Issuu on Google+

Przegląd Polski DODATEK

KULTURALNY

nowego dziennika

LIPIEC 2013

William Szekspir Komedia omyłek

SHAKESPEARE IN THE PARK

W Święto Niepodległości o amerykańskich symbolach Halina Niedzielska

Już od ponad 50 lat w sezonie letnim organizacja Public Theater prezentuje w Delacorte Theater w Central Parku sztuki Williama Szekspira w bezpłatnym cyklu Shakespeare in the Park. Tym razem do końca czerwca można oglądać The Comedy of Errors (Komedię omyłek) – umiejscowioną w realiach lat 40., a w lipcu i sierpniu Love’s Labour’s Lost (Stracone zachody miłości). Organizatorzy zachęcają do pikników przed spektaklami, które zawsze rozpoczynają się o godz. 8:30 wieczorem i trwają około 90 minut. Informacje o kalendarzu pokazów i jego zmianach w przypadku deszczu na stronie: www.shakespeareinthepark.org.

Rzeźbiarz Andrzej Pityński laureat Nagrody Turzańskich Jolanta Wysocka

Śladami Gatsby’ego Wycieczka na Long Island Anna Sobotka

ZDJĘCIE: JOAN MARCUS

MIESIĘCZNY


2 Przegląd Polski

Amerykańskie symbole DODATEK KULTURALNY nowego

dziennika

LIPIEC 2013

HALINA NIEDZIELSKA

KILKA SŁÓW O HYMNIE

4 lipca 1776 roku Kongres Kontynentalny w Filadelfii zatwierdził Deklarację Niepodległości, która skłania do myślenia o narodowych symbolach.

Sztandary i godła znacznie wyprzedziły hymny, gdyż te pierwsze funkcjonowały, zanim się utworzyły państwa narodowe, pozwalając na odróżnienie swoich od obcych w plemiennych utarczkach. Zarówno Mazurek Dąbrowskiego, jak i Star Spangled Banner powstały w czasie wojen napoleońskich. I na tym zresztą kończyło się ich podobieństwo. Polacy żywili wtedy nadzieję na wyzwolenie ojczyzny spod obcego jarzma, podczas gdy niekoniecznie uciemiężeni Amerykanie stanęli do walki z Anglikami w obronie swoich praw ekonomicznych. Nic dziwnego, iż dla autora Gwiaździstego sztandaru nieudana próba zdobycia przez Francuzów twierdzy McHenry w 1814 r., która broniła wówczas Baltimore, była jedynie pretekstem do napisania patriotycznego poematu. Francis Scott Kay, utalentowany poeta i zarazem prawnik z zawodu, opiewał w nim amerykańską flagę. Warto przy tej okazji zauważyć, iż w Ameryce nie istnieje potrzeba formalizacji, tak przemożna w innych krajach. Święta i symbole rodzą się tutaj wśród obywateli, uzyskując stopniowo powszechną aprobatę. Nic dziwnego, iż popularną pieśń wyniósł do godności narodowego hymnu prezydent Woodrow Wilson, a stało się to dopiero w roku 1931.

Stanowią one zazwyczaj uosobienie idei i zawierają syntezę ducha państwa w sposób trafiający do serc i umysłów obywateli. Wydawać by się mogło, iż tak młoda demokracja, jaką są Stany Zjednoczone, powinna posiadać mniej symboli niż zasiedziałe kraje europejskie. Tymczasem jest wręcz odwrotnie.

WEZWANIE DO BOJU Liberty Bell ukazuje, jak symbole potrafią zmie-

niać swoje znaczenie. W 50. rocznicę założenia kolonii Pensylwania jej gubernator zamówił wspaniały dzwon w Londynie. Zainstalowany w Filadelfii w 1753 r. ważył około jednej tony, mierząc ponad 12 stóp w obwodzie. Gdy uderzono weń po raz pierwszy – wystąpiła rysa, która przekształciła się w pęknięcie. Pomstując na rozrzutność gubernatora i niesolidność brytyjskich rzemieślników, miejscowi hutnicy odlali nowy dzwon, dodając różne metale dla jego wzmocnienia. Chociaż pękał on jeszcze dwukrotnie, to los przeznaczył go do odegrania bardzo ważnej roli. Najsłynniejszy głos wydał dzwon w cztery dni po podpisaniu Deklaracji Niepodległości, wzywając mieszkańców Filadelfii do wysłuchania słów, które niosły wolność. Autorem Declaration of Independence był Thomas Jefferson, który piastował następnie stanowisko trze- Lady Liberty: ciego prezydenta z rzędu. Wtedy też zwiastun Wolność niepodległości uzyskał swoją nazwę. przyświecaHistoryczny dzwon znajduje się obecnie w jąca światu filadelfijskim Independence Hall. Jest on ceNARODOWA PIECZĘĆ lem licznych wycieczek, które przybierają niekiedy charakter pielgrzymek. The Great Seal wykształciła się pod koniec XVIII wieku, a zaprojektował ją William BarSKĄD SIĘ WZIĘŁO GODŁO? ton. Na froncie widnieje orzeł zrywający się Z właściwym Amerykanom optymizmem za- do lotu. Nad jego głową znajduje się trzynaczęto wybierać godło, zanim na dobre obró- ście gwiazd, reprezentujących założycielskie ciła się szala zwycięstwa na korzyść powsta- stany, które sygnowały Deklarację Niepodlejącej republiki. Wybrano wówczas króla pta- głości. Takie samo znaczenie posiada trzynaków z odmiany bald eagle (ze względu gład- ście czerwonych pasków na białym tle. Krókie upierzenie na głowie). Okazały gatunek ma lewski ptak dzierży w dziobie wstęgę z łacińpotężny dziób, szeroką rozpiętość skrzydeł i skim napisem, który oznacza “jedność z wiedrapieżny wygląd. Należy do największych pta- lości”, czyli republikę złożoną z wielu stanów. ków na tym kontynencie. Trzyma on w pazurach gałązkę oliwną i wiązPodczas ożywionej dyskusji tylko Benjamin kę strzał. Przeciwstawne symbole uosabiają poFranklin był przeciwny tej kandydaturze, kój i wolę walki w odpowiedzi na atak. uznając orła za ptasiego rozbójnika. ProponoNa drugiej stronie pieczęci figuruje piramiwał na jego miejsce indyka, któremu niejeden da o ściętym wierzchołku. Widnieje pod nią kolonista zawdzięczał przetrwanie podczas sro- data sygnowania deklaracji, zapisana rzymskigiej zimy. Uznano jednak, że indyka ośmie- mi cyframi. Nad piramidą znajduje się wszystsza gulgotanie i drepczący chód. Aby nie na- ko widzące oko Boga w świetlistym trójkącie rażać się na kpiny ze strony innych nacji, od- i wolnomularski znak. Warto wiedzieć, że barrzucono więc ową propozycję. dzo rzadko i nader niechętnie wspomina się w Ameryce o przynależności The Founding Fathers do loży masońskiej.

UNCLE SAM

ZDJĘCIA: ARCHIWUM

O przyjściu na świat Wuja Sama krążą różne legendy, z których dwie wydają się najbardziej interesujące. Pierwsza twierdzi, iż charakterystyczną postać stworzył klown cyrkowy, o imieniu Dany Rice. Zamiast zwyczajowej błazenady jego występy dawały widzom wiele do myślenia. Nosił on cylinder z gwiaździstą przepaską, ciemny żakiet, białą koszulę z fularem i pasiaste spodnie. Z kolei druga opowiastka dotyczy samego imienia. W czacja monumentu dokonywała się w wielu etapach, sie wojen napoleońskich, toczonych na amewymagając nie tylko artyzmu, ale także znajo- rykańskim terytorium, zapatrywano wojsko w mości inżynierii i architektury – Statua Wolno- peklowane mięso, przechowywane w szczelści przewyższa bowiem o ponad trzydzieści stóp nie zamkniętych baryłkach. Jeden z dostawców słynnego Kolosa Rodyjskiego, uważanego nie- – Sam Wilson – umieszczał na wieczku litery gdyś za jeden z siedmiu cudów świata. U.S. – czyli United States. Jakość mięsa była Francuski okręt, wiozący dwieście skrzyń tak dobra, iż żołnierze zaczęli domagać się go wyładowanych ponumerowanymi fragmenta- tylko i wyłącznie od wuja Sama. W ten spomi, przybił do nowojorskiego wybrzeża w sób powstał nowy amerykański symbol. czerwcu 1885 r. Uroczyste odsłonięcie i deRysowało go dziesiątki ilustratorów. Do najdykacja pomnika miały miejsce w rok później. bardziej znanych należy tu plakat z wyciągnięÓw wielki symbol nosi nazwę: Wolność przy- tym palcem wskazującym. Posiada on napis: świecająca światu. I want You for U.S. Army. Zachęcał skutecznie Amerykanów do zaciągnięcia się w szereDZIEJE FLAGI gi armii podczas I i II światowej wojny. NaPierwszy amerykański sztandar zrodził się leży im się za to dozgonna wdzięczność od Euw 1775 r., gdy Jerzy Waszyngton zaczął po- ropejczyków. p woływać ochotników pod broń. Po sformułowaniu się armii kontynentalnej wciągnięto na maszt nową flagę, zwaną Grand Union. Gdy początkowa rebelia przekształciła się w wojnę o niepodległość, uchwałą I Kongresu wprowadzono sztandar Stanów Zjednoczonych. W górnym rogu znajdowało się wtedy trzynaście gwiazd na błękitnym tle, zaś pole składaSTATUA WOLNOŚCI ło się z trzynastu biało-czerwonych pasków ułoDama ze zniczem stanowiła pokłosie roman- żonych na przemian. Reprezentowały one trzytycznej epoki, będąc jednocześnie wyzwaniem naście założycielskich kolonii. rzuconym wszelkiej tyranii. Pomysł zbudowaZmiany, jakim podlegała flaga, ukazywały roznia tego niezwykłego pomnika zrodził się w Pa- wój terytorialny Stanów Zjednoczonych. Noryżu. Wspaniały monument miał być darem prze- we terytorium, zgłaszające akces do Unii, uzykazanym Stanom Zjednoczonym w setną rocz- skiwało dodatkową gwiazdę, stając się pełnonicę niepodległości. I choć nowy rząd wyrażał prawnym członkiem federacji. Po przystąpiepoparcie dla tej idei, to pusta kasa nie pozwo- niu Hawajów powiększająca się stopniowo konliła na jej realizację. Przystąpiono wtedy do ak- stelacja osiągnęła liczbę pięćdziesięciu, co miacji na własną rękę, ogłaszając publiczną zbiór- ło miejsce 12 czerwca 1959 roku. Liczba pakę. Datki sypały się hojnie i już po kilku mie- sków pozostała ta sama, honorując założycieli. siącach zgromadzono przeszło milion franków. Zespół flag narodowych bywa wystawiany Komitet organizacyjny powierzył wykonanie na widok publiczny nie tylko z okazji 4 Lipgigantycznego pomnika znanemu rzeźbiarzowi ca. Na interesującą kolekcję składa się aż 31 Fredericowi Augustowi Bartholdiemu. Realiza- sztandarów.


DODATEK KULTURALNY nowego

Przegląd Polski

dziennika

Poeta, któremu udało się urodzić na U krainie LIPIEC 2013

3

JOANNA ROSTROPOWICZ-CLARK

mięci poświęca wiersz Chmurka, gdzie “wersetu stawszy się i wiersza słowem/ zamilkła na wieki”, aby w pięknej metaforze towarzyszyć wnukowi w jego samotnych wędrówkach nodział – młodości rodziców: ojca urodzonego wojorskich jako chmurka na niebie. Co “zraw Czortkowie, matki w Stryju. Był i we Lwosza/ deszczem – jak potem z czoła – wersetem/ wie, miał zapisane nazwy ulic, ale gdzie się obMarka i Łukasza”. Realna, pojawia się w szerócił – wszystkie przemianowane – o ironio! – regu wierszy o bardzo teatralnej formie, z wyna Gogolską. Żadnej twarzy o znajomych ryrazistą scenerią i fragmentami dialogu. W Matsach, wszechobecna bieda. ce Boskiej Krzywołuckiej są babcia i stryjna, idą z wnukiem do cerkwi, w której objawiła się MatOboje rodzice, jedyni z ich zamożnych żyka Boska, ta – “której co roku przyświecaliśmy dowskich rodzin, przeżyli wojenną apokalipsę, wiechciami zapalonej słomy żeby udało się jej w 1946 wzięli ślub w Rzeszowie i wkrótce przeuciec/ do Egiptu”. Babcia i stryjna rozmawiadostali się do Ameryki. – I tu udało mi się uroją o zarazie, jaka padła na kury, o wojnie, o Sądzić! – pan Leon W. zakończył, a mnie dzwodzie Ostatecznym, “przed którym nikt nie uciekniły wersety z cudownych, melancholijnych, dranie”, a wnuka dręczy wyrzut sumienia, że kopieżnych wierszy Wasyla Machny z zadedykoło starego roweru należącego do wujka w wojwanej ojcu książki Dubno, koło Leżajska (w gesku wymienił na paczkę papierosów. Przywonialnym przekładzie urodzonego w Puławach ła ją także Fotografia 1969 roku i scena kurapolskiego poety Bohdana Zadury): cji suchego kaszlu oddechami owiec, wspomniaW 1964 uda mi się urodzić na w jednym z wierszy i szczegółowo opisana żeby następnie opisać podróż Ewy i w szkicu prozą Toczyła się torba... Czortków. Jeśli jest w tych wierszach nieunikniona noAnastazji statkiem stalgia (Świat lat dziecinnych...), to funkcjoWasyl Machno, Dubno, koło Leżajska. Wydawca: StowaS/s Branderburg nuje tu – podobnie jak w kompozycji muzyczrzyszenie Rozwoju Wsi Dębno, Leżajsk 2012, s. 94 już w Nowym Jorku nej – fraza zapamiętanej i odpowiedniej dla dodając kilka skąpych przekazów rodzinnych komponowanego utworu melodii. Trzeba miz linii ojca czonym w książce fragmencie prozy pt. Dub- strza, aby z takich cytatów zamiast sentymenWasyl Machno, ukraiński poeta od kilkuna- no. Ojcu nie udało się przekonać radzieckiego talnej piosenki powstało dzieło sztuki, co stastu lat mieszkający w Nowym Jorku, urodził sędziego, że jako ateista będzie lepszym wy- je się w wędrownym warsztacie poetyckim Wasię w Czortkowie, najbliższym mieście rodzin- chowawcą syna, niż prowadząca go co niedzie- syla Machny. W jego wierszach “nowojorskich” nej wsi matki, Bazar, gdzie u babci i dziadka la do cerkwi matka, i w rezultacie Wasyl nie- frazy odległe łączą się z głosami z bliska, z tu spędził dzieciństwo. Linię ojca przerwała po woj- mal nie będzie się widywał z ojcem, potępio- i teraz. Nowojorska kartka dla Bohdana Zanie przymusowa repatriacja Ukraińców z rodzin- nym przez rodzinę matki za rozwiązły tryb ży- dury jest hipnotyczną medytacją emigranta, który krążąc wokół mostu Brooklyńskiego (“jest nego gniazda, na przemian Dubna i Dębna w cia. W wierszu Na śmierć ojca napisze: jak gest wyliniałej dziewczyny – Statuy Wolpowiecie leżajskim – ojciec Iwan Machno miał wówczas pięć lat – do rejonu Tarnopola, skąd z nas dwóch kto marnotrawny syn – kto jagnię ności”) kontrapunktuje pejzaże starego i nowego świata: tam “pagórki Buczacza”, tu “głodjednocześnie zostali wysiedleni Polacy. Miej- czemu nie wyglądałeś mnie jak ojciec syna ne karaibskie kobiety, które potrząsają cyckascowi, głęboko zakorzenieni Ukraińcy nie zży- teraz to wszystko już całkiem nieważne mi i biodrami”, dźwięczące muzyką różnych li się z mówiącymi nieco inną gwarą i nieko- kto z nas zabrał siebie drugiemu także narodów stacje metra i amerykański poeta John niecznie prawosławnymi przesiedleńcami, trwa- i umył ręce niebieską benzyną Ważna, ważniejsza niż pamięć nieobecności, Ashbery, który nie rozumie “skąd na Ukrainie ły konflikty, rozpadały się zawarte ponad te pozornie nieodległe granice małżeństwa, także jest pamięć obecności, obrazów dzieciństwa, te- biorą się poeci”. Wszystko, prawie bez słów, związek rodziców kilkuletniego wówczas Wa- atru dzieciństwa. W głównej roli występuje tu rozumie Elżbieta Czyżewska (“rozpruła obcasyla. Poeta przypomina tę sytuację w zamiesz- babka poety Anna Onufriwna Pohribna. Jej pa- sem/ biały ekran lat 60.”) w wierszu Cornelia ZDJECIE: ARCHIWUM

