Page 1

kpt. Weronika eronika Sebastianowicz: O konspiracji i łagrach str. 6-7

Dwutygodnik nr 20 (102) } 15 listopada 2012 } www.gazetadobryznak.pl

nakład 148 000 egz. } ISSN 189904830 } GAZETA BEZPŁATNA

KTO TY JESTEŚ? POLAK MAŁY! Rodzicu! Dziadku, babciu! Nauczycielu! Naucz dziecko patriotycznego wiersza Bełzy z tomiku „Katechizm polskiego dziecka”. Z okazji Święta Niepodległości. Hanna Król

Zbliża się rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. Ulice jak co roku ozdobione zostaną biało-czerwonymi flagami, a urzędnicy, kombatanci i zwykli obywatele ruszą z wieńcami i zniczami pod pomniki, aby złożyć hołd tym, którzy walczyli za ojczyznę. To dobry moment, aby dziecko poznało prosty, rymowany, ale jakże wymowny wierszyk pt. Wyznanie wiary dziecięcia polskiego. Utwór został napisany przez polskiego poetę neoromantycznego, nazywanego piewcą polskości - Władysława Bełzę i ukazał się we Lwowie w tomiku wydanym w 1900 r. Zabory trwały już wtedy ponad 100 lat. Nie posiadaliśmy własnej państwowości, a Kościół i wspólna wiara narodowowyzwoleńcza były tym, co pomagało w narodzie utrzymać poczucie jedności, zachować język polski i przeciwstawić się asymilacji z zaborcami. Ale minął okres zaborów, wojen, stanu wojennego, okres walk o wolność i niepodległość. I pojawiły się pytania: w jaki sposób kształtować postawę patriotyczną w czasach pokoju, kim jest współczesny patriota i jaką reprezentuje postawę wobec własnego kraju, a także, jaką rolę ma do spełnienia w tym zakresie rodzina? Jak prowadzić edukację patriotyczną w szkole? Co może zrobić najbliższe otoczenie, aby zaszczepić w młodym człowieku szacunek do ojczyzny?

Katechizm polskiego dziecka (Władysław Bełza)

- Kto ty jesteś? - Polak mały. - Jaki znak twój? - Orzeł biały. - Gdzie ty mieszkasz? - Między swymi. - W jakim kraju? - W polskiej ziemi. - Czym ta ziemia? - Mą Ojczyzną. - Czym zdobyta? - Krwią i blizną. - Czy ją kochasz? - Kocham szczerze. - A w co wierzysz? - W Polskę wierzę! - Coś ty dla niej? - Wdzięczne dziecię. - Coś jej winien? - Oddać życie.

Może na początek warto, przy pomocy tej patriotycznej rymowanki, uświadomić dziecku (a przy okazji sobie), że ojczyzna to Polska, że historia narodu okupiona była „krwią i blizną”, a godłem ojczystym jest orzeł biały. Kiedyś tego wiersza uczyły matki wraz z pacierzem, jak dekalogu. Potem słowa Bełzy recytowano na szkolnych akademiach, na lekcjach. Każde dziecko, już kilkuletnie, bez problemu jest w stanie nauczyć się słów tego wiersza. Jego budowa jest bardzo prosta, a słownictwo zrozu-

miałe. Taka forma wiersza - pytanie, odpowiedź - sprawia, że dzieci traktują jego naukę jako zabawę. Rodzic czy też nauczyciel zadaje pytanie, po czym dziecko odpowiada na nie kolejnym wersem. Od tego wiersza, w gronie rodzinnym czy na lekcji w szkole, może zacząć się poważniejsza dyskusja na temat patriotycznej postawy. W badaniu przeprowadzonym przez CBOS w 2008 roku, dotyczącym rozumienia patriotyzmu przez Polaków, dbałość o przekazywanie

dzieciom w rodzinie wartości narodowych jako cechę postawy patriotycznej wskazało 94 proc. respondentów. Trzy czwarte badanych kojarzy patriotyzm z religijnym wychowaniem dzieci. Zestawmy to teraz z innymi badaniami przeprowadzonymi przez nauczyciela Rafała Belkę w warszawskim Gimnazjum nr 20 im. Bohaterów Olszynki Grochowskiej. 25% respondentów będących w wieku 15 lat nie zna znaczenia słowa patriotyzm, a jedynie 56% uczniów deklaruje się jako patrioci. Kto ty jesteś? Polak mały.


2 / OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY...

Woda dla słonia Mariusz Gazda

Słoń to obecnie największy z ssaków lądowych. Samiec może osiągać masę ciała do 6 ton i wysokość ponad 4 m. Słoń żyje około 70 lat. Dziennie zjada 200 kg pokarmu. Jego dzienne zapotrzebowanie na wodę wynosi 190 litrów. To bardzo dużo. Dla przykładu koń potrzebuje 30 - 40 litrów wody dziennie. Zanim wynaleziono i upowszechniono telewizję (nie wspominając o Internecie), drogi i bezdroża krajów europejskich przemierzały cyrki, niosąc gawiedzi rozrywkę. W cyrkach często największą atrakcją były występy słoni, zwierząt niespotykanych w naturze na terenie Europy. Słonie nie pracowały, słonie służyły do rozrywki. Do pracy były konie. Dzisiaj cyrki nie są już taką atrakcją i odchodzą powoli w zapomnienie. Telewizja i Internet dają takie możliwości poznawcze, że i do ogrodów zoologicznych chodzimy coraz rzadziej. Państwo tak jak słoń jest duże i żeby żyć, potrzebuje dużo… Może nie wody, ale pieniędzy. Roczne wydatki państwa to grubo ponad 300 miliardów złotych. To bardzo dużo pieniędzy. Państwo samo nie wypracowuje tych pieniędzy. Tych pieniędzy państwu dostarczają obywatele-podatnicy z własnej pracy. Państwo jak słoń dużo potrzebuje, a niewiele robi. Obywatel jak koń dużo pracuje, ale mniej potrzebuje. Państwo nie zapewnia bezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego. Państwo nie dba o zdrowie i wykształcenie swoich obywateli. Państwo nie zapewnia mieszkań i infrastruktury. Chciałoby się powiedzieć, że państwo nie robi nic, ale to nieprawda. Państwo jak słoń dostarcza nam atrakcji. Państwo bawi i rozśmiesza. Państwo zadziwia i zaskakuje. No, może nie państwo, lecz jego przedstawiciele – politycy. Jak nudno byłoby, gdyby nie ci politycy. To oni wymyślają hasła i teorie na potrzeby rozrywki dla mas. To oni zajmują nam czas nieistotnymi sprawami, żebyśmy nie musieli myśleć o prawdziwych problemach. Cóż tam kryzys, gospodarka, mamy przecież tyle innych tematów do rozmów. Żaden cyrk nie dorówna występom polityków w sejmie czy w tak zwanych programach publicystycznych. Jak oni to robią. Słoń musiałby jeździć na łyżwach i żonglować jednocześnie, żeby dorównać atrakcyjności naszych polityków. I jeszcze jedno podobieństwo. Słoń może w szale lub przez nieuwagę stratować człowieka. Państwo robi tak często.

Daleko od prawdy Rafał Ziemkiewicz

Czy ostatnie wydarzenia - śmierć technika pokładowego Jaka-40 oraz informacja o trotylu na pokładzie Tupolewa - przybliżają nas do odkrycia prawdy o Smoleńsku, czy też od niej oddalają? - Jesteśmy tak daleko od odkrycia prawdy o Smoleńsku, że trudno jest mówić o czymś, co mogłoby nas do niej przybliżyć. W każdym razie te wydarzenia zdecydowanie oddalają nas od błogiego przekonania, że prawie wszystkiego już się dowiedzieliśmy o tej katastrofie. Teraz jedynie z grubsza wiemy, co nie było jej przyczyną. Pokazują to dość wyraźnie badania opinii publicznej. Według nich tylko 4% respondentów podpisuje się pod tezą, że wszystko już wiadomo i tragedia została wyjaśniona, a ponad 60% popiera stwierdzenie, że niezbędna jest międzynarodowa komisja wyjaśniające. Politycy zaczynają to wyczuwać, stąd wypowiedź byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który też opowiedział się za wystąpieniem o taką komisję. To znaczy, że w oczach Polaków państwo polskie poniosło klęskę, co dla ludzi zainteresowanych sprawą jest oczywiste od dłuższego czasu. Seria pomyłek ujawnionych przy pochówkach, kolejnych ekshumacjach, obnażenie kłamstw o tym, że polscy patolodzy uczestniczyli w sekcjach i we wszystkich czynnościach i badaniach oraz podważenie trzykrotnych oświadczeń władz polskich, że nie ma żadnych śladów substancji wybuchowych, jest taką kroplą prawdy o Smoleńsku. Mimo iż publikacja „Rzeczpospolitej” skończyła się sromotnym „wyczesaniem” przez wydawcę tej gazety, to jednak prokuratura nie potrafiła wyjaśnić w sposób przekonujący całej sytuacji. Stwierdzenie że po pierwsze nie było trotylu, po drugie, że pochodził z II wojny światowej, i po trzecie, że dostaniemy te próbki od Rosjan i będziemy je w przyszłości badać - jest to dla badań opinii publicznej zupełnie niejasne. wysłuchała: Agnieszka Sulewska

Rok 2012 - rokiem Piotra Skargi Patrzmy, jakie w nich zaćmienie rozumów. Rzadki na sejm jedzie z miłości ku pospolitemu szczęściu, ale aby sobie oberwał. Drudzy, gdy co do ojczyzny czynić chcą i mogą, najmu potrzebują, aby im płacono, co dla siebie samych czynić winni.

