Page 1

1

Czas Mosiny 4 (10) listopad 2013

Radnym wielokrotnie odmawiano odpowiedzi na pytania związane z Osiedlem Leśnym. Na komisjach i sesjach Sławomir Ambrożewicz wchodził w rolę obrońcy dewelopera Family House, co budziło wątpliwości, ale w obliczu ujawnionych okoliczności przestaje dziwić.

Deweloper zarobił – straciła gmina i mieszkańcy W kwietniowym numerze „Czasu Mosiny” pisaliśmy o wydzieleniu za zgodą burmistrza wąskiej działki, która wyeliminowała z procedury wydawania decyzji właścicieli sąsiedniej nieruchomości. Pisaliśmy także o poświadczeniu nieprawdy w piśmie burmistrza dotyczącym tej kwestii. Informowaliśmy o prezencie dla dewelopera, czyli o sprzedaży 1,2 ha gruntu za 90 tys. zł. Działka była wystawiona na przetarg jako łącznik ekologiczny bez prawa zabudowy. Family House szybko otrzymało warunki zabudowy zrealizowało inwestycję. Warto przypomnieć, że sprawą tego przetargu zajmuje się prokuratura. Nie jest to jedyna strata dla gminnego budżetu. Nieuchwalenie planu miejscowego dla terenów inwestycyjnych Family House pozbawiło budżet gminy znacznego wpływu z opłaty planistycznej. Teren osiedla Leśnego to ok. 18 ha gruntu kupionego za grosze od gminy i rolników. Deweloper szybko wybudował, szybko podzielił działki na małe działeczki i następnie sprzedał osiągając duży zysk. Gmina na tym nie skorzystała. Nie było planu – nie ma opłaty planistycznej.

Małgorzata Kaptur 29 października 2013 r. „Głos Wielkopolski” ujawnił, że kierownik referatu planowania przestrzennego Urzędu Miejskiego w Mosinie występował w podwójnej roli w stosunku do dewelopera spółki Family House. W urzędzie wydawał dla dewelopera warunki zabudowy, a prywatnie wykonywał dla niego zlecenia, projektując duże obiekty mieszkalne. Ustawa o pracownikach samorządowych, Art. 30. ust 1 Pracownik samorządowy zatrudniony na stanowisku urzędniczym, w tym kierowniczym stanowisku urzędniczym, nie może wykonywać zajęć pozostających w sprzeczności lub związanych z zajęciami, które wykonuje w ramach obowiązków służbowych, wywołujących uzasadnione podejrzenie o stronniczość lub interesowność oraz zajęć sprzecznych z obowiązkami wynikającymi z ustawy. Urzędnik był zaskoczony pytaniami dziennikarza „Głosu”. Jego zdaniem do konfliktu interesów nie doszło. Burmistrz Zofia Springer wiedziała o prywatnej działalności kierownika. Twierdziła jednak, że o współpracy z deweloperem dowiedziała się dopiero od dziennikarza. Kiedy o sprawie zrobiło się głośno

w mediach, wysłała urzędnika na urlop i zamówiła aż cztery opinie prawne. Po dwóch tygodniach zwolniła dyscyplinarnie pracownika, sugerując jednak w wydanym na tę okoliczność komunikacie, że sprawa nie jest oczywista i niezawisły sąd ostatecznie oceni zaistniały przypadek i wyda stosowny wyrok.

Trudno o obiektywizm, kiedy współpraca z deweloperem przynosi korzyści Radni Koalicji Samorządowej od trzech lat sygnalizowali nieprawidłowości w procedurze wydawania decyzji dla spółki Family House, która buduje Osiedle Leśne w Czapurach. Mimo że osiedle zajmuje około 18 ha burmistrz i kierownik referatu planowania przestrzennego nie widzieli potrzeby opracowania dla tego terenu miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Mieli więc dużą swobodę w wydawaniu decyzji o warunkach zabudowy. Były one korzystniejsze niż dla innych właścicieli gruntów. Family House, dzięki przychylności byłego już kierownika i burmistrza, buduje domy na sztucznie usypanych skarpach, w bezpośrednim sąsiedztwie rzeki Głuszynki. Osiedle nie ma kanalizacji, drogi są niedostosowane do wielkości osiedla, brakuje przestrzeni publicznej.

Opłata planistyczna - nalicza ją burmistrz, jeżeli w wyniku uchwalenia planu miejscowego wartość nieruchomości wzrośnie, a właściciel lub użytkownik wieczysty zbywa ją w ciągu pięciu lat od dnia, w którym plan zaczął obowiązywać. Wysokość opłaty wyrażona jest w stosunku procentowym do wzrostu wartości nieruchomości. Nie może być ona jednak wyższa niż 30% całkowitego wzrostu. W Mosinie jest to z reguły 30%.

Praca urzędnika W ostatnich dwóch latach powstało w urzędzie 6 nowych etatów. Czy rzeczywiście przybyło nowych zadań, czy może zajęci pracą na własny rachunek urzędnicy są przemęczeni i nieefektywni? Czy osoba prowadząca swoją prywatną działalność z takim rozmachem (w ostatnim roku pracownia Sławomira Ambrożewicza zaprojektowała dla FH 3 duże obiekty mieszkalne – 350 mieszkań), ma jeszcze siły i czas, by pracować na rzecz gminy? Czy dyscyplinarne zwolnienie kierownika kończy sprawę? Sławomir Ambożewicz nie pracuje już w urzędzie, ale pozostała nieufność, co do przyjętych przez niego rozwiązań. Sprawa ta zbulwersowała naszych czytelników. Na www. czasmosiny.pl pojawiło się 228 komentarzy. Na str. 3 drukujemy niektóre z nich.

Zmarł Jan Kałuziński – Burmistrz Gminy Mosina 1993-2002

Uroczysta sesja RM maj, 2002 r.

Arch. rodzinne

Jan Kałuziński spoczął 30 października 2013 r. na cmentarzu w Iłówcu. W ostatniej drodze towarzyszyła mu Rodzina i tłum przyjaciół, kolegów, znajomych, współpracowników i mieszkańców. To była wzruszająca uroczystość – mowy pożegnalne, tęcza, dźwięk myśliwskiego rogu i kołujące nad cmentarzem gołębie… Wielu przyjaciół i współpracowników śp. Jana Kałuzińskiego podzieliło się z nami swoimi wspomnieniami. Dziękujemy i przepraszamy, że nie wszystko udało się zmieścić w tym numerze. – str. 4 i 5. (M.K)






Szanowni Państwo „Czas Mosiny” jest pismem bezpłatnym, finansowanym ze środków własnych członków Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Ziemi Mosińskiej i radnych Koalicji Samorządowej. Trafia do Państwa domów raz na kwartał. Wydajemy „Czas Mosiny”, by umożliwić mieszkańcom dostęp do rzeczowej informacji na tematy ważne dla naszej wspólnoty. Uważamy, że „Merkuriusz Mosiński” wydawany przez burmistrza za pieniądze podatników, tworzy idealistyczny obraz pracy urzędu i stwarza wrażenie, że w naszej gminie nie ma problemów, nad którymi należałoby się z większą uwagą pochylić. Na łamach naszego pisma prezentujemy swoją ocenę tego, co się dzieje w naszej gminie. Piszemy także o ciekawych inicjatywach i popularyzujemy historię i piękno naszej małej Ojczyzny. Zachęcamy do współpracy. Czekamy na ciekawe teksty i zdjęcia. Zapraszamy do lektury. Małgorzata Kaptur – redaktor naczelny

Wojciech Konieczny

prezes Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Ziemi Mosińskiej Radni Rady Miejskiej w Mosinie KOALICJA SAMORZĄDOWA

JAN MARCINIAK

przewodniczący klubu radnych KOALICJA SAMORZĄDOWA • Komisja Budżetu i Finansów • Komisja Inwestycji, Mienia Komunalnego i Ładu Przestrzennego

tel. 607 592 858

e-mail: jpm8@wp.pl

MARIAN JABŁOŃSKI zastępca przewodniczącego klubu • Komisja Budżetu i Finansów • Komisja Edukacji, Kultury i Sportu

Czas Mosiny 4 (10) listopad 2013

Z Prac Rady Miejskiej Jacek Szeszuła Pierwsza planowa sesja zwyczajna po wakacyjnej przerwie rozpoczęła się 25 września. Z powodu dość obszernej tematyki jej dokończenie nastąpiło w dniu następnym, tj. 26 września. Poświęcona była m.in.: zmianie budżetu i wieloletniej prognozy finansowej gminy, programowi rozwoju urządzeń wodnych i kanalizacyjnych AQUANET na lata 2014-2018, uchwalono plan zagospodarowania przestrzennego Krajkowo-Baranowo, podjęto uchwałę o przejęciu od Powiatu Poznańskiego zadania polegającego na budowie sygnalizacji świetlnej w ciągu drogi – Leszczyńskiej w pobliżu skrzyżowania z ul. Krasickiego, nadano nazwy 12 ulicom i drogom wewnętrznym w Mosinie, Sowinkach i Czapurach. Sesja nadzwyczajna w dniu 10 października dotyczyła wyrażenia woli przystąpienia gminy do opracowania i wdrażania Planu gospodarki niskoemisyjnej. L (50.) sesja odbyła się 30 października. Jej tematykę stanowiły m.in. uchwały w sprawach: mpzp dla części wsi Wiórek i rejonu ul. Śremskiej w Mosinie, podatki i opłaty lokalne na rok 2014, dieta dla sołtysów i przewodniczących osiedli, nadanie Gimnazjum w Pecnej imienia Powstańców Wielkopolskich. Kolejna nadzwyczajna sesja poświęcona Statutowi Gminy Mosina rozpoczęła się 12 i była kontynuowana

18 listopada. Następne posiedzenie Rady w tej sprawie zaplanowano na 3 grudnia.

Komisje stałe Rady Miejskiej

Wszystkie komisje pracowały wg przyjętego planu oraz opiniowały na każdą sesję branżowe projekty uchwał. Poniżej zagadnienia będące przedmiotem ich zainteresowania we wrześniu i październiku. Budżetu i Finansów: Projekt korekty uchwały budżetowej, podatki i opłaty lokalne, struktura wynagrodzeń w urzędzie i jednostkach organizacyjnych Gminy. Ochrony Środowiska i Rolnictwa: Posiedzenie wyjazdowe dot. rozstrzygnięcia konkursu „Zielona Gmina”, „dzikiej zabudowy” nad Jez. Dymaczewskim, odwodnienia Nowego Krosna. Projekty inwestycji wodociągowych i kanalizacji sanitarnej, objazdy dotyczące obecnej modernizacji linii kolejowej. Edukacji Kultury i Sportu: Posiedzenie wyjazdowe – nowe pomieszczenia dla oddziału przedszkolnego przy SP w Pecnej, prywatne przedszkola Happy House w Czapurach i Kasztanowe Ludki w Daszewicach, spotkanie z dyrektorami placówek przedszkolnych, rozbudowa SP przy ul. Krasickiego i pełniejsze wykorzystanie świetlicy w Czapurach.

Inwestycji i Mienia Komunalnego: Opiniowanie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, stan techniczny obiektów oświatowych. Porządku Publicznego: Stan przygotowań do zimowego utrzymania dróg, chodników i ścieżek rowerowych w oparciu o informacje ZUK, droga dzieci do szkoły, środki na współpracę z policją i Strażą Miejską (zakup radiowozu dla Policji i samochodu dla SM), działania wandali w poszczególnych rejonach miasta, monitoring. Ochrona Zdrowia i Pomocy Społecznej: Wypoczynek letni, świetlica socjoterapeutyczna w Pecnej, dofinansowanie podręczników szkolnych, dożywianie dzieci w gminie, działania OPS w zakresie wspierania rodzin, przetarg na najem budynku Ośrodka Zdrowia. Promocji i Współpracy Samorządowej: Działalność Galerii Miejskiej, Ośrodka Kultury, Izby Muzealnej, budżet związany z promocją gminy na 2014 rok, współpraca z bliźniaczymi gminami MOSINA. Rewizyjna: Wydatki na przytulisko dla zwierząt i koszty ponoszone przez gminę w zakresie opieki nad bezdomnymi zwierzętami, procedury związane z odstrzałem dzików i ich przesiedleniami, funkcjonowanie ZUK, wydatki na czasopisma i pomoce naukowe w dziale Oświata i wychowanie.

tel. 662 290 497, e-mail: marianjablonski@op.pl

MAŁGORZATA KAPTUR • Komisja Edukacji, Kultury i Sportu – przewodnicząca • Komisja Rewizyjna

tel. 512 334 157 e-mail: m.kaptur@wp.pl

ŁUKASZ KASPROWICZ • Komisja Budżetu i Finansów • Komisja Ochrony Środowiska i Rolnictwa

tel. 697 896 383 e-mail: kasprowiczlukasz@gazeta.pl

JACEK SZESZUŁA

wiceprzewodniczący Rady Miejskiej w Mosinie • Komisja Edukacji, Kultury i Sportu • Komisja Promocji Gminy

tel. 605 380 487 e-mail: szeszula@vp.pl

PIOTR WILANOWSKI • Komisja Inwestycji, Mienia Komunalnego i Ładu Przestrzennego • Komisja Edukacji, Kultury i Sportu • Komisja Ochrony Środowiska i Rolnictwa

tel. 600 618 300 e-mail: wilanowski@wp.pl „Czas Mosiny”. Wydawca: Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Ziemi Mosińskiej, ul. Topolowa 11, 62-050 Mosina Redaktor naczelny: Małgorzata Kaptur, tel. 512 334 157, adres e-mail: czasmosiny@gmail.com Współpraca: Wojciech Konieczny, Jan Marciniak, Jacek Szeszuła, Łukasz Kasprowicz, Piotr Wilanowski, Marian Jabłoński. Druk: POLSKAPRESSE, Sp. z o.o. Oddział Poligrafia Drukarnia Poznań-Skórzewo, ul. Malwowa 158 Nakład: 8 tys. egz. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótu i opracowania otrzymanych materiałów. Zapraszamy do współtworzenia naszego pisma.

Statut Gminy Mosina Małgorzata Kaptur Trwa uchwalanie Statutu Gminy. Przebiega z prędkością 4 paragrafów na godzinę. Gdzie tkwi błąd? Komisja Statutowa pod przewodnictwem Wiesławy Mani pracowała nad Statutem 2,5 roku. Kancelaria Sowisło&Topolewski nie wskazała błędów i zaopiniowała Statut pozytywnie. Przewodniczący Rady podjął decyzję, by przystąpić do uchwalania Statutu prosto z marszu. Wiele błędnych, czy nieprecyzyjnych zapisów można by wychwycić wcześniej, gdyby Przewodniczący ogłosił termin i tryb zgłaszania uwag i poprosił o opinie klubów. Tak się dzieje w wielu gminach. W ten sposób drugorzędne sprawy zostałyby skorygowane przed sesją w drodze autopoprawki. Dyskusja na sesji dotyczyłaby tylko istotnych kwestii. Stało się jednak inaczej. Rada Miejska na nadzwyczajnej sesji w dniu 12 listopada przegłosowała zaledwie 17 z 122 paragrafów. Radny M. Jabłoński w imieniu naszego klubu złożył na kolejnym posiedzeniu, w dniu 18 listopada, wniosek o skierowanie Statutu z powrotem do Komisji. Został on jednak odrzucony zdecydowaną większością głosów. Rada przystąpiła do dalszego procedowania. Pracę nad Statutem utrudnia fakt, że radcy kancelarii Sowisło&Topolewski obecni na sesji nie najlepiej radzą sobie z tematyką samorządową. Brak jednoznacznego stanowiska prawników wydłuża dyskusję radnych.

Wybrane sprawy Komisja zapisała, że w porządku obrad będzie punkt: Zapytania Przewodniczących Jednostek Pomocniczych. Radna Barbara Czaińska zaprezentowała pogląd, że sesja jest dla radnych a nie dla sołtysów i przewodniczących i zgłosiła wniosek o wykreślenie tego punktu. Uzyskał on poparcie 10 radnych. Przeciw było 8 radnych: M. Jabłoński, M. Kaptur, Ł. Kasprowicz, J. Marciniak, J. Szeszuła, P. Wilanowski, M. Twardowska i W. Mania. Sołtys będzie mógł zabrać na sesji głos tylko w punkcie dotyczącym jego sołectwa i tylko wtedy jeśli zgłosi to przewodniczącemu przed sesją, a ten wyrazi na to zgodę. Jego wypowiedź może trwać zaledwie 1 minutę. Ubolewamy nad tym, gdyż ograniczanie możliwości zabrania głosu, a także wczesne rozpoczynanie sesji doprowadziło do tego, że miejsca na widowni świecą pustkami. Upadł nasz wniosek, by zapisać w statucie godz. 16.30 jako stałą porę rozpoczynania planowych sesji. Ułatwiłoby to podejmowanie decyzji o ubieganie się o mandat radnego w przyszłorocznych wyborach osobom pracującym. Zaskoczeniem dla wielu osób był wniosek radnego W. Wiązka. Zaproponował, by wpisać do statutu, że oprócz przewodniczącego powinno być dwóch wiceprzewodniczących (obecnie jest tylko jeden). Wniosek uzyskał poparcie radnych NRM którzy w poprzedniej kadencji odwołali Małgorzatę Twardowską z funkcji wi-

ceprzewodniczącej, tłumacząc likwidację stanowiska oszczędnościami. Grupa radnych proburmistrzowskich zmieniła też zdanie w kwestii roli przewodniczącego Rady. Kiedy był nim Jacek Szeszuła, burmistrz zamówiła opinie prawne, z których wynikało, że jedynym zadaniem przewodniczącego jest organizowanie pracy Rady. Prawnicy podzielili wówczas zdanie burmistrza, że przewodniczący nie ma prawa reprezentować Rady na zewnątrz. Kiedy tę samą funkcję sprawuje „swój człowiek” pogląd tych samych osób w tej kwestii diametralnie się zmienił. Radni różnili się również w kwestii ilości komisji. Jan Marciniak zgłosił 3 pomysły - każdy z nich zakładał zmniejszenie ilości komisji. Zdecydowana większość uważa jednak, że 8 komisji (najwięcej w powiecie) to optymalne rozwiązanie. Byliśmy też przeciwni wprowadzaniu zapisu: „Sprawy osobowe Rada rozpatruje w obecności zainteresowanego”. Uważamy, że Rada w ogóle nie powinna się zajmować sprawami osobowymi. Na dwóch posiedzeniach (łącznie 10 godzin) udało się przegłosować zaledwie 42 z 122 paragrafów. Statut to dokument regulujący ustrój gminy na długie lata. Potrzebny jest tu spokój, rozwaga i czas, a tego niestety brak. Kiedy zostanie uchwalony? Nie wiadomo, ponieważ Rada musi do końca roku uchwalić jeszcze budżet i Strategię Rozwoju Gminy.




Czas Mosiny 4 (10) listopad 2013

Budżet? Kogo to obchodzi? Jan Marciniak

Radni otrzymali kilka dni temu projekt budżetu na rok 2014. Zaplanowano dochody w wysokości 89,6 mln i wydatki w kwocie 83,5 mln. Gmina musi w przyszłym roku przeznaczyć aż 7,8 mln zł na spłatę obligacji i pożyczki. O budżecie można pisać dużo i mało. Jeśli napisze się za dużo, będzie nie za bardzo strawne, jeśli za mało pozostanie niedosyt. A tak, po prawdzie, kogo to wszystko interesuje? Jako karni obywatele płacimy podatki i na tym nasza obywatelskość się tak de facto kończy. I w Mosinie i na wsiach są ulice, w których nie ułożono metra kwadratowego chodnika bądź jezdni. I co? I nic. Jeden mieszkaniec się raz, drugi spyta, inny napisze protestujący list. „Pisz na Berdyczów” – powie władza, my mamy inne priorytety. My teraz budujemy Chlebowy Domek na Targowisku za 1,3 mln zł, bo dostaliśmy 0,8 mln z UE! My budujemy siłownie na powietrzu i tężnię solankową! My inaczej myślimy, my myślimy nowocześnie. Po co kanaliza, po co woda, chodniki, drogi utwardzone? To anachronizm! To się źle sprzedaje. My zbudujemy jedną drogę rocznie i to starczy. Po co budować drogi i je utwardzać? Lepiej po gruntówkach się pomęczyć, ale za to bezpieczniej dla kierowców i pieszych. Wolna jazda nie kusi do brawury. Aby ludzi udobruchać zrobimy festynik na dzień babci, dziadka, teściowej i teścia, Dni Mosiny i Dożynki. Ludziska przyjdą wysłuchają kabaretu dennego, jak sama jego nazwa „Pod Dnem” bądź „Pod Spodem”, będzie zabawa, będzie się działo, będą się kolebać w rytm zgranej piosenki pieśniarki, która odcina kupony na takich imprezach gminnych jak u nas. Wszyscy w dobrych nastrojach udadzą się do domowych pieleszy. I powiedzą – ale ekstra zabawa! I o to chodzi władzy! „Chleba i igrzysk”Rzymianie już ponad dwa tysiące lat temu socjotechnikę opanowali do perfekcji. Czy dziś nam wystarczy chleba i igrzyska? Czy my tacy jesteśmy? Czy jesteśmy aż takimi minimalistami?

Budżet? A może jednak kogoś obchodzi. Wokół budżetu wszystko się kręci. Budżet rządzony silną ręką, gdzie ekonomia bierze górę nad zachciankami i kaprysami, to samo sedno mądrości politycznej. W naszym państwie, a także gminie zachcianki i kaprysy ludzi mających bezpośredni wpływ na redystrybucję wydatków

budżetowych są niestety dominujące. Dlatego, jak nie można temu się przeciwstawić, to należy o tym głośno mówić. Budżet składa się z naszych, ciężko zarobionych pieniędzy. Musimy robić wszystko, aby były racjonalnie przez władzę wydawane. 30% wydatków budżetowych należy przeznaczać na infrastrukturę drogową. Bez tego rozwój gminy będzie ślamazarny. Jeżeli obecna mosińska władza sobie z tym nie radzi, niech weźmie zabawki i opuści piaskownicę. Mówmy o budżecie jasno i czytelnie, bo mówimy o naszych pieniądzach. Nie może być tak, że w urzędowych i wasalnych periodykach przeczytacie państwo niebawem o jednym jedynym, niepowtarzalnym, autorskim budżecie Zofii Springer. W trakcie roku ten autorski gigant będzie przechodził turbulencje. Takiego słowa może użyć decydent i powie: niestety nie udaje się zrealizować tak oczekiwanych inwestycji, bo kryzys, bo spowolnienie gospodarcze, bo bezrobocie itd. itp. Banialuki? Banialuki, ale wielu przyjmuje je za dobrą monetę.

