Issuu on Google+

nr 7(21 )201 3


Rozm owa z P a t r i c i ą K a z a d i

#podróż #Hyży #marzenia #Indonezja #Mały Książę

Rozm owa z Krysti a n em Leg i erski m

#LGBT #SLD #Hiszpania # Ko m o ro w s k i # H a d a c z

Rozm owa z R a f a ł e m M i koła j c zyki em

#rugby #prawo #Paweł #handbike #h1 #sponsoring Redaktor naczelny: Kuba Dobroszek Zespół: Jakub Cieśla, Mateusz Kuśmierek, Piotr Tomala, Michał Wróblewski Stali współpracownicy: Karolina Jaskólska Anna Kot, Karolina Niżyńska, Aleksander Leszczyński Projekt graficzny: Jakub Cieśla Projekt okładki: Piotr Marek Ilustracje: Karolina Brzezowska, Piotr Marek, Kiara Mercało Adres redakcji: ul. Dworska 7, 43-418 Pogwizdów, 602 644 053 redakcja@detalks.pl ,

2

www.detalks.pl


KUBA DOBROSZEK: Kuba, jesteś zły na... KUBA DOBROSZEK: Spierdalaj. . . Dwa wywiady z trzech rozpoczęliśmy od tego samego pytania, nie możesz wobec tego przejść obojętnie. W tym momencie muszę zacytować Leszka M illera – prawdziwego faceta poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy. Zważywszy, że o twoim kończeniu wiem skądinąd sporo, chyba zapędziłeś się nieco w kozi róg. Czyli mam rozumieć, że teraz szantaż? Tak. Uwaga, przedstawiam żądania – płatny urlop pracowniczy, wczasy pod gruszą, paczki dla dzieci na święta oraz barbórka. M ogłeś się bardziej wysilić, masz mnie przecież na talerzu. Okej, to jeszcze służbowe telefony i laptopy. Oczywiście bardzo chętnie spełniłbym twoje żądania, sam marzę o iPadzie, niekoniecznie służbowym. Pamiętaj jednak, że, mimo wszystko, to ja tu rozdaję karty. ? Zaraz pomajstrujemy w edytorze tekstu! ??? Do zobaczenia! Niiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiieeeeeeeeeee I to by było na tyle. N ie zaprzątajcie sobie głowy tym wstępniakiem i tak został ukartowany. Wszystko pisała jedna osoba. Życzę miłej lektury.

www.detalks.pl

3


kulturoskopia

...czyli o podróżach słów kilka. Rozmawiał Kuba Dobroszek

4

www.detalks.pl


KUBA DOBROSZEK: Pierwotnie mieliśmy rozmawiać dzień wcześniej. Na swój facebookowy profil wstawiłaś zdjęcie z Wojtkiem Ezzatem, więc podejrzewam, że to on mi ciebie wczoraj odbił. Co kombinujecie? PATRICIA KAZADI: N ie mogę powiedzieć. Nie możesz... (śmiech)

Tak myślałem, ale wolałem zapytać. M ogę powiedzieć, i nie ukrywałam tego przez cały czas trwania programu, że Ezzat i Hyży, to byli moi faworyci. Uwielbiam ich głosy, mają fajne osobowości. N a pewno wniosą wiele dobrego na nasz rynek muzyczny. Czyli jesteś rozczarowana finałowym wynikiem. N ie, oni wygrali! Ja nie wygrałam nigdy żadnego konkursu, żadnego festiwalu, a mimo to cały czas pracuję. Poza tym uważam, że Klaudia swoją ciężką pracą i talentem zasłużyła na zwycięstwo. Właśnie podbudowałaś sporą część naszej redakcji! N o i super! Mam nadzieję, że nie będziesz miała nic przeciwko, jeśli w pytaniach będę się odwoływał do ludzi mądrzejszych ode mnie. Album „Trip”, jak sama wielokrotnie powtarzałaś, jest efektem twojej podróży. Nie będę przytaczał dokładnych ram czasowych, bo chyba nie o to chodzi. O tym, że podróż była długa, to wiemy – świadczą o tym daty wydania kolejnych singli oraz studia nagraniowe rozrzucone na całym świecie, a w których nagrywałaś poszczególne piosenki. Wydaje mi się, że podróż była też bardzo pozytywna – płyta jest radosna, optymistyczna. „Trip” ma dla mnie wiele znaczeń. Przede wszystkim jest zwieńczeniem dziesięcioletniej podróży muzycznej – zaczynałam od jazzu, później przeniosłam się w rock, funk i to chyba właśnie te dwa gatunki są tym, co gra mi w duszy najbardziej. Prawdopodobnie jakoś zakomunikuję to w kolejnych płytach. „Trip” jest ważny też o tyle, że jest związany z moją podróżą do Indonezji sprzed dwóch lat. Pracowałam wtedy nad albumem, który miał być bardziej melancholijny, funkujący, ale zdecydowanie mniej optymistyczny. N o i w tej Indonezji brałam udział w programie charytatywnym dotyczącym ekologii, organizowanym przez WWF. Pewnego dnia odwiedziliśmy slumsy – bród, smród, chatki z tektury, kalosze, woda po kolana. . . Ja po trzech godzinach w takich warunkach, w 40 stopniach, oczywiście zaczęłam się od razu nad sobą użalać. Ale nagle zobaczyłam mężczyznę siedzącego na jednym z kartonów. Lubię fotografować, więc podeszłam, żeby zrobić mu zdjęcie. M ężczyzna był bardzo roześmiany, więc spytałam, z czego się tak cieszy? Odpowiedział, że się uśmiecha. „Dlaczego się pan tak uśmiecha?” Odpowiedź: „ A dlaczego mam być smutny? Jest piękna pogoda, świeci słońce, jestem zdrowy, a teraz podeszła jeszcze do mnie piękna kobieta” . Pomylił cię z Angeliną Jolie. Tak mnie nazwał tylko. Jak zresztą wszyscy tam. Dla nich to jest jedno i to samo

