Page 1

ISSN 1899-4830

gazeta bezpłatna

Dwutygodnik nr 20(55)

12 listopada 2010

11

listopada 1918 r. Polska po 123 latach niewoli odzyskała niepodległość. Niepodległość, o której Polacy marzyli. Walki o wolne Państwo Polskie toczyły się pod wszystkimi zaborami. „W tej dacie - 11 listopada, mieści się nie tylko jeden dzień wolności, ale cały okres walk o wolność, od Konfederacji Barskiej, Powstanie Kościuszkowskie, Powstania Listopadowe, Styczniowe, po szubienice na stokach Cytadeli i zesłanie tysięcy Polaków na Syberię” - mówi wybitny historyk prof. Józef Szaniawski.

Kazimierz Adamski Jesienią 1918 r. dobiegała końca I wojna światowa, która przyniosła klęskę wszystkim trzem zaborcom. Była to niepowtarzalna szansa dla Polaków - szansa na odzyskanie utraconej suwerenności. 10 listopada 1918 r. do Warszawy przybył Józef Piłsudski, więziony przez Niemców od lipca 1917 roku. Jego przyjazd wywołał entuzjazm ludności stolicy i masowe rozbrajanie okupantów. W dniu 11 listopada Rada Regencyjna przekazała Józefowi Piłsudskiemu Naczelne Dowództwo nad formującym się Wojskiem Polskim, a trzy dni później całą władzę cywilną. 22 listopada Józef Piłsudski ogłosił się Naczelnikiem Państwa i razem z premierem podpisał dekret o tymczasowych władzach Republiki Polskiej. Piłsudski już w pierwszych dniach istnienia II Rzeczpospolitej oceniał wnikliwie wszystkie zagrożenia dla wolności Polaków. Najgroźniejsze płynęły ze Wschodu... Już 12 stycznia 1919 r. dowództwo Armii Czerwonej wydało strategiczny rozkaz rozpoczęcia „czerwonego marszu na Zachód”. Oznaczało to przejście przez Polskę do Niemiec, Francji i całej Europy. 5 lutego 1919 r. Rosjanie zdobyli Kijów, a 14 lutego doszło do pierwszego starcia młodego Wojska Polskiego z Armią Czerwoną. Tak rozpoczęła się wojna polsko-sowiecka, która realnie, zgodnie z hasłem prących na Warszawę dywizji sowieckich „Naprzód na Zachód – przez trupa Polski do serca Europy”, była wojną o Europę. Na przeszkodzie realizacji zamierzeń Sowietów stanął marszałek Józef Piłsudski. Geniusz strategiczny marszałka oraz determinacja i bohaterstwo żołnierzy Wojska Polskiego zdecydowały o losach naszego kraju. Bitwa Warszawska 1920 r. była przypieczętowaniem dzieła odrodzenia Rzeczypospolitej. Naród polski obronił odzyskaną niepodległość.

nakład 110 000 egz.

www.gazetadobryznak.pl

„...Sąsiedzi nasi, z którymi pragnęlibyśmy żyć w pokoju i zgodzie, nie chcą zapomnieć o wiekowej słabości Polski, która tak długo stała otworem dla najazdów i była ofiarą narzucania jej obcej woli przemocą i siłą. Nie chcemy mieszać się do życia wewnętrznego któregokolwiek z naszych sąsiadów, lecz pozwolić nie możemy, by pod jakimkolwiek bądź pozorem, chociażby pod pozorem rzekomego dobrodziejstwa, naruszano nasze prawo do samodzielnego życia...” J. Piłsudski

Narodowe Święto Niepodległości D

zień 11 listopada, w którym Józef Piłsudski przejął władzę, został ustawą z dnia 23 kwietnia 1937 roku oficjalnie ogłoszony świętem narodowym. Jednak już od 1919 roku był obchodzony jako Święto Niepodległości. Jest jednym z najważniejszych świąt obchodzonych przez Polaków w kraju i za granicą. Chociaż po II wojnie światowej władze Polski Ludowej usunęły Święto Niepodległości z kalendarza, to nie udało się go usunąć z serc Polaków. Środowiska niepodległościowe nadal obchodziły kolejne rocznice 11 listopada 1918 roku. Dopiero w 1989 roku Sejm IX Kadencji przywrócił narodowi to święto.

23 października 2010 r. w Hotelu Gromada w Warszawie odbyła się Wielka Gala Mazowsza „Samorząd i Przedsiębiorczość”, podczas której Spółdzielcza Kasa Oszczędnościowo-Kredytowa w Wołominie po raz szósty zdeklasowała konkurencję i zajęła I miejsce w kategorii Usługi finansowe w Konkursie na Mazowiecką Firmę Roku

Wszystkie orły do SKOK T

en zaszczytny tytuł i Złote Orły Mazowieckiego Biznesu SKOK w Wołominie otrzymuje corocznie od 2004 r. Od 6 lat nasza wołomińska Kasa zajmuje najwyższe miejsce na podium. W ubiegłym roku Kapituła Konkursu przyznała Prezesowi Zarządu SKOK w Wołominie nagrodę specjalną i tytuł „Solidny w Biznesie”. „Mazowiecka Firma Roku” to konkurs dla instytucji i przedsiębiorstw. Jego celem jest wyłonienie jednostek, które odnotowują dynamiczny rozwój pomimo trudnej

sytuacji gospodarczej kraju, jednocześnie cechując się wysoką jakością produktu, innowacjami w zarządzaniu, etyką biznesową oraz dbałością o kadrę pracowniczą. Zwycięskie firmy otrzymują złote, srebrne i brązowe statuetki Orła Mazowieckiego Biznesu. Organzatorami Konkursu są: Mazowieckie Zrzeszenie Handlu Przemysłu i Usług, Naczelna Rada Zrzeszeń Handlu i Usług oraz Europa 2000 Consulting Sp. z o.o. Wielka Gala zgromadziła ponad 800 osób: oprócz Laureatów swoją obecnością wieczór uświetnili przedstawiciele świata polityki i biznesu. W znakomity sposób Galę poprowadzili Radosław Brzózka i Paulina Sykut, a goście bawili się przy muzyce gwiazd wieczoru: Krzysztofa Krawczyka oraz Alicji Majewskiej. Dużym zainteresowaniem cieszył się również pokaz brazylijskiej samby. Więcej o sukcesie SKOK Wołomin - na str. 9


str. 2

OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY...

Gladiatorzy

C

hleba i igrzysk żądał lud rzymski od swych władców. Tylko tyle, lub aż tyle żądali starożytni Rzymianie. Tyle wystarczało do utrzymania spokoju. Chleba dla ciała. Igrzysk dla ducha. Chleb i oliwa wystarczały, żeby przeżyć. Krwawe walki gladiatorów dostarczały rozrywki. Zaspakajały niezbyt wygórowane potrzeby emocjonalne. Jak dobrze było zabawić się cudzym kosztem, a potem kciukiem żądać śmierci lub okazać łaskę. Emocje cudzym kosztem. Jak daleko jesteśmy, my współcześni Polacy od starożytnych w naszych wymaganiach. W naszych potrzebach i oczekiwaniach. W naszych wyobrażeniach sprawiedliwego świata. Otóż bliżej nam do nich, niżby się wydawało. Nie aż tak wiele zmienił się człowiek przez ostatnie dwa tysiące lat. Poza modą i środkami transportu wszystko pozostało bez zmian. Człowiek się nie zmienił. Po pierwsze chce jeść. Musi jeść. Żąda więc współczesny człowiek rozbudowanych świadczeń socjalnych. Żąda wyższych wynagrodzeń za krótszą pracę. Żąda zasiłków, dłuższych urlopów i innych zasłużonych lub nie przywilejów. I co robią rządzący? Co robią politycy? Politycy głoszą populistyczne hasła. Politycy obiecują to, czego oczekuje lud. Przed wyborami są w stanie obiecać wszystko. A wyborcy wierzą. Wierzą, że chleb będzie za darmo. Głosują. I co? Chleb drożeje. Pracy nie ma. A tak w ogóle to nie ma nic za darmo. Natomiast igrzysk mamy do syta. Przed telewizorem. W radiu. W gazetach. Igrzysk mamy do syta. Politycy i ci, co wygrali wybory i ci, co je przegrali, dwoją się i troją, żeby wyborcy nie narzekali. Chleba co prawda nie dają, natomiast igrzysk do woli. Codzienne walki dzisiejszych gladiatorów i bohaterów przed kamerami pozwalają zapomnieć o pustych żołądkach. Zagłuszają potrzeby. Odwracają uwagę od istotnych problemów. Puste igrzyska zagłuszają sumienia. Zniekształcają ideały i zamazują prawdę. Żyjemy emocjami naszych przedstawicieli. Żyjemy ich życiem. Wierzymy im mimo ciągłych kłamstw. Igrzyska trwają nadal. Kosztem ludzi. Kosztem kraju. Kosztem obecnych i przyszłych pokoleń. Mariusz Gazda redakcja@gazetadobryznak.pl

„Dobry Znak” nr 20(55) 12 listopada 2010

Od wielu miesięcy ostrzegaliśmy na łamach „Dobrego Znaku”, że sytuacja gospodarcza nie jest tak dobra, jak to malują oficjalne statystyki i media. Na naszych oczach zielona wyspa zaczyna zamieniać się w ruchome piaski i z dnia na dzień mamy całą serię propozycji podnoszenia podatków, cięcia ulg, ograniczenia wydatków, zabierania praw nabytych. Można powiedzieć drakońskie oszczędności. Większość polskiego społeczeństwa zdecydowanie nie zdaje sobie sprawy, w jakim stanie są polskie finanse publiczne, a są one w dramatycznej sytuacji, można powiedzieć najgorszej od 20 lat

Argentyński scenariusz Janusz Szewczak główny ekonomista SKOK

S

łowa wypowiedziane przez byłego węgierskiego premiera: „Kłamaliśmy rano, kłamaliśmy wieczorem, kłamaliśmy cały czas, gdy idzie o stan naszej gospodarki”, zaczynają również nabierać sensu tutaj nad Wisłą. Skala rozbieżności podawana w informacjach co do stanu polskich finansów publicznych, polskiego zadłużenia, jest olbrzymia. Nawet obecny wicepremier rządu, Waldemar Pawlak, publicznie apeluje do swojego ministra finansów, własnego rządu o to, aby powiedział prawdę o stanie polskich finansów publicznych. Wiceminister finansów odpowiedzialny za podatki, Maciej Grabowski, twierdzi, że gdyby nie obecna podwyżka VATu, to przekroczylibyśmy próg 55% relacji długu publicznego do polskiego PKB. A przecież podwyżka podatku VAT w najbliższym czasie ma dać w przyszłym roku budżetowi raptem 5,5 mld zł. Czyżby więc brakowało nam do przekroczenia tego progu tak niewielkiej kwoty? Czy też najbardziej prawdziwe są stwierdzenia ministra Michała Boniego, polonisty, ale zarazem głównego ekonomisty rządu, który mówi, że w przypadku przekroczenia 55-procentowego progu ostrożnościowego potrzebne będzie natychmiast 40 mld zł. I wreszcie sam minister finansów, Jan Wincent Rostowski, który jednego dnia mówi, że deficyt sektora finansów publicznych wyniesie 80 mld zł, a kilka dni później mówi, że będzie to jednak ok. 100 mld zł. W ciągu kilku dni pojawia się olbrzymia rozbieżność 20 mld zł. Według moich wyliczeń opartych na statystyce unijnej nasz dług będzie jeszcze większy. Dług sektora finansów publicznych będzie w granicach 125 mld zł, a więc na poziomie ok. 10% PKB. Jest to już niesłychanie wysoki wskaźnik i nawet ten oficjalny przyznany przez ministra finansów, Jana Wincenta Rostowskiego, na poziomie 8% jest już absolutnie alarmowy. Można powiedzieć, że w jakimś sensie idziemy w stronę argentyńskiego scenariusza nad Wisłą, czyli potencjalnego bankructwa. Argentyna zbankrutowała w 2001 r., mając zaledwie 100 mld dolarów zadłużenia zagranicznego. My mamy już dzisiaj ok. 260 mld dolarów takiego zadłużenia. Grecy popadli w totalne tarapaty, mając 300 mld euro długów zagranicznych, my mamy blisko 200 mld euro tego zadłużenia. Sprywatyzowaliśmy prawie cały majątek narodowy, ten wartościowy, uzyskując za to kwotę prawie 140 mld zł. A popadliśmy w totalne długi, toniemy wręcz w tych długach. Dług publiczny skarbu państwa dzisiaj to już około 750 mld zł. W roku przyszłym będzie ok. 870 mld zł, a za 2 lata dobrniemy do okrągłego biliona zł. To kwoty nie do spłacenia nawet przez nasze prawnuki, tym bardziej, że mamy cały czas pijawkę odciągającą olbrzymią część środków budżetowych, jaką jest kompletnie nieudana reforma emerytalna w postaci II filara, czyli system OFE, gdzie co roku trzeba pompować blisko 25 mld zł. To zjawisko trwa nadal i nie widać żadnego sensownego pomysłu, tym bardziej, że ten system gwarantuje nam głodowe emerytury niższe nawet niż w systemie starym ZUSowskim. Można powiedzieć, że ten nasz dotychczasowy rozwój i inwestycje rozwijały się na kredyt. Mamy blisko 115 mld zł więcej kredytów niż depozytów. Mamy olbrzymie zadłużenie w postaci kredytów hipotecznych walutowych. To już blisko równowartość 160 mld zł. Mamy olbrzymią maszynkę drukarską, jeśli chodzi o sprzedaż obligacji skarbu państwa. To przecież też jest forma zadłużania się. W tej chwili w rękach podmiotów zagranicznych jest ponad 125 mld zł w obligacjach i stale ta maszynka przyspiesza, a ministerstwo finansów jest dumne, że idzie sprzedaż polskich obligacji jak świeże bułeczki. Przypomnijmy, że również Grecja dobrze sprzedaje dziś swoje obligacje i jest to prostu rachunek do zapłacenia w przyszłości wysoko oprocentowany. Można więc powiedzieć, że sytuacja dramatycznie przyspiesza, jeśli chodzi o finanse publiczne, ale w tym niekorzystnym kierunku. Ten rozdział, ten zegar,

