Page 1


Nigdy nie sądziłam, że znajdę się w takiej chwili, gdy będę pisać wstęp do własnego magazynu. Ludzie mówią, że trzeba wierzyć we własne marzenia i je spełniać, więc w czerwcu, sfrustrowana tym, że kolejny raz szukam jakiś ważnych informacji o świecie książkowym, wpadłam na pomysł, by wszystko to złożyć w jedno. Gdy mówiłam znajomym o tym, że chcę zrobić własny magazyn, myśleli, że oszalałam i że porywam się z motyką na księżyc, ale przecież po to są marzenia, prawda? Nie marnowałam czasu, napisałam do znajomych blogerek z pytaniem, czy chciałaby wziąć w tym udział i czy napiszą jakiś artykuł, następne była walka o nazwę, logo (Martyna Piętka, kocham Cię za to logo, jest idealne), okładkę, fragmenty... Każdy etap tworzenia magazynu był ogromnym wyzwaniem nie tylko dla mnie, ale też dla tych, którzy mi pomagali. Teraz jestem w momencie, gdy wszystko składam w całość, a za kilkadziesiąt godzin będziecie to czytali. Dziękuję Wam, czytelnikom, że mnie do tego popchnęliście. Za to, że trwaliście przy mnie i wszystkim tym, którzy mieli wkład w Czytelnika. Cieszcie się treścią, radujcie fragmentami i specjalnie pisanym opowiadaniem! Całuję, Dominika Szałomska

1


Spis Treści

Artykuły:

1. Dekalog blogera książkowego - jak nawiązać współpracę z wydawnictwami........................................................................................................3 2. Fantasy na żywo. Zloty fanów na festiwalach................. ........................................5 3. Bądź na czasie - czyli jakie seriale warto zobaczyć......... ........................................7 4. CSI po polsku, czyli kryminał policyjny w serii powieści Agnieszki Pruskiej....................................................................................................10 5. Najgorętsze premiery z września i października..................................................12

Wywiady

6. Remigiusz Mróz zdradza dlaczego łatwiej tworzyć złoczyńców....................................................................................................................27 7. Kim Holden opowiada o nowej powieści..............................................................31

Fragmenty

8. Consolation - Carinne Michaels............................................................................34 9. Kobieta w klatce - Adler-Olsen Jussi....................................................................36 10. Bracia Slater. Dominic - L.A.Casey....................................................................41 11. Szczęście w miłości - Kasie West.......................................................................47 12. Dwór skrzydeł i zguby - Sarah J. Maas..............................................................48

Opowiadanie

13. Interludium - Anna Bellon..........................................................................................50

2


fot. Dominika Szałomska

Artykuły

Jesteś blogerem albo chcesz nim być. Słyszałeś, że niezły z tego biznes – zalew darmowych książek, mnóstwo paczek do pokazania na Instagramie, sława i chwała. Ochoczo więc piszesz do jednego wydawnictwa za drugim, a potem zniechęcasz się, bo albo nikt na Twoje modlitwy i błagania nie odpowiada, albo śmieje Ci się w twarz. No dobra, raczej nie dowiesz się, że stałeś się obiektem żarcików w branży, ale i tak czujesz, że coś jest nie tak. Jako osoba znajdująca się po drugiej stronie barykady, opowiem Ci o dziesięciu ważnych kwestiach, które powinieneś wziąć pod uwagę, jeśli chcesz zacząć współpracę z wydawnictwami. Zaczynamy! 1. Miej bloga. Niektórym to się może wydać śmieszne, ale są osoby, które składają wydawnictwom propozycje typu: „Nie mam jeszcze bloga, ale go założę, jak mi darmowe książki będziecie przesyłać. Albo: „Dopiero chcę sprawdzić, czy blogowanie mi się spodoba,więc na początek zamierzam zgromadzić trochę nowości, a potem pomyśleć o stworzeniu bloga”. Zapamiętaj więc sobie: chcesz być blogerem książkowym? To tego bloga w ogóle miej. 2. Nie pisz na „dzień dobry” elaboratu na temat życia prywatnego, nie podawaj imion swoich kotów ani nie opowiadaj, że Twój syn

chodzi do dobrego żłobka. Pisz o tym, co z punktu widzenia wydawnictwa będzie ważne – jak duże masz doświadczenie w pisaniu, jak przedstawiają się statystyki bloga, jak bardzo zaangażowaną masz społeczność. 3. Nie uskuteczniaj samobiczowania i nie bądź cielątkiem, które uracza potencjalnego współpracownika żalami w stylu: „Z powodu dzieci mam mało czasu na czytanie”, „Mojego bloga mało kto czyta”, „Mam kiepskie statystyki, ale nadrabiam chęciami”. Masz pokazać się z jak najlepszej strony. Zapomnij o frazesach, że trzeba być skromnym i pokornym – nie kandydujesz naministranta, tylko na recenzenta. 4. Wysyłaj ofertę spersonalizowaną. Odnoś się do tego, jakie książki wydaje dane wydawnictwo. Pokaż, że je znasz i się nim interesujesz. Podrzuć link do przykładowej recenzji – ale nie byle czego, tylko książki tego właśnie wydawnictwa (u niektórych jest to niezbędne do rozpoczęcia współpracy, u innych będzie mile widziane). No i najważniejsze – nie wysyłaj tej samej wiadomości do kilkunastu osób. Raz, że da się tę zbiorczość wyczuć. Dwa, że czasem da się ją też zauważyć (bo po co ukrywać listę odbiorców?). Trzy, że wiele osób odpowiedzialnych za marketing w różnych wydawnictwach dobrze się zna. Na pewno nie jest szczytem

3


Twoich marzeń stać się bohaterem anegdoty, prawda? 5. Koniecznie umieść w wiadomości aktywny link do swojego bloga. Nie ma nic gorszego od czytania przydługiej wiadomości i odkrycia, że nadawca i tak nie podał linka do swojego „dziecka”, które tak gorliwie zachwalał. 6. Nie bądź niechlujem – zadbaj o formuły grzecznościowe i o poprawność. Zamierzasz promować czyjeś książki swoją pisaniną, więc nie przekreślaj swoich szans na starcie przez powitanka w stylu: „siema”, „elo” i „heja”, zalew błędów ortograficznych i brak jakiejkolwiek logiki wypowiedzi. 7. Nie myśl, że wszystko Ci się od życia należy. Nie domagaj się natychmiastowej odpowiedzi, nie poganiaj, nie dopytuj. Nie wysyłaj też lakonicznej wiadomości w stylu: „Chcę nawiązać współpracę, podeślijcie mi następujące książki (…)”. Tak idiotyczne wiadomości przebijają nawet oferty bezblogowców. 8. Nie zakładaj, że wszyscy wydają Harry’ego Pottera, czyli wiedz, do kogo piszesz. Nawet sobie nie wyobrażasz, ilu wydawców dostaje wiadomości w stylu: „Chętnie zrecenzuję dla Was Harry’ego Pottera, poproszę o egzemplarz”. Nie ma większej wtopy od pokazania, że nie zna się oferty wydawniczej danej firmy. Czy ktoś zaczyna współpracę z takimi delikwentami? Nie sądzę. 9. Upewnij się, że Twój blog coś sobą reprezentuje. Bądź krytyczny. Oceń, czy rzeczywiście Twoje wpisy trafiają do ludzi. Bo jeśli blogujesz od miesiąca, a Twoimi jedynymi czytelnikami są babcia, mama i kot, to wiedz, że nie jest to jeszcze coś, z czym można iść do ludzi. Nie chodzi o to, aby czekać w nieskończoność i bać się ryzyka, ale warto mieć wsobie odrobinę obiektywizmu i zadbać o wartościową treść, estetyczny wygląd i rozwój popularności bloga. Bez tego trudno Ci będzie przebić się z tłumu. 10. Jeżeli dopiero myślisz o założeniu bloga, to nie bądź jedną z tych jednostek, które nastawiają się na łatwe zyski i otrzymywanie gratisów. Tacy ludzie najszybciej się wypalają i wypadają z tego „biznesu”. Blogowanie ma być następstwem pasji, ma wypływać z własnych zainteresowań i potrzeby pisania. Nie da się daleko zajść, jeżeli od początku liczy się wyłącznie na profity i podchodzi do tego z nieodpowiednim nastawieniem. Lata obserwacji pokazują, że blogować

Artykuły

chciało wielu, ale tylko nielicznym cokolwiek z tego wyszło. Powodzenia!

Klaudyna Maciąg

4


Wszystko zaczyna się w księgarni; czasami na promocji w Empiku, czasami w lokalnym dyskoncie książkowym, a czasami, choć coraz rzadziej, w starej i pachnącej sfatygowanym papierem i kurzem księgarni. Na sklepowych regałach, nie do końca jeszcze zagubieni w literackim świecie, ale wyraźnie już oderwani od gwaru pobliskiej ulicy, podejmujemy decyzję, by zanurzyć się w całkiem nam jeszcze nieznanym świecie. Na razie mamy tylko okładkę i parę zdań opisu – smoki, trolle, elfy, rycerze, księżniczki, wampiry... Brzmi znajomo? Nie zawsze decydujemy się zanurzyć w świat z naszych marzeń i dzieciństwa, w którym nie brakuje fantastycznych postaci i wydarzeń, ale czasem to nie my wybieramy fantasy – to fantasy wybiera nas. Wśród zapalonych czytelników coraz częściej zdarzają się jednak tacy, dla których książka to za mało. Historia to za mało. Są tacy, którzy chcieliby wszystko przeżyć jeszcze raz, na żywo. Dla nich właśnie powstały eventy fantastyczne, na których obecnie możemy bawić się również w Polsce. Dobrym przykładem niedawno przybyłej zza oceanu imprezy jest Comic Con. Największy i najbardziej znany konwent miłośników fantastyki ma oczywiście miejsce w San Diego. To właśnie tam nawet 130 000 osób może bawić się, dysku-

tować, spotykać aktorów z najróżniejszych filmów i seriali, oglądać zwiastuny przyszłych dzieł i... zanurzyć się w świecie fantastyki! Konwent ma miejsce w kalifornijskim San Diego Convention Center, ogromnym, nowoczesnym i wyposażonym w dziesiątki sal kompleksie, w którym oprócz głównej Sali Ekspozycyjnej natrafić można na liczne sale wykładowe, gdzie największą atrakcją cieszą się panele dyskusyjne z aktorami, scenarzystami i reżyserami najgorętszych seriali i filmów.Niezaprzeczalnie jednak, niemalże na równi z wcześniej wspomnianymi spotkaniami, na imprezie uwagę wszystkich kradną tzw. cosplaye. Co to jest Cos play? To jak najwierniejsze odwzorowanie pewnej fantastycznej postaci przez daną osobę. Polega nie tylko na znalezieniu odpowiedniego stroju, ale również makijażu, fryzury, a nawet naśladowaniu charakte-

Fot. Polacy nie gęsi

© Szymon Czarnowski & Marcin Jakubczak

Artykuły

5


rystycznych ruchów, mimiki czy tonu głosu. Co roku tzw. costiume playing zyskuje sobie rzesze nowych fanów, nawet mimo dość wysokich kosztów (stworzenie stroju to nierzadko kupno drogich materiałów i dodatków). Oczywiście gwoździem programu jest Nagroda Eisnera, nazywana też Oskarem komiksu. Nazwa pochodzi od Willa Eisnera, który zapoczątkował erę amerykańskiego komiksu, nadając mu na przełomie lat zupełnie inny wymiar. Co roku, podczas San Diego Comic Con, najlepsi z najlepszych mają nadzieję zdobyć to wyróżnienie. Przenieśmy się jednak na nasz rodzimy grunt. Polska, jak się okazuje, niczym nie odstaje zagranicy pod względem kreatywności i różnorodności spotkań. Niedawno mający miejsce Warsaw Comic Con przynosi modę zza oceanu, jednak Polcon to najstarszy festiwal fantastyki, jakim możemy się pochwalić. Organizowany od 1985 roku, ucho-dzi za jedyny wędrowny festiwal fantastyki, co roku zmieniający swoją lokację.

Dotychczas odwiedził już m.in. Warszawę, Poznań, Białystok czy Gdynię. Miejsce wybierane jest poprzez głosy odwiedzających. Odpowiednikiem Nagordy Eisnera, jest tutaj Nagroda im. Janusza A. Zajdla, przyznawana w dwóch kategoriach: powieść i opowiadanie. Doczekali się jej m.in. Andrzej Sapkowski (i to kilkukrotnie), Jacek Dukaj czy Robert M. Wegner. Co oprócz tego? Oczywiście masa świetnej zabawy! Cały Polcon podzielony jest na tzw. bloki, wśród których wyróżnia się m.in. blok dyskusyjny (z zaproszonymi gośćmi), gier fabularnych, komiksowy czy nawet sztuki fantastycznej, w której skład wchodzą tyleż grafiki i rysunki, jak i nawet maszyny nawiązujące do utwór sci-fi. Podobnym, aczkolwiek już nie wędrownym festiwalem fantastycznym, znanym przez nie mniejszą ilość fanów jest Pyrkon, który od lat organizuje Klub Fantastyki Druga Era. Również pełen spotkań dyskusyjnych, cosplayowych, warsztatów, konkursów, - pokazów, może się również pochwalić całkiem niemałą powierzchnią wystawienniczą. Prawie

Artykuły

7 000 m2 sklepów to w końcu wynik godny pozazdroszczenia – tym bardziej, że nabyć można tam niemalże wszystko, co związane ze światem fantastyki - od najprostszych książek i komiksów począwszy na skomplikowanych gadżetach skończywszy. Strzałem w dziesiątkę okazało się również stworzenie tutaj tzw. Fantastycznych Wiosek, w których odwzorowany jest klimat rodem z danej historii wraz z wcielającymi się w rolę poszczególnych postaci aktorami. Jeśli jednak czujecie, że taki klimaty dla Was skok na zbyt głęboką wodę, może na początek spróbować... targów książki? Nie pozostaje tajemnicą, że najwięksi i najwierniejsi miłośnicy takich imprez trafiają zwykle w dwa miejsca: do Warszawy (w maju) i do Krakowa (w październiku). Dwie największe imprezy związane z książkami to bowiem właśnie te dwa miasta i bez względu na zamiłowanie literackie każdy znajdzie tu Fot. Polacy nie gęsi

coś dla siebie. Warto polecić jednak zajrzenie na stoiska wydawnictw, które specjalizują się w wydawaniu książek fantastycznych, a już na pewno do strefy tanich dyskontów książkowych. Jeśli bowiem dopiero planujecie rozpocząć swoją przygodę z fantastyką (a nierzadko w ogóle z czytaniem), to będziecie mieli okazję nabyć tutaj naprawdę godne polecenia powieści w przystępnych cenach. Można by długo wymieniać wszystkie fantastyczne eventy, czy zdawać relację z wizyt, ale chyba najlepszym pomysłem będzie na początek... sięgnięcie po samą historię. Pamiętajcie bowiem, że to jest właśnie baza i podstawa wszystkich pomysłów, które następnie przeradzają się w realne plany. Czytajcie więc, oglądajcie, zdawajcie relacje, a na sam koniec... uczestniczcie! W końcu podstawą każdej imprezy jest przede wszystkim dobra zabawa i zapał do stworzenia czegoś ciekawego.

Natalia Gołos

6


Fot. Dominika Szałomska

Artykuły

Jesień to najlepszy czas na długie posiedzenia z książką i maratony filmowo-serialowe. Pogoda wszystkich nas skłania do zakopywania się pod kocami, zaopatrywania w kubki gorącej czekolady i spędzania czasu w miły, leniwy sposób. Dla wszystkich tych, którzy chcieliby tej jesieni obejrzeć coś naprawdę dobrego, mamy małą ściągę z serialowymi typami na jesień 2017. Oglądajcie je, naprawdę warto! Dla tęskniących za klimatem dziecięcych lat – Stranger Things. Ten tytuł podbił serca widzów na całym świecie i okazał się największym hitem lata 2016. Jest mroczny, klimatyczny, mistrzowsko zrealizowany i świetnie zagrany.

Tej jesieni powraca z drugim sezonem i zapowiada się równie genialnie. Jeżeli lubisz To Stephena Kinga albo Magiczne lata Roberta McCammona – obejrzyj koniecznie!

Dla prawdziwych twardzieli (i twardzielek!) – Narcos. Ekscytująca opowieść o kolumbijskichkartelach narkotykowych, życiu i upadku Pablo Escobara oraz o kulisach narkobiznesu. Wrzesień rozpoczęliśmy premierą trzeciego sezonu tego serialu, który okazał się równie doskonały, jak poprzednie dwa.

Dla tych, którzy nie boją się trudnych tematów – Opowieść podręcznej. Niepokojąco prawdziwa opowieść osadzona w antyutopijnej przyszłości, w której rola kobiety zostaje sprowadzona do bycia cudzą własnością. Szokująco dobra adaptacja powieści Margaret Atwood, obok której nie wolno przejść obojętnie.

7


Dla tych, którzy tęsknią do lektur szkolnych – Ania, nie Anna, czyli odrobinę uwspółcześniona opowieść o Ani z Zielonego Wzgórza. Pięknie zrealizowana adaptacja powieści Lucy Maud Montgomery, z ciekawą obsadą i luźnym podejściem do interpretowania historii spisanej przez kanadyjską pisarkę. Jest pięknie

nieco mrocznie i ciekawie, ale niekażdemu miłośnikowi klasyka przypadnie do gustu.

Artykuły

Dla rozluźnienia przy czymś niegłupim – Atypowy. Jedna z najnowszych premier Netfliksa, to opowieść o autystycznym nastolatku, który postanawia znaleźć sobie dziewczynę. Z jednej strony obserwujemy zabawne

perypetie bohatera, z drugiej dostrzegamy dramat jego i jego rodziny. Bardzo ciekawe spojrzenie na temat, podane w lekkiej, przyjaznej formie. Pozycja obowiązkowa! Dla tych, którzy szukają dobrej historii z udziałem nastolatków – Riverdale. Ta adaptacja klasycznych ameryk a ń s k i c h komiksów mogła początkowo wydawać się typową guilty pleasure dla ma-

Dla miłośników klasycznych seriali – Twin Peaks. Po dwudziestu pięciu latach przerwy ten jeden z najbardziej uznanych seriali wszechczasów powraca z trzecim sezonem, większością starej obsady i doskonale znanym klimatem. Kto przegapił – może wszystkie stare i nowe odcinki nadrobić na HBO GO. Dla tych, którzy nie wierzą, że w Polsce można zrobić coś dobrze – Belfer. 22 października na antenę Canal+ wraca Belfer – jeden z najlepszych polskich seriali w historii. Kryminalna opowieść osadzona w rodzimej rzeczywistości, wyraźnie inspirowania

Miasteczkiem TwinPeaks czy The Killing, udowodniła widzom, że w naszym kraju można zrealizować mroczny, klimatyczny, ciekawy i pełen tajemnic serial, o którym wszyscy będą mówić. Warto nadrobić pierwszy sezon i niecierpliwie wyczekiwać drugiego.

łolatów, ale okazała się naprawdę genialnie zrealizowaną i ciekawie opowiedzianą historią, od której trudno się oderwać. Mamy tu pięknych nastolatków, prawdziwy mrok, mnóstwo zagadek i niepowtarzalny klimat. Warto! Dla fanów seriali kostiumowych – Biała królowa. Po czterech latach od premier y H B O zainteresowało się emisją adaptacji znanej serii powieści Philippy Gregory, opowiadającej o walce o tron w piętna-

8


Artykuły

stowiecznej Anglii. Piękne kobiety, niesamowite intrygi, walka o wpływy i świeże spojrzenie na historię. Jeżeli marzysz o obejrzeniu Gry o tron w nieco mniej spektakularnym, ale za to stuprocentowo babskim wydaniu – obejrzyj koniecznie.

Dla tych, którzy potrzebują rozluźnienia – Grace and Frankie. Ujmująca komedia obyczajowa, która udowadnia, że również siedemdziesięciolatkowie mogą swoimi perypetiami przyciągnąć przed ekrany tabuny widzów. Ten serial, to aktorstwo na najwyższym poziomie, rewelacyjny

scenariusz, błyskotliwe dialogi i mnóstwo podszytego ironią humoru. I choć być może ten tytuł wydaje się niepozorny, zdecydowanie zasługuje na Waszą uwagę.

Powyższe typy, to zaledwie dziesiątka ciekawych propozycji do obejrzenia jesienią. Każdy powinien znaleźć w tym zestawieniu dla siebie coś, co zagwarantuje mu długie godziny niesamowitych wrażeń. Dawno minęły czasy, kiedy oglądanie seriali było obciachem. Teraz, aby być na czasie, dobre seriale trzeba znać!

Klaudyna Maciąg

źródło strony producentów

9


Fot. Marcin Jakubczak

Artykuły

Tego, czym jest powieść kryminalna, nie trzeba nikomu dokładnie tłumaczyć, prawda? Każdy potrafi przytoczyć kilka słynnych, nie tylko współczesnych książek poruszających ten nurt. Przede wszystkim w kryminale musi być zbrodnia. Czasem pojawia się na samym początku, czasem dopiero po rozwinięciu akcji. Potem zwykle następuje poszukiwanie sprawcy, ewentualnie zacieranie śladów po stronie przestępcy. Zwieńczeniem powinno być wyjaśnienie zagadki, najlepiej nieoczywiste przez całą lekturę. Oczywiście istnieje wiele podgatunków powieści kryminalnej. Różne nurty, które narzucają charakterystykę postaci, styl narracji i poprowadzenie historii. Momentami kryminał przeistacza się w o wiele twardszą formę thrillera, czasem przybiera kształt powieści sensacyjnej, pełnej akcjii bohaterskich wyczynów. Możemy też znaleźć (bardzo popularny ostatnio) podgatunek, jakim jest komedia kryminalna czyli połączenie zbrodni z humorem. Ja jednak chciałabym Wam przybliżyć nieco inną odmianę – kryminał policyjny. Jak wskazuje nazwa, jego bohaterami są policjanci, którzy w odróżnieniu od detektywów, żołnierzy i agentów FBI mają ograniczone, ściśle sprecyzowane procedury postępowania, a ich działanie zależy w dużej mierze od współpracy zespołowej.

Abyście poczuli ten klimat i schemat, posłużę się idealnym przykładem z rodzimego podwórka. Wzorową serią kryminałów policyjnych jest seria powieści Agnieszki Pruskiej o komisarzu Barnabie Uszkierze. To, według mnie, literacki odpowiednik seriali pokroju „CSI. Kryminalne zagadki”. Ukazuje on, jak działają mechanizmy policyjnej maszynerii, której wynikiem ma być ujęcie sprawcy morderstwa. Przesłuchania, zbieranie materiałów dowodowych, badanie miejsca przestępstwa, tworzenie profilu sprawcy – to elementy, które dopiero po połączeniu w całość dają konkretne efekty. Każdy z cyklu powieści to oddzielne śledztwo, do którego zbiera się zespół Uszkiera. Ważną rzeczą, którą należy zaznaczyć, jest fakt, że ci policjanci nie stanow i ą stałej,nierozłącznej ekipy, lecz pracują nad różnymi sprawami. Takie są

10


Artykuły

realia pracy w policji, gdzie nie ma mowyo bezczynności i oczekiwaniu na kolejną sprawę. Samo śledztwo to nie tylko ganianie za podejrzanymi oraz ekspresowe testy DNA. To żmudna papierkowa robota, pisanie i czytanie raportów, przepytywanie w kółko tych samych świadków i analiza zebranych dowodów. Nie wystarczą przeczucia i poszlaki. Zadaniem policjantów jest odnalezienie sprawcy w taki sposób, by udowodnić jego winę i ułatwić sprawę prokuraturze. Agnieszka Pruska do napisania swoich powieści podeszła bardzo profesjonalnie, konsultując się wielokrotnie ze specjalistami w taki sposób, by opisywane przez nią wydarzenia i procedury były jak najbardziej realistyczne i prawdopodobne. Dzięki temu „Literat”, „Hobbysta” i „Żeglarz” to idealne przykłady wzorcowego kryminału policyjnego. Począwszy od debiutu, jakim jest „Literat”, w którym dostajemy na początku zagadkowe morderstwo, później dochodzą kolejne nietypowe zbrodnie, poprzez „Hobbystę”, gdzie do wyjaśnienia jest tajemnica śmierci zapalonego wędkarza, aż do „Żeglarza,

gdzie ofiarą pada tytułowy miłośnik wiatru i wody, powieści Agnieszki Pruskiej trzymają ten sam, wysoki poziom profesjonalizmu. Analiza materiałów, wyciąganie na bieżąco konkretnych wniosków i drobiazgowa, żmudna praca zespołu policjantów – to wytyczne cechujące wytrawny kryminał policyjny. Według mnie, dla laika dobrym sposobem na wyjaśnieniem tego, czym de facto jest kryminał policyjny, jest przytoczenie przykładów seriali telewizyjnych z cyklu „CSI. Kryminalne zagadki” lub polskich odpowiedników jak „W11” albo „Kryminalni” (choć w serialach akcja jest zdecydowanie bardziej naciągnięta i przyspieszona dla potrzeb widza). W przypadku literatury akcja przebiega w wolniejszym tempie i rozłożona jest odpowiednio w czasie. Bohaterowie to przeciętni ludzie, bez supermocy i nadzwyczajnego wyszkolenia. Nie zabijają jednym ciosem, niezachowują się jak brudny Harry czy McGyver. Zdarza im się popełniać błędy, przeoczyć istotne ślady albo źle sformułować pytania do świadków. Dzięki temu powieści z tego gatunku,a w szczególności cykl Agnieszki Pruskiej, są bardziej realistyczne i prawdopodobne. Jeśli nie przypadły Wam do gustu ciężkie tematycznie i klimatycznie kryminały skandynawskie, nie odnajdujecie się w powieściach detektywistycznych, a sensacyjne powieści o tajnych agentach nie są dla Was, spróbujcie kryminałów policyjnych!

