Issuu on Google+

Marek Magierowski:

Abradab:

Naszą siłą jest to, że potrafimy się różnić

Ludzie nie wiedzą czym jest hip-hop i jaką ma moc

nr 1 4(1 4)201 2

Witajcie na tym najlepszym ze światów Rozmowa z Adamem Nowakiem


W numerze: kulturoskopia

44

Z pamietnika kartek się nie wyrywa. Rozmowa Witajcie na tym najlepszym ze światów. z Rahimem. Rozmowa z Adamem Nowakiem.

kulturoskopia

144

Nie mam czasu Z pamietnika kartek na starzenie. się nie wyrywa. Rozmowa z Rahimem. Rozmowa z Abradabem.

polityzacja

244

Dziennikarstwo bez emocji nie przetrwa. Rozmowa z Markiem Magierowskim.

socjoliza Nauczyć Polaków uśmiechu. Z pamietnika kartek się nie wyrywa. Rozmowa Rozmowa z barmanem Szymonem Cieślą. z Rahimem.

284

Redaktor naczelny: Kuba Dobroszek Zespół: Jakub Cieśla, Mateusz Kuśmierek, Piotr Tomala, Michał Wróblewski, Aleksander Leszczyński Stali współpracownicy: Karolina Jaskólska Projekt graficzny: Jakub Cieśla Projekt okładki: Karolina Piskorz Zdjęcia członków redakcji: Adam Gutkowski Adres redakcji: ul. Dworska 7, 43-418 Pogwizdów, 602 644 053 redakcja@detalks.pl

2

www.detalks.pl


Dzień

witam dobry,

Trzy, dwa, jeden, start!

Kuśmierek

Leszczyński

KUŚMIEREK: Parafrazując tytuł naszego wywiadu z  Adamem Nowakiem „Witaj na łamach tego najlepszego z  dwutygodników”

związanych z  bujnym życiem studencko – towarzyskim.

przyjęty do tego elitarnego grona przyszłych wy-

grama napojów wyskokowych. I  między innymi

LESZCZYŃSKI: Tak! Bardzo się cieszę, że zostałem bitnych dziennikarzy i gwiazd rock’and rolla. A czy słyszałeś jak gorąco zostałem przyjęty przez naszego szanownego redaktora naczelnego?

Czyli dokładnie tak, jak zespół Raz Dwa Trzy,

przed koncertami i  próbami nie spożywają ani dlatego od dwudziestu lat są znakiem jakości samym w sobie.

Wiem nawet dlaczego, wcześniej mieliśmy kolegium i  świętowaliśmy twoje przyjęcie.

Swoją drogą najlepsze zespoły na polskiej scenie mają już jubileusze 20, a  nawet 30- lecia. Nie tylko Adam Nowak mówi o  potrzebie promowania młodych… Myślisz, że dinozaury znajdą godnych następców?

czynny udział w kolegiach?

ko na pomocy w nagraniu płyty…

Słyszałem, że nie ma się czym chwalić… Tak, nie poznał mnie na ulicy.

Czy do zakresu moich nowych obowiązków należy

Tak.

Na co dokładnie składają się kolegia?

Odpowiem Ci tak, jak Adam Nowak odpowiedział na pytanie o  strukturę piosenki. Kolegium Detalks.pl jest złożone z  kilku elementów, które są wobec siebie proporcjonalne. To w takim razie inne pytanie, czy proporcje są integralną częścią każdego kolegium?

Tak, ale sama idea promowania, nie opiera się tyl-

Dlatego Adam Nowak nigdy nie zostanie producentem….

Masz rację, bo wie że rola producenta polega przede wszystkim na wskazaniu właściwej drogi,

a nie na bezpośredniej ingerencji w materiał. A dla

pana Adama, jak sam to podkreślił, jest to zbyt duża odpowiedzialność.

Tak, proporcje wynoszą, w  zależności od materii, 40, albo 6, do upadłego.

Szczególnie, że każdy twórca musi przejść swoją krętą i  niełatwą drogę, o  której również opowiedział nam Adam Nowak.

25, 50 lub 100.

twórca, musi taką drogę przejść i  jest mi nie-

Dawkowanie? Jednostka?

Mililitry. Ale w  Detalks.pl, jak sama nazwa wskazuje, przed wywiadami jesteśmy wolni od wszelkich obciążeń

Myślę, że dobry dziennikarz tak samo jak dobry zmiernie przyjemnie, że ja swoją rozpoczynam w detalks.pl.

Tobie i  twojej wątrobie życzę wszystkiego dobrego.

www.detalks.pl

3


kulturoskopia

WITAJCIE NA TYM NAJLEPSZYM ZE ŚWIATÓW Kiedy poprosiliśmy Adama Nowaka o  udzielenie wywiadu, miał dwa zastrzeżenia: żadnych pytań o  nazwę zespołu i  o  życiorys. Mogliśmy zatem przejść do spraw poważniejszych, na przykład dlaczego nasz świat jest najwspanialszy i  jakie wymogi musi spełniać ten inny, podobno lepszy świat, żeby lider „Raz Dwa trzy” chciał się tam w  ogóle wybrać. Rozmawiali Mateusz Kuśmierek i  Aleksander Leszczyński ALEKSANDER LESZCZYŃSKI: We wszystkich mediach obraz przebiegu Pana kariery zamyka się w  stwierdzeniu „Od kelnera do… ADAM NOWAK: … do kopciuszka”

Leszczyński: Dokładnie, ale chodzi o  tę pierwszą część. Łatka kelnera przylgnęła na stałe, a  przecież wykonywał Pan masę innych zawodów, również, jak na artystę, egzotycznych...

Absolutnie. Ale należałoby o to zapytać tych, któ-

rzy chcą pytać. To właściwie nie jest pytanie do mnie. Bardziej do kilkunastu dziennikarzy, bo kie-

dy zaczęły się informacje na mój temat, zaczęli skrótowo wybierać pytania do rozmów, na zasa-

4

www.detalks.pl

dzie „ To, to, to i to, o, był kelnerem, szkoła zawo-

dowa, trzeba zapytać, bo to jest najciekawsze, że teraz jest artystą, a  był na tak zwanych nizinach społecznych, czyli w  zawodówce gastronomicznej”. Już nikogo nie interesuje, że rok byłem w  li-

ceum, ale mnie wyrzucili, bo byłem bezczelny w stosunku do pani od rosyjskiego, która była dy-

rektorem. Generalnie częstotliwość pytań o  mój

życiorys, pytań często wybiórczych zresztą, była tak duża, że przestałem już na nie odpowiadać.


bez mojego udziału.

MATEUSZ KUŚMIEREK: Powtarza Pan często, że muzyka nie może przeszkadzać słowu, że słowo jest najważniejsze…

Chodzi o coś innego. Piosenka jest złożona z kilku

w  samym utworze. Ale to jest nasza zabawa, usiłowanie ryzyka, żeby przesunąć środki ciężkości,

a  jednak nieustająco wracać do momentu, w  którym jednak jestem przekonany, że w dalszym ciągu wykonujemy piosenki.

elementów, które są wobec siebie proporcjonalne.

Leszczyński: Źródła mówią, że mocno inspirującą postacią dla Pana jest Peter Gabriel.

kama tekst, to trudno zrezygnować z pewnej wagi

lem. Bardzo lubię słuchać Petera Gabriela, chociaż

Jeżeli mamy do czynienia z  piosenką, a  piosenjaką ten tekst ze sobą niesie. Od początku przekazywania ustnego opowieści za pomocą tekstu,

nawet gdy ludzie improwizują, to i  tak posługują się słowem. W związku z tym w piosence ten element jest bardzo istotny i jeżeli na wierzch wysu-

ną się inne elementy, a  utwór nadal nazywa się piosenką, to wydaje mi się, że podstawy percepcji u słuchacza są zachwiane. Bo albo słucha historii,

której nośnikiem jest tekst, albo robi mu się psikusa

i  mąci

wygodę

odbioru

opowiadania.

W związku z tym tekst ma swoją istotną rolę, chociaż nie wszystko powinno mu być podporządkowane.

Historia tak zwanej „poezji śpiewanej”,

terminu, którego w  Polsce nie lubię, przedstawia

się słabo. Jeśli kładzie się nacisk tylko i  wyłącznie na tekst i  uważa się, że reszta jest nieważna, to wychodzą takie koszmarki po dziesięć, dwadzieścia, piętnaście, osiemdziesiąt, mówię o  czasie, kiedy artysta się pluje, nie wytrzymuje dykcyjnie,

oddechowo, rzyga już tym tekstem, a tak naprawdę po trzech minutach przestaje się go słuchać.

Kuśmierek: Czy zespołowi Raz Dwa Trzy na koncertach udaje się nie popaść w  drugą skrajność? Udaje wam się uniknąć zachwiania formy? Żywiołowy występ może wysunąć, przynajmniej w  oczach audytorium, inne elementy, przez szybką perkusję, dudniące nagłośnienie, rozrywkowy, taneczny wręcz nastrój… Czy dla odbiorcy tekst nie idzie wtedy w  cień muzycznego porywu? Nie stoję po stronie odbiorcy, tylko wykonawcy

i  nie wiem jak jest skonstruowane całe brzmienie zespołu z  przodu, ale mam zaufanie do akustyka.

Zdarza nam się, że żywiołowość występu zwiększa ilość elementów improwizacyjnych jeśli chodzi

o instrumenty i  jest ich więcej niż proporcji tekstu

Znowu się rozeszła informacja, że jest moim idonie wszystko co robi mi do końca odpowiada. Natomiast ucieszyłem się z  dość przewrotnej informacji, że dostał nagrodę szwedzkiego gremium,

taki rodzaj muzycznego Nobla, za „przedefiniowanie formuły piosenki ”, co mi się bardzo podobało,

bo on jak najbardziej trzyma się takiej klasycznej formuły

piosenki,

pomimo

tego,

że

dookoła,

w  warstwie aranżacyjnej, dzieją się tam rzeczy

niesamowite, które są owocem pracy z  wieloma ciekawymi ludźmi. Z  kolei to co zrobił na koncercie, zdaje się w  Mediolanie, który jest zarejestrowany

na

DVD,

to

jest

zjawisko

koncertowe

absolutnie niezwykłe i  dla nas niedostępne finan-

sowo, technicznie czy produkcyjnie. Ale warto

mieć jakiś cel w życiu i jeżeli miałbym naśladować kogoś jeśli chodzi o  produkcję koncertów, to naśladowałbym Petera Gabriela.

Kuśmierek: W  kwestionariuszu Prousta na pytanie „co daje sława?” Odpowiedział Pan „Nic”. Jest zatem różnica między sławą a  rozpoznawalnością? Jest ogromna i  myślę, że socjolodzy, czy psychologowie również się zgadzają, że jest różnica mię-

dzy byciem sławnym, czy popularnym, a  byciem słynnym na przykład. Można być słynnym z powo-

du jakiejś czynności, którą się wykonało, a można

być sławnym nie wiadomo z  jakiego powodu i można być popularnym, też nie wiadomo z jakie-

go powodu. Mamy aż nadto przykładów z  całego szeregu komunikatów medialnych, że popularni

i znani są ludzie, którzy na co dzień niespecjalnie muszą się czymś zajmować po to, żeby osiągnąć sukces medialny pod tytułem „jestem znany,

wszyscy wiedzą kim ja jestem, a  nie muszą wie-

dzieć co ja umiem i  co ja robię, wystarczy, że

www.detalks.pl

5

fot. Facebook - zespół Raz Dwa Trzy, Andrzej Świetlik

Moja biografia może spokojnie obrastać legendą


kulturoskopia mnie znają i  to mi przysparza apanaży material-

się w  sprawie Tybetu, Amnesty International, czy

Po własnych badaniach, czyli odczuciach, które mi

się krzywdzi ludzi należy się głos, który mówi

towarzyszą kiedy ludzie mnie rozpoznają określam siebie jako osobnika raczej popularnego i  zespół Raz Dwa Trzy jako raczej popularny. To z  tego względu, że nie wszędzie jesteśmy znani, z czego się cieszę, ale wystarczająco znani, żeby móc re-

klamować swój produkt jako zespół, który nie startuje od zera.

Kuśmierek: A  propos reklamowania produktu. Ukułem i  myślę, że nie tylko ja, teorię, że jest Pan pozytywistą…

Tak, ale nieobca jest mi również idea renesansu (śmiech). Ale to prawda.

Kuśmierek: Czyli wykorzystanie „raczej popularności” do celów takich jak mówienie głośno o  Amnesty International, czy o  Białorusi… Pytanie brzmi co solidarność w  Polsce okazana Tybetańczykom daje Tybetańczykom?

Tego nie wiemy, ale znając nieco sytuację Tybetańczyków wiem, że są narodem uciśnionym przez

molocha jakim są Chiny. Myślę, że każda mniej-

szość stanowi jedną z  podpór może nie danego narodu, ale na pewno danej kultury. Jeżeli ważni

przedstawiciele takiej kultury nie interesują się jedną z  podpór, to ta kultura przewróci się w  tę

Białorusi i  zrobiłem to, bo uważam, że tam gdzie „tam się krzywdzi ludzi”. Jeżeli nie będzie takiego głosu, ten, który krzywdzi będzie to robił bezkarnie.

Leszczyński: Co jest warunkiem stworzenia komunikatu, który dociera do szerokiego audytorium? Komunikatywność.

Leszczyński: A  mniej lapidarnie?

Pewne proporcje, o  które trzeba walczyć. Sami

wiemy z doświadczenia, że przekraczając czasowo utwór od czterech minut wzwyż trzeba się na-

prawdę napocić, żeby był przez siedem, czy osiem minut atrakcyjny dla słuchacza, chyba że się bardzo wierzy w jego zaufanie do kompozytora. Wtedy można to robić w  pewnym sensie bezkarnie.

