Page 1

PISMO MNIEJSZE

MŁODZIEŻ SERAFICKA Nr 1(156) 2011 r.

Młodzież Seraficka, nr 156

1


Młodzież Seraficka, nr 156

Nowi bracia lektorzy i akolici ( 12 marca 2011)

2


Żywy Bóg z Wami ! Zmartwychwstanie Chrystusa Rozsadza w niepowtarzalny sposób cały nasz świat życia i śmierci, by tym przełomem utorować nam nową drogę do wiecznego życia Boga – Drogę do Ojca. Droga do Ojca stoi przed Tobą otworem. Kolejna Wielkanoc w Twoim życiu niech nie będzie tylko zamierzchłą tradycją wydarzeń dawno minionych. Niech się stanie spotkaniem z żywym słowem - Chrystusem Jezusem. Oddając w Wasze ręce kolejny numer „MS” świadczymy, że On prawdziwie zmartwychwstał, że jesteśmy świadkami i uczestnikami tej wiary. Bez tej wiary w Boga Żywego wszystko co robimy nie miało by najmniejszego sensu. Jest jednak inaczej, bo On żyje, do nas przemawia, spotyka nas i przemienia codziennie wskazując nam drogę do Ojca. Prawdziwie wesołej Wielkanocy życzy redakcja. Wciąż mówiący - str. 2 Człowiek w bieli - str. 7 Jak mnich prowadził Jasia do Boga - str. 10 A myśmy się spodziewali - str. 14 Wziąć Krzyż czyli… - str. 19

Co

kryje

Wnętrze ?

Pokuta w wymiarze franciszkańskiej drogi duchowej - str. 28 Pytania sprzed pewnego bizantyjskiego krzyża - str. 35 Prezentacja II kursu Filozofii - str. 40 Empatia między altruizmem a egoizmem - str.43 Misteria … - str. 48 Powołanie za klauzurę - str. 52 Ciernista droga” pewnego powołania - str. 58 Piękno ciszy - str. 63 Życie w seminarium 3D - str. 66 Zjazd rodziców - str. 68

„Młodzież Seraficka” Wyższe Seminarium Duchowne OO. Bernardynów ul. Bernardyńska 25 34-130 Kalwaria Zebrzydowska Kontakt z redakcją:

fr.rufin@interia.pl Skład Redakcyjny: Fr. Rufin, Fr. Cyryl, Fr. Bonawentura

Młodzież Seraficka, nr 156

3


wości

chrześcijańskiej.

Trzeba ten fakt nieustannie przypominać. Parafrazując słowa dokumentu można by powiedzieć, że Słowo Boże leży u podstaw duchowości każdego człowieka

prawdziwie

poszukującego

Boga.

Nie ma innej duchowości poza biblijną. Na Słowie Bożym wszystko się zasadza, w Piśmie św. wszystko odnajduje sens. Bóg dialoguje ze mną przez swoje słowo. Na prawdę tą, niezwykle mocno wyczuleni byli Ojcowie Kościoła. Św. Augustyn za-

Wciąż mówiący…

pisał takie słowa: „Twoja modlitwa jest twoim słowem,

skierowanym

do

Boga. Kiedy czytasz (…), Bóg daje się nam poznać w dialogu, Biblia jest tego najlepszym przykładem. Dialog jakiego jesteśmy świadkami na stronach Biblii nie jest tylko milczącym zapisem z historii. Jest żywym samo objawieniem się Boga. Stąd w Kościele Pismo św. Jest otaczane tak wielką czcią. Warto powtórzyć za Adhortacją

Apostolską

Verbum Domini , że Słowo Boże leży u podstaw każdej autentycznej duchoMłodzież Seraficka, nr 156

Bóg mówi do ciebie; kiedy się modlisz, to ty mówisz do Boga”. Czy zawsze zdaję sobie sprawę z faktu, że Biblia nie jest zwykłą książką, którą raz przeczytawszy odkłada się na półkę lub puszcza w „drugi obieg”. Biblia jest księgą o Bogu ale jest także księgą o mnie. Słyszałem kiedyś świadectwo o namacalnym doświadczeniu słowa tu i teraz, o jego 4


aktualności. Do jednej ze wspólnot

czerpnięte z Biblii, której zresztą nie

pomagających młodym uwikłanym w

znał. Słowo Boże działa poruszając

narkotyki, przyszedł poraniony mło-

serce człowieka, nigdy nie jest wyizo-

dy chłopak. Zrobił to z wielkim opo-

lowane od naszego teraz, dotyka ży-

rem, nie będę tu cytował czym dla

wej tkanki życia niczym miecz obo-

niego była wiara a tym bardziej osoba

sieczny. Nie wszystkie słowa może-

Jezusa. W czasie adoracji gdy modlo-

my od razu zrozumieć i odkryć ich

no się jednym z psalmów coś go po-

sens. Jak mówi Orygenes – mistrz

ruszyło. Jak dotąd myślał tylko o jed-

modlitewnej lektury Pisma Świętego.

nym, jak by tu dać nogę i wyrwać się

„Zrozumienie Pism, bardziej niż stu-

wreszcie z tego nawiedzonego miej-

diowanie, wymaga zażyłości z Chry-

sca i od tych ludzi jak sądził, nie ma-

stusem i modlitwy”. Na innym miej-

jących równo pod sufitem. Słowa

scu w liście do Grzegorza aleksan-

psalmu jednak coraz bardziej przycią-

dryjskiego Orygenes pisze: „Oddaj

gały jego uwagę. Z frazy na frazę za-

się lectio z zamiarem uwierzenia Bo-

czynał wsłuchiwać się coraz wyraź-

gu i przypodobania się Mu. Jeśli

niej w słyszany tekst, który brzmiał

podczas lectio staniesz przed za-

mu dziwnie znajomo. Słowa jakie

mkniętymi

usłyszał odebrał do siebie, bo kto inny

a otworzy ci stróż, o którym Jezus

w tym gronie mógł mieć bardziej po-

powiedział: Dozorca mu je otworzy.

plątane życie jak on. Po skończonych modlitwach kiedy przewidziany był czas na świadectwa poruszany usłyszanym słowem postanowił powiedzieć coś od siebie. Z głębokim wzruszeniem wypowiadał słowa wdzięczności dla tych ludzi, którzy przeczytali owy psalm. Dziękował im, że tak pięknie napisali o jego życiu, że jeszcze nigdy nikt w tak prawdziwy sposób nie napisał czegoś o nim i dla niego. W rzeczywistości myślał, że słowa jakie usłyszał były wymyślone przez prowadzących spotkanie a nie zaMłodzież Seraficka, nr 156

drzwiami,

zakołataj,

Oddając się w taki sposób lectio Divina, szukaj uczciwie i z niezachwianą ufnością w Bogu sensu Bożych Pism, jaki w nich się kryje w wielkiej mierze. Nie powinieneś jednak poprzestawać na kołataniu i szukaniu: do zrozumienia spraw Bożych jest ci absolutnie potrzebna oratio. Właśnie po to aby nas do niej zachęcić, Zbawiciel powiedział nie tylko: szukajcie, a zostanie wam otworzone, lecz dodał: proście a będzie wam dane.” Taka modlitwa otwiera nam drzwi do żywego słowa i prowadzić 5


nas do Chrystusa , który jest Ży-

Jezusie. Jak pisze św. Ambroży „ Gdy

wym Słowem. Mówi się często o

człowiek bierze do ręki z wiarą Pi-

dynamice lectio divina i rzeczywi-

smo Święte i je czyta, znów przecha-

ście modlitewna lektura Pisma Św. promieniuje na życie. Słowo jakie czytamy jest dynamiczne jak sam Jezus. Popatrzmy na Jezus jakiego ukazują nam Ewangelię.

dza się z Bogiem w raju”. To jest właśnie owa moc, nie stateczna czy historyczna czy nawet uczuciowa. Ta moc przekracza wszystkie doświadczenia naszego życia by wprowadzić nas w nową rzeczywistość swoistego raju,

Jest to Jezus, który jest w ciągłym

miejsca w którym jak z przyjacielem

ruchu. Jezus dynamiczny, prze-

przechadzam się z Bogiem. Dynamika

mieszczający się z miejsca na miej-

słowa to także konkretne jego owoce

sce. Uczniowie muszą gonić za

w moim „tu i teraz”. Moc słowa bę-

swym Panem. Czasem im ucieka

dzie nieustannie uderzać w nasz ego-

i potem trzeba Go szukać. Dynamika Jezusa to nie tylko Jego jak by to można by było dziś powiedzieć aktywność fizyczna. Jezus jest jeszcze bardziej dynamiczny

izm, w ogóle będzie wskazywała te miejsca w naszym życiu gdzie miłość się powycierała, przestała być atrakcyjna. Słowo jakie kieruje do nas Bóg jest przede wszystkim słowem pełnym miłości, wzywającym co raz do

w swoim nauczaniu. Nauka jaką

czynnej miłości. Miłość którą jest Bóg

głosi nie jest tak łatwo strawna jak

jest jednocześnie zadaniem i celem

by się to mogło wydawać. Ucznio-

jaki odkrywamy w lectio divina.

wie nie nadążają za nauką swoje-

Św. Augustyn pisze: „ Rzeczą zasad-

go Mistrza, dopytując się co raz

niczą jest byśmy zrozumieli, że ce-

lub prosząc o wyjaśnianie choćby usłyszanych przypowieści. Taki obraz „uciekającego” Jezusa, Pana w ciągłym biegu, bosko dynamicznego możemy oglądać na kartach Ewangelii. Podobnie ma się rzecz z lectio divina. Dynamika lectio ma swoje źródło w samym Bogu w samym Młodzież Seraficka, nr 156

lem i pełnią Prawa, jak też wszystkich ksiąg świętych, jest miłość. (…) Zatem komu wydaje się, że zrozumiał Pismo Święte lub jego część, a nie rozwija owej podwójnej miłości Boga i bliźniego, ten jeszcze niczego nie pojął”. Myślę, że w niejednym z was zrodziło się to dziwne uczucie, że samo czytanie słowa nie 6


wystarczy. Słowo często popychało

jest nigdy słowem pustym bez znacze-

was do jakichś konkretnych działań

nia, niemocnym, nie wartościowym,

czy zachowań. Gdy stawialiśmy opór

błahym, nietrafnym, niepasującym.

słowu rodził się w sercu niepokój.

Zawsze jest na „tu i teraz”. Wracając

Ze słowem jest troszkę tak jak z Jezu-

do myśli św. Augustyna, zauważamy

sem eucharystycznym. Zdaje się cza-

istotny warunek obcowania ze sło-

sem, że między mną a tabernakulum

wem. To obcowanie powinno być

panuje jakaś grobowa cisza, zdaje mi

płodne nie może to być jałowa relacja,

się, że Bóg milczy.

od

W rzeczywistości

dzwonu.

Nie

jest zupełnie ina-

może

być

czej, Bóg kieruje

czytanie sobie a

nieustannie

w

życie sobie. Sło-

moim

kierunku

wo będzie mnie

swoje

spojrzenie

kruszyło i wzy-

miłości i słowo.

wało do odpo-

Słowo jak fala z

wiedzi miłością

wielkim

hukiem

na miłość. Sło-

rozbija się o twar-

wo nauczy nas

dy brzeg mojego

relacji

życia

po

czym

do Boga, nauczy

wraca

ponownie

nas także trud-

do swego źródła.

nej miłości do

Opada,

innych.

podnosi

wielkiego to

miłości

By

to

się uderza z impe-

stało się możli-

tem i znów wraca.

we w czasie mo-

Mam nadzieję, że potrafisz sobie przy-

jego meditatio muszę postawić sobie

wołać widok ogromnej fali uderzającej

zasadnicze pytania: Co mówią czyta-

w skaliste wybrzeże. Fala bije w brzeg

ne teksty ?, co mówią mnie samemu?.

aż wreszcie brzeg się skruszy, a wtedy

Słowa jakie usłyszę muszę w pierw-

będzie mogła łagodnie i delikatnie

szej kolejności brać do siebie, Rodzi

opłukiwać skruszone skały moich blo-

się często pokusa słuchając słowa, że

kad, uprzedzeń, mojego zamknięcia

mówi ono o wszystkich wokół ale nie

na słowo. Słowo walczy o mnie, nie

o mnie samym. Smutna może być taka

Młodzież Seraficka, nr 156

7


postawa, gdy słowa karcenia i napo-

dabniając się do Chrystusa będziemy

mnienia kieruję do tych co są obok a

widzialnym znakiem dla świata. Bez

siebie widzę nienagannym. Zresztą

tego

chorobą naszych czasów jest postawa

wszystko o robię będzie niestety wy-

ślepoty w dostrzeganiu siebie w rela-

glądało przejmująco żałośnie. Przyto-

cji do słowa a nadmiernemu dopaso-

czę tu radę jaką daje św. Augustyn

prawdziwego

świadectwa

wywaniu

kapłanom,

go do życia

myślę,

innych lu-

jego

dzi. Można

można

siedzieć w

potraktować

kościele,

bardziej uni-

nieraz

go-

wersalnie.

dzinami

Niech te sło-

i jednocze-

wa będą tu

śnie

sie-

najlepszym

dzieć

po

zakończe-

same uszy

niem mojego

w

artykułu.

swoich

że słowa też

grz echa ch

Twoje czyny

nie widząc

niech

w tym nic

zadają

nienormal-

mu

nego.

słowom, aby

Sło-

nie kłatwym

wo powoli

nie

będzie nas

się

prowadziło

kiedy głosisz

do oczyszczenia z tych wszystkich negatywnych postaw. Jest tylko jeden warunek, jest nim wierność słowu. Wierni i wytrwali w lectio divina z czasem będziemy przemieniani na sposób słowa, coraz bardziej upodab-

zdarzył tak,

że

nauki w kościele, ktoś skomentuje w duchu: Dlaczego więc ty sam tak nie postępujesz? (…) W wypadku kapłana Chrystusowego umysł i słowo muszą się zgadzać”. Fr. Rufin, kurs IV

niając się do Słowa Wcielonego. UpoMłodzież Seraficka, nr 156

8


Człowiek w Bieli

niu naszej relacji z Bogiem. Powyższe słowa mogą się wydawać w żaden

Przyglądając się uważnie życiu

sposób niezwiązane z tematem jaki

człowieka można zauważyć, że zda-

widnieje w tytule artykułu. Jednak

rza się nam często zatrzymywać na

według autora niniejszego artykułu

tym

taki związek istnieje. Przejdźmy jed-

co

zewnętrzne,

zapominając

w pewien sposób o tym co jest we-

nak do sedna naszych rozważań.

wnątrz, a co stanowi istotę danej rzeczy. Taka postawa może prowadzić do zatracenia tego, co najważniejsze, a skupieniu się wyłącznie przeżyciach, czy to estetycznych czy emocjonalnych. Faktem jest, iż podobne zachowania są przenoszone na płaszczyznę wiary i religii, co może stanowić zagrożenie w pełnym przeżywaMłodzież Seraficka, nr 156

W życiu każdego człowieka, rodziny jak i społeczeństwa czy narodu obecne są w szczególny sposób jakieś doniosłe, przełomowe wydarzenia.

Pamiętamy

pierwszy

dzień

w szkole, dzień Pierwszej Komunii świętej, matury i wiele innych chwil, które nadały nowy sens naszemu życiu. Taką doniosłą chwilą dla całego 9


naszego narodu był na pewno 16 paź-

czesnemu człowiekowi Dobrą Nowi-

dziernika 1978 roku, kiedy to Karol

nę. Nie chodzi tutaj o podawanie liczb,

Wojtyła został wybrany Papieżem.

danych statystycznych bo tego wszę-

Dla większości Polaków był to powód

dzie jest pełno. Chodzi raczej o głębszą

do radości, ale przede wszystkim od-

refleksję i dokonanie osobistego ra-

nowił nadzieję ludu,

chunku

któremu

sumienia

przyszło

(co oczywiście ty-

żyć w tak trudnych

czy się i autora tych

czasach. Osoba Jana

refleksji). Każdy z

Pawła II, była nam

nas winien zapytać

jakoś

szczególnie

samego siebie: Czy

bliska,

traktowali-

ja właściwie znam

śmy go jako ojca.

nauczani Jana Paw-

Dnia

kwietnia

ła II i jaką rolę od-

2004 Jan Paweł II

grywa ono w moim

odszedł do domu

życiu? Bo to wła-

Ojca. Jego umieranie

śnie

nazwano

później

Ewangelii stanowi-

„czasem

narodo-

ło rdzeń i sens po-

rekolekcji.”

sługi Jana Pawła II.

wych

2

głoszenie

Odczuliśmy, że od-

Podczas

szedł od nas czło-

podróży do Polski

wiek święty. To nasze odczucie zosta-

nie

nie oficjalnie potwierdzone przez Ko-

tematów. Potrafił jak dobry ojciec po-

ściół 1 maja 2011, kiedy to Sługa Boży

chwalić, ale i skarcić, wykazując błąd

Jan Paweł II zostanie ogłoszony bło-

i wzywając nas do poprawy. Rodzi się

gosławionym. I właśnie ten dzień i to

więc kolejne pytanie: Czy nauczanie

co wtedy nastąpi były inspiracją do

Jana Pawła II ma wpływ na moje

powstania tych rozważań.

codzienne życie i wybory? Czy też

Jan Paweł II w ciągu wielu lat swego pontyfikatu odbył wiele pielgrzymek, napisał liczne encykliki i na wiele innych sposobów głosił współMłodzież Seraficka, nr 156

unikał

trudnych

i

swoich bolesnych

moje życie codzienne nie współgra z tym co on próbował w nas zaszczepić? Czas jego choroby i umierania nazwano „czasem narodowych rekolekcji.” Jaki jest ich owoc w życiu każ10


dego z nas? Czy ja stałem się lepszy?

jest szkołom, ulicom, instytucją. I to

Deklaracje, słowa nic nie kosztują.

niewątpliwie jest jakimś świadec-

Dopiero czyny i postawy, które wiążą

twem naszej pamięci. Jednak trzeba

się z trudem i ofiarą, są wymownym

nam wykonać kolejny krok i od tego

świadectwem

co zewnętrzne przejść do tego co

przemiany

naszego

życia.

najważniejsze. Krótko mówiąc: na Dlaczego o tym pisze? Bo uwa-

żam (choć ktoś może mieć inne zdanie), że jest bardzo często tak, iż w przypadku osoby Jana Pawła II zatrzymujemy się na tym co zewnętrzne, a pomijamy to, co jest najważniejsze. Wspominamy z sentymentem pielgrzymki papieskie, ich atmosferę, rozmawiamy o kremówkach i wielu podobnych rzeczach. Powstają liczne dzieła ku uczczeniu tej niezwykłej osoby. Imię Jana Pawła II nadawane

