Page 1

Xawery Renczyński:

Edward Lasok:

Bajka jest tam, gdzie są ludzie

Nie ma walki o Śląsk, bo nie ma jedności między posłami

nr 5(5)2012

Mad Tea Party


fot. Przemek Krzakiewicz

kulturoskopia

6 lipca Open’er, później być może OFF Festival i Coke Live Music Festival. Ale najpierw – Detalks. Rozmowa z Camero Cat............4 Metal, pop, rock, reagge – to wszystko przeżytek. Nadchodzi era Rach Ciach Metalu. Wywiad z zespołem Blacknight.....................8 polityzacja

Happy Birthday. Nareszcie, panie prezydencie! Rozmowa z Edwardem Lasokiem..................................................................12 socjoliza Data urodzenia: 1924. Pseudonim: Wysoki. Rozmowa z żołnierzem AK - Kazimierzem Wojtkiewiczem.........................15 Redaktor naczelny: Kuba Dobroszek Zespół: Jakub Cieśla, Mateusz Kuśmierek, Piotr Tomala, Michał Wróblewski Stali współpracownicy: Dominika Brożek, Łukasz Guzicki Projekt graficzny: Jakub Cieśla Projekt okładki: Jakub Cieśla Zdjęcia członków redakcji: Adam Gutkowski Adres redakcji: ul. Dworska 7, 43-418 Pogwizdów, 602 644 053 redakcja@detalks.pl

2

www.detalks.pl


Dzień dobry, witam

A TY, JAKIEGO MASZ SMARTFONA? Dobroszek DOBROSZEK: Kuba, można już oficjalnie powiedzieć, że masz wakacje?

CIEŚLA: Czekam jeszcze na jedne wyniki, ale jestem dobrej myśli. A ty? Okazało się, że ostatni egzamin został szczęśliwie zdany, tak więc mogę w spokoju pakować się na Open’era.

Czyli smartfon się przydał?

Tak, zdecydowanie. To są zupełnie inne egzaminy – nie musisz szukać zagadnień po wszystkich ściągach, po całym skrypcie. Wklepujesz hasło w smartfona i masz wszystko wyświetlone.

Ja jednak jestem w tej kwestii tradycjonalistą. Wolę mieć wszystko czarno na białym. Wiesz technika może czasami zawieść człowieka...

Niestety tak. Mnie jedynie wkurzało, że w tej sali gdzie pisaliśmy większość egzaminów nie było zasięgu, więc wyłączało mi PDF i smartfon się pytał czy chcę wybrać sieć…A najgorsze, że jak już raz zaznaczyłeś, że nie, kurwa, nie chcesz wybrać sieci, to później pytał i tak ponownie…

To można wyłączyć, ale znając twoje zamiłowanie do technologii i tak nie będziesz wiedział jak to zrobić.

Nie skreślałbym mnie tak od razu. Ostatnio ustawiłem sobie, że jeśli będę miał słabą baterię, to smartfon automatycznie przejdzie na tryb oszczędzania energii!

A to przypadkiem nie jest w ustawieniach fabrycznych? A jest?

Nie wiem jakiego dokładnie masz smartfona…

www.detalks.pl

Cieśla Już nieważne! Najważniejsze, że mimo wszystko, mimo nadgorliwości operatorów komórkowych – przeżyliśmy!

Przeżyliśmy, dlatego również w spokoju mogę pakować się na Open’era.

W nowym numerze mamy rozmowę z Camero Cat – zespołem, który wystąpi podczas festiwalu na Talent Stage. Obiecałem, że się wybierzemy.

Oczywiście, bardzo chętnie.

Będzie to idealne rozpoczęcie dnia, bo w piątek koncerty, na które chyba czekamy najbardziej, a już na pewno czekam ja.

Bloc Party!

Zacząłbym teraz nucić „Banquet”, ale obawiam się, że czytelnicy odłożyli by ten numer zanim zdążyliby dotrzeć do pierwszego wywiadu…

To może lepiej zaproś już do lektury, a zanucisz mnie. Ja i tak słyszałem już różne twoje wykonania różnych piosenek. W takim razie zapraszam do lektury, życzę udanych wakacji, mam nadzieję, że świadectwa nie były najgorsze…

Ale patos…

…i nie myślcie sobie, że znikamy na wakacje. Widzimy się za dwa tygodnie!

O ile oczywiście przeżyjemy Open’era.

Przeżyjemy, przeżyjemy! Przeżyliśmy ostatniego, więc każdego przeżyjemy!

A to przepraszam!

3


kulturoskopia

OSTATNI WYWIAD Z TIMEM BURTONEM

fot. Przemek Krzakiewicz

Krakowski klub „Bomba”. Siedzę przy stoliku z Xawerym Renczyń­ skim i Kubą Dobrowolskim – członkami zespołu Camero Cat.

KUBA DOBROSZEK: Czekamy jeszcze na Julkę (Julia Renczyńska – członkini zespołu przyp.red.) czy zaczynamy? XAWERY RENCZYŃSKI: To może zacznijmy, najwyżej Julce zadasz jakieś ekstra pytania. Okej. Na początku chcę was przeprosić, że co jakiś czas będę pociągał nosem, ale dopiero co wróciłem z Gdańska z koncertu i jestem trochę przeziębiony. X: Na jakim koncercie byłeś? Na Noelu Gallagherze. X: Ooooo… I co, zajebiście? Zajebiście!

4

X: A grał tylko solową płytę? Solową i hity z Oasis. Ale zostawmy Noela, przejdźmy do was. Tim Burton, którego bardzo często podajecie jako swoją inspirację… X: Nie prawda! Już nie podajecie? Kuba Dobrowolski: Zostało nam to przypisane. X: Oczywiście oglądaliśmy filmy Tima Burtona, takie jak „Frankenweenie” czy „Nightmare Before Christmas”, które są czymś zajebistym, ale inspiracja? Duże słowo. Mamy w ogóle jeszcze jakieś inspiracje czy już nam przeszło? K: Inspirujemy się wszystkim, co nas ekscytuje. Dlatego Burton na pewno miał jakiś wpływ na naszą twórczość, co nie zmienia faktu, że

jest to podkreślane w wywiadach jako nasza główna inspiracja, a to nie prawda. X: Odbija nam się to dosyć mocną czkawką. Dobrze, to ja zadam pytanie jeszcze raz. Tim Burton, który miał jakiś wpływ na waszą twórczość powiedział w jednym z wywiadów, że jego ojciec, to wilkołak. Wy też macie dziwne korzenie? K: Naszym ojcem jest Tadeusz Kantor. X: Tak, nasz mentalny ojciec, to zdecydowanie Tadeusz Kantor. Tata Burtona, to wilkołak… Ja na przykład nie wiem, kim jest mój. Ojciec Kuby, to diabeł. Wcielony? K: Wcielony.

