Page 1

10 marca - gala wręczenia Polskich Nagród Filmowych Orły 2014 str. 12 - 13

Dwutygodnik nr 5 (133) } 13 marca 2014 } www.gazetadobryznak.pl

nakład 150 000 egz. } ISSN 18994830 } GAZETA BEZPŁATNA

Rosja błyska kłami… ...a prezydent Putin wyszarpuje Europie kawałki terytorium, z których usiłuje zszyć nowe imperium rosyjskie. Unia Europejska i NATO bezradnie przyglądają się, jak rosyjscy żołnierze hasają na Krymie...

Romuald Szeremietiew

Opieramy bezpieczeństwo naszego kraju na gwarancjach, jakie daje NATO. W 1994 r. wielkim tego świata zależało, aby odzyskująca niepodległość Ukraina pozbyła się uzyskanej w spadku po ZSRR broni atomowej. Wtedy USA, Wielka Brytania i… oczywiście Rosja w uroczystej formie zapewniły, że jeżeli Kijów odda Rosjanom atomowe głowice, to te trzy państwa zagwarantują integralność terytorialną Ukrainie. Co warte są te gwarancje, widzimy dziś. W czerwcu 2013 r. ogłoszono „Białą Księgę Bezpieczeństwa Narodowego Rzeczypospolitej Pol-

skiej”. Czytamy w niej, że Kreml „obecnie nie ma możliwości odbudowy pozycji z czasów ZSRR, ani w Europie, ani w skali globalnej”. A ponadto: „Oddziaływanie Rosji na obszarze poradzieckim relatywnie osłabło”. Nie wiadomo, w jaki sposób autorzy Księgi stwierdzili osłabienie rosyjskich wpływów w byłych republikach sowieckich, a dziś widzimy, jak „słaba” jest pozycja Rosji na terenie „byłej republiki” sowieckiej Ukrainy. W polskich gremiach kierowniczych odpowiedzialnych za stan obronności panowało błogie przekonanie, że jest „mało prawdopodobne”, aby w naszym regionie doszło do napięć, które mogą wywołać „konflikt zbrojny na dużą skalę”. Tak na dwa miesiące przed

obecnym, widocznym dziś zagrożeniem wojennym twierdzono w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, gdy prezentowano tzw. doktrynę Komorowskiego, która miała określić poczynania państwa w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego. Były to opowieści ślepców.

Niedźwiedź ostrzy pazury W kwietniu 2000 roku prezydent Putin zatwierdził nową doktrynę wojenną. Zabrakło w niej zapisanego w poprzedniej doktrynie stwierdzenia, że Rosja nie postrzega żadnego państwa jako wroga i nie zamierza wykorzystywać środków militarnych w relacjach z innymi państwami. W październi-

ku 2003 roku ministerstwo obrony Rosji ogłosiło nową strategię rozwoju sił zbrojnych, wskazując jako priorytet rozwój broni jądrowej z jednoczesnym przekształceniem sił konwencjonalnych w mobilną armię ekspedycyjną. Otwarcie poinformowano, że Rosja będzie w stanie użyć tej armii przeciwko sąsiadom. W 2006 roku w Rosji ustanowiono państwowy program zakupów uzbrojenia, w ramach którego zaplanowano wydanie do 2015 roku ogromnej kwoty 182 mld dolarów. Ten program mimo ujawniającego się w 2009 roku kryzysu w gospodarce był realizowany, a produkcja uzbrojenia ustawicznie rosła. dokończenie na str. 6-7


2 / OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY...

Rosja, Rosja…

Rosyjski straszak w natarciu

Mariusz Gazda

Trudno zrozumieć drugiego człowieka, gdy nie zna się jego języka. Ale poznanie języka bez zrozumienia jego kultury też nie wystarcza, aby prawidłowo oceniać zachowanie, intencje i motywy. Bez znajomości i zrozumienia kultury możemy zrobić zakupy lub zapytać o drogę do celu. O wiele trudniej zrozumieć dowcipy lub przetłumaczyć tzw. zwroty idiomatyczne. Jak niejednokrotnie już w przeszłości, tak i dzisiaj przy okazji konfliktu na Ukrainie wyraźnie widać niezrozumienie problemu przez tzw. polityków zachodnich. Oceniają oni swoją miarą i na podstawie tak dokonanych analiz podejmują decyzje, a następnie działania. Skuteczność tych działań jest niska, bo niezrozumiałe są pobudki i motywy działań ludzi wschodu. Kultura narodu jako zorganizowanego społeczeństwa tworzy się wiekami. To historia tworzy kulturę. Dotyczy to również Rosji. Oprócz wielu innych wydarzeń historycznych, które wpłynęły na mentalność Rosjan, bardzo istotny jest fakt okupacji Rosjan przez Mongołów. Od tamtych czasów ukształtował się w społeczeństwie rosyjskim model „kultury siłowej”. A do dzisiaj w języku rosyjskim funkcjonują słowa pochodzenia mongolskiego. Szczególnie w słownictwie wojskowym. Na czym polega kultura siły? Ano na tym, że kto silniejszy, ten ma rację, co u nas określane jest jako dziewiętnastowieczny sposób myślenia nieprzystający do współczesnej Europy. Nie ma dziewiętnastowiecznego sposobu myślenia. Jest rosyjski sposób myślenia. Najlepiej opisany ten sposób myślenia jest w „Potopie” Sienkiewicza. A dokładnie mówiąc w scenie, kiedy Kmicic rozmawia z podległym mu Tatarem. Najpierw krzyczy i bije buzdyganem, ubliża, a dopiero potem zaczyna rozmawiać. Nie jest to barbarzyństwo, jest to kultura wschodu. Na wschodzie, jeśli ktoś prosi, mimo że mógłby żądać to znaczy, że jest słaby. Na zachodzie takie postępowanie jak Kmicica określane jest jako chamskie i prostackie, na wschodzie budzi szacunek. Dlatego też politycy zachodu dziwią się, że ich dyplomacja nie sprawdza się w Rosji. Mówią innym językiem niż Putin. To, co każdy przeciętny Rosjanin rozumie w mig, dla polityka zachodu jest irracjonalne, a wręcz niemożliwe. W niedzielę prezydent Polski rozmawiał telefonicznie z prezydentem USA. Na prośbę naszego prezydenta Obama zapewniał o bezpieczeństwie Polski i deklarował wszelką pomoc, łącznie z rozmieszczeniem w razie potrzeby wojsk NATO na wschodniej granicy Polski. Komorowski prosi o pomoc, a w tle słychać głos doradcy Obamy: „…przecież Rosjanie nie weszli jeszcze na Ukrainę, weszli dopiero na Krym…”. Ot, dziad swoje, a baba swoje.

Wydawca: U.B.R. sp. z o.o., 05-200 Wołomin, ul. Legionów 27/7 telefon: (022) 787 32 06, e-mail: redakcja@gazetadobryznak.pl www.gazetadobryznak.pl www.facebook.com/gazetadobryznak reklama: 503 168 783 lub (022) 787 32 06, reklama@gazeta-dobryznak.pl Redaktor naczelny: Mariusz Gazda Sekretarz redakcji: Agnieszka Żądło-Jadczak Skład i łamanie: Klementyna Tomza Druk: Polskapresse Sp.z o.o. oddział Poligrafia, ul. Matuszewska 14 02-672 Warszawa

nakład: 150 000 egz.

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych i zastrzega sobie prawo do ich skracania i redagowania. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść płatnych reklam

Rafał Ziemkiewicz

Czy w związku z napięciami i przemocą, jakie występują na Ukrainie realny jest scenariusz podziału tego kraju na dwa odrębne państwa? - Myślę, że scenariusz ten jest mało prawdopodobny. Oczywiście każdy, kto był na Ukrainie szybko zauważył, że ta część, która niegdyś była związana z Polską jest kulturowo inna niż część wschodnia, ale jednak Ukraińcy przyzwyczaili się do tego, że są jednym państwem. Ten spór, jaki istnieje między nimi jest sporem wewnętrznym. To spór tożsamości między Ukrainą taką bardziej zachodnią a bardziej prorosyjską. Tą, która mówi po ukraińsku i tą mówiącą na co dzień po rosyjsku. Natomiast wszystkie badania pokazują, że stopień identyfikacji z własnym państwem jest duży także na wschodzie tego kraju. Czują oni swoją odmienność, jednak czują się Ukraińcami. Nawet, jeśli mówią po rosyjsku, nie czują się Rosjanami mieszkającymi w jakimś obcym państwie, którzy chcieliby się zjednoczyć z macierzą. 

Sądzę, że ewentualnie, to, co może Rosja osiągnąć, zakładając, że zależałoby im na podziale Ukrainy, to oderwać jakieś fragmenty, takie jak na przykład Krym, gdzie nie przypadkiem dochodzi do pierwszych prowokacji. Myślę, że Rosja nie jest w tej chwili zdolna do reakcji zbrojnej na taką skalę, jakiej wymagałoby podporządkowanie sobie Ukrainy. Przewrotnym dowodem tego jest fakt, że wyraźnie straszy taką akcją. Rosjanie zawsze kierują się wskazaniem chińskiego mędrca Sun Zi, którego sztuka wojny jest podstawą nauczania w szkołach wojskowych i akademiach dyplomatycznych, a mędrzec ten mówił, że przede wszystkim trzeba przeciwnika oszukać. Kiedy Rosjanie rzeczywiście mieliby zaatakować, tak jak było to w Gruzji, zrobiliby to znienacka. Jeżeli ogłaszają gotowość bojową, to straszą. To znaczy, że udają silnych, a są słabi w rzeczywistości. Myślę, że Ukraina będzie teraz raczej męczona systematycznie w analogiczny sposób, w jaki Polaków męczyli komuniści po sierpniu ’80 roku. Kto pamięta te czasy, to wie, że od sierpnia aż do 13 grudnia, właściwie bez przerwy utrzymywano napięcie, bez przerwy grożono, bez przerwy władza parła do konfrontacji, a gdzieś w ostatniej chwili się uchylała, po czym natychmiast zaczynał się następny kryzys: kwestia odmowy rejestracji „Solidarności”, potem prowokacja bydgoska, potem kolejne… Chodziło o to, żeby po prostu Polaków umęczyć i to się niestety udało. Udało się do tego stopnia, że 13 grudnia większość Polaków nie miała woli walki, którą miała rok wcześniej, w sierpniu ‘80. Sądzę, że komuniści i Rosjanie skorzystają w tej chwili z tego doświadczenia, wykorzystując fatalną sytuację gospodarczą Ukrainy, jej bardzo niski poziom życia. Będą prowokować rozmaite braki, będą starali się cały czas podtrzymywać stan konfrontacji, ale na pewno w najbliższym czasie nie zdecydują się na żadne rozwiązania siłowe. wysłuchała: Emilia Piątek


OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY... / 3

Tak się złożyło, że przebywałem wraz z rodziną z kilkudniową prywatną w Rzymie i mieliśmy okazję być z bardzo bliska świadkami doniosłego wydarzenia - kreowania przez Ojca św. Franciszka 18 nowych kardynałów w Bazylice św. Piotra.

