Page 1

Przegląd Polski MIESIĘCZNY

DODATEK KULTURALNY nowego

dziennika

PAŹDZIERNIK 2012

7 nominacji do nagrody literackiej

NIKE 2012

O nauczaniu w USA historii Europy Wschodniej mówi prof. Timothy Snyder

Dzielne kobiety w filmie Liliany Komorowskiej Teresa Bętkowska

Wratislavia Cantans Od renesansu po XX wiek Agata Adamczyk


2 Przegląd Polski

“Nie przesadzać w żadną stronę”

DODATEK KULTURALNY nowego

dziennika

PAŹDZIERNIK 2012

Z Timothym Snyderem, profesorem historii na Yale University, rozmawia Andrzej Józef Dąbrowski

Wiem, że kiedy wybierał się do Polski, osoby z jego otoczenia sugerowały mu, żeby przeczytał moją książkę Skrwawione ziemie. Ale nie wiem, czy sięgnął po nią.

Co należy zrobić, żeby zwiększyć zainteresowanie historią w Ameryce i Europie?

Nauczanie historii jest trudną sztuką. My, historycy, mamy poszczególne wydarzenia nie tylko dobrze wyjaśnić, ale i opisać. Nie zawsze się to udaje w stopniu zadowalającym. Niemniej są historycy, którzy piszą w sposób zwięzły i atrakcyjny literacko. Wydaje mi się, że teraz historia staje się popularniejszą nauką od innych dyscyplin humanistycznych. Zwłaszcza historia XX wieku, która jest wyjątkowa, bo to, co się stało w latach 30. i 40., w jakimś stopniu dotyczy osób, które wtedy żyły, a także osób z drugiego, trzeciego i czwartego pokolenia.

Nie irytuje jednak pana jakże często teraz spotykana nieznajomość podstawowych faktów historycznych? Nie tylko wśród młodzieży.

Jak to się stało, że zajął się pan właśnie Europą Wschodnią?

Stawało się to stopniowo. W roku 1989 miałem 19 lat i już wtedy byłem świadom, jak ważna jest polska Solidarność. Nie bez znaczenia było to, że studiowałem u ludzi, którzy znali historię tego regionu. We wczesnych latach 90. mogłem już po nim podróżować. Poznawałem tamtejszych ludzi i uczyłem się tamtejszych języków. Miałem też bezpośredni kontakt z ciekawymi osobami z tamtejszej inteligencji. Wciągały mnie problemy państw, które zrzucały komunizm, zacząłem zatem głębiej poznawać ich historię. Dlaczego, pana zdaniem, wkład Polaków w rozgromienie hitleryzmu jest pomijany lub często lekceważony przez historyków amerykańskich i zachodnioeuropejskich? Najlepszym przykładem może być bitwa pod Monte Cassino, opisywana głównie pod kątem walk aliantów, z pominięciem albo ze zdawkowymi uwagami o walce i zwycięstwie Polaków.

Nie wiem, dlaczego koledzy piszą tak, jak piszą. Przez 45 lat po wojnie Polska jakby nie Nie mogę sobie pozwolić na irytację. Po pro- istniała w ich świadomości. Myślę też, że postu zakładam, że moi studenci, nawet ci naj- mijanie Polski mogło wynikać z pewnego pointeligentniejsi, nie znają historii. I moim obo- czucia winy. Jej powojenny los przypominał wiązkiem jest uczenie jej od fundamentów. aliantom, że ich zwycięstwo w II wojnie świaOczywiście uczenie wszystkiego od początku towej nie było pełne. Dla Amerykanów Poljest trudniejsze, niż koncentrowanie się na wy- ska napadnięta przez dwóch wrogów, potem branych epokach lub zagadnieniach, ale jako walcząca z Niemcami i w końcu pozostawionauczyciel akademicki nie mam po prostu in- na po 1945 roku swojemu losowi, jest przynego wyjścia. krym i niewygodnym dylematem. Jaki jest pana zakres uczelnianych zadań?

Odpowiadam za nauczanie historii Europy Wschodniej. Ściśle mówiąc za terytorium między Niemcami a Rosją i terytorium między Bałtykiem a Morzem Czarnym. Zajmuję się również samymi Niemcami i Rosją. Czym pan tłumaczy fakt, że dzieje tej części Starego Kontynentu w niewielkim stopniu były dostrzegane przez historyków amerykańskich?

Przed II wojną światową ten region był postrzegany po prostu jako naturalna część Europy. Wschodnią Europą stał się po 1945 roku. Nie było łatwo tam się dostać, nie było też łatwo przeprowadzać tam badania. Zatem uwaga dwóch pokoleń historyków amerykańskich skoncentrowała się na Europie Zachodniej i Południowej. Ja sam byłem na niej wychowany. Teraz można wszędzie bez trudu się poruszać, zatem i prowadzenie badań jest łatwiejsze. Jest już nowe pokolenie historyków, które chce uzupełnić historię tego regionu. Ja do niego należę.

Jak to było możliwe, że bohaterowie, tacy jak Jan Karski czy Witold Pilecki, są dopiero dzisiaj odkrywani przez amerykańskich historyków?

Nie bez znaczenia była silna propaganda komunistyczna uprawiana w okresie zimnej wojny. Wedle niej ci, którzy nie byli komunistami, byli na prawicy. A jak byli na prawicy, to byli faszystami. I w końcu postacie takie jak Pilecki zostały zapomniane. Ale teraz się to zmienia. Sam niedawno recenzowałem na łamach New York Timesa książkę Pileckiego The Auschwitz Volunteer.

Jak zrodziła się idea pana książki “Skrwawione ziemie”?

Zrodziła się z przeświadczenia, że skoro nikt się tego nie podejmuje, to właśnie ja powinienem przedstawić tragiczne losy ziem, które znalazły się w kleszczach totalitaryzmu, z jednej strony hitlerowskiego, z drugiej stalinowskiego. W tym przypadku uważałem, że nie mogę ograniczać się tylko do granic narodowych i tradycyjnych problemów. Chodziło mi o przed-

TIMOTHY SNYDER – profesor historii na Uniwersytecie Yale – doktorat uzyskał w Oxfordzie w roku 1977. Odbył staże naukowe w Paryżu, Wiedniu i na Harvardzie. Jest ekspertem w dziedzinach Europy Wschodniej i II wojny światowej, opublikował liczne książki i artykuły w czasopismach, jak New York Review of Books, Times Literary Supplement, New Republic, Prospect and the Nation. Na Yale prowadzi zajęcia z zakresu współczesnej historii politycznej Europy Wschodniej. W następnym roku będzie prowadził zajęcia z tematów Europa Wschodnia przed 1914 i Europa Wschodnia po 1914, jak również seminaria doktoranckie na tematy

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

Czy to prawda, że czyta pana prezydent Obama?

Timothy Snyder został uhonorowany w tym roku przez Instytut Piłsudskiego w Nowym Jorku Medalem im. Wacława Jędrzejewicza za wybitne osiągnięcia w dziedzinie historii

stawienie pełnej skali tego, co się stało w Europie Wschodniej. Nie uświadamialiśmy jej sobie przedtem. Jak pan dotarł do tak wielu przerażających danych o popełnionych tam zbrodniach?

Przedtem nie mieliśmy do nich dostępu, dziś mamy. Bardzo pracowicie zbierają je historycy niemieccy, penetrując niemieckie archiwa. Do swych danych docierają także historycy rosyjscy, udostępniając je potem innym, nie wyłączając polskich badaczy. Wcześniej interesował się pan walką o wolną Ukrainę po pierwszej wojnie światowej oraz ograniczaniem komunistycznych wpływów w polskiej części Wołynia. Dostrzegł pan również niezwykłą postać Henryka Józewskiego, patrioty, malarza i piłsudczyka, próbującego łagodzić napięcia między Polakami a Ukraińcami na tymże Wołyniu. Owocem tych zainteresowań jest książka “Tajna wojna. Henryk Józewski i polsko-sowiecka rozgrywka o Ukrainę”. Dlaczego wybrał pan właśnie ten temat?

Czy aby nie namawiał do zajęcia się jego postacią redaktor paryskiej “Kultury” Jerzy Giedroyc? Kiedy odwiedzałem go w Maisons-Laffitte, mówił, że bardzo mu zależy na upamiętnieniu wszechstronnej działalności Józewskiego.

Było odwrotnie, to Józewski doprowadził mnie do Giedroycia. Z tego, co o nim napisał, zorientowałem się, jak bardzo fascynujący był to człowiek. A potem przeczytałem to, co Giedroyc pisał o Józewskim. Były to dla mnie bardzo ważne materiały. Przed Józewskim pana uwagę przyciągał Kazimierz Kelles-Krauz. Stał się on bohaterem pana książki “Nacjonalizm, marksizm i nowoczesna Europa Środkowa. Biografia Kazimierza Kellesa-Krauza”. Dlaczego wybrał pan właśnie jego?

Chciałem pisać o środowisku Polaków z lat 90. XIX wieku, którzy nie myśleli o polityce dla mas ani nie tworzyli ideologii populistycznej, socjalistycznej lub nacjonalistycznej. Mój plan był taki, żeby wybrać jedną postać z tego środowiska, która zasługuje na własną biograInteresowały mnie trzy sprawy: stosunki pol- fię. I wybrałem właśnie Kellesa-Krauza. Własko-ukraińskie, konflikt polsko-sowiecki w ściwie był to czysty przypadek. Interesowały 1920 roku i środowisko piłsudczykowskie, do mnie w tej epoce stosunki między prawicą a którego należał właśnie Józewski. Powraca- lewicą i między marksizmem a nacjonalizmem. my często do postaci samego Piłsudskiego, ale Kelles-Krauz rozumiał marksizm, ale przewijuż rzadziej pamiętamy o jego otoczeniu, któ- dywał, że świadomość narodowa będzie wzrare było bardzo pluralistyczne. Myślało ono stać. Próbował związać te dwa nurty ideoloprzede wszystkim kategoriami państwowości. giczne, co wydawało mi się pasjonujące. Osoby takie jak Józewski chciały mieć w Ukraińcach sojuszników, a nie wrogów. WiedziaProfesor dominikanin Jan Maria Bocheński móły także, że wrogość między Ukraińcami a Powił, że nacjonalizm jest dzisiaj czystym idiolakami jest podsycana przez komunistyczną Rotyzmem. Czy podziela pan to przekonanie? sję. Rosjanie zresztą tradycyjnie podsycają ją Trzeba by dokładniej sprawdzić, co rozunadal. Chciałem pokazać, że oprócz wrogości, miał pod pojęciem nacjonalizmu. W moim przemiędzy Polakami a Ukraińcami istniała także konaniu patriotą jest ktoś, kto myśli, co w jenie tylko formalna współpraca, w którą byli go narodzie jest do poprawienia. Nacjonalista zaangażowani bardzo ciekawi ludzie. Henryk zaś to ktoś, kto uważa, że jego naród jest już Józewski był najlepszym ich przykładem. doskonały.

holokaustu i historii Europy Wschodniej jako historii globalnej. Z pozycji historyka Snyder odrzuca polemikę z mitami narodowymi, argumentując że nonsens postawiony na głowie pozostaje nonsensem, argumentacja nie prowadzi do syntezy, a dialektyka mitu i metahistorii powinna być przedmiotem, a nie metodą badań historycznych. Timothy Snyder jest autorem nagrodzonych książek, tłumaczonych także na język polski: Nacjonalizm, marksizm i Europa Środkowa, Biografia Kazimierza Kellesa-Krauza (1872-1905); Rekonstrukcja narodów. Polska, Ukraina, Litwa, Białoruś 1569-1999; Tajna wojna. Henryk Jó-

zewski i polsko-sowiecka rozgrywka o Ukrainę; Czerwony Książę. Jest także współedytorem dwóch książek: Wall Around the West: State Power and Immigration Controls in Europe and North America oraz Stalin and Europe: War, Terror, Domination (w przygotowaniu). Ostatnio opublikował Skrwawione ziemie. Europa między Hitlerem a Stalinem, historię masowych zabójstw popełnianych przez hitlerowców i Sowietów pomiędzy Berlinem a Moskwą. Książka ta uzyskała wiele nagród, między innymi Leipzig Prize for European Understanding oraz Ralph Waldo Emerson Award in the Humanities.


Czy widzi pan możliwość pojednania Polaków z Ukraińcami, Białorusinami, Litwinami i Rosjanami?

Mogą do niego doprowadzić dwa etapy. W pierwszym powinno dojść do spotkania przedstawicieli poszczególnych narodów, podczas którego będą mogli zaprezentować własny punkt widzenia. Oczywiście przy założeniu, że każdy ma jednakowe prawo do tego i że każdy punkt widzenia jest jednakowo ważny. W pewnym stopniu do tego pierwszego etapu już doszło w latach 90. między przedstawicielami Polaków i Ukraińców oraz osobno z przedstawicielami Białorusi. Patronowała mu myśl wspomnianego Giedroycia. Drugi etap powinien polegać na zmianie myślenia o historii. Trzeba znaleźć kategorie wspólne, choćby nie były narodowe. Takie na przykład, jakie są w Skrwawionych ziemiach. Chodzi o wspólnotę losów na określonych terytoriach. Trzeba szukać właśnie tego, co ponadnarodowe. I mówić o faktach, a nie mitach. Jak walczyć z fałszerstwami, których nagminnie dopuszczają się niektórzy historycy i publicyści rosyjscy?

Historyk nie może walczyć, bo wtedy staje się stroną. Musimy po prostu pisać swoją historię. Jeśli podejmiemy pisanie przeciw komuś, to będziemy uczestniczyć w jakiejś grze. Musimy spokojnie przedstawiać znane nam fakty i nie przesadzać w żadną stronę. Jeśli przesadzamy, to znaczy, że uczestniczymy w grze narzuconej przez innych.

W którym momencie swego życia polubił pan historię?

Lubiłem ją zawsze. W dzieciństwie czytałem z przyjemnością biografie, powieści historyczne, nawet te z przewagą fikcji. Jako nastolatek nie myślałem jednak, że historia stanie się moim zawodem. Dużo ma pan studentów?

Stosunkowo dużo. Na ostatnim kursie wykładowym było ich prawie osiemdziesięciu. Doktorantów też pan ma?

Mam kilku. I nie chciałbym mieć więcej, bo nie dałbym rady poświęcić im tyle czasu, ile potrzeba na napisanie dobrej pracy. Posiada pan dar płynnej i wciągającej narracji. Czy to talent wrodzony, czy umiejętność podpatrzona u mistrzów słowa?

Nabieram wprawy z wiekiem, także poprzez czytanie najlepszych pisarzy. Wydaje mi się, że każda moja nowa książka jest napisana lepiej niż poprzednia. Staram się pamiętać, że nie piszę dla siebie, tylko dla czytelnika. Wiem, że muszę pisać w sposób odpowiedzialny i jak najlepszym językiem. Dziś coraz mniej osób się o to stara. Jak się układa pana współpraca z polskimi historykami?

Bardzo dobrze. Kiedy byłem doktorantem, wszyscy zawsze traktowali mnie przyjaźnie i udostępniali archiwa. I tak jest teraz, kiedy jestem już profesorem. W Polsce są świetne kadry historyków, naprawdę świetne. I bardzo się cieszę, że mam z nimi dobre stosunki. Przywiązuję do nich dużą wagę.

Jakie są pana najbliższe plany naukowe?

