Page 1

ISSN 1899-4830

gazeta bezpłatna

Dwutygodnik nr 6(64)

24 marca 2011

nakład 115 000 egz.

www.gazetadobryznak.pl

„...Pierwszeństwo przed wszelkimi innymi instrumentami w świętych obrzędach mają organy. Ich brzmienie bowiem nadzwyczaj harmonizuje ze śpiewami i obrzędami sakralnymi, dodając im wspaniałości i artyzmu; wzniosłością zaś swoją i słodyczą wzruszają serca wiernych, napełniając je radością i mocno pociągają ku Bogu i rzeczom wyższym...”

Zabytkowe organy odrestaurowane

Pius XII

W

niedzielę, 6 marca 2011, po trwającym trzy lata remoncie, w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie poświęcono zabytkowe organy. Z tej okazji Jego Ekscelencja Biskup Józef Guzdek odprawił uroczystą Mszę Świętą. Podczas homilii, zebrani mogli zapoznać się z budową katedralnego instrumentu. A to za sprawą specjalisty od historii i konserwacji zabytkowych instrumentów sakralnych ks. prof. Jana Chwałka, który opowiedział o różnorodności i ciekawostkach związanych z budową instrumentu. Zebrani na uroczystości dowiedzieli się m.in., że największa piszczałka znajdująca się w katedralnym instrumencie ma ponad 5 metrów wysokości, zaś najmniejsza zaledwie 12 milimetrów. Ksiądz Chwałek tłumaczył słuchaczom, że „dźwięk wydobywający się zarówno z największej, jak i najmniejszej piszczałki jest trudny do wychwycenia” i żartował „jeśli państwo nie słyszycie, proszę się nie przejmować…” Niecodzienna homilia spotkała się z dużym zainteresowaniem zebranych. A wśród nich nie zabrakło parlamentarzystów, generałów, żołnierzy Wojska Polskiego, przedstawicieli służb mundurowych, bractw kurkowych, środowisk akademickich i melomanów. Po zakończeniu

uroczystej Mszy Świętej, zebrani wysłuchali koncertu prof. Andrzeja Chorosińskiego, światowej sławy organisty i wykładowcy Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie. Trzeba podkreślić, że Warszawa pozyskała wspaniały instrument koncertowy, którego walorem jest piękne brzmienie, a przede wszystkim jego bogata historia. Bowiem organy powstały w latach 1724-1729 dla protestanckiego kościoła Łaski w Kamiennej Górze. Ich budowniczym był Ignacy Mentzel. W 1882 zostały przebudowane przez znaną firmę Schlag Und Sohne, a 23 lata później przez firmę Sauer. Na chór Katedry Polowej WP trafiły w 1952 r. Zmontował je organmistrz A. Grygorcewicz. Od początku swojego funkcjonowania w Katedrze organy sprawiały trudności eksploatacyjne. Dlatego były dwukrotnie poddawane remontom (1964-1970 oraz 1990-1991). Mimo wykonanych prac nie odzyskały swojej dawnej świetności. Dlatego śp. Biskup polowy gen.

w SKOK Wołomin

tylko

7,70 %

odziękowania należą się wszystkim, którzy przyczynili się do odrestaurowania organ, dlatego Biskup Józef Guzdek w dowód wdzięczności przekazał sponsorom - instytucjom i firmom prywatnym pamiątkowe (J.R.) dyplomy.

Rozmowa z ks. płk Robertem Mokrzyckim, proboszczem katedralnej parafii Księże Proboszczu, w jaki sposób organy zbudowane dla protestanckiego kościoła, trafiły do Katedry Polowej Wojska Polskiego? - Niektórzy twierdzą, że organy są „zdobyczą wojenną”, przywiezioną do stolicy przez polskich żołnierzy z tzw. Ziem Odzyskanych. Inni, że po zakończeniu wojny z bogatej społeczności ewangelickiej pozostała tylko grupka osób, która opuściła wielką świątynię i zbierała się na nabożeństwie w sąsiadującej z kościołem - pastorówce. Pusty, choć bogato wyposażony, niszczejący i dewastowany kościół kamiennogórski miał być dla zrujnowanej stolicy szansą na odbudowę. Nie są niestety znane okoliczności tych działań, nie zachowała się żadna dokumentacja. 

Kiedy zapadła decyzja o konieczności renowacji i modernizacji organów? - Ponad pięćdziesiąt lat eksploatacji instrumentu w Katedrze Polowej, mimo dwukrotnego remontu, zrobiło swoje. Organy powoli przestawały funkcjonować. Prowizoryczne naprawy nie dawały żadnych rezultatów. Wiele głosów zostało unieruchomionych. Systema

czytaj na str. 8

P

Królewski instrument

Wiosenna promocja oprocentowanie pożyczek

broni Tadeusz Płoski powołał Radę ds. Renowacji Organów Katedry Polowej. Przygotowania do remontu trwały blisko trzy lata. Sam remont trwał równie długo. Dziś organy odzyskały dawną świetność. Rozszerzone do 52 głosów mają fantastyczne walory koncertowe. I choć remont kosztował blisko 2 miliony złotych - było warto. Prace modernizacyjne nadzorował i koordynował ks. płk Robert Mokrzycki, proboszcz katedralnej parafii. Dziś z uśmiechem na twarzy i dumą może podziwiać efekty swojej pracy.

tycznie pojawiały się coraz większe usterki, które uniemożliwiały użytkowanie organów nawet w liturgii, nie mówiąc już o koncertach. Także stan zabytkowej, późnobarokowej szafy organowej był fatalny. Istniało zagrożenie katastrofą budowlaną. Żal było patrzeć na tak piękny, niszczejący instrument. W tej sytuacji, w 2004 roku, zaraz po powierzeniu mi przez Biskupa Polowego Wojska Polskiego śp. Tadeusza Płoskiego urzędu proboszcza Katedry Polowej, rozpocząłem przygotowania do gruntownej renowacji instrumentu, połączonej z głęboką modernizacją. Rok później Biskup Polowy powołał Radę ds. Renowacji Organów Katedry Polowej. Jak długo trwała renowacja organów i jaki był jej koszt? - Prace przy instrumencie toczyły się dwutorowo: zabytkowy prospekt poddano głębokim zabiegom restauracyjnym (inwentaryzacja, niezbędne prace rozbiórkowe oraz budowlane, dezynsekcja, stolarka, gruntowanie i usuwanie ubytków, złocenia, montaż odrestaurowanych elementów),

dokończenie na str. 17


str. 2

OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY...

Liberalizm ręcznie sterowany

W Polsce trwają prace nad studiami wykonalności do budowy pierwszej kolejowej linii dużych prędkości, która połączy Wrocław, Poznań, Łódź i Warszawę. Rozpoczęcie budowy pierwszego odcinka jest planowane na lata 2013 - 2014 i w przybliżonych szacunkach ma kosztować 10 mld euro. Zanim w następnym numerze „DZ” opiszę sam ten projekt, stan przygotowań i jego realność wykonawczą, zobaczmy jak szybkie koleje wyglądają na świecie?

Kolejowy świat dużych prędkości

P

latforma Obywatelska doszła do władzy między innymi pod hasłami liberalizmu w gospodarce wolnorynkowej. To właśnie liberalizm spowodował, że wielu Polaków przy urnach wybierało PO. Wyniki wyborów były na tyle jednoznaczne, że rząd Platformy nie powinien mieć wątpliwości przy spełnianiu obietnic przedwyborczych. To, że Platforma charakteryzuje się niedotrzymywaniem słowa danego wyborcom jest bardzo charakterystyczne. Nierozliczanie polityków z realizacji obietnic przedwyborczych w Polsce niestety też jest charakterystyczne. Kampania wyborcza to jedno. Sprawowanie władzy to drugie. Ot, taka kultura polityczna. Do niedawna myślałem, że rozbieżność słów i czynów Platformy to nic innego jak marketing polityczny. Politycy mówią to co chcą słyszeć wyborcy, to co nakazują im wyniki sondaży. Myślą i robią natomiast zupełnie co innego. Robią to co nakazują im ich partykularne interesy. Może niezbyt to uczciwe, ale czytelne. Takie postawienie sprawy definiuje nam negatywnie demokrację i polityków. Nie jest to obraz pozytywny ale co zrobić skoro społeczeństwo przyzwala na taki stan wybierając kłamców. Większość ma rację. Taka kultura. Myślę jednak, że jest trochę inaczej. Oczywiście wybory to marketing polityczny. Wybory to bazar, na którym próbuje się sprzedać zwykłe i pospolite ziemniaki w opakowaniach po pomarańczach i czekoladkach. Często ten zabieg się udaje. Taki był plan. Niestety. Natomiast sprawowanie władzy nie jest już zaplanowane. Sprawowanie władzy jest zbiegiem przypadkowych decyzji, wymuszonych potrzebą chwili. Majstrowanie przy naszych emeryturach jest najlepszym tego przykładem. Łatanie dziury budżetowej społecznymi pieniędzmi jest bardziej spektakularne niż polityka nakazowo-rozdzielcza czasów PRL-u. Wtedy nikt przynajmniej niczego nie udawał. Tak miało być i koniec. Ale mówimy przecież, że było to złe. Najgorsze w obecnej sytuacji jest to, że rząd nie ma żadnych planów, a ekonomiści platformy nie potrafią przewidzieć następstw swoich działań. Politycy myślą, że jak podgrzejemy akwarium pełne rybek to będziemy mieli zupę rybną, a jak ją potem ostudzimy to rybki z powrotem zaczną pływać. Niestety wyborcy robią za te rybki. Mariusz Gazda

Mistrzowi polskiej kinematografii

Jerzemu Hoffmanowi z okazji 79. urodzin 100 nowych lat 100 nowych filmów Życzy Redakcja „Dobrego Znaku”

„Dobry Znak” nr 6(64) 24 marca 2011

Janusz Piechociński Wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji Infrastruktury