www.detalks.pl

5


– ważne, że pani, że jest ładna i ma duże usta. Ale wracając do tematu – zatkało mnie to takie pozytywne nastawienie. Tam nie było zblazowania, narzekania, użalania się nad sobą. Wtedy wszystko się ze mnie zmyło, wszystkie upartości związane z muzyką – że to ma być wysoka twórczość, wielka sztuka. . . N ie prawda, muzyka ma sprawiać przyjemność, łączyć ludzi, kontynenty! Dlatego album „Trip” miał nie tylko nieść nadzieję – powstawał w wielu miejscach na świecie, tym samym dowodząc, że muzyka łączy ludzi. Coś w tym chyba jest, że coraz więcej mamy sztuki dla sztuki. Powstają „ambitne” teksty, z których nikt nic nie rozumie. A jeśli tworzy się coś może mniej wyniosłego, za to radosnego i przeznaczonego do zabawy, to automatycznie szufladkuje się taką twórczość jako niemądrą. Jakby to było, gdyby każdą płytę trzeba było analizować ze słownikiem? Każdy robi taką muzykę na jaką ma ochotę. A jeżeli wywołuje reakcję, to znaczy, że jest to dobra muzyka. Wydaje mi się, że jeżeli chodzi o smutek, to mamy jakiś kompleks. Świetnie widać to w kinie. Na przykład Czesi potrafią robić świetne, radosne, pozytywne filmy. Tymczasem idealna polska produkcja to taka, gdzie jest szaro, depresyjnie, a bohaterowie niech najlepiej klepią biedę. To jest część naszej kultury. Przechodziliśmy różne bardzo ciężkie okresy – II wojna światowa zniszczyła prawie cały nasz dorobek kulturowy i inteligencję. Czesi też nie mieli łatwo, a potrafią. Ile można cierpieć? I tak się chełpić tym cierpieniem? Uważam, że pojęcie o własnej historii jest bardzo ważne, ale teraz dzieje się u nas dobrze, więc dlaczego wciąż narzekamy? M amy dostęp do wszystkiego, Polska stała się częścią świata, ciągle się rozwijamy, nie stoimy w miejscu. . . Narzekamy może dlatego, że wszyscy nam wmawiają, że jednak nie jest tak różowo jak mówisz? Tak jest wszędzie, to już ludzie powinni zdecydować jak do tego podejść. M yślisz, że w Etiopii w programach informacyjnych mówią, że jest świetnie? Tam ludzie nie mają co jeść, wioski są bez prądu, a dzieci umierają na HIV. To są tragedie. Oczywiście zdarza mi się zblazowanie, ale walczę z nim na maksa. Łukaszowi Jakóbiakowi powiedziałaś, że jak będziesz zblazowana, to może cię walnąć z liścia. Ja też mogę? To chodziło o gwiazdorzenie! A to nie to samo? N ie. . . Zblazowanie masz wtedy, kiedy nie cieszysz się z tego, co robisz. I jesteś za to niewdzięczny, nawet sobie samemu. Czyli idziesz do pracy, siedzisz na kolejnym wywiadzie i myślisz „Boże, dlaczego ja tu muszę być. . . ” . A powinnam się cieszyć, bo mnóstwo osób chciałoby być na moim miejscu. Podejrzewam, że na moim teraz również. Nie masz wrażenia, że ta twoja podróż była trochę za długa? Naturalne jest, że ludzie wybierają najkrótszą drogę, najprostszą. O dużo dużo za długa! (śmiech) Uważam, że moja pierwsza płyta powinna zo-

