__MAIN_TEXT__

Page 1

Wylewy #17 lato 2011

ANARCHIA W KOŚCIELE (CO NIEDZIELĘ!) Dzieci i młodzież nie tylko w Anglii

Dwie wycieczki po Gdańsku Współczesny polski anarchizm

Notatki z zimy, Szwecji i Walii Bozia i inne pogańskie zabytki

Słoneczny ogrzewacz powietrza, ogrzewacz wody i niezależny system PV Pszczoły i ogród

obrazki

#Anarchia w kościele

Anarchia anarchią, młodość młodością. Z czasem wyrośliśmy i wielu ludzi z naszych kręgów wzięło ślub i spłodziło potomków. Część się oparła pokusie i trzyma się twardo. Ze mną to inna śpiewka. Dzieci mieć raczej nie będę, choć słyszałem parokrotnie, że byłbym dobrym ojcem. Nie wiem. Może tak. Może nie. Kiedy siostra machnęła 3kę, okazało się, że lubię dzieci, a one mnie. Pilnowałem też dzieci innych osób z równie pozytywnym skutkiem w obie strony. Wsześniej myślałem, że niespecjalnie za nimi przepadam. Miałem zawsze przekonanie, że ludzi jest za dużo i nie powinniśmy się już rozmnażać. Ale teraz do sedna sprawy. Rozumiem, że mogę kogoś zezłościć, że ktoś może powiedzieć, że łatwo mi tak mówić, albo nie mam prawa się wypowiadać. Mimo to: Będąc anarchistą wyrosłym na polskim gruncie w latach 80. i 90. trudno nie zauważyć jak przeogromny wpływ kościół katolicki ma na mój kraj. I dodam tu, że wpływ ten mam za wybitnie negatywny. Nie kupiłem bajki o pokojowej chrystianizacji Słowian. Ślady naszej dawnej kultury (w tym naszej moralności ,widzenia świata i związku z nim) wymazano do tego stopnia, że historycy do dziś twierdzą, że nie ma źródeł do badań, lakonicznie tylko znamy imiona i funkcje naszych bogów, nie zachował się ani jeden święty dąb, ani święty gaj. Mało kto wie o kościele słowiańskim starszym od chrztu Polski o 100 lat, buncie Pomorza, które powróciło do pogaństwa na 100 lat, czy próbach królowej Jadwigi odbudowania kościoła słowiańskiego, ani próbach utworzenia kościoła narodowego w XVI w. Arian ma się za zdrajców, a zdrajcę św. Stanisława za patrona Polski. Milczy się o syfie jaki zrobili w IRP jezuici, czy o biskupach współpracujących z zaborcami. Ale prawdziwe kurewstwo poczynił kościół katolicki za czasów Solidarności, przejmując kontrolę nad naiwnymi organizacjami, które skryły się pod jego płaszczykiem, a później trzymając naród na kolanach pozwalając komunie i zdrajcom z opozycji rozkraść majątek narodowy w zamian za religię w szkole, konkordat, mieszanie się do polityki, zakaz aborcji i kryminalny wręcz „zwrot” majątku kościelnego. Do tego postawa wobec mniejszości seksualnych, aborcji czy antykoncepcji. Pogańskich zabytków mamy na pęczki w folklorze* a ciemny polski lud

wierzy, że to podstawy chrześcijaństwa i że bez katolicyzmu nie mówilibyśmy dziś polsku. Tyle jeśli o motywy społecznopolityczne. Inna sprawa to to, co kościół naucza. Kościół wciska ludzom bajki o dziewicach, które rodzą dzieci. Mówi, że każdy dźwiga swój krzyż i cierpienie ma sens, a nagroda jest po śmierci i idziemy albo na zawsze do piekła, albo do nieba, ewentualnie na moment do czyśćca. Że u kresu czasu zmartwychwstanie ciało. Wyliczać mogę bez końca, wniosek jest taki, że kościół wie na 100% że jest właśnie tak, a nie inaczej. Cóż – ja twierdzę, iż jak któś wie to nie mówi. Tu muszę być spectyczny. Nieomylni papieże palili naukowców lub przynajmniej ich księgi, upierając się, że Ziemia jest płaska. Tak wygląda ich nieomylność i mając choćby tyle argumentów wystarczy, by odrzucić nauki kościoła i wyrzec się związków z tą okrutną, kłamliwą, chciwą na kasę i władzę instytucją*. *niniejszym odnawiam mój akt apostazji Rodzice ochrzcili mnie bez mojej wiedzy i zgody. Do komunii chciałem iść sam, mniej więcej wtedy zaczęły się moje duchowe doświadczenia. Chciałem zostać ministrantem, a gdy przyszedł do domu „obraz” to klęczałem całe dnie z różańcem w ręku. Nie winię rodziców za wychowanie mnie w wierze katolickiej. Ideałem by było, gdyby tego nie zrobili, choć biorę poprawkę na komunę – która dawała warunki do bycia otwartym ateistą - ale to było kwestią opowiedzenia się za którąś ze stron i nie o religię tu szło, tylko czy jest się za czy przeciw tej komunie. Dzisiaj rodzice wybierają miedzy ideałami, a izolacją własnych dzieci na wycieczce do McDonalda, choć taki wegetarianizm mimo to już da się przepchnąć, z religią nie ma tak łatwo. Uważam się i tak za szczęściarza, bo nigdy mnie do niczego nie przymuszali i nawet jako dziecko mogłem podejmować swoje decyzje. Skończyłem jako aspirant i przeszło mi jak zobaczyłem katolicką duchowość od zakrystii. Do bierzmowania przystąpiłem już z pewnymi oporami po licznych perswazjach tak w domu, jak i w świeckiej ponoć szkole. W technikum olałem z miejsca lekcje religii (które wg prawa powinny być na początku lub końcu, co jest niewykonalne/trudne i/lub olewane, bo każdy chodzi na religię).


Kazałem mamie napisać, że syn nie będzie już chodził na religię (miałem mniej niż 18 lat, potem mama dała mi papier, że mogę się już sam usprawiedliwiać, z czego korzystałem – byliśmy z@jęci, nieprawdaż?, więc zamiast iść na w-f, szedłem na zebrania i demonstracje, w-f który i tak bojkotowałem udając że nie mam stroju chyba że był sprawdzian, a facetowi powiedziałem, że grając tylko w nogę nie rozwijam się fizycznie i jak nie zrobi jakiejś wyczynowej gimnastyki, żeby dało się zauważyć jakiś postęp choćby w następnym semestrze, to ja wolę siedzieć na ławce). Po drodze rozwijałem zawsze obecne zainteresowanie kulturą Dalekiego Wschodu – Japonia, Chiny, Indie itd. A co za tym idzie kung-fu, karate, ninja, samuraje, ale i Hare Kriszna, buddyzm, medytacja czy joga, w tym tantra i zdrowe podejście do seksu, a dziś orientalna kuchnia i zielona herbata w dawkach toksycznych, ale też szamanizm i powrót do korzeni (Słowianie są ze Wschodu i też mamy swoje TAO, różno-jednię niby dwóch przeciwstawnych elementów: czerwoni i biali). I to otworzyło mi oczy. Może nie jestem mnichem buddyjskim, ani krisznowcem (całe szczęście! bo to taki orientalny katolik), ale nie żałuję tych doświadczeń, uważam wręcz, że były przełomowe. Po rozmowie o tym wszystkim z paroma z was dochodzę do wniosku, że katolicyzm to też był etap w mej duchowości i bez osobistego doświadczenia nie umiałbym tego może tak ostro zanegować. Jeśli więc chrzcicie dzieci dla ich i waszego świętego spokoju to OK, nie krzywdźcie ich tylko wmawiając, że to wszystko prawda, nauczcie dystansu do kościoła/władzy, a co najważniejsze samodzielnego myślenia i poszukiwania prawdy, jako drogi w życiu z obietnicą, że na końcu droga idzie dalej a my umieramy. Do mistycznych doświadczeń dodałbym może konopie, a ściślej duże ilości haszyszu, kiedy to doznałem wglądu w coś co określam przestrzennym hologramem, czy gąbczastą strukturą wszechświata, gdzie nasz świat zamyka się w jednym bąbelku owej gąbki. Później doszło hobbystyczne zerkanie do literatury popularno-naukowej co tylko umocniło mnie w przekonaniu, że religie nie mówią prawdy, nie znają jej (kk nawet jej nie lizną!), do tego rezerwują sobie monopol na nią i nazywają się jedyną ścieżką itp. Spacery po lesie po LSD i grzybach dały mi odczucie prawdziwego związku ze światem, do tego wypełniało mnie uczucie ogromnej miłości, współodczuwania i radości, a także troski o ten świat i świadomość, że świat nie tyle słucha, co czuje

