Issuu on Google+

ISSN 1899-4830

gazeta bezpłatna

Dwutygodnik nr 4(62)

24 lutego 2011

nakład 115 000 egz.

www.gazetadobryznak.pl

W

Ameryce zauważono niezwykłą historię uciekinierów z sowieckiego łagru, opisaną przez Sławomira Rawicza. W 1956 roku na emigracji ukazała się jego książka „The long walk”. Publikacja została przetłumaczona na 25 języków i zyskała wielką popularność.

Rafał Pazio Okazało się jednak, że Sławomir Rawicz przywłaszczył sobie historię tej ucieczki. W 2009 roku autentyczność opowieści Rawicza podważył brytyjski dziennikarz John Dyson. W rzeczywistości uciekinierem był Witold Gliński. Jak się okazało to on z grupą więźniów wydostał się z łagru nad rzeką Leną w 1941 roku. Pokonali ponad 6 tys. kilometrów przez syberyjską tajgę, mongolską pustynię Gobi, wyżynę Tybetu i Himalaje. Dotarli do brytyjskich Indii i dopiero tam mogli poczuć się wolni. Witold Gliński przed wojną mieszkał w miejscowości Głębokie na Wileńszczyźnie. Sowieci wywieźli go z całą rodziną w głąb Rosji. Później trafił do więzienia na Łubiance. W 17-tym roku życia otrzymał wyrok 25 lat ciężkich robót. Pracował przy wyrębie tajgi w północnej Jakucji. Więźniowie umierali na skutek głodu, zimna, chorób, wycieńczenia.

Ucieczka

W 1941 roku Gliński zorganizował ucieczkę z łagru. Naprawił radio żonie komendanta obozu za co otrzymał ciepłe ubrania i buty. Podczas ucieczki towarzyszyli mu: amerykański inżynier, Ukrainiec, Jugosłowianin i trzech Polaków - byłych żołnierzy. W filmie Petera Weira główną rolę zagrał m. in. znany w Polsce Colin Farrell. Kina na całym świecie mają szansę pokazać mało znany, niezwykle tragiczny okres II wojny światowej, kiedy to wielu Polaków i przedstawicieli innych narodów trafiło do sowieckich łagrów. Przez lata komunizująca inteligencja w krajach zachodnich uciekała od prawdy o łagrach. Bagatelizowano losy zesłańców żyjących w tragicznych warunkach, w surowym klimacie zmuszanych do ciężkiej pracy, bez jedzenia i możliwości odpoczynku. Najbardziej znana w Polsce publikacja Gustawa Herlinga -Grudzińskiego „Inny świat” opisująca losy zesłańców nie doczekała się ekranizacji w naszym kraju. Dziś wiedza o zbrodni ludobójstwa przedostaje się do opinii publicznej za pośrednictwem Internetu. Film Weira jeszcze bardziej rozpowszechni dzieje zesłańców i przedstawi system sowieckich łagrów.

Polacy na drugim planie Niestety polski wątek nie jest w filmie wyeksponowany. Colin Farrel zagrał Ukraińca, a inny popularny aktor Ed Harris Amerykanina. Polacy w tej produkcji zostali

Od 21 stycznia w Stanach Zjednoczonych można oglądać film fabularny Petera Weira „The Way Back” z Colinem Farrellem i Edem Harrisem w rolach głównych

To nadal żywa historia

zepchnięci na dalszy plan, a bez Glińskiego tej ucieczki by nie było. Nikt się nie zwrócił do niego przy konsultacji scenariusza. Ukrainiec był w łagrze więźniem kryminalnym. Gliński wspomina go jako człowieka bezwzględnego, który dokonał morderstwa nawet podczas prawdziwej ucieczki. Historia jest jednak poruszająca. Przedstawia uciekinierów, którzy bez map i kompasu, wyposażeni w siekierę i nóż maszerowali po 20 kilometrów dziennie. Najpierw musieli zmierzyć się z syberyjskim mrozem, później upałem nad mongolskimi pustyniami, a następnie trudami wspinaczki i szlaków górskich Tybetu i Himalajów. Musieli przetrwać w dzikiej przyrodzie. Jedli to co znaleźli, najmowali się do dorywczej pracy za żywność. W rejonie jeziora Bajkał do grupy dołączyła 17-letnia Polka Krystyna, która również zbiegła z zesłania. Szli 17 miesięcy. Do Indii

„..Tylko w ubiegłym roku pół miliona Polaków odwiedzało Chorwację. Polacy bardzo dobrze wiedzą, która część Chorwacji jest dla nich najatrakcyjniejsza, bo dobrze już znają mój kraj. Ja polecam całe wybrzeże adriatyckie, gdyż na całej swej długości jest bardzo interesujące, od Puli i Rijeki, poprzez Zadar i Split, aż po Dubrownik. (...) Adriatyk to ciepłe, błękitne morze, które umożliwia nurkowanie, kąpiele, żeglowanie oraz pozwala na spędzenie całego dnia na słonecznej plaży. Wieczorem turystów witają tętniące życiem knajpki, w których można zjeść coś dobrego, coś ze specjałów kuchni śródziemnomorskiej i w których można napić się dobrego chorwackiego wina - to właśnie oferuje turystom Chorwacja....” do której zaprasza Ambasador tego kraju w Warszawie, Ivan Del Vechio - str.6

dotarło czterech uciekinierów. Gdy Witold Gliński dostał się do Anglii wstąpił do formujących się tam Polskich Sił Zbrojnych. W 1944 roku wziął udział w lądowaniu Polaków w Normandii. Do Polski nie wrócił. Bardzo długo nikomu nie opowiadał o pobycie w łagrze i ucieczce. Nie udało się ustalić, jak to się stało, że historię Glińskiego opowiedział Sławomir Rawicz i to na podstawie jego historii powstała książka „Długi marsz”. Rawicz był zesłany na Syberię i przebywał w sowieckim łagrze, lecz po zwarciu układu polsko-sowieckiego został zwolniony z łagru i trafił do Armii Polskiej pod dowództwem gen. Władysława Andersa. Historia ucieczki z łagru dotyczyła tak naprawdę Witolda Glińskiego, który przez długie lata nie ujawniał tej historii. Trzymał by ją nadal w tajemnicy, gdyby nie dziennikarskie ustalenia.

„...Zależy nam na pokazaniu, że można coś zrobić! Aby osiągnąć postęp, poprzeczkę należy stawiać wyżej od bieżących możliwości, nie tylko finansowych, ale i emocjonalnych. Chcemy pokazać w naszych programach, że słynne polskie powiedzenie: „Nie stać mnie.” wynika wyłącznie z braku świadomości, o której mówiłem wyżej. Firmy leasingowe bardzo chętnie obsługują rolników. Rolnik z małym areałem prędzej dostanie leasing na ciągnik, niż mieszkaniec miasta, mający niezłą pracę, otrzyma leasing na auto...”- O nowym kanale tematycznym Telewizji Rolnej, który oglądać można na wszystkich platformach cyfrowych oraz z darmowego satelity Hotbird, opowiada Tomasz Siołek, Prezes Zarządu TVR Zapraszamy Telewidzów! - str. 16 POLSKA TELEWIZJA


str. 2

OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY...

Nie wiem za co, nie wiem skąd lęgną się dziwolągi…

W poprzednim roku w wielu krajach świata nasiliły się anomalie pogodowe i na żywnościowych rynkach obok mniejszej podaży pojawiły się na niespotykaną skalę zjawiska spekulacji cenowych

Chleba naszego…

H

indusi wierzą, że za grzechy rodziców cierpią ich dzieci. W ten sposób tłumaczą sobie nieszczęścia, które dotykają małe, bezbronne istoty. W ten sposób tłumaczą sobie choroby i cierpienia osób, które niczego złego nie zdążyły jeszcze zrobić. Zakładają widocznie, że wszystko na tym świecie musi być uzasadnione. Nie ma skutku bez przyczyny. Nie ma kary bez winy. Nie ma przypadków. Jeżeli takie postrzeganie rzeczywistości jest prawdziwe, to za co cierpią Polacy? Za co cierpi ten duży europejski naród, który wydał na świat tak wielu wybitnych synów? Naród, który wydał wielkich naukowców, pisarzy i wodzów. Naród, który wydał wielkich sportowców, walecznych żołnierzy i utalentowanych malarzy. Naród, który wydał podróżników, inżynierów i noblistów. Naród, którego gościnność jest wręcz przysłowiowa, a zawołanie „za wolność naszą i waszą” stało się jego dewizą wielokrotnie wcielaną w życie. Dewizą wcielaną w życie krwią, cierpieniem i śmiercią na obcej ziemi. Polacy dawali i dają światu wielkie przełomy. Jak choćby obrona chrześcijańskiej Europy przed Turkami pod Wiedniem. Jak choćby obrona cywilizacji zachodu przed komunizmem Lenina pod Warszawą w 1920 roku. Jak wreszcie fenomen „Solidarności” lat 80-tych. Tak! Co jak co, ale Polacy potrafią walczyć. Nasza historia to udowadnia. Ale Polacy potrafią też pracować. I znowu przypomnijmy sukcesy polskiej gospodarki okresu międzywojennego. Sukcesy przemysłowe: port Gdynia, magistrala węglowa, Centralny Okręg Przemysłowy… Sukcesy ekonomiczne: reforma Grabskiego, silna złotówka, stworzenie jednolitego systemu finansowego… A okres powojenny - który kraj poniósł tak wielkie straty materialne i ludzkie? Który kraj stracił, a potem odbudował swoją stolicę, łącznie ze starówką? A dziś jaką opinię w Europie mają pracownicy z Polski, bardzo dobrą. Można by w nieskończoność wymieniać zasługi i osiągnięcia Polaków i narodu polskiego. Można by, ale pytanie jest inne. Skoro jesteśmy tak wielkim, walecznym i pracowitym narodem, skoro Polacy to tacy wspaniali ludzie to za co Bóg karze nas tak głupimi politykami? No za co?! Mariusz Gazda

Szanowni Państwo, Czytelnicy „Dobrego Znaku”

N

iebawem minią trzy lata od wydania pierwszego numeru naszej gazety. Dziś oddajemy w państwa ręce 62-gi numer dwutygodnika. W tym stosunkowo krótkim, jak na wydawnictwo, czasie gazeta dynamicznie rozwijała się i zmieniała - dostosowując do oczekiwań czytelników. Dziś nakład „Dobrego Znaku” osiągnął 115 tysięcy egzemplarzy. Zasięg gazety to Mazowsze, Lubelszczyzna, Ziemia Łódzka, Podlasie oraz Warmia i Mazury. Obok gazety głównej wydawanych jest sześć dodatków regionalnych, czyli „Dobry Znak” dla Wołomina, Warszawy, Lublina, Podlasia, Łodzi oraz Warmii i Mazur. Należy podkreślić, że nakład naszego pisma jest kontrolowany przez Związek Kontroli Nakładu i Dystrybucji Prasy. Wraz ze wzrostem zasięgu i nakładu rośnie grono osób współpracujących z redakcją, jak i grono naszych przyjaciół i czytelników. Obok dotychczasowych pojawiają się nowe rubryki. Dla przykładu - od bieżącego numeru na stałe wejdzie rubryka promująca Chorwację,redagowana wspólnie z Ambasadą Chorwacji. Do lektury zaprasza Jego Ekscelencja Ambasador Chorwacji w Polsce, pan Ivan Del Vechio. Drugą nową rubryką jest program telewizyjny nowej polskiej telewizji TVR, do oglądania której zaprasza prezes Tomasz Siołek. Inne zmiany, o których spieszę Państwu donieść, to zmiana adresu redakcji. Obecny adres to Wołomin, ul. Legionów 27. Zmienił się również sekretarz redakcji i od tego numeru tą odpowiedzialną funkcję pełni pan Robert Grzesiński. Dziękuję Państwu za dotychczasowe ciepłe przyjęcie nowego tytułu na rynku wydawniczym, potwierdzone wieloma listami, telefonami i e-mailami. Mam nadzieję, że nie zawiedziemy zaufania naszych czytelników, a wydawana przez nas gazeta będzie coraz lepsza, oczywiście w Państwa ocenie. Mariusz Gazda Redaktor Naczelny

