Issuu on Google+

Katarzyna Plebańczyk O społeczeństwie obywatelskim, partycypacji i grach miejskich – uwagi o badaniach w kontekście zarządzania w kulturze. Bardzo popularne w ostatnim czasie stają się idee partycypacji społecznej i zarządzania partycypacyjnego. Stosuje się je do każdej dziedziny życia, występują w licznych dokumentach, wytyczają kierunki polityki i zarządzania zarówno w skali makro, jak i w odniesieniu do małych instytucji czy organizacji. Z drugiej strony można je odnieść do idei społeczeństwa obywatelskiego, gdyż trendy te wielokrotnie się spotykają, mimo że bywają analizowane z różnych punktów widzenia. Społeczeństwo obywatelskie jest analizowane na ogół z perspektywy rozwoju świadomości społecznej w walce o swoje prawa, wiąże się z istnieniem organizacji obywatelskich, które same z siebie są aktywne i wpływają na rozwój demokracji. Podejmują one problemy życia codziennego i próbują wpływać na władze w celu ich rozwiązywania. Można tu mówić o organizacjach formalnych, bądź nieformalnych, ale prowadzących dialog i stojących pomiędzy obywatelem a władzą. W ideach zarządzania partycypacyjnego podkreśla się na ogół elementy bezpośrednio związane z zarządzaniem, z relacjami pracodawca – pracownik, możliwością dopuszczenia własnych pracowników do udziału w zarządzaniu, bezpośrednim wprowadzaniu ich w tajniki zarządzania firmą (czyli w skali mikro). W ostatnich latach pojęcie to ulega jednak rozszerzeniu i używa się go w skali makro, zbliżając się ku rozumieniu zbliżonemu do partycypacji społecznej, ale ciągle obracającemu się w kategoriach zarządzania. Idee te zresztą należałoby rozwinąć, by nie pozostać schematycznym w myśleniu. Wspomniane wątki zostaną rozwinięte w dalszej części artykułu, a następnie odniesione do badań wspierających zarządzanie w kulturze, a zwłaszcza wykorzystaniu w tym celu gier miejskich. Samo pojęcie gry miejskiej jest tu traktowane jako hasło wywoławcze, gdyż chodzi raczej o użycie jej cech charakterystycznych, głównych założeń, sposobu realizacji – równie dobrze mogłaby się rozgrywać poza przestrzenią miejską (w podstawowym założeniu wielkomiejską) i może przybrać formę wiejską, czy wręcz terenową. Wybór formy, jaką jest wstępnie tu omówiony typ aktywności, opiera się na podobnych założeniach, co wcześniej wspomniane idee. Przede wszystkim zakłada wysoki stopień aktywności ludzkiej (partycypacji), zarówno bezpośredniej, jak i pośredniej. W planowanym evencie uczestniczą zarówno ci, którzy są aktorami, jak i ci, którzy są widzami. Dodatkowo, cały spektakl rozgrywa się z wykorzystaniem przestrzeni wirtualnej, szeroko pojmowanych social media, aktywizując społeczność w sposób bardziej pośredni, co nie oznacza, że mniej zaangażowaną. Wydaje się, że tak ogromnego i zaangażowanego audytorium nie należy lekceważyć, a jego badanie we wszystkich aspektach stanowi formę dość niestandardową. Pomysł ten stał się podstawą projektu naukowo-badawczego, który zainteresował międzynarodowe grono współpracowników1. Sam ten fakt pokazuje, że zarówno tematyka, jak i główne idee opisane powyżej, trafiają dziś na niezwykle podatny grunt. Społeczeństwo obywatelskie Koncepcja społeczeństwa obywatelskiego została w Polsce rozwinięta w l. 90., kiedy kraj, po zmianie ustroju, świadomie dążył w stronę procesów demokratyzacji życia społecznego. 1

Międzynarodowe konsorcjum, w którym uczestniczę, złożyło wspólny wniosek o dofinansowanie projektu. Wniosek dotarł do ostatniego etapu konkursu. Zainteresowanie wyrazili także inni partnerzy krajowi, jak i zagraniczni, co potwierdza, iż opisana w niniejszym artykule tematyka i przyjęta metodologia znajduje szeroki odzew środowiska zarówno praktyków, jak i teoretyków.


Sama w sobie nie jest jednak nowa, o czym pisał np. Andrzej Siciński 2. W nowożytnej historii pojawiła się w XVII i XVIII-wiecznej angielskiej myśli społecznej, w koncepcjach Johna Locke’a i Davida Hume’a. Opisywali oni cechy otaczającego ich społeczeństwa, rozwijającego się na podstawie umowy społecznej, a nie porządku naturalnego. Z czasem społeczeństwo obywatelskie zaczęto utożsamiać z rządami prawa i aktywnością obywateli. Adam Ferguson, filozof szkockiego oświecenia, zainteresował się na tyle ideą społeczeństwa obywatelskiego, że napisał esej o jego historii. Według niego genezą pojawienia się takiej koncepcji były: szybszy rozwój cywilizacyjny, ekonomiczny oraz przemiany w strukturze społecznej. Tematyka znalazła swoje rozwinięcie w późniejszych koncepcjach Hegla, czy Antonio Gramsciego, ale, jak podkreślał Siciński, idee te, w odróżnieniu od poprzednich, miały już charakter raczej postulatywny, niż opisywały rzeczywisty rozwój społeczny. Wyjątek na tym tle stanowią opisy XIX-wiecznych amerykańskich procesów demokratyzacyjnych autorstwa Alexisa de Tocqueville’a. Pod koniec XX wieku idee społeczeństwa obywatelskiego powróciły m.in. w pismach Ralfa Dahrendorfa, który pisał o autonomicznym „manifestowaniu się interesów, wartości i preferencji”, czy Anthonego Giddensa, który podkreślał, że ten typ społeczeństwa i jego aktywność prowadzą z jednej strony do porządku, ale często również są siłą napędzającą konflikty, gdyż w dialogu społecznym pojawiają się różne grupy interesów zażarcie broniące swojego stanowiska. Władzy i państwu przypisywał rolę w łagodzeniu sporów i ochronie jednostki3. Idee powróciły również w kontekście upadku komunizmu i przesunięcia środka ciężkości w stronę rozwoju demokratycznych systemów kierowania państwem, kiedy roztaczano wizje społeczeństwa obywatelskiego u władzy. Aby nowy porządek społeczny miał szanse się rozwinąć, powinny, wg Giddensa, zostać spełnione następujące zasady: o Rząd i społeczeństwo obywatelskie są partnerami; o Odrodzenie społeczności przez zmobilizowanie inicjatyw lokalnych; o Włączenie trzeciego sektora; o Ochrona lokalnej strefy publicznej4. Temat ten powraca w towarzyszących nam na co dzień dyskusjach o tym, czy w Polsce istnieje społeczeństwo obywatelskie. Pojawiają się zarówno głosy za, jak i przeciw, zarówno w kontekście rozwoju trzeciego sektora, jak i poziomie zaufania między władzami, a przeciętnym obywatelem. Według jednej z definicji „organizacje sektora trzeciego są organizacjami prywatnymi, nastawionymi na realizację potrzeb osób prywatnych i dla nich ważnych, a jeśli podejmują się realizacji zadań publicznych czynią to z woli założycieli, właścicieli czy zarządzających tymi organizacjami” 5. W tym samym tekście autorka, analizując formy działalności, prowadzone w trzecim sektorze i po oddzieleniu organizacji zajmujących się produkcją i dystrybucją, stwierdza (również na podstawie innych przywoływanych badań), że organizacje pozarządowe w czystej postaci, tworzone „w celu prezentowania i promowania określonych idei i wartości, określane tutaj po prostu jako organizacje społeczeństwa obywatelskiego, łączą ludzi, dla których niewystarczające są idee i wartości będące spoiwem oficjalnych instytucji państwa”6. Za: Siciński A., O idei społeczeństwa obywatelskiego, Wiedza i Życie 6/1996 Tamże. 4 Ilczuk D., Polityka kulturalna w społeczeństwie obywatelskim, Kraków 2002 , s. 26 5 Grzelońska U., Rola sektora non profit w polskiej gospodarce, Studia ekonomiczne nr 4 (LXXI) 20112011, s. 327 6 Tamże., s. 337 2 3


