Issuu on Google+

ISSN 1899-4830

gazeta bezpłatna

Dwutygodnik nr 5(63)

10 marca 2011

W

idząc tłumy, które oglądały rekonstrukcję, zadawałem sobie pytanie: a po co ci ludzie przyszli? - opowiada Wojciech Olszański, reżyser inscenizacji i jej aktywny uczestnik. - I znalazłem odpowiedź: na chwałę Polski napatrzeć się - i choć bitwa ta „udawana”, bez ofiar i krwi, wybuchy ślepe, ciosy markowane - to wysiłek prawdziwy i pot prawdziwy, i komendy prawdziwe, i sygnały prawdziwe i konie prawdziwe... i widziałem, łzy prawdziwe i słyszałem brawa szczere, serdeczne... Największą bitwę Powstania Listopadowego odtwarzali entuzjaści z tzw. Grup Rekonstrukcji Historycznych, którzy spotkali się tu pieszo i konno, ubrani i wyposażeni w broń z tamtego okresu oraz w działa armatnie, których wystrzały trzęsły ziemią wywołując popłoch wśród widzów. Przerażać mogły też sceny starć, które przyszło im oglądać, bowiem wojna odtwarzana była bardzo realistycznie. A bitwa pod Olszynką była bardzo krwawa. Po stronie polskiej zginęło ponad 7 tysięcy żołnierzy, Rosjan jeszcze więcej, bo ponad 10 tysięcy, do czego doszło jeszcze 4 tysiące rannych Rosjan. Carskie wojsko w tamtych czasach dobijało bowiem własnych rannych bagnetami. Duża ilość rannych Rosjan przeżyła tylko dzięki dostaniu się do polskiej niewoli... Jak podkreśla reżyser przedstawienia Wojciech Olszański, parę setek pasjonatów, którzy wzięli w niej udział, ubranych było w mundury z epoki, wiernie skopiowane, co do guzika i szyte z prawdziwego sukna. Młodzi ludzie mieli również historyczną broń palną, na czarny proch, szable, bagnety, lance…Widzowie mogli oglądać marsze, ataki, obrony, szarże kawaleryjskie. Do tego najprawdziwsze działa grzmiały tak, że trudno było nie zatykać uszu. Jak przekonuje Olszański, ta rekonstrukcja to sposób na podbudowanie patriotyzmu, którego dziś nie uczy się w szkołach młodych ludzi: - Jestem rocznik 1960, kończyłem szkołę średnią za czasów PRL. W tej szkole z podręczników, na pewno zatwierdzonych przez peerelowskie MEN, nauczono mnie bardzo dobrze historii Powstania Listopadowego. Musiałem znać wszystkie bitwy, nazwiska generałów i to dokładnie. Musiałem wiedzieć, który z nich był zdrajcą, który tchórzem, a który bohaterem i to wszystko w czasach programowej miłości do Rosji Sowieckiej. Trudno mi dziś dociekać dlaczego tak było, ale efekt jest taki, że wówczas opuszczały mury szkolne zastępy młodych ludzi świadomych swojej historii, lepiej czy gorzej, ale na pewno lepiej, o niebo lepiej, niż dzisiejsi maturzyści czy, o zgrozo, gimnazjaliści, których za chwilę stracimy w niemieckich zawodówkach, z dziesięcioletnimi obowiązkowymi kontraktami pracy lub zwabionych wysokim żołdem do służby w niemieckiej armii... - mówi smutno Wojciech Olszański. - Nie ma dziś historii w szkołach, więc to my ją ożywiamy, trzeba się ratować - podkreśla reżyser rekonstrukcji. - Bo taka bitwa to właśnie historia ożywiona. Koledzy z Grup Rekonstrukcji Historycznej, próbowali przenieść warszawiaków w czas, w którym naród nie zawiódł, w czas, w którym słowa „zwyciężyć lub zginąć” były ciałem, nie paplaniną - dodaje. - Jedna Pani, po dwukilometrowym marszu z Placu Szembeka na miejsce historycznej bitwy, mówi do mnie: „panie generale, ja mam 89 lat i przyszłam, bo musiałam to zobaczyć, a co będę w domu siedzieć - niech pan podziękuje tym naszym żołnierzom, bo jak Moskala bili to aż sama bym tam się bić pobiegła...” - relacjonuje Olszański odtwarzający właśnie postać generała Franciszka Żymirskiego, który poległ w bitwie. - Prowadzenie wojny kosztuje i wszystko to nie udałoby się, gdyby pan Mariusz Gazda dobrą kasą polskiego wojska nie wspomógł - podkreśla Wojciech Olszański. - Dzięki wielkie panie prezesie bo jak przyszliśmy do pana, jako organizatorzy po prośbie, to nawet dokończyć zdania nie zdążyliśmy, a pan się zgodził ratować nasze przedsięwzięcie.

W

inscenizacji wzięli udział społecznicy z Kręgu Pamięci Narodowej, Stowarzyszenia Olszynka Grochowska i Stowarzyszenia Artylerii Dawnej Arsenał. Produkcja - Krzysztof Radzikowski, scenariusz - Antoni Lewandowski, reżyseria - Wojciech Olszański. Głównym sponsorem wydarzenia była Spółdzielcza Kasa Oszczędnościowo-Kredytowa w Wołominie. (wol)

nakład 115 000 egz.

www.gazetadobryznak.pl

Nie daliśmy się Moskalom

Tłumy warszawiaków zgromadziły się w sobotę, 26 lutego na polu u zbiegu ulic Szerokiej i Traczy, by dokładnie w 180. rocznicę Bitwy o Olszynkę Grochowską oglądać rekonstrukcję tego wydarzenia w miejscu, gdzie się ono odbyło. Przyszły tu całe rodziny z biało-czerwonymi flagami, by dopingować do boju naszych żołnierzy

B

itwa pod Olszynką Grochowską, która miała miejsce 25 lutego 1831 roku na wschodnich przedpolach Warszawy, to jedna z najkrwawszych bitew powstania listopadowego. Przeszła do historii jako polskie Termopile. Pierwsze próby zdobycia Olszynki przez Rosjan miały miejsce już 20 lutego, jednak zostały one z łatwością odparte przez polskie wojska. Siły polskie zebrane 25 lutego na przedpolach Pragi liczyły prawie 40 tysięcy żołnierzy i 120 dział, a prowadzone były przez Józefa Chłopickiego, choć oficjalnie dowódcą był książę Michał Radziwiłł. Z kolei wojska rosyjskie, dowodzone przez feldmarszałka Iwana Dybicza, liczyły blisko 60 tysięcy osób oraz 196 dział. Przed godziną 9 rano, na odgłos kanonady dochodzącej od strony Białołęki, feldmarszałek Dybicz zdecydował o frontalnym ataku na Olszynkę. Ten pierwszy atak został odparty przez obrońców. Dwie godziny później, prawie dwadzieścia tysięcy rosyjskich żołnierzy zaatakowało liczącą około osiem tysięcy osób dywizję generała Franciszka Żymirskiego. Mimo dużej przewagi Rosjan, kontratak Chłopickiego wyparł poza Olszynkę. Podczas tego natarcia śmiertelnie ranny został gen. Żymirski. Okazało się, że 20 tys. Rosjan nie jest w stanie poradzić sobie z dwukrotnie mniejszym ugrupowaniem polskim i rosyjskie batalie zaczęły się cofać. Jednak feldmarszałek Dybicz uporządkował oddziały i poprowadził je do natarcia, wspartego ogniem dwustu dział. Po obydwu stronach zalegały tysiące zabitych i rannych żołnierzy. Chłopicki przygotował kolejne przeciwnatarcie, tym razem kawalerii, do którego chciał użyć korpusu Łubieńskiego i Krukowieckiego. Ci jednak orzekli, że nie honorują rozkazów Chłopickiego i czekają na potwierdzenie ich przez

Radziwiłła. Chłopicki ruszył do Radziwiłła, jednak podczas powrotu na pierwszą linię został ranny od wybuchu granatu. Niesiony do powozu rozkazał Skrzyneckiemu zaatakować wszystkimi siłami Olszynkę, widząc w tym posunięciu jedyny sposób uniknięcia klęski. Skrzynecki jednak - mając na uwadze znaczną przewagę liczebną Rosjan - nie zgodził się na pewną rzeź. To właśnie gen. Jan Skrzynecki nakazał swoim oddziałom wycofanie do Warszawy. Podobnie postąpił feldmarszałek Dybicz, który wraz z żołnierzami wycofał się z pola bitwy. Ostatecznie bitwa pozostała nierozstrzygnięta, gdyż obydwie strony musiały się wycofać. Straty po obu stronach były wysokie: ponad siedem tysięcy żołnierzy po stronie polskiej i około dziewięć i pół tysięcy po stronie rosyjskiej. Po bitwie pod Olszynką Grochowską w wielu polskich rodzinach uczestników tamtego wydarzenia tradycją stało się noszenie na pamiątkę krzyżyków z drzewa olchowego ze złotą tabliczką, na której wygrawerowana była data: Olszynka - 25 lutego 1831. Bitwa ta była inspiracją dla Stanisława Wyspiańskiego do napisania w 1898 roku dramatu Warszawianka. Akcja tej sztuki teatralnej rozgrywa się we wnętrzach dworku na Gocławku, który w czasie bitwy miał być kwaterą gen. Józefa Chłopickiego. W 1916 w miejscu bitwy stanął drewniany krzyż – pomnik Bitwy pod Olszynką Grochowską, a w 1931 wmurowano akt erekcyjny pod mauzoleum i wymieniono krzyż na metalowy. W tym samym roku, w setną rocznicę bitwy uczczono nadając wielu ulicom warszawskiego Grochowa nazwy związane z wydarzeniami z 25 lutego 1831 roku. Ufundowano również szkołę-pomnik im. Bohaterów Olszynki Grochowskiej, która rozpoczęła działalność w 1933 roku i której tradycje kultywuje obecnie Gimnazjum Nr 20 im. Bohaterów Olszynki Grochowskiej w Warszawie. (ab)


str. 2

OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY...