www.detalks.pl


kulturoskopia Spodziewałem się, że podacie chodzą ludzie na koncert i nie moCzesława Mozila. żesz serwować im czegoś, co nie K: To kolejna łatka, którą nam ma sensu jak na przykład wielprzypięto. kie… wielkie paczki cukru. Czyli wszystko, co o was prze- Oj, zwłaszcza, że obecnie mogłyczytałem i usłyszałem mogę od by one sprawić, że taki koncert dzisiaj wyrzucić do kosza? byłby drogi. K: Wiesz, to był przede wszystkim (śmiech) bardzo dobry marketingowo No dobrze, mówicie o opowiadachwyt. Owszem, z Czesławem za- niu historii. Graliście na festiwakumplowaliśmy się przed wyda- lu Rock for People, zagracie na niem pierwszej płyty, zanim on tegorocznej edycji Openera. wydał debiut i zostaliśmy Koncerty festiwalowe mają to do ochrzczeni jako dzieci Czesława. siebie, że są ściśle ograniczone Ale teraz tak naprawdę on ma to czasowo, przez co wielokrotnie trochę w dupie, my to mamy tro- trzeba skracać setlisty, piosenki. chę w dupie, co nie zmienia faktu, Czy taki openerowy koncert, to że się bardzo lubimy! jeszcze jest ta sama historia, Dobra, to o waszą matkę już nie którą opowiadacie podczas wypytam. stępów, kiedy macie dowolność X: Moja matka jest szalona! czasową? Nie wnikajmy. Wasza twórczość, X: W tym momencie jeździmy to połączenie muzyki, teatru, z „Mad Tea Party” – rozegraliśmy malarstwa. Synkretyzm w sztuce się, ale nie jest to jeszcze na tyle jest czymś pożądanym? ograne, żeby trzeba było to zarzuK: Jak najbardziej! Wydaje mi się, cać. „Mad Tea Party” ma przekaz, że połączenie wielu dziedzin, po- który staramy się podkreślać. woduje, że ta sztuka jest ciekaw- K: „Mad Tea Party” jeszcze nie sza. Na koncertach łączymy jest wyeksploatowanym materiamuzykę z częścią wizualną, żeby łem, bo owszem zagraliśmy już się przyjemnie i słuchało i ogląda- sporo koncertów, ale na żadnym ło. wielkim festiwalu. Teraz będziemy Jak Jean Michel Jarre! na Openerze, może się uda wystąX: Tylko, żeby pić na OFFie i na nie było też tak, "W koncertach nie Coke’u, zobaże ludzie przyczymy jak bęchodzą przede chodzi o historię, chodzi dzie. wszystkim na tę Coke to też waraczej o to, co ta warstwę wizualsza bajka? ną. Że tam się historia niesie za sobą." X: Bajka jest coś zaświeci, zatam, gdzie są lubłyśnie… dzie. Pojawią się laK: Kto jest sery… w tym roku na Coke’u? Placebo X: Lasery… Nam nie o to chodzi. i Snoop Dogg. K: Staramy się robić tak, żeby wi- I The Killers. zualizacje były dopełnieniem, K: Na Snoop Dogga chętnie bym a nie czymś, co zawraca uwagę. się przeszedł, dlatego fajnie byłoOpowiadanie historii? by też na Coke’u zagrać koncert. K: Tak, staramy się, żeby to X: Kiedy uwiedziemy kogoś konwszystko trzymało się kupy. Przy- certem, nie ważne gdzie, to istnieje

www.detalks.pl

duża szansa, że on potem wróci do domu, kupi albo znajdzie w Internecie płytę. W koncertach nie chodzi o historię, chodzi raczej o to, co ta historia niesie za sobą. A wasza historia co niesie za sobą? X: My piszemy o tym, co nas boli, co nas wkurwia, czego byśmy chcieli. A co was teraz wkurwia? X: W tym momencie? Nic, bo gramy na Openerze! Jakbyśmy nie grali, to pewnie byśmy byli lekko wkurwieni (śmiech). Ja się wybieram na tegorocznego Openera. Będzie sporo dobrej muzyki. Jak mnie zachęcicie, żebym wybrał się akurat na wasz koncert? K: Dość łatwo cię zachęcimy, ponieważ gramy w piątek o godz. 16:30, a koncerty na dużych scenach zaczynają się później. Zagramy maksymalnie 45 minut, więc cały występ dasz radę zobaczyć! Bardzo się cieszę, że próbujecie mnie zachęcić, bo większość młodych zespołów, z którymi rozmawiam, nie próbuje. Twierdzą, że ich muzyka mówi sama za siebie. X: Oczywiście, że muzyka mówi za nich, za nas, ale żeby tę muzykę ktoś usłyszał, trzeba ją gdzieś… usłyszeć, jakkolwiek dziwnie to brzmi. A byliście kiedyś na Openerze jako uczestnicy? X: Ja nie, bo powiedziałem sobie, że zwiedzę wszystkie festiwale od drugiej strony. Na razie idzie mi nieźle. (śmiech) Skupmy się na „Mad Tea Party”. Jak sami napisaliście jest to alternative pop opera. Mam wrażenie, że wszystko obecnie jest alternatywne. X: Wymyśliliśmy to, bo musieliśmy napisać, co gramy. Ostatnio mówiłem koledze, że

5


kulturoskopia robię wywiad z wami i nie potrafiłem mu jednoznacznie powiedzieć, co gracie. X: W ogóle alternatywny pop, to jest oksymoron. I jeszcze do tego opera. X: Muzyki też nie da się określić w jakiś jednoznaczny sposób. Porozmawiajmy o obrazach – widziałem wczoraj fajny obraz, jakiś nowy malarz, coś nowego, czego jeszcze nie widziałeś. Mogę go tylko polecić. K: Nie należy szufladkować gatunków, w żadnej dziedzinie. X: Ja ci mogę powiedzieć, że Camero Cat, to jest kocia muzyka. Kocia muzyka kojarzy się raczej pejoratywnie. X: Ale my się o to nie obrażamy! Trzeba zmienić stereotyp. Zewsząd wmawiają mi, że concept albumy wyginęły, tymczasem wy concept album serwujecie. K: Z jednej strony nas to kręci, a z drugiej robimy trochę na przekór. Owszem wyginęły, bo życie zrobiło się szybkie. Ale nie znaczy to, że nie ma ludzi, którzy takie albumy doceniają. X: Myślę, że nie wyginęły, ale po prostu nie ma dla nich miejsca. Muzycy przestali nagrywać concept albumy, bo albo skończyły się im pomysły albo im się nie chce. K: Albo chcą się jak najbardziej przypasować do tej obecnej szybkości. X: Pytanie też o jaki concept album ci chodzi. Czy mówisz o takim albumie, gdzie jest faktycznie opowieść i historia jak w „The Wall” Pink Floydów czy concept albumem jest też dwanaście piosenek o zagubieniu i szaleństwie? Oczywiście concept album, to nie będzie to, co kiedyś, kiedy muzycy mieli do dyspozycji płytę winylową, która miała ściśle określoną długość, więc nie pisa-

6

ostatniej płycie. no pojedynczych utworów tylko X: Te trzy koty i szczur żyją nacały materiał. Z takich bardziej prawdę. Tak, uczestniczyliśmy, znanych wykonawców, ostatnio chociażby wczoraj… Coldplay poszli w kierunku con- Też były trzy koty i szczury? cept albumu i nagrali „Mylo X: Było trochę kotów, psów… Xyloto”. Dużo osób zna piosenki Byle nie było białych myszek! „Paradise” czy „Princess of Chi- X: Białe myszki też były… Pytasz na”, ale mało kto wie, że są one czy imprezujemy czy szukasz jaczęścią jakiejś większej całości. kiejś metafory? K: Chodzi o to, żeby cała płyta za- Metafora byłaby fajna! wierała jakąś historię, ale żeby też X: Wszystko, co znajduje się na każdy kawałek z osobna coś opo- „Mad Tea Party” znamy z autopsji, wiadał. ale ubrane jest w futro. O wielu X: Bardzo często jest tak, że wy- rzeczach nie mówimy wprost. rwany z kontekstu utwór całkowi- A czy trudniej o niektórych cie zmienia swoje znaczenie albo sprawach mówić po polsku? Bo nabiera więcej sensu. Ludzie mó- wy śpiewacie po angielsku. wią, że płyty przestaną się sprze- X: Trudniej ze względu na melodię dawać. Może concept albumy są języka. Poza tym od początku było taką receptą – skoro stanowią jed- takie założenie, że zespół Camero norodną całość, to słuchacze będą Cat będzie śpiewał po angielsku. chcieli mieć tą całość. Zostaliśmy wychowani na muzyce Powiedzieliście, że muzycy nie anglojęzycznej. nagrywają concept albumów, bo Czyli nie boicie się śpiewać po może boją się, że skończyły się polsku? pomysły. Czyli nie jest tak, że X: Jeżeli zrobimy coś po polsku, w muzyce wszystko już wymy- bardzo by nam zależało, żeby ślono? wszyscy mieli świadomość dlaK: Absolutnie nie. Niektórzy może czego to jest po polsku. tak twierdzą, ale my ciągle odkry- K: Są różne pomysły, zobaczymy wamy nowe rzeczy i wydaje mi co powstanie. się, że nie ma granic. X: To nie jest Czyli Beatlesi tak, że my chcenie wymyślili "Ludzie mówią, że płyty my mierzyć wszystkiego, co przestaną się sprzedawać. w zagranicę. było w muzyce Może concept albumy są taką Kiedyś pewien do wymyślenia? pan przy kości, X: Nawet Len- receptą – skoro stanowią kiedy byliśmy na jednorodną całość, to non się zastanaeliminacjach do wiał, gdzie słuchacze będą chcieli mieć tą pewnego festibyliby Beatlesi, walu wyszedł całość. " gdyby nie Elvis! i powiedział, że A Elvisa nie byłoby, gdyby ktoś te wszystkie zespoły, które zaśpietam. Tak można się cofać w nie- wały po angielsku, chcą być tacy skończoność. jak „Oni” – muzycy z zagranicy. Nagraliście „Mad Tea Party”, Uważam, że to jest duże nadużycie a czy uczestniczyliście kiedyś ze strony tego pana, bo to nie jest w takim Mad Tea Party z praw- tak. dziwego zdarzenia? Czy to jest ten sam pan, który X: Czyli jakim? kiedyś tłumaczył „Satisfaction”? Takim, jakie przedstawiliście na

