Issuu on Google+

SPIS TREŚCI 5  12  16  17 

Oblicza wody Na huśtawce Najważniejszy jest spokój Estrogen zagraża

20  21  23 

Gdy zachorujesz Zadbaj o swoje stopy Od negocjacji do rozejmu




24  30  34  39 

Efektywne mikroorganizmy Gorzka prawda o sztucznych słodzikach Metale dla zdrowia niebezpieczne Ayurveda

41  43  45  46  49 



Dar natury Owoc pełen niespodzianek Zdrowie na talerzu Aromatyczny smak lata Argumenty


Redakcja Magazynu „Cukrzyca a Zdrowie” Wydawca: Wszechnica Diabetologiczna PSD ZW w Białymstoku Adres redakcji: ul. Warszawska 23, 15-062 Białystok tel. 085 741 57 01, tel./fax 085 732 99 74 e-mail: pol_stow_diabetykow@wp.pl Redaktor naczelna: Danuta Maria Roszkowska Z Redakcją współpracują: Sylwester Barski prof. dr hab. Maria Borawska prof. dr hab. n. med. Ewa Otto-Buczkowska Marek Dolecki dr n. med. Joanna Filipowska mgr Małgorzata Frąś dr n. med. Hanna Bachórzewska-Gajewska mgr Wiesława Gołąbek prof. dr hab. n. med. Maria Górska Michał Iwańczuk prof. dr hab. n. med. Ida Kinalska dr n. med. Małgorzata Korolczuk-Zarachowicz Jolanta Kowalska mgr Bogumiła Ławniczak Daniel Michno Beata Nowakowska Radosław Roszkowski Renata Saniewska prof. dr hab. n. med. Jacek Sieradzki prof. dr hab. n. med. Małgorzata Szelachowska Lucyna Szepiel prof. dr hab. n. med. Mirosława Urban Bohdan Waydyk Dorota Wysocka dr n. med. Halina Wójcik Tłumaczenie z języka angielskiego: Michał Iwańczuk Redakcja graficzna: Lucyna Szepiel Wydanie magazynu zostało dofinansowane przez Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

„Zanim ludzie nauczyli się korzystać z elektrycz­ ności, było jej w przyrodzie tyle co i dzisiaj i była ona również, jak dzisiaj, zdolna służyć naszej wygodzie. Lecz nasza władza nad nią jeszcze nie istniała, bo brakło nam sposobów i umiejętności nadawania jej kierunku dla nas pożądanego” – tak o współczesnych sobie czasach pisał w dzie­ więtnastym wieku Prentice Mulford, popularyza­ tor amerykańskiej wiary w siebie. Z biegiem lat przybyło nam „sposobów i umiejęt­ ności” w ujarzmianiu natury; odkryliśmy ogrom tajemnic sił przyrody, wyzwoliliśmy z martwej materii przepotężne energie, rozpętaliśmy ruch gigantycznych maszyn – z każdą nową genera­ cją sprawniejszych i coraz bardziej niezwykłych – wszystko dla naszej wygody. Tyle że „kierunek dla nas pożądany” obrał kurs… ku katastrofie. Nasza cywilizacja, wprawdzie najwyższa spośród wszystkich kultur i cywilizacji, jakie istniały w dziejach ludzkości, odpowiedzialna jest za grabieżczą eksploatację zasobów Ziemi, za skaże­ nia gleby, powietrza i wody. Giną odwieczne lasy, zwierzęta, rośliny. A przecież kiedy zginie flora i fauna, dla nas również nie będzie życia. Czy dojdzie do tego? Czy współczesny człowiek, zagubiony w zgiełku wymyślonych przez siebie maszyn, w labiryncie kombinacji wszelkich cudów techniki, ma jeszcze szansę na ratunek dla ziemskiej biosfery, a tym samym dla siebie? Na szczęście uczeni znajdują odpowiedzi na te pytania, o czym, między inny­ mi, piszemy w tym numerze magazynu.

Fot. Marek Dolecki

Danuta Maria Roszkowska




jaki wpływ na nasze życie ma woda, z której korzystamy na co dzień – ta w kranach i studniach – i która nas otacza – w rzekach, jeziorach, stawach… 


Kryształy wody mówią nam, byśmy spojrzeli w głąb siebie

Oblicza wody O zmierzających w stronę atmosfery ziemskiej niewiel­ kich ciałach niebieskich, przypominających kule śnie­ gu, świat dowiedział się w maju 1997 roku z komunika­ tu amerykańskiej agencji kosmicznej NASA. Zjawisko to zaobserwowano z pokładu statku kosmicznego. Obiekty te miały około kilkunastu metrów średnicy, wyglądały jak małe komety, nadlatywały po kilka tysię­ cy, a w miarę zbliżania się do Ziemi, ulegały rozpadowi, stając się w końcu częścią chmury. – Tak wygląda deszcz z kosmosu – mówi profesor Masaru Emoto. – Ilość tego deszczu jest niewielka nawet w skali roku, lecz jeśli założymy, że padał on przez 4,6 miliarda lat, jakie upłynęły od narodzin Ziemi, to było go wystarczająco dużo, by dać początek oceanom. Jeżeli to prawda, zrozumiała staje się sprawa wyjątkowych i niezwykłych właściwości wody.

Japoński uczony, profesor Masa­ ru Emoto, specjalista od stosunków międzynarodowych, doktor medycyny alternatywnej, mówi o sobie, że od ponad dwudziestu lat jest oczarowany wodą. Od momentu spotkania z ame­ rykańskim naukowcem, doktorem Lee H. Lorencem, który badając wodę opracował technologię otrzymywania wody o dużym rozszczepieniu, czyli wody magnetycznej, profesor Emo­ to, wgłębiając się w zagadki wody, wynalazł rewolucyjną metodę foto­ grafowania kryształów zamrożonych cząsteczek wody. Uczony prowadzi badania wody – każdej, znajdującej się np. w naszym ciele, w środowisku człowieka, w naturalnych zbiorni­ kach Ziemi. Jest autorem kilkunastu książek, z których większość stała się prawdziwymi bestsellerami. W wyniku coraz większego zainteresowania świa­ ta nauki jego badaniami, w Europie i USA powstały filie Instytutu Badaw­ czego IHM, którym profesor Masaru Emoto kieruje, będąc jednocześnie dyrektorem założonej przez siebie fir­ my IHM i przewodniczącym Między­ narodowego Towarzystwa Przyjaciół HADO IHM. Zanim uzmysłowimy sobie obecną w naszym otoczeniu i często wykorzystywaną technologią HADO, powinniśmy dowiedzieć się, co to jest i skąd się bierze, oraz co woda ma z tym wspólnego. Zacząć trzeba od początku, czyli od atomu. Atomy, podstawowe elementy mate­ rii, składają się z jądra i elektronów; wokół jądra o ładunku dodatnim z wielką prędkością krążą ujemne elektrony, emitując, jedyne w swoim rodzaju, delikatne drgania nazywane HADO. Według starożytnych nauk wschod­ nich jest to energia chi. HADO, za sprawą oddziaływań elektrycznych, rozchodzi się z ogromną prędkością, tworząc pewien wzorzec pola elek­ tromagnetycznego. Ponieważ nie ma dwóch identycznych pól, we współczes­ nej nauce nazywane to jest chaosem. Wprawdzie znane są zasady rządzące 


światem na poziomie atomów, jednak przed współczesną nauką wciąż pozostaje „rozszyfrowanie” cząsteczek elementarnych budu­ jących atomy. Zdaniem profesora Masaru Emoto dzieje się tak dlate­ go, że cząsteczki te zmieniają swoje właściwości zależnie od świadomo­ ści obserwatora i jego postrzegania świata. Innymi słowy, świat ten znajduje się na tym samym pozio­ mie co ludzka świadomość, za po­ mocą której może być kształtowany podstawowy poziom materii. To zaś według uczonego oznacza, że świadomość ludzka może kształto­ wać wszystko. Tymczasem HADO, tak ważny rodzaj energii, nie jest

Hiroshima – miasto rzek i mostów. Miasto, którego matką chrzestną jest bomba atomowa. Dzielnica Saijō znana jest z produkcji sake, a miasto od dawna słynęło z dobrej wody. Kryształ, starający się z całych sił utworzyć sześciokąt, wyraża uprzejmość i solidarność wrażliwych ludzi.

Pierwsze udane zdjęcie kryształu/woda o dużej dyspersji.



obiektem badań naukowych, ponieważ jest niewidoczna dla ludzkiego oka. Profesorowi Emoto udało się wpaść na pomysł ukazania energii jaką jest HADO. Za materiały i „płótno” posłużyła mu woda. Udowodnił, że zastosowanie HADO może wyjaśnić wiele zjawisk, że pozwala więcej ujrzeć i zrozumieć m.in. stan naszego zdro­ wia, stan umysłu, stan wody. HADO najmniejsza cząsteczka niewidzialnej energii, to nic innego jak fale dźwię­ kowe i radiowe, to zjawisko rezonansu wykorzystywanego do przenoszenia energii w telewizorach, radiach czy telefonach komórkowych. Jesteśmy za­ nurzeni w HADO. Aparaturę przetwa­ rzającą unikatowe wzorce drgań, jakie posiada każda substancja, oraz badają­ cą, czy występuje zjawisko rezonansu, i na tej podstawie pozwalającą zmie­ rzyć różne stany HADO, amerykańscy wynalazcy nazwali Analizatorem Rezonansu Magnetycznego – MRA. Masaru Emoto był pierwszym, który użył tego aparatu w Japonii. Wyko­ rzystał go do badań nad HADO oraz gromadzeniem i przechowywaniem informacji przez wodę. Udało mu się


Tokio – zdjęcie będące potwierdzeniem przypuszczeń, że woda w Tokio jest niedobra.

deszczowa, głębinowa, wypełniająca jeziora, rzeki i mokradła oraz zmaga­ zynowana w wiecznych śniegach wy­ sokich gór i w pokrywach lodowych na biegunach. Są to różne postaci wody. Dla nas, zwykłych ludzi, każda woda wygląda tak samo. Dopiero specjaliści przy pomocy aparatury badawczej mogą stwierdzić, która woda jest do­ bra, a która zła, i jaki ma ona wpływ na ludzki organizm. W trakcie badań nad wodą nurtowały uczonego pytania, na które trzeba było znaleźć odpowiedź; np. nie wiadomo było, czym różni się informacja zawarta w różnych rodza­ jach wody i w jaki sposób można ją zobaczyć. Albo czy istnieje metoda pozwalająca ocenić jakość wody na pierwszy rzut oka… Przełom w po­ stępie prac profesor Emoto określa nagłym doznaniem olśnienia; w tym momencie wymyślił metodę polegają­

m.in. dowieść, że dzięki informacjom zawartym w wodzie, można przy jej użyciu poprawić stan zdrowia ludzi. Podczas tych badań profesor zaczął zamrażać różne rodzaje wody, po czym fotografował otrzymane w ten sposób kryształy. – Dzięki temu – mówi – udało mi się ujrzeć oblicze wody. Zdjęcia te są obrazem energii życia, który daje nam woda. Człowiek, gdy pojawia się na Ziemi w łonie matki, jako zapłodnione jajo, w 95 procentach składa się z wody. Ciało dorosłego człowieka w 70 procentach składa się z wody. Można więc stwierdzić, że ciało ludzkie składa się z wody. Ziemię, nazywaną „wodną planetą”, pokrywa woda – około 70 procent jej powierzchni. Bardzo podobnie jak w przypadku człowieka, prawda? – podkreśla profesor. Największe zasoby wody na naszym globie znajdują się w oceanach, część gromadzi się w atmosferze pod posta­ cią chmur i mgieł. Jest jeszcze woda

Paryż – woda kranowa z Paryża, miasta, przez które przepływa Sekwana. Trudno nazwać rezultat kryształem, ale i tak wyniki są lepsze niż oczekiwano.




cą na wykonywaniu zdjęć kryształów zamarzniętej wody. Spodziewał się, że uzyska w ten sposób możliwość odczytania zawartych w wodzie infor­ macji. Po wielu próbach udało mu się sfotografować kryształy, powiększyć je i zrobić slajdy. Każde zdjęcie było inne. – Gdy pokazałem je na wykładach – wspomina – wielu ludzi, będąc pod wrażeniem ich piękna i niezwykłości, prosiło mnie o kopie zdjęć. Zarówno piękno, jak też brzydota kryształów, przyciągały ludzi. Tak odczytany szyfr do tajemnic wody otworzył przed profesorem i jego zespołem badawczym przeczuwane tajemnice, przedziwne i nadzwyczajne właściwości wody. – Najważniejszą rzeczą, na którą zwracamy uwagę przy oglądaniu zdjęNowy Jork – woda kranowa z tego miasta ma dużo lepsze oblicze niż japońska woda źródlana. W Nowym Jorku do oczyszczania wody używa się przede wszystkim fluoru i ozonu.

Woda z fontanny w Lourdes, Francja – „święta fontanna z Lourdes” uważana jest za cudowne źródło, co roku odwiedza ją ponad cztery miliony ludzi. Woda ta zawiera wibracje HADO pochodzące z miłości i jest znana jako woda przemieniająca nienawiść w miłość.




40. symfonia g-moll Mozarta – duch tej kompozycji zdaje się dążyć do osiągnięcia doskonałego piękna najbardziej ze wszystkich symfonii Mozarta. Można by ją nawet określić mianem modlitwy do piękna.

Muzyka uzdrawiająca HADO – skomponowano ją w USA za pomocą specjalnych technik. Ma za zadanie łagodzić ból i wzmacniać odporność organizmu.

Arigato, „dziękuję” po japońsku.

Muzyka heavymetalowa – słowa tego rodzaju utworów są pełne gniewu, jakby złorzeczyły całemu światu. Sześciokątna struktura kryształu rozpadła się na wiele kawałków. Woda wykazała wyraźną negatywną reakcję nie tyle na muzykę, co na słowa.




Tamashii, dusza i Oni, demon. Gdy usuniemy lewą część, oznaczającą „mówić”, ze znaku oznaczającego duszę, otrzymamy znak oznaczający demona. Woda rozpoznaje duszę, nadaje jej kształt i przekazuje ludziom tę informację.

cia kryształu – mówi Masaru Emoto – jest to, czy ma on regularną strukturę sześciokąta. Z doświadczenia wiemy, że braki i wypaczenia w strukturze kryształu nie wróżą nic dobrego. Innymi słowy, podstawowym kryterium oceny jest to, czy kryształ wydaje nam się piękny, czy nie. W czasie wykonywania zdjęć prześledziliśmy proces krystalizacji wiele tysięcy razy. Zauważyliśmy dziwną rzecz: woda „stara się” stworzyć piękny kryształ. Doszliśmy do wniosku, że w kryształach zawarta jest wspaniała informacja, woda usiłuje coś ludziom powiedzieć. Zdjęcia tych kryształów naprawdę można określić mianem „oblicza wody”. Woda zwykle stara się z całych sił, jakby myśląc sobie: „Będę dobrą wodą! Chcę stać się dobrą wodą!” Takie wrażenie odnieśliśmy, obserwując kryształy. Tak też było z wodą kranową z róż­ nych regionów Japonii, gdzie nawet na prowincji i w rejonach wiejskich blisko 10

100 procent ludzi korzysta z wodocią­ gów. Okazało się, że choć dostarczanie wody do odbiorców obwarowane jest określonymi standardami, nie udało się w każdej próbce uzyskać pięknych kryształów, mimo „desperackich wysiłków wody, starającej się utworzyć regularny kształt”. W niektórych prób­ kach nie udało się nawet zaobserwować zjawiska krystalizacji. Trudno więc się dziwić, że ludziom np. w Tokio woda nie smakuje. Kolejne eksperymenty dowiodły, że woda może się zmieniać. Pytanie: czy woda słucha muzyki, jest efektem prostych skojarzeń. Zdaniem profesora Emoto, skoro rośliny mają świadomość i reagują na słowo, muzykę, skoro ludzie ustawiają się w kolejkach, by kupić „muzykalne pierożki” (mają być smaczniejsze, dzięki temu, że podczas ich przyrządzania puszczano utwo­ ry Czajkowskiego), może więc woda zawarta w jedzeniu i roślinach słucha

muzyki i słów? Ludzie zaś nabiera­ ją energii dlatego, że zaszła zmiana w wodzie zawartej w ich ciałach? Może wibracje, jakie słowa i muzyka prze­ kazują za pośrednictwem powietrza, są najsilniej odbierane właśnie przez wodę? Na wszystkie te pytania odpowie­ działy zdjęcia kryształów, za każdym razem obrazujące zmiany zachodzą­ ce w wodzie pod wpływem muzyki pięknej albo agresywnej. Okazało się, że woda reaguje na słowo dobre i złe, reaguje na miłość wyrażoną słowem i dźwiękiem, reaguje na muzykę uzdrawiającą i modlitwy, na dążenia ludzi do dobra, reaguje też na ludzkie nieszczęście. – Woda jest źródłem życia. Bezustannie krąży po powierzchni Ziemi, wchłania i rozpuszcza wszelkie zanieczyszczenia. Gdy ulegnie skażeniu, egzystencja wszystkich żywych stworzeń będzie zagrożona. Dlatego też moim celem


Woda kranowa z Shinagawa przed i po dostarczeniu jej informacji odpornościowej – za pomocą MRA dostarczono wodzie kranowej z dzielnicy Shinagawa w Tokio informację HADO o kodzie odpornościowym, a następnie wykonano zdjęcie. Na pierwszym zdjęciu ukazał się groteskowy kształt, który trudno nazwać kryształem. Na drugim zdjęciu zmiana jest tak wyraźna, że trudno uwierzyć, że to ta sama woda.. Tak właśnie działa energia HADO.

było jak najszybsze znalezienie sposobu oceny jakości wody – wyznaje profesor Masaru Emoto. – Nowym podejściem, zupełnie odmiennym od dotychczasowych naukowych metod analizy, jest ocena stanu wody przez badanie zdjęć kryształów, które tworzy. Poprzez liczne eksperymenty zrozumieliśmy, że tak naprawdę nic o wodzie nie wiemy. Mamy coraz więcej wątpliwości, pojawiają się nowe tematy badań. Po pierwsze, samo istnienie wody na Ziemi… Jeżeli przyjmiemy, że na początku na Ziemi nie było wody, że przybyła ona z kosmosu, to nasza egzystencja rów­ nież nabiera kosmicznego wymiaru. Powinniśmy zrozumieć, jak niezwykłą substancją jest woda i jakie, wręcz mistyczne, właściwości posiada. Oprac. Lucyna Szepiel

Od redakcji: Prezentujemy naszym Czy­ telnikom zaledwie fragment niezwykłej książki Woda, obraz energii życia, której autorem jest profesor Masaru Emoto.

Profesor Masaru Emoto, przewodniczący Międzynarodowego Towarzystwa Przyjaciół HADO.

