Page 1

1

Czas Mosiny 2 (5) czerwiec 2012

Radni oczekują, że Przewodniczący Rady Miejskiej

poda się do dymisji Przewodniczący nie skierował skargi na Burmistrza pod obrady Rady Miejskiej, tylko sam udzielił pisemnej odpowiedzi skarżącemu i uznał sprawę za zakończoną. Skarga dotyczyła przebiegu i rzetelności naboru na stanowisko asystenta ds. mediów. Po ogłoszeniu naboru na stanowisko asystenta ds. mediów wpłynęły 3 oferty. Dwaj kandydaci, zdaniem komisji, nie spełnili wymogów formalnych. Po rozmowie kwalifikacyjnej przeprowadzonej przez komisję konkursową w składzie: Burmistrz, dwóch Zastępców i Sekretarz Urzędu, zatrudniono Bogdana Lewickiego. Tryb postępowania przy naborze zaskarżył pan Henryk Olkiewicz. Skierował doniesienie do SKO. Samorządowe Kolegium Odwoławcze uznało, że skarżący podnosi zarzuty, co do przebiegu i rzetelności konkursu na stanowisko asystenta ds. kontaktów z mediami. Zaklasyfikowało je jako skargę na postępowanie Burmistrza Gminy Mosina i przekazało do Rady Miejskiej w Mosinie. Zasadność skargi powinna na zlecenie Rady Miejskiej zbadać Komisja Rewizyjna. Przewodniczący bez upoważnienia Rady udzielił pisemnej odpowiedzi skarżącemu i uznał sprawę za zakończoną. Gdyby nie to, Waldemar Waligórski że pan Henryk Olkiewicz przekazał nam całą korespondencję w tej sprawie (dostępna na: www.czasmosiny.pl) nigdy byśmy się o niej nie dowiedzieli. Rodzą się następujące pytania: 1. Czy procedura naboru została właściwie przeprowadzona? Gdyby tak było, Burmistrz nie miałaby powodu obawiać się kontroli Komisji Rewizyjnej. 2. Czy jest to jedyna skarga na Burmistrza Gminy Mosiny, która została załatwiona z pominięciem Rady Miejskiej? 3. Czy Waldemar Waligórski powinien być nadal Przewodniczącym Rady Miejskiej?

fot.W. Konieczny

Waldemar Waligórski jest członkiem proburmistrzowskiego Klubu Radnych Nowoczesna Rzeczpospolita Mosińska.. Jako Przewodniczący powinien mieć świadomość, że stoi na czele Rady, która jest organem kontrolnym w stosunku do organu wykonawczego, jakim jest Burmistrz Gminy Mosina i w swoim działaniu kierować się prawem. Radni Klubu Koalicja Samorządowa oczekują, że Waldemar Waligórski poda się do dymisji. Pismo w tej sprawie wystosował radny, Marian Jabłoński – str. 3. RED.

Łukasz Kasprowicz

Powodem zmian budżetowych jest wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z dnia 23 maja 2012 oddalającego apelację Gminy Mosina od wyroku Sądu Okręgowego w Poznaniu. 28 grudnia 2011 gmina została zobowiązana do zapłaty należności głównej w kwocie 323,335 zł (za okres od września 2009- do września 2010), oraz odsetek w kwocie 89.890 zł oraz kosztów postępowania sadowego w kwocie 16.659 zł Przegrany proces, kolejny już w tej samej sprawie, kosztował mosińskiego podatnika 106.000 złotych. Kwota ta stanowi odsetki za zwłokę i koszta procesu. W ubiegłym roku gmina również przegrała proces w sprawie hydrantów. Wówczas koszta procesu, a więc odsetki za zwlokę i koszty sądowe były zdecydowanie większe. Można z całą pewnością stwierdzić, że gdyby gmina zapłaciła należność za hydranty firmie Aquanet i do procesu by nie doszło, w tegorocznym budżecie gminy pozostałoby 106 tysięcy złotych. Pie-

Anna Kuśnierczak - badaczka pszczół z Mieczewa - została laureatką Międzynarodowych Targów Nauki i Inżynierii Intel ISEF w Stanach Zjednoczonych. Są to największe targi projektów uczniowskich na świecie. W dniach 13-18 maja w Pittsburghu (Pensylwania) zaprezentowano ponad 1 500 projektów z 68 krajów. Polska brała udział w tej imprezie po raz pierwszy. Amerykańskie jury przyznało Annie Kuśnierczak trzecią nagrodę za projekt: Wpływ różnych ekosystemów na rozrodczość murarki ogrodowej (Osmia rufa L.) na przykładzie łąki, sadu, lasu i arboretum. Ania jest tegoroczną maturzystką (LO św. Marii Magdaleny w Poznaniu). Gratulujemy i życzymy kolejnych sukcesów. MK

Monitoring a ochrona danych

Mosina znowu przegrała Mosińscy radni zostali zmuszeni do zmiany tegorocznego budżetu w wysokości 430.000 złotych, a więc blisko pół miliona złotych.

Naukowy sukces mieszkanki Mieczewa

niądze te można by przeznaczyć na inwestycje lub dożywianie dzieci w szkołach. Burmistrz Zofia Springer, która znana jest z zamiłowania do procesów sądowych, zamiast dialogu i porozumienia ze stronami sporu wybiera często rozwiązania siłowe i przy pomocy wymiaru sprawiedliwości, chce rozwiązywać sprawy gminy.Wymiar Sprawiedliwości po raz któryś z kolei powiedział pani burmistrz, że jest w błędzie. Można na koniec zapytać, kiedy skończy się ten sądowy amok obecnej władzy, a mieszkańcy gminy przestaną być pozbawiani pieniędzy przez błędne decyzje burmistrza? O co chodzi z hydrantami? Spółka Aquanet z mocy prawa może pobierać opłaty za utrzymanie w gotowości hydrantów przeciwpożarowych. Utrzymanie w gotowości polega na tym, ze spółka utrzymuje ich stan techniczny, aby w razie pożaru urządzenie było sprawne. Mosina jest jedyną gminą, która wstąpiła w tej sprawie na drogę sądową.

Od 23 maja 2012 r. na terenie Mosiny działa monitoring. Informują o nim znaki przy wjeździe do miasta. Zapewne poprawi to bezpieczeństwo. Martwi jednak to, że przed uruchomieniem monitoringu mieszkańcy i radni nie zostali dostatecznie poinformowani, m.in. o tym jak będzie rozwiązana kwestia przechowywania i niszczenia danych, kto będzie miał do nich dostęp, czy nie ucierpi prywatność osób mieszkających w pobliżu monitorowanych miejsc, czy spowoduje to wzrost zatrudnienia w Straży Miejskiej. Zastępca Burmistrza, Waldemar Krzyżanowski w odpowiedzi na zadane pytania poinformował, że: Dane będą zapisywane na rejestratorze w pętli (ok. miesiąca). Starsze dane będą „nadpisywane” nowszymi. Systemowo będą chronione obszary prywatne specjalnymi cyfrowymi maskami, co uniemożliwi obsłudze monitoringu obserwację i nagrywanie takich obszarów. Urząd Miejski w Mosinie w związku z uruchomieniem monitoringu, rozważa zwiększenie zatrudnienia w Straży Miejskiej. MK

Wyniki egzaminów Skończył się rok szkolny. Wszyscy uczniowie otrzymali świadectwa, a 273 absolwentów szkół podstawowych i 263 absolwentów gimnazjów dodatkowo zaświadczenia z Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej o wynikach egzaminów. Choć wielu uczniów odniosło osobisty sukces, to średnie wyniki nikogo chyba nie satysfakcjonują. Na 17 gmin w powiecie poznańskim, Mosina zajęła 10 miejsce w sprawdzianie po szóstej klasie i 11 w egzaminie gimnazjalnym. Najlepiej spisali się w tym roku uczniowie szóstej klasy ze Szkoły Podstawowej w Daszewicach i absolwenci Gimnazjum w Rogalinie. Gratulujemy. Gimnazjaliści zdawali w tym roku po raz pierwszy egzamin z historii, języka polskiego, przedmiotów przyrodniczych, matematyki i języka obcego w wersji podstawowej i rozszerzonej. Okazuje się, że tegoroczni absolwenci gimnazjów najlepiej poradzili sobie z historią (9 miejsce w powiecie). Największe trudności sprawił im język polski (14 miejsce w powiecie). MK


2

Czas Mosiny 2 (5) czerwiec 2012

Szanowni Państwo, Dziękujemy za życzliwe przyjęcie kwietniowego numeru „Czasu Mosiny”, za otrzymane telefony, maile i dobre rady. W czerwcowym numerze zamieszczamy sporo informacji o pracy Rady Miejskiej i sprawach, które bulwersują radnych i mieszkańców. Znajdą w nim Państwo sporo porad z różnych dziedzin życia. Przedstawiamy opis inicjatyw mieszkańców – pomysł na prywatną szkołę i ciekawy biznes polegający na wytwarzaniu replik pruskich hełmów z przełomu XIX i XX wieku. Zachęcamy do lektury I części niezwykle ciekawych wspomnień pani Niny Mc Donald, Amerykanki polskiego pochodzenia, która nie zawsze czuła się Polką. Polecamy tekst o Ludwiku Bajerze z Dymaczewa Starego, który został powieszony za udzielenie pomocy angielskim lotnikom w czasie wojny. Pragniemy też skłonić Państwa do refleksji na temat ochrony środowiska w naszej gminie. Zachęcamy do zwiedzania naszej gminy. Zapraszamy do Radzewic, by obejrzeć olęderski cmentarz i Wartę ze Święconką (starorzecze). Może ktoś z naszych czytelników skorzysta z podpowiedzi Asi i Tomka? Z myślą o kibicach EURO 2012 tych dwoje uczniów przygotowało przewodnik po ciekawych miejscach w gminie. Jeśli zobaczycie Państwo coś ciekawego w czasie rowerowych wycieczek – będziemy wdzięczni za relacje i zdjęcia. Najciekawsze zamieścimy w kolejnym numerze „Czasu Mosiny”, który ukaże się na przełomie września i października. Życzymy wielu wakacyjnych wrażeń i udanego odpoczynku. W imieniu członków Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Ziemi Mosińskiej radnych Klubu Koalicja Samorządowa oraz członków Redakcji

Mosina, 28 czerwca 2012 r.

Z pracy Rady Miejskiej Sprawozdanie Jacka Szeszuły, wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej w Mosinie

XXVI SESJA - 26 kwietnia 2012 r. Rada Miejska na wniosek Kapituły Medalu pracującej pod kierunkiem Barbary Miczko-Malcher, przyznała Medale Rzeczypospolitej Mosińskiej prof. Stanisławowi W. Kasznicy i jego synowi Stanisławowi J. Kasznicy oraz Bronisławie Dawidziuk. Reprezentujący Związek Międzygminny – Centrum Zagospodarowania Odpadów SELEKT, Prezes, D. Lew-Pilarska, Dyrektor Biura Związku, M. Augustyniak i A. Adamski, specjalista ds. ochrony środowiska, przedstawili historię powstania Związku, osiągnięcia, zadania do zrealizowania. Radnych interesowały m.in. zagadnienia: stawka odpłatności za odbiór śmieci, segregacja odpadów, w tym niebezpiecznych, koszty i wybór firmy obsługującej gminę. Prezes Związku zapewniła, że w tej sprawie przygotowywana jest szeroka akcja informacyjna dla mieszkańców gminy. W punkcie „Zapytania i wnioski radnych”, radni Koalicji Samorządowej pytali m.in. o budowę ul. Polnej w Krośnie, możliwość realizacji ścieżki rowerowej Sasinowo - Wiórek, zabezpieczenie terenu po byłej BAR-

WIE, sytuację prawną dzierżawców gminnej ziemi w Sowinkach, obsługę firmy ANTON RÖHR przez ul. Gałczyńskiego, zatrudnienie w UM asystenta ds. obsługi medialnej, ścieżkę rowerową Krosinko - Dymaczewo, parking przy ul. Mostowej, konieczność przedłużenia projektowanego przez PKP tunelu dla pieszych do płyt betonowych w rejonie wjazdu do ZUK-u, rekrutację dzieci do przedszkoli. W kolejnych punktach sesji podjęto m.in. uchwały o przystąpieniu do sporządzenia miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego dla południowo-zachodnich terenów wsi Czapury oraz dla terenów zabudowy techniczno-produkcyjnej i terenów zabudowy mieszkaniowej z usługami przy ul. Śremskiej w Mosinie.

XXVII Uroczysta Sesja Rady Miejskiej - 24 maja 2012 r. Odbyła się w Sali Reprezentacyjnej MOK, podczas której wręczono przyznane przez Radę na wniosek Kapituły Medalu – Medale Rzeczypospolitej Mosińskiej: pośmiertnie prof. Stanisławowi Wincentemu Kasznicy i jego synowi – Stanisławowi Józefowi Kasznicy

Komisje stałe Rady Miejskiej 1. Budżetu i Finansów - przewodniczący S. Falbierski Pracowano m.in. nad sprawami zbywania mienia gminnego, realizacji budżetu w 2011r. Na posiedzeniu w ZUK-u omawiano sprawy związane z wywozem śmieci, równania dróg, prowadzenia mieszkań komunalnych i targowiska miejskiego. Analizowano stan realizacji wydatków niewygasających za 2011r. jak i wydatki związane z utrzymaniem czystości w mieście oraz koszty związane z zielenią miejską. 2. Ochrony Środowiska i Rolnictwa - przewodniczący W. Wiązek Komisja dokonała m.in. lustracji terenu górniczego Babki - Daszewice, zapoznała się z aktualnymi inwestycjami firmy AQANET na terenie Mosiny oraz z infrastrukturą turystyczną na Pożegowie. Dużo czasu poświęcono problematyce zrzutu wód opadowych oraz realizacji umów na wywóz nieczystości stałych i płynnych. Na posiedzeniu wyjazdowym zapoznano się z firmami, które działają na terenie po byłej SFM. 3. Inwestycji i Planowania Przestrzennego – przewodnicząca M. Krause Na spotkaniach debatowano o: poprawie układu komunikacyjnego

w rejonie ulic Śremska - Gałczyńskiego - Sowiniecka w związku z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, realizacji kanalizacji deszczowej w Krosinku, wykonaniu inwestycji w 2011 r., stanie zasobów komunalnych, spiętrzaniu wody na Kanale i w konsekwencji zalewaniu pól w Dymaczewie Starym i Nowym, realizacji zadań inwestycyjnych ujętych w WPI. 4. Edukacji, Kultury i Sportu - przewodnicząca M. Kaptur Komisja zapoznała się ze stanem rozbudowy budynku na boisku sportowym przy ul. Konopnickiej, rea-

lizacją Rocznego Programu Współpracy z Organizacjami Pozarządowymi, możliwościami utworzenia żłobka w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego oraz realizacją budżetu w 2011r. przez placówki oświatowo - wychowawcze, MOK oraz OSiR. Członkowie Komisji odwiedzili też przedszkola prywatne Koniczynka przy ul. Leszczyńskiej i Krzywoustego oraz Truskawkowy Domek przy ul. Poniatowskiego. 5. Porządku Publicznego - przewodniczący R. Rybicki Pracowała nad problematyką zmiany organizacji ruchu na skrzyżowaniu ulic Poznańska – Rzeczypospolitej Mosińskiej – Poniatowskiego, oceną stanu bezpieczeństwa miejsc wypoczynku dzieci. Dokonała przeglądu OSP w Radzewicach, Pecnej i Nowinkach pod kątem bezpieczeństwa, wyposażenia i estetyki, 6. Promocji Współpracy Samorządowej - przewodniczący J. Rogalka

Omawiano m.in. sprawy: dalszego remontu Zespołu PałacowoParkowego w Rogalinie, współpracy z WPN, programu DNI MOSINY 2012, przygotowania insygniów dla Burmistrza i Przewodniczącego Rady, działalności chóru p.w. św. Cecylii, ogłoszenia konkursu na hymn Gminy Mosina, oznaczenia ciekawych miejsc tablicami informacyjnymi. Na spotkaniu wyjazdowym dokonano oceny szeregu newralgicznych miejsc w mieście. 7.Komisja Ochrony Zdrowia i Pomocy Społecznej – przewodniczący A. Karliński Komisja rozpatrywała m.in. problemy: wspierania rodziny, pomocy osobom z rodzin patologicznych, osobom bezdomnym, akcji charytatywnych na rzecz Domów Dziecka. Analizowano ofertę wakacyjną MOK, OPS, OS iR i organizacji pozarządowych skierowanych do dzieci i młodzieży. 8. Komisja Rewizyjna - przewodniczący M. Jabłoński Tematem obrad Komisji była m.in.: kontrola rozliczeń dotacji przyznanych organizacjom pozarządowym i pożytku publicznego, opłacanie składek na ubezpieczenia społeczne, fundusz pracy, korzystanie przez dzieci Gminy Mosina ze żłobków prowadzonych przez m. Poznań, udzielenie absolutorium Burmistrzowi Gminy Mosina za 2011 r., wypłata ekwiwalentu dla członków OSP biorących udział w akcjach gaśniczych i szkoleniach ppoż.

oraz Bronisławie Dawidziuk. Laudacje wygłosili: Przemysław Mieloch, Rafał Sierchuła z IPN w Poznaniu i Agnieszka Wolarczak. W kolejnej części Sesji zostali uhonorowani sportowcy. Nagrody otrzymali: Joanna Witkowska (judo), Piotr Nowaczyk (kick-boxing), Paulina Niedzielska (judo). Stypendium sportowe przyznano Kamilowi Zalasowi (karate) a wyróżnieni zostali Jacek Fajfer (żużel) i Michał Idziak (lekkoatletyka). Nagrodzono trenerów: Joannę Ziółkowską (lekkoatletyka) i Mieczysława Janika (tenis stołowy), wyróżniono Radosława Miśkiewicza (judo).

XXVIII Sesja - 30 maja 2012 r. Najważniejszym punktem sesji było podjęcie uchwały absolutoryjnej w sprawie wykonania budżetu Gminy Mosina za 2011r. Tym zagadnieniem zajmowały się wszystkie komisje stałe RM. Budżet został uchwalony 30.03.2011r. przez Kolegium RIO w Poznaniu w wysokości: 83.593.796,74 zł po stronie dochodów i 81.792.546,74 zł po stronie wydatków. W ciągu roku był zmieniany jedenaście razy, aby na koniec roku kalendarzowego uzyskać wyniki planowane dochody -76.373.913,50 zł a wykonanie 75.080.351,61 zł oraz planowane wydatki – 78.978.000,42 zł a wykonanie 75.080.351,61 zł. Po przedstawieniu opinii RIO w Poznaniu w sprawie wniosku Komisji Rewizyjnej o udzielenie absolutorium Burmistrzowi Gminy Mosina za 2011r., wysłuchaniu opinii Klubów Radnych, Komisji stałych RM, Rada Miejska podjęła uchwałę „w sprawie udzielenia Burmistrzowi Gminy Mosina absolutorium z tytułu wykonania budżetu Gminy za 2011r.” Trzeba zauważyć, że udzielenie absolutorium to akceptacja poprawności działań rachunkowych organu wykonawczego, jakim jest Burmistrz. Nie jest oceną polityki zarządzania gminą.

„Czas Mosiny” bezpłatne czasopismo Wydawca: Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Ziemi Mosińskiej Redaktor naczelny: Małgorzata Kaptur tel. 512 334 157, adres e-mail: czasmosiny@gmail.com Współpraca: Wojciech Konieczny, Joanna Nowaczyk, Jan Marciniak, Jacek Szeszuła, Piotr Wilanowski, Łukasz Kasprowicz, Marian Jabłoński, Monika Cybal, Michał Kleiber, Jarosław Malesiński. Druk: POLSKAPRESSE, Sp. z o.o. Oddział Poligrafia Drukarnia Poznań-Skórzewo, ul. Malwowa 158 Winieta: Jakub Pokrzywniak Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótu i opracowania otrzymanych materiałów. Zapraszamy do współtworzenia naszego pisma.