Dorota Lińska-Zloch

Okładki ze strony autorki

11


fot. Dominika Szałomska

Artykuły

Początek jesieni to czas, kiedy wydawnictwa szaleją, dosłownie zasypują czytelników nowościami, ale nikt na to nie narzeka. W końcu im więcej nowości tym lepiej! Zebraliśmy dla Was najgorętsze, najbardziej wyczekiwane i najbardziej obiecujące premiery z września i października, sami nie możemy doczekać się aż to wszystko przeczytamy. Liczymy, że Was również zainteresują, bo jest na co rzucić okiem!! Autor: Anna Dąbrowska Tytuł: Jutro będziemy szczęśliwi

Data premiery: 11 wrzesień 2017 Wydawnictwo: Zysk i S-ka Opis: Życie pisze własne scenariusze. Trzy lata – już tyle czasu Zuza próbuje poskładać swoje życie od nowa, ale w tej skomplikowanej układance wciąż brakuje najważniejszego elementu – jego, jej wielkiej miłości. Adam znikł bez słowa pożegnania, zostawiając ją samą, ze złamanym sercem. Kiedy Zuza postanawia dać szansę innemu mężczyźnie, zjawia się Adam. Czy dziewczyna będzie w stanie spojrzeć w oczy

WRZESIEŃ

ukochanego, który tak boleśnie ją zranił? Czy tajemnica, którą skrywa Adam, stanie się przeszkodą w drodze do miłości? "Jutro będziemy szczęśliwi" to książka, która rozgrzeje cię jak ciepła herbata z miodem, cytryną... i gwiazdką anyżu.

12


Artykuły

Autor: Leisa Rayven Tytuł: Zła Julia Data premiery: 13 wrzesień 2017 Wydawnictwo: Otwarte Opis: Cassie przekonała się, że czasem miłość nie wystarczy. Minęło kilka lat, a ona nadal nie wie, dlaczego Ethan odszedł, nie oglądając się za siebie. Kiedy ponownie zjawia się w jej życiu, Cassie musi odegrać najtrudniejszą rolę – przybrać maskę obojętności, podczas gdy jej serce wyrywa się do ukochanego. Gdy Ethan i Cassie otrzymują angaż w tej samej sztuce, ponownie zbliżają się do siebie. On w głębi duszy wierzy, że dostanie jeszcze jedną szansę, i przyrzeka, że naprawdę się zmienił. Ona wraca myślami do minionego czasu i próbuje zrozumieć to, co się wydarzyło. Przekonuje się jednocześnie, że nadal nie zna całej prawdy o swoim ukochanym. Czy nieufność rozdzieli ich na zawsze? A może miłość pozwoli im rozpocząć zupełnie nowy akt... ? Autor: Aneta Jadowska Tytuł: Szamańskie Tango Data premiery: 13 wrzesień 2017 Wydawnictwo: Fabryka Słów Opis: Być może nie powinien zabierać szesnastoletniej córki na miejsce brutalnej zbrodni, ale czy bez jej wrażliwości na duchy i talentu do wywąchiwania sekretów zdołałby złapać mordercę, zanim ten znów uderzy? Podwójne morderstwo w szczycie sezonu ogórkowego oznaczało dla Witkaca początek trudnego śledztwa i kłopotów. Jak niewiele wtedy wiedział o tym, co go czekało... Odkąd został ojcem, w jego życiu, poza nastoletnią córką, zagościła odpowiedzialność, stabilizacja, a nawet regularne posiłki. W pakiecie z nimi dostał: zamieszanie, strach i bezsenne noce. A jest jeszcze Sęp, nieustanne źródło chaosu. Przedwieczni w Zaświatach, którzy domagają się spłaty długu. I nie mniej przerażająca cicha rewolucja na komisariacie. Śmierć? Szaleństwo? Emerytura? Witkacy nie ma lekkich wyborów. Gdy na szali leży nie tylko jego spokój, ale i życie Kurczaczka, Szaman rusza w Tango. Taniec miłości i śmierci

13


Autor: Trudi Canavan Tytuł: Obietnica Następcy Data premiery: 13 wrzesień 2017 Wydawnictwo: Galeria Książki Opis: Trzeci tom trylogii fantasy "Prawo Milenium" autorki światowych bestsellerów Trudi Canavan. Od konfrontacji buntowników z Raenem minęło pięć lat. W tym czasie Qall, chłopiec ocalony przez Rielle, bezpiecznie dorósł wśród Podróżników, a Tyen znalazł sobie nowy dom i ukrył się przed ludźmi, którzy okrzyknęli go zdrajcą i nazwali Szpiegiem. Pięć lat chaosu, nad którym Baluka i Odnowiciele ledwie byli w stanie zapanować. Wszędzie toczą się wojny, niektóre światy zostały opanowane przez machiny wojenne, inne pozbawili mocy magowie pragnący nieśmiertelności. W czasach gdy wojna zagraża z trudem wypracowanemu przez Rielle i Tyena

Artykuły

pokojowi, a Qall wkracza w dorosłość, lojalność zostanie poddana próbie. Złożone obietnice mogą wszystko zmienić. Zależy od nich życie Qalla. Dahli ma bowiem możliwość przywrócenia władzy Raenowi i nie cofnie się przed niczym, by osiągnąć swój cel. Autor: Magdalena Witkiewicz Tytuł: Ósmy cud świata Data premiery: 13 wrzesień 2017 Wydawnictwo: Filia Opis: Czy historia sprzed lat, usłyszana przypadkowo na drugim krańcu świata, może wpłynąć na nasze losy? Kilka romantycznych chwil, przeżytych w czasie urlopu w Azji, budzi w Annie, trzydziestokilkuletniej singielce, dawno uśpione uczucia. Kobieta podejmuje decyzję, która na zawsze może zaważyć na życiu kilku osób. Jednak szczęście, będące pozornie w zasięgu jej ręki, rozsypuje się nagle niczym domek z kart. "Ósmy cud świata" to opowieść o tym, że czasami trzeba zbłądzić w ciemnym lesie, by wreszcie znaleźć się na rozświetlonej polanie. A pierwszy promień słońca można niekiedy znaleźć ukryty w niepozornej, maleńkiej kopercie, zamkniętej w morskiej muszli przywiezionej z wakacji.

14


Artykuły

Autor: Jenny Downham Tytuł: Ty przeciwko mnie Data premiery: 13 wrzesień 2017 Wydawnictwo: Nasza Księgarnia Opis: Jeżeli ktoś skrzywdzi twoją siostrę – czy będziesz szukać rewanżu? Jeżeli twój brat zostanie oskarżony o straszne przestępstwo – czy będziesz go bronić? Mikey czuje bezsilny gniew, gdy jego siostra wyznaje, że została zgwałcona. Ellie jest zdruzgotana, kiedy jej brat zostaje posądzony o napaść. Teraz się spotykają. To książka o lojalności i o wyborach, jakie się z nią wiążą. Ale przede wszystkim to książka o miłości.

Autor: Remigiusz Mróz Tytuł: Oskarżenie Data premiery: 27 wrzesień 2017 Wydawnictwo: IV Strona Opis: Od serii brutalnych morderstw pod Warszawą minęły cztery lata. Sprawcę ujęto, skazano, a potem osadzono w więzieniu. Dowody wskazujące na dawną legendę "Solidarności" były nie do podważenia. Mimo to pewnego dnia mecenas Joanna Chyłka otrzymuje list od żony skazańca, w którym kobieta twierdzi, że odkryła nowe dowody na niewinność męża. Prawniczka przypuszcza, że to jedna z wielu spraw, którym nie warto poświęcać uwagi... Przynajmniej do czasu, aż kobieta ginie, a materiał DNA jednej z ofiar zabójcy zostaje odnaleziony w innym miejscu przestępstwa. W dodatku wszystko wydaje się w jakiś sposób związane z Kordianem Oryńskim...

15


Artykuły

Autor: Augusta Docher Tytuł: Najlepszy powód, by żyć Data premiery: 27 wrzesień 2017 Wydawnictwo: OMG Books Opis: "Wszystko trwało ułamek sekundy. Błysk ognia i nagle jestem w ognistej kuli. Dociera do mnie, że się palę. Jestem żywą ludzką pochodnią. " Dominika budzi się po kilku dniach. Wie, że to był wypadek, a ukochany ojciec wcale nie chciał jej zabić. Teraz, kiedy on jest w więzieniu, ona leży w szpitalu i walczy o życie. Chociaż właściwie, to inni walczą za nią, ponieważ ona się już poddała. Ale to, co miało być końcem, okazuje się być początkiem... Przewrotny los stawia na jej drodze ambitnego młodego lekarza, który dostrzega w niej coś więcej niż tylko pacjentkę. Gdy on będzie leczył jej ciało, jego brat Marcel, czarna owca szanowanej rodziny, spróbuje uleczyć jej duszę. Tylko czy to jest w ogóle możliwe? Czy pęknięte serce potrafi jeszcze kochać? I czy ktoś, kto ma tyle powodów, by się zabić, odnajdzie ten jeden, by żyć?

Autor: K.A. Linde Tytuł: Dziewczyna mojego brata Data premiery: 27 wrzesień 2017 Wydawnictwo: Burda Książki Opis: Kiedyś chodziłam z jego bratem. On tego nie pamiętał, a ja wolałabym zapomnieć. Od dawna nie chciałam mieć nic wspólnego z tą rodziną, ale kiedy wróciłam do domu, Jensen Wright wtargnął w mój świat. Miał pewność siebie miliardera i boski seksapil. Nawet ja musiałam ulec naszej wzajemnej fascynacji. Wpasował się w moje życie niczym brakujący kawałek układanki. Szkoda, że zapomniał o tym, co mogłoby nas zniszczyć. Bo Jensen Wright niczym się nie dzieli. Z nikim. A jeśli jego brat odkryje prawdę, wszystko może runąć. Wziąwszy to pod uwagę, czy się nie pomyliłam?

16


Artykuły

Autor: Alek Rogoziński Tytuł: Lustereczko, powiedz przecie Data premiery: 27 wrzesień 2017 Wydawnictwo: Filia Opis: "Zostać bohaterem powieści kryminalnej? Zaskakujące i ekscytujące! Tak, jak i książka!" Rafał Maślak, Mister Polski Znana autorka powieści kryminalnych Róża Krull jest świadkiem samobójstwa jednego z uczestników konkursu Mister Polonia. Wkrótce okazuje się, że nie miał on żadnego powodu, aby zdecydować się na tak desperacki czyn. Zaintrygowana Róża rozpoczyna śledztwo i szybko przekonuje się, że w świecie facetów, którzy wiedzą o kosmetykach i modzie więcej niż ona sama, znajdują się też psychopaci, gotowi na wszystko, aby tylko zdobyć tytuł Najprzystojniejszego Polaka Roku... "Lustereczko, powiedz przecie" to drugi tom przygód Róży Krull i dwójki jej przyjaciół, a zarazem współpracowników – menadżerki Betty i PR-owca Pepe. Tym razem w rozwiązaniu zagadki kryminalnej pomaga im też sam Mister Polski, Rafał Maślak.

Autor: Brigid Kemmerer Tytuł: Listy do utraconej Data premiery: 27 wrzesień 2017 Wydawnictwo: YA! Opis: Przypadek czy przeznaczenie? Ten list mógł przecież znaleźć każdy... Declan Murphy to "typ spod ciemnej gwiazdy". W szkole boją się go nawet nauczyciele. Zbuntowany siedemnastolatek odbywa na cmentarzu obowiązkową pracę na cele społeczne. Pewnego dnia na jednym z grobów znajduje list. Zaintrygowany czyta go i postanawia odpowiedzieć. Gdy Juliet Young odkrywa, że ktoś naruszył jej prywatność i przeczytał list do zmarłej przed niecałym rokiem matki, jest zdruzgotana. Matka Juliet pracowała jako fotoreporterka w różnych miejscach na świecie, dlatego często porozumiewała się z córką poprzez listy. Pokonując złość, odpisuje na wiadomość nieznajomego. Z czasem między Juliet i Declan rodzi się między nimi nić porozumienia.

17


Autor: Chris Weitz Tytuł: Młody Świat Data premiery: 27 wrzesień 2017 Wydawnictwo: Insignis Opis: Witaj w Nowym Jorku – mieście rządzonym przez nastolatków Tajemnicza epidemia zmiotła z powierzchni Ziemi dorosłych i dzieci, oszczędzając jedynie nastolatków. By przetrwać w chylącym się ku upadkowi świecie, młodzi łączą się w plemiona. Jefferson, mimowolny przywódca grupy zamieszkującej okolice Placu Waszyngtona, oraz Donna – obiekt jego skrywanej miłości – każdego dnia stawiają czoła niebezpieczeństwom postapokaliptycznego chaosu, świadomi, że ich dni są policzone. Gdy jeden ze współplemieńców wpada na trop lekarstwa, które pozwoli im się wymknąć nieuchronnej śmierci, pięcioro nastolatków wyrusza na ryzykowną ekspedycję. W drodze do celu będą musieli pokonać terytoria opanowane przez gangi, fanatyków i bojówki; ich wędrówkę będą znaczyły wymiany ognia, ucieczki, cierpienie i śmierć Czy młodym bohaterom uda się ocalić

Artykuły

wymierającą populację? Jakie mroczne zakamarki ludzkiej psychiki odkryją podczas tej ryzykownej eskapady?

Autor: Neal Shusterman Tytuł: Kosiarze Data premiery: 27 wrzesień 2017 Wydawnictwo: Filia Opis: Staliśmy się nieśmiertelni. Czego więc powinniśmy się bać? Będziesz zabijać. Świat bez głodu, wojen, chorób i cierpienia. Ludzkość uporała się już z tym wszystkim. Pokonała nawet śmierć. W tej chwili żywot człowieka mogą zakończyć jedynie kosiarze – do nich należy kontrolowanie wielkości populacji. Citra i Rowan zostają praktykantami w profesji kosiarza – choć żadne z nich nie wykazuje ku temu chęci. Nastolatkowie muszą opanować sztukę odbierania życia, wiedząc że przy tym ryzykują własnym. Citra i Rowan zrozumieją, że za idealny świat trzeba zapłacić wysoką cenę. Stałem się najpotworniejszym z potworów, pomyślał, gdy przyglądał się pożodze. Rzeźnikiem lwów. Mordercą orłów.

18


Artykuły

Autor: Gabriela Gargaś Tytuł: Zanim wstanie dla nas słońce Data premiery: 27 wrzesień 2017 Wydawnictwo: Filia Opis: Opowiem ci moją historię. Ale proszę, nie oceniaj mnie. Wiem, co zrobiłam, jednak nie mogę cofnąć czasu. Stefania jest położną, która kocha swoją pracę. Zawodowe zajęcia angażują ją na tyle mocno, że nawet nie zauważa, kiedy mąż i córka oddalają się od niej. Ona sama z kolei coraz bardziej zbliża się do doktora Wojdara. Romans z lekarzem uruchamia lawinę złych wydarzeń. Gdy córka Stefanii, Liwia, dowiaduje się o romansie matki, wpada we wściekłość i wyjeżdża na wieś. Tam spotyka Filipa, z którym zachodzi w ciążę. Życie Liwii diametralnie się zmienia, a w trudnych chwilach wspiera ją matka. Asystuje przy porodzie córki, popełnia jednak kardynalny błąd, który zaważy na życiu wielu osób... Niekiedy miłość opowiada nam swoją własną, smutną historię, a płomienny romans, który miał przynieść odmianę, okazuje się iluzją. Jednak za popełnione błędy trzeba zapłacić i choć

czasu nie można cofnąć, to jednak przy odrobinie dobrej woli losowi można nadać nowy bieg. Bo przecież na szczęście nigdy nie jest za późno. Autor: Katy Evans Tytuł: Ladies Man Data premiery: 28 wrzesień 2017 Wydawnictwo: Kobiece Opis: Spin-off bestsellerowej serii "Manwhore". Jedna z najlepiej ocenianych powieści erotycznych w historii według największego portalu recenzenckiego GoodReads.com. To mężczyzna, z którym nie chodzi się na randki. To mężczyzna, który nie spodoba się twojej mamie. To mężczyzna, który złamie ci serce. Tahoe Roth to najlepszy przyjaciel Malcolma Sainta. Człowiek o twarzy anioła i duszy diabła, którego jedno spojrzenie powoduje przyspieszone bicie serca, seks traktuje jak lekarstwo na wszystko. Gina jest piękną dziewczyną, która w obecności Tahoe woli być ostrożna. Kiedyś ją odrzucił, a ona odrzuciła jego. Oboje czują się rozbici. Wygląda na to, że tych dwóch części nie można już ze sobą połączyć. Choć czują do siebie niewiarygodną chemię i fantazjują o sobie bez opamiętania, pozostają jedynie przyjaciółmi. W końcu Gina uświadamia sobie, że jedyny facet, którego pragnie to uparty i niedostępny Tahoe Roth.

19


Autor: L.A. Casey Tytuł: Bracia Slater. Dominic Data premiery: 28 wrzesień 2017 Wydawnictwo: Kobiece Opis: Pierwszy tom jednej z najbardziej wyczekiwanych na polskim rynku serii erotycznych, która podbiła serca czytelniczek na całym świecie. Bronagh Murphy dobrze wie, czym jest ból po stracie bliskich. Kiedy była mała, jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Aby uniknąć ponownego cierpienia, dziewczyna trzyma ludzi na dystans. Nie ma przyjaciół, z nikim nie rozmawia, nie wdaje się w żadne relacje, przez co pozostaje zawsze na uboczu. W końcu tego chce najbardziej. Kiedy w jej życie wkracza Dominic Slater, Bronagh nieświadomie robi dokładnie to, co najbardziej go pociąga. Uparcie go ignoruje. Dominic to chłopak przyzwyczajony do bycia w centrum uwagi. Piękna brunetka o ciętym języku jest pierwszą osobą, która mu tego odmawia. Dominic pragnie nieustępliwej dziewczyny, ale jedynym sposobem na jej zdobycie, jaki zna, jest siła. Dominic jej pragnie. Dominic zdobywa to, czego pragnie.

Artykuły

Autor: Ali Land Tytuł: Ja. Dobra. Zła Data premiery: 28 wrzesień 2017 Wydawnictwo: Prószyński i S-ka Opis: Międzynarodowy bestseller. Matka Annie jest seryjną morderczynią dzieci. Sposobem na przerwanie tych krwawych łowów jest oddanie jej w ręce policji. I czyni to jedyna osoba, która o tym wie – Annie. Jednak nie zawsze co z oczu, to z serca. Im bliżej procesu matki, tym bardziej tajemnice przeszłości odbierają Annie spokój. Jest w rodzinie zastępczej, ma nową tożsamość i nowe imię – Milly. Nowe życie. Teoretycznie może zostać, kim zechce. Ale jej matka jest seryjną morderczynią. Niedaleko pada jabłko od jabłoni? Dobra ja, zła ja. Jest przecież córką swojej matki.

20


Artykuły

Autor: Claudia Gray Tytuł: Tysięcy słońc nad tobą Premiera: 27 września 2017 r. Wydawnictwo: Jaguar Opis: Odkąd Marguerite użyła Firebirda, wynalazku rodziców, żeby podróżować do innych wymiarów, przyciągnęła uwagę wrogów, którzy nie cofną się przed niczym, aby zmusić ją do pomocy w podbiciu wszystkich wymiarów nawet przed skrzywdzeniem ludzi, których kocha. Opiera się, dopóki jej chłopak, Paul, nie zostaje zaatakowany a jego dusza rozszczepiona i rozrzucona po wielu wymiarach.

Autor: Cassandra Clare Tytuł: Władca cieni Data premiery: 27 wrzesień 2017 Wydawnictwo: MAG Opis: Życie Nocnego Łowcy to życie w pętach powinności. W więzach honoru. Świat Nocnego Łowcy to świat uroczystych przysiąg, a nie ma ślubów świętszych niż te łączące parabatai – wojowników-partnerów, którzy mają razem walczyć i razem ginąć, lecz nigdy, przenigdy nie wolno im się zakochać. Emma Carstairs odkryła, że miłość odwzajemniona przez jej parabatai, Juliana Blackthorna, jest nie tylko zakazana, lecz także śmiertelnie niebezpieczna: może zniszczyć ich oboje. Wie, że powinna uciec od Juliana, lecz jakże miałaby to zrobić, gdy Blackthornom ze wszystkich stron zagrażają wrogowie? Ich jedyną nadzieją jest Czarna Księga Umarłych, magiczny wolumin o ogromnej mocy. Wszyscy chcą ją dostać, ale tylko Blackthornowie są w stanie ją odnaleźć. Emma, jej najlepsza przyjaciółka Cristina oraz Mark i Julian Blackthornowie przybywają do Faerie – gdzie hulaszcze zabawy skrywają krwawe zagrożenie i żadnej obietnicy nie można ufać – by tam zawrzeć mroczny pakt z królową Jasnego Dworu.Tymczasem narastające napięcie między Nocnymi Łowcami i Podziemnymi doprowadziło do wyłonienia Kohorty, grupy ekstremistów wśród Nocnych Łowców, którzy domagają się wprowadzenia obowiązku rejestracji Podziemnych i "niewygodnych" Nefilim. Zrobią wszystko, co w ich mocy, by ujawnić tajemnice Juliana i przejąć władzę nad Instytutem w Los Angeles. Kiedy Podziemni zwracają się przeciw Clave, pojawia się nowa groźba w postaiWładcy Cieni – króla Ciemnego Dworu, który wysyła swoich najlepszych wojowników z zadaniem wymordowania wszystkich, w któ-

rych żyłach płynie krew Blackthornów, i przechwycenia Czarnej Księgi. Gdy mordercza pętla zaciska się wokół Juliana, ten opracowuje ryzykowny plan ratunkowy, którego powodzenie zależy od współpracy z nieprzewidywalnym nieprzyjacielem. Sukces może jednak mieć swoją cenę, której ani on, ani Emma nawet sobie nie wyobrażają; krwawy rachunek, który – być może – przyjdzie zapłacić wszystkim, których kochają.