11


Samoobrona w niedocukrzeniu utrudnienie w leczeniu

Na huśtawce niskich i wysokich cukrów Kontrregulacja, inaczej przeciwregulacja, to w organi­zmie zjawisko zwiększonego od­działywania hormonów (katecholamin, hormonu wzrostu, kor­tyzolu) o przeciwstawnym do insuliny, a więc hiperglikemizującym i zwiększającym poziom glukozy we krwi, wpływie. Ich metaboliczne działanie powo­duje podwyższenie stężenia glu­kozy we krwi, a więc ratuje przed niedocukrzeniem, czyli hipoglikemią. Niestety, ten za­wsze obecny fizjologiczny me­ chanizm kontrregulacji nie jest zbyt skuteczny ani doskonały. Nie zawsze ratuje przed niedo­cukrzeniem i zbyt często przyczynia się do nadmiernej chwiejności poziomów glukozy we krwi. Metaboliczny skutek nad­miernej aktywności tych hormo­nów często może trwać kilka godzin i nawet po łagodnym niedocu­krzeniu przecukrzenie może trwać zbyt długo (200-300 mg%; 11,1 -16,6 mmol/1, narastające przez 2-3 godz.). Często słyszę opinię, że umiarkowa­ nie podwyższo­ne cukry „nie bolą” (nie dają ob­jawów, a zatem nie war­ to dociekać przyczyny i korygować leczenia). Diabetolodzy uważają, że ta rzekoma chwiejność cukrzycy („bo moja cukrzyca, panie doktorze, już taka jest”), zawsze podlega partner­ skiej analizie pa­cjenta i lekarza, gdyż przyczyna może być prozaiczna i łatwa do wyeliminowania, np. nadmierna kontrregulacja. Diabetolodzy nie mogą zgodzić się na te epizody kontrregula­ cyjnych przecukrzeń, ponieważ byłoby to przyzwole­nie na zło i niepotrzebne naraża­nie na ryzyko późnych naczynio­ wych komplikacji cukrzycy. Mu­simy pamiętać o tym, że te wszystkie prze­ trwałe w czasie (zatem kilku lub wie­ logodzinne przecukrzenia) hiperglike­ 12

mie nawarstwiają się w czasie, kodu­ją się w naszej „pamięci meta­bolicznej” i, mimo że nieraz zu­pełnie bezobja­ wowe, niestety, przyspieszają proces zwyrodnie­nia cukrzycowego narzą­ dów strategicznych (układu sercowonaczyniowego, nerek, oczu, ner­wów i mózgu). Zatem zawsze po­winniśmy skorzystać z wiedzy i doświadczenia diabetologa i za­dać sobie pytanie: czy za moje częste przecukrzenia jest odpo­ wiedzialne zjawisko kontrregu­lacji. Jeżeli tak, to co powoduje, że ujawnia

się poprzedzająca przecukrzenie, mniej lub bardziej uświa­domiona hipoglike­ mia, czyli nie­docukrzenie (poniżej 60 mg%; 3,3 mmol/1)? Czy jest to cukrzy­ ca „przeleczenia” farmakologicz­nego insuliną lub doustnymi środkami obniżającymi poziom glukozy we krwi, zwłaszcza I ge­neracji, czy może niedo­ statek ka­lorii w pożywieniu (np. przez po­minięcie planowanego posiłku), lub wreszcie, czy to po­przedzające niedo­ cukrzenie jest związane ze zwiększe­ niem zapo­trzebowania energetycznego na skutek wysiłku? Naprawdę warto zadawać so­bie takie pytania, ponie­waż znalezienie na nie odpowie­dzi wspólnie z lekarzem ma sku­tek terapeutyczny doprowadza do wyeliminowania uru­chamiających nadmierną kontrregulację niedocuk­ rzeń. Taka bezobjawowa lub skąpoob­ jawowa hipoglikemia nocna stwarza poważne problemy, gdyż włącza­jący się mechanizm kontrregula­cji po­ woduje przecukrzenia krwi rano na czczo, przed śniadaniem, co nie powinno mieć miejsca przy dobrym rozplanowaniu w ciągu doby leczenia farma­kologicznego, pożywienia i wy­ siłku fizycznego. Mówimy wów­czas o adekwatności (odpowiedniości do siebie) relacji czasowych, jak i wielko­ ści tych podstawowych form leczenia cu­krzycy. Rozważmy to na konkretnych przykładach: pacjent budzi się rano z bólem głowy, ma poczucie osłabienia i niewyspania, jednocześnie zdarza się niespodzianka – poziom cukru jest wyższy niż za­zwyczaj, sięga nawet 300 mg%; 16,6 mmol/1, a w moczu zaznacza się ślad acetonu, mimo braku poważniejszego cukromoczu. Każe to nam podejrzewać, że przyczy­ną porannej hiperglikemii jest zjawisko

Wszystkie przetrwałe w czasie hiperglikemie kodują się w „pamięci metabolicznej” pacjenta i – mimo że nieraz bezobjawowe – przyśpieszają proces zwyrodnienia cukrzycowego układu sercowo-naczyniowego, nerek, oczu, nerwów i mózgu.


nadmiernej kontrregulacji po epizo­ dzie nocnego – zazwyczaj między 2 a 3 godziną niedocukrzenia. To niedocu­ krzenie nie zawsze nas wybudza, czasami powoduje tylko pamięć kosz­ marnego snu. Następstwa tego stanu pod postacią poranne­go przecukrzenia (na skutek kontrregulacji), jeżeli nie są ana­lizowane, często prowadzą na manowce lecznicze. Oto zwięk­szamy wieczorną dawkę insuliny lub popo­ łudniową doustnego leku hipogli­ kemizującego w na­dziei na „zbicie” porannych po­ziomów cukru we krwi. Nic bar­dziej błędnego, skutek będzie fatalny: w istocie nocna hipoglikemia okaże się jeszcze głęb­sza i mózg może na nią zareago­wać utratą przytomno­ ści, tj. śpiączką hipoglikemiczną, i bez umieszczenia chorego na oddzia­le szpitalnym intensywnego nad­zoru medycznego nie będziemy w stanie go wybudzić. Oczywi­ście nie jest moim celem strasze­nie chorych, ale zobra­

zowanie ty­powego przypadku błędnej inter­pretacji objawów, a co za tym idzie błędnej decyzji leczniczej. Jak zatem należy postąpić w tych oko­ licznościach? Przede wszystkim nabrać pewności, że u podłoża rozchwiania cukrzycy leży nocne niedocukrze­ nie. Trzeba więc nastawić budzik na drugą, trzecią w nocy i ocenić glikemię (sprowadza się to do do­brego opa­ nowania samokontroli w cukrzycy) i, po potwierdzeniu niedocukrzenia, możemy opóźnić porę wstrzykiwania ostatniej dawki insuliny i zmniejszyć pro­centowo zawartość insuliny krót­ kodziałającej, jeżeli to jest mie­szanka, lub zmniejszyć całą daw­kę wieczornej insuliny lub do­ustnego środka obniża­ jącego po­ziom cukru we krwi. Jeżeli jest to insulina jednorod­na o długim lub pośrednim czasie dzia­ łania, zaleca się spoży­cie dodatkowo przed snem niewielkiej ilości wolno wchła­nianych węglowodanów. Jeżeli oznaczona glikemia przed uda­niem się na spoczynek jest zbyt niska, to oczywiście ostatnią daw­kę insuliny lub doustnego środ­ka należy nieco zmniejszyć. W przypadkach leczenia insuliną i doustnymi lekami przeciw­ cukrzycowymi łącznie, decyzja na­leży do diabetologa, bowiem czę­sto w tych okolicznościach zrewi­dowania wyma­ ga cały proces le­czenia. Wychwycenie, nieraz drobnych, ale nawarstwiających się, błędów leczniczych przywra­ca regulację cukrzycy, a co zatem idzie eliminuje zjawisko po­rannego „odbi­ cia” (kontrregula­cji) po nocnym niedo­ cukrzeniu. Opieranie się wyłącznie na ob­jawach klinicznych może prowa­dzić do niebezpiecznych błędów, zwłaszcza

u chorych z neuropatią autonomiczną, u których zni­kają objawy sygnalizujące zbliża­nie się poważnej hipoglikemii. Musimy zatem mieć pewność, że istot­ nie miał miejsce epizod niedocukrze­ nia, bowiem są inne typy porannego (przed śniada­niem) lub wczesnoporan­ nego (o brzasku) przecukrzenia, nie po­ wiązane przyczynowo z po­przedzającą nocną hipoglikemią. O tym nieco później. Reasumując: wstrzyknięcie nad­ miernej dawki wie­czornej insuliny lub zażycie zbyt dużej ilości doustnego leku hipoglikemizującego w godzinach popołudniowych może powodo­wać epizod niedocukrzenia mię­dzy go­ dziną drugą a trzecią w nocy, kiedy glikemia jest najniż­sza. Podobny efekt może wywo­łać zapomnienie o ostat­ nim po­siłku lub spożycie zbyt małej masy pokarmowej przy jedno­czesnym nie zaplanowanym wy­siłku fizycznym. Mogą one spowodować nocny spadek glikemii poniżej 50 mg% (2,8 mmol/1) i uruchomienie mechanizmu kontr­ regulacyjnego, potężnych hormonów o działaniu przeciw­stawnym do insuli­ ny. Kortyzol i hormon wzrostu bardzo szybko uruchamiają spalanie tłuszczu, co zapewnia dostarczenie organi­zmowi zwiększonej ilości gluko­zy. Ubocz­ nym produktem odpa­dowym tego spalania jest wzmożone powstawanie ciał ketono­wych. Wyjaśnia to częścio­ wo skłonność do kwasicy ketonowej dojrzewającej młodzieży z cu­krzycą, uzależnioną od zwiększo­nego wydzie­ lania hormonu wzro­stu w nocy. Często błędna w tych oko­licznościach decyzja leczni­cza, tj. zwiększenie daw­ ki leku hipoglikemizującego, pogarsza

Trzeba więc nastawić budzik na drugą, trzecią w nocy i ocenić glikemię (sprowadza się to do do­brego opanowania samokontroli w cukrzycy) i po potwierdzeniu niedocukrzenia możemy opóźnić porę wstrzykiwania ostatniej dawki insuliny i zmniejszyć pro­centowo zawartość insuliny krótkodziałającej, jeżeli to jest mie­szanka, lub zmniejszyć całą daw­kę wieczornej insuliny lub do­ustnego środka obniżającego po­ziom cukru we krwi. 13


jeszcze bardziej sytuację i nasila waha­ nia cukru we krwi – mówi­my wówczas o tzw. „diabelskim kręgu zaburzeń”. Potwierdze­niem istnienia tego zabu­ rzenia, tj. efektu Somogyi, u konkretne­ go chorego jest poprawa kontroli cuk­ rzycy po zmniejszeniu daw­ki insuliny czy doustnego leku. Zmniejszenie dawek winno na­stępować stopniowo. Szybkie wykrycie efektu Somogyi po­ zwala w miarę szybko opanować jego metaboliczne skutki (duże przy­rosty masy ciała, powiększenie wątroby). Jeżeli rozpoznanie tego nadmiaru leku obniżające­go poziom glukozy we krwi następuje po dłuższym okresie, to proces normalizacji zaburzeń metabo­ licznych może trwać kil­ka tygodni.

Wczesnoporanna hiperglikemia

Innym przypadkiem dysregulacji u cho­ rego na cukrzycę jest objaw brzasku (Dawn phenomen). Mimo że manife­ stacja jest podobna, tj. obja­wy przecuk­ rzenia krwi w godzi­nach rannych, nie­ zależnie od prozaicznej przyczyny, jaką jest niedoleczenie (zbyt mała dawka źle dobranej insuliny bądź źle przyjęta niedostateczna dawka doustnego leku hipoglikemizującego, albo obie razem wzięte z jednoczesnym zaniechaniem leczenia dietą i wysiłkiem mięśnio­ wym) lub złe leczenie. Podczas gdy efekt Somogyi spo­tykany jest częściej u chorych z typem 1 cukrzycy, to objaw brza­sku występuje równie często w typie 1 jak i 2. Szczególnie jed­nak nasilony jest u dorastającej młodzieży z typem 1. Po zrównoważonej i mniej wię­cej stałej glikemii nocnej (a więc bez niedocukrzenia nocnego jak w efekcie z odbicia Somogyi) gwał­ townie narasta stężenie glu­kozy we krwi w godzinach wcze­snoporannych, tj. między czwar­tą a ósmą rano. Za zjawisko brza­sku odpowiedzialna jest również kontrregulacja, polegająca na zwiększonym pulsacyjnym uwal­nianiu hormonu wzrostu w tych godzinach wczesnoporannych oraz równolegle zwiększona ak­tywność glikokortyko­ 14

idów nadnerczowych w ramach ich rytmu dobowego. Część naszych pacjentów ma po prostu taki rytm wydzie­lania tych hor­ monów o działaniu przeciwstawnym w zakresie przemiany węglowodanowej w stosunku do insuliny, czego mani­ festacją jest właśnie wczesnoporanne samoistne przecukrzenie krwi, nie po­ wodowane błędem w leczeniu. Dlatego le­karze nie mają wpływu na taki profil wydzielania hormonów o działaniu opozycyjnym w zakre­sie równowagi cukrowej, mogą zaledwie próbować osłabić jego wpływ na wczesnoporan­ ną glikemię. Temu służy przesunięcie dawki insuliny (na godz. 22-23) lub doustnego środka hipoglikemizującego na godziny później­sze (19-20), a także korekta w zakresie rodzaju i ilości leku. Złagodzeniu tego zjawiska służy także zmiana profilu żywienia i przedziałów czasowych snu i czuwania. W stosunku do dzieci w okre­sie dojrzewania, u których nad ranem znacznie wzra­ sta pulsacyj­ne wydzielanie hormonu wzro­stu, potrzebne jest podłącze­ nie odpowiednio zaprogramowanej indywidualnej pompy insuli­nowej o zmiennym algorytmie godzinnego podawania insuliny do tkanki pod­ skórnej chorego. Taka wczesnoporanna zmiana insulinooporności u dzieci z cu­ krzycą w okresie dojrzewania jest bar­ dziej nasilona niż u dzie­ci zdrowych. Polega to na znacz­nie zwiększonym, w stosunku do zdrowych rówieśników, nadmier­nym wydzielaniu hormonu wzrostu, co ma również niebagatelny wpływ na zwiększone powstawa­nie ciał ketonowych między 2 a 3 godziną w nocy. Tłumaczy to, dlaczego u tak wielu młodych osób z typem pierw­ szym cukrzycy tak szybko rozwija się kwasica ketonowa, gdy zapominają o wstrzyknięciu nocnej dawki insuliny. Zwiększenie dawki insuliny w tych okolicznościach jest błędem, ponie­ waż pacjenci ci są bardziej wrażliwi na działanie in­suliny do godziny trzeciej po północy, a następnie zaczyna u nich dość szybko narastać opor­ność organizmu

na działanie in­suliny. Pod wpływem zwiększo­nej dawki nocnej insuliny może łatwo dojść do epizodów nocnej hipoglikemii i w konsekwencji do jeszcze większych przecukrzeń rano przed śniadaniem. Generalnie, jeżeli wieczorna dawka insuliny będzie pochop­nie zwięk­ szona, to – niezależnie od typu cukrzycy – po nocnym niedocukrzeniu zawsze włączy się mechanizm „ratunkowy” kontrregulacyjny (właśnie ten opisa­ ny wcześniej efekt z odbi­cia Somogyi) i przecukrzenie po­ranne może narastać.

Poranne przecukrzenie jako efekt „niedoleczenia”

Ta prozaiczna przyczyna wy­sokich porannych pozio­mów glukozy we krwi na czczo, a więc przed śniadaniem, jest bardzo częsta. Po upewnieniu się (na podstawie nocnego pro­filu glikemii), że nie zależy od zjawiska kontrregula­ cji, konieczna jest zmiana lub korekta lecze­nia podstawowego. Taką decyzję podejmuje diabetolog, gdyż jest w stanie wziąć pod uwagę wszystkie inne moż­ liwe przy­czyny dysregulacji. Zbyt mały nacisk na pozafarmakologiczne sposoby leczenia cukrzycy (zmniejszenie insuli­ nooporności przez odtłuszczenie ciała) dietą i wysiłkiem mięśniowym, albo równoległe stosowanie leków osłabiają­ cych działanie własnej lub podawanej z zewnątrz insu­liny to bardzo często spotyka­ne w mojej praktyce powo­ dy po­rannej hiperglikemii. U części moich pacjentów z typem 2 cu­krzycy, którzy irracjonalnie, wręcz panicznie, boją się lecze­nia insuliną i zbyt długo zwleka­ją z decyzją, miażdżyca i inne wątki naczyniowych powikłań cukrzy­ cy mogą znacznie przy­spieszyć postęp choroby naczy­niowej w cukrzycy (tego, czego najbardziej się obawiamy). Po­ranna glikemia przed śniadaniem powyżej 200 mg% (11,1 mmol/1), szybko wzrasta do wysokości „Himalajów” we krwi po pierw­szych posiłkach, zanim zaznaczy swoją aktywność doustny lek przeciwcukrzycowy. Wykazanie przez diabetologa późnej wtórnej niesku­


teczności doustnych le­ków przeciw­ cukrzycowych jest istotną przyczyną porannych wy­sokich cukrów we krwi. W tych okolicznościach moja decyzja jest jednoznaczna i pacjent wy­chodzi z gabinetu w pełni przy­gotowany do zmiany leczenia, tj. insulinowania. Jeżeli chory nie potrafi tego zaakcepto­ wać, nie mogę go leczyć dalej, ponieważ decyduje zawodowy imperatyw primum non nocere (po pierwsze nie szkodzić). Drzwi mojego ga­binetu są jednak dla niego za­wsze otwarte i może po zmianie decyzji powrócić. Niektórzy z moich chorych muszą się z tym problemem „przespać” i poszu­kać grupy wsparcia w Polskim Stowarzyszeniu Diabetyków.

Zjawisko wczesnego wstawania

Zjawisko to dotyczy tych osób, które wcześnie wsta­ją, np. o godzinie szóstej, są ak­tywne i dwie godziny później, przed śniadaniem, mają hiperglike­ mię. Są to chorzy, którzy nie­jako sami wcześnie „budzą” swoje hormony z kontrregulacji w stosunku do insuli­ ny. Moi star­si wiekiem pacjenci, którzy są na nogach o szóstej (idą do toalety, dokonują porannych ablucji, sprzątają i kręcą się po mieszka­niu, ale także myślą i emocjonu­ją się), dopiero około godziny ósmej mie­rzą cukier, wstrzy­ kują insulinę i łykają leki doustne, po czym spożywają śniadanie. Okazuje się, że przed śniadaniem mają poziom glukozy we krwi w gra­nicach 180-220 mg% (10,0-12,2 mmol/1) i to jest co najmniej o 80 mg% więcej od tych war­ tości glikemii, jakie mają zwykle kie­dy dłużej śpią i wstają dopiero przed śnia­ daniem. Z tego moż­na wyprowadzić uogólnienie, że niezależnie od wieku zbyt duży pośpiech i napięcie emocjo­ nalne od rana mogą uaktywnić nad­ miernie silną w stosunku do insuliny kontrregulację tzw. hor­monami stresu, a to czyni cu­krzycę chwiejną i wyzwala licz­ne dolegliwości, niezależnie od for­ my leczenia przeciwcukrzycowego. Dr n. med. Zygmunt Trojanowski

U progu nowych metod Aktualnie pomiary poziomu glukozy we krwi dokonywane są przez nakłucie palca i umieszczenie kropli krwi na pasku testowym pokrytym odczynnikami chemicznymi czułymi na zawartą we krwi glukozę. Następnie miernik optyczny (glukometr) analizuje próbkę i daje odczyt cyfrowy. Glukometry są w tej chwili dużo tańsze niż jeszcze kilka lat temu, przede wszystkim dzięki temu, że wykorzystują jednorazowe paski testowe, dzięki czemu producenci tychże osiągają zyski. Niestety, koszta ponoszone przez pacjenta są dość wysokie, szczególnie jeśli zmuszony jest przeprowadzać badania kilka razy w ciągu dnia. Wartość rynkowa sprzętu służącego do monitorowania poziomu cukru we krwi przekracza już 3 miliardy dolarów rocznie, co jest sumą nie do pogardzenia. Dlatego nieprzerwanie trwają prace nad opracowaniem nowych technologii, z których najbardziej chyba oczekiwany jest glukometr nieinwazyjny. Nieinwazyjne metody pomiaru glukozy we krwi podzielić można na podskórne, skórne, naskórkowe oraz kombinację dwóch ostatnich. Jeśli chodzi o materiały do pomiarów, eksperymenty prowadzone są nad płynami tkankowymi, ocznymi oraz potem, a miejsca testowe to opuszki palców, naskórek, przedramiona i małżowina uszna. Już kilka lat temu świat obiegły wieści o glukometrze SugarTrac, który opracowała amerykańska firma LifeTrac Systems. Według informacji oraz ulotek promocyjnych, miał on przypominać telefon komórkowy, połączony kabelkiem z zakładanym na ucho klipsem emitującym tzw. światło prawie podczerwone, które odbite od skóry ucha mierzyć miało poziom glukozy we krwi. Sprzęt nie wymagał

użycia pasków ani nakłuwaczy, jedynym elementem wymiennym miał być wspomniany wcześniej klips. Miał on wystarczyć na trzy miesiące użytkowania, a jego cenę szacowano wstępnie na 50 dolarów (przy cenie samego glukometru na poziomie ok. 100 dolarów). Mówiło się, że SugarTrac z powodzeniem przeszedł przeprowadzane w szpitalu w Cambridge testy kliniczne, uzyskując 88 procent trafnych wyników (w USA minimalny wynik wymagany przez agencje rządowe to 80 procent). Wydawało się więc, że dopuszczenie glukometru do sprzedaży to tylko kwestia czasu. Pojawiły się jednak plotki o opóźnieniach, nieporozumieniach między udziałowcami. Możliwe, że cała sprawa od samego początku była oszustwem. Ostatnie wieści na temat glukometru pochodzą sprzed blisko trzech lat, bardzo prawdopodobnym więc jest, że już o nim nie usłyszymy. Krzepiące wieści płyną od przedstawicieli izraelskiej firmy Integrated Applications. Ukończono już prace nad glukometrem GlucoTrack, który wykorzystuje opatentowaną przez firmę technologię jednoczesnego wykorzystania ultradźwięków oraz pomiaru konduktywności i ciepłoty ciała. Wyniki przeliczane są następnie za pomocą odpowiedniego algorytmu, a  ostateczny wynik pojawia się na wyświetlaczu. GlucoTrack, podobnie jak wspomniany wcześniej LifeTrac, składa się z jednostki głównej oraz klipsa, który pacjent zakłada na ucho. Aktualnie glukometr przechodzi testy kliniczne nadzorowane przez agencje rządowe Izraela, USA oraz Hiszpanii, możliwe więc, że niedługo znów o nim usłyszymy. Oprac. M. Iwańczuk 15


Najważniejszy jest spokój Dwudziestosiedmioletni Kris Freeman to aktualnie najlepszy amerykański biegacz narciarski i jedyny chory na cukrzycę spośród sportowców biorących udział w Igrzyskach Olimpijskich 2006 roku. W tej chwili Kris przygotowuje się do kolejnej zimowej Olimpiady, która odbędzie się w 2010 roku w Vancouver, gdzie, jak się na to zapowiada, będzie pierwszym od 1976 roku amerykańskim medalistą w biegach narciarskich, dyscyplinie zdominowanej przez sportowców ze Skandynawii oraz Europy Centralnej. Scott King spotkał Krisa Fre­ emana w siedzibie jednej z firm produkujących insulinę, która jest jego sponsorem. Kris zgodził się na rozmowę. Oto, co miał do powiedzenia: Kris, podobnie, jak wielu innych sportowców, u których stwierdzono cukrzycę, pomyślałeś sobie pewnie, że to koniec twojej kariery. Dlaczego zmieniłeś zdanie?

Kiedy wykryto u mnie cukrzycę, lekarz przekazujący mi diagnozę rzeczywiście powiedział, że to koniec mojej kariery. Nie chciałem tego zaakceptować. Zainteresowa­ łem się nowoczesnymi metodami leczenia cukrzycy. Dowiedziałem się, że insuliny szybko działające, takie jak na przykład humalog, w ogromnym stopniu wpłynęły 16

na rozwój metod leczenia cuk­ rzycy. Ponieważ w tamtym czasie tego typu insuliny były na rynku dopiero od czterech lat, uznałem, że lekarze nie wiedzą jeszcze, co mogą osiągnąć korzystający z nich pacjenci. Jak często odwiedzasz lekarza? Czy w trakcie zawodów lub treningów zawsze jest z tobą lekarz?

Lekarz jest dla mnie źródłem wiedzy i porad, a nie liną, której nieustannie muszę się trzymać, aby żyć. Z lekarzem spotykam się tylko wtedy, gdy potrzebuję recep­ ty, porady albo gdy przeczytam o jakimś nowym leku, który mnie zainteresuje. Dopóki mam dobre wyniki, wolę zachować niezależ­ ność. To moje ciało i moja choro­ ba, nie zrobię przecież czegoś, co mogłoby mu zaszkodzić. Podczas zawodów i treningów, trenerzy zawsze mają przy sobie glukagon – którego zresztą nie mieli okazji dotychczas użyć – a także glukometr oraz zapas insuliny. Jaki jest twój sposób na uniknięcie hipoglikemii? Przy jakim poziomie cukru rozpoczynasz wyścig? Czy w trakcie zawodów korzystasz z glukozy w tabletkach albo pijesz napoje energetyczne?