3

Czas Mosiny 2 (5) czerwiec 2012

Absolutorium Jan Marciniak

Budżet 2011r. miał burzliwą historię. Z powodu odrzucenia zgłoszonych poprawek opozycja zagłosowała przeciw i budżet ostatecznie uchwaliła RIO. Praca nad budżetem

Oceniając Stanowisko Burmistrza, nasz Klub zwrócił uwagę na nierealną wysokość zakładanych wpływów ze sprzedaży mienia (18,5 mln) oraz zbyt optymistyczne dochody podatkowe. Nasza propozycja, aby zmniejszyć dochody w tych pozycjach została odrzucona. Zgłosiliśmy 29 poprawek do budżetu. Zdominowana przez opcję rządzącą Komisja Budżetu i Finansów, wszystkie odrzuciła stosunkiem głosów 5:4. Burmistrz dwie przyjęła, zgłaszając jako autopoprawki. Takie potraktowanie naszej pracy nad projektem budżetu, musiało skutkować negatywnym głosowaniem. W konsekwencji budżet nie został uchwalony. Pierwszy raz w historii mosińskiego samorządu budżet opracowała Regionalna Izba Obrachunkowa. Opracowała coś, co miało się po prostu bilansować. Burmistrz od razu przebudowała dokument i Rada 15 kwietnia. go uchwaliła. Z 29 poprawek, które zgłosiła opozycja, wprowadzono do budżetu kolejnych 25. Przyjęliśmy ten fakt z zadowoleniem. Upieraliśmy się jeszcze przy zmniejszeniu wydatków na „Merkuriusza Mosińskiego”. Bezskutecznie. Wstrzymaliśmy się podczas głosowania, co dało zielone światło dla realizacji budżetu. Dochody zostały urealnione do poziomu 75 mln, a wydatki obniżono do 77,2 mln.

Realizacja budżetu

Po przedłożeniu sprawozdania budżetowego za 2011 r., okazało się, że dochody wykonano w wysokości 77 mln, a wydatki zamknęły się kwotą 75 mln zł. 19 grudnia 2011 podczas sesji, dochody obniżono o 2,5 mln (brak wpływu ze sprzedaży mienia i niewykonanie wpływów z podatków), a wydatki, jak twierdził Burmistrz, z uwagi na brak możliwości ich wykonania zostały umniejszone z 78,8 do 75mln. Niewykorzystane środki przeszły na 2012 r. Budżet 2011 w ciągu roku był wielokrotnie zmieniany – uchwałami – przez Radę i zarządzeniami – jednoosobowo

przez burmistrza i w rezultacie ma się nijak do tego pierwotnego. Ostatni dokument budżetowy, Zarządzenie Burmistrza z 30 grudnia 2011r. (upublicznione dopiero po 3 miesiącach) w kilku działach dokonuje przesunięć środków między paragrafami. W Administracji – zwiększono wynagrodzenie osobowe pracowników Urzędu o 144.450 zł. Z tej kwoty 110 tys. przeznaczono na przedświąteczne nagrody. Takie działanie jest symptomatyczne dla filozofii budżetowej Burmistrza.

Absolutorium

Absolutorium to ocena wykonania budżetu w kształcie przyjętym nie na początku roku, lecz w ostatniej uchwale budżetowej. Do tego odnosi się RIO i Komisja Rewizyjna. Na tej podstawie oblicza się procentowe wykonanie poszczególnych pozycji w budżecie. Nie może, więc dziwić, że wykonanie oscyluje na poziomie 99%.

Filozofia budżetowa Burmistrza

Budżet to nie tylko liczby, to przede wszystkim zarządzanie gminą. Wielokrotnie odnosiliśmy się do niego krytycznie. Negatywnie oceniamy forsowanie przedsięwzięć inwestycyjnych w jednych obszarach gminy, kosztem innych, brak czytelnego rozpisania w budżecie utwardzania ulic i chodników, nierówne traktowanie inwestorów. Niepokoi niezbyt jasna procedura przyjmowania do pracy w Urzędzie i innych jednostkach organizacyjnych. Krytycznie oceniamy tworzenie zbędnych nowych etatów. Ubolewamy, że mimo dużych kwot przeznaczanych na obsługę prawną, mamy największą, spośród gmin powiatu poznańskiego, ilość uchylonych decyzji przez SKO. Negatywnie oceniamy politykę informacyjną w naszej gminie. Uważamy, że budżet ma niewłaściwą strukturę, gdyż inwestycje są uzależnione od ilości zbywanego mienia, bądź zaciąganych kredytów, czy obligacji. Doprowadzi to naszym zdaniem do zrównania dochodów i wydatków bieżących, a to samo w sobie jest niebezpieczne dla rozwoju gminy.

Co robi asystent? Procedura musi się zmienić! Jan Marciniak

Łukasz Kasprowicz Burmistrz Gminy Mosina, Zofia Springer zatrudnia trzech speców od kreowania wizerunku. Pierwszym z nich jest redaktor naczelny „Merkuriusza Mosińskiego”. Drugim jest zatrudniony jesienią ubiegłego roku zastępca burmistrza, Waldemar Krzyżanowski. Ukończył studia podyplomowe w zakresie public relations i aktywnie promuje burmistrza, m.in. w Internecie. Od kilku miesięcy jest też i trzeci specjalista. Bogdan Lewicki, został zatrudniony w wyniku naboru, którego prawidłowość kwestionował kontrkandydat. Ma pisać sprostowania do mediów, które nierzetelnie przedstawiają wizerunek gminy Mosina. Burmistrz przekonywała radnych, że tego typu publikacji w półroczu poprzedzającym zatrudnienie asystenta było dość dużo. Nowy PR-owiec ma zajmować się kontaktami z mediami, czyli

przekazywać im informacje, udzielać wypowiedzi w imieniu władz gminy oraz jeździć na spotkania dokumentując fotograficznie wydarzenia gminne, przede wszystkim te z udziałem burmistrza. Radni poprosili o przedstawienie przez włodarza statystyk działalności asystenta Bogdana Lewickiego. Interesowało ich ile sprostowań napisał, do jakich mediów oraz gdzie i kiedy się one ukazały. Poprosili też o podanie ilości jego wystąpień telewizyjnych oraz wypowiedzi prasowych. Póki co Burmistrz takich statystyk nie przedstawiła, widocznie ich nie ma. Burmistrz, Zofia Springer, jest widocznie przekonana, iż lepiej mieć za dużo specjalistów od kreowania wizerunku, niż za mało. Szkoda tylko, że to pociąga za sobą znaczące wydatki z gminnego budżetu. Cena utrzymania się przy władzy poprzez działania PR i socjotechnikę jest niestety bardzo wysoka

Stanowienie prawa z zakresu planowania przestrzennego nie może się odbywać za plecami bezpośrednio zainteresowanych mieszkańców, bo decydowanie o przestrzeni to nic innego, jak ingerowanie we własność mieszkańców. Procedura uchwalania planu wygląda mniej więcej tak: Burmistrz przedstawia Radzie uchwałę o przystąpieniu do opracowania planu. Rada pomysł akceptuje. Burmistrz wydaje Obwieszczenie, w którym informuje o terminie, do którego można składać wnioski do planu. Obwieszczenie dostępne jest tylko na tablicy w urzędzie i na stronie internetowej gminy, czasem w „Merkuriuszu”. Wybrana firma urbanistyczno-architektoniczna, przystępuje do pracy. Kiedy firma wykona zadanie, Burmistrz wydaje kolejne Obwieszczenie o wyłożeniu planu do publicznego wglądu. To bardzo ważny moment w całej procedurze. Mieszkańcy, którzy mieli możliwość

zapoznać się z planem, składają do niego uwagi, Burmistrz je rozpatruje. Jedne przyjmuje, inne odrzuca. Plan trafia na posiedzenie Komisji Inwestycji, Ładu Przestrzennego i Mienia Komunalnego, która go opiniuje. Ostatnio Komisja, podczas omawiania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego pomiędzy ulicą Strzelecką a Kanałem Mosińskim, miała sposobność wysłuchać przedstawicieli Burmistrza i firmy urbanistyczno-architektonicznej, lecz nie mieszkańców, bo nikt ich nie zaprosił. Taka procedura nigdy nie była stosowana, a uważam, że być powinna. Prawo nie wymaga zapraszania mieszkańców, ale też nie zabrania. Skoro radni wysłuchują ra-

cji Burmistrza, to dlaczego nie mogą wysłuchać argumentacji drugiej – mieszkańców. 26 mieszkańców złożyło 71 uwag do planu. Wszystkie, tak jak chciała Burmistrz, Komisja odrzuciła. Całemu planowi powiedziałem nie, także z innych przyczyn - zbyt bliskie podejście z budownictwem mieszkaniowym pod tereny zalewowe Kanału, zbyt wielka ilość tzw. ulic-sięgaczy, tworzenie dróg wewnętrznych, a nie publicznych. Różnica w tym konkretnym przypadku jest zasadnicza: za drogę publiczną, jej całą infrastrukturę podziemną i naziemną odpowiada gmina, za drogę wewnętrzną - właściciel gruntu, osoba fizyczna. Sesja Rady Miejskiej, podczas której zostanie podjęta uchwała o planie odbędzie się 28 czerwca. Rada odrzuci zapewne wszystkie uwagi mieszkańców i plan uchwali.


4

Czas Mosiny 2 (5) czerwiec 2012

Gdzie możemy się wykąpać? Każdego roku o tej porze powraca jak bumerang to samo pytanie: co powiedzieć dzieciom, kiedy praży słońce, a one marudzą, aby pojechać wykąpać się, poleżeć nad wodą i opalać się? Jest przecież kilka jezior w okolicy Mosiny. I co z tego? Nic! Nie można z nich praktycznie korzystać, bo … Wchodzimy tutaj w trudną problematykę, jaką jest Wielkopolski Park Narodowy. Co więc pozostaje? Wyjazdy na pływalnię? Warto się zastanowić, czy takie same problemy mieli rodzice i ich pociechy około 50 lat temu. Kąpano się w Kanale, którego meandry, czysta woda i rosnące drzewa tworzyły piękną scenerię. Od boiska sportowego w stronę mostu kolejowego były tzw. plaże: przy boisku, w parku przy obecnym moście na ul. Mostowej, przy Barwie, za mostem kolejowym i dalej na tzw. „kółku”. Nie było żadnych ratowników, starsi uważali na młodszych. Tłumnie korzystano też z okolicznych jezior. Oblegane były Jarosławieckie, Dymaczewskie, Łódzkie i Góreckie z dobrym dojazdem kolejowym. Jezioro Góreckie było najchętniej odwiedzanym akwenem wodnym. Kiedyś, na wysokości restauracji w pobliżu tego

jeziora, była przystań dla rowerów wodnych i kajaków… Dzisiejsze realia są zupełnie nieprzystające do tamtych. Surowe przepisy nakładają wymogi względem ochrony przyrody i bezpieczeństwa korzystających z kąpieli, które należy bezwzględnie spełnić. Warto jednak byłoby, aby przy wspólnym stole zasiedli włodarze gminy, dyrekcja WPN, władze MKŻ i OSiR, i z myślą o pobudowaniu kąpieliska w przyszłym roku, wypracowali rozwiązanie problemu, ku zadowoleniu mieszkańców. J.Sz.

W miejscowości Owińska, gmina Czerwonak już trzeci sezon funkcjonuje otwarte kąpielisko urządzone w konwencji egzotycznej plaży. AKWEN TROPICANA powstał na skraju Puszczy Zielonki, na terenie będącym wyrobiskiem po kopalni kruszywa. Cieszy się ogromnym powodzeniem. Może Czytelnicy zechcą podzielić się z nami swoimi pomysłami na www.czas-mosiny.pl?

Radni pytają, Burmistrz odpowiada Rankingu nie będzie Wniosek o opracowanie jasnych i powszechnie znanych kryteriów wpływających na typowanie ulic do realizacji oraz o stworzenie rankingu ulic nie spotkał się ze zrozumieniem. Zdaniem Burmistrza Ratajczaka takie kryteria już są. Jego zdaniem: kolejność budowy ulic determinuje posiadanie aktualnej decyzji o pozwoleniu na budowę, wielkość środków w budżecie i układ odwodnieniowy danej zlewni. O stworzeniu rankingu Burmistrz nawet nie wspomniał.

Dym z komina

Roboty ziemne w Czapurach Wielu mieszkańców Czapur jest zaniepokojonych zasypywaniem doliny zalewowej Głuszynki ogromną ilością ziemi. Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Poznaniu, Inspektorat Przeźmierowo w odpowiedzi na pytanie czy wyniesienie poziomu tej działki będzie miało w przyszłości negatywne skutki dla okolicznych mieszkańców, poinformował, że: zmiany na terenie sąsiadującym z rzeką Głuszynką, mogą mieć jedynie negatywny wpływ na tereny powyżej działki 194, znajdujące się wzdłuż prawego brzegu rzeki Głuszynki w przypadku deszczów nawalnych i tym samym wysokich stanów wód (powodziowych).

Co z pływalnią? Z. Springer zapewniała mieszkańców, że wybuduje pływalnię. Teren pod obiekt został sprzedany firmie Mariusza Świtalskiego, który solennie obiecał, że basen zbuduje. Radni mogli się nawet zapoznać z wizualizacją przyszłego obiektu. Grunt jest już prywatny. Obietnice wyborcze Z. Springer były nic nie warte. Zapewnienia nowego właściciela – także. Czy powstanie tam cokolwiek? Znając sposób rozumowania prywatnego inwestora, zainwestuje swoje pieniądze w przedsięwzięcie, które

przyniesie zysk. To jest zupełnie racjonalne. Obecnie powstające baseny, czy też te, które powstały w gminach np. Kórniku, Suchym Lesie, są nierentowne. Tam właścicielem jest gmina i ona dokłada do interesu. Prywatnemu przedsiębiorcy nikt niczego nie dołoży. Tak, więc jeśli pływalnie są deficytowe, to jest bardzo wątpliwe, czy taki obiekt zostanie przez firmę M. Świtalskiego wybudowany. Może kiedyś jednak powstanie – np. jako pływalnia w ramach kompleksu hotelowego? JM

„Złoty interes” W 2005 r. do gminy przybyli przedstawiciele amerykańskiej fundacji Habitat. Przedstawili plany budowy domu dla ubogich mieszkańców gminy. Stwierdzili, że gmina nie poniesie żadnych kosztów. Potrzebowali jedynie grunt. Gmina przyjęła fundację z otwartymi ramionami. Działka znalazł się natychmiast – nad Kanałem, w rejonie ul. Kanałowej Łaziennej. Wówczas był on wart, wg biegłych powołanych przez Urząd, ponad 100 tys. zł. Dla Habitatu za-

stosowano ulgę. Grunt sprzedano za 25% wartości. Do kasy gminy wpłynęło ok. 30 tys. zł. Podpisano akt notarialny. Nie zastrzeżono w nim jednak, co się stanie z gruntem, jeżeli fundacja nie dotrzyma słowa i nie zbuduje domu dla ubogich. Habitat stał się właścicielem terenu. Gmina czekała, kiedy budowa się zacznie. Nie zaczęła się nigdy. W międzyczasie Habitat sprzedał działkę – uwaga – za 780.000 zł.! To się nazywa złoty interes… JM

STORA ENSO – próba bilansu W poprzednim numerze informowaliśmy o uciążliwości dla mieszkańców tego zakładu, pracującego na trzy zmiany. Pisaliśmy też o planowanej jego rozbudowie. Jak nas poinformował dyrektor, p. Tomasz Krogulski, Stora Enso wstrzymała się na czas bliżej nieokreślony z inwestycją finansowaną ze środków unijnych w zakładzie w Mosinie. W związku z tym zrezygnowała również z dotacji (40 mln zł). Na pytanie, kiedy Stora Enso wy-

kona pas zieleni izolacyjnej od strony najbliższej zabudowy, uzyskaliśmy odpowiedź, że pas zieleni już od kilku lat jest. Dodatkowo wykonano w 2011 r. betonowy płot izolacyjny w rejonie rampy załadunkowej. Obecnie w Zakładzie Produkcyjnym w Mosinie pracuje 96 osób, w tym 57 z terenu gminy Mosina. Średnio miesięcznie do firmy wjeżdża 58 samochodów TIR (24t). Dyrektor ma świadomość, że zakład stanowi dla otoczenia pewną

Co dalej z Barwą?

Dym z komina, to wydawałoby się rzecz najzupełniej normalna. Problem jest jednak wtedy, gdy w lecie sąsiad codziennie pali plastikowe opakowania i przez otwarte okno naszego mieszkania wpada nieprzyjemny i szkodliwy dym. Mieszkańcy rejonu ul. Budzyńskiej sąsiadują z dużym kominem i mają większy problem. Od dłuższego czasu są zbulwersowani intensywnym dymieniem z komina położonego na terenie tzw. „Perkiewiczówki”, przy ul. Fiedlera. Kilka razy w tygodniu z komina wydobywa się gęsty, czarny dym. Ma to miejsce w godzinach wieczornych, bądź nad ranem. Wizja lokalna Straży Miejskiej nie wykazała nieprawidłowości, ale komin nadal dymi. Mieszkańcy tracą cierpliwość. Burmistrz zlecił ponowną kontrolę. Ciekawe, co tym razem ustali Straż Miejska?

uciążliwość, ale twierdzi, że gmina czerpie z faktu istnienia w naszym mieście wymierne korzyści. Wpłata do budżetu gminy tytułem podatku od nieruchomości wynosi 263 560 zł. Poza tym Stora Enso aktywnie wspiera lokalne inicjatywy poprzez drukowanie plakatów na coroczne Ogólnopolskie Artystyczne Dni z Gitarą oraz na Dni Mosiny. W mosińskim zakładzie produkowane są też skarbonki dla Fundacji Jurka Owsiaka, co stanowi również promocję Mosiny. MK

Skomentuj na stronie www.czasmosiny.pl

Pralnia Chemiczna i Farbiarnia „Barwa” Stefana Kałamajskiego w 1928 r. zatrudniała 300 pracowników. Kilka lat temu zakład zlikwidowano. Kiedyś były plany budowy na terenie Barwy osiedla mieszkaniowego, jednak nic z nich nie wyszło. Zmienił się właściciel. Opuszczony teren „Barwy” szpeci miasto i zagraża bezpieczeństwu dzieci i młodzieży. Wyłamana brama i dziury w ogrodzeniu świadczą o tym, że nikt tego terenu nie pilnuje. Radny Jacek Szeszuła kilkakrotnie zwracał uwagę na zagrożenia wynikające z tej sytuacji. Burmistrz w połowie czerwca poinformowała, że: Straż Miejska w Mosinie wielokrotnie wysyłała pisma, w których wzywała właściciela posesji do zabezpieczenia terenu w sposób uniemożliwiający dostęp osób postronnych. Jednocześnie pragnę poinformować, iż w tym rejonie systematycznie pojawiają się patrole Straży Miejskiej. Czy podjęte działania wystarczą?

