Page 1

MłodzieŜ Seraficka, nr 154


MłodzieŜ Seraficka, nr 154


Pokój i Dobro!! „Słowo napisane — nieszczęście zasiane”, powtarza często główny bohater powieści Grzegorczyka, ks. Groser. Mimo to odwaŜyliśmy się coś napisać wychodząc z załoŜenia, iŜ na Sądzie Ostatecznym pytanie nie będzie brzmiało: czy nie popełniłeś Ŝadnego błędu, ale dlaczego byłeś bezczynny? Niemniej prosimy o daleko idącą wyrozumiałość, szczególnie u tych osób, które rozpoznają się na licznie umieszczonych zdjęciach. Tematyka jak zwykle zróŜnicowana. „MłodzieŜ” oddaje to, czym Ŝyją bracia. Ogród, muzyka, snowboard. Jeden z artykułów jest autorstwa brata Wojciecha, postulanta, jeden pochodzi od o. Zefiryna. Dwa natomiast świadectwa—od osób świeckich. Serdecznie zapraszamy do lektury! Redaktorzy, tj. br. Rufin + br. Anicet

Krótki przewodnik po zawartości „MS” nr. 154 4 6 11 14 15 16 17 19 22 27 30 31 34 35 38

Refleksja - W nocy następuje dzień Dlaczego mnisi byli grubasami? „Chcemy, by BoŜy Duch poruszył wszystkich” - O zespole „Delirious?” „Hopa i gleba”, czyli wzloty i upadki na śniegu! Posługi Akolitatu i Lektoratu w seminarium Świadectwo—Wśród Małych Przyjaciół św. Franciszka Wiosna w ogrodzie—Wiosenne przebudzenie O muzyce słów kilka „MłodzieŜ „MłodzieŜ Seraficka” Seraficka” Świadectwo …. .. WyŜsze Seminarium Duchowne OO. Bernardynów Bracia Postulanci przedstawiają się…. ul. Bernardyńska 25 List otwarty do Franciszka z AsyŜu 34-130 Kalwaria Zebrzydowska Bonawentura—„Dobra Przyszłość” Kontakt z redakcją: Grzegorczyk… czyli kijem w mrowisko fr.rufin@interia.pl Czym jest powołanie? www.ms.ofm.pl Z Kroniki seminaryjnej

MłodzieŜ Seraficka, nr 154

3


W nocy następuje dzień Od początku stworzenia, jak pisze święty Beda, po dniu następowała noc. Grzech Adama oraz nasz osobisty grzech sprawił, Ŝe pozbawiliśmy się światła raju. Obecnie po nocy następuje dzień. Przychodzi dzień, poniewaŜ Zmartwychwstanie sprawia, Ŝe porzucamy ciemność grzechu; jednym słowem w nocy naszego odejścia od Boga rozbłyska światło śycia. Czytamy w Ewangelii wg św. Mateusza, Ŝe podczas Zmartwychwstania zadrŜała ziemia. Jak potęŜną moc musiało mieć to wydarzenie by poruszyć fundamenty ziemi? Pomyśl, Ŝe skoro Pan podczas swego Zmartwychwstania wstrząsa ziemią, o ileŜ bardziej nie będzie w stanie wstrząsnąć twoim nieraz pokomplikowanym Ŝyciem. Pan mocy niebieskich swym powstaniem łamie ostrze śmierci, rozświetla jej ciemności. Z nieba zstępuje anioł, by odwalić cięŜki głaz zamykający grób. Ten sam anioł na jedno słowo Pana moŜe przyjść takŜe do Ciebie by odrzucić kamień Twojego grze-

4

chu. Na jedno słowo Jezusa do grobu Twojego serca wleje się jasność prawdziwego Ŝycia. Jak wielkie zamieszanie musiało wywołać w piekle Zmartwychwstanie Pana. Pozorne zwycięstwo szatana okazało się jego definitywnym końcem. Nie tylko piekło stoi w osłupieniu, ale i na ludzi pada cień przeraŜenia, bo oto to , co nie miało nigdy prawa się stać, okazało się rzeczywistością. Jezus stawia na głowie dotychczasowe postrzeganie świata, zmienia porządek rzeczy jak to pisze św. Sewerian : Grób pochłonął śmierć, a nie umarłego; mieszkanie śmierci stało się przybytkiem Ŝycia; łono ziemi, które przyjęło zmarłego, zwróciło Go Ŝywym. Gdy anioł odsunął cięŜki głaz usiadł na nim, ale nie dlatego, Ŝe się czymś zmęczył – jest to pewien symbol. Kamień moŜe tu oznaczać śmierć, która przygniatała wszystkich, natomiast siedzący na niej anioł jest symbolem poddania się śmierci wszechmocy Jezusa.