Zielona wyspa

Pisałem w poprzednim numerze DZ o rosnących cenach żywności na światowych rynkach. Dzisiaj o sytuacji w Polsce. Konsekwentnie, dla możliwości porówniania, analizować będę sytuację rynkowych danych z końca stycznia 2010 roku

Zbożowe konsekwencje

W

edług rządu, platformy i zaprzyjaźnionych z nimi środowisk, Polska - na tle pogrążonej w kryzysie Europy - rozkwita. Polska jest jak spokojna, zielona wyspa pośród spienionych wód oceanu kryzysu. Jedyny bezpieczny zakątek Europy. Ostatni miodem i mlekiem płynący kraj. Polska jak oaza na pustyni, z życiodajną wodą i kojącą wzrok zieloną roślinnością. Tylko czy nie jest to przypadkiem fatamorgana? Rząd ze swoimi strukturami administracyjnymi ma służyć swoim obywatelom. Służyć, ale nie w rozumieniu „usługiwać”. Służyć w znaczeniu „pomagać”. Pomagać pracować i bogacić się. Pomagać uczyć się i rozwijać. Pomagać pokonywać trudności i zawirowania. Nie stwarzać pozory i miraże, ale rozwiązywać prawdziwe problemy. Prawo nie powinno utrudniać życia, ale je upraszczać i ułatwiać. Prawo tworzone przez ludzi, ma być dla ludzi. Gdyby rząd i cała administracja pomagały i służyły obywatelom, tak jak ma to miejsce w ucywilizowanych krajach, to może rzeczywiście Polska byłaby zieloną wyspą na mapie Europy. Ogólnie znana jest ponadprzeciętna pomysłowość i przedsiębiorczość Polaków. Gdyby jeszcze Polacy mieli w swoim kraju warunki życia i pracy porównywalne z zachodnią Europą, to może by pokazali innym, jakie można osiągać wyniki. Weźmy na ten przykład sieć dróg. Przykład może i banalny, ale jak obrazowy. Stoimy w korkach. Marnujemy czas, nerwy i pieniądze. A mimo to potrafimy prowadzić firmy i jeszcze być konkurencyjni chociażby z Niemcami, czy Austriakami. Oni mają drogi, a my – rozdroża. Oni mają idealną komunikację, a my ją czasem miewamy. Dobrze, że czasem w tych korkach mamy zasięg sieci komórkowych, to przynajmniej nadrabiamy zaległe rozmowy telefoniczne, czy to biznesowe, czy też prywatne. Gdyby Niemcom dać naszą sieć dróg, to albo by zbankrutowali, albo niezwłocznie przystąpili do budowy autostrad. A my dajemy sobie radę bez autostrad i pewnie długo jaszcze będziemy musieli sobie tę radę dawać. Jesteśmy rzeczywiście zieloną wyspą na mapie Europy, jeżeli chodzi o sieć autostrad. To znaczy ze względu na ich brak. Zamiast budować drogi, wydaje się u nas pieniądze na utrudnienie życia obywatelom. Stawia się radary i spowalniacze. Blokuje się miasta wskutek braku obwodnic. Marnuje się czas podróżujących i naraża ich na utratę zdrowia, czy to w wypadku, czy to z powodu nerwicy podróżnej. W końcu naraża się ich na utratę życia, czego dowodem są statystyki wypadkowe. Wmawia się nam, że to wina kierujących. Często tak. Ale jak często jest to wina braku nowoczesnych dróg? Podróżujemy przecież nowoczesnymi autami po przestarzałych i zniszczonych drogach. Płacę podatki jak uczciwy Niemiec. W zamian Niemiec ma to, co mu się słusznie od państwa biorącego podatki należy. Ma drogi. Ma dobre prawo. Ma uczciwy rząd. A ja mam tylko niekończące się afery, ciągle nowe kampanie wyborcze i nowe dziury w starych drogach. Mariusz Gazda

Szanowni Państwo, Czytelnicy „Dobrego Znaku”

O

ddajemy w Państwa ręce następny numer „Dobrego Znaku”. Jest to już piąty numer w tym roku. Cieszą rozwój i ciągłe zmiany w nadziei na lepsze. Z przyjemnością polecam państwu felieton Janusza Korwina-Mikke ze strony 3. pt. „Jak traktować psa”. Autor, ze znaną sobie logiką, ukazuje absurdy współczesnego świata. Logika prosta, absurdy oczywiste, aż do bólu. W przeczuciu zbliżających się wakacji, zwróćcie Państwo uwagę na piękno chorwackiego Dubrownika w materiale na stronie 6. pamiętając, że słowa nie wyrażają wszystkiego. Chorwaci to naród dumny ze swego dziedzictwa, prosto oceniający rzeczywistość. Dla nich białe jest białe, a czarne jest czarne. Przyjaźń to przyjaźń, a zdrada to zdrada. Tych z Państwa, którzy odbierają program telewizyjny z satelity, zachęcam do zapoznania się z programem pierwszej polskiej telewizji rolniczej, który drukujemy na stronie 18. Mariusz Gazda Redaktor Naczelny

„Dobry Znak” nr 5(63) 10 marca 2011

Janusz Piechociński Wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji Infrastruktury

R

ynkowe ceny zbóż pozostają niezmiennie wysokie, choć tempo wzrostu cen osłabło w stosunku do poprzednich tygodni. Wśród zbóż paszowych dalej drożały przede wszystkim pszenica i kukurydza. Stabilizowały się na krajowym rynku ceny jęczmienia, bowiem wzrosła podaż ofert ziarna z unijnych zapasów interwencyjnych i było sporo ofert sprzedaży ze Słowacji. Na początku lutego realne ceny płacone za pszenicę paszową kształtowały się w przedziale 910-940 zł/t wobec 900-930 zł/t przed tygodniem. Realne ceny pszenżyta od 840 zł/t do 850 zł/t, a żyta paszowego - 780-800 zł/t. Ceny jęczmienia na poziomie 800-830 zł/t, a ceny skupu ziarna kukurydzy w przedziale 900-930 zł/t (wszystkie ceny netto, loco magazyn kupującego). Odnotowano także wzrost cen zbóż konsumpcyjnych. Przy zakupach większych partii ziarna, ceny pszenicy konsumpcyjnej w przedziale 1000-1050 zł/t, a żyta konsumpcyjnego to przedział 850-860 zł/t. Notowania cen skupu pszenicy konsumpcyjnej pod koniec stycznia w makroregionach: Region Centralno - Wschodni - 977 zł za tonę Kujawsko - Mazurski - 948,00  Południowy - 947  Śląski - 930  Zachodni - 925 Średnia cena 945,40 zł za tonę  

Z powyższych danych wynika duże zróznicownia regionalne i widać istotną różnicę pomiędzy cenami w regionach wysokotowarowej produkcji a resztą kraju. Inaczej kształtowały się ceny zbóż na giełdach towarowych (ceny transakcyjne zł/t):  pszenica konsumpcyjna: 910 - 930  jęczmień paszowy - połowa stycznia z dowozem: 930 - teraz z dowozem: 870 - 880 - w magazynie: 830 - 840  kukurydza: 870 - 890

Ceny pasz decydują o opłacalności produkcji mięsnej Niedawno GUS opublikował dane o pogłowiu trzody chlewnej w listopadzie i pogłowiu bydła oraz owiec w grudniu 2010 roku. Pogłowie trzody chlewnej wyniosło 14,767 mln szt. wobec 14,252 mln szt. rok wcześniej. Oznacza to wzrost na przestrzeni roku o 3,6 proc. Świń w listopadzie 2010 r. było mniej niż w lipcu, kiedy pogłowie wynosiło 14,865 mln sztuk Oznacza to odwrócenie się trwającej od marca 2009 r. tendencji wzrostowej w pogłowiu trzody. Wzrost cen pasz wywołał gwałtowny spadek opłacalności na jesieni 2010, w następstwie liczba loch prośnych w gospodarstwach pomiędzy lipcem a listopadem spadła o 30 tys. szt. do 836 tys. sztuk (spadek w skali roku aż o 4,5 proc). Najnowsze dane wskazują duży spadek pogłowia trzody na koniec marca - mniej niż 14 mln sztuk. Przed rokiem 2008 r. liczba świń w Polsce wahała się pomiędzy 17 a 19 mln sztuk. Kiedy na początku 2009 r. pogłowie spadło do 13,3 mln szt. - najniższego poziomu od 1964 r. eksperci oczekiwali na kolejną „świńską górkę”. Sytuacja na rynku paszowym (pasze to nawet do 80% kosztów produkcji) przyniosła załamanie tej tendencji. Mieliśmy więc i jeszcze przez kilka miesięcy w Polsce nadprodukcję wieprzowiny w stosunku do krajowych potrzeb. Rozwiązaniem może i powinien być eksport.

Dla Polski najważniejszy jest rynek wschodni - kraje dawnego Związku Radzieckiego. Eksport mięsa tam, a zwłaszcza do Rosji, jednak do tej pory nie został odbudowany, a wydarzenia w politycznych relacjach Polska Białoruś jeszcze bardziej mogą utrudnić zwiększenie eksportu na te rynki. Złą sytuację na rynku wieprzowiny pogłębiła jeszcze tzw. afera dioksynowa w Niemczech. Afera dioksynowa spowodowała spadek cen mięsa w Niemczech o 22 proc., a w Polsce o 6 proc. W czterech krajach: Niemczech, Danii, Belgii i Holandii ceny skupu trzody są niższe niż u nas. W listopadzie 2010 r. średnia cena skupu żywca wieprzowego w Polsce według GUS, wyniosła 3,81 zł/kg i była o 1,5 proc. niższa niż w październiku ub. r. i o 8 proc. niższa niż rok wcześniej uwaga przy dramatycznie wysokich cenach pasz. Trudną sytuacją producentów trzody zajęła się Komisja Europejska, która zgodziła się na dopłaty do tzw. prywatnego przechowywania mięsa, co powinno pozwolić na zmniejszenie nadwyżek mięsa na rynku oraz podnieść ceny skupu trzody. Przedsiębiorcy mogą starać się o takie dopłaty już od 1 lutego, składając dokumenty w Agencji Rynku Rolnego. Rynek wieprzowiny jest najmniej uregulowany w Unii. Od 20 lat obserwuje się „górki” i „dołki” świńskie, dlatego KE zaczyna zauważać, że potrzebne są instrumenty, które stabilizowałyby produkcję, jednak na razie brakuje pełnego mechanizmu regulacyjnego w tym zakresie. W czasie polskiej prezydencji wnioski z globalnych zakłóceń obok utrzymania zasad Wspólnej Polityki Rolnej powinny być jednym z głównych zadań dla ministra Sawickiego.

Rynek drobiu Wysokie ceny pasz sprawiają, że produkcja drobiu też jest nieopłacalna. Pasze drożeją ze względu na wysokie ceny zbóż, natomiast ceny skupu kurczaków nie zmieniają się. W 2010 r. produkcja drobiu - kurczaków indyków i gęsi wzrosła w stosunku do poprzedniego roku prawdopodobnie o ok. 12 proc. i wyniosła ok. 1 mln 350 tys. ton. W 2011 r. (prognoza Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej) produkcja ta zwiększy się do ok. 1,44 mln ton. Pod koniec ubiegłego roku producenci kurczaków dostawali ok. 3,20-3,30 zł za kilogram (indyk 5,117 zł/kg). Tuszki patroszone kurcząt sprzedawano zaś średnio po ok. 5 zł za kg (indyk 7,33 zł/kg). Rok wcześniej za żywiec płacono ok. 3 zł/kg, a za tuszki nieco ponad 5 zł/kg. W ubiegłym roku firmy sprzedały za granicę ok. 400 tys. ton mięsa drobiowego, rok wcześniej eksport tego produktu był na poziomie 340 tys. ton. Największym odbiorcą są Niemcy, gdzie trafia ok. 35-37 proc. całego eksportu tego produktu (głównie gęsi, ale także filety z kurczaków i indyków).