„Dobry Znak” nr 4(62) 24 lutego 2011

Janusz Piechociński Wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji Infrastruktury

P

olityczne i społeczne wydarzenia w krajach arabskich tłumaczy się w znacznym stopniu istotnym wzrostem cen na światowych rynkach żywności. Na przykład z wielką uwagą śledzi się wydarzenia egipskie w Australii, albowiem Egipt jest ważnym partnerem handlowym dla tego kraju (blisko 25% dochodu z eksportu australijskiej pszenicy przypada właśnie na Egipt). Co prawda ładunki pszenicy docierają terminowo do portów egipskich i są rozładowywane bez żadnych przeszkód, normalnie przebiega również proces zakupów importowych, a zgromadzone zapasy zbóż wystarczają na pokrycie 10-miesiecznego zapotrzebowania Egiptu, ale wzbudzona została na zbożowym rynku dodatkowa nerwowość. W tym samym czasie w sąsiedniej Algierii w obawie przed powtórzeniem się scenariuszy z Tunezji i Egiptu postanowiono zwiększyć import pszenicy (o ponad 1 mln ton) i zwiększono równocześnie o 18% cenę pszenicy krajowej. W końcu stycznia notowania cen wszystkich gatunków pszenicy na giełdach amerykańskich w dalszym ciągu rosły. Utrzymywał się bardzo duży popyt eksportowy i zgłaszano kolejne zapotrzebowania na zakup pszenicy ze strony głównych importerów, w tym krajów Bliskiego Wschodu. Gwałtowny atak zimy w wielu stanach USA wzniecił obawy o kondycję pszenicy ozimej w tym kraju. Cena pszenicy w kontrakcie najbliższym (marzec 2011) wzrosła o 3,4% w stosunku do ceny sprzed tygodnia do 313,64 USD/t. Z kolei w Europie ceny pszenicy na giełdach wzrosły w styczniu czwarty tydzień z rzędu. Na początku lutego cena pszenicy w kontrakcie najbliższym (marzec 2011) wyniosła 274,75 EUR/t i była o 3,3% wyższa w stosunku do ceny sprzed tygodnia oraz najwyższa w historii tego kontraktu. Z kolei na giełdzie LIFFE w Londynie na przestrzeni ostatniego tygodnia cena pszenicy w kontrakcie najbliższym (marzec 2011) wyniosła 205,00 funtów/t i była o 0,9% wyższa od ceny sprzed tygodnia. W ostatnich tygodniach czynniki wpływające na dalszą zwyżkę cen pszenicy na giełdach europejskich pozostają te same: utrzymujący się bardzo wysoki popyt na unijną pszenicę w warunkach kurczącej się podaży eksportowej tego zboża na unijnym rynku, wzrosty cen ziarna na giełdach amerykańskich i obawy o kondycję zasiewów pszenicy ozimej u kluczowych jej producentów. Notowania cen soi na giełdzie w Chicago wzrosły do najwyższego poziomu od 2,5 roku, co w znacznej mierze było wynikiem utrzymującego się bardzo dużego na nią popytu. W ostatnim tygodniu sprawozdawczym zakończonym 27 stycznia br. amerykańscy eksporterzy zawarli kontrakty na sprzedaż aż 4107 tys. ton soi, w tym 1032 tys. ton z dostawą do końca bieżącego sezonu. Taki wynik był znacznie wyższy od oczekiwań rynku. Wśród uczestników rynku zaczynają pojawiać się obawy, iż utrzymanie się obecnie notowanego tempa zakupów amerykańskiej soi (głównie przez Chiny) może wpłynąć na znaczne uszczuplenie jej podaży i zredukować zapasy do niebezpiecznie niskiego poziomu. Na początku lutego cena soi na giełdzie w Chicago w kontrakcie najbliższym (marzec 2011) wyniosła 526,68 USD/t i była o 2,5% wyższa od ceny sprzed tygodnia. Od początku 2011 roku kontynuowana jest tendencja wzrostowa notowań zbóż i oleistych za oceanem i w Europie. Notowania kontraktów marcowych na kukurydzę, pszenicę i soję ustanawiają swoje kolejne maksima, zbliżając się do historycznych rekordów z lata 2008 roku. Ubiegły tydzień przyniósł dalsze wzrosty. Najwięcej zyskała kukurydza w skali tygodnia o ponad 5%. O ponad 3% zdrożała pszenica. Nieco mniej, bo trochę ponad 2%, zyskał marcowy kontrakt na soję. Łącznie od początku bieżącego sezonu unijny eksport pszenicy zwyczajnej osiągnął już 12,6 mln ton, tj. o 22% więcej w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego sezonu handlowego. W bieżącym sezonie odnotowuje się także wysoki unijny wywóz jęczmienia. Przekroczył on już 3 mln ton wobec 445 tys. ton w tym samym okresie sezon wcześniej.

Problemy od Azji do Europy Japonia będąca drugim co do wielkości importerem pszenicy w Azji i sprowadzająca na swój rynek 90% tego zboża będzie musiała liczyć się z podwyżkami cen tego produktu

Ministerstwo Rolnictwa Japonii planuje ogłosić w bieżącym miesiącu zmiany cen na podstawie kosztów zakupu zboża w ciągu ostatnich 6 miesięcy. W okresie od września do grudnia 2010 r. średnia cena pszenicy z Australii, Kanady oraz USA wzrosła o prawie 20%. W ubiegłym roku Japonia zaimportowała 4,8 mln ton pszenicy. W celu zapewnienia stabilnych dostaw tego zboża import pszenicy podlega regulacjom rządowym. Za zakup tego zboża odpowiada agencja rządowa, która odsprzedaje go odbiorcom krajowym. Ostatnia podwyżka cen pszenicy do 47.860 JPY za tonę miała miejsce 1 października 2010 r. i bazowała na kosztach zakupu tego surowca w okresie marzec - sierpień 2010. Ocenia się, iż w bieżącym sezonie Rumunia będzie potrzebowała od 400 do 500 tys. ton pszenicy z importu do pokrycia zapotrzebowania na rynku wewnętrznym. Kraj ten wydrenował wewnętrzny rynek z własnych zasobów poprzez nadmierny eksport. Wywóz pszenicy z ubiegłorocznej produkcji jest szacowany na 1,65 mln ton. W zeszłym roku Rumunia zebrała 5,7 mln ton pszenicy, tj. o około 10% więcej niż rok wcześniej. Wysoki odsetek ziarna (ok. 60-65%) stanowiła przy tym wysokiej jakości pszenica chlebowa. Krajowe zapotrzebowanie na pszenicę jest oceniane na około 3 mln ton W ubiegłym roku Rosja doświadczyła skutków dewastującej suszy. Odnotowano bardzo wysokie straty w uprawach zbożowych. Szacunki ubiegłorocznych zbiorów zbóż wahają się od 60 do 65 mln ton. Niekorzystne warunki pogodowe (upały i długotrwała susza) miały wpływ również na zasiewy ozimin, których areał szacuje się na 15,5 mln ha. W sezonie 2011/12, przy założeniu dobrych zbiorów, Rosja może zacząć eksportować zboża.

Regulacje i decyzje unijne Komisja Europejska przekazała negatywną odpowiedź w sprawie wystąpienia o zawieszenie opłat celnych wwozowych dla pszenicy o niskiej i średniej jakości. Stanowisko uzasadnia troską o wszystkie sektory rynku rolnego i nie widzi obecnie potrzeby zawieszania tych opłat w sytuacji, gdy jest duży eksport unijnej pszenicy paszowej. Rada i Komisja Europejska forsuje projekt obowiązkowego znakowania krajem pochodzenia produktów tzw. jednoskładnikowych (do takich jest zaliczana mąka pszenna i mąka żytnia). Może to być dużą komplikacją dla firm młynarskich, gdyż obecnie bardzo często „kraj pochodzenia” ziarna nie jest jednoznaczny z „krajem przetworzenia” tego ziarna na mąkę. Proponuje się, aby w takich sytuacjach - gdyby doszło do wprowadzenia obowiązkowego znakowania mąki przeznaczonej do sprzedaży detalicznej - stosowane było określenie „mąka z UE”. Zdaniem ekspertów przepis taki nie będzie wprowadzony przez najbliższych kilka lat jako obowiązujący w całej UE. Jest już jednak obowiązkowy w niektórych krajach np. we Włoszech w odniesieniu do makaronu. Pod presją Francji, Komisja Europejska ogłosiła, że jest związek między spekulacją na rynkach finansowych a wzrostem cen surowców: od ropy i gazu po zboża. Przyznała także, że należy ograniczyć to zjawisko np. narzucając większą przejrzystość rynków. - Produkty rolne są nie tylko źródłem żywności, ale stały się także finansowymi aktywami - mówił unijny komisarz ds. rynku wewnętrznego Michel Barnier, a komisarz ds. rolnictwa Dacian Ciolos powiedział, że chwiejność cen wynika z pewnych spekulacji na rynkach finansowych, na rynkach produktów pochodnych. O tym, że ceny tych i innych surowców nie są jedynie wynikiem mechanizmów podaży i popytu, mają świadczyć zaskakujące wahania kursów oraz m.in. produkty finansowe oferowane przez niektóre banki i ich rosnąca aktywność na rynku. Bank KBC oferował np. w 2008 roku ubezpieczenie na życie uzależniające wypłatę zysków od wzrostu cen rolnych. Po obu stronach Atlantyku jest też szereg funduszy inwestujących w surowce; od ich kursu zależy wówczas stopa zwrotu. 26 stycznia br. przedstawiciel niemieckich „Zielonych” w PE Martin Hausling w PE wypowiadał się nt. deficytu pasz wysokobiałkowych w UE. Wg jego raportu reforma WPR powinna uwzględniać zachęty do ich produkcji, ponieważ rodzime pasze to jedynie 30% pasz wysokobiałkowych konsumowanych w Europie. dokończenie na str. 19

W życiu bywają rzeczy ważniejsze niż samo życie - Józef Piłsudski


„Dobry Znak” nr 4(61) 24 lutego 2011

str. 3

Wydarzenia na Bliskim Wschodzie, a szczególnie zamieszki i manifestacje w Egipcie, zwróciły uwagę świata na ten region. W Europie Zachodniej, ale także w Stanach Zjednoczonych, „Arabska Wiosna Ludów” jest komentowana jako sprzeciw wobec nieudolnych, skorumpowanych i autorytarnych rządów w krajach arabskich oraz krzyk rozpaczy ludzi bez pracy i perspektyw życiowych. Jednak istotny jest także kontekst oporu przed polityczną, ekonomiczną i militarną ekspansją USA. Ostatnie wydarzenia interpretuje się także jako reakcję świata islamskiego na macdonaldyzację kultury, terror Hollywood, Disneya i MTV. Wielu polityków, myślicieli i komentatorów, inspirowanych książką Samuela Huntingtona „Zderzenie cywilizacji”, mówi o nieuniknionej konfrontacji między Zachodem a światem Islamu

