Page 19

Hejt

kaja kustra

Fot. Jakub Pawłowski

jakim jest firma mająca z wodą do czynienia na co dzień. Odświeżone zostały też murale na betonowych studniach kanalizacyjnych na Podpromiu. Twórcą tych charakterów jest również Arkadiusz Andrejkow. Tym razem jednak betony otrzymały twarze znanych osobistości wywodzących się jak nie z samego Rzeszowa, to z miastem i regionem miały ścisły związek. Stąd też obecność Franciszka Kotuli, Jerzego Grotowskiego, Tadeusza Kantora, Wandy Siemaszkowej, Józefa Szajny, Tadeusza Nalepy, Tomasza Stańki, Freda Zinnemanna i innych. Andrejkow jest też przyszłym twórcą muralu - reklamy, który już lada moment będzie możliwy do obejrzenia na jednej ze ścian przebudowywanej ostatnimi czasy galerii przy Placu Wolności. Pojawiły się też murale bardzo mocno nawiązujące do street-artu, gdzie pełna gama stylistyczna aż kipi. Widoczne są w tunelu rowerowo - pieszym, pod którym możemy przejechać przedostając się na drugą stronę zapory, na brzeg zalewu. Drugi, bardzo podobny stylistycznie widoczny jest w przejściu na podwórze jednej z kamienic przy Jagiellońskiej, obok skrzyżowania z Zygmuntowską. Nad Wisłokiem, nieopodal Lisiej Góry, na pylonach ujęcia wody firmy Pratt&Whitney, znajdują się murale tematyczne. To przyrodnicze malowidełka przedstawiające faunę, jaką spotkać można w całej okolicy nad Wisłokiem. Wykonali je Michał Czerko i Marek Dzięgiel.

JAKI Z TEGO WNIOSEK? Ano taki, że murali musi być jeszcze więcej i jeszcze więcej. Mural może opowiadać historię danego miejsca. Mural może być swoistą manifestacją. Mural może nawiązywać do wydarzeń. Za pomocą muralu, jak dziełem sztuki, można się wyrazić by być lepiej zrozumiałym, a szczególnie przez odbiorcę. Rzeszowie nasz drogi. Masz piękną historię, pięknych ludzi też wydałeś na świat. Masz tradycję, z której powinieneś być dumny i kulturę też. A może tak zasygnalizować obecność Żydów w mieście i dać upust emocji nad Mojrzeszowem? A może tak wreszcie Kazimierz III Wielki zaistniałby w przestrzeni miasta, a tuż obok jego pierwszy właściciel Jan Pakosławic? A może tak zasygnalizować obecność rodu Ligęzów i Lubomirskich, za których czasów miasto nad Wisłokiem liczyło się na mapie Rzeczypospolitej? Gdzie COP, gdzie sportowcy, którzy byli chlubą regionu? A może tak, skoro na próżno szukać tabliczki lub pomnika w miejscach historycznych i ważnych dla miasta, malować murale? A choćby taki Marek Czarnota, spacerujący jedną z uliczek miasta? Franciszek Kotula zerkający na swe muzeum? A może Mira Kubasińska w taneczno-muzycznym uniesieniu, porwałaby niejednego odbiorcę wprost z ulicy do big-bitowego klimatu?

„Czemu przelewasz pieniądze na schronisko? Wolisz wspierać pieski, niż pomagać ludziom w potrzebie? Dzieci w Afryce nie mają wody, a Ty robisz przelew na pieski i kotki! Wpłaciłaś pieniądze na UNICEF? A mało to u nas w kraju potrzebujących”? I tak dalej… Mówi się, że nie jesteśmy zupą pomidorową, co by nas każdy musiał lubić. Pomaganie nie dzieli się na lepsze i gorsze, sympatią nie trzeba pałać do każdego, jednak szanować opinie i wybory powinniśmy wszystkich, bez wyjątku. Oczywistość? Nie do końca. Pewna blogerka podzieliła się ostatnio ze swoimi czytelnikami historią o tym, jak przygarnęła ze schroniska psa i udzieliła mu tymczasowego domu (czyli miejsca, w którym przebywa bezdomne zwierzę do czasu adopcji). Opiekunka bardzo zaangażowała się w pomoc czworonogowi i rozpropagowaniem akcji szukania mu nowego domu, dzięki czemu znalazł się on niespodziewanie szybko. Działania Kasi spotkały się z ciepłym odbiorem, większość czytelników kibicowała jej i kudłatemu podopiecznemu. Nie zabrakło jednak, również wymierzonego w jej stronę hejtu. − Jak to tak, brać psa do domu, robić mu nadzieję, a potem porzucać? Co za bezduszność, pies się do niej przywiązał, a ona go ot tak, po kilku tygodniach wyrzuca, ta kobieta nie ma serca! Większość komentujących pewnie nie zdawała sobie sprawy, ile czasu, serca i wysiłku Kasia włożyła w całą akcję. Opiekunka zapewniła psiakowi opiekę i środki na leczenie, a co najważniejsze, oswoiła go z kontaktem z człowiekiem i przygotowała do adopcji. Nie mogła przygarnąć psa na stałe, zrobiła więc wszystko, żeby znaleźć mu możliwie najlepszy dom. Skąd więc w jej kierunku tyle przykrych słów? Cóż, hejt był, jest i będzie. Każdy ma prawo do wyrażania swoich poglądów i posiadania odmiennego zdania i jeśli nikogo przy tym nie krzywdzi, to wszystko jest w porządku. Jeśli jednak atakuje, krytykuje i obraża innych – to już w porządku nie jest. Nie wszystko musi nam się podobać, nie każdego musimy lubić. Czasem warto wziąć głęboki oddech, ugryźć się w język i… odpuścić. Spożytkować czas i energię na inne, bardziej pożyteczne rzeczy, niż pisanie hejtów w Internecie. Jak radzi stara sentencja, lepiej mówić dobrze, albo wcale. I tego się trzymajmy!

JAKUB PAWŁOWSKI

19

FELIETON

Z SIEDZIBĄ SEJMIKU WOJEWÓDZKIEGO, SIEDZIBĄ PREZYDENCKĄ, STAROSTWA, DELEGATURY KONSERWATORA ZABYTKÓW, LOKALNEJ KULTURY, NAUKI I SZTUKI ZACZYNA SIĘ COŚ DZIAĆ.

Profile for Day&Night

Magazyn Day&Night |#110| Na okładce Daniel Porada  

Advertisement