W tym jest jakaś tajemnica, a jednocześnie nie ma tajemnicy. Bierze się do ręki instrument, komponuje się utwór również z  myślą o  wyobraźni słu-

chacza, nie tylko z  myślą o  spełnieniu własnego zamysłu dzieła. Przynajmniej ja tak robię, chociaż

są ludzie, którzy postępują inaczej i mają do tego

pełne prawo. Każda piosenka ma jednak pewien schemat. Czy użyjemy jednego refrenu, czy czte-

,,

nych”. I tak to się dzieje.

nie wiadomo. Są ludzie wrażliwi, którzy mówią

Mamy aż nadto przykładów z  całego szeregu komunikatów medialnych, że popularni i  znani są ludzie, którzy na co dzień niespecjalnie muszą się czymś zajmować po to, żeby osiągnąć sukces medialny.

śmy go do nas, dajmy mu coś” i  ja też myślę, że

razem jest to schemat i  ścisła matematyka. Jeśli

stronę i  będzie jej się trudno podnieść. Nie tylko

Tybetańczycy, czy Białorusini, ale też na przykład Niemcy, albo Czesi w  Polsce to są ludzie, którzy powinni asymilować się z  naszą kulturą a  my po-

winniśmy ich asymilować. Każdy nowy członek danej społeczności wnoszący do niej kulturę swojego narodu wzbogaca kulturę, w  której postanawia funkcjonować.

Za czasów komunizmu ściągało się do nas Arabów z Bliskiego Wschodu w trochę innym celu, ale dziś

ściąga się na przykład Afrykańczyków na studia,

sponsoruje się te wyjazdy, żeby… no tego nigdy „ponieważ on nie ma tam szans rozwoju, zaproto nie jest robione dla korzyści tylko z wrażliwości.

Ponieważ poproszono mnie, żebym wypowiedział

6

www.detalks.pl

rech zwrotek, czy nie będzie refrenu, za każdym się nie podporządkujemy temu schematowi i  wy-

skoczymy poza niego, to piosenka przestaje być


piosenką i  staje się utworem, który ma pretensje dla tego, że jest to jakaś ważna i niezwykła chwila

Kuśmierek: Zatem w  jakiej kondycji jest życie duchowe Polaków, skoro wystarczy, że znany artysta publicznie powie, że wierzy w  Boga, a  ludzie już widzą w  nim ambasadora wiary?

świadomość, że kiedy śpiewam piosenkę zrozu-

tylko dla tych, którzy próbują kogoś włożyć w  ja-

do czegoś wyższego… lub niższego. Ważne jest dla mnie, żebym wiedząc, że otwieram usta, nie

w  moim życiu, albo w  życiu innych, żebym miał miałe jest to, co śpiewam. To jest ta użyteczność,

którą lubię w  tak zwanej sztuce, w  tym wypadku u  nas, w  sztuce mniejszej. I  ta użyteczność mi bardzo odpowiada, bo bez komunikatywności człowiek się sam skazuje na zamknięcie w  pozorach artyzmu.

Kuśmierek: Ale nie zawsze Pan to robi. Taki śmiały zarzut. I bardzo dobrze.

Kuśmierek: "Nikt nikogo", "Trudno nie wierzyć w  nic", "Jutro możemy być szczęśliwi"… jasne, ludzie to mentalnie, intelektualnie „kupują”. Czy taka sama rzesza ludzi kupuje „Kto odchodzi w  białe noce”? Nie, absolutnie. Ale istnieje pokusa realizacji pew-

nego małego dzieła bez zwracania uwagi na to, co kto na ten temat pomyśli, idąc tylko za językiem. Dzisiaj też mnie niespecjalnie interesuje co ktoś

pomyśli o mnie i o tym co robię. Pewna część śro-

dowiska słysząc „Trudno nie wierzyć nic” uważa mnie za osobę, która poszła w  stronę odlotu reli-

gijnego, co jest całkowitą bzdurą. Ale ja nie będę się z  tego tłumaczył, bo to jest zarzut zupełnie nietrafiony i wynika z niezrozumienia tego, co na-

pisałem. Wolałbym się tłumaczyć z  „Kto odchodzi w  białe noce”, bo tam jest chyba trzynastozgło-

skowiec i takie cuda, które piosenka ostatkiem sił

dźwiga i  dostaje zadyszki, nie mówię już nawet o wykonawcy, ale o samej piosence. Miałem frajdę z  operowania

takim

językiem,

barokowością,

eklektyzmem językowym i  stylistycznym. Szukałem swojego języka. Musiałem napleść tyle słów

w poprzednich piosenkach, żeby móc dojść do takiej prostoty jaka się później objawiła.

Kuśmierek: Powiedział Pan o  „odlocie religijnym”, ale nie będziemy o  to pytać.

Nie pytajcie, bo nie mam pojęcia co to jest „odlot religijny”.

To jest kłopotliwy temat. Ale raczej nie dla mnie, kąś dziedzinę działalności społeczno – religijnej.

Okazało się, że wiele osób usłyszało i  przekazało

sobie mylną informację na temat płyty „Trudno nie wierzyć nic”. Płyta dotyka w pewien sposób spraw

duchowo – emocjonalnych. Ale poddaje też w wie-

lu wypadkach pod wątpliwość nasze postrzeganie wiary. Stosujemy wiarę instrumentalnie, bez refleksji. Nawet więcej, bez własnego, autonomicznego

zdania

na

temat

wiedzy

jaką

nam

przekazano od początku. A  jest to, śmiem twierdzić, wiedza schematyczno – obrazkowo – bezre-

fleksyjna, bo tak się wychowuje religijnie w Polsce i dlatego mamy dziewięćdziesiąt parę procent ka-

tolików w  naszym kraju, którzy bezrefleksyjnie podchodzą do tego, co robią. Uczciwsze jest osobiste i  permanentne zbuntowanie się przeciw Bo-

gu, niż dziewięćdziesięcioletnie uczęszczanie do kościoła bez refleksji. Bo, jeżeli nastąpi bunt, to balon pęknie i  coś się wydarzy, a  w  takim bezmyślnym sztafażu religijnym jest wielkie niebez-

pieczeństwo takiego różowego budyniu dobrego samopoczucia i  własnej ufności w  swoje możliwości wiary, a nie w łaskę od Pana Boga.

Nie jestem żadnym przewodnikiem duchowym.

Jestem tylko osobą, która mówi, ze jeżeli bardzo

wierzę, ale błędnie określam cel swojej wiary, to jestem głupi. Ja to również mówię do siebie. Jeżeli potrafię zaakceptować wszystko, co daje Pan Bóg,

to muszę spełnić wszystkie warunki jakie na mnie nakłada, a  ja nie umiem spełnić tych warunków. I o tym opowiadam. To jest proste.

Leszczyński: Śpiewa Pan o  wierze, ale i  o  wielu innych wartościach. Na przykład?

Leszczyński: Dużo jest o  przyjaźni.

No właśnie nie wiem, czy tam jest dużo o przyjaźni. Może trochę, nie zastanawiałem się nad tym.

Leszczyński: Każda interpretacja jest dobra.

www.detalks.pl

7


kulturoskopia No tak.

Nowak?

Tak, bo każdy ma prawo do swojej interpretacji.

które będzie zawierało trochę wierszy, a  trochę

Leszczyński: No właśnie.

Ale chciałem powiedzieć, że od dłuższego czasu

podejrzewano mnie, że w jakiś sposób zajmuję się apostołowaniem i  że zanoszę kaganek wiary do ludzi, którzy mają wątpliwości. Być może, ale to nie jest moim zamiarem. Jeżeli się na kogoś naj-

mniej nadaję, to na apostoła. Nie czuję w  sobie

misji przekazywania wiary. Nie piszę piosenek z  intencji teologicznych, tylko wątpliwości i  słabo-

ści Adama Nowaka. To nie jest żadna teologia, to

jest tylko i  wyłącznie to, w  jaki sposób chce się być uczciwym przed samym sobą, nic więcej. Je-

żeli ktoś mnie gdziekolwiek wciska, albo jeśli nie pada pytanie poszukujące prawdziwych intencji,

to ja przestaję się tym interesować, bo pogląd zaczyna żyć własnym życiem i  mnie to już nie obchodzi. Czy bym potwierdził, czy bym zaprzeczył, nie miałoby to żadnego znaczenia.

Leszczyński: Jedyną formą oficjalnej działalności jest połączenie tekstu i  muzyki. Zaistnieje sytuacja rezygnacji z  tego drugiego? Odbędzie się teraz coś takiego, ale to nie będzie jeszcze taki debiut, o który sam bym siebie podejrzewał i  który chciałbym, żeby kiedyś nastąpił.

Ja trochę celowo mieszam w  tym wydawnictwie,

piosenek, bo chcę uniknąć gęby poety. Jako zespół i  tak jesteśmy podejrzani o  wykonywanie poezji śpiewanej, z  czym sobie nie radzę. My przecież

śpiewamy piosenki. Dwadzieścia dwa lata temu powstał zespół, z którym jestem mentalnie bardzo związany. Faktem jest, że brakuje mi przestrzeni,

w  której mógłbym spotkać się sam z  publiczno-

ścią, ale na razie zbieram do tego materiał. Nie jest to łatwe, bo nie mogą to być piosenki zespołu Raz Dwa Trzy, może z kilkoma wyjątkami. Piosenki

są stworzone na zespół i jeżeli zabierze się im całą warstwę aranżacyjną, która buduje napięcie, to

się okaże, że utwór ma trzy zwrotki, dwa refreny

i piosenka się kończy po półtorej minuty. Więc jest zupełnie inne podejście do wykonania piosenki

z  zespołem, a  z  kolei zupełnie innym rodzajem myślenia trzeba się posługiwać jeśli się chce samotnie wykonywać utwór i stworzyć przy tym od-

powiednie, inne napięcie. Przygotowuję się do tego, praca wre, powoli, acz systematycznie, czyli zgodnie z  ideą pozytywizmu, codziennie po trochę, a nie wszystko naraz.

powiedzmy wierszy i  kilku tekstów z  płyty „Ską-

Leszczyński: Wspomniał Pan o  początkach zespołu… Pan otwarcie mówi, że jest Adam Nowak – lider i  zespół…

rają się przynajmniej o  podejrzenie o  pewną

jest, dlatego że innym rygorom podlega ten, który

Będzie to kompilacja tekstów niepublikowanych,

Dokąd”, ponieważ myślę, że w  jakiś sposób ocielirykę. Mało tego, dodatkiem będzie płyta… audio-

book… czyli dźwiękopłyta, czy… szukamy polskiej nazwy nieustająco… dźwiękogracz? W każdym ra-

zie te wiersze będzie czytała moja żona i  mam nadzieję, że to będzie jakaś atrakcja, że nie tylko

ta przestrzeń słowna, pusta, czarny druk i  biała kartka papieru, ale również głos osoby niezwiązanej ze śpiewaniem piosenek, ale za pomocą interpretacji

nadającej

innej

przestrzeni

tekstom,

których część jest na co dzień śpiewana, a  część nigdy nie ujrzała światła dziennego.

Kuśmierek: Pójdzie Pan swoją drogą? Niejednokrotnie słyszy się pogłoski, że będzie Pan próbował działać w  pojedynkę. Będzie Obywatel Adam

8

www.detalks.pl

Tego podziału pozornie nie ma i trochę ten podział śpiewa piosenki, a  innym ten, który tylko gra. Gi-

tarzysta, perkusista, albo basista może tydzień pić

i  tydzień nie spać i  chociaż będzie szurał nosem po ziemi, to zagra swoje dźwięki. Wokalista choć-

by nie wiem co robił, jak się nie wyśpi przez dwa dni, to trzeciego dnia nie zaśpiewa. Zatem,

w  pewnym sensie przysługują mi jakieś większe prawa, ale to ze względu na czynności, które wykonuję, a  nie dlatego, że nazywam się Adam No-

wak i jestem bardziej znany. Doszliśmy zresztą do wniosku, że grupowe wywiady, których kiedyś

udzielaliśmy są nie do zniesienia. Wszyscy czekają na to, co ja powiem, ponieważ piszę teksty, a  ja ustępuję pola, żeby koledzy mogli coś powiedzieć


i  sytuacja jest całkowicie sztuczna. Koledzy są

pewnego

dam się, bo chcę żeby oni zabierali głos, ponieważ

prawdę poważną ilość dźwięków, które każdora-

oni rzadziej zabierają głos. Naturalnie sytuacja tak się ułożyła, że najczęściej ja udzielam wywiadów,

bo opowiadam o  tekstach, które napisałem. Trud-

niej przecież mówić o muzyce. Tak naprawdę musi

być jedna twarz zespołu, to zostało stwierdzone komercyjnie, przez dziesiątki lat. Trudno nieusta-

jąco przedstawiać cały zespół. Wyjątkiem byli Stonesi i Beatlesi.

Kuśmierek: Lidera kreuje też frekwencja pojawiania się w  mediach…

Również, ilość pokazań twarzy… od tego się nie ucieknie. Jeżeli ktoś umie zaakceptować tę sytu-

ację wiedząc, że lider nie buduje swojej pozycji po to, żeby któregoś dnia sprytnie odejść i  powiedzieć „wywiozłem się na was” to można funkcjo-

nować. Wydaje mi się, że przez dwadzieścia dwa

instrumentalnego,

potrafi

przez przeszło dwadzieścia pięć lat wyściubić na-

zowo, na każdej płycie mają inną ideę i  to jest bardzo fajne. To są w  ogóle uniwersalni, świetni muzycy, wirtuozi, każdy z  nich jest liderem. Woj-

,,

skrępowani moją obecnością, a  ja nie wypowia-

minimum

Tak naprawdę musi być jedna twarz zespołu, to zostało stwierdzone komercyjnie, przez dziesiątki lat. Trudno nieustająco przedstawiać cały zespół. Wyjątkiem byli Stonesi i  Beatlesi.

lata udało mi się kolegów utwierdzić w  przekona-

tek, świętej pamięci Stopa, który został niestety

żeby zbudować swoją pozycję, tylko żeby być

kompozytorem, Karim robi swoje rzeczy… świet-

niu, że ja nie po to spotykam się z dziennikarzami, godnym przedstawicielem zespołu.

Kuśmierek: A  to było tak, że spotkaliście się i  powiedział Pan „chłopaki zakładamy zespół” i  automatycznie stał się Pan liderem, czy zaczęliście grać, a  Pan zaczął pisać teksty i  pozycja zmieniła się w  trakcie?