który uruchomił prof. Leszek Balcerowicz, coś mówi, chociaż dobrze by było wiedzieć, jaki był jego udział w tym wyniku na tym zegarze. Często jest tak, że ci, którzy zegarek zepsuli, chcą go osobiście naprawiać. Widać wyraźnie, że przed nami bardzo trudne 2 lata, 2011-2012, i duża niestety szansa na przekroczenie progów ostrożnościowych, zarówno tego 55-procentowego, jak i nawet tego konstytucyjnego 60-procentowego. Kryzys przychodzi do Polski z opóźnieniem, ale jego skutki mogą być nie mniej dramatyczne niż to miało miejsce na Węgrzech czy w Grecji. Jest to już niewątpliwie otwarty kryzys finansów publicznych, wiele wskaźników makroekonomicznych jest na tyle niepokojących, że można je przyrównywać właśnie do tych Węgier czy Grecji. Przypomnijmy, że do 2013 r. mamy zmniejszyć deficyt sektora finansów publicznych do 3%, oficjalnie dziś mamy 8% deficytu, realnie jest to już ok. 10% PKB. Deklarowano wyższe dochody podatkowe na przyszły rok, nie tylko z powodu podwyżki VATu czy akcyzy. Również może się okazać, że dochody podatkowe w budżecie na rok 2011 są znacznie przeszacowane, natomiast wydatki są niedoszacowane. My już od kilku lat stosujemy regułę wydatkową. To, co oficjalnie dopiero ma być w program wprowadzone w przyszłym roku. Dramatyczne skutki tych cięć będą szczególnie widoczne przy budowie dróg i autostrad. Pomysł, żebyśmy płacili za przejazdy obwodnicami miast na razie kiełkuje, czekają nas podwyżki energii elektrycznej, żywność bardzo podrożeje z powodu nieurodzaju i klęsk żywiołowych, powodzi. Mamy coraz większe zaległości podatkowe wobec skarbu państwa, to już poważna kwota ponad 21 mld zł. Gdy idzie o kredyty zagrożone gospodarstw domowych, to jest już kwota ok. 25 mld zł. Można powiedzieć, że gdyby nie Krajowy Fundusz Drogowy, to stanęłyby budowy dróg, bo to on emituje obligacje, żeby można było kontynuować ślamazarnie idące budowy dróg i autostrad. Mimo tak drastycznie wysokiego zadłużenia skarbu państwa dalej pożyczamy na potęgę. Właśnie pożyczamy od Europejskiego Banku Inwestycyjnego kolejne 2 mld euro, które przecież trzeba będzie do długu dopisać. A pamiętajmy - 55% Polaków nie ma żadnych oszczędności, 2 mln Polaków są już w Krajowym Rejestrze Długów, bo nie spłacają swoich zobowiązań. To są wyzwania nie byle jakie, elementy ryzyka, jeśli chodzi o finanse. Sztucznie umocniliśmy walutę polskiego złotego do jakichś gigantycznych rozmiarów, gdy cały świat stosuje wojnę walutową polegającą na wyścigu, kto bardziej obniży wartość swojej waluty. Chodzi tu o to, że obniżka wartości waluty o 10% w naszym kraju daje 16 mld mniej na koncie naszych długów. Stąd to sztuczne parcie na wzmocnienie waluty i sztuczne obniżenie wielkości długów. Przecież tak naprawdę ich nie ubywa, tylko w zapisie czysto rachunkowym on się zmniejsza. Nic dziwnego, że tu nad Wisłą świetnie się zarabia, skoro oprocentowanie kredytów w Szwajcarii jest na 0,5%, a kredyty hipoteczne też we franku szwajcarskim w Polsce na 4% - 5%, a bywa, że i na 8%. Niewątpliwie końcówka roku przyniesie rozczarowanie i zaskoczenie, gdy idzie o pewne zasadnicze wskaźniki makroekonomiczne sytuacji polskich finansów publicznych. Ta manipulacja długiem, progiem ostrożnościowym niewiele wniesie nowego, rząd wyraźnie przygotowuje się do wejścia nowej granicy, progów ostrożnosciowych 55- i 60-procentowego relacji długu do PKB. Temu celowi będzie służyć powołanie Komisji Konstytucyjnej oraz gwałtowne działania wokół nowelizacji ustawy o Banku Gospodarstwa Krajowego.

M

ożna się więc spodziewać na koniec roku podobnych sztuczek, jakie zastosowała Grecja swego czasu w oparciu o tzw. swapy walutowe. W zeszłym roku była to kwota 3 mld euro, którą zamieniono na walutę polską z późniejszą ceną odkupu, w tym roku może to być kwota nawet dwukrotnie większa. To zarządzanie długiem skarbu państwa to dziś po prostu fikcja i plan życzeniowy. Za błędy na górze zapłacimy my na dole.

W życiu bywają rzeczy ważniejsze niż samo życie - Józef Piłsudski


„Dobry Znak” nr 20(55) 12 listopada 2010

str. 3

92 rocznica odzyskania niepodległości w tym roku przebiega w cieniu kampanii wyborczej do samorządów i nasilającego się antyklerykalizmu. Jest powtarzana jak mantra teza, że w Polsce mamy „kryzys Kościoła”. Dowodem na to mają być różnego rodzaju badania statystyczne oraz nagłaśniane i generalizowane - jednostkowe, ale bulwersujące opinię publiczną - sytuacje czy zachowania ludzi Kościoła, a także sprawa krzyża i komisja majątkowa

Ojczyznę naszą pobłogosław Panie Jan Maria Jackowski

W

rzeczywistości mamy jednak nie tyle „kryzys Kościoła” ile kryzys wiary wielu współczesnych ludzi, letniość i odchodzenie od Kościoła. Z drugiej strony są ewidentne dowody pogłębiania się religijności części wierzących, o czym świadczy fakt, że coraz więcej osób korzysta z sakramentu pojednania i eucharystii. Kościół bywa też oskarżany, że nie zmienia się wraz z duchem czasu, a polski katolicyzm jest „masowy, ale powierzchowny”, że jest „maryjny”, że jest „tradycjonalistyczny”. Rzeczywistość bosko-ludzka, jaką jest Kościół, jest bogatsza niż tego rodzaju jej oceny. I niekiedy ta wyszydzana „babcia w moherowym berecie” odmawiająca na kolanach różaniec ma więcej wiary, pokory i miłości niż „lepiej wiedzący” intelektualista, którzy podczas „nudnego” kazania wychodzi z kościoła na papierosa. To prawda, że współcześni Polacy żyją w zupełnie innych realiach ustrojowych, politycznych, społecznych, gospodarczych, kulturowych, ideowych niż poprzednie pokolenia. Jednak nadal żywe jest doświadczenie historyczne, że w czasach rozbiorów czy okupacji narodowe i wolnościowe aspiracje Polaków najpełniej mogły być wyrażane w murach kościołów. Stąd między innymi ta trudna do zrozumienia na Zachodzie i w środowiskach „postępowych” historycznie ukształtowana niezwykła symbioza polskości i katolic-

kości wyrażana dwuwierszem: tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem Polska jest Polską, a Polak Polakiem. Nie zapominajmy, że dwa szczególnie źle zapisane w historii Polski państwa rozbiorowe: protestanckie Prusy/Niemcy (choćby kulturkampf) oraz prawosławna Rosja były nastawione antykatolicko. Dlatego konflikt polityczny i narodowościowy przenikał również życie religijne i dlatego wiele pokoleń świeckich i duchownych zostało uformowanych w takich realiach życia publicznego. Nie ma zatem co się dziwić, że w naszym kraju niejako hymnem państwowym i jednocześnie religijnym manifestem jest pieśń „Boże coś Polskę”. Symbioza polskości i katolickości paradoksalnie w jakiś specyficzny sposób została zakonserwowana w czasach PRL, w których „katolicki naród” był uciskany przez „bezbożnych komunistów” i w zasadzie tylko w kościołach wielu Polaków czuło się wolnymi i śpiewało „ojczyznę wolną racz przywrócić Panie”. Po 1989 roku wydawało się, że sytuacja radykalnie się zmieniła i śpiewano „Ojczyznę wolną pobłogosław Panie”. Jednak znowu zaczyna odciskać swoje piętno charakterystyczny w Polsce syndrom zagrożenia oraz dziedzictwo osaczenia „polskiej placówki”. W tym kontekście utwierdza taką postawę laicki fundamentalizm wiodących instytucji Unii Europejskiej jak choćby orzeczenie strasburskiego trybunału z 3 listopada 2009 roku otwierające możliwość eliminacji krzyży z przestrzeni publicznej w krajach europejskich. Ten chrystofobiczny

Entuzjaści naszej integracji z Unią Europejską reagują gwałtownie, kiedy próbuje się zasygnalizować problemy z pozyskiwaniem tzw. pieniędzy unijnych. Osoba, która próbuje poddać pod rozwagę pewne praktyki i działania urzędników zajmujących się przekazywaniem dotacji, od razu jest krytykowana jako przeciwnik „polskiej szansy na rozwój”

Unia nie oddaje naszych pieniędzy? dzy? Rafał Pazio

T

ymczasem należy pamiętać, że na kontach Unii leżą przede wszystkim nasze pieniądze - pieniądze polskiego podatnika płacone w ramach składki. Do nich mamy przede wszystkim prawo, gdyż powinny być zainwestowane w niezbędne dla Polaków przedsięwzięcia, przede wszystkim infrastrukturalne.

Niepokojące sygnały Pojawiają się jednak niepokojące sygnały, że nie otrzymujemy należnych nam pieniędzy. Ostatnio miałem okazję rozmawiać z Pawłem Bogdanowiczem, radnym gminy Chełmiec (okolice Nowego Sącza), który przekonywał mnie, że do Polaków wraca dużo mniej pieniędzy niż wpłacili w ramach składki. Jak wiadomo, wiele się mówi o pieniądzach unijnych, które zmieniają Polskę. Proste obliczenie pokazuje jednak, że z formułowaniem takiej opinii trzeba być bardzo ostrożnym. Radny z Chełmca pomnożył ilość mieszkańców gminy przez składkę, jaka przypada na statystycznego Polaka. W efekcie otrzymał wynik informujący o tym, że w latach 2007-2010 mieszkańcy gminy Chełmiec wpłacili kwotę 33,5 miliona złotych.