Niezwykły Konsystorz Jan Maria Jackowski

Ta uroczystość, która odbyła się w Święto Katedry św. Piotra, była częścią Konsystorza nadzwyczajnego, czyli zwołanego przez papieża zebrania Kolegium Kardynałów w celu rozpatrzenia ważnych spraw związanych z Kościołem. Tematem Konsystorza były sprawy związane z przygotowaniami do III Zgromadzenia Nadzwyczajnego Synodu Biskupów, który odbędzie się od 5 do 19 października 2014 r., a jego tematem będą „Wyzwania duszpasterskie związane z rodziną w kontekście ewangelizacji”. To w czasie tego Synodu PaByli znienawidzeni przez establishment całego ówczesnego świata. Bo jak tu lubić ludzi, którzy krzyczeli: „Róbmy miłość, a nie wojnę!”, albo wzywali: „Przetopcie czołgi na Statuy Wolności!”. No kto by takich lubił w czasie, gdy akurat trwa niezwykle krwawa i okrutna wojna w Wietnamie?! Od wzywania do powrotu „do natury” powstała ich ta druga nazwa - „dzieci kwiaty”. I nawet w naszym peerelu, za żelazną przecież kurtyną (która, jak to dzisiaj doskonale widać, nigdy szczelną nie była) nasi rodzimi hippisi krzyczeli tak samo. Pamiętam jak shippisiały zespół Niebiesko-Czarni z wokalistą Wojtkiem Kordą (ubranym obowiązkowo w koszulę w kwiaty i kolorowe portki) śpiewał, że „na betonie kwiaty nie rosną”, a ich konkurenci z kapeli ABC przekonywali, że „Ty tylko wokół siebie masz asfaltowe łąki wielkich miast”... Dlaczego o tym piszę? Bo niedawno wybrałem się na spacer do ciągle jeszcze „rewitalizowanego” (okrutne słowo!) Ogrodu Krasiń-

pież i biskupi podzielą się swymi doświadczeniami duszpasterskimi i będą omawiali sytuację rodziny w poszczególnych krajach. Ponadto na Konsystorzu, podczas którego głos zabrało 69 kardynałów, została poruszona przygotowywana reforma Kurii Rzymskiej. Wśród nowych purpuratów jest m.in. nowy sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej abp Pietro Parolin, prefekt Kongregacji Nauki Wiary abp Gerhard Ludwig Müller oraz prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa abp Beniamino Stella. Następnego dnia, podczas Mszy św. z nowymi kardynałami, Ojciec Święty Franciszek powiedział

m.in.: Drodzy bracia kardynałowie, Pan Jezus i Matka Kościół wymagają od nas, byśmy świadczyli z większą gorliwością i zapałem postawy świętości. Właśnie na tym naddatku bezinteresownej ofiarności polega świętość kardynała. (…) Kardynał staje się członkiem Kościoła Rzymskiego, a nie jakiegoś dworu. Wszyscy unikajmy i pomagajmy sobie nawzajem unikać nawyków i zachowań dworskich: intryg, plotek, powiązań, protekcji, faworyzowania. Niech nasz język będzie językiem Ewangelii: „Tak, tak, nie, nie”. Nasze postawy niech będą postawami Błogosławieństw, a nasza droga drogą do świętości.

Niezwykłym i bezprecedensowym wydarzeniem w historii Kościoła był udział w uroczystości kreowania nowych kardynałów emerytowanego papieża Benedykta XVI, który przybył ze względu na fakt, że biret kardynalski otrzymał jego uczeń i współpracownik Gerhard Ludwig Müller. Benedykt XVI został powitany owacyjnymi oklaskami, a jego przybycie uznano, jak najbardziej słusznie, za sensację pierwszego konsystorza Franciszka. Obecność papieża emeryta od razu rozbudziła nadzieje na to, że weźmie on również udział w kanonizacji Jana Pawła II i Jana XXIII 27 kwietnia.

Hippisi! Wracajcie! Tytułem wyjaśnienia młodym Czytelnikom, kto to zacz ci hippisi. Byli, używając współczesnego języka, ruchem młodzieżowym, na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Zwano ich też „dzieci kwiaty”. skich w mojej ukochanej stolicy. Idę, patrzę... I ogarnia mnie coraz większy smutek i żal. Chyba widoczny, bo zaczepiła mnie pewna pani i powiedziała: - Widzi pan, co oni z tego uroczego parku zrobili? - krzyknęła prawie. - O, tam rosły najpiękniejsze w Warszawie bzy, a tu obok była moja ulubiona przecudna jabłonka. Wycięli. Wszystko wycięli… I nie można się nie zgodzić z ową warszawianką. W Krasińskich wyrżnęli przecież kilkaset drzew! I teraz stojąc pośrodku tego, co pozostało, gdy popatrzeć na północ, to zobaczy się podwórza kamienic przy Długiej. Na wschód zielonawo-niebieski gamach sądu

i pomnik Powstania Warszawskiego. Na zachód - socrealistyczne budynki z kinem Muranów. Jedynie na południu jest ciut lepiej. A to za sprawą tego, że jeszcze nikt nie wpadł na pomysł wycięcia drzew przy ulicy Świętojerskiej. I na usta samo ciśnie pytanie: po co oni to zrobili? Wyjaśnił mi to mój przyjaciel biznesmen. - Widzisz, bo to jest tak: jest pieniądz. Duży pieniądz. Trzeba go przerobić. No to pada na Ogród Krasińskich. Stary jest, od lat tam nic nie robiono. Rewitalizacja! Trzeba zrobić projekt. A to duża kasa! Potem przetarg na wykonawcę. Ten bierze podwykonawców. I przychodzą - kontynuuje - ci tną drzewa (duża kasa), tamci

Paweł Ludwicki

wywożą drewno (duża kasa), kolejni ziemie przekopują - wiesz tu im odsyp, tam podsyp (duża kasa), inni alejki nowe robią (znowu kasa), jeszcze inni płyty jakieś kamienne kładą (znowu kaska), potem ci od nowych nasadzeń (kasa, kasa) - i kończąc dodaje. - A, i jeszcze ci od płotu! Żelaznego! Tu dopiero jest kasa! I widzisz, wszyscy są szczęśliwi. - Tylko warszawiacy nie są - odparowuję. Pewnie wszystkich uszczęśliwić się nie da. Dlatego krzyczę: wracajcie hippisi, krzyczcie, „że na betonie kwiaty nie rosną”, bo ja nie chcę, by „wokół nas były tylko asfaltowe łąki wielkich miast”.


4 / OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY...

Mało co dziś jest w stanie mnie zadziwić - jednak ta wiadomość była nawet dla mnie prawdziwym szokiem. Instytut Badań Edukacyjnych „Szkoła Samodzielnego Myślenia” badał uczniów - uwaga: uczniów ostatnich klas - i sporządził Raport, z którego wynika, że tylko 2% (słownie DWA procent) uczniów w ostatnim roku nauki potrafi bezbłędnie zinterpretować tekst i logicznie to uzasadnić. O tym, że jest fatalnie, alarmuję od 40 lat. Tyle, że nikt mnie nie słucha. Zresztą: również ten Raport spłynie po ludziach jak woda po kaczce. W d***kracji ludzi interesuje proces matki śp. Madzi W., upadek Tupolewa, skok p. Kamila Stocha i różnice programowe między PiS-em a PO. Tymczasem jest to bez znaczenia wobec faktu, że w ciągu kilku lat ten odsetek spadł gdzieś z 5% na 2%. Alarmuję od lat, że są tego dwie przyczyny: genetyczna i edukacyjna. Genetyczna jest taka, że ludzie najbardziej twórczy, najbardziej przedsiębiorczy wyjeżdżają z Polski. I zabierają ze sobą swoje geny. Ludzi myślących abstrakcyjnie jest w każdym kraju co najwyżej 10%. Jeszcze kilkanaście lat temu było ich 5%. Teraz będzie 2%. A my mamy d***krację, gdzie o polityce decyduje te 90%. A niedługo, gdy te dzieci dorosną, będzie ich 98%. Teraz przyczyny pozagenetyczne. Po pierwsze: d***kracja. W d***kracji rację ma Większość.

Głupich jest więcej niż mądrych. W d***kracji wygrywa więc nie ten, kto umie przedstawić swoje racje „bezbłędnie zinterpretować tekst i logicznie to uzasadnić” - lecz ten, kto ma „empatię” - czyli umie dopasować się poziomem do idiotów. Bo tylko tak można ich przekonać. Przecież nie logicznymi argumentami! Po drugie: telewizja. Człowiek czytający mógł w każdej chwili porównać to, co autor napisał na stronie 97 z tym, co napisał na stronie 92 - i sprawdzić poprawność rozumowania. Telewizja nie daje na to czasu. Po trzecie: reżymowa edukacja. Państwowa szkoła musi być, co oczywiste, zła - nie musi być jednak aż tak zła, jak to, do czego doprowadzili ją socjaliści. Socjaliści bowiem dbają o równość. W wyniku tego program musi być tak skonstruowany, by najwięk-

Całe 2%

szy cymbał mógł ukończyć szkołę. Już chyba 40 lat temu p. prof.Andrzej Kajetan Wróblewski, ówczesny rektor Uniwersytetu Warszawskiego - niech go piekło pochłonie - wyraził opinię, która głęboko zapadła mi w pamięć: „Musimy dwukrotnie zwiększyć liczbę studentów - nawet, gdybyśmy mieli w tym celu trzykrotnie obniżyć poziom nauczania!”. Ta dyrektywa jest stosowana do dziś - nawet pogłębiana. Postępowcy już nie tylko mieszają uczniów słabych ze zdolnymi, ale nalegają na tworzenie „szkół integracyjnych”, gdzie w klasie obowiązkowo musi być dwóch kretynów, jeden debil, jeden imbecyl i dwóch idiotów. IBE sprawdził umiejętności uczniów z polskiego i matematy-

Lans na grobach

Granica pomiędzy życiem prywatnym i publicznym już dawno została zatarta, przede wszystkim dzięki radosnej twórczości tabloidów wykorzystujących odwieczne ludzkie pragnienie podglądania, obmawiania, plotkowania i sycenia się nieszczęściem innych. Dulska, gdyby dzisiaj żyła, zamiast pouczać, że brudy należy prać w domu, wystąpiłaby w telewizyjnym tok-szoł i opowiedziała o romansie Aleksandra Jakubowska Zbyszka ze służącą i podziemnej aborcji, wylewając łzy nad losem niewinnych młodzianków, wodzonych Z kolei Boziewicz, gdyby żył dzina pokuszenie przez rozwiązłe dziewuchy z nizin. siaj i musiał napisać swój „Kodeks honorowy”, sam by sobie strzelił w łeb o świcie w Lasku Bielańskim, po daremnych poszukiwaniach „osób honorowych”, mogących sprostać jego przepisom. Nawet wśród odrodzonej arystokracji ciężko byłoby znaleźć, bo młode pokolenia za nic sobie mają dawne tradycje. Mezalians z synem lub córką bogatego nuworysza w tej sferze obecnie uchodzi za coś, co należy tolerować, jeśli nie można potępić.