www.detalks.pl


kulturoskopia X: Być może to jest ten sam pan, który kiedyś tłumaczył „Satisfaction”, którego nie trzeba tłumaczyć tylko trzeba posłuchać i dowiedzieć się o czym to jest. Muzyka nie wymaga języka. Jeżeli ktoś chce dowiedzieć się, o czym muzyk śpiewa, to nie ważne czy będzie śpiewał po polsku czy po angielsku, to i tak się dowie. Z drugiej strony, niektóre zespoły, które śpiewają po polsku, to wolałbym, żeby śpiewały po rosyjsku, żebym ich w ogóle nie rozumiał… Jakieś przykłady? X: (śmiech) Sam sobie wybierz. No, ale tamten pan zarzucił wszystkim młodym zespołom śpiewanie po angielsku, a ja uważam, że jeśli ktoś się nie wychował na polskiej muzyce, to nie musi po polsku śpiewać. Ale to nie jest też tak, że ja polskiej muzyki nie lubię, bo są artyści, zespoły, które mi się podobają! Może to i lepiej, że nie mierzycie w zagranicę, bo wielu polskim zespołom to mierzenie, delikatnie mówiąc, nie wyszło. X: A wiesz czemu nie wyszło? Oni pisali teksty po polsku, po czym te teksty były tłumaczone na język angielski i wysyłane za granicę. To jest zbrodnia! Kiedy robisz muzykę, to ona musi brzmieć. K: Uważam, że na przykład fatalnie przetłumaczone jest Myslovitz. Wiele tekstów Rojka jest przepięknych, a później, kiedy one są słowo w słowo tłumaczone na angielski, to już nie brzmi dobrze. X: Nie rozumiem też Kazika, któ-

www.detalks.pl

ry na płycie śpiewa przetłumaczonego Waitsa. Wszystko fajnie, ale czy to na pewno jest potrzebne? Bo chyba raczej nie jest to po to, żeby przybliżyć słuchaczom Toma Waitsa… „Mad Tea Party” było ostatnio, to co będzie dalej – impreza rodem z „Kac Vegas”? K: Jeżeli chodzi o nową płytę, to najwcześniej w przyszłym roku siądziemy do pracy. X: Mamy trochę pomysłów. W tym momencie chciałem się odnieść do Tima Burtona, ale skoro już… X: Okej, ostatni wywiad z Timem Burtonem! Moim zdaniem każdy kolejny film Burtona jest utrzymany w tej samej stylistyce, co trochę nudzi. Jeżeli by jego twórczość przełożyć na muzykę, to jest to piosenkarz, który od dziesięciu lat wydaje praktycznie to samo, odcina kupony… K: Być może uprzedzę twoje pytanie – absolutnie nie chcemy zamykać się w jednej stylistyce. Z każdą płytą, z każdym koncertem, z każdym wydarzeniem człowiek się uczy i nabiera nowego doświadczenia. Może niekoniecznie chcemy od razu popaść w hip hop czy R&B… X: Jak Chylińska! Ja uważam, że „Modern Rocking” był akurat spoko! X: Może i zabieg spoko, ale wykonanie… K: Jeżeli chcesz zapytać czy następna płyta będzie kontynuacją tematyczną poprzednich, to na

pewno będzie słychać, że to jest Camero Cat, ale na pewno chcemy ją nagrać w inny sposób. X: Na przykład nasza pierwsza płyta była dużo mroczniejsza niż „Mad Tea Party”! Nie mamy tylu lat, co Burton, nie możemy jeszcze odcinać kuponów. Na miejsca spotkania dociera Ju­ lia Renczyńska.

Cześć Julka, miałem ci zadać jakieś ekstra pytania, ale myślę, że chłopaki już chyba powiedzieli mi wszystko. JULIA RENCZYŃSKA: Spóźniłam się, bo kot obsikał mi torebkę. Całą! Kot Camero? J: Taaa… No to przepraszam cię Julia, mam nadzieję, że dłużej będziemy się widzieć podczas waszego koncertu na Openerze. J: Będziesz tam? Tak. J: To super! K: Przyjdź, nie ma żadnego koncertu wtedy, będzie fajnie! Trzymam za słowo!

Rozmawiał Kuba Dobroszek

Camero Cat ­ zespół założony w 2007 roku przez Julię Renczyń­ ską, Xawerego Renczyńskiego i Jakuba Dobrowolskiego. Są lau­ reatami m.in: RZEPY (autorskiego przeglądu radia Rzeszów, wystąpi­ li m.in: na festiwalu Rock For Pe­ ople oraz na Jarocinie 2010

7


kulturoskopia

Maciek Woliński, Piotrek Trybulec i Łukasz Przybyszewski, to młodzi muzycy­amatorzy. W 2007 roku zmienili ponad stuletni, pełen ta­ jemnic dom w swoje muzyczne stu­ dio i miejsce spotkań. Dziś opowiadają o swoich sukcesach, imprezowaniu i o życiu małego ze­ społu w jeszcze mniejszym mia­ steczku.

ŁUKASZ LASEK: Stara Chata jest dziś dość charakterystycznym punktem na mapie Radomyśla. Jak to wszystko się zaczęło? MACIEK WOLIŃSKI: Graliśmy w piłkę z Piotrkiem. Ty żeś Pieter coś mówił, że na weselu chwilę na jakichś garach grałeś, że Ci się spodobało i że sobie kupisz gary. PIOTREK TRYBULEC: No zgadza się. M: Ja sobie kupiłem gitarę. Na początku u mnie w garażu graliśmy... P: Przybyszewskiego nie było jeszcze, graliśmy sobie. W sumie, to tam w garażu siedzieliśmy nie wiem ile, dwa tygodnie? M: Gdzieś tak, jakoś tak. I później tutaj, Stara Chata.

8

P: No, Adam nam zaproponował, że możemy tu siedzieć. Jak sobie posprzątamy oczywiście! I posprzątaliście? M: Na początku mieliśmy grać w innym pomieszczeniu tutaj, rzeźnia w nim była i jeszcze haki wisiały pod sufitem. P: Byłoby bardzo mroczno, nie to co tutaj (śmiech). No ale tu skończyliśmy. A gracie... Co teraz gracie? M: Gramy Trash Metal... Trash, heavy... Granie w byłej rzeźni byłoby bardzo klimatyczne, gdybyście grali Black Metal. P: No klimatycznie, nie trzeba by było robić żadnej scenerii, nie? ŁUKASZ PRZYBYSZEWSKI: Tu też haki jakieś powiesimy! A jak właściwie się nazywacie? M: Nazywamy się... jak się teraz nazywamy? P: Dużo było tych nazw zespołu, nie chce mi się tego wymieniać. M: Blitzhell był na początku. Beholder, jakieś choppery, shitery. Teraz Zostaje Motoriser. Tak z płyty Motorheada troszkę. Fajna nazwa, przez inne R się pisze.

