Page 1

p

a

l

p

a b l

e

s

m l e s

i r a c e

m

i r a c

l e s i

u

b

l

Cyril Villain

c d

a

n

a

m

a c a l n

t

e

a

n

g


Neither a sensitive trespass nor a sweet provocation Virgin woman, a deit y floating over dogmas You share your visions with initiates, pagans The return of symbols, the liber t y of admiration given to ever yone No direction will be given, the way of reading individually coded You are made of the wood which feeds the flame of the altarpiece whose opening wings are adorned with questions. Prayers make humidit y form strange halos, The projections of a desire will caress you until our world grows old.

N i zmysłowa obraza, ni słodk a prowok acja K obieto – Dziewico, bóst wo płynące nad dogmatami Która obdar zasz wizjami wtajemniczonych i pogan Powrocie symboli, wolności zachwytu dana k ażdemu N ie będzie wyraźnej wsk azówk i, odcz ytanie k odem własnym Tyś z drewna k armiącego płomień na ołtar zu, któr y ot wiera swe ink rustowane pytaniami sk r z ydła. Modlit wy t wor zą z wilgoci dziwne aureole, Wizje pewnego pragnienia będą cię głask ać aż do starości naszego świata. Ni sensible offense, ni douce provocation Vi e rge fe m m e , i d o l e f l o tt a nte au - d e s s u s d e s d o g m e s Tu p a r t a g e s t e s v i s i o n s a u x i n i t i é s , a u x p a ï e n s Ju s t e r e t o u r d e s s y m b o l e s , l i b e r t é d ’a d m i r a t i o n d o n n é e à c h a c u n Aucune direction précise ne sera proposée, un mode de lecture individuellement codé Faite du bois nourrissant la f lamme d’un retable qui déplie ses ailes ornées de questions . Les prières de l’humidité fabriquent de curieuses auréoles, L e s p r o j e c t i o n s d ’u n d é s i r t e c a r e s s e r o n t j u s q u ’à l a s é n e s ce n ce d e n o t r e m o n d e .

3


4


5

Uczta iconoklastyczna - Festin iconoclaste - Iconoclastic Feast 200 x 130 cm


Liste des ingrédients : Saucisse de Silésie, Barch (soupe de betterave), Oscypek (fromage fumé de brebis), Zimne nozki (porc en gelée), Chalka (brioche tressée), Paprykarz (tapenade de poisson fumé au poivre), Miód pitny Kurpiowski (hydromel polonais), Vodka Zoladkowa Gorzka et Vodka Herbowa Gorzka à la cannelle. Préparation : La table sera dressée dans un entassement instable, voire glissant, devant un environnement alchimiquement chargé en cadmium. Sombre quiétude de l’Enfer contre estomacs glapissants. Le jour paraîtra annihilé par la nuit permanente et caloriphage. L’honnêteté des préparations primera face au talent surjoué et guindé d’un chef étoilé. L’ordre d’apparition des plats s’effectuera dans une interminable attente, engloutissant toute frénésie bacchanale. Tous les mélanges seront vivement conseillés. Les alcools liquoreux resteront de palliatifs libertinages, d’ultimes guerriers domestiques prompts à dissoudre la fougue des plus grands appétits. Les invités revêtiront le costume d’êtres fictionnels courbés de désirs multiples ou prostrés dans de superficielles méditations. Tous ces palais experts devant ce simulacre d’artifices mis en scène ne dissimuleront pas la nature de ce dîner, prétexte à la confusion. Il y aura des rencontres à la vision brouillée, à l’arrière goût de déjàvu et à l’amertume d’un rêve trop réel. Ne comptez pas digérer l’addition aisément sans garder quelques écœurements ; des refoulements uniquement provoqués par vos boulimies courtisanes.

Cyril Villain

6


7


Uczta ikonoklastyczna Składniki: Kiełbasa śląska, Barszcz, Oscypek, Zimne nóżki, Chałka, Paprykarz, Miód pitny Kurpiowski, Wódka Żołądkowa Gorzka i Wódka Herbowa Gorzka z Cynamonem. Sposób przyrządzenia: Stół nakryty będzie chwiejnym spiętrzeniem przechodzącym w alchemiczne nasycenie kadmem. Posępna cisza Piekieł przeciw burczącym brzuchom. Dzień unicestwiony nocą wieczną, kaloriożerną. Prostota posiłku przyćmi zmanierowany talent szefa kuchni. Kolejność dań odmierzona będzie nieskończonym oczekiwaniem, zabójczym dla dionizyjskiego szaleństwa. Gorąco zaleca się wszelkie możliwe połączena. Słodkie trunki pozostaną półśrodkiem rozpusty, ostatnimi wojownikami domu zdolnymi rozpuścić zapał największego nawet apetytu. Goście przywdzieją kostium postaci fikcyjnych, skrzywionych przez wielorakie pragnienia lub też wypalonych w płytkich medytacjach. Przed podniebieniami znawców, symulakra forteli nie ukryje jednak prawdziwej natury wieczerzy, źródła zamętu. Spotkają się, widząc przez mgłę, z posmakiem deja-vu i goryczy zbyt rzeczywistego snu. Nie liczcie państwo na łatwe strawienie rachunku bez pewnej dozy mdłości; owo cofnięcie to wyłącznie wasza bulimia uwiedzenia.

The Iconoclastic Feast Ingredients: Silesian sausages, Borscht (beetroot soup), Oscypek (smoked cheese of sheep milk), Zimne nozki (pork in jelly), Challah, Paprykarz Szczecinski (spicy fish paste), Miod Pitny Kurpiowski (mead), Vodka Zoladkowa Gorzka and Vodka Herbowa Gorzka with cinnamon. Preparation: The table will be laid in an unstable amassment shifting towards an alchemical cadmium-loaded ambiance. A dark silence of Hell against rumbling stomachs. The day will be annihilated by a permanent and calorivorous night. The meal’s simplicity will eclipse the arty talent of a celebrated chef. The appearance of consecutive dishes will take place in an endless wait, fatal to all bacchanal frenzy. All variations will be strongly recommended. Liqueurs will become debauchery palliatives, the last domestic warriors quick to dissolve the biggest appetite’s zest. The guests will put on costumes of fictional characters, twisted with multiple desires or exhausted with shallow meditations. The simulacrum of staged artifices will not deceive any expert palates as to the real nature of the supper, the source of confusion. There will be encounters with a blurred vision, the aftertaste of deja vu and bitterness of a dream too real. Do not count to digest the bill easily without certain degree of nausea; the repression will be caused exclusively by your bulimia of seduction.

8

Cyril Villain / trad. Monika Morawiec


9


G

ene z a Z obaczył swoją twarz Była naga

Il

I ze wstydu Przywdział maskę zwierzęcia Ze zgrozą zauważył Pełzające TY Było nagie I postanowił je przykryć

a vu son propre visage IlIl était nu

Honteux Il a mis un masque d’animal Horrifié il a vu Le TOI rampant C’était nu Et il s’est décidé À le couvrir Au début de tout

He

Na początku wszystkiego Był strach

Texte & trad. Monika Morawiec

saw his own face He It was naked

Shameful He put on a mask of animal In horror he saw The crawling YOU It was naked And he decided To cover it

In the beginning of everything There was fear 10


Geneza - Genèse - Genesis 100 x 81 cm

11


Si les eau x de la tentation montent ; Si tu es éje cté sur les ro chers glissant s d’exaltation, regarde vers l’étoile, invo que Marie ; Si tu es lancé sur les eau x du désir, emp orté par un ravissement humide, regarde vers l’étoile, invo que Marie. Lorsque tu as faim d’algues , soif de sel, désir de corps ; donne l’assaut à la chair de ton âme, regarde vers l’étoile, invo que Marie. Car au fond de l’o céan, Stella Maris te re ce vra sur le lit des eau x ave c le Sal Pêtre, et la mé duse, et l’anguille, et la pieuvre.

Jessica Aliaga Lavrijsen / trad. Monika Morawiec

12

Gwiazda Morza Jeśli podniosły się wody pokusy; Jesliś rzucony na śliskie skały uniesienia, wejrzyj na gwiazdę, wezwij Maryję; Jeśliś ciśnięty na wody pożądania, porwany przez poryw wilgotny, wejrzyj na gwiazdę, wezwij Maryję. Glodny traw m o r s k i c h , spragniony soli, lub pożądasz cieleśnie, zadaj gwałt ciału swej d u s z y , wejrzyj na gwiazdę, w e z w i j Maryję. Albowiem na dnie oceanu, Gwiazda M o r z a przyjmie cię na łożu wód z Saletrą, z meduzą, z węgorzem, i z ośmiornicą.


Gwiazda Morza - Stella Maris - Star of the Sea 100 x 81 cm

13


To nie takie oczywiste. Próbowaliśmy wszystkiego. Zasłoniliśmy lustra. Zatrzymaliśmy zegary. Wystawiliśmy ich nawet przez okno Pukając trzy razy w okiennicę. Byliśmy pragmatyczni. Byliśmy hojni. Wyekspediowaliśmy ich po królewsku.

Próbowaliśmy wszystkiego. Postawiliśmy fałszywe drogowskazy. Dla zachęty. Na drogę. A jednak wracają. Nie ufamy woźnicy. Widzieliśmy jak pije na rozstaju dróg. W każdym razie i tak kłamie jak z nut. To wcale nie jest oczywiste. Texte & trad. Monika Morawiec

Ce n’est pas évident. Nous avons couvert les miroirs. Nous avons arrêté les montres. Nous les avons même sortis par la fenêtre En tapant trois fois au volet. Nous étions pragmatiques. Nous étions généreux. Nous les avons expédiés comme des rois.

We have been pragmatic. We have been generous. We have sent them in the royal way.

Nous avons tout essayé. Nous avons mis des faux panneaux. Pour les encourager. Pour la route.

We have tried everything. We have put false roadsigns. To encourage them. To the way.

Pourtant ils retournent. Nous ne faisons pas confiance au conducteur. On l’a vu boire au carrefour des chemins. De toute façon il ment comme un arracheur de dents. Ce n’est pas évident du tout.

14

It is not obvious. We have covered windows. We have stopped clocks. We have even put them out through the window Knocking three times at the shutter.

And still they return. We don’t trust the driver. He was seen drinking at the crossroads. Anyway he is a born lier. It is not obvious at all.


Podr贸偶 - Voyage - Journey 100 x 81 cm

15


bras

Les comme du bois Oh malepeste, on sait quoi de la vie des puissants, en ce monde où tout va de traviole ? Ce siècle - pain, or et pistolet - n’a pas dix ans qu’il a déjà épuisé tous les atours de la vie… C’est un siècle ennuyeux, injuste et mortifère ! Il a couleur d’une carte American express, l’odeur rance d’un faux russe, fou de rien mais vrai larron, la texture d’une peau de vioque milliardaire, la matière blanche en bandoulière à l’affût de son héritière pute hâtive, la saveur de wags sans leurs habs en goguette gastro à la Tour Silver, la musicalité d’un klaxon de 4x4 après une chasse boucherie dans le parc Kruger… C’est un siècle, attendez… un siècle de fouteurs ! Fouteurs de quoi, j’en sais foutre rien mais, j’te le dis ce numéro 6 c’est une calamité. Calamité ? Calamity nothing… Le pain, les jeux, la coke, ça fait même plus bander un pendu de dead zone! Payés diamant sur canapé à rien branler d’autre que de se comparer le riquiqui aux vestiaires… Fiiiiils de tupes ! Tiens à propos de diamant, ça tombait bien, tout là-bas dans les terres australes d’Afrique… On te vendait un exotisme de pacotille à côté des mines immondes des De Beers et consorts… Soccer City en mode Sudiste, même pas la cavalerie à la fin, mais 22 tristes connards qui tentaient d’éviter au maximum le ballon… Feintes archi resucées, à la gagne comme à la triche, nos dieux du stade en mode automatique, gestuelle empruntée et grève du pénalty… ils seraient même capables d’ôter l’envie de taper un carton aux gamins des favelas ! Souvenez-vous, c’était il y a quelque mois, quelques années, quelques siècles. Soweto ressemblait à un parc d’attraction repeint au couleur du pied balle. En attente d’une consécration africaine qui devait (comme une obligation alimentaire) venir de ce sport de nymphettes ! Putain, ce que c’était affligeant : la fierté noire, ce n’était donc pas l’hagiographie de Lumumba, la rage de Mohamed Ali ou les rêves de Martin Luther King mais une merde d’équipe de foot… Allons donc, pour la revanche des humiliés, on repasserait dans cent ans. Côté société, Mandela, depuis le temps, sucrait dangereusement les fraises tandis que Jacob Zuzu jouait du vuvuzela façon manicordion… La polygamie des mœurs présidentielles ne faisait pas trop mouiller déesse Europe qui avait la chair bien triste depuis que la crise vigoureuse d’anglosphère s’invitait dans les chaumières… Et même pas un bon boer raciste à conspuer. Eugène TerreBlanche n’avait p’us besoin de compter ses abattis, ce pauvre con de facho s’était fait trouer la couenne à la grenaille 12-12… Mon pauvre Gégène, la reconnaissance du ventre, ça se perdait, « tes nègres » n’avaient rien compris ! Tu leur avais appris comment courber l’échine et ils t’avaient collé au peloton. Ah maleguigne, petit père, l’Afrique du Sud, c’était le has-been du has-been ! Blague à part, en était-il encore sur ce continent pour rêver d’un ailleurs souhaitable ? Des sales minots en culotte de Savorgnan à te mimer Pritchard pendant qu’Evans et Brazza s’affinaient des têtes de conspirateurs… J’te raconte pas la moue des explorateurs face à cet horizon de carottes bien cuites. On ferait un procès à Milou-collabo et à ce pédé de Tintin-tafiole plus tard. Mais faut bien admettre, en attendant mes gavroches, y’avait plus la moindre terre vierge à reconnaître : tout était là sous nos yeux et c‘était bien maigre… Souvenez-vous, c’était hier. Le monde, au fond du ruisseau, le nez dans la mouise et les bras en croix. Pas même une virginale apparition, pour nous réveiller la plume ankylosée par le manque de croisière. Ouaibe aidant, la vitesse, voilà ce qui primait. La vitesse avec laquelle, on se gargarisait d’inutile, de vain, de vide… La vitesse où comment on surfait d’un article indigent à un commentaire stérile… La vitesse de la stupidité ambiante était proprement hallucinante… Plus rapide ça n’aurait pas été possible, la connerie serait devenue une nouvelle unité de mesure… Imaginez qu’on ait été obligé de dire : cette comète dépasse la connerie de la lumière ! Cela n’aurait été sympa ni pour la comète ni pour la lumière. Souvenez-vous, c’est maintenant et pourtant, c‘est déjà passé. Les jeux sont faits. La farine est levée. Le pain est croustillant même si gavé de charançons… Il est l’heure de filer. Je me souviens… c’est demain, c’est jamais, c’est peut-être… Un beau matin, je partirais quelque part. Pour copier la mode rimbaldienne, j’aurais un sac à dos idéal sur le paletot. Dans mes fontes imaginaires, il y aurait une bouteille

16

de vin de palme, un disque de Coltrane, un livre de Dongala et la reproduction d’un tableau ami… J’irais certainement me planter au confluent des rivières Mbomou et Uele sur le fleuve Oubangui, d’une part car j’ai toujours aimé le nom de ce fleuve et de l’autre parce que ça semblera bien comme endroit pour un nouveau départ. D’ailleurs, il y aurait un but à la mission : slamer ! Oui, slamer une complainte médiévale et absurde en guise de testament au chant des crocodiles… C’est l’heure. L’heure de la fuite enchantée. Aux percus, une horde d’hippopotame en rut. A l’harmonica, le blues triste d’un bec en sabot. A la basse, la bande des crapauds buffles de la mare d’à côté… et au triangle, mon Dieu au triangle… Désolé, je n’ai pas d’idée pour le triangle. Mais pour le slam, enfin, cette poésie à peine chantonnée, enfin ce texte en prose pas si rythmé, enfin cette chanson pas du tout posée… Ah ménestrel, cette balade elle s’inspire du tableau que je possède. Celui que j’admire en ce moment-même. Ici-même, tardi-vement… en cette foreste qui suinte la tropicalité par toutes ses nervures… sur les rives de l’Oubangui… En Afrique. Onques oyez, oyez Messieurs, Mesdames, écoutez cette complainte immense qui commence comme un soufflet : Face à l’eau glauque, la Reine Charlotte était en pleurs, plus échevelée qu’une paysanne, les habits totalement défaits. Les bras pendant le long du corps, elle regardait son Roi se saigner les quatre veines : - Mais Petit Roi tu te vides… Tu saignes atrocement. Oh petit roi misère que puis je faire pour ton aide ? Ô mon roitelet, maldehez ait qui m’engendra pareilleor dolor, j’ai les bras comme de bois. Petit Roi, c’est la fin… Petit roi, c’est la mouise. Vois le bout du chemin fangeux ! Pas moyen de traverser… Ce fleuve nauséabond nous gâche la perspective. Entends-tu Petit Roi ? Entends-tu ? Elle vient de loin… du terminus Géhenne, sur son charriot amer, cette grande folle de parques et ses cohortes de gueux… La pendarde malemort qui avance ses arpions avec ses roues faucilles crissant de mille enfers… Ô mon Roitelet, maldehez ait qui m’engendra pareilleor dolor, j’ai les bras comme de bois. La voilà donc la mort et sa face de carême. La camarde… Maudite vilaine fripouille ! Et nous comme cernés par le fleuve. Ce grand fleuve immobile, cet étrange océan où règnent d’affreux reptiles aux larmes de croquemitaine… Par la malemort, Petit Roi, ne compte pas sur moi pour nous sauver la mise… Déjà j’en suis rendu aux pires extrêmes : je colle à ton souvenir… Car, il est trop tard. Oh, certes, j’aurais voulu encore aimer ta mâle vigueur et tes humeurs célestes... Mais, la peur me tétanise le minou… et mes membres sont roides comme la glace… Et puis, Petit roi… tu saignes ! Ô mon Roitelet, maldehez ait qui m’engendra pareilleor dolor, j’ai les bras comme de bois. Ma Reine cela suffit dit le Roi dans un souffle. Faut pas pousser mémère dans les orties en fleur. D’accord, tu ne l’aimes guère ma couronne. Je le concède bien volontiers, ses épines sont lourdes à porter. Mais ne va surtout pas te mettre martel en tête : mépriser tes longs bras ne nous avancera pas. « Abastanzza ma Reine » répéta le Roitelet dans une langue inconnue… Couche-moi dans le fleuve et viens donc, rejoins-moi, en bras, en brasse, embrasse-moi… Si tu dis vrai, tes bras sont donc faits comme de bois… Onques, apprenez ma Reine, ma domnizelle, il se trouve que bois sur le fleuve, nage comme flûte en manœuvre. Sitôt dit sitôt fait… La reine fit la planche… Ainsi le Roi de Tombouct grâce aux bras comme de bois de la reine Charlotte put échapper à une mort certaine en l’an de grâce Super 8 et traverser les deux rives de l’Oubangui, fleuve qui soit dit en passant ne charrie pas grand-chose… Ils furent heureux et eurent tout plein d’enfants. Trop même. Si bien que plus tard, la reine imposa au roi une vasectomie, qu’il accepta à contrecœur car il s’était entretemps converti au catholicisme. Happy-end… Sauf que… Pendant que j’écrivais ces lignes, la connerie dans le monde ( il faut bien l’avouer, ce texte n‘a guère aidé) a encore gagné des points. Elle est plus véloce que jamais. Bientôt, elle sera même capable de dépasser en hyper-propulsion le Millenium Condor… Ceci n’ayant rien à voir avec cela, pour conclure disons simplement : « en attendant, s’il traîne de la graisse de zébu sur les étals, vendez, vendez la bosse… » Cyrille Le Déaut


Ręce Jak Drewno - Les bras comme du bois - Arms like wood 100 x 81 cm

17


A

rms like wood

Lackaday, what do we know about life of the mighty, in this world where everything goes wrong? This century – bread, gold, gun – barely ten years old and it has already exhausted all the finery of life… This century is dull, unjust and lethal. The American express colour and a rancid stench of a false Russian, a real immovable scoundrel, the skin texture of an old multimillionaire, folds of white stuff, in pursuit of his harried bitch heiress, the taste of wags without their habs on an outing to the Silver Tower, the music of an off-road horn after a bloody hunting in the Kruger Park. It’s a century, wait… a century of fuckers! Fuckers of what, have no fucking idea, but I tell you, number 6 was a calamity. Calamity? Calamity nothing… Bread, games and coke, it gives no hard-on even to a hangman from the dead zone! A bed in a five-diamond hotel for comparing your dick in the locker room… Ssssons of the bitch! Listen, talking about diamonds, quite a luck, here in the South of Africa… they sold you an exotic junk next to the filthy mines of de Beers and consorts… Soccer City in the secessionist style, not even a cavalry at the end, but 22 assholes who did their best to miss the ball… Stock faints, our stadium gods in automatic mode, theatrical movements and penalty strike… they could encourage shantytown kids to kick themselves in the teeth! Do you remember, it happened a few months, a few years, a few centuries ago. Soweto resembled an amusement park repainted into football. Waiting for the African consecration that was supposed to come (as alimony) from this nymphet sport! Damn it, that was pathetic: black pride happened not to be Lumumba’s hagiography, Mohamed Ali’s rage or Martin Luther King’s dreams, but a fucking football team… Ok then, a return match of the humiliated, we’ll come over in a hundred years. As to the society, since then, Mandela has greyed dangerously while Jacob Zuzu was playing vuvuzela as a clavichord… The polygamy of presidential customs didn’t make goddess Europe wet, she was cooled down by the crisis, which vigorously introduced itself in the Anglo sphere cottages… Not even a Boer racist to boo. Eugene Terre-Blanche doesn’t have to count his limbs any more, the fascist jackass got his pigskin pierced with a 12-12 lead shot … Poor Gene, stomach gratefulness was lost, “your niggards” understood nothing! You taught them how to bend their backs, they treated you with a firing squad. Oh, pa, South Africa is the past of the past! Jokes apart, what was still there on this continent to dream about a new one? Dirty lads in Savognan pants imitating Pritchard while Evans and Brazza got the look of plotters… I won’t even mention the explorers’ pout when realising that their game was up. You could later sue Milou, the collaborator and this queer Tintin. But it should be admitted, when waiting for my gavroches, there wasn’t a slightest virgin land to identify: all was there before our eyes, and it was scarce… Try to remember, it was yesterday. People at the bottom, noses at the grindstone and arms on the cross. No virginal apparition to wake up the frozen pen. What ruled was the helpful web and speed. The speed with which we revelled in the useless, in the vain, the void… The speed with which we surfed from a miserable article to a sterile commentary… The speed of prevailing stupidity was literally mind-blowing… It couldn’t be faster, nonsense would have to become the new measurement unit… Imagine we said, “This comet exceeds the nonsense of light! It wouldn’t be nice neither to the comet nor light. Try to remember, it is now and yet it is already the past. The dice are cast. The flour is rising. The bread is crunchy even if it swarms with weevils… It is time to get lost. I remember… it’s tomorrow, it’s never, and perhaps it is… One beautiful morning I will leave. Copying Rimbaud, I’ll put a rucksack on a coat. In my imaginary bundle there will be a bottle of palm wine, Coltrane’s disc, Dongala’s book and a reproduction of one of my friends’ paintings…

18

I will certainly settle at the confluence of the Mbomou and Uele Rivers, at the Ubangi River; on one hand because I’ve always liked the name, on the other, because it seems a perfect starting point. Besides, the mission will have an aim – a slam! Yes, a slam of an absurd medieval complaint, disguised as a testament to the crocodile song… It is time. It’s time for a magic flight. On drums, a pod of hippopotamuses in rut. On harmonica, a shoebill’s sad blues. On bass, a group of cane toads from the nearby pool… and on triangle, my God, on triangle… Sorry, no idea for the triangle. But coming back to the slam, the poetry barely hummed, the text in prose without excessive rhythm, the song by no means quiet… Oh minstrel, this ballad is inspired by a painting I own… The one I’m admiring at this very moment. Here, at this late hour… in the forest oozing tropicality by all its leeks… at the Ubangi River. Hear ye, hear ye Messieurs, Mesdames, lend your ear to this grand complaint which begins as a blow: At murky waters, Queen Charlotte stood in a flood of tears, tousled like a peasant, her attire all dishevelled. Her arms hang along her body, she was looking at her King in a pool of blood, “But my Little King, your veins are open… You are bleeding dreadfully. O my miserable King, I pray thee, say how can I come to your aid?” “O min king, wae to him that did the wrang to me, my arms are like wood. Little King, it is the end… it is our perdition. I see the end of the miry path! There is no way to cross…. This fetid river spoils our prospects. Can you hear, King? Can you hear? She comes from afar… from the ends of Gehenna, in her hideous chariot, this mad Parca with her villain cohorts… Wretched Morta advances through and her sickle wheels grate as hell…” “O min king, wae to him that did the wrang to me, my arms are like wood.” “Here she is, the hollow – cheeked death. Grim Reaper… the cursed mischief-maker! And the river encircles us. This big motionless river, this strange ocean where reign horrible reptiles shedding crocodile tears… By Morta, Little King, do not count on me to save our skin… I yield to the worst and take your memory with me… For it is too late. Oh, how I’d prefer enjoy your male vigour and your celestial humours… But fear paralyses my pussy… and my limbs go stiff as a board…” “And you, Little King… are bleeding!” “O min king, wae to him that did the wrang to me, my arms are like wood.” “My Queen, enough,” whispered the King. “Don’t make a molehill out of Muhammad. Right, you love not my crown. I concede it wilfully, its thorns are heavy to carry. Just don’t hammer it into your head: cursing your long arms will lead us nowhere. Abastanzza, my Queen,” repeated the King in an unknown language… “Put me into the river and join me, we will suffer no harm… harm… arm… If it’s true, your arms resemble wood… Hear ye, correct me if I’m wrong, my lady, it happens that wood floats as a Dutch fluyt.” In this way, in the year of grace Super 8, the King of Timbuktu, thanks to Queen Charlotte’s wooden arms, escaped sure death and crossed two tributaries of the Ubangi River, where there are no ships that pass in the night… They lived happily ever after and had many children. Even too many. That’s why after some time the Queen imposed a vasectomy on the King, which he accepted reluctantly because he had converted to Catholicism in the meantime. Happy end… However… When writing these words, the world’s nonsense has scored more points (and, it should be admitted, this text fixed nothing). It has never been more mobile. With its hyper-drive it will soon exceed the speed of Millenium Condor … As one has little to do with the other, let’s just conclude briefly, “If zebu grease drips from the butcher’s block, just sell the hump”. trad. Monika Morawiec


R

ece jak drewno ,

Wszystkie łzy mego ciała Do diaska, co wiadomo o życiu możnych tego świata, tu, gdzie wszystko idzie na opak? Nasze stulecie – chleb, złoto, pistolet – ledwie przekroczyło dekadę, a już wyczerpało całe piękno życia… Ten wiek jest znudzony, stronniczy i zabójczy! Ma kolor karty American Express i jełki odór fałszywego Rosjanina; prawdziwy łotr, zero sentymentów, cera starego miliardera, białe fałdy obwisłej skóry. Czaty na puszczalską spadkobierczynię, typ panienek sportowców na babskim wypadzie do Tour Silver, klakson terenowca po krwawym polowaniu w parku Krugera… To wiek, poczekajcie… wiek jebańców! Jebańców czego dokładnie, pierdolę, tego nie wiem, ale mówiłem ci, numer 6 to porażka. Calamity co? Calamity nothing… Chleb, igrzyska, cola, to już nawet nie kręci wisielca z dead zone! Wypłacalność w łóżku za porównywanie w szatni klejnotów rodzinnych. Sssssukinkoty! Słuchaj, a propos klejnotów, dobrze się złożyło, tu na południu Afryki… Sprzedali ci tanią egzotykę tuż przy brudnych kopalniach diamentów De Beersa i spółki… Soccer City w stylu konfederatów, tylko zamiast kawalerii, 22 żałosnych dupków, którzy starali się omijać piłkę z daleka… Uniki arcyoklepane, nasi bogowie boiska przełączeni na pilota automatycznego, teatralne ruchy i strajk karnych… oni mogliby obrzydzić grę w klasy dzieciakom ze slamsów! Pamiętacie, to było kilka miesięcy, kilka lat, kilka wieków temu. Soweto przypominało wtedy wesołe miasteczko przemalowane na futbolowo. Oczekiwanie na błogosławieństwo Afryki, które miało (niczym alimenty) wyjść z tego sportu dla nimfetek! Cholera, to było żałosne: więc duma czarnych to nie hagiografia Lumumby, pasja Mohameda Ali czy marzenia Martina Luther Kinga, tylko gówniana drużyna piłkarska… Dobra, chodźmy, będzie rewanż upokorzonych, wpadniemy za sto lat. Co do społeczeństwa, od tego czasu Mandela niebezpiecznie się posunął, a Jacob Zuzu zaczął grać na wuwuzeli jak na klawikordzie… Poligamia zwyczajów prezydenckich nie bardzo podniecała boginię Europę, ostudził ją kryzys, który ochoczo wprowadzał się pod strzechy anglosfery… I nie można nawet porządnie zelżyć rasistowskiego bura. Eugene Terre-Blanche nie musi już sprawdzać, czy jest cały i zdrowy, faszystowki dupek dał sobie przedziurawić słoninę śrutem 12/12… Biedny Gieniu, wdzięczność brzucha mija, „twoi murzyni” nic nie zrozumieli! Ty ich nauczyłeś jak sobie zgarbić kręgosłup, oni potraktowali ciebie plutonem egzekucyjnym. Och, ojczulku, RPA jest passée! Żarty na bok, co było jeszcze na tym kontynencie, żeby marzyć o innym? Brudne szczyle w gaciach Savognana imitujący Pritcharda, podczas gdy Evans i Brazza dorobili się gęby spiskowców… Nie wspomnę nawet, jaki wyraz twarzy mieli odkrywcy na widok swojej poobiedniej musztardy. Możnaby za to wytoczyć proces kolaborantowi Milou i homosiowi Tintin. Ale, w oczekiwaniu na moich gawroszów, trzeba przyznać, że nie zostało nawet ciuty ziemi dziewiczej do oflagowania: wszystko pod nosem, w dodatku nie za dużo… Przypomnijcie sobie, to było wczoraj. Ludzie na dnie, nóż na gardle, ręce na krzyżu. Żadnego cudu maryjnego, żeby ożywić nam zastygłe pióro. Pomocny web, prędkość, oto co było górą. Prędkość, z jaką upajaliśmy się badziewiem, pustotą… prędkość, z jaką serfowaliśmy od słabego artykułu do sterylnego komentarza… prędkość wszechotaczającgo kretynizmu była dosłownie obłędna… szybciej już by się nie dało, głupota musiałaby stać się nową jednostką miary… Wyobraźcie sobie, trzebaby mówić: ta kometa przekracza głupotę światła! Nie byłoby to miłe ani dla komety, ani światła. Przypomnijcie sobie, dzieje się to teraz, a jednak należy już do przeszłości. Kości zostały rzucone. Mąka już rośnie. Chleb jest chrupiący, acz roi się od wołków … Czas się zmyć.