Główny Urząd Statystyczny w publikacji dotyczącej sektora pozarządowego przedstawił dane na koniec 2005 r. i podał, na podstawie klasyfikacji REGON, liczbę 67,5 tys. aktywnych, samodzielnych podmiotów, podczas gdy w 1997 r. notował ich 27,4 tys. Wśród nich znalazły się: o 56,4 tys. stowarzyszeń i podobnych organizacji członkowskich (w tym ochotnicze straże pożarne, komitety społeczne, stowarzyszenia kultury fizycznej, koła łowieckie); o 5 tys. fundacji; o 3,9 tys. organizacji samorządu gospodarczego i zawodowego (w tym zrzeszenia zawodowe, cechy, izby, społeczno zawodowe organizacje rolników, a także organizacje pracodawców); o 2,2 tys. społecznych podmiotów wyznaniowych (organizacje członkowskie oraz placówki świadczące usługi społeczne działające w ramach kościołów i związków wyznaniowych)7. Według tej samej klasyfikacji w 2010 roku zarejestrowanych było ponad 12 tys. fundacji i 71 tys. stowarzyszeń (bez Ochotniczych Straży Pożarnych - po ich dodaniu liczba ta zbliża się do blisko 100 tys. zarejestrowanych organizacji). „Przy jeszcze szerszym spojrzeniu w oszacowaniu tym można by także wziąć pod uwagę 6,5 tys. organizacji samorządu gospodarczego i zawodowego, 3,8 tys. pozostałych organizacji członkowskich nie sklasyfikowanych jako stowarzyszenia (np. koła łowieckie, pracownicze kasy pożyczkowe, komitety społeczne itp.) i ok. 2 tys. oddziałów lokalnych jednostek organizacyjnych Kościoła katolickiego pełniących działalność społeczną8. Bazę portalu, z którego pochodzą powyższe informacje, prowadzi Stowarzyszenie Klon – Jawor, od początku lat 90. zajmujące się gromadzeniem informacji i tworzeniem bazy danych dotyczących działalności sektora pozarządowego - na dzień dzisiejszy notuje ponad 120 tys. zarejestrowanych organizacji9. To, co jednak najbardziej warte podkreślenia, to nie tyle sama liczba istniejących organizacji, co fakt, że dla większości z nich podstawą funkcjonowania jest działalność skupiona wokół kultury i sztuki, organizacji czasu wolnego, czy hobby. Po odjęciu jednostek Ochotniczej Straży Pożarnej mapa aktywności przedstawia się w sposób zaprezentowany na rysunku poniżej:

7

Sektor non-profit w Polsce. Wybrane wyniki badań statystycznych zrealizowanych przez GUS, Warszawa 2009 Przewłocka J., Herbst J., Ile jest w Polsce organizacji i czym się one zajmują? 2011-06-29 wiadomosci.ngo.pl [odczyt: 2012.03.20.] 9 Przywołane liczby nie do końca są porównywalne, gdyż nawet w opracowaniach GUS zmieniał się system klasyfikowania i pomimo przyjętej w 2003 roku Ustawy o organizacjach pożytku publicznego i wolontariacie, która wyłączyła z klasyfikacji m.in. partie polityczne, związki zawodowe, stowarzyszenia jednostek samorządu gospodarczego, samorządy zawodowe, pojawiają się one w zestawieniach. Mimo tego wydaje się, że tendencja wzrostowa jest możliwa do zaobserwowania, trudniej określić jedynie jej skalę. 8


Źródło: Przewłocka, Herbst, wiadomości.ngo.pl, 2011. Przykładowo, wskazane na rysunku 14% organizacji, które bezpośrednio zajmują się działalnością, sklasyfikowaną w bazie jako „kultura, sztuka, ochrona dóbr kultury i dziedzictwa narodowego”, to w liczbach bezwzględnych, uwzględniających stan na dzień dzisiejszy (2012 r.), ponad 14 tys. podmiotów (dokładnie 14661). Dla porównania - we wspomnianych powyżej badaniach, przywoływanych przez Grzelońską, organizacje działające w kulturze stanowią 19%. Niewątpliwie należy podkreślić stworzenie przez państwo (władzę) warunków dla rozwoju sektora pozarządowego. Wspólne dla opracowań mówiących o początkach tworzenia tego sektora, jest wskazanie podstawowych przyczyn, takich jak zmiana ustroju i kryzys towarzyszący pierwszym latom transformacji ustrojowej. Wydaje się jednak, że gwałtowny rozwój tego sektora w ostatnich latach, można rozpatrywać z jeszcze innych punktów widzenia. Paradoksalnie sprzyja temu brak możliwości zatrudnienia, powodujący, że obywatele zaczynają „brać swoje sprawy w swoje ręce”, a że system fiskalny i możliwość wspólnego działania bardziej sprzyjają działalności w sektorze pozarządowym niż prowadzeniu prywatnej działalności gospodarczej, podejmują działania o tym charakterze. Wśród drugiej istotnej przyczyny można wymienić konsekwencje przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, gdzie w myśl wprowadzanych regulacji pojawiły się nowe okoliczności wpływające na rozwój sektora i efekt takowych możemy właśnie obserwować. Wiążą się one w sposób najbardziej bezpośredni z możliwością wykorzystywania funduszy unijnych. W prawie każdym programie finansowanym ze środków unijnych (a z czasem również ze środków krajowych, czy prywatnych, np. programy banków, dużych firm), organizacje pozarządowe mogą się starać o dofinansowanie realizacji swoich projektów, bardzo często wręcz o finansowanie pełne (o tych możliwościach Grzelońska, analizując sektor z perspektywy roku 2011 nie wspomina). Ta, bardzo ogólna z konieczności, prezentacja organizacji pozarządowych, ma na celu pokazanie skali sektora, uważanego za podstawę budowania społeczeństwa obywatelskiego. Aby dopełnić ten wątek należałoby wskazać również pojawiające się w ostatnich kilku latach, działania o charakterze ruchów obywatelskich, czy społecznych. W dziedzinie kultury warto wspomnieć np. o ruchu Obywatele Kultury, o którym możemy przeczytać na stronie internetowej, że jest to „ruch reformatorski, domagający się zmian w sferze kultury, które umożliwią pełne wykorzystanie potencjału społecznego zaangażowania, twórczej energii obywateli i wielkości kulturowego dziedzictwa”10. Ruch ten ukonstytuował się w maju 2011 r., za główne cele stawiając sobie budowanie porozumienia między społeczeństwem a władzami publicznymi, poprzez wpływanie na działalność tych drugich. Przejawia się to przede wszystkim poprzez współpracę przy tworzeniu i wdrażaniu podpisanego przez Ministra Kultury Paktu dla Kultury (w 2011 r.), tworzeniu ruchów o podobnych charakterze działania w różnych miastach Polski. Należy zauważyć, że zaproponowana formuła i podejmowane aktywności skupiają się głównie wokół „nadawców” kultury, w sposób pośredni jedynie odnosząc się do tych, do których działalność kulturalna jest skierowana, czyli ogółu społeczeństwa. Pojawiają się więc komentarze i głosy krytyczne dotyczące udziału w ruchu tego typu osób, które raczej kulturę „tworzą”, niż tych, którzy ją odbierają/uczestniczą, zaangażowanych instytucjonalnie w pracę w dziedzinie kultury (urzędników, dyrektorów instytucji kultury), z drugiej zaś głównie 10