21


Październik

Artykuły

Autor: Dan Brown Tytuł: Początek Data premiery: 3 październik 2017 Wydawnictwo: Sonia Draga Opis: Robert Langdon, profesor Uniwersytetu Harvarda i specjalista od symboli, przenosi nas do malowniczej Hiszpanii. Tam przemierza ulice Madrytu, Barcelony, Sewilli i Bilbao w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące ludzkość pytania: Skąd pochodzimy? Dokąd zmierzamy? Bez względu na to kim jesteś i w co wierzysz, nie masz wpływu na to, co się wydarzy... Robert Langdon, profesor Uniwersytetu Harvarda, specjalista w dziedzinie ikonologii religijnej i symboli, przybywa do Muzeum Guggenheima w Bilbao, gdzie ma dojść do ujawnienia odkrycia, które "na zawsze zmieni oblicze nauki". Gospodarzem wieczoru jest Edmond Kirsch, czterdziestoletni miliarder i futurysta, którego oszałamiające wynalazki i śmiałe przepowiednie zapewniły my rozgłos na całym świecie. Kirsch, który dwadzieścia lat wcześniej był jednym z pierwszych studentów Langdona na Harvardzie, planuje ujawnić informację, która będzie stanowić odpowiedź na fundamentalne pytania dotyczące ludzkiej egzystencji. Gdy Langdon i kilkuset innych gości w osłupieniu ogląda oryginalną prezentację, wieczór zmienia się w chaos, a cenne odkrycie Kirscha może przepaść na zawsze. Chcąc stawić czoła nieuchronnemu zagrożeniu, Langdon musi uciekać z Bilbao. Towarzyszy mu Ambra Vidal, elegancka dyrektorka muzeum, który pomagała Kirschowi zorganizować wydarzenie. Razem udają się do Barcelony i podejmują niebezpieczną misję odnalezienia kryptograficznego hasła, które stanowi klucz do sekretu Kirscha... Autor: John Marrs Tytuł: Dopasowani Data premiery: 11 październik 2017 Wydawnictwo: Dolnośląskie Opis: Jak daleko się posuniesz, by znaleźć miłość? Od czasu, gdy naukowcy odkryli, że każdy człowiek posiada gen, który dzieli tylko z jedną osobą na całym świecie, miliony ludzi zdecydowały się na badania DNA, aby znaleźć idealnego partnera. Oto pięć kolejnych osób znajduje swoje drugie połówki. Okazuje się jednak, że perfekcyjnie dopasowane bratnie dusze, które wskazały testy genetyczne mają swoje sekrety. Niektóre szokujące a nawet bardzo niebezpieczne...

22


Artykuły

Autor: Kasie West Tytuł: Szczęście w miłości Data premiery: 11 październik 2017 Wydawnictwo: Feeria Young Opis: Maddie nie jest impulsywna. Ceni ciężką pracę i lubi planować. Ale któregoś wieczora pod wpływem chwili kupuje los na loterię. I, ku własnemu zdziwieniu – wygrywa masę pieniędzy! W jednej sekundzie Maddie nie poznaje swojego życia. Koniec ze stresowaniem się systemem stypendialnym w college’u. Ni stąd ni zowąd Maddie myśli o wynajęciu jachtu. A bycie w centrum uwagi całej szkoły jest super, dopóki nie zaczynają docierać do niej przykre plotki na jej temat, a przypadkowe osoby proszą ją o pożyczkę. I teraz Maddie nie ma pojęcia, komu można zaufać. Poza Sethem Nguyenem, z którym pracuje w miejscowym zoo. Seth jest miły i zabawny, i chyba wcale nie wie o wielkiej zmianie w życiu Maddie, a dziewczyna jakoś nie ma ochoty nic mu mówić. Co się stanie jednak, jeśli Seth pozna prawdę? Oto pełna humoru i czułości historia w bestsellerowym stylu Kasie West: o wygranej, przegranej i… miłości.

Autor: Colleen Hoover Tytuł: It Ends with Us Data premiery: 11 październik 2017 Wydawnictwo: Otwarte Opis: Czasem te osoby, które najmocniej nas kochają, potrafią też najmocniej ranić. Lily Bloom zawsze płynie pod prąd. Nic dziwnego, że otworzyła kwiaciarnię dla osób, które... nie lubią kwiatów, i prowadzi ją z pasją i sukcesami. Gdy poznaje przystojnego lekarza Ryle'a Kincaida i rodzi się między nimi wzajemna fascynacja, Lily jest przekonana, że jej życie nie może być już lepsze. Tak mogłaby skończyć się ta historia. Jednak niektóre rzeczy są zbyt piękne, by mogły trwać wiecznie. To, co się kryje za idealnym związkiem Lily i Ryle'a, jest w stanie dostrzec jedynie Atlas Corrigan, dawny przyjaciel Lily. Kiedyś ona była dla niego bezpieczną przystanią, teraz sama potrzebuje takiej pomocy. Nie zawsze jesteśmy bowiem dość odważni, by stanąć twarzą w twarz z prawdą... Szczególnie gdy przynosi ona tylko cierpienie. Gdyby złamane serce przybrać jakąś formę, stałoby się tą książką. Odważna i głęboko osobista powieść Colleen Hoover zdobyła w 2016 roku nagrodę czytelników Goodreads Choice Awards za najlepszy romans.

23


Autor: Max Czornyj Tytuł: Grzech Data premiery: 11 październik 2017r. Wydawnictwo: Filia Opis: „Znakomity kryminał! Czapki z głów. Pozycja obowiązkowa dla wielbicieli gatunku”. Katarzyna Puzyńska

Artykuły

W Lublinie dochodzi do serii zaginięć. Ktoś porywa kobiety, a ich rodziny otrzymują tajemnicze listy. Do sprawy zostaje przydzielony wybuchowy komisarz Eryk Deryło. Gdy znalezione zostają pierwsze zwłoki, na miasto pada strach, a presja wywierana na lubelską policję rośnie. Tropy mnożą się i plączą. Krąg podejrzanych się poszerza. Strach przeradza się w panikę. Ciało kobiety zostało okrutnie zbezczeszczone, z rozmysłem upozowane i porzucone na jednym z lubelskich cmentarzy. Morderca przez cały czas znajduje się o krok przed ścigającą go policją. Do sprawy włącza się Miłosz Tracz, profiler mający za zadanie przygotować portret psychologiczny sprawcy. Czy okoliczności, w jakich porzucane są ciała, mają znaczenie? A może wyraźne, bluźniercze nawiązania do symboliki religijnej stanowią jedynie próbę zmylenia pościgu? Jedno jest pewne, zapłatą za grzech jest śmierć.

Autor: M. Leighton Tytuł: Jesteś moim zawsze Data premiery: 11 październik 2017r. Wydawnictwo: Filia Opis: – Dobranoc, księżycu. Gwiazdki, dobranoc – mamroczę, dotykając palcami niewielkiego okienka. – Dobranoc, świetliki, przylećcie znów rano. Ta książka nie jest baśniowym romansem. To podróż pełna cierpienia i straty, nadziei i szczęścia. Jest zarówno boleśnie tragiczna jak i niesłychanie piękna. To historia miłosna. Opowiada o prawdziwym uczuciu – takim, które dostrzega Cię w nocy i tuli, gdy płaczesz. O miłości, z której nie chcesz zrezygnować i odpuścić – takiej, o której wszyscy marzą, ale tylko nieliczni ją znajdują. Oto nasza historia. Prawdziwa opowieść o łączącej nas miłości.

24


Artykuły

Autor: Elizabeth O'Roark Tytuł: Przebudzenie Olivii Data premiery: 19 październik 2017 Wydawnictwo: Kobiece Opis: Wciągająca opowieść o tajemnicy i pożądaniu, które nie powinno mieć miejsca. Will Langstrom, trener drużyny lekkoatletycznej, ma mnóstwo zobowiązań. Sen z powiek spędzają mu upadające ranczo i długi zmarłego ojca. Ostatnie, czego potrzebuje to przejmowanie się niepokorną Olivią Finnegan. To piękna, ale niebezpiecznie tajemnicza studentka, która właśnie przeniosła się do jego zespołu. Olivia Finnegan nie ma łatwego życia. Chociaż niepokorna dziewczyna nie może uciec od przeszłości, nie chce przyjmować pomocy od zdeterminowanego trenera. Mężczyzna nie pozwala jednak, aby jego wsparcie było odrzucone. Jest gotowy zrobić wiele, aby ocalić Olivię. Wszystko komplikuje się, kiedy trener zaczyna czuć do swojej podopiecznej coś dziwnego. Coś, czego nie powinien czuć. Coś na kształt pożądania... To może wszystko zniszczyć.

Autor: Sarah J. Maas Tytuł: Dwór skrzydeł i zguby Data premiery: 25 październik 2017 Wydawnictwo: Uroboros Opis: Długo oczekiwana trzecia część bestsellerowego cyklu Sarah J. Maas Feyra powraca do Dworu Wiosny, zdeterminowana by zdobyć informacje o działaniach Tamlina oraz potężnego, złowrogiego króla Hybernii, który grozi, że rozgromi cały Prythian. Jednak by to osiągnąć, musi najpierw rozegrać śmiercionośną, przewrotną grę… Jeden poślizg może zniszczyć nie tylko Feyrę, ale też cały jej świat. W obliczu wojny, która ogarnia wszystkich, Feyra znów musi decydować, komu może ufać i szukać sojuszników w najmniej oczekiwanych miejscach. Niebawem dwie armie zetrą się w krwawej, nierównej walce o władzę.

25


Autor: Sawyer Bennett Tytuł: Cała prawda o szczęściu Data premiery: 25 październik 2017r. Wydawnictwo: Filia Opis: Młody weteran wojenny, Christopher Barlow cudem uniknął śmierci. Jest zdruzgotany. Nie potrafi już kochać, za to nienawidzi z pasją; nie potrafi wyrwać się z kręgu cierpienia, mrocznej zasłony przesłaniającej mu cały świat. Dopiero gdy przymusowo dołącza do grupy równie nieszczęśliwych, walczących z własnymi problemami osób, ponownie zaczyna przyglądać się swojemu życiu. Czego ci ludzie mogą się od siebie nauczyć? Jak mogą nawzajem sobie pomóc? Christophera nieustannie dręczy też pytanie, czy będzie w stanie ponownie obudzić w sobie miłość. Odpowiedź uzyska wyruszając w podróż z piękną kobietą, która stopniowo traci wzrok, umierającym nastolatkiem w terminalnym stadium raka i molestowaną w dzieciństwie dziewczyną, która nie potrafi zdecydować czy chce dalej żyć. Cztery osoby, które prócz przeznaczenia nie mają ze sobą nic wspólnego. Cztery osoby, które spotka przygoda, strach, ból i miłość. Podczas swej podróży odrobią najważniejszą w życiu lekcję. Dowiedzą się czym jest cała prawda o szczęściu…

Artykuły

Autor: Laurelin Paige, Sierra Simone Tytuł: Gwiazdor Data premiery: 26 październik 2017 Wydawnictwo: Kobiece Opis: Duet autorów w płomiennym romansie, który spełnia najbardziej wygórowane wymagania czytelniczek. Przestań się oszukiwać, mała. Znasz go. Hej, przecież wiem, że go znasz. Może udajesz, że nie. Może twoja historia przeglądania jest wyczyszczona. Może udajesz oburzoną, kiedy ktoś przy tobie używa słowa na p. Ale nie oszukujmy się. Wiem, że go znasz. Każda zna Logana O'Toole'a – słynnego gwiazdora. Jednak kiedy Devi Dare wkracza w jego życie, nagle zaczyna robić rzeczy kompletnie nie w jego stylu. Na przykład pisze flirciarskie smsy. Albo tworzy całą serię filmów dla dorosłych online, żeby tylko mógł z nią grać. Jeszcze raz. I jeszcze. Przez Devi cały świat Logana się zmienia. Im więcej czasu z nią spędza, tym bardziej zdaje sobie sprawę, że nie jest tym, za kogo się uważał. Może w sumie wcale go nie znasz.

Okładki pochodzą, że stron Wydawców

Paulina Wiśniewska

26


Wywiady

Wywiad

z

Remigiuszem Mrozem Remigiusz Mróz to znany i lubiany polski pisarz, który corocznie "zasypuje" swoich fanów jeszcze większą ilością książek. W 2016 roku został laureatem Nagrody Czytelników Wielkiego Kalibru za powieść pt. "Kasacja". W 2017 roku ujawnił się jako Ove Logmansbo zaskakując tym czytelników w całej Polsce. Zgodził się on odpowiedzieć na kilka pytań do naszego Czytelnika.

MP: Jak wyglądałby łzawy romans w wydaniu Remigiusza Mroza? RM: Jeśli rzeczywiście miałby wystąpić w nim łzy, to przypuszczam, że popłynęłyby na cmentarzu, nad grobami wszystkich bohaterów (śmiech). W jakikolwiek gatunek się bowiem nie zapuszczę, nigdy nie opuszcza mnie zbrodnia – w konwencji obyczajowej pewnie byłoby podobnie. Zaczęłoby się od sielanki, wszyscy byliby zdrowi, piękni i szczęśliwi… a ostatecznie spotkałby ich szereg nieprzesadnie fortunnych zdarzeń.

MP: W ciągu roku wydajesz kilka powieści. Jak udaje Ci się tak szybko pisać? Wydaje mi się, że tempo pisania mam raczej przeciętne – to, że wydaję tyle książek, wynika z tego, że pracuję codziennie, nawet po osiem godzin. Właściwie nie robię sobie wolnego, ale tylko dlatego, że to najlepsza robota na świecie. MP: I skąd bierzesz tyle pomysłów? RM: Tym pytaniem można zabić ćwieka każdemu pisarzowi. O ile mnie pamięć nie myli, King kupuje pomysły na jakimś targu w Maine, Gaiman czerpie z jakiejś studni, a któryś z kolegów po fachu odbiera przekazy od zmarłych pisarzy.

Zdjęcie. Wydawnictwo Czwarta strona

Martyna Piętka: Piszesz thrillery, kryminały, science fiction, powieści historyczne i zabrałeś się za horrory. Z jakiego gatunku chciałbyś jeszcze napisać powieść? Remigiusz Mróz: Powiedziałbym, że fantasy, ale zaraz musiałbym dodać, że dwie takie powieści, dość obszerne, leżą już w moich szufladach. Podobnie byłoby w przypadku post-apo i pewnie kilku innych gatunków, choć tak naprawdę trudno sprecyzować ilu. Wszystko dlatego, że gros tych powieści pisałem na początku literackiej drogi, a wówczas nie zwracałem najmniejszej uwagi na szufladki i starałem się nie katalogować w żaden sposób swoich historii. Do teraz zresztą staram się wszczepiać do powieści jak najwięcej gatunkowego eklektyzmu – a kiedy słyszę, że przez to potrafią stać się nawet literacko synkretyczne, traktuję to jako największy komplement. Ale właściwie uciekłem od odpowiedzi. Na pewno chciałbym porwać się na dużą serię w gatunku space opery, z eksploracją kosmosu, galaktyczno-politycznymi układami et cetera. I na podobnie… rozłożystą powieść obyczajową. Najlepiej historyczną.

27


.ess Gerritsen ułożyła nawet formułę na sposób, w który powstają: 1+1=5. Ostatecznie więc nikt nie wie, skąd biorą się idee. Czasem udaje się prześledzić proces ich powstania, ale najczęściej pojawiają się znienacka – wydaje się, że znikąd, choć z pewnością istnieje jakieś miejsce, gdzie wszystkie się gromadzą. Jeśli ktoś je odnajdzie, będzie mógł rozkręcić całkiem niezły biznes.

MP: Czy umieściłeś kiedyś w swoich książkach osobę, którą poznałeś na prawdę? RM: Nie, chociaż raz kusiło mnie, żeby czarny charakter nazwać tak, jak osobę, od której swojego czasu wynajmowałem mieszkanie (śmiech). Ostatecznie jednak z tej opcji zrezygnowałem, a innych tego typu podszeptów nie słyszałem. Czasem zdarza się, że Czytelnicy doszukują się pierwowzorów danych postaci w rzeczywistym świecie, ale prawda jest taka, że nigdy nie tworzyłem żadnego bohatera na czyjejś podstawie. Pewnie dlatego, że wszystkie te postacie szybko stają się dla mnie tak samo realne, jak rzeczywiste osoby.

Okładka Wydawnictwo Czwarta Strona

MP: Lepiej opisuje się tych dobrych czy złych bohaterów? RM: Złych! Im bardziej perfidny, wynaturzony i niepokojący charakter, tym ciekawiej się go tworzy. Po raz pierwszy przekonałem się o tym, pisząc Christiana Leitnera w serii Parabellum.

Wywiady

Musiałem bowiem wcielić się w oficera Wehrmachtu, który przywdział mundur nie tylko po to, by walczyć, ale także ze względu na to, że darzył niemal bezgranicznym uwielbieniem Hitlera. Ukazywanie świata przedstawionego z jego perspektywy było ciekawym przeżyciem, ale koniec końców stanowiło tylko preludium do tego, co czekało mnie podczas tworzenia Kompozytora w Behawioryście, Langera w serii z Chyłką czy Bestii z Giewontu w cyklu z Forstem.

MP: Chciałbyś aby wszystkie twoje powieści zostały zekranizowane? RM: Przypuszczam, że chciałaby tego większość pisarzy, choć efekty oczywiście bywają różne – doskonale widać to na przykładzie Stephena Kinga, który w tym roku bije chyba rekordy w liczbie równoczesnych adaptacji. W moim przypadku dwa projekty są realizowane, ale trwają rozmowy odnośnie do kolejnych. I może być naprawdę ciekawie – szczególnie, że staram się trzymać z dala od produkcji, tym samym minimalizując ryzyko niewypału. MP: Kogo widziałbyś w roli np. komisarza Frosta? RM: Przynajmniej kilku aktorów, ale ze względu na to, że to sprawa rozwojowa, wolę powołać się na możliwość zachowania milczenia. Wydaje mi się, że dobrze byłoby w tej roli zobaczyć kogoś, kto normalnie występuje w innej konwencji, bo przynosi to często ciekawy efekt.

MP:Wielu polskich pisarzy umieszcza teraz akcję książki w Stanach Zjednoczonych i odchodzi od naszych polskich klimatów. Zobaczymy kiedyś amerykańską powieść w stylu Remigiusza Mroza? RM: Post-apo, które kurzy się w szufladzie i jest moją chyba najobszerniejszą powieścią, rozgrywa się właśnie w fikcyjnym miasteczku w Oregonie. Ale czy kiedyś ujrzy światło dzienne? Nie mam pojęcia. Niecały rok temu zasiadłem do redagowania tego tytułu, ale skończyło się na tym, że przepisałem na nowo kilkadziesiąt stron i uznałem, że musiałbym to samo zrobić z całą książką. Może kiedyś się na to porwę, dopiszę kolejną część i ta kobyła urośnie jeszcze bardziej… Oprócz tego debiutowałem kryminałem, którego akcja rozgrywa się w Lansing, stolicy stanu Michigan. Pisało mi się go dość ciekawie, bo na jakiś czas wirtualnie przeniosłem się do tego

28


Wywiady

miasta. Słuchałem lokalnych newsów, oglądałem wieczorne pasma informacyjne, dowiadywałem się, gdzie pójść, by dobrze zjeść – i gdzie nie iść, by przypadkiem nie dostać po gębie. Miło wspominam pracę nad tą książką, nie tylko dlatego, że ukazała się jako pierwsza.

nia książki, nie zagubi się w jej świecie i nie zacznie żyć nim na codzień. Na wystąpienie każdego z tych elementów liczymy wszak później po stronie Czytelnika.

MP: . Jakie przykrości mogą spotkać autora, który jest "na topie”? RM: Przeróżne, bo ludzka inwencja nie zna granic (śmiech). Ale poważnie mówiąc, te negatywne akcenty stanowią tylko promil wszystkiego, co się z tym wiąże – problem polega na tym, że najczęściej to właśnie na nich się skupiamy. Tkwi chyba w nas jakiś masochistyczny pierwiastek, nie tylko jeśli chodzi o pisarzy.

MP: W twoich powieściach zawsze jest wszystko dopięte na ostatni guzik. Czy pisząc książkę wiesz jak ona się zakończy, czy wychodzi to "w praniu"? RM: Zazwyczaj nie mam pojęcia. I bardzo mnie to cieszy, bo nie ma nic lepszego od sytuacji, kiedy dana historia nas zaskakuje – bez wzglę-

MP: Pisanie, wydawanie, wywiady, spotkania i tak bez przerwy. Myślisz czasem o tym żeby odpocząć na jakiś czas i wrócić później z nową dawką siły? RM: Od pisania – nie. Od wszystkiego innego – czasem. Mam na szczęście ten komfort, że gdy wszystkiego robi się zbyt wiele, a szum wokół zdaje się przekraczać dopuszczalną liczbę decybeli, mogę się odciąć. Uciekam wtedy w świat powieści, zatrzaskuję drzwi przed rzeczywistością i… właściwie odbywam najodleglejsze podróże, na jakie można się wypuści. Szczególnie przydatne okazuje się to w trudnych momentach.

MP: Jest to magazyn czytelniczy i osoby, które go czytają na pewno szukają nowych historii na późne wieczory. Co polecisz swoim fanom do przeczytania? RM: Pozycję z literatury faktu, którą czyta się niczym świetny, wciągający kryminał – czyli Święte prawo Iwony Szpali i Małgorzaty Zubik. To zapis tego, co działo się w sprawie warszawskiej reprywatyzacji, z przystępnie nakreślonym tłem historycznym. Jeśli kogoś interesują powojenne przekręty, nie oderwie się od lektury choćby na moment. A jeśli chodzi o powieści, polecam Parę zza ściany – Shari Lapeña stworzyła emocjonujący thriller z gatunku domestic noir, trzymając się narracji trzecioosobowej, co ostatnio zdarza się w tej konwencji coraz rzadziej.

MP: Jaką radę dałbyś początkującym autorom, którzy chcieliby wydać swoją książkę? RM: Powtórzyłbym chyba tę, na którą sam trafiłem na początku kariery – czyli żeby nie słuchali innych pisarzy (śmiech). Ale gdyby jednak ktoś nie zamierzał się do niej zastosowa, jest tylko jedna uniwersalna porada, jakiej mogę udzielić a sprowadza się ona do tego, żeby jak najbardziej zatopić się w swojej opowieści. Wydaje mi się, że nawet najlepszy pomysł fabularny na nic się nie zda, jeśli pisarz nie będzie emocjonalnie zaangażowany w proces powstawa-

Okładka Wydawnictwo Czwarta Strona

MP: Co sprawiło, że zacząłeś myśleć o pisaniu, jak o planie na przyszłość? RM: Wewnętrzny imperatyw. W pewnym momencie wiedziałem po prostu, że niczym innym nie chcę się w życiu zajmować – więc podjąłem decyzję, by zrobić wszystko, żeby moja przyszłość była taka, a nie inna. I chyba się udało.

29


du na to, czy oglądamy film, serial, czytamy powieść, czy ją tworzymy. W tym tkwi cała magia i do takiego stanu rzeczy dąży chyba większość pisarzy. Jakiś czas temu czytałem wywiad z Jeffreyem Archerem, który mówił, że nie wie, co stanie się na następnej stronie – to właściwie sytuacja wymarzona. Tess Gerritsen przy okazji premiery nowej książki wspomniała, że orientuje się mniej więcej na pięć podrozdziałów wprzód. Stephen King nie ma bladego pojęcia, dokąd zaprowadzą go historia i bohaterowie. I ja też nie. Choć czasem wydaje mi się, że wiem. Na szczęście tylko mi się wydaje.

Wywiady

MP: Na samym końcu muszę się zapytać o plany literackie? Czy twoje historie w dalszym ciągu będą zalewać nasz rynek (oczywiście w dobrym znaczeniu)? RM: Obawiam się, że prognoza długoterminowa się nie zmieni i mróz może dokuczać nam jeszcze dość długo…

Martyna Piętka

30


Wywiady

Wywiad

z

Kim Holden

Kim Holden jest autorką, która zasłynęła na świecie dzięki swojej serii Bright Side (Promyczek w Polsce), czytelnicy wręcz rzucili się na twórczość tej kobiety. Niesamowite dialogi, piękne emocje, prawdziwi bohaterowie i wszechobecna muzyka – to rzeczy, za które kocha się Kim. Tworzy nie tylko dla innych, ale przede wszystkim dla siebie, uwielbia chwile, gdy może usiąść zacząć pisać. W krótkim wywiadzie zdradziła nam kilka ciekawych rzeczy o sobie, ale także o swojej nowej książce!

