Page 1

nowy dziennik

WEEKEND

NUMER 699

| 9 LUTEGO 2013

STRONA 10

PRZED PAŃSTWEM MAŁGORZATA KELLIS! STRONA 3-6, 9

STRONA 8-9

STRONA 13

STRONA 14

STRONA 18

TEMAT TYGODNIA:

CZYTANIE Z RĘKI

POLSKIE BUGATTI!

JADĄ CHŁOPCY BUDŻETOWCY

„JAPOŃSKI DUŻY PIES”

ROMANSOWE ŻYCIE


2

WEEKEND

nowy dziennik

| 9 LUTEGO 2013

c

FELIETON JANKA

d

PARA MIESZANA

Siedziała przy oknie. Jadła powoli Super Value Meal, czyli podwójnego hamburgera z serem i bekonem, podwójne frytki i duży kubek Diet Coke. Jadła ze smakiem, ale niedbale – stół szybko pokrył się szczątkami frytek, okruchami sałaty i plamami keczupu. Gdy jej spojrzenie spotkało się z moim, uśmiechnęła się. W blasku jarzeniówek zabłysnął, że aż mnie oślepił, złoty ząb. Spytałem się, czy mogę się przysiąść, bo nie ma wolnych miejsc. Rozmawialiśmy ze sobą, jakbyśmy się znali od zawsze. Wyszliśmy razem. Gdy wstawała, spojrzałem ukradkiem, ale z uznaniem, na jej wielki tyłek. Zauważyła to i bynajmniej się nie obraziła. – You like my ass? – spytała z prostotą. I roześmiała się tak, że aż zatrzęsły się ściany lokalu. Doceniłem wtedy piękno prawdziwie kobiecych, pełnych kształtów. Kształtów, które u moich rodaczek są rzadkością – nie mówiąc już, jak rzadkie są u nich złote koronki na siekaczach. Zaczęliśmy się ze sobą spotykać. Jadaliśmy w KFC, Popeyes, czasem nawet wApplebees. Na podwieczorek zabierałem ją do Dunkin Donuts. W miarę, jak się poznawaliśmy, coraz więcej mówiła mi o swoim trudnym dzieciństwie i dramatycznym, pełnym przeciwności życiu. O tym, że wychowywała ją matka, bo ojciec był w więzieniu. Potem matka się rozpiła i wychowywała ją babka. Chodziła do szkoły, nawet prawie skończyła high school, mimo że wszyscy w klasie i na podwórku śmiali się z pogardą, gdy niosła książkę albo próbowała znaleźć jakieś miejsce na globusie. Była wrażliwa nasztukę – odwczesnej młodości kochała muzykę. Do tego stopnia, że jeździła za raperami na ich koncerty a potem na party po koncertach. Z dwoma z nich miała dzieci. Nie chodziło jej tylko o muzykę – była również wrażliwa na niesprawiedliwości społeczne. Dlatego odnajdywała się w skandowanym krzyku rozpaczy hip-hopu. Dlatego nie tolerowała muzyki, w której była melodia, nie mówiąc już o tekstach o miłości. Mimo pozorów twardości, nawet arogancji, była w niej w środku kobiecość, wręcz staroświecka uległość. Kiedy mężczyźni z sąsiedztwa nazywali ją ho albo bitch, nie tylko nie obrażała się ale nawet zalotnie kręciła tyłkiem – swoim największym urokiem, którym zaczarowała i mnie. Zakochałem się wniej ipokochałem jej dzieci. Zerwałem więzi z Polakami w Ameryce. Ci straszni rasiści nie widzieli, że moja Shantiqua jest nie tylko seksowną, zmysłową kobietą, ale i dobrą – choć niezdarną – matką i ciekawą osobowością, ciągle noszącą blizny niewolnictwa.

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

Zobaczyłem ją w McDonaldsie. Wiadomo, McDonalds to najlepsze co w Ameryce, więc mi, imigrantowi, bardzo imponowali bywalcy tego lokalu.

Zamieszkałem z nią na Harlemie. Po tym smutnym, ponurym Greenponcie ulice tej czarnej dzielnicy sprawiały wrażenie nieustannego karnawału w Rio. Ponieważ dużo ludzi było tam na welfare albo bez pracy, niestety, okolica była ruchliwa od rana. Ludzie przesiadywali na gankach, młodzież gromadziła się na trawnikach przed miejskimi blokami i koło wejść do budynków. Wszędzie czuło się apetyczny zapach smażonych kurczaków z frytkami. Mieszkańcy nie udziwniali, nie kombinowali z jakimiś ostrygami, szampanami i sałatkami. Jedli smażone mięso i smażone kartofle, a popijali Coca-Colą i kawą. Przyzwyczaiłem się do tej diety – tak jak można przyzwyczaić się do takiego samego zawsze jedzenia na wczasach albo w więzieniu. Właśnie – w więzieniu: byli w nim dwaj poprzedni partnerzy Shantiqui, ojcowie jej dzieci (mówiłem już, jakie są cute, te małe gruba-

ski?), a także dwaj jej bracia. Bracia mieli kochanki (w tej postępowej grupie małżeństwo nie było koniecznym wstępem do prokreacji) i z nimi dzieci. Partnerki mężczyzn akurat będących w więzieniu znały się, spotykały i wzajemnie opiekowały swoimi dziećmi. A gdy jakaś matka akurat nie mogła się opiekować dzieckiem z powodów zdrowotnych, bo na przykład była na odwyku, obowiązki przejmowała babcia. Była to więc jedna wielka rodzina – tradycyjne więzi, niestety będące już w zaniku wśród Amerykanów, ale i Polaków. Dzięki mojej czarnej narzeczonej zmieniłem się zupełnie. Z mazgaja intelektualisty przeistoczyłem się w silnego, twardego mężczyznę. Zamiast słuchać łzawego Chopina, podrygiwałem do ostrego hip-hopu. Nie tańczyłem już walczyków ale gibałem się do zmysłowej soul music. Kiedyś chodziłem do teatru – teraz chodziłem na filmy akcji. Daw-

ZAMIESZKAŁEM Z NIĄ NA HARLEMIE. PO TYM SMUTNYM, PONURYM GREENPONCIE ULICE TEJ CZARNEJ DZIELNICY SPRAWIAŁY WRAŻENIE NIEUSTANNEGO KARNAWAŁU W RIO. Redaguje Jan Latus (212) 594-2266 w. 115. Stali współpracownicy: Bożena Chlabicz, Marian Chlabicz, Stanisław Kokesz, Monika Śliż, Piotr Milewski, Piotr Powietrzyński, Magdalena Wypych, Zuzanna Ducka-Lubas. Piszą z Polski: Łukasz Dziatkiewicz, Przemek Gulda, Katarzyna Krawczyńska, Ewa Śródka, Daniel Wyszogrodzki.

WEEKEND

REKLAMUJ SIĘ W WEEKENDZIE. Dział Reklamy i Marketingu,Tel: 212-594-2266 wew. 303; Fax: 212-594-5538; e-mail: displays@dziennik.com. (Wydawca nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych ogłoszeń). The Publisher disclaims any liability for the content of any advertisement appearing in this magazine. Piszcie listy do: jl@dziennik.com

niej spacerowałem – teraz podnosiłem żelazo w siłowni. Dzięki stałej konsumpcji smażeniny i piwa poprawiłem się – nie byłem już takim żałosnym chudzielcem. Zmienił się też mój sposób ubierania. Pozbyłem się marynarek i krawatów – archaicznych i postarzających mnie. Kupiłem sobie za to duży złoty zegarek i medalion na łańcuchu. Musielibyście widzieć, jak patrzyły się na mnie bitches w nocnym klubie. A już zwłaszcza jak kupiłem sobie Cadillaca Escalade i założyłem 23-calowe felgi. Chodziłem w dresie i białych adidasach. Wyglądałem na młodego i wysportowanego człowieka sukcesu. Ale to były pozory. Za poradą mojej nowej rodziny wystąpiłem o rentę inwalidzką z powodu nerwicy, bezsenności oraz depresji. I dostałem! American Dream wreszcie się dla mnie spełniał. Poznałem rodzinę Shantiqui. Są niestety ciągle nieufni wobec mnie ale mam nadzieję, że w końcu przełamię lody i mnie wpuszczą do swojego mieszkania. Tym bardziej, że coraz lepiej mówię w ich języku. Jak dalej się nam będzie tak dobrze układało, zabiorę Shantiquę i jej wszystkie dzieci na wakacje do Polski. Pokażę jej Powązki, Wawel i Żelazową Wolę. A moja rodzina na pewno przyjmie ją jak swoją. JAN LATUS

NA OKŁADCE:

MAŁGORZATA KELLIS

ZDJĘCIE: ARCHIWUM MAŁGORZATY KELLIS


nowy dziennik

WINO NA WEEKEND

BAROLO

WEEKEND

| 9 LUTEGO 2013

3

ZDRADA NA TWITTERZE PRZEMEK GULDA

Miłość i polityka splatają się nierozerwalnie od samego początku istnienia państw. Ale nigdy jeszcze nie było o tym splocie tak głośno, jak dziś.

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

Generał David Petraeus

Barolo to doskonałe czerwone wino włoskie, produkowane za znakomitych winogron Nebbiolo.

Jest uważane przez fachowców za najlepsze we Włoszech wino stołowe: ciemno zabarwione, bogate w garbniki, wysoko ekstraktywne, o dużej, ale dobrze zrównoważonej kwasowości. Jest produkowane niedaleko miasta Alba, na południe od Turynu, w miejscowości Barolo i okolicznych gminach. Pełne w smaku, aromatyczne i stosunkowo mocne (1 -14°), zyskuje na jakości podczas leżakowania. Zwykle więc przed rozlewem do butelek typu burgundka leżakuje 3 lata w dębowych kufach, a dopiero po 3-4 letnim dodatkowym leżakowaniu w butelkach w piwnicach o stałej temperaturze jest dostarczane na rynek. Na butelkach, oprócz etykiety głównej, jest umieszczony na krawatce wizerunek lwa i odpowiedni napis gwarantujący jakość tego wina markowego. JL

Dzisiejsza rzeczywistość to ciężki czas dla kogoś, kto próbuje coś ukryć. Wszechobecne kamery, paparazzi polujący na każdy ruch sławnych ludzi, potrafiący nawet grzebać w śmietnikach, żeby dowiedzieć się o ich poczynaniach, wyciągi bankowe, ślady – często bezwiednie – pozostawiane w internecie i mnóstwo innych spraw – to wszystko powoduje, że utrzymanie dziś sekretu jest prawie niemożliwe. Zwłaszcza jeśli się jest na świeczniku i na publicznym widoku. A któż na nim jest bardziej niż politycy? Nic dziwnego, że do publicznego obiegu niemal natychmiast trafia wszystko, co robią – nie tylko w ramach wykonywania swoich obowiązków służbowych, ale także – a dla niektórych wręcz: przede wszystkim – to, co robią wtedy, kiedy przestają owe obowiązki pełnić. Również to, co robią w łóżku. To nie są już więc takie same czasy, jak w epoce gdy w Europie kwitło imperium rzymskie, a cesarze w zaciszu swoich rezydencji zabawiali się na najbardziej wyuzdane sposoby. To nie są już takie same czasy, jak w epoce rozkwitu carskiej Rosji, w której słynna caryca Katarzyna zmieniała kochanków jak rękawiczki – wtedy o jej przygodach dowiedzieć się mógł jedynie, jeśli wykazał odpowiednią czujność, car Piotr. Na zawsze do annałów karmiącej się plotką kultury masowej weszła wszak słynna opowieść – przypomniana ostatnio, trochę zaskakująco, przez indie-folkowy zespół Bad Books w pięknej balladzie zatytułowanej „Pyotr” – o gniewie zdradzanego władcy, który głowę jednego z kochanków kazał obciąć, a potem zakonserwować w słoju umieszczonym w sypialni carycy. To już nawet nie są czasy słynnej Anasazji P., czyli Marzeny Domaros, fałszywej dziennikarki, która miała rze-

komo na początku lat 90. uprawiać seks z dużą częścią polskiej izby poselskiej. Do dziś nie wiadomo, jak było naprawdę poza tym, że jej słynna w owym czasie książka „Erotyczne immunitety” okazała się w dużej części fałszerstwem. Ba, to już nawet nie są czasy słynnej afery rozporkowej prezydenta Billa Clintona, czyli przyłapaniu go na uprawianiu seksu ze stażystką pracującą w Białym Domu, Moniką Levinsky. Choć rzecz działa się niedawno – pod koniec lat 90. – odbywała się jednak w zupełnie inny sposób niż dziś: wszystko wyszło na jaw za sprawą opowieści, które dziewczyna snuła swojej przyjaciółce. Dziś tego typu sprawy wychodzą na jaw w inny sposób a tego typu afery mają zupełnie inny przebieg. Najlepszy i najnowszy przykład to sprawa amerykańskiego deputowanego do Izby Reprezentantów z ramienia Partii Demokratycznej. Anthony’ego Weinera. Przyciśnięty do muru, polityk przyznał się, że utrzymywał „niewłaściwe” kontakty z kilkoma kobietami. „Niewłaściwe” bo raz, że nie licujące z powagą stanowiska, jakie piastował, a dwa – bo polityk jest od lat w związku małżeńskim. Co ciekawe – jak zapewnia sam zainteresowany, z żadną z kobiet nawet się nie spotkał, a seks

między nimi miał charakter tylko i wyłącznie wirtualny: wymieniali maile na Facebooku i informacje na Twitterze, wysyłali sobie za pomocą poczty elektronicznej nagie i półnagie zdjęcia. I to starczyło, żeby nad politykiem zgromadziły się ciemne chmury. Koniec końców musiał on ustąpić ze stanowiska. Innym amerykańskim politykiem z najwyższych kręgów władzy, który stracił posadę za sprawą analizy poczty internetowej i zawartości twardego dysku, był David Petraeus, emerytowany generał armii, były dyrektor CIA. Miał on romans z autorką swojej biografii – szybko okazało się, że kontakty między nimi wyszły poza sferę zdobywania przez pisarkę informacji o przeszłości swego bohatera. Ze względu na to, że generał miał na dodatek, ze względu na pełnione funkcje, dostęp do najtajniejszych danych wojskowych, pojawiły się zarzuty, że cała afera miała dodatkowy podtekst polegający na wyciąganiu przez kochankę tajemnic wagi państwowej. Tego ostatniego jednak nikt nie zdołał udowodnić. Ale nawet i bez tego Petraeus stracił twarz i zaufanie obserwatorów amerykańskiej sceny politycznej. Dziś jest o to o wiele łatwiej niż kiedyś. &

UTRZYMANIE DZIŚ SEKRETU JEST PRAWIE NIEMOŻLIWE. ZWŁASZCZA JEŚLI SIĘ JEST NA ŚWIECZNIKU I NA PUBLICZNYM WIDOKU. A KTÓŻ NA NIM JEST BARDZIEJ NIŻ POLITYCY?