Byłem „intencjonalistą”. Intencjonalista to jest ktoś, kto ma intencje. Poszedłem na studia ucie-

kając przed wojskiem, byłem w  kabarecie, co w pewnym momencie przestało mnie interesować. Odchodząc stamtąd wiedziałem, że chcę robić coś

wezwany przez instancję wyższą, Mateusz jest ny, zakolegowany z  nami zespół. Wojtek był pro-

ducentem naszych dwóch płyt… to były w  ogóle świetne spotkania, dużo się nauczyliśmy. Pamiętajcie o  tym, że my byliśmy zespołem, który bar-

dzo niewiele umiał na początku. To co robiliśmy było intuicyjne, poszukiwaliśmy własnego języka,

popełnialiśmy mnóstwo błędów, ale mieliśmy wspólną ideę z zespołem Voo Voo, żeby za pomo-

cą minimalnych środków przekazywać maksimum tego, co się chce powiedzieć ludziom.

swojego. Miałem kilka piosenek, które grałem po

Kuśmierek: Ale Pan Waglewski był waszym aniołem stróżem?

paków po kolei, czyli byłem osobą, która brała ko-

już dwie płyty. Wojtek został producentem na pro-

namiotach, obozach i tak dalej i wyciągałem chło-

goś za kołnierz i  mówiła zagraj mi to i  to. Ale nie chcę się nazywać twórcą zespołu. Zrobiliśmy to we trzech.

Kuśmierek: Skoro o  genezie… Wojciech Waglewski to…

Wojciech Waglewski to jest znany nam delikwent, który jest podejrzany o granie na gitarze. Świetny,

nieustająco poszukujący artysta, który w  obrębie

Nie. Spotkaliśmy się w 1994 roku mając na koncie pozycję Martyny Jakubowicz, która była wtedy bardzo uznawana przez pewną firmę wydawniczą,

bo sprzedała dużo płyt i ta firma cieszyła się z te-

go nie wkładając w  to energii. Sprawa się działa siłą inercji wykorzystując wieloletnią obecność

Martyny na polskiej scenie. To był jej pomysł, żeby ktoś wyprodukował naszą płytę, bo uznała, że całkiem nieźle sobie radzimy, ale brakuje nam jakiejś

www.detalks.pl

9


kulturoskopia osi. Osi w  postaci kogoś, kto powie „Spróbujcie uznać, że dźwiękiem nie jest tylko to do czego dojdziesz, ale również to od czego zaczynasz”. I spotkała nas z kimś takim.

Kuśmierek: Wojciech Waglewski, Tymon Tymański, Kayah, świętej pamięci Grzegorz Ciechowski… w  pewnym momencie powiedzieli, że trzeba pomóc młodym, nowym, zdolnym i  Adam Nowak, który mówi, że trzeba pomóc młodym, nowym, zdolnym… będzie Pan producentem?

Gdybym miał być producentem, to tylko w kwestii

mentalnej. Oczywiście, niektóre rzeczy mógłbym pokazać, zaaranżować, wysyłam kolegom moje pomysły, sam nagrywam różne instrumenty… ale nie dążę do tej roli. Dla mnie to jest za duża odpowiedzialność. Wojtek o  tym trafnie powiedział,

że dobry jest ten producent (niekoniecznie dla fir-

my wydawniczej, ale dla artysty na pewno), który pracuje nad sposobem myślenia i  postawą artysty, a  nie nad jego dźwiękami. I  to nie jest manipulacja. Chodzi o  to, żeby za pomocą rozmów,

opowieści o  niezwykłym świecie muzyki, czy lite-

ratury spowodować, żeby ktoś uwierzył, że to, co robi jest ważne dla innych ludzi i że ta jego, jedy-

na na świecie, indywidualna opowieść różniąca się barwą, doborem słów, umiejętnością składania

tych słów jest wyjątkowa i  że, jeżeli będzie miał ciekawą opowieść, zawsze znajdą się ludzie, którzy będą tego słuchali.

Jeżeli miałbym być producentem, to w  taki spo-

sób, żeby nie produkować gwiazdy, która zrobi karierę, tylko wspomóc kogoś w  jego poszukiwa-

niu. Producent kojarzy się z osobą, która prowadzi

ludzi trochę na skróty i  wie więcej. Na przykład przychodzi zespół do studia i  mocno perswazyjny producent mówi ty będziesz grał to, ty to, a  ty to i ci młodzi ludzie siadają, grają i kiedy zauważają,

że im się wszystko klei, mówią „Tak, ten facet ma

naprawdę rację, to jest to, on w  to trafił!” A  tu w ogóle nie o to chodzi. To nie on ma trafiać, tylko oni mają znaleźć.

Kuśmierek: Droga Raz Dwa Trzy była długa i  kręta, a  wiele mamy dzisiaj gwiazd, które idą absolutnym skrótem. Powiedział Pan, że artysta, który

10

www.detalks.pl

nie wykorzystuje swojego talentu jest odpowiedzialny za swój upadek. Czy zbyt wcześnie, zbyt szybko, nie w  miarę i  jeszcze nie w  porę zdobyta popularność, czy sława sprawia, że artysta upada? Może nawet zanim stanie się artystą? Można to porównać do sytuacji muzyków klasycz-

nych. Mamy na przykład do czynienia z  osobą

kształtowaną muzycznie od dziecka, ale zanim ktoś ją zgłosi na konkurs chopinowski mija co naj-

mniej dwadzieścia lat. I  te dwadzieścia lat to jest codzienne, kilkugodzinne ćwiczenie bez kontaktu ze światem zewnętrznym i  klaustrofobia muzyki klasycznej, zamknięcie umysłu, serca, emocji,

skupienie się tylko na jednym. Przygotowuje się tę osobę do jakiegoś celu. Jeżeli jest uzdolniona

pewne trudności może przejdzie szybciej, lub mniej dotkliwie. Nie puszcza się na konkurs chopi-

nowski przed osiągnięciem pewnego wieku. Jest jedno ale. Wygrywając taki konkurs zyskuje się od razu światowy rozgłos. To jest przykład, nie chcę,

żeby konkurs chopinowski był główną osią mojej wypowiedzi, ale chodzi o  kwestię przygotowania.

Jeżeli się weźmie szesnasto czy siedemnastolet-

niego rodzynka, czy rodzynkę, która od Pana Boga dostała niezwykły głos, nie pisze jednak piosenek,

ani nie komponuje i  wsadza się ją w  coś o  czym jakiś producent pomyślał na zasadzie „ona w tym świetnie wypadnie”. Ona wchodzi na scenę po tysiąckrotnym puszczeniu nagranej przez nią pio-

senki w  radiu. Piosenka jest przebojowa i  nie niesie treści tego rodzynka, tylko treść kogoś zu-

pełnie innego. I ten rodzynek, marząc o tym, żeby śpiewać z tygodnia na tydzień staje się na warunki polskie mega gwiazdą, nastolatki za nim szale-

ją, biegają za nim, ludzie z  branży chodzą i  poklepują go po plecach… Na Boga, nie można się od tego uwolnić mając szesnaście, dwadzie-

ścia lat. To jest kamień milowy życiorysu i  bardzo wielu ludzi o  ten kamień się po prostu potyka.

A  ten kamień nie jest osią działania, nie stanowi punktu odniesienia, jest rzucony pod nogi, potykają się, upadają i znikają bezpowrotnie. A szkoda,

bo gdyby poszukiwali swojego języka, poświęciliby więcej czasu, ale zbudowaliby własną autono-


Kuśmierek: Ma Pan jakiś przykład kogoś, kto ostatnio zbudował?

Tak, chociaż nie powiedziałbym „ostatnio”. Nazywa się Adam Strug. To nie jest człowiek popularny.

Natomiast to, co zrobił z  brzmieniem polskiej pie-

śni ludowej, czy religijnej jest dla mnie przeżyciem metafizycznym. I  on to buduje przez dwadzieścia lat. Mam nadzieję, że o nim będzie bardzo głośno, jeżeli dostanie szansę od mądrych ludzi z  domów płytowych. Kiedy się zauważy, że to jest wartość,

która trwa, on nie śpiewa piosenek, tylko przeka-

zuje ciągłość kultury pieśni ludowej i  nikogo nie naśladuje, tylko jest sobą. To jest coś, co w  świecie muzyki popularnej jest kompletnie niedostępne…

Kuśmierek: I  skazane na niszowość?

W  pewnym sensie tak, ale tego nigdy nie wiadomo. Wolę mieć do czynienia z  własnym prawdzi-

wym przeżyciem, czy nawet złudzeniem własnego

przeżycia słuchając Adama Struga, niż być Panem Cogito, który słucha, jak mówił Herbert „Oszalałej pieśni miłosnej granej na czerwonym gardle”.

Leszczyński: Świetnie zaanonsował Pan kolejne pytanie. Zmierzył się Pan z  Herbertem… Ja nie, Karim, ja tylko śpiewałem.

Kuśmierek: Co nie jest jednoznaczne?

Nie, dlatego że Karim Martusewicz był pomysłodawcą tej płyty. Odbyliśmy kilka ważnych rozmów na ten temat zanim w  ogóle nagrano dźwięki.

Zgłosiłem wtedy w kierunku tego typu działalności wiele wątpliwości. Na początku było mi trudno zaakceptować taką formułę śpiewania Herberta. Ale, jak później Marcin Pospieszalski fajnie zauważył, że płyta ma wymiar, w  warstwie brzmieniowej,

z  czasu egzystencjalnego muzyki czyli czterdzieste, pięćdziesiąte lata. I  te brzmienia są jak naj-

bardziej adekwatne i  do młodości Herberta i  do

To już nie jest jej rytm, to nie jest jej puls, to na-

rzucona melodia, to inna myśl, innej osoby, która tak a  nie inaczej ubiera słowa, które zawierają wszystko, ubiera w  coś innego. Tutaj Karim ryzy-

kował, a  ponieważ ja lubię ryzyko, przystałem na

śpiewanie dwóch wierszy Herberta. Cieszyłem się z  takiego podejścia i  z  takiej estetyki, dlatego że Herbert był kojarzony w Polsce jako poeta, którego

,,

miczną tożsamość.

W  przypadku Raz Dwa Trzy jest tak, że ludzie mówią „to wszystko nam pasuje do siebie” i  wiedzą, że nie ma żadnego producenta, czy managera, który nam to wymyślał, tylko jesteśmy tacy a  nie inni, bo tacy jesteśmy.

wiersze jeżeli już śpiewane, to w  taki sposób, że ważyły cztery tony. A  nawet sam Herbert nie mó-

wił tak swoich wierszy. One były bardzo gęste i  bardzo mocne w  wyrazie, ale nigdy nie ważyły czterech ton. Karim wykonał dobrą pracę zmienia-

jąc ciężar gatunkowy tej poezji. To jest jego wielka

zasługa, aczkolwiek płyta nie sprzedała się w  tak wielkiej ilości egzemplarzy, żeby ludzkość to od-

czuła. Niemniej dobrze, że poszedł taki sygnał, że

„tak” można. Karim opowiadał o  tym, jak dzwonił do wykonawcy do Nowego Jorku i  pytał, czy nie wziąłby udziału w nagraniu płyty z wierszami Her-

berta, bo Herbert to jest taki poeta… na co muzyk z  Nowego Jorku przerywa i  mówi: ja wiem kto to jest Herbert, nie tłumacz mi.

Herberta dobre. Niebezpieczeństwo tkwi w  tym,

Kuśmierek: „Dziękuję za wypowiedź” to raz, ale także „Profesorski” sposób mówienia ze sceny nawet o  rzeczach prostych… Jest to bardzo pozytywnie odbierane, ale przecież teraz rozmawiamy inaczej… charakteryzujecie się?

inny wymiar, ale traci swoją prawdziwą gęstość.

się odróżnić, a nie zakładać złotych płaszczy i ma-

egzystencjalizmu i  do całego Paryża, który był w tamtych czasach owładnięty nie wiadomo czym.

W  związku z  tym to jest kameralne, co jest dla że poezja traci ciężar kiedy jest śpiewana. Zyskuje

Lubię urocze drobiazgi. Wymyśliliśmy kiedyś, żeby

www.detalks.pl

11


kulturoskopia lować włosów na złoto, że wychodzę na scenę bez

skarpet, albo koledzy na przykład mieli jedną

turalny.

brania, bo ja w ogóle chodzę bez skarpet. To były

Kuśmierek: Raz jeszcze odwołam się do Prousta. Na pytanie: Jak chciałbym być zapamiętany? – Odpowiedział Pan: Jako ktoś, kogo się znało….

świetnie się sprawdzały jako pewien symbol od-

każdy ma jakiś pomysł na to w jaki sposób przejść

skarpetę dla dowcipu. Ale to nie był rodzaj prze-

urocze drobiazgi, które w kameralnych warunkach rębności, efektu scenicznego, a  jednocześnie nie

było żadnej wartości dodanej. Byliśmy tym, kim jesteśmy, ubrani w  to, w  czym wyszlibyśmy na ulicę. Najwyżej wzbudzilibyśmy zainteresowanie,

że idzie facet w butach bez skarpet. Ale co to jest w  2012 roku facet bez skarpet? Ludzie zakładają czterdzieści peruk, na to okręt i jeszcze bitą śmie-

tanę, to rozumiem, że w  taki sposób się zwraca

uwagę. Ja jestem całkowicie archaiczny w  tym i  wolę tę archaiczność, bo ona mnie niczego nie pozbawia. Jestem absolutnie klasycznym wyko-

nawcą piosenki. Nie uzurpowałem sobie nigdy

,,

Jeżeli to, co Pan Bóg dał ludziom tutaj, na ziemi nie jest obietnicą czegoś jeszcze gęstszego co jest tam… To ja nie chcę tam iść.

prawa do żadnej awangardy. Ja umiem to, co

umiem i  jeżeli ta odrębność, inność i  autonomia

jest akceptowana, to jest to bardzo dobry sygnał dla wszystkich wykonawców, że więcej nie trzeba.

