Page 1

Rozpoczynamy cykl prezentacji polskich przedsiębiorców rodzinnych str. 8-9

Dwutygodnik nr 6 (111) } 28 marca 2013 } www.gazetadobryznak.pl

nakład 150 000 egz. } ISSN 18994830 } GAZETA BEZPŁATNA

Wesoły nam dzień dziś nastał Wielkanoc - najstarsze i najważniejsze święto chrześcijańskie upamiętniające zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. W tym roku szczególnie w Kościele obchodzone - w cieniu wyboru nowego papieża Franciszka. kardynałami busem, gdy samodzielnie wykonuje telefon do innego biskupa i zaskakuje tym młodego portiera, gdy na Placu św. Piotra wita się z niepełnosprawnym chłopcem albo przekazuje znak pokoju prawosławnym duchownym podczas mszy pontyfikalnej.

Według Nowego Testamentu, gdy Maria Magdalena przybyła do grobu Jezusa, świat jeszcze pogrążony był w ciemnościach, a kamień zasłaniający wejście do grobu już był odsunięty. Stąd prawdopodobnie swoją etymologię wywodzi nazwa Wielkanoc. Można by też domniemywać, że użyto przenośni, porównując życie Chrystusa do światła oświecającego ludzkość, a śmierć do nocy, która je zgasiła. W niektórych językach słowiańskich święto określa się jako Wielki Dzień, w innych przyjęto nazwę Zmartwychwstanie. Na świecie znane jest też jako Pascha, od hebrajskiego Pesach, wiosennego Święta Przaśników upamiętniającego wyjście Żydów z Egiptu, obchodzonego w pełnię księżyca, w czasie którego na ofiarę przeznaczano jednoroczne baranki. Jako Hebrajczyk, święto

Hanna Król Paschy obchodził Chrystus, na nie wraz z uczniami przybył do Jerozolimy i święto Pesach stało się tłem męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Wielu wiernych Kościoła katolickiego oprócz nadziei na mistyczne odrodzenie Kościoła wraz ze zmartwychwstałym Chrystusem oczekuje na faktyczne odrodzenie Kościoła. Nadzieję daje im wybrany na tron Piotrowy argentyński kardynał Jorge Mario Bergoglio. Jego otwarty i pogodny styl bycia - z uśmiechem na twarzy, skromnością i współczuciem dla chorych i biednych - już ujęły katolicki świat. Media zachwycają się, gdy papież rezygnuje z limuzyny po konklawe, a jedzie razem z innymi

Nowy Ojciec Święty wydaje się „papieżem marzeń lewicowo-liberalnych autorytetów. Skoncentrowany na ubóstwie, podkreślający konieczność walki o pokój, a do tego odrzucający te z kościelnych zwyczajów, które uznaje za niezgodne z franciszkańskim duchem”. Dlatego pojawiają się spekulacje: czy papież da przyzwolenie na antykoncepcję, aborcję, eutanazję, homoseksualizm, adopcję dzieci przez partnerów o tej samej płci, życie w konkubinacie, rezygnację z celibatu itd. Wszystko, co marzy się ludziom, którzy lubią wygodę i relatywizują naturalne wartości. Ale Kościół nie musi być wcale wygodny (w podwójnym znaczeniu, o czym nas przekonuje imię nowo wybranego papieża) i iść z duchem lewicowej „wrażliwości”. Kościół powinien wymagać, stawiać poprzeczkę naszym ludzkim grzechom i słabościom. I nic nie zapowiada, że papież Franciszek miałby coś w tej materii zmienić. O związkach homoseksualnych wypowiada się jako o „pogwałceniu planu Bożego”. W kwestii aborcji i eutanazji jest zdecydowanym konserwatystą:

- Powinniśmy być świadomi, że ludzie nie mogą otrzymywać Komunii świętej i jednocześnie działać czy mówić przeciwko przykazaniom, zwłaszcza gdy ułatwia się dokonywanie aborcji, eutanazji i innych poważnych przestępstw przeciwko życiu i rodzinie. Odpowiedzialność ta dotyczy szczególnie ustawodawców, rządzących i pracowników służby zdrowia - podkreślał przyszły papież.. (Nie)stety, drodzy obyczajowi rewolucjoniści! Z pewnością wybór imienia i nawiązanie do spuścizny św. Franciszka z Asyżu wskazuje na inne, bardziej potrzebne zmiany w Kościele. Możemy spodziewać się, że pierwszy wybrany na papieża jezuita skieruje oczy świata na ludzi biednych, na obywateli tzw. Trzeciego Świata. Zwróci uwagę wiernych na ich osobistą relację z Bogiem, a także powiązanie życia codziennego z religijnym, o czym świadczy pierwsza papieska homilia o świętym Józefie i Maryi. Wybór „papieża z końca świata”, a także zainteresowanie mediów pokazują, że Kościół ciągle ma o co walczyć, ciągle żyje i będzie żył w zgodzie z Chrystusem, który dla naszego zbawienia cierpiał na krzyżu. Wszystkim życzymy radosnego świętowania Zmartwychwstania Pańskiego, a papieżowi Franciszkowi wiele wytrwałości w posłudze Piotrowej.


2 / OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY...

Krótka diagnoza polskiej prawicy

A podatki hyc, hyc, hyc…

Rafał Ziemkiewicz

Mariusz Gazda

Co łączy, a co dzieli polską prawicę? Co musiałoby się stać, aby zaczęła ze sobą współpracować? - Zawsze prawicę dzieliło to samo - to znaczy ambicje personalne różnych kandydatów do przewodzenia jej. Wynika to z błędnej oceny sytuacji po 1989 roku, której głównym przekonaniem było, że skoro ponad 90% Polaków deklaruje katolicyzm, są patriotami i ludźmi oddanymi ojczyźnie i hasłom tradycjonalistycznym, to prawica zawsze będzie wygrywać - pytanie tylko, kto te głosy skupi. Tymczasem zawsze wysiłek szedł na to, aby wyeliminować kandydatów na prawicy, a zwycięstwo wyborcze miało się wziąć samo z siebie. Niestety, takie myślenie pokutuje do dziś. Jeśli ludzie zniechęcą się do Platformy Obywatelskiej, to zagłosują na tę partię, która aktualnie będzie przewodziła opozycji. W związku tym wysiłek idzie nie na to, żeby odzyskać zaufanie i przekonać, że partia będzie lepiej rządziła niż w latach 2005-2007, tylko na to, żeby nie powstało nic nowego. Moim zdaniem jest to prosta droga do kolejnej przegranej i tak będzie, dopóki prawica nie uświadomi sobie, że wygrać może, jeśli stworzy bardzo szeroki ruch społeczny, w którym zmieściliby się jeszcze narodowcy i wolnościowcy, o ile nie byliby obciążeni wizerunkowymi szalonymi wizjami swojego przywódcy. 

Temat podatku dochodowego poruszany jest stosunkowo rzadko tak przez polityków, jak i przez media. Wydawać by się mogło, że podatki nie rosną od lat. Te same stopy podatkowe. Zmieniają się tylko progi i znikają lub pojawiają się ulgi podatkowe. Czasem ktoś rzuci pomysł podatku liniowego i zamilknie. Można by rzec nuda. To jednak tylko pozory. Przez ostatnie lata nie dość, że wiele podatków radykalnie wzrosło, to ciągle pojawiają się nowe daniny na rzecz państwa. Niby nic, ale te niezauważalne, pełzające zmiany uderzają coraz mocniej po kieszeniach polskich podatników. Stajemy się państwem fiskalnym, tworem, który jest w stanie przejeść każdy budżet. Im więcej państwo ściąga, tym więcej państwo przejada. Im więcej państwo przejada, tym więcej nowych danin nakłada na obywateli. Powstaje samozaciskająca się pętla. Droga donikąd, a tak naprawdę droga do samounicestwienia się państwa. Znamy z historii takie państwa, które upadały właśnie w wyniku wzrostu znaczenia urzędników, kasty żyjącej z pracy obywateli. Oni po prostu nie rozumieją skąd biorą się pieniądze. Urzędnikom wydaje się, że pieniądze pochodzą z podatków. A przecież nie trzeba być geniuszem logiki, ani profesorem ekonomii, żeby wiedzieć, że pieniądze biorą się z pracy. Tylko praca może tworzyć dobrobyt i postęp. Tylko praca daje uczciwy dochód. Każdy inny sposób zdobywania majątku jest albo nieuczciwy, albo demoralizujący, a to także prowadzi do upadku. W Starożytnym Egipcie państwo ściągało podatki od poziomu wody w Nilu. W carskiej Rosji nakładano podatki od okien, drzwi albo posiadania brody. Przez nieuzasadniony rozrost systemu podatkowego upadł Rzym. Przez podatki wybuchła także Rewolucja Francuska. Zbyt restrykcyjna polityka podatkowa zawsze prowadziła albo do upadku gospodarki, albo do buntów, rewolucji i innych form nieposłuszeństwa obywatelskiego. Miejmy nadzieję, że ktoś tam na górze w końcu ocknie się i zrozumie kto jest dla kogo. Państwo dla obywatela, czy obywatel dla państwa. I żeby oddolny ruch obywatelski wystarczył do przywrócenia właściwych proporcji. Czego państwu i sobie życzę

Wydawca: U.B.R. sp. z o.o., 05-200 Wołomin, ul. Legionów 27/7 telefon: (022) 787 32 06, e-mail: redakcja@gazetadobryznak.pl www.gazetadobryznak.pl www.facebook.com/gazetadobryznak reklama: 503 168 783 lub (022) 787 32 06, reklama@gazeta-dobryznak.pl Redaktor naczelny: Mariusz Gazda Sekretarz redakcji: Agnieszka Żądło-Jadczak Skład i łamanie: Klementyna Tomza Druk: Polskapresse Sp.z o.o. oddział Poligrafia, ul. Matuszewska 14 02-672 Warszawa

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych i zastrzega sobie prawo do ich skracania i redagowania. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść płatnych reklam nakład: 148 000 egz.

Jaki jest potencjał polskiej prawicy w tej chwili? - Moim zdaniem dość duży. Środowiska konserwatywno-liberalne są w stanie odciągnąć wyborców od Platformy Obywatelskiej i Palikota. Z kolei ruch narodowościowy ma bardzo atrakcyjne idee dla młodych ludzi i jest w stanie w sposób przekonujący wytłumaczyć im panującą rzeczywistość. Trzeba tylko opamiętania i zrozumienia, że tylko zjednoczenie tego potencjału pozwoli odzyskać władzę. Nie nastąpi to samo z siebie. To nie jest tak, że większość Polaków sama z siebie zagłosuje na kogokolwiek, tylko dlatego, że nie jest to Platforma. 

Kogo widziałby Pan na czele powstałego Ruchu Narodowego, jeśli miałby zyskać bardziej polityczne ramy? - Musi minąć kilka lat, zanim ten ruch wykształci swoich liderów. Jeżeli będziemy czekali, aż ten ruch sam z siebie okrzepnie i będzie w stanie wyjść na scenę polityczną jako samodzielna siła, to znowu stracimy wiele czasu. Wiadomo, że w tej chwili Młodzież Wszechpolska czy ONR nie mają osób, które mogłyby kandydować na urzędy premiera czy ministerialne. Jeżeli więc ruch narodowy nie chce czekać kilka lat na stworzenie własnych elit, to powinien szukać koalicji. Naturalna jest koalicja z wolnościowcami, członkami Fundacji Republikańskiej, ze Stowarzyszeniem Ko-Liber, Instytutem Sobieskiego czy ruchem skupionym wokół „Frondy”. Stowarzyszenie „Marsz Niepodległości” jest dobrym przykładem, jak można łączyć działania różnych sił. Chciałbym, aby taka strategia była kontynuowana. rozmawiała: Agnieszka Żądło-Jadczak 

„Władza nad drugim człowiekiem jest jedną z najsilniejszych i najniebezpieczniejszych ludzkich żądz”

Antoni Kępiński


OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY... / 3

Jak żyć, panie premie premierze? Według prognoz NBP tempo wzrostu gospodarczego w Polsce w 2013 r. ulegnie dalszemu obniżeniu, do 1,3 proc.