podobnie jak ja. I że nie ma większej różnicy między nami. Że jesteśmy z tego samego budulca. Jesteśmy jednią. Miliardowiekowym węglem, pyłem gwiezdnym, zastygłymi wnętrzami roztrzaskanych o Ziemię komet. Pierwiastek życia i świadomości jest wszędzie. Świat raz się skupia, raz rozszerza. O zmianie w drugą stronę decyduje osiągnięcie nietolerowalnego maximum (lub minimum) i następuje do załamania, odwrócenia. Chcę być dobrze zrozumiany – nie twierdzę, że znam prawdę i wiem. Raczej wątpię, szukam, mam przeczucie lub wolę milczeć. Blisko tego co czuję są buddyści (za zgodność z fizyką i ateizm), taoiści (za wyjaśnienie mechanizmu działania przyrody), ateiści (boga nie ma), arianie (za pochwałę rozumu, wolność i polską anarchię), agnostycy (wolą nie mówić, bo a nóż się mylą), anarchiści (za chaos, który sam się reguluje, tak jak świat, a jak ktoś wsadzi łapy by to kontrolować, to tylko spieprzy) i naukowcy (za uznanie faktu, że nie wiedzą wszystkiego, nigdy nie będą, mogą być w błędzie i są gotowi to uznać a także wykraczać poza ustalone formy, trochę jak buddyści i anarchiści*). To są raczej drogowskazy, bo etykę i moralność trzeba sobie zrobić samemu i oprzeć się głównie na osobistym doświadczeniu. Jeśli człowiek nie zada sobie paru podstawowych pytań i nie próbuje zanegować tego co myśli, na zasadzie neti neti (nie to, nie to), by zmusić się do jeszcze głębszych dociekań, to nie ma szans na spokój duszy, dobrą naturę, bo można być niewierzącycm i dobrym człowiekiem jednocześnie. Co do wychowania to dodam, że np. Jany chce uczyć dziecko w domu trzymając z dala od państwowej szkoły, co jest zgodne z prawem. Kościół katolicki oczekuje, że uwierzysz w to co mówi i nie ma tam miejsca na pracę nad sobą, dochodzenie do doskonałości czy boskości. Będąc owieczką do strzyżenia masz regulamin do przestrzegania, a jak zgrzeszysz to idziesz się wyspowiadać i znów jest OK. Nie mogłem już oszukiwać siebie, czy innych. Udałem się do kościoła, w którym mnie ochrzczono, zapukałem do drzwi kancelarii proboszcza, zaproszony wszedłem do środka i powiedziałem „Dzień dobry!”. „Raczej – niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” – usłyszałem. „Ja właśnie w tej sprawie!”.

*wiele wymagam, ale taki mam standard jeśli idzie o anarchię, ma ideologia daje mi wolną rękę w negacji jej samej, zresztą to tylko nazwa, dla mnie społeczeństwo nie musi świadomie być anarchistyczne, czy z nami sympatyzować, ważne by: 1) kumało bazę polskości: 2 przeciwne ekipy, biali i czerwoni, za i przeciw, jak dwa gołębie na dębie, ze słowiańskiego mitu o stworzeniu świata, co do dzieła stworzenia potrzebują współpracy, czego między dwiema ekipami brak, jest zimna wojna domowa, najwidoczniejsza w opozycji szlachty i króla, ale i Solidarność 80-83 a stan wojenny - i to jest przyczyną syfu, nawet nie samo istnienie dwóch opcji w narodzie, to nawet dobrze że mamy i zmysł wolnościowy i trzymający za mordę, problem z tym, że brakuje równowagi; którą można przywrócić chyba tylko bijąc białych 2) @ opowiadali się po stronie czerwonej (z flagi, zauważcie, że biały kolor dominuje, jest wyżej, gdyby np. Solidarność wygrała należałoby uczciwie flagę odwrócić). Szerzej o tym w załącznikach. Proszę zauważyć, że szlachta i robotnicy są po tej samej stronie barykady (w UK to niemożliwe), szlachta cieszyła się autonomią podobną do tej jaką ma dziś kościół wobec państwa, ale kościół i władza to biali, Solidarność dałaby taką autonomię obywatelom, byłby to powrót do dosłownego rozumienia Rzeczypospolitej. I jeszcze jedno - utrata państwa nie przerywa naszego istnienia, białych tak, dlatego bronią tak kościoła jako zastępcy państwa na wypadek utraty niepodległości. Niepodległości trzeba bronić, gdyż tylko u siebie możemy zrobić porządek (należało by białych albo czymś atrakcyjnym nawet dla ich istnienia zachęcić do współpracy, albo zmusić do pokoju, np. pokonując ich zupełnie przy następnej okazji). Nasz czerwony jest więc hymn, ich jest flaga.

#I jeszce nt. dzieci i młodzieży nie tylko w Anglii Zauważyliście, że nie tylko dzieciaki nie wiszą już na trzepaku, ani nie grają w gumę, chowanego, czy podchody (dziś rządzą gry komputerowe i internet, nawet bajki to obciach), ale nie ma już subkultur?! Młodzi i zaradni mają w tym systemie co ze sobą

zrobić. W starym reżimie byli tępieni za myślenie i to był materiał na rewolucję, dziś tego brak, jest rozmycie. Londynskie dzieciaki i dresiarze, nie mazali po murach o gliniarzach, którzy jak kogoś zabiją to im uchodzi płazem, a statystycznie to z ich rąk 1 osoba


