Page 1

1


Patronat medialny: Bilety do nabycia:

2

Sponsor:


SPIS TREŚCI NR 100 / MARZEC

FOTO MIESIĄCA

6

ZDROWIE&URODA

#100

8

Wiosenne DIY

Raz na sto bez cięć - rozmowa z wydawcą Robertem Wróblem

MUZYKA Kocham Bacha" - wywiad z Mirą Opalińską

SPORT

16 24

Przezroczysta moda

LIFESTYLE Czapla Team Jak zaplanować podróż samemu?

4

32

Żur w roli głównej Buddha Bowl

Nie ma drugiej takiej, jak Iwona Nieroda"

MODA

Kwasy w urodzie

FOOD&DRINK 14

30

26

Tea o'clock Czas na porządki

RECENZJE

38

Płyta, książka

KALENDARZ

40

GRATISY

42


Mariola Szopińska REDAKTOR NACZELNA W momencie gdy wydajemy 100. numer wciąż jedynego na Podkarpaciu bezpłatnego magazynu lifestylowego, jakim jest Day&Night, na rynku właśnie ukazuje się polska edycja najbardziej prestiżowego magazynu o modzie, jakim jest Vogue. I wspominając o tym bynajmniej nie mam na celu żadnych porównań, bo każdy magazyn jest na swój sposób wyjątkowy. Chodzi o zwrócenie uwagi na fakt, że mimo prognoz mówiących o tym, że era magazynów drukowanych idzie ku schyłkowi, prasa drukowana wciąż trwa i ma się świetnie. I bardzo dobrze się składa, bo żadna technologia nie zastąpi szelestu kartek podczas wertowania papierowej wersji magazynu, czytanego w akompaniamencie aromatu porannej kawy. Co zmieniło się w Day&Night w ciągu 100 wydań, a czym marka jeszcze zaskoczy? Po raz pierwszy na łamach naszego tytułu rozmowa z wydawcą, Robertem Wróblem. Przy tej okazji pozdrawiam i dziękuję wszystkim, którzy współtworzyli i współtworzą Day&Night i polecam lekturę tego szczególnego wydania. Jubileuszowe wydanie Day&Night tworzą prawdziwi mistrzowie swego fachu. Na przykład pianistka Mira Opalińska, która dzieli swój czas między rodzinnym Rzeszowem a Glasgow, w którym uczy gry na The Glasgow Academy. W rozmowie z Day&Night opowiada o swoich muzycznych inspiracjach i preferencjach. Zapraszam do lektury. Iwona Nieroda to sześciokrotna Mistrzyni Świata Wako, która pochodzi z Podkarpacia, a kickboxing trenuje już od 14 lat. Obecnie na Podkarpaciu nie ma drugiej tak utytułowanej zawodniczki kickboxingu, walczącej w najtwardszych formułach ringowych. W rozmowie z Day&Night Iwona zdradza jak zaczęła się jej kariera. Czapla Team to trio niezwykłe. Trzy siostry rzeszowianki, których pasją, a także sposobem na życie są rolki. Dodatkowo każda z nich ma na koncie Mistrzostwo Polski. Potrójny talent, który ciągle procentuje. Zapraszam do lektury. Wydajemy właśnie 100. numer Day&Night i wciąż staramy się (jako pierwsi) dostarczać Wam wyjątkowych ciekawostek. Właśnie taką informacją jest fakt powstania w Bieszczadach, a dokładniej – Uhercach Mineralnych, nowoczesnego i interaktywnego Muzeum Zawodów Ginących, które znacznie ubogaci regionalną ofertę. Takie perełki na podkarpackiej mapie kulturalnej warto odwiedzić i do tego właśnie zachęcam. Wyczekiwana wiosna właśnie nadeszła. Czas więc rozgościć ją w urodzie – za sprawą maseczek DIY, a także odpowiednio dobranych kwasów kosmetycznych, które maja zbawienny wpływ na cerę. Koniecznie zapoznajcie się z kosmetycznymi nowinkami sezonu, dostępnymi na łamach Day&Night. Wiosnę warto zaprosić także do szafy. W końcu zwiewne i delikatne przezroczystości nigdy nie nosiły się lepiej, niż właśnie wiosną, a zmysłowe koronki i tiule królowały na pokazach największych domów mody.

PROJ. OKŁADKI: MARIUSZ UCHMAN

Aplikacja Day&Night

facebook.com/ DayAndNightMagazyn

Snapchat: dayandnight_pl

Instagram: dayandnight_pl

twitter.com/ dayandnight_pl

Issuu.com/dayandnight

REDAKCJA

ZESPÓŁ REDAKCYJNY

FOTOGRAFIE

WYDAWCA

al. Kopisto 1, 35-315 Rzeszów Millenium Hall, II p., tel. 17 770 07 15 redakcja@dayandnight.pl www.dayandnight.pl www.facebook.com/DayAndNightMagazyn www.aplikacja.dayandnight.pl

Bartłomiej Skubisz Katarzyna Micał Kaja Kustra Magdalena Sączawa Gabriela Babiuch Aleksandra Brzuzan

Paweł Dubiel Dominik Matuła

Media Show al. Kopisto 1 35-315 Rzeszów

REDAKTOR NACZELNA

WSPÓŁPRACA

Ewa Kunecka

Mariola Szopińska

BIURO MARKETINGU I REKLAMY marketing@dayandnight.pl tel. 885 858 859, 661 825 710, 601 688 638

SKŁAD Daniel Porada

DRUK

KOREKTA

Drukarnia Papirus ul. Spytka 11, 37-500 Jarosław www.papirusjaroslaw.pl

www.dayandnight.pl

youtube.com/ DayAndNightMagazyn

Anna Tomczyk MAGAZYN BEZPŁATNY NR 100 ISSN 1689 - 6610 www.dayandnight.pl

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń i reklam. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych i zastrzega sobie prawo adiustacji i skracania tekstów. Wydawca zastrzega sobie prawo odmowy zamieszczenia reklamy lub ogłoszenia, jeżeli ich treść lub forma będzie sprzeczna z linią programową i interesem pisma (art. 36 pkt. 4 prawa prasowego). Wszelkie prawa zastrzeżone.

5


foto miesiąca

fot. Patrycja Mazur

Festiwal „Piosenka w Meloniku” 8-10 LUTEGO

Ogólnopolski Festiwal Piosenki Aktorskiej, Filmowej i Musicalowej "Piosenka w Meloniku" odbył się w stolicy Podkarpacia już po raz ósmy. Podczas konkursowych przesłuchań w Wydziale Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego zaprezentowało się 46 finalistów z całej Polski, których występy oceniło jury w składzie: Robert Janowski, Michał Szpak i Bożena Stasiowska-Chrobak. Nowością tegorocznej edycji był Koncert Galowy, w którego programie znalazły się występy nagrodzonych wokalistów oraz recital Roberta Janowskiego. Organizatorem wydarzenia był Rzeszowski Dom Kultury. fot. Archiwum organizatora

6


Wernisaż zdjęć zaczarowanych w LUKR 3 MARCA Uczestnicy wydarzenia mieli okazję dać się porwać pięknej przygodzie i zaczarowanej atmosferze za sprawą nietypowego, nawiązującego do poszczególnych etapów życia autorki, wernisażu „Zdjęć za-

Finałowy koncert plebiscytu „Werbel 2017” 23 lutego

czarowanych” autorstwa pochodzącej z Sędziszowa Małopolskiego Urszuli Kaczor. Wystawa okazała się niezaprzeczalnym sukcesem i prawdziwą podróżą do wypełnionego nostalgią i refleksją świata magii. fot. Archiwum organizatora

Gwiezdni Przybysze na Dzień Kobiet w Millenium Hall 8 marca

Finałowy koncert plebiscytu „Nagroda muzyczna Polskiego Radia Rzeszów Werbel 2017” połączony był z uroczystym wręczeniem statuetek. Całość uświetnił koncert Raya Wilsona. fot. Radio Rzeszów Marcin Kalita

Widowiskowy taniec, a zarazem prawdziwe futurystyczne show w wykonaniu uczestników programu TVN "Mam Talent" zgromadziły w Millenium Hall liczną publiczność, która miała okazję podziwiać występ formacji Patman Crew z okazji Dnia Kobiet.

fot. Magdalena Ogrodnik


#100

RAZ NA STO bez cięć

# Tak się składa, że ja rozpoczęłam współpracę z Day&Night zanim Ty przejąłeś tytuł. Pamiętam jak poprzedni wydawca oznajmił redakcji, że kupiłeś magazyn i Ty nim pokierujesz. Jak to się stało, co zdecydowało, że zostałeś również wydawcą? Jak to w życiu bywa, przesądził przypadek, a właściwie zespolenie paru spraw, które w jednym czasie się pojawiły. Nigdy nie myślałem o byciu wydawcą gazety. Nigdy nawet o tym nie marzyłem. Zdarzyło się, że przeglądając jakieś pisma zastanawiałem się jak ja bym taką czy inną rzecz zrobił. W przypadku Day&Night nastąpił splot sytuacji i w jego wyniku pojawiła się propozycja przejęcia tego magazynu. W pewnym sensie nie mając wyjścia zdecydowałem się. Day&Night kupione zostało od ludzi z Bostonu, którzy pomieszkiwali w Rzeszowie, wydając właśnie tutaj jeszcze inne wydawnictwo ukazujące się w USA.

8

Przejąłeś magazyn właściwie na samym początku. Wcześniej pojawiły się zaledwie trzy numery. Nie bałeś się, krótko mówiąc kupić kota w worku? Kiedy miał pojawić się pierwszy numer miałem kontakt z osobami, które go współtworzyły. Ideą poprzedniego właściciela był magazyn o Rzeszowie, a biorąc do ręki pierwszy numer właśnie tego Rzeszowa mi brakowało. Już po tamtym wydaniu przeszła mi przez głowę myśl na temat tego co ja bym w nim zmienił. Kiedy przejąłem tytuł, zacząłem powoli wprowadzać moje wizje zmiany. Moim marzeniem wtedy było, aby stworzyć taką jakby namiastkę Time Out-pisma, które mi osobiście przez lata ułatwiało szybkie ogarnianie tego, co dzieje się np. w Nowym Jorku, podczas moich kilkudniowych pobytów. A tam zawsze działo się i dzieje nadal. Zawsze też łatwo przegapić coś interesującego. Wspominając Time Out mam na my-

WŁAŚNIE TRZYMACIE W RĘKU SETNE, JUBILEUSZOWE WYDANIE MAGAZYNU DAY&NIGHT. ZA HISTORIĄ SUKCESU TEGO JEDYNEGO RZESZOWSKIEGO LIFESTYLOWEGO PISMA - NIE WLICZAJĄC OCZYWIŚCIE ZESPOŁU REDAKCYJNEGO I WIELU WSPÓŁPRACOWNIKÓW STOI ROBERT WRÓBEL OSOBA ZNANA NIE TYLKO WIELU RZESZOWIANOM. W LUŹNEJ ROZMOWIE OPOWIADA JAK TO SIĘ STAŁO, ŻE ZOSTAŁ - JAK SAM ŻARTOBLIWIE OKREŚIŁ - MAGNATEM PRASOWYM.

D&N śli czas, kiedy informacje tego typu uzyskać można było głównie dzięki wersji drukowanej. Wiadomo, że teraz wygląda to zupełnie inaczej. Wracając do Day&Night to od razu zaczęliśmy eksperymentować pomimo świadomości, że Rzeszów to nie Nowy Jork i wydarzenia jednego tygodnia zajmą około pół strony, gdzie Time Out miał wtedy po minimum 120 stron na tydzień. Oczywiście nie był to wyłącznie kalendarz, ale również polecane, lub reklamowane wydarzenia czy miejsca. Teraz powiedzieć mogę, po tylu latach i tylu wydaniach, że jestem w stanie wykreować, zbudować od podstaw kolejny tytuł, który chodzi mi od jakiegoś czasu po głowie. Natomiast czy tego chcę? Nie wiem. Niewątpliwie wydawca jest bardzo ważną osobą, ale za tworzenie magazynu odpowiedzialny jest sztab osób począwszy od redaktora naczelnego, dziennikarzy, grafi-


#100

Pamiętam kiedy przyprowadziłeś Roksanę pierwszy raz do redakcji. Wydawała mi się strasznie młoda, no i powiem szczerze, nieznana w środowisku dziennikarskim. Tak się składa, że już wtedy z Roksaną współpracowaliśmy na kilku płaszczyznach od kilku lat. Faktem też jest, że udaje mi się odkrywać w ludziach talenty, a czasem je po prostu im uświadamiać. W pewnym sensie otwieram możliwości i pomagam im się rozwijać dając wszystko co mogę i potrafię w danej kwestii. Staram się współpracować z osobami, które mają jakąś wizję, są samodzielne oraz z takimi, którym ufam i z którymi po prostu się dogaduję. Czasami bez słów. To bardzo ważne. Wtedy wchodząc w Day&Night my też przyglądaliśmy się pracy redakcji, która już dobrze funkcjonowała. Na dobrą sprawę to my dokomponowaliśmy się. Nie było potrzeby jakiejś radykalnej zmiany w zespole. Na początku skupiliśmy się na stronie graficznej

Zamierzeniem od powstania Day&Night było tworzenie magazynu lifestylowego i po jego setnym wydaniu mogę powiedzieć, że to się udało".

pisma, a także marketingu. Potem Day&Night stało się samodzielnym bytem pod wodzą Roksany, a ja ograniczyłem się wyłącznie do roli wydawcy. Moim założeniem było, aby Day&Night stało się samodzielnym, niezależnym tworem. I tak się stało. Ja od wielu lat współpracując z mediami nie chciałem być postrzegany w relacjach z nimi przez pryzmat bycia wydawcą. Zamierzeniem od powstania Day&Night było tworzenie magazynu lifestylowego i po jego setnym wydaniu mogę powiedzieć, że to się udało. A nie korciło Cię aby zmienić styl pisma? Iść wyłącznie w stronę biznesową, politykę? Rynek reklamowy w tym sektorze jest bardziej bogaty. Przecież Day&Night jest pismem bezpłatnym, utrzymując się wyłącznie z reklam. Lifestyle jest mi bliski, bo ja się tym od wielu lat interesuję i właściwie przez swoje działalności w dużej mierze tym się zajmuję. Myślę, że czułbym się nieswojo angażując się wyłącznie w tematy gospodarcze czy polityczne. Zresztą nigdy tego nie chciałem, pomimo że studiowałem socjologię, wtedy jeszcze nauki społeczne. A może właśnie dlatego. Co nie oznacza, że formuła Day&Night nie pozwala na wypowiadanie się na jego łamach na tematy gospodarcze czy polityczne w ważnych sprawach. Day&Night stara się robić to tak, aby trzymając wydanie, np. sprzed pół roku, było ono wciąż aktualne. Sama wiesz, że istnieje wiele przykładów, na to, że tematy, które pojawiły się w Day&Night wywołały dyskusję nie tylko na forum Rzeszowa czy Podkarpacia, ale też na forum ogólnopolskim. Wracając do pytania przyznam, że korciło

Fot. Paweł Dubiel

ków, korekty i przede wszystkim sprawnie działającego działu marketingu. Ty przejąłeś magazyn z całym jego inwentarzem. Zmienił się jedynie redaktor naczelny, a jest to osoba bardzo ważna. Było też tak, że sprytnie przez dłuższą chwilę to Ty osobiście kierowałeś magazynem. Przejmując magazyn nie skupiałem się na tym kto będzie redaktorem naczelnym. Zaczynając nie chciałem burzyć tego, co już było wypracowane, zbudowane i wydawało się, że dobrze działa. Chciałem mieć czas na to, by dobrze poznać zespół redakcyjny. Przyznam się, że przez dłuższy czas w porozumieniu z poprzednim redaktorem naczelnym, którym był jeden z wcześniejszych właścicieli, każde nowe wydanie rozpoczynało się od słowa redakcyjnego pisanego przeze mnie, ale podpisywane było jego imieniem i nazwiskiem. Nie chodziło o to, że miałem problem z podpisaniem się, ale tak dalece nie chciałem zmieniać personalnie niczego na początku. Podobna sytuacja zresztą trwała też jakiś czas, gdy po pewnym czasie podjąłem decyzję, a poniekąd wyszło to naturalnie, że w prowadzeniu pisma może doskonale poradzić sobie Roksana Głowińska. Wtedy z Przemkiem Skibą i Roksaną w Media Show stanowiliśmy Wielką Trójcę i to był bardzo wesoły czas. Każdy w spontaniczny sposób przejmował bez konieczności narzucania różne, nowe i zaskakujące role, a wynikające z potrzeby sytuacji. Przemek na przykład przez długi czas dzielnie jeździł nad ranem do drukarni w Krakowie zwalniać pismo do druku, podczas gdy w Rzeszowie, praktycznie do ostatniej chwili, trwał jeszcze ostateczny skład magazynu.