Z

powyższego wynika coraz większa zależność polskiego rolnictwa i rynku żywnościowego od sytuacji globalnej. Niestabilność warunków produkcji pogarsza jej planowanie i rozwój. Tradycyjne cykle produkcyjne zostały po roku nieurodzajów na całym świecie dodatkowo zdestabilizowane spekulacjami wielkiego kapitału na ponadnarodowych giełdach żywności. Wymaga to nie tylko w obszarze krajowego rolnictwa i gospodarki żywnościowej nowych działań w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa żywnościowego w oparciu o zwiększenie możliwości produkcji żywności w Polsce, jej przechowywania, rodzaju i skali interwencji. Bolesna dziś historia „europejskiej polityki cukrowej” limitowania produkcji i uzupełniania cukrowych braków tańszymi południowoamerykańskimi dostawami powinna nas dużo nauczyć, a hasło „Żywią i Bronią” należy ciągle przypominać i aktualizować…

W życiu bywają rzeczy ważniejsze niż samo życie - Józef Piłsudski


„Dobry Znak” nr 5(63) 10 marca 2011

str. 3

Zapaść demograficzna w Polsce staje się jednym z najważniejszych tematów debaty publicznej. Doszło nawet do tego, że znany z poglądów liberalnych premier Donald Tusk mobilizuje Polaków do rodzenia dzieci. To znaczący sygnał, ale - niestety! - w ślad za zachętą szefa rządu nie idą czyny. Bo przecież władza ma znakomite instrumenty, aby wdrażać tak potrzebną Polsce politykę pronatalistyczną. Tymczasem nasz kraj jest strukturalnie nastawiony antyrodzinnie i antynatalistycznie

Ostatni dzwonek

Jan Maria Jackowski

W

Polsce jest najgorsza polityka rodzinna ze wszystkich krajów UE. Dla porównania Francja przeznacza prawie 4 proc. swojego PKB na politykę rodzinną, Węgry ponad 3, Czechy 2,5, a nasz kraj ledwie 1,09 proc, co jest najniższym wskaźnikiem w UE. Problem jest niezwykle poważny, bo już dziś nastąpiło w Polsce załamanie opieki zdrowotnej i wiadomo, że system emerytalny w dotychczasowej formule się rozpadnie. Dzisiejsi młodzi coraz częściej zdają sobie sprawę, że nie mają szans na emerytury zaspokajające ich podstawowe potrzeby. Dlatego konieczne jest podjęcie adekwatnych do sytuacji działań ze strony państwa. Mimo entuzjastycznych komunikatów, że ostatnio urodziło się więcej dzieci niż w poprzednich latach, nadal jesteśmy pogrążeni w zimie demograficznej. Aby zapewnić tzw. prostą zastępowalność pokoleń, czyli utrzymywanie się mniej więcej stałej liczebności społeczeństwa, potrzebny jest wskaźnik dzietności (liczba dzieci przypadających na jedną kobietę) większy lub równy 2,1. W 2008 roku ten wskaźnik wynosił zaledwie1,39. Proces spadku dzietności rozpoczął się w 1963 roku w miastach, a w 1995 roku na wsi. Od 1987 roku osiągany przyrost ludności nie gwarantuje krajowi nawet reprodukcji prostej, co oznacza, że nas systematycznie ubywa. Spada dzietność polskich rodzin, co

N

a przykład: chore zwierzę się usypia - nieprawdaż? Więc i dla ludzi wskazana jest eutanazja. Proste? O tym, jak tresować szczeniaka, decyduje nie suka i nie pies - lecz jego pan. I rzeczywiście: nie ojciec i nie matka decydują o kształceniu dziecka - tylko ich pan. To urzędnik państwowy zatwierdza programy szkolne – również szkół nazywanych niesłusznie „prywatnymi”. Są one w dalszym ciągu reżymowe - bo muszą uczyć tego, co im każe aktualny reżym; „prywatność” polega na tym, że trzeba za tę przyjemność po raz drugi zapłacić. Po raz pierwszy to już płacimy w podatkach. To pan decyduje o tym, czy, kiedy i na co szczepić psa... I tak samo tu: urzędnik państwowy wprowadza szczepienia obowiązkowe. Warto zaznaczyć, że nasz Pan wkracza tu często w kompetencje bezpośredniego pana - nakazując również szczepić zwierzęta!!! Jest jednak jeden wyjątek: psy nie muszą płacić składki medycznej. Wolno więc im leczyć się prywatnie. Dzięki czemu z leczeniem kota nie ma najmniejszych problemów. Z ludzi natomiast zdziera się składkę (200 zł miesięcznie) i potem nieborak musi godzinami wystawać w kolejkach – lub zapłacić po raz drugi. Byłoby z ogromną korzyścią dla ludzi, by Władza potraktowała ich jak psy – i pozwoliła nie płacić składki i leczyć się samemu. Przecież z tych 200 zł 80 idzie na rozkurz (z czego 16 na pensje biurokratów – a 64 zł na zupełne zmarnowanie).

Zapraszamy do odwiedzenia naszej strony internetowej

www.gazetadobryznak.pl

w konsekwencji prowadzi wpierw do starzenia się społeczeństwa, a następnie do kurczenia się populacji. Utrzymanie się tej tendencji przez dwa pokolenia oznaczyłoby według demografów, że prawie trzy piąte dzieci nie będzie miało rodzeństwa, kuzynów, ciotek i wujków, a jedynie rodziców i dziadków, być może pradziadków. Tym samym pojawi się nie tylko widmo wymierania Polski, ale także problem rodzin „rozrzedzonych”, w których na jedno dziecko przypada sześć osób dorosłych. I to jedno dziecko, gdy dorośnie nie będzie w stanie wspierać swoich rodziców i dziadków. Z prognoz demograficznych wynika, że do roku 2020 roku ubędzie co najmniej milion Polaków, a do 2030 aż trzy miliony. Ulegnie znacznemu podwyższeniu średnia wieku i drastycznie wzroście odsetek osób w wieku poprodukcyjnym. Średni wiek mieszkańca Polski, który wynosi obecnie 36,7 roku wzrośnie w 2030 do 45,5 lat. W 2012 r. na 100 osób w wieku produkcyjnym (18 – 59/64 lata) przypadać będzie 28 osób w wieku poprodukcyjnym (60/65 lat i więcej). W 2005 roku były to 24 osoby, a w 2030 będzie już 46 osób. Starzenie się społeczeństwa, o ile w początkowym etapie ogranicza zapotrzebowanie na wydatki społeczne państwa (głównie na edukację) i zwiększa dochody na osobę w rodzinie, o tyle później pociąga za sobą załamanie finansów

OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY... publicznych, bo następuje dramatycznie wysoki wzrost wydatków społecznych na świadczenia emerytalne i opiekę zdrowotną. Nadmierne obciążenie młodych pokoleń na rzecz starszych zwiększa ryzyko „wtórnego regresu demograficznego” (młode osoby są tak obciążone podatkami, że nie są w stanie podjąć trud rodzenia i wychowania własnych dzieci) i utrudnia szansę wyrwania się ze spirali coraz mniej licznych pokoleń. Spadek dzietności socjologowie wyjaśniają przy pomocy teorii drugiego przejścia demograficznego, które polega na imperatywie zapewnienia samorealizacji. Konsumpcyjny model życia stymuluje dążenie do posiadania własnych źródeł dochodów z pracy, odpowiedniego wykształcenia i zadowolenia z życia, a posiadanie dzieci jest postrzegane jako bariera do osiągnięcia tak wyznaczonych celów. Dziecko jest jednym z elementów układanki strategii sukcesu: najpierw praca, mieszkanie, urządzenie mieszkania, samochód, następnie dopiero dziecko. Drugie przejście demograficzne charakteryzuje zmniejszenie znaczenia małżeństwa, opóźnianie wieku jego zawierania, zmniejszanie liczby zawieranych małżeństw oraz zwiększenie roli związków nieformalnych, a także zmiana wzorca płodności, opóźnienie wieku urodzenia pierwszego dziecka.

P

rocesów demograficznych nie da się odwrócić w perspektywie krótkookresowej - potrzebne są konsekwentne i żmudne działania długofalowe. Dziś jest ostatni dzwonek, bo później będzie za późno. Brutalna prawda jest taka, że ujemny przyrost naturalny spowoduje systematyczny wzrost liczby ludności w wieku poprodukcyjnym i zachwianie proporcji piramidy pokoleń. Ta tendencja niewątpliwie wzmocni w nieodległej przyszłości głosy domagające się legalizacji eutanazji w Polsce, co będzie motywowane również czynnikiem ekonomicznym: pracująca mniejszość nie będzie w stanie utrzymać niepracującej większości.

Lewicowcy mają masę pięknych haseł - kryjących w sobie złowrogą treść. Na przykład: „Zwierzęta należy traktować tak samo, jak ludzi”. Po chwili zastanowienia się przyznamy, że jest to równe zaleceniu: „Ludzi należy traktować jak zwierzęta” - i to się właśnie dzisiaj robi

Traktować jak psa Janusz Korwin-Mikke Gdyby wolno nam było zatrzymać te 200 zł... Niestety: IM tak zależy na tych 16 zł, że nie pozwolą nam zejść na psy! Ta sprawa ma jednak kilka dalszych aspektów. Przede wszystkim - co to znaczy: „Traktować jak zwierzę”? Zwierzęta są bardzo różne! Kot niewątpliwie bardzo by się obraził, gdyby ktoś potraktował go jak psa - ale czy pies nie byłby obrażony, gdyby potraktować go jak kota? Albo jak złotą rybkę... Podobnie z ludźmi. Powiedzmy: Murzyni. Przeciętna Blada Twarz widzi w Czarnej Twarzy tylko „Murzyna”. Gdy jednak poznamy kilkudziesięciu Murzynów, zaczynamy zdawać sobie sprawę, że każdy Murzyn jest inny - a próba potraktowania Zulusa jak Hotentota - czy, nie daj Boże: jak Pigmeja - może skończyć się fatalnie, bo Zulusi są zazwyczaj nastawieni bardzo bojowo a porównanie Zulusa z Pigmejem to coś jak porównanie człowieka ze świnią – bo niektórzy Murzyni Pigmejów czasami po prostu jedzą. Ale nie tak, jak niektórzy kanibale jedzą ludzi - tylko tak, jak niektóre plemiona jadają małpy. Różnica między Zulusem a Pigmejem, mierzona współczynnikiem inteligencji, jest znacznie większa, niż różnica między przeciętnym Europejczykiem, a Zulusem. Jest również większa, niż między Pigmejem a szympansem.

I jak teraz traktować Pigmeja? Jak człowieka - czy jak małpę? Pytanie jest tylko pozornie trudne: Pigmeja należy po prostu traktować jak Pigmeja. I tyle. Psa należy traktować jak psa, kota jak kota, a złotą rybkę jak rybę. Nie ma w tym nic trudnego? Pozornie... Biurokracja musi wszystko poszufladkować. A skoro tak - to nie może dopuścić, by szufladek było za dużo - bo kto by to spamiętał? Jakby to było, gdyby w jednym kraju Pigmejów jedzono – a w drugim dano im prawa wyborcze? Albo psy – też się je w niektórych krajach jada. Dla biurokraty - nie do pomyślenia! Dlatego biurokracja wszystko upraszcza i spłaszcza – po prostu po to, by móc wydawać rozporządzenia. Już śp.gen.Karol de Gaulle wzdychał: „Jak można rządzić krajem, w którym jest 4708 gatunków sera?” Otóż: można. Jak się ma w kraju 400.000 serowarów - to już oni sobie poradzą. Pod warunkiem, że urzędnicy nie będą się wtrącać! A gdyby jeszcze nie wtrącali się do Pigmejów, do Murzynów itp. - to nie byłoby również „problemu Pigmejów”. Co bardzo by biurokratów zmartwiło!