www.obywatele kultury.pl


przedstawicieli środowiska. Być może jednak, z czasem i przy zaangażowaniu inicjatorów, idea ma szanse się rozwinąć i zaangażować do działania również przeciętnego obywatela. Obie formy – działalność organizacji pozarządowych i ruchy obywatelskie, można wpisać w proponowane przez Giddensa elementy warunkujące rozwój społeczeństwa obywatelskiego. Obie formy doskonale wpisują się również w idee zarządzania partycypacyjnego, zarówno w rozumieniu bezpośrednim tego zjawiska, jak i szerszym. Partycypacja Punktem wyjścia do rozważań jest niewątpliwie słowo partycypacja, czyli uczestnictwo. Terminem tym określa się również współzarządzanie, współdziałanie i współdecydowanie. Zatem zarządzanie partycypacyjne należałoby zrównać z myśleniem o zarządzaniu uczestniczącym, w linii prostej oznaczającym współudział pracowników w procesie zarządzania, również strategicznego. Na ogół ideę zarządzania partycypacyjnego odnosi się do relacji wewnętrznych przedsiębiorstwa, ale w ostatnim czasie coraz częściej rozumie się ją szerzej. By zacytować niektóre z definicji - V.H. Vroom uważa partycypację za „proces wspólnego podejmowania decyzji przez dwie lub więcej stron, w którym decyzje mają wpływ na przyszłą sytuację tych, którzy je podjęli” 11. Istotą tej definicji jest współdziałanie wielu zainteresowanych podmiotów i dość szeroki zakres tematyczny. Inna, jeszcze szerzej charakteryzująca zjawisko, Davida E. Guesta i Dereka Fatchetta, mówi, że jest to „każdy proces poprzez który osoba lub grupa osób określa (czyli wpływa intencjonalnie), na to, co inna osoba lub grupa ma robić”12. Choć idea stała się bardzo popularna dopiero w ostatnim czasie, to historia nauki o zarządzaniu niemal od początku rozwija idee zarządzania, w których występuje element partycypacji. Już Henry Fayol, przedstawiciel XIX-wiecznego nurtu administracyjnego w zarządzaniu, głosił konieczność rozszerzania uprawnień w ramach stanowisk pracy, otwierając się na możliwość włączenia pracowników w procesy decyzyjne i dając tym samym szanse na rozwój przedsiębiorstwa (otwartość na inicjatywę i innowacje jako istotny czynnik motywujący pracowników, w zakresie umożliwiającym jednak stosowanie władzy i dyscypliny, sformułował jako jedną z 14 zasad zarządzania). Przykładów, zarówno z teorii, jak i praktyki zarządzania można by mnożyć. Przywołując tylko niektóre, należałoby wspomnieć o paternalistycznym stylu kierowania i tworzeniu idei human realtions, przez producenta obuwia T. Batę. Na początku XX w. był on pionierem wdrażania samoorganizacji w przemyśle - system pracy opierał się na zasadzie decentralizacji, przejawiającej się w tworzeniu półautonomicznych, pod względem finansowo-ekonomicznym, komórek organizacyjnych, które mogły funkcjonować przede wszystkim dzięki ludziom, ich poczuciu odpowiedzialności za wykonywane zadania i możliwości samorealizacji, która wpływała na rozwój całego przedsiębiorstwa. Inny z przedsiębiorców, G. Bardet, właściciel fabryki automatów, dopuścił wprost swoich pracowników do współzarządzania. W 1925 r. w jego zakładach powstała rada pracownicza, w której wybrani delegaci wspólnie z kierownictwem omawiali stopień realizacji zadań i podejmowali decyzje (również te o szerszym, strategicznym dla przedsiębiorstwa znaczeniu). Eksperyment Bardet'a przyniósł konkretne korzyści w postaci niezwykłego zaangażowania pracowników w realizację zadań, a jednocześnie zwiększenia poparcia dla firmy - pracownicy

11 12

[za: Mendel, 2002] Tamże.


zaczęli identyfikować się z przedsiębiorstwem, podniosła się jakość pracy i zmniejszyła skłonność do strajków13. Rozwój społeczny doprowadził do tego, że po II wojnie światowej idee partycypacji zaczęły być wdrażane w sposób oficjalny, zwłaszcza w państwach bloku komunistycznego, gdzie usankcjonowana została własność państwowa. W 1951 r. w Niemczech socjaldemokraci doprowadzili do ustawowego współdecydowania pracowników o zarządzaniu przedsiębiorstwem (w przemyśle górniczo-hutniczym). W Polsce Ludowej już w 1945 r. na mocy dekretu pojawiły się Rady Zakładowe, a na fali odwilży w 1956 r. ustawa o radach robotniczych wprowadzająca rozwiązania idące w kierunku partycypacji. Ta ostatnia pozostała martwym prawem, zniesionym przez następną ustawę z 1958 r. o samorządzie robotniczym, której konstrukcja de facto pozbawiła robotników możliwości współdecydowania na rzecz realizowania zadań partyjnych. Idee partycypacji w zarządzaniu stawały się kolejnymi prawami zdobywanymi przez robotników i są ściśle powiązane z funkcjonowaniem państwa – na fali wydarzeń 1980 r. w Polsce uchwalono ustawę o samorządzie załogi przedsiębiorstwa państwowego. Z perspektywy historycznej jest oceniana przede wszystkim jako organ walczący i pełniący funkcje przypisywane raczej związkom zawodowym, niż organowi doradczemu, powołanemu w celu usprawnienia procesów zarządzania, choć trzeba przyznać, że tzw. Rady ArtystycznoProgramowe działające w instytucjach kultury, pełniły wielokroć i te właściwe funkcje. Po zmianie ustroju w Polsce temat wysoko uprawnionych samorządów pracowniczych powracał wielokrotnie w kontekście przeszkody w wprowadzaniu zmian i reform. Paradoksalnie rady pracowników powróciły wraz z przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej i wdrażaniem dyrektywy, której myślą przewodnią jest informowanie pracowników o działalności przedsiębiorstwa i wewnętrzne konsultacje. Na mocy wprowadzonej w Polsce ustawy obowiązek tworzenia rad mają wszystkie przedsiębiorstwa zatrudniające powyżej 50 pracowników, z wyjątkiem tych, w których podobne organy już istnieją (jak np. Rady Artystyczno-Programowe). Omówiony wątek odnosi się do podstawowego modelu zarządzania partycypacyjnego – dialogu wewnętrznego przedsiębiorstwa. W ostatnich latach możemy jednak obserwować nieco szersze podejście do tego pojęcia, wychodzące w stronę otoczenia zewnętrznego organizacji. Wynika ono m.in. z obserwacji zmieniającego się otoczenia, powszechnego dostępu do informacji, Internetu, globalizacji. Bardzo wyraźnie jest zauważane w sektorze publicznym, gdzie obywatele chcą wiedzieć, na co są wydawane pieniądze pochodzące z ich podatków i chcą mieć na to wpływ. Takie podejście jest wyraźnym efektem rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, ale również wdrażania zasad good governance i multilevel governance, propagowanych np. przez Organizację Narodów Zjednoczonych, Bank Światowy czy Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Wspomniane zasady zakładają wysoki poziom partycypacji społecznej, prowadzenie dialogu ze społeczeństwem w najważniejszych kwestiach dotyczących rozwoju, ale i zbliżają się do myślenia o zarządzaniu, budowaniu strategii i jej wdrażaniu. Stąd zaś już blisko do mówienia o zarządzaniu partycypacyjnym. Idea ta znalazła nawet swój wyraz w badaniu, zrealizowanym przez Małopolski Instytut Kultury, we współpracy z Wydziałem Humanistycznym Akademii Górniczo-Hutniczej, noszącym znamienny podtytuł: między uczestnictwem w kulturze a partycypacją w zarządzaniu. Partycypacja staje się pojęciem coraz powszechniej używanym, zwłaszcza w 13