Biuletyn Informacji Publicznej Na stronie Biuletynu Informacji Publicznej http://bip.mosina.wokiss.pl/ brakuje wielu danych. Mieszkańcom i inwestorom utrudnia życie m.in.brak planów zagospodarowania przestrzennego. Po sprawie z firmą Dudek&Kostek, która zamierzała wdrożyć w centrum miasta innowacyjną, ale nigdzie niesprawdzoną technologię przetwarzania opon, zniknęły z BIP-u wszystkie dokumenty dotyczące środowiska. Od pół roku Burmistrz nie informuje mieszkańców o przystąpieniu do przeprowadzenia oceny oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko; o wszczęciu postępowania, o przedmiocie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach. Złożony w tej sprawie wniosek pozostał bez echa. Referat Środowiska i Burmistrz uważają, że informują o środowisku właściwie. Tekst i fot. MK


5

Czas Mosiny 2 (5) czerwiec 2012

Gruszki na wierzbie

Sposób na sąsiada

Jan Marciniak W poprzednim numerze przybliżyliśmy obietnice wyborcze Z. Springer z kampanii wyborczej 2002 r. Okazały się gruszkami na wierzbie. Przypomnijmy kolejne obietnice, te z kampanii w roku 2006. Rozsądne i jawne gospodarowanie pieniędzmi mieszkańców. Jakie ma wynagrodzenie burmistrz, a jakie kierownicy referatów urzędowych? Jak wynagradzani są dyrektorzy jednostek organizacyjnych? Ile płacimy za oświetlenie konkretny remont, konkretną inwestycję? Czy masz na tyle wiedzy, aby ocenić, czy Twoje pieniądze wydawane są rozsądnie? A czy zauważyłeś jawność informacji w tym względzie? Czy o finansach, które wydaje w Twoim imieniu Burmistrz coś wiesz? Skuteczniejsze pozyskiwanie funduszy z Unii Europejskiej. Mosina w pozyskiwaniu środków UE w latach 2004-2009 została sklasyfikowana na ostatniej - 226 pozycji wśród wielkopolskich gmin!!! Pozostawmy tę obietnicę bez komentarza. Stwarzanie coraz lepszych warunków do rozwoju przedsiębiorczości i tworzenia nowych miejsc pracy. Czy dowiedzieliśmy się czegoś o wyjątkowych warunkach dla przedsiębiorców? Co gmina uczyniła dla tworzenia nowych miejsc pracy? Jak nam wiadomo, Mosina w liczbach bezwzględnych ma jeden z najwyższych wskaźników bezrobocia w powiecie poznańskim. Proszę, niech

W ostatnim czasie wieś Krosno obiegła informacja o inwestorze starającym się o warunki zabudowy dla prywatnej szkoły. Wzbudziło to zainteresowanie, gdyż w szkole przy ul. Krasickiego dzieci, również te najmłodsze, uczą się na dwie zmiany, a mieszkańców w tym rejonie ciągle przybywa. – Panie Jacku, to na Pana terenie ma powstać ta inwestycja. Skąd ten pomysł? – Wielkim marzeniem mojej żony było zawsze zarządzanie prywatną szkołą. Dwa lata temu pojawiła się szansa na realizację tych marzeń. Posiadam działkę w Krośnie, na której inwestor chciał pobudować bloki. Na pozostałej powierzchni miała być zlokalizowana szkoła (podstawowa i gimnazjum). Powstaje spore osiedle. Wkrótce będzie tu mieszkać ponad 2 tys. ludzi. Uznaliśmy, że szkoła na terenie wiejskim, ze względu na wyższą subwencję oświatową z ministerstwa miałaby spore szanse na powodzenie. – Wiadomo, że nauczanie w szkole prywatnej wiąże się z opłatami. Jak wysokie powinno być w Pana założeniach czesne, żeby inwestycja się opłacała? – Wszystko w tym przypadku zależy od podejścia władzy. Przepisy nakazują Burmistrzowi przekazywać całą subwencję z ministerstwa.

Burmistrz poda choć jeden przykład na stworzenie bezpośrednio w wyniku jego działania miejsc pracy. Żartem byłoby stwierdzenie, że mamy Storę Enso, gdzie znalazło miejsce 50 osób z gminy oraz dwa markety – Tesco i Netto, gdzie pracuje po kilka osób. A ile osób pracę straciło w wyniku lokalizacji tych marketów? Wspomaganie podejmowanych przez mieszkańców oraz samorząd gminny zadań z zakresu budownictwa mieszkaniowego(budowa budynku socjalnego). Powstał jeden, w Krośnie. Zrealizowanie ze środków unijnych programu rewitalizacji(odnowienia) starówki w Mosinie. Odrestaurowane budynki, piękne staromiejskie latarnie, ciągi jezdne, piesze i parking z kostki granitowej, cudownie podświetlone kamieniczki, kawiarenki, restauracyjki… Czy zrealizowano? Rozpoczęcie budowy Gminnego Kompleksu Sportowo-Rekreacyjnego. Mamy ładną płytę główną, boisko treningowe, trybuny z siedziskami, ogrodzony teren. Budynek klubowy rozbudowany, z zachowaniem ładnej architektury. Ale chyba nie o to chodziło w tym szczytnym haśle. Kompleks sportowy to boiska, hala sportowe dla rozgrywania wielu dyscyplin, pływalnia. Stadion miejski takiej funkcji nie pełni. Teren przystosowany jest praktycznie do piłki nożnej. Gdzie więc ten Gminny Kompleks SportowoRekreacyjny?

Wiadomo jednak, że koszty utrzymania ucznia w szkole są wyższe i subwencja nie wystarczy. Istnieje w Polsce taka instytucja jak Partnerstwo Publiczno Prywatne. Przyjmując PPP, wystarczyłoby, żeby gmina przekazywała na nauczanie taką samą kwotę, jaką przeznacza na ucznia w szkołach publicznych, to czesne nie byłoby konieczne. Należy podkreślić, że byłoby to i tak korzystne dla gminy, gdyż nie ponosiłaby kosztów rozbudowy szkoły przy ul. Krasickiego. Te pieniądze można by wydać na inne gminne potrzeby. – Jak ocenia Pan szanse na realizację tego pomysłu? – W lipcu 2011 r. złożyłem za pośrednictwem profesjonalnej firmy wniosek o WZ w celu pobudowania na moim terenie bloków oraz szkoły. Procedura postępowania trwała 10 miesięcy. Kilkakrotnie byłem wzywany do uzupełnienia wniosku. Burmistrz uznała, że inwestycja (szkoła i bloki) na moim terenie jest tak niebezpieczna, że stronami postępowania ustanowiła blisko 170 osób. Pięć razy, listem poleconym, informowała 170 osób o postępach w wydaniu warunków zabudowy dla mojego terenu! Przypomnę, że przy spalarni opon Pani Burmistrz informowała tylko dwie firmy. Tylko one były uznane za strony postępowania. Obie procedury toczyły się w tym samym czasie. Co dziwne, Burmistrz nie uznała za sto-

Lepsze wykorzystanie możliwości rozwoju turystyki i rekreacji w oparciu o walory Wielkopolskiego Parku Narodowego, Rogalińskiego Parku Krajobrazowego oraz rzeki Warty. Na czym polegało to” lepsze wykorzystanie możliwości rozwoju” tych urokliwych miejsc? Czy Burmistrz w tej sprawie uczyniła coś konkretnego w latach 20062010? Dążenie do utworzenia radiowej stacji nadawczej „Radio Mosina”. Radia nie tworzy się podpinając przewody od nadajnika do linii energetycznej. To skomplikowana operacja, z nadaniem częstotliwości przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji. W kolejce po nią czeka szereg rozgłośni ogólnokrajowych. Właściwie to można się cieszyć, że z tą obietnicą się nie powiodło, gdyż mielibyśmy wszystkie media w jednych rękach, a w nich propagandę od rana do wieczora.

sowne informować mnie, właściciela terenu, na którym ma powstać szkoła, o postępach w procedurze. Do ostatniego momentu nie byłem stroną w postępowaniu. – Otrzymał Pan w końcu upragniony dokument… – Tak, otrzymałem, ale Burmistrz nie mogąc w inny sposób zablokować inwestycji, postanowiła podkopać społeczne zaufanie do mojej żony. Wysłała wiceburmistrza wraz z kierownikiem referatu oświaty na radę pedagogiczną, próbując zdyskredytować dyrektora (moją żonę) w oczach nauczycieli. Stało się to, mimo że Burmistrz wiedziała, że żona nie będzie ubiegała się o kolejną kadencję na stanowisku dyrektora. Wątpię, żeby Zespół Szkół w Mosinie był tak źle zarządzany, żeby dyrektorowi należała się taka „nagroda” za 9 lat pracy. Działania Burmistrza pokazują, że nie życzy sobie szkoły na terenie wsi Krosno, która byłaby prowadzona przez moją żonę. Jest to dla mnie jedyne wytłumaczenie tego, co się stało. Zamiast wsparcia naszego pomysłu, mamy do czynienia ze strony urzędu z próbą maksymalnego utrudniania. Takiego działania żadna inicjatywa nie wytrzyma. – Dlaczego Burmistrz miałaby utrudniać powstanie prywatnej szkoły na terenie gminy? – Jedną z przyczyn jest niechęć do

Burmistrz Gminy Mosina wydał decyzję o warunkach zabudowy na rzecz właściciela „Y” z wyłączeniem właściciela „X”, jako strony postępowania. Jeśli do Urzędu przychodzi inwestor „Y” Burmistrz wydaje decyzję szybko i stosuje sztuczki, by mu ułatwić życie. Kiedy przychodzi inwestor „X”, jest zupełnie inaczej. Sprawa ciągnie się latami, a warunki zabudowy są zdecydowanie mniej korzystne, mimo że to tereny przyległe. Przed wydaniem decyzji o warunkach zabudowy Burmistrz Gminy Mosina dokonał sztucznego podziału działki poprzez wydzielenie działki „Y” i pozostawieniu działki o szerokości zaledwie 1m i długości 182 m. Ta dziwna działka w kształcie litery „L” powoduje, że „Y” znajduje się w dogodnej sytuacji. Podział ten został dokonany w taki sposób, aby wyłączyć „X” z postępowania. Właściciel „X” nie został poinformowany drogą administracyjną o dokonywanych w jego sąsiedztwie przekształceniach, a później o planowanych inwestycjach. O istnieniu tej dziwnej rozgraniczającej działki dowiedział się przypadkowo, z mapy na stronie: http://podgik.poznan.pl/iGeoMap/Data/Poznan/Mosina. php Takie działanie Burmistrza Gminy Mosiny uniemożliwia stronom w normalnym trybie uczestniczenie w postępowaniu. Gdyby uznać, że zostosowane rozwiązanie jest dopuszczalne, przepisy prawa (k.p.a. i ustawa o planowaniu przestrzennym) odnoszące się do stron postępowania byłyby martwe. Każde postępowanie można by przeprowadzić w taki sposób, aby nie liczyć się z sąsiadami. Czy w warunkach zabudowy dla „Y” jest coś do ukrycia, że Burmistrz stosuje takie karkołomne metody? MK

szukania nowych rozwiązań. Głównym powodem jest jednak próba odegrania się na mnie i na żonie. Przed laty sprzeciwiałem się próbie zalegalizowania przez Burmistrza wbrew prawu kopcącej odlewni aluminium przy moim domu. Jako przedstawiciel Rady Rodziców Szkoły Podstawowej w Krośnie zabiegałem, żeby nowa szkoła powstała na terenie wsi Krosno, a nie w Mosinie. Taka możliwość była. Burmistrz zlokalizowała jednak szkołę przy ulicy Krasickiego. Wielokrotnie krytykowałem tę decyzję. Myślę, że fakt, że moja żona pozwoliła zorganizować w szkole spotkanie mieszkańców przeciwnych spalarni opon, stał się kolejnym powodem podjęcia przez władze próby zdyskredytowania jej osoby w oczach nauczycieli. – Dlaczego nie poszedł Pan do Burmistrza ze swoim pomysłem? – Z moich wcześniejszych doświadczeń wynika, że zbyt wczesne ujawnianie pomysłów powoduje kłopoty z jego realizacją. Pani Burmistrz ma zwyczaj przy wydawaniu decyzji, prosić inwestorów o zasponsorowanie dla gminy jakiegoś prezentu. Mnie na to nie stać, uważam, że szkoła, jaką chcę wybudować, powinna być wystarczającą zachętą dla Burmistrza. – Teraz zdradził Pan ten bardzo ciekawy pomysł inwestycyjny. Nie obawia się Pan, że ktoś inny go wykorzysta?

– W obecnych uwarunkowaniach ja i tak nie mam szans na jego realizację. Może inni będą mieli więcej szczęścia. Poczekam. Mam dzieci, a ziemia jest wieczna i przetrzyma każdą władzę. – Jakie zagrożenie Pana zdaniem Burmistrz widzi w tej inwestycji? – Nie wiem. Skorzystać mogliby wszyscy. Gmina zaoszczędziłaby pieniądze na konieczną rozbudowę szkoły (dotychczas wydano ponad 10 mln zł.). Skorzystaliby uczniowie i rodzice, ponieważ poszerzyłaby się oferta edukacyjna w naszej gminie. Zyskaliby mieszkańcy, ponieważ zaoszczędzone pieniądze można by przeznaczyć np. na budowę dróg. Zyskałaby na atrakcyjności oferta mieszkaniowa deweloperów. Skorzystałbym również ja, inwestując i moja żona, która mogłaby w ten sposób zrealizować swoje marzenia. – Panie Jacku, w tych warunkach trudno o optymizm, ale wierzę, że uda się Państwu pokonać wszystkie trudności. Pana żona kierowała z powodzeniem przez 9 lat największą placówką oświatową w naszej gminie. Jest osobą powszechnie znaną i cenioną. Ma wiedzę, doświadczenie i dużo fantastycznych pomysłów. Wierzę, że powstanie tej szkoły, to tylko kwestia czasu. Dziękuję za rozmowę. Z Jackiem Kałkiem rozmawiała Małgorzata Kaptur.


6

Czas Mosiny 2 (5) czerwiec 2012

Ważne dla rolników Zatruwanie studni Piotr Wilanowski

Joanna Nowaczyk

Tegoroczna zima przyniosła poważne straty w wielkopolskim rolnictwie. Brak opadów śniegu i silne mrozy spowodowały wymarznięcie 50 – 80% ozimin w większości gospodarstw rolnych. W związku z trudną sytuacją rolników, Rada Powiatu Poznańskiego przyjęła stanowisko, które niezwłocznie przekazała Ministerstwu Rolnictwa i Rozwoju Wsi… Brak opadów śniegu i silne mrozy tegorocznej zimy, spowodowały ogromne straty w wielkopolskim rolnictwie. W przypadku wysianej jesienią oziminy, szacuje się je na 50 – 80%. Na polach wymarzło nawet do 100 % pszenicy konsumpcyjnej, a zniszczone zasiewy musiały być wiosną ponownie obsiane. Doprowadziło to wiele gospodarstw rolnych do kłopotów finansowych. – Rada Powiatu Poznańskiego na sesji w dniu 23 maja, przyjęła w tej sprawie stanowisko i przekazała je Ministrowi Rolnictwa i Rozwoju Wsi – informuje Jan Kałuziński, radny Powiatu Poznańskiego z terenu Gminy Mosina. – W stanowisku tym opisaliśmy trudną sytuację naszych rolników i zwróciliśmy się o pomoc – dodaje. Bardzo szybko na ręce Przewodniczącego Rady Powiatu Piotra Burdajewicza, spłynęła z Ministerstwa odpowiedź. – W ministerialnym piśmie, znalazły się ważne dla rolników informacje, dotyczące uruchomionego przez Radę Ministrów programu pomocy dla tych, w których gospodarstwach rolnych powstały szkody spowodowane wystąpieniem w okresie zimowym 2011/2012 ujemnych skutków przezimowania – stwierdza Jan Kałuziński. W ramach tego programu, poszkodowani producenci rolni mogą ubiegać się o: ¶ kredyty preferencyjne na wznowienie produkcji oraz poręczenia i gwarancje ich spłaty (oprocentowanie w skali roku: 1% - jeżeli w dniu wystąpienia szkód producent posiadał ważną umowę ubezpieczenia obejmującą ochroną co najmniej 50%powierzchni upraw, z wyłączeniem łąk i pastwisk, lub co najmniej 50% zwierząt gospodarskich; 4, 05% - jeżeli producent takiej umowy nie posiada), ¶ udzielenie pomocy przez Prezesa Kasy Rol-

niczego Ubezpieczenia Społecznego w opłacaniu bieżących składek na ubezpieczenie społeczne oraz regulowaniu zaległości z tego tytułu w formie odraczania terminu płatności składek i rozkładania ich na raty; umorzenie w całości lub w części bieżących składek na indywidualny wniosek rolnika, ¶ udzielenie przez wójtów, burmistrzów lub prezydentów miast ulg w podatku rolnym za 2012 r., ¶ w przypadku kredytów preferencyjnych inwestycyjnych, udzielanych na podstawie rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 22 stycznia 2009 r. w spr. realizacji niektórych zadań Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, w okresie objętym umową bank może: stosować prolongatę spłaty rat kapitału i odsetek, o ile określony w umowie kredytu termin ich spłaty jeszcze nie minął, wydłużyć okres kredytowania poza przewidziany w umowie kredytu, o ile określony w niej okres kredytowania jeszcze nie minął i pod warunkiem poinformowania o tym Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. W przypadku losowych okoliczności uniemożliwiających terminową spłatę kredytów preferencyjnych, udzielanych z dopłatami do oprocentowania Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, okres spłaty kredytu może zostać wydłużony do 3 lat. W przypadku kredytów obrotowych na wznowienie produkcji, w związku z wystąpieniem niekorzystnych zjawisk atmosferycznych w okresie objętych umową kredytu, bank może zastosować karencję lub prolongatę spłaty rat kapitału i odsetek, przy czym okres stosowania przez Agencję dopłat nie może przekroczyć 4 lat.

Od najdawniejszych czasów zatrucie studni było synonimem totalnej zagłady. To najokrutniejszy, najbardziej zajadły najeźdźca nie tylko mordował, palił i niszczył, ale przede wszystkim, by uniemożliwić podniesienie się ze zgliszcz zatruwał studnie. Wydawałoby się, że to historia z odległej przeszłości, ale niestety i dziś musimy aktywnie bronić własnych źródeł wody. Kiedyś pod pewnymi względami było łatwiej, wróg był rozpoznawalny, mówił i wyglądał inaczej. Obecnie jest trudniej, bo osoby niosące zagrożenie są pośród nas, często zajmują eksponowane stanowiska, gdzie kierując się partykularnym interesem bądź zwyczajną niewiedzą o rzeczywistych i długofalowych konsekwencjach, tworzą lobby budowy pola golfowego na obszarach wodonośnych dla aglomeracji poznańskiej. Liczne studnie, z których AQUANET czerpie wodę, niebawem zostaną zanieczyszczone nawozami mineralnymi i środkami chemii rolnej używanymi w bieżącej pielęgnacji kilkudziesięciohektarowego pola golfowego planowanego do realizacji na lewym brzegu rzeki Warty, w zakolu między Sowinkami a Rogalinem. Wysiłki rzeszy światłych osób, którzy od okresu międzywojennego do dziś starały się uchronić obszar o wyjątkowych walorach przyrodniczych i krajobrazowych zaowocowały utworzeniem wielu form ochronnych – Rogaliński Park Krajobrazowy, Obszary ochronne w ramach sieci Natura 2000, Rogalińska Dolina Warty - specjalny obszar ochrony siedlisk -Dyrektywa Siedliskowa, oraz Ostoja Rogalińska – Dyrektywa Ptasia. Takie przeznaczenie tych obszarów to nie tylko aktywna forma ochrony przyrody, dzisiaj to przede wszystkim walka o utrzymanie najsprawniejszego z możliwych – naturalnego filtra nad obszarem wodonośnym, z którego wszyscy pijemy wodę. Jak wiemy, skład i zawartość wody to podstawowy czynnik warunkujący nasze zdrowie, a tym samym długość życia. Idea budowy pola golfowego w tym miejscu to zaspokajanie ekskluzywnych

potrzeb na zabawę dla niewielu kosztem zdrowia wszystkich (około 1 miliona mieszkańców aglomeracji poznańskiej). Już w momencie budowy pola na całym jego obszarze, nieodwracalnie niszcząc bioróżnorodności licznych chronionych siedlisk, zostanie zdjęta wierzchnia warstwa (od kilkunastu do kilkudziesięciu cm) gleby i zastąpiona odpowiednimi warstwami drenującymi, gwarantującymi właściwe warunki rozwoju dla monokulturowego trawnika. Trawnik na polu golfowym koszony jest tak, by wysokość trawy (w różnych sektorach pola) miała wysokość od kilku do kilkunastu milimetrów! Dla utrzymania trawnika w tak nienaturalnej formie potrzebne jest ciągłe nawożenie połączone z praktycznie codziennym nawodnieniem, które stale wypłukując nawozy w dalszej konsekwencji przemieszcza je do warstw, z których pobieramy wodę pitną. Na chwilę obecną nie ma skutecznych metod eliminujących te zanieczyszczenia w procesie uzdatniania wody pitnej. Realizacja tak zlokalizowanego pola golfowego jest nie tylko sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem, ale również z wytycznymi Planu Zadań Ochronnych dla obszaru „Rogalińskiej Doliny Warty”. Czy decydentom, a w końcu nam wszystkim starczy determinacji, by przeciwdziałać tym zagrożeniom? Przecież ta inwestycja może powstać w każdym innym miejscu poza i w odpowiednim dystansie do strefy ochronnej ujęcia wody.

