Issuu on Google+

Jan Pietrzak:: „Napadli na mój Marsz Niepodległości” str. 4

Dwutygodnik nr 21 (103) } 29 listopada 2012 } www.gazetadobryznak.pl

nakład 148 000 egz. } ISSN 189904830 } GAZETA BEZPŁATNA

DOSTĘP DO MORZA ZOBOWIĄZUJE

Jawny, przejrzysty i konsekwentnie realizowany plan modernizacji Marynarki Wojennej RP jest kluczowy dla bezpieczeństwa narodowego - to główny wniosek płynący z debaty zorganizowanej przez Collegium Civitas, Instytut Jagielloński i Centrum Badań nad Terroryzmem. Piotr Małagocki

Jak zauważył kpt. ż.w. Marek Błuś - niezależny ekspert, redaktor „Baltic Transport Journal” i „Morze, Statki i Okręty” transport morski wciąż pozostaje fundamentem globalnej wymiany handlowej. Międzynarodowy handel w ponad 90% odbywa się drogą morską (w ostatnim roku flota przetransportowała towary o masie ok. 9,3 mld ton). Statystycznie przyjmuje się, że 1 tona pokonuje trasę ok. 4 tys. mil. Jednak w przypadku naszych okolic, a więc Bałtyku – mamy do czynienia z największym skupiskiem transportu promowego (a więc krótkodystansowego) na świecie. Z drugiej strony na Bałtyku mamy do czynienia z postępującym kryzysem stoczniowym, kolejne stocznie są likwidowane, a produkcja statków spadła do poziomu z lat 30. XX wieku - dodał. Położenie geograficzne, uczestnictwo w międzynarodowych strukturach obronnych oraz udział w międzynarodowej wymianie handlowej wymaga od nas posiadania odpowiedniego zaplecza floty wojennej. Biorąc to pod uwagę, wskazana jest maksymalna samowystarczalność w obszarze budowy i remontu floty morskiej. Jeśli dopuścimy do sytuacji, w której

Fot: ORP Lech, źródło: konflikty.pl/Łukasz Golowanow

polskie okręty będą budowane i remontowane w zagranicznych stoczniach może dojść do sytuacji, że z przyczyn politycznych nie będziemy mogli np. naprawiać naszej floty, a tym samym realizować swoich zadań. - W ciągu minionej dekady, podczas gdy Zachód był pochłonięty zwalczaniem islamskich ekstremistów na Bliskim Wschodzie i w Azji Środkowej, kraje takie jak Chiny czy Indie aktywnie zaangażowały się w rozbudowę swojej floty morskiej. Te kraje są bardzo dobrym przykładem, że flota wojenna jest niezbędna nie tylko dla

zapewnienia bezpieczeństwa granic państwa, ale przede wszystkim do kontroli szlaków morskich - powiedział dr Łukasz Tolak z Katedry Stosunków Międzynarodowych Collegium Civitas. Wiosną tego roku Minister Obrony Narodowej zaprezentował publicznie program modernizacji polskiej floty wojennej. Zakłada on m.in., że do 2030 roku polska flota ma otrzymać: trzy nowe okręty podwodne, trzy okręty obrony wybrzeża oraz trzy okręty patrolowe. Koszt ich pozyskania szacuje się na ponad 7 mld złotych. Od tego czasu pojawiło się wiele,

często sprzecznych, informacji na temat dalszych planów MON. Pojawił się m.in. pomysł konsolidacji Stoczni Remontowej Nauta i Stoczni Marynarki Wojennej. Zdaniem kmdra Maksymiliana Dury - niezależnego eksperta, redaktora „Nowej Techniki Wojskowej”, pomysł fuzji SMW i Nauty można porównać do połączenia kulawego ze ślepcem. - Zarówno Francuzi, jak i Holendrzy zaproponowali współpracę z SMW. Chcieli dostarczyć nam technologię, która potem miałaby być wykorzystywana w polskiej stoczni. dokończenie na str. 31

Płać podatki w Wołominie i wygraj samochód - szczegóóły na str. 28 oraz na www.wolomin.org


2 / OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY...

Potomkowie Judasza

Pomiędzy Wołyniem a Jedwabnem Rafał Ziemkiewicz

Mariusz Gazda

Ewangelia mówi, że Judasz, jeden z uczniów Chrystusa, wydał go w ręce Sanhedrynu za trzydzieści srebrników. Według przekazu miał wskazać Chrystusa pocałunkiem. Stąd do dzisiaj funkcjonuje powiedzenie „pocałunek Judasza” jako symbol najohydniejszej zdrady. Zdrada zawsze była i jest największą podłością. Zwycięzcy w uczciwej walce zdobywali szacunek. Zdrajcy zawsze byli piętnowani i pogardzani. Zdradzić przecież nie można wroga. Zdradzić można tylko przyjaciela. A i wrogowie korzystający z usług zdrajców nie szanują ich i nie obdarzają zaufaniem. Często po wykorzystaniu usług zdrajców pozbywano się ich, nie wierząc w stałość uczuć. Zdrada nigdy nie popłacała, a mimo to i dzisiaj nie brakuje naśladowców Judasza. Czym oni się kierują. Jedni robią to za pieniądze. Inni z zawiści. Jeszcze inni ze strachu lub na skutek szantażu. Powodów zdrady pewnie jest tyle, ile samych zdrad. Tyle, ile mrocznych tajemnic dusz złych ludzi. Zdrajca to nie zawód, to charakter. Zdrada zawsze powoduje cierpienie. Nawet zdrada wykryta w porę sprawia ból i zawód. Im bliższy człowiek zdradza, tym większy ból zadaje. Bardzo specyficzną zdradą jest donos w formie anonimu. W takim przypadku nie wchodzi w grę korzyść materialna, bo przecież donosiciel pozostaje nieznany, ukrywa swoją twarz i imię. Przeważnie u podstaw takich działań leży zawiść, chora zazdrość. Przyjemność donosicielowi sprawiają ewentualne problemy i strata osoby znanej, często bliskiej. Zdrajcy-donosiciele piszą na swoich sąsiadów, kolegów z pracy, a często na rodzinę i krewnych. U podstaw może leżeć bezsensowne, ale wiecznie żywe pytanie: dlaczego on ma lepiej niż ja?

Który z filmów będzie ważniejszy dla polskiej debaty publicznej: „Pokłosie” w reżyserii Władysława Pasikowskiego czy planowany przez Jarosława Banaszka dokument o Wołyniu, opowiadający o obronie wsi Przebraże przed Ukraińską Powstańczą Armią? - Film o Jedwabnem jest już w polskiej opinii publicznej od dawna. W tak natarczywy sposób się go promuje, że bardziej chyba nie można. Co więcej, jest to kino oparte na bardzo nierzetelnych - najdelikatniej mówiąc - książkach Tomasza Grossa. Wszystkie późniejsze realizacje tej historii z Jedwabnego mające Polakami wstrząsnąć, były oparte na nim, a on oparł się wyłącznie na jednej relacji mało wiarygodnego, bo odpowiedzialnego za zbrodnie na Polakach świadka. W oczywisty sposób się opowieścią tego człowieka usprawiedliwia. Sądzę, że większość Polaków już wie, co ma na ten temat sądzić. Książki Grossa zostały odrzucone, a to poczucie winy, które usiłował wywołać, nie zostało przez Polaków przyjęte. I Jedwabne pozostaje taką zabawą salonową, zblazowaną przez intelektualistów, którzy uważali, że Polacy powinni wstydzić się, przepraszać, kajać, aby uzyskać awans cywilizacyjny, a przynajmniej awansować. Nie sądzę, żeby jakiekolwiek odgrzewanie Tomasza Grossa mogło osiągnąć coś więcej niż dotąd. Co do filmu o Wołyniu, to rzecz jest rzeczywiście nieznana i może wywołać skutki polityczne, bo ta historia nie odnosi się, w przeciwieństwie do Katynia na przykład, do bieżących spraw politycznych. Na Ukrainie banderowcy są krzykliwi, hałaśliwi. Uważani są tam przez większość społeczeństwa za faszystów i są odrzucani. Więc to, że zaczynamy sobie przypominać o Wołyniu wpływa na naszą politykę międzynarodową, natomiast dobrze się stanie, jeśli ten film przywróci pamięć o czymś, co przez pół wieku PRL-u było otaczane urzędniczym milczeniem.

Judasz podobno powiesił się, bo dręczyły go wyrzuty sumienia. Nie wiemy, czy to prawda, ale na pewno nie umarł bezpotomnie.

wysłuchała: Agnieszka Sulewska

Rok 2012 - rokiem Piotra Skargi

Wydawca: U.B.R. sp. z o.o., 05-200 Wołomin ul. Legionów 27/7 telefon: (022) 787 32 06, www.gazetadobryznak.pl e-mail: redakcja@gazetadobryznak.pl reklama: 503 168 783 lub (022) 787 32 06, reklama@gazeta-dobryznak.pl Redaktor naczelny: Mariusz Gazda Sekretarz redakcji: Agnieszka Żądło-Jadczak Skład i łamanie: Klementyna Tomza Druk: Polskapresse Sp.z o.o. oddział Poligrafia, ul. Matuszewska 14 02-672 Warszawa

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych i zastrzega sobie prawo do ich skracania i redagowania. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść płatnych reklam nakład: 148 000 egz.

Nierządem Polszcze stać to niepodobna i przeciw rozumowi. Nierządem albo niedbalstwem wszystko upada, a iż nierząd ze ślepoty grzechowej idzie, to by się rozumiało, iż grzechami Polska stoi, to jest od pomsty się Bożej umyka. Wie czasy swoje Pan Bóg, gdy karać i gubić ma.