Jan Maria Jackowski

Ta prognoza pozostaje w rażącej sprzeczności z założeniami budżetu państwa opracowanego przez rządowego funkcjonariusza od wciskania kitu i kreatywnej księgowości Jacka Rostowskiego. Zapisał on w budżecie państwa tempo wzrostu na poziomie 2,2 proc. Różnica, bagatela, wynosi prawie 1 procent, co oznacza kilkanaście miliardów złotych. Nawet wicepremier z koalicyjnego PSL Janusz Piechociński z dużą dozą realizmu przyznał, że wzrost poniżej 1,5

proc. „będzie tworzył falę napięć społecznych”. Pryska mit „zielonej wyspy”, pryska rządowa propaganda sukcesu. Dynamicznie rośnie wskaźnik bezrobocia, w lutym bez pracy pozostawało 14,4 proc., czyli prawie 2,5 miliona Polaków. Dla tych, co jeszcze mają pracę powszechnym doświadczeniem jest, że coraz trudniej przeżyć od pierwszego do pierwszego, ceny rosną, a realne dochody spadają. Według analityków nasilenie ubożenia Polaków systematycznie postępuje od 2010 r. i nie ma w Unii Europejskiej drugiego państwa, w którym - mimo ciągłego wzrostu produktu krajowego brutto - płace realne zmniejszyłyby się tak bardzo. W 2011 r.

spadły średnio o ponad 2 procent i ta tendencja utrzymywała się także w 2012 r. Jak podał GUS, tylko w październiku 2012 roku, w ujęciu rok do roku przeciętne wynagrodzenie wzrosło o 2,8 procent, ale inflacja aż o 3,4 procent - co oznacza dalszy spadek rzeczywistych dochodów Polaków. Wydaje się, że Polacy mają też dość tej całej panującej w kraju atmosfery niemożności, nepotyzmu i korupcji. Biednieją zwykli Polacy, których ekipa Tuska ma najwyraźniej w pogardzie. Za to bogacą się na koszt społeczeństwa „swoi” zgodnie z regułą propagandzisty reżimu Jaruzelskiego Jerzego Urbana, że „rząd się zawsze wyżywi”. Lukratywną pracę otrzymują

Miłosierdzie gminy Któż jeszcze czyta opowiadania Marii Konopnickiej? Nie wiem nawet, czy któreś z nich znajduje się na liście lektur szkolnych. Zaś jej imię jest przywoływane przy okazji odzierania polskich znaczących postaci z prywatności i ujawniania ich „skrytych skłonności”. Lesbijka i zła matka - tak oto usiłują przedstawić pisarkę i poetkę ci, którzy nie potrafią pojąć jej ponad dwudziestoletniego związku z kobietą w czasach, kiedy nikomu do głowy nie przyszło organizowanie parad równości. A to, że Konopnicka w swojej twórczości protestowała przeciwko niesprawiedliwości społecznej oraz ustrojowi niosącemu ucisk i krzywdę, już nie ma znaczenia. Kiedy ostatnimi czasy nasiliły się doniesienia o zaniedbaniach, przeoczeniach, braku wrażliwości osób

pełniących tzw. opiekę społeczną w imieniu państwa; kiedy okazywało się, że ci, którzy powinni wyróżniać się wyjątkową wrażliwością i tzw. społecznym słuchem na krzywdę i nieszczęścia ludzi potrzebujących wsparcia państwa, są nieczułymi urzędnikami tkwiącymi w okowach biurokratycznych przepisów, przypomniało mi się opowiadanie „Miłosierdzie gminy” właśnie autorstwa Marii Konopnickiej. Akcja toczy się w II połowie XIX wieku w szwajcarskiej gminie Hot-

Aleksandra Jakubowska

tingen i pokazuje sposób opieki, jaką roztacza ona nad osobami starszymi i niedołężnymi. Okazuje się, że takich ludzi oddaje się do domów bogatszych gospodarzy. Gospodarze w zamian za opiekę otrzymują od gminy środki pieniężne: Tak jest, moi panowie! piękne nasze ustawy wygnały z ziemi naszej żebraninę, a wprowadziły do niej miłosierdzie. Nie ma już opuszczonych! Nie ma już nędzarzy! Gmina jest ich matką, gmina jest ich żywicielką. Oto jest starzec niezdolny do pracy. Kto z panów chce go wziąć do siebie? Niejedną posługę mieć można jeszcze z niego. Gmina nie wymaga, by jej członkowie czynili to darmo. Gmina gotową jest, podług ustaw

osoby związane z partią rządzącą, krewni i znajomi królika Na przykład szefowie rządowej spółki PL 2012 dostali po ponad milion złotych premii za pracę przy projekcie Euro 2012. Zgodnie z ustaleniami Informacyjnej Agencji Rządowej szef spółki PL.2012 Marcin Herra otrzymał premię w wysokości 1.330.436 złotych, a wiceprezes Andrzej Bogucki 1.307.713 złotych. I to się odbywa w sytuacji, gdy z powodu nieudolności i niekompetencji rządu Donalda Tuska w szpitalach ludzie umierają z powodu braku pieniędzy! Czy można się dziwić, że napięcie rośnie? Jak tu żyć, panie premierze? swoich, przyczynić się do utrzymania tego starca . I oto zaczyna się licytacja, prawie taka sama jak w niewolniczych stanach Ameryki, kiedy na targach właściciele bawełnianych latyfundiów kupowali sobie niewolników. Tym razem starca wystawionego na „miłosierdzie gminy” kupuje bogaty kupiec i zaprzęga do wozu, którym rozwozi mleko. Opieka społeczna nie widzi kobiety, która jest w ciąży i nagle przestaje w niej być, a dziecka nie ma. Opieka społeczna nie widzi dziecka, które waży skandalicznie mniej niż jego rówieśnicy. Nie zauważa gwałconej przez kilkanaście lat przez ojca dziewczyny. Ochoczo pomaga odebrać dzieci rodzinie tylko dlatego, że jest biedna. Siedzi w swoich biurach i pracowicie pisze sprawozdania, żeby udowodnić, jak bardzo jest potrzebna. Zawsze działa zgodnie z przepisami, nawet jeśli są głupie i nawet na myśl jej nie przyjdzie, że może trzeba walczyć o ich zmianę. XIX-wieczne „miłosierdzie gminy” zamieniono dzisiaj w Polsce na „miłosierdzie państwa”. I sama już nie wiem, które jest gorsze.


4 / OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY...

Nienawiść do kobiet

Wbrew powszechnej opinii, że feministki nienawidzą mężczyzn, w rzeczywistości nienawidzą one przede wszystkim kobiet, które pragną mieć udane życie rodzinne, męża, dzieci i wnuki.

Marian Piłka Feministki nie dzielą ludzi na proletariat i burżuazję, tak jak to robi tradycyjna dialektyka marksistowsko-leninowska, feministki dzielą ludzi na dominujących mężczyzn oraz zniewolone kobiety i wzywają do ich wyzwolenia z męskiej dominacji ucieleśniającej się w rodzinie. To echo marksistowskiej dialektyki, która rozwój społeczny widzi nie we współpracy społecznej czy twórczości, ale w konflikcie, agresji i nierozłącznej z nią nienawiści. Mechanizm walki klasowej został zastąpiony mechanizmem walki płci, walki z całym arsenałem agresji, nienawiści i obelg. Polskie feministki to

przede wszystkim weteranki ruchu komunistycznego i ich postkomunistyczne towarzyszki, doświadczone w walce z wszelkimi strukturami społecznymi. Fałsz feministycznej ideologii wynika z fałszywej koncepcji osoby ludzkiej. Feminizm widzi kobietę jako wyabstrahowaną jednostkę, zniewoloną przez warunki społeczne ucieleśnione w płci męskiej. Tymczasem człowiek nie jest wyabstrahowaną jednostką, ponieważ Bóg stworzył go jako kobietę i mężczyznę. Ze swej natury człowiek nie jest istotą

samowystarczalną, i to zarówno w płaszczyźnie biologicznej, jak i społecznej, kulturowej, psychicznej, ekonomicznej i moralnej. Każdy człowiek w swym istnieniu skazany jest na innego człowieka i na innych ludzi. Bez rodziny, bez społeczeństwa nie może on istnieć. Dlatego tak ważne jest, aby wszystkie struktury społeczne, w których człowiek żyje, funkcjonowały sprawnie, ponieważ od tego zależy jego rozwój osobowy. Najważniejszą, choć nie jedyną taką strukturą jest rodzina: miejsce narodzin każdego z nas, wychowania, poznania języka i ojczystej kul-

Wielkie głupstwa Rzućmy kamień na dno rzeki: kamień przeszkadza, przepływające łodzie mogą rozedrzeć sobie dno - ale rozmaite glony i porosty gotowe są składać skargę do ONZ, gdybyśmy chcieli ten kamień usunąć. To znaczy: same nie składają, ale zawsze znajdą Janusz Korwin - Mikke jakichś „ekologów”, którzy odkryją, że jest to unikalny w Europie gatunek glonów Gdy powstawał Europejski Ob(gatunków glonów jest jakieś 300.000) szar Gospodarczy tłumaczono i kamienia ruszać nie wolno. wszystkim, że cła między państwami to przeszkoda w rozwoju gospodarczym. I tłumaczono słusznie: cła to kompletny idiotyzm, a Pismo Święte słusznie traktowało celników jako najgorszych z ludzi, bo wykonywali szkodliwe dla ludzi rozporządzenia. Tym niemniej przed I wojną Światową Imperium Wszechrusi wprowadziło cła - i między Kaliszem a Ostrowem Wielkopolskim przebiegała sobie granica celna. Mojab opowiadała mi, jakie pieniądze się robiło dzięki istnieniu tej granicy! Ile towarów można było z zyskiem przemycić to w jedną, to w drugą stronę! To z tamtych czasów pochodzi historia Beniamina Ostrowera, któ-

ry podejrzanie tanio woził ludzi dorożką z Ostrowa do Kalisza lub z powrotem. Celnicy podejrzewali, że Benio coś przy okazji przemyca, rewidowali dorożkę - ale nic nie znajdywali. Aż razu pewnego jeden wsadził rękę do worka wiszącego przy końskim pysku, wyjął, powąchał: herbata! I wrzasnął: - Co to jest? - Żarcie dla konia - odparł spokojnie Ostrower - Co Wy gadacie? To żre koń? - Nie moje zmartwienie: nie chce, niech nie żre - wyjaśnił filozoficznie sałaciarz. Więc dzięki istnieniu granicy cel-

nej tysiące ludzi znajdywały zajęcie przemytnika, setki tysięcy z tego przemytu korzystały, dziesiątki ludzi miało dobra pensje celników... Żyć - nie umierać! Należy tylko się zastanowić, czemu nie zrobić takiej granicy celnej między każdym województwem? A jeszcze lepiej: powiatem! A co tam powiat: ogrodzić granicą celną każdą gminę! Wiecie Państwo, jaki dobrobyt by w Polsce zapanował?! Już miliony ludzi szmuglowałyby z zapałem z gminy do gminy – i setki tysięcy celników nieźle żyłoby z pensyj.... … że co? Że to idiotyzm?

tury, pierwsze miejsce społecznej i kulturowej socjalizacji. Bez rodziny człowiek nie może się narodzić i bez rodziny nie może prawidłowo się rozwijać. Rodzina jest niszą, w której on żyje, ale jest także ochroną ludzkiej godności i rozwoju. Niewystarczalność osoby ludzkiej niejako „skazuje” zarówno mężczyzn, jak i kobiety na rodzinę. To właśnie w niej i kobieta, i mężczyzna odkrywają sens swego istnienia i potwierdzają swoją kobiecą i męską tożsamość. Tej tezy nie unieważnia celibat osób konsekrowanych, który wprowadza do ludzkiego powołania porządek nadprzyrodzony.