Za: Piwowarczyk J., Partycypacja w zarządzaniu a motywowanie pracowników, Warszawa 2006


kontekście szeroko pojmowanego zarządzania strategicznego i mówienia o rozwoju polityki kulturalnej. O badaniach Dyskusje na temat rozwoju kultury, ustalania celów strategicznych mają charakter wymiany poglądów, a głos społeczny jest brany pod uwagę przy okazji tworzenia konkretnych instrumentów zarządzania w kontekście polityki kulturalnej państwa (zgodnie ze wspomnianymi wcześniej zasadami), a czasem również w kontekście zarządzania konkretną instytucją czy organizacją kultury. Otwartość, uwzględnianie różnych punktów widzenia, doświadczenia, obserwowanie różnych potrzeb, a w efekcie wychodzenia im naprzeciw powinny cechować dzisiejsze zarządzanie w kulturze. Aby dojść do takiego modelu obie strony, i nadawca i odbiorca, muszą prowadzić dialog. W ostatnich latach obserwujemy w kulturze wzrost ilości badań wpierających zarządzanie. Są one efektem realizacji strategicznych wytycznych Unii Europejskiej, w Polsce znalazły wyraz w utworzeniu w Ministerstwie Kultury programu Obserwatorium Kultury, przeznaczonego na dofinansowywanie tego typu działań. Choć budżet jest tu niewielki w porównaniu z innymi programami (np. na rok 2013 przeznaczono 3 mln zł – ok.1/4 tego, co na edukację kulturalną i nieco więcej niż połowę tego, co na promocję czytelnictwa), to trzeba zauważyć, że z roku na rok systematycznie rośnie. Niezwykle trudno jest rozgraniczać te typy badań, które skupiają się na kulturze w znaczeniu symbolicznym od tych, które zajmują się kulturą w rozumieniu funkcjonalnym – ten drugi rodzaj zawsze niesie ze sobą znaczenia nie tylko dla zarządzania kulturą, ale również dla rozumienia jej istoty. Kiedy mówimy o badaniach opinii, badaniach uczestnictwa, analizujemy ofertę kulturalną, mają one znaczenie dla zarządzania kulturą w wielu aspektach – od analizy potrzeb i gustów (popytu), przez analizę oferty (podaż), aż po szeroką dyskusję na temat oddziaływania na rozwój człowieka i społeczeństwa. Zarówno badania zlecane, jak i te, które są realizowane w wyniku uzyskania dotacji (celowej, konkursów), charakteryzują się podobnymi cechami. Pierwszą i najważniejszą z nich jest to, że na ogół mają charakter ilościowy, pokazują średnią statystyczną. Niezwykle rzadko prowadzi się w Polsce badania jakościowe, choć o potrzebie realizacji takowych mówi się coraz częściej. Wady i zalety przetwarzania danych statystycznych w sposób urzędowy są podobne w każdym kraju. W kontekście Polski można je podsumować w następujący sposób: Na plus: • Istnienie obowiązku statystycznego (choć dotyczy on instytucji publicznych). • Docenienie konieczności gromadzenia i przetwarzania danych statystycznych poprzez utworzenie specjalnej komórki zajmującej się wyłącznie kulturą (Ośrodek Statystyki Kultury w ramach GUS). Na minus: • Dane są niepełne i nieprecyzyjne nawet w wymiarze publicznej kultury instytucjonalnej (pokazały to raporty na Kongres Kultury Polskiej w 2009 r., gdzie np. wykazana liczba muzeów wahała się o ponad 200 placówek w zależności od organu i sposobu gromadzenia danych). • Brak w bazach danych informacji na temat organizacji pozarządowych i firm działających na rynku kultury (np. GUS takich statystyk nie prowadzi, informacje o organizacjach pozarządowych można odnaleźć w bazach Stowarzyszenia Klon – Jawor).


Wpisywanie do systemu statystycznego GUS wyłącznie jednej formy deklarowanej działalności gospodarczej (na podstawie pierwszego z podanych kodów statystycznych), przez co firmy, które na dalszych pozycjach zaznaczyły działalność w kulturze, nie występują w statystykach. • Wolne tempo przetwarzania informacji (np. roczniki statystyczne ukazują się z prawie rocznym opóźnieniem). • Wybiórcze prezentowanie wyników badań, brak dostępu do pełnych opracowań. Rynek kultury zaczyna jednak dostrzegać, że działalność kulturalna jest konkurencyjna, wymaga poznania otoczenia, możliwości znalezienia własnej niszy i zaplanowania jej wykorzystania. Częściej się tak dzieje w kulturze pozapublicznej, gdzie dla nadawcy wyjście naprzeciw odbiorcom wyznacza sens istnienia, rzadziej w kulturze publicznej. Konsekwencją tego faktu jest brak planowania środków finansowych, które mogłyby służyć prowadzeniu badań. W tym kontekście można mówić o barierach prowadzenia badań w kulturze, takich jak np. • Brak świadomości bądź lekceważenie faktu, że podejmowanie działań strategicznych (ale również i operacyjnych), powinno być poprzedzone dokładną diagnozą sytuacji. Prowadzi to w konsekwencji do bardzo ograniczonego budżetu na badania w kulturze w ogóle. • Oparcie działalności kulturalnej przede wszystkim na instytucjach publicznych – konsekwencją tego jest zarówno niewiedza na temat funkcjonowania systemu pozarządowego, jak i brak instrumentów zarządzania w tym sektorze. • Wąskie myślenie - zleceniodawcy badań chcą uzyskiwać informacje związane wyłącznie z podległym im obszarem; brak jest woli współpracy pomiędzy różnymi organami administracji publicznej. • Dla potencjalnych zainteresowanych liczy się przede wszystkim próba badawcza, prowadząca w prostej linii do badań ilościowych i tworzenia statystyk. Określając podstawowe bariery można by pokusić się o próbę określenia tego, jakie badania w kulturze być powinny: • Przede wszystkim powinny być kompleksowe, obejmujące szeroką gamę różnych form działalności kulturalnej, służące zarówno diagnozom na poziomie mikro (rozumianym jako poziom instytucji/organizacji, ale i np. jako poziom samorządu lokalnego), jak i makro, który można sklasyfikować jako poziom regionu i wyższy. • Ciągłe. Konieczne jest stałe monitorowanie działalności kulturalnej zarówno dla każdej instytucji, jak i w szerszym kontekście. • Badania jakościowe, choć nie wyglądają dobrze w statystykach powinny funkcjonować na równych prawach z ilościowymi. • Kultura jest tworzona dla jej odbiorców – konieczne wydaje się prowadzenie nie tylko monitoringu i obserwacji, ale i badań opinii i potrzeb kulturalnych i szersze dopuszczenie do partycypacji. Przy takim podejściu badania w kulturze mogą być wykorzystywane w konkretny sposób. Mogą służyć rozwojowi instytucji, organizacji – jest to pierwszy krok w kierunku myślenia strategicznego, tworzenia planów, są szansą na promocję instytucji i budowanie dobrego PR, szansą na odnalezienie się w przestrzeni publicznej. Dla organów administracji publicznej tworzą możliwości budowania wiedzy, dają podstawę do podejmowania działań, służą tworzeniu nowoczesnego systemu zarządzania kulturą, w którym jest miejsce i na dialog