Dżihad kontra oświecenie Jan Maria Jackowski

M

amy do czynienia z chorobą bardzo skomplikowaną i proste diagnozy nie wyjaśniają problemu. Cywilizacje na przestrzeni stuleci ścierały się ze sobą, nieraz nawet bardzo krwawo, ale też kooperowały i przenikały się wzajemnie. Starcia między cywilizacjami bywały szczególnie intensywne na terenach, na których dochodzi do bezpośredniego ich zetknięcia: konflikty obserwujemy na Bałkanach, w Kaszmirze czy w azjatyckich republikach poradzieckich. Ale współczesne megapolis, takie jak Nowy Jork stanowią istny tygiel różnych tradycji cywilizacyjnych i kulturowych. Nie przypadkiem Nial Ferguson już jakiś czas temu przestrzegał na łamach New York Times Magazine, że wojna cywilizacji będzie się toczyć nie na polach bitew, ale przede wszystkim na ulicach wielokulturowych miast, w których coraz częściej dochodzi do gwałtownych zamieszek na tle rasowym. To jeden z paradoksów politycznej deglobalizacji świata w czasach jego ekonomicznej i kulturalnej globalizacji.

skiego radykalizmu i polaryzacje świata arabskiego na zwolenników ummy, czyli uniwersalnej wspólnoty religijnej opartej na prawach szariatu oraz na państwa zachodnie i te kraje islamskie, które są popierane przez Zachód i ściśle z nim współpracują, pozostając w bliskim sojuszu politycznym i militarnym z USA. Mamy zatem do czynienia ze zderzeniem Pax Americana przekształcającym się w Pax Civilitatis, a ummą (arabską społecznością religijną - przyp.red.).

OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY... Islamski uniwersalizm stoi w ideowej (co nie jest tożsame z polityczną) sprzeczności zarówno z europejską oświeceniową laicką koncepcją państwa, jak i z ruchami nacjonalistycznymi takimi, jakie reprezentuje na przykład palestyński Hamas. Nacjonalizm w tej perspektywie jest idolatrią (bałwochwalstwem) i dzieli umma, a na miejsce szariatu wprowadza etniczną dumę. Jednak do powstania ruchów fundamentalistycznych, do których odwołują się terroryści, przyczynił się poniekąd Zachód i spuścizna kolonializmu wraz z koncepcją państwa świeckiego, całkowicie obcą wschodniemu stylowi myślenia. Państwa, w którym czym innym jest prawo, a czym innym moralność. Stąd wśród muzułmanów pojawiły się opór i wiara w ostateczne zwycięstwo islamu oraz wyzwolenie spod obcego jarzma. Jedni wierzyli w przyjście mahdiego, wybawiciela, który położy kres opresji, inni wskazywali na konieczność współpracy wszystkich muzułmanów dla osiągnięcia wspólnego celu. Kolonializm w tradycyjnym wydaniu przeszedł do historii, lecz w uzyskujących własną państwowość krajach muzułmańskich pojawiały się problemy ery postkolonialnej: zniszczone gospodarki, w znacznym stopniu wyeksploatowane bogactwa naturalne, brak lokalnych elit politycznych i stopniowe popadanie w zależność ekonomiczną od państw zachodnich. Pojawił się - co podkreślają znawcy tej problematyki - klimat do narodzin idei Zachodu jako wielkiego szatana z jego państwem świeckim, a więc bezbożnym. Zaczął rodzić się fundamentalizm.

Islam nie jest jednolity. Osama ben Laden, saudyjski multimilioner, okrzyknięty już prawie 10 lat temu „terrorystą wszechczasów”, był swego czasu wyszkolony i wspierany przez służby specjalne USA. Potępiając „bezbożną” Amerykę, nie stawia sobie za cel jej nawrócenia ani unicestwienia. Chodzi raczej o rozwój islam-

W „Koranie” zapisana jest konieczność rozszerzania islamu na cały świat za pomocą dżihadu, który obecnie stał się synonimem „świętej wojny”. Ten właśnie zapis w połączeniu z radykalnymi hasłami rewolucji islamskiej jest używany do uzasadnienia fanatyzmu rzekomo inspirowanego przesłankami koranicznymi. Ekstremiści wierzą, że pewnego dnia granice między państwami zostaną zniesione, a wszyscy muzułmanie zamieszkają w jednej wspólnocie politycznej oddanej służbie Bogu. Obecnie priorytetem nie jest likwidacja granic, ale wprowadzenie szariatu i zlikwidowanie praw świeckich.

N

Bardzo niewielu polityków mówi, że chce komuś odebrać „prawa narodowe”. W krajach okupowanych przez Wspólnotę Europejską uszczuplanie „praw mniejszości narodowych” jest wręcz uważane za przestępstwo. Jednak, jak to w d***kracji, nikt nie precyzuje, co to takiego te „prawa narodowe”

ajogólniej rozumie się przez to, że ludzie mają prawo mówić w swoim języku, pielęgnować swoje narodowe obyczaje - i tak samo wychowywać dzieci. Zgoda na taką definicję? Jeśli tak, to rozmaite mniejszości w Polsce są uciskane. Np. Cyganie. Próbuje im się odbierać dzieci i na siłę posyłać do szkoły, gdzie się je wynarodawia, ucząc w obcym dla nich języku polskim. W dodatku tępi się ich kulturę - jeszcze za Stalina mieli sporo wolności, ale gdy nastał narodowy komunista, Władysław Gomułka, to zabronił im mieszkać w ich wozach - od czego zawaliła się cała ich tradycja kulturowa. Ba! Kolejne reżymy próbują karać Cyganów za to, że potrafią wydać 13-letnią panienkę za 16-letniego chłopaka; na szczęście prokuratury starają się przymykać na to oko - ale przecież tym młodym ludziom, mającym na ogół jak najbardziej katolicki ślub, grozi oskarżenie o „pedofilię” - a co oni są winni, że jako naród południowy dojrzewają wcześniej? W efekcie Cyganie się zdemoralizowali. Zamiast jeździć taborami po kraju, pracowicie czyścić kotły, robić garnki i patelnie, wróżyć, handlować końmi i kraść kury - mieszkają w blokach i podzielili się na dwie grupy: plebs, który żyje z zasiłków - i arystokrację, która kradnie samochody. A Polacy, którzy kiedyś podziwiali wolnych Cyganów, zaczęli nimi pogardzać i ich tępić. Ja jestem przedstawicielem polskiej większości - więc swoje dzieci mogłem posyłać do szkoły… no, właśnie: czy „polskiej”? Nawet Józef Stalin mawiał, że „socjalizm pasuje do Polaka jak siodło do krowy” - a moi rodzice musieli posłać mnie do szkoły, gdzie uczono mnie rożnych socjalistycznych doktryn – i tak jest do dzisiaj! Ja - i parunastoprocentowa mniejszość - okazałem się odporny - ale 85% Polaków udało się wbić we łby, że „sprawiedliwość społeczna” (czyli za-

N

iestety Zachód nie ma pomysłu, jak sobie radzić z zaistniałą sytuacją. Tym bardziej, że w tle jest jeszcze podział na bogatych i biednych. Stany Zjednoczone, Unia Europejska, Japonia i kraje z nimi bezpośrednio związane, które stanowią 20 proc. ludności świata, cieszą się pokojem i dobrobytem od ponad 60 lat, a ich potencjał stanowi 80 proc. gospodarki światowej. Pozostałe 80 proc. mieszkańców ziemi musi żyć z 20 proc. potencjału gospodarczego. Czy to nie jest bomba z opóźnionym zapłonem, którą przywódcy Zachodu nie wiedzą, jak rozbroić?

Prawa narodowe

Janusz Korwin-Mikke

przeczenie „sprawiedliwości”!) jest czymś dobrym, że świetnie jest, jak wszyscy mają po równo... Gdyby coś takiego powiedzieć w roku 1600, to szlachta rzuciłaby się z szablami, by „bigosować” (arianie, czyli :”bracia polscy”, którzy to właśnie głosili, byli jedyną grupą wyznaniową wyjętą okresami spod prawa I Rzeczypospolitej!). Obecnie jest gorzej. Moje wnuki są - lub będą - w UE pod przymusem uczone, że homoseksualizm, zoofilia, a może nawet nekrofilia to „normalne, naturalne życie seksualne”. Większość rozsądnych rodziców w Polsce bynajmniej nie chce, by ich dzieci były uczone, że homosie to jakiś gorszy gatunek: chce, by w szkole w ogóle nie mówiono o sprawach intymnych, które z natury rzeczy nie nadają się do omawiania publicznie. Tak właśnie było za okupacji Polski przez I Rzeczpospolitą, Królestwo Polskie, Wielkie Księstwo Poznańskie, Królestwo Galicji i Lodomerii, II Rzeczypospolitą, a nawet Generalną Gubernię i PRL. Takie są nasze tradycje narodowe i kulturowe – i jakoś nasi „nieuświadomieni” dziadkowie mieli całkiem spory przyrost naturalny. No, i co? I nic! Garstka okupantów

wierzących w narzucaną z Paryża, Berlina i Brukseli ideologię depcze nasze prawa narodowe – a ludzie mało się buntują. Bo tylko tym 15% ludzi zależy na tym, jak wychowywane są ich dzieci - a 85% ma to w nosie; niech państwo się nimi zajmuje. Ja, gdybym mógł wybierać, a obowiązywałby przymus szkolny - zdecydowanie wolałbym, by moje dziecko chodziło do szkoły z wykładowym językiem rosyjskim, angielskim, czy niemieckim - a za to uczyło się normalnych przedmiotów - niż do szkoły, gdzie wbija się mu w głowę po polsku, że homoseksualizm i „sprawiedliwość społeczna” są czymś normalnym, a nawet „dobrym”. Kopernik chodził do szkoły z językiem łacińskim - i jakoś Mu to nie zaszkodziło. Ba! Nawet dziś istnieją w Polsce szkoły z językiem wykładowym niepolskim - i ludzie, również (imaginez-vous!). Polacy - dobrowolnie posyłają do nich swoje dzieci. Bo w szkole powinny być szanowane tradycje narodowe - a język, w jakim się ich nie szarga, jest dość obojętny. Dopóki, oczywiście, nie zakazuje się nim mówić w domu czy na ulicy. http://korwin-mikke.pl

Im wyżej małpa wejdzie, tym bardziej widać, że ma ogon - F. Cooper


OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY...