Budżet roku pańskiego 2014 Co my tu mamy? I owszem, dochody wzrastają, aby, jak to było w ostatnich latach, maleć pod koniec roku. Dochody, podobnie jak wydatki dzielimy na dwie kategorie - bieżące i majątkowe (inwestycyjne). Dochody bieżące 77,6 mln, a dochody majątkowe, głównie ze sprzedaży majątku gminy 11,9 mln, w tym prawie 6 mln ze sprzedaży działek. Natomiast wydatki bieżące 69,2 mln, a wydatki majątkowe, w dużej mierze inwestycyjne 14,2 mln. Wydatki bieżące to wydatki związane z utrzymaniem gminy, a więc: wynagrodzenia urzędników, pracowników oświaty, straży miejskiej, opieki społecznej, ośrodka kultury, biblioteki, ośrodka sportu i rekreacji, straży pożarnej, utrzymanie dróg, czystości miasta, zimowe utrzymanie, remonty obiektów gminnych i dróg, oświetlenie uliczne. Można dalej wymieniać. Proszę zwrócić uwagę, jak potężne środki idą na bieżące utrzymanie gminy.

Afera Golas w urzędzie Żeby urzędników nie stresować, By nie było gdzie dyktafonu schować, Nastaną być może takie czasy, Gdy przyjmowane będą tylko golasy Bo dyktafon tak działa na urzędnika Jak czerwona płachta na byka. 

W Mosinie wybuchła afera, Która zaskoczyła naszego mera. Burmistrz pojęcia o tym nie miała. Podobno – z gazet się dowiedziała. Ot, wyłożył się nasz super-urbanista, Sprawa dziwna i bardzo nieczysta. Aby nie zaszkodzić chłopinie, Zamówiono cztery prawne opinie. I tu nasuwa się proste pytanie: Kto mu pozwolił na takie działanie?  t-t

Aż 7,8 mln zł gmina musi w przyszłym roku przeznaczyć na spłatę obligacji i pożyczki obligacji. W projekcie budżetu, który mam przed sobą, jest jeszcze tyle niewiadomych, że wymaga to zebrania wielu informacji. Na obecną chwilę (artykuł pisałem 24 listopada) mogę podać, że zamierza się m.in.: zbudować sygnalizację świetlną przy ul. Krasickiego-Leszczyńska, kontynuować budowę chodnika w ul. Bajera w Dymaczewie St. i w ul. Piaskowej w Mosinie oraz rozpocząć budowę chodnika w Baranówku. Na te trzy zadania przeznacza się 500 tys. Ile konkretnie i na jakie – nie wiadomo. Burmistrz ma zamiar kontynuować za 45 tys. budowę chodnika w ul. Wodnej w Mosinie, chce modernizować oświetlenie Pl. 20 Października za 100 tys. (ma być to I etap modernizacji). Planuje się zbudować tężnię solankową w Ptasim Parku za 75 tys., wykonać projekt budynku z mieszkaniami socjalnymi za 100 tys., zmodernizować instalację c.o. w budynku wielofunkcyjnym w Pecnej. Zaplanowano za 800 tys. wykup gruntów na drogi publiczne od prywatnych osób. Jest zamiar dołożenia 380 tys.(tj. 50% kosztów) do zakupu samochodu ratowniczogaśniczego dla OSP. Planuje się wykonać I etap, za 2 mln budowy szkoły w Mosinie przy ul. Krasickiego (wartość całości prac opiewa na kwotę 15 mln), w dalszych latach kolejne etapy. Burmistrz planuje zakupić sprzęt teleinformatyczny wraz z instalacją masztów za, bagatela, 1,5 mln zł. Gmina zapłaci 362 tys. rocznej składki inwestycyjnej na rzecz Związku Międzygminnego „Schronisko dla Zwierząt” w Skałowie, gmina Kostrzyn Wlkp. W 2014 r. planuje się rozpocząć za 750 tys. budowę świetlicy dla wsi Krosno (całość ma kosztować 1,7 mln). Zaplanowano również za 600 tys. budowę boiska w Pecnej.

Reporter 28 listopada radnych zaskoczyło pojawienie się na sali obrad nowego reportera. Była nim pani burmistrz, która najwidoczniej przygotowywała fotoreportaż z sesji dla którejś z podległych sobie gazet. Pstrykała zawzięcie zdjęcia opozycyjnym radnym. Łukasz Kasprowicz sądzi, że burmistrz poluje na okazję, aby zrobić mu fotkę, na której będzie głupio wyglądał. Uważa, że robi to, aby ją opublikować jako ilustrację kolejnego paszkwila na jego temat w swojej gazecie. Radny Marciniak skwitował sytuację żartem: Nie sądziłem, że będę na tej sali występował w roli celebryty, a pani będzie się zachowywała jak paparzzi...  (RED)

CZYTELNICY KOMENTUJĄ

www.czasmosiny.pl

Ale się porobiło: Urzędnik dorabiający do pensji - to się zdarza. Tu jest chyba na odwrót. Główny zarobek to pracownia, a urząd to okazja do zdobycia klienta. A swoją drogą TOPAZ to chyba większy brat budynku przy parku na ul. Mickiewicza w Mosinie. Widać rodzinne podobieństwo. OBSERWATOR: Dlaczego Pani Burmistrz dała przyzwolenie na dodatkowe zajęcia panu kierownikowi. Przecież prowadzenie pracowni architektonicznej pochłania sporo czasu, więc „nasz” kierownik słania się na nogach, by temu wyzwaniu podołać. Nie jest to odosobniony przypadek, że pod dowództwem Zofii Springer urzędnicy na kierowniczych stanowiskach dorabiają. Przypomnę panią kierownik oświaty - uczyła w mosińskiej szkole. Burmistrz i sama zainteresowana nie widziały sprzeczności, iż jako kierownik była zwierzchnikiem dyrektora, u którego pracowała i odwrotnie. Opozycja głośno mówiła o tej niezdrowej sytuacji, iż w godzinach urzędowania - kierownika można „złapać w biegu w szkole”. Radni, zwolennicy burmistrza i Pani Z. Springer bagatelizowali sprawę. Obecnie prezesowi ZUK też pani Zofia dała przyzwolenie na „ciągnięcie dwóch etatów”, również nie dostrzegając sprzeczności. Może tylko my mosiniacy jesteśmy czepialscy i nie potrafimy docenić pracowitych ludzi – kierowników - ze zwykłej zazdrości, że tyle zarabiają? Nie, my jesteśmy normalni, to coś się pokręciło w naszej „małej ojczyźnie”. Jurek: Nawet, jeśli Ambrożewicza nie będzie, to pozostanie Osiedle Leśne, z którym gmina będzie się musiała męczyć, no i mieszkańcy też. Dróg nie da się poprawić, miejsc parkingowych nie da się wyczarować. Przestrzeń zostaje podzielona na etapie warunków zabudowy. Oj, brzydko pachnie w mosińskim magistracie. andrew: Szczerze? Nie widzę problemu. Ambrożewicz może sobie dorabiać po godzinach pracy jak każdy obywatel. Projektował budowy w Poznaniu, a nie w Mosinie, więc nie ma mowy o konflikcie interesów. taboret: @ andrew ::: Można patrzeć i nie widzieć, z pewnością nie doczytałeś. Ta sama osoba A.S. w Mosinie ustala WZ dla FH Czapury i ten sam projektant A. S. w Poznaniu projektuje dla FH Poznań. tubylec: Nie ma konfliktu interesu? Otrzymywanie wynagrodzenia (forsy) od FH odbiera racjonalność i zdolność rzetelnej oceny działań FH w gminie, co więcej nie da się wykluczyć, że deweloper mówi w kuluarach, że jeśli w Mosinie zrobimy to i to, to dostaniesz projekt w Poznaniu, Katowicach, Kielcach...Nie ma konfliktu? Oj, andrew:) skok: To wyjątkowo smutna sprawa. Kiedyś Urząd brał udział w konkursie „Przejrzysty Urząd”, wypracowywał standardy, kodeks etyki. Ta sprawa szkodzi pozostałym urzędnikom. Niektórzy z nich biorą pracę do domu. Nie mają czasu na dorabianie na boku.

Dymaczewo Nowe – plan dla działek nad jeziorem Łukasz Kasprowicz



18 listopada miała miejsce pierwsza publiczna dyskusja nad projektem planu zagospodarowania przestrzennego dla tzw. terenów dzikiej zabudowy przy jeziorze w Dymaczewie Nowym. Teren objęty planem, choć nieduży, dotyczy około 700 podmiotów. Są to właściciele gruntów i działek oraz dzierżawcy i użytkownicy. W czasie I dyskusji publicznej, urzędnik referatu planowania przestrzennego, p. Michalina Szeliga, zabroniła fotografowania i nagrywania przebiegu spotkania. W kontekście posiadania przez nas opinii prawnej, taki zakaz jest absurdalny i bezprawny. Omawianie projektu planu odbyło się w salce 110 mosińskiego magistratu, która może pomieścić około

Fot. archiwum

25 osób. Do urzędu przybyło przeszło 100. Część ludzi, która zdołała wejść do środka, przez dwie godziny dusiła się na stojąco w małej salce niczym sardynki we własnym sosie, reszta stała na korytarzu, spora grupa na dworze. Oburzenie zabranych wywołał też rysunek planu. Zazwyczaj szkice planu mają spore rozmiary. Ten miał wielkość metr na półtora i trudno było coś na nim dojrzeć. W czasie trwania spotkania była wolna sala w Mosińskim Ośrodku Kultury. Było wiadomo, że przyjdzie mnóstwo zainteresowanych, mimo to spotkanie w tak ważnej sprawie zostało zorganizowane w małej urzędowej salce. Liczymy, że kolejne dyskusje publiczne zostaną przygotowane przez urząd bardziej profesjonalnie.






Czas Mosiny 4 (10) listopad 2013

Jan Kałuziński Hubert Prałat Zastępca Burmistrza Gminy Mosina w latach 1994 – 2002 Po raz pierwszy spotkałem się z panem Janem Kałuzińskim na początku 1993 r. w ramach konkursu na Burmistrza. Po raz drugi - wiosną 1994 r., kiedy zostaliśmy radnymi. Po jego wyborze przez Radę na stanowisko Burmistrza, powołał mnie w skład Zarządu Miejskiego, a także na stanowisko swojego zastępcy. Nasza współpraca trwała do późnej jesieni 2002 r., a więc do momentu przekazania władzy nowemu kierownictwu gminy. Zarówno w ramach Zarządu jak i zadań Zastępcy, obszarem moich działań i obowiązków były m.in. inwestycje, przetargi, planowanie przestrzenne. W związku z tym, miałem okazję poznać działanie i stanowisko Pana Jana Kałuzińskiego w różnych sytuacjach. Ten ośmioletni okres współpracy, pozwolił mi ukształtować obraz Pana Jana Kałuzińskiego, jako osoby sprawiedliwej, obiektywnej, bardzo silnie angażującej się w realizowane zadania i obowiązki. Zarządzanie Gminą traktował bardzo poważnie, starał się być dobrym, odpowiedzialnym gospodarzem,

Jan Marciniak – Zastępca Burmistrza Gminy Mosina w latach 1998 – 2002 Współpraca z panem Janem była dla mnie zaszczytem. Pierwszy raz zobaczyłem go w 1990 r. Pierwsza sesja Rady, po wygranych przez nas, Obywatelski Komitet Samorządowy, pierwszych demokratycznych po wojnie wyborach. Głównym punktem porządku obrad był wybór burmistrza. Zgłosiliśmy Bogdana Robakowskiego, radny Przemysław Pniewski dotychczasowego Naczelnika Gminy Jerzego Szyło, a grupa radnych z PSL Jana Kałuzińskiego. Szyło podziękował i zrezygnował. Kiedy miało dojść do głosowania, wszyscy rozglądali się za Kałuzińskim. Na sali go nie było. Ogłoszono przerwę. Po pół godzinie dotarł. Poproszony przez Przewodniczącego Rady Jana Jankowskiego o przedstawienie się, wstał, ukłonił się i nic nie powiedział. Rozpoczęło się tajne głosowanie. Robakowski, o ile się nie mylę otrzymał 25 głosów, Kałuziński 6. Pan Jan ukłonił się i niepostrzeżenie opuścił salę. To był mój pierwszy z nim kontakt. Pod koniec 1992 r. Rada odwołała B. Robakowskiego. Nie było ani Burmistrza ani Zarządu. Próba powołania mieszkańca Mosiny Zenona Szolca nie powiodła się. Zabrakło wymaganego quorum. Czekały sprawy do załatwienia, które zgodnie z prawem były tylko w kompetencji burmistrza. Bodajże na początku stycznia 1993 r. radni wybrali komisję i rozpisali konkurs. Zgłosiło się sześcioro kandydatów, kobieta i pięciu mężczyzn. Jednym z nich był Jan Kałuziński. Doszło do tego za sprawą śp. Zbigniewa Miczko. Obaj uczyli w Technikum Rolniczym w Grzybnie. Pan Zbyszek był jednym z liderów Obywatelskiego Komitetu Samorządowego, człowiek starej, porządnej daty, wielki patriota, znał się na ludziach. To on go zachęcił, wręcz namówił, aby zgłosił się do konkursu. Cenił go za jego osobistą kulturę, dobroduszność i szlachetność. Komisja konkursowa przeanalizowała CV, przeprowadziła z każdym z kandydatów rozmowę i zdecydowała, że Jan Kałuziński i Hubert Prałat przejdą do finałowej rozgrywki. Obaj zostali zaproszeni na spotkanie ze wszystkimi radnymi. W dość sympatycznej, luźnej atmosferze mówili o sobie, o priorytetach, które uznali za najważniejsze dla gminy Mosiny, odpowiadali na pytania. Radni wybrali Jana Kałuzińskiego. Bardzo ładnym gestem Kałuzińskiego było zaproponowanie później H. Prałatowi stanowiska zastępcy burmistrza, które ten przyjął. Po pięciu miesiącach urzędowania pana Jana, 30 lipca 1993 r., zmarł Edward Raczyński, prezydent Rzeczypospolitej na Uchodźstwie. Jego życzeniem było być pochowanym w rodzinnym Rogalinie. Uroczystości miały charakter państwowy. Edward Raczyński - wielki syn narodu polskiego wraca po 50 latach do Polski, do umiłowanego Rogalina. Wita go skromny Jan Kałuziński - burmistrz naszej gminy, a nie biorący udział w uroczystości prezydent RP Lech Wałęsa, premier Hanna Suchocka, czy też minister spraw zagranicznych Krzysztof Skubiszewski. Dlatego nic dziwnego, że pan Jan był bardzo wzruszony, kiedy na rogatkach Rogalina wygłaszał krótką mowę powitalną. W Rogalinie było wówczas ok. 150 tys. ludzi. To było dla niego i dla mnie wyjątkowe przeżycie…

Teresa Kurzawa redaktor „Biuletynu Mosińskiego” Zmarł dr Jan Kałuziński – Burmistrz Gminy Mosina w latach 1993-2002. Okazały nekrolog na tytułowej stronie samorządowego „Merkuriusza Mosińskiego” pozwolił mieć nadzieję, że wewnątrz numeru znajdę kilka dobrych słów o dokonaniach śp. Jana. Szukałam na próżno. Dziękuję więc redakcji „Czasu Mosiny”, za możliwość zamieszczenia wspomnienia o nim. Kiedy podejmowałam pracę w „Biuletynie Mosińskim” w 1993 r., Jan Kałuziński był dla mnie urzędującym burmistrzem, bliżej nieznanym człowiekiem. Z upływem czasu budził szacunek i zaufanie. Tak naprawdę poznałam go dopiero, kiedy przestał być burmistrzem (a z jego odejściem zniknął też „Biuletyn Mosiński”). Zaimponował mi wtedy, bo odszedł ze stanowiska nie jako przegrany w wyborach, ale jako człowiek, który do tych wyborów mimo wielu namów nie przystąpił. Późniejsze kontakty na gruncie prywatnym potwierdziły spostrzeżenia z czasów, kiedy był burmistrzem: solidny, uczciwy, mądry i życzliwy człowiek. Wcześniej podziwiałam jego stanowczość i determinizm w realizowaniu zadań, które uważał za niezbędne, warunkujące rozwój gminy. Ile odwagi trzeba było, by w roku wyborczym rozkopać centrum miasta i wreszcie uporządkować sprawę kanalizacji i ścieków. W życiu stawiał na wartości – strzegł ich w rodzinie, w pracy, jako pedagog, społecznik i samorządowiec, były dla niego nadrzędnym drogowskazem. Przestał być burmistrzem, ale sprawy naszej gminy nie były

Barbara Miczko-Malcher mosinianka, dziennikarka „Radia Merkury”: Pamiętam taki epizod. W radiu poproszono abym zrobiła materiał o pewnym zdarzeniu, jakie miało miejsce w mosińskiej gminie. Burmistrza nie zastałam. Sekretarka powiedziała, że pojechał do Warszawy, ale już wraca i żebym na niego poczekała. Jan Kałuziński przyjechał potwornie zmęczony. Nawet chciałam zrezygnować z rozmowy. Zatrzymał mnie. Poprosił o herbatę. Opowiadał, że przez dwa dni walczył w Ministerstwie Ochrony Środowiska o pożyczkę dla Mosiny. O tę pożyczkę zabiegały wówczas wszystkie gminy, bo w perspektywie miała być umorzona. Jan Kałuziński wrócił z tarczą – pieniądze zdobył. Ale niedługo trwała jego radość. Kiedy sekretarka podała nam herbatę, na tacy położyła również ulotki (tzw. opozycji), z bezpodstawnymi oskarżeniami wymierzonymi w burmistrza. Nie zapomnę zbolałego wyrazu jego twarzy. Atakowali go mali ludzie, ale dla niego liczyła się Gmina. Zaczął od oczyszczalni ścieków a potem konsekwentnie budował infrastrukturę. Gaz, kanalizacja, wodociągi… I jak mógł, zdobywał środki na rozwój gminy. Chociaż to, co robił zasypywał piasek i pan Jan Kałuziński śmiał się, że jego dzieło kryje ziemia, to konsekwentnie realizował swoją wizję rozwoju naszej małej ojczyzny. Mieszkam w Mosinie od urodzenia i wiem, jak bardzo poprawiła się jakość mojego życia za jego kadencji. Zawsze za to będę Mu wdzięczna.

który nie żyje tylko dniem bieżącym, ale patrzy w przyszłość i to dalszą niż czteroletni cykl kadencji. Przykładem takiej postawy jest historia ostatniej pożyczki z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Ubiegając się o optymalną, według niego, kwotę 15 mln zł, nie wyraził zgody na proponowane 17 mln. Uważał, że korzystne pożyczki to jedna z dróg do nadrobienia zapóźnień rozwojowych, ale droga, z której należy korzystać z rozwagą – bo łatwo jest brać i wydać, ale znacznie trudniej oddać. Pomimo bardzo ciężkich przeżyć osobistych, jakimi była tragiczna śmierć syna, potrafił rozdzielić życie prywatne od obowiązków gospodarza Gminy. Był silnie zaangażowany w ochronę przyrody i rewitalizację jej elementów, np. przywracanie populacji daniela, ale równocześnie widział miejsce dla człowieka w ramach zrównoważonego rozwoju. Tak jak ciężko było mu oderwać się od obowiązków służbowych, tak „świętym czasem” były dla niego dni zapadania dzikich gęsi na rozlewiskach „Ujścia Warty”, którym musiał poświęcić kilka dni ze swojej puli urlopowej. Pan Jan Kałuziński pozostanie dla mnie wzorem człowieka kochającego otaczający świat i ludzi, ale równocześnie sumiennego, praworządnego urzędnika. mu obojętne do końca życia. We współpracy z „Biuletynem Mosińskim” z taktem i szacunkiem traktował rozmówców. W czasie wywiadów z nim byliśmy przekonani, że nie musiał się do nich specjalnie przygotowywać. Sprawy gminy ze szczegółami miał w głowie i mógł o nich mówić godzinami. Te rozmowy prowadziliśmy w gronie całej redakcji (najpierw trzyosobowej: Bożena Jakś, Zbigniew Miczko i pisząca to wspomnienie, później poszerzonej o Ewę Nowaczyk i Joannę Nowaczyk). Lubiliśmy jego dygresje przyrodnicze, kiedy opowiadał nam nieznanym świat najbliższej przyrody, z którą był za pan brat. Potrafił zaprosić całą redakcję na przejażdżkę bryczką, którą sam powoził, żeby pokazać w szczegółach problem szkód wyrządzonych przez bobry na małym cieku koło Pecnej, albo myszołowy pikujące prostopadle z nieba do jakiejś myszy, ze stadkiem saren w tle. W teksty nie ingerował, dbał tylko o merytoryczną wierność swoich wypowiedzi. Szkoda, że tych rozmów było tak niewiele – tylko z okazji podsumowań roku, czy kadencji albo jakiegoś problemu wymagającego źródłowych wyjaśnień… Zmarł nagle w październikowy poranek. Pochowany został na cmentarzu parafialnym w Iłówcu. Pięknie pożegnała Jana Kałuzińskiego jego ukochana przyroda. Wyraźny łuk tęczy pojawił się na niebie nad Iłówcem i Pecną w czasie mszy pogrzebowej. Widzieli ją ci tłumnie zgromadzeni, dla których zabrakło miejsca w kościele… Teraz po stronie śp. Jana cisza. Po naszej stronie – obowiązek pamiętania dobra, które po nim zostało, a także wiara w uczciwość, rzetelność i prawość.