4

WEEKEND

nowy dziennik

| 9 LUTEGO 2013

TYPY TRÓJKĄTÓW LUDZKICH WIESŁAW PIECHOCKI

Starożytne to (a) trójkąt męski i (b) damski. Męski to triumwirat, czyli władza równoległa trzech facetów. Nazywano to triumwirat, od łacińskich słów „tres” + „viri”, czyli „trzech mężczyzn”. Tak nazywano w starożytnym Rzymie komisję złożoną z trzech urzędników (a nie urzędniczek). Trójkąt damski był pochodną faktu, iż kobiety są ładniejsze od mężczyzn. Nie we wszystkich krajach i regionach świata, ale to temat odrębny i śliski jak lodowisko zimą. U Greków były bowiem „Trzy Gracje”, czyli trzy Charyty, córki Zeusa, trzy siostry. Nazywały się Eufrozyne, Aglaia i Talia. To one (a nie indywidualni rodzice) obdarzały ludzi wdziękiem i urodą, patronując przy okazji ich ucztom i zabawom. Patrz obraz Sandro Botticellego „Trzy Gracje” i piękno pań! Omówiłem zatem trójkąty najprostsze, w których oznaczenie (M + M + M) dotyczy trzech mężczyzn, a symbol (K + K + K) służy notacji, gdzie są trzy kobiety. Te trójkąty są tak nudne, że nie warto się nimi dalej zajmować. O wiele ciekawsze są te nowoczesne, mieszane, czyli K+ K + M lub odwrotnie. Tych trójkątów jest w życiu realnym całe kopy, nie mówiąc o wielu dziedzinach sztuki. Te sfery się przenikają, jak wskazuje choćby przykład trójkąta (K+K+M), dziesiątkami lat ukrywanego wśród artystów amerykańskich. Mam na myśli trójkąt: Katharine Hepburn, Louise Treadwell i Spencer Tracy. Aktor Tracy żył intymnie i po cichu 26 lat z aktorką Hepburn, nie planując rozwieść się ze swą żoną, aktorką Louise, gdyż był bardzo po katolicku wychowany – jak po wyjawieniu trójkąta zeznawał. Sama Katherine, wówczas zwana jego kochanką, opiekowała się nim od 1962 do 1967 roku, przerwawszy własną karierę filmową, bo był chory na serce a potem wpadł w alkoholizm. Zatem piękna, głęboka love story, gdzie ona grała różne role w jego życiu. Przykładem też autentycznym, a nie wymyślonym przez literaturę (np. „Anna Karenina”, genialne dzieło Lwa Tołstoja o trójkącie) jest związek typu K+M+M, czyli gdzie jest dwóch panów i jedna/ta sama Uwielbia-

ILUSTRACJA: ARCHIWUM

Trójkąty dzielimy na starożytne i na nowoczesne.

Pauline Garcia-Viardot

PAULINE GARCIA-VIARDOT POJECHAŁA DO SANKT PETERSBURGA, BY ŚPIEWAĆ W STOŁECZNEJ CARSKIEJ OPERZE. PRZYPADKIEM SŁYSZAŁ I WIDZIAŁ JĄ SIEDZĄCY W DROGIEJ LOŻY WSPANIAŁY PISARZ ROSYJSKI IWAN TURGIENIEW...

na. Chodzi mi o słynną aferę miłosną w kręgach europejskich XIX w., kiedy to sławna śpiewaczka operowa, Francuzka (z pochodzenia Hiszpanka) Pauline Garcia-Viardot pojechała do Sankt Petersburga, by śpiewać w stołecznej carskiej operze. Przypadkiem słyszał i widział ją siedzący w drogiej loży wspaniały pisarz rosyjski Iwan Turgieniew. Miłość od pierwszego wejrzenia! Postanowił ją zdobyć za wszelką cenę. Jedzie za nią przez całą Europę, w Paryżu rozpocząwszy z państwem Viardot współżycie, o którym fachowo mówi się po francusku le ménage a trois, czyli „prowadzenie domostwa w trójkę”. Dyrektor paryskich teatrów, Louis Viardot nie miał nic przeciw chęci dzielenia się swym łożem małżeńskim ze słynnym literatem z dalekiej (wówczas) Rosji. Kiedy z czasem zaczęło być ciasno, Turgieniew szybko zrozumiał sytuację i kazał sobie wybudować piękną willę nad Sekwaną niedaleko od Paryża. Ponieważ był patriotą, willa miała charakter rosyjskiej daczy. W niej również podejmował swą francuską wybrankę serca. Tam, w tej daczy w miasteczku Bougival zmarł w 1883 roku, czyli równo 130 lat temu. Najnowocześniejszym modelem trójkąta jest (L + L + DS), czyli „lesbijka + lesbijka + dawca spermy”. Jest to konkretny przypadek moich sąsiadek. Wzięły ślub legalnie dwa lata temu w urzędzie stanu cywilnego naszego małego prowincjonalnego miasteczka austriackiego. Przez trzy tygodnie na targu warzyw w centrum miasteczka nie było wtedy oczywiście innego tematu, omawianego z oburzeniem w głosie. Natomiast życie, jak wiadomo, pisze świetne scenariusze! WAustrii nie wolno lesbijkom (jeszcze!) adoptować dzieci. Okazało się jednak, iż w jednej z nich tkwi instynkt macierzyński. Ponieważ okrutna natura nie dała narzędzi fizjologicznych dwu kobietom, aby w swym duecie (jeszcze!) wyprodukowały dziecko, moja sąsiadka, widocznie grająca rolę kobiety-matki, poleciała doAmsterdamu, gdzie są banki spermy i operacyjnie in vitro dała się zapłodnić. Sukces! Teoretycznie powinna zostać pociągnięta do odpowiedzialności ale wAustrii jest od lat przyrost naturalny negatywny i każde dziecko to skarb dla narodu. Kogo tu karać? Dziś spotkałem ją w sklepie. Już widać brzuszek. Powiedziała mi, iż jest szczęśliwa, iż nie zna tego mężczyzny, dawcy spermy. Po co? Czy to jest ważne w naszym dzisiejszym świecie, tak humanitarnym i wreszcie bez żadnych granic? &

REKLAMA

AIR TOUCH DENTAL BROTHERS, PC Gwarantujemy wysokà jakoÊç us∏ug dla ca∏ej Rodziny • Leczenie kana∏owe • Koronki i mostki • Implanty • Bia∏e plomby • Wyjmowane ca∏kowicie albo cz´Êciowe protezy • Usuwanie z´bów • Leczenie paradontozy

100 % STERYLIZACJA

1 godzina w gabinecie wybielania z´bów

ORTODONTA

Prostowanie z´bów przez wyjmowany aparat

Pi´kny uÊmiech po 2 wizytach • Bez borowania • Bez zastrzyków • Bez bólu Najskuteczniejsza metoda leczenia na: krzywe, ukruszone, zabarwione i odbarwione z´by oraz odst´p mi´dzy z´bami

OTWARTE W NIEDZIEL¢

203 Nassau Ave., Greenpoint B’klyn NY 11222 (pom. Humbold St. & Russel St.) (718) 383-1270


nowy dziennik

WEEKEND

c

raz częściej poszukiwania partnera życiowego oddajemy wręce wirtualnych swatek zportali randkowych. Według najnowszych danych aż 68 procent singli próbuje znaleźć swoją drugą połówkę właśnie wSieci. Znacz-

nie ponad jedna trzecia z nich głęboko wierzy, że właśnie w ten sposób ma największe szanse na spotkanie Księcia z Bajki. Według jednego z największych fachowców od Miłości w Czasach Internetu, profesora socjologii z Sorbony, Claude’a Kauffmana, autora niedawno wydanej książki „Love Online” – mają rację. I zarazem jej nie mają. Cyfryzacja rzeczywiście sprzyja samotnym, pozwalając im wyjść z izolacji własnego biura, sali wykładowej czy miasteczka. Sieć – wirtualny odpowiednik Globalnej Wioski, znacznie zwiększa bowiem prawdopodobieństwo na spotkanie z Księciem z bajki. W dopiero co minionym dwudziestym stuleciu 72 procent par poznało się w szkole, w pracy albo za pośrednictwem znajomych, wybierając partnera na miarę możliwości. Od tamtego czasu średnia książąt z bajki na milę kwadratową bynajmniej nie wzrosła, wprzeciwieństwie dozapotrzebowania. Toteż większość panien ikawalerów do wzięcia i dziś musiałaby albo rezygnować z aspiracji albo „iść do klasztoru”. Teraz jednak, dzięki Sieci, lokalny deficyt książąt nie musi już oznaczać ślubu z przeciętnym Kowalskim czy Kowalską, bo ten lub ta jedyna może przecież pochodzić z bliższego lub dalszego importu. Tylko w Stanach ilość online dating sites rośnie w tempie 70 procent rocznie. Druga istotna korzyść z randkowania online to okoliczność, że w Sieci można otwarcie wyrazić swoje oczekiwania. W realu rzadko kto decyduje się wprost komunikować potrzebę znalezienia partnera do małżeństwa, a już zwłaszcza do przelotnego romansu. W Internecie łatwiej wprost określić wszystkie swoje potrzeby w tym zakresie, przez co nie traci się czasu na próby nawiązania trwalszych, intymnych relacji z osobami, które nie są zainteresowane wchodzeniem w związki. Wtak zwanym realu trudno sprawdzić, czy upatrzony Prince Charming nie ma przypadkiem żony i gromadki dzieci albo nie reprezentuje niestandardowej orientacji emocjonalnej. W Sieci też zdarzają się podobne nieporozumienia, ale jak wykazują statystyki wcale nie częściej, niż w przypadku tradycyjnie nawiązywanych znajomości. Oszuści matrymonialni – jak się okazuje – lepiej radzą sobie polu-

MIŁOŚĆ W SIECI MARIAN POLAK

Statystyki nie pozostawiają w tej kwestii żadnych wątpliwości. Po życiu towarzyskim, rozrywce, edukacji i komunikacji społecznej, także i miłość przeniosła się do Internetu.

jąc na ofiary tradycyjnymi metodami. Głównie dlatego, że operują głównie wśród naiwnych kobiet w średnim wieku, nienawykłych do korzystania z Internetu. Kolejną – obok jasno sformułowanych celów – zaletą sieciowych portali randkowych jest selektywność oferty. Dzięki temu panowie zainteresowani wyłącznie z azjatyckimi pięknościami po Akademii Sztuk Pięknych nie narażają się na przypadkowe randki z Afroamerykankami zAkademii Policyjnej, asingelki poHarvardzie, szukające subtelnych anglosaskich intelektualistów z dyplomami zYale, nie tracą czasu na kino z Latynosami w niebieskich kołnie-

rzykach. Oczywiście i tutaj otwiera się szerokie pole do nadużyć, które bez litości eksploatują przeróżne komedie pomyłek, niemniej ryzyko błędu jest i tak znacznie mniejsze niż w realu. Jeśli więc portal towarzyski „Guardiana” reklamuje się obietnicą, że wśród ponad 600 000 jego zarejestrowanych uczestników raczej nie spotka się tam nikogo, komu trzeba by tłumaczyć, że Marcel Proust nie jest kierowcą Formuły 1, to rzeczywiście nie kłamie. Po czwarte zaś romans w Sieci to romans dyskretny. Wystarczy zachować minimum zasad bezpieczeństwa i już można flirtować (sms-ować, twittować, chatować) w najlepsze na-

W POWSZECHNEJ OPINII INTERNET STANOWI NAJLEPSZY SPOSÓB NA ZNALEZIENIE BRATNIEJ DUSZY DLA OSÓB, KTÓRE PIERWSZĄ MŁODOŚĆ MAJĄ ZA SOBĄ I SĄ WYOBCOWANYCH SPOŁECZNIE – ROZWODNIKÓW, LUDZI Z PROBLEMAMI EMOCJONALNYMI, KOBIET PO PRZEJŚCIACH I MĘŻCZYZN Z PRZESZŁOŚCIĄ. TYMCZASEM STANOWIĄ ONI ZALEDWIE JEDNĄ TRZECIĄ KLIENTÓW PORTALI RANDKOWYCH. REKLAMA

5

d

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

Nie bacząc naosobiste świadectwo licznych ofiar cyberromansów iwątpliwości psychologów, co-

WEEKEND NIE POLECA

| 9 LUTEGO 2013

wet pod samym nosem legalnego małżonka. I mało, że flirtować, czego dowodem jest popularność internetowej pornografii, bijącej wszelkie rekordy przeglądarek. To są najistotniejsze powody, dla których biura matrymonialne niemal w całości przeniosły się do rzeczywistości wirtualnej. Przy okazji tego typu badań wyszło też, że – wbrew pozorom – znajomości zawierane online nie są wcale aż tak wirtualne, jak można by przypuszczać. Aż 94 procent par które poznały się na czatach decyduje się bowiem na spotkanie twarzą w twarz, przy czym zwykle nie kończy się na jednej randce. Dziewięć na dziesięć zainicjowanych w Sieci tetes-a-tetes ma bowiem ciąg dalszy, sięgający przynajmniej kolejnego spotkania, a średnia długość romansu z Internetu to znacznie ponad siedem miesięcy. Skuteczność wirtualnych biur matrymonialnych zależy, oczywiście, od wielu czynników, z których dość istotnym okazuje się być wiek kandydatów do cyberromansu. W powszechnej opinii Internet stanowi najlepszy sposób na znalezienie bratniej duszy dla osób, które pierwszą młodość mają za sobą, a ponadto są w jakimś sensie wyobcowanych społecznie – rozwodników, ludzi z problemami emocjonalnymi, kobiet po przejściach i mężczyzn z przeszłością. Tymczasem stanowią oni zaledwie jedną trzecią klientów portali randkowych. Najwięcej, bo aż 36 procent trwałych par, które poznały się w Internecie stworzyli zaś ludzie bez żadnych negatywnych doświadczeń emocjonalnych. Młodzi, zdrowi, urodziwi i wykształceni single między 18 i 24 rokiem życia. Sieć jest też najbardziej preferowanym sposobem szukania życiowego partnera dla wykształconych kobiet koło trzydziestki o wysokim statusie materialnym i społecznym i równie wysokich aspiracjach.