POZNANY NIEDAWNO WASZYNGTOŃSKI LITERAT OPOWIADAŁ MI O SWOICH ODWIEDZINACH MIEJSC GALICYJSKIEJ – jak powie-

Matka Boska Krzywołucka

Wasyl Machno

Stryjna przyniosła wiadomoÊç ˝e w Krzywołuce objawiła si´ Matka Boska to ta – wyjaÊniła mi babcia Anna która widzieliÊmy w cerkwi i której co roku przyÊwiecaliÊmy wiechciami zapalonej słomy ˝eby udało jej si´ uciec do Egiptu Matka Bo˝a z Józefem uciekała do Egiptu – a my w Bazarze oÊwietlaliÊmy jej drog´ uciekała co roku i co roku jej przyÊwiecaliÊmy. Stryjna przyszła w niedziel´ – zagoniliÊmy do komórki kury i schowaliÊmy stary zardzewiały rower z jednym kołem na którym Fedio jeêdził do szkoły teraz Fedio był w wojsku – a rower rozebraliÊmy na cz´Êci zapasowe – sama rama z kołem ale mimo wszystko szkoda powiedziała babcia – i popatrzyła na niebo czy nie b´dzie deszczu deszcz nie był jej potrzebny – bo dom razem z oknami obwieszony był wyschłym tytoniem który co roku oddawaliÊmy do kołchozu

Street Café. Palą papierosy i oboje, poeta i aktorka, mają “... tę świadomość/ że nocny Nowy Jork/ w żaden sposób nie zmieni/ ani twojego ani mojego życia”. Dlaczego Nowy Jork? Dobrowolna emigracja? Samotność egzystencjalna? W drugiej części książki, tekstach pisanych prozą, Machno wciąż wraca do tych pytań. Pisze o Annie Frajlich (autorce wnikliwego wstępu do książki, polskiej poetce, której udało się urodzić w Kirgizji), obszernie i przejmująco o Elżbiecie Czyżewskiej, o Gombrowiczu – że być może ich emigracji, choć wymuszonej przez czas morowy, towarzyszył, jeśli tylko ukradkiem, podświadomie, element wyboru? Gombrowicz, mówi Machno, “czuł się sam w polskiej kulturze” i “będzie żył między dwoma biegunami swojej egzystencji: samotnością przywiezioną z Polski i samotnością zdobytą (podkr. JR-C) w Argentynie”. Domyślamy się, że Wasyl Machno ma tu i siebie na myśli, że i on czuł się sam w ukraińskiej kulturze, podobnie jak wspominani przez niego Bruno Schulz, wewnętrzny emigrant w Drohobyczu, Federico Garcia Lorca (napisał wiersz Zmierzch na Coney Island) czy Isaac Bashevis Singer, który w Nowym Jorku pisał wyłącznie o żydowskiej Warszawie, Lublinie, Goraju... I tak w Vis á vis, Rynek Główny 29: Kraków czytamy o (prawie) samotnych wędrówkach Machny między Przemyślem i Krakowem, a w Wonder Wheel poeta jest zupełnie sam na opustoszałej zimą Coney Island. Przychodzi mu na myśl, że “wschodnioeuropejski Nowy Jork czy Brooklyn, czyli Nowy Jork czy Brooklyn w literaturze, patrzy żydowskimi oczami, może polskimi, ale nie ukraińskimi”. Na naszych oczach, może na razie tylko polskich, ukraińskich i polsko-żydowskich, Wasyl Machno naprawia tę sytuację, z niewątpliwym wstawiennictwem Matki Boskiej Krzywołuckiej, w podzięce za pomoc w Jej ucieczce do Egiptu. Książkę zdobią ilustracje Aliny Hasiak, poetki z Leżajska, i fotografia zadumanego poety autorstwa emigranta Zygmunta Malinowskiego. p

razem ze skowronkami makami i wypalonym Êcierniskiem po którym jeszcze chodziły ostatnie bociany jak felczerzy Do Krzywołuki trzeba było iÊç trzy kilometry – babcia ze stryjnà cały czas rozmawiały wspominały Jezusa i si´ modliły – wymieniajàc si´ te˝ nowinami o tytoniu i kartoflach – z ich rozmowy dowiedziałem si´ ˝e wkrótce b´dzie wojna – a nasz Fedio w wojsku – i ˝e ryby w stawie pływajà brzuchami do góry – a na kury padła jakaÊ zaraza – i ˝e człowiek jest Êmiertelny a to wszystko przez nasze grzechy zobaczyç Matk´ Boskà przeszkadzało mi kilkadziesiàt kobiet które Êpiewały pobo˝ne pieÊni koło miejsca z ikonà i polnymi kwiatami postaliÊmy tak z godzin´ – zaczàłem marudziç ˝e chc´ do domu a babcia przypomniała sobie o tytoniu ˝e trzeba go znieÊç do stodoły – a ju˝ zaczynało si´ zmierzchaç i polne skowronki nałykawszy si´ sierpniowych chłodów umilkły

Babcia wyj´ła szalinowà chust´ w ró˝e – wło˝yła białà bluzk´ – i wzi´ła połatanà torb´ z którà chodziła do sklepu po chleb i pomidory – mówiàc ˝e wody napijemy si´ na polu ze êródła albo przy Czerwonej studni – wło˝yła do torby pustà butelk´ po wódce z wyszczerbionà szyjkà i posmarowany smalcem chleb – ˝eby było co przegryêç

w koƒcu stryjna powiedziała ˝e przed Sàdem Ostatecznym nikt nie ucieknie i babcia si´ z nià zgodziła

Stryjn´ dogoniliÊmy koło Czerwonej studni – była w sandałach – w spódnicy w kwiaty – z takà samà torbà siatkà i chustkà – do której wło˝yła pieniàdze za jakiÊ czas min´liÊmy krzywołuckie opłotki i wyszliÊmy na polnà drog´

bo to nieszcz´sne koło wymieniłem na paczk´ papierosów

a ja trzymałem babci´ za r´k´ bojàc si´ o nasz tytoƒ kury i jednokołowy rower za który Fedio b´dzie si´ pieklił – kiedy wróci z wojska

Przełożył Bohdan Zadura


4 Przegląd Polski

Odpor ny na wszystko długodystansowiec DODATEK KULTURALNY nowego

dziennika

LIPIEC 2013

Z rzeźbiarzem Andrzejem Pityńskim – nagrodzonym przez Fundację Turzańskich – rozmawia Jolanta Wysocka

Urodziłem się w Polsce, jestem Polakiem, wychowałem się w rodzinie katolickiej. Moi rodzice byli partyzantami w Narodowej Organizacji Wojskowej, Armii Krajowej, Narodowym Zjednoczeniu Wojskowym. Całe moje dzieciństwo i lata szkolne przesiąknięte były gehenną stalinowskiego i ubeckiego terroru. Dla mojej rodziny II wojna światowa nie skończyła się 8 maja 1945 roku, ona ciągle trwała. Jako dziecko wraz z rodziną przechodziłem te ciężkie czasy. Uczyłem się od niej kochać Polskę, jej historię, kulturę i sztukę. Tu, w Ameryce, poznałem, jak historia pol- Andrzej Pityński obok fragmentu swojej monumentalnej kompozycji w brązie Światowid, Space – Conquer or Die, realizowanej obecnie w odlewni skiego narodu jest przekłamywana, omijana, brązu w Tajlandii. Pomnik stanie w Muzeum Rzeźby Monumentalnej w Hamilton, New Jersey poniżana, pozostała mi walka o prawdę i honor polskiego narodu, a moją bronią jest moja sztuka. Ta walka trwa do dziś.

ZDJĘCIE: Z ARCHIWUM ANDRZEJA PITYŃSKIEGO

Jest pan najbardziej znanym polskim rzeźbiarzem w Stanach Zjednoczonych, ale cała pana twórczość jest mocno związana z Polską i jej historią. Dlaczego, mimo tylu lat przeżytych za granicą, tematyka kraju pochodzenia pozostaje panu najbliższa?

Droga do sukcesu zazwyczaj nie jest łatwa. Jak to było w pana przypadku?

Na gro dy Fun da cji Tu rzań skich

Powstała w 1988 r. w Toronto Fundacja Władysława i Nelli Turzańskich przyznała po raz dwudziesty nagrody za wybitne osiągnięcia w literaturze, nauce i sztuce. Laureatami za lata 2011-2012 zostali: Tomasz Burek –krytyk literacki, historyk literatury i eseista, autor tomów szkiców, esejów, rozpraw krytycznoliterackich i recenzji: Zamiast powieści (1971), Dalej aktualne (1973), Jaka historia literatury jest nam potrzebna (1979), Żadnych marzeń (1987), Dzieło niczyje (2001), Dziennik kwarantanny (2011) i Niewybaczalne sentymenty (2011), które w sposób istotny współkształtowały współczesną polską świadomość literacką. Nagroda, przyznana twórcy za całokształt dorobku, podkreśla jego szczególną

rangę intelektualną, maksymalizm poznawczy oraz niezwykłą wnikliwość rozpoznań i konsekwencję wyborów zmierzających do wyrażenia głębokiej prawdy o polskim pisarstwie XX i XXI wieku, a także fakt, że dla krytycznoliterackiej i eseistycznej refleksji laureata, obok autonomicznych wartości dzieła pisarza, niezmiernie ważnym punktem odniesienia jest realna, otaczająca go rzeczywistość z wpisanym w nią kodem aksjologicznych, światopoglądowych i ideowych znaczeń, a tym samym traktowanie literatury jako “czułego sejsmografu społecznych wstrząsów a jednocześnie – jako instrumentu kształtowania społecznej mentalności w danym okresie” (sformułowanie Stanisława Barańczaka);

Artur Daniel Liskowacki – prozaik, eseista, poeta, krytyk teatralny. Autor powieści, tomów opowiadań, zbiorów poezji i esejów, m.in. Ulice Szczecina (1995), Cukiernia pani Kirsch (1998), Eine kleine (2000), Pożegnanie miasta i inne szkice z pamięci (2002), To wszystko (2006), Mariasz (2007), Capcarap (2009), Murzynek B. (2011), Po sobie (2010), Skerco (2011), Kronika powrotu (2012). Doceniając wysoką rangę artystyczną całokształtu twórczych osiągnięć pisarza, Rada Fundacji podkreśliła jego osiągnięcia jako autora powieści i esejów wyrafinowanych artystycznie, podejmujących śmiałe wyzwania i obalających utrwalone stereotypy myślenia. Jako bystry i wrażliwy obserwator ludz-

ZDJĘCIE: CLARIE BROWN/SCULPTURE FOUNDATION

Sukces dla mnie to realizacja samego siebie, własnych idei twórczych, które są akceptowane, zrozumiane, docenione, co z kolei przekłada się na niezależność finansową, która daje poczucie wolności twórczej. Mistrzem nikt się nie rodzi. Do sukcesu doszedłem ciężką pracą i wytrwałością. Gdy byłem na trzecim roku Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie – zafascynowałem się odlewaniem rzeźb w brązie. Po dyplomie w pracowni prof. Jerzego Bandury odbyłem praktykę w Gliwickich Zakładach Urządzeń Technicznych – najlepszej odlewni metali kolorowych w Polsce. W tym też kierunku specjalizowałem się w Ameryce od 1975 roku – najpierw w Sculpture House na Manhattanie, Partyzanci Andrzeja Pityńskiego w Bostonie, MA

kich losów w najbardziej newralgicznych momentach ostatnich kilku dziesięcioleci, które zmieniły historię współczesnej Europy i kształt wielu państw, nie unika w swym pisarstwie problemów bolesnych i wątków drażliwych, przez oficjalny przekaz pomijanych, traktowanych powierzchownie lub wręcz przemilczanych, przekazując uniwersalną prawdę o ludzkiej kondycji i dążeniu człowieka do poznania tajników jego złożonej tożsamości; Andrzej Pityński – artysta zaliczany do najwybitniejszych rzeźbiarzy współczesnych, twórca licznych monumentalnych rzeźb usytuowanych w wielu miastach Stanów Zjednoczonych i Polski, m.in.: Partyzanci I (Boston), Partyzanci II (Hamilton), Sarmata – Duch Wolności (Hamilton), pomnik Błękitnej Armii – znany także jako pomnik Czynu Zbrojnego Polonii Amerykańskiej (Warszawa), Mściciel (Doyle-

stown), Katyń (Jersey City), Płomień Wolności – Katyń (Baltimore), Patriota (Stalowa Wola), pomnik Książki (Lesko), a także licznych płaskorzeźb, kompozycji kameralnych i medali nawiązujących swą tematyką do wpisanych w polską historię wątków martyrologicznych i konsekwentnie podejmowanych wysiłków o odzyskanie wolności i suwerenności narodowej. Twórczość artysty, przesycona głęboką refleksją patriotyczną, dzięki swemu mistrzostwu i wymowie wykraczającej poza los i ideały konkretnej społeczności, uzyskuje walor uniwersalny, komunikując swe przesłanie odbiorcy niezależnie od jego uwarunkowań kulturowych, politycznych i geograficznych; Ewa Stachniak – pisarka, anglistka, wykładowczyni akademicka należy do nielicznych autorów urodzonych i wychowanych w Polsce, których anglojęzyczna twórczość zdobyła uznanie krytyki i podbiła publiczność czy-


a potem w Johnson Atelier w Mercerville, NJ, gdzie pracuję do dziś. Odpowiadam za realizacje rzeźb w metalach kolorowych firmy Johnson Atelier w odlewniach brązu w Ameryce, Polsce, Chinach, Meksyku i Tajlandii. Dlatego wiele podróżuję po świecie i znam bardzo wielu specjalistów w tej dziedzinie. Robię zatem to, o czym marzyłem jako student krakowskiej ASP.

