Page 1

1


2


NR

102

aro kłusowski

08

FOTO MIESIĄCA 6 GOŚĆ WYDANIA 8

Arek Kłusowski – „Mam taką zasadę, że na dobrym koncercie powinno się płakać ze wzruszenia i ze śmiechu”

MUZYKA 10

Art Celebration Muzyka w służbie poezji - Monika Borzym

4

art celebration

10

miejskie legendy

12

historia stroju kąpielowego

24

PO RZESZOWSKU 12 Miejskie legendy Rzecz o Franciszku Kotuli

Biel od stóp do głów W czym do ślubu? Historia stroju kąpielowego

FOOD&DRINK 30

PATRZĄC INACZEJ 16

ART&DESIGN 26

RECENZJE 34

PODRÓŻE 18

LIFESTYLE 28

KALENDARZ 36

Rodo

Podróżuj po swoim regionie

MODA 20

Daniel Stępień. Pasja wyryta w skórze

Kamila Wróbel - „Dla mnie bieganie jest czymś, czego chyba nigdy nie będę w stanie opisać…”

Wege grill Sałatki w słoiku

Płyta i książka

GRATISY 38


Redaktor naczelna mariola szopińska

Nadchodzi piękny i wyczekiwany przez wszystkich czas. W końcu kto nie lubi wakacji, słońca, beztroskich wyjazdów, świeżych owoców i warzyw, letnich szortów i sukienek i wielu innych dobrodziejstw, jakie jeszcze przed nami. Przełom czerwca, w tym roku szczególnie mi bliższy, oznacza również mnóstwo rozrywki i kultury w naszym mieście. Bohaterem okładki #102 wydania Day&Night jest Aro Kłusowski – charyzmatyczny wokalista, kolorowa osobowość, artysta, organizator. Tegoroczna edycja Wschodu Kultury – Europejskiego Stadionu Kultury odbędzie się już w dniach 21-24 czerwca w Rzeszowie, a już 23 czerwca będziemy świadkami muzycznego projektu „Wysocki-Wschody i Zachody”, za którym stoi m.in. Aro. O tym i nie tylko przeczytacie w rozmowie z artystą (str. 8), w aktualnym wydaniu także Art Celebration – cykliczny koncert, podczas którego przenikają się ze sobą gatunki muzyczne i gałęzie sztuki (str. 10). Rzeszów to obecnie piękne miasto. Nie wszyscy jednak wiedzą, że kryje w sobie sporo legend, a niektóre z nich przyprawiają co najmniej o gęsią skórkę. Koniecznie przeczytajcie jakie kontrowersje skrywa dawny Rzeszów (str. 12), a także gdzie wybrać się na wakacyjny wypad, nie wyjeżdżając poza nasz region (str. 18). Czerwiec oznacza sezon ślubny w pełni. W aktualnym wydaniu przeczytacie m.in. na temat biżuterii i dodatków panny młodej (str. 22), przedstawiamy Wam też propozycje na biel od stóp do głów (str. 20), przeczytacie też o historii stroju kąpielowego (str. 24). Zapraszam także w podróż po wakacyjnych smakach wege grilla (str. 30) i letnich sałatkach (31).

NA OKŁADCE: AREK KŁUSOWSKI FOT. AGNIESZKA KUMUDA STYLISTA: KONRAD FADO MAKE UP: WERONIKA TAŃSKA

Życzę Wam, drodzy Czytelnicy, smacznego i słonecznego lata pełnego niezapomnianych wrażeń!

Aplikacja Day&Night

Snapchat: twitter.com/ youtube.com/ dayandnight_pl dayandnight_pl DayAndNightMagazyn www.dayandnight.pl facebook.com/ Issuu.com/ Instagram: DayAndNightMagazyn dayandnight dayandnight_pl

REDAKCJA

ZESPÓŁ REDAKCYJNY

FOTOGRAFIE

WYDAWCA

al. Kopisto 1, 35-315 Rzeszów Millenium Hall, II p., tel. 17 770 07 15 redakcja@dayandnight.pl www.dayandnight.pl www.facebook.com/DayAndNightMagazyn www.aplikacja.dayandnight.pl

Bartłomiej Skubisz Katarzyna Micał Kaja Kustra Jakub Pawłowski Magdalena Sączawa Gabriela Babiuch Aleksandra Brzuzan

Paweł Dubiel

Media Show al. Kopisto 1 35-315 Rzeszów

REDAKTOR NACZELNA Mariola Szopińska

BIURO MARKETINGU I REKLAMY marketing@dayandnight.pl tel. 885 858 859, 661 852 710, 601 688 638

WSPÓŁPRACA Anna Tomczyk

SKŁAD Daniel Porada

KOREKTA Ewa Kunecka

DRUK Drukarnia Papirus ul. Spytka 11, 37-500 Jarosław www.papirusjaroslaw.pl MAGAZYN BEZPŁATNY NR 100 ISSN 1689 - 6610 www.dayandnight.pl

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść ogłoszeń i reklam. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych i zastrzega sobie prawo adiustacji i skracania tekstów. Wydawca zastrzega sobie prawo odmowy zamieszczenia reklamy lub ogłoszenia, jeżeli ich treść lub forma będzie sprzeczna z linią programową i interesem pisma (art. 36 pkt. 4 prawa prasowego). Wszelkie prawa zastrzeżone.

5


DZIAŁO SIĘ

DaFreakz Meet'18 Expo 26-27 maja Stuningowane perełki motoryzacyjne z całego kraju, koncert TEDE, oprawa muzyczna w stylu hiphopowym, pokazy breaking jam’u, animacje, filmy i pokazy dymne, Oficjalne Afterparty DaFreakz i Jack Daniel's w LUKR! Między innymi te wydarzenia miały

Rzeszów Carphatia Festival 25-27 maja

Gościem Honorowym tegorocznej edycji festiwalu był Krzysztof Dzikowski. Gwiazdą wieczoru był Kamil Bednarek. W programie wydarzenia odbył się m.min. Koncert Laureatów XIV Międzynarodowego Festiwaly – zdobywców Grand Prix, I, II, III miejsca, nagród specjalnych oraz nagród ZAKR, ZAiKS i Fundacji im. Krzysztofa Dzikowskiego.

6

6

miejsce podczas G2A Arena DaFreakz Meet '18 Expo / TEDE NWJ / 26-27 V 2018 DaFreakz Meet’18 w weekend 26-27 maja w G2A Arena. Wydarzeniu patronował magazyn Day&Night.

fot. archiwum organizatorów

Casting do Top Model 26 maja

Casting do najnowszej edycji programu odbył się w hotelu Hilton Garden Inn w Rzeszowie i zgromadził tłumy kandydatów aspirujących do zawodu modeli i modelek. Uczestnicy wydarzenia wyłonieni drogą castingu mają szansę podbić rynek mody i trafić na wybiegi światowej sławy projektantów.


Festiwal Przestrzeni Miejskiej 7-10 czerwca Siódma edycja Festiwalu Przestrzeni Miejskiej była okazją do przyjrzenia się rozwojowi współczesnego Rzeszowa. Wydarzenie miało miejsce na terenie fosy Zamku Lubomirskich w Rzeszowie. W

Koncert Jednego Serca, Jednego Ducha 31 maja

1326 zawodników ukończyło 11. PKO Półmaraton Rzeszowski. W kategorii OPEN Mężczyźni zwyciężyli: I miejsce: MATHEKA Benard Muinde, czas: 1:06:29,8 II miejsce: ROP Abel Kibet, czas: 1:08:06,5 III miejsce: OCHAL Paweł, czas: 1:08:38,2 W kategorii OPEN Kobiety zwyciężyły: I miejsce: KÁCSER Zita, czas: 1:15:53,2 II miejsce: OCHAL Olga, czas: 1:18:18,5 III miejsce: ONYACHA Yunes Moraa, czas: 1:20:10,2.

programie znalazły się m.in. ARCHIczwartek, koncert KRÓLA, koncert Bownik, koncert Baasch, koncert Kamp! finał WARSZTATLONU, Koncert Rebeki, wystawa prac studentów ASP. fot. estrada rzeszowska

Reggae nad Wisłokiem 2 czerwca

Koncert Główny w ramach czwartej edycji "Reggae nad Wisłokiem" z udziałem wielotysięcznej publiczności odbył się 2 czerwca na rzeszowskich Bulwarach. Gwiazdami imprezy byla grupa TABU, a także wokalista Junior Stress, który wystąpił wraz z zespołem D’Roots Brothers. Koncertom towarzyszyła strefa dla dzieci Reggaeland oraz rodzinna strefa Chillout. Organizatorem imprezy "Reggae nad Wisłokiem" był Rzeszowski Dom Kultury.


kłusowski

MUZYKA

aro

„Mam taką zasadę, że na dobrym koncercie powinno się płakać ze wzruszenia i ze śmiechu”. AREK KŁUSOWSKI – 26-LETNI WOKALISTA, KOMPOZYTOR, ORGANIZATOR. SWÓJ TALENT DO ORGANIZACJI MUZYCZNYCH PRZEDSIĘWZIĘĆ ZAPREZENTOWAŁ JUŻ ZA SPRAWĄ POPULARNEGO „TRIBUTE TO JANTAR”, A JUŻ 23 CZERWCA BĘDZIEMY ŚWIADKAMI „WYSOCKI – WSCHODY I ZACHODY”, CZYLI MUZYCZNEGO PROJEKTU W RAMACH WSCHODU KULTURY ESK W RZESZOWIE.

„Wysocki – wschody i zachody ” to muzyczne przedsięwzięcie w ramach ESK, jednocześnie kolejne, którego jesteś współorganizatorem… To dla mnie projekt szczególny, ponieważ piosenki Wysockiego są już w Polsce zapomniane, dla mojego pokolenia ta postać jest kompletnie nieznana. Wymyśliłem patent, żeby odświeżyć dorobek artysty i w sposób niekonwencjonalny przedstawić ludziom jego twórczość. Nowe znaczenie tekstom na pewno nada forma muzyczna, która wybrzmiewać będzie w żydowskich, klezmerskich tonach. Dla mnie to też wielka nobilitacja, móc na tak wielkim festiwalu przedstawiać swoją propozycję artystyczną. Jak na tak młody wiek, w swoim dorobku masz organizację licznych muzycznych projektów. Kiedy odnalazłeś w sobie smykałkę do organizacji muzycznych eventów na dużą skalę? Od dziecka miałem zdolności przywódcze, zawsze byłem przewodniczącym szkoły lub klasy, czasem spadałem z funkcji ze względu na złe zachowanie, ale zawsze kiedy się czegoś podejmowałem to na 200 procent. Mieszkając w Rzeszowie, oprócz tego, że zaczynałem się tutaj kształcić muzycznie, miałem bardzo dużo zdolnych kolegów i koleżanek, którzy nie mieli gdzie występować, więc postanowiłem zrzeszyć ich i wspólnie przygotowywać koncerty, które cieszyły się ogromnym powodzeniem, mimo lokalnej rozpoznawalności. Później przez 4 lata organizowałem festiwal, dostawaliśmy dotację z urzędu miasta, przy 4. edycji dostaliśmy najwyższą kwotę ze wszystkich zgłoszonych wydarzeń. To było coś niesamowitego. Mimo sceptycznej postawy decydentów co do mojego wieku, przekonałem ich, że znam się na tym co robię i nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Praktycznie całą swoją młodość poświęciłem na pracę w przemyśle muzycznym, jestem pracoholikiem i mam wielkie ambicje, dlatego tyle się dzieje. Nigdy nie odpuszczam i się nie poddaję, w życiu doznałem tyle upadków i niepowodzeń, że nie ma teraz w życiu rzeczy, która podcięłaby mi skrzydła. Ostatni koncert Włodzimierza Wysockiego odbył się w latach 80. i wystąpili w nim m.in. Marian Opania, Marek Kondrat czy Wojciech Młynarski. W tym roku z repertuarem zmierzą się młodzi wokaliści… 23 czerwca o 19:00 odbędzie się premiera koncertu „Wysocki - wschody i zachody”. Usłyszymy na scenie Buslava, Natalię Sikorę, Karolinę Artymo-

8

wicz i świetnych aktorów Kacpra Kuszewskiego, Marcela Sabata i Jana Traczyka. Ja też zaśpiewam :) Muzycznie produkcją kieruje Krzysiek Mroziak, który zrobił takie aranżacje, że mnie powaliły po pierwszym odsłuchu! To będzie wielka muzyczna uczta! „Wysocki-wschody i zachody” już 23 czerwca na rzeszowskim Rynku. Czym kierowałeś się przy doborze obsady wykonawców i repertuaru? Staram się zawsze współpracować z ludźmi, którzy są artystami i mają w sobie prawdę. Mam swoją intuicję, która zazwyczaj się sprawdza. Ze względu na to, że jest to impreza otwarta, publiczność musi dostać cały wachlarz emocji, od wzruszenia po ubaw. Mam taką zasadę, że na dobrym koncercie powinno się płakać ze wzruszenia i ze śmiechu. Ludzie, którzy płacą za bilet kilkadziesiąt złotych chcą podczas tej godziny przeżyć coś niezwykłego, wszystko to jest praca na emocjach. Coś takiego co skłoni do refleksji, pozwoli się odstresować. Trzeba pamiętać, że nasz zawód jest usługowy i bez publiczności jesteśmy nieproduktywni. Jeśli miałbyś zaprosić na to wydarzenie przedstawicieli młodego pokolenia, jak opisałbyś twórczość Włodzimierza Wysockiego? To jest pewnego rodzaju hołd oddany tamtym czasom. Polskie tłumaczenia tekstów Wysockiego są dla mnie arcydziełami poezji. Wojciech Młynarski czy Roman Kołakowski zrobili coś ponadczasowego i warto to przypomnieć. Kultura w naszym kraju przechodzi wielki kryzys, dzisiejsze media bardzo ogłupiają młodych ludzi, muzyki w szkołach uczą przypadkowi ludzie, a radia są skorumpowane, więc jak ktoś może być uwrażliwiony na piękno polskich tekstów, skoro nie ma możliwości z tym obcować? Na szczęście są festiwale, na których podejmowane są różne działania misyjne, w tym przypadku ESK, gdzie ludzie będą mogli poznać twórczość Wysockiego. Bardzo się cieszę, że Estrada Rzeszowska mi zaufała i zgodziła się na ten koncert. Muzyczne przedsięwzięcie „Tribute to Jantar” zdążyło wpisać się w kulturalną mapę Polski. Skąd pomysł na koncert poświęcony twórczości Włodzimierza Wysockiego? To jest moja druga produkcja, którą jesienią wystawiamy w Warszawskim Teatrze i druga, która swoją premierę ma w Rzeszowie. Oby odniosła taki sukces jak „Tribute to Jantar”, która jesienią powraca na deski Teatru Imka. Swoją drogą, to niesamowita sytuacja, że od 4 lat ciągle gramy, sale wyprzedają się błyskawicznie i musieliśmy nawet przenieść koncert z Teatru


