kościele bije żonę. I nie zawsze nosi flanelowe koszule w kratę albo T-shirty, takie z orłem białym albo z napisem „Polish and proud”, jak Kowalski z „The Break Up”, który akurat w tym wypadku nazywa się, nie wiedzieć czemu, Gary Grobowski. Niekoniecznie ma też wąsy, ale chyba tylko dlatego, że w przypadku niektórych amerykańskich aktorów nie ma takiej kwoty wyrażonej w dolarach, która mogłaby ich skłonić do zapuszczenia na potrzeby roli tej słynnej polskiej „oznaki męskości”. Posiada je jednak replikant, Leo Kowalski w „Łowcy androidów”, bo to replikant polskiego pochodzenia. Kinowy amerykański Kowalski potrafi bowiem także – jak właśnie ów replikant z wą-

sami – być straceńczo odważny. I zrobi wszystko (no, prawie) w imię wolności. Nie bez powodu bohater „Znikającego punktu” – jednego z kultowych filmów definiujących tożsamość Ameryki i z należących do żelaznego kanonu tutejszego kina nosi nazwisko Kowalski. Nie ma natomiast imienia. Ale spokojnie mógłby być kolejnym Stanleyem. Właśnie „The Vanishing Point”, drugi co do ważności po „Easy Riderze” film drogi nakręcony w roku 1971, awansował Kowalskiego, wcześniej brutalnego prymitywa, do godności ostatniego amerykańskiego bohatera. W amerykańskiej kinematografii Stanley przeszedł więc symboliczną drogę awansu społecznego w stylu „od zera do bohatera”, choć po Kowalskim „no first name” żadnemu z jego kolejnych ekranowych następców o tym samym nazwisku tego sukcesu nie udało się już potem powtórzyć. Jeśli bowiem zdobywali sympatię jako good guys, to sugestia co do ich pochodzenia ograniczała się zazwyczaj tylko do imienia. Tak, jak w przypadku dobrego gliny z „Roku smoka”, który wzbudzając rozbawienie mó-

DO DZISIAJ ŻADNEMU Z REŻYSERÓW WPROWADZAJĄCYCH DO FABUŁY POSTAĆ RODEM ZNAD WISŁY NIE UDAŁO SIĘ ZMODYFIKOWAĆ KINOWEGO WIZERUNKU NASZEGO RODAKA. JAK BYŁ, TAK POZOSTAŁ STASZKIEM K. I TO POMIMO LICZNYCH, USILNYCH PRÓB ZŁAMANIA TEJ NIEPRZYCHYLNEJ DLA NAS KONWENCJI.

wioną po polsku frazą „nie jestem Włochem, mnie nie można przekupisz” walczył z mafią na ulicach Nowego Jorku jako sierżant White. Ale na imię było mu Stanley. Więc wiadomo, że Polak. Tradycja zobowiązuje, toteż większość amerykańskich producentów filmowych wie, jak prawidłowo obsadzać Kowalskich. Genialny pingwin z kreskówki „Madagaskar” – kreatywny (złota rączka), szaleńczo odważny, melancholijny i wrażliwy zarazem nazywa się – co chyba oczywiste – Kowalski. No first name, jak bohater „Znikającego Punktu”. Bo jego imię milion. Anawet – odliczając płeć piękną – dwadzieścia pięć milionów, z czego pięć ostatnich w Stanach Zjednoczonych. Czego by jednak nie powiedzieć o amerykańskich reżyserach kreujących w swoich filmach taki, a nie inny wizerunek Polaka, trzeba im przyznać: Kowalski prawie zawsze jest zabójczo przystojny. Ta reguła dotyczy nawet Pingwina z „Madagaskaru”. Stanleya w „Pożądaniu” grał prezentujący się w tamtych czasach jak młody bóg Marlon Brando, a w role kolejnych Kowalskich wcielali się odpowiednio Barry Newman i Clint Estwood. Nieprzekupnego glinę Stanleya White’a kreował zaś Mickey Rourke, na długo przed serią operacji plastycznych. W oczach Hollywood Polacy musieli więc uchodzić za naród przystojniaków. Za oceanem doceniono urodę Polaków i Polek na długo przedtem, nim sami spojrzeliśmy uważniej w lusterko. Już w legendarnym „Pół żartem, pół serio” w roli Sugar Kowalczyk, kobiecego symbolu polskości w Ameryce, wystąpiła przecież sama Marilyn Monroe. &


nowy dziennik

WEEKEND

| 5 PAŹDZIERNIKA 2013

7

c TECHNOLOGIA ŻYWIENIA d

NIE WSZYSTKO CO NASZE, JEST NASZE EWA ŚRÓDKA

Przeciętny Polak, zapytany o tradycyjną polską potrawę rozpoznawalną na świecie, na pewno bez zawahania odpowie, że są to pierogi.

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

Bigos – czy naprawdę wymyślony w Polsce?

Sama parę razy – i to na różnych kontynentach – zacięcie robiłam pierogi i uszka, aby zaprezentować moim zagranicznym przyjaciołom charakterystyczną polską potrawę. Nieco później dowiedziałam się, że pierogi wymyślili... Chińczycy! W antycznych Chinach restauracje serwujące won tony funkcjonowały już w VII w. n. e. A kto robił kiedyś won tony własnoręcznie ten wie, że przepis na ciasto jest identyczny, jak na pierogi: mąka pszenna, odrobina wody i ewentualnie jajko. Pierożki nadziewa się farszem i gotuje. Potrawa ta wędrowała z Chin na Zachód przez kolejne stulecia. Do Polski pierogi „przywiózł” w XIII w. biskup Jacek Odrowąż, po tym jak zajadał się nimi w Kijowie. Bo najpierw pierogi trafiły na tereny po naszej wschodniej stronie. I dlatego do dziś zarówno Rosjanie, jak i Ukraińcy uważają, że pierogi czy pielmieni oraz kołduny są „ich”, nie nasze. Tymczasem jednak pierogi są chińskie. Potwierdza to fakt, że z kolei na południe Europy także trafiły stamtąd – w XIV w. przywiózł je do Włoch Marco Polo, zresztą ra-

zem z pomysłem na makaron. Włoskie pasty, tortellini i ravioli również są więc tak naprawdę chińskie. Ajeśli już ktoś bardzo chciałby bronić pierogów jako słynnego, polskiego dania, to może ewentualnie trzymać się pierogów ruskich. W Rosji, mimo swojej nazwy, są mało znane. A nazwa odnosi się do Rusi, czyli Kresów Wschodnich. W tym regionie starano się wykorzystać jak najtańsze, dostępne produkty – czyli ser i ziemniaki. Farsz w pierogach ruskich można więc zaliczyć do oryginalnych polskich wynalazków. Wróćmy jednak do polskich kamieni milowych w kuchni świata. Kolejny typ to rosół. Owszem, rosół – szczególnie taki z kury, z makaronem – jest charakterystyczny dla kuchni polskiej, ale Polacy nie byli jedynym narodem, który wpadł na to, że doprawiony wywar z mięsa może być podstawą zupy. Wywary z bardzo różnych składników: ryb, skorupiaków, grzybów, kości, warzyw itd. znane są od wieków pod wszelkimi długościami geograficznymi. We

CO JEST PRAWDZIWIE POLSKIM I ORYGINALNYM WKŁADEM W KUCHNIĘ MIĘDZYNARODOWĄ?

Francji rosół nie jest więc niczym przesadnie oryginalnym. Co więcej, od stuleci przyrządza się tam różne odmiany wywaru, które mają swoje własne nazwy. Jest więc bouillon, czyli po prostu wywar, jest consomme (z klarowanego bulionu i z dodatkiem różnych smaków), jest court bouilon (wywar z ryb lub owoców morza) i jeszcze parę pododmian (consomme blanc itd.). Przy takiej ilości wywarów i powagi z jaką podchodzi się do każdej odmiany, polski rosół ma chyba zbyt dużą konkurencję, aby się ubiegać o miano potrawy, która zmieniła oblicze kuchni światowej. Co innego bigos. To potrawa wynaleziona na dworach szlacheckich, którą pięknie opisał Adam Mickiewicz w „Panu Tadeuszu”. I choć to danie staropolskie, to bigos na początku nazywano w Polsce przeważnie „bigosem litewskim”. Ale to jeszcze nic! Przepis na bigos pojawił się także w 1783 roku w książce „Kucharz Doskonały” Wojciecha Wielądka, która jest tłumaczeniem francuskiej książki z połowy XVII w. „La cuisiniere bourgeoise”. Wskładzie bigosu autor nie wymienia w ogóle kapusty! W XVIII-wiecznym bigosie są same mięsa, trochę przypraw i sok z cytryny lub ocet winny. Te ostatnie składniki brzmią bardzo niepolsko... Być może więc francuska (!) potrawa zadomowiła się u nas i przybrała polską (litewską) oprawę po dodaniu do niej kapusty?

Podejrzany o zachodnie pochodzenie bigos też więc nie może być pełnoprawnym kandydatem do tytułu „prawdziwie polskiej potrawy”. Jest jednak jeszcze dla kuchni polskiej nadzieja: szary sos. Ten sos także ma staropolski rodowód. Robi się go z mąki, masła, octu, cukru, rodzynek, wina, karmelu i pokruszonych pierników. Nietypowy i dość niezwykły jego smak (świetnie pasuje do ryb, szczególnie do karpia) zyskał renomę w XVII w. i od tamtej pory istnieje pod nazwą polski szary sos w całej Europie i jest naprawdę wyjątkowy. Za prawdziwie polski wkład w żywienie świata można uznać także bary mleczne. Pierwszy taki bar założył w Warszawie na Nowym Świecie w 1896 roku Stanisław Dłużewski – hodowca krów i rolnik. Jako polski prekursor slow foodu postanowił wykorzystać dostępność własnych produktów i przyrządzać z nich proste, ale smaczne i świeże potrawy i tanio karmić potrawami z jajek, mleka i mąki. Bar „Mierzeja Nadwiślańska” okazał się przebojem i szybko po nim pojawiły się w Polsce kolejne. Niestety w ostatnich latach ich liczba zmalała, ponieważ są wypierane przez droższe restauracje i teraz w Polsce funkcjonuje ich już tylko około setki. W takiej formie jak u nas są praktycznie nigdzie nie znane. Za to cudzoziemcy się nimi zachwycają, a CNN i BBC zrobiły o nich nawet materiały filmowe. &


8

WEEKEND

nowy dziennik

| 5 PAŹDZIERNIKA 2013

c

ŻYWE KOMPUTERY JAN-OVE SUNDBERG

Naukowcy już dawno doszli do wniosku, że podświadomość gromadzi wszystko lub prawie wszystko, z czym zetknął się człowiek, ale nadal nie wiadomo, jak wywołać te ukryte informacje z podświadomości.

