Issuu on Google+


DANIELA SACERDOTI

TRYLOGIA SARY MIDNIGHT CZĘŚĆ II

TŁUMACZENIE KRZYSZTOF MAZUREK


Tytuł oryginału: Tide (The Sarah Midnight Trilogy #2) Autor: Daniela Sacerdoti Tłumaczenie z języka angielskiego: Krzysztof Mazurek Redakcja: Grażyna Jenczelewska-Stolarczyk Korekta: Martyna Żurawska Skład i projekt okładki: Grzegorz Działo Zdjęcia: © Fotolia.com

© Daniela Sacerdoti 2013

ISBN 978-83-63579-39-5 © 2013 for the Polish edition by Dreams Wydawnictwo Dreams Wydawnictwo Lidia Miś-Nowak 35-310 Rzeszów, ul. Unii Lubelskiej 6A www.dreamswydawnictwo.pl Druk: Abedik S.A.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana jako źródło danych, przekazywana w jakiejkolwiek mechanicznej, elektronicznej lub innej formie zapisu bez pisemnej zgody wydawcy


Ta książka jest dla Lindsay


Prolog Sól i lilie Islay, październik 2002 Właśnie wtedy po raz pierwszy Sara poczuła, że jest blisko z Morag Midnight i wtedy ostatni raz widziała ją żywą. Plaża była szeroka, smagana wiatrem, a czarnowłosa dziewczynka dwa razy owinęła szyję chustką, starając się za wszelką cenę dotrzymać kroku babci, kiedy szły w kierunku morza. – Chodź, Saro! Sara ruszyła biegiem. Nie rozumiała, skąd ten pośpiech i nie wiedziała, dlaczego jej babcia nagle postanowiła zabrać ją na spacer na plażę i co ją do tego pchało. Rodzice pojechali samochodem na drugą stronę wyspy – jak zwykle mieli do załatwienia sprawy Tajnych Rodzin i zostawili ją z Morag mimo tego, że jej zachowanie zaczynało być coraz bardziej dziwaczne. Kiedy Sara dobiegła do babci na skraj wody, Morag wzięła dziewczynkę za rękę. – Woda jest bardzo zimna – powiedziała stara kobieta. Sara poczuła, że serce zabiło jej ze strachu. Morze było szerokie i szare, gwałtownie falowało pod uderzeniami zimowego wiatru. Nie chciała nawet myśleć o tym, jak zimna może być woda, jaką temperaturę mają spienione fale. Poczuła gęsią skórkę. 7


– Pływałaś kiedyś w morzu zimą? – spytała Morag. Sara zauważyła, że woda oblewa jej teraz buty. Skraj dżinsów też już był mokry. – Nie. Mama i tata na pewno by mi na to nie pozwolili. Jest za zimno. Morag zaśmiała się, a odgłos tego kruchego, starczego śmiechu sprawił, że Sara zadrżała. – Oczywiście! Trudno sobie wyobrazić, że twoja matka pozwala ci tu pływać o tej porze roku. To byłoby szaleństwo. Która matka by tak postąpiła? Morag mocno ściskała Sarę za rękę, dziewczynka wzdrygnęła się, ale nic nie odpowiedziała. Wiedziała, że babci lepiej nie prowokować. Miała bardzo wybuchowy temperament i wystarczył jej najmniejszy pretekst, żeby się zdenerwować. – Jest tak zimno, że nawet byś się nie utopiła. Serce by ci stanęło – mówiła Morag. Jej kiedyś jasne włosy były teraz siwe, pojedyncze kosmyki wypadały z koka, dłuższe otaczały jej szlachetną twarz. Morag miała duże, niebieskie oczy, a rysy jej twarzy przypominały nordycką boginię. Była wysoka, zawsze trzymała się prosto. Wszystko w jej postaci opowiadało światu historię dumy i siły. Sara przełknęła ślinę. Walczyła z instynktem wyrwania się z uścisku Morag i chęcią ucieczki. Nie chciała stać tam z nią, zanurzona po kostki w morskiej wodzie, z dłonią ściśniętą tak mocno, że aż bolało, chciała być w domu z mamą i tatą. – Babciu, zimno mi. Chodźmy do domu. Morag odwróciła się i spojrzała Sarze prosto w oczy. Rozluźniła uścisk na jej dłoni i pochyliła się, twarz miała teraz na poziomie twarzy Sary. Nieoczekiwanie pogładziła dziewczynkę po policzku. – Świat się zmienia. Nie będzie mnie tu i nie będę świadkiem tego, jak się rzeczy ułożą, ale ty tak. Pamiętaj, Saro, 8