„Dobry Znak” nr 4(62) 24 lutego 2011

str. 4

Andrzej Lek z konferencji zorganizowanej przez ambasadora Szwajcarii w Polsce Benedicta de Cerjat z udziałem gości honorowych: prezydenta Szwajcarii Ruth Dreifuss oraz wiceministra sprawiedliwości RP Piotra Kluza

K

Reforma szwajcarskiej polityki narkotykowej

onferencja poświęcona była reformie szwajcarskiej polityki narkotykowej w świetle prac nad nowelizacją polskiej ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii i umożliwiła polskim ekspertom wymianę doświadczeń ze szwajcarskimi kolegami. Wiceminister sprawiedliwości RP Piotr Kluz powiedział m.in.: - Wymiana doświadczeń na płaszczyźnie międzynarodowej jest zawsze cennym i ważnym Prezydent Szwajcarii Pani Ruth Dreifuss elementem wnoszonym do dyskusji nad narodową oraz wiceminister sprawiedliwości Piotr Kluz podczas konferencji „Pragmatyzm, strategią. W tym konkretnym przypadku w odniesie- nauka, współpraca” niu do dynamicznie kształtującej się polskiej polityki narkotykowej. Z inicjatywy ministra sprawiedliwości w roku 2008 został powołany zespół specjalistów do opracowania projektu ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, który wyznacza nowy kierunek polityki narkotykowej, wprowadza zasadę „przede wszystkim leczyć” i między innymi ważnymi rozwiązaniami proponuje instytucję swoistego oportunizmu ściągania w odniesieniu do użytkowników posiadających nieznaczne ilości zabronionych środków odurzających lub substancji psychotropowych. Użytkowników wobec których orzeczenie kary nie wydaje się celowe. Projekt ministra sprawiedliwości został z aprobatą przyjęty przez rząd i aktualnie jest przedmiotem prac parlamentarnych. - Jestem przekonany, że posłowie i senatorowie wyrażą akceptację dla tej przemyślanej i racjonalnej propozycji, która w sposób zdecydowany oddziela reakcję prawno-karną w odniesieniu do przestępstw produkcji i wprowadzaniu do obrotu środków odurzających od przestępstw posiadania nieznacznych ilości, za którymi najczęściej stoją osoby które wymagają podejścia terapeutycznego, leczniczego czy edukacji - powiedział podsekretarz Piotr Kluz. I pozostaję z przekonaniem, że dzisiejsze spotkanie będzie ważnym głosem w aktualnie toczącej się debacie nad przyszłym kształtem polskiej polityki narkotykowej i projektem nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, który jest przedmiotem prac parlamentarnych. Uczestnicy i organizatorzy szwajcarskiej konferencji m.in.: J.E ambasador Szwajcarii w Polsce Benedict de Cerjat, prof. Ambros Uchtenhagen(Zurych), Prezydent Szwajcarii Ruth Dreifuss, wiceminister sprawiedliwości, Piotr Kluz (Fot.Andrzej Lek)

Andrzej Lek z uroczystości z okazji Święta Narodowego Cypru (50. rocznica Niepodległości Cypru). Na uroczystości obecny był minister obrony Republiki Cypryjskiej Costas Papacostas oraz zaproszeni goście z kręgów dyplomacji, polityki, kultury oraz mediów

Święto Narodowe Cypru C

ypr - duża gościnna, egzotyczna wyspa położona na przecięciu szlaków łączących Azję, Afrykę i Europę. Posiada najłagodniejszy i najbardziej słoneczny klimat w basenie Morza Śródziemnego. Sezon na Cyprze trwa cały rok. Stolicą Cypru jest Nikozja. Pow. 9251 km kw., ludność około 800 tys. Inne większe miasta to: Limassol, Larnaka. Cypr od 1 maja 2004 roku jest członkiem Unii Europejskiej, a od 1 stycznia 2008 roku znajduje się w strefie euro. Republika Cypryjska wraz ze Słowenią była jednym z najbogatszych z kandydatów wstępujących do UE. Pod koniec lat 90 XX wieku Cypr stał się jednym z najwygodniejszych „rajów podatkowych” dla europejskiego biznesu, który został zachęcony niskim podatkiem od zagranicznych spółek. Nazwa wyspy pochodzi od łacińskiej nazwy miedzi (cuprum) której Cypr był w starożytności głównym dostawcą. J.E ambasador Cypru w Polsce Pani Kalliopi N.Avraam przyjmuje gratulacje od nuncjusza apostolskiego w Polsce abp. Celestino Migliore z okazji Święta Narodowego Cypru

Z

Korpusu dyplomatyczny akredytowany w Polsce podczas uroczystości z okazji Święta Narodowego Cypru

punktu widzenia pracodawców każde rozwiązanie, które rozumnie ogranicza uprawnienia socjalne pracowników jest racjonalne. Tym bardziej w takich systemach jak polski, gdzie uprawnienia pracowników są bardzo duże, a koszty ponoszone przez pracodawców wysokie - komentuje propozycje Komisji Europejskiej dr Wojciech Warski, przewodniczący Konwentu BCC.

Komisja Europejska zwróciła się do pracodawców i związków zawodowych wszystkich członków Unii Europejskiej o zaopiniowanie propozycji dotyczących socjalnych uprawnień pracowników. Zgodnie z projektem, za każdy miesiąc zwolnienia lekarskiego urlop wypoczynkowy pracownika byłby pomniejszany o dwa dni. Pracodawcy z BCC proponują jeszcze dalej idące zmiany

- Każdy ma prawo chorować, a pracodawca, który zatrudnia na etat, ponosi ryzyko z tym związane. Nie chodzi o to, aby utrudniać życie pracownikom, ale by zapobiegać nadużyciom, aby pracodawca również nie był bezbronny - mówi z kolei Dominika Staniewicz, ekspert BCC ds. rynku pracy, która podkreśla nagminne nadużywanie przez pracowników zwolnień lekarskich, która to praktyka jest dużym obciążeniem dla polskich firm. Z tego względu, jak tłumaczy Staniewicz, propozycja KE jest w pełni uzasadniona. Staniewicz zwraca uwagę, że po stronie pracodawcy pojawiają się dodatkowe koszty

w trakcie urlopu pracownika takie jak: wydłużony czas realizacji zadań i zastępstwa aktywne (sytuacja kiedy drugi pracownik przejmuje obowiązki pierwszego wykonując jednocześnie swoje). W przypadku choroby ponosi on już określony koszt wynikający z Kodeksu Pracy (część lub całość wynagrodzenia za zwolnienie) oraz ukryty (zastępstwa, dezorganizacja pracy).

Mniej urlopu za chorobę

Przedstawiciele BCC proponują, aby zmniejszyć obciążenia pracodawców i w tym celu obniżyć zasiłki chorobowe z 80 do 60 procent pensji (oprócz związa-

nych z macierzyństwem, płatnych w 100 proc.). Jak tłumaczy BCC, takie rozwiązanie nie byłoby nadmiernie bolesne dla uczciwych pracowników, za to skutecznie obniżałoby dochody w przypadku nadużywania długich zwolnień lekarskich. BCC postuluje ponadto, żeby skrócić również okres, w którym pensję pracownikowi przebywającemu na zwolnieniu lekarskim płaci pracodawca, z 33 dni roboczych do maksymalnie dwóch tygodni. (bcc)

Politycy mają skłonność do myślenia o następnych wyborach, a nie o następnym pokoleniu - Ronald Reagan


„Dobry Znak” nr 4(62) 24 lutego 2011

str. 5

Próby pozyskania Polaków do walki z bolszewikami przez władze Generalnej Guberni Jarosław Kozakowski

K

onsekwencje wybuchu wojny między III Rzeszą a ZSRR w postaci gwałtownie zwiększającej się z miesiąca na miesiąc liczby ofiar po stronie niemieckiej spowodowały, że władze Generalnej Guberni, aczkolwiek niechętnie, to jednak zaczęły zastanawiać się nad wykorzystaniem Polaków jako żołnierzy w tym konflikcie. Wcześniej wysuwanie tego typu koncepcji było kategorycznie zabronione. Latem 1941 r. ustawione zostały w kilku miejscach Warszawy olbrzymie ekrany, na których pokazywano krótkometrażowe filmy, m.in. o cudzoziemskich ochotnikach udających się na front wschodni. Cała Europa walczy z bolszewizmem... - brzmiał komentarz - U boku żołnierza niemieckiego są Włosi, Hiszpanie, Belgowie, Norwegowie, Holendrzy, Duńczycy, Chorwaci, Słowacy, Węgrzy i Rumuni. A ty gdzie jesteś, Polaku? W czerwcu 1942 roku rozpoczęto na Podhalu rekrutację do GoralischeFreiwilligen Waffen SS Legion, lecz mimo zmasowanej propagandy, zgłosiło się jedynie 300 ochotników, z czego na szkolenie zakwalifikowano 200, w szeregi Waffen-SS przyjęto kilku lub kilkunastu z nich (znani z nazwiska to SS-Sturmmann Suleja, SS-Sturmmann Duda, SS-Sturmmann Karkosz, SS-Sturmmann Mytkowicz i bracia Górka z Nowego Targu), reszta zdezerterowała.

Przy okazji warto wspomnieć, że Niemcy starali się wmówić Góralom, że istnieje coś takiego jak Goralenvolk i za pomocą metody kija (groźba wysiedlenia z Podhala) i marchewki (zwolnienie krewnych z obozów jenieckich, przydziały żywności) starali się zmusić ich do zadeklarowania takiej narodowości w spisie powszechnym. Kolejna próba miała miejsce wiosną 1943 r. i polegała na zdyskontowaniu sprawy katyńskiej. Od połowy maja 1943 r. w „Nowym Kurierze Warszawskim”, obok wykazu pomordowanych oficerów zamieszczano - preparowane lub nie - listy do redakcji wzywające do walki z „żydokomuną”. W tym też czasie podjęto próbę stworzenia złożonego z Polaków batalionu Schutzmannschaften, który przeznaczony miałby być do walki z radziecką partyzantką. Werbunek nie przyniósł jednak spodziewanych rezultatów, gdyż zgłosiło się… dwóch chętnych. Wówczas zadecydowano o wcielaniu do batalionu Polaków za pomocą przymusu lub różnych tricków. 17 kwietnia 1944 r. ukazał się w Krakowie (choć z powodów propagandowych jako miejsce wydania podano Racławice) pierwszy numer pisma „Przełom”. Gazeta była kontrolowana i inspirowana przez Niemców, a jej autorzy nawoływali do wspólnej z Niemcami walki z bolszewizmem, za czym rzekomo opowiadać się miała część podziemia.

HISTORIA

Po upadku Powstania Warszawskiego propaganda niemiecka kolportowała plotki, że część polskich oddziałów zdecydowała się już na taką walkę, co zręcznie podchwycili Rosjanie. 24 października 1944 roku Naczelne Dowództwo Wojsk Lądowych ogłosiło, że Hitler zgodził się na użycie Polaków w oddziałach pomocniczych Wehrmachtu. Jeden z propagandowych plakatów przedstawiał odkładającego łopatę polskiego robotnika, któremu żołnierz niemiecki wręcza karabin. Zgodnie z planami oddziały miały liczyć początkowo 12 tys. ochotników, zakazano stosowania terminu „siły pomocnicze”, co miało zasugerować, że Polacy będą traktowani jak prawdziwi żołnierze Wehrmachtu. Akcja ta przyniosła również mizerne rezultaty. Jednakże zaciąg do tej służby ochotniczej idzie ciężko i daje rezultaty minimalne - pisano w raporcie Delegatury. - W pewnym stopniu uzyskano je tylko w obozach i więzieniach. Do Krakowa przywieźli Niemcy grupę 50 młodych mężczyzn, rzekomo „ochotników”, którzy stanowią akcję propagandową. Ludzie ci pochodzą z Warszawy, przeszli przez obóz w Pruszkowie i przez Oświęcim, skąd wysłano ich do obozu pod Wrocławiem, gdzie zostali zmuszeni do „ochotniczej” służby w wojsku niemieckim. Z prowincji nadchodzą wiadomości, że w licznych wypadkach lokalne władze okupacyjne zmuszają do zgłoszeń, w innych zaś miejscowościach rozgłaszają, że nastąpiło porozumienie polsko-niemieckie i że wyszedł rozkaz do członków AK, aby zasilali szeregi nowej niemieckiej formacji przeciw bolszewikom. W akcję próbowano włączyć też młodsze pokolenie pod hasłem: „Młodzież polska chce naprawiać błędy ojców i dać Polsce możność rozwoju”. Były to już ostatnie rozpaczliwe próby, niebawem II wojna światowa dobiegła końca.

Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości - Józef Piłsudski REKLAMA


WIZYTA W CHORWACJI

str. 6

Chorwacja zaprasza

„Dobry Znak” nr 4(62) 24 lutego 2011 chorwackiego wina - to właśnie oferuje turystom Chorwacja. Oprócz tego można zwiedzać liczne fortyfikacje, kościoły, kamienne zamki i całe średniowieczne miasta położone na wyspach, których Chorwacja liczy sobie ponad 1200. To są ogromne możliwości, które Chorwacja stawia przed polskimi turystami i jestem przekonany, że liczba Polaków odwiedzających mój rodzinny kraj będzie rosła. Szczególnie, jeśli uda się zakończyć budowę dróg i autostrad prowadzących do granicy. Za polską granicą inwestycje drogowe są już zakończone i dzięki temu można sprawnie i bez problemu do Chorwacji dojechać. Czy uważa Pan, że obecna sytuacja w Egipcie przysporzy Chorwacji nowych turystów? - Myślę, że tak, bo wielu turystów ceni sobie spokój. Myślę, że po ostatnich wydarzeniach nie tylko Polacy będą się zastanawiać nad zmianą planów wyjazdowych. Chorwacja jest dobrze przygotowana na przyjęcie nowych turystów.

Jak Pan ocenia stosunki polsko-chorwackie? - Uważam, że są bardzo dobre. Pracuję nad tym, aby wykorzystać sytuację do tego, by powiązać nasze gospodarki, bo myślę, że są duże możliwości współpracy. Liczę również na to, że podczas przewodniczenia Unii Europejskiej przez Polskę Chorwacji uda się podpisać umowę akcesyjną. Mam nadzieję, że nastąpi to w połowie tego roku. Będzie to wielki sukces Chorwacji, ale również Polski. Z tego powodu planowane jest wiele wizyt, również tych na najwyższym szczeblu z Prezydentami, Premierami i Marszałkami Sejmów, które odbędą się zarówno tu w Polsce jak i w Chorwacji. 

Rozmowa z Ivanem Del Vechio, Ambasadorem Chorwacji w Polsce  Od ponad dwóch lat pełni Pan funkcję Ambasadora Republiki Chorwacji w Polsce, wcześniej był Pan Ambasadorem na placówce w Izraelu, czy nie żałuje Pan tej zmiany? - Spędziłem w Izraelu prawie 6 lat i było to dla mnie nowe i bardzo ważne doświadczenie. Izrael jest krajem, który znajduje się w szczególnym położeniu, kieruje się on odmiennymi dla nas, uwarunkowanymi historycznie, zasadami. Jest to kraj, którego mieszkańcy do dziś marzą o pokoju. Z drugiej strony to jest biblijna „ziemia obiecana”, na terenie której narodziły się trzy najważniejsze religie monoteistyczne i gdzie przez stulecia toczyły się wojny o dominację nad Świętym Miastem. Niestety do dzisiaj nie ma pokoju na tym obszarze. Jako przykład podam, iż tylko w czasie mojego mandatu święta wojna „Intifada” była w najostrzejszej fazie; z tego powodu codziennie dochodziło do ataków terrorystycznych od Jeruzalem i Tel Awiwu, po Netanję, rozpoczęła się też wojna w Iraku, w toku była również druga wojna izraelsko - libańska. Pomimo tego wszystkiego dla nas to było doświadczenie, którego nigdy nie zapomnę. Pokochałem ten kraj i ludzi, którzy w nim mieszkają. Chorwacja miała i do tej pory ma bardzo dobre stosunki polityczne z Izraelem, udało nam się również nawiązać współpracę gospodarczą. W tym okresie Izrael zainwestował w Chorwacji ponad 2 miliardy dolarów - w stocznie, ośrodki turystyczne i centra handlowe. Do dzisiaj utrzymuję dobre stosunki z moimi przyjaciółmi z Izraela.

A jak Pan się czuje w Polsce? - Polska to kraj znacznie różniący się od Izraela. Przez ostatnie 20 lat zrobiła ogromne postępy. Wy Polacy pewnie nawet tego nie zauważacie. Mam porównanie, bo byłem w Polsce około 15 lat temu. Dzisiaj jest to inny kraj - stabilny gospodarczo i politycznie. Polska należy do NATO, jest członkiem Unii Europejskiej, i to ważnym członkiem. Myślę, że dzisiaj cała Europa słucha, co Polska ma do powiedzenia. Ma ona duży wpływ na to, co się dzieje w Europie. Polacy są pracowici, mają smykałkę do biznesu, to mi się podoba. Zdrowa, realna gospodarka sprawiła, że jesteście jedynym krajem, 

którego nie dotknął ostatni kryzys, nie odnotowaliście recesji. Ponadto Polacy to wspaniali ludzie, kiedy pracują to pracują i solidnie wypełniają swoje obowiązki, a kiedy zdecydują się pójść na urlop wiedzą jak to robić. Mam tu na myśli sposób spędzania wolnego czasu. Polacy podczas urlopu nie tylko odpoczywają. Polacy chętnie podróżują, chcą jak najwięcej zobaczyć, poznać nowe, ciekawe miejsca, inne tradycje. Chłoną to, co świat może im zaoferować. Myślę, że pod tym względem Chorwacja jest atrakcyjnym krajem dla Polaków. Gdyby miał Pan zaprosić Polaków do odwiedzenia Pana rodzinnego kraju, to który region by Pan polecił? - Zapewne Pani wie, że tylko w ubiegłym roku pół miliona Polaków odwiedzało Chorwację. Polacy bardzo dobrze wiedzą, która część Chorwacji jest dla nich najatrakcyjniejsza, bo dobrze już znają mój kraj. Ja polecam całe wybrzeże adriatyckie, gdyż na całej swej długości jest bardzo interesujące, od Puli i Rijeki, poprzez Zadar i Split, aż po Dubrownik. Wszystkie te miasta są dobrze znane Polakom. Adriatyk to ciepłe, błękitne morze, które umożliwia nurkowanie, kąpiele, żeglowanie oraz pozwala na spędzenie całego dnia na słonecznej plaży. Wieczorem turystów witają tętniące życiem knajpki, w których można zjeść coś dobrego, coś ze specjałów kuchni śródziemnomorskiej i w których można napić się dobrego 

Ivan Del Vechio

Ambassador Republiki Chorwacji w Polsce

U

rodził się 6 marca 1950 r. w miejscowości Požega. Jest żonaty i ma dwoje dzieci. Włada następującymi językami obcymi: niemieckim, angielskim i polskim. Ukończył studia na Wydziale Nauk Technicznych Uniwersytetu w Rijece oraz zarządzanie na Wydziale Ekonomii Uniwersytetu w Osijeku. Po studiach pracował w przedsiębiorstwie „Plamen” w rodzinnym mieście jako inżynier konstruktor i menadżer, następnie był m.in. nauczycielem w technikum w Požedze. W czasie tzw. wojny ojczyźnianej walczył w 123. Pożeskiej Brygadzie. W połowie lat 90. ukończył Wojskową Szkołę Dyplomatyczną, po czym pracował jako attaché wojskowy w Austrii i Szwajcarii. Był radcą wojskowym w Stałej Misji Republiki Chorwackiej przy OBWE w Wiedniu. Od 2000 pełnił obowiązki wiceprzewodniczącego Rządowej Komisji ds. Bezpieczeństwa a w latach 2003-2008 misję ambasadora w Izraelu. Od 16 listopada 2008 r. pełni funkcję Ambasadora Republiki Chorwacji w Polsce.

Pracujemy również nad wzmocnieniem stosunków gospodarczych. Powstała Polsko-Chorwacka Izba Przemysłowo-Handlowa oraz Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Chorwackiej. Powstały Konsulaty Honorowe w Krakowie, Białymstoku i Poznaniu, a muszę dodać, iż nie jest to proces zakończony. Trwają bowiem przygotowania do mianowania nowych konsulów honorowych. To wszystko stanowi dobrą podstawę do dynamizacji, do dalszego rozwoju naszych stosunków gospodarczych. Mam nadzieję, że nam się to uda. Jaki więc będzie dla Chorwatów 2011 rok? - Przed dwudziestu laty uczestniczyłem w wojnie o niepodległość Chorwacji i jestem z tego dumny, ale myślę też, że rok 2011 będzie najważniejszy dla moich Rodaków i dla przyszłości mojej Ojczyzny od czasu wojny. Jeżeli nam się uda, a mam nadzieję że tak, bo wszystko zmierza w tym kierunku, podpiszemy umowę akcesyjną do UE właśnie w czasie trwania polskiej prezydencji. Następnie rozpocznie się procedura ratyfikacyjna, a to będzie ogromny krok naprzód dla mojej Ojczyzny.

 Życzę sukcesów w realizacji postawionych sobie celów, dziękuję za poświęcony czas. - Ja również dziękuję za umożliwienie mi promocji mojej Ojczyzny. Zapraszam Czytelników „Dobrego Znaku” do odwiedzenia Chorwacji i mam nadzieję, że zachętą dla nich będzie seria artykułów o moim kraju rodzinnym, która będzie ukazywać się cyklicznie na łamach gazety. rozmawiała: Joanna Rawicka


„Dobry Znak” nr 4(62) 24 lutego 2011

R

obię to, co muszę robić i cieszę się, że to, co robię, lubię. Dla mnie być Polakiem - stan naturalny i sposób na życie, a polskość traktuję jako… pasję, również - jako posłannictwo i misję. Czuję wielką satysfakcję, że w wykonaniu swoich funkcji zawodowych czy społecznych mogę coś dla dobra społeczności zrobić - powiedział podczas uroczystości tegoroczny zwycięzca plebiscytu naszego dziennika Zdzisław Palewicz, mer rejonu solecznickiego. Przez kilka kadencji piastował stanowisko wicemera rejonu solecznickiego oraz przez 15 lat pełni funkcję prezesa solecznickiego rejonowego oddziału Związku Polaków na Litwie. Od ponad roku kieruje rejonem solecznickim. Jak powiedział prowadzący uroczystości Stanisław Michalkiewicz, nie jest łatwo w dobie obecnej być Polakiem w naszym kraju: „Dziś trudno być Polakiem na Wileńszczyźnie nawet z punktu widzenia optymisty… Bycie Polakiem jest utrudniane przez polityków. W tym plebiscycie my sami decydujemy i wybieramy Polaka roku. Jesteśmy dumni, gdy nasi rodacy coś osiągają”. Czytelnicy „Kuriera Wileńskiego” licznie włączyli się do wyborów najbardziej zasłużonych rodaków. Redakcja otrzymała ponad 8 tysięcy kuponów-głosów, podobnie jak w roku ubiegłym. Tegoroczny zwycięzca zdobył aż 3781 głosów. Już po raz piąty z rzędu puchar zwycięscy przypada w udziale osobie, która wywodzi się z rejonu solecznickiego, najbardziej polskiego rejonu i jak się okazuje - również najbardziej aktywnego w naszym plebiscycie. - W roku ubiegłym zwyciężyła ta najodważniejsza osoba - ówczesny mer rejonu solecznickiego Leonard Talmont. Wywiesił polskojęzyczne tabliczki i przez to pokazał, że nie trzeba się bać. Dziś tak się już nie boimy… - przemawiał do zebranych na uroczystości Zygmunt Klonowski, prezes Zarządu „Kuriera Wileńskiego”. Jak zażartował, „początkowo wyglądało podejrzanie, że nagroda po raz kolejny trafia do Solecznik”. Ale, jak powiedział, zmienił zdanie, gdy sam naocznie się przekonał, jak w tym rejonie dba się o społeczność. Podkreślił również, że plebiscyt stał się swoistym barometrem Wileńszczyzny, odzwierciedlającym nasze oczekiwania. W tym roku do plebiscytu czytelnicy zgłosili 19 osób. Spośród wszystkich zgłoszonych kapituła plebiscytu składająca się ze zdobywców tytułu w poprzednich latach wytypowała do poddania głosowaniu przez czytelników kandydatów najbardziej zasłużonych.

