Page 1

10 marca - gala wręczenia Polskich Nagród Filmowych Orły 2014 str. 12 - 13

Dwutygodnik nr 6 (134) } 27 marca 2014 } www.gazetadobryznak.pl

nakład 150 000 egz. } ISSN 18994830 } GAZETA BEZPŁATNA

Takich emocji, jakie przyniosła ceremonia wręczenia Polskich Nagród Filmowych Orły 2014, w Teatrze Polskim nie było od dawna. Wielkimi zwycięzcami tegorocznej edycji okazały się trzy filmy: „Chce się żyć” Macieja Pieprzycy, który zdobył pięć statuetek oraz „Ida” Pawła Pawlikowskiego i „Papusza” Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauze, które zdobyły po cztery nagrody.

Fot. East News (Tomasz Urbanek)

Od kilku tygodni cały polski filmowy świat żył ceremonią wręczenia Polskich Nagród Filmowych 2014, przyznawanych w tym roku po raz szesnasty. Było na co czekać - po ogłoszeniu nominacji 4 lutego, wybór przed którym stanęli członkowie Polskiej Akademii Filmowej stał się jeszcze trudniejszy. Kolejne głosowanie wyłoniło zwycięzców. Aż do 10 marca nazwiska laureatów Polskich Nagród Filmowych Orły 2014 były tajemnicą. Wszystko stało się jasne w momencie publicznego otwarcia kopert z nazwiskami laureatów - jak co roku za tajność i poprawność głosowa-

Polskie Orły 2014 rozdane Agnieszka Żądło-Jadczak

nia odpowiadała firma PwC, która przeprowadza także proces głosowania na Oscary. Uroczystość odbyła się w Teatrze Polskim, który dosłownie pękał w szwach. Na galę przybyły wybitne osobowości nie tylko świata filmu, ale polityki i mediów. W roli prowadzącego wystąpił Maciej Stuhr,

który wcielił się w tę rolę już po raz szósty. I po raz kolejny udowodnił, że jest w tym absolutnie niezrównany. Takiego prowadzącego pozazdrościłaby nam pewnie Amerykańska Akademia Filmowa. Maćkowi Stuhrowi towarzyszyła Joanna Kulig, którą w kuluarach nazwano X Muzą. Prowadzący czarowali publiczność w teatrze, ale i widzów przed telewizorami. Nie zabrakło niespodzianek od prowa-

dzących, pięknej scenografii, inspirujących kostiumów i oklasków, a także wręczanych gościom niebiesko-żółtych wstążeczek nawiązujących do sytuacji na Ukrainie. Polską Nagrodą Filmową - Orłem 2014 dla najlepszego polskiego filmu został uhonorowany dramat „Ida” Pawła Pawlikowskiego, który odebrał statuetkę dla najlepszego reżysera. dokończenie na str. 12-13


2 / OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY...

Komisje do mieszania

Rosja, Rosja… Mariusz Gazda

Trudno zrozumieć drugiego człowieka, gdy nie zna się jego języka. Ale poznanie języka bez zrozumienia jego kultury też nie wystarcza, aby prawidłowo oceniać zachowanie, intencje i motywy. Bez znajomości i zrozumienia kultury możemy zrobić zakupy lub zapytać o drogę do celu. O wiele trudniej zrozumieć dowcipy lub przetłumaczyć tzw. zwroty idiomatyczne. Jak niejednokrotnie już w przeszłości, tak i dzisiaj przy okazji konfliktu na Ukrainie wyraźnie widać niezrozumienie problemu przez tzw. polityków zachodnich. Oceniają oni swoją miarą i na podstawie tak dokonanych analiz podejmują decyzje, a następnie działania. Skuteczność tych działań jest niska, bo niezrozumiałe są pobudki i motywy działań ludzi wschodu. Kultura narodu jako zorganizowanego społeczeństwa tworzy się wiekami. To historia tworzy kulturę. Dotyczy to również Rosji. Oprócz wielu innych wydarzeń historycznych, które wpłynęły na mentalność Rosjan, bardzo istotny jest fakt okupacji Rosjan przez Mongołów. Od tamtych czasów ukształtował się w społeczeństwie rosyjskim model „kultury siłowej”. A do dzisiaj w języku rosyjskim funkcjonują słowa pochodzenia mongolskiego. Szczególnie w słownictwie wojskowym. Na czym polega kultura siły? Ano na tym, że kto silniejszy, ten ma rację, co u nas określane jest jako dziewiętnastowieczny sposób myślenia nieprzystający do współczesnej Europy. Nie ma dziewiętnastowiecznego sposobu myślenia. Jest rosyjski sposób myślenia. Najlepiej opisany ten sposób myślenia jest w „Potopie” Sienkiewicza. A dokładnie mówiąc w scenie, kiedy Kmicic rozmawia z podległym mu Tatarem. Najpierw krzyczy i bije buzdyganem, ubliża, a dopiero potem zaczyna rozmawiać. Nie jest to barbarzyństwo, jest to kultura wschodu. Na wschodzie, jeśli ktoś prosi, mimo że mógłby żądać to znaczy, że jest słaby. Na zachodzie takie postępowanie jak Kmicica określane jest jako chamskie i prostackie, na wschodzie budzi szacunek. Dlatego też politycy zachodu dziwią się, że ich dyplomacja nie sprawdza się w Rosji. Mówią innym językiem niż Putin. To, co każdy przeciętny Rosjanin rozumie w mig, dla polityka zachodu jest irracjonalne, a wręcz niemożliwe. W niedzielę prezydent Polski rozmawiał telefonicznie z prezydentem USA. Na prośbę naszego prezydenta Obama zapewniał o bezpieczeństwie Polski i deklarował wszelką pomoc, łącznie z rozmieszczeniem w razie potrzeby wojsk NATO na wschodniej granicy Polski. Komorowski prosi o pomoc, a w tle słychać głos doradcy Obamy: „…przecież Rosjanie nie weszli jeszcze na Ukrainę, weszli dopiero na Krym…”. Ot, dziad swoje, a baba swoje.

Wydawca: U.B.R. sp. z o.o., 05-200 Wołomin, ul. Legionów 27/7 telefon: (022) 787 32 06, e-mail: redakcja@gazetadobryznak.pl www.gazetadobryznak.pl www.facebook.com/gazetadobryznak reklama: 503 168 783 lub (022) 787 32 06, reklama@gazeta-dobryznak.pl Redaktor naczelny: Mariusz Gazda Sekretarz redakcji: Agnieszka Żądło-Jadczak Skład i łamanie: Klementyna Tomza Druk: Polskapresse Sp.z o.o. oddział Poligrafia, ul. Matuszewska 14 02-672 Warszawa

nakład: 150 000 egz.

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych i zastrzega sobie prawo do ich skracania i redagowania. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść płatnych reklam

Rafał Ziemkiewicz

Na posiedzeniu Senatu przedstawiciele Ministerstwa Finansów i Komisji Nadzoru Finansowego jednogłośnie stwierdzili, że nie istnieje potrzeba podejmowania dodatkowych działań na rzecz pomocy klientom zaciągającym kredyty we franku szwajcarskim. Czy podejście rządu do „frankowiczów” jest słuszne, gdyż, jak to argumentowano, kredytobiorca powinien zdawać sobie sprawę z ryzyka walutowego? - Teoretycznie, w oderwaniu od faktów, można powiedzieć, że jest to słuszne, natomiast w praktyce państwo nie dopełniło swoich obowiązków nadzoru nad bankami. To spowodowało, że banki zaspekulowały, zalicytowały koszty swoich klientów, często nie informując o istniejącym ryzyku. Mamy teraz do czynienia z kolejnym unikiem od odpowiedzialności. Tak samo jak w przypadku klientów Amber Goldu, o których się mówi, że powinni sobie zdawać sprawę z ryzyka i teraz są sami sobie winni, bo się połaszczyli na ryzykowną operację. Kredyty we frankach były częścią takiego ogólnego fałszywego poczucia bezpieczeństwa, które władza Polakom stwarzała. Dla celów politycznych, dla własnego PR-u uporczywie krzewiono taki urzędowy optymizm, że będzie coraz lepiej, na pewno niebawem wejdziemy do strefy euro (przypomnę, że w roku 2012 wedle zapowiedzi Donalda Tuska). A skoro wejdziemy do strefy euro, to kursy walut będą jeszcze niższe, a złoty jeszcze mocniejszy, bo tak było we wszystkich krajach, które się zbliżały do tej strefy. W związku z czym branie tych kredytów wydawało się bezpieczne. Ci ludzie zostali oszukani nie tylko przez banki, ale także i przez instytucje, które powinny je nadzorować. 