Dzisiejsze „damy” opowiadają publicznie o swoich aborcjach, operacjach plastycznych i ginekologicznych, zdradach mężów i kochanków, a ci ostatni nie mają żadnych skrupułów, by zwierzać się ze swoich romansów. Staromodne „nie wypada” spaliło się ze wstydu, więc już nawet nie trzeba chować go do lamusa. Nasze uszy atakują reklamy cudownych specyfików na grzybicę

prącia, pochwy, wzdęcia i hemoroidy, a o tym, że kiedyś podpaski reklamowano z „pewną nieśmiałością taką” nie pamiętają nawet najstarsi górale. Celebryckie obyczaje zaczynają pomału przenikać także do świata polityki. Pamiętam oburzenie, jakie wzbudziła estradowa gwiazda, zgadzając się na sesję fotograficzną na cmentarzu, gdzie spoczął jej ukocha-

Janusz Korwin - Mikke ki. Pełnej interpretacji tekstu dokonał zaledwie 1% chodzących do podstawówek i 2‰ pierwszaków z gimnazjum (dziś redakcje kasują znaki % i ‰, bo Czytelnicy ich nie rozumieją). Wyniki uczniów ponadgimnazjalnych: pełną punktację otrzymało 1,2% uczniów I klasy i 1,9% z ostatniej. Moim zdaniem nie świadczy to o tym, że szkoła ich uczy - tylko o tym, że w każdym nowym roczniku jest gorzej... I teraz proszę sobie treść tego tekstu bezbłędnie zinterpretować i logicznie uzasadnić! http://korwin-mikke.pl

ny ojciec. Spowita w powiewające na wietrze prześwitujące szaty krążyła wśród grobów niczym widmo Zosi z „Dziadów” Mickiewicza. Cmentarze nie są najlepszym miejscem do lansu. Niestety, politycy tak jakby o tym nie wiedzieli. Pojawienie się premiera Tuska na pogrzebie córeczki olimpijczyka Bonka niektórzy usiłowali tłumaczyć empatią, jaką ma w sobie szef rządu. Pomijając fakt, iż do śmierci dziecka przyczynili się funkcjonariusze publicznej służby zdrowia, za którą odpowiada minister w jego rządzie, okazanie empatii w tym momencie wydaje się być czymś wielce niestosownym. Był czas na to wcześniej, kiedy rodzice walczyli o życie dziecka i sprawiedliwość. Wyczyny posła Kurskiego na Majdanie, uwiecznione na „sweetfociach” też wpisują się w ten makabryczny ciąg szukania popularności za wszelką cenę. Miejmy nadzieję, że „ciemny lud” odpowiednio to oceni przy urnach wyborczych.


OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY... / 5 - Zaufanie społeczne do instytucji publicznych z różnych powodów jest w naszym kraju wyjątkowo niskie. Jeszcze pół roku temu skłonny byłbym uważać, że takie rzeczy [jak na Ukrainie] możliwe są tylko w Afryce i na Bliskim Wschodzie. Teraz widać, że mogą zdarzyć się i w Europie. Myślę, że Donald Tusk i Bronisław Komorowski mają o czym myśleć stwierdza redaktor Sommer. Jakiś czas panowała w Polsce taka atmosfera, że na Ukrainie doszło do wolnościowego zrywu, tylko pozazdrościć. Dziś wiadomo, że pisze się nowe rozdziały tej historii. Kiedy wsłuchamy się, o co idzie spór na Ukrainie, wyciągniemy następujące wnioski: część elit ukraińskich chce do Unii Europejskiej, a Unia chce tych elit i ludzi za nimi stojących. Z kolei inni chcą z Rosją. Europa wcale nie ma dobrej opinii w świecie, jeśli chodzi o tempo rozwoju. Wiele krajów Unii już to widzi i rodzą się w nich ruchy, nazwijmy to, wybijające narody

Pokręcone z poplątanym Bardzo wiele pytań w sprawie Ukrainy pozostaje bez odpowiedzi. A teraz jeszcze napięcie rośnie z godziny na godzinę ze względu na to, co robią Rosjanie. Zaskakuje także skala teatralizacji. Zgadzam się ze słowami kolegi redaktora Tomasza Sommera - jeśli ktoś pisze, że zna właściwe wyjaśnienie i przebieg przewrotu na Ukrainie, to oczywiście kłamie.

Rafał Pazio

bitwa o przekaz i zdecydowanie została w pierwszej fazie wygrana przez tzw. bojowników z Majdanu. Dziś większe napięcie buduje Władimir Putin.

na samodzielność. Ruchy wydają się bardzo radykalne, ale nie byłyby takie, gdyby tak radykalna w swoim nadęciu i wtrącaniu się w sprawy narodów nie była elita samej Unii. Myślę, że różnym siłom zależało na tym, aby pokierować spra-

wami na Majdanie, ale prawdopodobnie żaden scenariusz nie został wprowadzony do końca. Na pewno starły się siły zachodnie i rosyjskie. Siły zachodnie przynajmniej w początkowej fazie konfliktu posługiwały się mediami, jako istotnym narzędziem walki. Trwała

1 marca otrzymał zgodę rosyjskiej Rady Najwyższej na wprowadzenie wojsk na Ukrainę. 2 marca w katolickich Kościołach całego świata odczytano fragment Ewangelii: „Nie martwcie się o jutro, bo dzień jutrzejszy zatroszczy się o siebie. Każdy dzień ma dosyć swoich kłopotów”. Mimo że sytuacja wydaje się napięta, na razie martwienie się nic nam nie da. Zbyt wielu polityków chce coś ugrać, strasząc wolne narody.

W połowie zeszłego roku na łamach „Dobrego Znaku” zastanawiałem się, pod tym samym tytułem, nad naszym postrzeganiem potrzeb obronnych. Zainspirował mnie wtedy Donald Tusk, który znacznie obciął wydatki na utrzymanie wojska.

Piotr Uściński

Przypomnijmy, że w 2013 roku w obliczu załamania budżetu państwa obcięto wydatki na armię o 3,3 miliarda złotych. Rząd zrobił to w wielce beztroski sposób, zapominając, że obronność jest jednym z podstawowych zadań państwa. Dodatkowo zreformowano wtedy system dowodzenia armią, dostosowując go praktycznie jedynie do obsługi naszego udziału w dalekich misjach zagranicznych. Uznano bowiem, że w Europie żadnych zagrożeń militarnych nie ma. A armia to taki luksusowy wydatek, na którym można sporo zaoszczędzić.

Po co nam armia? c.d. Przez ostatnie lata wmawiano nam, że żyjemy w bezpiecznym świecie i okresy zagrożeń wojennych są przeszłością. Polski rząd, tak jak i cała Unia, poklepywał się z Putinem po ramionach i w geście przyjaźni i pełnego zaufania jeszcze bardziej uzależnił się od rosyjskich dostaw gazu. Jaka szkoda, że nie było w tych ostatnich latach z nami Lecha Kaczyńskiego, prezydenta, który rozumiał geopolitykę, szczególnie wschodnią. Przez Komorowskiego i PO był wyśmiewany za swoje zaangażowanie w Gruzji, ale mimo to zrobił tam wiele dobrego. Jego bezpośrednie zaangażowanie

i nakłanianie do zaangażowania innych państw uchroniło niepodległość Gruzji. Nikomu innemu tak jak Lechowi Kaczyńskiemu nie zależało na dywersyfikacji dostaw gazu i ropy, czyli na stopniowym uniezależnianiu Polski i Europy od rosyjskich dostaw surowców. Przecieram oczy, gdy widzę dzisiaj Donalda Tuska, Radosława Sikorskiego i Bronisława Komorowskiego tak ostro krytykujących niegdyś wschodnią politykę Lecha Kaczyńskiego, wygłaszających teraz ostre słowa w stronę władcy Kremla. Czyżby, w obliczu wojny u naszych wschodnich sąsiadów, obudzili się z ręką w nocniku?