***

Wiemy, iż cierpliwy jest Pan Bóg, ale też prawdziwy i w swojej sprawiedliwości nieodmienny. Obrony na Boski gniew i moc nie masz, jedno pokajanie, a ucieczka do miłosierdzia jego, póki czas nie minie, a sprawiedliwość miłosierdziu nie zastąpi. Przestraszmy się na to, czym grozi… Dziś głos Jego niech przerazi serca nasze. Opuszczajmy złości, nagradzajmy krzywdy, któreśmy Panu Bogu uczynili i bliźnich naszych, któreśmy je rozkrwawili, a od miłosierdzia Jego niechaj nas żadna rozpacz nie ogarnia. Nie masz innej zasłony od gniewu Bożego, jeno pokuta serdeczna, która złość wymiata, a owoce pokutne dobrych uczynków przed się bierze. wybrał prof. Wojciech Ciechomski)


OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY.../ 3

W STRONĘ WODOSPADU Jan Maria Jackowski

Tak jak większość działań ekipy rządzącej Polską, które polegają na uprawianiu demagogii i propagandy przeznaczonej na użytek wewnętrzny, a nie rozwiązywaniu realnych problemów Polski i Polaków. Premier niby walczy o pieniądze z UE, ale koncentruje się na środkach z Funduszu Spójności, oddając walkowerem wartą kilkadziesiąt miliardów złotych fundamentalną kwestię wyrównania dopłat dla rolników. W ten spo-

sób wmawia się Polakom, że 330 mld zł to będzie ogromny sukces, a nam się należy ponad 500 mld zł: ok. 330 mld zł z Funduszu Spójności i 170 mld zł na rolnictwo. W Senacie RP (16 lutego br.) i w Sejmie RP (25 kwietnia br.) przyjęte zostały uchwały zobowiązujące rząd do walki o wyrównanie dopłat bezpośrednich dla polskich rolników. Tymczasem w wywiadzie udzielonym niedawno „Gazecie Wyborczej” Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego (będąca także senatorem RP i głosująca za przyjęciem uchwały!) wyraziła deklarację, że Polska nie zareaguje nawet, jeśli dopłaty rolnicze zostaną zmniejszone! Niezrozumiałe jest, dlaczego przedstawiciel polskiego rządu wyraża zgodę na obniżenie dopłat bezpośrednich i to akurat w tym

„Ofensywa” Donalda Tuska związana z walką o budżet UE na lata 2014 - 2020 to typowe picermaństwo. czasie, gdy w Parlamencie Europejskim toczy się dramatyczna batalia o zakończenie dyskryminacji i wyrównanie dopłat do średniego poziomu UE. Otwarta deklaracja braku zainteresowania dopłatami utrudni lub wręcz zniweczy walkę o 7 miliardów euro (30 miliardów zł) dla polskich rolników podjętą przez polskich posłów do Parlamentu Europejskiego. Tymczasem zadaniem ministra rządu RP jest realizowanie treści tej uchwały, mającej poparcie całego Sejmu i Senatu. W związku z zaistniałą sytuacją grupa senatorów (Przemysław Błaszczyk, Jan Maria Jackowski, Robert Mamątow, Andrzej Matusiewicz, Marek Mar-

tynowski, Andrzej Pająk, Bohdan Paszkowski, Janina Sagatowska, Wojciech Skurkiewicz, Krzysztof Słoń i Grzegorz Wojciechowski) wystąpiła z interpelacją senatorską kierowaną do premiera Tuska. Domagamy się w niej wyjaśnienia stanowiska władz i odpowiedzi na pytanie, dlaczego ekipa Donalda Tuska w decydującym momencie negocjacji wywiesiła białą flagę i daje do zrozumienia, że o dopłaty nie będziemy walczyć, co ułatwia działania tych, którzy chcą na trwałe okulawić polskie rolnictwo.Trudno nie zauważyć, że premier obrał spolegliwy kurs w „głównym europejskim nurcie” - czyli w stronę wodospadu...

PUBLICZNA, CZYLI POLITYCZNA Dziś do prawie trzech milionów obywateli trafiły wezwania do zapłaty zaległego abonamentu. Uruchomiono także służby skarbowe, które ponoć wykazują taką aktywność, jakiej promila nie okazały np. w sprawie Amber Gold. Aleksandra Jakubowska „Haraczem ściąganym z ludzi” nazwał Donald Tusk abonament telewizyjny i uznał, iż jest „archaicznym sposobem finansowania mediów publicznych”. Ludzie mu uwierzyli (jak i w paru innych, ważniejszych sprawach) i przestali płacić abonament. No, nie wszyscy, ale tak znacząca ich liczba, że finanse publicznego telewizyjnego molocha znalazły się w opłakanym stanie. Słowa te wypowiedział premier wówczas, kiedy telewizja jeszcze nie została odbita przez rządzącą Platformę i władał nią Wszechpolak, związany z Ligą Polskich Rodzin, Piotr Farfał. „Farfałowa” telewizja nie

kochała premiera i „wice wersja”, jak mówi pani z mięsnego. Kiedy w 2011 roku udało się w końcu usadowić w fotelu prezesa partyjnego funkcjonariusza Unii Demokratycznej i Unii Wolności, Juliusza Brauna, premier zdanie zmienił. Podległe mu służby zaczęły z determinacją ścigać tych, którzy w odpowiedzi na apel szefa rządu okazali obywatelskie nieposłuszeństwo, nie chcąc utrzymywać ze swoich ciężko zarobionych pieniędzy zesłanych na Woronicza politruków pilnujących partyjnych interesów, beztalenci dziennikarskich i gwiazd znanych z tego, że są znane. Od tego momentu do dziś do prawie trzech milionów oby-

wateli trafiły wezwania do zapłaty zaległego abonamentu. W samym sierpniu tego roku wystosowano 100 tys. takich pism. Uruchomiono także służby skarbowe, które ponoć wykazują taką aktywność, jakiej promila nie okazały np. w sprawie Amber Gold. Ale przecież nie chodzi o to, żeby ludzie ten abonament płacili… Obserwuję od kilku miesięcy bardzo umiejętnie prowadzoną akcję straszenia odbiorców publicznej telewizji konsekwencjami niepłacenia abonamentu. Co jakiś czas pojawiają się w mediach drukowanych i elektronicznych alarmujące artykuły ostrzegające np. emerytów przed komornikami, którzy zabiorą im te nędzne

apanaże, jakich dosłużyli się po latach ciężkiej pracy, jeśli nie będą oddawali „haraczu” na TVP. I odnoszę takie wrażenie, że chodzi o to, by ludzie w końcu mieli dość publicznej telewizji i pozwolili rządzącym zrobić z nią, co chcą. A co chcą? Moim zdaniem albo ją sprywatyzować, albo sprowadzić do zupełnie niszowej roli, zachowując jednak w niej swoje wpływy. Tort reklamowy na rynku mediów trochę się ostatnio skurczył i prywatne telewizje będą kochać ponad życie (niektóre już kochają a priori) tych, którzy im część zjadaną przez media publiczne dadzą w prezencie. A my, umęczeni wizjami rewidujących nasze mieszkania w poszukiwaniu odbiorników listonoszy, machniemy na to wszystko ręką, pozwalając by zniszczono to, co mogłoby być jednym z ważnych filarów demokratycznego państwa. I tak już z publicznej zrobili polityczną.


4 / OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY...

Rozpędzanie niepodległości! Uwaga! Uprzedzam, że będę stosować słowa uznawane za obelżywe. Od dawna zaliczany do oszołomów, ekstremy i bydła… tym razem skorzystam z przywileju, jakie mi te tytuły dają. A to dlatego, że muszę nawymyślać s…synom, którzy napadli na mój Marsz Niepodległości. Ta swołocz, której nie podoba się polska niepodległość innego języka nie rozumie. Swołocz przebrana była w antyterrorystyczne mundury, a także w sportowe dresy i kominiarki. Zabrakło w tym roku bandytów z Berlina, więc tutejsi funkcjonariusze dzielnie starali się ich zastąpić. Policja, która powinna ochraniać pochód, sama na ten pochód napadła! Bez żadnych podstaw! Zaledwie spokojny marsz ruszył z Ronda Dmowskiego w Marszałkowską, z bocznych ulic wyskoczyły tajne bydlaki z petardami, co natychmiast spowodowało akcję psów opancerzonych na czarno. Rozpoczął się widowiskowy show pełen huku, dymu i strzelaniny. Bez-

prawnie, powtarzam: bezprawnie zatrzymano i rozproszono demonstrację, która dopiero co ruszyła na uzgodnioną trasę. Tak rządząca szajka traktuje Polaków, którzy chcą oddać hołd twórcom niepodległości. Oczywista prowokacja nie przerodziła się w krwawą jatkę wyłącznie dzięki godnej postawie młodych ludzi. Śpiewali hymn i skandowali

słowo „prowokacja”, uspokajając się nawzajem. Przez godzinę trwał festiwal petard, rac i gazów z policyjnych magazynów. Wszystko to na użytek antynarodowych telewizorów. Inscenizacja „zadymy” była im niezbędna, by dla kontrastu pokazywać „fajny” pochód przemiłych przyjaciół prezydenta. Niech się Polska nacieszy, jaką sympatyczną ma elitę. Jacy oni „fajni”, jacy świąteczni i niepodlegli. Nacieszy się Polska, ale i sąsiedzi. To dla nich, dla Berlina i Moskwy głównie inscenizuje się te pokazy siły Tuskowego rządu. Patrzcie, Merkel z Putinem, jak tu w Warszawie pilnuje się waszych interesów, jak się dba o to, by hasło patriotycznej młodzieży „Chwała

Jan Pietrzak Bohaterom!” nie brzmiało zbyt donośnie. Polskich bohaterów wy tam raczej nie cenicie, prawda? To, że notoryczni najeźdźcy, agresorzy co pokolenie odbierający nam niepodległość nie lubią wolnej Polski można ostatecznie zrozumieć. Ale dlaczego tłucze i gazuje nas „polska” policja, dlaczego nienawidzą „polskie” stacje telewizyjne, obrzucając obelgami uczestników patriotycznego marszu – to już trudniej zrozumieć. Ale po głębszym namyśle - można dojść do właściwych wniosków i radzę to uczynić. Czym prędzej, tym lepiej… Jeszcze jedno: byłem tam, widziałem na własne oczy i nie kłamię! A medialne szuje łżą!