Mirosława Jungermann emerytowany pracownik Referatu Inwestycji, Planowania Przestrzennego i Budownictwa: Ta niespodziewana i przedwczesna śmierć śp. Jana Kałuzińskiego przywołała w mojej pamięci wiele wspaniałych, choć czasami bardzo trudnych chwil mojej pracy w urzędzie. Kiedy w połowie lat 90-ych weszła w życie ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym nakładająca na organy samorządowe obowiązek opracowywania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, to dzięki zaangażowaniu Pana Burmistrza, Jego mądrości i spokojowi, realizowanie tych zadań, choć na początku było trudne, potem dało pełną satysfakcję z wykonywanej przeze mnie pracy. Ustawa ta całkowicie zmieniła dotychczasowy tryb opracowywania planów, była wielkim wyzwaniem zarówno dla projektantów, jak i samorządowców. Będę pamiętać Burmistrza jako człowieka niezwykle uczciwego, dobrego a przede wszystkim szanującego pracowników. Był szefem bardzo wymagającym, ale zarazem wyrozumiałym. Jak bardzo przeżywał niesprawiedliwe i krzywdzące opinie o swoich pracownikach, miałam okazję przekonać się osobiście i to w czasie, w którym ani Burmistrz ani ja nie byliśmy już pracownikami urzędu. Trudno było mi pogodzić się z decyzją Burmistrza o niekandydowaniu na to stanowisko na dalszą kadencję, w wyborach 2002 roku. Szkoda, że nie mogę dzisiaj podziękować mu za te wszystkie lata pracy jego słowami: „ślicznie dziękuję” Panie Burmistrzu…




Czas Mosiny 4 (10) listopad 2013

Wspomnienie Maria Wyzuj, emerytowany pracownik UM, kierownik Referatu Inwestycji, Planowania Przestrzennego i Budownictwa: Mówiąc o Janie Kałuzińskim, w pierwszej kolejności trzeba podkreślić, że na uwadze miał zawsze dobro gminy i wizję zrównoważonego rozwoju. Za jego czasów zostały podjęte trudne i mało widoczne dla przeciętnego obywatela inwestycje. Mało widoczne, bo ludzie widzą i oceniają ładne kwiatki na miejskim rynku. To oczywiście powinno być i ja też to pochwalam, natomiast burmistrz Kałuziński podjął się przede wszystkim pracy od podstaw. W sposób przemyślany i bardzo odważny przeprowadził inwestycje infrastrukturalne, zaczynając od wodociągowania gminy i coś, co dało podwaliny pod rozwój gminy – dla całego jej terenu opracowana została koncepcja budowy kanalizacji sanitarnej. Bez tej koncepcji, nie byłaby możliwa taka rozbudowa naszej gminy, chociażby budownictwo mieszkaniowe na pograniczu Mosiny i Krosna. Bardzo odważnie i szerokim frontem zaczął tę inwestycję realizować. Nie odkładał tego na bliżej nieokreśloną przyszłość, gdy zaistnieje możliwość ich współfinansowania z funduszy unijnych.

Bogdan Koralewski sołtys Sołectwa Sasinowo Miałem przyjemność poznać pana Jana Kałuzińskiego dopiero, gdy został powołany na stanowisko Burmistrza. Kontakty moje z nim wynikały z racji pełnienia przeze mnie funkcji sołtysa wsi Sasinowo i cieszyło mnie, że nie traktuje naszego sołectwa jako małego, słabego. Pamiętam, gdy z wielką radością w głosie poinformował mnie – udało się! – (po wielu jego staraniach) udowodnić, że kanalizacja Sasinowa jest niezbędna w celu ochrony ujęcia wodnego, co pozwoliło sfinansować tę inwestycję ze środków pozabudżetowych gminy. Powiedział – wygraliśmy! – my, nie on. Był jedynym człowiekiem w moim życiu, który niezwykle często używał słowa – przepraszam. Przepraszam – nie udało się, nie byłem w stanie, musimy jeszcze wytrwać itd. W sytuacjach konfliktowych był niezwykle cierpliwy. Jego dewiza to: rozmowa, rozmowa i spokój w argumentach. Czuł i rozumiał problemy rolnictwa. Mówił „ubo-

Leszek Przybylski Przewodniczący Komisji Finansów i Gospodarowania Mieniem Powiatu Rady Powiatu Poznańskiego Ze śp. Jankiem Kałuzińskim miałem przyjemność poznać się w 2002 roku, kiedy to wspólnie znaleźliśmy się w Radzie Powiatu Poznańskiego II kadencji. Od samego początku był dla mnie kolegą o niebywałej wiedzy na temat funkcjonowania samorządu i pracy w nim. Zawsze z wielką determinacją pracował na rzecz naszej małej ojczyzny, jaką jest Powiat Poznański, a w szczególności swojego okręgu wyborczego. Jednym z Jego największych sukcesów była praca nad poprawą funkcjonowania Szpitala w Puszczykowie.

Danuta Białas, radna Rady Miejskiej w Mosinie w latach 1998-2010, wieloletnia komendantka Ośrodka ZHP Mosina 28 października br. odeszli politycy z klasą, ludzie o wielkiej kulturze. W wymiarze krajowym – pierwszy niekomunistyczny premier Tadeusz Mazowiecki, w wymiarze lokalnym – burmistrz Jan Kałuziński. Odeszli dobrzy politycy, należący do pokolenia ludzi, których się podziwia i nie zapomina, pomimo nie raz odmiennych spojrzeń w danym temacie. 30 X 1998 r., na I sesji Rady Miejskiej III kadencji, Jan Kałuziński zostaje wybrany Burmistrzem Gminy Mosina, również głosami opozycji, do której wówczas należałam. Zwraca się do wszystkich radnych o pomoc w pełnieniu jakże odpowiedzialnej funkcji… Współpraca z panem Janem Kałuzińskim była przyjemnoś-

Dbając o bezpieczeństwo finansowe gminy, na te inwestycje pozyskiwał środki zewnętrzne – preferencyjne kredyty z Wojewódzkiego i Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Z Autostrady Wielkopolskiej pozyskał ponad 10 mln zł, za co skanalizowany został Rogalinek, Sasinowo, Sowiniec, Sowinki, Baranówko, Krajkowo, łącznie z odtworzeniem dróg asfaltowych. Tylko w kadencji 1998 – 2002, a więc w ostatnich 4 latach jego burmistrzowania, gmina wybudowała ponad 60 kilometrów sieci kanalizacji sanitarnej i deszczowej, przy tym odtworzono ponad 20 kilometrów nawierzchni dróg… Burmistrz dbał też o dobrą współpracę z AQUANET-em, czego efektem było uwzględnianie naszych potrzeb w planach inwestycyjnych tej spółki. Kolejnym etapem, miało być sporządzenie koncepcji budowy dróg i ulic, określającej kolejność realizacji tych inwestycji, poddana uzgodnieniu ze społeczeństwem i uwzględniająca głos mieszkańców. Niestety tego nie zdążył już zrealizować. Jan Kałuziński był osobą o wysokiej kulturze osobistej. W stosunku do każdej kategorii interesanta, także do pracownika, prezentował równy takt i szacunek. Wsłuchiwał się w uwagi swoich pracowników i bardzo liczył się ich zdaniem. Szlachetny i dobry człowiek…

lewam, ale w tematach rolniczych nie mamy narzędzi, by was wesprzeć”. Przeżywał, gdy pojawiła się koncepcja likwidacji Zakładów Ziemniaczanych w Luboniu – „poprawia się układ komunikacyjny, znikną ciągniki, ale tragedią jest, ze rolnicy stracą przetwórnię ziemniaka” – mówił zasmucony. Pamiętam, jak zatrzymuje się przy rolniku, który przepędza stado bydła, by z nim porozmawiać – o zwykłym życiu, o plonach, o suszy i o psie, który pilnował bydła. Bardzo przeżywał reformę oświaty – jak rozwiązać system szkół, jak temu nowemu wyzwaniu sprostać. Wielokrotnie mówił – reformy eksperymentują, a czy nie okaleczą nauczania tych naszych maluchów… Był spokojnym, pogodnym, umiejącym słuchać człowiekiem. Swoją wiedzę i argumenty przekazywał rozważnie i jakby z nieśmiałością. Po zakończeniu pracy jako burmistrz, spotykałem go to na Łęgach Nadwarciańskich, to w lasach Sasinowa. Trudno pogodzić się z jego odejściem. Wydawało się, że tak związany z przyrodą i naturą człowiek, będzie żył jeszcze wiele lat. W mojej pozostanie na zawsze.

Włodzimierz Wrzeszcz Zastępca Nadleśniczego Nadleśnictwa Babki, myśliwy i przyjaciel: Janek był moim przyjacielem, był dla mnie wzorem. Poznaliśmy się 20 lat temu, na jednym ze wspólnych polowań. On był wtedy chyba nauczycielem, a ja – młodym adiunktem w nadleśnictwie. Staliśmy obok siebie na stanowiskach i tak przypadliśmy sobie do gustu, że zaprzyjaźniliśmy się… Całe życie był leśnikiem, myśliwym i społecznikiem. Nigdy nie zerwał kontaktu z lasami, nawet gdy był burmistrzem. Zawsze go interesował las – nowe nasadzenia, nowe zasady sprzedaży drewna itp. Załatwiał dla gospodarki leśnej specjalne obudowy dla kasztanowców i dębów, po to żeby wzbogacić to środowisko. Jeździł konno po polach, wracał i mówił – „Włodek, przejechałem tyle kilometrów i czajki nie widziałem”. To był wrażliwy obserwator, który zauważył, że się zmienia sytuacja, że nie ma czajek, ptaków śpiewających, że brakuje wróbli, a sójek, srok i ptaków drapieżnych jest coraz więcej. On mówił – trzeba to pokazać i nagłośnić. Więc pisaliśmy do ministerstwa odnośnie czajek, drozdów, nawet tego naszego wróbelka biednego – on cały czas wracał do tego problemu. Niesamowite samozaparcie... Myślał o tym, żeby zwiększyć ilość zwierzyny lub ją odtworzyć tam, gdzie jej brakuje. Namówił Nadleśnictwo do introdukcji kuropatwy i pomógł w załatwieniu formalności w celu uzyskania pieniędzy na ten cel z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska. Kiedy pojawił się problem rosnących strat zwierzyny w wyniku kolizji drogowych na drodze Sasinowo - Wiórek, zaangażował się w montaż prekursorskiego sytemu ostrzegającego zwierzęta – fotodiod. Dzięki temu urządzeniu, liczba zwierzyny padłej na tej drodze w wyniku kolizji wielokrotnie zmniejszyła się… Nie miałem wcześniej takiego przyjaciela myśliwego. To był człowiek, który wiedział wszystko, ale nigdy się tym nie chwalił. Mało jest takich specjalistów w wycenie trofeów łowieckich jakim był Janek. Od wielu lat był przewodniczącym jednej z komisji wyceny oceny prawidłowości odstrzału zwierzyny Okręgowej Rady Łowieckiej w Poznaniu. Był do końca skromny, zawsze z boku. Jako myśliwy – etyczny do końca. Nigdy nie poszedł na polowanie na ptactwo bez psów – to była rzecz święta. Zawsze miał przygotowane 2 wyżły, a na dziki – foksteriery. To były jego ukochane psy. Był człowiekiem uczciwym. Nigdy nikomu nie zrobił krzywdy. Każdemu chciał pomóc. Jak usłyszał hasło „pomóc”, to pierwszy włączał się do działania. Szalenie kochał rodzinę, a szczególnie wnuczkę. Ze względu na nią odmówił mi nawet polowania. Gdy Jaga była w domu, to było święto… Polowałem z moim ojcem, z synem poluję, ale z Jankiem to była inna sprawa – to było polowanie z wielką pasją. W poniedziałek 28 października rano, mieliśmy pojechać na polowanie. Janek raz nie dotrzymał umowy… – wstąpił do Krainy Wiecznych Łowów.

W III kadencji Rady Powiatu pełnił zaszczytną funkcję wiceprzewodniczącego Rady Powiatu. Przez ostatnie lata współpracowaliśmy w zarządzie Komisji Finansów i Budżetu Powiatu Poznańskiego, której Janek był wiceprzewodniczącym. Niezwykle oddany pracy, sumienny i zaangażowany, zawsze można było na nim polegać. Nasza znajomość nie opierała się wyłącznie na pracy w samorządzie. Janek był dla mnie mentorem i niebywałym autorytetem w dziedzinie łowiectwa, a w szczególności kynologii i hodowli jeleniowatych. Nasze rozmowy na ten temat nie miały końca. Mojego Przyjaciela Janka zapamiętam jako etycznego, niebywale skromnego i obdarzonego olbrzymią kulturą osobistą człowieka, którego opanowanie w działaniu było dla mnie wzorem w pracy samorządowca jak i na niwie łowieckiej. Żegnaj Przyjacielu!

cią. Taktu i kultury, z jaką odnosił się do drugiego człowieka się nie zapomina. Szanował innych, wierzył, że można pracować odpowiedzialnie. Nie narzucał ram, dawał swobodę w działaniu. Nie ograniczał. Był człowiekiem dialogu, potrafił go prowadzić z radnymi opozycji. Uważał, że dialog i słuchanie innych to podstawa dochodzenia do celu. Szanował opozycję, z uwagą wsłuchiwał się w głosy tych, którzy mieli inne zdanie. Wobec radnych z opozycji wykazywał duży spokój, cierpliwość, nie stosował inwektyw dla przeciwników politycznych. Dążył zawsze do kompromisu. Uważał, że ci po drugiej stronie, też mogą mieć rację. Był człowiekiem życzliwym, skromnym i niechętnym wszelkiej nadmiernej pompie. Dbałością i życzliwością otaczał Mosińskich Harcerzy. Gdy tylko czas pozwalał, odwiedzał harcerzy na obozie w Lubniewicach. Spędzając kilka godzin w pięknym sosnowym lesie nad jeziorem Lubiąż, z troską wsłuchiwał się w problemy organizacji…

Kompleks leśny Zwola, 4 października 2013 r., 

fot. Z.Jasielski






Kolejne obligacje Jan Marciniak

W tatach 2006 – 2013 gmina Mosina wyemitowała obligacje za 42,5 mln. Odsetki od obligacji to 13 mln. Dla kogo to dobry interes: dla gminy, czy dla banku PKO S.A.? Historia mosińskich obligacji Największe obligacje emitowano w latach wyborczych 2006 i 2010, aby burmistrz i jej cała świta mogła zapewnić sobie reelekcję. Emisja obligacji, to także efekt błędnych założeń dochodów budżetowych. Krótko: 2006 i 2010 (wybory) – łącznie 26 mln zł. Razem w latach 2006 – 2013 Gmina Mosina wyemitowała 42,5 mln zł obligarok 2006 2009 2010 2011

2013 razem

wartość obligacji 10 000 000 8 000 000 16 000 000 5 000 000 3 500 000

42 500 000

cji. Uwaga! Odsetki od tej kwoty wynoszą 13 mln! Aż 30,58%! Razem spłacamy 42,5 mln (kapitał) + 13 mln (odsetki) = 55,5 mln. Na koniec roku 2013 za nami spłata łącznie 22,6 mln, pozostaje do spłaty 32,9 mln.

Obligacje 2013 r. – 3,5 mln Podczas wrześniowej sesji, większość radnych zgodziła się na kolejne obligacje w wysokości 3,5 mln zł. Planowane dochody znów nie przełożyły się na dochody realne. Nie wykonamy dochodów z różnych podatków i opłat na kwotę 1,7 mln. Ponadto istnieje duże prawdopodobieństwo niewykonania planu, jeśli chodzi o sprzedaż działek gminnych na kwotę 1,8 mln. Na koniec września dziura budżetowa wynosi zatem 3,5 mln. Na ile wzrośnie ona w grudniu (a wzrośnie), czas pokaże.

Spowolnienie gospodarcze a mosińska rzeczywistość Mosińskie władze chętnie używają sloganu: „brak odpowiednich dochodów jest wynikiem spowolnienia gospodarczego”. Jestem w stanie przyjąć tę argumentację. Jednak o tym spowolnieniu władze mówią od czterech lat, głównie pod koniec każdego roku, kiedy nie można wykonać zaplanowanych dochodów. Dlaczego zatem, kiedy planują budżet nie biorą tego spowolnienia pod uwagę i już wówczas nie tworzą budżetu ostrożnego? Moim zdaniem, dlatego, że

społeczeństwu trzeba pokazać, co się zamierza dla niego wielkiego zrobić i o tym głośno się trąbi na początku roku. Kiedy pod koniec roku plany biorą w łeb, nikt o tym nie wspomni ani słowem.

„Inwestycje za obligacje” To tytuł komentarza zastępcy burmistrza Krzyżanowskiego, który ukazał się w mediach elektronicznych. (Później pojawiły się w lokalnej prasie podobne tytuły z wypowiedziami burmistrza i skarbnika.) Nie muszę uzmysławiać panu Krzyżanowskiemu, czy pani burmistrz niestosowności takiego stwierdzenia, bo sami wiedzą, że to bzdura. Tytuły mogłyby również brzmieć tak: „Musimy wziąć obligacje, bo nie starczy na wypłatę wynagrodzeń”, „ Obligacjami spłacamy 4 milionową ratę obligacji, która przypada w 2013 r.”, „Obligacje na pokrycie niedoboru budżetowego”, „Obligacjami zasypujemy dziurę budżetową”, „Obligacjami pokrywamy wzrastające wydatki bieżące”. Ale te podane przeze mnie propozycje tytułów nie są korzystne dla władzy. Tytuł „Inwestycje za obligacje” – to jest to!

Osiedle Nr 4 „Za Barwą” wybrało nowy zarząd Jan Marciniak 9 października na Osiedlu nr 4 nastąpiła zmiana warty. Dotychczasowy zarząd, na którego czele stał Jacek Rogalka, zarazem radny, zakończył swoją działalność. W świetlicy Zespołu Szkół przy ul. Sowinieckiej miały miejsce wybory na kolejną czteroletnią kadencję. 91 mieszkańców osiedla głosowało tajnie, najpierw na nowego przewodniczącego, a później na zarząd osiedla. Wybory na przewodniczącego zdecydowanie wygrał Tomasz Łukowiak, mieszkaniec ul. Marcinkowskiego. Uzyskał 54 głosy. Pozostali kandydaci otrzymali następującą ilość głosów: Jacek Rogalka 16; Paweł Szeląg 10; Mieczysław Rożek 6; Grzegorz Lewandowski 5. Nowy przewodniczący przedstawił sześć osób do zarządu osiedla. W międzyczasie salę opuściło 26 osób, w większości zwolennicy Jacka Rogalki. Trudno powiedzieć dlaczego. Byli zdegustowani wynikiem swojego kandydata, czy też chcieli, aby frekwencja spadła poniżej 60 osób, gdyż było to wymagane quorum, aby wybory mogły się odbyć. Na szczęście na sali pozostało 65 osób i wybory były zgodne ze statutem. Do zarządu zostały wybrane wszystkie osoby zaproponowane przez nowego

W tym miejscu zadaję publicznie pytanie: Pani Burmistrz, panie Krzyżanowski, co będzie, jeżeli w ostatnim kwartale bieżącego roku dochody po raz kolejny spadną? Jaka będzie alternatywa? Czy będziecie ciąć wydatki bieżące, czy wydatki inwestycyjne? Stawiam, że będziecie ścinać te drugie.

Najpierw dyscyplina finansowa Od lat wołam: można zaciągać dług, ale pod warunkiem oszczędnej polityki finansowej. Krótko mówiąc, najpierw dyscyplina finansowa, potem dopiero spokojne sensowne zaciąganie pożyczek. Burmistrz tego nie chce słuchać i ma to, co ma. Tak luźnego, powiedziałbym pogardliwego traktowania pieniędzy podatników nie ma w innych gminach. Świadczy to o kompletnej ignorancji budżetowej, świadczy o lekceważeniu podatników mosińskich. 80 mln zł rocznie to bardzo dużo pieniędzy. Należy tak nimi zarządzać, aby bez zaciągania pożyczek komercyjnych starczyło na wszystko, w tym na tak oczekiwane inwestycje drogowe. Chcę, aby, jak w gospodarstwie domowym, każ-

Fot. Ł. Kasprowicz

Nowy zarząd osiedla nr 4 w Mosinie: od lewej: Grzegorz Ciura, Konrad Kurowski, Paweł Maciejewski, Jacek Chrzanowski, Przemysław Pilarski, Elżbieta Gabinet i przemawiający – Tomasz Łukowiak.

przewodniczącego. Mieszkam na Osiedlu Za Barwą. Życzę nowemu przewodniczącemu i zarządowi osiedla, by służyli mieszkańcom naszego osiedla, nikomu innemu. Osiedle to zgodnie z ustawą samorządowa jednostka pomocnicza GMINY. GMINA to wspólnota mieszkańców zamieszkująca określony teren, w naszym przypadku Ziemię Mosińską. Organami GMINY są tylko: Rada

Miejska i Burmistrz. Te dwa organy mają służyć OSIEDLU i jego organom, a nie odwrotnie. Jest w gminie jedynie kilka osiedli i kilka sołectw, które prowadzą swoją działalność suwerennie. Jesteście partnerami dla organów gminy (Rady i Burmistrza), a nie poddanymi. Jesteście na terenie swojego osiedla suwerenem i dbajcie, aby tak było. Wtedy Wasza działalność będzie miała sens.

dej złotówce się przyglądać, zanim się ją wyda. Burmistrz pieniądze nas wszystkich podatników traktuje lekką ręką. To nie są pieniądze pani, pani Burmistrz!!! To pieniądze nas wszystkich, mieszkańców żyjących na Ziemi Mosińskiej!!! Chcemy, aby były mądrze, gospodarnie wydawane!!! Filozofia Burmistrza jest następująca: jak dochody są mniejsze od zakładanych, to nie ma się co przejmować, załatamy dziurę obligacjami. Pieniądze wydawane są na prawo i lewo. Cały czas rośnie zatrudnienie w urzędzie (w ciągu 2 lat wzrost o 6 etatów) i innych jednostkach budżetowych. Wydaje się pieniądze na trzeciorzędne rzeczy, a pierwszorzędne czekają. W 2012 r. zrealizowano jedną jedyną drogę ul. Piaskową w Krośnie. Jedna jedyna z zakresu jezdni w całej gminie! W tym roku też będzie jedna jedyna, to znaczy ul. Lipowa w Krosinku. Procentowy spadek nakładów inwestycyjnych w stosunku do łącznych wydatków w okresie rządów Zofii Springer jest kompromitujący. Fakty są niepodważalne. W latach 19982002 nakłady na inwestycje wynosiły 30% budżetu, w kolejnych latach pod rządami Zofii Springer średnio rocznie wyniosły ok.15 % i to wspierane horrendalnie wysokimi obligacjami. Czy przeczytacie państwo w urzędowym Merkuriuszu, czy w innych poddańczych gazetkach Zofii Springer, że w latach 2006-2013 zaciągnęła obligacje w kwocie 42,5 mln, a odsetki od tej kwoty wynoszą 13 mln?!!! Oprocentowanie 30,58%. To mądrze wydane pieniądze? Czy to są korzystne pożyczki? To jest skandal! Z tego wszystkiego tylko bank PKO S.A. jest zadowolony.