6

www.detalks.pl


stać wydana dziesięć lat temu, kiedy miałam 15 lat. N iestety nie mam wpływu na los. Z drugiej strony, jeśli długo o coś walczysz, to dużo bardziej to doceniasz. Kiedy wszystko dzieje się z dnia na dzień, jak w wypadku gwiazd sezonowych, to łatwo się zgubić. Ja z kolei przeszłam niemal wszystkie etapy – od grania w małych klubach, przez miejsca, gdzie publiczność krzyczała „ ej mała, pokaż cycki! ” , po koncerty dla 30 tysięcy ludzi. To uczy pokory i dystansu. Pewnie wszystkie etapy są w jakiś sposób fajne, ale który pasuje ci najbardziej? Kluby studenckie, czy wielka publika? Lubię wielkie eventy – mnóstwo osób, wszyscy śpiewają, ręce w górze, jest super! Ale taką samą przyjemność sprawia mi, kiedy usiądę przy fortepianie, obok bas, ewentualnie gitara akustyczna i zagram koncert dla 20-30 ludzi. No to musisz przyjechać do Krakowa, tam takich miejsc jest wiele. Wbiję się z pianinkiem! Odwołam się po raz pierwszy do tych mądrzejszych ode mnie ludzi, o których wspominałem na wstępie. Odyseusz podróżował, bo wracał do domu. Scrooge, choć na początku niechętnie, by poznać siebie. Z kolei Mały Książę szukał przyjaciela. A ty? Ze wszystkich tych trzech powodów, przyrzekam! (śmiech) Przede wszystkim szukam swojego miejsca na ziemi, mam wrażenie, że jeszcze go nie znalazłam. Po drugie, chciałam odnaleźć swoją drugą połówkę. Albo za nią nadążyć. A po trzecie, podróżowałam, bo dużo fajniej się wraca do domu. Ale zaraz, przecież nie znalazłaś jeszcze swojego miejsca na ziemi, a tak rozumiem dom! Dom w tym sensie, że mam tu rodzinę i przyjaciół. N ie wiem czy chciałabym mieszkać w Polsce na stałe. N atomiast na tę chwilę, ten kraj jest moim domem. Ale czy Warszawa? No to musisz przyjechać do... Krakowa? (śmiech) A nie! Tym razem chciałem cię zaprosić do mojej rodzinnej miejscowości – do Pogwizdowa. To taka mała wioska przy czeskiej granicy, myślę, że by ci się spodobało! Będę grać tam codziennie! Super! (chwila na marzenia) Dobra, koniec marzeń, kolejne odwołanie do mądrzejszych ode mnie. Już trochę poruszyłaś ten temat przy okazji mężczyzny z Indonezji. Arthur Schnitzler, austriacki prozaik i dramaturg, powiedział, że, cytuję, „można sobie wybrać drogę, ale nie ludzi, których się spotyka”. To prawda. . . Ja spotkałam przeróżnych! Od takich, co mnie inspirowali, po ta-

www.detalks.pl

7


kich, którzy mnie tak strasznie niszczyli i tłamsili, że wszystkiego się odechciewało. . . Ale podnosiłam się, zawsze silniejsza. Byli również ludzie udzielający mi wsparcia oraz tacy, którzy byli mi obojętni. Ze względu na swoją pracę poznaję mnóstwo osób i to z różnych dziedzin artystycznych. A do tego studiowałam ekonomię, więc miałam też kontakt z młodymi mózgami! Uwielbiam poznawać nowych ludzi. Z drugiej strony jestem samotnikiem. . . Mieszkanie, piżamka, seriale... Lubię wracać do pustego domu. Albo do jednej osoby. Których ludzi było najwięcej na twojej drodze? N ie da się jasno określić. N a pewno przez pierwszy okres mojego życia najwięcej było tych „niszczycielskich” . M iałam wtedy bardzo mało pozytywnej energii. Dlatego kompozycje były smutne i melancholijne. Ale też dzięki temu mogłam tworzyć, bo miałam o czym. A gdybyśmy odwrócili pytanie – jak myślisz, co ludzie mogli wynieść ze spotkania z tobą? M am nadzieję, że pozytywną energię. Optymizm. Dużo uśmiechu. Wypisz wymaluj „Trip”. Dokładnie tak! W takim razie wróćmy teraz do twojej podróży, nazwijmy to sobie, „przedtripowej”. Współpracowałaś z Mesem... Dalej z nim współpracuję! Świetnie, to powiedz mi dlaczego mainstream dezawuuje hip-hop? Za Oceanem raperzy tworzą wielkie przeboje z takimi gwiazdami jak Beyonce, Rihanna czy Alicia Keys. Dlaczego polscy raperzy nie mogą nagrać hitu z Kayah, Justyną Steczkowską czy Patricią Kazadi? Bo nie chcą. Tak po prostu? Ja próbowałam wyjść z inicjatywą. To jest dla nich sprzedanie się, a oni chcą robić niszową muzę. Nawet taki jeden malutki radiowy przeboik? Jeśli w radiu, to już to jest traktowane jako sprzedanie się. No ale np. O.S.T.R. udzielał się w „Galeriankach”. O. S. T. R. to akurat jeden z moich ulubionych polskich raperów. Sama nie wiem. . N ie będę mówiła o hipokryzji, bo mogłabym ci tutaj napisać cały referat. . . To widzę, że oboje jesteśmy ekspertami w tej dziedzinie. Artyści popowi chcą brać udział w takich projektach, a ci niszowi mniej. Za to ja i M es szykujemy teraz fajny duet. Ale myślę, że to ze względu na to, że pracowaliśmy juz ze sobą wcześniej i nie ma tu mowy o sprzedaniu się. Z kim byś chciała jeszcze nagrać fajny duet? Z takich zagranicznych gwiazd, z grubej rury! Oczywiście poza Lennym Kravitzem, o którym wiemy!