P

ierwsza linia kolei dużych prędkości (KDP) powstała w Japonii (z Tokio do Osaki ) i ostała uruchomiona 1 października 1964 r. W Europie uruchomiono linię Rzym – Florencja (1975-1992), Paryż – Lion (1981-1983) i Hannover – Wurzburg, Mannheim – Stuttgart (1988-1991). Jeszcze do niedawna w kolejach tych przodowały Francja i Niemcy, od 2010 r. liderem została Hiszpania, gdzie tylko w latach 2003 – 2008 oddano do użytku linie o długości 1128 km. W końcu 2010 r. w Europie było 6637 linii dużych prędkości. W eksploatacji poszczególne kraje miały: Belgia 209 km, Francja 1896 km, Hiszpania 2056 km, Holandia 120 km, Niemcy 1285 km, Szwajcaria 35 km, Włochy 923 km, Wielka Brytania 113 km.W Japonii długość sieci KDP to 2452 km, choć w ostatnich latach kraj ten przechodzi prawie 20-letni okres stagnacji gospodarczej, który znacząco zmniejszył tempo inwestowania. Linie KDP są także w Korei Południowej i na Tajwanie. W Azji liderem są jednak Chińczycy. Pierwsza chińska linia KDP (o długości 405 km) została uruchomiona w 2003 r. Aktualnie Chiny mają w eksploatacji 7257 km takich linii (4381 km o prędkości maksymalnej 250/h i 2876 km o prędkości 200-250 km/h). Do roku 2012 Chińczycy zakładają budowę ponad 13 tysięcy linii KDP. Od 2008 r. budowana jest jedna z najdłuższych KDP z Pekinu do Szanghaju. Koszt tego projektu, mającego liczyć 1318 km, wynosi 32,5 mld dolarów. Budowa ma zostać ukończona do 2012 r. Połączenie skróci czas podróży na tej trasie z około dwunastu godzin do pięciu. Według chińskiego rządu do 2020 r. sieć superszybkiej kolei będzie obsługiwać 90% populacji i liczyć 16 tys km. Koszt projektu wynosi 300 mld dolarów. Przed kryzysem światowym budowę KDP planowali Marokańczycy, Irańczycy, Argentyńczycy, a Arabia Saudyjska chciała na nią wydać 15 mld dolarów. Teraz zapewne te plany zostaną przełożone na odległy czas „po kryzysie”. Powszechnie uznaje się, że główne przyczyny podejmowania tych skomplikowanych technicznie i kosztownych inwestycji wynikają z trzech podstawowych przesłanek:  niewystarczającej zdolności przewozowej dotychczas istniejących linii kolejowych, łączących przede wszystkim duże aglomeracje i centra gospodarcze,  niewystarczającego poziomu jakości dotychczasowej oferty (głównie ze względu na długi czas podróży),  potrzeby budowy nowych linii o podwyższonym standardzie, spinających dotychczasowy system komunikacyjny. Obok celów komunikacyjnych budowa KDP ma także wdrożyć do praktyki transportowo-gospodarczej nowe technologie, a w niektórych krajach pełni także zadania o charakterze politycznym, np. w ramach pakietów antykryzysowych czy pogłębienia integracji ośrodków odległych od centrów politycznych i gospodarczych. Ostatnio staje się obok badań i penetracji kosmosu obszarem technologicznej i propagandowej rywalizacji gospodarczych mocarstw.

Pociągi w walce z kryzysem Rozwój nowej generacji kolejnictwa to jeden ze sposobów walki z kryzysem gospodarczym w USA. Prezydent Obama zapowiedział rozbudowę szybkiej kolei – odblokowano 2,4 mln dolarów na prace konstrukcyjne nad superszybkim pociągiem komunikacji międzymiastowej i przeznaczono 8 mld dolarów na rozbudowę sieci szybkiej kolei. Rząd amerykański wspiera finansowo 54 inwestycje kolejowe w 23 stanach. Najwięcej pieniędzy ma otrzymać Kalifornia (900 mln dolarów), gdzie zbudowana zostanie linia KDP z Los Angeles do Sacramento. 100 mln dolarów mniej dostanie Floryda, gdzie planuje się budowę linia szybkiej kolei z Tampa do Orlando. Programy rozbudowy i modernizacji linii ko-

lejowych w Stanach Zjednoczonych pochłonęły dotychczas ok. 10,5 mld dolarów. Administracja Obamy planuje, że za 25 lat 80% Ameryki będzie połączona siecią szybkich kolei. Budowa KDP będzie kosztować 500 mld dolarów. W tym roku oczekiwane jest ogłoszenie przetargu na dostawy składu 16 pociągów obsługujących projektowany pierwszy odcinek linii, Tampa-Orlando (85 mil). W drugim etapie inwestycji linia zostanie przedłużona z Orlando do Miami (270 mil), gdzie będzie kursować 20 pociągów. Na obu odcinkach planuje się uzyskiwać prędkości 186 mil na godzinę, tj. ok. 344 km/h. W tej kadencji przewiduje się budowę łącznie 11 tras KDP, wspieranych z budżetu federalnego kwotą 13 mld dolarów. Odcinek Tampa-Orlando wybrano jako pilotażowy (tylko 160 km długości), ale zarazem rokujący dużą frekwencję. W regionie operowania KDP mieszka bowiem 10 mln mieszkańców i charakteryzuje się on dużym ruchem turystycznym dotychczas całkowicie uzależnionym od ruchu samochodowego. Czas podróży KDP między Orlando a Tampa wyniesie mniej niż jedną godzinę, w porównaniu z około 90 minutami samochodem. Drugi odcinek ma zostać zakończony w 2017 r., a czas podróży z Orlando do Miami nie przekroczy dwóch godzin. Amerykański program kolejowy natrafia już jednak na bariery. Republikanie skrytykowali projekt rozbudowy linii kolejowych i wezwali do jego anulowania w ramach zmniejszenia deficytu budżetowego. Problemy budżetowe mają też poszczególne stany. W Ohio i Wisconsin nowi republikańscy gubernatorzy oznajmili, że wycofają publiczne pieniądze na projekty kolejowe. W lutym podobnie zachowała się Floryda, której gubernator-elekt zdecydował się nie brać nowo oferowanych funduszy, a ponadto odesłał 1 mld dolarów uprzednio przyznanych.

Szybko, jeszcze szybciej - kolej magnetyczna Maglev (skrót od magnetycznej lewitacji) to system transportu, w którym pociągi są unoszone i napędzane za pomocą układu elektromagnesów. Dzięki polu magnetycznemu, które jest przez nie wytwarzane, pojazdy nie mają kontaktu z powierzchnią toru, co powoduje, że eliminowane są siły tarcia. Najwyższa zanotowana prędkość pociągu Maglev wynosi 581 km/h, osiągnięta została w Japonii w 2003 r. To o 6 km/h szybciej niż rekord pociągu konwencjonalnego. Pierwszą komercyjną linię pociągu typu Maglev oficjalnie otwarto w 1984 r. w angielskim Birmingham, jednak najbardziej znaną działającą obecnie realizacją opartą na tej technologii jest 30-kilometrowa linia zbudowana przez niemieckich inżynierów w Szanghaju. Pociąg transportuje nią pasażerów na lotnisko w zaledwie 7 minut 20 sekund, osiągając maksymalną prędkość 431 km/h (średnio 250 km/h). Na ostatnich targach InnoTrans w Berlinie prezes kolei rosyjskich zaproponował rozważenie idei budowy kolei magnetycznej łączącej Moskwę z Berlinem. Idea budowy kolei magnetycznej z Moskwy do Berlina przez Polskę nie pojawiła się po raz pierwszy, została już poruszona wcześniej na spotkaniu w Jekaterynburgu. Największym problemem przy budowie kolei magnetycznej są pieniądze. Wybudowanie jednego kilometra linii kosztuje nawet 30 mln dolarów. Rosjanie wstępnie proponują, aby tę inwestycję sfinansował koncern Gazprom. Miałby połączyć ją z budową rurociągu, który ze względów bezpieczeństwa byłby położony pod ziemią – nad nim miałaby się unosić konstrukcja Maglevu.

P

ytanie jak zareagują na ten pomysł politycy w Polsce? Jeśli dodamy do tego wstępne plany kapitału chińskiego połączenia jedwabnym, kolejowym szlakiem Azji i Europy (rozważane są wstępnie dwa warianty: przez Turcję i Polskę), można w realnej perspektywie 2030 r. mówić o wielkich kolejowych inwestycjach nowych technologii i wysokich prędkości, zmieniających definitywnie XIX-wieczną kolej.

W życiu bywają rzeczy ważniejsze niż samo życie - Józef Piłsudski


„Dobry Znak” nr 6(64) 24 marca 2011

str. 3

Dyskusja wokół zaproszenia Wojciecha Jaruzelskiego do samolotu prezydenta Bronisława Komorowskiego, lecącego na beatyfikację Jana Pawła II, jest kolejną odsłoną gry generałem

Gra krwawym generałem Jan Maria Jackowski

J

aruzelski ma krew na rękach, toczy się jego proces z oskarżenia publicznego, zarzuca mu się kierowanie „związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym”, który na najwyższych szczeblach władzy PRL przygotowywał stan wojenny (grozi mu do 10 lat więzienia). Równolegle dobiega końca trwający od 10 lat proces Jaruzelskiego i innych oskarżonych o „sprawstwo kierownicze” zabójstwa robotników Wybrzeża w grudniu 1970 r. Oskarżeni są też wicepremier PRL 77-letni Stanisław Kociołek i trzej dowódcy jednostek wojska tłumiących robotnicze protesty. I te akty oskarżenia nie przeszkadzają prezydentowi Komorowskiemu zapraszać w świetle jupiterów Wojciecha Jaruzelskiego do Pałacu Prezydenckiego, a następnie na uroczystościach rocznicowych grudnia 1970 na Wybrzeżu schizofrenicznie ronić krokodyle łzy, że ta zbrodnia – w której Jaruzelski odegrał kluczowa role jako ówczesny minister obrony narodowej i zastępca członka Biura Politycznego KC PZPR - nie została rozliczona. Wojciech Jaruzelski jest pod szczególna ochroną. Nawet w filmie - skądinąd cennym - „Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł” jest po prostu nieobecny (choć są inni winowajcy masakry robotników w grudniu 19700), co o tyle nie dziwi, że film powstał w duchu „politycznej poprawności” i pod patronatem Bronisława Komorowskiego, niegdyś antykomunisty dziś protektora komunistycznego dyktatora. Dlaczego Wojciech Jaruzelski cieszy się poparciem establishmentu politycznego i medialnego? Dlatego, że przemiany 1989 roku, mimo przyjęcia tej cezury za datę