Nowe kulty i fiki-miki

Elity naszego salonu snobują się na demitologizację w przestrzeni publicznej. Jednak bez żenady tworzą na potęgę kulty nowej, materialistycznej religii. Rafał Pazio

Taki przypadek po raz kolejny mogliśmy obserwować, gdy kupiono nowy samolot dla LOT-u. Chyba padł jakiś rozkaz (co może być dowodem na jeden ośrodek dowodzenia), żeby wyrazić zachwyt we wszystkich mediach centralnych w kraju. Zachwyt wyrażano, przyjechała pierwsza dama, była muzyka i zakąska. Wiem, że Witold Gombrowicz nie jest pisarzem lubianym przez konserwatywną część opinii. Warto jednak pamiętać, jak Gombrowicz demitologizował chociażby dogmatyczne nauczanie w szkole, słynne „Słowacki wielkim poetą był”. Dziś postępowy salon, któ-

rego mistrzem jest właśnie demitologizujący, odzierający z patosu Gombrowicz, sam tworzy mity. „Boeing Dreamliner pięknym samolotem jest” - powtórzcie - „Co nas zachwyca? - „Boeing Dreamliner”. Wolnościowi publicyści piszą, że nie żyjemy w prawdziwej, lecz podstawionej rzeczywistości, która jest tylko dekoracją, a rządzący mają tylko zewnętrzne znamiona władzy. Szkoda tylko, że np. dług publiczny, który przekroczył 1 000 000 000 000 zł nie jest podstawiony, tylko całkiem realny. Pamiętam, kiedy Janusz Korwin Mikke, jako poseł na początku lat 90. sugerował, aby zapisać w Konstytu-

cji obowiązek uchwalania budżetów bez deficytu. Został wyśmiany. Już dzisiaj wiadomo, dlaczego. W ramach polityki prorodzinnej każde rodzące się dziecko w Polsce otrzymuje część długu państwowego do spłacenia w wysokości około 25 000 zł. W przypadku zadłużenia publicznego rzeczywistość nie chce być tylko fikcyjną dekoracją. Obowiązują tam twarde zasady. Wróćmy do myśli o prawdziwych źródłach władzy. Kiedy wybory w Stanach Zjednoczonych wygrał Barack Obama, nagle okazało się, że szefem Centralnej Agencji Wywiadowczej nie może być David Petraeus. Chociaż prezydent USA potwierdził wybitne

zasługi Petraeusa, to jednak nie zawahał się go zdymisjonować ze względu na romans pozamałżeński. Kto przekonał szefa specjalnej służby do tego, że ma odejść i to w takich okolicznościach? Prawdopodobnie ci, którzy kreują, nie tylko w Stanach Zjednoczonych, tzw. rzeczywistość podstawioną. Na przykład w Polsce tajemnicą poliszynela jest, że fiki-miki na boku, czyli romans pozamałżeński ma co najmniej jeden wysoko postawiony polityk. Jednak bez rozkazu, żeby coś psuć w tej układance, nikt za romans pozamałżeński nie poleci. Na razie wszystko prawdziwym władzom naszego kraju całkiem sztymuje.


OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY... / 5

Jaskółki odrodzenia patriotyzmu Dziś żyjemy w czasach dekadencji, w czasach w których nie interes narodowy wyznacza politykę naszego państwa, a opinia establishmentu dominujących państw w Unii Europejskiej. To w interesie tego establishmentu państwo polskie zgodziło się na blokujący nasz rozwój gospodarczy pakiet klimatyczno-energetyczny. To dlatego zaakceptowaliśmy traktat lizboński redukujący siłę naszego głosu w Radzie Europejskiej. To dla interesów tych, którzy uzurpowali sobie prawo definiowania interesów Unii godzimy się na ograniczenie naszej suwerenności w pakcie fiskalnym czy na likwidację waluty narodowej chroniącej naszą gospodarkę przed kryzysem europejskim. Kryzys patriotyzmu pogrąża nas w postępującej dekadencji, zagrażającej i niepodległości państwowej, i rozwojowi gospodarczemu. I w tej sytuacji wszechogarniającej dekadencji pojawiły się pierwsze

W sytuacji wszechogarniającej dekadencji pojawiły się pierwsze jaskółki odrodzenia patriotyzmu. Miarą jego siły stał się Marsz Niepodległości, który zgromadził dziesiątki tysięcy, przeważnie młodych ludzi, manifestujących dumę i przywiązanie do swego narodu. jaskółki odrodzenia patriotyzmu. Miarą jego siły stał się Marsz Niepodległości, który zgromadził dziesiątki tysięcy, przeważnie młodych ludzi manifestujących, pomimo potężnej medialnej kampanii nienawiści, dumę i przywiązanie do swego narodu. Ale nie tylko ten marsz objawił narastający, szczególnie wśród młodego pokolenia, głód wartości narodowych i odrodzenie postaw patriotycznych. Wydaje się, że w dorosłość wkraczają pokolenia niedotknięte komunistyczną dezintegracją i bardziej odporne na różne postkomunistyczne kompleksy i fobie utrwalane przez „Gazetę Wyborczą”, a także media ideologicznie jej pochodne. Pokole-

nia, które własny interes narodowy traktują wyżej niż różne roszczenia ponadnarodowych ideologii. Jeżeli ta konstatacja jest prawdziwa, a wszystko na to wskazuje, że jest, to znaczy, że nasz naród zaczyna wyzwalać się z mentalnych kompleksów społeczeństwa postkomunistycznego i zaczyna odzyskiwać wewnętrzną sterowność. Na razie w zakresie historycznej i kulturowej identyfikacji swej tożsamości, ale także w narastającym sprzeciwie wobec polityki wyzbywania się suwerenności w procesie tzw. integracji europejskiej. Właśnie odradzanie się patriotyzmu wyraża się przede wszystkim w sprzeciwie wobec rezygnacji z

Przymus szkolny Gimnazja mogłyby dobrze funkcjonować, gdyby nie obowiązek szkolny. Trzeba zlikwidować jedno albo drugie. Piotr Uściński Trwa budowa. Na budowie, jak to na budowie, pracują różni ludzie, na różnych zasadach. Nagle na teren wkracza policja, wyciągają młodego chłopaka, który pracował jako pomocnik murarza, ucząc się fachu i wsadzają go do radiowozu. 17-latek trafia do Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii. W czym zawinił? Nie kradł, nie włóczył się, nie bił nikogo. Nielegalnie, ale uczciwie pracował w pocie czoła. Migał się też od szkoły, ledwo skończył podstawówkę i to powtarzając klasy, w gimnazjum go prawie nie widzieli, ale w końcu dopadła go „egzekucja administracyjna”. Ponieważ rodzice nie

dopilnowali, by się uczył, trafił tam, gdzie dopilnują obowiązku. Chłopak wyrwany z rodziny, w „dobrym towarzystwie” zaczyna pierwszy rok gimnazjum. Jakoś wytrzyma, osiemnastka za kilka miesięcy, potem będą go mogli pocałować w … . Pojawiają się pytania, czy wróci na budowę, czy znajdzie pracę, czy nie zdemoralizuje się w ośrodku, zresztą nie będę dalej pytać, myślę, że każdy ma te same myśli, poznając tą historię. Polacy mają obowiązek uczęszczania do szkoły do czasu ukończenia 18 lat. Przymus szkolny podlega egzekucji administracyjnej. Czy ma to sens, na czym to polega? Spójrzmy na to ze strony nauczyciela, rodzica czy normalnego ucznia gim-

nazjum. Często w klasie zdarza się taki rodzynek, który potrafi znacznie obniżyć poziom całej klasy nie tylko własnym nieuctwem, ale i utrudnianiem innym uczniom nauki, a nauczycielom nauczania. Często takie rodzynki to dzieci uczące się wcześniej przyzwoicie w podstawówce, które po zmianie środowiska zmieniają się nie do poznania. Zdecydowanie mniej jest przypadków zmiany na lepsze. Większość łobuziaków z podstawówki w gimnazjum staje się łobuzami, a nawet bandziorami. Nawet ich ze szkoły wywalić nie można, ba, nawet nie można zagrozić wywaleniem, bo przecież „obowiązek szkolny”. Czy ich miejsce nie powinno być u stolarza, mechanika, na budowie? Nie chodzi mi o

Marian Piłka

narodowej podmiotowości, wyrażającej się w systematycznym przekazywaniu atrybutów państwowej niepodległości. Obrona suwerenności państwowej zawłaszczanej przez Unię Europejską, zdominowaną przez Niemcy, staje się sztandarem odradzającego się patriotyzmu. To jest budzenie się narodowej siły, delegitymizującej ideologiczne podstawy dominującej obecnie polityki w Polsce. To odrodzenie stwarza nadzieję na odzyskanie podmiotowości polskiej polityki w wymiarze zewnętrznym i jej unarodowienie w wymiarze wewnętrznym. To zwiastun zasadniczej zmiany politycznej w Polsce, a tym samym przeobrażeń na scenie politycznej.

ciężką pracę dzieci, chodzi o to, aby nie traciły czasu, aby nauczyły się czegoś, co im się w życiu przyda, aby pozytywnie zagospodarowały nadmiar energii. A pozostałe dzieciaki mogłyby się uczyć w lepszej atmosferze. Kilkanaście lat funkcjonowania nowego systemu pokazało, że gimnazja wyrywają dzieci z podstawówek w najtrudniejszym okresie dojrzewania. Powoduje to ogromne problemy wychowawcze i dydaktyczne. Nauczyciele szkół średnich twierdzą, że kiedyś po 8-letniej podstawówce dzieci były lepiej przygotowane do liceum niż dzisiaj po gimnazjum. A mają o rok mniej czasu na przygotowanie ich do matury. Gimnazja zupełnie się nie sprawdziły. Potwierdzają to rodzice, nauczyciele, dyrektorzy szkół, samorządowcy. Kiedy zauważą to urzędnicy w ministerstwie edukacji? Czas na likwidację gimnazjów, powrót do systemu 8-klasowych podstawówek. No chyba, że w zamian zlikwidować przymus uczęszczania do gimnazjów.