ginie co tydzień, masz większe szanse być pobitym lub zabitym przez policjanta niż ulicznego gnojka. Ale zadyma szła o firmowe trampki, nowe komórki (nota bene dzieciaki używały czegoś w stylu gadu-gadu na komórkach Blackberry, coś czego nie kumają starzy. To nawiasem mówiąc były pierwsze rozruchy zorganizowane w ten sposób. Demonstracje zwoływane przez Facebooka lub Twittera już były. I odbije się to czkawką, bo zjawili się ochotnicy z programem do identyfikowania twarzy porównując zdjęcia z powyższych stron, a gówniarze byłi na tyle głupi lub beszczelni, że nie zakrywali twarzy). Jestem Polakiem i wiem, że zadymą jesteś w stanie coś załatwić w sprzyjających okolicznościach, ale jak to robisz z głową i się przyznajesz to tego co robisz i głosisz, no i są jakieś zasady, że palisz komisariaty i bijesz gliniarzy, nie wiem czemu nie ruszyli masowo na banki – to by było lepiej odebrane. Tym razem jednak było pełono agresji wobec zwykłych ludzi i przechodniów. Poza tym londyńska młodzież często pada ofiarą lokalnych wojen gangów, inaczej znanych jako wojna kodów pocztowych,... noże w szkole to norma, egzekucje z broni palnej, także te przez pomyłkę, też się zdarzają. Taki element wbijał się do drobnych sklepów a nocą do prywatnych domów, najpierw je rabując a potem podpalając, więc z dymem szły domy ludzi mieszkających wyżej, cały dorobek ich życia. Jedna Polka skakała z okna. Bilans jak na razie to ponad 1000 aresztowanych, 111 psów rannych, chyba 3 zabitych (w tym gangster który w ogóle nie strzelał a gliny skłamały że to on oddał pierwszy strzał, co obnażyła balistyka). Efekt jest taki, że ludzie znów lubią policję i jej żałują i zgodzą się na kontrole osobiste na ulicach, wszędzie jest pełno psów, metro, kolej, autobusy; a już miał być ucięty ich budżet, co chyba się nie stanie. Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że właśnie by temu zapobiec zamieszki sprowokowała policja, która była ostanio ostro krytykowana w/s metod jakich używa na demonstracjach, czy korupcję – wysoko postawieni ponoć sprzedawali informacje do gazet Murdocha (The Sun i inne ścierwo, budowlańcy kupują to dla strony nr 3 z gołą laską, inną w każdym numerze i sportu, ale z nudów przeczytają całą resztę, a to propaganda wojny, kłamstwa nt trawy, że jest deadly skunk na ulicach powodujący schizofrenię

itp.). Tzw. terapia szokowa. Powinien być zakaz tworzenia prawa pod wpływem histeri medialnej. Ale ten dym jednak pokazał, że młodzi mają w dupie cały ten system i politykowanie, chcą jedynie się nachapać, szastać forsą, ruchać laski i dla szpanu przed kolegami zgrywać gangsta. Dodam jeszcze jedno: Angole mają w głowie feudalizm, a świadomi lewacy szczycą się z bycia working class, pogardzając middle class (yuppie i dziadki, co się dorobiły), a nienawidzą upper class (poshe, srająca wyżej niż dupę ma szlachta, której tu nie było komu wybić). Dobrze ukazuje to film: Minority Pastime, a letter to David Cameron. http://www.indiemoviesonline.com/watch-movies/a-letter-todavid-cameron Niestety strona z linkiem już nie działa, tzn. jest ale, nic nie chodzi, nie wiem, czy można ściągnąc z netu, ale warto poszukać. Poza tym jest benefit class, czyli miliony żyjące z zasiłków i pomocy państwa. Osobiście uważam podatki za kradzież i nigdy nie zgodziłem się bym dostawał do ręki mniej niż zarobiłem, tym samym nie pochwalam tego, jak ta kasa jest wydawana. Nie mogę więc żalić się nad tym ,że torysi chcą upierdolić źródełko dla nierobów i de facto – zwinąć państwo do minimum, co się powinno podobać anarchistom, a raczej powinni wywęszyć tę okazję (wraca neutralność prawa jako alternatywa nawet dla białych), jest pole działania, państwo się zwija samo – ale to co chcą w zamian wcale nie będzie anarchistyczne, lub przynajmniej uczciwe, tylko puste pole przejmą korporacje i prywata, a państwa zostanie tyle, by nas dalej kontrolować. Nota bene w UK prywatyzują więziennictwo, dwie największe prywatne armie świata jak G4S i Serco dostają kontrakty na prowadzenie więzień i ośrodków dla uchodźców, które niewiele się od więzień różnią, ostatnio były 3 ofiary w 1 tydzień w jednym takim obozie. Skoro goście robią kasę na trzymaniu ludzi za kratkami, będą naciskać na surowe prawo np. ws. trawy, masowe kryminalizwoanie młodzieży, zwłaszcza kolowej, może niedługo squattersów, bezdomnych, aktywistów (np. ustawa karna CJA skasowała całe pokolenie działaczy w l.90) itd.

#Gdańsk - Notatki po (poprzednim) urlopie Podczas lotu do Gdańska siedziałem z takim gościem, co zamówił dwie wódki i colę z lodem. Oczywiście chciał stawiać, bo samemu pić nie wypada, ale się wykręcięem piwem i tym, że nie mieszam. Zapytał, czy to będzie dla mnie zaszczyt wylądować na lotnisku im. Lecha Wałęsy, więc ja na to, że nie bardzo i zaczęliśmy przyjemną wymianę anegdot o Bolku, co to ciągał kable po podłodze, spijał resztki piwa po innych na stołówce, namawiał do wysadzania komisariatów w domu naszpikowanym podsłuchami, a jak ktoś go znał, to twierdził, że takiego sukinsyna jeszcze nie spotkał w życiu. Polacy jeszcze się do końca nie nauczyli, że jak pilot wyląduje to wypada bić brawo, że żyjesz  i tego się obawiałem, deprechy po samym spojrzeniu na typy polskie i nawet trochę mi sie udzieliło, ale na krótko. W Gdańsku miła niespodzianka – jakieś 25˚C w pełnym słoćcu. Zaszedłem do Janego do roboty i po krótkim czasie urwaliśmy się z pracy, by zanieść kosiarkę na Stare Domki, kosząc lusterka autom na chodniku, a potem uderzyliśmy z buta na miasto. Na pierwszy rzut - poczta z wrzesnia’39, sierociniec i mur krzyżacki na drewnianych resztkach po Słowianach. Potem pourywane ciągi domów, jak na wsi, w mieście ściany budynków powinny przylegać do siebie i jak widzę „stare miasto” w Białymstoku to rzeczywiście tak jest i to są najfajniejsze kawałki miasta, poza niby-wiejskimi Bojarami, ale to raczej dworki lub wolnostojące „drewniane kamienice”. Spichrze gdańskie w ruinie, z walącymi się ścianami. Gdyby miasto miało dobrych ludzi i np. uratowali ściany, położyli szkło na dachu i nie wycinali roślinności Gdańsk miałby wiele bardzo oryginalnych ogrodów. Nawet knajpy dałoby się tam zrobić (w wieży z dziką ulicą przez jej środek też). A tak dziś służą jako miejsce na ogniska lub żeby się odlać. Potem kopiec z widokiem na Gdańsk i ogrody z bieluniami u zakonników, a najwiekszy odlot był na menelskiej dzielnicy („spacerowe poproszę” ), wpół zamieszkanej przez nazioli, wpół przez Cyganów, do której miasto się nie przyznaje, a kwiatki tam były niezłe i znowu, gdyby konserwator miał jaja i trochę polotu, Gdańsk byłby większy (takich dzielnic jest pewnie więcej, Jany mówi, że trzeba dzień na każdą, żeby poznać wszystkie paciorki „różańca”). Klatki schodowe zapierały dech w piersi, a dziedziniec parafii czy freski/mozaiki? masońskie to już orgazm. Turysci tam nie włażą, bo nie wiedzą, a przewodnicy pokazuja im starówkę „jakiej jeszcze nie było”, tzn. budowane nieudacznie w starym stylu nowe kamienice, gdy dookoła pełno zabytków w ruinie, takich choćby jakie mi pokazał Jany. I bardzo żałuję, że nie wziąłem aparatu, ale w ciągu roku zgubiłem już dwa, więc trzeciego boję się kupować. W m i ę d z y c z a s i e na trzeci aparat usiadłem...