19

Przypominam sobie… to jutro, nigdy, może… Pewnego pięknego poranka odejdę. Idąc tropem rimbodiańskim założę plecak na palto. W moim wymyślonym tobole będzie butelka wina palmowego, płyta Coltrana, książka Dongali i reprodukcja obrazu przyjaciela…

Zakotwiczę się z pewnością przy zbiegu rzek Mbomou i Uele, u brzegu Oubangui, z jednej strony dlatego, że zawsze podobała mi się nazwa, z drugiej, bo to świetne miejsce na nowy początek. Poza tym, misja miałaby też swój cel: recytatyw! Tak, recytatyw skargi, średniowieczny i absurdalny, na kształt testamentu dla śpiewu krokodyli … Już czas. Czas zmyć się z seraju. Przy perkusji stado hipopotamów w rui. Na harmonijce smutny blues trzewikodzioba. Na basie grupa ropuch z pobliskiego bajora… a na trójkącie, mój Boże, na trójkącie… Przykro mi, nie mam pomysłu na trójkąt. Wracając jednak do recytatywu, poezji ledwie co nuconej, tekstu prozą bez zbytniego rytmu, pieśni bynajmniej nie sielskiej… Minstrelu, oto ballada inspirowana obrazem, jaki znajduje się w moim posiadaniu. Podziwiam go w tej własnie chwili. Tu, o późnej porze… w lesie, który ocieka tropikiem wszystkimi porami… nad dopływami rzeki Oubangui… W Afryce. Słuchajcie, słuchajcie, Panowie i Panie, usłyszcie skargę wielką, której początek niczym policzek wymierzony: Przy mętnej wodzie, królowa Charlotta we łzach cała, rozczochrana niczym wieśniaczka, suknia jej całkiem rozpięta. Ręce opuszczone, widzi jak jej Król od krwi odchodzi: Ależ Królu Złoty, ty się wykrwawiasz okrutnie. O nieszczęsny, jakże mam ci pomóc? Mój Króliczku, przeklęty ów, kto boleść taką mi zadaje, ręce moje jak drewno. Królu Złoty, oto i koniec. Królu Złoty, oto i sromota. Zobacz, koniec drogi błotnistej! Przejść nie da rady… Rzeka obmierzła psuje nam perspektywy. Słyszysz, Królu Złoty? Słyszysz? Oto ona, przybywa z daleka… z krańców Gehenny, na szkaradnym powozie; obłąkana parka z żebraczymi hufcami. Łajdacza Morta kroczy naprzód, jej koła sierpowe zgrzytają piekielnie… Mój Króliczku, przeklęty ów, kto boleść taką mi zadaje, ręce moje jak drewno. Oto i śmierć z twarzą trumienną. Kostucha… Przeklęta łotrowska nędznica! A my osaczeni przez rzekę. Wielką nieruchomą rzekę, dziwny ocean, gdzie królują straszne krokodyle gady… Na mortycję, Królu Złoty, nie licz, ze uratuję nam skórę… Najgorsze nadeszło: twój obraz zabieram ze sobą… Już za późno. O, tak, wolałabym cieszyć się jeszcze twą męską siłą i niebieskimi twymi humorami… Strach paraliżuje mi cipkę… a członki sztywnieją na kość… A ty, Królu Złoty… ty krwawisz! Mój Króliczku, przeklęty ów, kto boleść taką mi zadaje, ręce moje jak drewno. Królowo, wystarczy, wyszeptał Król. Po cóż te widły w stogu siana. W porządku, nie kochasz wcale mej korony. Składam ją chętnie, jej kolce ciążą przy noszeniu. Tylko nie wbij jej sobie do głowy: pogarda dla twych rąk długich nic nie wskóra. „Abastanzza, Królowo” powtórzył Król w nieznanym języku… Połóż mnie w rzece i dołącz też do mnie, a ręcze, że… ręce… Jeśli mówisz prawdę, ręce masz jak drewno… Hola, oświeć mnie Królowo mościo, czyż drewno na rzece nie płynie jak fluit na manewrach? Jak powiedział, tak zrobił… Królowa służyła za kłodę. I tak też król Timbuktu, dzięki drewnianym rękom królowej Charlotty, w roku pańskim Super 8 uniknął pewnej śmierci i przepłynął dwa dopływy Oubangui, rzeki do której niedorzecznie nie wchodzi się dwa razy… Żyli długo i szczęśliwie, i mieli dużo dzieci. Nawet za dużo. Dlatego też później królowa wymusiła na królu wasektomię, na którą zgodził się z ciężkim sercem, gdyż w międzyczasie nawrócił się był na katolicyzm. Happy end… Tylko, że… Gdy pisałem te słowa, głupota na świecie (a trzeba przyznać, tekst ów bynajmniej nie dopomógł) zdobyła kolejne punkty. Stała się nawet bardziej lotna. Niedługo swoim hipernapędem prześcignie Sokoła Millenium… Między jednym a drugim brak zupełnie związku, podsumujmy więc krótko: „a tymczasem, jeśli stół rzeźniczy ocieka tłuszczem zebu, sprzedajcie, sprzedajcie garb…”

Cyrille Le Déaut / trad. Monika Morawiec


E carter les rideau x , rep ousser les chimères ,

le corps comme les restant s du repas de la veille oxydés , raidis , étonnamment encore tiè des .

R ep ousser les rideau x , é carter les chimères ,

faire disparaître son ventre et les laisser faire. Au-dessus d’eu x , susp endre un regard p our seul é vangile.

To open the curtains, to cast off the chimeras The body as leftovers of yestarday’s meal stale, stiff, still surprisingly lukewarm.

Rozsunąć zasłony, odepchnąć chimery, ciało jak resztki po wczorajszym posiłku zwietrzałe, stężałe, o dziwo wciąż letnie.

To cast off the curtains, to open the chimeras Make her belly disappear and let them go. Above them suspend the regard of the unique gospel.

Odepchnąć zasłony, rozsunąć chimery, Niech zniknie jej brzuch, nie stawiać im przeszkód. Zawiesić nad nimi spojrzenie jedynej ewangelii.

Alain Pichlak / trad. Monika Morawiec

20


Wojna PĹ‚ci - Guerre des sexes - Battle of the Sexes 100 x 81 cm

21


LÉGENDE

LEGEND

LEGENDA

La brûlure n’est plus qu’une couleur Une couleur qui ne signifie rien.

The burning is only a colour now A colour with no significance.

Oparzenie jest już tylko kolorem Kolorem, który nie znaczy nic.

She had it on her lips and it was salt She had it on her belly and it was a bird.

Miała je na ustach i była to sól Miala je na brzuchu i był to ptak.

At present, on the oval of her shoulder there’ s a burning kiss of her last shelter.

Teraz, Na krzywiźnie ramienia palący pocałunek jej ostatniego schronienia.

Elle l’avait sur les lèvres et c’était du sel Elle l’avait sur le ventre et c’était un oiseau. A présent, sur l’ovale de son épaule c’est le baiser brûlant de son dernier abri.

Alain Pichlak / trad. Monika Morawiec

C’est en essayant d’oublier que je me suis perdu. Parti dans une direction que mon cerveau n’avait pas envisagée. Mes yeux se sont révulsés pendant quelques secondes avant de reprendre leur orbite. Ma tête aussi a exécuté quelques mouvements de gauche à droite, mais je n’ai rien senti véritablement. Du bleu a coulé de mes paupières. J’avais du rouge en bouche. Face à moi s’étendait la fille, jambes écartées, pubis à usage privé. Sur elle descendaient mes couleurs, inscrivant en mauve sa peau d’envies épidermiques. Rien n’était prévu et quand elle m’a attirée à elle, j’ai esquissé un soupir qu’elle interpréta à sa façon. Me lâchant le bras elle descendit la tête vers mon sexe, qu’elle prit en bouche de longues heures durant. Otage de ses cheveux, je renonçai. J’ai tenté de prononcer un mot, deux. Rien ne sortit. Elle me travaillait au corps. Elle est remontée se poser contre moi, avant de me chevaucher à l’envers. Je restai muet. J’aurais pu prononcer son prénom ou un autre, j’aurais pu l’étreindre un instant, lui caresser les hanches. Aucune de mes tentatives ne pouvait aboutir. Ma tête ne contrôlait plus mon corps qui ne répondait qu’au sien. Je n’ai pas compté les heures. Je n’ai pas compté la salive. Je me suis endormi muet. Elle m’a regardé, la main posée sur mon sexe en sang. Frédéric Bourgeois / trad. Monika Morawiec

22

I lost myself when trying to forget. Departed into the direction that my mind had not envisaged. My eyes rolled upwards for a few seconds before they came back to their orbit. My head also shook several times from left to right but I didn’t really feel anything. Blue flew from my eyelids. There was red in my mouth. In front of me a girl was sprawling, her legs spread, her pubis for private use. My coulours descended on her, engraving her skin in purple with epidermal desires. Nothing was planned and when she pulled me towards herself I let out a slight sigh which she interpreted in her own way. Letting go of my arm she lowered her head to my sex, which she took for long hours into her mouth. I yielded, held hostage by her hair. I tried to let out a word, two. Nothing came out. She worked on my body. She came up back again to lie down next to me and then, turned back, she sat astride me. I was struck dumb. I could have pronounced her name or a different one, I could have embraced her at one point, caressed her hips. None of my attempts could come to anything. My head didn’t control my body any more, it responded only to hers. I didn’t count the hours. I didn’t count the saliva. I fell asleep silent. She looked at me, her hand laid on my sex in blood.

Próbując zapomnieć zgubiłem się. Wyruszyłem w kierunku, którego nie przewidział mój umysł. Oczy wywróciły mi się na kilka sekund zanim znalazły swą orbitę. Moja głowa również wykonała kilka ruchów z lewej na prawą, ale tak naprawdę nic nie poczułem. Z moich powiek wypłynął błękit. Usta wypełniała mi czerwień. Naprzeciw mnie rozciągała się dziewczyna, jej nogi rozłożone, wzgórek łonowy do użytku prywatnego. Moje kolory spływały na nią, liliowo wpisując w jej ciało naskórkowe pragnienia. Wszystko działo się bez planu. Kiedy przyciągnęła mnie do siebie, wydałem lekkie westchnienie, zinterpetowała je na swój sposób. Puszczając moje ramię zniżyła głowę w kierunku członka i wzięła go w usta na długie godziny. Poddałem się, byłem zakładnikiem jej włosów. Próbowałem wymówic słowo, dwa. Nie wydałem żadnego dźwięku. Pracowała nad moim ciałem. Położyła się obok mnie, a potem odwrócona, dosiadła mnie na okrak. Głos uwiązł mi w gardle. Możliwe, że chciałem wymówić jej, lub inne, imię, być może w pewnym momencie chciałem ją objąć, pogłaskać jej biodra. Żadna z moich prób nie mogła się powieść. Moja głowa nie panowała nad ciałem, ono słuchało tylko jej ciała. Nie liczyłem godzin. Nie liczyłem śliny. Zasnąłem bez słowa. Spojrzała na mnie, jej ręka leżała na mym krwawiącym członku.


Ocalona - SauvĂŠe - The Saved One 100 x 81 cm

23


Notre-Dame de la Nostalgie supporte le poids d’un siècle d’ennui, une lente sieste sans fin, Chapelet des secrets déchirés, le pot aux roses flétries, enrubannées de funérailles en grandes pompes, Apostolat de la soumission couronnée, satisfaction oisive mais créatrice de désirs, Caverne nasale illuminée d’extrêmes onctions, résonnant de clochettes embrumées. Feu sacré de l’hystérie convergente, appât païen toujours prêt à prendre, Aucune remise en question de ceux qui caressent le fétiche dans le sens du voile, Point de passades, ce cantique tourne en bouche, la répétition n’est plus perçue, Fourmillement des amertumes confinées, varice débordante moulée dans son bas, fatale.

Our Lady of Longing supports the weight of a century of boredom, a long siesta without end, The rosary of broken mysteries, a pot of withered roses, ribboned with pompous funerals, Apostolate of crowned submission, idle satisfaction engendering desires, Nasal cavity illuminated with extreme unction, resounding with hoarse bells, Holy fire of convergent hysteria, pagan bait always ready to take, No calling into question, from those who oil their fetish, No flirts, the canticle turns in the mouth, a repetition goes unperceived, Confined bitterness swarms in multitudes, the bursting varicose vein moulded into a stocking, fatal.

24

Matka Boska Nostalgii podtrzymuje ciężar wieku nudy, przeciągłej siesty bez końca, Różaniec zerwanych tajemnic, wazon zwiędłych róż, przewiązanych nadętymi pogrzebami, Apostolat ukoronowanej uległości, bezczynny dosyt, który stwarza pragnienia, Jama nosowa, oświecona ostatnim namaszczeniem, rezonuje od zachrypłych dzwonków. Święty ogień zbieżnych histeri, pogańska przynęta zawsze gotowa na wzięcie, Nie poddadzą w wątpliwość ci, co swój fetysz głaszczą z włosem, Żadnych miłostek, pieśń nabożna obraca się w ustach, powtórka przechodzi niezauważalnie, Rój uwięzionych goryczy, pękaty żylak wepchnięty w pończochę, zabójcze.

Cyril Villain / trad. Monika Morawiec


Wniebowzięcie - Assomption - Assumption - 100 x 81 cm

25


Monologue de l’icône Un jour de décembre, tandis que la froidure s’emparait de la ville, quelques jeunes bobos pavoisaient devant moi : « Vous avez vu, c’est une peinture si… Caramba, quelle extase… Cette image à elle seule est la preuve du sacré… L’affirmation transsubstantiée que le peintre seul est à même de comprendre le mystère divin… Y’ a même pas à discuter. Dieu était féminin… Il n’y a pas à tergiverser, le type qui a peint ça était pop-art sans le savoir… » Et là, j’avais envie de lui dire « ferme ta boite, jeune branleur ! » Parce que… récemment, mon statut d’icône (des jeunes) a pâli… Des siècles durant, j’avais pourtant eu droit aux honneurs des aficionados du courant tétée-iste. Récemment encore, à l’orée des sixties flamboyantes, j’étais toujours la chouchoute des mecs qui n’avaient pas encore accès au

26

Walhalla du ouaibe : pépés siliconées et chibres turgescents, les « han » et les « ho » en version dolby stéréo… Ah ce que l’industrie du porno a révolutionné la vie des critiques d’art… Les manufactures ès rotondité ont fait de florès dans le business du stupre facile, d’autant plus facile que ce monde n’a plus de goût avéré pour les petits artisans d’antan ! Pendant ce temps, mon aura diminuait… lentement mais sûrement. Les grommeleux de la paluche qui des ères durant vivaient la confesse comme une corvée de patates, ceux-là même qui m’avaient encensée pour les siècles, n‘étaient plus que l’ombre de leur ombre. Auparavant, on raconte qu’ils demandaient en secret, à d’audacieux enlumineurs, de reproduire quelques images audacieuses. Très tôt, je fis partie du lot. Un lot qui ne consolait guère l’enfant jaloux qui grossissait dans mes bras. J’avais envie de lui dire « mon petit cheval, depuis Saint Jean-Eustache, une maman même vierge est toujours une putain en puissance ! » Mais va expliquer cela à un méprisable suçoteur, tout juste bon, du haut de son potelage, à te martyriser le mamelon ! Ah la soif du morveux enfant rhésus ! On peut regretter que le siècle aille trop vite et qu’il dévore au passage nos émois adolescents. Mais le siècle est un Diable pressé. Il ne s’embarrasse pas des lenteurs artistiques, non plus que du temps des Historiens. Il lui faut chaque jour sa ration d’objets manufacturés, de câbles customisés et d’écrans rutilants. Le tout permet sans doute un accès plus grand à la connaissance mais il autorise aussi la diffusion d’idées douteuses et plus encore de mots horripilants… « le grand buzz de l’IPAD en HDR, les flyers des hôtels blacklistés par les compagnies low cost », à force de nous impacter le ciboulot en SPAM itératifs, on finit par avoir l’IP qui déborde. La coupe est pleine ! Les spectacles, parlons-en… voir défiler des tas d’os décérébrés tenant en laisse leur chinchilla à peine plus joufflu ne fait plus bander que les pédés du show-biz. La chair est flasque, anorexique, androgyne… Le Bifidus a remplacé le lait de vache et Vermeer peut aller se rhabiller avec ses callipyges laitières. A Berlin ou à New York, on te vend du cadavre plastinifié en position peu cavalière et le préposé de service, un dénommé Van Hagen Daas, pavane sur les TV chics ses idées chocs : « le cadavre, oui ma brave gueuse, c‘est tellement tendance » … Ah mon Fragogo, la puissance artistique de tes écorchés avait quelque chose de revigorant… Et des œufs crus (même sans Bacon) gagnés par les pourritures nous donnaient à voir de l’art ! Ben oui mais c’est plus le cas… Ou alors en silence, loin des sunlights dans un ouvrage improbable en trois langues dont une slavo-latine à l’usage de ceux qui maintinrent à flot le catholicisme triomphant et dont l’ex-Président a cané voilà quelques mois dans un accident de nationalisme hors-sol (paix à son âme, j’ai toujours eu les foies en avion)… Non que je n’ai aucun sens du sacré mais comprenez-moi, les types qui manient encore un peu le bleu cobalt ou le magenta ne courent plus les rues. Alors va-t-en donc leur proposer une baveuse traînée de rouge sanguine ? Ils riraient, à mon nez, à ma barbe et cela bien que je sois plus glabre que le cul d’un chiard… Je ne cours pas les rues, faut avouer : une vierge, ancrée dans ses desseins, courroucée par la bêtise ambiante, agacée par les désillusions mais tenant encore ferme, derrière son cadre en bois quelques certitudes sur l’éternité : la moustache du père, les mains de la toute vieille et même les grands slurrp… Parce que chez ces gens-là… Chez ces gens-là, y aurait quand même un amoureux d’icône. Ben oui forcément et un jour il fera sûrement paraître un petite annonce : « Jne hme, bne famille, Sce Po, promo97, brun tndce mediterr ch. jne pouf mm de bsse extract. , gros. mamel. souhait., pr lui repeindr le prtrait. + si affin. Ps sérieux s’abst. » N’empêche que celui-là, s’il existe, je suis au moins sûr qu’en me reluquant les dorures, il aura comme un arrière-goût de nostalgie dans la bouche… jusqu’à l’heure où n’y tenant plus face à tel arrondi, il s’écrira : « Bon Dieu de bois, ce que tes seins me manquent, Agnès ! » Bien sûr, j’aurais sourire en commissure… Une belle preuve d’amour. Derrière mon cadre en bois, je suis encore capable de provoquer des sentiments troubles, des sensations joyeuses, un zeste d’inquiétude… Ils me font vivre, ces Hommes et, à mon tour, je leur démange les neurones… L’art, enfin, fait corps avec leurs connections nerveuses, circule dans leurs veines, s’immisce dans leur cerveau… Et même un peu plus bas…. Cyrille Le Déaut


Ssak - Mammifère - Mammal 100 x 81 cm

27


28


Monologue of the icon

One December day, when the cold seized the city, a few young bobos gloated in front of me, “Have you seen this, this painting is so… Caramba, what extasy… Her image itself is the proof of the sacred… The transsubstantial affirmation that only the artist can comprehend the divine mystery… It goes without saying… God was feminine… There is nothing to discuss, the guy who painted it, did pop-art without even knowing it…” Here, I felt like telling him, “shut up, young wanker!” Because… lately, my status of an icon (of the youth) has faded… And yet, for centuries I was entitled to the honours of aficionados of the nipple-sucker movement. Even recently, at the threshold of the fiery sixties, I was still the pet of guys who didn’t yet have access to the Walhalla of the web: silicone chicks, turgescent dicks, the ohs and ahs in Dolby stereo… Oh, to what extent porn industry has revolutionised art critics’ life… The roundnesses producers filled their pockets in the business of easy debauchery, the easier because this world doesn’t have a particular liking for small yesteryear artisans! In the meanwhile my aura was diminishing… slowly but surely. Brush flunkeys who, for ages, lived a confession like the peeling potatoes chore; they who sang me praises for centuries, are only a shadow of their shadow. It’s said that they had asked in secret venturesome illuminators to reproduce some audacious images. Very early I became a member of the group. The group, which couldn’t console the jealous baby growing in my arms. I wanted to tell him, “My little pony, since Saint JeanEustache, a mother, even a virgin, is a potential whore!” But try to explain this to a despicable sucker good only at tormenting your nipple! Oh, the thirst of the snotty-nosed rhesus baby! We can wish the century didn’t run so fast and devour our adolescent fears on its way. But a century is a busy devil. It doesn’t care about artistic slowness, nor Historians’ time. Every day it demands its share of manufactured goods, customised cables and glimmering screens. Undoubtedly, they all provide better access to knowledge but also permit the diffusion of dubious ideas and even more exasperating words… “the big buzz of i-pads in HDR, the flyers of hotels blacklisted by low-cost companies”, impacting your nut with interactive spam, you end up with your IP exploding. Let’s talk about spectacles… brainless bags of bones parading with their hardly plumper chinchillas on a lead give a hard-on only to show-business queers. The flash is flabby, anorectic, androgynous… Bifidus has replaced cow’s milk and Vermeer can go home with his callipygian diary girls. In Berlin or New York they will sell you a plastified corpse; the department’s official, certain Van Hagen Daas struts about his choc ideas on chic channels, “Yes, my brave goose, the corpse is so trendy”… My Fraggo, the artistic force of your models skinned alive has something revitalising about it… And your raw eggs (even without Bacon) seized with decay showed us art! But then it’s no longer the case… Maybe in silence, far from the sunlight, in an improbable three-lingual work, with a Latin-Slavic at the service of those who keep triumphant Catholicism afloat, where an ex-president recently croaked in a nationalistic air accident (let his soul rest in peace, planes always scare hell out of me)… It’s not that I have no sense of the sacred but, try to understand me, guys who still handle cobalt blue and magenta don’t run on the streets any more. So go and propose them a tirade drawn with blood red. They would laugh in my face, I swear by the hairs of my beard, even if I’m smooth as a brat’s bottom… I don’t run in the streets, this has to admitted: a virgin anchored in her designs, irate about the surrounding stupidity, annoyed by disillusions but still standing firm, behind her wooden frame some certitudes about eternity: father’s moustache, old lady’s hands and even a big slurp… Because among these people… among these people there will be an icon lover. Well, sure, and one day he will certainly publish an ad: “Yng man, gd family; Polit. Sce, grad. 1997; srch yng bitch, even bsc backgrnd, big nipples pref, to make prtrait, poss more, PS only ser.” Nevertheless, if he really exists, I’m sure that ogling my gilt will give him a longing sensation as the aftertaste in his mouth… until the time when, no longer capable to face such roundness, he will cry, “Good Lord, I miss your breasts so much, Agnes!” Of course I would smile in the corners of my mouth… A beautiful proof of love. From behind my wooden frame I can still provoke troubled emotions, joyful sensations, anxiety… These Men keep me alive and I, in turn, make their neurons itch… After all, art touches their nervous connections, circulates in their veins, worms its way into their brains… and even a little lower…

29

Monolog ikony

Pewnego grudniowego dnia, gdy zimno zawładnęło miastem, kilku majętnych offowców stojących przede mną gorączkowało się: „Widzieliście, ten obraz jest… Caramba, porywający… Sam jej wizerunek to dowód na istnienie sakrum… transsubstancyjna afirmacja, iż jedynie artysta może pojąć boską tajemnicę… Nie ma pola do dyskusji. Bóg był kobietą… Sprawa jest prosta, gościu, który to namalował zrobił pop-art nawet nie zdając sobie z tego sprawy…” Tutaj miałam ochotę rzucić mu: „Zamknij się, smarkaty dupku!” Dlatego, że… ostatnio mój status ikony (młodych) nieco przyblakł… Przez całe wieki miałam prawo do honorów zwolenników ruchu sutko-ssaczów. Do niedawna, u progu płomiennych lat sześćdziesiątych, byłam ulubienicą facetów nie mających jeszcze dostępu do Walhalii webu, silikonowych panien, nabrzmiałych fiutów i jęków w dolby stereo… ach, jak bardzo przemysł porno zrewolucjonizował życie krytyków sztuki… wytwórcy okrągłości zarobili kokosy na biznesie łatwej rozpusty, tym łatwiejszej, że świat nie przepada już specjalnie za drobnymi rękodzielnikami z przeszłości. W międzyczasie moja aura kurczyła się… wolno, acz skutecznie. Mamrotacze, dla których przez całe ery spowiedź była jak obowiązek obrania kartofli, ci sami, którzy całe wieki palili mi kadzidła, byli tylko cieniem ich cienia. Wcześniej zażądali podobno w sekrecie od śmialych illuminarzy, by ci skopiowali kilka odważnych obrazków. Bardzo wcześnie stałam się członkiem ich grupy. Grupy, która nijak nie mogła utulić zazdrosnego dzieciaka rosnącego w moich ramionach. Miałam ochotę powiedzieć mu: „Mój ty kucyku, od świętego Jean’a Eustachego, każda mama, nawet dziewica, nosi w sobie dziwkę!”Ale weź wytłumacz to niegodziwemu ssaczowi, który umie tylko maltretować sutki! O, apetyt smarkatego dziecięcia z konfliktu serologicznego! Można żałować, że wiek tak pędzi, pożerając po drodze nasze szczenięce lęki. Ale stulecie to diabeł, któremu się spieszy. Ma gdzieś powolność sztuki oraz czas Historyków. Codziennie trzeba mu kolejnej porcji wyprodukowanych przedmiotów, spersonalizowanych łączy i błyszczących ekranów. Wszystko to niewątpliwie umożliwia większy dostęp do wiedzy, ale uprawomocnia też wylew wątpliwych idei, a szczególnie męczących słów… „buzzword ipadów w hdr-rze, leaflety hoteli blaklistowanych przez low-costowe firmy”, impaktowanie łepetyny interaktywnym spamem kończy się na ekspozji IP. Miarka się przebrała! Pomówmy też o pokazach… odmóżdżone szkielety, prowadzące na smyczy niewiele bardziej pucołowate szynszyle, mogą podniecać już tylko gejów showbiznesu. Ciało sflaczałe, anorektyczne, androgeniczne…Bifidus zastąpił krowie mleko, a Vermeer może iść się utopić ze swoimi dorodnymi mleczarkami. W Berlinie czy Nowym Jorku sprzedadzą ci splastyfikowane zwłoki w mało eleganckiej pozie, a przełożony oddziału, niejaki Van Hagen Daas popuszy się w telewizji na topie na temat swoich szok-teorii: „zwłoki, droga gąsko, są trendy”… Drogi Fragogo, energia twórcza twoich żywcem oskórowanych modeli miała w sobie coś ożywczego… A surowe jaja (nawet bez Bacon’a) toczone zgnilizną ukazywały nam sztukę! No ale to już przeszłość… chyba, że w ciszy, z dala od reflektorów, w niemożliwym trójjęzycznym dziele, z rzymsko-słowianką na usługach popleczników triumfującego katolicyzmu, gdzie były prezydent, ledwie kilka miesięcy temu, wyzionął ducha w powietrznym wypadku nacjonalizmu (pokój jego duszy, zawsze w samolocie przechodzą mi ciarki po krzyżu)… Nie to, żebym nie miała najmniejszego poczucia sakrum, spróbujcie mnie jednak zrozumieć, ludzie, którzy posługują się jeszcze błękitem kobaltowym i magentą, nie biegają tak po prostu po ulicy. Pójść tak do nich, zaproponować dyskurs w krwistej czerwieni? Zaśmiali by mi się w twarz, przysięgam na moją brodę, choć gładsza jestem od pupy niemowlaka… I trzeba zaznaczyć, że nie biegam po ulicach: panna zakotwiczona w swych zamiarach, rozsierdzona wszędobylską głupotą, rozzłoszczona przez stracone złudzenia, ale wciąż twarda, za jej drewnianą ramą kilka przekonań co do wieczności: wąsy ojca, ręce staruszki i nawet porządne siorbanie… Bo wśród takich ludzi… Wśród takich ludzi będzie jednak jakiś wielbiciel ikony. Na pewno, i któregoś dnia z pewnością da ogłoszenie: „Młody z db rodziny, absolw. politol. 1997, brunet typ sródziemn. pozna mł. dziwkę, nawet z nizin społ. najl z dużymi sutkami, w celach malarskich, niewykl. więcej. PS. Tylko poważne oferty.” Niemniej, jeśli faktycznie znajdzie się takowy, jestem co najmniej pewna, że spoglądając na moje złocenia, będzie miał w ustach przedsmak tęsknoty… aż do godziny, gdy nie mogąc już znieść takich krągłości, zawoła: „bożesz ty mój, tak mi brak twoich piersi, Agnes!” Oczywiście uśmiechnęłabym się w kącikach ust… Piękny dowód miłości. Jestem jeszcze w stanie budzić zza mojej drewnianej ramy sprzeczne uczucia, falę radości, cień niepokoju … to Oni utrzymują mnie przy życiu, a ja smeram im neurony… ostatecznie sztuka oddziałuje na połączenia newowe, krąży w ich żyłach, wgryza im się w umysł… a nawet trochę niżej…

trad. Monika Morawiec


♍ 30

Male’s craddle

Kolebka samca

I’m holding by leg the plot that slept in your belly. There will be no escape. No flight. This kleptoparasite won’t leave you to join another belly. There will be no fruit on the apple tree. No more distraction.

Trzymam za łapę spisek który drzemał w twoim brzuchu. Nie będzie ucieczki. Nie będzie drogi odlotu. Ten kleptopasożyt nie opuści cię by zająć inny brzuch. Nie będzie owocu na jabłoni. Ani zabawy.

Alain Pichlak / trad. Monika Morawiec


Apokryf - Apocryphe - Apocrypha 100 x 73 cm

31


La fille d’abord… Avec sa moue boudoir, des seins laiteux qui tressent leur défaillance jusqu’au détour d’un collier en verre… Cristal de roche ès Baccarat… la fille a cet air qui ne déplaît jamais. Elle lève un voile de pudeur sur des joues rosâtres… Elle est bien vivante, très jolie, si jolie qu’elle paraît en avoir fini avec son enveloppe de chair. Peut-être même qu’elle n’est que pur esprit. Elle semble dire : je suis là, mais je n’y suis pas pour vous… Sûrement, parce qu’elle est amoureuse. Il faut toujours une fille amoureuse pour commencer une histoire… Oh, à propos, aparté utile… même dans les vieilles recettes de grand-mères, il est bon de préciser à quelle sauce nous allons être mangés… Alors ? Alors, ceci n’est pas une histoire… L’art ensuite… Difficilement définissable, l’art... En première analyse, l’art serait tout ce qui nous titille le neurone esthétique. Un prolongement du cerveau, semble-t-il… à moins de considérer nos mains (par lequel l’art transite le plus souvent) comme atteintes de bouffées d’indépendance. Mais, cela ne nous avance guère. Neandertal connaissait l’art et dans une vision beaucoup plus pessimiste, il est probable que les poussées d’acnés xénophobes qui parcourent les artères européennes de milliers de vieilles ganaches (rombiers et rombières réunis), ne les aient jamais empêchée d’avoir du goût pour la peinture surréaliste, les chants sacrés et même - soyons fou - le jazz, l’art nègre ou les livres de Dongala… L’art, c’est le Tohu-Bohu permanent… ça ronge nos têtes… ça définit en même temps que ça contredit l’intelligence humaine…Si on était suffisamment sage, on n’y perdrait pas cinq minutes… Puisqu’il n’aide en rien à rendre nos vies plus douces… Et puis, l’art, ça encourage la folie ambiante au lieu de la canaliser… avez-vous déjà vu un artiste serein ? Produire du sens ou de la poésie, du mystère ou de la grâce, de la joie ou du morbide, cela n’aide pas pour autant à résoudre la genèse de l’avant Big-Bang (grand moment artistique s’il en est mais sans paternité revendiquée à ce jour). L’art est le plus lourd handicap jamais porté de mémoire d’homme et pourtant il ne cesse de compter chaque jour de nouveaux adeptes. A condition d’avoir été rationalisé, dans un but un tant soit peu mercantile, il serait aujourd’hui la religion la mieux partagée au monde. A croire que l’art manque encore de prêtres pour le populariser… En dernière analyse et pour contredire le propos précédent, les jeunes femmes amoureuses qui posent nues dans les livres ou derrière un cadre, aident presque toujours à son succès voire à sa consécration… La nature… Est à l’art ce que ce que la chrysalide est au papillon… De la matière brute en devenir… en désir d’être transformée. Il est donc possible que la nature soit une illusion proprement humaine. Dans la mesure où on ne sait la définir que par stéréotypes : dans une vision idyllique, il y a l’état de nature, dans une acception villageoise, la nature environnante… enfin, dans une perspective angoissée, la nature sauvage : une représentation un peu déisto-débile je l’admets, limite panthéiste mais de fait, particulièrement indissociable du Walden de H.D. Thoreau et peut-être aussi de quelques romans niaiseux de ce grand dadais de Jean-Jacques... Ne parlons pas de nature humaine, les deux mots ne semblent pouvoir s’associer que pour désavouer la définition originelle : la nature en tant qu’ensemble des éléments qui constituent la vie (humanité incluse) et des milieux dans lesquels elle évolue… La nature humaine, c’est l’accident de l’Histoire. L’Homme étant par essence fondamentalement mauvais pour la nature. Ou plutôt pour la vie. Enfin pour les vies autre que la sienne. Il a commis ses ravages un peu partout dans le monde même s’il est sans doute plus difficile de quantifier ses mauvaises actions à l’échelle des océans que pour cette bonne vieille terre ferme… On doit pourtant se souvenir des dorsales méso-océaniques, des fumeurs noirs, de l’anguille des sources (Thermarces cerberus) et autres zoarcidés… des monts hydrothermaux, des galathées et des bactéries synthétisant le soufre… S’en souvenir car, il y a fort à parier que l’homme de BP, d’Exxon ou de Total est en train de contribuer à leur disparition pure et simple… Quant à la chlorophylle, viendra bien un jour où son souvenir ne transmettra plus que dans les arômes d’une pâte à chewing-gum. Alors que dire de la chimiosynthèse qui ne s’est pas encore faite un nom chez les géants de l’industrie agro-alimentaire ? Ceci étant dit, la nature est aussi faite de grouilleurs, de pinailleurs, de fouisseurs : un monde de carapaces moins élémentaire qu’il n’y paraît… Mandibules, pattes, dards, crochets, abdomen… Tout ce petit monde au ras du sol dont les éléments les plus radicaux (les mantes, les aragnes) ont la fâcheuse habitude de guillotiner l’organe des plus intrépides de leurs mâles. On juge à tort que ceux qui s’élèvent ont davantage de panache… Aux libellules, abeilles ou scarabées volants, les sunlights où l’insigne privilège d’être compté dans notre bestiaire d’insectes positifs. Aux autres, bousiers, perce-oreilles et autres nécrophages, à peine la rubrique chien écrasé d’un quotidien à dimension régionale. Mais on a tort de les juger ainsi. Le mépris ne cadre jamais aussi bien qu’avec ce qu’on redoute. La mort… Fait férocement partie de la nature. Elle en est même son point d’achèvement en même temps que de renouvellement. Un disque rayé que l’on repasserait en boucle sans se lasser des discordances. Au fond du marigot, nageant dans un bouillon de culture originelle, la nature a besoin de chair en putréfaction pour apparaître dans toute la splendeur qu’on lui prête. Mais la mort a aussi passé une alliance avec les hommes. C‘est là que le bât blesse. Car la mort ne peut avoir signé deux pactes à la fois et obéir dans le même temps à un dessein linéaire. S’il n’est guère étonnant que la vie (en tant que mort en devenir) soit presque toujours présente dans les œuvres artistiques, il est plus étrange que la mort (en tant que vie qui renaît) en soit presque absente. Sans doute est-ce chose plus complexe à représenter. Puisqu’on est quasiment jamais dans le cerveau d’un mort. Et quand on l’est c’est qu’il est déjà trop tard. Mais alors, pourquoi n’avoir jamais cessé de caricaturer la mort, le plus généralement sous une forme humaine et qui plus est féminine ? Il faut donc que l’homme ait une trouille aussi immodérée des femmes que de la nature qui l’entoure… Une trouille de la vie en somme… Mais aussi le jugement très altéré par des pulsions de mort. On a toujours admis que la vie, la nature, la mort étaient intimement liées. Mais, le plus souvent ce sont les seuls artistes qui en parlent brillamment. Ils en parlent d’autant mieux qu’ils sont des dragueurs nés. Ils ont donc connu cette sensation plus ou moins fugace qui fait du bien à la tête et même un peu plus bas vers l’entrejambe. N’appelle-t-on pas petite mort ce collapsus de l’encéphale à l’heure où l’on se perd dans un ventre qui gémit ? Ménestrels, peintres, photographes, gratte-papiers… tous ont tenté de décrire cet amour ultime… l’amour à mort. Peu nombreux sont ceux qui y sont parvenus. Alors par paresse, au final, comme tout un chacun, ils finissent par parler de cul dans leur œuvre.

