Issuu on Google+

PRAWIE - BAJKI napisał: Brian Patten | przełożył: Piotr Sommer | zilustrowała: Diana Karpowicz

1


2


3


Dla Karen, która pytała o kwiaty.


5

PRAWIE- BAJKI


6


Jaka jest ta książka? Jest krótka i prosta. Czasem zabawna i przeważnie wesoła. To tylko

zmyślenie, bo dżungla, gdzie dzieją się te historie, nigdy nie została naprawdę odkryta. A o czym jest ta książka? O bardzo małym słoniu (mniej więcej pięciocentymetrowym z kawałkiem) i o kwiatku, który spaceruje, bo nie chce cały czas tkwić na tym samym miejscu. Dlaczego została napisana? Została napisana, bo nie istniały przedtem Plimkiplumki ani Ptaki Kaputki, ani Świnie Chodzące Boczkiem, ani Lasy Promieni Księżycowych. A teraz istnieją. Dla kogo została napisana? Dla dzieci, z nadzieją że przeczytają im ją rodzice i z nadzieją, że kiedy już będą umiały, przeczytają ją same. A dla jakich dzieci? Dla tych, które nie potrafią, i dla tych, które potrafią czytać, i dla tych, co czytać nie będą, a będą słuchać, i dla pewnej dziewczynki, która ma teraz pięć lat i mieszka w Winchester, i która chciała pewnego dnia pójść z kwiatem na spacer i spytała, dlaczego on nie może się poruszać. A teraz może, za każdym razem, gdy dziewczynka weźmie tę książkę do ręki.

7


10 14 18

24 28 8


9


10


W dżungli, która była prawie puszczą, I w puszczy, która była prawie lasem, Oraz w lesie, który był prawie ogrodem, Mieszkał sobie kiedyś Słoń i Kwiat, i Świnia, i Żyrafa oraz Ptak Kaputek. Była tam także Hiena, Plimkiplumek, i były również Małpy; i naturalnie był tam

brna Las Promieni Księżycowych i Sre z Mrówka, której śniła się cisza, ora

Rzeka, która opowiadała najniezwyklejsze historie.

11


12


Na pagórku w dżungli mieszkał sobie kiedyś pewien kwiat. Gdy był jeszcze bardzo

mały, wiatr poniósł go setki mil w głąb lasu. Tam, gdzie wylądował, nie było takich kwiatów. Jedynie on umiał naprawdę spacerować. I choć spotykał kwiaty drzew owocowych oraz lilie, to były one dużo starsze i zasiedziałe tutaj na dobre. Toteż go wkrótce znudziły. Chciały tylko rozmawiać i całymi dniami tkwić na tych samych gałęziach i w tych samych stawach. Kiedy kwiat proponował coś w rodzaju: – Może byśmy się przeszli? – spoglądały zgorszone i myślały sobie, że to bardzo dziwny kwiat. – Kwiaty nie biegają i nie bawią się – odpowiadały. Toteż kwiat, który umiał spacerować, wyrastał samotnie. I był sobie kiedyś słoń, nie większy niż kwiat. Jego mama była bardzo zakłopotana z powodu jego rozmiarów, więc ułożyła go na liściu i spuściła na wodę strumyka. „Bogowie dżungli zatroszczą się o niego” – pomyślała. Strumyk zamienił się w rzekę, a rzeka popłynęła niedaleko pagórka, na którym mieszkał kwiat. 13


14


gu rzeki, pijąc wodę. ze br a n ał st t ia w k Pewnego dnia ywał właśnie. pł ad n m ie on sł ze ć Liś

– Dzień dobry – powiedział kwiat, kiedy liść był już blisko. – Nie miałem pojęcia, że słonie żeglują na liściawch. – Zwykle tego nie robią – powiedział słoń. – Nawet bardzo małe słonie. Ale to nie ma nic do rzeczy. Nie jestem zbyt dobrym pływakiem, a liść zaczyna już tonąć. Pomógłbyś mi lepiej. – Z chęcią – rzekł kwiat i długą, cienką gałązką przyciągnął liść do brzegu strumyka. Słoń wygramolił się na brzeg. Stanął teraz szczęśliwy, że znowu ma pewny grunt pod nogami. Popatrzył dookoła na zieloną plątaninę drzew. – Wspaniałe miejsce – powiedział. – Czy mogę tu zostać? – No pewnie – odparł kwiat. – Możesz tu zostać tak długo, jak tylko zechcesz. I tak zostali przyjaciółmi. Zamieszkali razem na pagórku, żywiąc się jabłkami i tym podobnymi rzeczami. Słoń nie martwił się, że jest malutki, a kwiat śmiał się tylko, gdy stare kwiaty drzew owocowych oraz lilie mówiły mu, że zawsze powinien tkwić na tym samym miejscu.