ZDJĘCIA: ARCHIWUM

Jednym z najgłośniejszych przykładów fantastycznej zdolności zapamiętywania są wyczyny rabbiego Eliasza z Wilna, który uważał swój talent za przekleństwo. W ciągu swojego życia przeczytał i zapamiętał po jednokrotnej lekturze ponad dwa tysiące tomów. W dowolnej chwili potrafił przypomnieć sobie wybraną stronę lub fragment z tych książek. Z jego punktu widzenia umiejętność ta była niepożądana, ponieważ nie mógł, choćby może chciał, zapomnieć niczego, co przeczytał w życiu. Było to tak, jakby spędzał w bibliotece cały dzień, a potem zabierał ją ze sobą do domu. Francuski polityk Leon Gambetta potrafił recytować na wyrywki tysiące stron z Victora Hugo, od początku i od końca lub zaczynać z dowolnego miejsca. Słynny grecki uczony Richard Porson posiadał podobną zdolność, z tym że potrafił cytować stronę po stronie niemal wszystkie książki, jakie przeczytał. Innym typem niezwykłej pamięci obdarzony był Harry Nelson Pillsbury, który zdobył wAmeryce tytuł „czarnoksiężnika szachów”. Potrafił dokładnie zapamiętać rozkład figur oraz ponad tysiąc ruchów na dwudziestu szachownicach, co pozwoliło mu rozegrać dwadzieścia partii jednocześnie z zawiązanymi oczami. Czasem, żeby odprężyć się między kolejnymi grami, równocześnie grał w karty, też z opaską na oczach. Mathurin Veyssiere, bibliotekarz króla Prus, posiadał nadzwyczajną pamięć do dźwięków. Usłyszawszy raz zdanie w jakkolwiek języku, umiał powtórzyć je z właściwą wymową i akcentem. Kiedyś, dla sprawdzenia jego możliwości, dwunastu posłów zagranicznych, z których każdy mówił innym językiem, wypowiedziało po jednym zdaniu, a Veyssiere jednym tchem powtórzył wszystkie, nie robiąc ani jednego błędu. Zdolność do błyskawicznego rozwiązania zadań matematycznych jest rzadka, ale posiedli tę umiejętność ludzie, nazywani żywymi komputerami. Jednym z nich był Zerah Colburn z Vermont. Jako dziecko zwrócił na siebie uwagę sprawnością, z jaką rozwiązał zadania matematyczne. Kiedy miał osiem lat, zawieziono go do Londynu, gdzie przebywał pod obserwacją naukowców. Poddano go intensywnym testom, których wyniki były zdumiewające, ponieważ nie znał on nawet podstawowych zasad arytmetyki, a mimo to bez wahania podawał prawidłowe wyniki takich działań jak wyciągnięcie pierwiastka trzeciego stopnia z liczby 268336125, z równoczesnym podnoszeniem cyfry 8 do szesnastej potęgi. W czasie eksperymentów chłopiec został zapytany przez księcia Gloucester, w jaki sposób pomnożył 21735 przez 543, na co odpowiedział, że po prostu pomnożył 65205 przez 181. Chociaż dawał właściwe odpowiedzi, nie był w stanie wyjaśnić, jak to robi.

d

Chińczyk z Hongkongu, Tsi Wang, znany jako „Maszyna do Liczenia z Wirginii”.

W latach 80. Scott Forrester z Wilmington ze stanu Karolina z Północna zdumiał Amerykę swoimi matematycznymi uzdolnieniami. Podczas testów w znanym na całym świecie Uniwersytecie Kalifornijskim (UCLA-Los Angeles) ten dziesięcioletni chłopiec sprawił, że profesorowie matematyki, psychologowie i uczeni otwierali oczy ze zdumienia. W jednym z testów Scott pomnożył przez siebie liczby 79 532 853 i 93 758 479 w cią-

gu 54 sekund – w pamięci! Pamięciowe pomnożenie dwu liczb zawierających łącznie 20 cyfr zajęło mu sześć minut. Dwie liczby złożone łącznie z 40 cyfr zabrały mu 40 minut a liczby zawierające 100 cyfr wymagały ośmiu godzin i 45 minut. Bez papieru i ołówka! Jestem zupełnie zwyczajnym chłopcem – mówił osobie Scott Forrester. Większości jednak trudno było w to uwierzyć. Kiedy Margaret Forrester urodziła Scotta, 26 czerw-

ca 1980 roku, lekarze w klinice dziecięcej obawiali się, że chłopiec ma jakąś wadę. Scott mianowicie nie wrzeszczał jak inne noworodki, leżał cichutko i spokojnie rozglądał się po świecie, na którym dopiero co się pojawił. „Scott rozwijał się jednak mimo wszystko normalnie – opowiada Margaret Forrester – tyle, że już w wieku trzech lat umiał liczyć do dziesięciu tysięcy. Byliśmy tym oczywiście ogromnie zdumieni, a nasi znajomi w ogóle nie chcie-

REKLAMA

A I R T O U C H D E N TA L B R O T H E R S, P C Gwarantujemy wysokà jakoÊç us∏ug dla ca∏ej Rodziny • Leczenie kana∏owe • Koronki i mostki • Implanty • Bia∏e plomby • Wyjmowane ca∏kowicie albo cz´Êciowe protezy • Usuwanie z´bów • Leczenie paradontozy

100 % STERYLIZACJA

1 godzina w gabinecie wybielania z´bów

ORTODONTA

Prostowanie z´bów przez wyjmowany aparat

Pi´kny uÊmiech po 2 wizytach • Bez borowania • Bez zastrzyków • Bez bólu Najskuteczniejsza metoda leczenia na: krzywe, ukruszone, zabarwione i odbarwione z´by oraz odst´p mi´dzy z´bami

OTWARTE W NIEDZIEL¢

203 Nassau Ave., Greenpoint B’klyn NY 11222 (pom. Humbold St. & Russel St.) (718) 383-1270


nowy dziennik

li w to wierzyć, mimo że Scott liczył w ich obecności. Uważali, że specjalnie go tego uczymy, co przecież byłoby śmieszne...” Trzyletni Scott umiał także dodawać, odejmować i mnożyć. Pewnego wieczoru, podczas wizyty krewnych, chłopczyk wyrecytował nieoczekiwanie – od końca! – całą tabliczkę mnożenia. „Rodzina była zdumiona, a my, mój mąż John i ja, pękaliśmy ze śmiechu – wspominała Margaret Forrester. – Nikt nie chciał przyjąć do wiadomości, że Scott jest tak uzdolniony i w tym wieku liczy jak dziecko chodzące już do szkoły... ale tak przecież było. To był dopiero początek. Uzdolnienia Scotta utrudniały mu zabawę z równolatkami. Margaret odkryła kiedyś, że chłopiec siedzi w piaskownicy sumując numery rejestracyjne przejeżdżających samochodów, dopóki nie dojdzie do sześciocyfrowej liczby. Wtedy zaczyna od początku! Po pierwszym dniu szkolnej nauki zadzwonił do domu nauczyciel, Matthew Rolands, ze skargą, że Scott jest zbyt zdolny! Inne dzieci, mówił, nabawią się przy nim kompleksu niższości. I tak Scott stał się dla władz oświatowych „przypadkiem”. Mówiono nawet by go umieścić w klasie specjalnej, wraz z dziećmi niedorozwiniętymi, ale wtedy rodzina Forresterów straciła już cierpliwość. Forresterowie podjęli o Scotta walkę i wygrali ją. Scott zaczął chodzić do szkoły średniej w Wilmington. Wtedy też zainteresowali się nim uczeni z UCLA. Sr Edward Scripture, profesor matematyki w UCLA, który zajmował się w latach 80. dziećmi o niezwykłych uzdolnieniach, relacjonował: „Scott Forrester prowadził już, tytułem próby, wykłady dla studentów na naszym uniwersytecie i radził sobie znakomicie. By jednak mógł dorastać i rozwijać się harmonijnie, by nie wypaczyć jego życia emocjonalnego, zdecydowaliśmy się nie traktować go jak geniusza. Chcieliśmy, by chodził do normalnej szkoły, miał zwyczajne kontakty z rówieśnikami i przyjaciółmi.” Z badań dra Scripture’a wynikało, iż Scott Forrester nie był wyjątkiem. Inni podopieczni Scripture’a także byli nadzwyczajnie uzdolnieni, choć większość z nich cieszyła się swoim talentem tylko przez kilka lat. Podobnie jak geniusze muzyczni, Chopin czy Mozart, którzy komponowali i grali wspaniale już jako dzieci – geniusze matematyczni są albo samoukami albo po prostu rodzą się z nadzwyczajnymi zdolnościami.

WEEKEND

W latach 80. Scott Forrester z Wilmington w Karolinie Północnej zdumiał Amerykę swoimi matematycznymi uzdolnieniami.