Powodów, dla których zamiast iść do klubu czy rozejrzeć się za kimś odpowiednim w miejscu pracy albo na uczelni takie osoby wolą wieczorem zasiąść nad klawiaturą jest więc wiele, a najpoważniejszym z nich wydaje się – paradoksalnie – wiarygodność internetowych kandydatów do cyberromansu. Choć jeśli wierzyć innemu specjaliście od intymnych znajomości w Internecie, Alanowi Badiou, randkując wirtualnie ryzykujemy, że już wkrótce bezceremonialność, otwartość i dosłowność sieciowej oferty doszczętnie zniszczy opartą na tajemnicy, niepewności i ryzyku miłość romantyczną. Z drugiej strony, gdy zaspokoimy już dzięki Sieci nasze wszystkie potrzeby cielesne i emocjonalne, to po cóż nam ona? &


6

WEEKEND

nowy dziennik

| 9 LUTEGO 2013

c

WYRWIJ, ZCHOWAJ

d

WALENTYNKI VERSUS SOBÓTKA ALFA OMEGA

W rankingu na narodowe święto miłości Walentynki także i w Polsce zdecydowaną większością głosów wygrały z nocą Świętojańską. A przecież to taka piękna, pogańska tradycja. I do tego zdecydowanie starsza niż cytat z amerykańskiej kultury masowej, który wpisano w nasze rodzimy kalendarz zaledwie dwie dekady temu. Wystarczyły niecałe dwa dziesięciolecia by – jak wynika z badań zamieszczonych na portalu BiznesNet. pl – już w lutym 2005 roku 98,8 procent polskich internautów znało szczegóły dotyczącego Valentine’s Day, a ponad 2/3 z nich deklarowało zamiar obchodzenia tej nowej, importowanej zza oceanu świeckiej tradycji. To samo badanie ujawniło, że niemal połowa rodaków 14. lutego obdarowuje bliskie osoby choćby skromnym okolicznościowym prezentem. Najczęściej jest to pluszowa maskotka, róże albo pudełko czekoladek, ale także biżuteria czy elektronika. Amerykańskie święto najbardziej powszechnie obchodzą nad Wisłą osoby w przedziale wiekowym 15-34 (72,5 proc.), ale i starszym rocznikom walentynkowe obyczaje nie są nieobce. Proces adaptacji Valentine’s Day do rodzimych realiów pogłębia się też wśród bardziej dojrzałych rodaków, bowiem Walentynki zyskały aprobatę pań. Widać nie do końca pogodziły się one z wykreśleniem z kalendarza Święta Kobiet, toteż bez żalu zamieniły goździki na róże a rajstopy na gadżety z serduszkiem. Tym bardziej, że na walentynkowy prezent dla ukochanej statystyczny rodak wydaje z roku na rok coraz więcej. Na początku dziewczynie znad Wisły wystarczała kartka i czekoladki za dwadzieścia kilka złotych. Teraz upominek na Valentine’s Day kosztuje już przeciętnie pięć razy tyle. O cenie okolicznościowej kolacji, kina czy weekendowego wypadu na serduszkową imprezę gdzieś w plenerze już nie wspominając. Być może właśnie ze względu na rosnące koszty uczestnictwa w walentynkowym święcie miłości nadwiślańscy malkontenci rozpętali więc kampanię na rzecz powrotu do słowiańskich źródeł i obrony kulturowej tożsamości, przekonując rodaków, by zamiast wy-

ZDJĘCIA: SHWRM.PL

Są tacy, którzy ciągle próbują. Umieszczają apele w Sieci. Mobilizują opinię publiczną. Ba, nawet organizują imprezy plenerowe. Ale chyba wszystko na nic. W kolejnej już bitwie wojny kulturowej prowadzonej na zapleczu procesu globalizacji, słowiańszczyzna poniosła porażkę.

dawać kasę na tandetne chińskie kartki i pluszaki przypomnieli sobie raczej sztukę wyplatania wianków i odnowili obyczaj rzucania ich do falującej wody w Noc Świętojańską. A właściwie to nie tyle Świętojańską, co Kupały, inaczej – Sobótki. Przecież zanim dzień przesilenia letniego przypisano w kalendarzu szacownemu świętemu, w tym terminie odprawiano u nas kiedyś pogańskie rytuały płodności. Święty Jan miał więc jedynie ucywilizować związane z obchodami Kupały barbarzyńskie obyczaje dawnych Słowian, polegające na puszczaniu wianków. W czasie letniego zrównania dnia z nocą, czyli z 21 na 22 czerwca, panienki wiły więc wianki, kawalerowie zaś czekali skracając sobie czas oczekiwania skokami przez ogniska i piciem syconego miodu – aż uwiją co trzeba i puszczą na wodę. W tym czasie wypatry-

wali też kandydatek do zamęścia, a potem rzucali się w nurt rzeki po upatrzony wianek. Kto wyłowił, co zamierzał, miał prawo zabrać autorkę wianka na spacer do ciemnego lasu. Po co? Cóż – oficjalnie nazywało się to poszukiwaniem kwiatu paproci. A że kwiat niepozorny, a w lesie ciemno, szukanie, bywało, przeciągało się do rana. I na resztę życia. Niektóre wianki odpływały jednak w siną dal z powodu braku kandydata, zdecydowanego zamoczyć dla nich świeżo wyprasowaną lnianą koszulę, co oznaczało, że niektóre dziewczyny będą musiały cierpieć w panieństwie przynajmniej do następnej Sobótki. Te zaś plecionki, które przypadkiem zostały wchłonięte przez nurt rzeki, wróżyły staropanieństwo. Co nie było miłe. Podobnie jak brak prezentów. Tych bowiem na wigilię Świętego

W CZASIE LETNIEGO ZRÓWNANIA DNIA Z NOCĄ, CZYLI Z 21 NA 22 CZERWCA, PANIENKI WIŁY WIĘC WIANKI, KAWALEROWIE ZAŚ CZEKALI SKRACAJĄC SOBIE CZAS OCZEKIWANIA SKOKAMI PRZEZ OGNISKA I PICIEM SYCONEGO MIODU – AŻ UWIJĄ CO TRZEBA I PUSZCZĄ NA WODĘ. REKLAMA

Jana (23 czerwca) nie dawało się wcale. Rzeczywiście była to więc impreza zdecydowanie niekomercyjna, zgodna z duchem święta miłości w tym sensie, że i ona, jeśli prawdziwa, powinna być czysta i bezinteresowna. Korzyści dla panien wynikały więc z Sobótki raczej niewielkie. Za to zyski dla obrotnych kawalerów mogły być istotne. Więc kto wie, czy to właśnie nie tutaj kryje się tajemnica malejącej ze stulecia na stulecie popularności Nocy Świętojańskiej. Współczesne próby zamiany Walentynek na Sobótki być może nie przynoszą spodziewanych efektów z tego samego powodu. Bo przecież naturalne okoliczności pogańskiego święta wydają się zdecydowanie bardziej sprzyjające praktykowaniu miłości, niż ponure i chłodne pejzaże połowy lutego. Wiele wskazuje więc, że nie klimat jest w tym wszystkim najważniejszy, ale okoliczność, że starosłowiańskie obyczaje wyraźnie preferowały potrzeby mężczyzn. Zupełnie inaczej, niż amerykańskie Walentynki. W ten sposób Valentine’s Day ostatecznie wygrał kulturową batalię z Nocą Kupały. Współczesne panie w kwestiach uczuć zdecydowanie bardziej wolą bowiem brać, niźli dawać. &


nowy dziennik

WEEKEND

TYLKO ROBERT REDFORD JEST W SUNDANCE CO ROKU. OTWIERA FESTIWAL, PRZEMAWIA, ROZDAJE NAGRODY, ZAMYKA FESTIWAL.

EMILKA I KAZIO STANISŁAW KOKESZ

Moja była małżonka była w Vancouver na pogadance profesora uniwersytetu Indiana Billa Johnstona, który nie jest polskiego pochodzenia, ale mówi po polsku.

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

Był kilka lat w Polsce i tłumaczy polską literaturę współczesną, o której może mówić godzinami. Bardzo ceni Olgę Tokarczuk, Jerzego Pilcha, Magdalenę Tulli, Andrzeja Stasiuka. Kilka ich powieści czytałem w oryginale po polsku, ale „W czerwieni” Tulli dostałem tylko jako „In red” w tłumaczeniu Johnstona. Rzecz dzieje się w szwedzkim mieście na dalekiej północy, prawdopodobnie fikcyjnym, gdzie jest zawsze zima i po ulicach jeździ się saniami. Zaczyna się na początku XX wieku. Jest tam trochę Polaków, między innymi w garnizonie wojskowym Felek Chmura, o którym będzie dużo pod koniec powieści, ale nie wypada mi wszystkiego streszczać. Tylko, że żona radcy Krasnowolskiego porzuciła męża i syna, wyjeżdżając ni stąd ni z owąd do Afryki z niemieckim oficerem, który w szwedzkim mieście znalazł się nie wiadomo skąd. Załamany radca wkrótce umarł, Kazio został sierotą. Cierpiał na bezsenność, nie mógł wcale spać, i to mu już mimo leczenia zostało. Po latach jest oficerem w garnizonie w tym mieście, ma się ożenić z Emilką Loom. Gdy Emilka idzie do sań, by pojechać na bal, ma wypadek, jej serce przestaje bić. Doktor mówi: „Medycyna ma lekarstwo na wszystko, za wyjątkiem śmierci.” Tata Loom jest bogaty, Emilka była jedynaczką, więc pogrzeb ma być wspaniały, ale dziewczyna nie daje się położyć w trumnie, demoluje przygotowania do pogrzebu, zamyka się w swoim pokoju, gdzie płacze przez trzy dni i trzy noce. Dopiero potem wpuszcza służącego Stanisława, by doprowadził do porządku zalany łzami pokój. Pogrzeb się nie odbył, ale ślubu też nie będzie, bo Emilka została uznana za zmarłą. Kazio chowa do szuflady jej fotografię, którą do tej pory zawsze miał przy sobie i chętnie wszystkim pokazywał dumnie. O Emilce więcej w powieści Tulli nie ma, są inne dziwne wydarzenia. Jest taki komediant Jimmy Kimmel, czasem zabawny, choć nie zawsze. Przez szereg lat miał show po północy, więc zbyt wielu widzów nie miał. ABC zdecydowało się przesunąć go na wcześniejszą godzinę, taką samą jak Leno i Letterman, ma zatem zadanie odbierać

Robert Redford

| 9 LUTEGO 2013

7

tamtym widzów. Ze mną mu się udało, bo starsi panowie dwaj mi się znudzili, to nie ta klasa co Przybora i Wasowski. Kimmela wsparły Elen de Generes i Jennifer Lopez. Po pierwszym tygodniu tamtych dwóch ilością widzów nie dogonił, ale daleko w tyle nie był. Któregoś dnia zakpił z tych, którzy krzyczą, że Obama chce im zabrać ich kolekcje karabinów i rewolwerów. Być może są to umysłowo chorzy, którym to rzeczywiście grozi. Najlepszy kawałek polegał na tym, że cztery dni przed inauguracją na drugą kadencję Obamy niewinnie wyglądająca niby reporterka pytała na ulicy chyba w Los Angeles przechodniów, czy oglądali wczoraj transmisję inauguracji. Wszyscy mężczyźni i niektóre kobiety na to, że nie oglądali, ale trzy kobiety powiedziały, że owszem, oglądały transmisję z Waszyngtonu. A było to cztery dni przed inauguracją. Jeszcze o uzbrojonych wariatach, których jest wokół nas sporo. Zapomniałem, w jakim dużym tutejszym sklepie spacerował niedawno facet z nabitym karabinem. Na czyjąś nieprzychylną uwagę oświadczył, że konstytucja pozwala mu na wchodzenie z nabitą bronią gdzie tylko chce. Może nie wszędzie tak jest, może w Nowym Jorku nie, ale w Utah chyba tylko do samolotu nie można wejść z nabitym karabinem. Miałem kiedyś sąsiada, który po pobycie w szpitalu wariatów bez problemu kupił rewolwer i spacerował po okolicznych ulicach, wywijając tym rewolwerem. Mówił, że ma zamiar zastrzelić byłą żonę, bo się z nim rozwiodła. Na szczęście normalny brat zabrał mu rewolwer. Szkoda, że nie każdy wariat z bronią ma takiego brata. Małgorzata Foremniak jako Ash w japońskim filmie „Avalon” zastrzeliła wielu przeciwników, nie byli oni jednak realni lecz wirtualni, podobnie jak w komputerowych grach, w które grają chłopcy, ale gra Avalon była na większą skalę i znacznie bardziej skomplikowana. Różnica jeszcze taka, że w tej grze ginęli też czasem grający, jak w „Hunger Games”. Był teraz doroczny festiwal filmowy Sundance. Reporterka Kim była w Park City i jak katarynka powtarzała, że widzi wokoło mnóstwo celebrities, ale nie mówiła, kogo widziała konkretnie. Wiem, że była Taylor Swift, która ostatnio jest wszędzie, ale chyba nie śpiewała. Śpiewała Courtney Love. Wiem z całą pewnością, że mnie tam nie było. Kiedyś bywałem tam co rok. Własnym autem wyjechałem stromą, krętą, śliską drogą ostatni raz 15 lat temu. Mój pasażer, Polak, kamerzysta telewizji, szczękał zębami ze strachu, ale szczęśliwie dojechałem. Nie pamiętam, jakie wtedy filmy widziałem, ani jakie sławne osoby spotykałem na Main Street w Park City. Tylko Robert Redford jest co roku, otwiera festiwal, przemawia, rozdaje nagrody, zamyka festiwal. Co roku są też bracia Weinberg, których firma nazywała się Miramax. Zawsze kupują jakiś film. &

REKLAMA

www.greenpointvein.com

Laserowe Leczenie Żylaków – EVLT

Bezbolesne, nieoperacyjne, pełna aktywność po zabiegu, akceptowane przez większość firm ubezpieczeniowych. Szczegółowe informacje na

www.greenpointvein.com

NOWOCZESNA CHIRURGIA ŻYLAKÓW, NACZYNEK TWARZY I NÓG, BLIZN I ZMARSZCZEK BOTOX RESTYLANE


8

WEEKEND

nowy dziennik

| 9 LUTEGO 2013

c

CO MOŻNA ZOBACZYĆ, JEŚLI CHCE SIĘ Z RĘKI WYCZYTAĆ COŚ O MIŁOŚCI? NAJWAŻNIEJSZĄ W TAKIM PRZYPADKU JEST LINIA SERCA.