Zaniedbań w zakresie obronności nie da się nadrobić przez kilka tygodni, w obliczu zagrożenia. Na okres kryzysu trzeba się przygotowywać w czasie pokoju. Tak, aby nas kryzys nie zaskoczył. Tak sobie mogę pogadać. Fakty są takie, że nasza gotowość do obrony kraju jest dzisiaj dużo niższa niż jeszcze kilka lat temu i jeśli obecny kryzys międzynarodowy uda się przetrzymać w pokoju, to trzeba z niego wyciągnąć wnioski i poważnie przygotowywać się na ewentualne gorsze scenariusze. www.uscinski.pl


6 / ŚWIAT

Rosja błyska kłami… Romuald Szeremietiew

W 2007 r. Rosja zawiesiła wykonywanie Traktatu o konwencjonalnych siłach w Europie (np. nie zaprasza przedstawicieli obcych armii na przeprowadzane ćwiczenia wojskowe). W sierpniu 2008 r. wybuchła wojna gruzińsko-rosyjska. Okazało się, że władze Rosji są w stanie użyć wojska do napaści na kraj będący w bardzo dobrych relacjach z USA i aspirujący do członkostwa w NATO. W maju 2009 r. ówczesny prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew zaakceptował nową strategię bezpieczeństwa narodowego Federacji Rosyjskiej do 2020 roku. Wśród zagrożeń dla bezpieczeństwa Rosji na pierwszym miejscu wymieniono NATO. W lutym 2010 r. Miedwiediew podpisał nową doktrynę wojenną, która przewiduje prawo do uży-

cia broni jądrowej przez Rosję w odpowiedzi na atak nuklearny na jej terytorium lub terytorium jej sojuszników, a także w przypadku wykorzystania broni konwencjonalnej w sposób „zagrażający istnieniu państwa”. - Przekażemy bardzo poważne kwoty na przezbrojenie armii. Jestem dumny, że mogę ogłosić tę kwotę - 20 bln rubli - powiedział 13 grudnia 2010 r. wówczas premier, Władimir Putin, występując w stoczni nad Morzem Białym, gdzie są budowane atomowe okręty podwodne. Suma podana przez Putina to równowartość ok. 650 mld dol. Wicepremier Siergiej Iwanow dodał, że z zapowiedzianej kwoty 79 proc. zostanie przeznaczone na zakup nowego uzbrojenia, a reszta na prace badawczo-rozwojowe. We wrześniu 2012 r. minister obrony Rosji zapowiedział uruchomienie nowego programu zbrojeń opiewającego na wydanie do 2020 r. nie mniej niż 710 mld dolarów.

Porównując parytet siły nabywczej należy stwierdzić, że kwota ta odpowiada ponad 2 bilionom dolarów wydanych na Zachodzie. Planowane nakłady mają zagwarantować armii rosyjskiej drugą - po amerykańskiej - pozycję w świecie. Takie ambicje militarne wykazuje mocarstwo zajmujące w świecie pod względem wielkości PKB dopiero 10 pozycję. Zgodnie z zaleceniami prezydenta Putina w ciągu najbliższych dziesięciu lat armia rosyjska ma otrzymać 400 rakiet międzykontynentalnych i 8 strategicznych okrętów podwodnych z rakietami dalekiego zasięgu. Siły konwencjonalne będą zasilone czołgami (2,3 tys.) i działami samobieżnymi (około 2 tys.). Lotnictwo otrzyma ponad 600 samolotów i 1000 śmigłowców, a flota 50 okrętów uderzeniowych i 20 wielozadaniowych okrętów podwodnych. Na uzbrojenie armii wejdą nowe systemy obrony przeciwlotniczej

i przeciwrakietowej oraz różnorodne środki transportu. W wojskach lądowych ma być 85 w pełni skompletowanych brygad zdolnych do prowadzenia ofensywnych akcji bojowych poza granicami Rosji. Według Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI) pod względem wydatków na wojsko Rosja w 2009 r. plasowała się na czwartym miejscu w świecie, za USA, Chinami, Wielką Brytanią i Francją. Rosja wydawała 3,5 proc PKB; gdy Chińczycy, Anglicy i Francuzi po 2 proc. PKB (Polska - 1,95 proc. PKB. Uwaga: Rosja wydaje więcej od Polski na wojsko nie tylko kwotowo, ale także procentowo!). Kryzys w gospodarce światowej sprawił, że państwa, poszukując oszczędności zmniejszały wydatki na obronność. W dziesiątce państw wydających najwięcej na wojsko zmniejszone budżety obronne wykazują USA, Wielka Bryta-


ŚWIAT / 7 nia, Francja, natomiast tendencje odwrotną - wzrostową - ujawnia Rosja, awansująca dzięki temu ostatnio w zbrojeniowym rankingu na trzecie miejsce w świecie. Znawca rosyjskiej armii Andrzej Wilk ocenia: W latach 2009-2010 pod szyldem nowego oblicza armii rosyjskiej nastąpiła kardynalna przebudowa struktur organizacyjnych Sił Zbrojnych FR. (...) Od początku priorytetowo traktowane były przez Moskwę zmiany w europejskiej części FR, w pierwszym rzędzie na zachodnim - z rosyjskiego punktu widzenia - kierunku strategicznym (...). Szczególnemu wzmocnieniu pod względem ilościowym i jakościowym uległy flankowe rejony północno-zachodniej części FR, graniczące z państwami UE. Potwierdza to, że Rosja dąży do zniwelowania przewagi ilościowej i technologicznej państw NATO na zachodnim kierunku strategicznym, a także do utrzymania militarnej dominacji w Europie Wschodniej.

wschód. Udało się jej zablokować przyjęcie Gruzji do Sojuszu. Jednak budowa „harmonijnej wspólnoty gospodarczej od Lizbony do Władywostoku” wymagała czegoś więcej - opanowania Ukrainy. Rosja taką grę podjęła, wikłając prezydenta Janukowycza w uzależnienie od Kremla. Okazał się on jednak marnym partnerem, został obalony i Kreml musiał zrzucić maskę przyjaciela Ukrainy. Grozi jej najazdem. Prezydent Rosji postanowił zrobić pierwszy ważny krok na drodze odbudowy imperium. Bez Ukrainy Rosja imperialna nie może powstać. Rosja zdaje się nisko ocenia możliwości przeciwdziałania ze strony Zachodu. Cel zamierza osiągnąć przy pomocy akcji zbrojnej. Wojna jest więc bardzo realna, jeżeli Ukraina stawi opór.

Czas przejrzeć na oczy W dokumencie rosyjskiego ministerstwa obrony Zagrożenia wojskowego bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, opracowanym przez Sztab Generalny możemy przeczytać, że: Polska rości sobie pretensje do leżących na terenie Białorusi obwodów brzeskiego i grodzieńskiego. A gdy przypomnimy manewry armii rosyjskiej i białoruskiej „Zapad 2009”, w czasie których ćwiczono tłumienie polskiego powstania w Grodnie i odpieranie polskiej agresji na Białoruś przy użyciu broni jądrowej, widzimy, że na Kremlu oficjalnie zdefiniowano Polskę jako wroga Rosji. Sytuacja, w jakiej znalazła się Polska wskazuje, że, skończyły się żarty, czas wspólnie i ponad tzw. podziałami na pierw-

szym miejscu pilnie podjąć odbudowę Sił Zbrojnych RP. Miejmy nadzieję, że nie jest jeszcze na to za późno. W polskich mediach mamy wysyp wszelkiego rodzaju ekspertów i analityków, którzy zgodnie twierdzą, że NIKT nie przewidywał i nie mógł przewidzieć, jak brzydko będą zachowywać się Rosjanie. Nie chce wypowiadać się za innych, ale sam od lat wskazuję na potencjalne zagrożenia i wiele razy wzywałem, aby ludzie kierujący państwem zadbali o stworzenie silnej armii. Na te tematy można znaleźć sporo moich wypowiedzi. I nie trzeba było nadzwyczajnych zdolności, aby wcześniej rozpoznać zamiary Rosji. Kiedy jednak wskazywało się, że Kreml nie tylko forsownie modernizuje swoją armię, ale także ćwiczy wojnę z Polską, uważano, że to przesada.

Konflikty zbrojne Rosji w ostatnich 30 latach Gruzja, Gori 2008 r.

Dlaczego Ukraina? Jesienią 2011 r. Władimir Putin przedstawił pomysł stworzenia „harmonijnej wspólnoty gospodarczej od Lizbony do Władywostoku”. Mówił: Proponujemy model potężnej ponadnarodowej wspólnoty, która może stać się jednym z biegunów współczesnego świata i odgrywać rolę efektywnego łącznika między Europą a dynamicznym regionem Azji i Oceanu Spokojnego. W maju 2012 r. w trakcie zaprzysiężenia prezydent Putin ogłosił: Czas postawić nowe, ambitne cele na przyszłość. Przed nami zadanie stworzenia z Rosji centrum całej Eurazji. Nie jest tajemnicą, że przywódcom Rosji nie chodzi wcale o przyłączenie się do Zachodu kierowanego przez USA, ale o odsunięcie Amerykanów od Europy i związanie jej z Rosją i podporządkowanie planom Kremla. Rosja po okresie rządów prezydenta Jelcyna włożyła znowu buty rosyjskiego imperializmu i postanowiła odzyskać mocarstwową pozycję, nie dopuszczając do dalszego poszerzania NATO na

Afganistan 1979 -1989

Czeczenia, Grozny 1994

Ukraina, Krym 2014 r.


8 / WYWIAD

Z Karolem Wojteczkiem, autorem filmu „Guziki” o „uzupełnionej” prawdzie katyńskiej.

Guziki znalezione w Lasku Katyńskim W jaki sposób życie zetknęło Cię osobiście z Katyniem? - W pewnym sensie można by powiedzieć, że poznawanie prawdy o Katyniu jest taką rodzinną tradycją w Polsce. Tylko, że my dzisiaj, a propos filmu, mówimy już o innym poziomie prawdy. Kiedyś w domach trzeba było nauczać dzieci, że tych oficerów rozstrzelali Rosjanie, ja „z domu” dowiedziałem się „jedynie”, że ich ciała odnaleźli… Polacy. Autorstwa zbrodni nikt przy zdrowych zmysłach już nie negował. A osobistych związków z Katyniem raczej specjalnych nie miałem. Brat mojej babci był szoferem generała Smorawińskiego, który tam zginął, ale sam wujek zdołał wymknąć się Rosjanom. Tylko takie historie to mają pewnie setki polskich rodzin, jakby tak pogrzebać. O tym, że groby w Katyniu odkryli Polacy, opowiedział mi „wujek” Troszczyński, gdy miałem 15 lat. To było przy świątecznym stole. Interesowałem się już jakoś historią, przeszłością. Miałem to chyba zresztą od dzieciaka; mój dziadek, który w dość dobrym zdrowiu dożył 92 lat, był z 1907 rocznika. Gdy byłem dzieciakiem, opowiadał mi historie sięgające czasów I Wojny Światowej, opowiadał, jak w wojsku wizytował ich jeszcze Józef Piłsudski. To była dla mnie zupełnie niezwykła rzeczywistość, taka trochę baśniowa. Żaden z dziadków kolegów nie 