cokolwiek by się nie zdarzyło, rodzina Midnightów musi być chroniona, zachowana wszystkimi dostępnymi środkami. Sara nie wiedziała, co powiedzieć. Chociaż miała dopiero osiem lat, była duszą, która przeżyła wieki, widziała i czuła rzeczy, które znacznie wykraczały poza jej wiek metrykalny. Intensywność, z jaką mówiła do niej Morag śmiertelnie ją przerażała. Skinęła w milczeniu głową. – W twoim wieku, Saro, ja już polowałam. Ale może ty nie jesteś przeznaczona do polowań... Tak jak i ona nie była. Może jest coś innego. Gdybym wiedziała... Gdybym wtedy wiedziała, co się miało stać... Co miałam stracić! Teraz jednak jest za późno. To czas twoich rodziców. A wkrótce nadejdzie i twój czas, Saro. Chodź – powiedziała, znów ściskając mocno dłoń wnuczki. – Dokąd idziemy? – Z powrotem do Midnight Hall. Jest coś, co muszę ci pokazać. Następnego dnia, kiedy Sara się obudziła, zobaczyła mamę siedzącą na brzegu łóżka. – Obudź się, kochanie. Obudź się... – Mamo? Sara była zdumiona, bo po twarzy mamy spływały strugi łez. – Zdarzył się wypadek – zaczęła Anna. – Babcia nie żyje – powiedziała Sara. – Weszła do morza. – Saro... Skąd wiesz? Śniło ci się to? Już? Dziewczynka pokręciła głową. – Więc skąd... Słyszałaś, jak ja z tatą o tym rozmawiamy? Nie spałaś już? – Nie. Sama mi powiedziała.

9


Morag uklękła i nagle mocno przytuliła Sarę – dziewczynka stała nieporuszona, wdychając zapach skóry i lilii, które były zapachem jej babci. – Saro... Powiadają, że ludzie z tych wysp należą do morza. Sądzę, że to prawda. Jutro pójdę tam, gdzie moje miejsce. Jedna łza potoczyła się po policzku Morag, a Sara starła ją małym palcem. – Nie płacz, babciu – powiedziała. – Nie. Oczywiście, że nie – szepnęła Morag. – Już więcej nie będę płakała.


1 Bez ciebie Do wszystkich kochanków, którym nie zostawiono wyboru Teraz możecie wskazać, które serce złamać Sean Co wieczór czuwam nad Sarą niewidzialny, ukryty w jej ogrodzie. Zbliża się grudzień i robi się coraz zimniej, ale nie dbam o to, że ręce mi marzną i sinieją usta. Muszę być tu przy niej. Zagrożenie na pewno jeszcze nie minęło. Sara jest w niebezpieczeństwie, a Nicholas Donal nie jest właściwą osobą mogącą ją chronić. Nie ufam mu, choć nieraz ocalił nam życie. A w ogóle, kim on jest? Powiada, że spadkobiercą Donalów, Tajnej Rodziny, o której nigdy nie słyszałem. Wyjaśnienie mało zadowalające. Przyglądam się, jak wchodzi po schodach prowadzących do drzwi Sary i razem wkraczają do środka. To jasne, że są razem. Na samą myśl o tym robi mi się niedobrze. Zaledwie parę tygodni temu Sara coś do mnie czuła, zanim odkryła, kim naprawdę jestem... Wiem, że tak było. Jak to możliwe, żeby uczucia tak szybko się zmieniły? Jest coś dziwnego w tym, że Nicholas nagle nad nią zapanował. A ona wygląda blado, jest taka chuda. Nawet z tej odległości, z której obserwuję, wydaje mi się... odurzona. Chodzi do szkoły 11