Wydawca: U.B.R. sp. z o.o., 05-200 Wołomin ul. Legionów 27/7 telefon: (022) 787 32 06, www.gazetadobryznak.pl e-mail: redakcja@gazetadobryznak.pl reklama: 503 168 783 lub (022) 787 32 06, reklama@gazeta-dobryznak.pl Redaktor naczelny: Mariusz Gazda Sekretarz redakcji: Agnieszka Żądło-Jadczak Skład i łamanie: Klementyna Tomza Druk: Polskapresse Sp.z o.o. oddział Poligrafia, ul Matuszewska 14 02-672 Warszawa

Redakcja nie zwraca tekstów niezamówionych i zastrzega sobie prawo do ich skracania i redagowania. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść płatnych reklam nakład: 148 000 egz.

Na prawa też złe i niesprawiedliwe wołać musim: „Biada wam, którzy prawa stanowicie niesprawiedliwe i piszecie nieprawość, abyście ucisnęli ubogie i mocą psowali sprawy uniżonych ludu”. My na złe prawa i niesprawiedliwości wasze narzekamy, a wy politykę swoją naprawujcie, jeśli z nią zginąć nie chcecie. Piszemy wiele praw, ale mało roztropnych i które wykonania nie mają. Bo tyrańska moc krótko, a prawa wieczności chcą i okrucieństwo we złych nie ustaje. Gdy niecnota i niewstyd groble potargała, odmiany praw złych i szkodliwych i prędszych i ostrzejszych i wykonania ich prędkiego potrzebują. wybrał prof. Wojciech Ciechomski)


OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY.../ 3

OTO POLSKA WŁAŚNIE Polska to nie tylko wielkie aglomeracje. To także Polska mniejszych ośrodków, z miastami, miasteczkami, wioskami, osadami.

Jan Maria Jackowski

W ostatnich 5 latach właśnie w tej „małomiasteczkowej” części Polski nasila się zjawisko jej degradacji cywilizacyjnej, społecznej i kulturowej. Są likwidowane ośrodki zdrowia, szkoły, domy kultury, delegatury różnych urzędów i służb publicznych, sądy, posterunki policji, urzędy pocztowe, a także punkty obsługi klientów firm sieciowych dostarczających usługi. Obok degradacji administracyjno-usługowej na znacznych obszarach Polski następuje też zapaść gospodarcza.

Odwiedziłem kilka dni temu gminę Krasne w pow. przasnyskim na północnym Mazowszu. To gniazdo rodowe znakomitej rodziny Krasińskich, która przez wieki dała Polsce wybitnych dowódców, polityków, duchownych, ludzi kultury - w tym wieszcza Zygmunta. Kuzyn wielkiego poety - Ludwik hr. Krasiński (1833 - 1895) był utalentowanym przedsiębiorcą obdarzonym zmysłem organizacyjnym oraz umiejętnością łączenia rolnictwa z przemysłem. Z Krasnego uczynił perełkę. Obok wzorowego rolnictwa w dobrach kraśnieńskich znajdowały się: wyborowa owczarnia zarodowa, młyn amerykański, duża

piekarnia, cegielnia, cukrownia udziałowa „Krasiniec” oraz znakomita stajnia. Dbał o kościół zaprojektowany przez Tylmana z Gameren słusznie zwany Wawelem Północnego Mazowsza, zbudował szkołę, dom opieki dla dzieci i dla osób starszych. Ludziom żyło się dobrze, bo mieli pracę, a Krasne było zwiedzane i podziwiane przez przybyszów z całej Europy. W czasach PRL na bazie majątku utworzono PGR, powstało kilka spółdzielni produkcyjnych, działała pełną parą cukrownia. W III RP w wyniku bezmyślnej polityki gospodarczej kwitnące tereny doprowadzono do ruiny. Cukrow-

nie sprzedano Niemcom, którzy wywieźli co cenniejsze elementy parku maszynowego i ją zamknęli, spółdzielnie trzeba było zlikwidować. Z ponad 600 miejsc pracy w sektorze rolno - przetwórczym zlikwidowano ponad 500. Ludność gminy się zmniejsza, z ponad 5000 mieszkańców w 2000 roku do 4000 obecnie. Kiedyś w gminie rodziło się 200 dzieci rocznie, obecnie 30… Polsce - jeśli ma przetrwać - potrzebny jest program społeczno-gospodarczy, który dawałby podstawy do rozwoju naszego kraju, a nie degradowania go i spychania na pozycję półkolonii UE.

Osoby drugie w akcji? Rafał Pazio

Oczywiście w rzeczywistości nie było ani klatki, ani małpy, tylko próba wkurzenia Jarosława lub żyjącego jeszcze wtedy Lecha Kaczyńskiego. Działało. Wydaje się, że zadziałało również, kiedy sprowokowany Jarosław Kaczyński mówił o zabójstwie prezydenta i pasażerów podczas lotu do Smoleńska. Nie wiemy, czy coś się pokręciło „bezpieczniackim watahom”, jak je nazywa Stanisław Michalkiewicz, które harcują w Polsce i się nawzajem zblokowały. Rankiem pojawił się artykuł w „Rzeczpospolitej” o trotylu na pokładzie Tupolewa. Początkowo zdawkowo tłumaczono, że to z II wojny światowej. Później odbyła się konferencja PiS, na której padły słowa Jarosława

Rafał Ziemkiewicz opowiadał mi kiedyś, jaki politycy Platformy Obywatelskiej mieli przepis na awanturę: „Wystarczy kopnąć w klatkę, w której siedzi małpa”. Kaczyńskiego o zamachu i zabójstwie. Następnie konferencja prokuratorów i oświadczenie „Rzeczpospolitej”, że coś w artykule było jednak nie tak. Na koniec dnia komentarz premiera Donalda Tuska. I w kuluarach głosy zawodu, że Jarosław Kaczyński znów dał się sprowokować. Trwamy w temperaturze wrzenia już od kilku dni. Gdy przelała się fala krytyki wobec Jarosława Kaczyńskiego, odezwały się głosy zza granicy. W Polsce zawsze straszy się opinię tym, że zagranica się z nas śmieje. 1 listopada wieczorem przeczytałem omówienie artykułu z naj-

bardziej prestiżowego francuskiego dziennika „Le monde”. Jako „psychodramę” i „polityczną histerię” określono atmosferę w Polsce po publikacji „Rzeczpospolitej” w sprawie katastrofy smoleńskiej. „Ekscesy medialne, histeria polityczna, obelgi, teoria spiskowa i paranoja – polskie życie publiczne przeżyło właśnie epizod zdumiewającej gorączki” - napisał specjalista „Le Monde” ds. Europy Wschodniej Piotr Smolar. W podobnym duchu w TVN wypowiadał się ojciec Piotra Smolara Aleksander, prezes zarządu Fundacji im. Stefana Batorego. Okazuje się, że tej krytycznej

opinii zagranicznej prasy nie wymyślili Francuzi. Mamy przecież własnych „ambasadorów”. Gwałtowny nawrót tematyki smoleńskiej wiąże się ze śmiercią kluczowego świadka, lądującego 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku technika pokładowego Jaka 40. Prawicowi publicyści znów zaczęli pisać, że „seryjny samobójca” wrócił. Prokuratorzy przekonywali, że pilot zakończył życie bez udziału osób trzecich. I znów Stanisław Michalkiewicz zauważa przytomnie, że mówiąc o braku zaangażowania osób trzecich zapomina się o osobach drugich, które też nieźle potrafią narozrabiać.


4 / OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY...

Na smutno Janusz Korwin - Mikke

W Monachium był niedawno Oktoberfest. Piło się piwo - a całe miasto upstrzone było flagami. Niemieckimi? Skądże znowu: bawarskimi, w biało-niebieskie romby. Niemieckie to były w proporcji jedna na 150. Boże! Co by się stało, gdyby ulice Katowic i Zabrza pokryły się flagami śląskimi. A Wielkopolski wielkopolskimi... A czy Wielkopolska ma w ogóle jakąś flagę? Każdy Niemiec jest Szwabem albo Frankiem, Wirtemberczykiem lub Sasem. Ten Frank jest też Bawarem. A jako dobry Bawar jest Niemcem. I nikomu to nie przeszkadza. Polscy narodowcy biadolą, że zagraża nam niemieckie niebezpieczeństwo. Zagraża rzeczywiście. Zagraża właśnie dlatego, że każdy Niemiec ma swój Heimat - i ma też swój Vaterland. A u nas tradycje poszczególnych ziem gdzieś zniknęły. Jeszcze śp. mec. Stanisław Szczuka mawiał pół wieku temu: Całe nieszczęście stąd, że utraciliśmy

Sam premier uznał za stosowne zagrzmieć: Tego typu działania są niedopuszczalne. Wyjaśnimy sprawę w ciągu godzin, a nie dni. Donald Tusk ostatnio organizuje konferencję prasową z każdej okazji (czyżby przejął obowiązki rzecznika Grasia, tak jak niedawno ministra rolnictwa?). Czasami ta chęć wyjaśniania społeczeństwu dobrych intencji rządu obraca się przeciw niemu. Szybko nie znaczy dobrze. Gdyby poprosił swój gabinet polityczny albo choćby ministra sprawiedliwości o wyjaśnienie sprawy, dowiedziałby się, że to właśnie on w poprzedniej kadencji skierował do parlamentu nowelizację przepisów, które umożliwiły aresztowanie samotnej matki. Zniesiono progi finansowe (do minimum 500 zł), zgodnie z którymi kary grzywien można zamieniać na więzienie.

