Page 12

FELIETON

Buldożery? TO JA TEŻ

jakub pawłowski

Ostatnimi czasy gruchnęła wiadomość, że rada miasta sili się z zamiarami na zburzenia willi Januszów, zasłużonej rodziny rzeszowskich fotografów. Niczym w antyku, kiedy Rzymianie rozprawili się z Kartaginą poprzez zburzenie ich stolicy, a następnie posypali solą w obawie przed ponownym wskrzeszeniem swych wrogów, w Rzeszowie podejdą do tego mniej brutalnie, bo albo zagospodarują miejsce na parking (który i tak istnieje obok galerii handlowej…, przepraszam, pasażu), albo na miejscu willi wybudują nowy budynek. Sprawa o tyle oburzająca, że przecież nasz ukochany Rzeszów wcale nie błyszczy, jeśli idzie o posiadanie zabytków. Jest to co prawda miasto o rodowodzie średniowiecznym, ale zabytków tu jak kot napłakał. No dobrze, oprócz ładnych kompleksów sakralnych oraz bardzo dużego zamku, zabudowa starówki i jej okolicy jest, najoględniej mówiąc, skromna. Potrafimy cieszyć się niemal każdym budynkiem, którego dzieje sięgają dalej niż II wojna światowa, a jeszcze jeśli zachowa się jakaś ciekawa historia z tym miejscem związana, tudzież z osobami je zamieszkującymi, to tym bardziej wywołuje to dość duże podniecenie. Dlatego staramy się chuchać i dmuchać na to, co mamy. Odnawiamy, dokonujemy rewitalizacji, konserwujemy. Opowiadamy w artykułach, książkach, reportażach telewizyjnych i internetowych. Rzeszów ma być perełką w koronie Podkarpacia, gdzie prężnie rozwijającemu się ośrodkowi miejskiemu pod względem gospodarczym, wtórować ma estetyka oparta również o tradycję, kulturę i historię. No to o co chodzi? Dlaczego w radzie miasta pada taki pomysł? Jak to jest możliwe, że w miejscu, w którym pisze się historię miasta coś takiego występuje? Dlaczego w ogóle rozmawia się w takich kategoriach? Co jest tego powodem? Jaką takie myślenie ma genezę? Pytania można mnożyć. Wydaje się, że jest na to odpowiedź – może jedna z wielu – otóż nasz ukochany Rzeszów nie ma tradycji akademickiej, w której, niczym w ochronnym kokonie, dba się o wartości takie, jak choćby niedopuszczanie, aby w takiej instytucji jak rada miasta padł choć cień podobnego pomysłu. Niestety nie ma. Nie ma wielowiekowego lub co najmniej wiekowego uniwersytetu. Nie ma potężnego ruchu studenckiego, który wpływałby na koloryt miasta, nie tylko pod względem swojej liczby i radowania z tego tytułu, no właśnie, rady miasta. Rado miasta! Pomyśl co utracisz jeśli zrealizujesz swój pomysł. Stracisz zabytek, a to już wiele!

12

NIE MA OŚRODKA MIEJSKIEGO BEZ LEGEND, KTÓRE Z ZAŁOŻENIA MAJĄ MU DODAWAĆ KOLORYTU. RAZ SĄ TO LEGENDY DOWCIPNE, TO Z KOLEI TZW. CZARNE LEGENDY. INNE LEGENDY ZWIĄZANE SĄ Z LUDŹMI ALBO Z KONKRETNYM WYDARZENIEM, KTÓRE WPŁYNĘŁO W WIĘKSZYM, BĄDŹ MNIEJSZYM STOPNIU NA MIASTO. NAJWAŻNIEJSZE JEST JEDNAK TO, ŻE LEGENDY MAJĄ CZEMUŚ SŁUŻYĆ. MAJĄ SŁUŻYĆ PAMIĘCI.

MIEJSKIE LEGENDY RZESZOWA Kraków ma swojego smoka, który miał siedzieć w pieczarze pod Wawelem, siedzibą króla polskiego. Legendarny był sam Krak, założyciel Krakowa, którego córka imieniem Wanda nie chciała Niemca za męża i wolała rzucić się w odmęty Wisły, tej samej rzeki, którą miał wypić wspomniany wyżej smok, przechytrzony przez szewczyka Dratewkę. Warszawa ma Bazyliszka, który skradał się w podziemiach i czyhał na swe ofiary, a kiedy je już dopadł, patrząc na nie, zamieniał je w kamień. Zresztą nazwa osady Warszawa powstała po fuzji imion legendarnych postaci Warsa i Sawy. Poznań ma swego Poznana, a Rzeszów Rzecha. Obu przypisuje się założenie osad. Są jednak legendy, które powstały na długo po tym, kiedy osady już funkcjonowały. Istnieją nawet pewne domysły, że tak rzeczywiście mogło się zdarzyć. Ba! Jesteśmy pewni, że tak się stało, bo mamy to udowodnione historycznie, a motywy stały się tak rozpoznawalne, że zyskały miano

CZY TUTAJ SPOCZYWA 100 SZWEDÓW?

legendarnych, zawsze wiązanych z miejscem występowania. W końcu legenda musi mieć w sobie choć małe ziarnko prawdy.

LEGENDY STRASZNE W okresie średniowiecza i nowożytności przez Rzeszów przebiegały trakty komunikacyjne i handlowe. Na obrzeżach miasta, na rozstaju dróg zwykle wieszano tych, którzy sprzeniewierzyli się prawu. Rzeszów posiadał takie miejsce w rejonie ulicy Krakowskiej (traktu krakowskiego), tam, gdzie dziś z jednej strony mamy salon Mercedesa, a z drugiej Lidl. Miejsce to określane było mianem „pod szubienicą”, bo istotnie, wieszano tam nikczemników. Lokalne opowieści jeszcze do niedawna uchwytne na ustach mieszkańców Baranówki i Przybyszówki brzmiały o tym, że tam straszy, a samo miejsce jest nieprzyjemne, mimo iż od wielu lat nie praktykowało się tego zwyczaju w ogóle. Inne miejsce to rejon ulicy Krzyża-

Magazyn Day&Night |#102| Na okładce Aro Kłusowski  

#102 wydanie magazynu Day&Night Na okładce: Aro Kłusowski Fot. Agnieszka Kumuda Stylista: Konrad Fado Make up: Weronika Tańska

Magazyn Day&Night |#102| Na okładce Aro Kłusowski  

#102 wydanie magazynu Day&Night Na okładce: Aro Kłusowski Fot. Agnieszka Kumuda Stylista: Konrad Fado Make up: Weronika Tańska

Advertisement