Pole golfowe w Rogalińskim Parku Krajobrazowym? Małgorzata Kaptur

Agencja Nieruchomości Rolnych, wypowiedziała umowę rolnikom z Sowinek, którzy przez wiele lat dzierżawili grunty w pobliżu zakola Warty. Prawdopodobnie jesienią odbędzie się przetarg. Może to oznaczać, że budzące wiele kontrowersji pole golfowe jednak powstanie. Rolnicy obawiają się, że utrata tych gruntów spowoduje upadek prowadzonych przez nich gospodarstw. Czy ziemia pod projektowane pole golfowe będzie przez gminę sprzedawana z uwzględnieniem tego, że niektórzy mieszkańcy byli długoletnimi dzierżawcami, czy ta ziemia pójdzie pod przysłowiowy młotek? – pytał na sesji Rady Miejskiej w dniu 26 kwietnia radny Jacek Szeszuła. Sławomir Ambrożewicz, kierownik referatu planowania przestrzennego poinformował, że: „Ziemia pod pole golfowe należy do gminy Mosina i ANR. Te grunty dzierżawią rolnicy. Agencja zamierza sprzedawać swoje grunty. Rolnicy mogą stanąć do przetargu i tę ziemię kupić. Część rolników przekształciło swoje grunty w Słowinkach na działki budowlane a teraz oczekują, że Agencja im podaruje. Każdy ma prawo dysponowania swoimi gruntami w taki sposób, w jaki uważa. Na dzień dzisiejszy nie ma zamiaru sprzedaży gminnej ziemi. Jeżeli będzie oferta sprzedaży, to zostaną poinformowani dzierżawcy o sposobie wypowiadania lub będą wygasały te umowy, bo one są czasowe i wtedy

ziemia będzie, no w jakiś sposób pozbawiana tych dzierżawców.” „Nasze grunty to są grunty zalewowe, w dużej części nie są dzierżawione” – dodała Burmistrz, Zofia Springer. Powstanie pola golfowego na terenie Rogalińskiego Parku Krajobrazowego oznacza również ograniczenie dostępu do tych terenów dla zwykłych mieszkańców. Jeden z czytelników serwisu www.czasmosiny.pl obawia się, że: „Agencja wystawi ziemię w przetargu - staną rolnicy i jak się łatwo domyśleć właściciel pobliskiego lotniska i boiska do gry w polo. Kto wygra? Wiadomo. Spowoduje to ustawienie tablic „Zakaz wstępu. Teren prywatny” i Warta stanie się w tym rejonie

niedostępna. Radzę już teraz wybrać się tam na spacer i zrobić parę ładnych zdjęć, aby potem pokazywać dzieciom i wnukom. Pole golfowe, które tam powstanie, to nie będzie teren dostępny dla szaraka z Mosiny. Tam będą grać zaproszeni goście, którzy przylecą samolotem.”

Podziel się swoimi uwagami na www.czasmosiny.pl

25 lutego 2010 r. Rada Miejska uchwaliła Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Gminy Mosina. W części II – Kierunki, str. 116, czytamy: „Planowane jest pole golfowe o powierzchni do 80 ha oraz powstanie obiektów i urządzeń związanych z turystycznym i rekreacyjnym wykorzystaniem rzeki Warty; budynków związanych z obsługą pola golfowego w pasie o szerokości nie większej niż 100 m wzdłuż drogi, lokali handlowych o powierzchni do 100 m2 Łączna powierzchnia zabudowy wszystkich budynków nie powinna być większa niż 3000 m2, i powinna być realizowana proporcjonalnie do powierzchni działek budowlanych lub zgodnie z ustaleniami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego”. Teren oznaczony na mapce literą A – strefa terenów nadzalewowych, zdominowanych przez pola uprawne, mało atrakcyjne dla lokalizacji pola golfowego ( z wyjątkiem obiektów kubaturowych) B – strefa terenów okresowo zalewanych, charakteryzujących się bardzo urozmaiconą rzeźbą z dużą ilością lokalnych zagłębień i starorzeczy o dobrej, niemal stałej dostępności, atrakcyjne i w dużej mierze przydatne dla usytuowania pola golfowego.


7

Czas Mosiny 2 (5) czerwiec 2012

Przydomowe oczyszczalnie sumienia Piotr Wilanowski Specjalista zamiast amatora Sprawność i zakres procesu oczyszczania ścieków tworzonych przez każdego z nas, to jedno z najważniejszych zadań warunkujących możliwość dalszej egzystencji człowieka. Tak istotne zadanie o skomplikowanej naturze powinno być powierzone profesjonalnym służbom wyposażonym w odpowiednie laboratorium. Pozwala to całodobowo nadzorować proces oczyszczania i błyskawicznie reagować na ewentualne zakłócenia jego przebiegu, gwarantując docelowy efekt. Im większa skala zbiorników, w których zachodzi proces oczyszczania, tym sprawniej on przebiega, ponieważ nawet groźne, niepożądane stężenia ścieków ulegają natychmiast rozcieńczeniu, co umożliwia ich neutralizację. Do niedawna ten sposób myślenia dominował, owocując tworzeniem zbiorczych oczyszczalni ścieków z siecią kolektorów tłocznych, doprowadzających ścieki od osiedli do oczyszczalni. Podłącz się, jeśli masz taką możliwość Przy tej okazji chciałbym zaapelować do mieszkańców naszej gminy, którzy mają to szczęście żyć na terenach już skanalizowanych o podłączanie się do sieci. Ich „ociąganie” się tak naprawdę opóźnia rozbudowę sieci kanalizacyjnej w kolejnych miejscowościach i co

gorsze, tworzy impuls do rozwoju niebezpiecznej alternatywy. Polega ona na tworzeniu, jak na razie chaotycznej, sieci małych przydomowych oczyszczalni ścieków.

Zalegalizowane rozsączanie ścieków W dużym skrócie, ta metoda oczyszczania ścieków ma następujące mankamenty: 1. Brak chemicznej kontroli efektu procesu oczyszczania, czyli tak naprawdę nikt łącznie z właścicielem nie wie, w jakim stopniu oczyszczenia ścieki trafiają do środowiska. 2. Niekontrolowany proces czyszczania oddaje się w ręce osób, które w przedmiotowym zakresie nie posiadają żadnej wiedzy, realizując mniej lub bardziej udanie zalecone instrukcje. 3. Brak systemu nadzoru, który nie tylko stale, ale nawet okresowo kontrolowałby rzeczywisty efekt procesu oczyszczania. Ta idea to tak naprawdę zalegalizowanie rozsączania w środowisku ścieków, których stopień oczyszczania jest nieznany. Czy powinniśmy się na to godzić? Co będzie się działo ze ściekami, gdy tego typu oczyszczalnia ulegnie awarii? Tak naprawdę, kto i po jak długim czasie stwierdzi nieprawidłowość w procesie oczyszczania ścieków?

Letnie podlewanie Mikołaj Pietraszak Dmowski „Majątek Rogalin” Sp. z o.o. ze swojego zakładowego ujęcia i stacji uzdatniania wody w Rogalinie, jako zbiorowy dostawca, dostarcza wodę mieszkańcom sześciu wsi w gminie Mosina. Są to: Rogalin, Rogalinek, Mieczewo, Sasinowo, Świątniki i Radzewice. Woda, pompowana ze studni głębinowych liczących około 65 metrów głębokości, jest wysokiej jakości. Czerpana jest z pokładów tzw. Wielkopolskiej Doliny Kopalnej i niewiele różni się od butelkowanych wód zdrojowych. Podobno, według hydrogeologów, woda z tego pokładu spadła na ziemię w postaci deszczu lub śniegu kilkaset, a nawet kilka tysięcy lat temu. Tyle czasu potrzebowała, by przesączyć się i przefiltrować przez dziesiątki metrów trudno przesiąkliwych warstw geologicznych. Dlatego jest taka dobra. Woda dostarczana przez Majątek Rogalin przeznaczona jest do celów socjalno-bytowych. W okresie wiosenno-letnim rozbiór wody wzrasta, co spowodowane jest przez podlewanie ogrodów i upraw. W okresach suszy, co miało miejsce w niektórych latach ubiegłych, zużycie wody rośnie w pewnych porach dnia dramatycznie, czasem pięcio- i sześciokrotnie względem normalnego dobowego zapotrzebowania. Stacja oraz rurociągi, liczące ponad 50 km długości, rozciągnięte w różnych kierunkach i położone na różnych wysokościach, nie nastarczają z podaniem wody. (Przed laty wybudowane zostały z rur o stosunkowo małych przekrojach.) Dochodzi wtedy do okreso-

wych spadków ciśnienia, mogących prowadzić do braku wody, szczególnie na końcach sieci i na wyższych wysokościach, np. wyższych piętrach budynków, czy w domach położonych wyżej od sąsiednich. Majątek Rogalin remontuje, ulepsza i modernizuje swoją stację uzdatniania wody i działania te będzie kontynuować. Pobór wody do podlewania w okresie suszy

wzrasta jednak w pewnych godzinach tak gwałtownie, że nawet dotychczasowe zwiększenie mocy SUW Rogalin nie było w stanie w pełni zaspokoić tych okresowych ogromnych potrzeb. Bieżący rok jest, jak dotąd tylko z krótkim okresem posuszy, dość przekropny, co widać po dziennym zużyciu wody. Żeby jednak zapobiec trudnym sytuacjom, gdy mieszkańcy nie mogą należycie korzystać z wody na cele bytowe, na wypadek suszy Majątek Rogalin 23 maja br. wystąpił do Burmistrza Gminy Mosina, pani

Nie trudno wyobrazić sobie, jakie skutki funkcjonowania takiego systemu dosięgną każdego z nas – od powszechnie występującego fetoru, po groźne, bakteriologiczne skażenie gleby, wody i powietrza.

Eksperyment w Rogalinie Niepokojąca jest rosnąca skala stosowania tego tylko pozornie prostszego rozwiązania. Co gorsze, nasze władze wykonawcze również deklarują zainteresowanie tego typu rozwiązaniami. Powstał nawet zamysł, by dla wsi Rogalin stworzyć kompaktową eksperymentalną oczyszczalnię. To dokładnie te same problemy, tyko w większej skali. Czy naprawdę turystyczna miejscowość będąca wizytówką regionu, ma być poligonem dla tego typu eksperymentów? Czy jeden z najciekawszych zabytków na terenie Polski chcemy okrasić aurą duszącego fetoru?

Strategia potrzebna od zaraz Mam nadzieję, że zanim zapadną decyzje, Urząd zakończy symulację rzeczywistych kosztów realizacji dwóch alternatywnych metod oczyszczania ścieków. To powinno być podstawą do opracowania strategii. Każdy obywatel powinien znać realną perspektywę czasową, kiedy ten podstawowy wymóg cywilizacyjny, czyli dostęp do kanalizacji zostanie również dla niego rozwiązany.

Zofii Springer, o zarządzenie zakazu podlewania ogrodów i upraw w godzinach 6.00 – 22.00. Taki zakaz wprowadzony przez burmistrza w roku ubiegłym okazał się skuteczny i zasadniczo zabezpieczył warunki dostawy wody do celów socjalnobytowych. Pogoda oraz używanie wody do podlewania wyłącznie w godzinach nocnych zaoszczędziło wszystkim nerwów i niewygody, bo brak wody jest okropny. Tegoroczny wniosek spotkał się z natychmiastowym pozytywnym odzewem i zakaz został przez burmistrza niezwłocznie zarządzony aż do odwołania i ogłoszony w sposób tradycyjnie przyjęty poprzez wywieszenie na wiejskich tablicach ogłoszeń. Takie zakazy podlewania z powodu suszy są praktykowane w całej Polsce, a w niektórych krajach czy stanach USA, zupełnie powszechne. Trudno, bowiem budować lokalne wodociągi o mocy określonej na tak ekstremalne i krótkotrwałe potrzeby, w dodatku nie bytowe, a gospodarcze. Jak dotąd aura sprzyja wegetacji i oszczędności wody czerpanej. Zresztą, ze względów ekonomicznych i ekologicznych, uzdatnionej wody z wodociągu zwyczajnie szkoda do podlewania, do którego najlepiej używać wody surowej z własnych ujęć przydomowych i przyzagrodowych, a jeszcze lepiej z wody opadowej. Woda z Rogalina, choć w relacji do jakości wciąż stosunkowo tania, zasługuje na oszczędność i ochronę. Zresztą jak każda woda, która w nadchodzących dziesięcioleciach, nawet w naszej części Europy, będzie zyskiwać na znaczeniu. Jej zasoby będą się bowiem kurczyć z powodów klimatycznych.

Dla przyspieszenia tego procesu na pewno warto zrezygnować z wielu kuriozalnych i kosztownych pomysłów, jakich przykładem jest inwestycja rewitalizacji rynku w Mosinie, która w najbliższych latach ma kosztować podatnika ok. 10 mln zł. Za tę kwotę można by skanalizować kolejne wsie. Należy zrozumieć, że działamy pod presją czasu. Kolejne lata opóźnienia procesu budowy instalacji kanalizacyjnej, powiększają liczbę zniecierpliwionych, a w tym stanie ducha

szczególnie podatnych na pozornie łatwiejsze, ale jakże niebezpieczne rozwiązania alternatywne. Im więcej będzie przydomowych oczyszczalni, tym mniej opłacalne będzie inwestowanie w prawidłowe rozwiązania, czyli budowę kolektorów tłocznych. Stają się one opłacalne, gdy przypada 130 osób na każdy kilometr sieci. Utrata każdego zainteresowanego tą metodą utylizacji ścieków jest szczególnie dotkliwa i może powodować długoterminowe odwlekanie realizacji dla całych miejscowości.

Telewizja cyfrowa

Rewolucja trwa Wojciech Konieczny W ciągu ostatnich kilku miesięcy jesteśmy atakowani informacjami o zmianie sposobu odbioru programów telewizyjnych. Informacje są różne, czasami sprzeczne z sobą i najczęściej jesteśmy wprowadzani w błąd. Jak jest naprawdę? Mało kto zdaje sobie sprawę, że telewizja cyfrowa istnieje w Polsce od września 1998 roku. Wystartowała wtedy satelitarna platforma cyfrowa „Wizja TV” nadająca płatne programy, możliwe do odbioru za pośrednictwem zwykłych anten satelitarnych i cyfrowych dekoderów, które można było podłączyć do każdego telewizora. Jakość odbieranych programów była doskonała, nieporównywalna z żadnym innym medium do przesyłu i odbioru obrazu. Był to przełom, którego konsekwencje obserwujemy do dziś, a którego symboliczne zakończenie odbędzie się 31 lipca 2013 roku. Tego dnia oficjalnie zakończy się nadawanie na terenie Polski programów telewizyjnych w starym systemie, tzw. „analogowym”. Ale uwaga! W lipcu 2013 roku wyłączony zostanie ostatni nadajnik analogowy w Polsce, ale dla naszego terenu datą graniczną jest 28 listopada 2012. W tym dniu planowane jest wyłączenie nadajnika w Górze koło Śremu, obsługującego prawie całą Wielkopolskę, w tym, oczywiście, gminę Mosina. Jakie będą tego konsekwencje? Dotyczyć to będzie tylko osób odbierających „telewizję naziemną”, czyli za pomocą zwykłych anten i posiadających starsze, tzw. kineskopowe odbiorniki telewizyjne. Dla tych, którzy posiadają antenę satelitarną i mają podpisaną umowę z jakąkolwiek platformą cyfrową nic się nie zmieni. Nadawcy satelitarni (Cyfra Plus, Cyfrowy Polsat, Platforma N, Orange TV) nadają w postaci cyfrowej od samego początku. Również osoby korzystające z sieci kablowej powinni spać spokojnie. Choć w tym przypadku jest to bardziej skomplikowane. „Kablówki” z reguły nadają tylko w starym systemie, analogowym. Niektóre promują już system cyfrowy, ale w tej ofercie abonent dostaje też dekoder cyfrowy i jest on zgodny tylko z siecią kablową, która go oferuje. Z moich informacji wynika, że równoległe nadawanie w sieciach kablowych

sygnału analogowego, (czyli „starego” systemu) i nowego, cyfrowego potrwa jeszcze kilka lat. W najgorszej sytuacji są ci, którzy odbierają tylko telewizję naziemną i mają telewizory starszego typu, gdyż będą zmuszeni do zakupu osobnego dekodera. Ceny, co prawda spadają, ale prawdopodobnie osiągnęły już dolną granicę – najtańsze kosztują ok.120 – 130 zł. Podłączenie jest bardzo proste i nie wymaga specjalistycznej wiedzy, ale czasem konfiguracja dekodera może sprawić kłopot. Jest też pewna pułapka dla osób, które mają telewizory LCD kupione więcej niż 3 lata temu. Najczęściej nie posiadają one możliwości odbioru telewizji cyfrowej nadawanej obecnie w Polsce. Sam znaczek na telewizorze „DVB-T” nie oznacza, że odbiornik prawidłowo zdekoduje sygnał cyfrowy. Te telewizory zbudowano w specyfikacji dla innych krajów a Polska przyjęła najnowszą normę nadawania i odbioru telewizji cyfrowej – tzw. kodowanie MPEG-4. Dlatego do takich telewizorów również trzeba dokupić zewnętrzny dekoder. Co otrzymamy w zamian kupując dekoder telewizji naziemnej? Bezpłatny odbiór kilkudziesięciu programów, w tym prawie wszystkich telewizji publicznej, oraz wiele kanałów stacji prywatnych. W tej chwili jest to 19 programów i dodatkowo TVP1 i TVP2 w wersji HD, czyli wysokiej rozdzielczości. Proszę nie przejmować się epatowaniem przez niektórych wyrażeniami typu „MUX1”, „MUX2’ czy „MUX3”. Są to terminy techniczne, dla zwykłego użytkownika nie mające żadnego znaczenia.

Ostrzeżenie! I na koniec chciałbym Państwa ostrzec – być może zapuka do Was ktoś i poinformuje, że już niedługo telewizja w starym systemie przestanie działać, ale mają na to lekarstwo – nowy dekoder. I okazyjną cenę – najczęściej od 500 zł wzwyż. Jak najszybciej proszę takie osoby wyprosić z domu. To zwykli oszuści. Jeśli ktokolwiek z Państwa będzie miał pytania lub wątpliwości, albo nie czuje się na siłach żeby podłączyć dekoder do telewizora, proszę o telefon. Pomogę, zupełnie nieodpłatnie – 502-539-295.


8

Czas Mosiny 2 (5) czerwiec 2012

Architekt radzi Monika Cybal, architekt

Co inwestor wiedzieć powinien, zanim kupi działkę lub zleci architektowi opracowanie projektu budowlanego? Dla architekta wiążące są ustalenia w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego (MPZP) obowiązującym dla danego terenu, a jeśli taki nie został uchwalony, wówczas należy wystąpić do burmistrza o wydanie warunków zabudowy (WZ).

O miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego Burmistrz ma obowiązek ogłoszenia w prasie miejscowej oraz przez obwieszczenie, a także w sposób zwyczajowo przyjęty w danej miejscowości, o podjęciu uchwały rady gminy o przystąpieniu do sporządzania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Projekt MPZP musi być wyłożony do publicznego wglądu, powinna być też zorganizowana dyskusja publiczna nad przyjętymi w projekcie planu rozwiązaniami. Przy sporządzaniu planu zagospodarowania przestrzennego powinno się uwzględniać zarówno interes publiczny, jak i prywatny.

O warunkach zabudowy Inwestor występuje z wnioskiem o ustalenie warunków zabudowy do burmistrza.