DSz:Seria Bridge Side odniosła wielki sukces, czy kiedy zaczynałaś ją pisać, spodziewałaś się, że tyle osób pokocha tych bohaterów? KH: Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że ktokolwiek przeczyta „Promyczka”. Praktycznie nie miałam czytelników, więc napisałam tę historię dla siebie. Jest to opowieśćo kobiecie, którą chciałabym być i otoczyłam ją ludźmi, których chciałabym poznać. Opowiedziałam tę historię w tonie równie autentycznym, jak ten, którym rozmawiam ze swoim mężem i innymi. Nie przypuszczałam, że komukolwiek się spodoba, a fakt, że to się wydarzyło, wciąż mnie zaskakuje. Pełna pokory, jestem wdzięczna za każde wyrazy miłości, jakie otrzymałam. To jest coś, o czym nie marzyłabym nawet za milion lat.

DSz: Część czytelników mówi, że Kate jest zbyt idealna, zbyt miła i zbyt pozytywna. Czy właśnie taka miała być, czy to wyszło w trakcie pisania, że Kate będzie najsympatyczniejszą bohaterką na świecie? KH: Moją intencją przy pisaniu „Promyczka” było stworzenie najbardziej pozytywnej kobiety, jaką mogło mi się udać. Miała swoje wady, nie była

perfekcyjna, ale również walczyła każdego dnia, by pozostać pozytywna i za to ją najbardziej podziwiałam. Czy czasem zawodziła? Oczywiście, w końcu to człowiek, ale nigdy nie przestała walczyć. Pozostanie optymistą to coś, o co również walczę każdego dnia. Chcę być jak Kate, kiedy dorosnę.

DSz: Keller, Gus czy Franco, którego z nich najbardziej lubisz i który sprawił Ci największą trudność? KH: Tak naprawdę to kocham ich wszystkich z różnych powodów. Franco uwielbiam za jego humor i lojalność, Kellera ponieważ utożsamiam się z nim najbardziej ze wszystkich postaci, jakie napisałam, mam chyba podobną osobowość do niego. Ale Gus... Gus jest moją fantazją. Przystojny, utalentowany bóg rocka, który jest wywa-

żdj. Kim Holden

Dominika Szałomska: Jak zaczęła się Twoja historia z pisaniem? Jak wyglądały początki? Kim Holden: Zaczęłam pisać po trzydziestce, ponieważ chciałam wykreślić z mojej listy rzeczy do zrobienia przed śmiercią pozycję „napisanie książki”. Stworzenie całej książki zajęło cztery lata. To było satysfakcjonujące, zabawne i dlatego postanowiłam napisać kolejną... i kolejną... i kolejną.W tej chwili jest to już uzależnienie.

31


żony, skromny, wyluzowany, miły, troskliwy, zabawny koleś – w mojej wyobraźni nie mógłby być lepszy.

DSz: Wszyscy wiemy, że Franco jest Twojej przyjaciółki Gemmy. Ciekawi mnie czy jego historia powstała właśnie dla niej, czy miałaś już wcześniej w planach napisać tę książkę? KH: Wspomniałam już o spotkaniu Franco i Gemmy w książce Gusa. Była to niespodzianka dla mojej przyjaciółki, którą uwielbiam. Skończyłam pisać „O wiele więcej” i nie wiedziałam, co pisać następne, Gemma żartowała mówiąc mi, że powinnam napisać historię jej i Franco. Nawet wysłała mi zdjęcie Grahama Nationa i zasugerowała, że on może być moją inspiracją. Zrobiłam obie te rzeczy. Franco związał naszą przyjaźń, a przez to wszystko pisanie jego książki było niesamowitą zabawą.

Okładka Wydawnictwo Filia

DSz: „O wiele więcej” jest całkiem odmienną książką, zastanawia mnie co skłoniło cię do jej napisania? KH: Nigdy nie spisałam fabuły moich książek, więc nie miałam pojęcia, jak potoczy się „O wiele więcej” w chwili, gdy zaczynałam to pisać. Wiedziałam tylko, że chce napisać książkę z postacią, która choruje na MS (stwardnienie rozsiane), ponieważ moja mama zmaga się z tym od wielu lat i wiem, jaką to jest codzienną

Wywiady

walką. Tak więc stworzyłam historię Mirandy, potem napisałam historię Jane, a potem musiałam wymyślić, jak ich wszystkich połączyć. Kiedy piszę, cała sobą jestem w tej historii (nigdy nie piszę rozdziałów po kolei), ale „O wiele więcej” okazało się prawdziwym wyzwaniem. Mimo to kochałam pracować nad tą książką i jestem dumna z efektu końcowego. Kto by się spodziewał, że mogę stworzyć złą postać – Miranda była zabawna w najbardziej zwariowanym znaczeniu. Odpuszczenie jej grzechów było satysfakcjonujące. Myślę, że każdy jest zdolny do zmienienia się i wybaczenia. Cieszę się, że dałam to Mirandzie.

DSz: Wiele książek jest do siebie podobnych, schematy się powtarzają, a autorzy prześcigają w pomysłach. Co jest najtrudniejsze w tworzeniu książek? KH: Pisałam dla siebie. Nie myślę o tym, jaka będzie reakcja ludzi na moje słowa, kiedy piszę. Po prostu piszę to, co jest w moim sercu i robię to, póki nie jestem dumna i zadowolona z rezultatu. Z emocjami idzie mi dobrze, ale walczę z fabułą. Mam tendencję do bycia naprawdę surową dla siebie; przez większość dni czytam coś, co napisałam i myślę „Cóż, to jest całkowicie beznadziejne”. Sporo pisarzy jest takich – tak myślę. Ale żyję dla rzadkich dni, kiedy czytam coś i myślę „ Naprawdę ja to napisałam? Brawo!”. Jestem swoim największym krytykiem i nawet po tych pięciu książkach ciężko mi siebie nazwać autorką. Jestem po prostu kimś, kto lubi pisać.

DSz: Książki i muzyką zajmują ważna część w twoim życiu, ale co oprócz nich jeszcze lubisz? Zdradź czytelnikom jakieś swoje nawyki, dziwactwa i przyzwyczajenia. KH: Mój mąż i syn są moim życiem. Moja rodzina/przyjaciele również. Poza tym mam obsesje na punkcie kawy (mrożonej waniliowej), dobrego meksykańskiego jedzenia („taco” jest moim głównym pożywieniem), spacerowania (bieżnia albo z rodziną wokół naszego osiedla), Netflix (Ozark jest moim najnowszym odkryciem), Gry o tron (Jon Snow jest wszystkim), tatuaży (robienie lub oglądanie ich) i podróży (kiedy czas i budżet pozwala – nasza lista miejsc do odwiedzenia jest DŁUGA). Straciłam ostatnio całe godziny na oglądaniu surfingu w Internecie, pokusa jest duża. 32


Wywiady

DSz: Niedawno byłaś w Polsce, jak wspominasz tę wizytę? Co najbardziej Ci się podobało? KH: Podróż do Polski była magicznym przeżyciem, o którym nigdy nie zapomnę. Podpisywanie książek było nierealne, każdy był bardzo przyjazny i otwarty – wszyscy pozwolili się przytulić, a ich uśmiechy wypełniły moje serce aż było gotowe wybuchnąć. To były dwie godziny szczęścia. Miasto było piękne, a ja i moja przyjaciółka zobaczyłyśmy koncert Seafret i spotkałyśmy się z zespołem, ponieważ nocowali w tym samym hotelu co my. Cała ta podróż była cudowna, chciałabym móc tu wrócić.

Okładka Wydawnictwo Filia

DSz: Czy masz plany na kolejne książki? Wiem, że to pytanie już się pojawiało, ale może wpadło Ci do głowy coś nowego? KH: Zaczęłam książkę „Young Adult” o nazwie „The Other Side” kilka miesięcy temu. Mam tylko kilka stron, ale prawdopodobnie zajmę się nią w tym miesiącu, gdy mój syn pójdzie do szkoły. To jest bardziej samodzielne i niezależne od tego, co do tej pory napisałam. Akcja dzieje sięw Denver, w latach 80'. Główną postacią jest siedemnastoletni Toby. To będzie trochę smutne, trochę radosne, muśnięte śmiechem/sarkazmem i mnóstwem nadziei, gdyż właśnie o tym lubię pisać.

Dominika Szałomska

33


Fragment

Fragmenty

– Och, Chloe, jeśli naprawdę chcesz już wyjść, to poczekaj chociaż, aż wróci twój tatuś – nalegam, trzymając się za brzuch, gdy uderza we mnie kolejny skurcz Braxtona-Hicksa. Ściskam krawędź komody i próbuję pomóc sobie oddychaniem. Mam wrażenie, że ostatnio pojawiają się coraz częściej. Gdy skurcz mija, próbuję dokończyć to, po co przyszłam. Aarona nie ma, ale chcę urządzić pokój dziecinny, żebyśmy mogli nacieszyć się kilkoma następnymi tygodniami po jego powrocie. Chodzę po pokoju córeczki, wkładając do szuflad śliczne różowe sukieneczki. Aaron i ja stoczyliśmy wojnę odnośnie do mnóstwa różowych drobiazgów porozrzucanych po całym domu – on ich nienawidzi, a ja uwielbiam. Upierał się, żeby pomalowaćjej pokój w barwach kamuflażu. Brązowy, zielony i czarny dla małej dziewczynki? Nie ma mowy. Prawie zaczęłam rodzić pod wpływem tej kłótni. Wróciłam do domu, a on i Mark rysowali wzór na ścianach. Obrzuciłam Marka różnymi przedmiotami i kazałam mu się wynosić. Zaraz po tym mój mąż dowiedział się, jak bardzo można ucierpieć z mojej ręki. Co prawda nie jestem

Okładka Wydawnictwo Szósty Zmysł

Prolog

żołnierzem marynarki wojennej, ale to nie znaczy, że można ze mną zadzierać.Ostatecznie zwyciężyły moje fioletowe ściany i baldachim z przezroczystej siateczki wokół białej kołyski. – Tatusiowi spodoba się ten pokój, Chloe. Ciekawe, jaką będzie miał minę na widok tych ślicznych motylków. Muszę zrobić sobie kolejną przerwę. Siadam w bujanym fotelu i masuję brzuch. Świadomość, że ona tam jest, wpływa na mnie kojąco. Mogę ją chronić – to moje zadanie. Uwielbiam być w ciąży, a fakt, że udało się nam ją począć, to prawdziwy cud. Powiedziałam już Aaronowi, że chcę mieć kolejne dziecko, gdy tylko urodzi się Chloe. Zamykam oczy i rozluźniam się, a świat wokół mnie odpływa. Wyobrażam sobie, jak trzymam ją w ramionach, siedząc w tym krześle, głaszcząc ją i całując. Widzę Aarona z córeczką śpiącą na jego piersi i słuchającą bicia jego serca. Będzie całym jego światem i na pewno owinie go sobie wokół małego palca. Puk, puk, puk. Słyszę, jak ktoś dobija się do drzwi, ale wstanie z fotela zajmuje mi parę sekund. PUK, PUK, PUK.Walenie jego coraz głośniejsze. – Już idę! – krzyczę w stronę drzwi. Jezu, dajcie mi chwilę. Ponieważ rozmiarami przypominam wieloryba, doczłapanie do wyjścia zajmuje mi jakąś minutę. Otwieram i widzę Marka Dixona, szefa i bliskiego przyjaciela Aarona. Pracuje z nim w Cole Security Forces. Od lat służyli razem w wojsku. Głowę ma spuszczoną, a gdy podnosi wzrok, jego oczy są pełne smutku. – Stało się coś? – Lee – mówi, dławiąc się na jednej sylabie mojego imienia. Tej, której używa Aaron. Coś jest zdecydowanie nie tak.

34


Fragmenty

– Co się dzieje? – pytam ponownie, czując, jak ogarnia mnie drżenie. Jego oczy wypełniają się łzami, a ja już wiem. Wiem, że moje życie już nigdy nie będzie takie samo. Wiem, że wszystko, czego kiedykolwiek się obawiałam, właśnie się ziściło, ponieważ Mark nigdy nie płacze. Mark nie stałby teraz pod moimi drzwiami, jeśli nie wydarzyłoby się coś naprawdę, naprawdę strasznego. – Chodzi o Aarona. Moje serce przestaje bić, a świat, w którym żyję, znika. – Nie – mówię błagalnym tonem. Łzy napływają mi do oczu, a mój oddech przyśpiesza. To nie może być prawda. – Mark, proszę, nie. Błagam – powtarzam, bo gdy już raz wypowie te słowa... Wiem jednak, że moje błagania są nadaremne. Nie mają żadnego znaczenia, bo on nie może tego zatrzymać. Tego, co już się stało. – Natalie, tak mi przykro. Straszliwe słowa, których obawiają się wszystkie żony wojskowych. Tyle że ja miałam się już niczym nie martwić. Skończyliśmy z tym. Udało nam się. Już nigdy nie miałam zaznać tego strachu. Proszę Cię, Boże, nie zabieraj mi go. Błagam! – Ale ja jestem w c-ciąży. Będę miała dziecko – jąkam, jakby to w jakiś sposób miało wszystko naprawić. – Powiedział, że wróci. Powiedział, że... – Urywam, bo oddychanie sprawia mi trudność. Wypcham dłoń do ust, aby stłumić krzyk. Świat wokół stracił wszystkie barwy. – To był materiał wybuchowy. Tak mi przykro – mówi Mark, a jego oczy lśnią od powstrzymywanych łez. Mdleję. Łapie mnie w porę, obejmując ramionami. – Jest mi naprawdę kurewsko przykro. – Nie. Nie. Nie. – Mark trzyma mnie, a ja szlocham, ściskając się za brzuch. – Kłamiesz – syczę, wyrywając się z jego uścisku. – Chciałbym, żeby tak było – mówi, gdy próbuję się wyprostować. – To był błąd. On będzie miał dziecko. Powiedział, że to szybka akcja! – krzyczę, uderzając dłońmi w jego pierś. – Kłamiesz! – krzyczę, choć wiem, że to nie kłamstwo. – Przykro mi. – Przestań ciągle powtarzać, że ci przykro! – Mój smutek przeradza się w nienawiść. Nienawidzę go. W tej chwili nienawidzę wszystkich. Nienawidzę Aarona i każdą osobę, która tam była. Nienawidzę tego domu i wszystkiego, co się w nim znajduje. Nienawidzę powietrza, którym już nigdy nie odetchnie. Nienawiść mnie pochłania. Dławi. – Wynoś się! – wrzeszczę i napieram na jego pierś. – Wypierdalaj z mojego domu! Aaron wróci za kilka dni, a wtedy zaczniemy przygotowywać się na narodziny naszej córki. – Proszę – powiedział błagalnym tonem Mark, a ja nie chcę na niego patrzeć. To się nie dzieje naprawdę, ponieważ Aaron żyje. Wcale nie zginął. Jak Mark śmie mnie tak okłamywać? – On wróci. Nie zostawiłby mnie. Obiecał. Aaron nie okłamałby mnie. Nigdy mnie nie okłamywał. Gdy wyjeżdżał na misje, zawsze żegnał się ze mną tak, jakbyśmy widzieli się po raz ostatni. Jednak tym razem pocałował mnie w czubek nosa i powiedział: „Poczekaj z rodzeniem, dopóki nie wrócę”. – Czy mam do kogoś zadzwonić? Może do twojej mamy? – Nie, nie możesz do nikogo zadzwonić, ponieważ on wcale nie umarł! Sprowadź go tutaj, Mark! Sprowadź mojego męża do domu! – Odsuwam się, celując w niego palcem. – Obiecaliście. On również. – Chwytam się za brzuch, gdy przeszywa mnie ostry ból, ale to nic w porównaniu z agonią szalejącą w moim sercu. Łzy płyną nieprzerwanie po mojej twarzy, gdy szarpię się w jego uścisku. – Obiecał. – Wiem, że obiecał – mówi Mark, tuląc moją głowę do swojej piersi. – Okłamał mnie. Moje żyje właśnie się skończyło. Moje serce jest martwe. Zostałam wdową w wieku dwudziestu siedmiu lat.

Wydawnictwo Szósty Zmysł

35


Fragment

Fragmenty

Prolog

Okładka Wydawnictwo Sonia Draga

Palce miała całe we krwi od drapania w gładkie ściany, a od walenia pięściami w grube szyby straciła czucie w dłoniach. Co najmniej dziesięć razy podchodziła po omacku do stalowych drzwi, wsuwała paznokcie w szczelinę i szarpała, ale drzwi były niewzruszone, a ich krawędź ostra. W końcu, gdy paznokcie zaczęły się odrywać, upadła na lodowatą podłogę, ciężko dysząc. Z walącym sercem i szeroko otwartymi oczami wpatrywała się przez chwilę w przytłaczający mrok, po czym krzyknęła. Krzyczała, aż zaczęło dzwonić jej w uszach i straciła głos. Odchyliła głowę i znów poczuła powiew świeżego powietrza spod sufitu. Może, jeśli weźmie rozbieg i podskoczy, uda jej się czegoś chwycić. Może to coś da. Tak, może te gnojki z zewnątrz będą musiały do niej wejść. Jeśli wceluje rozcapierzonymi palcami w oczy, może zdoła ich oślepić. Jeśli będzie wystarczająco szybka i nie zawaha się, może się udać. Może się wymknie. Possała krwawiące palce, położyła je na ziemi i się podniosła Skierowała wzrok w ciemność pod sufitem. Może było za wysoko, żeby tam dosięgnąć. Może wcale nie było czego się złapać. Ale musiała spróbować. Co innego jej pozostało? Najpierw zdjęła marynarkę i starannie ułożyła ją w kącie, żeby się o nią nie potknąć. Poderwała się z podłogi i podskoczyła, unosząc wyprostowane ręce tak wysoko, jak tylko mogła, ale na nic nie natrafiła. Powtórzyła to jeszcze kilka razy, po czym wycofała się pod ścianę, gdzie chwilę postała, aby dojść do siebie. Gdy odpoczęła, wzięła rozbieg i z całej siły rzuciła się w ciemność, wyciągając ręce z nadzieją. Przy lądowaniu poślizgnęła się na gładkiej podłodze. Upadła na bok. Zajęczała głośno, uderzywszy barkiem o beton, i wydała z siebie okrzyk, gdy jej głowa po zetknięciu ze ścianą wypełniła się nagłą jasnością. Przez długi czas leżała zupełnie spokojnie. Chciało jej się płakać, ale się powstrzymała. Ci, którzy ją uwięzili, mogliby to źle zrozumieć. Pomyśleliby, że jest bliska kapitulacji. A było wręcz przeciwnie. Będzie o siebie dbać. Dla nich jest kobietą w klatce, ale to ona decyduje o odległości między prętami. Będzie przywoływać myśli otwierające na świat i trzymające szaleństwo na dystans. Nigdy nie zmuszą jej do zgięcia karku. Tak postanowiła, leżąc na podłodze z pulsującym od bólu barkiem i okiem tak opuchniętym, że nie było go widać. Któregoś dnia uda jej się uciec. Rozdział 1 2007 2007 Carl zrobił krok w stronę lustra i przejechał palcem po skroni, w miejscu, gdzie drasnęła go kula. Rana się zagoiła, ale pod linią włosów rysowała się wyraźna blizna, jeśli ktoś w ogóle zadałby sobie trud, by jej szukać. Komu, do diabła, by się chciało? – pomyślał, przyglądając się swojej twarzy

36


Fragmenty

Widać było, że się zmienił. Bruzdy wokół ust się pogłębiły, cienie pod oczami zrobiły się ciemniejsze, a spojrzenie zdradzało głęboką obojętność. Carl Mørck nie był już sobą, doświadczonym śledczym, który żył i oddychał dla swojej pracy. Nie był już tym wysokim, eleganckim Jutlandczykiem, na widok którego unosiły się brwi i rozchylały usta kobiet. Do czego, u diabła, miałoby mu się to przydać? Zapiął koszulę, założył marynarkę, wypił ostatni łyk kawy i trzasnął za sobą drzwiami wejściowymi, dając do zrozumienia pozostałym mieszkańcom domu, że powinni już wyłazić z wyr. Jego wzrok powędrował ku tabliczce z nazwiskiem. Nadeszła pora ją zmienić. Minęło sporo czasu, odkąd Vigga się wyprowadziła. I choć nie mieli jeszcze rozwodu, ta historia była już zakończona. Odwrócił się i obrał kurs na Hestestien. Gdyby udało mu się zdążyć na pociąg za dwadzieścia minut, mógłby spędzić dobre pół godziny u Hardy’ego w szpitalu, zanim ruszyłby dalej do Komendy Głównej. Ujrzał kościół, górujący czerwienią nad nagimi drzewami, i zamyślił się nad tym, ile mimo wszystko miał szczęścia. Tylko dwa centymetry w prawo i Anker nadal by żył. Jeden centymetr w lewo, a sam byłby martwy. Kapryśne centymetry, które uchroniły go od wędrówki wzdłuż zielonych pól i chłodnych płyt nagrobnych leżących kilkaset metrów przed nim. Carl od dawna usiłował to zrozumieć, ale nie było mu łatwo. Nie wiedział zbyt wiele o samej śmierci. Tylko tyle, że może być nieprzewidywalna jak uderzenie pioruna albo nieskończenie spokojna, gdy już nastąpi.