Dokładnie takim samym idiotyzmem jest każda granica celna między dwoma państwami. Gdy jednak próbować ją znieść, natychmiast larum podnoszą nie tylko przemytnicy i celnicy. Ci, co sprzedawali w Kaliszu drogi węgiel z Ukrainy protestowaliby – bo bez cła węgiel ze Śląska stałby się tańszy i oni straciliby pieniądze. Nie tylko ukraińscy górnicy – również handlarze, transportowcy... Tysiące ludzi! Więc protesty biliby pod niebiosa. Natomiast to, że wszyscy by zyskali, bo dzięki tańszemu węglowi wszystko opalane węglem w Kaliszu byłoby tańsze - nawet by tego nie zauważyli. Dlatego powtarzam: każdy kretynizm gospodarczy będzie miał swoich obrońców. I dlatego ci, co rządzą gospodarką, muszą wiedzieć jedno: nie wolno nigdy słuchać zainteresowanych! Robić swoje – i nie przejmować się protestami. Protestujących ignorować, w razie potrzeby oblewać z sikawek, w ostateczności: strzelać! Trudno: z głupstwem trzeba walczyć na wszelkie sposoby! http://korwin-mikke.pl


OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY... / 5

O NOWĄ, INNĄ SZKOŁĘ Zmiany w polskiej oświacie nastąpią czy to się komuś podoba, czy nie. Chodzi o to, żeby wzmocniły Polaków jako wspólnotę i nie były źródłem zaspokojenia potrzeb państwa. Jak mówi Mariusz Patey z Instytutu im. prof. Romana Rybarskiego: - Wartości są w rodzinach. Państwo nie wywiązuje się dobrze jako wychowawca młodzieży. Trzeba odebrać państwu kompetencje wychowawcze i oddać rodzicom. Szkoła ma być przedłużeniem wychowania domowego. - Próby centralnego zarządzania oświatą, podkreślam zarządzania, a nie prowadzenia polityki oświatowej kończą się niepowodzeniem, a brak spójnej wizji celów niesie niebezpieczeństwo wykształcenia i wychowania siły roboczej dla bogatszych i bardziej przewidujących państw Europy i świata, a nie świadomych swych praw i obowiązków oby-

wateli Rzeczypospolitej - twierdzi Wojciech Starzyński prezes Zarządu Fundacji „Rodzice Szkole”, pomysłodawca i założyciel Społecznego Towarzystwa Oświatowego, współtwórca szkolnictwa niepublicznego. Starzyński dostrzega rozbieżność dążeń w polskiej oświacie. Według prezesa Fundacji „Rodzice Szkole” wśród nauczycieli przeważa troska o własne zarobki, o ograniczenia biurokracji i o utrzymanie tzw. „przywilejów” wynikających z Karty Nauczyciela. Rodzice zabiegają o takie wykształcenie swoich dzieci (często z akceptacją dla tzw. „wyścigu szczurów”), które ma im zapewnić dobry start w dorosłe życie i sukces materialny, postrzegany jako

najważniejsze źródło szczęścia człowieka. Wśród uczniów przeważa myślenie, że wykształcenie ma służyć przede wszystkim osiągnięciu sukcesu zawodowego i materialnego. Inne wartości są zdecydowanie na drugim planie. Samorządowcy troszczą się o finanse i bazę materialną szkół, przy wyraźnym braku zainteresowania polityką oświatową. W Ministerstwie Edukacji Narodowej brakuje spójnej wizji, programowej i organizacyjnej oświaty, a jego działanie skupia się w znacznej mierze na ciągłym „ulepszaniu” systemu egzaminacyjnego i mało skutecznym, ale za to coraz bardziej zbiurokratyzowanym, rozbudowywaniu systemu kontroli - nadzoru

Rafał Pazio pedagogicznego. - Trzeba dokonać zmian chociażby w programach nauczania, ze szczególnym zwróceniem uwagi na przedmioty humanistyczne, zwłaszcza na naukę historii, które będą decydowały o poziomie wykształcenia obywateli (a nie robotów - technokratów). Przeanalizować formułę egzaminów i dążyć do rozwiązań, które obok egzaminu zewnętrznego uwzględniałyby ocenę wystawioną przez nauczyciela uczącego danego przedmiotu - podsumowuje Wojciech Starzyński. Brak takiej oceny jest specyficznym, wręcz obraźliwym wotum nieufności wobec nauczycieli, wyrażonym przez decydentów politycznych.

Dziecko - najlepsza inwestycja

Piotr Uściński

Dziś rozmawiałem z salą 20-, 30-latków, studentów zaocznych. Okazuje się, że nikt z tych młodych ludzi nie wierzy, że otrzyma emeryturę za 30-40 lat. Zdają sobie sprawę z tego, że ZUS (lub też całe państwo) wcześniej czy później zbankrutuje. Zmniejszająca się liczba osób pracujących nie utrzyma wielkiej liczby emerytów.

Według prognoz demograficznych dla Polski za 40 lat liczba osób w wieku produkcyjnym będzie wynosiła około 16 mln. Dzisiaj jest to około 24 mln, a więc spadnie liczba osób, które swoją pracą będą utrzymywać nie tylko siebie i swoje rodziny, ale też za pośrednictwem podatków całe państwo ze wszystkimi jego wydatkami. Jednocześnie w tym samym okresie liczba osób w wieku poprodukcyjnym wzrośnie z 7 mln dziś do blisko 10 mln. W wiek emerytalny wejdziemy my, dzieci wyżu demograficznego z lat 70., 80. Jak łatwo policzyć, dzisiaj na jednego emeryta przypada 3,5 osób w wieku produkcyjnym, zaś za 40 lat wskaźnik ten będzie wynosił

1,5 osoby. Społeczeństwo zdecydowanie zestarzeje się. ZUS nie kumuluje kapitału, a wpłacanych do niego składek już dziś nie wystarcza na wypłatę bieżących emerytur. Nawet gdyby dołożyć do tego wszystkie podatki PIT, jakie płacimy, to pieniędzy na bieżące emerytury nie wystarcza. W 2011 roku wpływy z podatku PIT i składek ZUS i KRUS wyniosły łącznie 171 miliardów zł. W tym samym roku wydatki na renty i emerytury to łącznie 196 miliardów zł. Już jest tragicznie, system się nie bilansuje, a emerytury i renty są w dużej części praktycznie głodowe. Stąd już niedaleko do rozsądnego wniosku młodych ludzi, że system emerytalny oparty dzisiaj głównie o

ZUS w nowej sytuacji demograficznej zbankrutuje. Jest też drugi filar, czyli OFE, które teoretycznie oszczędzają nasze pieniądze na emeryturę. Wiemy jednak, że te inwestycje to w dużej części zakupywane od Skarbu Państwa obligacje, co w przypadku bankructwa systemu i państwa okaże się inwestycją nietrafioną. Ale nawet tą inwestycję rząd powoli chce nam odebrać. Już zabrano z OFE część pieniędzy, szykują się kolejne zmiany i tak przez te 40 lat na pewno kolejne rządy te pieniądze rozgrabią. Wszystko dlatego, że chcą coraz bardziej zadłużać państwo. Zadłużać także dlatego, aby przedłużyć agonię systemu emerytalnego.

Studenci, z którymi rozmawiałem to wszystko wiedzą. Do młodych ludzi dociera coraz częściej zapowiedź byłego wicepremiera Pawlaka, że na emeryturze będzie można liczyć jedynie na własne dzieci. Smutne jest jednak to, że nie widzą wciąż tego, że to od nich zależy przyszłość, liczą na to, że ktoś się tymi problemami zajmie i je rozwiąże. A tymczasem powinni inwestować w to, co jest najlepszą inwestycją, w dzieci. Nasze własne dzieci to najlepsza z możliwych inwestycji. Inwestycja trudna, kosztowna, ale jakże miła i kochana. Do tego dobrze wychowane dzieci są znakomitym zabezpieczeniem naszego bytu na emeryturze. www.uscinski.pl


6 / HISTORIA

Filozof George Santayana powiedział, że naród, który zapomina o własnej przeszłości jest skazany na przeżycie jej jeszcze raz. Kiedy więc zastanawiamy się nad przyczynami różnych nękających nas kłopotów, dobrze sięgnąć do historii i sprawdzić, czy tam nie znajdziemy początków różnych polskich utrapień. W przypadku Polski jest to o tyle ważne, że historia zawiera sporo zdarzeń, których nie warto jeszcze raz doświadczać.

Myślenie niepodległe - droga do sukcesu Romuald Szeremietiew

Podstawy współczesnej polskiej myśli i działania politycznego formowały się w XIX wieku przy braku państwa polskiego. Ukształtowane w tamtych okolicznościach wyobrażenie celów narodowych, także sposoby i metody ich osiągania, mimo upływu dwustu lat ciągle powielają się. Polityczne postawy Polaków nieodmiennie układają się w kilku głównych nurtach. Pierwszy stanowią wszyscy nazywający siebie realistami. Ten realizm skłaniał do liczenia się z siłą najbardziej realną - dawniej z zaborcami, później byli to Sowieci, teraz np. polityczna poprawność, międzynarodowe korporacje. Brak wiary we własne siły i klęski kolejnych narodowych zrywów niepodległościowych podpowiadały, że właściwą postawą jest podporządkowanie się najeźdźcom, prowadzące w sytuacjach skrajnych nawet do kolaboracji. Drugi nurt łączy zwolenników opierania polityki polskiej o siły zewnętrzne, nazywany bywa czasem polityką orientacji, tj. orientowania się na kogoś. Ta koncepcja wychodzi z założenia, że Polacy są zbyt słabi na prowadzenie niezależnej polityki, stąd muszą zabiegać o protekcję i wsparcie jakiegoś mo-

carstwa. Spełniając jego oczekiwania, wykazując swoją przydatność dla jego polityki, można będzie budować mniej lub bardziej suwerenny własny byt - Księstwo Warszawskie z nadania cesarza Napoleona lub Królestwo Polskie z łaski cara. W ten sposób rozumował w 1945 roku lider PSL Stanisław Mikołajczyk - sądząc, że po akceptacji dotkliwych żądań sowieckich zbuduje za zgodą Stalina quasi-suwerenne państwo polskie. Z lepszym efektem ten sam model postępowania zastosował komunista Władysław Gomułka, gdy w 1956 roku dochodził w PRL do władzy z projektem „polskiej drogi do socjalizmu”. Podobny sposób uprawiania polityki podporządkowania się silniejszym - jest charakterystyczny dla ludzi obecnie rządzących Polską. Niekiedy słyszy się, że wspomniana wyżej metoda wynika z położenia Polski i jest jedyną możliwą dla nas polityką. Nie jest to prawda. Istnieje droga suwerennego kierowania się polskim interesem narodowym, tworząc własny ośrodek siły, który będzie partnerem dla mocarstw i podmiotem na światowej scenie politycznej. Nie należy mylić klienckiej polityki orientacji z zawiązywaniem sojuszy. Sojusz jest potrzebny dla realizowania własnych interesów i przestaje obowiązywać, gdy tym interesom nie służy. Sojusz staje się orientacją, gdy okazuje się, że jego utrzymanie staje się ważniejsze od