między nadawcą i odbiorcą, na zarządzanie partycypacyjne i na szerszą partycypację społeczną. Te, dość ogólne z konieczności uwagi na temat prowadzonych badań służą przedstawieniu w dalszej części artykułu koncepcji wykorzystania w tym celu idei gier miejskich. Idei wychodzącej naprzeciw współczesnemu odbiorcy kultury. By przejść do tego tematu wydaje się konieczne poruszenie jeszcze jednego istotnego wątku, związanego ze zmianami tradycyjnie postrzeganego odbiorcy kultury. Obowiązujący przez cały wiek XX, model XIX-wiecznego wychowania mówiący o tym, że wypada bywać w miejscach, gdzie tworzy się wysoką kulturę, stracił na znaczeniu wraz z dynamicznym rozwojem nowych technologii, powszechnym dostępem do Internetu, zatarciem granic między formami zarówno podawania jak i odbioru kultury. Badania TNS OBOP z 2000 r. pokazywały jeszcze rozbieżność między tym, jak bycie człowiekiem kulturalnym jest postrzegane, a jakie jest rzeczywiste. Człowiek kulturalny, wg wyników tych badań, powinien przynajmniej raz w roku bywać: – w bibliotece (zdaniem 59% badanych – bywało 28%) – na spotkaniach towarzyskich (56% – bywało 81%) – przeczytać książkę (55% – przeczytało 57%) – w teatrze (52% – bywało 11%) – muzeum (43% – bywało 16%) – w kinie (43% – bywało 30%) – w operze lub operetce (41% – bywało 2%) – na wystawach malarskich 40% – bywało 9%) – na koncertach muzyki poważnej (39% – bywało 3%) – na odczytach i prelekcjach (38% – bywało 8%) – na imprezach artystycznych, folklorystycznych, festynach (36% – bywało 42%) – na imprezie sportowej, meczu (22% – bywało 28%) – na koncercie muzyki pop, młodzieżowej, jazzowej itp. (22% – bywało 22%) 14. Pod koniec dekady widać w analizach (np. CBOS i OBOP) zdecydowanie przesunięcie w stronę szerokiego rozumienia kultury. Świadczą o tym również moje własne wyniki badań prowadzonych w 2005 r., a mające na celu zebranie opinii odbiorców usług kulturalnych Krakowa15. W kwestionariuszu pojawiło się otwarte pytanie o najlepsze i najgorsze imprezy kulturalne w Krakowie w mijającym roku. W odpowiedziach respondentów dało się jednak zaobserwować bardzo interesujące tendencje. Z jednej strony imprezy wymieniane przez respondentów nie zawsze można było zakwalifikować do działań stricte kulturalnych, ich kulturalność była rozumiana znacznie szerzej, np. Derby Cracovia – Wisła w maju 2005 r. (mecze piłkarskie pomiędzy dwiema krakowskimi drużynami), czy „Na Rynek marsz”, impreza propagująca chód sportowy i organizowana przez mistrza świata w tej dziedzinie, Roberta Korzeniowskiego. Z drugiej strony jednak obok tych imprez, w tym przypadku łatwiej kwalifikowanych jako sportowe, ci sami respondenci wymieniali koncerty, spektakle, operę – działania na ogół przypisywane wprost do kultury. Imprezy wskazywane przez badanych odzwierciedlały również ich uczestnictwo w kulturze w ogóle – bardzo często pojawiały się tu tytuły wystaw, koncerty (każdego rodzaju muzyki). Bardzo dużo pojawiło się imprez masowych. Obok tych, bardziej sportowych, znalazły się takie jak np. niedoszły do skutku Czy Polacy są kulturalni? Czyli deklarowane uczestnictwo w kulturze a wyobrażenia o człowieku kulturalnym, TNS OBOP, Warszawa 2001 15 Za: Plebańczyk K., Górski P., Oferta kulturalna Krakowa 2005 w opinii jej odbiorców, Kraków 2006 14


Marsz Tolerancji, dni otwarte organizowane w centrach handlowych, Hucie, Elektrociepłowni Kraków, a także Biały Marsz zorganizowany przez społeczność miasta po śmierci papieża Jana Pawła II, za pośrednictwem telefonów, e-maili i „poczty pantoflowej”. Omawiany problem nierozróżniania rodzajów kultury, choć pokazany w nieco innym kontekście, stał się również wynikiem późniejszych badań zespołu socjologów (pod kierownictwem Wojciecha Burszty), którzy na zamówienie Ministerstwa Kultury, związane z Kongresem Kultury Polskiej w 2009 r., przygotowali raport o stanie kultury miejskiej w Polsce16. Podjęto tu próbę rekonstrukcji modelu człowieka kulturalnego. Ma on być: 1) wykształcony, czyli: a) posiadający wiedzę ogólną, a nie tylko specjalistyczną lub zamkniętą w tradycyjnych ramach; b) mający zainteresowania wykraczające poza sprawy życia codziennego/prywatnego; c) wykorzystujący wiedzę dla samorozwoju; 2) obyty, czyli: a) potrafiący się zachować/dostosować do różnych sytuacji, znający zasady savoir vivre’u; b) „uczęszczający”, bywający w instytucjach kultury tradycyjnej (najczęściej wymieniano teatr, kino, filharmonię i czytanie książek); c) dobrze, poprawnie mówiący po polsku; mający bogate słownictwo 3) otwarty na kulturę współczesną i jej przemiany, czyli: a) przede wszystkim – zainteresowany innymi kulturami i ekologią; 4) uspołeczniony, czyli: a) mający szerokie i oparte na życzliwości i grzeczności relacje z innymi ludźmi; 5) zrównoważony psychicznie, czyli: a) spokojny, nie chaotyczny 6) obywatel, czyli : a) osoba zainteresowana sprawami świata i środowiska lokalnego. Taka rekonstrukcja wskazuje na dojrzałego obywatela, świadomego zarówno swoich obowiązków wobec państwa, jak i praw, ale nie podejmuje wątków uczestniczenia w różnych formach kultury i konsekwencji, które przynosi to dla podejmowanych prób badań. Konsekwencją zaś jest pojęcie kultury hybrydycznej, wszechobecnej, funkcjonującej w wielu miejscach naszego życia, z kulturą tradycyjnie nie łączonych. Różnorodność oferty, aktywny odbiorca zmusiły do innego spojrzenia na cały sektor, został zauważony potencjał jaki niesie kultura dla całej gospodarki. Hybrydyczność współczesnej kultury zawdzięczamy również współczesnemu odbiorcy, który (jako świadomy uczestnik i obywatel), przekracza dotychczasowe bariery, chce poznać, dotknąć i poczuć. Współtworzyć i współuczestniczyć. Chce wszystkiego – chodzić na koncerty symfoniczne, do teatru i opery. Cieszy go nowoczesność, ale i szuka form tradycyjnych. Jednocześnie idzie na mecz piłkarski, koncert rockowy czy shantowy i odwiedza park dinozaurów. A potem rysuje wąsy Monie Lizie i puszcza to w świat, by wszyscy mogli się pośmiać i zainspirować. Warto przy tym zauważyć, że przetwarzanie dokonań innych nie jest w kulturze zjawiskiem obcym – od zawsze obserwujemy wykorzystywanie dzieł innych twórców do tworzenia własnych, nawiązania, komentarze, polemiki. Zmiana polega na tym, że dziś dzieła przetwarzają ich odbiorcy, tworząc w ten sposób swoisty komentarz, wyrażając swoje opinie, często za pośrednictwem 16