Ogromny talent miał Irlandczyk John Williams. W wieku zaledwie trzech lat nauczył się hebrajskiego. Kiedy ukończył siedem lat, rozpoczął naukę wTrinity College w Dublinie, gdzie poznał wiele języków, i to dużo lepiej niż dorośli. Mając trzynaście lat władał trzynastoma językami, a w matematyce był tak zaawansowany, że przerastał swoich nauczycieli. Wielu imigrantów, którzy częstokroć na małych łódkach przybywali w ubiegłym dziesięcioleciu do USA, zaskakiwało później swych nauczycieli fantastycznymi zdolnościa-

ZDOLNOŚĆ DO BŁYSKAWICZNEGO ROZWIĄZANIA ZADAŃ MATEMATYCZNYCH JEST RZADKA, ALE POSIEDLI TĘ UMIEJĘTNOŚĆ LUDZIE, NAZYWANI ŻYWYMI KOMPUTERAMI. REKLAMA

mi do bardzo szybkiego liczenia w pamięci. Jednym z nich był Chińczyk z Hongkongu, Tsi Wang, znany jako „Maszyna do Liczenia z Wirginii”. Miał piętnaście lat, kiedy w 1987 roku poddano go testom. Profesorowie matematyki zadawali mu m. in. następujące pytania: – Ile sekund liczy 1,5 roku? – Wang odpowiedział na to po dwóch minutach, oczywiście poprawnie. – Ile sekund przeżył człowiek, który żył 70 lat, 17 dni i 12 godzin? – Wang udzielił dobrej odpowiedzi po upływie 3,5 minuty. – Kiedy pytający zwrócili mu uwagę, że popełnił błąd, Wang odparł spokojnie, że to oni zapomnieli o latach przestępnych! Podobny talent miał Wietnamczyk Bao Hoi, który nie potrafił nawet zapisać swojego imienia ale już po miesiącu nauki, bez papieru i pióra potrafił odpowiedzieć poprawnie na następujące pytania: – Ile trzeba ziaren fasoli, grochu, soczewicy, pszenicy, owsa i żyta, by wypełnić pojemnik o objętości 912 060 001 620 kilometrów sześciennych? A ile trzeba włosów, każdy o długości 2,54 cm (czyli 1 cal), ułożonych

| 5 PAŹDZIERNIKA 2013

9

po 48 sztuk jeden obok drugiego, żeby zapchać nimi taki sam pojemnik? Zdolności Hoi do rozwiązywania podobnych problemów uczyniły go sławnym i w 1985 roku przyjęto go do Hunter College w Nowym Jorku, gdzie został gruntownie przebadany przez profesora Bernarda Reissa. Kiedy zabrano go do teatru na Broadwayu na przedstawienie „Nędzników”, nie śledził treści sztuki, lecz liczył, ile razy pojawiają się poszczególni aktorzy oraz ile wypowiadają słów. Innym „żywym komputerem” był 12-letni Richard Weiler, odkryty w wyniku akcji poszukiwania talentów w Nebrasce. Richard wystąpił w telewizji, w popularnym programie „That’s the Question”. Na pytanie, jaki jest pierwiastek trzeciego stopnia z liczby 3 796 416, Weiler udzielił poprawnej, odpowiedzi po 30 sekundach. Mniej niż minutę zabrało mu znalezienie odpowiedzi na jeszcze bardziej skomplikowane pytanie, w którym roiło się od pierwiastków, potęg i równań. W ciągu jednej nocy pojawiły się niezwykłe zdolności Marii Souza, uważanej poprzednio za opóźnioną w rozwoju. Maria długo nie zdradzała żadnych chęci do uczenia się matematyki. Pewnego dnia jednak coś się w niej przełamało i nieoczekiwanie zaczęła bardzo szybko liczyć w pamięci. Mając osiem lat radziła sobie już z takimi pytaniami jak to, ile wynosi kwadratowy pierwiastek z 106 929. Odpowiedziała bez wahania, że 327. Na pytanie, jaki jest pierwiastek trzeciego stopnia z liczby 268 336 125, odparła równie szybko: 65. Maria Souza potrafiła błyskawicznie odpowiedzieć, która z wielkich liczb jest liczbą pierwszą, a także na przykład obliczyć w pamięci, że 4 294 967 297 równa się 6 700 417 pomnożone przez 641. Od chwili, kiedy pojawiły się jej niezwykłe zdolności, Maria Souza, jak się zdawało, nie interesowała się niczym innym oprócz matematyki; ale zmarła, niestety, mając zaledwie 13 lat. Badania dra Edwarda Scripture'a nad „żywymi komputerami” nie rozwiązały do końca tajemnicy, ale pozwoliły określić, jakimi cechami muszą dysponować osoby uzdolnione matematycznie. Po to, żeby dokonywać wielkich rachunków i przez dłuższy czas przechowywać w pamięci wiele liczb, potrzebne są szczególne właściwości. Oprócz wyjątkowej zdolności zapamiętywania niezbędna jest szybka orientacja, a także – co ciekawe – odpowiednia dawka wrażliwości i fantazji. &

Jeśli interesują cię podobne historie – odwiedź internetowy portal "Nie z tej ziemi" (www.nieztejziemi.org). To miejsce dla wszystkich entuzjastów alternatywnego myślenia, miłośników spraw niewyjaśnionych oraz paranaukowców. To portal dla fanów wszystkiego co nieziemskie na Ziemi i poza nią.


10

WEEKEND

nowy dziennik

| 5 PAŹDZIERNIKA 2013

c WEEKEND PRZEDSTAWIA d

PRZYJMUJĘ W WALLINGTON JAN LATUS

ZDJĘCIA: JAN LATUS

Ta para odróżniała się od reszty wycieczki, złożonej z Polaków mieszkających w Ameryce.

REKLAMA

Adam i Grażyna Lesiczka siedzieli zwykle osobno, nie włączając się do głośnych biesiad, nie intonując piosenek, nie formując węża podczas zabawy na parkiecie. Nie byli jednak bynajmniej ignorowani. Raz po raz ktoś do nich podchodził, coś szeptał i za chwilę Adam ukradkiem wręczał mu torebkę z pigułkami. Wbrew pozorom, nie mamy do czynienia z drug dealerem lecz lekarzem, który zmuszony był nie raz udzielać medycznej pomocy kolegom z wycieczki. Tym bardziej, że rzecz działa się w tropikach Indii, gdzie na osłabione organizmy Polaków czyhała malaria, dezynteria, skażona woda oraz niehigienicznie przyrządzone i zbyt ostre potrawy. Na szczęście skończyło się tylko na drobnych nieżytach żołądkowych. Kiedy szedł razem z wycieczką, Adam Lesiczka zwracał uwagę swoją profesjonalną lustrzanką Canon, którą robił zdjęcia bez opamiętania. Fotografia to, jak przyznaje, jego wielka pasja. Kiedyś robił zdjęcia na filmie i nawet sam go wywoływał. Wspomina swój pierwszy aparat z prawdziwego zdarzenia, Practikę TTL. Dziś jest to fotografia cyfrowa. Jest w tej dziedzinie samoukiem; robi postępy eksperymentując i ucząc się na własnych błędach. W dziedzinie medycyny takie podejście jest oczywiście niemożliwe. Lesiczka jest dyplomowanym lekarzem z wieloma latami edukacji i praktyki. Jest pierwszym i jedynym doktorem w rodzinie. Jego rodzice (już nie żyją) mieszkali w małym miasteczku w województwie rzeszow-


nowy dziennik

WEEKEND

| 5 PAŹDZIERNIKA 2013

skim; prowadzili gospodarstwo rolne. Gdy Adam miał 12 lat, wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych. Zatrzymali się na początku u rodziny w New Jersey. Stanowi temu Lesiczka pozostał wierny – mieszka tam, w miejscowości West Caldwell, i ma gabinet w mieście Wallington. Do Nowego Jorku jeździ rzadko – odstręczają go trudności z dojazdem i parkowaniem. A o mieszkaniu na Manhattanie nigdy nie było nawet mowy – jest tam dla niego za głośno i za nerwowo. Wróćmy jednak do jego dzieciństwa. Rodzice, nie znając angielskiego, pracowali ciężko w fabrykach, syn chodził do szkoły. Skończył high school i Montclaire College. Na studia pojechał jednak do Krakowa. Studiował tam medycynę w latach 1976-1982, a więc miał przyjemność przebywać tam i w czasie stanu wojennego. Na szczęście wyemigrował do Stanów, gdy miał 12 lat, a więc swobodnie posługiwał się językiem polskim. Zarazem był to wiek tak młody, że bez problemów opanował doskonale język angielski. Po polsku mówi jednak i dzisiaj bez najmniejszego akcentu. Wspomina niedogodności i niepewność życia w Polsce w stanie wojennym, zarazem jednak pamięta, że spotkała go tam najlepsza rzecz w życiu: poznał i zakochał się w pięknej i subtelnej Grażynie z Krakowa, studentce pedagogiki. Zaręczył się z Grażyną i ożenił; wkrótce mieli córkę. Są małżeństwem do tej pory. Ich 30-letnia dziś córka jest psychologiem, pracuje w Waszyngtonie D. C.; 29-letni syn mieszka na Manhattanie i jest zatrudniony w firmie finansowej Bloomberg LP; najmłodszy syn ma 22lata i studiuje na uniwersytecie.

POLSKA PRAKTYKA W NEW JERSEY

Adam Lesiczka pozostał wierny stanowi New Jersey, a dokładniej – miastu Wallington, w którym mieszkało kiedyś tysiące Polaków, którzy prowadzili tu firmy świadczące sobie nawzajem usługi. (Nic dziwnego, wspomina, że jego rodzice nie musieli posługiwać się na codzień angielskim!). 28 lat temu odkupił od miejscowego lekarza praktykę, dzięki czemu pozyskał pierwszą grupę pacjentów. Ogłaszał się przez krótki czas w „Nowym Dzienniku” ale gdy zorientował się, że przez to trafiają do niego najdziwniejsi ludzie, czasem z problemami umysłowymi, postanowił oprzeć się wyłącznie na „propagandzie szeptanej”, czyli rekomendacjach. Funkcjonuje tak do tej pory – i na brak pacjentów nie narzeka. Co prawda i on odczuł, że Polaków w Ameryce ubywa, ale ma też przecież grupę klientów amerykańskich czy Latynosów. Nadal jednak Polacy stanowią większość. Gabinet prowadzi jego żona Grażyna, która zapomniała już o swoim pedagogicznym wykształceniu, natomiast wie pewnie o medycynie prawie tyle, co dyplomowany lekarz. Jacy są Polacy jako pacjenci? Opinia doktora Lesiczki jest zbliżona do tych wyrażanych przez innych polskich lekarzy wAmeryce. Mało jest już osób przebywających w tym kraju nielegalnie, którzy nie mają żadnego ubezpieczenia medycznego. Zwykle są ubezpieczeni (choć doktor nie przyjmuje tych z programu Medicaid). Najpospolitsze ich dolegliwości to choroby serca, niedomagania układu krążenia, nadciśnienie, wysoki poziom cholesterolu, cukrzyca, alkoholizm. Z dolegliwości psychicznych – depresje i nerwice. Trudno wydobywa się informacje od Adama Lesiczki. Wydaje się, że ceni sobie swoją prywatność i że jest człowiekiem powściągliwym, być może nieśmiałym. Zapewne niektórzy Polacy odbierają jego zachowanie jako wywyższanie się lekarza. Ale doktor Lesiczka przecież się nie wywyższa: mieszka w New Jersey a przyjmuje pacjentów w tym samym, co zawsze, Wallingtonie. I nawet na wakacjach rodaków podleczy. &

WSPOMINA NIEDOGODNOŚCI I NIEPEWNOŚĆ ŻYCIA W POLSCE W STANIE WOJENNYM, ZARAZEM JEDNAK PAMIĘTA, ŻE SPOTKAŁA GO TAM NAJLEPSZA RZECZ W ŻYCIU: POZNAŁ I ZAKOCHAŁ SIĘ W PIĘKNEJ I SUBTELNEJ GRAŻYNIE Z KRAKOWA, STUDENTCE PEDAGOGIKI.

