Issuu on Google+


Tytuł oryginału: Finn remixed Autor: Oliver Uschmann Tłumaczenie z języka niemieckiego: Mirosława Sobolewska Redakcja: Renata Ożóg Korekta: Grażyna Jenczelewska-Stolarczyk Martyna Żurawska Skład i łamanie: Grzegorz Działo © 2013 Loewe Verlag GmbH, Bindlach

ISBN 978-83-63579-47-0 © 2014 for the Polish edition by Dreams Wydawnictwo Lidia Miś-Nowak 35-310 Rzeszów, ul. Unii Lubelskiej 6A www.dreamswydawnictwo.pl Druk: Toruńskie Zakłady Graficzne Zapolex Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana jako źródło danych, przekazywana w jakiejkolwiek mechanicznej, elektronicznej lub innej formie zapisu bez pisemnej zgody wydawcy.


SPIS TREŚCI W POPRZEDNIEJ CZĘŚCI MECZ MYJKA CIŚNIENIOWA RZUTY WOLNE WYJAZD SUPERMIĘKKI PAPIER TOALETOWY PIWO ZADANIE ZAKUPY LEGOWISKA SZAFKA SPIKER W MARKECIE BUDOWLANYM PIĘTRO DOWODZENIA PRZEMOWA PLACKI Z SEREM BANKRUCTWO PAŃSTWA PODATKI ZAUFANIE PRZEDSTAWIENIE NIESPODZIANKA RADA RODZICÓW NIEWOLA LIŚĆ OSIKI PÓŁWYSEP

9 11 20 27 39 62 86 102 120 132 155 164 181 198 207 218 238 252 261 271 280 286 292 296


W POPRZEDNIEJ CZĘŚCI Finn Anders, Lukas Lindner i Florian Hertl, zwany Flo, to trzej przyjaciele, których różniło właściwie wszystko. Lukas namiętnie trenował piłkę nożną, chciał zostać zawodowcem i zrobić karierę. I chodził już z dziewczyną. Flo był fanatycznym graczem, mógł godzinami siedzieć przy komputerze i na wszystko w życiu miał gotową punktację. Finn to uważny obserwator, potrafił w ciągu sekundy ocenić ludzi i sytuację, a kłamał tak dobrze, że wszyscy mu wierzyli. Żonglował historiami tak jak inni piłkami. Rzeczywistość była dla niego rodzajem kulis, za którymi wszystko mogło się zdarzyć. Ci trzej chłopcy w wolnym czasie wyznaczali sobie zadania. Traktowali świat jak wielką grę komputerową. Ich pierwszy quest nazywał się Na przełaj. Reguły były następujące: jeden dzień szli cały czas prosto, bez względu na napotkane przeszkody. Droga wiodła ich przez dachy garaży i tory kolejowe, przez cudze podwórka i baseny, a nawet przez tajny tunel pod autostradą. Chodziło o wyzwanie, zabawę, a później nawet 9


o pieniądze, które obiecywał im kamerzysta z telewizji, towarzyszący im w biegu. Drugie zadanie nosiło nazwę: Znajdź doskonałego męża i ojca i było zabawą z podziałem na role w prawdziwym świecie. Zasady: ze wszystkich facetów, jacy stąpają po ziemi, na podstawie kategorii takich jak MOOD, MIND i MASCULINITY wyłonić jednego, który jest na tyle dobry, że wymagająca i uparta mama Flo nie wyrzuci go natychmiast z domu. Dopiero gdy wydawało się, że misja zakończy się fiaskiem, pojawił się Heiner – czarujący, znający się na wszystkim i potrafiący wszystko mężczyzna, który – jak się później okazało – wypełniał własne zadanie. Jednak z przedstawienia, jakie odgrywał, zrodziła się prawdziwa miłość, i tak na osiedlu zamieszkały obok siebie wreszcie trzy pełne rodziny. Po weselu Heinera i Sophii z drugimi zaślubinami pod domkiem na drzewie w ogródku czekał ich teraz miesiąc miodowy. Flo miał się na ten czas przeprowadzić do rodziny Andersów. Ale, jak się okazało, nie była to jedyna zmiana...