Wyścigi zaczynam zwykle z cukrem na poziomie 100-120. Podczas pierwszego kilometra

trasy poziom glukozy wzrasta na skutek adrenaliny, która uwalnia do krwiobiegu cukier. Później zaczyna stopniowo spadać. W przypadku dłuższych biegów, na dystansach 20 czy 30 kilome­ trów, korzystam z energetycznych napojów sportowych. Dostaję je zwykle na szczytach wzniesień, zjazd z których nie wymaga wiele siły i uwagi, i wypijam w drodze na dół, nie tracąc w ten sposób czasu i dystansu do konkurentów. Zresztą tak samo postępuje więk­ szość biegaczy, więc nie jestem tu wyjątkiem. Czy miałeś jakieś nieprzyjemne przypadki hipoglikemii lub otarłeś się o nią, co pozwoliło ci wyciągnąć jakieś ważne wnioski na temat biegów narciarskich i cukrzycy?

W ciągu ostatnich sześciu sezonów dwa razy miałem niski poziom cukru we krwi w trakcie zawodów. W obu przypadkach zdarzenie miało miejsce na trasie biegów długodystansowych, gdy upuściłem butelkę z napojem, któ­ rą podał mi trener. Od tego czasu, zawsze mam przy sobie zapasową butelkę, na wypadek gdybym upuścił tę, którą dostaję na trasie. Czego jeszcze nauczyłeś się – metodą prób i błędów na temat sportu wyczynowego oraz cukrzycy?

Nauczyłem się, że kluczowe znaczenie dla utrzymania dobrego poziomu cukru we krwi ma mak­ symalne rozluźnienie niezależnie od sytuacji. Stres i zdenerwowanie bardzo utrudniają kontrolowanie poziomu cukru. Zwróciłem się nawet do naszego psychologa, by opracował dla mnie ćwiczenia relaksacyjne, które mógłbym wy­ konywać przed, a także w trakcie zawodów. Dzięki temu niezależnie od tego, czy biorę udział w lokal­


nych zawodach w Utah, czy w Igrzy­ skach Olimpijskich we Włoszech, do każdego wyścigu podchodzę z równym spokojem. W 2006 roku, we Włoszech, nie udało ci się zdobyć medalu. Ostatnio zapowiedziałeś, że w 2010 roku, w Vancouver, sięgniesz po złoto. Co zrobisz inaczej lub jakie nowe elementy treningu planujesz zastosować, by się lepiej przygotować?

Przed Igrzyskami Olimpijskimi we Włoszech dałem się namówić na program treningowy, w który nie do końca wierzyłem. Trenerzy zapewnia­ li mnie bez końca, że przygotowuję się w sposób prawidłowy i że na trasie nikt nie zdoła mi zagrozić, ale czułem, że coś jest nie tak. Okazało się, że miałem rację, i w zawodach pobie­ głem poniżej swoich możliwości, więc teraz trenuję bardziej niezależnie. Trenuję ciężej niż ktokolwiek w kraju i doskonale się z tym czuję.

Amerykańscy uczeni umieszczają estrogen i promieniowanie ultrafiolftowe na liście czynników rakotwórczych.

sprzężony – również stosowany w okresie po menopauzie – już od pewnego czasu znajduje się na federalnej liście środków rakotwórczych.

Estrogen zagraża Komitet doradczy Narodowego Programu Toksykologicznego Stanów Zjednoczonych (US National Toxicolony Program) zdecydował ostatnio stosunkiem głosów 8 do 1, że steroidalny estrogen stosowany w leczeniu po menopauzie i w pigułkach zapobiegających ciąży powinien być umieszczony na liście środków rakotwórczych ze względu na jego związek z rakiem śluzówki macicy i piersi. Inny rodzaj estrogenu – estrogen

Lekarze znają już związek tego środka z rakiem i dlatego estrogen stosowany w kuracji po menopauzie jest podawany razem z innym syntetycznym hormonem podobnym w działaniu do progesteronu. Ta kombinacja zmniejsza ryzyko raka śluzówki macicy. Komitet naukowy pełniący rolę ciała doradczego NTP, filii Narodowych Instytutów Zdrowia (National Institues of Health), co dwa lata aktualizuje listę substancji podejrzanych

A co z cukrzycą i twoim życiem osobistym? Ile na temat choroby wie twoja dziewczyna?

Nie lubię na nikim polegać, gdy chodzi o moją chorobę. Wolę za­ chować niezależność. Muszę jednak przyznać, że moi bliscy wiele się nauczyli na temat choroby. Wiedzą, jak podać glukagon, zrobić zastrzyk czy zbadać poziom cukru we krwi. I ostatnie pytanie – co chciałbyś przekazać chorym na cukrzycę?

Chciałbym im powiedzieć, że chorzy na cukrzycę nigdy nie mieli tak dobrze, jak teraz. Dostępne dziś metody leczenia o lata świetlne wy­ przedzają to, co było dostępne ledwie dziesięć lat temu. Leki są tak za­ awansowane, że naprawdę nie ma już powodów, by rezygnować ze swoich marzeń, jakiekolwiek by one nie były. Dziękuję za rozmowę. Tłum. Michał Iwańczuk

o własności rakotwórcze i mających udowodnione własności rakotwórcze. Komitet ten głosował również za włączeniem promieniowania ultrafioletowego na listę czynników rakotwórczych. Promieniowanie UV może uszkadzać wzrok i skórę. Wyróżniamy trzy rodzaje tego promieniowania w zależności od długości fali, od UVA o stosunkowo dużej długości, do UVC o najkrótszych długościach fal. UVA to głównie ultrafioletowe promieniowanie słoneczne, którego nie pochłania atmosfera, UVB to promieniowanie, które jest w przeważającej ilości pochłaniane przez warstwę ozonową, zaś UVC to promieniowanie, które jest pochłaniane całkowicie. Źródło: Agencja prasowa Associated Press, Waszyngton, 18 grudnia 2000

17


dobrze wiedzieć

Gdy zachorujesz Gdy jesteś przeziębiony, masz grypę lub gorączkę, poziom cukru we krwi może wzrosnąć. Aby uniknąć wizyty w szpitalu, będziesz musiał dostosować się do zmian zachodzących w twoim organizmie. Poniżej znajdziesz odpo­ wiedzi na kilka pytań odnoszących się do tego, co robić, gdy dopadnie cię choroba. Czy powinienem przyjmować insulinę, gdy jestem zbyt chory, by jeść?

Tak. Powinieneś przyjmować dokład­ nie taką samą liczbę jednostek insuliny co zwykle. Nie przestawaj przyjmować insuliny, gdy jesteś chory. Wiele osób trafiło do szpitala, gdyż przestawały robić zastrzyki. Czy powinienem przyjmować leki cukrzycowe, jeśli wymiotuję?

Przyjmuj dokładnie taką samą liczbę jednostek insuliny co zawsze. Jeśli chorujesz na cukrzycę typu 2, przestań przyjmować pigułki. Jak często powinienem sprawdzać poziom cukru we krwi, gdy jestem chory?

Poziom cukru we krwi badaj co 2 do 4 godzin. Wyniki zapisuj w notesie. Czy powinienem badać mocz na obecność ketonów?

Jeśli przyjmujesz insulinę, badaj mocz co 4 godziny i zapisuj wyniki w notesie.

Czy powinienem uważać jeszcze na jakieś oznaki, gdy jestem chory?

Tak, zwracaj uwagę na: bóle brzucha, oddech o zapachu owoców, biegunkę, przyspieszony oddech, wymioty.

Kiedy powinienem skontaktować się z lekarzem domowym lub diabetykiem?

Jeśli poziom cukru w twojej krwi przez 24 godziny przekracza 14 mmol/L lub poziom ketonu jest zbyt niski, średni lub zbyt wysoki, skontak­ tuj się z lekarzem. Co mam powiedzieć lekarzowi, gdy do niego zadzwonię?

18

Przekaż lekarzowi następujące dane: poziom cukru we krwi, poziom ketonu w moczu, temperatura ciała, jaką insu­ linę ostatnio przyjąłeś, kiedy ostatni raz przyjąłeś insulinę, ile jednostek insuliny przyjąłeś. Poinformuj lekarza o: bólach brzucha, przyspieszonym oddechu, oddechu o zapachu owoców (przypo­ mina zapach zmywacza do paznokci), biegunce, wymiotach. Jeśli wymiotujesz lub masz biegunkę, spytaj lekarza, czy powinieneś wziąć jakieś leki. Co powinienem jeść, gdy jestem chory?

Jedz to co zwykle.

Co mam zrobić, jeśli nie jestem w stanie jeść tego, co zwykle?

Jeśli jesteś chory, a poziom cukru we krwi przekracza 14 mmol/L:

– pij: wodę, herbatę z cukrem, bulion, napoje dietetyczne; – jedz: glukozę w tabletkach (5 g na tabletkę), zupy. Jeśli poziom cukru wynosi mniej niż 4 mmol/L: – pij: soki owocowe, colę (zwykłą, z cukrem); – jedz: jak wyżej. Nigdy nie wiadomo, kiedy zmoże cię choroba i nie będziesz mógł wyjść po zakupy. Dlatego musisz się na czas przygotować. Zadbaj więc, by zawsze mieć w domu zapas: strzykawek, insuliny, pigułek na cukrzycę, pasków do badania poziomu cukru we krwi, tabletek z glukozą, pasków do badania poziomu ketonu w moczu, glucagonu, coli i innych napojów z cukrem, bulio­ nu w kostkach lub w proszku. Staraj się kierować powyższymi po­ radami. Dzięki temu unikniesz wizyty w szpitalu. Oprac. M. Iwańczuk

Ćwiczymy z nadciśnieniem i cukrzycą Przypadłość znana jako nadciśnienie (podwyższone ciśnienie krwi) dotyka około 4 milionów obywateli Polski i około biliona ludzi na świecie. Jest to najczęstszy powód ataków serca, wylewów krwi do mózgu oraz problemów z nerkami. Ciśnienie krwi to siła z jaką krew naciska na komórki układu krążenia. Ciśnienie określają dwie liczby – wyższa (ciśnienie skurczowe) to ciśnienie w naczyniach krwionośnych w momencie, gdy serce bije; niższa (ciśnienie rozkurczowe) to ciśnienie, gdy serce się wypełnia i znajduje się w stanie spoczynku. Nadciśnienie definiuje się jako ciśnienie przekraczające 140/90. Wytyczne z 2003 roku określają nową kategorię ciśnienia tętniczego, zwaną „przednadciśnieniem”, gdy odczyt wynosi ponad 120/80. Najskuteczniejszymi metodami walki z nadciśnieniem i przednadciśnieniem są odchudzanie, redukcja sodu w diecie, ćwiczenia fizyczne oraz ograniczenie spożycia alkoholu. Dla osób z nadciśnieniem i cukrzycą ćwiczenia fizyczne mają wiele plusów, w tym polepszenie funkcjonowania serca, zrzucenie zbędnej wagi, zwiększenie masy mięśniowej i spadek ciśnienia krwi. Osobom cierpiącym na nadciśnienie i cukrzycę zaleca się: – przeprowadzenie 5-10 minutowej rozgrzewki i odpoczynku, z ćwiczeniami rozciągającymi po ukończeniu głównej części ćwiczeń; ��� spacerować, jeździć na rowerze lub pływać przy 55-79 procentach maksymalnego tętna (obliczanego jako 220 minus wiek chorego) lub 50-60 procentach, jeśli dopiero zaczynasz ćwiczenia. Częstotliwość ćwiczeń to 3-4 razy na tydzień – więcej, jeśli chodzi o zrzucenie wagi; – ćwiczenia wytrzymałościowe, 20 minut, dwa razy w tygodniu. Badanie poziomu cukru we krwi przed, w trakcie i po ćwiczeniach.

Oprac. M. Iwańczuk


Statystyki są jednoznaczne. Według Międzynarodowej Federacji Diabetyków prawdopodobieństwo amputacji stopy jest u chorego na cukrzycę 25-krotnie większe niż u osoby zdrowej. W skali ogólnoświatowej nawet do 70 procent amputacji przeprowadzanych jest u diabetyków. Aby lepiej to sobie uzmysłowić, przyjąć możemy, że co 30 sekund gdzieś na świecie jakiś cukrzyk traci stopę. Należy jednak pamiętać, że prawie 85 procent amputacji spowodowanych przez cukrzycę da się uniknąć. Problemy ze stopami to najbardziej rozpowszechnione powikłania cuk­ rzycy, które – nieodpowiednio leczo­ ne – mogą pociągać za sobą poważne konsekwencje, z amputacją włącz­ nie. Większość ludzi nie dba o stopy i ogromnej ich części uchodzi to na sucho, ale chorzy na cukrzycę napraw­ dę nie mogą sobie na to pozwolić. Źródłem problemu są długofalowe skutki podwyższonego poziomu cukru we krwi. Chorzy na cukrzycę naraże­ ni są na wysokie ryzyko uszkodzenia nerwów i pojawienia się problemów z krążeniem krwi. Uszkodzenie nerwów ogranicza odczuwanie bólu, przez co skaleczenia stóp pozostają niezauwa­ żone, a osłabione krążenie sprawia, że rany trudniej się goją. Powyższe proble­ my mogą dać efekt w postaci wrzodów, które – jeśli wda się zakażenie – mogą prowadzić do amputacji stopy. Z powyższego wynika, że nawet jeśli w przypadku problemów ze stopami nie pojawia się ból, nie oznacza to au­ tomatycznie, że można je lekceważyć. Tak więc dbać o stopy powinni wszyscy chorzy, a szczególnie ci, u których wy­ stępują: utrata czucia, zmiana kształtu stopy oraz trudno gojące się wrzody i rany. Poniżej przedstawiamy kilka propozycji, jak to zrobić. Zadbaj o swoją cukrzycę. Staraj się prowadzić zdrowy tryb życia, staraj się o to, by poziom cukru we krwi, ciśnie­ nie oraz cholesterol były jak najbliższe normie. Pozwoli ci to uniknąć, a w najgorszym razie opóźnić wystąpienie

Zadbaj o swoje stopy związanych z chorobą problemów ze stopami, jak również oczami i nerkami. Konsultuj się z lekarzami, by leczenie jak najlepiej pasowało do twego trybu życia i było jak najbardziej efektywne. Codziennie kontroluj swoje stopy. Zdarza się tak, że pomimo poważnych problemów ze stopami, chory w ogóle nie odczuwa bólu. Sprawdzaj więc, czy na twoich stopach nie pojawiają się skaleczenia, rany, zaczerwienienia, opuchlizna oraz czy nic niepokojącego nie dzieje się z paznokciami. Staraj się to robić każdego dnia, najlepiej wieczorem. Jeśli nie jesteś w stanie schylić się do tego stopnia, by móc dokładnie przyjrzeć się swoim stopom, skorzystaj z małego, ręcznego lusterka. Możesz także poprosić o pomoc kogoś z rodziny. Jeśli skaleczenie, ranka, pęcherz czy

Michał Iwańczuk

otarcie nie zacznie się goić po jednym dniu, udaj się z wizytą do lekarza.

Codziennie myj stopy:

 Stopy myj w ciepłej, ale nie gorącej, wodzie. Nie mocz ich długo, bo zanad­ to wysusza to skórę.  Przed kąpielą czy prysznicem sprawdzaj, czy woda nie jest zbyt gorąca. Najlepsza temperatura to 32-35 stopni Celsjusza.  Pamiętaj, by dokładnie osuszyć stopy po umyciu. Szczególnie ważnym jest, by pozostawały suche pomiędzy palcami; w tym celu można użyć talku.

Zadbaj o to, by skóra pozostawała miękka i gładka:

 Nacieraj skórę stóp mleczkiem kosmetycznym, kremem lub wazeliną, zarówno od góry, jak i od dołu.  Nie wcieraj mleczka ani kremu w skórę pomiędzy palcami, gdyż może to prowadzić do infekcji.

Usuwając odciski i zgrubienia postępuj bardzo delikatnie:

 Jeśli na skórze twoich stóp pojawią się odciski i zgrubienia, porozmawiaj z lekarzem, który poradzi ci, co z nimi zrobić.  Jeśli lekarz powie ci, by odciski i zgrubienia usuwać przy pomocy pu­ meksu, zrób to po kąpieli lub wzięciu prysznica. Delikatnie pocieraj skórę pumeksem, poruszając nim w jedną stronę, by uniknąć skaleczeń. 19


 Pamiętaj, by w żadnym razie nie przecinać odcisków i zgrubień skóry. Nie używaj brzytew, żyletek, plastrów na odciski ani przeznaczonych do usuwania odcisków płynów, które do­ stępne są w aptekach – mogą uszkodzić skórę!

Paznokcie obcinaj co najmniej raz w tygodniu:

 Paznokcie obcinaj po umyciu i wysuszeniu stóp.  Paznokcie obcinaj w linii prostej, najlepiej przeznaczonymi do tego celu cążkami, a następnie wygładzaj przy pomocy pilniczka.  Nie obcinaj narożnych części paznokcia.  Jeśli nie widzisz dokładnie swoich paznokci, jeśli są grube, pożółkłe albo zaczynają wrastać w skórę, udaj się do specjalisty.

Przez cały czas noś buty i skarpetki:

 Zawsze noś na nogach buty i skar­ petki. Nie chodź boso, nawet w domu – dzięki temu na nic nie nadepniesz i nie zranisz sobie stopy.  Gdy chodzisz w butach, zawsze zakładaj na nogi skarpety lub pończo­ chy. Unikniesz w ten sposób pęcherzy i otarć.

 Noś czyste, miękkie skarpety. Naj­ lepiej takie, które nie mają wewnątrz szwów.  Buty kupuj pod koniec dnia, gdy twoje stopy są lekko opuchnięte. Jeśli twoje nowe buty są wygodne, gdy stopy są opuchnięte, prawdopodobnie będą wygodne przez cały dzień.  Nowe buty należy „rozchodzić”. Przez kilka pierwszych dni wkładaj je co najwyżej na godzinę, by mogły dopasować się do twoich stóp.  Zanim założysz buty, sprawdź, czy wyściółka jest równa i czy do środka nie dostały się jakieś przedmioty, np. kamyki.  Unikaj sandałów i innych „otwar­ tych” butów.

Chroń stopy przed gorącem i zimnem:

 Zawsze noś buty, nawet na plaży czy gorącej nawierzchni, np. chodniku.  Nakładaj na stopy krem do opala­ nia, by uniknąć oparzenia słonecznego.  Trzymaj stopy z dala od grzejni­ ków, ognisk, pieca czy kominka.  Nie ogrzewaj stóp butelkami z gorącą wodą lub poduszkami elek­ trycznymi.  Jeśli w nocy jest ci zimno w stopy, zakładaj skarpetki. Zimą noś ciepłe buty.

 Zimą często kontroluj swoje stopy, by uniknąć odmrożeń.

Zadbaj o krążenie krwi w stopach:

 Gdy siedzisz, postaraj się, by stopy były uniesione.  2-3 razy dziennie staraj się przez 5 minut intensywnie poruszać palcami, unoś i opuszczaj stopy, by stymulować krążenie krwi.  Staraj się nie krzyżować nóg i nie zakładać nogi na nogę.  Rzuć papierosy. Palenie ogranicza dopływ krwi do stóp. Jeśli masz prob­ lemy z rzuceniem nałogu, poszukaj specjalistycznej pomocy.

Bądź bardziej aktywny:

 Chodzenie, taniec, pływanie i jaz­ da na rowerze doskonale wpływają na twoje stopy, zanadto ich nie obciążając.  Unikaj ćwiczeń, które bardzo obciążają stopy, takich jak bieganie czy skakanie.  Przed rozpoczęciem ćwiczeń pamiętaj o rozgrzewce. Po ich zakoń­ czeniu – o odpoczynku.  Noś dobrze dopasowane, solidne buty sportowe.

Poproś lekarza, by:

 Co najmniej raz w roku skontrolo­ wał twoje stopy.  Szczerze powiedział ci, czy możesz mieć problemy ze stopami.  Pokazał ci, jak dbać o stopy.  Zadecydował, czy powinieneś nosić specjalne buty. Oprac. M. Iwańczuk

20


Są wszędzie i nie sposób ich uniknąć! To funkcjonariusze Cukrzycowej Policji – twoja rodzina, twoi przyjaciele i każdy, kto ma odmienne zdanie o tym, jak dbasz o swoje zdrowie. Nie podoba im się, na przykład, co jesz.

Od negocjacji do rozejmu

Jak radzić sobie z „cukrzycową policją” Zwracają uwagę, że przyby­ wa ci kilogramów. Zawracają głowę, byś zaczął wreszcie ćwiczyć. Wszystkim bardzo na tobie zależy, ale sprawiają, że życie z cukrzycą staje się dużo trudniejsze przez to, że tworzą napięcie w łączących was związkach. Oto przykład, jak Cukrzy­ cowa Policja wykonuje swoje obowiązki. Wyniki badań poziomu cukru we krwi Kuby nie są doskonałe, ale i on, i jego lekarz są zado­ woleni. Żona Kuby, Monika, też chce je znać. Jeśli jej się nie podobają, zaczyna go po­ uczać, zarzuca mu, że je za dużo i nie to, co trzeba. Aby uniknąć tych wykładów, Kuba zaczął kłamać, mówiąc jej, że wyniki są doskona­ łe. Kiedyś Kuba i Monika walczyli z cukrzycą wspól­ nie, byli zgrani jak mało kto, teraz znaleźli się po przeciw­ nych stronach barykady.