3U]HV\͒DP\ 3U]HV\͒DP\ \ JJUDWXODFMH UDWXODFMH GOD GOD :LHONLHJR :LHONLHJR 0 0DUV]D͒ND DUV]D͒ND 0 0LL FFKD͒D.XODZLNDRUD]'DQXW\L.D]LPLHU]D5\V]NLHZLF] KD͒D.XODZLNDRUD]'DQXW\L.D]LP LHU]D5\V]NLHZLF] WWHJRURF]Q\FK HJRURF]Q\FK 0 0DUV]D͒NyZ DUV]D͒NyZ 3 3DUDG\ DUDG\ 3X͒DVNLHJR 3X͒DVNLHJR ] ] 6 6RXWK%URRNO\QRUD]MXQLRU0LVV(Z\3ȣND͒\3R]GUDRXWK%URRNO\QRUD]MXQLRU0LVV(Z\3ȣND͒\3R]GUDZ ZLDP\ LDP\ FD͒ȑ FD͒ȑ 3RORQLȣ 3RORQLȣ ͔\F]\P\ ͔\F]\P\ Z ZLHOX LHOX Z]UXV]Hȼ Z]UXV]Hȼ QQD D 3 3DUDG]LH DUDG]LH 'R]REDF]HQLDQDSLȑWHM$OHL ' R]REDF]HQLDQDSLȑWHM$OH L

3ROVND6]NRõD'RNV]WDõFDMÇFD 3 ROVND6]NRõD'RNV]WDõFDMÇFD SU]\SDUDˉL0DWNL%RVNLHM&]×VWRFKRZVNLHM SU]\SDUDˉL0DWNL%RVNLHM&]×VWRFKRZVNLHM LĉZ.D]LPLHU]DQD%URRNO\QLH LĉZ.D]LPLHU]DQD%URRNO\QLH

183 25th Stre Street, et, Brookly Brooklyn, yn,, NY 11232 Tel: T el: (718) 768 5724,, (718) (7 594 2272 http: http://superszkola.us/ //superszkola.us/ email:inf email:info@superszkola.us o@superszkola.us

11


12

WEEKEND

nowy dziennik

| 5 PAŹDZIERNIKA 2013

!"#$#%&'(& ')#)*+,%-'%& ./&0.1%$2&1.3

!"#$%&' () *+,.%$/0#

1230' 35#"#& 4"5,$"5+"!, 9 5+"

#".67" $%&152- 64%"532#"$& =5/&$7,- *+2$, 7&412 $, /2;*<; 46+8

5&"/6'"9 $" :2!;+<&

#".67" D"12$%%

; 1"$*7#2 + E"$ D2*&

#< !." :2:"*"

Garaż mają cały dla siebie.

Czekolada jest dla nich tylko jedną z przekąsek Nie mogą zajść w ciążę. Do aquaparku mogą sobie wziąć biały T-shirt. Mechanicy samochodowi mówią im prawdę. Świat jest dla nich jednym wielkim pisuarem.

/5"*6'"9 152!636'& <" +/5"'" &$+,4,

Ta sama praca - lepsza pensja.

25+&3" 2 $%&' *"! 9

*72.%<" I$7"5%2 7L +" $%& 15+&15"*+"

12;*5&!- #,#2N6$%3 # '& 2C+&$36 /5,1&9

*,$ M&.%2*"

"7"36'& !#" !2 15+&! *<&$"9 !56/%&'

888 =..%"$<&? *2'6*+ + QIR&4

:%&/? 888 P52<1N0! /2$%7#" 52;*.%$, !"#$%&' 32L%<@

Nie muszą jechać na następną stację benzynową, bo WC na tej jest bardzo brudne. Nie muszą się zastanawiać, w którą stronę odkręca się nakrętka.

15"<" *$,<&5+"

F%$/&5? O.42#" 7"$<&53"

Ludzie nie patrzą im na klatę, kiedy z nimi rozmawiają.

%4%&9 A&#72$"

G,5&3? *3"<+& 2 7,<+<&

4%"*72 M&5"3.%7" 32<@"$3" A&52$"

!6C+, *7"#

*+<+"1, $" 21"N

!64" '&.&$%"

4%"*72 S&4235,7"

.&3% 9 +"'&<%& 9 4"56!,

Artystycznego beknięcia w zasadzie się od nich nawet oczekuje. Nowe buty nie uciskają, nie deformują stóp i nie robią pęcherzy.

+ 25+&<+&$%&4

152!637 1"1%&5$%<+,

Zmarszczki dodają im powagi. Wypożyczenie smokingu jest 10 razy tańsze niż kupno sukni ślubnej.

1257". $272#"$, $" FGH

1%&5#%"*7&3 2 .8"78 JK

+ $%<@ #50C+:,

@25525 + !2:5"? !236A%<2.& !2:,7&3 4&$7, B%!4"$ *15"#,

>#2 888? #,*1" +$"$" + #".3

:2."<+9 3"

Całe, życie mają jedno nazwisko. Ich przygotowania do ślubu dzieją się same.

*; #%&76' 9 "9 # <+&5#<6

+"!"$%& 6!2*7&1$%N 9 *&5#%* 35+,C+0#32#, !"#$#%#&'()

Mają cały czas taki sam nastrój. Na pięciodniowy urlop wystarczy im jedna walizka. Otworzą sobie bez problemu wszystkie słoiki. Będą docenieni za najmniejszą uprzejmość. Jeśli ktoś zapomni ich zaprosić - w dalszym ciągu zostaje ich przyjacielem. Bielizna kosztuje ich dychę za 3 sztuki. Trzy pary butów im wystarczają. Nigdy im w miejscu publicznym nie pęknie ani nie opadnie ramiączko. Po prostu nie wiedzą, że mają pogniecione ubranie. Każda część twarzy ma swój własny kolor. Ta sama fryzura wystarcza na lata lub dziesięciolecia. Golić sobie muszą tylko twarz i szyję. Całe życie mogą się bawić zabawkami.

*+<+,7 # R"75"<@

152/5"4 .270# 1%&5*% A=E=

16*7&.$%"

:N&!$& 9 $"! :"/$"4%

$%&42#."3% *75"C+"3 + !2:5"$2<3%

*72.%<" 1%&<+2$& + =.:&57, !52:%6 #+%&5$%3 4&!,<+$, 42C+$" /2 !2:%;<

; 1"$# $%4 *7#2? 2<&$, 3705& *%&9 6<+$%" 52+1"!N2

4"/%<+$& %*727,

&/$%9 *+"52- 1%&. <" # :%"N, "3#"32$; 5%64

Mogą nosić krótkie spodenki bez względu na to, jak wyglądają ich nogi. Mogą sobie czyścić paznokcie nożem. Mogą sobie wybrać, czy chcą nosić wąsy. Prezenty gwiazdkowe kupują w ciągu 25 minut 24 grudnia.

*3N"!$%3 +"15"# 465"5*3%<@

888 Q"3& W%7, '&!$2 + %4%2$ A%&4<&#%<+"

*"." # 7&"75+& 7N2 67#256

REDAGUJE: JANUSZ M. SZLECHTA js@dziennik.com NADESŁAŁA: ILONA BRUZDA

!2 $2*+&$%" 1N,$0#

+"!"$%& 6!2*7&1$%N 9 *&5#%* 35+,C+0#32#, !"#$#%#&'()

<053" U6@"44"!" =.%

888 #7,3" # T,!&5? 6:%3"<'% 15+&<%#"37253" $%3" .&/&$!" *3"$!,$"#*3"

*15+9&7 +%42#,

Brzuch im zatuszują boki marynarki. Mają jeden portfel i buty w tym samym kolorze na wszystkie pory roku.

+&*10N $%&!;+T2:&57" #%&!+%" ; F"#.%$*3%&/2 15"#%<" 32;*<%0N + 3"1%76N"9 3"$2$%30#

<+&*3% 7"$%&<

4%"*72 $"! E244"9

'"*$& "4&5,; 3"$*3% #N2*, 7,/2!$%3

25&C 9 + +C 2N$%&5+, B2*; <%6*+3%

$%4 %$*758 '&*7 <+"9 1&536- *7&<+3" *,'$, #2!,

48 # P&./%%

:2@"7&5 6 G6*+3%$"

*2'6*+ + > #2'$, *; #%"72#&'

D"4&*? %32$" 12136.765,

<+9&;*<; 7&5,725%64 XE=

B2O? *7"N $" <+&.& IAV


nowy dziennik

WEEKEND

| 5 PAŹDZIERNIKA 2013

13

c NASZ HOROSKOP d

CO CIĘ CZEKA W TYM TYGODNIU BARAN

Miłość: Nie pozwól, aby do Twojego związku

wkradła się monotonia, zafundujcie sobie odrobinę szaleństwa. Samotne Barany mają szanse na flirt. Praca: Czeka Cię pochwała od szefa lub współpracownika. Finanse: Otrzymasz dodatkowe pieniądze. Dobry moment na inwestycje. Zdrowie: Uważaj, bo może Cię dopaść przeziębienie. Więcej sportu dobrze Ci zrobi.

RAK

Miłość: Będziecie wspominać stare czasy, co

WAGA

Miłość: Zaplanuj z partnerem wyjazd w Wa-

jeszcze bardziej zacieśni Waszą więź. Samotne Raki mają szanse na poznanie wymarzonego partnera. Praca: Czekają Cię nowe obowiązki. Pomyśl o szkoleniach. Finanse: Przydałoby się trochę zaoszczędzić, ponieważ niebawem czekają Cię wydatki. Zdrowie: Zadbaj o układ odpornościowy. Pamiętaj o zdrowej i zbilansowanej diecie.

sze ulubione miejsce. Wokół samotnych Wag pojawi się wianuszek adoratorów. Praca: Nowa praca, nowe stanowisko, zmiany. Finanse: Wygrane, przypływ gotówki już niebawem. Zdrowie: Zadbaj o układ moczowy. Odstaw alkohol i ostre przyprawy.

LEW

Miłość: Dla Skorpionów w związkach czas pró-

KOZIOROŻEC

Miłość: Poczujecie spełnienie w związku. Sa-

motne Koziorożce mają szanse na flirt i nie tylko... Praca: Zapowiadają się zmiany i to niekoniecznie na lepsze. Uważaj na „zaufaną” osobę zTwojego otoczenia. Finanse: Czekaja Cię nieoczekiwane, choć niezbędne wydatki. Zdrowie: Zadbaj o oczy. Ogranicz przesiadywanie przed telewizorem.