D

***kracja to ustrój ludzi starych. Zanim człowiek wyrobi sobie nazwisko – w polityce, w dziennikarstwie – ma już na karku pięćdziesiątkę. W monarchii król może postawić na młodego zdolnego człowieka - a młody zdolny książę nie musi wyrabiać sobie nazwiska, bo nazwisko już od urodzenia ma. Oczywiście 90% tych arystokratów żadnych rozsądnych pomysłów nie ma – ale te 10% wystarcza. Monarchia jest więc ustrojem niesłychanie dynamicznym. Nic więc dziwnego, że w nowoczesnych powieściach Science-Fiction na innych planetach są Imperia, Cesarstwa, Królestwa – nie d***kracje czy republiki. Ten kolektywistyczny ustrój nie pasuje do epoki telefonów komórkowych – i komandosów, zdolnych w pojedynkę zatrzymać pięciuset żołnierzy poborowych uzbrojonych d***kratycznie w karabiny. Zdumiewający jest wpływ d***kracji na poziom wiedzy. Otóż teoretycznie żyjemy w Epoce Informacji, każdy może wejść w Sieć, włączyć jakiegoś GOOGL’a, i mieć aktualną - może nie najściślejszą - wiedzę. Tymczasem działa opisane zjawisko. Decydują 50-latkowie czerpiący wiedzę nie z życia lecz z przymusowej (!) szkoły. Szkoły mają podręczniki pisane przez... piędziesięciolatków. W efekcie ludzie mają dziś „wiedzę” o 50 lat spóźnioną w stosunku do tego, co jest w rzeczywistości! Z kolei telewizja szuka popularności. Gdyby podawała co innego, niż ludzie „wiedzą”, mało kto by ją oglądał. Więc... podają tę samą, fałszywą „wiedzę” - która tym samym się wzmacnia. Przykładowo: funkcjonuje dziś przekonanie, że Prawica jest anty-rosyjska, a Lewica pro-rosyjska. Tymczasem każdy może sprawdzić sobie w Sieci, że jest dokładnie odwrotnie. Narodowa Demokracja była pro-rosyjska – socjaliści dyszeli wręcz nienawiścią do Rosji. Konserwatyści zaś nie tyle kochali Rosję (bo

upadku komunizmu w Europie Środkowowschodniej, nie odcięły wyraźną cezurą polityczna i moralną III RP od PRL. Znaczna część aparatu państwa, dysponentów i decydentów mediów, organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości pozostała w rękach ludzi ukształtowanych w mentalności PRL. Zmiana, jaka się dokonała, polegała na dopuszczeniu do współwładzy części dawnej opozycji, w istotnej części zwłaszcza w tym segmencie, który się wywodził z ludzi w przeszłości w różny sposób związanych z reżimem, a następnie stanowił trzon lewicowo-laickiej części „Solidarności”. Na początku lat 90. na scenie życia publicznego bardzo silne wpływy miało środowisko postkomunistyczne i środowisko tak zwanej lewicy laickiej. Po Okrągłym Stole obie te grupy miały zbliżone poglądy na temat rozliczenia peerelowskiej przeszłości i zbrodni komunistycznych. Lansowało „gruba kreskę” i amnezję. Doświadczenia po 1989 roku wskazują, że jakość struktur wolnego państwa jest w istotny sposób uzależniona od sposobu rozliczenia się z totalitarną przeszłością. Tymczasem rok 1989 nie stał się cezurą, która dogłębnie oceniłaby i zamknęła miniony okres. Nie nastąpiło zadośćuczynienie za wyrządzone krzywdy, nie dokonała się elementarna sprawiedliwość. Sprzeciw Polaków wobec władzy totalitarnej był bezprecedensowy na skalę całego bloku komunistycznego. Polska miała zatem szczególny powód, by stać się dla innych krajów demokracji ludowej liderem działań rozliczających dziedzictwo komunistyczne. Jednak tak się nie stało, a zaniechania w Polsce, których jesteśmy świad-

OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY... kami, są nie tylko przyczyną zjawisk patologicznych w życiu politycznym, społecznym i gospodarczym Rzeczypospolitej, ale powodują także zamęt ideowy i niesprawiedliwość. Ideologia „grubej kreski” polegała również na wybielaniu Jaruzelskiego. Linia obrony jego, oraz jego akolitów, polega na twierdzeniu, że grudzień 1970 to był „wypadek przy pracy”, a stan wojenny uchronił Polskę przed obcą interwencją. W tym relatywizowaniu i preparowaniu historii oczywiście nie chodzi o Jaruzelskiego, ale o rzecz dziś znacznie ważniejszą - o ratowanie mitu założycielskiego III RP. Twierdzenia, że Jaruzelski to nie komunistyczny karierowicz i politruk, lecz współczesny Konrad Wallenrod, który przeniknął w szeregi „wroga”, by walczyć o Polskę, nie da się obronić w świetle źródeł historycznych. Przekonanie o tym, że wprowadzenie stanu wojennego uchroniło nasz kraj przed obcą interwencją i rozlewem krwi, było misternie budowane przez apologetów Okrągłego Stołu, którzy w wyniku kontraktu z Magdalenki podzielili się z komunistami władzą i zapewnili im bezkarność. Michnikowszczyzna, czyli realny postkomunizm, polegał na oddaniu Polski „reformatorom” z PZPR i „konstruktywnej” opozycji. Nie przypadkiem Adam Michnik mówił o Jaruzelskim: „odpieprzcie się od generała”, a o Kiszczaku, że to „człowiek honoru”. Dorobiono do wprowadzenia stanu wojennego teorię „mniejszego zła”, a z Jaruzelskiego – przy wydatnym jego udziale – zrobiono człowieka taktycznie udającego satrapę, który w sprzyjających okolicznościach okazał się „szczerym” demokratą działającym dla dobra Polski. Legenda Okrągłego Stołu stała się aktem założycielskim III RP. Tymczasem ujawnianie kolejnych źródeł historycznych burzy ten zmistyfikowany obraz i odsłania istotę sprawy, że Wojciech Jaruzelski był człowiekiem kurczowo trzymającym się władzy, odpowiedzialnym za ciemiężenie Narodu i cierpienia milionów Polaków.

Nie wie Prawica, czym jest Lewica Janusz Korwin-Mikke niby za co?), tylko byli lojalni w stosunku do Monarchy – a więc i cara. Powiecie Państwo: „Przecież PiS jest anty-rosyjski?” . Jest – i to fanatycznie. Z tego nie wynika jednak, że PiS zerwał z tradycja! Jest to po prostu kolejny dowód, że PiS nie jest partia prawicową, tylko lewicową, domagającą się praw socjalnych i bredzącą o „społeczeństwie” i gotowa zaraz podpisać Kartę Praw Socjalnych!!! A co w ogóle dzieje się z PiSem? Jedni twierdzą, że WCzc.Jarosław Kaczyński po stracie brata-bliźniaka po prostu oszalał i wygaduje kompletne głupoty. Drudzy natomiast twierdzą, że w tym szaleństwie jest metoda. Jarosław Kaczyński ma teraz po prostu stabilny elektorat. 20% ludzi w Polsce uważa bowiem Rosjan za Zło Wcielone. Gotowi są uwierzyć, że zrobili sztuczną mgłę i magnesem ściągnęli „Tu-154M” na ziemię (gdzie uprzednio zasadzili solidną brzozę), że winni są tsunami w Japonii i rewolucji bolszewickiej. Tymczasem bolszewików Stalin akurat wymordował (śp. Jan Bunin, słynny pisarz emigracyjny, laureat Nobla – wspomina w pamiętnikach, że ludzie mówili, że komuniści są dobrzy, bo „Komu-

niści to nasi, a bolszewicy to Żydzi”), ponad 80% kierownictwa WKP(b) to byli Żydzi, Jahoda był Żydem, Beria Mingrelem, Stalin Gruzinem, Dzierżyński Polakiem, nawet Lenin tylko w ćwierci był Rosjaninem (w ćwierci Kałmukiem, w ćwierci tatarem, a w ćwierci Żydem)! Ta dobrana paczka niejako w sztafecie wymordowała ponad 20.000 Polaków (a trzeba przecież wziąć po uwagę tysiące ofiar likwidacji „polskich obwodów” na Polesiu i Wołyniu!) - ale wymordowała też ponad 20 milionów Rosjan - i to tych najlepszych. Sam kwiat narodu! Zdaniem tych 20% ludzi staliniści niczym nie różnili się od bolszewików, a rządy bolszewików to też była w gruncie rzeczy... kontynuacja caratu. Natomiast Chruszczow i Breżniew byli stalinistami, Jelcyn, który wyprowadził Rosję ze Związku Sowieckiego, był pijanym Sowietem, a Putin to kontynuator Gorbaczowa i Mikołaja II. Te dwadzieścia procent jest niereformowalne. Gdyby nawet archanioł Michał do spółki ze św.Jerzym (patronem Moskwy) ogłosili, że Rosja to wspaniały kraj, to zostaliby uznani za agentów KGB. Tych 20% się nie zreformuje. Ale wystarczyłoby zlikwidować d***krację – i wtedy niech sobie myślą, co chcą! http://korwin-mikke.pl

Im wyżej małpa wejdzie, tym bardziej widać, że ma ogon - F. Cooper


OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY...

str. 4

„Dobry Znak” nr 6(64) 24 marca 2011

Katastrofalne trzęsienie ziemi w Japonii pochłonęło nie tylko tysiące ofiar, ale okazało się kataklizmem zupełnie wyjątkowym w dziejach cywilizacji w skali globalnej. Sam wstrząs miał niesłychaną siłę rażenia, prawie maksymalną, dotąd teoretycznie jedynie przewidywaną przez ekspertów. Wstrząs sejsmiczny spowodował gigantyczną falę tsunami. A fala tsunami wywołała z kolei wybuchy i awarie reaktorów w słynnych japońskich elektrowniach atomowych, uchodzących za najlepsze na świecie

Kraj kwitnącej wiśni - kraj kwitnącej lipy

Katastrofalne położenie prof. Józef Szaniawski

T

akiego połączenia katastrofy natury z katastrofą technologii dotąd nie było na świecie! W dodatku porażająca jest ogromna skala tych trzech skumulowanych ze sobą niszczycielskich katastrof.