Piszę małą książeczkę o holokauście. Później chciałbym zająć się globalną historią Europy Wschodniej. Chcę pokazać ten region na tle całego świata. Jeszcze później zamierzam się zająć bliskim mi tematem, który nazywam “bratczyzną”. Będzie to historia rodzin narodowościowo podzielonych. Rodzin, których członkowie wybierali dla siebie inne narodowości. I stali się w nich ważnymi postaciami. p

DODATEK KULTURALNY nowego

Przegląd Polski

dziennika

O drzewach –

3

NASZA OJCZYZNA-POLSZCZYZNA – KRYSTYNA S. OLSZER

na po że gna nie la ta Z latami zmienia się mój stosunek do przyrody i w estetycznych doznaniach miejsce kwiatów coraz częściej zajmują teraz drzewa.

truje. Na samym końcu hasła słownik odnotowuje, że w USA hemlock to drzewo szpilkowe z rodziny tsuga. Drzewa obserwowane z tarasu naszego domu to przeważnie klony (sugar maples), u nas zwane również jaworami. Taras jest wysoki, więc siedząc w fotelu nie widzę ich podnóża ani pni, a tylko rozrośniętą część środkową i wspaniałe, falujące na wietrze korony. Dziś, po nocnym deszczu, stoją mokre i nieruchome, wyniosłe i dostojne. Próbuję je rozróżnić i nazwać po imieniu. Z prawa, najbliżej domu, rosną piękne klony. W kwietniu przyoblekły się w gęste, pięciopalczaste liście, które dotąd zachowywały soczystą zieleń, pamięć wiosny. Teraz, w po-

stępowały herbatę. Ich wyjątkowo twarde drewno nadawało się na koła pionierskich wozów, a szynka wędzona w hikorowym dymie do dziś jest znanym przysmakiem. W naszym lesie dożywa swoich lat kilka prastarych klonów otoczonych rumowiskiem spadłych konarów i gałęzi. Ich pnie, pełne tajemniczych zakamarków, poruszały wyobraźnię naszych wnuków tak bardzo, że nazwały je “dziad i baba”, a w przepaścistych dziuplach zostawiały dla krasnoludków słodkie przysmaki. By choć trochę uzupełnić ekologiczne straty, zasadziliśmy wokół naszego domu znalezione w lesie małe sosenki i kilka świerczków (spruce), które pną się zdrowo w górę, znacząc nasz

Wielkie i silne, rozrośnięte szeroko lub strzeliste, zdobne we wspaniałe korony liści, wyniosłe i tajemnicze, odwieczne. Tego lata podziwiałam je z tarasu naszego wakacyjnego domu w górach Catskill, w rezydencji Vanderbiltów w Hyde Parku, w kanadyjskiej Niagarze i na bostońskich Commons (błoniach?). Wszędzie budziły mój podziw i skłaniały do refleksji. Wracały wspomnienia dziecinnych zabaw pod wielkim jesionem (ash), młodzieńczych wypraw wśród smreków (spruce), jodeł (fir tree) i kosodrzewiny (dwarf mountain pine) na tatrzańskich trasach czy masztowych sosen (pine) Puszczy Piskiej na Mazurach. Wśród takich wspomnień często pojawia się pytanie: jak przełożyć ich nazwy na język kraju, w którym żyję? Często nie wiem, jakie imiona noszą te piękne drzewa podziwiane w arboretach, parkach, górach i dolinach Ameryki. Ze zdziwieniem spostrzegam, że niewiele dowiem się od rodowitych Amerykanów, którzy mało znają swoją przyrodę, a o nazwach drzew, ptaków i kwiatów (by nie wspomnieć grzybów) mają mniej niż mgliste pojęcie. Dwujęzyczne słowniki też nie zawsze okazują się wystarczające, bo na przykład u Bulasa i Whitfielda nie znajduję naszej jarzębiny, choć, dziwnym trafem, znajduję jarzębiak (dopiero z angielskiej literatury przedmiotu rozpoznaję jarzębinę jako mountain ash). Piękny wiosenny dogwood to według słownika dziki dereń; ale sam dereń to jakiś cornel od łacińskiego cornus; jego owoce nazywają się dogberry. Ginkgo tree (znane również jako maidenhair), pochodzące z Chin drzewko o wachlarzowatych listW parku otaczającym pałac Vanderbiltów kach, nosi piękną polską nazwę – miłorząb widziałam wspaniały okaz ginkgo tree (znanego również jako maidenhair), którego po- łowie września, są nadal zielone, ale gdzienie- ślad wśród gór i lasów północnych Apallachów. Aby zamknąć tę opowieść, pomijam lepiej tężny pień z trudem objęły cztery osoby. To gdzie pojawia się już zapowiedź jesieni – tu pochodzące z Chin drzewko, którego zgrabna czerwonawa gałązka, a tam suchy listek, któ- znane drzewa owocowe, a na koniec podaję lisylwetka i wachlarzowate listki często przy- ry dodaje szelestu szumom drzewa. Na dalszym stę drzew, których nie ma wokół mojego domu. ozdabiają ulice Nowego Jorku, pamiętam z war- planie widzę koronę wspaniałego jesionu (ash), Nie zostały wymienione powyżej, ale rosną na szawskiego Ogrodu Botanicznego. W Polsce który pnie się w górę ponad gęstwinę otacza- wschodnim wybrzeżu Ameryki i mają swoje polnależało do rzadkości i miało piękne imię – jących go niżej wiązów (elms) i grabów (horn- skie i angielskie imiona: acacia to nasza akamiłorząb. Nasza pachnąca lipa w Ameryce nie- beams). Dalej wspomniane już “hemlocki”, któ- cja, alder to olcha, aspen – osika, beech – buk, spodziewanie nazywa się basswood, choć zna- re tak wybujały tego lata, że trzeba będzie przy- birch – brzoza, cedar – cedr, chestnut – kaszciąć im boczne tan, cypress – cyprys, hazel – leszczyna (orzech na jest również pod lepiej konary, by nie laskowy), holly – ostrokrzew, juniper – jałowiec, przemawiającym do naszej ... obserwowanie natury tracić widoku na larch – modrzew, magnolia – magnolia, poplar wyobraźni imieniem Eurogóry i wspaniałe – topola, redwood – sekwoja, sassafras – sasape an lin den. Tu tej sze i studiowanie jej nazw zachody słońca. fras, sumac – sumak, sycamore – platan, walpszczoły za nią przepadają, należy do luksusów naszego Podobna kon- nut – orzech włoski, willow – wierzba. Czy poa pszczelarze i smakosze życia na obczyźnie... figuracja drzew minęłam któreś z ważnych drzew? specjalnie cenią złocisty Przed kilkoma laty w felietonie o ptakach takpowtarza się po basswood honey. Większy lewej stronie pół- że pozwoliłam sobie wkroczyć na mało znany kłopot sprawia częsty w amerykańskich lasach iglasty hemlock, który kolistego trawnika, ale nieco głębiej góruje nad mi teren, żeby zainteresować czytelników sprastary słownik Fundacji Kościuszkowskiej tłu- wszystkimi drzewami prastara sosna australij- wą przyrodniczej terminologii, którą zwykle trakmaczy groźnie: “cykuta jadowita, szalej cicu- ska (longleaf pine) – pozostałość starodrzewia, tujemy po macoszemu; obserwowanie natury i ta virosa, blekot (trucizna)”. Inny podaje, że które porastało tutejszą puszczę, zanim bezli- studiowanie jej nazw należy do luksusów nato szczwół plamisty, inaczej pietrasznik trują- tośnie wykarczował ją pułkownik Zadok Pratt szego życia na obczyźnie. Mimo czterech źrócy. Pomni tragicznej śmierć Sokratesa, który (1790-1871). Kora wielkich klonów i drzew hi- deł książkowych, internetu i kilku dwujęzyczumarł wychyliwszy kielich cykuty, albo wiej- korowych (shagbark hickory) służyła mu do nych słowników, porównywanie ptaków pamięskich szaleńców, o których mówiło się w Pol- garbowania skór, stanowiąc cenny surowiec dla tanych z Polski z widywanymi w Ameryce okasce, że najedli się szaleju albo blekotu, może- największej wówczas garbarni świata. Wśród zało się wcale niełatwe, a rezultaty były nie dość my przestraszyć się niewinnego drzewa. Pol- klonów oddzielających lewą część trawnika od ścisłe. Prosiłam zatem o pomoc czytelników, a skie botaniczne źródła podają jednak, że cy- mrocznego lasu cieszy mały dąbek z zaokrą- ich listy pomogły sprostować pomyłki i uzukuta/blekot to coś zupełnie innego: silnie tru- glonymi po polsku liśćmi, a dalej wyrasta kil- pełnić braki. Ponawiam mają prośbę, tym rający chwast o czerwonej łodydze i listowiu przy- ka drzew hikorowych, których odłażąca od pnia zem w sprawie identyfikacji drzew i ich nazewpominającym pietruszkę. Amerykański hem- kora przypomina drzewa iglaste, ale drzewko nictwa. Czekam na listy. Z wdzięcznością przyjlock nie ma z nim nic wspólnego i wcale nie zamiast szpilek ma liście, które pionierom za- mę wszelkie poprawki i uzupełnienia. p

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

PAŹDZIERNIK 2012


4 Przegląd Polski

N ike 2012

DODATEK KULTURALNY nowego

dziennika

PAŹDZIERNIK 2012

IZABELA KLEMENTOWSKA

To już szesnasta edycja prestiżowej polskiej nagrody literackiej. W tym roku o statuetkę i 100 tysięcy złotych powalczą esej, dwie biografie, dwa reportaże, tom poezji i zbiór opowiadań. Zwycięzcę poznamy 7 października 2012 roku. rzy po cichu oskarżyli autorkę książki o to, że chce zarobić na śmierci malarza. Nic bardziej błędnego. Czerni zbierała dokumentację do książki przez kilka ładnych lat, niejeden raz rozmawiała z artystą, który podchodził do prac nad własną biografią z wielkim humorem i dystansem. Dokładnie takim, jakim charakteryzuje się jego sztuka. Co ciekawe, Krystyna Czerni nie skupia się tylko i wyłącznie na jego pracy, ale podejmuje próbę rekonstrukcji życia malarza – czyni to językiem niezwykle plastycznym, stanowiącym jakby dopełnienie dzieł artysty. W dodatku nikt wcześniej nie pochylił się tak dogłębnie nad jego życiem. Biografia obfituje w anegdoty i szczegóły z osobistych przeżyć Nowosielskiego, jego żony czy przyjaciół. Ale jest również próbą pokazania zmagań artysty z własną sztuką i niezbyt pasującą mu rzeczywistością. Czerni dotyka też najbardziej intymnych spraw, jak alkoholizm Nowosielskiego.

MAREK BIEŃCZYK Ksià˝ka twarzy – esej

ZDJECIA: ARCHIWUM

“Zarzekałem się przed sobą, że pisząc, dam dzieciństwu spokój i w spokoju pozostawię też rodzinę” – zastrzega w swej książce Marek Bieńczyk. I jakby chciał się usprawiedliwić dodaje: “To jest mój Facebook”. Jednak jest to facebook niezwykły, ponieważ wśród przyjaciół Bieńczyka występują tutaj m.in. Chandler, Chateaubriand, Baudelaire, Krasiński, Słowacki, Winnetou, tenisista Agassi, trenerzy Beenhakker i Górski. Któżby nie chciał mieć ich za przyjaciół? Książka twarzy to zbiór trzydziestu dwóch świetnie i z rozmachem skrojonych tekstów, które pisał – jak podpowiada sam autor – “w różnych okolicznościach, w różnych chwilach, dla różnych celów, z różnych inspiracji”. Są to brawurowe eseje, recenzje, rzadko spotykane rozprawy historycznoliterackie, wspominki, artykuły pisane do popularnych gazet i magazynów lajfstylowych. Bieńczyk śmieje się, że nic ich nie łączy oprócz tego, że powstały przy tym saANDRZEJ FRANASZEK mym biurku. Bardzo intymne wydają się eseMi łosz. Biografia – biografia je o dzieciństwie i relacjach z ojcem, z którym łączył go sport “bardziej niż wszystko”. “Bez Miłosza polska wiedza doświadczona osobiście, wiedza o wieku XX, byłaby tak zubożona, że nie wiem, czy mogłaby się utrzymać na rachitycznych nóżkach” – napisała we wstępie prof. Maria Janion. Andrzej Franaszek, polski literaturoznawca i krytyk literacki, materiał do tej książki zbierał ponad dziesięć lat. Nie tylko w Polsce, ale i na Litwie, w USA i Francji. Po kolei odkrywał kolejne etapy życia Czesława Miłosza, poznawał ludzi, którzy mogli mu o poecie opowiedzieć i – co bardzo ważne – nie powstała z tych opowieści laurka na cześć twórcy, lecz rzetelna praca o życiu człowieka rzucanego przez los w miejsca, w których czasami nie miał ochoty być. Ale był i z tego czerpał. Biografia Franaszka to również opowieść o historii ubiegłego stulecia – wojny, rewolucje, totalitaryzm, powstania, dyktatury, zrywy niepodległościowe. Wygnaniec – Miłosz – miał doświadczyć wszystkich, choćby nawet w ułamkach. Autor nie zaKRYSTYNA CZERNI sypuje jednak czytelnika mnóstwem informaNietoperz w Êwiàtyni – biografia cji, ale splata losy Miłosza z wydarzeniami w Wybitny polski malarz Jerzy Nowosielski taki sposób, że czujemy, że wraz z poetą je zmarł na dwa miesiące przed premierą wła- przeżywamy. Franaszek nie boi się również snej biografii autorstwa znanej krakowskiej kry- ukazać bolesnych i trudnych tematów osobityczki sztuki Krystyny Czerni. I jak zwykle w stych, dramatycznych wyborów poety, jego takich przypadkach bywa, znaleźli się tacy, któ- relacji z bliskimi.

FILIP SPRINGER Miedzianka. Historia znikania – reporta˝

EUGENIUSZ TKACZYSZYN-DYCKI Imi´ i znami´ – poezja

Filip Springer jest najmłodszym autorem nominowanym do nagrody Nike 2012, ma bowiem 32 lata. W jednym z wywiadów powiedział kiedyś, że nie bardzo lubi rozmawiać z ludźmi. Jak na człowieka, który tego nie lubi, wynik rozmów w postaci książki o zaginionym miasteczku na Dolnym Śląsku, jest naprawdę zdumiewający. Pozytywnie oczywiście. Początkowo, czyli od XVI wieku mieszkańcy miasteczka wydobywali tu rudę miedzi, ale przez następne stulecia zaczęli przybywać poszukiwacze mającego tam być rzekomego bogactwa. Po latach drążenia chodników ziemia zaczęła zapadać się na polach, pękały i trzeszczały budynki. Mieszkańcy trwali. Dopiero – jak pisze o tym Springer – tajemnicza “bestia” ma rozprawić się z ludźmi. Wraz z wojskami radzieckimi przyjeżdżają eksperci i wydobywają uran. Wkrótce górnicy zapadają na promieniotwórczą pylicę, w napromieniowanych ubraniach co dzień wracają do domów. Springer świetnie opisuje atmosferę terroru, milczenia, utajonego cierpienia ludzi. Poszukiwania uranu kończą się w połowie wieku, miasteczko się wyludnia, zostają tylko mroczne opowieści. Dwadzieścia lat później koparki i buldożery kończą żywot miasteczka.

Nie dalej jak trzy lata temu Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki odbierał nagrodę Nike za tom wierszy Piosenki o zależnościach i uzależnieniach. I w tym roku również ma szansę. W Imię i znamię poeta zdumiewająco się otwiera, bowiem porusza się w temacie osobistej, rodzinnej tragedii. Tkaczyszyn-Dycki wraca do dzieciństwa spędzonego w Wólce Krowickiej. Na końcu książki pisze: “W Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) znaleźli się wszyscy członkowie mojej rodziny po kądzieli (nie tylko dziadek i jego trzej bracia), jednakże ich przynależność do ukraińskiego podziemia była przede mną ściśle ukrywana do mniej więcej 15 roku życia”. Ta historia przemilczenia była dla poety bardzo bolesna. I tę własną bolesność, jak i rodzinną przeszłość pragnie zrozumieć. Jednocześnie próbując otworzyć się na losy osób publicznie – lub jedynie po sąsiedzku – wykluczonych. Krytyk literacka Justyna Sobolewska napisała: “Ten tom znowu uświadamia nam wyjątkowość Dyckiego, który w niesłychany sposób łączy ironię, liryzm i najdalsze rejestry: od tajemniczego języka chachłackiego, przez język ulicy, po cytaty z Iwaszkiewicza”.