6 / HISTORIA

1938

- między Warszawą, Pragą a Berlinem

Romuald Szeremietiew Stanowisko Polski w dniach kryzysu sudeckiego wywołuje ciągle wiele sporów. Znana i odwzajemniana niechęć ministra spraw zagranicznych Becka do Beneśa (długoletniego czeskiego ministra spraw zagranicznych, a następnie prezydenta republiki upatrującego sojuszników we Francji i Rosji) oraz wkroczenie wojsk polskich na Zaolzie zdają się sugerować współdziałanie Polski z Niemcami. Istnieje jednak sporo przesłanek wskazujących, że działaliśmy samodzielnie. W momencie, gdy zarysowała się groźba konfliktu czesko-niemieckiego, na zapytanie wystosowane przez prezydenta Mościckiego do prezydenta Beneśa, czy Czechosłowacja będzie się bronić, z dodatkiem, że gdyby tak było, Polska

Razem z Czechami mogliśmy - czytałem - pokonać Hitlera i uniknąć wszystkich późniejszych nieszczęść. A Polakom zachciało się Zaolzia i z Niemcami na własną zgubę uczestniczyli w rozbiorze słowiańskiej Czechosłowacji. Cóż za głupota! zaangażuje się po jej stronie, Beneś odpowiedział po kilku dniach, że Czechosłowacja szans obrony nie ma i że chwyci za broń tylko w razie wykonania sojuszu wojskowego przez Francję, podkreślając jednak, że sama inicjatywy wojskowej nie podejmie. W Warszawie oceniono tę odpowiedź jako uzgodnioną ze Związkiem Sowieckim. Minister Beck sądził, że sprawa sudecka nie będzie zagadnieniem zwrotnym w stosunkach między mocarstwami, bowiem Czechosłowacja nie podejmie obrony, a Anglia i Francja wymuszą na Czechach ustępstwa. ZSSR - według ministra - ograniczy się do dyplomatycznych protestów. W tej sytuacji Polska jedyne, co może zrobić to rewindykować Zaolzie. Całą akcję należy jednak tak przeprowadzać, zalecał

Beck, aby Polska „nawet w sposób pośredni” nie znalazła się w roli sojusznika Hitlera. Gdyby przewidywania te nie potwierdziły się i gdyby jednak doszło do powszechnego konfliktu w obronie Czechosłowacji - konkludował Beck - wówczas linia polityczna Polski powinna ulec zmianie w ciągu 24 godzin. Gotowość zmiany stanowiska potwierdzała treść noty Becka doręczonej ministrowi spraw zagranicznych Francji Bonnetowi (24 V 1938). Polski minister przypomniał, że w przeciwieństwie do Francji Polska nie ma żadnych zobowiązań traktatowych wobec Czechosłowacji, która zresztą takich zobowiązań ze strony polskiej nie chciała. Dodał też, że rząd polski może mieć pretensje do polityki czeskiej na Zaolziu, a mimo to: „w razie powstania

konfliktu o szerszym charakterze wynikałaby stąd sytuacja nowa, co do której rząd polski musi sobie zarezerwować możność zbadania decyzji”. Jaka będzie decyzja Polski, gdyby Francja wystąpiła w obronie Czechów, mówił następny punkt noty: „Będąc zmuszonym poczynić powyższe zastrzeżenie, potwierdzam jednocześnie, jak 7 marca 1936 r., gotowość polską wypełnienia zobowiązań sojuszniczych w ramach istniejących umów oraz gotowość przyjaznej dyskusji na temat wszystkich nowych zjawisk, opartej na wzajemnym zrozumieniu interesów Polski i Francji”. W 1936 r., kiedy Hitler zajmował zdemitaliryzowaną Nadrenię, Polska deklarowała Francji wykonanie zobowiązań sojuszniczych w razie zbrojnej kontrakcji Francji przeciwko Niemcom. Wresz


HISTORIA / 7 Stanowisko Polski w dniach kryzysu sudeckiego wywołuje ciągle wiele sporów. Znana i odwzajemniana niechęć ministra spraw zagranicznych Becka do Beneśa (długoletniego czeskiego ministra spraw zagranicznych, a następnie prezydenta republiki upatrującego sojuszników we Francji i Rosji) oraz wkroczenie wojsk polskich na Zaolzie zdają się sugerować współdziałanie Polski z Niemcami. Istnieje jednak sporo przesłanek wskazujących, że działaliśmy samodzielnie. W momencie, gdy zarysowała się groźba konfliktu czesko-niemieckiego, na zapytanie wystosowane przez prezydenta Mościckiego do prezydenta Beneśa, czy Czechosłowacja będzie się bronić, z dodatkiem, że gdyby tak było, Polska zaangażuje się po jej stronie, Beneś odpowiedział po kilku dniach, że Czechosłowacja szans obrony nie ma i że chwyci za broń tylko w razie wykonania sojuszu wojskowego przez Francję, podkreślając jednak, że sama inicjatywy wojskowej nie podejmie. W Warszawie oceniono tę odpowiedź jako uzgodnioną ze Związkiem Sowieckim. Minister Beck sądził, że sprawa sudecka nie będzie zagadnieniem zwrotnym w stosunkach między mocarstwami, bowiem Czechosłowacja nie podejmie obrony, a Anglia i Francja wymuszą na Czechach ustępstwa. ZSSR - według ministra - ograniczy się do dyplomatycznych protestów. W tej sytuacji Polska jedyne, co może zrobić to rewindykować Zaolzie. Całą akcję należy jednak tak przeprowadzać, zalecał Beck, aby Polska „nawet w sposób pośredni” nie znalazła się w roli sojusznika Hitlera. Gdyby przewidywania te nie potwierdziły się i gdyby jednak doszło do powszechnego konfliktu w obronie Czechosłowacji

Strona czeska przed Monachium, jako pierwsza, i z własnej inicjatywy, zaproponowała Polsce przejęcie Zaolzia, oferując jednak terminy, w których Niemcy miałyby dosyć czasu, aby je zająć! W ten sposób Czesi chcieli najprawdopodobniej stworzyć płaszczyznę konfliktu Polski z Niemcami o Śląsk Cieszyński.

Beck z wizytą na Zaolziu żródło: www.zaolzie.org

- konkludował Beck - wówczas linia polityczna Polski powinna ulec zmianie w ciągu 24 godzin. Gotowość zmiany stanowiska potwierdzała treść noty Becka doręczonej ministrowi spraw zagranicznych Francji Bonnetowi (24 V 1938). Polski minister przypomniał, że w przeciwieństwie do Francji Polska nie ma żadnych zobowiązań traktatowych wobec Czechosłowacji, która zresztą takich zobowiązań ze strony polskiej nie chciała. Dodał też, że rząd polski może mieć pretensje do polityki czeskiej na Zaolziu, a mimo to: „w razie powstania konfliktu o szerszym cha-

Układ Monachijski 29 września 1938 r. źródło: Bundesarchiw, Bild 183 - R69173

rakterze wynikałaby stąd sytuacja nowa, co do której rząd polski musi sobie zarezerwować możność zbadania decyzji”. Jaka będzie decyzja Polski, gdyby Francja wystąpiła w obronie Czechów, mówił następny punkt noty: „Będąc zmuszonym poczynić powyższe zastrzeżenie, potwierdzam jednocześnie, jak 7 marca 1936 r., gotowość polską wypełnienia zobowiązań sojuszniczych w ramach istniejących umów oraz gotowość przyjaznej dyskusji na temat wszystkich nowych zjawisk, opartej na wzajemnym zrozumieniu interesów Polski i Francji”. W 1936 r., kiedy Hitler zajmował zdemitaliryzowaną Nadrenię, Polska deklaro-