32

Le sexe Relève à la fois de la sphère privée et d’un contrat signé avec le public. Le sexe est souvent signe d’amour dans la première acception. Il est beaucoup difficile à interpréter dans la seconde. Puisqu’il est davantage tourné vers l’excitation malsaine des pulsions voyeuristes ou connectées… Le sexe fait vendre en même temps qu’il délégitime le pouvoir de l’imagination. Le sexe est morose et comme toujours, l’apanage de nos tristes tropismes.

Le sexe est une convention expresse entre un minou et un braquemart, tacitement renouvelée quand la bite est vraiment amoureuse. Mais le sexe, dès lors qu’il est habilement mis en scène (par un artiste par exemple ou dans un livre) peut concourir à exciter un public très large. Ce livre, disons-le tout net, est un livre destiné à ragaillardir la vigueur des lecteurs de 17 à 77 ans (avec 50 % de réduction sur le viagra pour l‘achat d‘un deuxième ouvrage). L’artiste Est forcément un type étrange… Fasciné par le caractère improductif de la mort mais capable d’en faire (volontairement ou non) son sujet principal. Côté nature morte, ne va pas jusqu’à tuer des souris pour les exposer au Moma mais ne dédaigne pas un herbier d’oiseaux trépassés… L’art d’un artiste est une musique plurielle, elle associe des séries qui forme un tout, du sens… des thèmes qui fondent une obsession, un style… la maîtrise d’une ou plusieurs techniques, qui se raccordent à notre époque pour mieux en imaginer d‘autres : le gothique romantique du 19e siècle, le moyen-âge, la renaissance, etc… Périodes où la photographie n’existait pas encore. Voilà qui est au mieux dirons-nous. Pour celui qui écrit les présentes lignes, la situation est idéale, tout imprégné qu’il est par la vie de l’artiste, il peut se laisser porter par des songes sans borne ni frontière, sans côte d’or ou nitrate d’argent. L’homme est donc un artiste contrarié, graphiste peut-être… Faux dilettante mais vrai flemmard. Il n’aime rien tant que dormir dans les bras de la femme amoureuse, se tromper de réveil et pousser sur une pause lente qui nous mènerait de l’autre côté du miroir, en un rêve que l’on pourrait imaginer le règne des lapins rois… Clic clac… Pour le malheur des voyeurs, la nuit sera calme. Mais, pendant ce temps en ce lieu où Alice est devenue adulte… Où elle n’a pas peur de grandir ni de pleurer tout son soûl… Où les songes surnagent comme des poissons volant… Où deux dormeurs incarnent la nuit à l’unisson d’un ronflement spectral… Pendant ce temps, l’art a fait un sacré bout de chemin… La toile est bien avancée. Dégoulinante. Prête à être exposée, photographiée, éditée… La toile… Je me plais à croire qu’au centre de la toile, on retrouvera la femme amoureuse… Simplement, elle aura troqué sa peau de pêche pour un masque verdâtre. Ses yeux faussement absents seront rehaussés par des lèvres minces mais carnassières. De la bouche s’échappera un souffle qu’on imagine léger, peut-être accompagné de paroles. Mais à bien y regarder, c’est un souffle glacé, un sifflement de serpent… des formules de malédiction… La poitrine, tendue comme un fruit trop gorgé, défie les lois de la gravité. Les seins ici-présents sont la seule marque d’hésitation de l’artiste puisqu’ils atermoient entre fragilité et insolence. Mais le voile qui découvre toute pudeur est la marque d‘une invite non dissimulée : cette femme est prête à s’offrir. Et comme elle est belle à s’en damner, la damnation future (de l’artiste ? Du lecteur-spectateur ?) est une des hypothèses de l’œuvre… La femme amoureuse ne l’est pas forcément. Je dirais même qu’ici, elle ne l’a jamais été. Et l’offrande qu’elle fait de sa chair fait partie du piège. Elle n’est pas là pour se donner corps et âme mais bien pour prendre… Pour rendre au Diable ce qui lui appartient. Et ramener au bercail des Enfers un maximum de signatures… Ah la jolie brochette d’âmes damnées. Ce n’est plus une moisson qui s‘annonce, c’est une véritable pétition ! La nature est également présente sur la toile. Mais c’est une nature réduite à sa sous-section arthropode. Deux insectes. Un scarabée dit lucane-cerf-volant et une libellule. A noter que ces animaux viennent de deux mondes : pour la libellule, celui de l’air et celui de l’eau… la faculté de cet insecte d’émerger des ondes à sa maturité serait le symbole de la renaissance… Elle possèderait aussi des tas de pouvoirs, la libellule et notamment l’art de révéler aux autres notre véritable nature. Le scarabée lucane cerf-volant, quant à lui, est aussi du monde aérien mais à la différence de la libellule, c’est aussi un terrien. La lucane nous ramène directement aux douces heures de l’enfance. L’époque bénie où les vieux paysans nous abreuvaient de sornettes. L’une d’entre elles veut que de leur temps, Mordiou ! les lucanes obscurcissaient le ciel, les soirs d’été notamment, quand venait la fin des récoltes… depuis, si elles n’ont pas encore rejoint la liste des animaux disparus, leur présence se fait plus rare. Ils exagèrent, les vieux paysans. Ils oublient toujours de raconter des histoires vraies. Comme par exemple, l’usage intensif qu’ils ont fait des pesticides et autres chimisteries. Utilisation directement responsable de la raréfaction des cerfvolants. Hé ouais… voilà comment l’Histoire de la sagesse prend un nouveau coup de ride. A priori, la mort est absente de la toile… Le sentiment est trompeur. Regardons la fille qui y est peinte. Le masque olivâtre de cette goule de tendresse annonce des monceaux d’écorchures, des drames en cascade, des génocides larvés… Pour nous en convaincre, l’artiste a peint un dernier élément. Un petit homme. Un chrétien sans doute. Un rejeton de l’église, à la verticalité contrariée, qui masque ses tartufferies derrière l’auguste auréole du sacré. Et voilà comment on se surprend à détailler les tentatives pathétiques de l’angelot, chérubin urbi et orbi qui, aidé de paluches baladeuses, tente d’un doigt papal de sauver la bougresse. Toujours la même trouille de la mère ? De la femme ? Ou de la putain, aussi appelée, « trouille du mystère féminin » ? Ah la maudite guerre des sexes contraires ! Le sexe ? Il suinte tout entier de l’œuvre. A maints égards. Qui n’a jamais rêvé de coucher avec une bombe atomique, la peau couleur lézard, bardée d’un diplôme de diablesse, avec des obus en guise de mamelles est un soit un menteur soit insensible aux bandes dessinées de Robert Crumb. Il suffit pour s’en convaincre d’observer notre angélique bambin. Il aimerait sans doute donner à la dame davantage qu’une absolution. Une bonne tétée pelote en guise de récompense… Voilà donc qui devrait émoustiller un peu dans les chaumières et donner à la toile sa vocation universelle… L’artiste ? S’est il volontairement effacé du panorama ou bien a-t-il choisi de s’y peindre sous les traits du bambin en costume de chrétien ? Il est une autre hypothèse séduisante. L’artiste est présent dans le seul regard de la femme-piège. Intérieurement, elle le lorgne de ses yeux torves. Il est là. Ils n’ont pas peur l’un de l’autre. Il est le seul auquel elle pourrait se donner sans rémission, abandonner ses rêves de combat et demander une trêve éternelle… On pourrait croire que nous avons ici atteint la conclusion de l’œuvre. Une conclusion optimiste, en somme. Certes oui, mais peu en phase avec l’époque… Le Président. Dans une vision moderne, il achète tout, et même plus si affinité. Chevalier d’industrie, amateur de belles femmes auxquelles il offre des objets de luxes : bijoux, voitures, tableaux… suffisamment chers pour se payer le luxe d’oublier leur nom (je cause des tableaux et non des courtisanes qui de toute façon, dans toutes les histoires, n’ont jamais qu’un surnom)… Il collectionne les yachts mais aussi des affidés aux plus hauts étages du pouvoir… Niais, limite benêt parfois, il fait fi de tous les qualificatifs sournois que le bas peuple pourrait lui réserver. Le crâne légèrement dégarni, les cheveux teints impitoyablement lissés en arrière, des lèvres conquérantes, du botox plein les muscles faciaux, il porte ses couilles en devanture comme les vieux paysans exhibaient autrefois leurs bestiaux. Dents immaculées, tête de vieil hidalgo et mani pulite, le populisme et la vulgarité au secours de son inculture. Une sorte de quadrupède pariant toujours sur la bêtise humaine… Il viendra donc un jour acheter la toile décrite dans ces lignes sans jamais savoir ce qui a prévalu à sa confection. Sans savoir non plus que le seul regard qu’il posera sur la vierge Zasadzka le condamne, à plus ou moins long terme, à rejoindre le rang des pétitionnaires ci-dessus mentionnés. Cyrille Le Déaut


Zasadzka - Piège - Trap 100 x 100 cm

33


First the girl… With her soft boudoir and milky breasts, which plait their faintness until the curve of a glass necklace… a Baccarat crystal… the girl with the look that never displeases. She lifts a veil of reserve from her pinkish cheeks… She is full of life, very pretty, so pretty that she seems to have finished with her envelope of flash. She might be a pure spirit. She seems to be saying: I am here, but I’m not here for you… Surely not, for she is in love. A girl in love is always necessary to start a story… Oh, apropos, a useful aside… even in grandmothers’ old recipes it is proper to specify the sauce in which we are going to be eaten… So? So, it is not a story… Then art… Art defies definition… In the first analysis, art would be everything that tickles aesthetic neurons. A brain extension, apparently… unless we consider hands (through which most often passes art) as subjected to some fits of independence. But it doesn’t lead us anywhere. The Neanderthal knew art and, in a much gloomier vision, xenophobia acne that flows in the European arteries of thousands of morons (old bags and farts equally) might have never influenced their liking for surrealist paintings, sacred chants, and even – let’s be crazy – jazz, black art and books by Dongala… Art is a permanent hurly-burly… It eats into our minds… it simultaneously defines and contradicts human intelligence… Were we wise enough, we wouldn’t waste five minutes on it… Because in no respect does it make our life easier… What is more, it encourages folly instead of channelling it… have you ever seen a serene artist? Producing meanings or poetry, mystery or beauty, joy or horror, doesn’t really help to resolve the Big Bang genesis (the greatest artistic event ever but without asserted paternity up to this day). Art is the heaviest burden ever carried by man and yet, it attracts new disciples every day. Had it been rationalised in a little more mercantile aim, art would be the most common religion in the world. As if art lacked priests to popularize … In the last analysis, contradictory to the previous remarks, young women in love who pose naked in books or behind frames, almost always facilitate its success, not to say consecration… Nature… is to art what a chrysalis is to a butterfly… A raw material in progress… craving transformation. Therefore, It can be asserted that nature is a typically human illusion. Inasmuch as we do not define it otherwise than by stereotypes: in an idyllic vision, there is a state of nature, in a village acceptation, surrounding nature… finally, in an anguished perspective, wild nature: a version a little deo-daft, I agree, yet essential to Thoreau’s Walden and perhaps central to some moronic novels of this great oaf Jean-Jacques. Let us not talk about human nature, these two words seem to join only to repudiate the original definition: nature as the ensemble of elements which constitute life (including humanity) and the environment in which it evolves… Human nature is an accident of History. Man is profoundly harmful to nature. Or rather to life. At least to life other than his own. He has wrought havoc almost everywhere in the world, even if it is unquestionably more difficult to estimate his ravages in oceans than in the old good firm soil… However, we should not forget mid-ocean ridges, submarine volcanoes, vent-endemic eelpouts (Thermacers cerberus) and other zoarcidae… hydrothermal vents, kiwa hircuta and bacteria synthesising sulphur… We should not forget, for the odds are that men from BP, Exxon or Total are working on its disappearance, pure and simple… As to chlorophyll, a day will come when its souvenir will be available in a chewing gum flavour. And what to say about chemosynthesis, which hasn’t had made its name with giants of food industry? Besides, nature also consists of creatures which swarm, crawl and burrow: a world of carapaces less elementary than it may seem… mandibles, paws, stings, claws, abdomen… all the small world at ground level whose most radical elements (mantises, spiders) have a disagreeable habit of guillotining their males’ boldest organs. It is a fallacy that flying creatures enjoy the advantage of panache… Dragonflies, bees, beetles or glow worms are privileged to inhabit our positive insect bestiary. Not a dog’s chance, however, in the case of dung beetles, earwigs and other scavengers. We are very wrong in our judgement. Contempt squares best with that what we fear. Death… Is ferociously a part of nature. It constitutes both its final point and revival. A broken record replayed repeatedly, without growing weary with dissonances. On the bottom of backwater, swimming in the original culture soup, nature needs a decomposing body in order to appear in all the splendour attributed to it. But death has also made an alliance with people. That’s where the shoe pinches. For death couldn’t have signed two pacts and obey the rules of linearity at the same time. If it’s not surprising that life (as death in progress) is almost always present in works of art, it is strange that death (as reborn life) is virtually absent from them. Without doubt, it is more complex to represent. Because we never really know a dead man’s mind. And when we do, it is already too late. Well then, why these recurrent caricatures of death, most often in a human form, feminine, to top it all? It must signify that man is scared stiff of women and nature, which surrounds him… Scared stiff of life in general… And his judgement is distorted by the death drive. It has been generally asserted that life, nature and death were closely interlocked. Yet, it’s usually artists who talk about it in the most brilliant way. They do it better as they are born seducers. So, they are familiar with the sensation, more or less fleeting, which gives pleasure to the head and even to the lower parts, in the proximity of the crotch. Don’t we call “little death” this collapse of the encephalon at the moment when we lose ourselves in a moaning belly? Minstrels, painters, photographers, pen-pushers… they all tried to describe this ultimate love… love of death. Few were those who succeeded. Therefore, as all the other idle ones, they ended up writing about fornication.

34

Sex Depends both on the private sphere and a social contract. In the first sense, it is often a sign of love. It is much more difficult to interpret it in the second meaning. Because it refers more to the unhealthy excitement of voyeurism and the like… Sex helps to sell invalidating the power of imagination. Sex is morose and, as always, it is the prerogative of our sad tropisms. It is a formal convening between the pussy and willy, tacitly renewed when the dick is truly in love. But as long as sex is staged skilfully (for example by an artist, or in a book), it can aspire to excite a very large public. Let’s be honest, the aim of this book is to boost the vigour of readers aged 17 to 77 (with a 50% reduction on Viagra for the purchase of the second volume).

Artist Is inevitably a strange type… fascinated by the unproductive nature of death, yet capable to make it (voluntarily or not) his principal subject. As to still life, he won’t go as far as to kill mice to exhibit them in MoMa but he won’t spurn a herbarium of deceased birds… The artist’s art is a plural music, it associates series, which form a whole, a sense... themes which found an obsession, a style… A perfect command of one or more techniques which accord with our times in order to imagine the others: romantic gothic of the 19th century, middle ages, renaissance, etc… Eras not acquainted with photography. We may say, look who’s luckier. The situation is perfect for the author of these lines; totally immersed in artist’s life, he can afford being carried away by dreams with no limits or barriers, no golden eggs or silver nitrate. Man is then an afflicted artist, a graphic designer perhaps… A false dilettante, yet a real lazy devil. What he loves best is to sleep in the arms of a woman in love, wake up too late and slide into a long pause, taking us to the other side of the mirror, into a dream where we could fancy the reign of royal rabbits… Click clack… Bad luck for voyeurs, the night’s going to be calm. But, in the meantime, in the place where Alice has become adult… Where she hasn’t been scared to grow up or to cry her fill… Where dreams leap like flying fish… Where two sleepers incarnate the night in unison of ghastly snoring… In the meantime, art has gone a hell of a way… The canvass is nearly finished. It’s dripping. Ready to be exhibited, photographed, published… The canvass… I like to think that in the centre of the painting there will be a girl in love… Simply, she will change her peachy skin for a greenish mask. Her eyes, deceptively absent, will be emphasized by her thin, yet carnivorous, lips. Her mouth will let out a breath, which will seem light to us, perhaps accompanied by words. But at a closer look, it will be an ice-cold expiration, a snake’s hissing… a torrent of malediction… The chest, tight as a juicy fruit, defies gravity law. The breasts visible here are the only sign of the artist’s hesitation as they vacillate between fragility and insolence. But the veil, uncovering all the reserve, is an open invitation: this woman is ready to give herself away. Being beautiful, she is also ready to be damned, the future damnation (Of the artist? The viewer-reader?) is one of the hypotheses of the work… Certainly not a woman in love. I would even say that she has never been in love. And the offering she makes of her flesh is a part of the trap. She’s not there to give her body and soul, but to take… To give to Devil what belongs to him. And return to the fold of hell as many signatures as possible… Oh, what a lovely brochette of damned souls. It is no more an announcement of harvest, it’s a real petition! Nature is present in the canvass as well. It is, however, reduced to its arthropod sub-section. Two insects. A stag beetle and a dragonfly. It should be noted that the animals come from two different worlds: the world of air and water in the dragonfly’s case … its faculty to emerge from waves at coming to maturity made it a symbol of revival… Many powers have been attributed to dragonfly, namely the gift of revealing our real nature. The stag beetle also comes from the world of air, but contrary to dragonflies, it is connected with the soil. The stag beetle takes us directly to the happy times of our childhood. A blessed period, when old peasants would spin us yarns. In one of them, in their days, dear me, the sky was black with stag beetles, especially at summer nights, at the end of the harvest… since the, if they haven’t appeared on the list of lost species, they surely are an increasing rarity. The old peasants exaggerate. They keep forgetting the real stories. For example, the one about their intensive use of pesticides and other chemicals. The utilisation directly responsible for the stag beetle depletion. Oh yeah… that’s how the history of wisdom gets a new wrinkle. Death seems to be absent from the canvass… The impression is misleading. Let us have a look at the represented girl. The greenish mask of this tender ghoul announces a multitude of grazes, series of crisis, latent genocide… To convince us, the artist has painted one more element. A little man. A Christian, with no doubt. The church’s offspring of an uncertain uprightness, who hides his hypocrisies behind an august halo. And this is where we notice in surprise the pathetic trials of the little angel, the cherub urbi et orbi, to save the shrew with his papal wandering finger. Still the same fear of the mother? Of the woman? Or the bitch, also known as “the feminine mystery fear”? Oh, the cursed battle of contrary sexes! Sex? It’s oozing from the entire canvass. In many respects. If anyone says he has never dreamt of sleeping with an atomic bomb, endowed with a lizard skin, she-devil diploma and shrapnel instead of nipples, he must either lie or be totally insensitive to Robert Crumb’s comics. It’s enough to have a look at our angelic tot. Undoubtedly, he would like to give the lady much more than absolution. Recompense of a good suck accompanied by pawing… Here’s the one who should get some titillation in his chamber, fulfilling the universal vocation of the canvass. Artist? Has he deliberately erased himself from the painting’s panorama or has chosen to lend his features to the tot dressed up as a Christian? There is one more seductive hypothesis. The artist is present in the gaze of the woman-trap. Internally, she scrutinises him with her baleful eyes. He is there. They are not afraid of each other. He is the only one to whom she could give herself without remission, to abandon her war dreams and ask for an eternal truce… At this point, we might believe to have reached the conclusion. Quite an optimistic one, in fact. Certainly, but somehow out of touch with our times… The President. In the modern vision, he buys everything, even more if they hit it off. A swindler, an amateur of beautiful women whom he gives luxury objects: jewellery, cars, paintings… expensive enough for him to buy the luxury of forgetting their names (I’m talking about paintings, not courtesans, who, in any way, in all their stories have only a nickname)… He collects yachts and trusted friends from the highest levels of power… A half wit, sometimes bordering on nitwittedness, who disdains the epithets that the lower classes may possibly give to him. With his dyed receding hair mercilessly slicked back, triumphant lips and facial muscles filled with botox, he features his balls in the way old peasants used to exhibit their livestock. Immaculate teeth, the look of an old hidalgo and mani pulite, populism and vulgarity back up his lack of culture. A kind of quadreped who always bets on human stupidity… So, one day, he will come and buy the canvass described in these lines, without ever knowing what decided about its making. Without ever knowing that by the very look at the Madonna-Trap he will be sentenced to join the ranks of the above-mentioned petitioners. Cyrille Le Déaut / trad. Monika Morawiec


Najpierw dziewczyna… W miękkim buduarze, mlecznobiałe piersi splatają swą słabość aż do łuku szklanego naszyjnika… kryształ z Baccarat… dziewczyna, o urodzie, która podoba się zawsze. Unosi zasłonę wstydu z różanych policzków… Jest pełna życia, prześliczna, tak śliczna, iż wydaje się, że położyła kres swojej cielesnej powłoce. Możliwe nawet, że jest czystym duchem. Zdaje się mówić: jestem tu, ale nie dla was… Naturalnie, przecież jest zakochana. Zakochana dziewczyna zawsze jest potrzebna, by zacząć opowieść… A propos, uwaga na stronie… nawet w starych przepisach naszych babć, w dobrym guście było sprecyzować, w jakim sosie zostaniemy zjedzeni… Zatem? Zatem nie jest to opowieść… Następnie sztuka… Trudna do zdefiniowania… Przy pierwszym podejściu, wydaje się być tym wszystkim, co łaskocze neurony estetyki. Jest niejako przedłużeniem umysłu… chyba, że potraktujemy działanie naszych rąk (przez które najczęściej przechodzi sztuka) jako akty autonomiczne. Ale to prowadzi nas do nikąd. Neandertalczyk znał sztukę. W wersji pesymistycznej, bakcyl ksenofobii, płynący w europejskich arteriach tysiąca półgłówków (płci męskiej i żeńskiej bez wyjątku) nigdy nie przeszkodził im cenić malarstwo surrealistyczne, kościelne chorały, a nawet – zaszalejmy – jazz, sztukę afrykańską czy książki Dongali… Sztuka jest wieczną kakofonią… wgryza się nam w głowę… jednocześnie definiuje i zaprzecza ludzkiej inteligencji… Przy odrobinie rozsądku, nie poświęcilibyśmy jej pięciu minut… Bo w niczym nie ułatwia nam życia… W dodatku, zamiast kanalizować, promuje szaleństwo, … Widzieliście kiedykolwiek pogodnego artystę? Tworzenie sensów, poezji, tajemnic, piękna, radości czy zgrozy, nie pomaga w ustaleniu genezy Wielkiego Wybuchu (artystycznego wydarzenia wszechczasów, do dziś bez uznanego ojcostwa). Sztuka jest największą możliwą słabością człowieka, a jednak nie przestaje jej przybywać nowych adeptów. Gdyby ją tylko zracjonalizować w celach ciut bardziej merkantylnych, byłaby dziś najpopularniejszą religią na świecie. Jakby brakowało kapłanów do jej popularyzacji… W ostatniej próbie analizy, wbrew poprzednim argumentom, młode zakochane kobiety pozujące nago w książkach lub za ramami obrazów, prawie zawsze przyczyniają się do sukcesu sztuki, innymi słowy, do jej konsekracji… Natura… Jest dla sztuki tym, czym poczwarka dla motyla… Surowym tworzywem … łaknącym przeinaczenia. Możliwe więc, że natura jest tylko czysto ludzką iluzją. Potrafimy bowiem definiować ją wyłącznie przez stereotypy: w wersji idyllycznej będzie to stan naturalny, w ujęciu wiejskim, natura otaczająca… wreszcie, w perspektywie niepokoju, dzika natura: wizja nieco deo-debilna, przyznaję, lecz elementarna dla Walden’a Thoreau i prawdopodobnie kluczowa dla kilku kretyńskich powieści gamonia Jean Jacques’a. Nie mówmy o naturze ludzkiej, te dwa słowa zdaja sie łączyć tylko w celu zdezawuowania pierwotnej definicji: natura, jako zbiór elementów tworzących życie (włącznie z ludzkością) oraz środowisko, w jakich ono się rozwija… Natura ludzka jest wypadkiem Historii. Człowiek jest w swej istocie fundamentalnie szkodliwy dla natury. Lub raczej dla życia. W każdym razie dla życia nie swego własnego. Sieje spustoszenie praktycznie wszędzie na świecie, choć niewątpliwie trudniej jest określić rozmiar jego zniszczeń w oceanach, niż na naszej starej dobrej twardej ziemi… Powinniśmy jednak pamiętać o grzbiecie śródoceanicznym, kominach hydrotermalnych, thermarces cerberusie i innych węgorzycowatych… o kiwa hirsuta i bakteriach syntetyzujących siarkę… Powinniśmy pamiętać, bo wszystko wskazuje na to, że człowiek z BP, Exxon lub Total pracuje nad tym, by szybko i skutecznie zniknęły… Jeśli zaś chodzi o chlorofile, przyjdzie taki dzień, kiedy jego wspomnienie będzie dostępne wyłącznie pod postacią smaku gumy do żucia. A co rzec o chemosyntezie, która nie dorobiła się jeszcze renomy wśród gigantów przemysłu spożywczego? Natura składa się ponadto z organizmów znanych z kłębienia, mrowienia i wgryzania w ziemię: świat pancerzy bardziej skomplikowanych, niż nam się wydaje… Żuchwy, łapy, żądła, kły, odwłoki… Cały ten przyziemny światek, którego najbardziej radykalni przedstawiciele (modliszki, pająki) mają przykry zwyczaj odgryzania najbardziej męskiego organu ich samca. Błędnie sądzi się, że latające górują nad nimi elegancją… Uprzywilejowane ważki, pszczoły, czy lotne chrząszcze i świetliki wliczamy do bestiarium owadów pozytywnych. Reszcie, żukom gnojnikom, szczypawkom i innym padlinożernym, pies z kulawą nogą uwagi nie poświęci. Nasz osąd jest jednak błędny. Lekceważenie najczęściej brata się z tym, co wzbudza lęk. Śmierć… Bezlitośnie stanowi część natury. Co więcej, jest zarazem jej punktem końcowym i wyznacznikiem początku. Zdarta płyta, którą puszcza się w kółko, bez znużenia dysonansami. Natura pływa w zupie pierwotnej kultury na dnie stojącej wody; by ukazać się w całej swej krasie, potrzebuje ciała w stanie rozkładu. Śmierć zawarła jednak z ludźmi sojusz. I w tym szkopuł. Nie mogła bowiem podpisać jednocześnie dwa pakty nie łamiąc praw linearności. Jeśli nie dziwi bynajmniej, że życie (jako śmierć w toku) jest prawie zawsze obecne w dziełach sztuki, o tyle bardziej zastanawia fakt, że śmierć (jako życie, które się odradza) jest praktycznie w nich nieobecna. Z pewnością trudniej ją przedstawić. Praktycznie nie mamy bowiem dostępu do umysłu zmarłego. A jeśli mamy, oznacza to, że jest już za późno. W takim razie, na cóż to nieustanne karykaturowanie śmierci, najczęściej pod postacią ludzką, która w dodatku jest kobietą? Wygląda na to, że mężczyzna ma cykora przed kobietami i przed naturą, która go otacza… Cykora przed życiem w ogóle… Ma również spojrzenie znacznie zniekształcone poprzez pęd ku śmierci. Zawsze byliśmy zgodni, że życie, natura i śmierć są blisko spokrewnione. Najczęściej to właśnie sami artyści błyskotliwie o tym rozprawiają. Robią to lepiej, gdyż są urodzonymi uwodzicielami. Nie jest im więc obce owo, mniej lub bardziej ulotne wrażenie, które robi dobrze głowie, oraz częściom ciała położonym nieco niżej, w okolicach krocza. Czyż nie nazywamy „małą śmiercią” ów zapad mózgowia w chwili, gdy zatracamy się w jęczącym brzuchu? Minstrele, malarze, fotografowie, gryzipiórki… wszyscy próbowali opisać ową miłość ostateczną… miłość śmierci. Udało się tylko nielicznym. I tak, z lenistwa, w gruncie rzeczy, jak cała reszta, skonczyli w swoim dziele na sprawach łóżkowych.

35

Seks Jest uzależniony jednocześnie od strefy intymnej i kontraktu społecznego. W pierwszym znaczeniu jest często znakiem miłości. Dużo trudniej o interpretację drugiego. Jest bowiem bardziej zwrócone w stronę niezdrowej ekscytacji wuajeryzmu, lub jemu pokrewnych… Seks pomaga sprzedawać i jednocześnie neguje moc wyobraźni. Jest ponury i stanowi apanaż naszych smutnych odruchów. Seks jest umową pomiędzy myszką a ptaszkiem, milcząco odnawialną, kiedy fiut jest prawdziwie zakochany. Jednakowoż seks, jeśli jest tylko zręcznie przekazany (na przykład przez artystę, lub w literaturze) może rozpalić szeroką publiczność. Celem niniejszej książki, powiedzmy to szczerze, jest pobudzenie wigoru czytelnika w wieku 17-77 lat (z 50% rabatem na wiagrę za zakup drugiego tomu).