RĘKA JAK OTWARTA KSIĘGA JANINA MARTYN Jeśli on ostrożnie ujmuje twoją rękę, to może czyni tak po to, by stwierdzić, czy twoja linia serca budzi zaufanie? A jeśli ona jakby w roztargnieniu łaskocze twoją dłoń, to może chce sprawdzić, czy jesteś rzeczywiście sexy, czy tylko robisz takie wrażenie?

ILUSTRACJA: JANINA MARTYN

Z ręki można czytać jak z otwartej księgi, jeśli się zna jej język. Ręka nie kłamie, choć jej właściciel może i próbuje. Co można zobaczyć, jeśli chce się z ręki wyczytać coś o miłości? Najważniejszą w takim przypadku jest linia serca. Jak zawsze w chiromancji, musimy się przyglądać całej dłoni, omówimy jednak najpierw kilka ogólnych zasad. Mocna, piękna linia serca, bez zbyt wielu odnóg i przypominających łańcuszek zagłębień jest znakomita na początek nauki. Bardzo krótka linia serca jest oznaką uczuciowego chłodu. Normalnie powinna ona wchodzić eleganckim łukiem pomiędzy palec wskazujący i środkowy. Jeśli dzieli się na dwie odnogi pod palcem wskazującym, to uważa się taki układ za oznakę równowagi psychicznej, która sprawia, że człowiek łatwo nawiązuje kontakty z przyjaciółmi, z kobietami i z mężczyznami. Im więcej odgałęzień, tym człowiek jest bardziej otwarty na wiele rzeczy. Mówi się o takich ludziach, że „mają wielkie serca”. Jeśli linia jest bardzo prosta i przecina na ukos całą dłoń, oznacza najczęściej skłonność do idealistycznej miłości. Powiedzieliśmy że krótka linia wskazuje na chłód uczuciowy, ale z kolei linia przesadnie długa może oznaczać uczucia tak „wysokie”, że czynią człowieka cokolwiek za zimnym w sprawach serca. Może on bowiem być zbyt zajęty cierpieniami świata, by siedzieć na kanapie z kimś bliskim trzymając się za ręce. Taki człowiek kontroluje swoje uczucia w każdej sytuacji. Powinniśmy też przestrzec przed uwodzicielami o krótkich, łańcuszkowatych liniach serca. Jest to zwykle typ człowieka, który z niejednego pieca chleb jadł i równocześnie nie jest zbyt godny zaufania. Lepiej więc zawczasu zmykać. Kiedy ktoś kiwa do ciebie zbyt dużym palcem wskazującym, to także bierz nogi za pas. Jest to bowiem oznaka egoizmu oraz zarozumialstwa i gdy nie jesteś urodzonym cierpiętnikiem, lepiej usuń się na bok. Strzeż się jednak także osób o zbyt małych palcach wskazujących, bo mogą to być ludzie „czepiający się” innych, tacy, którzy sami o niczym nie decydują. Człowiek, który ma wyraźnie odstający mały palec, jest wedle wszelkiego prawdopodobieństwa bardzo samodzielny. Dotyczy to także sfery seksualnej, choć nie tak dalece, by mogło budzić niepokój. Mały palec wiele mówi o seksie, dlatego jeśli ktoś nosi na małym palcu pierścionek, to zawsze można się zastanawiać czy oznacza to seksualną frustrację, czy może skłonności homoseksualne. Jednak w wypadku bogatych przedsiębiorców, spośród których wielu nosi pierścionek na małym palcu, skłonność ta ma raczej związek z pieniędzmi niż z miłością. Tuż pod małym palcem przebiega tzw. linia małżeństwa, wychylająca się spod zewnętrznej krawędzi dłoni. Ba, często bywa ich więcej, ale mogą się one odnosić także do innych

d

wielkich miłości, tak że nie należy się przerażać, gdy stwierdzimy, iż jest ich więcej, niż byśmy sobie życzyli. Ci, u których nie występują linie małżeństwa, także nie muszą z tego powodu spędzać życia w samotności. Często okazuje się, że są to po prostu ludzie bardziej samodzielni – mają wiele zainteresowań, wchodzą w liczne układy, ale nie wiążą się na stałe. Nie możemy też zapomnieć o kciuku. Czy jest „otwarty”, duży i silny? Są to oznaki odpowiedzialności i hojności. Kciuk trzymający się tuż przy dłoni bądź chowający się w niej wskazuje na niewielką siłę seksualną. (Pamiętajmy jednak, że ludzie mogą być czasami zmęczeni albo zdeprymowani, a wtedy chętnie chowają kciuki w dłoniach). Rzeczywiste oznaki siły znajdziesz we wnętrzu ręki, na grzbiecie kciuka. Pełny i mocny grzbiet sygnalizuje, że właściciel ma mnóstwo energii, z której także, i ty możesz skorzystać w czasie gorących uścisków. Wróćmy jednak do linii serca. Zdarza się,

że ludzie nie mają ani linii serca, ani linii głowy, a tylko jedną jedyną linię przecinającą rękę na skos. Widuje się taką linię u ludzi dość szczególnych, przeważnie u twórców. Jest to wyraz silnej i pięknej równowagi między sercem i rozumem, ale w wielu książkach mówi się, że może także oznaczać chłód uczuciowy. Tak więc musimy tu ryzykować, pilnie obserwując, jak się sprawy potoczą! We wszystkich starych księgach poświęconych czytaniu z rąk przestrzega się przed „pasem Wenus”, mogącym oznaczać perwersję seksualną. Ale te linie pod palcem środkowym i serdecznym mogą również wskazywać na człowieka o gorącym sercu, ceniącego dobre strony życia. „Pasa Wenus” nie należy mylić z podwójną linią serca, która może się układać równolegle do zwykłej linii serca. Podwójna linia oznacza formę miłości wyższej, duchowej, poczucie więzi z bliźnimi i idealizm. Na ludziach takich można polegać. Twierdzi się, że układające się na nadgarstku

liczne „bransoletki” są wyraźną oznaką szczęścia. Jeśli jednak któraś z nich wznosi się i ginie we wnętrzu dłoni, może to wskazywać na jakieś kłopoty z jamą brzuszną. Gdy dostrzegasz jeden czy dwa „błędy” u kochanej osoby, to przyjmij je spokojnie, nikt z nas nie jest aniołem! Może jednak, mimo wszystko, udało ci się wejrzeć bliżej w tajemną mowę rąk i wiesz teraz lepiej, jakich kolców możesz się spodziewać na waszej wspólnej, usłanej różami drodze. &

Jeśli interesują cię podobne historie – odwiedź internetowy portal "Nie z tej ziemi" (www.nieztejziemi.org). To miejsce dla wszystkich entuzjastów alternatywnego myślenia, miłośników spraw niewyjaśnionych oraz paranaukowców. To portal dla fanów wszystkiego co nieziemskie na Ziemi i poza nią.


nowy dziennik

WEEKEND

| 9 LUTEGO 2013

9

c POLSKA NA ZIMNO d

ROMANSUJESZ – Z PRACY WYLATUJESZ MONIKA ŚLIŻ

Czasy kiedy dzień spędzony w pracy kończył się na ośmiu godzinach minęły. Osiem godzin to za mało, żeby sprostać oczekiwaniom szefa. Coraz częściej ceną lepszej efektywności w pracy jest życie prywatne, bo coraz mniej czasu spędzamy z najbliższymi. Praca staje się całym naszym światem, a współpracownicy jedynymi powiernikami tajemnic. A wtedy do romansu jest już bardzo blisko. Zdarza się, że pracownicy obwiniają o zdradę pracodawców, tłumacząc się dobrymi warunkami wyjazdu integracyjnego, które sprzyjały nawiązaniu znajomości. Całodniowe szkolenia, kolacja, alkohol i muzyka, przy której tańce kończą się bladym świtem...

KORPORACYJNO-KORYTARZOWA SZEPTANKA

W większości przypadków romans w pracy wiąże się z minusami. Koleżanki wezmą nas na języki, przełożony będzie patrzył kątem oka w obawie, że zaniedbamy swoje obowiązki. Najwięcej kontrowersji budzi relacja szefa z podwładnym. Nawet jeśli najbardziej na świecie zasłużymy na awans i tak wszyscy powiedzą, że wypracowaliśmy go łóżkiem a nie głową. Koleżanki nie uwierzą w nasze kompetencje, tylko podporządkują dowody uznania zażyłości z szefem. Szef będzie posądzany o faworyzowanie jednej osoby, traktując ją w szczególny sposób: dając więcej luzu, adorując, częściej zapraszając do gabinetu. Ucierpią wtedy też relacje faworyzowanej osoby ze współpracownikami. Faworyzowany będzie uważany za firmowego donosiciela i zostanie odsunięty na bok. Ajeśli wszystko legnie w gruzach, widok osoby, która złamała nam serce na wspólnym korytarzu może być ciężki do zniesienia. W dodatku możemy stracić szansę na karierę i znaleźć się bez pracy. Romans w pracy ma też swoje korzyści. Do biura przychodzimy z przyjemnością, jesteśmy pełni energii, tryskamy pomysłami i pracujemy dużo wydajniej niż inni, ponieważ staramy się zaimponować obiektowi uczuć. Zauroczeni sobą pracow-

nicy rzadziej korzystają z urlopów i zwolnień lekarskich. Problem zaczyna się kiedy

REKLAMA

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

Wspólne nadgodziny, delegacje czy szkolenia sprzyjają nawiązywaniu romansów w pracy. To tu spędzamy coraz więcej czasu. Tutaj uczestniczymy w firmowych imprezach i wyjazdach integracyjnych. Jeśli ciągle widujemy te same twarze, naturalną koleją rzeczy jesteśmy z nimi coraz bardziej zżyci. romans się przedłuża i zaczynają pojawiać się konflikty. Atmosfera gęstnieje i zaczyna być nieprzyjemna. To moment, w którym jedna z osób powinna zmienić dział lub pracę. Spędzając z kimś wiele godzin w pracy, mamy szansę poznać dobrze tę drugą osobę. Zauważyć jak reaguje na stres czy krytykę. Widzimy też w jaki sposób traktuje swoje obowiązki a także kolegów z pracy. Spotykając się z kimś trzy razy w tygodniu na kilka godzin, trudno poznać drugą osobę i zebrać o niej tyle informacji. Czy uszczypliwe uwagi współpracowników są warte zrezygnowania z ukochanej osoby, skoro jesteśmy szczęśliwi z partnerem? Ajeżeli zrezygnujemy, to w imię czego? Poprawności w pracy? Ludzie zawsze znajdą powód do szeptania po kątach. Nie warto dawać im satysfakcji, bo ich i tak nie obchodzi nasze szczęście. &

PRACA STAJE SIĘ CAŁYM NASZYM ŚWIATEM, A WSPÓŁPRACOWNICY JEDYNYMI POWIERNIKAMI TAJEMNIC. A WTEDY DO ROMANSU JEST JUŻ BARDZO BLISKO.


10

WEEKEND

nowy dziennik

| 9 LUTEGO 2013

c WEEKEND PRZEDSTAWIA d

PRZED PAŃSTWEM MAŁGORZATA KELLIS! ZUZANNA DUCKA-LUBAS Małgorzatę Kellis po raz pierwszy usłyszałam kilka lat temu podczas jej recitalu w Konsulacie Generalnym RP na Manhattanie. Zaimponowała mi urodą głosu, umiejętnościami wokalnymi i talentem aktorskim – z prawdziwą swadą wprowadzała słuchaczy w świat operowych heroin. Małgorzata jest znana polonijnej publiczności – często koncertuje w całej metropolii nowojorskiej a poza tym wciąż występuje na wielu scenach polskich i europejskich. Małgosia procz działalności artystycznej ma jeszcze ambicje naukowe – ostatnio obroniła doktorat naAkademii Muzycznej w Gdańsku, za co jeszcze bardziej ją cenię. Dlatego też ucieszyła mnie wiadomość o jej występie na Gali Nowego Dziennika i niezmiernie uradował fakt, że zgodziła się na rozmowę o jej recitalu, marzeniach i planach na przyszłość. Jakie utwory zdecydowałaś się zaprezentować podczas balu Nowego Dziennika i dlaczego wybrałaś właśnie te?

ZDJĘCIA: ARCHIWUM MAŁGORZATY KELLIS

Przede wszystkim jest dla mnie wielką przyjemnością wystąpienie przed czytelnikami i gośćmi Nowego Dziennika. Na piątkowy wieczór przygotowałam trzy piękne, a jednocześnie różne arie. Będą to: recytatyw i aria Julietty z opery „Montecchi i Capuleti” V. Belliniego- portretująca zrozpaczoną Julię przepełnioną miłością i dramatem. Kolejna aria to niemal bajkowa historia Rusałki z opery „Rusałka” A. Dvorzaka i trzecia aria to „Come scoglio” z opery „Cosi fan tutte” W. A. Mozarta, która jest manifestem Fiordiligi o jej wierności. Wszystkie wymienione bohaterki śpiewają o miłości, jednak każda z nich jest w innym stanie emocjonalnym. Mówimy o operowych heroinach – a kto w świecie opery jest dla Ciebie wzorem?