niepodległość; odkąd w 1525 przyszli Polacy i wcielili Mazowsze... Słuchałem tego jako dowcipu. Dziś widzę, że Stasio miał rację. Kraj jest bogaty różnorodnością. Były kiedyś stroje łowickie, opoczniańskie, krakowskie... Dziś wszyscy ubierają się tak samo szaro. Może z wyjątkiem Górali...No i jest smutno. Podobno nas nie stać. Ciekawe: wtedy jakoś chłopa spod Łowicza było stać na strój łowicki. A proszę zobaczyć, jak on wygląda dziś! To dowodzi, w jakiej biedzie naprawdę żyjemy. Owszem: maszynowo produkowanej tandety jest w bród. Ale tylko tego... Przyszli Polacy - i sglajszaltowali wszystko. Pod okupacją Polaków zginęli Mazurzy, Poleszucy, Wielkopolanie, Mazowszanie, Warmiacy, Krakowiacy i Górale... No nie: Górale i Kaszubi jeszcze istnieją. Dzięki temu jeszcze Polska nie zginęła. Nie stała się jeszcze jednolitą szarą masą. Ale np. Słowińcy nie wytrzymali, choć 500 lat byli pod panowaniem niemieckim. Obronili swój język i obyczaje. Ale gdy przyszła okupacja polska, poczuli się nagle Niemcami i w 1956 roku

Wszyscy razem trafiliśmy pod okupację Europejczyków. Zapewniają oni, że chcą jak najbardziej zachować różnorodność. W praktyce gleichszaltują, co się da. wszyscy wyjechali do Niemiec, gdzie pielęgnują stare słowińskie obyczaje. Zostały po nich tylko karczmy słowińskie. A teraz wszyscy razem trafiliśmy pod okupację Europejczyków. Zapewniają oni, że chcą jak najbardziej zachować różnorodność. Mają to nawet zapisane na czołowym miejscu w Traktacie Lizbońskim. Tylko w praktyce gleichszaltują, co się da. I gdyby Unia przetrwała, to za 50 lat z narodów europejskich pozostałoby to samo, co z Mazowszan i Wielkopolan. Szara durna masa, głosująca na jakiegoś bliżej nieznanego van Rompuya. Czy ktoś myśli, że Warszawa specjalnie chciała zniszczyć odrębność poszczególnych ziem? Czy federaści naprawdę chcą zniszczyć odrębność narodów Europy? Tak: chciała. Tak: chcą. Chcą - bo boją się, że IM się Unia rozpadnie. A proszę: czy Bawaria odpada od Niemiec? Jednak w Warszawie i w Brukseli narodowcy, państwowcy i federaści ze strachu

ujednolicają, co mogą i jak mogą. Co jest dla narodów zabójcze. Jednakże przyczyną nie jest tylko polityka. Jest nią głównie biurokracja. Urzędnik MUSI starać się wszystko ujednolicić. Gdyby - na przykład - każda szkoła była w Polsce inna, to taki urzędnik nie mógłby wydać żadnego rozporządzenia!! Proszę sobie uświadomić tę prostą prawdę. A przecież każdy urzędnik wie, że bez jego światłych zarządzeń drwale przestaliby rąbać drzewo, fryzjerzy przestaliby strzyc, piekarze nie umieliby wypiec chleba, a sznaucery chodziłyby z poobcinanymi ogonami. Czego właśnie federaści zakazali. Zapewne dlatego, by na ich widok wszystkie psy mogły równo merdać! Ciekawe: kiedy w ramach postępu w genetyce każą wszczepić ogony nam? Oczywiście: wszystkim jednakowe! http://korwin-mikke.pl

Sprawę samotnej matki dwojga małych dzieci, do której drzwi grzecznie późnym wieczorem zapukali policjanci, zapraszając ją uprzejmie do spędzenia kilkunastu dni w więzieniu za niezapłaconą grzywnę w wysokości 2,3 tys. zł, zna cała Polska

PAŃSTWO TO ONI Aleksandra Jakubowska

Za tą zmianą głosowali posłowie PO, PSL, SLD i SDPL, nie zastanawiając się zbytnio, jakie konsekwencje społeczne to przyniesie. Zresztą, czemuż mieliby się zasta-

nawiać, jeśli prawdopodobnie nie wiedzieli, za czym głosują? Jeśli wynik ważnego głosowania w sprawie tzw. ustawy antyaborcyjnej posłów PO czołowy polityk tej partii usprawiedliwia ich niewiedzą, w jakiej sprawie głosują, to, o czym my mówimy? Jest zasadnicza różnica pomiędzy pospolitym przestępcą

a kobietą, która stanęła samotnie wobec skomplikowanej machiny sprawiedliwości. Nikt nie potraktował jej jako jednostki. Stało się tak, jakby komunistyczna zasada „jednostka zerem” nadal obowiązywała. Jej przypadek jest kolejnym dowodem na to, że silne prawo stosuje się jedynie w odniesieniu do słabych, a państwo nie jest wspólnotą obywateli, tylko wirtualnym, urzędniczym tworem.


OPINIE, FELIETONY, POGLĄDY... / 5

Jak we mgle… W niepodległej Rzeczpospolitej dominującą ideologią stał się liberalizm. Jest to ideologia i filozofia w swej istocie antypolityczna, to znaczy jej przedmiotem nie jest jakakolwiek wspólnota czy państwo. Jej przedmiotem jest jednostka i jej prawa, przede wszystkim prawa wobec państwa i innych wspólnot. Jest to postawa par excellance roszczeniowa, a nie powinnościowa. Patriotyzm w tej koncepcji światopoglądowej jawi się jako zagrożenie indywidualnych wolności, a nie przedmiot kultywujący zobowiązania wobec własnego narodu. Polskość jest w tej koncepcji coraz bardziej redukowana, a wyraża się to w ograniczaniu edukacji historycznej i literackiej. A w konsekwencji prowadzi to do wykorzenienia i osłabienia jego kulturowej tożsamości. Budowanie poczucia historycznego wstydu, zwłaszcza przez dominu-

jące media, ma na celu także zerwanie emocjonalnej więzi współczesnych pokoleń z pokoleniami poprzednimi, zwłaszcza tymi, które aktywnie walczyły o narodową niepodległość, a pamięć o nich powinna kształtować współczesne wzorce patriotyzmu. Ma także na celu wykorzenienie myślenia o własnej przyszłości w kategoriach narodowych. I zastąpienie historycznej tożsamości tożsamością osobowości wykorzenionej, definiowanej na łamach „Gazety Wyborczej”. Mimo tej dominującej ideologii, polskość pozostaje jednak żywotna,

choć często artykułowana jedynie na poziomie „plemiennym” Dla tej gazety, jak to określiła w jednym z artykułów, przywiązanie do własnego narodu, patriotyzm jest swoistym rasizmem. Jest to mentalne pokłosie komunistycznej formuły patriotyzmu jako „socjalistycznego w treści i tylko narodowego w formie”. Ten stan świadomości, powierzchownego i w znacznej mierze zdewastowanego patriotyzmu skutkował m.in. dwukrotnym zwycięstwem wyborczym postkomunistów. Dwukrotne zwycięstwo bezpośredniej kontynuacji obozu, który z sowieckiego nadania zniewalał nasz naród jest miarą naszego narodowego upadku. To rezultat głębokiego kryzysu polskiego patriotyzmu. Naród, który w demokratycznych wyborach wybiera partie odpowiedzialne za jego zniewolenie, to znak, że nastąpił zanik elementarnej zdolności rozróżniania dobra i zła w wymiarze narodowym. Jest to objaw głębokiego zachwiania własnej tożsamości. A bez samowiedzy, kim jesteśmy, bez elementarnej zdolności do oceny dobra i zła w wymiarze narodowym, nie sposób zbudować wspólnej przyszłości. Naród o tak rozchwia-

Marian Piłka nym poczuciu własnych wartości, że akceptuje obóz odpowiedzialny w przeszłości za jego zniewolenie, z wielkim trudem może rozpoznawać własne interesy i aspiracje, także w życiu społecznym i w politycznym. Bez jasnej zdolności definiowania dobra i zła w ocenie historycznej rzeczywistości wspólnota ma także ograniczone możliwości do rozpoznania otaczającej rzeczywistości. Zwłaszcza do rozpoznania wyzwań, a tym bardziej do wypracowania adekwatnych odpowiedzi na te wyzwania. Taki naród żyje jak we mgle, nie ma bowiem swoistego „dyszla w głowie”, jak mówił mój duszpasterz. W ten sposób zamiast rozwijać się, dryfuje, wytracając energię i tracąc bezcenny czas.

Aborcja i in vitro kontra zarodki W Polsce legalnie wykonuje się kilkaset aborcji rocznie, zabiegów in vitro około 10 tyś. Przy obu procedurach giną tysiące zarodków.