Artysta Jest siłą rzeczy typem dziwacznym … Fascynuje go bezproduktywny charakter śmierci, lecz (świadomie lub nie) jest zdolny do zrobienia z niej głównego tematu. W przypadku martwej natury, nie posunie się do zabicia myszy, by wystawić je w MoMie, ale nie pogardzi herbarium ze zmarłymi ptakami… Sztuka artysty to wielowątkowa muzyka, łączy różne kategorie, ustanawiając całość, sens… wątki, które tworzą obsesje, styl… to opanowanie jednej lub wielu technik, które wpisują się w nasze czasy, by lepiej wyobrazić sobie inne: romantyczny gotyk XIX wieku, średniowiecze, renesans itd… Epoki nie znające jeszcze fotografii. Zobaczcie, kto ma lepiej, powiemy. Piszący te słowa jest w sytuacji idealnej; zanurzony w życiu artysty, może dać się porwać marzeniom bez granic i barier, bez złotych gór i azotanu srebra. Człowiek jest więc rozdartym artystą, grafikiem być może… Fałszywym dyletantem, lecz prawdziwym wałkoniem. Lubi usnąć w objęciach zakochanej kobiety, obudzić się za późno i prześlizgnąć w nieśpieszną pauzę, która zaprowadzi nas na drugą stronę lustra, do snu, gdzie zobaczymy w wyobraźni rządy królików królewskich… Klik klak… Na złość podglądaczom, noc będzie spokojna. W międzyczasie, w miejscu, gdzie Alicja dorosła… Gdzie nie boi się rosnąć, ani płakać do woli… Gdzie marzenia wyskakują, jak latające ryby… Gdzie dwoje śpiących wrasta w noc upiornym unisono chrapania… W międzyczasie sztuka pokonała niezły szmat drogi… Płótno już prawie ukończone. Ocieka farbą. Gotowe, by je wystawić, sfotografować, wydać… Płótno… Podoba mi się myśl, że w centrum obrazu znajdzie się zakochana kobieta… Tak zwyczajnie, zamieni brzoskwiniową cerę na zielonkowatą maskę. Jej oczy, złudnie nieobecne, będą podkreślone przez wargi wąskie, acz mięsożerne. Z ust wydobędzie się tchnienie, które wyda się nam lekkie, być może w towarzystwie słów. Ale przy bliższym spojrzeniu, będzie to tchnienie lodu, syk węża… potok złorzeczeń… Biust, napięty jak owoc pełen soku, zaprzecza prawu grawitacji. Piersi są tu jedynym śladem wahania artysty, gdyż ociągają się z wyborem pomiędzy delikatnością a zuchwałością. Za to woal, obnażający wszelki wstyd, jest oznaką otwartej zachęty: ta kobieta jest gotowa się oddać. A z racji swojej urody, również oddać na potępienie, przyszłe potępienie (Artysty? Czytelnika-widza?) jest jedną z możliwych tez dzieła… Siłą rzeczy nie jest nią kobieta zakochana. Powiedziałbym nawet, że ona akurat nigdy nią nie była. A dar, jaki czyni ze swojego ciała, to tylko część zasadzki. Nie jest tam po to, by oddać swe ciało i duszę, lecz po to, by brać… By zwrócić Diabłu co do niego należy. I odprowadzić do owczarni Piekieł jak najwięcej sygnatur… Ach, co za piękny szaszłyk z potępionych dusz. To już nie zapowiedź żniw, lecz prawdziwa petycja! Na płótnie obecna jest również natura. Ograniczona jednak do podsekcji stawonogów. Dwa owady. Chrząszcz, zwany jelonkiem rogaczem, i ważka. Należy zaznaczyć, że zwierzęta te pochodzą z dwóch światów: w przypadku ważki, ze świata powietrza i wody… jej zdolność do wyłaniania się z fal przy osiągnięciu dojrzałości, była symbolem odnowienia… ważka miała być również obdarzona całą stertą mocy, szczególnie zdolnością odkrywania przed innymi naszej prawdziwej natury. Chrząszcz jelonek również pochodzi ze świata powietrza, ale, w przeciwieństwie do ważki, jest też mieszkańcem ziemi. Jelonek zabiera nas bezpośrednio do słodkich chwil dzieciństwa. Sielskiej epoki, gdy starzy wieśniacy karmili nas banialukami. Jedna z nich głosiła, iż swego czasu, kuźwa, niebo było czarne od jelonków, szczególnie w letnie wieczory, kiedy żniwa zbliżały się ku końcowi… dziś, jeśli nie figurują jeszcze na liście gatunków wymarłych, są rzadkością. Starzy wieśniacy przeginają. Prawdziwe historie dziwnie łatwo wypadają im z głowy. Na przykład ta o intensywnym stosowaniu przez nich pestycydów i innej chemii. Precedens bezpośrednio odpowiedzialny za przerzedzenie jelonka rogacza. A tak… właśnie tak! Historia mądrości dostaje nowych zmarszczek. Na pierwszy rzut oka śmierć na obrazie jest nieobecna… Wrażenie to jest błędne. Spójrzmy na dziewczynę z obrazu. Zielonkawa maska tej czułej strzygi jest zapowiedzią deszczu siniaków, kaskad dramatów, zabójstwa w zarodku… Aby nas o tym przekonać, artysta namalował ostatni szczegół. Małego mężczyznę. Bez wątpienia chrześcijanina. Odrośl kościoła o niepewnym pionie, maskujący swe tartufizmy imponującą aureolą świętości. I oto, ze zdziwieniem, odkrywamy żałosne usiłowania aniołka – cherubina urbi et orbi, wspomagane przez wędrujące łapska i papieski paluszek – zbawienia wszetecznicy. Ciągle ten sam cykor przed matką? Kobietą? Lub dziwką, zwany również „cykorem przed tajemnicą kobiecości”? O przeklęta wojno przeciwnych płci! Seks? Ocieka nim całe dzieło. W różnoraki sposób. Ten, kto twierdzi, że nigdy nie marzył o nocy z bombą atomową o cerze w kolorze jaszczurki, z dyplomem diablicy i pociskami zamiast sutków, albo kłamie, albo jest totalnie niewrażliwy na komiksy Roberta Crumba. Aby się o tym przekonać, wystarczy spojrzeć na naszego anielskiego malca. Niewątpliwie chciałby dać damie o wiele więcej, niż rozgrzeszenie. Porządne mizianie połączone ze ssaniem w ramach zadośćuczynienia… Oto i kto powinien rozpalić się w swoich pieleszach i tym samym wypełnić uniwersalne przesłanie płótna. Artysta? Rozmyślnie wymazał się z panoramy płótna, czy raczej nadał swe rysy malcowi w przebraniu chrześcijanina? Jest jeszcze jedna kusząca hipoteza. Artysta jest obecny w samym spojrzeniu kobiety-zasadzki. Ona wewnętrznie zerka na niego swymi złowrogimi oczami. On tam jest. Nie boją się więc siebie. Jest tym jedynym, któremu ona może się oddać bez przebaczenia, zostawić marzenia o walce i poprosić o wieczysty rozejm… Można wierzyć, że tym samym dotknęliśmy sedna dzieła. Wnioski w sumie optymistyczne. Z pewnością, lecz niezbyt na bieżąco z epoką… Prezes… We współczesnym ujęciu, kupuje wszystko, nawet więcej, jeśli to coś wiecej. Krętacz, amator pięknych kobiet, które obsypuje objektami zbytku: biżuterią, samochodami, obrazami… dość drogimi, by pozwolić sobie na luksus zapomnienia, jak się nazywają (mowa o obrazach, nie kurtyzanach, które i tak, w każdej historii, mają tylko przydomek)… Kolekcjonuje jachty, ale równiez zaufanych ludzi z najwyższych szczeblów władzy… Głuptas, czasem na granicy bycia zwykłym głupkiem, gardzi wszelkimi epitetami, jakimi niższe strefy skrycie mogłyby go obdarzyć. Łysiejący, ufarbowane włosy bezlitośnie ulizane do tyłu, władcze usta, mięśnie twarzy wypełnione botoksem, swoje jądra nosi w sposób, w jaki starzy wieśniacy wystawiali na sprzedaż zwierzęta gospodarskie. Nieskazitelnie białe uzębienie, wygląd starego hidalgo, mani pulite, populizm i wulgarność idą w sukurs jego brakowi ogłady. Rodzaj istoty czworonożnej stawiającej zawsze na ludzką głupotę… Zjawi się któregoś dnia, by zakupić płótno tu opisane i nie dowie się nigdy, co przesądziło o jego powstaniu. Nie dowie się również, że samo spojrzenie, jakie złoży na madonnie-zasadzce, skaże go na dołączenie w szeregi wyżej wymienionych wnioskodawców. Cyrille Le Déaut / trad. Monika Morawiec


La Commande…

36

« Cent livres de chairs écorchées… Pas un gramme de moins… À trente pieds devant nous, au lieu dit de l’Etal du Nord dans la banlieue Est de Cracoco, se dressaient les murs sinistres de la boucherie Sharal… Il y avait là devant l’entrée un louchebem à tête de fouine qui faisait dans la viande chevaline. Méchant comme la gale, mauvais comme une teigne… mais un artiste de renom, le dénommé Jean-Honoré Dragonard, Jean-Hono pour les intimes : le roi de la chignole, le prince attitré du hansart. Un Mozart du hachoir qui te découpait la tranche de canasson au son du clairon… Un virtuose du désossage en version crapouillot. Ah la douce bordée du canon… Elle était en train de faire sa fortune…. » Voilà comment, j’envisageais le début de l’histoire du T18 OdPo 100x100 de Cyv2. Pour élucider ce charabia, un bref retour dans le passé récent s’impose. Il y a un an et demi (je crois bien qu’à l’époque j’habitais encore au Togo), j’ai reçu un courrier électronique d‘un genre particulier… Le courriel émanait d’un avatar assez louche. Le genre versant dans l’héraldique mystique avec un faune jaune dansant dans un losange violet. Il y avait bien sûr un homme derrière cet avatar. Le type en question avait pour patronyme Villain. Et il portait exactement le même prénom que le mien. Si on ajoute que mon propre nom de famille signifie en Breton « Le Diable », il y avait là matière pour un mélange détonnant… Le quidam voulait me faire une proposition. N’ayant pas prévu de congés avant les fêtes de noël, nous dûmes patienter près de cinq semaines avant de nous rencontrer… Finalement, le rendez-vous fut pris pour la mi-février. Un estaminet d’Argenteuil qu’il fréquentait dans sa prime jeunesse fut choisi pour l’occasion. J’avais eu le temps d’enquiller quatre Duvel quand ils entrèrent dans la taverne. Il était accompagné d’une femme à la beauté saisissante. J’aurais pu mentir, dire que c’était elle qui avait accroché mon regard en premier… mais, en vérité, je vous le dis, ce sont ses yeux sombres à lui, son front immensément pâle et sa coupe d’écrivain maudit qui ont littéralement saisi mon esprit. Sans qu’aucun aspect lié de près ou de loin à la séduction n’intervienne, le type sut faire de sa simple présence un atout de marque dans la discussion que nous nous préparions à engager : « j’apprécie énormément ce que vous faites…. » Il me proposait une commande d’un type un peu particulier. … Normalement, c’est moi qui passe ce genre de pacte… Bien sûr, j’aurais dû me méfier de la proposition : écrire en quelques semaines quatre histoires totalement originales pour illustrer certains de ses tableaux… des tableaux représentant une adaptation libre de piétas polonaises… écrire en mode quasi automatique avec en mémoire une traduction des textes en trois langues différentes… écrire mais n’être qu’un des auteurs parmi une dizaine d’autres anonymes… Une seule contrainte narrative… Il insistait pour que je place dans mes adaptations une recette de cuisine ou de cocktail de mon choix. Sa femme et lui étaient semble-t-il des gastronomes amateurs. « Ah j’oubliais… Il est primordial », disait-il, « que les textes n’aient qu’un très lointain rapport avec les icônes ainsi reproduites. « Et puis dans l’idéal», ajoutait-il, « il faudrait pouvoir perdre le lecteur »... Mais pas d’inquiétude…vous serez aidé dans cette exercice. Je vais vous confier les tableaux que vous aurez à illustrer. Et moi pendant que le grand ténébreux me causait de laisser vagabonder mes pensées : « quand même, demander à un mec appelé Cyrille Le Diable d’écrire sur des vierges polonaises… C’était là le signe d’une très grande perversion !» Mais bon, je ne me suis jamais défilé face à un travail de quelque sorte que ce soit… Et puis une commande restait une commande même si elle n’allait pas forcément me rapporter lourd. Nous signâmes une convention, non écrite certes, mais qui valait tous les pactes… « N’oubliez-pas », me conclut-il, « à la date où je vous réclamerai les textes, il faudra vous exécuter avec toute la célérité requise »… Oh, je n’avais guère été attentif à cette dernière mise en garde… D’une part, car j’avais pris de l’avance. Pour les trois premières peintures, je n’avais pas eu trop de mal à torcher un texte honorable… Mais là, cette peinture, la dernière commande m’ennuyait. Oh rien à voir avec l’œuvre elle-même qui comportait une dose non négligeable d’informations (un cheval écorché, une vierge boudeuse, un bambin en armure)…. Mon problème était lié à un sentiment que connaît nombre d’auteurs… La panne… La bonne et vieille panne des familles ! Je ne parle pas ici de panne mécanique bande d’obsédés du cul, mais de celle de l’inspiration. L’équation était simple, je ne parvenais pas à raconter une histoire digne de ce nom, la date butoir avançait et face à cette difficulté d’un genre insurmontable, je me réfugiais dans les paradis artificiels : le mauvais alcool à fort pourcentage et les filles d’exécrable vie… Quel malheur. Et oui… car autant l‘admettre, hélas, trois fois hélas… depuis hier, c’était la guerre dans le royaume de Polandie. Et coquin de sort, dans cette implacable campagne, il n’était pas que les hommes à croquer les pissenlits par la racine… la gent Equine, aussi payait un lourd tribut. Ils ne mouraient pas tous mais tous étaient frappés. Ah elle en prenait pour son grade, la plus noble conquête de l’homme ! Impossible de reconnaître désormais cette grande nation amoureuse du cheval où un hongre comme un pur-sang arabe étaient autrefois considérés à l’égal des Dieux : des animaux sacrés ! Michael Sarrazin, un envoyé de la Sublime Porte laissait libre cours à son écœurement dans quelques lettres sibyllines adressées en persan au sultan en personne : « Votre altesse sera bien étonnée d’apprendre que le proverbe de Sydney Pollack a désormais cours au royaume de Polandie… Hélas, votre sérénissime, trois fois hélas, ici aussi, on achève bien les chevaux !». La guerre, la plus terrible des fatalités terrestres, abattait son noir ramage sur la terre de Polandie. Les fermes de campagne, les champs de blé et d’orge, les vertes prairies d‘herbe à bisons, les vallons repus, les grandes forêts millénaires… Tout avait été dévasté. Ne restait plus qu’une odeur de poudre et de sang. Une terre grise comme le salpêtre impropre à toute culture. Le sol était jonché de cadavres, carcasses, squelettes… Une union contre-nature où hommes, arbres et mammifères s’étaient trouvés mêlés. Corps en putréfaction, charniers fumants de miasmes, râles lugubres et fracas du fer dans les chairs… un pur témoignage de haine ordinaire. Seuls, parmi les vivants, trônaient en haut des corps, tels de sinistres étendards, les vautours, les corbeaux et les rats… La peste, la dévastation et la vermine pour seules alliées, la Polandie s’enfonçait lentement dans la tragédie… Le temps passait, j’étais le dernier contributeur en date… celui dont le sort du livre dépendait. Le seul à bloquer la publication de l’ouvrage… Les menaces du concepteur de l’œuvre, mon presque homonyme, étaient manifestement dissimulées mais à condition d’être suffisamment lucide, elles ne souffraient pas matière à interprétation. Il avait beau me dire : « t’inquiète, mon grand, prends ton temps, on n’est pas pressé », je savais que dans son for intérieur il pensait : « ce grand dépendeur d’andouille… cette raclure de chiure à bidet… Il exagère. Il pousse le bouchon vraiment trop loin, putain ! Ah, il veut la guerre et ben il va l’avoir. Y va falloir qu’on pense à lui faire la peau, t’entends Monica ! » S’il y en avait bien un que la guerre n’affectait guère, c’était le dénommé Jean-Hono… Chaque jour, revenant du champ de bataille, les charrettes des pillards équarisseurs lui apportaient sa ration de barbaque : bavettes, côtes, escalopes, épaules, tripes, foies, cœurs, cervelles… Il taillait, il taillait dans ces chairs indistinctes pour procurer au peuple sa ration de muscles et d’hémoglobine. Jean-Hono avait compris tout le parti qu’il pouvait tirer du conflit. Le baroud suscitait des privations… Mais le baroud procurait aussi la viande et levait les tabous… Depuis le début des hostilités, la viande de cheval autrefois si méprisée, interdite de consommation par la reine en personne, avait atteint des prix records. 1000 Zlotous le kilo. La belle affaire. Oh oui, la guerre, ça faisait bien les affaires de Jean-Hono d’ailleurs, la guerre c’était lui qui l’avait déclenchée. Quelques mois avant que la guerre n’étreigne le royaume, régnait encore sur la Polandie une famille royale heureuse. À sa tête, la reine-mère, la veuve Anejcka XVIII, Princesse de Louloupoméranie, Soldate-Légionnaire du Christ-roi, Ordonnatrice suprême de l’Ordre de la Sainte-Croix de Korridor, Grand Echassier du Rotary-Club des buveurs de Samagon, Dame-maîtresse du corps de garde des joyeux-échangistes de Slupsk, gardienne attitrée de la foi, remarquable négociatrice… et cœur à prendre... Ah, elle était belle et gironde, la reine ! État qui cela sans dire, attirait les convoitises. Signe particulier, une allergie terrible au vin l’empêchait de goûter au plaisir de l’existence dans son ensemble. Et pourtant du vin, elle en aurait bien bu. À ses côtés, vivait une jeune femme de seulement 15 ans sa cadette, sa propre fille, la princesse Polyandra, personnage un brin falot qui ne parvenait pas à trouver sa place entre sa lumineuse maman et le génie de son frère, le prince Bambinovski. Le prince, parlons-en. En fait de prince, il n’y avait là qu’un petit morpion… Un chérubin qui n’avait pas dépassé les cinq années : ange turbulent, espiègle et réclamant toutes les attentions, il passait ses journées à trottiner sur son bâton-cheval électrique… Déjà pourtant, tous les regards convergeaient vers lui . Un jour il serait roi… Note manuscrite de l’auteur retrouvée peu après sa disparition (état fébrile) : Tu parles d’un roi, le roi d’un royaume humilié dont l’affection maternelle se détournait chaque jour toute occupée qu’elle était à se faire belle, la garce… Convoitée par cet indigne Jean Honoré, la reine d‘abord réticente était devenue moins farouche…… Ce dernier avait trouvé une bien piètre parade pour se faire accepter de la reine… Il lui avait promis qu’avant l’hiver elle pourrait boire du vin… Je le savais, il (le méchant homme) avait engagé une terrible sicaire pour m’espionner. La terrible Loumisch… Car comment comprendre autrement, le subit intérêt que cette Demoiselle L me portait autrement que par un plan secret savamment orchestré afin de me faire choir? En attendant, sa mère lui prodiguait tous les soins qu’une mère peut donner à son fils. Le poupon qui s’endormait souvent au creux de sa poitrine était pour elle une source quotidienne d‘émerveillement. Il faut admettre que l’enfant avait un QI impressionnant. Malgré son âge, c’était déjà un artiste achevé et un remarquable stratège, aussi à l’aise dans le dessin de plans techniques que dans la confection de jouets mécaniques. Un jour il serait roi. Un jour il serait le chef des armées de Polandie. Un jour il ferait la guerre… Ce jour, ô fatalitas,

vint plus rapidement que les Polandiens pouvaient l’espérer… De mémoire d’homme, la Polandie n’avait jamais été autre chose qu’un royaume pacifique… C’était sans compter les manœuvres insignes de Jean-Cyril Dragonard… Il avait bien fallu trouver un subterfuge pour déclencher cette guerre. JeanCyril n’en trouva guère qu’un seul… Il s’assura les services d’une alchimiste redoutée, la sorcière Mischlou. Celle-ci se trouva ainsi chargée par le conspirateur d’une commande un peu particulière : préparer une décoction magique. Elle s’attela à la tâche. Racines de Mandragore, œil de caméléon, huile de coco de mer, sang de cheval, poudre de bousier, poils de vigogne, écorces de frangipanier, écailles de tortue, lait de chamelle fermentée et dorure d’icône… Note personnelle de l’auteur (forte agitation) à l’intention de Monsieur V. : je n’aurais jamais dû me prêter à son petit jeu… J’espère néanmoins m’en sortir… Mon ventre me fait horriblement mal… Les gaz… quand ils veulent bien me libérer ont une odeur qui n’a rien d‘humaine… Je les en tiens pour responsable… L. me harcèle… Jour, nuit, aube et crépuscule… 40 mails par jours… mon téléphone sonne sans cesse… Je n’ose plus répondre… L’histoire n’avance pas, je me perds dans les détails et dans les noms… Je fais d’affreux cauchemars… Lui et sa goule blonde, ils semblent ne plus se soucier de moi… Ils feignent le mépris… C’est une torture des plus cruelles… Je sais qu’ils m’observent quand je dors… qu’ils instillent des images terrifiantes dans ma cervelle… Je viens de relire le Horla… cette nouvelle est incompréhensible… Maupassant est un jean-foutre… J’ai vraiment très mal au ventre… Je vais me préparer une bonne vieille recette de par chez moi… Quand l’élixir fut enfin prêt, Jean-Cyril Dragonard se présenta à la Reine. C’était une journée grise d’hiver. Le crépuscule tombait sur les mornes plaines de Polandie. La Reine se reposait dans sa chambre. Le malotru commanda à ses serviteurs qu’il fut immédiatement conduit dans les appartements royaux. « Ma reine » s’exclama l’ignoble intrigant, « souffrez de recevoir aujourd’hui deux modestes présents ». À ces mots il manda les serviteurs qui apportèrent une vulgaire caisse en bois. Vulgaire par les apparences… Car à l’intérieur se trouvait le meilleur vin du pays de Bourgogne. Vingt -quatre bouteilles de Romanée saint-vivant 1884. La surprise passée, la reine fit aussitôt montre de son déplaisir. « Mais enfin, Jean-Cyr, vous savez bien que l’usage du vin m’est interdit… » Sourire carnassier en commissure de lèvres, pour toute réponse, Jean-Cyril tendit à la Reine un verre. L’ustensile avait été préalablement rempli par ses soins de la l‘élixir de la sorcière… Un liquide à l’odeur nauséabonde s’échappait du verre. Dernière note de l’auteur (état indéterminé) à Monsieur V. : Mon ventre est au supplice… L’odeur… Je n’ose même plus la décrire… Le Diable a dû prendre possession de mes entrailles… La macération (une recette de la mère Pichon) que je me prépare chaque jour ne paraît d’aucun effet… J’ai désormais des boutons sur tout le corps… Ils me grattent épouvantablement… Avec cela, mes cauchemars vont croissant… Je n’arrive plus à dormir… Je crois avoir récemment muté… Il faut bien accepter l’évidence, je me suis métamorphosé en une sorte de nyctalope… D’ailleurs mes yeux sont devenus rouges… Et puis, il y a le cheval écorché sur la toile… il vient me tourmenter… Je lui parle de mon mal… Et lui au lieu de me plaindre, il hennit à s’en tordre les boyaux… C’est à la fois vexant et lugubre… L. semble s’être fatiguée de moi (le travail d’espionne serait-il peu rentable ?). Certes, elle m’adresse encore quelques courriels… Mais elle n’y évoque plus que des choses apparemment insignifiantes… Des accents graves ou circonflexes qui ne devraient pas se trouver dans mon texte (il semble aussi qu’elle se soit auto-proclamée correctrice officielle)… tout cela est bien dur à avaler… comme mes tisanes… je les déteste… Mon Dieu ce que cette odeur est infecte… J’ai du mal à écrire… je ne sens plus mes doigts… J’aimerais être ailleurs… Je vais lui rendre ses peintures… Je ne terminerai jamais cette histoire… Quelle importance ? Je n’ai de compte à rendre à personne… Je suis un homme libre… « Vous voulez que j’avale ça ? », fit la reine interdite… « Ma Reine, je vous avais promis deux présents… faites-moi confiance, buvez, buvez… tous vos ennuis s’en iront ! » Héron héron petit Patapon ! Elle reluqua Jean-Cyril Honoré. Elle lui avait toujours trouvé cet air mystérieux d’invraisemblable queutard… Oh cela ne lui déplaisait guère… Elle bu le breuvage. Une intense douleur lui parcourut le corps. Mais l’instant d’après, Jean-Cyril tendait jusqu’à ses lèvres lippues une autre coupe aux reflux mordorés. Il l’avait préalablement emplie de Romanée Saint-Glinglin. La Reine enquilla le pinard en deux gorgées. Dans l’instant, elle se sentie la force d’une hétaïre… La manipulation avait réussi tant et si bien que quelques heures plus tard, la diablesse se donnait sans vergogne à cet infâme ragondin de Jean-Cyril. Non contente d’avoir enfin pu goûter aux joies du nectar des dieux, la voilà qui découvrait le stupre facile. Ahahah… elle fut habile à la tâche, la drôlesse ! Une seule nuit, rendez-vous compte avait suffi à transformer la belette !?! Elle s’en trouvait pareille à ces pucelles dont les sens s’éveillent violemment à la bagatelle… À la minute où elle portait à ses lèvres l’élixir de la sorcière Mischloumoune tandis que son palais s’éveillait aux délices du vin de Bourgogne et que sa langue fouillait la bouche aux petits oignons de Jean-Cyril, elle fut une autre femme… À compter de ce jour, elle délaissa ses obligations alimentaires et abandonna ses enfants aux bons soins d’un institut tenu par une austère prussienne… Jamais plus elle n’autorisa son chérubin chéri à dormir entre ses gros seins siliconés… De ce funeste instant, le prince, ce braillard de Bambinovski ne fut plus jamais le même homme : une forte dent de lait avait poussé contre sa maternelle maman… La guerre n’avait pas encore commencé mais par le Diable… elle prenait le bon chemin…. - Monsieur Villain ? - Lui-même. - Commissaire Gaborieau du commissariat des Batignolles… Désolé de vous déranger sur votre numéro personnel et à une heure si tardive… Voilà, je fais une simple enquête de routine… Et votre nom s’y trouve involontairement mêlé… - Par Dieu, que voulez-vous dire ? - Vous connaissez M. LD ? - Bien sûr… certes mal… mais je le connais, nous avons un projet en commun… Je lui ai passé une commande… Dans quelle drôle d’histoire s’est-il donc fourré ? - Il faut malheureusement en parler au passé. Il paraît désormais avéré qu’il ait mis fin à ses jours…. Sa raison, comment dire… avait quelque peu sombré… Il se pensait persécuté… - Oh misère… Mais quelle horreur… - Vous ne croyez pas si bien dire. Son appartement était dans un état déplorable… Il n’avait pas descendu les poubelles depuis plusieurs semaines. Les toilettes étaient devenues défectueuses… Avec ça, nous pensons bien que le malheureux était victime d’une invasion de punaises des lits. - Ce n’est pas possible… - Il a laissé un manuscrit à votre intention… Nous avons également trouvé quelques notes écrites de sa main…Si nous avons bien compris… il mentionne des tableaux qu’il devait vous rendre… Les toiles sont… euh… quasiment intactes… - Mais quelle histoire… Monica, tu ne sais pas ce qui arrive ? - Écoutez, je ne vais pas vous déranger plus longtemps, M. Villain… Le plus simple serait que vous passiez au commissariat dans la semaine. Vous pourrez disposer du manuscrit, nous en avons déjà fait une copie. Et puis, vous m’en excuserez, mais, pour les besoins de l’enquête, j’ai dû le lire… Les tableaux en revanche resteront sous scellés encore quelques jours. Je dois finaliser mon rapport… Mais celui-ci ne devrait plus être très long désormais… Le suicide est entendu… - Entendu ? Commissaire, pardonnez ma curiosité… Mais qu’est-ce qui vous permet d’être aussi affirmatif ? - Votre pauvre ami ingurgitait depuis plus d’un mois une tisane de son invention… Celle-ci lui aura été fatale… - Une tisane ? - Mon Dieu oui… Le truc le plus répugnant qu’il m’ait été donné d’imaginer… Un sacré foutu mélange… nos chimistes peinent encore à identifier tous les ingrédients. Pour ce qu’ils en savent quand même le liquide contenait : des restes de son caméléon (son vivarium est désormais vide), du lait de protection solaire à base d’huile de coco (il revenait du Togo), du sang de cheval pressé (nous avons retrouvé le steak d’origine dans la poubelle), de la poudre de coléoptère (là, il a pioché dans sa propre collection d’insectes), des poils d’un mammifère (nous ne savons pas encore lequel), de l’écorce d’un arbre exotique (il a trouvé cela au Castorama de la Porte de Clichy au rayon jardin), les morceaux d’un peigne en écailles de tortue (il appartenait à son ex-femme), du lait de chèvre fermenté (ça, il le fabriquait lui-même) et… de la peinture dorée… De la peinture qu’il avait grattée sur vos icônes… n’est-ce pas invraisemblable ? Mais vous ne savez pas le plus étrange ? Aucun des ingrédients mentionnés n’est mortel… À l’exception d’un seul… La peinture… Le jaune doré que vous avez utilisé dans vos œuvres contenait en quantité suffisante de l’arsenic pour tuer un bœuf à petit feu… « Ses derniers jours ont dû être un enfer » poursuivit le commissaire sur un ton contrit… Les symptômes de l’arsenic dans les derniers moments sont terribles : je vous passe les détails les plus triviaux… Pour le reste, on constate souvent chez le malade des douleurs extrêmes : convulsions et crampes d’estomac, sueurs froides, lividité des extrémités, traits tirés, yeux rouges et brillants… Et puis une longue phase de délire paranoïaque… et la mort… Pour être honnête, je ne sais pas comment il est parvenu à parachever votre commande dans cet état… Mais, il faut pourtant se rendre à l’évidence, M.Villain, malgré un certain relâchement de style dans les dernières pages et quelques menues incohérences, son manuscrit est terminé… » Quant à savoir si le Prince Bambinowski a finalement gagné la guerre, s’il s‘est réconcilié avec sa mère, a châtié le félon. … Hé hé vous m’en demanderiez trop… c’est là une autre histoire… Je vous laisse donc l’imaginer… Cyrille Le Déaut


Oddech PoMOCy - Souffle du Secours et du Pouvoir - The breath of Help and Power 100 x 100 cm