9


Fot. Paweł Dubiel

#100

jak są wydawane pod względem graficznym, za dobór papieru, mają się dobrze. Zmieniły się tylko proporcje, bo dane wydawnictwo może istnieć na wielu płaszczyznach i docierać do jeszcze większej ilości czytelników i odbiorców drogą elektroniczną. Sam nakład drukowany stanowi obecnie tylko część wydawnictwa Day&Night.

mnie przez chwilkę, aby Day&Night było takim pismem również z nowinkami z życia osób publicznych. I nie myślałem o plotkach, pomimo że jak wiesz mam bezpośredni kontakt z wieloma osobami znanymi i dostęp do takich newsów, za które niejedno plotkarskie medium dałoby się pokroić. Takie wydawnictwa mają się dobrze i budują swoją popularność na wiadomościach nie do końca prawdziwych, ale opierających się na jakiejś części prawdy. Na tym swoją gigantyczną popularność w Polsce zbudował choćby portal Pudelek. Był czas, że portal ten miał więcej odsłon dziennych, niż wszystkie liczące się, rzetelne portale informacyjne razem wzięte. Gdzieś mi to w którymś momencie przemknęło przez głowę. Ale zdecydowałem się nie iść tą drogą. Nigdy nie epatowałem swoją prywatnością, tak samo szanuję prywatność moich przyjaciół, znajomych i chcę, aby Day&Night szanowało to u swoich gości. W związku z powyższym ograniczyłem się do roli polegającej jedynie na umożliwianiu kontaktu redakcji z wybranymi znanymi osobami. Przyznaję z perspektywy czasu, że miałeś rację pozostawiając profil pisma takim jakim powstało. Pamiętam, że co chwila powstawały w Rzeszowie jakieś wydawnic-

Trzymam się jednak twardo zasady, że prawdziwa sztuka nie ma ceny. Podobnie jak teraz Day&Night po raz setny jest bezcenne.." 10

twa, które zamykały się zaledwie po kilku numerach. Tak, a osoby je tworzące chciały rzeszowianom i przy okazji nam pokazać, że to trzeba robić zupełnie inaczej, bardziej kontrowersyjnie, sensacyjnie, być po jednej lub po drugiej stronie, niekoniecznie sprawdzając co jest u źródła. A czas pokazał, że to ma krótką popularność. Pojawiały się też tytuły próbujące Day&Night naśladować. Takie akcje powodowały zamieszanie i miały swoje reperkusje wśród partnerów Day&Night, reklamodawców, a jak wiadomo magazyn istnieje dzięki nim. Pamiętam jak uprzedzałeś nas, że era gazety drukowanej powoli się kończy i czytelnictwo przenosi się do internetu. Można teraz czytać gazetę przez issuu i nawet, szeleścić przekładając strony. Naturalnie powstała strona internetowa, magazyn istnieje w mediach społecznościowych, powstała aplikacja poszerzająca ofertę. A czas pokazał, że jednak drukowane wydanie wciąż jest pożądane przez naszych czytelników. Będąc wydawcą pisma, przez te wszystkie lata sięgałem po rożne zestawienia, wyliczenia i prognozy branżowe związane z rynkiem prasowym i wydawniczym. Interesowałem się tym naturalnie, aby planować strategiczne ruchy - czy w ogóle poświęcać temu czas, w taki czy inny sposób, albo czy od razu zmienić formułę i przestać wydawać pismo. Jeszcze trzy lata temu wszelkie wskaźniki pokazywały, że żegnamy się z prasą drukowaną w sensie biznesowym. I wcale się to nie sprawdziło. Przetrwały te cenione pisma, których czytelnik nie wyobraża sobie nie mieć w ręce. Ja na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie, żebym nie miał wydania drukowanego Day&Night. Muszę jednak przyznać, że czytając Day&Night w internecie, mogę powiększyć sobie np. czcionkę do takich rozmiarów, że nie muszę zakładać okularów, które stają się coraz częściej dla mnie koniecznością, gdy czytam wydanie papierowe. Tak czy inaczej, te pisma, które są cenione między innymi za formę, to

Na początku naszej rozmowy powiedziałeś, że nie spodziewałeś się, że magazyn dożyje setnego numeru. Zakładałeś, że magnatem prasowym będziesz tak długo? Po pierwsze, nie chciałem nigdy zgodzić się na rozmowę na łamach gazety, którą wydaję, żeby nikt nie musiał się zastanawiać czy kazałem tak lub inaczej ją napisać. Cisnęliście jako redakcja od początku i wielokrotnie wracało to jak bumerang, aż w którymś momencie powiedziałem, że jeśli dożyjemy setki to się na to zgodzę. Szczerze wydawało mi się to wtedy odległe i nierealne. Ale mamy setne wydanie, więc rozmawiamy… Raz na sto. Jedyny warunek to bez cięć proszę. A tak na serio, to gdyby nie sytuacja, która wynika z prowadzenia kilku innych różnych moich działalności i gdyby to była branża inna niż około marketingowa, promocyjna, to byłoby to pewnie trudniejsze, albo po prostu niemożliwe. Nigdy nie podchodziłem do tego wydawnictwa stricte komercyjnie, tym bardziej, że wiele razy do niego dopłaciłem. To nie jest też tak, że to jest forma kaprysu. Najlepiej wiesz, bo tworzyłaś ten magazyn od początku i pomimo tego iż od pewnego momentu dawno temu zostawiłem zespołowi zupełnie wolną rękę w wydawaniu magazynu, to i tak odpowiedzialność za każde wydanie tak na końcu nie spoczywa na nikim innym tylko wyłącznie na mnie. Z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że w Day&Night panuje wyjątkowa atmosfera. Zmiany personalne oczywiście zdarzają się, ale nie są częste patrząc z perspektywy czasu. Oczywiście idealnie byłoby zatrzymać czas albo zablokować indywidualną zawodową drogę rozwoju każdej osobie, z którą nam przychodzi współpracować. Nie jest to możliwe, zresztą nigdy tak nie postąpiłbym wobec nikogo. Lubię zmiany i dynamikę jaką za sobą niosą. To jest naturalna kolej rzeczy. Nie wiem, co może zmienić się niebawem w obecnym składzie Day&Night. Na chwilę obecną jest bardzo dobry, obiecujący team, w skład którego wchodzą zarówno długoletni współpracownicy, jak i nowe osobowości. Redakcję prowadzi Mariola Szopińska, która zaczęła i związała swoją drogę zawodową z Day&Night i przeprowadziła pismo przez trudny okres jego istnienia, o czym mało kto wie. Zawsze bardzo ważny był i jest dział marketingu i mogę przywoływać teraz wiele samorodnych talentów, czasem prekursorów niesamowitych technik sprzedażowych. Uśmiecham się z sympatią jak sobie myślę o poszczególnych osobach. Zero złych wspomnień, chociaż nie zawsze było z górki. Teraz bardzo dużą energię Day&Night daje nowy w stu procentach pięk-


Zdradzisz trochę planów, co czeka na czytelników w kolejnych wydaniach? Po stu indywidualnie stworzonych wydaniach, które sygnowały oryginalne okładki, od sto pierwszego, jeśli tylko redakcja zdąży, jest plan aby troszeczkę zaszaleć. Czas, aby dodać temu wydawnictwu możliwości i walory, jakie z powodzeniem daje internet i nie jest to bynajmniej żadne odkrycie. Nie chcę za dużo deklarować się w imieniu redakcji, ale jest plan i wywodzi się on z pomysłów nowych osób dołączających do zespołu tworzącego Day&Night. Jedyne co można na tym etapie powiedzieć to to, że Day&Night chce być jeszcze bliżej swojego czytelnika. Dawać mu więcej możliwości. A czy to wyjdzie? Zweryfikuje czas. A wiemy, że czytelnicy lubią podglądać, komentować czy choćby uczestniczyć w każdym momencie powstawania nowego numeru. Przykładem niech będą liczne wizyty wiernych czytelników w redakcji, albo słynne Day&Night Party w klubach, które gromadzą nie tylko czytelników, promujące magazyn. Dlatego właśnie redakcja myśli o dodatkowej formie przekazu. Wszyscy mamy taką naturę, że lubimy w czymś uczestniczyć bezpośrednio lub podglądać jak coś powstaje. Zwłaszcza zaglądać tam, gdzie nie ma możliwości wstępu. To ludzi od zawsze ciekawi, fascynuje, inspiruje. Tak też powstają opowieści, anegdoty oraz śmieszne ploteczki. Ok, uchyliliśmy rąbka tajemnicy w jakim kierunku na kolejne sto wydań zmierza Day&Night, a co słychać u Ciebie? Znam

Mam nadzieję, że nie myślisz o opuszczeniu Rzeszowa, bo coraz częściej realizujesz jakieś projekty poza jego granicami? Nie realizuję teraz częściej niż w przeszłości projektów poza Rzeszowem. Zawsze ceniłem sobie pracę w Rzeszowie, ale też często podej-

...TU ŻYJĘ, TUTAJ MAM RODZINĘ, TUTAJ TWORZĘ I TUTAJ MOGĘ SIĘ SPEŁNIAĆ. CHCĘ tutaj ROBIĆ TO CO POTRAFIĘ I WYCHODZI TO DOBRZE OD 25 LAT..."

#100

Cię już trochę, i wiem, że jeden pomysł goni drugi pomysł w Twojej głowie. Oj Kasiu, nie zdradziliśmy nic. Nie powiedziałem absolutnie niczego, co byłoby deklaracją na kolejnych sto wydań. No może na jedno. Jesteśmy tu i teraz. A ja jak zawsze mam dużo trosk i pracy na kilku frontach. Wydawałoby się, że rozsądek nakazuje trzymać się wyłącznie tego, co jest, ale non stop pojawiają się różne pokusy albo propozycje. Staram się realizować takie, z których na wielu płaszczyznach mogę czerpać szeroko pojęte zadowolenie. A takie podejście, bynajmniej nie wynika z mojego wieku. Podejmuję się też projektów, w których mogę użyć nie tylko mojego doświadczenia, ale również one są dla mnie wyzwaniem. Jak zawsze takie trochę gonienie króliczka i ci, którzy mnie dobrze znają wiedzą, jak to poprawnie bez błazenady czytać. No, ale tak mam.

mowałem się zadań w Polsce lub na różnych kontynentach. Nie miałem z tym nigdy problemu, ale też nie planuję opuszczania na stałe Rzeszowa. Korciło mnie już parę razy w życiu, aby na stałe wyjechać i zapewne będzie  korcić jeszcze nie raz. Przyczyn takich pokus oraz uzasadnień było i jest wiele. Jednak urodziłem się w Rzeszowie, tu żyję, tutaj mam rodzinę, tutaj tworzę i mogę się spełniać. Chcę tutaj robić to co potrafię i jest tak od 25 lat, a patrząc z innej perspektywy to robię to dużo dłużej. Masz zapewne świadomość, że wiele osób docenia to co robisz w Rzeszowie? Biorąc pod uwagę statystyki i ilości osób korzystających z tego co oferuję, to jasne, że tak. Uważam, że relatywnie jednak to rzadka refleksja, a ja jakoś specjalnie nie oczekuje tego. Oczywiście, że to przyjemna świadomość. Tak sobie teraz przypomniałem, jak zaskoczony i jednocześnie zaszczycony byłem, gdy zaproszono mnie do udziału w oficjalnym filmiku produkowanym przez Urząd Miasta Rzeszowa pt: „Ludzie Rzeszowa”. Wzięło w nim udział kilka związanych z Rzeszowem osób, z rożnych dziedzin życia. Zawsze miałem wrażenie, że moja działalność w Urzędzie Miasta jest postrzegana jako wyłącznie komercyjna. Dlatego to miłe, bo zdaje sobie sprawę z tego, patrząc z perspektywy różnych gustów i oczekiwań, że dla wielu osób być może nie robię żadnej wielkiej kultury. Tak czy inaczej jak pokazuje moja historia, okazuje się, że można tworzyć i realizować super ciekawe projekty w zdecydowanej większości finansując je zupełnie samodzielnie. Ryzyko istnieje za każdym razem. Staram się. Raz lepiej, raz gorzej. Nie zawsze się opłaca. Trzymam się jednak twardo zasady, że prawdziwa sztuka nie ma ceny. Podobnie jak teraz Day&Night po raz setny jest bezcenne.

Rozmawiała KATARZYNA MICAŁ

Fot. Przemek Skiba

ny dział marketingu. Stworzenia zespołu podjęła się ambitna osoba, doskonale zorganizowana czego efekty błyskawicznie widać. Szybko i bezbłędnie zrozumiała czym jest i może stać się dla naszych partnerów Day&Night.

11


#100 DAY&NIGHT DZIĘKUJEMY

12


13


MUZYKA

kocham

Wariacje Goldbergowskie Bacha to wielki sprawdzian dla każdego pianisty. Czy od dawna myślałaś o ich nagraniu, ale dopiero teraz poczułaś, że jesteś na to gotowa? Myśl o nagraniu Wariacji Goldbergowskich to rok 2016. Do tego czasu dzieło, o którym mówimy, było jedynie w sferze marzeń. Dalekich. Nieosiągalnych wręcz. Aż tu nagle zechciałam je urzeczywistnić. Pamiętam, jak stojąc przed lustrem patrzę sobie w oczy i mówię: "teraz albo nigdy". I, mimo ciężkich momentów, chwil zwątpienia w swoje możliwości podczas wielomiesięcznych przygotowań, spełniam swoje marzenie. Takie chwile mnie uszczęśliwiają, spełniam się jako muzyk.

e ma drugiej akiej jak Iwona

W jaki sposób starałaś się zinterpretować Wariacje? Zerkałaś w stronę największych interpretatorów czy absolutnie niczym nie chciałaś się sugerować? Na szczęście Jan Sebastian pozostawił nam duże pole do interpretacji. Sam fakt, że większość Wariacji nie ma określonego niczym tempa, to już bardzo wiele. Mnie nie interesuje kopiowanie czy wzorowanie się na kimś. Nigdy mnie to nie interesowało, od zawsze szłam swoimi ścieżkami. Stąd też moje Wariacje zajęły aż dwa krążki. No cóż, feeling jest ważny, nie tempo w każdym wydaniu takie samo. Nie znaczy to, że nie słuchałam wybitnych pianistów. Moimi faworytami są Angela Hewitt i Murray Parahia. Niektóre tempa i łatwość, z jaką grają, przyprawiają mnie o zawrót głowy. Dodam, że moje wykonanie w całości nie uwzględnia użycia jakichkolwiek pedałów, a to dodatkowy stopień trudności.

Pianistka Mira OPALIŃSKA dzieli swój czas między Glasgow, w którym uczy gry na The Glasgow Academy, a RODZINNY RZESZÓW, w którym nagrała swój najnowszy album „Goldberg Variations” J.S. Bacha.

Fot. Douglas Whates

nieroda 14

Wariacje Goldbergowskie zostały skomponowane w 1741 roku na zlecenie cierpiącego na bezsenność hrabiego Hermana Carla von Keyserlinga. Sprawdzałaś je jako lek na bezsenność? Słuchałam późno w nocy, dokładnie w dzień dostawy mojego albumu. Wtedy to słuchałam całe popołudnie, wieczór i pół nocy. Uwierz, nie chciało mi się spać. Przyznam, że nie próbowałam włączać Wariacji jako leku na bezsenność, ponieważ nie cierpię na tę przypadłość. Pomysł twój mi się jednak podoba i koniecznie niebawem pokuszę się o taki eksperyment. A swoją drogą, niedawno czytałam artykuł, iż legenda przypisana Wariacjom, która przetrwała tyle lat, jest nieprawdziwa. Ciekawe, ile w tym prawdy.