MAŁGORZATA SZEJNERT Dom ˝ółwia. Zanzibar – reporta˝

MAGDALENA TULLI Włoskie szpilki – zbiór opowiadaƒ

Temat wziął się z przypadku. Małgorzata Szejnert, wybitna polska reporterka i nauczycielka całego pokolenia młodych reportażystów, wybrała się na wakacje z przyjaciółmi do Zanzibaru. Nurkując w błękitnych wodach zobaczyła żółwia. I coś ją tknęło. Pierwsze zdanie książki brzmi: “Żółw sam sobie jest domem (...), także kosmosem, więc domem nas wszystkich; górna część pancerza, karapaks, wyobraża kopułę nieba, dolna, plastron, jest płaska jak ziemia i podobnie jak ona prawie kwadratowa”. Zanzibar z kart jej książki to nie tylko piękna afrykańska wyspa o przecudnych plażach, uśmiechniętych i przyjaznych (bo jakżeby inaczej, jak podają wszelkie przewodniki) tubylcach, ale chyba przede wszystkim miejsce nękane przez całe stulecia. Handlarze niewolników, kolonializm, osobiste dramaty mieszkańców, migracje ludności. Dom żółwia to przede wszystkim reportaż historyczny, bogaty w opowieści poparte dokumentacją archiwalną. Jest w nim piękno dnia codziennego, ale podszyte strachem nabytym przez lata. Mnóstwo w tej książce szczegółów, które znajdzie i odkryje tylko wybitny i doświadczony reporter. A Szejnert to po prostu mistrzyni szczegółu.

“Skąd miała wiedzieć, że kłopoty, z którymi nie potrafi się uporać, są starsze od niej” – pisze Magdalena Tulli o dziewczynce, bohaterce książki. Bo żyła ona w dwóch światach. Najpierw rzeczywistość powojennej Polski, w której była szkolnym pośmiewiskiem – dzieci przeznaczały nielubianych przez siebie rówieśników “do spalenia” – i w dodatku cierpiała na brak miłości ze strony matki. Bo ta w czasie II wojny światowej przeszła przez obóz i z pięknej, radosnej kobiety, stała się własnym, zamkniętym na świat i otaczających ją ludzi, cieniem. Najbardziej odczuła to jej własna córka. Dziewczynka jest przekonana, że jest winna wszystkiemu co złe. Drugi świat dziewczynki to Włochy – na wakacje wyjeżdżała do mieszkającego w Mediolanie ojca. Jest to świat, w którym może się oderwać od smutnego kraju i braku miłości. Magdalena Tulli przejmująco opowiada o historii, która dotknęła wiele rodzin powojennej Polski, bo wiele z nich nie potrafiło sobie poradzić z obrazami z przeszłości – agresją, ostrożnością, milczeniem. Włoskie szpilki to zbiór opowiadań o traumie. p


Znaleźć piękno w sobie PAŹDZIERNIK 2012

DODATEK KULTURALNY nowego

Przegląd Polski

dziennika

5

TERESA BĘTKOWSKA

którym ona ostro poluje na kobiety, niszczy ich kobiecość. Przy tym wszystkim i przeraża, czyniąc je bezradnymi, często też bezbronnymi. I to zarówno w sterylnym świecie medycyny, gdzie lekarze coś chorym wycinają, wlewają chemię w organizm, naświetlają – jak i w świecie, którym były otoczone wcześniej. – Bohaterkami dokumentu jest dziewięć kobiet. Czy ta liczba coś znaczy? – W Kanadzie jedna na dziewięć kobiet choruje na raka piersi. – Statystyka skłoniła panią do uruchomienia kamery? – Pierwsza za nią stanęła Soraya. Wzięta modelka. Ta urodziwa, przepiękna kiedyś kobieta, pełna energii i różnych pomysłów na życie zdecydowała się sama wziąć kamerę do ręki i nakręcić film, pokazując w nim swoje okaleczone skalpelem ciało, głowę bez włosów, twarz bez brwi... Z tym króciutkim, amatorskim filmikiem, kręconym przez trzy dni, trafiła do mojej producenckiej firmy. Poprosiła, abym go na chłodno obejrzała. Obejrzałam. Uległam namowom, by podjąć się reżyserii... No i się zaczęło...

Świat artystyczny oraz fani aktorki, teraz również i reżyserki – gdyż Liliana Komorowska-Głąbczyńska zadebiutowała właśnie filmem dokumentalnym Piękne i bestia – znają ją obecnie tylko z panieńskiego nazwiska mamy (choreografki).

W Polsce funkcjonowała jako Głąbczyńska-Komorowska. W USA i Kanadzie jest Komorowską. Liliana, rodowita gdańszczanka, “zgubiła” bowiem nazwisko po ojcu (tancerzu) – jego wymowa dla obcokrajowców była zbyt trudna. Gdyby przyszło napisać curriculum vitae Liliany Głąbczyńskiej-Komorowskiej, która szczyci się dyplomem Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie, to koniecznie trzeba by podkreślić, że ową szkołę ukończyła w 1979 roku – z wyróżnieniem! I że nieomal natychmiast zagrała Abigail w Czarownicach z SalemArtura Millera w reżyserii Zygmunta Hübnera; spektakl ów – co ważne – na Festiwalu Twórczości Telewizyjnej w Olsztynie uznano wówczas za najlepszy w historii Teatru Telewizji, zaś młoda adeptka sztuki dostała pierwszą nagrodę za aktorski debiut. Czy te atuty wystarczyły, aby utalentowaną dziewczynę zaangażować w Teatrze Dramatycznym w Warszawie? Gustaw Holoubek, dyrektor tej sceny, nie miał wątpliwości. Zaczęła więc występować obok aktorów tej miary, co Hanna Skarżanka, Andrzej Łapicki, Zbigniew Zapasiewicz, Zofia Rysiówna, Piotr Fronczewski, Janusz Gajos, Marek Walczewski. Grała także w znaczących spektaklach – m.in. w Operetce Gombrowicza, w Śmierci Kubusia Fatalisty Diderota, w Jak wam się podoba Szekspira, w Britannicusie Racina. Sceniczne występy wzbogacały również role filmowe, jak choćby ta w Austerii Jerzego Kawalerowicza czy w obrazie Janusza Morgensterna Mniejsze zło.

Za film Beauty and the Breast (Piękne i bestia) Liliana Komorowska otrzymała nagrodę publiczności dla najlepszego dokumentu na 36. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Montrealu, który odbył się w tym roku na początku września

ZDJĘCIE: ARCHIWUM

WYŁUSKIWANIE PRAWDY Soraya sama przyszła. A inne kobiety? Długo Komorowska je namawiała (jedną nawet cztery miesiące!), nim zgodziły się zmierzyć z okiem kamery, przed nim odsłonić swoje tajemnice – strach przed śmiercią, traumę, obdarcie z urody i siły, trudne leczenie, wreszcie i przewartościowanie życia. Jedna z kobiet, mimo zgody na udział w filmie, jednak dość szybko się wycofała. Nie była w stanie znieść obecności ekipy filmowców, choć był to zespół bardzo zminimalizowany. Liliana przez ponad trzy lata była częstym ski – jak się okazało na długo, by nie powie- oswajały widzów także okładki wielu gazet... gościem w domach Amby, Danuty, Kathleen, dzieć: na stałe – doszedł do skutku w grudniu – Grała pani w mydlanych operach, ale rów- Lucie, Pameli, Sorayi, Suzan, Valerii, Wendy. 1982 roku. Na początek był Nowy Jork. nież w teatrze. Między innymi u boku słynnej Bywała też w gabinetach lekarskich, w szpitalach, w których się leczyły. Ponadto rozma– Czy start na obcym gruncie był trudny? – Jeanne Moreau w Romeo i Julii. pytam. – Występowałam też w filmach, między in- wiała z rodzinami swoich bohaterek, starała – Bardzo. Miałam na szczęście opanowany nymi z Donaldem Sutherlandem, sir Benem się poznać ich otoczenie. Bowiem za wszelką cenę usiłowała – poprzez film – przedstaw dobrym stopniu język angielski, nie brako- Kingsleyem, Tellym Savalasem... wić specyficzny obraz strasznej choroby, ale wało mi też uporu i siły do przebijania się w też przekazać wolę ludzkiego przetrwania. ZA WIELKĄ WODĄ nowym środowisku. Tym bardziej że od razu REŻYSERSKI DEBIUT Znakomicie rozpoczętą karierę zahamował nakreśliłam cel, do którego zamierzałam dąOd kilku lat aktorka, która ma za sobą dwa Przybliżyć mikroświat pacjentek, który skłajednak stan wojenny. Stłumił on nie tylko so- żyć. Postanowiłam udowodnić sobie i innym, przerwane związki (jej pierwszym mężem był da się z przeróżnych doświadczeń odmienialidarnościowe ideały polskiego społeczeństwa, że potrafię być aktorką także w Nowym Jor- Michał Urbaniak, sławny jazzman, a drugim jących ich osobowość. ale także uniemożliwiał młodej dziewczynie ku – odpowiada Liliana. – reżyser Christian Duguay, z którym ma syKobiety w filmie Komorowskiej znoszą chodalszy aktorski rozwój; polscy artyści na czas W realizacji trudnego przedsięwzięcia nie na Sebastiana i córkę Natalię), mieszka w Mont- robę z godnością. Na głowy nakładają peruki, przyreżimu ogłosili bojkot wszelakich występów pozostawała samotna. Mogła liczyć na pomoc, realu z trzecim mężem, Bernardem. I tam re- klejają sztuczne rzęsy, dyskretnie się malują. Nie w teatrze, w kinie, w telewizji i na estradach m.in. na ludzi ze świata filmu. Zagrała więc alizuje swoje marzenia i plany. W 2004 roku poddają się! Walczą! Widać, że bardzo usiłują – przestali (poza kościołami) prezentować się najpierw w amerykańskim filmie War and Lo- założyła Fundację Liliany Komorowskiej dla odnaleźć w sobie jak najwięcej siły, jak najwiępublicznie. Co w tej sytuacji robić? ve, wyreżyserowanym przez Moshego Mizra- Sztuki, która działa na rzecz szerzenia kultu- cej piękna. A choć czasem płaczą, wpadają “w Pełna energii dwudziestokilkuletnia urodzi- hiego. Dość szybko znalazł się dobry agent. I ry polskiej w środowisku kanadyjskim, rok póź- doła”, to jednak potrafią się szczerze śmiać, a nawa gdańszczanka nie pozwoliła sobie na pod- zaistniała w tzw. operach mydlanych emito- niej wyreżyserowała i zagrała główną rolę w wet bawić. Taki obraz to przekaz nadziei... cięcie skrzydeł na starcie. Zaczęła intensyw- wanych wówczas przez telewizję NBC. Seria- sztuce teatralnej Biesiada u Hrabiny Kotłubaj – Mnie ciekawiło wyłuskanie prawdy – i o chonie myśleć o opuszczeniu kraju, o amerykań- le, w jakich grała, cieszyły się wówczas ogrom- na podstawie opowiadania Witolda Gombro- robie, i o odniesieniu do niej; jedne kobiety po skiej wizie. Zabiegi trwały rok. Wyjazd z Pol- ną popularnością. Z twarzą polskiej aktorki wicza. W 2007 roku jej firma QueenArt Films usłyszeniu lekarskiej diagnozy lekceważą “bewyprodukowała pierwszy film dokumentalny stię”, wypierają ją ze swej świadomości – inne Raj utracony, raj odzyskany, który opowiada natychmiast chcą się z nią zmierzyć. I zwycięo polskiej arystokracji żyjącej w Kanadzie. żyć. Zauważyłam też, że w rezultacie trauma, zaW czerwcu, na 52. Krakowskim Festiwalu miast powalać moje bohaterki, to zmieniała im Filmowym, zaprezentowała Beauty and the Bre- życiowe priorytety. Przeobrażała je, mobilizując ast – pełnometrażowy film dokumentalny, któ- nie tylko do pokonania raka, ale również do uporządkowania dotychczasowego życia, czy to zary jest jej reżyserskim debiutem. wodowego, czy rodzinnego – mówi reżyserka. Film Piękne i bestia był dla aktorki debiuPONURA STATYSTYKA Dlaczego Liliana Głąbczyńska-Komorow- tującej w roli reżyserki wielkim wyzwaniem. ska w filmie Piękne i bestia podjęła trudny te- Ale też łączył się ze stresem: trudne rozmowy, mat walki z rakiem piersi tworząc zbiorowy podglądanie “bestii” z bliska... – Czasem łapałam się na tym, że utożsamiam portret dziewięciu kobiet usiłujących tę walkę wygrać? To pytanie nasunęło się na począt- się z kobietami, o których kręciłam dokument. ku naszej rozmowy w krakowskim Hotelu Fran- Myślałam: “Liliana, przecież i ciebie może to cuskim, na kilka godzin przed uroczystą, spotkać, bo ciało jest kruche”. Powiem więc światową premierą w sali PWST. Aktorka, a tak: dla mnie życie też się przewartościowało. Nabrało głębszego sensu. Dotąd, jako aktorwłaściwie reżyserka, odpowiedziała: – Mnie “bestia” nie zaatakowała. Ale jestem ka, piękna dopatrywałam się w zewnętrznym akurat w takim wieku (“po pięćdziesiątce”), w wyglądzie – teraz szukam go w sobie... p


6 Przegląd Polski

Metropolia zaprasza DODATEK KULTURALNY nowego

muzyka

wystawy

W mu ze ach i większych instytucjach Nowego Jorku poświęconych sztuce trwają przygotowania do nadchodzącego sezonu. Już w pierwszym tygodniu października będziemy mogli obejrzeć we Frick Collection efektowną zapewne ekspozycję pt. Mantegna to Matisse: Master Drawings from The Courtauld Gallery – zawierającą najlepsze, najciekawsze grafiki od włoskiego renesansu po czasy współczesne, wypożyczone z londyńskiej Courtauld Gallery. Museum of Modern Art zaprezentuje zaś wielką przeglądową wystawę Aliny Szapocznikow. Będzie to największa ekspozycja w tym muzeum poświęcona polskiemu artyście. Z kolei Muzeum Guggenheima pokaże ponad sto prac Pabla Picassa na wystawie poświęconej wyłącznie czarno-białym dziełom hiszpańskiego mistrza, obrazom, rysunkom i ceramice. Ważnym wydarzeniem będzie też wernisaż doskonałego polskiego artysty Adama Niklewicza zaplanowany na 5 października o godz. 6 wieczorem w Polskim Instytucie Naukowym. Ciekawie zapowiada się w Metropolitan Museum Bernini: Sculpting in Clay – dużych rozmiarów ekspozycja poświęcona modelom w glinie wielkich rzeźb barokowego twórcy Gian Lorenzo Berniniego.