37


Commission…

38

“A hundred pounds of skinned flash… Not a gram less… Thirty footsteps ahead, in a place called the Butcher’s Block of the North, in the outskirts of Cracoco, towered the sinister walls of the Butchery Sharal… At the entry stood a weasel-faced butcher specialising in horsemeat. As hard as nails, as sly as a fox… but a renowned artist, a certain Jean-Honoré Dragonard, Jean-Hono for friends: the king of the hand drill, the prince of the hatchet. Mozart of the cleaver, who would chop a nag at the sound of a trumpet… a virtuoso of boning in a trench mortar version. Oh, the sweet broadside of the barrel was taking its toll…” That’s how I imagined the beginning of the story T18 OdPo 100x100 by Cyv2. In order to decipher the double Dutch, we need to go back to the past for a moment. A year and a half ago (I believe I still lived in Togo at the time) I got an e-mail of a particular kind… A suspicious avatar appeared from the message. Sort of a mystical blazon with a yellow faun dancing in a violet rhomb. Of course there was a person behind the avatar. A fellow named Villain. He carried the same first name as me. If we add that my own family name means “Devil” in Breton, we get quite an explosive mix. The above mentioned wanted to make me an offer. As we didn’t have any free time before Christmas, we had to wait about five weeks to meet… Finally, the meeting was fixed for mid-February. We chose an Argenteuil inn, where he used to go to in his early youth. I had time to drain four Duvels before they entered the tavern. He was in the company of a woman of striking beauty. I could lie and say that she caught my attention first… but the truth is that his sombre eyes, his incredibly pale forehead and his poéte maudit hairdo virtually captivated me. Without any attempt to please, he made his very presence an asset in the conversation that followed: “I appreciate your work enormously…” He proposed me a commission of a quite special kind… I usually put forward such pacts… Of course, I should have been wary of such a proposition: to write in a few weeks four totally original stories illustrating some of his paintings… paintings that represent a free adaptation of Polish pietas… to write almost automatically, bearing in mind that the texts will be translated into three languages… to write as one of many anonymous writers… The only narrative constraint… He insisted that I put a recipe of my choice for a dish or cocktail. His woman and him must have been amateurs of cuisine. “Oh, I would have forgotten,” he said, “it is essential that the texts are only loosely connected with the reproduced icons. “And,” he added, “the best would be to mislead the reader-viewer… But don’t worry… You will be assisted in this exercise. I will confine you the paintings you are to illustrate.” The dark stranger made my thoughts stray: “Really, to ask a guy named Cyrille the Devil to write on Polish Madonnas… What perversity!” Anyway, I have never got out of any work, whatever it was… And a commission was a commission even if it wasn’t going to make me rich. We signed an agreement, not a written one, naturally, but worth of all the pacts… “Don’t forget,” he concluded, “the day I will claim the texts, you will have executed them with no delay…” Oh, I haven’t noticed this last warning… Partly, because I took an advance. With the first three paintings I had no difficulty with dashing off decent texts… But this one, this painting, the last commission bothered me. Oh, nothing to do with the canvass itself. It contained a substantial dose of information (a skinned horse, a sulky Madonna and a tot in an armour)… My problem was connected with a feeling known to many writers… The block… The good old gigantic block! I do not mean penile block but the lack of inspiration. The situation was clear, I wasn’t able to produce a satisfying story, the deadline was approaching and, facing insurmountable difficulties, I escaped to artificial paradise of bad high percentage alcohol and easy girls… What misery… And yes… Alas, three times alas… since yesterday there has been a war in the kingdom of Polandia. Oh, the evil fate, in the merciless country not only men were dropping dead… The equine species was also paying a heavy price. Not all lost their lives but all were concerned. Oh, such a degradation to the most noble animal ever tamed by man! Unrecognizable the great nation, once a big lover of horses, considering a simple gelding and a Pure Blood Arab horse equal to gods – sacred creatures! Michael Sarrazin, an envoy of the Sublime Porte, expressed his repugnance in sibylline letters that he wrote in Persian to the sultan himself: “Your Majesty will be surprised to learn that Sidney Pollack’s byword has come true in the kingdom of Polandia… Alas, Your Serene Highness, three times alas, they shoot horses even here!” A war, the most terrible of the world’s calamities, spread its black wings over the lands of Polandia. Farms, wheat and barely fields, green meadows of bison grass, lush valleys, old virgin forests… All laid waste. Only the smell of powder and blood stayed. The soil was grey as saltpetre, unable to yield any harvest. Scattered corpses, carcasses, skeletons… A union against nature, with people, trees and mammals mixed together. Decomposing bodies, mass graves emitting miasma, a mournful rattle and a clash of weapon in the flesh… a pure testimony to ordinary hatred. Over corpses, like sinister battle flags, reigned vultures, ravens and rats… Pest, devastation and vermin were the only allies; Polandia was slowly sinking into tragedy… Time was passing, I was the only contributor left… the one on whom depended the fate of the book. The only one blocking the work’s publication… The threats of the author (my near homonym), apparently invisible, were clear enough. He could tell me, “Don’t worry, my friend, take your time, we’re not in a hurry.”Yet, I knew what he was thinking deep in his heart, “the diddly shit… the tinker’s tam… He’s really abusing. Damn it, he’s driving me round the bend! He wants a war, right, he will have one. Listen Monica, we’ll need to think how to bump him off!” If there was a single person not affected by the war, it was certainly our Jean-Hono… Every day, carts of looters came back from battle fields delivering him new portions of meat: flanks, chops, breasts, shoulders, tripe, livers, hearts, brains… And he cut, he chopped those indistinct bodies in order to supply people with a ration of muscles and haemoglobin. Jean-Hono made the most of the conflict. War provokes privation. But it also generates meat and breaks taboos… Since the beginning of the bloodshed, horsemeat, otherwise despised and prohibited by the queen herself, reached the record price of 1000 zlotoos per kilogram. Beautiful business. Oh yes, the war was beneficial to Jean-Hono’s trade, he was the one who triggered it. A few months before Polandia was seized by the war, the kingdom had been still ruled by a happy royal family. At its head, the Queen Mother, widow Agneshka XVIII, Princess of Lulupomerania, Soldier-Legionnaire of Christ the King, the Supreme Chief of the Holy Cross of Corridor, Great Wadingbird of the Rotary Club of Moonshine Drinkers, Mistress Dame of the Jolly Swingers’ lodge of Slupsk, the Defender of Faith, a remarkable negotiator… and available… The Queen was beautiful and full-figured! A situation that aroused desires. What was weird, the queen’s suffered from a horrible allergy to wine, which prevented her from tasting all the pleasures that life could offer. And yet, wine she would certainly like to drink. At her side lived a young lady, only 15 years her junior, her daughter Princess Polyandra, a personality somewhat dull, finding it difficult to find her place between an illustrious mother and a genius brother, Prince Bambinovsky. Let’s talk about the prince. In fact, it was just a little imp. A little cherub of barely five years old, a small lively moppet requiring all the attention, who passed his days riding an electric pony… Yet, all the eyes were turned towards him. One day he will be a king… The writer’s handwritten note found shortly after his disappearance (the state of fever). “Oh, the king, a humiliated king every day more deprived of his mother’s affection as the tart was thinking only of how to make herself more beautiful… Desired by the scoundrel Jean-Honoré, the queen at first reluctant, finally became less savage. The latter found a wicked plot to approach the queen… He promised her that before winter she would be able to drink wine…” I knew it, he (the villain) rented a terrible assassin to spy on me. The terrible Loumisha… ‘Cause how to understand Miss L’s sudden interest in me if not as a secret scheme designed for my peril? In the meantime, his mother was giving him all the care that any mother can give to her son. The baby, who often fell asleep in her bosom, was her everyday source of wonder. It should be noted that the child’s IQ score was impressive. Despite his age, he was an accomplished artist, a remarkable strategist, exceeding in technical drawing as well as in the construction of mechanical toys. One day he will be a king. One day he will become the commander-in-chief of the Polandian armed forces. One day he will lead a war… The day, oh fatality, came sooner than Polandians might have expected… From time immemorial, Polandia had been a peace-loving kingdom… It happened without doubt due to particular manoeuvres of Jean-Cyril Dragonard… The war must have broken out because of a ploy. Jean-Cyril conceived a good one… He assured for the services of a fearful alchemist, the witch Mischlou. The plotter charged her with quite a particular task: to prepare a magic potion. She got down to the job. Root of mandrake, camel’s eye, oil of the coco de mer, horse’s blood, dung beetle’s powder, vicugna’s bristle, bark of evergreen shrub, tortoise shell, fermented camel’s milk and icon’s gilt…

The author’s personal note (strong agitation) addressed to Mr V. “I should never have got entangled in his little game… I hope I’ll get out of it eventually… I have a terrible stomachache… Wind… When it tries to relieve me, its stench is simply inhuman… I hold them responsible… L. is harassing me… Day, night, at dawn, at dusk… 40 mails per day… my telephone is constantly ringing… I don’t dare to answer it any more… The story is not moving on… I’m getting lost in details and names… I keep having terrible nightmares… Him and his ghoulish blonde are pretending not to care about me any more… They’re feigning contempt… It’s the cruellest torture… I know that they observe me when I sleep… that they instil terrifying images in my mind… I’ve jest re-read The Horla… the story is incomprehensible… Maupassant is a fuckwit… My stomach is really in pain… I’ll prepare myself a good old recipe…” When the potion was finally ready, Jean-Cyril Dragonard went to the Queen. It was a grey winter day. Twilight was falling on dreary Polandian plains. The Queen was resting in her chamber. The boor ordered her servants to lead him immediately to the royal apartments. “My Lady!” exclaimed the horrid schemer. “Please accept two modest gifts.” At these words, he summoned the servants to bring in an ordinary wooden case. Only apparently ordinary… For inside there was the best wine of Bourgogne. Twentyfour bottles of Romanéé Saint-Vivant 1884. After a moment of surprise, the Queen expressed her disapproval. “Why then, Jean-Cyr, you know very well I can’t drink wine…” Jean-Cyril answered with a predatory smile in the corners of his mouth and gave the Queen a glass. The goblet was filled with the witch’s potion… A foul odour was escaping from the container. The author’s last note (undetermined state) addressed to Mr V.: My stomach is undergoing tortures… The stink… I don’t even dare describe it… Devil must have taken possession of my entrails… The maceration (one of mother Pichon’s recipes) that I prepare every day doesn’t seem to have any effect… I got spots all over my body… It’s terribly itching… To top it all, my nightmares are worse and worse… I can’t sleep any more… I believe I’ve mutated recently… Let’s face the truth, I have transformed into some kind of a night creature… Besides, my eyes have become red… And this skinned horse from the painting… He comes to torment me… I tell him about my misery… And him, instead of taking pity on me, he neighs and cracks up. It is vexatious and dreary at the same time. L. seems to have got tired of me (would spying be a badly paid job?) Certainly, she occasionally writes to me… But only about insignificant details… Grave or circumflex accents in wrong places in my text (it seems that she has proclaimed herself my official corrector)… all this is hard to take… just like my herbal tea… I hate it…. My Lord, the odour is really vile… I find it hard to write… I can’t feel my fingers any more… I‘d like to be somewhere else… I will give him back his paintings… I will never finish the story… Does it matter? I don’t owe anything to anyone… I’m a free man… “You want me to drink this?” asked the forbidden queen… “My Lady, I have promised you two gifts… do trust me, drink, drink… all your troubles will disappear! Hickory dickory dock, two mice ran up the clock! She glanced at Jean-Cyril Honoré. With his mysterious aura, he always seemed an incredible lady killer to her… Oh, not that it upset her… She drank the beverage. An intense pain ran across her body. But after an instant Jean-Cyril approached to her full lips another goblet with golden brown reflexes. Beforehand he filled it with Romanéé Saint-Glinglin. The Queen drained the booze in two gulps. Immediately after she felt the force of a harlot… The scheme proved so successful that a few hours later the tart shamelessly gave herself to the infamous weasel, Jean-Cyril. Overjoyed that she could finally taste the pleasures of gods’ nectar, she also discovered debauchery. Oh oh oh… and the wench proved skilled at the task too! A single night was enough to turn her into a cocotte!?! She was like an innocent girl whose senses woke up violently at the first coupling… The minute when she raised the potion of witch Mischloumoune to her lips, when her palate woke up to the delights of Bourgogne wine and her tongue meticulously explored Jean-Cyril’s mouth, she was already a different woman… Since then she abandoned her parental duties and put her children under the care of an institute run by an austere Prussian… Never again did she allow her sweet cherub to sleep in between her huge silicone breasts… Since this fateful day, the prince, nipper Bambinovski, has never been the same man: a strong milk tooth grew between him and his maternal mum… The war hasn’t started yet but sure as hell, it was on the way… “Mr Villain?” “Speaking.” “Superintendent Gababorieau from Batignolles police station… Sorry to disturb you on your personal number at this time… Anyway, I’m conducting a routine investigation… And your name has been accidentally involved in the affair…” “Good Lord, what do you mean?” “Do you know M. LD?” “Of course… not very well… but I know him, we’re working on a common project… I’ve given him a commission… What kind of bad business did he get mixed up?” “Unfortunately we should use past tense. It seems justified to say he put an end to his life… His mind, how to put it… somewhat deteriorated recently… He felt persecuted…” “It’s terrible… What a horror….” “You couldn’t put it better. His apartment was in a deplorable state… He didn’t take out his rubbish for many weeks. The toilet was out of use… We think that the poor soul was a victim of a bedbug invasion.” “Its impossible…” “He left a manuscript addressed to you… We have also found a few handwritten notes… If I understood it well… He mentioned some paintings that he had to give back to you… They are…ugh… almost intact…” “What a story… Monica, you have no idea what happened.” “Listen, I won’t bother you any longer, Mr Villain… The best if you just drop in to the police station some time in the week. You could take the manuscript, we’ve already made a copy. Besides, you must excuse me, for the sake of the investigation I was obliged to read it… The paintings, however, will stay sealed a few more days. I need to finish my report… It shouldn’t be long too… Suicide is concurred…” “Concurred? Officer, please pardon my curiosity… But what makes you so sure?” “Your poor friend had been imbibing a herbal tea of his own invention… It happened to be fatal …” “A herbal tea?” “Dear Lord, yes… The most repugnant stuff I could ever imagine… An infernal mixture indeed… our chemists are still trying to identify all the ingredients. So far they’re sure that the liquid contained: remains of his chameleon (its vivarium was empty), a sun tan milk on the base of coco oil (he had come back from Togo), blood of ground horsemeat (we’ve found the original steak in the bin), powder of beetle (here he plundered his own insect collection), a mammal’s bristle (we still don’t know which one’s), bark of an exotic tree (he found it in the gardening section of Porte Clichy Castorama), pieces of a tortoiseshell comb (which belonged to his ex wife), a fermented goat mil (he made it himself) and… golden paint… Paint which he had scraped off your icons… doesn’t it sound incredible? But you know what’s the strangest thing? None of the ingredients above is mortal… With one exception… The paint… Golden yellow, which you have used, contains arsenic in quantities able to gradually kill an ox…” “His last days must have been hell,” the policeman continued in his grim tone… “The symptoms of arsenic poisoning in the last stage are terrible: I will spare you the most obvious details… As for the rest, extreme pain is often observed: stomach convulsions and crumps, cold sweat, limb paleness, distorted facial features, red and shining eyes… And then a long phase of paranoid delusions… and death… To be honest, I have no idea how he managed to complete your commission in this state… But let’s face it, Mr Villain, despite a certain slackening of style on the last pages and a few cases of incoherence, his manuscript is finished…” And whether Prince Bambinovski finally won the war, whether he made up with his mother and punished the felon… Ha ha, you demand too much from me… this is a totally different story… I will let you imagine it…

Cyrille Le Déaut / trad. Monika Morawiec


Zlecenie…

39

„Sto funtów oskórowanego mięsiwa… I ani grama mniej… Trzydzieści kroków przed nami, w miejscu zwanym Jatką Północy, we wschodniej dzielnicy Krakoka, wznosiły się złowieszcze mury rzeźni Szaral… Przed wejściem stał rzeźnik o twarzy kuny, parający się koniną. Wredny jak pies, podły jak licho… ale uznany mistrz, niejaki Jean-Honoré Dragonard, dla zaufanch Jean-Hono, król wiertarki, książę noża. Mozart tasaka, który wykroiłby piękny kawał szkapy nawet wyrwany ze snu w środku nocy… Wirtuoz wycinania kości w wersji okopowej. Ach, słodka salwa moździerzy właśnie zbierała swe żniwo…” Oto jak widziałem początek historii P18 OdPo 100x100 Cyv2. Aby wyjaśnić ten bełkot należałoby cofnąć się na moment do przeszłości. Półtora roku temu (wydaje mi się, że wtedy mieszkałem jeszcze w Togo), otrzymałem pocztą elektroniczną osobliwą wiadomość… Z maila wyzierał awatar o dość podejrzanym wyglądzie. Coś w rodzaju mistycznego herbu z żółtym faunem pląsającym na tle fioletowego rombu. Naturalnie, za awatarem krył się człowiek. Osobnik o nazwisku Villain – Łotr. Nosił to samo imię co ja. Jeśli dodam, że moje nazwisko w języku bretońskim oznacza„Diabeł”, otrzymamy mieszankę dość wybuchową… Wyżej wymieniony chciał złożyć mi propozycję. Jako, że nie przewidzieliśmy wolnego, aż do świąt Bożego Narodzenia, na spotkanie musieliśmy czekać coś około pięciu tygodni… Ostatecznie umówiliśmy się na połowę lutego. Na miejsce spotkania wybraliśmy małą knajpkę w Argenteuil, gdzie bywał we wczesnych latach swej młodości. Miałem czas, by wychylić cztery Duvele, zanim pojawili się w drzwiach lokalu. Towarzyszyła mu kobieta o wyjątkowej urodzie. Mógłbym skłamać, że to ona pierwsza przykuła moją uwagę… ale w rzeczywistości nie mogłem oderwać wzroku od jego ciemnych oczu, niezwykle bladego czoła i fryzury poety przeklętego. Bez najmniejszej próby przypodobania się, facet samą swoją obecność uczynił atutem w rozmowie, jaką właśnie rozpoczęliśmy. - Jestem pełen uznania dla pana pracy… Zaproponował mi szczególnego rodzaju zlecenie… Zazwyczaj to ja inicjuję tego typu kontrakty… Oczywiście, że powinienen zachować ostrożność wobec jego propozycji: napisać w ciągu kilku tygodni cztery oryginalne opowiadania ilustrujące kilka z jego obrazów… obrazów przedstawiających wolne wariacje na temat polskich piet… napisać niemal automatycznie, pamiętając, że teksty zostaną przetłumaczone na trzy różne języki… napisać, będąc zaledwie jednym z kilkunastu anonimowych współautorów… Jedyny wymóg narracyjny… Nalegał, żebym w swoim tekście umieścił przepis na dowolną potrawę lub cocktail. Wyglądało na to, że jego kobieta i on są miłośnikami gastronomii. – Ach, byłbym zapomniał – powiedział – kluczową sprawą jest to, by teksty miały jedynie luźny związek z moimi wersjami ikon. No i najlepiej – dorzucił – żeby zmylić czytelnika – widza… Bez obawy… w tym zadaniu panu dopomogę. Obrazy, które ma pan zilustrować, zostaną powierzone pod pańską opiekę. Pod wływem mrocznego nieznajomego moje myśli kotłowały – Nieźle, kazać facetowi o nazwisku Cyrille Diabeł pisać o polskich madonnach… Co za perwersja! No cóż, nigdy nie uciekałem przed pracą, jaka by ona nie była… A zlecenie pozostaje zleceniem, nawet jeśli kokosów z niego nie będzie. Zawarliśmy umowę, niepisaną oczywiście, ale wartą niejednego paktu… Proszę nie zapomnieć – zakończył – w dniu, kiedy zgłoszę się po teksty, będzie pan zobowiązany do wypełnienia warunków uwowy w terminie niezwłocznym… Och, nie zwróciłem uwagi na to ostatnie ostrzeżenie… Między innymi dlatego, że wziąłem zaliczkę. Bez większego trudu skleciłem odpowiednie teksty dla trzech pierwszych obrazów … Ale ostatnie płótno męczyło mnie. Nie, nie szło o sam obraz, zawierał przecież sporą dawkę informacji (odarty ze skóry koń, nadąsana madonna, dzieciak w zbroi)… Mój problem wiązał się z uczuciem znanym wielu pisarzom… Blokadą… Starą dobrą gigantyczną blokadą! Nie mam na myśli mechanicznej blokady wzwodu maniaka seksualnego, ale zastój natchnienia. Sytuacja była jasna, nie umiałem opowiedzieć porządnej historii, termin zbliżał się, a ja, pod wpływem trudności nie do przebycia, uciekłem do sztucznego raju kiepskich wysokoprocentowych trunków i dziewcząt o szkaradnych obyczajach… O ja nieszczęsny. Tak… stało się, biada, po trzykroć biada… od wczoraj w królestwie Polandii toczy się wojna. Sromota, na nieubłaganej wsi już nie tylko ludzie gryźli kwiatki od spodu… koński ród też płacił srogi haracz. Nie wszystkie konie traciły życie, lecz wszystkie cierpiały. Ach, cóż za degradacja dla najszlachetniejszego zwierzęcia, jakiego zdołał ujarzmić człowiek! Nie do poznania ów wielki naród zakochany w koniach, gdzie wałach i arab czystej krwi były niegdyś brane za równe bogom: święte zwierzęta! Michał Saracen, wysłannik Wysokiej Porty dał wyraz swej abominacji w kilku sybylijskich listach adresowanych w języku perskim do samego sułtana: „Wasza Wysokość będzie zaskoczony wieścią, że powiedzenie Sydneya Pollacka stało się faktem w Królestwie Polandii… Biada, Wasza Światłość, po trzykroć biada, tu również dobija się konie!” Wojna, najstraszliwsza z ziemskich klęsk, zasnuła czarnymi skrzydłami niebo Polandii. Gospodarstwa, pola pszenicy i owsa, zielone prerie żubrówki, bujne doliny, prastare puszcze…Wszystko zdewastowane. Został tylko odór prochu i krwi. Ziemia szara jak saletra, niezdolna do wydania plonu. Usłana trupami, padliną, kośćmi… Unia zawiązana przeciw naturze, gdzie zmieszali się ludzie, drzewa i ssaki. Ciała w stanie rozkładu, gnilne wyziewy cmentarzysk, upiorne żęrzenie i trzask żelaza w truchłach… świadectwo czystej nienawiści. Nad trupami, pośród żywych, niczym posępne chorągwie tronowały sępy, kruki i szczury… Mając za sprzymierzeńców jedynie zarazę, zagładę i robactwo, Polandia powoli pogrążała się w otchłani zniszczenia… Czas mijał, byłem ostatni … byłem tym, od którego zależał los książki. Jedyną przeszkodą publikacji dzieła… Nie można było pomylić się co do prawdziwej wymowy pozornie niewidocznych gróźb zleceniodawcy, niemal mego homonimu. Mogł mówić:„Spokojnie, stary, nie spiesz się, nie ma pośpiechu”, ja wiedziałem, że w głębi ducha myśli:„Durna safandula… zakuty łeb… Leci sobie w kulki. Naprawdę, kuźwa, przegina! Chce wojny, dobrze, będzie ją miał. Słuchaj Monika, trzeba będzie dobrać mu się do skóry!” Jedyną osobą, która nie ucierpiała na skutek wojny, był niewątpliwie nasz Jean-Hono… Dzień w dzień furmanka łupieżców przywoziła mu mięsiwo: boczek, żeberka, sznycle, łopatki, flaki, wątróbki, serca, móżdżki… A on ciął i ciął w ochłapach ciał, dostarczając ludności jej rację dla krwinek czerwonych i mięśni. Jean-Hono wycisnął z konfliktu wszelkie możliwe korzyści. Wojna pociągała za sobą niedostatek… Ale dawała też mięso i niwelowała rzeczy zakazane… Od początku waśni konina, wcześniej w niełasce, zabroniona edyktem królowej, biła rekordy ceny. 1000 złotusów za kilo. Piękny interes. O tak, wojna służyła interesom JeanHono, to on ją wywołał. Kilka miesięcy wcześniej, zanim królestwo Polandii znalazło się w kleszczach wojny, w kraju panowała jeszcze szczęśliwa rodzina królewska. Na jej czele, królowa-matka, wdowa Anieska XVIII, Księżna Lulupomeranii, Legionistka Chrystusa Króla, Najwyższa Zwierzchniczka Zakonu Świętego Krzyża z Korridoru, Wielka Szczudłonoga Rotariańskiego Klubu Pijaczy Samogonu, Przełożona Kordegardy Wesołych Swingersów ze Słupska, tytularna obrończyni wiary, doskonała negocjatorka… kobieta do wzięcia… Ach, królowa była piękna i kształtna! Fakt, który siłą rzeczy budził żądze. Co osobliwe, okropne uczulenie na wino uniemożliwiało jej zakosztowania pełni rozkoszy istnienia. A tak bardzo wina byłaby wypiła. U jej boku żyła młoda dama, młodsza zaledwie o 15 lat, jej córka, księżniczka Polyandra, osobowość nieco przygaszona, z trudnością odnajdująca się pomiędzy promienną matką, a genialnym bratem, księciem Bambinowskim. Pomówmy o księciu. Właściwie był to tylko mały urwis… cherubinek, który nie skończył jeszcze pięciu latek: niesforny aniołek, figlarzątko domagające się ciągłej uwagi, całe dnie ujeżdżające elektrycznego konika na drągu… A jednak wszystkie oczy zwrócone były na niego. Któregoś dnia zostanie królem… Odręczna notatka autora znaleziona tuż po jego zniknięciu (gorączka): Och, król, upokorzony władca królestwa, którego matka, zajęta upiększaniem się, miała dla niego coraz mniej czułości, co za ladacznica… Pożądana przez niesławnego Jean-Hono, królowa, początkowo niechętna, w końcu przestała być tak nietowarzyska… Ów znalazł bowiem zradziecki sposób na zdobycie jej łask… Obiecał królowej, że nim przyjdzie zima, będzie mogła napić się wina… Wiedziałem, (ów łotr) najął okrutną skrytobójczynię, by mnie szpiegowała. Straszliwą Lumiszę… Bo jakże zrozumieć nagłe zainteresowanie Panny L, jeśli nie tajemnym planem skrzętnie uknutym na mą zgubę? Tymczasem matka dbała o niego, jak tylko matka może troszczyć się o syna. Bobas, który często zasypiał na jej piersi, był dla niej wiecznym źródłem zachwytu. Trzeba przyznać, że IQ dziecięcia robiło wrażenie. Mimo młodego wieku był już dojrzałym artystą i biegłym strategiem, celującym zarówno w rysunku technicznym, jak i produkcji mechanicznych zabawek. Pewnego dnia będzie królem. Pewnego dnia zostanie zwierzchnikiem armii polandzkiej. Pewnego dnia poprowadzi wojnę… Dzień ów, o zły losie, nadszedł wcześniej, niż Polandianie mogli przypuszczać… Od niepamiętnych czasów Polandia była królestwem nastawionym pokojowo… Stało się tak niewątpliwie w wyniku szczególnych manewrów Jean-Cyryla Dragonard… Do wywołania tej wojny potrzebny był podstęp. Jean-Cyryl go wymyślił…

Wziął na usługi straszliwą alchemistkę, czarownicę Miszlu. Ta zaś dostała od spiskowca zlecenie dość szczególne: przygotować eliksir magiczny. Wzięła się do roboty. Korzeń mandragory, oko kameleona, olej z kokosa morskiego, krew konia, proszek z żuka, sierść wigonia, kora plumerii białej, skorupa żółwia, sfermentowane mleko wielbłądzicy i złocenia z ikony… Prywatna notka autora (silne wzburzenie) adresowana do pana V.: Nigdy nie powinienen był zgodzić się na na jego gierki… Mam nadzieję, że uda mi się z tego wyplątać… Straszliwie boli mnie brzuch… Gazy… kiedy chcą mi ulżyć, wydzielają nieludzki odór… To oni są za to odpowiedzialni… L. mnie prześladuje… Dniem, nocą, o poranku, o zmroku… 40 maili dziennie… mój telefon bez przerwy dzwoni… Już nie mam odwagi go odbierać… Opowiadanie nie posuwa się, gubię się w szczegółach, mylą mi się imiona… Mam okropne koszmary… On i jego upiorna blondyna udają, że się mną nie przejmują… Udają, że mnie lekceważą… To najokrutniejsze tortury… Wiem, że obserwują mnie kiedy śpię… że wtłaczają przerażające obrazy do mojego umysłu… Właśnie po raz kolejny przeczytałem Horlę… ta nowela jest niezrozumiała… Maupassant to świr… Naprawdę boli mnie brzuch… Zaraz przygotuję sobie stary dobry przepis z moich stron… Kiedy eliksir był już gotowy, Jean-Cyryl Dragonard stawił się przed Królowa. Był to szary zimowy dzień. Zmierzch kładł się na posępne równiny Polandii. Królowa odpoczywała w swej komnacie. Grubianin kazał slużbie natychmiast zaprowadzić się do apartamentów królewskich. – Królowo – zawołał niecny intrygant - przyjmij pani dwa skromne podarki. - Po tych słowach polecił służbie wnieść prostą drewnianą skrzynkę. Prostą tylko z pozoru… W środku bowiem znajdowało się najlepsze wino z regionu Bourgogne. Dwadzieścia cztery butelki Romanée Saint-Vivant, rocznik 1884. Po chwili zdumienia, królowa dała wyraz swemu niezadowoleniu. - Ależ, Jean-Cyr, przecież dobrze wiesz, że nie wolno mi spożywac wina… W odpowiedzi Jean-Cyryl, z chytrym uśmieszkiem w kąciku ust, podał królowej puchar. Naczynie wypełnione było po brzegi eliksirem czarownicy… Z kielicha wydobywała się cuchnąca woń. Ostatnia notka autora (stan nieznany) do pana V.„Mój żołądek przechodzi katusze… Smród… Nie śmiem go nawet opisać… Nad moimi wnętrzościami władze musiał przejąć Diabeł… Wywar (receptury matki Pichon), jaki przyrządzam sobie codziennie, wydaje się nie mieć najmniejszego działania… Dostałem za to wysypki na całym ciele… Swędzi nie do zniesienia… Do tego mam coraz gorsze koszmary senne … Nie mogę już spać… Mam wrażenie, że ostatnio uległem pewnej metamorfozie… Trzeba to sobie powiedzieć prosto w twarz, zacząłem widzieć w ciemnościach… Co więcej, oczy zrobiły mi się czerwone… W dodatku oskórowany koń z obrazu… przychodzi mnie dręczyć… Mówię mu o moim nieszczęściu… A on, zamiast się nade mną litować, rży i zrywa sobie boki… To mnie denerwuje i jednocześnie przygnębia… L. jakby się mną zmęczyła (czyżby praca szpicla nie jest zbyt dobrze płatna?) Oczywiście, zdarza jej się jeszcze do mnie napisać… Ale wyraźnie porusza tylko sprawy mało istotne… Jakieś niepotrzebne kreski czy ogonki nad literami w moim tekście (w dodatku sprawia wrażenie, jakby mianowała się moją oficjalną korektorką)… wszystko to ciężko zdzierżyć… tak samo moje herbatki… nie cierpię ich… Boże, co za ohydny smród… Ledwo piszę… nie czuję już palców… Chciałbym być gdzieś indziej… Oddam mu jego obrazy… Nigdy nie skończę tego opowiadania… I jakie to ma znaczenie? Nic nikomu nie jestem winien… Jestem wolnym człowiekiem…” - Mam to wypić? – spytała zakazana królowa… - Królowo, obiecałem Ci dwa podarunki… zaufaj mi Pani, pij, pij… a wszelkie twe troski znikną! Hop hop siup siup! Obrzuciła spojrzeniem Jean-Cyryla Honoré. Przez tą jego tajemniczość zawsze wydawał się jej niezłym psem na baby… Och, bynajmniej jej to nie przeszkadzało… Wypiła wszystko. Przez jej ciało przeszedł spazm bólu. Ale juz chwilę później, Jean-Cyryl podsunął pod jej wydatne usta drugi puchar o złotawobrązowych refleksach. Napełnił go winem z winnicy Saint Pompona. Królowa wychyliła kielich dwoma łykami. Momentalnie poczuła w sobie moc hetery… Podstęp okazał sie tak udany, że kilka godzin później diablica bez żenady oddała się tej lisiej niecnocie, Jean-Cyrylowi. Uradowana tym, iż wreszcie może skosztować napoju bogów, odkryła również łatwą rozpustę. Ojojoj… wszetecznica wykazała się w tej dziedzinie prawdziwym talentem! Jedna jedyna noc wystarczyła jej, by zmienić się w łasicę!?! Podobnie, jak młode dziewczęta, których zmysły gwałtownie zbudziły się przy pierwszych igraszkach …w chwili, gdy zbliżywszy do swych ust eliksir czarownicy Miszlumany, gdy jej podniebienie obudziło się na rozkosz wina z Bourgogne, a jej język penetrował łapczywie usta Jean-Cyryla, była już inną kobietą… Tego dnia porzuciła swe obowiązki rodzicielskie i oddała dzieci pod opiekę zakładu prowadzonego przez surową Prusaczkę…Już nigdy nie pozwoliła swemu aniołkowi zasnąć pomiędzy jej wielkimi silikonowymi piersiami… Od tej zgubnej chwili książę, beksa Bambinowski, stał się nowym mężczyzną: wielki ząb mleczny wbił się między niego a jego matczyną rodzicielkę… Wojna jeszcze się nie rozpoczęła, ale do diaska… była już na dobrej drodze… - Pan Villain? - Tak, słucham. - Komisarz Gaborieau z komisariatu Batignolles… Przykro mi, że zakłócam panu spokój dzwoniąc na prywatny numer telefonu, w dodatku o tak późnej porze… Otóż prowadzę pewne rutynowe śledztwo… A pańskie nazwisko przypadkiem pojawiło sie w związku ze sprawą… - Na litość boską, jak to? - Zna pan M. LD? - Oczywiście… aczkolwiek słabo… ale znam go, pracujemy nad wspólnym projektem… Dałem mu pewne zlecenie… W co on się wpakował? - Niestety powiniśmy już o nim mówić w czasie przeszłym. Wszystko zdaje się świadczyć o tym, że sam położył kres swemu życiu… Jego zmysły, jak by tu rzec… pomieszały się nieco… Czuł się prześladowany… - Co za nieszczęście… To potworne… - Dobrze pan to ujął. Jego mieszkanie było w opłakanym stanie… Nie wynosił śmieci od kilku tygodni. Toaleta nie była w stanie użytku… Naszym zdaniem nieszczęśnik padł ofiarą inwazji pluskiew. - To niemożliwe… - Zostawił pewien manuskrypt adresowany do pana… Znaleźliśmy również kilka notatek pisanych jego ręką… O ile dobrze zrozumiałem… wspomina o obrazach, które musi panu zwrócić… Płótna te są… ehem… niemal nietknięte… - Co za historia… Monika, nie masz pojęcia co się dzieje. - Dobrze, nie będę już panu przeszkadzał, panie Villain… Najprościej, jeśli w tygodniu uda się pan na komisariat. Może pan odebrać rękopis, zrobiliśmy kopię. I musi mi pan wybaczyć, dla dobra śledztwa musiałem go przeczytać… Obrazy natomiast pozostaną zapieczętowane jeszcze przez kilka dni. Muszę dokończyć raport… To nie zajmie wiele czasu… Samobójstwo jest tu pewnikiem… - Pewnikiem? Panie komisarzu, przepraszam za wścibstwo… Ale co pozwala panu na taką pewność? - Pana nieszczęsny znajomy od ponad miesiąca popijał herbatkę własnej roboty… To ona okazała się śmiertelna… - Herbatka? - Mój Boże, tak… Najbardziej odrażające świństwo, jakie można sobie wyobrazić… Diabelna mieszanka… nasi chemicy wciąż pracują nad identyfikacją wszystkich składników. Na razie mają pewność co do tego, że płyn zawierał szczątki jego własnego kameleona (terrarium było puste), mleczko do opalania na bazie olejku kokosowego (wrócił z Togo), krew zmielonego konia (znaleźliśmy kawałki steku w kuble na śmieci), proszek z chrząszcza (tutaj splądrował swoją kolekcję owadów), sierść jakiegoś ssaka (nie wiemy jeszcze jakiego), korę tropikalnego drzewa (znalazł je w Castoramie Porte Clichy w dziale ogrodniczym), kawałki grzebienia ze skorupy żółwia (należał do jego byłej żony), sfermentowane kozie mleko (sam je spreparował) i… złotą farbę… Farbę, którą zdrapał z pańskich ikon… czy nie wydaje się to panu nieprawdopodobne? A wie pan, co w tym najdziwniejsze? Żaden z powyższych składników nie stanowi zagrożenia dla życia… Z jednym wyjątkiem… Farby… Żółtozłoty, którego użył pan w obrazach, zawierał dawkę arszeniku zdolną do stopniowego zabicia wołu… - Jego ostatnie dni to piekło – ciągnął komisarz żałobnym głosem… Objawy zatrucia arszenikiem w ostatnich chwilach są straszliwe: oszczędzę panu oczywistych szczegółów… Co do reszty, często odnotowuje się u chorego potworne bóle: konwulsje i skurcze żołądka, zimne poty, blednienie kończyn, ściągnięte rysy twarzy, czerwone błyszczące oczy… A później długa faza urojeń paranoidalnych… I śmierć… Szczerze mówiąc, nie wiem jak w takim stanie zdołał wykonać pańskie zlecenie… Bądźmy szczerzy, panie Villain, pomimo pewnego rozprężenia stylu na ostatnich stronach i kilku drobnych nieścisłości, jego rękopis jest ukończony… A to, czy Książę Bambinowski w końcu wygrał wojnę, czy pogodził się z matką i ukarał zdrajcę… ha ha, za dużo ode mnie wymagacie… to zupełnie inna historia… Pozwolę więc wam ją sobie wyobrazić… Cyrille Le Déaut / trad. Monika Morawiec


M

U

E

T

M

U

T

E

MILCZENIE Une arête plantée au milieu de ma gorge a décidé de bloquer le flot de mes prières. Petit poisson, tu voles au-dessus de mes espoirs, toutes branchies ouvertes. Plus de gargo à prendre, voyage annulé, destination hélicoïdale et retour instantané. Statique comme la couleur synthétique, figée sur la voile qui ne bat plus, tu me regardes sans vraiment porter attention à cette intrusion. Pourtant j’aurai voulu te chercher sur cette ligne d’horizon où la Baltique englouttie rames et marins. Je ne demande qu’à croire et me rouler sous tes dorures rocailles, faire corps sous ta carapace sacrée.