DODATEK KULTURALNY nowego

Czy lata przeżyte za granicą pozwoliły panu spełnić się pod względem artystycznym, jak też prywatnym?

telniczą wielu krajów świata. Już jej pierwsza powieść Necessary Lies (Konieczne kłamstwa), opowiadająca historię polskiej emigrantki znad Odry, uznana została za najlepszy debiut powieściowy Kanady roku 2000 i otrzymała prestiżową nagrodę Amazon.ca/Books in Canada First Novel Award. Entuzjastycznie przyjęte zostały także jej następne powieści: Garden of Venus (2005, Ogród Afrodyty), Dysonans (2009, wydana dotychczas tylko w wersji polskiej) i The Winter Palace (2012, Katarzyna Wielka. Gra o władzę). Przetłumaczone na kilkanaście języków, znalazły się na listach bestsellerów wielu renomowanych pism w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych i Niemczech. Powieści Ewy Stachniak, oparte na motywach zaczerpniętych z historii Polski i Rosji, wyróżniają się kunsztem formy, żywą narracją, plastycznym, wyczulonym na szczegół przedstawianej epoki językiem, a także bogactwem wiedzy o mało znanych losach postaci i państw Europy, stając się tym samym zajmującą lekturą dla czytelników różnych tradycji, krajów i kultur.

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

Nagroda Fundacji Turzańskich, którą pan właśnie otrzymał, nie jest pierwszą w pana artystycznym życiorysie. Co wnoszą tego rodzaju wyróżnienia do pana kariery zawodowej?

Mściciel Andrzeja Pityńskiego na cmentarzu w Amerykańskiej Częstochowie w Doylestown

Przypomnijmy, że w latach ubiegłych nagrody Fundacji otrzymali m.in. pisarze: Jarosław Abramow Newerly, Stanisław Barańczak, Andrzej Busza, Roman Chojnacki, Bogdan Czaykowski, Anna Frajlich, Michał Głowiński, Julia Hartwig, Wacław Iwaniuk, Ryszard Kapuściński, Tymoteusz Karpowicz, Janusz Krasiński, Ewa Lipska, Adam Lizakowski, Danuta Mostwin, Sławomir Mrożek, Tadeusz Nowakowski, Włodzimierz Odojewski, Marian Pankowski, Tadeusz Różewicz, Aleksander Rybczyński, Jarosław Marek Rymkiewicz, Marek Skwarnicki, Janusz Szuber, Tymon Terlecki, Adam Zagajewski i Grażyna Zambrzycka. Wśród laureatów Fundacji znajdują się również naukowcy, badacze literatury, artyści plastycy, ludzie teatru i muzyki, a także wielu przedstawicieli najmłodszego pokolenia (m.in. pianiści Berenika Zakrzewska i Jan Miłosz Lisiecki) oraz wiele zasłużonych dla polskiej kultury instytucji, stowarzyszeń i redakcji czasopism działających w Polsce i poza jej granicami. (EZ)

Przegląd Polski

5

Dojrzali w kinie TERESA BĘTKOWSKA

sie realizacji dzieła. Każde przyznane artyście wyróżnienie to zauważenie jego wysiłku i wyzwanie do stworzenia następnego dzieła.

Na pewno tak, monumentalne pomniki, płaskorzeźby, medale, które powstały w Stanach Zjednoczonych, byłyby nie do zrealizowania Co jest dla pana najważniejsze w pana twór- w Polsce i ze względów politycznych, i finansowych. Na przykład Partyzantów I stworzyczości rzeźbiarskiej? Najważniejsze jest uczucie. Forma, prze- łem, gdy w Polsce był stan wojenny i mój ojstrzeń, faktura, światło, materiał, technologia ciec był internowany w Załężu. Aspekty pry– to wszystko ma jeden cel: wyrazić to, co czu- watne i artystyczne same się nałożyły w moje i co myśli twórca. Uczucie to kamerton dźwię- im życiu. Rzeźba to moje życie, a Nowy Jork, ku duszy artysty, to kompas myśli twórczej. do którego przybyłem z Polski, to przecież stoRzeźba bez uczucia, bez wyrazu jest martwym lica międzynarodowej sztuki. przedmiotem. Dobrą rzeźbę widzianą raz czuje się i pamięta przez całe życie. W 2010 roku powstał w Polsce film “ŚwiaPragnę tworzyć takie rzeźby, aby inne natowe kariery Polaków. Udacznicy” – jest pan rody wyczuły w niej temperaturę polskiej krwi, jednym z jego bohaterów, czyli polskim artykrwi, która przechodzi z pokolenia na pokostą, który osiągnął światowy sukces. Co to lenie, jest wieczna i niezniszczalna. określenie dla pana znaczy? Tak, zaproszono mnie do udziału w UdaczJak Amerykanie przyjmują pana monumen- nikach – to bardzo dobry i ciekawy program, talne rzeźby? Czy je rozumieją, czy odczytu- który przybliża Polakom i Polonii nieznanych polskich twórców rozsianych po całym świeją ich walor uniwersalny? Najlepszym dowodem na docenienie przez cie. Jeżeli postawienie mnie w tym gronie możAmerykę mojej twórczości jest jej finansowa- na uznać za sukces, to się zgadzam, że go osiąnie. Rzeźba monumentalna w metalu i jej re- gnąłem. Wiem jednak z doświadczenia, że wiealizacja są bardzo kosztowne, to setki tysięcy lu ludzi na świecie zna moje pomniki, ale nie dolarów, to inwestycja w talent i wizję twór- wie, kto jest ich twórcą, i dlatego wyróżniecy. Te wysokie koszty pokrywane są przez or- nie Fundacji Turzańskich jest dla mnie bardzo ganizacje, miasta, instytucje sztuki. Myślę, że ważne. p Amerykanów w moich rzeźbach fascynuje oryginalność i prawda, która z nich przebija. Obecnie kończona jest w brązie, w odlewni w Tajlandii, moja monumentalna kompozycja Światowid – na 15 metrów wysoka, ważąca 7 ton – która stanie w muzeum rzeźby monumentalnej w Hamilton, New Jersey. Została sfinansowana przez Sculpture Foundation za sumę pół miliona dolarów. Czy Światowid ma coś wspólnego z Ameryką? Okazuje się, że jednak ma, gdy rzeźba nosi tytuł: Space – Conquer or Die.

To bardzo ważny impuls psychologiczny. To podtrzymanie wiary w to, co tworzę, to docenienie przez Fundację Turzańskich mojej drogi twórczej. Docenienie również ciężkiej pracy fizycznej, bo taka jest praca rzeźbiarza. Rzeźbiarz monumentalista, którym jestem – a niewielu nas na świecie – to długodystansowiec, odporny na wszystko. Realizacja kompozycji monumentalnej jest długa i kosztowna, co pociąga za sobą ogromną odpowiedzialność za skończenie projektu w terminie i zmieszczenie się w kosztory-

dziennika

TYCH WIDZÓW Z TYGODNIA NA TYDZIEŃ JEST CORAZ WIĘCEJ. Bywa, że organizator-

ki pionierskiego w Polsce przedsięwzięcia Bożena Gierat i Marynia Gierat, szefowe kina Pod Baranami, decydują się na dwukrotne wyświetlanie – w tym samym dniu – prawie w tym samym czasie wybranych przez siebie filmów aż w dwóch salach. Tak było np. z Żelazną Damą, Artystą, Piną, Kwartetem, Imagine, Miłością czy Obławą. Zainteresowanie również dlatego jest duże, ponieważ redaktor Maria Malatyńska, ceniona krytyk filmowa, nie odmawia “oprowadzania” dojrzałych widzów po świecie kina. Ba, jest dla nich wspaniałym cicerone, bo jak mówi: “Nie dość, że lubię rozmawiać o kinie, mieć bezpośredni kontakt z publicznością, to jeszcze chcę z widzami dyskutować o tym, co przed chwilą zostało przedstawione na ekranie. Dodatkowo przed każdym seansem Dojrzałego Kina przybliżam widzom wszelkie możliwe konteksty, z których wyrasta film, który zaraz obejrzą. Opowiadam o sprawach okołofilmowych, o twórcach, którzy ten obraz zrobili, o kinie danego kraju, co często jest związane z historią czy z polityką lub z chęcią wyrwania się twórcy z takich powiązań, co było na przykład w przypadku filmów: Dokąd teraz – dotyczącego Libanu, Rozstanie – związanego z Iranem, Człowiek z Hawru – francuskiego filmu, którego twórca jest Finem, Happy, happy (Norwegia), Nietykalni (Francja), Habemus Papam (Włochy). Mówię również o aktorach, o ich innych rolach, o prezentacji filmu na rozmaitych festiwalach itd., itd. Po zakończonym seansie moderuję na gorąco dyskusję – sama z wielką uwagą wsłuchując się w oceny widzów, opinie, argumentacje, uwagi i spostrzeżenia”. Atutem Dojrzałego Kina jest piguła wiedzy, jaką redaktor Malatyńska aplikuje widzom przed seansem. Atutem jest także proponowanie nowości; filmy prezentowane w ramach tego kina to żadne tam “pozycje archiwalne”, a obrazy najnowsze. Takie, które dopiero wchodzą do repertuaru kin, które są tuż po premierze. Stąd i dodatkowa wartość środowych spotkań ludzi, którzy z racji emerytury często bywają spychani na margines życia społecznego. Pomysł ich zorganizowania wokół kina, ciekawych filmów był – trzeba to powiedzieć jasno – taki: babcia czy dziadek będą w kinie przed południem, po kinie zdążą przygotować obiad, odebrać wnuki z przedszkola lub szkoły, a gdy im ktoś z domowników lub znajomych powie: idź do kina, bo grają świetny film (tu tytuł) – babcia czy dziadek odpowiedzą: wiem, ja już ten film widziałam (-łem). Starsi ludzie, emeryci nie chcą być spychani na ubocze. Gołym okiem widać, jak cieszą ich środowe spotkania. Zwłaszcza że przed seansem mogą sobie porozmawiać z przyjaciółmi, z którymi umówili się wcześniej na wspólne oglądanie filmu. Albo ze znajomymi poznanymi już w kinie. Tym bardziej że te rozmowy toczą się przy kawie, herbacie i ciasteczkach, które fundują organizatorzy Maria Malatyńska mocno podkreśla, że dojrzali widzowie odnajdują tu, w kinie, pokoleniową wspólnotę i w rozmowach nie wstydzą się ujawniać swojej wiedzy, doświadczenia i intelektualnych możliwości. Co zresztą widać po iskrzących się mądrością, ale też emocjami, dyskusjach, które toczą się w kinowej sali po niemal każdym seansie. Dojrzałe Kino to już trzeci sezon spotkań z dojrzałą publicznością, wśród której dostrzegłam znanych mi naukowców, lekarzy, prawników, dziennikarzy, muzyków, nauczycieli. Wiem jednak, że inicjatywa filmem infekuje również młodych ludzi. Ale w nieco innym zakresie. W jakim? Maria Malatyńska związana jest z Państwową Wyższą Szkołą Teatral-

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

LIPIEC 2013

W czerwcu w cyklu seansów Dojrzałego Kina seniorzy mogli obejrzeć w krakowskim kinie Pod Baranami fabularny debiut Haifay Al Mansour – pierwszej kobiety reżyserki w Arabii Saudyjskiej – pt. Dziewczynka w trampkach

ną w Krakowie. Na III roku studiów aktorskich zajmuje się filmem. Oczywiście od innej strony: od strony teorii i dziejów filmowego aktorstwa, a także interpretacyjnych możliwości kina. “Czasem porównuję te swoje zawodowe rozmowy z przyszłymi aktorami do tych, jakie mam z pokoleniem ich rodziców, dziadków – mówi. – Pani zauważyła, że w mojej «przedmowie» odwołuję się do tradycji filmowej – bo przecież zawsze coś z czegoś wyrasta. Otóż okazuje się, że starsi ludzie mają odniesienia, skojarzenia, a także i doświadczenia widza kinowego wyniesione z ambitnego kina prezentowanego ongiś w DKF-ach, kinach studyjnych czy podczas tzw. Konfrontacji Filmowych. A młodzi? Najczęściej mówią: «Eee, wtedy mnie jeszcze na świecie nie było, więc nie wiem». Ot, takie prawo młodości niefrasobliwej!”. Od kiedy znana krakowska dziennikarka zaczęła pasjonować się filmem? Jej zainteresowanie kinem można odnieść do czasów studiów polonistycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim. A więc do lat, gdy oficjalny i nieciekawy repertuar kinowy uzupełniany bywał brawurowo przez prężnie działające Dyskusyjne Kluby Filmowe i przez ambitne kina studyjne “Uczestniczy pani w filmowych festiwalach” – zauważam. “Upodobałam sobie ten w Berlinie – wyjaśnia moja rozmówczyni. – Pewnie i dlatego, że już w lutym, czyli na samym początku roku, w jakiś sposób zapowiada stan kina światowego w nowym sezonie, a może nawet dyktuje zakres filmowych zainteresowań późniejszym kalendarzowo międzynarodowym festiwalom – m.in. w Cannes i Wenecji”. Marię Malatyńską interesuje również film dokumentalny. Obecnie jest ekspertem w jednej z komisji przy Instytucie Sztuki Filmowej, które zatwierdzają scenariusze do realizacji. W latach 90. także przez kilka lat dyrektorowała Festiwalowi Filmów Dokumentalnych w Krakowie. Można więc powiedzieć, że tkwiąc w filmowym świecie przeszła już różne formy bliskiego przyglądania się filmom, i to na różnych łamach – od Życia Literackiego i Przekroju, przez Kino i Film, do programów radiowych i telewizyjnych. Gościła często w telewizyjnym Pegazie oraz w programie krytyków filmowych, prowadzonym przez Jacka Fuksiewicza, pt. Dziewięciu gniewnych. Dziś z lubością istnieje głównie we własnym mieście, pisując recenzje w Gazecie Krakowskiej i w miesięczniku Kraków. “Całe życie byłam i jestem w zawodowej działalności bardzo jednostronna – podkreśla. – Choć z drugiej strony, kino jest sztuką najbardziej wszechstronną. Składa się z życia, ze sztuki, z polityki, z marzeń i co tam kto jeszcze chce. Dlatego tak miło jest, gdy udaje mi się nim zajmować. I mówić o nim także do wspaniałych dojrzałych widzów”. p


6 Przegląd Polski

DODATEK KULTURALNY nowego

dziennika

LIPIEC 2013

wystawy

The Cloisters to unikatowe połączenie kościoła, klasztoru i zamku obronnego

muzeum jest ciągle taki sam, jak w czasach króla Artura. Z okazji otwarcia The Cloisters Rockefeller nabył i podarował też do jego zbiorów unikalny, jeden z piękniejszych w ogóle zachowanych cyklów arrasów pochodzących z późnego średniowiecza, poświęcony legendzie jednorożca – The Unicorn Tapestries. Na ów zespół składa się siedem monumentalnych (około trzy na cztery metry każda) tkanin z wełny i jedwabiu, uzupełnionych srebrnymi i emaliowanymi detalami, przedstawiających kluczowe epizody opowieści o ucieczce, schwytaniu i śmierci jednorożca, opisanego w licznych manuskryptach z epoki średniowiecza. Owo mityczne stworzenie uchodziło w dawnych wiekach za symbol dziewictwa (i małżeństwa), cudowny lek na wszystko oraz

The Unicorn In Captivity, z cyklu Unicorn Tapestries (1495-1505)