Japonia biało-czerwona Trzęsienie ziemi oraz będące jego skutkiem tsunami i awarie elektrowni atomowych w perspektywie krótkoterminowej mocno uderzą w japońską gospodarkę. Prawdopodobnie skutki kataklizmu będą odczuwalne dłużej i silniej, niż początkowo przypuszczano! Japonia ma biało-czerwoną flagę narodową, inną wprawdzie niż Polska, ale z pewnością biało-czerwoną. W prawie każdym polskim domu jest co najmniej jeden wyrób oznakowany jako „Made in Japan”: telewizor, komputer, zegarek, samochód, telefon, fax, laptop, radio, aparat fotograficzny. Japońskie jedzenie narodowe „sushi” właśnie zdobywa polską kuchnię i polskie stoły. Utwory Chopina od pokoleń są wśród Japończyków uważane za najlepszą muzykę europejską, najbardziej estetycznie odpowiadających ich psychice. To tylko kilka chaotycznych refleksji po katastrofalnym trzęsieniu ziemi jakie spustoszyło Japonię. Kataklizm uderzył z siłą niespotykaną od lat, ale przecież każdego roku w rejonie wysp japońskich są mniejsze, lub większe trzęsienia ziemi, a sami Japończycy w sposób niezwykle skuteczny potrafią walczyć z tym kataklizmem normalnym w ich geograficznym położeniu. A jednak ostatnie trzęsienie ziemi w Japonii to zapewne jeden z największych kataklizmów ostatnich 150 lat na kuli ziemskiej, który powinien nas skłonić do refleksji nad tym, jak nasza cywilizacja jest krucha, jak może i powinna się bronić przed apokalipsą. Bo pierwszy wniosek, jaki można z tej katastrofy wyciągnąć, jest taki, że nasza cywilizacja nie jest mile widziana przez siły przyrody. Wdarliśmy się w nią. Mamy technologie i naukę, dzięki której jesteśmy się w stanie w tym nieprzyjaznym dla nas środowisku utrzymać. Nie możemy cofać się, wrócić na drzewo, musimy iść do przodu. Dlatego z tego, co się stało w Japonii, cywilizacja ludzka musi wyciągnąć daleko idące wnioski. Japonia dzisiaj to nieszczęście milionów ludzi, ale w sumie obserwując to co się tam dzieje, widzę też niesamowity triumf człowieka, a nie tylko samych Japończyków.

Wstrząsy wtórne

Japonia jest realnie drugą potęgą gospodarczą świata XXI wieku, dlatego znamienne jest, że pierwszym efektem trzęsienia ziemi było wzmocnienie japońskiego jena i osłabnięcie walut państw najbardziej odległych od epicentrum. W tym złotego. Takich wtórnych wstrząsów w światowej gospodarce - ekonomiści spodziewają się więcej. Takim wtórnym wstrząsem

Zapraszamy do odwiedzenia naszej strony internetowej

www.gazetadobryznak.pl

były natychmiastowe decyzje kilku rządów w Europie o wstrzymaniu rozwoju energetyki z elektrowni atomowych. Może to mieć gigantyczne konsekwencje gospodarcze w skali całej Unii Europejskiej, odległej przecież geograficznie od wysp japońskich. Awarie reaktorów jądrowych w Japonii spowodowały, że prawie natychmiast rozwój elektrowni tego typu zakwestionowały Włochy, Szwajcaria i Niemcy. Rząd Angeli Merkel zawiesił wejście w życie ustawy, która pozwalała niemieckim elektrowniom pracować po roku 2020. „Wydarzenia w Japonii uczą, że możliwe jest to, co wydaje się nieprawdopodobne. To cezura dla całego świata. Nie przejdziemy nad tym do porządku dziennego” powiedziała Merkel. Ta decyzja oznacza całkowite odwrócenie wewnątrzniemieckiej debaty o przyszłości energii atomowej. W ślady Niemców idą Szwajcarzy. Zawiesili projekty modernizacji istniejących i budowy trzech nowych siłowni atomowych. Minister energetyki oświadczyła, że zawieszenie projektów zostanie utrzymane do czasu starannego sprawdzenia norm bezpieczeństwa i, w razie konieczności, przyjęcia nowych w wyniku analizy tego, co się wydarzyło w Japonii. Ogromne zniszczenia spowodowane kataklizmem zmienią plany japońskich firm na zagranicznych rynkach. Korporacje już dziś zapowiadają ściąganie funduszy na ratowanie swoich zakładów w kraju. To w równym stopniu może oznaczać ograniczanie japońskich operacji w USA, Chinach, Brazylii, jak też w Polsce. Według Japońskiej Organizacji Handlu Zagranicznego (JETRO) na polskim rynku działają 244 firmy z kapitałem japońskim, z czego ponad 72 to firmy produkcyjne, wśród których są Toyota Motor, Sumitomo Electric czy producent opon Bridgestone. Ten ostatni otrzymał niedawno zezwolenie na budowę w Żarowie kolejnego zakładu o wartości 130 mln zł. Na polski rynek wszedł też właśnie koncern Ryohin Keikaku, właściciel japońskiej marki Muji, którą firmowane są m.in. akcesoria domowe i odzież. Japończycy byli też zainteresowani inwestycjami w polską infrastrukturę. Na przykład budową Kolei Dużych Prędkości czy inwestycjami w polską energetykę jądrową. Teraz plany inwestorów mogą się zmienić. Jednak trzęsienie ziemi w Japonii nie powinno mieć większych konsekwencji dla polskiej gospodarki. Największa skala zniszczeń nie objęła głównych obszarów przemysłowych kraju. Do tego, z powodu dużej odległości, firmy sprowadzające komponenty z Japonii w większości przypadków nie zaopatrują się na bieżąco, ale mają spore ich zapasy. Można spodziewać się spadku tempa napływu japońskich inwestycji do Polski, jednak nie będzie ono duże. W pewnych sektorach, np. w energetyce, zapowiadane wejście na rynek zapewne zostanie odłożone, natomiast w innych - zwłaszcza gdy de facto inwestorami są oddziały japońskich koncernów z Europy, Niemiec czy Belgii – zapewne niekoniecznie. Katastrofalne położenie Japończycy mają od zawsze! Trzęsienia ziemi, fale i sztormy „tsunami”, niegdyś wybuchy wulkanów – to tylko niektóre spośród sejsmicznych nieszczęść które od wieków nawiedzają Japonię. Kraj był biedny od zawsze: nagie skaliste wyspy pozbawione wszelkich surowców naturalnych, pozbawione lasów, a nawet pól uprawnych. Jedynym bogactwem Japończyków było morze otaczające ich ze-

wsząd. Ale nie tylko. Największym bogactwem była ich mrówcza praca, pomysłowość i determinacja w walce z siłami przyrody. Jak najbardziej właśnie do Japończyków odniesienie ma przysłowie, że potrzeba jest matką wynalazku. Wielowiekowe doświadczenia historyczne pokazują, że Japończycy potrafili swoje największe klęski i katastrofy przemienić skutecznie w sukcesy i zwycięstwa. Dotyczy to nie tylko katastrof żywiołowych, jak trzęsienia ziemi i tsunami.

Kraj kwitnącej wiśni - kraj kwitnącej lipy Dzięki Bogu położenie Polski jest dużo lepsze niż Japonii, jest lepsze niż wielu innych krajów narażonych na katastrofy przyrody – nie tylko trzęsienia ziemi, ale także tajfuny, katastrofalne susze i braki wody, ale także długie zimy i ciężkie mrozy przez kilka miesięcy w roku. Takich państw nie brakuje także w Europie! Ale tym którzy narzekają warto przypomnieć stare powiedzenie: wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma. Warto się przyjrzeć, zanim zaczniemy narzekać i cudze chwalić, chociaż swego dobrze nie tylko nie znamy, ale nawet nie cenimy! Byłoby jednak zbyt proste określać nasze położenie jedynie lirycznie jak w pieśni: „Piękna nasza Polska cała, Piękna, żyzna i niemała.” To jest prawda, ale zarazem nasze położenie geopolityczne wielokrotnie bywało w ciągu minionych stuleci wręcz katastrofalne. „Ojciec polskiej wolności” Marszałek Józef Piłsudski (był w Japonii w 1904 roku, a w japońskim sztabie generalnym omawiał współpracę militarną przeciwko Rosji w imię wolności Polski; czas wolny wykorzystał, aby wspiąć się na sam szczyt góry Fudżi) precyzował to następująco: Polska od wieków leży pomiędzy młotem a kowadłem. Raz kowadłem była Rosja, a Niemcy młotem, czasami bywało odwrotnie, ale Polska i tak zawsze leżała pomiędzy nimi. Takie położenie stwarza dla Polaków stałe zagrożenia, bo każdy z naszych sąsiadów oddzielnie był od Polski dużo silniejszy, a jeżeli jeszcze się dogadywali między sobą, zawsze kończyło się to dla Polski katastrofą polityczną i militarną. Niepodległość Polski i suwerenność była permanentnie zagrożona właśnie przez złych sąsiadów. Józef Piłsudski podkreślał, że „geografii zmienić nie można, ale można i należy zmieniać geopolitykę”. Car Piotr I - twórca imperium rosyjskiego i nieubłagany wróg Polski określił nasze położenie w słynnym powiedzeniu, które później stało się w Moskwie doktryną polityki zagranicznej: „Polska dla Rosji jest pomostem do Europy, a Bałtyk to nasze okno na świat”. Po tym pomoście zbyt długo i zbyt często słychać było w ciągu wieków głuchy łomot maszerujących sołdatów rosyjskich. Bodajże najbardziej brutalnie, drastycznie, ale przecież prawdziwie zdefiniował katastrofalne położenie Polski w ciągu ostatnich wieków Tadeusz Konwicki w „Małej Apokalipsie”: Polskę zgwałcono. Długo broniła się, gryzła zębami, drapała pazurami, aż wreszcie uległa. (…) Leży na rozstajach europejskich dróg i rypią ją chamy. Apokalipsa jaka wydarzyła się w Japonii skumulowała w sobie elementy nie tylko przyrody, ale także cywilizacji. Bo przecież im bardziej rozwinięta cywilizacja, tym bardziej katastrofalne są szkody i straty. Gdyby w Japonii nie było elektrowni atomowych, wielkich fabryk, wielkich miast, milionów aut, mostów, dróg, wiaduktów, linii kolejowych i ogromnych portów – to przecież kataklizm trzęsienia ziemi i fali tsunami nie byłby aż tak niszczący, a straty byłyby o wiele mniejsze.