Ł: W kółku.(w chwili obecnej zespół nazywa się Blacknight – przyp.red.) Skąd czerpiecie inspiracje dla muzyki, którą gracie? P: Z zespołów. M: Metallica wczesna, Iron Maiden, Motorhead... Ł: Slayer, Anthrax, wszystkie te wiesz... (Dzwoni telefon, ostra muzyka ja­ ko dzwonek)

Ł: O, właśnie słyszałeś inspirację. P: Co prawda od początku zawsze wzorowaliśmy się na Metallice, a od roku gdzieś z Pantery dużo czerpiemy, przynajmniej ja. Covery? Ł: Pierwsze covery, jakie graliśmy były Metalliki. P: Pierwsze, co graliśmy, to było chyba 'To Whom The Bell Tools'. M: Zaczęliśmy właśnie covery grać... i dalej gramy (śmiech). Mamy kilka kawałków własnych. A jak wygląda skład obecnie? M: Skład zespołu, to Piotr Trybulec na perkusji, Łukasz Przybyszewski – gitara rytmiczna i śpiewanie. Basistą jest Żądło Mateusz z Przecławia czy skądś

www.detalks.pl


kulturoskopia tam. No i ja jestem, Maciek Woliński, prowadząca gitara. Koncertujecie? M: Gramy od 2007, na koncie mamy dwa duże koncerty, w Mielcu i w Radomyślu. P: No i jeszcze na półmetku w szkole. Co robicie w życiu oprócz grania? Ł: Gramy i pijemy. M: Nie no, coś jeszcze trzeba robić. Bęben się uczy w technikum, jeszcze rok mu został, Łukasz w Rzeszowie studiuje, ale chyba z pół roku go tam nie było, a ja w Tarnowie na pedagogice. A Żądło jest chyba fotografem, tyle ma tych zdjęć na naszej klasie... Rozumiem, że tu, w Starej Chacie odbywają się jakieś okolicznościowe... prywatki? Ł: No są, są. P: Są imprezy, okolicznościowe właśnie - sylwestry, rozpoczęcia, zakończenia wakacji... no i znajomi zazwyczaj jak wpadają no to zawsze na jakieś piwo. Dużo osób przychodzi się pobawić? P: Najliczniejszą imprezą była impreza dla około sześćdziesięciu osób. Wolicie myśleć, że przychodzą dla was czy dla alkoholu? M: Po ostatniej imprezie, to Piotrkowi perkusję przerobili trochę P: Tak, miałem taki incydencik mały, poniszczyli mi sprzęt. Oni przychodzą na imprezę tylko po to, żeby się dobrze bawić i my wtedy nie gramy z powodu Przybyszewskiego, no bo on jest jaki jest, nie trawi imprez. Ł: Nie płacą, to nie gram. Ile musiałbyś zainkasować, żeby zagrać? Na ile się cenisz? Ł: Nie no, śmieję się z tym płaceniem. Po prostu wolę robić bar-

dziej regularne koncerty, bo to za- powiedział, że jak dopiszemy zwyczaj jest tak, że połowa ludzi osiem, to się z nami jakoś kasą ma gdzieś to nasze granie. Jak jest podzieli. Chyba liczył na więcej, impreza, to jest impreza, a jak ktoś słabo się rozreklamowaliśmy. chce przyjść posłuchać jak gramy, M: Ale wtedy dla kasy nie gralito niech przyjdzie posłuchać jak śmy. P: Poza tym zdarzało się, że ludzie gramy. do nas podchoP: I był jeszcze jeden koncert, "Raz tu przyszła moja dzili i pytali się, tak sobie przy- mama, dzień przed świętami czy my nie gramy z playbacku. pominam, ale nieudany taki, wielkanocnymi zdaje się, A gracie? w Ustrzykach, na flaszeczkę mieliśmy, bo M: A skąd. który nie doje- Łukasz piwa nie może pić. Dużo było komchaliśmy po pro- Wiadomo jak wyszło... " promitujących momentów stu. w karierze waNie dojechaliszego zespołu? ście? M: To było jakieś dwa lata temu, P: Pomyłki zdarzają się każdemu. mieliśmy na WOŚP grać w Biesz- Raz tu przyszła moja mama, dzień czadach, zima straszna była, ślisko przed świętami wielkanocnymi na ulicy, no ale spakowaliśmy się zdaje się, flaszeczkę mieliśmy, bo do busa, do ogóra i jedziemy. Tutaj Łukasz piwa nie może pić. Wiadozaraz za Radomyślem, parę kilo- mo jak wyszło... metrów szarpnęło nami, nie było Może powinniście zmienić gatujak się zatrzymać – wjechaliśmy nek piwa? w zaspę. No i odwrót panowie. Ale P: Mamy Harnasie, bo są tanie. Ogór dał radę. Ostatnio skrzynia Ale różnych próbowaliśmy. Lobiegów mu wysiadła i szukamy kalny patriotyzm. No właśnie, graliście jako lokalni sponsora. Właśnie widzę, wisi tu na sznur- patrioci na sporym koncercie na Dniach Radomyśla. ku puszka na datki. P: Wynajmujemy to miejsce, P: Oceny nie były zbyt entuzjaw pewnym sensie, i płacimy za styczne, ale tak to jest, jak się doprąd. To, co ogrzaliśmy, to musi- wiadujesz trzy dni przed i musisz coś przygotować i zagrać. my za to płacić. Skąd Stara Chata wzięła pomysł Na jakim etapie jesteście z używkami? Potrzebne już były koncertowania w Ustrzykach? P: Po prostu byliśmy tam wcze- strzały z adrenaliny w serce? śniej, poznaliśmy kilka kobiet, P: Dożylnie nic nie bierzemy. które po burzliwej nocy zapropo- M: Jakieś wino, jakieś Bieszczady nowały nam koncert. Załatwiły to czasem, wiadomo. od ręki, żadnych dem nie mieliśmy Ł: Zdarza się tanie wino na bazie wtedy, w ogóle nie słyszały nas siarki, ale tylko sześć dni w tygodniu, więc jesteśmy bezpieczni na wcześniej. razie. Graliście też koncert w Mielcu. Ł: Trochę się zezłościł na nas wła- P: Kontynuujemy tradycje duchościciel, ale poszło o plakaty. Cena wego przewodnika zespołu. niby miała być pięć złotych, ale Duchowego przewodnika?