Młodzież Seraficka, nr 156

nowo

odkrywać

i

wprowadzać

w swoje życie nauczanie Jana Pawła II, a przez to stawać się lepszymi ludźmi

i

pogłębiać

swoją

więź

z Chrystusem, którego tak żarliwie ukochał Jan Paweł II. Nasze odmienione życie będzie chyba najwspanialszym pomnikiem, który możemy mu wystawić, a który będzie oglądał z domu Ojca, już w niedługim czasie błogosławiony, Jan Paweł II. Fr. Cyryl , kurs I

11


Jak mnich prowadził Jasia do Boga - Zarys historii FMO , część 1 Zgłębiając zagadnienie duszpasterstwa Franciszkańskiej Młodzieży Oazowej (FMO), prowadzonego w naszej franciszkańskiej prowincji, a które to zagadnienie stało się przedmiotem moich naukowych poszukiwań, zdałem sobie sprawę jak niezwykła historia stała się udziałem tylu mnisich i nie-mnisich głów od ponad 30 lat. Dostrzec można jak działa opatrznościowy „przypadek” w życiu, co do którego Bóg ma wiele do powiedzenia. Postanowiłem zamieścić ten krótki rys historyczny fenomenu FMO, bo uważam, że każdy, kto Młodzież Seraficka, nr 156

w jakikolwiek sposób miał do czynienia z formacją młodzieżową u franciszkanów naszej prowincji (dla wielu będzie bardziej znana nazwa: bernardynów), powinien usystematyzować w swej głowie lub zapoznać się z historią powstania tego ruchu. Dociekając, zaniepokoiłem przynajmniej pięciu moich współbraci, z którymi przeprowadzałem wywiady od kwietnia do grudnia 2010 r., co pomogło mi ustalić przebieg procesu wyklarowania się FMO. Pozwolę sobie ich wymienić, gdyż jestem im bardzo wdzięczny za trud poświęconego mi czasu - byli to: o. Bolesław Opaliński, o. Leonard Hryniewski, o. Michał Rapa, o. Emilian Lenart oraz o. Romuald Kośla. 12


Może to zabrzmi prozaicznie, ale duszpasterstwo młodzieży w naszej franciszkańskiej prowincji nie zaczęło się od powstania FMO – nie było cudownego objawienia „brązowemu” jak to ma działać. Fundamentem w pracy naszych bracikapłanów z młodymi ludźmi było prowadzenie podstawowych grup – takich, jakie funkcjonowały przy każdej normalnej parafii. Istniały więc, niemal przy każdym klasztorze, grupy ministrantów oraz grupy dziewcząt, które tworzyły schole. Dla ministrantów starano się rokrocznie prowadzić obozy ministranckie i lektorskie, najczęściej w Kalwarii Zebrzydowskiej i Dukli. Przy niektórych klasztorach powstawały grupy asyst maryjnych, w które angażowano najczęściej dziewczyny. Uczestnicząc w każdą środę w nowennie do MB Nieustającej Pomocy oraz biorąc udział w parafialnych procesjach ubrane były w specjalnie dla nich stworzone stroje. Szczególną formą działalności był wyjazd na sierpniowy odpust Wniebowzięcia do Kalwarii Zebrzydowskiej. Doskonałym przykładem jest tutaj Asysta Tarnowska, która funkcjonuje od wielu lat, aż do obecnych czasów. Początki FMO mają swe korzenie w Ruchu Światło-Życie. Ruch oazowy przeżywał w latach 70-tych ubiegłego wieku szczyt swej popularności wśród młodzieży, pomimo wielu przeszkód w jego działalności, które stawiały władze PRL-owskie. Główną z kolei postacią, która zapoczątkowała ruch oazowy jest oczywiMłodzież Seraficka, nr 156

ście ks. Franciszek Blachnicki (zapewne znany, a jeśli nie to warty poznania z wielu jego przebogatych życiorysów). Owocem wypracowania przez ks. Blachnickiego metody prowadzenia rekolekcji zamkniętych dla ministrantów stał się podział piętnastodniowych rekolekcji oazowych na różne grupy wiekowe. Podział ten wyklarował się w latach 1963-1973 i obejmował m.in. dzieci, młodzież, studentów, rodziny oraz kleryków i kapłanów. W roku 1969 powstała tzw. Oaza Rekolekcyjna Moderatorów, która zrzeszała kapłanów i kleryków zaangażowanych lub planujących zaangażowanie w Ruchu. Obejmowała ona dwustopniową formację na przyszłych moderatorów (dwa stopnie przeznaczone były dla kleryków, a dwa kolejne dla kapłanów). Jednymi z pierwszych kapłanów naszej prowincji, którzy wzięli udział w Oazie Rekolekcyjnej Moderatorów w latach 1968-1969 w Krościenku, prowadzonej przez ks. Blachnickiego, byli o. Michał Rapa i o. Pacyfik Czachor. Później również klerycy uczestniczyli w tych oazach, a stało się to dzięki zaangażowaniu samego ks. Blachnickiego. Na początku lat 70-tych przyjeżdżał on do bernardyńskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Kalwarii Zebrzydowskiej na zaproszenie rektora w celu przeprowadzenia okazjonalnych wykładów z teologii pastoralnej ogólnej. Wtedy też prosił przełożonych o obecność kilku kleryków na Oazie Rekolekcyj13


nej Moderatorów. Pierwszymi, którzy zostali wysłani na oazy kleryckie, prowadzone w Krościenku przez ks. Blachnickiego, byli w roku 1972 m. in.: o. Marian Rybak, o. Zygmund Charymski, a rok później o. Emilian Lenart, o. Edmund Świerczek czy o. Władysław Czarniak. Owocem uczestnictwa wymienionych zakonników w tych rekolekcjach było zainicjowanie wysyłania młodzieży i dzieci klasztorów bernardyńskich na oazy wakacyjne, organizowane przez ks. Blachnickiego w różnych miejscach Polski. Z czasem zrodziła się koncepcja stworzenia w naszej franciszkańskiej prowincji duszpasterstwa młodzieży, opartego na metodzie przeżyciowowychowawczej ks. Blachnickiego, które wpisywałoby się w działalność Ruchu Światło-Życie. Jako pierwszy taką działalność rozpoczął o. Michał Rapa w Radomiu, bazując na istniejącej już grupie młodzieży, zgromadzonej w ramach założonego przez siebie w połowie lat 60-tych zespołu muzycznego Maki. O. Rapa przejął opiekę nad ministrantami po o. Włodzimierzu Szklarskim i wtedy rozpoczął permanentną pracę z nimi, organizując dla nich spotkania formacyjne i scholę chłopięcą. Schola ministrantów przerodziła się w trzygłosowy chór, do którego oprócz chłopców należeli dorośli mężczyźni oraz wybrane dziewczęta z odpowiednimi warunkami głosowymi, należące do scholi prowadzonej przez o. Pacyfika Czachora. Równolegle z chórem, który w całości animował Młodzież Seraficka, nr 156

o. Rapa, działał zespół muzyczny, posługujący się m. in. mandolinami, gitarami, akordeonami, trąbkami, bandżo i bębenkami, który prowadził Pan Stanisław Rawalski z Radomia. Chór występował zawsze razem z zespołem stanowiąc jeden organizm pod nazwą Maki. W czasach świetności Maki liczyły ponad 80 osób i brały udział w różnych konkursach i przeglądach piosenki, gdzie zdobywały pierwsze nagrody. Maki występowały również w wielu bernardyńskich klasztorach. Działalność chóru i zespołu stopniowo ustawała po przeniesieniu o. Rapy na stanowisko gwardiana klasztoru w Dukli. Opiekę nad chórem przejął wtedy o. Antoni Prosowicz, ale niedługo później śmierć S. Rawalskiego przyczynia się do zakończenia działalności zespołu i chóru. Pomimo iż w skład zespołu wchodziły osoby w różnym wieku, o. Michał zajął się szczególnie pracą duszpasterską z młodzieżą. Ponieważ spełniał w tym czasie obowiązki referenta do spraw powołań, od 1975 roku corocznie organizował powołaniowe rekolekcje oazowe, przeznaczone tylko dla młodzieży męskiej, która planowała wstąpienie do zakonu. Do piętnastodniowej formacji oazowej dodawał wiele elementów franciszkańskich, szczególnie uwydatniając przeżywanie Bożego Narodzenia i rozbudowaną Drogę Krzyżową. Rekolekcje powołaniowe miały miejsce najpierw w Leżajsku, a później również w Jelnej. Każdorazowo uczestniczyło w nich około 40 chłopców. Z czasem rekolekcje przybrały dwustopniową 14


strukturę, a w prowadzeniu ich pomagali o. Rapie niektórzy kapłani, np. o. Gabriel Kudzia, o. Emilian Lenart, oraz kilku kleryków z WSD w Kalwarii Zebrzydowskiej. Równolegle o. Cherubin Pająk i o. Remigiusz Wawro wysyłali dziewczęta na rekolekcje oazowe do Krościenka. Tak działo się do roku 1978, gdy zebrała się Kapituła Prowincjalna. Rekolekcje powołaniowe organizowane przez o. Rapę spotkały się wtedy z krytyką, zgodnie z którą brak koedukacyjnego charakteru tychże rekolekcji mógł zagrażać homoseksualnymi problemami wychowanków. Ojcowie kapitulni zdecydowali o organizowaniu od tego czasu rekolekcji oazowych dla chłopców i dziewcząt jednocześnie. O. Rapa został wtedy przeniesiony do Dukli na stanowisko gwardiana klasztoru. Nadmiar obowiązków i prac remontowych w dukielskim klasztorze zmusił go do rezygnacji z zaangażowania w organizację wakacyjnych rekolekcji. Zajęli się tym inni kapłani, m.in. o. Antoni Prosowicz, o. Józef Kachel, o. Antoni Maciejowski, o. Marian Wachowicz i o. Józef Wręczycki.

rzy spośród młodzieży zgromadzonej przy tych dwóch klasztorach zostali wysłani na kurs animatorski do Krościenka, aby po jego odbyciu mogli podjąć posługę liderów w swych grupach. Od około 1981 roku wakacyjne rekolekcje oazowe, prowadzone przez franciszkanów, koordynowane były przez centralę Ruchu Światło-Życie w Krościenku. Uczestniczyła w nich młodzież męska i żeńska z naszego duszpasterstwa oraz z duszpasterstwa księży diecezjalnych z całej Polski. Z czasem, oprócz Leżajska i Jelnej, zaczęły funkcjonować jako ośrodki rekolekcyjne Dukla i Pustelnia na Puszczy. Do grona moderatorów dołączyli: o. Metody Kornacki i o. Marek Kurpiel. Rekolekcje prowadzone przez naszych współbraci cieszyły się ogromnym zainteresowaniem młodzieży spoza bernardyńskich ośrodków duszpasterskich niekiedy stanowili oni 50% uczestników. Na początku lat 80-tych powstały nowe grupy młodzieży oazowej w Tarnowie, w Przeworsku, w Łęczycy, Opatowie i Leżajsku. Fr. Alojzy, kurs I

Po uformowaniu się stałej grupy młodzieży w Radomiu, która rokrocznie jeździła na rekolekcje oazowe, zaczęły systematycznie powstawać podobne grupy w innych klasztorach. Druga grupa młodzieży oazowej powstała w Rzeszowie ok. 1975 roku, założona przez o. Zygmunta Charymskiego, który brał udział we wspomnianych oazach kleryckich. NiektóMłodzież Seraficka, nr 156

15


A myśmy się

zostali sami. Jednakże pewna rzecz nie

spodziewali, że On

dawała im spokoju. Niewiasty mówiły, że On zmartwychwstał. Jednak te

„…Wydarzenia, które rozegrały się

słowa wydały się uczniom czczą gada-

między Niedzielą Palmową a Wiel-

niną i nie dali im wiary (por. Łk 24, 9-

kim Piątkiem musiały być szokiem

11).

dla uczniów Chrystusa. Oto

zmartwychwstał, jak zapowiedział.

w nie-

Tymczasem

On rzeczywiście

dziele lud, pełen

Tylko uczniowie

euforii wita Jezusa

jeszcze nie uwie-

wjeżdżającego na

rzyli.

osiołku do Jerozo-

wychodzi

im

limy.

naprzeciw,

tak

W Piątek

jak uczniom zdą-

Wielki

żającym

Chrystus

lista Łukasz opi-

umiera

sując tę podróż

najbardziej hanieb-

m

ną śmiercią, w otoczeniu łotrów.

wszystkim, się

którzy za wyjąt-

Byli

opuścili Go w tym prawie nic nie mówią o tym, co robili wtedy Apostołowie. Nie znamy przeżyć, uczuć, które wtedy nimi zawładnęły. Po ludzku rzecz biorąc wszystko było skończone. Mistrz umarł, oni Młodzież Seraficka, nr 156

i

:

co

wydarzy-

ło” ( Łk 24, 14).

św. Jana,

decydującym momencie. Ewangelie

w

ze sobą o tym

ma

przy nim uczniów, kiem

ó

„rozmawiali oni

dwóch Nie

do

Emaus. Ewange-

umiera na drzewie krzyża,

Chrystus

do

tego

stopnia zaaferowani sobą, że nie rozpoznali Jezusa, który przybliżył się do nich. Nawiązała się rozmowa, na temat sytuacji panującej

wówczas

w

Jerozolimie,

a związanej ze śmiercią Chrystusa. 16


W toku wypowiedzi uczniów pada

duszę jakby po kropelce zamiast wy-

jedno zdanie, które staje się kluczem

zionąć ją od razu?” I taki los spotkał

do zrozumienia ich „niewiedzy”. „A

człowieka,

myśmy się spodziewali, że to On miał

Izrael. Taki Mesjasz był dla nich „nie

wyzwolić Izraela” (Łk 24, 21). Mieli

do

oni

Mesjasz

uzmysławia nam niezwykle ważną

i Chrystus w pewnym sensie nie pa-

prawdę. Każdy z nas próbuje na swój

sował do niego. Mesjasz według wie-

sposób poznać Boga i tworzy sobie

rzeń Żydów miał ich wyzwolić spod

Jego wyobrażenia. Często niestety

jarzma okupacji rzymskiej i przywró-

błędne, bo jakże słaby, skończony

cić Królestwo Izraela.

człowiek może pojąć Wszechmocne-

swoje

misja

wyobrażenia

Chrystusa

Tymczasem

przybrała

który

przyjęcia.”

miał

wyzwolić

Postawa

uczniów

inny,

go, Niepojętego Boga. Wobec Tajem-

niepojęty wręcz dla nich, charakter.

nicy Boga, nawet największy teolog

Chrystus, potężny w słowie i czynie,

musi uklęknąć i w ciszy tę Tajemnicę

Ten, który miał wyzwolić Izrael,

adorować. Bóg pragnie być przez nas

został zabity przez Rzymian. Umarł

poznawanym,

zawisnąwszy na drzewie

krzyża.

uzmysłowić i przyjąć, że jesteśmy

Żyjąc w XXI wieku nie jesteśmy w

kimś ograniczonym. Często nasze

stanie sobie wyobrazić, jak straszliwa

sądy i mniemanie nie są słuszne. I to,

była śmierć przez

ukrzyżowanie.

co wydaje się dla nas porażką, niedo-

Rzymianie zabraniali jej stosować

rzecznością w oczach Boga nabiera

wobec obywateli rzymskich. Był to

sensu

najokrutniejszy ze sposobów egzeku-

Nieodzownym warunkiem prawidło-

cji stosowanych w grecko-łacińskiej

wej oceny wydarzeń, jest spojrzenie

starożytności.

W opinii Cycerona

na nie z perspektywy wiary, która

była to „najokrutniejsza i najstraszliw-

pozwala z ufnością trwać przy Bogu,

sza kara śmierci”. Seneka zaś dodaje:

mimo iż rozum mówi co innego.

„Czyż znajdzie się ktoś taki, kto by wolał

topnieć

pośród

męczarni,

gasnąć powoli i tylekroć wypuszczać Młodzież Seraficka, nr 156

i

staje

ale

się

musimy

sobie

zwycięstwem.

Chrystus nie zostawił jednak uczniów z ich wątpliwościami. Wręcz przeciwnie,

tłumacząc

im

Pisma 17


i wszystko to, co się stało, małymi

w drodze liturgie słowa. Bo czymże

krokami otwierał ich serce i przygoto-

ona jest? Właśnie czytaniem, rozważa-

wywał do odkrycia Swojej osoby.

niem i wyjaśnianiem Bożego Słowa.

„I poczynając od Mojżesza, poprzez

Słowa, które stało się Ciałem i za-

wszystkich proroków, wykładał im,

mieszkało pośród nas.

co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego” (Łk 24, 27). W pewnym sensie możemy powiedzieć, że Chrystus wraz z uczniami celebrował

„Tak przybliżyli się do wsi, (…) a On Okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili go mówiąc zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił” (Łk 24, 28-29). Jezus wraz z uczniami zasiada do posiłku, który miał pokrzepić ich nadwątlone

długotrwałą

drówką

siły.

wę-

Jednak

w trakcie tego „posiłku” dzieje się jakaś niezwykła rzecz, dzięki której Jezus zostaje rozpoznany przez uczniów. Gdy uważnie wczytamy się w treść tej perykopy i porównamy z fragmentem

mówiącym

o ustanowieniu Eucharystii,

dostrzeżemy

rzecz niezwykłą. Ustanowienie przez Młodzież Seraficka, nr 156

Eucharystii

Jezusa

Łukasz 18


opisuje w następujących słowach:

Eucharystii. Jednak tej prawdy nie

„Następnie wziął chleb, odmówiw-

zatrzymali dla siebie, ale udali się

szy

go

zaraz do Jerozolimy, aby podzielić się

i podał im, mówiąc: To jest Ciało Mo-

tą radosną nowiną o Zmartwychwsta-

je, które za was będzie wydane: To

niu z innymi. Kto doświadczył działa-

czyńcie na moją pamiątkę” (Łk 22,

nia Chrystusa w swym życiu nie

19). Te same słowa odnajdziemy

potrafi milczeć, ale pragnie głosić Go

w rozważanym przez nas fragmencie

całym swoim życiem.

dziękczynienie,

połamał

Ewangelii. Ewangelista pisze: „Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im” (Łk 24, 30). Teraz możemy w pełni pojąć to, co wtedy się tam wydarzyło. Uczniowie rozpoznali Chrystusa przy łamaniu chleba, to jest Eucharystii. W drodze Chrystus

celebrował

z

uczniami

Liturgię Słowa, później „dał im siebie w Eucharystii”. Dokonała się ofiara, która powtarza się podczas każdej Mszy św. Eucharystia – to był niewątpliwie kulminacyjny moment tej wędrówki, bo „wtedy otworzyły im się oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu” (Łk 24,31). Ten, który został ukrzyżowany

rzeczywiście

twychwstał,

jak

To

spotkanie

Zmar-

zapowiedział.

przemieniło

serca

uczniów, którzy wreszcie, prawdziwie,

uwierzyli.