Burszta W., Fatyga B., Majewski P. i inni, Raport o stanie i zróżnicowaniach kultury miejskiej w Polsce, Warszawa 2009, Raport przygotowany na Kongres Kultury Polskiej w 2009r., opublikowany na stronie WWW. kongreskultury.pl


nowych technologii. Nie robią tego w potrzebie tworzenia nowego dzieła artystycznego, raczej by pokazać własne umiejętności, powszechnie przy tym sprzedając know-how. Tym samym odbiorca taki jest bardzo słabo rozpoznawalny przez nadawców kultury. Nie wiadomo, jakie narzędzia promocyjne i marketingowe należy do niego dostosować, ani jak prowadzić z nim dialog. Jednym ze sposobów na taki dialog może być wykorzystanie gier miejskich. O grach miejskich Jak wspomniałam już na początku niniejszego tekstu pojęcie gry miejskiej jest przez mnie traktowane jako hasło wywoławcze. Zakłada pewien typ aktywności możliwy do zaadaptowania w różnych okolicznościach. Aby rozwinąć ten wątek szerzej należy kilka uwag poświęcić samym grom. Gra miejska jest stosunkowo nową, ale ogromnie już popularną formą rozrywki, rozgrywaną w wielu miastach świata. Łączy w sobie cechy tradycyjnych happeningów ulicznych, harcerskich podchodów oraz nowszych form takich jak RPG, gry komputerowe, czy flashmob. Początkowo traktowana jako forma czystej rozrywki, szybko została zaanektowana w środowisku biznesowym do np. budowania zespołowości (ang. team building), ale i do poszukiwania niestandardowych metod rozwijania ludzkiej kreatywności. RPG (ang. role-playing game, często zwana grą wyobraźni, potocznie erpegiem lub rolplejem) to gra, w której gracze (od jednego do kilku) wcielają się w role fikcyjnych postaci. Cała rozgrywka toczy się w fikcyjnym świecie, istniejącym tylko w wyobraźni grających. Jej celem na ogół jest rozegranie gry według zaplanowanego scenariusza i osiągnięcie umownie określonych, lub indywidualnych celów, przy zachowaniu wybranego zestawu reguł, zwanego mechaniką gry. Flash mob – to określenie, którym przyjęło się nazywać sztuczny tłum ludzi gromadzących się niespodziewanie w miejscu publicznym w celu przeprowadzenia krótkotrwałego zdarzenia, zazwyczaj zaskakującego dla przypadkowych świadków. W akcji uczestniczą nieznani sobie ludzie znający jedynie jej termin i planowane działanie. Zazwyczaj akcje takie są organizowane za pośrednictwem Internetu lub wysyłanych wiadomości typu sms. Happening charakteryzuje się bezpośredniością, otwartością formalną, elementami improwizacji (choć powstawały również partytury happeningów), aktywizuje widza, wprowadza elementy plastyki i teatru17. Gry miejskie organizowane są głównie w dużych miastach, wyszły od idei zwykłej rozrywki, ich podstawą jest historia wymyślona przez autorów na potrzeby gry. Mogą mieć charakter komercyjny (na rynku działa wiele firm wyspecjalizowanych w organizowaniu takich gier na zamówienie), czy być wykorzystywane dla celów biznesowych i adresowane do konkretnej grupy, jako np. element szkolenia. Początkiem dzisiejszych gier miejskich była Ringolevio, która powstała na zatłoczonych ulicach amerykańskich miast podczas Wielkiego Kryzysu 1929 roku. W latach 60. i 70. rozwinął się Manhunt - przy czym mowa tu o całej rodzinie gier, które od berka i chowanego, przez harcerskie podchody doszły do nocnych gier strategicznych zespołów, wyposażonych w łączność i stroje maskujące. Dalszym etapem było wzbogacenie świata rzeczywistego o wirtualny - w 2002 r. w Mińsku na Białorusi powstała Schwatka (w angielskiej wersji jest to Encounter). W odróżnieniu od starszych typów nie zawiera bezpośredniej fizycznej konfrontacji uczestników, jest bardziej połączeniem komputerowej gry fabularnej z 17

Więcej na ten temat pisałam w książce pod red. D. Hejwosz D.i W. Jakubowskiego pt. Kultura popularna – tożsamość, edukacja, Poznań 2010