J

estem jednak dziwnie spokojny, że Japończycy – naród samurajów, sprostają tym nowym wyzwaniom, bowiem zawsze stali obliczu zagrożeń. To nawet nowa wielka szansa dla Japonii, jak twierdzą eksperci. Co innego z Polską, która tez stoi w obliczu zagrożeń, wyzwań i szans, ale zupełnie innych niż Japonia. W końcu różnica położenia pomiędzy nami jest taka, że Japonię od stuleci do dzisiaj nazywa się „Krajem kwitnącej wiśni”, a Polska też od stuleci i też po dziś dzień to „kraj kwitnącej lipy”.

Politycy mają skłonność do myślenia o następnych wyborach, a nie o następnym pokoleniu - Ronald Reagan


„Dobry Znak” nr 6(64) 24 marca 2011

str. 5

Na początku lat 90. reprywatyzację traktowano jako jedno z podstawowych zadań odnowionej Rzeczpospolitej. Obecnie znów przerwano prace nad ustawą reprywatyzacyjną. Rząd nie określił, kiedy zostaną wznowione. Premier powiedział, że stanie się to w sprzyjającym okresie. Jednak sposób przekazania informacji o odstąpieniu od reprywatyzacji był prawdopodobnie zamierzonym zabiegiem wizerunkowym i najpewniej podniesie jeszcze popularność szefa rządu pośród wyborców

Reprywatyzacja w czasie nieokreślonym

Rafał Pazio

N

a stronach internetowych Ministerstwa Skarbu pojawiła się informacja, że na jakiś czas zostaną odsunięte prace nad projektem mającym zapewnić symboliczne rekompensaty osobom, których mienie zostało zagarnięte przez państwo w okresie PRL. Projekt miał dotyczyć właścicieli posiadłości ziemiańskich i przedsiębiorstw. Zaniechanie ustawy ma przede wszystkim odsunąć perspektywę przekroczenia przez UE bariery długu publicznego w stosunku do PKB.

Tłumaczenie dla mas

Premier próbował tłumaczyć, że tak naprawdę trudno mówić tu o reprywatyzacji, bo projekt zakładał raczej „częściowe zadośćuczynienie”. Zauważył jednak, że pomnożenie nawet symbolicznych kwot przez ilość oczekujących spowoduje duży wydatek dla budżetu. Chodziłoby o dziesiątki miliardów złotych w długoletniej perspektywie. Tusk zapewnił, że bierze na siebie odpowiedzialność za decyzję o zablokowaniu reprywatyzacji i w sprzyjającym okresie wróci do tematu. W sposób przebiegły umknął przed potencjalnymi zarzutami. Stwierdził, że w obecnej sytuacji kryzysu na świecie, w Europie i Polsce nie można proponować wydatku wobec roszczących

idącego w dziesiątki miliardów złotych, gdyż „byłoby to nieuczciwe wobec wszystkich pozostałych polskich obywateli”. Niewątpliwie ujął tym serca tych Polaków, którzy pozostając w większości, pozytywnie odniosą się do deklaracji o oszczędnościach budżetowych.

OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY wym Centrum Legislacji z Prokuratorią Generalną. Ostatnie spotkanie w ramach Komitetu Stałego Rady Ministrów na temat projektu, jak poinformowano, odbyło się w lutym zeszłego roku. W następstwie uzgodnień minister finansów został zobowiązany do przygotowania analizy na temat wpływu tej regulacji na przyrost długu sektora finansów publicznych w latach 2010 - 1016. W reprywatyzacji chodzi zadośćuczynienie za nacjonalizację przeprowadzoną na podstawie wydanych w latach 1944 - 1962 dekretów PKWN i ustaw uchwalonych przez Sejm PRL. Zgodnie z proponowanymi przepisami, poszkodowani, np. dawni właściciele (lub ich spadkobiercy) dworów, pałaców czy przedsiębiorstw, mieliby otrzymywać świadczenie majątkowe o wymiarze symbolicznym.

Mieli wiarę, ale utracili

Donald Tusk zapewniał, że ustawa jest gotowa już od roku i była przygotowywana z wiarą, że sytuacja finansowa pozwoli na jej wprowadzenie. Jednak sytuacja finansowa wydaje się trudna nie od roku, ale znacznie dłużej. Dziś wyraźnie premier pozyskuje tych, którzy nie mają żadnych roszczeń i traktują posunięcie rządu, jako rozwiązanie oszczędnościowe. W związku z tym popularność rządu nie będzie spadać. W końcu w przekazie zaprezentowanym Polakom wyraźnie wyeksponowano troskę o finanse publiczne, niezależnie od tego, co w rzeczywistości te słowa oznaczają.

Prace nad projektem

Projekt ustawy o świadczeniach pieniężnych przyznawanych niektórym osobom, których dotyczyły procesy nacjonalizacji został przygotowany w Ministerstwie Skarbu w 2008 r. Był omawiany na licznych spotkaniach i poddany uzgodnieniom m. in. z Rządo-

Nie wolno pytać?

Dyskusja o reprywatyzacji rozpoczęła się ostatnio w Polsce od incydentu do jakiego doszło w Izraelu. Pod koniec lutego przebywał tam z wizytą premier Donald Tusk. Reporter Polskiej Agencji Prasowej przy okazji konferencji prasowej premiera przebywającego w Jerozolimie, chciał zapytać o zapowiadaną w kwietniu 2008 roku, również w Izraelu, ustawę reprywatyzacyjną, która miała powstać w ciągu kilku miesięcy. Dziennikarz pytania jednak nie zadał. Poznał je wcześniej szef Kancelarii Premiera Tomasz Arabski i próbował skłonić dziennikarza do zmiany pytania. Wreszcie zadzwonił do szefa PAP Jerzego Paciorkowskiego, a ten do dziennikarza. Pytanie o reprywatyzację nie zostało zadane.

P

ytanie do premiera o reprywatyzację padło w końcu podczas konferencji prasowej w Brukseli. Premier poinformował, że reprywatyzacji na razie nie będzie ze względu na sytuację finansową państwa.

Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości - Józef Piłsudski REKLAMA


WIZYTA W CHORWACJI

str. 6

„Dobry Znak” nr 6(64) 24 marca 2011

W poprzednim numerze „Dobrego Znaku” pisaliśmy o Dubrowniku - mieście położonym na południowym krańcu słonecznej Dalmacji, nazywanym „Perłą Adriatyku”, gdyż jest uważane za najpiękniejsze w Chorwacji. Tym razem chcemy zaprosić Państwa w okolice Splitu - największego z miast dalmatyńskich

- tam, gdzie królestwo to nie tylko słowo określające przyrodę

Split

Wodospady na rzece Krkra

Wszystkie drogi prowadzą do Splitu. Można się tu dostać lądem - tzw. Jadrańską magistralą, która ciągnie się wzdłuż wybrzeża (polecam - piękne widoki) lub skorzystać z dróg kontynentalnej Chorwacji. Można również dotrzeć drogą morską z Włoch a także innych miast Chorwacji tj. Dubrownik czy Rijeka. Mówią, że lotem bliżej - Split ma swoje lotnisko, więc spełnia oczekiwania osób ceniących ten środek transportu.

Katedra w Splicie

O

kolice Splitu to największy region turystyczny Dalmacji, to centrum i serce tej części Chorwacji. Tu zamieszkuje większość jego mieszkańców, tu znajdują się najważniejsze wyspy i najpiękniejsze plaże. Tu także znajduje się najwięcej cennych zabytków i dwa z pięciu chorwackich obiektów wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO: najstarsza część Splitu z Pałacem Dioklecjana i zabytkowe centrum miasta w Trogierze.

Split liczy sobie ponad 1700 lat. Swój rozwój zawdzięcza cesarzowi rzymskiemu - Dioklecjanowi, który ok. 300 r. wzniósł tu warowny pałac pełniący rolę letniej rezydencji. Pałac zachował się do dziś i stanowi główną atrakcję turystyczną miasta. Mimo, że Split jest miastem o ponad tysiącletniej historii, jest miastem tętniącym życiem, w którym można poznać nocne uroki Chorwacji. Nie brakuje tu restauracji, barów i nadmorskich klubów. Mieszkańcy miasta są bardzo pogodnymi ludźmi, turyści mogą więc liczyć na ciepłe i przyjazne przyjęcie. A odpoczywać można tu nawet zimą, gdyż liczba słonecznych godzin wynosi tu ok. 2700 rocznie. W miesiącach zimowych temperatura wynosi ok. 7-8 stopni Celsjusza, latem ponad 20 stopni. Osoby, które lubią odpoczynek na łonie natury powinny udać się na Wzgórze Marjan. Tam w przepięknym parku - „zielonej duszy” Splitu można pospacerować, uprawiać różne dyscypliny sportu oraz nacieszyć się pięknem przyrody.

Miłośnikom rozkoszy podniebienia polecamy tutejszą kuchnię bogatą w owoce morza. Specjały Dalmacji to trawarica, lozowaczi, prszut, paszticada z kluskami, słone sardynki, pieczona lub gotowana jagnięcina. Do tego wspaniałe wina prosto z winnic chorwackich.