We wniosku określa:

– granice terenu objętego wnioskiem, przedstawione na kopii mapy zasadniczej lub w przypadku jej braku na kopii mapy ewidencyjnej, – funkcje i sposób zagospodarowania terenu oraz charakterystykę zabudowy i zagospodarowania terenu, – rozwiązanie potrzeb w zakresie infrastruktury technicznej, – charakterystyczne parametry techniczne inwestycji oraz w przypadku braku obowiązku wykonania oddziaływania inwestycji na środowisko, dane charakteryzujące jej wpływ na środowisko. Ważne jest na tym etapie właściwe wypełnienie wniosku i rozpoznanie, jak najlepiej zagospodarować daną działkę. Często inwestor sam sobie niepotrzebnie narzuca ograniczenia, opisując przyszłe zamierzenie zbyt szczegółowo, nie wnioskując o maksymalne wykorzystanie potencjału danego terenu lub używając nieodpowiednich słów, które zbyt jednoznacznie określają przyszłą zabudowę. Decyzję o warunkach zabudowy wydaje burmistrz nieodpłatnie i nie jest to decyzja uznaniowa, czyli jest on zobowiązany wydać ją każdemu, kto spełnia następujące warunki: – co najmniej jedna działka sąsiednia z tej samej drogi publicznej jest zabudowana, – teren ma dostęp do drogi publicznej, – istnieje lub jest projektowana sieć uzbrojenia terenu wystarczająca dla planowanej inwestycji, – teren nie wymaga uzyskania zgody na zmianę przeznaczenia gruntów rolnych i leśnych na nierolnicze i nieleśne, – decyzja jest zgodna z przepisami odrębnymi. Od decyzji burmistrza można odwołać się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego i sądu administracyjnego, jednak na dzień dzisiejszy jedynie organ I instancji – burmistrz – może wydać decyzję pozytywną. SKO i sądy mogą jedynie uchylać zaskarżone decyzje i przekazywać sprawy do ponownego rozstrzygnięcia burmistrzowi. Jest to duży problemem w przypadku, gdy burmistrz nie postępuje zgodnie z prawem. Decyzja określa rodzaj inwestycji, warunki i szczegółowe zasady zagospodarowania terenu oraz jego zabudowy, wynikające z przepisów odrębnych. Wyznaczone zostają pod-

stawowe parametry przyszłej inwestycji, jak linia zabudowy, wielkości powierzchni zabudowy w stosunku do powierzchni działki, szerokości elewacji frontowej, wysokości górnej krawędzi elewacji frontowej, jej gzymsu lub attyki, geometria dachu etc. Decyzje o warunkach zabudowy są decyzjami administracyjnymi, które zgodnie z przepisami prawa nie mają charakteru uznaniowego. W praktyce jednak występuje ogromna rozbieżność interpretacji kryteriów, według których wydawane są decyzje, np.:

Wielkość zamierzenia inwestycyjnego W niektórych przypadkach wymaga się planu dla terenu, gdzie ma powstać kilka budynków mieszkalnych i blokuje zamierzenie inwestycyjne, powołując się chociażby na brak infrastruktury w terenie, a w innych, na podstawie decyzji o warunkach zabudowy powstają duże przedsięwzięcia inwestycyjne typu osiedla, czy fabryki.

Strony w postępowaniu

Kodeks postępowania administracyjnego określa, że stroną postępowania może być każdy, kto ma interes prawny. Przepis ten może być interpretowany przez urzędy bardzo dowolnie.

Dobre sąsiedztwo

Jeśli do analizy poprzedzającej wydanie warunków zabudowy weźmie się odpowiednio duży obszar, można uzasadnić prawie każdą in-

westycję.

Termin oczekiwania na decyzję

Zwykły mieszkaniec czeka czasami na decyzję wiele miesięcy czy lat, a znane są przypadki opisane podczas kontroli NIK, gdzie urząd wydał decyzję wcześniej, niż inwestor złożył pisemny wniosek o jej wydanie. Są urzędy, w których określono transparentne zasady i procedury przy wydawaniu decyzji o warunkach zabudowy, w innych tłumaczy się, że każdy przypadek jest rozpatrywany indywidualnie, wszystko jest tajemnicą inwestora i istnieje pełna dowolność, co oznacza przyzwolenie na korupcję. Decyzja o warunkach zabudowy nie musi pozostawać w zgodności ze studium zagospodarowania przestrzennego, ponieważ studium nie jest aktem prawa miejscowego, jednak stanowi podstawę do opracowania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Często spotykaną patologią jest w związku z tym blokowanie opracowania planu zagospodarowania przez inwestorów po to, by uzyskać zgodę na zabudowę sprzeczną ze studium w drodze decyzji WZ, co nie byłoby możliwe, gdyby obowiązywał plan miejscowy. Jeżeli ktoś ma dodatkowe pytania lub problem dotyczący powyższego tematu, służę pomocą. Kontakt: monikacybal@yahoo.com

Właściciel nieruchomości może: – składać swoje uwagi dotyczące studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego oraz składać wnioski i uwagi dotyczące MPZP, – złożyć wniosek o zmianę planu zagospodarowania przestrzennego do burmistrza, – złożyć skargę do sądu administracyjnego, – wystąpić z roszczeniem odszkodowawczym w związku z uchwaleniem MPZP. Pamiętaj o zasadzie konstytucyjnej równości, o tym, że masz prawo do czynnego udziału w każdym stadium postępowania administracyjnego, jeżeli jesteś jego stroną, o możliwości złożenia wniosku lub skargi, o prawie do odwołania się od niekorzystnych decyzji i złożenia zażalenia na postanowienie, o prawie do informacji, o możliwości wypowiedzenia się i zgłoszenia swoich uwag. Pilnuj terminów załatwiania spraw, które obowiązują urząd (masz możliwość złożenia skargi na bezczynność lub zażalenia na niezałatwienie sprawy w terminie) i których ty sam musisz dotrzymać. Z urzędami komunikuj się tylko na piśmie i w określonej formie, słowo jest ulotne i w przypadku nieporozumień nie ma na nie dowodu. Dodatkowe informacje można znaleźć w Ustawie z dnia 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Natomiast w Kodeksie postępowania administracyjnego jest ustanowionych szereg zasad, na jakich powinno toczyć się załatwianie spraw urzędowych.

Nietypowe rozwiązania drogowe W kwietniu na drodze dojazdowej od ul. Śremskiej do fi rmy Anton Röhr został postawiony znak „zakaz wjazdu” z tabliczką „teren prywatny” i szlaban. Kto go postawił, do kogo należy ten teren? Burmistrz Ratajczak wyjaśnił, że: właściciel postawił barierkę,

ale cały czas przejazd jest. Gmina mając porozumienie z właścicielem zbudowała drogę kładąc płyty. Potem trwały podziały. Teraz właściciel wycofuje się z ustaleń, bo była mowa, że oni przejmą inną działkę, że zamienimy się gruntami. Firma chce się zwinąć i nie chce gruntów zamiennych. Gmina w związku z tym złożyła deklarację, że chce uregulować sprawę. Kwestia dotyczy ceny. Ja to odbieram jako próbę nacisku na cenę. Wszystko wskazuje na to, że na dniach powin-

Droga dojazdowa od ul Śremskiej do firmy Anton Röhr

no wszystko się zakończyć. Tak mówił Burmistrz na sesji w kwietniu. W czerwcu znak stoi nadal. Szkoda, że przed rozpoczęciem budowy wszystkie formalności związane z własnością gruntu nie zostały właściwie uregulowane. Urząd nie uregulował we właś-

fot. 2 x MK

ciwym czasie również spraw związanych z prawem własności na ul. Strzeleckiej. Największa ubiegłoroczna inwestycja drogowa (6,3 mln zł) posiada więc niespotykane, ale niestety niebezpieczne, rozwiązanie – nieoczekiwanie zwęża się. MK


9

Czas Mosiny 2 (5) czerwiec 2012

Nina McDonald

Polska: Odwiedziny mojej Przeszłości Przedstawiamy Państwu I część reportażu napisanego przez Panią Ninę McDonald, dziennikarkę amerykańskiego pisma „Eagle & Times”, po jej wizycie w Polsce w maju 2005 roku. Nina McDonald jest córką Mariana Dobrowolskiego, byłego mieszkańca Mosiny, którego wojenne losy rzuciły najpierw do Londynu, a następnie do Stanów Zjednoczonych. Pan Marian mieszkał w Mosinie do sierpnia 1939 roku, gdy jako kilkunastoletni młodzieniec rozpoczął naukę w szkole artylerii w Gnieźnie. Kampania wrześniowa, sowiecka, a potem niemiecka niewola, partyzantka, Powstanie Warszawskie… Na stałe osiadł w Stanach Zjednoczonych. Był jednym z wysokich menadżerów firmy, którą wszyscy znamy – McDonald’s. Do Mosiny przyjeżdżał regularnie, co kilka lat... Odwiedzał przyjaciół, dwie bliskie mu rodziny, dzięki którym mógł poczuć atmosferę swojego rodzinnego domu sprzed lat… Historia życia Mariana Dobrowolskiego jest niezwykła, fascynująca i zasługuje na osobną publikację, którą niebawem Państwu przedstawimy. Prezentowany poniżej tekst ukazał się w trzech częściach w czerwcu 2005 r. w macierzystym piśmie Niny McDonald “Eagle & Times”. Przedrukowały go także polonijne czasopisma, m.in. “Panorama Polska” z Edmonton w Kanadzie oraz “Polonian Echo” z Florydy w Stanach Zjednoczonych. Tłumaczenia dokonała pani Krystyna Konwisorz z Calgary w Kanadzie. Wojciech Konieczny

językami, ale szybko zorientowałam się, że nikt inny nie zna, jak zdecydowałam – tego sekretnego języka, który istnieje wyłącznie do użytku moich rodziców, ich znajomych i dla mnie. Będąc w pierwszej klasie oznajmiłam więc, że nigdy więcej i z nikim nie będę mówić po polsku (tak przynajmniej pamięta to moja mama). Teraz żałuję, że nie odwołała ona natychmiast mojej decyzji. Moi rodzice byli co najmniej o dziesięć lat starsi od rodziców moich koleżanek i choć bardzo dobrze wykształceni i władający angielskim biegle, stale mówili jednak z charakterystycznym polskim akcentem. W połowie lat sześćdziesiątych tzw. polskie dowcipy (żarty o Polakach, ”Polack” jokes) były bardzo niewybredne i szybko odkryłam, co to znaczy być przedmiotem tych idiotycznych i przykrych kpin. Kiedy jest

sportem). Chciałam by moja rodzina była taka jak “Cleavers”. Nie miałam najmniejszego pojęcia o tym, co znaczyło dla mojej mamy być Polką, a tym bardziej – co oznaczało to dla mojego ojca. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, ile musieli przeżyć i przecierpieć podczas II wojny światowej tylko za to, że byli Polakami Niewiele wiedziałam na temat uczestnictwa mojego ojca w wielkiej bitwie II wojny światowej, zwanej Powstaniem Warszawskim. O wiele więcej wiedziałam o czasach idyllicznego dzieciństwa mojej mamy spędzonego u podnóża Beskidów, aż do dnia okrutnej inwazji hitlerowskiej w 1939r. Nasz dom zawsze pełen był polskich książek, zdjęć, wyrobów artystycznych, muzyki i oczywiście polskiej żywności. Miałam nawet polski kostium etniczny w stylu kra-

Część I

– Ukazała się 9 czerwca 2005 r.

Na moim biurku leży przewodnik zatytułowany “Dlaczego Polska?”. Pobieżne przerzucenie stron odkrywa setki wyrywkowych informacji o historii, kulturze, miastach i wsiach tego wschodnioeuropejskiego kraju. Autor próbuje wyjawić, na niespełna 400 stronach, wszystkie powody, dla których turyści i miłośnicy historii powinni przemierzyć – jak my, Kalifornijczycy– aż dziewięć stref czasowych. Ja, odpowiedź na pytanie “Dlaczego Polska?” otrzymałam minionego miesiąca (w maju), podczas mej zadziwiającej, często pouczającej i wzruszającej podróży, którą podjęłam wraz z moim 85–cioletnim ojcem w celu odwiedzenia kraju, w którym się urodził i dla uczczenia zakończenia II wojny światowej. Ta trzytygodniowa podróż przywróciła mnie do kraju moich korzeni i umożliwiła mi głęboki wgląd w przeszłość i w serca moich rodziców.

Najpierw jednak nieco wyjaśnień Dzieciństwo w Indianapolis

Dorastając w Indianapolis byłam jedynym znanym mi dzieckiem, które miało polskich rodziców. Kurczyłam się, gdy nauczyciel pośród nazwisk Brownów, Smithów i Johnstonów próbował wymówić moje nazwisko: Dobrowolski. Nigdy nie potrafili wymówić go poprawnie: “Dobrałlsky?”; ”Dumbrofsky?”. Wówczas posługiwałam się jeszcze biegle obydwoma

Mosina, 7.05.2005 r. Marian Dobrowolski i Mieczysław Konieczny z mosińskimi harcerzami fot. W. Konieczny

się dzieckiem, chce się być takim jak inni, chce się przynależeć. Pojęcia takie jak rodzinna duma, bogactwo narodowego dziedzictwa, szybko blakną pod wpływem nacisku grupy rówieśniczej i w obliczu niesamowitego okrucieństwa, jakie rówieśnicy mogą zadawać w klasie swoim koleżankom i kolegom. Ostatnią rzeczą, jakiej chciałam, to było być Polką! Z ogromną desperacją pragnęłam, by moi rodzice wyglądali, mówili i zachowywali się tak, jak rodzice moich amerykańskich rówieśników. Święta Bożego Narodzenia chciałam obchodzić rano, w Dniu Bożego Narodzenia, a nie w Wigilię z naszą tradycyjną Wieczerzą, podczas której nie mogło zabraknąć barszczu i śledzika. Chciałam, żeby mój ojciec lubił amerykański futbol i palanta, a nie europejską piłkę nożną, której rozgrywki sporadycznie ukazywały się na ekranie telewizora (nie zdawałam sobie sprawy, że on zwyczajnie wyprzedził czas swoim ulubionym

kowskim z wielokolorową, pasiastą spódniczką, czerwonymi koralikami i pięknie haftowanym kaftanem. Przez wiele lat słuchałam opowieści mamy o okrutnych latach wojny, kiedy mieszkała niedaleko od obozu w Auschwitz. Opowiadała mi o tym jak jej przyjaciele wywiezieni do obozu “znikali” w jego otchłani, by już nigdy nie powrócić; o zapachu dymu z krematorium niosącym odór palonych ludzkich ciał. Wyjaśniła mi, w jaki sposób uciekała z Polski zabierając ze sobą tylko to, co miała na sobie i chorego brata. Mój ojciec zawsze podkreślał jak dumna powinnam być z tego, że jestem Polką i jak bogatą i wspaniałą historię ma ten kraj. Pierwsza konstytucja w Europie! – oznajmiał – Druga na świecie, po amerykańskiej! Moi rodzice w pełni włączyli się do życia społecznego w Stanach Zjednoczonych i należą do tzw.” ostatniej, wspaniałej generacji”, o której tak wzruszająco pisał Tom

V Nina McDonald z ojcem, Marianem Dobrowolskim

Brokaw. Ameryka dała nadzieję i przyszłość powojennym emigrantom. Wielu przybyłych tu wówczas Polaków szczerze i łatwo, jako obywatele innego wolność szanującego kraju, identyfikowało się ze Stanami Zjednoczonym Ameryki Północnej. Rodzice starali się wpoić we mnie patriotyczną miłość do kraju swego urodzenia jak i do mojego kraju ojczystego. Ale ja buntowałam się przeciwko wchłonięciu przez polską kulturę. Nie chciałam być Polką. Byłam Amerykanką! Z polskim życiem rodzinnym i amerykańskim życiem publicznym dorastając, czułam się zagubiona jak „schizofrenik”, nie do końca pewna gdzie powinna spoczywać moja lojalność. Moje skomplikowane kulturowe dziedzictwo kładło się (w tym czasie) ogromnym ciężarem na moje barki, niosło bowiem ze sobą zbyt wielki bagaż emocjonalny. Niemal więc zupełnie je odrzuciłam. Czasy i ludzie podlegają przemianom. W roku 1978, kiedy Jan Paweł II został papieżem, dla Polaków zaświtała nowa era. “Polskie dowcipy” przestały być modne i zaczęto je uważać za żarty w złym guście. Po roku 1989, z inspiracji homilii papieskich, Solidarność przejęła kontrolę w Polsce, naród odrodził się i kraj rozpoczął swą egzystencję, jako wolne, suwerenne i niepodległe państwo.

Pobyt w Bawarii W 1972 r. pracodawca mojego ojca, Mc Donald’s ( tak, kompania hamburgerowa!), przeniósł go z siedziby dyrekcji w Chicago do nowego, europejskiego oddziału w Niemczech. Moi rodzice wynajęli domek w Wolfratshausen, niewielkiej, uroczej miejscowości w Bawarii, na południe od Monachium. Pamiętam żywo dziwne uczucie, jakie mnie wówczas ogarnęło, uczucie „powrotu do domu”. Nagle okazało się, że moi rodzice nie mówili już „z akcentem”. Oboje porozumiewali się biegle po niemiecku (pozostałość po wojnie) i staliśmy się tutaj jedną z wielu europejskich rodzin. Szybko poznałam język i zasymilowałam się z lokalną kulturą. Tego roku, na święta Bożego Narodzenia odbyliśmy

pielgrzymkę do Polski, by odwiedzić pozostałą tam rodzinę mojej mamy i przyjaciół moich rodziców.

Pierwsza wizyta w Polsce Gdy dotarliśmy do Polski, po całodziennej podróży przez Niemcy Wschodnie, gdzie byliśmy „eskortowani” pilnie przez samochód tamtejszej bezpieki, na pierwszy rzut oka kraj wydał mi się przygnębiający i srogi. Bezśnieżny grudzień sprawił, że komunistyczne bloki mieszkaniowe wyglądały bardziej szaro niż w rzeczywistości i dwutygodniowy pobyt oraz odwiedziny u rodziny i przyjaciół utwierdziły mnie tylko w przekonaniu o całkowitej i bezwzględnej opresji, jakiej podlegali. Moja osiemnastoletnia kuzynka starała się przekonać mnie, że komunizm jest odpowiedzią i lekarstwem na wszystkie bolączki świata, a nawet wręczyła mi dumnie plastikową szpilkę z podobizną Lenina. Moja ciocia Maria wstawała wczesnym rankiem i stawała w kolejce po to, żeby zapewnić nam świeży chleb i kiełbasę na śniadanie. A potem była także ryba w wannie. Karp jest tradycyjnym polskim daniem podczas Wieczerzy Wigilijnej i aby zapewnić jego świeżość, większość rodzin kupuje kilka żywych ryb i „przechowuje” je w rodzinnej wannie. “Mała” niedogodność, gdy mieszka się w mieszkaniu z tylko jedną łazienką (tyle, z mojego mycia głowy każdego wieczora!). Po dwóch tygodniach miałam dość Polski i chciałam wracać do domu, na Zachód, gdzie ciepły prysznic był zawsze dostępny, twarze ludzi nie odzwierciedlały beznadziei i represji komunistycznych, a rozmowy nie dotyczyły spraw, których nie byłam w stanie pojąć. Co prawda rozumiałam ciągle większość rozmów prowadzonych po polsku, ale sama nie potrafiłam już wyksztusić z siebie słowa w tym języku. Nie przywiązywałam najmniejszej uwagi do tematu rozmów i nie czułam żadnego związku z tym ponurym, martwym krajem. W egoistycznym wieku czternastu lat nie mogłam przecież rozumieć, co leży pod pokrywą tej posępnej powierzchowności. Bogata i wspaniała historia, o której ojciec tak często wspominał, została zupełnie wymazana z mojej wyobraźni. Z takim doświadczeniem w pamięci byłam zupełnie nieprzygotowana na to, co zobaczyłam i czego doświadczyłam, kiedy wylądowaliśmy w Warszawie 30 kwietnia bieżącego roku. c.d.n.


10

Czas Mosiny 2 (5) czerwiec 2012

Zbrodnia w Dymaczewie Starym Jacek Szeszuła

22 maja 2012 r. minęło 70 lat od publicznej egzekucji dokonanej na mieszkańcu tej wsi – Ludwiku Bajerze. Na początku XX w. W Dymaczewie Starym zamieszkiwała ludność niemiecka z tzw. osadnictwa olenderskiego oraz coraz liczniej osiedlające się po 1909 r. polskie rodziny. Do końca I wojny światowej ton nadawała ludność niemiecka, traktując te tereny jako swoje. Przełom nastąpił po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Jedną z rodzin, które zamieszkały pod koniec I wojny w Dymaczewie byli Stanisław i Maria Nadolni. Ich córka Teresa Mikołajczak, z d. Nadolna (rocznik 1927) tak wspomina: „rodzice zamieszkali w Dymaczewie pod koniec wojny. Ludność w tej okolicy była biedna, utrzymywała się z roli, pracy w lesie i w miejscowej cegielni. Tata był kowalem, kuł konie, naprawiał pługi, brony, różne narzędzia, wyrabiał zawiasy i inne okucia na wrota. Jak opowiadała mama i starsze siostry, często pracował „na kredyt”. Później mama chodziła po dłużnikach i zbierała zapłatę. Często zebrana kwota była tak mała, że starczała tylko na zakup około 5 kg węgla. A gdzie pieniądze na zakup żywności czy inne potrzeby już licznej wtedy rodziny? Przypominam sobie z okresu mojego dzieciństwa polskie i niemieckie rodziny mieszkające w naszej wsi jak: Stanisława Pawłowskiego, Kachla (sołtys), Błachowskich, Franciszka i Gertrudę Roszyków, Mateckich, Miazgów, Ujmów, Wiśniewskich, Zandeckich, Frankiewiczów, Mejzów, Forszpaniaków, Siejków, Zgołów, Marcinkowskich, Kasprzyków, Piwoszów, Jaśniaków… Z niemieckich pamiętam rodziny Lorenz, Koch, Domanetzki, Raschke, Witwer, Pfeifer (gdzie obecnie sklep wiejski), Neuman, Bensch (gdzie teraz świetlica), Bober.”

