Page 1

WEEKEND

nowy dziennik

NUMER 686

| 10 LISTOPADA 2012

STRONA 10

MICHAŁ SIWIEC

BIZNESMEN, SPORTOWIEC, KLUBOWICZ

STRONA 3-9

TEMAT TYGODNIA:

STRONA 14

STRONA 16

STRONA 18

KTO MIAŁ GŁOWĘ STARY KOKESZ DZIEWCZYNY ZNALEZIONE UROKI ŻYCIA TOWARZYSKIEGO DO WYBORÓW? I MOŻE NA PRZYSTANKU


2

WEEKEND

nowy dziennik

| 10 LISTOPADA 2012

c

FELIETON JANKA

d

GOŚĆ W DOM

Narzuca się odpowiedź, że nie. Przecież istotniejsze wydaje się to, czy naród jest gospodarny, pracowity, uczciwy, nieskorumpowany, przestrzegający prawa, pokojowo nastawiony do innych, tolerancyjnie traktujący imigrantów i mniejszości. Gościnność jest zaś domeną ludów zacofanych i biednych. Skoro mają tak mało i niewiele szans na zgromadzenie dóbr, co ich naprawdę kosztuje podzielenie się z innymi? Nie zmieni to ich życia. Inaczej jest w państwach, gdzie ludzie są naprawdę zmotywowani do długich dni pracy i intensywnego oszczędzania, gdyż tyle mogą za to sobie samym sobie kupić: lodówkę sławnej firmy, ze stali nierdzewnej, samochód z rozsuwanym szklanym dachem i skórzaną tapicerką, koszulę uszytą wprawdzie w Chinach, ale z naszywką sławnego włoskiego projektanta. Nie tylko zresztą pracuje się tak ciężko i tak oszczędza, aby mieć sprzęty. Również wydaje się pieniądze na kosztowne restauracje, wycieczki statkiem, pornografię na internecie i dostawy organicznego jedzenia prosto do domu. Statystyki potwierdzają, że Amerykanie nie lubią gościć u siebie ludzi, nawet jeśli jest to rodzina. Spotkania odbywają się na gruncie neutralnym, na przykład w pubie. Dom jest natomiast sanktuarium, miejscem, gdzie ma się święty spokój, izoluje od świata, więc i innych ludzi. Choć znany w świecie – i miły – jest zwyczaj witania nowych mieszkańców okolicy tortem, wcale nie oznacza to, że sąsiedzi będą do siebie potem wpadać. Być może nie odwiedzą się nigdy, poprzestając, w pozytywnym scenariuszu, na ukłonie na ulicy, a w negatywnym – procesując się o ścięte drzewo lub zbyt hałaśliwego psa. Nie są to wady wyłączne dla Ameryki. Podobna jest mentalność Anglików, i w ogóle protestantów. Regułą jest, że im kraj europejski jest bogatszy, tym częściej ludzie zamykają swoje domy przed obcymi. Podróże po świecie powodują jednak, że można przypomnieć sobie, iż nadal istnieją setki milionów ludzi o serdecznych, bezinteresownych odruchach. Widoczne jest to zwłaszcza w miejscach, gdzie niezwykle trudne warunki życia, niesprzyjający klimat, niejako zmusiły ludzi do udzielana gościny innym, gdyż wtedy można liczyć, że w rewanżu inni ugoszczą nas. A ugoszczenie w tych warunkach często oznacza uratowanie życia. Z gościnności sły-

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

Czy gościnność jest najważniejszą cechą narodów, ich zasługującym na największą uwagę wyróżnikiem?

ną więc beduini, skoro widok czyjegoś namiotu na pustynnym horyzoncie oznaczał szansę na łyk wody, coś do zjedzenia, dach nad głowa. Ciekawe zresztą, czy potomkowie beduinów, żyjący dziś w luksusie w Dubaju czy Kuwejcie, zachowali swoją tradycyjną gościnność. Zdaniem bywających tam podróżników – tak. Szeroko otwierają drzwi dla przybyszy mieszkańcy Nepalu. Także w tym kraju, jednym z najbiedniejszych na świecie, gość sypia w jednej izbie z gospodarzami. Wogóle, w biedniejszych państwach, nie ma rozwiniętej potrzeby prywatności, skrępowania fizyczną bliskością innych ludzi w tym samym pomieszczeniu, w dzień i w nocy. Cała mongolska rodzina i jej ewentualni goście śpią pokotem obok siebie w jurcie. W podobnych warunkach cho-

OSOBĘ, KTÓRA DUŻO PODRÓŻUJE PO ŚWIECIE, UDERZA, JAK INNE SĄ INTERAKCJE MIĘDZYLUDZKIE W KRAJACH ZAMOŻNEGO ZACHODU I W POZOSTAŁEJ, BIEDNIEJSZEJ RESZCIE ŚWIATA. W AFRYCE, AZJI, AMERYCE POŁUDNIOWEJ LUDZIE STARAJĄ SIĘ NIE BYĆ SAMI. Redaguje Jan Latus (212) 594-2266 w. 115. Stali współpracownicy: Bożena Chlabicz, Marian Chlabicz, Stanisław Kokesz, Monika Śliż, Piotr Milewski, Piotr Powietrzyński, Magdalena Wypych, Zuzanna Ducka-Lubas. Piszą z Polski: Łukasz Dziatkiewicz, Przemek Gulda, Katarzyna Krawczyńska, Ewa Śródka, Daniel Wyszogrodzki.

WEEKEND

wają się ludzie w Indiach, Bangladeszu, Indonezji – krajach nie tylko biednych ale i niezwykle gęsto zaludnionych. W Stanach ludzie już wręcz muszą mieć osobny pokój dla gości, choćby mieli ich tylko raz do roku, na Thanksgiving. Ostatnia eskalacja: osobna łazienka dla gości. Wersja dla bogaczy – osobny domek dla wizytujących. Syberia jest miejscem strasznym do mieszkania, zwłaszcza zimą. Ludzie jednakże bywają tam cudownie gościnni i serdeczni. Podróżnicy relacjonują, jak byli zabierani przez przygodnych kierowców ciężarówek, jak byli goszczeni i częstowani przez obcych ludzi, i to wszystko za darmo. Osobę, która dużo podróżuje po świecie, uderza, jak inne są interakcje między ludźmi w krajach zamożnego Zachodu i w pozostałej, biedniejszej reszcie świata. WAfryce, Azji, Ameryce Południowej ludzie starają się nie być sami. Jedzenie samemu nie daje przyjemności. Podróżowanie w pojedynkę wywołuje zdziwienie. Idea jednostki samowystarczalnej i niezależnej od innych, zarazem nie skłonnej aby dawać coś od siebie ludziom, także przecież samowystarczalnym i niezależnym, jest typowo amerykańskim wytworem i – co ciekawe – ich powodem do dumy. Otwieranie drzwi przed obcymi, zapraszanie ich do środka oznaczałoby bowiem, że także my liczymy, że ktoś nas zaprosi. Wytwarzają się więc wzajemne, krępujące zobowiązanie, ograniczające – taki jest przy-

REKLAMUJ SIĘ W WEEKENDZIE. Dział Reklamy i Marketingu,Tel: 212-594-2266 wew. 303; Fax: 212-594-5538; e-mail: displays@dziennik.com. (Wydawca nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych ogłoszeń). The Publisher disclaims any liability for the content of any advertisement appearing in this magazine. Piszcie listy do: jl@dziennik.com

najmniej tok tego (obcego dla mnie) myślenia – najwyżej cenioną wartość w życiu: niezależność. Dlatego Amerykanie tak skrupulatnie liczą, kto ma ile zapłacić po wspólnym posiłku w restauracji. Zwyczaj ten obowiązuje czasem i na pierwszej randce. Nie sądzę, żeby doceniła to Polka, Francuzka, Kolumbijka. Wśród wielu narodów, np. Japończyków i Polaków, zdarzają się sytuacje kłócenia się, kto ma uiścić cały rachunek w restauracji. Tyle że każda ze stron chce... zapłacić. Gościnność, jak powiedzieliśmy, nie jest zapewne najważniejszą cechą społeczeństwa. Jest też właściwością, która jakby zanikała w miarę bogacenia się. Przykładem może być Polska. Kiedyś słynęliśmy z gościnności. Nie do pomyślenia było umieszczenie wizytujących krewnych w hotelu, pozwolenie oprowadzanym po naszym mieście gościom, aby za cokolwiek zapłacili. Nigdy nie trzymało się człowieka za progiem, a gdy już wszedł, było oczywiste, że trzeba przed nim postawić talerzyk z ciastem, a przynajmniej szklankę herbaty. Nie wiem, jak to wygląda w Polsce dzisiaj. Pewnie już tak wylewni ludzie nie są, ale w tę herbatę podawaną obcemu ciągle wierzę. Małe szklaneczki herbaty (czasem innej niż nasza, słodkiej albo z mlekiem) nieustannie podają gościom Nepalczycy, Hindusi, Pakistańczycy, Turcy, Rosjanie. Nazywam to testem herbaty. Decyduje on, z którymi narodami czuję szczególne powinowactwo. Jan Latus

NA OKŁADCE: MICHAŁ SIWIEC

ZDJĘCIE: JAN LATUS


nowy dziennik

WINO NA WEEKEND

SAUTERNES

WEEKEND

c

DZIAŁ KOMBATANCKI

| 10 LISTOPADA 2012

3

d

ŻYCIE TOWARZYSKIE W STANIE WOJENNYM ELWIRA BŁAZEWICZ

Sauternes (czytaj: sotern) to niewielki okręg winiarski w południowej części rejonu Bordeaux, w którym uzyskuje się jedne z najlepszych wielkich białych win Francji. Jest on położony pomiędzy rzeką Garonne a małą rzeczką Ciron. Są tu produkowane słynne słodkie białe wina na czele z Chateau d'Yquem (własność markiza de Lur-Saluces), które jest zaliczane do win markowych A. C., ekstra klasy (Grands Premiers Crus) i uchodzi za wino białe o najwyższej jakości. Francuzi często określają je mianem „króla białych win”. (opr. JL)

Organizowałam wprawdzie ekskluzywne Koncerty Pałacowe przy świecach i oczywiście z przyjemnością też na nie chodziłam wieczorem, ale mój synek zmuszony był w nich również uczestniczyć, gdyż nie było go gdzie zostawić (najbliższa rodzina mieszkała na drugim końcu Polski). Siedział grzecznie na krześle przez pierwsze piętnaście minut, po czym osuwał się na ziemię zasypiając twardym snem czterolatka. Po skończonym koncercie budził się i biegł ochoczo z programem w łapkach do solistów i dyrygenta po autograf. To już właściwie wszystko, co mogę sobie jako życie towarzyskie „przed wojną” przypomnieć. Sytuacja zmieniła się diametralnie po ogłoszeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku. Po przezwyciężeniu pierwszego szoku spowodowanego przemówieniem generała Jaruzelskiego i stwierdzeniu, że telefony naprawdę nie działają, nie mając żadnych innych informacji, jako prawnuczka Sybiraka, który z zesłania nigdy nie wrócił, zaczęłam pakować najcieplejsze swetry i skarpetki całej rodziny do plecaków. Byłam przekonana, że wkrótce nadjadą auta, aby nas wywieźć w kierunku wschodniej granicy. Dzisiaj, gdy to piszę, wydaje mi się to absurdalne, ale wtedy naprawdę brałam poważnie możliwość, że my też możemy wylądować na Syberii. Po stawieniu się w poniedziałek do pracy dowiedziałam się, że zostałam komisarycznym zarządcą majątku firmy. Niedługo piastowałam to honorowe stanowisko, gdyż we wtorek drzwi zostały zaplombowane, działalność firmy zawieszona – i nagle miałam bardzo dużo czasu. Zima była trzeszcząca. W Skierniewicach, ówczesnym mieście wojewódzkim, życie „na zewnątrz” tak przygnębiało, że tylko w domu, w gronie rodzinnym i prawdziwych przyjaciół była możliwość zachowania radości, rozmów, normalności czy bezpiecznego życia towarzyskiego. „Na naszych spotkaniach w domu Elwiry tak właśnie było” – wspomina moja przyjaciółka, malarka Małgorzata Woźny. – Goście byli zawsze wyśmienici i oprócz strawy duchowej spotkania dawały to pole do popisu talentów kulinarnych. Zadanie brzmiało: jak zrobić coś z prawie niczego. Wspólnie przygotowywałyśmy smakołyki z produktów, jakie były dostępne w owych czasach. Blachy pizzy na drożdżowym cieście, z pieczarkami, pomidorami i żółtym serem, a czasami nawet ze strzępkiem wędliny czy kurczaka – pach-

Grób ks. prof. dr. Zbigniew Skiełczyński z Łowicza, kiedyś prezesa oddziału PolskiegoTowarzystwa Historycznego w Skierniewicach

niały zniewalająco już w czasie wypieku i kusiły oczekujących gości. Bywało, że do stołu siadało bardzo zacne grono, goście z Uniwersytetu Warszawskiego czy Polskiego Towarzystwa Historycznego, jak prof. Henryk Samsonowicz czy ks. prof. dr Zbigniew Skiełczyński z Łowicza, ówczesny prezes oddziału PolskiegoTowarzystwa Historycznego w Skierniewicach. Tematów do rozmów, dyskusji i żartów było wiele, niosło je samo życie. Wtamtym czasie powstawały pierwsze pizzerie w Polsce, ale te wypiekane w domu, przygotowane we własnej kuchni miały niepowtarzalny smak i urok. Nasze własnoręcznie robione ciasta były chyba smaczne, bo nawet po latach goście wspominali je z rozrzewnieniem, mówiąc, że takich nie jedli nawet we Włoszech. Zwykle niedostępną w sklepach czarną herbatę zastępowałyśmy zaparzanymi w dzbanku suszonymi owocami i ziołami – głogiem, mię-

ŻYCIE „NA ZEWNĄTRZ” TAK PRZYGNĘBIAŁO, ŻE TYLKO W DOMU, W GRONIE RODZINNYM I PRAWDZIWYCH PRZYJACIÓŁ BYŁA MOŻLIWOŚĆ ZACHOWANIA RADOŚCI, ROZMÓW, NORMALNOŚCI CZY BEZPIECZNEGO ŻYCIA TOWARZYSKIEGO.