Informacje: Wspólnota Turystyczna Województwa Splicko-Dalmatyńskiego www.dalmatia.hr e-mail: info@dalmatia.hr


„Dobry Znak” nr 6(64) 24 marca 2011

str. 7

Mimo licznych protestów społeczności polskiej, już od 1 września, czyli nowego roku szkolnego, uczniowie klas 11 i 12 w szkołach mniejszości narodowych będą się uczyć języka litewskiego według tych samych programów co uczniowie w szkołach litewskich

Dyskryminacyjny program ujednolicenia nauczania litewskiego Edyta Szałkowska

M

inisterstwo Oświaty i Nauki zapowiada również, że już za dwa lata maturzystów szkół mniejszości czeka ujednolicony egzamin z języka litewskiego, czyli taki sam jak dla maturzystów szkół litewskich. Z kolei już wkrótce przedstawicielom najwyższych władz kraju zostaną przekazane zebrane podpisy pod listem otwartym w obronie polskiej oświaty na Litwie. - To jest polityczne rozwiązanie poparte wątpliwymi argumentami. Nadal zamierzamy walczyć o zachowanie szkoły polskiej w takim wymiarze, jaki ma obecnie. Język wyuczony w żadnym wypadku nie można porównać do języka ojczystego. Kategorycznie nie zgadzamy się z ujednoliceniem egzaminu z języka litewskiego - powiedział w rozmowie z „Kurierem” Józef Kwiatkowski, radny miasta Wilna, prezes Stowarzyszenia Nauczycieli Szkół Polskich na Litwie „Macierz Szkolna”. - Od następnego roku szkolnego uczniowie 11 i 12 klas szkół polskich i rosyjskich języka litewskiego i literatury będą się uczyli z takim samym obciążeniem i intensywnością jak uczniowie szkół litewskich - kategorycznie oświadczył minister oświaty i nauki Gintaras Steponavičius. Wprowadzenie jednakowego programu Ministerstwo Oświaty i Nauki argumentuje wzmacnianiem litewskiej tożsamości i dbaniem o dobro obywateli Litwy narodowości nielitewskiej, którzy w ten sposób będą mieli możliwość łatwiejszego zintegrowania się ze społeczeństwem litewskim i otrzymać lepsze szanse życiowe… Tymczasem wyniki egzaminów maturalnych z języka litewskiego świadczą zupełnie o czym innym. Wyraźnie wskazują, że poziom wiedzy języka litewskiego wśród uczniów, którzy ukończyli szkoły mniejszościowe, jest prawie identyczny, jakim wykazują się uczniowie, dla których litewski jest językiem ojczystym. Jak wynika z informacji Narodowego Centrum Egzaminacyjnego, tegoroczny egzamin z języka litewskiego na szczeblu państwowym pozytywnie złożyło prawie 92 proc. maturzystów, dla których język litewski jest językiem ojczystym oraz około 91 proc. maturzystów, dla których język litewski jest językiem wyuczonym. Mimo wszystko władze oświatowe uporczywie wykorzystują te wątpliwe argumenty i usprawiedliwiają nimi swoje dążenia do wprowadzenia w szkołach mniejszości nauczania w języku litewskim. To z kolei ma prowadzić do ujednolicenia w przyszłości egzaminu z języka litewskiego dla szkół litewskich i szkół mniejszości narodowych. Większa liczba godzin z języka litewskiego w szkołach mniejszości narodowych, identyczny program z litewskiego w klasach 11 i 12 w szkołach litewskich i nielitewskich oraz ujednolicony egzamin maturalny między innymi takie zmiany zakłada projekt nowelizacji ustawy o oświacie. Projekt ustawy zakłada też optymalizację sieci szkół, m. in. przez zamykanie w małych miejscowościach szkół mniejszości narodowych i pozostawienie tam jedynie szkół litewskich.

Litewski resort oświaty zapowiada, że ujednolicony egzamin z języka litewskiego czeka na maturzystów już po dwóch latach (fot. Marian Paluszkiewicz)

Ministerstwo Oświaty i Nauki zapowiada, że ujednolicony egzamin z języka litewskiego, czyli taki sam jak dla maturzystów szkół litewskich czeka na maturzystów szkół mniejszości już po dwóch latach. Społeczności szkół mniejszości są zgodne, że ani z punktu widzenia pedagogiki, ani też zdrowego rozsądku ujednolicenie nie jest możliwe. Język litewski dla osób narodowości litewskiej jest językiem ojczystym, dla pozostałych zaś wyuczonym językiem państwowym, różni się otoczenie językowe uczniów, nauczanie prowadzone jest według różnych programów i na podstawie różnych podręczników. Zdaniem lituanistów, przygotować uczniów do nowego egzaminu w takich warunkach, jakie mamy obecnie, jest niemożliwe, dlatego reformowanie należy rozpoczynać nie od starszych klas. Po krytyce i licznych protestach mniejszości narodowych minister oświaty i nauki zapowiedział, że wobec szkół mniejszości zostanie zastosowany okres przejściowy, kiedy wobec uczniów z litewskich szkół i wobec uczniów ze szkół mniejszościowych byłyby stosowane inne kryteria oceny podczas egzaminu. To, zdaniem ministra, znacznie by złagodziło przejście do zreformowanego egzaminu. „Łaskawa” propozycja stosowania innych kryteriów oceniania podczas egzaminu również nie wzbudza wśród nauczycieli entuzjazmu. Głównie z racji na zbyt nieprzejrzyste metody oceniania. - Mimo że decyzja zapadła i nowy program został zatwierdzony, nadal nie

WIEŚCI Z WILEŃSZCZYZNY

ma odpowiednich pomocy naukowych. Obecnie naradzamy się, w jaki sposób zapobiec tym dyskryminującym decyzjom ministerstwa - powiedział „Kurierowi” prezes Kwiatkowski. Tymczasem zakończyło się zbieranie podpisów pod listem otwartym w obronie polskiej oświaty na Litwie. Jak nas poinformował prezes „Macierzy Szkolnej”, według wstępnych danych zebrano ich około 60 tys. Niebawem list z podpisami zostanie przekazany przedstawicielom najwyższych władz kraju: prezydent, przewodniczącej Sejmu, premierowi oraz ministrowi oświaty. Zostanie podjęta również decyzja w sprawie przekazania podpisów władzom Polski i instytucji europejskich. Jak zaznaczają autorzy listu do przedstawicieli najwyższych władz Litwy i Polski, ciągle nie wiadomo, w jakim ostatecznym kształcie zostanie przyjęta nowa ustawa o oświacie. Jesteśmy przekonani, że przyjęcie obecnego projektu nowej ustawy doprowadzi do zlikwidowania polskiego szkolnictwa na Litwie oraz przymusowej asymilacji litewskich Polaków i utraty ich tożsamości narodowej i kulturowej - czytamy w liście. Autorzy żądają zachowania szkolnictwa polskiego w pełnym wymiarze w zakresie szkoły początkowej, podstawowej i średniej. Na razie Sejm Litwy przyjęcie kontrowersyjnego projektu nowelizacji ustawy o oświacie przełożył na wiosenną sesję, która rozpocznie się już 10 marca. Na wniosek 50 posłów, głównie ze współrządzącej partii konserwatywnej, 16 grudnia ub. r. w Sejmie miało już odbyć się przyspieszone ostateczne głosowanie w sprawie nowelizacji ustawy o oświacie. Jednak dzięki staraniom posłów AWPL wycofano ją z porządku obrad parlamentu.

O

becna ustawa o oświacie przewiduje, że cały proces nauczania w szkołach mniejszości narodowych przebiega w języku mniejszości. Tylko lekcje języka litewskiego odbywają się w języku państwowym. REKLAMA


SKOK dla...

str. 8

„Dobry Znak” nr 6(64) 24 marca 2011

dla Lekarzy Pożyczka na cele mieszkaniowe

O

d kilku lat wołomiński SKOK oferuje atrakcyjne pożyczki gotówkowe dla Lekarzy - grupy zawodowej cieszącej się wysokim zaufaniem społecznym. Mając na względzie zadowolenie naszych Klientów, ofertę poszerzyliśmy o pożyczkę na cele mieszkaniowe z dłuższym okresem spłaty - do 60 m-cy. Już teraz możesz otrzymać pożyczkę na atrakcyjnych warunkach: do 100 000 zł bez poręczycieli i dodatkowych zabezpieczeń, do 40 000 zł bez zgody współmałżonka, wypłata nawet w 2 godziny, niskie oprocentowanie , minimum formalności. Wymagamy jedynie: prawa wykonywania zawodu, oświadczenia o zarobkach, i/lub wpisu do rejestru indywidualnych prywatnych praktyk lekarskich. Nie żądamy Pit-ów, zaświadczeń o niezaleganiu itp. Nie wymagamy udokumentowania wydatków, wystarczy złożyć oświadczenie, że środki zostaną przeznaczone na cele mieszkaniowe. Formalności ograniczyliśmy do minimum. Nasze placówki mieszczą się na terenie 5 województw: - Mazowsza, Podlasia, Warmii i Mazur, Lubelszczyzny i Ziemi Łódzkiej.

Sprawdź - z nami się opłaca! Szczegółowe informacje w placówkach SKOK (lista na ostatniej stronie gazety) oraz pod nr telefonu 22 787 23 23

Dla rozpoczynających działalność gospodarczą Pożyczka na start

R

ozpoczęcie działalności gospodarczej wiąże się z wydatkami. Trzeba kupić materiały, wynająć lokal, wykonać materiały reklamowe… Często brakuje nam na to środków finansowych. Z myślą o Państwa potrzebach Spółdzielcza Kasa Oszczędnościowo-Kredytowa w Wołominie wprowadziła nową ofertę pożyczkową - Pożyczka na start. Aby uzyskać pożyczkę wystarczy przedstawić zaświadczenie o wpisie do ewidencji działalności gospodarczej oraz zaświadczenie o numerze NIP. W Kasie wypełnia się wniosek i inne dokumenty związane z uzyskaniem pożyczki. Jako zabezpieczenie, które będzie gwarancją zwrotu pożyczonych środków - wystarczy poręczyciel. Może to być ktoś z rodziny czy znajomych. Poręczyciel zostanie poproszony o przedstawienie osiąganych dochodów. Rozpatrzenie wniosku i wypłata środków następuje w ciągu 24 godzin. Spółdzielcza Kasa Oszczędnościowo-Kredytowa w Wołominie oferuje również przedsiębiorcom rachunek bieżący Tandem. Służy on do gromadzenia środków pieniężnych, przeprowadzania rozliczeń finansowych i dokonywania transakcji związanych z prowadzoną działalnością gospodarczą. Tandem może służyć jako rachunek podstawowy lub pomocniczy. SKOK nie pobiera opłaty za prowadzenie rachunku, stałe zlecenia płatnicze oraz wpłaty i wypłaty gotówki w kasie. Oprocentowanie rachunku wynosi 1% w skali roku. Istniej możliwość dostępu do rachunku przez Internet.