Cyril Villain / trad. Monika Morawiec

40

The fishbone planted in the middle of my throat decided to block the flow of my prayers. Little fish, you’re flying above my hopes, all your gills are open. No more freighter to take, the voyage is cancelled, the destination helical, the return immediate. Static as a synthetic colour, fixed on the sail, which flutters no more, you look and pay no mind to such an intrusion. Yet, I’d rather search for you on the horizon, where the Baltic devours rams and sailers. I would just like to have faith, to roll myself under your gilt rocaille, to fuse under your sacred shell.

Ość wbita w środek mego gardła zdecydowała przerwać strumień mej modlitwy. Rybko, szybujesz mi nad nadziejami, twoje skrzela otwarte szeroko. Żadnego statku, podróż anulowana, jej cel spiralny, a powrót bezzwłoczny. Nieruchoma, niczym syntetyczny kolor, zastygła na żaglu, który nie łopocze, wpatrujesz się we mnie i nie zważasz zbytnio na takie wtargnięcie. Wolałbym szukać cię na linii horyzontu, gdzie Bałtyk pochłania wiosła i żeglarzy. Pragnę tylko wierzyc i wtoczyć się pod rokoko twych złoceń, ucieleśnić pod twoim świętym pancerzem.


Milczenie - Muet - Silence 100 x 100 cm

41


Bendita tú seas entre todas las mujeres. Bendita seas, mujer de fango, de humores cristalinos. Así, hace varios años, los científicos encargados de observar diminutas partículas a través de las lentes de sus microscopios electrónicos certificaron que el setenta por ciento del polvo de los hogares no era otra cosa que células muertas de piel humana. Sería bien hermoso que el próximo día que quedemos, tras los abrazos y los comentarios divertidos sobre nuestros nuevos aspectos, nos entreguemos grandes bolsas de plástico llenas, repletas, de polvo casero que previamente habremos seleccionado. Retiraremos las células de polvo de la calle, las células de polvo de los objetos, las células de polvo de todo lo que no nos concierne y dejaremos sólo las células de polvo, bien limpias, de nuestra piel. Necesitaremos unas 130 libras, libra más, libra menos. Uno de nosotros, el que venga en coche, traerá consigo varias botellas de mucílago. Juntaremos las libras de polvo casero con el líquido vital y el milagro del homúnculo interpersonal, ante todos nosotros, se hará carne. ¿De dónde vienes? ¿Cómo te sientes? ¿Qué piensas ahora? ¿Notas mis dedos ahora que te acarician? Ah, por favor, habla ahora, habla. ¿De qué partículas de piel te sientes más orgullosa? Bendita seas entre todas las mujeres. Bendita seas, reina epitelial. Te vestiremos con amplias capas de piel humana, en número de siete. Ahora sé que te agrada la idea que te propongo. Formaremos un hermoso homúnculo de piel, la hermosa reina revestida. En las antípodas de las coordenadas que tenemos ahora mismo bajo nuestros pies, sobre nuestros pies (¿sentiste como yo un gran peso sobre tu cabeza cuando cruzaste el meridiano de Greenwich por carretera?) un hombre espera la llegada de un paquete. Aún no sabe qué espera. Espera la llegada de un paquete, espera la llegada del cartero portando un paquete, espera la llegada del cartero que introduce un papel de recogida en su buzón tras llamar varias veces al timbre y no recibir respuesta desde el interior de la casa. Mientras, el hombre se encuentra sentado en el suelo, tras la puerta, procurando no hacer ruido. Frente al espejo del recibidor, el hombre se lleva el dedo índice a la boca y reproduce el gesto de las enfermeras impresas en las paredes de los hospitales. En las coordenadas opuestas, justo sobre nuestros pies, formaremos el ser más hermoso que haya pisado la tierra. Será tan hermoso que sus pies casi no tocarán el suelo. Lo revestiremos con telas preciosas de vivos colores bordadas con hilo de oro, será regiamente coronado y cantaremos todos con idéntico tono: Gaude et laetare Virgo María, alleluia. Blessed art thou amongst women. Blessed art thou, woman of mud, of crystalline moods. Like that, some years ago, the scientists who where in charge of the observation of the tiny particles behind the lenses of their electronic microscopes certified that seventy per cent of the dust in homes was nothing but dead cells of human skin. It would be extremely wonderful if we gave each other, next time we meet, after hugs and amusing comments on our new appearances, big bursting plastic bags full of domestic dust that we would have selected in advance. We will remove the dust cells of the streets, the dust cells of objects, the dust cells of every thing that concerns us, and we will leave just the cells of the dust, neat and shinny, of our skin. We will need 130 pounds, more or less. One of us, the one who drives, will bring several bottles of mucilage. We will put the pounds of domestic dust together with the vital liquid and the miracle of the interpersonal homunculus will, in front of everybody, become flesh. Where do you come from? How do you feel? What are you thinking? Can you feel my fingers caressing you? Oh, please, speak now, speak. What particles are you most fond of? Blessed art thou amongst women. Blessed art thou, epithelial woman. We will dress you in wide tissues of human skin, put in sevens. Now I know you like my proposition. We will form a beautiful homunculus of skin, the beautiful covered queen. In the antipodes of the coordinates lying just under our feet, on our feet (did you feel like me a heavy weight on your head when you crossed Greenwich Meridian while driving) a man awaits the coming of a parcel. He doesn’t know what he is waiting for. He finds himself sitting on the floor, behind the door, trying not to make any noise. Opposite the mirror in the hall, the man holds his finger close to his mouth and reproduces the gesture of nurses printed on the walls of hospitals. In the opposite coordinates, just on our feet, we will form the most beautiful being that has ever walked on earth. It will be so beautiful that its feet won’t touch the ground. We will cover it with precious cloths in vivid colours, embroidered in golden threads, she will be queenly crowned and we will sing all in identical tone: Gaude et laetare Virgo María, alleluia.

Błogosławionaś między niewiastami. Błogosławionaś, kobieto błotnych, kobieto krystalicznych nastrojów. I tak, kilka lat temu, naukowcy zajmujący się obserwacją maleńkich cząsteczek zza soczewek elektronicznych mikroskopów, oświadczyli, iż siedemdziesiąt procent pyłu w domach nie jest niczym innym, jak martwą komórką ludzkiej skóry. Byłoby absolutnie wpaniale wymienić się, przy najbliższym spotkaniu, po uściskach i zabawnych uwagach o nowym wyglądzie, pękatymi workami na śmieci wypchanymi uprzednio wyselekcjonowanym domowym kurzem. Zdejmiemy pyłki kurzu ulic, pyłki kurzu przedmiotów, pyłki kurzu wszystkiego, co związane z nami, i zostawimy tylko, czyste i lśniące, pyłki kurzu naszej skóry. Będziemy potrzebować 130 funtow, lub coś koło tego. Jedno z nas, ten, który będzie prowadzić, weźmie ze sobą kilka butelek śluzu roślinnego. Zmieszamy kurz domowy z płynem witalnym i oto, przed oczami wszystkich pojawi się cud międzyludzkiego homunkulusa. Skąd jesteś? Co czujesz? O czym myślisz? Czy czujesz, jak gładzę cię palcami? Proszę, błagam, przemów. Które pyłki cenisz najbardziej? Błogosławionaś ty między niewiastami. Błogosławiona, kobieto nabłonka. Ubierzemy cię w szerokie płachty ludzkiej skóry, po siedmiokroć. Widzę teraz, że podoba ci się moja propozycja. Stworzymy pięknego humunkulusa skóry, cudną okrytą krolową. Na antypodach współrzędnych leżących tuż pod naszymi stopami, na naszych stopach (poczułeś, jak ja, ciężar na głowie, kiedy mijałeś, prowadząc, Południk Zero) mężczyzna czeka na przesyłkę. Nie wie dokładnie czego oczekuje. Siedzi na posadzce, za drzwiami, próbuje nie wydawać żadnych dźwięków. Naprzeciw lustra w korytarzu mężczyzna przystawia palec do ust, imitując gest pielęgniarek z plakatów szpitalnych. Na przeciwległych współrzędnych, tuż na naszych stopach, ukształtujemy najpiękniejszą istotę, jaka kiedykolwiek stąpała po świecie. Będzie tak piękna, że jej stopy nie dotkną ziemi. Pokryjemy ją cennymi , wyszywanymi złotą nicią, tkaninami w żywych barwach; będzie koronowana po królewsku i wszyscy zaśpiewamy jednym i tym samym głosem: Gaude et laetare Virgo María, alleluia.

Vous êtes bénie entre toutes les femmes. Vous êtes bénie, femme de la boue, femme des humeurs limpides. Ainsi, il y a quelques années, les scientifiques responsables d’observations des particules minuscules derrière leurs microscopes électroniques, certifiaient que soixante-dix pourcent de la poussière domestique n’était que des cellules mortes de la peau humaine. Cela serait vraiment génial, à notre prochaine rencontre, après des bisous et remarques marrantes sur notre nouveau look, si on échangeait des sacs en plastique énormes débordants de la poussière domestique que l’on aura sélectionnée auparavant. Nous enlèverons les particules de la poussière des rues, de la poussière des objets, de la poussière de tout ce qui nous concerne, en nous n’en garderons que les particules de la poussière, propres et brillantes, de notre peau. On en aura besoin 130 livres, plus ou moins. L’un d’entre nous, celui qui conduit, emportera quelques bouteilles de mucilage. On mélangera la poussière domestique avec le liquide vital et le miracle d’homoncule interpersonnel se déroulera devant les yeux de tous. D’où venez-vous ? Comment allez-vous ? À quoi pensez-vous ? Es-ce que vous sentez mes doigts quand je vous caresse ? Parlez, je vous implore, parlez. Quelles particules aimez-vous le plus ? Vous êtes bénie entre toutes les femmes. Vous êtes bénie, femme épithéliale. Nous allons vous habiller en vastes tissus de la peau humaine, par sept. Maintenant je sais que ma proposition vous plaît. Nous allons créer un bel homoncule de peau, la belle reine couverte. Aux antipodes des coordonnées situées juste sous nos pieds, sur nos pieds (est-ce que tu sentais, comme moi, un poids lourd sur la tête, en passant le Méridien de Greenwich en voiture), un homme attend l’arrivée d’un colis. Il ne sait pas ce qu’il attend. Il se trouve assis par terre, derrière la porte, et essaye de ne pas faire un seul bruit. En face d’un miroir dans le couloir, l’homme porte son doigt près de sa bouche en imitant le geste des infirmières imprimé sur les murs de l’hôpital. Sur les autres coordonnées, juste sur nos pieds, nous allons former l’être le plus beau au monde. Elle sera si belle que ses pieds ne toucheront pas la terre. Nous la couvrirons des tissus aux couleurs vives, brodés avec un fil d’or, elle sera couronnée reine et nous chanterons en voix unie : Gaude et laetare Virgo María, alleluia.

42

Víctor Gomollón / trad. GB Jessica Aliaga Lavrijsen / trad. FR+PL Monika Morawiec


Dekret - DĂŠcret - Decree 100 x 100 cm

43


Presque aucune nuit ne passe sans qu’étreindre une main ne m’écrase. Je pourris noir dans une couronne sans fond.

There’s almost no night without a grisp of a hand crashing me.

Je ne dors ni ne rêve qu’en tressaillant de longues pupilles, écartées de mes draps par l’abondance nocturne. Aucun saint ne s’attarde à mon chevet.

I rot black in a bottomless crown. I sleep and dream With a twitch of large pupils moved aside from the sheets by night abundance. No saint lingers at my bedhead.

Niemal każdej nocy miażdży mnie zaciśnięcie ręki. Gniję na czarno w koronie bez podbicia. Śpię i śnię z drżącymi źrenicami odrzuconymi z pościeli przez nocną obfitość. Żaden święty nie kołysze się nad moim łóżkiem.

Frédéric Bourgeois / trad. Monika Morawiec


Il y a ton image dans mon icône Lascive sur l’écran tactile Tu as effacé tous mes contacts Ne reste que toi dans ma mémoire Moi Bernard Subaru, j’arrive à Lourdes par l’autoroute Au fond de ta grotte, voir la lumière Mais c’est dans le noir que tu préfères Urbi et orbi et urbi et orbi… Si les chérubins savaient ce que leurs parents font la nuit On ne pourrait plus les tenir au catéchisme Salope à l’enfant C’est toujours moi qui porte la croix Fais la vaisselle, nettoie les tables des lois Te fatigue pas, Gabriel m’a tout raconté Je sais très bien qu’il n’est pas de moi Je resterai jusqu’à ce que tu te fasses l’assomption En attendant je déchiffre des modes d’emploi en suédois Pas besoin d’être charpentier pour ça.

There’s your image on my icon Lascivious, on the touchscreen You’ve erased all my contacts There’s only you in my memory

Twój wizerunek jest na mojej ikonie Zmysłowy, na dotykowym ekranie Wymazałaś mi wszystkie kontakty W pamięci zostałaś tylko ty

I, Bernard Subrau, Arrive to Lourdes by the motorway To see light at the bottom of the cave But you prefer it in the darkness Urbi et orbi et urbi et orbi… If the cherubs knew what their parents do at night It would be impossible to keep them at their catechism

Ja, Bernard Subaru, Dojeżdzam do Lourdes autostradą By na dnie twojej groty zobaczyć światło Ale ty wolisz po ciemku Urbi et orbi et urbi et orbi… Gdyby cherubiny wiedziały, co ich rodzice robią w nocy Nie dałoby się ich utrzymać przy katechiźmie

Slut with a child It’s always me who carries the cross Do the washing up, clean the stone tablets Spare yourself the trouble, Gabriel told me everything It’s not mine I’ll stay until you do the assumption In the meantime I’ll decipher the Swedish manual You don’t need to be a carpenter to do it.

Wydro z dzieciątkiem To ja ciągle noszę krzyż Pozmywaj naczynia, wyczyść kamienne tablice Nie wysilaj się, Gabriel wszystko mi powiedział Nie jest moje Zostanę, dopóki nie zrobisz wniebowzięcia W międzyczasie odcyfruję instrukcję obsługi po szwedzku Do tego nie trzeba cieśli.

Julien Rodet / trad. Monika Morawiec

46


Mały Wóz - Le Chariot - Ursa Minor 46,5 x 33,5 cm

47


48

Miguel テ]gel Ortiz Albero / trad. GB Jessica Aliaga Lavrijsen / trad. FR+PL Monika Morawiec


Le Plancher des Vaches - Klepowisko - Terra firma 50 x 60 cm

49


They say that it was because of her sins that her nakedness was covered in delicate fur, like the hair of the hermit apostles who wandered through the desert of Sainte Baume. Her abundant hair both attracted and repelled observers, as they could not accept or ignore a woman with such uterine fervor. Therefore, she hid for forty years, beyond the rocks, beyond the birds, and combed her hair.

Pilori Il est dit qu’à cause de ses péchés, sa nudité s’était couverte d’une fourrure délicate, comme les cheveux des ermites apôtres qui erraient dans le désert de Sainte Baume. Son abondante chevelure à la fois attirait et repoussait les observateurs car ils ne parvenaient pas à accepter ni ignorer cette femme d’une telle ferveur utérine. Ainsi, elle se cachait pendant quarante ans, au-delà des roches, au-delà des oiseaux, en se peignant les cheveux.

50

Dyby Mówi się, że przez grzechy jej nagość pokryła się delikatną szczeciną, niczym włosami apostołów pustelników zmierzających przez pustynię Sainte Baume. Jej bujne włosy zarazem przyciągały i odstręczały patrzących, nie mogli bowiem ni przyjąć, ni zlekceważyć niewiasty o tak łonowym żarze. Dlatego, przez lat czterdzieści ukrywała się za skałami, za ptakami, czesząc włosy.

Jessica Aliaga Lavrijsen / trad. Monika Morawiec


Dyby - Pilori - Pillory 55 x 38 cm

51


Tu dresses haut ta confiance en toi mais tu t‘acharnes à l’éteindre, Le piège se referme sur sa propre construction, les pas dans la neige molle s’échappent, montent au ciel. Les années vécues sans volonté, renflées d’amours éparpillées, vaincues par la force d’un autre qui s‘efface. Au-delà de ta chair de fibres blême, la brume des marécages bronze précipite tous les trophées au fond d’un gouffre ; seules flottent illusions oisives et crasses barricades.

The Gate You keep high your self-confidence and yet you strive to quench it. The trap closes at itself, the footsteps in the soft snow break away, ascending to heaven. Years passed without volition, bloated with scattered loves, overpowered by one, now fading away. Beyond your flesh of pale fibres, vapours of brown swamps push over their trophies into the depth of an abyss; only idle illusions float, and filthy barricades.

52

Wrota Nosisz wysoko swą pewność siebie, lecz zawzięcie próbujesz ją zgasić. Pułapka wpada we własne sidła, kroki na miękkim śniegu ulatniają się, wstępują do nieba. Lata przeżyte bez chęci, nabrzmiałe od rozrzuconych miłości, zwyciężone siłą jednej, która już blaknie. Nad bladymi włóknami twego ciała, opary brunatnych trzęsawisk strącają swe trofea w czeluść; na powierzchni unoszą się tylko próżniacze złudzenia, plugawe barykady.

Cyril Villain / trad. Monika Morawiec


Wrota - La Porte - The Gate 55 x 38 cm

53


Satan, La tentation ne bat plus assez fort dans nos cœurs alors que tes noirs tourments résistent, évidente. Les sucs peuvent bien caraméliser nos vaisseaux, bouillir nos cellules, nos influx nerveux griller. Tu tires tant de complaisance pour le négatif, l’eau-forte. L’aveuglement se dresse face à la beauté des éclairs, blessures sur les tentures du ciel. La gardienne des brebis carbonisées n’a rien à découvrir de plus dans la pureté des dogmes, alors qu’il y a tant à découvrir sous tes ailes obscures, tant de nuits rêvées à chérir. Ton attribution sur l’esthétique des maladies, la personnification des virus passent une pommade de soufre sur la misère. Fais-tu vraiment trembler la terre ? Abrasif brasero, tu brûles d’une flamme trop réelle, vive.

Satan, The temptation doesn’t beat strong enough in our hearts while your black torment resists. The juices can caramelise our blood-vessels, boil our cells, grill our neurons. You have so much indulgence for the negative, oh aquatint. Blindness rises in front of the beauty of thunders, wounds on the curtains of the sky. The shepherdess of carbonised sheep has nothing more to find in the purity of dogmas, and so much to discover under your dark wings, to cherish so many dreamt nights. Your granting to the aesthetics of illnesses, the personification of viruses apply a lotion of sulphur on the misery. Do you really make the earth tremble? Abrasive brazier, you burn with too real a flame, vivacious.

Szatanie, Pokusa nie bije już dostatecznie mocno w naszych sercach, choć trwają twe ciemne udręki. Soki mogą skarmelizować naczynia krwionośne, ugotować nasze komórki, upiec neurony. Masz tyle łaskawości dla negatywu, akwaforto. Zaślepienie wznosi się naprzeciw piękna błyskawic, ran na zasłonie nieba. Pasterka zwęglonych owiec nie ma już nic do znalezienia w czystości dogmatów, a tyle do odkrycia pod twymi mrocznymi skrzydłami, do ukochania tyle wyśnionych nocy. Twoje prawo estetyki choroby, personifikacja wirusa, kładą siarczaną maść na nieszczęście. Naprawdę sprawiasz, że ziemia się trzęsie ? Palący kotle, płoniesz ogniem aż nazbyt realnym, i żywym.

Cyril Villain / trad. Monika Morawiec

54


Szatan - Satan - Satan

55

41 x 24 cm


Lucifer, Tu n’existes pas plus loin que ces images de toi, purges des cauchemars délicieux ; Tes inventeurs se sont perdus en chemin, trop de destinations, Ta forme floue se déforme en grimaces et éblouit le veilleur de nuit, Tes attributs transpercent fausses pudeurs et phantasmes enfouis, prêts à pointer leurs rougeurs. Amorale norme, tu annules toutes frontières, fissures tous barrages, L’universel ruisselle, les algues tapissent ma gorge comme autant d’amygdales écarlates. Erudit qui ne dit mots, tes maux me parlent pourtant, le doute s’assoie sur la face des certitudes. Silhouette distendue vermeille ; le florilège des ingrats qui ne cherchent pas à deviner ton élégance est happé par la voie lactée, phosphorescente. Apologie du vide de l’inexistence, esprit débordant prés du corps, l’autre coté si bien vanté. Lucifer, You don’t exist beyond the images of yours, a purgative of delicious nightmares; Your makers got lost on the way, there were too many destinations, Your blurry silhouette distorts in grimaces, and blinds the night watchman; Your attributes go through a false reserve and hidden phantasms, their redness is on the point of hardening. Amoral norm, you nullify all frontiers, all dams, The universe is dripping, algae is carpeting my throat and scarlet tonsils. The wordless erudite, your illnesses talk to me, the doubt sits on the surface of certitude. The extending ruby silhouette; the flock of the ungrateful, who don’t seek to perceive your elegance, is seized by the phosphorescent Milky Way. The apology of the void of inexistence, a spirit building up next to the body, the much vaunted other side.

Lucyferze, Nie istniejesz dalej, niż w wizerunkach, tyś środkiem na przeczyszczenie po smakowitych koszmarach; Twoi stwórcy zgubili się po drodze, przez mnogość kierunków, Twój niewyraźny kształt wykrzywia się w grymasach, oślepia czuwającego w nocy; Twe przymioty przeszywają fałszywy wstyd i skryte chimery, aż twardnieją ich różowości. Amoralna normo, unieważniasz wszelkie granice, rozsadzasz wszystkie tamy, Wszechrzecz sączy się, wodorosty ścielają mi gardło i szkarłatne migdały. Erudyto bez słów, przemawiasz do mnie swymi udrękami, na powierzchni przekonań osiada zwątpienie. Wyciągnięta rubinowa sylwetko; niewdzięczników, którzy nie dostrzegają twej elegancji, wsysa fosforyzująca mleczna droga. Apologio pustki nieistnienia, duchu wylewający się przy ciele, pochwalona druga strono. Cyril Villain / trad. Monika Morawiec

56


Lucyfer - Lucifer - Lucifer 40 x 20 cm

57


Kostium jest dziwaczny. Ostentacyjnie ludyczny, naiwnie wschodnioeuropejski. Krępuje ruchy. Uwiera w okolicy szyi. Zniekształca samogłoski. I zamieszkane jest każde ich słowo Reinerze, zamieszkać słowo Swobodnie odmieniać przez przypadki zdziwienia i złości Ujarzmić w szyku zdania Zadać gwałt żartu i metafory Nadać mu własny głos Banalne podporzadkowanie. Gdyby tak oryginał nie mógł istnieć bez swych tłumaczeń Osobliwa trójgłowa symbioza Przeglądających się w sobie znaczeń - Czy wiesz, ze słowo zgliszcza jest nieprzetłumaczalne? - Rozśmieszasz mnie. Nie, to nieprawda Że wyrywana mandragora Wydaje z siebie Krzyk To mit

The costume is odd. Ostentatiously folkloric, naively Eastern European. It constrains movements. Pinches the neck area. Distorts vowels. And all their words are already occupied To occupy a word, Reiner. To decline it smoothly by cases of surprise and anger To tame it in the syntax To violate with a metaphor, a joke To give it your own voice A banal subjection What if the original couldn’t exist without its translations An odd three-headed symbiosis Of self reflecting meanings “Do you know the word zgliszcza is untranslatable?” “You make me laugh” No, it’s not true That a mandragora pulled out of he soil Makes A cry It’s a myth

58

Le costume est insolite. Ostensiblement folklorique, naïvement d’Est. Il contraint les mouvements. Serre le cou. Déforme les voyelles. Et tous leurs mots sont déjà habités. Habiter un mot, Reiner Décliner-le sur le mode de la surprise et de la colère Dompter-le dans la syntaxe Violer-le avec une plaisanterie, une métaphore Donner-lui sa propre voix Un subordination banale Et si l’original n’existait pas sans ses traductions Une symbiose singulière à trois têtes Des sens qui se reflètent « Tu sais, le mot zgliszcza n’est pas traduisible ? » « Tu me fais rire » Non, ce n‘est pas vrai La mandragore quand on l’arrache de terre Pousse Un cri C’est un mythe Monika Morawiec


Mandragora - Mandragore - Mandragora

59

50,5 x 39 cm


a i n a f o i r a M

kiej ki Bos t a M ienia Objaw e z js ażnie e najw n a w o ment udoku i e n r. Głów świat. a 2010 k ls i o P a r. Polsk wie 1 r. yrardo wanda 1981 a 2009 r. Ż w yk 153 j s k k ie R e ls k s o M P o o eh r. ac ie ki B ✶ Mat a Boska z Kib iu w Bielaw órzu Tepey wacja 1981 A 2006 r. g r n S k z ✶ Mat a Boska na p alupe na w gorie - Cho - Chicago, U k ad dju ✶ Mat a Boża z Gu ożej w Me uchu żółwia B k i rz ✶ Mat ienia Matk oskiej na b alia 1917 r. B w i g ✶ Obja ienie Matk imie - Portu ia 1932 r. 78 r. w t lg a ja e F b B a 12 ✶ O a Boska w uraing - Polsk lin 1949 r. le a b k e t ę B a K ✶ M a Boska w oskiej w oskiej - Lub B k iB ✶ Mat ienie Matk razu Matki cja 1876 r. h - Polska r. b w c n o ja a ✶ Ob łaczącego evoisin - Fr iu w Puława a 1985 r. k p ll n ls d e ✶ Cu a Boska z P oskiej na p Zgierz - Po B j k i e a t ✶ Ma ienie Matk ybie okienn ka 1943 r. ańsk - Polsk ls w z d o ✶ Obja a Boska na s kierkach - P mblewa, G te k ie t a S a M M w ✶ ka iej z ia 1933 r. . s k o s B o a B k i r ✶ Mat ienie Matk neux - Belg olska 1877 n w P a ja B b ie ✶ O a Boska w trzwałdz 1879 r. ie k ✶ Mat a Boska w G ock - Irlandia ela 1976 r. r. 0 r. 0 k n zu t K a ja 183 ✶ M a Boska w anii - Wene entyna 199 3 r. c n a r F rg k 5 et r. ✶ Mat a Boska w B Nicolas - A - Sycylia 19 . Katarzynie 51 r. – 1976 . r 7 2 n w k 4 1 a w Ś t ✶ Ma a Boska w S z Syrakuzó objawiony rz) - Anglia - Włochy 19 a k le k ri ✶ Mat ąca Madonn yżu, medali zowy Szkap Montichia na r ą z w n a r ✶ Płac a Boska w P y Karmel (B Mistycznej zarna Mado r y k C ✶ Mat a Boska z Gó oskiej - Róż chowskiej o B t k i s t k a ę t z a ✶ M ienia M Boskiej C w i ✶ Obja brazu Matk mie 1842 r. cja 1846 r. y o n z d R u ✶ C a Boska w Salette - Fra 1858 r. ja k a c t L n a 1 r. ✶ M a Boska w rdes - Fra . ka 164 s w u r k o o t 1 d L a brzy ✶ M a Boska w rancja 187 73 r. F aria Ze nia 1981 r. k 19 t lw a ia in a n M a K o ✶ j p tm pa i z Pon a z Akita - Ja atki Boskie corial - Hisz n a P M s ✶ k w El E ka Bos obrazu 50 r. ✶ Mat łaczącego objawia się 813 r. lska 18 o P 1 p a z ✶ Cud ja Najświęts ka - Niemcy grąblińskimm 1798 r. s a y sie ✶ Mar a Boska z Lip oskiej w le ang - Wietn r. B V 3 k i t a 0 k a t L 0 a 2 ✶ M ienie M iej w - Ukraina w i Bosk r. ✶ Obja ienie Matk opil i Liszni 8 r. - 1959 . r w 0 n r 5 6 ja e 4 1 b T ✶ O a Boska z va - Litwa olandia 19 k u H ✶ Mat a Boska z Sil sterdamu nny. k 85 aryi Pa t m 9 a A M 1 j M z a e a z e ✶ r k więts ju - Ko ka Bos ń Najś ie ✶ Mat a Boska z Na w ja k 0 ob ✶ Mat ok. 40 o n a w o odnot ku XX ie w W

c orawie ika M

n d. Mo / tra i k s Dębiń Piotr

60


arie ierge M V a l es de menté u c o d les et incipa de r p s n on paritio 0 s le m 009 e, 201 Les ap gne et dan gne, 2 e, 1531 ologn 81 o o l P l o o – P P en xiqu rdow wa – a, 19 e Zyra o – Rwand rbre à Biela peyac – Me d e m , 2006 Kibeh de Te d’un a 1 tre Da ✶ No e Dame de s un tronc r la colline roatie, 198 icago, USA h u n C tr ✶ No e Marie da uadelupe s djugorie – e tortue – C g e G n r ✶ Vie e Dame de Vierge à M ventre d’u tr o e la ur le 17 N ✶ ition d la Vierge s ortugal, 19 932 949 r a p p e ’a P gne, 1 ,1 d L e o – l n 8 u ✶ o a 7 o q i i P 2 t m g , i 1 i l Be par Fat blin ne, ✶ L’ap e Dame de eauraing – lo – Polog leure – Lu ne b p r B e t i e o u Polog ✶ N e Dame d Vierge à K Vierge q – y w 6 la ula tr la ✶ No arition de einture de rance, 187 n arbre à P ogne, 1985 F l p p ’u o p – a d l P ’a ✶ L iracle de ellevoisin un tronc Zgierz – P s à m n e e e a d r ✶ L e Dame rge d une fenêt logne tr la Vie ✶ No arition de Vierge sur logne, 1943 dansk – Po p o G la ✶ L’ap arition de iekierki – P temblewo, p a 3 S 3 p e M 9 ’a d 1 L à , e ✶ am la Vierge Belgique 877 D e r t ✶ No arition de anneux – Pologne, 1 p B – ✶ L’ap e Dame de ietrzwald de, 1879 6 r n G t a l e ✶ No e Dame d nock – Ir ezuela, 197 990 1 n r K , t e e e o ne – ✶ N e Dame d etania – V Argentin 53 atheri C 9 r e B – t t 1 s e , o n i ✶ N e Dame d an Nicola e – Sicile se de Sa 1251 S eu tr us terre, ✶ No e Dame de re à Syrac lle miracul e l g n eu ai tr n) – A ✶ No erge qui pl ris, la med ire bru hiari – i a a l V P u a à p L a ✶ arie ontic (le sc rge M ne armel ystique à M C t ✶ Vie e, 1830 Polog n , u a M o w e c o s M o Fran ame du estoch arie, R ir à Cz tre D tions de M o o N N e ✶ i rg appar la Vie 76 ✶ Les , 1947 – 19 einture de Italie cle de la p e, 1842 nce, 1846 Rom Fra mira ✶ Le e Dame de a Salette – nce, 1858 L ra tr ✶ No e Dame de ourdes – F rance, 1871 r L t e o – d n F ✶ N e Dame ntmai on, 1973 ui pleure o r P t e o d eq ap ✶ N e Dame ita – J de la Vierg 41 k tr 1 A ’ o d N ✶ e, 198 me ure , 16 tre Da de la peint a, Pologne al – Espagn o N 1850 ✶ iracle brzydowsk à El Escori 1813 ogne, l m o e P L , – e ✶ agne ierge ria Z ablin Kalwa ition de la V zig – Allem foret de Gr , 1798 p par Lei s le tnam ✶ L’ap e Dame de Vierge dan ang – Vie ine, 2003 ra tr la aV ✶ No arition de Vierge à L sznia – Uk i p a l L p t ✶ L’a arition de ernopil e nie, 1608 945 - 1959 a p 1 T ✶ L’ap e Dame de iluva – Litu Hollande, r – S t e o m d ✶ N e Dame erda e, 1985 Amst tr ✶ No e Dame de aju – Coré rge N tr te Vie n i a ✶ No e Dame de S a tr s de l ✶ No arition p p a 0 e, 40 ème siècl 0 2 u A ées. é relat t é t n o