Inwestycje Aquanetu Jan Marciniak Podczas wrześniowej sesji Rady Miejskiej gościliśmy kilkuosobowy zespół z Aquanetu z wiceprezesem panem Włodzimierzem Dudlikiem. Powodem ich obecności było podjęcie przez Radę uchwały zatwierdzającej wieloletni program inwestycyjny Aquanetu na terenie gminy. W 1993 r. Burmistrz Kałuziński i ja podpisaliśmy Porozumienie z ówczesnym Przedsiębiorstwem Wodociągów i Kanalizacji w Poznaniu. Byliśmy z tego powodu odsądzani od czci i wiary przez naszych oponentów. W wyniku tego Porozumienia PWiK, a później (po zmianie nazwy)

rok 2014 2015 - 2016 

Czas Mosiny 4 (10) listopad 2013

Aquanet dokładał się do realizowanych przez nas wodociągów, kanalizacji, w tym budowy oczyszczalni ścieków. Realizował szereg zadań z własnej inicjatywy i za własne środki. W latach 2014 – 2018 Aquanet planuje bardzo duże inwestycje: • modernizacja i rozbudowa ujęcia wody - 33, 5 mln zł • opracowanie koncepcji programowo - przestrzennej dla kanalizacji osłonowej ujęcia wody - 700 tys. • rozbudowa stacji uzdatniania wody – 98 mln zł • rozbudowa i modernizacja oczyszczalni ścieków - 35 mln zł.

budowa wodociągów kwota Borkowice 1 900 000 Babki 183 000 Krosno, ul. Piaskowa 206 000 2016 Krosno ul. Jesienna, 442 000 wspólnie Wiosenna, Żwirowa z gminą Mosina, ul. Platanowa 174 000 Mosina Bolesławiec 150 000 Mosina ul. Powstańców Wlkp., 850 000 Orzeszkowej, 25 Stycznia wymiana rur 2016 - 2017 Mosina ul. Szosa Poznańska 300 000 2017 Babki, Daszewice 1 440 000 2018 Mosina ul. Sowiniecka, Żeromskiego 19 000 Ponadto w latach 2016 – 2018 Aquanet po ustaleniach z gminą, zrealizuje (ze spłaty puli inwestycyjnej) zadania na kwotę 2 964 000 zł rok budowa kanalizacji kwota 2014 Krosinko 8 300 000 2014 - 2015 Daszewice 23 882 000




Czas Mosiny 4 (10) listopad 2013

Arogancja urzędników Ostatnio w Czapurach zostały wywołane dwa plany miejscowe. Mimo wniosku radnych Koalicji Samorządowej planem nie zostały objęte tereny, na których Family House buduje Osiedle Leśne, a jedynie stare, zurbanizowane części wsi Czapury. Mieszkańcy są zbulwersowani decyzjami i zachowaniem urzędników. Z Moniką Cybal rozmawia Małgorzata Kaptur. Mimo twierdzenia mosińskich urzędników, iż nie ma w tym nic dziwnego, budowanie tak olbrzymiego osiedla bez planu, przy równoczesnych trudnościach, jakie spotkają inni, zawsze będzie rodziło podejrzenia nierównego traktowania mieszkańców wsi – mówi Monika Cybal, mieszkanka Czapur. Plan miejscowy jest instrumentem polityki przestrzennej gminy, kształtuje sposób wykonywania prawa własności. Zmusza do zastanowienia, że tam, gdzie teren jest urbanizowany przez dewelopera taki instrument prawny jest zbędny, a nasz teren wymaga planu miejscowego. Urzędnicy na porównania przyjętych rozwiązań dla naszego terenu z sąsiednim osiedlem FH reagują nerwowo. – Czy to prawda, że kierownik referatu planowania przestrzennego Sławomir Ambrożewicz nasłał na panią policję? – Nagrywałam przebieg dyskusji publicznej nad planem dla Czapur. Kilka dni później w drzwiach mojego domu ujrzałam policjanta. Okazało się, że Sławomir Ambrożewicz złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnieniu przestępstwa. Policja po zbadaniu sprawy stwierdziła, że „nie doszukano się popełnienia czynu zabronionego”. Czy takie postępowanie urzędnika nie może być

odebrane, jako próba zastraszania i nękania mieszkańca? Nie rozumiem, dlaczego zakazuje się nagrywania dyskusji publicznej nad planem, mimo, że prawo tego nie zabrania. Nasze negatywne uwagi nie zostały odzwierciedlone w protokołach, brak w nich pełnych informacji o oczekiwaniach lokalnej społeczności oraz istniejących problemach i konfliktach przestrzennych. Nie rozumiem, dlaczego w naszej gminie ogranicza się dostęp do tak istotnych informacji dla osób dotkniętych negatywnymi skutkami planu miejscowego? – Dlaczego ten plan wywołuje tyle emocji? – Uważamy, że dla osób od lat mieszkających w gminie Mosina i płacących podatki ustala się zdecydowanie gorsze parametry i warunki zabudowy działek niż dla dewelopera Family House. Z dokumentacji terenów zagrożonych osuwaniem się ziemi w Czapurach wynika, że taki teren znajduje się przy ul. Promowej i na pobliskim osiedlu Family House. Jest dla nas niezrozumiałe, dlaczego na osiedlu FH buduje się nowe drogi i budynki na terenach zagrożonych osuwaniem się ziemi i zezwala się na budowanie na skarpach z gruntów nasypowych, a w projekcie planu dla naszego terenu degraduje się

istniejącą od 100 lat drogę, która ma niewielkie natężenie ruchu i nieporównywalnie mniejszy procent zabudowy działek do niej przylegających. Na planie wyrysowano iluzoryczne drogi wewnętrzne na koszt właścicieli działek, z których jedna ma zastąpić istniejącą od 100 lat drogę. Część ulicy Promowej w kierunku Wiórka ma być ścieżką pieszo-rowerową. Uznajemy to za rażąco krzywdzące nas. Wydzielenie dróg wewnętrznych wymaga bowiem wspólnego interesu inwestycyjnego właścicieli działek w jednym czasie. Powodować to będzie sytuacje, że aby właściciel działki mógł budować dom, inni właściciele powinni wyrazić zgodę na wydzielenie z ich działek drogi wewnętrznej, mimo że sami nie będą zainteresowani inwestycjami w tym czasie lub takie inwestycje nie są możliwe na ich działkach. Proponowane rozwiązanie jest iluzją i może być źródłem konfliktów sąsiedzkich. Urzędnicy tłumaczą, jeśli nie chcesz drogi wewnętrznej nie musisz jej robić. To jest jedna strona medalu. Druga – to, że jeśli chcesz budować, a sąsiad na drogę się nie zgadza, domu nie postawisz…W praktyce oznacza to zablokowanie budowy nowych domów na działkach w tym terenie.

– Czy urzędnicy wyjaśnili, na jakiej podstawie ma zostać dokonana zmiana statusu ulicy Promowej? – Mimo wyraźnych żądań o podanie przepisów prawnych nakazujących degradację odcinka drogi Promowej na ścieżkę pieszo–rowerową ani Sławomir Ambrożewicz, ani Michalina Szeliga nie udzielili wyjaśnień na żadnym ze spotkań w sprawie projektu MPZP, żądania te nie zostały nawet wpisane do protokołu, wbrew jednoznacznie składanym wnioskom o zaprotokołowanie takich uwag. Nasze uwagi o możliwości poszerzenia ul. Promowej urzędnicy kwitują stwierdzeniem, że chcemy zburzyć dom sąsiadów, żeby polepszyć parametry drogi. Nikt nigdy na zebraniu nie podał takiej propozycji, jest ona celowym mataczeniem i próbą konfliktowania mieszkańców. Burmistrz nie zgodził się na drogę wewnętrzną – sięgacz po naszej części Promowej, mimo że wyraziliśmy gotowość poszerzenia ulicy kosztem naszej działki. Nierówno traktuje się nas i sąsiadów. Przecież mieszkańcy trzech sąsiednich domów będą dojeżdżać do swoich domów po ścieżce pieszo-rowerowej. Kuriozum poszerzenia ul. Promowej polega też na tym, że równolegle z wywołaniem planu nastąpiły wykupy ziemi pod budowę chodnika. Teraz okazuje się, że wydane pieniądze na wykupy i wykonane prace (przesunięcie parkanu, nasadzeń, przyłączy) były nieracjonalne, bo ten odcinek ma być po raz kolejny poszerzony. Urzędnicy nie podejmują czynności w celu dokładnego wyjaś-

Ważna droga? O co tutaj chodzi? Małgorzata Kaptur W opracowywanym planie zagospodarowania części Czapur między ul. Spokojną, Poznańską a Gromadzką znalazła się nowa droga o

szerokości 25-33 metrów. Mieszkańcy, przez których działki przechodzi, zadają pytania. Niestety nikt nie chce im na nie odpowiedzieć.

Droga jest uwzględniona w planie, bo wcześniej znalazła się w Studium uchwalonym w lutym 2010 r. Mieszkańcy o planach gminy dowiedzieli się jednak dopiero na początku września, już po drugim wyłożeniu planu. Dlaczego ważna informacja o planowanych zmianach ingerujących w prywatną własność dotarła do nich tak późno? Przepisy mówią, że wystarczy umieścić obwieszczenie na stronie BIP urzędu i na tablicach informacyjnych. Nikt nie zabrania jednak informować mieszkańców lepiej. Może, a nawet powinien, to zrobić sołtys lub radny. W przypadku Czapur to jedna i ta sama osoba - Waldemar Waligórski. Małgorzata Rajkowska, mieszkanka ul. Gromadzkiej w Czapurach: – Sołtys oświadczył na zebraniu wiejskim we wrześniu, że chciał informować osobiście mieszkańców, przez których posesję miała iść droga, o projekcie jej budowy. Chciał napisać krótkie powiadomienia i powrzucać zainteresowanym do skrzynek na listy, ale zabroniono

mu tego w gminie. Przez prywatne działki przebiegać ma nowa droga 1KDZ. Poinformowano mnie, że jest to droga biegnąca z Poznania do Rogalinka i ma służyć odciążeniu ulicy Poznańskiej i usprawnieniu ruchu. Zapytałam zastępcę kierownika referatu planowania przestrzennego M. Szeligę, w jaki sposób ta droga ma odciążyć ul. Poznańską, skoro w planach ma „wejść” w Poznańską, od naszej strony, przed mostkiem? Przecież tuż obok jest problematyczny, niebezpieczny wyjazd z Osiedla Leśnego na ul. Poznańską. Dla mnie jest to totalny absurd. W Prognozie Oddziaływania na Środowisko jest informacja, że przebieg nowej drogi 1KDZ wyznaczono w celu poprawienia komfortu akustycznego w tym rejonie, że „istotny problem ze względu na emisję hałasu komunikacyjnego może stanowić droga powiatowa nr 2460 Poznań - Rogalinek.” W tym samym opracowaniu kilkakrotnie stwierdza się jednak, że nie ma pomiarów natężenia hałasu, ani pomiarów natężenia ruchu pojazdów osobowych i ciężkich. Ocena została dokonana na podstawie obserwacji własnych.

Monika Cybal 

fot. Ł. Kasprowicz

nienia stanu faktycznego naszego terenu, nie dążą, by plan miejscowy uwzględniał interes społeczny i słuszny interes mieszkańców, zachowują się arogancko, unikają dialogu. To jest dla mnie niezrozumiałe. – Na posiedzeniu Komisji Inwestycji i Planowania Przestrzennego radni odrzucili wszystkie Wasze uwagi i zaopiniowali projekt planu pozytywnie. – Poinformowaliśmy radnych o wielu okolicznościach związanych z naszą sprawą, m.in. o tym, że mamy dokumenty oraz pisma podpisane przez zastępcę burmistrza S. Ratajczaka, z których wynika, że Promowa na całej długości jest drogą publiczną, a nie jak piszą urzędnicy, w połowie jest, a w połowie nie. To manipulacja faktami. Przykro nam, że większości radnych to nie przeszkadza, że akceptują projekt planu mimo nieprawidłowości, o których zostali poinformowani. Czy tak powinno wyglądać procedowanie planu, który narusza prawo własności, opiera się na nieprawdziwych faktach i nierówno traktuje sąsiadów? Radni dają na to swoje przyzwolenie. Komisja Inwestycji i Planowania Przestrzennego zgadza się na manipulacje. Radni mówią, że pomocy możemy szukać nie u nich, lecz poza gminą, że mamy sobie iść do wojewody lub do sądu…

Czyich obserwacji? Pani Burmistrz Zofii Springer, pana Waligórskiego? Na podstawie obserwacji własnych planuje się więc tak kosztowną, niczym nieuzasadnioną inwestycję, a pani Burmistrz za wszelką cenę nie chce powiedzieć, komu ta droga ma służyć? - dziwi się pani Małgorzata Rajkowska. Załatwiając sprawy w urzędzie związane z wyłożeniem projektu planu dotyczącego swojej posesji i moich najbliższych sąsiadów poczułam, że przeniosłam się w czasy komunizmu, czy do powieści Franza Kafki - mówi dalej moja rozmówczyni. Pomimo pozorów normalności przez cały czas następuje seria absurdalnych niezrozumiałych wydarzeń, a urząd i jego urzędnicy zachowują się jak siła wszechwładna. Otrzymuję odpowiedź od burmistrza na pismo, którego do urzędu nie wysłałam, przekonuję się, że zastępca burmistrza nie zna ustawowego terminu rozpatrywania uwag do planu i udziela mi kłamliwych wyjaśnień”. W trakcie trzeciego wyłożenia okazało się, że droga zostaje zwężona o 14 metrów i ma teraz 11 m! To ogromna różnica. Najbardziej zaskakuje jednak, że w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego dla wsi Wiórek uchwalonym 30 października 2013 r. ta ważna droga wcale nie została uwzględniona. Ważna droga w Czapurach jest nieważna w Wiórku? O co tutaj chodzi?






Czas Mosiny 4 (10) listopad 2013

Z wizyta u sąsiadów – Kórnik Lubię przecież

naszego Sołtysa…

Małgorzata Kaptur

Budżet Obywatelski Gmina Kórnik tworzy w tym roku po raz pierwszy Budżet Obywatelski. Radni zaakceptowali pomysł burmistrza J. Lechnerowskiego i z budżetu gminy na ten cel wyodrębniono 500 tys. zł. Planuje się zrealizować 3 zadania inwestycyjne, wybrane w głosowaniu. Mieszkańcy - tylko ci zameldowani - mogli zgłaszać propozycje zadań. Należało opisać zadanie, uzasadnić wybór, wykazać jego znaczenie dla mieszkańców. Każdy mógł zgłosić tylko 1 pomysł. Zadania nie mogły być ujęte w Wieloletniej Prognozie Finansowej. Wpłynęło około 80 wniosków. Większość z nich, co zaskoczyło urzędników zajmujących się inwestycjami, była doskonale przygotowana, zawierała kosztorys, zdjęcia, plany sytuacyjne. Po wstępnej weryfikacji zakwalifikowano 52 wnioski. 12 listopada skończyła się I tura głosowania. W II turze, spośród 20 najwyżej ocenionych projektów, zostaną wyłonione trzy zadania do realizacji. Urzędnicy mają dodatkową pracę, ale zyski z tego przedsięwzięcia są znaczące. Władze poznają potrzeby mieszkańców i mogą uwzględnić je w kolejnych latach w budżecie gminy. Mieszkańcy się aktywizują, integrują, poznają koszty poszczególnych inwestycji i lepiej rozumieją budżetowe dylematy. Udział w tworzeniu budżetu daje mieszkańcom wgląd w proces zarządzania gminą. Wzrasta świadomość obywatelska i wiedza na temat możliwości i ograniczeń władz samorządowych. Dzięki aktywnej obywatelskiej kontroli wydatków spada ryzyko korupcji, klientelizmu i innych negatywnych zjawisk. Dzięki możliwości wywierania wpływu na zmiany w miejscu zamieszkania mieszkańcy czują się z nim bardziej związani. Wzrasta

Henryk Kociemba



Fot. autor

również poczucie odpowiedzialności za wspólną przestrzeń.

Jak tworzy się budżet w Mosinie? Obecnie nie tylko mieszkańcy, ale również radni są poza sferą dyskusji o budżecie na etapie jego tworzenia. Radni, sołtysi, przewodniczący osiedli zgłaszają wnioski do budżetu, ale trafiają one do szuflady burmistrza i nie tylko nie toczy się nad nimi żadna dyskusja, ale nawet radni nie mają wiedzy o zgłaszanych pomysłach przez innych. Typowanie ulic, chodników do budowy to sprawa zakulisowa, bez czytelnych kryteriów i ustalonego trybu postępowania. Rozmowa o budżecie toczy się między burmistrzem i służbami urzędu za zamkniętymi drzwiami. Radni dostają projekt budżetu do ręki po 15 listopada i wtedy dopiero rozpoczyna się dyskusja. Długie debaty kończą się zwykle przegłosowaniem tego, co burmistrz w swej wszechwiedzy i łaskawości uważa za słuszne, ponieważ radni proburmistrzowscy stanowią zdecydowaną większość w Radzie Miejskiej. A swoją drogą ciekawe, co nasi mieszkańcy chcieliby zbudować za 500 tys. zł.? To jest akurat kwota, którą gmina przeznaczyła w tym roku na realizację zadania ZIELONY RYNEK.

„Kórniczanin” To pismo urzędowe Gminy Kórnik, odpowiednik naszego „Merkuriusza Mosińskiego”. Ukazuje się dwa razy w miesiącu. Redaktorem naczelnym jest Łukasz Grzegorowski – urzędnik pracujący w wydziale promocji. Pisze artykuły, sprawozdania z sesji, przeprowadza wywiady, robi zdjęcia, a następnie skład pisma. Poza gazetą ma jeszcze inne obowiązki.

A jak jest w Mosinie? Redaktorem naczelnym „Merkuriusza” jest mieszkaniec Lubonia Dariusz Urbanowicz. Nie przychodzi na sesje, rzadko bywa na uroczystościach. Większość materiałów do Merkuriusza tworzą inni, np. zdjęcia zazwyczaj robi pani Karolina Adamczyk, pracownik GCI. Za zredagowanie i skład jednego numeru pan Dariusz Urbanowicz otrzymuje więcej niż urzędnik i redaktor „Kórniczanina” w jednej osobie za całomiesięczną pracę w Urzędzie Gminy w Kórniku.

Sponsor nowoczesnych radnych z Mosiny Łukasz Kasprowicz Grupa osób skupionych wokół burmistrz Mosiny Zofii Springer w stowarzyszeniu i klubie radnych Nowoczesna Rzeczpospolita Mosińska wydała kolejny numer swojego pisma. Oprócz tekstów politycznych, propagandowej manipulacji pojawiła się w nim całostronicowa reklama inwestycji kontrowersyjnego dewelopera, firmy Family House. Zamieszczenie reklamy Family House w proburmistrzowskim piśmie budzi uzasadnione zdziwienie w sytuacji, kiedy niejasne powiązania mosińskiego magistratu z Family House wyszły na jaw. Jak donoszą media, kierownik referatu planowania przestrzennego Sławomir Ambrożewicz projektował dla dewelopera, któremu kierowany przez niego referat przygotowywał bardzo korzystne decyzje o warunkach zabudowy dla Osiedla Leśnego w Czapurach. Przed paroma dniami burmistrz zwolniła dyscyplinarnie kierownika. Toczy się także prokuratorskie śledztwo w

sprawie niedopełnienia obowiązków przez burmistrz Zofię Springer w związku z przetargiem na sprzedaż łącznika ekologicznego bez prawa zabudowy w Czapurach, którą za symboliczne pieniądze nabył od gminy ów deweloper. Teren ten po sprzedaży został szybko przez FH zabudowany. Jak na ironię w zamieszczonej reklamie prezentowany jest obiekt TOPAZ zaprojektowany przez współpracującego z deweloperem urzędnika.

decyzji o warunkach zabudowy dla tak dużego osiedla rozwiązuje się problem odprowadzania ścieków. Tym się różnimy - dla Pana to normalne, a dla mnie poważny błąd decyzyjny fatalnie skutkujący dla mieszkańców. „…nie ma kanalizacji w Czapurach, bo AQUANET nie chce jej budować…winny, więc jest Aquanet…” mówi Pan. Otóż przypominam Panu, że to Gmina jest odpowiedzialna statutowo za rozwiązanie takich spraw. Nie o sianie zamętu mi chodziło, chcemy mieć rozwiązaną sprawę ścieków w Czapurach tak jak obiecywano!!! To elementarna potrzeba. Co do pięknej doliny Głuszynki, to proszę przeczytać artykuł na ten temat w „Kronice Miasta Poznania tom 4” str. 513 – 534., powoływałem się na niego wcześniej. No, ale jak się nie przeczytało, to się nie wie i dla Pana jest to demagogią, a argumentem jest wywiezienie 200 wywrotek gruzu. Deweloper wywiózł, bo musiał przygotować plac budowy. To Pana zachwyca? Oczyszczanie przydomowe, o których też pisałem, zostały zaproponowane przez Gminę Pana ustami na zebraniu wiejskim. Zgłosiliśmy akces przystąpienie do wspólnego projektu na piśmie, ucieszyliśmy się z tej propozycji bardzo. Jeżeli Gmina odstąpiła od tego, to należało nas powiadomić o tym, a nie mówić, że nikt nie zdecydował się na taki krok, bo to nie jest prawdą. Dopiero teraz dowiedziałem się, że nie mamy, na co liczyć. Takie działania Gminy powodują, że jesteśmy zdezorientowani, nie wiemy, co robić: najpierw obiecywano kanalizację, po kilku latach zaproponowano przydomowe oczyszczalnie i znowu nic. „…zawiniła Warszawa…” Tak to już u Pana jest, zawsze ktoś zawini, to Poznań (Aqaunet) to Warszawa, to Kociemba, który wprowadza antagonizmy. Władze Gminy są „cacy” Pana zdaniem, gratuluję dobrego samopoczucia. Chcę dodać na zakończenie, że będę krytykował decyzje władz, jeśli uznam, że będzie to w interesie mieszkańców gminy. Jeśli coś krytykuję, to dla czyjegoś dobra, co chcę wyraźnie podkreślić.