i wraca do domu niepewnym krokiem, ze spuszczoną głową. Oczywiście, że dużo przeszła, ale mimo to nie jest Sarą, którą znam. Albo znałem. Może sobie pochlebiam, że znaczę dla niej więcej. A może to, co jest między nimi to naprawdę miłość. Nie, to nie może być zazdrość – to nie może być tylko to, że zagarnął Sarę tej nocy, gdy uratował jej życie – on, te kruki i te zimne błękitne płomienie, które wystrzeliły z czubków jego palców. I nie chodzi tylko o żal, który mam, bo ją straciłem, nie o to chodzi, kiedy widzę Sarę taką, jaka jest teraz. Co on jej zrobił? Jak mogłem na to pozwolić? Byłem Harrym Midnightem, kuzynem Sary. Zawierzyła mi swoje życie. Tuż przed swoją śmiercią z rąk Tajnej Rady, Sabhy – tych samych ludzi, którzy mieli stanąć na czele Tajnych Rodzin – Harry posłał mnie, swojego łowczego, swojego najlepszego przyjaciela, swojego brata, choć nie spokrewnionego przez więzy krwi, do Szkocji, by opiekować się Sarą. Harry darował mi swoje nazwisko i tożsamość – Sara była małym dzieckiem, kiedy ostatni raz go widziała – bo wiedział, że to jedyny sposób na zdobycie jej zaufania. I ufała do momentu, kiedy dowiedziała się o naszym oszustwie. Teraz mnie za to nienawidzi. Chociaż wszystko to robiliśmy po to, żeby była bezpieczna. Teraz nas rozdzielono i to mnie powoli zabija. Skulony, schowany noc w noc w ogrodzie Sary, zastanawiam się, co się stało z przyjaciółmi Harry’ego – naszymi przyjaciółmi. Elodię, jego żonę, wysłano w jakieś bezpieczne miejsce we Włoszech, by chroniła ostatnich spadkobierców Japońskich Tajnych Rodzin. Mike Prudhomme, Łowczy, podobnie jak ja, został wysłany do Luizjany z Niallem Flynnem, spadkobiercą rodziny Flynnów. Przez jakiś czas mogliśmy utrzymywać 12


kontakt dzięki bezpiecznym liniom telefonicznym, ale teraz linie zamarły. Zabrakło sygnału – a były to krótkie wiadomości, które wysyłaliśmy sobie tego samego dnia, zawsze o tej samej porze. Próbuję sobie wmówić, że obecnie kontakt ze mną jest dla nich zbyt niebezpieczny. Nie potrafię brać pod uwagę innej alternatywy – takiej mianowicie, że ich zabito. Zamordowani przez Sabhę lub przez demony – do wyboru do koloru. Miałem wrażenie, że gdzie nie spojrzeć, cały świat się od nas odwrócił. Codziennie sprawdzam naszą skrzynkę kontaktową. Mike wie, że jeżeli wszystko inne zawiedzie, ostatnią deską ratunku będzie krótka wiadomość, którą im zostawię w plastikowej owijce, ukrytą w szczelinie muru w ogrodzie Sary – na północnej ścianie. Dokładne miejsce oznaczyłem symbolem, który wymalowałem w taki sposób, że choć jest widoczny, nie przyciąga uwagi. Codziennie modlę się, żeby tej koperty nie było, żeby przyszli mnie szukać w Gorse Cottage. Wprawdzie nadzieja umiera ostatnia, ale dla mnie to nie jest żadne pocieszenie. Każdą noc spędzam w ogrodzie Sary, niewidzialny. Potrafię sprawić, że nikt mnie nie widzi i nie zauważa – nikt dwa razy na mnie nie patrzy, nikt nie pamięta mojej twarzy. Ludzie mnie widzą, ale ich wzrok prześlizguje się po mnie, jak kropla deszczu po szkle. To działa najlepiej, kiedy jestem nieruchomy, ale potrafię być niewidoczny również, kiedy się poruszam, chociaż od czasu do czasu ktoś kątem oka łapie mój cień. Z miejsca, w którym się kryję, widzę grządkę z ziołami Anny Midnight, gdzie Sara znalazła pamiętnik, który pisała z myślą o niej matka. Obraz Sary klęczącej przed krzaczkiem tymianku, przyciskającej do piersi drogocenne odkrycie, jej włosy 13