Uwierzyli

Młodzież Seraficka, nr 156

dzięki

Wielu z nas może uważa, że uczniowie byli w tej komfortowej sytuacji,

że

spotkali

„żywego

Chrystusa”. Dzięki temu jakoś łatwiej było im uwierzyć i przyjąć Jego naukę. Ale czyż ten „żywy Chrystus” nie jest ciągle obecny wśród nas w swoim Słowie i Eucharystii? Słowo Boże i Eucharystia. To właśnie te dwie „rzeczywistości” stają się kluczem do odkrycia i pogłębiania rozumienia Tajemnicy Chrystusa, który jest ciągle wśród nas obecny. Staje się uczestnikiem

naszej

życiowej

wędrówki,

często idąc w sposób cichy i niezauważalny przez nas. Ów Boski Wędrowiec jest ciągle przy nas obecny, tylko my, jak uczniowie zdążający do Emaus, miotani falami

niepokoju

i zwątpienia nie dostrzegamy Jego obecności. On czeka, daje nam czas abyśmy sami Go rozpoznali, niejako 19


przymusili do pozostania. Będzie tak

w swojej książce „Bracia Karamazow”

długo obecny, jak tylko my będziemy

w usta jednego z bohaterów wkłada

tego pragnąć. Ks. Tischner powie:

następujące

„Bóg będzie ‘między ludźmi’ o tyle,

z krzyża, kiedy do Ciebie wołano nai-

o ile ludzie zechcą mieć Boga między

grawając

sobą.”

"Zstąp

Jego

bliskość

spra wi,

z

słowa: się krzyża,

„Nie

zszedłeś

i

szydząc:

a

uwierzymy,

że będą pałać nasze serca. Życie nie

że to Ty" [Por. Ewangelia św. Mateusza

stanie się od razu bezproblemowe,

27, 40, a także św. Marka 15, 30]. A nie

trudności i walka pozostaną. Droga

zszedłeś dlatego, że znów nie chciałeś

jednak nabierze nowe sensu, otworzą

zniewolić człowieka cudem i żądałeś

się nowe horyzonty i perspektywy,

wiary wolnej, nie wymuszonej, nie

często przez nas „niewidzących” nie-

sprowokowanej cudem.”

zauważane.

Wolna wiara. Rodzi się ona z

Głębsze spojrzenie na tę pery-

zachwytu, w miłosnym spotkaniu

kopę prowadzi też do innej refleksji.

człowieka i Boga. Jest gotowością do

Zdumiewa pedagogika Jezusa, który

wyjścia z „rodzinnej ziemi” i pójścia

stopniowo

przybliża

za Bogiem, często w nieznane. Jednak

uczniów do odkrycia własnej Tajem-

zawsze na tej drodze towarzyszy nam

nicy. Nie daje się im poznać od razu,

ów Boski Wędrowiec, „który nie

ale pragnie, aby sami odkryli to, kim

pozwoli by potknęła się nasza noga”.

jest Wędrowiec, z którym dzielą

Trzeba Mu tylko zaufać. On jest prze-

trudy podróży. Zachwyca jednocze-

cież „drogą, prawdą i życiem” Czyż

śnie

którą

do domu Ojca można dojść inaczej jak

Chrystus zostawia dwóm uczniom.

tylko przez Niego i razem z Nim?

Objawia im tyle, ile jest konieczne do

(por. J 14,6).

prowadzi

przestrzeń

i

wolności,

odkrycia, że to On, ale jednocześnie do niczego nie zmusza. Wiara ma być

Fr. Cyryl Kurs I

odpowiedzią na Boże wezwanie, a nie ślepym i bezmyślnym posłuszeństwem.

Fiodor

Młodzież Seraficka, nr 156

Dostojewski 20


Chciałbym

wyrazić

jeszcze

nadzieje, że każdy czytając ten artykuł będzie czuł trudną do opanowania irytację z powodu oczywistości tutaj opisywanych. Zaznaczam

dodatkowo,

że

w skutek stopnia trudności zagadnienia i mnogości pomysłów, niestety nie udało mi się logicznie ułożyć poniższej treści, dlatego czytelnik – także poniżej - może spotkać się z występowaniem zjawiska chaosu. Ale z chaosu mogą wyłonić się niezmiernie ciekawe rzeczy, o czym wiedzieli już starożytni myśliciele. Choć trwamy już w radości

Wziąć krzyż – czyli?

Zmartwychwstania to treścią tego

Lubię powtarzać sobie i bli-

artykułu powrócę jeszcze do wyda-

skim następujące słowa: każda chwila

rzeń Wielkiego Piątku, który nie przy-

jest

świadczyć,

padkowo towarzyszy przymiotnik:

że Pan Bóg jest najważniejszy. W na-

wielki. Spróbuje zastanowić się nad

wiązaniu do powyższego chciałbym

słowami Pana Jezusa: „Jeśli ktoś chce

na łamach tego czasopisma bardzo

iść za Mną, niech się zaprze samego

serdecznie pozdrowić właśnie Pana

siebie, niech co dnia bierze krzyż swój

Boga, któremu zawdzięczam wszyst-

i niech Mnie naśladuje.” (Łk 9, 23)

ko a nawet i więcej.

Moje

godna

tego,

Młodzież Seraficka, nr 156

aby

rozważania

przeprowadzę 21


w kontekście pytania: co jest dla nas

wierzymy, czy nie – to owa ciemna

krzyżem? A jeszcze ściślej, jakie cier-

noc cierpienia, śmiertelnie by nas po-

pienia są dla nas krzyżem?

chłonęła. Bez Boga nie moglibyśmy

Zanim rozpocznę pragnąłbym

nawet jej dostrzec, bo samo jej przyjcie

Używając

oznaczałoby dla nas natychmiastową

w tym artykule słowa cierpienie, bę-

śmierć. Wobec pytania, dlaczego, (na

dę miał na myśli ból wynikający

które

z trudności dnia codziennego, oraz

oczywista) pomijam kwestię cierpień

z problemów o stopniu zaawansowa-

o największym nasileniu bólu, zacytu-

nym. Pominę natomiast całkowicie

je myśl E.E. Schmitta, który w swojej

ten rodzaj cierpień, które pogrążają

książce pt. „Zapasy z życiem” w usta

człowieka w ciemnym, wręcz czar-

jednego z bohaterów wkłada takie oto

nym mroku, w którym - wydawałoby

słowa: „Jeżeli to, co mówisz, nie jest

się - nie widać nawet Miłości Boga,

piękniejsze od ciszy, lepiej milcz”…

która właśnie wtedy ma pełne ręce

i dlatego zamilknę, bo nie znam

roboty. Bo gdyby nie Ona – czy w to

w tym przypadku słów które raniłyby

uczynić

jedną

uwagę.

Młodzież Seraficka, nr 156

zresztą

odpowiedź

jest

22


mniej niż ich brak. W związku z tym

w myślnikach słusznie

nie

istnienie takich cierpień, które niejako

zamierzam

tutaj

stawać

się

„przyjacielem” biblijnego Hioba.

stwierdza

z „natury” na to miano nie zasługują

Wracając do pytań postawio-

(np. stres związany z próbą zatajenia

nych w przedostatnim akapicie, roz-

czegoś, okłamania kogoś nie zasługuje

pocznę ten temat od przytoczenia

na godność krzyża, którym w tym

szokującej sentencji. Jeden z najczę-

wypadku

ściej cytowanych autorów w historii

prawdy). Wyrażając to innymi słowa-

słowa mówionego – Ktoś Kiedyś

mi można powiedzieć, że: każdy

powiedział: „Cierpienie jest warto-

krzyż to cierpienie, jednak nie każde

ścią, na którą pozwolić sobie mogą

cierpienie to krzyż. Krzyż jest pewną

tylko nieliczni.” Zdanie to nastarcza

relacją do cierpienia, to tak jakby

wielu trudności, ponieważ nie trzeba

wzięcie owego cierpienia na barki

się nawet rozglądać, aby zauważyć

swojej odpowiedzialności.

towarzystwo cierpienia nader często

wziąć krzyż to - w chrześcijańskim

na drogach życia, a i doświadczenie

sensie tego słowa: zaakceptować cier-

pokazuje nam na każdym kroku, że

pienie, które mnie spotyka. Lecz nie

„życie to bajka nie jest” (oczywiście

tylko to. To także niekiedy rezygnacja

podaje

jego

z jakiegoś cierpienia np. gdy jest ono

Więc skąd

za ciężkie. Ale jest i trzecia możliwość:

w tych słowach tylko ci nieliczni?

wziąć krzyż to świadomie i zdrowo

Następnie cierpienie nazwane jest

wybrać cierpienie, to nie tyle czekać

wartością!? Jak może być wartościo-

aż ono mnie spotka, ale wyjść mu na-

we coś, co tylko niszczy? Jednak

przeciw, aby niejako to ono spotkało

dostosujmy te słowa do chrześcijań-

mnie. Nawiasem mówiąc, otwierają

skiej myśli i po tym wydawałoby się

się tutaj drzwi do stwierdzenia że tym

wstępie przejdźmy do sedna sprawy.

ostatnim

to

powiedzenie

cenzuralnej składni).

w

Każde cierpienie – które na to zasługuje – możemy uświęcić nadając mu

godność

krzyża.

Młodzież Seraficka, nr 156

Wyrażenie

jest

wysiłek

rodzajem

mówienia

Więc,

cierpień

„specjalizowali” się święci. Jednak można tą relacje zepsuć i wtedy takie cierpienie nie jest 23


krzyżem. Czynimy tak wówczas, gdy zamiast

przeżywać

jak

Przykładem takiego cierpie-

Chrystus, to w relacji do niego po

nia jest również postawa biernego

pogańsku

to

nasiąkania problemami. Bo zauważa-

oznacza? Męczymy się po pogańsku

my, że łatwiej jest tylko cierpieć

wtedy, gdy kanonizując sami siebie

i

oddajemy się tyrańskiej władzy bólu,

krzyż próby uleczenia zła. Łatwiej

– który zaczyna zajmować miejsce

jest pozostawać w „bezpieczeństwie”

Boga – głosząc królestwo goryczy

taniego cierpienia, niż wziąć na siebie

i innych potępiania. „Chrześcijanin”

krzyż zmiany na lepsze. To dużo wię-

staje się wtedy takim automatem do

cej kosztuje i jest niebezpieczne, ale

przyjmowania cierpień. Automatem,

dzięki temu stać nas na godność

który równie automatycznie zaczyna

bycia prawdziwymi chrześcijanami,

domagać się wszelkich praw. I w całej

którzy nie pozostają na wygodnych

swej bezczelności wykorzystuje aurę

łąkach bylejakości, oddając się iluzją

szacunku i współczucia, która wy-

wiecznej wiosny. Nie przeżywamy

twarza się w człowieku na widok

po chrześcijańsku naszego cierpienia

bólu, do niecnych celów trwania w

również w sytuacjach gdy bierzemy

swoim głupim auto sadyzmie. Oczy-

go za dużo na siebie. Przypominamy

wiście są różne stadia tego męczenia

wówczas uczonych w Prawie, o któ-

się, ale ja ograniczyłem się do opisa-

rych Jezus tak mówił: „I wam,

nia tylko tego najgorszego. Zaryso-

uczonym w Prawie, biada! Bo nakła-

wuje się tutaj istotny problem: gdy

dacie na ludzi ciężary nie do uniesie-

mianowicie w cierpieniu Bóg nie jest

nia, a sami nawet jednym palcem

dla nas najważniejszy, to otwieramy

ciężarów tych nie dotykacie.” (Łk 11,

się na doświadczanie całej gamy dzi-

46) Lecz w takim kontekście w któ-

wactw. A te dziwactwa siejące w nas

rym sami na siebie nakładamy cięża-

i wokół nas ferment cynizmu oraz

ry nie do uniesienia, a innym nawet

nieświadomej krytyki innych, choć są

palcem nie pozwolimy sobie pomóc.

cierpieniem to w żadnym wypadku

W takim przypadku może i bierzemy

męczymy

Młodzież Seraficka, nr 156

cierpienie

nie są krzyżem.

się.

Co

narzekać - że jest źle, niż nieść

24


„krzyż” ale z nim nie idziemy, bo jest

problem dotyczy wielu osób (oby nie

za ciężki, pozostając w marazmie

nas), dlatego nawiązując do początko-

swojej pychy. Tutaj krzyżem jest

wej sentencji można wyrazić ją w ten

otwarcie się na pokorę swojej niemo-

sposób: na cierpienie jako wartość

cy. Ona ustrzeże nas przed marnowa-

(a jest ono wartościowe o tyle o ile jest

niem naturalnych zasobów naszej

krzyżem) mogą pozwolić sobie tylko

witalności. Ową siłę jak najbardziej

prawdziwi chrześcijanie, a są oni już

możemy spożytkować lepiej czyniąc

chyba niestety nieliczni.

dobro np. prosząc o pomoc.

Omówiłem dotychczas „jako

Podsumowując: trudno nazy-

tako” rzeczywistość cierpień które nie

wać cierpienia wynikające z wszela-

są krzyżem i tak jak pisałem co nim

kich

lenistwa

nie jest i przy okazji wynikało co nim

egzystencjalnego – krzyżem; ewentu-

jest, tak teraz opiszę w pierwszej

alnie gdy już wejdziemy na drogę

kolejności, co krzyżem jest i także

pozytywnej zmiany, otwiera się przed

przy okazji wyjdzie co nim nie jest.

nami szansa, ofiarowania Bogu tego

A więc krzyżem przede wszystkim są

niepobożnego

jakiejś

te cierpienia które wynikają z faktu

pobożnej intencji. Widzimy że ten

należenia do Kościoła. W tym wypad-

dziwactw,

pychy,

wysiłku

Młodzież Seraficka, nr 156

w

25


ku katolik bierze na siebie całe brze-

przychodzi. Jest to jak najbardziej

mię

wynikających

słuszne, ale tracimy całą atmosferę

ewangelii. Owe niekończące się

świętego boju gdy na tym pozostaje-

zmagania toczące się w klimacie wol-

my, gdy nie bierzemy na siebie krzyża

ności

rozwiązania problemu. A w zamian,

z

prz ykazań,

w najpełniejszym stopniu

należą do świętej czynności włożenia

oddając

się

tylko

beznamiętnym

krzyża na swoje barki.

jękom narzekania (które samo w sobie

Wziąć krzyż to także – jak już

też jest cierpieniem, ale raczej dla osób

wspominałem - wyjść na spotkanie

drugich) zbytnio nie wyglądamy na

problemu, a nie wrzucić go do kosza

uczniów Chrystusa. A pokusa jest

nieświadomości.

krzyżem

wielka, aby wrzucić bolące miejsce

nazywamy tylko sam problem który

w nas do nieświadomości (traktując ją

Często

jako jakiś śmietnik, a przez to grzesząc przeciwko miłości do samego

siebie,

traktując

niegodnie część swojej osobowości!) w głupiej naiwności że „jakoś to będzie”. W tym kontekście można powiedzieć że nie tyle nadzieja ile: naiwność jest matką głupich. Wielokrotnie tłumaczymy sobie takie zachowanie

powiedzeniem:

„czas goi rany”. I jest to prawda, ale pod jednym warunkiem: czas goi rany wtedy gdy najpierw owe rany opatrzymy, oczyścimy i nałożymy odpowiedni

opatrunek.

W przeciwnym wypadku czas Młodzież Seraficka, nr 156

26


działa na naszą niekorzyść. Mamy

Możemy to poznać po kilku znakach.

wtedy do czynienia w naszym życiu

Na początku odwołam się do słów

z takimi przeterminowanymi proble-

samego

mami, których data ważności rozwią-

mówi: „Weźcie na siebie moje jarzmo

zania już dawno minęła. I nie wiado-

i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy

mo co robić z czymś takim… a konse-

i pokornego serca, a znajdziecie uko-

kwencje tego mogą być okrutne.

jenie dla dusz waszych. Albowiem

W najlepszym wypadku dostaniemy

słodkie jest moje jarzmo, a moje brze-

gangreny

objawy

mię lekkie.” (Mt 11, 29-30) Czy niosąc

przedstawiają się w rozdrażnieniu na

krzyż jesteśmy w stanie powiedzieć

jakikolwiek bodziec przypominający

słodki i lekki…? Mówić takie słowa

nam bolące miejsce.

w cierpieniu wydaje się brutalnie

pamięci

której

Zbawiciela

który

wciąż

Wziąć krzyż to również roz-

trudne, ale jest to możliwe tylko wte-

począć umiejętnie „utrudniać” sobie

dy gdy nasze oczy są utkwione

życie, szczególnie poprzez zakłócanie

w najważniejszego dla nas Boga!

grzesznego spokoju postawy samoo-

Wpatrzeni w Niego możemy z lekko-

kłamywania. Krzyżem jest zacząć

ścią „stąpać po wężach i żmijach”

używać życiowej wyobraźni, aby

a nawet nie niewiedząc chodzić po

w swoim myśleniu ciągle nie skakać

wodzie. Gdy On jest na pierwszym

ze skrajności w skrajność. Wspomnia-

miejscu to w porównaniu z Nim

ne powyżej przykłady ukazują nam

każdy ciężar jest lekki, a w przebywa-

prawdę o tym jak chrześcijańskie

niu z Nim wszelkie jarzmo słodkie.

nastawienie do cierpienia, chroni nas

Kolejnym znakiem jest pokój

przed jeszcze gorszymi cierpieniami,

w sercu! Mój (czyt. nasz, gdy jesteś

wynikającymi

bratem

niezawinionej,

z

naszej ale

w

-

nieraz

końcu

-

nieporadności.

Św.

mniejszym)

Franciszek

tak

zakonodawca powiedział:

„Pochwalony bądź, Panie mój, przez

Postawię teraz ostatnie pytanie:

tych, którzy przebaczają dla Twej

po czym poznać że wzięliśmy swój

miłości i znoszą słabości i prześlado-

krzyż i poszliśmy za Chrystusem?

wania. Błogosławieni ci, którzy je

Młodzież Seraficka, nr 156

27


znoszą w pokoju (!), ponieważ przez

choć parę osób, które - może i bezsen-

Ciebie, Najwyższy, będą uwieńcze-

sownie, ale - zapłakałyby nad naszym

ni.” Jeżeli zżera nas mnóstwo skru-

losem? Jeśli czegoś takiego w cierpie-

pułów i czujemy ciągły nienaturalny

niu nie doświadczamy, to zastanów-

zamęt, to zastanówmy się czy czasem

my się, czy z krzyżem nie poszliśmy

po pogańsku nie męczymy się.

jakąś inną drogą? Czy czasem nie

Następnie pragnąłbym odwołać

się

do

pobożności

ludowej.

pobłądziliśmy w mroki samowystarczalności?