SKORPION

BYK

Miłość: W związkach renesans uczuć. Samot-

ne Byki czeka miła niespodzianka.

Praca: Będzie sporo pracy, ale będzie warto. Cze-

ka Cię sukces.

Finanse: Mogą Cię czekać nieprzewidziane wy-

datki, ale świetnie sobie z nimi poradzisz.

Zdrowie: Zadbaj o swoje nerki. Pamiętaj o ba-

daniach kontrolnych.

Miłość: Możliwe kłótnie, niejasna sytuacja. Sa-

motne Lwy mogą być sfrustrowane, że ich sympatia nie odwzajemnia ich zainteresowania. Praca: Pojawią się małe nieporozumienia, wyjaśnij to na spokojnie. Finanse: Przypływ gotówki poprawi Ci nastrój. Zdrowie: Zmień dietę, bo inaczej efekt jojo jest murowany.

by. Możliwe flirty i romanse. Praca: Możliwy awans lub podwyżka. Finanse: Przypływ gotówki, ale także wydatki. Zdrowie: Uważaj na stawy. Nie przesadzaj z ćwiczeniami.

WODNIK

Miłość: Spodziewaj się zmian. Samotne Wod-

niki mogą wplatać się w niepotrzebny romans.

Praca: Pojawią się propozycje współpracy. Za-

nim zdecydujecie, dobrze wszystko przemyślcie. Finanse: Czeka Cię przypływ gotówki. Zdrowie: Zwróć uwagę na układ nerwowy.

STRZELEC

Miłość: Wzwiązkach prawdziwe rewolucje. Do-

BLIŹNIĘTA

Miłość: Twoje pomysły pomogą wprowadzić

świeżość w związku. Samotne Bliźnięta będą bujały w obłokach, lecz pamiętajcie z tego nic nie będzie, tu potrzeba działań! Praca: Zadziwisz wszystkich swoją pracowitością i zaangażowaniem. Możliwy awans. Finanse: Możliwe wygrane, zaryzykuj i kup los na loterii. Zdrowie: Pora wreszcie odpocząć. Zafunduj sobie relaks.

REKLAMA

PANNA

Miłość: W związkach sielanka. Samotne Pan-

ny mają szansę na poznanie swojej wielkiej miłości. Praca: Uważaj na drobne pomyłki. Szykują się dodatkowe obowiązki. Finanse: Przypływ gotówki już w zasięgu Twojej ręki. Zdrowie: Zwróć uwagę na układ hormonalny. Wskazana wizyta u endokrynologa.

bry moment na podjęcie ważnych decyzji dotyczących Waszej wspólnej przyszłości. Praca: Chwilowy zastój, możesz trochę odetchnąć, ale bądź czujny. Finanse: Zdrap zdrapkę lub wyślij los, możliwy dodatkowy zarobek. Zdrowie: Zadbaj o biodra, bo inaczej czeka Cię operacja.

RYBY

Miłość: Zadbaj o swój związek. Pewne kwe-

stie wymagają wyjaśnienia i spokojnej rozmowy. Praca: Czekają Cię dodatkowe obowiązki, które powitasz z radością. Finanse: Czeka Cię zakup z którego bardzo ucieszy się ktoś bliski. Zdrowie: Uważaj na stopy. Panie powinny na jakiś czas odstawić buty na obcasach.


14

WEEKEND

nowy dziennik

| 5 PAŹDZIERNIKA 2013

c

DZIAŁ ODZIEŻOWY

d

NOWA TWARZ AMERYKI BOŻENA CHLABICZ

ZDJĘCIA: ARCHIWUM

Jak wygląda najnowsza twarz Ralpha Laurena? Dokładnie tak, jak aktualne zdjęcie Magdy Frąckowiak.

Najwyżej we wszystkich światowych rankingach modelek wspięła się jak dotąd Anja Rubik, ale to właśnie Magda reprezentuje jedną z najbardziej rozpoznawalnych amerykańskich marek na świecie. Polskie modelki od lat robią zresztą największą bodaj wśród wszystkich przedstawicieli naszej nacji w tej branży światową karierę, bo nazwiska Jagaciak, Struss, Bijoch i wyżej wymienionych Rubik i Frąckowiak, a nawet wschodzącej dopiero w tym roku gwiazdy wybiegów – Magdy Jasek są w Stanach rozpoznawalne znacznie lepiej, niż te należące do „podbijających Hollywood” aktorek czy projektantów polskiego pochodzenia. Niektórzy z tych ostatnich nawet nie próbują zresztą wcale zaistnieć na świecie. Znajomość realiów branży ogranicza ich ambicje wyłącznie do rynku polskiego, gdzie nie bez racji uchodzą zresztą za lokalne wprawdzie, ale jednak znakomitości w swojej klasie, jak Gosia Baczyńska czy duet projektancki Paprocki&Brzozowski. Inni wciąż próbują zagranicznej kariery, a najbliżej realizacji tego zamierzenia jest zdaje się Ewa Minge, która aktywnie promuje swoje kolekcje na Tygodniach Mody, w tym także – jako jedyna z licznego grona naszych rodzimych projektantów – w No-

wym Jorku. Robi to z godną podziwu konsekwencją, choć jej występy zapadają w pamięć bardziej ze względu na nią sama i jej wypowiedzi, niż konfekcję (choć trzeba przyznać, że kolekcja nosząca nazwę „Solidarity” zebrała pozytywne recenzje). Poza tym pani Ewa ma przynajmniej jedną znaną amerykańską klientkę, i to taką, która – jeśli wierzyć portalom plotkarskim – przyjeżdża po ciuchy z metką Eva Minge aż do Polski. To La Toya Jackson, siostra Michaela, której wyjątkowo odpowiada ponoć specyficzny styl tych kreacji. Niestety, w Stanach nie ma jak dotąd ani jednego butiku po szyldem Eva Minge. Obok La Toyi w bizantyńskiej estetyce konfekcji pani Ewy gustują także Włoszki, Rosjanki i rezydentki haremów z Arabii Saudyjskiej. Dawid Woliński z kolei już sprzedaje swoje kolekcje w Los Angeles, ale ciuchy dla amerykańskich celebrytek ciągle musi wozić za ocean osobiście. Projektant utrzymuje, że wśród tych sław jest między innymi Paris Hilton. Ale nic nie słychać, by miała odwiedzać warszawskie sklepy w poszukiwaniu rzeczy z metka Dawid Woliński. Zagraniczną karierę robi także Maciej Zień lecz też, niestety, jak dotąd omija Stany Zjednoczone. Tak po prawdzie, całe tuziny Amerykanów,

i to tych mieszczących się w najwyższych przedziałach dochodów, ubiera Dorota Lewandowska, choć poza branżą mało kto o niej słyszał. A szkoda, bo pani Dorota pracuje w Mediolanie dla marki Georgio Armani (i osobiście współpracuje z tym światowej sławy designerem). Każdy, kto wychodzi z zakupami ze sklepu firmowego Armani na Piątej jest też, choć zapewne nieświadomie, klientem projektantki z Polski. W tworzeniu kreacji dla linii Armani Collezioni ma też swój udział inna polskiego pochodzenia projektantka mieszkająca w Toskanii – Olga Nieścier, która ubiera też Amerykanów robiących zakupy w leżącym nieopodal domu mody Armani sklepie firmowym Burberry. Z kolei fani brytyjskiej sieci Top Shop, kupując na SoHo kolejne dżinsy czy sweterek, też ubierają się u naszego człowieka w Londynie – Krzysztofa Strużyny. Mamy takie czasy, że naprawdę dobrzy i rokujący absolwenci szkół modowego designu pracują dla światowych marek. Dopiero ci, którzy nie znajdą tam miejsca dla siebie, próbują szczęścia w branży pod własnym nazwiskiem. Do tego jednak potrzeba, oprócz talentu, ogromnych pieniędzy. Wnaszych czasach choćby i największy talent bez kasy już się na wybiegi nie przebije. Polscy projektanci z najwyż-

W NASZYCH CZASACH CHOĆBY I NAJWIĘKSZY TALENT BEZ KASY JUŻ SIĘ NA WYBIEGI NIE PRZEBIJE. POLSCY PROJEKTANCI Z NAJWYŻSZEJ PÓŁKI POZOSTAJĄ WIĘC ANONIMOWI, CHOĆ UBIERAJĄ – POD CUDZYM NAZWISKIEM – PÓŁ AMERYKI. I TO TEJ, KTÓRA NIE GUSTUJE W KONFEKCJI Z H&M.

szej półki pozostają więc anonimowi, choć ubierają – pod cudzym nazwiskiem – pół Ameryki. I to tej, która nie gustuje w konfekcji z H&M. Prawdziwego podboju Stanów Zjednoczonych na skalę, w jakiej podobny sukces nie powtórzy się jeszcze długo, o ile w ogóle, dokonał za to inny przedstawiciel szeroko rozumianej modowej branży z Polski. I mało, że z Polski, to jeszcze z polskiej prowincji, a konkretnie – z Przemyśla. Bo to tam właśnie, w mateczniku Polski B, powstała przed laty i prosperuje do dziś, otwierając swoje sklepy firmowe od Dubaju po Manhattan, firma kosmetyczna Inglot Od nazwiska Wojciecha Inglota, chemika ze stażem w Polfie, a później pomysłodawcy i założyciela fabryki kosmetyków kolorowych, o których głośno dziś na całym świecie. Słusznie głośno, bo mało, że produkty tej marki reprezentują doskonała relację ceny do jakości, to jeszcze słyną z oszałamiającego wyboru. Pierwszy sklep z szyldem Inglot otwarty został w 2009 roku na Times Square. Kolejny, mieszczący też profesjonalne studio makijażu – dwa lata temu w Chelsea Market. Cienie do powiek, szminki i lakiery do paznokci tej marki konkurują na rynku tylko z równie kultowymi kosmetykami MAC, co mówi samo za siebie. Szkoda tylko, że założyciel firmy już nie może cieszyć się z jej sukcesu. Wojciech Ingot odszedł nagle w ubiegłym roku. Wielce prawdopodobne, że powodzenie kosmetyków z Polski rośnie ze względu na polskie modelki. Ich uroda mówi sama za siebie. Być może Amerykanki chcą w ten sposób wyglądać jak Magda Frąckowiak, najnowsza twarz najbardziej amerykańskiego ze wszystkich projektantów Ameryki. &


nowy dziennik

WEEKEND

c

WYWIAD NA WEEKEND

| 5 PAŹDZIERNIKA 2013

15

d

UCZYŁEM SIĘ FOTOGRAFII W PARYŻU Od ponad 20 lat robi sesje modowe i portretuje gwiazdy. Teraz Marek Straszewski jest jurorem w programie "Projektanci na start", w którym szuka zdolnych kreatorów mody. Show ma być sposobem na walkę z szarzyzną polskiej ulicy – zapowiada. Chciał studiować etnografię, ale po maturze został sprzedawcą i modelem u polsko-japońskiego projektanta Bernarda Hanaoki. W1988 r. wyjechał do Paryża, gdzie pracował w modelingu. Z czasem stanął po drugiej stronie obiektywu. W 1994 r. we Francji wykonał pierwszą poważną sesją–- dla Mustang Jeans. Regularnie współpracuje z luksusowymi magazynami. Tworzy też sesje reklamowe (Apart, Dior, Coca Cola, Nestle). Od 30 października na kanale Fox Life emitowany będzie talent show „Projektanci na start”, w którym jest jednym z jurorów. Ma 45 lat. Dlaczego zdecydował się pan wziąć udział w „Projektantach na start”?