Jest to trudne pytanie gdyż jak wielu jest śpiewaków, tak wiele jest sposobów śpiewania. Jak jeden posiada dany element, który mnie zachwyca, tak drugi posiada inny element, który również zapiera dech w mojej piersi. Jednak najprościej ujmując, śpiewaczki do których nagrań odwołuję się najczęściej to: Maria Callas iAnna Netrebko. Callas i Netrebko to z jednego punktu widzenia dwa odbiegłe bieguny, a z innego obydwie posiadają charyzmę. Callas jest mi szczególnie bliska, gdyż to właśnie o niej pisałam pracę magisterską. Była osobą i artystką niezwykle skomplikowaną i jak w życiu prywatnym wydawała się być pozbawioną serca, np. uznała, że matka wyrządziła jej wiele złego i dlatego przestała się do niej odzywać, tak na scenie – głosem, gestem, spojrzeniem wyrażała uczucia, które doprowadzały widzów do szaleństwa. Callas była czymś więcej niż dzisiejsze gwiazdy popu. Była fenomenem, który nie został powtórzony. Nikt przed nią ani po niej nie odważył się na śpiewanie tak zróżnicowanego repertuaru: jednego dnia była koloraturową Rozyną, a drugiego dramatyczną Toscą! Jest wiele teorii na temat jej stosunkowo krótkiej kariery, ale dla mnie zdecydowanie najbardziej przekonywającą jest ta, obarczająca karkołomność Callas w doborze repertuaru i czę-

stotliwości jej występów. Natomiast nasza dzisiejsza gwiazda – Anna Netrebko jest artystką, która już zapisała się na kartach historii opery. Jej zasługa polega na tym, że z opery zrobiła żywy teatr, co nie jest łatwe chociażby pod względem techniki wokalnej. Jak sama jako śpiewaczka wiesz, by móc na scenie dokonywać teatralnych akrobacji jednocześnie śpiewając, trzeba mieć niezwykle stabilną technikę wokalną i doskonale znać możliwości swojego instrumentu. Netrebko poprzez otwartość i kreatywne traktowanie postaci w jakie się wciela, sprawiła że opera stała się formą przystępniejszą dla przeciętnego widza, a tym samym popularniejszą. Która partia operowa jest Twoim marzeniem?

Moim marzeniem jest wcielenie się w postać Florii Toski z opery „Tosca” Pucciniego. W tej operze muzyka Pucciniego zawiera cechy muzycznego weryzmu. Nieustanna zmien-

WSPÓŁCZESNE PRODUKCJE OPEROWE W AMERYKAŃSKICH TEATRACH SĄ ŁATWIEJSZE DLA MNIE DO ZAAKCEPTOWANIA NIŻ EUROPEJSKIE.

ność scen i emocjonalna huśtawka nie pozwala widzom na znudzenie. Podobnie jest z główną bohaterką: pozornie nieskomplikowana emocjonalnie postać – lokalna śpiewaczka uwielbiana przez publiczność, kocha malarza, który stał się spiskowcem i za swoją działalność został skazany na śmierć. Tosca próbując go ocalić, sama zawiera pakt z gubernatorem. Za wolność kochanków, Tosca musi oddać się gubernatorowi. W krytycznym momencie śpiewa arię, którą chyba każda śpiewaczka chciałaby wykonać: Vissi d'arte, vissi d'amore (Żyłam sztuką, żyłam miłością, nic złego nikomu nie zrobiłam. Modliłam się, a kwiaty które otrzymywałam przynosiłam dla Madonny. Boże, dlaczego mnie tak doświadczasz?), by zaraz po niej w momencie rozpaczy chwycić za nóż i ugodzić nim podłego oprawcę – gubernatora. Chyba każdy z nas w krytycznym momencie swojego życia, może identyfikować się zToscą w zapytaniu skierowanym do Boga – dlaczego tak mnie doświadczasz? Z przytoczonej krótkiej historii możemy sobie wyobrazić ile pasji i emocji zawarte jest w muzyce! Jako muzyk nie mogę nie zauważyć pięknych linii melodycznych i ansambli. Oczywiście ta partia pozostanie moim marzeniem, gdyż w naszej branży nie jest tak łatwo, że „śpiewać każdy może”. Każda partia wokalna mieści się w tzw. danym fachu. Ja jestem sopranem lirycznym, a partia Tosci wymaga głosu dramatycznego. Na szczęście marzenie jest nieodpłatne i dozwolone.

Który swój występ wspominasz najlepiej?

Na przestrzeni piętnastu lat od kiedy skończyłam studia i zaczęłam profesjonalnie występować na różnych scenach i w różnych zakamarkach świata zdarzyło mi się kilka występów, które uznałabym za nietuzinkowe. Jednak w tym miejscu chciałabym przywołać wspomnienie z mojego koncertu na Zamku w Łańcucie. Dwa lata temu zostałam zaproszona do udziału w Międzynarodowym Festiwalu Muzyki Organowej i Kameralnej w Leżajsku jak i do występu na Zamku w Łańcucie. Był to początek lipca i wbrew wszelkim oczekiwaniom, było chłodno i deszczowo. W dzień mojego recitalu zaczęło się od kataru, który z każdą chwilą stawał się bardziej uciążliwy. W drodze do Łańcuta zaczęłam mieć problemy z jednym okiem. Gdy dojechaliśmy do Łańcuta, oko zaczęło łzawić i boleć. Oko bolało, ale głos był nienaruszony. Ponieważ to był mój recital, zastępstwo w ostatniej chwili było niemożliwe. Zaśpiewałam pięćdziesięciominutowy program, jednym okiem płacząc i nic na nie nie widząc! po każdym utworze czyszcząc nos, a chusteczki skrupulatnie kamuflując w szalu, specjalnie w tym celu umieszczonym na fortepianie. Ten koncert jest klasycznym przykładem powiedzenia: the show must go on! Współpracę z którymi artystami wspominasz najcieplej?

Maestro Ochman jest pierwszy naliście moich ulubionych artystów. Wiele się od Niego na-


nowy dziennik

uczyłam. Jest wielkim artystą i jednocześnie niezwykłym człowiekiem. Oprócz tego, że w dalszym ciągu świetnie włada swoim głosem, jest inspirującym reżyserem. Nigdy nie pozwala odczuć młodszym lub mniej doświadczonym kolegom, że są w czymś gorsi. Zawsze zwraca się do nas z szacunkiem i zrozumieniem. Szczerze doradzi w trafnym wyborze repertuaru czy chociażby koloru sukni, jeśli mamy taką możliwość. Wyraźnie zarysuje charakter postaci, w jaką mamy się wcielić, sprowokuje w artyście zidentyfikowanie się z rolą. Miejsce w encyklopediach jako znakomity śpiewak operowy, nie przeszkadza Mu w twardym stąpaniu po ziemi. Życzyłabym sobie, by wszyscy artyści klasy Wiesława Ochmana, podobnie jak On zachowali skromność i człowieczeństwo. Innym artystą, z którym współpraca utkwiła mi w pamięci, jest doskonały pianista dr Mariusz Drzewicki. W ubiegłym roku śpiewałam z nim recital, który był niezwykle trudny pod względem wokalnym jak i pianistycznym. Byłam mile zaskoczona, gdy na jedynej próbie jaką mieliśmy, Mariusz z pewnością siebie wygrał wszystkie skomplikowane przebiegi melodyczne, akordowe jak i niespotykane rytmy. U boku tak doskonałego pianisty nawet najtrudniejszy program musi zakończyć się sukcesem! Jak oceniasz współczesne realizacje operowe?

Każdy ma prawo do swojej wizji. Dla mnie opera, to bajkowy, odległy świat, którego częścią możemy stać się poprzez podziwianie barwnych, bogatych kostiumów, rekwizytów jakie czasami możemy zobaczyć w muzeum, fryzur REKLAMA

WEEKEND

Ach, mogłabym wiele mówić! (śmiech) Na początku stycznia tego roku na Akademii Muzycznej w Gdańsku uzyskałam tytuł Doktora Sztuk Muzycznych. Jednak zanim to nastąpiło musiałam włożyć wiele pracy i od-

11

łam napisać pracę doktorską i załączyć nagranie 27 współczesnych amerykańskich pieśni. Dokonałam wielu nowatorskich ocen poszczególnych kompozytorów i ich wybranej spuścizny wokalnej. Był to proces niezwykle interesujących spostrzeżeń poszerzający moją wiedzę historyczną, filozoficzną oraz czysto metodyczną z zakresu sztuki wokalnej.

na jakie dziś nikt nie ma czasu albo wstydziłby się w nich wyjść na ulicę. Opera to magia i czar. Ale to jest moja wizja. Jednak nie zaznamy spokoju jeśli zamkniemy się w pewne schematy. Dlatego mogę powiedzieć, że współczesne produkcje operowe w amerykańskich teatrach są łatwiejsze dla mnie do zaakceptowania niż europejskie, które charakteryzują się wulgarnością i w moim odczuciu nie mają nic wspólnego ze sztuką, a raczej są pełne kiczu i prostactwa. W telewizji na co dzień widzimy wystarczająco dużo gwałtów, mordów i negliżu. Nie potrzeba specjalnej wyprawy do opery, by takich obrazów doświadczyć. Poza tym, nawet najlepiej przemyślane współczesne produkcje operowe tracą poszczególne elementy, jakie celowo umieścił kompozytor. Rozumiem, że teatry operowe szukają młodej, nowej widowni i chcą osiągnąć ten cel poprzez umiejscawianie, np. XIX-wiecznej opery w dzisiejszym Las Vegas. Ale czy w XIX wieku komukolwiek przyszłoby do głowy by uwspółcześniać Monteverdiego? To co należy do historii, zostawmy historii, a dzisiejszym kompozytorom pozwólmy mieć swobodę na stworzenie dzieł tak wielkich, by za 100 lat zostały uznane przez współczesnych za ponadczasowe. Co możesz powiedzieć o swoim doktoracie? Niewielu wokalistów może się nim pochwalić.

| 9 LUTEGO 2013

Czy uważasz, ze opera wciąż się rozwija – czy mamy szanse na dzieła takie jak Traviata, Aida czy Don Giovanni, czy tez opera w znanym nam kształcie to już pieśń przeszłości? 

być kilka podróży do Polski. Był to długi i odważny proces, ale uwieńczony sukcesem. Członkowie Katedry Wokalistyki naAkademii Muzycznej byli niezwykle podekscytowani perspektywą pojawienia się nowatorskiej pracy o nieznanych w Polsce amerykańskich kompozytorach początku XX w. Oprócz wymaganych ustnych i pisemnych egzaminów musia-

Wspomniane opery są częścią historii muzyki, które zawsze znajdą swych wielbicieli. Niezależnie od różnych opinii i poglądów współczesna opera jest realnością, jest zjawiskiem, które nie może być powstrzymane. Jednak jeśli pytasz o współczesne dzieła operowe charakteryzujące się pięknem melodii i harmonii, jak te stanowiące dziś „żelazny repertuar operowy”, wydaje mi się, że to jest nieosiągalne. Pamiętajmy, że czasy się zmieniają, ludzie się zmieniają, estetyka społeczeństw ulega zmianom. Podobnie w muzyce, co dla nas brzmi jak kakofonia, dla przyszłych pokoleń za 40-50 lat może brzmieć jak dla nas brzmi Verdi czy Mozart. W historii muzyki mieliśmy już tego przykłady. Chociażby twórczość Charlesa Ivesa przez jemu współczesnych była oceniana jako amatorska, niewykonywalna i niezrozumiała. Ives o dobre pół wieku wyprzedził sobie współczesnych, by po latach zostać okrzykniętym ojcem amerykańskiej muzyki. Rozmawiała Zuzanna Ducka


12

WEEKEND

| 9 LUTEGO 2013

nowy dziennik


nowy dziennik

WEEKEND

| 9 LUTEGO 2013

13

TECHNIKA MA PRZYSZŁOŚĆ JAN LATUS

POLSKIE BUGATTI!

Bugatti Gangloff jest konceptem polskiego projektanta Pawła Czyżewskiego. Czerpał on inspirację z modelu Bugatti z 1937 roku – 57 SC Atlante Coupe, zbudowanego przez francuskiego producenta nadwozi Gangloffa. Prototyp nawiązuje w równym stopniu do tego starego samochodu, jak i nowoczesnego modelu Bugatti Veyron. Projekt jest udany ale nie ma szans na wejście do produkcji. Szkoda.

PRZEZROCZYSTY IPAD

Efektowny, przezroczysty iPad może wejść do produkcji już za kilka lat. Jest on szklany, z metalową ramką. W jej górnej części umieszczono kamerę w a dolnej – obwody elektryczne i gniazdka. Udało się nawet zaprojektować przezroczystą baterię litowo-jonową!

VERTOL VZ-2

DŁUGOPIS-TŁUMACZ

Ivy Guide to przystawka, którą można zainstalować na każdym długopisie. Skanuje ona tekst i wyświetla od razu przekład! Ładowanie akumulatora odbywa się z komputera, przez łącze USB.

ZDJĘCIA: MATERIAŁY PROMOCYJNE

Vertol VZ-2 to dziwna krzyżówka helikoptera i samolotu, zbudowana w 1957 roku przez firmę Vertol a sfinansowana przez amerykańską armię. Starano się zbudować maszynę jak najmniejszą, najtańszą i najprostszą w obsłudze. Pierwszy lot odbył się w 1958 roku. W ciągu następnych lat odbyto 450 lotów, w tym 34 kiedy już w powietrzu przechodzono z trybu helikoptera na napęd typowy dla samolotu – a to przez przekręcenie skrzydeł. Mimo dobrych wyników testów nie zdecydowano się na zamówienie maszyny.