W

przykładzie

tym

Popatrzmy na nabożeństwo Drogi

ujawnia się, nieraz trudna do odkry-

Krzyżowej. Nie jest konieczne posia-

cia prawda, o tym jak Pan Bóg

danie wnikliwego oka, aby zauważyć

w

że nieść krzyż, to nie tylko upadać!

swojej wyjątkowości. Jednak zwróć-

To także spotykać na drodze cierpie-

my tutaj uwagę na intensywność

nia

Dlatego

cierpienia, ponieważ gdy np. boli nas

zbadajmy czy niosąc krzyż spotyka-

przysłowiowa główka, to nie wypada,

my na swej drodze tak jak Chrystus:

aby w nieuzasadnionej naiwności,

Maryję, swoją ziemską mamę albo

wymagać od Boga jakiś spektakular-

kobietę która ją godnie zastępuje?

nych cudów. Zwróćmy też uwagę na

Zobaczmy czy spotykamy niejakiego

to, że aby niekiedy zauważyć miłość

Szymona z Cyreny a więc ludzi

Boga w wyciągniętej dłoni drugiego

którzy nieraz i z niskich pobudek

człowieka, należy wpierw przejść

nam pomagają, ale w ostatecznym

przez bramę pierwszego upadku.

rozrachunku okazują się niezastąpio-

A

nymi przyjaciółmi? Czy na kamieni-

potknięcie się o pierwszą z brzegu

stej drodze cierpienia wybiegają nam

niewygodę. Co nim jest? Chyba każdy

na spotkanie ludzie tacy jak św.

kto choć próbuje kochać siebie, innych

Weronika, którzy swoją nieobojętno-

i Boga doskonale o tym wie.

wyjątkowe

osoby!

ścią i przelewającą się czułością serca,

naszym bólu, otacza nas ciepłem

upadkiem bynajmniej

Kończąc

temat

nie

jest

znaków

otarliby naszą twarz z błota smutku

i przygotowując się do zakończenia,

i goryczy? I w końcu czy spotykamy

chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze

Młodzież Seraficka, nr 156

28


jedno niebezpieczeństwo, czyhające

w dwóch stwierdzeniach. Pierwsze:

podczas

Cierpienie jest na tyle niebezpieczne

podążania

Chrystusową

drogą krzyża. Mianowicie, biorąc

że

krzyż

licznymi

sztywnym (odbierając mu twórczą

ofertami pseudo cieśli, którzy za

elastyczność miłości), czyniąc nas

odpowiednią cenę to tu to tam nam

ludźmi którzy mają serce i mózg

go ukrócą albo w skazanym przez

z kamienia. Drugie: Cierpienie jest

nas miejscu wygładzą. Tymczasem

oczyszczającą wartością w której

pomijając te oferty popatrzmy na

należy się wykąpać a nie utopić.

jesteśmy

wabieni

najlepszego Cieślę który dając nam

potrafi

uczynić

Obecnie

nasze

wypadałoby

życie

mi

przykład, sam bierze swój (czyli całej

wyłącznie zakończyć. Więc, tak jak

ludzkości) Krzyż na ramiona i idzie

konsekwencją Wielkiego Piątku było

z nim. Udajmy się w cierpieniu do

Zmartwychwstanie, tak konsekwen-

Chrystusa,

genialnym

cją pisania o cierpieniu, niech będą

duchowym Cieślą. On nie zmieni

życzenia Wielkanocne. W związku

naszego krzyża lecz nas! Ukróci

z tym, ażeby tak tradycyjnie zacząć:

naszą głupotę i wygładzi chropowate

z okazji świąt Wielkiej Nocny pragnę

miejsca naszej duszy. Pomoże nam

życzyć wszystkim (a więc i sobie)

odkryć naszą niepowtarzalną war-

Chrystusowego światła rozświetlają-

tość, ponad przeciętność każdego

cego ciemne piątki naszego życia.

z nas i siłę wobec której wszelkie

Niech fakt Zmartwychwstania będzie

zabiegi

się

dla nas przyczyną takiej radości

zbędne. Genialny Cieśla nie nauczy

której organizm nie miałby już siły

nas jak nie upadać ale paradoksalnie

okazywać. Niech Chrystus zawsze

nauczy

będzie dla nas najważniejszy!

który

jest

ułatwiające

nas

wydadzą

lepszej

sztuki:

jak

I na sam już koniec, pragnął-

powstawać z upadków! W związku z tym że trudno

bym tak publicznie podziękować

podsumować chaotycznie ułożone

Tobie Jezu za to że… Zmartwych-

myśli

wstałeś!!!

dlatego

spróbuję

zespolić

wszystko co dotychczas napisałem Młodzież Seraficka, nr 156

Fr. Stefan, kurs II 29


Pokuta w wymiarze franciszkańskiej drogi duchowej

W niniejszym artykule podejmiemy rozważania na temat pokuty w życiu minoryckim. Jeśli nawet nie zakonnikiem,

ale

będąc

sympatykiem drogi serafickiej, skorzystasz nieco czytając ten artykuł. Aby

lepiej

pojąć

kontekst

naszych rozważań, powiemy sobie kilka słów o pojęciu pokuty w ogóle, potem o pojęciu duchowości chrześcijańskiej, franciszkańskiej, aż wreszcie

Młodzież Seraficka, nr 156

pokuta zajmuje w duchowości franciszkanów. Na dobry początek, aby lepiej

Drogi Czytelniku!

jesteś

dojdziemy do tego, jakie miejsce

zrozumieć podejmowane zagadnienia proponuję postawić kilka pytań do rozważenia i odpowiedzi: Czym jest pokuta oraz co spowodowało jej niezbędność?

Jakie

istnieją

formy

pokuty? Po grzechu pierworodnym, który był grzesznym nieposłuszeństwem prarodziców, serce człowieka jest ociężałe i zatwardziałe. Trudniej jest człowiekowi otwierać się na Boże

30


natchnienia, trudniej jest szukać Jego

czynach zewnętrznych, chcąc pokazać

woli – łatwiej natomiast lgnie on do

ludziom, że poszczą, a sercem byli

zła, do pełnienia swoich nieuporząd-

dalecy

kowanych (na pozór tylko dobrych

Chrystus głosząc pokutę podkreśla

i łatwych do osiągnięcia, ale przyno-

przede wszystkim jej wewnętrzny

szących jedynie chwilowe zaspokoje-

wymiar – radykalną przemianę całe-

nie) zachcianek. A zatem grzech

go życia, powrót i nawrócenia się do

pierworodny spowodował zerwanie

Boga

pierwotnej

człowieka

z grzechem. Tak pojęta pokuta zawie-

z Bogiem. Człowiek zechciał „chodzić

ra jednocześnie pragnienie i postano-

swoimi ścieżkami” i w oderwaniu od

wienie zmiany życia oraz nadzieje na

Boga decydować, co dla niego jest

Miłosierdzie Boże i ufność w pomoc

dobre, a co złe. Zaślepiona pychą

Jego łaski.

zażyłości

natura nie była zdolna uświadomić sobie, że swoją pełnię osiągnąć może tylko w zjednoczeniu z Bogiem. Wprawdzie człowiek jest obmyty z grzechu pierworodnego w wodach Chrztu Świętego, ale skutki grzechu pierworodnego, nadal ciążą nad ludzkim postępowaniem, wywołując ociężałość i zatwardziałość jego serca w pełnieniu dobra. Konieczny jest zatem powrót do pierwotnej zażyłości. Pokuta zatem, nie będzie celem sama w sobie, lecz środkiem do spotkania

z

Bogiem.

Praktykowanie

pokuty obecne było w Narodzie Wybranym jeszcze przed przyjściem Chrystusa. Mesjasz przychodząc na ten

świat

faryzeuszom

nawracania

całym

się).

sercem,

Sam

zerwania

Temu nawróceniu serca towarzyszy zbawienny ból i smutek, który Ojcowie Kościoła nazywali smutkiem duszy (animi cruciatus) i skruchą serca (compunctio cordis). Trzeba tutaj dokonać rozróżnienia smutku, udzielanego przez Boga jako łaskę, który prowadzi człowieka do uświadomienia sobie własnej nędzy oraz do głębszego nawrócenia, od smutku, który prowadzi do zniechęcenia, odciąga człowieka od pokuty – nawrócenia, ostatecznie wprowadzając go w rozpacz, a konsekwencji skazującym duszę człowieka na śmierć duchową. Ten drugi smutek pochodzi od szatana.

nieszczerość

Pokuta w życiu chrześcijań-

w podejmowaniu pokuty

skim może wyrażać się w bardzo

występującą intencji

wykazuje

od

często

(kiedy to skupiali się oni bardziej na Młodzież Seraficka, nr 156

zróżnicowanych

formach.

Pismo 31


kładą

tych ostatnich jest „dyskrecja”, czyli

nacisk szczególnie na trzy formy:

działanie w ukryciu przed ludzkim

post, modlitwę i jałmużnę. Może się

okiem, skierowane do Ojca „który

zrodzić w nas takie pytanie: „dlaczego

widzi w ukryciu”.

Święte

i

Ojcowie

Kościoła

akurat te trzy formy?” - ponieważ one wyrażają nawrócenie w odniesieniu do samego siebie, Boga i innych ludzi.

Rozważmy teraz jak Franciszek przeżywał pokutę we własnym życiu oraz jaki wpływ miało to na duchową

się

drogę (= duchowość) jego następców.

w życiu codziennym przez czyny po-

Uważam, że warto w tym momencie,

jednania, troskę o ubogich, wyznanie

zanim zagłębimy się w tym temacie,

win braciom, upomnienie braterskie,

sprecyzować

rewizję życia, rachunek sumienia,

„duchowości franciszkańskiej” oraz jej

kierownictwo duchowe. Najpewniej-

stosunek do „duchowości chrześcijań-

szą drogą pokuty jest wzięcie każdego

skiej”.

Nawrócenie

dokonuje

dnia swojego krzyża i pójście za Jezusem (por. Łk 9,23).

samo

pojęcie

Duchowość chrześcijańska jest globalną wizją wszystkich elementów

Źródłem i pokarmem na drodze

rzeczywistości. Bierze swój początek z

codziennego nawrócenia jest Euchary-

Objawienia się Słowa Ojca, oraz znaj-

stia, będąca uobecnieniem Ofiary

duje ona oparcie w przeniknięciu

Chrystusa,

całego świata tchnieniem Ducha Świę-

z

która

pojednała

nas

tego; jest ona życiem w tym Duchu.

Bogiem. Lektura Pisma Świętego, modli-

twa Liturgii Godzin również ożywiają w nas ducha nawrócenia i pokuty. Wreszcie konkretne okresy lub dni w ciągu roku liturgicznego( tj. Wielki Post albo każdy piątek, jako wspomnienie śmierci Pana) są odpowiednim czasem do praktykowania ćwiczeń duchowych, dobrowolnych wyrzeczeń jak np. post i jałmużna. Ważnym

aspektem

Młodzież Seraficka, nr 156

praktykowania

Posiada charakter całościowy i samowystarczalny. Możemy zauważyć na przestrzeni dziejów zaistnienie nurtów,

o k r e ś la n y c h

wielu

mianem

„duchowości”. Dlaczego powstają? Jaką mają rację bytu wobec jedynego fundamentu, jakim jest Ewangelia Chrystusa? Przyczyną sprawczą jest Duch Święty, pobudzający konkretne osoby do

odkrywania

na

nowo 32


Chrystusowej Ewangelii w swoim

Powróćmy, zatem do ducho-

życiu, do przejęcia się słowem Bożym

wości Franciszka… Staje się on wier-

„na serio”. Słyszą oni to wezwanie, to

nym świadkiem i odkrywa on na no-

Słowo, jakby działo się to po raz

wo,

pierwszy i Jemu posłuszni, oddają się

Jesu Christi. Ważne jest, aby dokonać

sercem

rozróżnienia duchowośi Franciszka

niepodzielnym

na

służbę

czym

jest

Vita

Evaneglii

i radosne gło-

i duchowości

szenie tego, co

franciszkań-

sami

skiej.

dzięki

Bożemu działaniu

Duchowość

odkryli.

Poverella

Przez to, kim

opiera się na

są i przez to, co

jego osobistej

zwykle przeka-

wizji

zują w swoich

a czego najpeł-

wyznaczają

niejszym wy-

drogę

razem są jego

duchową, czyli –

pisma.

duchowość.

pojmowana

ona jednak w

i przeżywana

pełni chrześci-

przez jego na-

jańska, nie mo-

śladowców,

w cen-

wszyscy

trum nie mieć Boga Ojca, Jego Pomazańca – Chrystusa

i

Ducha, który wzywa

człowieka do obcowania z ich przeobfitym życiem. W innym wypadku byłaby

to,

co

Wizja

ta była różnie

Aby była

że

do-

świadczeniu,

p i s m a c h innym

i

najwyżej

(duchowość ≠ pobożność).

Młodzież Seraficka, nr 156

pobożność

oni

wnosili coś od siebie. Te przeobrażenia wynikały z samego życia na przestrzeni wieków i pochodziły one od wielkich osobowości – właśnie one istnieją i tworzą „duchowość franciszkańską”.

33


Trzeba mieć jednak świado-

mniejszych polega na zachowywaniu

mość, że ta duchowość, sposób życia

Świętej Ewangelii Pana naszego Jezu-

nie został skrystalizowany ostatecznie

sa Chrystusa przez życie w posłuszeń-

i wciąż będzie się rozwijał, tak jak

stwie, bez własności i w czystości”.

działo się to na przestrzeni dziejów. W minionych wiekach podejmowane

W Testamencie Franciszek napisze:

były reformy, które, nieraz prowadzi-

„I gdy Pan zlecił mi troskę o braci,

ły do konfliktów wewnętrznych lub

nikt mi nie wskazywał, co mam czy-

wprost do podziałów na różne wspól-

nić, lecz sam Najwyższy objawił mi,

noty zakonne… Zawsze jednak bra-

że powinienem żyć według Ewangelii

cia, w głębi serca mieli dobrą intencję

Świętej”. To była droga osobistego

pogłębiania charyzmatu życia mino-

nawrócenia, osobistego spotkania ze

ryckiego. A zatem tak i dziś i w przy-

Słowem, osobistej przemiany życia,

szłości duchowość ta będzie przeży-

fundamentem której stało się ewange-

wała nowe reformy, tym razem jednak duchowe. Spowodowane to jest uniwersalnością charyzmatu, danego nam przez Ducha Św. Jest to z jednej strony bardzo proste, a z drugiej strony bardzo zobowiązujące… zobowiązujące do stałej dyspozycyjności i wsłuchiwania się w Głos Boży; zobowiązujące do bycia otwartym na twórcze współdziałanie z Bogiem; zobowiązujące każdego współbrata do głębokiego życia modlitwy. Duchowość franciszkańska jest zatem na wskroś duchowością chrześcijańską – ewangeliczną.

Już

w

Reg.

Zatw., w I Rozdz. przeczytamy:

„Reguła

i

życie

Młodzież Seraficka, nr 156

braci 34


liczne

wezwanie

Chrystusa:

ści,

dzięki

całkowitemu

zaufaniu

„Nawracajcie się i wierzcie!”. Istotą

i oddaniu się Dobremu Bogu, w prze-

dążenia

zażyłości

ciwnościach życiowych (lub, tak jak

z Bogiem stało się - życie pokuty! Na-

w naszym przypadku – wyrzeczenia,

wet w swoim Testamencie, wspomi-

które są takimi „sztucznie przywoła-

nając początki nawrócenia i życia we-

nymi” przeciwnościami). A zatem

dług Ewangelii, Franciszek określi je

franciszkańska metanoia nie skupia

jako „życie pokuty” (por. Testament:

człowieka na samym sobie, lecz

„Mnie, bratu Franciszkowi, Pan dał

otwiera go na miłosną relacje z Bo-

tak

pokuty…”).

giem, Ojcem miłującym, w większej

Pokuta jest tu pojęta jako metanoia

wolności i świadomości. Wzbudza

(przemiana), nie trwa ona jakiś czas,

w duszy wdzięczność, ponieważ „nie

lecz jest wpisana w całe życie, jest

ma niczego, czego byśmy nie otrzy-

ciągłym nawracaniem się.

mali od Boga”.

do

pierwotnej

rozpocząć

życie

Współczesny człowiek, może

Pokuta - metanoia jest pojmo-

nawet katolik mógłbym się przestra-

wana przez Franciszka na sposób

szyć takiego poszczenia wydłużonego

Pawłowy: aby odtąd żyć według

w czasie, czy ciągłego odmawiania

ducha, a nie według ciała. Myśl ta

sobie przyjemności. Duch minorycki

zakłada zwalczanie egoizmu, a otwie-

jednak nie zabrania korzystać z dóbr

ranie się na bliźnich, wywłaszczanie

tego świata, ale wzywa do radykali-

własnego „ja” (nie wolno jednak

zmu ewangelicznego, do panowania

rozumieć tego wywłaszczania, jako

nad sobą, do lepszego zrozumienia

pewnego rodzaju wyobcowania, taka,

siebie,

bezgranicznie

bowiem postawa prowadzi do unice-

oddać się Dobremu Bogu, który jest

stwienia i wypaczenia osoby ludzkiej,

ponad wszelkimi dobrami doczesny-

która przecież w Chrystusie ma

mi. W duchu minoryckim wszelkie

dążyć do pełni życia, do pełni czło-

wyrzeczenia lub narzucanie sobie

wieczeństwa, do lepszego zrozumie-

rygoru, są podejmowane z miłości

nia własnej natury, a więc do lepsze-

oraz w radości. Radość ta oczywiście

go przeżywania tego „ja”), lecz jako

nie jest zwykłą wesołością, lecz pew-

przeżywanie ubóstwa duchowego,

nego rodzaju wytrwałością, zachowa-

które jest wpisane w życie minoryc-

niem równowagi i poczuciem pewno-

kie, a jego harmonijne współdziałanie

by

wreszcie

Młodzież Seraficka, nr 156

35


z pokutą, prowadzi człowieka do

mość wezwania Ewangelii, wezwania

miłosnej uległości światłu i wezwa-

samego Chrystusa, z którego bezpo-

niu Boga, otwarciu się na Ducha Pań-

średnio czerpie duch franciszkański i

skiego, który jest Duchem wolności,

wynikająca z niego ewangeliczna

Duchem przybrania za synów. Dlate-

postawa dziecięctwa Bożego, syno-

go również Franciszek zachęca braci,

stwa Bożego, pojętego przez Fran-

aby starali się posiąść Ducha Pańskie-

ciszka jako „minoritas”- bycie mniej-

go, aby byli ulegli Jego działaniu.

szym. Ewangelii samej w sobie nie

Widzimy tutaj, że pokuta (jako prze-

grozi, że straci ona swoją aktual-

miana serca) wpisana jest w codzien-

ność….

ność, więc za przykładem Franciszka

współczesny chce odciągnąć od war-

nie ograniczajmy się jedynie do naka-

tości duchowych oraz bezpośrednio

zanych okresów pokuty (tak, jak np.

od Boga – coraz bardziej grozi to, że

Wielki Post). Miejmy stałą świado-

zatracimy

ale

nam,

których

autentycznego

świat

ducha

wrażliwości na Boże Słowo. Stała pokuta – metanoia praktykowana ze względu na Boga jest niewątpliwie niezawodnym środkiem wytrwałości w dobrym do końca. „O najmilsi bracia i na wieki błogosławieni synowie, słuchajcie mnie, słuchajcie głosu swego Ojca: Przyrzekliśmy wielkie rzeczy, większe zostały nam przyrzeczone. Zachowajmy te, wzdychajmy do tamtych. Rozkosz krótka, kara wieczna. Małe cierpienie, chwała nieskończona.