PAŹDZIERNIK 2012

W październiku Met zaprezentuje również opery: Turandot, Carmen, Trubadur, Otello, a 23 odbędzie się prapremiera opery Adesa The Tempest (Burza), opartej na sztuce Szekspira, oraz pierwsze spektakle Wesela Figara. Carnegie Hall też z pewnością przyciągnie wielbicieli muzyki klasycznej, ma bowiem w planach na nadchodzący miesiąc wiele atrakcyjnych koncertów. 3 października orkiestra z Chicago pod batutą Riccardo Mutiego wykona Carmina burana, 7 października Clavier Trio proponuje koncert poświęcony dziełom Schuberta, Orkiestra Met dyrygowana przez Semyona Bychkova (14 X) wystąpi z programem Lieder Wagnera i Richarda Straussa, które śpiewać będzie Eva Maria Westbrock, Zyglinda z cykli Ringu w Met z ubiegłego sezonu. Na 23 października zaplanowane jest Requiem Verdiego w wykonaniu Moskiewskiej Orkiestry Kameralnej, a dwa dni później zagra Orkiestra Izraelska pod batutą Zubina Mehty. Pod koniec miesiąca można będzie posłuchać znakomitego Tokyo String Quartet, a także młodego i bardzo już znanego chińskiego pianisty Lang Langa oraz Orkiestry Teatru Maryjskiego pod batutą Gergiewa. W salach koncertowych Lincoln Center też zaplanowano znakomite programy muzyczne. Poza otwierającą sezon galą z recitalem Itzaka Perlmana wystąpi Emanuel Ax z towarzyszeniem Nowojorskich Filharmoników w serii trzech koncertów (4, 5 i 6 października), a także The Chamber Music Society of Lincoln Center z programem muzyki Czajkowskiego, Dvořaka i Faurègo (16 X), Rafael Fruhbeck de Burgos na podium dyrygenckim w czterech rykańskiemu lirycznemu tenorowi Matthew Po- koncertach Symfonii fantastycznej Berlioza (18lenzaniemu, który debiutował tu w 1997 roku 20 i 23 X) oraz w trzech koncertach z dziełajako Chruszczow w Borysie Godunowie. mi Mozarta i Mahlera (25-26 i 27 X). 19 paźMłody włoski baryton Ambrogio Meastri po dziernika wystąpi w Lincoln Center znakomiraz pierwszy wystąpił na scenie Met w roku ta orkiestra Les Art Florissants, a Festiwal Whi2004 jako Amonasro w Aidzie i, jak dotąd, za- te Light proponuje program z utworami Schuprezentował tu jeszcze partię Alfia w Rycer- berta. Plany obejmują też dwa koncerty Lonskości wieśniaczej. dyńskiej Orkiestry Symfonicznej z dziełami Napój miłosny będzie można oglądać w Met, Mozarta, Brahmsa i Beethovena, a wielbiciepoza galą otwierającą sezon, w sześciu spek- le muzyki kameralnej będą mieli okazję potaklach tej jesieni (ostatni jako sobotnie mati- słuchać znakomitego Takacs Quartet. nee i jednocześnie transmisja na żywo do kin To oczywiście tylko wybór. Szczegóły i pełświata 13 października). Począwszy od 30 ne kalendarium programów są dostępne na odstycznia 2013 r. Met wznowi ją podczas ko- powiednich stronach internetowych i jest dolejnych 4 wieczorów (ostatni spektakl tego se- prawdy w czym wybierać. zonu – 9 lutego 2013). BASIA JAKUBOWSKA ZDJĘCIE: ARCHIWUM

Metropolitan Opera rozpoczyna sezon operą Napój miłosny Donizettiego, w której wystąpi polski baryton Mariusz Kwiecień (na zdjęciu jako Don Giovanni w operze Mozarta)

jem miłosnym 19 stycznia 1998 r., i w którym jak dotąd słyszeliśmy go w Met 18 razy. W obsadzie wokalnej wystąpią: Anna Netrebko (Adina), Matthew Polenzani (Nemorino), Mariusz Kwiecień (Belcore) i Ambrogio Maesti (Doctor Dulcamara). Anny Netrebko nie trzeba zapewne miłośnikom opery przedstawiać, ale może warto przypomnieć, że od dnia debiutu w Met w roli Nataszy w Wojnie i pokoju 14 lutego 2002 r. zaśpiewała tu 13 ról. Mariusz Kwiecień zadebiutował w Met niewielką partią Kuligina w Katii Kabanowej 2 stycznia 1999 r. Od tego czasu usłyszeliśmy go tu w 14 innych rolach. Piękną partię Nemorina Met powierzyła ameTa największa placówka artystyczna Nowego Jorku opublikowała raport, z którego wynika, że tylko trzy jej wystawy wiosenne wygenerowały 781 mln dolarów. Co znaczy “wygenerowały”? Tyle pieniędzy przyniosły miastu w postaci ogólnych wydatków turystów, którzy przybyli do Nowego Jorku, żeby obejrzeć Schiaparelli and Prada: Impossible Conversations; Tomás Saraceno on the Roof: Cloud City oraz The Steins Collect: Matisse, Picasso, and the Parisian Avant-Garde. Dla porównania, trzy najatrakcyjniejsze wystawy Metropolitan w zeszłym roku wygenerowały aż 908 mln dolarów. Jakkolwiek by ów spadek dochodów rozumieć (mniejsze zainteresowanie, ludzie mniej wydają z powodu kryzysu) – nie można powiedzieć, że sztuka nie przynosi pieniędzy. Z obszernego raportu Metropolitan wynika też, że nowojorczycy raczej do muzeów nie chodzą; 80 procent gości tej placówki jest spoza miasta. I na koniec ciekawostka: będziemy mieli niepowtarzalną okazję, aby obejrzeć Krzyk Edvarda Muncha. Norweski artysta wykonał cztery wersje obrazu. Museum of Modern Art pokaże pastelę na desce wykonaną w 1895 r., jedną wersję dzieła, która znajduje się w rękach prywatnych, rzadko więc była prezentowana publicznie. CZESŁAW KARKOWSKI

ZDJĘCIE: COURTESY FRICK COLLECTION

Po upalnym lecie Nowy Jork, jedno z najwięk szych cen trów kulturowych świata, rozpoczyna sezon muzyczny. Wydarzeniem wielkiej wagi w końcu września jest otwarcie podwojów w Metropolitan Opera. Tym razem wśród obsady znakomitych śpiewaków pojawi się znany na całym świecie z pięknego głosu Polak, baryton Mariusz Kwiecień. Gala otwierająca sezon 2012/13 w Met zaprezentuje publiczności nowojorskiej Napój miłosny Donizettiego, komedię, która ma już bogatą historię w tym domu operowym. Po raz pierwszy wystawiono ją jako matinee w 1904 r., a w obsadzie wokalnej jedną z największych gwiazd był polski sopran Marcella Sembrich-Kochańska. Towarzyszyli jej legendarni w świecie opery Enrico Caruso (Nemorino) i Antonio Scotti (Belcore). Jeden z najpiękniejszych głosów operowych, Marcella Sembrich-Kochańska śpiewała ku zachwytowi publiczności rolę Adiny w Met w 12 spektaklach tej opery w latach 1904-1909. Kolejnym polskim głosem w tej operze Donizettiego w Met był bas Adam Didur. Po raz pierwszy pojawił się na jej scenie jako Doctor Dulcamara podczas matinee w 1916 roku. Adinę śpiewała wtedy znakomita Frieda Hempel, jako Nemorino wystąpił ponownie Enrico Caruso, a rolę Belcore po raz kolejny powierzono Anotnio Scottiemu. Adam Didur wcielał się w Met w postać Doctora Dulcamary 18 razy w latach 1916-1920. Kolejnym polskim akcentem w historii wystawień tej opery w Met jest polski reżyser Ryszard Ordyński, który trzy razy nadzorował jej spektakle w latach 1917, 1918 i 1919. Do bieżącego sezonu Met pokazała Napój miłosny 267 razy w 4 produkcjach, z których ostatnio przez nas podziwiana powstała w sezonie 1991/92. Jej autorem był John Copley. Podczas jej premiery 24 października 1991 roku gwiazdami wokalnymi byli Luciano Pavarotti (Nemorino) i Kathleen Battle (Adina). Autorami najnowszej, otwierającej sezon produkcji Napoju miłosnego są: Bartlett Sher, Michael Yeargan (scenografia),Catherine Zuber (kostiumy) i Jennifer Tipton (światło). Galą rozpoczynającą obecny sezon w Met ma dyrygować włoski maestro Maurizio Bennini, który debiutował w Met właśnie Napo-

dziennika

Peter Paul Rubens, Portrait of Helena Fourment, ok. 1630-31


PAŹDZIERNIK 2012

Przegląd Polski

dziennika

7

Najbardziej teatralnym wydarzeniem początku jesiennego sezonu nie był ani nowy musical, ani błyskotliwa sztuka.

Świetny francuski zespół muzyki renesansowej Le Poeme Harmonique pod kierunkiem Vincenta Dumestre’a, złożony z sześciu muzyków i czterech śpiewaków, przywołał nadzwyczaj wyraziście nastroje siedemnastowiecznej Wenecji. Dramatyczne arie, smętne lamenty i skomplikowane madrygały przeplatały się i dopełniały wzajemnie, ich skomplikowane struktury w kontrapunkcie do prostych ludowych piosenek. Przyświadczaliśmy jakby naturalnym narodzinom opery, gdzie spotkały się i harmonijnie pogodziły “wysoka” kultura i popularna, stare i nowe tęsknoty: pradawne greckie mity, tajemnice bogów, uliczne zaśpiewki o apetytach ciała, poszukiwania nowej formy przez ambitnych muzyków, książęce sny o potędze. Artyści Le Poeme Harmonique śpiewali i grali tak pięknie, że wydawało się, iż wszystko potrafimy zrozumieć: lament nimfy porzuconej przez kochanka. Przygody zbyt rozpustnych pasażerów łódki. Pieśń UlisseFrancuski sa, który budząc się na wybrzeżu Itaki po lazespół muzyki tach tułaczki nie wie, gdzie się znajduje. Czy renesansowej to dom czy następna dziwna wyspa. Czy to w Le Poeme jawa, czy sen. Czysta poezja. (Venezia, from Harmonique the Streets to the Palaces, 14 września, MilWstrzemięźliwość – autorów: Jessica Blank na temat sprawiedliwości, zbrodni i kary naler Theatre, Broadway i 116 St.; www.mili Erik Jensen; reżysera: Bob Balaban; oraz dal jest otwarta, a być może jeszcze bardziej lertheatre.com). aktorów, m.in. Stockard Channing, Brian Den- dzisiaj paląca. Blank i Jensen zbudowali sztunehy, David Keaton, Delroy Lindo, Chris Sa- kę ze słów samych skazanych, bez komentaTytuł nowej sztuki Alexandra Dinelarisa Red randon i J.D. Williams – dobrze służy dra- rza, na podstawie wywiadów z nimi oraz transDog Howls pochodzi z kilkakrotnie cytowane- matowi Exonerated. Każdy z tych współtwór- krypcji sądowych dokumentów. Inscenizacja go w czasie przedstawienia wiersza: Po lamen- ców zaufał w dramat zawarty w indywidual- podkreśla ten dokumentalny charakter. Przedtach wśród piasków bez najmniejszej nadziei,/ nych ludzkich historiach: pięciu mężczyzn, stawienie jest utrzymane w “koncertowej” forCzerwone psy pustyni zawyły wszystkie pew- Gary Gauger, Henry Max Cook, Delbert Tibbs, mie, z aktorami siedzącymi przy mikrofonie, nej nocy/ Z jakiegoś nieznanego, niepojętego Robert Heal Haye, oraz jednej kobiety, Sun- czytającymi ze skryptu rozłożonego jak nużalu. Niestety, mamy tutaj piaski i lamenty, lecz ny Jacobs, którzy skazani za okrutne prze- ty przed każdym z nich. Zwracają się bezpobrakło potęgi niepojętego żalu. stępstwa spędzili lata na “death row”, w ocze- średnio do nas, jakby tylko użyczając swych Ambicje tu szlachetne, bowiem Dinelaris kiwaniu na wykonanie kary śmierci. Problem głosów, by ożywić słowa niesprawiedliwie stawia sobie nadzwyczaj trudne zadanie prze- w tym, że skazani zostali za zbrodnie, któ- oskarżonych. Ta forma pozostawia nas niejako sam na sam kazania prawdy o pierwszym ludobójstwie rych nie popełnili. XX wieku: masakrze narodu armeńskiego W 2002 r. przedstawienie ożywiło publicz- z ludźmi, których dramatyczna sytuacja doprzez tureckie wojska. Tragiczne wydarze- ną debatę na temat kary śmierci i błędów sys- maga się uwagi. Powoli poznajemy ich lepiej. nia sprzed stu lat pozostają nadal nierozpo- temu sprawiedliwości. Po głośnej premierze Z anonimowych, przywołanych ze statystyki znane w kulturze amerykańskiej, mimo że w Nowym Jorku zespół wędrował przez wie- o zbrodniach, stają się osobami w pełnym ludzwłaśnie w Stanach znalazła schronienie i szan- le miesięcy po całych Stanach Zjednoczonych. kim wymiarze, zdolni do błędów i do mądrosę na nowe życie spora część armeńskich ucie- Sztuka była także przedstawiona na forum ame- ści, poszczególni. Słuchamy ich opowieści, pokinierów. rykańskiego Kongresu oraz Narodów Zjedno- dzielając szok zaskoczenia i upokarzającej bezWycie czerwonego psa zbudowane jest na czonych. Uzyskała szerszą publiczność dzię- radności. Podziwiamy upór prób zachowania dwóch równoległych wątkach, które nieprze- ki filmowi telewizyjnemu (The Exonerated, godności w niegodnej sytuacji i obrony przed konująco współgrają z sobą. Michael Kiria- 2005) oraz książce (Living Justice, 2006), przy- goryczą osamotnienia. W bezwzględnej krukos, w szczęśliwym związku z żoną Gabriel- czyniając się do rewizji ponad 150 innych wy- chości ich losów rozpoznajemy także naszą własną. Cień niespodziewanego uderzenia. Lęk lą (w ciąży z ich pierwszym dzieckiem), uczy roków śmierci. się, jak być dobrym mężem i przygotowuje The Culture Project wznowił Oczyszczeni przed poddaniem się beznadziei. ( The Exodo roli ojca. Jednocześnie listy, które znaj- z zarzutów, by zaznaczyć 10. rocznicę pre- nerated, do 4 listopada, the Culture Project, 45 duje po śmierci swego ojca kierują go ku prze- miery, lecz także by przypomnieć, że debata Bleecker St. przy Lafayette St., East Village). szłości. Idąc ich śladem trafia do Rose Afratian, która lata temu bez żadnych wyjaśnień zniknęła z życia jego dziadka Avrama Kiriakosa. Dotychczas przekonany o swym greckim pochodzeniu, Michael jest coraz bardziej zafascynowany osobą Rose i swymi nowo odkrytymi armeńskimi korzeniami. Zanurza się w tragicznej historii Armenii, uczy języka, zmaga z pytaniem, kim naprawdę jest. Wspaniałej aktorce Kathleen Chalfant prawie udaje się natchnąć Rose duchem życia. Jest to postać skomplikowana w swoim milczeniu, a jednocześnie wymagająco szczera. To dzięki Chalfant w kilku scenach zbliżamy się do trudnej prawdy o cierpieniu, o przeżyciach i decyzjach zbyt ciężkich do udźwignięcia przez najmocniejszego choćby człowieka. Lecz zbytnia dosłowność oraz melodramatyczne przegadanie, szczególnie gdy Michael występuje z roli i zwraca się do nas bezpośrednio jako komentator wypadków, podważają wymowę sztuki. Melodramat niedobrze służy tragedii. Przy tak wielkich ambicjach nie należy zapominać o lekcjach greckiej klasyki, która wymagała, by najbardziej dramatyczna akcja działa się poza sceną. A język wznosił się na wyżyny uczuć poetycką, nie dosłownie opisową frazą. Kathleen Chalfant (Rose) i Alfredo Narciso (Michael) w Red Dog Howls

ZDJĘCIE: JOAN MARCUS

•••

ZDJĘCIE: COURTESY MILLER THEATRE

teatr

DODATEK KULTURALNY nowego

Coraz ambitniej rozwija się The United Solo, impreza rozpoczęta trzy lata temu przez