Piotr Uściński Jeśli by spojrzeć na zarodki ludzkie pod mikroskopem, to nawet uczeń gimnazjum z pewnością rozpozna, że jest to jakaś forma życia. Co więcej, po specyficznych cechach komórek określi, że jest to jakieś zwierzę, na pewno nie roślina. Wprawne oko biologa rozpozna cechy gatunku homo sapiens. Po wnikliwych badaniach ze stuprocentową pewnością można określić, że jest to człowiek. Posiadają swój własny, unikalny kod genetyczny. Bardzo młode osobniki naszego gatunku. Mówimy o zarodkach, że są dziećmi i nie jest to żadne nadużycie. Pójdźmy jeszcze o krok dalej. Skoro zarodek to człowiek, to

jego świadome unicestwienie nazwać należy zabójstwem. I nikt nie jest w stanie podważyć tego wywodu. Są jednak tacy, którzy takie argumenty po prostu ignorują. Wypracowana przed laty ustawa pozwala legalnie zabijać nienarodzone dzieci, jeśli są chore, jeśli ich dalsze życie może być zagrożeniem dla życia matki oraz jeśli jego rodzice lub rodzic dokonali czynu zabronionego w chwili jego poczęcia. Ostatnio media przypomniały sprawę zabicia dziecka 14-letniej dziewczyny. Jedynym powodem jego śmierci był fakt, że dziewczyna była zbyt młoda i podejmowanie przez nią współżycia z ojcem dziecka (też niepełnoletnim) było czynem zabronionym. Sprawa była głośna kilka lat temu, gdy szpitale odmawiały aborcji. Ów-

czesna minister Kopacz wyznaczyła wtedy jakiś szpital, który w końcu zabił dziecko. Za całe zamieszanie nasze państwo, o ironio, zapłaci jeszcze odszkodowanie. Takich legalnych aborcji przeprowadza się w Polsce kilkaset rocznie. Moralną odpowiedzialność za to ponosimy my, Polacy. Wciąż nieuregulowana pozostaje sprawa in vitro. I nie chodzi mi tu o kwestię refundacji tych zabiegów. Chodzi o sprawę najistotniejszą, którą schodzi często w debacie na trzeci plan, chodzi o zarodki. Mało się o tym mówi, nie wszyscy więc zdają sobie sprawę, jak to działa. A działa tragicznie. Rocznie przeprowadza się około 10 tysięcy zabiegów in vitro. Niestety, podczas większości tych zabiegów „hoduje się” znacznie

więcej zarodków. Z założenia większość z nich ginie, nie daje im się nawet szansy, nawet na chwilę nie trafiają do łona matki. W większości są zabijane, niektóre otrzymują jeszcze szansę w zamrażalce. Czy jest pocieszeniem fakt, że w wyniku in vitro rodzi się rocznie kilka tysięcy dzieci, skoro przy okazji zabijanych jest kilkadziesiąt tysięcy ich braci i sióstr? Gdy sejm zdecydował o pracach nad zaostrzeniem ustawy aborcyjnej, Tusk nazwał to wydarzenie „czarną kontrrewolucją”, nawiązując chyba do koloru sutanny. No cóż, trzeba przyznać, że wyjątkowo sprawnie poradził sobie premier z platformerskimi kontrrewolucjonistami, którzy wsparli w głosowaniu PiS i SP; już po kilku dniach większość z nich zmieniła zdanie. Tym w Platformie, którzy okazali się mieć w pierwszym głosowaniu kręgosłupy moralne, zostały one połamane. To musi boleć. I niech boli.


6 / WYWIAD

Nasza wiara, nasza ojczyzna Rozmowa z kpt. Weroniką Sebastianowicz, prezesem Stowarzyszenia Żołnierzy AK na Białorusi. Jak jesteście w tej chwili traktowani - kombatanci polscy na Białorusi? - Ha (śmiech), a jakby się Pani czuła, jakby krzyczeli za Pani plecami - bandyci, polskie niezabitki? Ale my trzymamy się naszej wiary w polskość. Robimy to, co przystoi kombatantowi, żołnierzowi Armii Krajowej. Choć nie możemy oficjalnie zarejestrować naszego Stowarzyszenia, nie mamy wstępu do urzędów, nie możemy ubierać się w mundury czy zakładać biało-czerwonych opasek na ręce… Robimy to mimo wszystko, podczas świąt państwowych, na Dzień Wojska Polskiego. Do tego dbamy o cmentarze z różnych okresów: z powstania styczniowego z 1863 r., z 1920 r., z 1939 r. i z 1956 r. 

Tu w Polsce, jak się Pani czuje? - W naszej macierzy mamy ludzi, którzy obdarzają nas wdzięcznością, wysyłają nam kartki z podziękowaniami. Tu czujemy się ludźmi, jesteśmy szanowani. U siebie inaczej się nas ocenia i to, co robimy, kim jesteśmy. Dlatego z taką troską obejmujemy żołnierzy Armii Krajowej na Białorusi, którymi zajmuje się Stowarzyszenie. 70% z nich jest przykutych do łóżek. Oni potrzebują naszej pomocy.

A jaka pomoc jest im potrzebna? - Nigdy nie mówimy, że potrzebujemy tego czy tamtego. Po prostu mówimy, że będziemy wdzięczni za wszystko. Nawet za kartkę, nawet za ciepłe słowo, czyli to, czego u siebie nie mamy. Za wszystko dziękujemy. Mamy wspaniałych przyjaciół z Polski, którzy np. pomagają organizować nam paczki na święta Bożego Narodzenia czy Wielkanoc. Chętnie się w te akcje włącza młodzież z Białegostoku, z Warszawy, z Wrocławia, ze Stowarzyszenia Odra-Niemen czy Stowarzyszenia Łagierników Żołnierzy Armii Krajowej. W tym roku z ich pomocą uprzątnęliśmy 5 dużych cmentarzy, na których są pochowani legendarni dowódcy i żołnierze AK. 

Weronika Sebastianowicz

Czy mogłaby nam Pani opowiedzieć o swojej działalności konspiracyjnej? - Tak się stało, że 17 czerwca wkroczyła Armia Czerwona, a już 19 czerwca przyszli ojca zabić i wtedy się wszystko zaczęło. Ojciec, brat, potem ja dołączaliśmy do partyzantów. Złożyłam przysięgę, w lesie. Brat i komendant tego nie chcieli, uważali, że jestem za młoda, miałam niespełna… 14 lat. Ale ksiądz kapelan powiedział: 

- zaprzysiężona w 1944 roku, do 1951 roku walczyła w oddziałach poakowskich Obwodu Wołkowysk. Aresztowana 7 kwietnia 1951 roku wraz z matką i ojcem. Skazana na 25 lat łagru, 5 lat pozbawiona praw obywatelskich oraz konfiskatę całego majątku. W łagrach Workuty spędziła ponad 4 lata. Podczas pobytu w łagrze poległ jej brat Antoni Oleszkiewicz pseudonim „Iwan”, który był zastępcą komendanta oddziału II konspiracji o krypt. „Reduta” na terenie Wołkowyska i Grodzieńszczyzny. Weronika Sebastianowicz od lat 90 działa aktywnie w Związku Polaków na Białorusi. Do dziś mieszka w Skidlu koło Grodna.

Weronika Sebastianowicz - zdjęcie z łagru w Workucie

Najwięcej zrozumiałam, kiedy przechodziłam szkołę Workuty i Syberii. Jak drodzy są rodzice, jak trzeba ich szanować, jak droga jest nasza wiara, jak walczyć za ojczyznę. Wiedziałam, że wolność nie przychodzi na zawsze, ją trzeba zdobywać. „Ona już tyle lat chodzi z nami, dajcie tej dziewczynie szansę”. Powierzyć tak młodej dziewczynie tak odpowiedzialną sprawę - walkę o ojczyznę - to był wielki zaszczyt. Co Pani przysięgała? - „Zwycięstwo to nagroda, zdrada to śmierć” – tak brzmiała treść przyrzeczenia. Nadano mi pseudonim „Różyczka” . W konspiracji starałam się robić dużo. Zanosiłam różne rzeczy „od do”, obserwowałam ruch NKWD, chodziłam na różne spotkania. Takie były warunki, że kilka dni nie można 

było wyjść z bunkru, a trzeba było gdzieś coś donieść. Nie powiem, że nie bałam się. Bałam się, bo wszędzie oni byli, ale.. tak bardzo byłam oddana tej swojej działalności, że nie bałam się. Potem śledzili mnie i musiałam wyjechać z domu, ukrywać się, ale kontynuowałam działalność, łączność została zachowana. Pomyślałam sobie, skąd oni będą wiedzieć, jak ja przyjadę do siostry, do innego powiatu. Przyjechałam w sobotę, a w poniedziałek zostałam aresztowana, trafiłam do więzienia w Grodnie. Ułyszałam wyrok - 25 lat więzienia w łagrach Stalinowskich.


WYWIAD / 7 Co czuje młoda dziewczyna, która słyszy, że następne 25 lat życia spędzi w łagrze? W dzisiejszych czasach to niewyobrażalne dla młodzieży… - Wtedy ojciec już był w łagrze, potem ja, potem mama. Mieliśmy wyrok 60 lat na nas troje, z których odbyliśmy prawie 20. Byłam 2 lata na Workucie, 2 lata w Syberii. Myśmy już z głodu umierali, a wyprowadzani byliśmy na 50 stopni mrozu. Dostawaliśmy 30 dag chleba, to bardzo mało przy takiej ciężkiej pracy. Życie straciło sens i próbowałam odebrać sobie życie, kiedy zostałam powiadomiona o śmierci brata. Zabił się ostatnim nabojem, kiedy wpadł w zasadzkę wroga. Nie wierzyliśmy, że wyjdziemy z łagru. A jednak wróciliśmy do domu - na puste miejsce, bo dom był zburzony, wszystko zniszczone, pracy nam nie chcieli dać. Ojciec był inżynierem, ale robił beczki. Jakoś się żyło. Nie zważając na to wszystko, nie żałuję niczego. Wspominając tych moich chłopców, których znałam, jak oni męczyli się, jak ich zabijano… Nie żałuję i jakby zaszła taka potrzeba, znów bym zaczęła to samo robić… 

Dzisiaj młodzi ludzie, w wolnej Polsce, nie muszą aż tak się poświęcać dla ojczyzny. - Na ostatnim spotkaniu ze studentami dziennikarstwa w Poznaniu popatrzyłam na nich i powiedziałam im: jak wy macie dobrze, wy możecie uczyć się, tańczyć, kochać. A ja przez 5 lat traciłam zdrowie. Nigdy jednak nie myślałam o sobie, liczyła się ojczyzna. Męczył głód, chłód, zimne baraki, zimne prycze, lecz nie złamano nam tym ducha. W Polsce często mam spotkania z młodzieżą. Byliśmy we Wrocławiu, w liceum. Opowiadałam dzieciom moją historię, a one płakały. I potem podchodziły i jeszcze dopytywały: a jak to było, a jak to. Tam pracował taki dyrektor, który dba o sprawiedliwość historii. Ale w Polsce też nie wszędzie tak jest. 

Nie ma Pani żalu o to, jak została Pani w Polsce potraktowana przez prokuratora w postępowaniu o zadośćuczynienie za lata poświecone Polsce? 