Nie trzeba nikomu mówić, jaki efekt przyniosłoby skierowanie tej kwoty na gminne inwestycje. Warto również zaznaczyć, że pozyskiwanie pieniędzy unijnych również pochłania dodatkowe koszty. Na samym starcie trzeba wydać kilkadziesiąt lub kilkaset tysięcy złotych. Nie mamy też żadnej pewności, że dostaniemy dofinansowanie, ale swoją część musimy wydatkować. Przedstawiciele gmin bardzo często muszą zabiegać o względy polityków, ponieważ większość środków unijnych jest rozstrzygana na poziomie województwa - z reguły sejmiku. Często obowiązuje zasada: kto ma znajomości, ten ma dotację.

Obieg pieniądza

W „Dzienniku Polskim” z 25 września napisano, że na Program Rozwoju Obszarów Wiejskich Małopolska przeznaczono ponad 700 milionów złotych. Do tej pory wydano niespełna 9 milionów, a pieniądze trzeba zainwestować do 2013 r. Należy wyraźnie powiedzieć, że samorządowcy chcą pozyskiwać pieniądze unijne, ale z niewiadomych względów biurokracja unijna paraliżuje przyznawanie unijnych dotacji. Kilka miesięcy czeka się na przeczytanie wniosków, które odrzuca się bardzo często z powodu drobnych uchybień w dokumentacji.

OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY... wyrok jest wymowny i wywołuje w Polsce wyjątkowo złe skojarzenia. W końcu września tego roku strasburski Trybunał posunął się do skrajnego relatywizmu, by dać wyraz swej niechęci do kościoła katolickiego. Zaczął dzielić religie i związki wyznaniowe na „słuszne” i „niesłuszne”. Sędziowie tym razem orzekli, że mormoni w Niemczech mogą wyrzucić z pracy osobę, która dopuściła się aktu zdrady małżeńskiej, a tym samym zaszkodziła wiarygodności pracodawcy. Natomiast kościół katolicki w tym kraju nie może zwolnić z pracy osoby, która swoim zachowaniem sprzeniewierza się chrześcijańskiej moralności i jest przyczyną publicznego zgorszenia. Ponadto w tym wypadku „nie doszło do zaszkodzenia wiarygodności pracodawcy”. Orzeczenia strasburskie są oczywistym sygnałem, że fundamentaliści laiccy wyraźnie przystąpili do ofensywy w całej Europie. Również w Polsce zaktywizowali swe działania. Powstaje nawet partia antyklerykałów i organizuje „marsze na kurie biskupie”. Tego rodzaju działania trafiają na podatny grunt w tej części społeczeństwa, która przez lata w III RP ulegała indoktrynacji mentalnych spadkobierców Komunistycznej Partii Polski (KPP) i Róży Luksemburg z jej koncepcją wykorzenienia tradycji religijnej i narodowej Polaków. Choć komunizm w Europie oficjalnie upadł, to jednak pewne idee są „wiecznie żywe”. Komuniści, którzy w czasach PRL ateizowali Polskę, byli niekiedy krytykowani na Zachodzie, ale europejski „obóz postępu i demokracji” cenił ich za determinację w walce z chrześcijańskim dziedzictwem. Najwyraźniej walka z religią przedstawianą jako „opium dla ludu” stanowi spoiwo łączące dzisiejsze środowiska lewicowo-laickie w całej Europie. Ideologiczna i fałszująca prawdę niechęć do zapisania w Traktacie Lizbońskim odwołania do chrześcijańskich korzeni Europy, deficyt demokracji, zcentralizowanie, zbiurokratyzowanie i przekształcenie Unii Europejskiej w odrębny podmiot prawa międzynarodowego stanowią przedmiot poważnej refleksji i zatroskania w coraz większych kręgach ludzi wierzących (zresztą nie tylko w Polsce). Wobec płynności pojęcia suwerenności i niepodległości w dzisiejszych czasach coraz więcej wiernych zaczyna śpiewać w kościele „Ojczyznę naszą pobłogosław Panie”, bo nie wiadomo, na ile jest jeszcze wolna, a na ile już zniewolona. Gmina Chełmiec startowała w różnych programach o ponad 30 milionów złotych. Przyznano jej w ramach różnych umów ponad 12 milionów, ale do tej pory do budżetu wpłynęło realnie około 300 tys. złotych. Podobna sytuacja zdarza się w gminach Mazowsza. Bardzo często do budżetów wpływa kilka procent z przyznanych pieniędzy. Na przykład jednej z podwarszawskich gmin zadeklarowano przyznanie 60 milionów złotych, a do budżetu trafiło 500 tys. Pozostaje ważne pytanie. Jeśli nie otrzymujemy pieniędzy na konta samorządów, to gdzie się podziewają? Paweł Bogdanowicz powołuje się na artykuł, który czytał na portalu internetowym „Parkiet”. Napisano tam o przewalutowaniu środków unijnych, co miało uratować budżet państwa. Te środki będzie trzeba jednak zwrócić. Jeśli minister finansów Jacek Rostowski przewalutował to, co przychodziło z Unii na złotówki i w ten sposób uratował dziurę budżetową, przecież musi sobie zdawać sprawę, że pieniądze powinny trafić do samorządów na inwestycje, a nie do budżetu, żeby załatać dziurę.

Trzeba pozyskiwać nasze pieniądze Podejmując próbę przeanalizowania tego, co dzieje się z pieniędzmi unijnymi, nikt nie próbuje zniechęcać do ich pozyskiwania, szczególnie że pochodzą one ze składki polskich podatników. Zastanawia jednak, dlaczego wysiłek samorządowców i pracowników poszczególnych gmin jest marnotrawiony przez wstrzymywanie unijnych dotacji, które powinny trafiać do małych, lokalnych wspólnot.

Im wyżej małpa wejdzie, tym bardziej widać, że ma ogon - F. Cooper


Z PLANU FILMOWEGO...

str. 4

„Dobry Znak” nr 20(55) 12 listopada 2010

Zdjęcia do filmu Bitwa warszawska 1920 r. zakończone. Czy nowa superprodukcja Jerzego Hoffmana pobije rekordy oglądalności? Ilu widzów obejrzy ten film?

P

Superprodukcja przypomni historię

olacy od wieków przywiązani są do tradycji i historii swojego kraju. Choć w ostatnich latach obserwujemy dążenie do tzw. europeizacji, coraz częściej podkreślamy, że jesteśmy Europejczykami, to jednak szanujemy historię i tradycje naszej Małej Ojczyzny i z natury wracamy do korzeni. Pamiętamy o trudnej historii naszego kraju, pamiętamy, z jaką determinacją naród polski walczył o swoją niepodległość i suwerenność. Dlatego myślę, że wielu z nas z niecierpliwością czeka na premierę nowego filmu Jerzego Hoffmana „Bitwa warszawska 1920”. Czekamy z różnych powodów. Jedni - bo chcą zobaczyć wojnę z 1920 r., gdyż tam walczyli ich ojcowie i dziadowie, drudzy - bo interesują się historią, a jeszcze inni - bo ma to być pierwszy polski film w technologii 3D. Nowy film Hoffmana nie jest filmem stricte historycznym, oczywiście pokazuje wydarzenia z czasów wojny polsko-sowieckiej, ale na tle tych historycznych wydarzeń ukazuje historię dwojga młodych zakochanych w sobie ludzi - Oli i Jana, których losy rozdzielają wichry wojny. Film mówi o zwykłych ludzkich uczuciach takich jak miłość, zdrada, nienawiść, tęsknota. Każdy znajdzie w nim coś dla siebie, a dzięki fikcji literackiej może on być również chętnie oglądany przez społeczności innych krajów. Czekamy na premierę filmu, który reżyseruje znakomity Mistrz Kinematografii Polskiej Jerzy Hoffman, operatorem obrazu jest znany hollywoodzki operator Sławomir Idziak - nominowany do Oskara za „Helikopter w ogniu”, a w którym występuje cała plejada największych gwiazd polskiego kina z Danielem Olbrychskim, Borysem Szycem, Adamem Ferencym, Ewą Wisniewską, Grażyną Szapołowską na czele. To będzie na pewno dobry film, który pobije rekordy oglądalności. Joanna Rawicka

W latach 60. i 70. poprzedniego stulecia filmy historyczne cieszyły się ogromną popularnością. „Krzyżaków” obejrzało ponad 32 mln widzów, „Potop” ponad 27 mln, a „Zakazane piosenki” ponad 15 mln widzów. Po przemianach 1989 r. oglądalność filmów spadła, nie dlatego, że nie chcemy oglądać naszych polskich filmów, ale dlatego, że pojawiły się nowe możliwości. W kinach pojawiały się zachodnie superprodukcje, filmy możemy ściągać z Internetu, oglądać w domu na DVD. Oglądalność polskich filmów po 1989 r. wynosiła od 7,2 mln widzów „Ogniem i mieczem” (1999 r.), 6,17 mln „Pan Tadeusz” (1999 r.) do 2,73 mln widzów „Katyń” Wajdy (2007 r.). Dziś o sukcesie kinowym filmu możemy mówić, jeśli obejrzy go około 3 milionów widzów. Myślę, że tak będzie w przypadku „Bitwy Warszawskiej 1920”.


„Dobry Znak” nr 20(55) 12 listopada 2010

W

dziejach Polski, ale także w dziejach innych państw Europy i świata, można odnaleźć wiele wspaniałych postaci, które same w sobie kumulowały tak istotne, tak ponadczasowe i ponadnarodowe wartości jak FIDES, RATIO et PATRIA (wiara, rozum, ojczyzna). Trudno jednak nie uznać, że w sposób absolutnie adekwatny te pojęcia odnoszą się do nikogo innego jak do Jana Pawła II. Ojciec Święty był człowiekiem głębokiej wiary, wybitnym uczonym i intelektualistą, wielkim patriotą kochającym swoją Ojczyznę. To dla tych trzech wartości Papież był gotów poświęcić życie, to za te wartości jak żaden inny papież przelał krew w 1981 roku. Byliśmy i jesteśmy w Europie. Nie musimy do niej wchodzić, ponieważ ją tworzyliśmy. Tworzyliśmy Europę z większym trudem, aniżeli ci, którym się to przypisuje, albo którzy sobie przypisują patent na europejskość, na wyłączność. Tak mówił właśnie o Polsce i Polakach, także o sobie samym. Był dumny, że jest Polakiem i zawsze to podkreślał, zaznaczając też zawsze, że Kościół jest powszechny i apostolski, a cywilizacja chrześcijańska i cywilizacja europejska to synonim. W swym ostatnim przesłaniu „Pamięć i tożsamość” Jan Paweł II tak pisał na temat miłości Ojczyzny: Analiza pojęcia ojczyzny i jej związku z ojcostwem i z rodzeniem tłumaczy też zasadniczo wartość moralną patriotyzmu. Jeśli pytamy o miejsce patriotyzmu w Dekalogu, to dopowiedź jest jednoznaczna: wchodzi on w zakres czwartego przykazania, które zobowiązuje nas, aby czcić ojca i matkę (…). Mamy czcić rodziców, gdyż oni reprezentują wobec nas Boga Stwórcę. Dając nam życie, uczestniczą w tajemnicy stworzenia, a przez to zasługują na cześć podobną do tej, jaką oddajemy Bogu Stwórcy. Patriotyzm zawiera w sobie taką właśnie postawę wewnętrzną w odniesieniu do ojczyzny, która dla każdego prawdziwie jest matką. (…) Patriotyzm oznacza umiłowanie tego, co ojczyste: umiłowanie historii, tradycji, języka czy samego krajobrazu ojczystego. Jest to miłość, która obejmuje również dzieła rodaków. Wyraz „ojczyzna” łączy się z pojęciem i rzeczywistością ojca. Ojczyzna to jest poniekąd to samo co ojcowizna, czyli zasób dóbr, które otrzymaliśmy w dziedzictwie po ojcach. To znaczące, że wielokrotnie mówi się też: „ojczyzna-matka”. Wiemy z własnego doświadczenia, w jakim stopniu przekaz dziedzictwa duchowego dokonuje się za pośrednictwem matek. Ojczyzna więc to jest dziedzictwo, a równocześnie jest to wynikający z tego dziedzictwa stan posiadania – w tym również ziemi, terytorium, ale jeszcze bardziej wartości i treści duchowych, jakie składają się na kulturę danego narodu. Nawet wówczas, gdy Polaków pozbawiono terytorium, a naród został podzielony, dziedzictwo duchowe, czyli kultura przejęta od przodków, przetrwało w nich. Co więcej, wyjątkowo dynamicznie się rozwinęło. Definicje patriotyzmu, rozważania na temat pojęcia Ojczyzny oraz kształtowanie postaw patriotycznych odnaleźć możemy w spuściźnie największych Polaków: Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Stanisław Wyspiański, Fryderyk Chopin, Tadeusz Kościuszko, Stefan Wyszyński, Jerzy Popiełuszko, Cyprian Norwid, Ignacy Paderewski, Jan Matejko, Władysław Anders - to jedynie kilka przykładów spośród naszych największych, którzy myślą i czynem walczyli o wolność Ojczyzny. Jedna z najpiękniejszych złotych myśli na temat Polski to sentencja Marszałka Piłsudskiego: W życiu bywają rzeczy ważniejsze niż samo życie. Młody Piłsudski sformułował tę myśl, kiedy w kajdanach na rękach, w kolumnie sponiewieranych zesłańców był pędzony przez rosyjskich kozaków na Syberię na piechotę ponad tysiąc kilometrów przez śniegi! Ta myśl była dla niego pocieszeniem, ale determinowała go do późniejszej walki o wolną Ojczyznę. Miał wtedy dokładnie dwadzieścia lat. Dlatego często przypominam ten cytat moim studentom. Uczelnia bowiem jest miejscem przewidzianym do kształtowania młodego pokolenia w duchu odpowiedzialności za siebie i za przyszłość kraju. I powinna pozostać gotowa do wypełnienia tych zadań.