interesów strony, która go zawarła. W okresie drugiej wojny światowej tak właśnie zmieniał się sojusz Polski z mocarstwami zachodnimi. W końcu wojny władze RP mogły tylko składać prośby i jednostronne deklaracje, które potężni sojusznicy lekceważyli. Poznając meandry polskiej polityki można spostrzec, że w przeszłości stanowisko niezależne w relacjach międzynarodowych zajmował Józef Piłsudski. Dobrym przykładem będzie koncepcja polityczna przyszłego Marszałka, gdy podejmował walkę o odzyskanie niepodległości w okresie I wojny światowej. Usiłował wówczas wykorzystać sprzeczności istniejące między zaborcami do utworzenia jedynej realnej wówczas siły - wojska. Założenie działań przedstawił Piłsudski w styczniu 1914 r. w czasie odczytu wygłoszonego w Towarzystwie Geograficznym w Paryżu. Zwycięstwo pójdzie z zachodu na wschód - mówił wówczas. - Co to znaczy? To znaczy, że Rosja będzie pobita przez Austrię i Niemcy, a te z kolei będą pobite przez siły anglo-francuskie lub anglo-amerykańsko-francuskie. To wskazuje Polakom kierunek działania. Padło wówczas pytanie, czy Polacy idąc przeciwko Rosji z Austriakami i Niemcami, powinni zrezygnować z ziem zaboru pruskiego i austriackiego. Odpowiedział na nie współpracownik Piłsudskiego Witold Jodko-Narkiewicz: ...po rozbiciu

armii carskiej Europa zachodnia nie złoży broni i blok niemiecki prędzej czy później podzieli z kolei los Rosji, wtedy to przyjdzie czas na uwolnienie i pruskiej, i austriackiej części Polski. Założenie to sprawdziło się dokładnie. Zamiary Piłsudskiego można też poznać na podstawie relacji Rosjanina Wiktora Czernowa. Uczestniczył on w paryskim spotkaniu. Innym potwierdzeniem jest przekaz Walerego Sławka, cytowany w III tomie Pism zbiorowych Józefa Piłsudskiego, z którego wynika, że Piłsudski przedstawił podobny tok rozumowania, jak to wspomniał Czernow, w wywiadzie udzielonym na początku 1913 r. Józefowi Hłasce. Wielu odmawia Piłsudskiemu zdolności przewidywania zdarzeń, których przed 1914 r. nikt inny nie dostrzegał. Twierdzi się, że wspomniana relacja Czernowa ma nikłą wartość, a została odgrzebana jedynie w tym celu, by umacniać legendę Piłsudskiego. Jan Molenda (Piłsudczycy a narodowi demokraci 1908-1918) wyjaśnia: ...potwierdza się wiele przytaczanych przez niego (Czernowa - R. Sz.) faktów i poglądów, możliwych do skonfrontowania ze źródłami polskimi. Prawdopodobieństwo zaś korzystania z nich przez Czernowa jest raczej znikome. Ponadto autor relacji nie zgadzał się wówczas z poglądami Piłsudskiego i nie miał powodów, aby potwierdzać przenikliwość Piłsudskiego.


HISTORIA / 7 Poznając meandry polskiej polityki można spostrzec, że w przeszłości stanowisko niezależne w relacjach międzynarodowych zajmował Józef Piłsudski. Dobrym przykładem będzie koncepcja polityczna przyszłego Marszałka (...) Usiłował wykorzystać sprzeczności istniejące między zaborcami do utworzenia jedynej realnej wówczas siły - wojska. sunął się na pierwszy plan okupant (tj. Niemcy - R. Sz.). Naczelne zasady nasze, jeszcze sprzed wojny, pobicie Rosji przez państwa centralne, a następnie tych ostatnich przez Zachód”.

Płaskorzeźba przedstawiająca orła autorstwa Bogusława Niedźwieckiego

Trzeba też przypomnieć o drugim paryskim wystąpieniu Piłsudskiego. Miało ono miejsce w paryskiej strzeleckiej szkole oficerskiej. Piłsudskiego słuchali przyszli generałowie WP Jerzy Błeszyński i Bolesław Wieniawa-Długoszowski, pułkownicy Konrad Libicki i January Grzędziński, a także Andrzej Strug i Wacław Sieroszewski. Konrad Libicki zanotował słowa Piłsudskiego: W pierwszej fazie wojny z Niemcami i Austrią wystąpimy przeciwko Rosji, by wyzwolić Królestwo Polskie. W drugiej fazie, po zwycięstwie Anglii i Francji nad Niemcami, [...] my upomnimy się o wolność zaborów niemieckiego i austriackiego. Ta koncepcja musiała być znana już wcześniej, bo Sieroszewski prezentował ją poprzedniego roku na łamach pism francuskojęzycznych. Wreszcie można wskazać na dokument odnaleziony wśród papierów Walerego Sławka, przechowywanych w Archiwum Akt Nowych. Jest to notatka z 16 maja 1917 r. zatytułowana Aktywizm a pasywizm.: „Aktywizm winien wybierać przeciwnika najgroźniejszego. Przed kilkoma miesiącami Rosja była formalnym właścicielem Polski - wówczas front nasz musiał być skierowany przeciwko niej. Z chwilą, gdy Rosja przestała być najgroźniejszym przeciwnikiem, wy-

Piłsudski, dążąc do niepodległości, musiał liczyć się z wrogą postawą nie tylko Rosji, ale także Austrii i Niemiec. Będąc pragmatykiem, chciał dążyć do celu realnymi drogami. Zamierzał wkroczyć do Kongresówki na czele swych oddziałów, maksymalnie rozbudować wojsko, zająć Warszawę i ogłosić powstanie państwa polskiego. W ten sposób Niemcy i Austria stanęłyby przed faktem dokonanym. Plan nie powiódł się, ale w warunkach 1914 r. wkroczenie wraz z Austriakami do Kongresówki było jedną z możliwych dróg, jakie mógł obrać Piłsudski. Komendant

wybrałby bez wahania inny wariant działań, gdyby dostrzegł w jego realizacji większe szanse zbliżenia się do niepodległości. Nietrudno więc spostrzec, że w Paryżu Piłsudski mówił o strategii ruchu. Nie przesądzało to o konkretnych posunięciach taktycznych i operacyjnych. Dysponując rzetelnymi danymi o sytuacji społecznej, gospodarczej i militarnej państw zaangażowanych w konflikcie, można było przy sporej dozie wyobraźni założyć pokonanie Rosji przez Niemcy i rozbicie Niemiec przez Anglię i Francję. Wyróżniało koncepcję Piłsudskiego opieranie się o polski interes narodowy i odrzucanie pokusy zasługiwania się obcym. W szeroko pojętym obozie legionowym byli nie tylko piłsudczycy. Dominowali w nim wpływowi zwolennicy orientacji „austriackiej”, którzy chcieli, aby Legiony

Józef Piłsudski składa hołd prochom króla Jana III Sobieskiego w 210. rocznicę Wiktorii Wiedeńskiej, 1933 r.

Polskie były formacjami lojalnymi wobec Austro-Węgier. Charakterystyczna dla tego kierunku była np. opinia wystawiona Piłsudskiemu przez Komendę Legionów 29 listopada 1915 r. i przesłana do Wiednia: Piłsudski dowodzi pierwszą brygadą legionów, którą sam stworzył, a która duchem i nastrojami różni się całkowicie od 2 i 3 brygady uformowanej przez Komendę Legionów. Przedstawia on wraz ze swą brygadą ten element, który dąży do całkowicie wolnej i niezawisłej Polski, a kierunek austrofilski uważając jedynie za środek do celu, gotów jest w każdej chwili przyjąć inną, w danym momencie mu odpowiadającą albo za odpowiednią uważaną, orientację. Od samego początku wojny postawił sobie za cel zdobycie z biegiem czasu dowództwa całego Legionu Polskiego w tej nadziei, że w stosownym momencie, w oparciu o niego, będzie mógł stawiać żądania o charakterze narodowym i wpłynąć w ten sposób na rozstrzygnięcie sprawy polskiej w sensie swoich żądań. Biorąc pod uwagę, że fantastyczne idee Piłsudskiego nie tylko nie mają żadnej podstawy realnej, ale są także sprzeczne z austriacką racją stanu, starała się Komenda Legionów od samego początku wojny tłumić w miarę możności wpływy Piłsudskiego... Wśród tzw. aktywistów dominowała polityka orientacji i spory między takimi politykami jak Piłsudski a Stanisław Stroński czy Władysław Sikorski wynikały z istotnej różnicy poglądów w sprawie celów polityki polskiej. Chodziło nie o animozje personalne, lecz o dwie koncepcje polityczne, oparte na przeciwstawnych przesłankach i dążące do różnych celów. Przebieg działań wojennych stworzył korzystną dla Polaków koniunkturę międzynarodową. Wielka wojna 1914-1918 wymazała z politycznej mapy świata zaborcze cesarstwa Habsburgów, Hohenzollernów i Romanowów. Władze w Polsce objął Piłsudski i on pokierował odbudową państwa oraz obroną jego granic. Sukces Polski wynikał z niepodległościowego myślenia Komendanta Pierwszej Brygady.


8 / SPOŁECZEŃSTWO

MOJA HISTORIA, MOJA FIRMA We współpracy z Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości rozpoczynamy cykl przedstawiający portrety polskich przedsiębiorców rodzinnych. - Opowieści te powstały w ramach projektu Firmy rodzinne realizowanego w partnerstwie PARP i stowarzyszenia Inicjatywa Firm Rodzinnych. To portrety wybranych beneficjentów projektu - właścicieli firm i członków ich rodzin, którzy zgodzili się opowiedzieć szczerze o tym, jak budowali swój biznes. Opowiedziane historie to nie tylko zapis rozwoju firmy, ale również piękne opowieści o rodzinie, miłości, wspólnym dążeniu do celu, dzieleniu pasji, a także o rozwiązywaniu niejednokrotnie bardzo trudnych problemów zarówno rodzinnych, jak i firmowych - mówi Bożena Lublińska-Kasprzak, prezes PARP.