Lech Janerka tak ma, Wojtek Waglewski… no Wojtek lubi warszawski Stuff…. ale to jest jego spra-

wa, zresztą człowiek na scenie ma prawo do wszystkiego, do czego ma prawo, czyli nie jest za-

kazane. Może śpiewać na głowie i  na uszach, to

Boję się takich pytań, ponieważ one sugerują, że do historii, ale przez to małe „h”. Do historii nie dlatego, że ja planuję, że jeśli skoczę z księżyca to ludzkość zapamiętają mnie jako faceta, który wykonał coś naprawdę wielkiego.

Ja mógłbym więcej i lepiej, ale jestem tatą czwórki dzieci i ja wolę przejść do historii jako tato czwórki dzieci niż jako znany artysta Adam Nowak. Pew-

nie, jeżeli pozostaną po nas piosenki, to właściwie moje zadanie w  pewien sposób zostanie zrealizo-

wane. Bo jeśli część naszej twórczości będzie żyła wśród ludzi i  oni będą te piosenki śpiewali, to to

jest wszystko, co jest dla kompozytora piosenek dostępne. Oczywiście zostaje jeszcze legenda, czy umarł młodo i  tak dalej, ale ja się nigdy nie pisa-

łem do żadnego klubu 28 i kompletnie mnie to nie interesuje. Uważam, że jeśli ktoś chce wykonywać swoje zajęcie i chce dawać coś innym, to nie może przez to, że sam sobie zabiera, również zabie-

rać innym. Bo wszyscy ci ludzie, którzy do tego

nieszczęsnego klubu 28 należą, najpierw sobie coś zabrali. Świadomie bądź nie, nie znam ich, nie

jestem psychoterapeutą. Ale jeżeli się człowiek toczy z powodu swoich słabości i nie ma nad nimi kontroli, to najpierw zabiera sobie wolność. A skoro człowiek zabiera sobie wolność, to co on na Bo-

ga ma do przekazania innym, oprócz może estetyki? Chyba tylko przykład tego, czego nie ro-

bić. Być może to jest ważny sygnał, ale czemu trafia na utalentowanych?

steśmy tacy, a nie inni, bo tacy jesteśmy. I to nie

Leszczyński: Mówi się, że dzisiejsza młodzież niczego nie szanuje i  nie wyznaje większych wartości… Kuśmierek: A  tu idziemy na koncert Raz Dwa Trzy i  trzy czwarte audytorium to młodzież. Wierzy Pan w  młodzież?

szuli na scenę, tylko dlatego, że wszystko się

nie szanuje” jest wypowiadane przez starych pry-

jest jego wybór. W  przypadku Raz Dwa Trzy jest tak, że ludzie mówią „to wszystko nam pasuje do siebie” i  wiedzą, że nie ma żadnego producenta,

czy managera, który nam to wymyślał, tylko jedlatego, że wychodzimy w jeansach i obdartej koskłada na całość naszej prezentacji w  sposób na-

12

www.detalks.pl

Zdanie pod tytułem „Dzisiejsza młodzież niczego

ków, którym się nie chce niczego dawać młodym


ludziom, bo nie potrafią stworzyć nici porozumie-

więtnaście lat i idzie na studia, mogę podejrzewać

rzałej osobie są tak duże, że przesłaniają to, że

chodzi o to, czy ona przeniesie wartości rodzinne,

nia. A  to dlatego, że zbudowane wartości w  dojktoś może nie dostrzegać tych wartości.

Kuśmierek: Czyli są w  sumie małe?

Nie, one może i są duże. Tylko, że w tych wszystkich wartościach jest bardzo potrzebna pokora, komunikatywność i sympatia w stosunku do ludzi,

którzy są na początku życia i  muszą popełniać

błędy, są bezczelni, mają egzaltowane poczucie sprawiedliwości i  tak dalej… to jest pakiet, który należy do wieku. Jeżeli się umie zainteresować czymkolwiek młodego człowieka, nie wiem, śrub-

ką, gitarą, samolotem, grą w piłkę, to młodzież się

o  to, że są wartości, które przeniesie. Wcale nie bo rodzina jest od przechowywania wartości, które przetrwają tę rodzinę. Jeśli mówię o  uczciwości,

życzliwości, pokorze, to owszem ma to związek z  wiarą, ale jest to też niezależne od wiary. Jeśli ona dokona wyboru i  powie mi „tato, ja nie wierzę”, to nadal pozostanie dla mnie moją córką, je-

śli pójdzie do więzienia, też będzie moją córką i ja

pokornie zawsze do niej pójdę i będę jej mówił, że wspomogę ją we wszystkim, żeby nie zrobiła aż tylu błędów. A swoje i tak musi zrobić.

w  pełni, absolutnie oddają zajęciu, jeśli uwierzą,

Kuśmierek: Nasz wywiad nazwaliśmy „Witajcie na tym najlepszym ze światów” Może być?

rytety” nie boję się tego tak nazwać, nie potrafią

Kuśmierek: Ale Adam Nowak pożyczył…

że to ma sens. Najgorzej jeśli „stare pryki - auto-

przekazać tego napięcia. Bez względu czy młody człowiek jest patriotą, czy katolikiem, to nie waż-

ne. On ma w 2012 roku znaleźć cel i autorytet nie jest od tego, żeby wygłaszać jak się znajduje cel,

tylko żeby mu pomóc ten cel znaleźć. A  pomaga mu wtedy, kiedy mówi „ja przeszedłem tę samą drogę, też miałem egzaltowane poczucie sprawie-

dliwości, chciałem zawalić cały świat, bo nic mi się nie podobało, uważałem, że po trzydziestce wszy-

scy nadają się do grobu”. Ja lubię młodzież, ale bezwzględnie nie zrezygnuję z  pewnych wymo-

gów, o których wiem, że jeżeli się człowiek do nich

zastosuje, to nie tyle daleko zajdzie, co będzie mógł spojrzeć na swój życiorys wstecz i  powiedzieć „udało mi się nie popełnić aż tylu błędów”.

Leszczyński: Mama mi kiedyś mówiła, że etap dojrzewania jest mniej więcej taki: na początku, jak jest się małym, to dziecko jest zapatrzone w  rodziców. Później jest okres buntu, rodzice są źli…

Po Wolterze…

Tak, ponieważ mi się to zdanie strasznie podoba,

bo jest przekorne wobec poglądu, że najlepszy

świat to ten, który nastąpi po naszej śmierci. Że tam jest najlepszy ze światów. Ale skoro nie znamy tego świata i… wersja dla wierzących jest ta-

ka, że jak przylgniemy do Pana Boga to będzie dla nas najlepszy czas, a  właściwie bezczas. A  ja py-

tam: czy tam będzie rano kawa? Czy tam będą te zapachy, które ja uwielbiam? Bo jeśli tam nie bę-

dzie tych zapachów, to dla mnie wcale nie będzie najlepszy ze światów. Jeżeli to, co Pan Bóg dał ludziom tutaj, na ziemi nie jest obietnicą czegoś

jeszcze gęstszego co jest tam… To ja nie chcę tam iść.

Leszczyński i  Kuśmierek: Dziękujemy za wypowiedź.

Jeszcze nauczycielka w pierwszej klasie jest…

Leszczyński: Tak, ale w  ogóle dorośli są źli i  nic nie wiedzą, a  później jak się ma te dwadzieścia parę lat, to się przychodzi do rodziców i  mówi: Przepraszam, mieliście rację.

To jest ta pozytywna wersja wydarzeń, bo są różne napięcia tych okresów. Moją córkę, która ma dzie-

www.detalks.pl

13


kulturoskopia

NIE MAM CZASU NA STARZENIE

Bo z  hip-hopem jest jak z  tatuażem. Łączysz się z  nim na całe życie. Na dobre i  na złe. A  ludzie mogą sobie gadać. Skazany na hip-hop - Abradab Rozmawiał Piotr Tomala

14

www.detalks.pl

fot. Bartosz Maz


PIOTR TOMALA: Dla wielu nie byłoby polskiego hip-hopu bez Kalibra44. Myślisz, że mimo pięciu solowych płyt na swoim koncie, wciąż jesteś postrzegany jako Abradab z  K44?

ABRADAB: Wydaje mi się, że dla wielu ludzi za-

to po prostu dobra muzyka. Hip-hopowcy są często inteligentni, wykształceni, mają mądrość ży-

ciową i  robią wartościowe rzeczy. Wiek tutaj ma drugorzędne znaczenie.

lenia. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że wie-

No tak, ale czy potrafisz sobie wyobrazić 60-letniego rapera na scenie? Myślę, że publika i  w  ogóle społeczeństwo kogoś takiego by nie przyjęło.

hip-hopu znacznie później, może K44 nie kojarzyć.

hip-hopowcy,

wsze pozostanę Abradabem z  Kalibra44, bo jest on mocno zakorzeniony w młodości mojego poko-

lu młodszych odbiorców, którzy zaczynali słuchać Dla nich pracuję już wyłącznie na własny rachunek.

Myślisz, że ktokolwiek, kto choć trochę słucha hip-hopu, może w  ogóle nie kojarzyć Kalibra44?

Nie sądzą, żeby ktoś zainteresowany nigdy nie słyszał o  Kalibrze, ale to jeszcze nie znaczy, że nas zna. Nie oszukujmy się, szmat czasu minęło od kiedy Kaliber nagrywał płyty i  dawał koncerty.

Teraz rapu słuchają nawet 12-latkowie, którzy dopiero przychodzili na świat, gdy nasz skład wyda-

wał ostatnią płytę. Trudno mi powiedzieć, czy to młode pokolenia sięga do korzeni rapu w  Polsce. Zauważ, że tylko część twórców, którzy wówczas

byli na topie, nadal działa w muzyce i nieźle sobie radzi. Reszta artystycznie już nie istnieje i znalazła sobie inną robotę. Zastanawiam się, czy mental-

Bo tego u  nas jeszcze nie było. My, jako polscy dopiero

zaczynamy

się starzeć.

Z  nami jest trochę jak z  tatuażami. Do dziś funkcjonuje takie myślenie, że nie warto się tatuować,

bo: „jak ty będziesz wyglądał na starość”. Ano tak samo jak wszyscy inni, bo prawie wszyscy mają

teraz tatuaże i  zestarzejemy się przecież razem jako pokolenie. Teraz staruszka z  dziarą wygląda

śmiesznie, ale za 30 lat będzie to na porządku dziennym. Prawdopodobnie z  hip-hopowcami bę-

dzie tak samo. Jeśli za 20 lat znajdą się odbiorcy dobrego hip-hopu, być może już zupełnie innego niż dzisiaj, to my będziemy mieć dobry powód,

żeby nadal grać i  nie czuć się śmiesznymi. Jeśli tak się poczujemy, to po prostu zaczniemy wydawać młodych. Nie martwię się jednak na zapas. Nie mam na to czasu.

Ludzkie priorytety zmieniają się w  mgnieniu oka.

Wróćmy więc do początku. Od ponad dekady nagrywasz wyłącznie solowe albumy. „ExtraVertik” to już piąty taki krążek. W  hip-hopie taka samodzielność to raczej wyjątek.

w  szkole i  miałem osiem klas (śmiech). Choć ab-

Kaliber przestał grać, bo Joka wyjechał do Stanów,

nie od młodych ludzi dzieli mnie już tylko jedno pokolenie, bo świat tak szybko teraz zasuwa. Ja

przecież

jeszcze

uczyłem

się

rosyjskiego

solutnie nie czuję się jeszcze stary i wyobcowany.

No właśnie, z  hip-hopu się nie wyrasta? Nie boisz się tego, że możesz kiedyś stać się śmieszny, wytykany palcami? Zdaję sobie z  tego sprawę, że wielu ludzi będzie ze mnie szydzić i pukać się w czoło. Nie ma co się jednak oglądać na ludzi. Jedni wyśmiewają hiphopowców, inni sprzedawców w  sklepie lub taksówkarzy. Ja nie czuję się śmieszny, bo nie wychodzę

na

scenę,

żeby

poskakać

i  namawiać

małolatów do picia wódki i  palenia blantów, tylko robię wartościową muzykę. Uważam, że moje kawałki, podobnie jak wielu moich kolegów po fachu,

Prawdę mówiąc, wynikło to trochę z konieczności. a nawet jak wrócił, to nie garnął się do mikrofonu. Zresztą niewiele się zmieniło (śmiech).

Czyli powrót Joki na „ExtraVertiku” to był jednorazowy strzał?

Nie miałbym nic przeciwko nagraniu czegoś więk-

szego z  Joką, a  wręcz przeciwnie – nadal na to

bardzo liczę. Jak to już jednak od dziesięciu lat bywa, niewiele zależy ode mnie. Ja nigdy nie wyobrażałem sobie innej drogi życiowej niż hip-hop,

więc robię solowe albumy. Jeszcze mi się to nie nudzi, ale szczerze mówiąc, coraz mocniej czuję potrzebę czegoś nowego. Taką potrzebą podyktowane było nagranie „Abradabingu”, którego pro-

www.detalks.pl

15


kulturoskopia dukcją zajął się Ostry. Nie widziało mi się wówczas

sam sposób. Potrzebowałem nowej inspiracji i  to

swoich zwrotkach z  Kalibra44. Mimo że część tych tekstów stała się niemal kultowa, Ty coś byś w  nich pozmieniał?

nowego i  tak zrodził się „ExtraVertik” nagrany

i  składali teksty lepiej, drudzy trochę gorzej. Ja

się udało. Później znowu poszukiwałem czegoś

z  zespołem. Teraz znowu potrzebuję świeżości i jestem ciekaw, gdzie mnie to poniesie (śmiech).

Czyli Twoje kolejne albumy to raczej eksperymentatorstwo niż ewolucja?

To, że wyeksploatowałem już w pewien sposób ja-

kiś pomysł, prowadzi mnie do następnego. Jest więc to po trochu ewolucja i  eksperyment. „Czer-

wony Album” i  „Emisja Spalin” są najbardziej do

siebie podobne, bo tam sporo bitów robiłem sam lub brałem je od Jajonasza. Trochę dorzucił też

IGS, a ja to wszystko kleciłem w podobny sposób.

Potem wpadłem na pomysł, że spróbuję zrobić płytę w  większości swoją i  stąd się wziął „Ostatni Poziom Kontroli”. Krążek opierał się już w  więk-

szości na moich bitach. Zacząłem też wprowadzać chłopaków, którzy teraz grają ze mną w  zespole. Robili wtedy „przeszkadzajki”, jakiś bas dogrywali, więc powolutku szło to w  stronę żywego zespołu.