www.detalks.pl

9


kulturoskopia P: Acid Drinkers - kwasożłopy, Przybysz, miałem zajebisty sen: nazwa mówi za siebie. śniło mi się, że miałeś długie włoZ czego jesteście najbardziej sy i wyglądałeś zajebiście! No dumni? i zaczęło się. P: Że gramy dalej. Mieliśmy cięż- Czyżby Przybysz pisał wasze kie chwile, ale jakoś udało się to teksty? przetrwać. Główną przeszkodą M: Mamy tu zeszyt, zapisujemy co były studia, bo każdy się gdzieś się nawinie, głównie Adam (więkindziej wybierał, ale w końcu się szość tekstów nie nadaje się do tak zebraliśmy, że jesteśmy tutaj. zamieszczenia – przyp.red.). ŁuWidać, że każdemu zależy, ale do- kaszowi pisaliśmy teksty na sylpiero w zesłym roku to wszystko westra, Pietrowi na urodziny ruszyło na poważnie. i mówię Adamowi: dla mnie nic Ł: Ale największe sukcesy jeszcze nie napisałeś. Adam mówi: no przed nami. czekaj chwilę. Miał jakieś dziwne A jak reaguje rodzina? wyobrażenia o mnie i powstała M: Ja zawsze mówiłem „idę na piosenka „Sir Maciej Walikoń”. próbę do Starej Chaty” i to wy- Oprócz zeszytów macie jeszcze starczało. jakieś gadżety, związane z dziaŁ: U mnie były akcje, że znowu łalnością? idę chlać, ale M: Korkociąg ostatnio, zwłaszjest naszym ga"Wiele zespołów cza jak tu coś dżetem. Jak jemarzyłoby o takich chaliśmy do nagrywamy, koncertujemy - warunkach. Tylko trochę Rzeszowa na akceptują to. koncert Deep M: Moi rodzice głośno tu, jakaś babcia Purple, kupilinawet to popie- narzekała, ale umarła. " śmy po drodze rają. Tylko długie wino. Najtańsze, włosy im przeosiem złotych. szkadzają. Ale z korkiem było – więc jak to P: Mnie pytają tylko o której wró- niby otworzyć? Kupiliśmy więc ciłem i ile wypiłem. Ale nie są za korkociąg. Pierwszy lepszy, dobardzo zadowoleni, woleliby, że- piero przy kasie okazało się, że bym siedział przy książkach i się kosztował dwadzieścia złotych, uczył. Nie narzekam, że źle się ponad dwa razy więcej niż wino. uczę, bo nie uczę się źle, ale wia- Tanie wino, fajki – tak się bawi domo jak to rodzice – muszą mieć polska młodzież? wymagania jakieś. W przyszłości P: A jak myślisz, kto się lepiej bapewnie też takie wymagania będę wi? Ci co tam na rynku siedzą, pimiał. ją piwo i zbijają bąki? W całym Długie włosy, to po tych wszyst- tym źle chyba lepsze jest to, że kich znanych zespołach? jeszcze robimy coś oprócz picia. M: Na teledyskach wszystkie te Jakieś anegdotki związane zespoły, Iron Maiden, Motorhead z tym, co robicie oprócz picia? – kudłate chodziły. Ale w Biesz- M: Różne przygody, głównie ze czadach to się zaczęło. Dwa lata starymi babciami. Gramy głośno, temu byliśmy, przespaliśmy się za płotem plebania i kościół... i Adam rano wstaje z krzykiem: Mieliście jakieś zatargi z księ-

dzem? M: Było coś, nawet z ambony czasem się słyszy. Pod płotem imprezowicze załatwiali swoje sprawy, a potem na lekcjach przeważnie mówił „ale żeście się tam tłukli, jakieś orgie tam wyprawiali”. P: To jest najgorsze, bo słyszymy, że jakieś dzikie orgie się wyprawia i pytamy, „ale gdzie?” M: Poza tym było jakieś szkolenie resocjalizacyjne w Rzeszowie i ktoś tam rzucił hasło, że w Radomyślu jest dom rozpusty: seks, narkotyki, alkohol i tak dalej. Alkohol był, ale reszta imprezy nie wiem gdzie była. Ale za wiele takich rzeczy się nie dzieje. Ale ludzie przychodzą. M: Nie trzeba jakoś specjalnie zapraszać. Na pierwszej imprezie było sześćdziesiąt osób, na kolejnych nie mniej niż czterdzieści; ludziom jak widać się podoba. Sprzątanie, to paskudna robota, sprzątanie po imprezie jest jeszcze gorsze. Ł: Dlatego lepiej być antyspołecznym i nie chodzić. Lepiej być antyspołecznym, ale chyba dobrze tu jesteście odbierani? Oczywiście poza wspomnianymi wcześniej wyjątkami! M: Zależy kto, ale głównie pozytywnie. Głównie po tych Dniach Radomyśla. Nawet te skejty, które na początku patrzyły z pogardą się przyzwyczaiły. .P: Mają szacunek do tego, co robimy. M: Babcia tu obok też taka jest, ma z siedemdziesiąt lat. Kiedyś szyby po świętach myliśmy od zewnątrz, podchodzi i mówi do nas: aaa, ja lubię jak wy chłopaki tutaj gracie, nie żadne 'ry ry ry ry szatańskie pomruki, tylko wy tak fajnie 'rach ciach ciach ciach, rach ciach ciach ciach'

10

www.detalks.pl


kulturoskopia P: Mamy nowy gatunek: Rach ciach metal Reformatorzy życia! Ł: Na pewno jest to miejsce, które zmieniło życie wielu ludzi, nowe związki powstawały, dzieci się rodziły. M: Dzieci na tej kanapie, co ty siedzisz (śmiech). Koty? M: Kotów nie jemy. Za długo się gotują. Odcinacie się od Nergala? P: Nie nasz gatunek po prostu. Jak nie możesz zrozumieć słów, to nas to nie kręci. Odcinamy się od wszelkich satanizmów. W końcu koło kościoła gramy Ł: To zobowiązuje (śmiech). Myśleliście o tym, żeby grać w innym miejscu? M: Przychodzili tu, proponowali, żebyśmy w remizie grali, w GOKu, no ale tamto albo jakieś próby

www.detalks.pl

tańca albo inne rzeczy. Tu nie mamy żadnych limitów, przychodzimy kiedy chcemy, siedzimy do późnej nocy... I gracie przez cały rok. M: W zimie jest tu przerąbane. Rachunki za grzanie przychodzą; sto, sto pięćdziesiąt nawet. Trochę się butelek sprzeda, ale trzeba dokładać. Czekamy, aż się perkusja nagrzeje, ale wiadomo jak to jest. Często podczas grania jakaś struna pęknie. Ale nie mamy co narzekać, to jest dobre miejsce. Wiele zespołów marzyłoby o takich warunkach. Tylko trochę głośno tu, jakaś babcia narzekała, ale umarła. No to przesadziliście. M: Zdarza się (śmiech). Dzięki za rozmowę. Rozmawiał Łukasz Lasek

11


Nareszcie, panie prezydencie! Z Edwardem Lasokiem, 58­letnim prezydentem Mysłowic, wielolet­ nim członkiem Rady Miasta My­ słowice rozmawiała Paulina Czernek.

PAULINA CZERNEK: Jak czuje się prezydent z przydomkiem „nareszcie”? EDWARD LASOK: Myślę, że to „nareszcie” wynika z tego, że ludzie oczekiwali, żebym został prezydentem wcześniej. To „nareszcie” dobrze brzmi, natomiast gorzej wygląda w praktyce, bo Mysłowice, kiedy zostawałem prezydentem, były w fatalnym stanie. I ten przydomek znaczy także, że problemów jest bardzo dużo, a pieniędzy mało. I nie wiem czy to „nareszcie” odbierać dobrze czy z przymrużeniem oka. Kiedy zaczął się pan angażować w politykę? To było dwadzieścia lat temu, kiedy mój wujek, przechodząc koło mojego domu mówi mi: jadę na przesłuchanie, bo będą wybory samorządowe, chodź ze mną. I pojechaliśmy. Tam, w komitetach obywatelskich, byliśmy przesłuchiwani jako kandydaci na radnych. Okazało się że byliśmy jednymi z najlepszych i w związku z tym nas wybrali. Tak się właśnie zaczęła moja przygoda z lokalną polityką. A tak naprawdę, to od młodości szkolnej zawsze mnie interesowały sprawy społeczne, zawsze gdzieś działałem, w coś się angażowałem. Krótko mówiąc,

