Page 4

4

WEEKEND

nowy dziennik

| 10 SIERPNIA 2013

c WYRWIJ, ZACHOWAJ d

MARSJANIE ATAKUJĄ MARIAN POLAK

W marcu, między komunikatem o potwierdzeniu odkrycia cząstki Higgsa a znalezieniu zagadkowej planety pozasłonecznej siedem razy większej od Jowisza, przemknęła przez media informacja o sensacyjnym znalezisku, jakiego dokonała na Marsie sonda Curiosity.

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

Amerykańska sonda Curiosity na Marsie

Eksperci z NASA przez kilka dni robili tajemnicze miny i odsyłali natarczywych dziennikarzy na konferencję prasową, ale z przecieków już było wiadomo, że „jest to odkrycie, po którym zmieni się treść podręczników do astronomii”. Czyli, że jednak to prawda. Bo co mógł znaleźć Łazik Ciekawski na Czerwonej Planecie, skoro agencja kosmiczna tak podgrzewała napięcie opinii publicznej, że kazała aż tydzień czekać na oficjalny komunikat? Tylko życie! Może nie od razu w postaci delegacji zielonych ludzików, ale przynajmniej w osobie jednej małej, zielonej bakterii. Zwłaszcza, że wszyscy zdążyli doczytać, że sonda w czasie przypadającym na sensacyjne odkrycie pobierała próbki gruntu w okolicy czegoś, co naukowcy zinterpretowali jako wyschnięty zbiornik wodny. Niestety, podobnie jak już wiele razy wcześniej, z wielkiej chmury zapowiedzi spadł ostatecznie mały deszcz konkretów. Jakieś fragmenty skał, nazwy związków, poziom utlenienia. Inna sprawa, że dla fachowców obeznanych z tajnikami chemii i biologii siarka, azot, wodór, tlen, fosfor i węgiel wymienione w charakterze niezwykłego znaleziska to niemal kompletna lista tego, czego potrzeba do stworzenia Marsjanina. Szczególne znaczenie zdaje się mieć poziom utlenienia znalezionych związków, jego różnice wskazują bowiem podobno na istnie-

nie „energii odpowiedniej do podtrzymania życia”, cokolwiek to znaczy w tłumaczeniu z pracującego przy misji Curiosity naukowca, Paula Mahaffy’ego, na nasze. A więc jednak. Nie mylili się autorzy powieści fantastyczno-naukowych, a przed nimi budowniczowie egipskich piramid i kamiennych obiektów w rodzaju Stonehenge ani też pisarze ksiąg świętych, które wszystkie, dostępnymi w czasach ich autorów pojęciami i słowami, opisują przybyszów z kosmosu. Nie mylił się też największy marzyciel spośród wszystkich hotelarzy na świecie, ze szczególnym uwzględnieniem szwajcarskich, Erich von Daeniken, niestrudzony tropiciel śladów obcych w ruinach najstarszych kultur na Ziemi i propagator teorii paleolitycznego kontaktu. Od niemal półwiecza w licznych książkach dowodzi on, że jesteśmy dziećmi kosmosu (najpewniej Marsjan właśnie), którego posłańcy uczyli nas ludźmi w wyniku eksperymentu genetycznego, przekazując nam w ten sposób dziedzictwo swojej cywilizacji, ginącej wskutek katastrofy kosmicznej. Do tej pory Daeniken odnalazł całe mnóstwo śladów bytności kosmitów na ziemi w epoce przedhistorycznej. Problem w tym, że nikt poważny (to znaczy – żaden szanujący się naukowiec) nie brał tych jego teorii i dowodów na poważnie. Teraz być może świat nauki będzie musiał zrewidować swoje przekonania, skoro