str. 7

WIEŚCI Z WILEŃSZCZYZNY

W niedzielę, 30 stycznia, w wileńskim Domu Kultury Polskiej odbyło się uroczyste uhonorowanie dziesiątki zwycięzców plebiscytu czytelników „Kuriera Wileńskiego” Polak Roku 2010. Jest to już XIII edycja tego popularnego konkursu, organizowanego przez dziennik. Celem plebiscytu jest uhonorowanie osób najbardziej zasłużonych dla spraw polskich na Litwie

Polak Roku 2010 Edyta Szałkowska

Jak powiedział tegoroczny zwycięzca Zdzisław Palewicz, swój sukces zawdzięcza przede wszystkim swojej rodzinie (fot. Marian Paluszkiewicz)

W tym roku kapituła jednogłośnie uznała, że nie należy się ograniczać jedynie do dziesiątki kandydatów. W ten sposób na liście znalazło się 17 osób, z których to właśnie czytelnicy wybrali dziesiątkę najlepszych. Dotąd zwycięzcami tego plebiscytu byli już politycy i działacze społeczni, przedstawiciele oświaty, osoby duchowne. Tegoroczna dziesiątka również była bardzo różnorodna pod względem reprezentowanych zawodów. Znaleźli się w niej zarówno konsul honorowy, przedstawiciele oświaty, medycyny, duchowieństwa, świata sztuki, jak i politycy, dziennikarze. Dziesiątka laureatów to: Zdzisław Palewicz, mer rejonu solecznickiego, Tadeusz Macioł, konsul honorowy RP w Kłajpedzie, ks. Tadeusz Jasiński, wikariusz parafii św. Rafała, Jarosław Narkiewicz, poseł na Sejm Republiki Litewskiej, prezes Trockiego Oddziału Rejonowego ZPL, Stefan Dudojć, wieloletni dyrektor Gim-

nazjum im. J. Śniadeckiego w Solecznikach, obecnie na emeryturze, Zbigniew Lewicki, kompozytor, pierwsze skrzypce w Litewskiej Państwowej Orkiestrze Symfonicznej, kierownik Orkiestry Kameralnej oraz Kapeli Wileńskiej, Renata Widtmann, dziennikarka, prowadząca Salonu Politycznego i magazynu „Życie z Pasją” w Radiu Znad Wilii, Tadeusz Tuczkowski, radny samorządu rejonu trockiego, prezes koła ZPL miasta Trok, lekarz chirurg, członek zespołu „Troczanie”, Wojciech Piotrowicz, poeta, tłumacz i publicysta, Anna Gulbinowicz, nauczycielka polonistka ze Szkoły Średniej im. Szymona Konarskiego w Wilnie, obecnie na emeryturze. - Nasz plebiscyt już po raz kolejny udowodnił, jak ważny m. in. jest zawód nauczyciela, by na Wileńszczyźnie zachowała się polskość. Wielu z tegorocznych zwycięzców również jest z zawodu nauczycielami. Niektórzy dziś swój wkład wnoszą na forum politycznym. Wszyscy wiemy, że politycy nie są na Litwie popularni, ale w naszym plebiscycie po raz kolejny wygrywa polityk. Świadczy o tym, że Polacy politycy rzeczywiście solidnie pracują - zauważył redaktor naczelny „Kuriera Wileńskiego” Robert Mickiewicz. Cała dziesiątka otrzymała dyplomy uznania oraz kwiaty. Tradycyjny puchar Polakowi Roku 2010 Zdzisławowi Palewiczowi wręczył prezes „Kuriera Wileńskiego” Zygmunt Klonowski. - Bądź miły dla osób, które mijasz, wspinając się w górę. Spotkasz się z nimi, kiedy będziesz schodził - to motto zawsze pamiętam i nim się w życiu kieruję - mówił Zdzisław Palewicz. Jak zaznaczył, ten konkurs - to przede wszystkim dobry sposób na mobilizację. Zobowiązuje do jeszcze bardziej aktywnej pracy. Uroczystość zagaił i urozmaicił śpiewem i tańcem zespół „Troczanie”.

Przewodniczący sejmowego Komitetu Praw Człowieka, poseł Arminas Lydeka, jak z kart wróżył, twierdząc w maju ubiegłego roku, że dyskusja o wpisywaniu narodowości do paszportów jeszcze wróci pod obrady Sejmu.

Narodowość do kontroli! Stanisław Tarasiewicz

W

tedy właśnie sejmowy komitet odrzucił nowelizację reglamentującą właśnie wpisywanie narodowości obywateli do ich paszportów lub na kartach identyfikacyjnych. Dziś ten temat, nomen omen przed wyborami, ponownie wraca za sprawą posła Partii Pracy Mečislovasa Zasčiurinskasa. Poseł tłumaczy w uzasadnieniu, że wprowadzenie do paszportu lub dowodu osobistego rubryki „NARODOWOŚĆ” da prawo osobom, które szczycą się swoją narodowością, do deklaracji przynależności narodowej nie tylko słownej, ale też pisemnej, w najważniejszych dokumentach każdego obywatela. Zdaniem Mečislovasa Zasčiurinskasa, decyzję w tej sprawie Sejm powinien podjąć jak najszybciej, żeby nowelizacja weszła w życie jeszcze w tym roku, do początku Mistrzostw Europy w koszykówce, które od końca sierpnia rozpoczynają się na Litwie. W opinii posła, wpis o narodowości w paszporcie pozwoli jeszcze bardziej zjednoczyć się społeczeństwu litewskiemu w oczekiwaniu na zwycięstwa litewskich koszykarzy w ME. Tymczasem brak wpisu o narodowości, zdaniem posła, prowadzi do wynarodowienia się i zaniku patriotyzmu.

Jak wiadomo, rubryka dotycząca narodowości zniknęła z litewskich dowodów osobistych w 2003 roku, przed przystąpieniem Litwy do Unii Europejskiej. Niemniej, od tamtego czasu regularnie pojawiają się głosy polityków, najczęściej reprezentujących narodową prawicę, która uważa, że narodowość wpisana do paszportu przyczynia się do zachowania tożsamości narodowej oraz rozwoju patriotyzmu. Ostatni raz z takim pomysłem i argumentami do Sejmu zwróciła się grupa obywateli. Ich propozycja wtedy nie nabrała charakteru legislacyjnego, ponieważ Komitet Praw Człowieka, gdzie trafiła petycja, uznał, że sprawa niewarta jest głosowania w Sejmie. Aczkolwiek decyzję za odrzuceniem petycji Komitet przyjął wyraźnie podzielony pół na pół i tylko głosem przewodniczącego prośba obywateli została oddalona. Przewodniczący Komitetu, poseł Lydeka, argumentował wtedy, że wpis o narodowości w paszporcie jest przeżytkiem, toteż ponowne wprowadzenie tej rubryki przywracałoby kraj na początek ubiegłego wieku, kiedy formowały się państwa narodowe i

Na Litwie odżywa pomysł rejestrowania w paszportach narodowości ich posiadaczy (fot. Marian Paluszkiewicz)

pisemna deklaracja przynależności to konkretnego narodu miała dużą wagę i znaczenie. W poprzedniej kadencji Sejmu z propozycją przywrócenia w paszportach rubryki „NARODOWOŚĆ” wystąpili konserwatyści ze Związku Ojczyzny – Litewscy Chrześcijańscy Demokraci. Wtedy jednak byli opozycją, toteż ich projekt w Sejmie przepadł. Co innego dziś, kiedy konserwatyści stanowią trzon centroprawicowej koalicji rządzącej, a na dodatek pomysł nowelizacji pochodzi z partii spoza koalicji


AKTUALNOŚCI SKOK

str. 8

Dzięki Bogu za SKOK-i

„Dobry Znak” nr 4(62) 24 lutego 2011

Rozmowa z Grzegorzem Biereckim, prezesem Krajowej SKOK Idea spółdzielczych kas kredytowych rodziła się w latach trzydziestych ubiegłego wieku w USA, czyli w czasach załamania gospodarczego. I okazała się mądrym rozwiązaniem na amerykański kryzys. Czy to oznacza, że SKOK-i najlepiej rozwijają się w kryzysie? - Kasy kredytowe dobrze radzą sobie w każdych warunkach. A kryzysy ekonomiczne, niestety, też się w świecie zdarzają. Największy, jaki do tej pory odnotowano, miał miejsce w Stanach Zjednoczonych w latach trzydziestych XX wieku. Ludzie z dnia na dzień tracili fortuny, z milionerów stawali się nędzarzami. Najbardziej jednak w czasach wielkiego kryzysu ucierpieli zwyczajni ludzie, którzy trzymali swoje nieduże pieniądze w bankach i w jednej chwili utracili oszczędności całego życia. Kiedy Amerykanie stracili zaufanie do upadających banków, w ich miejsce zaczęły powstawać unie kredytowe. Były to organizacje skupiające ludzi mniej zamożnych, przeważnie pracowników fizycznych i wykonujących inne słabo opłacane zawody. Unie kredytowe doprowadziły wówczas do polepszenia sytuacji ekonomicznej najbiedniejszych, którzy najbardziej odczuli skutki kryzysu. Potrafiły skutecznie przeciwdziałać rozpowszechniającej się na niespotykaną wcześniej skalę lichwie. Mieszkańcy USA przekonali się, że zamiast iść do lichwiarzy, mogą skorzystać z pomocy, jaką oferują im kasy kredytowe, gdzie istniała możliwość złożenia nawet najdrobniejszych oszczędności, otrzymania pożyczki, czy wykupienia ubezpieczenia. 