WEEKEND

nowy dziennik

| 9 LUTEGO 2013

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

14

c MOIM ZDANIEM d

JADĄ CHŁOPCY BUDŻETOWCY HALINA KACZMARCZYK Nareszcie w Polsce zauważono, że przeszło 14% obywateli w wieku produkcyjnym nie pracuje. Oczywiście dane takie są optymistyczne, bo pomniejszone o tych, którzy z różnych przyczyn wypadli z rejestrów albo do nich nie weszli. Według starej szkoły ekonomicznej 10% bezrobocia to kryzys, a 12% to początek recesji. Słowa „kryzys” i „recesja” były jednak w Polsce starannie omijane, jak zresztą całe zagadnienie, bo Unia Europejska ufała krajowi nad Wisłą, co miało się przełożyć na następne, monstrualnej wysokości, kredyty. I się nie udało. Nagle do Brukseli na początku stycznia opłotkami dotarła wiadomość o korupcji na polskich drogach. Ciekawe dlaczego dopiero teraz. Granda brania pieniędzy na najwyższych szczeblach i ruchy, w większości pozorne, ich prawidłowego zagospodarowania były widoczne gołym okiem od czasu, kiedy tani Chińczycy przed „igrzyskami” Euro chcieli budować poniżej kosztów i nie podołali. Z samego piasku można jedynie bicze kręcić, nie drogi budować, a europejski robotnik nie pracuje za czarkę ryżu na dwa razy. Dlaczego Bruksela dopiero teraz oprzytomniała, skoro rząd polski nie płacił polskim wykonawcom drogowym od dłuższego już czasu, bił się w piersi, wymieniał ministrów, dyrektorów departamentów i dalej nie płacił, a Unia milczała jak zaklęta? Jeszcze w listopadzie Unia oferowała Polsce przedłużenie linii kredytowej, której nie-

dawno odmówiła Orbanowi. Trudno się dziwić, że premier Węgier dostał klapsa, skoro zwyzywał MFW od zwykłych banków dbających jedynie o swoje profity. Równocześnie Wielka Brytania wierci się, bo w końcu nie tak dawno to ona nakładała kagańce swoich praw na inne narody, a tu bankierskie przepisy i ograniczenia zaczynają się zacieśniać niebezpiecznie. Cameron grozi, że będzie referendum, czy należeć do Unii czy nie. Angela też nie ma zamiaru oddać Niemiec w pacht, a zadłużenie rośnie, więc te cięcia dla Polski to nie kaprysy, korupcja i niesubordynacja, ale słuszna decyzja na zasadzie bliższa koszula ciału. Niemcy pieniądze zostawią u siebie, bez względu na banksterskie interesy, bo jak długo można być płatnikiem netto, natomiast bezrobocie ma się utrzymywać poniżej 7% i maleć, a nie, jak w Polsce, sięgać miejscami dwudziestu i rosnąć. Niemcy nie mogą sobie na coś takiego pozwolić. Widocznie pani kanclerz przypomniała sobie historię swego kraju i słusznie zauważyła, że za Bismarcka pieniądze zagarniało się do Berlina, a nie rozdawało i na tym polegała potęga Prus. Polaków natomiast tępiło się wtedy w sposób otwarty jak zarazę, o czym kolejne rządy polskie powinny sobie czytywać do poduszki, czego jednak nie robią i stąd ostatnie rozczarowania. Na początku 2013 roku w polskim rządzie

zrobiło się nerwowo, choć jeszcze nie tak dawno Merkelka ściskała się z Tuskiem zupełnie oficjalnie. Na forum europejskim rozpoczęły się dociekania, dlaczego polskie drogi, mimo horrendalnych dotacji, ciągle mogą być dekoracją do ekranizacji dziewiętnastowiecznych „Chłopów”. Tusk obiecał sprawę wyjaśnić, co brzmi jak dobry żart, ale w sumie nie o to chodzi. Najprawdopodobniej pożyczek nie będzie, albo tak okrojone, że dla bankrutujących gmin i małych miast nie wystarczy. Nie wystarczy również na spłacanie poprzednich długów obecnymi subsydiami i w ten sposób polski schemat Ponziego pęknie nieco wcześniej, niż się wszyscy tego spodziewali. Właśnie dlatego minister finansów, Jacek Rostowski, w przemówieniu budżetowym nagle zauważył bezrobocie, jednak chciał się wywinąć optymizmem wzrostu gospodarczego w drugiej połowie 2013 roku. Trudno powiedzieć, jak ma się to zrobić, skoro Niemcy nie mają zamiaru od nas importować jak dotąd, a wszędzie indziej jest jeszcze gorzej. Rząd polski jest jednak instytucją odpowiedzialną i zdaje sobie sprawę z kosztów własnych. Wie doskonale, że nie wolno pozostawić bez środków do życia tysięcy pracowników najszerzej pojętej administracji, czy fundacji obsiadłych przez rządowych totumfackich.

RZĄD POLSKI JEST INSTYTUCJĄ ODPOWIEDZIALNĄ I ZDAJE SOBIE SPRAWĘ Z KOSZTÓW WŁASNYCH. WIE DOSKONALE, ŻE NIE WOLNO POZOSTAWIĆ BEZ ŚRODKÓW DO ŻYCIA TYSIĘCY PRACOWNIKÓW NAJSZERZEJ POJĘTEJ ADMINISTRACJI, CZY FUNDACJI OBSIADŁYCH PRZEZ RZĄDOWYCH TOTUMFACKICH.

Deficyt budżetowy opiewa na 16 mld złotych polskich, ale skarb państwa właśnie wyprzedał część swoich udziałów w wysokości 1,6 mld dol. w jedynym polskim banku, w jakim do tej pory miał kontrolny pakiet, czyli w PKO Bank. Trochę jeszcze zostanie do naskubania, jeśli Unia nie da pieniędzy, ale od czego polska kreatywność. Od jakiegoś czasu na polskich drogach czyhają radary za znakami ograniczenia prędkości stawianymi na bezpiecznych i prostych odcinkach, aby tym łatwiej łapać łamiących przepisy. I ludziska płacą jak za zboże w nieurodzaj. Dla zabezpieczenia się przed purnonsensem wypadałoby przesiąść się w powozy i na furmanki, choć jeśli państwo zechce ukarać to i długość końskiego ogona opodatkuje. Nie tylko zmotoryzowani płacą. Piesi za przejście nie po pasach (jak za komuny) też są okładani mandatami. Najlepiej dopaść niedowidzącą staruszkę (nie ucieknie) i, zamiast pomóc w przejściu przez ulicę, obłożyć ją mandatem. Mam kilka fantazji na temat forsowania jezdni w poprzek. Wojewódzkiej klasy biegacz przełajowy nie ma ochoty na maszerowanie na pasy do sąsiedniej wsi (gminie brakło pieniędzy na farbę i uchwalono, że maluje się w co drugiej), dokonuje przestępstwa przekroczenia jezdni, bo tak mu się podoba i zostaje złapany na tym uczynku przez lotną, która jednak nie ma szans. Przełajowiec niknie w pobliskich niezżętych chaszczach (brakło w gminie na kosę i pobliski przystanek autobusowy zarósł po dach). Pomoc w pościgu nie nadejdzie, bo w ramach oszczędności i gospodarności został jeden radiowóz i półtora policjanta. Dlatego półtora, że w sąsiedniej gminie też jest jeden, a te statystyczne pół pilnuje pasów co trzeci dzień w co trzeciej wsi. Może w przyszłym roku sypną groszem. Postawi się wtedy więcej radarów i opracuje system indywidualnego rozpoznawania niesubordynowanego obywatela chcącego na żywioł przechodzić z parzystej strony ulicy na nieparzystą, na bezczelne skróty, bo tak jest wygodnie dostać się do sklepu spożywczego. Skaranie z tą demokracją. &


nowy dziennik

WEEKEND

| 9 LUTEGO 2013

15

c NASZ HOROSKOP d

CO CIĘ CZEKA W TYM TYGODNIU BARAN

Miłość: Znajomości zawarte teraz mogą zaowocować wspólną przyszłością, nie starajcie się więc zbyt ostro oceniać innych. W stałych związkach powieje nudą. Praca: Nie denerwuj szefa i postaraj się nie lekceważyć obowiązków. Barany – szefowie będą teraz nadmiernie krytyczne wobec pracowników. Finanse: Nie zarobicie teraz wiele, nawet jeśli bardzo się będziecie starały. Lepiej na spokojnie zaplanujcie przyszłe podwaliny finansowego sukcesu. Zdrowie: Nie pozwalajcie sobie na zbyt wiele, śnieżne szaleństwo może zakończyć się bólem gardła i trzema dniami w łóżku. Nie wyziębiajcie organizmu.

RAK

Miłość: Będziecie teraz bardzo nerwowe i wpłynie to na jakość Waszych relacji z najbliższymi. Postarajcie się zdystansować do problemów. Praca: Jeśli poszukujecie ciekawej pracy, w tym tygodniu możecie taką znaleźć. Jednak Wasze wymagania finansowe będą większe nic możliwości przyszłego pracodawcy. Finanse: Nie skąpcie na pomoc dla innych. Pieniądze to rodzaj energii, którą najłatwiej się podzielić. Zdrowie: Uwaga na nerki i układ moczowo-płciowy. Babcine ziółka pomogą na nieprzyjemne dolegliwości.

LEW

BYK

Miłość: Poczujecie, że komuś na Was za-

leży, wiele Byków odnajdzie zagubione poczucie bezpieczeństwa. Samotne Byki będą miały powodzenie u płci przeciwnej. Praca: Zostaniecie docenione, chociaż nikt nie okaże Wam tego w sposób wylewny. Zyskacie zaufanie przełożonych i podziw kolegów z pracy. Finanse: Pilnujcie portfela i nie hulajcie za bardzo na wyprzedażach. Dobry moment na inwestycje – ale tylko te poważnie przemyślane. Zdrowie: Bóle głowy mogą być spowodowane nie tylko nie noszeniem czapki, ale także stresem. Pora wrzucić na luz.

Miłość: Pokażecie się teraz z najlepszej strony. Atmosfera jaka stworzycie podczas spotkań we dwoje na długo zostanie w pamięci ukochanej osoby. Samotne Lwy czeka zaskakująca randka. Praca: Niech nie wyprowadzi Was z równowagi ktoś, kto od dawna próbuje was sprowokować do gwałtownych reakcji. Spokojem więcej zyskacie. Finanse: Pieniądze nie będą się Was teraz trzymać, ale z tego co macie zrobicie dobry pożytek. Sobie również niczego nie pożałujecie. Zdrowie: Dobre zdrowie i kondycja fizyczna skłoni niektóre z was do szaleństwa na śniegu.

WAGA

Miłość: Rodzinna sielanka, uda Wam się osiągnąć sukces we wszelkich działaniach dla dobra rodziny. Samotne Wagi czekają miłe spotkania. Praca: Nie wszystko złoto co się świeci, uważajcie teraz wybierając nowych pracowników lub najlepszą ofertę współpracy. Finanse: Wstrzymajcie się na razie i nie wydawajcie pieniędzy pochopnie. Dwa razy pomyślcie i nie dawajcie wiary pozorom. Zdrowie: Nic Wam nie powinno dokuczać w sferze zdrowia, jednak pamiętajcie, żeby ubierać się ciepło podczas spacerów.

KOZIOROŻEC

Miłość: Zaufajcie najbliższym i przestań-

cie wymyślać niestworzone scenariusze tylko dlatego, że ukochany wrócił później niż zazwyczaj. Praca: Wasza staranność i konsekwencja sprawiają, że inni Was podziwiają. Niebawem przełoży się to na wymierne korzyści. Finanse: Niedobrym nawykiem jest chowanie pieniędzy w skarpetkę. Rozejrzyjcie, się, bo teraz na pewno znajdziecie korzystne lokaty bankowe. Zdrowie: Jeśli powróciły jakieś dawne dolegliwości, nie czekajcie i idźcie do lekarza. Nie eksperymentujcie na sobie. Metody alternatywne jedynie wspomogą leczenie farmakologiczne.

SKORPION

Miłość: Nowy kandydat na ukochanego

przekona Was, że ma uczciwe zamiary. Jednak Wy będziecie pragnąć zupełnie kogoś innego. Praca: Nie ma nic takiego co teraz byłoby dla Was niemożliwe. Jednak nie zawsze uparte dążenie do celu przynosi pozytywne skutki – uważajcie, bo możecie kogoś zranić.. Finanse: Wierzyciele oddadzą wam długi. Nie zaciągajcie teraz żadnych kredytów, spłata może być potem trudna. Zdrowie: Nie nadużywajcie lekarstw chemicznych, czasem lepiej wypić ziółka i nie zatruwać organizmu.

WODNIK

Miłość: Niepokoje się wreszcie skończą.

Przed Wami raczej dobre perspektywy. Pamiętajcie o bliskich osobach i spędzajcie z nimi więcej czasu. Praca: Popiszecie się teraz doskonała znajomością przepisów lub kompetencjami w swojej dziedzinie. Nowe możliwości na zatrudnienie. Finanse: Nie starajcie się teraz jakoś specjalnie oszczędzać. Nawet jeśli więcej wydacie, Wasze konto szybko zostanie uzupełnione. Zdrowie: Nie mówcie za dużo na mrozie i noście rękawiczki. Drobne przeziębienia uda się szybko opanować.

STRZELEC

Miłość: Zakochane Strzelce postawią te-

BLIŹNIĘTA

Miłość: W miłości nie wydarzy się teraz nic istotnego, zwróćcie uwagę na swoich ukochanych i doceńcie ich starania aby Wam dogodzić. Samotne Bliźnięta zapragną odezwać się do kogoś bliskiego z przeszłości – uważajcie, nie warto! Praca: To co teraz zasadzicie wzejdzie niebawem, a za kilka miesięcy zbierzecie spore plony. Warunkiem jest jednak skupienie na tym co robicie. Finanse: Spróbujcie inwestować w siebie, zobaczyć swoją przyszłość w zupełnie nowych okolicznościach. Możliwości aby to osiągnąć już niebawem nastąpią. Zdrowie: Nie nadwyrężajcie swojego zdrowia, powinniście teraz dobrze wypocząć.