str.5

REFLEKSJE

11 listopada Święto Niepodległości skłania jak co roku do refleksji historyczno-politycznych na temat patriotyzmu. Interesujące są szczególnie ponadczasowe sentencje o patriotyzmie naszych największych: Józefa Piłsudskiego - „ojca polskiej wolności” oraz Ojca Świętego Jana Pawła II

Ojczyzna w myśli Jana Pawła II i Józefa Piłsudskiego prof. Józef Szaniawski Orzeka o tym Konstytucja, tak również wskazuje cała tradycja wychowania właściwa dla dziejów polskiej edukacji publicznej – począwszy od Collegium Nobilium, Szkoły Rycerskiej i szkół Komisji Edukacji Narodowej. To właśnie wówczas, pod koniec XVIII wieku, kiedy decydowały się losy niepodległości Rzeczypospolitej, wychowanie i edukacja patriotyczna stały się elementem walki o przetrwanie Polski jako państwa. I nieprzypadkowo hymn o miłości Ojczyzny właśnie wtedy napisał mądry biskup i poeta Ignacy Krasicki: Święta miłości kochanej Ojczyzny Czują cię tylko umysły poczciwe! Dla ciebie zjadłe smakują trucizny, Dla ciebie więzy, pęta nie zelżywe. Kształcisz kalectwo przez chwalebne blizny, Gnieździsz w umyśle rozkoszy prawdziwe Byle cię można wspomóc, byle wspierać, Nie żal żyć w nędzy, nie żal i umierać. Od tamtej epoki upłynęło 250 lat, ale także obecnie w XXI wieku rolą systemu edukacyjnego jest kształtowanie „patriotyzmu jutra” na zrębach polskiego kanonu kultury, polskiej tradycji wychowawczej i myśli pedagogicznej. To właśnie należy obecnie nadal do naszej racji stanu i jest przedmiotem polskiego interesu narodowego. W ocenie tych narodowych tradycji musimy odrzucić - jako zarzut niesłuszny – opinie o przejawach „polskiego nacjonalizmu”, partykularyzmu bądź „ksenofobii”. Patriotyzm i pojęcie polskiej tożsamości - niesłusznie wypłukiwane przez autorytety lewicowe i liberalne - gdyż zdeprecjonowane i pomylone z nacjonalizmem powinny nadal istnieć obowiązkowo w edukacji polskiej, w tym w szkołach wyższych. Zwracał na to szczególną uwagę po 11 listopada 1918 roku Józef Piłsudski. Marszałek właśnie młodzieży tłumaczył istotę nowoczesnego patriotyzmu polskiego już po odzyskaniu Niepodległości: Bezsilna wściekłość dusiła mię nieraz, a wstyd, że w niczym zaszkodzić wrogom nie mogę, że muszę znosić w milczeniu deptanie mej godności i słuchać kłamliwych i pogardliwych słów o Polsce, Polakach i ich historii, palił mi policzki (…). My wam wywalczyliśmy niepodległość Ojczyzny, a wy będziecie w niej żyć, pracować i rządzić. Zapamiętajcie: jeżeli zwrócicie się na Wschód, to minimum o jeden wiek cofniecie się z kulturą, ekonomią itp. Jeżeli zwrócicie się na Zachód, minimum o jeden wiek szybciej Polska będzie się rozwijać. Zasługi Piłsudskiego dla Polski, ale także dla Europy są wiekopomne. Ale równie ważne i ponadczasowe są jego słynne sentencje na temat Polski, ojczyzny, postaw patriotycznych, ale również zdrady narodowej. Te złote myśli są niezmiernie aktualne, także teraz w XXI wieku w zupełnie innej epoce. Zestawienie tych złotych myśli tworzy zupełnie wyjątkowy testament polityczny i przesłanie Józefa Piłsudskiego dla kolejnych pokoleń Polaków, szczególnie dla tych, którzy urodzili się na przełomie XX i XXI wieku i od których zależne są przyszłe losy Rzeczypospolitej. Dlatego warto je zacytować właśnie 11 listopada, w kolejną rocznicę odzyskania Niepodległości: Zginąć możemy, ale hańby imieniu naszemu nie przyniesiemy (…) Polacy chcą niepodległości, lecz pragnęliby, aby ta niepodległość kosztowała dwa grosze i dwie krople krwi. A niepodległość jest dobrem nie tylko cennym, ale bardzo kosztownym (…) Mamy

Orła Białego, szumiącego nad głowami, mamy tysiące powodów, którymi serca nasze cieszyć możemy. Lecz uderzmy się w piersi! Czy mamy dość wewnętrznej siły? Czy mamy dość tej potęgi duszy? Czy mamy dość tej potęgi materialnej, aby wytrzymać jeszcze próby, które nas czekają? Przed Polską leży i stoi wielkie pytanie: czy ma być państwem równorzędnym z wielkimi potęgami świata, czy ma być państwem małym, potrzebującym opieki możnych? Nie ma Europy sprawiedliwej bez Polski niepodległej na jej mapie (…) Polska jest stale oskarżana w innych państwach. Jest w tym wyraźna i niedwuznaczna chęć posiadana w środku Europy państwa, którego kosztem można byłoby załatwić wszystkie porachunki europejskie (…) Nie chcemy mieszać się do życia wewnętrznego któregokolwiek z naszych sąsiadów, lecz pozwolić nie możemy, by pod jakimkolwiek bądź pozorem, chociażby pod pozorem rzekomego dobrodziejstwa, naruszano nasze prawo do samodzielnego życia. Żołnierze! Krew waszych przodków pisała w dziejach smutne nie zginęła! Wy, szczęśliwsi, krwią swą piszecie żyje! I zginąć nie może! Niegdyś spotykaliśmy w Polsce ludzi twierdzących, że służba dla Rosji jest równoznaczną ze służbą Ojczyźnie. (…) Podczas kryzysów strzeżcie się agentur. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych, co służą obcym. W dzieciństwie moim ciągle mi szeptano w uszy tzw. mądre przysłowia: Nie dmuchaj pod wiatr, głową muru nie przebijesz, nie porywaj się z motyką na słońce. Doszedłem później do tego, że silna wola, energia, zapał mogą te właśnie zasady złamać… Kiedy stoimy wobec wielkich zadań dalszej budowy państwa polskiego, właśnie potrzeba nam ludzi, którzy potrafią tej starej mądrości tych przysłów się przeciwstawić. Wielkie i ponadczasowe wartości mieszczą się w krótkich trzech słowach Bóg - Honor - Ojczyzna. Do tych pojęć, do tego myślowego skrótu odnosili się nasi najwięksi: Marszałek Józef Piłsudski oraz Papież Jan Paweł II. Te pojęcia są i zawsze powinny być integralne, te pojęcia wcale się nie wykluczają. Ojciec Święty Jan Paweł II odnosił się do tego wielokrotnie m.in. w „Pamięci i tożsamości”: Widać z tego, że w obrębie pojęcia „Ojczyzna” zawiera się jakieś głębokie sprzężenie pomiędzy tym, co duchowe, a tym, co materialne, pomiędzy kulturą a ziemią. Ziemia odebrana narodowi przemocą staje się niejako głośnym wołaniem w kierunku „ducha” narodu. Duch narodu się budzi, żyje nowym życiem i z kolei walczy, aby były przywrócone ziemi jej prawa. Próbą dla tego umiłowania staje się każde zagrożenie tego dobra, jakim jest Ojczyzna. Nasze dzieje uczą, że Polacy byli zawsze zdolni do wielkich ofiar dla zachowania tego dobra albo też dla jego odzyskania. Świadczą o tym tak liczne mogiły żołnierzy, którzy walczyli za Polskę na różnych frontach świata. Są one rozsiane na ziemi ojczystej oraz poza jej granicami. Wydaje mi się jednak, że jest to doświadczenie każdego kraju i każdego narodu w Europie i na świecie. Ojczyzna jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli i jako taka jest też wielkim obowiązkiem. Analiza dziejów dawniejszych i współczesnych dowodzi, że Polacy mieli odwagę, nawet w stopniu heroicznym, dzięki której potrafili wywiązywać się z tego obowiązku, gdy chodziło o obronę ojczyzny jako naczelnego dobra - pisał Jan Paweł II.


PODRÓŻE

str. 6

„Dobry Znak” nr 20(55) 12 listopada 2010

Grenlandia - Największa wyspa świata, o powierzchni 7- krotnie większej od Polski. Zamieszkuje

ją natomiast zaledwie 60 000 mieszkańców, głównie eskimoskiej ludności tubylczej. Schrystianizowana około 1000 roku. Od 1814 r. pod panowaniem Danii. Prawie 90% powierzchni wyspy pokrywa czasza lodowa. Najwyższy szczyt liczy 3600 m. Centrum wyspy przeraźliwie zimne; ze średnią temperaturą - 30oC. Mimo niesprzyjającego środowiska naturalnego żyje tu wiele gatunków zwierząt takich jak: niedźwiedzie polarne, woły piżmowe czy lisy polarne. „Cielące się” lodowce Grenlandii wytwarzają mnogie i potężne góry lodowe, które dryfując na południe poprzez Morze Baffina i Cieśninę Davisa, stwarzają poważne ryzyko dla żeglugi na północnym Atlantyku, o czym mógł się tragicznie przekonać kapitan Titanica.