ZDJECIA: ARCHIWUM

O Nowym Jorku pisze się i mówi “dżungla”, co bierze się nie tylko z panującego tutaj społecznego darwinizmu, ale także z widocznej na każdym kroku obecności egzotycznych stworzeń, których próżno by szukać w starożytnych bestiariuszach. Tak więc obok krokodyli, które skolonizowały kanalizację Manhattanu, licznie występują w downtown lwy salonowe, ćmy barowe, tłumnie zasiedlające sutereny na East Village, oraz – zważywszy na bliskie sąsiedztwo oceanu i Wall Street – czujące się tu jak ryby w wodzie rekiny biznesu. W Central Parku napastują przechodniów bezczelne wiewiórki, a z wysokości wieżowców każdy krok nowojorczyków śledzą sokoły, żyjące w godnej podziwu symbiozie z gromadami bytujących tam od stulecia kamiennych chimer i gargulców. Stworzenia mityczne wchodzą tutaj w alianse z mitologicznymi, a metaforyczne bezproblemowo koegzystują z metabiologicznymi, bo przecież designer dogs wystrojone w kreacje od Prady trudno uznać za dzieła natury. Więc gdzie, jeśli nie w Nowym Jorku, może mieszkać w naszych racjonalistycznych czasach mityczny stwór o nazwie “jednorożec”, którego nie ma już nigdzie, poza średniowiecznymi legendami? Tymczasem tutaj mamy ich całe, pokaźne stadko, na co dzień rezydujące w Fort Tryon Park, w monumentalnych, kamiennych murach The Cloisters – budowli równie jak one bajecznej i tajemniczej od chwili powstania, co nastąpiło równo przed 75 laty, stanowiącej oddział specjalny Metropolitan Museum. Ten niezwykły obiekt oddano do użytku w 1938 roku staraniem lokalnego miliardera, kolekcjonera sztuki i filantropa Johna D. Rockefellera. Budowla wygląda jak żywcem wyjęta z gier komputerowych o rycerzach i smokach albo z planu filmu kostiumowego o królu Arturze. Stanowi niewystępujące nigdzie indziej na świecie (może poza Bawarią) połączenie kościoła, klasztoru i obronnego zamku i łączy w jedno style romański, gotycki (w różnych stadiach) oraz elementy wczesnego renesansu, czyli – mniej więcej – pięć stuleci. Większość z tego, co składa się na zjawisko nazwane The Cloisters, kiedyś stanowiła budulec autentycznych fortyfikacji i obiektów sakralnych w Europie, głównie we Francji i Hiszpanii. Tyle że wszystkie one – a więc nie tylko kamienie i cegły, ale też ponad 20 tysięcy obiektów kamieniarki, wyposażenia i dzieł sztuki “z epoki” – zostały zakupione, rozebrane, przewiezione przez ocean, a potem na nowo złożone w całość w parku, który też powstał wyłącznie na potrzeby owego projektu. Rockefeller kupił i podarował miastu także grunty pod założenie Fort Tryon Park. Z jego osobistej inicjatywy i za jego pieniądze w 1925 roku Metropolitan Museum weszło w posiadanie kolekcji mediewalów, zgromadzonej przez rzeźbiarza i prywatnego kolekcjonera George’a Greya Barnarda, a udostępnionej publiczności – od początku pod nazwą The Cloisters – dekadę wcześniej w należącej do Barnarda lokalizacji przy Fort Washington Avenue, w bliskim sąsiedztwie dzisiejszej siedziby muzeum. Miliarder kupił nie tylko zbiory Barnarda, grunty pod park i budynek, ale także… fragment krajobrazu. Już wcześniej, bo w 1901 roku, wyprzedził go zresztą w tym dziele inny nowojorski magnat stalowy i finansista – John Pierpont Morgan, który nabył na własność 12 mil Palisad (New Jersey Palisades) po to, by zachować fantastyczny widok, jaki rozciąga się z Fort Tryon Park w stronę Hudsonu i jego monumentalnej linii brzegowej po stronie New Jersey. Co rozpoczął Morgan, dokończył Rockefeller, dokupując dodatkowe 700 akrów Palisad i w ten sposób zyskując pewność, że panorama, jaka rozciąga się na Hudson z korony murów The Cloisters, nie straci na malowniczości w wyniku zabudowania jej koszmarnymi hotelami z betonu. Nie została, dzięki czemu widok na rzekę z porośniętych dzikim winem i ziołami tarasów

alegorię Chrystusa. Cykl z jednorożcem stanowi – obok Tryptyku z Merode i Godzinek Joanny d’Evreux – jeden z najcenniejszych obiektów w całej kolekcji sztuki średniowiecznej pozostającej w posiadaniu Metropolitan Museum oraz swoisty “znak firmowy” The Cloisters. Toteż to właśnie The Unicorn Tapestries stały się punktem odniesienia dla wystawy okolicznościowej, otwartej z okazji 75. rocznicy jego powstania. Ekspozycja nosi nazwę The Search for Unicorn, stanowi bowiem wynik szeroko zakrojonych poszukiwań artystycznych “dowodów” na istnienie mitycznego stworzenia, które – choć doszukano się na świecie ponad czterdziestu zgromadzonych na ekspozycji obiektów tego typu – nawet w epoce średniowiecza nie wy-

stępowało na świecie pospolicie. Jak wynika ze zgromadzonych na wystawie obiektów malarskich, rzeźbiarskich i rękodzielniczych, już w czasach, kiedy ręce anonimowych francuskich tkaczek wyplatały na arrasach dramatyczne dzieje jednorożca, było to stworzenie legendarne, które – jak wierzono – wyginęło dawno temu ze względu na swoje niezwykłe własności. Choć – jak uważają współczesne niedowiarki – mogło się to również wiązać z narastającym w wyniku postępującego upadku moralnego ludzkości deficytem dziewic. Bo z materiałów źródłowych wiadomo, że tylko dziewica mogła dostrzec, obłaskawić i uwięzić jednorożca… Ekspozycja przygotowana została z wielką starannością, a jej dodatkową zaletą jest okoliczność, że poszukiwanie mitycznego stworzenia odbywa się w przestrzeni jedynego w Ameryce muzeum poświęconego wyłącznie sztuce średniowiecznej. I to takiego, które samo w sobie stanowi nie tylko niezwykłe dzieło architektury i urbanistyki, ale też świadectwo pasji garstki ubiegłowiecznych wizjonerów. Bo to za ich przyczyną na północnym cyplu Manhattanu powstał mediewistyczny theme park. The Cloisters to bowiem wymowne świadectwo amerykańskiego podejścia do historii, która jest tu objaśniana poglądowo, przejrzyście i syntetycznie. Muzeum jest więc swoistą makietą, prezentującą wszystkie po kolei style i klimaty średniowiecza, tyle że zbudowaną w skali naturalnej i poskładaną z fragmentów autentycznych, europejskich świątyń, dormitoriów, baszt i wirydarzy. W efekcie pod jednym (łamanym, jak na średniowiecze przystało) dachem mamy tu wszystko – od romańskiego kościółka poprzez gotycki monaster z wewnętrznym ogrodem wysadzonym ziołami po warowną rezydencję feudalną. Plus imponujące mury obronne z niepowtarzalnym widokiem na Palisady (Riverside Drive, szczęśliwie ukrytą w zieleni) oraz malowniczy park opadający tarasowo z wysokiej skarpy nad Hudsonem. Artystyczne białe kruki – rzadkie i nieliczne dzieła sztuki z tematem jednorożca – pokazano więc w najlepszym z możliwych dla nich w Ameryce otoczeniu, bo w kontekście epoki, w której powstały. A i historia samego The Cloisters czyni je atrakcyjnym nie tylko dla moli książkowych (biblioteka), lwów salonowych (sale wystawowe) czy myszy kościelnych (kaplica). Muzeum Rockefellera zostało zbudowane z założeniem, żeby nikt, nawet jeśli nie zalicza się do znawców sztuki, nie czuł się w nim jak słoń w składzie porcelany. I to wielkie marzenie miliardera-idealisty spełnia się w Fort Tryon Park już od 75 lat. BOŻENA CHLABICZ


Metropolia zaprasza LIPIEC 2013

DODATEK KULTURALNY nowego

dziennika

Przegląd Polski

7

Dla wielu z nas jej twarz kojarzy się z pamięcią pierwszych odkryć dokonywanych w magicznej przestrzeni kina lat 60. Szczupła sylwetka, zaskakująco dźwięczny głos i ironicznie-niewinny humor Elżbiety Czyżewskiej kojarzy się nierozerwalnie z filmami Stanisława Barei, Jerzego Hasa, Skolimowskiego i Wajdy, a jej zmienne i wieloznaczne kreacje łączą się z rolami Zbyszka Cybulskiego, Beaty Tyszkiewicz, Bohdana Łazuki, Daniela Olbrychskiego... Legenda jej aktorstwa splata się z legendą osobistego życia, skomplikowanego, w wielu aktach: dramat wojny i wczesnej utraty ojca; epizod dzieciństwa w sierocińcu; pierwsze małżeństwo ze Skolimowskim, a wkrótce po rozwodzie sensacja małżeństwa z Davidem Halberstamem, korespondentem New York Timesa w Warszawie; wyjazd do Nowego Jorku, przemieniony później w de facto wygnanie z Polski; tragedia uzależnienia alkoholowego i pogłębiającego się zagubienia; heroiczne odejście od nałogu; prawnie równie heroiczny upór, by powrócić na scenę teatru w Nowym Jorku; względny sukces tego wtórnego zaistnienia, skromny, lecz ważny – już jako aktorka amerykańska, nie gwiazda czy choćby gwiazdeczka, lecz pracujący, dumny członek aktorskiego bractwa. Historia życia Elki Czyżewskiej jakby rozwijała się dalej. John Guare, autor dramatów The House of Blue Leaves (1971), Six Degrees of Separation (1990) i A Free Man of Color (2010), dopisał doń następny akt. Zwięzła sztuka Elzbieta Erased przedstawia fakty bez zbędnych sensacji, przeciwnie – ze współczuciem i dbałością, by zbliżyć się ku prawdzie. Spojrzenie tu na Elkę jest wręcz czułe, jakby budowaniem pozytywnej pamięci Guare chciałby jej wynagrodzić szczególnie trudne momenty. Skupia się na jej losie w Nowym Jorku i na wiernie jej towarzyszącej tutaj, jak zaklęta, tendencji ku porażce czy też niefortunnym splotom okoliczności, które wytrącały jej z ręki z trudem zdobywane zwycięstwa. Powtarzają się rozczarowania związane ze źle umieszczonym zaufaniem czy raptowne zakręty, gdy bliscy współpracownicy, z tych czy innych powodów, obracali się w krytycznym momencie przeciw niej. Sztuka przypomina o smętnych epizodach: przyjęcia do domu i dramatycznego rozstania z Joanną Pacułą; podkształcania w polskim akcencie Meryl Streep, która później zdobędzie Academy Award za rolę Sophie Zawistowskiej w Sophie’s Choice; utraty tytułowej roli w Antygonie w Nowym Jorku, gdy po sukcesie w Woodstock sztuka Głowackiego doczeka się wreszcie inscenizacji na Broadwayu (reżyser Arthur Penn powierzy tę rolę Dianne West). Jakby owoce pracy, ambicji i wyobraźni Elki miały nagradzać innych wokół niej raczej niż ją samą. Elka wymazana, razem z jednoaktówkami Karel oraz Funiage, komponuje rodzaj tryptyku przedstawiający ogromne koszty emigracji i uchodźstwa, lecz także wyzwalający smak wolności, jaki przynosi ze sobą fakt opuszczenia kokonu domu i ojczyzny. Szkoda, że trójgłosowy dramat Guare’a 3 Kinds of Exile gościł na scenie tak krótko, ledwie dwa tygodnie popremierowych przedstawień. Oprócz samego tematu sztuka miała jeszcze parę innych aspektów cennych dla widza o polskich korzeniach. W Funiage John Guare odtworzył emigracyjną historię Witolda Gombrowicza i fragmenty z jego sztuki Ślub i powieści Trans-Atlantyk, a inscenizacja pod kierunkiem Neila Pepe’a przywołała go na scenę w potrójnie udany sposób: po pierwsze, tekst Guare’a oferuje ciekawe spojrzenie na biografię pisarza. Po drugie, przedstawienie było stylizowane na

ZDJĘCIE: KEVIN THOMAS GARCIA

teatr

Omar Sangare i John Guare w jednoaktówce o Elżbiecie Czyżewskiej pt. Elzbieta Erased

gombrowiczowską absurdo-tragikomedię i uchwyciło ten szczególny typ “poważnej zabawy w teatr” w nadzwyczaj efektywny sposób. Po trzecie, David Pittu wręcz wcielił się w rolę Gombrowicza: przystojny, lecz jakby i trochę krzywy w tej przystojności. Kpiarz, ale i idealista. Dumny, ale też niepewny swego i nieco nieśmiały. Absolutnie przekonany o słuszności, i pełen wątpliwości. Myślę, że sam Gombrowicz, niełatwy do zadowolenia, byłby usatysfakcjonowany. I jeszcze jedno, o czym donoszę z przyjemnością. Przyglądam się z zaciekawieniem zawiłej ścieżce Omara Sangare, który do Nowego Jorku przybył po warszawskiej PWST i długiej wędrówce po obwodzie teatralnych festiwali w Polsce i na świecie. Zakotwiczył się z łutem szczęścia w Williams College w Massachusetts, gdzie uczy sztuk teatralnych. Sangare jest rodem ze Śląska, lecz z korzeniem, po ojcu, w Mali. Podoba mi się jego entuzjazm i ambicja. Odwaga stwarzania się od nowa i podejmowania nowych wyzwań. Od paru lat z sukcesem rozbudowuje festiwal przedstawień “jednego aktora” United Solo. Lecz Sangare jest przede wszystkim rasowym aktorem. Posiada mocny a ciepły głos. Jego gładko wygolona czaszka połyskuje elegancko. Wyrazisty, nieco dwuznaczny typ fizyczny doskonale pasuje do roli atrakcyjnego amanta, dobrego dla dziewczyny i dla chłopca. Albo jako upadły anioł, ten, którego zło wcale nie cieszy, bo wolałby być po stronie dobra i marzy mu się powrót do nieba. Tak sobie fantazjuję, lecz dotychczas nie miałam okazji oglądać go na scenie. W jednoaktówce o Czyżewskiej Sangare jako B był świetnym partnerem Johna Guare’a w roli A (debiut pisarza jako aktora). Powrócił także na scenę w Funiage, jako milczący, lecz wyraziście obecny Gonzalo. Miło, że Sangare udanie sprawdza się na scenie i że dodał swój talent do ogólnie bardzo ciekawego przedstawienia Trzech rodzajów uchodźstwa (Atlantic Theater Company, premiera 11 czerwca, przedstawienia do 23 czerwca, w Linda Gross Theater).