Teraz też mam zagwozdkę, bo chciałem zrobić no-

wy krążek z  moim klawiszowcem i  Jarozem, ale oni robią muzykę dosyć odważną. Troszkę się tego

obawiam, bo są to mocne bity, nieraz mroczne

Na tamte czasy to było w porządku. Jedni rapowali mam wrażenie, że z roku na rok piszę lepsze teksty, dlatego zwrotki zwłaszcza z drugiej płyty Kali-

bra strasznie mnie wkurzają (śmiech). Niektóre są ok, a inne rapuje mi się bardzo źle. Pewnych sfor-

mułowań teraz bym już nigdy nie użył. Przy okazji

wspomnianego koncertu była też niezła akcja z podkładami. Byłem pewny, że płytka z bitami do

„Księgi Tajemniczej” już się nie znajdzie, a  tu przypadkiem trafiłem na nią na dzień przed kon-

,,

samemu robić bitów i  sklejać wszystkiego w  ten

Zastanawiam się, czy mentalnie od młodych ludzi dzieli mnie już tylko jedno pokolenie, bo świat tak szybko teraz zasuwa. Ludzkie priorytety zmieniają się w  mgnieniu oka.

i nie wiem, jak odnaleźliby się w tym moi odbiorcy.

certem. Pojechałem do domu moich teściów,

Nie powiedziałbym. To brzmi inaczej niż K44. Jed-

dziła mi się córka. Przekopuję tam jakieś stare pu-

Taki powrót do korzeni?

nocześnie zastanawiam się, czy samemu nie zro-

bić czegoś bitowo. Tak naprawdę to dawno nic nie robiłem (śmiech). Jak nagrywałem płytę z  zespołem, to nie wiedziałem, jak zostanie odebrana. Mi-

nęło jednak trochę czasu i  już jakieś wnioski się nasuwają. Teraz to muszę wszystko przetrawić, żeby stwierdzić, w którą stronę chcę iść dalej. Już

trochę nie mogę się doczekać, żeby zacząć pisać,

ale muszę mieć do czego. Wszystko musi być po

kolei – zapłodnienie, ciąża i  wreszcie poród (śmiech).

No właśnie, mówimy dotąd sporo o  bitach, a  mało o  tekstach. Przy okazji koncertu upamiętniającego Magika dosyć krytycznie mówiłeś o  niektórych

16

www.detalks.pl

gdzie trochę pomieszkiwaliśmy z  żoną, gdy urodła, patrzę, a  tu podkłady z  całej pierwszej płyta.

Byłem w  szoku. To był dla mnie świetny prezent na gwiazdkę (śmiech). Podkładów do drugiej płyty

już niestety nikt nie znalazł. Sam miałem multum kopii, ale przecież wielokrotnie się przeprowadza-

łem. Możliwe, że część leży gdzieś na strychu

u  moich rodziców. Nie wiem, kiedy po to sięgnę i kiedy będę miał czas przekopać kilkaset płyt. Kto wie, może znajdą się tam jakieś prawdziwe perełki (śmiech).

Jestem w  szoku, że gdzieś mogły się zapodziać tak ważne dla waszego sukcesu płyty. Inni artyści traktują swoje krążki niemal jak amulet. Ty w  jakiś szczególny sposób nie gloryfikujesz swoich


pierwszych dokonań.

stała za tym potrzeba bycia oryginalnym, a  nie

w  pewnym sensie gloryfikować (śmiech). Skopio-

nasze i polskie.

Jak już znalazłem tą płytę, to właśnie zacząłem ją wałem ją na twarde dyski i  pozgrywałem chłopa-

kalką kogoś zza Oceanu. Chcieliśmy, żeby to było

czasy, gdy byłem większym lekkoduchem niż te-

Wypracowaliście swój własny styl, który zrobił furorę, ale też szybko od niego odeszliście. Drugi krążek to już zupełnie inny klimat.

kilka razy padały mi komputery i  dyski twarde.

nym, klasycznym hip-hopem. Nie jest tak, że

kom, żeby już drugi raz nie zaginęła. Były takie raz. Przeprowadzałem się chyba ze cztery razy,

Kiedyś może nastąpi taki moment, że poświęcę tydzień swojego życia i zacznę przeglądać wszystkie starocie. Jestem pewien, że gdzieś miałem ta-

ką teczkę, gdzie były jeszcze zeszyty z  tekstami

moimi i  Magika. Nadejdzie kiedyś taki czas, że zrobię sobie taką sentymentalną podróż do przeszłości (śmiech).

Jak już wspomniałeś o  przeszłości, to porozmawiajmy o  początkach K44. Gdy zaczynaliście działać, hip-hop w  Polsce dopiero się rodził. Budowaliście wszystko od fundamentów, a  jedyne wzorce były za Oceanem. Skąd więc psychorap?

Mocno zajaraliśmy się wtedy zajebiście pozytyw-

szybko odeszliśmy od psychorapu, bo graliśmy go trzy, nawet cztery lata. Płyta „W  63’ minuty dookoła świata” weszła w 98 roku, ale już rok wcze-

śniej mieliśmy zrobioną większość materiału. Na koncertach graliśmy już mieszankę kawałków

z  obu płyt. Wtedy to zaczęło nam troszkę prze-

szkadzać, bo ciężko było na koncercie przestawiać się co chwilę na różne style rapowania. Nie potrafiliśmy tego połączyć na jednym koncercie. Ostatecznie w naturalny sposób przeszliśmy do czegoś nowego.

na psycho. Od samego początku, gdy zaczęliśmy

„Księga Tajemnicza” to chyba jedyny album w  klimacie psychorapu, który naprawdę zaistniał. Do dziś to pewien ewenement.

każdy musi mieć swój wyrazisty styl. Nie chcieli-

(śmiech). Co prawda, znajdowałem w  sieci mło-

Trudno powiedzieć, dlaczego akurat postawiliśmy jarać się muzyką, wychodziliśmy z  założenia, że śmy robić tego tak, jak robiła to większość, chociaż bardzo podobały nam się niektóre składy. Szukaliśmy swojej drogi, swojego stylu rapowania,

dlatego każdy z  nas rapował inaczej – Magik bar-

dzo ekspresywnie, Joka jest znany ze zdartego wokalu, ja tam robię to jeszcze inaczej. Nie chcieliśmy, żeby każdy z  nas dukał swoje linijki. Wie-

rzyliśmy w  to, że musi być ta wyrazistość, więc poszukiwaliśmy jej różnymi sposobami. To wszystko połączyło się jakoś z jaraniem gibonów. Zaczęliśmy

palić

rzeczywistość

marihuanę, inaczej,

więc

odbieraliśmy

intensywniej.

Mieliśmy

swoje loty i odkryliśmy tę całą magię i miecz. Dodatkowo w szkole załapaliśmy fazę na „Dziadów”,

stąd przecież liczba 44 i 3 oblicza. Z drugiej strony nie traktowaliśmy tego bardzo poważnie. Dostrzegliśmy zajebistą ideę i  szkoda było to zostawić.

Mając ten pomysł i  żywiołowość, stworzyliśmy właśnie to coś – hardcore psychorap. Wymyśliliśmy nasz styl, psychodeliczny klimat. Widzisz,

No

tak,

może

to

było

trochę

jednorazowe

dych ludzi, którzy rapują w  podobnym klimacie,

ale wydaje mi się, że nigdy nie uda im się uciec od porównań z  Magikiem i  całym Kalibrem. I  to prawie zawsze na niekorzyść. To jest pewna tenden-

cja, która mi się generalnie nie podoba. Młodzi

raperzy są technicznie dobrzy i  często składają spoko teksty, ale mocno wzorują się na kimś, kto wypracował własny styl. Nie szukają czegoś swo-

jego. Być może boją się pójść tak odważnie jak my w  95 i  96 roku. Olaliśmy to, że części ludzi nas

wyśmiewała. Chcieliśmy, żeby to było dobrze zrobione i  wkładaliśmy w  to sto procent serca. Siedzieliśmy

mnóstwo

godzin

w  studio.

Teraz

nagranie wokali na płytę zajmuje mi cztery dni, a  wtedy siedzieliśmy trzy miesiące. To o  czymś świadczy.

Tutaj zawsze wychodzi paradoks. Teraz młodzi mają technologiczne możliwości i  wzory do naśladowania, ale jednocześnie trudniej jest im zrobić coś naprawdę dobrego.

www.detalks.pl

17


kulturoskopia Nie tyle dobrego, co oryginalnego. Im więcej mu-

myślenie. Szczególnie jeśli chodzi o  hip-hop. By-

sobów muzyki niemal z  całego świata. Gdy nasz

stwo

zyki, tym o to trudniej. Teraz mamy dostęp do zakapitalistyczny ustrój dopiero kiełkował, było zupełnie inaczej. Młodzi ludzie nie pamiętają cza-

sów, kiedy wchodziło się do sklepu i  legalnie kupowało pirackie płyty. Wolno było w  Polsce kupić jeden egzemplarz płyty, powielić i  sprzedać, nie płacąc nikomu ani grosza. Za naszych czasów

było nie do pomyślenia, że jak nagrywasz całą zwrotkę i  się wysypujesz jednym słowem, można to słowo wyciąć i  wkleić z  innego nagrania. Niby dało się to zrobić, ale trzeba było wyciągać taśmę, ręcznie ją ciąć nożyczkami i sklejać taśmą klejącą. My wtedy w  ogóle tego nie robiliśmy. Jeżeli ktoś

się wysypał, to nawijaliśmy wszystko od początku,

choćby nie wiem, jak dobrze wyszła reszta. Na tej zasadzie nagranie jednej zwrotki zajmowało czasem nawet parę dni. Teraz w  studio możesz po-

sklejać całość z  kilkunastu części. Ja do dzisiaj

wałem wielokrotnie w  Stanach, grałem tam mnókoncertów,

więc

miałem

okazję

zaobserwować, jak to tam wygląda. W  Stanach nikt nie robi wyrzutów Busta Rhymesowi, że re-

klamuje Mountain Dew. W  Polsce byłaby z  tego

wielka afera. W  Stanach raperzy grają choćby z  Justinem Timberlakem i  choć na początku było

mnóstwo krytyki, teraz przeszło to do porządku dziennego. Wszyscy tam rozumieją, że hip-hop to jest równoprawna muzyka jak wszystkie inne.

Oprócz tego, że ma mówić o naszych problemach i  osobistym życiu, to ma prawo trafiać też do

szerszego grona. Jeśli chcą zapłacić właśnie tobie za występ w  reklamie 300 tysięcy złotych, a  ty

z tego rezygnujesz, bo „się nie sprzedasz”, to jest dla mnie jakaś kompletna bzdura. Całe życie cięż-

ko pracujesz, żeby godziwie zarobić, a jak pojawia się okazja, to mówisz nie?

staram się czegoś takiego unikać. Sięgam po to

Pytanie jest takie, czy występ w  reklamie to nie jest trochę przehandlowanie własnej osoby.

dopóki nie będzie to zrobione tak, jak to sobie

dują też inne czynniki. Nie zagrałbym w reklamie,

tylko w ostateczności. Zazwyczaj rapuję tak długo,

wcześniej wyobrażałem. Nawet jak na ostatniej

płycie coś tam próbuję śpiewać, to nie jest to w  ogóle podciągnięte programem. Tak umiem,

więc tak to robię. Nie chcę później wyjść na scenę i  nie potrafić czegoś zarapować. Są na przykład takie kawałki, że ostatnie słowo jeszcze wy-

brzmiewa, kiedy zaczyna się kolejne i  to jest na

Wiadomo, że kasa nie jest najważniejsza i  decyjeśli w jakiś sposób by mnie kompromitowała jako osobę lub artystę. W  innym wypadku bym się za-

stanowił i zważył wszystkie za i przeciw. Wracając do Fokusa i Dody, to tego ruchu po prostu nie ro-

zumiem. Nie wiem, jakie korzyści skłoniły Fokusa do tej współpracy.

scenie nie do zrobienia. Ja mam kilka takich

Na pewno nie finansowe, bo jeśli wierzyć prasie, to Fokus nie dostał za to nawet złotówki.

sobie słowa i  przełożyć akcenty, żeby dało się to

ale dla mnie Doda jest entertainerem, celebrytką,

miejsc w „Konfrontacjach” i musiałem pozmieniać

zarapować na żywo. W  studio można zrobić fajne efekty, ale później na scenie jest lipa.

Pomyślałem przez chwilę o  Dodzie i  przypomniał mi się dowcip. Przychodzi facet do salonu Forda i  pyta: Jest Fokus? Nie ma, sprzedał się. Słyszałem go wcześniej. Krąży po necie, od kiedy wyszedł sławny teledysk Fokusa i Dody.

Wystarczy nagrać jeden kawałek z  Dodą, żeby się w  oczach publiki sprzedać i  stracić twarz?

W  wielu miejscach na świecie, a  już na pewno

w  Polsce, jest to w  moim odczuciu zaściankowe

18

www.detalks.pl

Tym bardziej mnie to dziwi. Z  całym szacunkiem, ale nie artystką. Daleki jestem od tego, żeby tutaj kogokolwiek potępiać, ale nie rozumiem przyczyn.

Czyli jak Ty się w  coś angażujesz, to stosujesz prosty rachunek za i  przeciw, a  nie a  priori odrzucasz wszystko, co postrzegane jest jako komercyjne? Komercja to jest zupełnie abstrakcyjny termin i nie da się wyznaczyć jej obiektywnych granic. Artysta nie może się z  takich powodów ograniczać. Jeśli potrafi eklektycznie łączyć style, wszystko to do-

brze brzmi i  ma jakieś tam wartości, to w  czym


tak naprawdę jest kłopot? Niektórzy powiedzą, że

pierwszą płytą byliśmy w RMFie, co przecież teraz

śpiewany. O  co w  ogóle chodzi? Słuchanie piose-

i  Wzgórze Ya-Pa 3 na rozmowę. Była to po trochu

nek to pedalstwo czy co? (śmiech). Kompletnie tego nie rozumiem i nie zamierzam się sugerować takimi opiniami, bo takie wrzucanie wszystkiego

do jednego wora i  szufladkowanie jest po prostu

byłoby nie do pomyślenia. Nawet zaprosili nas

moda, ale przede wszystkim świeża muzyka, która przebiła się wśród tej skostniałej kry pływającej po

,,

ja gram komerchę, bo mam jeden czy drugi refren

oceanie polskiej muzyki. W pewnym momen-

ważne, czy jest to jakiś koleś, który rzuca cały

Jeśli chcą zapłacić właśnie tobie za występ w  reklamie 300 tysięcy złotych, a  ty z  tego rezygnujesz, bo „się nie sprzedasz”, to jest dla mnie jakaś kompletna bzdura.