Tam wszystko jest w idealnych proporcjach, niczego nie brakuje, niczego nie jest za dużo". Szczerze przyznam, że miałabym problem z zaśnięciem, gdyby mi ktoś zaaplikował do snu Wariację np.16 lub 29 :). Bach jest niezwykle ceniony przez pianistów. Czy podzielasz pogląd, że to najwybitniejszy kompozytor w historii muzyki? Tak! I tu powinnam zakończyć odpowiedź na zadane pytanie, ale pokuszę się o kilka dodatkowych zdań. Ja kocham Bacha! Uściślając - jego muzykę. To już blisko 30 lat odkąd zagrałam pierwszy Menuet z PWM-owskiego wydania zbioru "Łatwe Utwory". Już wówczas przepadłam. Dla mnie muzyka Bacha to czysta perfekcja. Tam wszystko jest w idealnych proporcjach, niczego nie brakuje, niczego nie jest za dużo. Prowadzenie głosów, harmonia, rozwój tematów, budowanie napięcia, dialogi między głosami. Tam wszystko jest ważne.

Dzieła Bacha to także znakomity materiał rozwijający sprawność techniczną, artykulację, siłę rąk, palców. Każdy palec musi być sprawny tak samo. Gdy zdarzy się, że przez jakiś czas nie mam możliwości grania, ćwiczenia, pierwsze od czego zaczynam to utwory Bacha: fugi, preludia, cokolwiek. To jest remedium. Dodam jeszcze, że nie znam pianisty, który by nie grał muzyki Bacha. A to też jest wymowne, prawda? Płyta „Goldberg Variations” została nagrana w Filharmonii Podkarpackiej. Dlaczego akurat tam? Wariacje nagrane zostały w sali koncertowej Filharmonii Podkarpackiej na fortepianie Steinway & Sons model Hamburg D-274. Jest to już kolejny projekt z moim udziałem nagrany w tym właśnie miejscu. Dzięki uprzejmości i długoletniej współpracy z panią dyrektor-

Martą Wierzbieniec, pięciodniowa sesja nagraniowa miała szansę się odbyć. Filharmonia posiada wspaniałą salę, dlaczego więc szukać gdzie indziej. A czy Rzeszów nadal jest ważnym dla Ciebie miejscem, często tu wracasz? Tak. To miasto, w którym lubię być. Wiele pięknych wspomnień, dzieciństwo, pierwsze dźwięki na fortepianie. A poza tym jestem dumna z tego, jak Rzeszów wygląda, jak się rozwinął. Nawiązując do wracania... obecnie bywam w Rzeszowie tak często, jak i w Glasgow, z czego jestem niezmiernie zadowolona. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że to do Glasgow wracam. Płyta ukazała się nakładem szkockiego wydawnictwa Eleven Kinds. Czy można dostać ją w kraju? Rzeczywiście, "Goldberg Variations" dostępne są jedynie on-line na stronie Eleven Kinds (elevenkinds.com). Płyty można także zakupić bezpośrednio u mnie, wystarczy skontaktować się drogą mailową. Album dostępny będzie także po koncertach. Promocja płyty odbyła się w Glasgow City Halls 21 Grudnia 2017, teraz pora na rodzime strony. Recital przewidziany jest w drugiej połowie września, w sali kameralnej Filharmonii Podkarpackiej. Wszelkie info koncertowe będą zamieszczane na mojej stronie internetowej miraopalinska.com Rozmawiał BARTŁOMIEJ SKUBISZ

15

MUZYKA

Fot. Archiwum I. Nieroda

Dla mnie muzyka Bacha to


Ostatnio mieliśmy okazję gościć Cię na łamach Day&Night w 2015 roku. Aż się prosi, by zapytać, co zmieniło się u Ciebie od tamtej pory? Twoja kariera nabrała jeszcze większego tempa… Jeśli chodzi o karierę zawodową, walk jest nieco więcej. Amatorsko czuję się spełnionym sportowcem, jednak miniony, 2017 rok, wiele u mnie zmienił. Musiałam uporać się z kilkoma poważnymi kontuzjami. W kwietniu podczas półfinału mistrzostw Polski seniorów doznałam złamania kości stopy lewej i praktycznie nie walczyłam do września. W listopadzie podczas mistrzostw świata obroniłam tytuł wywalczony w 2015 roku w Serbii, jednak przypłaciłam to kontuzją kciuka i operacją, która wykluczyła mnie na ponad cztery miesiące ze startów. Po zabiegu miałam więcej czasu dla siebie samej. Wtedy też nastąpił swego rodzaju okres przewartościowania, zmiana priorytetów i spojrzenia na wszystko z dystansem. W tym momencie nieco inaczej patrzę na swoją karierę, jednak czuję, że mój dobry czas jeszcze się nie skończył. W polskim, zawodowym kickboxingu szykuje się małe zamieszanie, ale o tym jeszcze nie teraz. Na swoim koncie masz wiele tytułów. Ile mistrzostw świata masz zamiar jeszcze zdobyć? Tak naprawdę nie wiem. Być może tylko jedno (śmiech). Czas pokaże. Bardzo chciałabym złapać drugi oddech i nową dawkę motywacji, walcząc na zawodowych ringach na całym świecie. Kickboxing trenuję już od ponad 14 lat i coraz częściej zaczynam

także myśleć o życiu prywatnym. Chciałabym zająć się szkoleniem dzieci i młodzieży, ale z kariery tak szybko jeszcze nie zrezygnuję. Spotykamy się akurat dzisiaj, w Dzień Kobiet. Na czym wg Ciebie polega siła kobiet? Uważam, że siła kobiet drzemie przede wszystkim w ich silnej psychice. Fizycznie jesteśmy jednostkami słabszymi od mężczyzn, bardziej delikatnymi, podchodzącymi emocjonalnie do wielu spraw. Potrafimy jednak przeobrazić się z takiej pozornie słabej i delikatnej, bardzo sensualnej kobiety w waleczną lwicę, zołzę czy wojownika walczącego do ostatniego tchu o to, co dla nas naprawdę jest bardzo ważne. Jesteśmy silne, potrafimy takie być i udowadniamy to każdego dnia. Na swoje barki bierzemy wiele obowiązków i sporo potrafimy znieść. Jestem tego żywym przykładem. Gdy naprawdę czegoś chcę, jestem w stanie to osiągnąć ciężką pracą, ambicją i codziennie robionymi małymi kroczkami, które zawsze skierowane są w przód. Tobie, jako sześciokrotnej Mistrzyni Świata w Kickboxingu, nie jest obce pokazywanie swojej siły fizycznej na co dzień? Na co dzień jestem zwykłą dziewczyną. Noszę jeansy lub dres. Na treningach nieco się przeobrażam. Niejednokrotnie staram się pokazać swoją siłę i moc, próbuję dorównać mężczyznom albo być po prostu od nich lepsza, mimo iż jestem przedstawicielką tej „słabszej” płci. Ludzie, którzy dopiero co mnie poznali, nie mogą uwierzyć, że jestem kickboxerką i że tyle już osiągnęłam, głównie ze względu na drobną posturę i uśmiech, jaki często mi towarzyszy. Zdarza Ci się nosić szpilki? Oczywiście, że tak (śmiech). Co prawda zakładam je na raczej wyjątkowe okazje, jak np. randka z moim narzeczonym lub inne oficjalne wyjście. Jestem kobietą i uwielbiam się przeobrażać, choć styl casual połączony ze sportowym obuwiem bardzo mi odpowiada.

nie ma drugiej takiej, jak Iwona

nieroda W jakich odmianach kickboxingu czujesz się najlepiej? Amatorsko startuję w odmianie low kick, jest to prawie że najcięższa formuła kickboxingu. Zawodowo walczę właściwie tylko w K-1, które jest najbardziej widowiskowe. Zarówno w jednym, jak i drugim stylu czuję się bardzo dobrze.

Fot. Archiwum IwonaNieroda

SPORT

ROZMOWA Z SZEŚCIOKROTNĄ MISTRZYNIĄ ŚWIATA WAKO, KTÓRA POCHODZI Z PODKARPACIA. KICKBOXING TRENUJE JUŻ OD 14 LAT, A JEJ KARIERA TO PASMO SUKCESÓW OKUPIONYCH, JAK SAMA MÓWI – CIĘŻKĄ PRACĄ.

16

A czy nie myślałaś o zmianie kickboxingu na boks? Szczerze mówiąc nie, choć propozycji było sporo. Pierwszą dostałam już w 2008 roku po zdobyciu tytułu Mistrzyni Świata Juniorów. Zawsze jednak byłam jakoś tak bardzo wierna kickboxingowi, mojemu klubowi UKS Diament Pstrągowa i mojemu trenerowi Jerzemu Pilarzowi. Nie do końca też chciałam takiej zmiany, bo dobrze czułam się


Obecnie, zarówno na Podkarpaciu, jak również w całej Polsce, nie ma drugiej tak utytułowanej zawodniczki kickboxingu, walczącej w najtwardszych formułach ringowych low-kick i K-1 Rules. Jak to wszystko się zaczęło? Fakt, nie ma drugiej takiej zawodniczki, jak Iwona Nieroda (śmiech). Jestem sześciokrotną Mistrzynią Świata WAKO. Dwukrotnie zdobyłam ten tytuł zawodowo, czterokrotnie amatorsko. WAKO (Word Association of Kickboxing Organizations) jest największą federacją na świecie, która teraz walczy o „wejście” na Igrzyska Olimpijskie, działa amatorsko, ale robi także walki o mistrzostwo zawodowe na podstawie rankingów amatorskich. W Polsce nie ma drugiej takiej kobiety, która wywalczyła ten tytuł i obroniła go. W swoim życiu miałam to szczęście, że trafiłam na dobrych ludzi, dodatkowo zawsze byłam ambitna i miałam smykałkę do sportu. Już w podstawówce trafiłam na najlepszego człowieka, którego kiedykolwiek było dane mi poznać, mojego nauczyciela od wycho-

wania fizycznego, a teraz trenera, Jerzego Pilarza. Poznaliśmy się, gdy miałam około 8 lat. Trener Pilarz zabrał mnie wtedy na pierwsze zawody sportowe w biegach przełajowych. Już wtedy zauważył we mnie potencjał. Trenowałam przez lata, zdobywając umiejętności i coraz większe sukcesy. W pewnym momencie stanęłam przed wyborem wyjazdu do innego miasta na studia lub pozostaniem na miejscu, w klubie, który kocham i który daje mi możliwości, mimo tego że znajduje się w małej miejscowości Pstrągowa, gdzie mieszka zaledwie 3000 mieszkańców. Wyjazd do większego miasta był kuszący, ale sentyment i przywiązanie wzięły górę. Nie żałuję, bo decyzja na przestrzeni lat okazała się słuszna.

„Gdy naprawdę czegoś chcę, jestem w stanie to osiągnąć ciężką pracą, ambicją i codziennie robionymi małymi kroczkami, które zawsze skierowane są w przód”. Ta mała miejscowość musi teraz pękać z dumy… Na pewno trener pęka z dumy. Jestem w jakimś stopniu rozpoznawalna, ale to jednak mała miejscowość, gdzie początki naszego klubu nie były łatwe. Dawniej sport, który trenuję ja i moi koledzy oraz koleżanki wzbudzał spore kontrowersje. Dopiero na przestrzeni lat i pod wpływem naszych sukcesów, ludzie zaczęli to rozumieć i doceniać. Jest coś, co w szczególny sposób motywuje Cię do treningów?

Trzeba rozróżnić dwa rodzaje motywacji: wewnętrzną i zewnętrzną. Zewnętrzna to, jak wiadomo, dobra materialne płynące ze sportu, natomiast mną osobiście kieruje chyba przede wszystkim motywacja płynąca z wewnątrz. Całe dzieciństwo oglądałam ciężką pracę moich rodziców, pochodzę z dużej rodziny i nie raz nie było nam łatwo. Już wtedy wiedziałam, że chcę coś w życiu osiągnąć, wziąć z życia więcej, wybić się ponad przeciętność, ale też pomóc moim rodzicom. Kickboxing wiele mi dał. Przede wszystkim piękne wspomnienia, wielkie przyjaźnie, masę emocji i sukcesów. Poznałam dzięki niemu prawdziwe życie, z nim dorastałam i z nim się chcę zestarzeć. Dzięki niemu miałam szansę odwiedzić sporo miejsc w Europie i poza jej granicami, ukształtować swój charakter i „wzmocnić duszę”. Takich wartości, wspomnień jest tak wiele, że można by o tym książkę napisać. To, co otrzymałam przez sport, jest naprawdę niesamowite. Jak wyglądają Twoje zawodowe plany na 2018 rok? W tym momencie jestem w trakcie rehabilitacji kciuka po operacji. Pierwszy start mam zaplanowany na końcówkę kwietnia tego roku. Będą to mistrzostwa Polski. W maju, o ile wszystko pójdzie tak, jak sobie tego życzę, prawdopodobnie zawalczę zawodowo. Później Węgry i Puchar Świata, a przed wakacjami czekają mnie kolejne decyzje odnośnie walk zawodowych, których planuję około 3-4 w tym roku. W październiku na Słowacji będę walczyć o kolejny tytuł mistrzyni Europy, a końcówka roku jest jeszcze otwarta, jeśli chodzi o plany startowe.

Rozmawiała MARIOLA SZOPIŃSKA

17

SPORT

z tym, co robię. Marek Piotrowski, wielka legenda polskiego kickboxingu, zawsze podkreślał, że dla niego kickboxing jest najważniejszy i nieważne czy startuje w boksie czy karate, jego serce zawsze będzie przy sporcie, jaki uprawiam od wielu lat także ja. Właśnie tę myśl zawsze miałam gdzieś tam z tyłu głowy, nawet wiedząc o tym, że w kickboxingu gratyfikacje sportowe nie są tak wysokie, jak w boksie. W pewnym momencie kilku trenerów namawiało mnie także do przejścia na MMA, argumentując to tym, że są tam większe pieniądze oraz większe możliwości. Dla mnie to jednak kickboxing jest sportem najpiękniejszym i nie zamierzam zmieniać go na inny, nawet bardziej opłacalny finansowo.


JAKUBPAWŁOWSKI

FELIETON

W UHERCACH MINERALNYCH POWSTAJE NOWOCZESNE, INTERAKTYWNE MUZEUM, KTÓRE WZBOGACI, JUŻ I TAK ATRAKCYJNĄ, OFERTĘ W REGIONIE. PISZEMY O TYM JAKO PIERWSI.

100&1 Jest wiele, jak mi się wydaje, powodów do tego, by napisać felieton. Jednym z nich jest setny numer magazynu „Day&Night”. Tak, Rzeszów i jego okolica już po raz setny mogą przeczytać kilkadziesiąt stron tego pisma. To nie lada wynik. Naprawdę. Nr 100! Jak to brzmi. Ta jedynka z dwoma zerami to poważna nobilitacja. Liczba 100 wielokrotnie przewijała się w dziejach i kulturze niejednego narodu. 100 lat miał biblijny Abraham, który z woli Boga Jahwe wyruszył z Mezopotamii do Palestyny. Zresztą wiek stu lat i więcej od tego momentu określa się mianem „biblijnego”. W 100 r. p.n.e. urodził się Juliusz Cezar, postać tytan w dziejach nie tyle antycznego Rzymu, co i wielu krain, które czerpały z jego dorobku, ustanawiając go przy tym jako wzorzec wszystkiego. W tym samym roku na ziemiach naszego południowego sąsiada, czyli Czechów, osiadło germańskie plemię o dźwięcznej nazwie Markomanowie. O tyle ważna to informacja, że ci „barbarzyńcy” jako jedni z pierwszych przyczynili się do destrukcji Imperium Romanum. A co w nauce? W 100 r. n.e. urodził się jeden z najwybitniejszych badaczy antyku, Klaudiusz Ptolemeusz. Matematycy określają liczbę 100 jako tzw. liczbę wesołą, a 100 stopni według skali Celsjusza to wrzenie i nie radzę wkładać ręki do wody przed włożeniem doń spaghetti..., właściwie w trakcie gotowania do sposobu al dente również. 100 km od Ziemi znajduje się granica między atmosferą a przestrzenią kosmiczną, czyli tzw. linia Kármána. Pitagorejczycy, wyznawcy doktryny rozwiniętej przez Pitagorasa, twierdzili, że jedynka w liczbie 100 jest doskonała, ponieważ była nieparzysta i jednocześnie była źródłem, a wręcz „matką” wszystkich pozostałych liczb. Z kolei w symbolice utarło się mówić, że zero to nieujawniony potencjał – a w liczbie 100 mamy dwa takie zera! Liczbą 100 posiłkuje się każdy, kto tworzy rankingi: 100 najpopularniejszych aktorów, 100 najbogatszych ludzi świata, 100 książek, które musisz przeczytać przed śmiercią lub obejrzeć tyleż samo filmów przed ostatnią godziną życia, itp. Słowem: DAY&NIGHT - 100 LAT! Setka w tytule ma oczywiste znaczenie, ale co robi ta jedynka obok niej? To proste. To mój pierwszy felieton w tym magazynie.