Wiedział za to wszystko o tym, jak brutalne i bezsensowne może być umieranie. Naprawdę to wiedział. Zaledwie kilka tygodni po opuszczeniu szkoły policyjnej widok pierwszej ofiary morderstwa wypalił się jak piętno na siatkówce Carla. Niewysoka, szczupła kobieta, uduszona przez męża, leżała z matowymi oczami i wyrazem twarzy, który nawiedzał Carla tygodniami. Od tamtej pory przewinęło się mnóstwo spraw. Każdego ranka przygotowywał się na najgorsze. Na widok zakrwawionych ubrań, woskowo bladych twarzy, ziejących chłodem zdjęć. Codziennie słuchał ludzkich kłamstw i usprawiedliwień. Codziennie przestępstwo w nowej odsłonie, z czasem coraz bardziej nieistotne. Dwadzieścia pięć lat w policji, a dziesięć w Wydziale Zabójstw hartowało. Tak było do dnia, gdy pojawiła się sprawa, która skruszyła jego pancerz. Wysłali jego, Ankera i Hardy’ego do gnijącego baraku przy szutrowej drodze w dzielnicy Amager, gdzie leżały zwłoki, czekając, by opowiedzieć swoją historię. Jak wiele razy wcześniej, to smród skłonił sąsiada do interwencji. Można by pomyśleć, że zmarły był zwykłym samotnikiem, który położył się spokojnie w swoim bałaganie i wyzionął ostatnie opary alkoholu, dopóki nie odkryto wystrzelonego z pistoletu gwoździa wbitego do połowy w jego czaszkę. Właśnie z powodu tego gwoździa Wydział Zabójstw Policji w Kopenhadze wkroczył do akcji. Tego dnia to zespół Carla jeździł do zgłoszeń. Ani on, ani żaden z jego dwóch kolegów nie miał nic przeciwko temu, ale Carl i tak uskarżał się na nawał pracy i ślamazarność pozostałych ekip. Ale kto mógł przewidzieć, jak fatalna będzie ta sprawa? Że w pięć minut od chwili, gdy otoczył ich trupi odór, Anker będzie leżał na podłodze w kałuży krwi, Hardy postawi swoje ostatnie kroki, a w Carlu zgaśnie ten ogień, który był absolutnie niezbędny, by być detektywem w Wydziale Zabójstw Policji w Kopenhadze. Rozdział 2 2002 Plotkarskie gazety uwielbiały wiceprzewodniczącą Demokratów Merete Lynggaard za wszystko, co sobą reprezentowała. Za cięte riposty z mównicy Folketingu oraz brak szacunku wobec premiera i jego zauszników. Za kobiece atrybuty, figlarne oczy i uwodzicielskie dołeczki. Kochali ją za młodość i sukces, ale nade wszystko za to, jaką pożywkę dawała spekulacjom, dlaczego taka zdolna i ładna kobieta jeszcze nigdy nie pokazała się publicznie z mężczyzną. Dzięki Merete Lynggaard gazety sprzedawały się doskonale. Lesbijka czy nie, stanowiła naprawdę wdzięczny temat. O tym wszystkim Merete wiedziała aż nazbyt dobrze. – Dlaczego nie umówisz się z Tagem Baggesenem? – naciskała sekretarka, gdy dreptały wspólnie

37


Fragmenty

do małego niebieskiego audi Merete przez kałuże, ciągnące się aż do parkingu przy Rigsdagsgård. – Wiem, że wielu chciałoby się z tobą gdzieś wybrać, ale on zupełnie zwariował na twoim punkcie. Ile razy próbował cię gdzieś zaprosić? Możesz się doliczyć tych wszystkich liścików, które zostawia ci na biurku? Nie dalej jak dziś zostawił kolejny. Daj mu szansę, Merete. – Czemu sama go sobie nie weźmiesz? – Merete pochyliła się i wrzuciła stertę teczek na tylne siedzenie. – Co mam robić z ekspertem od ruchu drogowego z Radykalnego Centrum, możesz mi powiedzieć, Marianne? Czy jestem może rondem w Herning? Merete uniosła wzrok na Muzeum Wojskowe Tøjhus, gdzie stał mężczyzna w białym prochowcu i fotografował budynek. Czy jej też zrobił zdjęcie? Potrząsnęła głową. Uczucie, że jest obserwowana, zaczynało ją powoli irytować. Zupełna paranoja. Teraz powinna odpoczywać. – Tage Baggesen ma trzydzieści pięć lat, wygląda cholernie dobrze, no, może mógłby zrzucić parę kilo, ale za to ma domek w Vejby. Tak, i kilka, zdaje się, na Jutlandii. Czego więcej ci trzeba? Merete spojrzała na nią, kręcąc sceptycznie głową. – Owszem, ma trzydzieści pięć lat i mieszka z matką. Zupełnie oszalałaś. Bierz go, jest twój! Sięgnęła po stos teczek, które trzymała w objęciach jej sekretarka, i wrzuciła je na siedzenie obok pozostałych. Zegarek na desce rozdzielczej pokazywał siedemnastą trzydzieści. Była już spóźniona. – Dziś wieczorem zabraknie twojego głosu w sali obrad Folketingu, Merete. – Ach tak – odparła i wzruszyła ramionami. Odkąd weszła do polityki, między nią a przewodniczącym klubu parlamentarnego Demokratów obowiązywała umowa, że po godzinie osiemnastej czas należy do niej, z wyjątkiem palących, niezbędnych prac w komisjach lub głosowań. „Nie ma problemu”, powiedział wtedy, wiedząc dobrze, ile głosów przyciągała. Teraz więc też nie powinno być problemu. – Dalej, Merete, powiedz, dokąd się tak spieszysz. – Jej sekretarka przekrzywiła głowę. – Jak on ma na imię? Merete uśmiechnęła się do niej lekko i zamknęła drzwi. Najwyższy czas pozbyć się Marianne Koch. Rozdział 3 2007 Szef Wydziału Zabójstw Marcus Jacobsen był bałaganiarzem i nic sobie z tego nie robił. Bałagan przejawiał się przecież tylko na zewnątrz. Wewnątrz czuł się wyjątkowo dobrze zorganizowany. W jego przenikliwym mózgu sprawy ułożone były w największym porządku. Nigdy nie gubił szczegółów. Nawet po dziesięciu latach rysowały się w jego pamięci ostre jak brzytwa. Tylko w sytuacjach takich jak ta przed chwilą, gdy pokój pękał w szwach od bacznie obserwujących go bliskich współpracowników, którzy musieli tłoczyć się wokół zniszczonych stolików na kółkach i stert akt, spoglądał na armagedon swojego biura z pewną irytacją. Podniósł wyszczerbiony kubek z Sherlockiem Holmesem i wziął duży łyk zimnej kawy, myśląc po raz dziesiąty tego ranka o paczce papierosów leżącej w kieszeni marynarki. Już nie można było nawet zrobić sobie przerwy na papierosa na prostokątnym dziedzińcu. Cholerne dyrektywy. – Posłuchaj! – Marcus Jacobsen skierował spojrzenie na swojego zastępcę Larsa Bjørna, który poprosił o spotkanie po wspólnym briefingu. – Sprawa morderstwa rowerzysty w parku Valby wyssie z nas wszystkie siły, jeśli nie będziemy uważać – powiedział. Lars Bjørn pokiwał głową. – I na dodatek Carl Mørck właśnie teraz musiał wrócić do swojego zespołu i zacząć komenderować czterema naszymi najlepszymi detektywami. Ludzie skarżą się na niego, a komu? – Wskazał na swoją klatkę piersiową, jakby był jedyną osobą, która musi wysłuchiwać ludzkiego biadolenia. – Przychodzi mocno spóźniony – kontynuował. Pomiata podwładnymi, wprowadza zamęt, nie odbiera telefonów, jego biuro to chaos i jakby tego było mało, dzwonili z Instytutu Medycyny Sądowej i skarżyli się na to, jak rozmawia z nimi przez telefon. Faceci z sądówki, pojmujesz? Trzeba coś, kurwa, na to poradzić. Bez względu na to, ile Carl przeszedł, musimy coś z tym zrobić, Marcus. Inaczej nie wiem, jak wydział będzie dalej funkcjonował. Marcus uniósł brwi, myśląc o Carlu. Właściwie to nawet go lubił, ale wiedział, że to wiecznie sceptyczne spojrzenie i uszczypliwe uwagi mogły wkurzyć każdego. – Taak, masz rację. Pewnie tylko Hardy i Anker umieli z nim wytrzymać. Ale oni też pracowali w dziwny sposób.

38


Fragmenty

– Marcus, ludzie nie powiedzą tego wprost, ale facet jest strasznie upierdliwy, zresztą zawsze był. Nie nadaje się do pracy tutaj, jesteśmy od siebie zbyt zależni. Carl był beznadziejnym współpracownikiem już od pierwszego dnia. Dlaczego go w ogóle zabierałeś z posterunku w Bellahøj? Utkwił spojrzenie w oczach Bjørna. – Był i jest świetnym detektywem, Lars. Dlatego. – Tak, tak, wiem, że nie możemy tak po prostu pokazać mu drzwi, a już na pewno nie w tej sytuacji. Ale musimy wymyślić coś innego, Marcus. – Jest tutaj niewiele ponad tydzień po powrocie z urlopu zdrowotnego, więc musimy dać mu szansę. Co powiesz, żeby go trochę oszczędzać? – Jesteś pewien? Przez ostatnie tygodnie dostaliśmy więcej spraw, niż możemy udźwignąć. Niektóre z nich to zresztą duże śledztwa, sam wiesz. Pożar na Amerikavej to podpalenie czy jak? Napad na Tomsgårdsvej, w którym zginął klient banku. Sprawa gwałtu i zabójstwa dziewczyny w Tårnby, zadźganie członka gangu młodzieżowego w Sydhavnen, zabójstwo rowerzysty w parku Valby. Mam wymieniać dalej? Do tego dochodzą wszystkie zaległe dochodzenia. W wielu z nich nawet nie mamy przełomu. I w tym wszystkim taki szef zespołu jak Mørck. Leniwy, ponury, gderliwy, zrzędliwy i tak szorstki wobec kolegów, że zespół jest niemal w rozsypce. On jest solą w oku nas wszystkich, Marcus. Wyślij Carla do diabła. Potrzeba nam świeżej krwi. Wiem, że to brzmi brutalnie, ale tak właśnie uważam. Szef Wydziału Zabójstw pokiwał głową. Przyjrzał się ludziom jeszcze podczas briefingu. Milczący, zacięci i zmęczeni. Jasna sprawa, że nie życzyli sobie, by ktoś im dopieprzał. Zastępca stanął przy oknie, spoglądając na budynki po drugiej stronie. – Myślę, że mam propozycję. Możemy mieć trudności ze związkiem, ale niekoniecznie. – Lars, do cholery. Nie mam siły podkładać się związkowi. Jeśli chodzi ci o to, żeby pogorszyć mu warunki pracy, to zaraz tu przylecą. – Damy mu kopa w górę! – Ach tak. – Marcus zrobił się czujny. Jego zastępca był dobrym detektywem, z dużym doświadczeniem i mnóstwem wyjaśnionych spraw na koncie, ale w kwestii zarządzania zespołem musiał się jeszcze wiele nauczyć. W tym miejscu nie popychało się ludzi w górę czy w dół tak po prostu. – Proponujesz, żeby popchnąć go wyżej, tak? W jaki sposób? I kto ma mu ustąpić miejsca? – Wiem, że nie spałeś prawie całą noc i byłeś zajęty przez większość przedpołudnia tym przeklętym morderstwem w Valby, więc pewnie nie jesteś na bieżąco z wiadomościami. Nie słyszałeś, co się wydarzyło w Christiansborgu przed południem? Szef Wydziału Zabójstw potrząsnął głową. Fakt, miał dużo na głowie, odkąd sprawa zabójstwa rowerzysty w parku Valby przyjęła nowy obrót. Do wczorajszego wieczora mieli dobrego świadka, wiarygodnego. Widać było, że kobieta ma więcej do opowiedzenia. Byli pewni, że są blisko przełomu. I nagle świadek zamknął się w sobie jak ostryga. Komuś z jej otoczenia musiano grozić. Przesłuchiwali ją, aż zupełnie zmiękła, rozmawiali z jej córkami i z matką, ale żadna z nich nie chciała mówić. Po prostu się bały. Nie, Marcus nie spał zbyt dużo. Oprócz nagłówków porannych gazet nie był na bieżąco absolutnie z niczym. – Znów Partia Danii? – spytał. – Właśnie. Ich ekspert od polityki prawnej jeszcze raz wystąpiła z tą propozycją porozumienia z policją i tym razem dostała większość. Uchwalą to, Marcus. Piv Vestergård dostanie, czego chciała. – Niemożliwe! – Palnęła mowę z trybuny na dwadzieścia minut i oczywiście koalicja ją poparła, choć Prawica, ma się rozumieć, szarpała się jak pies na łańcuchu. – No i? – A jak myślisz? Powiedziała o czterech brzydkich sprawach, które odłożono na półkę. Jej zdaniem nie jest w interesie opinii publicznej, by pozostały niewyjaśnione. Powiem ci, że miała znacznie więcej w zanadrzu. – Cholera jasna, czy ona sobie wyobraża, że policja kryminalna odkłada sprawy ot tak sobie? – Sugerowała, że tak właśnie może być w niektórych przypadkach. – Co za brednie! Niby w jakich? – Wymieniała między innymi przestępstwa, których ofiarami padali członkowie Partii Danii i Liberałów.

39


Fragmenty

dzieci, sytuacje zagrożenia organizacji politycznych atakami terrorystycznymi, zbrodnie o bestialskim charakterze. – Tak, tak, próbuje zdobyć głosy, tylko o to tu chodzi. – Jasne, że tak. W przeciwnym razie nie robiłaby tego w sali obrad Folketingu. Wszyscy próbują zdobyć głosy, bo wszystkie partie uczestniczą teraz w negocjacjach w ministerstwie sprawiedliwości. Dokumenty zostaną błyskawicznie przesłane do komisji finansów. Według mnie decyzja zapadnie w ciągu czternastu dni. – I na czym to dokładnie ma polegać? – Trzeba utworzyć nowy wydział policji kryminalnej. Zaproponowała nawet, żeby się nazywał Departamentem Q na cześć Partii Danii* – zaśmiał się gorzko. – A cel? Bez zmian? – Tak, jedynym celem jest skuteczne i właściwe prowadzenie spraw, które oni nazywają sprawami pod specjalnym nadzorem. – Prowadzenie spraw pod specjalnym nadzorem. – Pokiwał głową. – Tak, to naprawdę piękne określenie, w stylu Piv Vestergård. Brzmi imponująco. I niby kto ma ocenić, które sprawy na nie zasługują? O tym też mówiła? Zastępca wzruszył ramionami. – Okej, prosi nas o zrobienie czegoś, co i tak już robimy. I co z tego? Co to ma wspólnego z nami? – Wydział ma być stworzony przez Komendę Główną, ale wygląda na to, że administracyjnie będzie podlegać Wydziałowi Zabójstw Policji w Kopenhadze. Po tych słowach szefowi Wydziału Zabójstw opadła szczęka. – Nie wierzę! Jak to administracyjnie? – To my wykładamy budżet i prowadzimy rachunki. My zapewniamy personel. No i lokale. – Nie rozumiem. Wydział kopenhaski ma teraz dodatkowo rozwiązywać jakieś wiekowe sprawy z okręgu w Hjørring? Ci z okręgów na to nie pójdą. Zażądają reprezentantów w wydziale. – To wcale nie jest powiedziane. Zaprezentują to jako odciążenie, a nie jako dodatkowy obowiązek dla okręgów. – Czy to znaczy, że pod tym dachem ma jeszcze być lotna brygada od przypadków beznadziejnych? Z moimi pracownikami w roli wsparcia? Nie, do cholery, to nie może być prawda. – Marcus, posłuchaj. Chodzi tylko o parę godzin tu i tam i zaledwie kilku pracowników. To pestka! – To wcale nie brzmi jak pestka. – Okej, powiem wprost, jak ja to widzę, słuchasz? Szef potarł dłonią czoło. Miał jakieś wyjście? – Marcus, za tym idą pieniądze. – Zrobił pauzę i wlepił wzrok w swojego przełożonego. – Niewiele, ale wystarczy, żeby zająć czymś pewnego człowieka, a przy okazji wpompować parę milionów w nasz własny wydział. To jest dodatkowa dotacja, która niczego nie naruszy. – Okej! Parę milionów? – Pokiwał głową z uwagą. – Dobrze, dobrze! – Genialne, co? Utworzymy wydział błyskawicznie, Marcus. Oni myślą, że staniemy okoniem, ale tak nie będzie. Złożymy im atrakcyjną propozycję i ustalimy budżet, w którym nie będzie szczegółowo rozpisanych kwot na poszczególne zadania. A Carla Mørcka ustanowimy szefem nowego wydziału, ale nie będzie miał za bardzo czym rządzić, bo znajdzie się w nim sam. I w bezpiecznej odległości od wszystkich innych, to mogę ci obiecać. – Carl Mørck jako szef Departamentu Q! – szef Wydziału Zabójstw wyobraził to sobie. Taki wydział z łatwością poradziłby sobie z budżetem poniżej miliona koron rocznie. Włączając wyjazdy, badania laboratoryjne i tak dalej. Gdyby wydział zażądał pięciu milionów koron rocznie na utrzymanie, Marcus Jacobsen miałby dodatkowo kilka zespołów dochodzeniowych w Wydziale Zabójstw. Mogliby pracować głównie nad starszymi sprawami. Może nie sprawami dla Departamentu Q, ale coś w tym stylu. Płynne granice to podstawa. Genialne. Nie inaczej. * W duńskiej tradycji politycznej każda partia ma oznaczenie literowe, które nie jest tożsame z inicjałami jej nazwy. Na przykład oznaczeniem Partii Socjaldemokratycznej (Socialdemokraterne) jest litera A (przyp. Tłum.).

Wydawnictwo Sonia Draga

40


Fragment

Rozdział 1 Dziś spóźniłam się do szkoły, ale to nie moja wina. Tylko Branny. Branna to moja starsza siostra, a od dziewięciu lat również prawna opiekunka. Od czasu gdy nasi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Siostra miała już dwadzieścia osiem lat, podczas gdy ja dobiegałam osiemnastki. Może i była moją opiekunką, ale poza tym wkurzała mnie jak typowa siostra. Dzisiaj rano okupowała łazienkę aż przez dwadzieścia pięć minut. Przez cholerne dwadzieścia pięć minut! To ona była jedynym powodem mojego piętnastominutowego spóźnienia na lekcję i tego, że wyglądałam koszmarnie. Właśnie wchodziłam do szkoły, gdy przymus odwiedzenia łazienki i „ogarnięcia się” stał się nie do zniesienia. W pół kroku stanęłam i obróciłam się w kierunku damskiej toalety. Nie myślałam obsesyjnie o swoim wyglądzie, ale chciałam wyglądać przyzwoicie, gdy już wejdę do klasy.

Okładka Wydawnictwo Kobiece

Fragmenty

Kiedy znalazłam się w łazience, załatwiłam potrzebę, a potem podeszłam do umywalki, żeby umyć ręce. Spojrzałam w wiszące na ścianie lustro i zmarszczyłam brwi do swojego odbicia. Moje jasnozielone oczy wyglądały na zmęczone, opuchnięte i z wyraźnymi cieniami. Byłam dzisiaj w kiepskim stanie. Nie miałam rano czasu, więc udało mi się tylko szybko zapleść we francuski warkocz moje długie do pasa włosy w kolorze czekoladowego brązu. Potem wytuszowałam długie rzęsy i jak najszybciej umyłam zęby. Policzki miałam zaczerwienione od wiatru, a moje zazwyczaj jasnoróżowe usta były nieco spękane i spuchnięte. Jestem całkiem pewna, że gdyby śmierć była człowiekiem, wyglądałaby jak ja. Wyprostowałam się i podeszłam do większego lustra, w którym można było obejrzeć całą sylwetkę. Przyjrzałam się sobie i westchnęłam. Byłam tak blada, że zawstydziłabym nawet ducha Kacpra. Jako Irlandka kiepsko znosiłam opalanie. A przynajmniej to naturalne. Byłam najprawdopodobniej jedyną dziewczyną w szkole, która nie używała samoopalacza i nie nakładała podkładu w kolorze ciemniejszym od własnej karnacji, by uchodzić za bardziej opaloną. Po co miałabym udawać inną niż jestem? Miałam porcelanową skórę i nieco jasnych piegów na grzbiecie nosa i pod oczami. Branna powiedziała kiedyś, że dzięki nim wyglądam uroczo i że powinna je polubić. A więc zaakceptowałam swój wygląd. Poprawiłam spódniczkę szkolnego mundurka, podciągnęłam skarpetki i wygładziłam sweter dłońmi. Przechyliłam głowę na bok i przyjrzałam się sobie. Podobało mi się, jak wyglądam. Mam szerokie biodra i wąską talię, ale mój biust nie grzeszy wielkością. Jednak coś innego było duże. Obróciłam się bokiem do lustra i przewróciłam oczami. Gdybym mogła zmienić w sobie jedną rzecz, na pewno byłby to tyłek. Był ogromny i niejednokrotnie słyszałam na ten temat okrutne komentarze. Wkurzałam się wtedy, bo wolałam, gdy ludzie mnie ignorowali. Lubiłam być prawie niewidzialna. Z pomrukiem niezadowolenia wyszłam z łazienki i udałam się na godzinę wychowawczą. Musieliśmy uczęszczać na tę głupią lekcję każdego ranka. Nasza wychowawczyni sprawdzała obecność, a potem pozwalała nam robić, co tylko chcieliśmy, aż do końca zajęć.

41


Fragmenty

Wtedy zazwyczaj wszyscy rozmawiali o różnych rzeczach, ale ja nie miałam żadnych przyjaciół, więc po prostu zajmowałam się sobą. Nie żeby moi koledzy nie próbowali nawiązać ze mną kontaktu – tak naprawdę chodziło o mnie. Odkąd umarli moi rodzice, zamknęłam się w sobie i odgrodziłam od innych. Bałam się do kogoś się przywiązać, a potem go stracić, dlatego wolałam z nikim się nie przyjaźnić. Ani w szkole, ani nigdzie indziej. To było po prostu zbyt ryzykowne. Branna mówiła, że to głupota i że nie mogę odcinać się od ludzi, bo to niezdrowe. Rozumiałam, że to dziwne – ogólnie byłam dziwadłem – ale z drugiej strony byłam dzięki temu szczęśliwsza, więc jej słowa mnie nie bolały.

Kiedy dotarłam do klasy, otworzyłam drzwi i od razu spojrzałam na wychowawczynię. – Przepraszam za spóźnienie, proszę pani – powiedziałam, mając nadzieję, że wyglądam, jakbym naprawdę czuła się źle w powodu mojego spóźnienia. Wychowawczyni kiwnęła głową. Wiedziałam, że tak będzie. Nigdy nie spóźniałam się na lekcję, ale nawet jeśli zaczęłabym robić to zbyt często, raczej nie wpisałaby mi uwagi, bo mnie lubiła. Byłam jej najcichszą uczennicą i nigdy nie przysparzałam kłopotów. Zrobiłam kilka kroków, ale jak zwykle nikt się mną nie zainteresował. Z jakiegoś powodu było tu dzisiaj wyjątkowo głośno. Ludzie rozmawiali i śmiali się. Dowiedziałam się, co było powodem dopiero, gdy spojrzałam w kierunku mojej ławki. Przyjrzałam się chłopakom, którzy tam siedzieli. Byli bliźniakami, chociaż trochę się między sobą różnili. Jeden miał włosy białe jak śnieg, a włosy drugiego były w kolorze podobnym do mojego – czyli ciemne, czekoladowe. Nie miałam zamiaru dłużej się im przyglądać, bo z tego, co zauważyłam, byli bardzo zainteresowani spojrzeniami, jakie rzucały im moje koleżanki z klasy. Podchodząc do nich, wpatrywałam się w podłogę. – To moja ławka – powiedziałam beznamiętnym tonem, kiedy już stanęłam obok nich. Bliźniak o białych włosach zaczął się podnosić, jednak jego ciemnowłosy brat – ten, który zajmował moje miejsce – położył mu rękę na ramieniu i powstrzymał go.

– Twoja ławka? – zapytał, unosząc brwi. – Jest podpisana twoim imieniem czy coś? Jego akcent nie był irlandzki. Mogłam zgadywać, że amerykański, ale nie chciałam o to pytać. Spojrzałam na niego spod byka. Jego oczy były szare, a gdy padała na nie odrobina światła, wydawały się srebrne. Miałam ochotę przyłożyć sobie za to, że w ogóle zwróciłam na to uwagę. Oparłam się o ławkę i wskazałam na jej brzeg. – Właściwie to tak – odpowiedziałam, pokazując palcem moje imię na blacie ławki. Wyryłam swoje imię w tym miejscu w pierwszej klasie, kiedy bardzo się nudziłam na lekcji. – Bro… Co? – Ciemnowłosy chłopak przeczytał na głos ze zdziwieniem, a ja wywróciłam oczami. – Bronagh – powiedziałam jasno i wyraźnie. Nie lubiłam, gdy obcokrajowcy wymawiali moje imię. Zawsze je zniekształcali i nigdy nie wypowiadali tak, jak powinno brzmieć. – Bro-nah? – powtórzył ciemnowłosy bliźniak na głos, a potem wymamrotał pod nosem coś o tym, że idea niemego „g” nie ma sensu. Uniosłam brew. – Właśnie tak wymawia się moje imię, które jest zapisane na mojej ławce, jak z pewnością zauważyłeś. Białowłosy parsknął pod nosem. – I tu cię ma, bracie. Po prostu zejdźmy tej uroczej kobiecie z drogi i usiądźmy w rzędzie obok tamtych ładnych dam. Mój żołądek skurczył się z obrzydzenia, gdy usłyszałam, jak dziewczyny z klasy zaczęły chichotać. Dodatkowo bliźniacy uśmiechnęli się z zadowoleniem. Nie przepadałam za ładnymi chłopcami, którzy byli tacy zarozumiali. Już mieliśmy jednego takiego w tej szkole, moim zdaniem był skończonym kutasem. Nie potrzebowaliśmy następnego, a już na pewno nie dwóch. Białowłosy puścił do mnie oczko i wstał, ale ja nawet nie uraczyłam go uśmiechem. Brunet podniósł się powoli z mojego miejsca. Nie uśmiechnął się, tylko wyszczerzył. Spojrzałam na niego srogo, a jego grymas stał się jeszcze bardziej złośliwy.

42


Fragmenty

–  Ogrzałem je dla ciebie – powiedział, drocząc się ze mną. – Nie zapomnij podziękować ode mnie swojej dupie – odpowiedziałam i obeszłam go, by zająć moje miejsce. Odłożyłam torbę na krzesło obok, dając do zrozumienia, że nie chcę, aby ktokolwiek siadał obok mnie. Ciemnowłosy chłopak ruszył w kierunku końca klasy. Usłyszałam, jak zaśmiał się pod nosem. – O co jej chodzi? – zapytał na głos. – Komu? Bronagh? O nic – odpowiedziała Alannah Ryan. – Ona po prostu nie lubi być w centrum uwagi i chyba wręcz nie lubi ludzi. Woli przebywać sama. Alannah była miłą dziewczyną. Zawsze się do mnie uśmiechała, gdy mijała mnie na korytarzu, w przeciwieństwie do innych uczniów z naszego rocznika. Chyba rozumiała, że ja po prostu wolałam przebywać w swoim towarzystwie i naprawdę mi się to w niej podobało. Uważałam ją za fajną dziewczynę. – Nie lubi ludzi? – zapytał ciemnowłosy i mruknął. – Czy coś jest z nią nie tak?