Druga wycieczka - w tym roku i to fotograficzna- odbyła się po Oliwie (dla ilości wieżyczek nazywaną Disneylandem), gdzie jeszcze widać, że mieszkali tu ludzie z różnych bajek, są domy lub elementy typowo niemieckie, angielskie, PRLowskie, ale i podlaskie/kresowe, jak zdobione drewnie ganki i narożniki, łamany dach. Muzeum jakiegoś gościa: MOtorówka, armata, ulica Bieruta itp. Kiedyś byłe całe dzielnice – jak sztandarowe b-stockie Bojary, dziś np. Bema – potem były ulice, teraz nadchodzi etap pojedynczych domów. Po obiedzie –

ziemniaki z koperkiem i chłodnikiem, podniecam się, bo nie jadam polskich dań za często – ruszyliśmy zasraną galerią handlową, pełno ich (nawet w Białymstoku chodzi się do galerii), gdzie Francuzi zrobili wodostap z żywą ścianą, ale zamiast chmielu, powoju i bluszczu dali zielsko z kwiaciarni, do tego jak wodospad działa to zalewa podłogę. Spacerkiem bujnęliśmy się wzdłuż rzeki, na której naliczylismy 13 młynów/stawów na niecałych 10km. Niezłe zagospodarowanie. Niezły dystans (zahaczyliśmy o kilka, ale cała trasa miała coś koło tego?) większość ludzi nie umie chodzić na długie systanse, nie wymagam biegania, to już pramyśliwi lub sportowcy. Dziś te młyny to ulubione miejsca spotkań gdańskich

wędkarzy, żuli i ich psów. Sami zresztą moglibyśmy być do nich zaliczeni pijąc piwo na ulicy, tutaj to chyba pół populacji. W bloku na zdj. mieszkają Gwiazdowie (odlot), ale „nie pójdziemy, bo palą jak Kuroń, z tą różnicą, że Kuroń podpalał tylko raz dziennie”. Dalej dicho w smażalni ryb w Jelitkowie, to o tym miejscu śpiewały Kury? Plaża i maluchy. Gdańsk jak wiemy jest najbardziej zroweryzowanym miastem w Polsce. To fakt, widać dużo rowerzystów, ale ponoć jeżdżą jak wariaci, nie przepuszczają pieszych, było już kilka trupów. Nic dziwnego, nie mają OC, czyli odpowiedzialności, ani kart rowerowych, czyli wiedzy. Te ostatnie powinny być przywrócone, a ich posiadanie warunkiem do przystąpienia do kursu na prawo jazdy.

Współczesny polski anarchizm to dla mnie - po części - jakiś odlot, po części - zażenowanie tym pierwszym. Odlotowcy przyjęli chąc nie chcąc taktyki starych działaczy (jednocześnie zażenowanych nie lubiąc) - np.: niezauważenie, że warunki w jakich przyszło teraz działać są inne od czasów ostatnich 10 lat PRLu czy przełomu powiedzmy ’86-‘89-’92; to że trzeba tłumaczyć te daty (podobnie z nazwiskami). Weźmy taki bojkot wyborów. MA?/FA ogłosiła bojkot wyborów, gdyż jakikolwiek udział w wyborach po okrągłym stole oznaczał zanużenie się po uszy w zdradzie społeczeństwa dokonanej w Magdalence (dla świata show – Okrągły Stół). Teraz już operacja wyruchania społeczeństwa się kończy i zaczyna się normalny kapitalizm, może warto zmienić taktykę i wezwać do głosowania na tych co nie są u koryta lub są w nim marginalni/sterowalni lub grają włąsną grę (!uwaga! docelowo jednak należałoby mieć w parlamencie obu izb ludzi niepartyjnych, związanych instrukcją poselską lub senatorską – wiążącą umową między kandydatem, a wyborcami, gdzie program wyborczy to umowa stron, gdzie gościa można faktycznie wezwać na dywanik i pociągnąć do odpowidzialności np. odebraniem ulg/przywilejów lub odwołaniem i zastąpieniem kimś bardziej lojalnym. Ważne z osobna są jednomandatowe okręgi wyborcze i wyeliminowanie

partii politycznych z samorządów lokalnych – w teorii, bo czy są takie zasoby ludzi, by to zrobić? A może nie mamy takiego przebicia, by myśleć o realu i trzeba z dekadę pofilozofować i zająć się anarchizowaniem domu, rodziny, pracy, sąsiedztwa?). Już samo wejście do Sejmu dużej liczby nowych i nieumoczonych może dużo zamieszać, oczywiscie nie ma co się łudzić, mogą być kupieni, mogą być cwani, może zrobią z nimi co z pierwszym Sejmem – dwa lata trwało decydowanie kto może być w opozycji – aż Wałęsa rozwiązał Sejm. Proponuję 1) Zielonych, chyba najbliższych ideowo, część ma ludzi z +/-89, 2)Korwina (ma parcie na ograniczenie państwa, własność prywatną i wolność/odpowiedzialność jednostki), 3)Palikota(!czy to jakiś szpieg? Bogaty gość, którego stać na normalną politykę?  Pytam, bo to nowa postać i niewiele wiem, co robi w systemie?), koleś zbiera poparcie od ateistów/racjonalistów, pewnie od gejów i feministek też, a Wolne Konopie startują z ich list - http://wolnekonopie.pl/ , 4) Racjonalistów – Polsce potrzeba dozy rozumu, nie wiary w cuda i odnowy rozdziału państwa od kościoła, świeckiej szkoły, w rzeczy samej – egzekucji praw, wiele z tego co kościół „odzyskuje” nie było kościelne. 5) PSL ??? ci goście raz są tu raz tam, są widać niższego lotu, bo do Sejmu wchodzą przez liczbę rolników, nie osiągnięcia, ale to co tam robią zależy od sytuacji, poza tym to przykład bardzo „nowoczesnego” podejscia do rolnictwa, czyli dużo chemii, genetyczne pasze, a najchętniej i żywność (w Polsce jest chyba 40 tyś ha komercyjnych upraw genetycznych i żadna nie ma wymaganej


zgody ministra, buziaki za ujawnienie ich lokalizacji – patrz foty z b-stoku), veganie też ich nie polubią itp., można by ich przekierować??? Siłą rynku=nami klientami??? Póki co mamy jakieś 15 lat na pojawienie się pokolenia

dzieci, które odrzucą konsole nintendo i zapragną powrotu do źródeł na bosaka. Jak przekazać nasze doświadczenie ekipie, która może nie mieć z nami więzi, albo nie kumać w ogóle, że istniejemy? To są ważne pytania, na które musimy szukać odpowiedzi.