A jeśli miałbyś wybierać, tak pół żartem, pół serio, co wolisz: organizować wydarzenia muzyczne, czy brać w nich udział jako wykonawca? Wiem, że na ogół spełniasz obie te funkcje. To zależy. Ostatnie lata pracowałem bardziej w branży muzycznej od strony biznesu. Spokojnie skończyłem nagrania swojej płyty i rozwijałem się na innych płaszczyznach. Odszedłem od wielkich wytwórni i sam sfinansowałem sobie krążek. Niezależność mam we krwi od dziecka. Dziś pracuję z 3 warszawskimi teatrami i daję pracę kilkudziesięciu osobom, nie mam żadnego wykształcenia muzycznego ani reżyserskiego. Robię to wszystko z pasją i dlatego następuje progres. Od 2 lat jestem też czynnym studentem, bo chce w przyszłości otworzyć swój teatr, dlatego muszę zrobić tego nieszczęsnego magistra. Kiedyś słyszałem, że jestem ciężki do współpracy, innym razem, że gwiazdorzę, a trzecim, że uderzyła mi sodówka do głowy. Co jest niezwykle zabawne, bo ja od lat się nie zmieniam i gdybym się tak zachowywał to nigdy bym nic w życiu nie osiągnął, bo moja praca opiera się na relacjach z ludźmi. Wybrałem sobie ciężką branżę, bo większość osób pracujących w niej czeka na twoje potknięcie i upadek, zawsze będą negować twoje działania i podważać każdy sukces. Najważniejsze to być sobą i nie bać się żyć na własnych zasadach. A co u Ciebie słychać muzycznie? Na jakim etapie jest obecnie Twoja kariera solowa? Dużo się dzieje! Właśnie przeszedłem do nowej wytwórni, z którą wydamy debiutancką płytę. Do 2020 mam już zaplanowane kilka projektów. Do stycznia jesteśmy w trasie z Koncertami Muzyki Filmowej, gdzie śpiewam u boku Kayah, Justyny Steczkowskiej czy Igora Herbuta. Jesienią otwieramy sezon artystyczny w Teatrze Imka, powracamy też na deski Teatru Buffo, gdzie gram z Marianem Opanią piosenki Cohena i Nohavicy. Jesienią też trasa koncertowa promująca mój album. Kończę właśnie pracę nad nowym festiwalem, gdzie zostałem dyrektorem artystycznym, więc nie ma czasu na nudę. Ogólnie to jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem, choć były lata bardzo ciężkie i trudne. Tak myślę sobie z perspektywy czasu, że młodość jest po to, żeby robić głupoty, bo później już nie wypada. Najważniejsze to to, żeby wyciągać ze wszystkiego lekcje.

12.15 - 17.45 (wejście na seanse dźwiękowe co 30 min), słuchowisko binauralne Ucho – dźwiękowy wehikuł, Podziemna Trasa Turystyczna, ograniczenie wiekowe: 10+ 13.00 – 15.00 wernisaż wystawy fotografii „Karpaty Wschodnie” Jacka Wnuka, diaporama „Fotografia podróżnicza”, Galeria Fotografii Miasta Rzeszowa 14.00 – 17.00 warsztaty komiksu, Klub Festiwalowy 14.00 – 18.00 warsztaty dla dzieci i dorosłych „Słowiańskie duchy dobrych życzeń”, Klub Festiwalowy 14.00 – 18.00 Smyk Arena, Klub Festiwalowy 14.00 – 18.00 warsztaty plastyczne dla dzieci, Klub Festiwalowy 14.00 – 20.00 Global Village, Klub Festiwalowy 15.00 – 17.00 warsztaty „Fotografia górska i podróżnicza na przykładzie ukraińskich Karpat”, Galeria Fotografii Miasta Rzeszowa 17.00 - 19.00 projekcje animacji z 6. edycji Ogólnopolskiego Festiwalu Polskiej Animacji O!PLA, spotkanie z dyrektorem Festiwalu Piotrem Kardasem, Muzeum Dobranocek 17:30 wystawa „DUOWERNISAŻ | Poznajmy się” RSF, ul. Matejki 10, kontynuacja: 18:30 Atelier Aparat Caffe, ul. Grunwaldzka 24 17.30 – 19.00 „Jak jesteśmy widziani?”, Galeria Nierzeczywista, ul. Matejki 10 18.00 - 20.00 „Euroshorts jedzie na Wschód” – pokaz filmów krótkometrażowych, Klub Festiwalowy 18:30 - 21:00 wystawa „Jak widzimy Ukrainę?”, Atelier Aparat Caffe – ul. Grunwaldzka 24 19.30 - 21.00 “Ogrody przyjemności”, Teatr Odela, fontanna na Bulwarach 20.15 - 22.15 koncert Electro East: YUKO i Band [O], Klub Festiwalowy 19.30 - 21.00 koncert “Wysocki. Wschody i zachody”, Rynek 20.00 - 21.30 performance taneczny “Słowiańskie wianki Kupałki”, Fontanna Multimedialna 21.00 - 22.00 koncert “Red Rexen Temple”, Rynek 22.00 – 23.00 koncert PITZ feat Mazzoll i performance Bartosza Nalepy „Świecenie”, BWA 22:30 - 23:50 monodram „St. Nicholas” w wykonaniu Szymona Kuśmidra, Podziemna Trasa Turystyczna 22.30 - 03.00 silent disco, Klub Festiwalowy Czytaj cały program na www.wschodkultury.eu

Rozmawiała MARIOLA SZOPIŃSKA

22.06, PIĄTEK 20.00 - 24.00 Koncert Główny, Stadion Miejski, ul. Hetmańska 69 20.00 – 21:00 Daria Zawiałow 21.00 –22.20 Kolektywy: Davit Chakhalyan Golec uOrkiestra/ Zdob şi Zdub Happysad/ Brunettes Shoot Blondes Lao Che/ Trio Mandili Ørganek/Fink 22.20 – 23.20 Fink 24.00 - 03.00 silent disco, Klub Festiwalowy

23.06, SOBOTA Wystawa plenerowa autorstwa Ireny Gałuszki i Bogdana Szczupaja „Europejski Stadion Kultury 2017”, ul. 3 Maja Wystawa plenerowa „Sami o sobie”, Bulwary 9.00 - 17.00 wystawa fotografii „Karpaty Wschodnie” Jacka Wnuka, Galeria Fotografii Miasta Rzeszowa 09.00 – 19.00 wystawa „Świat przedmiotów i wspomnień rodziców i dziadków”, Muzeum Dobranocek 09.00 - 19.00 wystawa „Dobranocki ze wschodu – Чебурашка”, Muzeum Dobranocek 09.00 – 11.00 warsztaty „Fotografia górska i podróżnicza na przykładzie ukraińskich Karpat”, Galeria Fotografii Miasta Rzeszowa 11.00 – 18.00 wystawa „VIOLET - akty i portrety w UV”, Podziemna Trasa Turystyczna, Rynek 26 12.00 – 03.00 Street Food Festival, Klub Festiwalowy 12.00 - 18.00 zawody taneczne Battle of the East, Przystań na lato

9

MUZYKA

Fot. Agnieszka Kumuda

Capitol do Palladium, gdzie zabrakło biletów. To chyba jedyny projekt rzeszowskich twórców, który jest wystawiany w stolicy, pracujemy razem od 7 lat w tym samym teamie i nigdy się nie pokłóciliśmy.


JAK CO ROKU W RAMACH RZESZOWSKIEJ EDYCJI FESTIWALU WSCHÓD KULTURY, ODBĘDZIE SIĘ KONCERT ART CELEBRATION. BĘDZIE TO 6. EDYCJA KONCERTU, PODCZAS KTÓREGO PRZENIKAJĄ SIĘ ZE SOBĄ GATUNKI MUZYCZNE I GAŁĘZIE SZTUKI.

Tegoroczna, 6. już edycja Art Celebration, będzie nosiła tytuł "People of Art" i po raz drugi z rzędu odbędzie się w Filharmonii Podkarpackiej im. Artura Malawskiego. Tym razem na zakończenie festiwalu, 24 czerwca (18:00). Organizatorzy postanowili rozwinąć zeszłoroczną formułę i oddać hołd kolejnym twórcom zasłużonym dla polskiej kultury, przy jednoczesnym ukazaniu potencjału muzyków mieszkających lub pracujących na co dzień w Rzeszowie i Podkarpaciu. Pierwsza część koncertu rozpocznie się od recitalu na dwa fortepiany „Polska muzyka w Hollywood" w wykonaniu dwóch znakomitych pianistów: Zbigniewa Jakubka (jednego z kuratorów koncertu) i Michała Szkila. Panowie wykonają muzykę filmową autorstwa Victora Younga, Henryka Warsa, Bronisława Kapera i Krzysztofa Komedy. Następnie na scenie pojawi się tegoroczny AC Band złożony w większości z kadry Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Uniwersytetu Rzeszowskiego. Oprócz wspomnianych wcześniej pianistów, zagrają: Bartłomiej Prucnal (saksofony), Patryk Dobosz (perkusja), Tomasz Nowak (trąbka) i Marcin Jadach (kontrabas i git. basowa). W ich towarzystwie wystąpi Eldo, jeden z najciekawszych polskich raperów, który odda hołd poezji Haliny Poświatowskiej i zaprezentuje kilka swoich najlepszych utworów w specjalnych aranżacjach przygotowanych przez Zbigniewa Jakubka. Również drugi z kuratorów - Bartłomiej Skubisz „Eskaubei", zaprezentuje utwory poświęcone Leopoldowi Tyrmandowi i Markowi Nowakowskiemu do muzyki skomponowanej przez Tomasza Nowaka. Pierwszą część zakończy improwizowana „Suita Beksińskiego", podczas której muzycy będą improwizować na temat wyświetlanych na ekranie dzieł Zdzisława Beksińskiego. - W 100-lecie odzyskania niepodległości, chcieliśmy oddać hołd postaciom zasłużonym dla polskiej kultury a jednocześnie, po raz kolejny, ukazać potencjał świetnych muzyków związanych z Rzeszowem i Podkarpaciem. Traktujemy to jako naszą misję - podkreślają pomysłodawcy koncertu.

Fot. Tomasz Karwiński

MUZYKA

LUDZIE SZTUKI cZYLI

art celebration 2018

Hollywood, poezja, proza i Beksiński.

„Jestem Przestrzeń” - Borzym śpiewa Świrszczyńską.

W drugiej części koncertu wystąpi znakomita wokalistka jazzowa młodego pokolenia - Monika Borzym, która wraz ze swoim zespołem i kwartetem smyczkowym zaprezentuje materiał z płyty „Jestem Przestrzeń" prezentującej wiersze Anny Świrszczyńskiej inspirowane m.in. Powstaniem Warszawskim, w którym poetka brała udział. Świrszczyńska została określona przez Czesława Miłosza mianem „jednej z najwybitniejszych i nowatorskich współczesnych polskich poetek". Płyta ukazała się w zeszłym roku przy współpracy z Muzeum Powstania Warszawskiego i zawiera wokalne interpretacje Moniki Borzym wybranych wierszy Anny Świrszczyńskiej, do muzyki skomponowanej przez Mariusza Obijalskiego. To będzie wieczór pełen wspomnień, emocji i wzruszeń. Darmowe zaproszenia na koncert Art Celebration 2018: People of Art będą do zdobycia w siedzibie Estrady Rzeszowskiej. BARTŁOMIEJ SKUBISZ

10


MUZYKA

muzyka poezji s ł u ż b i e

rozmawiamy z MONIKĄ BORZYM, popularną wokalistką jazzową, która 24 czerwca wystąpi ze swoim zespołem na koncercie Art Celebration w Filharmonii Podkarpackiej, prezentując materiał z płyty „Jestem Przestrzeń” z poezją Anny Świrszczyńskiej. Płyta powstała na zamówienie Muzeum Powstania Warszawskiego. Z czyjej inicjatywy zrodził się album „Jestem Przestrzeń”? Czy był to Twój pomysł? Płyta zrodziła się z inicjatywy Muzeum Powstania Warszawskiego oraz Agnieszki Glińskiej, która wcześniej zafascynowała się twórczością Anny Świrszczyńskiej i podsunęła koncepcję władzom muzeum. Razem wpadli na szalony pomysł zaproszenia mnie do nagrania tej płyty. Mówię, że pomysł był szalony, ponieważ jestem osobą, która urodziła się w 90. roku w raczej komfortowych, cieplarnianych, warszawskich warunkach, dodatkowo spędziłam większość życia za granicą i nie kojarzyłam się nikomu z jakimś wybitnym patriotyzmem ani nie doświadczyłam trudnych czasów, dlatego ta propozycja była dla mnie szokująca, nie ukrywam.

Fot. Archiwum M. Borzym

w

wierszy, które wykorzystaliśmy, powstało 30 lat później i choć mówią o czymś innym, unosi się nad nimi cień powstania, które przeżyła autorka. Usłyszałam od obecnych na koncercie powstańców, że ich emocje wtedy to nie były wcale emocje ze szczytu sinusoidy. To nie było tak, że oni żyli patosem swojego cierpienia. Był to raczej na co dzień podtrzymywany smutek i walka o to, żeby wydrzeć z codzienności każdą chwilę radości i słońca. Twierdzili, że udało nam się oddać to w utworach. Jesienią materiał z „Jestem Przestrzeń” zaprezentujecie w Chinach... Termin naszych koncertów w Chinach ma zazębić się z przypłynięciem tam Daru Młodzieży. Prawdopodobnie będzie to początek listopada. Bardzo jestem ciekawa, jak ten materiał przyjmie się w Chinach, jak zostanie odczytany, co to będzie znaczyło dla miejscowej publiczności i jak szeroko będę mogła podzielić się z ludźmi historią Anny Świrszczyńskiej. Rozmawiał BARTŁOMIEJ SKUBISZ

W takim razie czy podczas pracy nad albumem odkryłaś w sobie jakieś nowe pokłady wspomnianego patriotyzmu, dowiedziałaś się czegoś nowego o sobie? Tak. Natomiast nie ukrywam, że był to efekt uboczny fascynacji poezją Anny Świrszczyńskiej. Nigdy nie zaczytywałam się w poezji. Byłam raczej zwolenniczką brudnej bałaganiarskiej prozy. Świrszczyńska była pierwszą poetką, z którą się "zaprzyjaźniłam" i poczułam, że jest moją prawdziwą mentorką i przewodniczką. Potem spędziłam dużo czasu z pracownikami Muzeum Powstania Warszawskiego, co spowodowało, że zbliżyłam się bardzo do tematu powstania i wiele się dowiedziałam. Czułam się w obowiązku, aby rzetelnie przygotować się do nagrania tej płyty.