18

bieszczadzka

SZKOŁA RZEMIOSŁA

rusza w maju!

MUZEUM GINĄCYCH ZAWODÓW

Ich wyjątkowa Zagroda Magija w Orelcu tętni życiem przez cały sezon, a poza nim swoje płyty nagrywają tam Lao Che, Pablo Pavo czy Vavamuffin. Uruchomione 3 lata temu Bieszczadzkie Drezyny Rowerowe (jedyne w Polsce) w Uhercach Mineralnych przyciągnęły w zeszłym roku ponad 65 tys. turystów! Magda i Janusz Demkowiczowie idą za ciosem i otwierają Bieszczadzką Szkołę Rzemiosła, czyli interaktywne muzeum ginących zawodów. Sądząc po ich poprzednich dokonaniach, inicjatywa jest skazana na sukces. Bieszczadzka Szkoła Rzemiosła zostanie otwarta w majowy weekend w Uhercach Mineralnych na trasie między Leskiem a Ustrzykami Dolnymi. Dla pomysłodawców to nie pierwszyzna. Kto bywał w Zagrodzie Magija ten wie, że można tam ulepić garnek, upiec coś w tradycyjnym piecu czy odbyć warsztaty bibułkarstwa. - Nasze działania w Zagrodzie Magija pokazały, że warsztaty rękodzieła cieszą się powodzeniem. Kiedy dowiedzieliśmy się, że stara szkoła w Uhercach Mineralnych jest do sprze-

dania, nie wahaliśmy się. Do tej szkoły chodził mój tata, podobnie jak wielu starszych mieszkańców gminy – mówi Magda Demkowicz. Wydawać by się mogło, że w dobie rozwoju technologicznego, kiedy większość rzeczy ktoś robi za nas, ginące zawody to mało interesujący temat. Twórcy Bieszczadzkiej Szkoły Rzemiosła mają inne zdanie. - Chcemy, aby odwiedzający sięgali do źródeł, odkrywali swoje korzenie, które są w nich głęboko zakodowane. Szkoła będzie dysponować warsztatem garncarskim. Połączyliśmy to z piekarnią, w której będzie można samemu upiec proziaka w piecu opalanym drewnem. Będą tam znajdować się dawne przedmioty, jak żarna czy stępa. Trzecią salą jest przedwojenna, szkolna klasa, gdzie w ławkach z epoki będzie można nauczyć się przedwojennej kaligrafii.

TRADYCJA I NOWOCZESNOŚĆ

To tylko na parterze, natomiast na poddaszu tradycja będzie przeplatać się z nowoczesnością, jak na współczesne muzeum przystało.


Twórcy placówki nie zapomnieli o źródłach z epoki, o wspomnieniach i dokumentach, wygrzebując z archiwów świadectwa dawnych czasów. - W szkole znajdują się dwa stare ebonitowe telefony. Po podniesieniu słuchawki zwiedzający będą mogli usłyszeć głosy siedmiu osób, które w latach 30. i 40. były uczniami tej szkoły. Słuchając ich opowieści, dosłownie przenosimy się w czasie. Od mieszkańców Uherzec dostaliśmy sporo przedwojennych dokumentów, świadectw szkolnych. Pomagały nam również instytucje, takie jak skansen w Sanoku, TVP Rzeszów i Polskie Radio Rzeszów, przekazując sporo materiałów o ginących zawodach ze swoich archiwów. Zdecydowanie warto odwiedzić Bieszczadzką Szkołę Rzemiosła. Szkoła będzie otwarta od weekendu majowego przez 7 dni w tygodniu. Zwiedzanie będzie trwało półtorej godziny. Wszystkie informacje można znaleźć na stronie www.ginacezawody.pl Rozmawiał BARTŁOMIEJ SKUBISZ

FELIETON

którzy pracowali przy renowacji budynku, nasi przyjaciele – wyjaśnia z zapałem i satysfakcją Janusz Demkowicz.

BARTŁOMIEJSKUBISZ

Fot. Magda Demkowicz

- Chcieliśmy nawiązać do rozwiązań stosowanych w nowoczesnych polskich muzeach, których odwiedziliśmy wiele i śmiało można powiedzieć, że prezentują wysoki europejski poziom. Podjęliśmy współpracę z firmą, która współtworzyła podziemia krakowskiego Rynku, wystawy w Fabryce Schindlera czy w Domu Jana Pawła II w Wadowicach. Nowoczesne formy wystawiennicze pozwalają nam w atrakcyjny sposób przybliżyć zwiedzającym materię ginących zawodów. Wychodzimy na 200 metrowe poddasze. W pewnym momencie, za sprawą 11 rzutników, przenosimy się w czasie i naszym oczom ukazują się dwa hologramy - dziadka i wnuczki. Dziadek opowiada wnuczce o swojej młodości, przeżyciach, smakach, czasach szkolnych. Opowieści towarzyszą wyświetlające się na ścianach obrazy ukazujące rzeczone wspomnienia. To wprowadzenie do zwiedzania ekspozycji na parterze ze wspomnianymi piecem, żarnami i warsztatem garncarskim. Wizytę kończymy na zewnątrz szkoły przy muralu 3d autorstwa Pawła Wołosa i Karola Prajznera przedstawiającym postaci z epoki z łudząco podobnymi twarzami do ludzi, którzy przyczynili się do powstania Bieszczadzkiej Szkoły Rzemiosła. Jest Sołtys, członkowie naszych rodzin, majstrowie,

JAK TRAFIŁEM DO D&N? Pamiętam, jak trafiłem do miesięcznika Day&Night. Jeszcze zanim wyszedł pierwszy numer, starałem się o miejsce w redakcji. Jednak znalazłem się tam chwilę później dzięki Łukaszowi Osowiczowi, można powiedzieć, że tylnymi drzwiami, jako przedstawiciel serwisu imprezy.rzeszow.pl. Redakcja współpracowała wtedy z serwisem i mieliśmy swoje autonomiczne miejsce w gazecie. Wtedy zaczęło się pisanie felietonów o nocnym życiu miasta, przedstawianie sylwetek rzeszowskich dj-ów i muzyków, co z czasem przerodziło się w stałą współpracę. Od trzeciego numeru D&N mam to szczęście być obecnym w każdym wydaniu i jeszcze większe szczęście pisać o ludziach, sprawach i rzeczach, które mnie interesują. Mam możliwość prezentowania na przykład niszowej muzyki, a przede wszystkim lokalnych twórców, co obrałem sobie lata temu za misję, którą udaje się z powodzeniem realizować w D&N. Sam, funkcjonując po obu stronach sceny, doskonale rozumiem potrzebę istnienia mediów, w których lokalne środowisko artystyczne może zaprezentować swoje dokonania. Cieszę się, że moje propozycje są w redakcji akceptowane. To duży komfort. Najlepiej zapamiętam wydanie z jedyną "moją" okładką, na której znalazł się Tomasz Stańko, a w środku wywiad z wybitnym muzykiem (było ich w historii D&N kilka). Następnie z tą okładką udaliśmy się z ówczesną naczelną Roksaną Głowińską do prezydenta Tadeusza Ferenca, którego udało się przekonać do nadania Tomaszowi Stańko tytułu Honorowego Obywatela Miasta Rzeszowa. Gazeta z pewnością w tym pomogła. Mile wspominam też cykliczne comiesięczne Day&Night Party w klubie Live, kiedy graliśmy dla Was i prezentowaliśmy kolejne wydania miesięcznika. No i te setki rozmów z ciekawymi ludźmi pełnymi pasji. Przy okazji setnego wydania dziękuję wszystkim koleżankom i kolegom z redakcji i wydawcy za 9 lat współpracy. Sto wydań bezpłatnego miesięcznika na lokalnym rynku to duży wyczyn. A ja? Ja tu tylko piszę :).

19


napięcia

ANNATOMCZYK

FELIETON

KOMPLEMENT POTRZEBNY OD ZARAZ Znajoma Pani Doktor z Rzeszowa nauczyła mnie bardzo mądrej zasady: „miłe rzeczy mów ludziom od razu, nie zwlekaj z tym, bo może być za późno”! Sama doświadczyła przykrych zdarzeń, a dokładnie wypadku, w czasie którego straciła mamę. Od tamtej pory wie, że następnego dnia może już nie spotkać Osoby, z którą dane jej było rozmawiać właśnie dziś. Wiedziona tą zasadą naprawdę nie szczędzę ludziom komplementów. – Karolina, pięknie wyglądasz! – Powiedziałam właśnie teraz, w czasie pisania tego tekstu – do koleżanki z pracy, która stanęła koło mnie w nowej, różowej, wiosennej bluzce. I dostałam szeroki uśmiech. Komplement ma moc. Szczery - uszczęśliwia, dowartościowuje, motywuje, czasem pociesza, zmienia punkt widzenia, sprowadza na właściwe tory, a czasem zwyczajnie jest miły. I o to chodzi. Komplementowanie chyba weszło mi w krew, bo ostatnio w zwrotnym mailu od kolegi dostałam cały opis przyczynowo-skutkowy komplementu, który wysłałam pod jego adresem. A mianowicie podziwiałam jego ambitne plany, życiową mądrość i troskę o rodzinę. No i dałam mu do myślenia. Otóż okazało się, że jego bliscy i bliżsi nigdy mu tego nie powiedzieli. Troska, opieka, bezpieczeństwo materialne, „normalne” życie w rodzinie, wszystko, co funkcjonuje i o co ON tak bardzo się stara - dla jego bliskich pozostaje niezauważone. Po prostu JEST. I już. Komplement to naprawdę siła. Należy się tak wielu osobom wokół nas. Czytałam niedawno o zdumiewających wynikach badań nad uczniami szkół średnich w jakimś europejskim kraju, których motywowano do nauki poprzez komplementowanie i chwalenie. Były to często powtarzane słowa: bardzo dobrze, świetnie, super, coraz lepiej, dobrze wam idzie, oby tak dalej, ekstra, jesteście wspaniali. Słowa działały na młodych jak hormon wzrostu, rozwoju i pozytywnego myślenia w jednym. W tej właśnie klasie nauczyciele osiągali o wiele lepsze wyniki nauczania, większy stopień przyswajania wiedzy i wiekszą motywację do nauki i brania udziału w życiu szkoły niż w klasach o tzw. zimnym wychowie. Dobre słowo to start do polepszenia relacji z innymi i do zaprogramowania się samemu na uśmiech. Komplementy naprawiają rzeczywistość. Czasem są potrzebne od zaraz. Już teraz pomyśl... komu? I pamiętaj - nie zwlekaj z tym!

20

Rozmowa z Piotrem Worońcem Juniorem, rzeszowskim malarzem, autorem prezentowanej niedawno w Biurze Wystaw Artystycznych wystawy "Woron Voltage". W marcu w rzeszowskim BWA mogliśmy obejrzeć Twoją wystawę „Woron Voltage”. Jak w skrócie mógłbyś ją opisać? Według jakiego klucza wybierałeś prace? Każda wystawa jest ważna dla twórcy, ale najważniejszy jest indywidualny przegląd prac, jakie powstały w ostatnich latach. Obrazy na wystawie to najnowsze prace z cyklu Voltage/ Napięcia. Zamykam nią pewien etap artystyczny, a także osobisty. Chcę, aby emocje, uczucia, jakie towarzyszyły podczas powstawania wystawy powróciły do widza w formie odbicia zaklętego w obrazie. Dobierając prace chciałem, aby tworzyły one pewien cykl pod względem formalnym. Eksperymentuję na nich szpachlą, która tworzy warstwy faktury. Na wystawie widzimy różne oblicza takich poszukiwań pod względem koloru, formy czy formatu. Prace różnorodne pod względem kompozycji, odbieranej najczęściej jako abstrakcja. Wystawa niesie ze sobą wiele treści. To przetworzony świat zewnętrzny, emocje, zjawiska, nawiązania do tożsamości, przeszłości plusquamperfectum (łac. czas zaprzeszły), filtracja realności. To tylko wycinek mych inspiracji. Ważne jest, aby interpretacja była szersza. Nie ma bowiem w tych pracach czytelnego, jasnego przesłania. Ludzie z natury lubią odbicia, a dla mnie ważna jest tajemnica. Ta wystawa to uwidacznia. A jak oceniasz odbiór wystawy? Bardzo budujący jest pozytywny odbiór wystawy. Ważna jest szczerość opinii, bo gusta bywają różne. Cenię pochwały, ale gotowy jestem na krytykę.  To kwestia charakteru oraz dystansu do samego siebie. Nie każdemu Woroniec musi się podobać. Bardzo bym chciał,

piotra

aby sztuka nie była odbierana szablonowo, schematycznie. Takie traktowanie powiedzie nas w obszary właściwego odczuwania, a niekoniecznie rozumienia. Sztuka wykracza poza wszelkie przekonania, znosi definicje. Z mojej perspektywy zrozumienie i poszanowanie odbiorców w stosunku do wystawy były odczuwalne i z tego się ogromnie cieszę. Twoje prace to często elementy geometryczne wplecione w obrazy, pastelowe kolory ożywiane niewielkimi elementami żywych, kontrastujących kolorów. Co sam widzisz w swoich pracach? Obraz w moim rozumieniu jest odbiciem naszych emocji, a proces jest uwydatnieniem energii i uczuć, jakie nam towarzyszą. Sytuacje życiowe mają wpływ na twórczość.  Geometria symbolizuje porządek, a ekspresja - chaos. W pracach są ważne fragmenty, np. wmontowane obiekty, które domykam malarsko, zwracając uwagę na kolor. Chciałem, aby ta wystawa była czymś nowym. Dla mnie na efekt składa się monumentalność prac oraz ich przestrzenność. Również kolor i mocne faktury w kontraście do płaszczyzn. I często przewijający się motyw karty bibliotecznej lub kartki z notatkami wkomponowanych w obraz.  To pojawienie się form spoza czystej materii malarskiej jest dla mnie istotne  i fascynujące. Pozwala połączyć różne historie przeszłości. Są to karty biblioteczne, stare zeszyty, listy, fotografie, etykiety. Tworzenie tych kolaży nadaje pracy innego wymiaru. Wmontowane elementy powstały wcześniej niż obraz. Przy-


Czy „Woron Voltage” będzie jeszcze gdzieś wystawiana? Sam projekt Voltage był realizowany z myślą o BWA w Rzeszowie. Zależy mi na tym, aby nie powielać całych ekspozycji. Nadal chcę pokazywać część tych prac, ale dodając nowe. W tym roku wyjątkowo czekają mnie jeszcze dwie indywidualne wystawy w warszawskiej „Pragalerii” oraz BWA Krosno. Oprócz malarstwa realizuję kilka projektów interdyscyplinarnych z elementami muzyki, fotografii, filmu i instalacji. Wykładasz na Wydziale Sztuki URz, jesteś też Prezesem Związku Artystów Plastyków Okręgu Rzeszowskiego. Masz szeroki ogląd środowiska twórców sztuk plastycznych w regionie. Jak się ono jawi? Wszystkie ww. ośrodki, stowarzyszenia skupiają znakomitych, inteligentnych, młodych twórców. Często są to idealiści, którzy mają dużą motywację i chęci, aby zmieniać przestrzeń naszego miasta. Artyści z Rzeszowa zdoby-

FELIETON

KAJAKUSTRA

O KROWIE, KTÓRA STAŁA SIĘ ŻUBREM, BRANIU ŻYCIA ZA ROGI I SPEŁNIANIU MARZEŃ

juniora

padkowo znaleziona na ulicy kartka „ląduje” na płótnie, jej pozycja rośnie i nabiera nowego znaczenia. Geneza obrazu to powstanie zapisków na kartce. Taki "art recykling" wynika z poszukiwań oraz obserwacji. Często takie elementy z zewnątrz nie wymagają artystycznej ingerencji. Są dziełem samym w sobie. Energią i inspiracją są poszukiwania oraz eksperymenty z podłożem malarskim oraz obiektem. Właśnie na takich działaniach opieram swoją twórczość, która prowadzi mnie w nieznane. Możliwości łączenia technik jest bardzo wiele. Często przypadek decyduje o fuzji takich, a nie innych form.