Premier ogłosił niedawno w wystąpieniu dla prasy, że nie będzie komisji śledczej w sprawie Macierewicza i likwidacji WSI. - Komisja prawdopodobnie niczego nie byłaby w stanie na Macierewicza „znaleźć”. Jest to dalszy ciąg spektaklu, który się robi coraz bardziej nudny. Jego elementem była komisja w sprawie Barbary Blidy, która niczego nie zdołała znaleźć ani udowodnić, a pan Kalisz uparcie usiłował stworzyć wrażenie, że ma „coś”. Myślę, że celem całego zamieszania była próba podniesienia swojej pozycji przez Palikota i SLD, ponieważ lewica teoretycznie pozostająca w opozycji postanowiła zaszantażować Platformę Obywatelską taką metodą, żeby być bardziej antyPIS-owska od niej, bardziej radykalna i oskarżyć Donalda Tuska o to, że on taki nie jest. W jakimś sensie ten cel został zrealizowany. Premier na taką komisję absolutnie zgodzić się nie mógł. Nikt nie ma wątpliwości, że te sprawy są bardzo mocno kompromitujące, nie tylko dla władzy poprzedniej i dla ostatniego dwudziestolecia, ale także personalnie i dla Donalda Tuska, gdyż musiałby się tłumaczyć z pewnych decyzji, przede wszystkim dla Bronisława Komorowskiego. W pierwszej chwili było wiadome, że taka komisja nie jest w interesie Platformy Obywatelskiej. Ona nie miała powstać, a wrzucić pewien temat do debaty publicznej.

wysłuchała: Emilia Piątek


OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY... / 3

Nazistowskie prawodawstwo nadal obowiązuje Niestety, ostatnie spotkanie Tusk - Merkel w Warszawie nie przyniosło zmiany w sytuacji polskiej mniejszości w Niemczech. Jan Maria Jackowski

Spotkanie ograniczyło się do pozorowania działań na rzecz konstruktywnego rozwiązania kryzysu ukraińskiego, ponieważ Niemcy są głównym hamulcowym zdecydowanej reakcji wobec Rosji i z tym krajem łączą je interesy gospodarcze, polityczne i wojskowe. Nie padły, niestety, żadne konkrety, nie udało się zainteresować Merkel polityką na rzecz uniezależnienia od rosyjskiego gazu. Mimo, iż premier i oficjalna propaganda rządowa, próbuje sprawić wrażenie, że stosunki polsko-niemieckie są tak dobre jak nigdy wcześniej, to wi-

dać wyraźnie, że ceną za pochwały przez partnerów niemieckich jest rezygnacja przez rządzących Polską z realizowania polskiej racji stanu. Tymczasem Niemiecka Polonia apelowała o poruszenie sytuacji polskiej mniejszości w Niemczech i powrotu do sytuacji z okresu przedwojennego, w świetle którego Polacy mieszkający w Niemczech mieli status mniejszości. Apelowała także o upomnienie się o zwrot zagrabionego bezprawnie przez hitlerowców w 1940 roku wartego kilkaset milionów euro majątku organizacji polskich w Niemczech. W okresie międzywojennym pol-

ska mniejszość w Niemczech była przecież prawowitym właścicielem wielu budynków, banków, szkół, wydawnictw, drukarni i prasy i do dziś dnia w Niemczech w tym zakresie obowiązuje antypolskie nazistowskie prawodawstwo. Szczególnie sprawa zwrotu mienia miałaby szanse na pozytywne rozwiązanie, ponieważ w 2011 r. Bundestag przyjął uchwałę rehabilitującą mniejszość polską i uznał jej roszczenia. Wymaga to jednak zdecydowanego działania polskich władz. Sprawy niezałatwione w sposób właściwy i porządnie wracają jak bumerang i uderzają w tego,

kto jest winien zaniedbania. Zgoda strony polskiej na traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy między Polską a Niemcami w wersji korzystnej dla Niemiec (podpisany w 1991 r. przez ówczesnego premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego oraz kanclerza Helmuta Kohla) była zgodą na niesymetrię we wzajemnych stosunkach między naszymi państwami. Ta niesymetria dotyczy np. statusu polskiej mniejszości narodowej w Niemczech, która jest dyskryminowana, podczas gdy mniejszość niemiecka w Polsce jest uprzywilejowana. Nie załatwiono też roszczeń niemieckich. Czy w Berlinie rządzą socjaldemokraci czy chadecy, Erika Steinbach i rewizjoniści cieszą się niezmiennym poparciem władz federalnych. Znamienne, że przez lata całe SPD opierała się ustanowieniu w RFN Dnia Wypędzonych. Teraz zapisany został on w umowie koalicyjnej CDU/CSU-SPD.

Upadłe autorytety naukowe Emerytowanych profesorów mam na myśli. Oczywiście, nie wszystkich. Znam wielu, którzy w sposób godny zachowują się na zasłużonym odpoczynku. Ot, choćby taki profesor Janusz Durko, który założył i przez prawie pół wieku prowadził Muzeum Historyczne m.st. Warszawy (tak, tak to samo, które teraz zarządzane przez emerytkę Ewę Nekandę-Trepkę skompromitowało się strasznie, wydając Kalendarz Historyczny pełen haniebnych błędów!). Parę lat temu wysłuchałem doskonałego wykładu dotyczącego wspomnianej placówki. A dodać tu koniecznie trzeba, że ów referat napisał Profesor, mając już coś pod dziewięćdziesiątkę, przy okazji odbioru Medalu im. Króla Stanisława Augusta przyznawanego za „zasługi w dziele budowy majestatu stolicy Rzeczpospolitej”. A złe przykłady? Oto specjalista od spraw budownictwa i zabytków

z tytułem profesora tworzy „ekspertyzę”, w której udowadnia, że budynek powstały przed ponad stu laty, o bardzo dobrej architekturze jest nic nie wart i trzeba go rozebrać! Dodajmy, że robi ją... na zlecenie inwestora za - jak się można domyślać - niemałe pieniądze. I zabytek ów zaraz znika z mapy miasta. Czy przykład innego emeryta - profesora, który na zlecenie robi projekt kawałka trawnika w parku za również „godne” pieniądze (wieść gminna głosi, że za kwotę wyższą niż przeciętna roczna płaca Polaka). W zamian za to (bo zawsze musi być jakieś w zamian) udowadnia, że zimowa palmiarnia może być usytuowana od północnej strony budynku, gdzie zimą praktycznie nie dochodzi światło

słoneczne. Kolejny przypadek. Inny nieco. Oto na jednej z prywatnych uczelni wykłada również emerytowany i, dodajmy, leciwy już profesor. Oczywiście „belwederski”. Tacy są prywatnym uczelniom niezbędni, by uzyskać możliwość prowadzenia wydziału naukowego. I teoretycznie nie ma w tym nic złego. Jest wielu wspaniałych takich wykładowców. Ów „nasz” profesor jednak ma „asystentkę”, która - jak twierdzą studenci - zwykle prowadzi za niego wykład. Początkowo była to dziewuszka, która ledwo co licencjat na kursach wieczorowych zrobiła. Później była dojrzała kobieta, którą przedstawiał profesor jako osobę, która właśnie otworzyła przewód doktorski. W rzeczywistości zaś była podobno w polonijnej

Paweł Ludwicki

szkole na antypodach nauczycielką nauczania początkowego. Obecnie zaś jego „asystentką” jest, jak ją określają studenci, pewna starsza pani. I tyle tylko, że owa „starsza pani” jest podobno li tylko absolwentką... szkoły średniej. Ma ona podobno za sobą jeszcze bodaj trzy semestry na UW. I wsio! Rektor tejże szkoły pytany przez mojego kolegę, od którego mam tę informację, powiedział, że ów emerytowany profesor ma wysokie oceny wśród braci studenckiej, a pani ta „jest pomocą techniczną i zdarza się, że sporadycznie prowadzi wykład”... Takie oto osoby kształcą nam nowe elity. A nic niewiedzący studenci płacą za to jak za przysłowiowe zboże.


4 / OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY...

Ukraina tkwiła sobie miedzy dwoma mocarstwami: jednym, tym na glinianych nogach, czyli Unią Europejską, i drugim mocarstwem świata, czyli Federacją Rosyjską. I oto Unia Europejska zaczęła bezczelnie wtrącać się w wewnętrzne sprawy Ukrainy, całkowicie lekceważąc demokratycznie wybranego prezydenta i wydawane w majestacie prawa wyroki sądowe.

Włos się jeży na głowie… Gdy legalne władze Ukrainy po pewnym wahaniu odmówiły stowarzyszenia się z UE, rozpoczęto stosować wypróbowany już sposób: demonstracje i zamieszki na „majdanach”. Posypały się pieniądze dla demonstrantów, a w Polsce i na Litwie szkolono terrorystów, którzy rozpoczęli ostrzał tłumów na kijowskim „majdanie”, zabijając 50 demonstrantów i 20 policjantów. To odniosło skutek. Goebbelsowska propaganda oskarżyła o to ludzi JE Wiktora Janukowycza. Przestraszony prezydent uczynił rzecz absolutnie niedopuszczalną: porzucił swoich ludzi i uciekł. Ogłaszając wszelako - tak samo jak polski „rząd londyński” w 1939 roku - że w dalszym ciągu jest prezydentem. Bo rzeczywiście - jest. Zgodnie z konstytucją Ukrainy, by złożyć

go z urzędu potrzebny byłby wniosek do Sądu Najwyższego i dopiero ten mógłby wnieść o impeachment do Sejmu. Nic takiego nie zaszło: za to zebrał się Parlament w liczbie o dwóch więcej niż quorum i bez wymaganej bezwzględnej większości i orzekł złożenie go ze stanowiska. Przed 1 września 1939 dr Goebbels wrzeszczał o zagrożeniu przez „polskich agresorów” i nawet zmontował „prowokację gliwicką”. Teraz też wrzeszczy się powszechnie o zagrożeniu przez Rosję - choć ani jeden żołnierz Federacji nie wkroczył na teren Ukrainy, która zresztą nie jest ani członkinią NATO, ani UE… Co innego autonomiczna republika Krymu. 76% mieszkańców Krymu jako język ojczysty podaje rosyjski (ale 15% z nich określa

się jako Ukraińcy!), 12% tatarski, a tylko 10% ukraiński. Co więcej, parlament Krymu jednogłośnie (co jest tu ważne, bo oznacza to, że również Ukraińcy i Tatarzy głosowali z większością!), poprosił Federację Rosyjską o opiekę. Haniebna jest przy tym rola „polskich” polityków. Pomogli zainstalować na Ukrainie polityków wywodzących się z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (B - czyli Bandery), zresztą i przed wojną, i po wojnie hodowanych w Niemczech. To wszystko niemiecka agentura: p. Witalis Kłyczko chyba nadal jest obywatelem RFN, p. Arseniusz Jaceniuk jeździł do Berlina otwarcie po porady i pieniądze, p. Julia Tymoszenko jedzie „leczyć się” do Niemiec…

Ludzie to kupią?