- Jeszcze raz przeżyłam to samo. 4 godziny byłam przesłuchiwana podczas śledztwa. Te pytania… Wszystko wróciło. Już odechciało mi się prosić o cokolwiek. Nikt nie zrozumie naszych warunków i tego, że my do dziś dbamy o Polskę. Ale na tyle nauczono nas, od dzieciństwa, że do samej śmierci musimy cierpieć tylko za to, że kochamy ojczyznę. Czy te wartości patriotyczne przekazali Pani rodzice? - Tak. Nic innego się nie liczyło niż nasza wiara, nasza ojczyzna, nasza polskość. Dwukrotnie zawieziono mnie do ojca, do łagru. Miałam namawiać brata, żeby wy

Niepublikowane na łamach prasy zdjęcie Antoniego Oleszkiewicza (ps. Iwan), brata pani Weroniki

„Weronika i jej chłopcy” - film o Weronice Sebastianowicz Film w reż. Artura Pilarczyka opowiada o kpt. Sebastianowicz oraz o żołnierzach Lidy i Grodzieńszczyzny. Zdobył nagrodę Grand Prix I Ogólnopolskiego Festiwalu Filmu Niezależnego „OKNO” za pokazanie ludzi, których Polska opuściła, mimo że oni przy niej trwają. Nagroda specjalna Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy za filmowe ukazanie świadka żywej wiary.

Najbliższy pokaz filmu:

11 listopada 2012 (niedziela) o godz. 18:30 w Wołominie w kinie „Kultura” przy ul. Mickiewicza 9 - pokaz zorganizowany przez burmistrza Wołomina, Miejski Dom Kultury w Wołominie, Stowarzyszenie Łagierników Żołnierzy Armii Krajowej i SKOK Wołomin. Goście specjalni: kpt. Weronika Sebastianowicz, por. Alfons Rodziewicz Prezes Stowarzyszenia Żołnierzy AK okręgu Lida oraz z-ca p.por. Franciszek Szamrej.

szedł z lasu. Pojechałam do niego i powiedziałam: „Tosiek, słuchaj jest taka sprawa”. Pamiętam dosłownie, co odpowiedział: „I co? Ty zwariowałaś? Ja złożyłem przysięgę i nigdy jej nie złamię”. I ja w końcu trafiłam do partyzantki, z czego jestem dumna.  Co Pani najczęściej wspomina z tamtego okresu, jakie nasuwają się refleksje? - Najwięcej zrozumiałam, kiedy przechodziłam szkołę Workuty i Syberii. Jak drodzy są rodzice, jak trzeba ich szanować, jak droga jest nasza wiara, jak walczyć za ojczyznę. Wiedziałam, że wolność nie przychodzi na zawsze, ją trze-

ba zdobywać. Teraz tym bardziej, kiedy nie śpię, to wspominam. Ten ranny, ten osądzony, ten rozstrzelany... Jakby dzisiaj była walka, akcja, śmierć... Zabrali, osądzili, zabili. Za miesiąc znowu dochodzili. Nie wiem, skąd się w nas brała ta nadzieja. I do dziś tę nadzieję mamy w sobie. Polacy umieją długo czekać, tak długo, jak trzeba. Zawsze sobie powtarzam, że stanie się cud nad Niemnem. 

Dziękuję za rozmowę rozmawiała: Agnieszka Żądło-Jadczak


8 / HISTORIA

Czyn i legenda Orląt Lwowskich Stanisław Sławomir Nicieja

Fenomen legendy Orląt Lwowskich przejawia się choćby w fakcie, iż mimo upływu tylu dziesięcioleci polscy turyści we Lwowie nadal uparcie poszukują Cmentarza Orląt chociaż z reguły mają dość mgliste pojęcie, kiedy i w jakich okolicznościach padli ci, którym wzniesiono tak niezwykły panteon. Legenda przetrwała w rodzinach (nie tylko lwowiaków), głównie dzięki przekazom ustnym. Lwowskie Orlęta - pisał Wojciech Giełżyński - pełniły w międzywojennej Polsce rolę kamieni na szaniec, jaka w ćwierć wieku później przypadła chłopcom z „Zośki” i „Parasola”. Dziś termin „obrona Lwowa” używany przez Polaków budzi w niektórych kręgach ukraińskich irytację, dlatego wymaga pewnych wyjaśnień. U zarania II Rzeczypospolitej, gdy Lwów był wielkim centrum kultury polskiej ministrowanym przez Polaków, termin „obrona” był oczywisty. Jego sens rozumiało każde dziecko. Sytuacja zmieniła się, gdy na mocy ukła-

W mitologii narodowej działanie gimnazjalistów i studentów broniących kresowej strażnicy, funkcjonuje podobnie jak obrona Częstochowy przed Szwedami, wiktoria Sobieskiego pod Wiedniem, brawurowa szarża szwoleżerów Kozierulskiego pod Somosierrą albo czyn Legionów Piłsudskiego. dów jałtańskich i poczdamskich, po ogromnych przemieszczeniach ludności, Lwów przestał być polskim miastem. Jako Polacy mamy jednak prawo mówić o obronie Lwowa w listopadzie 1918 roku, gdyż nasi rodacy wystąpili wówczas przeciw ukraińskiemu wojskowemu zamachowi stanu. Nie oni zaatakowali; zostali zmuszeni do obrony. Nie sięgali po cudzą własność, lecz bronili swej ojcowizny, swych domów, szkół, fabryk. Powstali do walki na początku wręcz z gołymi rękami: z szablami, strzelbami i pistoletami wyciągniętymi z lamusa, zdobywając z czasem nowoczesną broń maszynową na wojsku przeciwnika. Początkowo bronili się samotnie, bez żadnej

pomocy, której Polska, ledwo do życia powstała, dać nie mogła. Zanurzeni w mrokach listopadowych nocy, okrążeni, pozbawieni światła, wody i żywności, wykazywali częstokroć krańcową desperację. Wśród obrońców byli robotnicy i urzędnicy, księża i baciarzy słynni lwowscy ulicznicy, kobiety, dzieci i starcy oraz ci najbardziej ofiarni - gimnazjaliści i studenci. Im to właśnie nadano dumny przydomek „Orlęta Lwowskie”, w którym jest wiele pieszczotliwości rodzicielskiej. Setki spośród nich padło broniąc ojcowizny i torując drogę odsieczy z głębi Polski. Legli później pospołu na cmentarzu, który był jedną z największych świętości Polski i jedną z osobliwości w świecie.

Za ich to czyn m.in. państwo polskie odznaczyło Lwów - jako jedyne miasto polskie - Krzyżem Virtuti Militari. Czyn Lwowskich Orląt stał się sławny, uwieńczono go laurem zwycięstwa i legendy, Wszedł do podręczników szkolnych jako wzorzec postawy patriotycznej. Pobudzał wyobraźnię twórców, skupiał uwagę cudzoziemców. Był argumentem koronnym na rzecz przynależności państwowej miasta. Jurij Andruchowycz, współczesny pisarz ukraiński ze Stanisławowa, który w swej twórczości dał wiele dowodów, jak głęboko rozumie wielowątkową kulturę Lwowa, napisał: W ulicznych walkach 1918 r. we Lwowie Polacy wygrali


HISTORIA / 9 z Ukraińcami przede wszystkim dlatego, że było to ich miasto - i to nie w jakimś abstrakcyjno-historycznym wymiarze, ale właśnie w wymiarze konkretnym, osobistym - to były ich bramy, podwórza, zaułki, to oni znali je na pamięć, choćby dlatego, że właśnie tam umawiali się na pierwsze randki ze swoimi pannami. Ukraińcy w znakomitej większości pochodzili ze wsi i słabo orientowali się w obcych sobie warunkach. Wspierała ich jedynie nieco przebrzmiała idea „książęcej świetności naszego Lwowa”. Czyn Lwowskich Orląt zaczął podlegać narodowej sakralizacji oraz mitologizacji już w pierwszych dniach walk o miasto. 17 listopada 1918 r. w redagowanej przez Artura Schroedera „Pobudce” M. Terlecki w wierszu »Hej, kto Polak na bagnety« po raz pierwszy porównał walczące polskie dzieci do orła lecącego do boju. Kilka dni później A. Cehak-Stodor i J. R. Pieńkowska w swoich wierszach zagrzewających do boju pisali, że z piskląt orły się rodzą. Stopniowo słowo „Orlęta” poczęto we Lwowie kojarzyć jednoznacznie z młodzieżą walczącą o polskość miasta. 26 listopada 1918 r. Wiktor Budzyński, późniejszy twórca słynnej Lwowskiej Fali, napisał w swym dzienniku: Byłem z tatą na pogrzebie Jurka Bitschana. Biedne »Orlątko«. Leżał w trumnie w mundurze piątoklasisty, o dwa lata chodził wyżej ode mnie. Taki leżał dziś blady... Tyle krwi oddał dla Lwowa. Tuż po zwycięskiej odsieczy, która przyszła od strony Przemyśla i ustąpieniu 22 listopada 1918 r. wojsk ukraińskich ze Lwowa, w porannym wydaniu Kuriera Lwowskiego jego redaktor naczelny Bolesław Wysłouch, pisał: W chwili powszechnego entuzjazmu wszystkich myśli i uczucia zwracają się z wdzięcznością, ku tym bohaterom, którzy krwią zapisali jedną z najpiękniejszych kart historii Lwowa i Ojczyzny. Było ich nasamprzód 30 młodziutkich szermierzy wolności, zamkniętych w szkole im. Sienkiewicza, potem rosły ich hufce, przeważnie ze studentów gimnazjalnych i niedorostków od warsztatów, zdobywając oręż i wypierając wroga z ulicy w ulicę, a ścieląc gęsto pole walki swymi ciałami, poszarpanymi od pocisków.