Fot. Damian Wojtowicz

worońca

Nie każdemu Woroniec musi się podobać. Bardzo bym chciał aby sztuka nie była odbierana szablonowo, schematycznie".

wają prestiżowe nagrody na całym świecie w licznych konkursach oraz przeglądach malarskich, graficznych, fotograficznych, filmowych. Potrafią też swoje doświadczenia warsztatowe łączyć w liczne projekty interdyscyplinarne ze środowiskiem muzyków, aktorów, tancerzy, scenografów, poetów, literatów. Tę otwartość i olbrzymi potencjał oraz dorobek twórczy miasto powinno wspierać, obejmując twórców mecenatem i patronatem. "Minimum socjalne" w formie pracowni czy studia zatrzyma tych ludzi w mieście i wpłynie na wzbogacenie dorobku artystycznego Rzeszowa. Warto się nad tym wszystkim pochylić, bo kultura to rozwój intelektualny. Czekamy na taką "Art Architekturę". Wiem również, że przygotowujesz kolejne wystawy. Twoje obrazy można oglądać w Sanoku na wystawie Trans_formacje RSA RZ. Tak. W BWA Sanok, w galerii z czarnymi ścianami mieszczącej się na Rynku. Wystawa prezentuje aktualne postawy twórcze dwóch nieoficjalnych grup artystycznych z Sanoka i Rzeszowa. Owe formacje konfrontują swoje dokonania na wielu przeglądach oraz wystawach, głównie zbiorowych. Wspólna wystawa wyłania konkretnych artystów. Każdy z nich opowiada swoją historię, uchyla tajemnice "wydarte" wręcz z pracowni. Ten intymny obszar ulega w pewnym stopniu obnażeniu. Na pewno są to prace niejednoznaczne, pomiędzy finałem a początkiem, pozostawiające szersze pole do interpretacji, przez co stają się magnetyczne. Wspólnym mianownikiem tych dwóch formacji jest pasja, myśl zaklęta w różnej formie obrazu. Wystawa potrwa do 13 kwietnia.

Jesienią ubiegłego roku pewien ornitolog przemierzający Puszczę Białowieską napotkał na niecodzienny widok. Jego oczom ukazało się stado kilkudziesięciu żubrów, wśród których wypatrzył zwierzę różniące się od pozostałych kolorem i budową. Najpierw pomyślał, że to jakaś mutacja, po chwili jednak zorientował się, że osobliwą towarzyszką dzikich zwierząt jest… krowa. Tak, krowa! Jak okazało się, kilka miesięcy temu zwierzę uciekło właścicielowi i od tego czasu towarzyszy stadu żubrów. Wszyscy podejrzewali, że wraz z nadejściem zimy żądna przygód krasula z pokorą wróci na pastwisko, jednak życie z nowymi towarzyszami na tyle jej się spodobało, że zdecydowała zostać nieco dłużej. I tak żyje z nimi po dziś dzień, spełniając marzenie o byciu żubrem. O naszej podlaskiej krowie było głośno w polskich serwisach informacyjnych, a nawet na antenie BBC! Happy end? Trudno powiedzieć, bo niedługo, dla dobra obydwu gatunków, zwierzęta trzeba będzie rozdzielić. Nie zmienia to jednak faktu, że od niepokornej krowy możemy się wiele… nauczyć. Czego konkretnie? Każdemu z nas zdarzyło się żałować w życiu czegoś, czego nie zrobiliśmy, bo zabrakło nam sił, motywacji, samozaparcia lub odwagi. Często bywa tak, że zwlekamy z realizacją naszych marzeń i planów, bo czekamy na jakiś znak lub sygnał, na odpowiedni czas, na to, aż gwiazdy znajdą się w odpowiedniej konstelacji, na to, aż staniemy się gotowi. Niestety, to tak nie działa. Zamiast się zastanawiać, analizować, gdybać i kalkulować ryzyko porażki, trzeba działać. Teraz, już, natychmiast! Od patrzenia na młotek nikt jeszcze nie wbił gwoździa. A jeśli kiedykolwiek zniechęcisz się lub zwątpisz, przypomnij sobie krowę, która wzięła życie za rogi (sic!) i, chcąc spełnić swoje marzenia, postawiła wszystko na jedną kartę, wyruszyła w podróż życia i została żubrem. Przecież, jeśli krowa z Podlasia może realizować swoje marzenia, to Ty tym bardziej!

Rozmawiał BARTŁOMIEJ SKUBISZ

21


PROMOCJA

PRZED

PO

OPINIA KLIENTKI PATRYCJI

„Od lat nie mogłam uporać się z moimi wysuszonymi i puszącymi się włosami. Maski regeneracyjne, nawet te wykonywane w salonach fryzjerskich niestety nie spełniały zbytnio moich oczekiwań. Częste prostowanie jeszcze bardziej je niszczyło. Moja znajomość z Klaudią rozpoczęła się dzięki popularnemu Facebook’owi i to właśnie ona dokonała przemiany moich włosów. Klaudia jest niesamowicie sympatyczną, energiczną i otwartą osobą, każdy kto ją zna wie o tym doskonale. Zabieg miałam wykonany w listopadzie, a efekt utrzymuje się do tej pory. Dzięki dostarczonej keratynie moje włosy są odżywione, lśniące i do dnia dzisiejszego pięknie wyglądają. Na pewno jest to również zasługa odpowiedniej pielęgnacji. Klaudia udzieliła mi wskazówek w jaki sposób odpowiednio dbać o włosy, aby efekt był widoczny jak najdłużej. Polecam wszystkim niezdecydowanym Paniom i zapewniam, że był to pierwszy, ale na pewno nie ostatni raz”.

PROMOCJA

TYLKO TERAZ! Do każdego Keratynowego Prostowania

Polerowanie włosów 50% taniej

/Strong & Beauty Hair – Keratynowe prostowanie włosów Rzeszów 22

strongandbeautyhair

518 748 376


PROMOCJA

ODMIEŃ SIĘ NA WIOSNĘ! POZNAJ ZABIEGI REGENERACYJNE, DZIĘKI KTÓRYM NA NOWO POKOCHASZ SWOJE WŁOSY KERATYNOWE PROSTOWANIE Zabieg keratynowego prostowania włosów, który zrewolucjonizował rynek, polega na wprasowaniu we włosy keratyny, która wnika głęboko w korę włosa. Jest idealny dla Ciebie jeśli: • Masz dość wiecznie puszących się włosów • Masz trudne do ułożenia włosy • Twoje włosy są zniszczone farbowaniem czy rozjaśnianiem • Twoje włosy są zniszczone codziennym prostowaniem • Twoje włosy z natury są suche i wysokoporowate

Zabiegi keratynowe wykonywane są innowacyjnym produktami marki Amazon Keratin. Szeroka gama produktów pozwala idealnie dobrać keratynę do struktury włosa, stopnia zniszczenia i przede wszystkim do oczekiwań klienta. Wybór od keratyn maksymalnie prostujących, po te nieprostujące, natomiast ogromnie regenerujące włosy. Produkty najwyższej jakości. Wszystkie keratyny niesamowicie odżywcze, na bazie roślinnej. Fundamentem zabiegu jest czysta keratyna. Stanowi ona główny i najskuteczniejszy składnik włosów, który jest podstawowym budulcem również skóry i paznokci. Tracimy ją na skutek warunków atmosferycznych, codziennej stylizacji czy szkodliwego promieniowania uv.

POLEROWANIE WŁOSÓW Polerowanie włosów wykonywane jest za pomocą urządzenia Split-Ender. Jest to urządzenie, które wycina zniszczone końcówki zagubione w gąszczu włosów na różnej wysokości, nie naruszając przy tym ich długości. Włosy wyglądają zdrowiej i są miększe w dotyku. Zabieg polecany jest dla osób, które mają mocno wycieniowane włosy, które rozdwajają się na końcach. Zapuszczają włosy, ale niestety wciąż niszczą się na długości. Ogólnie mają zdrowe i zadbane włosy, ale niektóre pasma się rozdwajają i łamią. ZABIEG JEST IDEALNYM DOPEŁNIENIEM KERATYNOWEGO PROSTOWANIA WŁOSÓW. Koszt 50 zł - 100 zł

• Chcesz intensywnie odżywić, nawilżyć i zregenerować włosy • Chcesz wygładzić i wyprostować włosy • Chcesz wyeliminować puszenie • Chcesz nadać włosom blasku oraz zdrowego, lśniącego wyglądu • Chcesz wydobyć i podkreślić kolor włosa. Przede wszystkim jest to zabieg regenerujący, który dogłębnie odżywia włosy i poprawia ich kondycję, efektem ubocznym, (który jest niewątpliwe bardzo korzystny i przez wielu najbardziej pożądany) jest prostowanie. Keratynowe prostowanie jest przeznaczone dla wszystkich rodzajów włosów. Efekty zabiegu utrzymują się nawet do 6 miesięcy! Koszt od 150 zł do 500 zł w zależności od długości i gęstości włosów.

WŁAŚCICIELKA FIRMY Moją dewizą jest „profesjonalnie, ale na luzie”, przede wszystkim zależy mi na tym aby moje klientki czuły się u mnie swobodnie. Moja praca jest moją pasją, każdego dnia dokładam wszelkich starań aby sprostać oczekiwaniom swoich klientek i zobaczyć szczery uśmiech oraz wdzięczność na twarzy po wykonanym zabiegu. Na każdej wizycie staram się przekazać całą moją wiedzę odnośnie odpowiedniej pielęgnacji włosów i uczę jak dbać o włosy. Pracuję na profesjonalnych produktach i sprzętach. Keratynowym prostowaniem zajmuję się od 2 lat i cały czas podnoszę swoje kwalifikacje uczęszczając na kursy i szkolenia mówi Klaudia. 23


NAVY LONDON, 309 zł

24

H&M, 199 zł

NOŚ Z…

ZARA, 99,90 zł

Instagram oszalał na punkcie cukierkowo różowej kreacji z tiulu z ogromnym trenem, którą miała na sobie najsłynniejsza blogerka modowa świata, Chiara Ferragni. Przezroczystości w modzie to jeden z trendów, które opanują sezon wiosna-lato 2018. Wśród modowych propozycji są nie tylko lejące się do ziemi kreacje, ale przede wszystkim eksponujące sylwetkę sukienki oraz dominacja tiulu i koronki. Co prawda nonszalanckie eksponowanie bielizny w modzie to już nic nowego, ale w tym sezonie kreacje będą jeszcze odważniejsze: prześwity w dziennej stylizacji, przezroczysta warstwa wierzchnia i spódniczki tutu w nowym wydaniu. Przezroczystości w tym sezonie nie dotyczą już tylko bielizny i gorsetów, dlatego ważne, by pamiętać, że eksponując jedną część, zasłaniamy drugą – w tym odważnym trendzie paradoksalnie ważny jest stylowy umiar. Przezroczystości w modzie można śmiało wykorzystać już teraz, początkiem wiosny. Swetry z przezroczystej tekstury lub te wykonane z szerokiej siatki świetnie sprawdzą się właśnie wraz z rozpoczęciem wiosny. Warunek konieczny? Dobrej jakości bielizna, którą założysz pod spód. Jedno jest pewne – to wyjątkowo uwodzicielski trend, jednak należy pamiętać, że wszystkie przejrzystości ciała spod materiału są jak najbardziej kontrolowane.

ZARA, 79,90 zł

PRZEJRZYSTY SEZON

Przezroczystości, tiule i koronki wymagają odwagi? Nic bardziej mylnego. Takie tkaniny możesz nosić również w wersji klasycznej. Spódnicę tutu zestaw z białą koszulą lub klasycznym golfem i połącz z marynarką i pantoflami bogatymi w zdobienia. Fanki ubierania się „na cebulkę” mogą być spokojne. Mimo że zima dobiegła końca, wiosną również można założyć modne warstwy, tym razem najlepiej postawić na nietypowe połączenia, np. sukienka (koniecznie przezroczysta) na spodnie. Ten trend, znany doskonale z lat 90., w tym sezonie powraca w wielkim stylu i odmienionym wydaniu. Zamiast krótkich spódniczek narzucanych na spodnie wybieramy prześwitujące sukienki midi lub maxi, które łączymy z eleganckimi cygaretkami i prostymi bluzkami. Cienką jak mgiełkę sukienkę można nosić także wyłącznie na bieliznę, zakładając na wierzch sweter typu oversize i dopasowane spodnie w zestawieniu ze szpilkami. Również klasyczna mała czarna doczekała się w tym sezonie nowej, przezroczystej odsłony. Dzięki prześwitującym aplikacjom i dodatkom w postaci modnych obecnie pereł lub koralików, zwykła sukienka nabierze charakteru i idealnie sprawdzi się nie tylko podczas wieczornego wyjścia. A na wyjątkowe okazje? Najlepiej sprawdzi się koronkowa maxi z ozdobnymi wykończeniami, która nie będzie potrzebowała dodatków w postaci biżuterii, jedynie pantofli w podobnym kolorze i mocniej podkreślonych ust.

BERSHKA, 59,90 zł

H&M, 129,90 zł

MODA

ZIMA ODPUŚCIŁA, A TO OZNACZA, ŻE NOWY SEZON WKRACZA TAKŻE W MODZIE. ZWIEWNE I DELIKATNE PRZEZROCZYSTOŚCI NIGDY NIE NOSIŁY SIĘ LEPIEJ, JAK WŁAŚNIE WIOSNĄ. W KOŃCU ZMYSŁOWE KORONKI I TIUL NIE BEZ POWODU KRÓLOWAŁY NA POKAZACH MODY W KOLEKCJACH DIORA CZY ELIE SAAB. SPRAWDŹ, JAK JE NOSIĆ.

MARIOLA SZOPIŃSKA


25


Same o sobie piszecie tak: „trzy siostry, które poza wspólnym nazwiskiem łączy wspólna pasja, jaką jest jazda na rolkach, a dokładniej, freestyle slalom". Nie sposób nie zapytać: jak to wszystko się zaczęło, jak to się stało, że wszystkie trzy wyczynowo praktykujecie wspólną pasję? Paulina: Wszystko zaczęło się ode mnie W 2008 roku. Kończąc szkołę podstawową byłam na dniach otwartych w gimnazjum nr 8. To tam pierwszy raz zobaczyłam jazdę agresywną na rolkach w wykonaniu Konrada Tomaki (nauczyciel WF-u) oraz jego podopiecznych. Bardzo mi się spodobało i tak, po rozpoczęciu roku szkolnego, wylądowałam na zajęciach pozalekcyjnych. „Wodzu” zaczął prowadzić wtedy zajęcia ze slalomu i tak się wkręciłam. Zabierałam ze sobą Ewelinę i ona również spróbowała swoich sił. W zimę zabrałyśmy Jupi (Justyna od dziecka jest bardziej znana jako Jupi) na zajęcia i tak z czasem przyłączyła się do nas. Ewelina: Dzięki wspólnej pasji spędzamy więcej czasu ze sobą, dogadujemy się. Mamy super kontakt z Jupi, która jest młodsza ode mnie o 6 lat, a od Pauliny 7. Justyna: Nie wyobrażam sobie sytuacji, że któraś z nas nie jeździ na rolkach. Nawet mama próbowała swoich sił! Jak zachęciłybyście nowicjuszy do rozpoczęcia przygody z rolkami? Czy istnieje granica wieku, kiedy nauka jazdy na rolkach jest najłatwiejsza/najtrudniejsza? Justyna: Jazda na rolkach jest dla wszystkich! Każdy znajdzie coś dla siebie. To nie tylko jazda po parku, ale wiele różnych dyscyplin, których można spróbować.