Rozpoczęło się lato. A więc rozpoczął się także sezon sztuk Szekspira na wolnym powietrzu przygotowywany przez The Public Theater w Central Parku. To tradycja trwająca już pół wieku, mocno wpisana w letni krajobraz miasta. Pierwszą sztuką w tym roku jest pogodna Comedy of Errors. Wczesna komedia barda jest zbudowana na bezwstydnie prostym pomyśle narastających nieporozumień i kontrastów. Dwie pary identycznych bliźniaków zostały rozdzielone w czasie burzy gdzieś przy greckim wybrzeżu. Antipholus, jeden z dobrze urodzonych braci, oraz Dromio, jeden z bliźniaków-niewolników, powrócili z ojcem Antipholusa do miasta Syracuse. Drugi z bliźniaków, również zwany Antipholusem, razem ze swoim sługą – a jakże, też imieniem Dromio – pozostał w mieście Ephesus. Wyrósł, wzbogacił się, ma dom i piękną żonę, jest dobrze znanym obywatelem miasteczka. Lata później Antipholus, ten z Syracuse, wyrusza na poszukiwania zagubionego brata. Wyrusza oczywiście ze swoim Dromio, któremu też się marzy odnalezienie brata. Lądują w Efezie, no i można sobie wyobrazić, co się dalej dzieje. Jak to w farsie bywa, nie ma tu cienia prawdopodobieństwa, jest za to seria pomyłek i pokrzyżowanych ścieżek, gdy Antipholus z Syracuse spotyka się z Dromio z Efezu będąc przekonanym, że to jego Dromio (z Syracuse), żona Antipholusa (tego z Efezu) domaga się demonstracji uczuć od Antipholusa z Syracuse, itp. itd. Rzecz jest zrobiona bezpretensjonalnie, z uśmiechem ku pogodzie życia, i cały zespół łączy duch wspólnej zabawy. Daniel Sullivan podjął decyzję obsadzenia obu par bliźniaków pojedynczym aktorem. Ryzyko się sprawdziło, i Hamish Linklater (w roli obojga Antipholusów) oraz Jesse Tyler Ferguson (jako dwaj Dromio) dwoją się i troją, udanie odtwarzając fizycznie identycznych, lecz bardzo odmiennych w charakterze osobników. Ponad farsę wynosi przedstawienie świetne aktorstwo, a także pasja, jaka rozbrzmiewa niespodziewanie w niektórych kwestiach. Bowiem nawet w tej najprostszej ze sztuk Szekspira pobłyskują momenty wielkiej poezji: kaskada ża-

lu i gniewu, jaki wyśpiewuje nagle Adriana. Głębokie wzruszenie, z jakim Antipholus z Efezu wyznaje uczucie do Luciany. Rzecz zaś cała dzieje się tym razem w miasteczku gdzieś w Adirondack, w latach 40., gdzie malowniczy kościółek, swojski bar i niewielki hotel przywołują wspomnienie najłagodniejszych obrazów Edwarda Hoppera. A napis na tablicy informacyjnej na stacji przypomina, że i stąd autobusy odjeżdżają do Troi, Syracuse, Utiki i Itaki… Komedia pomyłek przemija razem z czerwcem. Ale pod koniec lipca na letniej scenie w Central Parku roztańczy się i rozśpiewa inna igraszka Szekspira: Love’s Labour’s Lost. Roztańczy się i rozśpiewa, bo ta tylko ciut bardziej skomplikowana komedia przygotowywana jest przez Michaela Friedmana oraz Alexa Timbersa jako “nowy musical”. “Previews” (przedpremierowe przedstawienia) Straconych zachodów miłości rozpoczynają się 23 lipca, z występami do 18 sierpnia, w Delacorte Theatre. Jeśli chęć zaś przyjdzie na coś poważniejszego czy bardziej eksperymentalnego, warto sprawdzić program ambitnego Lincoln Center Festival (http://www.lincolncenterfestival.org/), na który zjeżdżają w lipcu wybitni twórcy z Chin, Kanady, Japonii, Francji i Austrii, m.in. z przedstawieniami Les liasons dangereuses, w reżyserii Johna Malkovicha, musicalu Damona Albarna i Jamie Hewlett Monkey: Journey to the West, inspirowanym klasyką folkloru chińskiego, czy Michaels Reise um die Erde (Podróż Michała wokół świata) Karlheinza Stockhausena, z jego cyklu siedmiu oper pod tytułem Licht. GRAŻYNA DRABIK William Shakespeare, The Comedy of Errors. Reż.: Daniel Sullivan, scenografia: John Lee Beatty, kostiumy: Toni-Leslie James, oświetlenie: Jeff Croiter, choreografia: Mimi Lieber. Występują: De’Adre Aziza (Courtesan), Betty Ann Baker (Abbess), Emily Bergl (Adriana), Robert Creighton (Angelo, a Goldsmith), Jesse Tayler Ferguson (Dromio of Syracuse/ Dromio of Ephesus), Jonathan Hadary (Egeon), Hamish Linklater (Antipholus of Syracuse/ Antipholus of Ephesus), Heidi Schreck (Luciana) i Skipp Sudduth (The Duke). Przedstawienia do 30 czerwca. Shakespeare in the Park, Delacorte Theatre, Central Park (wejście przy W. 81 St. & Central Park West).


8 Przegląd Polski

DODATEK KULTURALNY nowego

dziennika

LIPIEC 2013

Su per k się życ i Ho me De pot RYTMY NOWEGO JORKU – GRAŻYNA DRABIK

ulicy ponad ćwierć wieku temu, a więc po rozmaitych improwizacjach tymczasowych, które nabrały patyny względnej permanentności, wreszcie odnowiłam kuchnię. Żeliwny zlew z potężną, otaczającą go metalową szafką nie chciał wyjść z domu. Panowie Adam i Karol walczyli dzielnie, używając fachowych perswazji. Kiedy się już udało usunąć skomplikowaną konstrukcję, okazało się, że ukrywała wstydliwe tajemnice: spróchniałe deski w podłodze, rury w rozpaczliwym stanie, ściany z dziurami na przestrzał… Skomplikowanie składana i łatana w różny sposób konstrukcja została w końcu rozebrana i wyniesiona, przy tym podejrzewam, że sam zlew był częścią oryginalnej instalacji budynku, więc pamiętał czasy sprzed stu lat, bo budynek jest jednym z najstarszych w dzielnicy, z 1906 r. Kto miał do czynienia z podobnym remontem, wie, jaką domową rewolucję z sobą niesie. W każdym razie ja, której obce w zasadzie są zakupy i która całe mieszkanie ma umeblowane przedmiotami z odzysku, odrzutu lub odziedziczonymi (stół Moniki, koleżanki jeszcze ze studiów, oddany, kiedy wychodziła za mąż; szczodrze szeroka kanapa od Julity; cztery dębowe krzesła z Salvation Army...), oswoiłam się z Ikeą, P.C. Richards, Karl Appliances i, oczywiście, z Home Depot.

Wiem, jak w czeluściach tego składu wszystkiego i do wszystkiego znaleźć dział farb, gdzie zachwycają ułożone w bajeczne szeregi niezliczone odcienie każdego koloru. Odkryłam, jak nieprawdopodobnie rozmaite mogą być gwoździe, śruby, śrubki, haki i haczyki. Jaka jest różnica między zlewem do montowania “z góry blatu” a tym podwieszanym od dołu, itp., itd. Kuchnia stała się większa i jaśniejsza, a ja bogatsza o ciekawe doświadczenie i wdzięczna naszym góralom spod Rzeszowa za bardzo solidną pracę. * Lecz najważniejszym dziwem czerwcowym była dla mnie matura wnuka. Ceremonia końca roku w Beacon High School odbyła się przy świetnej muzyce szkolnego zespołu jazzowego, z weną akcentującego sympatyczne wypowiedzi maturzystów, rozliczne wyróżnienia i uroczyste rozdanie dyplomów. Rzecz cała była pełna autentycznej serdeczności i pozytywnych słów. Rodzice wzruszeni. Młodzi – dziewczęta w eleganckich sukienkach, chłopcy w białych koszulach i krawatach – nagle bardzo dorośli. Tak niedawno żegnałam z przejęciem moją córkę, kiedy odjeżdżała na studia. I oto Nicolas, wysoki i smukły, w jasnoniebieskiej todze narzuconej na ramiona, na krawędzi dorosłości, gotów do odlotu. p

ZDJĘCIE: BASIA NIKONOROW

We wtorek, 28 maja, wschód i zachód słońca był perfekcyjnie zsynchronizowany ze wschodnio-zachodnim ukierunkowaniem nowojorskich ulic. Stojąc na wschodnim skraju wyspy można wtedy oglądać słońce w całej pełni powoli obniżające się ku horyzontowi. Charakterystyczne sylwetki budynków Chryslera i Empire State, przy 34 Ulicy, czy inne wyniosłe drapacze przy 14, 23, 42 lub 57 Ulicy do- La hija de Rappaccini dają dramatyczne ramy zachodowi słońca. – współczesna opera “Manhattanhenge” powtórzy się w sobotę, meksykańskiego 13 lipca, gdy słoneczne promienie znowu prze- kompozytora Daniela biją na wprost miasto i ognista kula zniknie za Catána – została horyzontem o 20:24. Najbardziej malowniczy zaprezentowana widok jest na tych szerszych, środkowych uliprzez Gotham cach o podwójnych jezdniach, ale słońce wpiChamber Opera suje się idealnie w szachowniczy układ także w Brooklyn skromniejszych ulic (więcej informacji możBotanical Garden na znaleźć u Neila deGrasse Tysona na stronie American Museum of Natural History: pran Elaine Alvarez) śpiewała o niemożliwej miłości. Młody adept nauk Giovanni (tenor Dawww.amnh.org). niel Montenegro) pięknie tęsknił za rodzinnym * Neapolem, marzył o wyzwoleniu Beatriz z “maCzyli już lato. Po niespokojnej, jakby za- gicznego ogrodu” i godził się z niebotyczną gniewanej wiośnie (gwałtowne burze, ulew- ceną, jaką przyjdzie mu zapłacić za miłość. A my wszyscy – zbieranina starych i młone deszcze po długiej suszy, huragan Sandy i inne, bezimienne wichury) nadeszło od razu dych, różowobiałych i złotobrązowych, tych, upalne i parne. A między majowym popisem co wyglądali na znawców muzyki klasycznej, słońca i lipcowym, księżyc z kolei się puszy. i całkiem przypadkowych słuchaczy – pozoPełnia 23 czerwca była jaśniejsza niż zwy- staliśmy do końca zasłuchani i zapatrzeni, zakła, księżyc większy jakby i bliższy. Bliższy pominając nawet o rozłożonych wokół koszynam nie tylko w ułudzie wizji w czasie czy- kach czy torbach pełnych owoców i serów. Wiestej nocy, ale w swym rzeczywistym kosmicz- czór był zaczarowany (La hija de Rappaccini, nym bycie. Bowiem w czerwcu księżycowy 17 i 24 czerwca, Brooklyn Botanical Gardens). satelita znalazł się w tej części swej eliptycz* nej orbity, która jest najbardziej zbliżona do Jednym z cudów letniego czasu w Nowym Ziemi. Pełnia więc, wyliczono, była o 13 procent większa od normalnej. Przypływy bogat- Jorku jest muzyka w parkach. Narzekamy na lato w mieście, i jest na co narzekać. Nieznosze i wyższe. Superksiężyc w perigeum dodał magii ślicz- śne są tłumy guzdrzących się po ulicach turynemu widowisku, które przygotowała Gotham stów. Nieznośny jest lepki upał i zaduch na peChamber Opera. Skusił mnie do wyprawy do ronach metra, zwłaszcza po szoku wymarzniębrooklyńskiego Ogrodu Botanicznego zachę- tego klimatyzacją wagonu. Nieznośne jest nacający opis: współczesna opera meksykańskie- rastające razem z temperaturą powietrza zniego kompozytora Daniela Catána. Libretto Ju- cierpliwienie, pajęczyna niechęci do innych woana Tovara na podstawie sztuki Octavio Paza kół – że tyle ich, za blisko i za gęsto. Muzyka jest rekompensatą za wszystko, taki opowiadania Nathaniela Hawthorne’a. Ambitny zespół, który od 11 lat przypomina o sub- że za wielkomiejskie niedogodności. Warto patelnym pięknie opery kameralnej – barokowej miętać o takich długich już tradycjach, jak bezi współczesnej. Gotham Chamber Opera ma płatne występy artystów Metropolitan Opera już na swoim koncie inscenizację 18 oper, w (recital 16 lipca w Central Park Summertym siedmiu premier amerykańskich i dwie w Stage, 19 w Brooklyn Bridge Park, 23 w Crotona Park na Bronksie); urozmaicony program skali światowej. Opis La hija de Rappaccini zaciekawił, ale Lincoln Center Out of Doors; czy popularprzyznam, że miałam nadzieję wykorzystać ne koncerty Filharmonii Nowojorskiej w raokazję na świeżym powietrzu na wypoczynek, mach Summertime Classics (3-7 lipca) oraz nawet na dyskretną drzemkę. Bo to koniec aka- Concerts in the Parks (10-16 lipca). Warto też sprawdzić nowe inicjatywy, np. Bedemickiego roku, a więc bezlik studenckich prac i egzaminów. Bo seria miłych sercu, ale tween the Seas Festival, czyli bogatą serię filzawszeć jednak uwagi wymagających gości. Bo mów, przedstawień i koncertów artystów z kraroboty domowe. Ale nie było mowy nawet o jów basenu Morza Śródziemnego, który ma się odbyć 22-28 lipca na dolnym Manhattanie przymknięciu oka. Od pierwszych dźwięków orkiestry pod kie- (www.BetweenTheSeas.org) lub zaryzykować runkiem Neala Gorena ciekawa, pełna niespo- podróż w głąb ludzkiego serca, czyli pójść do dziewanych zderzeń muzyka pochłonęła mo- Officers’ House na Governors Island na ją uwagę. Moją i wszystkich wokół. Pomysło- 4Chambers, cykl eksperymentów tanecznych wa scenografia Riccardo Hernandeza wpisa- (Jody Oberfelder Dance Project, 6-14 lipca). ła w krajobraz brooklyńskiego parku ogród dok* tora Rappacciniego, który poświęcił życie na Czerwiec przyniósł z sobą jeszcze kilka innaukowe eksperymenty. Rappaccini (baryton Eric Dubin), trochę Faust, a trochę Mefistofe- nych, bardziej osobistych dziwów dla mnie: les, medytował dramatycznie o szansie zwy- po 10 latach obietnic, że wyrzucę wiekowy, pocięstwa nad śmiercią. Jego córka Beatriz (so- rdzewiały zlew i wymienię blat znaleziony na

ZDJĘCIE: RICHARD TERMINE

Dwa razy do roku na Manhattanie powtarza się fenomen gry promieni słonecznych znany z kręgu kamiennego ołtarza w Stonehenge w Anglii.

Nicolas (z prawej) z kolegą Thomasem podczas rozdania dyplomów ukończenia szkoły średniej


Przegląd Polski

Artystka XXI wieku LIPIEC 2013

DODATEK KULTURALNY nowego

dziennika

ZUZANNA DUCKA-LUBAS

MINIATURY

Na krawędzi

KATARZYNA BUCZKOWSKA

Joanna Kaczorowska uważa, iż muzyk XXI wieku to człowiek, który nie tylko potrafi znakomicie grać, ale także potrafi promować siebie i muzykę

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

Polscy muzycy coraz częściej pojawiają się na najlepszych scenach muzycznych świata. Wielu z nich zostało dostrzeżonych i docenionych również w Nowym Jorku. Wśród nich jest skrzypaczka Joanna Kaczorowska, która swym talentem podbiła naszą metropolię.