luźno opadające na ramiona i księżyc w pełni ponad nami jest wypalony w mojej pamięci, jak gorącym żelazem. Wpadła w moje ramiona, płacząc z radości, to ja z nią dzieliłem ten moment, ja i nikt inny. Pamiętam, jak miękkie były jej włosy pod moimi ustami, i kiedy przeczesywałem je dłonią. O świcie, gdy głód i chłód zaczynają zwyciężać, idę do domu. Niebo nad moją głową jest szare i odczuwam straszne zimno. Każdy krok na przemarzniętych nogach sprawia mi ból. Jak długo będę mógł tak wytrzymać? Chcę być z Sarą, chcę wiedzieć, co się z nią dzieje, co robi w jej życiu Nicholas. A obraz w szerszej perspektywie? Ilu zostało jeszcze Łowczych, ilu spadkobierców? Obiecałem Harry’emu chronić Sarę, ale światu obiecałem brać udział w poważniejszej walce. Czy mogę spędzać cały czas, poświęcać całą energię, chroniąc Sarę i tylko Sarę, gdy zagrożone jest przetrwanie wszystkich? Gorse Cottage to opuszczony, niemal walący się budynek na skraju wrzosowiska, położony najdalej, jak się da od innych domów, ukryty i zaniedbany. Po jego ścianach pnie się bluszcz, niemal zakrywając okna, trawa jest wysoka i pełna chwastów, chyba nikt jej nigdy nie kosił. Chcę, żeby tak zostało, im mniej ludzi wie, że dom jest zamieszkały, tym bezpieczniej dla mnie. Zesztywniałymi z zimna palcami z trudem przekręcam klucz w zamku. Natychmiast wyczuwam, że coś jest nie tak. Biorę w nozdrza zapach powietrza – czuję torf. Ktoś nieopodal pali ognisko torfem. Nagle zdaję sobie sprawę, że torf płonie w moim domu. Natychmiast sięgam po mój sgian-dubh, a jest to sgian-dubh kiedyś należący do Jamesa Midnighta. Jego srebrną rękojeść ozdobiono celtyckimi wzorami. Pomalowane na czerwono drzwi skrzypią, kiedy wchodzę do środka. W domu jest 14


ciepło, a kiedy wchodzę do holu, czuję jeszcze silniejszy zapach torfu... Z pokoju frontowego dochodzi światło. A nie powinno. Czuję, że serce podchodzi mi do gardła. Stoję przez sekundę, nasłuchując, czekam na jakiś odgłos – oddech, szept, który ujawni, kto albo co znalazło się w moim domu. Długo nie muszę czekać, bo z pokoju wychodzi dziewczyna o długich złotych włosach. Jest znacznie szczuplejsza niż kiedyś, na jej twarzy widzę wyraz zmęczenia i niepokoju, którego dawniej tam nie było. To jednak ona. – Elodie – szepcę i zanim się orientuję, co się dzieje, już jest w moich ramionach, obejmujemy się tak, jakby nikogo innego oprócz nas nie było na świecie. Co być może nie jest takie dalekie od prawdy.


2 Z wnętrza Powrócić i zobaczyć Co działo się przede mną Poznać powód, dlaczego Moje serce bije rytmem, którym bije Ostatnie nuty akordeonu w sali przesłuchań, na którym grał młody człowiek ucichły. Sara siedziała wyprostowana, plecy miała sztywne, ręce zaciśnięte jedna w drugiej, oczy opuszczone w skupieniu. Obok niej wiolonczela – jej wiolonczela w purpurowym pudle, a obok wiolonczeli ciotka Juliet postukująca stopą – stuk, stuk, stuk – w rytm muzyki dochodzącej zza zamkniętych drzwi. Sara musiała pozwolić Juliet tu przyjść – serce jej ciotki rosło na samą myśl. Z ręką na sercu musiałaby przyznać, że chciała mieć ciotkę Juliet przy boku dla wsparcia moralnego. Nicholas również proponował jej towarzystwo – oczywiście – ale Sara nie mogła sobie pozwolić na rozproszenie uwagi jego osobą w dniu przesłuchań w Królewskim Konserwatorium, w dniu, w którym grała swoją najmocniejszą kartą – muzyką. Kiedy była z Nicholasem, jej umysł gdzieś ulatywał, nie mogła skupić myśli, a do tego nie można było dopuścić. Dziś był jej dzień, i tylko jej. Nie chciała sobie przypominać wszystkiego 16


Przypływ Sara Midnight Trylogia II