realizowaną w rzeczywistym świecie grą zręcznościową (ograniczeni czasem uczestnicy odnajdują ukryte w zakątkach miasta kody, które po wprowadzeniu do sieci pozwalają przejść na wyższy poziom). W Polsce pierwszą i najstarszą grą miejską (wykorzystującą już nowoczesne media), była Nokia Game z 2000 r. - gracze wcielali się w rolę bohatera tajemniczej historii, podążając, poprzez wykonywanie kolejnych zadań, do rozwiązania zagadki. Aby wziąć udział w grze, niezbędne było posiadanie telefonu komórkowego oraz dostępu do Internetu. Za ich pośrednictwem uczestnicy gry otrzymywali informacje o kolejnych misjach do wykonania. Niezbędne było również uważne śledzenie prasy, radia, telewizji i innych mediów, wszędzie tam bowiem mogły kryć się wskazówki ułatwiające wykonanie zadania. Pokonanie każdego kolejnego etapu gry należało potwierdzić, zgłaszając się w określonym terminie na wskazanych stronach WWW i odpowiadając na zawarte tam pytania. Ci, którym się nie udało - odpadali z gry, aż do wyłonienia jednego ostatecznego zwycięzcy. Gracze, którzy odpadli z gry - jak również osoby w ogóle nie grające w Nokia Game, ale zainteresowane jej przebiegiem - mogli nadal śledzić rozgrywkę, choć już bez aktywnego udziału, czytając wiadomości na witrynie. Największą i najdłużej realizowaną grą miejską (od 2005 r.) jest Urban Playground: Miasto to gra (Warszawa), od którego w Polsce rozpoczęła się moda na tego typu projekty. Projekt łączy ze sobą element happeningu i opowiadania, rozgrywa się na kilku płaszczyznach, a granica pomiędzy fikcją a rzeczywistością się zaciera - planszą są ulice Warszawy, graczami jej mieszkańcy, a miasto to gra [WWW.urban-playground.com]. Innym przykładem jest inicjatywa Kolektywu Partyzantz (Katowice). Ich działalność była umiejscowiona na pograniczu światów: rzeczywistego, wirtualnego oraz fikcyjnego. Stworzyli między innymi hasło miasto jest planszą oraz pierwszego polskiego śląskiego superbohatera. Bardzo szybko pomysł zaczął być wykorzystywany nie tylko jako rozrywka. Pojawiły się gry, których celem jest promocja kultury, miasta i regionu, wprowadzające w nowatorski sposób modę na uczestnictwo. Jest to diametralnie inne podejście od inicjatyw wcześniej przedstawionych. Projektów można już dziś wymienić bardzo dużo, by wspomnieć tylko o kilku przykładowych: o Literackie Gry Miejskie organizowane przez Muzeum Powstania Warszawskiego (oparte na znanych książkach i postaciach mniej bądź bardziej literackich, np. śladami Wiecha czy Marka Piegusa) – podobne tematycznie działanie zorganizowała Wrocław - projekt oparty na twórczości autora kryminałów Marka Krajewskiego i zatytułowany Morderstwo w Breslau, o Legenda Stanisława Wyspiańskiego z 2007 r, gdzie podstawowym zadaniem było odnalezienie zaginionej pamiątkowej Tablicy, bez której nie można odsłonić pomnika znajdującego się na Rynku Głównym Krakowie (organizowane we współpracy Gazety Wyborczej i Teatru „Groteska” przy finansowym współudziale Urzędu Miasta Krakowa), o W pogoni za aktem (2007) - tu zadaniem było odnalezienie trzech, z pięciu, zaginionych pieczęci, jakimi był opatrzony akt lokacyjny Krakowa, o Operacja V.I.C.T.O.R.I.A.” (2008) – zorganizowana również w Krakowie przy okazji obchodów 325 rocznicy odsieczy wiedeńskiej, o Poetyckie Gry Uliczne – organizowane od 2008 roku przez Ośrodek LiterackoWydawniczy Łódzkiego Domu Kultury - zabawa polega na odnajdowaniu ukrytych w przestrzeni miejskiej fragmentów wiersza. o Kolejnym krokiem w rozwoju gier miejskich jest pojawienie się gier turystycznych, w których można wziąć udział w każdej chwili (np. w Poznaniu gracze poprzez Internet


lub punkty informacji turystycznej pobierają kartę do gry, a następnie zwiedzają miasto poprzez rozwiązywanie kolejnych zagadek, w podobnej tematycznie grze można wziąć udział w Krakowie, choć jest ona działaniem mocno komercyjnym). Zaanektowanie gier miejskich do promocji historii i kultury danego miejsca cieszy się wielkim powodzeniem, zarówno wśród organizatorów, jak i wśród uczestników. Gry stały się szybko czymś więcej niż tylko zabawą, co zauważyły samorządy miejskie, chętnie włączając się w organizację takich imprez. Opisane powyżej przypadki i zasady gier miejskich można rozpatrywać w nawiązaniu do omówionych wcześniej idei społeczeństwa obywatelskiego i idei zarządzania partycypacyjnego. Wspólne cechy, które łączą wszystkie typy aktywności to m.in. o Aktywność nadawcy i odbiorcy o Włączenie społeczne o Możliwość wyrażenia własnego zdania – w sposób bezpośredni poprzez udział w grze, komentarze lub bardziej pośredni poprzez np. śledzenie wydarzeń. W efekcie wszystkie te działania mogą pełnić funkcje społeczne, czy kulturotwórcze. Wykorzystanie gry do badań naukowych wynika z obserwacji uczestnictwa w kulturze oraz badania samych gier. W środowisku biznesu bardzo intensywnie rozwija się dziedzina nazywana grywalizacją (ang. gamification), polegająca na wykorzystaniu mechanizmów występujących w grach fabularnych (RPG) i komputerowych, w celu zwiększenia zaangażowania ludzi i wpływania na ich zachowania. Teoria i praktyka grywalizacji, wywodzi się z badania mediów prowadzonych przez Byrona Reevesa z Uniwersytetu Stanforda i Clifforda Nassa. Badania te dotyczyły zasadniczo reagowania ludzi na media, a zachowania badanych potwierdziły ciekawą i nowatorską tezę autorów, że wbrew intuicyjnym wyobrażeniom nasze interakcje z komputerami, telewizją i nowymi mediami są z zasady społeczne i naturalne, tak jak interakcje z innymi ludźmi. Autorzy pisali o wynikach, że „ludzkie reakcje pokazują, że media są czymś więcej niż tylko narzędziami. Media mogą wtargnąć w naszą przestrzeń osobistą, mogą posiadać osobowość, która pasuje do naszej, mogą być członkami zespołu i uaktywniać stereotypy związane z płcią. Media mogą wywoływać reakcje emocjonalne, wymagać koncentracji uwagi, zagrażać nam, wpływać na pamięć i zmieniać pojęcia tego, co naturalne. Media są pełnymi uczestnikami naszego świata społecznego i rzeczywistego"18. Wyniki tych badań zostały najszerzej zaadoptowane do działań marketingowych, stały się podstawą wielu działań biznesowych, zwłaszcza tych, które wykorzystują media w sposób najbardziej bezpośredni. Również i gry miejskie, niosąc ze sobą elementy charakterystyczne dla gier RPG i komputerowych, wykorzystują elementy grywalizacji, nie tylko w kontekście mediów, wpierających system komunikacji pomiędzy uczestnikami (fora, e-maile, chaty, które dodatkowo budują więzi społeczne pomiędzy uczestnikami), ale i głównych idei tego nurtu. Pozwalają na zaangażowanie ludzi do zajęć, które są zgodne z oczekiwaniami autora projektu, bazują na przyjemności, jaka płynie z pokonywania kolejnych wyzwań, rywalizacji, czy współpracy. Ich wszechobecność i szeroki odzew społeczny powodują, że mogą stać się z jednej strony atrakcyjnym wydarzeniem, z drugiej zostać wykorzystane w celach badawczych. Sama gra jest oparta zazwyczaj na kilku podstawowych zasadach, takich jak: o Utworzenie planszy, po której uczestnicy muszą się poruszać (zazwyczaj jest przestrzeń miejska, ale może być inna, ograniczona do jakiegoś obszaru). 18