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

Pracując na pełnym etacie w resorcie kultury i będąc równocześnie matką dwojga dzieci, w czasach kiedy niedziela była jedynym dniem wolnym od pracy, prywatne życie towarzyskie znałam z opowieści niezamężnych kolegów i koleżanek z pracy.

tą, jarzębiną czy suszonym jabłkiem, gruszką. Smakowało i pachniało cudownie! Cudem pozyskana paczka kakao inspirowała do zrobienia ciasteczek z płatków owsianych, cukru kartkowego i margaryny czy domowej czekolady, do której potrzebne było też mleko w proszku. Zajadali się wszyscy, domownicy i goście. Czasem pojawiała się też jakaś zdobyczna butelka prawdziwego koniaku czy dobrego wina. Przyjacielskie rozmowy i dyskusje – jak to w gronie członków i sympatyków PTH – potrafiły trwać długie godziny. W Skierniewicach, dawnej siedzibie arcybiskupów gnieźnieńskich, gdzie historia różne figle płatała, nabierało to specyficznego znaczenia. Ślady poprzedniego zaborcy przypominały choćby rusycyzmy pozostałe w mieście, po rządach cara Rosji i jego dworu, a upłynęło tylko niespełna sto lat od tamtych wydarzeń. Te sprawy były mi dodatkowo bliskie, bo pisałam pracę dyplomową na ASP (d. PWSSP) w Poznaniu właśnie na temat tej rezydencji – pałacu arcybiskupów gnieźnieńskich. Rozmowy z naszymi gośćmi, bardzo ciekawe i dowcipne, dostarczały mi także wiadomości do mej pracy magisterskiej. Podobnie jak w Skierniewicach było w innych miejscach w kraju. Normalne życie było tylko w obszarze prywatności, wśród prawdziwych przyjaciół, w gronie rodzinnym. Tak było i w Bydgoszczy, gdzie przeprowadziłam się niebawem. Wzaciszu prywatności była odskocznia od przygnębiającej szarości i rygorów okupacyjnych stanu wojennego. Na szczęście – to już historia. &


4

WEEKEND

nowy dziennik

| 10 LISTOPADA 2012

GOŚCINNY JAK GRUZIN WIESŁAW PIECHOCKI

Wizyty wyższych hierarchią gości były tak spreparowane, aby przybywający byli olśnieni przepychem, bogactwem i innymi elementami luksusu. Takie ustawienie problemu automatycznie powodowało eskalację: kiedy ja będę gospodarzem, a on u mnie gościem, to mu pokażę jeszcze coś lepszego, atrakcyjniejszego i bogatszego, niż to co mnie u niego na dworze spotkało. Mimo iż większość nowoczesnych ludzi nie jest monarchami, mają w genach podobny syndrom gościnności i wspomnianej eskalacji. To dotyczy nie wszystkich, ale sporej ilości narodów. Do nich zaliczam Polaków, wyjątkowo uwrażliwionych na eskalację źle pojętej gościnności. Zaproszenie przez rodzinę A rodziny B na jakiekolwiek święta, uroczystości powoduje u B syndrom rewanżu w górę. Wy nas ugościliście winem kalifornijskim, to my wam zaserwujemy francuskie Bordeaux. U was były dwie kelnerki podające do stołu, u nas będą trzy. U was był udawany szampan, my podamy lepiej zamrożony prawdziwy Mumm albo Alfred de Rothschild z Szampanii. U was była kucharka przypadkiem wspomniana już przy stole przed deserem z restauracji Z, u nas będzie słynny kucharz z lokalu, wspomnianego ostatnio w galowym tygodniku X. I tak dalej.

ZASTAW SIĘ, A POSTAW SIĘ

Ten typ zachowania święci triumfy w miastach i wsiach w Polsce. Wreszcie jest wolny politycznie kraj nad Wisłą i wykształciła się duża liczba milionerów, czujących prawidłowo w powietrzu snobizm i blichtr, potomków starego porzekadła „Zastaw się a postaw się”,. Żyje ono sobie nadal, grasując nad stołami uginającymi się od wykwintnego jadła i cennych napojów. Gospodarze nie muszą się akurat zastawiać, czyli zadłużać się, bo ich i bez długów stać na przepych. Chcą być monarchami chwili. Czuć, iż do czegoś uczciwą pracą doszli, co komunizm sprzed roku 1989 skutecznie hamował. Są też i tacy gospodarze, którzy się zadłużają, ale o tym świetnie bawiący się goście przy suto zastawionym stole nie muszą wiedzieć. Jakoś tam będzie... Pierwszym ryzykiem gościnności jest zatem eskalacja, która swą niewidzialną spiralą

ZDJĘCIE: WIESŁAW PIECHOCKI

Dawniejsi monarchowie mieli dobrze. Nie musieli być gościnni, jako że to inni im się kłaniali.

Przed halą targową w Gori

może zadusić dalsze bywania wzajemne, jako że gdzieś jest wszak granica niewidzialnego konkursu „kto z nas jest jednak bogatszy?”.

DAJĘ, ABYŚ DAŁ

Drugi element, bardziej uciążliwy, jest opisany już tysiące lat temu przez różnorodne cywilizacje. Rzymianie przekazali to lapidarnie w swym genialnym porzekadle do ut des, czyli „daję, abyś dał”. To jest kwintesencja kalkulacji towarzyskiej, obliczonej na zwrot kosztów, wydatków na konkretne przyjęcie. Przypomina to polskie stare powiedzenie „oprzeć sprawę o bufet”, czyli wydać na kogoś sporą ilość pieniędzy z nadzieją zwrotu ich z nawiązką. Możliwości jest tu wiele. Zapraszam szefa na przyjęcie, aby może zatrudnił na lepszym stanowisku moje dorosłe dziecko, zapraszam dyrektora szkoły, aby miał lepsze zdanie o mo-

im leniwym synu, zapraszam właścicielkę firmy działającej w dziedzinie mody, aby może znalazła pracę dla mojej córki, nie wykazującej zbytniej inicjatywy w szukaniu pożytecznego zajęcia. Daję coś, abym coś otrzymał. To już wiedzieli słynni Rzymianie, potrafiący myśleć zupełnie podobnymi kategoriami wtedy jak my teraz. Jest to opisane w starych mitach i nowszej literaturze. Nic nowego pod słońcem! Po łacinie: nihil novi sub sole. Do końca życia nie będę wiedzieć, czy gruziński taksówkarz, który mnie latem 2012 wziął z Gori do Kutaisi, czyli 170 km po wyboistych i niebezpiecznych drogach i ulicach swej kaukaskiej ojczyzny, był autentycznie gościnny czy nie. Od razu zaordynował: „Najpierw zrobimy zakupy na obiad, potem pojedziemy do mnie do domu, żona ugotuje co trzeba, pozna pan moją rodzinę i potem zawiozę

DO KOŃCA ŻYCIA NIE BĘDĘ WIEDZIEĆ, CZY GRUZIŃSKI TAKSÓWKARZ, KTÓRY MNIE LATEM 2012 WZIĄŁ Z GORI DO KUTAISI, CZYLI 170 KM PO WYBOISTYCH I NIEBEZPIECZNYCH DROGACH I ULICACH, BYŁ AUTENTYCZNIE GOŚCINNY CZY NIE.

pana do Kutaisi”. Tak też było. Przejechaliśmy obok domu rodzinnego Stalina (po to tu przybyłem ze snobizmu turystycznego). Zaparkował przed wielką halą targową o niezbyt wysokim stopniu higieny wystawionych towarów. Kupiliśmy wiktuały – rachunek za mięso, chleb i warzywa zapłaciłem ja. Jakoś tak wyszło. Żona taksówkarza zrobiła wspaniały obiad z gruzińskimi szaszłykami, wyborną sałatą i deserem. Mój przyszły szofer nie pił żadnego alkoholu! Czy czuł moją cichą wdzięczność? Po pożegnaniu rodziny udaliśmy się w drogę jego starym mercedesem, kupionym w Monachium i przewiezionym statkiem przez Morze Czarne. Po pokonaniu wielu przeszkód, jak krów leżących na głównej arterii kraju Tbilisi – Poti, dotarliśmy do mojego hotelu Bagrati w Kutaisi. Przy pożegnaniu wręczyłem umówione 150 lari. Nigdy nie zapomnę jego spojrzenia: „To ja cię ugościłem w Gori jak króla, jak tylko potrafiłem, zaangażowałem całą rodzinę, a ty teraz mi dajesz tylko umówioną zapłatę – bez napiwku? Bez żadnego solidnego dodatku? Dla mnie on byłby ważny!”. Powtarzam: to ja tak, subiektywnie, odebrałem jego przenikliwy wzrok. Może mi się zdawało? Nie wiem. Może to była jednak czysta forma gościnności? &

REKLAMA

AIR TOUCH DENTAL BROTHERS, PC Gwarantujemy wysokà jakoÊç us∏ug dla ca∏ej Rodziny • Leczenie kana∏owe • Koronki i mostki • Implanty • Bia∏e plomby • Wyjmowane ca∏kowicie albo cz´Êciowe protezy • Usuwanie z´bów • Leczenie paradontozy

100 % STERYLIZACJA

1 godzina w gabinecie wybielania z´bów

ORTODONTA

Prostowanie z´bów przez wyjmowany aparat

Pi´kny uÊmiech po 2 wizytach • Bez borowania • Bez zastrzyków • Bez bólu Najskuteczniejsza metoda leczenia na: krzywe, ukruszone, zabarwione i odbarwione z´by oraz odst´p mi´dzy z´bami

OTWARTE W NIEDZIEL¢

203 Nassau Ave., Greenpoint B’klyn NY 11222 (pom. Humbold St. & Russel St.) (718) 383-1270


nowy dziennik

| 10 LISTOPADA 2012

5 ZDJĘCIE: ARCHIWUM

WEEKEND

Jak dowodzą najnowsze badania w tej dziedzinie, brak pogłębionych więzi z otoczeniem społecznym jest jednym z najpoważniejszych czynników sprzyjających rozwojowi choroby Alzheimera. Pogłębiająca się izolacja społeczna od niedawna stała się problemem nie tylko dla polityków i socjologów. Dołączyli do nich także fachowcy od zdrowia psychicznego, którzy utrzymują, że jedynie angażując się w życie rodzinne, sąsiedzkie i towarzyskie można opóźnić degenerację mózgu spowodowaną demencją, i to nawet tak skutecznie, że choroba nie da żadnych istotniejszych objawów wypływających na jakość codziennej egzystencji.

Osłabieniu funkcji mózgu przeciwdziała wszelka umysłowa aktywność w ogóle, ale sama w sobie nie daje gwarancji podtrzymania sprawności intelektualnej do późnego wieku. Dopiero skojarzona z rozległymi relacjami towarzyskimi rzeczywiście opóźnia rozwój demencji. Dlaczego, tego jeszcze nie wiadomo. Ale już wiadomo, że izolacja społeczna szkodzi na zdrowie psychiczne. Wiele wskazuje, że jest to teoria, która rzeczywiście znajduje odzwierciedlenie w praktyce, bowiem w ostatnich dekadach doszło w Stanach nie tylko do osłabienia więzi społecznych i poczucia narodowej wspólnoty, ale też poważnego, statystycznie istotnego załamania zdrowia psychicznego obywateli. Wtej chwili ilość nowo diagnozowanych przypadków demencji (w tym także choroby Alzheimera) przybrała w Ameryce cechy epidemii, choć nie bez znaczenia jest tu także okoliczność, że największe zagrożenie zachorowaniem na tę przypadłość wiąże się z zaawansowanym wiekiem, tymczasem na progu starości właśnie stanęło wyjątkowo liczne pokolenie baby boomers. Tym więc bardziej niepokojące, że już tylko 17 procent Amerykanów przynajmniej raz w tygodniu spotyka się z rodziną. A jedynie 7 procent ze znajomymi czy przyjaciółmi. I to pomimo że termin „spotkanie” określa nie tylko wizyty w miejscu zamieszkania, ale także wspólne wyjście na piwo, do kawiarni, do kina czy na wspólne zakupy. Jeszcze gorzej wypadają statystyki tradycyjnych odwiedzin. Jedynie 23 procent ankietowanych zapraszało kogoś (włącznie z najbliższymi krewnymi) do siebie choćby raz w przeciągu minionego roku. Jak przekonują inne podobne badania, akurat takie prywatne wizyty to najcenniejszy rodzaj kontaktów towarzyskich w ogóle. Ato dlatego, że więzi zbudowane w takiej właśnie, do-

c WYRWIJ, ZACHOWAJ d

NARODY TOWARZYSKIE I NIE ALFA OMEGA

Życie towarzyskie popłaca nie tylko dlatego, że dzięki rozległym kontaktom z rodziną i przyjaciółmi staje się ono lżejsze, łatwiejsze i przyjemniejsze. mowej atmosferze okazują się w dalszej perspektywie najsilniejsze, a relacje najtrwalsze. Tymczasem w ciągu minionego półwiecza aż jedna trzecia amerykańskich rodzin praktycznie przestała się widywać, pomimo mieszkania pod tym samym dachem, oraz zasiadać do choćby jednego wspólnego posiłku w ciągu tygodnia. Ze znajomymi też co-

raz częściej umawiamy się na mieście. Tak więc w Ameryce z kontaktami towarzyskimi (przynajmniej w realu) nie jest najle-

TYLKO 17 PROCENT AMERYKANÓW PRZYNAJMNIEJ RAZ W TYGODNIU SPOTYKA SIĘ Z RODZINĄ. A JEDYNIE 7 PROCENT ZE ZNAJOMYMI CZY PRZYJACIÓŁMI. JEDYNIE 23 PROCENT ZAPROSIŁO KOGOŚ (WŁĄCZNIE Z NAJBLIŻSZYMI KREWNYMI) DO SIEBIE CHOĆBY RAZ W CIĄGU ROKU. REKLAMA

piej. Agdzie indziej na świecie? Tu brakuje wiarygodnych danych statystycznych. Opierając się jednak na opracowaniu Komisji Europejskiej (Eurostat) z 2010 – „Social participation and social isolation”, wypada uznać, że Europejczycy ciągle radzą z tym sobie lepiej niż obywatele Stanów Zjednoczonych. Przynaj-

mniej jako Unia, bo między poszczególnymi krajami występują daleko idące różnice. Ogólnie rzecz ujmując, w ciągu minionej dekady jedynie 7 procent obywateli Starego Kontynentu, zwłaszcza mieszkańców Skandynawii, zakwalifikowało się do kategorii „społecznie wyizolowanych”, a więc stroniących od wszelkich kontaktów rodzinnych itowarzyskich. Natomiast

najbardziej rozbudowane relacje z krewnymi i znajomymi utrzymywali w tym samym czasie obywatele Cypru, Portugalii i Grecji.

Przynajmniej 40 procent ich mieszkańców miało codzienny kontakt z licznym gronem swoich powinowatych i przyjaciół. Polacy znaleźli

się na drugim końcu tej skali, z wynikiem 59 procent plasując się wśród równie mało jak my towarzyskich obywateli państw bałtyckich – Litwinów, Łotyszy i Estończyków oraz Duńczyków i Szwedów. Najbardziej

otwarci na kontakty z otoczeniem okazali się

obywatele południa Europy. Ponad 60 procent Hiszpanów, Portugalczyków i Włochów spotykało się ze znajomymi przynajmniej raz w miesiącu. Spośród naszych najbliższych sąsiadów najlepiej wypadli Czesi, pod względem kontaktów z otoczeniem zachowujący się, jakby byli nie Słowianami, ale raczej Hiszpanami. Z tej statystyki wynika, że Cypryjczycy spotykają się z bliskimi dziewięć razy częściej, niż ostatni w tej klasyfikacji Estończycy. Rzecz charakterystyczna – narody towarzyskie utrzymują ścisłe relacje zarówno z krewnymi jak i przyjaciółmi, a nietowarzyskie unikają tak jednych, jak drugich. Chociaż Polacy ciągną się w ogonie tego europejskiego rankingu narodów towarzyskich, to mimo wszystko w ciągu minionych 12 miesięcy aż dwie trzecie rodaków urządziło choć jedno przyjęcie dla rodziny i znajomych. W tej kategorii wyprzedziliśmy więc Amerykanów, z ich 25 procentami, o dwie długości. Sądząc z owych danych, epidemia choroby Alzheimera na razie nam nie grozi. No, chyba że damy się zamerykanizować i zamiast zapraszać znajomych na domowy sernik i herbatę, zaczniemy się z nimi umawiać wyłącznie w kawiarniach Starbucksa. &


6

WEEKEND

nowy dziennik

| 10 LISTOPADA 2012

c POLSKA NA ZIMNO d

REKLAMA

POLACY WSTALI OD STOŁU MARIAN POLAK

W sposobach spędzania czasu z przyjaciółmi i bliskimi wiele się w ostatnich latach w Polsce zmieniło, między innymi w związku z modą na grillowanie na wolnym powietrzu.