8

www.detalks.pl


Alanis M orissette i Stevie Wonder. Dobry wybór. M yślę, że jeszcze daleko mi do tego typu duetów, ale pytasz o marzenia, więc odpowiadam. (śmiech) M arzyć trzeba dużymi kategoriami, nie wolno małymi, bo wtedy zaczynasz się sobą jarać. A kiedy masz wielkie marzenia, a spełniają się te mniejsze, to cały czas masz do czego dążyć. Niespełnienie się tych wielkich marzeń nie wiąże się z rozczarowaniem? N ie! Cały czas idę do przodu. Od piętnastu lat. Gdybyś założył sobie, że twoim największym marzeniem jest wywiad z Patricią Kazadi, to co byś robił za kilkanaście minut? Nie no, może nie było to największe marzenie, ale takie troszkę mniejsze jak najbardziej! N ie o to mi chodziło! (śmiech) Jako małe dziecko marzyłam o wygraniu castingu do reklamy. Ale nie było to największym marzeniem, bo takim było, i cały czas jest, zagranie koncertu z M ichaelem Jacksonem. Albo bycie autorką międzynarodowych przebojów. Dlatego nie czuję jeszcze spełnienia, bo wciąż chcę więcej. I to jest zajebiste! A czy może takim malutkim marzeniem było udzielenie wywiadu krakowskiemu studentowi dziennikarstwa? M yślę, że to było jedno z największych! Aż żal kończyć... Jeszcze jeden cytacik, tym razem Leopold Staff: „A większą mi rozkoszą podróż, niż przybycie”. Coś w tym jest. To nie jest tak, że ja mam podróż docelową. Jest constans, cały czas podróżuję – jak nie po Polsce, to po świecie. Teraz mam zamiar spełnić jeszcze jedno ze swoich marzeń, czyli pojechać do Japonii. Ciągle mam wrażenie, że jadę do jakiegoś swojego miejsca, po czym dojeżdżam i od razu chce jechać dalej , gdzieś indziej… N ie zawodzę się tym, co zastaję, ale ciągle gna mnie do nieodkrytych miejsc. Wyobrażasz sobie ten moment, kiedy już do tego docelowego miejsca dotrzesz? N ie mogę się go doczekać. To będzie, mam nadzieję, najwspanialsze uczucie! No to kiedy? N ie mam pojęcia. Ale na pewno nie wcześniej, niż za dziesięć lat. Choć też niewykluczone, że spotkamy się za trzy tygodnie, a ja będę już żoną! Takiej pointy się nie spodziewałem! Tak więc nasza, może nie podróż, ale wycieczka, niestety, dobiegła końca...

www.detalks.pl

9


polityzacja

Ale nie z Platformą u władzy. Rozmawiał Kuba Dobroszek

10

www.detalks.pl


KUBA DOBROSZEK: Jest pan zły na prezydenta Komorowskiego? KRYSTIAN LEGIERSKI: Dlaczego? Bo nie objął honorowym patronatem sobotniej Parady Równości. Zły to może nieodpowiednie określenie. Jestem rozczarowany, że Bronisław Komorowski nie stanął na wysokości zadania i nie okazał się być prezydentem wszystkich Polaków. N ie obejmując patronatem Parady dał wyraz tego, że organizatorzy przemarszu oraz część społeczeństwa, która brała w nim udział, nie zasługują na poparcie prezydenta. To też dowód tego, że głowa państwa nie była w stanie wznieść się nad swoje uprzedzenia, tym samym łagodząc akty wrogości jednej części Polaków przeciwko drugiej. A taka jest jego rola – prezydent, swoją postawą, mógł wyrazić sprzeciw wobec takich zachowań. Powinniśmy tworzyć wspólnotę, a nie zwaśnione środowiska. Czyli decyzja o nie objęciu honorowym patronatem Parady Równości wynikała z uprzedzeń prezydenta. N iewątpliwie! Gdyby nie był uprzedzony, to wsparłby w ten sposób Paradę, jednocześnie racjonalnie tłumacząc swoją decyzję tej części społeczeństwa, która była przeciwna przemarszowi. A nawet nie tyle tłumacząc, co przekonywać przeciwników. Prezydent powinien społeczeństwo rozwijać, edukować i prowadzić w dobrym kierunku. Rolą władzy nie jest ustawianie się pod sondaże, ale zachęcanie do koniecznych zmian. Tymczasem na chwilę obecną, prezydent Komorowski sprawia wrażenie koniunkturalnego kunktatora, który popłynie tam, gdzie zawieje wiatr. Całkiem niedawno wiatr zawiał do akcji „Orzeł może”, której, do chwili obecnej, nie mam pojęcia, kto był adresatem. To jest akurat problem całej ekipy rządzącej, która chce dotrwać do następnej kadencji bez żadnych problemów. Więc premierem Tuskiem też zapewne jest pan rozczarowany. Wanda Nowicka, i zresztą nie tylko ona, wyraziła obawę, że w tej kadencji ustawa o związkach partnerskich nie zostanie uchwalona. To ze względu na słynne już konserwatywne skrzydło Platformy, która jest partią niezdolną do przeprowadzenia w Polsce niezbędnych zmian. A już na pewno nie zmian w kwestiach światopoglądowych. Z kolei mamy do czynienia z mamieniem społeczeństwa, z jakimiś wewnętrznymi rozgrywkami, co świetnie widać na przykładzie in vitro – Platforma z tą sprawą zmaga się już drugą kadencję i z tych zmagań niestety nic nie wynika. To koronny przykład tego, że w obecnym kształcie PO jest absolutnie niezdolna do zmian obyczajowych. Aby wreszcie doszło do jakiegoś progresu należy albo odsunąć Platformę od władzy, albo zmarginalizować jej rolę w rządzie. Albo stworzyć koalicję z SLD. Premier Tusk i Grzegorz Schetyna, swoimi niedawnymi wypowiedziami, jasno dali do zrozumienia, że w kolejnej kadencji takie rozwiązanie jest bardzo prawdopodobne. Jeśli Sojusz będzie miał mocną pozycję w takim rządzie, to z pewnością wymusi na koalicjancie pewne decyzje. Bo PSL raczej nie zabiera głosu w sprawach