Im wyżej małpa wejdzie, tym bardziej widać, że ma ogon - F. Cooper

http://korwin-mikke.pl


OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY...

„Dobry Znak” nr 5(63) 10 marca 2011

str. 4

23 lutego ukazała się książka „Cena przetrwania? SB wobec Tygodnika Powszechnego”. Autor Roman Graczyk to wieloletni redaktor „Tygodnika”. Postanowił opisać uwikłanie środowiska pisma w komunistyczny system. Spotkał się z ostrą reakcją

Cena przetrwania

Rafał Pazio

P

rzyjął założenie, że dziennikarze „TP” inwigilowani przez SB, nieraz musieli iść na ustępstwa, by uchronić gazetę przed zamknięciem. Roman Graczyk zaznaczył, że chce uczciwie spojrzeć na przeszłość gazety, z którą sam współpracował. Według autora, to spojrzenie powinno zaowocować rozpoczęciem debaty o przeszłości tak popularnego w PRL-u pisma.

Zarejestrowani

Graczyk wyraźnie zaznacza, że tygodnikowi nie udało się przejść przez lata systemu komunistycznego bez kontaktów z aparatem państwa. Jak twierdzi, nie chce zachwiać pozycji tygodnika, jaką zajął w historii. Wskazuje na pewną skazę.

Reakcje

Wokół książki rozpoczęto typową dla tematu lustracji dyskusję. Na przykład wieloletni redaktor „Tygodnika Powszechnego” Krzysztof Kozłowski, szef MSW

w rządzie Tadeusza Mazowieckiego zażądał dowodów. Bagatelizował dokumenty zaprezentowane w książce jako „kwity funduszu operacyjnego SB”, a więc tak naprawdę rachunki z knajpy. Graczyk nie chciał polemizować z takimi zarzutami, twierdząc, że nie zasługują na uwagę. W dyskusji o książce wraca także argument, że archiwa SB zostały znacząco przetrzebione za rządów Tadeusza Mazowieckiego. Dlatego bagatelizuje się ich zawartość. Znów rozpoczął się spór między tymi, którzy chcą uratować uznane pamiątki po PRL-u i „legendarne” postaci z minionego okresu oraz tymi, którzy nie mają wątpliwości co do prawdziwych intencji przedstawicieli systemu komunistycznego.

Źródła pośrednie

Roman Graczyk przyznaje, że nie miał dostępu do teczek pracy redaktorów „TP” z SB. Opiera się na źródłach pośrednich. Zaznacza, że SB stosowało dosyć specyficzny sposób pozyskiwania tych osób. Ponieważ było to środowisko inteligenckie, współpraca nie opierała się na zwykłym donoszeniu, pisaniu własnoręcznych raportów,

a raczej na rozmowach o Polsce przy kawie czy koniaku. Nie dochodziło tu do prymitywnego donosicielstwa, nie ma śladów po takich działaniach. Graczyk podkreśla, że nie można jednak pominąć faktu spotykania się przez 15 lat z oficerami SB. Antylustracyjna „Gazeta Wyborcza” zareagowała natychmiast, pisząc o próbie oskarżenia „legendarnych redaktorów”. Według „GW”, książka miała zmierzać w kierunku skonfrontowania esbeckich materiałów z kontekstem tworzenia opozycyjnego pisma w czasach PRL. Zarzucono Graczykowi, że obdarzył zbyt dużym zaufaniem archiwa SB.

Nie lekceważmy takich sygnałów

Innego zdania jest ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Na swoim blogu przyznaje, że zakończył czytanie książki i nie zgadza się z lekceważącym traktowaniem „kwitów z SB”. Wskazuje tym samym na negatywne skutki nieprzeprowadzenia lustracji przez ostatnie 20 lat. Tym samym opublikowanie książki przeciw nietykalnemu, krakowskiemu środowisku „Tygodnika Powszechnego” budzi oburzenie ze strony tzw. autorytetów, które od zawsze niezwykle zacięcie atakowały lustrację.

Opozycyjne pismo Stefan Kisielewski napisał kiedyś, że po wojnie wyjechał z Warszawy do Krakowa. Nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył. Ujrzał inny, niezrujnowany świat, między innymi wydawany tam pod czujnym okiem księdza kardynała Adama Stefana Sapiehy „Tygodnik Powszechny”. Było to pismo uznawane za opozycyjne, gdzie odmówiono publikacji nekrologu Stalina. Książka Romana Graczyka dokłada do tej historii po prostu kolejny rozdział.

Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości - Józef Piłsudski REKLAMA


„Dobry Znak” nr 5(63) 10 marca 2011

D

ziałalność IE została zainaugurowana w grudniu ub.r. - Instytut będzie think tankiem, który z jednej strony ma mieć charakter ekspercki, a więc będzie opracowywał rozmaite analizy i formułował opinie, a z drugiej strony podejmie działalność edukacyjną - mówił szef IE Leszek Miller, który na konferencji prasowej wystąpił razem z szefem SLD Grzegorzem Napieralskim. Były premier mówił o ekspertach zasiadających w IE, wymieniając nazwisko Andrzeja Załuckiego, wieloletniego działacza PZPR, jednego z najbliższych współpracowników Józefa Oleksego.

Moskiewskie trio: Załucki, Turowski, płk Tobiasz Andrzej Załucki jest dobrym znajomym Tomasza Turowskiego, funkcjonariusza wywiadu PRL, który jako pracownik polskiej ambasady w Moskwie przygotowywał wizyty w Katyniu: 7 kwietnia premiera Donalda Tuska i 10 kwietnia prezydenta RP prof. Lecha Kaczyńskiego. Andrzej Załucki, podobnie jak Tomasz Turowski, ukończył wydział filologii rosyjskiej Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie. W drugiej połowie lat 90. razem trafili do pracy w polskiej ambasadzie w Moskwie - Andrzej Załucki został ambasadorem nadzwyczajnym, a Tomasz Turowski ministrem pełnomocnym, nieformalnym zastępcą ambasadora. Przed objęciem funkcji ambasadora Andrzej Załucki był wicedyrektorem gabinetu premiera Józefa Oleksego (w czasie PRL działacza PZPR, współpracownika wojskowych służb specjalnych) i wiceministrem obrony narodowej. Funkcję szefa MON w tym czasie piastował Stanisław Dobrzański (PSL), według akt IPN - zarejestrowany jako kontakt operacyjny SB o ps. „Równy”. Kandydatura Załuckiego na ambasadora w Moskwie spotkała się z krytyką Bronisława Geremka, ówczesnego szefa sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. Przed 1989 r. Załucki był m.in. inspektorem wydziału zagranicznego KC PZPR i pracował w PRL-owskiej dyplomacji. Przewodniczący sejmowej komisji spraw zagranicznych Bronisław Geremek powiedział, że jest zaskoczony osobą kandydata. - W polityce personalnej MSZ nie ma zrozumienia, że polskiej racji stanu mogą służyć najlepiej ludzie, którzy nie byli formowani w systemie nomenklatury - mówi Geremek - pisała w 1996 r. „Gazeta Wyborcza” w tekście pt. „Dyplomata z PRL-u”. Kilka lat później, gdy Andrzej Załucki został wiceministrem spraw zagranicznych, „GW” już nie wypominała mu PRL-owskiej przeszłości. W czasie, gdy Załucki pełnił funkcję wiceministra spraw zagranicznych, szefami resortu byli najpierw Włodzimierz Cimoszewicz (według IPN zarejestrowany przez wywiad PRL jako kontakt operacyjny o ps. „Carex”), a później Adam Daniel Rotfeld - (według IPN zarejestrowany jako kontakt operacyjny służb PRL o ps. „Ralf”, „Rauf”, „Serb”). W okresie, kiedy w polskiej ambasadzie w Moskwie rządzili Załucki z Turowskim, wybuchł skandal związany z ujawnieniem współpracowników polskiego wywiadu. W końcu stycznia 1998 r. „Niezawisimoje Wojennoje Obozrienije”, weekendowy dodatek do „Niezawisimoj Gaziety”, powołując się na niezależne źródła, opublikował listę 19 pracowników Ambasady Rzeczypospolitej Polskiej w Moskwie, którzy mieli wypełniać funkcje „wychodzące poza ramy działalności dyplomatycznej, a polski wywiad pracuje na rzecz NATO, służy Sojuszowi swą głęboką znajomością krajów byłego ZSRR”. Na tej liście znalazł się Tomasz Turowski. Ostatecznie sprawa została wyciszona i nie miała dalszych konsekwencji. W tym samym okresie attaché wojskowym w stolicy Rosji był płk WSI Leszek Tobiasz, główny świadek oskarżenia w aferze marszałkowej. To właśnie on w listopadzie 2007 r. zgłosił się do marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego z propozycją, że pomoże udowodnić korupcję w Komisji Weryfikacyjnej. Później okazało się, że żadnej korupcji nie było, ale Komorowski i płk Tobiasz doprowadzili do tego, że ABW podjęła działania wobec członków komisji. Podczas pobytu w Moskwie płk Leszek Tobiasz jako attaché wojskowy ambasady RP był objęty procedurą kontrwywiadowczą o kryptonimie „Siwy” w związku z podejrzanymi kontaktami z rosyjskimi służbami specjalnymi, co w ubiegłym roku ujawniła „Gazeta Polska”. Chodziło o kontakty płk. Tobiasza z dwoma kadrowymi oficerami wojskowego wywiadu rosyjskiego (GRU).

str. 5

PRZEGLĄD PRASY

W Instytucie Europejskim, który powstał z inicjatywy Grzegorza Napieralskiego, jednym z głównych ekspertów jest Andrzej Załucki, były ambasador w Moskwie i wiceminister spraw zagranicznych w rządzie SLD. Według dokumentów IPN, Załucki został zarejestrowany jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa - najpierw kontrwywiadu, a później wywiadu PRL