Życie z cukrzycą nie jest łatwe. Jedni kontrolują chorobę skuteczniej, innym przychodzi to z o wiele większym trudem, wszyscy chorzy muszą być jednak czujni i uważni. Narzeka­ nie, oskarżenia i zrzędzenie tylko wszystko komplikuje. Jeśli bliska ci osoba, tak jak Monika, nastawiona jest ne­ gatywnie do tego, jak dbasz o swoje zdrowie, spróbuj zastosować poniższe porady. Dziel się faktami. Zaproś bliskie ci osoby na spotkanie cukrzyków, na wizytę u le­ karza lub daj do przeczyta­ nia książkę, którą następnie wspólnie przedyskutujecie. Niech poznają jak najwięcej faktów na temat choroby. Stawiaj na otwartość i uczciwość. Mów otwar­ cie o tym, jak się czujesz. Okłamywanie bliskich, gdy chodzi o stan twego zdrowia, może tylko zaszkodzić.

Niech cię widzą. Zarzucają ci, że nie robisz wszystkiego, co niezbędne w cukrzycy? Działaj więc otwarcie. Niech ci, którzy mówią, że nie ba­ dasz poziomu cukru we krwi, zobaczą, jak to robisz. Niech chodzą z tobą na spacery, niech razem z tobą ćwiczą. Przekonają się, że traktujesz chorobę poważnie i zaczną doceniać twoje starania. Zmień kierunek waszych relacji. Zamiast wysłuchiwać krytyki bliskich na temat twojej diety, poproś ich, by pomogli ci zmienić ją na lepszą. Spraw, że będą mieli swój udział w rozwiązywa­ niu twoich problemów. Spójrz w lustro. Niektóre z komentarzy, jakie słyszysz ze strony Cukrzycowej Policji, mogą nie być bezpodstawne. Czy naprawdę robisz wszyst­ ko, by dbać o swoje zdrowie? Jeśli nie, być może najwyższy czas, by coś z tym zrobić. Nie pozwól, by Cukrzyco­ wa Policja zamieniła twoje życie w piekło – cukrzyca sprawia, że jest już wystar­ czająco trudne. Wsparcie ze strony partnera czy partner­ ki może znacznie ułatwić radzenie sobie z chorobą. Dziel się tym, co cię niepo­ koi, i mów o swoich potrze­ bach. Nie musisz od razu poddawać się i wywieszać białej flagi, może na począ­ tek wystarczy rozejm. Oprac. M. Iwańczuk

21


Czy profesor Higa i jego małe istotki zdołają zrewolucjonizować świat?

Prof. Teruo Higa

Efektywne mikroorganizmy Pierwsze zdanie książki Rewolucja w ochronie naszej planety autorstwa profesora Teuro Higi brzmi: „Nasza ziemia jest chora, bardzo chora”. Profesor, który dziś zyskał już status wizjonera, marzy o szczęśliwym świecie bez głodu, chorób i niszczących zasad konkurencyjności. Dzięki swojej pasji i miłości do rolnictwa, entuzjazmowi oraz wieloletnim doświadczeniom naukowym profesor znalazł drogę do rozwiązania najistot­ niejszego, w jego opinii, problemu – niedoboru żywności. Z jego odkryciem wiążą się też ściśle zagadnienia ochrony środowiska oraz trapiących ludzkość chorób. Istotą wynalazku jest miesza­ nina specjalnie dobranych, w wyniku żmudnych eksperymentów, bakterii, nazwana przez profeso­ ra Efektywnymi Mikroorganizmami (w skrócie EM). Jest to, mówiąc najogólniej, kombinacja 22

różnych mikroorganizmów odpowiedzialnych za procesy regeneracji. Technologia EM, wyna­ leziona przez profesora Teuro Higę w 1980 r. jest odpowiedzią uczonego na założenie „życia razem we wzajemnej harmonii”. EM została opracowa­ na jako środek mający zastąpić chemiczne środki ochrony roślin i nawozy sztuczne stosowane w rolnictwie. Spośród około 2 tysięcy rodzajów mikroorganizmów, uznanych za pożyteczne, wy­ odrębniono te, które nadają się do bezpośrednie­ go spożycia przez ludzi. W skład mieszanki EM wchodzi około 80 gatunków mikroorganizmów, m.in. bakterie kwasu mlekowego, propionowe, fo­ tosyntetyzujące, wiążące azot z powietrza, droż­ dże oraz promieniowce. Część z nich jest tlenowa, a część beztlenowa. Wiele z nich jest znanych i wykorzystywanych od dawna w przemyśle


spożywczym i medycynie, występują też w nieskażonych glebach. Wszystkie są ko­ rzystne i całkowicie bezpieczne dla ludzi, zwierząt i roślin. Ich aktywność stymulu­ je proces regeneracji, oczyszcza powietrze i wodę, a w glebie intensyfikuje wzrost roślin, produkując jednocześnie enzymy, witaminy i inne substancje odżywcze dla roślin. Profesor nazywa te mikroorgani­ zmy: „małymi istotkami do rozwiązywa­ nia wielkich problemów”. Mimo że jego badania dotyczyły na początku wyłącznie działania mikroorganizmów na rośliny, szybko przekonał się, że ich zastosowanie jest daleko szersze. Czy można jednak dzięki jednemu wynalazkowi, w sposób tani i bezproblemowy, poprawiać jakość wody, oczyszczać ścieki, przetwarzać odpady komunalne i rolnicze, uzdatniać wyjałowione gleby, produkować czystą, ekologiczną żywność, hodować zdrowe zwierzęta i leczyć ludzi? Bez żadnych szkodliwych albo negatywnych rezulta­ tów i skutków ubocznych? Brzmi to tak fantastycznie, że sam profesor komentuje to tak: Z pewnością niektórzy ocenią to, co piszę, za zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. Profesor Teuro Higa pracuje w Aka­ demii Rolniczej Uniwersytetu Ryukyus na Okinawie w Japonii. Jest on autorem wielu znaczących publikacji naukowych, a założona przez niego Fundacja EMRO jest zaangażowana w realizację wielu pro­ gramów dotyczących ochrony środowiska na całym świecie. Na czym polega rewolucyjność tej kombinacji mikroorganizmów? Na nie­ spotykanym dotąd pomyśle połączenia w jeden zestaw różnych gatunków bakterii tlenowych i beztlenowych. Przedtem uwa­ żano, że takie gatunki bakterii są ze sobą niekompatybilne, a więc że zniszczyłyby się wzajemnie. Jednak prof. Higa udowod­ nił, że w praktyce jest możliwa koegzy­ stencja mikroorganizmów potrzebujących zupełnie odmiennych warunków do życia. Spośród niezliczonej ilości różnych gatunków bakterii żyjących w glebie zain­ teresowały go przede wszystkim bakterie fotosyntetyczne i azotobakter. Obydwa te rodzaje spełniają niezwykle pożyteczną

rolę w przyrodzie bowiem wiążą azot. Problem polegał na tym, że o ile pierwsza grupa bakterii żyje w warunkach beztlenowych, o tyle druga potrzebuje do rozwoju tlenu. Połączenie ich w jedną mieszaninę nazwał profesor próbą podobną do wysiłku zmieszania oleju z wodą. Odkrywczość jego podejścia polega na tym, że uwierzył w możliwość skłonienia obu gatunków bakterii do współistnienia, w taki sposób, aby odnosiły wzajemne korzyści z koegzystencji.

EM w rolnictwie ekologicznym Zastosowanie technologii Efek­ tywnych Mikroorganizmów w rolnictwie stwarza możliwość przekształcenia wszystkich rodza­ jów gleb, włącznie z pustynnymi, w pełnowartościową ziemię uprawną, na której będzie moż­ na osiągać plony wielokrotnie większe niż dotychczas bez użycia pestycydów, środków chemicz­ nych czy nawozów sztucznych. To w gruncie rzeczy wcielenie w życie idei rolnictwa organicznego. Profesor Higa pisze w swojej książce, że współczesne rolni­ ctwo, a zwłaszcza jego chemi­ zacja, zachwiały równowagę mikrobiologiczną w glebie, która stale traci zdolność do regeneracji, a zastosowanie EM wydaje się być idealną naturalną technologią dla rolnictwa organicznego. EM jest proste i tanie – wykonuje się opryski roztworem w ogromnym rozcieńczeniu bezpośrednio na glebę, na resztki pożniwne, na rośliny w gruncie i w szklarniach. Doświadczenia osób stosujących ten preparat od wielu lat potwier­ dzają rewelacyjne skutki działania tych zabiegów – następuje ogólna poprawa fizycznych, chemicznych i biologicznych parametrów gleby,

w której szybciej i skuteczniej przerabiany jest materiał organiczny. Gleba zmienia swoją strukturę i skład, nie zatrzymując wody na powierzchni, ułatwia przyswa­ janie składników odżywczych roślinom. Tym samym powoduje wzrost odporności roślin na choroby i szkodniki. Zaprawia­ nie EM nasion i regularne opryski prze­ ciw chorobom grzybowym, uciążliwym zwłaszcza w uprawach szklarniowych, pozwala po jakimś czasie zrezygnować nie tylko z dodatkowego zasilania roślin i gleby, ale także z chemicznych środków ochrony roślin. Znakomite rezultaty dały próby kompostowania odpadów orga­ nicznych przy użyciu bakterii EM. Takie gospodarowanie jest przeciwieństwem upraw z udziałem chemii rolnej, gdzie na­ wozy niszczą życie biologiczne w glebie. Również dla ludzi EM może być używane do przygotowywania i konserwowania żywności, ponieważ zawarte w miesza­ ninie związki niezbędne są w procesie fermentacji. Jest to więc łatwy sposób ki­ szenia warzyw, ziół i ziaren zbóż, których spożywanie jest zalecane ze względów zdrowotnych, nie tylko w kuchni makro­ biotycznej. Jako zaczynu można dodawać roztworu EM do zakwasu służącego do wypieku doskonałego chleba.

EM a ochrona środowiska Pierwsze eksperymenty grupy badawczej pod kierunkiem profesora przy oczysz­ czaniu ścieków były wprost zaskakujące. EM umieszczono w trzykomorowym systemie miejskiej oczyszczalni ście­ ków. W ciągu jednej doby woda została całkowicie oczyszczona z zanieczyszczeń! W ten sposób można uzdatniać wodę z każdej oczyszczalni ścieków, oczyszczać wody stojące i płynące, wszelkie zbior­ niki wodne i zlewiska, a nawet baseny. W Japonii przy pomocy roztworów EM oczyszcza się plaże, zbiorniki wodne do hodowli wodorostów. Można w ten spo­ sób ratować zatrute jeziora, stawy i rzeki. Po wielu obiecujących próbach udało się wprowadzić technologię EM do coraz 23


powszechniejszej produkcji najlepszej jakości nawozów z odpadków orga­ nicznych, a w procesie recyklingu ma­ kulatury i plastiku otrzymać materiał znacznie lepszej jakości i ograniczyć koszty. EM, oprócz zastosowania w rolni­ ctwie i systemach ochrony środowiska, sprawdza się w sytuacjach, na które do­ tychczas nie znajdowano sposobu; nie było bowiem rady na odrażający fetor wyczuwany nawet z daleka od wysy­ pisk śmieci, chlewni, ferm drobiar­ skich, hodowli ryb itp. Cuchnąć mogą również urządzenia sanitarne, szamba, ale już nie muszą – EM eliminuje te zapachy. Ponadto preparat skutecznie hamuje rozwój owadów – szkodników takich jak muchy, komary i karaluchy. Natomiast wykorzystanie go w fer­ mach drobiarskich pozwala na zaprze­ stanie stosowania antybiotyków. Profesor Higa podkreśla, że lista zalet EM jest nieskończona. Ale najważ­ niejszym do zrozumienia ich istoty działania jest fakt, że to, co my, ludzie, uważamy za zanieczyszczające, niebez­ pieczne, gnijące, brzydko pachnące czy śmierdzące, jest wyborną strawą dla mikroorganizmów EM. Nawet dla mnie, człowieka który opracował ten preparat, takie nowe, osobliwe i pożyteczne zjawiska były początkowo trudne do uwierzenia – przyznaje Terno Higa – Po wielu doświadczeniach i eksperymentach odkryłem, że EM-X ma również właściwości przeciwutleniające i zdrowotne, że może być całkowicie bezpiecznie spożywany przez ludzi. W celu zbadania tego zjawiska w 1994 roku powołano w Japonii do życia Medyczne Stowarzyszenie Badawcze EM-X. Dotychczasowe zastosowania kliniczne potwierdzają dużą skutecz­ ność EM-X w leczeniu chorób uzna­ wanych dotychczas za nieuleczalne lub trudne do wyleczenia m.in.: nadciśnie­ nie, rozmaite alergie, nadwrażliwość na różne substancje chemiczne, gruźlicę, inne choroby zakaźne. Ponadto preparat poprawia w znaczący sposób działanie enzymów wewnątrz organizmu, może 24

Dzięki postępowi nauki i techniki żyje się nam , ludziom, coraz wygodniej, dłużej, ale czy zdrowiej? Współczesna cywilizacja to również codzienność z zanieczyszczonym powietrzem, gazami spalinowymi, ściekami przemysłowymi i dioksynami. To również fale elektromagnetyczne, promieniowanie ultrafioletowe i radioaktywne, pestycydy, a także substancje chemiczne w żywności, do tego pośpiech, stres i używki – np. alkohol, papierosy. Zdaniem uczonych, dr Bin Ke i dr Terno Higa, są to przyczyny mogące wewnątrz organizmu człowieka powodować nadmierne też osłabić szkodliwe działanie fal elektromagnetycznych. EM-X nie wywołuje żadnych skutków ubocznych, może być stosowany z innymi lekami.

EM w medycynie Badania nad zastosowaniem EM w medycynie wciąż trwają,

wytwarzanie aktywnego tlenu i wolnych rodników. Są one niewidoczne, ale działają natychmiast – połączone z tłuszczami tworzą nadtlenki tłuszczowe, które mają silne działanie utleniające. Nadmiar takich tłuszczów niszczy zdrowe komórki rozpuszczając je. Gdy to się stanie, zaczynają się choroby i zaburzenia funkcji m.in. serca, płuc naczyń krwionośnych, a także układu odpornościowego. Właśnie ten proces może wywoływać choroby nowotworowe oraz wiele innych, określanych jako choroby cywilizacyjne. Ludzie żyją dzięki tlenowi i umierają z powodu tlenu a dotychczasowe doświadczenia wskazują na różne obiecujące możliwości zastosowania tej tech­ nologii, nawet w tak ciężkich przy­ padkach jak rak i AIDS. W Japonii z powodzeniem stosowano EM w szpitalach (do zmywania podłóg i w nawilżaczach powietrza) w celu zlikwidowania szczepów gronkowca, który uodpornił się na antybiotyki. W 2001 roku japoński

Japońscy i chińscy uczeni na IV Międzynarodowym Kongresie poświęconym chorobom nowotworowym, gerontologii i ekologii, który odbył się w 1998 roku, opublikowali wyniki badań nad zastosowaniem EM -X w cukrzycy typu 2 oraz wpływu na metabolizm wolnych rodników i przewodnictwa włókien nerwowych. W podsumowaniu uczeni ci stwierdzili m.in., że u pacjentów z cukrzycą typu 2, w wyniku zastosowania w leczeniu EM-X prędkość przesyłania impulsów nerwowych bodźców czuciowych w obrębie ośrodkowego układu nerwowego i włókien nerwowych uległa niewielkiemu przyśpieszeniu. Ponadto zastosowanie terapii z EM-X złagodziło objawy neuropatii. Wniosek? EM-X jest preparatem o udowodnionym klinicznie działaniu przeciwutleniającym. Posiada zdolność do łagodzenia objawów cukrzycy i związanych z nią powikłań. Zaś połączenie terapii z zastosowaniem EMX z terapią tradycyjną może zapobiec dalszemu rozwojowi tej choroby, złagodzić jej objawy i powikłania.


– mówią uczeni. Większość tlenu, pobieranego podczas oddychania do organizmu człowieka, wchodzi w reakcję z wodorem tworząc wodę. Jednak na skutek jonizacji powstaje podczas tego procesu pewna ilość tlenu niestabilnego chemicznie, który może wchodzić w gwałtowne reakcje z innymi substancjami. Jeśli jest go, podobnie jak wolnych rodników, bezpieczna ilość, zapewnia stabilizację funkcji organizmu, czyli dobrego zdrowia. Natomiast ich nadmiar staje się dla człowieka substancją niebezpieczną. W opinii Kręgów naukowych ponad 90% chorób trapiących lekarz opublikował raport z wynikami swoich pięcioletnich doświadczeń w stosowaniu EM. Stwierdził on, że jest to najsilniej antyutleniający środek, jaki zna. Znajduje on zastosowanie we wspomaganiu leczenia raka, chorób wątroby, cukrzycy, chorób reumatycz­ nych i nerwowych. Oczywiste jest, że wpływ preparatów EM na zdrowie człowieka musi być badany bardzo pieczołowicie przez dłuższy czas, gdyż wymagają tego normy międzyna­ rodowe. Historię badań medycznych za­ początkowało wyprodukowanie po raz pierwszy w 1991 roku preparatu EM-X. Cztery lata później profesor Teuro Higa i dr Mamdooh Ghoneum z Drew University w USA zainicjowali wspólny program badawczy dotyczący wpływu EM-X na funkcjonowanie układu immunologicznego człowieka, powstawanie limfocytów oraz mno­ żenie się komórek T i B. Program po­ przedziły serie innych eksperymentów. W 1996 roku dr Ghoneum udowodnił, że EM-X spowalnia rozwój komórek nowotworowych, makrofagów oraz komórek limfocytów w warunkach in vitro. W tym samym roku ruszył wspólny program badawczy, w który zaangażowali się naukowcy z insty­ tutów i uniwersytetów oraz placówek

ludzkość ma związek z oddziaływaniem aktywnego chemicznie tlenu oraz wolnych rodników. Rozmaite przeciwutleniacze wykorzystywane są zarówno w leczeniu, jak i zapobieganiu chorobom. Fakt posiadania przez EM-X właściwości przeciwutleniających jest powszechnie znany i uznawany przez środowiska naukowe. Jest preparatem o różnorodnych zastosowaniach, nie mających odpowiednika wśród innych, znanych przeciwutleniaczy. Przede wszystkim EM-X wpływa na system obronny organizmu przez ograniczenie w dużym stopniu wy-

twarzania aktywnego chemicznie tlenu i wolnych rodników. Ponadto EM-X szybko eliminuje, wychwytuje i stabilizuje powstały w organizmie aktywny chemicznie tlen i wolne rodniki. EM-X regeneruje uszkodzenia wywołane przez tlen i rodniki w organizmie. Stymuluje system odpornościowy organizmu w stopniu odpowiednim do potrzeb, a w niektórych przypadkach stymuluje wytwarzanie enzymów przeciwutleniających. Działa również zapobiegawczo wychwytując szkodliwe substancje, które już powstały, dzięki czemu ogranicza zakres uszkodzeń DNA.

naukowo-badawczych zainte­ resowanych m.in. poznaniem składu chemicznego i właściwości biochemicznych EM-X, jak też wyjaśnieniem jego działania przeciwutleniajacego. W 1997 r. przeprowadzono pierwsze badania laboratoryjne w oparciu o model symptomów cukrzycy u myszy. Eksperyment wykazał, że EM-X

nie problemu skutków katastrofy nuklearnej w Czarnobylu z wyko­ rzystaniem EM i EM-X. Ponadto uczestnicy tego sympozjum zostali zapoznani z wynikami badań nad EM-X w zakresie m.in.: osłabiania bakterii chorobotwórczych, jego działań przeciwutleniających, przeciwdziałających skutkom zmęczenia organizmu człowieka

Preparat EM-X jest napojem zdrowotnym wspomagającym lecznicze procesy, zachodzące zarówno wewnątrz organizmu, jak i w jego otoczeniu, co sprawia, że podstawowe działanie EM-X polega na ochronie przed chorobami i wspomaganiu funkcji życiowych. Zostało udowodnione, że preparat powoduje wzrost skuteczności immunologicznej komórek oraz ogólnie wspiera działanie narządów odpowiedzialnych za obronę immunologiczną organizmu, zapewniając wszechstronne wzmocnienie organizmu. spowodował obniżenie poziomu cukru we krwi myszy cierpiących na cukrzycę. W tym samym roku podczas sympozjum naukowego dr Ghoneum przedstawił odkry­ cie, że EM-X spowalnia rozwój zainfekowanych przez wirus HIV komórek jednojądrowych, co sugeruje, że preparat może okazać się lekiem na tę chorobę. Inny uczony, dr E.F. Konoplya z Białorusi, przedstawił rozwiąza­

i skutkom odmrożeń, a także wpływu tego preparatu na funk­ cjonowanie wątroby i ochrony DNA przed czynnikami mutagen­ nymi. W 1999 roku zakończone zostały badania toksykologiczne preparatu EM-X i potwierdzone zostało bezpieczeństwo jego stosowania. W tym samym roku, na prośbę azjatyckiego oddziału WHO, organizacja EMRO zorga­ nizowała I Konferencję Medyczną 25


Gdy człowiek osiąga wiek 40 lat, zdolność jego organizmu do eliminacji wolnych rodników ulega gwałtownemu ograniczeniu, a w wieku 80 lat zdolność ta właściwie zanika. Dlatego uzupełnienie zasobów przeciwutleniaczy w organizmie, dla ludzi z tych grup wiekowych, staje się niezbędne. Dlatego też, oprócz codziennego, prawidłowego odżywiania się, należy spożywać EM-X dla wzmocnienia układu immunologicznego oraz zapobiegania powstawaniu wolnych rodników i aktywnego chemicznie tlenu, jak też eliminowania tychże – pochodzących z zewnątrz. Preparat chroni również przed uszkodzeniami DNA. EM-X ma działanie profilaktyczne – zapobiega chorobom i opóźnia procesy starzenia organizmu człowieka. z udziałem przedstawicieli 11 krajów. Spośród ponad siedemdziesięciu referatów naukowych dwadzieścia trzy były poświęcone tematyce EM-X. Dwa lata później podczas II Konferencji Medycznej EM uczestnicy wysłuchali czterdziestu referatów na temat badań i zastosowania EM-X. W listopadzie 2006 roku odbyła się już trzecia konferencja na temat stosowania EM w medycynie, na której, między innymi, relacjonowano sposoby pozbywania się inwazji pleśni 26

po powodzi w Zatoce Meksykańskiej spowodowanej przejściem huraganów. W roku 2001 preparat EM-X sprze­ dawany był w 28 krajach. Na Białorusi został zarejestrowany jako specyfik przeznaczony do picia o działaniu antyradiacyjnym. Znakomite efekty osiągnięte podczas stosowania EM i EM-X, zarówno w praktyce kli­ nicznej, jak i przez ludzi regularnie stosujących i zażywających te prepara­ ty sprawiły, że EM-X stał się obiektem bardzo wnikliwych badań naukowych. Narodziła się „medycyna EM”. Niektóre firmy farmaceutyczne zwróciły się do profesora Higi z prośbą o udostępnienie patentu na opracowa­ ny przez niego do stosowania w me­ dycynie preparat EM-X. Ale jak pisze profesor w swojej książce – marzy on o tym, żeby jego odkrycie było szeroko dostępne dla każdego i to najtaniej i najkorzystniej, jak to tylko możliwe i nie godzi się na zbijanie kapitału na jego wynalazku.