Czy polskie kasy kredytowe również rozwinęły się tak fantastycznie na fali kryzysu? - Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe to przykład jedynej instytucji finansowej w Polsce, która w 1992 roku zaczynała swoją działalność bez udziału choćby jednej państwowej złotówki, by po osiemnastu latach służyć ponad dwóm milionom polskich gospodarstw domowych. SKOK-i odrodziły się po 1989 roku, wyrastając z korzeni ruchu solidarnościowego. Udało się stworzyć instytucję, powszechnie dostępną instytucję, która jest odmienna od typowych instytucji finansowych działających w Polsce zarówno teraz, jak i w okresie PRL. SKOK-i nie stawiają sobie za cel osiąganie zysku, ale tworzenie korzystnej oferty usług dla swoich członków. Stworzyliśmy demokratyczną instytucję będącą organizacją samopomocy finansowej. A jaki wpływ na rozwój SKOK-ów ma obecny kryzys? - Obecnie w Polsce działa 59 spółdzielczych kas, zrzeszających ponad 2,1 mln członków. Kasy prowadzą działalność w 1849 placówkach. Całkowite aktywa SKOK wynoszą ponad 13,8 mld zł, z czego ponad 12,8 mld zł to depozyty i inne rachunki oszczędnościowe. Saldo udzielonych pożyczek i kredytów wynosi 9,8 mld zł. Aktywa kas stanowią zatem ok. 1% sumy bilansowej sektora bankowego i gromadzą około 2,6% depozytów gospodarstw domowych. Kasy nie są powiązane kapitałowo z zagranicznymi bankami ani innymi instytucjami kredytowymi. Kasy są wyłączną własnością swoich członków – osób fizycznych. Należy przypomnieć, że kasy nie tylko nie mogą ryzykownie inwestować, ale także same nie mogą stać się własnością żadnego zewnętrznego inwestora. Czyli SKOK upadłości banków zachodnioeuropejskich czy amerykańskich nie dotyczą. 

Jaka jest zatem różnica między bankiem a SKOK-iem? - Różnica jest fundamentalna. Polega ona na celu gospodarowania. Można robić to samo, ale jeśli się to robi w innym celu, wówczas są to zupełnie różne rzeczy. Banki są organizacjami o charakterze komercyjnym, instytucjami nastawionymi na zysk. Celem gospodarowania jest maksymalizacja zysku dla właścicieli. Stąd też 

Depozytów Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo Kredytowych prowadzony przez Krajową Spółdzielczą Kasę Oszczędnościowo – Kredytową (KSKOK) i Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo – Kredytowych (TUW SKOK). TUW SKOK jest towarzystwem ubezpieczeniowym podlegającym nadzorowi Komisji Nadzoru Finansowego, która na bieżąco monitoruje zarówno stabilność finansową tego podmiotu jak i spełnianie przez nie ustalonych przez KNF dla towarzystw ubezpieczeniowych norm w zakresie posiadania odpowiedniego kapitału, szacowania ryzyka itd. Krajowa SKOK pełni funkcje nadzorcze i stabilizujące w oparciu o Fundusz Stabilizacyjny tworzony ze składek płaconych przez wszystkie kasy. Zgromadzone w ten sposób środki mogą być wykorzystywane do udzielania pomocy kasom które mają problemy z płynnością i zapobiegania w ten sposób potencjalnym upadłościom. Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych SKOK od maja 1998 r. ubezpiecza oszczędności zgromadzone w SKOK-ach. Obowiązek ubezpieczenia obejmuje środki pieniężne każdego członka SKOK aktualnie do wysokości równowartości 100 000 EURO określonej według średniego kursu EURO przez Narodowy Bank Polski. Wszystkie Kasy mają obowiązek ubezpieczenia oszczędności każdego członka SKOK. Czy systemowi SKOK potrzebne są jakieś preferencje prawne lub podatkowe, które ułatwiłyby jej konkurowanie z zagranicznymi grupami bankowymi? - Systemowi SKOK potrzebne jest uczciwe i równe traktowanie z innymi podmiotami na rynku usług finansowych. O systemie SKOK, jako instytucji korzystającej z jakiś rzekomo preferencyjnych zasad funkcjonowania napisano już tyle bzdur, że nie starczyłoby łamów niejednej gazety, żeby to wszystko prostować. Tymczasem nie ma ani jednego artykułu o preferencjach tych innych instytucji finansowych. Bo SKOK-i preferencji żadnych nie posiadają. I posiadać nie muszą. Wystarczy, żeby traktowano je fair.

wynika relacja między bankiem a klientem. Jakkolwiek nie byłaby ona realizowana, zawsze korzyść musi być w pierwszej kolejności zapewniona właścicielowi banku. Spółdzielcze kasy powstają po to, aby dostarczyć swoim członkom dobre usługi na jak najlepszych warunkach. Stąd też członkowie, którzy są jedynymi właścicielami spółdzielni, bo to oni decydują o jej polityce gospodarczej, są wybierani do władz spółdzielni. Członkowie kasy prowadzą przedsiębiorstwo w taki sposób, aby zapewnić sobie jak największe korzyści. Te korzyści pobierają jako właściciele i klienci jednocześnie w formie wyżej oprocentowanych depozytów czy tańszego i łatwiej dostępnego kredytu. Kasa ma zapewnić jak najlepsze usługi dla swoich członków. Ta różnica jest niewątpliwą przyczyną sukcesu SKOK. Kasy dobrze się rozwijają, ponieważ prowadzą tanią bankowość.  W jaki sposób gwarantowane są depozyty w SKOK? - Ustawa o Spółdzielczych Kasach Oszczędnościowo- Kredytowych stanowi, że w Kasach działa odrębny system gwarancji dla depozytów, oceniany przez specjalistów jako równie skuteczny co bankowy. Tworzony jest on w sposób analogiczny do bankowych funduszy gwarancyjnych. System gwarantowania depozytów w SKOK spełnia wymagania określone Dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady 94/19/WE z dnia 30 maja 1994 roku w sprawie systemów gwarancji depozytów. Kasy mają własny, odrębny od banków system gwarancji dla depozytów, który podlega państwowej kontroli i jest uznawany przez struktury Unii Europejskiej. Depozyty złożone w Spółdzielczych Kasach Oszczędnościowo - Kredytowych są chronione przez Program Ochrony

Tekst pochodzi z tygodnika „Najwyższy Czas”, 12 lutego 2011 r.

Dziękuję za rozmowę rozmawiał: Andrzej Dunajski

„Służmy poczciwej sławie a jako kto może niech ku pożytku dobra spólnego pomoże…” J. Kochanowski

Szanowni Państwo!

W

okół nas żyje wiele ludzi boleśnie doświadczonych przez los, którzy nie mogą lub nie potrafią poradzić sobie ze swoimi problemami. Brak dostatecznej opieki państwa i funduszy niejednokrotnie pogrążają ich w ubóstwie i rozpaczy. Są bezbronni i samotni. Żyją wstydliwie na obrzeżach naszej rzeczywistości… Czy choroba i niedostatek muszą ludziom odbierać pełnię człowieczeństwa? A może potrafimy pomóc takim osobom i dać im szansę na normalne życie? Wierzymy, że wspólnymi siłami możemy tego dokonać. Dzięki składkom naszych członków i wpłatom darczyńców odnieśliśmy wiele sukcesów. Wsparliśmy rodziny szczególnie dotknięte przez los, pomogliśmy powodzianom, wsparliśmy hospicja, a także dofinansowaliśmy kolonie dla dzieci i młodzieży Na tym jednak nasza misja się nie kończy. W przyszłym roku chcemy dalej podążać z pomocą, dlatego prosimy o przyłączenie się do naszej akcji. Przekazanie 1% to uśmiech skrzywdzonego przez los człowieka, który nadaje głębszy sens naszym działaniom oraz daje radość i napęd do dalszej pracy… Wystarczy kilka minut w czasie wypełniania deklaracji podatkowej i 1% Twojego podatku trafi bezpośrednio do potrzebujących zamiast do budżetu państwa! Należy tylko wpisać wyliczoną kwotę 1% oraz podaną poniżej nazwę organizacji i numer KRS. Stowarzyszenie Pomoc Bliźniego Organizacja Pożytku Publicznego nr KRS 0000262302


„Dobry Znak” nr 4(62) 24 lutego 2011

str. 9

Znakomity pomysł na brak gotówki

P

Pożyczka gotówkowa w SKOK

ożyczka gotówkowa w SKOK Wołomin to łatwo dostępne pieniądze, które pozwalają na sfinansowanie bieżących lub niespodziewanych wydatków. Procedura przyznawania pożyczek gotówkowych jest bardzo prosta - wystarczy dowód osobisty, zaświadczenie lub oświadczenie o zarobkach, kilka godzin i możemy dysponować dodatkową gotówką. Oczywiście przy większych kwotach mogą być wymagane dodatkowe dokumenty lub zabezpieczenia.

W ofercie Kasy każdy znajdzie coś dla siebie. Jednym z produktów jest Pożyczka Słowo, która charakteryzuje się uproszczonymi procedurami, osoby pracujące składają oświadczenie o dochodach, przedsiębiorcy - NIP, REGON i wpis do ewidencji oraz oświadczenie o dochodach. SKOK nie wymaga PIT-ów, zestawień i zaświadczeń - co znacznie przyspiesza załatwienie formalności. Jednak jest to droższa pożyczka od oferowanych standardowo. O tym trzeba pamiętać - im mniej procedur tym większe ryzyko dla instytucji finansowej, SKOK w Wołominie stałym Klientom udziela po- więc zapłacimy drożej. życzek bez poręczycieli do kwoty 40 000 zł, do 20 000 Oferta pożyczkowa SKOK charakteryzuje się atrakzł bez zgody współmałżonka. Dla nowych Klientów cyjnym, umiarkowanym oprocentowaniem. Trzeba kwoty te są niższe i wynoszą odpowiednio 20 000 zł - podkreślić, że całkowity koszt pożyczki to nie tylko bez poręczycieli, 7 000 zł bez zgody współmałżonka. oprocentowanie. Na koszty pożyczki składa się wiele składników, tj. prowizja, opłata Porównanie oferty pożyczkowej wybranych instytucji finansowych przygotowawcza, odsetki, ubezpieczedla kwoty pożyczki wynoszącej 10 000 zł przy okresie spłaty 36 miesięcy nie itp. Dlatego przy wyborze najlepszej Nazwa instytucji finansowej Wysokość miesięcznej oprocentowanie rzeczywiste raty w PLN dla siebie oferty powinniśmy sprawdzić SKOK w Wołominie 341,68 20,06% wysokość raty i zaPEKAO S.A. 371,58 21,93% pytać o oprocentoING 379,60 23,82% wanie pożyczki, ale nie o oprocentowanie Bank BGŻ 384,36 24,94% nominalne, ani nie Getin Bank 386,46 25,44% o efektywne tylko o Db kredyt 390,22 26,33 oprocentowanie rzeM Bank 409,43 30,89% czywiste, które pomoże nam właściwie PKO BP 431,02 36,05% ocenić koszt pożyczki. BOŚ 433,91 36,74% Oprocentowanie rze-

AKTUALNOŚCI SKOK

czywiste zwane RRSO - roczną rzeczywistą stopą procentową ma obowiązek podawać każda instytucja finansowa. Wynika to z Ustawy o kredycie konsumenckim. RRSO zawiera wszystkie koszty związane z uzyskaniem pożyczki. Dlatego, kiedy pytamy o pożyczkę w banku czy innej instytucji finansowej, powinniśmy zadać pytanie o RRSO - czyli roczną rzeczywistą stopę procentową. Podobnie kiedy przeglądamy oferty - ulotki, reklamy - powinniśmy zwrócić uwagę na oprocentowanie rzeczywiste, napisane zazwyczaj małym drukiem. Takie spojrzenie na oferty pożyczkowe może wywołać zdziwienie gdyż niejednokrotnie okazuje się, że pożyczka z pozoru tańsza o oprocentowaniu nominalnym np. 9% jest droższa od tej której oprocentowanie wynosi 15%, gdyż oprocentowanie rzeczywiste pierwszej wynosi 26% a drugiej tylko 21%. Obok przedstawiamy tabelę porównującą ofertę SKOK z ofertą innych instytucji finansowych. Warto sprawdzić i nie przepłacać. (J.R)

Źródło: www.ocenbank.pl z dn. 15.02.2011 r.