Wspomnienia podróżnika z Wołomina

Grenlandia - zimna piękność

Jerzy Dżbik

G

renlandia leży znacznie bliżej Polski niż Antarktyda, ale dostać się na nią jest o wiele trudniej i – relatywnie – drożej. Antarktydę zobaczyłem w lutym 2004 roku, przy czym organizacja wyjazdu nie napotykała na szczególne trudności, natomiast z Grenlandią było gorzej. Owszem, niektóre biura podróży ukierunkowane na „wyrafinowanych” turystów proponują w swej ofercie kierunek „Grenlandia”, ale jest to zazwyczaj aneks towarzyszący wyjazdom na Islandię. I dodajmy, aneks niezwykle kapitałochłonny, oferujący za duże pieniądze kilkugodzinny (najwyżej dwudniowy) pobyt w „cepeliowskiej” wiosce eskimoskiej, położonej na wschodnim wybrzeżu wyspy. Cóż można zobaczyć podczas cztero- czy pięciogodzinnej bytności na największej wyspie świata? Co najwyżej „dyżurnego” Eskimosa wykonującego w lodowatej wodzie przewrotkę w kajaku, parę zmurszałych gór lodowych i bezzębną starowinkę przebraną w anorak i pukającą resztkami sił w bębenek. Za to potem można snuć przed naiwnymi słuchaczami wielogodzinne opowieści o nocach spędzonych w igloo i bliskich spotkaniach trzeciego stopnia z białymi niedźwiedziami. Taka opcja mnie zupełnie nie interesuje i dlatego wybieram norweską firmę Hurtigruten. Zachęca ona podróżników komfortowymi warunkami na statku „Fram” zwodowanym w 2008 roku z myślą o wyprawach subarktycznych i subantarktycznych. Kabiny na nim trzeba rezerwować z rocznym wyprzedzeniem. Na początku czerwca wylatujemy (przy nieocenionej pomocy p. Żebrowskiego z Varsovia - Tours) w trójkę, to jest ja oraz zaprzyjaźnione małżeństwo wytrawnych podróżników, wywodzących się ze Śląska czy Zagłębia (dla mnie jest to wszystko jedno, natomiast Mariusz i Ania wielce się irytują, kiedy się pomylę, przypisując im niewłaściwy region). Trasa przelotu wiedzie poprzez Kopenhagę na dawne wojskowe lotnisko Kangerlussuaq, usytuowane w środkowej części zachodniego wybrzeża Grenlandii. Samolot Air Grenland, którym lecimy na koniec świata, jest cały pomalowany na czerwono w złudnej nadziei, że w wypadku przymusowego lądowania w lodowej głuszy będzie widoczny aż z Europy. Na szczęście dolatujemy bez zbędnych przygód. Samo lotnisko przypomina komfortem Okęcie A.D 1954. Stylowo można go określić jako wczesny barak. Kontroli granicznej i celnej brak. Muszę błagać wręcz jakiegoś umundurowanego typa, by „wbił” mi pamiątkowy stempel do paszportu. Grenlandia, choć geograficznie należy do Ameryki Północnej, stanowi jednak terytorium Danii. Metaforycznie wygląda to tak, jakby słoń objawił się jako rodzony brat mrówki. Tłum pasażerów wylewa się na zewnątrz. Dookoła jakieś zakurzone wzgórza. Wszystko skąpane w posępnym świetle. Zadowolone i radosne są za to miliardy komarów wietrzących (całkiem słusznie) niezłe krwiopijstwo. Walę rękami jak oszalały, a to po karku, a to po czole, siejąc wśród komarzej populacji śmierć i zniszczenie. I być może popełniam w tym momencie jakąś ekologiczną zbrodnię, mordując zmutowane meszki i komarzyska umieszczone w białej księdze owadów zagrożonych wyginięciem. Nie uronię łzy, gdyby je wszystkie szlag trafił. Atak ustaje dopiero wówczas, gdy motorówka odbija od brzegu i unosi nas w kierunku szlachetnej sylwetki „Frama” zakotwiczonego na środku fiordu. Statek łączy współczesny luksus z tradycją norweskich polarników. W części dziobowej jest

nawet mini muzeum, a w nim osobiste przedmioty Nansena i Amundsena . Talerze, zegarki, modlitewnik… Przez kilka dni trzymamy kurs na gwiazdę polarną, widoczną prawie nad naszymi głowami. Śmiesznie brzmią eskimoskie nazwy mijanych miejscowości: Sisimiut, Ilulissat, Qegertarsuaq, Uummannaq, Upernavik. Odwiedzająca te tereny parę lat przede mną Monika Witkowska podaje, że np. lotnisko w miejscowym języku zwie się aallariartartorfik i nie jest to bynajmniej najtrudniejszy grenlandzki „chrząszczbrzmiwtrzcinie”. W Sisimiut pierwsze zejście ze statku. Ostre słońce roziskrza zwały kry w zatoce i „zacumowane” nieopodal góry lodowe. Wszystko skrzy się, jarzy, srebrzy i złoci. Topniejący śnieg żłobi miniaturowe strumyki w podłożu. Każdy z nich pluszcze odrębną nutą. Spod śniegu wyłażą jakieś jaskrawożółte kwiatki, konkurując z rachitycznymi różami rabatowymi, posadzonymi w doniczkach wyzierających zza firanek domostw. Wszystkie domki - klocki bliźniaczo do siebie podobne. Paleta kolorów niczym monachijski sos w malarstwie Brandta. Brąz, szarość, buraczkowa czerwień. Jest nawet lilipuci kościółek w kolorze nieśmiertelnego fioletu Mai Wachowiak. W powietrzu cudowny zapach polskiego przedwiośnia. Na wzgórzach słońce wytopiło śnieżne skwarki i teraz cała patelnia stromych wzniesień jest łaciata. Osada jest niewielka i wystarczy przejść ze dwie ulice, by znaleźć się w arktycznym pustkowiu. Tu jednak jest granica ciszy. Dalej już tylko nieustanny psi jazgot. Podczas krótkiego, arktycznego lata psy wyrzuca się poza obręb osady. Są w tym czasie nieprzydatne i pędzą smutny psi żywot, uwięzione na łańcuchach wbitych w zmarzlinę. Co jakiś czas, zazwyczaj raz na kilka dni, przypomina sobie o ich istnieniu właściciel psiej sfory i przynosi im w wiadrze kilka rybich głów. Wówczas całe to psie towarzystwo dostaje szału. Najchętniej sąsiad zagryzłby sąsiada. Przekrwione ślepia rzucają złe błyski, a z pyska obficie cieknie piana. Tarmoszą się w uścisku łańcucha, stają na zadzie, wyją, rzężą, skomlą,

szczekają. Kiedy podszedłem do nich bliżej, aby znaleźć lepsze ujęcie do fotografii, z domu wybiegł tubylec o wyraźnie indiańskich rysach i każe mi na migi natychmiast oddalić się na bezpieczną odległość. Rzuca przy tym jakieś eskimoskie słowa, które - jak mi się wydaje – kończą się na „mać”. Z trudem się z nim dogaduję. Człowieku! Toć, by Cię rozszarpały na strzępy! I ma rację. Jedyną bowiem namiętnością tych zwierząt jest żarcie i mord. Okupuję się jakimś scyzorykiem przypadkowo zabłąkanym w kieszeni. Tubylec łagodnieje i zaprasza przed dom. Głową zaczepiam o długi sznur, na którym powiewają niczym świeżo uprane prześcieradła, wysuszone na wietrze, dzikie gęsi. Od jednej z nich Eskimos odcina zmumifikowaną nogę i częstuje mnie. Resztki tkanki mięsnej są wprasowane w kość. Nie sposób tego ugryźć. Guma, po prostu guma powleczona pierzem. Ale gębę przyozdabiam w konwencjonalny uśmiech. Dooobre! Obaj wyglądamy na szczęśliwych. W tym momencie dobiega głos syreny. Czas wracać na statek. Anaruk, chłopiec z Grenlandii, obdarowuje mnie jeszcze jednym, gęsim piszczelem. To dla żony - objaśnia. Z kości jestem wyraźnie zadowolony, bowiem w ten sposób oryginalny prezent z podróży mam „z głowy”. Kiedy załoga dolicza się wszystkich pasażerów, ruszamy dalej na północ. Można godzinami stać na pokładzie i obserwować spektakle rozgrywające się na niebie. Ponieważ jest arktyczne lato, słońce nie zachodzi, lecz stara się dotknąć horyzontu. Zanim to uczyni, zdąży pomalować niebo wszelkimi odcieniami żółci, oranżu, cynobru, purpury. Żadne tropiki nie dostarczą tylu wrażeń wzrokowych. Przy Arktyce są wręcz nudne ze swoim stałym, monotonnym lazurem i drażniącym szelestem zeschłych liści palmowych. Zbliża się pora kolacji. Na statku przeważa geriatryczny żywioł germański. Nasza trójka wzbudza niekiedy niezdrową ciekawość. Jakaś Gretchen przybrana w militarny kapelusz, przypominający do złudzenia pikielhaubę prowokacyjnie pyta mnie po niemiecku: Co to za śmieszny język, którym Państwo rozmawiacie? Gretchen dobrze zna ten język, gdyż wcześniej przypadkowo usłyszałem jej opowieść o dzieciństwie spędzonym w Allenstein. Suahili, szanowna Pani, Suahili odpowiadam najopryskliwiej jak tylko potrafię. Na szczęście jest na statku także „dobry Niemiec”, a właściwie Bawarczyk. Werner jest dyrektorem jednej z monachijskich rozgłośni radiowych. Ten nie kryje swojej sympatii do Polaków. Wzrusza się, kiedy opowiada o licznych spotkaniach z Janem Pawłem II. W pewnej chwili zaskakuje mnie pytaniem: Jurek, co to za polska pieśń patriotyczna, którą Papież tak lubił nucić? Rzucam tytuł za tytułem, fałszuję melodię za melodią. Nijak nie mogę utrafić. Wreszcie odkrycie! Chodzi o Rotę! Werner jest szczęśliwy i intonuje głośno melodię. Ja dopowiadam polskie słowa pieśni, wykraczające poza unijną poprawność polityczną i tak tworzymy zgodny duet polsko–niemiecki. Nagrodą jest aplauz rodaków Wernera. Tylko pani w pikielhaubie jest wyraźnie niezadowolona. Wychodzimy z Wernerem na pokład, aby się dotlenić przed kolacją. Na kursie statku jedna góra lodowa za drugą. Kapitan wymija je z gracją. I pomyśleć, że jedna z takich gór, zrodzonej w tych okolicach i podróżującej później na południe nie ominął w 1912 roku kapitan Titanica. Gwiazda polarna jest coraz bliżej. Na wyciągnięcie ręki. Trzymamy nadal kurs na koniec świata. Trwa wielka cisza i tylko, kiedy ocieramy się o skraj lądu, dobiega nas wycie setek psich gardeł.

W

dzieciństwie wierzyłem w istnienie Królowej Śniegu. Teraz też w nią wierzę i w to, że ukryła się gdzieś przed nami. Może w owej potężnej, fosforyzującej na zielono lodowej górze, którą właśnie mijamy…? A może to ten kolejny kształt wyłaniający się ze zmierzchu przedwieczerza, to ona – zimna, grenlandzka piękność…? Z uwagi na moją wyprawę do Etiopii kolejny artykuł pod tytułem „Siedmiogwiazdkowa kolacja w Burjal Arab” ukaże się za miesiąc

Jerzy Dżbik - lat 63, zamieszkały w Wołominie, a wykonujący od ponad 30 lat

praktykę adwokacką w Przasnyszu, od 40 lat realizuje swoją życiową pasję podróżniczą. W ten sposób udało mu się zwiedzić 84 kraje na wszystkich kontynentach świata. Za szczególnie fascynujące uważa swoje podróże na Antarktydę, Północną Grenlandię, Patagonię i Ziemię Ognistą, Wyspy południowego Pacyfiku, obszar Karaibów i Trójkąta Bermudzkiego, a także wyprawy do łowców głów na Borneo, potomków ludożerców na Papui Nowej Gwinei, Aborygenów w czerwonym centrum Australii, tajemniczych Toradżów na Celebesie i śmiertelnie groźnych smoków z Komodo, Innuitów na Alasce, Indian w dżungli amazońskiej i wenezuelskiej, tropicieli dzikiego zwierza w Botswanie. Miłym przerywnikiem są w tej sytuacji bytności na karnawale w Rio albo degustacja lokalnych przysmaków w restauracjach Tokio, Palermo, Delhi czy Kantonu. Telefon osobisty i Kancelarii Adwokackiej 503-121-703


„Dobry Znak” nr 20(55) 12 listopada 2010

Ż

str. 7

HISTORIA

adnego cmentarza w Polsce słowa te nie dotyczą bardziej niż Powązek Wojskowych, bowiem żaden inny cmentarz nie uosabia aż tak bardzo ostatnich stu lat historii Polski, jak ten. Cmentarze to nasza pamięć i tożsamość, ale ten jest zupełnie wyjątkowy, gdyż groby tych, którzy znaleźli tu wieczny spoczynek, to zarazem groby uczestników najbardziej dramatycznych wydarzeń najnowszej historii Polski. Daty umieszczone na nagrobnych pomnikach, ale także na brzozowych krzyżach - to najważniejsze daty dziejów walki o wolność Polaków i niepodległość Rzeczypospolitej, poczynając od 1863 roku, a kończąc na 10 kwietnia 2010. Tak właśnie na osobiste polecenie Marszałka Piłsudskiego właśnie tutaj pochowano ostatnich powstańców styczniowych, którzy dożyli Niepodległości, a którzy mają tu własny mały cmentarzyk. Wojskowe Powązki zostały założone w obecnej postaci po Bitwie Warszawskiej 15 sierpnia 1920. Po „Cudzie nad Wisłą” tutaj właśnie byli chowani bohaterscy obrońcy Ojczyzny przed nawałą Armii Czerwonej. Wśród tysięcy prostych żołnierskich krzyży stoi kolumna zwycięstwa 1920 roku. Na jej cokole płaskorzeźba, ukazująca księdza Ignacego Skorupkę z krzyżem w ręku, prowadzącego żołnierzy polskich do kontraktu na bolszewików pod Ossowem. Na szczycie kolumny orzeł w koronie z rozpostartymi skrzydłami osłania krzyż przed wrogami Polski i cywilizacji chrześcijańskiej. Ta kolumna niezwykle sugestywna artystycznie stanowi niesłychany symbol nie tylko wiktorii polskiej 1920 roku, ale i późniejszych dziejów. W latach PRL została usunięta przez komunę z Alei Zasłużonych i odstawiona na bok, gdzie stoi po dziś dzień.