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

Pierwsza z tych zmian to zanikający obyczaj wpadania do znajomych bez uprzedzenia. Druga, to kwestie związane z obecnością na imprezach alkoholu (teraz pije się co innego, inaczej, i nie zawsze aż do urwania filmu). A trzecia to okoliczność, że bodaj po raz pierwszy w rodzimej historii biesiadnej, rodacy wstali od stołu. Wcześniej, jak dowodzi choćby „Semantyka libacji alkoholowej” Rocha Sulimy, oś spektaklu jakim było każde przyjęcie stanowił stół, a na nim obowiązkowa półlitrówka. Bo jak to tak, bez stołu? Gdzie zmieścić okolicznościową „połówkę” oraz sałatki wielowarzywne z majonezem, jajka faszerowane, galaretki z kurczaka w sosie tatarskim, schab ze śliwką i barszczyk z krokietem? Młodzi Polacy zaprowadzili modę na niezasiadane przyjęcia w plenerze, chronologicznie poprzedzone zresztą przez imprezy, na których stół wprawdzie jeszcze był, ale szwedzki, przekąskowy, rodacy zmuszeni więc zostali do symultanicznego opanowania sztuki zdawkowej konwersacji (small talk) oraz konsumpcji na stojąco. Obok przyjęć przy bufecie na tym samym, wczesnym etapie prozachodniej transformacji przyjęły się jeszcze nadWisłą przywiezione wraz zpierwszymi human resources departments korporacyjne formy życia towarzyskiego, awięc office parties i wyjazdy integracyjne, które wyparły zakładowe wyprawy na grzyby, wczasy pracownicze, biurowe śledziki, imieniny oraz świętowane zza biurka dni branżowe i państwowe, w rodzaju Dnia Metalowca albo Święta Kobiet. Jednak, jak się zastanowić, prawie wszystkie zmiany dotyczą bardziej form, niż treści. Peerelowskie potańcówki też organizowano przy zimnym bufecie, a różne formy zakładowej integracji są równie stare, jak same zakłady pracy. Tyle tylko, że zmieniło się nazewnictwo, podniósł standard, a w ofercie firm cateringowych pojawiło się modne sushi. Niemniej okoliczność, że imieniny obchodzi się teraz z okazji urodzin i mówi na nie „birthday party”, to tylko detal. Porażającą nowością nie jest też grillowanie, bo kiełbasę zrusztu serwowano jeszcze zaczasów Peerelu, a ognisko na działkach to także był swoisty standard. Tyle, że konsumpcja kawałka śląskiej z musztardą z tekturowej tacki albo patyka nie uchodziła raczej za okoliczność towarzyską. A teraz jak najbardziej, tyle, że ruszt jest bardziej elegancki, a zamiast śląskiej grilluje się pstrąga z folii w ziołach i bakłażany. Karta dań może i jest bardziej wykwintna, ale poza tym, to podobnie jak za Ludowej, przyjęcie przy grillu oznacza programową rezygnację zform, manier iscenariusza zasiadanych przyjęć towarzyskich czy rodzinnych, bo nieobecność stołu i okoliczności przyrody wpływają na swobodniejszy charakter spotkania. Kiedyś jednak było to odstępstwo od normy. A teraz to norma. Toteż większość spotkań rodzinnych ikoleżeńskich nowej polskiej klasy średniej przypominapeerelowskie lato nadziałkach albo nadaczy na Mazurach czy na kempingu w Łebie. Do podtrzymywania relacji, oprócz grilla, współczesny Polak ma jeszcze najbliższą kawiarnię Starbucks. Ewentualnie kilka modnych klubów, siłownię, basen, centrum handlowe, biura podróży oraz coraz liczniejsze nad Wisłą sale bankietowe.

Kolejną nowością w towarzyskich obyczajach rodaków jest to, że ludzie coraz częściej spotykają się na mieście, prawie zaprzestali natomiast przyjmowania gości w domu. Już raczej idą na wspólne zakupy, do spa, do kina, a czasem wybierają się na weekendowy lub wakacyjny wypad gdzieś w ciekawe miejsce. A na kawę zawsze można wpaść po drodze do Starbucksa. Co zaś do przyjęć okolicznościowych, od chrzcin poczynając a na stypach kończąc, to coraz częściej urządza się je w restauracji lub – co bardziej modne – w specjalnie budowanych w tym celu domach weselnych czy kompleksach hotelowo-rekreacyjno-bankietowych. Choć i takie sale

to też nie jest szczególna nowość w kraju domów działkowca, domów nauczyciela, domów kultury oraz remiz, dzierżawiących swoje pomieszczenia Kołom Gospodyń Wiejskich.

Znów – jest to głównie różnica nie tyle obyczaju, co jakości. Jak jednak pokazały badania CBOS z 2010 roku, zdecydowana większość ro-

daków w czasie wolnym spaceruje (55 proc.) lub ogląda telewizję. Z lansowanych nowych

obyczajów ogół przejął jedynie główny symbol życia towarzyskiego lokalnej klasy wyższej – grilla. Aż 66 procent rodaków grilluje w weekendy na balkonie lub na działkach. Nie-

koniecznie dlatego, że lubi. Trzynaście procent wolałoby zamiast tego wyjść do klubu lub kawiarni. Drugie tyle – pójść do teatru albo na koncert. A jedna trzecia z tych sześćdziesięciu sześciu procent – wybrać się za miasto. Niestety, brakuje im środków i możliwości. Niewielu rodaków marzy jednak by – jak za Peerelu – w wolnej chwili zasiąść przy stole z rodziną nad sałatką ziemniaczaną z majonezem i butelką jarzębiaku. &

NOWOŚCIĄ W TOWARZYSKICH OBYCZAJACH POLAKÓW JEST TO, ŻE CORAZ CZĘŚCIEJ SPOTYKAJĄ SIĘ NA MIEŚCIE, PRAWIE ZAPRZESTALI NATOMIAST PRZYJMOWANIA GOŚCI W DOMU.


nowy dziennik

WEEKEND

c

PODRÓŻE NIE NA WEEKEND

| 10 LISTOPADA 2012

7

d

LOS MAS HOSPITALARIOS EWA ŚRÓDKA Do Ameryki Południowej podróżuję z upodobaniem od dwunastu lat. Czuję się tam jak w domu. Czemu? Ma to wiele wspólnego z tym, jacy są Latynosi. Kiedy pierwszy raz byłam naKubie, złapała mnie kiedyś tropikalna ulewa. Stałam we wnęce budynku, starając się uchronić odcałkowitego przemoczenia. Nagle ktoś wybiegł z naprzeciwka, złapał mnie za rękę i wciągnął do swojego domu. Mieszkanie było – jak to wtedy na Kubie – biedne i w złym stanie. Natychmiast jednak dostałam ręcznik do wytarcia się i gorącą kawę. Zrobiło się miło, sucho i ciepło. W 2007 roku pojechałam do Peru, m. in. po to, aby odwiedzić koleżankę. To była znajomość wirtualna – poznałam ją przypadkowo w sieci, ponieważ ona mieszkała parę lat po mnie w tym samym domu w Stanach, gdzie kiedyś mieszkałam ja. Choć nigdy nie spotykałyśmy się twarzą twarz, utrzymywałyśmy kontakt ma-

ilowy. Kiedy więc trafiła się promocja lotnicza do Limy, postanowiłam przy okazji odwiedzić Katherinę. Kiedy poinformowałam ją, że będę w Limie, ona od razu napisała, że będę mieszkać u jej ciotki i przeprasza mnie, że nie może mnie gościć u siebie, bo ma za małe mieszkanie. Oczywiście nie prosiłam o darmowy nocleg, tym bardziej, że chciałam tam spędzić 3 tygodnie, ale dla Katheriny sprawa wydawała się być oczywista. Po przyjeździe okazało się, że rodzina jej ciotki dokonała całkowitej reorganizacji swojego domu ze względu na mnie. Dostałam własny – najładniejszy w całym domu – pokój, który zwykle był sypialnią jej ciotki. Było mi przykro, że ta przemiła kobiecina ze względu na jakąś kompletnie obcą Polkę musi się gnieść w jednym pokoju z dorosłą córką i jej niemowlęciem, ale przy próbach jakiegokolwiek podnoszenia tego tematu, wszyscy pytali z niepokojem: ale czy coś jest nie tak z pokojem? Niewygodnie ci? Przynieść więcej poduszek? Może jest ci za zimno? itd. Byli po prostu niemożliwi! Przy najbliższej okazji natarłam uszy Katherinie, że zrobiła krewnym taki kłopot, ale ta spojrzała na mnie jak na kompletną wariatkę i powiedziała: jaki kłopot? Zawsze tak robimy, jak ktoś przyjeżdża – tak trzeba! Poza tym, byłoby nam przykro, gdybyś musiała sama siedzieć w hotelu, to musi być okropne. Podobne historie przytrafiały mi się wiele razy. Ta nieprawdopodobna gościnność daje się też odczuć, kiedy korzystam z portalu CouchSurfing, na którym można znaleźć darmowy nocleg u kogoś w prywatnym domu. O ile w miastach takich jak Londyn, Nowy Jork czy Paryż trzeba mieć dużo szczęścia i napisać setki maili, aby w końcu znaleźć „hosta”, o tyle gospodarze w Ameryce Południowej wydają się tylko czekać na przyjezdnych. Zdarzyło mi się w Kolumbii, że ktoś odwołał w ostatniej chwili swoje zaproszenie. Człowiek ten umie-

Hawana, Kuba. W każdym z tych biednych domów na pewno poczęstują nas kawą.

Kuba, miasto Santiago. Domówka z przyjaciółmi.

ścił jednak informację o „samotnej Polce, która nie ma gdzie spać” na forum portalu, więc po przylocie do Medellin miałam w mailu około dwudziestu zaproszeń od innych osób, zaniepokojonych moją sytuacją. Oczywiście zawsze mam w zanadrzu jakiś hotel i dla mnie nie jest to żaden problem, ale najwidoczniej dla Latynosów wizja bycia samemu w obcym kraju, bez bratniej duszy, jest przerażająca. Podobnie było w Rio de Janeiro. Ktoś też odwołał w ostatniej chwili, ale napisał, że szuka mi innego lokum. Już dawno odpuściłam pisanie w takich sytuacjach: „nie, nie kłopocz się, rozumiem”, bo wiem, że to nic nie da. Latynosi staną na głowie, ale nie zostawią gościa – nawet nieznajomego – w potrzebie. Miły człowiek w Rio namówił więc matkę dziewczyny swojego przyjaciela (!), aby przenocowała mnie przez tydzień. I znów zamieszkałam u sympatycznej

rodziny, dostałam czyjś pokój i pyszne śniadanie każdego dnia. Najczęściej jadłam je z mamą tej dziewczyny, a posiłki upływały nam na uśmiechaniu się do siebie i próbach porozumienia się trochę po hiszpańsku i portugalsku. Zawsze jak wychodziłam, dostawałam od tej kobiety owoc na drogę i serdeczny uścisk. Kiedy wyjeżdżałam, Marcella (jej córka) przetłumaczyła mi, że jej mama zaprasza mnie ponownie i było jej miło mnie gościć. Przy okazji warto wspomnieć, że na CouchSurfingu generalnie nie jest przyjęte jedzenie na koszt gospodarza. Inaczej jest w Ameryce Południowej. Tutaj ludzie zawsze częstują śniadaniem, a jeśli mają taką możliwość, to także i innymi posiłkami. Moi gospodarze w Caracas (para około 40. z 18-letnią córką), kiedy przyjechałam, czekali na mnie z gorącą kolacją i każdego ranka serwowali świetne śniada-

Ja i Katerina w Limie, Peru

ZDJĘCIA: EWA ŚRODKA

TYLKO W AMERYCE POŁUDNIOWEJ MOŻNA WEJŚĆ DO OBCEGO DOMU I OD RAZU POCZUĆ SIĘ CZŁONKIEM RODZINY

nia. Oczywiście kiedy powiedziałam: nie róbcie sobie problemu, zjem na mieście, zrobiła się mała panika i pani domu nerwowo pytała mnie: Nie smakują ci arepy (tradycyjne placki kukurydziane)? Możemy ci upiec europejski chleb! Nie lubisz jajek? Zrobić sałatkę? Kiedy im tłumaczyłam, że wszystko jest pyszne, ale nie chcę ich objadać i robić kłopotu, dziwili się – typowo po latynosku: Ale jaki to problem? Jak można wyjść bez śniadania? Jedzenie na mieście jest drogie i nie tak dobre, po co na to wydawać pieniądze? Wchodząc do latynoskiego domu trzeba być przygotowanym na zalew ciepła i troski; niezależnie od wieku, człowiek zaczyna się czuć jak dziecko, którym się dobrze opiekują. Przybysz jest zawsze traktowany jak członek rodziny. Bo Latynosi są los mas hospitalarios, czyli: najgościnniejsi. &


8

WEEKEND

nowy dziennik

| 10 LISTOPADA 2012

c TECHNOLOGIA ŻYWIENIA d

GOTOWY NA WSZYSTKO! MONIKA ŚLIŻ Mówi się, że fotograf ślubny to dobry przyjaciel, który w krótkim czasie musi nadrobić wiele lat nieobecności. Dlatego tak ważne jest wzajemne zrozumienie i zaufanie młodej pary i fotografa. To jedyny dopuszczalny trójkąt tego wieczoru.

Szaleństwo na egipskim weselu

– Wesele to rewia mody. Im większa rewia mody, tym mniej udane wesele. Sprawdza się w 100%. Pewnie dlatego wymyślono identyczne suknie dla dróżek – śmieje się Arek.

-To, że ludzie się kochają, po prostu widać. O dziwo, dużo par, które biorą ze sobą ślub po 15 latach i mają już gromadkę dzieci, okazuje sobie więcej uczucia niż ci dwudzie-

NAJLEPIEJ FOTOGRAFUJE SIĘ LUDZI, KTÓRZY DOBRZE SIĘ CZUJĄ I SĄ SZCZĘŚLIWI

Panna młoda w plenerze

stoletni zakochani – kwituje Arek. Zdarzają się też smutne śluby ludzi, którzy robią je tylko po to żeby potwierdzić status społeczny. Najczęściej są to śluby z tzw. odzysku, kiedy jedno z nowożeńców jest po rozwodzie. Przyjęcia są wtedy dużo droższe, samochody bardziej ekskluzywne a na sali balowej pełno Diora czy Blahnika. Jednak nie zawsze cały ten przepych gwarantuje udaną zabawę, bo czasem impreza kończy się o 11pm i jest komentowana jako niewystarczająco trendy. Na takich imprezach czasem ludzie patrzą na siebie wilkiem. Eks żona Rafała jest przecież małżonką jego najlepszego kolegi. Dodać do tego obecną żonę Rafała, która jest nadal zazdrosna o piękną byłą żonę. Wszystkie te składniki zmieszane z alkoholem mogą mieć opłakane skutki. A wszystko przez jeden taniec. W takich sytuacjach Arek pełni rolę spowiednika. Najczęściej o ekscesach, które mogą się wy da rzyć jest in for mo wa ny wcze śniej.