Maraton wyborczy, który potrwa w naszym kraju do jesieni przyszłego roku rozpoczął się jeszcze, zanim Państwowa Komisja Wyborcza ogłosiła kampanię wyborczą. Już większość członków nieformalnych jeszcze sztabów wyborczych oraz potencjalnych kandydatów uruchamia nawet te części mózgu, które przez lata szukały sposobu oszukania Aleksandra Jakubowska najpierw PKW, a potem wyborców. Oszukać PKW wbrew pozorom nie jest tak łatwo - wmawianie, że wielkie billboardy z podobizną kandydata i hasłem Jedz marchewkę, lepiej się opalisz mają propagować zdrowy tryb żywienia i rekreację na świeżym powietrzu nie przekonają nawet gimnazjalisty. Wydanie w kilkutysięcznym nakładzie poradniczej broszurki Jak schudłam, uprawiając nordic walking w Brukseli przez europosłankę zabiegającą o reelekcję na pewno wyda się PKW mocno podejrzane. Zaproszenie do nagra-

nia filmiku uczącego, jak wymawiać niepolskie nazwisko polskiej eurodeputowanej znanych aktorów i umieszczenie tegoż w sieci nie jest na pewno projektem mającym na celu zdobycie Telekamery w kategorii „najlepszy spot edukacyjny”. Tak jak Państwowa Komisja Wyborcza doskonale potrafi wychwycić wszelkie próby omijania prawa, tak samo większość obywateli zdaje sobie sprawę z tego, iż każda z partii startujących w wyborach, czy to samorządowych, czy to parlamen-

tarnych, ma dwa programy - jeden złożony z obietnic wyborczych, by wybory wygrać, i drugi, realizowany po wygranych wyborach, jak się z tych obietnic wywinąć. Niestety, czasami dajemy się nabrać i kolejny raz głosujemy z nadzieją, że choć część obietnic nie jest tylko i wyłącznie kiełbasą wyborczą, przeżutą i strawioną w czasie kampanii, ale solidnym daniem, które zostanie dobrze przygotowane i podane nam w czasie czteroletniej kadencji naszych przedstawicieli. Zachowuje-

Janusz Korwin - Mikke No cóż: to ambasada RFN finansowała „Przegląd Polityczny” - pismo „gdańskich liberałów” z KL-D, to ich wspierały zgodnie fundacje Adenauera, Eberta i Naumanna, to Donalda Tuska przyjechała wesprzeć w wyborach Aniela Merkel… Przed rozbiorami w I Rzeczypospolitej oglądaliśmy walkę agentów Rosji z agentami Prus. A ja tylko czekam z niepokojem: czy przypadkiem zbankrutowane demokracje nie zechcą urządzić jakiejś „prowokacji gliwickiej”, by ukryć swoje finansowe bankructwo. Tak, jak to 1 września 1939 zrobił protoplasta Unii Europejskiej niejaki Adolf Hitler. Właśnie na Morze Czarne wpłynął amerykański niszczyciel - z Sewastopola wystartował okręt rosyjski... http://korwin-mikke.pl

my się zupełnie jak ta panna młoda, która stając na ślubnym kobiercu z wybrańcem mającym przed nią trzy czy cztery porzucone żony, wierzy święcie w słowa „i nie opuszczę cię aż do śmierci”. Jednak największym cynicznym szalbierstwem jest podsuwanie nam wyborczych podróbek. I tak oto możemy głosować na Aleksandra Kwaśniewskiego, a także Jolantę Kwaśniewską. Jak to, nie słyszeli Państwo, że startują do Parlamentu Europejskiego? Biedny Olek aż w Podkarpackiem i z dziesiątego miejsca, no ale z takim nazwiskiem… Jola wyżej, z piątego na Warmii i Mazurach i Podlasiu. Ona ma większe szanse na zwycięstwo ludzie zagłosują z nadzieją, iż dzięki temu pozbędą się jej z telewizji. Tylko, że to nie t e n Kwaśniewski i nie t a Kwaśniewska - to podróbki made in Palikot, tak samo się nazywające. Ludzie to lubią, ludzie to kupią, byle na chama, byle głośno, byle głupio. Czyżby słowa piosenki Wojciecha Młynarskiego po tylu latach były ciągle aktualne?


OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY... / 5

Czy prowokacja przerośnie prowokatorów? W 1917 roku w Fatimie padła dyrektywa: „Rosja musi się nawrócić!”, nie „Rosję należy zniszczyć!”. W „Tygodniku Powszechnym” z 9 marca „Katolickim Piśmie Społeczno-Kulturalnym” czytamy wypowiedź Josyfa Ziselsa, określonego liderem społeczności żydowskiej na Ukrainie: „Jeśli Zachód będzie dziś uległy, Rosja zrobi z Ukrainą, co zechce. Dlatego Polska, UE i USA muszą mówić Kremlowi: „Stop, nie oddamy wam Ukrainy, nawet za cenę wywołania następnej zimnej wojny”. Na samym początku tej całej rewolucji w Kijowie polski szef MSZ Radosław Sikorski i niemiecki minister Frank-Walter Steinmeier pojechali do Kijowa i uzyskali zgodę Witalija Kliczki i Arsenija Jaceniuka, aby Janukowycz do czasu wyborów mógł rządzić. Majdan się jednak na to nie zgodził. Później Majdan miał coraz mniej do powiedzenia, a decyzje zaczęły

Nie rozumiem, dlaczego dziś polscy znani, mainstreamowi ekonomiści namawiają polskich przedsiębiorców, aby wycofywali się z Ukrainy. Czy po to, aby miejsce Polaków zajmowali Niemcy? Tak już jest na Białorusi. My tam kolportujemy propagandę Unii Europejskiej i stajemy się „misjonarzami” ateistycznej ideologii, a Niemcy robią interesy. zapadać na posiedzeniach Rady Najwyższej pod bacznym okiem Ołeksandra Turczynowa. Jak do tego mogło dojść? W 2009 roku Barack Obama ogłosił wycofanie się z aktywnej polityki w Europie. Jak jednak twierdzą komentatorzy, którym ufam, wskutek upokorzenia, jakiego doznał w sprawie Syrii ze strony Władimira Putina, administracja prezydenta USA wróciła do aktywnej polityki w Europie Środkowo-Wschodniej. W rezultacie tego powrotu miało dojść na Ukrainie do zamachu stanu. W efekcie władzę na Ukrainie przejęli Turczynow, były szef służb bezpieczeństwa, i Jaceniuk. Uważam, że ważne staje się tu także zdanie

ks. Tadeusza Isakowicza- Zaleskiego, które na łamach „Dobrego Znaku” już przytaczałem. Kapłan obecnie jest izolowany od opinii publicznej także przez mainstreamowe środowiska prawicowe w Polsce: - Byłem i jestem nadal za integralnością Ukrainy. Jakakolwiek bowiem zmiana granic w Europie Środkowo-Wschodniej będzie otwarciem puszki Pandory i zachęci inne państwa do rewizji granic. W takich krajach jak Rumunia, Słowacja czy Węgry do dziś tlą się konflikty narodowościowe spowodowane zmianami granic po I i II wojnie światowej. Dla przykładu, w skład obecnej Ukrainy wchodzi Ruś Zakarpacka, która przez tysiąc lat należała

Rafał Pazio

do Węgier (zamieszkuje ją bardzo silna mniejszość węgierska) oraz północna Bukowina, która należała do Rumunii. [...] Krym ukraiński jest od 60 lat. Zmiana przynależności państwowej Krymu będzie przyczyną prawdziwej wojny, nie daj Boże, aby światowej. Interesująca wydaje się tu także myśl reżysera i publicysty Grzegorza Brauna, który twierdzi, że modlitwy zanoszone na Ukrainie za wstawiennictwem św. Michała Archanioła z całą pewnością nie pozostaną nie wysłuchane i ten czynnik jest korzystnie nieobliczalny. Może zaważyć na tym, że prowokacja przerośnie prowokatorów.

Jan Paweł II w encyklice Evangelium Vitae zaproponował, aby corocznie w każdym kraju obchodzono Dzień Życia. W odpowiedzi na ten apel Episkopat Polski ustanowił 25 marca Dniem Świętości Życia. Tego dnia uroczyście rozpoczynamy nadawanie certyfikatów Szkołom Przyjaznym Rodzinie. Piotr Uściński

Certyfikat Szkoły Przyjaznej Rodzinie będzie dawał pewność rodzicom, że posyłając dziecko do szkoły z certyfikatem będzie ono wychowywane przez szkołę w wartościach rodzinnych. Co to oznacza? Szkoła będzie realizowała wszelkie programy wychowawcze z poszanowaniem tych wartości. Chodzi tutaj zarówno o programy pokazujące i utrwalające pozytywny model rodziny, wprowadzające dzieci i młodzież w tematy intymne, jak również w programy zapobiegania uzależnie-

Szkoła Przyjazna Rodzinie niom, różnym chorobom (w tym HIV). Jednocześnie możemy mieć zaufanie do szkoły z certyfikatem, że będzie ona wolna od ideologii gender. Choć samo słowo gender nigdzie w dokumentach nie jest użyte, a to ze względu na aspekty prawne (w Unii Europejskiej obowiązuje zasada gender mainstreaming). W deklaracji podpisanej przez dyrektora szkoły jest natomiast zobowiązanie do podejmowania działań uniemożliwiających propagowanie przez osoby trzecie treści szkodli-

wych dla dzieci, w szczególności promujących przedwczesną inicjację seksualną, kwestionujących biologiczną oraz kulturową stabilność ról płciowych kobiet i mężczyzn oraz głoszących odrębność płci społecznej czy kulturowej od płci biologicznej, kwestionujących znaczenie rodziny i autorytetów w rozwoju emocjonalnym, intelektualnym i duchowym dzieci... Certyfikat jest więc formalną blokadą chroniącą szkoły przed gender. 25 marca w Zespole Szkół w Zielonce odbędzie się konferencja,

w czasie której Fundacja Centrum Wspierania Inicjatyw dla Życia i Rodziny wręczy pierwsze certyfikaty Szkołom Przyjaznym Rodzinie. Uroczystość uświetni swoją obecnością honorowy patron Abp Henryk Hozer SAC. Choć program rusza na terenie powiatu wołomińskiego, przy wielkim zaangażowaniu lokalnych władz, jest on programem z założenia ogólnokrajowym. Zapraszamy do niego wszystkie polskie szkoły, a nawet przedszkola. www.uscinski.pl


6 / BAŚŃ JAK NIEDŹWIEDŹ

Jeszcze niedawno takie książki wchodziły w krwiobieg polski w domowym czytaniu, które bywało tak samo oczywiste jak niedzielny obiad przy jednym stole czy wejście do kościoła. Dlatego postanowiliśmy w „Dobrym Znaku” rozpocząć cykl opowieści historycznych na podstawie książki Gabriela Maciejewskiego Baśń jak niedźwiedź.