www.detalks.pl

11


światopoglądowych, więc w tej kadencji nie liczyłbym na wiele. Prognoz jest mnóstwo. Jeśli np. PiS będzie siłą dominującą w przyszłym rządzie to wiadomo, że żadnych zmian nie będzie. N ie będzie ich też również jeśli Platforma, co jest mało prawdopodobne, w kolejnej kadencji będzie równie silna, co w obecnej. Pańskie słowa zdaje się potwierdzać sam premier Tusk. Podczas minionej Parady Równości powiedział, że nie wolno przesadzać w kwestii związków partnerskich, ponieważ osiągnie się odwrotne skutki od pożądanych. Brzmi jak ukryta krytyka waszych działań. Wydaje mi się, że premierowi chodziło o to, by ustawa dotycząca związków partnerskich była wolna od jakichkolwiek treści budzących kontrowersje. Czyli – by nie było w niej postępowych zapisów. N ie zgadzam się z Donaldem Tuskiem i uważam, że to Platforma jest najbardziej winna tego, że wokół kwestii światopoglądowych toczy się w Polsce taka straszna wojna. Z kolei Platforma zrzuca winę na opozycję. To nieprawda. Jeśli spojrzy się na doświadczenia innych krajów, które przyjęły ustawy o związkach partnerskich lub wręcz zrównały związki jednopłciowe z małżeństwami, to wniosek jest jeden – wszędzie, gdzie ustawy weszły w życie, spór w jakimś sensie wygasł. Choćby Hiszpania, która te zmiany przeszła już ładnych parę lat temu – w trakcie uchwalania dochodziło do rozmaitych protestów, ale teraz po prostu wpisało się to w porządek prawny kraju i nikt tego nie kwestionuje. N awet obecna prawicowa większość rządowa w Hiszpanii nie próbuje dokonywać żadnych zmian w tym temacie. Podobnie jest na Węgrzech, gdzie ustawa przyznająca osobom homoseksualnym sporo praw nie jest podważana przez Viktora Orbana i wciąż obowiązuje. A Francja? Tam doszło niedawno do ogromnych wręcz protestów! To mnie bardzo fascynuje, bo obrazuje dynamikę wyrażania swoich opinii przez społeczeństwa w różnych miejscach Europy. Francja zawsze słynęła z radykalnych i widowiskowych manifestacji – rolnicy na przykład, sprzeciwiając się regulacjom unijnym, blokowali traktorami nie tylko Paryż, ale również udali się do Brukseli! Tam tradycje protestów są wiekowe, bardzo mocne. Jednak trzeba pamiętać jednocześnie, że te ostatnie manifestacje były organizowane w imieniu wyraźnej mniejszości – ustawie dotyczącej zrównania małżeństw homoseksualnych z małżeństwami heteroseksualnymi sprzeciwiało się zaledwie 30% Francuzów. N o i co ważne – za organizacją protestów stały środowiska religijne: muzułmanie, radykalni Żydzi, katolicy. Z małych parafii dojeżdżały autokary, tylko po to, by dotrzeć na demonstracje. Mam wrażenie, że w Polsce może być podobnie i uchwalenie ustawy o związkach partnerskich może nie okazać się odpowiednim rozwiązaniem. Już wyobrażam sobie te protesty środowisk związanych z naszą prawicą. Ja się będę bardzo cieszył jeśli takie manifestacje zostaną zorganizowane, bo to będzie przykład na to, że społeczeństwo się organizuje i wyraża swoje poglądy. N ie wyobrażam sobie państwa, które kapituluje, bo jakaś część społeczeństwa chce protestować. A to, że wśród ludzi pojawiają się chuligani i wandale jest

12

www.detalks.pl


czymś naturalnym. Dlatego ze strony odpowiednich organów państwa oczekuję, że będą sobie w stanie z tym poradzić. Czuje się pan słaby? Słaby? Janusz Palikot na Paradzie Równości powiedział, że tyle jest wolności, ile mają jej najsłabsi. N ajsłabsi w sensie politycznym, chodziło o mniejszość liczebną. N iestety nadal w parlamencie siła głosów środowisk LGBT nie jest zbyt duża. Trochę jest słabość, ale niewątpliwie świadomość tej słabości się budzi, choć oczywiście daleka jest od nie tyle ideału, co od optymalnego poziomu. M am nadzieję, że w kolejnej kadencji będzie nas w sejmie więcej. Popiera was już również, a przynajmniej takie sprawia wrażenie, Andrzej Hadacz – obrońca spod krzyża, który podczas sobotniego przemarszu był jedną z czołowych postaci. Jechaliśmy razem na platformie. Pan Andrzej śpiewał, mówił do ludzi! Już pojawiają się wszelakie teorie spiskowe... N ie wydaje mi się, żeby tu było coś ukartowane, on był bardzo spontaniczny! Właśnie takich normalnych i ludzkich reakcji bym oczekiwał. To pozwala ludziom współpracować, a nie patrzeć na siebie jak na wrogów. Ludzie się nie zgadzają, ale wciąż tworzą jedną wspólnotę, zamieszkują to samo terytorium i potrafią jakoś działać. Jakie jeszcze obrazki pamięta pan z soboty? Przede wszystkim jeden – to była chyba pierwsza taka Parada, a pamiętam wszystkie, kiedy było tak po prostu fajnie, spokojnie. N ie było kiboli czy rozkrzyczanych nazioli, którzy rzucają butelkami i epatują agresją. Oczywiście zdarzały się pojedyncze jednostki wrogo nastawione, ale to dosłownie pojedyncze. Większość tych, którzy przechodzili wokół trasy przemarszu machali nam, pozdrawiali. N ie było tej nerwowej atmosfery, która zazwyczaj towarzyszyła Paradom. Na ten obrazek cieniem kładzie się sytuacja z posłem Robertem Biedroniem, który przez Twittera poinformował, że został pobity. Ale to już po samej Paradzie, więc to trochę coś innego. Takie rzeczy się zdarzają, nie wiązałbym ich z naszym przemarszem. M am nadzieję, że osoby, które zaatakowały Roberta zostaną odpowiednio potraktowane przez wymiar sprawiedliwości. Krystian Legierski - działacz na rzecz LGBT, radny m. st. Warszawy