W  Polsce też tak często się do tego podchodzi.

naturalnie boom na ten gatunek zniknął.

głupie.

A  co ze stereotypem hip-hopowca? Funkcjonuje u  nas coś takiego?

W pewnym momencie myślałem, że taki stereotyp

zniknął, ale okazuje się, że on zawsze będzie gdzieś funkcjonował. Zawsze znajdą się ludzie,

którzy będą na nas krzywo patrzeć i mówić: „hip-

hopu tu nie chcemy”. Nawet w  Stanach nadal są

stacje, które z  założenia nie grają hip-hopu. Nie czas kurwami i gada o jaraniu czy jest to Mos Def.

Ludzie nie wiedzą, czym jest hip-hop i  jaką ma

cie dla wielu hip-hop stracił urok nowości i trochę

coś do powiedzenia i  dzięki tej muzyce się speł-

W  kawałku „Mamy Królów na banknotach” mówisz, że to media ogłosiły koniec mody na hiphop i  wcale z  tego powodu nie narzekasz.

ką, bo dziewczyna ładnie śpiewa. Może to prawda,

na wszystko. Przez dwa lata był taki okres stagna-

moc. Nie są świadomi, że chłopaki naprawdę mają niają. Wielu ludzi zachwyca się jakąś tam piosenale nikt nie bierze poprawki na to, że ma ona dobrego producenta, który zrobił jej podkład i  pod-

ciągnął co trzeba w  studio czy tekściarza, który napisał dobry wałek. Ludzie nie dostrzegają tego,

ile własnej pracy musi włożyć w  powstanie płyty

każdy hip-hopowiec. Chłopaki często sami robią

sobie zajebisty bit, piszą do tego mocny tekst z  własnego serca, który nieraz ma tyle linijek, że grupa rockowa mogłaby z  tego zrobić sześć albu-

mów, a na koniec jeszcze to wszystko wydają. Co z  tego, jak wielu nigdy nie sięgnie po hip-hop, bo

Tak, bo to media w  głównej mierze kreują modę cji, kiedy mniej osób przychodziło na koncerty,

płyty słabiej się sprzedawały i było mniej festiwali

hip-hopowych. Po czasie odbiliśmy się od dna i  zainteresowanie znów wzrosło. Odpadły te osoby, które słuchały hip-hopu tylko dla mody. Okazało się jednak, że dalej jest spora grupa fanów

hip-hopu, którzy nauczyli się wspierać słuchanych przez siebie artystów. Ci raperzy, którzy byli słabi i  nie umieli się przebić, wzięli się za coś innego, a zostali ci, którzy robili to dobrze i na poważnie.

przecież nagrywają to blokersi. Kompletne kretyń-

Kultura hip-hopu w  Polsce ma się teraz w  Twoim odczuciu dobrze?

chodzić. Nie wiem, kto przypiął nam taką łatkę.

można było o  tym poczytać w  „Przekroju” z  Ryś-

stwo. Na szczęcie zaczyna się od tego słowa od-

Wydaje mi się, że dużą rolę odegrały media, jak pewnego czasu zrobił się boom na hip-hop. Uważnie wam się wtedy przyglądano i  media zaczęły budować pewien stereotyp. To prawda, był swego czasu boom na hip-hop i media się nami mocno interesowały. My z naszą

Kultura hip-hopu w  Polsce jest ogromna. Ostatnio kiem Peją na okładce. Hip-hopowcy to przecież

teraz ludzie-instytucje. Chłopaki mają swoje wytwórnie, sklepy z ciuchami i inne interesy. Wystar-

czy przejść się po ulicy, żeby zobaczyć, jakie to

jest silne. Co trzeci młody człowiek ma na sobie bluzę lub koszulkę „Prosto” czy „HG”. To jest po

www.detalks.pl

19


kulturoskopia prostu wszędzie.

Wiedząc, że trafiasz muzyką właśnie do takich młodych ludzi, czujesz się w  jakiś sposób odpowiedzialny za ich podejście do życia, światopogląd?

Staram się za dużo o  tym nie myśleć. Zawsze próbuję napisać tekst na ciekawy temat i  w  taki sposób, żeby dobrze się tego słuchało. Jednocześnie chcę przekazać właśnie to, co w  danym mo-

mencie chodzi mi po głowie. Raczej nie mam wpływu na to, jak ludzie będą rozumieli moje kawałki i  co z  tą wiedzą zrobią. Przyznam szczerze,

że czasem łapię się na tym, że piszę z  założenia teksty dla słuchaczy, którzy już mnie znają. Być może to jest błąd. Może powinienem częściej kie-

rować przekaz do ludzi, którzy dopiero mogą mnie poznać. Nie powinno się zostawiać tego losowi.

Zawsze zastanawiam się, czy konkretna płyta trafi do słuchaczy, ale nie jest to zabieg komercyjny.

Nie zależy mi na schlebianiu gustom i  wynikach sprzedaży. Chcę, żeby płyta była nowoczesna i mówiła o tym, co w danym momencie jest istotne.

Czyli bardziej zależy Ci na jakości, a  nie ilości słuchaczy?

To jest pewien dylemat. Decydując się na powiększenie grona słuchaczy, a  więc coś w  swojej muzyce zmieniając, w  pewnym sensie tracisz tych, którzy już przyzwyczaili się do tego, co oferowałeś im

wcześniej.

Następuje

takie

przemieszenie

własnej publiki czy bardziej chodziło o  promocję hip-hopu w  ogóle?

Jedno nie wykluczało drugiego. To była dla mnie

możliwość zagrania ze znakomitymi artystami, jak Możdżer, Stańko czy Waglewski. Wszyscy oni robią naprawdę dobrą muzykę, często niszową, odcinającą się grubą krechą od całej tej komercji. Do tego

były

naprawdę

zajebiście

przygotowane

koncerty w największych miastach i super promocja. Stwierdziłem, że skoro mam tam pokazać sie-

bie i  całe środowisko z  jak najlepszej strony, to

muszę wziąć swój zespół. Aspekt finansowy był tam na czterdziestym miejscu (śmiech). Cel swój

niejako osiągnęliśmy, bo ludziom się naprawdę podobało. Już na pierwszym koncercie dostaliśmy bisa, dwukrotnie wydłużyli nam czas występów

i  zawsze był komplet publiczności w  zajebistych miejscach. Wspominam to wszystko znakomicie.

Moim zdaniem to, że hip-hop mógł się tam pojawić, był wielkim sukcesem pomysłu organizatorów.

Dla wielu Abradab, Waglewski i  Stańko to ludzie z  zupełnie innej beczki, którzy na jednym bilbordzie wyglądali śmiesznie.

Nie wiem, czy tak z  inne beczki, skoro synowie

Waglewskiego od lat robią hip-hop (śmiech). A tak na poważnie, to na pewno wielu tak myślało. Wydaje mi się jednak, że udało nam się ich przekonać, że był to dobry projekt.

środka ciężkości, a  niekoniecznie powiększenie

Czyli jest szansa, że jeszcze zobaczymy Abradaba w  tak dużym i  medialnym projekcie?

stabilniejsze jest to grono słuchaczy, które słucha

niczym. Zgłaszają się do mnie ludzie z  różnymi

grupy słuchaczy. Z  doświadczenia wiem, że naj-

mnie dla tekstów. Oni są najbardziej tolerancyjni i  słuchają wszystkich płyt. Z  resztą jest inaczej.

Właśnie dlatego „Abradabing” poszedł mi pod względem sprzedażowym lepiej, a  O.P.K i  płyta

z  zespołem słabiej. Widzę, że część ludzi nie jest jeszcze na to gotowa i szuka czegoś innego. Moje eksperymenty dają mi obraz, czego tak naprawdę oczekują i  słuchają ludzie. Na razie wychodzi na to, że klasyki (śmiech).

Udział w  „Męskim Graniu” był właśnie taką próbą trafienia do większej liczby osób i  poszerzenia

20

www.detalks.pl

Na pewno. Nie zamykam z  założenia drogi przed pomysłami i wszystko staram się rzetelnie ocenić.

Zawsze zastanawiam się, czy jest to dla mnie ko-

rzystny układ. Jakiś czas temu miałem propozycję wystąpić w  programie telewizyjnym z  kimś, kto jest dla mnie w  porządku, ale ostatecznie doszedłem do wniosku, że byłby to trochę ruch jak Fokusa z Dodą.

Mówisz o  Kamilu Bednarku i  „Bitwie na głosy”. Przygotowałem się do wywiadu (śmiech).

No widzisz, wszystko już się wyda przez ten internet (śmiech). Kamil dla mnie jest w porządku, do-


fot. Bartosz Maz brze śpiewa, ale w  sumie co mi po takim wystę-

W  pewnym momencie z  powodu ekspansji inter-

ci reputację i  wizerunek, a  nie daje ci nic w  za-

sprzedawały, zamykały się wytwórnie jedna za

pie. Nie warto ładować się w coś, co może zepsuć mian. Jak mówiłem wcześniej, nie da się zadowolić wszystkich. Nawet nie warto próbować, tylko trze-

ba robić to, w  co się wierzy. A  ja nie uwierzyłem w  jednorazowy występ z  Kamilem Bednarkiem.

Choć podkreślam, że osobiście nic do niego nie mam.

Bednarek strasznie obrywa w  środowisku za regularne wizyty w  telewizji, więc mógłbyś dostać odłamkiem. Starałem się i to brać pod uwagę. Mamy teraz takie czasy, że każdy ruch niesie za sobą długoter-

minowe konsekwencje i  za każdy błąd można cierpieć lata. Staram się dlatego nie robić po-

chopnych rzeczy. W  dobie internetu wytkną ci każdy błąd i będą przypominać o nim latami.

Jak już jesteśmy przy internecie, to jak postrzegasz obecne tendencje? Przesunięcie muzyki do sieci to szansa czy zagrożenie dla artystów?

netu było bardzo źle. Płyty praktycznie się nie drugą. Teraz już mało kto kupuje płytę CD, bo lubi mieć ją w łapie i cieszy go cały ten rytuał zdzierania folii i  sprawdzania, czy w  środku są naklejki,

plakaty i  tak dalej. Jeśli ktoś nadal kupuje CD, to raczej dlatego, że chce w ten sposób wspierać ar-

tystę, którego słucha i  szanuje. Płyta i  tak będzie leżeć na półce, bo zgra ją sobie wcześniej na od-

twarzać MP3 czy na komputer, ale to akurat nie ma znaczenia. CD jest już pewnego rodzaju prze-

żytkiem i  to jest naturalna kolej rzeczy. Niestety

inne sprawy nie do końca mi się podobają, ale nie mam na nie wpływu. Martwi mnie na przykład to,

że jak wpuszczam coś do internetu, to musi mieć

to obrazek. Dobry kawałek powinien na ciebie działać nawet słuchany w  ciemnym pokoju. Obra-

zek jest innym nośnikiem sztuki. W  tym wypadku obraz łączy się z dźwiękiem i przekaz samego kawałka jest już inny.

www.detalks.pl

21


kulturoskopia Wróżysz powrót do epoki teledysków?

mnie, że jeden kawałek kosztuje 1 euro. To jest

fiają w  zasadzie wszystkie twoje kawałki. Ludzie

dystrybucyjna i marża dla sklepów, co stanowi 2/3

Tu nawet nie chodzi o teledyski. Do internetu trasłuchają ich choćby na youtube i oczekują, że też

zobaczą coś ciekawego, a  nie tylko czarny ekran.

To jest pewna wada internetu, choć moim zda-

niem jest on zajebistym wynalazkiem na miarę koła. Totalna rewolucja. Czasem jednak jak wchodzę na niektóre stronki i czytam te wszystkie rze-

czy, to momentalnie mi to psuje frajdę z  całej tej sieci (śmiech).

Internet daje nam gigantyczne możliwości, ale jest też chyba mocno nadużywany. Zwłaszcza przez młodych. Wystarczy spojrzeć na skalę piractwa.

Młody spodni, bluzy i czapki z neta sobie nie ściągnie. Po to musi iść do sklepu, bo to jest coś fi-

zycznego. Nie najebie się też za darmo, więc musi

sobie kupić flaszkę lub gibona. Muzykę może po

,,

O  wielu sprawach od odejścia Magika z  Kalibra nie mówiłem i  nadal nie zamierzam tego robić w  odpowiedzi na jakiś tam film.

prostu mieć, więc po co płacić? Kultura nasza

w ten sposób kuleje i upada. Ale problem jest nie tylko po stronie odbiorców. Martwi mnie marża na stronach internetowych sprzedających MP3. Wy-

produkowanie porządnej płyty, takiej jak mój „ExtraVertik” – nie mówię tu pod względem artystycznym, ale formalnym – to jest spory koszt.

Chociaż płytę hip-hopową i  tak można zrobić stosunkowo tańszym nakładem. Bity może zrobić za-

ufany kumpel, a wokal można teraz dobrze nagrać

przegięcie pały. Odchodzi przecież cała marża

ceny normalnej płyty. Skoro tego nie ma, to album w  sieci powinien kosztować co najmniej trzy razy mniej niż zwykłe CD, a  tak przecież nie jest.

Z  drugiej strony społeczeństwo nie jest przygotowane na rewolucję, jaką niesie ze sobą internet. Ludzie nie zdają sobie sprawy ze wszystkich praw

i możliwości, tylko biorą ile się da. To jest taka go-

spodarka rabunkowa. Ludzie sami nie potrafią się

w rozsądny sposób ograniczać, dlatego w pewnym momencie trzeba będzie powiedzieć stop. I to będzie dla niech bardzo bolesne.