Wielu wezwanych, mało wybranych; wszyscy otrzymają zapłatę. Amen”.

fr. Beniamin, kurs I Młodzież Seraficka, nr 156

36


Pytania sprzed pewnego bizantyjskiego krzyża. Było

wczesne

popołudnie

powrócić

z

pola

walki,

bardzo słonecznego dnia 1206

z ledwością dochodził teraz do

roku. O tej porze intensywność

siebie po niewoli i przebytej

gorących promieni zalewała każdy

chorobie. I chociaż jego stan

zakamarek

wzgórz

fizyczny z dnia na dzień był coraz

asyskich. Nikt w ten czas nie

bardziej obiecujący, to o duchowej

wybierał

stronie

dolin

się

w

i

drogę.

Może

Franciszka

prawie nikt. Bowiem po jednej

powiedzieć

z wijących się ścieżek snuła się

odwrotnego.

jakaś zabiedzona postać, każdym krokiem mały

wzbijająca

tuman

pod

kurzu.

stopą

Tak

jak

myślisz, Drogi Czytelniku, była to właśnie

postać

Franciszka, Bernardone.

syna

sławetnego kupca

Niedoszły

Piotra rycerz,

który miast w glorii i splendorze Młodzież Seraficka, nr 156

coś

można

by

zupełnie

Kiedy cztery lata temu wyruszał na wojnę, wydawało mu się,

że

jest

powołanie.

to

jego życiowe

Misja.

Cel.

Jego

miejsce w społecznej drabinie, gdzie

nie

mógł

przecież

na

zawsze pozostać tylko hulaką 37


i komediantem na młodzieżowych

godności.

spotkaniach.

dostojnie

patrzyli na niego. Ale w ich oczach

zbroi,

nie było uznania ani zazdrości.

prezentował

Tak się

w

na

Ludzie

wierzchowcu z ostrą lancą w ręce.

Patrzyli

Właściwie

Niektórzy uśmiechali się, może

walczyć,

mógł a

i

nawet tak

nie

wszyscy

patrzyliby na niego z dumą. Aby jednak pokazać, że stać go na wyrzeczenie

wojny

i niedogodności walki wyruszył, by zdobyć sławę i przyciągać spojrzenia mieszkańców Asyżu i okolic. Wszystko ułożyło się jednak zupełnie inaczej. Starcie, niewola i powrót w odarciu nie tyle ze zbroi, ile z szacunku, Młodzież Seraficka, nr 156

nań

z

rzeczywiście

politowaniem.

nawet ciesząc się, że żyje. Teraz, już prawie dwa lata, przemierza najmniejsze ścieżyny szukając, nawet sam nie wie, czego? Może nawet nie chodzi o pomysł na życie, przecież zakład ojca prosperuje tak dobrze. Nasz przygnębiony pozbawiony

bohater,

wypracowywanego

z taką pieczołowitością imagu, jakby

próbował

znaleźć 38


odpowiedź na pytanie, które tak

ścianach. Tak! To ten krucyfiks, to

wielu z nas sobie stawia i dzisiaj.

ta

Za

Powstania

w absydzie. Jak to możliwe, że tu

Warszawskiego i my możemy dziś

pozostała? Czy wszyscy o Tobie

bowiem stwierdzić: „pytam, kto

zapomnieli Jezu? Nie tracąc czasu

ja?” Jaka jest moja tożsamość i jak

na

mam przeżyć swoje życie, by było

samoprzesłuchanie,

ono przeżyte dobrze? Jak docenić

kolana.

ten największy prezent Pana Boga,

z

którym nas obdarzył i go nie

Chrystusa – „Nauczycielu dobry,

zmarnować? Przecież tu nie będzie

co mam czynić, aby osiągnąć

egzaminu poprawkowego.

życie wieczne?” (Mk 10, 17). Czy

Gajcym,

poetą

Franciszek tego popołudnia dotarł

do

miejsca,

które

już

wcześniej przykuwało jego uwagę. Niewielki zagajnik krył zawzięcie jakiś budynek. Tego dnia młody Bernardone powędrował właśnie w tę stronę. Ów budynek okazał się

niewielkim

kościółkiem

będącym jednak w bardzo złym stanie.

Pochylając

się

przed

zawalonym portykiem wszedł do środka. Jego religijna wrażliwość, którą wpoiła mu matka, od razu wyczuła w tym miejscu niemal fizyczną obecność Najwyższego.

ikona

i

bezładnie

tak

nierozwiązywalne

Słowami

Ewangelii

dostrzegasz

wisząca

upadł

młodzieńca

począł

pytać

podobieństwo

Franciszka

na

w

w ątpliwościach ?

do

swoich Czy

też,

Czytający te słowa, biegasz ze swoimi

wątpliwościami

i problemami w różne miejsca, do różnych

osób,

zasłaniasz

się

różnymi sytuacjami, a w głębi serca pozostajesz rozdarty? Daj się

poprowadzić

Duchowi

Świętemu przed swój osobisty krzyż San Damiano. A kiedy już tam

będziesz,

zapytaj

jak

Franciszek – co mam czynić? Idź i napraw mój dom, który

niezwykłe

jak widzisz cały idzie w ruinę. Panie,

wrażenie? – Franciszek rozglądał

czy właśnie przemówiłeś do mnie

się

z tego krzyża? – mógłby zapytać

Co

wywołało wokół

to

po

Młodzież Seraficka, nr 156

popękanych

39


Kiedy

dlatego nie zignorował tych słów,

wszystko inne rozsypało się w pył

którymi możemy określić całe jego

i nie ma już nadziei pozostaje

późniejsze życie i działalność. My,

uchwycić się tych słów. Pan Bóg

tak

przychodzi z pomocą piętnaście

w

minut za późno i... zawsze zdąży.

rzeczywistości, wiemy, że słowa

Po

Chrystusa z San Damiano miały

zdumiony

przybysz.

dwóch

jakiejkolwiek

latach

braku

motywacji

do

przecież

zaangażowani

franciszkańskie

postrzeganie

także wymiar o wiele głębszy. To,

czegokolwiek,

co wydawało się

Franciszek

zupełnie

jakby

nie

skrzydeł.

adekwatnym

Słowa te jakby w

rozwiązaniem,

nieskończoność

kołatających się w

odbijały się echem

Franciszkowej

w

głowie myśli, było

dostał

jego

głowie.

Tylko, co to ma

sensem

z n a c z y ć ?

renowacyjnej

Młodzieniec

w Kościele.

rozejrzał

się

po nas

kościele. Czy to, co

nas także nie oburza prostota jaką ukazuje nam Bóg dla rozwiązania Franciszkowi

Może

przypomniała

się

historia Naamana (2 Krl 5, 1 – 14), Młodzież Seraficka, nr 156

scena,

przeżyliśmy

jego egzystencjalnych pytań? Czy

problemów?

ta

którą przed chwilą

miało

być rozwiązaniem

naszych

nauczyć

niezwykła

przyszło mu teraz głowy

roli

Czego może

zrujnowanym

do

jego

z Ubożuchnym z Asyżu? Kochany Bracie, kochana Siostro! Właśnie od tego trzeba zacząć, że jesteś KOCHANY!!!

Tak,

często

spoglądając wstecz na pustynię Twojego życia, dostrzegasz tylko pojedynczy

ślad

stóp 40


w najtrudniejszych chwilach. Ale

Stworzycielem i w Jego planie nie

to wtedy Chrystus niesie Cię na

ma

swoich barkach! Samotność jest

nawet szatana (a przecież Jego

czasem, kiedy spoczywamy na

wszechmoc na to pozwala). Więc

barkach Jezusa! A kiedy wytrwale

także Twoje działanie powinno

będziesz Go pytać, o to co masz

być konstruktywne. Począwszy

czynić, odpowie. Może nie tak

od siebie samego – twórz, a nie

jakbyś

niszcz!

chciał.

Franciszek

nie

destrukcji.

I

zniszczył

zauważ,

Przyjacielu,

wokół

Franciszka

usłyszał, że stanie się założycielem

z

wielkiego zakonu i reformatorem

zaczęła gromadzić się wspólnota –

Kościoła. Takie słowa byłby dla

bracia, ludzie, którzy chcieli żyć

niego totalną abstrakcją i miast

według jego rad. Dzisiaj także

zmotywować, pewnie napawałyby

osoby

go lękiem. Pan Bóg odpowie Ci nie

spragnione

tak jakbyś chciał, ale tak jak tego

nowiny Ewangelii. Jeśli będziesz

potrzebujesz. A Ty uwierz i niech

dobry jak chleb (por. św. Brat

Ci

wierzysz.

Albert), inni zapragną tego dobra,

I konsekwentnie idź nawet za tym,

a Ty będziesz mógł stać się

co wydaje Ci się bez sensu. Jeśli

świadkiem

usły szy sz

Największego Króla.

się

stanie

jak

Bo ży

g łos,

j ak

Franciszek, jeśli w Twoim sercu zagości

pokój i

sprzeciwiają

radość,

się

które

wszystkim

okolicznościom, to wiedz, że w wytrwałości

odnajdziesz

spełnienie i szczęście, którego Bóg chce jak nikt inny dla swojego najukochańszego dziecka. I

jeszcze

dwie

otaczające dobra

Cię i

i

radosnej

heroldem

Księżniczko, Królestwa

Bożego!

Książe Życzę

Ci

pokochania przygody, jaką jest Twoje

życie.

cier pien iach

I

pamiętaj,

po

u k rzy żowan ia

przychodzi

radość

zmartwychwstania. Jak na ikonie krzyża z San Damiano.

rzeczy.

Odbuduj – znaczy twórz. Bóg jest Młodzież Seraficka, nr 156

czasem

Nie

Fr. Amos, Kurs IV 41


Kurs II się przedstawia. br. Stefan Rymarczyk Urodziłem się. W związku z tym mam 23 lata. Wychowałem się w pięknej i malowniczej (jedynie z „pokory” nie dodaję do dwóch poprzednich komplementów przedrostka „naj”) wiosce o nazwie Sidzina. Ukończywszy liceum ogólnokształcące o profilu pedagogiczno-psychologicznym, wstąpiłem do Zakonu Braci Mniejszych. A dlaczego? Jest to pytanie na które trudno odpowiedzieć mając do dyspozycji tak małą

br. Kleofas Gerlak Lat 43, pochodzę z Siedlisk koło Bobowej. Ukończyłem Zasadniczą Szkołę Zawodową. Do zakonu przyszedłem żeby naśladować Jezusa Chrystusa przez rady ewangeliczne.

br. Bogdan Murachowski Już od dwóch lat zgłębiam niepoznawalność, subtelność i racjonalność filozofii w metodologicznologicznym jej ujęciu. W miedzy czasie zajmuję się lekturą przepięknego czasopisma pt. „ Młodzież Seraficka”. Rozważam i medytuję każdy zawarty w nim tytuł poszczególnych artykułów. Niezmiernie ucieszyłem się kiedy dowiedziałem się że muszę napisać kilka zdań o sobie do następnego numeru. Więc napisałem i oddaję w ręce Redaktora, aby on zbytnio nie martwił się czym zapełnić wolne miejsce w danym numerze. Młodzież Seraficka, nr 156

42


br. Rostysław Peczeniuk Urodziłem się 4 czerwca 1986 r. w Szarogrodzie (Ukraina). Pochodzę z chrześcijańskiej rodziny, która nauczyła mnie rzymsko-katolickiej tradycji i przekazała katolicką wiarę, którą dopiero uświadamiam sobie i na nowo odkrywam. W 2003 roku zdałem maturę i równocześnie ukończyłem szkołę muzyczną specjalność gitara. W latach 2003-2006 r. ukończyłem technikum samochodowo-drogowe i mam zawód „remont i obsługa osobowych samochodów i silników”. Po ukończeniu technikum, pracowałem przez pół roku jako nauczyciel w szkole prawa jazdy. W 2007 r. stanąłem przed wieloma drogami, przed którymi staje każdy człowiek i podejmując decyzję krocze jedną z nich, według swego upodobania.

Żywot br.Bonawentury Chomickiego Urodzony normalnie. Żyję i jestem świadomy tego, że żyję. Wiem, co mam robić i lubię to co robię, a wszystko to w Jezusie Chrystusie! Od dzieciństwa do teraz przyjaźnię się, bawię się (w dobrym znaczeniu tego słowa) i rosnę z Bogiem. Teraz troszeczkę o mnie, co robię będąc na drugim roku w seminarium mając 22 lata? Przede wszystkim wzmacniam się duchowo, czytam dużo o świętych i dużo świętych książek. Studiuję, co mam studiować, np. Biblię, i „Ora et labora”, i czasami, a może zawsze dziwaczę: np. wszystko zaczęło się w moim rodzinnym domu … o muszę kończyć, bo mam problem z zegarkiem, a więc życzę wszystkim: „Ora et labora”

Młodzież Seraficka, nr 156

43


br. Jan Gergusz Ja brat Jan Gergusz. Ur. 1989 roku w Szarogrodzie (Ukraina). Po maturze wstąpiłem do zakonu świętego Franciszka. Na dzień dzisiejszy jestem na ostatnim kursie filozofii. Czasami gram w piłkę nożną. Nie wiem co więcej pisać, dlatego jak kogoś coś jeszcze interesuje, niech się zapyta, a ja chętnie odpowiem. br. Wenanty Kamiński Urodziłem się 20.12.1984 r. Pochodzę z Krzyżowej koło Żywca. Ukończyłem Technikum Telekomunikacyjne, następnie studiowałem uzyskując tytuł lic. z administracji. Przez większość swojego życia kształtowałem swoje życie pod opieką OO. Dominikanów, którzy swoim „kaznodziejskim słowem” pomogli mi zachwycić się Bogiem. Odkryłem jednak powołanie do Zakonu Świętego Franciszka, za co nieustannie dziękuję Bogu. Obecnie jestem na 2 roku w Seminarium. Doświadczam na co dzień oczyszczającego wpływu Filozofii (przez duże „F”)

br. Sante Boguniowski Urodziłem się 22.03.1987 r. w Bielsku-Białej. Ukończyłem Technikum Agrobiznesu. Pierwszą profesję zakonną złożyłem w 2009 r. Obecnie jestem na ostatnim roku studiów filozoficznych.

Młodzież Seraficka, nr 156

44


Emp atia altr mię uizm dzy em a ego izm em W naszym życiu (tym zakonnym również), przytrafiają się czasem sytuacje, których w pierwszej chwili nie jesteśmy w stanie ogarnąć rozumowo a tym bardziej emocjonalnie. Szukamy wtedy osoby, osób, które doświadczyły podobnego stanu, w którym sami obecnie się znajdujemy. Takie poszukiwania dostarczają nam możliwość konfrontacji z innymi, dzięki której uczymy się nowego sposobu przeżywania i wyrażania siebie, a także co istotne, dostarczają doraźnego bądź długotrwałego wsparcia emocjonalnego. Intersubiektywność przeżywania podobnych stanów psychicznych z którymi mamy do Młodzież Seraficka, nr 156

czynienia w relacjach może zachodzić dzięki empatii. Zdolność do niej pojawia się zaraz po urodzeniu. Jak zauważa D. Winnicott empatia towarzyszy człowiekowi od samych narodzin aż do śmierci. Wiadomo, że wraz z rozwojem psychicznym przybiera różne formy, to jednak nie jest w stanie całkowicie zaniknąć, ponieważ empatia bazuje na współprzeżywaniu z innymi osobami. Przekonanie, że dziecko, aby prawidłowo się rozwijać psychicznie musi stwierdzić swoje istnienie przez wzajemną zwrotność relacji niemowlę-matka jest bardzo trafne a Winnicott ujął to w stwierdzeniu, iż noworodek patrząc w twarz swojej mamy winien w 45


niej zobaczyć siebie. Gdyby matka psychicznie nie potrafiła poświęcić się dziecku w pierwszym okresie jego życia, lub gdyby uniemożliwiły jej to jakieś zewnętrzne czynniki, zagrożony byłby jego rozwój psychiczny (więcej na ten temat mówi teoria Bowlby’ego). Idąc po myśli D. Winnicotta H. Kohut nieco ją poszerza o spojrzenie ojca. W ojcu dziecko ma zobaczyć świat. Pomijając etapy psychologii rozwojowej, można wyc i ą g n ą ć wniosek, iż nabycie pozytywnych kompetencji komunikacyjnych umożliwia nam skuteczne porozumiewanie się z innymi ludźmi. Empatia zaś dalej pozostaje drogą od innego do siebie. Tak, więc empatia ma podwójne znaczenie: wspierające i wzmacniające. Wydaje się, że rozumienie tego, co druga osoba komunikuje jest bardzo proste i nie wymaga Młodzież Seraficka, nr 156

jakichkolwiek umiejętności. Okazuje się jednak, że w istocie nie jest to takie proste. Otóż otwarte uszy i oczy (widzące także to niewerbalne przesłanie) nie dają nam gwarancji, że potrafimy rozumieć to, co się do nas mówi i że potrafimy poznać wewnętrzny świat, z którym nasz rozmówca się dzieli. Czasami wsłuchujemy się w to, co mówi drugi człowiek ze zwykłej grzeczności, ponieważ to co chce nam przekazać nie jest dla nas ważne. Mając tego typu nastawienie, będziemy wyłapywać z rozmowy to, co nas interesuje i co może pomóc w zaspokojeniu naszych osobistych potrzeb. Jest to słuchanie interesowne, zwrócone ku własnemu „ja”. M. Dziewiecki mówiąc o wczuwaniu się w to, co myśli i przeżywa drugi człowiek, zaznacza, iż jest to możliwe tylko wtedy, gdy wsłuchujemy się 46