mógł pochwalić się opowieściami sięgającymi tak daleko wstecz. A wracając do wujka - jego opowieści były dla mnie po prostu fascynujące - tylko i aż. To, że mówią o czymś wciąż nieodkrytym, wciąż nieznanym dla większości społeczeństwa, zrozumiałem dopiero później. Zobaczyłem, że nie pokrywają się one z tym, co czytam w szkolnych podręcznikach. Ale nie byłbym w stanie podać tu konkretnej daty, to raczej był proces dojrzewania do tej świadomości. Tak samo jak z czasem przychodziło mi rozumienie tego, że historia, poza tym, że ciekawa, jest również ważna. Kim jest główny bohater filmu „Guziki”? Jak trafił do Smoleńska? - Pracując w latach okupacji jako robotnik na Okęciu, wraz z grupą kolegów, został przymusowo skierowany do prac na zapleczu walczącego na Froncie Wschodnim Wehrmachtu. Najpierw w Smoleńsku, a potem w Kozich Górach, tuż obok Lasku Katyńskiego. Budowali tam niemieckim żołnierzom baraki, wcześniej odbudowywali w Smoleńsku zniszczone w walkach 1941 r. budynki. Stacjonując w Kozich Górach on i koledzy dowiedzieli się od miejscowych Rosjan o przeprowadzonych nieopodal egzekucjach. Poszli we wskazane miejsce i wykopali oficerskie guziki z polskich mundurów. Guziki te 

stały się takim symbolem odkrytej prawdy, namacalnym dowodem tragedii, która tam się rozegrała. Jak w wierszu Herberta o tym samym tytule i jak w tytule mojego filmu.  Przyznam, że dla mnie informacja, że to jednak Polacy wiedzieli o grobach w Katyniu jest sensacyjna, ponieważ w świadomości ludzi to Niemcy dokonali tego odkrycia. Być może jednak ta wiedza wcześniej istniała? - Cała ta historia o Polakach odkrywających katyńskie groby jest dla nas w pewien sposób odkrywcza. W powszechnej bowiem świadomości to faktycznie odkryli je Niemcy. Sądząc po głosach, jakie otrzymuję od widzów mojego filmu, taka fałszywa świadomość ciągle jest powszechna; mało tego ciągle jest obowiązująca w podręcznikach historii. Byłbym gotów

założyć się o butelkę dobrej whisky, że większość naszych nauczycieli historii również zna jedynie taką wersję zdarzeń. Faktycznie bowiem to Niemcy odpowiadają za upublicznienie i nagłośnienie informacji o katyńskiej zbrodni. Z ich punktu widzenia to, że właściwego odkrycia dokonali polscy robotnicy miało zapewne znaczenie marginalne. Zresztą tutaj też można się cofać jeszcze bardziej - „naszym” robotnikom o grobach powiedzieli miejscowi Rosjanie. Nie jest więc tak, że mówimy o czymś odkrywanym „od zera”, o czym nikt nie wiedział. Wedle wiedzy, którą ja posiadam, faktycznie jednak spośród polskich odkrywców grobów, wojnę przetrwało trzech, w tym mój wujek właśnie (początkowo myślałem nawet, że tylko on). Z przyczyn oczywistych jednak nie mogli się oni swoją wiedzą przez wiele lat


WYWIAD / 9

dzielić. Oczywiście, o polskich odkrywcach wiedzieli zapewne i Niemcy i alianci, dla pierwszych jednak, jak widać, to kto odkrył groby miało znaczenie marginalne, dla drugich było wręcz niewygodne wobec sowieckiego sojusznika. Należy jednak przypuszczać, że o polskich odkrywcach wiedzieli członkowie powołanej przez Niemców komisji, tym bardziej, że tamci po prostu przychodzili obserwować postęp prac. Można mieć pretensje do Polaków, że nic nie robili ze swoimi informacjami? - Co to znaczy, że nic nie robili? Koledzy wujka, którzy wykopali pierwsze guziki, od razu w zasadzie powiadomili o swoim odkryciu przełożonych Niemców. Co innego mogli w swojej sytuacji zrobić? Wujek Troszczyński, jako ten, który szczęśliwie powrócił, od razu po powrocie przekazał całą swoją wiedzę przełożonym w AK. Prawie wszyscy jego koledzy przepadli jednak w wojennej zawierusze, gdy Wschodni Front się cofnął. Może pozbyła się ich któraś ze stron, może trafili do łagru, nie wiadomo. Gdyby jednak wujek, jako depozytariusz wiedzy o polskich odkrywcach grobów, próbował tę wiedzę upublicznić, to pewnie odkopywaliby go dziś na „Łączce”. Do 56’. Potem byłby zakrzyczany, zignorowany, ośmieszony, szykanowany. Widząc, jak postępowali z Polakami nasi „wyzwoliciele” raczej nie miał co do tego złudzeń. A emigracja? Cóż, tam wielu krzyczało, tylko długo nie było nikomu na rękę ich słuchać. A do naszego kraju ich krzyk często nawet nie docierał. 

Dlaczego Niemcy nie zrzucili faktu odkrycia grobów na Polaków, tylko sami ją sobie przypisali? - To jest ten moment, w którym muszę uderzyć się w pierś i powiedzieć: „To pytanie powinienem był zadać, robiąc film”. Na szczęście mam jeszcze okazję i niezwłocznie to zrobię. Gdybym jednak miał odpowiadać w oparciu o własną intuicję, to chyba po prostu nie zwrócili na to uwagi. W sposób naturalny poczuli się odkrywcami czegoś, co wydarzyło się na terenie pozostającym pod ich administracją. Oczywiście, było to dla nich istotne propagandowo. Pamiętajmy jednak, że istotą sporu wokół Katynia przez lata było (dla niektórych wciąż jest) pytanie nie o to, kto odkrył groby, a kto tych oficerów zastrzelił. Bo jeśli chodzi o świadomość społeczną w tej kwestii to przed filmem Wajdy wyniki badań były przerażające. 

Bohater filmu wspomina o chłopcu, którego nawet protokoły Polskiego Czerwonego Krzyża nie uwzględniły, a on go widział tuż obok zwłok jedynej polskiej kobiety w Katyniu, nomen omen lotniczki. Czy może już zgłębiłeś historię tego chłopca, skąd on mógł się tam wziąć i czy Katyń może skrywać jeszcze inne tajemnice? - Co do tego, że je skrywa, wątpliwości nie mam. Trudno sądzić inaczej w sytuacji, gdy obecne rosyjskie władze nie chcą doprowadzić do odtajnienia wszystkich dokumentów związanych z tą sprawą. A można by wręcz, z pewną dozą czarnego humoru, powiedzieć, że na tej ziemi nam w ostatnich latach tajemnic przybywa. Co do zaś 

samego chłopca - żadna inna znana mi relacja z ekshumacji nie wspomina o nim. Również przedstawiciele Muzeum Katyńskiego jedyne informacje w tej sprawie mają, z tego co wiem, z nagranej przeze mnie relacji. Wydaje się, że na chwilę obecną kwestia ta utknęła w martwym punkcie. Aczkolwiek, gdyby udało mi się odkryć jakiekolwiek inne informacje na ten temat, bardzo chętnie podjąłbym się realizacji śledczego dokumentu w tej sprawie. Czy trudno było namówić na rozmowę p. Troszczyńskiego, który tyle lat był skazany na milczenie, mówiąc o Katyniu tylko swojej żonie? Czy jest w nim jeszcze dawna trauma? - Trauma nie jest tu adekwatnym słowem. Jeśli już targają wujkiem jakieś traumatyczne wspomnienia, to bardziej dotyczą one okresu Powstania Warszawskiego czy późniejszego obozu. Wujek był bowiem m.in. świadkiem powstańczej rzezi Woli. A czy trudno było go namówić na rozmowę? Cóż, nie. Po śmierci żony, wyprowadzce dzieci, istnieje wręcz w wujku taka silna potrzeba wygadania się, utrwalenia swojego świadectwa dla potomnych, póki może to zrobić. A ponieważ wujek zna mnie od dzieciaka, wie, że te sprawy mnie naprawdę interesują; tym łatwiej było mu się otworzyć przed kamerą. 

Jak przebiegała praca nad filmem? Wiem, że nie była to wysokobudżetowa produkcja. Nie wolałeś poczekać z takim tematem na debiut pełnometrażowy? - Prawda jest taka, że wujek ma 91 lat i był to niemal ostatni mo

ment, żeby utrwalić jego historię. Już nie mówiąc nawet o tym, że termin oddania dyplomu na filmówce również nade mną wisiał. Tak naprawdę to o losach wujka, o wydarzeniach, których był świadkiem, można by zrobić serial na kilka sezonów. Zaczynając od historii przedwojennej Woli, a na walkach z upowcami w 45’ kończąc. Tylko, że wkrótce po udzieleniu głównego wywiadu wujek poważnie zachorował i w pewnym momencie bałem się nawet, że nie zdążę pokazać mu ukończonego dzieła. Na szczęście wyszedł z tego, zdążyłem. Ale trzeba też przyznać, że normalny, pełnometrażowy film, to coś, co przekracza w tej chwili moje zdolności finansowe, organizacyjne, ale też i przede wszystkim reżyserskie. Głównym celem „Guzików” było sprostowanie pewnej nieścisłości historycznej. Siłą tego filmu, jak sam przyznajesz, nie jest bowiem doskonałość techniczna, a sens, który on przekazuje. Czy uważasz swój cel za osiągnięty? - To zależy. Spośród osób, które obejrzały film, praktycznie każdy był zaskoczony wersją wydarzeń, którą przedstawiłem. Przyznam nieskromnie, że odkryłem przed widzami nowy aspekt rzeczywistości. Z drugiej jednak strony, grono odbiorców filmu to, szacuję, maksymalnie ok. tysiąca osób. W skali całego kraju to nic, chociaż i tak cieszy mnie każdy głos, który mówi, że dzięki mnie ktoś dowiedział się czegoś ważnego. 