Moskiewski ekspert SLD Infiltracja środowiska studenckiego Według znajdujących się w IPN dokumentów, Andrzej Załucki po raz pierwszy został zarejestrowany przez Służbę Bezpieczeństwa jako kontakt operacyjny „Andrzej”. W ramach akcji repatriacyjnej przyjechał z ZSRR z rodziną do Krakowa w 1945 r. W czasie studiów wstąpił do PZPR. Jest człowiekiem zaangażowanym politycznie. W czasie wydarzeń marcowych zajmował właściwą postawę. Zastrzeżeń natury politycznej nie posiadamy. Z ww. jest przez nasz Wydział utrzymywany kontakt. Chętnie udziela informacji o środowisku studenckim” - pisał 7 stycznia 1969 r. w notatce służbowej kpt. W. Leśniewski z IV Wydziału Departamentu III. Wydział IV Departamentu III zajmował się działaniami operacyjnymi m.in. w środowisku studenckim i wpływaniem na obsadę personalną organizacji studenckich. Klasycznym przykładem zbierania informacji są notatki funkcjonariusza SB sporządzone ze spotkań z „Andrzejem”. Podczas spotkania w dniu dzisiejszym z ko »Andrzej« poinformował mnie o następujących problemach: Nowy rok akademicki nie przyniósł ożywienia w dyskusjach i działalności studentów. Wyczekują na mające się odbyć plenum KC PZPR w sprawach młodzieży. Pewną metodą inspirowania dyskusji politycznych w środowisku studenckim jest podejmowanie problemów wynikających z wytycznych zjazdowych dotyczących głównie szkolnictwa wyższego. Z przeprowadzonych przez ko »Andrzej« rozmów ze studentami wynika, iż podstawowa rzesza studentów zajmuje negatywne stanowisko w sprawach zjednoczenia ruchu młodzieżowego. Jedynie pozytywnie w tej sprawie wypowiada się aktyw funkcyjny ZSP. Studenci zdają sobie sprawę, że ponad 40 proc. pozostawałoby poza szeregami tej zjednoczonej organizacji. Podobne stanowisko poprzez studentów wyraża PAX i kościół katolicki, którym jest łatwiej działać wśród kilku organizacji na uczelni, niż konfrontować swoje siły z jedną polityczną i prężną organizacją. PAX zresztą uaktywnia swoją działalność w środowisku studenckim, co widoczne było w Centralnej Szkole Aktywu w Olsztynie. Dziennikarze - działacze PAX-u usiłowali oddziaływać na studentów, zapraszając ich na organizowane wieczorki taneczne itp. O powyższym był informowany tow. Kruk z Wydz. III KWMO w Olsztynie. Szczegółową analizę studenckiej akcji lato 1971 RN ZSP zamierza przygotować w najbliższym czasie - pisał 7 października 1971 r. funkcjonariusz SB. Z akt IPN wynika, że KO „Andrzej” utrzymywał regularny kontakt z SB do 1973 r. - informował m.in. o kandydatach do władz Związku Studentów Polskich, co dawało SB realny wpływ na kształtowanie władz związku. Według zachowanych dokumentów, „Andrzej” przyjął wiele upominków od kpt. Leśniewskiego z III Departamentu. Za każdym razem funkcjonariusz SB dołączał do akt sprawy rachunek z opisem, jak np. w listopadzie 1971 r.: W dniu dzisiejszym wręczylem KO Andrzej nr rej. 26171 prezent o wartosci 264 zl. Rachunek w załączeniu”. Andrzej Zalucki przestał się kontaktować z III Departamentem w 1973 r. w związku z wyjazdem do Pragi, gdzie do 1978 r. pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Międzynarodowego Związku Studentów.

Kariera w dyplomacji Po powrocie do Polski Andrzej Załucki został inspektorem w Wydziale Spraw Zagranicznych KC PZPR. W 1984 r. wyjechał do pracy w polskiej ambasadzie w Meksyku.W tym samym roku funkcjonariusz I Departamentu (wywiad PRL) wystąpił do przełożonych o zgodę na rozmowę sondażową dotyczącą pozyskania Andrzeja Załuckiego na tajnego współpracownika. Ww. uzyskał zgodę na wyjazd do pracy w ambasadzie PRL w Meksyku (radca ambasady) – istnieje operacyjna potrzeba pozyskania do współpracy. W latach 1973–78 był oddelegowany do pracy w sekretariacie Międzynarodowego Związku Studentów w Pradze, gdzie pełnił funkcję wiceprzewodniczącego. Po powrocie do kraju został przyjęty do Wydziału Zagranicznego KC PZRP. Przed wyjazdem przekazywał SB informacje o sytuacji w ruchu młodzieżowym - pisał ppor. Edmund Zabłotny z I Departamentu. Kolejny raport dotyczył już samego pozyskania Załuckiego, który został zarejestrowany przez wywiad PRL jako kontakt operacyjny „Łukasz” pod numerem 15975. Kandydat przyjął moją propozycję odnośnie współpracy z naszą Służbą bez zastrzeżeń. Nie proponowano podpisania zobowiązania - pozycja zawodowa skłania do wniosku, że nie odniosłaby taka deklaracja skutku. Ww. z własnej inicjatywy nawiązał ze mną kontakt w dniu 30.05, przekazując uzyskaną przez siebie informację o pobycie w Polsce funkcjonariusza jordańskich służb specjalnych Mansoura A. Rashida - pisał pracownik wywiadu PRL. Z dokumentów wynika, że kontakt z KO „Łukaszem” w Meksyku utrzymywali rezydenci wywiadu PRL „Bruno” i „Bueno”. Według znajdujących się w IPN dokumentów, sprawa dotycząca KO „Łukasz” została zakończona 20 lutego 1989 r. Andrzej Załucki w tym czasie pracował w KC PZPR. Andrzej Załucki to człowiek otwarty, wykształcony, zna dobrze rosyjski i spokojnie zostawię mu tę placówkę. - tak w 1996 r. Stanisław Ciosek, były ambasador Polski w Moskwie i były działacz PZPR, rekomendował Andrzeja Załuckiego na stanowisko polskiego ambasadora w Rosji. Polska dyplomacja zmienia twarz. W ciągu ostatniego półrocza kierownicy polskiej polityki zagranicznej, prezydent Aleksander Kwaśniewski i minister Dariusz Rosati, wyznaczyli 13 nowych ambasadorów. Wielu z nich to ludzie dawnej nomenklatury komunistycznej: pochodzący z aparatu Komitetu Centralnego PZPR lub zajmujący dawniej stanowiska objęte nomenklaturą KC. Najnowszy przykład: Andrzej Załucki, b. instruktor KC, ma zostać ambasadorem w Rosji. Wcześniej nominację na ambasadora dostał Andrzej Bilik, starszy specjalista KC, w latach 80. szef naczelnej redakcji dzienników TV, najważniejszej machiny propagandowej PRL. Ambasadorem ma też zostać Daniel Passent, zawzięty krytyk zmian, które dokonały się w Polsce po 1989 r., wierne echo ostatniego premiera PRL Mieczysława F. Rakowskiego. (...) Dyplomacja, która do 1989 r. była »jedną ze służb specjalnych PRL« (określenie Bronisława Geremka), przekształciła się w służbę niepodległego państwa. Nominacje tandemu Kwaśniewski–Rosati dodają tej demokratycznej twarzy Polski zmarszczek PRL-u - pisał w 1996 r. na łamach „Gazety Wyborczej” Edward Krzemień (...).

Dorota Kania

Politycy mają skłonność do myślenia o następnych wyborach, a nie o następnym pokoleniu - Ronald Reagan


WIZYTA W CHORWACJI

str. 6

„Dobry Znak” nr 5(63) 10 marca 2011

Dubrownik D

- tam, gdzie słowa nie wyrażają wszystkiego

ubrownik to niewielkie miasto położone na południowym krańcu słonecznej Dalmacji, na skalnym grzbiecie nad morzem, ze znakomicie zachowanymi potężnymi murami miejskimi. Miasto jest nazywane „Perłą Adriatyku”, gdyż jest uważane za najpiękniejsze w Chorwacji. Dubrownik prezentuje się imponująco. Niemal w całości wykonana z kamienia, jednorodna stylistycznie, Starówka otoczona jest przez imponujące swymi rozmiarami mury obronne, które świetnie sprawdziły się podczas prób zdobycia miasta w bezpośredniej walce (miasto nigdy nie było zdobyte w bezpośredniej walce, nawet w 1991 r.). Domy, ulice, zabytki - prawie wszystkie powstały z kamienia, wypolerowanego przez wieki do granic możliwości. Po okalających miasto murach z urokliwymi wieżami i basztami można obejść miasto dookoła i obejrzeć je z każdej strony, a przy tym podziwiać widoki na przepiękne wyspy pobliskiego archipelagu Elafitów, min.Šipan, Lopud i Koločep. Dubrownik położony jest w łagodnym klimacie z przewagą słonecznych dni i bardzo łagodną zimą. Śnieg to zjawisko nadzwyczaj rzadkie, podobnie jak minusowe temperatury. Pogoda zachęca turystów do całorocznego zwiedzania tego urokliwego miasta. Niezwykły klimat tego regionu wpływa na to, że wyjątkowo bujnie rozkwita tu roślinność subtropikalna z pachnącymi cytrynami, pomarańczami i mandarynkami, cudownymi palmami i agawami. Zdobią one renesansowe sady i kwitnące ogrody w średniowiecznych, kamiennych pałacach i tajemniczych klasztorach.

Chorwacja - kraj tysiąca wysp, cudownej przyrody, kraj z bogatym dziedzictwem kulturowym. Postaramy się przybliżyć go Państwu, zachęcając do zwiedzenia jego najciekawszych zakątków, poznania historii i mieszkańców. Właśnie w Chorwacji można zejść tysiącletnimi schodami bogatej i słynnej historii, by odkryć obszary, na których „wrażenia z rozgrzanego Śródziemnomorskiego Błękitu uszlachetnione są elegancją spokoju malowniczych, zielonych gór na północy i płodnych, złotych równin na samym wschodzie kraju”

Warto zobaczyć: Stari Grad (Stare Miasto), który jest wpisany na listę dziedzictwa kulturalnego UNESCO  Pałac Rektorów (XV w.)  Pałac Sponza (XIV-XV w.)  ponad 20 bastionów i baszt z X-XV wieku (np. baszta Minčeta)  gotyckie klasztory Franciszkanów (XIV wiek) i Dominikanów (XIV-XV wiek)  renesansowy kościół św. Zbawiciela (1520)  barokowy kościół św. Błażeja, zbudowany na miejscu romańskiego kościoła, który przetrwał wielkie trzęsienie ziemi w 1667, ale został zniszczony podczas pożaru w 1706 roku. Nowy barokowy kościół zbudowany został w latach 1706-1715  Katedrę Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (1671-1713). 