*

DROGA DO „SKARBU MATKI”

Nazywam się Dariusz Makarczyk. Z zawodu jestem inżynierem chemii, właścicielem wytwórni chemiczno -kosmetycznej. Produkujemy kosmetyki dla niemowląt i dzieci. Firmę prowadzę od roku 1965, miałem wtedy 18 lat. Teraz mam lat 64. Nazywam się Dariusz Makarczyk. Z zawodu jestem inżynierem chemii, właścicielem wytwórni chemiczno -kosmetycznej. Produkujemy kosmetyki dla niemowląt i dzieci. Firmę prowadzę od roku 1965, miałem wtedy 18 lat. Teraz mam lat 64. Biznes przejąłem po ojcu. Wcześnie, bo zmarł, kiedy miałem 17 lat. Było to zaraz po maturze. Do tego czasu moje uczestnictwo w jego pracy było nijakie. Po pierwsze, nieszczególnie się tym interesowałem, po drugie - raczej wstydziłem się jego działalności. Pamiętam, jak w szkole była ankieta i głupio mi było, że tatuś pracuje pod tym samym adresem, pod którym ja mieszkam. To było już tu, na Płońskiej 19 w Warszawie, gdzie teraz jesteśmy. Ojciec pracował bardzo ciężko. Nie było warunków mieszkaniowych ani pomieszczeń do produkcji. Budka, w której wyrabiał kosmetyki, jest wbudowana w dzisiejszą halę i tym bardziej widać, jaka była malutka. To, co tata robił wynikało z historii jego życia. Urodził się w Wołłowiczowce pod Grodnem - dziś to miasto na terenie Białorusi. Pochodził z biednej rodziny wiejskiej, studia skończył w wieku 35 lat, maturę zdobył jako samouk. Mam jego świadectwo maturalne, na którym jest napisane: uzyskał po przygotowaniu domowym. (…) Ojciec to dla mnie wielki wzór. Symbol silnej woli i wytrwałości. * Tytuł redakcji

Po wojnie chciał mieć własną aptekę, ale ponieważ w ciągu jednego dnia wszystkie zostały upaństwowione, to zaczął zaopatrywać te państwowe apteki w wytwarzane przez siebie produkty - maść cynkową i maść na świerzb. To dało mu trochę gotówki, a że po wojnie niczego nie było, to zaczął produkować mnóstwo innych rzeczy: pastę do podłóg, do zębów, krem przeciw piegom, puder dla dzieci, kamień do czyszczenia tenisówek o nazwie „Biel Tenis” - były wtedy takie płócienne buty, które się tym białym proszkiem smarowało, żeby ładnie wyglądały. Produkował też anty-ferr, czyli proszek do wywabiania rdzawych plam, znicze nagrobkowe, a nawet puder kolorowy do twarzy. Wciąż mam etykietki wielu z tych produktów. Wytwarzał je najpierw w wynajmowanych lokalach, przy piwnicach, a po zdobyciu gotówki kupił działkę na Zaciszu, przy Płońskiej – 2000 m², na których wybudował budynek gospodarczy i tu w dość prymitywnych warunkach kontynuował pracę. Mama zajmowała się domem, moim wychowaniem i wspierała ojca. Po śmierci ojca zostaliśmy bez środków do życia. Na wiosnę zrobiłem maturę, a że od 15 czerwca można było dostać pozwolenie na prowadzenie działalności gospodarczej na prawach wdowich - już jako 18-letni młodzieniec zacząłem chodzić po urzędach i to załatwiać.

(…) W tym czasie wszelka działalność prywatna była niemile widziana. Czułem się jak obywatel drugiej kategorii, tym bardziej że byłem taki młody. Ale trzeba było z czegoś się utrzymać. Część klientów ojca była winna pieniądze, które nam powoli oddawali, dzięki czemu mieliśmy pierwszy zastrzyk gotówki i zaczęliśmy robić przede wszystkim lakiery do paznokci. Zostało po ojcu jeszcze trochę surowców, opakowań, buteleczek i razem z matką rozpocząłem produkcję. Ona była prostą kobietą, więc ja funkcjonowałem jako ten wykształcony, który po urzędach pisma wysyłać potrafi. Ciągle myślałem, że to wszystko jest chwilowe, na słomianych nogach, że i tak nic z tego nie będzie, bo system jest, jaki jest, więc koniecznie chciałem zdobyć jakieś wykształcenie. Za dobrym uczniem nie byłem, nie dostałem się na farmację, więc poszedłem do technikum pomaturalnego na specjalność „analiza chemiczna”. Prawie je skończyłem, ale ponieważ pracowałem i widziałem, że dochody z produkcji lakierów są lepsze niż na jakiejkolwiek posadzie, to zacząłem brać korepetycje, żeby przygotować się na studia. Znalazłem wyższą szkołę inżynierską w Radomiu, gdzie na obuwnictwie pierwszy semestr był taki sam jak na wydziale chemicznym na Politechnice Warszawskiej. Po pierwszym semestrze przeniosłem się do Warszawy. Wydawało mi się,

że jak skończę studia chemiczne, to już będę wszystko wiedział o kosmetykach i technologii produkcji. Ale ponieważ Polska była krajem zamkniętym i wszelkie surowce były trudne do zdobycia, to i tak bazowałem na tym, co produkował ojciec. Tym bardziej, że udało mi się zdobyć zamówienia eksportowe. Ojciec sprowadzał taki specjalny surowiec do lakierów perłowych, ja tę produkcję rozwinąłem w o wiele większej skali i wysyłałem do Bułgarii. Miałem zamówienia na kilkaset tysięcy butelek. Zacząłem planować budowę domu. Pomyślałem, że w piwnicach będę miał produkcję, a zamieszkam na górze. I tak się stało. W międzyczasie nękało mnie mnóstwo utrudnień systemowych. Na przykład, jeśli chciało się studiować wieczorowo, trzeba było mieć zaświadczenie o pracy. Przynoszę dziekanowi i słyszę: - Panie Makarczyk, niech pan przyniesie z jakiejś innej instytucji, nie sam od siebie. Że niby sam się kieruję na studia, a tak przecież nie można. Na szczęście działał wtedy Komitet Drobnej Wytwórczości czy Zrzeszenie Prywatnych Wytwórców i jego prezes zgodził się napisać, że kierują mnie na studia. Innych kierowały organizacje pracy i partyjne. Nie było we mnie nigdy chęci zrzeszenia, należenia gdziekolwiek czy tak zwanej uczciwej, państwowej pracy. Po co? Skoro już na studiach jeździłem samochodem?


SPOŁECZEŃSTWO / 9 Fiatem 125p wprawdzie, ale wtedy to już było coś. Nie widziałem możliwości, by zostawić firmę, i byłem bardzo negatywnie nastawiony do systemu, jaki wtedy w kraju panował. Na studiach uczyłem się ekonomii politycznej kapitalizmu i socjalizmu, bo wtedy był taki obowiązek - semestr jednego i drugiego trzeba było zaliczyć. Kapitalizm zrozumiałem od razu - rynek, wymiana i tak dalej, a socjalizm kompletnie do mnie nie przemawiał. W związku z tym nie chciałem też iść do wojska. Skoro się z tym nie zgadzałem, to uważałem, że złożenie przysięgi byłoby czymś niemoralnym. Już na czwartym roku eksportuję. Sprzedaliśmy wtedy z matką masy tego lakieru i dostaliśmy około półtora miliona złotych, co było kolosalną sumą jak na tamte czasy. I zaczął się stres, jak tu nie zapłacić ogromnego podatku i jak te pieniądze zatrzymać, bo dostaliśmy 500 tysięcy złotych podatku wyrównawczego, tak zwanego „domiaru”. W tym czasie skończyło mi się też zezwolenie na prowadzenie działalności gospodarczej, więc złożyłem podanie o przedłużenie i musiałem zgłosić się na komisję. Stawiliśmy się tam razem z matką, żeby widzieli, że jest osobą starszą, chorą, z trzecią grupą inwalidztwa. Złożyłem im oświadczenie, że w przyszłości chcę pracować dla Polski Ludowej, a nie dla siebie, dlatego rezygnuję ze wszystkich produktów, tylko proszę o pozostawienie mi lakierów i zmywacza do paznokci na okres dwóch lat, bym mógł zarobić na siebie w czasie kończenia studiów i pomóc matce. To była taka moja polityka, by uzyskać pozytywny wynik odwołania podatkowego. Zadziałało, komisji bardzo spodobało się, że tak ze wszystkiego zrezygnowałem, więc w nagrodę umorzono nam te 500 tysięcy podatku. Komornik zdjął egzekucję i mogliśmy kontynuować budowę. Bo wcześniej zajęli mi całą już uzbieraną cegłę i wszystkie inne materiały. Konta też by pozajmowali, na szczęście pieniądze trzymałem w banku ziemnym, czyli w słoiku, który zakopywałem w ogrodzie. Jak tylko na koncie pojawiały się zaliczki z eksportu, wszystko wypłacałem - i do ziemi. Potem wszystko, co było w słoju, wydałem na budowę domu, w którym mieszkam do dziś z moimi dziećmi. Była to dobra inwestycja,

oczywiście okupiona - jak wszystko w tych czasach - walką o każdy detal. Po komisji mogłem znów produkować lakiery. Wiedziałem, skąd brać barwniki, ale nie miałem dewiz na ich zakup, więc szukałem ludzi, którzy mieli znajomych za granicą, otrzymywali barwniki w paczkach, a ja je odkupywałem. Były kontrole, wyjaśnienia, nieustanne perypetie, użeranie się, działanie na granicy prawa. Potem nastał Gierek i ci, którzy prowadzili własne firmy, dostali bezterminowe pozwolenia na produkcję. To dopiero zaskoczenie - błogosławieństwo na dalszą pracę od towarzysza Gierka! Ale też tylko na lakiery i zmywacze do paznokci. Jakiekolwiek plany czy strategie rozwoju wciąż były niemożliwe, więc nie wydawało się tych pieniędzy na byle co, tylko na rzeczy, które mogły przetrwać. Nie szastałem, oszczędzałem, ciągle czułem strach, że dobra passa nie będzie wieczna. Może to też geny po ojcu, ta wrodzona gospodarność? Jedyny wydatek na luksus, którego się dopuściłem, to ten Fiat 125p, bo kupiłem go na wolnym rynku, czyli drogo. Ale potem rozwoziliśmy nim po Polsce cały towar, więc się zwrócił. Moja młodość wyglądała tak: rano pracowałem, na 16 szedłem na studia, do 22 byłem zajęty. Każdy wolny czas musiałem poświęcać na naukę, szczególnie jak było laboratorium analiza jakościowa i ilościowa, czyli bardzo trudne zajęcia. Jak miałem chwilę oddechu od nauki, to wsiadałem w samochód - i do Gdańska czy jeszcze gdzieś, z tym towarem cholernym. Jak jeszcze studiowałem w Radomiu, miałem wypadek samochodowy pod Pasłękiem i milicja napisała do dziekana o opinię o

mnie. Dziekanowi nie mieściło się to w głowie: - Mieszka pan w Warszawie, studiuje w Radomiu, był pod Pasłękiem, wcześniej uczestniczył w zajęciach, przedtem był pan gdzieś w Elblągu? Kazał mi prosić o urlop, a ja na to: - Panie dziekanie, nie mogę, tyle włożyłem pracy w te studia, muszę je skończyć, nie mogę sobie pozwolić na urlop. Chyba to go ujęło, bo mi darował. Tym bardziej że akurat w Radomiu miałem dobre oceny. Siedziałem w wynajętym mieszkaniu, bez towarzystwa, to się uczyłem. Na produkcji lakierów pracowali u mnie sezonowo koledzy z liceum, rodzina i był jeden stały pracownik, który nalewał lakier do 500-1000 sztuk buteleczek dziennie. Wymyśliłem pompkę do wlewania z kranikiem. Mieliśmy maszynkę do rozlewania, do której wlewało się gęsty lakier, zakręcało się korek, a pompką pompowało, żeby wytworzyć ciśnienie. Wymyśliłem też pędzelki. Kupowało się je oddzielnie albo samo włosie w hurtowni, które dawałem do jakiejś firmy szczotkarskiej i robili z niego pędzelki. Zacząłem też wrzucać metalowe kulki do butelek, żeby lakier się dobrze mieszał. Kulek brakowało, więc je zbierałem po warsztatach. Kolejna historia to buteleczki. Najpierw miałem zapas po śmierci ojca, bo on miliony sztuk kupił z fabryki Ewa w Łodzi, z jakichś odpadów. Leżały tu na terenie, było ich jeszcze z kilkadziesiąt tysięcy. Potem jakąś formę w hucie w Garwolinie kupiłem, potem znalazłem hutę w Poznaniu, była też huta w Krakowie. Jak dostałem zezwolenie w Sosnowcu, by huta w Garwolinie zrobiła butelki, to forma była w Poznaniu. Więc leciałem do Poznania samolotem,