Może i jestem cicha, ale nie jestem popychadłem… Jeśli ktoś mnie wkurzy, od razu mówię, co o nim myślę. Nie miałam żadnych hamulców. – Jestem przekonana, że według ciebie wiele rzeczy jest ze mną nie tak, ale zapewniam cię, że słuch mam dobry, pięknisiu – powiedziałam głośno, nawet się nie obróciwszy. Usłyszałam ciche chichoty, a gdy uniosłam wzrok, zauważyłam, że pani McKesson uśmiecha się znad swojej książki. – Zachowuj się, bracie – zakpił białowłosy bliźniak. – Piękniś? – warknął brunet, a następnie wymamrotał cicho, jakby do siebie lub brata: – Co ta głupia zołza sobie wyobraża? Uważał, że jestem zołzą? Uśmiechnęłam się do siebie. Jakby mnie to obchodziło… – Dosyć tego – powiedziała wychowawczyni, wstając, gdy tylko usłyszała wyzwiska. – Bronagh, ci chłopcy to nasi nowi uczniowie, przyjechali tu aż z Ameryki. Kiedy dotarło do mnie, że moi koledzy z klasy patrzą na mnie i oczekują jakiejś reakcji, uniosłam kciuki w powietrze i postarałam się wykrzesać z siebie trochę entuzjazmu, mimo że tak naprawdę w ogóle mnie to nie obchodziło. – Do boju, Ameryko. Pani McKesson przygryzła wargę i pokręciła głową. – Jak widać, chłopcy Slater są bliźniakami. Łatwo ich od siebie odróżnić ze względu na różny kolor włosów. Nico ma brązowe włosy, a Damien blond. Cóż, może raczej białe, a nie blond.

A więc ten typ miał na imię Nico? – Postaram się zapamiętać, proszę pani. Dziękuję – powiedziałam sarkastycznie, uśmiechając się szeroko. Usłyszałam za sobą kilka parsknięć. Tymczasem pani McKesson zaczęła przedstawiać mnie. – A ta urocza dziewczyna, drodzy chłopcy, to Bronagh Murphy. – Miło nam poznać, panno Murphy – wymruczał Nico. Pokręciłam głową. – Szczerze w to wątpię, panie Slater – odparłam, a klasa wybuchła śmiechem. Nie obchodziło mnie, że najprawdopodobniej śmiali się ze mnie. W ogóle nie cieszyło mnie poznanie tych chłopaków. Naprawdę miałam to gdzieś. – Okej, wracajcie do tego, co robiliście, zanim Bronagh przyszła do klasy – rzekła pani McKesson, machając ręką. Chwilę później wszyscy zaczęli zadawać bliźniakom pytania, a ja westchnęłam. Miałam nadzieję, że nie będzie tak każdego dnia, bo ta sytuacja szybko mi się znudzi i zacznie mnie irytować. – Proszę pani? – zagadnęłam cicho nauczycielkę. Kiedy pani McKesson uniosła wzrok, wyciągnęłam w jej stronę swój iTouch, a ona skinęła głową, dając mi nieme przyzwolenie, by posłuchać muzyki. – Cholera, możecie tutaj słuchać muzyki na lekcjach? – usłyszałam pytanie Nica.

43


Fragmenty

– Hmm? Och nie, tylko Bronagh może. Każdego dnia ma odrobioną pracę domową, więc może słuchać muzyki, ale tylko na słuchawkach – odpowiedziała Alannah. Wiedziałam, że w ten sposób wyjdę na nerda, ale w sumie nie było to dalekie od prawdy. Z drugiej strony, nie byłam genialną uczennicą, po prostu na czas odrabiałam pracę domową. Po szkole nie miałam żadnych szczególnych zajęć, a więc odrobienie zadania nie było dla mnie wielkim problemem. Nie słyszałam, co odpowiedział Nico, bo już włączyłam muzykę. Z ulgą przywitałam pulsujący bit i cieszyłam się, że tak piękny dźwięk odseparował mnie od wszystkich. Wyciągnęłam książkę od angielskiego i ponownie przeczytałam esej, który napisałam wczoraj w nocy na dzisiejszą lekcję. Poprawiłam błędy, które zauważyłam, a następnie przeczytałam całość jeszcze raz. Gdy uznałam, że praca mnie satysfakcjonuje, odłożyłam ją do torby i zapięłam zamek. Sprawdziłam godzinę: do końca lekcji zostały niecałe dwie minuty. Wyprostowałam się na krześle i wyciągnęłam słuchawki z uszu. Wyłączyłam iToucha i schowałam go do kieszeni. Wstałam dokładnie w tej samej chwili, gdy zadzwonił dzwonek. Wsunęłam krzesło pod ławkę i wyszłam z pomieszczenia, kierując się w stronę pracowni. Uwielbiałam zajęcia z techniczne z drewnem. Naprawdę podobało mi się tworzenie nowych rzeczy na zaliczenie. Wykonałam już pudełka na biżuterię, pojemniki na przybory kosmetyczne dla Branny, cudowne półki i regały na książki. Z każdym kolejnym projektem stawałam się bardziej kreatywna, a Branna uwielbiała wszystkie moje prace. Uszczęśliwiało mnie to. Kiedy weszłam do klasy, pomachałam do nauczyciela. Pan Kelly był wykładowcą od stolarki. Uważałam, że jest bardzo miły. Nigdy nie przeszkadzał mi w pracy, a podchodził do mnie tylko wtedy, gdy naprawdę potrzebowałam pomocy. Podobało mi się w nim to. Chyba wiedział, że wolałam pracować w ten sposób. – Dzień dobry, Bronagh – przywitał się z uśmiechem. – Dzień dobry, proszę pana. Czy mogę posłuchać muzyki z mojego iToucha? Będę szlifować wszystkie kawałki drewna, które wycięłam w piątek, i zacznę je składać. Nie będę zbliżać się do żadnych niebezpiecznych maszyn, przy których muzyka by mnie rozpraszała. Obiecuję. Nauczyciel pokiwał głową na zgodę. – Żaden problem. Jeśli będziesz chciała coś wyciąć lub przyciąć, to nie zapomnij najpierw wyjąć z uszu słuchawek, okej? – Zasalutowałam mu, a on zaśmiał się i machnął na mnie ręką. Odłożyłam torbę pod pulpit, przy którym pracowałam, po czym poszłam na zaplecze na końcu klasy. Wzięłam fartuch i założyłam go, a następnie wetknęłam słuchawki w uszy i włączyłam muzykę. Wróciłam do klasy. Kątem oka zauważyłam, że zaczęli schodzić się koledzy. Byłam jedyną dziewczyną na tych lekcjach. Moje koleżanki wolały zajęcia techniczne z metalem, ale mi odpowiadała praca z drewnem. Nie musiałam słuchać, jak gadają o tym, kto z kim zaczął chodzić, gdy akurat nie miałam słuchawek w uszach. Gdy koledzy odkładali swoje rzeczy pod pulpitami, udałam się do magazynu, do którego wejście znajdowało się po prawej stronie sali. Wzięłam szlifierkę i wróciłam na miejsce. Cały ten czas byłam pogrążona we własnych myślach, ale nagle stanęłam jak wryta. – Wynoś się z mojego miejsca – warknęłam, wyciągając słuchawki z uszu. Nico spojrzał na mnie i uśmiechnął się, pytając sarkastycznie: – Czy ta ławka też jest podpisana? Najwyraźniej uważał, że jest zabawny, ale ja miałam inne zdanie. W ogóle mnie nie bawił. Wręcz przeciwnie – niezwykle mnie irytował. Nasze pierwsze spotkanie nie przebiegło w najlepszej atmosferze, lecz teraz wiedziałam, że celowo próbuje mnie wkurzyć, a ja od razu przestałam go przez to lubić. – Przesuń się – powiedziałam, ignorując jego pytanie. Pokręcił głową, więc chwyciłam szlifierkę mocniej i skierowałam się w jego stronę. Niestety w tej chwili nauczyciel stanął mi na drodze. – Bronagh, odłóż to – nakazał pan Kelly cichym głosem, unosząc dłonie w geście mówiącym, że nie chce mnie skrzywdzić. Zamrugałam powiekami, udając głupią. – Nie miałam zamiaru go uderzyć – skłamałam.

44


Fragmenty

Rzecz w tym, że chciałam to zrobić. Niezbyt mocno, ale jednak. – A więc dlaczego trzymałaś to jak jakąś broń? – zapytał nauczyciel, unosząc brwi. Jęknęłam cicho. – Zajął moje miejsce. Proszę mu powiedzieć, żeby sobie poszedł. Nauczyciel westchnął i obrócił się. – To stanowisko należy do Bronagh. Chwila… Jesteś tu nowy, synu? – Synu? – spytałam z niechęcią. – Proszę go tak nie nazywać. To tylko zwykły gno… – Bronagh! – przerwał mi nauczyciel ostrzegawczym tonem. Koledzy z klasy zaśmiali się, słysząc mój komentarz, podczas gdy ja gotowałam się ze złości. – Tak, proszę pana, jestem tu nowy – odpowiedział Nico. – Dziś jest mój pierwszy dzień. Nauczyciel spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami. – Chciałaś zaatakować nowego ucznia? – zapytał. Zastanowiłam się w myślach, czy mniejszym problemem byłoby, gdybym zaatakowała dawnego. – Nie lubię go – oznajmiłam rozzłoszczona, a nauczyciel westchnął i złapał palcami za grzbiet nosa. – Ale to nie znaczy, że masz go atakować, Bronagh. Zastanowiłam się nad tym. – Wiem, zasady w tej szkole są do bani. Pan Kelly wyglądał, jakby próbował zwalczyć uśmiech. Po chwili skupił się ponownie na Nicu. – Jak się nazywasz, synu? – zapytał nowego ucznia. Prychnęłam pod nosem. – Nico – odpowiedział kutafon. Uśmiechnęłam się do siebie. Wolałam nazywać go kutafonem. – Od czego to zdrobnienie? – zapytał z zainteresowaniem nauczyciel. – Dominic, ale wszyscy mówią do mnie Nico. Tak wolę – wyjaśnił. Może i wszyscy zwracali się do niego Nico i może tak właśnie wolał, ale ja nie jestem „wszyscy” i jeśli kiedykolwiek będę musiała się do niego zwrócić, nazwę go kutafonem lub Dominikiem. – Cóż, bardzo miło cię poznać, Nico, ale to miejsce zazwyczaj należy do Bronagh. Możesz zająć stanowisko po drugiej stronie tej ławki. – Nie! – krzyknęłam w tym samym momencie, kiedy Dominic powiedział: – Dziękuję, proszę pana. To się nie może dziać! – Proszę pana, to nie fair – zaprotestowałam. – Nigdy nie musiałam się z nikim dzielić moim stanowiskiem. Wolę je mieć tylko dla siebie, i pan dobrze o tym wie. Nauczyciel westchnął i obrócił się w moją stronę. – Wiem, ale wszystkie inne stanowiska są zajęte, bo naprawiam właśnie to najbliżej drzwi. – To jakaś, kurwa, pomyłka – wymamrotałam. Nauczyciel uśmiechnął się – nigdy nie przeszkadzało mu, gdy uczniowie przeklinali, i dlatego był super. Poklepał mnie po plecach. – Załóż słuchawki i jakoś to przeżyjesz, Bronagh. Parsknęłam. – Czy skończyłaś już się złościć, skarbie? – zapytał kutafon, trzepocząc długimi rzęsami.

Spojrzałam na niego groźnie i odłożyłam szlifierkę na pulpit, a następnie pochyliłam się, oparłszy się dłońmi o stanowisko. – Posłuchaj mnie, ty wkurzający mały gadzie. Nie lubię cię i chcę, żebyś trzymał się ode mnie z daleka, w przeciwnym razie wbiję ci tę szlifierkę w twoją durnie wyglądającą czaszkę. Mamy tu jasność, Dominicu? – zapytałam lodowatym tonem. Usta Dominica drgnęły. Spojrzał na mnie z góry, jakby z wyższością. – Krystaliczną, cukiereczku – odpowiedział, wpatrując się we mnie szarymi oczami. – To dobrze – syknęłam. – A teraz rusz się, do cholery. Byłam nieco zdziwiona tym, jaką okazywałam wobec niego wrogość. Jedyną osobą, która potrafiła tak szybko wyprowadzić mnie z równowagi, był Jason Bane. To najprzystojniejszy chłopak w szkole, zawsze wobec mnie złośliwy. Całe wakacje był gdzieś w Australii i wróci dopiero pod koniec tego

45


Fragmenty

miesiąca, czyli września. Gdy go nie było i nie znęcał się nade mną, sądziłam, że te wakacje i początek roku szkolnego to najcudowniejszy okres mojego życia. Jason był złym, ale przystojnym gnojem. I przerażało mnie to, że Dominic mógł być jego amerykańską wersją. Zastanawiałam się nad tym, czekając, aż Dominic przesunie się na drugi koniec stanowiska, które od tego momentu mieliśmy dzielić. Założyłam słuchawki i włączyłam muzykę, gdy się ode mnie odsunął. Czułam, że mi się przypatruje i próbuje mnie tym samym wkurzyć, jednak nie wiedział najważniejszego: byłam bardzo dobra w ignorowaniu ludzi. Gdy minęło pierwsze pięć minut, a ja nadal się do niego nie odezwałam, znudził się. Wiedziałam o tym, bo wstał i poszedł do nauczyciela. Spojrzałam w ich kierunku i zauważyłam, że nauczyciel pokazuje Dominicowi różne rodzaje drewnianych materiałów. Domyśliłam się, że chce zacząć swój pierwszy projekt. Świetnie. Zajmie się czymś i będzie się trzymał ode mnie z daleka. Druga lekcja właśnie dobiegała końca, kiedy szlifowałam ostatnie części nowego pudełka dla Branny. Pojemnik będzie miał dużo otworów i szuflad. Moja siostra posiadała niezliczone zasoby kosmetyków, więc wiedziałam, że będzie zachwycona. Zebrałam części podstawy pudełka i ruszyłam do stanowiska, gdzie znajdował się pistolet do kleju. Chwyciłam go, założyłam nową końcówkę i włączyłam urządzenie. Odczekałam dwie minuty, aż urządzenie się rozgrzeje, a substancja rozpuści. Ustawiłam kawałki drewna tak, jak chciałam, a następnie szczodrze polałam je klejem i ścisnęłam razem. Odłożyłam pistolet i cofnęłam się, by przyjrzeć się mojemu projektowi. Pochyliłam się i przycisnęłam dłonią drewno, by pomiędzy kawałkami nie wytworzyły się bąbelki powietrza. Wolną ręką starłam nadmiar letniego kleju. Przytrzymywałam pudełko przez mniej więcej dwadzieścia sekund, a następnie podeszłam do swojego stanowiska, żeby wziąć papier ścierny i przejechać nim po powierzchni w miejscach, które pominęłam. Podczas całego procesu miałam wrażenie, że jestem obserwowana, więc spojrzałam ponad ramieniem. Z zaskoczeniem zauważyłam, że przypatrują się mi niektórzy koledzy z klasy. Część z nich wyglądała na rozbawionych, a reszta szczerzyła się szeroko do Dominica, który również się uśmiechał, patrząc na mnie. – Co jest takie śmieszne? – zapytałam, zdejmując słuchawki. – Nic – powiedzieli jednocześnie koledzy, którzy się na mnie gapili, a następnie wrócili do swej pracy. To najwyraźniej coś oznaczało, więc spojrzałam na Dominica. – Co zrobiłeś, kutafonie? Szczęka mu lekko opadła, kiedy usłyszał, jak się do niego zwróciłam, ale po chwili się pozbierał. – Kutafonie? To nie jest zbyt miłe, Bronagh. Zmrużyłam oczy. – Co zrobiłeś, Dominicu? – powtórzyłam przez zaciśnięte zęby. Parsknął i powiedział: – Ja tylko zrobiłem zdjęcie. Policzyłam w myślach do dziesięciu. – Zdjęcie czego? – zapytałam w końcu. – Nie powiem ci. Wtedy dopiero byłbym prawdziwym kutafonem – odpowiedział złośliwie. Zacisnęłam dłonie w pięści, rozważając uderzenie go, ale ostatecznie postanowiłam założyć słuchawki i go zignorować. Wiedziałam, że zrobił zdjęcie mojego tyłka. To było oczywiste – po tym, co powiedział, a także gdy wzięło się pod uwagę rozbawienie kolegów. Ale postanowiłam, że nie będę się tym przejmować. Pieprzyć go i pieprzyć dzisiejszy dzień w szkole. Z każdą minutą było coraz gorzej.

Wydawnictwo Kobiece

46


Fragmenty

Fragment

Okładka Wydawnictwo FeeriaYoung

Sprawdziłam je drugi raz, a potem, tak dla pewności, trzeci. To się działo naprawdę? Właśnie wygrałam pięćdziesiąt milionów dolarów? To zakrawało na jakiś żart. Jeszcze raz sprawdziłam nagłówek strony – Powerball i logo na moim kuponie. Takie samo. Wygrałam na loterii. Właśnie zdobyłam pięćdziesiąt milionów dolarów. Wrzask, który zrodził mi się w brzuchu i przemknął przez gardło, wydarł się z moich ust. Mało kojarzył się ze mną. Wyrażał niekłamaną radość. – Maddie? – W moich drzwiach stała mama, już w butach, ale jeszcze niezasznurowanych. – Coś się stało? Dobrze się czujesz? A ja podskakiwałam, wręcz wyjąc ze szczęścia. Chyba dotarło do niej, że z czegoś się cieszę, bo malujący się na jej twarzy niepokój ustąpił miejsca uśmiechowi. – Co w ciebie wstąpiło? Aha! – Splotła dłonie. – Dostałaś się na Uniwersytet Kalifornijski? – Zanim potrząsnęłam głową przecząco, też zdążyła parę razy podskoczyć. Potem znieruchomiała. – Nie chodzi o studia? – Wygrałam! – Na tyle udało mi się zdobyć, bo nie mogłam bez tchu. – Wygrałaś? Za jej plecami pojawił się w drzwiach tata. – Wszystko w porządku? – zapytał. – Wygrałam! Do mojego pokoju przywędrował też brat, wyglądający tak, jakby właśnie wygramolił się z łóżka. – Co się dzieje? – Ona coś wygrała – poinformował go tata. – Co takiego wygrałaś? – zapytała mama. – W Powerball! Właśnie wygrałam pięćdziesiąt milionów dolarów! Z twarzy mamy zniknął uśmiech, zastąpiło go zdezorientowanie. – Co? Tata skrzyżował ręce na piersi, a mina mu stężała, jakbym robiła sobie z niego nieśmieszne żarty. – Ależ ty nigdy nie grałaś na loterii. – Bo jeszcze nie miałam osiemnastu lat. Beau przekrzywił głowę i pierwszy wykonał krok w moją stronę. – Ty wygrałaś? Serio? – Tak! – Pokazałam mu kupon. Wyrwał mi go i poleciał prosto do mojego wciąż otwartego laptopa. Porównanie wszystkich liczb zajęło mu o wiele mniej czasu. Obrócił się do nas gwałtownie i krzyknął: – Udało się jej! Wygrała! Teraz rodzice przepychali się przy biurku, również sprawdzając wyniki. Chwilę później wszyscy razem podskakiwaliśmy w ciasnym kółeczku.

Feeria Young

47


Rhysand Dwa lata przed powstaniem muru Brzęczenie much i krzyki ocalałych już dawno ucichły. Zastąpiło je dudnienie bębnów. Pole bitwy zasłane było skłębionymi trupami ludzi i fae. Tu i ówdzie leżał martwy koń lub połamane skrzydła sterczały ku szaremu niebu. Z powodu upału – pomimo gęstej pokrywy chmur – smród wkrótce miał stać się nie do zniesienia. Muchy już łaziły po oczach spoglądających nieruchomo w górę. Nie czyniło im różnicy, czy żywią się śmiertelnym, czy nieśmiertelnym mięsem. Przedzierałem się przez niegdyś porosłe trawą pole, co pewien czas mijając sztandary na wpół pogrzebane w błocie i wnętrznościach. Musiałem wytężyć wszystkie resztki sił, aby nie ciągnąć skrzydeł za sobą po zwłokach i pancerzach. Swoją moc wyczerpałem na długo przed końcem rzezi. Przez ostatnie godziny bitwy walczyłem tak samo jak stojący u mego boku śmiertelnicy: mieczem i pięścią, w okrutnym i bezlitosnym skupieniu. Nie daliśmy legionom Ravenii przełamać naszych szyków. Dawaliśmy im odpór godzina po godzinie – tak jak rozkazał nam mój ojciec; tak jak wiedziałem, że muszę zrobić.

Okładka Wydawnictwo Uroboros

Fragment

Fragmenty

Przegrana tutaj dobiłaby nasz i tak już kruszejący ruch oporu. Twierdza górująca za moimi plecami była zbyt cenna, by mogła wpaść w ręce lojalistów. Nie tylko z racji swojego położenia w samym sercu kontynentu, ale z uwagi na zasoby, których strzegła: z powodu kuźni, które dzień i noc dymiły pod jej zachodnimi murami, mozolnie zaopatrując nasze siły. Dym z kominów zlewał się z kłębami unoszącymi się ze stosów już podpalanych wokół mnie. Szedłem wciąż przed siebie, omiatając wzrokiem twarze poległych. Zapisałem sobie w pamięci, by później wysłać żołnierzy o wystarczająco wytrzymałych żołądkach, by zebrali broń żołnierzy obu armii. Za bardzo jej potrzebowaliśmy, by zawracać sobie głowę honorem. Zwłaszcza że druga strona zupełnie się nim nie przejmowała. Tak spokojne… pole bitwy było teraz tak spokojne w porównaniu z rzezią i chaosem, które ustały parę godzin temu. Armia lojalistów wolała odwrót od kapitulacji i pozostawiła swoich poległych krukom. Okrążyłem cielsko powalonego gniadego wałacha. Oczy tej pięknej bestii wciąż były rozszerzone z przerażenia; muchy całkiem obsiadły zakrwawiony bok. Jeździec leżał poskręcany pod swym wierzchowcem z połowicznie odrąbaną głową. To nie był cios mieczem. Nie – te przeraźliwe rany zostały uczynione pazurami. Nie sprzedawali tanio swojej skóry. Królestwa i władztwa pragnące odzyskać swoich ludzkich niewolników uznają swoją porażkę dopiero, gdy nie będą miały już żadnego innego wyjścia. A nawet wtedy… Przekonaliśmy się boleśnie już na samym początku wojny, że nie zamierzali przestrzegać pradawnych zasad i rytuałów wojennych. A fae, którzy walczyli ramię w ramię ze śmiertelnikami… Rozdeptywali nas, jakbyśmy byli robactwem. Odpędziłem muchę bzyczącą mi przy uchu dłonią unurzaną we krwi zarówno mojej, jak i cudzej. Zawsze sądziłem, że śmierć polega na jakimś spokojnym powrocie na łono przodków – jest słodką, choć smutną kołysanką, która poniesie mnie do tego, co nas czeka potem.Pancernym butem złamałem drzewce sztandaru lojalistów. Czerwone błoto chlapnęło na dzika o pokaźnych kłach

48


Fragmenty

wyszytego na szmaragdowym tle. Czy to nie brzęczenie much, a nie cudowna pieśń, było prawdziwą kołysanką śmierci? Czy owady i robaki nie były służkami kostuchy? Pole bitwy ciągnęło się we wszystkie strony aż po horyzont – wyjąwszy twierdzę za moimi plecami. Trzy dni dawaliśmy im odpór. Trzy dni walczyliśmy tu i tu umieraliśmy. Ale utrzymaliśmy nasze pozycje. Raz po raz zwoływałem ludzi i fae, odpierałem kolejne ataki wroga, nawet gdy drugiego dnia rzucili świeże siły na naszą osłabioną prawą flankę. Czerpałem ze swojej mocy, aż stała się już tylko dymem w moich żyłach. Potem zdałem się na moje ilyryjskie wyszkolenie. Cały mój świat skurczył się do tarczy i miecza. Tylko to mi pozostało przeciwko nacierającym hordom. Porwane ilyryjskie skrzydło wystawało spomiędzy splątanych ciał fae, tak jakby trzeba było ich sześciu, by powalić tego jednego wojownika. Tak jakby zabrał ich wszystkich ze sobą na drugą stronę. Odwalałem sztywniejące ciała przy akompaniamencie serca łomoczącego w posiniaczonej piersi. O świcie trzeciego i ostatniego dnia bitwy przybyły posiłki wysłane przez mojego ojca w odpowiedzi na moje błaganie o pomoc. Byłem zbyt pochłonięty szałem bitewnym, by zauważyć, że nie przybył zwykły oddział Ilyrów; że tak wielu miało syfony. Minęły już godziny, odkąd ocalili nasze tyłki i odwrócili losy bitwy, a ja wciąż nie dostrzegłem wśród żywych żadnego z moich braci. Nawet nie wiedziałem, czy Kasjan lub Azriel w ogóle brali udział w tej odsieczy. Pieśniarza cieni raczej tu nie było, gdyż mój ojciec trzymał go zawsze przy swoim boku, by mógł dla niego szpiegować, ale Kasjan… jego mógł tu przysłać. Nie zdziwiłbym się, gdyby mój ojciec przeniósł Kasjana do jednostki, co do której się spodziewał, że zostanie wycięta do nogi. Zresztą prawie tak się stało – ci, którzy przeżyli, ostatkiem sił opuszczali pole bitwy. Zakrwawionymi i obolałymi palcami sięgnąłem głębiej między pogięte pancerze i śliskie, sztywne ciała. Po chwili odrzuciłem ostatniego fae leżącego na poległym Ilyrze. Ciemne włosy, opalona na złocisty brąz skóra… Takie same jak Kasjana. Ale to nie jego poszarzała od śmierci twarz wpatrywała się nieruchomym wzrokiem w niebo. Odetchnąłem głośno. Płuca wciąż mnie bolały od ciągłego ryku. Usta miałem wyschnięte i spękane. Potrzebowałem się napić – i to bardzo. Ale w pobliżu dostrzegłem kolejną parę ilyryjskich skrzydeł wystających spomiędzy stosu trupów. Potykając się i zataczając, ruszyłem w ich stronę. Pozwoliłem swoim myślom odpłynąć w ciemne i ciche miejsce, gdy odkręcałem skręcony kark, by spojrzeć na twarz otoczoną prostym hełmem. Nie on. Przedarłem się przez trupy do kolejnego Ilyra. I następnego. I jeszcze jednego. Niektórych znałem. Innych nie. A zasłane ciałami pole ciągnęło się w dal i w dal pod ołowianym niebem. Mila za milą. Królestwo gnijących trupów. A ja wciąż szukałem.