Na przyjęciu wie już o rodzinnych konfliktach i unika wspólnych zdjęć osób, które nie przepadają za sobą. – Czy zdarza ci się, że kobiety poznane na weselu proponują ci randkę? – pytam. – Wolałbym to przemilczeć – ucina Arek. Nie daję za wygraną i dopytuję. – No cóż zawsze znajdzie się jakaś miła pani… Przeważnie nie w moim typie.

– Z piciem alkoholu i zdjęciami jest tak, że odrobina alkoholu pomaga, ale następna odrobina przeszkadza.

Czy pijąc alkohol stajemy się śmielsi, bardziej otwarci i zabawniejsi na zdjęciach? Fotograf powinien zrobić wszystkie „obowiązkowe” zdjęcia, zanim alkoholu nie wypito jeszcze zbyt wiele. Kiedy mamy za dużo etanolu w sobie, większość zdjęć odpada. Nikt nie chce patrzeć na siebie z czerwonym nosem, świecącym czołem i błędnym spojrzeniem. Rozluźnione krawaty i koszule ociekające potem też nie prezentują się najlepiej. &

REKLAMA

www.greenpointvein.com

ZDJĘCIA: ARKADIUSZ KRASOŃ

To fotograf kreuje sytuację, kilkusekundowy ruch, interakcje. Tutaj znaczenie ma ułożenie palców i ciągły dialog. To dzięki wzajemnej współpracy całej trójki, ślubne zdjęcia są magiczne. Arkadiusz Krasoń ma31 lat. Mieszka wBensenville pod Chicago. Tym Bensenville znanym z serialu „Boss”. Fotografia jest jego pasją od 14 lat. Ale wszystko zaczęło się jeszcze w przedszkolu, kiedy bawił się „małpką”. W1998 r. przyszedł czas na pierwszą lustrzankę. – Zarabiać na weselach jest łatwo, jeśli jest się poprawnym fotografem. Ważny jest dobry kontakt z ludźmi. Fotograf to trochę psycholog, który musi potrafić słuchać i trochę jasnowidz, który zgaduje czego ludzie chcą. A czego chcą? Arek zapewnia mnie, że niemal zawsze chcą czegoś innego niż opisują. Arek ma też coś z czarodzieja, który potrafi sprawić, że znikają cienie pod oczami i cera staje się alabastrowa. Przecież pryszcze, które wyskakują ze stresu czy niedojadania nie zasługują na obecność na zdjęciach, które mają być „na zawsze”. Arek na przyjęciu siedzi z orkiestrą albo z gośćmi. Relacje orkiestry z fotografem są zazwyczaj przyjazne. Gorzej jest z kamerzystami. Arek tłumaczy, że kamerzyści tracą teraz rynek, który zabrali kiedyś fotografom, a ludzie znowu chcą zdjęcia. Zdarzają się też wesela, na których fotograf nie jest uznawany za gościa. Wtedy bierze godzinną przerwę i idzie do pobliskiego baru żeby coś zjeść. – Polacy są o wiele bardziej gościnni. Amerykanie bardziej szanują twoją pracę, ale traktują ją jak usługę, która będzie dobrze wykonana bez względu na to czy zjesz czy nie – mówi Arkadiusz. Nawet najpiękniejsza panna młoda będzie wyglądała źle, jeśli będzie zła. Chyba, że ma w sobie modelkę i potrafi pokazać się dobrze w każdej sytuacji, ale ślub to emocjonujące wydarzenie i większość nerwów pary młodej widać jak na dłoni. Arkowi w pamięci zapadł ślub egipskich ortodoksyjnych chrześcijan. Wszyscy byli zadowoleni i tańczyli. Nieważne, że byli na wózku inwalidzkim i mieli butelkę z tlenem obok. To był ślub, na którym wszyscy robili zdjęcia. 200 osób, 200 aparatów fotograficznych, z czego 50 osób plątało się wszędzie próbując uchwycić nowożeńców. Dla fotografa to wyzwanie, ale doświadczenie pomaga poradzić sobie z taką sytuacją.

Laserowe Leczenie Żylaków – EVLT

Bezbolesne, nieoperacyjne, pełna aktywność po zabiegu, akceptowane przez większość firm ubezpieczeniowych. Szczegółowe informacje na

www.greenpointvein.com

NOWOCZESNA CHIRURGIA ŻYLAKÓW, NACZYNEK TWARZY I NÓG, BLIZN I ZMARSZCZEK BOTOX RESTYLANE


nowy dziennik

WEEKEND

| 10 LISTOPADA 2012

9

TECHNIKA MA PRZYSZŁOŚĆ JAN LATUS

PIĘKNA NOKIA

TROLLER TR-X

Troller to mało znana brazylijska firma produkująca samochody terenowy. Od 2007 roku jest własnością koncernu Ford. Model TR-X pokazany został na salonie samochodowym w Sao Paulo. Karoseria przypomina trochę Toyotę FJ Cruiser, jak również Jeepa Wranglera. Nie wiadomo, czy samochody wejdzie do produkcji seryjnej.

Prototyp komórki Nokia Lumia 940 wygląda nader efektownie. Obudowa jest z lekkiego i mocnego włókna węglowego. Ekran ma przekątną 4,5 cala, wysoką rozdzielczość i wykorzystuje specjalne szkło odporne na zarysowanie. Telefon ma wbudowany aparat fotograficzny rozdzielność 12 megapikseli. Obiektyw zaprojektowała firma Zeiss. Telefon posługuje się system operacyjnym Windows 8.

ŁÓDŹ MARKI... JAGUAR

GIĘTKA BATERIA SŁONECZNA

Ta bateria słoneczna wykonana jest z giętkiego materiału, może być więc zwijana w rulon i wkładana na miejsce tradycyjnych baterii w kształcie walca. Projektantem tego interesującego konceptu jest Chińczyk Xiong Luyao.

ZDJĘCIA: MATERIAŁY PROMOCYJNE

Concept Speedboat by Jaguar Cars to projekt szybkiej łodzi motorowej, która byłaby firmowana przez tę angielską firmę produkującą luksusowe samochody sportowe. Rzeczywiście, trzyosobowa motorówka nawiązuje kształtem do jaguarów, zwłaszcza do modelu kombi Jaguar XF Sportbrake (nie importowanego do Stanów Zjednoczonych). Łódź wykonana jest z włókna szklanego i włókna węglowego, a pokład pokryty drzewem tekowym. Trzeba przyznać, że Jaguar kombi i motorówka tworzą bardzo zgrabne kombo. Szkoda, że nie wejdzie do produkcji.


WEEKEND

nowy dziennik

| 10 LISTOPADA 2012

ZDJĘCIA: JAN LATUS

10

Michał Siwiec w swoim gabinecie

Są trzy główne dziedziny działalności Michała Siwca. Najpierw jest biznesmenem – właścicielem jednej z większych polonijnych firm budowlanych, Phoenix. Potem jest właścicielem popularnej, dziś już jedynej w dzielnicy Greenpoint, polskiej dyskoteki Europa. Jest też – i chyba ta sprawa jest najbliższa jego sercu – prezesem drużyny piłkarskiej Polonia Greenpoint. Michał ma 52 lata, ale wygląda na dużo młodszego. Jest szczupły i ruchliwy, ale najwięcej lat ujmuje mu chłopięcy uśmiech. On sam uważa, że receptą jego witalności jest zdrowy tryb życia. Nigdy, choć pokus – czy to na budowie, czy w nocnym klubie – było wiele, nie rozpił się. Pomaga też to, że od młodego wieku ciężko fizycznie pracował, miał więc darmowy fitness. Nie tylko jest działaczem sportowym, ale sam ciągle gra w piłkę. Pracuje w firmie Phoenix czasem po 12 godzin dziennie, wpiątki isoboty wieczorem pilnuje swoich spraw w klubie Europa. Wniedzielę, po kościele, idzie na mecz. A potem jeszcze znajduje czas, aby zchłopakami pójść doklubu, ulokowanego wbudynku przy 132 Sutton Street na Greenpoincie, gdzie mieszczą się warsztaty i biuro firmy Phoenix. Tam panowie biorą prysznic, relaksują się, wypiją dla towarzystwa drinka. Skąd w Michale tyle siły i wytrwałości? Pewnie stąd, że od dzieciństwa musiał troszczyć się sam o swoje sprawy i ciężko pracować – i tak już mu zostało.

ZAHARTOWANY OD DZIECIŃSTWA

Urodził się w wiosce Klatki na Podkarpaciu. Był najstarszym z pięciu braci; ma jeszcze dwie siostry. Ciążył więc na nim obowiązek troszczenia się o gospodarstwo, gdy ojciec był akurat nieobecny. Tata pracował też w zakładach metalowych w pobliskiej Nowej Dębie; poza tym był myśliwym, potrafił też z dziczyzny robić wędliny i potrawy. Matka zajmowała się domem. Michał od małego z pasją grał w piłkę nożną. – Stłukłem szyby we wszystkich oknach w mojej szkole – wspomina z uśmiechem. Jako chłopak wyjątkowo samodzielny wyjechał do Rzeszowa, gdzie chodził do szkoły zawodowej, a potem do technikum budowlanego. Uczył się wieczorami, a do południa pracował na budowie. Musiał – wielodzietna rodzina nie była w stanie mu pomóc. Szef przedsiębiorstwa docenił pracowitość 20-latka i wysłał go na dwuletni kontrakt – budowę elektrowni atomowej w mieście Trnava koło Bratysławy. Udawał tam na początku, że jest betoniarzem – ale wkrótce tego fachu się nauczył. Liczni na tej budowie Polacy co roku mieli pojedynek sportowy z rodakami z Bratysławy, w dziesięciu dyscyplinach. Siwiec wspomina, że Bratysława wygrała dziewięć z dziesięciu dyscyplin, a mecz piłki nożnej – 2:0. Rok później wysportowany Michał wziął udział w zawodach i sam wygrał kilka solowych konkurencji, jak pchnięcie kulą i bieg na orientację, dzięki czemu Trnava wygrała wszystkie 10 dyscyplin. W meczu piłki nożnej, wygranym przez Trnavę 4: 1, Michał strzelił trzy bramki i miał asystę przy czwartej. W nagrodę dyrektor firmy dał mu lżejszą od betoniarza pracę – pomocnika kucharza. Michał nie miał pojęcia o gotowaniu. Ale, jak to on, zawziął się – i po roku był już kucharzem pełną gębą.

c WEEKEND PRZEDSTAWIA d

BIZNESMEN, SPORTOWIEC, KLUBOWICZ JAN LATUS

Klubowicz...? Michał Siwiec jest co prawda także właścicielem dyskoteki Europa, ale temperamentu klubowicza wcale nie ma. Także gdy jest w klubie, jest sobą: ciężko pracuje, nieustannie nadzoruje, czy wszystko działa jak należy. I nigdy nie traci nad sobą kontroli. Dlatego tak wiele w życiu osiągnął. Czy był odporny na pokusy życia z innymi młodymi robotnikami na kontrakcie? Przyznaje, że jego koledzy pili gigantyczne ilości alkoholu. On nie tak wiele – wieczorami i w niedziele wolał trenować. Dzięki czemu sporo złotówek zaoszczędził. Za te pieniądze założył swój pierwszy biznes.

MICHAŁ SIWIEC NALEŻY DO POLSKICH BIZNESMENÓW W NOWYM JORKU, KTÓRZY ODNIEŚLI TU NAJWIĘKSZY SUKCES. JEST WIĘC ZNANY – ALE TAKŻE DLATEGO, ŻE DUŻO ODDAJE Z TEGO, CO ZAROBI.

FIRMA RODZINNA

Po powrocie z Czechosłowacji Siwiec zamieszkał w miejscowości Ropczyce i założył firmę (miał wtedy 22 lata!). Odkupił stary kiosk i zaczął sprzedawać lody, gofry i rurki z kremem. Był rok 1982 i tylko niektóre surowce dawało się kupić. Michał wpadł poza tym w polityczne kłopoty – nie był zaprzyjaźniony z lokalnymi milicjantami i esbekami, chodził do kościoła. Gdy ktoś doniósł, że powiedział na imprezie kawał polityczny, zaczęły się szykany. Wtedy postanowił wyemigrować. Najpierw pojechała do Stanów jego mama. Sześć miesięcy później, w 1986 roku, Michał, cudem otrzymawszy paszport i wizę amerykańską, znalazł się na Greenpoincie. Chwilę pomieszkał u mamy (która zarabiała sprzątaniem, wróciła następnie do kraju), potem był na swoim, zawsze jednak na Greenpoincie. Ani mama, ani on nie znali angielskiego

i nie mieli tu kontaktów. Michałowi jakiś przypadkiem poznany człowiek zaproponował pracę w firmie kontraktorskiej. Dzięki temu nauczył się wszystkich podstawowych umiejętności budowlanych. Już cztery lata później założył własną firmę, którą ma do tej pory i ją konsekwentnie rozwija. Wyłożył 50 tys. dolarów, drugie pięćdziesiąt pożyczył. W 1993 roku – po siedmiu zaledwie latach w Ameryce! – kupił dom w Levittown na Long Island. W1999 przeprowadził się do elegantszego miasta Glen Cove. Firma Phoenix zajmuje się stawianiem na terenie Nowego Jorku, ale i w New Jersey i Westchester, rusztowań ochronnych. – Przepisy miejskie nakazują od pewnego czasu dokonanie przeglądu każdego domu raz na pięć lat, pod kątem zagrożenia z powodu sypiących się fasad. Wtedy trzeba stawiać te charakterystyczne, pomalowane na niebiesko „mosty” – tłumaczy. Inne pola działalności Pho-


nowy dziennik

WEEKEND

EUROPA

SPORT – MOJA MIŁOŚĆ

REKLAMA

11

niona jest polskimi memorabiliami, godłami i flagami. Na ścianach pysznią się zaś zdjęcia z – goszczącymi kiedyś w Polonii Greenpoint – sławami polskiego futbolu: Kazimierzem Górskim czy Grzegorzem Lato.