Napisane nazajutrz po bitwie o Monte Cassino słowa pięknej żołnierskiej pieśni same w sobie stanowiły historię i komuniści dobrze wiedzieli, co robią, zakazując grania „czerwonych maków” przez kilkanaście lat, od samego początku PRL. Najbardziej ponadczasowy i uniwersalny wręcz fragment pieśni to zdanie: „Wolność krzyżami się mierzy - historia ten jeden ma błąd!”

Żołnierskie kwatery Cmentarza Wojskowego na Powązkach to groby bohaterów, ale zarazem pomniki, dosłownie i w przenośni, walki o wolność. Wśród tych najważniejszych należy wymienić kwaterę Legionów Polskich Marszałka Piłsudskiego, kwaterę Powstań Śląskich, kwaterę Powstańców Wielkopolskich, kwaterę obrońców Warszawy we wrześniu 1939 roku. II wojna światowa zabrała życie kolejnym tysiącom bohaterów, którzy poświęcili życie dla Polski. To kwatera żołnierzy Powstania Warszawskiego, to pomnik Gloria Victis, to kwatery żołnierzy Armii Krajowej oraz żołnierzy, marynarzy i lotników walczących na wszystkich frontach II wojny światowej. Najbardziej wstrząsające są groby oraz kwatery symboliczne. Tak zwana dolinka katyńska z krzyżem stawianym przez naród, a usuwanym niegdyś przez bezpiekę, to miejsce było od lat znakiem zbiorowej pamięci. Symboliczna mogiła z białymi krzyżami i napisem „Sybiracy” symbolizuje setki tysięcy bezimiennych, którzy wyginęli na bezkresach imperium zła, a którzy nigdy nie mieli krzyża na mogile, bo i mogiły

Pół roku temu na wojskowych Powązkach przybyły nowe groby. To właśnie tutaj pochowana została większość spośród tych, którzy polegli w katastrofie niedaleko Katynia pod Smoleńskiem w Rosji. Do drama-

Wolność krzyżami się mierzy prof. Józef Szaniawski nigdy nie było. To samo dotyczy tysięcy wymordowanych w Ponarach pod Wilnem, których upamiętnia chociaż krzyż na Powązkach. Straszliwym miejscem zbiorowej pamięci na Wojskowych Powązkach jest tzw. kwatera „Ł” - Łęczka. To tutaj pod cmentarnym murem pod śmieciami chowani potajemnie byli więźniowie polityczni mordowani przez oprawców komunistycznych w więzieniu na Rakowieckiej. Wreszcie symboliczne groby mają na tym cmentarzu nasi najwięksi bohaterowie zamordowani przez Niemców, Rosjan albo Polaków - zdrajców: generał Grot-Rowecki, generał Leopold Okulicki, generał Fieldorf-Nil, rotmistrz Witold Pilecki. Jeszcze zupełnie niedawno pierwszym grobem, który otwierał nie tylko cmentarz wojskowy, ale całą aleję zasłużonych, był monumentalny sarkofag komunistycznego renegata Bolesława Bieruta. Od kilku lat tym pierwszym grobem jest mogiła bohatera Polski i Ameryki pułkownika Ryszarda Kuklińskiego.

tycznych wydarzeń naszej historii doszła jeszcze jedna data, 10 kwietnia 2010 roku. Wśród tych, którzy polegli na obcej ziemi w służbie Rzeczypospolitej, grupa ponad trzydziestu ofiar katastrofy znalazła miejsce wiecznego spoczynku na warszawskim powązkowskim Cmentarzu Wojskowym. Są wśród nich generałowie Gągor, Błasik, Gilarski. Są oficerowie BOR i załoga samolotu TU-154. Tutaj pochowani zostali wicepremier Gosiewski oraz ministrowie Stasiak, Szczygło, Przewoźnik, Krubski. To tutaj spoczywa prezes NBP - S. Skrzypek i poseł G. Gęsicka. Tutaj pochowani zostali też ostatni prezes Związku Żołnierzy Armii Krajowej pułkownik Czesław Cywiński oraz Stefan Melak prezes Komitetu Katyńskiego, a także Piotr Nurowski - prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Pamięć o nich przetrwa przez pokolenia, bowiem zginęli za wolność i niepodległość Polski, podobnie jak ci, którzy zostali wcześniej pochowani na tym cmentarzu. W Polsce nadal wolność mierzy się krzyżami!

K

iedy w tych dniach będziemy zapalali znicze oraz składali chryzantemy na grobach, warto jednak pamiętać nie tylko słowa „Czerwonych maków”:, ale jeszcze jednej bardzo ważnej żołnierskiej pieśni. Jej metryka sięga walk o wolność Polski ponad 200 lat temu i już w pierwszej zwrotce zawiera słowa „… kiedy my żyjemy”. To słowa wiekopomne i wyjątkowo znamienne nie tylko na cmentarzu, chociaż na cmentarzu szczególnie.

Nazistowska propaganda dla Polaków w Generalnym Gubernatorstwie Jarosław Kozakowski

N

iemiecki okupant doskonale zdawał sobie sprawę, że największym zagrożeniem dla niego jest patriotyczna inteligencja polska, dlatego też w celu obniżenia poziomu samoświadomości narodu wykorzystywał dostępne instrumenty propagandowe: prasę, rozgłośnie radiowe, teatr i kino. W II RP wydawane były 184 dzienniki i 422 tygodniki (w tym wiele czasopism specjalistycznych), w Generalnej Guberni prym wiodła prasa brukowa lansująca prymitywną popkulturę i skupiająca się na opisie pospolitych przestępstw. Aby uwiarygodnić nowe gazety w oczach społeczeństwa, starano się nawiązywać do tradycji ich przedwojennych poprzedników, oczywiście tylko z nazwy. I tak przykładowo na miejsce „Kuriera Warszawskiego” utworzono „Nowy Kurier Warszawski”, tygodnik „Niedziela” zastąpiony został z kolei przez „Kurier Częstochowski” z dodatkiem „Niedziela”. Na gazety był popyt ze względu na wiele przydatnych informacji dotyczących np. racji żywieniowych, produktów na kartki czy

też ogłoszeń prywatnych. Natomiast awersję w społeczeństwie polskim budził prezentujący agresywne treści pornograficzne tygodnik „Fala”.

„Nareszcie sami. Groźny „pan władza” - porządkowy w żydowskiej dzielnicy” (Nowy Kurier Warszawski, nr 283, 2.12.1940)

Dzięki wykorzystaniu karykatury z odpowiednim komentarzem można było wywołać w czytelnikach zaplanowane odczucie w stosunku do bohatera tekstu, racjonalne argumenty spadały na dalszy plan.

Propaganda antysemicka wzmogła się wraz ze stworzeniem pierwszych planów wyodrębnienia Getta Warszawskiego. W celu wzbudzenia pogardy do Żydów publikowano karykatury prezentujące nieestetyczny wygląd członków tej społeczności, chciwość, przebiegłość, a także znęcanie się nad własnymi rodakami. Redaktorami naczelnymi gazet byli Volksdeutsche, zdecydowana większość dziennikarzy polskich odmówiła współpracy, za co spotkały ich surowe konsekwencje. Za kolejny instrument propagandowy posłużyło kino. Polacy chętnie oglądali przedwojenne filmy, dlatego też poprzedzane były polskojęzycznymi kronikami propagandowymi, starannie wyreżyserowanymi przez Niemców. Radio nadawało tylko po niemiecku, wiadomości w języku polskim usłyszeć można było przez „szczekaczki” - głośniki umieszczone na ulicach. Odpowiedzią Polskiego Państwa Podziemnego była akcja „N”- szereg działań dywersyjno-propagandowych prowadzonych wśród Niemców.

Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości - Józef Piłsudski


AKTUALNOŚCI SKOK

C

str. 8

„Dobry Znak” nr 20(55) 12 listopada 2010

My porównujemy - wybór należy do Ciebie

hoć często mówimy, że nie znamy się na finansach, to każdy z nas chce rozsądnie zarządzać swoją gotówką. Jeśli mamy nadwyżkę finansową, szukamy wysoko oprocentowanej lokaty, aby nasze pieniądze pracowały. Jeśli brakuje nam gotówki, myślimy o pożyczce. Czasem na kilka dni pożyczamy pieniądze od rodziny czy znajomych, ale kiedy potrzebujemy gotówki na dłuższy okres, korzystamy z pożyczki bankowej. Na rynku finansowym dostępnych jest wiele ofert, banki prześcigają się w nowych pomysłach - lokata dynamiczna, której oprocentowanie rośnie z miesiąca na miesiąc, konta oszczędnościowe, gdzie środki procentują jak na lokacie, pożyczki z niską ratą - tylko 2 zł dziennie - tyle co kefir czy kupowane rano bułeczki. Jesteśmy zasypywani coraz to nowymi pomysłami, chwytami reklamowymi itp., a wszystko po to, by zdobyć Klienta… niestety niejednokrotnie w niezbyt uczciwy sposób. Często kuszące nas reklamy i promocyjne produkty np. pożyczki o niskim oprocentowaniu 6,07% nie są dla nas korzystne, i jeśli dokładnie sprawdzilibyśmy ofertę, okazałoby się, że w instytucji za rogiem jest taniej. Warto więc porównać dostępne na rynku oferty.

 Jak oszczędzać

Porównanie oferty pożyczkowej instytucji finansowych przy kwocie pożyczki 10 000 zł na okres 36 m-cy Nazwa instytucji finansowej

rata pożyczki

SKOK w Wołominie

367,27

20,04%

PEKAO

371,58

21,93%

Citi Handlowy

380,87

24,12%

MBank

409,43

30,89%

PKO BP

431,02

36,05% Źródło: OceńBank.pl

rachunku oraz zlecenia stałe, czyli cyklicznie dokonywane przelewy za światło, gaz, czynsz itp. To naprawdę się opłaca. Do rachunku Kasa wydaje kartę Visa, można również skorzystać z usługi e-skok, czyli posiadać stały dostęp do konta przez Internet. Opłata za konto internetowe wynosi tylko 4,50 zł miesięcznie, ale za to wszystkie operacje wykonujemy bezpłatnie. Podobne korzyści daje lokata w SKOK, jej oprocentowanie jest tak atrakcyjne, że nawet po „podatku Belki” nasz zysk jest wyższy niż na lokatach bankowych, również jednodniowych.

Gdzie pożyczać

- na Koncie osobistym czy lokacie ?

Konta osobiste proponowane przez banki mają bardzo niskie oprocentowanie często zbliżone do 0%. Za prowadzenie rachunku płacimy zaś od kilku do kilkudziesięciu złotych, podobnie ponosimy koszty związane z innymi proponowanymi przez banki usługami w rachunku. Mała kalkulacja i otrzymujemy szokujący wynik – zamiast zarabiać, dopłacamy. Koszty prowadzenia rachunku znacznie przekraczają odsetki do niego dopisywane. Oczywiście można wybrać opcję – konto oszczędnościowe, lecz tu spotykamy się z ograniczeniami dotyczącymi np. ilości wypłat z konta, często jest to tylko jedna wypłata w miesiącu. Inaczej wygląda oferta w spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych, które stanowią świetną alternatywę dla osób szukających konta o wysokim oprocentowaniu ze stałym dostępem do zgromadzonych na nim środków. Wg danych zawartych w poniższej tabeli oprocentowanie konta osobistego w SKOK w Wołominie jest wyższe od oprocentowania lokat bankowych. SKOK nie pobiera opłaty za prowadzenie

oprocentowanie rzeczywiste

- jak porównać koszt pożyczki?