EM w świecie Technologię EM stosuje się już w 120 krajach, na wszystkich kontynentach. Brazylia postawiła na technologię EM i jest jej największym użytkowni­ kiem na świecie, uznając ją za sposób na odejście od niszczycielskich metod

gospodarowania w rolnictwie pole­ gających na wycinaniu i wypalaniu amazońskiej dżungli. Wieloletnie doświadczenia ma Japonia oraz inne kraje azjatyckie. W Japonii całe miasta przystępują do programu komplekso­ wej ochrony środowiska z udziałem technologii EM, poprzez używanie jej w gospodarstwach domowych, przydomowych kompostowniach, miejskich ujęciach wody, oczyszczal­ niach ścieków i wysypiskach śmieci. Ostatnio przyjęto narodowy program rewitalizacji bardzo zanieczyszczonego morza wewnętrznego pomiędzy wy­ spami japońskimi. Powstają społeczne organizacje i stowarzyszenia na rzecz ochrony środowiska dzięki technologii EM. Bezpośrednim efektem stoso­ wania EM w japońskim rolnictwie jest znaczące zwiększenie plonów na plantacjach ryżu. Oprócz tego, bakterie EM wpływają na ogranicze­ nie populacji chwastów w uprawach, poprawę jakości owoców cytrusowych w uprawach ekologicznych, przyno­ szą znakomite rezultaty w uprawie warzyw. Zauważalna jest stała poprawa jakości gleb i zwiększanie się grubości warstwy próchniczej. Realne, wymier­ ne korzyści oraz oszczędności przy­ niosło zastosowanie EM w utylizacji odpadów. Poza obniżeniem kosztów uzyskuje się jednocześnie ogromne ilości darmowego nawozu, będącego

Preparat EM-X, oprócz właściwości przeciwutleniających jest skutecznym środkiem przeciwnowotworowym, ponieważ wspomaga zdolności detekcyjne i odporność komórek obronnych. EM-X jest również skuteczny w stosunku do wszystkich chorób o podłożu infekcyjnym – począwszy od grzybicy stóp, poprzez choroby nowotworowe, a skończywszy na infekcjach wirusem HIV (AIDS). Należy podkreślić, że preparat nie uwalnia toksyn w postaci substancji utleniających, które następnie kumulują się w organizmie, jak to ma miejsce ze stosowaniem leków antynowotworowych, sterydów i antybiotyków. EM-X albo eliminuje, albo neutralizuje te substancje, co zapobiega chorobom lub je leczy. Preparat ten nie powoduje żadnych skutków ubocznych i może być stosowany stale, przez całe życie. Jednak po zażyciu EM-X mogą okresowo wystąpić takie objawy jak: gorączka, dreszcze, bóle stawów, wysypka, co według diagnostyki medycyny orientalnej może sygnalizować neutralizowanie lub eliminowanie toksyn przez preparat. Jest to naturalna reakcja organizmu na proces zdrowienia.


końcowym produktem prze­ tworzonych odpadów. Rozmiło­ wany od dziecka w rolnictwie, profesor Higa uważa, że pierw­ szym i najważniejszym efektem stosowania EM jest zdrowe, czyste pożywienie, produkowane bez nadmiernych kosztów, w sposób ekologiczny i nieszkodliwy dla nikogo i niczego. Bez tego, według autora wynalazku, nie da się

znaleźć skutecznego lekarstwa na bolączki i choroby współczesnego świata. Musimy stworzyć system wolny od biedy i chorób – mówi profesor, przemierzając świat ze swoimi wykładami i kursami, konsekwentnie wcielając swoją koncepcję w życie. Czy profesor Higa i jego małe istotki zdołają zrewolucjonizować świat?

Najnowsze doniesienia na temat technologii EM Do prac badawczych nad rozwojem technologii EM wykorzystano rozmaite antyoksydanty wytwarzane przez pożyteczne mikroorganizmy. Początkowo skupiono się na kwestii antyoksydantów, ale przy okazji odkryto wiele innych substancji aktywnych biochemicznie o bardzo szczególnych właściwościach. Stało się jasne, że skuteczne działanie EM-X, pozwalające na zastosowanie go w wielu dziedzinach, nie jest wyłącznie skutkiem działania antyoksydantów. Uczeni odkryli, że substancje z grupy EM nie tylko wspomagają chemiczną aktywność enzymów, ale odgrywają również bardzo dużą rolę w procesie eliminacji rozmaitych wolnych rodników, a minerały również stanowią ważny czynnik w tym procesie. Bazując na tych odkryciach, wyprodukowano preparat o nazwie Sól Energetyzująca EM na bazie zwykłej soli kuchennej, wzmocnionej odpowiednim zestawem minerałów. Sól ta może mieć wiele zastosowań, również dla ratowania zdrowia. Okazało się bowiem, że jest bardzo skutecznym preparatem leczniczym i mogą ją spożywać m.in. osoby z nadciśnieniem i cukrzycą. Efektem tych badań jest również preparat o nazwie EM Energetyzujące Minerały, który, podobnie jak sól Energetyzująca EM, może wspomagać procesy leczenia innymi preparatami z rodziny EM i EM-X. Szczególną właściwością tych substancji jest zdolność podnoszenia temperatury ciała pacjentów bardzo źle

znoszących niską temperaturę otoczenia; wyższa ciepłota ciała ma związek z lepszym funkcjonowaniem układu odpornościowego. Ponadto badania potwierdziły możliwość przekazywania różnym substancjom antyoksydacyjnych i innych właściwości EM. Mogą nimi być wzbogacone m.in. ubrania, bielizna pościelowa, galanteria, ceramika, a także beton, asfalt, farby i kosmetyki. Wykorzystanie substancji z grupy EM w produkcji tych artykułów zwiększa również ich odporność na zużycie. Natomiast ceramiczny EM ma szczególnie szeroki zakres zastosowania do celów medycznych. Środek ten staje się niezbędny w medycynie zapobiegawczej. Technologia Efektywnych Mikroorganizmów EM, w związku z jej skutecznym działaniem leczniczym, jest obecnie testowana przez lekarzy na całym świecie. Medycyna naturalna, przyrodolecznictwo, homeopatia, medycyna Wschodu – wszystkie te formy terapii poszerzają swą wiedzę poprzez poszukiwanie wzajemnych zależności pomiędzy zdrowiem, technikami stosowanymi przez terapeutów, duchowością i energią Ziemi. W centrum tych działań zawsze znajdują się mikroorganizmy. Uwzględniając tę perspektywę, możemy sobie uświadomić potencjalne możliwości technologii EM. W prace badawcze w zakresie tej technologii włączyły się różne instytucje, tworząc sieć obejmującą cały glob.

Efektywne Mikroorganizmy Nie zawierają substancji chemicznych, mogą być wykorzystane w domu i ogrodzie. Wprowadzenie Aktywnego EM do otoczenia wzmacnia system immunologiczny gleby, roślin, wody, zwierząt i nas samych, tworząc w ten sposób zdrowsze środowisko. Jest to naturalna opcja dla osób, które chcą posiadać piękne ogrody, zdrowe rośliny i warzywa, czystą wodę naładowaną korzystną dla zdrowia energią i szczęśliwe zwierzęta. W ofercie PREPARATY: EM – Efektywne Mikroorganizmy EM-X – napój fermentacyjny wg tradycyjnej japońskiej receptury przeznaczony do picia w celach leczniczych EM-1 – płynny koncentrat efektywnych mikroorganizmów EM – melasa z trzciny cukrowej do namnażania efektywnych mikroorganizmów Zastosowanie:  do picia – wzmacnia i chroni organizm m.in. przed infekcjami  do spryskiwania pomieszczeń – odkaża i pochłania zapachy  do kąpieli – równoważy florę bakteryjną skóry, łagodzi podrażnienia. Pomocny przy schorzeniach skórnych: egzemie, łuszczycy, łupieżu  do basenów, oczek wodnych – chroni przed glonami. EM-X – ceramika – proszki ceramiczne z mikroorganizmami EM-X – rurki Zastosowanie zamiennie z płynnymi EM-ami :  do kąpieli, do filtrów wody, do czyszczenia toalet, akwariów, basenów  do rekultywacji gleby. Dystrybutor oryginalnych produktów firmy Greenland Technologia EM Sklep „Gaja” 15-085 Białystok ul. Branickiego 1 tel. 085 741 37 71, 085 741 57 01 (również w sprzedaży wysyłkowej)

27


Kiedy Bóg stworzył matkę

28


K

iedy miłościwy Bóg stwarzał matkę, już szósty dzień pracował w nadgodzinach. Wtedy zjawił się Archanioł, przyglądał się przez chwilę i powiedział: „Miłościwy Panie, długo pracujesz nad tą postacią!”. A Bóg odrzekł: „Czy widziałeś te wszystkie specjalne życzenia na zamówieniu? Ma być łatwa w pielęgnacji, ale nie z plastiku. Ma mieć 160 ruchomych części, a nerwy jak stalowa lina. Kolana, na których może równocześnie siedzieć kilkoro dzieci, a jednocześnie musi zmieścić się na dziecinnym foteliku. Powinna mieć plecy, na które można wszystko załadować. Ma żyć przeważnie w pozycji pochylonej, nie odczuwając bólu pleców. Jej pocieszenie powinno uleczyć wszystko, począwszy od bólów brzucha aż do cierpień duchowych. Ma mieć sześć par rąk...”. Na to Archanioł potrząsnął głową i powiedział: „Sześć par rąk - to niemożliwe”. Miłościwy Bóg odpowiedział: „Sześć par rąk nie sprawi problemu. Ale trzy pary oczu, które musi mieć”. Archanioł znowu zapytał: „Czy one należą do standardowego modelu?”. A miłościwy Bóg skinął głową: „Para oczu, które patrzą przez zamknięte drzwi, kiedy pyta, co robisz tam w środku, chociaż już dawno to wie. Z tyłu głowy druga para, która widzi to, czego nie powinna, ale musi widzieć. I oczywiście dwoje oczu z przodu, które patrzą na dziecko, kiedy okropnie się zachowuje, a do którego mówi mimo to: Rozumiem cię i bardzo cię kocham! – nie wypowiadając przy tym ani słowa”. „O Panie!”, powiedział Archanioł i delikatnie pociągnął go za rękaw, „teraz idź spać, a jutro będziesz pracował dalej!”. Ale miłościwy Bóg odrzekł: „Nie mogę, bo jestem bliski stworzenia czegoś, co jest w pewnym stopniu podobne do Mnie. Już uczyniłem tak, że

potrafi sama się leczyć, kiedy jest chora. Umie też ugotować dla wszystkich ulubioną potrawę. Potrafi przekonać trzylatka, że kolorowe mazaki nie są do jedzenia. Umie również nakłonić sześciolatka do umycia rąk przed jedzeniem. Potrafi wyjaśnić dziesięciolatkowi, że nogi służą przeważnie do chodzenia, a nie do tupania”. Archanioł powoli chodził dookoła modelu matki, dokładnie go obejrzał i westchnął: „Zbyt miękka”. Jednak Bóg odrzekł: „Bo bardzo czuła! Ale nie wiesz, ile potrafi pokonać i znieść!”. Archanioł zapytał: „Czy również umie myśleć?” Miłościwy Bóg roześmiał się: „Nie tylko myśleć, ale także dyskutować, wydawać wyroki, zawierać kompromisy i zapominać”. Archanioł zapytał jeszcze raz: „Przecież to wszystko potrafi również robot. Dlaczego męczysz się tak długo z tym modelem?”. Miłościwy Bóg odpowiedział na to: „Maszyna jest zimna i niezbyt ruchliwa. Matka ma uczucia, daje przy tym ciepło, miłość, schronienie, cierpliwość i pocieszenie. Okazuje swoje uczucia i przekazuje je dalej. Jest tym, czym jest słońce dla Ziemi. Bez niej nic by się nie udało. Wszyscy jej potrzebują”. reszcie Archanioł schylił się i przejechał palcem po oczach i policzkach. Zawołał: „Tu jest jakiś przeciek! Coś tu leci! Mówię Ci, Panie, że próbujesz w tym modelu pomieścić zbyt wiele”. A Bóg wyjaśnił: „To nie żadna nieszczelność. To łza. Płynie ona z radości, smutku, zawodu, z bólu albo zapomnienia. Łzy są wentylem, chroniącym przed przepełnieniem!”. Wtedy pełen podziwu Archanioł powiedział: „Miłościwy Boże, jesteś geniuszem!”. Bóg uśmiechnął się zadumany i powiedział: „Wiem. I dlatego dobra matka jest tak podobna do Mnie”.

W

Cordula Pertler i Eva Reuys

29


Substytut cukru, aspartam, wywołuje wiele niepokojących zaburzeń, od zaników pamięci po nowotwory mózgu. Mimo to amerykański Urząd ds. Leków i Żywności dopuścił do spożycia i nadal toleruje tę jedną z najniebezpieczniejszych substancji dodawanych do pożywienia.

Gorzka prawda o sztucznych słodzikach

30

Aspartam to techniczna nazwa szeregu produktów, takich jak NutraSweet, Eaual, Spoonful czy EaualMeasure. Aspartam odkryto przypadkiem w roku 1965, kiedy James Schlatter, chemik zatrudniony w G. D. Searle Company, testował lek przeciw­ wrzodowy. Środek ten dopusz­ czono do stosowania w suchych wyrobach spożywczych w roku 1981, a w napojach gazowanych w roku 1983. W rzeczywistości po raz pierw­ szy dopuszczono go do stosowania w suchej żywności 26 lipca 1974 roku, jednak na skutek zastrzeżeń zgłoszonych przez neurologa dr. Johna W. Olneya oraz prawnika organizacji konsumenckiej Jamesa Turnera w sierpniu tego samego roku oraz po sprawdzeniu proce­ dury badawczej zastosowanej w G. D. Searle, amerykański Urząd ds. Leków i Żywności 5 grudnia 1974 roku uchylił swoją zgodę. W roku 1985 firma G. D. Searle została nabyta przez koncern Monsanto, który wydzielił następnie z siebie Searle Pharmaceuticals i NutraSweet jako niezależne firmy. Aspartam jest obecnie najnie­ bezpieczniejszą substancją na rynku, jaką dodaje się do żywno­ ści. Jest on przyczyną ponad 75 procent negatywnych reakcji na występujące w żywności dodatki, zgłaszanych do Amerykańskiego Urzędu ds. Leków i Żywności. Wiele z tych reakcji ma bardzo poważny charakter, jak choćby napady apopleksji, a nawet śmierć, o czym w lutym 1994 roku doniósł raport Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej. Wśród 90 udokumentowanych symptomów wymienionych w raporcie znajdują się między innymi: bóle głowy i migreny, zawroty głowy, apoplek­ sje, mdłości, drętwienie, skurcze mięśni, przybieranie na wadze, wysypki, depresja, znużenie, roz­

drażnienie, częstokurcz, bezsen­ ność, zaburzenia wzroku, utrata słuchu, palpitacje serca, trudności w oddychaniu, napady niepokoju, zaburzenia mowy, utrata smaku, szum w uszach, zaburzenia pamię­ ci i bóle stawów. Zdaniem naukowców oraz leka­ rzy badających negatywne skutki wywoływane przez aspartam, spożywanie tego środka może wywołać lub zaostrzyć przebieg następujących chorób: nowotwory mózgu, stwardnienie rozsiane, epilepsja, syndrom chronicznego zmęczenia, choroba Parkinso­ na, choroba Alzheimera, zaniki pamięci, chłoniak, wady wrodzo­ ne, cukrzyca. W skład aspartamu wchodzą trzy związki chemiczne: kwas asparaginowy, fenyloalanina i metanol. Napisana przez Jamesa i Phyllis Balchów książka: Prescription for Nutritional Healing (Recepta na leczenie żywnością) zalicza aspartam do kategorii „chemicznych trucizn”. Dr Russell L. Blaylock, profesor neurochirurgii Uniwersytetu Medycznego w Missisipi, opubli­ kował ostatnio książkę opisującą szczegółowo zniszczenia spowo­ dowane spożywaniem nadmiernej ilości kwasu asparaginowego z aspartamu. Blaylock przytacza blisko pięćset naukowych źródeł, aby wykazać, że nadmiar wystę­ pujących w żywności wolnych aminokwasów, do których należy kwas asparaginowy i równie niebezpieczny kwas glutamino­ wy (99-procentowy glutaminian sodu), wywołuje szereg poważ­ nych, chronicznych zaburzeń neurologicznych oraz wiele innych niepokojących symptomów.

Jak aspartam i glutaminian działają na organizm człowieka?

Asparaginian i glutaminian dzia­ łają w mózgu jak neuroprzekaźni­ ki, ułatwiając przepływ informacji


z neuronu do neuronu. Nadmiar tych substancji w mózgu prowadzi do śmierci pewnych neuronów, gdyż umożliwia napływ zbyt dużej ilości wapnia do komórek. Nadmiar wapnia prowadzi z kolei do powsta­ wania zbyt dużej liczby wolnych rodników, które zabijają komórki. Ponieważ nadmiar asparaginianu może doprowadzić do uszkodzeń komórek nerwowych, substancje te nazywane są „toksynami pobu­ dzającymi” – pobudzają komórki nerwowe do śmierci. Kwas asparaginowy należy do aminokwasów. Przyjęty w wolnej postaci (niezwiązany z proteinami) znacznie podnosi poziom aspara­ ginianu i glutaminianu w osoczu krwi wkrótce po ich spożyciu. Pro­ wadzi to do wytworzenia wysokie­ go poziomu tych neuroprzekaźni­ ków w pewnych obszarach mózgu. Dzieje się tak, kiedy bariera naczy­ niowo-mózgowa, która normalnie chroni mózg przed nadmiarem glutaminianu i asparaginianu, podobnie jak przed toksynami, (1) nie została w pełni wykształcona w dzieciństwie, (2) nie w pełni chroni wszystkie obszary mózgu, (3) jest uszkodzona na skutek stale powtarzających się, niekorzystnych warunków i (4) pozwala na pewien przeciek nadmiaru asparaginianu i glutaminianu do mózgu, mimo iż jest w pełni sprawna. Nadmiar glu­ taminianu i asparaginianu z wolna zaczyna niszczyć neurony. Zde­ cydowana większość (ponad 75%) komórek nerwowych w określonym obszarze mózgu zostaje uśmierco­ na, zanim pojawią się jakiekolwiek kliniczne objawy przewlekłej choro­ by. Do licznych schorzeń, których występowanie w udowodniony sposób wiąże się z uszkodzeniami wywołanymi przez długotrwałe oddziaływanie aminokwasu, na­ leżą między innymi: stwardnienie rozsiane, stwardnienie zanikowe boczne, utrata pamięci, zaburzenia

hormonalne, utrata słuchu, epilep­ sja, choroba Alzheimera, choroba Parkinsona, hipoglikemia, otępie­ nie towarzyszące AIDS, zmiany chorobowe mózgu i zaburzenia neuroendokrynologiczne. Toksyny pobudzające stanowią wielkie zagrożenie dla dzieci, kobiet w ciąży, osób starszych oraz ludzi z przewlekłymi problemami zdro­ wotnymi. Nawet Federacja Ame­ rykańskich Towarzystw Biologii Eksperymentalnej (FASEB), zazwy­ czaj naśladująca Urząd ds. Leków i Żywności, stwierdziła ostatnio, że „jest rzeczą rozsądną, aby kobie­ ty w ciąży, niemowlęta i dzieci unikały dodatków zawierających kwas L-glutaminowy. Istniejące dowody potencjalnej reakcji wy­ dzielania wewnętrznego, takie jak podniesienie poziomu kortyzonu i prolaktyny, wskazują na powiąza­ nie neuroendokrynologiczne, toteż należy unikać podawania kwasu L-glutaminowego kobietom w wieku rozrodczym, jak również osobom cierpiącym na psychozę maniakalno-depresyjną”. Kwas asparaginowy z aspartamu wywiera na ciało takie same szkodliwe dzia­ łanie jak kwas glutaminowy. W chwili obecnej trwają dys­ kusje nad mechanizmem reakcji na nadmiar wolnego glutaminia­ nu i asparaginianu. W raporcie skierowanym do FDA (Urząd ds. Leków i Żywności) do takiej reakcji zaliczono: bóle głowy czy migreny, bóle brzucha, mdłości, znużenie (blokada prawidłowego napływu glukozy do mózgu), problemy ze snem, zaburzenia widzenia, napady niepokoju, depresję i astmę. Osoby cierpiące z powodu aspartamu czę­ sto uskarżają się na utratę pamięci. Jak na ironię, w roku 1987 G. D. Searle, producent aspartamu, roz­ począł prace nad lekiem mającym zwalczyć utratę pamięci wywoły­ waną przez uszkodzenia, których przyczyną są aminokwasy.