enixa to budowanie „regularnych” rusztowań i renowacja zabytkowych budynków. Kiedyś pracowali tu niemal wyłącznie Polacy, dziś polskich fachowców nie tak łatwo znaleźć, zatrudnia więc też robotników z Ameryki Południowej, np. Ekwadoru. Razem z Michałem pracują w firmie Phoenix wszyscy czterej bracia: Paweł, Piotr, Roman i Ryszard. Czy czasem są między nimi tarcia? – Nie, nigdy. Trzymamy się razem – zarzeka się Michał. Dwie siostry pozostały w Polsce, ale przyjeżdżają tu co roku. Jedna z nich, Zosia, też zaliczyła pracę w Phoenixie. – Szkoda, że Danusia nigdy nie podjęła u mnie pracy... mielibyśmy wtedy całą siódemkę rodzeństwa w jednej firmie! – śmieje się. Niestety, rodzice Michała już nie żyją i nie mogą tego sukcesu potomków zobaczyć. Ale to nie cała rodzina w Phoenixie. Pomaga w prowadzeniu firmy, prowadząc np. księgowości, Anna, żona Michała. Poznali się jeszcze w Polsce. Dojechała do niego do Stanów po kilku miesiącach. Pozostają szczęśliwą parą. Ania ma z Michałem dwójkę dzieci. Alexandra, wysoka, urodziwa dziewczyna, studiuje biznes (komunikację) na Pace University; mieszka na Manhattanie. 18-letni Michał kończy high school i jeszcze jest z rodzicami. Dzieci sprawnie mówią w naszym języku, choć nigdy nie chodziły do polskich szkół. Michał grał w Polonii Greenpoint już w 1987 roku. Od 14 lat jest prezesem klubu. Praktycznie on sam finansuje całą jego działalność. Dlaczego to robi? – Chcę pokazać młodym, jak być aktywnym i jak uciekać dzięki temu od alkoholu czy narkotyków. – mówi. – Będąc w biznesie, mam też poczucie odpowiedzialności, żeby utrzymywać u młodzieży polskie tradycje. Rzeczywiście, salka klubu Polonia wypeł-

| 10 LISTOPADA 2012

Sportowe pamiątki w sali klubu Polonia

Współwłaścicielem klubu Europa Michał Siwiec został w 2007 roku. Rok temu wykupił resztę udziałów. Nie jest pewien, czy była to dobra decyzja – Polaków jest tu coraz mniej. Poza tym Michał nie ma temperamentu bywalca barów. Skoro jednak tego się podjął, uczy się sumiennie, nowego dla niego, show biznesu. Już są spore zmiany: dół klubu wynajął bankowi, zmienił częściowo załogę, poprawił dyscyplinę pracy, zaostrzył kontrolę gości przy wejściu. Dziś w Europie przeważają młodzi Amerykanie, sprowadzani tu na dyskoteki i żywe koncerty przez promotorów. Michał ma w głowie nową koncepcję lokalu, za wcześnie jednak o tym mówić. Michał Siwiec należy do polskich biznesmenów w Nowym Jorku, którzy odnieśli tu największy sukces. Jest więc znany – ale także dlatego, że dużo oddaje z tego, co zarobi. Daje ludziom pracę, pomaga im, udziela się społecznie i w parafii. Co najważniejsze, nie ma w nim jednak nawet odrobiny arogancji polonijnego kontraktora, który dorobił się, ale gardzi tymi, którym tak dobrze się nie powiodło. – Bywają właściciele polskich firm budowlanych, którzy przyjechali tu bez wykształcenia i bez znajomości języka, a dziś zarabiają nawet setki tysięcy rocznie. – mówi. – I zatrudniają na swoich budowach ludzi po studiach, którzy dostają dziesięć razy mniej od właściciela. Ale my, którym się powiodło, nie powinniśmy być dumni, że jesteśmy lepsi. Nie, nam się po prostu udało, mieliśmy szczęście. Doceńmy to i dziękujmy za to. &


12

WEEKEND

| 10 LISTOPADA 2012

nowy dziennik


nowy dziennik

WEEKEND

c

AMERYKA NA ZIMNO

| 10 LISTOPADA 2012

13

d

SAMOTNOŚĆ W KRĘGIELNI MARIAN CHLABICZ

Może wynika to z charakteru narodowego Anglosasów, który najlepiej wyraża powiedzenie: my home is my castle. Na rozbudowaną ofertę imprez towarzyskich na wolnym powietrzu oraz różnorodność instytucji zawodowo zajmujących się organizowaniem obywatelom ich czasu wolnego mogła, przynajmniej częściowo, wpływać niechęć do przyjmowania gości we własnych progach. Już w epoce średniowiecza Brytyjczycy chętnie świętowali zbiorowo poza domem, głód życia towarzyskiego zaspokajając głównie na jarmarkach, procesjach i przedstawieniach parateatralnych aranżowanych przez wspólnoty religijne z okazji świąt kościelnych. W następnych stuleciach w kalendarzu imprez obok tych religijnych pojawiły się też świeckie. Zbiorowej rozrywki dostarczały wówczas Anglosasom wędrowne grupy teatralne i muzycy (mistrele) oraz coraz bardziej popularne festyny związane z fetowaniem ważnych okoliczności historycznych czy istotniejszych wydarzeń lokalnych. W tamtych czasach pojawiła się też moda na święta plonów, jak Dni Jabłka, fetowane potańcówką poprzedzoną konkursem dla sadowników i jarmarkiem z degustacją miejscowych przysmaków. Wraz z wiekiem osiemnastym przyszła z Francji moda na pikniki na świeżym powietrzu, kibicowanie zawodom sportowym oraz pierwsze teatry miejskie, sale koncertowe i domy bankietowe, gdzie urządzano regularne dansingi. Okazję do wyjścia z domu stanowiły także coraz bardziej wówczas popularne występy cyrków wędrownych. Nieco później nastąpiła epoka klubów sportowych inocnych, restauracji z programem rozrywkowym, kabaretów, wodewili, rewii, operetki i teatrów muzycznych na Broadwayu. Wstulecie później nastała z kolei epoka kina, co jednak w niewielkim stopniu, o ile w ogóle, zmniejszyło popularność wielkich wydarzeń sportowych, wystaw artystycznych, festiwali muzycznych czy ulubionych przez Anglosasów ulicznych parad i festynów, urządzanych z byle okazji, a czasem i bez okazji, jak dni miasteczka jakiegoś tam, czy święto ulicy takiej to a takiej. Ta wyliczanka prowadzi do prostej konkluzji. Życie towarzyskie Anglosasów, wprzeciwieństwie do, na przykład, tradycji narodów słowiańskich, od niepamiętnych czasów toczyło się w sferze publicznej raczej, niż w domowym zaciszu.

Jeszcze w połowie minionego stulecia tak oto opisywała ową prawidłowość Ewa Krasnodębska, dla której – gościa z „demoludów” – obserwowanie tych obyczajów było wówczas prawdziwym odkrywaniem Ameryki. „Jedne z pierwszych słów, których nauczyłam się w Ameryce – pisze autorka książki „Jak odkrywałam Amerykę” – składały się na czasow-

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

Choć w myśl stereotypów narody anglosaskie nie należą do najbardziej towarzyskich, to jednak z opracowań historycznych wynika, że w Anglii, a potem w Ameryce, wykształciły się bogate formy zbiorowego spędzania czasu wolnego.

nik „wyprowadzać”, czyli „take out”. Słowo niło. Jak dowodzą publikacje zatroskanych ameto kojarzyłam głównie z psami, więc szeroko rykańskich socjologów, zmieniło na gorsze. Terozwarłam oczy, kiedy moja nowojorska zna- raz, może poza młodzieżą w wieku studenckim, joma, zauważywszy, że jestem smutna, spyta- już się bowiem wieczorami z domu niemal nie ła – A kiedy to twój mąż ostatni raz cię wypro- wychodzi, choć w Nowym Jorku te zmiany są wadzał? Wówczas zostałam wprowadzo- może mniej uchwytne, niż w amerykańskim inna w amerykański świat wyprowadzania, któ- teriorze. Maleje zainteresowanie festynami, lory rządzi życiem, sprzyja romansom, uwodze- kalnymi świętami tego i owego, paradami, paniu, interesom, zapobiega chandrom i – gene- rafialnymi konkursami na najlepszą szarlotkę, ralnie – służy higienie życia codziennego. „Wy- klubami zainteresowań a nawet sobotnimi, prowadzać” w najprostszym wydaniu oznacza wieczornymi wypadami do miejscowej kręgielzabrać z domu na kilka wieczornych godzin ni. Amerykanie pozamykali się w domach, zado restauracji”. Potem (lub przedtem) – doda- mieniając rozliczne i bogate jeszcze przed półje autorka – może być kino, wystawa, teatr lub wieczem formy zbiorowego życia towarzyskiefilharmonia, ale to niekoniecznie. Najważniej- go na telewizor, komputer lub na konsolę do gier. Ubolewają nad tym amerykańscy socjoszy jest posiłek poza domem, w miarę możliwości w otoczeniu jak najdalszym od tego, ja- lodzy. Jak pisze Robert Putnam, autor głokie towarzyszy kolacji w domu. śnej książki „Bowling Alone. The Collapse „Każdy – pisze dalej pani Ewa – amery- and Revival of American Community”, odkański małżonek – od pierwszych do ostatnich chodzenie od zbiorowych form social life dni małżeńskiego pożycia – ma obowiązek wy- osłabia więzi społeczne i powoduje utratę prowadzać żonę do restauracji periodycz- tak zwanego kapitału społecznego, który nie – w najgorszym razie raz w miesiącu, w naj- w opinii wielu analityków współczesności lepszym parę razy w tygodniu”. Bo „bez je- był do niedawna jednym z największych bodzenia i picia z dala od domowej codzienno- gactw naturalnych Ameryki. Kapitał społeczści nie ma miłości, nie ma czułości, nie ma wie- ny oznacza bowiem mniej więcej to samo co czorem nastroju, wewnętrznego zadowolenia „involvement” – identyfikację i zaangażowanie i spokoju. Toteż byłam wyprowadzana”. w życie zarówno lokalnej społeczności jak caTo było pół wieku temu. Od tamtego cza- łego narodu. su wiele się w amerykańskich obyczajach zmieTymczasem co robią współcześni Amerykanie w czasie wolnym? Jak wykazują najnowsze badania, głównie oglądają telewizję. Wubiegłym roku statystyczny Amerykanin przesiedział przed ekranem 2.8 godziny dziennie. Te-

AMERYKANIE POZAMYKALI SIĘ W DOMACH, ZAMIENIAJĄC ROZLICZNE I BOGATE JESZCZE PRZED PÓŁWIECZEM FORMY ZBIOROWEGO ŻYCIA TOWARZYSKIEGO NA TELEWIZOR, KOMPUTER LUB NA KONSOLĘ DO GIER.

lewizję jako najbardziej ulubiony sposób spędzania popołudnia i weekendu wskazało aż 34 procent respondentów, w porównaniu z 27 procentami cztery lata temu. Zaraz za telewizorem plasuje się komputer. Prze-

ciętny Amerykanin spędza przy nim godzinę i 39 minut dziennie. To o 13 minut dłużej niż w 2007 roku. Co poza tym? Ciągle nieźle trzyma się w tej

statystyce kategoria sports and leisure, która zabiera Johnowi Smithowi tylko pół godziny mniej niż oglądanie tv. Ale obejmuje ona wszystkie rozrywki z wyjątkiem telewizji, a więc nie tylko jazdę na desce, tenis czy pływanie, ale także hobby, wypady na piwo, kino czy wycieczki za miasto. No i czytanie książek, któremu to zajęciu oddaje się najchętniej w czasie wolnym aż 39 procent ankietowanych. Wielbiciele książek są więc grupą liczniejszą nawet, niż entuzjaści małego ekranu, choć wcale nie wskazują na to statystyki sprzedaży w księgarniach ani liczba wypożyczeń w bibliotekach. Zakreślenie w ankiecie pozycji „reading books” wydatnie poprawia jednak samopoczucie ankietowanych, wobec czego te dane trudno uznać za w pełni wiarygodne. Pielęgnowanie relacji z bliskimi, w tym także z dalszą rodziną, zajmuje w rozkładzie dnia statystycznego Amerykanina 32 minuty. Podtrzymywanie kontaktów z przyjaciółmi jeszcze mniej, bo mniej, bo półtorej godziny tygodniowo. Ale to zależy, z jakiego typu danych korzystamy. Z wychodzeniem do przyjaciół albo goszczeniem ich u siebie nie jest wcale aż tak źle, jak mogłoby wynikać zogólnych statystyk. Amerykanie w średnim wieku i młodsi przeznaczają na tego typu socjalizację aż trzy kwadranse dziennie. Tak więc umacnianie więzi rodzinnych i towarzyskich zajmuje w grafiku typowego Johna Smitha niemal tyle samo czasu, co zakupy. Z drugiej strony, tylko 17 procent ankietowanych zaznaczyło w tygodniowym kwestionariuszu czasu wolnego pozycję „spotkania w gronie rodzinnym”, a z przyjaciółmi widuje się przynajmniej raz w tygodniu zaledwie 7 procent badanych. Pomijając, co oczywiste, „wizyty” na Facebooku i portalach społecznościowych. Główny nurt życia towarzyskiego w Ameryce w ostatnich latach nie tyle osłabł, co przeniósł się do Sieci. Ale kapitału społecznego od tego nie przybywa. A puby i kręgielnie na prowincji jeszcze bardziej pustoszeją. &


WEEKEND

nowy dziennik

| 10 LISTOPADA 2012

Kiedyś po trzęsieniu ziemi, które zaskoczyło mnie przy śniadaniu, znalazłam się w strefie ewakuacyjnej. Tamto uczucie bezradności pamiętam do dnia dzisiejszego. Wiedziałam jednak, że jeśli przedostanę się tam, skąd odlatują samoloty, to będę ocalona i wrócę do domu oddalonego od centrum zniszczenia o parę tysięcy kilometrów. Za mną zostali ci, którzy nigdzie nie odlatywali, nawet nie odjeżdżali, bo albo nie mieli dokąd, albo nie mieli jak. Potem z samolotu widziałam tysiące ognisk palących się w miejscu, gdzie tydzień wcześniej świecił armeński Leninakan. To był grudzień roku 1989 i Ormianie walczyli wtedy o odłączenie się od Związku Radzieckiego. Nikt się wtedy nie spodziewał takiego trzęsienia ziemi. Prawdopodobnie radzieckie stacje sejsmiczne wiedziały ale, jak to w tamtych czasach, miały zakaz rozpowszechniania informacji. Gdyby nawet ujawniono przypuszczenie nadchodzącej katastrofy, to co? Dokąd należało uciekać? Jak się zabezpieczyć? 11 marca 2011 roku w Japonii, kraju relatywnie wolnej informacji, tsunami zdemolowało wyspę Honsiu, pochłaniając 19 000 istnień ludzkich. Społeczeństwo było uprzedzone i przygotowane. Mury nuklearnej elektrowni, jak obwarowania Malborka, miały być nie do naruszenia. Kilka dni temu na bardzo przygotowane, amerykańskie wschodnie wybrzeże natarł super sztorm Sandy. Już tydzień wcześniej eter huczał od informacji na temat wściekłej wichury zbliżającej się do Nowego Jorku, New Jersey i Delaware. Niby wszyscy wiedzieli, że normalnaegzystencja ludzka co najmniej zostanie zakłócona przez napór wiatru i wody, ale wiedzieć a doświadczyć to dwie różne sprawy. Kataklizm przekroczył oczekiwania, ale nie mnie jednak oceniać, dlaczego niektórzy nie mieli wystarczającej ilości butelkowanej wody. Dlaczego mimo ostrzeżeń nie opuścili mieszkań znajdujących się w strefie zagrożenia? Natomiast zastanawia, jak to się stało, że przedstawiciel służby oficjalnej polecił mężczyźnie stojącemu na płaskiej pozostałości domu, podłączyć się do internetu i tam szukać lokalizacji punktów pomocy. Nie ma informacji osamosądzie wtym przypadku, bo pewnie poszkodowany był jeszcze w szoku, dlatego jedynie grzecznie zapytał, jak ma to zrobić, a tak w ogóle to nie ma komputera. Jak można nie mieć komputera w XXI wieku? Rządowemu przedstawicielowi pomyliło się życie wirtualne z realem, a może wyparł to co zobaczył, mając w perspektywie powrót do swojego domu, gdzie będzie można usiąść przed kominkiem promieniującym dobrym ciepłem i zapomnieć o pohuraganowym pandemonium. Tymczasem huragan stał się naprawdę i jak się to wszystko skończy, może by douczyć urzędników, że internet nie jest wstanie zastąpić wszystkich przejawów życia realnego i samodzielnie