Występowała z tak znanymi muzykami, jak wiolonczelista Yo-Yo Ma i skrzypek Itzhak Perlman, z kwartetem smyczkowym Emerson String Quartet, z dyrygentami Michaelem Tilsonem Thomasem z San Francisco Symphony, Reinbertem De Leeuw z Holandii, Davidem Robertsonem z Saint Louis Symphony Orchestra oraz gościnnie ze znakomitą orkiestrą New World Symphony z Miami. Występowała wielokrotnie w najsłynniejszych salach koncertowych świata: Carnegie Hall w Nowym Jorku, Suntory Hall w Tokio, Ozawa Hall w Massachusetts czy Beethovens Haus w Bonn. Joanna uczestniczyła także w największych festiwalach muzycznych, m.in.: Music @Menlo w Kalifornii, Aspen Music Festival w Kolorado oraz w Tanglewood Music Festival organizowanym przez Boston Symphony Orchestra. Artystka zyskała renomę również dzięki wielu nagrodom, wyróżnieniom, prestiżowym stypendiom i międzynarodowym konkursom. Wielkim osiągnięciem Joanny na skalę światową było uzyskanie pierwszego miejsca na ostatnim międzynarodowym konkursie pianistycznym im. Liszta-Garrisona w Baltimore w 2009 roku w kategorii duety z fortepianem, gdzie wystąpiła z argentyńskim pianistą Pablem Lavanderą. W tym samym konkursie duet Kaczorowska – Lavandera zdobył też prestiżową nagrodę specjalną za najlepsze wykonanie dzieł Franciszka Liszta. Otrzymał również nagrodę specjalną w postaci recitalu w słynnym niemieckim Bayreuth, podczas największego na świecie Festiwalu Wagnerowskiego. Takie sukcesy naszej rodaczki nie mogły minąć bez echa – Joanna została przedstawiona w ogólnoświatowym magazynie muzycznym Strad, a także w prestiżowym Strings Magazine. Wzięła udział w programie japońskiej telewizji NHK, jak również w audycji All Things Considered stacji radiowej National Public Radio NPR. Jej koncerty zostały zrecenzowane w wielu gazetach, w tym w New York Timesie oraz New York Sun. Naszej artystce nie wystarcza jednak samo koncertowanie – odkryła w sobie talenty menedżerskie. Jest założycielką i dyrektor artystyczną nowatorskiej serii koncertowej zespołu New York Chamber Musicians, który w swoim pierwszym sezonie zadebiutował czterema koncertami muzyki kameralnej z udziałem gwiazd światowej sławy, jak wielokrotny zdobywca nagrody muzycznej Grammy skrzypek Emerson String Quartet Philip Setzer, legendarny pianista Gilbert Kalish, ceniona kompozytorka Gabriela Lena Frank czy słynny klarnecista Alan Kay – profesor Juilliard School of Music i dyrektor artystyczny Orpheus Chamber Orchestra. Koncerty New York Chambers Musicians są wyjątkowe nie tylko ze względu na gwiazdy, które biorą w nich udział. Joanna – chcąc sprawić, aby muzyka klasyczna przestała się kojarzyć z chłodnymi salami koncertowymi – wprowadza w nich lekką, nieformalną atmosferę, artyści rozmawiają z publicznością, a przed każdym utworem w przystępny sposób przybliżają widzom jego historię. Dzięki temu projekt Joanny spotkał się z olbrzymim zainteresowaniem i wyrafinowanych melomanów, i tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z muzyką klasyczną.

mi koncertami w Carnegie Hall w maju 2008 roku. Artystka w wywiadach wielokrotnie powtarza, że dla muzyków nagrodą są kwiaty i owacje po udanym koncercie, ale warto byłoby, aby ich sztuka przekładała się na coś bardziej wymiernego – na pomoc dla tych, którzy jej potrzebują. Joanna została zaproszona do zorganizowania i współprowadzenia Koncertów Rodzinnych i serii koncertów organizowanych przez CarArtystka w wywiadach negie Hall w innych dzielnicach Nowego Jorwielokrotnie powtarza, że dla ku w 2008 oraz 2009 roku. Obecnie jest promuzyków nagrodą są kwiaty fesorem skrzypiec oraz muzyki kameralnej na Stanowym Uniwersytecie Nowojorskim w Stoi owacje po udanym koncercie, ny Brook, gdzie jest również dyrektorem kaale warto byłoby, aby ich sztutedry kameralistyki studiów licencjackich. ka przekładała się na coś barBez wątpienia za sukcesem Joanny stoi nie tylko talent, ale także pracowitość i wykształdziej wymiernego – na pomoc cenie. Artystka uzyskała tytuł doktora sztuk dla tych, którzy jej potrzebują. muzycznych na Nowojorskim Uniwersytecie Stanowym w Stony Brook oraz tytuły magistów. Program polegał na serii ponad dwudzie- stra sztuk na Uniwersytecie Stanu Massachustu specjalnych koncertów w każdym sezonie setts w Amherst oraz w Akademii Muzycznej w Carnegie Hall oraz na serii wykładów i se- w Poznaniu. Joanna skończyła również podyminariów poświęconych metodom zarządza- plomowe studia w Wyższej Szkole Umiejętnia wielkimi instytucjami artystycznymi, taki- ności Społecznych w Poznaniu na kierunku memi jak właśnie Carnegie Hall czy Juilliard Scho- nedżera i administratora kultury i sztuki. Joanna Kaczorowska często jest pytana o to, ol. Wykłady prowadzone były przez takie osobistości świata muzyki, jak dyrektor Carnegie czy muzyka klasyczna ma szanse przetrwać w Hall Clive Gillinson i prezydent Juilliard Scho- XXI wieku. Niezmiennie na nie odpowiada: “Muol Joseph William Polisi. W ramach tego pro- zyk XXI wieku to człowiek, który nie tylko pogramu Joanna wykładała również gościnnie na trafi znakomicie zagrać i zachwycić publiczność umiejętnościami technicznymi czy muzykalnokilku amerykańskich uniwersytetach. Joanna jest zagorzałą zwolenniczką wyko- ścią. Dziś to już nie wystarczy! To także osoba, rzystywania muzyki klasycznej w celach cha- która potrafi promować siebie i muzykę. Dziś rytatywnych. Wraz z Carnegie Hall jest jed- muzyka klasyczna jest uważana za ginący ganym ze współautorów projektu transmitowa- tunek. Ja natomiast poprzez swoje koncerty i innia koncertów muzyki poważnej w szpitalach ną działalność staram się przekonać, że muzyonkologicznych dla dzieci w Nowym Jorku. ka klasyczna jest fantastyczna i wcale się nie Projekt zakończył się kilkoma interaktywny- starzeje”. p Jednak to nie koniec sukcesów polskiej artystki. Joanna została zaproszona przez ówczesnego dyrektora artystycznego Carnegie Hall, a obecnego dziekana najsłynniejszej szkoły muzycznej na świecie, nowojorskiej Juilliard School of Music, Are Guzelimiania, do nowatorskiego dwuletniego programu dla młodych arty-

9

Dyskretnie wszedł na przyjęcie w ogrodzie. Wręcz ostrożnie, nie w typowym dla niego stylu. Witał się z gośćmi bez wyściskiwania i całowania w oba policzki kobiet i mężczyzn. Gładkie uprzejmości i dystans zastąpiły jego zwykle wybujałe komplementy i odważne gesty, jak niespodziane uszczypnięcie kogoś w pośladek, niezależnie od zażyłości. Polot showmana był skurczony. Taras wirował tańcami. Zwykle oddawał się szaleństwu na parkiecie, poruszał się płynnie, zręcznie obracał partnerki wokół swojej silnej sylwetki aktora. Teraz spacerował zamyślony. Usta ściśnięte. Twarz pozbawiona swobody. Powąchał kwitnący krzew, spoglądał na półpełnię księżyca. Gdy namawiano go do grupowych zdjęć, pozował z poważną miną. Sprawiał wrażenie, że doskwiera mu coś więcej niż przelotny splin. – Dziwna to rzecz, jak nowe zęby potrafią poprzestawiać w ciele i w głowie – powiedział do nieznajomej, która poprosiła, by dolał jej czerwonego wina. Wcześniej, gdy zerkał na rozbawione towarzystwo, usłyszał ją w pikantnej dyskusji. Szarmancko podał jej trunek. Kobieta popijając wino, bursztynowymi oczami badawczo patrzyła, gdy mówił dalej. – Nie tylko inaczej wymawia się spółgłoski, zwłaszcza te syczące, ale człowiek czuje się w jakiejś rozsypce. Słyszała niepokój w jego zmysłowym głosie. – Zabawne, że mówię to przypadkowej nieznajomej. My, artyści, łakniemy emocjonalnych przepaści. – Nie widziałam obrazka przed, ale ten po wygląda przyzwoicie – powiedziała kobieta. Twarz aktora rozświetliła się. Stał przed nią i uśmiechał się wszystkimi zębami. Nie mówiąc słowa, zrobił gwiazdę na trawniku, przeskoczył ciernisty krzak jałowca i sprężystym krokiem podążał w stronę parkietu.

Śniegi ciszy

Śnieg skrzypiał pod niebieskimi butami. Patrzyła na swoje nowe filcowe buty, dwa razy mniejsze od butów rodziców, którzy tuż obok szli większymi krokami. Jedną ręką ściskała dłoń matki, drugą dłoń ojca, i to połączenie czuła tak dobrze, ciepło, bezpiecznie. Cmentarz był jak uśpiony. Śnieżne pierzyny kryły groby. Krzyże w białych kołnierzach milczały. Jedynie wrony burzyły ciszę, jakby krakały coś ważnego. – Nie zgarniajmy śniegu. Niech babcia i dziadek spokojnie sobie śpią – mówili do niej rodzice. W migocącym śniegu, groby babci i dziadka jakby oddychały. Jak to się stało, myślała: niedawno dziadek budził ją o świcie; przez całą drogę do mleczarni pozwalał jej trzymać lejce; konie się słuchały. Niedawno z babcią stała pośród uli; babcia rozmawiała z pszczołami jak z sąsiadkami; dała jej słoje miodu na cały rok. Jak to się stało, myślała. Szli alejką pochylonych wiązów, trzymali się za ręce. Wsłuchiwała się w pomruki śniegu pod jej butami. Niebieskie jak niebo, myślała. – Jak umrę, nie chcę leżeć w ziemi – powiedziała. – Ale to ty nas, kruszyno, będziesz chowała – powiedziała matka. – Taka jest kolej rzeczy – powiedział ojciec. Udawała, że mniej rozumie, niż rozumiała. Butem kopnęła kilka swoich łez, które jak koraliki z zerwanego naszyjnika wyskoczyły jej z oczu. Patrzyła na niebieskie buty, szły tak wygodnie, miękko. Przyrzekała sobie, że nigdy z nich nie wyrośnie.


10 Przegląd Polski

DODATEK KULTURALNY nowego

dziennika

LIPIEC 2013

Śladami Gatsby’ego ANNA SOBOTKA

Na ekranach kin pojawiła się ponowna adaptacja powieści Scotta Fitzgeralda Great Gatsby, uważanej obecnie za klasykę literatury amerykańskiej, choć w momencie wydania w 1925 roku cieszącej się znikomą popularnością.

łudząc się, że zgromadzone bogactwo zapewni mu miłość. Nowe pieniądze nie mieszają się jednak łatwo ze starymi fortunami, a krew ich właścicieli nigdy nie jest wystarczająco błękitna. Gatsby skazany był na porażkę, jego marzenia były tylko naiwną nadzieją na przekroczenie granicy społecznej, na zdobycie akcepTa smutna opowieść o bezgranicznej i za- handlu alkoholem w czasach prohibicji, świat tacji ludzi żyjących według własnego kodekślepionej miłości, tragicznej konfrontacji złu- opanowany był gorączką zmian oraz innowa- su moralnego, przekonanych o własnej wyżdzeń z rzeczywistością, nie tylko ponownie roz- cji. Elektryczność rozświetliła domy, telefo- szości i bezkarności. Doskonale wiedzących, paliła ludzką wyobraźnię, ale również rozbu- ny ułatwiły komunikację, a przemysł moto- że w kryzysowych czasach nowe fortuny rozryzacyjny – transport. Rozwijała się kinema- wiewają się łatwo, nazwiska ludzi takich jak dziła zainteresowanie czasami Fitzgeralda. Akcja powieści rozgrywa się na północnym tografia i rodził kult gwiazd filmowych. Lu- Gatsby zostają szybko wykreślone z pamięci, wybrzeżu Long Island, powszechnie zwanym dzie poddali się jazzowym rytmom, nabiera- choć Vanderbilt czy Morgan przetrwają bez Złotym Wybrzeżem, we wschodniej części wy- jąc coraz większego apetytu na łatwiejsze ży- uszczerbku. Wiele zmieniło się na Long Island od czaspy, położonej w bezpośrednim sąsiedztwie cie. Zaczęła kształtować się też współczesna, Nowego Jorku i ukształtowanej w dużej mie- amerykańska mentalność. Zaczęto szukać no- sów Fitzgeralda. Wyspa zdecydowanie się rze przez jego bogactwo. Niezwykła jest to wego sposobu na szczęście. Kobiety skraca- zdemokratyzowała, choć w miejscowowyspa, malownicza i zróżnicowana. Piękne, ły sukienki, zmieniały fryzury i walczyły o ściach, takich jak Manhasset, Kings Point piaszczyste plaże ciągną się wzdłuż jej całe- prawo do głosu w rodzinie i polityce. Stany czy Sands Point, wciąż panuje specyficzna go południowego, atlantyckiego wybrzeża, Zjednoczone stały się światową potęgą go- atmosfera. Zamiera ruch, zwężają się ulice, oferując ucieczkę od letniego upału i zgieł- spodarczą i finansową, powodując gwałtow- do domów prowadzą długie i kręte podjazku miasta. Krajobraz zmienia się zasadniczo ny wzrost stopy życiowej przeciętnych oby- dy, ściana zieleni broni właścicieli przed ciena północy. Zalesione klify wznoszą się nad wateli i eksplozję nowego bogactwa. Dobro- kawskim wzrokiem. Trudno ocenić, czy krywąskimi pasmami plaż, amarantowe róże kwit- byt ten nie trwał długo, światowy kryzys lat je się za nią nowy dwór czy stara rezyden-