MECZ Kiedy szliśmy we trójkę szkolnym korytarzem, wyglądaliśmy jak bohaterowie zwiastunów amerykańskich seriali. Lukas z lewej, Flo z prawej strony i ja – krok przed nimi, w środku. Maszerowaliśmy zamaszyście, ale w zwolnionym tempie. Lukas miał na sobie swój strój klubowy. Spodenki, koszulkę, skarpety, getry. Tylko buty miał normalne – sportowe obuwie bez kolców. Flo taszczył ze sobą topór wojenny z plastiku, prawie tak wielki jak on sam. Ja założyłem w toalecie soczewki z wąskimi, kocimi źrenicami. Wbrew pozorom nie znajdowaliśmy się w drodze na bal przebierańców, tylko na sprawdzian z matematyki. A te wszystkie rzeczy to nasze talizmany, ponieważ w duchu wyobrażaliśmy sobie, że czeka nas ekscytujący mecz, a nie nudna i głupia klasówka z matematyki. Lukas widział siebie wchodzącego na wielki stadion piłkarski. Na trybunach wiwatowali kibice, przyszło ich około osiemdziesięciu tysięcy. Jakby nie było, to Champions League. Na ścianach tunelu znajdowały się 11


reklamy. Flo wyobrażał sobie, że znajduje się w samym środku World of Warcraft. Trwał właśnie rajd, w którym chłopak walczył na śmierć i życie. Adrenalina przepełniała mu żyły, gdy stanął do walki z przeciwnikiem. A ja? Ja założyłem kocie soczewki, ponieważ byłem mutantem. Młodym superbohaterem w akademii dla ludzi z nadprzyrodzonymi zdolnościami. Nie takim, który już istnieje w X-menie1, ale zupełnie nowym. Night Eye2 – takie nadałem sobie imię, mieszanina człowieka, rysia i nocnej zmory. Przedsięwzięliśmy wszystkie te środki, ponieważ na przestrzeni ostatnich tygodni nasze wyniki w szkole znacznie się pogorszyły. Lukas umiał matematykę zaledwie troszkę, ja wcale, i tylko Flo miał z niej piątkę – jako jedyną ze wszystkich przedmiotów. Ale on przynajmniej w tej dziedzinie chciał dalej pozostać na szczycie, a więc wziął dzisiaj ze sobą wojenny topór. Pani Kobol zbladła na nasz widok. Ponieważ nauczyciel matematyki zachorował, to właśnie ona miała nas pilnować na sprawdzianie. – Jak wy dzisiaj wyglądacie? Lukasie, czy to twój strój klubowy? A co to za mordercze narzędzie, Flo? I... ach! – Aż skuliła się ze strachu na widok moich 1 X-men – seria komiksów o mutantach posiadających nadprzyrodzone zdolności (przyp. tłum.). 2 Night Eye – (z ang.) nocne oko (przyp. tłum.). 12


kocich oczu. Pewnie sobie myślała, że przynajmniej ja pozostałem normalny. Drżała jej dolna warga i powieka. Wyglądało to o wiele śmieszniej niż moje soczewki. – Finnie! – sapnęła. – Co... co to jest? – Jestem Night Eye – odpowiedziałem szybko. Pierwsi uczniowie zaczęli się już gromadzić wokół nas, niektórzy wychylali głowy z klasy, w której zaraz mieliśmy pisać sprawdzian. – Mam dzisiaj egzamin w szkole dla mutantów. – A ja mecz Ligi Mistrzów – powiedział Lukas. – A ja walkę! – Flo dopełnił rundę, podnosząc swój topór. Oddech pani Kobol stał się nerwowy i przerywany. Twarz zabarwiła się na czerwono, jakby napełniała się keczupem. – Najpierw napiszecie klasówkę! – wydyszała nauczycielka. – A swojemu hobby możecie się oddawać, gdy wrócicie do domu. Postarałem się nadać głosowi rozsądne, spokojne brzmienie. Zawsze tak rozmawiałem z dorosłymi: okazywałem im pełne zrozumienie, jakby byli dziećmi, którym muszę coś wolno i dokładnie wyjaśnić. – Pani Kobol, praca klasowa z matematyki to właśnie jest nasz mecz. Albo nasza bitwa. Rozumie pani? To wszystko tutaj ma nas zmotywować i przynieść nam szczęście. 13


