Page 1

Nr 2-2013/14 (8) Dodatek specjalny: WYWIAD Z ANIĄ WYSZKONI p

e

ł

n

a

w

e

r

s

j

a

Podążajcie za marzeniami Jest jedną z najzdolniejszych, najmilszych i najbardziej uzależniających od swojej twórczości wokalistek w Polsce. Zaczynała od małych występów, by w końcu osiągnąć sukces! Mimo ogromu pracy, nie kazała na siebie czekać. Ogromna wrażliwość, niespotykana otwartość i empatia, to jej cechy. Dała się poznać jako Ania – wokalistka zespołu Łzy, jednak od jakiegoś czasu postawiła na karierę solową! I opłaciło się! Dziś możemy posłuchać jej utworów takich jak: Czy ten pan i pani, Wiem, ze jesteś tam czy najnowsze Powietrze. Specjalnie dla „Dwójki” wywiadu udzieliła ANIA WYSZKONI. Za pośrednictwem Internetu rozmawiała ANNA LEWNADOWSKA. AL: Wchodzę na Pani oficjalną stronę i kolejno odsłuchuje Pani piosenki. Pierwsze pytanie jakie mi się narzuca to skąd w Pani taka wrażliwość, którą ewidentnie daje się w nich wyczuwać? AW: To naturalny i wrodzony dar. Choć w życiu artystki bardzo ważny, często był

uciążliwy w życiu. Szczególnie, kiedy byłam młoda i nie potrafiłam sobie poradzić, kiedy ktoś mnie ranił… umyślnie lub niechcący. Dzisiaj wiele się zmieniło. Mam cudowną rodzinę. Czuję się szczęśliwa i pewnie idę przez życie. Moją wrażliwość postrzegam więc dzisiaj wyłącznie jako zaletę.


AL: Skąd bierze Pani inspiracje do pisania tekstów? AW: Bodźcem do pisania jest zawsze jakieś wydarzenie, moje odczucia, emocje. Stąd też tak wiele w moich piosenkach prawdy. Śpiewając staję się postacią, o której śpiewam. AL: Śpiewała Pani od najmłodszych lat. Ale zamiłowanie do muzyki jest tylko jedną z wielu rzeczy, które składają się na wielki sukces. Jakie rzeczy złożyły się na Pani sukces? AW: Kiedy byłam dzieckiem nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak wiele czasu poświęcam muzyce i pracy nad sobą, bo wszystko co robiłam, robiłam z miłością i pasją. Długie godziny spędzałam w salce prób. Tańczyłam, śpiewałam, przygotowywałam występy dla moich rodziców. Z czasem moja publiczność stawała się większa. Brałam udział w konkursach i wykorzystywałam każdą okazję, żeby stanąć na scenie. Wiem również, że miałam w życiu wiele szczęścia, ale i szczęście trzeba do siebie przyciągać. Nie można czekać, aż coś się samo wydarzy. Dzisiaj ciągle chcę się rozwijać. Pracuję nad swoim głosem, ciałem i umysłem. Jestem mamą dwójki dzieci, a jednocześnie kobietą, która dba o siebie dla samej siebie. AL: Na portalach plotkarskich i w tzw. brukowcach bardzo rzadko można znaleźć informacje o Ani Wyszkoni. Jeśli się już pojawiają, to są to zazwyczaj wywiady, których Pani udziela. Jak się udaje zachować taką prywatność w czasach, gdzie „każdy śledzi każdego”? AW: To jest zdecydowanie łatwiejsze, kiedy mieszka się poza Warszawą. Jednocześnie nie należę do tych osób, które

zabiegają o tanie skandale ze swoim udziałem tylko po to, żeby znaleźć się w gazetach. Dbam raczej o to, by być kojarzoną z dobrymi piosenkami i z życiem artystycznym. Jasno wyznaczyłam sobie granicę między tym, co chcę ludziom o sobie zdradzić, a co stanowi moje życie prywatne. Nie dam się namówić na sesję z córką, żeby znaleźć się na okładce magazynu. Moja rodzina, mój dom to mój azyl. AL: Dlaczego piosenki o miłości stanowią znaczną większość Pani utworów? AW: Miłość towarzyszy mi każdego dnia. Jest częścią mojego życia. To najbliższe nam wszystkim uczucie, choć nie zawsze daje wyłącznie szczęście. Piosenki powodują, że ciągle można ją dla siebie w pewien sposób odkrywać, przypominać sobie jaka może być. Piosenki o miłości towarzyszą ludzkości od zarania dziejów. Nie jestem osamotniona jako artystka w tym zjawisku. AL: W 2009 roku rozpoczęła Pani karierę solową. Jaka była przyczyna odejścia z zespołu „Łzy”? AW: Łzy to etap zamknięty. Nie chcę już do niego wracać. Wolę się skupić na tym, co przede mną.