15


16


W pewien letni wieczór kwiat i słoń usiedli sobie w dżungli i słuchali śpiewu słowika.

– Ta piosenka bardzo mnie usypia – powiedział kwiat. – Kiedy jej słucham, śnię o tym, jakiego mógłbym być koloru. Mógłbym być zielony jak trawa albo żółty jak słońce. Mógłbym być tak biały jak księżyc albo tak brązowy jak krokodyl, co mieszka na moczarach. Nawet różowy – jak flaming. Mógłbym... – Jesteś bardzo poetyczny – przerwał mu słoń, którego nie interesował specjalnie żaden kolor poza własnym miłym odcieniem brunatnej szarości. – A ty o czym marzysz? – zagadnął kwiat. – Chciałbym tylko być największym słoniem na świecie. Hiena, ukryta w gąszczu, słuchała tej rozmowy. Była to bardzo brzydka hiena, sama skóra i kości. „Zrobię im kawał” – pomyślała. I zawołała z buszu: – To nie słowik śpiewa, tylko sęp, głuptaki! I hiena zaśmiała się tak głośno, że zagłuszyła piosenkę słowika. – Kto to? – zapytał kwiat. Hiena nie odpowiedziała. Roześmiała się tylko na cały głos i całkiem zniszczyła piosenkę. Śmiała się tak głośno, że piosenka pokruszyła się o liście i umarła. Słowik bardzo się rozgniewał. – Widzę, że dżungla wyśmiewa się ze mnie – powiedział. – Pofrunę sobie w takie miejsce, gdzie się na mnie poznają. I odleciał. Leciał ponad drzewami i górami, oddalając się szybko od dżungli. „Już tam nie wrócę” – pomyślał. 17


Tymczasem w dżungli zapanowała cisza. – Teraz nie będę mógł śnić o różnych kolorach – powiedział kwiat. – Ani ja, że mógłbym być olbrzymim słoniem – rzekł słoń, który wpadł w złość i krzyknął w głąb dżungli: – Jesteś bardzo głupim stworzeniem, kimkolwiek jesteś! – Też coś – mruknęła hiena. – Moje dowcipy im się nie podobają. I chyłkiem wyczołgała się z krzaków nie chcąc, by tamci ją dostrzegli. „Po prostu nie rozumieją ich” – pomyślała. Całą noc włóczyła się po dżungli, budząc wszystkich i opowiadając im bardzo niedobre dowcipy, a kiedy nikt nie śmiał się z nich, musiała to robić sama. Znęcała się nad każdym najmniejszym stworzeniem, jakie tylko spotkała.

– to cię zjem. – Jeśli nie będziesz się śmiać – mówiła I wszystkie były tak przerażone, że tym bardziej nie mogły się śmiać. Więc je zjadała. W ten sposób wszystko, co żyło, trzymało się z dala od hieny. Nawet ptaki, których nie mogła dosięgnąć, przestawały śpiewać, kiedy przechodziła pod ich gniazdami. Stała się najbardziej nielubianym zwierzęciem w dżungli, ale wciąż nie przestawała się śmiać. – Ona się chyba śmieje z własnej głupoty – powiedział słoń. Ale kwiat nie był tego taki pewny. Lecz cokolwiek by powiedzieli, słowik nigdy do dżungli nie wrócił, a hiena tułała się odtąd samotnie, szukając kogoś, komu podobałyby się jej dowcipy.

18


19


20


- Dzień dobry – powiedział motyl.