www.detalks.pl

13


socjoliza

Po prostu tak sobie siedzę. Rozmawiał Kuba Dobroszek

14

www.detalks.pl


KUBA DOBROSZEK: Jesteś zły na życie? RAFAŁ M IKOŁAJCZYK: N ie! Tak naprawdę jestem szczęśliwy, że to wszystko się wydarzyło, bo mam dzięki temu wiele płaszczyzn spojrzenia. Czuję, że widzę więcej niż przeciętny człowiek, właśnie dlatego, że siedzę na wózku. Większość ludzi na twoim miejscu byłoby bardzo złych na życie. Być może pomyślisz sobie, że mam duże ego, ale te moje odczucia wynikają z tego, że ja od samego początku wmawiałem sobie, że dam radę, jestem w tym najlepszy, wszystko sobie ogarnę. I to właśnie ta świadomość pozwoliła mi potem patrzeć na życie w innych kategoriach, niż takich czy jestem albo zły, albo nieszczęśliwy. W ogóle nie myślę, że jestem osobą niepełnosprawną. Po prostu siedzę na wózku, mam pewne ograniczenia, robię coś wolniej, ale to nie w żaden sposób nie wpływa na moją rzeczywistość. A jesteś zły na ludzi? O ile mi wiadomo obecny stan rzeczy jest wynikiem przykrej historii z pewnym Pawłem, który przewracając cię, spowodował twój uraz. N ie czuję do niego nienawiści, bo wiem, że podchodząc do mnie chciał mi zrobić coś złego, ale na pewno nie chciał złamać mi kręgosłupa. To był wypadek, sekunda, pewien zbieg okoliczności. Kilkakrotnie z nim rozmawiałem, ale chłopak pochodzi z patologicznego środowiska, więc też ciężko było mi się dogadać. W każdym bądź razie na pewno nie chcę zemsty, po prostu tak miało być. Co on ci powiedział już po tym wszystkim? Dowiedziałem się, że mi zazdrościł: lepiej wyglądałem, więcej miałem, uprawiałem sport. Proste, „ blokowe” teksty. Oczywiście nie mam nic do patologii, bardzo szanuję tych ludzi, ale nic stricte konstruktywnego się nie dowiedziałem. Dlatego trochę boli mnie jedynie to, że siedzę za nic – nie skakałem do wody, nie prowadziłem samochodu po pijaku. . . W moim wypadku podszedł chłopak, złapał mnie za szyję, upadliśmy, złamałem kręgosłup i sobie tak siedzę. Czasami sobie o tym myślę, ale generalnie staram się wyrzucać takie myśli. Dowiedziałem się o tobie z Facebooka, twój profil gdzieś mi tam mignął. Ogłaszałeś się, że szukasz sponsorów. W Polsce trudno o dofinansowania. To, że ja gram w rugby, kupiłem handbike'a, to tak naprawdę wsparcie wszelakich ośrodków pomocy społecznej i Fundacji Jolanty i Leszka Czarneckich. Zwłaszcza Fundacja za każdym razem bardzo mi pomagała. Z kolei fundusze na wózek rugbowy mam z kadry. N ie zmienia to jednak faktu, że bardzo ciężko jest znaleźć sponsora dla osoby niepełnosprawnej. N adal panuje stereotyp, że my siedzimy w domu, a jeśli coś robimy, to jest to rekreacja. Brakuje przeświadczenia, że my też wstajemy rano o siódmej, ubieramy się, jemy śniadanie i oddajemy się swojej pracy – ja na przykład idę na siłownię i to nie jest rehabilitacja, tylko tam się pocę, daję z siebie wszystko! Potem ruszam na uczelnię, a po lekcjach znów mam trening. Dlatego powinniśmy być stawiani na równi ze sportowcami pełnosprawnymi. Kto jest głównym odpowiedzialnym za ten stereotyp?