w wewnętrzny świat rozmówcy w sposób bezinteresowny, czyli ze względu na nią samą i na jej dobro: „bo aby słyszeć wystarczy mieć uszy. Aby widzieć wystarczy mieć oczy. Aby wczuwać się i rozumieć trzeba mieć otwarte serce i trzeba kochać”. Co nie jest łatwe w przypadku osób nam nie znanych. W numerze wcześniejszym (2010/1) brat Stefan zaakcentował w swoim artykule to, iż Bóg nie stworzył nas seryjnie. W kontekście empatii nie ma ludzi, którzy by przeżywali w sposób identyczny te same stany emocjonalne. Dla każdego z nas słowa np. radość, smutek, miłość, przyjaźń wyrażają obiektywnie tą samą rzeczywistość, lecz na płaszczyźnie naszej subiektywności są inaczej odbierane i rozumiane. S. Thum podkreśla fakt, że każdy z nas nakłada swego rodzaju psychiczne okulary nie tylko na swoje oczy, ale i uszy. Takimi okularami, które utrudniają empatię są z pewnością mechanizmy zwane projekcją psychiczną. Projekcja psychiczna to jeden z mechanizmów obronnych, który polega na przerzucaniu i przypisywaniu własnych stanów emocjonalnych na innych. Dajmy na to osoba, która żyje w strachu, lękach, subiektywnie przekonana jest, że to inni w stosunku do niej są nastawieni lękliwie i się jej boją. Szmatką Młodzież Seraficka, nr 156

przecierającą „okulary” z pewnością jest akceptacja odrębności osoby, którą chcemy zrozumieć. Nie chodzi tutaj bynajmniej o muskanie i drapanie się myślami, psychiczne przytulanie czy przytakiwanie główką w celu rozumienia treści rozmowy. Chodzi raczej o to, że słuchający potrafi zaakceptować sposób myślenia, które jest faktem rzeczywistości przeżywanej i towarzyszącej naszemu rozmówcy nawet, jeśli jest to myślenie nie dojrzałe i sprzeczne z naszymi przekonaniami. M. Dziewiecki mówi, że można się spierać o to, kto ma obiektywnie rację, ale nie można się sprzeczać o to, co ktoś subiektywnie myśli i przeżywa. Dla nas chrześcijan najdoskonalszym wzorcem empatycznego wczuwania się w drugiego człowieka jest Osoba Jezusa Chrystusa. Jezus przez to, że stał się człowiekiem na każdym etapie swego życia był świadomy tego, co dzieje się w nim samym. Przyglądając się jego życiu daje się odczuć, że empatia nie jest celem samym w sobie, ale środkiem budowania pomostu, dzięki któremu rozmówca nie tylko czuje się wysłuchany, ale i zaakceptowany w całej swej osobowości i z całym swoim bagażem życio47


wym. Empatia, jak uważa wielu badaczy, wyzwala altruizm, który stanowi pomost łączący umiejętność współodczuwania z zachowaniami mającymi na celu poprawę sytuacji drugiej osoby. W naszej chrześcijańskiej optyce, dobrym rozwiązaniem jest zaangażowanie się w pomoc (przypowieść o miłosiernym Samarytaninie), która choć w niewielkim stopniu jest wstanie ulepszyć trudną sytuację, którą przeżywa drugi człowiek, nasz bliźni. Może też zrodzić się pytanie, czy nasze zaangażowanie altruistyczne może być powodowane egoizmem?. Żeby zobaczyć współzależności, jaka zachodzi w postawionym pytaniu musimy pokrótce przyjrzeć się altruizmowi

Młodzież Seraficka, nr 156

i egoizmowi z osobna. Na pomoc przychodzi nam słownik psychologiczny. Słownik altruizm wyjaśnia jako bezinteresowną troskę o bliźniego. Altruizm ma swoje źródło w naturze, lecz także może wynikać z refleksji. Rozum skłania nas do altruizmu, gdyż życie bez solidarności staje się nie do wytrzymania, a osoba ze swej natury jest istotą społeczną. Według R. Triversa altruizm może być definiowany jako subtelna forma egoizmu. Dostrzegamy w tym stwierdzeniu nutkę paradoksu. Więc czym jest egoizm? Najprościej mówiąc, jest nadmierną albo wyłączną miłością do samego siebie. Egoista wszystko odnosi do siebie i nie uznaje systemu wartości wykraczającego poza jego

48


własne „ja”. Może z tego wynikać fakt, iż w naszej zakonnej przestrzeni wspólnotowej, egoista ma większą trudność z odnalezieniem sensu własnej egzystencji. Według E. Durkheima, egoizm w sposób nieunikniony doprowadza do izolacji jednostki w grupie, a niekiedy nawet i do samobójstwa, które jest częściej spotykane u osób żyjących samotnie. O egoizmie można byłoby napisać jeszcze wiele, ale wróćmy do postawionego pytania, które odnosi się do tego czy człowiek jest zdolny do zaangażowania w sytuację, w którą nie jest uwikłany jego egoizm. D. Batson i M. Hoffman uważają, że empatia czyni możliwym bezinteresowne zaangażowanie się. Warunkiem nieegoistycznego zaangażowania jest ukształtowanie w swoim umyśle gromadzenia i przetwarzania przez nas wiedzy na temat otaczającego świata społecznego. Wiedza o innych może stać się fundamentem w rozumieniu stanu drugiej osoby. Hoffman tak pisze o dojrzałej empatii: „Uczuciom Młodzież Seraficka, nr 156

tym może towarzyszyć świadome pragnienie pomagania, wynikające z faktu, iż żal mi ofiary, nie zaś z chęci zmniejszenia własnej empatycznej przykrości”. Warto przywołać jeszcze słowa J. Orzeszyny, który mówiąc o miłości interesownej stwierdził, iż nie ma sensu wyzbywać się interesowności, jest to nie m o ż li we , ale winniśmy ją uszeregować na drugim miejscu tak by nie była celem samym w sobie. Natomiast bezinteresowności trzeba chcieć i jej podporządkowywać interesowność. Analogicznie możemy odnieść to stwierdzenie na grunt altruizmu i egoizmu. Podsumowując, chcę zachęcić Cię drogi czytelniku byś nie przyjął tego, co wyżej napisane bezkrytyczne. Bądź uprzejmy mieć wątpliwość Fr. Tymon, kurs IV 49


Misteria ... Wraz z rozpoczęciem Wielkiego Postu, Kalwaria budzi się z zimowego snu, a mówiąc inaczej zaczyna się sezon pielgrzymkowy. W weekendy i nie tylko na sanktuaryjnych parkingach pojawia się coraz więcej autokarów z pielgrzymami (często maturzystami) lub turystami. Nie brakuje także rodzin, które przyjeżdżają indywidualnie, aby pomodlić się oraz odpocząć od codziennych zajęć. Będąc w okolicach bazyliki można usłyszeć tradycyjne pieśni kalwaryjskie, które echo niesie z Dróżek. Bracia w seminarium również się rozkręcają. Po zimowej sesji, jasełkach i kilku tygod n i a c h w zg lę dn eg o spokoju rozpoczynają się próby Misteriów Męki Pańskiej. Odbywają się one pod czujnym okiem braci reżyserów. Bracia klerycy i junioryści odgrywają Młodzież Seraficka, nr 156

w Misteriach większą część ról, przede wszystkim te najważniejsze jak: Pana Jezusa, Arcykapłanów, członków Najwyższej Rady Żydowskiej, Piłata, Heroda, itd. Ojciec Duchowny naszego Seminarium i muzykolog w jednej osobie, ćwiczy z braćmi mającymi talenty wokalne, kilkugłosowy „Śpiew pielgrzymów jerozolimskich”. Zaś bracia ze zdolnościami plastycznymi, przygotowują nowe elementy dekoracji misteryjnej. A poza samymi Misteriami, to rozpoczynają się nabożeństwa dróżkowe. Ładna pogoda przyciąga wspomnianych już pielgrzymów, tak więc... śpiewnik do ręki, nagłośnienie na ramię i na Dróżki marsz! Zwieńczeniem Wielkiego Postu jest Wielki Tydzień. Zaczyna się on w Niedziele Palmową pamiątką wjazdu Pana Jezusa na osiołku do Jerozolimy. Wcześniej mam miejsce odpowiedni „Prolog”. Ów osiołek jest dla dzieci 50


największą atrakcją w czasie misteriów. Scena wjazdu Chrystusa do Jerozolimy (z kaplicy „Umieszczenia Tronu”, na którą niektórzy mówią „kaplica osiołka”, do ołtarza polowego u stóp Góry Ukrzyżowania) trwa niecałe dziesięć minut. Jednak powrót osiołka do ogrodu seminaryjnego, jest dla niego samego nie raz długi i uciążliwy, gdyż otoczony gromadą dzieciaków, ciągle zmienia pasażera i jest zagłaskiwany. Na ołtarzu polowym przedstawiane są sceny ukazujące: troskę Jezusa o świątynię jako domu modlitwy, z którego uczyniono targowisko i wyrzucenia kupców ze świątyni, rozprawy z przedstawicielami Sanhedrynu i uratowania jawnogrzesznicy przed ukamienowaniem. Kolejne sceny mają miejsce wieczorem we Wielką Środę. Tu Misterium rozpoczyna się od wspomnianego „Śpiewu pielgrzymów jerozolimskich” w wykonaniu braci kleryków, juniorystów oraz postulantów. Następnie mają miejsce sceny: „Uczty u Szymona” oraz „Zdrady Judasza”. Ostatnim etapem Wielkiego Postu jest Triduum Paschalne tj. Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wielka Sobota. W wielkoczwartkowy poranek w bazylice odbywa się nabożeństwo poświęcenia opłatków „Wieczerzy Pańskiej”, Młodzież Seraficka, nr 156

które są specyfikiem spotykany najprawdopodobniej tylko w Kalwarii Zebrzydowskiej. Cieszą się one wielkim zainteresowaniem wśród stałych pielgrzymów, a dla nowych są nie małym zaskoczeniem, gdyż opłatki w takiej formie kojarzą się zwykle z Narodzeniem Pańskim. W Wielki Czwartek Misterium rozpoczyna się w południe na ołtarzu polowym od śpiewu „Gorzkich Żali”. Następnie po kolejnym „Prologu” oraz fanfarach ma miejsce ceremonia umycia nóg Apostołom, tzw. „Mandatum”. Tradycyjnie tej ceremonii przewodniczy kustosz sanktuarium. W role Apostołów wcielają się przewodnicy kalwaryjscy. Wyjątkiem są role Judasza i świętego Jana, których grają bracia klerycy. Po scenie „Ostatniej Wieczerzy” rusza procesja w stronę Góry Oliwnej. W trakcie całego pochodu zarówno jak w Wielki Czwartek jak i Piątek, przy głuchym dźwięku kołatek, są śpiewane pieśni kalwaryjskie o Męce Pańskiej, a przy kaplicach należących do „Dróżek Pana Jezusa” nasi ojcowie głoszą kazania pasyjne. W Ogrodzie Oliwnym mają odgrywają się dwie bolesne sceny: „Modlitwy w Ogrójcu” i „Pojmania”. Potem procesja z pojmanym Jezusem kieruje się ku Jerozolimie do „Pałacu Kajfasza”. Po 51


przejściu kaplicy-mostu na Cedronie i kaplicy „Bramy Wschodniej” wchodzimy w obręb Jerozolimy. Mówiąc o Cedronie (Skawince), można wspomnieć, iż niektórzy pielgrzymi tradycyjnie ściągają obuwie i przeprawiają się przez samą rzekę. Na chwile pochód zatrzymuje się przed kaplicą „U Annasza”. Następnie przy pałacu Arcykapłańskim mają miejsce kolejne dramatyczne sceny, w których: saduceusze i faryzeusze spierają się między sobą i oczekują na sąd nad Jezusem; pierwsza część sceny, gdy Piotr zostaje rozpoznany i zapiera się swego Mistrza; członkowie Sanhedrynu naradzają się i odbywają sąd nad Jezusem; następnie dalsza część sceny zaparcia się Piotra i jego żal. W końcu Pan Jezus z o s t a j e z a p r o w ad zo n y d o „Piwnicy” znajdującej się pod kaplicą. Na zakończenie w kościele „Wieczernika” znajdującego się tuż obok sceny, ma miejsce uroczysta Eucharystia „Wieczerzy Pańskiej”, a następnie Najświętszy Sakrament zostaje przeniesiony do „Piwnicy” pod „Pałacem Kajfasza”. Druga Msza Święta jest sprawowana na placu Rajskim przed kalwaryjską bazyliką. Towarzyszy jej niesamowity klimat wiosennego wieczoru w świetle księżyca będącego w pełni – tak samo jak prawie 2000 lat temu. Po zakończonej liturgii następuje przenieMłodzież Seraficka, nr 156

sienie Najświętszego Sakramentu do Ciemnicy, która jest urządzana w kaplicy Niepokalan ego Poczęcia, gdzie trwa całonocna adoracja. Wielu ludzi pozostaje czuwać przez większość nocy. We Wielki Piątek z samego rana w kaplicy-pałacu „U Kajfasza” po „Prologu” i fanfarach rozgrywa się scena „Sądu Porannego” w ramach którego Najwyższa Rada wydaje wyrok na Jezusa. Judasz zaś nękany wyrzutami sumienia błaga o odwołanie wyroku na swego Mistrza, którego wydał. Następnie procesja rusza w kierunku „Ratusza Piłata”. Tam na ganku siedziby Piłata odbywa się kolejny sąd nad Zbawicielem, po czym ma miejsce kazanie metropolity krakowskiego. Po nim Rada i straż ze skrępowanym Jezusem udają się do „Pałacu Heroda”. Gdy Herod wyśmiewa Jezusa i całą sprawę z nim związaną, orszak pośpiesznie udaje się z powrotem do Piłata. Po przejściu przez schody zw. „Gradusami”, Jezus ponowie staje przed namiestnikiem rzymskim. Mistrz wchodzi do „Ratusza”, a narrator przedstawia zebranym sprawozdanie z wnętrza domu namiestnika. Dla misteriów kalwaryjskich charakterystyczne jest to, iż nie ma w nich bezpośrednio ukazanych 52


drastycznych scen takich jak: biczowanie, czy cierniem ukoronowanie i poniżanie Jezusa przez żołnierzy. Także samo obnażenie, uk rzyż owanie, śmierć, zdjęcie z krzyża i złożenie do grobu, są całkowicie pominięte jako sceny teatralne, uzupełnia je jednak Liturgia Męki Pańskiej na Golgocie. A dlaczego? Ponieważ Misteria w Kalwarii Zebrzydowskiej to nie tylko teatr religijny upamiętniający nasze zbawienie, ale przede wszystkim MODLITWA. Ludzie przybywają nie tylko z czystej ciekawości, czy w celu podtrzymania rodzinnych tradycji, ale wielu przez swoje uczestnictwo daje świadectwo głębokiej wiary. Po biczowaniu i nałożeniu korony cierniowej, nieugiętej postawie Rady żądającej śmierci Jezusa, Młodzież Seraficka, nr 156

Piłat umywa ręce i czyta dekret. Następnie procesja za stacjami Drogi Krzyżowej podąża ku Golgocie. Przy kaplicach mają m i e j s c e nieme sceny odpowiednie dla każdej stacji oraz kazania. Tuż przed Górą Ukrzyżowania, Jezus ostatni raz przemawia podczas Misteriów, zwracając się do płacząc y c h niewiast. Jezus upada po raz trzeci, przy kaplicy „Obnażenia” tylko się zatrzymuje, w końcu kieruje się w stronę kościoła Ukrzyżowania i rozpoczyna się wspomniana Liturgia Męki Pańskiej. Po jej zakończeniu Najświętszy Sakrament zostaje przeniesiony do „Grobu” znajdującego się nieopodal „Ukrzyżowania”, gdzie całodobową straż trzymają żołnierze 53


rzymscy. Wraz z odjazdem pielgrzymów do swoich domów, na wzgórzu kalwaryjskim nastaje cisza…

kalwaryjskie konfesjonały, w których Pan pod osłoną kapłana szczególnie nawraca ludzkie serca.

Ta cisza towarzyszy także Wielkiej Sobocie. Całe rodziny przychodzą lub przyjeżdżają z okolicy, aby pokłonić się Jezusowi złożonemu w kościele „Grobu” i poświęcić dary na stół wielkanocny. Liturgia Wielkiej Soboty zaczyna się po zmroku od obrzędu poświęcenia ognia na placu Rajskim, a po przeniesieniu zapalonego Paschału do bazyliki rozpoczynają się dalsze obrzędy Wigilii Paschalnej. W poranek wielkanocny z bazyliki rusza pochód do kościoła „Grobu Pana Jezusa”, skąd formuje się procesja rezurekcyjna, która okrąża trzy razy kościół „Ukrzyżowania” i podąża ze Zmartwychwstałym Panem do bazyliki.

Fr. Martynian , kurs I

Niezależnie od jakie formy pobożności są nam bliskie, uważam, że Misteria kalwaryjskie są szczególnym czasem łaski. Świadczą o tym pielgrzymi zaczepiani chociażby przez reporterów telewizyjnych, czy dziennikarzy prasowych, którzy dzielą się z nimi oraz z braćmi obsługujący punkty informacyjne swoim świadectwem przeżywania wiary. A zapewne jeszcze więcej, gdyby oczywiście mogły, powiedziałyby Młodzież Seraficka, nr 156

Powołanie za klauzurę Ks. Bronisław Kant w swej książce pt. „Kto to taki?” pisze: „Jeśli dziś odczuwa się wielki brak powołań, to przede wszystkim dlatego, że młodzi ludzie nie wiedzą, co to jest powołanie. Nie wiedzą kim jest kapłan, siostra zakonna, czy zakonnik. Nie znając istoty powołania nie widzą jego głębokiego sensu i nie mogą się nim

zafascynować(…)

Drodzy

Czytelnicy! Spróbujcie postawić sobie to pytanie, za kogo uważacie kapłana, zakonnika, czy siostrę zakonną”. SIOSTRA ZAKONNA - KTO TO TAKI? Czy to ktoś, komu nie powiodło się w życiu; czy to osoba, która nie umiała znaleźć sobie męża; czy może chodzi tu o coś innego? 54


Ludzie w różny sposób patrzą

kroku? Może i Ty zadajesz sobie

na osoby zakonne. No, jeszcze

takie i podobne pytania. Jak usły-

zostać księdzem, siostrą czynnego

szeć powołanie Boże? Przecież

zgromadzenia-to

jakoś

Pan Bóg nie przemawia pośród

ujdzie, ale być siostrą klauzurową-

grzmotów i błyska-wic. Nie ma

czy to już nie przesada? Co skłania

cudowności, bo i dziś P. Jezus po-

dziewczyny do tak radykalnego

wołuje całkiem prosto i zwyczaj-

jeszcze

nie. Z jednej strony

powoła-

nie to wielka tajemnica Boga; ale z drugiej

i moja

osoby wezwanej. Pan Bóg wzywa kogo chce, jak chce i kiedy chce. Każdy

czło-

wiek jest dla Niego niepowtarzalny. Tak też jest z powołaniem – Pan Bóg nie kopiuje.