PANNA

Miłość: Wymagacie bardzo dużo od uko-

chanych, same też się nie oszczędzacie. Jednak warto pamiętać, że związek to nie tylko obowiązki. Praca: Spróbujcie być otwarte na osoby z najbliższego otoczenia, jednak bądźcie czujne – ktoś kogo znacie od dawna może zawieść Wasze zaufanie. Finanse: Poprzez najbliższe osoby nawiążecie bardzo obiecującą współpracę. Pieniądze z niej przyjdą już w lutym. Zdrowie: Odpoczynek zrobi wam lepiej niż pięć dni w Spa – tym bardziej, że Wy nawet tam próbujecie pracować.

raz wszystko na jedną kartę. Ryzyko się opłaci a miłość rozkwitnie na dobre. Praca: Działajcie zupełnie samodzielnie i nie polegajcie na pomocy nawet najbardziej zaufanych osób. Sprawdzajcie poprawność podpisywanych dokumentów. Finanse: Ostrożność wobec wyciągających rękę po Wasze pieniądze powinna się opłacić. Unikniecie oszustwa. Zdrowie: Zróbcie badania wzroku. Może czas na okulary do czytania? Ogólnie powinniście być teraz w dobrej kondycji.

RYBY

Miłość: Teraz wiele będzie zależeć od te-

go czy znowu wybaczycie czy też wyciągniecie konsekwencje z zachowania bliskiej osoby. Praca: Nie oszukujcie nikogo w pracy, jeśli popełnicie błąd trzeba się po prostu przyznać. Możecie liczyć na wyrozumiałość szefa. Finanse: Odkładajcie pieniądze bo za kilka miesięcy przydadzą się jak nic. Możecie spróbować powalczyć o podwyżkę, ale wasza strategia musi być przemyślana. Zdrowie: Uważajcie na śliskie powierzchnie, nie tylko chodniki. Upadek może mieć dla Was teraz przykre konsekwencje.


16

WEEKEND

nowy dziennik

| 9 LUTEGO 2013

c WYWIAD NA WEEKEND d EKSPERT:

HIPNOZA TERAPEUTYCZNA JEST Pomaga zmniejszyć ból, zrelaksować się, a nawet... pozbyć kurzajek. Na hipnozę „estradową” trzeba uważać, ale stosowana terapeutycznie jest bezpieczna – mówi dr Anna Ziółkowska z SWPS w Poznaniu.

dzieży, a on to faktycznie zrobił. Na tej podstawie został uniewinniony. Dziś już nikt by się w ten sposób nie wybronił.

W filmach czy serialach hipnoza jest pokazywana jako sposób na zdobycie niezwykłych zdolności, albo kojarzy się z efektownymi pokazami scenicznymi. Jak dużo prawdy jest w tym wyobrażeniu?

Czy hipnoza może być wykorzystywana jako metoda wydobywania informacji np. podczas prowadzonego śledztwa?

Mitem jest to, że pod wpływem hipnozy można zwiększyć swoje zdolności parapsychiczne np. osiągnąć zdolności telepatyczne czy zacząć mówić w języku, którego nie znamy. Często w pokazach hipnozy estradowej albo filmach można zobaczyć osobę zahipnotyzowaną, która wykonuje tzw. most kataleptyczny. Układa się ją na poręczy dwóch krzeseł, a ona utrzymuje się w sztywnej pozycji. Tymczasem taki most można wykonać i bez hipnozy. Nasz kręgosłup jest tak skonstruowany, że kiedy ułożymy odpowiednio ciało, to może nastąpić takie usztywnienie. Wtedy, nawet jeśli ktoś na nas stanie, to utrzymamy jego ciężar. Hipnoza „estradowa” jest niebezpieczna. Wśród osób, które brały udział w tego typu wydarzeniach zdarzały się nawet później próby samobójcze. Dlatego stanowczo odradzam udział w pokazach hipnozy estradowej. Powinny być one zakazane, ale niestety nie są.

Kodeks postępowania karnego zabrania wykorzystywania hipnozy w przesłuchaniu. Ten przepis jest jednak różnie interpretowany. Wykorzystuje się ją czasem w postępowaniu operacyjnym, albo podczas przygotowywania ekspertyz psychologicznych. Bywa stosowana do wydobywania wspomnień, do których zwykle nie udaje się dotrzeć za pomocą innych metod. Może się tu jednak pojawić dużo błędów i nieścisłości, dlatego hipnotyzer musi być wykwalifikowanym psychologiem i zadawać pytania tak, by nie sugerować odpowiedzi. Jeśli taką procedurę prowadzi policjant po weekendowym szkoleniu z hipnozy, to może po prostu usłyszeć od przesłuchiwanego to, co chce. Czy każdego można zahipnotyzować?

Poszczególne osoby różnią się pod względem podatności hipnotycznej. Niektórych się wcale nie da zahipnotyzować, a inni są bardzo podatni. To jest cecha wrodzona, w niewielkim stopniu modyfikowalna. Dawniej funkcjonowały mity, że osoby podatne na hipnozę są mniej inteligentne, ale nie jest to prawdą. Prawdą jest jednak, że na hipnozę są mniej podatne osoby, które od dziecka mocno stąpają po ziemi. Naukowcy sprawdzali, czy w posiadanie w dzieciństwie wymyślonego przyjaciela i wiara w istnienie krasnoludków przekłada się na późniejszą podatność hipnotyczną. Dostrzeżono taką zależność. Osoby, które w dzieciństwie miały np. wymyślonych przyjaciół później okazywały się bardziej podatne na hipnozę.

Po strzelaninie w jednym z amerykańskich miast na premierze „Batmana” w lipcu 2012 r. pojawiły się głosy, że sprawca masakry mógł jej dokonać pod wpływem hipnozy. Często mówi się o wykorzystywaniu jej przez służby specjalne, które mogłyby np. „zaprogramować” kogoś na wykonanie określonego zadania wbrew jego woli. Czy to jest możliwe?

NIEKTÓRYCH SIĘ WCALE NIE DA ZAHIPNOTYZOWAĆ, A INNI SĄ BARDZO PODATNI. TO JEST CECHA WRODZONA, W NIEWIELKIM STOPNIU MODYFIKOWALNA.

Jak można pozytywnie wykorzystać hipnozę?

FOTO: ARCHIWUM

To często powielany mit. Nie można kogoś zmusić do wykonania czegoś za pomocą hipnozy. Nie można też zahipnotyzować kogoś wbrew jego woli. Nie można powiedzieć: masz tu broń idź na korytarz i zastrzel pierwszą osobę, którą zobaczysz, a ta osoba jak automat pójdzie zrobi to i nie będzie pamiętała stanu hipnotycznego. Jeśli osoba hipnotyzowana usłyszy polecenie, które nie jest zgodne z jej przekonaniami, to tego nie zrobi i od razu wyjdzie ze stanu hipnotycznego. Chyba, że miała już wcześniej podobne zamiary, ale przed ich realizacją powstrzymywał ją lęk przed karą. Wtedy hipnoza może być katalizatorem określonego zachowania. Jeśli sięgniemy do historii wymiaru sprawiedliwości, to znajdziemy przypadki uniewinnienia osoby, która twierdziła, że wykonała dane przestępstwo za namową hipnotyzera. Taką sprawę opisywano pod koniec XIX wieku. Mężczyzna ukradł zegarek, ale zrobił to zupełnie jawnie – przy dużej liczbie świadków. Było to strasznie dziwne, dlatego padło podejrzenie, że być może ukradł pod wpływem hipnozy. W ramach śledztwa zahipnotyzowano go więc ponownie i zasugerowano, by dokonał kra-

Hipnoza wiąże się ze stanem relaksacji. W różnych sytuacjach stresowych można nawet samego siebie wprowadzić w stan hipnozy i w ten sposób się zrelaksować. Większość osób, które korzystały z hipnozy twierdzi, że był to stan przyjemny. Stosuje się ją jako technikę wspomagającą różne inne terapie, np. do zwalczanie nałogów. Wykorzystuje się ją też do leczenia problemów dermatologicznych. Trudno to wyjaśnić, ale sprawdza się przy usuwaniu kurzajek. Może też w pewnym stopniu redukować odczucie bólu. Żaden badacz hipnozy nie powie, by stosować ją zamiast środków farmakologicznych, ale bywają przypadki, wktórych medycyna nie ma już pola do popisu, bo nie można już podawać środków farmakologicznych. Podejmowano próby porodów przy zastosowaniu hipnozy. Jeden z hipnotyzerów w ciągu trzech lat przeprowadził 800 takich porodów. Niektórzy chcieli nawet hipnozą redukować ból podczas interwencji chirurgicznych. Oczywiście w takich sytuacjach ryzyko było ogromne, bo zdarzają się przecież sytuacje, kiedy zahipnotyzowany sam z tego stanu nieoczekiwanie wychodzi. Rozmawiała Ewelina Krajczyńska


nowy dziennik

KONSULTACJE PRAWNE • Nieważność małżeństwa kościelnego (USA i Polska) • Sprawy cywilne i kryminalne w Polsce • Pełnomocnictwa, notoryzacje i apostille

DR MAREK SUCHOCKI

835 Manhattan Ave.

we WTORKI oraz CZWARTKI od 2 ppoł. W inne dni konsultacje po umówieniu się. Proszę dzwonić lub wysłać e-mail: suchockiconsulting@yahoo.com

Brooklyn, NY 11222

przyjmuje na Greenpoincie

(na piętrze),

tel. 347-357-4337

www.suchockillc.com

WEEKEND

SPECJALISTA CHORÓB PRZYZĘBIA I IMPLANTÓW ZĘBOWYCH

PARADONTOLOG URSZULA KOROL, D.D.S. BOARD CERTIFIED, (DIPLOMATE OF AMERICAN BOARD OF PERIODONTOLOGY)

• ZAPOBIEGANIE I LECZENIE PARADONTOZY

(KIESZONKI DZIĄSŁOWE, KRWAWIENIE DZIĄSŁOWE, RUCHOMOŚĆ ZĘBÓW)

• IMPLANTY ZĘBOWE • REGENERACJA - ODBUDOWA KOŚCI WOKÓŁ ZĘBÓW • WSZCZEPY KOSTNE - ODBUDOWA WYROSTKA ZĘBODOŁOWEGO

• CHIRURGIA PLASTYCZNA DZIĄSEŁ

- PRZESZCZEPY DZIĄSEŁ WOKÓŁ OBNAŻONYCH SZYJEK ZĘBOWYCH - KOREKTA PRZEROSTU DZIĄSEŁ • STABILIZACJA RUCHOMYCH ZĘBÓW • SZCZEGÓŁOWE BADANIE GŁOWY I SZYI W CELU WYKRYCIA RAKA JAMY USTNEJ I PATOLOGII STAWU SKRONIOWO-ŻUCHWOWEGO

DR. KOROL JEST JEDYNĄ POLSKĄ SPECJALISTĄ-PARADONTOLOGIEM, ABSOLWENTKA NEW YORK UNIVERSITY, DEPARTAMENT PARADONTOLOGII I IMPLANT DENTISTRY W CELU UMÓWIENIA SIĘ NA WIZYTĘ PROSZĘ DZWONIĆ POD NR:

212.888.2008

57 W. 57 Street, SUITE 805, NYC, NY 10019 (Między 5 i 6 Ave.)

REKLAMUJ SIĘ W WEEKENDZIE Dział Reklamy i Marketingu, Dyr. Delfina Kozimor: Tel: 212-594-2266 wew. 304 e-mail: displays@dziennik.com.

| 9 LUTEGO 2013

17


WEEKEND

nowy dziennik

| 9 LUTEGO 2013

c

WYWIAD NA WEEKEND

d

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

18

TOMASZ SZCZEPANIK:

JESTEŚMY EWENEMENTEM Jesteśmy ewenementem na polskiej scenie muzycznej – powiedział Tomasz Szczepanik, lider zespołu Pectus, w którym od niedawna występują czterej rodzeni bracia. Wokalista opowiedział też o najnowszej płycie grupy i rodzinnych tradycjach muzycznych.

c MAŁY ATLAS PSÓW d

ZDJĘCIE: PAP/LECH STASZYŃSKI

AKITA AMERYKAŃSKA

Czujemy się ze sobą fenomenalnie! Tak było zresztą zawsze – od dzieciństwa, kiedy grywaliśmy razem w piłkę. Teraz oprócz tego mamy w sobie energię i świeżość ludzi, którzy właśnie zeszli się na scenie. Mamy też wzajemną bliskość, szacunek i miłość zaszczepioną nam przez rodziców. Wszystko to chcemy przekazywać fanom ze sceny i poprzez płytę „Siła braci”. Bywały i są na polskiej scenie śpiewające małżeństwa czy rodzeństwa – choćby bracia Cugowscy. Ale ich jest dwójka, a was czterech!

Zdajemy sobie sprawę z tego, że to ewenement. W historii polskiej muzyki chyba jeszcze tego nie było. Dla nas to też jest wyzwanie, by przekonać do siebie i swojej muzyki publiczność, udowodnić, że jest w nas ta tytułowa siła i zarazić nią. Każdy z was gra na innym instrumencie. Umówiliście się co do tego kilka lat temu?

Nie mam pojęcia jak to się stało, że każdy zainteresował się innym instrumentem Ja zawsze byłem wokalistą. Marka, jednego z bliźniaków od początku ciągnęło do perkusji – od małego walił drewnianymi łyżkami w garnki i pokrywki. Drugiego z bliźniaków, Mateusza zawsze fascynowała gitara basowa. Z kolei Maciek, najmłodszy, od początku był gitarzystą. Kiedy więc dostaliśmy od losu taką szansę, by grać razem, postanowiliśmy to wykorzystać. Najbardziej chyba cieszy się z tego powodu nasza mama, która od zawsze marzyła, by nas razem zobaczyć na scenie. Zanim stanęliście na scenie w czwórkę, Pectus działał w innym składzie.

Zespół powstał w Rzeszowie. Zaprosiłem do niego kilku muzyków, ale nasze drogi na scenie jakiś czas temu się rozeszły. Jednak to ja jestem autorem repertuaru Pectus, w tym największych dotychczasowych przebojów grupy takich jak „Jeden moment”, „To, co chciałbym ci dać”, „Oceany” „Życie na dystans” czy najnowszej „Barcelony”.

W sprawie zespołu miał rozstrzygać sąd. Zapadły już jakieś decyzje?