Pomnik L.Bajera w Dymaczewie

W okresie międzywojennym… Polscy mieszkańcy swój patriotyzm manifestowali z okazji różnych świąt, rocznic powstań narodowych, w tym Wielkopolskiego, Święta Niepodległości, zwycięstwa nad bolszewikami w 1920 r., imieniny Marszałka Piłsudskiego, czy lokalnego wydarzenia, jakim było ustawienie i poświęcenie Krzyża na tzw. ”Rynku” przez ks. Adamskiego - 29.06.1927 r. Duża była w tym zasługa miejscowej szkoły, która dopiero od 1926 r., czyli osiem lat po odzyskaniu niepodległości stała się w całym znaczeniu słowa – polską. Obydwie nacje żyły zgodnie obok siebie. Jednak postępowanie mieszkańców i wszelkie działania świadczące o ich polskości były niechętnie odbierane przez ludność niemiecką. Nie zapowiadało to jednak takich dramatycznych wydarzeń, jakie mieli przeżyć mieszkańcy Dymaczewa Starego podczas II wojny światowej.

lat. Przez Opalenicę, Łódź, Kraków, Nowy Sącz, Piwniczną, wywieziono ich transportem kolejowym do Słopnicy w pow. limanowskim a później do Stróży leżącej obok. W grudniu tego roku miejsce Musidłowskiego zajął 18-letni aktywista powiatowego Hitlerjugend. W późniejszym czasie jego nauczanie polegało głównie na zbieraniu przez dzieci kamieni na polach,

Wojna… Już 9.09.1939r., szkołę zajął oddział Wehrmachtu. Żołnierze powyrzucali z izb lekcyjnych meble i sprzęt szkolny, które uległy później zniszczeniu. Pod koniec tego miesiąca władze policyjne aresztowały kierownika tutejszej szkoły – Henryka Musidłowskiego oraz jego rodzinę, tj. żonę będącą w ciąży z czwartym dzieckiem i trzech synów w wieku od 2 do 6

zbieraniu ziół i owoców runa leśnego dla Niemców. W wigilię Świąt Bożego Narodzenia członkowie HJ zniszczyli krzyż postawiony przez mieszkańców w 1927 r. Ludność była bezsilna. Kolejne nieszczęście dotknęło mieszkańców 9.09.1940 r. Była to wywózka polskich gospodarzy z Dymaczewa Starego. Wywieziono m.in. Gierczyków, Roszyków i Nadolnych. Teresa Mikołajczak z d. Nadolna wspomina: „Jesienią 1940r. w porze wykopków, chyba w październiku lub wrześniu, rankiem do naszego domu przyszli żandarmi niemieccy. Przed domem stał już przygotowany i podstawiony wóz drabiniasty. Cały nasz dobytek musieliśmy zostawić w domu. Rodzicom udało się ukradkiem zabrać trochę żywności i odzieży na drogę w nieznane. Jeszcze przedtem zabrali z naszego domu na roboty starsza siostrę Irenę. Nasza piątka wraz z rodzicami przez Witobel, jako punkt zborny, Opalenicę, Łódź i Nowy Sącz dotarła wagonem bydlęcym do Łącka „Pamiętam głód, nasze żebranie, o choć trochę jedzenia i posiłki przygotowywane przez mamę z wyproszonych ziemniaków i buraków cukrowych. (korpieli)”. Gospodarstwa wysiedlonych zajmowali fot. Z.Kaptur sprowadzani gospodarze

Fot. J. Matuszak

Poznania i aresztowało Bajera. Kazimiera Zandecka zd. Kachel tak wspomina: „ w1942 r. miałam Tragedia Ludwika Bajera 13 lat. Pasałam krowy u zarządcy cegielni o nazwisku Kraft. Bajer - mieszkańca prowadził ogrodnictwo w gospodarDymaczewa Starego stwie po gospodarzu Raschke. Wraz z moim ojcem Stanisławem i jego Ludwik Bajer urodził się 18.02.1916r. w Oporówku koło kolegą Prusakiem byłam świadkiem zbrodni… Przyjechali po niego po Krzemieniewa w pow. leszczyńskim (wówczas Provinz Posen) Nazwisko cywilnemu. Ludzie potem mówili, że ich poznał, bo byli to ci sami, którym pomagał. Został przewieziony do osławionej katowni w Domu Żołnierza w Poznaniu. Poddano go brutalnemu przesłuchaniu i torturom. 22 maja 1942 r. przy rozłożystej gruszy koło kuźni nakazano stawić się mieszkańcom Krosinka, Dymaczewa Starego i Nowego. Policja zatrzymywała jadących od Mosiny i do Mosiny i kierowała na nasz placyk. Wszyscy oczekiwali z trwogą i w milczeniu na przebieg wydarzeń. Później około południa przywieziono Ludwika Bajera samochodem ciężarowym pod plandeką. Samochód z nim stanął koło Fot. J.Szeszuła gospodarstwa Pfeifera. Po otwarciu klapy widziałam, i imię otrzymał po swoim ojcu, też że on leży w czymś zbitym z desek, Ludwiku Bajerze, który był dzierco przypominało koryto. Sprawiał żawcą rolnym, mieszkającym w tej wrażenie nieprzytomnego, nie reagosamej wsi. Matką jego była Katarzywał. Ojciec z Prusakiem musieli go na Bajer z d. Rosadzinska. ściągnąć, nie mógł iść… Dociągnęli Trudno obecnie jednoznacznie go pod gruszę …Tam… stał już stół i stwierdzić, kiedy i z jakich powodów drabina. Niemcy, którzy go przywieźrodzina ta przeprowadziła się do li, założyli mu pętlę na szyję a drugi Dymaczewa Starego. T. Mikołajczak koniec przerzucili przez gałąź. Któz d. Nadolna wspomina: „rodzina ryś z nich kopnął w stół… Wszyscy Bajerów mieszkała w domu po Siejku byliśmy przerażeni…” pod lasem, przy obecnej ulicy Leśnej. Grusza stała się narzędziem a zaIch dom stał na uboczu w stosunku razem niemym świadkiem zbrodni, do głównej ulicy w naszej wsi”… w wyniku, której zgasło młode życie We wrześniu 1939 r. Ludwik Bajer 26-letniego Ludwika Bajera. – junior miał 24 lata i zajmował się m.in. ogrodnictwem. W 1942 r. był Pamięć już głową rodziny i szczęśliwym Po II wojnie światowej mieszkańojcem córki i syna. Niestety został cy wsi postawili na miejscu tragedii ofiarą prowokacji. drewniany krzyż. Później pobudowaW pobliżu w Jeziorach znajdono murowany pomnik, który w 1997 wała się siedziba namiestnika Krar. przeszedł gruntowną renowację. ju Warty – Artura Greisera. Jego Niestety, nie zachowała się grusza obecność w tym miejscu wymagała ani jej jakikolwiek fragment. specjalnego zabezpieczenia i znajo22 maja 2012 r. w 70 rocznicę mości poglądów politycznych mieszzbrodni, z inicjatywy radnego Łukakańców okolicznych miasteczek i sza Kasprowicza, sołtysa wsi Stefana wsi. Jedną z metod ich zdobycia Jankowskiego i Stanisława Mikołajbyła prowokacja. Na początku maja czaka z rady sołeckiej, przy pomniku 1942 r., SS - mani przypuszczalnie z zebrała się grupa mieszkańców wsi, ochrony siedziby Greisera, przebrani uczniowie szkoły w Dymaczewie w mundury jeńców angielskich najprawdopodobniej lotników RAF-u, Starym z dyrektor Bogumiłą Woroch i nauczycielami. Po wystąpieniu pizwrócili się do napotkanego Bajeszącego te słowa i deklamacji dzieci ra z prośba o udzielenie pomocy. zapalono znicze. S. Jankowski wraz Ten w zwykłym ludzkim odruchu z radnym Łukaszem Kasprowiczem udzielił jej domniemanym jeńcom. i Stanisławem Mikołajczakiem oraz Dostarczył im trochę żywności i dziećmi szkolnymi, złożyli kwiaty odzieży. Zdarzenie to powtórzyło pod pomnikiem dając dowód pamięsię kilkakrotnie. Jeńcy odeszli, a w ci o tym wydarzeniu. ich miejsce pojawiło się Gestapo z

niemieccy i osadnicy niemieccy, tzw. czarnomorcy.


11

Czas Mosiny 2 (5) czerwiec 2012

Pomysł jest najważniejszy... Małgorzata Kaptur

Mieszkańcy naszej gminy są przedsiębiorczymi ludźmi. Wielu z nich prowadzi działalność na własny rachunek. Żeby założyć własną firmę trzeba mieć przede wszystkim dobry pomysł... Oryginalne pomysły, wiedza i talent organizacyjny – to mocne strony właścicielki firmy Spikehelmets z Rogalina, której specjalnością są oficerskie hełmy z elitarnych pruskich pułków jazdy oraz skórzane pikielhauby. Pani Gabriela Paciorek jest absolwentką wrocławskiej Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych. Od 10 lat mieszka w Rogalinie, bo ją zauroczył, gdy przyjechała tu przed wielu laty jako turystka. Kiedy dzieci podrosły i poszły do szkoły, zaczęła szukać pomysłu na własny biznes - taki, który umożliwiłby łączenie pracy z wychowywaniem trójki dzieci. Postanowiła wytwarzać i sprzedawać wysokiej jakości repliki wojskowych nakryć głowy oraz elementy umundurowania z przełomu XIX i XX wieku. Aby założyć swoje mikroprzedsiębiorstwo, musiała się wiele nauczyć. Pomogło jej szkolenie w Fundacji Rozwoju Nauki i Przedsiębiorczości. Stworzyła biznesplan i zgłosiła wniosek do projektu „Mam pomysł na biznes”, współfinansowanego przez Unię Europejską w ramach EFS „Człowiek – najlepsza inwestycja”. Jej pomysł został wysoko oceniony i pani Gabrysia uzyskała prawie 40 tys. dotacji.

Umożliwiło jej to założenie w 2010 r. własnej firmy. Prowadzenie jej wymaga ogromnej wiedzy historycznej. – Nie byłoby to możliwe, gdybym nie miała wsparcia ze strony męża

– pasjonata historii i kolekcjonera militariów, członka Stowarzyszenia Miłośników Dawnej Broni i Barwy – mówi pani Gabriela. Pani Gabriela ze swoimi hełmami i ikonami. Kiedy wybierałam się na spotkanie, spodziewałam się zobaczyć halę, w której produkuje się hełmy. Niczego takiego na działce państwa

Paciorków jednak nie ma. Miejscem, w którym powstają hełmy jest tak naprawdę głowa pani Gabrysi. Jest ona projektantem i kierownikiem produkcji, która przebiega w wielu warsztatach rzemieślniczych w różnych częściach Polski. Musi umiejętnie planować, koordynować, zajmować się logistyką, marketingiem i sprzedażą. Taka praca to prawdziwe wyzwanie. Jeśli udaje mu się sprostać, a pani Gabrysi się udaje, daje to ogromną satysfakcję. – Nasza oferta adresowana jest do członków grup rekonstrukcji historycznej, miłośników militariów, kolekcjonerów, teatrów i producentów filmowych – mówi pani Paciorek. – Naszymi klientami są przede wszystkim Niemcy, Polacy i Francuzi, ale nasze produkty wysyłamy również do USA, Japonii, czy Australii. Zazwyczaj są to pojedyncze egzemplarze, często kolekcjonerzy zamawiają u nas brakujące elementy oryginalnych hełmów. Na rynki europejskie trafiają podobne hełmy z Indii, ale jest to seryjna produkcja. Różnica w jakości jest znacząca. My przywiązujemy wagę do każdego detalu. Koneserzy potrafią to docenić. Nie martwi mnie więc konkurencja, lecz to, że jest coraz mniej rzemieślników potrafiących

„Wincenty” z Daszewic Marian Jabłoński Do niedawna był widoczny z daleka i przypominał o nieuchronnym przemijaniu. Stał i nieśmiało prosił o zachowanie. Niestety, nie został wysłuchany i podzielił los wielu takich jak on. O kim mowa? O wiatraku ,,Wincentym” z Daszewic, który swoje funkcje produkcyjne wykonywał do schyłku lat 50 ubiegłego wieku. Wydawało się, że jest nierozerwalnym elementem krajobrazu Daszewic. Gdy w 1974 roku tworzył się w Daszewicach Ludowy Zespół Sportowy padła propozycja, aby nosił nazwę: „Wiatrak” (ostatecznie przyjęto nazwę „Gwiazda”). „Wincenty” został uwieczniony na obrazie ołtarza głównego, w kościele parafialnym p.w. św. Jakuba Większego Apostoła w Poznaniu – Głuszynie. Wiatrak został zbudowany w II połowie XIX wieku. Nadano mu imię „Wincenty”, utrwalając ten fakt poprzez wycięcie tego imienia na mącznicy. Nadawanie wiatrakom imion męskich należało do tradycji młynarskich. „Wincenty” należał do wiatraków typu koźlak, inaczej zwanych wiatrakiem polskim. Był wiatrakiem wielofunkcyjnym. Wewnątrz znajdowały się trzy kondygnacje. Najniższa była zajęta przez kozioł, osadzony na głazach narzutowych. Dwie wyższe kondygnacje były przeznaczone do produkcji mąki. Na pierwszej z nich do niedawna można było

jeszcze obejrzeć zachowane urządzenia mielnicze, takie jak: jagły, wialnia i sortownia. Na najwyższej kondygnacji zachowało się niemal całe wyposażenie, a w tym rzadko spotykane podwójne złożenie kamieni młyńskich, działających niezależnie od siebie przy użyciu dwóch oddzielnych paprzyc z cewiami przyciąganymi do koła palecznego za pomocą stalowych łańcuchów. Na tej kondygnacji znajdowały się także: stalowy wyciąg do montażu kamieni młyńskich, regulator Watta, drewniany motyl oraz winda mączna. Budowlę wieńczył dwuspadowy dach, pokryty płatami blachy cynkowej. W 2007 roku grupa mieszkańców Daszewic postanowiła podjąć działania dla uratowania wiatraka. Zabiegi okazały się daremne i niestety mocno spóźnione. Stopień zniszczenia spowodował, że Wielkopolski Wojewódzki Konserwator Zabytków odmówił wpisania „Wincentego” do rejestru zabytków a Starostwo Powiatowe w Poznaniu na wniosek właściciela wydało decyzję zezwalającą na jego rozbiórkę. Wiatrak rozebrano w maju 2010 r. a elementy jego wyposażenia wywieziono.

V Pani Gabriela ze swoimi hełmami i ikonami

wykonać po mistrzowsku potrzebne nam elementy. Pani Gabriela pasjonuje się fotografią. Nie tylko robi zdjęcia swoich pickelhaub, ale fotografuje też Rogalin. Opracowała serię artystycznych widokówek. Ostatnio sporo maluje. W salonie można podziwiać ikony

fot. G.Paciorek

napisane przez panią domu. Jest zadowolona, bo robi to, co zapewnia jej satysfakcjonujący dochód, a przy tym sprawia przyjemność i wymusza osobisty rozwój. Planuje doskonalić znajomość języków obcych, bo to ułatwi jej kontakty z zagranicznymi klientami.

Olęderskim szlakiem:

Radzewice

Teofila z Działyńskich SzołdrskaPotulicka, znana wszystkim jako Biała Dama, to prawdziwa business women żyjąca w XVIII w. Była właścicielką 2 miast (Kórnik i Bnin) oraz 33 wsi, w tym Mieczewa, dzisiejszych Radzewic i Daszewic. Słynęła z gospodarności. Aby zwiększyć dochody, osiedlała w swoich dobrach Niemców (na tzw. prawie olęderskim). Było to opłacalne, gdyż osadnicy zgadzali się na wyższy czynsz i gwarantowali zagospodarowanie zalewanych nadwarciańskich terenów. Powstało w jej dobrach 6 nowych miejscowości, w tym Radzewskie Olędry (dziś Radzewice). Osadnikom w Radzewskich Olędrach na mocy nadanych w 1737 roku przywilejów, gwarantowano wolność, samorząd (sołtysa i ławników), 7 lat bez czynszu, możliwość uprawiania rzemiosła i handlu. Otrzymali też prawo zbudowania szkoły i gościńca. W 1841 r. mieszkało we wsi 329 Olędrów ( obecnie 340). Radzewice do II wojny światowej zamieszkane były w ogromnej większości przez ludność niemiecką. O mieszkańcach wyznania ewangelickiego przypomina rozległy (1,5 ha) cmentarz. Najstarszy zachowany nagrobek Michaela Jahnsa pochodzi z 1827 r. Obok niego stoi drugi podobny z 1837 r.

Wiele nagrobków jest zdekompletowanych, w większości są to tylko cementowe lub ceglane obramowania grobów. Teren cmentarza jest zadbany, trawa przycięta. Mieszkańcy wsi konserwują ogrodzenie, przycinają trawę, jesienią grabią liście. Na ewangelickich cmentarzach sadzono najczęściej dęby i bez, który jest symbolem długowieczności, nic więc dziwnego, że w Radzewicach możemy podziwiać 20 dębów o średnicy 0,50,7 m. Radzewice są przykładem pokojowego współistnienia – obok dawnych ewangelickich mieszkańców wsi grzebani są obecnie katolicy. Na terenie cmentarza w 1978 roku wzniesiono kaplicę. Cmentarz otacza las. Naprzeciwko znajduje się nieczynna już szkoła, a obok pochodzący z 1906 r. budynek gospody, obecnie restauracja. Warto odwiedzić malownicze Radzewice, zejść brukowaną drogą w dół do Warty. Była tu kiedyś przeprawa przez rzekę. Przeprawiali się nią powstańcy w 1848 r. Opowiadają, że w tym miejscu utonęła rodzina w drodze do święconki. Tak właśnie miejscowi tłumaczą nazwę starorzecza… W kolejnym numerze wyruszymy dalej na poszukiwanie olęderskich śladów. Tekst i fot. MK


12

Czas Mosiny 2 (5) czerwiec 2012

Wyjść do ludzi Monika Kujawska – Mamo patrz, jaki dół ze śmieciami – zawołał mój syn, Dawid, podczas spaceru w Parku Gminnym „Strzelnica” w Mosinie. Pewnie cyrk wykopał go sobie i zostawił te wszystkie śmieci. Być może, tego nie wiem, ale faktem jest to, że śmieci w „naszym” parku jest sporo. Przyjrzałam się dokładniej temu, co leży nie tylko przy ścieżkach, ale i głębiej, pod drzewami i krzewami. Przy kolejnej wizycie widziałam, że śmieci przybywa. Aż mnie korciło, żeby przyjść z workiem i spróbować choć trochę posprzątać.

wspierali mnie o d początku. Pojawiły się również informacje na profilu facebookowym (Mosina/Osiedle nr 3), który założyłam miesiąc wcześniej. Tam też nawiązałam kontakt z niektórymi mieszkańcami. Z Urzędu dostałam gadżety reklamowe, a także worki i rękawice jednorazowe, od firmy EKO–PROJEKT z Poznania kwiaty ogrodowe, od firmy „Winda” pieniądze na kiełbaski i chleb na ognisko, z ZUK – worki do selektywnej zbiórki śmieci. 22 kwietnia pomocników przyszło więcej niż się spodziewałam. Dziękuję Wam wszystkim, że byli-

Mieszkańcy Osiedla nr 3 przy ognisku.