Czyn Orląt Lwowskich jest dla nas - bez względu na okoliczności, w których się dokonywał, bez względu na partnera krwawych, acz nieszczęsnych walk - przejawem najpiękniejszym czystego bohaterstwa i heroicznego poświęcenia dla Ojczyzny Wśród huku granatów, poświstów szrapneli, wśród gradu kul karabinowych stał młodzieniaszek polski po parę dni i nocy z rzędu na placówce i o głodzie, i chłodzie walczył za Polskę z męstwem prawdziwie bohaterskim. Wielu z nich wymknęło się z domu bez wiedzy i zezwolenia rodziców. Dla tych młodocianych obrońców Lwowa należałobym założyć złotą księgę ku wiecznej pamięci i chlubie miasta”. Tak przedstawiała się pierwsza, publicystyczna próba kreacji legendy Orląt Lwowskich. Później przyszły następne, coraz bardziej sugestywne i dojrzałe literacko. Spośród pisarzy, publicystów i historyków największy wpływ na kształtowanie legendy Orląt Lwowskich mieli Kornel Makuszyński, Adam Grzymała-Siedlecki, Jan Parandowski, Aleksander Baumgardten, Adam Próchnik, Wacław Lipiński i Stanisław Łapiński-Nilski. W kolejne rocznice systematycznie ukazywały się jednodniówki, różnego typu broszury, albumy sławiące czyn Orląt. Przez prasę, nie tylko lwowskich przechodziła fala artykułów okolicznościowych oraz relacji z obchodów „święta obrony Lwowa”. Odbywały się wiece, capstrzyki, msze patriotyczne, na których wygłaszano płomienne przemówienia. Szkołom i ulicom nadawano imię Orląt Lwowskich. Najbardziej spektakularne obchody zorganizowano w listopadzie 1938 r., w dwudziestą rocznicę walk o Lwów. Specjalną rolę w upowszechnianiu legendy Orląt Lwowskich odegrała poezja. Tematowi obrony miasta wiersze poświęcili m.in. Henryk Zbierzchowski, Adam Cepak Stodor, Maryla Wolska, Witold Bunikiewicz, Ludwik Szczepański, Marian Grzegorczyk, Józefa Rogosz-Pieńkowska, Artur Schroeder, Maria Kazecka, Mieczysław Lisiewicz, Maciej Szukiewicz, Stefania Tatarówna, Janina Mogiła-Stankiewiczówna. Początkowo dominowała poezja przygodna, wiersze-reportaże z linii frontu, bez pretensji do

lwowskie Racławice, ale pomysłu tego nie zrealizowano. W Baszcie Prochowej władze miejskie skłonne były umieścić plastyczną panoramę Lwowa, wykonywaną przez Janusza Witwickiego. Legenda Orląt Lwowskich rozprzestrzeniła się również poza Polską. W 1937 r. ukazała się na Węgrzech powieść poczytnego pisarza Jenoe Szentivanyi’ego pt. „Lengyel sasfiokak” (Orlęta polskie) osnuta na tle walk lwowskiej młodzieży w listopadzie 1918 r. Jenoe Szentivanyi jako oficer węgierski stacjonował w czasie wojny we Lwowie i był świadkiem polsko-ukraińskich walk o miasto. Bohaterstwo Orląt, które widział z bliska, stało się dla niego tworzywem pozwalającym kontynuować temat ujęty w podobny sposób, jak to uczynił Ferenc Molnar w najgłośniejszej powieści węgierskiej XX w. - „Chłopcach z placu broni”. Jerzy Janicki zauważył jednak, że „o ile Chłopcy z placu broni Molnara byli zabawą w ojczyznę, to Lengyel sasfiokak były już zbeletryzowaną, ale opartą na faktach relacją, przedstawiającą patriotyzm polskiej młodzieży”.

wieczności, jak choćby napisany już 4 listopada 1918 roku utwór „Ostatnie liście” Marii Kazeckiej, dedykowany dzieciom-bohaterom z Ogrodu Jezuickiego. Jeden z najgłośniejszych wierszy poświęconych Orlętom Lwowskim pt. „Przyśniła się dzieciom Polska” napisał w styczniu 1919 r. Edward Słoński, poeta znany z utworów melodyjnych, prostych w formie, nawiązujących do tradycji piosenki ludowej, żołnierskiej. Z wierszy późniejszych bodaj najpopularniejszy wyszedł spod pióra Mariana Hemara. W 1919 r. dr Jan Niemiec, znany lwowski pedagog prowadzący wzorową szkołę przy ulicy Pełczyńskiej, napisał sztukę dla młodzieży gimnazjalnej „Obrona Lwowa”, którą wystawił Teatr Wielki. Później utwór ten często wprowadzały do swego repertuaru amatorskie teatrzyki szkolne. Bohaterem sztuki jest 14Legenda Orląt Lwowskich, -letni Antoś Nieborski, postać fikczerpiąca swą siłę z autentyzmu cyjna, ale kojarząca się wyraźnie z wydarzeń historycznych, miała historią życia i śmierci legendarneniezwykłą magnetyzującą moc i go Jurka Bitschana, rozsławionego znakomicie służyła wychowaniu w znanej przed wojną powszechnie patriotycznemu nie tylko w mieballadzie Anny Fischerówny. ście, które uchodziło za kresową Znaczący udział w kreowaniu lestrażnicę. Ostatniemu pokoleniu gendy Lwowskich Orląt mieli malazrodzonemu w niewoli marzyły się rze, rysownicy, ilustratorzy książek. bohaterskie boje Kmicica, WołoBodaj najbardziej znany obraz pt. dyjowskiego, Kozietulskiego, Suł„Orlęta w walce” namalował Wojkowskiego, Ordona, Sowińskieciech Kossak. Wykorzystał scenego. Młodzież kształcona na tych rię cmentarza łyczakowskiego, za ideałach w chwili gwałtownego, którego pomnikami i nagrobkami zaskakującego zagrożenia dla polbroni się grupa młodzieży, Obraz skości Lwowa umiała w naturalten upowszechniono na tysiącach ny sposób odwołać się do tradycji widokówek. obrony Częstochowy, Zbaraża, KaW roku 1934 prof. Uniwersytetu mieńca, zmieniła się w żołnierzy Jana Kazimierza Stanisław Łemsprawy narodowej. picki wystąpił z propozycją, aby miasto zamówiło Źródła: spotkania. Społeczno-kulturalny miesięcznik polski u Wojciecha Kos- „Lwowskie na Ukrainie”, reprint z 2005 r. saka Panoramę Orląt Lwowskich i wspólnie z prof. Tadeuszem Obmińskim sugerował, aby umieścić ją w Baszcie Prochowej. Miały to być nowe


10 / KULTURA

Oczami księdza Tischnera Młodzi filmowcy kręcą film dokumentalny o ks. Józefie Tischnerze. Młodszy o 15 lat brat księdza, Kazimierz Tischner oprowadza w nim widzów po miejscach związanych z niezwykłym teologiem i filozofem. Obraz będzie nosił tytuł Jego oczami. W filmie nie będzie żadnych archiwalnych scen. Reżyser i scenarzysta filmu, Szymon J. Wróbel chce, aby obraz dotyczył nie tylko przeszłości księdza, ale również tego, co po nim zostało, czyli np. szkół noszących imię ks. Tischnera.

Kazimierz Tischner jest głównym bohaterem filmu. Opowiada on o miejscach bliskich sercu ks. Tischnera - Łopusznej, gdzie znajduje się XV-wieczny drewniany kościół św. Trójcy i św. Antoniego Opata, grób rodziców Tischnera oraz Tischnerówka – Dom Pamięci ks. prof. Józefa Tischnera, Turbaczu i Starym Sączu, gdzie znajduje się kościół św. Trójcy i św. Klary oraz Muzeum Księdza Józefa Tischnera. To miejsca, gdzie do tej pory kręcono sceny do filmu. Twórcy filmu pojadą także na Podhale, do Krakowa i Żywiecczyzny. Prace nad filmem mają zostać zakończone do końca roku. Film ma przedstawiać ukochane, małopolskie krajobrazy ks. Tischnera. Filmowcy nie zamierzają robić zdjęć w Warszawie, gdyż ks. Tischner wolał góry i górali. Twórcy filmu uważają, że góralszczyzna była dla księdza najważniejsza.

Na rzecz tych szkół działa Stowarzyszenie Drogami Tischnera, które prowadzi brat księdza, Kazimierz Tischner. Pragnie on kontynuować działalność brata. Przed śmiercią ks. Tischner zostawił mu bowiem kartkę z prośbą, by pracował z młodzieżą.

W filmie wystąpi również Marian Gromada, autor dziewięciu portretów księdza. Podhalański malarz przedstawi swoje obrazy, na których ks. Tischner ubrany jest w ulubioną niebieską koszulę, wytarte sztruksowe spodnie i góralskie futerko.

W imię Ojca to hasło przyszłorocznego, XVII Spotkania Młodych nad Lednicą, które odbędzie się 1 czerwca. Tematem Spotkania będzie ojcostwo, zarówno to boskie, jak i to ludzkie.