Omara Sangare. Aktor, z korzeniami w Stalowej Woli i Warszawie, skonfrontował się z realiami amerykańskiego teatru wiele lat temu, prezentując monodramat Prawdziwy krytyk teatralny na off-beatowych festiwalach w Nowym Jorku i San Francisco. Po stażu w warszawskich teatrach i uzyskaniu doktoratu w PWST-e, Sangare znalazł przystań jako profesor teatru w Williams College w stanie Massachusetts. Zakotwiczył się w glebie uniwersyteckiej, spojrzał nowym okiem na gorzkie minusy, lecz także bogactwa teatralnego środowiska, i rzucił ziarno pomysłów na nowojorski bruk. Bruk jak to bruk, twardy i stratowany kołami wielkiego businessu, lecz nie całkiem spójny, a więc tu i ówdzie z jakąś szczeliną na płodną niespodziankę. Inicjatywa Sangare, by zwrócić światło reflektorów na solowe występy, znalazła żywy odzew wśród aktorów, zawsze walczących o nową szansę zaprezentowania swego kunsztu. Sangare pozyskał entuzjastycznych wspólników przedsięwzięcia oraz solidne zaplecze w Row Studio Theater, w jednym z newralgicznych ośrodków off-broadwayowskich, pomyślnie położonym nieopodal Times Square. Festival Solowego Teatru rozrósł się dosłownie z roku na roku ze skromnej prezentacji kilkunastu monodramatów w pełną energii międzynarodową imprezę, coraz wyraziściej wpisującą się w pejazaż jesiennego sezonu. W tym roku na festiwal zjadą artyści nie tylko z różnych stron Stanów Zjednoczonych, od Maine po Florydę, od Pensylwanii po Kalifornię, lecz także z Europy, m.in. Wioletta Komar z Polski z przedstawieniem Diva, Ameryki Południowej, oraz Afryki. Program pokazuje jak różnorodny może być “teatr jednego aktora” – w bogactwie słowa, lecz także muzyki, śpiewu, gestu i multimedialnych inscenizacji. (The United Solo Theatre Festival, 11 października – 18 listopada, Theatre ROW, 410 W. 42nd St., Clinton; unitedsolo.org). Alexander Dinelaris, Red Dog Howls. Reżyseria: Ken Rus Schmoll, scenografia: Marsha Ginsberg; kostiumy: David C. Woolard, oświetlenie: Tyler Micoleau, muzyka i inżynieria dźwięku: Jane Shaw. Występują: Kathleen Chalfant (Rose Afratian), Florencia Lozano (Gabriella Kiriakos) oraz Alfredo Narciso (Michael Kiriakos). Premiera 24 września, przedstawienia do 14 października, New York Theatre Workshop, 79 E. 4th St., East Village. GRAŻYNA DRABIK


P raca 8 Przegląd Polski

DODATEK KULTURALNY nowego

dziennika

PAŹDZIERNIK 2012

wy obraź ni Kilka miesięcy temu ukazała się nakładem W.A.B. w biograficznej serii Fortuna i Fatum książka twojego autorstwa “Szkatułki Newerlego”, czyli – jak sam tytuł wskazuje – biografia Igora Newerlego. Co w postaci tego pisarza zaintrygowało cię tak bardzo, że zdecydowałeś się przebadać jego życie?

Osobą Igora Newerlego zająłem się bliżej w stulecie jego urodzin, w roku 2003, kiedy to w warszawskiej Bibliotece Narodowej przygotowywałem wraz z Grażyną Kasą dużą wystawę rocznicową. Okazało się wówczas, że pisarz kojarzony ze szkolnymi lekturami i z Pamiątką z Celulozy – książką, która uchodzi za sztandarowe dzieło literatury okresu realizmu socjalistycznego – wcale nie zamyka się w tym schemacie. Przede wszystkim przez swą wielostronność – przez to, że zanim został zawodowym pisarzem, imał się różnych zawodów, i to bardzo konkretnych, rzemieślniczych: był stolarzem, szklarzem (w Warszawie jesienią 1939 roku), miał też rozmaite pasje, jak kajakarstwo, myślistwo, majsterkowanie czy sadownictwo. Do tego trzeba dodać cały szereg zawodów humanistycznych: był bibliotekarzem, stenografem, redaktorem korczakowskiego Małego Przeglądu (pisma tworzonego przez dzieci dla dzieci), prowadził coś, co dziś nazwalibyśmy nauką creative writing. Kiedy pięć lat temu zostałem zaproszony do wygłoszenia wykładu o Newerlym na Columbia University, mówiłem o warsztatach Newerlego – sprowadzając te różne jego zawody i pasje do wspólnego mianownika: solidnego warsztatu. Właśnie, lektury szkolne, czyli “Chłopiec z Salskich Stepów”. Ale oprócz tego “Wzgórze błękitnego snu” czy “Zostało z uczty bogów”... Co dzisiejszy czytelnik może znaleźć w książkach Newerlego? Innymi słowy, dlaczego warto wciąż go czytać?

lidnego warsztatu. Są to książki oparte na dokładnej znajomości tematu, poprzedzone żmudnymi badaniami, prowadzonymi osobiście bądź przy pomocy sekretarki, książki, w których o coś chodzi i z których można się czegoś dowiedzieć. A przy tym napisane pięknym językiem, z wielkim wyczuciem melodii zdania, z własnym rytmem prozy. Czym są “szkatułki” w tytule twojej książki?

Pojęcie szkatułki nasunęło mi się ze względu na stolarskie pasje Newerlego, ale ma ono w biografii wiele znaczeń. Szkatułka to pojemnik na coś cennego, rzecz sama w sobie piękna, ale kryjąca też jakiś skarb, czasem zagadkę, coś niezwykłego. Cytuję w książce wypowiedź wnuczki pisarza, zakonnicy, s. Magdaleny Newerly, której dziadek zrobił fotelik, mający z tyłu skrytkę – żeby miała gdzie chować swoje tajemnice...

Zatem jest to sugestia, wskazówka dla czytelnika: otwierasz jakieś pudełka z tajemnicami. Odkrywasz zupełnie nieznane fakty z życia Newerlego?

Tak. Najważniejszy to nieznane zupełnie rosyjskie teksty Newerlego, o wymowie zdecydowanie antykomunistycznej, publikowane w latach 20. w prasie emigracyjnej, wydawanej przez “białych” Rosjan w Warszawie. Udało mi się też ustalić dalsze losy ojczyma Newerlego, zlikwidowanego w latach 30. w ramach stalinowskich czystek. I wreszcie: z książki wyłania się też dość nieoczekiwane oblicze Igora Newerlego: zainteresowanego teozofią i orientalnymi wtajemniczeniami mistyka. Jakbyś scharakteryzował naturę sztuki pisania biografii poza techniką narracji?

Pisanie biografii ma w sobie coś z magii, z wyciągania królika z cylindra. Nie wystarczy zebrać możliwie kompletny zestaw informacji o życiu i działalności danej osoby: trzeba

N AGRODY ZPPnO 2012

Newerlego warto czytać dla tego właśnie so-

W 61. roku istnienia Nagrody Literackiej Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie z siedzibą w Londynie jury (w składzie: przewodniczący Andrzej Krzeczunowicz – prezes ZPPnO w Londynie, dr Beata Dorosz – Warszawa, IBL PAN, ks. dr Janusz Ihnatowicz – Houston,Teksas, USA, dr Nina Taylor-Terlecka – Oxford, W. Brytania, dr Aleksandra Ziółkowska-Boehm – Wilmington, Delaware, USA) uprzejmie zawiadamia o przyznaniu następujących nagród za rok 2012:

ZDJĘCIE: IZABELA BARRY

Z prof. Janem Zielińskim, literaturoznawcą, krytykiem, autorem biografii Juliusza Słowackiego i Igora Newerlego, wieloletnim współpracownikiem Przeglądu Polskiego, rozmawia Izabela Barry

JAN ZIELIŃSKI – historyk, krytyk literatury, tłumacz, edytor i dyplomata. Przez wiele lat członek zespołu czasopisma Res Publica Nowa i wykładowca literatury polskiej na uniwersytecie we Fryburgu Szwajcarskim. Autor takich książek, jak: Pępek powieści (1983), Leksykon polskiej literatury emigracyjnej (1990), Ludwig von Tetmajer Przerwa 1850-1905 (1995), Krótki przewodnik po długim życiu (1998), Nasza Szwajcaria (1999), Szkatułki Newerlego (2012). Mieszka w Bernie.

tę wiedzę poddać sensownej selekcji, odrzucić to, co trywialne, wybrać to, co charakterystyczne i dopiero w ten przebrany materiał tchnąć życie. To najtrudniejsze. Przyjechałeś do Stanów Zjednoczonych na dwa tygodnie i w tym czasie pracujesz intensywnie nad dokumentami i papierami pozostawionymi przez Aleksandra Wata. Znajdują się one w Beinecke Library w Yale. Jak to się stało, że tam właśnie się znalazły i znów – dlaczego właśnie Aleksander Wat znalazł się w kręgu twojego zainteresowania?

Archiwum Wata znalazło się w Yale z inicjatywy Czesława Miłosza, który też tam przekazał część swoich papierów. Są one w Beinecke Rare Book and Manuscript Library w doborowym towarzystwie archiwów Witolda Gombrowicza i Konstantego A. Jeleńskiego. Ale nie tylko – w Szkatułkach Newerlego istotną rolę w rozwikłaniu zagadki “laseczki emira Buchary” odegrała osoba rosyjskiego pisarza emigracyjnego Romana Gula. Jego archiwum też jest w Yale, a w nim m.in. niezwykle ciekawe listy Józefa i Marii Czapskich. A twórczością Aleksandra Wata, którego uważam za najważniejszego poetę polskiego XX wieku, zajmuję się od lat 70. zeszłego stulecia. Będzie kolejna biografia, będzie edycja notatników Wata, którą szykuję razem z profesorem Adamem Dziadkiem z Katowic.

Nagrodę im. Włady Majewskiej w kategorii za najlepsze opracowanie naukowe na temat emigracji otrzymuje Profesor Wojciech Jerzy Podgórski za książkę Emigracja wal-

czących. Wokół polsko-szkocko-angielskich powiązań kulturalnych wojennych i powojennych (wyd. Warszawa: Muzeum Niepodległości 2011). To obszerne studium imponuje zasięgiem i bogactwem zgromadzonego materiału NAGRODĘ GŁÓWNĄ ZA CAŁOKSZTAŁT dzywojennego Poland and the Western Po- literackiego i dokumentacyjnego. Ma nieoceTWÓRCZOŚCI OTRZYMUJE PROFESOR AN- wers, 1938-1939. A Study in the Interdepen- nioną wartość historyczną dla ocalenia pamięNA M. CIENCIAŁA z University of Kansas dence of Eastern and Western Europe ci o działalności literackiej i wydawniczej lat w Stanach Zjednoczonych, historyk dyplo- (1968). Jest także współredaktorem i autor- wojny i powojennej emigracji na Wyspach Brymacji II Rzeczypospolitej okresu 1914-45, ką wstępów do trzech części książki pt. Ka- tyjskich, przynosząc bogactwo nieznanych doautorka wielu prac naukowych na temat po- tyń: A Crime Without Punishment (Yale Uni- tychczas faktów i wykraczając daleko poza sfelityki W. Brytanii i USA wobec Polski w II versity Press 2007, 2009), autorką trzech rę literatury, gdyż dotyczy też innych dziedzin wojnie światowej. Profesor Anna M. Cien- rozdziałów. From Versailles to Locarno. kultury (muzyki, sztuk plastycznych i teatru). ciała jest m.in. autorką pierwszej książki w Keys to Polish Foreign Policy 1919-1925 Stanowi owoc wieloletniego trudu badawczejęzyku angielskim o polskiej dyplomacji i (University Press of Kansas, 1984) i około go Autora, który tematyce emigracyjnej postosunkach międzynarodowych okresu mię- 170 opracowań naukowych. święcił już wcześniej wiele prac.

Mówiąc o pracy biografa – czy zdarza ci się natknąć na fakt, zdarzenie, taki fragment życiorysu, który powoduje, że wahasz się, czy powinien zostać udostępniony czytelnikowi? Czy jesteś zwolennikiem biografii odbrązawiających postać, czy też uważasz, że nie wszystko jest przeznaczone do publikacji, że obowiązuje cię pewien rodzaj lojalności wobec twojego bohatera, nawet jeśli on już od dawna nie żyje. I następne pytanie: czy jako biograf pozwalasz sobie na interpretacje, domysły, przypuszczenia?

Oczywiście, tego rodzaju pytania stają wciąż przed biografem. W trakcie budowania wspomnianej na początku naszej rozmowy wystawy biograficznej o Newerlym stanęliśmy przed tą kwestią w przypadku zachowanej protezy Newerlego (który w dzieciństwie stracił nogę po wypadku ze strzelbą). Nie pokazaliśmy. Ale w książce daję rozdział Druga noga, w którym opowiadam historię kolejnych protez, używanych przez pisarza. Co do domysłów: zdecydowanie tak. Praca biografa jest w dużej mierze pracą wyobraźni. Opartej na faktach, ale twórczej. Kiedy zatem możemy spodziewać się biografii Wata i czy masz już dla niej tytuł?

Mam nadzieję, że ukaże się za dwa lata. Roboczy tytuł brzmi Kamizelki Aleksandra Wata. p

Ponadto Zarząd ZPPnO przyznaje specjalne wyróżnienie dla Koła Polaków z Indii z sie-

dzibą w Londynie za wartościowe i wciąż mało znane prace wydawnicze. Szczególnie za dzieło zbiorowe Polacy w Indiach 1942-1948 w świetle dokumentów i wspomnień (Antony Rowe Ltd, UK, Londyn 2000), mające dotąd trzy wydania, w tym w języku angielskim (2009). Spotkanie z laureatami oraz wręczenie nagród Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie odbędzie się w styczniu 2013. Zarząd ZPPnO

OD REDAKCJI: W numerze majowym Przeglądu Polskiego ukazała się rozmowa Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm z prof. Anną Cienciałą pt. O polityce zagranicznej II RP i o Katyniu, która znajduje się także w naszym internetowym wydaniu pod adresem: http://www.dziennik.com/przeglad-polski/artykul/o-polityce-zagranicznej-ii-rp-i-o-katyniu.


Przegląd Polski

“ T a ki mój los ska żo ny...”

PAŹDZIERNIK 2012

DODATEK KULTURALNY nowego

dziennika

9

EDWARD ZYMAN

Kto jeszcze dzisiaj – w dobie zdominowanej przez tabloidowe harce i jednodniowe rankingi – pisze takie książki: nieprzyzwoicie obszerne, sięgające do licznych źródeł, wymagające od autora wielu lat katorżniczej pracy, a od czytelnika głębokiego skupienia i cierpliwej uwagi?