To jest pierwszy program w Polsce, który nie będzie pokazywać mody w krzywym zwierciadle, ale skupi się na tym, jak faktycznie moda powstaje. Mam nadzieję, że ten talent show wyjaśni Polakom, czym jest projektowanie i zachęci ich do zabawy swoim wizerunkiem. Mimo że polska ulica bardzo się zmienia, wciąż wyraźnie odstaje od Nowego Jorku czy Londynu, gdzie ludzie ubierają się odważniej. „Projektanci na start” to sposób na walkę z szarzyzną. Według jakich kryteriów oceniał pan projektantów?

Projektant, którego uznacie za najlepszego, w nagrodę pokaże podczas tygodnia mody w Łodzi swoją kolekcję. A czy w pana karierze był punkt przełomowy, kiedy otworzyły się przed panem szerokie perspektywy?

Zdjęcia zaczynałem robić we Francji. Kiedy przyjechałem do Warszawy, okazało się, że na rynku brakuje fotografów. Mimo że jeszcze niewiele wtedy potrafiłem, mogłem liczyć na zlecenia. Pracowałem i jednocześnie doskonaliłem swoje umiejętności. Przełomowym momentem było nawiązanie współpracy z polską edycją „Elle”. Ogłoszono konkurs na trzech fotografów do współpracy z magazynem. Wybrano tylko mnie. Regularnie, co miesiąc w „Elle” ukazywały się moje sesje. Przez wiele lat byłem głównym fotografem polskiej edycji. Zanim został pan fotografem, pracował pan, jako model. Na ile dobry wygląd pomógł panu w karierze?

ZDJĘCIE: PAP

Ponieważ nie jestem projektantem, tylko fotografem, oceniałem uczestników bardziej pod kątem artystycznym. Nie znam się na tym, co jakim ściegiem jest wykonane. Widzę natomiast, czy coś jest twórcze, czy nie. Czy jest za tym jakaś artystyczna wizja. Oceniałem sprawiedliwie, zgodnie z sumieniem. Wyłapywałem to, co mi się nie podobało, chwaliłem, co się podobało. Nie przyjmowałem roli ani dobrego, ani złego policjanta. Przede wszystkim chciałem być uczciwy w ocenie.

W pracy modela pomógł na pewno. Dobry wygląd generalnie nie przeszkadza w życiu... Ale oczywiście nie jest najważniejszy, szczególnie, jak już się stoi „za”, a nie przed obiektywem. O wiele ważniejsza jest relacja międzyludzka – czy jest między mną a osobą, którą fotografuje, pozytywnaenergia, czy potrafię ją przekonać do swoich pomysłów, otworzyć, itd. Jest pan jednym z najbardziej doświadczonych fotografów mody w Polsce. Jak na przestrzeni ponad 20 lat zmieniła się ta dziedzina fotografii?

Gdy zaczynałem współpracować z magazynami, te były bardziej aspirujace i edukujące. W tamtych czasach my wszyscy mniej potrafiliśmy, a dużo od nas wymagano. Mam wrażenie, że dzisiaj potrafimy o wiele więcej, ale o wiele mniej się od nas oczekuje.... Artysta

musi się odnaleźć w bardziej komercyjnej fotografii. Wytyczne, jakie dostajemy od redakcji, są węższe. Odnoszę wrażenie, że przez ten czas fotografowie mody, jak Marcin Tyszka, stali się też postaciami bardziej medialnymi.

Tak. Ale akurat ja nigdy nie zabiegałem o popularność. Całą swoją energię wkładałem w fotografowanie. Chyba lepiej czuję się komunikując ze światem poprzez swoje zdjęcia, a nie wprost. Poza tym lubię budować wizerunek innych, zwłaszcza, gdy zaciekawi mnie ich osobowość. Był pan też świadkiem przejścia z fotografii tradycyjnej na cyfrową.

Myślę, że zaliczam się do prekursorów fotografii cyfrowej w Polsce. Nasz rynek był jed-

MYŚLĘ, ŻE ZALICZAM SIĘ DO PREKURSORÓW FOTOGRAFII CYFROWEJ W POLSCE. NASZ RYNEK BYŁ JEDNYM Z PIERWSZYCH W EUROPIE, KTÓRY PRZESZEDŁ NA NOWĄ TECHNOLOGIĘ.

nym z pierwszych w Europie, który przeszedł na nową technologię. Kiedy jeszcze pracowałem na aparatach analogowych, nie mieliśmy zbyt dobrego zaplecza do obrabiania zdjęć. Do dyspozycji było jedno dobre laboratorium, a to za mało. Cyfra pozwoliła nam zmniejszyć opóźnienie technologiczne względem Zachodu. Zdarzało się, że gdy jechałem do Paryża na sesję z cyfrowym aparatem, Francuzi mówili: „Zaraz, zaraz, co to jest? To się do niczego nie nadaje”. Podczas gdy my już od dawna pracowaliśmy na nowych aparatach, w paryskich redakcjach ludzie nie byli jeszcze przygotowani do zdjęć cyfrowych. Musiałem ich przekonywać do nowych rozwiązań. Czy interesuje się pan czymś oprócz fotografii?

Oczywiście. Generalnie bardzo interesuję się i inspiruję sztuką. Dlatego staram się nie przeoczyć żadnego ważnego wydarzenia kulturalnego na świecie. Sam coraz bardziej poszerzam swoją twórczość. Ostatnio moją pasją są projekty filmowe. Pracuję nad filmem krótkometrażowym w Londynie, wcześniej wyreżyserowałem dokument „Nowe miasto 2012” o ludziach po 80. roku życia. Spełniam się też na polu muzycznym. Wwolnych chwilach gram na gitarze i na perkusji. Jako młody chłopak należałem do zespołu rockowego. Teraz znów gram w kapeli. Rozmawiał: Andrzej Grabarczuk


16

WEEKEND

nowy dziennik

| 5 PAŹDZIERNIKA 2013

c MOIM ZDANIEM d

REDYK* DO DETROIT HALINA KACZMARCZYK

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

W związku z pomysłem lokalnych władz Detroit dotyczącym wypasu między innymi kóz i owiec na detroickim rumowisku, zwróciłam się o ekspertyzę do fachowca od chowu i hodowli tych zwierząt.

Znawca przedmiotu, zakopiański gazda, zastrzegł sobie anonimowość, motywując decyzję następująco: „Pani, powiedzom, ze moje łowce nie srajom, ale razom masowo i chemicnie. USA znuka mnie i mój dobytek, a dopiero potem bedom sie zbierać w tym ichnim Łoenzecie i deliberować, jak mi pomóc, dzienkujem piyknie, capkujem do ziemi, ale nie fcem.” Pani Redaktorka: – Jak Pan Gazdo uważa, czy pomysł wypasu kóz i owiec na terenach kompletnie opuszczonych przez mieszkańców jest dobry? Gazda Anonim: – A co nie miałby być? Koza zeźre syćko, kuzdom trowę i hucioki*. Kosule ze śnurka ściongnie, psezuje i się oblize. Stachety z płota, kiej chlebocom, połogryza, a na deser wetnie Wyborcom Gazete. Mam bratanka w USA i casem godom z nim na skajpie (cego to ludziska nie wymyślom), a znachodzi się un w Detroicie dlotego, ze z Chicaga musioł wioć po weselu kuzyna kumy swojej baby. Naprał mu po kufie*… P R: – Ale czy możemy wrócić do tematu? G A: – A dyć my w temacie, pani, musem wyjaśnić, skond bratanek w tyj Sodomnie i Gomoryi hameryckiej, a nie w Chicagu. On pedzioł, ze nawet jak kozy syćko trowe skonsu-

mujom i sie nie rozpuknom od ołowiu w niej zawartego, to fto byndzie fcioł 78 tysionców sfajconych chałup? Toz to, Jezusicku, jakby podpolił caluśkie Zakopane, kaj tam, jesce Harende na dodatek i Kościelisko. Do Cyhrli łogień by nie dosedł, za wysoko. P R: – Panie gazdo, znowu pan zboczył z tematu… G A: – Jo nic nie zobocył*, ino z łowcami jest inacy niż z kozami. P R: – Gdyby tak, proszę Pana, zorganizować na lato redyk w Detroit? G A: – Wyjńść na redyk, hej, piykna rzec. Świnto ogromniaste, wsyćkie wystrojone, kapela gra, a juhasy i bace w paradnych portkach cyfrowanych i cystych kosulach som, nawet nie przynapite, nic a nic. W końcu na hale prowadzom nie własnom, jeno cudzom gazdowom gadzine. P R: – Czyli w mieście Detroit mogło by się udać? G A: – Cemu ni, ale łowce elektronicne musiałyby być, takie samiuśkie, jak te hameryckie maluśkie dronki, na baterie. Mój wnuk, ten co skajpa łodmyko, jak se fcem z hamerykim bratankiem pogwarzyć, pedzioł, ze to som specjalne pscoły, w zimie polujom na fundamentalistów, a w lecie robiom miód.