Świrszczyńska była pierwszą poetką, z którą się „zaprzyjaźniłam” i poczułam, że jest moją prawdziwą mentorką i przewodniczką. Czy moc i waga poezji Świrszczyńskiej dotarła do Ciebie już na etapie wyboru wierszy czy dopiero, kiedy je zaśpiewałaś? Podczas wyboru wierszy od razu miałam swoich faworytów, ale to wszystko urealniło się, kiedy usłyszałam znakomitą muzykę Mariusza Obijalskiego, który absolutnie schował swoje ego do kieszeni i był trwale na służbie wierszy Świrszczyńskiej, podobnie jak cały zespół nagrywający płytę. To pozwoliło dobić się nam do sedna słów i poczuć ich realność. Nagrywaniu towarzyszyły silne emocje. Premiera albumu odbyła się w Muzeum Powstania Warszawskiego w obecności m.in. powstańców. Jak oni odebrali ten materiał? Z tego co wiem, byli bardzo poruszeni. To jest płyta, która w większości bezpośrednio nie traktuje o samym powstaniu. Tak naprawdę wiele

11


FELIETON

Buldożery? TO JA TEŻ

jakub pawłowski

Ostatnimi czasy gruchnęła wiadomość, że rada miasta sili się z zamiarami na zburzenia willi Januszów, zasłużonej rodziny rzeszowskich fotografów. Niczym w antyku, kiedy Rzymianie rozprawili się z Kartaginą poprzez zburzenie ich stolicy, a następnie posypali solą w obawie przed ponownym wskrzeszeniem swych wrogów, w Rzeszowie podejdą do tego mniej brutalnie, bo albo zagospodarują miejsce na parking (który i tak istnieje obok galerii handlowej…, przepraszam, pasażu), albo na miejscu willi wybudują nowy budynek. Sprawa o tyle oburzająca, że przecież nasz ukochany Rzeszów wcale nie błyszczy, jeśli idzie o posiadanie zabytków. Jest to co prawda miasto o rodowodzie średniowiecznym, ale zabytków tu jak kot napłakał. No dobrze, oprócz ładnych kompleksów sakralnych oraz bardzo dużego zamku, zabudowa starówki i jej okolicy jest, najoględniej mówiąc, skromna. Potrafimy cieszyć się niemal każdym budynkiem, którego dzieje sięgają dalej niż II wojna światowa, a jeszcze jeśli zachowa się jakaś ciekawa historia z tym miejscem związana, tudzież z osobami je zamieszkującymi, to tym bardziej wywołuje to dość duże podniecenie. Dlatego staramy się chuchać i dmuchać na to, co mamy. Odnawiamy, dokonujemy rewitalizacji, konserwujemy. Opowiadamy w artykułach, książkach, reportażach telewizyjnych i internetowych. Rzeszów ma być perełką w koronie Podkarpacia, gdzie prężnie rozwijającemu się ośrodkowi miejskiemu pod względem gospodarczym, wtórować ma estetyka oparta również o tradycję, kulturę i historię. No to o co chodzi? Dlaczego w radzie miasta pada taki pomysł? Jak to jest możliwe, że w miejscu, w którym pisze się historię miasta coś takiego występuje? Dlaczego w ogóle rozmawia się w takich kategoriach? Co jest tego powodem? Jaką takie myślenie ma genezę? Pytania można mnożyć. Wydaje się, że jest na to odpowiedź – może jedna z wielu – otóż nasz ukochany Rzeszów nie ma tradycji akademickiej, w której, niczym w ochronnym kokonie, dba się o wartości takie, jak choćby niedopuszczanie, aby w takiej instytucji jak rada miasta padł choć cień podobnego pomysłu. Niestety nie ma. Nie ma wielowiekowego lub co najmniej wiekowego uniwersytetu. Nie ma potężnego ruchu studenckiego, który wpływałby na koloryt miasta, nie tylko pod względem swojej liczby i radowania z tego tytułu, no właśnie, rady miasta. Rado miasta! Pomyśl co utracisz jeśli zrealizujesz swój pomysł. Stracisz zabytek, a to już wiele!

12

NIE MA OŚRODKA MIEJSKIEGO BEZ LEGEND, KTÓRE Z ZAŁOŻENIA MAJĄ MU DODAWAĆ KOLORYTU. RAZ SĄ TO LEGENDY DOWCIPNE, TO Z KOLEI TZW. CZARNE LEGENDY. INNE LEGENDY ZWIĄZANE SĄ Z LUDŹMI ALBO Z KONKRETNYM WYDARZENIEM, KTÓRE WPŁYNĘŁO W WIĘKSZYM, BĄDŹ MNIEJSZYM STOPNIU NA MIASTO. NAJWAŻNIEJSZE JEST JEDNAK TO, ŻE LEGENDY MAJĄ CZEMUŚ SŁUŻYĆ. MAJĄ SŁUŻYĆ PAMIĘCI.

MIEJSKIE LEGENDY RZESZOWA Kraków ma swojego smoka, który miał siedzieć w pieczarze pod Wawelem, siedzibą króla polskiego. Legendarny był sam Krak, założyciel Krakowa, którego córka imieniem Wanda nie chciała Niemca za męża i wolała rzucić się w odmęty Wisły, tej samej rzeki, którą miał wypić wspomniany wyżej smok, przechytrzony przez szewczyka Dratewkę. Warszawa ma Bazyliszka, który skradał się w podziemiach i czyhał na swe ofiary, a kiedy je już dopadł, patrząc na nie, zamieniał je w kamień. Zresztą nazwa osady Warszawa powstała po fuzji imion legendarnych postaci Warsa i Sawy. Poznań ma swego Poznana, a Rzeszów Rzecha. Obu przypisuje się założenie osad. Są jednak legendy, które powstały na długo po tym, kiedy osady już funkcjonowały. Istnieją nawet pewne domysły, że tak rzeczywiście mogło się zdarzyć. Ba! Jesteśmy pewni, że tak się stało, bo mamy to udowodnione historycznie, a motywy stały się tak rozpoznawalne, że zyskały miano

CZY TUTAJ SPOCZYWA 100 SZWEDÓW?

legendarnych, zawsze wiązanych z miejscem występowania. W końcu legenda musi mieć w sobie choć małe ziarnko prawdy.

LEGENDY STRASZNE W okresie średniowiecza i nowożytności przez Rzeszów przebiegały trakty komunikacyjne i handlowe. Na obrzeżach miasta, na rozstaju dróg zwykle wieszano tych, którzy sprzeniewierzyli się prawu. Rzeszów posiadał takie miejsce w rejonie ulicy Krakowskiej (traktu krakowskiego), tam, gdzie dziś z jednej strony mamy salon Mercedesa, a z drugiej Lidl. Miejsce to określane było mianem „pod szubienicą”, bo istotnie, wieszano tam nikczemników. Lokalne opowieści jeszcze do niedawna uchwytne na ustach mieszkańców Baranówki i Przybyszówki brzmiały o tym, że tam straszy, a samo miejsce jest nieprzyjemne, mimo iż od wielu lat nie praktykowało się tego zwyczaju w ogóle. Inne miejsce to rejon ulicy Krzyża-


nowskiego, gdzie ponoć stoi dom, w którym nikt nie chce mieszkać. Powód? Coś tam siedzi, coś odstrasza, coś powoduje, że nie da się tam wytrzymać za dnia, a co dopiero w nocy! Już od pacholęcego wieku każdy rzeszowianin słyszał to tu, to znowu tam, o tym legendarnym miejscu. To nie jedyne takie w Rzeszowie, ale z kolei to jest najbardziej znane. Czy to legenda i bujda miejsca? Pójdźcie sami sprawdzić. To zdaje się najlepszy sposób.

LEGENDY POWIĄZANE Z HISTORIĄ Na wschodzie Rzeszowa, za Wisłokiem, a nawet za torami kolejowymi, piętrzy się góra. Góra ta usypana została przez człowieka, bo też wygląda nienaturalnie w porównaniu z całą okolicą. To tzw. Kopiec Tatarski, z którego szczytu rozprzestrzenia się dość ładny widok na miasto i jego zachodnią oraz południową stronę. Powiada się, że kopiec usypali koczowniczy Tatarzy, którzy kilkukrotnie niepokoili gród nad Wisłokiem w ciągu XVII stulecia. Więcej, mówi się, że we wnętrzu kopca spoczywa wódz tatarski z całym żywym inwentarzem w postaci koni, całym rynsztunkiem zbrojnym, przedmiotami życia codziennego, itp. Kiedyś nawet gruchnęła informacja, że kopiec jest jeszcze starszy i liczy sobie ponad 1000 lat, a wzniesiony został przez Madziarów, którzy mieli przybyć aż pod osadę Rzeszów. I tam ma spoczywać wódz madziarski. Jest też inna mogiła na terenie Rzeszowa, której lokalizacja obrosła w legendy. Otóż powiada się, że u zbiegu ulic Grunwaldzkiej i Matejki, w okolicy kościoła farnego, ma spoczywać w zbiorowej mogile aż stu Szwedów, którzy podczas potopu w II poł. XVII w. przybyli do Rzeszowa i tu mieli zginąć. Stu Skandynawów ponoć w pełnym rynsztunku, jak to brzmi! Czy spoczywają tam dzielni blondbrodzi wojowie? Czas pokaże, bo badania archeologiczne, które aktualnie prowadzone są jakieś 200 metrów od tego miejsca na sąsiedniej ulicy Kościuszki, mają w przyszłym roku przenieść się na ulicę Grunwaldzką. Może niebawem dowiemy się, czy rzeczywiście spoczywają tam podwładni Gustawa Adolfa, którzy na jego rozkaz potopem zapędzili się na ziemię rzeszowską w okresie szlacheckiej I Rzeczpospolitej.

LEGENDY RYNKOWE Rynek miejski winien być miejscem, gdzie legend powinno być największe zagęszczenie. Przecież to serce miasta życiem tętniące, więc i na tym rynku spotykała się okoliczna społeczność, by przypominać sobie te niestworzone historie. Rzeszowski Rynek istotnie huczał od podobnych bajęd, bo i sam był miejscem, gdzie sporo z nich się rozgrywało. Wszyscy wiemy, że pod płytą rynkową istnieje trasa turystyczna, prawdziwy hit i produkt eksportowy Rzeszowa. Wszak to jedna z najdłuższych w Polsce tego typu podziemnych tras. To pozostałości piwnic kamienic okalających rynek, które połączone zostały na przestrzeni wieków przez system korytarzy na różnych poziomach. Okazuje się, że są one tak rozległe, że ówcześni panowie Rzeszowa postanowili wykorzystać je w celach praktycznych, tj. ewakuacyjnych wyjść w różne zakątki miasta. Ponoć trasą podziemną, jedną z jego odnóg można wejść pod ratusz, inna z kolei wiedzie aż do kościoła farnego, a jeszcze inna do zamku, pewnie wiodąc pod obecną ulicą 3 Maja. Jednak najbardziej tajemnicze odnogi podziemi rzeszowskich obrosły największymi legendami. Mówi się, że można wyjść z Rynku rzeszowskiego aż nad Wisłok. Ba! Że można przemieścić się dalej, bo aż do zamku w Łańcucie! Inna legenda związana jest już z czasami nam bliższymi, choć niezwykle tragicznymi. Podczas II wojny światowej i okupacji niemieckiej miasta, gdzieś w połowie roku 1941 przez płytę rynkową miał przejechać ciężki sprzęt pancerny na front wschodni, użyty przeciwko ZSRR. Podczas jednego z takich przejazdów płyta rynkowa nie wytrzymała naporu setek ton ciężkiego sprzętu. Ponieważ istniały tam obszerne piwnice, jeden z czołgów zapadł się pod ziemię i utkwił tam na wiele tygodni. Pozostałością po czołgu ma być potężna plomba betonowa, która tkwi w jednej z piwnic, a o której wspomina przewodnik, mówiąc o okupacyjnym zdarzeniu. Jako uzupełnienie tej legendy warto zasygnalizować, że Niemcy przepuszczali przez Rzeszów ciężki sprzęt w kierunku ZSRR, ale jechał on obecną ulicą Sobieskiego. Legendarna opowieść jednak pozostała.

na juwenaliach

bartłomej skubisz

Stali czytelnicy Day&Night znają zapewne mój stosunek do szeroko pojętej muzyki disco polo. Nie jest on, delikatnie mówiąc, przychylny, szczególnie, jeżeli chodzi o prezentowanie jej na juwenaliach czy w mediach publicznych. Oczywiście uważam, że każdy ma pełne prawo do słuchania i wykonywania takiej muzyki, jaka mu w duszy gra, natomiast publiczne środki nie powinny być przeznaczane na promocję disco polo, rocko polo, hip hopolo, etc. Nie chciałbym jednak poprzestać na narzekaniu, ale zaproponować pozytywne, kompromisowe rozwiązanie, które może dać alternatywę uczestnikom juwenaliów. Od zeszłego roku na dotychczasowym Przystanku Woodstock (obecnie Pol`and`Rock Festival) z powodzeniem funkcjonuje „Noc Jazzu", która cieszy się sporą popularnością. Uważam, że taki pomysł mógłby świetnie sprawdzić się na Rzeszowskich Juwenaliach. Skoro studenci mają do wyboru główną scenę z muzyką popularną, scenę z muzyką weselną (tego fenomenu zupełnie nie potrafię zrozumieć), oraz scenę klubową i hip hopową, czy nie mogliby dostać jednej jedynej odskoczni w postaci np. sceny alternatywnej? Mogłyby prezentować się tam zespoły z pogranicza jazzu, alternatywnego rocka, alternatywnej muzyki elektronicznej, etc... Możemy chyba założyć, że 1 na 5 (niech to będzie nawet 1 na 10) studentów jest zainteresowany taką muzyką. Gwarantuję również, że odpowiedni dobór line up-u takiej sceny pozwoliłby na przekonanie do muzyki nieco bardziej wyrafinowanej kolejnych słuchaczy. Wspomniane przeze mnie gatunki to nie tylko ciężkie, trudne, mało przyswajalne rzeczy. Na niezwykle bogatej krajowej scenie muzycznej funkcjonują zespoły pełne energii, żywiołowości i wspaniałej muzyki, idealnie wpasowujące się w imprezowy klimat juwenaliów. Dla tych zespołów byłaby to szansa dotarcia do nowych słuchaczy, a dla uczestników juwenaliów możliwość poznania czegoś nowego i zrewidowania pewnych stereotypów funkcjonujących na temat danych gatunków muzycznych. Poddaję ten pomysł pod publiczną dyskusję. Zgłoszę się też z nim osobiście do organizatorów juwenaliów. Może się uda.