Z pewnością nie autorzy bestsellerów, jętek jednodniówek współczesnej literatury, zaśmiecających półki księgarń i supermarketów oraz zdezorientowaną pamięć przypadkowego odbiorcy. Ktoś, kto poświęca wiele lat swego życia na misterne żłobienie w słowie, przedzieranie się przez sterty archiwaliów, trudno dostępnych świadectw epoki, do których zaglądają wyłącznie specjaliści-naukowcy, nie tanią popularność ma na uwadze. Głównym motywem jego pisarskich działań jest bezinteresowna, wypływająca z najgłębszej potrzeby wewnętrznej pasja, granicząca z obsesją namiętność, w tym konkretnym przypadku: zauroczenie wieszczem, jako twórcą, ale także człowiekiem żarliwej idei i czynu. Piotr Załuski nie ukrywa swych fascynacji. “Napisałem tę opowieść – stwierdza w zamykającym tom posłowiu – z miłości do Mickiewicza, z powodu zachwycenia się jego twórczością i wstrząśnięty jego życiem. Książka powstała z tysięcy spotkań z Mickiewiczem jasnym i Mickiewiczem ciemnym, odkrytym i schowanym, z natchnionym prorokiem i chłodnym racjonalistą, z genialnym poetą i żmudnym publicystą, z kochankiem delikatnym i zimnym małżonkiem, z niewygodnym dla swoich i obcych politykiem i z szanowanym w Europie Polakiem, z Mickiewiczem wzniosłym i Mickiewiczem przyziemnym, z opętanym mistykiem i rozsądnym analitykiem zdarzeń nie tylko politycznych… Tych antynomii łańcuch ciągnąć by można w nieskończoność, a i tak nie wyczerpie się wszystkich określeń duchowej złożoności bohatera”. ZAŁUSKI WĘDRUJE NIE TYLKO ŚLADAMI FASCYNUJĄCYCH KSIĄG GENIALNEGO ROMANTYKA, ODCZYTUJE TAKŻE WNIKLIWIE ŹRÓDŁA EPOKI, przywołuje wiarygodnych

świadków, nade wszystko zaś odwołuje się do swojej wyobraźni. To w dużej mierze jej kreatywność decyduje o tym, że Zamęt jest i powieścią biograficzną, i momentami pasjonującym romansem, i wciągającą narracją przygodowo-sensacyjną, i wreszcie przykuwającą uwagę opowieścią o mechanizmach XIX-wiecznej polityki europejskiej i jej nie zawsze przejrzystych dla ogółu – podobnie jak dzisiaj – kulisach oraz o dramatycznych losach Wielkiej Emigracji, jej heroicznych wysiłkach, nadziejach i złudzeniach. I właśnie to, co mogłoby pozornie posłużyć jako dowód konstrukcyjnej niezborności Zamętu, owa gęstość faktów i quasi-faktów, soczystość obyczajowej i językowej faktury, mnogość dywagacyjnych tropów, bogactwo pisarskiej wizji, która buduje zdarzenia prawdopodobne, ujawniając przed czytelnikiem obrazy i sytuacje, które niekoniecznie miały miejsce, lecz które niewątpliwie mogły się zdarzyć, owo nieustanne przenikanie się historycznej prawdy i autorskiej fikcji jest największą zaletą tego tomu. Obcując z plastycznie przez pisarza przybliżonymi realiami epoki, z jej klimatem, aurą ówczesnych salonów, intrygami i cynizmem wielkiej polityki, dziesiątkami postaci mającymi swe historyczne pierwowzory i tymi, które zrodziła autorska imaginacja, przede wszystkim zaś z sugestywnie, wyraziście zarysowaną sylwetką samego Mickiewicza i kręgu jego najbliższych, wchodzimy w świat intrygujący, angażujący naszą uwagę i emocje. Sukcesem autora jest to, że choć Zamęt to niewątpliwie sugestywnie i rzetelnie udokumentowana fabularyzowana biografia wieszcza,

praktycznie od pierwszych stron książki przestaje być dla czytelnika ważne, jak się w istocie rzeczy sprawy miały, na ile autorska narracja utkana jest z faktów, których zakwestionować nie sposób. Zdecydowanie bardziej istotnych, wręcz rozstrzygających sensów i znaczeń nabiera świat wykreowany przez wyobraźnię pisarza. Zamęt, ze swym nieśpiesznym, momentami meandrycznym rytmem, z uważnym nachyleniem nad szczegółem (ówczesnego języka, dyskursu politycznego i kulturalnego, obyczaju, mody, topografii Wilna, Petersburga, Moskwy, Paryża, Rzymu i wielu innych miast, epizodów biograficznych znanych postaci, znaczących wydarzeń historycznych), jest fascynującą wyprawą w XIX-wieczną przeszłość Polski i Europy. Choć nie tylko. Obszerną opowieść Załuskiego można bowiem (i należy) czytać również jako nawiązujące do współczesności studium pisarskiego geniuszu i żarliwego patriotyzmu. Podążając śladami dorosłego Mickiewicza, od momentu jego wyjazdu z Nowogródka do Wilna, śledząc jego lata uniwersyteckie, dziaPiotr Załuski, Zamęt, łalność w Towarzystwie Filomatów, pracę naAgencja Wydawnicza a linea, uczyciela w Kownie, intensywny – obfitująWrocław 2011, s. 956 cy w bogate życie towarzyskie (i miłosne), twórcze dokonania i aktywną służbę publiczną – listów, oficjalnych dokumentów, wystąpień prapobyt na obczyźnie, którego finałem było zor- sowych, zrodzone w wyobraźni pisarza, roztrząsające najważniejsze sprawy Polski i Europy dialogi, sugestywne ilustracje emigrancGenialny umysł i talent oraz kich sporów – wszystko to wprowadza czytelnika w epicentrum ówczesnego życia duponadprzeciętna osobowość chowego i społecznego. tworzą dzieła wyjątkowe, Gdy czytamy stwierdzenie senatora Nowowyprzedzające epokę, równosilcowa: “Ja znam Polaków (…). Tylko więzienie może zamknąć ich myśli o samodzielcześnie jednak otwierają nym państwie. Napoleon już dawno w grobie, perspektywy i możliwości a oni jeszcze w niego wierzą. To swołocz! Przynowe, nieogarnione i w danym rzekali nam wierność i się buntują. I nauki w momencie najczęściej szkole trzeba ograniczyć, bo z wielkością nauki przychodzi wielkość swobody. Polacy są niemożliwe do spełnienia. z tym niebezpieczni” – nie sposób nie odnieść jego słów do niedawnej przeszłości. Identyczganizowanie i objęcie przywództwa legionów ne przeświadczenie towarzyszy nam podczas we Włoszech oraz wyprawa do Turcji i śmierć lektury wyznania Mickiewicza zawartego w w Konstantynopolu, obcujemy z genialnym liście do hrabiego Stanisława Ankwicza: “Potwórcą i człowiekiem czynu i zamiarów, jak byt mój w Paryżu należy do najnudniejszych stwierdzi w jednym z wywiadów autor, “na i najsmutniejszych. Od wyjazdu z domu, z Limiarę Fidiasza i Napoleona jednocześnie”. Na- twy, przekonywam się przez całe życie, że świat de wszystko zaś z żywym człowiekiem, tar- i ludzie nie są tacy, jakimi ich sobie wystawiaganym namiętnościami, słabościami i zwątpie- łem, acz nigdy zupełniej nie byłem zawiedzioniami, wielkimi ambicjami i niezwykłą pasją ny, jak teraz na Francji, o której podług ksiątworzenia. Popełniającym błędy i ulegającym żek i dzienników sądziłem. […] Egoizm, najbolesnym i dramatycznym, jak w przypadku czystszy, najsuchszy, najzimniejszy egoizm. Andrzeja Towiańskiego, złudzeniom, ale po- Kochają nas strasznie, wielbią nas, ściskają, bo dążającym z pełną determinacją drogą, której to nic nie kosztuje”. celem była niepodległa, sama o sobie stanowiąca Polska. Celem w ówczesnych warunW TEN OTO SPOSÓB OPOWIEŚĆ PANORAkach politycznych i militarnych niemożliwym MUJĄCA NEWRALGICZNE PROBLEMY WIEdo zrealizowania, co nadawało wysiłkom Mic- KU XIX STAJE SIĘ ISTOTNYM DYSKURSEM kiewicza szczególnie wyrazistego dramatyzmu O WSPÓŁCZESNOŚCI, a jej diagnozy dotycząi heroizmu. To właśnie owe, nieustannie po- ce problemów ówczesnej polityki i polskiej diadejmowane przez Polaków, próby wybicia się spory nabierają sensów uniwersalnych. W istona niepodległość sprawiają, że Zamęt stano- cie bowiem ten liczący blisko 1000 stron tom wi ważny dokument narodowej historii i utrwa- jest nie tylko fascynującą lekturą, która wprolającej naszą tożsamość mitologii. wadza nas w rzeczywistą i wyimaginowaną bioPostaci Nowosilcowa, gen. Benckendorfa, grafię wieszcza i sugestywnie odtworzony świat księcia Galicyna, ministra Szyszkowa, gen. Wit- jego epoki, lecz także piękną, imponującą rozta, agenta Baszniaka, szerokiej galerii wybit- machem i siłą sugestii narracją o wymykająnych przedstawicieli arystokracji polskiej i ro- cym się precyzyjnej eksplikacji fenomenie twórsyjskiej, najsłynniejszych twórców epoki (m.in. czego geniuszu Mickiewicza, oraz o polskiej Goethego, Puszkina, Norwida, Słowackiego, drodze do niepodległości, o patriotyzmie, o siKrasińskiego, Chopina, Hugo, Musseta, Lisz- le ducha i żarliwej wierze w zwycięstwo prawta, Chateaubrianda, George Sand), fragmenty dy nad polityczną przemocą i fałszem.

W zakończeniu Prologu Załuski opisuje scenę, w której umierający Mickiewicz mówi do opiekującego się nim sekretarza i przyjaciela Armanda Levy’ego: “Targałem się ze światem na próżno… Wciąż pragnąłem budować, prowadzić, a niczegom nie doprowadził do końca. Taki mój los skażony…”. Nawet gdyby się zgodzić z wieszczem, choć dzieła, które nam pozostawił, mówią co innego, trzeba by stwierdzić, że jest to los każdego wybitnego twórcy, myśliciela i człowieka czynu. Genialny umysł i talent oraz ponadprzeciętna osobowość tworzą bowiem dzieła wyjątkowe, wyprzedzające epokę, równocześnie jednak otwierają perspektywy i możliwości nowe, nieogarnione i w danym momencie najczęściej niemożliwe do spełnienia. “NAPISAŁEM TĘ OPOWIEŚĆ – STWIERDZA ZAŁUSKI W CYTOWANYM JUŻ POSŁOWIU – BO BYŁEM NIEZMIERNIE CIEKAWY, CZY WSZYSTKO, CO NAPISZĘ, MOGŁO SIĘ ZDARZYĆ. Po skończeniu książki doszedłem do

wniosku, że mogło, skoro ostatecznie ją napisałem. Ale tak naprawdę – mimo poznanych dokumentów i setek opracowań naukowych – nie wiadomo, jak to drzewiej bywało, jak toczył się świat za czasów Mickiewicza. Nigdy nie poznamy do końca tamtego życia, mimo że z tamtego świata jesteśmy zrodzeni w kulturze, w historii, w nauce, w gospodarce, we wszelkiej tradycji. Domyślamy się jedynie przeszłych kształtów, smaków, materii żywej i umarłej, tropimy rozmyte ślady ducha epoki, budząc wyobraźnię i wiedzę, i zafascynowani szukamy, szukamy, szukamy, wciąż szukamy i szukać będziemy nieosiągalnej prawdy”. Dobrze się stało, że autor postanowił “przed życia zmierzchem” raz jeszcze “zostać młodym pisarzem, jak w dawnych studenckich latach”, kiedy to napisał dwie jednoaktówki Mole i Odwiedziny, opublikowane w swoim czasie na łamach wrocławskiego miesięcznika Agora i zagranych na scenie teatru Kalambur. W pasjonującym procesie podążania śladem minionego czasu i poszukiwania nieuchwytnej o nim prawdy Zamęt jest dla nas, czytelników, ważnym, inspirującym przewodnikiem. p


10 Przegląd Polski

DODATEK KULTURALNY nowego

dziennika

W szystko prowadzi do B acha

PAŹDZIERNIK 2012

AGATA ADAMCZYK

“Wiedza muzyczna należy do elity, do elity należy również prawo wykonywania interpretacji muzycznych. Nie ulega wątpliwości, że do elity należy Paul McCreesh, który przez kolejne edycje festiwalu dzielił się z nami swoją wrażliwością, wiedzą i talentem” – powiedział minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski odznaczając Srebrnym Medalem Zasłużonych Kulturze Gloria Artis za całokształt siedmioletniej pracy dotychczasowego dyrektora artystycznego festiwalu, Brytyjczyka Paula McCreesha. Do gratulacji przyłączył się prezydent miasta Rafał Dutkiewicz wręczając artyście Medal Zasłużony dla Wrocławia, bowiem ten festiwal był ostatnim, w którym McCreesh pełnił swoją funkcję. Dyrektor Filharmonii Wrocławskiej Andrzej Kosendiak, w dowód wdzięczności za kilkuletnią owocną współpracę, przy akompaniamencie chóralnego Plurimos Annos i owacji na stojąco, wręczył brytyjskiemu dyrygentowi zabytkową, pięknie zdobioną batutę i zaprosił go do czynnego uczestnictwa przy projektach muzycznych, które znajdą się w programie Wrocławia jako Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku. Zanim jednak nadeszła część oficjalna, w murach katedry św. Marii Magdaleny zabrzmiały patetyczne dźwięki Stabat Mater Dvořáka w doskonałym wykonaniu Chóru Filharmonii Wrocławskiej, wzmocnionego Chórem Festiwalowym, oraz Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach. Dzieło czeskiego kompozytora przepełnia bezgraniczny smutek i żal, jaki owładnął nim po stracie trójki swego potomstwa. Praca nad utworem stała się dla niego rodzajem terapii łagodzącej niewymowny ból. Partie solistów, mimo mało sprzyjającej kościelnej akustyki, w interpretacji Gilian Webster, Renaty Pokupić, Edgarasa Montvidasa i Davida Wilsona-Johnsona, oddały podniosły charakter dzieła.

Ostatni koncert w ramach festiwalu poprowadził jego dotychczasowy dyrektor artystyczny, Brytyjczyk Paul McCreesh

utwory chóralne, instrumentalne oraz wokalno-instrumentalne kompozytora. Wydaje się, że McCreeshowi w sposób szczególny zależało na spójności i atrakcyjności tegorocznego programu, który przecież miał być jego swoistym pożegnaniem z funkcją dyrektora artystycznego festiwalu Markowskiego. Jednak, jak zastrzegł angielski dyrygent, nie jest to pożegnanie z samym festiwalem ani z kulturą muzyczną Wrocławia. McCreesh nadal uczestniczyć będzie w projektach związanych z Chórem i Orkiestrą Filharmonii Wrocławskiej oraz nowo powstającym Narodowym Forum Muzyki.