On

daje wybór wzywając czeka Młodzież Seraficka, nr 156

i

nie 55


ciągnie na siłę - odpowiedź należy

I właśnie wtedy zachorowałam.

do człowieka. Jest wiele dróg,

Musiałam się zatrzymać, zwolnić

którymi Bóg prowadzi ludzi. Na

tempo życia. Wtedy otwarły mi się

jednej z nich spotkał mnie: „Nie

oczy: ujrzałam jak wiele osób cier-

wyście Mnie wybrali, ale Ja was

pi w szpitalach i jak różnie pod-

wybrałem” (J 15, 16).

chodzą

Moje powołanie rozwijało się

do

swego

krzyża.

Doświadczyłam w tym czasie od

powoli. Pochodzę z Rdziostowa

moich

koło Nowego Sącza. W szkolnych

rodziny, znajomych i wielu osób

latach należałam do chóru para-

dużo życzliwości, miłości, cierpli-

fialnego i do KSM-u. Bywałam też

wości do mnie i wiele pomocy

na Kalwarii Zebrzydowskiej - na

oraz modlitwy za mnie. Niech Pan

Dróżkach i na Mszy Św. dla mło-

Bóg to wszystkim wynagrodzi.

dzieży (w sierpniu). Lubiłam też

Pan Jezus dał mi też łaskę, że

jeździć na rekolekcje do sióstr

w tym czasie towarzyszył mi

zakonnych w Opolu. Wtedy zaczę-

optymizm i poczucie humoru.

łam myśleć o tym, czego chce dla

Pewnie wyda się to paradoksem,

mnie

Postanowiłam

ale właśnie dzięki chorobie poczu-

sobie, że po ukończeniu liceum

łam się kochana przez Boga,

odzieżowego i po maturze popra-

zobaczyłam Jego miłość do mnie.

Pan

Bóg.

rodziców,

rodzeństwa,

cuję przez jeden rok, a potem

Zaczęłam znów myśleć, co Pan

zobaczę, co dalej. Skończyło się, że

Bóg chce ode mnie, „no, bo klasz-

pracowałam przez pięć lat ( w tym

tor już odpada –nikt nie przyjmie

przez dwa lata po 12 godz. dzien-

chorej osoby”. A jednak wbrew

nie) i zagłuszałam w sobie myśli o

wszystkiemu COŚ mi mówiło, że

tym, co chcę w życiu osiągnąć.

to jest wola Boża dla mnie.

No, a i świat wydawał mi się stać

Czytałam Pismo Święte, różne

otworem: miałam pracę, swoje pie-

książki religijne, modliłam się do

niądze, mnóstwo koleżanek i kole-

Ducha Świętego i próbowałam

gów... podobał mi się również stan

rozeznawać.

Doświadczyłam

małżeński. Młodzież Seraficka, nr 156

56


wówczas, że „Drogi Pana nie są

wujkowi - ks. Krzysztofowi. Pole-

naszymi drogami”- Bóg przywró-

cił mi, bym się modliła o pomoc w

cił mi zdrowie. Zaczęłam codzien-

rozeznawaniu do jakiegoś Święte-

nie uczestniczyć we Mszy Świętej,

go. Prosiłam więc o to za przyczy-

ale jednocześnie bałam się zrobić

pierwszy krok.

Popiełuszko i papieża Jana Pawła

Sług

Bożych:

ks.

Jerzego

Początkowo przed wszystkimi

II. Wierzę, że to dzięki Nim

ukrywałam swe rozterki. To był

otrzymałam odwagę, by pójść za

tylko mój sekret i Pana Boga.

Panem.

Podjęcie takiej drogi życia nie było

Wielkim wsparciem był dla

dla mnie łatwe. Bałam się, że

mnie w tym czasie był ks. Józef

łudzę się, że chcę uciec od świata

Dominik - z mojej parafii. Nie, nie,

i brałam też pod uwagę, co powie-

Ks. Józef nie powiedział mi, że

dzą ludzie (zwłaszcza, jak się oka-

mam iść tu, czy tu…. Dzięki

że, że klasztor nie jest dla mnie

Niemu zrozumiałam, że jak Pan

i zaraz wrócę do domu). Jednak

Bóg wzywa, to i tak doprowadzi

Pan Jezus, gdy powołuje do swej

do celu, jeśli się człowiek otworzy

służby, to czeka cierpliwie, jest

na Jego działanie. Zwróciłam się

wierny i nie zmienia zdania.

więc o przyjęcie mnie najpierw do

W

bibliotece

pożyczyłam

klarysek w Starym Sączu, potem

„Leksykon o zakonach” i próbo-

do kapucynek w Krakowie, ale mi

wałam rozeznawać, gdzie ewentu-

odmówiły ze względu na to, że

alnie

wcześniej chorowałam.

chce

mnie

Pan

Bóg.

Najbardziej pociągała mnie klau-

Jednak, jak sobie coś umyślę, to

zura. Wypisałam sobie nazwy

się tak łatwo nie poddaję Miałam

klasztorów w Małopolsce z ich

więc listę klasztorów i myślałam,

numerami

gdzie teraz? Stałam przy telefonie

telefonów.

Były

tu

klaryski, kapucynki, bernardyn-

i

ki… (ok. 10 domów zakonnych).

„benedyktynki, czy bernardynki?”

Ale teraz, gdzie iść? Zwierzyłam

Stwierdziłam: mamy papieża Be-

się o moich rozterkach memu

nedykta,

Młodzież Seraficka, nr 156

zastanawiałam

to

ja

dzwonię

się:

do 57


bernardynek. Umówiłam się na

stwu. Widziałam, jak przeżywali,

spotkanie na drugi dzień. Pojecha-

ale uszanowali moją decyzję. Choć

łam.

że

rodzeństwo czasem śmiało się ze

przyjmą mnie (warunkiem było to,

mnie, że nie wytrzymam i wrócę

że choroba nie wróci). Byłam

po

bardzo szczęśliwa! Jakbym dostała

dawali mi pół roku, później do

gwiazdkę z nieba. To było końcem

ślubu

lipca 2006 r.-właśnie skończyłam

bardzo towarzyska i lubiłam cho-

26 lat życia. Do klasztoru miałam

dzić na wesela).

Siostry

zdecydowały

dwóch

tygodniach

mojej

siostry-bo

(potem byłam

wstąpić 28 pażdziernika2006 r.

Dziękuję dziś Rodzicom i Ro-

Śmiałam się, że to dzień św. Judy

dzinie za to, że przyjęli mój wy-

Tadeusza (od spraw beznadziej-

bór, choć nie było to łatwe dla

nych).

nich, jak i dla mnie. Wstępując do

W domu najpierw powiedzia-

klasztoru nie wyrzuca się z serca

łam mamie, potem tacie i rodzeń-

osób bliskich, przyjaciół, znajo-

Młodzież Seraficka, nr 156

58


mych. Idąc za klauzurę zabrałam

życia duchowego i nareszcie dnia

ich wszystkich ze sobą. Teraz ma

15.11.2009 r. złożyłam swe pierw-

miłość do nich ma głębszy, ducho-

sze śluby. Obchodzi się je w

wy

mam

sposób uroczysty. Podczas Mszy

ograniczony kontakt, że nie wrócę

Św. na ręce Matki Przełożonej

już w rodzinne strony-nawet na

ślubowałam Panu na 1 rok żyć

pogrzeb rodziców i bliskich; to nie

w

czuję się tu jak w więzieniu. To był

w

mój wolny wybór. Oddałam Panu,

rze. Wtedy też otrzymałam czarny

to, co jest mi najbardziej drogie na

welon i krzyżyk, który nosimy

tej

ich

pod szkaplerzem. Śluby te odno-

wszystkich, ich sprawy, smutki

wiłam 15.11.2010 r. znów na 1rok

i radości. Owszem, są dni, gdy

(ponawiamy je przez 4 lata na

pojawia się tęsknota, gdy nacho-

1rok i dopiero potem są śluby

dzą

wieczyste)

wymiar.

ziemi:

Mimo,

polecam

ws po mn ien ia.

że

Mu

J ak

to

czystości,

bez

własności,

posłuszeństwie i w klauzu-

Jestem już ponad cztery lata w

powiedział Jan Paweł II: „Nie za-

klasztorze. Dziękuję Panu Bogu za

pomina się tak łatwo…”. w stąpiłam

powołanie, wytrwanie, zdrowie

28.10.2006 r. Po 2 tygodniowej

i wszelkie łaski, których mi udzie-

aspiranturze (po klasztorze chodzi

la.

się wtedy ubranym po świecku)

Wszystkich, wśród których wzra-

zaczęłam 2 letni okres postulatu.

stałam, pracowałam i dojrzewa-

Potem 7.10.2008r. odbyły się moje

łam do powołania; za Osoby, któ-

obłóczyny. Dostałam nowe zakon-

re pomogły mi w rozeznawaniu.

ne imię: s. Weronika (moją patron-

Czuję się tu na swoim miejscu,

ką jest św. Weronika Guiliani),

choć nie zawsze jest łatwo. Jednak

a także habit i biały welon. Nowi-

„wszystko mogę w Tym, który

cjat trwa 1 rok. Wtedy jest jeszcze

mnie umacnia” (Flp 4, 13).

Do

klasztoru

bardziej ograniczony kontakt

z

rodziną. Jest to czas pogłębienia

Dz ięk uj ę

Mu

też

za

Nasza Wspólnota codziennie uczestniczy

w

sprawowaniu

Eucharystii, która jest centrum Młodzież Seraficka, nr 156

59


naszego życia. Spotykamy się też w chórze zakonnym na modlitwie liturgicznej i innych dodatkowych modlitwach oraz przed Najświętszym

Sakramentem

adorujemy

Pana. Poświęcamy też czas na pracę i odpoczynek. Mimo, że ogólnie w ciągu dnia czas jest unormowany, to jednak każdy dzień przynosi coś nowego, jest inny, daje nowe łaski od Pana. Klauzura nie zamyka nas na ludzi, na sprawy Kościoła i świata, choć mamy ograniczony kontakt i żyjemy,, za kratami”. Ludzie przychodzą do nas do furty, dzwonią i proszą o modlitwy i my to czynimy. Na koniec chcę napisać do Młodych: jeśli ktoś z Was czuje w sobie wezwanie,

by pójść

za

Panem, to niech się nie lęka. Niech idzie za Tym głosem, a przeżyje wspaniałą przygodę z Bogiem. Z modlitwą s. Weronika Adres Sióstr: Klasztor SS. Bernardynek ul. Poselska 21 31-002 Kraków tel. 12-422-22-46 bernardynki.krakow@interia.pl

Młodzież Seraficka, nr 156

„Ciernista droga” pewnego powołania „Ciernista droga – życie i działalność O. Martyniana Darzyckiego OFM – więźnia Kołymy”. Taki jest tytuł książki Leona Karłowicza opowiadającej o życiu wielkiego kapłana, zakonnika i człowieka jakim był właśnie już śp. Ojciec Martynian. Celem tego artykułu nie jest przedstawienie suchej biografii zmarłego Ojca, ale ukazanie drogi jego kapłańskiego i zakonnego powołania, które było swoistą Drogą krzyżową lub mówiąc inaczej „ciernistą”. Jego życie jest bogatym materiałem mogący stanowić kanwę dla filmu lub nawet sensacyjnej opowieści. 60


Wojciech Darzycki (takie otrzymał imię na chrzcie) urodził się w 14 lutego 1918 roku w miejscowości Jagiełła koło Przeworska. Pochodził z pobożnej i wielodzietnej rodziny, w pierwszym roku życia stracił ojca. We wczesnym dzieciństwie przeszedł ciężką chorobę, która osłabiała jego zdrowie na całe życie i z tego też powodu miał być usunięty z nowicjatu i seminarium. Od wczesnych lat młodzieńczych odczuwał w sobie powołanie do życia zakonnego i kapłańskiego. Bracia Mniejsi (OO. Bernardyni) byli mu znani, gdyż owi zakonnicy posiadali klasztor w pobliskim Przeworsku. Po skończonej szkole podstawowej rozpoczął naukę w Kolegium serafickim (gimnazjum) przy klasztorze tegoż Zakonu w Sokalu, a we wrześniu 1934 roku wstąpił do nowicjatu bernardyńskiego w Leżajsku, gdzie otrzymał imię zakonne – Martynian Po złożeniu pierwszych ślubów zakonnych kontynuował dalszą naukę w Sokalskim Kolegium, a po zdaniu matury, rozpoczął studia w bernardyńskim seminarium we Lwowie. Na wakacjach po pierwszym roku seminarium w klasztorze w Radecznicy zastał go wybuch II wojny światowej. Opuścił radecznicki klasztor i udał się najpierw do Kowla, potem do Radomia oraz Młodzież Seraficka, nr 156

Przeworska, a po pięciu miesiącach dotarł do Alwerni (koło Chrzanowa), i kontynuował tam dalej studia zakonne. Tułaczka odbywała się często pieszo i w dramatycznych okolicznościach. Niestety Niemcy nakazali zakonnikom opuścić alwernijski klasztor i przeniósł się do Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie ukończył studia. 21 marca 1943 roku zostaje we Lwowie wyświęcony na kapłana i podejmuje prace duszpasterską we Lwowie. Po roku zostaje oddelegowany do zakonnej placówki we Fradze koło Lwowa. Podróż odbył pieszo, często chroniąc się przed środowiskami antypolskimi dokonywujących mordów na ludności polskiej. Niestety kiedy przybył na miejsce zastał współbraci i ich parafian okrutnie wymordowanych w kościele. Młody kapłan czym prędzej powrócił tym samym sposobem do Lwowa. Etapem przełomowym w życiu Ojca Martyniana było zaproponowanie mu wyjazdu przez ówczesnego prowincjała na wschód. Sam wspominał, że „przez przełożonego mówił Chrystus!” i z wielką radością przyjął tę propozycję. Jeszcze jako młody chłopak był zauroczony krajem za wschodnią granicą. Jego wyobraźnię o ziemiach nad Dnieprem i Dniestrem podsycała 61


„Trylogia” Sienkiewiczowska i mapy rozległych terenów ukrainnych. Będąc w sokalskim Kolegium zetknął się z o. Herkulanem Ziarnkiem, który przez szereg lat pracował wśród polskiej i katolickiej ludności w Zasławiu, leżącym wtedy w Związku Radzieckim. Opowieści o. Herkulana wzbudziły w młodym zakonniku chęć pomocy tamtejszej ludność pozbawionej Ewangelii. W październiku 1944 roku wraz z dwoma towarzyszami wyjechał na środkową Ukrainę. Musiał zmienić swój strój zakonny na diecezjalną sutannę, ponieważ w tym czasie w ZSRR działalność zakonów była całkowicie zakazana. Swoją posługą duszpasterską objął dziesięć powiatów w obrębie Żytomierza i Kijowa, mając do dyspozycji tylko dwa kościoły, ale nabożeństwa odprawiał także w domach prywatnych – był bowiem w ciągłej podróży. Już w następnym roku został przeniesiony do Odessy, gdzie była spora liczba katolików i Polonii. Jego gorliwość w spełnianych posługach, zaczęła interesować radzieckich urzędników. Po zakończonej wojnie rozpoczęły się masowe aresztowania kapłanów, które nie ominęły także o. Darzyckiego. Został aresztowany 3 marca 1946 roku i osadzony w żytomierskim więzieniu. Śledztwo trwało do końca lipca Młodzież Seraficka, nr 156

tegoż roku i oskarżono go o antypaństwową działalność i szerzenie katolicyzmu. Skazano go na osiem lat ciężkich robót na dalekiej Kołymie. Po przebyciu trzynastu tysięcy kilometrów w nieludzkich warunkach, został skierowany do pracy w kopalni złota. Praca trwała około dwunastu godzin dziennie przy temperaturze od -40 do -60 °C. Dzięki nadzwyczajnym okolicznościom otrzymywał coraz to lżejsze prace kopalniane, aż w końcu a po przez swoją solidność i pomoc pewnego lekarza zaczął pracować w pralni. Za nie budzące zastrzeżeń sprawowanie się skrócono mu karę o dwa lata i odzyskał wolność 2 lipca 1952 roku. Równie w cudownych okolicznościach przedostał się z Dalekiego Wschodu do Europy i po potwierdzeniu swojej tożsamości jako duchownego i nawiązania ponownego kontaktu z Zakonem, powrócił do pracy duszpasterskiej tym razem na Podole. Pracował wpierw w Murafie, a następnie na zawsze związał się z Miastkówką. Dodatkowo obsługiwał wiele miejscowości nieraz bardzo odległych od siedziby swej parafii. Był bardzo często przesłuchiwany, kontrolowany i zastraszany przez aparaty bezpieczeństwa, ale mimo tego pozostał nieugięty. Wielokrotnie łamał zakazy państwowe, które 62


ograniczały jego pole działania jako kapłana. Miał także ogromne wsparcie ze strony swoich parafian, którzy potrafili stanąć murem za swoim proboszczem. Potrafił dogadać się zarówno z Polakami jak i Ukraińcami miał dar zjednywania sobie ludzi. Był prawdziwym patriotą, dbał o język polski w liturgii i życiu religijnym, ale był też wyrozumiały dla tych, którzy nie znali już ojczystej mowy. W 1975 roku, porozumiał się z polskim prowincjałem i zajął się odrodzeniem Bernardynów na Ukrainie. W piwnicy kościoła pod osłoną nocy organizował spotkania „podziemnego nowicjatu”. Kandydaci byli klerykami diecezjalnymi w Rydze, a ich przynależność Zakonu była owiana całkowitą tajemnicą. Jego działalność zaowocowała powstaniem w 1993 roku, kustodii św. Michała Archanioła, przemianowanej Młodzież Seraficka, nr 156

w 2004 roku w samodzielną prowincję Zakonu Braci Mniejszych. Ojciec Martynian do końca życia pozostał wierny swoim ideałom zakonnym i narodowym, mimo że nie zawsze w tych kwestiach był rozumiany. Zmarł w Miastkówce 2 lipca 2009 roku. Można zadać pytanie jakie cechy posiadał Ojciec Martynian Wojciech Darzycki jako po prostu człowiek? Świadkowie jego życia zwracają uwagę na o g r o m n a ufność w Bożą Opatrzność, żywe i pogodne usposobienie, zaradność ż yc i ow ą . Wszystkie wymienione cech pozwoliły mu w pełni zrealizować swoje powołanie i nie załamać się w najtrudniejszych momentach życia. Posiadał także talent muzyczny, potrafił grać na organach. Znany był również z umiejętności naśladowania głosu i postaw innych ludzi, a tak63