– Dzień dobry – odparł kwiat. – Dawno cię nie widziałem. – Jak to: dawno? – spytał motyl. – Dopiero kilka godzin temu wyszedłem z mojego kokonu. – To znaczy, że jesteś kim innym? – zapytał kwiat. – Dziwne, wyglądasz zupełnie tak samo jak motyl, którego widziałem rok temu. – Wykluczone – rzekł motyl. – My, motyle, nie żyjemy zwykle tak długo. Życie motylka to krótka chwilka –w zacytował. – Żyję dopiero dwie godziny i o wszystkim wiem bardzo niewiele. – Więc na początek – powiedział kwiat – ja jestem kwiatem, a to mój przyjaciel słoń. – I wskazał na słonia, który spał pod pagórkiem. – Trzeba ci wiedzieć, że jest on najmniejszym słoniem na świecie. – Czy on już długo żyje? – spytał motyl. – Długo – odpowiedział kwiat. – Naprawdę? Dłużej niż dwa dni? – Oczywiście – odparł kwiat. – O wiele więcej niż dwa dni. – To on już pewnie dużo wie? – pytał dalej motyl. 21


Kwiat spojrzał na przyjaciela, który chrapał raczej donośnie. – Nie sądzę, żeby on naprawdę coś wiedział. A dlaczego pytasz? – Bo dopiero co się urodziłem i niedługie życie mnie czeka, a chciałbym się dowiedzieć o świecie, ile tylko się da – powiedział wszystko jednym tchem. – Też mi zmartwienie – rzekł słoń, którego właśnie obudziła paplanina motyla. – Ale wiedza może się przecież przydać – odparł motyl. – Zbyt miły mamy dziś dzień, żeby się włóczyć i zadawać głupie pytania – ziewnął słoń, po czym zasnął znowu, gdyż słońce było naprawdę gorące. Gdy się obudził, zapadł już prawie zmierzch. Kwiat opadł z sił i był bardzo znużony. Na jego płatkach siedział gadatliwy motyl, wciąż zadając pytania. – Jak duże jest drzewo? – Czy rzeka jest długa? – Dlaczego ćmy nie są piękne? – Kto zapalił słońce? – Dlaczego trawa nie jest różowa, lecz zielona? – Dlaczego robi się ciemno? – Gdyż to jest właśnie koniec wspaniałego dnia – odpowiedział słoń na ostatnie pytanie. Widząc, że kwiat już prawie śpi, motyl sfrunął na głowę słonia. – Wspaniały dzień? Wspaniały dzień? Nie zauważyłem go wcale. – A teraz nadchodzi noc, więc go przegapiłeś – powiedział słoń. – To dopiero! – wykrzyknął motyl. I odfrunął, nie mówiąc nawet dobranoc. Kiedy słoń i kwiat obudzili się następnego ranka, motyl już na nich czekał. – Wybacz – zwrócił się do słonia – ale zapomniałem spytać cię o coś wczoraj i całą noc nie dawało mi to spokoju, – Czyżby? – mruknął słoń. – A co to takiego?

22


23


– Zapomniałem cię spytać, co miałeś na myśli mówiąc „wspaniały dzień”. Wiem już wszystko o: małpach i wężach, o lwach i ptakach, kwiatach i deszczach, tygrysach i słoniach, o krzakach i liliach, o trawach i stawach, kałużach i rzekach, i innych rzeczach, ale – co to znaczy wspaniały dzień? – Dzisiaj mamy wspaniały dzień – powiedział słoń. – Podobnie jak wczoraj. – Naprawdę? Bardzo ci dziękuję – powiedział motyl. I zaczął zadawać coraz więcej pytań. Zadawał je przez cały dzień. Było tam jeszcze wiele innych motyli, lecz on nie zwracał na nie najmniejszej uwagi. Nie zważał na nic, co działo się dookoła. Zadał chyba z pięćset pytań, a kiedy nastał zmierzch, odfrunął znowu, z czego słoń i kwiat byli bardzo zadowoleni. – To najgłupszy motyl, jakiego kiedykolwiek widziałem – rzekł słoń. – Rzeczywiście, bardzo niemądry – stwierdził kwiat. – Zadaje tylko pytania i wcale nie ma ochoty się bawić. – Może bawi go właśnie zadawanie pytań – powiedział słoń. – Być może – odparł kwiat. – Ale motyle nie po to żyją, żeby się wałęsać i zadawać pytania. – Masz chyba rację – zgodził się słoń. – Myślisz, że on tutaj jutro wróci? – Wątpię – powiedział kwiat. – Motyle zwykle nie żyją długo. – Szkoda. Ostatnie dni były naprawdę wspaniałe. – Po czym obydwaj poszli spać. Tej nocy olbrzymie chmury zebrały się nad drzewami. Nazajutrz deszcz padał i padał, a motyl już nie powrócił.

24


25


Opracowanie graficzne i typograficzne:

Diana Karpowicz Redakcja:

-------------Produkcja:

--------------Biuro Literackie 2009

redakcyjna 26


27


28


29


30


Slon_i_kwiat