26

team

czapl

LIFESTYLE

TRZY SIOSTRY, RZESZOWIANKI, KTÓRYCH PASJĄ, A TAKŻE SPOSOBEM NA ŻYCIE, SĄ ROLKI. OD KILKU LAT BIORĄ AKTYWNY UDZIAŁ W PUCHARZE ŚWIATA WSSA, STAJĄC NA PODIUM W ZAWODACH W EUROPIE ORAZ AZJI. WIELOKROTNE ZDOBYWCZYNIE TYTUŁÓW MISTRZA POLSKI. TEAM RIDER’KI POWERSLIDE. W ROZMOWIE Z DAY&NIGHT EWELINA, PAULINA I JUSTYNA OPOWIADAJĄ O SWOJEJ DRODZE DO SUKCESU.

mistrzynie na rolkach

Ewelina: Nie ma żadnych ograniczeń, jeśli chodzi o wiek, płeć czy sprawność fizyczną. My wszystkie wkręciłyśmy się w slalom, ale próbowałyśmy też innych dyscyplin, np. jazdy agresywnej, czyli jazdy po skateparku oraz jazdy szybkiej. Dodatkowo każda z nas jeździ na wrotkach. Paulina: Najłatwiej nauka idzie dzieciom, bo one nie boją się upadać, szybko wstają i próbują dalej. Wiadomo, że każdy ma większe lub mniejsze predyspozycje, ale każdy się nauczy podstawowych elementów. To kwestia czasu, jaki na to poświęcimy i nasza motywacja. Trzy skojarzenia związane z emocjami, jakie towarzyszą Wam podczas jazdy na rolkach, to? Justyna: Dynamiczność, cierpliwość, radość. Ewelina: Rozluźnienie, euforia, ciekawość. Paulina: Dziewczyny powiedziały te najważniejsze. Dobry humor to podstawa! Wielokrotnie zdobyłyście tytuł Mistrza Polski, Ewelina jest wielokrotną medalistką Pucharu Świata we freestyle slalomie, licencjonowaną instruktorką wrotkarstwa z legitymacją Polskiego Związku Sportów Wrotkarskich, szkoleniowcem, sędzią z licencją World Slalom Series. To pasja, która dawno przestała być „tylko” pasją. Pamiętacie moment, w którym rolki zdominowały Wasze życie i z pasji stały się także stylem, sposobem na życie? Każda z nas ma tytuły Mistrzostw Polski oraz wszystkie jesteśmy medalistkami różnych zawodów z Pucharu Świata, natomiast Justyna ma ich najwięcej. Dodatkowo w roku 2017 zakończyła karierę w kategorii Junior i od tego roku startuje z nami w kategorii Senior. Ewelina – licencjonowana instruktorka wrotkarstwa z legitymacją Polskiego Związku Sportów Wrotkarskich, szkoleniowiec PZSW, sędzia z licencją World Slalom Series Paulina - licencjonowana instruktorka wrotkarstwa z legitymacją Polskiego Związku Sportów Wrotkarskich, szkoleniowiec PZSW Justyna – z racji wieku nie może zrobić obecnie kursu ale w planach już wpisane ;) Justyna: To nie był jeden moment, to długi okres czasu, pod koniec którego zdałam sobie sprawę, że nie wyobrażam sobie życia bez rolek. Zaczął się on wraz z pierwszymi wygranymi, później

doszły zajęcia z dziećmi oraz ich pierwsze sukcesy. Paulina: Pomimo dodatkowych zajęć, nadal jest to nasza największa pasja. Prowadzenie kursów czy sędziowanie zawodów to kolejna opcja rozwoju dla nas, nauczenia się czegoś nowego. Wydaje mi się, że rolki zdominowały nasze życie, kiedy wszystkie stwierdziłyśmy, że chcemy wystartować w pierwszych zawodach. Przy tak bogatym dorobku trudno pytać o największy zawodowy sukces, ale możecie wymienić moment w karierze, który okazał się dla Was przełomowy? Paulina: Każda z nas na pewno powie, że osiągnięcia naszych podopiecznych były przełomowe. Nie chodzi konkretnie o wynik, ale o pokazanie się z jak najlepszej strony, co bardziej motywuje do pracy. „Efka on Tour” to projekt, który zyskał sporą rangę… Ewelina: Projekt Efka On Tour rozpoczął się w lutym 2016 roku. Celem tego projektu była promocja freestyle slalomu na terenie Polski. Pierwsza edycja odniosła duży sukces, zaczęły się pojawiać pytania o kolejną. Dlatego zdecydowałam się pojechać na tour po raz drugi. W 2017 roku odwiedziłam 10 miast w kraju, prowadząc darmowe warsztaty. Liczba osób biorących udział w zajęciach była dla mnie bardzo zaskakująca! Tegoroczna edycja projektu odbywa się w Ameryce Południowej… Ewelina: Projekt cieszył się dużym powodzeniem w Polsce. Nigdy nie myślałam, że rozrośnie się do takich rozmiarów. Dzięki pracy naszego team menagera Tomasza Szymczyka i stworzeniu oferty, która została rozesłana do dystrybutorów firmy rolkowej Powerslide powstała możliwość zrobienia Efka On Tour w krajach Ameryki Południowej. Nie musiałam się długo zastanawiać nad wyjazdem Trzecia edycja EOT obejmuje: Argentynę, Boliwię, Brazylię oraz Portugalię. Jakie są Wasze zawodowe cele na najbliższy czas? Paulina: W połowie marca razem z Eweliną poprowadzimy autorski kurs z podstaw freestyle slalom. Bardzo się cieszymy, że Polski Związek Sportów Wrotkarskich dał nam taką możliwość. Dodatkowo na pewno kilka startów w zawo-


LIFESTYLE

Fot. Archiwum Czapla Team

„Pomimo dodatkowych zajęć, dalej jest to nasza największa pasja. Prowadzenie kursów czy sędziowanie zawodów to kolejna opcja rozwoju dla nas, nauczenia się czegoś nowego. Wydaje mi się, że rolki zdominowały nasze ŻYCIE W MOMENCIE, GDY wszystkie stwierdziłyśmy, że chcemy wystartować w pierwszych zawodach”. dach w Polsce oraz za granicą, zarówno naszych, jak i naszych uczniów.

kwestii nie da rady. U mnie w pierwszej kolejności szkoła, później treningi, niestety na końcu zajęcia z podopiecznymi.

Chociaż jesteście rzeszowiankami, obecnie na co dzień mieszkacie w Warszawie. Jak wygląda Wasz typowy dzień? Ewelina: Każdy jest inny, ale zazwyczaj obejmuje uczelnie, treningi, pracę w sklepie rolkowym i zajęcia rolkowe. Oczywiście robimy też wiele innych rzeczy, jak spotkania ze znajomymi, itp. Paulina: U mnie dzień wygląda bardzo podobnie do tego Eweliny. Rok„szkolny”jest inny niż wakacje, podczas których mamy dużo wyjazdów. Justyna: Chciałabym być oryginalna, ale w tej

A Rzeszów kojarzy Wam się z…? Paulina: Dom rodzinny! Wracamy do domu, jak tylko możemy. Zawsze staramy się spotkać z trenerem Konradem i ekipą ze Szkółki Rolkowej Wodzu. Ewelina: W Rzeszowie mieszkamy blisko gimnazjum nr 8, do którego każda z nas uczęszczała. Zawsze miło wspominamy nasze początki na rolkach i boisko przy szkole, na którym spędzałyśmy całe wakacje na treningach. Justyna: Przyjaciele i dzieciństwo.

Jest nam niezmiernie miło, że możemy gościć tak utalentowane osoby w naszym jubileuszowym, 100. wydaniu Day&Night. Czego życzycie naszemu magazynowi? Nie będziemy ukrywać, że nam również było miło udzielić tego wywiadu i czujemy się bardzo wyróżnione. W imieniu całego Czapla Team życzymy Waszemu magazynowi kolejnych wspaniałych jubileuszy, zaskakujących wywiadów, milionów czytelników. Oraz tak samo wielkiej zajawki do tworzenia, jaką my mamy na rolki. Bardzo dziękujemy za wywiad i do zobaczenia na rolkach.

Rozmawiała MARIOLA SZOPIŃSKA

27


Fot. Archiwum Day&Night

LIFESTYLE

jak

zaplanować

podróż samemu? MAJÓWKA, OKRES PODRÓŻY POŚLUBNYCH, WAKACJE – PRAWDZIWIE PODRÓŻNICZY SEZON PRZED NAMI! JEŚLI PRZEGAPIŁEŚ OPCJE FIRST MINUTE, A LAST TO DLA CIEBIE ZBYT WIELE NIEWIADOMYCH – CZAS WZIĄĆ SPRAWY W SWOJE RĘCE. JAK ZAPLANOWAĆ ZAGRANICZNY WYJAZD SAMEMU? PRZECZYTAJ PORADNIK.

PO PIERWSZE: MIEJSCE

Wszystko zaczyna się od celu. W tym wypadku celu podróży, na początku wybierz więc miejsce, do którego chcesz się wybrać. Prawdopodobnie masz już swoją osobistą listę miejsc na Ziemi, które koniecznie chcesz zobaczyć, a pierwsze planowanie podróży to idealny moment na to, by zacząć ją realizować, oczywiście w oparciu o budżet, który masz do dyspozycji i który należy określić przed lub równolegle z destynacją podróży. Planowanie podróży na własną rękę najlepiej zacząć na kilka miesięcy przed terminem wylotu. Ważne! Nie rzucaj się od razu na przysłowiową głęboką wodę. 2-tygodniowy wyjazd do Gwatemali brzmi jak wyzwanie, ale na początek wybierz miejsca przyjazne turystom, czyli takie z szeroką bazą noclegową, wygodnym transportem i bezpieczną dla żołądka kuchnią, które pozwolą Ci zakochać się w samodzielnym planowaniu wakacji. Grecja, Hiszpania, Włochy, Portugalia to idealny start dla podróżnika-nowicjusza.

PO DRUGIE: CZAS

W końcu musisz zaplanować np. urlop w pracy, dlatego potrzebny Ci osobisty deadline, przed upływem którego załatwisz wszystkie służbowe i osobiste sprawy tak, by nic nie zakłócało zasłużonego wypoczynku. Na początek ustal orientacyjną datę wyjazdu i zaloguj się na stronę przewoźnika, który obsługuje loty do wybranego przez Ciebie zakątka (np. Ryanair, EasyJet czy Wizzair). Później sprawdzaj. Sprawdzaj, sprawdzaj i jeszcze raz sprawdzaj loty w wybranej przez ciebie i sąsiadujących datach. Dlaczego? Ceny lotów mogą znacznie różnić się nawet w przypadku niewielkich różnic czasowych, czyli np., sprawdzając lot w poniedziałek nie masz pewności, czy we wtorek cena za dokładnie ten sam kurs nie zwiększy się dwukrotnie, lub przeciwnie – zostaniesz zaskoczony promocją. Jeśli martwisz się, że coś ci umknie, możesz inwigilować też strony typu Fly4Free czy Mleczne Podróże, na których regularnie pojawiają się wakacyjne oferty w atrakcyjnych cenach. Poświęć kilka tygodni na rzetelne sprawdzanie cen, tylko uważaj, by nie przesadzić – im bliżej wyjazdu, tym ceny diametralnie różne, paradoksalnie niekoniecznie na plus dla kupującego.

PO TRZECIE: ZAKWATEROWANIE

Udało Ci się kupić bilety lotnicze w okazyjnej cenie? Świetnie, teraz kolej na zakwaterowanie. Nie oszukujmy się – nawet jeśli planujesz ak-

28

tywny wypoczynek, hotel lub miejsce, w którym się zatrzymasz, ma znaczenie. Jak zabrać się za szukanie? Najlepiej skorzystać ze sprawdzonych stron, np. booking.com lub trivago.pl – po określeniu własnych kryteriów typu miejsce, czas, liczba noclegów, a także filtrów zaawansowanych – przyjdzie czas wyboru spośród dziesiątek lub nawet setek ofert. Wskazówka specjalna: wybieraj spośród ofert z funkcją „zapłać na miejscu” – takie rozwiązanie wyeliminuje stres związany z ewentualnym pierwszym przelewem zagranicznym, poza tym – dzięki tej funkcji możesz bezpłatnie odwołać rezerwację na kilka tygodni przed wyjazdem bez ponoszenia kosztów, a to z kolei idealna opcja dla niezdecydowanych lub takich, którzy czekają na zwolnienie miejsca w innym kurorcie. Podczas wyboru sugeruj się także dodatkowymi atrakcjami, jakie oferuje hotel, np. śniadaniami w cenie pobytu, dostępem do wifi lub udogodnieniami typu basen czy taras widokowy.

PO CZWARTE: ORIENTACJA

Jeśli masz już bilety i rezerwację hotelu, pozostaje Ci... zorientować się w terenie – i to dosłownie. Wykup ubezpieczenie podróżne, zaplanuj pakowanie walizek w oparciu o typ bagażu, jaki ze sobą zabierasz. W przypadku podróży tylko z bagażem podręcznym pamiętaj, że istnieją ścisłe normy dotyczące pakowania niektórych rzeczy, np. kosmetyków. Nie zapominaj też, że w Internecie roi się od wskazówek dotyczących zwiedzania niemal każdego zakątka na świecie. Postaraj się przeczytać ich jak najwięcej. Dzięki temu dowiesz się, np. jakimi środkami komunikacji warto się poruszać, a to z kolei przydatna informacja głównie wtedy, jeśli masz zamiar dotrzeć z lotniska do hotelu innym niż taxi lub wynajęty transfer środkiem lokomocji. Wśród wskazówek wyławiaj też te dotyczące średnich cen posiłków i napojów, listy najciekawszych miejsc i atrakcji wartych zwiedzenia, sprawdź odległości między nimi, zaplanuj trasę i koniecznie dowiedz się, jakimi środkami lokomocji najlepiej i najkorzystniej poruszać się w danym zakątku – w końcu nie do każdego miejsca dojedziesz rowerem, ale nie ma też potrzeby wynajmować samochodu na pełny czas pobytu, dlatego plan to podstawa! Dzięki niemu poczujesz satysfakcję, ale też nie stracisz poczucia bezpieczeństwa. Samodzielny wyjazd to sporo frajdy, pamiętaj jednak, że odwaga nie ma nic wspólnego z lekkomyślnością, dlatego nie zapominaj o podstawowych zasadach bezpieczeństwa.

MARIOLA SZOPIŃSKA


GADŻETY


DIY

Fot. Archiwum Day&Night

ZDROWIE&URODA

wiosenne

PRZYGOTUJEMY JE Z NATURALNYCH I TANICH SKŁADNIKÓW, KTÓRYCH CZĘŚĆ ZNAJDZIEMY WE WŁASNEJ KUCHNI, A POZOSTAŁE W KAŻDYM WARZYWNIAKU I SKLEPIE SPOŻYWCZYM. WARTO WYPRÓBOWAĆ JE WŁAŚNIE TERAZ, KIEDY NASZA CERA POTRZEBUJE WIOSENNEJ REGENERACJI I NAWILŻENIA PO ZIMOWYCH MROZACH. PRZEDSTAWIAMY KILKA PROPOZYCJI NA EKOLOGICZNE I ŁATWE W PRZYGOTOWANIU MASKI DO TWARZY.

naturalne maski maski do twarzy część 1

KOREANWSHEET MASK, CZYLI KOREAN SHEET MASK, CZYLI DOMOWA MASECZKA PŁACHCIE KROK PODOMOWA KROKU MASECZKA W PŁACHCIE KROK PO KROKU

Maseczki mają za zadanie poprawić kondycję i koloryt naszej cery. Znajdziemy je w każdej drogerii, większości aptek i w hipermarketach, na dziale z kosmetykami. Kupimy je w formie kremu lub pasty, dostępne są maski w tubkach i saszetkach. Aby mieć pewność, że nakładamy na twarz wyłącznie niealergizujące i odpowiednio dobrane dla potrzeb naszej skóry składniki, zamiast kupować gotowe specyfiki, warto zacząć wykonywać maski samodzielnie. Oto kilka propozycji naturalnych, niedrogich i łatwych w przygotowaniu maseczek odpowiednich dla różnych typów skóry.

Ostatnimi czasy niezwykle modny stał się koreański rytuał pielęgnacji skóry. Na fali jego popularności hitem stały się maski w płachcie. Są one dostępne w każdej większej drogerii, zamiast jednak kupować je w sklepie, łatwiej i taniej wykonać je w domowym zaciszu. Czego potrzebujemy do wykonania maski? Przede wszystkim materiału, który posłuży nam za „płachtę”. Dobrze sprawdzi się tutaj cienka, bawełniana chusteczka kosmetyczna, którą znajdziemy w większości supermarketów, na dziale z artykułami do sprzątania. Ciekawą alternatywą dla chustki może okazać się niedrogi i równie łatwo dostępny papier ryżowy. W tkaninie (lub papierze) wykonujemy otwory na oczy i usta, po czym nasączamy materiał we wcześniej przygotowanej esencji, delikatnie odsączamy i trzymamy na twarzy przez około 15 minut. Jakich składników użyć do przygotowania masek i jakie korzyści płyną z ich stosowania?