ZDJĘCIE: TOM MIHALEK/REUTERS

14

Z tego domu na Far Rockaway na Queensie pozostały tylko schody

c MOIM ZDANIEM d

WYBORY, WYBORY II HALINA KACZMARCZYK Czego nie pochłoną wojny i banki, skonsumuje rozrastający się niekontrolowanie polip biurokracji przyssany do klawisza „enter” i na stałe oderwany od rzeczywistości. nie dostarczy koców, wody i jedzenia. Nawet po wielokrotnym naciskaniu klawisza „enter”. Nic to. Szarzy ludzie jakoś sobie poradzą, bo muszą, a stwierdzenie, że co ich nie zabije, to ich wzmocni jest słabą pociechą. Walcząc z jak najbardziej fizycznym brakiem prądu, wody, gazu, benzyny, jedzenia i wody do picia, ludzie mogą już nie mieć czasu, ochoty, a i w obecnej sytuacji polityczno-społecznej przekonania do ofiarnego poszukiwania lokalu wyborczego czy poczty. Ci najbardziej poszkodowani, zwykle najsłabsi ekonomicznie, cztery lata temu zapewnili Obamie przeważające zwycięstwo w Nowym Jorku. Na Bronksie, liczącym prawie 1,4 mln mieszkańców, gdzie biali stanowią zaledwie 10% ludności, Obama otrzymał ponad 330 tys. głosów, a McCain jedynie 37 tys. Na Brooklynie liczącym 2,5 mln mieszkańców, gdzie biali stanowią 42%, na Obamę głosowało 581 tys., na jego adwersarza 138 tys. Na Queensie, gdzie biali są taką samą mniejszością jak na Brooklynie, obecny prezydent wygrał podobną przewagą. Manhattan, liczący ponad 1,6 mln

mieszkańców, zapewnił Obamie ponad 555 tys. głosów, mimo że biali to prawie połowa ludności, jednak w tej dzielnicy jedynie 20% mieszkańców posiada nieruchomość. Biedota wyżej wymienionych dzielnic, żyjąca poniżej poziomu ubóstwa, przekracza 20% mieszkańców. To oni najbardziej kochali swojego prezydenta. Na czas huraganu Obama przerwał kampanię wyborczą na kilkadziesiąt godzin. Kulturalnie z jego strony. Jako mądry i dobry gospodarz wydał rozporządzenie o natychmiastowym usuwaniu skutków huraganu i o likwidowaniu barier biurokratycznych. Chłop miał dobre chęci, ale błyskawiczne przywrócenie energii elektrycznej na Dolnym Manhattanie, czyli na Wall Street, nie zapewni mu zbyt wielkiej popularności wśród tych, którzy na niego głosowali cztery lata temu, a wśród których niewątpliwie znajdują się członkowie ruchu „Occupy Wall Street”, którzy – skoro nikt nie zajmuje się losem najbardziej poszkodowanych – przystąpili do „Occupy Sandy”. Nie nastroją ich optymistycznie pomysły władz, które w ramach elekcyjnych ułatwień zalecają internetowe ściąganie kuponów wybor-

WALCZĄC Z BRAKIEM PRĄDU, WODY, GAZU, BENZYNY, JEDZENIA I WODY DO PICIA, LUDZIE MOGLI JUŻ NIE MIEĆ CZASU, OCHOTY, A I W OBECNEJ SYTUACJI POLITYCZNO-SPOŁECZNEJ PRZEKONANIA DO OFIARNEGO POSZUKIWANIA LOKALU WYBORCZEGO CZY POCZTY.

czych, ich drukowanie i odnoszenie na pocztę nie później niż 6 listopada. Nikt jednak nie informuje, jak tego dokonać, kiedy się siedzi wzimnym, ciemnym mieszkaniu i słyszy, jak sąsiedzi walczą z włamywaczami. Może policja winna się jakoś bardziej zainteresować rejonami bez prądu? Tłumić objawy społecznego niezadowolenia za pomocą pał, gazu i końskich kopyt widać wymaga mniej odwagi, niż odwiedzenie ciemnego jak kopalniany szyb korytarza bloku komunalnego. Latarki i noktowizory im zalało? Bloomberg prosi o pieniądze, bo około 40 tys. mieszkańców Nowego Jorku ciągle jest bez dachu nad głową i mogą upłynąć tygodnie, zanim niektóre dzielnice zostaną na powrót podłączone do prądu. Władze wstydu nie mają. Połowa społeczeństwa amerykańskiego żyje nagranicy ubóstwa. Liczba nieubezpieczonych rośnie z dnia na dzień. Wywala się tryliony dolarów na zbrojenia i wojny. A nadrukowaną nadwyżkę przeznacza się na kampanię wyborczą, która za każdym razem kosztuje więcej, a przyciąga coraz mniej wiernych idei demokracji. Ponad70-procentowy udział uprawnionych dogłosowania w wyborach skończył się w latach 20. ubiegłego stulecia. Czyżby już wtedy ludzie przestawali traktować poważnie szopkę wyborczą? Czy liczba głosów nowojorskiej biedoty odsuniętej od głosowania najpierw z powodu naturalnej katastrofy, potem na skutek administracyjnej bezduszności, a może zamierzonego chaosu, będzie miała wpływ na wynik wyborów? Nie dowiemy się o tym zbyt szybko – głosy mają być liczone do 19 listopada. &

REKLAMA

LIFTING TWARZY BEZ SKALPELA www.VivaAgeless.com

Dr Halina Stec, M.D.

LEKARZ MEDYCYNY ESTETYCZNEJ

• Usuwanie zmarszczek twarzy, szyi i dekoltu • Modelowanie kształtu ust • Eliminacja: trądziku, brodawek, posłonecznych oraz starczych plam, poszerzonych naczynek • Usuwanie tłuszczu

• • • •

Leczenie nadpotliwości i migreny Terapia na łysienie i wypadanie włosów Odmładzanie - naturalne bioidentyczne hormony Leczenie impotencji, obojętności seksualnej uzupełnianie testosteronu

BOTOX • RESTYLANE • JUVEDERM • RADIESSE PILINGI MEDYCZNE • MEZOTERAPIA • SCLEROTERAPIA 336 East 30th Street New York, NY 10016

21 Randolph Street Yonkers, NY 10705

212-532-0259

914-968-7938

115 Nassau Avenue Greenpoint, NY 11222

619 Bronx River Rd. Yonkers, NY 10704

718-389-2121

914-589-7969


nowy dziennik

WEEKEND

| 10 LISTOPADA 2012

15

c NASZ HOROSKOP d

CO CIĘ CZEKA W TYM TYGODNIU BARAN

Miłość: Nadchodzący tydzień przyniesie

Baranom nowe znajomości i prawdziwe porywy serca, może uda się znaleźć kogoś bliskiego. Praca: Sprawy osobiste zdominują sprawy zawodowe. Uważajcie, bo może Was to drogo kosztować. Finanse: W finansach znajdzie się okazja do dorobienia do pensji, pieniądze przeznacz na kurs albo szkolenie. Zdrowie: Czas wrócić uwagę na dietę! Zdecydowanie za mało w niej warzyw i owoców.

RAK

Miłość: Będziecie czekali na wiadomość

od ukochanej osoby. Samotne Raki mają szansę na zdobycie serca osoby, która od dawna im się podobała. Praca: W pracy rutyna, jakieś działania podsumowujące, remanenty. Musicie być teraz bardzo uważni i ostrożni. Ktoś wśród współpracowników źle Wam życzy. Finanse: Będziecie mieli ochotę zaszaleć dla odreagowania stresujących sytuacji w pracy. Nie wahajcie się – możecie sobie teraz na to śmiało pozwolić. Zdrowie: Wskazana ostrożność na drodze. Emocje będą teraz złym doradcą. Samokontrola wskazana!

WAGA

Miłość: Wagi w związkach będą dążyć

do określenia, kto rządzi. Zdominują lub zostaną zdominowane. Samotnym Wagom romanse teraz nie w głowie. Praca: W pracy – konieczność odbycia praktyk, szkoleń, reorganizacji. Możliwy awans, ale tylko jeśli naprawdę na niego zapracujecie. Finanse: Poczujecie, że Wam brak środków, trzeba będzie zacisnąć pasa. Powstrzymajcie się od niepotrzebnych zakupów. Zdrowie: Uwaga na urazy dłoni oraz barków! Możecie przeciążyć stawy.

SKORPION

BYK

Miłość: Ten tydzień okaże się łaskawy dla Byków – jesteście teraz wyjątkowo atrakcyjni dla płci przeciwnej. Okazji do randek nie zabraknie. Praca: W pracy możliwy awans na stanowisko kierownicze, możliwe też, że zostaniesz obciążony dodatkowymi obowiązkami. Finanse: Awans zaowocuje dodatkową sumką na koncie, czas na długo odkładany zakup. Zdrowie: Pamiętajcie, żeby w miarę możliwości oszczędzać sobie stresów. jesteście bardzo podatni na jego negatywne skutki.

LEW

Miłość: Ten tydzień będzie dla Was, drogie Lwy, czasem refleksji. Możecie się czuć niedoceniane przez bliskich. Pora na poważną rozmowę z najbliższą osobą. Praca: W pracy nastąpi zmiana, możliwe, że otrzymasz zadania wymagające większej odpowiedzialności i samodzielności. Finanse: Finansowo nastąpi przegląd i planowanie wydatków, wskazana kontrola domowego budżetu. Zdrowie: Możliwa grypa lub przeziębienie, dlatego zamiast imprezować – lepiej spokojnie odpoczywajcie w domu.

Miłość: W związkach przyjdzie czas

na wyjaśnienia nieporozumień. Możliwe flirty w miejscu pracy. Uważajcie, żeby nie przesadzić. Praca: Trzeba będzie sobie odpuścić to, co było ustalone wcześniej, szef może zmienić plany. Finanse: Czekają Was teraz spore wydatki na dom, np. zakup sprzętów AGD, upiększanie, imprezy... Zdrowie: Zdrowie będzie w sam raz, jednak będziecie przepracowani, więc uwaga na krzyż! Mogą boleć plecy!

KOZIOROŻEC

Miłość: Koziorożce czeka w tym tygo-

dniu sielanka. Bliskie osoby będą teraz bardzo czułe i opiekuńcze. Praca: W pracy nerwowo, możliwa zmiana na gorsze. Bądźcie teraz wyjątkowo ostrożni i uważni – ktoś w pracy kopie pod Wami dołki. Finanse: Uwaga na złych doradców finansowych! To nie jest dobry czas na ryzyko nieudanych inwestycji! Zdrowie: W zdrowiu wszystko w normie, jednak należy zwrócić uwagę na nerki i gospodarkę płynów w organizmie. Nie przesadzajcie z piciem kawy.

WODNIK

Miłość: Nie będziecie narzekać w tym ty-

godniu. Dużo się będzie działo! Szykują się randki, a dla związków czas ocieplenia uczuć. Praca: Także sporo się będzie działo – pojawią się dodatkowe zlecenia i intratne propozycje, co przyniesie Wam dodatkowe korzyści materialne. Finanse: Finansowo nie będziecie narzekać, możecie spokojnie co nieco odłożyć albo i podarować komuś potrzebującemu. Zdrowie: Panujcie nad nerwami – możliwe drobne dolegliwości hormonalne wynikające z emocji.

STRZELEC

BLIŹNIĘTA

Miłość: W sprawach miłosnych Bliźnię-

ta poczują chęć wycofania się i przeanalizowania relacji. Możliwa konieczność podjęcia trudnej decyzji. Praca: W pracy będzie się dużo działo. Czeka Cię sporo obowiązków i natłok zadań. Przyłóżcie się teraz do pracy, bo Wasza pracowitość ma teraz szanse być wreszcie doceniona. Finanse: Możliwe wydatki na cele domowe, prawdopodobnie nie obejdzie się bez pomocy bliskiej osoby. Zdrowie: Uważajcie na to, co pijecie i ile pijecie, wątroba czasami. potrzebuje odpoczynku.

Miłość: W sprawach miłosnych możli-

PANNA

Miłość: W miłości Panny poczują jakieś braki, samotność zaboli dotkliwiej niż zwykle. Warto się przemóc i wreszcie wyjść do ludzi! W stałych związkach refleksyjnie i romantycznie. Praca: W pracy zmiany, planowanie nowych strategii rozwojowych, zmiany kadrowe. Uważajcie na to, co mówicie – jesteście teraz na cenzurowanym. Finanse: Będziecie musieli powalczyć o swoje, możliwe że o podwyżkę lub niestety o utrzymanie stanowiska Zdrowie: Zdrowie będzie znakomite, ale nie przeceniajcie swoich sił!

we tarcia – pamiętajcie żeby nie spierać się o drobiazgi. Samotni nie będą teraz w nastroju do romansów. Praca: W pracy – standardowo. Rutyna, porządki, remanenty, wyliczenia. Możliwe konflikty ze współpracownikami. Finanse: Finansowo całkiem nieźle, ale czekają Was niespodziewane wydatki. Zdrowie: Jeśli uprawiacie sport, uwaga na kontuzje!

RYBY

Miłość: W miłości samotne Ryby czeka

zastój. Związane zabarykadują się w swoich czterech ścianach, by w spokoju rozwiązać gnębiące ich od dawna problemy. Praca: Dużo stresów! Może być to spowodowane zaciętą rywalizacją w pracy, która pochłonie Wasze siły. Finanse: Finansowo – mały niedosyt, możliwe niezbędne wydatki na remonty czy sprzęt do domu lub samochodu. Zdrowie: W tym tygodniu przyda się jakoś odreagować stres, albo zająć czymś co zniweluje jego skutki. Może basen albo aerobik?


WEEKEND

nowy dziennik

| 10 LISTOPADA 2012

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

16

STARY MOŻE STANISŁAW KOKESZ

Hemingway napisał powieść „Stary człowiek i morze”. Jest polskie powiedzonko „Stary człowiek i może”, co ma inne znaczenie. Nieprzetłumaczalne, bo tylko w polskiej pisowni jest „rz” i „ż” o tym samym brzmieniu. Ale ja nie o tym. Raczej o tym, że stary człowiek może dowiadywać się ciągle czegoś nowego, jak ja o soldaritas. Podczas rewolucji w Meksyku, który odrywał się od Hiszpanii, był w armii rewolucyjnej oddział kawalerii kobiecej. Można powiedzieć jak amazonki z mitologii greckiej, ale różnice są duże. Solderitas miały uzbrojenie nowocześniejsze niż amazonki, mające miecze i włócznie, no i napadały na podróżnych, podczas gdy solderitas walczyły o niepodległość Meksyku. Dopiero niedawno dowiedziałem się także dziwnych rzeczy o włoskim malarzu późnego renesansu Caravaggio. Jego obrazy są chyba wyłącznie o tematyce religijnej, a jest ich mnóstwo we włoskich kościołach. Dziwne, że tyle namalować zdołał przy swoim trybie życia. Uciekał z Neapolu do Florencji, do Rzymu, do innych miast, siedział w więzieniu. Był bowiem pedofilem polującym na młodych chłopców, o czym wiedziała policja.