Fenyloalanina (50% aspartamu)

Fenyloalanina jest aminokwa­ sem występującym normalnie w mózgu. Osoby z genetycznym zaburzeniem (fenyloketonuria) nie mogą metabolizować fenyloalani­ ny. Prowadzi to do niebezpiecznie wysokiego poziomu fenyloalaniny w mózgu, niekiedy nawet śmier­ telnego. Dowiedziono, że przyj­ mowanie aspartamu, zwłaszcza w połączeniu z węglowodanami, może nadmiernie podnieść poziom fenyloalaniny w mózgu nawet u osób nie cierpiących na fenyloke­ tonurię. To wcale nie jest teoria. Wiele osób, które na przez długi czas spożywały duże ilości aspartamu i nie chorują na fenyloketonurię, mają podwyż­ szony poziom fenyloalaniny we krwi. Podwyższony poziom fenylo­ alaniny w mózgu może spowodo­ wać zmniejszenie ilości serotoniny, co z kolei prowadzi do zaburzeń emocjonalnych, np. depresji. Wyniki badań potwierdzają, że poziom fenyloalaniny we krwi uległ znacz­ nemu podwyższeniu u ludzi, którzy systematycznie używali aspartamu. Nawet jednokrotne użycie asparta­ mu powodowało wzrost poziomu fenyloalaniny we krwi.

31


Opis pewnego przypadku, w któ­ rym aspartam wywołał szczegól­ nie wysoki poziom fenyloalani­ ny, został przedstawiony przez „Wednesday Journal” w artykule zatytułowanym „Koszmar aspar­ tamu”. John Cook wypijał od 6 do 8 dietetycznych napojów dziennie. Po pewnym czasie zaczęły go nękać zaniki pamięci oraz częste bóle głowy. Gdy w dalszym ciągu korzystał z tych napojów, stan jego uległ pogorszeniu. Doznawał raptownych zmian nastroju albo bez powodu wpadał nagle we wściekłość. Choć nie chorował na fenyloketonurię, badania krwi wykazały obecność fenyloalaniny w ilości 80 mg/dl. Doszło też do uszkodzeń mózgu, który zaczął nieprawidłowo funkcjonować. Po rezygnacji z zawierających aspartam napojów stan zdrowia Cooka uległ radykalnej poprawie. Jak wykazuje w swojej książce Blaylock, pomiary odkładającej się w mózgu fenyloalaniny skażone były błędem. Naukowcy, którzy badali później określone rejony mózgu, a nie średni rozkład w nim całym, spostrzegli znaczny wzrost 32

poziomu fenyloalaniny. Szczegól­ nie widoczny on jest w podwzgó­ rzu, rdzeniu przedłużonym i ciele prążkowanym. Blaylock doszedł do wniosku, że nagromadzenie w mózgu nadmiernej ilości feny­ loalaniny może wywołać schizo­ frenię bądź sprawić, że człowiek staje się bardziej podatny na ataki apopleksji. Tak więc w dłuższej perspektywie czasu nadmierne spożywanie aspartamu może przyczynić się do wzrostu sprze­ daży środków przeciwdziałających zanikowi serotoniny, na przykład Prozacu oraz leków przeciwko schizofrenii i apopleksji.

Metanol (alkohol drzewny 10% aspartamu)

Metanol jest śmiertelną trucizną. Niektórzy mogą go pamiętać jako truciznę, która wielu alkoholików doprowadziła do ślepoty bądź śmierci. Metanol zostaje stopnio­ wo uwolniony w jelicie cienkim, gdy grupa metylowa aspartamu styka się z enzymem chymotry­ psyną. Wchłanianie metanolu przez organizm ulega znacznemu przyśpieszeniu, kiedy spożywa

się go w wolnej postaci. Wolny metanol powstaje z aspartamu po podgrzaniu go do 30°C. Dochodzi do tego, jeśli produkt zawiera­ jący aspartam jest niewłaściwie przechowywany lub podgrzewany. Metanol rozkłada się w organi­ zmie na kwas mrówkowy oraz formaldehyd, który jest śmiertel­ nie niebezpieczną neurotoksyną. Metanol jest uznawany jest za truciznę o działaniu kumulacyj­ nym z uwagi na niewielki stopień wydalania po spożyciu. Maksy­ malna dawka dopuszczalna do spożycia wynosi 7,8 mg/dzień. Litr słodzonego aspartamem napoju zawiera około 56 mg metanolu. Do objawów zatrucia metano­ lem należy zaliczyć bóle i zawroty głowy, buczenie w uszach, mdło­ ści, zaburzenia trawienno-jelito­ we, osłabienie, dreszcze, zaniki pamięci, drętwotę i bóle kończyn, zaburzenia zachowania oraz zapa­ lenie nerwów. Najbardziej znane symptomy zatrucia metanolem to problemy ze wzrokiem, obejmujące między innymi zamglenie obra­ zu, postępujące zawężenie pola widzenia i ciemność, uszkodzenia siatkówki i w końcu ślepotę. Form­ aldehyd jest znanym czynnikiem rakotwórczym, niszczy siatków­ kę, wpływa na replikację DNA i powoduje wady płodu. Z braku kilku enzymów ludzie są o wiele bardziej wrażliwi na toksyczne oddziaływanie me­ tanolu niż zwierzęta. Z tego też powodu testy aspartamu bądź metanolu dokonywane na zwierzętach nie w pełni oddają zagrażające ludziom niebezpie­ czeństwo. Niektóre soki owocowe oraz napoje alkoholowe zawierają niewielkie ilości metanolu. Należy jednak pamiętać, że metanol nigdy nie występuje w odosobnie­ niu. W każdym przypadku obecny jest również etanol, zazwyczaj w znacznie większej ilości. Etanol


spełnia u ludzi rolę odtrutki na tok­ syczne działanie metanolu. Oddziały uczestniczące w operacji Pustynna Burza zostały „uraczone” ogromnymi ilościami słodzonych aspartamem napojów, które w słońcu Arabii Saudyjskiej ogrzewały się powy­ żej 30°C. Wielu żołnierzy wróciło do domu z licznymi zaburzeniami przy­ pominającymi objawy zatrucia formal­ dehydem. Mógł się do tego przyczynić wolny metanol pochodzący z napojów słodzonych aspartamem. Podjętą przez Urząd ds. Leków i Zdrowia w 1993 roku decyzję aprobującą aspartam jako składnik wielu produktów spożyw­ czych, które są zawsze podgrzewane powyżej 30°C, ocenić można jako skrajnie nieodpowiedzialną.

Schorzenia wywołane przez aspartam

Składowe aspartamu mogą wywołać szereg różnych chorób. Niektóre z nich rozwijają się stopniowo, inne dają o sobie znać natychmiast, i to w sposób gwałtowny. Ogromna liczba ludzi cierpi z powodu objawów wywoływa­ nych przez aspartam, nie rozumiejąc, dlaczego żadne zioła czy pigułki nie przynoszą im ulgi. Część osób spo­ żywających aspartam nie odczuwa początkowo żadnych skutków, ale po pewnym czasie nawet i one zaczynają narzekać z powodu zniszczeń wywo­ łanych przez długotrwałe działanie pobudzających aminokwasów, fenyloa­ laniny i metanolu. Spośród mnóstwa schorzeń do szcze­ gólnie poważne to: rak (szczególnie guzy mózgu), wady płodu, epilepsja, apopleksja, zaburzenia emocjonalne i cukrzyca.

Cukrzyca

Według H. J. Robertsa, specjalisty w dziedzinie diabetologii, autorytetu w dziedzinie sztucznych słodzików, aspartam to chemiczna trucizna i nie można go zalecać chorym na cukrzycę. Przyśpiesza on wystąpie­ nie klinicznych objawów cukrzycy, pogarsza możliwość kontrolowania

choroby u pacjentów przyjmujących insulinę i leki doustne, wzmaga towarzyszące cukrzycy powikłania, takie jak retinopatia, zaćma, neuro­ patia i gastropareza. W oświadczeniu, poświęconym używaniu produktów zawierających aspartam przez osoby z cukrzycą oraz hipoglikemią, Roberts stwierdził: Niestety, wielu moich pacjentów, jak również tych, którzy przychodzili do mnie na konsultacje, miało poważne komplikacje metaboliczne, neurologiczne i inne, które przypisać można wyłącznie używaniu produktów zawierających aspartam. Przejawiało się to utratą kontroli nad cukrzycą, wzmożeniem hipoglikemii, wystąpieniem domniemanych »reakcji na insulinę« (takich jak drgawki, a będących w istocie reakcją na aspartam) oraz przyśpieszeniem bądź pogorszeniem powikłań diabetologicznych (zwłaszcza upośledzenia widzenia i neuropatii). Objawy te ustępowały po rezygnacji z aspartamu. Ubolewam nad tym, że inni lekarze i ADA nie biorą pod uwagę tych powtarzających się ustaleń opisanych w moich z gruntu neutralnych publikacjach i nie ostrzegają pacjentów oraz konsumentów.

Dlaczego o tym nie słyszymy?

Powody, dla których wielu ludzi nie słyszy o poważnych reakcjach organi­ zmu na aspartam, można podzielić na dwie zasadnicze grupy: 1. Brak świadomości społecznej. O wywoływanych przez aspartam chorobach nie pisze się w gazetach, ponieważ nie przyciągają one uwagi opinii publicznej, jak na przykład ka­ tastrofy lotnicze. Dzieje się tak dlatego, że przypadki takie występują pojedyn­ czo w tysiącu różnych miejsc. 2. Większość ludzi nie kojarzy dostrzeżonych u siebie objawów z długotrwałym spożywaniem aspar­ tamu. Osoby, które uśmierciły znaczny procent swoich komórek mózgo­ wych, co doprowadziło następnie do przewlekłej choroby, nie są w stanie powiązać dolegliwości ze spożywaniem aspartamu. Sposób, w jaki aspartam został dopuszczony do stosowania, stanowi doskonałą lekcję, jak chemicz­ ne i farmaceutyczne firmy potrafią manipulować rządowymi agencjami i oddziaływać na społeczność nauko­ wą za pomocą wadliwych czy wręcz oszukańczych badań sponsorowanych najczęściej przez producentów aspar­ tamu. Nexus, tłum. Mirosław Kościuk

Nie taka kawa niezdrowa

Kofeina zawarta w kawie może powodować skoki ciśnienia krwi. Dlatego do niedawna sądzono, że regularne picie kawy, zwłaszcza w dużych ilościach, może prowadzić do nadciśnienia i chorób serca. Jednak 11-letnie badania z udziałem ponad 6 tys. zdrowych kobiet i mężczyzn tego nie potwierdzają. Osoby, które wypijały ponad sześć filiżanek kawy dziennie, nie były bardziej narażone na rozwój nadciśnienia niż te, które w ogóle jej nie piły. Co ciekawe, najwyższe ryzyko zmian chorobowych stwierdzono u tych uczestników badań, którzy pili kawę okazjonalnie i w niewielkich ilościach. Autorzy pracy z Rutgers University i Departamentu Rolnictwa podejrzewają, że u osób regularnie pijących dużo kawy może wykształcać się tolerancja na kofeinę, natomiast osoby rzadko pijące kawę pozostają na nią czułe. Dlatego ryzyko choroby nadciśnieniowej jest u nich większe. www.mdlinx.com 33


Arsen

Już w starożytności był znany i jako lek, i jako trucizna. Do dziś używa się go nieraz w lecznictwie. Działa wzmac­ niająco, przeciw anemii i na apetyt. Przeciętnie w glebie jest od 1 ppm do 40 ppm arsenu, ale bywa go o wiele więcej, gdy jego związkami spryskuje się sady czy plantacje. Jeśli zawartość ta w glebie, w pożywieniu itp. przekroczy pewną granicę, zbliży się do dawek tru­ jących, rośnie wówczas liczba zgonów wywołanych rakiem krtani, oczu oraz białaczką szpikową. Ale arsen jest rów­ nież dobrą odtrutką w wypadkach, gdy np. świnie, psy, bydło i drób zatrują się nadmiernymi dawkami selenu. A w doświadczeniach przeprowadzanych na myszach udało się zmniejszyć ich zapadalność na nowotwory właśnie od­ powiednimi dawkami arsenu. W orga­ nizmie człowieka (głównie we włosach i paznokciach) jest od 15 do 20 mg arsenu. Najbogatszym jego źródłem w pożywieniu są jadalne skorupiaki (langusty, homary, krewetki, kryle itp.) oraz niektóre ryby morskie.

Kadm

Został on uznany za bardzo niebez­ pieczny pierwiastek. A zaczęło się wszystko w małej japońskiej miejsco­ wości, położonej nad morzem, niedale­ ko rafinerii nafty. Spożywano tam ryż, który – jak się okazało – był zatruwany wodą zanieczyszczoną związkami kadmu, pochodzącymi właśnie z tej ra­ finerii. Mieszkańcy odczuwali nieznoś­ ne bóle w mięśniach, obserwowano samoistne łamanie się kości (bo kadm wypłukuje wapń), deformacje szkiele­ tu, uszkodzenia płuc, nerek i innych narządów. Nadmiarem kadmu mogą być spowodowane wreszcie wszyst­ kie postacie nowotworów. Niektórzy badacze wiążą np. rakotwórczy wpływ nikotyny z obecnością tego pierwiastka w tytoniu i dymie. Ilość pobranego z pożywieniem roślinnym i zwierzę­ cym kadmu wynosi dziennie ok. 48 mg. I tyle też zostaje wydalone z kałem i moczem. Najwięcej jest go w naszej 34

Jest ich kilka, ale nie wszystkie zostały dobrze poznane. A trzeba przy tym przypomnieć, że niektóre z już opisanych – jako „pożyteczne” – po przedawkowaniu są przecież trucizną. Choćby tak cenny dla zdrowia i równocześnie niebezpieczny selen. Nieco podobny pod tym względem jest arsen.

Metale

wątrobie i nerkach, a odrobina – we krwi. Niestety, im bardziej uprzemysłowio­ ny kraj, tym większe może być stężenie tego pierwiastka w glebie. Na przykład, przy stężeniu 1 ppm kadm wypacza rozwój jęczmienia, a przy stężeniu 100 ppm – zboże już nie zawiązuje kłosów. Ponadto w obecności superfosfatu ro­ śliny przyswajają kadm w dużej ilości – można by powiedzieć – ,,z apety­ tem”. Gdy go brak, nie wchłaniają go wcale lub minimalnie. Dowiedziono na szczurach, że przyswajalność kadmu można zmniejszyć, podając im selen. Jest on odtrutką także w stosunku do rtęci i innych metali. Ale poziom sele­ nu w glebie obniżają związki siarkowe i znowu kadm staje się niebezpieczny. W otaczającym nas środowisku prze­ biegają ustawiczne zmiany zawartości składników, powodując zmiany funk­ cyjne w razie nadmiaru lub niedoboru któregoś z nich. Nadmierna dawka mi­ kroelementów może wpłynąć na naszą przemianę materii. Na przykład, nad­ miar kadmu powyżej średniej dziennej (przyjętej na 50 mcg) może naruszyć metabolizm soli: żelaza, wapnia, cynku, magnezu i miedzi. Między kadmem

niebezpieczne

dla zdrowia

a żelazem występują antagonizmy. Wy­ niki badań geochemicznych pomagają w prognostycznym interpretowaniu wartości odżywczych żywności.

Beryl

Obecność jego wiąże się też z uprzemy­ słowieniem i to najnowocześniejszym, bo atomowym. Otóż w zakładach o dużych źródłach energii atomowej (beryl służy jako źródło neutronów w stosach atomowych), w fabrykach i kopalniach, gdzie stężenie tego pier­ wiastka dochodzi do 0,01 mg na 1 m³ powietrza, już można spotkać objawy


zatrucia. Są one trojakiego rodzaju: tzw. gorączka odlewników, przemijająca po upływie od 24 do 48 godzin, toksyczne zapalenie płuc, występujące po upływie nawet kilku lat, bądź też przewlekłe zatrucie, zwane beryliozą lub przemysło­ wą sarkoidozą płuc. Statystyka wyka­ zuje, że na 100 takich zatruć bywa 10 śmiertelnych wypadków. Pierwszy taki przypadek zdarzył się już ok. 1930 roku, ale wtedy w 1 m³ powietrza było aż 25 mg berylu. Beryl należy do tych nieradioaktyw­ nych pierwiastków, których zużycie wzrosło w ostatnich 20 latach o ok. 500%, podczas gdy np. baru − o 78%, chromu − o 50%, miedzi − o 30%, man­ ganu − o 45%, niklu − o 70%, a cynku − o 44% ). Ogromny skok w zaotrzebowa­ niu przemysłu na ten składnik niepokoi lekarzy i żywieniowców. Gwałtowny wzrost jego produkcji spowodowany został przez rozwój tech­ niki rakietowej. Same rakiety do badań atmosferycznych zużywają go kilka ton rocznie. Trudno jest jednak oszacować, ile zużywają go rakiety typu wojskowego. Już od lat sześćdziesiątych poszukuje się materiału, który mógłby zastąpić ten składnik. Beryl − rzadki pierwiastek na naszej planecie − ma sporo cennych zalet. Jest bardzo lekki (4,5 raza lżejszy od żelaza), a bombardowany cząsteczkami alfa staje się wydajnym źródłem neutro­ nów. Preparatów radu i berylu używał E. Fermi w doświadczeniach, dzięki którym powstał pierwszy reaktor. Przez długie lata berylem razem z cynkiem wypełniano kolorowe lampy uliczne o fluoryzującym świetle, które zresztą okazało się szkodliwe. Beryl nie rdzewie­ je! I jeszcze jedna ogromna jego zaleta – proszek berylowy używany w mieszan­ kach do rakiet na paliwo stałe w czasie spalania wytwarza wielkie ilości energii. Ale wystarcza jedna wada berylu, która przeważa wszystkie jego zalety. Jest on trujący, i to nawet w minimalnych ilościach. Przy tym bardziej daje się we znaki kobietom niż mężczyznom, choć i ich w końcu niszczy. Badania przepro­

wadzane na kurach dowiodły, że beryl zatruwa je całkowicie. Jeżeli już coś się wykluło z „zatrutych” jaj, były to po­ tworki z rozmaitymi zniekształceniami. A kury zatrute berylem znosiły jaj więcej niż normalnie, jak gdyby w ten sposób chciały się pozbyć trucizny.

Ołów

Ołów oraz jego trujące właściwości są znane od wieków. Niemniej jednak ze względu na łatwą obróbkę mechaniczną metal ten był powszechnie używany m.in. do wyrobu zastaw stołowych, a także przewodów instalacji wodociągowych. Ołów już przez starożytnych uważany był za sprawcę chorób umy­ słowych. Dziś dużą odpowiedzialnością za zaburzenia psychiczne spowodowane zatruciem ołowiem obarcza się samo­ chody. Największe bowiem obecnie zanieczyszczenie środowiska ołowiem wywołane jest spalinami silników ben­ zynowych. Do benzyny dodaje się jako środek przeciwstukowy tetraetyloołów (C2H5)4Pb. Wchłania się on przez drogi oddechowe i skórę. Mając charakter lipo­ filowy tetraetyloołów łatwo się w orga­ nizmie rozkłada, sam zaś ołów odkłada się w tkance nerwowej, w mózgu i w wątrobie. Powoduje też dezaktywację enzymów. W wielkich miastach, w wą­ skich kanionach między wieżowcami spaliny tworzą atmosferę zatrutą gazami i pyłem, a tym powietrzem oddychają na co dzień ludzie. Zaobserwowano np. opóźnienie rozwoju psychicznego dzieci żyjących w atmosferze zatrutej spalinami samochodowymi, a więc w środowisku zanieczyszczonym ołowiem. Stwierdza się u nich nadmierną pobudliwość, a jednocześnie otępienie, zachowanie agresywne i mniejsze zainteresowanie zabawą niż normalnie. Ołów bezsprzecz­ nie powoduje uszkodzenia mózgu, przy czym najbardziej cierpią dzieci i ta część mieszkańców, których nie stać na uciecz­ kę z miast na świeże powietrze, którzy mieszkają w slumsach, przy szosach i są wobec spalin bezbronni. Ale też nic dziwnego, że właśnie wśród nich rodzi się tyle agresji i brutalności. 35