Maska przeciwtrądzikowa

Do wykonania maski potrzebujemy 3 tabletek aspiryny, łyżeczki jogurtu naturalnego i łyżeczki miodu. Aspirynę miażdżymy (w moździerzu lub za pomocą widelca) i mieszamy z pozostałymi składnikami. Maseczka wygładza cerę, ma działanie antybakteryjne i regenerujące. Polecana osobom zmagającym się z trądzikiem i problemami skórnymi.

Maska łagodząca

Aby wykonać maskę, potrzebujemy około 10 płaskich łyżeczek nasion chia i około 10 łyżek wody. Nasiona zalewamy gorącą wodą i czekamy, aż spulchnieją. Po upływie około pół godziny odsączamy ziarna przez gazę, pozostałość nakładamy na twarz. Maska koi, nawilża i regeneruje oraz wyrównuje koloryt cery. Polecana posiadaczkom wrażliwej, suchej i skłonnej do podrażnień skóry.

Maska ujędrniająca

Do wykonania maski potrzebujemy jednej lub dwóch gałązek pietruszki, kilka listków świeżego szpinaku oraz około trzech łyżek wody. Całość blendujemy, po czym moczymy naszą tkaninę w uzyskanej esencji. Maseczka ma działanie silnie antyoksydacyjne, odżywia, ujędrnia i napina skórę oraz przywraca jej blask. Sprawdzi się przede wszystkim u posiadaczek skóry dojrzałej. Koreańskie maski w płachcie działają na zasadzie okluzji, umożliwiając lepsze i głębsze wnikanie składników aktywnych. Nasączone odżywczą esencją maseczki wprost ociekają w cenne składniki odżywcze, przez co wykazują skuteczniejsze działanie od tradycyjnych masek w formie kremu lub pasty. Korzystny i nieinwazyjny dla naszej skóry jest również sam proces ich zdejmowania - maski pozbywamy się, po prostu ją ściągając, nie musimy więc trzeć i podrażniać przy tym twarzy.

KAJA KUSTRA

30


1) może podrażnić skórę, dlatego nie będzie najlepszym wyborem dla cer wrażliwych. Często wykorzystywany kwas migdałowy świetnie poradzi sobie z wyrównaniem kolorytu skóry i pobudzeniem jej regeneracji. W walce z trądzikiem odpowiednim sprzymierzeńcem mogą okazać się kwasy z grupy BHA, głównie kwas salicylowy, który oczyszcza pory, reguluje wydzielanie łojotoku, działa też przeciwzapalnie, ale nie wysusza i nie podrażnia skóry. W walce z trądzikiem pomoże także kwas pirogronowy, który działa przeciwbakteryjnie i prze-

kwasy

dzie

KWASY W HISTORII

Kosmetyczne właściwości kwasów były wykorzystywane już w starożytności. Kleopatra, podczas kąpieli w mleku, korzystała z mocy kwasu mlekowego. Kobiety w XIX wieku przemywały skórę twarzy dojrzałym winem, dzięki czemu cera stawała się aksamitna i jaśniejsza, a nasze prababcie nie do końca świadomie czerpały z dobrodziejstw AHA zawartego w jabłkach czy żurawinie, a nawet serwatce, które pomagały im w uzyskaniu gładkiej i miękkiej skóry. W końcu AHA, czyli alfahydroksykwasy (Alpha Hydroxy Acid), to nic innego, jak kwasy organiczne występujące naturalnie w przyrodzie, w tym nie tylko w owocach, ale też warzywach, trzcinie cukrowej i kwaśnym mleku.

CZYM KWAS BOGATY

Kwasy w urodzie mogą być wykorzystywane zależnie od rodzaju i problemu skóry. Kwasy AHA (glikolowy, mlekowy, jabłkowy i migdałowy) w stężeniu od 5 do 20 procent świetnie sprawdzą się np. w przypadku skóry zniszczonej opalaniem, ale także trądzikowej, ze względu na swoje nawilżająco-oczyszczające działanie. Kwas glikolowy, często nazywany „złotym standardem” wśród kwasów, działa wieloaspektowo: wygładza, rozjaśnia i rozświetla cerę, ale też spłyca zmarszczki. Ważne! Ze względu na swój niski odczyn pH (poniżej

hi w um

Da

y& Nig ht

ur

w

t. A Fo

rc

ciwzaskórnikowo, przy czym reguluje wydzielanie serum. Jeśli jesteś posiadaczką skóry suchej i wrażliwej, najlepszym wyborem może okazać się grupa kwasów PHA, czyli laktobionowych, które działają antyoksydacyjnie, pobudzając produkcję kolagenu, nie zawierają substancji drażniących. Kuracja serum z witaminą C ożywi zmęczoną skórę, dodając jej blasku i świeżości, ponadto uszczelniając naczynka krwionośne. Ważne! Skóry bezpośrednio i kilka dni po zabiegu nie wolno pokrywać grubą warstwą podkładu! Pamiętaj też, że skóra po tego typu kuracji narażona na promienie słoneczne to krok w stronę trudnych do usunięcia przebarwień i podrażnień, dlatego koniecznie należy stosować krem z filtrem UV. Kurację odpowiednio dobranym kwasem możesz również przeprowadzić sama w domu. Z pomocą przyjdą bezpieczne kosmetyki, np. te z The Ordinary, które wyróżniają się doskonałą jakością, wysokim stężeniem substancji aktywnych, a dodatkowo nienachalną i bardzo skuteczną polityką firmy. MARIOLA SZOPIŃSKA

31

ZDROWIE&URODA

CO PRAWDA KWAS NA TWARZ NIE KOJARZY SIĘ Z NICZYM DOBRYM, ALE TO TYLKO POZORY. ODPOWIEDNIO DOBRANE KWASY KOSMETYCZNE MAJĄ ZBAWIENNY WPŁYW NA CERĘ, A NIEKTÓRE Z NICH NAJLEPIEJ STOSOWAĆ WŁAŚNIE TERAZ, WCZESNĄ WIOSNĄ. SPRAWDŹ, JAKIE KWASY SĄ NAJLEPSZE NA WIOSENNĄ KURACJĘ.


FOOD&DRINK

PO PIERWSZE WYGLĄD

wegańska miska NAJPIĘKNIEJSZA MISKA ŚWIATA, CZYLI BUDDHA BOWL, TO PRAWDZIWA KRÓLOWA INSTAGRAMA. MODA NA ZDROWIE DAWNO NIE BYŁA AŻ TAK APETYCZNA. NAPAKOWANE WARTOŚCIOWYMI SMAKOŁYKAMI MISKI TO IDEALNA OPCJA NA PRZEKĄSKĘ. SPRAWDŹ, JAK JĄ SKOMPONOWAĆ.

Nie od dziś wiadomo, że posiłki najpierw „jemy oczami”, dopiero później zachwycamy się ich walorami smakowymi. Nie wolno oceniać książki po okładce, a ludzi po wyglądzie, ale w przypadku buddha bowl kierowanie się estetyką jest jak najbardziej dozwolone, wręcz wskazane. Wizualna strona wegańskich misek jest równie ważna, jak ta smakowa. W końcu panuje przekonanie, że zdrowa żywność = nudna żywność, a tego typu miseczki są dokładnym zaprzeczeniem tej tezy. Jedno jest pewne – buddha bowls to nowy #foodporn trend, któremu trudno się oprzeć. A co w nich znajdziemy? Tu liczy się wyobraźnia, a wśród przykładowych składników można wyróżnić: ryż, bezglutenowy makaron, algi, kiszonki, awokado, nasiona, orzechy… i o wiele więcej! Jak wykonać #buddhabowl? Wystarczy połączyć kilka rodzajów warzyw (pieczonych lub surowych), dodać #superfoods i przygotować zdrowy dip. Sposobów przyrządzania i podawania jest naprawdę wiele, a Instagram może służyć jako prawdziwa kopalnia inspiracji w tej kwestii.

DO IT YOURSELF Wegańska miska z pieczonymi ziemniakami i pietruszkowym pesto Do jej przygotowania potrzebne będą: Fot. Archiwum Day&Night

2 niewielkie ziemniaki pokrojone w paski i posypane ostrą papryką, ½ awokado, garść jarmużu i szpinaku, kiełki, 1/3 puszka ciecierzycy. Ziemniaki zapiecz w temperaturze 220 stopni, pozostałe składniki pokrój i ułóż w miseczce. Do przygotowania pietruszkowego pesto potrzebne będzie 50 g orzechów ziemnych lub nerkowców, pęczek pietruszki, sok z ½ cytryny, którym skropisz miskę, 2 ząbki czosnku i odrobina wody. Wszystkie składniki dipu należy zblendować.

Wegańska miska z kaszą jęczmienną By ją przygotować będziesz potrzebować:

50 g ugotowanej kaszy jęczmiennej, 1/3 puszki soczewicy, 2 kiszone ogórki, szparagi, garść świeżego szpinaku, łyżeczka pestek dyni, ¼ główki czerwonej kapusty. Kaszę wymieszaj z pestkami dyni, soczewicą i pokrojonymi w kostkę ogórkami kiszonymi. Pozostałe składniki ułóż obok siebie.

Wegańska miska z kaszą orkiszową By cieszyć się jej smakiem przygotuj:

50 g ugotowanej kaszy orkiszowej, kilka suszonych pomidorów, 2 łyżki pestek słonecznika, kiełki, pokrojoną w plasterki, zapieczoną cukinię, ½ awokado, łyżkę hummusu, sok z ½ cytryny, którym skropisz miskę, 1 łyżka oleju z pestek z dyni. Ugotowaną kaszę wymieszaj z pomidorami, słonecznikiem i olejem z pestek dyni. Pozostałe warzywa pokrój i ułóż, by nabrały estetycznego wyglądu. Całość skrop sokiem z cytryny.

Wegańska miska z tofu

W celu jej wykonania pokrojone w kostkę tofu usmaż (przez ok. 8 min.) na oleju kokosowym, dodając czosnek i starty imbir. Do smaku możesz dodać także miodu i sosu sojowego, a także sezamu, w którym obsmażysz kawałki tofu. Ugotowany ryż i brokuły zestaw w misce z tofu, utartą marchewką i pokrojonym w kostkę szczypiorkiem.

MARIOLA SZOPIŃSKA 32


FOOD&DRINK

Domowy zakwas na żurek z mąki żytniej Składniki: 1 szkl. mąki żytniej typ 2000 3 szkl. letniej, przegotowanej wody 4 ząbki czosnku 3 liście laurowe 4 ziarenka ziela angielskiego ok. 12 ziarenek pieprzu

w roli głównej

Do dużego, szklanego słoika wrzuć 3 liście laurowe, 4 ziarenka ziela angielskiego, około 12 ziarenek pieprzu oraz 4 ząbki czosnku obrane i zgniecione płaską powierzchnią dużego noża. Wsyp 1 szklankę mąki żytniej. Wszystko zalej letnią, przegotowaną wodą. Pomieszaj drewnianą łyżką. Słoik przykryj gazą albo bawełnianą ścierką i odstaw na 4 – 5 dni w ciepłe, ciemne miejsce. Nie można słoika wystawiać na słońce. Raz dziennie pomieszaj zawartość słoika drewnianą łyżką. Po 4 – 5 dniach zakwas jest już gotowy. Można używać go od razu albo zakręcić słoik i przechowywać w lodówce do około 2 tygodni.

ŚWIĘTA WIELKANOCNE BEZ ŻURKU TO JAK WIGILIA BEZ PIEROGÓW. NA CO DZIEŃ SIĘGAMY PO ZAKWASY JUŻ GOTOWE, ZE SKLEPOWYCH SŁOIKÓW CZY TOREBEK. ZROBIENIE DOMOWEGO ZAKWASU JEST BARDZO PROSTE. CO PRAWDA TRZEBA GO NASTAWIĆ KILKA DNI WCZEŚNIEJ, JEDNAK PRACY PRZY NIM NIEWIELE.  SKŁADNIKI SĄ TANIE I ŁATWO DOSTĘPNE, A SMAK ŻURKU NA DOMOWYM ZAKWASIE JEST REWELACYJNY.

Zakwas na żur staropolski Składniki: 1 szklanka mąki żytniej (może być typ 720) 1,5 szklanki gorącej wody Skórka razowego chleba 2 ząbki czosnku

Fot. Archiwum Day&Night

Mąkę zalej ok. 1,5 szklanki gorącej wody, tak by powstało luźne ciasto. Masę ostudź i dodaj do niej ok. 2 szklanek ciepłej wody i włóż skórkę razowego chleba oraz czosnek (możesz go lekko rozgnieść i naciąć). Całość wymieszaj. Zakwas przelej do dużego słoika, przykryj gazą (obwiąż tak, by gaza przykryła słoik). Odstaw na ok. 3 dni w ciemne i ciepłe miejsce. Po tym czasie gotowy zakwas włóż na noc do lodówki. Przed dodaniem do zupy dobrze pomieszaj. KATARZYNA MICAŁ

33


FOOD&DRINK

CZERWONA, CZARNA, A MOŻE BIAŁA? BAWARKA, MATCHA CZY MASALA CHAI? ZA OKNEM PRAWIE WIOSNA, JEDNAK SEZON NA PICIE ROZGRZEWAJĄCYCH NAPOJÓW WCIĄŻ TRWA, PRZYJRZYMY SIĘ WIĘC JEDNEMU Z NAJPOPULARNIEJSZYCH NAPARÓW ŚWIATA. JAKIE WŁAŚCIWOŚCI ZDROWOTNE MA HERBATA? CO WYRÓŻNIA JEJ ODMIANY? ZAPRASZAMY NA WYCIECZKĘ PO KOLOROWYM I AROMATYCZNYM ŚWIECIE HERBAT.

Green power, czyli japońska matcha

wycieczka po aromatycznym

przeciwutleniaczy i nie bez powodu nazywana jest najzdrowszą herbatą świata. Jej listki mieli się w kamiennych młynach, przez co zaparzona, skoncentrowana matcha ma o wiele silniejsze właściwości niż napar uzyskany z całych liści. Herbatę znajdziemy w punktach ze zdrową żywnością i internetowych sklepach.

Orientalny smak Indii, czyli masala chai

Mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni piją ją podczas uroczystego rytuału kultury japońskiej chaFot. noyu, czyli podniosłej ceremonii parzenia herbaty. Archiwum Day&Night Intensywnie zielona matcha to nic innego, jak zielona herbata, tyle że w postaci proszku. Ma aksamitną, gładką i nieco mętną konsystencję oraz słodkawy smak. Słynie z dużej ilości

Słodycz miodu i cukru połączona z ostrym imbirem, aromatycznym cynamonem, korzennym kardamonem, pieprzem i goździkami? Czemu nie! Masala chai to popularny w Indiach napój herbaciany z przyprawami, często podawany z dodatkiem mleka. Poza korzenną, aromatyczną mieszanką do napoju możemy dodać kolendrę, anyż lub szafran. Miłośnicy słodkich smaków mogą urozmaicić aromat herbaty migdałami, wanilią, czekoladą lub lukrecją. Czaj możemy pić w wersji na gorąco i na zimno. Schłodzony, wzbogacony o skórkę pomarańczową lub trawę cytrynową napar może być orientalną i orzeźwiającą alternatywą dla „tradycyjnych” napojów chłodzących.

Sencha – zielona klasyka japońskich herbat

Sencha to kolejny rodzaj japońskiej zielonej herbaty. Cechuje ją subtelny aromat i delikatny, wykwintny smak z lekką nutą goryczy. Jakie są właściwości zdrowotne naparu? Sencha zawiera mnóstwo przeciwutleniaczy zapobiegających rozwojowi komórek rakowych, reguluje poziom cholesterolu, obniża ciśnienie i pozytywnie wpływa na trawienie. Ze względu na obecność goryczek, które zapobiegają wzrostowi poziomu cukru we krwi, polecana jest diabetykom. Sencha to herbata, którą możemy parzyć wielokrotnie, wraz z kolejnymi parzeniami należy jednak pamiętać o zwiększeniu temperatury wody oraz wydłużeniu czasu jej przyrządzenia.