Reeves B., Nass C., Media i ludzie, Warszawa 2000, s. 294


o Bezpośredni uczestnicy muszą być zaangażowani: kojarzyć miejsca, fakty, szybko rozwiązywać zagadki, walczyć z czasem. Ale przede wszystkim wykazywać się wiedzą i chęcią zdobywania nowej. o Ważnym elementem gry jest przebranie, kamuflaż (zarówno wśród graczy, jak i wśród tworzących grę). o Scenariusz wykorzystuje nowe technologie, Internet, telefony komórkowe. Najważniejszym, z punktu widzenia badań elementem, są uczestnicy takiego wydarzenia. Gra angażuje. Pojawiają się bezpośredni uczestnicy (wybrani na bazie zgłoszeń, konkursów). Pojawiają się ci, którzy odpadli w procesie wstępnej selekcji – na ogół śledzą przebieg gry, kibicują, komentują. Są wreszcie ci, którzy z zasady są obserwatorami. Gra przynosi szeroki odzew – są kibice bezpośredni, fizycznie obserwujący zmagania zespołów grających, są ci, którzy obserwują za pośrednictwem mediów, są wreszcie ci, którzy nie obserwują, ale komentują. Gry są nagłośnione i poprzedzone szeroką promocją, długo po zakończeniu budzą jeszcze żywe emocje. To szerokie spektrum, zaangażowane i emocjonalnie powiązane z uczestnictwem w wydarzeniu, chętnie dzielące się swoimi opiniami, stanowi bardzo interesujący punkt wyjścia do badań dotyczących kultury, pozwala na analizowanie takich elementów jak np. o Odzew społeczny na podjęte działanie kulturalne, a w efekcie bezpośrednie uczestnictwo; odzew społeczny – rozumiany również w szerszym kontekście – np. reakcje na informacje, które pojawiają się w mediach (wsparte przez promocję wydarzenia), chęć do podjęcia dyskusji. o Opinie – komentarze uczestników i fizycznych obserwatorów, komentarze internautów; opinie na temat działalności kulturalnej, uczestnictwa, oferty, potrzeb kulturalnych. Zebranie w jednym miejscu wielu głosów na temat podjętego działania i wypowiedzi mu towarzyszących daje możliwość przeanalizowania szerokiego gremium i ma silne powiązanie z ideami omówionymi w niniejszym tekście – partycypacji i rozwoju społeczeństwa obywatelskiego. Pozwala na szeroką analizę, która można oceniać z wielu różnych punktów widzenia, a przy okazji stanowi atrakcyjną i niestandardową formę badania. Nowe media, zmieniająca się forma uczestnictwa w kulturze doprowadziły do zmian w funkcjonowaniu kultury. Dostarczanie wrażeń estetycznych, element edukacyjny, budowanie więzi i wspólnoty nadawcy i odbiorcy kultury uległo z tego powodu licznym przeobrażeniom. Odpowiedzią na wzrastającą chęć partycypowania w tworzeniu i komentowaniu kultury, jest próba integrowania odbiorców w procesy planowania, przeprowadzania oraz ewaluacji wydarzeń kulturalnych - takie ujęcie ma zaś swoje źródło w idei społeczeństwa obywatelskiego. Zmiany wokół nas następują bardzo intensywnie, wymagają szybkiego reagowania, musimy wciąż dostosowywać się do nowego otoczenia, by nie ulec wykluczeniu. Największą ewolucję w XX wieku przeszło samo rozumienie kultury, rozwój dziedzin z kulturą powiązanych, np. wpływających na tworzenie i odbiór dzieł kultury (jak przemysły kultury), a nie tworzących ją bezpośrednio. Wszechobecna kultura funkcjonuje w wielu miejscach naszego życia, tradycyjnie z nią nie łączonych, tworząc nowe hybrydyczne formy. Zmienia się również odbiorca kultury – jest coraz bardziej aktywny, chce współuczestniczyć i współdecydować. Chce korzystać równocześnie z form tradycyjnych i bardzo nowoczesnych, chce się bawić, ale i poznawać głębiej własną kulturę i budować swoją tożsamość. Danie mu szansy partycypowania oznacza więc wyjście naprzeciw jego potrzebom.


Istotnymi elementami w tym świecie są również sposoby, w jaki je badamy i analizujemy. Tak samo hybrydyczne, jak cała kultura, wychodzące naprzeciw uczestnikom całego procesu i dla nich atrakcyjne. Skupiające się na wieloaspektowej analizie zjawisk i różnych spojrzeniach, rozumiejące np. zarządzanie partycypacyjne w sposób bardzo szeroki, jako element budowania strategii rozwoju i tworzenia polityki kulturalnej na poziomie państwa. Za ostatni komentarz można przyjąć słowa G. Hagoorta z Utrecht University, które pojawiły się w książce wydanej w 1992 r. Pokazują one, że świat dokoła nas zmienia się bezustannie i tak jak przed dwudziestu laty, tak i dziś stwarza nieustające problemy z analizą i oceną zjawisk: Do tej pory najważniejszym zadaniem dla zarządzającego kulturą było stworzenie warunków podstawowych dla procesu twórczego. Obecnie zadanie to zmienia się i wymaga prowadzenia uważnej obserwacji samego procesu zarządzania kulturą, a także rozwinięcia dalszej wizji kulturalno – politycznej, określającej na nowo miejsce instytucji kultury w nieustająco zmieniającym się (świecie) społeczeństwie.

Bibliografia Burszta W., Fatyga B., Majewski P. i inni, Raport o stanie i zróżnicowaniach kultury miejskiej w Polsce, Warszawa 2009, Raport przygotowany na Kongres Kultury Polskiej w 2009r., opublikowany na stronie WWW. kongreskultury.pl Czy Polacy są kulturalni? Czyli deklarowane uczestnictwo w kulturze a wyobrażenia o człowieku kulturalnym, TNS OBOP, Warszawa 2001 Dz. U. z 1981 r. Nr 24, poz. 123, Ustawa z dnia 25 września 1981 r. o samorządzie załogi przedsiębiorstwa państwowego. Dz. U. z 2006 r. Nr 79, poz. 550,Ustawa z dnia 7 kwietnia 2006 r. o informowaniu pracowników i przeprowadzaniu z nimi konsultacji Dz.U. 1945 nr 8 poz. 36, Dekret z dnia 6 lutego 1945 r. o utworzeniu Rad Zakładowych. Dz.U. 1956 nr 53 poz. 238, Ustawa z dnia 19 listopada 1956 r. o radach robotniczych. Dz.U. 1958 nr 77 poz. 397, Ustawa z dnia 20 grudnia 1958 r. o samorządzie robotniczym. Giddens A. Trzecia droga, Warszawa 1999 Grzelońska U., Rola sektora non profit w polskiej gospodarce, Studia ekonomiczne nr 4 (LXXI) 2011 G. Hagoort, Przedsiębiorczość w kulturze: wprowadzenie do zagadnień zarządzania w kulturze, Kraków 1997 Hejwosz D., Jakubowski W. (red.), Kultura popularna – tożsamość, edukacja, Poznań 2010 Ilczuk D., Polityka kulturalna w społeczeństwie obywatelskim, Kraków 2002 Piwowarczyk J., Partycypacja w zarządzaniu a motywowanie pracowników , Warszawa 2006 Plebańczyk K., Górski P., Oferta kulturalna Krakowa 2005 w opinii jej odbiorców, Kraków 2006 Przewłocka J., Herbst J., Ile jest w Polsce organizacji i czym się one zajmują? 2011-06-29 wiadomosci.ngo.pl Reeves B., Nass C., Media i ludzie, Warszawa 2000 Sektor non-profit w Polsce. Wybrane wyniki badań statystycznych zrealizowanych przez GUS, Warszawa 2009 Siciński A., O idei społeczeństwa obywatelskiego, Wiedza i Życie 6/1996


Tkaczyk P., GRYWALIZACJA. marketingowych, 2012

Jak

zastosować

mechanizmy

gier

w

działaniach


Katarzyna Plebańczyk, O społeczeństwie obywatelskim...