Tymczasem można by ustrzec się w du­ żej mierze przed ołowiem usuwając jego związki przede wszystkim z benzyny, z minii i innych farb oraz z rur, którymi przepływa woda. Rury z ołowiu moż­ na było spotkać w starych budynkach jeszcze w okresie powojennym. Miękkie wody są na ogół lekko kwaśne i, działając korodująco na ołów, wymywały go do wody wodociągowej, dlatego stosowanie instalacji ołowianych jest już prawie we wszystkich krajach zabronione. Do niedawna ciężkie zatrucia ołowiem spotykano głównie wśród zecerów drukarskich (ołowica była ich typową chorobą zawodową), na szczęście zmiany w technice druku wyeliminowały u nich to zagrożenie. Istnieje ono jeszcze w hutnictwie, przy produkcji akumu­ latorów, w hutach szkła kryształowego, w przemyśle gumowym, naftowym i mas plastycznych, materiałów wybuchowych i przy wytwarzaniu środków ochrony roślin. Wciąż jeszcze za mało dostrzega się groźbę, jaką stwarza ten pierwiastek. Nieskażona gleba ma go ok. 15 ppm. Próbki pyłu pobranego z szos i autostrad wykazały, że może go być od 1000 do 6000 ppm, a w niektórych wypadkach nawet do 50 000 ppm! Kto mieszka przy ruchliwej szosie po­ winien profilaktycznie bardzo dbać o to, aby dzieci (przyda się i dorosłym) miały w pożywieniu dość magnezu, żelaza, wapnia, cynku oraz witamin. Światową produkcję ołowiu oblicza się obecnie na ok. 3,3 mln ton rocznie, z czego ponad ćwierć miliona ton dostaje się do atmosfery w postaci gazów spali­ nowych. 98% ołowiu, znajdującego się w powietrzu, pochodzi z motoryzacji i powoli nasza atmosfera nim nasiąka. Ba­ dano kości Indian z Południowej Amery­ ki, liczące sobie 1600 lat, i porównywano je z kośćmi zmarłych w ostatnich latach Amerykanów i Anglików. Okazuje się, że w kośćcu współcześnie żyjących jest 700 do 1200 razy więcej ołowiu niż w kościach dawnych mieszkańców globu. Amerykań­ ski historyk medycyny, Seabury G. Gil­ fillan, wysunął hipotezę, że Rzym upadł 36

z powodu ołowiu. Wiadomo bowiem, że nie żałowano sobie tam wina. A było ono słodzone zagęszczanym sokiem winogronowym, rodzajem syropu, który przygotowywano w ołowianych kotłach. Ołów zawarty w winie zniszczył zdrowie i mózgi Rzymian. Tymczasem zwyczaj dosładzania wina syropem przeniósł się do reszty Europy. A tutaj popijali chęt­ nie wino braciszkowie zakonni, sami je zresztą przygotowując – wzorem Rzy­ mu – w ołowianych lub powlekanych ołowiem kadziach. Toteż nic dziwnego, że w średniowieczu jedną z najczęstszych chorób klasztornych była tzw. kolka jeli­ towa. Dopiero w XVII w. odkryto, że jej przyczyną jest zatrucie ołowiem. Bo jakie są objawy ołowicy? Początko­ wo są one trudne do wykrycia. Pojawiają się: pogorszenie ogólnego samopoczu­ cia, obstrukcje, nudności, bezpłodność, dolegliwości sercowe. Dopiero później zaobserwować można kolkę jelitową, zwaną też ołowiową, niebiesko-czarną obwódkę ołowiczą (z siarczku ołowiawe­ go) na dziąsłach, bladoszare zabarwienie skóry, niedokrwistość i w końcu uszko­ dzenia nerwów i mózgu. Do tej pory lekarze nie są zgodni, jaka dawka ołowiu jest groźna dla zdrowia. Na ogół określa się, że 35 mg tego metalu na 100 ml krwi może już wywołać zmiany funkcjonalne w centralnym systemie nerwowym, choć właśnie taka ilość uchodziła dotąd za nieszkodliwą. Szczególnie – powtórzmy – dzieci fatalnie reagują na zatrucia, na­ wet w niewielkich dawkach. Ale reakcje bywają rozmaite. Indywidualna toleran­ cja też jest różna. Może i poziom magne­ zu w organizmie dostarczanego z razem z wodą i pożywieniem też odgrywa tu pewną rolę. Niemniej w końcu ołów i tak daje znać o sobie. Badania gleby, wody i składu chemicz­ nego roślin zebranych wokół tzw. domów rakowych, tzn. mieszkań, gdzie wyjątko­ wo liczne były przypadki nowotworów, dowiodły, że zawierają one ołów. Przy tym domy te były położone nie dalej niż 500 m od autostrad. Wiadomo, że rako­ twórcze są benzopireny oraz pyły ze star­ tych opon samochodowych, ale i ołów


stwarza warunki do powstawania choroby nowotworowej. Tam, gdzie stwierdzono większe jego stężenie w wodzie i biosferze, zaobserwowano też wyższe wskaźniki śmiertelności z powodu nowotworów nerek, żołądka i jajników, a także białaczek i mięsaków limfatycznych. U zwierząt doświadczalnych wywołuje on raka nerek i uszkodzenia układu krwiotwórczego. Za­ trucie ołowiem powoduje wzrost poziomu wapnia i zmniejszenie poziomu magnezu. Czyli, zwiększając dawkę magnezu, można zmniejszyć toksyczność ołowiu i ułatwić jego wydalanie z ustroju. Dwuwartościo­ wy magnez zmniejsza również hemolizę spowodowaną ołowiem, co nieraz wyko­ rzystuje medycyna. Najskuteczniejszym środkiem leczniczym na ołowicę jest sól wapniowodwusodowa kwasu etylenodia­ minotetraoctowego o wzorze CaNa2E­ DTA, która wiąże jony ołowiu w dobrze rozpuszczalne kompleksy, łatwo następnie wydalane z organizmu. Ilość wydalanego ołowiu może być 25- a nawet 40-krotna w stosunku do normalnego wydalania fizjologicznego. Tyle mówi się o miękkiej i twardej wo­ dzie, i tutaj również trzeba nawiązać do tego zagadnienia. Otóż na ryby w wodzie miękkiej – ołów działa toksycznie już przy ilości 10 ppm, a natomiast w wodzie twardej – dopiero przy ponad 400 ppm. Wody miękkie są wskutek małej zasa­ dowości i zdolności buforującej układu bardziej niebezpieczne, gdyż ołów wystę­ puje tu w postaci rozpuszczalnych soli. A w wodach twardych i o dużej zasado­ wości (a także przy wyższych wartościach odczynu pH) występują trudno rozpusz­ czalne lub praktycznie nierozpuszczalne sole ołowiowe. Różne rośliny różnie absorbują ołów. Na przykład brusznice i borówki zebrane z la­ su, znajdującego się nawet 25 km od ruchli­ wych autostrad, zawierają ok. 40 mg ołowiu w 1 kg owoców, podczas gdy norma wynosi 2 mg). Wielokrotnie większą chłonność ołowiu ma korzeń fiołka, liście dzikiego bzu oraz mchy i porosty. Ołów wypiera magnez z liści i wywołuje w nich chlorozę, to jest zanik chlorofilu i żółknięcie. W doświad­ czalnych uprawach pszenicy, żyta, jęcz­ 37


mienia, owsa i kukurydzy na glebach piaszczystych nawad­ nianych wodą o zawartości od 10 do 100 mg Pb/dm3 w postaci octanu ołowiawego najmniej wrażliwa okazała się kukurydza, bardzo odporne na jony ołowiu było również żyto. Wrażliwy na ołów jest jęczmień i owies, a szczególnie pszenica. Rosła ona znacznie słabiej, wyraźnie niższe były plony. Ołów opóź­ nia rozrost i wyraźnie ogranicza oddychanie roślin. Szkodliwe skutki zależą od odporności danego gatunku rośliny, od cech i właściwości gleby oraz od postaci związku ołowiu. Większe szkody występują w glebach kwaśnych, a wyraźnie mniejsze w glebach alkalicznych.

Rtęć

Jest ona naturalną składową niektórych skał, a więc i wody, gleby oraz powietrza. Mimo to trudno ją nazwać „metalem życia”. Raczej zasługuje na miano „metalu śmierci”. Już w I wieku n.e. Pliniusz Starszy określił ją jako „największą ze wszystkich trucizn”. Przed ok. 400 laty Paracelsus stwierdził: „chorób spowodowanych przez żywe srebro (rtęć) nie sposób policzyć”. Rtęć jest pierwiastkiem dosyć często używanym w przemy­ śle, rolnictwie i medycynie, co powoduje zatruwanie środo­ wiska naturalnego. Dlatego wszędzie tam, gdzie rozwija się wielki przemysł, a przedsiębiorcy oszczędzają na wydatkach na oczyszczalnie (co prawda są one nieraz równie kosztowne lub nawet droższe od samych urządzeń przemysłowych), tam zawsze kończy się na zatruciu środowiska – rtęć zawarta w ściekach przemysłowych, przedostaje się do rzek i wód morskich, powodując ich skażenie. Rtęć jest bardzo zdradziecka. Niewielkie zatrucie rtęcią może początkowo przebiegać bezobjawowo. Rtęć kumuluje się stopniowo w wielu tkankach organizmu człowieka, dając mało charakterystyczne objawy: bóle i zawroty głowy, bez­ senność, nudności, trudności z koncentracją, zapalenie dzią­ seł, zaburzenia mowy, ospałość lub nerwowość, sztywnienie stawów. W organizmie następują nieodwracalne zmiany. Tylko dawka silnie toksyczna powoduje gwałtowną reakcję układu pokarmowego w postaci bólów brzucha, nudności, wymiotów, metalicznego smaku w ustach i krwawej bie­ gunki. Rtęć wiąże się z białkami, powodując ich degrada­ cję, zmienia działanie hormonów, enzymów, hemoglobiny i białych ciałek krwi, zaburzając ich funkcje metaboliczne. Powoduje to znaczny spadek odporności organizmu i wtedy nawet drobna infekcja staje się niebezpieczna. Rtęć kumuluje się w organizmie ludzi i zwierząt powoli. Na przykład w wielu punktach Łaby, najbardziej zanieczyszczo­ nej rzeki w Europie, stężenie rtęci, jak i zresztą innych trują­ cych substancji, bywa niższe od norm dopuszczonych przez Międzynarodową Organizację Zdrowia, ale żyjące w wodzie stworzenia mają tych „trucizn” w sobie nieraz ogromne ładunki. Ostatecznie pod koniec lat siedemdziesiątych połowy ryb w Łabie i ich sprzedaż zostały zabronione z powodu 38

ponad tysiąckrotnego przekroczenia norm, zawartej w nich rtęci. Rtęć potrafi dawać o sobie znać także i w następnych pokoleniach. Ekolodzy uważają, że zagłada dzikich ptaków żyjących nad Łabą również spowodowana jest zatruciem jej wód. Związki rtęci są absorbowane powoli, ale dokładnie, i osadzają się w mięśniach, nerkach, systemie nerwowym i mózgu. Zatrucie rtęcią jest szczególnie groźne w okresie płodowym i niemowlęcym. Czysta rtęć, występująca w pier­ wotnej postaci, nie jest tak groźna, jak jej pary oraz związki organiczne, powstające w wodzie pod wpływem działania mikroorganizmów. To właśnie one są absorbowane przez cały łańcuch żywych organizmów i w końcu trafiają do ludzi. Nie bez powodu nasze babcie wpadały w przerażenie po stłucze­ niu termometru, gdy „żywe srebro” turlało się po podłodze, rozdzielając się na coraz to mniejsze kuleczki. Już wtedy zdawano sobie sprawę, jak bardzo rtęć jest trująca, a przecież nie skażała ona rzek w takim stopniu jak dziś. Rtęć z organizmu człowieka wydalana jest bardzo powoli. Zdąży więc niestety – o czym mowa wyżej – uszkodzić nasze organy i psychikę. Badania przeprowadzane w różnych miej­ scach globu wykazały dużą zawartość rtęci we włosach i we krwi osób, które odżywiają się stale rybami odławianymi w silnie skażonych rejonach mórz i oceanów, jak na przykład Bałtyk czy wody oblewające uprzemysłowione wybrzeże Kanady i USA. Aby zmniejszyć prawdopodobieństwo zatru­ cia należy nie spożywać często tych samych gatunków ryb i kupować ryby z różnych łowisk. W przypadku zatrucia rtę­ cią należy wypić dużą ilość napojów wysokobiałkowych (np. mleka) i doprowadzić do wymiotów. Rtęć, reagując z biał­ kiem zawartym w mleku, w mniejszym stopniu zostanie związana z białkiem błony śluzowej przewodu pokarmowe­ go. Antidotum na zatrucie rtęcią jest też selen. A dowodem na to są tuńczyki, które zawierają duże ilości rtęci. Ponieważ jednak mają też dużo selenu, nie zatruwają ani siebie, ani spożywających ich mięso ludzi. Normy, określające najwyższe dopuszczalne ilości rtęci w żywności ustalone w różnych państwach są różne. Szwecja i Japonia dopuszczają zawartość w jednym kilogramie żywności 1 miligrama rtęci, Norwegia 1,5 miligrama, a w Polsce norma ta wynosi 0,5 miligrama. Obecna wiedza nie pozwala z całą pewnością stwierdzić, czy przyjęte normy są właściwe, zwłaszcza że brak wystarczających danych o skutkach genetycznych zatrucia rtęcią, które mogą objawić się w przyszłych pokoleniach. Świat zrobił się nagle bardzo mały. Nawet śniegi na szczy­ tach niedostępnych gór w Himalajach okazały się skażone pyłami cywilizacji. O czystą wodę jest coraz trudniej, nie tylko w głębi lądów, ale i w morzach i oceanach. Hasła ochro­ ny środowiska nie mogą być tylko hasłami, jeśli człowiek ma przetrwać na tej planecie. Oprac. Bohdan Waydyk wg „Kuchnia i medycyna”


Starożytne mądrości Ayurveda – to starożytna medycyna hinduska. Ayu – znaczy żyć lub życie codzienne, a veda – wiedza, której korzenie sięgają w daleką przeszłość. Ayurveda to praktyczna nauka o zdrowym życiu i samoleczeniu, a jej celem jest doskonałe zdrowie człowieka i długowieczność. Mądrość ayurvedy pochodzi od dawnych mędrców – riszich. Stwierdzili oni, że świadomość jest energią przejawiającą się w pięciu podstawowych elementach, jakimi są eter (niebo), powietrze, ogień, woda i ziemia. Pojęcie tych pięciu elementów stanowi sedno nauki ayurvedy, doskonałe zdrowie jest zachowaniem równowagi pomiędzy tymi pięcioma elementami. Według mądrości ayurvedy każdemu palcowi naszych dłoni odpowiada jeden element. Każdy więc palec kontroluje poszczególny element i, odpowiednio nimi manipulując, możemy doprowadzić do wyrównania energii w organizmie.

Ayurveda

Jogin Keshay Dev wiele lat swego życia poświęcił na badanie mudras – systemu gestów rąk i układu palców w czasie obrządków rytualnych. Z całego zestawu wybrał kilkanaście tych, które mają dzia­ łanie lecznicze, wzmacniające i profilak­ tyczne, a są przy tym i bezpieczne dla człowieka, i bardzo proste do wykonania. Ręce są jedną z najważniejszych części ciała – mówi mistrz Dev – twój los leży w twoich rękach i trzeba to wziąć całkiem dosłownie. Nie tylko dlatego, że linie na rękach wskazują przeszłość i przyszłość danej osoby, lecz przede wszystkim dlatego, że poszczególne palce posiadają całkiem osobne, własne funkcje i władzę wewnątrz organizmu. Kto tę władzę posiądzie, może zachować cielesne zdrowie i duchową radość. Zdaniem jogina reguła wyrównywania energii brzmi: jeśli się czubkiem któregoś z palców dotknie opuszka kciuka przy równoczesnym delikatnym nacisku kciu­ ka na ten palec, to element odpowiadają­ cy poszczególnym palcom w organizmie zostanie zredukowany. Jeśli chcemy któryś z elementów wzmocnić, postępu­ jemy odwrotnie: kciukiem dotykamy do opuszka odpowiedniego palca. Istnieje jeden wyjątek: palec serdeczny (ziemia) i mały palec (woda) nie wpływają na siebie wzajemnie, dlatego ważne jest, aby wypróbować różne możliwości. Ćwicze­ nia te, jak i wszelkie następne pozycje, wykonujemy bez naprężania jakichkol­ wiek mięśni i bez wysiłku. Możemy to robić na spacerze, siedząc na nudnym zebraniu czy też w trakcie oglądania telewizji albo podczas podróży. Ćwiczenia te powinny być wykonywa­ ne obiema dłońmi, a ogólny czas ćwiczeń w ciągu dnia nie może być krótszy niż 45 minut. Można ten czas podzielić na 2 lub 3 krótsze odcinki. Na efekty przy niektó­ rych schorzeniach czeka się nawet do kil­ ku tygodni, toteż potrzeba konsekwencji i cierpliwości. Z kolei przy chorobach niezaawansowanych już po kilku dniach ćwiczeń można uzyskać dużą poprawę zdrowia i samopoczucia, a czasami zda­ rza się to już w ciągu jednego dnia. 39


Joga małych palców

Mudra Gest Wiedzy – jedna

z najprost­ szych, ale jednocześnie najważniejszych. Polepsza zdolno­ ści koncentracji, usprawnia pamięć, wzmacnia duchowo, pomaga przy bez­ senności i nadmiernej senności oraz w depresjach i przy wysokim ciśnieniu. Odradza nas na nowo.

Mudra Wiatru – ma

osłabiać dzia­ łanie „wiatru” w różnych częściach ciała, który wywołuje reumatyzm, ischias, drżączkę rąk, szyi i głowy. Po kilkunastu godzinach ćwiczeń może nastąpić poprawa.

Mudra Nieba – prze­

znaczona dla cierpiących na schorzenia uszu i słuchu. Niekiedy już po kilkunastu minutach słuch się polepsza, a częste praktykowanie może wyleczyć całkowicie.

całego organizmu. Mudra pomaga przy chorobach wątroby, kolkach i wzdę­ ciach.

Mudra Ziemi – po­

prawia stan psychofizycz­ ny, przeciwdziała słabościom psychicz­ nym, załamaniom i stresom.

Mudra Ratująca Życie

– pierwsza pomoc przy ataku serca. Znajomość tej mudry może ratować życie. Sto­ sować przy atakach serca, zawałach, niedomaganiach. Stosować koniecznie obiema rękami. Przynosi natychmia­ stową ulgę, która jest porównywalna do zażycia nitrogliceryny.

Mudra Życia – wy­

równuje poziom energetyczny w całym orga­ nizmie i podnosi siły witalne. Ponadto leczy różne choroby oczu, polepsza ostrość widzenia. Poprawia samopo­ czucie, zalecana jest przy nerwowym wyczerpaniu, zmęczeniu, likwiduje też objawy senności.

Mudra Energii

– przeciw­ działa bólowi i ułatwia wy­ dalanie z organizmu rozmaitych trucizn i zanieczyszczeń (np. przy zatruciach żołądkowych). Oczyszcza organizm i leczy schorzenia układu moczowego. 40

Mudra Varuna (jest bogiem

wód) – gdy żołą­ dek lub płuca mają za dużo elementu wody (wydzieliny lub śluzu) wywołują energetyczną blokadę

Mudra Muszli

wpływa leczniczo na dolegliwości gardła i krtani, chrypę. Wzmacnia i polepsza głos, dobrze jest śpiewać przy tym głoskę „om” (naj­ krótsza mantra). Zalecana dla śpiewa­ ków i nauczycieli, wszystkich, którzy pracują głosem.

Mudra Podnosząca – bardzo

pomaga przy przeziębieniach, kaszlu i zapaleniu płuc. Mobilizuje siły obron­ ne organizmu. Pomaga schudnąć, jeśli stosuje się ją równolegle z dietą: minimum 8 szklanek wody, owoce, ryż i jogurt. Nie wolno zbyt długo stoso­ wać tej mudry, gdyż może to doprowa­ dzić do letargu i apatii. Ayurveda zna dużo więcej mudr niż te przedstawione powyżej, któ­ re wybrałam z broszury siostry D.T. zatytułowanej: Akupresura dłoni oraz joga małych palców. Mudry te możemy ćwiczyć w różnych pozycjach, choć najkorzystniejsza jest pozycja kwiatu lotosu. Niektórzy twierdzą, że syste­ matyczne wykonywanie mudr może zastąpić ćwiczenia jogi klasycznej. Sko­ rzystajmy z tego. Jeszcze do niedawna ta wiedza była określana mianem tajemnej i znana była tylko wybranym. Na podstawie książki Elżbiety Cybulskiej Tajemnice niekonwencjonalnej medycyny


Lecznicze właściwości zielonych roślin znane są od dawien dawna. Stosował je ojciec medycyny Hipokrates. W latach trzydziestych XX wieku dr H. E. Kirschner osiągnął znakomite wyniki w leczeniu chorych na gruźlicę w sanatorium w Los Angeles. Sok z młodej trawy pszenicznej stosowała u swych pacjentów Ann Wigmore, założycielka Instytutu Zdrowia im. Hipokratesa. U wielu z nich został zahamowany proces cho­ robowy i nastąpiła odbudowa energii życiowej. Znaczenie zielonych roślin w leczeniu zostało potwierdzone przez współczesną medycynę molekularną. Okazuje się, że zielony barwnik roślin – chlorofil – ma bardzo zbliżoną budowę molekularną do barwnika krwi – hemoglobiny. Często bywa nazywany „żywą krwią” roślin. Różni się w swej budowie jednym atomem mag­ nezu, hemoglobina zawiera bowiem atom żelaza. Chlorofil wspomaga tworzenie krwi. Wysoki wskaźnik czerwonych krwinek oznacza, że tkan­ ki są lepiej utlenione, a dobrze odżywiona krew jest podstawą zdrowia. Lecznicze działanie chlorofilu:  poprawia obraz krwi,  unieszkodliwia toksyny,  pomaga oczyścić wątrobę,  czyści i odwadnia jelita,  wzmacnia układ naczyniowy,  oczyszcza i leczy rany,  hamuje stany zapalne,  usprawnia pracę tarczycy,  obniża zapotrzebowanie na insulinę,  zapewnia lepsze wykorzystanie białka,  neutralizuje szkodliwe działanie białka,  chroni przed skutkami zanieczyszczenia środowiska (neutralizuje pierwiastki ciężkie w organizmie, a szczególnie kadm),  przyspiesza gojenie się wrzodów,  łagodzi objawy astmy,  niszczy bakterie w ranach,  leczy żylaki,  poprawia wydzielanie mleka u matek kar­ miących,  poprawia naturalny drenaż nosa,  zwiększa krzepliwość krwi w przypadkach hemofilii,  wpływa korzystnie na narządy limfatyczne (migdałki, wyrostek robaczkowy). W liściach roślin pod wpływem światła słonecznego dokonuje się proces fotosyntezy. Chlorofil jest zielonym pigmentem, absorbu­ jącym światło słoneczne i przekształcającym