I dodatkowe dygresje:

Jeśli idzie o idejki, to należy je sobie weryfikować, bo czasem się błądzi. Pokolenie, co nie załapało się na 1980, ani 1989 (choć ludzie mogą się znać), ma inne doświadczenia, dorastało w innych realiach itp. Podobnie jest z działalnością, bazą tamtej było życie w totalitarnym systemie, który – co ważne – każdy (do czasu) chciał obalić. Nie wolno małpować metod, czy w nieskończoność przedłużać kampanii, jak bojkot wyborów (to już chyba etos). Dziś mamy inne realia: systemu nie tyka polityka (demonstracje, ulica itp.), ale cyferki na ekranie. Jak te cyferki ruszyć (i czy tylko tyle wystarczy?) to pytanie otwarte. Po drugie - dziś nie ma parcia wśród zatomizowanego społeczeństwa na zmianę zasad gry, bo choć nie o taką Polskę walczyło, to dwa razy w życiu nie robi się rewolucji, więc choć na starość chce sobie pożyć nie dziwne, PRL był szary i biedny. Moim zdaniem działalność, która już spadła tak jakościowo jak i ilościowo, będzie się rozkładać dalej. Mamy pi razy drzwi jakieś 15 lat. Co robić, jaki typ aktywności jest potrzebny, żeby np. jak zbuntuje się młodzież wychowana na ekranie, która ten ekran znienawidzi można było do nich wystartować i chociaż odbudować zerwaną linię przekazu? (Bo z komunikacją są już teraz problemy – internet, zebrania z osobami siedzącymi tyłem do siebie i posyłającymi mejle miast realnej dyskusji itp., działalność w necie itd.).Co dopiero zrobić udaną rewolucję tak, że przekaże się pałeczkę młodym i pójdzie na lody przerywając zaklęty krąg zaczynania od nowa powtarzając te same błędy, nie kumając pewnych mechanizmów choćby historycznych, czy technicznych. W wielopokoleniową I Solidarność zaangażowani byli ludzie pamiętający nawet rewolucję 1905-07, Abramowskiego i jego Społem, spiskowcy z trzech zaborów, działacze z XX-lecia międzywojennego, konspiratorzy z II WŚ, działacze antykomunistyczni pamiętający ’56, ’68 i co ważniejsze dla 1980 – masakrę grudnia/stycznia 70/71 (to na uniknięciu starej taktyki sprzed 10 lat - wyjścia na dym - i pozostaniu w fabrykach Solidarność zdobyła przewagę nad rządem). Jako naród czy społeczeństwo nie stoimy jednak na tak

złej pozycji, mamy ten dorobek, mamy filizofię czynu, mamy historię wieców, sejmików, reformacji, arian, przewijający się przez nawet oficjalną historię mit polskiej anarchii (!), naród który niekoniecznie identyfikuje się z państwem, ba 13XII przejęcie fabryk niemal stało się ciałem tj. obowiązującym pr@wem, 10 milionową organizację i 3x większy ruch społeczny, a także błędy: jak ze zdradą samorządnej rzeczpospolitej przez Wałęsę i kościół (czy raczej ich niechęcią/wrogością od początku, czego nie udało się obnażyć i powstrzymać) - jest z czego czerpać i się uczyć, ale obecna f@la albo przejrzy na oczy, albo poprzedni@ będzie musiała nowych ludzi trafiających do nas izolować! Tak serio z perspektywy @ to lepsze efekty dali ludzie, którzy się oderwali od nas i poszli w swoją bajkę – np. Rospuda. Misją jest więc: -przebudzenie środowisk@ / unieszkodliwienie obecnej p@tologii -stworzenie formy przetw@lnikowej -samodoskonalenie w metafizyce społecznej -wyjście do nowej fali, gdy ta się ujawni, z tym co wiemy już teraz, i co nam wyjdzie oczekując. Do akcji bieżących nie potrzeba stricte anarchistów, czasem to lipa tak się nazywać krzycząc „mieszkanie prawem”. Myślałem, że anarchistów stać na lepsze pomysły niż bezpłatna edukacja i służba zdrowia, ulgowe bilety, czy popieranie socjalu państwa z ukradzionych pieniędzy (podatków) - to już lewactwo. Nie oszukujmy się więc i niech goście zrobią to porządnie np. przejmą lokalną partię i wejdą nią do samorządu, by załatwić sprawy lokatorskie, drogi rowerowe, udupić inwestycje=łapówkarstwo itp. Nawiasem mówiąc partie to najsłabsza strona demokracji, a nawet przeszkoda, którą trzeba będzie jeszcze wziąć na cel – rzeczpospolita gminna/parafialna/sąsiedzka... powinna odzyskać Sejm i samorząd wiążąc swych przedstawicieli (posłów, radnych itp) instrukcją o ważności umowy. Jest obecnie grupa, która – nieskażona purytanizmem, owym etosem bojkotu wyborów – chce wejść do Sejmu z listy Palikota. Trudno mi tu


coś o tej osobie mówić, bo nie śledzę TV aż tak bardzo, ale Wolne Konopie mają zamiar startować z jego listy (i UPRu/Nowej Prawicy) i ewidentnie wiedzą że to narzędzie, mimo iż już zostali za to zbesztani (sprzedanie się itp.). Skoro systemu nie można za cholerę ruszyć, a są goście którzy chcą spróbować go podejść inaczej – niech tak zrobią. Może w tej konkretnej sprawie nie wyjdzie pięknie, ale ważny jest symboliczny wydźwięk, nowa fala działaczy może nie brzydzić się takich taktyk. Podobne manewry dotyczą np. Białegostoku, gdzie solidaruchy, dewoty i prawdziwki na spółkę z kacapami – grając też w bogaczy niepodzielnie rządzą bez dopływu świeżej

krwi kisząc się w swoim sosie. Nie widzę jak tu się da np. zrobić porządną infrastrukturę rowerową, bo rowerzyści staną na głowie ze swojej strony, ale ten jebany beton się nie kruszy. Tych gości trzeba wywalić, odsunąć od władzy. Jeśli nie ma ekipy na ich miejsce, ani bazy, ani parcia na manewr jaki zrobiła OLE w Gdańsku, to jedyna nadzieja to pójście na wybory i głosowanie w taki sposób, by pomieszać sitwie szyki. Dalekowzrocznie, Nic o na bez nas też powinni się nad tym zastanowić. [Dziwię się, że Poznań nie spróbował przejęcia jakiegoś istniejącego związku, jakiejś S80 jak Pilarski z trójzębem, a potem z PZPR, bo wiedzieli o tych wydarzeniach, zamiast robić kolejny zw.z..]

* czy kradzieży danych osobowych (agencje rządowe w Anglii „zgubiły” dane chyba ¼ populacji w różnych aferach, gdzie ginęły przesyłki kurierskie z dyskami twardymi, przypominają mi się dyskietki ZUSu, bo dane w tym DNA, dane medyczne, o zarobkach itp. to też towar).