wała Francji wykonanie zobowiązań sojuszniczych w razie zbrojnej kontrakcji Francji przeciwko Niemcom. Wreszcie Beck oświadczał, że odprężenie między Warszawą a Pragą byłoby możliwe po przyznaniu mniejszości polskiej w Czechosłowacji praw, jakimi „dysponuje mniejszość najbardziej uprzywilejowana”. W dokumencie Becka nie było słowa o odbieraniu Czechom Zaolzia i wspieraniu znanych już żądań Berlina. Przypomnienie stanowiska Polski z 1936 r. i sugestie, że „szerszy konflikt” wpłynąłby na zmianę stanowiska Polski, dawały dużo do myślenia. Ciekawie skonstruowany był też postulat praw dla mniejszości polskiej. Wynikało z niego, że każde zaostrzenie na odcinku niemieckim, czytaj: uszczuplenie praw mniejszości najbardziej uprzywilejowanej (Niemców), oznaczało minimalizowanie polskiego żądania. I odwrotnie, ustępstwa na rzecz Niemców miały powodować wzrost żądań Polski. Beck starał się wymusić w Pradze wolę oporu w stosunku do Berlina. Tak umiarkowany postulat polskiego ministra mógł wynikać między innymi z informacji uzyskanych po wizycie w Polsce Wacława Fiali, wysłannika prezydenta Beneśa. Według niego Zaolzia chciał tylko Beck, wobec tego wystarczyło porozumieć się z opozycją, izolować i usunąć Becka, aby Polacy poparli Czechów. Fiala zaczął rozmowy od narodowych demokratów. Następnie spotkał ludowców - wśród nich Macieja Rataja, polityków PPS i chadecji. Rezultat misji Fiala przedstawił Beneśowi: Wszyscy, wszyscy bez różnicy politycy polscy, z którymi spotkałem się, mówili mi o tym, że musimy we własnym interesie pójść na ustępstwa w stosunku do mniejszości polskiej w okręgu cieszyńskim i spełnić jej żądania. W tej sytuacji formuła Becka byłaby do przyjęcia tak w Paryżu, jak i w Pradze, ale okazało się to niemożliwe. Dwa dni przed wspomnianą notą Becka do Bonneta pozbawiono złudzeń władze Czechosłowacji - zachodni sojusznicy nakazali ustąpić Hitlerowi, co paraliżowało Czechom możliwości działania. Praga, przyjmując formułę Becka, pogorszyłaby swoje położenie, gdyż do ustępstw na rzecz Niemców musiałaby dodać „takie same prawa” dla ludności polskiej. Przy kapitulanckim stano-


8 / REPORTAŻ

Szczęście razy siedem

- Wychowuję te dzieci, staram się jak mogę, bo zostały mi dane na kilka zaledwie lat. Dlatego każdemu z nich tłumaczę, że moja miłość to opieka, myślenie o nich, załatwianie wszelkich spraw, przygotowanie do życia - mówi pani Elżbieta. W tym domu najważniejszy jest duży pokój. Tutaj zaczyna i kończy się każdy dzień, tutaj przy długim stole spożywane są wspólne posiłki. Na ścianie wiszą zdjęcia. Na jednym z nich dziewczynki w towarzystwie prezydentowej Marii Kaczyńskiej.

Nie mama, tylko ciocia

Agata Bochenek

- Dzięki Fundacji „Przyjaciółka” zostaliśmy zaproszeni na Dzień Dziecka do Pałacu Prezydenckiego. W pewnym momencie pani Maria Kaczyńska nachyliła się do Wiktorii i zapytała: „Kto ci taki piękny sweterek kupił?”. „Mama”- odpowiedziała dziewczynka. A potem poprosiliśmy o pozowanie z dziećmi do zdjęcia. To był wyjątkowy Dzień Dziecka, zostaliśmy tak serdecznie przyjęci - wspomina Elżbieta Denysenko.

Zwykła, wielodzietna rodzina Elżbieta i Bogdan Denysenko wychowują siedmioro dzieci - dwie własne córki Justynę i Adę (starsi synowie już się usamodziel-

nili) oraz pięć dziewczynek, którymi się opiekują: 17-letnią Patrycję, 14-letnią Olę, 12-letnią Klaudię, 8-letnią Wiktorię i najmłodszą, sześcioletnią Nikolę. - Staramy się być zwykłą rodziną, bo pięknie to jest tylko w bajkach. A my żyjemy normalnie, przeżywamy dobre i ciężkie chwile, mamy powody do radości i trudne problemy do rozwiązania. Obserwujemy, jak rosną dzieci, uczymy funkcjonowania w społeczeństwie, a czasami, gdy trzeba, przywracamy zagubione dzieciństwo. Podjęliśmy się takiego zadania i staramy się je uczciwie wykonywać - mówi pani Elżbieta, która wraz z mężem prowadzi Rodzinny Dom Dziecka nr 1 w Wołominie.

- Mamuś woła Nikola, która chodzi do zerówki na drugą zmianę i przedpołudnia spędza w domu. Drobna dziewczynka jest tutaj od 2007 r. Miała roczek, gdy RDD stał się jej drugim domem. Siostry Klaudia, Ola i Wiktoria mieszkają tu od sześciu lat, a najstarsza Patrycja przebywa od początku istnienia domu, od 2004 r. Mamuś… Tylko najmłodsze, Nikolka i Wiktoria mówią tak do pani Elżbiety. Pozostałe zwracają się „ciociu”. Nie mogę do ciebie mówić mamo, bo jakby się moja mama dowiedziała, to by cię zabiła – powiedziała kiedyś jedna z dziewczynek. – Nie mama, tylko właśnie ciocia, żeby nie oszukiwać samego siebie. To nie są moje dzieci, one mają swoich rodziców, ja jestem w ich życiu tylko czasowo. Nikola jest bardzo


REPORTAŻ / 9 związana z mamą biologiczną, tęskni za swoim bratem, chętnie odwiedza ich w weekendy. Mama Nikoli zrozumiała, że nie jestem rywalką do serca dziecka, tylko robię dobrą robotę, żeby w przyszłości Nikola mogła samodzielnie funkcjonować. Mamę trzech sióstr to przywożę do nas do domu, najpierw dzwonię, mówię, że dawno nie widziała córek i proszę o wyznaczenie terminu spotkania. Nikola - drobna istotka wymagająca leczenia i rehabilitacji. Decydując się na przyjęcie rocznej dziewczynki, pani Elżbieta wiedziała, że dziecko jest poważnie chore. - Ale mimo to zdecydowaliśmy się na jej wychowanie, bo dobra opieka i rehabilitacja mogą naprawdę wiele zmienić. I rzeczywiście, żmudna rehabilitacja przyniosła efekty. W tym roku także w budżecie powiatu znalazły się na to środki, dzięki temu Nikola ma terapię zajęciową i są duże szanse, że będzie chodziła do szkoły masowej. Teraz dziewczynka jest w „zerówce”, a wcześniej trzy lata spędziła w przedszkolu. - Świet-

nie sobie radziła, uspołeczniła się, miała przyjaciół wśród dzieci i nauczycieli, choć była taka krucha i malusia - opowiada pani Elżbieta.

Chleb razowy i dziesięć bułek Dzień zaczyna się o piątej rano od filiżanki kawy. Pani Elżbieta przegląda zaległą prasę, zagląda do poczty mailowej i już trzeba budzić dzieci. W tym roku Justyna i Ada - biologiczne córki - jeżdżą do szkół warszawskich. - Jak podwożę dziewczyny do pociągu, to kupuję pieczywo, zawsze chleb razowy i dziesięć bułek, tak na dzień dobry. Szykuję do szkoły pozostałe dzieci, każdemu obowiązkowo robię kanapki. Zostaje tylko Nikola, bawi się, a ja ogarniam dom, piorę, prasuję, nastawiam obiad, raz zupa, raz drugie danie. Dzieci jedzą obiady w szkole. Czasami się natrudzę, a tu słyszę, że już się najadły. Nie jest łatwo, każdego dnia trzeba się zmierzyć z nowym wyzwaniem. A to wizyta w szkole, bo nauczyciel wzywa, a to jakieś

Nie mogę do ciebie mówić mamo, bo jakby się moja mama dowiedziała, to by cię zabiła - powiedziała kiedyś jedna z dziewczynek. - Nie mama, tylko właśnie ciocia, żeby nie oszukiwać samego siebie. To nie są moje dzieci, one mają swoich rodziców, ja jestem w ich życiu tylko czasowo.

Fot. źródło: Starostwo Powiatowe w Wołominie

zaziębienie. Trzeba przywieźć, zawieźć, zorganizować zajęcia pozalekcyjne, dwie dziewczyny chodzą na tańce do szkoły Anny Głogowskiej. Do tego uczą się angielskiego, zdobyłam środki na kurs, dołożyłam z własnych, a jeszcze terapia Nikoli, bez samochodu się nie obędzie. W tym tygodniu zrobiłam sobie plan, żeby nic nie umknęło. Jutro Ola jedzie na wycieczkę, o 10 - Wiktoria ma wizytę u psychologa w PCPR, standardowa wizyta, nic się nie dzieje, 11 - Klaudia do szkoły, 12 - Nikola do szkoły, 14.45 ortodonta Klaudii, 17.30 zebranie w szkole Ady, 18.30 zebranie u Klaudii, 20 - film „Ważne sprawy” w TV7, widziałam zwiastun, jak nie dam rady usiąść i obejrzeć, bo w środę o 19.30 odbieram Wiktorię z angielskiego, to nagram i obejrzę w wolnym czasie.

Mają zadrę w sercu Każdy dzień jest taki sam i każdy jest inny. - Nieraz chciałabym posiedzieć w domu, upiec ciasto… Ale tyle jest do zrobienia. Prowadzenie takiego domu to dużo obowiązków, dużo radości i tyle samo trosk. Trudne chwile to takie, kiedy wiem, że dziecko ma oczekiwania, którym nie sprostam, np. aparat lustrzanka za dwa tysiące, bo koleżanka ma taki. Albo kiedy widzę, że dziecko ma w sobie żal, złość, że je to spotkało, że zamiast w rodzinnym, musi się wychowywać w obcym domu. Nie da się dzieciom wytłumaczyć, tak jak dorosłemu, że to tylko chwilowa sytuacja. Mają zadrę w sercu, że los ich nie oszczędził. Problemy emocjonalne dużo trudniej pokonać niż wychowawcze czy finansowe - uważa pani Elżbieta i przyznaje, że finan-

sowo nie jest źle, choć oczywiście mogłoby być lepiej. Na utrzymanie każdego dziecka wypłacana jest określona kwota z budżetu Powiatu. Pani Elżbieta jest zatrudniona jako dyrektor RDD, pan Bogdan pracuje. Poza tym, udaje się pozyskiwać środki z Fundacji św. Mikołaja czy „Orlen - dar serca”, np. na podręczniki czy letni wypoczynek. - W tym roku dzięki środkom z Powiatu dzieci mogły wyjechać na wakacje. Jakiś czas temu zaprosiliśmy starostę na herbatę, przyjął zaproszenie, dzieci same upiekły ciasto. A ostatnio starosta Uściński tak po gospodarsku odwiedził wszystkie rodzinne domy dziecka - wspomina pani Elżbieta.