Dar natury

41


je w energię. Stanowi jakby magazyn mocy słonecznej, cudownie oczyszcza­ jącej nasz organizm. W zielonych so­ kach roślin znajduje się wiele witamin oraz wszystkie pierwiastki śladowe. Najlepszymi źródłami chlorofilu są między innymi: lucerna, młode trawy pszenicy i jęczmienia (czyli przekieł­ kowane, dwunastodniowe uprawy tych roślin), zielone części brokułów, kala­ fiorów, rzepy, kalarepy, rzodkiewek, nać pietruszki i selera, jarmuż, szpinak, liście kapusty włoskiej oraz pekińskiej, rzeżucha, mniszek lekarski, pokrzywa, babka i inne zioła. Zielone liście pomagają w utrzymaniu optymalnego poziomu wapnia w or­ ganizmie, co ma doniosłe znaczenie w leczeniu wielu chorób. Są szczegól­ nym darem matki natury, odtruwają­ cym, oczyszczającym i regenerującym skażony i nadwerężony organizm ludz­ ki. Jak wykazały badania, systematycz­ nie spożywane w niewielkich ilościach chronią przed nowotworami. Można je podawać w różnej postaci: na surowo

jako dodatek do sałatek, soków, zup i innych potraw, blanszowane w zupie, gotowane na parze i duszone. Szczególne działanie lecznicze mają zielone soki. Kiedy natura odpoczywa i brak jest zielonych roślin, zawsze można je wyhodować w warunkach domowych. Wystarczy hodować kiełki lucerny, pszenicy, jęczmienia czy soi przez 12 dni tak, aby wyrosła zielona trawka. Codziennie rano i wieczorem należy kiełki przelewać wodą. Z takiej domowej hodowli można posiekać na przykład trawkę pszeniczną i posy­ pywać nią kanapki (tak jak szczypior­ kiem) lub uzyskać zielony napój. Młoda trawa pszeniczna zawiera dużą ilość indolu, chroniącego przed nowo­ tworami. Zawiera też enzym (PYD1) stymulujący naprawę cząsteczek DNA uszkodzonych przez szkodliwe substancje chemiczne oraz enzym zwany dysmutazą nadtlenkową (SOD), neutralizujący najgroźniejsze wolne rodniki i chroniący przed rakiem. Innym ważnym enzymem jest katali­

za, rozkładająca szkodliwy nadtlenek wodoru w ciele i zapobiegająca uszka­ dzaniu przezeń komórek. Młoda trawa pszeniczna zawiera znaczne ilości ka­ talizy. Obfituje również w prowitaminę A, chlorofil, potas, magnez oraz inne witaminy i minerały. Obecnie wiele firm farmaceutycznych oferuje płynny chlorofil ekstrahowany z lucerny. Jest dobry, ale niestety brak mu świeżości. Świeże zielone soki zawierają niezbędne do życia enzy­ my, podobnie jak wszystkie surowe pokarmy. Enzymy te katalizują wiele reakcji chemicznych zachodzących w komórkach naszego ciała. Enzym to złożone, aktywne białko, które modyfi­ kuje chemicznie inne substancje, nie ulegając przy tym zmianom. Im więcej enzymów trawiennych przyjmujemy w sokach i pożywieniu, tym mniej energii musi zużyć nasz organizm, by trawić pokarmy, rozkładając je na prostsze związki. A oto przepisy na napoje chlorofilo­ we, wzmacniające zdrowie:

Sok zielony mieszany z innymi sokami

Napój zielony

Zielony napój doktora Kirschnera

Z kiełków pszenicy wyhoduj 12-dniową zieloną trawkę. Może to być też trawka z lucerny lub z jęczmienia. Wyciśnij sok za pomocą sokowirówki z dowolnych warzyw (marchew, burak, seler), jednocześnie przepuszczając przez sokowirówkę razem z warzywami zieloną trawkę. Proporcje nie są tu istotne, ponieważ potrzeba bardzo dużo tej trawki, aby uzyskać odrobinę soku. Każda ilość ma olbrzymie znaczenie dla organizmu. Do gotowego soku wlej nieco ciepłej wody i zaraz wypij. 42

Do miksera lub blendera wlej nieco dobrej jakości, przegotowanej, ciepłej wody i wsyp sporą garść zieleniny (trawa pszeniczna, jęczmienna, z lucerny, liście pietruszki, selera i inne). Mikser rozdrobni części roślin, dzięki czemu puszczą sok do wody. Następnie przelej zawartość do garnka i pozostaw na dwie godziny w chłodnym miejscu. Wyciśnij części stałe przez gazę i masz gotowy zielony napój wprawdzie rozwodniony, ale świeży, bogaty w składniki odżywcze i naładowany chlorofilem.

Namocz na noc w przegotowanej wodzie piętnaście obranych ze skórki migdałów, pięć daktyli i pięć łyżeczek słonecznika. Następnego dnia włóż te składniki do miksera, dolewając soku ananasowego (lub jabłkowego) i dobrze zmiksuj. Przygotuj cztery garście zielonej mieszanki (bez łodyg), np. lucernę, pietruszkę, miętę, szpinak, mniszek czy nać buraczaną i wszystko razem zmiksuj. „Zwierciadło Medycyny” Bożena Żuk-Cyran


Grejpfrut Citrus paradisi jest drzewem owocowym, z rodziny rutowatych Rutacae, zaliczanym do roślin cytrusowych. W stanie dzikim drzewo to nie występuje. Prawdopodobnie powstało jako mutacja na wyspie Barbados w pierwszej połowie osiemnastego wieku. Jego uprawa rozpowszechniła się w wielu krajach strefy podzwrotnikowej, zwłaszcza na Florydzie i w Kalifornii, w południowej Afryce, na Bliskim Wschodzie (Izrael) oraz w południowej Europie.

Owoc pełen

niespodzianek Drzewo grejpfrutowe jest wiecznie zielone, osiąga wysokość 6-13 metrów, gałęzie pokryte są miękkimi kolcami, liście skórzaste, o owalnym kształcie, kwiaty białe, pachnące, są zwykle sklepione po kilka sztuk razem. Kuliste owoce mają średnicę 15 cm, masę 200 do 500 g, grubą żółtą skórkę, bogatą w pektyny, olejki eteryczne, soczysty miąższ o smaku słodko-kwasko­ wym z goryczką. Spożywa się je na surowo lub tylko pije sok barwy szarej lub ró­ żowej, o różnej intensywno­ ści. Barwa uwarunkowana jest zawartością pigmentu likopenu. Owoce są cenione za smak i duże wartości die­ tetyczne, silnie pobudzają apetyt i regulują trawienie. Miąższ zawiera 4-6 proc. cukrów oraz pochod­

ne kumaryny, psolareny i znaczne ilości flawonoidów w postaci glikozydów na­ ryngeninowych: narynginy i naryrytyny. Stwierdzono też obecność kemferolu, flawonolu o bardzo cie­ kawych właściwościach farmakologicznych. Związki te o budowie diitrihidrok­ syflawonu odpowiedzialne są za charakterystyczną goryczkę soku grejpfruto­ wego. Sok zawiera ponadto wiele witamin, szczególnie dużo witaminy C. Najwięk­ sze stężenie glikozydów występuje w białej osłonce owocu, jednak są one źle wchłaniane w przewodzie pokarmowym. Działanie farmakolo­ giczne owoców grejpfruta jest wynikiem zawartych w soku związków czyn­ nych. Stwierdzono, że

Nie popijajmy lekarstw sokiem grejpfrutowym 43


naryngenina i kemferol jako bardzo aktywne polifenole wywierają silne działanie antyoksydacyjne i przeciwwolnorodnikowe, porównywalne z działa­ niem witaminy E. Ostatnio prowadzono intensywne badania nad mechanizma­ mi działania soku grejp­ frutowego na organizm ludzki, gdyż zauważono, że sok ten używany do popijania leków w istotny sposób zmienia ich far­ makokinetykę. Zawiera bowiem związki modyfiku­ jące w znacznym stopniu metabolizm leków. To spostrzeżenie ma szersze znaczenie, gdyż uświadomiło lekarzom, że niewinne składniki diety, np. dojrzewające sery, czerwone wina i niektóre składniki pożywienia mogą w istotny sposób wpływać na działanie leków. Farmakokinetyka każdego leku jest złożona i odmien­ na, może zostać zaburzona na poszczególnych etapach swego przebiegu. Może ulec zmianom już podczas wchłaniania leku w prze­ wodzie pokarmowym, jak też podczas „pierwszego przejścia” przez wątrobę, gdzie różne ilości wchłonię­ tego leku ulegają biotrans­ formacji. Przebieg farmakokinetyki na wspomnianych etapach zależy od szeregu układów enzymatycznych. Do takich enzymów należy przede wszystkim układ cytochro­ mowy P450, złożony z wielu izoenzymów. W toku licznych badań in vitro stwierdzono, że naryngeni­ na (aglikagon narynginy) 44

silnie hamuje izoenzym ludzkiego cytochromu P-450, tj. GYP 3A4. Sok grejpfrutowy uży­ wany do popijania wielu przyjmowanych leków w istotny sposób zwiększa maksymalne stężenie leku w surowicy krwi, przy czym nie obserwowano współ­ zależności miedzy ilością spożytego soku a efektem wzmożonego wchłaniania. Sok grejpfrutowy zwięk­ sza również stężenie leków z grupy inhibitorów kanału wapniowego, np. nifedypiny, nimodypiny i amlodypiny, a w szczegól­ ności felodypiny. Praw­ dopodobnie sok ten nie zmienia farmakokinetyki werapamilu i diltiazemu. Sok grejpfrutowy wpływa również na farmakokine­ tykę innych grup leków, jak cyklosporyny, terfena­ dyny, leki psychotropowe, cisapryd oraz niektóre hormony steroidowe, co może sprzyjać powstawaniu działań niepożądanych. Zwrócono uwagę na wpływ soku grejpfrutowego na wzrost stężenia symwa­ styny w surowicy krwi; średnio wzrost ten sięgał nawet 80 proc. Podobny efekt obserwowano podczas stosowania lowastyny, leków silnie obniżających stężenie cholesterolu i jego frakcji w surowicy krwi. Sok grejpfrutowy nieco odmiennie wpływa na farmakokinetykę klarytro­ mycyny, wydłuża bowiem czas powstawania maksy­ malnego stężenia leku we krwi. Podobnie ma wpły­ wać na stężenie podawanej doustnie teofiliny, chociaż

niektórzy zaprzeczają tej obserwacji. Uważa się, że mechanizm podwyższania stężeń tych leków w surowicy krwi po wypiciu soku grejpfruto­ wego spowodowany jest zahamowaniem aktywności izoenzymu CYP 3A4 cy­ tochromu P-450 w ścianie jelita cienkiego o około 62 proc. Inni uważają, że mechanizm ten jest bardziej złożony i działanie flawo­ noidów ma tylko znaczenie pomocnicze. Natomiast aktywność cytochromów w ścianie jelita ma być hamowana przez kuma­ ryny i psolareny. Soldner i współpracownicy przed­ stawili ostatnio nową hipotezę, według której sok grejpfrutowy aktywuje tzw. glikoproteinę P, biorącą udział we wchłanianiu jeli­ towym wielu związków. Jak wynika z przedstawionych

hipotez, nadal nie pozna­ no w pełni mechanizmu wpływu soku grejpfruto­ wego na farmakokinetykę leków. Podstawowym sposobem unikania takiej interakcji jest nieużywanie soku grejpfrutowego do popijania leków. Istnieje konieczność uświadomienia pacjentom, że do popijania leków najbezpieczniejsze jest używanie czystej niega­ zowanej wody. Poza wpływem na farma­ kokinetykę leków stwier­ dzono, że sok grejpfrutowy, a także jego wyciągi, hamu­ ją rozwój wielu nowotwo­ rowych linii komórkowych. Mechanizm działania anty­ proliferacyjnego nie jest jak dotychczas poznany. Prof. dr hab. med. Jan Niedworok Zakład Farmakologii i Toksykologii Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi


Pierogi z soczewicą Składniki farszu: szklanka soczewicy (zielonej), 2 cebule, 30 dag pieczarek, sól, pieprz, majeranek, bułka tarta. Ciasto: 3 szklanki mąki, szklanka wrzątku, łyżka masła, jajko. Przygotowanie: ciasto – mąkę z tłuszczem zalewamy wrzątkiem, dodajemy jajko i wyrabiamy ciasto. Farsz – soczewicę zalewamy wodą, np. na całą noc. Rano zlewamy wodę z soczewicy, następnie zalewamy wrzątkiem, około 1 cm nad powierzchnią ziaren i dodajemy majeranek. Gotujemy ok. 10 minut. Pozostawiamy do ostygnięcia, a potem odcedzamy. Pieczarki i cebulę przesmażamy. Następnie wszystkie składniki mielimy, później przesmażamy na patelni i dodajemy tartą bułkę, sól i pieprz. Wykonanie: ciasto rozwałkowane dzielimy na krążki lub kwadraty, nakładamy farsz, zlepiamy. Gotujemy w osolonej wodzie.

Zdrowie na talerzu Soczewica z ryżem Składniki: szklanka soczewicy (zielonej), 2 cebule, 30 dag pieczarek, sól, pieprz, majeranek, łyżka masła albo oleju, ryż. Wykonanie: cebulę i pieczarki pokroić drobno, soczewicę moczoną przez noc gotować 10 minut, odcedzić. Wszystkie składniki przesmażyć, posolić, dodać pieprz i majeranek. Wymieszać z ryżem ugotowanym na sypko. Zupa z soczewicy Składniki: 10 dag soczewicy (czerwonej lub brązowej), 50 dag pomidorów albo przecier pomidorowy, cebula, 2 marchewki, liść laurowy, pół łyżeczki tymianku, oliwa z oliwek, litr wywaru warzywnego lub wody, sól, pieprz. Wykonanie: opłukaną soczewicę zalać wrzątkiem i po godzinie odcedzić. Pomidory obrać ze skórki, pokroić w kostkę. Posiekać cebulę, marchew pokroić w plasterki i smażyć 2-3 minuty, dodać pomidory, soczewicę i liść laurowy. Przełożyć wszystkie składniki do garnka, zalać wywarem i gotować ok. 50 minut – soczewica musi być miękka. Pod koniec gotowania dodać wszystkie przyprawy. Zupę można zmiksować z mlekiem lub jogurtem. Podawać z grzankami z chleba pełnoziarnistego albo z drobnym makaronem. Krokiety ziemniaczano-orzechowe Składniki: 20 dag ugotowanych ziemniaków, 3 dag mielonych orzechów włoskich, jajko, cebula, bułka tarta, olej, natka pietruszki. Wykonanie: ziemniaki przecisnąć przez praskę, wymieszać z orzechami i pozostałymi składnikami. Formować krokiety, obtoczyć je w tartej bułce i smażyć na złoty kolor. Rumiany kalafior Składniki: kalafior lekko ugotowany, jajko, sól, pieprz, olej. Wykonanie: jajko rozmącić, dodać sól, pieprz, różyczki kalafiora moczyć w przyprawionym jajku. Smażyć na oleju, lekko rumieniąc. Zamiast kalafiora można w ten sposób smażyć brokuły. Surówka piękności Danie to zawiera niemal komplet witamin i soli mineralnych, a przy tym sporo błonnika w niezwykle smacznej formie. Zaspokaja łaknienie na wiele godzin – zapewnia poczucie sytości przez pięć do ośmiu godzin. Jeść należy możliwie jak najwolniej, nie łykać w pośpiechu! Surówkę piękności podaje się jako „pierwszy zabieg” w salonach kosmetycznych Heleny Rubinstein. Surówka ma dodatni wpływ na cerę, włosy, paznokcie, koloryt skóry – słowem na urodę, a także na samopoczucie. 5-6 łyżek płatków owsianych zalać w misce 6-8 łyżkami zimnej, przegotowanej wody. Dodać łyżkę miodu i ok. 7-10 posiekanych orzechów laskowych. Zostawić na pół godziny, lub nawet na całą noc, i zjeść z rana na czczo. Przed podaniem dodać do płatków utarte na tarce duże jabłko, 5-6 łyżek mleka albo śmietanki, sok z połowy cytryny. Surówkę osłodzi dodanie miodu, owoców sezonowych – truskawek, malin, jagód. Zimą i poza sezonem letnim mogą to być rodzynki, suszone morele pokrojone w paseczki i owoce mrożone. Śmietankę i mleko może zastąpić twarożek. wg „Kuchnia i medycyna” J. Aleksandrowicz, I. Gumowska

45


Najważniejsze owoce lata – aromatyczne, soczyste, słodkie truskawki smakują każdemu, zaś zajadanie się nimi to jedno z bardzo wielu „szalonych obżarstw”, które można polecać wszystkim – nawet osobom z cukrzycą, bo cukier z truskawek to łatwo przyswajalne lewulozy. Zdarzają się wprawdzie przypadki alergików uczulonych na truskawki, ale bardzo rzadko. Natomiast w celach leczniczych powinni objadać się nimi reumatycy, artretycy i podagrycy, ponieważ truskawki są alkalizujące i moczopędne, działają też profilaktycznie, są świetne dla „wątrobiarzy” i nerkowców, dla chorych na płuca oraz dla dzieci i rekonwalescentów.

46

Aromatyczny smak lata Truskawki wspaniale wspomagają urodę i to nie tylko jadane; truskaw­ kowe maseczki upiększają. Codzienna kuracja sprawia, że cera staje się niemal jak u niemowlaka; wystarczy rozetrzeć na twarzy świeże owoce, odczekać, aby wyschły, i zmyć je letnią wodą. Bo też truskawki są pełne skarbów: w 100 g tych owoców jest około 60 mg witaminy C, aż 100 mcg witaminy B2, 30 mcg witaminy B1 i tylko 100 j.m. wi­ taminy A. Poza tym są w nich prawie wszystkie makro- i mikroelementy, a przede wszystkim żelazo, wapń, dużo fosforu, sporo magnezu i manganu (na urodę i włosy). Trzeba też wspo­ mnieć o filoncydach w soku truskawek, dzięki czemu jest on bakteriobójczy jak chrzan, czosnek i cebula. Wprost trudno sobie wyobrazić, że truskawki znane są w Polsce od około 130 lat. Wcześniej były tylko leśne poziomki. Na przełomie XVIII i XIX wieku amerykańskie poziomki z Wirginii skrzyżowano z olbrzymimi poziomkami chilijskimi, w ten sposób wyhodowano nową odmianę owoców. Z Ameryki sprowadził je do Francji monsieur Frezier, czyli pan Truskawka. Od jego nazwiska nazwano te owoce „les fraises”. I tak pan Frezier dostar­ czał owe „frezy” na dwory Ludwika XIV. Wtedy nie były jeszcze tak dorod­ ne jak dzisiejsze odmiany, ale smako­ wały wybornie.


Truskawki w 100 g dostarczają zaledwie 40 kalorii, więc nie tuczą. Uwa­ żać jednak trzeba na dodatki, bo 100 g 35-procentowej śmietany to już 330 kalorii, a podobna porcja cukru – 400 kalorii. Najlepsze są świeże, natych­ miast po zerwaniu i po umyciu pod bieżącą wodą. Nie wolno ich moczyć, bo jak mówią Francuzi – woda „kradnie ich smak”. Kuchnia francuska serwuje truskawki skropione czerwonym winem, co poprawia ich smak i pikantność, a przy okazji pod wpływem wina ginie wiele bakterii „brudnych rąk”, m.in. bakterie cukru.

Sałatka truskawkowa z ogórkami Składniki na 4 porcje: 1 duży ogórek, 500 g truskawek, sałata fryzyjska lub inna, sok z jednej cytryny, 3-4 łyżki octu winnego, 4-6 łyżek oleju, sól, pieprz, ½ pęczka szczypioru. Ogórek umyć, sparzyć i pokroić w cienkie plastry. Umytą sałatę dokładnie osuszyć, najlepiej w specjalnej suszarce lub za pomocą białej serwetki, liście podzielić na mniejsze kawałki. Truskawki umyć, osączyć, usunąć szypułki, przepołowić i polać połową soku cytrynowego. Na talerzach rozłożyć porcje sałaty, następnie plastry ogórka i truskawki. Do pozostałej porcji soku cytrynowego wlać ocet winny i olej, następnie wsypać sól i pieprz. Mieszać tak długo, aż składniki się połączą i powstanie jednolity, gładki sos winegret. Umyty szczypior drobno pokroić i dodać do sosu. Całość wymieszać. Tak przygotowanym sosem skropić każdą porcję sałatki. Podawać z różnymi gatunkami serów twardych.

Pokrojone owoce w ćwiartki, posypane cukrem stanowią doskona­ ły dodatek do ryżu, naleśników, bitej śmietany, kremu waniliowego, budyniu. Z truskawek przyrządza się przepyszne konfitury, dżemy, nektary, soki, kompoty. Godne polecenia jest zamrażanie dorod­ nych, dojrzałych owoców, dzięki czemu możemy przez cały rok mieć w kuchni świeże truskawki. Lus Sałatka fantazyjna ½ główki kapusty białej lub włoskiej drobno poszatkowanej (można zastąpić je sałatą kruchą, np. lodową), 3 filiżanki pokrojonych na ćwiartki świeżych lub mrożonych truskawek (można je zastąpić malinami, jeżynami, porzeczkami). Sos aromatyczny: ¾ filiżanki majonezu, ¼ łyżeczki curry (lub przyprawy chińskiej), 1-2 łyżeczki soku z cytryny, 2 łyżeczki miodu, pieprz do smaku. Sos powinien być pikantny. Wymieszać kapustę z owocami, polać sosem. 47


Koktajl truskawkowy Do wysokiego naczynia włożyć 500 g umytych truskawek, wlać 1 litr schłodzonego mleka i wsypać 3-4 łyżki cukru. Całość dokładnie zmiksować. Koktajl rozlać do czterech wysokich szklanek. Mleko można zastąpić np. maślanką. Koktajl jest równie dobry, jeśli do jego przyrządzenia wykorzystamy ½ l mleka i ½ l śmietany.

Słodki deser ze świeżymi truskawkami Składniki na 4 porcje: 500 g śmietany kremówki, 40 g cukru, rdzeń z 1 laski wanilii, 6 łyżeczek sypkiej lub 3 listki białej żelatyny, 100 g jagód, 400 g truskawek. Śmietanę połączyć z cukrem i wanilią, doprowadzić do wrzenia i gotować na wolnym ogniu około 10 minut. Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie, a następnie dodawać powoli do gorącej masy śmietanowej, stale mieszając. Deser śmietanowy rozlać do czterech salaterek i wstawić do lodówki, aby stężał. Truskawki dokładnie umyć i oczyścić z szypułek, a następnie zmiksować, ewentualnie dodać cukru pudru i wymieszać. Schłodzony deser polać musem truskawkowym i udekorować umytymi i osączonymi jagodami.

Pokarm dla skóry – Rada dla osób, które trochę zanadto się opaliły Należy pokroić truskawki na pół i przyłożyć przekrojoną stroną do skóry. Chłodna wilgoć zmniejszy pieczenie i pulsowanie. Skóra nie będzie później pękać i szybko dojdzie do siebie.

48


Cukrzyca a Zdrowie 13