Wydawnictwo Uroboros

49


Opowiadanie

Opowiadanie

Była pełnia jesieni. Brunatne i rdzawe liście zdążyły już dawno spaść, tworząc szeleszczące połacie, śliskie od porannej wilgoci. Ciemne chmury, które stopniowo coraz bardziej zasnuwały niebo od praskiej strony, zwiastowały rychłe opady deszczu. Gdy spojrzałam w stronę Pałacu Kultury i Nauki, jego iglica była schowana w nisko wiszącej mgle, a sama Warszawa, choć pogrążona w pędzie porannego szczytu i życiu tramwajowym, o którym pisał Leopold Tyrmand w Złym, dzisiaj wydawała mi się zupełnie szarobura. Nie nadążałam już za tłumem, którego zwykle byłam częścią, pędząc w odmiennym kierunku niż teraz. Byłam gdzieś poza nim i czułam się z tym obco, nie na miejscu. Na Ochotę wjechałam w strugach ulewnego deszczu. W autobusie nie działało ogrzewanie, a szyby zaparowały oddechami pasażerów. Kolejne przystanki widziałam tylko na tablicy informacyjnej; próżno było mrużyć oczy, żeby dostrzec coś na zewnątrz poza momentami, gdy otwierały się drzwi. Wysiadając, wdepnęłam prosto w kałużę i zaklęłam pod nosem. I bez przemoczonych butów miałam ochotę odwrócić się na pięcie i popędzić do domu z nadzieją, że wszystko będzie po staremu.

Okładka Anna Bellon

Interludium Anna Bellon

*** Michała poznałam w pierwszej klasie liceum. To był ten czas, kiedy bywa się nadzwyczaj kochliwym, podatnym na zauroczenia i nikogo szczególnie nie dziwią związki życia, które rozpadają po trzech miesiącach lub najdalej po roku, jeśli przetrwają pierwszy „miesiąc miodowy” i „próbę trymestru”. Nie byłam cnotką, ale nie potrafiłam się nie krzywić, gdy moje koleżanki regularnie sypiały ze swoimi facetami przed upływem pół roku związku, z czym wcale się nie kryły, a po jego zakończeniu wyklinały swoich byłych dobre pięć pokoleń wprzód. Oboje z Michałem kręciliśmy na to wszystko głowami, zajadając się w piątkowe wieczory pizzą i popcornem, od którego dużych ilości bolały nas brzuchy. Przyjaźniliśmy się i to wtedy wystarczało. Jego kuzyn Alek twierdził, że byliśmy beznadziejnym przypadkiem friendzone’u, ale o słuszności tych żartów przekonałam się dopiero później, gdy po półtora roku znajomości Michał zaproponował randkę. Długie dwa dni zastanawiałam się nad odpowiedzią i ostatecznie to tęsknota za nim, gdy nie mieliśmy ze sobą kontaktu, dała mi ją na tacy. Wiedziałam, że przy Michale nie stanie mi się krzywda. Wyjście na kawę i ciastko, nawet w ramach randki, niewiele różniło się od naszych wcześniejszych wyjść. Było jednak opatrzone odpowiednią nazwą, starannie wyprasowaną, niebieską koszulą, której na Michale wcześniej nie widywałam poza uroczystościami szkolnymi, i pocałunkiem na pożegnanie. Nietrudno było się w nim zakochać, choć nie nadeszło to jak grom z jasnego nieba wzorem romansów, w których się zaczytywałam. To uczucie rozchodziło się powoli przyjemnym ciepłem, które płynęło w moich żyłach, gdy miałam go obok siebie. Nie było szaleńcze czy gwałtowne,

50


Opowiadanie

nic dramatycznego i wtedy wydawało mi się, że życie jest proste. Wtedy chyba zwyczajnie takie było i nie widziałam na swojej drodze rzeczy, które mogłyby pójść nie tak, choć teraz już wiedziałam, że było ich całe mnóstwo. Michał dał mi pierwszego różowego tulipana na dzień kobiet. Wcześniej nie lubiłam tulipanów, tym bardziej w tym konkretnym kolorze, ale nie chciałam być niewdzięczna i sprawiać mu przykrości. A potem dostawałam od niego już tylko te kwiaty i siedem lat później wciąż nie wiedział, że ich nie lubię i nie polubię. Zaczęły mi się jedynie dobrze kojarzyć i niezmiennie doceniałam ten gest. Trafił mi się romantyk, choć niebanalny. Nic jednak nie jest idealne. *** Do szpitala weszłam z sercem bijącym tak mocno, że tętno szumiało mi w uszach. Rodzice Michała nie mieli pojęcia, co zaszło między nami dzień wcześniej, a to nie było coś, z czego mogłabym się łatwo wytłumaczyć i to właśnie teraz. Nie chciałam jego mamie jeszcze bardziej łamać serca, więc gdy zadzwoniła do mnie z samego rana, nie pisnęłam nawet słowem i obiecałam, że pojawię się, gdy tylko zaczną się godziny odwiedzin. Nie byłam jego rodziną, żeby mieć jakiekolwiek przywileje. Teraz żałowałam każdego słowa, które padło między nami minionego wieczoru. Jeśli wcześniej posiadałam jakieś specjalne względy, to zdążyłam je stracić. – Ala! – zawołała mama Michała, gdy tylko weszłam na piętro. – Jak dobrze, że jesteś! Zmroziło mnie, kiedy mocno mnie do siebie przytuliła. Nie czułam się komfortowo. Czułam się winna, a jedyna osoba, która mogła jej powiedzieć, jak bardzo okropna jestem, leżała w sali obok i była nieprzytomna. Przymknęłam na chwilę powieki, póki pani Wasilewska trzymała mnie w swoich objęciach. Moje poczucie winy rosło z każdą chwilą i mogłam się tylko modlić, żeby Michał się obudził. *** Po skończeniu szkoły średniej, postanowiliśmy pójść na studia w jednym mieście. To był oczywisty wybór, tak samo jak zamieszkanie razem. Wszystko szło zgodnie z planem. Spory między nami tyczyły się tylko typowych spraw, o które kłócą się osoby dzielące ze sobą „cztery ściany”: o pranie, o niewyrzucone śmieci, o niezmyte naczynia… Poza tym byliśmy wręcz książkowym przykładem idealnej pary - wyrozumiali wobec siebie, wspierający, szliśmy skłonni do kompromisów i przede wszystkim szaleńczo zakochani. Bywało lepiej lub gorzej, ale studia same w sobie były jeszcze kontynuacją szklanej bańki, w której trwało się całą edukację. Schody zaczęły się, gdy dobiegły końca i rzeczywiście przestaliśmy być dziećmi. Pół roku po obronie inżyniera, zaczęłam widzieć w Michale zmianę. Stał się niemal apatyczny. Blady, zgarbiony. Cienie pod jego niebieskimi oczami przybrały siną barwę, jakby w ogóle nie spał, a uśmiechy, które mi posyłał z rana, gdy przyjmował ode mnie kubek z kawą, stawały się coraz bardziej wymuszone. Na tym etapie coraz częściej zamiast ośmiu godzin, pracował już dwanaście. Dużo częściej niż bym tego chciała i gdy dzwoniłam do niego po siedemnastej, już po tonie jego głosu wiedziałam, że musiał zostać dłużej. „Trochę”, jak zwykł mawiać. Jednak potem przynosił też do domu to, czego nie zdążył zrobić w biurze. Godzinami siedział nad wydrukami rysunków technicznych z włączonym obok laptopem, który łączył z większym monitorem. Starałam się nie wtrącać, Michał uważał, że ta posada to absolutny fuks życia i jego przepustka do świetlanej przyszłości. Nie byłam typem kobiety, która potrzebowała dużo uwagi od swojego faceta, ale gdy większość dnia spędzał w pracy, a potem to wszystko odsypiał, zaczynała doskwierać mi samotność, kiedy wszystko spadło na moje barki. Wcześniej dzieliliśmy się obowiązkami domowymi. Jasne, trochę mi zajęło nauczenie Michała, żeby nie rozrzucał swoich ciuchów po całym mieszkaniu i nie zostawiał rzeczy w przypadkowych miejscach, ale nie musiałam go prosić dwa razy, żeby pozmywał czy kupił podrodze coś na obiad. Gdy pracował od rana do wieczora, a w weekendy wciąż był nieobecny, w milczeniu robiłam wszystko sama. Zaczynaliśmy jednak powoli żyć obok siebie i odwrót z tego miejsca nie wydawał się prosty. Ani trochę *** – Ala? – zapytała niepewnie mama Michała po godzinie, którą spędziłyśmy w szpitalnej sali przy łóżku jej syna. Pielęgniarka zrobiła wyjątek, bo lekarz pozwolił na tylko jedną osobę na raz.

51


Opowiadanie

– Tak? – Nie odwróciłam wzroku od jego dłoni, którą trzymałam nieprzerwanie. Ten prosty, zupełnie naturalny gest dawał mi nikłą iluzję normalności. Patrzenie na poobijaną twarz Michała było nie do zniesienia, gdy ogarniał mnie ten jeden z najgorszych rodzajów strachu - strach przed stratą. A strach przed stratą osoby, którą się kocha, przyprawiał o odrętwienie, gdy przeszedł pierwszy moment paniki. – Co Michał robił tak późno w tej części miasta? Pokręciłam głową prędzej, niż zdążyłam otworzyć usta. Nie wiedziałam, czemu pojawił się w tym konkretnym miejscu, ale wiedziałam, czemu nie było go w domu w środku nocy. I dlaczego był pijany. Ale to były dwa odrębne pytania, na które odpowiedzi chciałam odwlec choć o chwilę. – Nie wiem. – Przełknęłam ślinę. – Wyszedł z domu, ale nie powiedział, gdzie idzie. Kobieta zmarszczyła brwi, ale reszta jej twarzy zdawała się niewzruszona Mimikę twarzy Michał odziedziczył po mamie. To samo widziałam też u jego kuzyna. To było tak, jakby wyrażali uczucia półtonami. Wspomnianym marszczeniem brwi, drgnięciem jednego kącika ust. Nawet po tylu latach wciąż miałam problem rozszyfrować, o czym myśli Michał w danym momencie. – Tak po prostu? – drążyła dalej pani Wasilewska ton jej głosu był nieregularny i zdradzał zdenerwowanie. Znów pokręciłam głową i w myślach odtworzyłam rozmowę z nią sprzed paru godzin. Michał, pobicie, nieprzytomny, szpital. Te cztery słowa wybijały się z całości, jakby ktoś je pogrubił, nadał im głębszy dźwięk, a może wydźwięk? – Pokłóciliśmy się… – Westchnęłam ciężko między jednym a drugim zdaniem, odgarniając splątane, brązowe włosy z twarzy. – Michał się wściekł i wyszedł. Spojrzała najpierw na syna, potem na mnie, tym razem z wyraźną konsternacją. – Mogę wiedzieć, o co wam poszło? Przygryzłam wnętrze policzka tak mocno, że po chwili poczułam metaliczny smak krwi rozpływający się w moich ustach. Czułam mrowienie, które zwiastowało chęć ucieczki. Chciałam wstać i wybiec z sali, ze szpitala, cofnąć się w czasie i być w innym miejscu, w innej sytuacji. – Odrzuciłam jego oświadczyny. *** Bycie parą w liceum, a bycie w związku na studiach i potem, rządziło się innymi prawami. Jednak zanim każde z nas zdobyło swój tytuł naukowy, żyłam w wyparciu aż do ostatniego semestru studiów Michała. Ja byłam już po licencjacie i zdążyłam odebrać swój dyplom, gdy mój chłopak dopiero złożył pracę inżynierską i był już na ostatniej prostej. Byliśmy parą na tyle długo, że obiady u „teściów” nie robiły na mnie wrażenia, wpisały się w normalny rytm funkcjonowania. Miałam też szczęście lubić rodziców swojego chłopaka z wzajemnością, więc gdy Michał zapowiedział odwiedziny w jego rodzinnym domu, pokiwałam tylko obojętnie głową - nic specjalnego. Wtedy jednak po raz pierwszy padło stwierdzenie, bo nawet nie pytanie, które zbiło mnie z tropu. W środku się skrzywiłam, ale na zewnątrz nie dałam po sobie znać. Mając dwadzieścia dwa lata nie myślałam o zaręczynach, o ślubie lub jakimkolwiek zobowiązaniu tego typu. Ktoś mógłby powiedzieć, że byłam dziecinna, że przecież w tym wieku ludzie biorą śluby, mają dzieci… Nie każdy jednak rozumiał mój brak potrzeby deklaracji, a przynajmniej na razie. Wystarczało mi „kocham” Michała, nasze malutkie, wynajęte mieszkanie na Woli, a nawet i ta moja pierwsza praca, w której zarabiałam tylko tyle, żeby zapłacić samodzielnie połowę czynszu i się utrzymać za własne pieniądze - o jakimkolwiek odkładaniu nie było nawet mowy. I czułam się zbyt młoda na zaręczyny. Małżeństwo kojarzyło mi się z czymś, o czym powinno się decydować wtedy, gdy czuje się na to wystarczająco dojrzałym, gdy wie się już wystarczająco dużo i jest się wystarczająco pewnym. Ja się nie czułam, bez względu na to, za jaki pewnik brałam już obecność Michała w swoim życiu, a nie wyobrażałam sobie, żeby nie było w nim dla niego miejsca. Nie oznaczało to jednak konieczności zaręczyn i nie ukrywałam przed swoim chłopakiem swojej niechęci do podejmowania takich decyzji mając tyle lat, ile mieliśmy my. Pod stołem poczułam jak Michał ściska pokrzepiająco moją dłoń, która dotychczas skubała nerwowo rąbek sukienki. Gdy podniosłam na niego wzrok, posłał mi porozumiewawczy uśmiech na znak, że pamięta, co mu mówiłam. – Nie chcemy się spieszyć, chyba jeszcze za wcześnie – odpowiedział stanowczym, acz wciąż

52


Opowiadanie

uprzejmym głosem. Jego mama zamrugała nieco zaskoczona odpowiedzią, ale nic nie powiedziała, a jej mąż tylko skinął głową - z tych dwojga, to on miał raczej luźne podejście do mojego związku z ich synem i nawet kiedy powiedzieliśmy, że chcemy razem zamieszkać, stwierdził, że to nam ma być dobrze. I było. *** Pani Wasilewska w złości, po tym jak poinformowałam ją o odrzuceniu zaręczyn, wyprosiła mnie z sali. Nie sprzeczałam się z nią, wyszłam. Z niewygodnego krzesła na korytarzu wstawałam tylko po to, żeby pójść po kolejną kawę lub coś do jedzenia. Skoro nie mogłam przy łóżku Michała, czekałam na zewnątrz. Z natury byłam niecierpliwa. Czas zawsze mi się dłużył, gdy byłam bezczynna, ale nie tym razem. Kolejne minuty zdawały się płynąć wręcz boleśnie szybko, dotkliwie uświadamiając mi, że Michał jest już nieprzytomny długie godziny, bez żadnej zmiany. *** W nocy nie zmrużyłam oka. Myślałam, że będę płakać i czułam podświadomie, że powinnam, ale z piekących oczu nie wypłynęła nawet jedna łza. W mojej głowie w kółko rozgrywał się ten feralny wieczór, który poprzedzony był wcale nie lepszym dniem. Moi rodzice zawsze powtarzali, że nie powinno się przynosić pracy do domu i nie tylko w dosłownym sensie, ale i przenośnym, który obejmował negatywne emocje i stres. Ten piątek był jednak wyjątkowo pechowy, gdy w biurze padł system, nie wyrobiłam się ze wszystkim, co powinnam zrobić przed weekendem, a jakby ten dzień wystarczająco mi nie napsuł nerwów, zakończyłam go na dywaniku u koordynatorki i wychodząc z biurowca, miałam ochotę się rozpłakać. Kiedy jednak dotarłam do mieszkania, wcale nie czułam się lepiej i normalnie ucieszyłabym się, że Michał wrócił wcześniej, ale tym razem nie byłam pewna, co z tym zrobić. – Głodna? – zawołał z kuchni, gdy odwieszałam swój płaszcz w przedpokoju. W całym mieszkaniu pachniało duszonymi warzywami i przyprawami. Nie mogłam sobie przypomnieć, kiedy ostatnio Michał gotował coś poza wodą na kolejną kawę. – Umieram z głodu! – odpowiedziałam, z ulgą prostując palce stóp po paru godzinach w butach na obcasie. Michał musiał być w domu już dłuższą chwilę, bo mieszkanie zdążyło się już nagrzać - uroki cienkich ścian, już wczesną jesienią odkręcanie kaloryferów jawiło się jako konieczność, żeby nie żyć w lodówce o powierzchni czterdziestu metrów kwadratowych. W kuchni poza zapachem gotującego się obiadu, wyczułam pozostałości dymu papierosowego. To był ten jeden nawyk, który starałam się tępić u Michała, ale nie da się zmusić kogoś do rzucenia, jeśli sam tego nie chciał. Zaczął popalać już w liceum, na jakiś czas przestał podczas studiów, jednak niedawno znów wrócił do palenia. Jako usprawiedliwienie zawsze powtarzał to samo. Że na coś trzeba umrzeć. I nie było w tym kpiny czy choćby minimalnie ironicznej nuty, Mówił szczerze. – Co pysznego szykujesz? – zapytałam, podchodząc do chłopaka, żeby objąć go w pasie i przytulić się do jego pleców. Musiałam stanąć na palcach, żeby sięgnąć ustami gładko ogolonego policzka. Ostatnio było między nami różnie, a ja miałam za sobą koszmarny dzień, jednak wciąż chciałam zachowywać choć pozory normalności. Gdy Michał cicho się roześmiał i nakrył dłonią moje ręce splecione na jego brzuchu, poczułam falę ulgi rozlewającą się po moim ciele przyjemnym ciepłem. Dzisiaj nie zniosłabym kolejnej kłótni, które wybuchały między nami coraz częściej i wtórowały im kolejne nadgodziny Michała, co przeradzało się w następny spór. Nie pamiętałam już, kiedy ostatnio spędziliśmy razem spokojny wieczór. Częściej się teraz zwyczajnie rozmijaliśmy i każde zajmowało się swoimi sprawami. – Kurczaka z warzywami z sosem meksykańskim, tak jak lubisz – odpowiedział, uchylając pokrywkę na patelni, żeby zamieszać danie. – Brzmi super. Jakaś okazja, że jesteś wcześniej w domu i gotujesz? Michał tylko wzruszył ramionami. Wypuściłam go z objęć i usiadłam obok na blacie. Wciąż miałam na sobie białą koszulę i ołówkową spódnicę, ale nie przeszkadzało mi to. Nie rozmawialiśmy, gdy Michał uwijał się przy kuchence. W tle grało cicho Amber Run, które oboje lubiliśmy, choć mój chłopak był raczej fanem cięższych brzmień. Od kiedy się znaliśmy, w jego pokoju najczęściej mogłam usłyszeć Three Days Grace i Of Mice & Men. Zawsze żartował, że dla Adama Gontiera i Austina