SKOK jest dobry dla Polaków Porównanie oprocentowania depozytów i kredytów w ROR w wybranych bankach i największych SKOK-ach Źródło: Rzeczpospolita, Moje pieniądze z dnia 15.02.2011 r.

Nazwa instytucji

LOKATY

ROR %

1 mies. %

6 mies. %

KREDYT %

12 mies. %

PKO BP

0,1

1,75

(4,1)

(4,3)

11,99 - 14,99

Pekao S.A

0,01

( 2,15)

(2,65)

(2,7)

do 14,99

Bank Zachodni WBK

0 - 1,25

(3,25)

(3,5)

(5)

11,99 - 16,90

Bank BPH

0,01 - 2,2

(2,1 - 4)

(4,25 - 4,3)

(4,5 - 4,9)

od 17,33

Kredyt Bank

0,01

(3,2)

(4)

(4,25)

od 11,88

ING Bank Śląski

0

(3)

(3,5-4)

(4 - 4,75)

15,5 - 18

Bank Millenium

0

(3,3)

(5)

(5)

10 - 18

Lukas Bank

0

(3,2); 3,5

(4,2); 4,2

(4,4); 4,4

12 - 14,80

Getin Bank

0 - 2,5

(2,5)

(4,5 - 4,62)

(4,78)

14,9

Raiffeisen Bank

0

(2,2)

(5)

(5,5)

0 - 14,49

SKOK Wołomin

3,7 - 6,55

(6,9) - 6,9

(7 - 7,6) 7 - 7,6

7 - 7,6

od 12

SKOK Stefczyka

1

-

(5,8); 5,97

(6,1) - 6,35

0 - 20

SKOK Chmielewskiego Lublin

3,93

(4,3); 4,1

(5,1); 5,3

(5,2) ; 5,6

10

SKOK Piast Tychy

0,5

(3)

(5,8)

6,1

0 - 18,9

SKOK Wspólnota

3

(4,2) - 4,45

(5,25-5,5); 6-6,25

(5,75 - 6); 6,75 - 7

16

Wielkopolska SKOK Poznań

4,5

4,5

(5,2) - 5,8

(6); 5,8

14,3

Stopy procentowe w nawiasach dotyczą oprocentowania stałego.


FINANSE

str. 10

„Dobry Znak” nr 4(62) 24 lutego 2011

Szkoła Inwestowania nr 57: W tej odsłonie naszej Szkoły Inwestowania skupimy się na kolejnym pojęciu, które może być bardzo pomocne dla dywersyfikacji portfela. Na wstępie jednak należy podkreślić, że będzie to propozycja tylko dla tych inwestorów, którzy zechcą podjąć wyższe ryzyko i są w stanie pokusić się na inwestycję przynajmniej kilkuletnią. Nie jest to alternatywa dla lokat bankowych, ale raczej dla inwestycji w klasyczne fundusze akcji

Nowe rynki wchodzące Tomasz Olszewski - Prezes Zarządu Private Wealth Consulting

K

ilka lat temu bardzo głośno zrobiło się o Emerging Markets. Jest to określenie używane w stosunku do niektórych państw świata, które charakteryzują się wysokim wzrostem gospodarczym oraz dużym poziomem inwestycji. Dzięki wymienionym cechom, są one atrakcyjnymi miejsca do lokowania swojego kapitału. Według danych Morgan Stanley Capital International, do Emerging Markets zaliczają się np. Brazylia, Indie, Chiny, Rosja, Polska, Meksyk, Turcja czy Tajwan. Pojawiły się jednak głosy, że kilka z tych krajów należy już klasyfikować jako państwa o rozwiniętych gospodarkach. Stąd poszukiwania nowych, atrakcyjnych, o wysokim potencjale inwestycyjnym miejsc do lokowania kapitału. Tak właśnie powstało właśnie pojęcie Frontier Markets. Nie ma ono jeszcze dobrego polskiego tłumaczenia, najczęściej używa się jednak określenia „nowe rynki wschodzące”. Są to państwa, które w ostatnim czasie podjęły wiele reform gospodarczych, społecznych i politycznych w celu zliberalizowania gospodarki, zmniejszenia barier inwestycyjnych i zwiększenia otwartości na zagraniczny kapitał. Zalicza się do nich np. Ukrainę, Kazachstan, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Maroko, Nigerię, Katar, Peru, Kolumbię, Wietnam, czy Pakistan. Co może być magnesem przyciągającym tam potencjalnego inwestora giełdowego? Stopa zwrotu z akcji notowanych w tych krajach kształtuje się bardzo stabilnie, wykazując odporność na globalne kryzysy finansowe takie, jak pęknięcie bańki internetowej, czy kryzys na rynku kredytów hipotecznych i nie podlega takim wahaniom jak na rynkach rozwiniętych i rozwijających się. Dodatkowo państwa zaliczane do FM cechują się niską korelacją z indeksami giełd nowojorskich, szacowaną na poniżej 30%. Co to oznacza? Inwestycja w spółki z tamtego regionu wydaje się być dobrym sposobem na zdywersyfikowanie portfela inwestycyjnego. Widok potencjału zwrotu z inwestycji w te kraje najlepiej widać patrząc na rozwój stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Dubaj - jeszcze w 1991 roku, gdy zapadała decyzja o jego rozbudowie, był dosłownie kilkoma blokami na pustyni. Teraz to najdynamiczniej rozwijająca się metropolia świata z najwyższym budynkiem, najdroższym hotelem i archipelagiem sztucznych wysp. Szacuje się, iż w krajach zaliczanych do Frontier Markets zainwestowanych jest niewiele ponad 1% aktywów pod zarządzeniem globalnych funduszy inwestycyjnych, podczas gdy na rynkach Emerging Markets jest to już kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt procent.. Potencjał wzrostu przed Frontier Markets jest zatem spory. Nic więc dziwnego, że na rynku pojawia się coraz więcej produktów oferujących możliwość inwestowania w tamtym rejonie.

Private Wealth Consulting Sp. z o.o. Liberty Corner, ul. Mysia 5, 00- 496 Warszawa tel. +48 (22) 596 53 12, fax +48 (22) 596 53 15 e-mail: office@pw-consulting.pl

Wspomnijmy zatem o klasycznym przykładzie, czyli funduszu Templeton Frontier Markets Fund. Zarządzającym tym Funduszem jest sławetny Mark Mobius, światowej sławy specjalista od rynków wschodzących. Strategią inwestycyjną Funduszu jest długoterminowy wzrost wartości kapitału poprzez inwestowanie w zbywalne papiery wartościowe spółek działających na nowych rynkach wschodzących (Frontier Markets) lub generujących istotną część swych przychodów na tych rynkach. Fundusz może inwestować w udziały spółek z każdego przedziału kapitalizacji rynkowej, a także w zbywalne papiery. Taką właśnie deklarację, a tym samym skróconą politykę inwestycyjną, możemy znaleźć w tak zwanej karcie funduszu. Jeśli zajrzymy głębiej, zobaczymy, że w chwili obecnej największymi tematami, jakie absorbują uwagę zarządzających są następujące kraje: Nigeria, gdzie zaangażowane jest ponad 11% aktywów funduszu, Katar (8%), Wietnam (7%), Zjednoczone Emiraty Arabskie (7%), Egipt (6%), Arabia Saudyjska (6%), Kazachstan (5%). Przytoczmy teraz kilka komentarzy samego Mobiusa, będącego typowym inwestorem opierającym się na analizie fundamentalnej, który podróżuje po rynkach będących w zakresie jego zainteresowań i stara się poznać dogłębnie nie tylko ich uwarunkowania gospodarcze, ale także kulturowe. W zarządzanym przez niego funduszu zwraca uwagę spore zaangażowanie w tematy afrykańskie. Zacytujmy jedną z jego wypowiedzi, jeszcze z czasów gorączki futbolowej, jakiej doświadczaliśmy podczas minionych nie tak dawno mistrzostw w piłce nożnej, które odbywały się na Czarnym Lądzie. „RPA to obecnie największy i najbardziej płynny rynek w regionie Afryki Subsaharyjskiej, jednak uważnie przyglądamy się także mniej znanym krajom afrykań-

skim, takim jak Nigeria, Egipt, Kenia, Botswana, Ghana, Maroko czy Tunezja. Kluczową sprawą dla większości inwestorów jest płynność, dlatego największe strumienie inwestycji przyciągają najbardziej płynne rynki. Pomimo dość szybkiego rozwoju gospodarczego niektórych krajów afrykańskich, od pełnego zrealizowania ich potencjału dzieli je jednak jeszcze długa droga. Od pewnego czasu obserwujemy także wzrost nowych rynków w tym regionie. Przykładowo, Libia, o której pisałem wcześniej, ma już krajowy rynek akcji i coraz chętniej prywatyzuje przedsiębiorstwa państwowe, a jej śladem idą kolejne państwa afrykańskie. Nigeria, duży kraj ze znacznymi zasobami surowców naturalnych, szybko staje się bardzo interesującym celem inwestycyjnym. Nigeria dysponuje drugimi pod względem wielkości potwierdzonymi złożami ropy naftowej w Afryce, a pod koniec 2009 roku wyprzedziła Arabię Saudyjską i jest trzecim największym dostawcą tego surowca do USA. Afryka ma jedne z największych na świecie złóż surowców, a do tej pory wykorzystano zaledwie niewielką część tego potencjału. Co więcej, Afryka oferuje nie tylko surowce, ale także potencjał leżący w rolnictwie oraz dostęp do wody, który w przyszłości będzie decydował o rozwoju i upadkach całych narodów. Ponadto, kontynent ten charakteryzuje się młodą i stale rosnącą populacją, która - po wzroście średniego wykształcenia i kwalifikacji - może stać się ważnym atutem rozwijających się lokalnych sektorów produkcji i górnictwa. Uważamy, że perspektywy stojące przed Afryką są optymistyczne. Region budzi zainteresowanie takich krajów, jak Chiny, Indie i inne błyskawicznie rosnące gospodarki, potrzebujące coraz więcej surowców, a także przedsiębiorstw z takich krajów, jak Rosja czy Brazylia, które szukają nowych rynków do dalszej ekspansji. Występując w roli przedstawiciela całego kontynentu podczas Mistrzostw Świata, RPA udowodniła, że potrafi zorganizować wielką imprezę na międzynarodowym poziomie, co, według nas, dobrze wróży dla perspektyw inwestycyjnych stojących przed tym regionem”. Proponujemy zerknąć jeszcze na wykres omawianego funduszu w skali minionych 12 miesięcy. Porównamy go sobie z funduszami rynków wschodzących. Jednym z nich jest fundusz inwestujący w naszym regionie, czy Eastern Europe. Drugi to - omawiany już w starszych odsłonach naszej Szkoły Inwestowania - fundusz BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny):

W

idać wyraźnie, że Frontier Markets, charakteryzuje się dużo mniejszą zmiennością, niż fundusze rynków wschodzących. Faktycznie więc może stanowić ciekawą dla nich alternatywę. Podkreślamy jednak raz jeszcze. Jest to pomysł o wysokim poziomie ryzyka i powinien stanowić jedynie niewielką część dobrze zdywersyfikowanego portfela.


Dobry Znak