#Na zime tyje, spuchlem na twarzy, zaroslem jak mapla i osiwialem. Wazylem tyle co teraz zanim zostalem wegetarianinem – po tym – z 75 waga spadla mi do 64 zima / 62 latem i tak mialem przez 10 lat, od czasow Niemiec, a potem powrotu do Polski poszlo w gore do stanu obecnego. Jojo. Czuje srodek ciezkosci w brzuchu. Wprost proporcjonalnie i grawitacyjnie uczucie rosnie. Dwa obszary do pracy nad nimi – gardlo i brzuch. Juz nie pale – inhaluje sie. Didjeridoo z tekturowej rury stoi i kurzy sie jednak. Ruszam sie duzo, ale inaczej. Wtedy jezdzilem na rowerze niemal caly rok. Teraz– w pracy –glownie chodze i nosze ciezary. Kiedy cwicze joge spie lepiej (w tygodniu z pelnia prawie w ogole), zahartowalem sie w pracy na podworku, choruje o wiele mniej niz przed latami. Przeszly mi zatoki po ziolach od popa i grzybach (przypadkiem, potem doczytałem, że grzyby działają na migreny i zatoki! Raz zjadłem garść jak mi zaczęly boleć zatoki i przeszło w kilka minut!). Profilaktycznie pije je jednak pare razy w roku lub gdy sie przeziebie. Obecny zapas dostarczyl ksiadz. A jakze. #Szwecja była słoneczna, lecz wciąż pokryta zalegającym śniegiem. Tylko w lany poniedziałek spadł śnieg. Szwedzi mają dobre razowe bułki, małe, płaskie, okrągłe połówki z grubej razowej mąki. Śledzie jedzą na słodko, są bałaganiarzami i brudasami. Alkohol kupuje się w monopolowych, gdzie dostępne trunki ogląda się zza szyb, podaje numerek i składa zamówienie i dopiero wtedy obsługa podaje. Ponoć Skandynawia to miejsce z dużą liczbą samobójstw, Polacy np. zapadają tam na depresje dosyć łatwo. Emigrantów sprowadzono tam nie tylko z powodów ekonomicznych, czy politycznych (azylanci itp.), ale i demograficznych, gdyż bardzo długo popularne tu było cudzołóstwo. Na ulicy widać wielu kalekich ludzi. Nowa krew miała powiększyć pulę genów i uzdrowić zdegenerowaną rasę! Słowniczek: skriva – pisać (por. skryba, co tam naskrobałeś? itp.), kråka (czyt. kroka) – wrona, smak – smak , z celtycka/angielska: plough – pług, otter – wydra. #Będąc w Walii natknałem się na natural burial ground, czyli cmentarz, gdzie grzebią ludzi np. w biodegradowalnej trumnie, lub w prześcieradle, bez nagrobków, zwykle leży jakiś kamień, można posadzić drzewo itp. łąka jest koszona raz w roku więc trudno coś znaleźć. Nie wiem czy Hindusi w UK mają prawo do ciałopalenia pod gołym niebem (chyba wciąż nie).

Bozia i inne pogańskie zabytki: • •

• • • • • •

Bozia – bogini, obecna u ludu, straszy się nią dzieci: Bozia się gniewa, gdy jest burza. A kiedy błyska, wzywa się Jasny Piorun! lub Jasny Pierun! nowonarodzone dziecko, przeprowadza się na ten świat przekładając je 3-krotnie przez spódnicę matki, tak jakby sie rodziło topienie Marzanny na pierwszy dzień wiosny, czyli wiosenną równonoc, kukła to zima, śmierć, którą trzeba spalić a potem utopić, łącząc magicznie dwa przeciwstawne żywioły jajko na Wielkanoc (ustalaną na poły wg kalendarza słonecznego i księżycowego – w pierwszą niedzielę po pełni księzyca, która to pełnia nastąpiła po wiosennej równonocy); jajko symbolizuje kosmiczne jajo w którego wodach dryfowała ziemia, zastosowanie jin-jang w praktyce pokazuje nam ludowa zagadka „co było pierwsze – kura, czy jajko?” Śmigus dyngus, oblewanie wodą na szczęście, zmycie zimowego brudu, także czyn zalotny, odchrzczenie się po przymuszonym chrzcie (praktykowane przez Słowian siłą lub podstępem „nawróconych na chrześcijaństwo”), biesiada, dla biesa, czyli diabła, której głównym celem jest rytualne, hedonistyczne obżarstwo i pijaństwo bogaty kalendarz polskiego kościoła rz-kat. jest naszpikowany starymi świętami, chyba tylko Boże Ciało jest typowo chrześcijańskie nikt nie wie co znaczy i po co jest sobótka lub noc kupały, dzień chaosu i rozpusty, wtajemniczanie młodzieży w życie seksualne, ponownie obrzędy z udziałem wody i ognia,


• •

Matka Boska Zielna, Matka Boska Gromniczna,

• •

Dziady i zaduszki, wywoływanie duchów, uczta na grobie, odwiedzanie grobów i częstowanie zmarłych,

• • • • •

Matka Boska Ziemia – gdyby dodać Matkę Boską do trójcy, otrzymalibyśmy czwórcę śwętą – dwa przeciwstawne elementy jak w jin i jang, Bóg Ojciec, Syn Boży jako pierwiastek męski, Matka Boska (Ziemia) i Duch Święty (nie o rodzaj rzeczownika chodzi – tu męski, a w grece – żeński, a o substancję: duch jest JIN, a materia JANG, stąd Duch i Matka Boska razem jako pierwiastek żeński) wigilja, a nie samo Boże Narodzenie – czy astrolog może sprawdzić, kiedy przesilenie zimowe następowało np. 2000 lat temu? Wierząc w kometę Haleya to dokładnie 2014 lat temu. I czy jest to data bliższa czy dalsza 24/25 XII? Sama data narodzin boga, nieprzypadkowo zbiega się z datą zimowego przesilenia. Rozbieżność kilku dni można zrzucić na niedokładny kalendarz itp. matematyczne zależności. Narodziny boga (słońca, którego przybywa) zapowiadają koniec śmierci, czyli zimy, choć to pierwszy dzień astronomicznej zimy. Jang w jin. Karp na wigilję, jako ryba wyłowiona z wrogiego środowiska, właściwego topielcom Potrawy z maku – kutia, pierogi, makowiec; działanie odurzające, w rodzinie słyszałem, że makowca nie podaje się dzieciom, babcia kolegi dawała mu makówki do ssania, gdy nie mógł usnąć.; potrawy z konopi – siemieniatka, utarte nasiona z kaszą jeczmienną i warzywami lub na słodko. Żywa wiara w istnienie Matki Boskiej i jej objawienia, cuda na szybie itp. halucynacje, pielgrzymki do tych miejsc Szeptuchy w co poniektórych wsiach Ćwiartowanie papieża na relikwie – po śmierci Karola Wojtyły ukazały się w prasie rysunki z posturą papieża w formie znanej z plakatumapki w sklepie mięsnym objaśniającym podział świni na kawałki, co przez włoską prasę zostało wyśmiane, a polski katolicyzm nazwano pogańskim