– Ale tak nie można! – jazgotała nauczycielka, pokazując pierwsze rzędy stolików w sali. Alina i jej koleżanki postawiły na nich obok piórników pluszowe maskotki i zdjęcia chłopaków. – Widzicie? – powiedziała pani Kobol. – To są talizmany! Ale nie możecie odwracać uwagi uczniów koszulkami, kocimi oczami i tym... tą... – To jest młot bojowy – podpowiedział jej Flo bez namysłu. – ...tak, młotem bojowym. – No właśnie! – zawołał Dustin ze swojego miejsca. – To mnie totalnie rozprasza. A poza tym klub Lukasa jest gówniany. Pani Kobol podniosła palec wskazujący, ponieważ Dustin nie powinien był mówić „gówniany”. On sam nie grał w piłkę nożną, ale często bywał na stadionie, gdzie trenowała konkurencyjna drużyna. Dustin miał wielu starszych kolegów. – Finnie – powiedziała nauczycielka – zdejmuj soczewki. Flo, natychmiast pozbądź się tej siekiery! – To jest topór! – A ty, Lukasie... no nie wiem. Nie masz ze sobą normalnego ubrania? – Nie. – To musisz założyć koszulkę na lewą stronę. – Słucham? 14


– Tak, wtedy przynajmniej Dustin nie będzie się cały czas gapił na nazwę drużyny – powiedziała pani Kobol. – Kłóćcie się sobie gdzie indziej, ale nie na klasówce z matematyki! Dustin też nie ma na sobie żadnej prowokującej cię koszulki. – Ależ pani Kobol – zaprotestowałem – my potrzebujemy tego wszystkiego, żeby móc się skoncentrować. Co jest dla pani ważniejsze? Strefa pozbawiona topora, czy dobre oceny? – To dla was dobre oceny powinny być ważniejsze! – zdenerwowała się nauczycielka, a jej głos zmierzał ku rejestrom charakterystycznym dla indyczki albo bażanta. – I to bez oszukiwania! – Ależ to przecież nie jest żadne oszukiwanie, kiedy przebieramy się w dziwne rzeczy! – zaprotestowałem. Ale na nic się to zdało. Musiałem wyjąć soczewki, Lukas musiał odwrócić koszulkę na lewą stronę, a Flo zostawić młot bojowy na korytarzu, gdzie mógł go zabrać każdy wrogi mu ork. Zresztą, nasza wspaniała, napędzająca nas wyobraźnia i tak została stłumiona. Miałem wrażenie, że równie nędznie wypadnie klasówka z matematyki. – I? Jak było? – zapytała mama, gdy dotarłem do domu, ale minąłem ją pędem i pobiegłem na górę do swojego pokoju. Podążyła za mną, ciągle trzymając 15


w ręce miotełkę do kurzu – plastikową rączkę z kosmatą ścierką. Rzuciłem plecak na łóżko. Mama stanęła w drzwiach. – Ja też ci życzę miłego popołudnia, kochana mamusiu – rzekła ironicznie, żeby dać mi do zrozumienia, że to ja powinienem był to powiedzieć. – Nie mam pojęcia, jak poszła klasówka z matmy – narzekałem. – Jak ją dostanę z powrotem, to będę wiedział. – Chodzi mi o to, jakie masz przeczucia – powiedziała mama, wchodząc do pokoju. Podczas gdy na mnie patrzyła, jej lewa ręka zmiatała kurz z regału. Mama wcale tego nie zauważała. Wykonywała takie prace automatycznie. Przypomniałem sobie, że muszę odrobić religię i angielski. – Przeczucie mówi mi – powiedziałem, stając przy łóżku – że sprawdzian wypadł nędznie. Pani Kobol nie ma pojęcia o motywacji. Mama nie zrozumiała, o co mi chodziło. Usiadłem przy biurku, postawiłem plecak na kolanach i grzebiąc w nim w poszukiwaniu rzeczy potrzebnych do odrobienia lekcji, zauważyłem, że na biurku po prostu nie ma już na nic miejsca. Pełno było na nim wszystkiego. Zeszyty, książki, okładki na DVD, gumowa piłeczka, rękawiczka z jednym palcem, torebka po ciastkach, trzy butelki coli, blok formatu A-3, czasopisma. 16