Dziękuję za rozmowę. rozmawiała: Agnieszka Żądło-Jadczak


10 / WYWIAD

Z pewnością jest zjawiskiem, z pewnością potrafi wywoływać skrajne emocje. Ale czy na tym też nie polega sztuka? Michał Wiśniewski ma wierną rzeszę fanów i wierną (jeśli nie wierniejszą) rzeszę przeciwników. Jedno jest pewne: obok jego osoby nie można przejść obojętnie, a jego najnowsza płyta „La Revolucion” jest doskonałym przykładem na podział przyjaciele-wrogowie. Dlaczego? Z Michałem Wiśniewskim rozmawia Filip Cuprych. fot.: Wojciech Bąkiewicz

Nie mam na co narzekać

 Michał, przesłuchałem tę płytę i muszę przyznać, że jest na niej sporo bardzo dobrych pomysłów, jest nieźle wyprodukowana. Dlaczego pozostaje poza sferą promocyjną? - Myślę, że na pewnym etapie daliśmy ponieść się emocjom i nie trafiliśmy z nią we właściwie miejsce, we właściwym czasie. Ale nauczyłem się już, że nawet kiedy nagrasz bardzo dobrą płytę, niekoniecznie musisz się z nią wstrzelić w dobry okres. No i to się nam przytrafiło. Nie ma się czym przejmować, bo powrót na rynek muzyczny od samego początku planowałem na 3 albumy, więc nie płaczę z tego powodu.

Co to znaczy „dobry okres”? Od czego zależy? - Od wielu czynników. Przede wszystkim od momentu, w którym wydajesz płytę. Natłok propozycji płytowych, które pojawiają się przed Bożym Narodzeniem jest zbyt ogromny, żeby startować z projektem, który wystrzeliwuje jak Filip z Konopii. Co prawda, przygotowywaliśmy płytę od dłuższego czasu, ale bez wsparcia mediów czy bez kampanii reklamowych, szanse na powodzenie są niewielkie. Promocja początkowa ograniczyła się do mediów spo

łecznościowych. W Empiku nasza płyta była gdzieś na tak zwanej setnej półce, o ile w ogóle na niej była. Nie wszędzie można ją było dostać. Jak wiesz, za reklamę się płaci i są to tak wielkie pieniądze, że się nie zwracają, chyba że są to własne kampanie danej sieci. Żeby była jasność, nie staram się w jakikolwiek sposób usprawiedliwić niewielką sprzedaż płyty. Dlatego, że my jeszcze nie powiedzieliśmy ostatniego słowa i na pewno ta płyta doczeka się jeszcze 2 singli, tym razem z wysokobudżetowymi teledyskami. Także absolutnie się tym nie przejmuję. Pamiętam bardzo dobrze swoją trzecią płytę z piosenką „A wszystko to, bo Ciebie kocham”. Jej sprzedaż rozkręcała się ponad rok. Podobnie było z Budką Suflera, z płytą „Nic nie boli tak jak życie” i z piosenką „Takie Tango”. Po pierwszym singlu wszyscy zapomnieli, że płyta się ukazała, a „Takie Tango” zmieniło wszystko. Nie siedzimy i nie płaczemy. Robimy swoje. Ale dlaczego jest tak, że ogromna rzesza ludzi jest Twojej płycie przeciwna, Tobie przeciwna? Skąd się bierze jakaś zajadłość, jakaś prawidłowość niemal, że cokolwiek Wiśniewski robi, to jest niedobre?

- Wbrew krytyce, wbrew mediom, udało mi się pobić wszystkie dotychczasowe rekordy, jeżeli chodzi o sprzedaż. Czyli nie mam się już z kim ścigać. Ciężko jest też sklasyfikować jednoznacznie moją muzykę, która... jak zdajesz sobie sprawę... jest wielogatunkowa. Na tej płycie można znaleźć i numery ostre, i ballady. A my lubimy szufladkować. To dla nas takie typowe. Człowiek musi być czarno-biały, prosty do zdefiniowania. Jeśli jest kolorowy, to już mamy z tym problem, bo pasuje do wielu szufladek i już ludzie nie wiedzą, co z nim zrobić. Płytę „La Revolucion” można podpiąć pod wiele gatunków, a ludzie chcą ją wsadzić do jednej szufladki. Oczywiście, nie mam o to pretensji, bo w przypadku mojej pracy artystycznej tak było zawsze. Kontynuuję to, co robiłem w zespole Ich Troje. Może takim wyjątkiem był „Sweterek czyli 13 postulatów w sprawie rzeczywistości”, która była płytą z piosenkami poetyckimi. Pozwólmy tej nowej płycie jeszcze spokojnie sobie poistnieć, pogramy trochę koncertów, popromujemy ten album. Nośniki generalnie się nie sprzedają, a biorąc pod uwagę to, że nie ma jeszcze żadnej promocji i nie ma wsparcia, to nie uważam, żeby ta płyta

przeszła bez echa.

Nie bałeś się powrotu? - Bałem się. Oczywiście. Przecież każdy z nas, kiedy wykonuje jakąś pracę, zastanawia się nad jej rezultatami. A to, co robię nie jest łatwe, bardzo często powstaje w ogromnej niepewności, zastanowieniu, czy to, co zrobisz, nie zginie gdzieś w przestrzeni... Natomiast dostałem fajny, zimny prysznic, który bardziej motywuje mnie do pracy niż kiedykolwiek. 

Nie ma wątpliwości co do tego, że jesteś artystą kontrowersyjnym. Tylko ciekawi mnie, czy ta kontrowersyjność wynika z jakiegoś założenia, czy może z faktu, że po prostu robisz wszystko po swojemu i to staje się kontrowersyjne. - Zgodziłbym się z Tobą co do tej drugiej części. Generalnie jestem artystą, który nie narzeka. Uczyłem się tego przez lata. Może dlatego, że nic nie miałem, a tak dużo dostałem od życia, przeżywając po drodze swoje porażki. Ale kto ich nie ma, bo przecież nie zawsze wszystko jest kolorowe. Jak ktoś mnie pyta „Co u Ciebie?”, to chciałbym ponarzekać, ale nie mam na co. Podoba mi się to amerykańskie podejście, 


WYWIAD /11

Zdjęcia pochodzą z prywatnego profilu artysty na Facebooku, tekst wywiadu - www.polarityinternational.com

kiedy człowiek nie rezygnuje, tylko mówi „I am fine”. To pozwala mi nie myśleć o przeciwnościach, tylko traktować je jak kolejne wyzwania. Tak samo w przypadku płyty „La Revolucion”. Być może mam tam 2-3 numery mniej trafione, ale to jest naprawdę bardzo dobra płyta w moim dorobku i jestem do niej przekonany. A to jest chyba najważniejsze. Nie zależy mi, żeby była akceptowana przez wszystkich, bo większość jej przeciwników będzie miała taką opinię o tej płycie jak o utworze „Filiżanka”. Oni chcą dołączyć do grupy krytykującej, bo w grupie jest raźniej. A grupy hejterów są teraz bardzo popularne. Ani ja pierwszy, ani ostatni. Cała sytuacja jest bardzo podobna to tego zamieszania wokół „Rolowania” Nataszy Urbańskiej. Ona wielokrotnie dowiodła, że będąc artystką musicalową, fantastycznie śpiewa, ma warsztat na bardzo wysokim poziomie. Jeżeli ona czuje wewnętrzną potrzebę, żeby po latach śpiewania przyzwoitych szlagierów polizać umywalkę i muzycznie się ubrudzić, to ja to szanuję. To jest jej decy-

Polska jest pięknym krajem, mam wytatuowanego orła na plecach, zawsze nasz kraj będzie mi bliski, ale rozumiem doskonale, dlaczego ludzie emigrują. Wyjeżdżają za chlebem, za lepszym życiem. zja podjęta świadomie, nikt jej do tego nie zmuszał. Znam Nataszę i wiem, że nie byłaby zdolna do tego, żeby wytarzać się w koksie i wciągać w siebie to, co na niej zostało. A że potrzebowała muzycznie i tekstowo odlecieć, to nie widzę powodów, żeby ją kopać. Ona nie musi niczego udowadniać. Już udowodniła, że jest po prostu zawodowa. A czy podejmujemy właściwe wybory? Myślę, że ona też jakieś wnioski z tego wyciągnie. Powiedz mi, czy mając tak potężny dorobek artystyczny i wiedząc, jak w rodzimym kraju odbierana i traktowana jest Twoja twórczość, nie zastanawiałeś się nigdy nad karierą poza granicami Polski? - Zastanawiałem się. W 2003 roku wydaliśmy płytę w Niemczech. Ten rynek jest mi bliski, bo jestem niemieckojęzyczny. I nawet bardzo chciałem tę przygodę kontynuować... 

ale... - urodziło mi się dziecko... jedno, drugie. Przy wydaniu takiej płyty, jeśli chcesz rzeczywiście zaistnieć na obcym rynku, praca wymaga bycia tam, na miejscu. To odbyłoby się kosztem czegoś, a na to mnie nie stać. Byłbym pierwszym, który by wyemigrował, ale mam dzieci. Polska jest pięknym krajem, mam wytatuowanego orła na plecach, zawsze nasz kraj będzie mi bliski, ale rozumiem doskonale, dlaczego ludzie emigrują. Wyjeżdżają za chlebem, za lepszym życiem. Jeżeli po studiach potrafią zaczynać od zera, od pierwszej lepszej pracy, to znaczy, że nie mają do tego warunków we własnym domu. Poza tym, wielu wyjeżdża, buduje sobie jakieś podstawy za granicą i z czasem wraca do Polski, żeby tu zainwestować zarobione pieniądze. A to żaden wstyd.

Skąd w takim razie bierzesz siłę i cierpliwość, bo pewnie

wielu by się poddało. Ty się nie poddajesz, robisz swoje. Skąd bierze się motywacja? - Bardzo mi pomógł personal coaching, który mi uświadomił jedną rzecz: jest strefa wpływów i strefa zainteresowań. Ja jestem zainteresowany tym, żeby zrealizować się muzycznie i nagrywam płyty. W strefie moich zainteresowań jest to, żeby moja muzyka dotarła do jak największego grona odbiorców. Ale czasami nie mamy na to wpływu. To sytuacja podobna do tej, kiedy spieszysz się gdzieś, ale grzęźniesz w korku. Bluzganie i trąbienie nie pomogą. Nie włączysz sobie śmigła i nie uniesiesz się nad tym wszystkim. Musisz w tym korku odstać. Nie ma się co denerwować. Tu jest podobnie. Nie ma takiego mądrego, który by wymyślił receptę na sukces. Nie ma kompozytora, który napisze muzykę dla wszystkich. Nie ma takiego króla, prezydenta, premiera, który by był najlepszym liderem dla wszystkich. Każdy by chciał być piękny, bogaty i zdrowy. A tak się nie da.

Michał, dziękuję za rozmowę.