Agnieszka Czechowicz

Pierwszym, co smakuje w tej książce jest perfekcyjna kompozycja składających się na nią 63 miniatur z życia polskiego od wieku XVII do dzisiaj. Najdzikszą, najbardziej sensacyjną historię można zepsuć, opowiadając ją bez ładu i składu, otwierając bez planu nowe wątki, przede wszystkim zaś zaczynając w nieodpowiednim miejscu. Maciejewski nigdy nie popełnia takich błędów. W układach jego struktur nie ma śladu fałszywego kroku - ich architektura jest nieomylna. Optymalna dyspozycja materiału - stopniowe odsłanianie sylwetek opisywanych postaci, gradacja napięcia - to sygnatura autorska tej narracji, jej idealnie naprężone nerwy i ścięgna. Wariantów kompozycyjnych jest tam wiele, lecz wyraźnie widać szczególne upodobanie autora do dynamicznych układów narastających, które - zwarte i esencjonalne - nie pozwalają nawet na moment rozproszenia uwagi. Modelowa historia Baśni startuje zwykle w jakimś kulminacyjnym dla jej losów miejscu, w którym - czy to będzie śmierć, zwycięstwo czy spektakularna chwila hańby - teoretycznie rozwiązywać się powinny wszystkie spajające ją watki i nici. Tyle że one właśnie się nie rozwiązują, odwrotnie - uruchamiają cały ten mechanizm sprężyn i kółek zębatych, dzięki którym opowieść może się poruszyć, wyleźć z gawry i zacząć

Baśń jak niedźwiedź, pieśń jak F16 browskiego - Łupaczki, najdzielniejszego z dzielnych, ostatniego zagończyka Rzeczypospolitej, rzucającego sowieckim sędziom w czasie pokazowego procesu krótkie job wasza mać. Właśnie tak, pieśń o czynach. Wszystkie części tej książki to pieśni najczystsze, żywe chanson de geste naszych czasów, prezent na nowy wiek.

toczyć - jak niedźwiedź. Z turbodoładowaniem! Nie umiem powiedzieć, która z tych gawęd, z tych przeróżnych symbolicznych opowieści robi największe wrażenie. Może Dziewięciu wspaniałych - rzecz o Józefie Kruży, Bogdanie Węgrzyniaku, Zygmuncie Chychle i pozostałych chłopcach Feliksa Stamma zwanego Papą, którzy na mistrzostwach Europy w 1953. wywalczyli pięć złotych medali pokonując nieśmiertelną i niezwyciężoną szkołę radzieckiego boksu. Albo fantastyczna opowieść o dręczonym przez czarty jaśnie oświeconym obywatelu hrabim Janie Nepomucenie Potockim, co blady i wściekły, po awanturze z próbującą ratować go czeladzią, zastrzelił się wygrzebanym ze świronka starym pistoletem. Albo pieśń o czynach pułkownika Żorża - Jerzego Dąm-

Czyta się je jedna po drugiej w odstępach naprawdę niewielkich, takich akurat, żeby gęsta esencja każdej mogła sobie spokojnie osiąść na podniebieniu i przez jakiś czas tam pozostać. Czytanie w każdej chwili można przerwać na dłużej, mamy przecież do czynienia ze zbiorem gawęd - pieśni - opowieści, z których każda jest całością, więc na przykład po zamknięciu rozdziału Trup w saniach, nie trzeba iść od razu do Złotego snu księżnej Doroty (w ogóle nie trzeba czytać po kolei), można zrobić przerwę dłuższą, trzygodzinną powiedzmy, zamknąć książkę i wrócić do niej nazajutrz. Można, tylko po co? Nie chce się przerywać, nawet nie bardzo się da, próbujcie sobie. Historia dopełnia się tu na naszych zdumionych oczach, wstępując w mit. Książka poza tym nie jest jednorazowa. Żadna baśń ani pieśń nie są jednorazowe, tak jak nie są

jednorazowe mity, bowiem zamykają w sobie wszystko, co na świecie jest do rozumienia i przeżycia. A jeśli nie wszystko, to taką cząstkę, która dąży do pełni, i w której ukryta lub utracona całość odbija się i gwałtownie błyszczy. Dlatego takie rzeczy czyta się wielokrotnie, wracając do nich bez względu na to, jak dobrze by się je znało właściwie tym wierniej wracając do nich bez względu na to, jak dobrze by się je znało. Właściwie tym wierniej wracając, im lepiej się zna i pamięta. Nic tak nie sprawia, że chce się odzyskiwać na nowo doznania pewnych wrażeń niż trwała o tych wrażeniach pamięć. I w każdorazowej lekturze rzeczywiście się je tu odzyskuje. Wiele z tych historii jako pierwsi poznawali czytelnicy bloga Coryllusa na Salonie24 i Nowym Ekranie? To piszę teraz. Tak, tak, Maciejewski to Gloger, który wychodzi z Internetu, jest wydawany prywatnie, pokątnie wręcz, jak Sergiusz Piasecki, o którym także pisze w swej najnowszej książce i Baśń jak niedźwiedź nie jest jego debiutem. Debiut miał miejsce w ubiegłym roku, a był nim rozchwytywany w dzisiejszym drugim obiegu Pitaval prowincjonalny (Warszawa 2010). Przed nami nowa literatura, nowe formy dystrybucji i komunikacji czytelniczej. Uwaga, uwaga: leci pisarski F16 i omija System. Idzie jak burza.


BAŚŃ JAK NIEDŹWIEDŹ / 7

Pierwszy rozbiór pamięci Gabriel Maciejewski

W czasach, kiedy uniwersyteckie katedry zamieniły się w punkty agitacyjne, w czasach, kiedy informacja masowa jest bronią nie słabszą wcale niż karabin, w tych czasach niewiele pozostaje nam miejsc, w które moglibyśmy się schronić. Niewiele także pozostaje sposobów, którymi posłużyć możemy się, opowiadając o sobie samych, tak by nie znudzić i nie zamęczyć interlokutora. Według mnie sposób taki jest tylko jeden - baśń. Baśń jak niedźwiedź w dodatku, bo tak właśnie o Polsce i o polskiej historii napisał przed wielu laty poeta Tadeusz Nowak. Inny z moich ulubionych autorów włożył zaś w usta swojego bohatera znaną nam wszystkim frazę o postawie czerwonego sukna, którym była niegdyś Rzeczypospolita. Sukna już nie ma, a co to takiego postaw, niewiele pamięta. Otóż ta książka, skromna i powierzchowna, jest jednym i drugim. To baśń, baśń jak niedźwiedź i to, co pozostało po czerwonym płaszczu królewskim. Kawałki tkaniny. W niektórych tkwią złote nitki, inne są wystrzępione i trudno doprawdy zgadnąć, w jakiej części płaszcza znajdowały się dawniej, a na innych zastygła krew. Taka to właśnie jest książka. Mam jednak nadzieję, że nie rozczaruje ona czytelnika, a może stanie się źródłem inspiracji i poszukiwań. Oby tak było. Zapraszam do lektury.

Podzielona w końcu XVIII wieku Rzeczypospolita ostała się i odrodziła dzięki warstwie ziemiańskiej, tej która prócz siania i zbierania, zajmowała się także wywoływaniem powstań, drukowaniem książek i gromadzeniem pamiątek. Kiedy tylko odrodzona ojczyzna okrzepła, a nawet jeszcze wcześniej, zabrała się - rękami swoich urzędników - za niszczenie i deprecjonowanie znaczenia oraz pozycji tej warstwy. Proceder ten rozkwitał w granicach niepodległej ojczyzny, która lekką ręką pozostawiła tysiące swych wiernych obywateli na pastwę bolszewików. Ci zaś nie bawili się w żadne półśrodki, w żadne szykany czy temu podobne głupstwa, tylko osoby, o których tu mówimy, wymordowali lub wywieźli za koło polarne na zatracenie. Społeczeństwo Polski niepodległej patrzyło na to niewidzącymi oczami zajęte - jak mu się wydawało - budową lepszej przyszłości. Trudno było doprawdy o precyzyjniej skonstruowaną pułapkę Złego niż ta, jaką była III Rzeczpospolita dla swych wier-

nych synów. Klęska i zagłada tkwiły już w samej idei tego państwa, polityczna schizofrenia ujawniła się w czasie wojny z bolszewikami i podpisywaniu pokoju w Rydze. Świadomość spraw i mechanizmów tak przecież widocznych i jawnych - została całkowicie zablokowana, a kiedy umarł jedyny człowiek, który mógł to państwo ocalić - Józef Piłsudski - zamieniła się wręcz w pęd ku zagładzie. To, o czym wiedzieli wszyscy wokół - priorytet nad priorytetami ocalenie fizyczne narodu przestało obowiązywać. Tak jakby miało już nie być wojen, tak jakby sojusze były cokolwiek warte, a ten biedny Stroński nie wypisywał swoich straszliwych proroctw w gazetach codziennych. Tak jakby - nie pomni rozbiorów - politycy wierzyli, że kraj wywalczony dany jest raz na zawsze. Wszystkie te sprawy są już dawno przebrzmiałe i mamy dziś co innego na głowie. Oto darowana nam przez wielkich atrapa państwa, która nie mogła się przez 50 lat komuny zdecydować, do jakiej tradycji chce nawiązywać i czy w ogóle do jakiejś nawiązywać warto, atrapa

uprawiająca mocarstwową i nacjonalistyczną propagandę, zamieszkała w większości przez awansowanych chłopów, którym jest obojętne, kto rządzi, byle robota była i renta na czas na poczcie, zamieniła się - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - w demokratyczne państwo prawa. Państwo to, podobnie jak II RP po roku 1918, właściwie z miejsca zaczęło kwestionować, a czasem wręcz niszczyć pamięć o tym, co w nim było najwartościowsze i najważniejsze - pamięć o swojej własnej wielkości i chwale. Sprawy te stały się wstydliwe i zaczęto je ukrywać. (…) Ten tak zwany nowoczesny naród, który jest od 20 lat straszony bezrobociem, podatkiem katastralnym, który jest wyrzucany za granicę do najgorszych i najcięższych prac, ma jeszcze dźwigać brzemię win niedopełnionych i zbiorowych. Ma jeszcze przy tym zapomnieć lub wręcz wstydzić się przeszłości przetykanej złotem i purpurą tylko z tego względu, że inni takiej nie mają. Miast przypominać, nawołuje do amnezji, miast mówić ludziom kim są, a kim mogliby być, degraduje się ich do roli bydła. W cenie są te książki i ci pisarze, którzy potrafili wydrwić i wyśmiać wysiłek całych pokoleń, zdolnych do budowania państwa w okolicznościach, gdy budowla taka wznosić musiała się jedynie w sercach i myślach. Ci, którzy czynili odwrotnie, skazani zostali na zapomnienie.