12

było mnie wszędzie pełno. Co było dalej? W 1990 r. zostałem radnym, była to pierwsza kadencja, kiedy wchodziło się w rzeczywisty samorząd lokalny, znikało powoli sterowanie odgórne. Jako inżyniera zawsze interesowały mnie sprawy techniczne, w związku z tym zacząłem pracę w Komisji Gospodarki Komunalnej, gdzie zajmowałem się infrastrukturą miasta. Pracowałem także w Komisji Budżetu Miasta. Po pół roku Rada Miasta powierzyła mi członkostwo w zarządzie. Następnie zostałem delegatem Rady Miasta Mysłowic do Sejmiku Samorządowego województwa katowickiego, gdzie pracowałem jako vice przewodniczący Komisji Budżetu Województwa. W 1994 r. mieszkańcy ponownie wybrali mnie na radnego, a radni uznali mnie za człowieka doświadczonego i powierzyli mi przewodniczenie Radzie Miasta. W ciągu wszystkich moich kadencji przewodniczącym byłem trzy razy. Nie był pan przewodniczącym w latach 1995-1998 i 20062010.Tak. W 1995 r. od miasta Mysłowice odłączały się Chełm i Imielin tworząc odrębną gminę, zatem kadencja Rady była skrócona. W następnej kadencji byłem tylko radnym. Chciano, żebym dalej był przewodniczącym, ale ja zrezygnowałem. Walczyłem o pewne osoby –chciałem, żeby pozostały w zarządzie miasta – jednak Rada uznała, że nie są to

osoby, na które oni by stawiali. W czasie kadencji 2006 - 2010 byłem vice przewodniczącym. Nie chciałem być przewodniczącym z prostej przyczyny. Moja współpraca z prezydentem Osyrą po prostu się nie układała. Mieliśmy innym pogląd na finanse, na miasto. Myślał pan kiedyś o przeniesieniu się na wyższy szczebel polityczny? Raz startowałem do Sejmu, nawet z dość dobry wynikiem, aczkolwiek może nie z tej partii, która była wtedy na topie, bo startowałem z ówczesnego AWS. Może gdybym startował z innej partii, to byłbym dzisiaj posłem. Ale aż tak dalece mnie ta wielka polityka nigdy nie interesowała. Z prostej przyczyny. Widziałem co nasi posłowie w tej Warszawie robią. Może mam złe informacje, ale do tej pory wydaje mi się, że nie za wiele. Nie ma walki o Śląsk, bo nie ma jedności między posłami. W lokalnej społeczności, w regionie nie o to chodzi. Tutaj przede wszystkim liczą się sprawy gospodarcze. Ta wielka polityka nigdy mnie nie pociągała, ale też nigdy nie powiedziałem nie. Czym w praktyce różni się praca zwyczajnego radnego od przewodniczącego Rady Miasta? Jeżeli chodzi o głosowanie, to głosy maja tą samą wartość. Różnica jest taka, że przewodniczący jest wybrany spośród radnych, przez nich samych i obejmuje stanowi-

www.detalks.pl

fot. mypis.pl

polityzacja


polityzacja sko tzw. pierwszego radnego. Za- będę na czas. rządza Radą Miasta, organizuje Kiedy spotkał się pan z Grzegopracę radnych, prowadzi sesje rzem Osyrą? i przygotowuje pewne rzeczy Poznaliśmy się w 1998 r., był radzwiązane z oprawą sesji. Prze- nym Rady Miasta do 2002r. W kowodniczący odpowiada za działal- lejnej kadencji również startował, ale tym razem się nie dostał. ność Rady miasta. Dzień zapewne jest bardzo pra- To w jaki sposób Grzegorz Osyra został prezydentem? cowity… Wstaję ok. 6 rano, ubieram się, Kiedy po krótkim czasie urzędomyję, jem śniadanie. W samocho- wania zginął prezydent Padlewski, dzie jestem o 7 10, do urzędu wcho- ja jako przewodniczący Rady dzę 7 25 . W gabinecie zbieram Miasta, zadzwoniłem do wojewoi porządkuję wszystkie papiery, dy. Ówczesny wojewoda, pan Jaa potem od godziny 8 00 drzwi się rzębski, zapytał mnie czy nie zamykają. Śmieję się, że pra- poprowadzę miasto. Odpowiecuję jak papież – na minuty. W ka- działem, że nie ma problemu. Jego lendarzu mam wszystko rozpisane następne pytanie brzmiało z jakiej co 15 minut. Do domu wracam jestem opcji politycznej. Byłem między 2000 a 21 00, jem obiadoko- bezpartyjny, więc okazało się, że lację, pokręcę się po domu i idę nie mogę pełnić obowiązków prespać. A rano znowu 610 – pobud- zydenta. Zastępca prezydenta również nie należał do żadnej parka… Jak udawało się panu dotych- tii. Kolejną osobą, na którą padło czas godzić obowiązki rodzinne, był Grzegorz Osyra, który należał prezesa firmy, radnego, prze- wtedy do SLD. Został pełniącym wodniczącego Rady Miasta obowiązki prezydenta miasta. i spotkania towarzyskie na które Wtedy też doszedł do wniosku, że skoro może być pełniącym obotak chętnie Pana zapraszano? Właściwie, to nie wiem jak. Naj- wiązki, to równie dobrze może też być prezydenważniejsze jest tem. Myślał tyldobre zorganizo"Nie ma walki ko, co zrobić, wanie czasu. Jak to jest poukłada- o Śląsk, bo nie ma żeby jako człowiek znikąd wyne, to reszta sama leci. Trzeba jed- jedności między grać wybory. I wymyślił. Sanak mieć straszmookaleczył się, nie dużo posłami." co niedawno zosamodyscypliny. Musisz nauczyć się chodzić z ze- stało dowiedzione w sądzie. Wygarkiem. Jedyna rzecz, której ja wołał litość w ludziach, całą nie cierpię, to spóźnianie. Do tej kampanię oparł na litości. Na bilpory udawało mi się przychodzić bordach ukazywany był z trojką na czas, ale muszę przyznać, że dzieci. Jak się później okazało teraz jako prezydentowi, to już nie rzeczywiście miał ich troje, ale do zawsze. To jest spowodowane tym, sesji nie pozował ze swoimi tylko że mam teraz ogromny nawał pra- z wypożyczonymi. Wygrał wybocy, ale jak już mam się gdzieś ry, okłamując ludzi. spóźnić, to od razu dzwonię, że nie Czy spodziewał się pan, że Grze-

www.detalks.pl

gorz Osyra może zrobić tyle zamieszania w Mysłowicach? Nie spodziewałem się, bo on jako radny był fajnym kolegą. Był człowiekiem dosyć majętnym, nie wnikam w jaki sposób do niego doszedł. Jako radny był w porządku, a później władza mu odbiła i nie dało się z nim współpracować. On się miastem bawił, a nie zarządzał. Myśli pan, że Osyra jeszcze namiesza w Mysłowicach? Myślę, że on ma cały czas taki zamiar. On cały czas chce, żeby duch Osyry latał po urzędzie i mieście. To jest człowiek, który nigdy nie odpuszcza. Jak wygląda kampania wyborcza od strony technicznej? Nasze miasto jest specyficzne i żeby poprowadzić kampanię, która pozwala wygrać, trzeba mieć mocny sztab wyborczy i ludzi z otwartymi głowami, którzy wiedzą jak poprowadzić kampanię. Kampania musi mieć swój poziom, graficzny i merytoryczny. A to wszystko musi być zgrane i poukładane w sposób logiczny, żeby dotrzeć do mieszkańca. Trzeba wskoczyć w marzenia ludzi i ich oczekiwania. Kampania musi być tak ułożona, żeby być odbieranym jako człowiek pozytywny, który chce działać na korzyść mieszkańców. Kto był odpowiedzialny za prowadzenie ostatniej kampanii? Osobą, która wszystkiemu przewodniczyła i dyktowała warunki działania kampanii był Wojtek Król. Młody człowiek z niesamowitym polotem, doświadczony dzięki pracy w telewizji. Jak się poznaliście? Poznałem go jako młodego chłopaka, kiedy osobiście wręczałem mu stypendium naukowe. Powie-