Macierzyństwo to radość Zwykły dom, zwykła rodzina, tylko trochę większa. - Wychowuję te dzieci, staram się jak mogę, bo zostały mi dane na kilka zaledwie lat. Dlatego każdemu z nich tłumaczę, że moja miłość to opieka, myślenie o nich, załatwianie wszelkich spraw, przygotowanie do życia – mówi pani Elżbieta i dodaje: - Lubię dzieci, mam czworo własnych, wiem, że z dziećmi da się żyć, można realizować swoje plany i marzenia. Dla mnie macierzyństwo to radość, a nie przeszkoda. Lubię dzieci, mój mąż tak samo, inaczej nie dalibyśmy sobie rady ze swoimi i cudzymi. Od 2007 r. nie ma nowego dziecka w ich domu. Ale będą. Najstarsza Patrycja niedługo się usamodzielni, ma dobrą sytuację rodzinną, ma gdzie wrócić, zostanie wolne miejsce. Przecież wiadomo, że będą kolejne dzieci do kochania i wychowywania.


10 / REKLAMA


PRAWO / 11

Udział organizacji społecznej w postępowaniu administracyjnym W rozumieniu przepisów kodeksu postępowania administracyjnego pod określeniem „organizacja społeczna” rozumie się organizacje zawodowe, samorządowe, spółdzielcze i inne organizacje społeczne, przyjmując szerokie znaczenie tego terminu. Karol Boński W znakomitej większości będą to stowarzyszenia, których tworzenie i zakres działania reguluje ustawa z dnia 7 kwietnia 1989 r. o stowarzyszeniach, w tym także nieposiadające osobowości prawnej stowarzyszenia zwykłe, niepodlegające obowiązkowi rejestracji w Krajowym Rejestrze Sądowym. Udział organizacji społecznej wyraża się w przyznaniu jej uprawnienia do występowania w sprawie dotyczącej innej osoby z żądaniem wszczęcia postępowania, a także dopuszczenia jej do udziału w postępowaniu, ale tylko w przypadku, jeżeli jest to uzasadnione celami statutowymi tej organizacji i gdy

przemawia za tym interes społeczny. Organ administracji publicznej, rozpatrując żądanie w pierwszej kolejności, bada, czy zostało ono złożone w imieniu organizacji społecznej przez należycie umocowany organ tej organizacji. Następnie powinien ustalić, czy cele statutowe danej organizacji w sposób ścisły łączą się z przedmiotem postępowania administracyjnego, czy to ze względu na czynności postępowania, czy też ze względu na jego wynik. Kolejnym krokiem jest stwierdzenie, czy jej udział leży w interesie społecznym. Należy wyjaśnić, iż udział takich podmiotów będzie miał miejsce w szczególności w przypadkach takich postępowań administracyjnych, które dotyczą wartości chronionych z uwagi na posiadaną szczególną wartość i których zacho-

wanie leży w interesie całego społeczeństwa. W sytuacji, gdy organ administracji publicznej uzna żądanie organizacji społecznej za uzasadnione, wydaje postanowienie o wszczęciu postępowania z urzędu lub o dopuszczeniu organizacji do udziału w postępowaniu, na które służy zażalenie. Zakres działania organizacji społecznej w postępowaniu administracyjnym jest szeroki. Uczestniczy ona w postępowaniu na prawach strony, zatem organ administracji publicznej ma obowiązek zawiadomić ją o każdej czynności procesowej, takiej jak przeprowadzenie oględzin, rozprawy administracyjnej, a także ma obowiązek zawiadomić ją o zakończeniu postępowania wyjaśniającego. Organizacja społeczna ma prawo wglądu

REKLAMA

do akt sprawy, może też wnosić uwagi i uzupełniać gromadzony materiał dowodowy o nowe fakty i dowody. W końcu ma również prawo złożenia zażalenia na postanowienia, wydawane w trakcie postępowania oraz prawo złożenia odwołania od decyzji kończącej postępowanie. Przepisy prawa zawarte w kodeksie postępowania administracyjnego przyznają organizacji społecznej możliwość realnego wpływu na rzeczywistość. Niewątpliwie uregulowania te wzmagają kształtowanie społeczeństwa obywatelskiego, zapewniając pewnej grupie osób, zjednoczonych wspólną ideą, realny wpływ na działanie administracji, jeżeli tylko dana sprawa wykracza poza sferę partykularnych interesów strony postępowania.


12 / FINANSE

Szkoła Inwestowania nr 98

Absolutna stopa zwrotu Dzisiaj przyjrzymy się kolejnemu ciekawemu podejściu do inwestowania. Popularnie jest ono nazywane strategią Total Return. Bartłomiej Grochulski - Fundacja na Rzecz Dobrego Inwestowania

Celem inwestycyjnym strategii jest wzrost wartości portfela niezależnie od koniunktury rynkowej przy zachowaniu średniego poziomu ryzyk, czyli mówiąc kolokwialnie, staramy się zarabiać w każdych warunkach, nie tylko wtedy, gdy wszystko rośnie. Fundusze absolutnej stopy zwrotu powstały jako rodzaj odpowiedzi na fundusze akcji, a dokładnie na funduszy tych niedomagania. Z racji ustaleń statutowych fundusze akcji muszą bowiem określony procent aktywów (zazwyczaj jest to nie mniej niż 60%) trzymać w akcjach, przez co podczas bessy wartość jednostek uczestnictwa dość mocno spada (zazwyczaj tyle co cały rynek). W funduszach absolutnej stopy zwrotu takich ograniczeń z reguły nie ma, najczęściej mogą one (na tyle, żeby to było zgodne z literą prawa czyli ustawą o funduszach inwestycyjnych) posiadać dowolny procent aktywów w dowolnych instrumentach. Cały ten zabieg ma służyć umożliwieniu uzyskania wzrostu wartości niezależnie od trendu rynkowego. Fundusze akcyjne zazwyczaj posiadają tak zwany benchmark, czyli punk odniesienia, do którego odnoszą swoje wyniki. Fundusz inwestujący na polskim rynku benchmarkiem czyni sobie zazwyczaj WIG (Warszawski Indeks Giełdowy), fundusz mający strategię absolutnej stopy zwrotu nie ma takiego ograniczenia, może inwestować zarówno w akcje, jak i obligacje, waluty, surowce, w jednostki innych funduszy, depozyty bankowe, może wreszcie poszukiwać okazji inwestycyjnych

za granicami naszego kraju, na największych i najbardziej płynnych rynkach. Spróbujmy przyjrzeć się bliżej tej strategii poprzez jedno z ciekawszych rozwiązań dostępnych na naszym rynku. Uprzedzić też należy, że kluczową w tym przypadku będzie osoba zarządzającego, który od kilkunastu już lat z powodzeniem realizuje swoje strategie w różnych przedsięwzięciach. Mowa o Witoldzie Chuściu, twórcy sukcesu funduszy obligacji w BPH TFI, w tym flagowego funduszu Obligacji 2, z którym za cały okres swojej pracy tj. od 1.10.2007 r. do 23.09.2010 r. osiągnął wynik inwestycyjny w wysokości 46,59%. Od 2011 roku związany jest Altus TFI, gdzie kontynuuje swoją dobra passę, dzięki której jego klienci mogą zarabiać w każdych warunkach rynkowych. Pisząc „zarabiać” nie mamy na myśli jakichś nieziemskich, wyśrubowanych stóp zwrotu. Takie bowiem zdarzają się tylko w szczególnych okresach i są dziełem zbyt wielu zmiennych, by mogły być powtarzalne i pewne. Dla Pana Chuścia wspomnianym już benchmarkiem jest bankowy depozyt i właśnie od niego chce być lepszy, dając klientom stabilny, powtarzalny zysk, przy bardzo dobrych parametrach zysk do ryzyka. O ryzyku bowiem trzeba cały czas pamiętać, rolą zespołu zarządzającego funduszem jest dbanie o to, by kontrola ryzyka była przeprowadzana nieustannie, nawet kosztem ponad przeciętnych zysków.

Fundacja na rzecz dobrego inwestowania

ul. Mysia 5, 00 - 496 Warszawa, tel.: 22 596 53 12

Doskonałym przykładem realizacji takiej strategii w praktyce może być fundusz ALTUS Absolutnej Stopy Zwrotu Rynku Polskiego. Fundusz realizuje cel inwestycyjny absolutnej stopy zwrotu poprzez inwestowanie aktywów w zależności od oceny perspektyw spółek i branż polskiego rynku, z uwzględnieniem zasad dywersyfikacji lokat wskazanych w statucie. Fundusz charakteryzuje się brakiem sztywnych zasad dywersyfikacji kategorii lokat oraz

dużą zmiennością składników lokat posiadanych w portfelu. Zerknijmy teraz na wykres ilustrujący zachowanie się ceny jednostki omawianego funduszu od momentu jego powstania, czyli lipca 2009 roku. Aby lepiej zobrazować unikatową strategię i nacisk, jaki kładą zarządzający na kontrolę ryzyka, zestawiliśmy ten wykres z indeksem obrazującym zachowanie się naszej giełdy w tym czasie (czerwona krzywa - WIG).