Sama nie pozbieram wszystkiego, ale może jak nas przyjdzie więcej, to razem damy radę. Stąd wziął się pomysł na zorganizowanie „Wielkiego sprzątania „Strzelnicy”. Pojawiły się plakaty, informacje na stronie Urzędu Miasta Mosiny, na stronie i na łamach „Czasu Mosiny”, bo członkowie Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Ziemi Mosińskiej

ście i tak dzielnie „walczyliście” z zaśmieconą „Strzelnicą”. Ze sprzątaniem uporaliśmy się w godzinę. Miło było potem posiedzieć razem przy ognisku. Mimo, że wcześniej znaliśmy się tylko z widzenia, czuliśmy się w tym momencie złączeni jakąś magiczną więzią. Przynajmniej ja odczuwałam przez moment coś takiego.

Monika Kujawska

Postanowiłam nie ograniczać się tylko do tej inicjatywy. Już tego samego dnia pomyślałam o zorganizowaniu czegoś innego. Dzień Dziecka w „Strzelnicy”, to miał być strzał w „10”, zabawy nawiązujące do historii i tradycji tego miejsca, animacje wykorzystujące szyszki, patyki…Tym razem chciałam, żeby współorganizatorami byli mieszkańcy. Ogłosiłam, że odbędą się spotkania robocze w sprawie organizacji Dnia Dziecka. Pojawiły się te same osoby, które wspierały mnie już wcześniej, czyli Małgorzata Kaptur, Wojtek Konieczny i Michał Kleiber. Do organizacji dołączyły się też dwie panie spoza Osiedla nr 3: Joasia Siwek-Konys i Violetta Konys. Ostatecznie uznaliśmy, że organizacyjnie łatwiej będzie zrobić Dzień Dziecka na Orliku. Uzyskaliśmy niezbędne pozwolenia (od Dyrektora Zespołu Szkół w Krośnie i Kierownika OSiR), zdobyliśmy nagrody (m.in. z Urzędu Miasta, od firmy Oriflame, Nielsen Audience Measurement). Pan Jarosław Kopeć, właściciel Szkoły Jeździeckiej, wraz z instruktorami: p. Adamem Piwoszem i p. Kingą Osinkowską, zapewnili dzieciom przejażdżki konne, chleb otrzymaliśmy od firmy Ren– Mac. Słodycze dla dzieci przynosiły różne osoby, niektórzy anonimowi, niektórzy dobrze nam znani. Animacje dla najmłodszych zorganizowały panie z Przedszkola Koniczynka. Panie ze Stowarzyszenia na Rzecz Osób Niepełnosprawnych zgodziły się robić dla uczestników imprezy piękne kotyliony. Dziękujemy wszystkim za pomoc i zaangażowanie. Podzieliliśmy się obowiązkami i każdy spisał się na medal.

Wakacyjne pułapki Anna Balcerek-Kałek Wakacje… Już samo słowo budzi w każdym z nas pozytywne emocje. Kojarzy się ze słońcem, radosnym „nicnierobieniem”, odpoczynkiem od codziennych obowiązków. Jednak, w jaki sposób zostanie spożytkowana ta wolność, w znacznej części zależy od rodziców. Współczesne życie charakteryzuje się intensywnym postępem we wszystkich dziedzinach. Zmieniły się więc i sposoby spędzania wakacyjnych, wolnych dni. Konsekwencją zachodzących przemian jest zmieniający się model wychowania i towarzyszące im trudności wychowawcze. I te nasilają się podczas wakacji. Szczególnie, gdy młody człowiek ma odmienne od opiekunów pomysły na spędzanie wolnego czasu. Bardzo ważne są codzienne, dobre relacje rodzinne. Jeżeli rodzice mogą zaufać swojemu dziecku, a ono nigdy tego zaufania nie zawiodło, jeżeli rodzina współdziała ze sobą według znanych i przestrzeganych przez rodziców i dzieci zasad, to

znacznie zmniejsza się ryzyko, że nasze pociechy będą poszukiwały urozmaicenia sobie wolnego czasu poprzez różnego rodzaju środki uzależniające (alkohol, nikotyna, narkotyki). Ważne jest, aby reagować, gdy zauważymy radykalną zmianę w zachowaniu naszego dziecka. Nasza pociecha nagle znika na cały dzień lub zamyka się w swoim pokoju, czy wygasza po naszym wejściu do niego oglądaną stronę internetową – zastanówmy się, dlaczego? Powinniśmy zwrócić też uwagę na zmiany w sposobie ubierania oraz zachowania. Istnieje wiele subkultur, które mogą mieć wpływ na światopogląd naszego dziecka. Odizolowanie się od otoczenia i zamknięcie się dziecka w wirtualnym świecie może być również niebezpieczne Powtarzające się picie alkoholu poprzez nastolatki, nawet w ilościach nieszkodliwych dla dorosłych ma niekorzystny wpływ na procesy rozwojowe. Alkohol zaburza zdolność uczenia się, zapamiętywania i lo-

gicznego rozumowania, jest źródłem trudności w nauce i przeszkadza w dalszej edukacji i karierze zawodowej. Hamuje rozwój emocjonalny i opóźnia dojrzewanie. Młody człowiek nastawia się tylko na doraźne i natychmiastowe przyjemności. Nie uczy się dojrzałych i skutecznych sposobów radzenia sobie ze stresem i rozwiązywania problemów życiowych. Amerykańskie badania pokazały, że dzieci, które zaczęły pić alkohol przed ukończeniem 15 roku życia, czterokrotnie częściej niż osoby, które zaczęły pić po 20 roku życia, uzależniały się od alkoholu. Upijanie się przez nastolatki jest bardzo często przyczyną poważnych i doraźnych szkód związanych z wypadkami, zachorowaniami, a nawet śmiercią. Alkohol prowadzi młodych ludzi do konfliktów z prawem. Pijany nastolatek z większym prawdopodobieństwem stanie się ofiarą przestępstwa. W większym też stopniu jest zagrożony ryzykownym seksem, stosunkami z pogranicza gwałtu, przypadkową inicjacją. Kon-

Ekologiczna rodzina z ul. Długiej.

16 czerwca, już przed 15.00, zaczęli schodzić się mieszkańcy, najczęściej rodzice z dziećmi. Przyznam szczerze, że w pewnym momencie przestałam się orientować ilu nas jest i co się dzieje na poszczególnych stanowiskach. Przez cały czas odbywały się konkursy. W międzyczasie można było bezpłatnie skorzystać z dmuchanego zamku, przejażdżek konnych, animacji prowadzonych przez panie z Koniczynki, malowania twarzy przez konsultantki Oriflame, dostępny był również przez cały czas poczęstunek, klown rozdawał słodycze i balony, przyjechał nawet p. Paweł Walczak swoim quadem. Był też kącik plastyczny i kącik gier planszowych. Impreza nie udałaby się bez nagłośnienia, dziękujemy za nie p. Michałowi Soterowi. Po godzinie gier i animacji było losowanie nagród. Trwało bardzo długo (widocznie mieliśmy za dużo nagród;). Impreza skończyła się później niż zakładaliśmy. Gdyby nie burza, przed którą musieliśmy uciekać, trwałaby co najmniej do meczu Polska-Czechy. Obie inicjatywy to akcje oddolne, wymyślone, zorganizowane i przeprowadzone przez grupę mieszkańców. Wierzę, że ta grupa będzie się powiększać, że mieszkańcy Osiedla nr 3 będą przyłączać się, a może i

sekwencjami tego może być niechciana ciąża, zakażenia chorobami wenerycznymi (w tym HIV). Wszyscy rodzice kochają swoje dzieci, tylko czasami nie potrafią im tego okazać. Bywa, że nie potrafią odmówić dziecku czegokolwiek. Niepokojące jest też to, że zdarza się, iż nie zauważają, że ich pociecha wróciła do domu „na lekkim rauszu”, że zachowuje się inaczej niż zwykle. Jeśli dziecko pije, rodzice czują się zagubieni, czasami mają poczucie winy. Zażywanie przez polską młodzież narkotyków staje się dziś niestety zjawiskiem coraz częstszym. Po narkotyki sięgają też coraz młodsze dzieci. Nie dajcie sobie Państwo wmówić, że marihuana, to nie środek odurzający. Najsmutniejsze jest jednak to, że rodzice (na szczęście nieliczni) nie widzą nic niestosownego lub niebezpiecznego w tym, że ich nastolatek zapalił czy wypił piwo. Czy istnieje jakiś sposób ochrony przed niebezpieczeństwami istniejącymi we współczesnym świecie? Nie ma 100% metody. Przypomnijmy sobie, przed czym starali się nas ustrzec nasi rodzice. Rozwój cywilizacyjny powoduje zwiększenie ilości pojawiających się zagrożeń. Zminimalizuje je częsty kontakt oraz zaufanie, jakie dziecko będzie miało

fot. 2 x W. Konieczny

samodzielnie inicjować takie akcje. Brak współpracy i słabo rozwinięte więzi społeczne to zjawisko, które można zaobserwować nie tylko na naszym osiedlu. Odczuwam potrzebę działania, bo widzę, szczególnie po imprezie na Orliku, że czegoś nam brakuje. Przyjazne miejsce zamieszkania jest ważne dla każdego człowieka. A przyjazny sąsiad jest niezbędnym składnikiem tego przyjaznego miejsca. Podczas Dnia Dziecka i Sprzątania „Strzelnicy” widziałam uśmiechnięte twarze, wzajemną pomoc i życzliwość. O to właśnie chodzi! Z mieszkającymi w okolicy ludźmi często nie nawiązujemy bliższych kontaktów, a przez takie akcje poznajemy się lepiej, uśmiechamy się do siebie. Warto więc pracować nad tym, co dzieje się w najbliższej okolicy. Uczymy przez to dzieci jak należy traktować swojego sąsiada, jak być życzliwym, zrobić coś dla innych. Inicjatywy sąsiedzkie mają pomóc odbudować w nas wiarę w nas samych i społeczeństwo obywatelskie. Zadbajmy wzajemnie o siebie, organizujmy się w „grupy działania”, wymieniajmy się pomysłami, realizujmy je wspólnie, razem naprawdę jest łatwiej. To, co zrobimy sami, będzie nam bliższe i zostawi w nas więcej dobrych wspomnień.

Fot. album Anna Balcerek-Kałek: nauczyciel edukacji wczesnoszkolnej, pedagog szkolny, dyrektor Zespołu Szkół w Mosinie, ekspert MEN w zakresie awansu zawodowego nauczycieli, członek komisji dyscyplinarnej dla nauczycieli przy Wojewodzie Wielkopolskim, autorka wielu publikacji na temat szkolnych programów profilaktyki. Prywatnie mama trójki dzieci.

do nas. Sukcesy naszych dzieci będą wtedy naszym sukcesem. Życzę, aby wakacje naszych dzieci były słoneczne nie tylko pogodowo, ale również radością ich młodych i chłonnych na wszystko, co otacza umysłów.


13

Czas Mosiny 2 (5) czerwiec 2012

Nasi uczniowie wyróżnieni Joanna Nowaczyk

Tomasz Kozak i Joanna Nowaczyk – uczniowie Zespołu Szkół w Mosinie – zostali laureatami XIII Wojewódzkiego Konkursu Dziennikarskiego „Wycieczka dla gościa Euro 2012”. Na konkurs organizowany przez Młodzieżowy Dom Kultury nr 1 w Poznaniu pod patronatem „Głosu Wielkopolskiego”, wpłynęły aż 162 prace. Artykuły naszych uczniów zdobyły wyróżnienie. Wojewódzki Konkurs Dziennikarski organizowany przez MDK nr 1 w Poznaniu, adresowany jest do uczniów szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych województwa wielkopolskiego. W tym roku, odbywał się już po raz trzynasty. Od lat też, patronat honorowy nad konkursem obejmuje „Głos Wielkopolski”. Tegoroczną edycję dziennikarskich zmagań, organizatorzy zatytułowali „Wycieczka dla gościa Euro 2012”. – Zadanie polegało na

napisaniu artykułu na strony turystyczne gazety – informuje Marlena Kompowska, instruktorka Klubu Dziennikarskiego TeXT, organizatorka konkursu. – Miała to być propozycja wycieczki dla gościa odwiedzającego Poznań w związku z Euro 2012 – wyjaśnia dalej. Na konkurs wpłynęły aż 162 prace. W gronie finalistów znaleźli się uczniowie Zespołu Szkół w Mosinie: Tomasz Kozak, szóstoklasista ze Szkoły Podstawowej nr 2 i Joanna Nowaczyk z Gimnazjum

nr 2, dziennikarka szkolnego pisma „Głos Gimnazjalisty”. Mosińscy uczniowie napisali artykuły pod kierunkiem Wiesławy Szubargi – nauczycielki Zespołu Szkół w Mosinie. Nasi laureaci otrzymali atrakcyjne nagrody, a także propozycję współpracy dziennikarskiej z pismem „Głos Wielkopolski. Junior TeXT”. Joasi i Tomkowi gratulujemy! Poniżej publikujemy fragmenty ich artykułów promujących walory turystyczne naszej gminy.

„Najpiękniejsze w naszej gminie…” Joanna Nowaczyk W tym roku odbywają się mistrzostwa „Euro 2012”. Już niedługo zjedzie do nas wielu piłkarzy i ich wiernych kibiców. Co byśmy mogli im pokazać w Wielkopolsce? Oto moja propozycja dla gościa, którego zapoznam z naszym regionem, a dokładniej z gminą Mosina. Mieszkam w miejscowości Krosno, gdzie znajduje się kościół M.B. Częstochowskiej, wzniesiony w latach 17791881. Obok niego stoi drewniana dzwonnica z początku XX w. Po obejrzeniu świątyni przejdziemy się na spacer oglądając krajobrazy polne oraz leśne, które zachwycą swoim urokiem, także obcokrajowców.(…) Następnym punktem zwiedzania będzie Ludwikowo. Znajduje się tam Szpital Chorób Płuc i Gruźlicy im. Stanisława Staszica, a także dawne sanatorium „Staszicówka”. Oba te budynki zostały odrestaurowane i rozbudowane. Teraz przyciągają wzrok swoim wyglądem. Ciekawostką jest, że funkcjonowała tam cegielnia, która zaopatrywała Twierdzę Poznań oraz inne budynki w materiały budowlane. Następnie pójdziemy zobaczyć jezioro Góreckie. Jest ono najpiękniejszym jeziorem rynnowym w Wielkopolskim Parku Narodowym. Na jeziorze położone są dwie wyspy: Zamkowa i Kopczysko. Na pierwszej z nich pozostały ruiny zamku z XIX w. który wybudował Tytus Działyński, jako prezent ślubny dla siostry. Jest to bardzo malownicze miejsce. Oprócz tego jeziora, jest jeszcze wiele innych, pięknych jezior. W parku żyje wiele rzadkich gatunków zwierząt.(…) Później pojedziemy do Rogalina, gdzie znajduje się piękny Pałac państwa Raczyńskich. Jest to wspaniały późnobarokowy budynek. W korytarzach wiszą niezwykłe portrety, sale są oryginalnie ozdobione. Przy pałacu znajduje się powozownia, która powstała w 1776 r. Pierwotnie była drewniana, ale w XIX w została przebudowana. Zgromadzono tam liczne pojazdy konne sprzed I wojny światowej. Na wschodnich krańcach rezydencji Raczyńskich znajduje się dawna kaplica, teraz kościół p.w. św. Marcelina. Kościół ten kryje w swoich podziemiach prochy prawie wszystkich właścicieli pałacu. W Rogalinie została utworzona przez Edwarda Aleksandra Raczyńskiego galeria, która jest często odwiedzana przez ludzi, chcących poznać polską sztukę. Kolekcja Rogalińska jest jednym z największych na ziemiach pol-

J. Góreckie. Ruiny zamku na wyspie

fot. MK

skich, zbiorów malarstwa. Znajdują się w niej dzieła m.in. Stanisława Wyspiańskiego, Józefa Mehoffera, Józefa Pankiewicza, Władysława Podkowińskiego, Olgi Boznańskiej, Juliana Fałata, Leona Wyczółkowskiego. Sam Rogalin to bardzo malownicza wieś. Po obejrzeniu tych wspaniałych dzieł sztuki pójdziemy do Rogalińskiego Parku Krajobrazowego, który został utworzony w 1997 r. Celem powstania tego parku była ochrona jednego z największych skupisk wieloletnich dębów szypułkowych rosnących w dolinie Warty, licznych starorzeczy, a także wartości historyczno – kulturowych. W 1904 r. dęby zostały policzone po raz pierwszy. Zliczono 1435 dębów, z czego 860 dębów to pomniki przyrody. Są to bardzo stare drzewa, liczą sobie nawet 500-700 lat. 3 największe z nich to: Lech, Czech i Rus. Mam nadzieję, że wycieczka spodobałaby się. Są to miejsca, które moim zdaniem są najpiękniejsze w naszej gminie. Są one związane też z moim dzieciństwem, ponieważ często je odwiedzałam. Spędzając czas w tych miejscach można odpocząć i zrelaksować się po piłkarskich emocjach, których dostarczą nam piłkarze. Zapraszam wszystkich do gminy Mosina, bo warto!:) Ludwikowo

Pałac w Rogalinie – perła gminy Mosina

fot. MK

„Tu naprawdę warto przyjechać…” Tomasz Kozak W Wielkopolsce czeka na odwiedzających ją gości EURO 2012 bardzo dużo atrakcji turystycznych. Ciekawe tereny przyrodnicze znajdują się już niedaleko Poznania, np. w Mosinie i okolicach. Zapewniam, że można tu wspaniale wypocząć od zgiełku dużej aglomeracji. Podróż zaczniemy od udania się na wieżę widokową, z której można zobaczyć Mosinę i tereny WPN. Aby tam dotrzeć, należy kierować się drogą na Osową Górę. Z wieży widokowej podziwiać możemy wiele obiektów znajdujących się w okolicach Mosiny, a przy dobrej pogodzie nawet kopułę stadionu Lecha, gdzie rozgrywane są mecze EURO 2012. W pobliżu wieży wybudowano parking i kładkę. Po zejściu z niej i przejściu glinianek, udać się można do Muzeum Wielkopolskiego Parku Narodowego, które mieści się w starej siedzibie Artura Greisera. W muzeum znajduje się makieta parku i jego okolic, w tym także Mosiny. Oprócz tego można tu obejrzeć wiele eksponatów ptaków, zwierząt i roślin występujących na terenie parku. Gdy opuścimy już muzeum, musimy koniecznie udać się spacer po parku. Podczas przechadzki podziw wzbudzi zapewne piękna flora i fauna, okazy ptactwa i owadów. Ciekawe są także drzewa–pomniki, między innymi dąb szypułkowy o dwóch pniach. W czystych wodach jeziora żyje wiele gatunków ryb, skorupiaków i mięczaków. Spacerując brzegiem Jeziora Góreckiego, zobaczyć można Wyspę Zamkową, na której znajdują się malownicze ruiny zamku z XIX w. Zamek ten ofiarował swej siostrze Klaudynie Potockiej w prezencie ślubnym Tytus Działyński. Budowla ta została ostrzelana przez Prusaków i w takim stanie pozostała do czasów dzisiejszych. Po tak wyczerpującej wyprawie warto coś zjeść, bowiem pobyt na świeżym powietrzu wzmaga apetyt. Warto więc wrócić do Mosiny i udać się do jednej z restauracji znajdującej się na terenie miasta, np. na ul. Poznańskiej niedaleko rynku. Restauracja nosi nazwę „Nad starą piwnicą”. Miła obsługa i ciekawy wystrój wnętrza pozwolą odpocząć po spacerze. Tych, którzy zdecydują się właśnie tu spożyć posiłek, zapraszam na wyśmienite naleśniki ze szpinakiem w sosie śmietanowym.(…) Po krótkim odpoczynku i zjedzeniu posiłku kontynuujemy naszą wędrówkę, tym razem będziemy zwiedzać Mosinę. (…) Wędrówkę swą zaczniemy od zwiedzenia Pl. 20 Października, na którym znajduje się pomnik upamiętniający powstańców wielkopolskich oraz osoby poległe w II wojnie światowej. Na ścianie domu nr 9 widnieje wmurowana tablica upamiętniająca 15 Polaków z okolic Mosiny rozstrzelanych przez hitlerowców w 1939 r. Przy ulicy Kościelnej znajduje się Kościół pod wezwaniem Św. Mikołaja. Pierwsza wzmianka o kościele pochodzi z 1298. Kościół był wielokrotnie przebudowywany, a w 1945r. w wyniku pożaru został doszczętnie zniszczony. Obecny kościół zbudowany został według projektu Franciszka Morawskiego. Z poprzedniego kościoła pochodzi głowa Chrystusa wmontowana w mozaikę nad głównym wejściem, dłuta Władysława Marcinkowskiego. Z rynku kierujemy się w stronę dworca PKP. Po drodze miniemy Izbę Muzealną, która mieści się w dawnej synagodze pochodzącej z 1870 r. niedaleko znajduje się także pomnik Eleganta z Mosiny. Zapraszam serdecznie do odwiedzenia tych miejsc. Lasy, jeziora, śpiew ptaków i spokój sprawiają, że Tu naprawdę warto przyjechać. fot. MK