13


polityzacja działem mu wtedy zdanie, które on a nie inaczej. Może dlatego dzisiaj pamięta do dzisiaj. Powiedziałem nie mam problemu z pisaniem mu, że moim skromnym zdaniem przemówień. on, dzięki swojemu sposobowi by- Kiedy został pan prezydentem, cia i pozyskiwania wiedzy, daleko podczas składania gratulacji, zajdzie. We wrześniu 2004 r., na pańska żona życzyła panu, żeby festynie, podszedł do mnie i zapy- postępował pan zgodnie z tym, tał czy mógłby ze mną współpra- co mówił pana ojciec: żeby zacować. Dzisiaj mówi, że zawsze wsze w jednej ręce miał pan sermiał taki cel, żeby ze mną praco- ce a w drugiej prawo. wać. W tegorocznej kampanii Ojciec był dla mnie wielkim autoWojtek podjął się bardzo ciężkiego rytetem. Powiedział mi kiedyś, że zadania i wykonał je na „szóstkę”. najtrudniejszy kawałek chleba, to Wszystkie cele, jakie sobie posta- zarządzanie ludźmi. Bo to jest coś, wił w kampanii, konsultował krok co żyje, mówi, ma pretensje, to są po kroku ze spin doktorem, który ludzie, którzy chwalą, którzy gaprzeszkolił nasz sztab wyborczy. nią. To nie jest coś martwego. A w całej kampanii brało udział I skrzywdzenie tego kogoś powook. 100 osób. duje różne reakcje. Trzeba umieDo wszystkiego, co pan osiągnął jętnie korzystać i z serca i z prawa. doszedł pan Jeżeli ktoś nie własną ciężką "Jeśli jednak to miasto chce skorzystać pracą. Czy takie poukładam i mieszkańcy z tego, że ty mu wzorce wyniósł stwierdzą, że robię to dobrze, podajesz serce, pan z rodzinneto wtedy musi to nie jest wykluczone, że go domu? zadziałać prawo. Dzieciństwo Jak reagowała będę startował po raz miałem bardzo rodzina na ankolejny." fajne, normalne. gażowanie się Może nie było bogate, bo ja nie pana w politykę?Tak szczerze wywodzę się z rodziny ludzi bo- mówiąc oni nigdy do końca nie gatych. U nas w domu pracował wiedzieli, co ja robię, bo nigdy nie tylko tata, w związku z czym ra- wtajemniczałem ani żony ani czej się nie przelewało. Natomiast dzieci we wszystkie problemy. Bo uczyło to pokory, oszczędzania po co? Jak miałem problemy, to w wydawaniu pieniędzy. Do dzi- i tak zawsze to wyczuwali. Prosiaj mi ta cecha została. Dzięki te- blemy starałem się zostawić mu jak człowiek dorastał, to w pracy, w urzędzie. W domu był widział ile się rodzice musza naty- czas dla rodziny. O tych kłopotach rać, żeby mnie i mojej siostrze by- dowiadywali się często po czasie. ło dobrze. Ja zawsze potrafiłem to Gdzieś mi to chyba zostało po docenić i cenię do dzisiaj ludzi, moim dziadku, który o czymś którzy szanują czyjąś pracę. Ro- złym mówił babci dopiero za pół dzice kładli nacisk na to, żeby się roku, za rok. Ja uważam, że jak się uczyć, żeby w życiu coś zdobyć. ma zmartwienie, to czasem dobrze Mnie nauka przychodziła raczej powiedzieć komuś i sobie ulżyć. łatwo. Jeżeli chodzi o naukę, to ta- Ale jak ktoś ma się tym probleta mnie pilnował, sprawdzał, pytał mem zamartwiać więcej niż ty czemu to zdanie napisałem tak, sam, to lepiej nie mów wcale.

I żona nie miała nic przeciwko startowaniu w wyborach prezydenckich? Tutaj rzeczywiście były pewne zastrzeżenia. Mówiła, że to niepotrzebne, że to wystarczy. Jestem radnym, byłem przewodniczącym. Po co mi więcej? Powiedziałem, że nie będę startował. Ale pojawił się bardzo mocny nacisk ze strony mieszkańców i to zdecydowało, że wystartowałem. Pomyślałem wtedy, że to będzie moja trzecia, ostatnia próba. Udało się i dziś jestem prezydentem.

14

www.detalks.pl

Rozmawiała Paulina Czernek Edward Lasok ­ samorządowiec, przedsiębiorca, od 2010 r. prezy­ dent Mysłowic, odznaczony m.in. Złotym Krzyżem Zasługi i Złotym Medalem Za Zasługi Dla Obron­ ności Kraju


socjoliza

Wszyscy byliśmy jednakowi Pan Kazimierz Wojtkiewicz urodził się w 1924 roku. Przed wojną uczył się w Korpusie Kadetów we Lwowie, szkole średniej o profilu wojskowym. W 1943 roku dołączył do Oddziału Partyzanckiego 43 Pułku Piechoty Armii Krajowej, którego dowódcą był Stefan Wyrzykowski ps. „Zenon”. Odział stacjonował w rejonie Podlasia, a jego głównym zadaniem była ochrona radiostacji Komendy Głównej AK.

JAKUB CIEŚLA: Czy decyzja o dołączeniu do oddziału partyzanckiego nastąpiła spontanicznie? Może już wcześniej interesował się pan tematami około wojskowymi? KAZIMIERZ WOJTKIEWICZ: Moja rodzina miała duże tradycje wojskowe. Ojciec był w 7 Pułku Ułanów. Z opowiadania ojca wiem, że Wojtkiewiczów w Powstaniu Styczniowym było dwunastu, tylko nie wiem czy to wszyscy byli bracia. Po wojnie bolszewickiej ojciec został powołany do straży granicznej. Piłsudski zmarł w trzydziestym piątym roku. Ja się uparłem, że jadę sypać kopiec. Ojciec przydzielił mi niańkę. Pan plutonowy Pasternak ze mną pojechał. W hotelach żeśmy nocowali. Ja byłem mały. Ojciec miał duży wpływ na pana wychowanie? Ojciec chciał, żebym poszedł do Korpusu Kadetów. Ja tam nie wiedziałem co to jest. Idę do

www.detalks.pl

szkoły, wszyscy chodzą, musimy się uczyć. W Korpusie Kadetów nacisk kierowany był tylko na szkolenie wojskowe? Mieliśmy jeden dzień szkolenia wojskowego. Jako młodzi chłopcy, pętaki, to bez broni. Ale już oficerowie wykładali. Natomiast w gimnazjum wykładali nam cywilni profesorowie ze Lwowa. Wójtowicz, który utworzył tablice logarytmiczne to jest mój profesor matematyki. Bardzo miły pan. Korpus podlegał wojsku jako szkoła wojskowa, a nauka Ministerstwu Oświaty. Wrócimy do wojny. Jak pan dostał się do Oddziału „Zenona”? Chcieliśmy iść z uderzeniem za Bug. Tam były bataliony. Nie udało nam się. Razem z moim niewiele starszym wujem Janem zostaliśmy na lodzie. Poszliśmy gdzie indziej. Jest Boże Narodzenie 1943. Poinformowano nas, że niepotrzebnie pchamy się za Bug, bo tutaj jest odział 1000 chłopa po zęby uzbrojony. Wuj, moja siostra i przyszła żona wiedzieli gdzie idziemy. Pożegnaliśmy się w przedpokoju. Koledzy nas odprowadzili, a myśmy szli do partyzantki. Przychodzimy: Janek jest siedemnasty, ja osiemnasty, a broni nie ma. To w takim razie może miał pan jakieś swoje wyposażenie? Do partyzantki byłem przygotowany. Ja ukradłem,

naprawdę, ciotce bryłę masła, gęś i szwabowi dałem, a on mi dał nowe saperki. W tym majątku stacjonowało dziesięciu tak zwanych ozdrowieńców z niemieckiej armii. To znaczy po szpitalnym leczeniu. Majątek miał za zadanie ich utrzymać i wyżywić, a oni mieli dwa tygodnie rekonwalescencji. Pełnili wartę, chodzili na patrole, ale się nie wtrącali. Ten co mi dał buty jechał do vaterlandu. Jak mu gęś i masło dałem to był zachwycony, bo jechał na urlop do rodziny. Jaki miał pan pseudonim? Wysoki. Tak przekornie z racji mojego niedużego wzrostu. Pamięta pan swoją pierwszą akcję? Pierwszą moją akcją było odbicie ludzi złapanych na roboty do Niemiec. To było 9 lutego. Mieliśmy zrobić zasadzkę w lesie. Trzeba było zerwać druty telefoniczne żeby nie mieli łączności. Ja wylazłem, bo byłem lekki. Próbuje urwać, ale się nie udało. Z chlebaka wyjąłem granat i chciałem nim walić. Łyżki nie puszczam, więc nie odbezpieczyłem. O oni na dole krzyczą: „Poruczniku, zwariował!”. Nie pozwolili mi użyć granatu. Pokiereszowałem te izolatory i się udało. Zjechałem po słupie i nogi mi się zaczęły trząść. Zasadzka się nie udała, bo Niemcy tamtędy nie jechali. Wyszliśmy z lasu. Tam były dwie pary sań. Gospodarze mówią, że Niemcy są na plebani i w gminie. Jedna