Policja wiedziała też, że gdy był w Neapolu, mieszkał z prostytutką. Podobno Lena Antonetti była piękna i miała duże powodzenie. Jeśli Caravaggio miał udział w jej dochodach, to był sutenerem. Na jego obrazach postacie kobiet pojawiają się rzadko, a święci są często półnadzy, szczególnie w scenach męczeństwa, których namalował sporo. Staruszka, która była niegdyś kostiumologiem w Hollywood, ogląda stare filmy i stare seriale, bo znała tam wtedy wszystkich. Oglądając, głośno komentuje, nawet gdy nikt jej nie słucha. – On niedługo potem umarł, zapił się na śmierć. Pił od czasu, gdy Carmen go rzuciła, wiedziałam, że taki będzie jego koniec. Chciała go Gloria, bo się właśnie rozeszła z Tonym, ale on jej nie chciał. Kapelusz na jej głowie ja projektowałam. Gloria bardzo ten kapelusz lubiła i nosiła w trzech filmach. Jej mąż staruszek też siedzi na kanapie przed telewizorem, ale oczy ma zamknięte, śpi. Zo-

baczyła, że już szósta, czas na lekarstwo, więc go budzi. Podskoczył i zaśpiewał: Tonight or never, Kiss me, my darling, Be my tonight. Łyknął pastylkę, popił wodą, znów zasnął. Była kostiumolog lubi, gdy ja jestem w pobliżu, bo udaję przez grzeczność, że słucham z ciekawością jej opowieści o dawnym Hollywood, gdzie pracowali także przy produkcji filmów jej rodzice i mąż. Obecne gwiazdy jej nie interesują, nie odróżnia Julii Roberts od Angeliny Jolie. Ja odróżniam. Gdy tylko zobaczyłem piękną panią psycholog, natychmiast nazwałem ją w myślach klonem Jolie. Miałem wielką ochotę powiedzieć: „ Moje serce zabiło jak dzwon. Jesteś kobietą z moich snów.” Nie powiedziałem. Kiedy Andrzej Łapicki był mniej więcej w moim wieku, wciąż czarował młode kobiety, ostatnia jego żona mogła uchodzić za wnucz-

POLKI MAJĄ ZWYCZAJ PISAĆ KSIĄŻKI O ZMARŁYCH MĘŻACH. MAGDA ZAWADZKA NAPISAŁA JUŻ DAWNO O HOLOUBKU. DANUTA WAŁĘSOWA NAPISAŁA O LECHU, CHOCIAŻ JESZCZE ŻYJE.

kę, ale Łapicki to był unikat, wyjątek, nikt się do niego nie umył. Młode kobiety wychodzą za staruszków miliarderów dla pieniędzy, dla spadku, ale ta młoda z pewnością nie wyszła za Łapickiego po to, żeby po jego śmierci napisać o nim książkę. Po prostu Polki mają zwyczaj pisać książki o zmarłych mężach. Magda Zawadzka napisała już dawno o Holoubku. Danuta Wałęsowa napisała o Lechu, chociaż jeszcze żyje. Przed laty widziałem tu klona Beaty Tyszkiewicz. Siedziała przy sąsiednim stoliku w kawiarni i rozmawiała. Mówiła wprawdzie po angielsku, ale zupełnie jak oryginalna Tyszkiewicz i tak samo gestykulowała. Klon idealny. Znałem oryginał, nie znałem klona. Tym razem odwrotnie, Angelinę znam tylko z ekranu, klona osobiście i cieszę się, że znam. Gdy poznawaliśmy się bez podawania rąk z klonem Angeliny, powiedziała swoje imię niewyraźnie i nie wiem, jakie imię mam sobie wytatuować. Żartuję oczywiście, nigdy nic sobie nie tatuowałem. A ona będzie dla mnie tylko dalekim obiektem do oglądania, jak pani Lala dla Starszych Panów Dwóch. Z daleka patrzyli na jej uda, według nich najpiękniejsze w świecie. Martwili się, że w zimie będzie w dłuższej spódniczce i nie będą widzieli jej ud. Nie widzę ud pani psycholog, chodzi w spodniach. Przytul mnie, oddal ode mnie strach, Noc jest jak wielki pająk, który czyha na nas, &


nowy dziennik

WEEKEND

| 10 LISTOPADA 2012

17

ROMAN DWORECKI, M.D.P.C. 4G 25% OFF 718.383.7778 NAJSZYBSZY

NETWORK w AMERYCE

akcesoria

832 MANHATTAN AVE., BROOKLYN, NY 11222 SPECJALISTA CHORÓB PRZYZĘBIA I IMPLANTÓW ZĘBOWYCH

PARADONTOLOG URSZULA KOROL, D.D.S. BOARD CERTIFIED, (DIPLOMATE OF AMERICAN BOARD OF PERIODONTOLOGY)

• ZAPOBIEGANIE I LECZENIE PARADONTOZY

(KIESZONKI DZIĄSŁOWE, KRWAWIENIE DZIĄSŁOWE, RUCHOMOŚĆ ZĘBÓW)

• IMPLANTY ZĘBOWE • REGENERACJA - ODBUDOWA KOŚCI WOKÓŁ ZĘBÓW • WSZCZEPY KOSTNE - ODBUDOWA WYROSTKA ZĘBODOŁOWEGO

• CHIRURGIA PLASTYCZNA DZIĄSEŁ

- PRZESZCZEPY DZIĄSEŁ WOKÓŁ OBNAŻONYCH SZYJEK ZĘBOWYCH - KOREKTA PRZEROSTU DZIĄSEŁ • STABILIZACJA RUCHOMYCH ZĘBÓW • SZCZEGÓŁOWE BADANIE GŁOWY I SZYI W CELU WYKRYCIA RAKA JAMY USTNEJ I PATOLOGII STAWU SKRONIOWO-ŻUCHWOWEGO

OKULISTA

DIPLOMATE OF THE AMERICAN ACADEMY OF OPHTHALMOLOGY

- kompletne badanie oczu - operacje katarakty - operacje jaskry - operacje laserowe w gabinecie - operacje oczu przy cukrzycy - badanie pola widzenia

r nte zi

t ne

m .co MD c z Do cki wi c w ó o m .Z wore Za w ww an D m Ro e prz ytę

Doktor współpracuje z New York Eye and Ear Hospital i Beth Israel Hospital na Manhattanie. Pacjenci z całego świata przyjeżdzają do dr. Dworeckiego na operacje. Większość ubezpieczeń honorowana, lekarz należy do unii 32B-J

Manhattan 409 East 14 Street (róg 1 Ave.)

NYC, NY 10009 212.677.3200

DR. KOROL JEST JEDYNĄ POLSKĄ SPECJALISTĄ-PARADONTOLOGIEM, ABSOLWENTKA NEW YORK UNIVERSITY, DEPARTAMENT PARADONTOLOGII I IMPLANT DENTISTRY W CELU UMÓWIENIA SIĘ NA WIZYTĘ PROSZĘ DZWONIĆ POD NR:

212.888.2008

57 W. 57 Street, SUITE 805, NYC, NY 10019 (Między 5 i 6 Ave.)

OD PONIEDZIAŁKU DO PIĄTKU metro L do 1 Ave.

LEKARZ ALERGOLOG Dr. MONIKA I. WORONIECKA, M.D. Specjalista ALERGOLOG dla doros∏ych i dzieci (z wieloletnim doÊwiadczeniem)

• Specjalistyczne skórne testy na alergie • Szczepienia odczulajàce, alergie Êrodowiskowe • Katar sienny, przewlek∏y kaszel i astma, alergiczne choroby zatok, uszu, oczu i skóry • Uczulenia na pokarmy, ostre reakcje uczuleniowe, uczulenia na ukàszenia przez owady • Zaburzenia uk∏adu odpornoÊciowego • Testy wydolnoÊci p∏uc Ubezpieczenia honorowane

Brooklyn:

115 Nassau Avenue (Greenpoint)

718.389.6950

Nassau:

125 Plandome Road (Manhasset), Long Island

516.570.0528

DR INESSA BOROCHOV D.P.M. LEKARZ PODIATRA, CHIRURG STÓP w North Shore University Hospital

CHIRURGIA

Wrastające paznokcie, rekonstrukcja stopy, “Halluksy”, narośla, odciski, kurzajki, „ostrogi”.

ORTOPEDIA:

Złamania, urazy stóp/stawów skokowych, zapalenia mięśni, zwyrodnienia stawów, lecznicze wkładki ortopedyczne po pełnym badaniu biomechanicznym, wady wrodzone noworodków, szpotawe nóżki, płaskostopie.

• DOROŚLI • DZIECI • NOWORODKI DERMATOLOGIA

REKLAMUJ SIĘ W WEEKENDZIE Dział Reklamy i Marketingu, Dyr. Delfina Kozimor: Tel: 212-594-2266 wew. 304 e-mail: displays@dziennik.com.

Grzybice skóry oraz paznokci, uczulenia, zmiany nowotworopodobne skóry, zapalenia.

LECZENIE I PIELĘGNACJA STÓP PACJENTÓW CHORYCH NA CUKRZYCĘ

63-61 99th St., Suite G1 • Rego Park, NY 11374 • TEL. (718) 896-5953 (Wejście od 63 Drive)


18

WEEKEND

nowy dziennik

| 10 LISTOPADA 2012

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

c ROZMOWA NA WEEKEND d

WŁAŚCICIELKA AGENCJI MODELEK:

PIERWSZE DZIEWCZYNY ZNAJDOWAŁAM NA PRZYSTANKU "Nigdy nie wiesz, kiedy i gdzie znajdziesz przyszłą gwiazdę" – mówi właścicielka czołowej polskiej agencji modelek Avant Models, Małgorzata Leitner. Mówi nam, jak odkryła niektóre ze swoich modelek. Przepraszam, czy też jesteś modelką?

c MAŁY ATLAS PSÓW d

Kiedyś nią byłam. Szybko jednak założyłam własną agencję i od siedmiu lat zajmuję się karierami innych dziewczyn.

Dziewczyny marzące o karierze w modelingu same się do was zgłaszają, ale przecież musicie też wychodzić z biura, by znaleźć nowe twarze.

Oczywiście, wychodzimy do dziewczyn. Nie siedzimy i nie czekamy, aż same przyjdą. Sama na początku "skautowałam" na ulicy. Pierwsze modelki, które trafiły do mojej agencji znajdowałam chociażby na przystanku autobusowym. Nigdy nie wiesz, kiedy i gdzie znajdziesz przyszłą gwiazdę. Często też podróżujemy. Jestem dumna z tego, że nie ograniczamy się tylko do Warszawy. 95 proc. moich podopiecznych jest spoza stolicy. Dużo dziewczyn trafia z polecenia naszych znajomych, gwiazd. Współpracujemy też firma Esotiq, która udostępnia butiki w bardzo atrakcyjnych miejscach, dokąd dziewczyny mogą się zgłosić. Tam robione są im zdjęcia, nie muszą od razu przyjeżdżać do Warszawy. Dział skautingu non stop organizuje castingi. Sama w ciągu ostatnich lat odwiedziłam wiele miast. Jak dużo dziewczyn puka do twojej agencji? Ile z tych dziewczyn zostaje później przyjętych do agencji?

Odzywa się do nas dużo dziewczyn. Niektóre piszą nawet za pośrednictwem Facebooka. Każda dostaje odpowiedź, czy to na "tak", czy na "nie". Kontrakty podpisujemy później z niewielkim odsetkiem modelek, ponieważ musimy się ograniczać. Mamy elitarne grono modelek, które otaczamy najlepszą opieką. Zachęcam mimo wszystko, aby dziewczyny pisały do nas i przychodziły na castingi. Często te, które były najmniej pewne siebie i najmniej spodziewały się, że będą mogły zrobić karierę, teraz są na okładkach "Vogue'a". Zdarza się też, że dziewczyny, które nie nadają się do bycia modelką na wybieg, mają potencjał do pracy w telewizji. Wtedy kierujemy je do agencji, które naszym zdaniem są godne polecenia. Tak, by ich talent się nie zmarnował.

Moss. Były bardzo szczupłe, wręcz o chłopięcych sylwetkach. Takie modelki królowały na wybiegach i zgarniały największe kontrakty. W momencie, kiedy gospodarka ma się trochę gorzej, klienci zwracają się do dziewczyn o bardziej komercyjnej urodzie, pełniejszych kształtach i bardziej seksownych. Takich, które przypominają wyglądem supermodelki z lat 90. Obserwując branżę od lat 50., można zauważyć, że gdy tylko sprzedaż maleje, klienci są bardziej skłonni do zatrudniania klasycznych piękności typu Cindy Crawford czy Heidi Klum. Czy możesz opowiedzieć trochę więcej o niecodziennych okolicznościach, w których odkrywałaś swoje modelki?

Jedną z pierwszych spotkałam na przystanku w podwarszawskim Izabelinie. Dziewczyna wracała ze studniówki, a ja wracałam z lokalu wyborczego. Gdy tylko ją zobaczyłam, zatrzymałam samochód i podbiegłam do niej. Licealistka była trochę zmieszana, ale przyjęła wizytówkę. Zgłosiła się później do agencji i po pół roku była już w Japonii. Kolejną modelkę odkryłam na placu Konstytucji w Warszawie. Wracałam z uczelni. Obie się za sobą obejrzałyśmy. Spytałam ją: "Chcesz być modelką?". "Tak!" – odpowiedziała bez chwili zastanowienia. I tak zaczęła się jej kariera. Z kolei Angelika Kwiatkowska, która przyjechała z Włocławka z wycieczką klasową, została zauważona w centrum handlowym. Dzisiaj reklamuje Avon i Nivea. Mam w zanadrzu wiele takich fantastycznych historii. Podobno z Zosią Nowak też wiąże się niesamowita historia.

Zosia została wypatrzona na mszy w jednym z gnieźnieńskich kościołów. Na jednej była oglądana, a po drugiej odnaleźliśmy ją na Facebooku i zaprosiliśmy na spotkanie. Co jest niesamowite, Zosia nie była pewna, czy może być modelką. W tej chwili ma na koncie sesje dla najlepszych magazynów na świecie, w tym "Vogue", "Harper's Bazaar" i "Madame Figaro". Jednym słowem, nie znasz dnia ani godziny, gdy ktoś podejdzie do ciebie i zapyta, czy chciałabyś zostać modelką. Rozmawiał: Andrzej Grabarczuk

Typ urody modelek zmienia się na przestrzeni ostatnich lat. Jakie dziewczyny są teraz najbardziej rozchwytywane?

Do niedawna panowała era dziewczyn androgenicznych, którą zapoczątkowała Kate

Małgorzata Leitner – właścicielka i założycielka agencji modelek Avant Models. Agentka top modelek, m.in. Joanny Krupy i Kasi Struss. Z wykształcenia ekonomistka. W przeszłości pracowała jako modelka.

KOMONDOR

Komondor to pies pasterski pochodzący z Węgier. Nazwa Komondor jest nazwą stosowaną w literaturze od 1544 roku. Wspominany tam jest jako stróż stad bydła. W roku 1910 rozpoczęła się selektywna hodowla tej rasy na Węgrzech.

UŻYTKOWOŚĆ

Pomimo swojego pierwotnego przeznaczenia – wypas owiec – jest to rasa doskonale przystosowująca się do pobytu w domu. Psy te z taką samą radością przebywają na zewnątrz, gdzie pełnią rolę stróża, jak i w domu, gdzie wylegują się u stóp swego pana. Niejako przypisaną przez naturę rolą komondora jest dozorowanie. Cicha, czujna, całodobowa służba wartownicza to obowiązek, którego wypełnianie jest dla psa przyjemnością. Na pewno też rasa ta nie nadaje się do utrzymywania wyłącznie w ciasnym mieszkaniu. Dom z niewielkim nawet ogrodem, to absolutne minimum.