Gabriel Maciejewski - do niedawna dziennikarz, dziś publicysta, autor blogów i książek. W ciągu ostatnich 4 lat napisał: „Pitaval prowincjonalny”, „Baśń jak niedźwiedź. Polskie historie tom I, II i III”, „Dzieci peerelu”, „Atrapia”, „Baśń jak niedźwiedź. Historie amerykańskie. Część I”, ”Nigdy nie oszczędzaj na jasnowidzu”. W sieci znany jest pod pseudonimem Coryllus. Regularnie, dodając co dzień jeden wpis, prowadzi bloga, którego czytać można na stronie www.coryllus.pl, gdzie również zakupić można książki.


8 / REPORTAŻ Agata Bochenek

Wszystko zaczęło się w 1997 r., gdy pani Danuta dowiedziała się, że dom po sąsiedzku został wystawiony na sprzedaż. Długo namyślała się nad kupnem, bo choć przy jednej z głównych ulic, to murowany dom lata świetności miał dawno za sobą, a otaczający go ogród również był mocno zaniedbany. Jednak zaryzykowała, kupiła i… przez trzy lata zupełnie nic nie robiła z nabytkiem. Dopiero w 2000 r. nowa właścicielka zaczęła porządkować teren. - Pewnego dnia przyjechała ekipa i zaczęła wyrzucać wszystko z domu, do podstawionego kontenera. Widzę, że lecą jakieś zdjęcia, papiery, zaczęłam to zbierać. Później przenosiłam te znaleziska do siebie na balkon i tutaj suszyłam. Nawet specjalnie tych dokumentów i zdjęć nie oglądałam, miałam świadomość, że są to pamiątki rodzinne. Zaczęłam szukać kontaktu z rodziną Wodiczków, wierzyłam, że ktoś się odnajdzie, powie, że tutaj, w tym domu przy Trakcie Warszawskim były jego korzenie - wspomina Danuta Michalik. - Ale nikt nie przyszedł po rodzinne pamiątki. Zaczęłam najpierw przeglądać uratowane zbiory, później je porządkowałam. Już wiedziałam, że pierwszy z rodu był Franciszek, później jego synowie Eugeniusz, Bohdan i Jerzy, następnie synowie Bohdana: Krzysztof i Janek. Każdy z nich miał osobną teczkę, do której wkładałam zdjęcia, dokumenty, listy. Przyzwyczaiłam się do nich, stali mi się bliscy. A już najbardziej zachwyciłam się Franciszkiem, jego życiem, działalnością, postawą, tym, co robił dla ludzi. Dzięki Internetowi udało się odnaleźć Krzysztofa, wnuka Franciszka. Mieszkający na stałe w Stanach Zjednoczonych artysta przyjechał do Polski. Na pierwsze spotkanie z Krzysztofem pani Danuta wzięła portret dziadka Franciszka.

Człowiek-orkiestra Urodził się w 1882 r., jego ojciec Wacław był z pochodzenia Czechem. Był postacią nietuzinkową: kolejarzem, działaczem społecz-

Saga rodu Wodiczków To nie mógł być przypadek, że pani Danuta Michalik była sąsiadką ostatnich, mieszkających w Wołominie członków rodziny Wodiczków, Edmunda i Andrzeja. Coś czuwało nad tą muzykalną rodziną, że pamiątki po niej, a przede wszystkim pamięć, jest w tak dobrych i opiekuńczych rękach. „Zwiedzałam wiele muzeów i galerii, podziwiałam zebrane tam zbiory, ale to, co czułam oglądając zebrane z takim pietyzmem i zaangażowaniem przez panią Danutę Michalik pamiątki związane z moją rodziną Wodiczków nie da się z niczym porównać” - napisała w księdze pamiątkowej Maria Wodiczko-Szańkowska, córka Eugeniusza.

nym, członkiem zarządu w Lidze Morskiej i Kolonialnej, sołtysem w Jabłonnie, opiekunem społecznym i organizatorem życia publicznego, strażakiem i członkiem zarządu Ochotniczej Straży Pożarnej w Wołominie, kapelmistrzem i nauczycielem muzyki w warszawskich szkołach, komisarzem spisowym i wreszcie urzędnikiem oraz członkiem zarządu miejskiego w Wołominie (pracował w referacie gospodarki komunalnej i USC). Człowiek - orkiestra chciałoby się napisać i byłoby w tym dużo prawdy, bo muzyka zajmowała

w życiu pana Franciszka miejsce szczególne. Mimo że wszystkie dzieci dorastały w miłości do muzyki, jako jedyne dziecko Anny i Franciszka Wodiczków zawodowo muzyce poświęcił się Bohdan, urodzony w 1911 r. Grał na skrzypcach, fortepianie i waltorni, studiował w Warszawie i w Pradze, gdzie uzyskał dwa dyplomy z wyróżnieniem: z dyrygentury i kompozycji. Był kierownikiem artystycznym, dyrektorem i dyrygentem Filharmonii Bałtyckiej, Filharmonii Krakowskiej, Filharmonii

Narodowej w Warszawie, Opery Warszawskiej, dyrygował Wielką Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia i Telewizji w Katowicach. Był także dyrektorem Filharmonii Narodowej w Reykjaviku w Islandii, uhonorowanym najwyższym odznaczeniem tego kraju „Orderem Sokoła”. O tym zaszczycie tak pisał w liście do matki: „Jest to jeszcze jeden dowód na to, że pracować trzeba wszędzie solidnie i z pełnym poświęceniem, niezależnie od tego, w jakim kraju i w jakim środowisku uprawia się działalność artystyczną”.


REPORTAŻ / 9 Bohdan Wodiczko był także wykładowcą akademickim, człowiekiem, który o kilkadziesiąt lat wyprzedzał swoją epokę, np. do pracy przyjmował wyłącznie z konkursów (w latach 50. i 60. XX wieku). Uważał, że sztuka nie uznaje żadnych kompromisów, nie godził się na żadne ustępstwa personalne ani repertuarowe, sugerowane przez socjalistycznych urzędników. W Operze Warszawskiej przez trzy lata wystawił 27 premier. To właśnie Bohdan pozostawił po sobie przesłanie skierowane nie tylko do syna, ale do nas wszystkich: „Pamiętaj, jeżeli nadejdą w życiu smutne i samotne chwile, pozostaje jeszcze muzyka, wierna na zawsze i jakże piękna”.

Synowie Franciszka Starszy brat Bohdana był kolejarzem, strażakiem, mistrzem spawalnictwa, elektrykiem, inżynierem, nauczycielem, kapelmistrzem, pianistą, żołnierzem, więźniem politycznym, działaczem społecznym. Uczył się przez całe życie, ukończył szkołę wojskową, politechnikę, kursy nauczycielskie, przeciwpożarowe, kursy doszkalające. W wieku 63 lat przeszedł na emeryturę z Ministerstwa Komunikacji (gdzie był dyrektorem) i przez kolejne 20 lat pracował w Technikum Kolejowym w Warszawie. W Izbie Muzealnej w Wołominie znajdują się życiorysy napisane przez Eugeniusza, medale za osiągnięcia zawodowe i społeczne, w tym Krzyż Polonia Restituta, liczne pamiątki ofiarowane przez córkę Marię Wodiczko - Szańkowską, zdjęcia i przepiękne listy pisane do matki. Kochana Mamusiu, marzę o chwili, kiedy będę mógł ucałować nasze kochane, spracowane rączki Mamusi, która nigdy dla nas nie szczędziła swojej pracy i zdrowia w najpiękniejszych latach swego życia. Ciekawy również jestem, jak Mamusia daje sobie radę z ogródkiem. Proszę tylko uważać na swoje zdrowie i nie zapracowywać się. (fragm. listu z 1953 r.)

Coś czuwało nad tą muzykalną rodziną, że pamiątki po niej, są w tak dobrych i opiekuńczych rękach Najmłodszy syn Anny i Franciszka, brat Bohdana i Eugeniusza, Jerzy, marzył o podróży dookoła świata, w 1938 r. mając 17 lat zaciągnął się, w tajemnicy przed rodzicami, na „Dar Pomorza”. Z rejsu pisał takie listy do rodziców: Kochani Rodzice, przepraszam, że tak dawno nie pisałem, ale jak byłem w porcie, to nie miałem czasu, a jak miałem czas, to byłem na morzu. Po wybuchu II wojny św. dostał się do Anglii, a później do Francji. Ranny, w szpitalu poznał pielęgniarkę Iris, z którą się ożenił, mieli troje dzieci. W 1953 r. Jerzy chciał wrócić do kraju, napisał list do brata Eugeniusza, że w ciągu tygodnia jest w stanie spakować rodzinę i przyjechać, że na pewno przyda się ojczyźnie - zna języki obce, jest kapitanem statku, studiuje prawo. Jednak Eugeniusz odradza powrót, bo sam posądzony o sabotaż siedzi w więzieniu i boi się o brata. Jerzy z rodziną pozostaje na zawsze we Francji i tylko w liście żali się: Dopiero będąc daleko, można ocenić, czem jest dom i Ojczyzna i jak jest smutno, kiedy jest się daleko. Syn Bohdana, Krzysztof, to jeden z największych polskich współczesnych artystów. Fotografik, teoretyk sztuki, wykładowca akademicki, profesor, od lat mieszka w Stanach Zjednoczonych, doktor honoris causa ASP w Poznaniu. Krzysztof Wodiczko wykorzystuje dla sztuki przestrzeń publiczną, przez swoje instalacje

zwraca uwagę społeczeństwu i politykom na problemy społeczne. W dniu otwarcia Izby Muzealnej w Wołominie Krzysztof przekazał rodzinny album ze zdjęciami. Wśród pamiątek zachowały się jego listy do babci Anny, zaczynające się słowami: „Jaśnie Wielmożna Pani Kochana Babciu”. Młodszy syn Bohdana, Jan, był asystentem reżysera w filmie dokumentalnym „Wezwanie”. Zmarł przedwcześnie w 1985 r. mając 21 lat. Bohdan Wodiczko przeżył syna zaledwie o miesiąc.