61

Mary Virgin f o s n paritio ted ap e world n e m u h c ere in t ain do The m d and elswh n , 2010 in Pola Poland 981 – 009 w o rard wanda, 1 land, 2 1531 y o Z P f – o lawa Lady o–R 6 xico, ✶ Our ady of Kibeh e trunk in Bie ac Hill – Me tia, 1981 go, Usa, 200 a y L a e r o e r t ic r p u h C a e O C T – n ✶ ie – y in elupe o djugor in Mar a turtle ✶ Virg ady of Guad Mary in Me stomach of L in e ✶ Our rition of Virg Mary on th 917 a in 1 p g ✶ Ap rition of Vir – Portugal, , 1932 a a d, 1949 1278 m p ✶ Ap ady of Fatim ing – Belgu – Poland, ublin, Polan L L ra blo ✶ Our ady of Beau Mary in Ke g painting – L in in r g y r u ir c oland ✶ O rition of V Mary’s ce, 1876 wy – P la in a u g p P ir p V of Fran e trunk in nd, 1985 ✶A oisin – miracle tre la ✶ The ady of Pellev Mary on a Zgierz – Po L in in r g e u ir n V O Poland pa of ✶ ansk – arition on a window nd, 1943 d p G p , A o w la ✶ y temble rki – Po in Mar ✶ Virg ady of Siekie Mary in Ma 1933 , L in ✶ Our rition of Virg x – Belgium , 1877 u a d e p n ✶ Ap ady of Bann ald – Pola L 79 zw ✶ Our ady of Gietr Ireland, 18 , 1976 – L k la r c e u ✶ O ady of Kno – Venezu ine, 1990 , 1830 ia L France nt ✶ Our ady of Betan olas – Arge Sicily, 1953 Catherine – 1251 ic L t – d, ✶ Our ady of San N in Syracuse aled to Sain r) – Englan 947 – 1976 e L la ,1 y v r r u ly e a u r p a l a Sc ✶ O g Virgin M , a meda i – It , Poland r n ia w h o r ic B t a ris in ✶ Cry Mary in Pa Carmel (the stica in Mon Czestochow t y in n in g M u ir g a o V s in t ✶ f M Lady Ro na pain Lady o r ✶ Our ritions of Ou lack Madon B a ✶ App iracle of the 1842 , M , 1846 e ✶ The ady of Rom tte – France 8 L le 85 ✶ Our ady of La Sa s – France, 1 871 wska, e L ,1 r d e brzydo r c u e Z ia ✶ O ady of Lou ain – Fran r L Kalwa 3 ✶ Our ady of Pontm Japan, 197 g painting L – in ✶ Our ady of Akita Mary’s cry in L 1981 g r ir u V ✶ O iracle of Spain, – l ia r m 850 l Esco 3 ✶ The d 1641 land, 1 dy in E 1 Polan ion of Our La Germany, 18 n forest – Po 98 , 17 arit rabli ig – ✶ App ady of Leipz ady in the G g – Vietnam 3 0 L L n 0 r r ✶ Ou rition of Ou ady in La Va – Ukraine, 2 L a r ia p ✶ Ap rition of Ou il and Liszn 08 9 p a 16 ✶ App ady of Terno Lithuania, d, 1945 - 195 – L n a r la v u ✶ O ady of Silu dam – Ho L er tury. ✶ Our ady of Amst Korea, 1985 th cen 0 2 L – r e u ju h t ✶ O ady of Na ted in L ere no w y r ✶ Our a M Virgin ion of it r a p 400 ap


Aquarelle et encre de Chine sur papier Arche 01 - Duch - St Esprit - Holy Ghost

62

A4


02 - Któregoś - à qui - Whom

63

A4


03 - Panno - Oh, Vierge - Oh, Virgin

64

A4


04 - Ofiarowała - à offert - Sacrificed

65

A4


05 - W kościele - dans l’église - In a church

66

A4


06 - A odszedłszy - En partant - Having left

67

A4


07 - Któryś był biczowany - Qui a été fouetté - Who was flogged

68

A4


08 - Ciernie - Épines - Thorns

69

A4


09 - Ekwiwalencja - Equivalence - Equivalence

70

A4


10 - Walczy z śmiercią - Combattre la mort - Conquer death

71

A4


11 - Z radosnym umysłem - Avec l’esprit joyeux - With a joyful mind

72

A4


12 - Do nieba - Au ciel - To heaven

73

A4


13 - Dary - Cadeaux - Gifts

74

A4


laissez-moi let me

laissez-moi vous raconter... laissez-moi ne pas faire de son histoire une abréviation. laissez-moi vous parler de sa générosité, de ses douleurs et des trahisons. laissez-moi vous parler de cette folie qu’il avait de croire en l’homme. car je sais les souffrances de l’enfant que j’ai portés. car je sais ses combats pour une humanité. laissez-moi vous raconter. un instant. ces doux moments et ces peines insufflées. laissez-moi vous raconter ce petit enfant aux rêves incandescents. oui, laissez-moi vous raconter l’histoire de cet enfant à la vie d’homme éreintée. cet amour indicible des rejetés. son amour pour la générosité des prostituées et mi opowiedzieć… des marginaux. laissez-moi vous raconter let me tell you… do not let me pozwólcie make an abbreviation of his story. nie dajcie mi sprowadzić jego comment ce monde l ’a brisé. laissezlet me tell you about his generosity, historii do skrótu. pozwólcie mi moi vous raconter les larmes de la honte his sufferings and betrayals. let me o powiedzieć o jego hojnosci, et des regrets. laissez-moi vous raconter tell you about his folly of believing i k r z y w d a c h i z d r a d a c h . l’absurdité du monde et de la folie humaine. in man. for I know the sufferings of p oz wólcie mi opowiedzieć les corps désastreux. le triste troupeau aux the child I had carried. for I know o szaleństwie jego wiar y w yeux muselés. la peur et l’admiration. la his combats for humanity. let me c z ł o w i e k a . b o w i e m z n a m v é n é r a t i o n tell you. an instant. those sweet c i e r p i e n i a d z i e c k a , k t ó r e assassine. oui, moments and inflicted sorrows. n o s i ł a m . b o w i e m z n a m l a i s s e z - m o i let me tell you about the little child j e g o b o j e o l u d z k o ś ć . vous raconter with white-hot dreams. yes, let me poz wólcie mi opowiedzieć. gn i e n i e o k a . o s ł o d k i c h c o m m e n t j e tell you a story of the child with m chwilach i ciężkich trudach. l ’ai serré très a life of an exhausted man. this poz wólcie mi opowiedzieć f o r t c o n t r e unspeakable love for the rejected. o dziecięciu o płomiennych moi, quand le his love for generosity of prostitutes marzeniach. tak, pozwólcie mi monde l’avait and drop-outs. let me tell you opowiedzieć historię dziecka déjà t ué. ma how the world broke him. let me z życiorysem wyczerpanego d é c h i r u r e . tell you about the tears of shame mężczyzny. o tej nieopisanej s o n c o r p s and regret. let me tell you about m i ł o ś c i d o o d r z u c o n y c h . meurtri blotti the absurdity of the world and jego umiłowaniu hojności c o n t r e m o n human folly. disastrous bodies. a p r o s t y t u t e k i w y r z u t k ó w. s e i n . m o n sad flock with muzzled eyes. fear poz wólcie mi opowiedzieć, ak zmiażdż ył go świat. ventre encore and admiration. veneration kills. jpoz wólcie mi opowiedzieć plei n de son yes, let me tell you how I held him o ł z a c h w s t y d u i ż a l u . enfance et de tight to me when the world had poz wólcie mi opowiedzieć ses sou ri res. already killed him. my wrench. o głupocie świata i ludzkim m o n s e i n his bruised corpse nestled at my szaleństwie. o nieszczęsnych e s s e u l é , breast. my belly still full of his ciałach. o smutnych stadach u lt i me t r ace childhood and smiles. my forlorn z przewiązanymi oczami. o de n o t r e breast, the ultimate trace of our strachu i podziwie. o czci, love. my hands henceforth empty a m o u r . of him, empty of the softness of his która zabija. tak, pozwólcie mi mes mains désormais vides de lui, de la skin… sleep, my child, sleep. while opowiedzieć, jak trz ymałam douceur de sa peau... dors, mon enfant, my eyes burst with anger against go z całych sił w uścisk u, świat pozbawił go już dors. pendant que mes yeux sourdent de those monsters thirsty of a child’s kiedy ż ycia. o mojej rozpacz y. o colère contre ces monstres avides du sang blood. sleep, my gentle king, sleep. skatowanym ciele wtulonym de l’enfance. dors, mon doux roi, dors. I will steal your face from death d o m e j p i e r s i . o m o i m je déroberai son visage à la mort pour te to rejoin you. my sex will breed brzuchu wciąż pełnym jego rejoindre. mon sexe n’engendrera que toi. you only. my hands will carry dzieciństwa i jego uśmiechów. mes mains ne porteront que ton cœur. your heart only. my eyes will cry o mojej opuszczonej piersi, mes yeux ne pleureront que ta souffrance. over your suffering only. sleep, my ostatecznym śladzie naszej miłości. o mych ręcach, odtąd dors, mon doux roi, dors. maman est là. gentle king, sleep. mother is here.

poswolcie mi

już pustych od niego, pustych od aksamitu jego skóry… śpij, synku, śpij. podczas gdy me oczy wytrysną wściekłością na potwory spragnione krwi dziecka. śpij, mój słodki królu, śpij. wydrę twoją twarz śmierci i złączę się z tobą. moje łono wyda na świat tylko ciebie. moje ręce poniosą tylko twoje serce. moje oczy zapłaczą tylko nad twym cierpieniem. śpij, mój słodki królu, śpij. mama tu jest.

76

Naïla El Ammany / trad. Monika Morawiec


14 - Zbawienie od Pana - RĂŠdemption du Seigneur - Redemption of the Lord

77

A4


Postać kobiety (Matki Boskiej) w sztuce. • Wizerunki kobiet przedstawiane w sztuce można przypisać do dwóch odrębnych światów wartości. Z jednej strony to postacie pozytywne: boginie, patronki, kochające towarzyszki życia. Z drugiej strony, wiąże się je z wartościami negatywnymi. Przedstawiane są wtedy jako okrutne czarownice, bezwzględne i demoniczne istoty. • Wynikający bezpośrednio z filozoficzno-religijnych idei, kult Matki Boskiej wpisuje się w ten pierwszy nurt. Jego źródeł można dopatrywać się w admiracji kobiety, fascynacji jej dobrocią, łagodnością, ciepłem, ale też podziwie dla pięknego ciała. • Matka Boska jest postacią biblijną, której wizerunek był najczęściej przedstawiany w literaturze, malarstwie, rzeźbie, mimo, że sama Biblia niewiele o niej mówi. Madonna zawiera w sobie podstawowe antynomie rzeczywistości. Jej obraz funkcjonuje pomiędzy codzienną zwyczajnością a patosem, między szczęśliwością narodzin a okrutnym cierpieniem i śmiercią jej Syna. W tym samym momencie istniała jako człowiek i była także członkiem świętej rodziny. To status osoby, która łączy sprawy ludzi i świat Boga. To także misja wstawiennictwa Boskiego. W historii sztuki epizody z jej życia dostarczały całego szeregu artystycznych wizji. Najnowsze źródła podają, że istnieje trzynaście kanonów ikonografii maryjnej. W tym: • Temat Niepokalanego Poczęcia był ukazywany od XVI w. w scenie zwanej Dysputą. Marię, wolną od zmazy grzechu pierworodnego, przedstawiano przed Bogiem Ojcem, w otoczeniu Ojców i Nauczycieli Kościoła. • W XVII w. utożsamiono ją z Apokaliptyczną Niewiastą, która zwyciężyła węża. W wyniku tego wykształciło się wyobrażenie określane jako Immaculata. Otoczona światłością Maria depcze owiniętego wokół półksiężyca lub kuli świata węża lub smoka. • Jako Oblubienica Boga, Maria była utożsamiana z Ogrodem Zamkniętym Horus Conclusus, porośniętym ziołami i roślinami leczniczymi, w którym znajduje się studnia wód żywych – symbol niedostępności, wstydliwości i dziewictwa. Najczęstsze atrybuty roślinne Marii, to lilia, róża i goździk. Łącząc jej postać ze światem natury, porównywano ją do Świętej Lekarki i Szafarki Zdrowia. • Najbardziej popularnym w sztuce przedstawieniem ukazującym Marię jest Zwiastowanie. Miało ono wiele wariantów. Umiejscawiane było w domu Józefa w Nazarecie, we wnętrzach kościołów, komnat, ale też w otwartej przestrzeni, jak na przykład w obrazie Leonarda da Vinci. • W scenach Narodzenia Jezusa i Hołdzie Trzech Króli Maria, będąc Matką Boga odgrywa ważną rolę, choć jest ukazana jako jedna z wielu postaci. • Jej wizerunek bardziej jest wyeksponowany w przedstawieniach Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Wśród wielu grup kompozycyjnych stosowanych przez artystów, między innymi malarzy ikon, wyróżnia się dwa najczęściej wykorzystywane. Pierwszy z nich to pochodzący z VI w. wizerunek Matki Boskiej Hodegetrii. Przedstawiona frontalnie postać Marii i jej Syna charakteryzuje się surowością i majestatem. Jest ona wyobrażeniem „stolicy Mądrości”, na której zasiada Słowo Wcielone – Chrystus błogosławiący prawą ręką, a w lewej trzymający zwój lub księgę. W Polsce tego rodzaju przedstawienie powtórzone zostało w obrazie Matki Boskiej Częstochowskiej. • Drugi typ ikonograficzny znany od VII w. to Matka Boska Eleusa. Maria ukazana jako tronująca lub siedząca, trzyma Dzieciątko na lewym lub prawym ramieniu i przytula twarz do Jego policzka. Dzieciątko obejmuje Matkę za szyję. Najbardziej znaną ikoną tego typu jest Matka Boska Włodzimierska. Bliskie temu przedstawieniu, pod względem podkreślenia czułości i matczynej miłości, jest rzadko wykorzystywane wyobrażenie Matki Boskiej Karmiącej Dzieciątko znane już w IV w. • Natomiast jednym z bardziej niezwykłych przedstawień Marii jest Matka Miłosierna w płaszczu opiekuńczym, która w malarstwie pojawiła się na początku XIII w. Stojąca z rozłożonymi rękoma Madonna, trzyma szeroko rozpostarty płaszcz chroniący małe figurki ludzi pochodzących z różnych stanów. Forma tkaniny często przypomina absydę kościoła. Podkreślona jest tu rola Marii, jako orędowniczki i pośredniczki między Chrystusem a człowiekiem. Niekiedy Matka Boska trzyma na rękach Dzieciątko. • Do przedstawień uznanych za historyczne zalicza się Pietę. Wynika to z faktu, iż w literackim opisie Pasji po zdjęciu z krzyża Maria trzyma ciało Syna na kolanach. Pieta najczęściej występowała w rzeźbie, choć w średniowieczu chętnie przedstawiano ją również w malarstwie. Twarz Marii pełna jest cierpienia, a z ran Chrystusa płynie krew. Teolodzy uznali ten akt za najdoskonalszy wyraz cnoty miłosierdzia. • Zaśnięcie Marii wykształciło się w sztuce w IX w. i miało kilka wariantów. Najstarszy z nich ukazywał złożone na marach ciało Marii otoczone postaciami płaczek i apostołów. Nad nią umieszczano Chrystusa z aniołami, trzymającego duszę matki. Ten typ ikonograficzny często łączony był z następnym przedstawieniem gloryfikującym Matkę Boską. Koronacja Marii była początkowo dokonywana przez aniołów, ale od XII w. wykonywał ją Chrystus lub Trójca Św. • Przedstawienia Marii nie należą jedynie do historii. Wielu artystów również dzisiaj odwołuje się do jej wizerunku. Wynika to być może z faktu, iż jak dowodził Carl Gustav Jung, archetyp Wielkiej Matki, do której zalicza się Matkę Boską, jest jednym z najbardziej aktywnych symboli pochodzących z nieświadomości zbiorowej i towarzyszył ludzkości od zarania dziejów. Co ciekawe, wiek XX był nazywany wiekiem „Mariofanii”, bowiem odnotowano w tym okresie około 400. objawień się Najświętszej Marii Panny. Pojawiły się też setki płaczących obrazów i figury Madonny. Te niezwykłe przypadki były interpretowane, jako wyraz cierpienia Matki Boskiej spowodowane grzechami współczesnego świata: materializmem, pornografią, aborcją, bezbożnością... • Różnorodność omówionych wyobrażeń Marii przekonuje, że była ona i jest nadal natchnieniem dla wielu artystów. W każdym typie ikonograficznym podkreślone zostało inne znaczenie, ukazujące wielość aspektów dotyczących zarówno prawd teologicznych, jak i zagadnień psychologicznych. Z tego względu możemy odnosić je nie tylko do samej Matki Boskiej, ale również do wyidealizowanego obrazu kobiety w sztuce.

Texte Piotr Dębiński

78


15 - Ukoronował - A couronné - Crowned

79

A4


The woman (Virgin Mary) in art • Representations of women in art can be ascribed to two distinct realms of values. On one hand, there are positive characters: goddesses, saint patrons, and affectionate spouses. On the other hand, they are associated with negative values and represented as cruel witches, ruthless and demonic creatures. • The cult of Virgin Mary, stemming from religious and philosophical ideas, is connected with the former trend. Its roots can be traced back to an admiration for the woman, a fascination with her kindness, gentleness, warmth and the beauty of her body. • Virgin Mary is a biblical character most often represented in literature, painting and sculpture, even if the Bible references to her are scarce. The Blessed Virgin encompasses the principal antinomies of life. Her image functions between mundane reality and pathos, between the blessing of birth and the atrocious suffering and death of her Son. She was simultaneously a human being and a member of the Holy Family. It is the status of a mediator between earthly affairs and the world of God as well as a mission of a divine intercessor. In the history of art, different episodes from her life have inspired various artistic visions. The latest sources acknowledge thirteen canons of Marian iconography. In the brief text I will focus on the most common representations. • The Immaculate Conception theme started to be depicted from the 16th century in a scene called the Sermon. Mary, free from the stain of Original Sin, was represented in front of God Father in the company of Fathers and Doctors of the Church. • Since the 17th century she has been associated with the Woman of the Apocalypse who conquered the serpent. In consequence, a depiction known as Immaculata was developed. Mary, bathed in light, treads upon a serpent or dragon, which coils around a crescent moon or the globe. • As God’s Beloved One, Mary was associated with the Locked Garden, Horus Conclusus, overgrown with healing herbs and plants, with a the well of living waters – a symbol of inaccessibility, bashfulness and virginity. The most common attributes of Mary are a lily, rose and carnation. Affiliated with the world of nature, she was evoked as the Holy Healer and Lady of Good Health. • The most popular depiction of Mary in art is the Annunciation. Many variants existed. The scene was sometimes placed in Joseph’s Nazareth house, in churches, chambers but also in the open air, as in Leonardo da Vinci’s painting. • In the Nativity of Jesus and Adoration of the Magi scenes, Mary, as the Mother of God, plays an important role, although she is represented among other characters. Virgin Mary is more conspicuous in the representations of the Madonna and Child. Among various composition groups exploited by artists, especially icon painters, two recurring depictions are most striking. One, dating to the 6th century, is Virgin Hodegetria. The frontal depiction of Mary and her Son is characterised by its sternness and majesty. She is the embodiment of the Seat of Wisdom for the Incarnated Word – Christ, who makes the blessing sign with his right hand and holds a scroll or a book in the other. In Poland the depiction of this kind can be found in the painting of Our Lady of Czestochowa. • The other iconographic type, known since the 7th century, is the Madonna Eleusa. Mary, represented as sitting or reigning, on her left or right arm holds the Infant nestled against her cheek. The Child embraces his Mother’s neck. The best-known icon of this kind is Our Lady of Vladimir. A similar image is a rarely used depiction of the Nursing Madonna, known since as early as the 4th century. • Nonetheless, one of the most extraordinary depictions of Mary is Mother of Mercy, appearing in painting at the beginning of the 13th century. Virgin Mary stands with her arms open while her outspread coat gives shelter to little human figures representing different social classes. The coat’s form often resembles a church’s apse. This symbolises the role of Mary as the advocate and intercessor between Christ and humankind. Occasionally, Virgin Mary holds the Infant. • The representations considered as historical include the Pieta. They arise from literature descriptions of the Passion where Mary, after Deposition of Christ, cradles the body of her Son. The Pieta was mostly found in sculpture but in the Middle Ages it was eagerly shown in painting as well. Mary’s face is full of sorrow and Christ’s wounds are shedding blood. Teologians regarded this as the most perfect representation of the virtue of mercy. • The scene of the Dormition of the Virgin appeared in art in the 9th century in several variations. The oldest one showed Mary’s body lying on a bier, surrounded with weepers and apostles. Above stands Christ with angels holding his mother’s soul. This iconograhic type was associated with another representation gloryfing the Mother of God. The Crowning of Virgin Mary was initially performed by angels; yet, since the 12th century it was done by Christ or Holy Trinity. • Depicting Mary is not the thing of the past. Many contemporary artists still refer to her image. As Carl Gustav Jung claimed, it may be attributed to the archetype of the Great Mother, which includes the Mother of God figure. As one of the most active symbols coming from collective unconscious, it has been accompanying humanity since the dawn of time. What is interesting, the 20th century was called a century of “Mariophanies”. About 400 apparitions of Virgin Mary were noted in this period. There were also hundreds of crying paintings and sculptures of Mary. These extraordinary phenomena were interpreted as signs of Virgin Mary’s suffering caused by the modern world sins: materialism, pornography, abortion, godlessness… • The variety of Mary representations proves that she has been a continuous inspiration to artists. Each of the iconographic types encodes a different meaning, showing the multitude of theological truths and psychological issues. In this light, we can refer them not only to Virgin Mary herself but also to in idealised image of the woman in art.

80

La femme (Vierge Marie) dans l’art

• La représentation de la femme dans l’art peut être catégorisée en deux domaines de valeurs. D’un côté, il y a des personnages positifs : déesses, saintes patronnes ou épouses affectueuses. De l’autre, des valeurs négatives leur sont attribuées. Elles seront ainsi présentées comme sorcières cruelles, créatures démoniaques et sans pitié. • Le culte de la Vierge Marie, issu des idées religieuses et philosophiques, s’inscrit dans la première tendance. Ses racines peuvent être trouvées dans l’émerveillement de la femme, la fascination pour sa complaisance, sa douceur, ainsi que dans l’admiration pour sa beauté. • Marie est le personnage biblique le plus souvent représenté en littérature, peinture et sculpture, bien qu’elle soit très peu évoquée dans la Bible. La Vierge comprend les antinomies majeures de la réalité. Son image fonctionne entre la vie quotidienne et le pathos, entre la joie d’enfanter et la souffrance de la mort terrible de son Fils. Elle était à la fois un être humain et un membre de la Sainte Famille: chargée de la mission de médiatrice des grâces divines, elle reliait le monde humain à celui de Dieu. Dans l’histoire de l’art, nombre d’épisodes de sa vie ont inspiré des visions artistiques plurielles. Les sources récentes reconnaissent treize canons de l’iconographie de la Vierge. Dans les lignes qui suivent, je m’attacherai succinctement aux représentations les plus courantes. • Le thème de l’Immaculée Conception apparaît dès le XVIème siècle dans une scène dénommée Le Discours. Marie, préservée de toute tache du péché originel, était représentée devant Dieu Le Père, entourée des Pères et Docteurs de l’Église. • Au XVIIème siècle, on l’associe à la Femme de l’Apocalypse qui conquit le dragon. Par conséquent, une image connue comme Immaculata s’est établie. Marie, entourée par la lumière, écrase un serpent ou un dragon qui s’enroule autour du croissant de lune ou du globe terrestre. • Comme la bien-aimée de Dieu, Marie était associée au Jardin Fermé, Horus Conclusus, plein d’herbes et de plantes guérisseuses, où se trouve le puits des eaux vivantes – symbole d’inaccessibilité, de modestie et de virginité. Les attributs végétaux de Marie sont le plus souvent le lis, la rose et l’œillet. Associée au monde de la nature, elle était appelée Sainte Guérisseuse et Santé des Malades. • Le thème le plus populaire dans l’art était l’Annonciation. Il existe différentes interprétations de cette scène. Parfois, elle était placée dans la maison de Joseph de Nazareth, parfois dans des églises ou des salles officielles, parfois en plein air, comme dans le tableau de Leonard de Vinci. • Dans les scènes de la Nativité et de l’Adoration des Mages, Marie, en tant que Mère de Dieu, joue un rôle prépondérant, même si elle ne semble compter que parmi les autres personnages représentés. • En revanche, l’image de Marie est bien exposée dans les représentations de La Vierge à l’Enfant. Parmi les nombreuses compositions employées par les artistes, surtout les peintres d’icônes, deux sont utilisées le plus souvent, notamment La Vierge de la Hodigitria et la Vierge Eleousa. La première, datée du VIème siècle, dans laquelle Marie et son Fils sont représentés de face, se caractérise par une austérité et majesté certaines. C’est une vision du Trône de la Sagesse où règne le Mot Incarné – le Christ fait un geste de bénédiction de sa main droite et tient dans sa main gauche un rouleau ou un livre. En Pologne, cette représentation sert de modèle à l’icône de Notre Dame de Czestochowa. • Le deuxième canon d’iconographie, la Vierge Eleousa, est connu depuis le VIIème siècle. Marie, assise sur un trône, porte l’Enfant sur le bras gauche ou droit et se presse contre sa joue. L’Enfant se blottit contre le cou de sa mère. La Vierge de Vladimir en est l’icône la plus célèbre. Une représentation similaire, La Vierge nourrissant l’Enfant, mettant en valeur la tendresse et l’amour de la mère, est un sujet moins fréquent bien que connu depuis le IVème siècle. • Cependant, l’image la plus extraordinaire de Marie est la Vierge de miséricorde apparut au XIIIe siècle. Marie y est représentée debout, son manteau ouvert protège des petits personnages représentant les différents états. La forme de sa tenue ressemble à l’abside d’une église soulignant son rôle intermédiaire entre le Christ et les hommes. Parfois, la Vierge tient l’Enfant dans ses bras. • La Pietà est considérée comme une représentation historique. Dans les récits littéraires de la Passion du Christ, après qu’il soit descendu de la croix, Marie tient le corps de son Fils sur ses genoux. La Pietà était souvent sculptée même si au Moyen Age elle était aussi illustrée en peinture. • Le visage de Marie est plein de souffrance et les blessures du Christ expulsent son sang. Les théologiens ont pris cette image pour l’expression la plus parfaite de la vertu de miséricorde. • Le thème de la Dormition de la Vierge Marie est apparu dans l’art au IXème siècle sous différentes interprétations. Le plus ancien montrait le corps de Marie allongé sur une bière et entouré de pleureuses et d’apôtres. Au-dessus, le Christ accompagné des anges portait l’âme de sa mère. Ce type d’iconographie était souvent associé à une représentation glorifiant la Vierge. Au début, Le couronnement de la Vierge était accompli par les anges qui furent, au XIIe siècle, remplacés par Le Christ ou La Sainte Trinité. • Représenter la Vierge dans l’art n’est pas une chose du passé et beaucoup d’artistes contemporains l’évoquent. Comme l’affirmait Carl Gustav Jung, l’archétype de la Bonne Mère, comprenant la Sainte Vierge, est l’un des symboles les plus actifs de l’inconscient collectif accompagnant l’humanité depuis la nuit de temps. Il est intéressant de noter que le XXème siècle a été surnommé l’ère des Mariophanies. Près de 400 apparitions de la Vierge Marie ont été relevées durant cette période. Il y avait des centaines de peintures et sculptures de Marie qui versaient des larmes. On interprétait ces phénomènes extraordinaires comme étant des signes de la souffrance de la Vierge infligée par les péchés modernes : le matérialisme, la pornographie, l’avortement, l’impiété… • La diversité des représentations de la Vierge démontre son inspiration éternelle pour de nombreux artistes. Chaque code iconographique accentue un sens différent révélant la pluralité des aspects de la foi ainsi que des questions philosophiques. Vu sous cet angle, on peut les lier non seulement à la personne de la Sainte Vierge mais aussi à l’image idéalisée de la femme dans l’art.