na Marsie było życie... Problem w tym, że z tym życiem to jeszcze wcale nie jest powiedziane, choć wiele wskazuje, że po zakończeniu misji Curiosity to i owo w sprawie Marsa przyjdzie pewnie nieco zweryfikować. To, co znaleziono, to w najlepszym razie tylko słabe przesłanki do podejrzenia, że, ewentualnie i wyłącznie teoretycznie, na Czerwonej Planecie w pewnym okresie jej dziejów mogły istnieć warunki fizyczne, chemiczne i biochemiczne sprzyjające rozwojowi życia biologicznego. Coraz bardziej prawdopodobne jest, że na Marsie była nie tylko woda w postaci płynnej, ale także atmosfera, co jednak nie znaczy, że to wystarczyło, by kiedykolwiek pojawiła się tam choćby jednaskromna, zielonabakteria, ozielonych ludzikach nie wspominając. A cóż dopiero wysoko rozwinięta cywilizacja, zdolna do wypraw kosmicznych i eksperymentów genetycznych. Z drugiej strony, choć to marsjańskie życie wciąż jest bardzo mało prawdopodobne, to jednak – w świetle kolejnych odkryć Łazika Ciekawskiego – coraz bardziej możliwe. Tyle tylko, że analizy marsjańskiego gruntu dowodzą, że jeśli nawet Czerwona Plane-

ta była kiedyś zamieszkała, to znacznie wcześniej, niż Ziemia. Marsjańskie życie, gdyby w ogóle istniało, wyprzedzałoby ziemskie nie o setki lat, a nawet nie tysiące. Ta różni-

CORAZ BARDZIEJ PRAWDOPODOBNE JEST, ŻE NA MARSIE BYŁA NIE TYLKO WODA W POSTACI PŁYNNEJ, ALE TAKŻE ATMOSFERA, CO JEDNAK NIE ZNACZY, ŻE TO WYSTARCZYŁO, BY KIEDYKOLWIEK POJAWIŁA SIĘ TAM CHOĆBY JEDNA, ZIELONA BAKTERIA, O ZIELONYCH LUDZIKACH NIE WSPOMINAJĄC.

ca byłaby liczona w milionach.

Trudno dziś liczyć na cokolwiek więcej, niż ten wodór, azot i siarka. O wykopaliskach w rodzaju zachowanych wgłębszych warstwach geologicznych marsjańskich twardych dysków czy elektronicznych kart pamięci, a chociażby tabliczek z tamtejszym pismem klinowym, nie ma co marzyć. Nie bardzo też wiadomo, w jaki sposób marsjańska cywilizacja zdołałaby przekazać nam swoje cywilizacyjne i genetyczne dziedzictwo, skoro hominidy to gatunek, którego historia nie przekracza 3 milionów lat, natomiast dzieje człowieka rozumnego (homo sapiens), który miałby zawdzięczać niezwykły rozwój inteligencji i świadomości interwencji kosmitów, zaczęły się najdalej 250 000 lat temu. Może Marsjanie, siłą rzeczy stojący wtedy w rozwoju znacznie wyżej niż homo habilis, mieli jednak na to jakieś swoje sposoby. Pytanie tylko, po co by im to było. Ta podróż na Ziemię i te eksperymenty genetyczne. Astrofizycy, uzbrojeni w najnowsze zdjęcia Czerwonej Planety, dają nam jednak podpowiedź. Wiele wskazuje na to, że w pewnym momencie znacząca część Marsa została zniszczona w jakiejś koszmarnej kosmicznej katastrofie, o czym miałby świadczyć dzisiejszy sposób ukształtowania jego powierzchni. To oznaczało ucieczkę atmosfery, a potem odparowanie całej wody i w konsekwencji zagładę wszelkiego życia, gdyby takie istniało. Pogorszenie warunków następowało wprawdzie szybko, ale na tyle stopniowo by – zakładając istnienie na Czerwonej Planecie jakiejś zaawansowanej cywilizacji – można było salwować się stamtąd ucieczką na bardziej przyjazną biologicznej egzystencji, nieodległą planetę. Na przykład na Ziemię. Ba, ale w tamtych czasach Ziemia zupełnie nie nadawała się jeszcze do zamieszkania. Najbardziej ze wszystkich ciał niebieskich naszego Układu przypominała bowiem wówczas... dzisiejszego Marsa. &

Nowy Dziennik 2013/08/10 Weekend  
Nowy Dziennik 2013/08/10 Weekend  

Od ponad 40 lat Nowy Dziennik utrzymuje pozycję największej i najbardziej prestiżowej polskojęzycznej gazety codziennej w USA. Redagowany i...

Advertisement