Zostały po nich pamiątki Szukanie rodziny Wodiczko po całym świecie trwało kilka lat. Wreszcie, w 2009 r. przyjechali do Wołomina, wśród nich pani Halina Wodiczko - żona Bohdana, pani Maria - córka Eugeniusza, Elżbieta Messoudi z Maroka - prawnuczka Franciszka. - To było bardzo wzruszające spotkanie - opowiada pani Danuta Michalik. - W pewnym momencie zapytali, co bym zrobiła z tymi dokumentami, gdybym ich nie odnalazła. To bym otworzyła izbę pamięci Franciszka, bo tak się zachwyciłam tym, co robił. Zdradziłam swoje marzenie i sama się przestraszyłam tego głośno wypowiedzianego pomysłu. Ale słowo się rzekło… Pani Danuta zaczęła oprawiać zdjęcia, układać w gablotach dokumenty, pokazywać swoje zbiory zaprzy-

jaźnionym osobom. Eksponatów przybywało cały czas, rodzina przekazywała albumy ze zdjęciami, różne pamiątki, a nawet pianino. W krótkim czasie powstała Izba Muzealna. - Mam nadzieję, że będzie to miejsce spotkań miłośników Wołomina i muzyki poważnej oraz miejsce spotkań z młodzieżą mówiła pani Danuta podczas otwarcia Izby w 2011 r. I stało się tak, jak planowała założycielka Izby. W placówce prowadzona jest działalność edukacyjna dla dzieci i młodzieży, odbywają się koncerty, wystawy, spotkania. Z Warszawy przyjeżdżają muzealnicy, muzykolodzy, artyści związani z Bohdanem Wodiczko. Pomysłów i sił na szczęście nie brakuje. W ciągu zaledwie kilku lat jedna pasjonatka dokonała trzech wyjątkowych rzeczy: utworzyła Izbę Muzealną, której działalność jest na tyle atrakcyjna, że przyciąga osoby w każdym wieku (przez 2 lata działalności Izbę odwiedziło kilka tysięcy osób). Doprowadziła do nadania imienia Bohdana Wodiczko miejskiemu parkowi w Wołominie i założyła Fundację „Oda”, której celem jest promocja Wołomina i budowanie dumy z lokalnego dziedzictwa. Wodiczkowie mieszkali w Wołominie w latach 1938-1997, ich dom rodzinny znajdował się przy ul. Trakt Warszawski 29 (obecnie al. Armii Krajowej 43). Wołomin był miejscem bardzo ważnym dla Franciszka Wodiczko, który z pełnym zaangażowaniem i sumiennością pracował na rzecz lokalnej społeczności. Bohdan Wodiczko w przerwach między wyjazdami i koncertami przyjeżdżał do Wołomina do rodziców i rodzeństwa. Przywoził tu także swoich uczniów, dziś dyrygentów światowej sławy. W Wołominie mieszkał najstarszy z braci, Eugeniusz. Franciszek, Bohdan, Eugeniusz Wodiczkowie odeszli. Zostały po nich tylko pamiątki zgromadzone przez panią Danutę Michalik.


10 / WYWIAD

Pobicie polskiego motocyklisty w londyńskim Dagenham za to, że miał na głowie kask z polską flagą, niefortunna wypowiedź brytyjskiego premiera dotycząca m.in.: Polaków wywożących do domu pobierane w Wielkiej Brytanii zasiłki - to zaledwie dwa wydarzenia, które wpłynęły na zorganizowanie przy Downing Street w Lodnynie manifestacji w obronie dobrego imienia Polonii. Manifestacji, która sama w sobie odniosła ogromny sukces: połączyła Polaków, a to nie jest codziennością. Czy przekazana premierowi Cameronowi petycja odniesie jakikolwiek skutek - czas pokaże. Sam protest, choć jest wyraźnym sygnałem nastroju, niczego nie załatwi. Za nim musi iść coś więcej. Z szefem Polish Youth Association Patriae Fidelis w Wielkiej Brytanii Jerzym Byczyńskim rozmawia Filip Cuprych.

Oczekujemy szacunku dla Polonii Zgodzisz się ze stwierdzeniem, że tak naprawdę wszelkie nagonki słowne na Polonię, z najróżniejszych powodów, mają związek wyłącznie ze zbliżającymi się wyborami, więc każda partia szuka kozła ofiarnego? - Jest w tym całkiem sporo prawdy. Zbliżające się wybory mają kluczowy wpływ na to, że politycy czy media szukają kozła ofiarnego, żeby wszelkie problemy zrzucić na kogoś. Ale trzeba też pamiętać i o tym, że w Wielkiej Brytanii jest ponad milion Polaków. Już wcześniej zdarzały się przypadki dyskryminacji w pracy, ataków, wybijania szyb i ciągle brakuje stosownej polskiej reakcji na tego typu zdarzenia. Brakuje grup czy to związków zawodowych, czy prawników, które broniłyby dobrego imienia Polaków. Politykom cały czas, a zwłaszcza przy nadchodzących wyborach, wydaje się, że mogą nas atakować. Nie mogą. 

Mówisz, że „jesteśmy skarbem dla brytyjskiego, starzejącego się społeczeństwa”, inni mówią wręcz o „polskim funcie”. - Niestety, z jakiegoś powodu nie są upubliczniane dokładne statystyki dotyczące strat i korzyści, jakie Wielkiej Brytanii przynoszą imigranci. Gdyby przeciętni Brytyjczycy mogli mieć do nich wgląd, z pewnością mieliby jasny obraz tego, jak ważni dla gospo

darki ich kraju są Polacy. Zmiany w polityce imigracyjnej na pewno się pojawią. Czy rząd będzie chciał w przyszłości zamknąć brytyjskie granice czy pozbyć się części imigrantów? Tego nie wiemy. Mu musimy się asekurować. Gdyby tak populistyczne nastroje się potęgowały, musimy mieć pewność, że spokojnie będziemy mogli nadal uczestniczyć w życiu Wielkiej Brytanii. I kulturalnym, i społecznym, i gospodarczym. Dobrze wiesz, że Polonia jednoczy się raczej wtedy, kiedy dotyka ją wielkie wydarzenie. Poza tym, Polacy są mało aktywnymi

jednostkami. Czy dlatego łatwiej wykorzystywać nas w politycznych zagrywkach? Słowem: czy my sami nie jesteśmy sobie choć po trosze winni? - Zgadzam się. Ale paradoksalnie te wszystkie nagonki na Polaków, łącznie z niefortunną wypowiedzią premiera Camerona, mają pozytywny wpływ na nas samych, na to, że potrafimy się zmobilizować. Tego typu demonstracji nie robiliśmy wcześniej, w mediach też ten temat nie był podejmowany. A teraz cała Polonia wrze. W Polsce też temat nie jest obcy, polscy politycy pisali do brytyjskiego premiera, nasza ambasada też,

więc w całej tej sytuacji, która nie powinna się wydarzyć jest ten plus, że Polacy potrafili stanąć ramię w ramię. Niestety, powiedzenie „mądry Polak po szkodzie” jest ciągle aktualne i chyba w nas zakodowane. Ale dobrze by było, gdyby Polak był mądry przed szkodą. Mam nadzieję, że to, co obudziło się w nas, obudziło się na stałe. Z Brytyjczykami mamy dobre relacje i trzeba o nie dbać, bo media i politycy z łatwością są w stanie manipulować nastrojami i rykoszetem dostanie się nam.  Polityka zawsze będzie brudna, a i nietrudno odnieść wra-


WYWIAD /11 żenie, że staje się też coraz bardziej brutalna. Ale polityka to też zupełnie inny świat. To ludzie, którzy decyzją wyborców albo na stanowiskach zostają, albo z nich odchodzą. Tych wyborców, którzy o Polakach mają też i bardzo dobre zdanie. Czy w takim razie należy przejmować się opiniami polityków? - Jeśli politycy powtórzą coś wielokrotnie, to dla wielu ludzi staje się to prawdą. Bezkrytycznie mogą wtedy podzielać zdanie polityków, wierzyć w to, co mówią i obwiniać nas za to, co nie jest do końca prawdą. Niestety, bardzo łatwo jest wywołać i potęgować negatywne emocje, bardzo często związane z codzienną ekonomią i zrzucić dany problem na jakąś grupę. Teraz właśnie próbuje się winić Polaków za najróżniejsze niepowodzenia rządu. To może mieć bardzo bolesne skutki. A przecież temat Polonii praktycznie nie istniał na początku, kiedy otworzyły się granice. Nie było

Niestety, z jakiegoś powodu nie są upubliczniane dokładne statystyki dotyczące strat i korzyści, jakie Wielkiej Brytanii przynoszą imigranci. ani nagonek, ani krytykowania nas za cokolwiek. To świadczy o tym, że jesteśmy tymi dobrymi imigrantami. Mówisz też o tym, że „zanim zaprotestujemy w obronie na

REKLAMA

szego dobrego imienia, zdążymy się pokłócić”. Trudno jest łączyć Polaków? Niekoniecznie po to, żeby protestować. - Przyznam, że czasem nie jest łatwo. Zdarzają się malkontenci. Zdarzają się tacy, którzy mówią, że zrobiliby coś lepiej, ale niczego nie robią. To chyba też, do pewnego stopnia, jest w nas samych zakodowane. Ale Polacy są najwspanialsi w okresie jakiegoś zagrożenia. Wtedy potrafimy kooperować, potrafimy się rozumieć. Kiedy nie ma tego wspólnego „zagrożenia”, wtedy zależy nam na sobie i jesteśmy bardziej skorzy do kłótni. Nie ma co ukrywać, Polonia w Wielkiej Brytanii dość często się kłóciła, ale ten protest, czy poprzedni w przypadku emisji serialu „Nasze Matki, Nasi Ojcowie” na antenie BBC, pokazał, że potrafimy się zjednoczyć. Starsza i młodsza Polonia potrafi mówić jednym głosem. Sam fakt, że pod jakąś petycją podpisują się ludzie często o odmiennych poglądach, którzy by ze sobą nie współpracowali na co dzień, to bardzo silny sygnał, że Polacy potrafią coś zrobić razem. Przekazaliście premierowi Cameronowi specjalną petycję. Czy był już jakiś odzew z Downing Street? - Jeszcze nie. Jak mi powiedziano, zajmie to „pewien czas”. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak długo. Cały czas czekamy. 