Piotr Dębiński / trad. Monika Morawiec


17 - Ĺťyw - Vivant - Alive

81

A4


Imago Miraculosa Obraz Matki Boskiej L’image de NotreDame de Consolation était

Pocieszenia ciesz ył się od dawien dawna lok alnym kultem. Madonna, ozdabiana wotami, w b l a s z a n e j s u k i e n c e, ro z d a w a ł a łaski uzdrowienia i spełniala modlitwy wiernych. Cudowne madonny są koronowane. Ta, w roku 1977, przed swym wielkim dniem, została poddana liftingowi. Renowator zdjął jej suknię i kilka w a r s t w f a r b y. N a u r o c z y s t o ś ć Mar yja pojawiła się odmieniona, w towarzystwie dzieciątka Jezus i . Lud nieznanego boży Madonny nie poznał. Pojawiła się plotk a, że prawdziwy obraz zos tał sk r ycie spr zedany pr ze z p ro b o s zc z a . Pa r a f i a n i e i k s i ę ż a zaczęli otr z ymy wać tajemnicze zielone koperty. A w nich pocztówki z dawnym wizerunkiem madonny …za kratkami. Na odwrocie kartek, Komitet Odz ysk ania Cudownego Obrazu (KOCO), głosem uwięzionej M a d o n ny, n awo ł y w a ł d o w a l k i z p ro b o s z c z e m - z d r a j c ą . M a t k a Boska długo siała zamęt w parafii. Oczerniany ksiądz zamknął się w sobie i w zgr yzocie odizolował od ludzi. Nigdy nie dowiedział się prawdy o KOCO i IV wydziale Służby Bezpieczeństwa, który pieczołowicie przygotował całą akcję.

wąsacza

82

loca lement vénérée depu i s des temps immémoriaux. La Vierge, ornée d’une robe en métal et des ex-voto, accordait des grâces de guérisons et écoutait les prières des fidèles. Les madones miraculeuses sont habituellement couronnées. C e l l e -l a , e n 19 7 7, a v a n t s o n grand jour, a subi un lif ting. Le réstorateur a en levé sa robe et quelques couches de pei nt u re. Pou r s a cérémon ie, L a Vierge Marie est venue toute nouvelle, accompagnée par l’Enfant Jésus et inconnu. un Le peuple de Dieu n’a pas reconnu sa madone. Les commérages sont apparus alors que la vraie peinture é t a it s e c rè t eme nt vendue p a r le prévôt. Les paroissiens et les prêtres ont commencé à recevoir de mystérieuses enveloppes vertes. Dedans, il y avait des cartes postales avec l’ancienne image de la Vierge …derrière des barreaux. Sur l’autre côté, le Comité de la Libération de la Peinture Miraculeuse (KOCO), par la voix de la Vierge captive, appelait à lutter contre le prévôt t ra ît re. La madone sèmera it le chaos dans la paroisse longtemps. L e prévôt ca lom n ié s’est exclu du monde avec amertume. Il n’a jamais connu la vérité sur le KOCO et le 4 ème Département de la Police Secrète, qui a pieusement préparé toute l’action.

moustachu

The painting of Our Lady of Consolation was locally

venerated for time immemorial. The madonna, adorned with a metal d re s s a n d vo t i ve o f f e r i n g s, h a d been granting healing graces and listening to her worshippers’ prayers. Miraculous madonnas are usually crowned. This one, in 1977, before her big day, underwent a facelift surgery. The renovator took off her dress and a few layers of paint. Brand new Virgin Mar y appeared at the ceremony, accompanied by Baby Jesus and an . unknown God’s people did not recognise their madonna. A gossip appeared that the provost secretly stole the real painting. Parishioners and priests star ted to get mysterious green envelopes. Inside, there were postcards with the old image of Virgin Mary … behind bars. On the other side, The Committee for the Liberation of the Miraculous Painting (KOCO), through the imprisoned madonna, exhorted to fight with the traitor-provost. Virgin Mary was long inspiring chaos in the parish. The defamed priest withdrew totally and isolated himself from people. He never learnt the truth about the KOCO and the 4th Department of Secret Police, which had solicitously prepared all the operation.

bearded man

Texte & trad. Monika Morawiec


16 - KOCO - ComitĂŠ pour la LibĂŠration de la Peinture Miraculeuse - The Committee for the Liberation of the Miraculous Painting

83

A4


18 - Piersiami - Avec des seins - With breasts

84

A4


19 - Głębino cnót wszelkich - Abîme de toutes les vertus - The depth of all virtues

85

A4


Niemozline poźądanie - Désir contrarié - Thwarted desire - Digital

86


Królowa Pszczoła -Reine des abeilles - Queen bee - Polaroid

87


Together we lie, together we pray - Polaroid

88


Calva d’os - Polaroid

89


HĂŠnia - Polaroid

90


Czarna Madonna - Vierge noire - Black Madonna - Polaroid

91


Nisza - God nichĂŠ - Niche - Yashica Mat 124

92


Gniew - Colère - Wrath - Yashica Mat 124

93


J贸zef Szklarz - Joseph le vitrier - Joseph the glazier - Yashica Mat 124

94


Przypadkowe objawienia - Apparition accidentelle - Accidental apparition - Yashica Mat 124

95


Bogini nudy - Déesse de l’ennui - Goddess of ennui - Yashica Mat 124

96


Bursztyn - Ambre - Amber - Digital

97

Everything turns to you - Digital


Lady divine - Double exposure with Jessica Aliaga Lavrijsen

98


Licheń - Goldy 6x9

99


**** - digital

100


101


Virgornosc - digital

102


103


I Frédéric BOURGEOIS - Assistant de direction - Bruxelles (BELGIQUE). Né à Hingeon, Frédéric Bourgeois s’installe à Bruxelles pour ses études et y reste pour son travail, à côté duquel il lui plaît à écrire, prendre des photos, lire et regarder passer les filles. (photo. F. BOURGEOIS) www.flickr.com/people/ffrederic/ II Piotr DĘBIŃSKI - Photographe et designer graphique - Łodź (POLOGNE). Mes photos résultent d’un voyage incessant. La recherche permanente de l’image subjective d’un homme. Les yeux, le visage, la grimace des lèvres forment la clé. Ce qui compte c’est aussi l’habitat de mes sujets. Il est important, il les modèle. L’espace est lié à l’homme. Il le complète. Je cherche la formule universelle pour le module traduisant ce qu’est l’homme. Qui sui-je ? Les documents - POURQUOI ? Car quelque chose se passe autour de moi, en moi et je cherche à l’assimiler. Car j’aime poser les questions sur la joie, la peur et l’espoir. Je veux comprendre ce que c’est. Je ne crois pas en un enregistrement objectif. Je me demande ce que les autres ressentent comme moi. J’aime collecter et créer la réalité tout en faisant en sorte qu’elle ne soit pas déformée. (photo. P. Dębiński) www.flickr.com/people/maanavi/ + www.debinski.eu/ III Naïla EL AMMANY - Rennes (FRANCE) être humain (?) électron libre - nomade. 39 ans. 32 dents. 2 pieds. 2 seins. 2 mains. 1 œil. (photo. N. El Ammany). www.flickr.com/people/moulichnaila/ IX Miguel Ángel ORTIZ - Poète, plasticien et dramaturge - Saragosse (ESPAGNE). Né à Saragosse en 1968, il a obtenu une licence en Histoire de l’Art pendant qu’il travaillait comme acteur dans une compagnie théâtrale professionnelle. Il était membre fondateur du groupe Ecrevisse dont les artistes créent des collages, des boîtes et des installations. Il est l’auteur de quelques pièces de théâtre, nouvelles, articles de presse, scripts pour des bandes dessinées et autres textes. Parmi ses livres publiés on peut trouver un roman La herida es el comienzo, les collections de la poésie Cuaderno azul de la distancia, Donde comienza el desorden, Cuaderno de la sal en la mirada, Sbattimento, notación para un “libro de las sombras”, Algunas palabras para las desapariciones, Nombrar el lugar, decir silencio. Mais, par-dessus tout, il adore se promener et observer. (photo.J.ALIAGA LAVRIJSEN). X Maryām - connue comme Vierge Marie – Nazareth (ISRAEL) et Czestochowa (POLOGNE) – Histoire officielle : Conçue sans péché il y a 2000 ans, mariée avec un charpentier local, après la visite de l’archange Gabriel, elle tombe enceinte par le Saint-Esprit, tout en restant vierge. L’enfant se révèle être le sauveur du monde. Après de multiples péripéties, Marie achève le cours de sa vie terrestre. Elle est élevée corps et âme au ciel où elle est couronnée Reine des Anges. Grâce à sa position élevée dans la hiérarchie céleste, elle peut intervenir auprès de la Trinité pour protéger ses confesseurs. Histoire alternative : La dernière incarnation de la Grande Déesse. L’héritière des païens Astarté, Ishtar et Isis. Le successeur inconscient des titres divins de la Grande Mère, Reine du Ciel, L’étoile de la Mer… Marie, une femme aux noms et aux visages multiples. (photo. C. VILLAIN). XII Jessica ALIAGA LAVRIJSEN - Professeur de littérature, traductrice, amatrice d’argentique – Saragosse (ESPAGNE). Elle a obtenu un doctorat en littérature écossaise tout en essayant de capturer des sensations à travers les lentilles de ses appareils photo et en cherchant à tirer des notes agréables de son violoncelle. La photographie en particulier est devenue pour elle, en même temps qu’une forme d’évasion, un moyen d’entrer en relation avec le monde dans un cheminement positivement métamorphique. Actuellement, elle continue à combiner son amour pour les mots à sa faim pour les images, convaincue qu’elle vient de trouver sa mélodie. (photo.J. ALIAGA LAVRIJSEN). www.flickr.com/people/21917692@ 104N08/


I Frédéric BOURGEOIS - Assistant de direction - Bruxelles (BELGIQUE). Né à Hingeon, Frédéric Bourgeois s’installe à Bruxelles pour ses études et y reste pour son travail, à côté duquel il lui plaît à écrire, prendre des photos, lire et regarder passer les filles. (photo. F. BOURGEOIS) www.flickr.com/people/ffrederic/ II Piotr DĘBIŃSKI - Photographe et designer graphique - Łodź (POLOGNE). Mes photos résultent d’un voyage incessant. La recherche permanente de l’image subjective d’un homme. Les yeux, le visage, la grimace des lèvres forment la clé. Ce qui compte c’est aussi l’habitat de mes sujets. Il est important, il les modèle. L’espace est lié à l’homme. Il le complète. Je cherche la formule universelle pour le module traduisant ce qu’est l’homme. Qui sui-je ? Les documents - POURQUOI ? Car quelque chose se passe autour de moi, en moi et je cherche à l’assimiler. Car j’aime poser les questions sur la joie, la peur et l’espoir. Je veux comprendre ce que c’est. Je ne crois pas en un enregistrement objectif. Je me demande ce que les autres ressentent comme moi. J’aime collecter et créer la réalité tout en faisant en sorte qu’elle ne soit pas déformée. (photo. P. Dębiński) www.flickr.com/people/maanavi/ + www.debinski.eu/ III Naïla EL AMMANY - Rennes (FRANCE) être humain (?) électron libre - nomade. 39 ans. 32 dents. 2 pieds. 2 seins. 2 mains. 1 œil. (photo. N. El Ammany). www.flickr.com/people/moulichnaila/ IX Miguel Ángel ORTIZ - Poète, plasticien et dramaturge - Saragosse (ESPAGNE). Né à Saragosse en 1968, il a obtenu une licence en Histoire de l’Art pendant qu’il travaillait comme acteur dans une compagnie théâtrale professionnelle. Il était membre fondateur du groupe Ecrevisse dont les artistes créent des collages, des boîtes et des installations. Il est l’auteur de quelques pièces de théâtre, nouvelles, articles de presse, scripts pour des bandes dessinées et autres textes. Parmi ses livres publiés on peut trouver un roman La herida es el comienzo, les collections de la poésie Cuaderno azul de la distancia, Donde comienza el desorden, Cuaderno de la sal en la mirada, Sbattimento, notación para un “libro de las sombras”, Algunas palabras para las desapariciones, Nombrar el lugar, decir silencio. Mais, par-dessus tout, il adore se promener et observer. (photo.J.ALIAGA LAVRIJSEN). X Maryām - connue comme Vierge Marie – Nazareth (ISRAEL) et Czestochowa (POLOGNE) – Histoire officielle : Conçue sans péché il y a 2000 ans, mariée avec un charpentier local, après la visite de l’archange Gabriel, elle tombe enceinte par le Saint-Esprit, tout en restant vierge. L’enfant se révèle être le sauveur du monde. Après de multiples péripéties, Marie achève le cours de sa vie terrestre. Elle est élevée corps et âme au ciel où elle est couronnée Reine des Anges. Grâce à sa position élevée dans la hiérarchie céleste, elle peut intervenir auprès de la Trinité pour protéger ses confesseurs. Histoire alternative : La dernière incarnation de la Grande Déesse. L’héritière des païens Astarté, Ishtar et Isis. Le successeur inconscient des titres divins de la Grande Mère, Reine du Ciel, L’étoile de la Mer… Marie, une femme aux noms et aux visages multiples. (photo. C. VILLAIN). XII Jessica ALIAGA LAVRIJSEN - Professeur de littérature, traductrice, amatrice d’argentique – Saragosse (ESPAGNE). Elle a obtenu un doctorat en littérature écossaise tout en essayant de capturer des sensations à travers les lentilles de ses appareils photo et en cherchant à tirer des notes agréables de son violoncelle. La photographie en particulier est devenue pour elle, en même temps qu’une forme d’évasion, un moyen d’entrer en relation avec le monde dans un cheminement positivement métamorphique. Actuellement, elle continue à combiner son amour pour les mots à sa faim pour les images, convaincue qu’elle vient de trouver sa mélodie. (photo.J. ALIAGA LAVRIJSEN). www.flickr.com/people/21917692@ 104N08/

IV Alain PICHLAK - Graphiste et illustrateur - Paris (FRANCE). Graphiste et illustrateur - Paris (FRANCE). Né à Blois, après les Beaux-Arts d’Angoulême, le Sire Pichlak, avec toute l’ambition qui le tenaille, décide de s’installer définitivement à Paris malgré des épisodes sous les catalpas Montréalais et les néons blafards Taiwanais. (photo. C. Villain). www.flickr.com/people/27368747@N08/ VI Monika MORAWIEC- Łodź (POLOGNE). Étudier la poésie anglaise en Pologne peut aboutir à s’installer en France. De toute façon, cela marchait comme ça pour elle. Intriguée par les complexités des idées et des mots, elle aime se mesurer avec à la traduction littéraire. Elle s’enfonce avec un plaisir pervers dans les mythes sombres des religions et les méandres de l’imagination d’homo religiosus. (photo. Cyril VILLAIN). VIII Víctor GOMOLLÓN - Concepteur rédacteur et illustrateur – Saragosse (ESPAGNE). Né à Saragosse, il s’est vite rendu compte qu’il aimait la beauté par-dessus tout ; l’humour et la beauté du monde. Il a trouvé une belle femme, une jolie maison et il a décidé de travailler dans son propre atelier en donnant aux livres un aspect agréable à toucher et à regarder. Dernièrement, il projette de monter sa propre usine de monstres en papier avec Jessica Aliaga Lavrijsen, une autre amatrice d’encre. (photo. V. Almazán). XIII Cyrille Le DÉAUT - Conseiller culturel à l’Ambassade de France - Lomé (TOGO). Breton contrarié, il est né quelques part à l’Est de la France, dans une grande ville pleine de géranium… il a ensuite grandi à Madagascar, ce qui l’a assurément détourné de la choucroute qui lui était originellement promise. Par désœuvrement et plus sûrement à cause du boulot, il a traîné longuement ses guêtres dans plusieurs pays, Russie (Sibérie), Kenya et désormais Togo. Il aime par-dessus tout embrasser une belle nomade qui lui a fait l’honneur de devenir sa femme. Il n’est doué en rien si ce n’est parfois pour raconter quelques sornettes qu’il ne publiera pas. Lire des romans et feuilleter des bédés constitue l’essentiel de ses journées. Il est solitaire, fanfaron et hypocondriaque. Il donne parfois dans la photo, manière comme une autre de vaincre l’Alzheimer qui le surprendra peut-être un jour... sans doute… sûrement… (photo.C. Le DÉAUT). www.flickr.com/people/86778817@N00/ XIV Julien RODET - Assistant et/ou chef déco - Photographe - Paris (FRANCE). Né à Bourg-en-Bresse (on ne choisit pas), il écume la région Rhône-Alpes à la recherche de ce qu’il pourrait bien faire de sa vie. Sonorisateur à Bourg-en-Bresse, imprimeur à St Etienne, régisseur dans un théâtre à Grenoble, il reprend ensuite ses études aux Beaux-Arts de Lyon alors qu’il est déjà bien trop vieux pour ça. Mais on veut bien de lui et en plus c’est plein de filles un peu tarées. Il en rencontre une qui le pousse à monter à la capitale. À cette époque, il nourrit des rêves d’artistes, de cocaïnes et de filles faciles. Il commence à travailler dans l’audiovisuel en pensant pouvoir se droguer à moindre frais. Au bout d’une petite dizaine d’années, il finit par dessiner des décors pour les abrutis de la télé qui l’accueillent à bras ouvert, comme des frères en somme. Parallèlement à ses activités rémunératristes à pleurer, il poursuit une brillante carrière de photographe inconnu. Ainsi, il devient l’invité privilégié de grands événements culturels tels que parades de majorettes, rassemblement de bikers immobiles ou de cyclistes amateurs et tire le portrait de leurs plus illustres représentants. (photo. J. DERNIER). www.julienrodet.com/ + www.flickr.com/people/julienrodet/ XV Cyril VILLAIN - Evreux (FRANCE). Graphiste asservi mais serviable, peintre errant dans une fabrique de symboles obsolètes, photographe désinvolte et bûcheron par défi. Ancien Parisien, Tourangeau et Troyen, il a choisi la campagne Normande afin d’approfondir ses connaissances en histoires naturelles. (photo. C. VILLAIN). www.flickr.com/people/cyv2/ + //www.cyrilvillain.com/ 105


I Frederic BOURGEOIS - Executive Assistant – Brussels (BELGIUM). Born in Hingeon, he settles down in Brussels for his studies and stays there for his work, beside which he likes to write, take photos, read and watch girls passing. (photo. F. BOURGEOIS). II Piotr DEBINSKI - Photographer and graphic designer – Lodz (Poland) - My photographs are the result of a constant trip. Again and again looking for the subjective image of a man. Eyes, face, the grimace of the mouth form the key. Additionally, the places of sojourn of my models. They are important, they shape them. This is the space connected with the man. The man completes it. I look for the universal formula of the module translating what the man is. Who I am? Documents - WHY? Because something is going on around me, inside me and I try to blend it. Because I like to ask questions about joy, fear, pain and hope. Because I want to understend how it feels. Because I don`t belive in objective registration. Because I wonder whether others feel like me. I like to collect and create reality, but I have to be careful so that it is not distorted. (photo. P. Dębiński). III Naïla EL AMMANY - Rennes (FRANCE) A human being (?) – free electron – nomade. Aged 39. 32 teeth. 2 legs. 2 breasts. 2 hands. 1 eye. (photo. N. El Ammany). IX Miguel Ángel ORTIZ - Poet, plastic artist and playwright - Zaragoza (SPAIN). Born in Zaragoza in 1968, he graduated in History of Art while working as an actor at professional theatre company. He has been a founding member of the group ecrevisse, whose artists have been doing collages, boxes and installations. He has writen some theatrical pieces, short stories, newspaper articles, comic books scripts and other miscellaneous texts. He published, among all, a novel « La herida es el comienzo », and the poetry collections: Cuaderno azul de la distancia, Donde comienza el desorden, Cuaderno de la sal en la mirada, Sbattimento, notación para un “libro de las sombras”, Algunas palabras para las desapariciones, Nombrar el lugar, decir silencio. But, above all, he enjoys going for a walk and observing. (photo.J.ALIAGA LAVRIJSEN). X Maryām - known also as Virgin Mary – Nazareth (Israel) and Czestochowa (POLAND) – The official story: Conceived without sin about 2000 years ago, married to a local carpenter, after the visit of Archangel Gabriel, she gets virginally pregnant through the Holy Ghost. The child in question turns out to be the saviour of the world. After many vicissitudes, Mary completes the course of her earthly life. Assumed body and soul into heaven, she is crowned the Queen of Angels. Her high position in the celestial hierarchy enables her to intercede before the Holy Trinity on behalf of her devotees. An alternative story: The latest incarnation of Great Goddess. The heiress of pagan Astarte, Ishtar and Isis. An unconscious successor of the divine titles of Great Mother, Queen of Heaven and Star of the Sea… Mary, a woman of many names and faces… (photo. C. VILLAIN). XII Jessica ALIAGA LAVRIJSEN - Teacher of literature, translator, analog lover - Zaragoza (ESPAGNE). She got her PhD in Scottish literature while learning to catch sensations through the different lenses of her cameras and trying to get some nice sounds out of her cello. Especially photography became a way of both escaping from and engaging with the world in a positively transforming way. Nowadays, she continues trying to combine her love for words with her hunger for images, convinced that she has started finding her tune. (photo.J. ALIAGA LAVRIJSEN). IV Alain PICHLAK - Graphic designer and illustrator – Paris (FRANCE) Born in Blois, after studying Fine Arts in Angoulème, Sir Pichlak, with all his gnawing ambition, decides to settle down in Paris, despite some episodes under the catalpas of Montreal and wan neon lights of Taiwan. (photo. C. Villain). VI Monika MORAWIEC - Łodź (POLOGNE). Studying English poetry in Poland may lead to settling in France. Anyway, it did in her case. Intrigued with the intricacies of ideas and words she likes struggling with literary translation. With pervert pleasure she endorses in dark myths of religions and the complexities of homo religiosus’ imagination. (photo. Cyril VILLAIN). VIII Víctor GOMOLLÓN - Editorial designer and illustrator - Saragossa (SPAIN). Brief description: Born in Saragossa, he realised very early that he loved beauty above all things; humour and the world’s beauty. He found a pretty woman, a nice house, and decided to work at his personal workshop to make books touchable, tasty and pleasant to the eye. Now he is thinking of starting his own factory of paper-monsters, together with Jessica Aliaga Lavrijsen, another ink lover. (photo. V. Almazán). XIII Cyrille Le DÉAUT - Cultural advisor to the French Embassy – Lomé (TOGO). A Breton in heart, born somewhere in the east of France, in a big city full of geranium… then he grew up in Madagascar, which definitely cut him off the choucroute originally promised to him. To kill the time and more certainly because of his work, he was long knocking around in countries like Russia (Siberia), Kenya and currently Togo. Above all, he likes to kiss a beautiful nomad, who has made him the honour to become his wife. Skilled at nothing, perhaps with the exception that he occasionally writes fables, which he won’t publish. Reading novels and leafing through comic books fill up his days. He is a loner, a braggart and a hypochondriac. Taking photos is a way of his to fight Alzheimer, which might… may without any doubt… surprise him one day… (photo.C. Le DÉAUT). XIV Julien RODET - Assistant and/or production designer – Photographer – Paris (FRANCE) born in Bourg en Bresse (you don’t choose it), he scours the region of Rhône-Alpes for inspiration what to do with his life. Having been a sound engineer in Bourg en Bresse, a printer in St Etienne and a stage manager in a Grenoble theatre, he retakes his studies of Fine Arts in Lyon despite being too old for this. Anyway, he is welcome and there are many, nutty enough, girls. He meets one, who urges him to move to the capital. At the time he dreams of artist’s life, cocaine and easy girls. He starts to work in the audiovisual hoping to get high at a lower cost. After ten or so years, he ends up designing décor for TV morons who welcome him with open arms, like brothers, basically. He combines his deplorably unremunerative work with a brilliant career of an unknown photographer. He becomes the VIP guests of great cultural events such as majorette parades, gatherings of immobile bikers or amateur cyclists, making portraits of their most illustrious representatives. (photo. J. DERNIER). XV Cyril VILLAIN - Evreux (FRANCE). An enslaved graphic designer, a painter errant in a factory of obsolete symbols, a nonchalant photographer and a daring lumberjack. Having lived in Paris, Tours and Troyes, he finally chose the Norman countryside to deepen his knowledge of natural history. (photo. C. VILLAIN).

I Frederic BOURGEOIS - Asystent Zarządu – Bruksela (BELGIA). Urodził się w Hingeon, do Brukseli przeniósł się z powodu studiów i został tam dla pracy. Oprócz niej lubi pisać, robić zdjęcia, czytać i oglądać przechodzące dziewczyny. (fot. F. BOURGEOIS). II Piotr DEBINSKI - Fotograf i graphic designer – Łódź (POLSKA) – Moje fotografie są wynikiem nieustannej podróży. Ciągłym poszukiwaniem subiektywnego obrazu człowieka. Oczy, twarz, grymas ust tworzą klucz. Liczą się też miejsca pobytu moich modeli. Mają duże znaczenie, bo to one ich kształtują. Przestrzeń jest związana z człowiekiem. Człowiek ją uzupełnia. Szukam uniwersalnego wzoru wyjaśniającego kim jest człowiek. Kim jestem? Dokumenty – PO CO? Bo coś się wokół mnie, we mnie, dzieje, a ja próbuję to przyswoić. Bo lubię zadawać pytania o radość, strach, ból i nadzieję. Bo chcę poczuć, co znaczą. Bo nie wierzę w obiektywny odbiór. Bo zastanawiam się, czy inni czują, tak jak ja. Lubię przyswajać i tworzyć rzeczywistość, uważając, by jej nie zdeformować. (fot. P. Dębiński). III Naïla EL AMMANY - Rennes (FRANCJA) istota ludzka (?) – wolny elektron – nomadka. Lat 39. 32 zęby. 2 nogi. 2 piersi. 2 ręce. 1 oko. (fot. N. El Ammany). IX Miguel Ángel ORTIZ - Poeta, plastyk, dramaturg – Saragossa (HISZPANIA). Urodzony w 1968 r. w Saragossie, ukończył Historię Sztuki, pracując jednocześnie jako aktor profesjonalnej trupy teatralnej. Jest założycielem grupy Ecrevisse, artyści której tworzą kolaże i instalacje. Jako autor kilku dzieł dramatycznych, nowel, artykułów, skryptów komiksów i innych tekstów, wydał między innymi powieść La herida es el comienzo, oraz zbiory poezji: Cuaderno azul de la distancia, Donde comienza el desorden, Cuaderno de la sal en la mirada, Sbattimento, notación para un “libro de las sombras”, Algunas palabras para las desapariciones, Nombrar el lugar, decir silencio. Przede wszystkim jednak, lubi spacerować i obserwować ludzi. (fot. J.ALIAGA LAVRIJSEN). X Maryām - Zwana również Matką Boską – Nazaret (IZRAEL) i Częstochowa (POLSKA) – Historia oficjalna: Poczęta bez grzechu 2000 lat temu, zaślubiona lokalnemu cieśli, po wizycie Archanioła Gabriela zachodzi w dziewiczą ciążę za sprawą Ducha Świętego. Dziecko okazuje się zbawicielem świata. Po licznych perypetiach losowych, Maria dokonuje ziemskiego żywota. Z duszą i ciałem zostaje wzięta do nieba, gdzie ma miejsce jej koronacja na Królową Aniołów.Wysoka pozycja w hierarchii niebieskiej umożliwa Marii interweniowanie u Trójcy Świętejw obronie swych wyznawców. Historia alternatywna: Ostatnia z wcieleń Wielkiej Bogini. Spadkobierczyni pogańskich Astarte, Isztar i Izydy. Nieświadoma dziedziczka boskich tytułów Wielkiej Matki, Królowej Nieba, Gwiazdy Morza… Maria, kobieta o wielu imionach i twarzach. (fot. C. VILLAIN). XII Jessica ALIAGA LAVRIJSEN - Wykładowca literatury, tłumacz, wielbicielka analogu – Saragossa (HISZPANIA). Uzyskała doktorat z literatury szkockiej, ucząc się, jak uchwycić wrażenia objektywem swoich rozlicznych aparatów, i usiłując wydobyć przyzwoite dźwięki ze swojej wiolonczeli. Fotografia stała się jej sposobem na pozytywnie tworcza ucieczkę i powrot do swiata. Obecnie nieustannie próbuje łączyć swoją miłość do słów z głodem obrazu, wierząc, że znalazła już swoją melodię. (fot. J. ALIAGA LAVRIJSEN). IV Alain PICHLAK - Grafik i ilustrator – Paryż (FRANCJA). Urodzony w Blois, Sir Pichlak ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Angoulème. Pomimo krótkich epizodów pod katalpami Montrealu i bladymi neonami Tajwanu, ambicja popchnęła go do osiedlenia się w Paryżu. (fot. C. Villain). VI Monika MORAWIEC - Łódź (POLSKA). Studiowanie angielskiej poezji w Polsce czasem prowadzi do osiedlenia się we Francji. Przynajmniej tak stało się w jej przypadku. Zaintrygowana zawiłościami idei i słów, lubi zmierzyć się z przekładem literackim. Z perwersyjną przyjemnością zagłębia się w mroczne mity religii i meandry wyobraźni homo religiosus. (photo. Cyril VILLAIN). VIII Víctor GOMOLLÓN - Designer i ilustrator - Saragossa (Hiszpania). Urodzil sie w Saragossie i bardzo wcześnie zdał sobie sprawę, że ponad wszystko kocha piękno; humor i piękno świata. Znalazł więc piękną kobietę, ładny dom, i zdecydował, że będzie pracował w domu we własnym atelier, nadając książkom przyjemną w dotyku, miłą dla oka i smaczną szatę graficzną. Obecnie myśli o założeniu własnej fabryki papierowych potworów wspólnie z Jessicą Aliaga Lavrijsen, również miłośniczką farby drukarskiej. (fot. V. Almazán). XIII Cyrille Le DÉAUT - Attaché kulturalny ambasady francuskiej – Lomé (TOGO). Zbłąkany bretończyk urodzony na wschodzie Francji, w pewnym mieście pełnym geranium… dorastał na Madagaskarze, co zdecydowanie odcięło go od, niegdyś mu przyobiecanej, kiszonej kapusty. Dla zabicia czasu, i niewątpliwie z powodu pracy, włóczył się po świecie, mieszkał m. in. w Rosji na Syberii, w Kenii i obecnie w Togo. Ponad wszystko kocha całować pewną piękną nomadkę, która zaszczyciła go zostając jego żoną. Bez szczegolnych talentów, oprócz może tego, że okazjonalnie napisze coś, czego i tak nigdy nie wyda. Dni wypełnia mu czytanie powieści i przeglądanie komiksów. Jest samotnikiem, chwalipiętą i hipochondrykiem. Robienie zdjęć jest jego sposobem na zwyciężenie Alzheimera, który kiedyś… być może… z pewnością go zaskoczy… (fot.C. Le DÉAUT). XIV Julien RODET - Asystent i/lub scenograf – Fotograf – Paryż (FRANCJA). Urodzony w Bourg en Bresse (tego się nie wybiera), szuka w Regionie Rodano Alpejskim inspiracji, co mógłby dalej zrobić ze swoim życiem. Inżynier dźwięku w Bourg en Bresse, drukarz w St Etienne, inspicjent w teatrze w Grenoble. Podejmuje studia na Akademii Sztuk Pięknych w Lyonie, będac na to o wiele za stary. Atmosfera jest jednak dobra i pełno tam zakręconych dziewczyn. Jedna z nich namawia go na przeprowadzkę do stolicy. Marzy wówczas głównie o życiu artysty, kokainie i łatwych kobietach. Zaczyna pracę w multimediach, w nadziei, że pozwoli mu to zminimalizować koszty ćpania. Po kilkunastu latach kończy jako projektant wnętrz dla przygłupów z telewizji, którzy przyjmują go z otwartymi ramionami, jak bracia. Obok pracy niskozarobkowej robi również błyskotliwą karierę nieznanego fotografa. Staje się VIP-em na wielkich wydarzeniach kulturalnych typu parady mażoretek, zgromadzenia nieruchomych kolarzy, czy też cyklistów amatorów, gdzie uwiecznia ich najznakomitszych reprezentantów. (fot. J. DERNIER). XV Cyril VILLAIN - Zniewolony grafik, błędny malarz w fabryce zapomnianych symboli, doraźny fotograf i drwal dla draki. Były paryżanin, mieszkaniec Tours i Troyes, który wybrał normandzką wieś w celu pogłębienia wiedzy w zakresie historii naturalnej. (fot. C. VILLAIN).

106


Cyril Villain, peintures, aquarelles, photographies et graphisme. Monika Morawiec, traductions anglaises, polonaises et françaises. Jessica Aliaga Lavrijsen, traductions anglaises et espagnoles. Naïla El Ammany, relecture française.

Source Merci à Ned and Aya Rosen pour leurs inspirations (p.11, p.25, p.79) www.nedandaya.com Merci à Olive Talique (p.71) et aux autres photographes dont j’ai oublié le nom. p.5, Notre Dame de la Rose Spirituelle, Gostyń. p.11, Notre Dame de la Consolation, Górka Duchowna. p.13, La Douloureuse Reine de Pologne, Licheń. p.15, Vierge Noire, Częstochowa. p.17, Notre Dame Douloureuse, Skrzatusz. p.23, Notre Dame du Rosaire, Grodzisk Wielkopolski. p.25, p62, Notre Dame de la Nostalgie, Powsin. p.27, La Vierge et l’Enfant entourés d’anges, Jean Fouquet, vers 1452-1455 (diptyque de Melun, volet droit). Notre Dame victorieuse, Brdów. p.31, Notre Dame, Świdnica. p.33, Notre Dame de la Consolation, Borek Wielkopolski. p.37, Notre Dame du Perpétuel Secours, Kalisz-Niedźwiady. p.41, Notre Dame du tilleul, Lubawa. p.43, Notre Dame du Rosaire, Grodzisk Wielkopolski., Notre Dame de la Langue Polonaise, Henryków. p.84, Notre Dame de la Consolation, Błotnica

Avril 2011 - Imprimé par Iropa - 76800 Saint Etienne du Rouvray

107


108


Virgo  

Text in english, french, polish & spanish. Neither a sensitive trespass nor a sweet provocationVirgin woman, a deity floating over dogmasYo...

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you