JAKUB PAWŁOWSKI

13

FELIETON

Fot. Jakub Pawłowski

POD PŁYTĄ RYNKU MIEJSKIE TUNELE I LEGENDARNE MIEJSCE ZAPADNIĘCIA SIĘ NIEMIECKIEGO CZOŁGU

Alternatywa


ZIEMI

Anna tomczyk Dziś po raz pierwszy w życiu miałam szansę wypełnić ankietę EQ Report w sprawie doświadczenia trzęsienia ziemi. Wczoraj 5.06.2018 przeżyłam umiarkowane trzęsienie ziemi na Kaukazie Wschodnim. Około godziny 23.00 w Tbilisi – stolicy Gruzji zadrżały budynki. Akurat byłam sama w kuchni Centrum Kamiliańskiego, gdzie zatrzęsły się ściany, podłoga, szyby, meble, pootwierały się drzwiczki szafek kuchennych, brzęczały setki szklanek i talerzy, zamigotały światła. Usłyszałam jak pojedyncze osoby wybiegają na korytarz. A ponieważ to moje pierwsze takie doświadczenie – nie skojarzyłam w ogóle, że to trzęsie się ziemia. –„Co czułaś”?– Pytają mnie w ankiecie i dodają: „Twoje doświadczenie jest ważne nie tylko dla nauki, ale także dla ludzi w okolicy, jak również naszego globalnego czytelnictwa”. Spojrzałam na to, co inni z Tbilisi napisali w ankiecie i naprawdę się zdumiałam. „- Byłem na nogach, kiedy to się zaczęło i było tak silne, że upadłem. Trwało to około 20-30 sekund. Kiedy się zatrzymało, wybiegłem na zewnątrz. Cała okolica tam była. Spędziliśmy godzinę na ulicy”. Inni pisali też, że potrząsanie wybudziło ich ze snu, że w pokojach trzęsły się ściany. Budynek centrum charytatywnego, w którym ja przebywałam ma coś w rodzaju elastycznych połączeń pomiędzy poszczególnymi segmentami. Murarze celowo zastosowali tu luźniejsze połączenia, tak, by w razie czego to one pękły, a nie cały gmach. Na szczęście nic się nie stało i nawet ta ekstremalna sytuacja nie spowodowała żadnych strat. Ale same fale sejsmiczne bardzo mnie zaintrygowały. Jak czytam „powstają wskutek gwałtownego rozładowania naprężeń w skorupie ziemskiej. W czasie ruchu warstw skalnych uwalnia się energia, która w około 20-30% rozchodzi się właśnie w postaci fal sejsmicznych”. Część tych fal dociera na powierzchnię Ziemi i w wielu wypadkach jest niszczycielską siłą żywiołu. Największe trzęsienia ziemi zanotowano dotąd w Chile (o magnitudzie 9,5), w USA ( 9,2), na Sumatrze, w Japonii, na Kamczatce i Chile (9,0). To, co wstrząsnęło Tbilisi miało w swoim epicentrum siłę 5,1. Do mnie dotarły słabsze już fale, ale i tak dały mi do myślenia, że wobec potężnego żywiołu człowiek jest niczym. A przecież często nam się wydaje, że jesteśmy mocarzami w epicentrum świata.

14

Franciszek Kotula to tytan pracy i zaangażowania w sprawy dokumentowania i zachowywania tym sposobem dziejów Rzeszowszczyzny. Ktoś, kto będzie miał ochotę sięgnąć po publikacje nawiązujące do historii, archeologii, etnografii i folkloru, siłą faktu jest zmuszony sięgnąć po twórczość literacką Franciszka Kotuli. Nie ma zmiłuj się! Franciszek Kotula był i nadal uchodzi za najwybitniejszego znawcę regionu Rzeszowszczyzny i tej części Polski. Urodził się w 1900 r. w Głogowie Małopolskim i już od najmłodszych lat był zaciekawiony tym co wiekowe, zamierzchłe i stare. Interesowały go ludowe opowiastki, historie opowiadane przez starszych, które wzbogacał, czytając ówczesną sławę literacką Henryka Sienkiewicza. Młody Franciszek postanowił, że zdobytą wiedzę będzie przekazywać dalej, zostając nauczycielem w wiejskich szkołach. Rzeczywistość tamtych lat (po I wojnie światowej) spowodowała, że trafiał na różne placówki, a to na południe Rzeszowszczyzny, to znowu w swoje rodzinne strony. Kształcił się w komplecie nauczycielskim w Rzeszowie i właściwie ten Rzeszów wciągnął go na dobre.

9 MAJA BR. W GMACHU WOJEWÓDZKIEGO DOMU KULTURY W RZESZOWIE ODBYŁA SIĘ PREMIERA FILMU PT. „SWÓJ NIEZNANY” W REŻYSERII ROLANDA DUBIELA. DOKUMENT Z ELEMENTAMI FABUŁY OPOWIADA HISTORIĘ FRANCISZKA KOTULI, RZESZOWSKIEGO, ALE NIE TYLKO, REGIONALISTY, KTÓREMU NASZE MIASTO ZAWDZIĘCZA POWSTANIE PRAWDZIWEGO, MIEJSKIEGO MUZEUM.

rzecz o kotuli franciszku

PIERWSZY MUZEALNIK RZESZOWA

Prowadząc zajęcia z dziećmi i młodzieżą, zawsze zwracał im uwagę na historię, tradycję i kulturę, w której byli wychowywani. Powszechną praktyką na zajęciach u Kotuli było zetknięcie się z przedmiotem na zasadzie organoleptyki. Kotula przynosił szereg pozbieranych przez siebie po okolicy przedmiotów, które wtedy uchodziły za przeżytki, jak np. stare kołowroty, narzędzia rolnicze, wiejskie przyrządy używane w gospodarstwach domowych. Młody zapaleniec uprawiał istne muzeum i skansen w jednym na swych lekcjach i to się podobało wśród jego podopiecznych. Zwrócił też uwagę, że musi

kształcić się jeszcze w dziedzinie pedagogiki, dlatego też wybrał dodatkowe kursy nauczycielskie aż w odległym Kaliszu. Po roku wrócił w rodzinne strony i związał się bliżej z Rzeszowem, gdzie uzyskał posadę nauczyciela. Tam też gromadził przedmioty i postanowił założyć szkolne muzeum, które grało rolę właściwie kącika historycznego. Kiedy wybuchła wojna w 1939 r. los pieczołowicie zebranych zabytków był niepewny. Kotula postanowił spotkać się z ówczesnym, niemieckim zarządcą miasta, Heinzem Ehausem. Ponieważ nasz lokalny łowca historii biegle władał niemieckim, powiedział, że zabytki nagromadzone przez lata odnoszą się kulturowo do ziem, o które zabiegają

Fot. Podkarpacka Biblioteka Cyfrowa

FELIETON

TRZĘSIENIE


i dlaczego to bez znaczenia

kaja kustra

naziści, niemiecki urzędnik entuzjastycznie podszedł do sprawy i zaproponował nowy lokal Kotuli w samym centrum miasta – w Rynku. Franciszek Kotula nie posiadał się ze szczęścia. Postarał się o przeniesienie swego pokaźnego zbioru historycznego, archeologicznego i etnograficznego i urządził pierwsze miejskie muzeum. Muzeum istnieje tam do dnia dzisiejszego pod szyldem Muzeum Etnograficznego im. Franciszka Kotuli, jako oddział Muzeum Okręgowego w Rzeszowie.

PO RZESZOWSZCZYŹNIE BŁĄDZĄC...

Powyższe słowa to nawiązanie do tytułu jednej z najwybitniejszych książek Franciszka Kotuli, pt. „Po rzeszowskim Pogórzu błądząc”. Jest to zestawienie jego licznych wędrówek badawczych po regionie w poszukiwaniu motywów folklorystycznych, barwnych historii, wiejskich legend i opowiastek, które miały archaiczne podłoże i były traktowane o wiele poważniej niż by się zdawało. Słowa te to też kwintesencja podejścia Kotuli do swych badań. Aby coś poddać naukowym rozważaniom, najpierw musiał to zobaczyć na własne oczy, porozmawiać z osobą, która stawała się jego informatorem lub też spisać relację, często też spisać całe zwrotki wiejskich przyśpiewek (albo nagrać je). Kotula niczym Oskar Kolberg, dziewiętnastowieczny kronikarz ludowych motywów, dokumentował kulturę o tradycję Rzeszowszczyzny. Gromadził te materiały do swych przyszłych publikacji. Napisał samych książek kilkadziesiąt, miały one liczne wznowienia, jak choćby osławiony „Tamten Rzeszów”, który winien być punktem wyjścia dla każdego, kto interesuje się historią tego miasta. Nie wlicza się do tego licznych publikacji w formie artykułów w prasie lokalnej, periodykach naukowych, odczytów, wykładów, referatów oraz innych publikacji, które wyszły spod pióra regionalisty.

DZIEDZICTWO KOTULI

Franciszek Kotula pozostawił po sobie liczne publikacje, które nie tylko znane są w mieście i obecnym województwie podkarpackim. Jego teksty rozpoznawalne są w całej Polsce, ba! nawet i w Europie. Podczas kiedy był dyrektorem założonego przez siebie muzeum, zdarzało mu się korespondować z najlepszymi badaczami w kraju i na świecie. Drżał tylko na samą myśl, że nie starcza mu czasu na odpisywanie na co rusz dochodzącą na jego wiecznie zabałaganione biurko korespondencję. Przecież on był cały czas aktywny, bo było tyle do przejścia, tyle do spisania i udokumentowania w regionie! Dziedzictwo Kotuli to muzeum oraz kontynuatorzy jego badań, a więc pracownicy muzeum. Publicystyczną żyłkę odziedziczył po nim jego syn Bogusław, który często nawiązuje do Rzeszowa okresu powojennego, a i też wspomina o swym ojcu. Dzięki Franciszkowi Kotuli wiedza na temat czasów minionych, uchwytnych najczęściej w małych wioskach Rzeszowszczyzny, stała się nam bliższa, niemal na wyciągnięcie ręki, a przez to swojska, nasza, każdego z nas.

Opadły już emocje po majowym egzaminie dojrzałości. Wkrótce maturzyści otrzymają wyniki i zdecydują, co zrobić dalej ze swoim życiem i edukacją. Część pójdzie na studia, inni podejmą pierwszą pracę. Który wybór jest najlepszy? Trudno powiedzieć. Znam ludzi, którzy skończyli wymagające, powszechnie uznane za prestiżowe studia i nie udało im się znaleźć pracy w zawodzie. Znam też takich, którzy studiów nie ukończyli, a mimo to zdobyli pracę swoich marzeń. Są i osoby, które trzykrotnie zmieniały kierunek kształcenia zanim odnalazły to, czego szukały. Jaki płynie z tego wniosek? Na studia pójść warto, ale nie trzeba. Kierunek studiów można zmienić, podobnie jak zmienić można uczelnię. Można zrobić sobie kilka miesięcy przerwy i wyjechać po maturze do Austrii, żeby pracować przy zbiorze ogórków, a w międzyczasie uczyć się języka obcego. Albo pojechać na drugi koniec Polski i być przez pół roku kelnerką w nadmorskim kurorcie. Możliwości jest dużo i nie tylko opcja zdania matury i pójścia na losowo wybrane studia jest jedynym dostępnym wariantem. Trzeba pamiętać o jednej ważnej rzeczy. Wybór dalszej ścieżki kształcenia powinien być samodzielny i przemyślany. Z kilkuletniej perspektywy czasu mogę stwierdzić, że gdybym teraz miała powtórnie dokonać wyboru, pewnie byłby on inny. Może zrobiłabym rok przerwy po skończeniu liceum, przemyślała pewne rzeczy i wybrała trafniej. Niczego nie żałuję i cieszę się z tego, co wyniosłam z edukacji. Jestem zadowolona z kierunku, w którym prowadzi mnie droga zawodowa, jaką obrałam. Być może jednak, gdybym wybrała inne studia, droga ta miałaby równiejszą nawierzchnię, była mniej kręta i stroma. Nie wiadomo jednak, czy w alternatywnej rzeczywistości nie zboczyłabym przez nieuwagę w ślepą uliczkę albo nie zjechała na niewłaściwy pas. Gdybać nie przystoi, dlatego zakończmy refleksję małą poradą dla przyszłych studentów i nie-studentów. Weźcie głęboki oddech, cieszcie się najdłuższymi wakacjami w życiu i bez stresu zastanówcie, co dalej. Przemyślcie pewne sprawy, do innych nabierzcie dystansu. Cokolwiek się nie stanie, świat się nie zawali. Matura to może nie do końca bzdura, ale również nie najważniejsza rzecz, od której zależy cała dalsza przyszłość.

JAKUB PAWŁOWSKI

15

FELIETON

Fot. Regiopedia

Czy matura jest ważna


Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych, czyli w skrócie RODO, to unijne przepisy, które zaczęły obowiązywać od 25 maja. Polska, jako członek Unii Europejskiej musiała ujednolicić przepisy o swobodnym przepływie danych między krajami członkowskimi. Zgodnie z założeniami, dane osobowe mają być lepiej zabezpieczone, RODO ma też chronić przed handlem nimi. Dla osób fizycznych RODO to dobra wiadomość. Gorzej dla firm czy przedsiębiorstw, które zbierają, przechowują informacje.

Da y& Nig ht um

rodo

rodo co to takiego?

hi w

PATRZĄC INACZEJ

Od kilku tygodni serwisy internetowe wysyłają do swoich klientów informacje o nowych zasadach ochrony danych osobowych. Jeśli chcemy, aby nasze dane w sieci były chronione, warto SPRAWDZIĆ cZYM jest

t. A Fo

rc

OBOWIĄZUJE, ALE…

Rząd i parlament już opracował „Ustawę o ochronie danych osobowych", ale jest ona wciąż pełna „dziur”, zawiera wiele ogólnych pojęć i nowych rozwiązań, które muszą zostać zweryfikowane w życiu. Przykładowo, nie wiadomo, jak wybrnąć z takiej sytuacji: do kancelarii prawniczej przychodzi klient i chce podważyć testament np. ojca. W testamencie wymienione są imiona i nazwiska spadkobierców. Według nowego rozporządzenia prawnik, czytając testament natychmiast powinien powiadomić wymienione w nim osoby o wyrażeniu zgody na przetwarzanie ich danych. A możliwe, że klient sobie tego sobie nie życzy, bo chce, aby te osoby jak najpóźniej dowiedziały się o tym, że przeciwko nim być może wkrótce rozpocznie się proces. Kolejny paradoks to np. przekazanie wizytówki poleconego stolarza. Niczym to zrobimy, powinniśmy mieć pisemną zgodę, że możemy przekazać jego wizytówkę kolejnej osobie. Stosowanie przepisów RODO w wielu branżach, np. w bankowości, w ubezpieczeniach, w kancelariach prawnych i spółkach medycznych jest wciąż niejasne. Niezbędne są tutaj dodatkowe regulacje, które wymagają zmian w około 200 ustawach. Mają być one wprowadzone jedną nowelizacją, nad którą pracuje jeszcze Sejm i która raczej wcześniej niż po wakacjach nie zostanie uchwalona.

UWAGA NA OSZUSTÓW

Niedopracowane do końca przepisy, stwarzają możliwości oszustom. Wysyłane w ostatnim czasie do klientów np. sklepów internetowych powtórne zgody na przetwarzanie naszych danych mogą kryć inne zgody, na które wcześniej nie wyraziliśmy aprobaty. Poza pytaniem o zgodę na przetwarzanie naszych danych osobowych w celu np. dalszego wyświetlania nam informacji dnia, łącznie z dedykowanymi reklamami lub obsługi skrzynki pocztowej, pojawi się dodatkowe pytanie o to, czy wyrażamy zgodę na przekazywanie naszych danych innym podmiotom lub poszerzone zostaną cele, w jakich administrator będzie te dane przetwarzać. Może to np. spowodować, że częściej niż do tej pory będziemy otrzymywali reklamy w e-mailach lub sms-ach. Reasumując, uważnie czytajmy wszystkie takie informacje. Za nieprzestrzeganie nowych przepisów Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych może nakładać kary finansowe na nieuczciwych przedsiębiorców, firmy, instytucje, nawet dochodzące do 20 mln Euro lub 4 proc. rocznego światowego obrotu firmy. KATARZYNA MICAŁ

16


17


po swoim mieście, regionie i województwie W TEMACIE!