Król Facebooka

Sprawa tytułu wyjaśniona Informujemy, że na skutek naszej krytyki Stowarzyszenie Nowoczesna Rzeczpospolita Mosińska wystąpiło do Sądu Okręgowego w Poznaniu z wnioskiem o zmianę zarejestrowanego wcześniej tytułu polegającą na

Naprawdę lubię, jest uczynny w miarę aktywny, pracuje jak umie. Problem tylko w tym, że niezbyt dużo umie. Sołtys umie na przykład atakować osobiście swojego adwersarza umykając skrzętnie od dyskusji merytorycznej, od spraw, za które jest odpowiedzialny, od spraw, które dzieją się w gminie źle. Mowa o wywiadzie Waldemara Waligórskiego „Szambowozy nie rozjadą Czapur”, który ukazał się w lipcowym numerze pisma wydawanego przez Stowarzyszenie Nowoczesna Rzeczpospolita Mosińska. Sołtys panicznie nie znosi krytyki, a przecież piastując odpowiedzialną funkcją powinien zdawać sobie sprawę, że będzie przedmiotem krytyki. Zawsze znajdzie winnego, tym razem atak skupił się personalnie na mnie, zrobił ze mnie wroga wszystkich. Wytrzymam jakoś. W artykule „Rozjadą nas szambowozy”, który ukazał się w kwietniowym „Czasie Mosiny” chciałem zasygnalizować pewne sprawy i wskazać w jak niekorzystnym kierunku będą się, moim zdaniem, rozwijać. Sądząc po reakcji - trafiłem. Jest oczywiste, że ludzie chcą mieszkać poza miastem, chcą oddychać czystym powietrzem. Czapury są dobrym i atrakcyjnym miejscem. Wbrew temu, co sugeruje pan Sołtys, nie przeszkadzają mi nowi sąsiedzi, lubię ludzi i witam ich tu serdecznie. To nie mnie przeszkadzają szambowozy, ale właśnie tym nowym mieszkańcom, bo jeżdżą im pod nosem całymi dniami zakłócając spokój, bezpieczeństwo i świeże powietrze. Czy widział ktoś nowo budowane osiedla w zwartej zabudowie na kilka tysięcy mieszkańców budowane w 2 dekadzie XXI wieku, bez rozwiązanego problemu odprowadzania ścieków? Myślę, że to wyjątkowa rzadkość, a jednak urzeczywistniona w Czapurach!!! Pan Przewodniczący Rady Gminy – Waligórski ze zdumiewającą szczerością mówi: „ w Czapurach nie ma kanalizacji, więc to chyba normalne, że wozy asenizacyjne wywożą nieczystości…” Otóż nie, Panie Waligórski, to nie jest normalne. Normalne jest to, że przed wydaniem

dopisaniu słów: KURIER MOSIŃSKI . Stowarzyszenie NRM zatem dopiero 20 maja 2013 r. uzyskało prawo do tytułu, jakim się bezprawnie posługiwało od listopada 2012 roku.  (MK)

Portal społecznościowy Facebook cieszy się dużą popularnością wśród mieszkańców gminy Mosina. Skrzętnie wykorzystuje to nasz wiceburmistrz Waldemar Krzyżanowski. Wrzuca na swój profil mnóstwo informacji i zdjęć. Jawi się jako posłaniec wyłącznie dobrych wiadomości z gminy Mosina. Wywołuje przy tym u odbiorców złudzenie, że wszystkie te wspaniałości są jego osobistą zasługą. Na internetowym wizerunku zastępcy burmistrza są niestety pewne rysy. Usuwa z grona znajomych osoby, które nie schlebiają mu komentarzami, zadają niewygodne pytania, bądź krytycznie wyrażają się o działalności gminy. Takim przykładem jest małżeństwo państwa Anny i Jacka Fordonów z Drużyny. Odważyli się dopominać na profilu pana wiceburmistrza o ważne dla ich wsi sprawy. Zostali ukarani usunięciem z grupy jego znajomych na Facebooku. Wiecznie uśmiechnięty król Facebooka, jest tylko królem w Internecie, z realnymi problemami radzi sobie już zdecydowanie gorzej.  (ŁK)




Czas Mosiny 4 (10) listopad 2013

Zwolnij, zwiększ uwagę! Łukasz Kasprowicz

W październiku w Mosinie przy dworcu PKP doszło do tragicznego wypadku. W związku z tym złożyłem wniosek do burmistrza o zainstalowanie progów zwalniających w strefie ruchu pasażerów PKP, PKS, MPK. Wystąpiłem też z wnioskiem o przeprowadzenie akcji społecznej, której celem będzie uświadomienie kierowcom i pieszym poziomu zagrożeń na drodze pod hasłem „Zwolnij, zwiększ uwagę!” Śmiertelny wypadek przy ulicy Kolejowej w Mosinie wstrząsnął całą Mosiną. Na forach internetowych komentowano to tragiczne zdarzenie w różny sposób. Wyjaśnieniem przyczyn tego konkretnego wypadku, ustaleniem okoliczności zajmie się policja i prokuratura. Zadałem sobie pytanie, co ja mogę zrobić, jako człowiek, radny, aby w przyszłości ograniczyć tego typu zdarzenia? Uznałem, że trzeba przeprowadzić akcję społeczną uświadamiającą o zasadach bezpieczeństwa na drodze, reakcjach psychomotorycznych człowieka, który idąc ulicą, bądź kierując samochodem, rozmawia przez komórkę, słucha głośnej muzyki czy wręcz pisze smsy. Bo nie tylko kierowcy są sprawcami wypadków. Mówią o tym statystyki Komendy Głównej Policji. Oto kilka danych: W 2012 r. najwięcej wypadków miało miejsce w październiku. Naj-

więcej osób zginęło również w tym miesiącu. Zwiększona liczba wypadków w miesiącach jesiennych jest zjawiskiem obserwowanym od kilku lat. W okresie tym pogarszają się warunki atmosferyczne oraz warunki drogowe, wcześnie zapada zmrok. Dochodzi przede wszystkim do potrąceń pieszych, gdyż stają się oni mniej widoczni. Najwięcej zdarzeń odnotowano w piątki. Najwięcej osób zginęło natomiast w soboty, średnio, w co dziewiątym wypadku ginął człowiek. W 2012 roku zdecydowana większość wypadków, bo 27 056 (73%), miała miejsce w obszarze zabudowanym - zginęły w nich 1 652 osoby, a 32 071 zostało rannych. Mimo, iż większość wypadków wydarzyła się na obszarze zabudowanym, to więcej osób zginęło w wyniku wypadków w obszarze niezabudowanym, (w co piątym wypadku ginął człowiek, podczas gdy w obszarze zabudowa-

nym, w co szesnastym). Przyczynę takiego stanu rzeczy upatrywać można w tym, że na obszarach niezabudowanych kierujący rozwijają większe prędkości, często w jednym samochodzie ginie więcej niż jedna osoba, a ponadto pomoc lekarska dociera znacznie później. Główne przyczyny wypadków w 2012 roku na prostych odcinkach to: • niedostosowanie prędkości do warunków ruchu – 4 417 wypadków, • nieprawidłowe zachowanie się wobec pieszego – 2 218 wypadków. • „najechanie na pieszego” - 10 042, w wyniku czego zginęły 1 152 osoby, a 9 548 zostało rannych. Z winy pieszego miały miejsce w 2012 roku 3735 wypadki, śmierć w nich poniosło 625 osób, rannych zostały 3182 osoby. Najczęstszą przyczyną wypad-

ków z winy pieszego było: • wejście na jezdnię bezpośrednio przed jadącym pojazdem – 2 071 wypadków, (55,4% wszystkich zdarzeń spowodowanych przez pieszych), • przekraczanie jezdni w miejscu niedozwolonym – 441 wypadków, • wejście na jezdnię zza pojazdu, czy innej przeszkody – 433 wypadki, • wejście na jezdnię przy czerwonym świetle – 310 wypadków. W 2012 roku z winy kierujących pojazdami powstało 30 186 wypadków (co stanowi 81,5% ogółu). W wyniku tych zdarzeń śmierć poniosło 2 511 osób, a 39 002 zostały ranne. Głównymi przyczynami wypadków z winy kierowców było: • niedostosowanie prędkości do warunków ruchu – 8 550 wypadków, • nieprzestrzeganie pierwszeństwa przejazdu – 7 922 wypadki, • nieprawidłowe przejeżdżanie przejść dla pieszych oraz nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu – 4 380 wypadków. Najczęściej sprawcami wypadków w 2012 roku byli mężczyźni kierujący pojazdami, spowodowali trzy razy więcej wypadków niż kobiety. Największą liczbę sprawców wśród kierujących, zanotowano w przedziale wiekowym 25-39 lat.

Spowodowali oni 10192 wypadki (33,8 % wypadków z winy kierujących), zginęły w nich 853 osoby, a 13 157 osób zostało rannych. Dużą liczbę wypadków spowodowali młodzi w wieku 18-24 lata – 6 526 wypadków (21,6% wypadków powstałych z winy kierujących), zginęły w nich 626 osób, a 9 206 zostało rannych. Przyczyną połowy wypadków, które spowodowali było niedostosowanie prędkości do warunków ruchu, a o ich ciężkości świadczy 55% zabitych w wypadkach przez nich spowodowanych. Jest to grupa osób, którą cechuje brak doświadczenia i umiejętności w kierowaniu pojazdami oraz duża skłonność do brawury i ryzyka. Najwyższy wskaźnik ofiar na 1 mln populacji odnotowany został, podobnie jak w latach poprzednich, w przedziale wiekowym 18-24 lata. Warto choć przez chwilę się nad tą tragiczną statystyką zastanowić i wyciągnąć wnioski. Kierowco, przechodniu, zwiększ uwagę!

Rajd Wielkopolski CALINECZKI ciąg dalszy... – kłopotliwy prestiż Z Dorotą Owoc, dyrektorem Przedszkola i Klubu Malucha CALINECZKA, rozmawia M. Kaptur

Piotr Wilanowski Pierwszy Rajd Wielkopolski, który w dniach 26–27.10.2013 r. odbył się na terenie Gminy Mosina to niewątpliwy prestiż, ale czy wart swojej ceny? Iluzoryczne efekty związane z promocją Gminy oraz uciecha dla kibiców w obliczu wygenerowanych kosztów i uciążliwości wydają się niewystarczające. Z pięciu wyznaczonych tras, dwie tj. Wiórek i Sasinowo były styczne bądź przebiegały przez obszary Natura 2000 – Rogalińską Dolinę Warty (PLH 300012) oraz Ostoję Rogalińską (PLB 300017). Czy rzeczywiście wyjątkowe, przyrodniczo cenne obszary, za których stan Polska jest materialnie odpowiedzialna przed Wspólnotą Europejską, są najlepszą lokalizacją dla hałaśliwych, dwudniowych, masowych imprez? Czy idea rajdu w tym miejscu uzyskała zgodę Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Poznaniu i pozytywną opinię Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Wielkopolskiego zarządcy Rogalińskiego Parku Krajobrazowego? W tej sprawie skierowane do Urzędu pytania czekają na odpowiedź. Mam nadzieję, że Gmina Mosina przynajmniej uzyskała jakieś profity z tytułu współorganizacji rajdu i zostaną one przeznaczone na rekultywację zniszczonych przez rajdowe samochody nawierzchni drogowych, naprawę innych zniszczeń oraz sprzątnięcie śmieci pozostawionych przez organi-

zatorów, uczestników i widownię na rozległych obszarach przyległych do tras rajdu, oraz na obszarach przyległych do dróg dojazdowych między poszczególnymi trasami rajdu. Nie dopuszczam możliwości by temat „zamieciono pod dywan”, by mieszkańców pozostawiono nie tylko z bólem głowy spowodowanym hałasem, ale również z rozjeżdżonymi błotnistymi, grząskimi drogami (filmy zmieszczone w Internecie po wprowadzeniu hasła – Pierwszy Rajd Wielkopolski – dobrze ilustrują zakres zniszczeń nawierzchni drogowych). Zapewne to tylko „zła skłonność opozycjonisty” rodzi niepewne podejrzenie, że trasy z premedytacją wyznaczono w „najdalszych” zakątkach Gminy by braku rekultywacji i pozostawionego bałaganu nie zauważono. Tak czy inaczej „mleko już się rozlało”, dziś warto zastanowić się nad uczestnictwem Gminy Mosina w organizacji następnych rajdów. Najważniejsze pytanie brzmi czy warto mieć taką imprezę na własnym terenie, a jeżeli już tak to koniecznie trasy rajdu należy odpowiednio odsunąć od cennych, szczególnie chronionych obszarów przyrodniczych. Warto zadbać o takie warunki w podpisywanych umowach, by mieszkańcy posesji przyległych do tras rajdowych za doznane uciążliwości mogli cieszyć się po odbytym rajdzie zrekultywowanymi drogami, których nawierzchnie będą istotnie lepsze od stanu początkowego.

– Jakie były początki CALINECZKI? – Klub Malucha przy ulicy Dębowej powstał trzy lata temu. Był odpowiedzią na zmieniające się potrzeby rodziny, szczególnie młodej rodziny, w której wychowują się małe dzieci. Małe dziecko potrzebuje klimatu ciepła, czułości, bezpieczeństwa, a kiedy to otrzyma, rośnie i rozwija się jak najpiękniejszy kwiat. Celem ,,Calineczki” było objęcie opieką i edukacją dzieci w wieku do lat 3. Chcieliśmy stworzyć małą placówkę, w której będzie panowała rodzinna atmosfera, a dzieci będą czuły się jak w domu. Chcieliśmy, by była to placówka finansowo dostępna dla każdego rodzica. No i udało się, a nawet udało się więcej niż zakładaliśmy. – CALINECZKA nie jest już dzisiaj taka mała… – Nasza,,Calineczka” podobnie jak w baśni Andersena – rośnie i tworzy swoją historię. Jesteśmy obecnie na etapie tworzenia sieci małych placówek zajmujących się nie tylko dziećmi w wieku do lat trzech, ale także przedszkolakami. Dzisiaj mamy ,,Klub Malucha” i trzy Anglojęzyczne Punkty Przedszkolne. Punkty Przedszkolne - to inne formy wychowania przedszkolnego - małe przedszkola, które tak samo jak przedszkola publiczne i prywatne realizują podstawę programową, są wpisane w rejestr placówek oświatowych i podlegają

nadzorowi Kuratorium Oświaty. – Udało się Pani zdobyć środki unijne na swoją działalność … – W tym roku we współpracy z Gminą Mosina i Centrum Kompetencji pozyskaliśmy dotację i realizujemy projekt:,,Calineczka rusza w drogę”. Pozyskane środki są przeznaczone na utworzenie i funkcjonowanie przez okres 2 lat dodatkowych miejsc przedszkolnych w Mosinie. W konsekwencji powstały dwa oddziały przedszkolne przy ul. Bolesława Śmiałego w Mosinie przeznaczone dla 34 dzieci. Rodzice płacą tylko za wyżywienie. Pracujemy w godz. 6.00 - 18.00. Mamy bardzo bogatą ofertę zajęć dodatkowych. Dzieci mają codziennie język angielski prowadzony przez lektorów Szkoły Leader School. W naszych oddziałach przedszkolnych jest rytmika, zajęcia logopedyczne, prowadzimy warsztaty dla rodziców, konsultacje z psychologiem, organizujemy gry i zabawy terenowe oraz przeglądy twórczości artystycznej. Dzięki dotacji unijnej korzystają także dzieci uczęszczające do przedszkola przy ul. Dębowej, bo cały wachlarz bezpłatnych zajęć dodatkowych obejmuje także tę grupę. Dzieci w tej placówki uczestniczą w zajęciach codziennie w systemie dwuzmianowym (8.00 - 11.30 lub 12.30-16.00). Ponoszą opłatę stałą

w wysokości 50 zł. miesięcznie. Uważam to za sukces, gdyż na takie przedszkole stać każdego Rodzica. Zamierzamy się dalej rozwijać. W najbliższym czasie planujemy rozszerzanie działalności dotyczącej dzieci w wieku do lat 3. – Czy są jeszcze w Calineczce wolne miejsca? – W związku z tym, że informacja o dotacji dotarła do nas dopiero we wrześniu, kiedy większość dzieci trafiła już do przedszkoli, mamy jeszcze kilka wolnych miejsc dla trzy- i czterolatków. Więcej na: www.calineczka.npx.pl

Najmłodsi mieszkańcy (zameldowani) Mosina wieś gmina 2007 153 220 373 2008 151 248 399 2009 174 234 408 2010 148 262 410 2011 164 211 375 2012 155 225 380 945 1400 2345 Najwięcej dzieci urodzonych w latach 2007-2012 mieszka w Krośnie (244), w Czapurach (198), w Pecnej (143), w Daszewicach (141) i w Rogalinku ( 118).


10

Czas Mosiny 4 (10) listopad 2013

Barką przez pola i łąki Jacek Szeszuła

Pan Wacław Taciak z Kościana były mieszkaniec Mosiny, przysłał mi gazetę, w której jest artykuł Jerzego Bogdanowicza o budowie portu rzecznego w naszym mieście. Projekt powstał prawie 100 lat temu. Zachęcam do lektury. Reporter leszczyński. Nr 15 (24) 5 września – 18 września 2013 r., s. 9, 10, 11. – fragmenty. „Oder-Warthe-Netze-Kanal, czyli droga wodna przez Wielkopolskę – jej plany odkrył niedawno leszczynianin Jerzy Bogdanowicz, który specjalnie dla Reportera leszczyńskiego opisuje, czym miała być owa wodna droga, dzięki której w Lesznie i Kościanie miały powstać porty. Na projekt budowy żeglownego kanału łączącego Odrę z Wartą natrafiłem w Archiwum Państwowym w Poznaniu. Dokument ten datowany na 1917 rok, a właściwie jego odpis, zatytułowany został “Kanał Odra-Warta-Noteć. Opracowanie na zlecenie regionalnego Stowarzyszenia do Podźwignięcia Żeglugi Rzecznej i Kanałowej w prowincji Poznań wykonał Krajowy Inspektor Budowlany Freystedt z Poznania”. W dokumencie przedstawiono ogólne założenia projektowe kanału i jego trasę, dane techniczne barek i statków, opis śluz i ich parametry, stosunki wodne i warunki terenowe. W dalszej części określone zostały koszty, orientacyjny czas budowy, szczegółowy opis topograficzny odcinków kanału, analizę stosunku kosztów transportu drogą wodną do kolejowego, kończąc na przewidywanych zyskach z jego eksploatacji. Pierwsze prace koncepcyjne nad projektem rozpoczęto już w drugiej połowie XIX wieku. W biurach projektowych ówczesnych Prus powstawały różne wersje przebiegu kanału Odra-Warta i Warta-Noteć. Odcinek Odra-Warta planowano czterema różnymi trasami, których długość miała wynosić około 120 km. Dla odcinka Warta-Noteć przewidziano również cztery trasy o długości około 190 km. W planowaniu wykorzystywano istniejące cieki wodne i ciągi jezior.

***

Na bazie tych ówczesnych projektów krajowy inspektor budowlany, Alwin Freystedt opracował założenia do projektu budowy „Oder-WartheNetze Kanal”. Kanał miał składać się z dwóch odcinków przebiegających linią Chobienia – Leszno – Niwka, poniżej Mosiny do Warty, Wartą do Biedruska i dalej przez Skoki albo Gołańcz do Noteci lub przez Janowiec i Żnin do Kanału Bydgoskiego. Dane techniczne przedstawione w projekcie są następujące: szerokość kanału miała zapewnić wyminięcie się dwóch barek w każdym miejscu kanału i wynosić 24,5 metra. Projektowane mosty miały mieć długość 21,5 metra i prześwit 4,5 metra. Zaplanowano śluzy o dwóch wrotach, długości 67 metrów, szerokości 9,6 metra i głębokości wody na progach 2,5 metra. Przepustowość określono na 45 śluzowań dziennie. Poziom wody w kanale miał wynosić od 2 metrów przy niskim stanie wody do 3 metrów przy stanie wysokim. Projekt przewidywał wykorzystanie barek lub statków o nośności od 150 do 600 ton, zależnie od stanu wody w kanale. Przy wysokim i średnim stanie wody używano by statków

o ładowności 400 ton, długości 55 metrów, szerokości 8 metrów i zanurzeniu 1,5 metra, a okresowo nawet 600 tonowych o długości 6 metrów i zanurzeniu 1,75 metra. Przy niskim stanie wody wykorzystywano by mniejsze barki (tzw. Finowkähne) o ładowności 150 ton i zanurzeniu 1,25 metra.