Zapadła ta dla mnie najważniejsza, dotycząca repertuaru – od 1 stycznia tego roku nikt nie może wykonywać publicznie bez mojej zgody utworów grupy Pectus. Wolałbym jednak już do tego nie wracać, bo był to dla mnie trudny czas. Ale i ważny sygnał do nowego otwarcia. Postanowiłem to wykorzystać zapraszając na scenę braci. Przed nami mam nadzieję dużo dobrego. Zespół w nowym składzie podbił rozgłośnie piosenką „Barcelona”.

Siła tego utworu to nie tylko gorące południowe rytmy, świeżość i lekkość hiszpańskiej gitary, ale też autentyczna historia, która wydarzyła się w moim otoczeniu. To piosenka, zresztą jak wiele innych na płycie „Siła braci”, inspirowana prawdziwymi zdarzeniami. Trzy moje znajome, każda z innym bagażem życiowych doświadczeń i w innym momencie życia, wyjechały na weekend do Barcelony. Po powrocie zmieniło im się życie – osobiste, prywatne, zawodowe.

Rasa została utworzona oficjalnie w 2000 r. Wywodzi się ona od japońskich akit, wywożonych po II wojnie światowej do USA, gdzie w procesie hodowlanym uzyskano zupełnie nową rasę, nazwaną amerykańską akitą. Przodkowie akit służyli do polowań na grubą zwierzynę, a udokumentowana historia rasy rozpoczyna się w wieku VII. Wtedy zmuszony do banicji przed cesarzem Japonii jeden z jego rycerzy znalazł schronienie w prowincji Akita. Postanowił tam stworzyć najsilniejsze i najwaleczniejsze psy. Te cechy pierwotne, które pomogły przetrwać i przyczyniły się do takiej popularności w kraju kwitnącej wiśni, są obecne i cenione u współczesnych przedstawicieli akit.

SZATA I UMASZCZENIE Dopuszczalne są wszystkie typy umaszczenia. Przy umaszczeniu pinto (łaciate) kolor powinien zajmować minimum 1/3 powierzchni bieli. Sierść średniej długości składa się z twardego włosa okrywowego i miękkiego podszerstka. Dwa razy w roku bardzo intensywnie linieje.

ZACHOWANIE I CHARAKTER Akity amerykańskie to psy z natury bardzo ciche i czujne. Nieufne wobec obcych. Dość niezależne, wymagają doświadczonego opiekuna. Mogą być agresywne wobec innych psów. (opr. JL)

PIÓRKIEM W SEDNO

Przypominacie też na płycie o wielkich i ważnych uczuciach, takich jak miłość czy prawdziwa przyjaźń.

One też zostały opisane piosenkami, w których są historie dotyczące mnie bezpośrednio. „Mój przyjacielu” na przykład to piosenka o tym, że kiedyś potrzebowałem pomocy i wsparcia kogoś mi bliskiego, a jego nie było. W utworze „Drzewo” opisałem mojego dobrego znajomego, który bardzo kochał życie, swoich bliskich, był prezesem jednej z największych firm. Potem dowiedział się, że ma raka i w niecałe trzy miesiące odszedł. A płytę rozpoczyna utwór „Szkoła marzeń”, muzyczna opowieść o czterech chłopcach, którzy chcą podbijać świat i marzą o tym, by być gwiazdami muzyki

ILUSTRACJA: WOJCIECH KOZAK

Zespół Pectus tworzy obecnie czterech braci Szczepaników – Maciej, Mateusz, Marek i ty. 5 lutego ukazuje się album o znamiennej nazwie „Siła braci”. Jak to jest być firmą rodzinną na scenie?

Akita amerykańska należy do grupy szpiców i psów pierwotnych, Dawniej znana jako „duży japoński pies”.

Rozmawiała Katarzyna Kownacka

Zespół Pectus powstał w 2005 roku w Rzeszowie. Dwa lata później wystąpił na opolskim Festiwalu Debiutów. Po sopockim sukcesie w 2008 roku muzycy rozpoczęli pracę nad pierwszą płytą, która ukazała się rok później. Do najpopularniejszych piosenek grupy należą: „To, co chciałbym ci dać”, „Życie na dystans”, „Oceany”, „Motyle” oraz „Tańczę z nią”.

IMMIGRATION


nowy dziennik

WEEKEND

Serdecznie zapraszamy do GABINETU OKULISTYCZNEGO

Dr. Violetta Zaleska, M. D. Diplomate of the American Board of Allergy, Asthma & Immunology.

NOWOCZESNE METODY LECZENIE WAD I CHORÓB OCZU (jaskra, kontrola chorych na cukrzyce, badanie dna oka, pomiar

SPECJALISTYCZNE LECZENIE DOROS¸YCH I DZIECI

ciśnienia sródgałkowego oraz komputerowe badanie pola widzenia).

Konsultacja i kwalifikacja do zabiegu laserowej korekty wad wzroku oraz usuwania zaćmy.

PEŁNY ZAKRES OPIEKI OKULISTYCZNEJ DOROSŁYCH I DZIECI

NAJNOWSZA DIAGNOSTYKA CHORÓB UK¸ADU ODDECHOWEGO

• dobór soczewek kontaktowych • wysoka jakość szkieł korekcyjnych • duży wybór oprawek: PRADA, DIOR, RAY BAN, TOM FORD, OLIVER PEOPLES • okulary przeciwsłoneczne; akcesoria optyczne oraz okulistyczne badania dla kierowców (DMV)

• kontrola kataru siennego • choroby uk∏adu oddechowego: astma, chroniczny kaszel, katar, zapalenia ucha i zatok • szczegó∏owe testy alergiczne • choroby skóry • alergie pokarmowe, uczulenia na leki • badania wydolnoÊci p∏uc • zaburzenia uk∏adu odpornoÊciowego • skuteczne odczulanie alergii na py∏ki roÊlin, kurz i zwierz´ta

909 Manhattan Ave. Brooklyn NY 11222

tel.718.389.0333

pon. – pt.: 10 rano – 7 wieczorem sobota: 9 rano – 5 ppoł.

Doktor mówi po polsku.

GREG KOZIKOWSKI, M.D. Assistant Professor of Anesthesiology Diplomate of American Board of Anesthesiology Board Certified in Pain Management

Tel.: 718.349.6160 Tel.: 973.474.2505

Profesor - Specjalista

Wyk∏adowca w Katedrze Uniwersyteckiej New York University School of Medicine • Bóle kr´gos∏upa, szyi, nóg i ràk • Bóle korzonkowe • Bóle reumatyczne, artretyzm, rwa kulszowa • Wypadanie dysku, bóle pleców i l´dêwiowe • Bóle stawów, naciàgni´cia

Leczenie farmakologiczne, inwazyjne i akupunktura Przyjmuje w gabinetach: W PONIEDZIA∏KI I SOBOTY W ŚRODY

Charles J. Ptak, D.D.S.

SPECJALISTA-CHIRURG SZCZ¢KOWY BEZBOLESNE ZABIEGI IMPLANTY POD NARKOZÑ DENTYSTYCZNE • BEZBOLESNE USUWANIE Z¢BÓW • IMPLANTY - NADBUDOWA KOÂCI SZCZ¢KOWEJ • LECZENIE KANA¸OWE RESEKCJE • INFEKCJE JAMY USTNEJ I PROFILAKTYKA RAKA • T.M.J. CHRONICZNY BÓL SZCZ¢KI • ZABIEGI PO USZKODZENIACH I ZRANIENIACH TWARZY ORAZ BIOPSJA TKANKOWA

COMPREHENSIVE PAIN MEDICINE PC

tel: 718 349 1221

60-51 69 AVENUE RIDGEWOOD, N.Y. 11385

tel: 718 381 3456

wi´kszoÊç ubezpieczeƒ akceptowana www.painpanacea.com

BORO PARK GABINET CZYNN Y: poniedzia∏ek od 2:00-7:00 wiecz. Êroda od 2:00-7:00 wiecz. piàtek od 2:00-7:00 wiecz. sobota od 10:00-3:00 ppo∏.

POLSKI GABINET LEKARSKI

Jerzy Wawerski, MD Specjalista chorób wewn´trznych

57-02 11th Ave., BROOKLYN, NY 11219

Tel: 718.435.5830

RIDGEWOOD GABINET CZYNN Y: wtorek od 5:00-8:00 wiecz. czwartek od 5:00-8:00 wiecz. piàtek od 9:00 rano-12:00 sobota od 5:00-8:00 wiecz.

66-57 Forest Ave. RIDGEWOOD, NY 11385

Tel: 718.381.3766

Wi´kszoÊç ubezpieczeƒ honorowana (n.p. Aetna, Medicare, 1199)

KOMENTARZ? POMYSŁ? OPINIA? NAPISZ DO NAS: listy@dziennik.com

134 Greenpoint Ave., Brooklyn, NY

1136 Clifton Ave., Clifton, NJ ubezpieczenia honorowane

Leczenia Bólu

GREENPOINT DOCTORS, MGT. INC. 146 NORMAN AVE BROOKLYN, NY 11222

19

LEKARZ ALERGOLOG

dr Michał Kiselow OD

Większość ubezpieczeń medycznych, optycznych i unijnych honorowana

| 9 LUTEGO 2013

TEL:

718.383.5551

www.drptak.com VISA • MASTER CARD • AMERICAN EXPRESS

92 Norman Avenue

Greenpoint, NY 11222


20

WEEKEND

nowy dziennik

| 9 LUTEGO 2013

c DZIAŁ ODZIEŻOWY d

KTO MI DAŁ SKRZYDŁA BOŻENA CHLABICZ

Nawet moda na ostentacyjne przełamywanie świątecznej rutyny, kiedy to – by zaprezentować światu swoją oryginalność – zamiast kolejnego seansu męczeństwa w kuchni uciekamy w góry, też powtarza się co sezon. Z tradycją już tak jest. Można ją albo kontynuować, albo kontestować. Tymczasem już za chwilę będą kolejne Walentynki. Jak co roku czeka nas więc znany na pamięć spektakl miłości bliźniego, ze szczególnym naciskiem na bliźniego płci przeciwnej (bo ciągle jest to głównie święto szczęśliwie zakochanych), rozgrywany w tych samych co zawsze starych dekoracjach z różowych róż i czerwonych serduszek. I znów, jak zwykle o tej porze, przed zalewem ckliwej, lukrowanej różowości nie będzie żadnej ucieczki. W ławicę walentynkowych baloników i całusków w Nowym Jorku można przecież wpaść nawet w nabrudniejszym kącie metra. Kiedy zaś nie da się czegoś uniknąć to – jak mawiają ewolucjoniści – należy się do tego przystosować. Tym bardziej, że wykazując respekt dla praw ewolucji przy okazji Valentine’s można rozwinąć skrzydła.Ale to tylko podwarunkiem, że powalentynkowe prezenty udamy się do któregoś z salonów firmowych Victoria’s Secret (na przykład tego naHerald Square), gdzie – jak co roku – właśnie pokazała się walentynkowa kolekcja bielizny na tę jedyna w roku, specjalną okazję. Zapowiadające to wydarzenie reklamy obiecują, że czerwone majtki z satyny ozdobione czarną koronką mogą stanowić realną alternatywę dla Red – nomen omen – Bulla. Bo też „dodają skrzydeł”. Jeśli wierzyć tym zapowiedziom, to uskrzydlające własności dotyczą nie tylko stringów, ale wszystkich oferowanych z tej okazji majtek, biustonoszy, koszulek, pasów do pończoch czy innych bodies, które poza tym łączy

ZDJĘCIA: ARCHIWUM

Nie ma rady. Podstawową cechę wszystkich świąt bez wyjątku, tak religijnych, jak świeckich, jest powtarzalność obrzędów i rytuałów. jeszcze walentynkowa, a więc czerwono-różowo-czarna linia kolorystyczna. No i motyw serduszka, pojawiający się też na Valentine’s cards, które można wysłać swojej osobistej Walentynce z internetowej strony VS. W tegorocznej kolekcji nie ma żadnych szczególnych nowości na miarę stringów czy push-upów, może poza modelem, w którym tradycyjne miseczki i elementy majtek zastąpiły naszywane sztucznymi rubinami błyszczące serduszka. Ale i tak najważniejsza w całej tej okolicznościowej ofercie jest obietnica, że taki prezent pozwala rozwinąć skrzydła zarówno obdarowanym jak obdarowującym. I obojgu obiecuje odlotowe doświadczenia. Walentynkowa oferta bielizny wczerwonych satynach i czarnych koronkach nie kończy się, rzecz jasna, na Victoria’s Secret. Tym bardziej warto wybrać się ztej okazji naromantyczny spacer ponajciekawszych nowojorskich lingerie stores, ze szczególnym uwzględnieniem salonu Kiki de Montparnasse na SoHo oraz Agent Provocateur przy Madison Avenue w Midtown. Oba przypominają wystrojem i atmosferą wyrafinowanej perwersji ekskluzywne paryskie kluby dla dżentelmenów sprzed stulecia. Ich asortyment zadowolić zaś może najbardziej nawet wybrednych koneserów miłości dla zaawansowanych. Prezenty z tych wyjątkowych sklepów z bielizną nie są generalnie przeznaczone dla grzecznych dziewczynek i chłopców, w przeciwieństwie do walentynkowej kolekcji z VS, w sam raz dla „pół dziewicy, pół anioła”, no bo te skrzydła... Więc choć w Victorii „pretensji do skrzydeł wiele”, to z drugiej strony czerwony push-up z logo VS może stanowić doskonały argument w dyskusji z chłopakami z „Boysów”. W odpowiedzi na absolutnie pozbawione podstaw oskarżenie „nie jesteś aniołem, mówię ci” wystarczy tylko lekko rozchylić peniuar z czarnej koronki. &

USKRZYDLAJĄCE WŁASNOŚCI DOTYCZĄ WSZYSTKICH OFEROWANYCH Z TEJ OKAZJI MAJTEK, BIUSTONOSZY, KOSZULEK CZY PASÓW DO POŃCZOCH, KTÓRE POZA TYM ŁĄCZY JESZCZE WALENTYNKOWA, A WIĘC CZERWONO-RÓŻOWO-CZARNA LINIA KOLORYSTYCZNA.

Nowy Dziennik 2013/02/09 Weekend  

Od ponad 40 lat Nowy Dziennik utrzymuje pozycję największej i najbardziej prestiżowej polskojęzycznej gazety codziennej w USA. Redagowany i...

Advertisement