53


Opowiadanie

Carlile’a mógłby zmienić orientację. Posiłek zjedliśmy w przyjaznej atmosferze. Po raz pierwszy od jakiegoś czasu rzeczywiście ze sobą rozmawialiśmy, a nie tylko ograniczaliśmy do półsłówek i pytań, których zadanie wymagało od nas wspólne mieszkanie. Nie wiedziałam, co się stało, że nagle było tak, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Jakbyśmy nie mieli od tego żadnej przerwy, a ja bałam się zapytać, żeby tego nie zepsuć. Potem przypomniałam sobie, jaki był dzień. Przypomniałam sobie, że właśnie tego dnia kilka lat temu poszliśmy na naszą pierwszą randkę. Przypomniałam sobie, gdy przede mną uklęknął. Ale powiedziałam mu „nie”. Nie dlatego, że go nie kochałam, bo kochałam równie mocno, co wczoraj, przedwczoraj, miesiąc i rok temu. Jednak nie byłam i nie potrafiłam być pewna, że Michał nie kocha mnie tylko dzisiaj, gdy zdążyliśmy się od siebie oddalić, zatraceni w pracy i codziennym, dorosłym życiu. A musiałam być pewna, żeby powiedzieć mu „tak”. – Dlaczego? - zapytał, wciąż klęcząc. Coś w jego oczach zgasło. Zrobiły się lodowato niebieskie, zimne i zranione. – Zaręczyny nie rozwiążą problemów, Michaś. – Pokręciłam głową, powstrzymując łzy po raz kolejny w ciągu kilku godzin. – A to jest pierwszy raz od kilku miesięcy, kiedy ze sobą rozmawialiśmy i nie zaczęliśmy rzucać w siebie oskarżeniami. Naprawdę nie widzisz, że to jest nie tak? Że pytasz, czy za ciebie wyjdę, gdy ledwo się mijamy, choć mieszkamy ze sobą, a raczej ja mieszkam tu sama przez większość czasu, bo coraz później wracasz z pracy? – Wiesz, że ta praca jest dla mnie ważna… – zaczął po raz kolejny. – Ale masz też dom i masz mnie, Michał. – Wtrąciłam, przerywając mu. – Jesteś przemęczony, ale nie dajesz sobie nic powiedzieć, bo masz już na punkcie tej pracy pierdolca. W nosie mam tę twoją pensję wyższą od tego, co zarabiają twoi znajomi ze studiów. W nosie mam ten cholerny wyścig szczurów, w który wpadłeś, żeby się czymś zająć, gdy tylko Alek wrócił ze szpitala do domu,. – Nie wciągaj w to Alka – warknął ostrzegawczo i podniósł się z kolan. – Złe rzeczy zdarzają się codziennie. A to, że będziesz dalej udawał, że nic się nie stało, niczego nie zmieni. On nagle się z tego wszystkiego nie otrząśnie, bez względu na to, ile będziesz siedział po godzinach i starał się to wszystko przeczekać. Po zaciętej minie Michała wiedziałam, że równie dobrze mogłabym mówić do ściany. Tylko go wkurzyłam, a po grymasie, w jakim ułożyły się jego usta wiedziałam, że zaraz powie coś, co sprawi mi przykrość. Błękitne oczy stały się zupełnie zimne. – Wiesz co? Może masz rację i ten pierścionek jest gówno warty, a to wszystko nie ma sensu. Może my już nie mamy sensu. Mógłby mnie kopnąć w żołądek, poczułabym się tak samo. Wiedziałam, że powiedział to w złości i nie miał tego na myśli, ale to wciąż zabolało. Musiałam odwrócić wzrok, żeby nie wybuchnąć płaczem. To miał być spokojny wieczór, a zamienił się w katastrofę. – Michał, zaczekaj! – zawołałam za nim, gdy zaczął zbierać się do wyjścia, zakładając naprędce buty i zgarniając kurtkę z wieszaka. Kiedy odwrócił się w moją stronę nie dostrzegłam w jego twarzy niczego poza smutkiem, ale wiedziałam już, że nie cofnie tego, co przed chwilą powiedział, ani nie przyzna mi racji. Duma mu na to nie pozwalała. – Już powiedziałaś „nie”, Alu. Dotarło za pierwszym razem. Wzdrygnęłam się, gdy trzasnęły za nim drzwi i wybuchłam płaczem. *** Drugiego dnia nie odważyłam się wejść na salę, na której leżał Michał. Zajrzałam tylko przez szybę do środka. Jego mama wciąż siedziała przy jego łóżku, w tym samym miejscu, co minionego wieczoru. Po samej jej minie wiedziałam, że nic się nie zmieniło - ani stan Michała, ani złość w moim kierunku. Usiadłam na niewygodnym krześle i czekałam, ignorując tępe pulsowanie w głowie. Była niedziela i wydawało się być nieco spokojniej, przynajmniej na tym korytarzu. Siedziałam tak bezczynnie przez godzinę, gdy moją uwagę zwróciły podniesione głosy i głośne kroki, które dochodziły od strony klatki schodowej. Podniosłam głowę i pierwszą znajomą twarzą jaką dostrzegłam, był Alek. Schudł odkąd go widziałam ostatnim razem w okolicy Wielkanocy i w sztucznym świetle jarzeniówek wydawał się wręcz trupio blady. Pod niebieskimi oczami malowały się fioletowe sińce i wyglądał, jakby w ogóle nie spał od kilku dni. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji i ścisnęło mnie w gardle na sam ten widok. Alek nie był najbardziej otwartym chłopakiem, jakiego znałam, ale

54


Opowiadanie

niemal zawsze się uśmiechał. Takiego go pamiętałam sprzed ledwo kilku miesięcy. Teraz przypominał ledwie cień samego siebie. Żaden szesnastolatek nie powinien tak wyglądać. Za Alkiem pojawiła się Zosia, jego starsza siostra, która już na pierwszy rzut oka sprawiała wrażenie głęboko przejętej, a zarazem wykończonej. Zośka w sumie wychowywała się z Michałem, bo byli w podobnym wieku i oboje robili Alkowi za starsze rodzeństwo. Wszyscy troje zamiast za kuzynostwo, mogliby być jednak uważani za rodzeństwo, bo ich niebieskie oczy różniły się od siebie ledwo o ton, a włosy mieli tak samo ciemne. Przy tym, jak ich ojcowie byli do siebie podobni, w ogóle mnie to nie dziwiło. – Co z Michałem? – zapytał Alek, zerkając w stronę drzwi do sali swojego kuzyna. – Bez zmian – odparłam, a mój głos był wręcz skrzekliwy. Odchrząknęłam. Chłopak zmarszczył brwi i nieznacznie skinął głową, nie odrywając wzroku od drzwi, po czym bez słowa wszedł do środka, zostawiając mnie z Zosią, która ciężko opadła na krzesło obok mnie. Oparła łokcie na udach i schowała twarz w dłoniach. To było bezdźwięczne, ale wiedziałam, że płacze. Minęła minuta, może dwie, gdy wyprostowała się i oparła głowę o ścianę, pozwalając łzom dalej spływać po bladych policzkach. Odwróciłam wzrok – Nie mogę stracić ich obu, Alu… – Wyłkała. – Nie mam już siły. Ścisnęłam jej ramię. Niewiele mogłam zrobić, żeby ją pocieszyć, kiedy pozytywny obrót spraw był ode mnie zupełnie niezależny. Niektórym się wydawało, że powiedzenie komuś, że będzie dobrze wystarczy. Ja uważałam wręcz przeciwnie. To była tylko kolejna obietnica bez pokrycia, których ludzie dawali sobie tak dużo. Za dużo. A ja nie miałam pojęcia, co będzie dalej z Michałem. Na prześwietleniu wykryli krwiaka, który musiał powstać, gdy uderzył głową o beton, ale póki pozostawał nieprzytomny, lekarz prowadzący wzruszał ramionami. Nie potrafił określić na podstawie badań ewentualnych skutków urazu, gdy przestaną już podawać leki, które wprowadziły Michała w śpiączkę farmakologiczną, poza oceną czy krwiak się zmniejsza i czy dalej zagraża jego życiu. Zosia dała sobie jeszcze moment na wypłakanie się, po czym otarła łzy i wydmuchała głośno nos. Na jej twarzy wykwitły czerwone plamy, a powieki zdążyły nieco napuchnąć. Poczułam się źle ze sobą. Też powinnam płakać, ale wciąż byłam odrętwiała. Z tej feerii emocji, którą czułam, nie mogłam wyłuszczyć tej konkretnej, która by dominowała i w rezultacie nie okazywałam żadnej z nich. – Czy… – zaczęła niepewnie Zosia. – Czy naprawdę mu odmówiłaś? Nie musiała precyzować, wiedziałam, o co pyta. Przytaknęłam twierdząco. – To dobrze – stwierdziła, zaskakując mnie zupełnie. Spojrzałam na nią pytająco. Gdybym nie odrzuciła zaręczyn Michała, nie byłoby go tutaj. Nic z tego by się nie wydarzyło. Bylibyśmy tylko mniej lub bardziej szczęśliwą parą. Narzeczeństwem. – Pod pewnymi względami – dodała usprawiedliwiająco. – Martwię się o aktualny stan Michała, Alu, ale wcześniej też się martwiłam. Teraz mam tylko nadzieję, że się obudzi i nic mu nie będzie. – Pod jakimi względami? – zapytałam, wracając tym samym do początku jej wypowiedzi. Miałam wrażenie, że mimika u Wasilewskich też chodziła w genach, nie tylko cechy wyglądu. Wszyscy mieli bardzo ekspresywne oczy, ale samą twarz zaskakująco stateczną przez większość czasu, jakby wyrażali większość emocji półtonami. Zosia uniosła nieznacznie jedną brew i zerknęła na mnie kątem oka. – Alek i Michał są do siebie bardziej podobni, niż mogłoby ci się to wydawać. Obaj uciekają, gdy nie potrafią sobie z czymś poradzić. Alek się izoluje w swoim pokoju, a Michał w pracy. I obaj próbują zachować pozory, że nic się nie wydarzyło. – Pomiędzy idealnie wyregulowanymi brwiami Zosi pojawiła się zmarszczka. – Michał wspomniał, że się kłóciliście… – Jej ton był ostrożny. Westchnęłam ciężko i obejrzałam się na drzwi sali szpitalnej, na której leżał mój niedoszły narzeczony. Jeszcze kilka miesięcy temu zgodziłabym się za niego wyjść bez zawahania. Teraz jednak miałam wątpliwości. Czy na pewno chciałam funkcjonować w ten sposób? To zabrzmi jak tani i wyświechtany tekst, ale zakochałam się w innym Michale niż ten, z którym żyłam przez ostatnie kilka miesięcy. Przez tyle lat związku, aż do niedawna, byliśmy jedną z tych par, które owszem, kłócą się od czasu do czasu, ale można było się nawet pokusić się o stwierdzenie, że następowało to rzadko. Do tego feralnego dnia, kiedy Alek ledwo uszedł z życiem. A Michał sobie z tym wszystkim nie radził. Nie radził sobie z wściekłością, którą wywoływała w nim zupełna bezradność.Ja przestałam sobie

55


Opowiadanie

radzić z jego nastrojami i próbami uratowania naszego związku i nie mógł mi tego zrekompensować jeden miły wieczór, kiedy mój chłopak poprosił mnie o rękę. To tak nie działało. – Ostatnimi czasy niemal o wszystko… – przyznałam niechętnie. Nie rozmawiałam wcześniej z nikim o tym, co się zaczęło dziać między mną a Michałem. Nie byłam jedną z tych dziewczyn, które z przyjaciółkami obgadywały każdy aspekt swojego związku i jechały po swoim facecie, gdy nawalił. Zosia spojrzała na mnie ze współczuciem, ale nic nie powiedziała. Chyba nie wiedziała, co powiedzieć. Było nas dwie. *** Po powrocie do mieszkania uderzyła we mnie cisza. Nawet gdy Michał zostawał w pracy po godzinach, nie odczuwałam jej tak dojmująco jak teraz. To było jak ciężar na ramionach, kiedy zaczynałam się bać, że tak już może pozostać. Że mogę zostać sama. Przypomniałam sobie z nostalgią nasz pierwszy poranek tutaj. Do późnej nocy staraliśmy się ogarnąć tyle, ile się dało. Mieszkanie było w pełni urządzone… poza łóżkiem, którego mieliśmy nie mieć jeszcze przez kilka dni. Spaliśmy więc na dmuchanym materacu w otoczeniu pudeł i całego tego rozgardiaszu. Kiedy wstaliśmy, dłużej szukaliśmy patelni i talerzy, niż zajęło nam robienie śniadania. Michał nie potrafił siedzieć w ciszy i z jego laptopa w tle leciała płyta Wardruny. Yggdrasil. Folk nordycki może nie wydawał się idealnym wyborem na porę śniadania, ale tylko w teorii. W praktyce zdążyłam się przyzwyczaić, że Michał miał zamiłowanie do folku, czy to nordyckiego, czy celtyckiego… Twierdził, że lepiej mu się wtedy myśli, a tego dnia czekało nas dużo pracy. Do późnego wieczora sprzątaliśmy i wypakowywaliśmy pudła, które mieściły cały nasz wspólny dobytek. A potem znów sprzątaliśmy. Kolację jednak i tak zjedliśmy przy zupełnie zastawionym stole, na którym z trudem zdołaliśmy znaleźć miejsce na talerze. Gdy teraz przechadzałam się po pustym mieszkaniu, zatęskniłam za tym dniem. I za Michałem. Był wtedy szczęśliwy. Oboje byliśmy szczęśliwi i na dodatek szaleńczo w sobie zakochani. My kontra świat. Tej nocy zasnęłam przy Wardrunie. *** Trzeciego dnia wzięłam głęboki oddech i weszłam znów do szpitalnej sali. Chwyciłam dłoń Michała i splotłam razem nasze palce. Próbowałam sobie przypomnieć, kiedy tak zwyczajnie trzymaliśmy się za ręce, ale nie potrafiłam. Przez ostatnie miesiące byłam dla niego powietrzem, którego obecność brało się za pewnik, a przez to zupełnie nie zwracało się na nie uwagi. To bolało. Kiedy przypomniał sobie o mnie na ten jeden dzień, wcale nie było mi lżej. – Ala? – Mama Michała przerwała ciszę, która panowała między nami od przedwczoraj. Ociągałam się z podniesieniem na nią wzroku. Chyba bałam się tego, co może powiedzieć, gdy już to zrobię. Może każe mi wyjść? – Zosia powiedziała mi, co zaszło… Nie miałam pojęcia, że nie było między wami dobrze. Michał… – Nie skończyła, ale wiedziałam, co chciała powiedzieć. Michał udawał, że wszystko jest w porządku. Ba, chyba był o tym przeświadczony, że tak jest. Pokiwałam głową na znak, że rozumiem, ale nie chcę o tym rozmawiać. Uważałam, że jakiekolwiek problemy pojawiały się w naszym związku, powinny być wyłącznie naszymi problemami. To wydawało się fair, nawet jeśli nie do końca sobie z tym wszystkim radziłam. Nie chciałam się zagłębiać w szczegóły z nikim, poza Michałem. I wiedziałam już, gdzie popełniłam błąd. Potrzebowałam, żeby się obudził. Nie byłam jeszcze gotowa się z nim pożegnać. Nie teraz, nie tak… *** Nigdy nie mieszkałam sama. Gdy wyprowadziłam się od rodziców, zamieszkałam z Michałem. Zawsze miałam kogoś bliskiego przy sobie i teraz, gdy miałam samotnie spędzić kolejny wieczór i noc, nie wiedziałam gdzie się podziać. Nawet, kiedy Michał zostawał w pracy po godzinach, nie doskwierało mi to tak bardzo, miałam perspektywę, że wróci do mnie na noc i nie będę spać w zimnym łóżku. Tym razem było inaczej. Nie miałam pojęcia kiedy i czy w ogóle wszystko wróci do normy. Usiadłam właśnie na kanapie i włączyłam telewizor z nadzieją, że może znajdę coś, co zajmie moje myśli choć na chwilę. W końcu zatrzymałam się na Katastrofach W Przestworzach, gdy ominęłam już co najmniej kilka komedii romantycznych, serwisów informacyjnych, „życiowych” paradokumentów i powtórek seriali kryminalnych. Czułabym się dziwnie oglądając Hawaii 5.0 bez Michała,

56


Opowiadanie

a przebieg katastrof lotniczych chociaż mi się z niczym nie kojarzył. Samolot na symulacji właśnie podchodził do awaryjnego lądowania, gdy rozległ się dzwonek do drzwi. Zmarszczyłam brwi. Dochodziła dziewiąta wieczorem i zdecydowanie nie spodziewałam się gości. Dźwięk dzwonka się powtórzył, tym razem dłużej. Wstałam z kanapy i boso przeszłam do drzwi wejściowych. Przez wizjer dostrzegłam znajomą twarz Alka, mokrą od deszczu. Otworzyłam mu czym prędzej. – Alek? Chłopak podniósł na mnie wzrok. Wyglądał na tak samo zmęczonego jak wczoraj, jeśli nie bardziej, ale spojrzenie miał tak samo świdrujące jak zawsze, nawet gdy trząsł się z zimna i ociekał wodą. – Mogę wejść? Zreflektowałam się i cofnęłam się o krok, żeby zrobić mu miejsce i wpuścić do środka. Z szafy w przedpokoju wyjęłam duży ręcznik i podałam Alkowi, który zdążył zamknąć za sobą drzwi. – Przeziębisz się – stwierdziłam, patrząc na jego przemoczone ubrania. Jeśli cokolwiek go w miarę ochroniło przed deszczem, to może jedynie skórzana kurtka, którą właśnie ściągnął, a zaraz za nią mokrą bluzę. Alek posłał mi lekki uśmiech, wycierając jednocześnie włosy ręcznikiem. – Złego licho nie bierze – odpowiedział i odgarnął mokre kosmyki z czoła. Spróbował jeszcze osuszyć choć trochę spodnie, ale jego starania nie przyniosły najlepszych rezultatów. – Może dam ci coś do przebrania? – zaproponowałam. Pokręcił stanowczo głową w odpowiedzi. – Nie zostanę długo. U Zośki mam teraz godzinę policyjną, a nie chcę jej denerwować. – Ale zostaniesz wystarczająco długo, żeby napić się herbaty? – zapytałam, przemilczając drugą część jego wypowiedzi. – Z chęcią. Dziwnie się czułam, szykując dla nas herbatę i krzątając się po kuchni. Ile razy był tu Alek, odwiedzał Michała. Miałam wrażenie, że znam go bardziej z opowieści swojego chłopaka, niż rzeczywiście zdążyłam go poznać i teraz brakowało mi tego bufora. Nie do końca wiedziałam, jak powinnam się zachowywać, a Alek uporczywie milczał, dopóki nie postawiłam dwóch kubków na stole i nie usiadłam naprzeciw niego. – Przepraszam, że nachodzę cię tak późno, ale niekoniecznie chciałem cię wyciągać ze szpitala, a nie wydawał mi się też właściwym miejscem na rozmowę – zaczął, a ja poczułam się, jakby z naszej dwójki, to on był starszy, gdy mówił tak statecznym tonem. – Nie szkodzi, i tak nie najlepiej sypiam. – Odchrząknęłam. Głos mnie zawodził. Pokiwał głową ze zrozumieniem i upił łyk swojej herbaty. – Od wczoraj się nad czymś zastanawiam… – Nad czym? – Michała pobito na Ochocie, a to jest nijak nie po drodze, Alu. Oboje to wiemy. Zmarszczyłam brwi. To prawda, to nie było od nas po drodze. Gdy policja mnie zapytała, co mógł tam robić, wzruszyłam ramionami. Nie miałam pojęcia. Miał jednego kolegę, który mieszkał na Ochocie, ale nie byli jakoś blisko. Prędzej bym się spodziewała, że pojechał do Zosi i właśnie to podejrzewałam, gdy długo nie wracał, ale ona mieszkała na Mokotowie. – Nie wiem, do czego zmierzasz, Alek – przyznałam. – Brat Kuby mieszka na Ochocie. Nie wiem, gdzie dokładnie, ale prawdopodobnie w okolicach Grodzkiej. Schowałam twarz w dłoniach. Wiedziałam, że Michał potrafił być porywczy i miewał czasem głupie pomysły, ale ten był absurdalnie głupi. Zemsta za Alka na bracie Kuby… Chyba nie chciałam wiedzieć, jak dużo musiał wypić, żeby na to wpaść. – Skąd on o tym wiedział? Alek westchnął ciężko. – Adrian go widział w tamtych okolicach kilka tygodni temu. Prawdopodobnie musiał się wygadać Michałowi, ale nie pytałem go. Adrian był chłopakiem Zosi. Czasem Michał wychodził z nim na piwo. Mieli ze sobą dobre

57


Opowiadanie

układy. – Sądzisz, że go znalazł? Zaprzeczył. – Wątpię. Było późno, Michał był zawiany i nie miał żadnego dokładnego adresu. Zresztą Igor chyba ma jak na razie wystarczająco dużo problemów, żeby nie dokładać do tego pobicia. Raczej po prostu znalazł się w niewłaściwym miejscu i czasie, ale to raczej tyle. Przygryzłam wnętrze policzka, żeby się nie rozpłakać. – Michał sobie z tym wszystkim nie radził. – Wiem, Alu. Ja też – odparł i głośno odstawił swój kubek na stolik, aż się wzdrygnęłam. – Powinienem się już zbierać – powiedział, wstając od stołu. – Dzięki za herbatę. – Może cię odwiozę? – zaproponowałam, podążając jego śladem. Pokręcił głową. – Chyba już mi wystarczy przysług. Ubrał się z powrotem w przemoczone rzeczy, pożegnał krótko i wyszedł. Gdy wyjrzałam przez okno, w świetle latarni ulicznych dostrzegłam ciągnący się za Alkiem obłok papierosowego dymu. *** Po wizycie Alka nie spałam całą noc i snułam się po mieszkaniu, aż w końcu usiadłam na ulubionym fotelu Michała i przysnęłam na nim. Byłam wykończona i połamana, gdy wreszcie dotarłam do szpitala, ale okazało się, że udało mi się to w samą porę. Po czterech dniach lekarz oznajmił, że krwiak się wchłaniał i zaczynało to wyglądać lepiej. Najgorsze było już podobno i za Michałem, i za nami, jednak wciąż musieliśmy czekać. To był ten moment, kiedy zaczęłam się niecierpliwić. Piąty dzień upłynął na podobnym wyczekiwaniu i kolejnej bezsennej nocy. Wtedy już byłam pewna, że najbardziej żałowałam milczenia. Że nic nie powiedziałam, gdy zaczęło być nie tak. Że dawałam się wciągnąć w te wszystkie kłótnie. Że nie próbowałam niczego tłumaczyć. Że udawałam, że wszystko było w porządku, kiedy nie było. Że tak szybko się poddałam, gdy Michał zaczął się ode mnie oddalać. Że pielęgnowałam w sobie urazę, ale wciąż tak cholernie uparcie milczałam, zupełnie się przy tym myląc. Potrzebowałam go z powrotem, żeby to naprawić. To, co powiedział Alek uświadomiło mi, że byłam ślepa. I gdy wszystko do tej pory było proste, nie przetrwaliśmy pierwszej próby. Oboje nawaliliśmy, nie tylko ja, czy on. Do tej pory oskarżałam Michała o to, że się ode mnie oddalił, ale sama zrobiłam dokładnie to samo i teraz to wiedziałam. Wiedziałam to po desperackim kroku, a może i dwóch tego samego dnia. A może było ich więcej, a ja wciąż nie dostrzegałam wszystkiego, gdy Michał zawsze sobie ze wszystkim radził i nagle przestał. Próbował, ale nie miał pojęcia jak. Szóstego dnia zaczęło się wybudzanie. *** Ostatnie kilkanaście godzin spędziłam przy łóżku Michała, niemal nie opuszczając go na krok. Już jakiś czas temu położyłam głowę na brzegu materaca, żeby choć trochę odpocząć. Olałam przepisowe godziny odwiedzin i ubłagałam pielęgniarkę. Nie chciałam ryzykować, że obudzi się, a mnie przy nim nie będzie, a nie dało się określić, kiedy Michał się obudzi po odstawieniu leków. Wszystko zależało od jego organizmu. W pewnym momencie musiałam przysnąć, bo obudził mnie uścisk na dłoni. Ocknęłam się i zamrugałam. Po półmroku, który panował w sali wywnioskowałam, że musiał być wczesny ranek. Przespałam więc nie chwilę, a kilka godzin. Palce Michała znów zacisnęły się wokół moich i poderwałam na równe nogi, ignorując obolałe kości. Jego zamknięte powieki drgały. Odgarnęłam mu włosy z czoła i przez jeszcze chwilę obserwowałam jego spokojną twarz, zanim pobiegłam do dyżurki pielęgniarek. Nie wiem, jak długo to trwało, ale dla mnie to było jak spowolnione tempo, gdy tylko patrzyłam na otwierające i zamykające się drzwi sali. Czekałam na zewnątrz, niecierpliwiąc się i wyłamując palce z nerwów. Skoro tak długo to trwało, to chyba musiał się obudzić? – Może pani do niego na chwilę wejść – oznajmiła pielęgniarka z sympatycznym uśmiechem na ustach, wpuszczając mnie do środka. Był przytomny. Rurki z tlenem w jego nosie zostały, podobnie jak maszyny, które kontrolowały funkcje życiowe, ale zniknęła rurka od intubacji. Michał wyglądał na zmęczonego, ale jego niebieskie

58


Opowiadanie

oczy miały wciąż ten sam bystry błysk, co zawsze. Miałam ochotę się rozpłakać z ulgi, gdy podchodziłam do łóżka, żeby usiąść na skraju. – Nigdy więcej mnie tak nie strasz – wydusiłam, biorąc jego twarz w swoje dłonie. – Ja… – zaczął ochryple i rozkaszlał się. Przystawiłam mu do spierzchniętych warg słomkę, żeby mógł się napić wody. – Lekarz powiedział, że zostałem pobity, ale nie pamiętam nic od chwili, kiedy wyszedłem z domu. – Nic a nic? Nie wiesz, czemu znalazłeś się akurat w tym miejscu? Pokręcił głową, ale w jego spojrzeniu dostrzegłam, że kłamie. Ostatnie dni były tylko interludium w tym ciągu wydarzeń, jak krótki przerywnik w requiem. A może to jednak był dopiero początek?

59


Dziękuję za przeczytanie!

Redakcja Redaktor Naczelna: Domininika Szałomska

Projekt okładki: Marcin Jakubczak Korekta: Aleksandra Grabek Skład i łamanie: Dominika Szałomska

Kontakt: magazynczytelnik@gmail.com


Magazyn czytelnik  

Magazyn dla czytelników od czytelników! Raczej każdy powinien znaleźć coś dla siebie!

Advertisement