ZDJĘCIA: ARCHIWUM

Dla przeciętnego, współczesnego mieszkańca Long Island codzienne życie niewiele ma wspólnego ze złotą epoką. W zachodniej części, stanowiącej powiat Nassau, wyspa stała się zatłoczoną sypialnią Nowego Jorku. Wschodnia, powiat Suffolk, zamieniła się w enklawę weekendowo-urlopową. Na wszystkich podstawowych arteriach wychodzących z Nowego Jorku i prowadzących w głąb wyspy ciągnie się nieustający sznur samochodów. W tygodniu jest to znudzony tłum dojeżadżający do pracy, w weekendy sfrustrowana masa miłośników kąpieli i słońca. Ale lokalne plaże nigdy nie rozczarowują. Wciąż zaliczane są do najpiękniejszych na świecie, wciąż otwarte i ciągnące się kilometrami. Piaszczyste wydmy rozciągają się od Brooklynu do Montauk Point. Rozbijają się o nie fale, kępki traw łagodnie kołyszą na wietrze. Od Sands Point do Orient Point stoją malownicze klify i sosnowe lasy. Old Westbury Gardens Z lotu ptaka Long Island wygląda jak gizostał zbudowany w 1906 gantyczna paszcza krokodyla, szeroko otwarroku przez finansistę ta w oczekiwaniu na ofiarę. Górna szczęka to Johna S. Phippsa. wąski pasek lądu zwany North Fork, przedłuJest jedną z około 12 żenie północnego wybrzeża, które poza rejorezydencji otwartych dla nem Gold Coast nabiera rolniczego charakteturystów na Long Island ru. Równe rzędy kartofli na polach polskich zaliczanych do szlaku farmerów zostały wprawdzie wyparte przez rzęzwanego “Złote Wybrzeże dy winorośli, a stylowe budynki powstających przedstawione w Wielkim jak grzyby po deszczu winnic zastępują farGatsbym”. Znany jest merskie zabudowania, ale sielski i samowyrównież z innych filmów, starczalny charakter tego rejonu wciąż jest zajak: Love Story, chowany. Dolną szczękę stanowi wydłużony The Age of Innocence skrawek południowego wybrzeża skupiający czy Cruel Intentions na niewielkiej przestrzeni zdumiewające skoną jaskrawo pomiędzy wypolerowanymi do trzydziestych przyniósł szybki i brutalny ko- cja, którą właściciele nie zawsze pragną, lub masowanie naturalnej urody i bogactwa. Tubiałości pniami martwych drzew. Plaże za- niec. Druga wojna światowa spowodowała nie- nie są w stanie, dłużej utrzymywać. Część taj lokalne społeczności słynnych Hamptons, sypane są idealnie gładkimi kamykami o pa- wyobrażalne cierpienia. Ale w latach dwu- jest rozbierana i ślad po nich znika na za- Montauk czy Sag Harbor dzielą się na bogawsze, część staje się muzeami. Nic nie jest tych i tych, którzy ich obsługują. Stare i nostelowych kolorach i stosami ostrych musz- dziestych świat się bawił. Na Złotym Wybrzeżu Long Island posiada- jednak w stanie zatrzymać czasu, świat zmie- we pieniądze łatwo się mieszają, nowe fortuli małż i ostryg. Atlantyk wdziera się w ląd rozległą zatoką Long Island Sound, tworzą- cze nowych fortun wznosili pałace o przepy- nia się nieustannie, powstają nowe rezyden- ny są szybko akceptowane, upadające szybko cje, a stare zmienia- zapomniane. Bogaci izolują się za wysokimi cą liczne rozlewiska i zatoki, łagodne podmu- chu konkurującym ze ją właścicieli. Wyda- żywopłotami, szukając ucieczki od świata bizchy wiatru przynoszą stałą ochłodę, zapew- starymi rezydencjami, Akcja powieści Wielki Gatsby je się jed nak, że nesu i ciekawskich oczu. Biedniejsi doskonaniając idealne warunki do zamieszkania. łudząc się, że pozorwspółcześnie podział le egzystują w sektorze usługowym. WytwoUrok tego wybrzeża przyciągał ludzi jak ma- na demokracja złoterozgrywa się na wybrzeżu na stare i nowe pie- rzona w ten sposób specyficzna równowaga gnes – stało się zatem szybko enklawą zare- go okresu zapewni im Long Island, zwanym Złotym niądze stracił na zna- ekonomiczna pozwala na samowystarczalną Na zerwowaną dla najbogatszej części mieszkań- ak cep ta cję. Wybrzeżem, we wschodniej czeniu. Decydująca egzystencję miasteczek, w nieznacznym tylców Manhattanu. Wcześnie też, bo już w XIX wschodnim wybrzeczęści wyspy, położonej obecnie jest jedynie ko stopniu uzależnioną od ruchu turystycznewieku, zaczęły powstawać tu rezydencje po- żu głęboko wcinająwysokość konta ban- go. Turyści są dodatkowym źródłem dochotężnych i wpływowych rodzin kształtujących cej się w ląd Manhasw bezpośrednim sąsiedztwie kowego i łatwość w dów i chętnie akceptowani. Dlatego ta urokliscenę gospodarczą nie tylko Stanów Zjedno- set Bay, w fikcyjnej Nowego Jorku i ukształtowaje go uszczu pla niu. wa część wyspy stała się prawdziwym wakaczonych. Członkowie rodzin Vanderbiltów, miejscowości East nej w dużej mierze Zło te Wy brze że cyjnym rajem, choć cena wstępu jest wysoka, Rooseveltów, Whitneyów, Prattów, Gettych Egg, sta no wią cej wciąż jednak zacho- a droga do niego trudna do pokonania. Nie odczy Guggenheimów przejęli Złote Wybrze- ostoję konserwatywprzez jego bogactwo. wuje swój odmienny czuwa się tu również dyskryminacji. Bogaci nego bogactwa zakoże jako oazę letniego wypoczynku. charakter, ciekawie turystów ignorują, biedniejsi traktują jako szanLata dwudzieste ubiegłego wieku były fe- rzenionego w amerynomenalnym okresem w historii Ameryki i kańskiej historii (w rzeczywistości okolice przedstawiony przez Nelsona DeMille’a w sę szybkiego wzbogacenia. Obie społecznoreszty świata. Krótką dekadą rozkwitu, de- Sands Point), mieszkała znudzona i zaniedby- powieści Gold Coast. Niepowtarzalną atmos- ści nie czują się zagrożone i w związku z tym kadenckiego przepychu i gwałtownego roz- wana przez męża Daisy Buchanan – marząca ferę minionej epoki odtwarzają też udostęp- akceptują przybyszy. Uważają ich za atrakcję woju pomiędzy dwiema destrukcyjnymi woj- o chwilowej rozrywce, nie trwałej zmianie. Po nione do zwiedzania rezydencje na Long Is- i urozmaicenie długich, letnich dni, wiedząc nami. Podczas gdy zakochany Jay Gatsby bu- przeciwnej stronie zatoki, w West Egg (oko- land, nie tylko w rejonie Złotego Wybrzeża, doskonale, że wraz z chłodem jesieni ponownie zawita do nich spokój i cisza. p dował swoją fortunę opartą na nielegalnym lice Kings Point), marzył o niej Jay Gatsby – ale rozrzucone po całej wyspie.


LIPIEC 2013

DODATEK KULTURALNY nowego

Tristan Lesman i Izoldy…

“Czuję się trochę jak Tristan, dziej spełniona i odktóry dostaje Nobla w dziedzi- wzajemniona, nagranie miłości, miłości do swojej dzana zachwytami autoIzoldy” – takim zdaniem, wy- rów i czytelników jakością jego przekładów głoszonym ze sceny Teatru im. (tudzież nagrodą w wysokości 10 tys. euro wraz J. Słowackiego w Krakowie, ze statuetką autorstwa Łukasza Kieferlinga). W rozpoczął swoją wypowiedź celtyckiej legendzie o Tristanie i Izoldzie wyholenderski tłumacz literatury stępuje także król Kornwalii Marek, więc niech polskiej Karol Lesman, tegoroczny laureat na- i mnie wolno będzie wtrącić swoje trzy grosze grody Transatlantyk, przyznawanej przez kra- do miłosnego trójkąta Tristan-Lesman-Izolda. kowski Instytut Książki osobom promującym 41 lat temu w Bieszczadach spotkałem holenpolską literaturę za granicą. Uroczystość odby- derskiego poetę-wagabundę z plecakiem i toła się w ramach 3. Światowego Kongresu Tłu- mikiem Herberta. Wyznał, że zakochał się w maczy Literatury Polskiej, który zgromadził w Polsce, gdy na jakimś kempingu zobaczył mieście Kraka ćwierć tysiąca translatorów pol- dwóch milicjantów czytających wiersze, bynajmniej nie w celach służbowych. Wkrótce skich książek z całej praktycznie planety. W czasie Kongresu z nieukrywanym zachwy- wagabunda zaczął bywać u mnie w lubelskim tem przysłuchiwałem się bezbłędnej polszczyź- akademiku, by po kilku latach zacząć już czynie obywateli i obywatelek Chin, Wietnamu, tać Herberta w oryginale, tłumaczyć Lipską i Szwecji, Włoch, Bułgarii, Węgier, Korei Po- wydawać w Holandii polskie książki w załołudniowej, Irlandii, USA i wielu innych kra- żonym z kolegami wydawnictwie De Geus w jów, po czym, po wyjściu z zacnych murów Bredzie, mieście rodzinnym Lesmana. Wydawkrakowskiej Alma Mater czy Pałacu pod Ba- nictwo, dzięki 25-letnim staraniom mojego przyranami, z nieukrywanym przerażeniem nadsta- jaciela-wagabundy, ale i polonisty i wydawcy wiałem ucha pokracznej polszczyźnie miesz- Ada van Rijsewijka, opublikowało blisko 40 kańców “serca Europy” – jak bez serca i su- polskich tytułów, w tym wiele książek tłumamienia kaleczą i wypaczają swoje piękne na- czonych przez Lesmana. Tak oto dwie miłości rzędzie mowy, becząc niby barany piętrowe wul- do literatury polskiej – Lesmana i van Rijsegaryzmy, bluzgając niczym bohaterowie Wit- wijka doczekały się spełnienia, a pod kopułą kacego, tyle że bez cienia Witkacowskiego wy- pięknego teatru miały dla mnie dodatkowy, osorafinowania. Już pierwszego dnia kongresu, po bisty urok. Lesman z poczuciem humoru, wdzięopuszczeniu hotelu Ibis i próbie przekrocze- kiem i skromnością dziękował wszystkim niderlandzkim i belgijskim nia uliczki, cała gruwydawcom, którzy chciepa ambasadorów liLesman-Tristan li i chcą obejmować jego teratury polskiej zodo stał nagrodę za miłość Izoldę... Mówił też o przystała poczęstowana jaźni z krakowskim jazzprzez rodzimego poswojej Izoldy manem Andrzejem Jakubsiadacza BMW so– literatury polskiej. cem, dzięki któremu Kraczystym “odp… się”, ków stał się jego drugim adresowanym do tłumaczki, która odważyła się zwrócić dżentel- domem i wygodnym miejscem do pracy. Wiemenowi uwagę, żeby może jednak nie prze- loletnia praca zaowocowała przekładami m.in. dzierał się autem przez zwarty tłum tłumaczy… Szymborskiej, Lipskiej, Różewicza, Herberta, Pan na BMW najwidoczniej nie darzył pol- Tokarczuk, Masłowskiej, Hłaski, Myśliwskieszczyzny literackiej ani swoich bliźnich takim go, Pilcha, Brandysa, Huellego, Witkacego, Kouczuciem, jak Lesman-Tristan swoje Izoldy, czy- łakowskiego, Pankowskiego, Stasiuka… Obecli dzieła pisane w języku polskim, a “przepi- nie tłumaczy Lalkę Prusa. Pobyt w Krakowie miał dla mnie wymiar masywane” przez niego – jak skromnie powiedział – na język zrozumiały dla jego krajan. Swój giczny także z powodu spotkania sąsiada-kozawód, swoją misję nazwał też dowcipnie za- lumnisty (nie mylić z kalumnistą!) na deskach jęciem listonosza, który nad parą otwiera listy innej krakowskiej sceny, gdzie czytali wiersze z Polski adresowane do Holendrów, by je prze- poeci zaproszeni na Krakowskie Spotkania Popisać na język bardziej dla nich zrozumiały, po etów. W przezacnym towarzystwie Ewy Lipczym wkłada je na powrót do koperty oraz skiej, Adama Zagajewskiego, Jennifer Grotz, skrzynki adresata-czytelnika. W ciągu trwają- Gwyneth Lewis czy Rogera Reevesa swoje barcego już 40 lat procederu przysporzył literatu- dzo dobre teksty w nienagannej angielszczyźnie przeczytał Piotr Florczyk. Salve, Poetae! rze niderlandzkiej 57 polskich książek. “Otrzymać nagrodę za wyznawanie i pielęW autoporównaniu Lesmana do Tristana jest ukryta przewrotność: to była przecież tragicz- gnowanie swojej wielkiej miłości – czy to nie na i niespełniona miłość rycerza do irlandzkiej jest podwójne szczęście?” – pytał retorycznie księżniczki Izoldy Jasnowłosej. Miłość bezwło- Lesman. Nic tylko się zgodzić i pielęgnować. sego Karola do polskiej książki jest jak najbar- Pisanie felietonów… p

Maciej Patkowski: Kryptonim “Paderewski” Książka Macieja Patkowkiego stara się odpowiedzieć na następujące pytania: “Co się zdarzyło między Simone de Pourtales a Mistrzem?”, “Czy Hitler planował spotkanie z Paderewskim i o czym chciał z nim rozmawiać?”; “Dlaczego Mistrz musiał „uciekać” ze Szwajcarii?”; “Dlaczego przeprawa z Lozanny do Lizbony przypomina sensacyjne filmy z czasów II wojny światowej?”; “Jaka tajemnicza choroba zabrała Mistrza i jego siostrę?”; “Dlaczego cudzoziemiec (i cywil) został pochowany z honorami na cmentarzu wojskowym w Arlington?”. s. 269, 14.00 dol.

Przegląd Polski

Z Krakowa do Lwowa

11

PIOTR FLORCZYK – LISTY Z LOS ANGELES

MAREK KUSIBA – ŻABKĄ PRZEZ ATLANTYK

EK POLISH BOOKSTORE POLECA – ZADZWOŃ: (201) 355-7496

dziennika

Z przykrością oznajmiam, ścig i pierwsza spłynie z góry na dół, miaże tydzień temu prysnął ro- łem swoją faworytkę, choć tak naprawdę kimantyczny mit podróżowa- bicowałem wszystkim. I to do samego Przenia pociągiem. Co prawda myśla, pięknego miasta, w którym było tak podczas mojej niedawnej pusto i cicho, jakby wszystkich wywiało do wizyty w Polsce, w drodze jakiejś Norwegii czy Niemiec. O przejściu w Medyce zapewne Państwo powrotnej z Warszawy, siedział obok mnie w pociągu wiecie już swoje. Tłum po polskiej stronie fapan i przez niemal dwie godziny rozmawiał lował jak meduzy na otwartym morzu. Gdy przez komórkę o sprawach najistotniejszych, tylko pojawił się samochód, tłum kobiet cidzięki czemu wcale się nie nudziłem. Co wię- snął się do niego natychmiast. Wódka, papiecej, z podobnym niedowierzaniem przyglą- rosy – papierosy, wódka. Zastanawialiśmy się dałem się cyferkom na ekranie oznajmiają- z G., czy w tej walce o przetrwanie panują cym wszem i wobec, że pociąg pędzi po to- zasady, jakaś hierarchia, według której osorach z prędkością 150 kilometrów na godzi- ba stojąca pół dnia na parzącym słońcu ma nę. Gdzie te czasy, kiedy jechało się np. z pierwszeństwo, aby przedstawić swoją oferKrakowa do Kołobrzegu prawie 16 godzin, tę. Ale na to nie wyglądało. Wódka szła po 6 i to nie w wagonie z kuszetkami, a na stoją- zł, paczka fajek po 5. Polacy puścili nas bez co. Człowiek wpatrywał się w widoki za pytań, za to Ukraińcy chcieli wiedzieć, dooknem, niekiedy wychylając się i spluwając, kąd zmierzamy i po co. Jak to, po co? Po swoa wiatr robił mu fryzurę, o jakiej dzisiejsze je, panie komendancie. Patrzyli na nas z podzikie nastolatki mogą tylko pomarzyć. To błażaniem. Podbili paszporty. Czerwonopobyły czasy… Ale o ile podróż z Krakowa do marańczowa marszrutka już na nas czekała. Dwie godziny i setWarszawy mija jak ki asfaltowych dziur z bicza strzelił, o tyCudowne miasto, ten Lwów później, dotarliśmy le wyprawa do Rzena miejsce. Cudowne szowa ciągnie się – taki drugi Kraków, miasto, ten Lwów – jak guma do żucia. może ciut mniejszy. taki drugi Kraków, Na początku jest fajmoże ciut mniejszy. nie, bo pobazgrane mury dworcowych budynków tudzież roz- Zatrzymaliśmy się w hostelu na starówce, kołysany traktor czy ciemniejące chmury po- więc do kościołów i knajp mieliśmy blisko. budzają wyobraźnię, ale jak to jest, że po- Wprawdzie nie zajrzeliśmy do słynnej restauciąg jedzie ponad pięć godzin, skoro w la- racji “Kryjiwka” przy Rynku, gdzie ponoć tach trzydziestych ubiegłego wieku pokona- podtrzymują mit Bandery, ale za to świetnie nie tej samej trasy zajmowało zaledwie trzy bawiliśmy się gdzie indziej, oglądając wygodziny? Wiem – są remonty, unijną kasę sokie zwycięstwo Ukrainy nad Czarnogórą trzeba wydać; ludzie potrzebują pracy, przy- w eliminacjach do brazylijskich mistrzostw świata. Gdzieniegdzie było widać na murach najmniej niektórzy ją mają. Na weekendowy wypad do Lwowa – czy przedwojenne polskie napisy, a na słynnym nie powinienem napisać “do Lviva”? – po- cmentarzu czuliśmy się niemalże jak u siejechaliśmy więc autobusami. Najpierw z Kra- bie. Jeździliśmy tramwajami, kasując bilekowa do Rzeszowa, następnie do Przemyśla ty poprzez zwinne pociągnięcie za wajchę, i dalej busem do Medyki. Podobnie jak pod- a drugiego dnia z uśmiechem na twarzy poczas podróży z Warszawy, siedział koło mnie kazaliśmy bilety kanarowi, pani w podeszłym pan, który przynajmniej kilka razy odbierał wieku, która nie odpuszczała nikomu, nawet telefon. Bus był załadowany, nie tylko nami, chłopaczkowi odsypiającemu całonocną baczyli mną i G., ale również studentami wra- langę na ostatnim krzesełku. Zastanawiając cającymi do domu na weekend. Pan był ubra- się z G., ile lat dzieli Polskę od Ukrainy, ny w kurtkę zimową, więc grzał jak piecyk. stwierdziliśmy, że przynajmniej 20. ZdewaRozmawiał po polsku, ale prawie że śpiewał stowane budynki, wysłużone tramwaje, zaz tym swoim akcentem; delektowałem się me- pewniające uszczerbek na zdrowiu drogi na lodią, a o treści zapomniałem. Jeśli podróż prowincji kiedyś też były ozdobą Polski, i trwałaby dłużej niż te 3,5 godziny, to pew- tu, i ówdzie wciąż są, ale we Lwowie było nie zacząłbym sobie coś nucić pod nosem. Kra- widać je wszędzie. Niech więc jadą tam ci, ków pożegnał nas chłodem, a w stolicy Pod- którzy twierdzą, że w Polsce jest źle, że jest karpacia świeciło słońce. Lato w Polsce, syf i malaria, że nic przez te ostatnie lata się zwłaszcza dla gościa z wyschniętego Los An- nie zmieniło. W końcu Ukraińcy to nasi kugeles, nie byłoby latem, gdyby nie popołu- zyni – z nikim innym nie jesteśmy tak spodniowe burze, więc jak dziecko kreśliłem kół- krewnieni, do nikogo innego nie jest nam tak ka na zaparowanej szybie w autobusie do Prze- blisko. Nawet jeśli musimy tłuc się do siemyśla. Obstawiając, która kropla wygra wy- bie polskimi pociągami. p