Znamy hasło przyszłorocznej Lednicy foto: www.lednica2000.pl

Franciszek Wołoch - rzecznik prasowy Spotkań Młodych Lednica2000

Jak mówi Ojciec Jan Góra: - Będzie o ojcostwie, ponieważ Bóg jest Ojcem, bo my wszyscy mamy Ojca, bo wszyscy będziemy kiedyś matkami, ojcami, rodzicami. To ważny temat, który pokazuje, że źródłem życia jest sam Pan Bóg. Chociaż do Spotkania zostało jeszcze ponad siedem miesięcy, to organizatorzy już dziś zachęcają do duchowego przygotowania. Wzorem ubiegłego roku, służą temu trzy kroki ku Lednicy. 22 października - w dniu bł. Jana Pawła II, pod hasłem „Bóg jest Ojcem”, 31 stycznia - w dniu św. Tomasza z

Akwinu, pod hasłem Pojednaj się z Ojcem, a także 19 marca - w dniu św. Józefa, pod hasłem Masz być Ojcem. - Myślę że ten temat powinien budzić duże zainteresowanie, dlatego że jest pozornie mało popularny, ale tylko pozornie, ponieważ każdy człowiek, który używa rozumu zastanawia się, co będzie z nim, co on będzie robił, a jeżeli pada pytanie, co przekaże własnym dzieciom, to stawia to nas na baczność” - dodaje ojciec Góra. Spotkania Młodych nad Lednicą odbywają się od 1997 roku z ini-

cjatywy Jana Pawła II. Ich organizatorem od początku jest ojciec Jan Góra - dominikanin z Poznania, kiedyś duszpasterz akademicki, a dziś stojący na czele Ruchu Led-

nickiego. Na ostatnie Spotkanie, które odbyło się 2 czerwca 2012 r. pod hasłem „Miłość Cię znajdzie” przybyło ponad 60 tysięcy młodych z Polski i Europy.


KULTURA / 11

KSIĄŻKA

„Strachy i lachy”

Kultowy film Hallo Szpicbródka w Syrenie Agnieszka Szymanik Teatr Syrena zaplanował premierę adaptacji klasycznej polskiej komedii muzycznej na 15 grudnia 2012 roku. Będzie to kulminacja obchodów 65-lecia istnienia teatru, który obecnie mieści się przy ul. Litewskiej 3 w Warszawie. Film Janusza Rzeszewskiego i Mieczysława Jahody powstał w 1978 roku i od razu stał się wielkim przebojem. Niezapomniane role zagrali w nim Piotr Fronczewski, Irena Kwiatkowska, Gabriela Kownacka, Ewa Wiśniewska i Wiesław Michnikowski. Wersja teatralna ma być wierna scenariuszowi Ludwika Starskiego. Nie należy się jednak spodziewać „powtórki z rozrywki”. Adaptacja zostanie przystosowana do potrzeb, możliwości i wymogów dzisiejszego teatru. Widzowie będą mogli raz jeszcze poczuć atmosferę przedwojennej Warszawy. Nie zabraknie błysko-

Teatr Syrena w Warszawie obchodzi swoje 65-lecie. Z tej okazji reżyser Wojciech Kościelniak postanowił wystawić na deskach teatru adaptację klasycznego polskiego filmu muzycznego Hallo Szpicbródka, czyli ostatni występ króla kasiarzy. Czy sztuka okaże się takim samym sukcesem, jak film?

tliwych dialogów, celnych ripost, dynamicznej akcji i wpadających w ucho piosenek w nowych aranżacjach. Fabuła filmu i sztuki opisuje losy teatrzyku rewiowego „Czerwony Młyn”, który znajduje się na skraju bankructwa. Dyrektora, który nie ma z czego wypłacić pensji pracownikom, ratuje elegancki dżentelmen, Fred Kampinos. Chce on za własne pieniądze postawić teatr na nogi. Okazuje się jednak, że tajemniczy inżynier ma nieczyste zamiary. Kupuje teatrzyk po to, by przez jego piwnicę dostać się do banku, który ma zamiar obrabować. Po drodze jednak jego uwagę pochłania przygotowywany spektakl i jedna z akto-

rek, Anita. A policja zaczyna deptać mu po piętach. Reżyser spektaklu, Wojciech Kościelniak w maju kompletował obsadę. Czy Piotr Polk, Katarzyna Żak i Hanna Śleszyńska sprostają rolom zagranym na ekranie przez wielkich artystów? Przekonamy się już podczas premiery 15 grudnia. Wiadomo natomiast, że twórca musicalu pragnie połączyć niskie, błahe treści z wysokimi. Stawia sobie ambitny cel: chce, aby sztuka w Teatrze Syrena była połączeniem „Chicago” i „Moulin Rouge” w polskim wydaniu. Kościelniak już wcześniej doceniany był za próby przywracania artystycznej rangi polskiemu musicalowi. Oby i tym razem mu się udało.

Książka prof. Andrzeja Nowaka - naukowca, historyka, sowietologa, ale też znakomitego erudyty i publicysty zmusza do przemyśleń i przewartościowań, do szukania narodowych, a więc chrześcijańskich korzeni. Utrwala narodową pamięć i uświadamia, jak straszną cenę trzeba płacić za jej utratę. „Strachy i Lachy” to obraz współczesnej Polski z historią w tle, obraz odarty z wszelkiej, narosłej przez lata komunizmu politury. Takie dzieła powstają dziś nader rzadko - niczym car panuje bowiem wszechobecna, otaczana nabożnym kultem poprawność polityczna. Książka wręcz niezbędna w każdym patriotycznym domu.

MUZYKA

3 x Lech Makowiecki

Fenomenalny „trzypak muzyczny” składający się z płyt: „Patriotyzm”, „Katyń 1940. Ostatni list” i „Zajazd u Mistrza Adama”. Lech Makowiecki, lider grupy Zayazd, za pomocą delikatnych balladowych rytmów i mocnego gitarowego brzmienia przywraca należne miejsce takim pojęciom jak godność, uczciwość, prawda, honor... Sam nazywa swoją muzykę „śpiewaną misją patriotyczno-historyczną”. Strona redagowana przy współudziale portalu:


12 / REKLAMA


PRAWO / 13

Organy ochrony zabytków w Polsce W interesie społecznym leży zachowanie dziedzictwa kulturowego. Składa się na nie wiele elementów świadczących o naszej przeszłości i tożsamości. Nierozerwalną jego częścią są zabytki, zarówno ruchome, jak i nieruchomości. Karol Boński Przepisy prawa dotyczące zabytków tworzą dość spójny system, który ma na celu ich zachowanie dla następnych pokoleń. Obowiązujące przepisy precyzyjnie określają, czym jest opieka nad zabytkami, a czym ich ochrona. W świetle uregulowań, zawartych w ustawie z dnia 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, opieka nad zabytkiem jest sprawowana przez jego właściciela lub posiadacza i polega w głównej mierze na podejmowaniu działań mających na celu zachowanie zabytku w jak najlepszym stanie. Ochrona zabytków realizowana jest natomiast przez organy władzy państwowej.

Najbardziej rozpoznawanym organem ochrony zabytków jest wojewoda, w imieniu którego zadania i kompetencje w tym zakresie wykonuje wojewódzki konserwator zabytków. Organ ten prowadzi większość spraw administracyjnych w pierwszej instancji: wpisuje zabytki do rejestru, wydaje pozwolenia na prowadzenie przy zabytku, wpisanym do rejestru, określonych prac i działań, prowadzi też postępowania kontrolne i nadzorcze. Wojewódzki konserwator zabytków ma swoją siedzibę, poza kilkoma wyjątkami, w mieście wojewódzkim i do swojej pomocy posiada aparat administracyjny w postaci kadry urzędniczej, zatrudnionej w wojewódzkim urzędzie

ochrony zabytków. Ponadto na terenie każdego z 49 zlikwidowanych wskutek reformy administracyjnej z 1999 r. województw działa kierownik delegatury danego wojewódzkiego urzędu ochrony zabytków. Organem ochrony zabytków jest również minister właściwy do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego, w imieniu którego zadania i kompetencje w tym zakresie wykonuje Generalny Konserwator Zabytków. Jest on nie tylko organem wyższego stopnia w stosunku do wojewódzkich konserwatorów zabytków (rozpatruje odwołania od decyzji przez nich wydawanych), lecz także posiada kompetencje do prowadzenia niektórych postępowań administracyjnych w pierwszej

instancji, związanych m.in. ze skreśleniem danego obiektu z rejestru zabytków. Warto również dodać, iż wojewoda, na wniosek wojewódzkiego konserwatora zabytków, może powierzyć w drodze porozumienia prowadzenie niektórych spraw, w tym wydawanie decyzji administracyjnych, gminom i powiatom, a także związkom gmin i powiatów położonym na terenie województwa. W wielu miastach działają więc tym samym miejscy konserwatorzy zabytków, wykonujący swoje obowiązki w imieniu burmistrza, czy prezydenta miasta, na podstawie zawartego porozumienia, określającego zakres ich kompetencji. Sytuacja taka ma miejsce m.in. w Gnieźnie, Krakowie oraz w Warszawie.