że z różnorakich „kawałów”. Pewnego razu o. Darzycki zawiózł swojego gościa z Polski do księdza Jana Olszańskiego. Sam się ukrył, a gościowi kazał iść do ks. Jan i powiedzieć mu: „poproś go o chrzest, dla swojego brata – zobaczysz jak się będzie wykręcał”. W czasach komunistycznych panowała duża wzajemna nieufność, więc ks. Olszański wymawiał się jak mógł. Akcja prowokacyjna udała się, ale przerwał ją sam o. Martynian, który nie wytrzymał i z ukrycia wybuchł śmiechem. Był też człowiekiem bardzo sprytnym co nie raz pomogło mu wyprowadzić komunistów w pole. Od strony kościoła miał „nietypowe” drzwi do swojego mieszkania. A mianowicie, z prawej strony drzwi była fikcyjna klamka, a w rzeczywistości od strony mieszkania w tym miejscu były zawiasy, więc nawet jakby mocno pchano drzwi były one nie do otworzenia. Żeby wejść do środka wystarczyło lekko pchnąć drzwi z lewej strony, czyli tam gdzie nie było klamki, a wydawałoby się, że z zewnętrznej Młodzież Seraficka, nr 156

strony powinny być zawiasy. Ta sztuczka uratowała Ojcu klika razy skórę. Była to szafa złożona z trzech zamykanych komór i wejścia do nich oficjalnie były od strony kościoła, tak np. wchodził o. Martynian, wierni zaś nie, ponieważ bali się szpicli obecnych w świątyni. Konfesjonał miał z tyły następne trzy wejścia, do których dostawano się przez nie budzące podejrzeń drzwi w kruchcie. Myślę, że osobę Ojca Martyniana można podsumować stwierdzeniem (lekko przeze mnie sparafrazowanym) pewnego Ojca jubilata z klasztoru kalwaryjskiego, który naszego współbrat znał dobrze i wielokrotnie odwiedzał go w Miastkówce: „jego wyjazd na Ukrainę jeszcze nie był bohaterstwem, bo każdy młody kapłan chciałby nawrócić cały świat. Ale to, że został zesłany i po powrocie z Kołymy nie chciał wrócić do Polski, lecz pozostać właśnie tam – to jest jego bohaterstwem”. Fr. Martynian, I kurs

64


Piękno ciszy Spróbuj wejść do swojego pokoju nie włączając muzyki, nie szukając nerwowo kolejnego zadania do wykonania, nie zagłuszając tego szczególnego momentu. Usiądź wygodnie w fotelu, na łóżku i usłysz… Co? Swoje serce, które dał Ci Bóg. Usłysz Jego Głos, paradoksalnie przemawiający najmocniej w ciszy. W ciszy rozumianej, jako przestrzeń dla modlitwy i żywego kontaktu z Panem. Jak niegdyś do Mojżesza w płonącym krzewie, do Eliasza w powiewie łagodnego wiatru, jak niegdyś do Maryi w chwili Zwiastowania. Najważniejsze dla chrześcijanina wydarzenia dokonywały się także w tajemnicy ciszy. Wystarczy spojrzeć na przychodzącego do człowieka Syna Bożego, nie w bogatych komnatach, wśród licznej asysty, ale w ciszy surowej stajenki betlejemskiej. Śmierć Jezusa na Krzyżu i Jego Zmartwychwstanie również dokonało się w tej niezwykłej tajemnicy ciszy. Najwyraźniej wartość ciszy podkreślił nasz Zbawiciel. Zauważmy jak często Jezus udawał się w miejsca odosobnione, gdzie oddawał się rozmowie ze Swoim Ojcem i nieustannie poznawał Jego wolę względem Siebie. Cóż dopiero mówić o ukrytym życiu Jezusa, Maryi i Józefa w NazareMłodzież Seraficka, nr 156

cie, wypełnionym codziennością, a tak świadomie przemilczanym przez ewangelistów ze względu na święty szacunek dla tego okresu życia naszego Zbawiciela. Przed Nazaretem musi się zatrzymać każda dociekliwość, by uszanować jego tajemnicę. Sam Jezus zalecił nam szukanie „swojej izdebki”, którą w ukryciu jedynie widzi Ojciec. Szukanie owej „izdebki” to poznawanie piękna ciszy, w której przemawia Pan. Nie jest ono w żadnym stopniu ucieczką od świata, obowiązków czy swego powołania, a raczej refleksją nad poznaniem woli Bożej względem nas po to, aby doskonalej realizować swoje człowieczeństwo w świecie. Od samego początku rozwoju chrześcijaństwa doceniono w życiu duchowym wagę ciszy, skupienia i milczenia. Stąd też spoglądając na mapę chrześcijaństwa dostrzegamy mężczyzn i kobiety udających się na pustynię (anachoreci, żyjący życiem cenobickim czy też w klasztorach), gdzie zasadniczym elementem ich rozwoju duchowego była święta cisza. Do dziś, szczególnie wśród zakonów kontemplacyjnych jest ona nieodzowna dla żywego kontaktu z Panem. Co więcej, wartość skupienia i ciszy jest konieczna nie tylko dla osób szczególnie poświę65


conych Bogu, ale dla wszystkich pragnących pogłębić swoje życie duchowe po to, aby lepiej poznać Pana i Jego wolę. Serce się raduje, kiedy można dostrzec dużą ilość osób świeckich (rzemieślników, nauczycieli, lekarzy czy biznesmenów) uczestniczących w rekolekcjach organizowanych przez różne katolickie Szkoły Modlitwy, gdzie duży nacisk formatorzy kładą na milczenie i skupienie. To nam mówi o zapotrzebowaniu na głębsze życie wewnętrzne tych, którzy na co dzień rzuceni są w wir tego świata. Ojciec Święty Paweł VI w Evangelica testificatio ( 46) podkreślił wagę milczenia dla życia chrześcijanina: Człowiek żyjący głębokim życiem wewnętrznym uważa chwile milczenia za wymagania Bożej miłości i pewna samotność jest dla niego zwykłą koniecznością, aby móc usłyszeć głos przemawiający do serca. Poszukiwanie bliskiego kontaktu z Bogiem niesie Młodzież Seraficka, nr 156

z sobą prawdziwie życiową potrzebę uciszenia całej istoty. Dotyczy to zarówno tych, którzy muszą szukać Boga wśród zgiełku i hałasu, jak i tych, którzy się oddają kontemplacji. Zatrzymajmy się jeszcze na chwilkę nad tą drugą grupą osób, stanowiących wyłączną własność Pana. W taki sposób można określić przede wszystkim siostry klauzurowe, o których Jan Paweł II napisze: Dzięki ich przykładowi nadal wiele jest powołań do tego rodzaju życia, przyciąga ono bowiem radykalizmem życia oblubieńczego, oddanego cał kowi ci e kontemplacji. Jako wyraz czystej miłości cenniejszej niż jakikolwiek inny czyn, życie kontemplacyjne okazuje się niezwykle skutecznym narzędziem apostolskim i misyjnym (Vita Consecrata 59). We współczesnym świecie można się spotkać z zarzutami bezużyteczności takich osób. Przecież tyle ludzi czeka na pomoc, tyle rzeczy jest do zrobienia, a one się zamykają i beztrosko sobie żyją. Tym, którzy tego nie rozumieją, 66


czasami nie wystarcza fakt, że przez to oskarżają samego Boga, który te niewiasty powołuje i chroni jak swego skarbu. Prawdą jest, że z życiem klauzurowym wiąże s i ę o d w a g a b y c i a „ n i e p r z y d a t n y m ” , „nieużytecznym” według mniemania tego świata. Boża logika… Z pięknem ciszy nierozerwalnie związana jest instytucja klauzury. O. Marian Zawada OCD w Zaślubinach z samotnością powie, że jest ona zawsze niepokojem człowieka, jest kwestionowaniem tego, co pseudoludzkie, wszystkich sfabrykowanych relacji, złudzeń i dążeń. Podejmuje swój cichy protest, staje się znakiem sprzeciwu. Klauzura ze swej natury polemizuje z hałaśliwym, efekciarskim ch rz eścij a ń stw em. Pokrewna jest klauzura serca pozostająca ciągłym wezwaniem do nawrócenia, nawracania swych słów, myśli, pragnień, „zawracaniem” ich do Boga. Człowiek, bowiem doświadcza aż nazbyt boleśnie, jak słyszane słowa są puste, bez wartości, nie dają życia, że słuchając ich staje się przedmiotem manipulacji. Oczywiście klauzura serca jest dostępna i możliwa dla wszystkich. W celu głębszego poszukiwania Boga i oddania się jak Maria tej „lepszej cząstce” istnieją osoby, Młodzież Seraficka, nr 156

które pragną żyć samotnie. Są nimi najczęściej pustelnicy, aczkolwiek nie tylko. Tomasz Merton określa ich jako „piewców wolności”. Pustelnik to człowiek, który może żyć szczęśliwie bez ciągłego przytulania się do jakiejś osoby, instytucji czy nałogu. Stanowi obietnicę wolności dla reszty ludzkości. Ludziom uzależnionym w sposób nieobliczalny od struktur społecznych, od kaprysu otoczenia, opinii społecznej, mody czy obowiązujących trendów, pustelnik mówi o niebywałej wolności o niebosiężnej autonomii. Artur Schopenhauer doda, iż samotność nie chce nikomu schlebiać, nic nie ukrywa, nie zmyśla. Jest ona całkiem naga i bez ozdób, nie wystawia się na widok publiczny, ani też nie szuka oklasków, które zatruwają duszę. Tych kilka myśli niech wystarczy. Inspiracją do podjęcia powyższej refleksji była książka wspomnianego już O. Mariana Zawady Zaślubiny z samotnością, do której lektury serdecznie zachęcam. Bóg nie udziela się duszy gadatliwej, która jak truteń ulu brzęczy, ale za to nie wyrabia miodu. Nie ma mowy o głębszym życiu, o słodkim pokoju i ciszy, w której mieszka Bóg. (Św. Faustyna)

Fr. Kalikst, V kurs 67


Nie jest więc przypadkiem, że od zawsze dla człowieka wraz z przyjściem wiosny (tutaj na potrzeby artykułu nazwanej duchem) przychodzi chęć do życia, a więc i do działania! Czas najwyższy zrzucić zbędne zimowe kilogramy, (choć zbędne kilogramy to pojęcie względne) poprawić tężyznę fizyczną, oraz „przewietrzyć swojego ducha” gdzieś zagrzebanego w zeszłorocznych liściach i zakonserwowanego zimową solą antypoślizgową. Świeże pomysły, nie zawsze racjonalne, ale ochocze - potwierdzają hipotezę, iż człowiek działa dzięki energii słonecznej (aczkolwiek badania jeszcze trwają).

W niebiesko – czerwonych okularach, czyli życie seminarium 3D Niejako posłany i naznaczony, z ogromną presją odpowiedzialności, gotów do najśmielszych poczynań, aby jak najlepiej, niemal na żywo, przeprowadzić dla Was – relację z samego epicentrum wydarzeń! 1D Duch Ożywia! A święty Paweł powie, że jest w was sprawcą chcenia i działania! Młodzież Seraficka, nr 156

Cała natura aż tętni życiem, motyle latają, krety umilają prace braciom ogrodnikom, ptaki śpiewają, buldożery… buldożerzą, koty (miauuu) … są niespokojne. I wreszcie kleryk, metafizyczno – ontologiczna zagadka... Nie więcej jak przed chwilą, byłem świadkiem niesamowitego wydarzenia. Zebrany tłum w głównym korytarzu, dwa i pół kleryka na metr kwadratowy, spróbuję porozmawiać z jednym z uczestników tego zamieszania: Co się tutaj właściwie dzieje? – 68


zebrali się tutaj głównie fani, bo za chwilę ma odwiedzić nas jakaś gwiazda. – nieprawdopodobne. A kto to ma być? – tylko z nieoficjalnych źródeł wiem, że ma tędy przechodzić Ludzkie Pojecie we własnej osobie! Czy przyłączysz się do tej akcji? – chętnie, ale może innym razem.

więzienne kajdany, utrudniające mu ruchy. Mogą to być jakieś przywiązania, czy wady, dlatego na początku Wielkiego Postu pod kierownictwem św. Jana od Krzyża przyglądaliśmy się swojemu życiu, aby troszeczkę powalczyć o tak rozumianą wolność.

Ale oto kolejny rozmówca. Trochę zaspany i nie w humorze, ale może da się namówić na krótki wywiad. - Przepraszam, przepraszam pana Niedźwiedzia, skąd to zdenerwowanie?

Dzień ten przebiegał w ścisłym milczeniu, toteż nie przeprowadziłem dla was żadnego wywiadu, ale może to i dobrze, przynajmniej nikt nie mógł się nadmiernie zachwycać ani skarżyć na „przysmak pokutnika” (chleb z popiołem). Po porannych modlitwach z kubkiem czarnej kawy udałem się do ogrodu w towarzystwie – milczącego- współbrata Wenantego. Zadziwiające, jak niewiele wystarczy (chodzi o nasze ścisłe milczenie), aby ptaki przestały się lękać i spokojnie szukały robaków, nic sobie z „habitowych” nie robiąc. A wniosek? Może banalny - chyba tylko w głębokim milczeniu można się pewnym rzeczom przyglądnąć? Może ktoś to odczytać nawet jako aluzję do życia duchowego. Fakt, faktem w tym milczeniu jednak jest sens!

- wrrrr – No tak. Mogłem się takiej odpowiedzi spodziewać… 2D Duch przenika do głębi, czyli „Dzień Dla Pana” Ponieważ z poprzedniej części niewiele się dowiedzieliście, niejako rekompensując tą stratę, przytoczę spostrzeżenia dotyczące „Dnia Skupienia” w naszym klasztorze. W błędzie jest każdy, kto sądzi, że życie w klasztorze jest wystarczająco naznaczone świętością i nie potrzeba już żadnych rekolekcji, czy dni skupienia. Otóż można by to przyrównać do człowieka, który wydostał się z więzienia (nawrócił się, wstąpił do zakonu itp.) a na jego nogach i rękach wciąż jeszcze znajdują się Młodzież Seraficka, nr 156

Fr. Sewerian, kurs I

69


Zjazd rodziców Doroczny zjazd rodziców już na stałe wpisał się do kalendarza uroczystości seminaryjnych. W tym roku miał on miejsce w ostatnią sobotę i niedzielę marca. Spotkanie rozpoczęło się w sobotę wspólnym obiadem i powitaniem przybyłych rodzin braci. Wieczorem cała wspólnota seminarium oraz rodzice spotkali się w refektarzu seminaryjnym na wspólnym spotkaniu. Dzień zakończyliśmy adoracją Najświętszego Sakramentu. Drugi dzień spotkania (tj. niedzielę) rozpoczęliśmy od wspólnej modlitwy liturgią godzin. Następnie po śniadaniu był czas przeznaczony na wspólną kawę i rozmowy. O 11.30 wszyscy uczestniczyliśmy we Mszy św. i nabożeństwie Gorzkich Żali w Bazylice. Ostatnim akcentem był wspólny obiad

Młodzież Seraficka, nr 156

oficjalnie kończący tegoroczne spotkanie. Zjazd rodziców stanowi ważne wydarzenie w życiu naszej wspólnoty seminaryjnej. Daje nam wszystkim tj. rodzicom i wspólnocie seminaryjnej okazję aby nawzajem się poznać, podzielić się swoim przeżywaniem wiary . Myślę, że to tego typu spotkania są szczególnie ważne dla naszych rodziców, ponieważ dzięki nim mogą niejako „namacalnie” doświadczyć jak wygląda codzienne życie ich synów. Każde tego typu spotkania to źródło niebywałej radości dla każdego z nas. Mimo iż tworzymy nową rodzinę to jednak zawsze bliskimi pozostaną nam nasi rodzice, którym tak wiele zawdzięczamy. Ta uroczystości jest właśnie wyrazem naszej radości i wdzięczności wobec nich.

70


ie

k s ń a k z cis n a r F a

i n a k t o Sp Częstoc

howa – D

2011

ni skupi enia

wska

rzydo b e Z a i r Kalwa –

X) 2 V; 07-09 2 0 2 ( ia n Dni skupie

Leżajsk

– Rekolekcje o rozeznanie

drogi życiowej (01-05 VIII) – Dni skupienia (07/08

ów

k Piotr

un b y r T

al-

V

;

ekolekcje

Zakopane – R

rogi życiod ie n a n z e z o or

Jeśli chcesz poznać i doświadczyć, jak obecnie żyją duchowi synowie św. Franciszka z Asyżu, jeśli pragniesz umocnić wiarę, rozeznać swe życiowe powołanie, zainteresowany jesteś postacią św. Franciszka z Asyżu, życiem zakonnym, umocnieniem Młodzież Seraficka, nr 156 wiary i masz wiele pytań wobec siebie, co robić dalej w przy-

Informacje i zgłoszenia o. Zefiryn Mazur OFM ul. Bernardyńska 2 skr. poczt. 765

71


„W komunii z Bogiem”

VIII Ogólnopolskie NOCNE CZUWANIE w intencji powołań i powołanych

Program czuwania: 2000 Rozpoczęcie czuwania 2030 Modlitwa Różaocowa w kaplicy Matki Bożej Kalwaryjskiej Apel Jasnogórski 2115 Koncert ewangelizacyjny i świadectwa osób różnych stanów 2400 Eucharystia 130

Agapa

230

Adoracja Najświętszego Sakramentu

330 Droga Krzyżowa na Kalwaryjskich Dróż-

Informacje i zgłoszenia: tel. 12-422-16-50

Młodzież Seraficka, nr 156

kach (ze świecami) 630 Zakooczenie czuwania 72

Profile for Cornelio Cymerman

'Młodzież Seraficka' 1/2011  

Pismo mniejsze

'Młodzież Seraficka' 1/2011  

Pismo mniejsze

Advertisement