Na koszty pożyczki składa się wiele składników tj. prowizja, opłata przygotowawcza, odsetki, ubezpieczenie itp. Wybór jest trudny. Sprawdzamy wysokość raty, pytamy o oprocentowanie pożyczki. Uzyskane w ten sposób informacje mogą nas jednak wprowadzić w błąd, gdyż nie mając fachowej wiedzy, nie jesteśmy w stanie właściwie ocenić kosztu pożyczki. Na szczęście Ustawodawca, wprowadzając Ustawę o kredycie konsumenckim, dał nam - pożyczkobiorcom dobre rozwiązanie, każda instytucja finansowa ma obowiązek przy pożyczkach do kwoty 80 000 zł podawać tzw.

oprocentowanie rzeczywiste, które zawiera wszystkie koszty związane z uzyskaniem pożyczki. Dlatego kiedy pytamy o pożyczkę w banku czy innej instytucji finansowej, powinniśmy zadać pytanie o RRSO - czyli roczną rzeczywistą stopę procentową. Podobnie kiedy przeglądamy oferty - ulotki, reklamy powinniśmy zwrócić uwagę na oprocentowanie rzeczywiste, napisane zazwyczaj małym drukiem. Takie spojrzenie na oferty pożyczkowe może wywołać zdziwienie, gdyż niejednokrotnie okazuje się, że pożyczka z pozoru tańsza o oprocentowaniu nominalnym np. 9% jest droższa od tej, której oprocentowanie wynosi 15%, gdyż oprocentowanie rzeczywiste pierwszej wynosi 26%, a drugiej tylko 21%. Warto porównać i nie przepłacać.

Chcesz zyskać? Nie chcesz przepłacać - sprawdź ofertę SKOK w Wołominie. Oferta dostępna w 67 oddziałach położonych na terenie 5 województw (lista na ostatniej stronie gazety). My porównujemy - wybór należy do Ciebie.

Porównanie oprocentowania depozytów i kredytów w ROR w wybranych bankach i największych SKOK-ach Źródło: Rzeczpospolita, Moje pieniądze, nr 253 (8764) z dnia 28.10.2010 r.

Nazwa instytucji

LOKATY

ROR %

1 mies. %

6 mies. %

KREDYT %

12 mies. %

PKO BP

0,1

1,35 - 1,75

(4,1)

(4,3)

11 - 14,99

Pekao S.A

0,01

(1 - 2,2)

(1 - 2,93)

(1,75 - 4,13)

od 9,5

Bank Zachodni WBK

0 - 1,25

(2 - 3,25)

(2 - 3,5)

(2,5 - 4)

od 14,65

Bank BPH

0,01 - 2,2

(2,1 - 4)

(4,25 - 4,3)

(4,5 - 4,9)

od 16,50

Kredyt Bank

0,01

(3,2)

(4)

(4,25)

od 11,88

ING Bank Śląski

0

(3)

(3,5)

(4)

15,5 - 18

Bank Millenium

0

(3,3)

(5)

(5)

10 - 18

Lukas Bank

0

(3,2) - 3,5

(4,2) 4,2

(4,4) 4,4

12 - 14,80

Getin Bank

0 - 2,5

(2,5)

(4,5 - 4,62)

(4,78)

14,9

Raiffeisen Bank

0

(2,2)

(4,75)

(5)

13,99

SKOK Wołomin

3,7 - 6,55

6,9 (6,9)

(7 - 7,6) 7 - 7,6

7 - 7,6

od 12

SKOK Stefczyka

1

-

(6,1) - 6,25

(6,4) - 7,25

0 - 20

SKOK Chmielewskiego Lublin

3,93

(4,3) 4,1

(5,5) 5,8

(5,5) - 6

10

SKOK Piast Tychy

0,5

(3)

(5,9)

6,1

0 - 18,9

SKOK Wspólnota

3

(4,7)

(5,75 - 6,25) 5,5

(5,8 - 6,3) 5,5 - 6

16 - 17,25

Wielkopolska SKOK Poznań

4,5

4,5

(5,2) 5,9 - 6

(5,8) 6,1 - 6,3

od 9,9

Stopy procentowe w nawiasach dotyczą oprocentowania stałego.


„Dobry Znak” nr 20(55) 12 listopada 2010

str. 9

AKTUALNOŚCI SKOK

We wrześniu br. Spółdzielcza Kasa Oszczędnościowo-Kredytowa w Wołominie obchodziła 11- lecie swojej działalności. Z tej okazji 8 września odbyło się uroczyste spotkanie Przyjaciół, Sympatyków, Współpracowników oraz Pracowników Kasy, podczas którego podsumowano dotychczasową działalność. Dynamiczny rozwój Wołomińskiej Kasy (jest to jedna z najmłodszych Kas w kraju) sprawił, że znalazła się ona w gronie największych Spółdzielczych Kas w kraju. Zrzesza ponad 60 000 członków. Zatrudnia blisko 250 pracowników. W 67 placówkach obsługuje mieszkańców pięciu województw, tj. mazowieckiego, lubelskiego, łódzkiego, podlaskiego i warmińsko-mazurskiego. Ponad miesiąc później SKOK w Wołominie otrzymał najlepszy prezent - potwierdzenie sukcesu dla Kadry Kierowniczej i Pracowników Kasy. Podczas Wielkiej Gali Mazowieckiego Biznesu 23 października 2010 r. Spółdzielcza Kasa Oszczędnościowo-Kredytowa w Wołominie zajęła po raz szósty I miejsce w Konkursie na „Mazowiecką Firmę Roku 2010”. SKOK w Wołominie zajmuje to zaszczytne miejsce od 2004 r., co roku pokonując swoich kolejnych rywali. O drodze do sukcesu opowiada Mariusz Gazda - Prezes Zarządu SKOK w Wołominie

SKOK w Wołominie laureatką Konkursu Mazowiecka Firma Roku 2010 „Mazowiecka Firma Roku 2010” - najlepsza w kategorii „Usługi finansowe” od 6 lat, co sprawiło, że zarządzana przez Pana Kasa osiągnęła taki sukces? Co wpłynęło na decyzję Kapituły Konkursu? - Kapituła brała pod uwagę wiele kryteriów. Do najważniejszych z nich należały: wyniki finansowe, przyrosty wskaźników ekonomicznych, jakość rozwiązań organizacyjnych, dynamika tworzenia nowych miejsc pracy, działalność na rzecz pracowników tj. szkolenia, możliwości podnoszenia kwalifikacji, działalność społeczną, charytatywną oraz wiele innych czynników. Niewątpliwie kolejne I miejsce w Konkursie, tytuł Firmy Roku 2010 i już szósta statuetka Złotego Orła Mazowieckiego Biznesu to sukces dla naszej Kasy, który świadczy o tym, że wyróżniamy się na rynku usług finansowych, osiągamy bardzo dobre wyniki i utrzymujemy niespotykaną dynamikę rozwoju, nawet w czasach kryzysu. Dynamiczny rozwój i stale rosnąca liczba Klientów naszej Kasy to zapewne wynik dobrej oferty, indywidualnego podejścia do Klienta, ale również zaangażowania wszystkich pracowników SKOK-u. To oni mając bezpośredni kontakt z Klientem, służąc mu radą i pomocą, są „wizytówką” naszej firmy. Naszą domeną jest również uczciwość wobec Klienta - nie ukrywamy kosztów, jeśli bank za rogiem miałby lepszą ofertę to poinformowalibyśmy o tym Klienta. 

J

ednym z celów Krajowej SKOK jest bezpieczeństwo oszczędności złożonych przez Członków SKOK. Dla jego realizacji został sformułowany Program Ochrony Oszczędności. Celem Programu jest zapewnienie bezpiecznego i solidnego funkcjonowania wszystkich SKOK-ów w Polsce poprzez ustalanie standardów działalności i norm ostrożnościowych, efektywny nadzór, lustracje oraz programy naprawcze - stabilizacyjne dla zapobiegania trudnościom finansowym i upadłościom Kas. W ramach Programu Oszczędności Członków SKOK są objęte ubezpieczeniem do wysokości 50 tys. euro. To oznacza, że oszczędności w kasach spółdzielczych zostały objęte ochroną równoważną do gwarancji depozytów. Program Ochrony Oszczędności obejmujący wszystkie SKOK-i realizowany jest przez dwie instytucje. Pierwszą z nich jest Kasa Krajowa, która na mocy ustawy z 14 grudnia 1995 r. o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych (Dz. U. z 1996 r. Nr 1, poz. 2) spełnia funkcje nadzorcze (w tym także związku rewizyjnego), funkcje stabilizujące (w oparciu o fundusz stabilizacyjny tworzony z wkładów SKOK-ów) oraz utrzymania płynności (jako kasa centralna). W ramach sprawowanego przez siebie nadzoru Kasa Krajowa m.in. ustala normy dopuszczalnego ryzyka w działalności Kas, przeprowadza ich lustracje, dokonuje kontroli ich działalności w trybie nadzoru, ustala wymogi kwalifikacyjne dla Członków zarządów Kas, posiada możliwość zakazania prowadzenia działalności określonego rodzaju oraz wzywania do usunięcia stwierdzonych uchybień i zawieszenia zarządu. W Kasach, w których występuje groźba zaprzestania spłacania długów lub których działalność wykazuje rażące lub uporczywe naruszanie przepisów prawa, Kasa

 Czyli dobry pracownik to podstawa sukcesu? Kogo zatrudnia SKOK w Wołominie? -Większość pracowników Kasy to ludzie młodzi, głównie absolwenci szkół średnich, studenci. Samo wykształcenie, kierunek studiów nie są najważniejsze. Natomiast istotne jest nastawienie na zrobienie czegoś dobrego, czyli zaangażowanie, dyspozycyjność i satysfakcja z wykonywanej pracy. Myślę, że pracownicy SKOK w Wołominie wierzą w ideę spółdzielczych kas, w ich charakter samopomocowy. Starają się wyjść naprzeciw indywidualnym potrzebom Klienta. Każdy potencjalny Klient musi zostać członkiem Spółdzielni.

Nie jest on dla nas anonimowy. Często przychodzi do nas po to, aby się wyżalić, porozmawiać. To wszystko wpływa na lepszą ocenę jego oczekiwań i potrzeb, a więc ogólnie mówiąc na zadowolenie Klienta. Statystyki mówią, że jeden zadowolony Klient przyprowadza trzech kolejnych.  Patrząc na przyrost bazy członkowskiej, muszę stwierdzić, że indywidualne podejście do Klienta chyba się opłaca. Czym jeszcze wyróżnia się SKOK na tle innych instytucji finansowych? - SKOK proponuje łatwiej dostępne pożyczki gotówkowe, korzystniej oprocentowane od oferty bankowej. Mamy mniej formalności. Nowy Klient może otrzymać 20 000 zł bez poręczyciela, a nasi stali Klienci nawet 40 000 zł. Lokaty mają natomiast wyższe oprocentowanie niż w bankach. Obecnie oferujemy również najlepiej oprocentowany ROR w kraju, aż 6,55%, bez opłat za prowadzenie rachunku i zlecenia stałe. Można powiedzieć, że SKOK oferuje swoim Klientom - stałym Członkom Kasy szereg korzyści – tańsze pożyczki i wyżej oprocentowane depozyty, gdyż każdy z nich jest współwłaścicielem Kasy. U nas nie ma kilku udziałowców, których interesuje jak najwyższy zysk. Są Członkowie – współwłaściciele Kasy, którzy zamiast dywidendy otrzymują korzystniejsze produkty finansowe.

Życzę dalszych sukcesów, dziękuję za rozmowę rozmawiała: Joanna Rawicka 

Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe od początku istnienia, czyli od blisko 20 lat, budują własny system ochrony oszczędności

Gwarancja depozytów w SKOK Krajowa może zawiesić działalność Kasy, ustanawiając zarządcę komisarycznego. Te oraz inne jeszcze uprawnienia ustawowe wraz z możliwościami finansowymi funduszu stabilizacyjnego oraz nadwyżki bilansowe Kasy Krajowej z kolejnych lat działalności dobrze chronią system przed niewypłacalnością. Kompletny system chroniący oszczędności powinien składać się z dwóch komponentów: pierwszy koncentruje się na zapobieganiu ryzykom i programach naprawczych (w przypadku SKOK jest to funkcja stabilizacyjna), natomiast drugi obejmuje wypłatę depozytów (do określonego poziomu) w przypadku upadłości. Drugą zatem instytucją, wchodzącą w skład systemu bezpieczeństwa oszczędności w kasach spółdzielczych, jest Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych SKOK, które - poczynając od maja 1998 r. - ubezpiecza oszczędności zgromadzone w SKOK-ach. Na podstawie art. 35 pkt 5 ustawy o SKOK Kasa Krajowa ustaliła normę dopuszczalnego ryzyka dotyczącą bezpieczeństwa środków pieniężnych zgromadzonych przez członków SKOK, wprowadzając z dniem 1 maja 1998 r. obowiązek posiadania przez SKOK-i ubezpieczenia tych środków. Obowiązek ubezpieczenia obejmuje środki pieniężne każdego członka SKOK do wysokości równowartości co roku ustalanej przez Kasę Krajową (jest to 100% oszczędności do wysokości 50 tys. euro

określonej według średniego kursu euro przez Narodowy Bank Polski, a zatem na poziomie gwarancji udzielanych klientom banków przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny).