WWW.EKBOOKSTORE.COM

Nasze histerie, nasze nadzieje. Spotkania z Tadeuszem Konwickim Książka ta, składająca się z wywiadów, których Tadeusz Konwicki udzielił w ciągu wielu lat różnym rozmówcom, stanowi pewną opowieść – poniekąd autobiograficzną, bo i mówi przecież sam pisarz i reżyser. To zbiór kilkudziesięciu migawek z konkretnych momentów jego życia. Jest tu nie tylko zwielokrotniony portret samego Konwickiego, ale i obraz sytuacji, pośród których się znajduje i którym niby z dystansem, a jednak z niesłabnącą uwagą się przygląda. s. 438, 28.00 dol.

Beata Dorosz: Nowojorski pasjans. Polski Instytut Naukowy w Ameryce. Jan Lechoń, Kazimierz Wierzyński To próba pokazania z bliska dziejów Polskiego Instytutu Naukowego w Nowym Jorku, instytucji, która w czasach drugiej wojny światowej miała ratować istnienie nauki polskiej, a której trwanie i prace sięgają dnia obecnego. Autorka opisuje szczegółowo okoliczności powstania Instytutu w 1942 roku, prowadząc swoją narrację do 1969 roku. s. 592, 29.00 dol.

Dorota Simonides: Szczęście w garści Wspomnieniowa książka opolskiej uczonej jest przede wszystkim zapisem najcieplejszych ludzkich uczuć. Jest to także kawałek historii Śląska z najbardziej znanymi postaciami tego regionu w tle. To historia zupełnie wyjątkowej dla tamtych generacji drogi śląskiego dziecka z robotniczego Niszowca na salony nauki, kultury i polityki. s. 327, 28.00 dol.


Ze świata kultury 12 Przegląd Polski

DODATEK KULTURALNY nowego

dziennika

notatnik lipcowy

LIPIEC 2013

MUSEUM OF MODERN ART moma.org 11 W. 53 St., 5 Ave.

Cut ‘n’ Paste: From Architectural Assemblage to Collage City – wystawa kolaży – Mies van der Rohe, Colin Rowe, Fred Koetter (do 1 grudnia) 19 VII Walker Evans American Photographs – wystawa fotografii Walkera Evansa z okazji 75. rocznicy pierwszej wystawy fotografii jako pracy artystycznej w MoMA (do 26 stycznia 2014) 10 VII

MORGAN LIBRARY AND MUSEUM themorgan.org 225 Madison Ave., 36 St.

Summer Sculpture Series – Monika Grzymała, Volumen – wielkoformatowa instalacja polskiej artystki mieszkającej w Berlinie (do 3 listopada) 19 VII

LINCOLN CENTER lincolncenterfestival.org 70 Lincoln Center Plaza

– Lincoln Center Festival; w programie m.in.: opery – L. Auerbach The Blind, T. Hosokawa Matsukaze; sztuki teatralne – Les Liaisons Dangereuses (reż. John Malkovich), Shun-kin (reż. Simon McBurney); muzyka – Hanggai Band, Sinead O’Connor; przedstawienia muzyczne dla całej rodziny – Monkey: journey to the West oraz Murmurs

FOTO: PAP/GRZEGORZ JAKUBOWSKI

6-28 VII

W Arkadach Kubickiego Zamku Królewskiego w Wrszawie odbyła się 25 czerwca br. uroczystość wręczenia Dorocznych Nagród Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W dziedzinie literatury nagrodzono Andrzeja Franaszka, a reżyserkę Maję Kleczewską (na zdjęciu z ministrem Bogdanem Zdrojewskim) w kategorii teatr. W dziedzinie muzyki doceniony został Piotr Beczała, za “twórczość ludową” nagrodę otrzymał skrzypek Jan Gaca, a w kategorii sztuki wizualne Goshka Macuga. Wyróżnieniami uhonorowani zostali również: aktor Marcin Dorociński, fotografka Anna Bedyńska, dziennikarz i prezenter muzyczny Marek Gaszyński. Nagrodę Mecenasa Kultury otrzymał biznesmen Jan Kulczyk. Janowi Kobuszewskiemu – aktorowi filmowemu, teatralnemu i kabaretowemu – została przyznana nagroda za całokształt twórczości. Doroczna Nagroda Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznawana jest od 1997 roku artystom, twórcom i animatorom kultury w uznaniu całokształtu ich działalności lub za wybitne osiągnięcia w danym roku w reprezentowanej przez nich dziedzinie.

EUROPEJSKIE NAGRODY LITERACKIE Amerykańska pisarka A.M. Homes odebrała prestiżową Women’s Prize for Fiction (znaną w przeszłości jako Orange Prize), przyznawaną wyłącznie kobietom, których powieści wydawane są w języku angielskim. Jury pod kierownictwem aktorki Mirandy Richardson nagrodziło jej ostatnią książkę zatytułowaną May We Be Forgiven, opisującą skomplikowane i dramatyczne relacje między dwoma braćmi: George’em i Harrym. Homes pokonała w finale faworytki konkursu: Hilary Mantel i Zadie Smith. Z kolei niemiecka Georg Büchner Prize przypadła Sibylle Lewitscharoff, która w swoich pracach w duchu realizmu magicznego wykorzystuje fragmenty własnej autobiografii. W ostatniej powieści Apostoloff nawiązała do samobójczej śmierci ojca, choć jak sama twierdzi, jej najbardziej autobiograficzną książką jest Pong – historia szaleńca, który pragnie ocalić świat. W przeszłości nagrodę otrzymali m.in. Günter Grass, Henrich Böll i Elfriede Jelinek. Natomiast irlandzka International Impac Dublin Literary Award w wysokości 130 tysięcy dolarów trafiła do rąk Kevina Barry’ego, autora powieści City of Bohane. Akcja debiutanckiej książki Barry’ego toczy się w futurystycznej Irlandii rządzonej przez brutalne gangi. Krytycy nazwali ją “powieścią niezwykłą i zachwycającą”.

PROJEKT MARTY Już po raz dwunasty w szwajcarskim Lugano trwa Martha Argerich Project – cykl koncertów pianistycznych z udziałem solistów współpracujących z wybitną pianistką argentyńską, grup kameralnych i Orchestra della Svizzera Italiana. Tym razem Argerich zaprosiła ponad 50 artystów. Są wśród nich m.in. Misza Majski, Alexander Gurning, Mayu Ki-

shima, Gabriela Montero, Karin Lechner i Nathan Braude. Jeden z koncertów poświęcony będzie twórczości Giuseppe Verdiego i Ryszarda Wagnera. W tym roku mija 200. rocznica urodzin obu kompozytorów.

WILKOŃ I CHOPIN W PARYŻU Do połowy września mieszkańcy Paryża mogą podziwiać prace jednego z najpopularniejszych polskich ilustratorów książkowych Józefa Wilkonia. Jego rysunki wystawiono na stacji metra Saint-Germain-des-Prés. Ekspozycja nosi tytuł Nous voici, les voilą. Natomiast w Ogrodzie Luksemburskim trwa festiwal Chopin au Jardin du Luxembourg. Utwory polskiego kompozytora wykonują Emilia Sitarz, Bartłomiej Wąsik i Franćois Dumant.

sokości 130 tysięcy dolarów. Muzeum poświęcone jest życiu i twórczości wybitnego artysty i projektanta epoki wiktoriańskiej Williama Morrisa. Jeszcze niedawno instytucji tej groziło całkowite zamknięcie, ale dzięki skutecznej kampanii zebrano fundusze na renowację budynku i poprawę jego wystroju.

POCZTÓWKA Z WENECJI

Do 24 listopada potrwa w Wenecji 55. Międzynarodowa Wystawa Sztuki. Bierze w niej udział 88 krajów, w tym po raz pierwszy Watykan. Tegoroczna edycja nosi tytuł Pałac encyklopedyczny i nawiązuje do idei włoskiego artysty Marino Auriti, który w latach 50. marzył o stworzeniu muzeum, w którym znalazłyby się największe wynalazki ludzkości – od koła po satelitę. Polskę reprezentuje Konrad Smoleński, twórca instalacji dźwiękowej ZAMAZANY CHERUBINI pod tytułem Everything Was Forever, Until It Luigi Cherubini urodził się we Włoszech Was No More. Złoty Lew za najlepszą wystaw 1760 roku, ale żył i tworzył we Francji. wę – Luanda, miasto encyklopedyczne – przyBeethoven uważał go za jednego z najwybit- padł Angoli, natomiast za najlepszego artyniejszych kompozytorów końca XVIII wie- stę uznano Tino Sehgala z Wielkiej Brytanii. ku. Jedna z jego najbardziej znanych oper – ZAGROŻONE Médée – miała swoją premierę w Paryżu w 1797 roku. Ponieważ zdaniem krytyków dzieEuropa Nostra to działająca od 50 lat orło było zbyt długie, Cherubini zamazał koń- ganizacja, mająca na celu ratowanie najwspacowe partie pastą do butów. Niedawno, po nialszych zabytków europejskich popadają216 latach, naukowcom z Wielkiej Brytanii cych w ruinę z powodu konfliktów polityczi USA udało się odczytać pokryty czarną sub- nych, zaniedbań, braku funduszów czy klęsk stancją rękopis. Wykorzystano do tego naj- żywiołowych. W tym roku na liście zagronowocześniejszy sprzęt rentgenowski. Pro- żonych znalazło się siedem zabytków: rzymfesor geochemii Roy Wogelius powiedział: ski amfiteatr w albańskim mieście Durres, hi“Doskonale odtworzyliśmy całą partyturę. storyczne centrum Nikozji, XVII-wieczne forTeraz widać na niej wszystko: tekst, zapis na tyfikacje we francuskim miasteczku Brianposzczególne instrumenty i słowa”. con, włoski klasztor renesansowy San Benedetto Po, portugalski klasztor z XV wieku w MUZEUM ROKU Setúbal, kopalnie Rosia Montana w RumuWilliam Morris Gallery w londyńskiej dziel- nii i ormiański kościół św. Jerzego w Marnicy Walthamstow uznana została za najlep- din w Turcji. sze muzeum roku i otrzymała nagrodę w wyOPR.: MAŁGORZATA MARKOFF

NEW YORK PHILHARMONIC nyphil.org 10 Lincoln Center Plaza, Avery Fisher Hall

Summertime Classic – koncerty pod dyr. Bramwella Toveya; utwory: Adamsa, Straussa, Holsta, Offenbacha; godz. w zależności od dnia – 3:00 ppoł. (piątek, niedziela). 7:30 wiecz. (czwartek), 8:00 wiecz. (sobota, niedziela) 3-7 VII

KONCERTY W PARKACH Nowojorscy filharmonicy pod dyr. Alana Gilberta zaprezentują w nowojorskich parkach Koncert skrzypcowy Dworzaka oraz Symfonię nr 5 Czajkowskiego; każdy koncert zaczyna się o godz. 8:00 wiecz. 10 VII – Prospect Park, Brooklyn 11 VII – Cunningham Park, Queens 15 VII – Great Lawn, Central Park, Manhattan 16 VII – Van Cortlandt Park, Bronx

Summer Recital Series Gwiazdy Metropolitan Opera wystąpią z recitalami (m.in. sopran Erin Morley, mezzosopran Isabel Leonard, tenor Stephen Costello); na pianinie towarzyszy Bradley Moore): 16 VII – Central Park SummerStage; godz. 8:00 wiecz. 19 VII – Brooklyn Bridge Park, Brooklyn; godz. 7:00 wiecz. 23 VII – Crotona Park, Bronx; godz. 7:00 wiecz. 25 VII – Clove Lakes Park, Staten Island; godz. 7:00 wiecz. 30 VII – Jacke Robinson Park, Manhattan; godz. 7:00 wiecz. 1 VIII – Socrates Sculpture Park, Queens; godz. 7:00 wiecz.

CENTRAL PARK, MANHATTAN bezpłatne koncerty na świeżym powietrzu Historic Naumburg Bandshell 9 VII Orpheus Chamber Orchestra; w programie utwory: Rossiego, Beethovena, Haydna, Czajkowskiego; godz. 7:30 wiecz. 30 VII The Knights; w programie utwory: Carla Bacha, Sebastiana Bacha, Strawińskiego, Brittena

TV PBS THIRTEEN thirteen.org/schedule 4 VII Capitol Fourth – program z okazji Independence Day poprowadzi Tom Bergeron, wystąpią m.in.: Choral Arts Society of Washington, US Army Herald Trumpets, US Army Ceremonial Band; godz. 8:00 wiecz. 5 VII Cleveland Orchestra In Performance: Boulez Conducts Mahler; godz. 9:00 wiecz.

Miesi´czny dodatek kulturalny nowego dziennika

www.dziennik.com/przeglad-polski Redaguje: Jolanta Wysocka jw@dziennik.com


Nowy Dziennik 2013/06/28 Przegląd Polski