REKLAMA

fot.: Grzegorz Karnas Materiał pochodzi z Urzędu Miasta Przemyśl

Odwiedź nas na: www.przemysl.pl facebook.com/miasto.przemysl


14 / FINANSE

Szkoła Inwestowania nr 97

Właściwa selekcja to podstawa sukcesu Nie jest niczym nadzwyczajnym, że każdy inwestor, który zainteresowany jest lokowaniem swoich środków w funduszach, chciałby mieć szansę na atrakcyjny zysk niezależnie od koniunktury. Bartłomiej Grochulski - Fundacja na Rzecz Dobrego Inwestowania

Chciałby też mieć świadomość, że niewiele ryzykuje, że możliwość wystąpienia ewentualnych strat jest ściśle kontrolowana. Zwykło się jednak zakładać, że im większy zysk chcielibyśmy osiągnąć, tym większe ryzyko powinniśmy na siebie wziąć. Wybieramy lokaty bankowe lub fundusze obligacji, licząc się z tym, że zarobimy kilka procent, ale ryzyko jest znikome. Odwrotnie, gdy oczekujemy stóp zwrotu na poziomie kilkunastu czy kilkudziesięciu procent i decydujemy się na bardzo ryzykowne inwestycje oparte o rynek akcji. Możemy też swój portfel zdywersyfikować, czyli rozłożyć ryzyko na różne aktywa. Lokujemy wtedy część swoich środków w bezpieczne tematy, część w agresywne. W ostatnim czasie towarzystwa funduszy inwestycyjnych zaczęły tworzyć rozwiązania, dzięki którym możliwe jest aktywne alokowanie środków w różne rozwiązania i bardzo selektywny ich wybór. Rzeczona selekcja jest w naszym mniemaniu najbardziej istotnym czynnikiem. Zwłaszcza w obecnych rozchwianych czasach. Jeśli spojrzymy na zachowanie się rynków finansowych, zobaczymy sporo zawirowań wywołanych grą emocji, których oddziaływanie na giełdy jest przecież znaczne. W ocenie wielu zarządzających rynek jest obecnie silnie przeceniony, jest ogromna masa spółek niesłusznie przewartościowanych, co może stwarzać znakomite możliwości dla tak zwanych łowców okazji. Kluczem do sukcesu będzie więc selektywne podejście do rynku, wyszukiwanie wspomnianych okazji oraz aktywne zarządzanie aktywami,

co w praktyce sprowadza się do zakupów po niskich cenach i sprzedaży tych walów, których rynkowe ceny osiągną interesujące nas poziomy. Osoby, które chciałyby niewielką część swoich środków ulokować w rozwiązaniach agresywnych powinny rozejrzeć się za funduszami, które będą potrafiły z okazji skorzystać. Warto więc zainteresować się rozwiązaniami, które taką właśnie strategię stosują w praktyce. Elementem znaczącym przy wyborze konkretnych funduszy będą też ich aktywa. Najlepsze będą te, które mają ich jeszcze stosunkowo niewiele, dzięki czemu zarządzający mogą pozwolić sobie na elastyczne nimi zarządzanie. Poniżej przedstawiamy krótką charakterystykę funduszu o selektywnym i aktywnym podejściu do inwestycji. Nazywa się zresztą bardzo adekwatnie do realizowanej filozofii inwestowania. QUERCUS Selektywny, jak głosi jego karta produktowa jest rozwiązaniem typu absolute return, czyli wyznacznikiem sukcesu nie jest pokonanie wzorca (jak to ma miejsce w funduszach benchmarkowych), ale dostarczenie inwestorowi ponadprzeciętnych zysków. Jego celem jest osiąganie dwucyfrowych zysków w ujęciu nominalnym. Stopa zwrotu nie powinna być wysoko skorelowana z indeksami giełdowymi, w tym z WIG. Na rynkach rozwiniętych tego typu produkty zaliczane są do kate-

Fundacja na rzecz dobrego inwestowania

ul. Mysia 5, 00 - 496 Warszawa, tel.: 22 596 53 12

gorii opportunity funds. Produkt ten jest odpowiedni dla inwestorów, którzy chcieliby inwestować w akcje, ale bardziej na zasadach wyszukiwania okazji (ograniczając w ten sposób poziom ryzyka), a nie inwestowania w akcje reprezentujące tzw. szeroki rynek (wysokie ryzyko). Fundusz realizuje swoją politykę inwestycyjną poprzez elastyczne lokowanie środków zarówno w akcje (od 0 do 100% aktywów), jak i instrumenty dłużne. W przypadku akcji aktywnie poszukiwane są okazje rynkowe. Z wieloletnich doświadczeń zarządzających wynika, że ponadprzeciętne stopy zwrotu można osiągać lokując środki m.in. w akcje spółek będących potencjalnie celem przejęć lub fuzji, rodzinnych, przeprowadzających pierwsze (IPO) i kolejne (SPO)

publiczne oferty akcji, które krótkoterminowo straciły na wartości po podaniu niekorzystnych informacji (distressed securities). Okazje są poszukiwane zarówno na GPW w Warszawie, giełdach Nowej Europy oraz innych rynkach zagranicznych. Warto podkreślić, że subfundusz powinien charakteryzować się lepszymi parametrami opisującymi relację zysku do ryzyka niż klasyczne fundusze akcji, zrównoważone czy stabilnego wzrostu. Na poparcie tej ostatniej tezy przedstawimy poniżej wykres ilustrujący zmianę wartości jednostek funduszu Quercus Selektywny w porównaniu do indeksu WIG, czyli indeksu obrazującego zachowanie się wszystkich spółek notowanych na naszej giełdzie. Jest to wykres w horyzoncie minionych 12 miesięcy:

Przebieg inwestycji 100 PLN w wybrane instrumenty

Jaki widać, zarządzającemu udał się trudna sztuka selekcji dobrych spółek do portfela i nawet w sytuacji silnych spadków, jak jesienią 2011 r. i na wiosnę bieżącego roku, udało się zachować stabilny przyrost jednostki uczestnictwa i wygenerować całkiem przyzwoitą roczną stopę zwrotu na poziomie prawie 10%. Poszukując rozwiązań agresywnych na rok 2013, z pewnością należy wziąć pod uwagę wyróżniony na powyższym wykresie fundusz. Pamiętajmy jednak, że jest to propozycja tylko dla inwestorów świadomych ryzyka, z jakim wiąże się inwestowanie w akcje czy fundusze akcyjne, bo z takim właśnie produktem mamy tutaj do czynienia.


16 / NASZE MIASTA

fot. Sylwia Nowicka

Po przygodę i wypoczynek na ostrowskie Piaski Ośrodek rekreacyjno-wypoczynkowy Piaski-Szczygliczka od kilku lat jest powodem do dumy i źródłem satysfakcji władz Miasta Ostrowa Wielkopolskiego, jak i jego mieszkańców.

Czas wolny na Piaskach – bo tak potocznie to miejsce nazywają ostrowianie - spędza kilka tysięcy osób. Rekordy padają w słoneczne, letnie weekendy, kiedy ośrodek odwiedza nawet kilkanaście tysięcy ludzi. A wszystko to za sprawą dobrze zainwestowanych środków, które władze miasta Ostrowa Wielkopolskiego pozyskały z funduszy europejskich oraz konsekwencji inwestycyjnej w zakresie kolejnych atrakcji. W pierwszej kolejności w ośrodku wybudowano system zasilania w czystą wodę, w oparciu o sieć studni głębinowych i naturalną filtrację. Dzięki temu znajdujący się na terenie Piasków sztuczny zalew jest zdatny do kąpieli, a tym samym w sezonie przyciąga sporą rzeszę plażowiczów. Ci do dyspozycji mają rozległą plażę z białym piaskiem oraz wszelkimi atrakcjami wodnymi.

Na plaży mieści się wypożyczalnia sprzętu wodnego. Są rowery wodne, kajaki i łódki. Niezmiennie od kilku lat ogromną popularnością cieszy się „Park Przygód” - park linowy, z czterema trasami, na których napotkać można szereg przeszkód m.in. mosty linowe, kładki, siatki, ruchome drabinki. Atrakcją jest także „Wieża Mocy” ze ścianką wspinaczkową oraz najdłuższy w Wielkopolsce zjazd tyrolski nad wodą, który dostarcza mnóstwa adrenaliny. Spacerowicze oraz rowerzyści mają także do swojej dyspozycji biegnącą wokół zalewu, wyłożoną kostką promenadę. - Ośrodek zmienił się nie do poznania, stał się bardziej przyjazny wypoczywającym i to zarówno rowerzystom, jak i spacerowiczom,

jeżdżącym na rolkach, rodzinom z małymi dziećmi, osobom starszym i tym, którzy chcą skorzystać z mocniejszych wrażeń i prawdziwego wysiłku z urządzeń w Parku Przygód - mówi Jarosław Urbaniak Prezydent Ostrowa Wielkopolskiego. Ze środków unijnych w ramach programu WRPO na lata 2007-2013 wybudowano dwa nowoczesne i bezpieczne place zabaw, z których przez cały rok chętnie korzystają rodzice z dziećmi. Jest także wielofunkcyjne boisko sportowe ze sztuczną nawierzchnią. Niewątpliwą atrakcją jest umiejscowiony na cyplu statek, który pełni funkcję punktu widokowego. Piaski to także bogata oferta gastronomiczna. Na terenie zalewu wybudowano tawernę, czynną cały

Oddział SKOK w Ostrowie Wlkp. Wszystkich mieszkańców Ostrowa Wielkopolskiego i okolic zachęcamy do skorzystania z oferty naszej Kasy! Punkt Kasowy SKOK Wołomin mieści się przy ul. Kolejowej 10/1A (wejście od pl. 23-go Stycznia).

Placówka otwarta jest od pon. do pt. w godz. 9.00 - 17.00. tel.: 62 730 78 10. Zapraszamy!

SKOK - jesteśmy blisko Ciebie

rok restaurację oraz bar. W ramach inwestycji powstał także budynek z toaletami i prysznicami. Nie zapomniano o małej architekturze - są ławki, kosze na śmieci oraz stojaki na rowery. fot. Wojciech Kempa

Piaski to nie tylko miejsce wypoczynku, ale i tętniące życiem centrum kulturalne, w którym odbywają się koncerty i festiwale. To tu ma miejsce Festiwal „Raggae na Piaskach”, a w tym roku debiutował festiwal muzyki klubowej „Tatarak”. Koncerty odbywają się na scenie, a w razie niepogody - w mogącym pomieścić nawet kilka tysięcy osób namiocie. Warto także wspomnieć o nagrodach, jakie w ostatnim czasie otrzymał obiekt. Piaski zostały wyróżnione m.in. w ramach konkursu Ministerstwa Rozwoju Regionalnego Polska Pięknieje - 7 cudów Funduszy Europejskich w 2011 r. Ośrodek jest stawiany jako przykład dobrego wykorzystania środków z Wielkopolskiego Programu Operacyjnego na lata 2007-2013 przez Komitet Monitorujący. Tekst i zdjęcia: Urząd Miasta w Ostrowie Wielkopolskim


Dobry Znak  

nr 20 (102)/ 2012 r. cz1

Advertisement
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you