***

Odcinek Odra-Warta miał odchodzić od Odry pod Chobienią, biec między Górą i Kajęcinem, poniżej Długich Starych i dalej nad torem kolejowym do Leszna. Przeciąć szosę Święciechowa-Leszno, biec na północ i przeciąć tor kolejowy i szosę do Poznania. Na zachód od dworca kolejowego w Lesznie miał powstać port z dwoma basenami portowymi, do którego miały dochodzić bocznice kolejowe. Za miastem miał skręcać w stronę Osiecznej. Dalej miał przebiegać przez ciąg jezior na długości 6,2 km i na 63 km przekroczyć Kościański Kanał Obry. W tym miejscu miała odchodzić ślepa odnoga kanału do Kościana, w którym miał powstać port. Następnie kanał miał biec na północny wschód obok Czempinia i dalej wzdłuż linii kolejowej do Mosiny, która również miała otrzymać port. Przy wlocie Mosińskiego Kanału Obry kanał miał łączyć się z Wartą. Długość odcinka, łącznie ze śluzami, miała wynieść 101,7 km. Ukształtowanie terenu nie pociągało za sobą konieczności prowadzenia większych prac ziemnych, tylko na północ od Leszna należało poprowadzić kanał w wykopach do głębokości 10 metrów. Warta na odcinku 12 km, miała być dostosowana dla barek o ładowności do 600 ton przy wysokim stanie wody. […] Projektowana długość całego kanału od Odry w Chobieni do Warty w rejonie Mosiny, Warta do Biedruska i dalej do Noteci i Wisły przez Gołańcz miała wynosić 307,7 km, a przez Żnin 309,1 km. Koszt budowy odcinka Odra-Warta miał wynieść, według cen z 1913 roku, 27 mln marek i dodatkowo 1mln marek na rozbudowę odcinka Warty. Koszt odcinka Warta-Noteć przez Gołańcz – 27 mln, a przez Żnin 31 milionów marek.

***

Co zyskano by na realizacji projektu? Średni koszt transportu drogą wodną był niższy o nie mniej niż 25% od kolejowego. […] Nie można też zapomnieć o zwiększeniu zatrudnienia w regionie i to zarówno podczas budowy jak i eksploatacji kanału. Ponadto płynęłyby zyski z energii elektrycznej wytwarzanej przez turbiny na śluzach i dostarczanej do sieci państwowej, które szacowano na 325 tys. ówczesnych marek rocznie. Zgodnie z założeniami projektowymi po uruchomieniu kanału Odra-Warta-Noteć, przez cały odcinek transportowano by rocznie towary o łącznej masie 1,5 tys. ton za sumę 2.663.250 marek. Z tej ilości miał być transportowany 1 milion ton towarów w dół i 0,5 miliona

ton w górę kanału. […] Dalsze prace projektowe przerwała klęska Niemiec w I wojnie światowej i wynikające z tego faktu zmiany granic.

***

Do projektu kanału powróciły władze III Rzeszy na początku lat 40. XX wieku. Inicjatorem był prawdopodobnie gauleiter „Kraju Warty” Arthur Greiser. Jak wynika z zachowanych dokumentów, począwszy od marca 1941 roku trwały związane z tym projektem okresowe narady i konsultacje przedstawicieli rządu, dowództwa Wehrmachtu, władz rejencji

poznańskiej, władz powiatowych oraz przedstawicieli wszystkich zainteresowanych urzędów i instytucji. Łącznie w budowę kanału zaangażowane były 23 instytucje państwowe lokalne. Oszacowano nowy koszt budowy kanału. Według pisma starosty leszczyńskiego do Prezydium Rejencji w Poznaniu z maja 1941 roku, na realizację projektu na odcinku Odra – Warta – Noteć niezbędne były nakłady w wysokości około 60 mln RM. […]

***

Projekt zamierzano zrealizować w ciągu pierwszych 10 lat po wojnie (czytaj po niemieckim zwycięstwie), czyli według ówczesnych ocen, do mniej więcej 1953 – 1955 roku. Prawdopodobnie ze względu na komplikującą się sytuację na froncie wschodnim – klęska pod Moskwą (grudzień 1941 r.) – odłożono w czasie dalsze prace projektowe. Wszystkich bardziej zainteresowanych szczegółami technicznymi projektu odsyłam do zbiorów Archiwum Państwowego w Poznaniu.

***

Jak wyglądałby kanał obecnie, gdyby wybudowano go z końcem wojny?

Prawdopodobnie byłby nieużywany, infrastruktura zdewastowana i nie generowałby zysków, ale straty. Skąd taki pesymistyczny obraz? Wystarczy spojrzeć na obecny stan naszej żeglugi śródlądowej. Jak podaje portal nto.pl z 25 kwietnia 2013 roku, w tym roku zaprzestano całkowicie żeglugi towarowej na Odrze! Jeszcze dwa lata temu Kanałem Gliwickim i Odrą przetransportowano prawie pół miliona ton węgla z Górnego Śląska do Elektrociepłowni Wrocław. Rok temu tylko 170 tys. ton. W tym roku nic, choć sezon trwa od początku marca. Na Wiśle jest podobnie – żeglowna jest tylko na kilku odcinkach. Szlaki żeglowne w kraju zostały tak wypłycone, że nie nadają się do żeglugi z uwagi na głębokość poniżej 1,5 metra. Całkiem inaczej wygląda sytuacja za naszą zachodnią granicą – tam rzeki i kanały są stale modernizowane. Udział przewozów śródlądowych w całym transporcie w Niemczech wynosi 17%, w Holandii – ponad 43%. A w Polsce wskaźnik ten spadł do niecałych 0,6%.”

Żyli wśród nas… Włodzimierz Gabrielski – mieszkaniec Mosiny od urodzenia, pasjonat genealogii, regionalista. Niepamięć jest chorobą, niewiedza lenistwem, a ucieczka od przeszłości – tchórzostwem. Mijają lata i gaśnie pamięć ludzka o tych, którzy żyli i pracowali w naszej parafii. Dzieło życia wielu z nich zasługuje na utrwalenie.

KSIĘŻA PROBOSZCZOWIE PRACUJĄCY W PARAFII P.W. ŚW. MIKOŁAJA W MOSINIE Imię i nazwisko

Data urodzenia

Święcenia

w Mosinie

1 ks. Wojciech Kierstein

1752

2 ks. Piotr Kosicki

- 1786

3 ks. Mateusz Ceraj

1787-1814

4 ks. Paweł Duszyński

Data zgonu

Miejsce pochówku

1815-1827

1.05.1827 Mosina

5 ks. Ignacy Szymański

1798

1821

1827-1850

6.08.1867 Kostrzyn

Kostrzyn Wlkp.

6 ks. Józef Szubert

1815

1849

1850-1854 25.12.1854 Mosina

zmarł na tyfus

7 ks. Adolf Wieczorek

1854 -3 mies.

8 ks. Ignacy Talaczyński

1824

1851

1855-1858

9 ks. Kanonik Józef Simon

1827

1854

1858-1866

31.05.1902 Gniezno

10 ks. Bernard Nitschke

1829

1857

1867-1880

25.03.1880 Mosina

4.07.1848 Kiełczewo

13.07.1873

1880-1886

6.11.1905 Gozdowo

Gozdowo

9.03.1844 Środa Wlkp.

1869

1886-1890 1890-1891 wikar. i admin.

26.02.1908 Wójcin

Wójcin

1891-1895

17.03.1926 Mrocza

Mrocza

11 ks. Aleksander Raczkowski 12 ks. Józef Ullrich 13 Ks. Kazimierz Gidaszewski

1851 1876 Gniezno Słonin /Kościan

14 Ks. Ludwik Robakowski

1864 Orzechowo

25.03.1889 Gniezno

1895-1902

z 30 na31.01 1930 Sadki

Sadki zamordowany na plebanii -włamanie

15 Ks. Erazm Kałkowski

18.05.1873 Kobylin

11.07. 1897 Gniezno

1902-1930

2.08.1938 Biezdrowo

Biezdrowo

16 Ks. Prałat Jan Krajewski

29.05.1900 Brudzewo

22.12.1923

1930-1936

17.01.1990 Środa W.

Środa Wlkp.

17

Ks. Kanonik Infułat Łucjan Haendschke

23.08.1905 Koźmin

16.06.1929

1936-1945

31.10.1973

P-ń Miłostowo Kanclerz Kurii

18

Ks. Kanonik Roman Hildebrand *)

28.01.1908 Opalenica

17.06.1934

1945-1972

20.04.1972 Mosina

Mosina

19

Ks. Kanonik Stanisław Walkowiak

2.04.1924 Baborówko

19.05.1951

1972-1975

19.04.1985 Poznań Fara

P-ń Górczyn

20

Ks. Prałat Konrad Kaczmarek *)

15.02.1928 Krobia

4.06.1955

1973-1981

---------------

--------------

21 Ks. Kanonik Bernard Kus

5.12.1934 Studźce k. Chodzieży

31.05.1958

1981-1996

17.04.2001 Rydzyna

Rydzyna

23.04.1943 Mielec

20.05.1967

1996 -

22

Ks. Kanonik Edward Majka *)

*) Proboszczowie odznaczeni Medalem Rzeczpospolitej Mosińskiej

obecny proboszcz parafii


11

Czas Mosiny 3 (9) lipiec 2013

Ku pamięci 17 listopada minęła 55. rocznica śmierci profesora Stanisława Wincentego Kasznicy - rektora Uniwersytetu Poznańskiego w latach 1929-1931. Z tej okazji, w kościele Wszystkich Świętych przy ul. Grobla 1 w Poznaniu odprawiona została msza święta. Po mszy św., aktor Teatru Nowego w Poznaniu Zbigniew Grochal przeczytał fragm. książki Stanisława Kasznicy zatytułowanej „Rozważania”, ukazującej refleksje profesora nad jego życiem i życiem jego rodziny. Uroczystość uświetnił Chór Kameralny UAM pod dyrekcją prof. Krzysztofa Szydzisza. Rodzina Kaszniców, która pochodzi z Krosinka, ma wielkie zasługi dla naszego kraju i dla regionu. Msza upamiętniająca rocznicę śmierci prof. Stanisława Kasznicy, była podsumowaniem wszystkich tegorocznych działań miasta Poznania na rzecz pamięci o Kasznicach.

Profesor Stanisław Wincenty Kasznica został uhonorowany pośmiertnie najwyższym wyróżnieniem gminy Mosina – Medalem Rzeczpospolitej Mosińskiej. Profesor miał pięcioro dzieci, które wychował na patriotów.

Stanisław Józef Kasznica

Prof. Stanisław Kasznica

– mieszkaniec Krosinka, był wybitnym znawcą prawa. Od 1919 r. był szefem sekcji w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, od 1920 r. dziekanem Wydziału Prawno-Ekonomicznego, w latach 1929-1931 rektorem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, w latach 1922-1927 senatorem w Senacie II RP, sędzią Trybunału Kompetencyjnego. W czasie II wojny światowej uczestniczył w Tajnym Uniwersytecie Ziem Zachodnich. Zmarł 17.11.1958 r. w Krosinku. Na cmentarzu parafialnym w Mosinie, gdzie



Fot. 2 x archiwum

Prof. Stanisław Kasznica

został pochowany, żegnało go nie tylko środowisko akademickie, ale wszyscy, dla których był drogowskazem także wówczas, gdy występował z pozycji grożącego palcem autorytetu.

(1908–1948), pseudonimy „Maszkowski”, „Przepona”, „Wąsal”, „Wąsowski”, „Stanisław”, „Stanisław Piotrowski”, był porucznikiem Wojska Polskiego, podpułkownikiem i komendantem Narodowych Sił Zbrojnych, kawalerem orderu Virtuti Militari V klasy i dwukrotnie Krzyża Walecznych. Ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Poznańskim. Uczestniczył w wojnie obronnej 1939 r. w szeregach Wielkopolskiej Brygady Kawalerii. Konspiracyjną działalność niepodległościową rozpoczął w szeregach Grupy „Szańca”. Po utworzeniu NSZ pełnił

Powstaniec, proboszcz, wydawca… Włodzimierz Gabrielski Ks. Prałat Jan Krajewski urodził się 29 maja 1900 r. w Brudzewie k. Wrześni. Jego ojciec, Władysław, był nauczycielem wiejskim, miał brata księdza, który rezygnując z probostwa wstąpił do ojców redemptorystów i był misjonarzem w Rosji. Dwóch braci matki Marty z d. Grygorowicz również było kapłanami. Jan był piątym dzieckiem z dziewięciorga rodzeństwa. Do szkoły powszechnej uczęszczał w Brudzewie, następnie w Gorzupi pod Krotoszynem, gdzie ojciec został kierownikiem szkoły. W 1910 r. rozpoczął naukę w gimnazjum w Krotoszynie. W czasie Powstania Wielkopolskiego wstąpił, jako ochotnik do wojska. Jesienią 1919 r. przeniósł się z wojska do Seminarium Duchownego w Poznaniu. Święcenia kapłańskie otrzymał 22.12.1923 r. z rąk ks. Kardynała Dalbora. Był wikariuszem w Chojnicy k/ Biedruska, następnie w parafii p.w. św. Marcina w Poznaniu. 1.09.1930 r. objął parafię w Mosinie, która liczyła wówczas 4500 wiernych. Pracował sam bez wikariusza. Rozpoczął budowę Domu Katolickiego. W 1930 r. założył czasopismo „Wiadomości Parafialne”. 1 lipca 1936 r. został Dyrektorem Caritas dla obu Archidiecezji. Był redaktorem

miesięcznika „Ruch Charytatywny”, członkiem Zarządu Tanich Kuchni i Kolonii Wakacyjnych Towarzystwa Stella. Był też sekretarzem Stowarzyszenia Kapłanów Caritas i prezesem Stowarzyszenia Księży Abstynentów. Dla zapoznania się z pracą charytatywną poza granicami kraju przebywał w centrali Caritas we Fryburgu, Lucernie, Insbrucku oraz Wiedniu. II Wojna Światowa zastała ks. Krajewskiego w Poznaniu. W połowie października 1939 r. został aresztowany przez gestapo i osadzony w więzieniu przy ul. Młyńskiej. Następnie razem z kapłanami pracującymi w kurii został przewieziony do klasztoru o.o. Oblatów w Kazimierzu Biskupim, a następnie do Konina. Dzięki Opatrzności Bożej, jak sam napisał w swym życiorysie, został na skutek pomyłki czy niedopatrzenia wywieziony do Generalnej Guberni. Tam, jako kapelan zaangażował się w tajne nauczanie. Pod koniec lutego 1945 r. przybył do Poznania. Z polecenia ks. Bpa Dymka objął parafię Kolegiacką p.w. Wniebowzięcia NMP W Środzie Wlkp. W 1948 r. został Wizytatorem nauki religii a w 1950 r. Dziekanem dekanatu średzkiego. W 1955 otrzymał od Ojca Świętego Piusa XII godność Szambelana Papieskiego.



Fot. archiwum

Potem ten sam zaszczyt spotkał go w 1959 z rąk Jana XXIII r. i w 1963 r. – Pawła VI W 1960 r. został Prałatem – Prepozytem Kapituły Średzkiej. W 1979 r. na własne życzenie przeszedł na emeryturę i zamieszkał na wikariacie. Był kapłanem wielkiego formatu. Codzienna południowa adoracja Najświętszego Sakramentu, różaniec, brewiarz były jego praktykami do ostatnich dni świadomego życia. Żywo interesował się problemami Kościoła i diecezji. Osobny rozdział jego życia to działalność na polu charytatywnym i misyjnym. Dopóki miał siły, każdego dnia odwiedzał ludzi chorych. Zmarł 17 stycznia 1990 r. Obrzędom pogrzebowym przewodniczył ks. Arcybiskup Jerzy Stroba. Spoczął pośród swych parafian na cmentarzu w Środzie Wielkopolskiej.

Stanisław Józef Kasznica

funkcję szefa Administracji Ogólnej w strukturach Służby Cywilnej Narodu. Uczestniczył w Powstaniu Warszawskim. Od września 1944 r. do stycznia 1945 r. był komendantem Okręgu NSZ Częstochowa, następnie - komendantem Inspektoratu „Zachód”, szefem wywiadu OP, a od sierpnia 1945 r. p.o. komendanta głównego NSZ-OP. Aresztowany w lutym 1947 r. w Zakopanem, podczas śledztwa był torturowany. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 2 marca 1948 r. został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 12 maja 1948 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. W roku 1992 r. Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego uznał wyrok za nieważny. Dopiero wyniku prac ekshumacyjnych prowadzonych od lata 2012 roku na kwaterze „Ł” Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie ustalono, że spoczywają tam również szczątki Stanisława

Józefa Kasznicy. W roku 2009, Stanisław Józef Kasznica został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej”. Ppor. Jan Kasznica (1912 – 1939), uczestnik wojny obronnej 1939 r., zginął w bitwie nad Bzurą. Andrzej Kasznica (19231993), żołnierz Armii Krajowej, walczył w powstaniu warszawskim w pułku „Baszta”, batalionie „Bałtyk”, w stopniu kaprala podchorążego, pseudonim „Ostoja”. Został ciężko ranny, przejściowo całkowicie utracił władzę w nogach i do końca życia miał problemy z chodzeniem. Wyszedł z powstania z ludnością cywilną. Po wojnie wstąpił do zakonu dominikanów. Radny Ł. Kasprowicz w uznaniu dla zasług rodziny tych wielkich Patriotów, zwrócił się z wnioskiem do Burmistrza Gminy Mosiny, aby synów profesora Kasznicy ppłk. Stanisława i ppor. Jana, upamiętnić kamieniem lub tablicą pamiątkową. Celem wniosku radnego było kultywowanie pamięci o zasługach mieszkańców Krosinka w walce o wolność Ojczyzny. Burmistrz Zofia Springer odmówiła. W tej sytuacji Łukasz Kasprowicz wspólnie z pasjonatami historii, tradycji i kultury: Przemysławem Mielochem i Witoldem Wilhelmem, podjął inicjatywę upamiętnienia Żołnierzy Wolności. Obecnie trwają konsultacje nad opracowaniem odpowiedniego tekstu, który zostanie umieszczony na płycie lub kamieniu. Jego odsłonięcie planuje się na przyszły rok.  (RED)

Lata 30-te w Mosinie Przedwojenne „Wiadomości Parafialne” są bogatym źródłem wiedzy o życiu codziennym w Mosinie i okolicy. Oprócz tekstów związanych z życiem Kościoła zawierają wiele cennych informacji z różnych dziedzin. „Wiadomości” zaczęły się ukazywać w październiku 1930 r. z inicjatywy ówczesnego proboszcza mosińskiej parafii - ks. Jana Krajewskiego. W latach 30-tych mieszkańcy Mosiny zmagali się z kryzysem, dla bezrobotnych organizowano pomoc, funkcjonowała tania kuchnia wydająca obiady, organizowano wiele imprez połączonych ze zbiórką na szczytne cele. Działało wiele stowarzyszeń. Każda organizacja za punkt honoru stawiała sobie przygotowanie przedstawienia teatralnego. W mieście organizowano prelekcje prowadzone m.in. przez lekarzy. Przedwojenne „Wiadomości Parafialne” troszczyły się o również o wychowanie patriotyczne,

dostarczały rozrywki - drukowano powieści w odcinkach, gawędy dydaktyczne, złote myśli, przysłowia a nawet dowcipy. Zamieszczano ogłoszenia i reklamy. Ostatni numer pisma parafialnego ukazał się 1 września 1939 r. Ks. proboszcz Edward Majka w 2002 roku wznowił wydawanie „Wiadomości parafialnych”. Zachęcam do przejrzenia archiwalnych numerów pisma na stronie parafii www.parafiamosina.republika.pl  (MK)


12



Czas Mosiny 4 (10) listopad 2013

70. rocznica „Sache Moschin” Wojciech Konieczny

W tym roku minęło 70 lat od wielkiej tragedii, która dotknęła kilkuset mieszkańców Mosiny. Wydarzenia te, które Niemcy nazwali „Sache Moschin” („Sprawą mosińską”) rozegrały się między grudniem 1942 r. a wrześniem 1943 r. Aresztowano wtedy ok. 353 osób, w tym 48 dzieci, z których najmłodsze miało niespełna 7 miesięcy. Liczba mieszkańców Mosiny w tamtych latach wynosiła ok. 5 tys. osób, czyli hitlerowskie represje dotknęły niemal co dziesiątego mieszkańca. Co się zdarzyło w grudniu 1942 roku, że doszło do takiej eskalacji działań hitlerowców, których efektem były aresztowania nie tylko osób dorosłych, ale nawet niemowląt? Przyczyną mogły być niepowodzenia Niemców na froncie wschodnim i związane z tym duże straty osobowe wśród niemieckich żołnierzy. Strach niemieckich żandarmów i policjantów przed wysyłką do walki z sowiecką Rosją powodował, że podejmowali różne działania wykazujące jak bardzo potrzebni są tu, na tyłach, w walce z miejscowym ruchem oporu. Wszystko zaczęło się od zatrzymania 22 grudnia 1942 r. pewnego obywatela Mosiny pod zarzutem uprawiania nielegalnego handlu. Ten, prawdopodobnie, aby ratować własne życie, zadenuncjował następną osobę, pana Kazimierza Kałana, którego zatrzymano 28 grudnia. I to jego należałoby uznać za pierwszą ofiarę „Sprawy mosińskiej”. W jego mieszkaniu znaleziono różne akcesoria chemiczne: szkła laboratoryjne, odczynniki chemiczne i części radiowe (K. Kałan przed wojną był studentem chemii i pracował w aptece). Żandarmeria z Mosiny przekazała dochodzenie w tej sprawie Tajnej Policji (Gestapo) w Poznaniu, informując, że w Mosinie prawdopodobnie działa tajna organizacja sabotażowa. Następne aresztowania miały miejsce 5 stycznia, kolejne 21, 24, 27 oraz 29 stycznia. Łącznie zatrzymano 46 osób. Wszystkich przewieziono najpierw do Domu Żołnierza w Poznaniu (obecnie Teatr Muzyczny), a następnie do Fortu VII (okolice obecnej ulicy Polskiej w Poznaniu). Fort VII był rodzajem aresztu dla zatrzymanych, na przesłuchania byli przewożeni do Domu Żołnierza. Oskarżano ich o różne, typowe dla propagandy hitlerowskiej działania: przynależność do organizacji konspiracyjnych, kolportaż nielegalnej prasy, trucie ludzi i zwierząt. Faktem jest, że w mieszkaniach niektórych „podejrzanych” znaleziono konspiracyjne gazetki, ale zarzuty o trucie ludzi były wyssane z palca. Analiza aktów zgonu zmarłych w tamtym czasie Niemców, wystawionych przecież przez władze niemieckie jednoznacznie wskazuje na naturalne przyczyny śmierci. A zupełnie kuriozalne wydaje się oskarżenie rolnika o trucie własnych zwierząt. Prowadzone przez Gestapo niezwykle intensywnie i bardzo brutalnie śledztwo doprowadziło do kolejnej fali aresztowań. 2 marca zatrzymano 60 osób, 3 marca 2 osoby, 9 kwietnia 18 osób i 22 kwietnia 1943 r. kolejne 5 osób. W sumie bilans zatrzymanych w początkach „Sprawy mosińskiej” wynosił 131 osób. Zarzuty, formułowane przez