„Ci, którzy poszukują raju na ziemi muszą przyjechać do Dubrownika” George Bernard Shaw

Dojazd do miasta jest bardzo prosty, zarówno samochodem, autobusem, promem, jak i samolotem. Podróż samochodem znacznie przyspieszyło wybudowanie mostu przez zatokę Ombla. Noclegi również nie stanowią problemu. Oprócz hoteli w Dubrowniku jest wiele kwater udostępnianych przez osoby prywatne, w związku z czym miejsce noclegowe dla siebie znajdą tu także osoby, które pragną przeznaczyć na urlop mniejsze nakłady finansowe. (JR)


„Dobry Znak” nr 5(63) 10 marca 2011

str. 7

Knut Vollebæk, wysoki komisarz Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) ds. mniejszości narodowych jest zaniepokojony sytuacją mniejszości narodowych na Litwie

Komisarz OBWE zaniepokojony sytuacją Polaków na Litwie Stanisław Tarasiewicz

P

rzysłał swoich dwóch doradców, którzy przeprowadzili na Litwie szereg spotkań z przedstawicielami mniejszości narodowych, w tym też z przedstawicielami Związku Polaków na Litwie oraz Stowarzyszenia Nauczycieli Szkół Polskich na Litwie „Macierz Szkolna”. Vincent de Graaf i Jennifer Croft, starsi doradcy wysokiego komisarza OBWE ds. mniejszości narodowych, dogłębnie badali sytuację prawną mniejszości narodowych na Litwie. Sądząc po tym, że swoją wizytę na Litwie przedstawiciele Knuta Volleb��ka organizowali po części samodzielnie, bez pośrednictwa litewskiego rządu, można przypuszczać, że zależało im na poznaniu opinii mniejszości narodowych o przestrzeganiu ich praw, a nie oficjalnego stanowiska władz Litwy. Wizyta przedstawicieli OBWE podważa też argumenty ministra spraw zagranicznych, a jednocześnie, od 1 stycznia, przewodniczącego OBWE Audroniusa Ažubalisa, który twierdzi, że mniejszości narodowe na Litwie nie mają problemów. Tkwiący w swoim przekonaniu minister Ažubalis potrafił nawet zrugać dziennikarzy za same zadawanie pytań na temat przestrzegania praw mniejszości narodowych na Litwie. Przypominamy, że na początku lutego minister Audronius Ažubalis, jako szef OBWE przebywający z wizytą w Moskwie zaatakował dziennikarza agencji Regnum, który zapytał ministra, jak się mają jego wypowiedzi o przestrzeganiu praw człowieka do sytuacji polskiej mniejszości na Litwie. Dziennikarz zwrócił też uwagę Ažubalisowi, że głosząc hasła o tolerancji, czy nie powinna najpierw rozwiązać tego problemu u siebie? Na co szef litewskiej dyplomacji odpowiedział zgryźliwie, że Litwa nie ma w tym zakresie żadnych problemów. - Niedawno potwierdził to w swoim wywiadzie wysoki komisarz OBWE ds. mniejszości narodowych Knut Vollebæk - po tym, kiedy odwiedził Litwę i zapoznał się z sytuacją. Uważam, że najpierw należy przeczytać i zobaczyć, a dopiero potem formułować tak poważne zarzu-

Fala emigracji z Litwy nie maleje (...) Ponad 25 proc. mieszkańców Litwy planuje emigrować z kraju, a na stałe chce tutaj mieszkać zaledwie 12 proc. respondentów. Takie są niepokojące wyniki sondażu, które podała spółka „Spinter tyrimai”, zajmująca się badaniami rynku i opinii publicznej. Prawie połowa respondentów przyznała, że w ojczyźnie ich nie zadowala zbyt niskie wynagrodzenie. 39 proc. obywateli ma nadzieję na lepsze perspektywy zarobków za granicą, a prawie 30 proc. jako główną przyczynę swego wyjazdu wymienia bezrobocie. Około 18 proc. respondentów stwierdziło, że chce wyjechać do swoich bliskich, którzy już emigrowali. Ekonomistka i docent Uniwersytetu Wileńskiego, Aušra Maldeikienė, twierdzi, że powinniśmy zatrzymać emigrację zarobkową. Jej zdaniem, to właśnie litewski system socjalny pcha obywateli naszego kraju do szukania lepszego życia za granicą. - Podczas kryzysu o połowę zmniejszono zasiłki dla bezrobotnych. Dla ludzi to oznacza „jesteś nam niepotrzebny, zwiewaj za granicę!”. Dobrym przykładem dla nas może być Estonia. W dobie kryzysu zwiększono tam wpłaty do specjalnego funduszu bezrobocia. Teraz Estończycy mają duży odrębny fundusz dla tej sprawy. A co my mamy? - rozważa Maldeikienė. - Nasza obecna gospodarka nie jest efektywna, ludzie teraz po prostu nie mogą przeżyć, nawet mając średnie dochody. Jeżeli sytuacja się nie zmieni, wyjedzie jeszcze więcej ludzi. 8,5 proc. respondentów badań oświadczyło, że planują wyjechać jeszcze w tym roku, a prawie 17 proc. chce opuścić Litwę w ciągu najbliższych kilku lat. Na szukanie szczęścia w obcych krajach odważają się najczęściej mieszkający w rejonach młodzi mężczyźni, którzy mają niskie lub średnie zarobki. (Brygita Łapszewicz)

Akcje protestacyjne przeciwko łamaniu praw mniejszości narodowych na Litwie są wymownym zaprzeczeniem oficjalnej pozycji władz, że „mniejszości narodowe na Litwie nie mają problemów” (fot. Marian Paluszkiewicz)

ty” - odpowiedział wtedy minister Ažubalis. Okazuje się jednak, że nie tylko dziennikarz Regnum miał wątpliwości co do przestrzegania praw mniejszości narodowych, ale również sam wysoki komisarz, którego przedstawiciele w ciągu dwóch ostatnich dni aktywnie penetrowali sytuację w tym zakresie. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które jak twierdzi, nie zajmuje się organizacją wizyty przedstawicieli OBWE, zaproponowało Vincentowi de Graaf i Jennifer Croft spotkanie z prezesem Rady Wspólnot Narodowych Mahirem Gamzajeym, który wielokrotnie popierał pozycję rządu w kwestii sytuacji prawnej mniejszości narodowych na Litwie. Jednak tym razem, również posłuszny rządowi prezes Rady przeciwstawił się i nalegał, żeby na spotkanie z przedstawicielami OBWE byli obecni również przedstawiciele innych wspólnot narodowych Litwy. Wobec czego, na spotkanie z doradcami Knuta Vollebæka zaproszono również przedstawicieli autochtonicznych wspólnot narodowych. - Spotkanie było rzeczowe, aczkolwiek bardzo krótkie, bo trwało zaledwie godzinę, przy tym z udziałem tłu-

WIEŚCI Z WILEŃSZCZYZNY

macza. Niemniej, w tak krótkim czasie postaraliśmy się przedstawić doradcom wysokiego komisarza problemy, z jakimi mniejszości narodowe borykają się w naszym kraju - poinformował „Kurier” sekretarz Związku Polaków na Litwie, Edward Trusewicz, który uczestniczył w spotkaniu z przedstawicielami komisarza OBWE. Sekretarz ZPL przedstawił zagranicznym gościom szereg faktów wskazujących na regres przestrzegania praw mniejszości narodowych przez władze Litwy. Jak zaznaczył sekretarz ZPL, ten regres jest szczególnie zauważalny po wstąpieniu Litwy do Unii Europejskiej. - Spotkanie to było szczególnie ważne pod tym względem, że przedstawiciele wysokiego komisarza mogli poznać opinię mniejszości narodowych na temat przestrzegania ich praw. Należy zaznaczyć, że opinia ta różni się od oficjalnej, którą rząd litewski dotychczas przekazywał wysokiemu komisarzowi - wyjaśnił nam Edward Trusewicz. Po spotkaniu z przedstawicielami Rady Wspólnot Narodowych wysłannicy wysokiego komisarza spotkali się też z przedstawicielami Związku Polaków na Litwie oraz z prezesem „Macierzy Szkolnej”, żeby bliżej zapoznać się z sytuacją polskiej mniejszości oraz problemami w realizacji swoich praw. - Spotkanie było bardzo konstruktywne, ponieważ mieliśmy okazję przedstawić doradcom wysokiego komisarza podstawowe problemy, z jakimi Polacy na Litwie borykają się od wielu lat. Są to do bólu znane nam problemy - pisownia nazwisk, zwrot mienia, szkolnictwo. Mieliśmy też okazję zweryfikować stanowisko oficjalnych władz Litwy, które twierdzą, że polska mniejszość ma tu najlepsze warunki na świecie. Zwróciliśmy uwagę na kontekst tego problemu, że polska mniejszość od wielu lat ma na Litwie swoje szkolnictwo oraz organizacje kulturalne, jednak w ostatnich latach władze kraju dążą do ograniczenia działalności oświatowo-kulturalnej Polaków na Litwie i to jest sednem problemu - powiedział nam poseł Jarosław Narkiewicz, który spotykał się w środę z wysłannikami wysokiego komisarza. Jak poinformował nas poseł, spotkanie to nie tylko było treściwie, ale też wystarczająco długie, bo trwało ponad 2 godziny. - Mieliśmy więc okazję na spokojnie i szczegółowe przedstawienie naszych problemów - zaznaczył poseł Narkiewicz.

P

rzypuszcza się, że informacje, które przedstawiciele wysokiego komisarza OBWE ds. mniejszości narodowych Knuta Vollebæka usłyszeli podczas spotkań z przedstawicielami mniejszości narodowych, posłużą do zweryfikowania opinii litewskiego rządu w zakresie przestrzegania praw mniejszości narodowych.

Ewelina Saszenko jest pierwszą Polką, która będzie reprezentować Litwę na Eurowizji! Jest tegoroczną nadzieją Litwy w międzynarodowym konkursie piosenkarskim, który odbędzie się 10 maja w niemieckim Düsseldorfie. Swoim lirycznym utworem „C`est ma vie” w czwartkowym finale litewskich eliminacji pokonała 13 konkurentów.

Polka zaprezentuje Litwę na Eurowizji! T

o było drugie i tym razem uwieńczone powodzeniem podejście Eweliny Saszenko do Eurowizji. W roku ubiegłym niewiele zabrakło. Natomiast tym razem jej wykonana po angielsku i po francusku liryczna piosenka C`est ma vie podbiła serca zarówno członków komisji, jak i widzów. Nie było ani show, ani fajerwerków. Wyszła na scenę i zaśpiewała tak, jak potrafi najlepiej. Ewelina zdobyła 5 895 głosów widzów, na drugim miejscu była Monika, trzecim - Linas Adomaitis. Ewelina została też faworytką komisji, która oceniając jej występ, nie skrywała swoich wrażeń. Ostateczny werdykt komisji - Saszenko 168 punktów, Linas Adomaitis 134, Rūta Ščiogolevaitė - 118 punktów. Ewelina otrzymała też nagrodę pieniężną w wysokości 25 tys. litów ufundowaną przez LATGAA. Ewelina przyznaje, że zwycięstwo w krajowych eliminacjach Eurowizji zawdzięcza głównie litewskim Polakom, wśród których jest bardzo znana i lubiana. Ostatnio piosenkarka zdobywa też coraz mocniejsze pozycje w litewskim showbiznesie i ma wielu fanów na całej Litwie. Między innymi jest znana z udziału w programach telewizyjnych: „Arka triumfu” (LRT), „Rodzinne piosenki” (TV3). Z jej inicjatywy zostały zrealizowane ciekawe programy muzyczne: „Hymn życia i miłości według Edith Piaf”, „Chopin Jazz inn”, „All that cabaret”. Pytana przez dziennikarzy, jak zamierza podbić Europę, niewiele zastanawiając się, przyznała, że zacznie chyba od tournee po Polsce. Obecnie Ewelina Saszenko jest studentką pierwszego roku studiów magisterskich na wydziale

Litwę w tegorocznym konkursie Eurowizji reprezentować będzie Ewelina Saszenko Fot. ELTA

wokalnym Litewskiej Akademii Muzycznej i Teatru. Jest wielokrotną laureatką krajowych i międzynarodowych konkursów i festiwali. Występowała w Polsce, na Łotwie, w Niemczech, Francji, Czechach i Wielkiej Brytanii. Dotychczas na konkursie Eurowizji przedstawicielom Litwy powodziło się nie najlepiej. Najwyższym miejscm, jakie udało się zdobyć, była szósta pozycja zespołu „LT United” na czele z Andriusem Mamontovasem w roku 2006. Saszenko będzie już dwunastą reprezentantką Litwy na Eurowizji oraz pierwszą Polką, której udało się wygrać krajowe eliminacje. (E.G.)