Brzmi dla mnie jak powtórka z  ACTA.

Właśnie tak. To się powtórzy bez dwóch zdań, bo ludzie stracą coś nagle jak po ucięciu noża.

W  Stanach już od ładnych paru latach generalnie ludzie boją się ściągać z sieci, bo każdy jest świadomy, jaka poważna kara może go za to spotkać.

Chyba nie chodzi tylko o  strach przed karą, ale generalnie o  mentalność ludzi. Na Zachodzie piractwo jest postrzegane jak pospolite złodziejstwo, a  u  nas jest na to społeczne przyzwolenie.

Oprócz tego jest różnica zarobków i cen. Za godzinę uczciwej pracy w Stanach czy w Anglii bez problemu kupisz płytę i nie musisz czegoś poświęcać.

W  Polsce jest to niemożliwe. A  problem nie doty-

czy przecież tylko płyt CD. Ja czytam na przykład

dużo książek i  nie mogę się nadziwić, ile one kosztują. Jak mnie książka wciągnie, to kończę ją w  trzy dni. Mam w  takim razie co miesiąc wyda-

wać parę stów na książki? A  często nawet papier i jakość druku są zwyczajnie kiepskie. Ja naprawdę wszystko staram się zrozumieć i wiem, ze wydawca ponosi koszty, ale jakiś rozsądek trzeba zacho-

wać. Do tego podobnie jak w  przypadku MP3 w sieci, e-booki też są wciąż za drogie.

spore koszty, zwłaszcza jeśli chodzi o  dystrybucję

Pozostając w  wirtualnym świecie, co myślisz o  całym tym „hejtingu”? To ostatnio modne określnie.

i  sprzedajesz przez „iTunes” i  tym podobne, nie

stety bardzo mnie dotyka. Czasem nie zaglądam,

nawet w  domowym studio. Tak czy inaczej są to

i  sprzedaż. Jak wrzucasz taką płytę do internetu ponosisz tych kosztów. Znając proporcje, dziwi

22

www.detalks.pl

Staram się na to za bardzo nie patrzeć, ale nie-

nie czytam, bo jedno kretyńskie zdanie potrafi


mnie boleć przez tydzień. Chociaż wiem, że napi-

sał to jakiś małolat z  kompleksami. Jak można

obejrzeć czyjś teledysk i  skomentować go: „ale syf”?. Nie wiadomo nawet do czego to się odnosi.

Bo to z  założenia nie jest krytyka, tylko wylewanie frustracji.

Właśnie. I później się zastanawiam, czy dla takich

ludzi to wszystko robię. Ja się nie gotuję, ale mnie to zwyczajnie zniechęca. Blokuje mi to w  pewien sposób kontakt z  sensownymi osobami, dzięki którym mógłbym dokonać jakiejś korekty. Wiado-

mo, że nie jestem nieomylny i pewne rzeczy mogę

mniej chce mi się o tym rozmawiać, bo co otworzę gębę, to zaraz przekręca się sens moich słów.

Problem jest taki, że można powtarzać na każdym kroku, że jest to tylko film fabularny, ale i  tak 9 na 10 osób wyjdzie z  kina w  przekonaniu, że to wszystko właśnie tak wyglądało. Zgadzam się, dlatego to powinien być dokument.

Z  uwzględnieniem historii Kalibra? Bo w  „Jesteś Bogiem” zostaliście mocno pominięci, żeby nie powiedzieć przedstawieni jako czarne charaktery. Cóż, tak nas pokazano.

udoskonalić. Niestety taki bajzel, obrażanie się

Widzę, że rzeczywiście nie bardzo chcesz to szerzej komentować (śmiech).

zabawę.

w  dwóch sytuacjach mocno naciągniętych i  tyle.

nawzajem i  brak jakiejkolwiek kontroli psuje całą

Skoro w  internecie nie ma co liczyć na sensowną krytykę i  komentarz, to gdzie tego szukać?

Właśnie nie ma gdzie. Sam słupek sprzedaży do końca nie pokazuje, czy dany album się podoba. Tak to już jest. Na szczęście są jeszcze portale,

niekoniecznie muzyczne, które nadal trzymają po-

ziom i  są tam sensowne komentarze. Na resztę w ogóle nie warto wchodzić. Trzy zdania rozbite na 14 stron, żebyś musiał kliknąć i  oglądać reklamy.

Nie bardzo mamy na to wpływ, więc szkoda o tym gadać.

W  porządku, zostawmy już internet. Na sam koniec chciałem chwilę pogadać o  „Jesteś Bogiem”. Wiem, że niechętnie rozmawiasz na ten temat, ale atmosfera wokół filmu już trochę opadła, więc można ocenić wszystko na chłodno.

Ja się trochę irytuję na „Jesteś Bogiem”, bo rozmawiałem z wieloma poważnymi portalami, gaze-

tami i  ważnymi ludźmi i  każdy chciał na siłę wyciągnąć ode mnie komentarz, że ja coś temu filmowi zarzucam. A  ja za każdym razem powtarzam tylko, że nie można go postrzegać w katego-

rii prawdy i fałszu, bo to jest film fabularny, a nie dokument. Tyle. To nie jest żaden zarzut. A  tu

ostatnio widzę jakiś artykuł, że Krzysztof Kozak

Bo co ja mogę więcej powiedzieć? Pojawiliśmy się Fajnie, że powstał film o Magiku i Paktofonice, ale szkoda, że niektóre rzeczy zostały zrobione trochę

po łebkach i  pokazane wybiórczo. Krzysiek Kozak pokazany jak największy gnój, choć ja zupełnie go tak nie odbierałem. Myślę, że chłopaki podobnie.

Wiele ważnych rzeczy zostało pominiętych, a inne pokazano bardzo łagodnie, choćby rodzinę Magika. Wielu rzeczy, które ja tłumaczę w zupełnie inny sposób, w filmie nie zobaczycie.

Rozumiem, że wielu rzeczy nawet nie zamierzasz prostować? O wielu sprawach od odejścia Magika z Kalibra nie mówiłem i  nadal nie zamierzam tego robić w  od-

powiedzi na jakiś tam film. Nie zamierzam nikogo

wskazywać palcem i  wyciągać na światło dzienne naszych prywatnych spraw. Milczę i wydaje mi się, że robię słusznie.

Abradab (właściwie Marcin Marten) – polski raper i  producent muzyczny. Współzałożyciel katowickiego składu Kaliber44. Od 2002 roku prowadzi solową działalność artystyczną. Dwukrotny laureat nagrody polskiego przemysłu fonograficznego Fryderyka.

zablokował ten film i dopisek, że Abradab również

zarzuca filmowi naginanie rzeczywistości. No kur-

wa mać. Ja filmowi nic nie zarzucam, tylko na siłę wyciąga się to z moich wypowiedzi. Dlatego coraz

www.detalks.pl

23


polityzacja

fot. Facebook/ Fotorzepa, Waldemar Kompała

DZIENNIKARSTWO BEZ EMOCJI NIE PRZETRWA

„Pisowska szmata”, „zdrajca interesów narodowych”, „niePolak”. To tylko niektóre opinie o  nim z  forów. Przede wszystkim jednak znakomity publicysta. Marek Magierowski, do niedawna dziennikarz „Uważam Rze”, opowiada nam o  nowym tygodniku pod kierunkiem Pawła Lisickiego. Rozmawiał Michał Wróblewski

MICHAŁ WRÓBLEWSKI: Czuje już pan lęk przed denazyfikacją, jaka czeka ponoć pana i  pańskich kolegów po piórze? MAREK MAGIEROWSKI: Stefan Bratkowski, bo to

z wywiadu z nim, nieprzypadkowo opublikowanym w  „Gazecie Wyborczej”, pochodzą te kuriozalne słowa, jest postacią niezwykle zasłużoną dla pol-

24

www.detalks.pl

skiego dziennikarstwa; mimo niezbyt przyjemnych

dla nas, mówiąc delikatnie, sformułowań, które padły z  jego ust w  ostatnim czasie. Zresztą, tego typu opinie pan Bratkowski formułuje od wielu lat.

Jeżeli pan pozwoli, to wolałbym nie komentować jego słów. Uważam pana Bratkowskiego za czło-

wieka, który stracił nieco kontakt z  dziennikarską


rzeczywistością, ze światem medialnym. Myślę, że

klarował chęć udziału w  nowym projekcie. Myślę,

dziś polega praca dziennikarza. Żyje w  trochę in-

z czołowych publicystów w nowym tygodniku. Nie

nym świecie niż my. Ja się jego opiniami niespe-

cjalnie przejmuję, mimo iż Bratkowski używa tak ostrych słów, jak „denazyfikacja”. Ale nie zatrzymywałbym się nad tym. Przede mną i moimi kole-

gami kolejna, myślę, że ciekawa, przygoda. O tym teraz myślę.

Nowe-stare „Uważam Rze”?

Taki jest plan. Powstanie nowy tygodnik pod kie-

runkiem Pawła Lisickiego. Myślę, że znajdzie się w  nim większość zespołu, który odszedł za Lisickim po wyrzuceniu go przez Grzegorza Hajdarowi-

cza. Ja również zaangażowałem się w  nowy projekt.

Nie boicie się konkurencji z  braćmi Karnowskimi?

(śmiech) Nie, nie czujemy obaw. My nie ukrywamy

a  właściwie jestem pewny, że będzie jednym

,,

Stefan Bratkowski nie do końca rozumie, na czym

Dziennikarze partyjni, czyli tacy, którzy zgadzają się z  każdą opinią czy decyzją swojego politycznego ulubieńca, niezależnie, jak ta opinia ma się do faktów, istnieją.

wyobrażam sobie natomiast sytuacji, kiedy nasi autorzy będą pisać dla konkurencji. Nie ma takiej możliwości.

tego, że między naszym tygodnikiem a  „W  sieci”

Jesteście panowie ponoć hordą wilków, pozagryzacie się nawzajem.

sądzę, że będzie to rywalizacja w  pozytywnym

kowskiego, tak i tej wypowiedzi, tym razem autor-

będzie istniała pewnego rodzaju rywalizacja. Ale sensie tego słowa, a  więc rywalizacja fair, oparta na zdrowych zasadach. Trudno zresztą zakładać,

że tak nie będzie, jesteśmy wszak ludźmi opowiadającymi się za wolnym rynkiem i  kapitalizmem.

Sądzę, że dla czytelnika sytuacja, gdzie na rynku

współistnieć będą dwa tygodniki trafiające przede wszystkim

do

odbiorców

o  konserwatywnych

przekonaniach, jest sytuacją bardzo korzystną.

Najmocniejszą stroną naszego nowego pisma będą rzecz jasna nazwiska.

Zastanawiające są te roszady personalne: z  jednej strony zapowiadana jest obecność Bronisława Wildsteina w  nowym tygodniku, Wildstein natomiast nadal pisze dla Karnowskich. Piotr Zaremba także był mocnym nazwiskiem w  starym „URze”, ale w  jego przypadku nie zanosi się chyba na to, by odwrócił się od braci.

Proszę pamiętać, że nowy tygodnik jeszcze nie powstał. On dopiero się tworzy. Trudno zatem wymagać od kogoś, zwłaszcza od osoby pokroju Bro-

nisława Wildsteina, żeby przestał pisać tam, gdzie pisać chce. Nikt nie zamierza nikomu zakładać kagańca. Z  tego co wiem, Bronek Wildstein zade-

Pozwoli pan, że tak jak w przypadku Stefana Bratstwa Tomasza Wołka, nie skomentuję.

I  nie, nie pozagryzamy się. Naszą siłą jest to, że potrafimy się pięknie różnić. Kiedy Bronek Wild-

stein polemizował z  moimi tekstami na łamach „Rzeczpospolitej”, to – przepraszam za górnolotność – był to dla mnie zaszczyt.

Sądzę, że z  publicystami pracującymi dla „W  sie-

ci” również będziemy toczyć zdrową polemikę. Nie będzie sytuacji, jak w  pewnej rozgłośni radiowej,

pewnego dnia, o  poranku, kiedy wszyscy zgroma-

dzeni zgadzają się ze sobą w  niemalże każdej sprawie. No, może różnią się nieco poziomem pogardy, jaką okazują drugiej stronie.

Jeden ze stałych uczestników tych poranków, ostatnio specjalista od męskości, twierdzi, że nie macie panowie jaj, tylko jakieś wydmuszki.

Kolejny przykład niezwykle barwnej, malowniczej

wypowiedzi. Po raz kolejny odmówię komentarza (śmiech).

Spokojnie, Stefan Bratkowski wróży wam, że jeszcze staniecie się panowie przyzwoitymi dziennikarzami. Taki jest teraz podział? Dziennikarze prawicowi i  dziennikarze przyzwoici?

www.detalks.pl

25


polityzacja Dziennikarze prawicowi to i  tak łagodne określe-

powiedzieć zupełnie szczerze, że paradoksalnie

skimi.

czasach jest trudno. Zwłaszcza, kiedy mamy do

nie, czasem bywamy też dziennikarzami pisowOczywiście

po

drugiej

stronie

dziennikarze bezprzymiotnikowi. Proszę zauważyć,

że określenie „publicysta lewicowy” czy „dzienni-

karz liberalny”, nie funkcjonuje. Jakoś to się nie przyjęło.

Bo nieładnie brzmi?

Ja się nie obrażam, jak ktoś nazywa mnie „dzien-

nikarzem prawicowym”, bo za takiego de facto się uważam. Chociaż bardziej pasowałoby określenie „dziennikarz konserwatywny”, pojęcie „prawicowy” jest bowiem dużo szersze. Natomiast sprzeciwiam się używaniu wobec mnie i  moich kolegów sformułowań

typu

„dziennikarz

partyjny”

czy

„dziennikarz IV RP”. Są to w  większości przypad-

nie być dziennikarzem partyjnym w  dzisiejszych czynienia z  tak głęboką polaryzacją. Zarówno w naszym środowisku, jak i w świecie polityki.