Słoneczne zrób to sam Ogrzewacz powietrza, służący np. w suszarni, czy niewielkim pomieszczeniu, można wykonać domowym sposobem. Zasada jego działania jest taka: zimne powietrze wędruje od dołu do góry przez czarne puszki przyciągające promienie słoneczne, skąd jest przesyłane dalej do wspomianej suszarni itp. Jest to system sezonowy, nadający się na dnie słoneczne, ale niezbyt ciepłe, by mieć otwarte okno, czy suszyć pranie na zewnątrz. Można też łączyć tradycyjne ogrzewanie z tym oto wynalazkiem. Potrzebujesz: kilkudziesięciu aluminiowych puszek, czarną matową farbę, trochę drewna, by zbudować coś na kształt długiej szuflady, jak na zdjęciu, szkła na wymiar – najlepiej podwójnego okna (pojedyncza szyba, ew. plexi też ujdzie, ale będzie mniej wydajne), a także dobrej izolacji, może to być stary koc lub kołdra, pianka izolacyjna, lub srebra karimata turystyczna. Budujesz szczelną komorę przez wyłożenie dna „szuflady” kocem/kołdrą lub pianką i na dokładkę srebrną karimatą. Mocujesz te materiały do dna skrzynki przez silikon lub gwoździe. Wiercisz dziury przez denka puszek i sklejasz je ze sobą silkonem. Dolne puszki mają całe denko, a otwory są z boku – tymi otworami wpadać będzie zimne powietrze , które wędrując przez kolejne puszki trafi do otworów górnych – tu wykorzystujesz fabryczne otwory. Zimne powietrze doprowadzane jest z budynku do dolnej części skrzynki, ciepłe jest odprowadzane z jej górnej części. Najprościej jest zastosować prawa fizyki, jak grawitację, czy fakt, że ciepłe powietrze idzie do góry. Można pobawić się w pompki i wiatraczki jeśli ktoś ma do tego smykałkę. System powinien mieć „bezpiecznik” na lato umożliwiający jego odłączenie (nie chcesz ogrzewać domu latem). Oryginalny pomysł zerżnięty z: http://www.reuk.co.uk/Make-a-Simple-Solar-Air-Heater.htm Tu mała dygresja – zimą można suszyć pranie na mrozie, które co prawda w efekcie będzie zimne, ale suche. To manewr ze sztuki przetrwania, gdy załamie się lód i wpadniemy do wody należy się rozebrać i kijem wytłuc wodę z przemoczonych ubrań o śnieg pozwalając, by resztki wody zamarzły. Dzisiejszej nocy suszyłem grubą narzutę na kanapę w ten oto sposób, było ok. zera, obecnie się ogrzewa już w domu i zaraz będzie gotowa do użytku.

Podgrzewanie wody Są różne systemy słonecznego podgrzewania wody: jedne wydajniejsze od innych, jedne droższe, inne tanie jak woda. Zależnie od potrzeb i możliwości rozwiązania dla każdego domu mogą się rożnić. Potencjalnie jesteśmy w stanie latem niemal gotować wodę, a przynajmniej osiągać temp. ok. 50-60C, zaś zimą wydajne systemy mogą dać wodę ok 25-30 C co też nie jest złym wynikiem, np. woda o temp. 40C powinna już lekko parzyć. Nawet jeśli trzeba wodę dogrzać tradycyjnymi metodami, to i tak używa się mniej węgla, gazu, czy oleju niż gdyby podgrzewało się ją od temp. 9-16C. Opiszę tu system najprostszy, taki, jaki planuję u siebie. 1. Buduję drewnianą skrzynię w formie ramy z dnem. Drewno należy zaimpregnować albo chemią ze sklepu albo olejem lnianym z dodatkiem węgla drzewnego. Olej trzeba podgrzać i ostudzić, a węgiel zemleć i wymieszać z olejem. Nakładać 2 warstwy, każdorazowo osuszyć. Wszelkie krawędzie zakleić np. silikonem.


2. Wewnątrz tej ramy umieszczam wsporniki dla metalowej płyty (aluminiowej lub miedzianej) unoszącej miedzianą rurkę. 3. Może to być mniejsza i niższa rama wewnątrz tej pierwszej. 4. Przestrzeń między dnem a metalową płytą wypełnijj izolacją, ale zachowaj przestrzeń między izolacją a metalową płytą. Izolatorem jest : styropian, wełna, konopie, gąbka, stare koce, karimata, masa papierowa itp. Pomaluj płytę na czarny matowy kolor, najlepsze farby to te do silników odporne na 400C, ale zwykła emulsyjna farba też zrobi swoje, tj. przyciągnie promieniowanie. 5. Metalową płytę przewierć w miejscach, gdzie przymocujesz rurę np. cienkim drutem. Miedzianą rurę wygnij używając butelki – bardzo powoli – lub palnika, by zmiękczyć metal. Chcesz uzyskać wijący się poziomo do góry wąż, gdzie odcinki proste idą po lekkim skosie. Pomaluj rurkę na ten sam kolor co płytę. 6. Wywierć dziury z boku ramy by wypuścić rury. Uszczelnij. Możesz założyć dodatkowe uszczelki. 7. Przykryj górę ramy szkłem lub szybą i zaklej szczelnie silikonem. Należy starać się by konstrukcja była pogodoodporna tj. szczelnie zamknięta i zaklejona silikonem lub pianką uszczelniającą. 8. Podłącz dolną rurkę do spodu zbiornika przy pomocy elastycznego węża, należy usztywnić i uszczelnić dolne wejście bardzo dokładnie, inaczej stracimy całą wodę. 9. Górną rurkę można przedłużyć prosto do otwarcia w górnej części zbiornika, np. beczki, czy kanistra. By niedopuscić do zwiększonego ciśnienia zakrętka kanistra jest lekko nałożona, z przewierconym wieczkiem, gdzie wpuszcza się rurkę. Sugerowany plastik to MDPE lub HDPE, a najlepiej plastik z konopi. Docelowo to powinien być bojler. Kup kanister z kranem, pod który można podłączyć kolejny wąż. Wejście zimej wody do panelu powinno być poniżej wyjścia zimnej wody ze zbiornika. 10. Zimna woda stopniowo się podgrzewając będzie przemieszczać się ku górze i tak w kółko. 11. Zbiornik powinien być uszczelniony, zwłaszcza gdy ma być wolnostojący i na zewnątrz. Powyższe wykorzystuje grawitację i będzie działać minium kilka stopni powyżej 0C. Przed mrozami musisz rozłączyć dolną rurkę i wypuścić wodę. Pamiętaj, że panel jest zaklejony i gdy mróz coś rozsadzi trudno będzie to naprawić . Jeśli chcesz używać tego zimą miedziana rura musi być wypełniona specjalnym płynem na bazie alkoholu, odpornym na zamarzanie a następnie zamknięta. Można ją zwinąć na kształt wilekiej grzałki do wody i umieścić w zbiorniku.

Mały krok ku samowystarczalności Kupiłem sobie panel słoneczny 60W, baterię LiFePO4 12V 30A i przetwornik prądu na sprzęt do 600W. Bateria dokładnie taka, jak do skuterów i rowerów elektrycznych, specjalnie do systemów słonecznych, można ją rozładować całkowicie (akumulator do ok. 50%, zejście poniżej grozi jego uszkodzeniem), ma ok 2000 cykli (akumulator 200-300), nie wybuchnie, choć wygląda jak bomba!, można ją używać i przenosić w każdej pozycji, nie paruje i nie cieknie. Obecnie trzymając panel w ogrodzie przez pół dnia (mój ogród jest wąski i zabudowany, mało w nim światła) jestem w stanie używać laptopa ciągnącego 65W przez 5-6 godzin. Mój mały system PV jest bazą, którą mogę w przyszłości rozbudować, co i tak już zrobiłem kupując 100W panel i ten idzie na dach już niedługo, więc oczekuję, że wydajność wzrośnie kilkukrotnie (60W chcę sprzedać). W przyszłości mogę dokupić kolejny 100W panel lub baterię o tej samej mocy/pojemności. Wydałem kilkaset funtów – i tu zdradzam inspirację –