SKOK dla...

str. 8

„Dobry Znak” nr 5(63) 10 marca 2011

dla Lekarzy

dla Rolników

Pożyczka na cele mieszkaniowe

W

O

d kilku lat wołomiński SKOK oferuje atrakcyjne pożyczki gotówkowe dla Lekarzy - grupy zawodowej cieszącej się wysokim zaufaniem społecznym. Mając na względzie zadowolenie naszych Klientów, ofertę poszerzyliśmy o pożyczkę na cele mieszkaniowe z dłuższym okresem spłaty - do 60 m-cy. Już teraz możesz otrzymać pożyczkę na atrakcyjnych warunkach: do 100 000 zł bez poręczycieli i dodatkowych zabezpieczeń, do 40 000 zł bez zgody współmałżonka, wypłata nawet w 2 godziny, niskie oprocentowanie , minimum formalności. Wymagamy jedynie: prawa wykonywania zawodu, oświadczenia o zarobkach, i/lub wpisu do rejestru indywidualnych prywatnych praktyk lekarskich. Nie żądamy Pit-ów, zaświadczeń o niezaleganiu itp. Nie wymagamy udokumentowania wydatków, wystarczy złożyć oświadczenie, że środki zostaną przeznaczone na cele mieszkaniowe. Formalności ograniczyliśmy do minimum. Nasze placówki mieszczą się na terenie 5 województw: - Mazowsza, Podlasia, Warmii i Mazur, Lubelszczyzny i Ziemi Łódzkiej.

Sprawdź - z nami się opłaca! Szczegółowe informacje w placówkach SKOK (lista na ostatniej stronie gazety) oraz pod nr telefonu 22 787 23 23

73 placówkach położonych na terenie pięciu województw oferujemy rolnikom atrakcyjne pożyczki, konta osobiste z możliwością uzyskania linii pożyczkowej i inne usługi finansowe. SKOK proponuje atrakcyjne warunki pożyczek ratalnych, bez zaświadczeń z KRUS-u o niezaleganiu ze składkami. Minimum formalności, szybka decyzja kredytowa. Istnieje możliwość uzyskania pożyczki pod umowy kontraktacyjne, a także pożyczki na zakup sprzętu z możliwością zabezpieczenia spłaty, np. gwarantowanymi dopłatami unijnymi. Spółdzielczą Kasę Oszczędnościowo-Kredytową w Wołominie wyróżnia indywidualne podejście do Klienta. Kasa stara się dopasować ofertę do potrzeb i oczekiwań Klientów, stąd możliwość indywidualnego ustalenia np. sposobu zabezpieczenia pożyczki, wygodnej dla Klienta daty spłaty rat, czy też okresu kredytowania. W trakcie spłaty można skorzystać z zawieszenia spłacania rat nawet na okres 6 miesięcy. Rachunki osobiste i firmowe, na które Rolnik, Hodowca może zlecić przekazywanie dotacji unijnych charakteryzują się wysokim oprocentowaniem nawet do 6,55% w skali roku i brakiem opłat za ich prowadzenie oraz bezpłatną realizacją zleceń stałych. Do rachunku SKOK proponuje atrakcyjną linię pożyczkową. Można skorzystać z karty płatniczej Visa i z rachunku przez Internet. Przy dokonywaniu płatności kartą za zakupy, usługi SKOK nie pobiera prowizji. Również wypłaty z bankomatów sieci SKOK24 są bezpłatne. Kartą możemy płacić również poza granicami naszego kraju. Oferta SKOK jest konkurencyjna wobec innych instytucji finansowych

SKOK Wołomin dla...

dla szukających pomocy Pożyczka konsolidacyjna w SKOK Wołomin - sposób na rozwiązanie Twoich problemów.

dla Przedsiębiorców O

sobom prowadzącym działalność gospodarczą jednoosobowo bądź w formie spółki cywilnej SKOK oferuje linię pożyczkową w rachunku bieżącym na dogodnych warunkach. Aby z niej skorzystać, wystarczy zostać członkiem Kasy i założyć rachunek „Tandem”. SKOK nie pobiera opłat za prowadzenie rachunku oraz zlecenia stałe, oferuje dostęp do rachunku przez Internet. Miesięczna opłata za e-konto to tylko 3,00 zł. Wszystkie przelewy (z wyjątkiem tych do Urzędu Skarbowego i ZUS-u) zrealizujemy za symboliczną opłatą wynoszącą 0,99 zł. Do rachunku SKOK oferuje linię pożyczkową często nazywaną przez przedsiębiorców kredytem odnawialnym lub „obrotówką”. Kwota, jaką można uzyskać, to 120 000 zł, a w przypadku posiadania dużych obrotów i historii w SKOK kwota wnioskowana może być nawet dwukrotnie wyższa.

G

dy jednocześnie w różnych instytucjach finansowych i w różnych terminach spłacamy kilka pożyczek, nieraz możemy mieć problemy z kontrolowaniem stanu naszego zadłużenia. Dlatego warto rozważyć połączenie wielu pożyczek w jedną. Rozwiązanie to może również okazać się bardziej korzystne finansowo.

Zamiast pamiętać o spłacie kilku pożyczek w różnych instytucjach finansowych i dodatkowo w różnych terminach, lepiej spłacać jedną. SKOK proponuje swoim Klientom pożyczki konsolidacyjne. Jest to korzystne rozwiązanie i mniej uciążliwe dla Twojego budżetu. Przede wszystkim dlatego, że spłacasz jedną ratę, na dobrych warunkach. Dzięki wydłużeniu okresu spłaty możesz mieć niższą ratę, a jeśli potrzebujesz dodatkowej gotówki możesz złożyć wniosek na kwotę przekraczającą łączną wartość dotychczasowego zadłużenia. Oznacza to, że oprócz spłaty wcześniej zaciągniętych długów, część środków z nowej, tańszej pożyczki konsolidacyjnej możesz przeznaczyć na dowolnie wybrany cel. Zaciągając pożyczkę konsolidacyjną, możesz zatem zaoszczędzić czas i pieniądze. Po pierwsze, nie musisz już co miesiąc pamiętać o spłacie kilku zobowiązań, a po drugie - zazwyczaj w portfelu zostaje ci więcej pieniędzy, które możesz przeznaczyć na inny cel.


„Dobry Znak” nr 5(63) 10 marca 2011

O

str. 9

Oprocentowanie nominalne a rzeczywiste - czym się różnią?

AKTUALNOŚCI SKOK

Spółdzielcza Kasa Oszczędnościowo-Kredytowa z siedzibą w Wołominie rozwija swoją działalność na Ziemi Łódzkiej. Od stycznia br. Klienci Kasy mogą korzystać z oferty w nowym oddziale w Łodzi przy ul. Zachodniej 21. To już druga placówka Kasy w tym mieście. Pierwsza mieści się przy ul. Narutowicza 86

procentowanie nominalne to oprocentowanie kapitału pożyczki nazywanego również kwotą główną. W przeciwieństwie do oprocentowania rzeczywistego nie pokazuje ono jednak kosztu pożyczki czy kredytu, gdyż na całkowity koszt ma wpływ jeszcze wiele innych czynników m.in. inne opłaty, prowizje itp. Zgodnie z Ustawą o kredycie konsumenckim oprocentowanie nominalne nie może być wyższe niż czterokrotność kredytu lombardowego NBP, na dzień dzisiejszy nie może więc przekroczyć 21%.

O

SKOK na Ziemi Łodzkiej

Jak wspomnieliśmy wcześniej, ostateczny koszt pożyczki może być znacznie większy, gdy�� instytucje finansowe naliczają dodatkowe koszty tj. prowizje, opłaty przygotowawcze itp. Wszystkie koszty związane z pożyczką są wliczone w oprocentowanie rzeczywiste, tj. roczną rzeczywistą stopę oprocentowania w skrócie RRSO, dlatego studiując oferty pożyczkowe, powinniśmy porównywać je według oprocentowania rzeczywistego a nie nominalnego, gdyż kierując się tylko kosztem kapitału możemy zapłacić drożej. (J.R)

ddziały wołomińskiej SKOK mieszczą się również w Kutnie, Łowiczu i Skierniewicach. Wszystkie działają w systemie on-line, to znaczy, że Klient może w każdym czasie skorzystać z oferty SKOK w wybranej przez siebie placówce. W ofercie:  wysoko oprocentowane lokaty - do 7,60% oprocentowanie stałe przy okresie oszczędzania trwającym 6 miesięcy,  konta osobiste - bez opłat za prowadzenie rachunku i zlecenia stałe, czyli cykliczne przelewy za czynsz, telefon, gaz, światło itp. Do rachunku można uzyskać kartę płatniczą VISA, linię pożyczkową, a także stały dostęp do środków poprzez Internet,  przedsiębiorcom prowadzącym działalność gospodarczą w formie jednoosobowej lub spółki cywilnej oferujemy rachunek bieżący Tandem na bardzo atrakcyjnych warunkach,  pożyczki dla każdego, bez zbędnych formalności. Szeroka oferta pożyczek gotówkowych spełni oczekiwania najbardziej wymagających Klientów.

Porównanie oferty pożyczkowej wybranych instytucji finansowych dla kwoty pożyczki wynoszącej 10 000 zł przy okresie spłaty 36 miesięcy

Miła i fachowa obsługa służy radą i pomocą. Sprawdź i dołącz do grona ponad 60 tysięcy zadowolonych Klientów.

Nazwa instytucji finansowej

Wysokość miesięcznej raty w PLN

oprocentowanie rzeczywiste

SKOK w Wołominie

342,00

20,03%

PEKAO S.A.

371,58

21,93%

ING

379,60

23,82%

Bank BGŻ

384,36

24,94%

Getin Bank

386,46

25,44%

Db kredyt

390,22

26,33%

M Bank

409,43

30,89%

PKO BP

431,02

36,05%

BOŚ

434,27

36,83%

Spółdzielcza Kasa Oszczędnościowo-Kredytowa w Wołominie informuje, że z dniem 25.02 br. Oddział SKOK w Górze Kalwarii został przeniesiony na ul. Pijarską 38. Zapraszamy od poniedziałku do piątku w godz. 9:00 - 17:00. Mamy nadzieję, że nowa lokalizacja ułatwi dostęp do usług Kasy i wpłynie na zadowolenia naszych Klientów.

Źródło: www.ocenbank.pl z dn. 01.03.2011 r.

SKOK jest dobry dla Polaków Porównanie oprocentowania depozytów i kredytów w ROR w wybranych bankach i największych SKOK-ach Źródło: Rzeczpospolita, Moje pieniądze z dnia 17.02.2011 r.