Westchnąłem, oparłem dłonie o blat i potraktowałem je jak łopatę do zgarniania śniegu. Jednym zdecydowanym ruchem zmiotłem wszystko z biurka na podłogę. Mama wydała z siebie jeden przeciągły jęk: – Fiiinnnie! – Tak? Przecież muszę odrobić lekcje, a to najlepiej wychodzi mi na pustym biurku. – Aha. A to, że teraz na podłodze leży mnóstwo różnych rzeczy, nie ma dla ciebie żadnego znaczenia? Ze złością uderzyłem dłońmi o krawędzie biurka i powiedziałem: – Ach, mamo, jak skończę z lekcjami, to posprzątam! – Nie podoba mi się twoje nastawienie do porządku – powiedziała mama. Teraz jej lewa dłoń polerowała zupełnie nieświadomie klamkę w drzwiach. Ileż kurzu może leżeć na klamce? – Jakież znowu nastawienie? – zniecierpliwiłem się. – Nie utrzymujesz w swoim pokoju porządku i niedbale obchodzisz się ze swoimi rzeczami. Nie mówiąc już o tym, że nieproszony – w ogóle nie pomagasz w domu. – Co??? – Teraz ja byłem oburzony. Zacząłem wyliczać wszystkie niesprawiedliwości losu, jakie spotykają nas, młodych ludzi: – Ciągle muszę pisać jakieś klasówki, do których przedtem muszę wkuwać. Codziennie zadają mi ze trzy tony prac domowych. Wszyscy 17


zachowują się tak, jakby od dwójki czy trójki zależało całe moje życie. I na dodatek mam jeszcze pomagać w domu? – Ja też mam inne rzeczy do roboty niż sprzątanie po tobie. – Wcale nie musisz – powiedziałem, pokazując na stos rzeczy, które zepchnąłem przed chwilą z biurka. – Całkiem im tu dobrze. Mama sapnęła ze złości. – Przecież zaraz to posprzątam. – Nie zaraz, teraz! – To w takim razie lekcje odrobię później – powiedziałem. – Chcesz mi przez to powiedzieć, że ciągłe przesuwanie rzeczy z prawej na lewą stronę jest dla ciebie ważniejsze niż zdobywanie wiedzy? – Byłem całkowicie świadom tego, że niepotrzebnie denerwuję mamę. Nie robiłem tego specjalnie, ale od pewnego czasu zauważyłem, że sprawia mi to dziwną przyjemność. – Kto nie ma porządku w domu, ten nie ma również porządku w głowie – powiedziała mama. Teraz jej lewa dłoń wepchnęła miotełkę do dziurki od klucza. Tak jak wacik, który wkłada się do ucha, żeby je wyczyścić. – Wszyscy przesadzacie – gderałem, ponieważ to, co mama robiła z dziurką od klucza, wydawało mi się bardzo głupie. – Cały czas tylko sprzątacie, pucujecie, zmywacie, odkurzacie, układacie jakieś papiery... 18


– Tak, bez tych papierów nie mielibyśmy domu, a ty nie miałbyś książeczki oszczędnościowej na osiemnaste urodziny. – Chodzi mi tylko o to, że można do tego podejść na luzie. Mama popatrzyła na mnie, jakbym był bardziej arogancki od zwycięzcy Mam talent, który nagle uwierzył, że inni powinni mu czyścić paznokcie i zakładać skarpetki. Omiotła spojrzeniem najpierw biurko, a potem podłogę. – Do kolacji podłoga ma lśnić tak samo jak biurko i masz mieć odrobione lekcje! – Rozkaz! – odpowiedziałem, jakbym był w wojsku. Przecież w gruncie rzeczy byłem, bo w ogóle nie miałem już wolnego czasu. Położyłem na stole książkę do angielskiego i zacząłem odrabiać pracę domową.


Finn nieujarzmiony