12 / ORŁY 2014

O tytuł najlepszego filmu i statuetkę Orła 2014 powalczą „Chce się żyć” Macieja Pieprzycy, „Ida” Pawła Pawlikowskiego oraz „Imagine” Andrzeja Jakimowskiego. Wszystkie trzy operują na silnych emocjach, łącząc widza z empatią wobec bohaterów. Szczęśliwie udało się reżyserom uniknąć przesady w przedstawianiu tych trudnych historii. Jedna z nich już 10 marca w Teatrze Polskim zwycięży w konkursie organizowanym przez Polską Akademię Filmową.

Emocje na miarę Orła 2014 W tym roku do Polskich Nagród Filmowych, zwanych potocznie Orłami, zakwalifikowało się 46 filmów fabularnych. 4 lutego br. poznaliśmy filmy nominowane do Orłów 2014. Wśród 18 kategorii, jakie są przyznawane w ramach tego konkursu członkowie Akademii głosowali na: Najlepszy Film, Najlepsze Role Aktorskie, Najlepszy Film Europejski oraz mogli zaproponować Laureata Nagrody za Osiągnięcia Życia. W pozostałych kategoriach swój głos oddawali wyłącznie specjaliści z danej branży. Widzowie zaś mieli okazję głosować na Nagrodę Publiczności. Najwięcej nominacji uzyskały filmy „Chce się żyć” Macieja Pieprzycy, „Ida” Pawła Pawlikowskiego oraz „Imagine” Andrzeja Jakimowskiego. „Chce się żyć”

„Chce się żyć” zdobyło nominację w kategorii Najlepszy Film, Najlepszy Scenariusz i Najlepsza Reżyseria. Ponadto odtwórca głównej roli, Dawid Ogrodnik został nominowany do Najlepszej Głównej Roli Męskiej, a aktorzy grający postacie drugoplanowe, Anna Nehrebecka i Arkadiusz Jakubik, do Najlepszych Ról Drugo-

planowych. „Chce się żyć” „Ida” to niezwykle poruszający film oparty na prawdziwych wydarzeniach. Głównym bohaterem jest Mateusz, który mimo swojej niepełnosprawności ma siłę woli do walki z przeciwnościami losu. Kiedy przyszedł na świat lekarze stwierdzili, że będzie tylko „rośliną”, niezdolną do komunikacji ze światem zewnętrznym. Rodzice chłopca nie oraz operator Łukasz Żal). „Ida” pogodzili się jednak z tą diagnozą. jest specyficznym filmem, któWierzyli, że mimo trudności w kory balansuje pomiędzy wieloma munikowaniu się z synem jest on kontrastami. Główna bohaterka, sprawny intelektualnie. Mateusz tytułowa Ida to młoda dziewczyna dorasta otoczony miłością i opieką wychowana w klasztorze. Przed rodziców, jego przyjacielem jest złożeniem ślubów zakonnych, sąsiadka Anka. Wszystko zmienia zgodnie z zaleceniem matki się jednak, gdy los rozdziela go z przełożonej odwiedza swoją bliskimi i trafia do specjalistyczciotkę, stalinowską sędzinę, nego ośrodka. Tam, pomimo saktóra jest jej jedyną krewną. motności decyduje się walczyć o Ciotka zabiera Idę do roprawo do normalnego życia i goddzinnej wsi, by poznać przyność. Jak oceniają krytycy „Chce czyny śmierci oraz miejsce się żyć” jest filmem skazanym na pochówku rodziny dziewsukces. Jest to ten roczyny. Wtedy też przyszła dzaj kina, który przyzakonnica poznaje prawdę ciąga widzów wzruo swoim pochodzeniu żyszającą historią osoby dowskim. Film ten jest określany niepełnosprawnej, ale jako rewolucyjny w polskim kinie, bez wzbudzania przegdyż z subtelnością i niebywałym sadnej litości. wyczuciem porusza drażliwe tematy. „Ida” Pawła Pawlikowskiego uzyskała najwięcej, bo „Imagine” Andrzeja Jakimoważ dziesięć nominacji w Orłach skiego w tegorocznej edycji Orłów 2014. Obok szans na zdobycie 2014 zdobył nominacje w nastęstatuetki w najważniejszych katepujących kategoriach: Najlepszy goriach takich jak Najlepszy Film, Dźwięk, Najlepszy Montaż, NajNajlepszy Reżyser, Najlepszy lepsza Scenografia, Najlepszy SceScenariusz, Najlepsze Zdjęcia czy nariusz, Najlepsze Zdjęcia, NajNajlepsza Główna Rola Kobieca lepsza Reżyseria oraz Najlepszy (Agata Kulesza), film ten został Film. Głównym bohaterem filmu nominowany do kategorii Odkryjest niewidomy Ian. Przyjeżdża do cie Roku (Agata Trzebuchowska

renomowanej kliniki dla ociemniałych w Lizbonie, aby uczyć orientacji przestrzennej. Na zajęcia uczęszcza między innymi Eva, która po utracie wzroku zamknęła się w sobie i nie chce z nikim rozmawiać. Stopniowo dziewczyna zmienia swoje nastawienie, staje się bardziej pewna siebie i jest najpilniejszą uczennicą Iana. Sposób prowadzenia zajęć nie podoba się jednak dyrektorowi ośrodka, który uważa, że nietypowe metody zagrażają bezpieczeństwu pacjentów. Film ten doskonale obrazuje, jak postrzegają świat niewidomi. Wiele razy reżyser pozbawia nas kluczowych elementów wizualnych, stawiając nas tym samym w sytuacji tych osób.

„Imagine”

Oficjalne wręczenie Polskich Nagród Filmowych Orły 2014 odbędzie się 10 marca br. w Teatrze Polskim w Warszawie. Tegoroczna edycja organizowana jest przy finansowym wsparciu i patronacie honorowym Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Sponsorem Głównym Orłów 2014 jest SKOK Wołomin. Wśród patronów medialnych jest dwutygodnik „Dobry Znak”. Jak co roku, relację z gali będzie można oglądać w TVP 2.


ORŁY 2014 / 13

We wtorek 4 marca, podczas spotkania nominowanych do Polskich Nagród Filmowych Orły 2014, zostało ogłoszone nazwisko zdobywcy Nagrody za Osiągnięcia Życia. Został nim Kazimierz Karabasz - wybitny polski dokumentalista, współtwórca tzw. polskiej szkoły dokumentu, wykładowca Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi.

Hanna Król

Kazimierz Karabasz jest pierwszym dokumentalistą w historii Polskich Nagród Filmowych, który otrzymał Orła w kategorii Nagroda za Osiągnięcia Życia przyznawanej od pierwszej edycji Orłów, czyli 1999 r. Dotychczasowi laureaci Nagrody za Osiągnięcia Życia to m.in. Wojciech Jerzy Has, Andrzej Wajda, Stanisław Różewicz, Tadeusz Konwicki, Roman Polański, Kazimierz Kutz, Jerzy Kawalerowicz, Jerzy Hoffman, Janusz Majewski, Danuta Szaflarska. Karabasz zasłynął przede wszystkim filmami z tzw. czarnej serii, którymi wbrew socrealistycznemu optymizmowi i propagandowemu zakłamaniu opowiadał o oficjalnie nieistniejącej patologii społecznej, chuliganach i prostytutkach. Tak powstały filmy przygotowane wspólnie z Władysławem Ślesickim „Gdzie diabeł mówi dobranoc” o rozgrzebanej budowie domu kultury na warszawskim Targówku i „Ludzie z pustego obszaru” o grupie młodzieży z warszawskiej Pragi. Tzw. czarna seria w polskiej kinematografii została zapoczątkowana przez inną dwójkę reżyserską, Jerzego Hoffmana i Edwarda Skórzewskiego. Jak powiedział Karabasz: „nadchodził październik 1956 r. i pojawiła się możliwość pokazania na ekranie rzeczywistości pełnej zgrzebności, zakłamania, obolałych miejsc - starannie dotąd przemilczanych”. Co ciekawsze, wśród twórców „czarnej serii” byli absolwenci moskiewskiego Wszechro-

KARABASZ z Orłem za całokształt twórczości syjskiego Państwowego Uniwersytetu Kinematografii im. S.A. Gierasimowa. Karabasz jest znany jako twórca estetycznej doktryny tworzenia filmów dokumentalnych, określanej jako szkoła Karabasza. Wyznawca i propagator idei „moralności kamery”. W rozmowie z Małgorzatą Sadowską, zamieszczonej w książce „Chełmska 21” mówił, że zawód dokumentalisty polega na „szukaniu drobnych elementów, składających się na - mówiąc nieskromnie - prawdę o człowieku”. I dodawał, że „Uważne obserwowanie i gromadzenie szczegółów, z których składa się życie, jest w stanie taką prawdę uchwycić”. W 2004 roku Karabasz nakręcił jeden ze swych najbardziej osobistych dokumentów. „Spotkania” to autobiograficzny esej reżysera, który po kilkudziesięciu latach pracy z ekipą filmową sam wziął

do ręki małą, nowoczesną kamerę cyfrową, by z jej pomocą nakręcić film podsumowujący dotychczasowy etap twórczości, ale też pytający o przyszłość. „O czym ma mówić dokumentalista dzisiaj, w tej naszej szamotaninie i zagubieniu?” - pyta pod koniec filmu autor i dodaje: „Wszystko, co nas otacza, wydaje się dla dokumentu albo zbyt skomplikowane, albo banalne i oczywiste (...) Patrząc przez lupę mojej kamery myślę, że należałoby o każdej z tych osób zrobić osobny film. Tak z resztą jak o każdym z nas. Ale nawet wówczas byłby to tylko - jak napisał poeta - zawsze fragment.” Jego najsłynniejsze filmy to „Muzykanci” (Grand Prix MFFDiA w Lipsku 1960, Złoty Lew MFFKiD Wenecja 1960, Złoty Smok MFFK Kraków 1961, nagroda główna MFFK Oberhausen 1961, Golden Gate Award MFF San Francisco Kadr z filmu „Gdzie diabeł mówi dobranoc” w reżyserii Kazimierza Karabasza

1961), „Rok Franka W.” (Złoty Lajkonik OFFK Kraków 1968, nagroda MFFK Oberhausen 1969), „Spotkania”. W 1969 roku otrzymał nagrodę Ministerstwa Kultury i Sztuki II. Stopnia. Podczas ogłoszenia nazwiska laureata obecni byli twórcy polskiego kina nominowani do tegorocznych Polskich Nagród Filmowych Orły 2014, m.in. Agata Kulesza (w kat. Najlepsza Główna Rola Kobieca za film „Ida”), Dawid Ogrodnik (w kat. Najlepsza Główna Rola Męska za film „Chce się żyć”), Janusz Gajos (w kat. Najlepsza Główna Rola Męska za film „Układ zamknięty”), Robert Więckiewicz (w kat. Najlepsza Główna Rola Męska za film „Wałęsa. Człowiek z nadziei”), Anna Nehrebecka (w kat. Najlepsza Drugoplanowa Rola Kobieca za film „Chce się żyć”), Marta Nieradkiewicz (w kat. Najlepsza Drugoplanowa Rola Kobieca za film „Płynące wieżowce”) oraz Maciej Pieprzyca (w kat. Najlepsza Reżyseria, Najlepszy Scenariusz i Najlepszy Film za „Chce się żyć”). Nominowani odebrali z rąk Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdana Zdrojewskiego dyplomy Nominacji. Dariusz Jabłoński, pomysłodawca Orłów i prezydent Polskiej Akademii Filmowej wręczył im także zaproszenia do Europejskiej Akademii Filmowej, które daje członkom Akademii prawo głosowania na Europejskie Nagrody Filmowe, możliwość udziału w ceremonii przyznania nagród i udziału w całorocznej działalności EFA.