Nazwa instytucji

LOKATY

ROR %

1 mies. %

6 mies. %

KREDYT %

12 mies. %

PKO BP

0,1

1,75

4,1

(4,3)

11,99 - 14,99

Pekao S.A

0,01

( 2,15)

(2,65)

(2,7)

do 14,99

Bank Zachodni WBK

0 - 1,25

(3,25)

(3,5)

(5)

11,99 - 16,90

Bank BPH

0,01 - 2,2

(2,1 - 4)

(4,25 - 4,3)

(4,5 - 4,9)

od 17,33

Kredyt Bank

0,01

(3,2)

(4)

(4,25)

od 11,88

ING Bank Śląski

0

(3)

(3,5-4)

(4 - 4,75)

15,5 - 18

Bank Millenium

0

(3,3)

(5)

(5)

10 - 18

Lukas Bank

0

(3,2); 3,5

(4,2); 4,2

(4,4); 4,4

12 - 14,80

Getin Bank

0 - 2,5

(2,5)

(4,5 - 4,62)

(4,78)

14,9

Raiffeisen Bank

0

(2,2)

(5)

(5,5)

0 - 14,49

SKOK Wołomin

3,7 - 6,55

(6,9) - 6,9

(7 - 7,6) 7 - 7,6

7 - 7,6

od 12

SKOK Stefczyka

1

-

(5,8); 5,95

(6,1) - 6,35

0 - 20

SKOK Chmielewskiego Lublin

3,93

(4,3); 4,1

(5,1); 5,3

(5,2) ; 5,6

10

SKOK Piast Tychy

0,5

(3)

(5,8)

6,1

0 - 18,9

SKOK Wspólnota

3

(4,2 - 4,45)

(5,25-5,5); 6-6,25

(5,75 - 6); 6,75 - 7

16

Wielkopolska SKOK Poznań

4,5

4,5

(5,2) - 5,8 (6); 5,8 14,3 Stopy procentowe w nawiasach dotyczą oprocentowania stałego.


FINANSE

str. 10

„Dobry Znak” nr 5(63) 10 marca 2011

Szkoła Inwestowania nr 58:

Na jakie działania można dostać dofinansowanie:

W dzisiejszej odsłonie naszej Szkoły Inwestowania przyjrzymy się bliżej możliwościom, jakie dają dotacje unijne. Inwestowanie wolnych środków w różnorodne dostępne na naszym rynku rozwiązania jest sztuką. Pisaliśmy już o tym nie raz. Sztuką też jednak jest efektywne tych środków pozyskiwanie

Dotacje dla przetwórców Tomasz Olszewski - Prezes Zarządu Private Wealth Consulting

S

kupimy się dzisiaj na możliwościach, jakie daje PROW. Co kryje się pod tym enigmatycznym skrótem? Otóż jest to Program Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007 – 2013. Jest on narzędziem polityki Unii Europejskiej dzięki, któremu urzeczywistniana będzie wizja postępu na obszarach wiejskich. Określa on szczegółowe zasady, regulacje oraz cele związane z powyższą tematyką. PROW jest największym programem pomocowym dla sektora rolno-spożywczego w historii Polski, wdrażanym przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Budżet Programu wynosi ponad 17,4 mld euro. Budżet ten tworzą unijne środki z Europejskiego Funduszu Rolnego na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich (13,4 mld euro) i współfinansowanie z budżetu krajowego (około 4 mld euro). Pomoc finansowa z PROW na lata 2007-13 udzielana jest rolnikom, przedsiębiorcom i lokalnym samorządom oraz właścicielom lasów przeznaczana jest na budowę nowoczesnego, konkurencyjnego sektora rolno-spożywczego i leśnictwa, prowadzenie działalności rolniczej zgodnej z ochroną środowiska naturalnego, na rozwój kultury i zachowanie tradycji na wsi oraz działania na rzecz podniesienia jakości życia mieszkańców wsi i ich aktywizacji gospodarczej. Główne cele, których realizację ułatwia pomoc finansowa udzielana z PROW 2007-2013 to:  przyspieszanie modernizacji gospodarstw rolnych;  podwyższanie konkurencyjności przetwórstwa spożywczego i jakości żywności;  ożywienie przemian w rolnictwie i rynku ziemi przez przyznawanie rent strukturalnych oraz premii ułatwiających star zawodowy młodym rolnikom i finansowanie scalania gruntów;  zachęcanie rolników do gospodarowania w sposób przyjazny środowisku oraz do zachowania rodzimych ras i cennych przyrodniczo siedlisk roślin;  wspieranie dopłatami ONW działalności rolniczej na terenach górskich i innych obszarach o niekorzystnych warunkach gospodarowania;  polepszanie lesistości kraju przez udzielanie pomocy finansowej na zalesianie gruntów o małej przydatności rolniczej;  pobudzanie przedsiębiorczości i tworzenie nowych miejsc pacy na terenach wiejskich;  odnowa wsi, rozbudzanie aktywności jej mieszkańców i budowa kapitału społecznego na wsi;  podwyższanie kwalifikacji rolników i właścicieli lasów oraz ułatwianie im dostępu do płatnych usług doradczych;  polepszanie jakości życia na terenach wiejskich. W ramach PROW uruchomione zostały 23 działania, wśród nich specjalna pomoc skierowane do rolni-

Private Wealth Consulting Sp. z o.o. Liberty Corner, ul. Mysia 5, 00- 496 Warszawa tel. +48 (22) 596 53 12, fax +48 (22) 596 53 15 e-mail: office@pw-consulting.pl

dotyczy przetwórstwa i wprowadzenia do obrotu produktów rolnych objętych załącznikiem I do Traktatu Wspólnot Europejskich (TWE) w zakresie określonym w Programie (patrz: wykaz PKD), przy czym produkt będący wynikiem przetwarzania powinien być również produktem rolnym,  związana jest z modernizacją lub budową zakładów przetwórstwa produktów rolnych lub infrastruktury handlu hurtowego produktami rolnymi,  prowadzi do poprawy ogólnych wyników przedsiębiorstwa, czego odzwierciedleniem będzie wzrost wartości dodanej brutto (nie dotyczy projektów związanych z ochroną środowiska),  realizowana jest w zakładzie spełniającym obowiązujące standardy higieniczno - sanitarne, ochrony środowiska i dobrostanu zwierząt,  nie została rozpoczęta przed dniem złożenia Wniosku o przyznanie pomocy,  nie dotyczy sprzedaży detalicznej,  nie jest finansowana z udziałem innych środków publicznych. 

Kosztami kwalifikowanymi mogą być m.in.: budowa, rozbudowa, nadbudowa, przebudowa lub remont połączony z modernizacją budynków i budowli o charakterze produkcyjnym, magazynowym, handlu hurtowego, kontroli laboratoryjnej, infrastruktury technicznej, higieniczno-sanitarnej oraz administracyjnej,  zakup lub instalacja urządzeń służących do magazynowania lub przygotowania produktów rolnych do przetwarzania, przetwarzania produktów rolnych, magazynowania produktów rolnych lub półproduktów oraz przygotowania ich do sprzedaży,  zakup aparatury pomiarowej i kontrolnej wspierającej proces produkcji,  zakup specjalistycznego oprogramowania,  zakup środków transportu służących do sprawnego przebiegu procesu technologicznego lub magazynowania oraz specjalistycznych środków transportu,  ponadto, koszty ogólne takie jak: przygotowanie dokumentacji technicznej, opłaty za patenty i licencje, opracowanie biznesplanu (pod warunkiem, że nie przekraczają one 10% wszystkich kosztów kwalifikowanych). 

ków, których gospodarstwa zostały zniszczone podczas powodzi w 2010 r. Piętnaście działań z tego programu wdraża ARiMR, sześć samorządy wojewódzkie, a po jednym Agencja Rynku Rolnego i Fundacja Programów Pomocy dla Rolnictwa (FAPA). 80% z dostępnych w ramach PROW 2007-13 środków jest już „zakontraktowana”. W dzisiejszej odsłonie naszej Szkoły Inwestowania skupimy na się jednym z powyższych działań, a mianowicie na działaniu 123, czyli „Zwiększanie wartości dodanej podstawowej produkcji rolnej i leśnej”.Do tej pory odbyły się już trzy nabory wniosków o dotacje dla sektora rolno-spożywczego: pierwszy był w kwietniu 2008, a drugi w marcu 2009 i ostatni w listopadzie 2009 dla grup producenckich. Kolejny, trzeci nabór w ramach PROW Działanie 123, ruszył na początku jesieni 2010 r., niebawem planowany jest kolejny. Założeniem tego działania jest poprawa konkurencyjności przedsiębiorstw w sektorze przetwórstwa i wprowadzenia do obrotu produktów rolnych, uwarunkowana wzrostem jakości produkcji, obniżeniem kosztów oraz rozwojem nowych produktów, procesów i technologii produkcji, jak również poprawa warunków produkcji w odniesieniu do obowiązujących lub nowo wprowadzanych standardów. Dodatkowo działanie to kładzie nacisk na reformę stanu środowiska poprzez racjonalną gospodarkę ziemną oraz na poprawę jakości życia wśród ludności zamieszkującej obszary wiejskie. Alokacja środków publicznych, na lata 20072013, w ramach działania: „Zwiększanie wartości dodanej podstawowej produkcji rolnej i leśnej” wynosi 1 100 000 000 euro.

Kto może starać się o dofinansowanie: O pomoc unijną mogą ubiegać się m.in. przedsiębiorstwa (zatrudniające do 750 osób o obrocie nie przekraczającym 200 mln euro) i spółdzielnie mające zarejestrowaną działalność w zakresie przetwórstwa rolno - spożywczego. Przykładowo mogą być to przetwórcy mięsa, mleka, warzyw, owoców i innych produktów rolno-spożywczych oraz producenci rolni i hurtownicy działający na terenach miejskich i wiejskich. W tym Działaniu nie ma wykluczenia co do lokalizacji inwestycji.

Co można dofinansować?: budowę, rozbudowę, nadbudowę, przebudowę lub remont połączony z modernizacją budynków i budowli o charakterze m.in.: produkcyjnym, magazynowym, infrastruktury technicznej, higieniczno-sanitarnej oraz administracyjnej,  zakup aparatury pomiarowej i kontrolnej wspierającej proces produkcji,  zakup specjalistycznego oprogramowania,  zakup specjalistycznych środków transportu,  ponadto, koszty ogólne takie jak: przygotowanie dokumentacji technicznej, opłaty za patenty i licencje, opracowanie biznesplanu (pod warunkiem, że nie przekraczają one 10% wszystkich kosztów kwalifikowanych). 

Kosztami kwalifikowanymi nie mogą być:   

nabycie nieruchomości, podatek od towarów i usług, zakup rzeczy używanych.

Minimalna wartość projektu nie może być niższa niż 100 tys. zł, natomiast jego wartość maksymalna może sięgnąć do 20 mln zł.

Z

a realizację całego programu jest oczywiście odpowiedzialna Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, największa Agencja płatnicza w Europie.


Dobry Znak