 A czy tak naprawdę spodziewacie się jakiegokolwiek odzewu? - ...obawiamy się, że jeśli będzie, to na zasadzie dość wymijających ogólników. Ale nie martwimy się tym, bo też i nie liczyliśmy, że jeden protest nagle zmieni podejście brytyjskiego rządu do Polaków na Wyspach. Oczywiście, że nie. To był dopiero pierwszy krok łączący polskie środowiska i daje to nam nadzieję na to, że w przyszłości będziemy bardziej słyszalni, że ktoś zacznie się interesować naszymi problemami. Dobrze by było, na przykład, żebyśmy mieli więcej swoich reprezentantów w gminach. To by było dowodem, że jako mniejszość narodowa dojrzewamy. Tym, którzy już w lokalnej administracji się znaleźli, szczerze kibicuję.

“We expect your respect” to bardzo silne hasło. Sama pokojowa manifestacja to tylko jednorazowe wydarzenie. Sam mówisz, że na szacunek trzeba zasłużyć, a potem o niego dbać. Jakimi metodami? - Przede wszystkim to nie jest ostatnia demonstracja. Jeśli temat będzie kontynuowany i Polacy znowu będą pokazywani w złym świetle, będziemy się temu głośno przeciwstawiać. Wszyscy ci, którzy byli na manifestacji, poparli nas i zapewnili, że dołączą do nas znowu, kiedy taka będzie potrzeba. Ale nie bez znaczenia jest rola, jaką może odegrać każdy z nas. Każdy z nas jest w czymś dobry. Ważne jest, aby te umiejętności i zainteresowania przekładać na konkretną działalność na rzecz nas wszystkich. Ważne jest to, żeby zrzeszać się, zakładać stowarzyszenia. To da nam swobodę i pewność, że możemy stanowić grupę wpływową, grupę wywierającą nacisk, reprezentującą nas wszystkich i dbającą o nasz interes, o dobre imię. Właśnie po to, żebyśmy byli w stanie zaprotestować przed szkodą, a nie po szkodzie. 

Dziękuję za rozmowę.

źródło: polaritiyinternational.com


12 / ORŁY 2014 dokończenie ze str. 1

Również za „Idę”, czyli film o odkrywającej swoją tożsamość przyszłej zakonnicy, otrzymał montażysta - Jarosław Kamiński. Z kolei najlepszym scenarzystą został ogłoszony Maciej Pieprzyca za film „Chce się żyć”, historia chorego na niedowład kończyn Mateusza, który podejmuje trudną walkę o godność i prawo do normalnego życia.

Literka „V” Za odkrycie roku uznano Bodo Koxa - reżysera „Dziewczyny z szafy”, czyli opowieści o przyjaźni trzech zamkniętych w sobie, zdziwaczałych samotników: internetowego podrywacza Jacka, jego zamkniętego w sobie, niezwykle utalentowanego brata Tomka i nieufnej wobec otoczenia młodej antropolog Magdy. Najlepszym filmem europejskim okrzyknięto „Sugar Man” Malika Bendjelloul. Kapituła doceniła ekranizację biografii muzyka Sixto Rodrigueza, któremu wróżono karierę większą niż Bobowi Dylanowi, a on zapadł się pod ziemię po drugiej płycie. Statuetkę za najlepszy film dokumentalny, przyznawaną po raz pierwszy w 16-letniej historii konkursu, za „Inny świat” odebrała Dorota Kędzierzawska, która z mównicy teatralnej wyraziła swoje poparcie dla Ukraińców i przyznała, że sukces filmu zawdzięcza osobowości głównej bohaterki, czyli Danuty Szaflarskiej. - To miał być skromny trzydziestominutowy film. Wszystkiemu winna jest jaśnie panująca nam królowa Danuta I. I jeszcze jedno: skrzydła statuetki Orła układają się w literę „V”. Wysyłam tę wiktorię w stronę Ukrainy - mówiła. W ceremonii wręczenia Orłów wziął udział niezależny ukraiński producent filmowy Igor Sawyczenko, który nagrywał film na kijowskim Majdanie.

Najlepsi aktorzy W kategorii główna rola kobieca nagrodę zdobyła Agata Kulesza za rolę „Krwawej Wandy” w „Idzie”, pokonując Agnieszkę Grochowską nominowaną za rolę w „Wałęsie. Człowieku z nadziei” oraz Jowitę Budnik za kreację w filmie „Papusza” o cygańskiej poetce Broni-

Maciej Stuhr i Joanna Kulig w roli konferansjerów. Fot. East News (Tomasz Urbanek)

Polskie Orły 2014 rozdane sławie Wajs. Aktorka już dwa lata temu otrzymała statuetkę Orła za rolę w „Róży” Wojciecha Smarzowskiego. W rywalizacji o tytuł najlepszego aktora pierwszoplanowego zwyciężył Dawid Ogrodnik za rolę w „Chce się żyć” reżyserii Macieja Pieprzycy. W tej kategorii Dawid Ogrodnik pokonał Janusza Gajosa

nominowanego za rolę w „Układzie zamkniętym” oraz Roberta Więckiewicza za jego kreację w filmie „Wałęsa. Człowiek z nadziei”. Statuetkę za drugoplanową rolę kobiecą otrzymała Anna Nehrebecka za odegranie postaci nauczycielki języka Blissa w „Chce się żyć”. Aktorka po raz pierwszy

Po lewej: Anna Nehrebecka Po prawej: Agata Kulesza

została nagrodzona Polską Nagrodą Filmową . - Maćku, dziękuję ci, że pamiętałeś, że jestem także aktorką - zwróciła się do reżysera Macieja Pieprzycy radna miasta stołecznego Warszawy z ramienia Platformy Obywatelskiej. Arkadiusz Jakubik. - Rolę w „Drogówce” dostałem w spadku po starszym koledze, który miał ?????????


ORŁY 2014 / 13 akurat zajęte terminy. I tak samo było w przypadku „Chce się żyć”. Szanowni reżyserzy, gdyby któryś z aktorów miał zajęte terminy, jestem do usług! - żartował Jakubik. „Papusza” zgarnęła nagrody za scenografię Anny Wunderlich, kostiumy Barbary Sikorskiej-Bouffał, muzykę Jana Kantego Pawluśkiewicza i zdjęcia Krzysztofa Ptaka/Wojciecha Staronia. Nikt nie miał wątpliwości, że nagroda za najlepszy dźwięk powędruje do Guillaume Le Braz i Jacek Hamela „Imagine” za film o projekcie dla niewidomych.

Bóg dokumentu W Teatrze Polskim pojawił się także Kazimierz Karabasz, wybitny polski dokumentalista, który odebrał Orła w kategorii Nagroda za Osiągnięcia Życia, ogłoszoną 4 marca podczas konferencji prasowej w Pałacu Prymasowskim. Po wyjściu Karabasza na scenę widownia poderwała się i nagrodziła twórcę kilkuminutową owacją na stojąco, która bardzo wzruszyła Laureata. Przyjmując w poniedziałek statuetkę Orła, 83-letni reżyser - którego publiczność w teatrze uhonorowała kilkuminutową owacją na stojąco - zaznaczył: - Bardzo wiele z tego, co udało mi się zrealizować w Wytwórni Filmów Dokumentalnych, zawdzięczam

Kazimierz Karabasz zaskoczony reakcją publiczności

Wołomin. - Wiemy, że polskie kino ma ogromne możliwości i zdolnych artystów, których warto uhonorować. Wiemy też, że show-business rządzi się twardymi regułami - wiele produkowanych w Polsce filmów ma stosunkowo niskie budżety, Marieta Żukowska i Mariusz Gazda, prezes Zarządu SKOK Wołomin - głównego sponsora „ORŁÓW 2014” co nie pozwala w pełni wykorzystać potencjału naszych talentów. Dlatego tak ważna jest współpraca biznesu ze sferą kulcytatowi z Lwa Tołstoja: Gdy tury - mówi Mariusz Gazda, Prezes Zarządu SKOK Wołomin. z uwagą i cierpliwością opiszesz życie twojej wioski, opiszesz świat Reżyser „Idy” Paweł Pawlikowski cały. Nigdy, nigdzie i znikąd nie otrzymałem bardziej uniwersalnej inspiracji. Staram się w mojej pracy dokumentalisty zawsze o tych słowach pamiętać. W imieniu Akademii nagrodę przekazał mu minister kultury. - W dokumencie jest pan bogiem. I bardzo panu za to dziękuję - powiedział, zwracając się do Kazimierza Karabasza, Bogdan Zdrojewski. Nazwiska tegorocznych zdobywców Orłów odczytali członkowie Polskiej Akademii Filmowej - m.in. Tamara Arciuch, Małgorzata Kożuchowska, Roma Gąsiorowska, Kinga Preis, Andrzej Seweryn, Jerzy Radziwiłowicz i Stefan Laudyn. Niezwykłym elementem wieczoru było przyznanie Odznak Akademii, zaprojektowanych przez Allana Starskiego i wykonanych przez firmę jubilerska Apart. Eleganckie znaczki odebrali senatorowie Akademii, laureaci Nagrody za Osiągnięcia życia: Witold Sobociński, Janusz Majewski, Tadeusz Chmielewski i Danuta Szaflarska. Szaflarska, nazywana Królową Polskiego Kina, odznaczona została diademem. Tegoroczna edycja zorganizowana została przy finansowym wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Patronat honorowy nad nią objął Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdan Zdrojewski. Sponsorem Głównym Orłów 2014 był SKOK

Po lewej: Bodo Kox Po prawej: Maciej Pieprzyca


14 / RELIGIA

Gdy spotykamy się z tajemnicą, trzeba przewidzieć różne reakcje ludzkie. I stąd potrzeba, aby dobrze odróżnić tajemnicę (to, co przekracza nasze zrozumienie) od trudności czy sprzeczności. Nie można pierwszego sprowadzać do drugiego.