Smaki dzieciństwa, czyli herbata mleczna

Bawarka, zwana też herbatą mleczną to napój, który cieszy się największą popularnością w Polsce, Wielkiej Brytanii i Francji. Jego głównymi składnikami są herbata (smakowa lub czarna) i mleko. Bawarkę przygotujemy poprzez wlanie esencji herbacianej do gorącego mleka lub odwrotnie, poprzez wlanie gorącego mleka do herbaty. W zależności od upodobań i gustów, możemy dosłodzić napój miodem lub cukrem. Smakosze doprawiają bawarkę szczyptą cynamonu lub rumem.

Smocza herbata, czyli aromatyczny Pu-erh

Charakteryzuje ją bogaty aromat, brunatny kolor i specyficzny, goryczkowy smak. Pu–erh to ulubiony napar Chińczyków, zwany przez nich herbatą smoczą. Swój głęboki kolor zawdzięcza procesowi fermentacji, który zostaje przerwany w momencie, kiedy listki na końcach przyjmą lekko brunatną barwę. Jakie są właściwości zdrowotne czerwonej herbaty? Pu-erh jest sprzymierzeńcem w odchudzaniu i naturalnym wspomagaczem utraty masy ciała. Obniża poziom cholesterolu, pobudza trawienie, wspomaga pracę wątroby, poprawia pamięć i pobudza mikrokrążenie. Dzięki zawartości kofeiny wykazuje działanie pobudzające. Istnieje wiele sposobów przyrządzania herbaty, praktykowanych jest mnóstwo zwyczajów i rytuałów związanych z parzeniem, podawaniem i samym piciem naparu. Zamiast sprawdzonej klasyki, czyli herbacianej małej czarnej, warto od czasu do czasu wypróbować nowych, orientalnych smaków i odmian tego napoju. KAJA KUSTRA

34


RZądki hi wu m

.A Fot

SPRYTNY KOSZ

Chcesz wyrzucić coś do śmietnika, ale w ostatniej chwili orientujesz się, że znowu ktoś nie włożył nowego worka? Rozwiązaniem tego problemu jest kosz Urbano. Worki na śmieci lub jednorazowe torebki foliowe wystarczy nasunąć na wystające elementy. Gdy worek zapełni się odpadkami, wyjmujesz go i od razu kolejny jest na swoim miejscu. Proste, prawda?

MOP NA PILOTA

Wyobraź sobie, że siedzisz wygodnie na kanapie, trzymasz w ręku konsolę i zdalnie sterujesz… mopem. Ten gadżet sprawi, że mycie podłogi zamieni się z koszmaru w świetną zabawę. Za RC Sugoi Mop trzeba zapłacić ok. 153 zł.

eko detergenty

CYBER CZYŚCIOCH

Nienawidzisz wszelkich zanieczyszczeń, które gromadzą się w klawiaturze komputera lub telefonu, boisz się zarazków? Bałagan to już przeszłość. Cyber Clean to masa, której możesz używać do czyszczenia wszystkich niedostępnych miejsc. Jest to żółta guma, którą wystarczy przycisnąć do miejsca, które chcesz wyczyścić i śmieci się do niej przylepią. Zaletą jest to, że jest to przedmiot wielokrotnego użytku. Glucik wyposażony jest w system zmieniania kolorów, aby ostrzec Cię, kiedy masz kupić nowy. Cytrynowy zapach sprawia, że żółta masa zawsze pachnie świeżo i wspaniale.

rc

SPOSÓB NA BRUD

Wykipiała zupa z garnka? Tłuszcz opryskał całą kuchenkę? Czyszczenie przestrzeni między palnikami nie należy do najprzyjemniejszych czynności na świecie. Rozwiązaniem mogą być nakładki na kuchenkę wykonane z niepalnego materiału. Po skończonym gotowaniu wystarczy je zdjąć i umyć pod bieżącą wodą. Nakładki do wielorazowego użytku kosztują ok. 80 zł.

KATARZYNA MICAŁ

Nie niszczą środowiska, nie szkodzą naszemu zdrowiu i nie zanieczyszczają wód gruntowych. Posiadają taką samą moc czyszczenia, jak pełne chemii środki czyszczące ze sklepowej półki. Ponadto są o wiele mniej kosztowne dla portfela, a drogocenne dla środowiska naturalnego i naszego zdrowia.

PŁYN DO MYCIA SZYB/NACZYŃ:

2 szklanki ciepłej wody ok. 1/3 szklanki sody kalcynowanej (do kupienia w Internecie) kilkanaście kropli soku z cytryny. Powstały płyn można też zastosować do dezynfekcji łazienki.

UNIWERSALNY ŚRODEK CZYSZCZĄCY:

½ łyżeczki sody kalcynowanej 2 łyżeczki boraksu (do kupienia w Internecie) ½ łyżeczki mydła w płynie 2 szklanki gorącej wody Wszystko razem mieszamy i wlewamy do pustej butelki np. po Cifie.

ŚRODEK DO CZYSZCZENIA PIEKARNIKA:

¼ szklanki sody oczyszczonej 2 łyżeczki soli gorąca woda w takiej ilości, by móc zrobić pastę. Wszystko razem mieszamy. Pozostawiamy na 5 min. Czyszcząc piekarnik należy uważać, aby powstałą pastą nie zabrudzić kabli czy elementów grzejących.

35

GADŻETY

p

czas na

Day &Night

ODKURZANIE, ZMYWANIE CZY WYRZUCANIE ŚMIECI TO DLA WIELU Z NAS PRZYKRE OBOWIĄZKI. PRZEDSTAWIAM KILKA GADŻETÓW, KTÓRE UŁATWIĄ SPRZĄTANIE, A NAWET ZAMIENIĄ JE W NIEZŁĄ ZABAWĘ.


PROMOCJA

Fot. Witosław Rusinek - SHOOTiT

MAGDALENA OŻÓG, ZAŁOŻYCIELKA SZKOŁY DREAM DANCE, OPOWIADA O POCZĄTKACH SWOJEJ KARIERY, A TAKŻE SUKCESIE PROWADZONEJ PRZEZ NIĄ SZKOŁY ORAZ BOGATEJ OFERCIE, KTÓRA DO TEJ PORY PRZYCIĄGNĘŁA TAKIE SŁAWY JAK M.IN. ZWYCIĘZCY V EDYCJI MAM TALENT - DELFINA PRZESZŁOWSKA - BYJOŚ I BARTEK BYJOŚ. Dlaczego taniec? Z kim miałaś okazję współpracować? Moja przygoda z tańcem rozpoczęła się w wieku 6 lat, gdy rodzice zaprowadzili mnie na pierwszą lekcję i to właśnie oni zaszczepili we mnie smykałkę do tego pięknego sportu. Tytuł instruktora tańca zdobyłam w 2009 roku. Podczas mojej tanecznej drogi szkoliłam się u takich sław tanecznych jak m.in.: Arkadiusz i Iwona Pavlović (Czarna Mamba), Małgorzata Garlicka i Wiktor Kiszka, Roman Pawelec, Krzysztof Hulboj i Janja Lesar, Janusz Biały. Co oferuje Szkoła Tańca Dream Dance? Grupowe Weselno/Użytkowe kursy tańca, na które można zapisać się zarówno parami, jak i solo. W trakcie ich trwania uczymy się tańców, które przydadzą się nie tylko na imprezy okolicznościowe, ale także w codziennym życiu. Lekcje indywidualne z choreografią na pierwszy taniec, gdzie młode pary przygotowują się do swojej magicznej chwili, podczas której zatańczą po raz pierwszy jako mąż i żona. Efekty specjalne i dodatki - aby pary mogły zaskoczyć swoich gości weselnych. Oferujemy wypożyczenie wytwornicy ciężkiego dymu, baniek oraz wyrzutnię zimnych ogni, które niewątpliwie uświetnią uroczystoś. Co wyróżnia Twoją Szkołę? Myślę, że lata doświadczenia są sporym atutem, ale nie większym niż pasja i zapał, które pozwalają nam tworzyć oryginalne choreografie. Do każdego tańca i każdej pary podchodzimy indywidualnie, a o wynikach naszej pracy, możecie przeczytać na Facebooku, dzięki opiniom wystawianym przez naszych kursantów. Nasza szkoła mieści się w Rzeszowie, ale wkrótce znajdziecie nas również w nowej filii w Krośnie. Zajęcia prowadzone są 7 dni w tygodniu, a godziny w jakich się odbywają dostosowane są odpowiednio do każdej pary według ich dyspozycji.

36

Rzeszów, Hoffmanowej 19, tel: 794 780 965 Krosno, Grodzka 45 c, tel: 533 621 600 /taniecdreamdance dream_dance_rzeszow www.dream-dance.com.pl


37


RECENZJE

PŁYTA Robert Cichy SMACK Nana Music. 2018 Robert Cichy to jeden z najlepszych i najbardziej rozchwytywanych polskich gitarzystów. Od wielu lat nagrywa i koncertuje z Anią Dąbrowską i Urszulą Dudziak, współpracował też z Grubsonem i Marceliną. Współtworzył zespoły Chili i June. Mając na koncie olbrzymi bagaż doświadczeń jako muzyk sesyjny i akompaniator, zdecydował się na nagranie debiutanckiego solowego albumu. Tak się składa, że „Smack” to płyta z muzyką, jakiej jeszcze chyba nikt nie grał na polskiej ziemi i to na starcie olbrzymi atut. Sam autor określa swoją muzykę jako „urban country”, ja też słyszę na nim na wskroś białą, amerykańską muzykę, jednak przełamaną zarówno osadzonym rytmem, jak i rapem w języku angielskim! To bardzo nieoczywiste połączenie, które jednak świetnie działa. Robert Cichy śpiewa stylowo, nieźle rapuje, a do tego nagrał na „Smack” praktycznie wszystkie partie instrumentów i skomponował wszystkie utwory, co czyni album w pełni autorskim. Dodatkowo wydał go we własnym, nowo założonym wydawnictwie Nana Music. Wśród gości pojawia się wspomniana Ania Dąbrowska i DJ BRK skreczujący na zmianę z gitarowym solo gospodarza (kolejne niekonwencjonalne rozwiązanie).

38

Szczególnie polecam utwory: Close the door, My name is Bob, Remitting i Mama. Warto sprawdzić tę płytę, bo jest jedyna w swoim rodzaju. BARTŁOMIEJ SKUBISZ


RECENZJA

KSIĄŻKA Edyta Czop. Andrzej Bonusiak. Paweł Grata. TROPEM RZESZOWSKICH MIEJSC PAMIĘCI. Libra. Rzeszów 2017 Pod koniec ubiegłego roku w Rzeszowie ukazała się interesująca książką związana z historią miasta: „Tropem rzeszowskich miejsc pamięci”. Autorami publikacji są pracownicy naukowi Uniwersytetu Rzeszowskiego, doktorzy Edyta Czop i Paweł Grata oraz doktor habilitowany Andrzej Bonusiak. Autorzy skupili się na kilku miejscach i wydarzeniach nie do końca znanych przeciętnemu mieszkańcowi miasta. Poszczególne rozdziały traktują o historii Zamku Lubomirskich, dzielnicy żydowskiej – terenie byłego getta w Rzeszowie, o pomniku na Cmentarzu Komunalnym „Staroniwa”, Pomniku Powstańców Styczniowych na Starym Cmentarzu oraz o Kopcu Konfederatów Barskich. W książce w przystępny sposób przybliżone są historie w.w. miejsc, z których najbardziej fascynująca wydaje się historia społeczności żydowskiej zamieszkującej Rzeszów już od XVI w., a stanowiącej w XIX w. najliczniejszą grupę narodowościową wśród mieszkańców miasta! Dzięki książce poznajemy proces rozrastania się tej społeczności i wzrostu jej znaczenia dla życia „Rajsze” czy też galicyjskiej Jerozolimy, jak bywał określany Rzeszów. Czytamy o budowie synagog, strukturze społeczności żydowskiej, jej stosunkach z chrześcijańskimi mieszkańcami i wreszcie o tragicznym końcu ich rzeszowskiego bytowania w postaci getta, a następnie zagłady z rąk niemieckiego okupanta. To historia zbyt mało znana i warta propagowania. Choćby z tego powodu warto sięgnąć po „Tropem rzeszowskich miejsc pamięci”. Książka nie trafiła do sprzedaży, ale warto zapytać o nią w Urzędzie Miasta i poszukać jej w miejskich bibliotekach. BARTŁOMIEJ SKUBISZ

39


2.04

PONIEDZIAŁEK

LUKR Lany LUKR. Start 21:30.

5.04

CZWARTEK

Grand Club Koniec Postu. Start 21:00.

7.04

SOBOTA G2A Arena Targi Beauty Expo 2018 – największe targi urody na Podkarpaciu. Start godz. 18:00.

8.04

NIEDZIELA LUKR Ralph Kamiński & My Best Band In The World. Start godz. 18:00.

Klub Vinyl Koncert Proletaryat. Początek godz. 20:00. Millenium Hall 11. PKO Półmaraton Rzeszowski. Start godz. 10:00.

6.04

PIĄTEK Underground Koncert Kraina Przyjemności. Start godz. 20:00.

11.04

Kula Bowling&Club Lany Poniedziałek. Początek godz. 21:00.

LUKR Aleja Gwiazd. Początek godz. 21:30.

40

ŚRODA Filharmonia Podkarpacka Narodowy Teatr Opery i Baletu z Odessy: Gdybym był biegaczem. Początek godz. 19:00.


Kula Bowling&Club Nick Sinckler & Dj Inox. Start 21:00.

20.04

PIĄTEK LUKR Xxanaxx Ciepło Tour. Akustyczna wersja koncertowa. Start 19:00.

22.04

NIEDZIELA Filharmonia Podkarpacka Ania Dąbrowska - The Best Of. Start godz. 20:00.

7.05

PONIEDZIAŁEK Filharmonia Podkarpacka Kortez z zespołem. Początek godz. Początek godz. 20:00.

41


gratisy 1

ZALOGUJ SIĘ w aplikacji mobilnej Day&Night

2

AKCEPTUJ

wybrany gratis, który pojawi się w dziale „KUPONY”, o określonej dacie i godzinie

3

PRZEJDŹ DO

działu „TWOJE KUPONY” i wybierz opcję „POKAŻ KUPON”

4

NA ADRES

redakcja@dayandnight.pl prześlij kod kuponu wraz z nazwą gratisu oraz swoim imieniem i nazwiskiem

KOD KUPONU NALEŻY PRZESŁAĆ NAJPÓŹNIEJ DO GODZINY 16:00 W DNIU KONKURSU. W PRZYPADKU NIE PRZESŁANIA NAM KODU KUPONU DO WYZNACZONEJ GODZINY - GRATIS NIE ZOSTANIE UZNANY.

Dla 3 pań zabieg polerowania włosów. Pobierz kupon z aplikacji mobilnej Day&Night 23 kwietnia o 12:00. Sprawdź instrukcję.

Dla 3 osób sałatka grecka. Pobierz kupon z aplikacji mobilnej Day&Night 23 kwietnia o 12:00. Sprawdź instrukcję.

Dla 5 osób danie dnia. Pobierz kupon z aplikacji mobilnej Day&Night 23 kwietnia o 12:00. Sprawdź instrukcję.

Dla 2 osób podwójne zaproszenia na Strefę Saunarium. Pobierz kupon z aplikacji mobilnej Day&Night 24 kwietnia o 12:00. Sprawdź instrukcję.

Dla 3 osób zestaw: kawa smakowa średnia + naleśnik z dwoma składnikami. Pobierz kupon z aplikacji mobilnej Day&Night 24 kwietnia o 12:00. Sprawdź instrukcję

Dla 5 osób vouchery na godzinę gry w kręgle oraz dla 5 osób vouchery na godzinę gry w bilard. Pobierz kupon z aplikacji mobilnej Day&Night 25 kwietnia o 12:00. Sprawdź instrukcję.

Dla 4 osób pojedyncze zaproszenia na dowolny seans. Pobierz kupon z aplikacji mobilnej Day&Night 26 kwietnia o 12:00. Sprawdź instrukcję.

Dla 2 osób zaproszenia na jedną godzinę prywatnej lekcji tańca brzucha. Pobierz kupon z aplikacji mobilnej Day&Night 26 kwietnia o godz. 12:00. Sprawdź instrukcję.


44

Magazyn Day&Night | #100  

Bezpłatny, lifestyle'owy miesięcznik. Wydanie marzec 2018

Magazyn Day&Night | #100  

Bezpłatny, lifestyle'owy miesięcznik. Wydanie marzec 2018

Advertisement