www.detalks.pl

15


Przede wszystkim same osoby niepełnosprawne. Pewna grupa nas tworzy takie wrażenie, że potrzebujemy pomocy, przywilejów, że nam jest ze sobą źle. . . Ludzie tak to odbierają, a później się to w jakiś sposób rozwija. Podam przykład. Wyobraź sobie, że jestem pod galerią handlową, czekam na dziewczynę, bo się umówiłem, a tu nagle podchodzi do mnie starsza kobieta, daje mi pięć złotych, mówiąc, żebym sobie kupił bułkę. Ktoś niepełnosprawny stał wcześniej w tym miejscu i funkcjonował w sposób, o jakim mówiłem wcześniej. Paweł Michalski – himalaista, alpejczyk – w rozmowie ze mną skarżył się, że w naszym kraju brakuje kultury sponsoringu. Jeśli na Zachodzie ktoś wykłada pieniądze dla sportowca, to robi to w ramach tzw. odpowiedzialności społecznej. W Polsce, jeśli już jakaś firma zdecyduje się na wsparcie, to głównie po to, żeby wzrosła jej sprzedaż np. długopisów. Są poszczególne firmy, nawet potrafiłbym podać nazwy, bo gdzieś tam się z nimi zderzyłem, które spełniają zasadę odpowiedzialności społecznej i robią coś dla celów charytatywnych. Jednak jest zdecydowanie więcej korporacji, które w sponsoringu widzą następującą zależność – jeżeli dofinansowuję osoby niepełnosprawne, to mam dobrą renomę, fajnie napiszą o mnie w gazetach. To jest trochę żerowanie na tym temacie. Od dwóch lat dostrzegalny jest taki parytet na osoby niepełnosprawne – osoby na wózkach muszą się pojawiać. To jest popadanie ze skrajności w skrajność, bo albo robimy z kogoś bohatera, który przenosi góry, albo kogoś bardzo biednego, całkowicie niesamodzielnego. Wiesz, polaryzacja to domena współczesnego świata. I widać to wszędzie, od gospodarki, przez politykę, po społeczeństwo. N iestety brakuje równowagi. I brakuje jej też w sponsoringu. Sprawdźmy jak z tą polaryzacją jest w sporcie, który uprawiasz. Tylko pamiętaj proszę, że jestem osobą, która niekoniecznie dobrze zna się na innych dyscyplinach sportowych, poza piłką nożną (a i tu widać braki). Zajmujesz się rugby na wózkach. To jest bardzo ciekawa dyscyplina, bo łączy wiele elementów z innych dyscyplin. Gramy piłką do siatkówki – zawodnicy są po czterokończynowym porażeniu, chwyt jest ograniczony, dlatego piłka jest okrągła. Są cztery kwarty po osiem minut. Konsekwencje fauli są niemal takie same jak w hokeju – dotykając rękoma wózka, albo swojego przeciwnika, schodzisz na minutę lub tracisz piłkę. Są też oczywiście faule techniczne. Gramy na boisku do koszykówki, musimy kozłować piłkę co dziesięć sekund. A jeżeli nie mogę skozłować, to muszę ją oddać. Punkty? Zdobywamy po przejeździe z piłką przez linię końcową – taki touch down jak w futbolu amerykańskim. Po ilu gracie? Jest czterech zawodników w drużynie, których dzieli się jak w innych sportach – jest linia ofensywna i defensywna. Ustawienie formacji zależy od tego, jaki miałeś uraz – osoby, które mają mniejsze obrażenia kręgosłupa (a co za tym

16

www.detalks.pl


idzie są sprawniejsi) otrzymują więcej punktów. A punktacja jest od 0, 5 do 3, 5. Ja na przykład jestem osobą, która ma 0, 5, dlatego, że kręgosłup miałem uszkodzony dosyć wysoko. Gram więc w defensywie. N atomiast osoby, które uraz mają nieco niżej, mają większy chwyt, lepszą stabilizację tułowia, otrzymują więcej punktów. N o i bardzo ważne – drużyna na boisku może mieć łącznie maksymalnie 8 punktów. N ajczęściej więc gra 1, 5; 0, 5 i dwie 2. Z kolei w Europie szuka się teraz czterech 2. Co jest najważniejsze w tym sporcie? Zdecydowanie głowa! Dynamiczne myślenie, jak skonstruować akcję. Czyli jak w każdym sporcie zespołowym. Trochę tak. Ale musiałbyś zobaczyć rugby na wózkach, bo jest to specyficzna dyscyplina. Prosty przykład – ja mam 0, 5pkt. I mam się zmierzyć z zawodnikiem, który nadjeżdża, chce zdobyć punkt, a jest ode mnie tak naprawdę dużo sprawniejszy, bo otrzymał 2pkt. W innych sportach jest oczywiście różnica twoich umiejętności – wybiegania, siły, muskulatury. Jednak obaj jesteście tak samo sprawni. W rugby na wózkach nie. W sytuacji, którą przytoczyłem, ja muszę wymyślić, w którą stronę się ruszyć, jak zwieść przeciwnika. . . Strategia jest połączona z pasją – jeżeli tego nie kochasz, nie będziesz dobry w rugby. Z twoich słów wnioskuję, że to bardzo dynamiczna dyscyplina. I ogromnie widowiskowa! Okej, przejdźmy do drugiej dyscypliny, którą uprawiasz – handbike. Jest równie widowiskowa? Jeżdżę dopiero od dwóch miesięcy, więc jestem bardzo początkujący handbikerem. Bardzo ciężko było mi zebrać środki i kupić tego handbike'a, bo to są ceny, które kształtują się od 18tys. wzwyż. Ja tymczasem chciałem nabyć sprzęt, który umożliwiłby mi start w zawodach, bo raczej nie jestem człowiekiem, który uprawia jakiś sport rekreacyjnie. Jak się za coś zabieram, to po to, by coś osiągnąć. Po wielu staraniach udało mi się kupić rower, trenować zacząłem w kwietniu. Średnio jeżdżę na nim 3-4 razy w tygodniu. N o może teraz mniej, bo jest sesja. Gdzie już startowałeś? Brałem udział w Biegu Fiata w Bielsku-Białej oraz w takim biegu charytatywnym we Wrocławiu. Obecnie przygotowuję się na M istrzostwa Polski, które we wrześniu odbędą się w Andrychowie w woj. małopolskim.