Tylko śtucne łowce. Nie tsebujom cystej wody ze źródła, ani kosaru na noc, coby po ćmaku w skode nie wlazły. Dla żywych łowców tsa psa, coby takie największe guptoki nazad do kierdla* zaganioł. Jesce prowdziwa łowca se moze nogi połomać na zgliszczach i nie byndzie trowy źreć, co urosła na resztce zapiecka. A kto zywe łowiecki podoi i łostrzyże? Te detroickie chodoki* w gaciach, z których rzyć wyłazi? Toz une ciengiem tych portek pilnujom, coby ino kawałek przedziałka było widać, a do strzyży dwie ręce potrzebne. P R: – Ale władze miasta myślały… G A: – Pseprasom paniom, ale musem pserwać. Mój dziadek to był kumpel Sabały, któren godoł tak: siedzi gazda na przizbie i sie kiwie. Idzie turysta i pyto, co gazdo robicie, a gazda godo, mom cas to siedzem i myślem. A gdybyście nie mieli czasu? To bym ino siedzioł. Une na tych wysokich piętrach wieżowców w rzundzie lokalnom ino siedzom, bo takie zalatane, coby własnej roboty nie potracić. Ale pewnie widzom syćko akuratnie, dlotego wykombinowały redyk w środku miasta, które wyglondo kielo Hiroszima 68 roków nazod. Amój bratanek, ten od kuzyna kumy swojej baby, godoł, ze hań dyliżansy po-

tsebne som, bo autem nie wjedzie, a jak wjedzie, to strach gorszy kiesi przed Indianami na preryi. P R: – Czy wobec tego nie lepsze by były południowoamerykańskie lamy lub dzikie osły, aby zżąć tę trawę, obecnie podobną do burzanów? G A: – Jo nie szpecjalista od lamów, choć to tyz byrki* ino syje i nogi majom długaśne, ale to lepi mojego wnuka pytoć, on na guglu stale siedzi i pewnie wi, albo najlepi do Peru dzwonić. A teroz pseprasom, idem juz, bo łowiecki doić cas. P R: – Dziękuję za wywiad i życzę bogatego udoju. G A: – Jo tyz piyknie dzienkujem. Mały słowniczek gwary góralskiej Byrka – owca Chodok – chłopak Hucioki – krzaki Kierdel – stado owiec Koszar (kosar) – zagroda dla owiec Kufa – gęba Redyk – wypędzanie owiec na wypas letni na ha-

le (redyk wiosenny), sprowadzenie owiec z hal na zimę (redyk jesienny) & Zobocyć – zapomnieć

„PANI, POWIEDZOM, ZE MOJE ŁOWCE NIE SRAJOM, ALE RAZOM MASOWO I CHEMICNIE. USA ZNUKA MNIE I MÓJ DOBYTEK, A DOPIERO POTEM BEDOM SIE ZBIERAĆ W TYM ICHNIM ŁOENZECIE I DELIBEROWAĆ, JAK MI POMÓC, DZIENKUJEM PIYKNIE, CAPKUJEM DO ZIEMI, ALE NIE FCEM.”


nowy dziennik

WEEKEND

LEKARZ ALERGOLOG dr Violetta Zaleska, M.D. Diplomate of the American Board of Allergy, Asthma & Immunology.

SPECJALISTYCZNE LECZENIE DOROS¸YCH I DZIECI NAJNOWSZA DIAGNOSTYKA CHOROB UKŁADU ODDECHOWEGO

• kontrola kataru siennego • choroby uk∏adu oddechowego: astma, chroniczny kaszel, katar, zapalenia ucha i zatok • szczegó∏owe testy alergiczne • choroby skóry • alergie pokarmowe, uczulenia na leki • badania wydolnoÊci p∏uc • zaburzenia uk∏adu odpornoÊciowego • skuteczne odczulanie alergii na py∏ki roÊlin, kurz i zwierz´ta

Tel.: 718.349.6160 Tel.: 973.474.2505

MEDICAL MULTI IMAGING ULTRASONOGRAFIA

17

| 5 PAŹDZIERNIKA 2013

S P E C J A L I S TA

G I N E K O LO G I I I P O ¸ O ˚ N I C T WA

S. NI˚NIKIEWICZ

M.D.,F.A.C.O.G.

Przyjmuje w gabinetach: WESTCHESTER BROOKLYN, NY 351 Harrison Avenue, 146 Norman Ave. Harrison, NY tel. 718.349.1221 UWAGA! tel. 914.777.1300 NOWY ADRES NA GREENPOINCIE serwis: 914.777.1300

DENTYSTA

Dr Eugene Burbacki, DDS Wszystkie zabiegi dentystyczne: mosty, korony, protezy, leczenie kana∏owe, leczenie dziàse∏, plomby, kosmetyka, etc. Nowy zmodernizowany gabinet 1601 W 6th. Str. (róg P Ave.) Brooklyn, NY 11223 Tel. (718) 339-8856 Przyjmujemy ró˝nego rodzaju ubezpieczenia dentystyczne.

Mówimy po polsku.

134 Greenpoint Ave., Brooklyn, NY 970 Clifton Ave., Clifton, NJ 07013

UBEZPIECZENIA HONOROWANE

ogłoszenie drobne w gazecie i masz w

darmo

internecie

.com

REKLAMUJ SIĘ W WEEKENDZIE Tel: 212-594-2266 wew. 304 e-mail: displays@dziennik.com.

classified@dziennik.com


18

WEEKEND

nowy dziennik

| 5 PAŹDZIERNIKA 2013

ILUSTRACJA: ARCHIWUM

c WYWIAD NA WEEKEND d MAJA OSTASZEWSKA:

OSTRZYGŁAM WŁOSY, POŻEGNAŁAM SIĘ Z „BEATKĄ” Aktorka Maja Ostaszewska przyjechała na trwający właśnie festiwal filmowy w Gdyni. Rozmawiamy z artystką o filmach, festiwalach i planach zawodowych. Na tegorocznym festiwalu w Gdyni w konkursie głównym pokazywany jest „W imię” – film Małgorzaty Szumowskiej z twoim udziałem. Czy w związku z tym ten festiwal jest dla ciebie ważny?

c SŁAWNE PSY d

ZDJĘCIE: PAP/STACH LESZCZYŃSKI

Na festiwal do Gdyni przyjeżdżam zawsze w ważnej dla mnie sprawie zawodowej. Tak też kojarzy mi się ten festiwal. „W imię” jest dla mnie istotnym filmem. Uważam, że Andrzej Chyra zagrał tam niezapomnianą, fenomenalną rolę. Jestem dumna, że mogę tu być z taką artystyczną wypowiedzią. Lubię festiwal wGdyni. Uważam, że jest on bardzo ważny dla naszej kinematografii. Spotkanie twórców i konfrontacja z widzami jest nie do przecenienia. A co myślisz o Gdyni?

Mieszkańcy Gdyni bardzo angażują się w ten festiwal. Oglądają filmy, wielką radość sprawia im rozmowa z filmowcami, dzieci zbierają autografy. Co o tym myślisz?

Jako dziecko sama nigdy nie zbierałam autografów, ale uważam, że to jest naprawdę wzruszające. Nie lekceważę tego. Gdy tylko mogę, rozmawiam z widzami, rozdaję autografy. To jest bardzo ważne, ponieważ to właśnie dla nich robimy filmy. Największe emocje towarzyszą festiwalowym gościom podczas gali zakończenia. Po czerwonym dywanie przechodzi wiele gwiazd, każdy jest ciekaw, kto zdobędzie nagrodę. Tobie w takich momentach towarzyszy stres, ekscytacja?

Traktuję to jako rodzaj święta. Akurat w tej jednej chwili cieszę się, że bawimy się w ten czerwony dywan. Nie traktuję tego do końca serio. Jest to dla mnie świąteczna zabawa. To nasz filmowy karnawał. W tym roku byłaś na festiwalu w Berlinie. Można choć trochę porównać go z Gdynią?

To są zupełnie dwie inne imprezy, więc nie ma co porównywać. Festiwal w Berlinie to jedna z największych imprez filmowych na świecie. Często też bywam za granicą na festiwalach teatralnych. Byliśmy ostatnio w Nowym Jorku i wAwinionie. Uważam, że nie można porównywać lokalnych imprez do tak wielkich wydarzeń. Każdy kraj, w którym kręci się filmy, ma swój festiwal i to jest piękne. Jednak porównywanie Gdyni z Berlinem, Cannes czy Wenecją jest bez sensu. Festiwalowi goście mogli zobaczyć w Gdyni także zwiastun filmu „Jack

Strong”, w którym zagrałaś. Jest to film historyczny. Lubisz mieć wpływ na wygląd swojej postaci przy tego typu produkcjach?

Owszem. To jest dla mnie ważne. Oczywiście bywa tak, że reżyser ma swoją koncepcję. Wtedy nie staram się o nic walczyć. Reżyser jest głową całego projektu. W „Jacku Strongu” wygląd mojej postaci zależał przede wszystkim od Władysława Pasikowskiego. Postanowiłam za tym podążać. To jest bardzo ważne, ponieważ wygląd zewnętrzny naszych bohaterów jest istotnym elementem przy budowaniu całej postaci.

Goofy to uczłowieczony pies z kreskówek Walta Disneya.

Zawsze chętny do pomocy, przyjaciel Myszki Miki i Kaczora Donalda. Oprócz licznych krótkometrażówek Goofy wystąpił w serialu „Go-

ofy i inni” oraz w kinowym przeboju „Goofy na wakacjach” i drugim filmie „Goofy w College'u”. (JL)

PIÓRKIEM W SEDNO

Jakie masz teraz plany zawodowe?

Zaczynamy właśnie nowy sezon teatralny. Gramy „Kabaret warszawski” w Nowym Teatrze w Warszawie. Graliśmy już też „Kruma”, z festiwalu jadę prosto grać „Opowieści afrykańskie według Szekspira”. Mam też dobrą wiadomość dla fanów „Aniołów w Ameryce”. Wracamy jesienią. Na razie mam w planach przede wszystkim teatr. Nagrywam też dużo audiobooków. Zakończyłam właśnie zdjęcia do serialu „Przepis na życie”. Symbolicznie ostrzygłam włosy. Raz na zawsze pożegnałam się z serialową Beatką. Nieustająco mam w planie rozpoczęcie zdjęć do filmu Adama Sikory i Ingmara Wilquista. Jednak cały czas budżet nie jest domknięty, więc czekam. Rozmawiała: Dominika Gwit

Maja Ostaszewska jest absolwentką Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie. Związana była z Teatrem Dramatycznym, Teatrem Rozmaitości i Teatrem Narodowym. Aktualnie pracuje w Nowym Teatrze Krzysztofa Warlikowskiego. Uznanie krytyków wzbudziły też jej role filmowe m. in. w „Prymasie. Trzech latach z tysiąca” i „Katyniu”. Ostaszewska gra także w serialach, m. in. w „Czasie honoru” i w „Przepisie na życie”. W 2012 roku artystka otrzymała Telekamerę w kategorii aktorka.