15


socjoliza piątka pojechała tu, a druga tam. zrobiło, a Niemcy się spotkali Ja, porucznik „Sęp”, Janek, „Guz” i tłukli się sami w lesie. Kupa ich i „Stary” pojechaliśmy na gminę. padła. Na drugi dzień nas szukali. Oni w trójkę wlecieli od My siedzieliśmy w bagnie. podwórka, ja z Jankiem od frontu. Wieczorem odskoczyliśmy 40 On jeszcze zerwał telefon, żeby kilometrów i znowu się nie dzwonili. W tym momencie zaszyliśmy. Później już był Akcja pada strzał. Wpadamy, a tam taki Burza. obrazek. Stół obrusem nakryty, Czy gdy ktoś umierał budowano jedzenie, wóda i Niemiec od razu jakieś groby, czy w talerzu, krew mu sika. Drugi robiono to później? stoi i ma łapy podniesione. Moim marzeniem było to, co sobie Poleciałem do szopy i wypuściłem przyrzekłem w duchu jak się tych złapanych ludzi. Było ich rozbrajaliśmy, że jak będę zdrów chyba pięćdziesięciu. i Pan Bóg da mi możliwość to A największa akcja w jakiej odnajdę i zbuduję groby kolegów. walczył pana oddział? Dwa odnalazłem. Trzeciego nie To była bitwa z prawdziwego mogę znaleźć, ale to niestety nasi zdarzenia. Zaczęło się po 18, ubowcy sprawili. a skończyło po 22. Po Jeziorami Były jakieś szczególnie uciążliwe otoczyli nas Niemcy. 29. w Piotra rzeczy związane z działaniem i Pawła była msza polowa w partyzantce? i wręczenie sztandaru, który Wszystko było dobre, ale wyhaftowali Podlasiaki. Jakbyśmy najgorsze były wszy. wyszli z tej wioski wieczorem to Przestrzegano przecież higieny, przypuszczam, że uniknęlibyśmy prano nam bieliznę, zmienialiśmy. tego. W każdym razie, nas było Wielkie było poświęcenie kobiet, dwustu z czymś, a ich ponad dwa tych które to zabierały. Okropne. tysiące. Ściągnęli jednostki Młodzi ludzie, mimo niemieckie na tą obławę z Lublina, niesprzyjających warunków, na z Lubetrowa, z Białej, z Brześcia, pewno lubili się pośmiać. Jest z Siedlec. Ktoś pewnie sypnął. jakaś szczególna anegdota, która Pamiętam jak dzielnie walczyła zapadła panu w pamięć? drużyna rosyjska z naszego Było dwóch kolegów: Gacek oddziału. Pierwszy raz widziałem i Saba. Będę pseudonimami człowieka, który wyglądał jak mówił. Wybrali się z walizkami do wściekły pies. Piana lała mu się partyzantki. Gacek był skierowany z ust. Rosjanie wypchali do zwiadu konnego, a Saba do młockarnie ze stodoły, a tam piechoty. Po pewnym czasie niedaleko byli Niemcy. Włączyli zamienili się rolami, bo Gacek, maszynę, a Niemcy wiali, bo mieszczuch, nie umiał jeździć na myśleli, że czołgi jadą. Daliśmy koniu. To byli nieodłączni znać linii głównej, że nas okrążyli. przyjaciele, nawet po wojnie. Dostaliśmy rozkaz żeby się Podczas akcji „Turów”, po wycofać, bo naszym bezpośrednim wycofaniu się Saba zamykał obowiązkiem była ścisła ochrona oddział jako tylne ubezpieczenie. radiostacji. Mieliśmy już dwunastu Jechał i odpiął mu się karabin. Jak rannych i dwóch zabitych. zobaczył, że go nie ma to bał się Mateusz Masternak Wycofaliśmy się, fot.ciemno się wracać, bo sam był z tyłu. Dzielny

Wojak Szwejk przemógł się i znalazł broń w piachu. Fajny kumpel z niego jest. On jeszcze żyje. Po wojnie sytuacja żołnierzy AK nie była ciekawa. Niektórzy ujawniali się władzom komunistycznym inni nie. Co Pan zrobił? 14 marca 1947 roku się ujawniłem. Jechałem ze strachu, bo podeszła do mnie jakaś starsza pani. Mówiła, że ja i Janek jesteśmy na liście do aresztowania. Pojechałem do UB w Warszawie. Siedzimy na tej sali. Posadzili mnie z trzema urzędnikami. Jeden nic się nie odezwał przez cały czas. Jak marmur. Drugi przyglądał się, a trzeci pisał i zadawał pytania. Ja mówię wszystko po kolei i w pewnym momencie znowu się drzwi otwierają z korytarza i wchodzą nowi delikwenci, którzy się spowiadać przyszli. Ja jeszcze nie skończyłem. Do każdego z nas mówiono: „Co obywatel zdaje?”. Oni pytali o broń i tak się bali jak przyszliśmy się ujawniać, że to głowa mała. Wszyscy mieliśmy pod krzesłami granaty w worku, karabiny. Wszystko żeby im zdać. Jeden z UB-eków pyta „Gacka”, kolegi z oddziału: „Co obywatel zdaje?”. On na to: „Dwa aparaty podsłuchowe”. Wszyscy się zerwali, cała sala. Przecież wtedy to były trąby ogromne jak cały pokój, te aparaty. Pytają go gdzie. A „Gacek” wskazując na uszy: „To pierwszy, to drugi”. A on miał duże uszy dlatego sobie taki pseudonim wybrał. Sala ryknęła śmiechem. A oni byli wściekli, ale nic nie mówili bo się bali żeby nas nie zdenerwować Po 1989 roku sytuacja się poprawiła. O żołnierzach AK

16

www.detalks.pl


socjoliza w końcu zaczęto mówić jak o bohaterach. Może ostał pan jakieś odznaczenia? Nie przyjmuję już żadnych odznaczeń i medali. Wszyscy byliśmy jednakowi. Spełnialiśmy obowiązek wobec ojczyzny. Najpierw byłem zaplutym karłem reakcji, a teraz mnie będą chwalić. Jak zaczęli nadawać Ordery Orła Białego nieodpowiednim ludziom to odprułem wszystko i noszę bez. Teraz to wszystkich awansują. Jakbym chciał i był gorliwy to zostałbym generałem. Co mi to przyniesie. Moje dzieci, znając

www.detalks.pl

mnie to by się śmiały: „Tata generał”. Bój się Boga. Ma pan dalej żal do żołnierzy, z którymi pan walczył, którzy zabili pana kolegów? Ksiądz kiedyś pytał mnie o wybaczenie. Mogę wybaczyć jako Wojtkiewicz, osobiście, ale nie mam prawa przebaczyć jako Polak za rodaków, którzy zginęli. Nikt mnie do tego nie upoważnił. Rozmawiał Jakub Cieśla

17

/51  

http://detalks.pl/wp-content/uploads/2012/06/51.pdf

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you