Niniejszy artykuł poświęcony będzie podróżowaniu w ściśle określonym temacie, ale na przysłowiowy „warsztat” weźmiemy też propozycje na turystykę z perspektywy miasta, najbliższego regionu i województwa. Chcemy pokazać Wam jak atrakcyjnie można spędzić czas. Jak w praktyczny sposób nie nudzić się, a czerpać z turystyki to, co najlepsze. Pokażemy Wam, że sformułowanie „przyjemne z pożytecznym” może mieć praktyczne zastosowanie, a Wy sięgniecie do notatników i sami na własną rękę coś podobnego zaplanujecie. Warto jednak jeszcze raz przypomnieć sobie, że nasza część Polski to naprawdę atrakcyjne miejsca i to pod wieloma względami. Mamy unikatową faunę i florę, ostatnimi czasy lato nas tylko rozpieszcza, patrząc z perspektywy całego kraju, a dodatkowo region nasz charakteryzuje się niezwykle bogatą kulturą, tradycją i historią. My proponujemy Wam zwiedzanie w sposób taki, jaki sami lubicie. Wystarczy tylko wybrać temat i oddać się mu w całości w trakcie przyszłego urlopu. Tematów na zwiedzanie można mnożyć, to tylko ubarwi wolny czas. Przecież jest on tylko dla nas!

Rzeszów

Przeworsk Kańczuga Jawornik Bachórz

Dynów

Haczów

Przemyśl

Krosno

Dukla

Sanok

RZESZÓW JAKO TEMAT NA SPĘDZENIE WOLNEGO CZASU Wielu z Was pewnie zdziwi się, że proponujemy zwiedzanie miejsca, które chcemy jak najszybciej opuścić i to jak najdalej od niego. Spokojnie, nie o takim Rzeszowie myślimy. Nie interesuje nas głośne i zakorkowane centrum, gdzie w upalne dni jest najgoręcej. Oczywiście, jeśli ktoś się uprze, gród nad Wisłokiem może sobie zwiedzić wzdłuż i wszerz i też w temacie, choćby architektury z okresu prężnie działającego w mieście COP-u tuż przed wojną. My zapraszamy na „ścieżkę przyrodniczą im. prof. dra Władysława Szafera”. To krótki szlak tematyczny, który składa się z 9 punktów, które można pokonać w dowolny sposób, np.: pieszo, rowerem, na rolkach czy nawet biegnąc. To trasa przebiegająca wzdłuż Wisłoka na jego prawym brzegu i rozpoczynająca się od Starego Cmentarza na Targowej, wiedzie nas przez Olszynki, przecina stopień wodny na Powstańców Warszawy, prowadzi wzdłuż zalewu i kończy swój bieg tam, gdzie właściwie dzisiaj kończy się odcinek trasy rowerowej w rzeszowskiej Zwięczycy. Tematem głównym jest przyroda, a pobocznym historia. Jesteśmy cały czas na terenie zazielenionym, a w rejonie Lisiej Góry w rezerwacie przyrodniczym o wiekowym drzewostanie oraz unikatowej faunie. Brzegi zalewu pełnią dziś rolę przystani ornitologicznej. Rzeszów z perspektywy natury? Czemu nie! Niezbędne informacje: www.rzeszow.pl

NAJBLIŻSZY REGION JAKO TEMAT NA TURYSTYKĘ

Nie chcecie spędzić wolnych dni w mieście? Nie ma sprawy, już pokazujemy alternatywę. Co powiecie na kolejkę wąskotorową? W regionie od lat jest taka możliwość i bynajmniej nie chodzi o genialne bieszczadzkie

18

es zo w. pl

PODRÓŻE

PODRÓŻUJ

ZA NAMI MAJÓWKA, ALE NA DOBRE ROZPOCZĄŁ SIĘ SEZON, KTÓRY IDEALNIE NADAJE SIĘ NA ODPOCZYNEK. NIEDŁUGO TEŻ WAKACJE. WIELU WYBIERZE PODRÓŻE ZAGRANICZNE, INNI ZAŚ ZADOWOLĄ SIĘ ATRAKCYJNOŚCIĄ NASZEGO KRAJU. BĘDĄ RÓWNIEŻ I TACY, KTÓRZY POZOSTANĄ W REGIONIE. NIE MARTWCIE SIĘ. TU RÓWNIEŻ SPĘDZICIE INTENSYWNIE SWOJE URLOPY.

t. w Fo

.rz ww

drezyny, które zapoczątkowały na tym punkcie. Tym razem proponujemy kolej wąskotorową relacji Przeworsk – Dynów i z powrotem… albo nie. Wystarczy dostać się do Przeworska – koniecznie niezwykle komfortowym składem regionalnym relacji Rzeszów – Przemyśl, aby w temacie kolejnictwa być non stop i tam na malutkiej stacyjce, tuż obok stacji głównej przesiąść się do charakterystycznej kolejki spalinowej, która porusza się po wyjątkowo wąskich torach. Patrząc na, nie ma się nieodparte wrażenie, że niemożliwym jest, by ten dość obszerny skład mógł się po tej niteczce w ogóle poruszać. A jednak! Kolejeczka z kilkoma wagonami,


PODRÓŻE ni n.p

ow iat p

rze

wor sk

.pl

spośród których niektóre mają specjalnie uchylone okna, w prawie żółwim tempie zawiezie nas do Dynowa nad Sanem. Przepiękna trasa pod względem panoramicznym. Poruszać się będziemy po Dolinie Sanu, gdzie piętrzą się malownicze górki, na nich lasy, a w sezonie widoczne są fotogeniczne pola uprawne, sady, ogrody, a gdzieniegdzie nawet winnice. To region, gdzie przed laty stykały się dwa żywioły: polski i ruski, gdzie kultura i tradycja wymieszały się, czerpiąc z katolicyzmu, grekokatolicyzmu i judaizmu. Na trasie przewidziany jest nawet przejazd przez najdłuższy w Europie tunel kolei wąskotorowej! Na koniec dojeżdżamy do charakterystycznego Dynowa, a tam możemy zjeść co nieco w knajpce „Pod Semaforem”. Szczególnie pożądane jest tam jadło regionalne. Temat kolei, przyrody, historii, tradycji, kultury i regionalnych kulinariów to cecha charakterystyczna tej propozycji. Niezbędne informacje: pogorzanin.powiatprzeworsk.pl o t. p Fo

rz go

a

ka rp ac k

ie.t rav el

PODKARPACIE – JEDEN WIELKI TEMAT NA ZWIEDZANIE

a t. s Fo

o d.p

d

Rzecz jasna województwo podkarpackie w tym zestawieniu będzie niczym Goliat przed Dawidem tuż przed walką. Jest to rzecz oczywista i w tym przypadku nie będzie dziwić. Wiemy też, że województwo ma naprawdę przebogatą ofertę tematyczną w turystyce. Jest przyroda, jest kultura, jest historia i tradycja, są ludzie i miejsca. My jednak powiemy o słynnym na całą Europę Szlaku Architektury Drewnianej (Podkarpacie). Macie Państwo do dyspozycji 9 różnych tras o łącznej długości 1202 km. Szlakiem tym, który wybitnie nosi w sobie jeden główny temat – architektura drewniana – przemierzycie Państwo Podkarpacie wzdłuż i wszerz, odwiedzając jego wschodnią i zachodnią połać, albo też skupić się na samym południu, docierając aż do Małopolski. Na Podkarpaciu zachowała się niezwykle duża liczba obiektów drewnianych, w miażdżącej przewadze typu sakralnego, a więc kościoły katolickie, cerkwie grekokatolickie, prawosławne. Mamy też do dyspozycji synagogi, ale też dworki, dwory i leśniczówki. Pochodzą one z różnych czasów. Najstarsze pamiętają jeszcze średniowiecze, ale większość powstała w nowożytności, ówczesne ziemie dzisiejszego województwa podkarpackiego zamieszkane były przez ludność polską, ruską, żydowską, romską, ormiańską, łemkowską, bojkowską, wołoską, ale też niemiecką, czeską, słowacką i węgierską. Nie sposób napisać o wszystkim, bo miejsca brak, chcielibyśmy jednak, abyście wiedzieli jedno, decydując się na tę propozycję. Ten szlak to coś więcej, bowiem za nim kryje się to, co najpiękniejsze w naszym województwie. Niezbędne informacje: sad.podkarpackie.travel

JAKUB PAWŁOWSKI


MODA

Biel to jeden z najbardziej szykownych kolorów, który idealnie sprawdzi się właśnie latem. Co więcej, wbrew pozorom – biel niejeden ma odcień. Miksuj faktury materiałów i odcienie, począwszy od tych ciepłych, kremowo-śmietankowych do chłodnych, śnieżnobiałych tonacji. Trudno o bardziej stylową odsłonę bieli od tej w wersji total look. Eleganckie fasony, zwiewne kroje, futurystyczne formy. W bieli każdy znajdzie coś dla siebie.

BIAŁO I KRÓTKO, CZYLI SZORTY I SPÓDNICZKI Biel, chociaż ma wiele zalet, nie należy do najłatwiejszych w noszeniu kolorów. Zwłaszcza,

BIK BOK, 109 zł

MISSGUIDED, 129 zł

JEST SZLACHETNA, PIĘKNA, PODKREŚLA OPALENIZNĘ,  DODAJE  SZYKU  KAŻDEJ STYLIZACJI,  A  DODATKOWO  IDEALNIE NOSI SIĘ LATEM. JEDNOCZEŚNIE JEST SYMBOLEM  ELEGANCJI  I  KOBIECOŚCI. DOCEŃ UROKI SŁONECZNYCH DNI I ODWAŻ SIĘ NA BIEL OD STÓP DO GŁÓW. H&M, 49,90 zł

biEL oD STÓP DO GŁÓW

100% KOBIECOŚCI: BIAŁA SUKIENKA

Najbardziej kobiecy element garderoby daje największe pole manewru. Maxi, midi, mini, zwiewna, gorsetowa, rozkloszowana, oversize – ważne, by krój pasował do Twojej sylwetki. Białą maxi zestaw np. z płaskimi sandałkami, do midi wybierz klasyczne szpilki, a mini połącz z koturnami. W przypadku fasonu oversize wysokie obcasy zrównoważą sylwetkę.

TREND ALERT: ODKRYTE RAMIONA Dekolt typu „carmen” to niekwestionowany modowy hit i to od kilku sezonów. Bluzkę

CASADEI, 989 zł

H&M, 99,90 zł

H&M, 39,90 zł

H&M, 139,90 zł

ADRIANNA PAPIEL, 879 zł

RIVER ISLAND, 419 zł ZARA, 139 zł

jeśli mowa o bieli w wersji mini, czyli o szortach lub spódniczkach. Białe szorty możesz nosić w wersji eleganckiej lub casualowej, zestawiając je z bawełnianym t-shirtem i wygodnym obuwiem sportowym w tym samym kolorze lub ażurowym topem i delikatnymi sandałkami. Jest jeden warunek: zadbane nogi. Najlepiej muśnięte słońcem. Biel w takim zestawieniu będzie najlepszą oprawą letniej stylizacji.

MIDI W ROLI GŁÓWNEJ Nie każdy dobrze czuje się w szortach lub mini. Nie każdemu też wypada nosić taką długość na co dzień. Na szczęście midi to dobra alternatywa na upalne dni, która doskonale sprawdzi się także do pracy, np. w zestawieniu

20

z białym żakietem. Biel midi to również opcja na wieczór. Wybierz krój z wyższym stanem, zestaw ją z crop topem i wiązanymi sandałkami.

WHITE WHITE TOTAL TOTAL LOOK: LOOK: KOMBINEZON

Jumpsuit to najłatwiejszy sposób na biel od stóp do głów i to za jednym zamachem. Kombinezon nie wymaga też wielu dodatków. W zależności od materiału, z jakiego jest uszyty, możesz zestawić go z eleganckimi szpilkami, sandałami na koturnie lub trampkami na płaskiej podeszwie. Całość warto uzupełnić efektowną biżuterią.

TOPSHOP, 339 zł

z ozdobną falbaną z powodzeniem połączysz zarówno ze spodniami, najlepiej z wyższym stanem lub spódnicą, np. midi. Dekolt typu carmen odsłania sporo, unikaj zestawiania go z mini, w myśl zasady „co za dużo to niezdrowo”.

BIEL SPODNI W tym sezonie tradycyjne jeansy zastąp modnymi kulotami z wyższym stanem, które podkreślą zalety sylwetki. By zachować balans sylwetki, na górę wybierz dopasowany top lub gorset. Biel lubi złoto, dlatego dodatek na szyję w tym kolorze podkreśli charakter stylizacji.

MARIOLA SZOPIŃSKA


MARKO.PL, 449 zł

TOUS, 1199 zł

DIAMENTY DIAMENTY SĄ SĄ NAJLEPSZYM NAJLEPSZYM PRZYJACIELEM KOBIETY

Zalotne słowa, kiedyś wyśpiewywane przez Marilyn Monroe, w przypadku ślubnej stylizacji są jak najbardziej uzasadnione. W końcu to klasa sama w sobie, do tego elegancja i niewymuszony blask, który w zdecydowanej większości przypadków będzie idealnym dopełnieniem sukni ślubnej. Dodatkowo, kamienie szlachetne to prawdziwy wachlarz możliwości. W końcu kto powiedział, że kamienie muszą być duże i pretensjonalne? Delikatny błysk niewielkiego kamienia to synonim dobrego smaku. Jeśli nie chcesz przeznaczać na biżuterię dużego budżetu, wybieraj spośród modeli ozdobionych cyrkoniami.

KOLOR DOZWOLONY Kolor przewodni to motyw obecny na wielu ślubach i weselach. Nic w tym dziwnego, ulubiony odcień ubarwi ten wyjątkowy dzień, wprowadzi w dobry nastrój i podkreśli piękno ceremonii. Dodatkowo, łatwo można go również przemycić do ślubnej stylizacji, np. w postaci paska od sukni, ozdoby na głowę, a nawet kamieni na biżuterii. Kolczyki lub naszyjnik z cyrkoniami w wybranym kolorze dodadzą wyrazu całemu lookowi, dodatkowo będąc doskonałym nawiązaniem do oprawy uroczystości.

WYRAŹ SIEBIE

MARIOLA SZOPIŃSKA

22

PANDORA, 279 zł

do ślubu? biżuteria i dodatki panny młodej PANDORA, 269 zł

Nie jest tajemnicą, że biżuteria po prostu musi pasować do sukni. To właśnie od kreacji (i stylu panny młodej) zależy czy odpowiednim uzupełnieniem będzie biżuteria mosiężna, czy raczej ta delikatna. Dlaczego krój sukienki ma znaczenie? Przykładowo, jeśli zdecydujesz się na mocno wycięty dekolt na plecach, świetnym wyborem będzie dłuższy łańcuszek przewieszony przez środek dekoltu. W przypadku sukienki z wyższą stójką dodatkowo zdobioną w okolicach szyi nie jest on najlepszym pomysłem i warto skupić się na kolczykach i bransoletach. Jeśli zdecydowałaś się na prostą i gładką suknię, doskonałym uzupełnieniem może być efektowna kolia lub bogato zdobiona bransoletka lub, w zależności od fryzury, duże kolczyki. Strojna suknia z bogato zdobioną górą i rozłożystym tiulem nie będzie potrzebowała masywnej biżuterii. Wbrew pozorom drobny naszyjnik i delikatne, wiszące kolczyki pomogą Ci zadać szyku bez efektu przekombinowania. Długość rękawa również ma znaczenie.

czym

APART, 179 zł

DOBRE DOPASOWANIE

w

W.ŚLIWIŃSKI, 3199 zł

Odpowiednim momentem na pierwszy zarys ślubnej biżuterii jest etap, na którym suknia już jest wybrana i podlega ewentualnym poprawkom. W każdym razie znany jest jej krój i kolor. Oczywiście nie chodzi o szczegółową wizję ślubnych dodatków, warto jednak już na początku podjąć decyzję odnośnie surowca, z jakiego będą one wykonane, ich wielkości, ilości i ceny. Planowanie znacznie ułatwi poszukiwanie poszczególnych elementów, a jak wiadomo, czas tuż przed ślubem jest podwójnie cenny.