przywoziłem formę do Garwolina, tu robili 25 tysięcy butelek, co dla mnie było mało, więc znów forma w walizkę i do samolotu na Poznań. Walizkę ledwo niosłem, bo forma ważyła 40 kilogramów, ale brałem ją jako bagaż podręczny. W Poznaniu robili buteleczki z zielonego szkła, co nie bardzo mi odpowiadało, ale nie było rady, więc leciałem do Krakowa, gdzie robili białe. Potem znów Garwolin, a potem porwali samolot linii krajowych i każdy bagaż podlegał rewizji. Już nie mogłem latać, tylko znów musiałem jeździć. I była przygoda. Wspominam to z sentymentem, bo młodość, jaki by nie był to czas polityczny, zawsze jest piękna. I byłem z siebie dumny, że taki operatywny jestem. Myślałem o emigracji, ale nie dostawałem paszportu. W końcu w roku 1980 pozwolono mi na wyjazd do Ameryki, żeby odwiedzić jedną z ciotek. Sprzątałem tam za jakiegoś Polaka, który wyjechał na wakacje. Nie znałem języka, przez co nie mogłem być niezależny, w pracy traktowano nas bez poważania, wiedziałem, że to niby wielka szansa, ale po dwóch miesiącach wróciłem. Miałem już wtedy żonę i dwoje dzieci, nie chciałem ich zostawiać. Ożeniłem się wieku 23 lat. Żona skończyła inżynierię sanitarną i pracowała na posadzie państwowej. Uważałem, że jej praca jest nic niewarta, że lepiej, jakby była w domu, a ona nie szanowała tego, co ja robiłem. Eksportowałem do Wietnamu, kupiłem dodatkowe mieszkanie na Ochocie, a na pytanie „co mąż robi?” odpowiedź brzmiała: - A tam, rzemieślniczek taki, coś sobie miesza, jakieś lakierki, inżynierek prosty. W takim poczuciu żyłem cały czas: z jednej strony duma z siebie, myśli, że inni to frajerzy, a z drugiej wieczne zażenowanie, wstyd za własną pracę i strach, że zaraz będzie trzeba z nią skończyć. To poczucie, że wszystko jest tymczasowe, zaczynało mi mijać, jak się skończył stan wojenny. A pierwszą szansę stworzenia czegoś trwałego zobaczyłem, wprowadzając markę Skarb Matki, czyli jeszcze prawie 10 lat później. Ciąg dalszy historii Dariusza Makarczyka w następnym numerze „Dobrego Znaku”.


10 / REPORTAŻ

Araukany, zielononóżki, gołoszyjki gołoszyjki…

To naturalne, że Święta Wielkanocne kojarzą nam się z jajkami, ale kto wie, być może wszystko zaczęło się nie od jajka, ale od… kury.

Sławomir Szyszkowski z Postolisk to pasjonat pracy w ogrodzie i na roli, wielki miłośnik przyrody, ekologii, zdrowego żywienia i… kur. - Kilka lat temu zobaczyłem w gazecie zdjęcie Leona Tarasewicza z przepięknym kogutem na ramieniu. Chociaż od urodzenia mieszkam na wsi, nigdy nie widziałem tak pięknego, barwnego, egzotycznego koguta. Tak mnie zafascynowały rasy kur, które ludzie hodują gdzieś w Polsce, a u mnie w okolicy ich nie ma. Zacząłem szukać rzadkich ras ozdobnych. Z czasem dotarłem do informacji o pięknym ptaku ze zdjęcia, poznałem też właściciela koguta - Leona Tarasewicza, wybitnego

Agata Bochenek

malarza kolorystę, mieszkańca podlaskiego Gródka, wykładowcę na ASP w Warszawie i zapalonego hodowcę drobiu - mówi pan Sławek.

Poranne pianie koguta Jego stado liczy koło trzydziestu sztuk drobiu, w tym jest kilka ras kur. - W kurach najbardziej pasjonuje mnie to, że bardziej interesują się one jadłospisem i długością dnia niż zawirowaniami politycznymi i ekonomicznymi. Oczywiście, jak wszystkie istoty żywe,

kury wymagają odpowiedniej ilości czasu na karmienie i doglądanie kurnika - mówi pan Sławek i wylicza: - Kury trzeba rano nakarmić. Ludzie urozmaicając swój jadłospis jedzą warzywa i owoce, kury też muszą mieć urozmaiconą jakościowo karmę. Latem jako dodatek kury dostają trawę i drobne warzywa, liście z kapusty, sałaty. W okresie zimowym, jeśli chce się mieć kury o upierzeniu wystawowym, to trzeba dawać im raz w tygodniu tartą marchewkę i raz na jakiś czas preparaty wykonywane z czosnku i cebuli. Już około czwartej rano koguty Maransy, Shamo, Araukany, Bojowniki Malajskie i Orpingtony

oznajmiają wszystkim dookoła, że kury już wstały. Może się komuś wydawać, że to uciążliwe, ale zdaniem miłośnika drobiu jest to dźwięk dużo milszy niż szum samochodów. - Można powiedzieć, że pianie kogutów przypomina ludziom o naturalnym porządku świata i zbliżającym się wschodzie słońca. Koguty to oczywiście przywódcy kurzego stada. Robią wiele hałasu, a jeśli ktoś zagląda do kurnika, potrafią nawet zaatakować intruza. Znają swoje miejsce i na każdym kroku podkreślają swoją pozycję, choćby przez odpowiednie dreptanie i postawę ciała. W języku japońskim „Shamo” oznacza po prostu „bojownik” i


REPORTAŻ / 11 rzeczywiście jest to wytrzymała stara rasa kur bojowych, która nie ma specjalnych wymagań co do warunków hodowli. Shamo może ważyć nawet 6 kg, ale w kontaktach z właścicielem są to koguty przyjazne i ufne. Zielononóżka - kura kultowa Zdarza się czasami, że piękno może być na dodatek pożyteczne. Każda kura prócz swojego pięknego wyglądu przynosi korzyść w postaci jajka. - Codziennie, tak jak przy hodowli kur pospolitych, w gnieździe znajduję jajka. Różnią się od zwykłych jajek wielkością i czasem kolorem, ale żółtko w stosunku do wielkości całego jajka jest imponująco duże. Kury Araukany znoszą jajka o lekko zielonkawej, seledynowej skorupce i niskiej zawartości cholesterolu. Z tego powodu ta stara rasa kur (pochodzą z XVI w.) stała się w Europie popularna, ponieważ jej kolorowe jajka wykorzystywano jako pisanki wielkanocne. Jajka od kury Sumatry mają wyjątkowo białą skorupkę - te kury znoszą jajka tylko przez kilka miesięcy w roku. Sumatry to stara rasa wywodząca się od zdziczałych, obecnie już wymarłych kur. Z kolei Orpingtony to bardzo przyjazne kury, które bardzo łatwo można oswoić. Kury te wyglądają na bardzo duże, ponieważ mimo swej wagi 3-4 kg, mają jeszcze obfite upierzenie. Maransy znoszą jajka o czekoladowym zabarwieniu skorupki, jajka znakomite do koszyczka wielkanocnego. Pan Sławek o swoich podopiecznych może opowiadać w nieskończoność. - Myślę o zakupie kur Sebrytek. To maleńkie stworzenia, które wśród kur miniaturowych można uznać za karzełki (550 g). Jest to wyjątkowo ozdobna rasa, którą można hodować nawet poza kurnikiem, np. w ogrodzie. Moim marzeniem jest też zakup kur gołoszyjek jedwabistych, które ze względu na nieopierzone szyje i delikatne, jedwabne pierze mają wyjątkowy wygląd. W ostatnich latach coraz bardziej popularne stają się zielononóżki kuropatwiane, które w okresie międzywojennym, po odzyskaniu niepodległości, stały się niemal

Sławomir Szyszkowski z Postolisk to pasjonat pracy w ogrodzie i na roli, wielki miłośnik przyrody, ekologii, zdrowego żywienia i… kur.

rasą „kultową” - jako ocalona polska rasa. Pierwsze wzmianki o niej pochodzą z czasopisma „Hodowca drobiu” z 1879 r. Kura ta jest stosunkowo lekka, osiąga wagę do 2 kg. Charakteryzuje się zielonkawą barwą nóg i wytrzymałością na niskie temperatury.

Kura idealna Pan Sławek stara się hodować kury na wolnym wybiegu, tzw. bezstresowe. Daje to dobre efekty hodowlane – kury rzadko chorują i są w dobrej kondycji ogólnej. Jeśli przygotowuje drób na wystawę, to musi go kąpać, obcinać paznokcie, żeby jak najlepiej się prezentował. Na wystawę dopuszczane są tylko kury i koguty obrączkowane, dlatego trzeba młodym kurczakom zakładać obrączki zgodne z danym wzorcem rasowym. - Jeśli chce się hodować drób ozdobny, trzeba pamiętać, że im bardziej kura czy kogut są zbli-

żone do wzorca danej rasy, tym droższe - mówi pan Sławomir, po czym dodaje: - Największym sukcesem hodowcy jest jednak nie kupić, ale wyhodować ptaka najbardziej zbliżonego do wzorca. Choć fachowcy mówią, że nie ma idealnej kury.

Z kurami na wystawy Cieszy go, że tym hobby zaczynają interesować się też młodzi ludzie, którzy inwestują w ten sposób swoje nie za wysokie oszczędności. Systematyczna praca z pewnością odrywa ich od komputera. On sam z kolei przyznaje, że ciekawe informacje i nowinki na temat hodowli wyszukuje w Internecie, kupuje też książki na ten temat. Od czasu do czasu udaje mu się znaleźć i dokupić nowy gatunek kury. W tym roku wystawiał swoje najpiękniejsze okazy podczas Wystawy Kur Ozdobnych w Warszawie 2 i 3 lutego. Jest to miejsce, gdzie można spotkać wielu doświadczonych hodowców drobiu, a także kupić ciekawe okazy, jeśli się przyjedzie na wystawę odpowiednio wcześnie. Wystawę organizuje corocznie Stowarzyszenie Gallus, do którego należy pan Sławomir.

Hodowcy, którzy bardziej połknęli bakcyla jeżdżą po europejskich wystawach hodowlanych i kupują kury po kilkaset euro za sztukę, żeby przyozdobić swoją hodowlę i pozyskać dobry materiał hodowlany. Takie wystawy są też miejscem tradycyjnych spotkań hodowców i wymiany doświadczeń. Dużym zainteresowaniem hodowców cieszy się coroczna wystawa w Lipsku, gdzie z całej Europy przyjeżdża kilkanaście tysięcy sztuk drobiu - kur, kogutów, gęsi, kaczek. Podobna wystawa odbywa się w Nitrze w Słowacji.

Pięknie namalowany obraz Niedoścignionym mistrzem dla członków Stowarzyszenia Gallus w sprawach hodowli jest wspomniany wcześniej Leon Tarasewicz. Pan Sławek również, gdy patrzy na swoje kury, ma malarskie porównania i skojarzenia. - Mam wrażenie, że widzę pięknie namalowany obraz z efektami specjalnymi. To dzięki wielości ras i barwnemu upierzeniu - mówi, spoglądając na swoje araukany, maransy, Sumatry i bojowników Shamo.