14

Czas Mosiny 2 (5) czerwiec 2012

Brak transparentności Łańcuch Przez wiele lat była w Mosinie tradycja powoływania radnego, zazwyczaj przedstawiciela Komisji Edukacji Kultury i Sportu do komisji konkursowej dla kandydatów na stanowisko dyrektora szkoły. W ubiegłym roku zerwano z tą tradycją. W tym roku przed konkursami dotyczącymi 5 placówek oświatowych wpłynął wniosek o umożliwienie przedstawicielowi Komisji Edukacji uczestnictwa w konkursie w charakterze obserwatora (bez prawa głosu). Wniosek pozostał bez echa. Podobno prawo na to nie pozwala. Czy to oznacza, że w poprzednich latach prawo było w naszej gminie łamane? Wniosek jest jeden: Władzy nie zależy na przejrzystości. Jakie pomysły na rozwój swoich placówek przedstawili, jaką koncep-

cję pracy zaprezentowali kandydaci na dyrektorów, nie wiadomo. Szkoda, że sprawę ważną dla tylu osób, traktuje się jako ściśle tajną. W marcu Komisja Edukacji, Kultury i Sportu w przyjętym Stanowisku krytycznie oceniła zarządzanie gminną oświatą przez kierownika referatu, p. Małgorzatę Kasprzyk. Brak strategii rozwoju gminnej oświaty, negowanie prawa Komisji

do zajmowania głosu w sprawach dotyczących oświaty, ograniczanie autonomii dyrektorów poprzez ingerowanie w zatrudnianie i w realizowanie budżetów szkół oraz nierówne kryteria w stosunku do podległych placówek i dyrektorów – to sprawy, które zdaniem Komisji nie sprzyjają rozwojowi mosińskiej oświaty. MK

W dniach 13, 14 i 15 czerwca odbyło się 5 konkursów na stanowiska dyrektorskie - Wszystkie konkursy zostały rozstrzygnięte. Kandydatami na stanowisko dyrektora zostały: Pani Kamila Bilska – Szkoła Podstawowa nr 1 w Mosinie, Pani Bogumiła Woroch – Szkoła Podstawowa „Pod Lipami” w Krosinku, Pani Halina Jurecka - Przedszkole nr 2 „Wesołe Skrzaty” w Mosinie, Pani Lidia Szyrej – Gimnazjum w Pecnej, Pani Alicja Trybus – Zespół Szkół w Mosinie (przez 10 lat pracowała w Kuratorium). W przypadku Gimnazjum w Pecnej i Zespołu Szkół w Mosinie było 2 kandydatów, w pozostałych startowali tylko obecni dyrektorzy.

Wirtualny spacer po Mosinie Polska jest kolejnym krajem sfotografowanym przez Google. Google Street View to usługa, w której specjalnie przygotowane samochody i trójkołowe rowery jeżdżąc po drogach publicznych fotografują panoramy okolicy. Po przetworzeniu są one wykorzystywane do budowy wirtualnych obrazów miast w Google Maps. Dzięki temu możemy wirtualnie przejść się ulicą dowolnego sfotografowanego miasta - nie „palcem po mapie”, ale z punktu widzenia przechodnia. Od 23 marca można w ten sposób zwiedzać także Polskę i część naszej gminy. Zobacz jak wygląda Twoja ulica w Internecie. Być może okaże się, że sfotografowano także Ciebie lub Twój samochód. Dla zapewnienia prywatności sfotografowanych na ulicy osób, twarze i tablice rejestracyjne samochodów są automatycznie zamazywane. Każdy też może zażądać usunięcia ujęcia na którym występuje, a firma powinna spełnić taką prośbę bez zadawania pytań. MK Wejdź na https://maps.google.pl/, wpisz nazwę ulicy i miejscowość, przeciągnij na mapę pomarańczowego ludzika i rozpocznij wirtualny spacer.

dla burmistrza

Mosińscy radni, a dokładnie Komisja Promocji i Współpracy Samorządowej pod przewodnictwem radnego Jacka Rogalki wystąpiła z wnioskiem, aby zakupić dwa łańcuchy z godłem Polski, dla Pani Burmistrz i Przewodniczącego Rady Miejskiej. W łańcuchach, na wzór sędziów, mieliby występować na sesjach rady i uroczystościach gminnych. Przewodniczący Rady Miejskiej miał kiedyś łańcuch, ale od wielu lat nikt go nie widział. Zaginął i poszukiwania, które podjęto nie dały rezultatu. Sprawa nabrała rozgłosu, po tym, gdy radny Łukasz Kasprowicz krytycznie opisał sprawę zakupu łańcuchów na blogu. Tematem internetowej publikacji zainteresowała się najpierw mosińska Rada Miejska, która poświęciła mu sporo miejsca na kwietniowej sesji. Kontrowersyjnym pomysłem oraz przewrotnym sposobem krytyki łańcuchów dla samorządowców zainteresowało się też Polskie Radio, emitując na antenie reportaż z Mosiny. Po całym zamieszaniu radny Jacek Rogalka pomysłodawca zakupu nowego łańcucha dla władz miasta stwierdził, że

zawiesza swój pomysł. Internetowa publikacja radnego Łukasza Kasprowicza oprócz gorącej dyskusji na sesji Rady Miejskiej była tematem posiedzenia szefów komisji. Pewna grupa radnych zastanawiała się jak uciszyć Łukasza Kasprowicza, który demaskuje pewne samorządowe niedorzeczności pisząc o nich krytycznie w Internecie. Zdaniem tych radnych, obniża on prestiż mosińskiego samorządu i nie jest godny zasiadać w Komisji Promocji. Radny Kasprowicz, gdy w kwietniu na sesji rozprawiano o tym, co napisał, powiedział do atakujących go samorządowców: Gdyby ta Rada miała jakiś poziom i prestiż to dyskusja o tym, co napisałem na blogu, nie toczyłaby się w tym miejscu. Grupa radnych proburmistrzowskich nie wiedząc jak ukarać radnego Kasprowicza, odwołała go z funkcji wiceprzewodniczącego Komisji Promocji i Współpracy Samorządowej. Radny złożył też wniosek o przygotowanie uchwały Rady Miejskiej, która usankcjonowałaby jego odejście z komisji w ogóle. RED

Opozycja i wasale

Na mapce kolorem niebieskim zaznaczono sfotografowane ulice i drogi.

Władza chce mieć święty spokój, każda władza. Również nasza, mosińska, nie odstaje od reszty. Ale wymarzony spokój zakłóca opozycja. Na sesjach Rady Miejskiej, czy też branżowych komisjach, to opozycja zadaje dociekliwe, trudne pytania. Robi to w swoim imieniu, a także tych, którzy ich wybrali. Tak się złożyło, że połowa Rady, to radni opozycyjni. Zachowując tę proporcję, reprezentują połowę mieszkańców naszej gminy. Co by zatem było, gdyby opozycji nie było? No cóż, kult jednostki, poddańczość, istny wasalizm. Dyskusje nad uchwałami i ważnymi sprawami dla gminy byłyby pozorowane, albo

panowałaby niczym niezmącona cisza. Po krótkiej prezentacji przez władze uchwał, ręka w górę i po sprawie. Przecież władza wie najlepiej, czego oczekują mieszkańcy: „po co mi to roztrząsać”- pomyśli „aktywy” radny-wasal, posłusznie podnosząc rękę: „zagłosowałem, spełniłem swój obowiązek”. A względem kogo, pytam? Względem mieszkańców, wyborców, czy względem władzy. Radny – wasal marzy o sesjach trwających małą godzinkę. A na koniec miesiąca sterany ciężką pracą, spojrzy na wydruk swego konta bankowego i sprawdzi, czy kasa się zgadza. O.K. wpłynęła dieta. Mogę zacząć kolejny miesiąc ciężkiej pracy radnego. I tak do końca kadencji. JM

minę i dorzucamy do miski jajko i ze trzy łyżki mąki, po czym całość mieszamy starannie. Jeśli pyry były wodnite (te z Mieczewa nie są!), to łyżką z brzegu miski zbieramy trochę soku, tak by niepotrzebnym dodatkiem mąki do zagęszczania nie zatracić wspaniałego ziemniaczanego smaku. Na patelni roztapiamy tłuszcz i nakładamy łyżką przygotowane ciasto, rozdając na prawo i lewo razy po łapach tym, co ośmielą się próbować z patelni półsurowe placki. No i teraz dochodzimy do kwestii „odmianowości” tej potrawy. Ile cebuli? Tyle, ile drodzy czytelnicy za stosowne uznacie (zakres od zera do nieskończoności). Ile mąki? Tyle, ile lubicie, ale

uwaga, plyndze muszą być „luźne”, a nie twarde jak deska. Na jakim tłuszczu? Dla tych, co z natury szczupli i piękni, na smalcu, a dla „pięknych w ciągłej walce o figurę” olej lub margaryna. Jaki rozmiar? Taki, jaki lubicie. Najpraktyczniejsze są te dwułyżkowe, średnio grube, tak, by na patelni zmieściły się trzy. Z czym podawać? Ze wszystkim: jadałem z cukrem, solą , dżemem, gęstą śmietaną, jogurtem, smarowane leberką, z sosem grzybowym, sosem chińskim, gulaszem i do pieczonego mięsa, ale najlepsze, najwspanialsze, jedyne w swoim rodzaju, niezrównane i niezapomniane są takie bez niczego, popijane tylko kwaśnym mlekiem (takim sztywnym z glinianego dzbanka, co stoi na dole schodów w sklepiku zaraz za drzwiami…) … i wcale nie o sklep chodzi tylko o chłodną piwnicę!!! Batat

Wielkopolskie gotowanie

Gawędy kulinarne W poprzednim odcinku odkurzyliśmy nieco przepis na pyry z gzikiem. Prawdziwie to królewskie danie musiało przypaść Wam, Drodzy Czytelnicy, do gustu, boć tu do nas po ziemniaki spora kolumna samochodów z Mosiny zajechała, szczęściem mamy pyrek dostatek i wszystkich obsłużyliśmy, a i kontraktów wieloletnich sporośmy spisali. By w dalszym ciągu popyt na pyry kształtować, przedstawię kolejne niezwykłej wartości przepisy kulinarne, bez których żadna szanująca się gospodyni wielkopolska, tygodnia kulinarnego nie zakończy.

ŻELAZNE KLUSKI Na czas codzienny ten smakołyk proponuję, wszelako jest nadzieja, że jak komu przypasuje, to i w niedzielę będzie gościł na stole, ale do rzeczy: Jakieś pół kilo pyrek gotujemy (ma się rozumieć, że w łupinach, bo więcej istoty ziemniaczanej w nich zostaje), studzimy i obieramy. Półtora kilo surowych pyr ścieramy na tarce. Łączymy starte z gotowanymi, dodajemy sól, cukier i zagotowujemy. Ugotowaną masę ubijamy tłuczkiem na gładko. Nabieramy łyżką i fantazyjnie układamy na talerzach. Podajemy do wszystkiego, ale najlepsze są takie okraszone boczkiem z cebulką.

cz. II

A skoro już zaczęliśmy temat ucierania ziemniaków, to nie jest możliwe przemilczenie tej znamienitej, wielkopolskiej potrawy regionalnej, jaką są:

PLYNDZE Jak już się uda ustalić, kto w domu etatowo będzie ucierał pyry, nic tej osobie nie mówiąc, jedziemy do Mieczewa i kupujemy najlepszych w powiecie pyrek. Następnie wrzucamy ze dwie tony owych przecudnej urody warzyw do piwnicy i z uśmiechem zlecamy „ucieraczowi” starcie dwóch kilogramów. Przy okazji podrzucamy do utarcia jedną dużą cebulę. Zakładamy fartuch przybieramy stosowną do tego misterium


15

Czas Mosiny 2 (5) czerwiec 2012

Lekkoatletyczne sukcesy Dwójki Marcin Kilian 29 maja w Lesznie, odbył się Finał Mistrzostw Województwa Wielkopolskiego w Lekkiej Atletyce Gimnazjów. W konkursie rzutu oszczepem wystartował uczeń pierwszego oddziału Gimnazjum nr 2 w Mosinie – Filip Szczepański, który zajął bardzo dobre III miejsce. Do turnieju finałowego zakwalifikowało

się 17 gimnazjalistów z Wielkopolski. Filip był z nich najmłodszy. Po dwóch kolejkach nasz uczeń prowadził, ale ostatecznie zajął miejsce trzecie, z wynikiem 45,22 m. Jest to najlepszy wynik Filipa w tym roku i nowy rekord szkoły. Zwycięzca rywalizacji rzucił oszczepem na odległość 47,71 m. 9 maja odbyły się Powiatowe Mistrzostwa w Lekkiej Atletyce w Żerkowie. Uczniowie Gimnazjum nr 2 zajęli w niektórych konkurencjach wysokie miejsca: II miejsce w rzucie oszczepem Joanna Idziak, w tej samej konkurencji I miejsce Filip Szczepański, a III miejsce Grzegorz Kasprzak, III miejsce w skoku w dal Jakub Szypura, II miejsce sztafeta 4x100 m w składzie: Michał Urbaniak, Sebastian Walczak, Maciej Przymusiński, Patryk Wykner, III miejsce sztafeta szwedzka w składzie: Adam Krupa, Dawid Lubiński, Marcin Szczeszek, Jakub Szypura, Jakub Wojciechowski. Wszystkim medalistom gratulujemy i dziękujemy za trud, poświęcenie i zaangażowanie. Bardzo dziękuję panu Tomaszowi Potockiemu z firmy NEONET za zakup oszczepów, bez których chłopcy z gimnazjum nie mogliby rywalizować w zawodach, w tej konkurencji.

Sukces i porażka Michał Kleiber Kiedy powstaje ten artykuł Euro 2012 jeszcze trwa. W grze pozostały już tylko 4 zespoły: Niemcy, Hiszpania, Portugalia i Włochy. Bez względu na finał tej rywalizacji można już ocenić całą imprezę. Bez wątpienia Polska odniosła ogromny sukces organizacyjny. Wbrew ludziom wieszczącym kataklizm, w zasadzie wszystko przebiegało zgodnie z planem. Każdy, kto porusza się często po Polsce wie, że ostatnie 5 lat to niesamowity skok cywilizacyjny (lotniska, drogi). Mimo pewnych braków i mankamentów Polska bez dwóch zdań sprostała wyzwaniom. Najwspanialszy jednak spektakl stworzyli sami mieszkańcy. Europa jest zauroczona kulturą kraju, gościnnością Polaków. Sami zaś piłkarze nie mogą się nachwalić atmosfery stworzonej przez Polaków. Europa i świat wreszcie zobaczyły, że Polska, to nie zaścianek, że jesteśmy jak każdy inny kraj w rozwiniętej Europie (może tylko brakuje nam trochę optymizmu). Świat zobaczył, że w Polsce jest mnóstwo interesujących dla turystów zakątków. W kwestiach promocji udało się wykorzystać szansę w 100 %. Jest jednak w tym wszystkim i porażka. Dziś łatwo krytykować selekcjonera i piłkarzy, którzy niestety

zawiedli, a właśnie zwykłego, prostego sportowego sukcesu zabrakło, żeby ten turniej był całkowitym sukcesem. Nasza reprezentacja zagrała na miarę możliwości, przynajmniej pod wodzą takiego selekcjonera, jakiego mieliśmy. Franciszek Smuda miał szansę, jakiej długo nikt w Polsce miał nie będzie. Dostał czas, bo jako gospodarz nie musieliśmy grać o prawo występów w finałach Euro. Otrzymał kredyt zaufania od PZPN i większości kibiców. Został gospodarzem turnieju, poczynił zagraniczny zaciąg i koniec końców otrzymał prezent w postaci najsłabszej grupy w finałach. Żadna z drużyn z grupy Polaków nie doszła nawet do ½ finału. Selekcjoner nie sprostał wyzwaniu. Najwyższy czas na zatrudnienie specjalisty, który nie będzie uwikłany w środowisku, będzie potrafi ł zmotywować graczy, nie będzie obrażał swoimi wypowiedziami kibiców, zawodników i mediów. Pora na człowieka, który rozumie niuanse taktyczne. Trudno oprzeć się wrażeniu, że dla Franciszka Smudy taktyka to nie tyle samolot, co nawet prom kosmiczny. Całe jednak szczęście, że dla Polaków, zwykłych ludzi organizacja tak dużej imprezy to bułka z masłem, a gościnność to chleb powszedni, mają ją zwyczajnie w sobie.

Fot. 2 x M.Kilian

Ruszyła Liga na Orliku W maju ruszyła II Edycja Lig Piłki Nożnej Orlik. Do rozgrywek przystąpiło 9 drużyn z Poznania, Rogalinka, Mosiny i Krosinka. Mecze odbywają się we wtorki, środy i niedziele. Przez boiska Orlika przewija się blisko 150 osób w wieku od 18 do 50 roku życia. Liga działa dzięki zaangażowaniu i wsparciu animatorów boiska Orlik, Marcinów: Jakubowskiego i Lulki, Pana Bogdana Bernaciaka i Michała Kleibera (strona www i statystyki).

Tabela M.

Drużyna

Mecze

Punkty

Bramki

1

Old Boys Eleganci Mosina

6

15

28:11

2 3 4 5 6 7 8 9

Ałtsajder Elektro-Raf Green Team & CHO-OI KP 2001 Odrzykoza Rogalinek Ermont Mnogo TV Xawex Rogalinek

5 5 6 7 5 6 5 7

13 10 10 10 9 6 3 0

23:08 18:13 20:18 25:25 25:20 20:27 14:30 18:38

Najlepsi Strzelcy

www.ligaorlik.ligspace.pl

M.

Zawodnik/drużyna

Bramki

1 2 3 4 5

Jarek Maćkiewicz (Old Boys) Darek Masztalerz (KP 2011) Mateusz Michałowski (Odrzykoza) Mateusz Kieliszewski (Mnogo Tv) Szymon Drobiński (Green Team)

14 11 10 6 5

Podsumowanie rundy I W rozgrywkach pozostała jedna drużyna bez porażki – Ałtsajder, ta drużyna ma również najlepszą defensywę (8 straconych bramek w 5 spotkaniach). Najlepszym atakiem dysponuje drużyna Old Boys, w której bryluje weteran mosińskich boisk Jarek Maćkiewicz (14 trafień na koncie). Na wyróżnienie zasługuje także znakomita postawa bramkarza drużyny Green Team. U wszystkich występujących drużyn widać postęp w grze w każdej kolejce, co pozwala pozytywnie patrzeć na rozwój ligi. Ręcznik

Rozstrzygnięcie Konkursu Euro 2012 Najlepiej wyniki spotkań w fazie grupowej typował

Pan Roman Brogul. Wskazał trafnie zwycięzców 3 spotkań i wynik jednego meczu (remis Francji z Anglią 1:1). Otrzymuje NAGRODĘ – zaproszenie dla dwóch osób na kolację w Restauracji „Nad Starą Piwnicą”.

ul. Poznańska 7 62-050 Mosina tel. 61 8136 328 tel. kom. 603 080 849


16

Czas Mosiny 2 (5) czerwiec 2012

"Czas Mosiny" nr 2 (5) czerwiec 2012  

czasopismo Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Ziemi Mosińskiej

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you