Przebieg inwestycji 100 PLN w wybrane instrumenty

Na uwagę zasługuje stabilny przyrost wartości jednostki, dzięki czemu udało się wygenerować bardzo przyzwoitą stopę zwrotu na poziomie 67% (w około 3 lata), ale także zachowanie się funduszu podczas nerwowych okresów na rynku akcji. W oczy rzuca się zwłaszcza okres wakacyjny minionego roku, gdzie jak pamiętamy mieliśmy do czynienia z eskalacją kryzysu europejskiego zadłużenia, który odbił się na praktycznie wszystkich rynkach, zwłaszcza europejskich. Fundusz pana Chuścia nie tylko przeszedł ten czas przysłowiową sucha stopą, ale wykorzystał twórczo okazje inwestycyjne, które pojawiają się przecież także na spadających rynkach. Otwartym oczywiście pozostaje pytanie, czy te sukcesy uda się wciąż kontynuować. Pewne jest to, że na pewno nie będzie możliwe dokładne ich powtórzenie. Fundusze niczego takiego nie mogą zagwarantować. Biorąc jednak pod uwagę doświadczenie zarządzającego, co zawsze powinno być jednym z elementów podejmowania decyzji, można śmiało rozważyć, by część swoich (dywersyfikacja) środków ulokować w sprawdzone rozwiązania tego typu.


14 / AKTUALNOŚCI SKOK

Babilon Promotion nie spoczywa na laurach. Po organizacyjnym i sportowym sukcesie w Wieliczce wraca na Mazowsze, gdzie przygotowuje, w krótkim odstępie, dwie gale boksu zawodowego.

BOKS ZAWODOWY

wraca na Mazowsze Już 2 grudnia w Wołominie miłośnicy pięściarstwa będą mogli zobaczyć w akcji pochodzącego z Białegostoku Krzysztofa Zimnocha, 29-letniego pięściarza boksującego w kategorii ciężkiej, mistrza Polski seniorów w wadze ciężkiej (2005-2009). Ostatnią walkę stoczył w czerwcu, wygrał przez nokaut z Adnanem Buharalją. Przez ostatnie tygodnie ciężko pracował nad swoją kondycją i techniką w Stanach Zjednoczonych. Po długiej, spowodowanej wypadkiem motocyklowym przerwie, na wołomińskim ringu zaprezentuje się pupil miejscowej publiczności - Krzysztof „Skorpion” Cieślak. Krzysztof twierdzi, że po wypadku odzyskał już pełną formę, o czym przekonamy się już 2 grudnia.

Trzecim bokserem, który zaprezentuje się na ringu w Wołominie jest debiutujący wśród zawodowców Kamil Szeremeta. Były amator białostockiego Hetmana, mistrz i reprezentant Polski. Obecnie trwają negocjacje z potencjalnymi rywalami Kamila. Już tydzień później, 9 grudnia Babilon Promotion zorganizuje imprezę w Białobrzegach k. Radomia. Główną walką wieczoru będzie pojedynek Pawła Głażewskiego. Pięściarza, który jedynej porażki (na 19 stoczonych pojedynków), zresztą według fachowców niezasłużonej, doznał z gwiazdą światowego boksu, wielokrotnym mistrzem świata - w kilku kategoriach wagowych - legendarnym

Roy Jonesem Juniorem. Paweł znany jest z agresywnego stylu walki. Imponuje ogromną ambicją, nieustannymi atakami czym zyskał sobie duże grono sympatyków. Krzysztofa Szota przedstawiać nie trzeba. Przypomnę tylko, że wychowanek jedynego w historii polskiego boksu olimpijskiego mistrza świata – Henryka Średnickiego, ma za sobą bogatą karierę amatorską, jest wielokrotnym mistrzem i reprezentantem Polski, zwycięzcą liczących się międzynarodowych turniejów. W gronie zawodowców zdobył tytuł międzynarodowego mistrza Polski, dostąpił zaszczytu walki o mistrzostwo Europy, stoczył pasjonujący bój z byłym mistrzem świata presti-

żowych organizacji IBF, WBA i WBO wagi lekkiej, Amerykaninem Nate Campbellem. Mniej znanym, ale również interesującym pięściarzem jest Michał Żeromiński. Syn Krzysztofa, czołowego przed laty boksera, dziś szkoleniowca, jako amator występował w radomskiej Broni. I on sięgał w „amatorce” po tytuły, wygrywał zagraniczne turnieje. Jako zawodowiec wystąpił dwukrotnie, obie walki wygrał, a jedną z nich z bardzo doświadczonym Białorusinem, Aleksandrem Abramienką. W obu, sponsorowanych przez SKOK Wołomin, imprezach można się spodziewać porywających walk i niezapomnianych wrażeń. Serdecznie zapraszamy. (KrzyK)

Oddział SKOK Wołomin w Jabłonnie

Nowa placówka SKOK Wołomin w Nidzicy

Informujemy, że od 9 listopada br. funkcjonuje kolejny oddział SKOK w Wołominie. Nowa placówka mieści się w Jabłonnie, przy ul. Zegrzyńskiej 8. tel. do placówki: 22 732 02 31. Otwarte od pn. do pt. w godz. 9.00 - 17.00.

Już od 23 listopada br. mieszkańcy Nidzicy i okolic będą mogli korzystać z usług Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej w Wołominie w nowej placówce w Nidzicy, przy ul. 1-go Maja 5 tel.: (89) 527 76 19 Otwarte od pn. do pt. w godz. 9.00 - 17.00

W ofercie:

- atrakcyjne pożyczki gotówkowe dla każdego - pożyczki na spłatę już zaciągniętych zobowiązań (tzw. konsolidacyjne) - wysokooprocentowane lokaty - konta osobiste i firmowe - bez opłat za prowadzenie i zlecenia stałe

Poznaj naszą ofertę - nasi doradcy służą radą i pomocą - dla nas najważniejszy jest Człowiek


AKTUALNOŚCI SKOK / 15

Spółdzielcza Kasa Oszczędnościowo-Kredytowa w Wołominie otrzymała MEDAL EUROPEJSKI za usługę konta ROR (rachunek oszczędnościowo-rozliczeniowy). Nagrodę z rąk organizatorów odebrał Mariusz Gazda, prezes Zarządu SKOK w Wołominie.

ROR na Medal - najwyższa rekomendacja Gospodarzami uroczystości byli: Marek Goliszewski - prezes BCC, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz - wiceminister spraw zagranicznych, Grażyna Majcher-Magdziak - przewodnicząca Komisji Weryfikacyjnej, Maciej Grelowski - przewodniczący Rady Głównej BCC, Leon Komornicki – członek Rady Organizatorów BCC. Uroczystość prowadził Krzysztof Ostrowski - członek EKES. Medal Europejski jest niekomercyjnym, ogólnopolskim przedsięwzięciem najważniejszej dla przedsiębiorców instytucji działającej przy Komisji Europejskiej - Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego, Ministerstwa Spraw Zagranicznych (reprezentowane przez ministra ds. członkostwa w UE) oraz Business Centre Club. Należy podkreślić, że nagroda BCC, w ciągu 12 lat jej przyznawania, stała się najwyższą rekomendacją przyznawaną polskim produktom i usługom. Business Centre Club przyznaje statuetki najlepszym firmom,

które w swojej działalności kierują się nie tylko zyskiem, ale również jakością swoich produktów i usług. Nominowany produkt (usługa lub wyrób) musi spełniać wymagane prawem normy, mieć odpowiednie licencje, patenty itp. Istotna jest dynamika firmy, zdobyte nagrody i certyfikaty itd. Medalem wyróżniane są produkty, które spełniają standardy europejskie oraz charakteryzują się wysoką jakością oraz innowacyjnością. Nagroda BCC ma niezależny, ekspercki charakter i cieszy się szerokim uznaniem w kręgach biznesu. Jest potwierdzeniem silnej pozycji

Atrakcyjne konto osobiste (ROR) Atutem usługi, oferowanej

przez SKOK Wołomin jest jej atrakcyjność na tle innych usług oferowanych przez polskie instytucje finansowe. Charakterystyczne dla tego rachunku jest jego bardzo wysokie oprocentowanie, bezpłatne prowadzenie konta, bezpłatne zlecenia stałe, możliwość otrzymania linii pożyczkowej w ROR o atrakcyjnym oprocentowaniu. Rachunek oszczędnościowo-rozliczeniowy (ROR) to wygodne, bezpieczne i wysokooprocentowane konto umożliwiające gromadzenie na nim swoich środków finansowych, regulowanie płatności (również w postaci składania zleceń stałych), otrzymanie linii kredytowej oraz karty bankomatowej. Zlecenia przelewu składać można nie tylko osobiście, ale również w domu - za pośrednictwem Internetu (usługa e-konto).

Fot.: Ryszard Baranowski

na rynku oraz chęci doskonalenia firmy. Firmy legitymujące się tym wyróżnieniem mają najlepsze referencje. Otrzymana nagroda jest uhonorowaniem dotychczasowej działalności SKOK w Wołominie oraz bodźcem do dalszego działania na rzecz naszej Kasy, jak również naszych Członków. Jesteśmy przekonani, że duch sukcesu, jaki panuje w oto-

Poznajmy bliżej nagrodzoną usługę ROR Oprocentowanie od 3,50 % do 6,30 % w skali roku (oprocentowana jest całość środków znajdujących się na rachunku)  Min. kwota wpłaty 300 zł miesięcznie  Brak opłat za prowadzenie rachunku  Miesięczna kapitalizacja  Karta płatnicza VISA  Bezpłatne zlecenia stałe  Brak prowizji za wpłaty i wypłaty  Możliwość ustanowienia pełnomocnika i złożenia dyspozycji na wypadek śmierci  Możliwość posiadania linii w ROR (12% - 15%)  Gwarancja bezpieczeństwa depozytów 

Zapraszamy do korzystania z naszej usługi konta ROR

czeniu naszej firmy przyniesie wymierne efekty w postaci coraz bardziej atrakcyjnych usług, produktów oraz zadowolenia Członków naszej Kasy. Cieszymy się, że Spółdzielcza Kasa Oszczędnościowo-Kredytowa w Wołominie jest postrzegana jako instytucja finansowa o wysokim poczuciu odpowiedzialności biznesowej i społecznej.