Niemców były podobne jak dotychczas. Brutalność niemieckich przesłuchań zaczęła przynosić krwawe żniwo. W kwietniu potworne bicie i inne tortury spowodowały śmierć, co najmniej sześciu osób, wielu innych - jak zeznawali po wojnie ci, którzy przeżyli – przypominało krwawe ludzkie strzępy. Pod wpływem potwornego bólu przyznawano się do niepopełnionych czynów. W sierpniu 1943 r. 60 aresztowanych osób zostało „osądzonych” przez tzw. Policyjny Sąd Doraźny, który skazał ich na karę śmierci. Skazańców wywieziono koleją i nikt więcej ich nie widział. Zaginął po nich wszelki ślad… Pozostałych wywieziono do obozów koncentracyjnych, najczęściej do Auschwitz (Oświęcimia). Prawdziwy pogrom mieszkańców Mosiny nastąpił we wrześniu 1943 roku. Władze niemieckie uznały, że należy eksterminować rodziny owych 60 osób skazanych na śmierć, jako „element niebezpieczny”. Aresztowania objęły całe pokolenia, od dziadków owych skazańców poprzez rodziców, rodzeństwo, dzieci. Nie oszczędzono nikogo, nie wyłączając niemowląt. W dniach 9 i 10 września, następnie 12 i 18 września aresztowano łącznie ponad 230 osób. Było wśród nich 48 dzieci, do16 roku życia. Jako powód zatrzymań Niemcy podawali, że są osobami niebezpiecznymi dla narodu niemieckiego. Dorosłych wywieziono do obozów koncentracyjnych, a dzieci przekazano do specjalnego obozu, gdzie miały trafiać, według słów Himmlera „dzieci polskich bandytów”. Taki obóz powstał w Łodzi, i tam spędziło wojnę 48 mosińskich dzieci, w większości maluchów…

Wśród dzieci, wysłanych wtedy do obozu w Łodzi, był pan Wojciech Skibiński, wtedy mający zaledwie trzy lata. Jak sam wspomina: byłem wtedy za mały, aby cokolwiek pamiętać. Nie rozumiałem, co się działo, dlaczego zostaliśmy z rodzeństwem bez rodziców. Praktycznie wszystkie informacje, które posiadam o po-

bycie w obozie uzyskałem od starszego rodzeństwa. W mojej pamięci pozostały tylko dwa epizody: widok obozowego ogrodzenia z pilnującym go strażnikiem i drugi, gdy podczas jakiegoś bombardowania ktoś, trzymając mnie w ramionach biegł ze mną, chyba do schronu. Pan Wojciech Skibiński jest synem Czesława Skibińskiego, „polskiego bandyty” skazanego na śmierć w sierpniu. Razem z nim wojnę w obozie przeżyło rodzeństwo: siostra Wiesława, która miała wtedy 10 lat, 8-letni wówczas brat Jerzy i najmłodszy, bo zaledwie półtoraroczny, brat Szczęsny. Mama pana Wojciecha również była w obozach, ale wojnę przeżyła. Ojciec już nie miał tego szczęścia… To nasza mama już po wojnie wszystko nam próbowała wytłumaczyć, co się wtedy stało – wspomina pan Wojciech. – Najstarsza siostra rozumiała wtedy dość dużo, lecz i ona nie potrafiła nawet sobie racjonalnie wytłumaczyć tamtych wydarzeń. Wiedziała, że jest prześladowana, odczuwała te represje, ale nie rozumiała, dlaczego tak się dzieje. Pobyt w obozie był dla tak młodych osób wielką traumą, przeżyciem, które musiało pozostawić w psychice wielką rysę.

mosińską”. Co prawda nie pojawiły się żadne nowe okoliczności, które by wskazywały, że są nowe dowody, ale ustawa o IPN nakłada na nas obowiązek podejmowania tych czynności. A poza tym ważna jest prawda historyczna. Jest jeszcze inny, ciekawy aspekt tej sprawy. W maju 2011 roku, prokurator Józef Krenz z poznańskiego oddziału IPN wysłał do Centrali Ścigania Zbrodni Nazistowskich w Niemczech pismo z prośbą o pomoc prawną w sprawie ustalenia sprawców mordu dokonanego na obywatelach Mosiny (owych 60 skazanych na śmierć i wywiezionych oraz tych zamordowanych bezpośrednio w Forcie VII). W lutym 2012 r. Niemcy przysłali odpowiedź, w której stwierdzają m.in. w sprawie zabójstwa 60 więźniów skazanych na śmierć w tym przypadku nie ma jakichkolwiek punktów zaczepienia, które pozwoliłyby stwierdzić, czy może być to zakwalifikowane

Buchwald i pani Anny Ciesielskiej grupa projektowa poznała, a potem przedstawiła życie i trudne losy mieszkańców naszego miasta w czasie wojny. Uczniowie wywiązali się z tego doskonale. Przedstawienie, połączone z prezentacją multimedialną, na wszystkich zgromadzonych wywołało ogromne wrażenie. Widać było ogromne zaangażowanie młodych ludzi. W niezwykle sugestywny sposób odgrywali swoje role, wywołując u widzów ogromne emocje. Niektórzy z widzów nie kryli wzruszenia, dyskretnie ocierając spływające łzy. Kolejnym elementem wieczoru był pokaz filmu Urszuli Sochackiej „Nie wolno się brzydko bawić”. Opowiadał o obozie dla dzieci w Łodzi, ale w sposób nietypowy, moim zdaniem zbyt kontrowersyjny. U widzów wywołał mieszane uczucia, niektórzy chyba nie potrafili go zrozumieć. Było to autorskie, bardzo osobiste spojrzenie na wojnę.

jako morderstwo. Niemcy uznali, że postępowanie może dotyczyć jedynie tych, którzy zmarli w Forcie VII. Ale i wobec tych morderstw są wstrzemięźliwi, gdyż uważają, że wypowiedzi świadków w/w zdarzeń opierają się wyłącznie na wypowiedziach ówczesnych współwięźniów, których nazwisk nie znają. Bliższych informacji na temat przebiegu zabójstw, czasu dokonania zabójstw i osób za nie odpowiedzialnych brak. Mówiąc najprościej, zlekceważyli zarzuty podnoszone przez stronę polską. IPN nadal prowadzi śledztwo, istnieje więc szansa, że pojawią się nowe okoliczności, choć na wiele nie można, niestety, liczyć.

Podsumowaniem niech będą słowa pana Wojciech Skibińskiego: Pamiętajmy o tamtych wydarzeniach. Zbyt wiele osób wtedy ucierpiało, aby pozwolić o nich zapomnieć.

Czas rozliczeń Po zakończeniu wojny, władze ówczesnej Polski 28 grudnia 1972 roku wszczęły śledztwo mające wyjaśnić zbrodnie dokonane przez nazistów na mieszkańcach Mosiny w latach 1943-1944. Toczyło się przez kilka lat, przesłuchano wielu żyjących świadków, mieszkańców Mosiny. Śledztwo prowadzone przez Okręgową Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich zostało zawieszone 28 marca 1974 r. Jak mówi prokurator poznańskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej pan Mirosław Więckowiak: Stwierdzono wtedy, że śledztwo dostarczyło wystarczających dowodów do oskarżenia zbrodniarzy hitlerowskich za popełnienie morderstw, które są szczegółowo omówione w sprawozdaniu. Niestety, w tamtym czasie Polska nie miała żadnej umowy z niemieckim wymiarem sprawiedliwości. Zawieszono je z uwagi na niemożność ujęcia podejrzanych o dokonanie tych zbrodni. Od tamtej pory do w „Sprawie mosińskiej” nic się nie działo. Jednak 27 kwietnia 2012 roku Instytut Pamięci Narodowej podjął na nowo zawieszone w latach siedemdziesiątych śledztwo. Co było powodem? Pan prokurator Więckowiak: Instytut Pamięci Narodowej sukcesywnie wznawia śledztwa zawieszone przez Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich. W skali oddziału poznańskiego jest ich kilka tysięcy. W końcu przyszedł i czas na „Sprawę

Obchody rocznicy 11 września tego roku w Mosińskim Ośrodku Kultury odbyły się uroczystości upamiętniające tamte wydarzenia. Młodzież z Zespołu Szkół w Mosinie przedstawiła spektakl zatytułowany „Historia jest tylko nieprzerwanym ciągiem teraźniejszości”, który był efektem końcowym projektu realizowanego przez uczniów dla upamiętnienia losów mieszkańców Mosiny w latach II wojny światowej. Pod kierunkiem nauczycieli: pani Beaty

W artykule wykorzystano dane historyczne z art. p. Jacka Szeszuły zamieszczonego w książce „Mieszkańcy Ziemi Mosińskiej w czasach wojny 1939 – 1945” cz. 1. Rozmowy z p. Wojciechem Skibińskim i z prokuratorem Mirosławem Więckowiakiem autor przeprowadził w listopadzie 2013 roku.


13

Czas Mosiny 4 (10) listopad 2013

Osadnictwo olęderskie w gminie Mosina Małgorzata Kaptur

W XVIII wieku w kilkunastu wsiach na terenie naszej gminy osiedlili się olędrzy. Najwcześniej – w 1729 r. – w Pecnej, potem w Radzewicach, Krosinku, Sowinkach, Czapurach, Borkowicach, Dymaczewie Nowym i Starym, Wiórku. Nieco później w Krośnie, Żabinku, Baranówku. Najpóźniej, bo w 1790 r. w Nowinkach. Część tych miejscowości istniała już wcześniej, niektóre zostały założone dopiero przez olędrów. W XVII w. wojny, nieurodzaje i częste epidemie, tzw. zarazy, zdziesiątkowały ludność. Niektóre wsie opustoszały. Sposobem na ponowne ich zasiedlenie i zagospodarowanie nowych, często podmokłych gruntów było sprowadzenie olędrów. Właściciel Kórnika Stefan Szołdrski osadził olędrów w Radzewicach, Czmońcu i Borówcu (gmina Kórnik). Łukasz Kwilecki sprowadził osadników do Krosinka, a Józef Potocki do Dymaczewa. Olędrzy byli ludźmi pracowitymi, wytrwałymi i posiadali umiejętność osuszania podmokłych gruntów i karczowania lasów. Początkowo byli to holenderscy mennonici, później członkowie kościoła ewangelicko – augsburskiego. Mennonici to odłam wyznania protestanckiego. Prześladowani w Holandii osiedlali się w Polsce, która

zapewniała im swobody religijne. Mieli całkowity zakaz noszenia broni. Kiedy Wielkopolska znalazła się pod zaborem pruskim, by nie wstępować do wojska, przenieśli się dalej na wschód. O obecności niderlandzkich menonitów na naszych terenach świadczą charakterystyczne nagrobki - stele - na cmentarzu w Radzewicach, a także znaleziona w okolicach Grzybna broszka z symboliką mennonitów – wiara, nadzieja i miłość. Wraz z Olędrami pojawiły się w Wielkopolsce cmentarze ewangelickie. Od katolickich różniły się bogatszym wystrojem nagrobków i roślinnością. Na cmentarzach katolickich sadzono lipy i brzozy, na ewangelickich popularne były dęby i bez, który jest symbolem długowieczności. Olędrzy chowali zmarłych blisko swoich domów; praktycznie każda

zbiory prywatne 

fot. B. Kuik

wieś miała swój cmentarz. Jeżeli pozwalała na to konfiguracja terenu, lokowano je na wzniesieniach. Na terenie naszej gminy jest wiele zapomnianych cmentarzy ewangelickich, niektóre z nich są zdewastowane, inne tylko zarośnięte zdziczałą roślinnością. Część z nich wpisane jest do Gminnej Ewidencji Zabytków. Spoczywają na nich ludzie, którzy odeszli w XIX w. lub w pierwszych dwóch dziesięcioleciach XX wieku. Daty śmierci – widoczne na nagrobkach – wyraźnie wskazu-

ją na to, iż pochowane tam osoby umierały w czasie, kiedy nikt (nawet w najbardziej pesymistycznych scenariuszach) nie przewidywał takiego konfliktu, jakim była II wojna światowa. Ewangelickie cmentarze są częś-

cią naszego dziedzictwa kulturowego. Osadnictwo olęderskie jest jedną z kart lokalnej historii. Bardzo nas cieszy, że jest coraz więcej osób, które rozumieją, że wszystkie cmentarze, również te ewangelickie cmentarze wymagają naszej troski.

Renowacja cmentarzy ewangelickich Psia (nie)dola Łukasz Kasprowicz

W ostatnich miesiącach zostały uporządkowane dwa cmentarze ewangelickie - w Żabinku i Borkowicach. Renowacji cmentarza ewangelickiego w Żabinku podjął się Krąg Instruktorski T.W.A. Elita we współpracy z Radą Sołecką i Nadleśnictwem Konstantynowo. Prace porządkowe przeprowadzono z pomocą członków Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Brodnickiej GNIAZDO. Nieocenioną pomocą było zaangażowanie się w prace prezesa Towarzystwa, p. Bogusława Kuika, który jest znawcą tematu. Na terenie gminy Brodnica TPZB przeprowadziło w ostatnich latach renowację dwóch cmentarzy ewangelickich: w Żabnie i Brodniczce.

 

Fot. D.Białas

 Krąg Instruktorski i B.Kuik w trakcie prac na cmentarzu w Żabinku.

Fot.M.Kaptur

Cmentarz w Borkowicach. Michał Nowicki i Maciej Patela w czasie porządkowania nekropolii.

Podobny cel postawiła sobie Rada Sołecka wsi Borkowice. Sołtys, p. Maciej Patela przy dużym zaangażowaniu Michała Nowickiego i młodzieży uporządkował cmentarz w tej wsi. Prace porządkowe polegały głównie na usunięciu dzikiej roślinności, która praktycznie uniemożliwiała wejście na teren. Jak widać na zdjęciach cmentarze zmieniły się nie do poznania. Mamy nadzieję, że pozostałe cmentarze również zostaną otoczone opieką mieszkańców.  (MK)

Marta Przybyła i Anna Piaskowska, wolontariuszki działające w mosińskim przytulisku, proszą o pomoc dla bezdomnych zwierząt na zimę. Potrzebne są przede wszystkim materiały do ocieplenia bud, jak styropian, nieprzydatne już Państwu kołdry, koce czy swetry oraz karma. Przytulisko boryka się z problemami finansowymi w związku z przeznaczeniem z budżetu gminy niewystarczających kwot na szczepienie, leczenie chorych i poturbowanych zwierząt. Spore kwoty pochłania działalność hycla, który odławia bezpańskie psy z terenu gminy. Gmina za tę usługę płaci mosińskiej firmie PTASIOR kwotę ok. 400 złotych za odłowionego psa. Wolontariuszki skarżą się, że firma ta do przytuliska przywozi poturbowane w wypadkach psy, zamiast zawieźć je do weterynarza. Najbardziej szokujące jest to, że hycel strzela do psów środkami usypiającymi z broni Palmera. Nie byłoby to dziwne, zdaniem wolontariuszek, gdyby strzelał do dużych groźnych osobników. Jak twierdzą, strzela on także do niewielkich psów. Do tej pory wyłapywaniem psów zajmowała się Straż Miejska, która dysponuje odpowiednim sprzętem i robiła to dobrze.


14

Czas Mosiny 4 (10) listopad 2013

Skrzydlaci podróżnicy Jakub Szymkowiak – Zakład Biologii i Ekologii Ptaków, Wydział Biologii UAM Na leśnych polanach i łąkach, pachnących chłodem poranka, donośnie ryczą byki (samce jeleni) zabiegające o względy łań. Dęby, buki, klony, kasztanowce i wiele innych drzew i krzewów owocuje by rozprzestrzenić swe nasiona i zapewnić przetrwanie własnym genom. Myszy, nornice i wiewiórki intensywnie gromadzą zapasy, aby przetrwać trudy nadchodzącej zimy. Jesień. Podczas gdy w przyrodzie panuje nieustające ożywienie, dla wielu z nas jest to czas nostalgii i postępującego spadku samopoczucia, w którym najchętniej nie rozstawalibyśmy się z kawą, książką i wygodnym fotelem. Jednakże, dźwięk słowa jesień w uszach ornitologa błyskawicznie budzi jedno skojarzenie, które bardzo skutecznie zachęca do wyjścia w teren – migracje! Większość gatunków ptaków, które możemy spotkać w klimacie umiarkowanym to migranci, którzy podejmują regularne wędrówki między terenami lęgowymi, a zimowiskami. Zjawisko to wynika ze zmieniających się warunków środowiskowych, np. spadku temperatury, czy skrócenia długości dnia. Zmiany te znacząco utrudniają owadożernym gatunkom możliwość znalezienia wystarczającej ilości pokarmu do przeżycia, stąd przenoszą się one w

bardziej dogodne miejsca. Jednakże, nie wszystkie gatunki migrują tak samo. Część ptaków to tzw. migranci krótkodystansowi, jak np. często spotykany na okolicznych polach i łąkach skowronek, czy stały bywalec łąk rogalińskich – czajka. Ptaki te zimują w Europie Zachodniej, basenie Morza Śródziemnego, czy północnej Afryce. Ze względu na to, że wędrują na krótsze dystanse, wiosną zazwyczaj przylatują do nas wcześniej, a odlatują później niż gatunki, które czeka dłuższa podróż. W tej drugiej grupie znajdują się tzw. migranci długodystansowi, którzy każdego roku pokonują tysiące kilometrów między lęgowiskami, a zimowiskami znajdującymi się np. w południowej Afryce. Tego typu strategie wędrówkowe wykazują między innymi bocian biały, jerzyk oraz jaskółki – dymówka, oknówka i brzegówka. W tej grupie znajdziemy też gatunki migrujące na rekordowe odległości, np. szlamnika, który lecąc z Nowej Zelandii na Alaskę pokonuje dystans ponad 11.000 km – i to bez postoju, lecąc nieustannie przez około 8 dni! Migracje krótko- i długodystansowe zawsze poprzedzone są specjalnymi przygotowaniami. Ptaki przed wędrówką gromadzą zapasy tłuszczu, aby zapewnić

Fot. autor

sobie „paliwo” na czas podróży. Niektóre z nich potrafią przed odlotem zwiększyć masę ciała nawet dwukrotnie, jak np. spotykana nad brzegami jezior Wielkopolskiego Parku Narodowego, czy na łąkach rogalińskich rokitniczka. Zmianom ulega też metabolizm i budowa anatomiczna. Narządy nieprzydatne w trakcie długotrwałego lotu, jak np. jelito i żołądek zmniejszają się, podczas gdy wielkość serca potrafi wzrosnąć nieraz nawet o 35%. Wzrasta również liczba czerwonych krwinek odpowiedzialnych za transport tlenu z płuc do tkanek.

Wszystko po to, aby maksymalnie zwiększyć wydolność organizmu, a przez to zwiększyć swoje szanse na bezpieczne dotarcie do celu. Ptaki stosują również inne strategie ułatwiające znoszenie trudów długotrwałej wędrówki. Wykorzystywanie prądów powietrznych lub lot w formacji tzw. klucza pozwalają oszczędzać energię. Lecąc w kluczu, osobniki będące z tyłu grupy napotykają na mniejszy opór powietrza, niż gdyby leciały indywidualnie. Oczywiście, ptak prowadzący nie jest w tak uprzywilejowanej pozycji, stąd poszczególne

osobniki co jakiś czas zamieniają się rolą lidera. Jesienne wędrówki to dobry czas na obserwacje ptaków. Wiele z nich wykorzystuje np. doliny rzeczne jako naturalne korytarze migracyjne. Stąd, w Ostoi Rogalińskiej/Rogalińskim Parku Krajobrazowym oraz na jeziorach WPN spotkać możemy wiele gatunków kaczek, jak np. cyranki, cyraneczki, głowienki lub gęsi, np. białoczelne i gęgawy. W trzcinowiskach na brzegach jezior gromadzą się dymówki, a na polach skowronki, czajki i szpaki. Przed odlotem w większe stada grupują się również żurawie, tworząc tzw. zlotowiska. Podobnie czynią bociany białe, gromadzące się na tzw. sejmikach. Większość gatunków ptaków migrujących jest już w trakcie swojej podróży, co uniemożliwia nam ich obserwacje. Jednakże, część gatunków to ptaki niemigrujące, jak np. bogatki, modraszki, sikory ubogie. Ponadto, niedługo zawitają do nas przybysze ze wschodu i północy Europy, którzy jako miejsce zimowania wybrali naszą szerokość geograficzną. Dzięki temu, zimą możemy nacieszyć się widokiem jerów, czy przepięknie upierzonych jemiołuszek. Nic, tylko porzucić wygodny fotel i ruszać z lornetką na bezkrwawe łowy!