ILUSTRACJA: WOJCIECH KOZAK

Uwielbiam ją. To jedno z moich ulubionych miast. Zawsze przyjeżdżam tu z radością. Gdynia jest świeża, żywa, są tu wspaniali ludzie.

PIES GOOFY

MÓZG TACZKA


nowy dziennik

WEEKEND

URO chemist

Serdecznie zapraszamy do GABINETU OKULISTYCZNEGO

dr Michał Kiselow OD

NOWOCZESNE METODY LECZENIE WAD I CHORÓB OCZU (jaskra, kontrola chorych na cukrzyce, badanie dna oka, pomiar

ciśnienia sródgałkowego oraz komputerowe badanie pola widzenia).

Konsultacja i kwalifikacja do zabiegu laserowej korekty wad wzroku oraz usuwania zaćmy.

PEŁNY ZAKRES OPIEKI OKULISTYCZNEJ DOROSŁYCH I DZIECI

• dobór soczewek kontaktowych • wysoka jakość szkieł korekcyjnych • duży wybór oprawek: PRADA, DIOR, RAY BAN, COACH, TIFFANY, TOM FORD, OLIVER PEOPLES • okulary przeciwsłoneczne; akcesoria optyczne oraz okulistyczne badania dla kierowców (DMV)

909 Manhattan Ave., Brooklyn NY 11222

tel.718.389.0333 NOWE GODZINY

Większość ubezpieczeń medycznych, optycznych i unijnych honorowana

pon. – pt.: 9 rano – 8 wieczorem sobota: 9 rano – 6 ppoł.

Konsultacje | Ewaluacje | Testy | Diagnoza | Psychoterapia Dr ANDRZEJ TWARDOŃ Psycholog, St.Luke’s-Roosevelt Hospital The New School for Social Research

Psychoterapeuta Uniwersytet Jagielloński, New York University

(bet 20-21st Street) Subway L., N, R, F, 4, 5, 6, F, B, D to 14th Street Union Sq.

Bezpłatna

PARADONTOLOG URSZULA KOROL, D.D.S. BOARD CERTIFIED, (DIPLOMATE OF AMERICAN BOARD OF PERIODONTOLOGY)

• ZAPOBIEGANIE I LECZENIE PARADONTOZY

(KIESZONKI DZIĄSŁOWE, KRWAWIENIE DZIĄSŁOWE, RUCHOMOŚĆ ZĘBÓW)

• IMPLANTY ZĘBOWE • REGENERACJA - ODBUDOWA KOŚCI WOKÓŁ ZĘBÓW • WSZCZEPY KOSTNE - ODBUDOWA WYROSTKA

OWARTE

przy zakupie powyżej $25.-

Duży wybór POLSKICH LEKÓW I KOSMETYKÓW

DNI

W TYGODNIU!

Szeroki wybór witamin i ziół Prowadzimy sprzedaż wysyłkową • Miła i szybka obsługa

LEKARZ ALERGOLOG Dr. MONIKA I. WORONIECKA, M.D. Specjalista ALERGOLOG dla doros∏ych i dzieci (z wieloletnim doÊwiadczeniem)

• Specjalistyczne skórne testy na alergie • Szczepienia odczulajàce, alergie Êrodowiskowe • Katar sienny, przewlek∏y kaszel i astma, alergiczne choroby zatok, uszu, oczu i skóry • Uczulenia na pokarmy, ostre reakcje uczuleniowe, uczulenia na ukàszenia przez owady • Zaburzenia uk∏adu odpornoÊciowego • Testy wydolnoÊci p∏uc

115 Nassau Avenue (Greenpoint)

718.389.6950

Nassau:

125 Plandome Road (Manhasset), Long Island

516.570.0528

Charles J. Ptak, D.D.S.

SPECJALISTA-CHIRURG SZCZ¢KOWY BEZBOLESNE ZABIEGI IMPLANTY POD NARKOZÑ DENTYSTYCZNE

ZĘBODOŁOWEGO

• BEZBOLESNE USUWANIE Z¢BÓW • IMPLANTY - NADBUDOWA KOÂCI SZCZ¢KOWEJ • LECZENIE KANA¸OWE RESEKCJE • INFEKCJE JAMY USTNEJ I PROFILAKTYKA RAKA • T.M.J. CHRONICZNY BÓL SZCZ¢KI • ZABIEGI PO USZKODZENIACH I ZRANIENIACH TWARZY ORAZ BIOPSJA TKANKOWA

- PRZESZCZEPY DZIĄSEŁ WOKÓŁ OBNAŻONYCH SZYJEK ZĘBOWYCH - KOREKTA PRZEROSTU DZIĄSEŁ • STABILIZACJA RUCHOMYCH ZĘBÓW • SZCZEGÓŁOWE BADANIE GŁOWY I SZYI W CELU WYKRYCIA RAKA JAMY USTNEJ I PATOLOGII STAWU SKRONIOWO-ŻUCHWOWEGO

DR. KOROL JEST JEDYNĄ POLSKĄ SPECJALISTĄ-PARADONTOLOGIEM, ABSOLWENTKA NEW YORK UNIVERSITY, DEPARTAMENT PARADONTOLOGII I IMPLANT DENTISTRY W CELU UMÓWIENIA SIĘ NA WIZYTĘ PROSZĘ DZWONIĆ POD NR:

212.888.2008

57 W. 57 Street, SUITE 805, NYC, NY 10019 (Między 5 i 6 Ave.)

poniedzia∏ek od 2:00-7:00 wiecz. Êroda od 2:00-7:00 wiecz. piàtek od 2:00-7:00 wiecz. sobota od 10:00-3:00 ppo∏.

ZNIŻKI

AKCEPTUJEMY WSZYSTKIE RODZAJE UBEZPIECZEŃ, MEDICARE I MEDICAID Za darmo POMIAR CIŚNIENIA KRWI i CUKRU • Wykonujemu POMIAR CHOLESTEROLU

• CHIRURGIA PLASTYCZNA DZIĄSEŁ

GABINET CZYNN Y:

przy realizacji każdej NOWEJ recepty lub TRANSFERU z innej apteki

Stres imigracyjny, nerwice, lęki, depresja, problemy osobiste i rodzinne, opinie dla sądów, nałogi, choroby psychiczne, nauka medytacji www.twardon.org • atwardon@gmail.com

SPECJALISTA CHORÓB PRZYZĘBIA I IMPLANTÓW ZĘBOWYCH

BORO PARK

ZNIŻKI na leki

669 Manhattan Ave. • Brooklyn, NY 11222 • tel. 718.349.6696 • fax 718.349.6697

Brooklyn:

212-473-6669 920 Broadway, Manhattan NY konsultacja telefoniczna

5

19

Ubezpieczenia honorowane

Mgr ANNA TWARDOŃ

(Polish / English)

$

APTEKA 15%

Doktor mówi po polsku.

GABINET PSYCHOLOGICZNY

| 5 PAŹDZIERNIKA 2013

POLSKI GABINET LEKARSKI

Jerzy Wawerski, MD Specjalista chorób wewn´trznych

57-02 11th Ave., BROOKLYN, NY 11219

Tel: 718.435.5830

RIDGEWOOD GABINET CZYNN Y: wtorek od 5:00-8:00 wiecz. czwartek od 5:00-8:00 wiecz. piàtek od 9:00 rano-12:00 sobota od 5:00-8:00 wiecz.

66-57 Forest Ave. RIDGEWOOD, NY 11385

Tel: 718.381.3766

Wi´kszoÊç ubezpieczeƒ honorowana (n.p. Aetna, Medicare, 1199)

TEL:

718.383.5551

www.drptak.com VISA • MASTER CARD • AMERICAN EXPRESS

92 Norman Avenue

Greenpoint, NY 11222


20

WEEKEND

nowy dziennik

| 5 PAŹDZIERNIKA 2013

CENTRUM MEDYCZNO-REHABILITACYJNE 157 GREENPOINT AVE., BROOKLYN, NY 112222 tel.

718-349-1200 MÓWIMY PO POLSKU

KOMPLEKSOWA OPIEKA LEKARSKA Lekarz ogólny • opieka medyczna i prewencyjna Dermatologia • schorzenia skóry i zabiegi chirurgiczne Porady i leczenie z nałogów nikotynowego i alkoholowego Leczenie reumatycznych bóli stawów Blokada nerwobólów Fizykoterapia DIAGNOSTYKA Badania wydolności płuc (PFT) Badania ultrasonograficzne (USG), doppler (EKG) Badania przewodnictwa nerwowego (NCV) Badania zmysłu równowagi (VNG) PROFILAKTYKA Kroplówki wzmacniające układ odpornościowy Inhalacje Zastrzyki domięśniowe i dożylne AKCEPTUJEMY MEDICARE I INNE, GŁÓWNE RODZAJE UBEZPIECZEŃ DOGODNE GODZINY OTWARCIA, OSRODEK OTWARTY DO PÓŹNA ZAPEWNIAMY TRANSPORT DLA PACJETOW Z MEDICAID

HEART HEALTH CENTER

ć ś o CENTRUM ZDROWIA SERCA Now

Oferujemy pełen zakres usług diagnostycznych i terapeutycznych w dziedzinie medycyny układu sercowo-naczyniowego. NASI LEKARZE SPECJALIZUJĄ SIĘ W: Leczeniu chorób układu krążenia i kardiologii interwencyjnej Kardiologi ogólnej, naczyniowej oraz udzielaniu na tym polu konsultacji w przypadku występowania schorzeń Ocenie stopnia ryzyka wystąpienia chorób sercowo-naczyniowych oraz ich zapobieganiu Ocenie i prowadzeniu leczenia chorób tętnic obwodowych Ocenie stopnia wysokości poziom cholesterolu i leczenie Przedoperacyjnej ocenie ryzyka wystąpienia powikłań układu sercowo-naczyniowego Leczeniu niewydolności serca Badaniu występowania tętniaka aorty brzusznej wśród pacjentów z grupy podwyższonego ryzyka. Wykonywaniu testów wysiłkowy serca poprzez ćwiczenia fizyczne i farmakologicznie Angiografii CT oraz ocenenie zaawansowania choroby wieńcowej NASI LEKARZE WSPÓŁPRACUJĄ Z : NY METHODIST HOSPITAL oraz SUNY DOWNSTATE MEDICAL CENTER


Nowy Dziennik 2013/10/05 Weekend