W.KRUK, 429 zł

SWAROVSKI, 899 zł

YES, 1995 zł

MODA

ZADANIE: PLANOWANIE

WIELKI  DZIEŃ  ZBLIŻA  SIĘ  WIELKIMI KROKAMI, A TY MASZ JUŻ SUKNIĘ, WELON, BUTY I REZERWACJĘ DO SALONÓW FRYZJERSKICH I KOSMETYCZNYCH? CZAS NA BIŻUTERIĘ, KTÓRA BĘDZIE NIEWĄTPLIWYM DOPEŁNIENIEM ŚLUBNEJ STYLIZACJI. ZŁOTO, SREBRO, PERŁY,  KAMIENIE?  PODPOWIADAMY, JAK DOBRAĆ ŚLUBNĄ BIŻUTERIĘ.

W dniu ślubu powinnaś czuć się nie tylko wyjątkowo, ale przede wszystkim – komfortowo. Nie udawaj więc kogoś, kim nie jesteś. Jeśli na co dzień nie jesteś zwolenniczką kolczyków lub nie przepadasz za łańcuszkami – nie ulegaj presji. W takiej sytuacji postaw na alternatywne rozwiązanie, np. wybierz bogato zdobioną bransoletkę lub dodatkowy pierścionek.


Od pantalonów

MODA

ROK 1910 Rok 1910

OD PANTALONÓW PO BIKINI, MAŁO KTÓRE UBRANIE PRZESZŁO TAK DRASTYCZNĄ METAMORFOZĘ Z BIEGIEM LAT, JAK STRÓJ KĄPIELOWY. WIELOWARSTWOWE, BUFIASTE SUKIENKI Z LAT 20. TO OBECNIE KAWAŁEK SZNURKA I TRÓJKĄCIKI.

do bikini

Lata 30., 40-TE 40. i I50. LATA 30-TE, 50-TE Na początku lat 30. pokazały się pierwsze dwuczęściowe stroje kąpielowe składające się z zabudowanych majtek z wysokim stanem i pełnego biustonosza lub braletki. Ówczesna moda plażowa pozwalała odsłonić więcej części ciała - i po raz pierwszy w historii - pokazać światu kobiecą talię. 5 lipca 1946 roku projektant Louis Reard pokazał pierwsze w historii bikini. Żaden strój kąpielowy nie odsłaniał dotąd tak dużo. Jednak społeczeństwo nie było jeszcze gotowe na tak odważny krój i strój ten trafił na półkę. W latach 40. wciąż królowały dwuczęściowe stroje kąpielowe z zabudowanymi, wysokimi majtkami i wiązanym na szyi stanikiem. Popularność zyskały też jednoczęściowe stroje bez ramiączek. Dekolt z odsłoniętymi ramionami rozsławiony przez Brigitte Bardot wkrótce przejdzie do historii jako bardotka. Majtki z wysokim stanem, wyraźnie podkreślona talia i unoszące biust fiszbiny, które nadawały piersiom charakterystyczny, lekko stożkowaty kształt - to klasyczny wizerunek modelowej pin-up girl z lat 50.. Ówczesne stroje kąpielowe stały się kobiece i seksowne. W tych latach przemysł włókienniczy szybko się rozwijał, tak też biustonosze usztywnione fiszbinami i z modelowanymi  wkładkami. Kostiumy kąpielowe miały opinać talię i nadawać ciału kształt klepsydry.

Historia stroju kąpielowego sięga IV w n.e. W jednej z sycylijskich budowli, Villa Roma, można znaleźć pierwsze rysunki kobiet w czymś, co można nazwać strojem kąpielowym. Jednak dopiero na przełomie lat 20. ubiegłego stulecia ubiór ten zagościł na dobre w garderobach dam. Stroje kąpielowe z pierwszej dekady XX w., to właściwie bardziej... sukienki kąpielowe z ukrytymi pod warstwą spódnicy długimi pantalonami. Z czasem uległy one nieznacznemu skróceniu, przypominając bardziej kombinezon z szortami niż powłóczystą sukienkę. Przełom nastąpił na początku lat 30. - kobiety w końcu mogły pokazać nogi! Również góra stroju jest już mniej restrykcyjna - eksponuje ramiona i delikatnie odsłania dekolt, a nieodłącznym elementem tego „rynsztunku” jest modne, egzotyczne nakrycie głowy.

LATA 60-TE, 70-TE I 80-TE Lata 60., 70. i 80.

ay&N ight

W Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej trwa rewolucja seksualna, a w modzie plażowej nastaje nowa era. Bikini wypiera kostium jednoczęściowy i staje się najpopularniejszym strojem plażowym na następne 5 dekad. Pojawiają się stroje kąpielowe w paski i w kropki, wyraziste geometryczne linie, kontrastowe kolory, przeszycia i falbanki. Na początku lat 70. stroje kąpielowe stają się jeszcze seksowniejsze, góra i dół od bikini jeszcze bardziej skąpe, kolory nasycone, a kroje odważniejsze. Jednoczęściowe stroje pozostawiają coraz mniej dla wyobraźni. Głębokie dekolty, seksowne wcięcia i sznurowania, wysokie podkroje majtek wyznaczają nowy kanon kobiecego piękna. W latach 80. moda plażowa jest jeszcze bardziej barwna, wzorzysta i różnorodna. Projektanci bawią się konstrukcją i formą, dodają efektowne wiązania i detale. Modne są zarówno skąpe bikini na cienkich sznurkach, jak i bardziej klasyczne zestawy w jednolitym kolorze, z kontrastową lamówką. Hitem są jednoczęściowe stroje z głębokim dekoltem sięgającym aż do pępka i wysokie podkroje majtek, które eksponują biodra, uda i pośladki. Dzisiaj mamy już szeroką gamę produktów dostosowanych do potrzeb i funkcji. Odważne bikini, zwane po prostu stringami, stroje do pływania, kostiumy retro z podniesionym stanem, a nawet koszulki chroniące przed promieniowaniem  UV. Każda kobieta znajdzie coś dla siebie.

24

t. A

rch

iw um D

KATARZYNA MICAŁ

Fo


PROMOCJA

medycyna

estetyczna to sztuka naszych czasów

Jak to się stało, że Pani, historyk sztuki z wykształcenia stworzyła jedną z najbardziej rozpoznawalnych na polskim rynku sieć klinik medycyny estetycznej? Wbrew pozorom historia sztuki i medycyna estetyczna łączą się ze sobą. Jedno i drugie skupia się na pięknie, a ja od zawsze byłam na to piękno wrażliwa. A tak zupełnie serio, to historię sztuki skończyłam bo dorastałam w domu, gdzie była ona z nami na co dzień. Rodzice mieli galerię sztuki i jakoś naturalne stało się, że wybrałam studia na tym kierunku. Jednak szybko okazało się, że praca historyka sztuki nie odpowiada mojemu dynamicznemu usposobieniu i wtedy zajęłam się rozwijaniem własnego biznesu. Zaczęłam od nieruchomości, by po kilku latach otworzyć swój pierwszy salon kosmetyczny na Wilczej w Warszawie. Od zawsze miałam postanowienie, że nie chcę pracować na etacie i apetyt na sukces. Taki mam charakter, jestem uparta i nie boję się nowych wyzwań. Co zainspirowało Panią zatem, by pójść w stronę nowoczesnej kosmetologii i medycyny estetycznej? Jak wiele kobiet bardzo dbałam o siebie i śledziłam wszystkie nowinki kosmetyczne. W moim życiu od zawsze ważny był też sport, bo nie tylko pozwala utrzymać ciało w doskonałej formie ale też niesamowicie kształtuje charakter. Szybko uświadomiłam sobie, że to jak wyglądamy i czujemy się we własnym ciele ma ogromny wpływa na nasze życie i pracę. Pewność siebie to klucz do dobrej relacji biznesowej, a ja wcześnie poznałam ten twardy świat biznesu. Jednak dzięki pracy miałam możliwość podróżowania po świecie. To we Włoszech odkryłam nowoczesną kosmetologię hi – tech, widziałam też jak szybko rozwija się medycyna estetyczna. Byłam tym zafascynowana i ta fascynacja trwa do dziś. Jak zmienił się polski rynek beauty na przestrzeni tych lat? Bardzo popularne, ale i dostępne, stały się zabiegi nieinwazyjne i dające naturalne efekty, takie które pomagają wydobywać urodę, a nie zmieniać rysy twarzy. Mamy też ogromną ilość technologii i gabinetów medycyny estetycznej. Można się w tym wszystkim zagubić jako konsument. Klinika La Perla, to obecnie 10 placówek w całej Polsce – od prawie dwóch lat działa także w Rzeszowie. Co wyróżnia to miejsce na urodowej mapie podkarpacia? Mamy tu świetnie wyszkolony, zgrany zespół pracowników, z których jestem szczególnie dumna. Dzięki temu, że La Perla działa na rynku już prawie 18 lat, szczyci się renomą oraz zaufaniem klientów, możemy zagwarantować bezpieczeństwo i najwyższą jakość usług, które są równie istotne co widoczne efekty naszych zabiegów. Mamy też najwięcej technologii odmładzających, wyszczuplających i modelujących ciało – dystrybutorom zależy na tym, by te najnowsze sprzęty były dostępne w Klinikach La Perla.

Fot. Archiwum Kalina Ben Sira

ROZMOWA Z KALINĄ BEN SIRA, ZAŁOŻYCIELKĄ I PREZESEM KLINIKI LA PERLA.

Co jest istotne przy wyborze miejsca i zabiegu idealnego dla naszych potrzeb? Coraz więcej gabinetów czy klinik reklamuje dostępność nowoczesnych technologii kosmetycznych, kusząc klienta niską ceną. To powinien być dla nas sygnał ostrzegawczy, bo co prawda wydamy mniej pieniędzy ale czy będziemy pewne jaka ilość impulsów została nam zaaplikowana podczas zabiegu oraz czy sprzęt był oryginalny? Czy to ważne? Bardzo, bo od tego zależy długotrwały efekt zabiegu oraz przede wszystkim nasze bezpieczeństwo i zdrowie. Absolutne hity zabiegowe tego sezonu? Zdecydowane technologie HIFU, czyli zabiegi z użyciem fali ultradźwiękowej – nieinwazyjnie liftingują i wyszczuplają wybrane problematyczne partie ciała oraz odmładzają twarz o kilka dobrych lat. W rzeszowskiej Klinice La Perla dostępne są najbardziej zaawansowane technologie HIFU, w czerwcu w specjalnej ofercie promocyjnej, by pomóc naszym pacjentom szybko przygotować ciało do lata. SCIZER niezwykle skutecznie redukuje tkankę tłuszczową, a rezultaty jego działania są udowodnione klinicznie. Z kolei ULFIT to rewolucyjny zabieg 2w1, który podczas jednego zabiegu głęboko ujędrnia i liftinguje skórę twarzy lub ciała. Serdecznie zapraszam do naszej rzeszowskiej placówki!

Klinika La Perla Millennium Hall Rzeszów Al. Kopisto 1, Poziom 2 informacje i zapisy tel. 533 363 665 www.klinikaleperla.pl

25


Ile trwa opanowanie techniki wytwarzania skórzanych akcesoriów? Wszystko zależy od tego, o jakich akcesoriach mówimy. Jeśli chodzi przykładowo o portfel gładki to wystarczy poznać techniki obróbki skóry, farbowania i szycia ręcznego. Jeśli miałbym kogoś uczyć, to myślę, że po miesiącu ten ktoś mógłby tworzyć swój pierwszy portfel. Ale nie o to chodzi w moich pracach... Główną rolę odgrywają wzory tłoczone na skórze, a to już zupełnie inna para kaloszy. Nie ma szkół czy kursów, które uczą czegoś takiego. Ja uczyłem się sam. Od poznawania technik, przez narzędzia, aż do pierwszych prób. Mimo że rysowałem od dziecka, dopiero po około 2 latach ,,wypuściłem” swój pierwszy projekt na światło dzienne. A i tak był on bardzo niedoskonały, jak teraz na niego patrzę. Bo oczywiście mam go do dziś . Na pierwszy rzut oka wszystkie skórzane wytwory wyglądają na efekt wielogodzinnej pracy. Czy w praktyce tak właśnie jest? Ile czasu pochłania wykonanie tłoczeń i zdobień, np. na skórzanym portfelu? Tak właśnie jest, to dość praco i czasochłonne zajęcie. Do każdego projektu podchodzę bardzo indywidualnie. Wszystko zależy od wzoru, jaki ma być wytłoczony. Są wzory, na które trzeba poświęcić nawet kilkanaście godzin, do tego dochodzi wycinanie, malowanie, obróbka metalowa (oczka napy nity), klejenie, szycie, no i na koniec krawędzie, impregnacja i zabezpieczanie skóry. Jest to więc bardzo dużo procesów, a przypominam, że wszystko robione w 100% ręcznie.

daniel stępień

pasja

wyryta

ART&DESIGN

ROZMOWA Z PASJONATEM, DANIELEM STĘPNIEM, KTÓREGO RĘCZNIE WYKONYWANE PROJEKTY AKCESORIÓW ZE SKÓRY ZYSKUJĄ CORAZ WIĘKSZE GRONO WIELBICIELI.

Proszę dokończyć zdanie: „Sztuka to dla mnie…” …pasja. Oderwanie się od spraw codziennych, radość, że potrafię zrobić coś z niczego. Kiedy widzę uśmiech i podziw na twarzach ludzi, którzy widzą moje prace, czuję się spełniony. Które ze swoich dzieł uważa Pan za najbardziej wartościowe? Wszystkie moje prace są dla mnie bardzo wartościowe, w każdej z nich zostawiam cząstkę siebie i zawsze trudno mi się z nimi rozstać (śmiech). Najbardziej nietypowy skórzany wzór Pana autorstwa to? Meksykanin z koltami i godło Polski na jednej sakwie motocyklowej (śmiech), taka była wola klienta.

W SKÓRZE Które ze zdobień wymagało największego kunsztu? Hmm… wszystkie zdobienia są dość trudne..., ale jeśli miałbym wybrać jeden projekt, to byłoby to siodło motocyklowe z wytłoczoną twarzą Odyna. Klient uparł się, żeby była ona jak najbardziej realistyczna. Siedziałem nad nią chyba ze 30 godzin, ale wyszła świetnie i finalnie wiedziałem, że było warto.