Ja sam byłem już z jednej strony „pisowską szma-

tą”, a  z  drugiej „zdrajcą interesów narodowych” i „nie-Polakiem”. Co ciekawe, zdarzało mi się czy-

tać komentarze z tego typu sformułowaniami pod jednym i  tym samym tekstem. Trzeba traktować takie rzeczy z  dystansem. Ja mam czyste sumienie. W swoim życiu napisałem jedne teksty lepiej,

inne gorzej, czasami sam zmieniałem zdanie w ja-

kiejś kwestii, ale żadnego mojego tekstu się nie wstydzę.

ków sformułowania niesłuszne i  niesprawiedliwe,

Zmierzamy w  kierunku dziennikarstwa tożsamościowego?

partyjni, czyli tacy, którzy zgadzają się z  każdą

trwa. Epoka dziennikarstwa informacyjnego już

wręcz absurdalne. Ale oczywiście dziennikarze opinią czy decyzją swojego politycznego ulubieńca, niezależnie, jak ta opinia ma się do faktów, istnieją. Po obu stronach.

,,

Kiedy ja piszę swoje teksty analityczne dotyczące np. kwestii międzynarodowych czy ekonomicznych, to mimo, iż teksty te dotykają często hermetycznych tematów, zawsze staram się przemycić do tych tekstów jakąś dozę emocji. Ja osobiście staram się trzymać jak najdalej od dziennikarstwa partyjnego, choć w wielu przypad-

kach zgadzałem się z  decyzjami czy myśleniem niektórych polityków, np. Jarosława Kaczyńskiego.

Choć w  bardzo wielu przypadkach się z  nim po

prostu nie zgadzam, i to dość mocno. Muszę panu

26

www.detalks.pl

Czy nam się to podoba, czy nie, ten proces już dawno się skończyła. Rewolucja internetowa sprawiła, iż obecnie mamy wokół siebie mnóstwo źró-

deł informacji. Dziennikarze czują, że żeby móc

w  tym gąszczu informacyjnym się przebić, muszą zagrać na nieco innej nucie.

Na emocjach.

Zgadza się. Na tym polega też ta mityczna tablo-

idyzacja mediów. Wcale nie na tym, że na trzeciej

stronie publikuje się zdjęcia roznegliżowanych modelek…

…albo na pierwszej zdjęcia matki Madzi na koniu…

…ale na tym, że właśnie gra się na emocjach.

Przykład mamy Madzi jest tego dowodem. Jeżeli ta kobieta utrzymuje się przez kilka miesięcy na czo-

łówkach tablodiów, to nie dlatego, że jest ładną dziewczyną, tylko dlatego, że jej postać budzi w  ludziach emocje. Dlaczego Stefan Niesiołowski

czy Janusz Palikot są tak często zapraszani do programów telewizyjnych?

Bo podnoszą oglądalność.

A  dlaczego podnoszą oglądalność? Bo wzbudzają emocje.

Odwieczne pytanie pojawiające się przy tego typu debatach: wina leży po stronie odbiorców czy


mediów?

To jest proces, który biegnie dwoma torami. My w  „Uważam Rze” staraliśmy się znaleźć pewnego rodzaju złoty środek. Tym złotym środkiem jest po prostu jakość. Kiedy publikowaliśmy teksty, przy-

kładowo, Rafała Ziemkiewicza czy wspomnianego

już wcześniej Wildsteina, to mimo, iż ich teksty naładowane były emocjami, to jednocześnie pisane były znakomitym piórem. Pod względem dzien-

nikarskim to jest najwyższa klasa. Jeśli połączy się te dwa elementy – emocje i jakość – wtedy da się przetrwać. I osiągnąć sukces. Kiedy ja piszę swoje teksty analityczne dotyczące np. kwestii międzynarodowych czy ekonomicznych, to mimo, iż teksty te dotykają często hermetycznych tematów,

zawsze staram się przemycić do tych tekstów ja-

kąś dozę emocji. Dziennikarstwo bez emocji nie przetrwa.

Marek Magierowski – dziennikarz, były publicysta „ Rzeczpospolitej” i  „ Uważam Rze”. W  tym roku nominowany w  plebiscycie Mediatory – Studenckie Nagrody Dziennikarskie.

www.detalks.pl

27


socjoliza

NAUCZYĆ POLAKÓW UŚMIECHU

SZYMON CIEŚLA: Nie macie już z  kim przeprowadzać wywiadów, że brata zapraszasz?

JAKUB CIEŚLA: To nie jest jedyny powód. Myślę, że jesteś na tyle ciekawą osobą, że warto z  tobą porozmawiać o  twojej pracy i  pasji, czyli o  barmaństwie. Ostatni dość późno, a  w  zasadzie wcześnie wróciłeś do domu. Czym było to spowodowane?

Uczestniczyłem w  reedycji zapomnianego konkur-

su Giants Flair Competition. Około pięćdziesięciu zawodników

prezentowało

swoje

umiejętności

w  niecodziennym przygotowywaniu koktajli. Jest to barmaństwo, ale ma też w sobie dużo ze sportu. Flair jest to przygotowywanie koktajli w  wido-

wiskowy sposób, który polega na podrzucaniu różnych elementów sprzętu barmańskiego. Na treningi trzeba poświęcić bardzo dużo czasu.

Czemu ta impreza jest zapomniana?

Wcześniejsze edycje odbywały się w  innym miejscu niż teraz. Przez kilka lat w  ogóle jej nie organizowano.

Teraz

została

połączona

z  innym

wydarzeniem, czyli Ligą Niezwykłych Gentelme-

nów, do której eliminacje odbywają się pierwszy poniedziałek każdego miesiąca.

Uczestniczyłeś w  LNG. Tak.

Z  powodzeniem.

W  eliminacjach zająłem dwa razy drugie miejsce, ale do finału nie udało mi się trafić.

Jednak nie byłeś chyba rozczarowany. Po powrocie wyglądałeś na zadowolonego, a  raczej wesołego.

(śmiech) Liga to nie jest konkurs bardzo sformalizowany. Jest to raczej spotkanie, na którym rywa-

Bo barman to ktoś więcej niż osoba nalewajca piwo... Rozmawiał Jakub Cieśla

lizacja jest na drugim planie. Ważniejsza jest wymiana doświadczeń, dzielenie się tym, czego się nauczyliśmy i  czym się aktualnie inspirujemy. W Krakowie odwiedzają nas barmani z całej Polski.

Ważne jest to, że możemy porozmawiać z kolega-

mi z  innchy miast  m.in. Warszawy, Wrocławia czy Trójmiasta.

Na wielu polach Kraków i  Warszawa walczą. Z  bramanami jest inaczej?

Niektórzy się sprzeczają i  nie chodzi tu tylko o  te

28

www.detalks.pl


dwa miasta. Jednak większość osób jest daleka od

dem.

tego kraju, jeśli będziemy się sprzeczać o  mało

Chodzi o różne składniki. Nawet jeśli ktoś wymyśli

istotne rzeczy. Ważniejsza jest współpraca. Dzięki

takim wydarzeniom jak Liga możemy się rozwijać

jako barmani. Osobą, która stworzyła ten projekt jest Marcin Dąbek. Osobiście od niego wiele się nauczyłem

Czyli ważniejsza jest ta mniej oficjalna część imprezy. Obstawiam, że trwa ona znacznie dłużej.

Z  reguły dłuższa jest integracja. Ale nie zawsze.

Nie chodzi o  to, żeby się upić po każdych zawo-

dach. To tak nie wygląda. Chociaż ostatnio nam

Dziwnie usłyszeć, że w  Polsce brakuje alkoholu.

ciekawy koktajl, to często nie może zdobyć tego,

czego potrzebuje. Dlatego ważne są kontakty

z  kolegami z  innych krajów. Polscy barmani nie odbiegają od tych z zagranicy. Są kreatywni. Dzię-

ki temu zdobywają wysokie miejsca na między narodowych konkursach.

Tobie też udało się coś wygrać.

Uczestniczyłem w  konkursie Shake it Up i  zdoby-

łem dziką kartę. Dzięki temu z  innymi polskimi

,,

tego typu bezsensownych kłótni. Nie zmienimy

tworzenie czegoś na kształt kulinarnej kompozycji,

Polska tradycja związana z  wódką to nie tylko pijaństwo i  łojenie do upadłego. Polacy wnieśli bardzo dużo do produkcji wódki i  to jest bardzo pozytywnie odbierane zagranicą.

umiejętnościom barmana łączone są w całość.

laureatami

Uczestniczyłem na przykład w  Bar Convent Berlin.

świetne doświadczenie. Poznałem historię i  spo-

się przeciągnęło. (śmiech)

Wniosek jest jeden. Barmani tak naprawdę nie piją dużo. Nie. (śmiech)

Im bardziej doświadczony barman, tym bardziej zwraca uwagę na kwestie smaku, a  sprawą drugorzędną są efekty picia. Myślę, że nie można tego kategoryzować stażem.

Chodzi o sposób podejścia do zawodu. Istotniejsze

od napełniania kolejnych kieliszków wódki, jest zbioru

niecodziennych

smaków,

które

dzięki

Jak wypada Polska na tle Europy?

Są to jedne z  największych targów branżowych w  Europie. Odbywają się tam seminaria i  szkolenia, a  producenci związani z  gastronomią prezen-

tują swoją ofertę. W Polsce odbyły się dwie edycje

pojechałem

do

fabryki

Absoluta

w Szwecji i wziąłem udział w  Academi Pro. Było to soby produkcji wódki. Szwedzka gościnność, nie-

samowici ludzie i  mnóstwo wiadomości jakie zdobyłem - to na pewno przyda się w pracy.

wydarzenia o podobnej formule. Było to Bar Sym-

Ostatnio Absolut zaprezentował wódkę dla Polaków.

za nie odbyła się. Jeżeli chodzi o  cocktail bary na

z  uczestników zdradził nam, że jest planowane

pozjum w  Warszawie. Niestety w  tym roku imprezachodzie, realizowane są bardzo ciekawe pomysły, dostęp do różnych alkoholi jest szeroki, a kul-

tura picia bardziej rozwinięta. Jest w Polsce grupa barmanów, którzy z powodzeniem mogliby pracować zagranicą. Faktycznie coraz więcej osób de-

cyduje się na wyjazd. Miejmy nadzieję, że po

powrocie przyczynią się do rozwoju polskiej sceny barowej. Oprócz tego irytujący jest fakt, że w Polsce zdobycie niektórych alkoholi graniczy z  cu-

O  tym dowiedziałem się właśnie tam. Jeden stworzenie alkoholu powiązanego z  naszym krajem. Nie wiedzieliśmy wtedy jak będzie to dokładnie

wyglądało.

Warto

zaznaczyć,

że

polska

tradycja związana z  wódką to nie tylko pijaństwo

i łojenie do upadłego. Polacy wnieśli bardzo dużo do produkcji wódki i to jest bardzo pozytywnie odbierane zagranicą.

Skończyłeś Międzynarodową Szkołę Barmanów i  Sommelierów. Teraz prowadzisz zajęcia w  kra-

www.detalks.pl

29


socjoliza Taka szkoła daje dobre podstawy, nie tylko dla

osób, które wiążą z  tym zawodem przyszłość, ale również dla ludzi, które po prostu chcą rozwinąć swoje hobby. Jeżeli chcesz traktować to jako spo-

sób na życie, tak jak mówiłem, trzeba śledzić wszystkie trendy na bieżąca i rozwijać się poprzez

czytanie książek oraz praktykę zawodową. Ciężko w szkole zaprezentować sytuacje, które mogą wy-

stąpić tylko w  czasie prawdziwej pracy, bo życie pisze różne scenariusze. (śmiech)

Na półce masz raczej pozycje pisane po angielsku. W  Polsce nie ma książek, czy może są, ale takie, dla których nie warto poświęcać czasu.

Jest interesująca literatura polska, ale to książek w  języku angielskim jest więcej i  częściej są wy-

dawane. Choć ostatnio powstał bardzo ciekawy

zbiór opowiadań „Jedna Miłość. Wiele Historii” mojego kolegi po fachu Adama Grądziela, który

uczy w  warszawskiej fili MSBIS oraz reprezentuje coctail bar Columbia. Zaprezentowane w  niej są ciekawe sytuacje, z  którymi spotkał się on pracując za barem.

To co jest najważniejsze według ciebie w  tym zawodzie?

Praca barmana to nie tylko stanie za barem. Na pewno istotne jest samodoskonalenie. Jak z  leka-

30

www.detalks.pl

rzami czy prawnikami. Trzeba cały czas się uczyć i śledzić nowe trendy. Dzięki temu można zaskakiwać gości. A  o  to przecież chodzi. W  moim przy-

padku najważniejsza ostatnio była podróż do

Londynu. Zobaczyłem miejsca, które w  Polsce nie powstaną prawdopodobnie jeszcze przez kilka lat.

Właśnie zagranicą można poznać to, czym naprawdę jest barmaństwo. My jesteśmy dla gości.

Musimy stwarzać atmosferę miejsca, do którego chce się przychodzić, a  goście mogą liczyć na to,

że zostaną zaskoczeni, a  ich obecność doceniona przez perfekcyjny serwis. Nie chodzi tylko o  kok-

tajle, ale też o  rozmowę i  uśmiech, bo z  tym w Polsce jest największy problem.

Chciałbyś nauczyć Polaków uśmiechu?

Przypomina mi się scena z  „Dnia Świra”, jak Marek Konrad przesiada się w  inne miejsca w  autobusie, tylko żeby nie siedzieć obok jakieś baby. Jesteśmy

nieżyczliwym

i  smutnym

narodem.

W Polsce ktoś kto się uśmiecha na ulicy jest trak-

towany jak tytułowy świr, albo osoba, która ma „problem”. Ciężko nam jest zaakceptować szczęście innych. Trzeba ćwiczyć uśmiech idąc chodnikiem,

jadąc

tramwajem

czy

sącząc

w towarzystwie uśmiechniętego barmana.

koktajl

Szymon Cieśla - na codzień przygotowuje koktajle dla klientów baru Le Scandale na krakowskim Kazimierzu

fot. mypis.pl

kowskiej fili. Wiedza tam zdobyta jest ważniejsza od tych informacji przyswajanych na bieżąco?


Detalks14(14)2012