stwierdziłem, że skoro w poprzednim roku wydałem kilka stów na bilety lotniczne, dlaczego by nie wydać ich tym roku na nową technologię, która ma potencjał pogrzebać ropę? To oczywiscie kropla w morzu potrzeb, ale czemu nie? Nadmienię, że nieefektywność wykorzystania odnawialnych źródeł energii jest faktem, ale to raczej z winy tych co chcą to powstrzymać – to hipisi i zieloni stworzyli tę gałąź gospodarki, nie rządy, które sponsorowały atomy w czasach zimnej wojny. Sama technologia istniała już dawno, chyba już pierwsze satelity zasilane były panelami słonecznymi. Ale wojsko nie puściło tego w obieg dla cywili, jak później po 1. Wojnie w Zatoce Perskiej odkodowali GPS – bo musieli - by nie strzelać do swoich, co otworzyło cywilną drogę nawigacji satelitarnej. Poza tym technologia ta rozwija się w tempie podobnym do telefonii komórkowej, gdzie z cegły z antenką mamy dziś telefony wielkości mydła. Fotowoltaiczne substancje – a nie płytki jak w panelu - mogą być nanoszone na każdą powierzchnię – dach, ściany, okna, a nawet być wmieszane w ich skład – jak elektrodachówki, których nie trzeba już podłączać kablami. Ostatnio powstały też panele wychwytujące nocne promieniowanie, uciekające z Ziemi w kosmos. A najświeższą wiadomością jaką słyszałem, to po prostu panele na wzór tych z NASA, mają one kilka warst światłoczułych, ale na różne rodzaje światła/całe spektrum światła białego. Moje rachunki i tak maleją, choć nigdy nie były duże, a katujemy telewizor i pralkę, ja na okrągło gotuję wodę w elektrycznym czajniku (zielona herbata). Jest kilka sposobów na obniżenie rachunków, o ile nie rosną ceny – a to przecież odpowiedź przemysłu na oszczędzanie energii. Myślę, że przyszłościowy jest jedynie system zdecentralizowany, zbudowany oddolnie w sieć, najlepeij wg podobnych standartów technicznych. Zależnie od rejonu geograficznego – i to też może lec u podstaw systemu, skoro korzystamy ze zjawisk natury, to może by tak podział terytorialny oprzeć na geografii terenu polegając na tym żywiole, z którego najłatwiej/najlepiej się korzysta, a dodatkowo możnaby używać innych źródeł energii jako uzupełnienia/zabezpieczenia. Takim zabezpieczeniem może stać się obecna „brudna” sieć, do której to roli można ja zdegradować, zanim zaniknie. Ale pierwsze kroki to: - uszczelnienie okien, dachu, drzwi, ścian itp. - ogrzewanie zimą – optymalna temperatura to 19-21stopniC, a nie jak w przychodni czy na poczcie 26! - wymiana żarówek – z 60-100W na 7-14W - gaszenie sprzętu ze stand by - czerwona lampka pali się ¾ doby, kiedy nikt z tego nie korzysta, a to jest: 2 telewizory, 2 skrzynki do kablówki, DVD, antena, plus ładowarki do komórek, które też ciągną prąd, gdy się ich nie używa, 2 laptopy i chyba to tyle - zaczynam się przestawiać na gotowanie wody na gazie eliminując czajnik – to chyba największy pożeracz energii od 1500-3000W - mam w planach budowę dwóch słonecznych urządzeń: przenośnego podgrzewacza wody i suszarki do żywności - co 2 raz używam laptopa / wieży zasilanych z baterii ładowanej Słońcem, do 6 godz. max., co ma być możliwe od ok. 3 godzin po wschodzie, do ok 5 godzin po zachodzie jak panel pójdzie na dach, tyle oczywiście nie będę katował siebie i sprzętu, więc w praktyce bateria powinna być zdatna do użytku na zawołanie, prawdziwy test będzie zimą przy najkrótszych dniach - jak skłotowaliśmy to nie mieliśmy lodówki, polegając albo na zimie, albo jedząc świeże rzeczy latem, przechowywać żywność można na wiele sposobów (susząc, konserwując, trzymając w piwnicy itp. można napisać o tym książkę), koniec końców – da się żyć bez lodówki Pszczoły katastrofalny stan populacji pszczół i innych insektów to skutek coraz groźniejszej chemii rolnej, a także genetycznych pyłków i diety opartej na monokulturach (np. rzepak). Pszczoły miejskie są ponoć zdrowsze, bo bogactwo ogrodów i parków daje im większe urozmaicenie pożywienia. Mój ogród obsiewałem wszelkimi dzikimi nasionami, udały się mlecze (mniszki lekarskie, korzeń jednego właśnie się suszy na kawę), napartsnice i malwy tylko z sadzonek, nasturcje ślą się jak dywan, zakwitł mi czosnek, szczypior,


kolendra, szałwia, czekam na słoneczniki, mam dziką melisę i pełno chwastów samosiejek, ale dopóki mają kwiaty i pszczoły to lubią, to nie usuwam, jak te niebieskie z biedronką, resztę zielska czasem czyszczę i daję na kompost jako masę zieloną (brązowa to np. obierki itp. rzeczy z kuchni – chodzi o robienie warstw raz jednego raz drugiego typu). Nie wyszedł mi karmnik dla ptaków, goście z gminy poobcinali gałęzie na jaworze u sąsiadów i strącili mój karmnik. A oto jak można pomóc owadom – bąkom, pszczołom, osom, motylom, biedronkom, i innym żyjątkom, jak dżdżownice, żuki, pająki itp. używając drewnianych palet i starych cegieł, butelek, dachówek, z odrobiną powierconych dziur. Rozkwitająca malwa i nasturcje w tle, kwiaty uwielbiane przez pszczoły, codziennie w tych nasturcjach siedzą bąki.

Najłatwiej jest hodować sałatę, wszelkie liście, szpinaki itp, a także zioła. Marchew czy rzodkiewkę, nawet kalarepę, też można, ale trzeba dać do dobrej ziemi i często podlewać. Dynie same się nie sieją, ogórków i kabaczków nie próbowałem, lub zjadły mi ślimaki. Ślimaki najlepiej eliminować fizycznie, np. łapać. Kilka razy zapomniałem o nich i zdechły, ale teraz dbam by wywozić je na czas w plener. Dobre są też żele, ale trudno o niechemiczne. Działa też miedź, która tworzy prąd elektryczny o niskim napięciu, ale dla ślimaków to ponoć wystarczy. Nie wyszły mi kapusta i kalafior – znowu szkodniki, da się je opanować olejkiem neem, ale warzywa te rosną długo i nie zawsze z nasion. Kapuściane głąby bez liści wystrzeliły jednak w górę, obsypały kwiatami i mam przez to dużo nasion.

Plony: szałwia, mięta, nasiona kolendry, słodki koper i czosnek. Są też ziemniaki, czekam na pomidory.


I na koniec znaczki:

te 3 tutaj to juĹź mistyka Janego, poproszÄ™ o opowiedzenie... Oraz optymistyczna statystyka:

No i foty nieba: http://www.guardian.co.uk/science/gallery/2011/aug/12/astronomy-photographer-year-2011-shortlist

Profile for DECENTRUM

WYLEWY #17  

Wylewy lato 2011

WYLEWY #17  

Wylewy lato 2011

Profile for decentrum
Advertisement