Orkiestrą Barokową. Na uznanie zasługują zarówno wybitni soliści, jak: niezwykle sugestywny w roli Ewangelisty Charles Daniels, majestatyczny Halvor F. Melien jako Chrystus, wymowne Emily van Evera i Clare Wilkinson, jak i również ripieniści. Bogactwa muzycznych doznań dopełniała doskonała wrocławska orkiestra, w której, grający na instrumentach dawnych, świadomi muzycy dbali o autentyczność wykonania barokowego dzieła. Cały koncert skłaniał do zadumy i refleksji, do czego przyczyniła się przemyślana interpretacja Parrotta. Niewielki skład zespołu nie budził zastrzeżeń, gwarantując jednocześnie brzmienia bardziej seSPOŚRÓD CAŁEGO REPERTUARU NAJ- lektywne, niźli miałoby to miejsce przy więkWIĘKSZE KONTROWERSJE I ZAINTERESOWA- szej obsadzie. Kwestią sporną jest, czy wysoNIE WZBUDZIŁO WYKONANIE OBU PASJI BA- kie sklepienie świątyni zapewnia odpowiednie CHA. Pierwsza z nich, Pasja wg św. Jana z Ta- warunki akustyczne dla kameralnych dźwięków. Z równie dobrym przyjęciem wśród wrocławverner Consort i Wrocławską Orkiestrą Barokową pod dyrekcją Andrew Parrotta, druga, Pa- skiej publiczności spotkała się Pasja wg św. Masja wg św. Mateusza z Gabrieli Consort & Play- teusza w wykonaniu McCreesha i jego ośmioers i Paulem McCreeshem. Od dłuższego cza- głosowego Gabrieli Consort wraz z orkiestrą, znasu pomiędzy muzykologami i specjalistami od na melomanom z nagranej dziesięć lat wcześniej wykonawstwa muzyki dawnej toczą się spory płyty. Interpretacja McCreesha była spójna i dojdotyczące obsady wokalnej dzieł Bacha. Do tej rzała, a soliści przedstawiali wysoki poziom swoTRADYCJA FESTIWALU WRATISLAVIA pory przyzwyczajeni byliśmy do imponujące- ich umiejętności. Na szczególne uznanie zasłuCANTANS SIĘGA ROKU 1966, a jego założy- go brzmienia dużych chórów. Parrott, w ślad żył tenor Nicholas Mulroy, który w roli Ewancielem i pomysłodawcą był jeden z najwybit- za Joshuą Rifkinem, głosi tezę, jakoby utwory gelisty dramatycznie i z zaangażowaniem komentował bieg wydarzeń. niejszych polskich dyrygentów Andrzej Mar- religijne kantora z Wykonawcy udowodnili, kowski. Według jego założeń podczas koncer- Lipska należało Obecni dyrektorzy Festiwalu że muzykę Bacha w dotów festiwalowych miały być prezentowane wiel- wykonywać w sobrym wydaniu słucha się kie dzieła wokalno-instrumentalne od okresu lowej obsadzie woWratislavia Cantans przywrócili z zainteresowaniem, naśredniowiecza, poprzez barok, aż po muzykę kalnej. Jednak opimu pierwotny kształt, propaguwet jeśli trwa ona kilka gowspółczesną. Przez lata jednak formuła ta, na- nia ta wzbudza nając program oparty przede dzin. Podział na dwa zewiązująca do gatunku oratoryjno-kantatowego, dal szereg kontrospoły i odpowiednie ustazostała nieco zaniedbana i zagubiła się w gąsz- wersji, a jej uzasadwszystkim na religijnej muzyce wienie na estradzie zagwaczu innych form sztuki, takich jak balet czy ope- nienie historyczne wokalno-instrumentalnej. rantowały bogate, jakby ra. Jak zauważyła krytyk muzyczna Ewa Ko- nie dla wszystkich stereofoniczne brzmienie. fin, obecni dyrektorzy Andrzej Kosendiak i Paul wydaje się być Do ciekawych wydaMcCreesh przywrócili Wratislavii pierwotny przekonujące. Jak kształt, propagując program oparty przede przyznał Parrott w rozmowie z Piotrem Matwiej- rzeń artystycznych festiwalu należał również wywszystkim na religijnej muzyce wokalno-instru- czukiem z Programu 2 Polskiego Radia: “Jeśli stęp wyśmienitej skrzypaczki należącej do czomentalnej. Odkąd pieczę nad tym programem ktoś poświęca całe życie wykonywaniu muzy- łowych interpretatorów muzyki dawnej – Rapełnił McCreesh, poszczególne edycje charak- ki Bacha w jeden konkretny sposób, może oka- chel Podger wraz z zespołem Brecon Baroque. teryzowała niezwykła spójność tematyczna. By- zać się dla niego bolesne, jeśli powiemy mu, że Podczas prawdziwego muzycznego maratonu ła twórczość kompozytorów angielskich, poja- sam Bach grał swoją muzykę zupełnie inaczej”. w Auli Leopoldina Uniwersytetu Wrocławskiewiła się również problematyka przemijania. W konsekwencji wśród największych autory- go, artyści wykonali dziewięć koncertów BaRepertuar 47. Festiwalu Wratislavia Cantans tetów interpretacji muzyki dawnej utworzyły cha na różnorodne składy oraz jego Ricercar z przez wielu został uznany za najlepszy od kil- się jakby dwa obozy. Sir John Eliot Gardiner i Musikalisches Opfer BWV 1079. Wykonanie ku lat. Idee przewodnie tegorocznej edycji by- Philippe Herreweghe pozostali przy większych to, szczególnie w solach skrzypcowych, możły dwie: tematyka pasyjna oraz twórczość Jo- obsadach chóralnych, a Parrott i McCreesh zde- na uznać za perfekcyjne, a sam zespół, mimo hanna Sebastiana Bacha. Wyjątkowa obfitość cydowali się na obsady solistyczne. Pierwsze- kameralnej obsady, zaskoczył pełnym, bogatym dzieł kantora z Lipska była w pełni uzasadnio- go dnia festiwalu, w bogatym, barokowym wnę- dźwiękiem. Pomimo wewnętrznej spójności tematyczna, gdyż wiązała się z historią życia muzycz- trzu Kościoła Uniwersyteckiego we Wrocławiu, nego Wrocławia. Dokładnie sto lat temu, w nie- zabrzmiała Pasja wg św. Jana. Parrott z niesły- nej różnorodność programowa tegorocznego mieckim Breslau odbył się Festiwal Bachow- chaną energią poprowadził swój The Taverner festiwalu mogła zadowolić wielu. Oprócz wsposki, podczas którego zaprezentowane zostały Consort, połączony tym razem z Wrocławską mnianych utworów w dolnośląskich kościo-

ZDJĘCIE: ŁUKASZ RAJCHERT

Muzyka Jana Sebastiana Bacha oraz męka i śmierć Chrystusa to motywy, wokół których powstał program tegorocznego, 47. Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans we Wrocławiu.

łach i salach koncertowych zabrzmiały dzieła od Giovanniego Pierluigi da Palestriny i Orlanda di Lasso, poprzez Antoniego Caldarę, klasyków wiedeńskich, Ferenca Liszta, po Astora Piazzollę, Antona Weberna, Pawła Mykietyna i Pawła Łukaszewskiego. Do współpracy zaproszono wybitnych artystów, jak: klawesynista Trevor Pinnock, gambista Jonathan Manson, Doric String Quartet, Copenhagen Royal Chapel Choir, La Risonanza, Gallicantus czy rodzime: Lutosławski String Quartet, Wrocławska Orkiestra Barokowa, Wrocławska Orkiestra Kameralna Leopoldinum, a także Chór i Orkiestra Filharmonii Wrocławskiej oraz Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach. WROCŁAWSKI FESTIWAL, ZDOBYWAJĄCY NA ŚWIECIE CORAZ WIĘKSZĄ RANGĘ,

przyciągnął rzesze melomanów różnych narodowości. Na długo przed rozpoczęciem Wratislavii wyprzedane zostały wszystkie bilety, przed koncertami ciągnęły się kolejki po wejściówki, a sale koncertowe wypełnione były po brzegi. Z roku na roku coraz wyraźniejszy wydaje się być wzrost zainteresowania festiwalem zarówno ze strony publiczności, jak i wykonawców. Funkcję dyrektora artystycznego kolejnej edycji obejmie założyciel zespołu Il Giardino Armonico – Giovanni Antonini. “Uczestniczenie we wszystkim, co się dzieje we Wrocławiu, było bardzo poruszające – powiedział na zakończenie festiwalu Paul McCreesh. – To miasto jest pełne pasji”. p


PAŹDZIERNIK 2012

“To co pisze, jest święte”

DODATEK KULTURALNY nowego

Przekładaniec

To wiekopomne zdanie wy- wyssanie obywatela powiedział kilka dni temu kie- poza kabinę, i to byłoby rowca krakowskiego autobu- dopuszczalne, gdyby nie wysu, w odpowiedzi na uwagę ciągało następnych pasażerów oraz nie prowapasażerki o niedziałającym dziło do rozerwania samolotu w powietrzu, jak automacie do biletów. Wyedu- to się zdarzyło dwukrotnie brytyjskim cometom kowana pasażerka spróbowa- z powodu okien, zainstalowanych na dachu w ła przy okazji podedukować celu lepszego łapania sygnałów radiowych. Okna kierowcę w polszczyźnie. Dialog kierowcy, pękły, a comety zamieniły się w dwie komety i czyli dowódcy, by nie powiedzieć prezyden- spadły do Morza Śródziemnego. Wyssanie z kabiny to na pewno dobry spota autobusu z szeregową, szarą myszką, niewolnicą jego woli i widzimisię jego wszech- sób na pozbycie się rywala, ale o ile mi wiawładzy, wyglądał mniej więcej tak: Nie to co domo, samolot Obamy, czyli Air Force One, pisze, ale co jest napisane, proszę pana. Że nie jest jeszcze kabrioletem i nic nie wskazuco, psze pani? Że powinien pan powiedzieć: je na to, by nim został w najbliższej przyszłoTo, co jest napisane, jest święte. A bo nie jest? ści. Wyborcy mogą jednak wybrać Mitta na Sama widzi, bo oczy ma i czytać umie, że jak prezydenta, bo cenią odwagę. Bo to trzeba mieć automat działa, to ja biletów nie sprzedaję. guts, jak mówią Indianie, by robić z siebie puWiem, że dysponuję oczami, bo widzę, że au- blicznie durnia. Tym niemniej Mitt ma szantomat nie działa, i ani ja, ani kilka osób przede se, skoro największy komik pośród prezydenmną nie mogło kupić biletu. Ale ja nie mogę tów, George W. Bush, rozśmieszał gafami pół sprzedać, bo mi tu pisze, że automat działa. Ameryki i świata aż przez dwie kadencje. Dla wielu Amerykanów to, co mówi i piJa też widzę, co jest napisane, powtarzam: na-pi-sa-ne, ale panu tłumaczę, że nie dzia- sze Mitt, jest jednak święte. Nie wszyscy poła. Niech pani tłumaczy mężowi nie mnie, bo litycy mają taki szacunek dla języka. Nie okamnie tu pisze, że działa i biletu nie sprzedam, zały się świętymi słowa napisane na blogu antykomor.pl. Robert a jak się nie podoba, Frycz myślał, że w może wysiąść... Mitt próbował rozwiać mit demokracji można Dialogi na cztery nosobie żarty stroić z gi (w tym dwie bosko o konieczności istnienia urzędującej głowy zgrabne) oraz logikę szczelnych okien w samolotach... państwa, ale wybikierowcy krakowskieła mu to z głowy, go autobusu przebił ostatnio kandydat republikanów na prezydenta. wybijając uprzednio drzwi, ekipa Agencji BezMitt Romney próbował rozwiać mit o koniecz- pieczeństwa Wewnętrznego oraz prokuratuności istnienia hermetycznie szczelnych okien ra. Dostał rok i trzy miesiące, czyli tyle samo, w samolotach. Powodowała nim troska o bez- co mafiosi z Pruszkowa. “To była strona sapieczeństwo pasażerów. Jego instynkt społecz- tyryczna, a treści na niej zawarte miały wyny, zademonstrowany wyznaniem o istnieniu w woływać uśmiech” – tłumaczył się Frycz. Nie Ameryce 47 procent nieudaczników, został wy- bądź taki Frycz-Modrzewski, zdaje się móostrzony przez przymusowe lądowanie samo- wić Fryczowi polski wymiar (nie)sprawiedlilotu z jego małżonką na pokładzie. Mitt wygło- wości. Już pięć wieków temu najwybitniejsił swoje uwagi przed tłumem kwestarzy, któ- szy pisarz polityczny epoki staropolskiej swe rzy zebrali tego dnia 6 milionów dolarów na je- dzieło O poprawie Rzeczypospolitej poświęgo kampanię, czyli zapłacili za możliwość wy- cił programowi przebudowy państwa w kiesłuchania takich oto natchnionych mądrości: runku równości wszystkich obywateli wobec “Kiedy masz pożar w samolocie, nie ma gdzie prawa. To było w XVI wieku. W Polsce wieuciekać, i nie ma dostępu do tlenu z zewnątrz ku XXI zamiata się pod dywan afery, wypuszsamolotu, bo okna się nie otwierają. Nie wiem, cza na wolność morderców, a zamyka masodlaczego nie robią w samolotach otwieranych wo rowerzystów za jazdę po piwku oraz emeokien. To prawdziwy problem. Więc to jest bar- rytki za kradzież bułki w sklepie. Andrzej Frycz-Modrzewski, podobnie jak dzo niebezpieczne”. Powiedział, że jego żona z powodu dymu na pokładzie “dusiła się i prze- pani doktor z autobusu, ukończył Uniwersycierała oczy. Na szczęście było wystarczająco tet Jagielloński, zwany za jego czasów Akadużo tlenu dla pilotów, aby mogli bezpiecznie demią Krakowską. Wniosek stąd taki płynie, że płyną wieki, zmieniają się epoki i opoki syswylądować w Denver”. Wiem dlaczego: w kabinie pilotów można temów, a w Polsce nie ulega zmianie święta otworzyć okno (ale tylko przed startem lub po zasada podziału na równych i równiejszych wowylądowaniu!), i to jest ewidentną dyskrymi- bec prawa. To, co zapisanie w ustawach, a nanacją pasażerów. W demokracji amerykańskiej wet konstytucji, dla wybranych świętym nie każdy obywatel ma równe prawa, w tym pra- jest, nie było i nigdy nie będzie. Co napisawwo do wybrania rodzaju śmierci. Otwarcie okna szy, otwieram okno w boeingu, by pooddyna wysokości 12 kilometrów spowodowałoby chać świeżym powietrzem... p

Caroline Sanderson: Być jak… Adele Historia niesamowitego sukcesu brytyjskiej piosenkarki Adele, która zdobyła sześć nagród Grammy w tym roku. Książka opowiada historię dzieciństwa Adele, wychowywanej przez samotną matkę w północnym Londynie, i okres nauki w BRIT School for Performing Arts & Technology. Książka przedstawia też ostatnie miesiące życia wokalistki, kiedy to kłopoty z gardłem spowodowały przerwę w jej błyskotliwej karierze. s. 304, 29.00 dol.

Przegląd Polski

11

PIOTR FLORCZYK – LISTY Z LOS ANGELES

MAREK KUSIBA – ŻABKĄ PRZEZ ATLANTYK

EK POLISH BOOKSTORE POLECA – ZADZWOŃ: (201) 355-7496

dziennika

Po dwóch tygodniach niędzy na statek ani dwóch czy re kor do wych upa łów, trzech miesięcy urlopu. podczas których połu- To nic, że gdy dniowa Kalifornia prze- przyrządzamieniła się w wielką be- łem dzisiaj tonową saunę, wszystko rano śniadawraca do normy. Czyli nie, wypadło studenci na katolickiej mi z mojej cuuczelni w San Diego, gdzie mam teraz przy- downej lewej jemność wykładać, przyznają się bez bicia, rę ki nie jed no że nie czytali nigdy Biblii, a na dodatek przy- jajko, a nóż po raz kolejny posznitował mi chodzą na zajęcia z poezji niemalże na go- kciuk. “Latawce, dmuchawce, wiatr” – nulasa. Prezenterzy wieczornych wiadomości ciłem sobie wczoraj pod nosem, wbiegając z rumieńcami na policzkach donoszą, że w z deską w fale Pacyfiku, bez wcześniejszej Los Angeles pojawił się Robin Hood, który potrzeby wciskania swoich zanikających miępo napadzie na bank wyrzucał przez okno śni w gorset pianki. Efekt cieplarniany to pogarści zrabowanych banknotów. A nasze no- ważna sprawa – ile jeszcze min i innych niewe mieszkanie powoli staje się domem, schro- wypałów obnaży w sobie wysychająca Winiskiem oraz placem zabaw, bo życie na sła? – ale póki co ciepłą wodą w oceanie niech dwóch poziomach to ciągła gonitwa z góry cieszy się kto może. Co najbardziej podobało się tutaj Janu Kotna dół za byle czym i za sobą. Jeśli czyta ten list jakiś iluzjonista, szar- towi? Może poranna mgła? Którymi drogalatan czy nawet pospolity oszust, to proszę mi w Santa Monica i Pacific Palisades włóniech się do mnie zgłosi. Ile bym dał, aby czyli się Thomas Mann i Bertolt Brecht? nie musiał schodzić i wchodzić po schodach Gdzie mieszkali mniej więcej wiem, ale któdziesięć razy dziennie, bo zostawiłem tele- rędy chadzali, dyskutując o wiadomościach fon w kuchni, a teraz siedzę w gabinecie i z okupowanej Europy, pozostanie tajemnisłyszę, jak piszczy i podskakuje na blacie obok cą. Dla Kotta Szekspir i jego bohaterzy – zlewu. Bo zapomniałem wyłączyć telewizor wszędzie, i trudno się z nim nie zgodzić. Znam lub zgasić światło w jadalni. Dobrze, przy- przynajmniej jednego Hamleta – właśnie podnajmniej schudnę parę kilogramów, ale jak- szedł do okna w domu naprzeciwko. Łysieże tęsknię za swoimi przyzwyczajeniami, za jący, szczupły facet po pięćdziesiątce. Ma czasami, kiedy to rozstawiając ramiona, nie- szaroburego kota. Zza zasłony obserwuję, jak malże dotykałem przeciwległych ścian w każ- zapala dżointa, zaciąga się, kaszle, rozmyśla. Nie mam wątpliwości: coś tu gnije. dym z naszych dwóch pokoi. Tymczasem, aby uczynić ze świata jeszWalcząc więc z kłębowiskiem uczuć i przysłowiową głęboką wodą, w toń której zosta- cze mniejszą wioskę, szlifuję przekłady wierszy Jarosława Mikołałem przez los wrzujewskiego. Ten świetny cony, w gorączce Którymi drogami w Santa poeta – według Julii przedwyborczej suMonica i Pacific Palisades Hartwig tak samo delimien nie od li czam katny, czuły, jak i dradni do pobrania kawłóczyli się Thomas Mann pieżny – na początku sy postawionej na i Bertolt Brecht? przyszłego roku zadekolejne zwycięstwo biutuje w języku ameObamy. Co więcej, w duchu solidarności postanowiłem, że w prze- rykańskim. Gdy czytam po raz kolejny strociwieństwie do kierowców firm kurierskich fę otwierającą wiersz “Między ziemią a nie”, UPS i FedEx, którzy mają zaoszczędzić fir- w której poeta pisze “ziemia głośno wyje/ mom na kosztach paliwa poprzez unikanie bo wszedłem na piętro/ zejdź bo jestem głodstania na światłach oraz skręcania w lewo na/ skamle drapiąc drzwi”, to aż zrywam się na skrzyżowaniach, ja właśnie że będę skrę- od biurka i staję przy schodach, nasłuchując, cał tylko w lewo. Tak, do szóstego listopa- czy rzeczywiście ktoś nie dobija się do drzwi. da, nie tylko skręcam wyłącznie w lewo, śpię Jakieś szmery do mnie dochodzą, wóz strapo lewej stronie w łóżku, zapinam guziki ko- żacki pędzi ulicami, ale reszta milczy. Przeszuli oraz zasuwam rozporek tylko jedną rę- pocone koszulki czekają na pranie, wiszące ką – zgadnijcie którą! – ale też jem i piszę pod oknami wyczerpane klimatyzatory opulewą ręką, a żeby nie było wątpliwości, co ściły łby i drzemią. Na tłumaczeniu poezji, ba, świata!, minie do moich poglądów polityczno-społeczno-kulturalnych, codziennie witam się z kole- mi pół dnia. W międzyczasie zbiegnę i wbiegami i z obcymi podając im lewą rękę. Kto gnę po schodach kolejnych dziesięć razy, ale by pomyślał, że jeszcze kiedyś odkryję w so- mimo tego nie czuję, że “mieszkam w wysokiej wieży otoczonej fosą”, jak śpiewał kiebie nowy talent – a jednak. Postęp musi być, bo bez postępu nie przy- dyś zespół Sztywny Pal Azji, a raczej w mieszszedłbym na świat i nie miałbym okazji bez- kaniu, które pozwala nie tylko się w nim zguwstydnie obnażać swoich najskrytszych ta- bić, ale również o sobie zapomnieć. Niech jemnic. Wyjechawszy z Polski, już bym do ten list będzie wstępem do jednego i do druniej nigdy nie wrócił, bo nie miałbym pie- giego. p