12 / KULTURA

TEATR

Dziecięca „Kamienica” Młodzi, a raczej najmłodsi uczniowie Społecznej Szkoły Podstawowej i Gimnazjum nr 16 w Warszawie, w sobotę 16 marca wcielili się w rolę bohaterów trzech spektakli: Dorwać Świętego, Santa Claus of Broadway oraz My name is Błąd. James Błąd. Przedstawienia były niezwykłe, bo ich scenariusz został napisany niejako przez dzieci, które wysłuchała aktorka i wydawca dziecięcych programów w TVP, Aleksandra Ciejek. Scenariusz powstał w wyniku długich rozmów z młodymi aktorami. - To sztuka napisana przez osobę dorosłą, ale na podstawie dziecięcych fantazji, choć nie tylko fantazji - mówi Aleksandra Ciejek, reżyserka spektakli. Jak sama tłumaczy: zarówno sposób przygotowania sztuki, jak też sam scenariusz, nie powstały na ogólnie przyjętych modelach. - Debiutuję w roli reżysera, podobnie jak moi młodzi aktorzy na deskach teatru, dlatego mam nadzieję, że nasz projekt porwie warszawską publiczność. Spektakle odbyły się dzięki życzliwości dyrektora Teatru Kamienica Emiliana Kamińskiego. - Ważne, że dzieci w wieku od 7 do 12 lat będą mogły poczuć atmosferę teatru i sprawdzić się na profesjonalnej scenie. Kto wie, może dla niektórych z nich będzie to pierwszy krok do prawdziwej przygody - dodają organizatorzy.

Jest odwagą w dzisiejszych czasach zabrać się za film o Baczyńskim i nakręcić go tak, by poruszał współczesną widownię.

Poezja w kadrze W przypadku obrazu młodego reżysera Kordiana Piwowarskiego tak właśnie jest. Niedługi, bo 70-minutowy film zachwyca, jest historią opowiedzianą z wielką wrażliwością, ale bez patosu. Powstawał przez trzy lata i przez te trzy lata pierwotnie skromny projekt rozrósł się i pewnie wielokrotnie zmienił. Jak mówią reżyser i producent filmu ten długi czas wyszedł tak naprawdę filmowi na dobre. Ciekawym pomysłem jest to, by poezja Baczyńskiego prezentowana była przez przedstawicieli polskiej sceny slamowej. Być może niektórych razić mogą dykcyjne niedociągnięcia, ale jest w tych interpretacjach młodzieńcza emocjonalność, jest ogień. Młodzi poeci i interpretatorzy otwierają

i zamykają obraz. W pierwszych kadrach filmu widzimy Jana Kowalewicza (nota bene - kilkakrotny mistrz Polski, utytułowany slamer) stojącego przed ogłoszeniowym afiszem, w ostatnich - słuchamy wypowiadanej przez niego poezji Baczyńskiego. Rozumianej, przeżywanej i pięknie wypowiadanej. Dokumentalne fragmenty z udziałem ostatnich żyjących, współczesnych i bliskich Baczyńskiemu żołnierzy AK to osobna wartość tego filmu. Warstwa fabularna to znów poetycki obraz, oprawiony doskonałą muzyką Bartosza Chajdeckiego, budowany urzekającymi zdjęciami Piotra Niemyjskiego. Krzysztof Kamil Baczyński i jego żona Basia kreowani przez Mateusza Kościu-

kiewicza i Katarzynę Zawadzką to postaci naszkicowane wyrazistą, świetlistą kreską. Choć pełne wyrazu i jakiegoś wewnętrznego blasku, zagrane elegancko, oszczędnie. Czy dziś potrafimy raz jeszcze zafascynować się poezją Baczyńskiego, raz jeszcze zadumać nad okrucieństwem historii i czasów wojny? Czy wreszcie - wzruszyć podczas filmowego seansu? (Magda Bauer)

28 kwietnia w Sali Kongresowej PKiN w Warszawie odbędzie się premierowy koncert rosyjskiej primabaleriny Anastazji Wołoczkowej, największej gwiazdy w historii baletu, autorki i wykonawczyni unikatowych programów solowych.

Rosyjska primabalerina w Pałacu Anastazja Wołoczkowa jest Zasłużoną Artystką Rosji, Primabaleriną Teatru Bolszoj, Teatru Marińskiego, Teatru Baletu Jurija Grygorowicza, laureatką Międzynarodowego Konkursu Serge Lifar i posiadaczką nagrody «Złoty lew». W 2001 roku Anastazja Wołoczkowa pracowała z Derkiem Deanem i Alberto Alonso w English National Ballet. W następnym roku zdobyła Prix Benois de la Danse. Jest autorką i wykonawczynią unikalnych solowych programów koncertowych. Była „twarzą” szwajcarskiego domu jubilerskiego Chopard oraz szwajcarskiego producenta ekskluzywnych zegarków Rado. Jej uroda spowodowała zamieszanie na wyborach Miss Rosji. Wołoczkowa była tam jurorką, ale po ogłoszeniu werdyktu to jej, a nie zwyciężczyni Oksanie Fiodorowej, przyszłej miss

fot.: www.volochkova.ru

świata, próbowano wręczać kwiaty. Anastazja Wołoczkowa jest również jurorką w „Tańcu z Gwiazdami” w Rosji. Artystka nie tylko tańczy, ale również śpiewa utwory specjalnie napisane dla niej przez najlepszych rosyjskich kompozytorów. Na warszawskiej scenie w Sali Kongresowej artystka przedstawi nowe przedstawienie Show „Nowy wiek”. Wystąpi ze swoim baletem akrobatycznym, z solistą baletu Teatru Bolszoj, z solistami mo-

skiewskich teatrów operowych oraz duetem skrzypcowym „Vibracia”. Nowe taneczne super show Anastazji Wołoczkowej, które przedstawi polskiej publiczności to połączenie wyrazistych tanecznych i wokalnych kompozycji. Kaskada nieprawdopodobnie pięknych podpór, niespodziewanych tricków akrobatycznych i bajkowej muzyki. Każde wystąpienie stanowi minihistorię z własną dramaturgią i przeżyciami. Będzie to „nowa” Wołoczkowa, tańcząca w nowym stylu, ze swoim utalentowanym i niezrównanym akrobatycznym baletem, która przeniesie widzów w bajkowy i hipnotyzujący świat. Anastazja Wołoczkowa wystąpi 28 kwietnia 2013 roku o godz. 19 w Sali Kongresowej PKiN w Warszawie. (Alicja Micuła)


KULTURA / 13

PATRONAT „DOBREGO ZNAKU”

Brat naszego Boga,

czyli bezinteresowna chęć pomocy bliźnim

Spektakl „Brat Naszego Boga” autorstwa Karola Wojtyły, który w niedzielę 17 marca odbył się na deskach MDK w Wołominie to opowieść o bracie Albercie Chmielowskim, powstańcu, zakonniku i malarzu, który całe swoje życie poświęca pomocy bliźnim mieszkającym w miejskiej ogrzewalni. Jednocześnie zmaga się on z wewnętrznymi rozterkami. Ciężko jest mu się wyrzec siebie samego. Zastanawia się, czy Chrystus naprawdę mieszka w każdym człowieku. Jego wewnętrzna walka kończy się jednak zwycięsko, gdyż odkrywa on, że to ubóstwo jest cierpieniem, które przybliża do Boga, daje wolność i prawdziwe bogactwo. Pozwala widzieć Chrystusa w każdym.

Spektakl idealnie wpisuje się w pontyfikat nowego papieża Franciszka, zakonnika, który już w pierwszych dniach swojego pontyfikatu zaznaczył: - Jakże bym chciał Kościoła ubogiego i dla ubogich! Słowa te pokazały podobieństwa między papieżem Franciszkiem a jego poprzednikiem Janem Pawłem II, autorem dramatu.

fot.: MDK Wołomin

„Brat Naszego Boga” to wspaniała lekcja pokory, tak wartościowa szczególnie w czasie przygotowań do Wielkanocy. Mamy nadzieję, że wszyscy, którzy niedzielny wieczór zdecydowali się spędzić w MDK, po spektaklu wracali do domów w zadumie, pełni wielkopostnych przemyśleń.

Nominowany do Oscara za „Męską sprawę” Sławomir Fabicki tym razem opowiada o różnych aspektach miłości.

Polska „Miłość” Pośrednią inspiracją do powstania „Miłości” były wydarzenia, które swego czasu wzburzyły opinię publiczną w Olsztynie i w całym kraju. Jednak to nie owa głośna historia domniemanego molestowania pracownicy ratusza przez prezydenta miasta stała się dla reżysera impulsem do napisania (wraz z Markiem Pruchniewskim) scenariusza filmu, lecz reportaż Lidii Ostałowskiej o mężu

zgwałconej kobiety. - Zastanowiło mnie, co może przeżywać mężczyzna, który staje przed problemem, jakim jest gwałt na kochanej, bliskiej osobie - mówił Fabicki i zaznaczał: - Film nie opowiada o prawdziwych wydarzeniach, lecz tylko posiłkuje się pewną zaistniałą sytuacją. „Miłość” to historia kobiety uwikłanej w trudną relację, której konsekwencje wystawią jej szczęśliwe małżeństwo na długotrwałą próbę.

W życie dwójki trzydziestolatków wkracza ktoś, kto sprawi, że będą musieli na nowo określić, czym jest dla nich wzajemne uczucie. Bohaterowie zmuszeni są postawić sobie niezwykle ważne pytania. Czy chcą się wszystkim dzielić i czy wszystko powinni wiedzieć? Jak wiele są w stanie wytrzymać i co teraz oznacza dla nich słowo „kochać”? Na te pytania na filmowym ekranie próbują odpowiedzieć grający główne role Marcin Dorociński („Obława”, „Róża”) oraz wschodząca gwiazda polskiego kina Julia Kijowska (m.b./mat.pras.)

KONKURS Konkursy fotograficzne

Jeśli jesteś patriotą-fotografem, dwumiesięcznik „Wasze Podróże” zaprasza Cię do udziału w konkursach fotograficznych związanych z naszym krajem. W pierwszym z nich należy przesłać zdjęcia przedstawiające miejsca poświęcone żołnierzom polskim walczącym z Sowietami i komunistami po 1944 roku. Tym, którzy przez lata byli opluwani przez propagandę, skazywani na zapomnienie. Są jednymi z najbardziej godnych naszej pamięci. Zdjęcia mogą dotyczyć imprez poświęconych Żołnierzom Wyklętym, mogą pokazywać tablice pamiątkowe, groby, pomniki, portrety, miejsca walk itp. W drugim konkursie o nazwie „Polskie ślady” wymagane są zdjęcia miejsc związanych z Polakami. Mogą to być groby, pomniki, domy, zamki, miejsca bitew, wypraw, odkryć, wyczynów, pobytów wielkich Polaków. Miejsca znane i zupełnie zapomniane. Nie ma żadnych ograniczeń geograficznych. Oceniana będzie nie tylko jakość techniczna zdjęcia, ale i oryginalność sfotografowanego obiektu. Zdjęcia w rozdzielczości maks. 75 KB należy przysyłać na adres: redakcja@waszepodroze.pl. Termin nadsyłania prac: 31 października 2013 roku. Ogłoszenie laureatów konkursów nastąpi na stronie internetowej www.waszepodroze.pl oraz w wydaniu drukowanym „WP” („Żołnierze wyklęci” w numerze listopad-grudzień 2013, „Polskie ślady” - w numerze styczeń-luty). Wśród uczestników obydwu konkursów rozlosowane także będą nagrody ufundowane m.in. przez PKP Cargo, Koleje Mazowieckie, Biedronkę i LowePro. Strona redagowana przy współudziale portalu:


14 / REKLAMA


PRAWO / 15 Wielokrotnie w naszym życiu musimy posługiwać się zaświadczeniami wydawanymi przez organy administracji publicznej i inne upoważnione podmioty. Dokumenty te potwierdzają określony stan prawny - fakt prowadzenia działalności gospodarczej, posiadania miejsca zamieszkania w określonym miejscu, wywiązywania się z obowiązku podatkowego, pozytywnego przejścia badania technicznego przez pojazd mechaniczny. Wiele osób nie zdaje sobie jednak sprawy, iż kwestie związane z wydawaniem zaświadczeń są precyzyjnie określone w przepisach prawa. Postępowanie prowadzące do wydania zaświadczenia jest uregulowane w art. 217-220 Kodeksu postępowania administracyjnego. Przede wszystkim należy zaznaczyć, iż zaświadczenie jest wydawane na wniosek osoby się o nie ubiegającej. Nie jest więc możliwe jego wydanie z urzędu. Legitymacja wnioskodawcy znajduje umocowanie w przepisie prawa wymagającego urzędowego potwierdzenia określonych faktów lub stanu prawnego albo w interesie prawnym w urzędowym potwier-

Zaświadczenia Karol Boński

dzeniu tych okoliczności. Zdolność prawną w tym względzie będą miały osoby fizyczne, osoby prawne, państwowe i samorządowe jednostki organizacyjne oraz organizacje społeczne nieposiadające osobowości prawnej. Postępowanie w sprawie wydawania zaświadczeń ma charakter zbliżony do postępowania administracyjnego. Co prawda Kodeks postępowania administracyjnego nie przewiduje możliwości stosowania odpowiednio w postępowaniu dotyczącym wydawania zaświadczeń odpowiednich przepisów postępowania ogólnego, jednakże nie ulega wątpliwości, że wiele zasad powinno być stosowanych. Poza przepisami szczegółowymi zastosowanie powinny znaleźć więc niektóre ogólne zasady postępowania administracyjnego: zasada praworząd-

ności, pisemności, uwzględniania interesu społecznego i słusznego interesu obywateli, pogłębiania zaufania obywateli do organów państwa, udzielania informacji prawnej, szybkości i prostoty postępowania. Postępowanie w sprawie wydawania zaświadczeń składa się z trzech stadiów. Pierwszym z nich jest wszczęcie postępowania, które następuje poprzez złożenie przez ubiegającego się o zaświadczenie podania. Powinno zawierać co najmniej wskazanie osoby, od której pochodzi, jej adres i żądanie oraz czynić zadość innym wymaganiom ustalonym w przepisach szczególnych. Podanie powinno być podpisane przez wnoszącego. Dalszym etapem postępowania, choć nie w każdym przypadku, jest postępowanie wyjaśniające. Zakończenie postępowania następuje natomiast poprzez wydanie zaświadczenia lub postanowienia o odmowie wydania zaświadczenia.

REKLAMA

Zaświadczenie wydaje się, jeżeli urzędowego potwierdzenia określonych faktów lub stanu prawnego wymaga przepis prawa, albo osoba ubiega się o zaświadczenie ze względu na swój interes prawny w urzędowym potwierdzeniu określonych faktów lub stanu prawnego. Organami uprawnionymi do wydania zaświadczenia są organy administracji publicznej o znaczeniu ustrojowym, tj. ministrowie, centralne organy administracji rządowej, wojewodowie, działające w ich lub we własnym imieniu inne terenowe organy administracji rządowej, organy jednostek samorządu terytorialnego. Do wydawania zaświadczeń będą zobowiązane również inne organy państwowe oraz inne podmioty, gdy są powołane z mocy prawa lub na podstawie porozumień do załatwiania spraw w drodze decyzji lub do wydawania zaświadczeń (np. okręgowa stacja kontroli pojazdów). Nie zawsze wydanie zaświadczenia lub zaświadczenia o treści żądanej przez osobę ubiegającą się o nie jest możliwe. W takiej sytuacji odmowa następuje w formie postanowienia, na które służy zażalenie.


16 / FINANSE

Szkoła Inwestowania nr 106

Azjatycki rynek akcyjny Co jakiś czas w naszej Szkole Inwestowania staramy się wyjść poza nasz rynek, by przyjrzeć się możliwościom inwestycyjnym w innych ciekawych zakątkach świata. Bartłomiej Grochulski

Nasz kraj jest oczywiście jednym z bardziej interesujących europejskich rynków wschodzących, ale w obecnym świecie nic nie stoi na przeszkodzie, by partycypować też w sukcesach zagranicznych ryków. Możemy to zrobić poprzez zagraniczne fundusze, które od kilku już lat działają na naszym rynku. O kilku takich rozwiązaniach już wspominaliśmy. Ostatnio była to Turcja, wcześniej BRIC, czyli Brazylia, Rosja, Indie i Chiny. Chiny i Indie mogą być największymi gospodarkami w Azji, ale nie są to jedyne kraje na tym kontynencie z potencjałem wzrostu. Inne kraje południowo-wschodniej Azji mogą również oferować atrakcyjne możliwości inwestycyjne. Tajlandia, znana jako „kraina uśmiechu” ze względu na reakcję, jaką wywołuje jej naturalne piękno i przyjaźni mieszkańcy, jest krajem, w którym perspektywy gospodarcze mogą wywołać uśmiech na twarzach inwestorów. Są o tym przekonani chociażby zarządzający z Franklin Templeton, których fundusz akcji tajlandzkich wypracował w skali minionych 3 lat zysk na poziomie ponad 130%. W przeciwieństwie do innych krajów południowo-wschodniej Azji, Tajlandia (nazywana Syjamem do 1939 roku) uniknęła europejskich rządów kolonialnych. Nie oznacza to, że udało jej się uniknąć wpływów Zachodu czy wewnętrznych konfliktów. Zamachy stanu, protesty i okresy rządów wojskowych wywołały społeczne i gospodarcze turbulencje w całej historii

kraju, a przywódcy polityczni do dziś próbują pogodzić przeciwstawne siły oraz zmienić konstytucję (sporządzoną w 2007 roku pod rządami wojskowymi). Tajlandia przetrwała też inne wyzwania, takie jak kryzys finansowy w latach 90. ubiegłego wieku, tsunami, które uderzyło w 2004 roku oraz niszczące powodzie w 2011 roku. Wszystkie te wydarzenia spowodowały poważne zawirowania gospodarcze, ale Tajlandia świetnie walczyła z przeciwnościami losu, jak przystoi na kraj, którego sportem narodowym jest kickboxing czy też „Muay Tai” (boks tajski). Ten duch walki w pełni się ujawnił, gdy w wyniku powodzi w Tajlandii wzrost jej PKB spadł w 2011 roku do zaledwie 0,1%, ale zaraz potem szybko odbił. Chociaż prognozy różnią się nieco, niedawno bank centralny Tajlandii podwyższył oczekiwania dotyczące wzrostu PKB w 2012 do 5,9%, przy prognozie wzrostu w 2013 roku na poziomie 4,9%. Decydenci twierdzą, że silniejszy niż oczekiwano rozwój prywatnych inwestycji polepszył perspektywy wzrostu. Krajowa siła gospodarcza pomogła rynkowi kapitałowemu Tajlandii w 2012 roku osiągnąć jeden z najlepszych wyników w Azji (a nawet na świecie), przy referencyjnym indeksie Giełdy Tajlandii (SET) o wskaźniku zwrotu ponad 35%. Dane dotyczące przemysłu pokazały, że wzrost kredytów w szczególności wzmocnił akcje banków. Co ciekawe, w ciągu ostatnich dwóch lat niektóre europejskie banki mające do czynienia z kryzysem zadłużenia w swoich krajach, wycofały się z niektórych rynków wschodzących, na czym, jak się

Fundacja na rzecz dobrego inwestowania

ul. Mysia 5, 00 - 496 Warszawa, tel.: 22 596 53 12

wydaje, skorzystali lokalni kredytodawcy w Tajlandii. Budownictwo w Tajlandii to kolejny sektor dobrze funkcjonujący, przy sugestii, że tajlandzkie projekty infrastrukturalne mogą dodatkowo zwiększyć popyt na materiały budowlane. W czasach sporych wyzwań dla Tajlandii w ciągu ostatniej dekady, niektórzy kwestionowali inwestycje wspomnianego funduszu Templetona na tamtejszym rynku. Jednak istotą ich filozofii inwestycyjnej jest poszukiwanie długoterminowych wartości w oparciu o poszczególne akcje, a nie w odniesieniu do indeksów czy odgórnych obliczeń makroekonomicznych. Zarządzający „ręcznie” wybierają firmy, które ich zdaniem mogą przetrwać spadki i mają potencjał, aby wyjść z tego jeszcze silniejsze, zarówno w Tajlandii, jak i gdziekolwiek indziej na mapie rynków wschodzących. Jednakże pewna liczba ich inwestycji odzwierciedla również tematy makroekonomiczne, które uważają za istotne. W ich opinii, ekonomiczne tło dla wielu rynków wschodzących, takich jak Tajlandia, jest obecnie silniejsze niż dla większości rynków rozwiniętych. Zasoby naturalne Tajlandii, dynamiczna scena przemysłowa, produktywne rolnictwo i silny przemysł turystyczny logicznie wydają się napędzać dalszy potencjał wzrostu. Tajski eksport, obejmujący maszyny i urządzenia elektroniczne, artykuły rolnicze oraz biżuterię, dominuje na gospodarczych wykresach kołowych dla tego kraju, stanowiąc ponad połowę PKB. Tajlandia jest największym na świecie eksporterem ryżu i gumy, a kraj produkuje ponad jedną trzecią światowych komputerowych dysków twardych. Chociaż kraj nadal importuje znaczne ilości zużywanej energii, naturalne przybrzeżne rezerwy

gazu Tajlandii są również godne uwagi. Tajski rząd poczynił pewne wysiłki stymulacyjne, w tym podwyżki płacy minimalnej, co powinno przyczynić się do zwiększenia poziomu dochodów konsumentów i być może zapewnić większy krajowy napęd dla dalszego wzrostu gospodarczego. Ulgi podatkowe dla firm powinny również pobudzić działalność gospodarczą, jak i krajowy wzrost. Ważne jest również przyciągnięcie inwestorów na swój rynek. Giełda Tajlandii (SET) szybko się rozwija i ma ambicję stać się regionalnym centrum rynków kapitałowych. Apetyty inwestorów zaostrzył wzrost wysokiej wartości pierwotnych ofert publicznych w zeszłym roku, nowe regionalne elektroniczne powiązania handlowe, boom w transgranicznych fuzjach i przejęciach tajskich spółek oraz rozluźnienie przepisów rządzących notowaniami giełdowymi. Tajlandia z pewnością ucierpiała na skutek przewrotów politycznych, a dużo zawirowań wynika z walki o władzę pomiędzy elitarną wpływową mniejszością kraju i biedakami wiejskimi, którzy stanowią większość ludności. To z pewnością stanowi stałe zagrożenie dla inwestowania tam. Jako główny partner handlowy szybko rozwijających się gospodarek azjatyckich, Tajlandia, jak wierzymy, ma potencjał, aby korzystać na ciągłym rozwoju rynków wschodzących. Obecne wyceny akcji w Tajlandii zazwyczaj pozostają atrakcyjne (na początku 2013), choć nie bez potencjalnych barier dla wzrostu, które wymagają stałego nadzoru. Ale w sumie zespół zarządzających z Franklin Templeton pod wodzą Marka Mobiusa sądzi, że inwestorzy w Tajlandii będą mieli dużo powodów do uśmiechu.

Dobry Znak  

nr 6 (111)/ 2013r. cz1.pdf

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you