E-konto

w SKOK Wołomin to dobry wybór. Zaoszczędzisz czas i pieniądze. E-konto w SKOK z dostępem przez Internet lub telefon pozwala dysponować pieniędzmi z dowolnego miejsca i w dowolnym czasie. E-konto jest tanie w utrzymaniu, opłata za prowadzenie to tylko 4,50 zł, a wszystkie przelewy zrealizujesz gratis.

Karta Visa

w SKOK Wołomin to nowoczesny produkt, który posiada wiele nowych możliwości, m.in. wypłatę gotówki w ramach usługi cashback. Nowa karta jest wydawana na okres 48 miesięcy, z czego przez pierwszy rok gratis. Płacąc za zakupy i usługi oraz korzystając z usługi cashback, nie ponosimy żadnych kosztów. Bezpłatnie możemy też wypłacić środki z bankomatów SKOK24, Global Cash i eCard.


16 / ALE WIEŚ

Od października w telewizji TVR można oglądać premierowe odcinki najpopularniejszego programu dla myśliwych „Darz Bór”.

Prawdziwa strona myśliwych Michał Winnicki

Program powstał na przełomie 2011 i 2012 roku i od razu zaskarbił sobie przychylność wszystkich myśliwych oraz ich rodzin. Największą zaletą programu „Darz Bór” jest to, że pokazuje wszystko, co naprawdę robią myśliwi. Media głównego nurtu skupiły się jedynie na najbardziej krwawych elementach tego hobby, ale kompletnie pominęły to, ile dobrego dla polskich lasów robią łowczy. W programie „Darz Bór” pokazujemy ciężką pracę kół łowieckich przy dokarmianiu zwierzyny. Razem z naukowcami z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu zajmujemy się liczeniem zwierzyny. Wraz z najlepszymi kucharzami i ekspertami edukujemy Polaków, aby w swojej kuchni również od czasu do czasu mogli coś przyrządzić z dziczyzny. Takie mięso jest zdrowsze, gdyż dziki i sarny jedzą żołędzie oraz inne naturalne składniki. Nie są sztucznie pędzone paszami pełnymi niezdrowych i szkodliwych, także dla ludzi, elementów. O walorach dziczyzny w naszym programie wypowiadał się m.in. znany dr Grzegorz Russak. Dziczyzna to najszlachetniejsze mięso, o czym od setek lat wiedzieli książęta polscy. Wcześniej dziczyzna była luksusem, na który mogli sobie pozwolić jedynie najbogatsi. Dziś Polska jest jednym z największych eksporterów tego wyjątkowego mięsa na Zachód. Odwiedzamy też mniejsze i większe festyny łowieckie w całej Polsce i nie tylko. Już nie raz byliśmy na „Hubertusie Spalskim”, gdzie oprócz myśliwych spo-

tkaliśmy też wiele gwiazd, w tym znanego aktora i miłośnika dziczyzny pana Zbigniewa Buczkowskiego. Odwiedzaliśmy też Eurogionalne Spotkania Łowieckie Darz Bór w Połczynie Zdroju, a także konkurs „Oswajamy Dziczyznę” w Spale. Byliśmy też na największych na świecie targach IWA & Outdoor Classics w Norymberdze oraz na targach Expo Hunting w Sosnowcu i Hubertus Expo w Warszawie. Chcemy być blisko widza i pojedziemy z kamerą wszędzie tam, gdzie będzie się działo coś ciekawego. Myśliwi nie polują sami. To ogromne i wieloletnie przyjaźnie międzyludzkie, ale nie tylko. Często spotykamy się i rozmawiamy z właścicielami psów ras myśliwskich. Takie psy nie mogą być trzymane tylko w małych mieszkaniach. One w genach mają polowania i muszą przynajmniej raz w tygodniu wraz ze swoim panem wybrać się do lasu, aby ćwiczyć swoje umiejętności i pomagać człowiekowi. W końcu nie bez powodu mówi się, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Ale przyjaciółmi myśliwych są nie tylko psy. Pomagają też sokolnicy, a o trudach utrzymania sokołów i sów już nie raz w naszym programie wypowiadali się najlepsi hodowcy i ornitolodzy. Program „Darz Bór” prowadzi Przemek Malec - myśliwy z ojca na syna, który już jako dziecko uczestniczył w wyprawach do lasu. Zapraszamy do oglądania programu „Darz Bór” w każdą środę o godzinie 22:10 w telewizji TVR!

Program Telewizji Rolniczej Poniedziałek 26.11.2012 Wtorek 27.11.2012 06:00 Muzyczna pobudka 06:05 Pogoda 06:15 Notowania Kwiaty, WO 06:35 Notowania Zboża, NMC 06:55 Agro flash Tydzień 07:35 To nas dotyczy: W domowym Klimacie 07:55 Fundacja Wolność 08:05 Pogoda 08:15 Polska Teraz 08:50 Kabaret Szprychowa 08:55 Super Liga Bednary 2012 09:05 Notowania Kwiaty 09:15 Notowania Zboża 09:25 Notowania WO 09:35 Notowania NMC 09:45 Arcydzieła Arcymyśli - Globalne zmiany klimatu 11:20 Populista 12:00 Na Zdrowie 12:20 SGGW 12:35 Uprawiamy biznes 13:00 R jak Reportaż 13:05 Pogoda 13:15 Studio TVR 13:50 Super Liga Bednary 2012 14:10 Kabaret Szprychoza 14:20 Telezakupy 15:25 To nas dotyczy - Szlakiem Napoleońskim 15:40 Wieś pod gwiazdami: Leszek Malinowski 16:05 Pogoda 16:10 Notowania Zboża 16:20 Notowania WO 16:30 Notowania NMC 16:45 Notowania Kwiaty 16:55 Na Zdrowie 17:15 Super Liga Bednary 2012 17:25 Fundacja Wolność 17:40 Polska teraz 18:15 Natura. Leśne dziedzictwo. Leśne ostępy i krajobrazy 18:45 Natura. Leśne dziedzictwo. Leśne drzewa. 19:00 Natura. Leśne dziedzictwo. Bajka. Dzik Ryjo 19:15 Super Liga Bednary 2012 19:30 Hodowca 19:55 Pogoda 20:05 Bliżej gwiazd 20:40 Ethno Day 21:15 Inspiracje ślubne 21:35 To nas dotyczy - Hosanka znaczy radość 21:55 Kabaret Szprychoza 22:05 Strażak z OSP 22:40 Casting Bednary 22:45 Wieś pod gwiazdami: Krystyna Prońko 23:10 Pogoda 23:20 Disco Show 00:35 Wichura 02:00 Kabaret Szprychoza

06:00 Muzyczna pobudka 06:05 Pogoda 06:15 Notowania Kwiaty, WO 06:35 Notowania Zboża, NMC 06:55 Natura. Leśne dziedzictwo. - Leśne ostępy i krajobrazy 07:30 Natura. Leśne dziedzictwo. - Leśne drzewa. 07:45 R jak Reportaż 07:55 Kabaret Szprychoza 08:05 Pogoda 08:15 Polska Teraz 08:50 Kabaret Szprychowa 08:55 Fundacja Wolność 09:05 Notowania Kwiaty, Zboża 09:25 Notowania WO, NMC 09:45 Wieś pod Gwiazdami: Krystyna Prońko 10:10 Disco Show 11:25 Super Liga Bednary 2012 11:30 To nas dotyczy - Zatrzymane w kadrze 11:50 Nauka poszła w pole 12:10 Hodowca 12:30 Strażak z OSP 13:05 Pogoda 13:15 Studio TVR 13:50 To nas dotyczy - Tajemnice Poznania 14:10 Super Liga Bednary 2012 14:20 Telezakupy 15:25 Uprawiamy Biznes 15:50 To nas dotyczy - Są takie miejsca: Węsiory 16:05 Pogoda 16:10 Notowania Zboża 16:20 Notowania WO 16:30 Notowania NMC 16:45 Notowania Kwiaty 16:55 Na Zdrowie 17:10 Super Liga Bednary 2012 17:35 Casting Bednary 17:40 R jak Reportaż 17:45 Hodowca 18:10 Populista 18:50 Super Liga Bednary 2012 19:00 Fundacja Wolność 19:10 Inspiracje ślubne 19:25 Ogród bez tajemnic 19:55 Pogoda 20:05 Bliżej gwiazd 20:40 Polska teraz 21:15 Darz Bór 21:45 Nie tylko piłka - strzelectwo sportowe 22:05 R jak Reportaż 22:10 Natura. Leśne dziedzictwo. Rębnie stopniowe 22:45 Wieś pod gwiazdami: Grzegorz Poloczek 23:10 Pogoda 23:20 Inspiracje 23:45 Notowania Kwiaty 23:55 Notowania Zboża 00:05 Notowania WO 00:15 Notowania NMC 00:25 To nas dotyczy - Pozytyw negatyw 00:45 Wichura 02:00 Kabaret Szprychoza


Dobry Znak