ZACHOWANIE I CHARAKTER

Są to psy bardzo inteligentne. Uczą się błyskawicznie. Wiele radości przyniosą komondorowi, jak i jego panu, psie sporty. Jedno jest pewne – z komondorem powinniśmy pracować od chwili nabycia tej słodkiej białej kuleczki. Wyrasta z niej bowiem ogromny pies o bardzo mocnym charakterze. Nie należy tolerować żadnych objawów dominacji lub agresji. Ważna jest też jak najwcześniejsza socjalizacja. Należy zabierać psa w jak najwięcej miejsc. Obyty i wychowany komondor nie będzie stwarzał problemów. Komondor jest wspaniałym towarzyszem człowieka. Na codzień jest psem cichym i niekłopotliwym. Właściciel takiego psa może się czuć przy nim bezpiecznie, gdyż samym swoim wyglądem wzbudza respekt. W razie zagrożenia nie zawaha się użyć swego "garnituru" zębów. Jego atak jest bezgłośny i zdecydowany. Odwaga i zadziwiająca zwinność pozornie ociężałego komondora robi wrażenie. Gęsta sierść chroni go przed zębami potencjalnych napastników. To cecha, dla której był tak cennym obrońcą stad – nawet wilcze kły nie były w stanie wyrządzić mu krzywdy. Dla osób, które zna, jest psem bardzo przyjaznym. To dobry towarzysz do zabaw dla dzieci – oczywiście pod kontrolą osób dorosłych, co zresztą powinno dotyczyć wszystkich psów, bez wyjątku.

do czyścioszków, biel sierści z biegiem czasu staje się umowna, należy jednak pamiętać o pierwotnym przeznaczeniu psów tej rasy; w stadzie owiec były one nie do odróżnienia z wyglądu, a nawet z zapachu, dla ewentualnych napastników. Brak okresowego linienia jest tu również niebagatelną zaletą. Sierść posiada zadziwiającą "funkcję" samooczyszczania. Jedynym obowiązkiem właściciela jest rozdzielanie dredów. Zaletą komondorów jest też bardzo dobre zdrowie i odporność na wszelkie warunki. Dzięki swej specyficznej szacie bez żadnych problemów mogą spędzać cały dzień na zewnątrz. Sierść chroni je zarówno przed upałami, jak mrozami czy deszczem. (opr. JL)

WŁAŚCICIEL TAKIEGO PSA MOŻE SIĘ CZUĆ PRZY NIM BEZPIECZNIE, GDYŻ SAMYM SWOIM WYGLĄDEM WZBUDZA RESPEKT.

PIÓRKIEM W SEDNO

SZATA I UMASZCZENIE

Najbardziej charakterystyczną cechą tej rasy jest szata. Sierść poskręcana jest w sfilcowane sznurki przypominające dredy. Tego typu szata była dla przodków komondora doskonałą izolacją zarówno przed skwarem, jak i niskimi temperaturami.

ZDROWIE I PIELĘGNACJA

Jedną z zalet komondora jest to, że nie trzeba go czesać ani kąpać. Komondor nie należy

ILUSTRACJA: WOJCIECH KOZAK

Myślę, że na rynku, który istnieje od dwudziestu lat, skauting jest nieźle rozwinięty i działa coraz lepiej. Czołowe agencje mają swoich ludzi, tzw. skautów, którzy zajmują wyszukiwaniem nowych twarzy. Organizują castingi w terenie, konkursy, w których biorą udział kandydatki na modelki. W Avant skautingiem zajmuje się Kasia Rykała. Spotyka się z kandydatkami i wymienia z nimi maile. Mimo że ostatecznie to ja zatwierdzam dziewczyny, które mają podpisać kontrakt, Kasia jest tą osobą, która mi je rekomenduje. Warto, więc dobrze się prezentować od samego początku.

ZDJĘCIE: PAP/STACH LESZCZYŃSKI

W przeszłości ktoś dał ci szansę. Teraz to ty możesz zrobić z anonimowej dziewczyny gwiazdę wybiegów. Jak polskie agencje radzą sobie z wyszukiwaniem nowych twarzy?

TOSS UP


nowy dziennik

WEEKEND

Serdecznie zapraszamy do GABINETU OKULISTYCZNEGO

Dr. Violetta Zaleska, M. D. Diplomate of the American Board of Allergy, Asthma & Immunology.

NOWOCZESNE METODY LECZENIE WAD I CHORÓB OCZU (jaskra, kontrola chorych na cukrzyce, badanie dna oka, pomiar

SPECJALISTYCZNE LECZENIE DOROS¸YCH I DZIECI

ciśnienia sródgałkowego oraz komputerowe badanie pola widzenia).

Konsultacja i kwalifikacja do zabiegu laserowej korekty wad wzroku oraz usuwania zaćmy.

PEŁNY ZAKRES OPIEKI OKULISTYCZNEJ DOROSŁYCH I DZIECI

NAJNOWSZA DIAGNOSTYKA CHORÓB UK¸ADU ODDECHOWEGO

• dobór soczewek kontaktowych • wysoka jakość szkieł korekcyjnych • duży wybór oprawek: PRADA, DIOR, RAY BAN, TOM FORD, OLIVER PEOPLES • okulary przeciwsłoneczne; akcesoria optyczne oraz okulistyczne badania dla kierowców (DMV)

• kontrola kataru siennego • choroby uk∏adu oddechowego: astma, chroniczny kaszel, katar, zapalenia ucha i zatok • szczegó∏owe testy alergiczne • choroby skóry • alergie pokarmowe, uczulenia na leki • badania wydolnoÊci p∏uc • zaburzenia uk∏adu odpornoÊciowego • skuteczne odczulanie alergii na py∏ki roÊlin, kurz i zwierz´ta

909 Manhattan Ave. Brooklyn NY 11222

tel.718.389.0333

pon. – pt.: 10 rano – 7 wieczorem sobota: 9 rano – 5 ppoł.

Doktor mówi po polsku.

GREG KOZIKOWSKI, M.D. Assistant Professor of Anesthesiology Diplomate of American Board of Anesthesiology Board Certified in Pain Management

Tel.: 718.349.6160 Tel.: 973.474.2505

Profesor - Specjalista

Wyk∏adowca w Katedrze Uniwersyteckiej New York University School of Medicine • Bóle kr´gos∏upa, szyi, nóg i ràk • Bóle korzonkowe • Bóle reumatyczne, artretyzm, rwa kulszowa • Wypadanie dysku, bóle pleców i l´dêwiowe • Bóle stawów, naciàgni´cia

Leczenie farmakologiczne, inwazyjne i akupunktura Przyjmuje w gabinetach: W PONIEDZIA∏KI I SOBOTY W ŚRODY

Charles J. Ptak, D.D.S.

SPECJALISTA-CHIRURG SZCZ¢KOWY BEZBOLESNE ZABIEGI IMPLANTY POD NARKOZÑ DENTYSTYCZNE • BEZBOLESNE USUWANIE Z¢BÓW • IMPLANTY - NADBUDOWA KOÂCI SZCZ¢KOWEJ • LECZENIE KANA¸OWE RESEKCJE • INFEKCJE JAMY USTNEJ I PROFILAKTYKA RAKA • T.M.J. CHRONICZNY BÓL SZCZ¢KI • ZABIEGI PO USZKODZENIACH I ZRANIENIACH TWARZY ORAZ BIOPSJA TKANKOWA

COMPREHENSIVE PAIN MEDICINE PC

tel: 718 349 1221

60-51 69 AVENUE RIDGEWOOD, N.Y. 11385

tel: 718 381 3456

wi´kszoÊç ubezpieczeƒ akceptowana www.painpanacea.com

BORO PARK GABINET CZYNN Y: poniedzia∏ek od 2:00-7:00 wiecz. Êroda od 2:00-7:00 wiecz. piàtek od 2:00-7:00 wiecz. sobota od 10:00-3:00 ppo∏.

POLSKI GABINET LEKARSKI

Jerzy Wawerski, MD Specjalista chorób wewn´trznych

57-02 11th Ave., BROOKLYN, NY 11219

Tel: 718.435.5830

RIDGEWOOD GABINET CZYNN Y: wtorek od 5:00-8:00 wiecz. czwartek od 5:00-8:00 wiecz. piàtek od 9:00 rano-12:00 sobota od 5:00-8:00 wiecz.

66-57 Forest Ave. RIDGEWOOD, NY 11385

Tel: 718.381.3766

Wi´kszoÊç ubezpieczeƒ honorowana (n.p. Aetna, Medicare, 1199)

KOMENTARZ? POMYSŁ? OPINIA? NAPISZ DO NAS: listy@dziennik.com

134 Greenpoint Ave., Brooklyn, NY

1136 Clifton Ave., Clifton, NJ ubezpieczenia honorowane

Leczenia Bólu

GREENPOINT DOCTORS, MGT. INC. 146 NORMAN AVE BROOKLYN, NY 11222

19

LEKARZ ALERGOLOG

dr Michał Kiselow OD

Większość ubezpieczeń medycznych, optycznych i unijnych honorowana

| 10 LISTOPADA 2012

TEL:

718.383.5551

www.drptak.com VISA • MASTER CARD • AMERICAN EXPRESS

92 Norman Avenue

Greenpoint, NY 11222


20

WEEKEND

nowy dziennik

| 10 LISTOPADA 2012

c DZIAŁ ODZIEŻOWY d

DRUGA SKÓRA I NOWE KORONKI BOŻENA CHLABICZ

Akurat w tej chwili w Nowym Jorku i okolicach modę dyktuje potrzeba chwili, więc najpopularniejsze modele butów to kalosze, a z dodatków największym wzięciem cieszą się gumowe rękawice. mal dorównującej popularnością burgundom odmiany koloru pomarańczowego (Carolina Herrera). Jedynie Donna Karan w swojej firmowej kolekcji sprzedawanej w utrzymanym w stylu zen butiku na Upper East Side, uczyniła kilka odstępstw od kolorystycznego konserwatyzmu, obok czarnych małych czarnych proponując ich odmianę czerwoną i szaroperłową. Kolejnym ważnym trendem jesieni 2012 w sektorze sukienek wizytowych jest skóra, a następnym – koronki. Ideałem sezonu jest kreacja łącząca w tym samym egzemplarzu obie wiodące tendencje. Oczywiście, coś takiego istnieje. Kiecki ze skóry uzupełnionej koronką oferuje w swoich firmowych salonach na Madison i na Soho były asystent Michaela Korsa, wychowanek Parson’s School of Design, Derek Lam. Że zaś jest on także autorem najpiękniejszej w tym sezonie kolekcji jesienno-zimowej utrzymanej w śnieżnej bieli, szczególnie warto zajrzeć do któregoś z jego dwóch nowojorskich butików. Choćby po inspiracje, które potem zrealizować można w Century 21, H&M czy Zarze. Tym bardziej, że oba jego sklepy to perły nowoczesnej architektury i sztuki designerskiej. Obydwa projektowała japońska firma SANAA, ta sama, która stworzyła koncepcję The New Museum. Oba przypominają więc coś pomiędzy szklanym labiryntem a akwarium dla delfinów. Skórzane sukienki ze wstawkami ze (skórzanej!) koronki i czarne na pomarańczowym podbiciu oferuje także Thakoon Panichgul, ko-

lejny absolwent Parson’s School, wylansowany przez Annę Wintour, a promowany przez aktualną Pierwszą Damę, Michelle Obamę. Konfekcję Thakoona sprzedaje kilka nowojorskich butików, w tym otwarty niedawno niewielki dom towarowy Fivestory na Upper East Side, leżący w sąsiedztwie sklepów firmowym Ralpha Laurena i Metropolitan Museum. Sam w sobie wart obejrzenia, bo jego wnętrza w przystosowanej do funkcji handlowych manhattańskiej kamienicy bardziej niż sklep z konfekcją przypominają kameralne muzeum. Wracając zaś do trendów, to obok bur-

gunda, bieli, skóry i koronek w modzie jest także aksamit, duże wykładane kołnierze oraz desenie na motywach aligatora lub pytona, stanowiące niezamierzone nawiązanie do aktualnych, wodno-błotnych okoliczności przyrody Nowego Jorku i okolic.

Natomiast co do tradycyjnych małych szarych, ciemnobłękitnych, czerwonych i czarnych, to ich najlepszym źródłem jest, i pewnie jeszcze długo pozostanie, marka Calvin Klein. Szyte w Chinach sukienki CK z kolekcji basic są niedrogie (około 50 dolarów za egzemplarz) i uniwersalne, a kupić je można niemal wszędzie, choć głównie w Century 21 oraz sieci sklepów Loehmanns. Do takiej małej w zupełności wystarczą dodatki mieszczące się w aktualnych trendach (na przykład skórzane bolerko, burgundowa torebka nabijana metalowymi nitami czy koronkowe rękawiczki). Spokojnie powisi w szafie przez kolejną dekadę.

SUKIENKI ZE SKÓRY UZUPEŁNIONEJ KORONKĄ OFERUJE W SWOICH FIRMOWYCH SALONACH NA MADISON I NA SOHO BYŁY ASYSTENT MICHAELA KORSA, WYCHOWANEK PARSON’S SCHOOL OF DESIGN, DEREK LAM.

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

Natomiast tam, gdzie wciąż nie działa ogrzewanie najlepiej sprawdzają się włóczkowe swetry, czapki i szaliki. W tej sytuacji pisanie o trendach w dziedzinie konfekcji na okazje towarzyskie jest chyba nie bardzo na miejscu. Z drugiej strony, na zalanym Manhattanie najbardziej ucierpiał handel (sklepy przeważnie mieszczą się na zalanych parterach kamienic), więc najlepszą metodą na pomoc poszkodowanym przez huragan firmom odzieżowym są zakupy. Ekonomiści dyskutujący w mediach o skutkach rujnującej miasto nawałnicy, przy całym współczuciu dla ofiar już prognozują, że owo to nieszczęście może, paradoksalnie, okazać się korzystne dla amerykańskiej gospodarki. Produkt Krajowy Brutto to przecież mniej więcej to samo, co suma wydatków. Toteż większe szkody oznaczają wyższe nakłady na ich likwidację. Trzeba będzie wyrzucić zawartość szafy zatopionej w basemencie i uzupełnić braki, na czym zarobią krawcy i sprzedawcy. Gdyby nie huragan, zwłaszcza w sytuacji, gdy większość amerykańskich kobiet na co dzień i od święta preferuje spodnie, to jedyną sukienką wyjściową jaką mają w garderobie pozostałaby na kolejną dekadę jakaś przedpotopowa mała czarna. Jak już ruszy metro i skończą się problemy z benzyną, trzeba się będzie wybrać na zakupy. Warto przedtem sprawdzić, jak kształtują się aktualne trendy w dziedzinie konfekcji wizytowej, co o tyle istotne, że w aktualnym sezonie rolę little black dress odgrywa little burgundy dress, czyli wciąż mała, ale nie czarna, tylko burgundowa. To taka ciemna, nasycona odmiana czerwieni z domieszką fioletu. Jak czerwone wino z Burgundii. Urok burgunda okazał się tej jesieni tak nieodparty, że ulegli mu nawet niektórzy projektanci nowojorscy, ale głównie New New Yorkers – Nanette Lepore, duet stojący za marką Rag and Bone czy Jason Wu. Szczególnie oryginalne impresje na temat burgunda stworzył Alexander Wang, którego sklep firmowy na SoHo pewnie też ucierpiał z powodu huraganu (ale futrzany hamak, który stanowi jedną z większych atrakcji niezwykle interesującego butiku Wanga, miejmy nadzieję, jednak nie odpłynął). Rdzenni New Yorkerzy pozostali jednak wierni małym czarnym, z ewentualnymi niewielkimi odstępstwami na rzecz ciemnego błękitu (DKNY, Marc Jacobs, Michael Kors) czy nie-

Nowy Dziennik 2012/11/10 Weekend  

Od ponad 40 lat Nowy Dziennik utrzymuje pozycję największej i najbardziej prestiżowej polskojęzycznej gazety codziennej w USA. Redagowany i...