Najlepszy z niepokornych Joanna Nowaczyk Remigiusz Szuman z Mosiny, został laureatem wrocławskiego Festiwalu Pieśniarzy Niepokornych. W zmaganiach konkursowych, które miały miejsce w ostatni weekend października, nasz muzyk zdobył I nagrodę! To nie pierwszy artystyczny sukces Remigiusza, który od kilku lat z powodzeniem prezentuje na scenie swoją muzyczną twórczość, docenioną już wieloma nagrodami i wyróżnieniami… Mieszkaniec Mosiny Remigiusz Szuman jest wirtuozem gitary klasycznej, autorem tekstów i kompozytorem piosenek, które od kilku lat prezentuje na muzycznych scenach w różnych zakątkach Polski. Jego twórczość została doceniona już wieloma nagrodami i wyróżnieniami na prestiżowych festiwalach poezji śpiewanej i piosenki autorskiej, m.in. na Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki Nieobojętnej „Włóczęga” 2010 w Zielonej Górze, XXXVII Ogólnopolskich Spotkaniach Zamkowych w Olsztynie, Giełdzie Piosenki Turystycznej w Szklarskiej Porębie i bieszczadzkim „Rozsypańcu”. W roku 2011, za osiągnięcia artystyczne został nagrodzony przez Starostę Poznańskiego Jana Grabkowskiego. Swoje autorskie piosenki wydał na płycie „Opowieści Frontowe”, na której gościnnie zagrali i zaśpiewali m.in.: Marek Piekarczyk, Andrzej „e-moll” Kowalczyk, Mateusz Pospieszalski, Robert „Litza” Friedrich.

W ostatni październikowy weekend, we Wrocławiu odbył się I Festiwal Pieśniarzy Niepokornych, zgodnie z ideą organizatorów poświęcony piosence autorskiej, poezji śpiewanej oraz wszelkim jej odmianom. W konkursowe szranki stanęło ponad 30 muzyków z całej Polskich, z których 12 znalazło się w finale – wśród nich Remigiusz Szuman z Mosiny. Na festiwalowej scenie, uczestnicy wykonali po 5 piosenek, solo lub w duecie, bo taki był wymóg tego konkursu. I tu niespodzianka: składem jury okazała się 12-tka finalistów, których zadaniem było wybrać laureatów spośród siebie. Ostatecznie, za najlepszego takie jury uznało Remigiusza Szumana, przyznając mu I nagrodę. – To duży zaszczyt i satysfakcja – stwierdza muzyk – zwłaszcza, że najlepszym uznali mnie koledzy z tej samej sceny. Po raz drugi wygrałem festiwal organizowany po raz pierwszy – dodaje z uśmiechem. Oczywiście mowa o roku 2010 i I Festiwalu Piosenki Nieobojętnej „Włóczęga”… W sobotę 26 października, we wrocławskim Centrum Kultury Agora, odbył się koncert galowy I Festiwalu Pieśniarzy Niepokornych, na którym Remigiusz Szuman jako laureat wystąpił obok takich gwiazd poezji śpiewanej jak Roman Kołakowski, czy Jacek Kowalski… Co poza festiwalową sceną? Muzyk trochę koncertuje. Ostatnio kilkakrotnie gościł w Warszawie, był też koncert w Poznaniu i w Ka-

Fot. archiwum

Stypendyści Samorządu Fot. Ryszard Rodewald

towicach. – Część z tych koncertów to wspólny pomysł realizowany z zespołami Mom bassa i Pasaż Mały z cyklu: „Strofy i riffy” – wyjaśnia Remigiusz. – W ramach takich koncertów, każdy z nas prezentuje muzycznie trochę inną estetykę. Chcemy też zachęcić do prezentowania się na scenie młodych muzyków. Jesteśmy na dobrej drodze, by taki koncert odbył się również w Mosinie. Niedawno ujrzał również światło dzienne inny projekt muzyczny Remigiusza Szumana – rozpoczął działalność jego rockowy zespół REConstrukcja. 21 listopada, w poznańskim klubie „U Bazyla”, można było poznać rockowe oblicze Remigiusza i jego zespołu. Obok niego wystąpiły też grupy: Mom bassa, Przestań pić i Te Drzwi. Muzykowi gorąco gratulujemy kolejnego sukcesu.

7 listopada w Mosińskim Ośrodku Kultury odbyło się uroczyste wręczenie najzdolniejszym gimnazjalistom Stypendiów Samorządu Gminy Mosina. Stypendia naukowe otrzymali: Andrzej Lemański i Wiktoria Zielonacka – Gimnazjum nr 1 w Mosinie, Łucja Majchrzycka i Olga Lewandowska – Gimnazjum nr 2 w Mosinie, Izabela

Witkowska – Gimnazjum w Daszewicach, Marcelina Skrzypczak i Patrycja Rejmaniak – Gimnazjum w Pecnej. Stypendia dla uczniów szczególnie uzdolnionych w określonej dziedzinie otrzymali: Julia Dziaczyszyn – Gimnazjum w Pecnej, Leszek Czajka – Gimnazjum nr 1 w Mosinie i Kacper Balcerek–Kałek – Gimnazjum nr 2 w Mosinie. Gratulujemy. (RED)


15

Czas Mosiny 4 (10) listopad 2013

Mosińscy żeglarze Henryk Kociemba – kapitan jachtowy, członek Mosińskiego Klubu Żeglarskiego od 10 lat, przez 8 lat członek Zarządu Niedawno wpadł mi w ręce bardzo ładnie wydany „Katalog Organizacji Pozarządowych Mosina 2013”. Nad wyraz potrzebna publikacja. Działalność tych organizacji to dowód jak wielu mieszkańcom naszej gminy jeszcze się chce robić coś dla innych, poświęcać swój czas i energię na działalność społeczną. Nie biorą za to ani grosza, często dokładają z własnej, nierzadko emeryckiej, kieszeni niemałe sumy. Wiem coś o tym, bo sam jestem „utopiony po szyję” w takiej działalności. Należy się duży szacunek wszystkim tym osobom, należy o nich mówić i pisać. Trzeba dostrzegać ich pracę. To jest zadanie władz gminy, bo na rzecz gminy przecież pracują. To jest jedyne dobro, jakie może ich spotkać za pracę i zdrowie, jakie poświęcają i to nieprzymuszeni, nie za pieniądze tylko ze szczerego serca, dla innych. W katalogu, o którym wspomniałem na początku, bardzo ładnie przedstawiono 25 organizacji. „Jest ich więcej” – pisze p. Burmistrz w przedmowie. To błąd, że w tym

katalogu nie znalazły się wszystkie organizacje. Nie wolno pomijać i przemilczać ogromnego wysiłku ludzi, którzy dają serce, zdrowie i prace dla innych. Jestem mieszkańcem Czapur. Działa tu Stowarzyszenie Emerytów i Rencistów „Jedność”

założone i prowadzone przez p. Danutę Paszkiewicz – bardzo aktywne, działa WIESTIN założony i prowadzony przez tragicznie zmarłego niedawno p. Krzysztofa Borne, działa Koło Wędkarskie pod przewodem p. Stanisława Matuszewskiego, działa

Mazury 2013 

Baleary 2013 „Senior jeszcze może”- śr. wieku 8 żeglarzy 69,5 fot. B. Fischer

„Lato pod żaglami”przystań nad J. Dymaczewskim

fot. H. Kociemba

aktywnie przy Parafii Caritas. O tym nie wspomniano. Najbardziej dziwi mnie jednak to, że pominięto w tym Katalogu Mosiński Klub Żeglarski, który działa już 22 lata. Stowarzyszenie założyli Staszek Tubis i Jeremi Salomończyk, by krzewić żeglarstwo, inne sporty wodne, a przede wszystkim uczyć bezpiecznego obcowania z wodą i odpoczywania na wodzie od najwcześniejszych lat. Stowarzyszenie liczy ponad 120 członków w wieku od 10 do 80 lat. Wykonuje dla społeczeństwa naszej gminy i nie tylko gminy kolosalną pracę. Wspomnę tylko o kilku kierunkach naszej pracy: 1. Obozy letnie – organizujemy w czasie wakacji tygodniowe turnusy dla dzieci w wieku od 8 do 15 lat znane pod nazwą Lato pod Żaglami.

fot. H. Kociemba

To początki nauki bezpiecznego obcowania z wodą. W ciągu lipca i sierpnia każdego roku przebywa w naszej przystani ok. 400 dzieci. Jest tak ogromne zapotrzebowanie na ten rodzaj wypoczynku, że wszystkie miejsca w ciągu 2 dni od ogłoszenia zapisów zostają wykupione!!! Jak mi wiadomo nikt w Polsce na taką skalę takich obozów nie organizuje. 2. Szkolenie i zdobywanie patentów żeglarskich. W każdym roku takie patenty zdobywa u nas ok. 20 nowych żeglarzy. Klub posiada doświadczoną kadrę instruktorów żeglarstwa, 2 kapitanów jachtowych, 6 jachtowych sterników morskich i ok. 40 członków z innymi patentami żeglarskimi. 3. Rejsy po Wielkich Jeziorach Mazurskich organizowane, co roku od 10 lat, przeznaczone dla starszej młodzieży (gimnazjalnej i licealnej) to dalszy etap pogłębiania kwalifikacji żeglarskich, pięknych wakacji, poznawania jednego z najpiękniejszych w świecie regionów. 4. Rejsy morskie dla zaawansowanych żeglarzy, w tym roku było ich pięć: • maj - rejs bałtycki (Kopenhaga, Rugia) - kapitan Bogdan Fischer • maj - rejs bałtycki - kapitan Przemysław Wojtkowski • maj - rejs bałtycki (okolice Rugii, Bornholm) - kapitan Ewa Tomczak • wrzesień - rejs Adriatyk 2013 - kapitan Jacek Mądrawski • wrzesień/październik 2013 rejs Baleary 2013 - kapitan Henryk Kociemba

Maratończycy Joanna Nowaczyk

W dniu 13 października, po raz 14. w Poznaniu odbył się bieg uliczny pod nazwą „Poznań Maraton”. W tegorocznej edycji, dystans 42 kilometrów i 195 metrów przebiegło blisko 6 tysięcy zawodników. Wśród nich znalazła się spora grupa maratończyków z naszej gminy… W roku 490 p.n.e., kiedy to król Persów Dariusz I zapragnął podbić Grecję, jego wojska stanęły pod Maratonem, skąd miały uderzyć na Ateny. Naprzeciw 20-tysięcznej armii perskiej wyszli o połowę słabsi liczebnie, dowodzeni przez Miltiadesa Ateńczycy i – zwyciężyli. Persowie zwrócili wówczas swe okręty ku Atenom, by uderzyć na miasto z zaskoczenia. Według starożytnego historiografa Herodota, widząc to Grecy udali się co sił w nogach do

bezbronnego miasta i pokonawszy dystans 37 km, przybyli tam równocześnie z okrętami perskimi i uratowali Ateny. Według późniejszej legendy, wieść o zwycięstwie pod Maratonem wraz z ostrzeżeniem o zbliżającej się flocie wroga, przekazał Atenom Filippides, który zaraz potem padł z wycieńczenia… Ta historia przeplatana legendą, w końcu XIX w., zainspirowała twórców pierwszych nowożytnych igrzysk olimpijskich w Atenach, by włączyć do ich programu bieg na dystansie odpowiadającym odległości z Maratonu do Aten, zaokrąglony do 40 km. W XX w., podczas igrzysk olimpijskich w Londynie, dystans zwiększono o 2195 metrów, przesuwając metę w pobliże miejsca,

gdzie na trybunach siedziała królowa brytyjska. Od przeszło 100 lat, na dystansie „maratońskim” – 42 km 195 m, odbywają się też masowe biegi uliczne… W Polsce, w rankingu maratonów ulicznych od lat przewodzi impreza pod nazwą „Poznań Maraton”, która w tym roku odbyła się już po raz 14. W dniu 13 października, na starcie z ul. Grunwaldzkiej w Poznaniu, stanęło ponad 6 tys. biegaczy. Na metę dobiegło aż 5678. Zwycięzcą okazał się David Kiptui z Kenii, z czasem 2:13:08. Ale wśród tych kilku tysięcy maratończyków, znalazło się blisko 40 biegaczy z naszej gminy, spośród których z kolei, najlepszy wynik osiągnął Piotr Organiściak z Rogalinka z czasem 3:04:19 i 192 zajętym miejscem w klasyfikacji



Fot. naSportowo.net.pl

Piotr Organiściak w żółtej koszulce, numer startowy 5874

ogólnej, a 186 w klasyfikacji męskiej (w ubiegłym roku w tej samej klasyfikacji – zawodnik z Rogalinka zajął miejsce 262). W dalszej kolejności na mecie zjawili się zawodnicy z Mosiny: Marcin Wieczorek (3:05:27 – 205 miejsce), Maciej Putowski (3:07:40 – 228 miejsce) oraz Bogdan Jurek (3:14:33 – 371 miejsce).

Mosiński Klub Żeglarski organizuje od kilku lat Mistrzostwa Gminy zakładów pracy w żeglarstwie, które cieszą się coraz większym zainteresowaniem. W tym roku wzięło w nich udział 10 firm. Piękne żeglarskie spotkanie dla wszystkich. Organizujemy na przystani MKŻ dla dzieci z okolicznych wsi i dzieci członków Klubu Dzień Dziecka. Organizujemy także zajęcia dla dzieci z Domów Dziecka. Wszystko to z licznymi atrakcjami na wodzie i na lądzie. Co 2 tygodnie przeprowadzane są regaty i imprezy przy ognisku, konkursy szant dla wszystkich, także nie-żeglarzy. To tylko część aktywności nas, członków Klubu. Przez lata prace te organizowali Stanisław Tubis, Bogdan Fischer, Paweł Maciejewski, Zenon Kolendowicz, Jarosław Szynklewski, Ewa Tomczak, Tomasz Buczyński, Przemysław i Małgosia Wojtkowscy, Ania Matuszczak. Od marca br Zarząd pracuje w składzie: Paweł Maciejewski – komandor, Przemysław Wojtkowski – wicekomandor, Anna Matuszczak – sekretarz, Żaneta Zielińska – skarbnik, Piotr Grządzielewski – członek – bosman. Klub odznaczony został Wyróżnieniem Polskiego Związku Żeglarskiego, jest dwukrotnym zdobywcą „Złotej Omegi”. Wielu członków klubu nosi zaszczytne odznaczenia żeglarskie. Inni dostrzegają, miejscowi urzędnicy nie. Szkoda. Więcej informacji o MKŻ na www.mkz.org.pl

Ponad 42-kilometrowy dystans 14. Maratonu Poznań, przebiegli również inni reprezentanci naszej gminy: Zbigniew Glinkowski, Marcin Bartkowiak, Marcin Idkowiak, Marcin Lulka, Jarosław Baraniak, Rafał Krakowiak, Tomasz Rusiecki, Marek Spychała, Tomasz Wróblewski, Przemysław Bartoszewicz, Krzysztof Janiszewski, Tomasz Rajewicz, Łukasz Idkowiak, Michał Woźniak, Krzysztof Mrozek, Cezary Müller, Artur Czarny, Tomasz Wojciechowski, Aleksandra Smurawa, Maciej Krakowiak, Piotr Baraniak, Hubert Kugler, Grzegorz Witczak, Katarzyna Gierlik, Jerzy Topczewski, Dariusz Walczak, Waldemar Demuth (mieszkaniec Łęczycy, ale, na co dzień kierownik Ośrodka Sportu i Rekreacji w Mosinie), Katarzyna Filipiak, Damian Ciesielka, Mikołaj Lubiński, Beata Buchwald, Sławomir Michalak, Mateusz Chorzępa i Maciej Piechura. Maratończykom gratulujemy wytrwałości i dobrych wyników!


16



Czas Mosiny 4 (10) listopad 2013

Dziecięca Drużyna Pożarnicza Jakub Czajka

We wrześniu 2012 roku przy Ochotniczej Straży Pożarnej w Mosinie powstała 14-to osobowa Dziecięca Drużyna Pożarnicza. Pierwszy rok przeszedł już do historii, jednak zapamiętamy go na długo. Wszystkie dzieciaki, które do nas dołączyły, od początku były bardzo chętne do nauki, nie bały się wysiłku, pomoczenia i pobrudzenia. Nikomu to w żaden sposób nie przeszkadzało. Mimo wyraźnej różnicy wieku zawiązała się między nimi nić porozumienia, chęć wzajemnej pomocy, co mamy nadzieję, będzie pozytywnie rzutowało na ich przyszłość. DDP została powołana do życia 29 września 2012. Tego dnia

odbyła się również inauguracyjna zbiórka. 23 grudnia 2013 miała miejsce uroczysta przysięga, co jest zawsze wielkim wydarzeniem w życiu każdego druha. Uroczystość uświetniły władze naszej OSP jak również zaproszeni goście i rodzice. Kolejne zbiórki to nauka i zabawa, zabawa i nauka....wszystko oczywiście związane z pożarnictwem i pierwszą pomocą. Wielką radość sprawiła naszym młodym

Bo liczy się sport i dobra zabawa Akademia Piłkarska Elegancik powstała w 2013 roku. Swoją ofertę kieruje do dzieci w wieku od czterech do dziewięciu lat. Głównym pomysłodawcą Akademii jest Magdalena Białożyt, wieloletni działacz społeczny, od lat związana ze sportem, wiceprezes KS 1920 Mosina. Akademia jest bezpiecznym miejscem dla dzieci, w którym mogą swobodnie rozwijać się fizycznie, społecznie oraz kształcić swoją osobowość. Powstała, by zachęcać dzieci do aktywnego spędzania wolnego czasu, chce dostarczać ćwiczącym radość i satysfakcję, kształtować charaktery i właściwe postawy życiowe. Bardzo ważnym zadaniem jest zapewnienie dzieciom wszechstronnego rozwoju fizycznego, szczególnie koordynacji ruchowej, szybkości oraz gibkości. Jednym z celów Akademii jest wypracowanie umiejętności pogodzenia nauki w szkole z treningami, W chwili obecnej Szkółka kształci młodych adeptów piłki nożnej w wieku od czterech do dziewięciu lat. Zajęcia odbywają się w trzech grupach liczących 10-15 osób. Odpowiednio dobierane są plany treningowe dla każdej grupy wiekowej. Elegancik ma do dyspozycji boisko



z naturalną nawierzchnią przeznaczone do nauki gry w piłkę nożną. W okresie zimowym korzysta z sal gimnastycznych i hal sportowych, co pozwala dzieciom na ciągły rozwój. Trenerzy oraz asystenci tworzą odpowiednią do gry i zabawy atmosferę podczas treningu. Jak nam powiedziała pani Magdalena Białożyt – w Akademii nie ma selekcji, przyjmowane są wszystkie dzieci, niezależnie od płci, bo ważna jest zabawa, a nie wynik. Akademia Piłkarska Elegancik zamierza organizować turnieje między poszczególnymi grupami Akademii, jednodniowe wycieczki skupiające się na rozwoju dzieci, warsztaty dla dzieci. Planuje rozszerzyć zasięg swojej działalności na teren całej gminy Mosina.  (MK)

Fot. M. Białożyt



strażakom możliwość pokonania na jednym ze spotkań toru przeszkód, który trzeba było przejść w rocie (dwóch strażaków) przy wzajemnej współpracy, a dodatkowo należało rozwinąć linię gaśniczą. 4 maja, czyli święto wszystkich strażaków, będziemy długo pamiętać, ponieważ byliśmy prawdopodobnie jedyną grupą w Polsce ugoszczoną przez restaurację Burger King, w której jak wiadomo ogień jest najważniejszy. Kolejna majowa zbiórka również przyniosła naszym DDP’om moc atrakcji i niespodzianek - zorganizowaliśmy w naszej remizie „noc integracyjną”, w której oprócz dzieci z drużyny pożarniczej brała również czynnie

Fot. archiwum DDP przy OSP Mosina

udział nasza mosińska drużyna młodzieżowa. Gdyby tylko chodziło o nocleg w remizie, nie byłoby o czym mówić, jednak podczas tego spotkania młodzi adepci przeżyli swój pierwszy „alarm bojowy”, którego zwieńczeniem był wjazd w górę drabiną 313P51 sąsiadującej z nami Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej. Noc integracyjną zakończyliśmy ogniskiem oraz zapoznaniem się z działaniem kamery termowizyjnej będącej na wyposażeniu OSP Mosina. 8 czerwca podczas Festynu Organizacji Pozarządowych miało się okazać, czego się przez ten okres nauczyliśmy. Zostaliśmy przez organizatorów poproszeni o przygotowa-

nie pokazu. Cała drużyna stanęła na wysokości zadania, a symulowany pożar nie miał najmniejszych szans rozwinąć się. Młodzi strażacy od momentu wjazdu na sygnałach ciężkim wozem bojowym, do momentu ogłoszenia zakończenia działań mieli całą sytuację pod kontrolą. A zadanie nie należało do najprostszych, musieli poradzić sobie z ugaszeniem symulowanego pożaru, zabezpieczeniem miejsca akcji oraz udzieleniem pierwszej pomocy osobie poszkodowanej. Wiele przez ten rok się działo, wydaje się, że dużo udało nam się osiągnąć, choć nie wszystko jest widoczne na pierwszy rzut oka. Wiele rzeczy będzie też dopiero procentować za jakiś czas. Cieszy nas bardzo fakt, że możemy wprowadzać w życie nasz autorski program z zestawem sprawności, wg którego szkolimy maluchy, wg którego odbywają się zbiórki i inne spotkania. Zdajemy sobie sprawę, że tego typu inicjatyw nie ma zbyt wiele, więc tym bardziej cieszy nas fakt, że możemy przecierać szlaki, a za kilka lat być może służyć dobrą radą i pomocą innym jednostkom. Z tego miejsca dziękujemy wszystkim, którzy nas wspierają i którzy nam pomagają.  Ze strażackim pozdrowieniem  Kuba Czajka  i Karolina Czajka  – opiekunowie DDP  przy OSP Mosina

Czas Mosiny 4 (10) listopad 2013  

Czasopismo Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Ziemi Mosińskiej

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you