Wiktor Kamiński, wiceprezes Krajowej SKOK: - Realizując swoje obowiązki wynikające z ustawy oraz statutu, SKOK-i wprowadzają w życie dobrą praktykę zarządzania, działają zgodnie z zasadami spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych i kodeksem etycznym, jednolitymi procedurami świadczenia usług i prowadzenia kontroli. Kasy realizują indywidualne programy budowy kapitału i zarządzania ryzykiem oraz tworzą niezbędne rezerwy, w tym szczególnie na poczet pożyczek i kredytów przeterminowanych. Władze Kas stale podnoszą swoje kwalifikacje w celu zapewnienia najwyższej jakości kadry zarządzającej. Budowaniu systemu kas spółdzielczych w Polsce od początku towarzyszy świadomość znaczenia systemu bezpieczeństwa oszczędności złożonych w kasach spółdzielczych. Podążamy w tym względzie za rozwiązaniami stosowanymi wobec banków, unii kredytowych i instytucji pokrewnych zarówno w Europie, jak i na świecie. Z przepisów europejskich szczególne znaczenie ma tu Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 94/19/EEC z dnia 30 maja 1994 r.


NAUKA

str. 10

„Dobry Znak” nr 20(55) 12 listopada 2010

E

nergetyka konwencjonalna, oparta na spalaniu paliw kopalnych, takich jak węgiel kamienny i brunatny, ropa naftowa czy gaz ziemny nie jest w stanie w dłuższej perspektywie zaspokoić rosnących potrzeb ludzkości ze względu na ograniczone zasoby tych paliw oraz degradację środowiska naturalnego. Można zatem przypuszczać, że w miarę upływu czasu koszty wyprodukowania energii konwencjonalnej będą wzrastać coraz szybciej w miarę kurczenia się zasobów. Skuteczną zatem alternatywą dla wyczerpujących się zasobów paliw kopalnianych i dymiących kominów elektrociepłowni może okazać się wykorzystanie energii wód termalnych. Polska posiada duże zasoby wód termalnych, jednak poziom ich wykorzystania jest znikomy. Pod powierzchnią niemal 3/4 obszaru naszego kraju zalegają wodonośne utwory pochodzące z okresu dolnej i środkowej jury oraz dolnej kredy. Ciągną się one systemem podziemnych niecek z okolic Szczecina, poprzez rejon mogilneńsko-łódzki po Mazowsze. Inne obszary występowania wód termalnych to Podhale i Sudety. Bardzo ważny jest fakt, iż w Polsce regiony o optymalnych warunkach geotermalnych w dużym stopniu pokrywają się z obszarami o dużym zagęszczeniu aglomeracji miejskich i wiejskich, obszarami silnie uprzemysłowionymi oraz rejonami intensywnych upraw rolniczych i warzywniczych. Na terenach zasobnych w energię wód termalnych leżą m.in. takie miasta jak: Warszawa, Poznań, Szczecin, Łódź, Toruń, Płock. Na obszarze Niżu Polski głównym poziomem wodonośnym wód termalnych są utwory kredy i jury będące piaszczystym i piaszczysto-mułowcowym kompleksem utworów kredowych i liasowych. Warstwy te charakteryzują się dobrymi własnościami kolektorskimi.

Ery i okresy geologiczne

Utwory kredy dolnej występują na różnych głębokościach od 1000 do 2000 m. Miąższość tych utworów waha się w granicach od 10 do 100 m. Mineralizacja wód występujących w warstwach kredy dolnej zmienia się od wody pitnej do 10 g/dm3. Wydajność eksploatacyjną tych wód można złożyć od 50 do 100 m3/h. W najbardziej perspektywicznych strefach temperatury wód dolnokredowych pozostają w przedziale od kilku do 70oC.

Z utworów jury dolnej można uzyskiwać wydajność eksploatacyjną wody termalnej od 100 do 300 m3/h. Miąższość tych utworów jest zmienna i waha się w granicach od kilku do ponad 300 m. Z uwagi na złożoną i zróżnicowaną budowę geologiczną utwory liasowe zalegają na różnych, znacznie różniących się głębokościach, od 500 mppt na wale kujawskim do 3000 m w niecce łódzkiej. Głębokość zalegania utworów liasowych ma wpływ na temperatury, jakie można uzyskać z eksploatowanych wód termalnych. Zmienność w polu temperatur zbiornika dolnojurajskiego jest znaczna, osiągając w skrajnych przedziałach wartości temperatur wód gruntowych, natomiast na największych głębokościach może dochodzić ona do 100oC w osiowej części niecki mogileńsko-łódzkiej. Zbiorniki paleozoiczne ze względu na gorsze rozpoznanie, większą głębokość występowania, wyższe koszty udokumentowania tych horyzontów, należy uznać za mniej korzystne, mimo wyższych temperatur występujących w nich wód termalnych. Temperatury wód termalnych na terenie Polski wynoszą zatem od kilkudziesięciu do ponad 80°C, co sprawia, że znajdują one zastosowanie głównie w energetyce cieplnej. Jak dotąd na terenie Polski obecnie pracuje sześć systemów geotermalnych wytwarzających energię cieplną. Geotermia w Polsce rozpoczęła się od wybudowania zakładu doświadczalnego w Bańskiej Niżnej. Pierwszą natomiast przemysłową ciepłownię geotermalną uruchomiono w Pyrzycach dwa lata później.

Procesy pozyskiwania energii towarzyszyły człowiekowi od zarania dziejów, zmieniały się tylko formy i źródła energii w kolejnych etapach rozwoju cywilizacyjnego ludzkości. Wszystko jednak rozpoczęło się od zastosowania odnawialnych źródeł energii związanych głównie z siłą wiatru i wody. Tak więc człowiek wykorzystywał energię odnawialną na długo przed paliwami kopalnymi, będącymi głównymi źródłami obecnie pozyskiwanej energii

Wykorzystanie energii wód termalnych w Polsce Bogdan Noga

Ciepłownia geotermalna w Słomnikach koło Krakowa została uruchomiona jesienią 2002 roku. Jest to kolejna ciepłownia geotermalna, w której wykorzystywane są ciepłe wody o niskiej entalpii. Woda o temperaturze 17oC wydobywana z głębokości 311 m za pomocą otworu wydobywczego charakteryzującego się samowypływem rzędu 50 m3/h stanowi dolne źródło ciepła dla sprężarkowej pompy ciepła o mocy 320 KW. Po oddaniu ciepła schłodzona woda kierowana jest do miejskiej sieci wodociągowej, gdzie po uzdatnieniu stosowana jest jako woda pitna.  Geotermalny system ciepłowniczy w Stargardzie Szczecińskim umożliwia osiągniecie wydajności eksploatacyjnej 300 m3/h wody o temperaturze na wypływie 87oC. W tych warunkach geologicznych przy schłodzeniu wody o około 40oC w wymienniku ciepła pozwalało na osiągnięcie trwałej mocy cieplnej około 14 MW bezpośrednio z członu geotermalnego.

Istniejące ciepłownie geotermalne na terenie Polski

Geotermia Podhalańska w miejscowości Bańska Niżna uruchomiona została w 1994 r. Proces technologiczny polega na wydobyciu gorącej solanki o temperaturze 82oC z wydajnością do 670 m3/h, przetłoczeniu jej przez wymienniki ciepła i ponownym zatłoczeniu do górotworu (ziemi). Całkowita moc zainstalowana wynosi 67,4 MW, w tym człon geotermalny o mocy 38 MW. Wybudowanie ciepłowni geotermalnej na Podhalu przyczyniło się w znacznym stopniu do zmniejszenia zanieczyszczenia powietrza oraz do wyeliminowania smogu w Zakopanem. Geotermia Pyrzyce uruchomiona została w 1996 r. jako pierwszy tego typu zakład przemysłowy w Polsce. W wymienniku ciepła solanka o temperaturze początkowej 61oC oddaje swoją energię sieciowej wodzie grzejnej i ponownie wraca na głębokość 1640 m schłodzona do około 35oC. Podczas mrozów woda w grzejnikach musi być wyższa od temperatury solanki, dlatego zainstalowano tutaj dodatkowe absorpcyjne pompy ciepła i szczytowe kotły gazowe. Moc cieplna instalacji geotermalnej wynosi 12,8 MW, natomiast moc zainstalowana to 52,8 MW. Dzięki użytkowaniu kotłowni geotermalnej zmniejszono emisje: dwutlenku siarki i popiołów o 100%, 5-krotnie CO2, ponad 12-krotnie tlenków azotu. Geotermia Mazowiecka zlokalizowana w Mszczonowie rozpoczęła działalność w 1999 r. Wody termalne eksploatowane są z poziomu dolnej kredy i charakteryzują się bardzo niską mineralizacją (poniżej 0,5 g/l). Dzięki tej właściwości możliwe było zrezygnowanie z konieczności zatłaczania wody po odebraniu ciepła do tego samego poziomu wodonośnego. Niska mineralizacja wody umożliwia jej dalsze wykorzystanie jako wody bieżącej w miejskim systemie wodociągowym. Temperatura początkowa wody termalnej przy przepływie 55 m3/h wynosi 42oC. Z ekonomizera woda o temperaturze 44oC trafia do absorpcyjnej pompy ciepła o mocy 2,7 MW, gdzie schładzana jest do temperatury około 25oC. Po wyjściu z pompy ciepła i schładzacza wentylatorowego woda geotermalna przetłaczana jest do zlokalizowanej w pobliżu stacji uzdatniania wody. Całkowita moc zainstalowana układu grzewczego wynosi 7,3 MW, w tym 1,75 MW uzyskiwane jest bezpośrednio z geotermii. Geotermia Uniejów powstała w 2001 r. Woda termalna charakteryzuje się wydajnością 70 m3/h, samowypływem, temperaturą 68oC i niską mineralizacją 7 g/dm3. Łączna moc ciepłowni wynosi 5,6 MW, z czego 3,2 MW pochodzi bezpośrednio z układu geotermalnego. Ciepłownia geotermalna wraz z olejową kotłownią szczytową zastąpiła 10 kotłowni lokalnych opalanych węglem oraz 160 kotłowni znajdujących się w domach jednorodzinnych.

W najbliższym czasie w naszym kraju zostaną uruchomione kolejne Zakłady Geotermalne w Gostyninie, Toruniu, Kleszczowie i Poddębicach.

Lokalizacje kolejnych planowanych Zakładów Geotermalnych

Gostynin należy do obszaru występowania wód termalnych wyróżnionego jako okręg grudziądzko-warszawski. Po wykonaniu odwiertu eksploatacyjnego uzyskano wydajność 120 m3/h wody termalnej oraz temperaturę 82oC. Uzyskane parametry wody termalnej umożliwiają jej szerokie wykorzystanie, również bezpośrednio w ciepłownictwie. Występujące w rejonie Gostynina solanki o mineralizacji 140 g/dm3 zawierają w swym składzie zarówno jony jodu jak i bromu w stężeniach kwalifikujących je jako wody potencjalnie lecznicze. Projekt Geotermii Toruńskiej udowodnił, że w Niżu Polskim w basenie grudziądzko-warszawskim są potężne zasoby wód termalnych. Zasoby wody mają podobne parametry do tych, które uzyskiwano w podobnych inwestycjach w Polsce. Wydobywana woda termalna może być wykorzystana na potrzeby ciepłownictwa, balneologii, rekreacji, suszenia drzewa, ogrzewania szklarni, hodowli ryb itd. W Kleszczowie na podstawie próbnych pompowań stwierdzono wydajność otworu na poziomie 200 m3/h i temperaturę wody termalnej rzędu 52oC. Obecnie prowadzone są prace, które mają na celu pozyskanie energii wód termalnych dla potrzeb wbudowanego w Kleszczowie Kompleksu Dydaktyczno - Sportowego „SOLPARK”. Geotermia Poddębice planuje wykorzystanie walorów wód termalnych w głównej mierze do celów leczniczych, rehabilitacyjnych i odnowy biologicznej oraz rekreacji.

Dobry Znak  

nr 20 (55)/ 2010 r. cz1.pdf