www.detalks.pl

17


Handbike ma jedną zasadniczą różnicę w stosunku do rugby. W rugby gram już siedem lat, jakieś tam małe osiągnięcia mam, jednak większość tak naprawdę zależy od pozostałych członków drużyny. M asz dwanaście jednostek, które tworzą zespół. Z kolei w handbike'u odpowiadam za swój sukces indywidualnie – wiem, że muszę rano wstać i ciężko pracować, ale jeżeli coś uda się osiągnąć, to będzie to tylko moja zasługa. Dlatego handbike jest moją alternatywą na odniesienie sukcesu, bo z rugby oczywiście nie rezygnuję. Z kolei z handbikiem jest pewien problem – mamy cztery grupy: h1, h2, h3, h4. Wygląda to w ten sposób, że ja jako osoba, która ma czterokończynowe porażenie, należę do grupy h1. Tymczasem w Polsce w ogóle nie ma takiej kategorii, więc na M istrzostwach Polski będę się ścigał z dużo sprawniejszymi ode mnie. To tak jakby waga kogucia walczyła z wagą ciężką w boksie. N ie że jesteś przegrany, ale twoje możliwości fizjologiczne są dużo mniejsze. N o chyba, że ta kategoria zostanie utworzona, a są takie przesłanki. Skąd braki w tym podziale na grupy? Jest mało osób, które jeżdżą. Handbike nie jest w Polsce popularny. Osoby niepełnosprawne z uszkodzeniem kręgu szyjnego to grupa taka najsłabsza. Ciężką pracą i determinacją ludzie osiągają samodzielność. To, że uprawiają jeszcze jakiś sport, jest dla nich podwójnym osiągnięciem. Twoje ciało jest jednak sparaliżowane, więc ciężko przejść przez tę barierę niepełnosprawności. . . Rozumiem, że obie dyscypliny, które uprawiasz to sporty olimpijskie? Tak. Polacy osiągają w nich sukcesy? Kiedy kilka lat temu zaczynałem grać w kadrze narodowej, to byliśmy na bardzo niskim poziomie. Obecnie jesteśmy faworytami M istrzostw Europy, na M Ś 2010 w Vancouver zajęliśmy ósme miejsce, pokonując m. in. N ową Zelandię, czyli wicemistrzów świata. W tej chwili poziom jest bardzo wysoki, reprezentacja ma mnóstwo zgrupowań, zawodnicy bardzo ciężko pracują. Gdybym miał przełożyć ich wartość na piłkę nożną, to Polacy są na poziomie Francji czy Anglii. To konkretnie! W skali światowej reprezentacja jeszcze nic nie wygrała, za to w Europie mamy już kilka sukcesów! M amy mocną drużynę, widać potencjał. Jednak nasi zawodnicy przegrywają jeszcze mecze w głowach – różnice w przegranych meczach to tak naprawdę jeden czy dwa punkty. Ale to kwestia czasu. I myślę, że bardzo niedługiego, bo jestem pewien, że w sierpniu chłopaki zdobędą M istrzostwo Europy! Zdobędą bez ciebie. Ja niestety nie gram. Studiuję prawo, jestem na czwartym roku, więc nie byłem

18

www.detalks.pl


w stanie jeździć na wszystkie zgrupowania, pracować tak ciężko, jak pozostali zawodnicy. Dochodzi do tego aspekt finansowy. Oczywiście nie decydujący, ale jak wszędzie – ważny. M y, jako reprezentanci kraju, nie dostajemy żadnych pieniędzy. Żadnego wsparcia? N ie. Instytucje rządowe, samorządowe? Raz na jakiś czas mamy dofinansowywane wózki rugbowe, a teraz jeszcze raz na jakiś czas dostajemy dotacje na różne imprezy. Końcem czerwca odbędzie się np. M etro Cup w Warszawie – zapraszam, genialna, międzynarodowa impreza. N o to wtedy też otrzymujemy drobne pieniądze. Załóżmy, że wśród naszych czytelników znajduje się potencjalny sponsor. Czego potrzebujesz teraz najbardziej, jak można ci pomóc? W tej chwili przygotowuję się do M istrzostw Polski w handbike'u – bardzo ciężko pracuję, by uzyskać w nich jak najlepszy wynik. I mam problem, bo muszę kupić kask, ogumienie, należy zmienić oprzyrządowanie korby, którą kręcę. Ale to są jednak poboczne rzeczy. N ajważniejsza jest pomoc, bym mógł pracować z trenerem – ewentualne dofinansowania pozwalałyby mi trenować z trenerami, którzy profesjonalnie rozpisaliby mi dietę, siłownię itp. N o a później są jeszcze koszty samego wyjazdu. Troszkę mnie to boli, bo ja przecież nie szukam 20, 30 czy 50tys. złotych. Chodzi mi o drobne kwoty, które pomogą mi w ogóle działać w tej dziedzinie. N ie chcę być sportowcem pierwszej klasy – być świetnie ubranym, mieć najlepszy sprzęt itd. Chcę po prostu trenować, rozwijać swoją pasję i osiągać sukcesy ciężką pracą. Rafał Mikołjaczyk - rugbista Skorpion Wrocław, początkujący handbiker

www.detalks.pl

19


Detalks 7(21)2013