SKOK Wołomin dla...

dla WSZYSTKICH

Wiosenna promocja oprocentowanie pożyczek tylko

7,70 %

dla remontujących mieszkanie C

hcesz odnowić kuchnię, wymienić glazurę w łazience a może po prostu odnowić mieszkanie? Boisz się, że zabraknie Ci gotówki? Nie martw się - przyjdź po pożyczkę remontową do SKOK-u. U nas szybko i na atrakcyjnych warunkach otrzymasz pieniądze na niezbędne wydatki. Oferujemy do 40 000 zł bez poręczyciela, niskie raty, okres spłaty do 60 miesięcy, bez konieczności udokumentowywania wydatków. Przyjdź do wybranej placówki (lista na ostatniej stronie gazety) i sprawdź. Informacje możesz również uzyskać pod nr tel. 22 787 23 23 lub pod adresem e’mail: klient@skok.wolomin.pl.

Z pożyczką w SKOK - remont to przyjemność

Dla nowych i obecnych Członków Kasy. Promocja tylko do 15 kwietnia 2011 r.  do 40 000 zł - bez poręczyciela  do 20 000 zł - bez zgody współmałżonka  okres spłaty - do 36 miesięcy RRSO dla kwoty 8 tys. zł na okres 36 m-cy wynosi 20,03 % Sprawdź w wybranej placówce (lista na ostatniej stronie gazety) lub pod nr tel.: 22 787 23 23


„Dobry Znak” nr 6(64) 24 marca 2011

str. 9

Zdarzają się sytuacje, gdy nagle potrzebujemy większej gotówki. Trafił się nam atrakcyjny wyjazd, zepsuła się pralka czy lodówka, musimy zrobić większe nieplanowane wcześniej zakupy albo mamy okazję do zrealizowania naszych marzeń. W takim wypadku najlepiej skorzystać z pożyczki gotówkowej

Spółdzielcza Kasa Oszczędnościowo-Kredytowa w Wołominie informuje:

SKOK w Wołominie poleca

M

Z dniem 22 marca 2011 r. Oddział SKOK w Piasecznie (Zalesie Dolne) zostanie przeniesiony z ul. Orzechowej 16A na ul. Sienkiewicza 63.

Pożyczki gotówkowe

ożemy ją otrzymać szybko i bez zbędnych formalności w placówkach SKOK w Wołominie. Pożyczone środki możemy przeznaczyć na dowolnie wybrany cel. Decyzja kredytowa jest podejmowana w ciągu 2 do 24 godzin. Jeśli nie mamy czasu na gromadzenie dokumentów możemy skorzystać z oferty na oświadczenie o dochodach. Kasa oferuje pożyczki gotówkowe do 40 000 zł bez poręczycieli i 20 000 zł bez zgody współmałżonka. Innym rozwiązaniem może być linia pożyczkowa w koncie osobistym. Jej kwota może wynosić nawet do dziewięciokrotności naszego wynagrodzenia netto. Każdy wpływ na konto powoduje zmniejszenie kwoty zadłużenia. Jest to pożyczka odnawialna, tzn., że po spłacie części zadłużenia możemy ponownie skorzystać z pieniędzy do wysokości przyznanego nam limitu. Linia pożyczkowa odnawia się co roku. Spłata całkowita nie oznacza zamknięcia rachunku, w każdym momencie możemy ponownie skorzystać z przyznanych nam środków. Szczegóły oferty dostępne we wszystkich placówkach SKOK (lista na ostatniej stronie gazety) lub pod numerem telefonu 22 787 23 23. Porównanie oferty pożyczkowej wybranych instytucji finansowych dla kwoty pożyczki wynoszącej 10 000 zł przy okresie spłaty 36 miesięcy Nazwa instytucji finansowej

Wysokość miesięcznej raty w PLN

oprocentowanie rzeczywiste

SKOK w Wołominie

342,00

20,03%

PEKAO S.A.

371,58

21,93%

ING

379,60

23,82%

Bank BGŻ

384,36

24,94%

Getin Bank

386,46

25,44%

Db kredyt

390,22

26,33%

M Bank

409,43

30,89%

PKO BP

431,02

36,05%

BOŚ

434,27

36,83%

Źródło: www.ocenbank.pl z dn. 16.03.2011 r.

Przydatne terminy: Oprocentowanie nominalne - wartość, która określa oprocentowanie kwoty głównej pożyczki, czyli kapitału. Nie wskazuje ono rzeczywistego kosztu pożyczki. Zgodnie z ustawą antylichwiarską oprocentowanie nominalne nie może być wyższe niż czterokrotność oprocentowania kredytu lombardowego NBP Oprocentowanie rzeczywiste - rzeczywista roczna stopa oprocentowania (w skrócie RRSO) – pokazuje całkowity realny koszt pożyczki, ujmuje bowiem wszystkie koszty z nią związane tj. oprocentowanie nominalne (odsetki), prowizje, opłaty, ubezpieczenia itp.

AKTUALNOŚCI SKOK

W związku ze zmianą lokalizacji w dniu 21 marca br. Oddział przy ul. Orzechowej 16A będzie czynny w godzinach od 9:00 do 12:00. Od dnia 22 marca zapraszamy do nowej lokalizacji. Godziny otwarcia nie ulegną zmianie. Punkt będzie czynny od pon. do pt. w godz. 9:00 -17:00 , w soboty 9:00 - 13:00. Za utrudnienia przepraszamy SKOK w Wołominie Przechodząc głównymi ulicami miast widzimy szereg reklam tanich i atrakcyjnych pożyczek. Tu od 8% tam od 10%, w jednej instytucji wystarczy dowód osobisty, w innej trzeba dostarczyć szereg dokumentów, rata od 40 zł a tam dziennie tyle co np. bochenek chleba. Ile tak naprawdę zapłacę za pożyczone pieniądze, jakie poniosę koszty? Jak ustrzec się „pułapek kredytowych”, jak wybrać najlepszą ofertę?

Wątpliwości, trudności, znaki zapytania? A

by wybrać najlepszą ofertę trzeba zadać szereg pytań, które pomogą nam w podjęciu decyzji. Oto nasza propozycja:

 W jaki sposób naliczane są odsetki od udzielonej pożyczki? Czy instytucja finansowa nalicza odsetki od kwoty udzielonej pożyczki, czy też od kapitału, jaki pozostał do spłaty? To bardzo ważne pytanie, gdyż niektóre instytucje finansowe naliczają odsetki od kwoty udzielonej pożyczki, co oznacza, że jeśli weźmiemy 20 000 zł na okres 36 m-cy to przez cały ten okres instytucja finansowa nalicza nam odsetki od kwoty 20 000 zł, nawet wtedy, gdy np. została nam do zapłaty ostatnia rata w kwocie 900 zł.

Jaka będzie wysokość raty, czy jej wielkość może ulegać zmianie a jeśli tak to w jakiej sytuacji? Tak zadane pytanie pomoże nam uniknąć np. skorzystania z promocji, która trwa 3 miesiące. Wśród licznych ofert pożyczkowych można znaleźć takie, w których korzystne oprocentowanie na poziomie 10% obowiązuje tylko przez czas trwania promocji czyli 3 miesiące, po tym okresie wzrasta np. do 18%. 

Jakie są koszty prowizji, opłat, ubezpieczenia? Czy zostaną potrącone z kwoty pożyczki, czy też Klient musi je wpłacić przez uruchomieniem pożyczki? To pytanie istotne jeśli zależy nam na otrzymaniu do ręki gotówki w określonej wysokości. Trzeba zapytać czy można zwiększyć kwotę pożyczki o te koszty. Jednocześnie informacja o dodatkowych kosztach daje nam możliwość porównania oferty w innych instytucjach. Najlepiej poprosić o symulację spłat i wypisanie dodatkowych kosztów, a potem sprawdzić jakie koszty zapłacimy gdzie indziej. 

„Służmy poczciwej sławie a jako kto może niech ku pożytku dobra spólnego pomoże…” J. Kochanowski

Szanowni Państwo!

W

okół nas żyje wiele ludzi boleśnie doświadczonych przez los, którzy nie mogą lub nie potrafią poradzić sobie ze swoimi problemami. Brak dostatecznej opieki państwa i funduszy niejednokrotnie pogrążają ich w ubóstwie i rozpaczy. Są bezbronni i samotni. Żyją wstydliwie na obrzeżach naszej rzeczywistości… Przekazanie 1% to uśmiech skrzywdzonego przez los człowieka, który nadaje głębszy sens naszym działaniom oraz daje radość i napęd do dalszej pracy… Wystarczy kilka minut w czasie wypełniania deklaracji podatkowej i 1% Twojego podatku trafi bezpośrednio do potrzebujących zamiast do budżetu państwa! Należy tylko wpisać wyliczoną kwotę 1% oraz podaną poniżej nazwę organizacji i numer KRS. Stowarzyszenie Pomoc Bliźniego Organizacja Pożytku Publicznego nr KRS 0000262302

Co muszę zrobić, aby pożyczkę otrzymać, jakie dokumenty mam dostarczyć? Jak długo potrwa procedura? Jeśli zależy nam na czasie możemy poszukać oferty na tzw. „dowód”. Musimy się jednak liczyć z tym, że koszt takiej pożyczki będzie wyższy, gdyż wiąże się z większym ryzykiem dla instytucji finansowej. Czas rozpatrywania wniosków też jest różny, są instytucje, które wypłacą nam gotówkę tego samego dnia a w innych będziemy musieli poczekać nawet kilka dni. 

Czy mogę spłacić zadłużenie wcześniej i czy wiąże się to z dodatkowymi kosztami? Wiele instytucji finansowych pobiera prowizję za wcześniejszą spłatę, warto zapytać o ten koszt. Czasem lepiej wpłacić gotówkę na lokatę niż ponosić dodatkowe koszty. 

Odpowiedzi na powyższe pytania na pewno pomogą nam w wyborze właściwej oferty. Kto pyta - nie błądzi. A rozsądny wybór nie uszczupli nam budżetu rodzinnego.