WWW.EKBOOKSTORE.COM

Swietłana Aleksijewicz: Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości Katastrofa elektrowni atomowej w Czarnobylu była najpotężniejszą z katastrof technologicznych XX wieku. Dwadzieścia lat później Swietłana Aleksijewicz wróciła do Czarnobyla. Rozmawiała z ludźmi, którzy żyć nie powinni, ale żyją, bo żyć trzeba. Stworzyła do głębi wstrząsający obraz nie tylko samej tragedii, lecz także istoty zwanej “homo sovieticus”: bezgranicznie oddanej państwu i lekceważącej siebie. Po raz kolejny ta wybitna białoruska dziennikarka stawia nas wobec bezlitosnej prawdy. s. 288, 22.00 dol.

Kaya Mirecka-Ploss: Kobieta, która widziała za dużo W 1977 roku Kaya Ploss i jej mąż postanowili sprzedać dom. W tym celu wynajmują agenta nieruchomości Earmana. Wkrótce zostaje dokonane morderstwo. Ginie para młodych ludzi: Alan Foreman, kolega Earmana z pracy, i jego dziewczyna Donna. Kaya widzi scenę zabójstwa, choć nie jest w stanie dostrzec mordercy. Znana działaczka polonijna wplata w kryminalną historię wiele szczegółów ze swojej biografii. s. 320, 19.00 dol.

Ryszard Wiland: Niedokończone dzieciństwo Spokojne, radosne dzieciństwo Ryszarda Wilanda w Kostkopolu pod Lwowem kończy się, gdy chłopiec ma cztery lata. Zostaje wysłany w głąb Rosji, gdzie następuje pierwszy etap wojennej tułaczki. Poprzez łagier, kołchoz w stepach Uzbekistanu dociera do Persji, a potem do Afryki. Podróż kończy się w Australii. Niedokończone dzieciństwo jest wzruszającą opowieścią o wojnie widzianej oczami dziecka. s. 165, 18.00 dol.


Ze świata kultury 12 Przegląd Polski

DODATEK KULTURALNY nowego

dziennika

PAŹDZIERNIK 2012

notatnik na październik METROPOLITAN MUSEUM OF ART metmuseum.org/ 1000 5th Avenue, NY 3 X Bernini. Rzeźbienie w glinie, ponad 50 rzeźb i szkiców rzeźbiarza włoskiego Giana Lorenzo Berniniego (1598-1680); do 6 stycznia 2013 11 X Manipulowanie fotografią przed Photoshopem: pierwsza tego rodzaju wystawa przedstawiająca fotografię od 1840 r.; ponad 200 eksponatów; do 27 stycznia 2013 30 X Niezwykłe wynalazki: meble Roentegensów. Dwaj stolarze, ojciec i syn, pracujący w Niemczech na przełomie XVIII i XIX wieku wykonywali meble z tajnymi schowkami i ukrytymi przekładniami; do 27 stycznia 2013.

MORGAN LIBRARY AND MUSEUM themorgan.org

ZDJĘCIE: PAP/GRZEGORZ MICHAŁOWSKI

225 Madison Ave. i 36 St., NY

Rynek Manufaktury w Łodzi w weekend 22-23 września br. zamienił się w ogromną scenę teatralną. Odbyła się tu bowiem 7. edycja Festiwalu Teatrów Ulicznych TrotuArt. Przez dwa dni zostały zaprezentowane spektakle teatrów międzynarodowej sceny z niezwykłą choreografią. Jako pierwszy widzowie zobaczyli przedstawienie “Gil pogromca smoków”, inspirowane utworami J.R.R. Tolkiena “Silmarillion” i “Farmer Giles of Ham” z pięknymi i barwnymi kostiumami, szczudlarzami, fantastyczną muzyką. Festiwal odbywa się co roku, we wrześniu. Pierwsza edycja miała miejsce w 2006 roku, jako Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych TrotuArt. Organizatorem festiwalu jest Teatr Lalek Arlekin w Łodzi.

FILMOWE NAGRODY Koreański thriller psychologiczny Pieta w reżyserii Kim Ki-duka zdobył Złotego Lwa na 69. Festiwalu Filmowym w Wenecji. Jego bohaterem jest Lee Kan-do, brutalny i bezwzględny przestępca, wymuszający spłatę długów na ubogich mieszkańcach robotniczego miasteczka. Srebrnego Lwa za najlepszą reżyserię odebrał Paul Thomas Anderson za dramat Mistrz, w którym Phillip Seymour Hoffman wcielił się w rolę charyzmatycznego założyciela sekty religijnej. Hoffman wraz z grającym w filmie Joaquinem Phoenixem otrzymał Puchar Volpi za najlepszą kreację aktorską. Z kolei zdobywcą głównej nagrody na festiwalu filmowym w Toronto – People’s Choice Award – została komedia romantyczna Davida Russella Silver Lining Playbook z Bradleyem Cooperem i Jennifer Lawrence w rolach głównych. Cooper zagrał nauczyciela, który po ośmiu miesiącach spędzonych w zakładzie psychiatrycznym przeprowadza się do rodziców. Natomiast na festiwalu filmów amerykańskich w Deauville we Francji zwyciężył debiutancki obraz Benha Zeitkina Bestie z południowych krain, będący połączeniem kina katastroficznego i magicznego realizmu.

AIDA W OPRAWIE GLOBALNEJ W stolicy Omanu – Maskacie – wystawiono operę Giuseppe Verdiego Aida, w której udział wzięli artyści Teatru Wielkiego-Opery Narodowej w Warszawie. Reżyserem inscenizacji był włoski artysta Roberto Laganą Manoli. Orkiestrą dyrygował Patrick Fournillier z Francji. Podczas premierowego przedstawienia partię Aidy zaśpiewała amerykańska sopranistka Mardi Byers, a Radamesa – bułgarski tenor Kamen Chanev. Na deskach teatru operowego w Maskacie pojawili się także: Anna Lubańska, Mieczysław

Milun i Krzysztof Bednarek. Budynek operowy wzniesiono rok temu na zlecenie sułtana Omanu Kabusa ibn-Saida. Wystąpili w nim do tej pory m.in. Renee Fleming, Plácido Domingo, wiolonczelista Yo-Yo Ma i Balet Teatru Maryjskiego z Petersburga.

AMERYKANIE W PARYŻU W paryskim ratuszu otwarto wystawę zatytułowaną Paryż oczyma Hollywoodu, na której obejrzeć można fotografie, plakaty, kostiumy, scenografie i scenariusze amerykańskich filmów w których pojawia się Paryż. Atrakcją dla zwiedzających jest słynna suknia Audrey Hepburn z filmu Ariane, zaprojektowana przez Huberta de Givenchy. Na 20-metrowym ekranie wyświetlane są fragmenty ponad stu filmów, w tym Hugo Martina Scorsese, Moulin Rouge Johna Hustona, Amerykanin w Paryżu Vincente Minnellego i Północ w Paryżu Woody’ego Allena. Kurator wystawy Antoine de Baecque powiedział: “Paryż w Hollywood nie jest prawdziwym miastem. To wytwór amerykańskiej wyobraźni”.

HARRY POTTER A REBOURS Prestiżowa nagroda Hugo przyznawana w dziedzinie literatury science fiction trafiła do rąk walijskiej pisarki Jo Walton, autorki powieści Among Others. Bohaterką książki jest pochodząca z rodziny czarowników Morwenna Phelps, która po tragicznej śmierci siostry trafia do zwykłej szkoły z internatem. Podczas 72. Światowego Kongresu Science Fiction w Chicago uhonorowano także filmowy serial Gra o tron oparty na cyklu powieści George’a R.R. Martina.

FOTOGRAFICZNE KOLAŻE Od 40 lat brytyjski artysta John Stezaker tworzy oryginalne kolaże wykorzystując stare fotografie, ilustracje książkowe, zdjęcia z

czasopism i pocztówki. Chociaż nie jest zawodowym fotografem, zdobył niedawno Deutsche Börse Prize, prestiżową nagrodę przyznawaną za wybitne osiągnięcia w dziedzinie sztuki fotograficznej. Wyróżnienie w wysokości 49 tysięcy dolarów odebrał podczas gali w Londynie. Prace Stezakera i trzech pozostałych finalistów: Pietera Hugo, Rinko Kawauchi i Christophera Williamsa oglądać można do końca października w niemieckim mieście Eschorn.

BAJKI BEZ GRANIC Wolfgang Mieder jest profesorem literatury niemieckiej na University of Vermont. Od 40 lat prowadzi badania naukowe na temat baśni, zwłaszcza baśni niemieckich i ich wpływu na literaturę innych krajów. Mieder powiedział: “Praktycznie nie ma kraju na świecie, w którym nieznane byłyby klasyczne baśnie braci Grimm. Chociaż stare opowiadania i motywy zostały uwspółcześnione, jądro, istota ich przekazu została bez zmian”. Mieder ma na swoim koncie ponad 200 publikacji poświęconych baśniom, legendom, sagom i ludowym przysłowiom. We wrześniu w Volkach w Bawarii otrzymał European Fairytale Prize.

PRAGA ANTONÍNA DVORÁKA W stolicy Czech zakończył się Festiwal im. Antonína Dvořaka. Wystąpiły m.in. Praska Orkiestra Symfoniczna pod batutą Sergeya Smbatyana z Armenii, Staatskapelle Dresden dyrygowana przez Zubina Mehtę i Młodzieżowa Orkiestra z Caracas pod batutą Dietricha Paredesa. Utwory Dvořáka, Straussa, Chopina, Beethovena, Brahmsa, Czajkowskiego i Saint-SaĎnsa zagrali: indyjski pianista Julian Clef, niemiecka skrzypaczka Vilde Frang, palestyński pianista Saleem Abboud Ashkar i niemiecki wiolonczelista Isang Enders. MAŁGORZATA MARKOFF

12 X Od Durera do de Kooninga; 100 mistrzowskich rysunków z kolekcji z Monachium. Okazy najpiękniejszych rysunków z kolekcji Staatliche Graphische Sammlung; prace m.in.: Michała Anioła, Rafaela, Tycjana, Durera, Holbeina, Rubensa i Rembrandta. Kolekcja nigdy nie była prezentowana w Stanach Zjednoczonych; do 6 stycznia 2013.

Koncerty w bibliotece Morgana: 17, 19 X Baroque on Pieces – St. Luke’s Chamber Ensemble (bilety 48 dol.); godz. 7:30 wiecz. 21 X Glass at 75: Piano works; Maki Namekawa & Dennis Russell Davies (bilety 48 dol.); godz. 3:00 ppoł. 26 X Oktoberfest at the Morgan; Zum Biergarten (wstęp wolny); godz. 6:30-8:30 wiecz. 28 X Koncerto Köln – Boston Early Music Festival (bilety 48 dol.); godz. 4:00 ppoł.

FRICK COLLECTION www.frick.org/ 1 East 70th Street, NY 2 X Od Mantegny do Matisse’a: Rysunki mistrzów z The Courtauld Gallery; najcenniejsze rysunki z londyńskiej Courtauld Gallery: szkice, studia, przyczynki do późniejszych innych prac artystycznych oraz prace specjalnie stworzone na papierze. Wśród prac wielu wybitnych artystów będzie można zobaczyć dzieła: Andrea Mantegny, Leonarda da Vinci, Albrechta Dürera, Michała Anioła, Rubensa, Rembrandta, Watteau, Turnera, Degasa, Cezanne’a, Seurata, Matisse’a i Picassa

NJPAC Newark, NJ njpac.org 1 Center St. Newark, NJ 25 X New Jersey Symphony Orchestra pod dyr. Jacques’a Lacombe zaprezentuje koncert z utworami Rachmaninowa. godz. 1:30 ppoł., 8:00 wiecz. 28 X Orkiestra Teatru Maryjskiego pod dyr. Walerego Gergiewa, w koncercie utwory: Strawińskiego, Szostakowicza, Straussa; godz. 4: ppoł.

STATE THEATRE, NJ statetheatrenj.org 15 Livingston Ave., New Brunswick, NJ 10 X Adriana Lecouvreur – prezentacja na wielkim ekranie HD opery Pucciniego z Royal Opera Housew Londynie; godz. 7:00 wiecz. 21 X Filharmonia Warszawska pod dyr. Antoniego Wita; w programie utwory Beethovena i Czajkowskiego; godz. 3:00 ppoł. 27 X Shen Yun Performing Arts – spektakl prezentujący klasyczną chińską muzykę i taniec; godz. 7:30 wiecz. 28 X New Jersey Symphony Orchestra pod dyr. Jacques’a Lacombe zaprezentuje koncert z utworami Rachmaninowa; solista – Dong-Hyek Lim (fortepian); godz. 3:00 ppoł.

Miesi´czny dodatek kulturalny nowego dziennika www.dziennik.com/przeglad-polski Redaguje: Jolanta Wysocka

jw@dziennik.com

Nowy Dziennik 2012/09/28 Przegląd Polski  

Od ponad 40 lat Nowy Dziennik utrzymuje pozycję największej i najbardziej prestiżowej polskojęzycznej gazety codziennej w USA. Redagowany i...

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you