AL: Angażuje się Pani w działalność społeczną z wielkim oddaniem, czego dowodem może być nominacja do Nagrody Gwiazdy Dobroczynności. Skąd u Pani taki zapał do pomagania? AW: Możliwość pomagania innym to jedna z najpiękniejszych stron bycia artystką i osobą znaną. Niesamowite, jak wiele radości można komuś podarować będąc po prostu blisko. Sama czerpię całe mnóstwo energii ze spotkań z ludźmi, a przede wszystkim dziećmi, którym mogę w jakiś sposób pomóc. Nasze rozmowy, wspólne śpiewanie dają nam wszystkim wiele radości, ale też skłaniają do refleksji, zadumy. Po każdym spotkaniu z chorymi lub mającymi jakiekolwiek problemy dziećmi jeszcze mocniej doceniam zdrowie i wszystko to, co otrzymałam od losu. Jednocześnie jeszcze bardziej chcę się dzielić z innymi moją radością.

AL: Przeglądając i przesłuchując Pani utwory zauważa się, że wcześniejsze piosenki miały charakter bardziej rockowy. Najnowsze są bardziej kobiece, delikatne. Co sprawiło, że w tym dziale Pani działalności zaszła aż tak wielka zmiana? AW: Każdy artysta musi dojrzewać. Tak dzieje się również ze mną. Zmienił się mój wizerunek i zmieniła się moja muzyka. To, co tworzę jest wyrazem tego, co czuję. Dzisiaj jestem dojrzalszą kobietą, matką i słucham innej muzyki niż 15 lat temu. Inaczej postrzegam świat. Wszystko to można dostrzec w mojej muzycznej drodze. AL: Grono Pani fanów składa się i z kobiet i z mężczyzn. Takie „uwielbienie” i przeogromna sympatia jest zobowiązująca. Jakie są Pani dalsze plany zawodowe? AW: Wszystko, co dzieje się w moim życiu artystycznym, robię dla moich odbiorców, ale również dla siebie. Nie lubię stać w miejscu. Jestem bardzo aktywną kobietą i ciągle muszę coś robić. Wciąż koncertuję, ale jak tylko skończył się okres letni, który szczególnie obfituje w koncerty, przystąpiłam do pracy nad nowym materiałem. Już w styczniu w sklepach pojawi się specjalna edycja płyty „Życie jest w porządku” z kilkoma nowymi piosenkami i materiałami dodatkowymi. Zaraz potem zacznę pracę nad kolejnym albumem. AL: Jeśli chodzi o piosenkarstwo – realizuje się Pani w 100%. Nie chciałaby Pani spróbować swoich sił – wzorem pozostałych wokalistów rodzimych i zagranicznych – w aktorstwie, reżyserowaniu? AW: Zagrałam epizod w jednym z polskich seriali. Potraktowałam to jak wyzwanie i dobrą zabawę. Bycie profesjonalistą w