FINANSE

str. 10

„Dobry Znak” nr 6(64) 24 marca 2011

Szkoła Inwestowania nr 59 W dzisiejszej odsłonie naszej Szkoły Inwestowania przyjrzymy się bliżej zjawisku, które nie jest obce żadnemu, nawet początkującemu inwestorowi. Chodzi o czujność w wyłapywaniu tak zwanych okazji inwestycyjnych

Byk w skórze niedźwiedzia Tomasz Olszewski - Prezes Zarządu Private Wealth Consulting

N

ależy pamiętać, że dobrą okazją mogą być nie tylko wzrosty, ale i spadki indeksów giełdowych, cen akcji czy jednostek uczestnictwa funduszy inwestycyjnych. W praktyce więc można stwierdzić, że zawsze jest dobry czas na inwestycje. Trzeba tylko mieć plan i potrafić wybrać najlepsze do jego realizacji narzędzia. Warto też jasno określić swoje oczekiwania i na ich podstawie zbudować swoje nastawienie do rynku, na którym będzie się próbowało zarabiać. Byki wierzą we wzrosty, niedźwiedzie uaktywniają się w czasie wyprzedaży. Ideałem jest bywać bykiem i mieć niedźwiedzie odruchy. Dlaczego? Bo wtedy możemy zarobić najwięcej. W czasie hossy kupować, a przed jej zakończeniem wyprzedawać aktywa.

Byki i niedźwiedzie na giełdzie W nomenklaturze finansowej stosowanych jest sporo zwrotów i określeń branżowych. Nie ma w tym nic dziwnego. Swoim slangiem posługuje się przecież mnóstwo różnych grup, nie tylko zawodowych. Jednymi z barwniejszych pojęć funkcjonujących w języku inwestorów, zwłaszcza giełdowych, są sławetne byki i niedźwiedzie. Obozem byków zwykło się określać stronę popytową. Chodzi więc o tę część graczy rynkowych, którzy nastawieni się na zakupy. Głównie dlatego, że wierzą we wzrosty. Możemy ich także określić mianem optymistów, choć nie będzie to do końca precyzyjna definicja. Znaczyłoby to bowiem, że obóz przeciwny, czyli niedźwiedzie rekrutuje się z samych malkontentów i pesymistów. Nic bardziej mylnego. Niedźwiedzie po prostu zazwyczaj uaktywniają się w momencie spadków na rynku, ich domeną jest wyprzedaż, ale także zajmowanie tak zwanych krótkich pozycji. Niedźwiedzie bowiem wiedzą, że na spadkach też można zarabiać. A jeśli zarabiają, nie mają powodu do pesymizmu.

Udając niedźwiedzia Bywa też że inwestorzy, którzy zazwyczaj zachowują się jak byki, poszukują okazji głównie na wzrostowych rynkach, miewają niedźwiedzie odruchy. Można powiedzieć, że taka figura jest bliskim ideału rozwiązaniem. W sytuacji, kiedy trwa hossa, ceny akcji idą w górę, rosną też ceny jednostek uczestnictwa funduszy, zachowujemy się byczo. Kupujemy na przykład fundusze akcyjne i cieszymy się ze wzrostu wartości naszych oszczędności. Hossa jednak, jak wszystko w naturze jest cykliczna i prędzej czy później musi się skończyć. Dobrze więc jest przed jej zakończeniem przyjąć pozycję i cechy niedźwiedzia. Idealnego momentu nie uda nam się oczywiście określić, możemy jednak zadziałać instynktownie, jak niedźwiedzie właśnie. Kiedy optymizm sięga zenitu i niebezpiecznie i niezdrowo dominują nastroje bycze, powinna nam się zapalić czerwona lampka. I choć być może załamanie nie przyjdzie nagle i z dnia na dzień, to jednak takie zachowania inwestorów zazwyczaj je zwiastują. Warto więc zamienić rogi na niedźwiedzią skórę i zabezpieczyć zyski, które dzięki agresywnej postawie udało nam się zgromadzić. Nie trzeba też od razu zapadać w sen zimowy. Można zastosować ostrożną strategię inwestowania mniejszych, ale regularnych kwot. Można zapolować na okazje.

trendu wzrostowego lepszy wynik uzyskamy inwestując jednorazowo. Decyzja o wyborze jednej z dwóch form rozpoczęcia inwestycji powinna jednak zależeć również od indywidualnego nastawienia inwestora oraz uwzględniać jego profil ryzyka. Pamiętajmy również, że ewentualna pomyłka będzie bardziej bolesna w przypadku wpłaty jednorazowej niż w przypadku strategii regularnej. Większość towarzystw funduszy inwestycyjnych wychodzi naprzeciw takim właśnie potrzebom i oczekiwaniu klientów. Mają bowiem w ofertach tak zwane plany systematycznego inwestowania, gdzie istnieje możliwość wpłacania mniejszych, ale regularnych kwot i ponoszenie przy tym znacznie niższych kosztów. Narzędzia takie mogą być znakomitą alternatywą dla tak zwanego trzeciego filara emerytalnego. Niebawem, być może okażą się także alternatywą dla OFE, którego istnienie i sens stają się coraz bardziej problematyczne. Tym samym potwierdzi się mądra zasada samodzielnego dbania o własną przyszłość. Nie tylko własną zresztą. Programy takie mogą też być znakomitym narzędziem służącym odkładaniu na przyszłość z myślą o własnych dzieciach.

Z myślą o przyszłości dzieci

Cena nie jest jedynym kryterium inwestycyjnym Dane opublikowane przez firmę badawczą Analizy Online dowodzą bezspornie, że takie podejście może przynieść spore profity. Przedmiotem analizy były inwestycje w fundusze akcyjne na przestrzeni kilku ostatnich niezwykle burzliwych lat. Inwestorzy, którzy u szczytu hossy, tj. pod koniec lipca 2007 w sposób jednorazowy zainwestowali w przeciętny fundusz akcji polskich nie mogą swojej inwestycji uznać za udaną. Od 31 lipca 2007 roku do 8 października 2010 przeciętna stopa zwrotu w funduszach akcji polskich uniwersalnych wyniosła bowiem –29,51%. Aby uzyskać dodatnią stopę zwrotu potrzebny jest wzrost o +42%. Zdecydowanie więcej powodów do zadowolenia mają ci inwestorzy, którzy w lipcu 2007 zdecydowali, iż będą dokonywać wpłat regularnie, czyli np. co miesiąc 1 000 złotych. Przy tak skonstruowanej strategii wartość zgromadzonego kapitału na początku października bieżącego roku przewyższała sumę wpłat o +14,51%. Jak widać, na przestrzeni ostatnich trzech lat znacznie korzystniejszą strategią inwestycyjną w przypadku funduszy akcji było inwestowanie regularne niewielkich kwot, niż dokonanie wpłaty w sposób jednorazowy. Lepszy efekt inwestycji opartej na systematycznych wpłatach ma związek z dekoniunkturą na rynku akcji, która utrzymywała się przez początkowe 1,5 roku trwania inwestycji. W tym przypadku uśredniona cena nabycia jednostek była znacznie niższa niż cena nabycia w przypadku wpłaty jednorazowej. Systematyczne wpłaty pozwoliły ograniczyć wpływ giełdowej dekoniunktury na wartość zainwestowanego kapitału. Trzeba jednak pamiętać, że efekt uśredniania działa niezależnie od tego czy obserwujemy wzrost czy też spadek indeksów. Korzyści wynikające z inwestycji regularnej są więc przede wszystkim widoczne wtedy, kiedy na rynku dominują spadki. Wadą tego podejścia jest fakt, że w okresie wzrostów lepsze wyniki przyniesie inwestycja oparta na wpłacie jednorazowej.

Dobry nawyk regularności Z powyższych przykładów płynie bardzo prosty i praktyczny wniosek. Inwestorzy, którzy są niedźwiedzio nastawieni do rynku akcji i nie wierzą w utrzymanie trendu wzrostowego, mogą w sposób systematyczny zwiększać swoje zaangażowanie. W przypadku wystąpienia zakładanej dekoniunktury, strategia oparta na regularności pozwoli na szybsze uzyskanie pozytywnej stopy zwrotu. Jeżeli jednak wierzymy w kontynuację

Wspomnieliśmy już niejednokrotnie o tym, że na rynku istnieje sporo tego typu rozwiązań. Warto więc poświęcić trochę czasu i znaleźć coś dla siebie. Także z myślą o swoich pociechach. Regularne inwestowanie drobnych kwot wcale nie musi być sprawą bolesną, a wybór planu systematycznego inwestowania pozwoli dobrze zoptymalizować własne inwestycje. Jedną z ciekawszych tego typu opcji na naszym rynku jest rozwiązanie o nazwie OmniProfit, które umożliwia regularne inwestowanie pod parasolem polisy ubezpieczeniowej. Inwestor uzyskuje dzięki temu dostęp do wielu zróżnicowanych geograficznie i przedmiotowo rynków. Budować portfel możemy w oparciu o 37 krajowych i zagranicznych funduszy inwestycyjnych dostępnych na platformie do bezpłatnego zarządzania portfelem. Możliwe jest zatem przebudowywanie portfela w czasie trwania inwestycji oraz zmiany (konwersje) między funduszami bez ponoszenia żadnych kosztów. Portfel jest więc dobrze zdywersyfikowany. Środki zgromadzone w portfelu nie wchodzą do masy spadkowej (nie występuje podatek od spadków i darowizn), a przy wypłacie świadczenia nie ma podatku Belki. Inwestycja chroniona jest też przed zajęciem komorniczym. Brak opłat dystrybucyjnych, niska opłata za zarządzanie, brak opłaty za ryzyko ubezpieczeniowe i krótki okres dostępu do środków czyni to rozwiązania jeszcze bardziej korzystnym i bezkonkurencyjnym w stosunku do innych ubezpieczycieli oferujących rozwiązania inwestycyjne. Z pewnością warto zapoznać się bliżej i wnikliwiej z tym i podobnymi rozwiązaniami. Wszak moment cyklu koniunkturalnego, w jakim się obecnie znajdujemy sprzyja takim pomysłom.

G

dyby potrzebne było bardziej dokładne przedstawienie omawianych rozwiązań oraz dopasowanie ich do konkretnych potrzeb, zapraszamy Państwa do kontaktu z naszą firmą. Chętnie rozwiejemy wszelkie wątpliwości i wyjaśnimy każdy z niuansów.

Private Wealth Consulting Sp. z o.o. Liberty Corner, ul. Mysia 5, 00- 496 Warszawa tel. +48 (22) 596 53 12, fax +48 (22) 596 53 15 e-mail: office@pw-consulting.pl

Dobry Znak  

nr 6 (64)/ 2011 r. cz.1