26

Fot. Archiwum D. Stępień

Czy pracuje Pan również na innym niż skóra materiale? Na razie tylko skóra, ale myślę o grawerowaniu w metalu oraz malowaniu aerografem, mógłbym wtedy kompleksowo ozdabiać motocykle. Jak zrodziła się u Pana ta nietypowa pasja? Od dziecka jarałem się motocyklami typu chopper, ale nie takimi zwyczajnymi, seryjnymi, tylko właśnie customami. Pasja zrodziła się od oglądania amerykańskich filmów dokumentalnych, w których właśnie widziałem prace tego typu. Już wtedy bardzo mi się to spodobało i pomyślałem... „a może by tak spróbować…”. Prowadzę też sklep motocyklowy, zawsze chciałem mieć pracę połączoną z pasją i się udało.

Rozmawiała MARIOLA SZOPIŃSKA


27 PO RZESZOWSKU


LIFESTYLE

ROZMOWA Z KAMILĄ WRÓBEL, BIEGACZKĄ, PASJONATKĄ, MOTYWATORKĄ, KTÓRA MA JUŻ NA KONCIE OSOBISTE SUKCESY I APETYT NA WIĘCEJ.

łam trudności. Ten moment zawsze będzie dla mnie wyjątkowy, bo metaforycznie obrazuje, jaką drogę pokonałam nie tylko w biegu ale i w życiu. Trzy słowa, którymi opisałabyś emocje towarzyszące tuż przed dobiegnięciem do mety, to…? Motyle w brzuchu (to już chyba są trzy słowa ;)), wdzięczność oraz żal, że to już koniec :) Zawsze, dobiegając do mety, powtarzam: wszystko co dobre szybko się kończy :) Dla mnie bieganie jest czymś, czego chyba nigdy nie będę w stanie opisać – mnóstwo uczuć i myśli, wszystko wiruje przed oczami: treningi, przygotowanie, ból, poświęcenie, satysfakcja, ludzie – istny kocioł.

Kamila Wróbel: „dla mnie

bieganie

jest czymś, czego chyba nigdy nie będę w stanie opisać…”

Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z bieganiem? Pamiętasz jeszcze rzeczywistość przed tym, kiedy bieganie stało się Twoją pasją? Biegać zaczęłam ponad 4 lata temu. Po urodzeniu pierwszego dziecka sporo ćwiczyłam w domu przed TV – były to dosyć ciężkie plany treningowe, które wylewały siódme poty, a już wtedy ich ukończenie było porównywane do przebiegnięcia maratonu. Moja mama, jako zapalona biegaczka, namawiała mnie, żebym spróbowała. Długo się opierałam, aż po jej urodzinach obiecałam wspólny marszobieg jako formę aktywnego spędzenia czasu z mamą. Zdziwiona byłam, jak lekko nam poszło. Nie zauważyłam nawet kiedy pokonałyśmy dystans 8 km, a ja miałam apetyt na więcej. Pamiętam bieganie jeszcze z podstawówki, gdzie na ocenę celującą trzeba było przebiec 6 okrążeń na stadionie. A jak wyglądało moje życie przed bieganiem? Wcześniej nie przepadałam za tą formą ruchu – wolałam rower, fitness, a bieganie zawsze wydawało mi się bardzo męczące. I tutaj się nie myliłam, bo oczywiście jest męczące, ale zmieniło się moje nastawienie do odczuwania wysiłku. Zmęczenie stało się dla mnie czymś bardzo przyjemnym, wręcz budującym. Wcześniej byłam osobą często narzekającą i niezadowoloną z siebie. Borykałam się też z problemami dotyczącymi niskiej samooceny oraz akceptacji własnego ciała. To było przed bieganiem i mam nadzieję, że ten rozdział dzięki mojej pasji już dawno zamknęłam. Najbardziej męczącym dla Ciebie biegiem był…? Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, bo każdy bieg jest inny i zależy od wielu czynników, jak ukształtowanie terenu, suma przewyższeń, pogoda, no i przede wszystkim dystans. Jednak to ostatnie coraz mniej ma dla mnie znaczenie. Taki, który szczególnie utkwił mi w pamięci i wycisnął ze mnie oprócz potu łzy wdzięczności, to 1. edycja TRIADY w 2016 roku, czyli etapowego biegu górskiego w Krościenku nad Dunajcem, jeszcze wtedy rozgrywanego tylko na dystansie 105 km. Był to mój pierwszy sezon startów w biegach ultra i dosyć intensywny, bo zaliczyłam w nim stosunkowo ciężkie biegi (Bieg Rzeźnika, Bieg 24 h, Triada). Polegał on na tym, że w ciągu dwóch dni trzeba było ukończyć 3 biegi: 63 km startujący o 4 w nocy, 11 km, czyli bieg nocą i na drugi dzień 32 km po sporych górkach. Pamiętam w Polsce przychodziły wtedy pierwsze fale upałów po 35 stopni, więc doskwierał duży gorąc, trzeba było pilnować nawadniania. Punkty żywieniowe były oddalone od siebie na tyle daleko, że zdarzały się momenty, gdy brakowało wody. Dodatkowo źle odczytałam oznaczenie trasy i zamiast zbiegać już do mety, zaczęłam biec dodatkową pętlę. Kiedy zbiegłam do znajomego już miejsca (pamiętam była to Ochotnica Dolna) zadzwoniłam do organizatorów, którzy poinformowali mnie, że jedynymi rozwiązaniami jest albo próbować dotrzeć do mety asfaltem, nadrabiając 18 km albo wdrapać się na tą górę jeszcze raz 8 km. Miałam wtedy w nogach około 55 km – czułam się bezradna, ale wiedziałam, że się nie poddam i nie zrezygnuję. Udało mi się dotrzeć z powrotem na trasę, czyli górę Lubań. Mimo nadrobionych kilometrów, będąc już na szczycie, popłakałam się, czując zmęczenie, ale i wdzięczność dla samej siebie za wysiłek i za to, że pokona-

28

Jak według Ciebie wypada Rzeszów na tle innych polskich miast pod względem imprez biegowych? Jest ich za dużo? Za mało? Czy są odpowiednio zorganizowane? Rzeszów z pewnością daje radę. Nie mamy zbyt wiele imprez biegowych, ale to akurat nie jest problemem, biorąc pod uwagę, to ile imprez biegowych odbywa się w całym kraju co weekend. Kalendarze pękają w szwach, a biegacze często mają problem, którą imprezę wybrać, bo terminy się pokrywają. Z drugiej strony te, które odbywają się w Rzeszowie, jak Ultramaraton Podkarpacki, półmaraton czy maraton Rzeszowski, SkyRun to wydarzenia, za których organizacją stoją niesamowici ludzie, biegacze tworzący je z pasją, zaangażowaniem i poświęceniem. Uwielbiam biegać w naszym mieście – mimo tego, że odczuwam wtedy większą presję, to i tak te emocje są tego warte. Rzeszów ma świetny potencjał pod względem uprawiania sportu i cieszę się, że coraz więcej osób to dostrzega i wykorzystuje ten fakt. To, co widać w innych miastach, a nie do końca u nas, to kibice – mówię tutaj o imprezach ulicznych. W Krakowie, Warszawie czy nawet Sobótce kibiców na trasie jest cała masa – krzyczą, dopingują, grają na bębnach, tańczą i przygotowują transparenty. W Rzeszowie często na trasie przechodnie dziwią się „co tu robią ci wariaci” :) Jednak z roku na rok świadomość wzrasta. A w Rzeszowie kibice, chociaż jest ich mało, są jedyni w swoim rodzaju – ich doping niesie do mety jak na skrzydłach. Liczy się jakość, a nie ilość :) Najważniejsza rzeszowska impreza biegowa to według Ciebie? Uwielbiam biegi ultra, czyli te na dystansie ponadmaratońskim (42 km), w których biega się po lasach, górach, nieutwardzonych nawierzchniach, dlatego moje serce zostanie przy Ultramaratonie Podkarpackim. Miałam tę przyjemność i zaszczyt uczestniczyć w nim zarówno jako zawodnik, wolontariusz, a w tym roku również jako organizator. Dzięki temu mogłam zobaczyć, jak wiele osób zaangażowanych jest w takie przedsięwzięcie oraz ile czasu trwają przygotowania do imprezy, która wykracza poza granice miasta i przebiega przez miejsca często trudno dostępne. Logistyka jest tutaj kluczowa, wszystko dopięte na ostatni guzik. Tutaj należą się słowa uznania dla organizatorów i wolontariuszy, bez których nie mielibyśmy jedynej imprezy ultra na Podkarpaciu. To już niemalże święto rzeszowskich „Ultrasów”, czyli biegaczy długodystansowych. To jedyna okazja, żeby przebiec w zależności od wybranego dystansu 30, 50, 70, 115 km na swoim terenie wśród znajomych z treningów. Lubię też Półmaraton Rzeszowski – to dosyć „szybka”, asfaltowa impreza, która co roku gromadzi rzesze biegaczy. Trasa jest bardzo przyjemna, prowadzi przez bulwary, Most Zamkowy i wokół Rynku. Dzięki takiemu poprowadzeniu biegu, kibice mają dużo możliwości spotkać zawodników, poruszając się w obrębie Mostu Zamkowego, Millenium Hall i Alei pod Kasztanami. To moje dwie rzeszowskie perełki biegowe.


Twój największy biegowy sukces? A mogę mieć dwa? :) Jednym z nich to zdobycie 1. miejsca wśród kobiet niezrzeszonych (bez licencji Polskiego Związku Lekkiej Atletyki) w Biegu 24h w Krakowie w 2016 roku. Jego specyfika i trudność polega na tym, że przez 24 h biega się po pętli, starając się pokonać jak największy dystans. Tutaj ważna jest szczególnie głowa, ciężko jest utrzymać motywację, biegając w kółko przez 24h. Był to mój debiut w tego rodzaju zawodach, na których udało mi się przebiec 174 km w ciągu doby. Drugi sukces, dla mnie szczególny, to zdobycie 1. miejsca wśród kobiet i tym samym 7. miejsca w klasyfikacji generalnej w Ultramaratonie Podkarpackim na dystansie 116 km w maju 2018 roku. Tak jak wspomniałam, jest to dla mnie wyjątkowe zwycięstwo z wielu powodów: biegłam u siebie, spotkałam się z niesamowitym wsparciem od kibiców i, co najważniejsze, zupełnie nie spodziewałam się takiego wyniku. Niespełna 11 miesięcy temu urodziłam drugie dziecko i osiągnięcie formy, która daje mi możliwość konkurować z tak znakomitymi biegaczami, na tak wymagających dystansach, jest dla mnie czymś, w co nawet dzisiaj trudno mi uwierzyć.

LIFESTYLE

Fot. Jacek Deneka z Ultra Lovers

Czy jest coś, co byłoby w stanie spowodować, że postanowiłabyś zerwać z bieganiem? Na ten moment nie :) Kiedyś myślałam, że może kolejna ciąża wykluczy mnie na pewien czas z biegania. Na szczęście wszystko przebiegało pomyślnie, zarówno ja, jak i dzidziuś czuliśmy się rewelacyjnie w biegowym duecie, więc miałam możliwość biegać całą ciążę, nie zmniejszając miesięcznego kilometrażu, jedynie obniżając intensywność. Bieganie stanowi ważny element mojego życia, więc treningi są dla mnie priorytetem – zawsze znajduję na nie czas. Dlatego o zerwaniu z bieganiem nie ma mowy – gdyby kontuzja lub sytuacja losowa spowodowała, że na jakiś czas musiałabym przerwać swoją pasję, to jestem pewna, że szybko znalazłabym chwilowe zastępstwo w postaci innej aktywności. Jestem osobą bardzo aktywną, z masą energii i nie potrafię usiedzieć w miejscu, dlatego ciężko mi wyobrazić sobie taką sytuację. Moja rodzina jest dla mnie niesamowitym wsparciem – dzieci przyzwyczajone są do mamy w stroju biegowym i uwielbiają to, że rodzice wygrywają dla nich medale. Oboje z partnerem mamy napięte plany treningowe, dlatego poukładanie grafiku dnia, w którym będzie czas na rodzinę, pracę, obowiązki domowe, przyjaciół i treningi wymaga sporych umiejętności logistycznych.

cowane, budując w nas siłę, wytrzymałość, a także szybkość. Radziłabym też uzbroić się w cierpliwość, gdyż jest to długotrwała i żmudna praca, ale nagroda, która czeka po jej wykonaniu, jest jedyna w swoim rodzaju. Często powtarzamy podczas biegów: „ból przemija, chwała trwa wiecznie” i na to trzeba się nastawić. Po przebiegnięciu maratonu stajesz się innym człowiekiem, pewnym siebie, swoich możliwości, swojej siły. Patrzysz na życie z innej perspektywy. Trzeba jednak uważać, ponieważ bieganie uzależnia i jeden sukces biegowy niesie za sobą apetyt na więcej i więcej :) Twój życiowy-biegowy cel to…? Moim marzeniem jest propagować i motywować ludzi, szczególnie kobiety, mamy, dzieci, osoby borykające się z depresją czy niską samooceną do aktywnego trybu życia. I to jest mój cel – dawać przykład i stwarzać możliwości do rozpoczęcia przygody z bieganiem. Chciałabym to zrealizować poprzez takie inicjatywy jak parkrun Rzeszów, gdzie jestem koordynatorem, organizowanie aktywnych spotkań dla rodzin połączonych z piknikiem oraz trenowanie z osobami początkującymi, którym zapewnię wsparcie zarówno w postaci motywacji, jak i planu treningowego, którego celem będzie „zaszczepienie” w nich chęci do ruchu. Jestem pewna, że pomysłów będzie jeszcze sporo, a teraz chcę działać w myśl zasady: mniej, ale dokładniej. Mam nadzieję, że każdy znajdzie swoją pasję, obojętnie czy to sport, zbieranie znaczków, gotowanie czy fotografowanie ptaków – ważne, żeby robić to w zgodzie ze sobą, czerpać z tego prawdziwą radość i znaleźć w tym swoją odskocznię i ukojenie. Tego z całego serca życzę czytelnikom D&N. Z biegowym pozdrowieniem – zabiegana Kelli. Widzimy się na trasie!

Rozmawiała MARIOLA SZOPIŃSKA

Jaki najdłuższy dystans udało Ci się pokonać? Było to 174 km podczas Mistrzostw Polski w biegu 24h w Krakowie, po pętli 3,5 km.

Po przebiegnięciu maratonu

STAJESZ SIĘ INNYM CZŁOWIEKIEM, pewnym siebie, swoich możliwości, swojej siły. Patrzysz na życie z innej perspektywy”. Jakich wskazówek udzieliłabyś komuś, kto ma zamiar po raz pierwszy wystartować w maratonie na dłuższym dystansie? Wierzę w to, że garstka ludzi ma predyspozycje do tego, żeby bez większych przygotowań przebiec, a raczej ukończyć królewski dystans. Ale jeszcze bardziej wierzę w to, że rzetelna praca popłaca i każdy z nas, przy odpowiednim nastawieniu, zdrowiu i zaangażowaniu, jest w stanie to zrobić. Po pierwsze zdrowie jest najważniejsze, więc należy upewnić się, że nasz organizm jest gotowy na podjęcie reżimu treningowego, którego zwieńczeniem będzie ogromny wysiłek, jakim jest przebiegnięcie 42km. Druga rzecz to czas – nie możemy dać sobie 2 miesięcy na przygotowania, bo o ile jest to możliwe, to o tyle jest to nieodpowiedzialnym pomysłem, ponieważ narażamy się na niepotrzebne kontuzje czy też przetrenowanie. Dlatego dajmy sobie kilka, może kilkanaście miesięcy na przygotowania, biorąc pod uwagę nieprzewidziane okoliczności, jak choroby, rodzinne uroczystości, wyjazdy służbowe, które sprawią, że część treningów może wypaść z naszego planu. Ważne jest też odpowiednio dobrać narastające obciążenie, a treningi powinny być zróżni-

29


5 pomysłÓw na bezmięsne przekąski

Sezon na grilla trwa. O ile wybór przekąsek dla osób jedzących mięso jest zazwyczaj prosty, o tyle dla tych, którzy mięsa unikają, staje się mniej oczywisty. Czy istnieją roślinne alternatywy dla kiełbasy i karkówki? Przedstawiamy kilka propozycji dla wegan, wegetarian oraz wszystkich tych, którzy szukają sposobu na urozmaicenie grillowego menu.