Tajemnice Ojca, Syna i Ducha Świętego Tajemnicą jest to, co pozostaje poza barierą naszego zrozumienia, ku czemu jednak to zrozumienie może się skierować. Zrozumienie, a przynajmniej pytanie. Poprzez tajemnicę „widać” jeszcze bardziej, że Bóg zamierzył dla człowieka życie na poziomie ponadludzkim. Na tę sprawę rzuca światło Wcielenie i Odkupienie. Pierwotna i podstawowa więc (także ostateczna) miara czynu człowieka jest wyznaczona uczestnictwem w Mądrości i Miłości, które są z Boga.

Tajemnica Ojca Ojciec-Bóg jest właściwie nieprzenikniony w kategoriach świata i stworzenia. Jest Tajemnicą, która stoi poza wszystkim i warunkuje wszystko. Ta Tajemnica rozjaśnia się w jednym odniesieniu: jest to odniesienie Chrystusa - „nikt nie zna Ojca, jeno Syn i ten, komu by Syn zechciał objawić”. Dzięki Chrystusowi także jakoś „znamy” Ojca i mamy do niego przystęp. W świadomości Chrystusa oraz w Jego posłannictwie i słowie Ojciec całkowicie przesłania „Absolut”, choć równocześnie w pewnym sensie Go wchłania… Ojciec jest też Stwórcą i Panem („wyznaję Tobie, Ojcze, Panie nieba i ziemi, żeś...”), pełnią bytu i dobra, jest Początkiem, ostatecznym Oparciem, Pewnością i Spełnieniem wszelkich spełnień. Jeśli człowiek może o Nim myśleć sensownie w kategoriach „Absolutu”, to tylko pod tym warunkiem, że przyjmie za Chrystusem prawdę o Miłości. Ojciec to jest Pełnia Bytu, Prawdy i Dobra w sobie tylko właściwy sposób akceptująca świat od samej rzeczywistości stworzenia, obdarzania istnieniem-aż po człowieka którego stwarza” na obraz i podobieństwo swoje”, aby go obdarzyć udziałem w swoim Bóstwie. W tym wszystkim jest On stale, będac najgłębiej w stwo-

rzeniu, a zwłaszcza w człowieku-poza zasięgiem naszej stworzonej wyobraźni i myśli. A równocześnie On tylko jest ostoją pewności i warunkiem rozwoju wszystkiego, zwłaszcza człowieka.

Tajemnica Syna Pan Jezus powiedział „kto Mnie widzi, widzi i Ojca, a kiedy indziej: Ja i Ojciec jedno jesteśmy”. Syn jest jakby „widzialnością” Ojca, nie tylko Jego Obrazem niewidzialnym, czyli Słowem Współistotnym, ale także jego „uwidocznieniem” w dziejach ludzkości, w które wchodzi,

stając się Człowiekiem. Bóg-Człowiek: Bóg historii wyznacza zarazem całe dzieje zbawienia i koncentruje je wokół Siebie. W tym maksymalnym przybliżeniu do człowieka, do ludzkości, do dziejów, Jezus-Syn Boży działa nade wszystko jako Współistotny Ojcu. Zarazem kładzie podwaliny pod dalsze działanie w Kościele. To działanie Boskie wynikające z Jego Osoby wchodzi jak najgruntowniej w ludzkie wydarzenia od Betlejem aż po Kalwarię. Nade

wszystko wchodzi ono w wydarzenia Krzyża, ofiary zadość czyniącej, która ma moc odkupieńczą. Cała jednakże ludzka osnowa wydarzeń, życia i śmierci nie przesłania Syna-Boga. Rozważanie z jakąś szczególną siłą ukazało mi Jego rzeczywistość, której Ojciec stał się (i wciąż staje) szczególnie widoczny. Niezgłębiona jest tajemnica rodzenia tego Syna-Słowa. Tutaj analogia ludzkiego rodzenia „wedle ciała” szczególnie zawodzi. Syn jest rodzony przez Ojca. Nie ma w tym zależności, rodzenie jest wyrazem współistotności Syna z Ojcem, a także

z Duchem Świętym w jedności Bóstwa. Cały nasz kontakt z Bogiem widzialnym, z Synem - a poprzez Niego z Niewidzialnym Ojcem - dokonuje się przez Maryję. W każdym razie nie można Jej ominąć, a wiadomo, że dzięki Niej jest najpełniejszy i najskuteczniejszy. Równocześnie zaś stale wraca jedna myśl: jak Maryja, przeżywając na co dzień najbardziej „widzialność” i „historyczność” Boga

w swym Synu-Człowieku, musiała zarazem przeżywać Jego Boską transcendencję. Życie zdumiewające i niepojęte.

Tajemnice Ducha Świętego Nasze pojęcie duchowości Boga kształtuje się z ubogich doświadczeń własnej duchowości człowieka. Rzeczywistość „czysto” duchowa i „czysto” osobowa zarazem. Duchem są: Ojciec, Syn i Duch Święty. „Duch wszystko przenika, przenika głębokości Boże”. Wiemy, że jest On Święty, że jest Osobą jak Ojciec i Syn. Wiemy, że od Ojca i Syna „pochodzi” jako Miłość. Bóg jest miłością. Duch Święty jest miłością Ojca i Syna. Dlatego właśnie jest „Święty”, bo Świętość polega na miłości… Jego „pochodzenie” od Ojca i Syna jest zarazem jego trwaniem w jedności Ojca i Syna i poniekąd stanowieniem o tejże jedności. Poza tym jednak to wzajemne udzielanie się Ojca Synowi i Syna Ojcu w Duchu Świętym oraz obopólne „tchnienie” tego Ducha jest całkowitą tajemnicą wiary. Duch Święty jest „Bogiem ukrytym”. O ile Syn-Chrystus stanowi „widzialność” Boga i Jego historyczność, to Duch Święty wprowadza nas z powrotem w Jego „niewidzialność”. A przecież jest On nade wszystko Działaniem, Skutecznością i Owocowaniem - nie włączając w sferę naszego widzenia... Jego działanie w duszy, jakże bardzo skuteczne i podstawowe ,jest zawsze działaniem Niewidzialnego w niewidzialnym. Druga część wybranych fragmentów rekolekcji Jana Pawła II na podstawie książki „Notatki osobiste 1962-2003” w ramach cyklu „Czekając na kanonizację bł. Jana Pawła II” . Opr. prof. Wojciech Ciechomski


PRAWO / 15

Czy przedsiębiorca w ramach prowadzonej działalności gospodarczej może dokonać czynności prawnej przez przedstawiciela? Prokura jest swoiście uregulowanym pełnomocnictwem, które polega na przystosowaniu pełnomocnictwa do działalności gospodarczej przedsiębiorców. Podmiotem kompetentnym do jej udzielenia są wyłącznie przedsięborcy podlegający wpisowi do rejestru przedsiębiorców (KRS). Tak więc prokury nie będzie mogła udzielić osoba fizyczna prowadząca jednoosobową działalność gospodarczą, jako że jest ona wpisywana do innego rejestru, czyli do Ewidencji Działalności Gospodarczej. Prokurentem może być osoba fizyczna mająca pełną zdolność do czynności prawnych. Udzielenie jej odbywa się poprzez jednostronną czynność prawną przedsiębiorcy. Powinna ona by pod rygorem nieważności udzielona na piśmie. Swym zakresem obejmuje

Instytucja prokury Ewa Miliszkiewicz - doradca prawny, Centrum Usług Prawnych

umocowanie do czynności sądowych oraz pozasądowych, jakie są związane z prowadzeniem przedsiębiorstwa. Ponieważ z mocy samego prawa prokurent może dokonywać wszystkich czynności prawnych, od zasady tej ustawodawca przewidział wyjątek. Zgodnie z art 1093 kodeksu cywilnego

do zbycia przedsiębiorstwa lub do oddania go do czasowego korzystania oraz do zbywania i obciążania nieruchomości jest wymagane pełnomocnictwo do poszczególnej czynności. Głównym czynnikiem powodującym wygaśnięciem prokury jest

jej odwołanie, które może nastąpić w każdym czasie bez podania uzasadnienia. Kolejnym takim zdarzeniem jest wykreślenie przedsiębiorcy z rejstru, a także ogłoszenie upadłości, otwarcia likwidacji oraz przekształcenia przedsiębiorcy. Natomiast śmierć przedsiębiorcy albo utrata przez niego zdolności do czynności prawnej nie powoduje jej wygaśnięcia. Odmienną kwestią jest śmierć samego prokurenta, które już powoduje jej wygaśnięcie - dzieje się tak, gdyż jest to szczególny stosunek prawny oparty na zaufaniu.

Jeśli potrzebujesz pomocy prawnej napisz do mnie na adres mailowy:

biuro@mobilnyprawnik.pl

Więcej informacji: www.mobilnyprawnik.pl REKLAMA

Nie zwlekaj, dzwoń już teraz - tel.: 602 733 335

www.karpiowkazblachy.pl


16 / REKLAMA

Dobry Znak  
Dobry Znak  

Nr 6 (134)/ 2014r. cz 1

Advertisement