danej dziedzinie to już zupełnie inna historia. Na razie skupię się na muzyce, bo czuję, że wiele pięknych dokonań wciąż jeszcze przede mną. Jednak nie mówię „nie” innym artystycznym dziedzinom. Może kiedyś przyjdzie czas na inne dokonania. Póki co mam wiele pracy związanej z muzyką. AL: Godziny spędzone w studiu, tygodnie poświęcone na tworzenie nowego albumu a później miesiące podróżowania podczas trasy koncertowej? Nie męczy Panią taki tryb życia, nie frustruje? AW: Wręcz przeciwnie. Czerpię z tego mnóstwo energii. Muzyka, koncerty i cały zgiełk z tym związane są moją drugą miłością. Nie wyobrażam sobie bez tego życia. Zarówno proces twórczy i wejście do studia jak i późniejsza trasa koncertowa i spotkania z moimi słuchaczami to moje spełnienie. AL: Do niedawna współpracowała Pani z Markiem Jackowskim. Jak zareagowała Pani na wieść o tym, że ten wspaniały artysta nie żyje? AW: To zbyt osobiste by o tym mówić. Powiem tylko, że czułam ogromny smutek i żal. AL: Na polskiej scenie muzycznej pojawiają się coraz to nowsi artyści, którzy rozpowszechniają nowe – dla Polaków – style muzyki. I zaczyna się zdawać, że muzyka niszowa jest tylko niszową w teorii, ponieważ coraz więcej ludzi sięga po nią. Nie czuje Pani presji, że muzyka popowo – rockowa zacznie powoli ustępować im miejsca?

AW: Nigdy nie lubiłam nazywania i szufladkowania muzyki. Zawsze tworzę tak jak czuję, zgodnie z samą sobą. A przecież i ja dojrzewam i sięgam po różne style muzyczne, które później pojawiają się w mojej twórczości. Nie chcę na siłę dostosowywać się do mody. Jestem sobą. Tylko szczerzy artyści mają szansę przetrwać. W tym roku zagrałam już kilkadziesiąt koncertów. Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że muzyka pop-rockowa przeżywa kryzys. AL: Kto według Pani jest największym autorytetem muzycznym w Polsce? AW: Trudno jest wskazać jeden, absolutny i nieomylny autorytet, ale jedną z takich artystów był dla mnie na pewno Marek Jackowski. Duży wpływ na to ma fakt, że miałam wielkie szczęście poznać lidera i założyciela grupy Mannam osobiście. Wiem więc, że Marek nie tylko był kompozytorem wszystkich przebojów tego zespołu, ale przede wszystkim pokornym i mądrym człowiekiem, a to cenię w artystach najbardziej. Marek ostatnie lata swojego życia spędził we Włoszech u boku swojej żony i trzech córek, którym był bezgranicznie oddany. Tworzył i marzył. Był blisko Boga. Pragnął wrócić na scenę ze swoim ukochanym zespołem, ale tylko w pierwotnym, złotym składzie. Kiedy to się nie udało zaprosił do współpracy innych artystów i zaczął tworzyć solowy krążek, którego nagrania zakończył trzy dni przed śmiercią, a który ukaże się już 22 października tego roku. Na albumie obok głosu Marka usłyszeć można Annę Marię Jopek, Maćka Maleńczuka, Muńka i Piotra Cu-


gowskiego. Czuję się wyróżniona przez los, bo i ja miałam zaszczyt towarzyszyć Markowi w nagraniach i śpiewam na tej płycie dwie piosenki. AL: Poświęca Pani ogrom czasu na pracę. Jaka bądź czym jest Pani odskocznia? W jaki sposób się Pani relaksuje, nabiera dystansu? Co lubi robić, kiedy już jest moment na odpoczynek? AW: Bycie mamą pomaga mi nie zwariować i nie rzucać się w zbyt szybki wir pracy. Od obowiązków domowych odpocząć pomaga mi miłość do muzyki, wyjazdy, koncerty i praca twórcza. AL: Czy jest coś, czego Pani żałuje, coś co chciałaby zmienić, cofając się w czasie?

AW: Jest tylko jedna sprawa, którą bym zmieniła. Nie porzuciłabym lekcji gry na pianinie. Cała reszta sprawiła, że jestem dzisiaj takim człowiekiem, z takim bagażem doświadczeń i z taką wewnętrzną siłą. Dzięki temu, co w moim życiu było piękne, ale też i temu, co było trudne, potrafię dzisiaj każdego dnia wstawać z uśmiechem na twarzy i zarażać tym innych. AL: Złota myśl lub rada życiowa dla czytelników „Dwójki” i społeczności naszej szkoły? AW: Podążajcie za swoimi marzeniami i walczcie o siebie. AL: Dziękuję za wywiad.

Wywiad z Anią Wyszkoni  

Pełna wersja wywiadu z ANIĄ WYSZKONI, którego skrót ukazał się w 2 numerze "Dwójki" z 2013 r. Rozmawia Anna Lewandowska

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you