14 / RELIGIA

Okres Wielkiego Postu jest czasem poświęconym odnowie duchowej poprzez udział najczęściej w kilkudniowych parafialnych rekolekcjach. Mają one na celu umocnienie wiary i odnowę moralną dzięki słuchaniu Słowa Bożego w ciszy i modlitwie.

Czekając na kanonizację bł. Jana Pawła II Niewielu z nas spodziewało się, że będzie mogło być „uczestnikami” niezwykłych rekolkecji odprawianych początkowo przez ks. Karola Wojtyłę jako biskupa pomocnicznego, a potem metropolitę krakowskiego oraz w rekolecjach odprawianych w Watykanie dla Ojca Świetego i kurii Rzymskiej. Stało się to dzięki wydanej z inicjatywy kardynała Stanisława Dziwisza książki, w której znajdują się osobiste notatki Ojca Świętego będące świadectwem więzi ze Stwórcą i całkowitego zawierzenia Bogu. Wymownym tego przykładem w tytule ksiązki są słowa samego papieża - „Jestem bardzo w rękach Bożych”. Notatki te, jak zaznaczył ks.kardynał Stanisław Dziwisz, są kluczem do zrozumienia duchowości Jana Pawła II, czyli jego relacji z Bogiem, z drugim człowiekiem i ze sobą. Lektura ich niech pomoże wszystkim w odkrywaniu głębi duchowej człowieka XXI wieku i niech prowadzi do jeszcze większej miłości Boga i ludzi. W najbliższych numerach naszego pisma będziemy chcieli przedstawić i przybliżyć naszym czytelnikom wybrane fragmenty tych rekolekcji z ponad 600-stronicowego wydawnictwa.

„Dobro w swym Boskim Źródle i ludzkiej weryfikacji” Szczególnym punktem konteplacji Bóstwa - „Boga w sobie” jest tajemnica dobra. Wydaje się, że w obrębie świata dobro łączy się zawsze z jakąś potrzebą, odpowiada jakiejś potrzebie i po tym pozwala się je odkryć i zweryfikować. Z trudem przebija się ludzka myśl i ludzka wraźliwość na wartości w stronę „dobra samego w sobie”. Kontemplacja dobra poza

układem wszelkich potrzeb, dążeń i pożądań jest jednak najgłębszą potrzebą i pragnieniem duszy ludzkiej, w czym odzwierciedla sie ów rys boskiego podobieństwa, który jest jej właściwy. Bóg sam jako Dobro znajduje się, jeśli tak można to wyrazić, poza wszelką potrzebą. Jest Absolutem, czyli Pełnią dobra, a wraz z tym pełnią chwały. Nie potrzebuje żadnego ze stworzeń, nie potrzebuje też człowieka w tym celu, aby dorzucił coś do Jego Boskiej doskonałości, szczęścia i chwały. I dlatego też Boska „filantropia”, miłość człowieka i w ogóle stworzeń znajdująca się poza wszelką potrzebą i użytecznością, wprowadza nas we właściwy porządek dobra i… ona jedna porządek ten konstytuuje i gwarantuje. Pozostawieni wymiarowi świata, gdzie dobro tłumaczy się w przytłaczającej mierze potrzebą, pożytkiem czy użytecznością - ta zreszta interpretacja jest głównym rysem aksjologii materialistycznej - byłby człowiek skazany na prawie że beznadziejne przedzieranie się do „dobra samego w sobie”. A przez to samo byłby skazany na stłumienie najgłębszego pragnienia, które żyje w jego duszy, pragnienia: dobra bezinteresownego i bezinteresownego pragnienia dobra. Bóg, który warunkuje i zarazem wyzwala to pragnienie,

i miłości. „Takie zjednoczenie służy dobru, w przedziwny sposób je pomnaża i rozprzestrzenia. W przeciwieństwie do dobra - isnieje także wymiar społeczny zła. Idzie ono w parze z tym, co nazywamy grzechem cudzym. Właściwie pierwszy (pierworodny) grzech był grzechem cudzym: zaczął się od pokusy złego ducha, a z kolei przeszedł od człowieka (niewiasty) do człowieka (mężczyzny). Grzech cudzy zakłada różne formy zgorszenia. Chrystus powiedział: „biada światu dla zgorszenia” i przeklął gorszycieli.

przez to samo też stwarza podwaliny dla miłości w świecie ludzkim. „Przyszedłem przynieść ogień na świat. Miłość bowiem zakłada dobro jako takie, „dobro samo w sobie”. Z potrzeby serca płynące uwielbienie Boga, tego dobra, które wszystko przewyższa, a które przybliżyło sie do człowieka - i poprzez Sakrament swej Obecności: Eucharystię - stale jest wśród nas. Sakramentalnie, a jakby osobiście. Stwórca, powołujac do istnienia człowieka: osobę i wspólnotę zarazem, ukazał mu drogę do zbawienia, czyli do pełnienia dobra i kształtowania coraz to dojrzałego „świata dobra”. Droga ta prowadzi rownocześnie przez serce (sumienie) człowieka i przez wspólnotę. Dobro ma swój wymiar społeczny, a wymiar ten okazuje się wówczas, gdy na podobieństwo Trójcy Przenajświętrzej ludzie jako dzieci Boże jednoczą się w prawdzie

Świat dzisiejszy pełen jest różnorakiego zgorszenia. Zgorszenie stało się poniekąd programem życia społecznego. Równocześnie odbiera sie temu zgorszeniu jego istotny sens moralny; zła nie nazywa sie złem. I tak zło święci jeszcze tryumfy. Koniecznie potrzebne są w świecie współczesnym wspólnoty chrześcijan-dzieci Bożych - zjednoczone prawdą i miłościa, ażeby „odtruwać atmosferę”, przeciwstawiać się złu, odbierać mu jego społeczny wymiar. Dzisiaj podkreśla się społeczny wymiar każdego grzechu: nie tylko niszczy on dobro w jednostce, ale także we wspólnocie Kościoła. Podstawowym wymiarem zła i grzechu zawsze jest i będzie „obraza Boga”. Niemniej prawdą jest, że niszczy on ducha i jest przyczyną śmierci moralnej nie tylko jednostek, ale całych społeczeństw. Zgorszenie jako wieloraka forma grzechu cudzego zobowiązuje do wzmożonego poczucia odpowiedzialności za dobro i za braci... oprac. prof. Wojciech Ciechomski


PRAWO / 15 Coraz częściej słyszymy o nowym przestępstwie, jakim jest cyberstalking. Zachowania, które są powszechnie uznawane za nękanie drugiej osoby, mogą mieć różną postać. Cyberstalking to odmiana nękania, przy czym odbywa się ono w przestrzeni wirtualnej. Jest to m.in. wysyłanie niechcianych e-maili, pisanie obraźliwych komentarzy na forach internetowych, wysyłanie wiadomości wbrew woli oraz w imieniu osoby nękanej (kradzież tożsamości). Podszywanie się pod kogoś innego jest ostatnio częstym zjawiskiem. Publikując każdy szczegół swojego życia na popularnych portalach społecznościowych musimy mieć świadomość, że ktoś może wykorzystać zawarte tam informacje przeciwko nam. Cyberstalker stara się przejąć władzę nad ofiarą i będzie o nią walczył wszelkimi sposobami. Nie powinniśmy odpisywać na otrzymywane wiadomości, ponieważ każda odpowiedź jest dla niego

Internet, zwany także „oknem na świat”, otwiera przed nami wiele możliwości. Jest źródłem wiedzy i rozrywki, ale może też być przyczyną zdarzeń, które zamienią nasze życie w koszmar…

Jeszcze mnie polubisz! Już ja tego dopilnuję… Anna Jabłońska - doradca prawny, Centrum Usług Prawnych

zadowalająca i daje mu poczucie osiągnięcia sukcesu. Przestępstwo stalkingu popełnia każdy, kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotnie narusza jej prywatność.

Karą, która grozi za popełnienie powyższego przestępstwa jest kara pozbawienia wolności do lat 3. Tej samej karze podlega osoba, która podszywając się pod inną osobę wykorzystuje jej wizerunek lub inne dane osobowe w celu wyrządzenia jej szkody majątkowej lub osobistej. Jeżeli następstwem czynu jest targnięcie się pokrzyw-

dzonego na własne życie, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10. Trudno wyobrazić sobie normalne funkcjonowanie człowieka, kiedy ktoś wysyła do niego dziesiątki albo i nawet setki wiadomości. Przy kolejnym smsie o treści „Jeszcze mnie polubisz! Już ja tego dopilnuję!” pokrzywdzona osoba najczęściej decyduje się na złożenie zawiadomienia o przestępstwie (Policji lub prokuratorowi wraz z wnioskiem o ściganie sprawcy). Istotne jest przy tym zachowanie wszystkich e-maili i wiadomości, gdyż mogą stanowić ważny dowód w sprawie.

Jeśli potrzebujesz pomocy prawnej napisz do mnie na adres mailowy: biuro@mobilnyprawnik.pl Więcej informacji: www.mobilnyprawnik.pl REKLAMA

Nie zwlekaj, dzwoń już teraz - tel.: 602 733 335

www.karpiowkazblachy.pl


16 / REKLAMA

Dobry Znak  

nr 5 (133)/ 2014r. cz. 1

Advertisement