Tradycyjny grill nieodłącznie kojarzy się z kiełbasą. Osoby niejedzące mięsa również mogą spróbować tego typu przekąski, tyle że w wersji wegańskiej. Najłatwiejszą opcją jest kupno gotowych kiełbasek (np. seitanowych lub sojowych), które znajdziemy w większych hipermarketach. Jeśli mamy czas, warto jednak spróbować przygotować je samemu. Do przygotowania fasolowych kiełbasek potrzebujemy:

2 puszek czerwonej fasoli, 2 ząbków czosnku, 1 cebuli, 12 łyżek mąki, słoiczka przecieru pomidorowego, przypraw (słodkiej, ostrej i wędzonej papryki, oregano, lubczyku i innych – wedle uznania), 1 lub 2 łyżek sosu sojowego, oleju Na oleju smażymy cebulę, pod koniec smażenia dodajemy do niej przeciśnięty przez praskę czosnek. Całość mieszamy z odsączoną z zalewy fasolą i pozostałymi składnikami (oprócz mąki) i miksujemy krótko w blenderze do uzyskania zbitej, ale niejednorodnej struktury. Dodajemy mąkę, mieszamy i wstawiamy na około 35 minut do lodówki. Formujemy kiełbaski i zwijamy szczelnie każdą osobno w natłuszczone kawałki folii aluminiowej. Gotujemy je na parze przez około 30 minut, po czym ponownie chłodzimy. Następnie zdejmujemy folię i grillujemy z dwóch stron aż do zarumienienia. Gotowe!

Ser pleśniowy w panierce

Do przygotowania przekąski potrzebujemy:

sera pleśniowego (np. camembert albo brie), 1 jajka, bułki tartej, oleju, przypraw Fot. Archiwum Day&Night

FOOD&DRINK

Wege grill

Wegańska miska z pieczonymi ziemniakami i pietruszkowym pesto

Rozbełtujemy jajko i dodajemy do niego ulubione przyprawy (sól, pieprz, czosnek granulowany, zioła). Ser obtaczamy w jajku, a następnie w bułce tartej i powtarzamy tę czynność dwukrotnie. Następnie smażymy ser na rozgrzanym oleju z każdej strony, aż do zarumienienia. Voilà! Nasza przekąska jest gotowa do podgrzania na grillu.

Warzywa z grilla

Warzywa to zarówno smaczny dodatek do grillowanego mięsa, jak i samodzielna, zdrowa alternatywa dla wegan i wegetarian. Do przygotowania kolorowych szaszłyków potrzebne są dowolne, ulubione warzywa (np. cukinia, papryka, pieczarki, bakłażan, cebula), które należy pokroić w niezbyt grube plastry, skropić oliwą i posypać przyprawami (np. ziołami włoskimi, oregano, bazylią). Całość nabijamy na szaszłyki i podpiekamy na grillowych tackach.

Grillowana papryka z fetą

Ciekawym urozmaiceniem grillowanych warzyw jest dodanie do nich produktu nabiałowego. Do przygotowania paprykowej przekąski potrzebujemy:

papryki, fety, ulubionych przypraw, oleju Paprykę kroimy na cztery części, które mają utworzyć łódeczki. Pozbywamy się nasion, skrapiamy paprykę olejem i posypujemy do smaku ulubionymi przyprawami. Do papryki nakładamy fetę, całość grillujemy.

Grillowane awokado z salsą

Do przygotowania grillowanego awokado potrzebujemy:

2 awokado Haas, ¼ czerwonej cebuli, 1 obranego pomidora 1 łyżeczki soku z limonki, oliwy z oliwek, soli i pieprzu Awokado przecinamy na pół, wyjmujemy pestkę i posypujemy solą. Kładziemy na rozgrzanym grillu (wydrążeniem po pestce w stronę ognia) i grillujemy kilka minut do momentu, aż będzie lekko zarumienione. W międzyczasie przygotowujemy salsę – siekamy drobno pomidora i cebulę, całość łączymy z sokiem z limonki, dodajemy pieprzu. Do gotowego awokado nakładamy porcję salsy. Wbrew tradycji, na grillu nie musi skwierczeć wyłącznie kiełbasa i karkówka. Eksperymentować możemy z warzywami, serami, a nawet owocami. Smacznego!

KAJA KUSTRA


31


FOOD&DRINK

Salatki sloiku zamknięte w

TO NIE KOLEJNY TREND W STYLU „ŻEBY ŁADNIE WYGLĄDAŁO”. TO NAPRAWDĘ ŁADNIE WYGLĄDA I BARDZO DOBRZE SMAKUJE. A ŻEBY SMAKOWAŁO, TRZEBA PAMIĘTAĆ O JEDNEJ BARDZO WAŻNEJ ZASADZIE.

Do pracy, na piknik, w podróży, szkole, po treningu, na grilla – kolorowe sałatki w słoiku. Są bardzo poręczne, każdy może wybrać tą, na którą ma ochotę, zjeść ile chce, a jeśli już nie może, wystarczy zamknąć i odłożyć na poniżej. Obecnie w sklepach mamy bardzo duży wybór designerskich słoików, w których możemy zamknąć kolorowe sałatki. Wybór pozostawiam Wam. A co do przepisów, to należy zapamiętać jedną ważną zasadę, przyrządzając takie cuda. Aby sałata była świeża, warzywa nie puściły wody i soków, na dno słoika zawsze najpierw dajemy sos! Później cięższe składniki, jak np. kurczaka, ryż czy makaron i, wspinając się do góry – układamy te najlżejsze. Np. sos, kurczak, feta, papryka, ogórek, cebula i mix sałat. Przed zjedzeniem wystarczy wstrząsnąć słoik i gotowe.

Z kurczakiem Składniki:

Sos: jogurt naturalny, ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę, sól, pieprz, zioła prowansalskie, pokrojona papryka, ryż brązowy, filet z kurczaka pieczony w piekarniku, mix sałat.

Z tuńczykiem Składniki:

Majonez, kukurydza, groszek gotowany, tuńczyk w sosie własnym, pomidorki koktajlowe, rukola.

Ze szpinakiem i gruszką Fot. Archiwum Day&Night

Składniki:

Sos: łyżka octu winnego, łyżeczka miodu, pół ząbka czosnku, 2 łyżki oliwy z oliwek, sól i pieprz do smaku, garść szpinaku, 1 gruszka, 2-3 łyżki orzechów włoskich, pół szklanki owoców granatu, 50 g sera z niebieską pleśnią (np. gorgonzola). KATARZYNA MICAŁ


RECENZJE

PŁYTA Wańka Wstańka & the Ludojades STEREO Stowarzyszenie Studentów i Absolwentów Uniwersytetu Rzeszowskiego, 2018. Najnowsza, tegoroczna płyta rzeszowskiej legendy punk rocka, formacji Wańka Wstańka & the Ludojades, zyskała szczególną wartość po niedawnej śmierci lidera, Krzysztofa „Bufeta" Bary, który, choć nie doczekał wydania „Stereo", zdążył zarejestrować wokale na album. Płyta stała się ostatnim świadectwem działalności muzycznej Bufeta i podsumowaniem jego muzycznej drogi, ponieważ „Stereo" to płyta przekrojowa prezentująca nowe studyjne wersje największych szlagierów zespołu. Dla osób wychowanych na słuchanej z kasety koncertówce „Na żywca", studyjne wersje mogą wydać się nazbyt sterylne, pozbawione specyficznego brudu i koncertowej energii, czy chociażby keyboardu w „Gwiazdy ze Stolycy" - moim ulubionym numerze z repertuaru „Wańki", tak czy inaczej, to ważna płyta, która należała się Bufetowi i wieloletnim słuchaczom zespołu. Zdecydowanie zapada w pamięć świetny singiel „Zapnij płaszcz", w którym wokal Bufeta jest przeszywający, pełen emocji i ognia. Tak zapamiętam tego pełnego pasji i bezkompromisowości człowieka. Płyta dostępna jest na stronie www.niezla-sztuka.pl oraz stacjonarnie w kawiarni Niezła Sztuka (1. piętro rzeszowskiego BWA).

34

BARTŁOMIEJ SKUBISZ


RECENZJE

KSIĄŻKA Magdalena Grzebałkowska KOMEDA. OSOBISTE ŻYCIE JAZZU. Znak, 2018.

Książka „Komeda. Osobiste życie jazzu" Magdaleny Grzebałkowskiej, autorki bestsellerowej biografii „Beksińscy. Portret podwójny" wywołała spore poruszenie w środowisku jazzowym. Okazało się bowiem, że ktoś spoza środowiska, nie mający wiele styczności z muzyką, może znakomicie opisać nie tylko życie legendarnego polskiego kompozytora, ale również oddać ducha czasów, w których tworzył, docierając do nowych faktów i świadków. Czytelnik przeżywa raz jeszcze pierwszy jazzowy festiwal w Sopocie czy Jazz Jamboree. Poznaje realia życia muzyków jazzowych w latach 50. i 60. Autorka nie unika niewygodnych faktów, portretując chociażby stosunki Krzysztofa Komedy z żoną i ich życie codzienne. Przedstawia też po raz pierwszy nową relację z upadku Krzysztofa Komedy ze skarpy pod wynajmowanym domem w Los Angeles, który okazał się śmiertelny. Pasjonująca lektura, pełna autentycznych świadectw bohaterów polskiego jazzu. Rzeczywistość pokazuje, że od 20 lat granie i nagrywanie Komedy gwarantuje uwagę słuchaczy i krytyków, a często oznacza też sukces. To najlepszy dowód na to, że muzyka autora kołysanki do głośnego hitu Romana Polańskiego „Rosemary's Baby" i polskiej jazzowej płyty wszechczasów „Astigmatic" jest ponadczasowa i ciągle żywa. Warto zagłębić się również w jego życie. BARTŁOMIEJ SKUBISZ

35


15-17.06

PIĄTEK

Millenium Hall Skoda InterAuto Rzeszów Streetball Challenge / GP Polski 2018, start godz. 12:00

16.06

19.06

WTOREK,

Kino Zorza DKF: W CIENIU DRZEWA, start godz. 19:00

21-24.06

CZWARTEK Stadion miejski Stal Rzeszów Europejski Stadion Kultury, start 18:00. 25 projektów, 40 wydarzeń, 15 koncertów, 4 spektakle, 200 artstów z 14 państw. Koncert główny Fink. Otwarcie koncertu: Daria Zawiałow.

SOBOTA

Kula Bowling&Club Powitanie wakacje w Kuli. Start:21:00. wstęp fr

K20 Pub Nocny Games Room dla Felineusiaków, start godz. 17:00 Stadion CWKS Resovia Rzeszów Festiwal Baniek, start godz. 12:00

21.06

22.06 CZWARTEK

Bulwary nad Wisłokiem w Rzeszowie Koncert VSHOOD, start godz. 19:00

PIĄTEK

Multikino Rzeszów ENEMEF: Maraton Grozy z premierą Dziedzictwa, start godz. 22:00

Bulwary nad Wisłokiem w Rzeszowie Street Food Festival.

CZWARTEK

Multikino Rzeszów „Makbet” z Rorym Kinnearem i Anne-Marie Duff, start godz. 19:00

Resovia Rzeszów Rzeszów Holi Festival - Święto Kolorów w Rzeszowie

23.06

SOBOTA

Klub Vinyl Subbass Session™: Klubowe zakończenie roku, start godz. 22:00

36

28.06 30.06

SOBOTA

Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury, Sportu i Rekreacji w Sokołowie Młp., X Bieg Sokoła, start godz. 09:30

Łańcut, IV Łańcucki Maraton Granicami Powiatu, start godz. 07:00

21.07

Rynek rzeszowski Wysocki - wschody i zachody, start godz. 19:00

Bulwary nad Wisłokiem w Rzeszowie Festiwal Kolorów, start godz. 16:00

SOBOTA


37


gratisy 1

ZALOGUJ SIĘ w aplikacji mobilnej Day&Night

2

AKCEPTUJ

wybrany gratis, który pojawi się w dziale „KUPONY”, o określonej dacie i godzinie

3

PRZEJDŹ DO

działu „TWOJE KUPONY” i wybierz opcję „POKAŻ KUPON”

4

NA ADRES

redakcja@dayandnight.pl prześlij kod kuponu wraz z nazwą gratisu oraz swoim imieniem i nazwiskiem

KOD KUPONU NALEŻY PRZESŁAĆ NAJPÓŹNIEJ DO GODZINY 16:00 W DNIU KONKURSU. W PRZYPADKU NIE PRZESŁANIA NAM KODU KUPONU DO WYZNACZONEJ GODZINY - GRATIS NIE ZOSTANIE UZNANY.

Dla 2 osób podwójne zaproszenia do kina Helios ul. Powstańców Warszawy oraz dla 2 osób podwójne zaproszenia do kina Helios w Galerii Rzeszów. Pobierz kupon z aplikacji mobilnej Day&Night 23 lipca o 12:00. Sprawdź instrukcję.

Maxi Pizza dla 2 osób dowolna duża pizza (do odbioru w lokalu). Pobierz kupon z aplikacji 24 lipca o godz. 12:00. Sprawdź instrukcję.

Dla 4 osób pojedyncze zaproszenia na dowolny seans. Pobierz kupon z aplikacji mobilnej Day&Night 25 lipca o 12:00. Sprawdź instrukcję.

Dla 5 osób vouchery na godzinę gry w kręgle oraz dla 5 osób vouchery na godzinę gry w bilard. Pobierz kupon z aplikacji mobilnej Day&Night 23 lipca o 12:00. Sprawdź instrukcję.

Dla 2 osób podwójne zaproszenia na Strefę Saunarium. Pobierz kupon z aplikacji mobilnej Day&Night 24 lipca o 12:00. Sprawdź instrukcję.

Dla 2 osób hot-dog (do odbioru w lokalu). Pobierz kupon z aplikacji mobilnej Day&Night 25 lipca o 12:00. Sprawdź instrukcję.


Magazyn Day&Night |#102| Na okładce Aro Kłusowski  

#102 wydanie magazynu Day&Night Na okładce: Aro Kłusowski Fot. Agnieszka Kumuda Stylista: Konrad Fado Make up: Weronika Tańska

Magazyn Day&Night |#102| Na okładce Aro Kłusowski  

#102 wydanie magazynu Day&Night Na okładce: Aro Kłusowski Fot. Agnieszka Kumuda Stylista: Konrad Fado Make up: Weronika Tańska

Advertisement