MłodzieŜ Seraficka, nr 154


Ciekawy jest opis owego anioła z Ewangelii wg św. Mateusza. Anioł ten o wzroku jak błyskawica i szatach białych jak śnieg, wystraszył pilnujących grób straŜników. Św. Grzegorz komentując ten fragment stwierdza: Błyskawica budzi lęk, śnieg zaś jasność przyjemną. Bóg jest bowiem dla grzeszników straszliwy, a dobrotliwy dla sprawiedliwych. Wspomina Ewangelista, Ŝe straŜnicy ze strachu stali się jakby umarli. SparaliŜowało ich przeraŜenie, bo brakowało im ufnej miłości. Stali się jak umarli, bo nie chcieli uwierzyć w prawdę Zmartwychwstania –powie Raban Maur.

Dla Pana nie ma rzeczy niemoŜliwej; skruszył nawet śmierć, byśmy mogli z Nim wiecznie Ŝyć. Zamienia noc w dzień, byś juŜ nie musiał błądzić. Odrzuca cięŜkie kamienie niewiary i zwątpienia. Kruszy samotność, wychodzi zawsze naprzeciw twojej słabości. Na głazach , które przygniatają cię do ziemi posadzi anioła byś pamiętał, Ŝe nie ma takiej sfery Ŝycia, która była by poza Jego zasięgiem. Jezus śyje ! Alleluja ! br. Rufin

Po swym Zmartwychwstaniu Jezus udaje się do Galilei, czyli na bagno pogan, gdzie znajduje się grzech i rozpusta. Jezus tęskni za człowiekiem bez względu na to, w jakich okolicznościach Ŝycia się znajduje. Jezus chce iść do człowieka tkwiącego w swoich małych dramatach, ani na chwilę nie myśli o Sobie, o tym co się wydarzyło na Golgocie. Zapowiedziane 3 dni, podczas których Jego ciało miało spoczywać w grobie, stają się tak naprawdę tylko niecałymi dwoma. Do niecałego piątku dodajmy sobotę i niecałą połowę niedzieli. Nie są to pełne trzy dni; tak właśnie Panu spieszy się do nas, chce wyjść nam naprzeciw. Jezus pragnie być z Tobą. Pokonał dla Ciebie liczne przeszkody stawiające tamę miłości. MłodzieŜ Seraficka, nr 154

5


Dlaczego mnisi byli grubasami? Niejeden współczesny mnich mógłby się obrazić na określenie jego (nazwijmy to) duŜej ilości konsekrowanego ciałka, wulgarnym mianem: grubas. Ale faktów historycznych nie da się zamazać. Prawdą jest, Ŝe średniowieczni braciszkowie byli przy kości, a ww. określenie najlepiej oddaje ten stan rzeczy. Nie unikał teŜ go Hans Conrad Zander, który nadał swojej ksiąŜce taki oto tytuł: „Dlaczego mnisi byli grubasami?”. Komputer św. Dominika KsiąŜka ta, do której przeczytania gorąco zachęcam, zawiera 23 humorystyczne i niezwykle ciekawe historie z Ŝycia Kościoła katolickiego i protestanckiego. Zresztą sam podtytuł: „Prawdziwe komedie z historii religii” zdradza, Ŝe bynajmniej nie jest to filozoficzna rozprawa. Owa publikacja naleŜy do literatury popularnonaukowej, wobec tego lektura jest i przyjemna, i wciągająca. Zander pisze w przezabawny sposób, pełen ironii, nie podchodząc przy tym do spraw religii z przesadnym kpiarstwem. Autor jest szwajcarskim dziennikarzem i pisarzem oraz mistrzem religijnej satyry. Napisał m.in. jeszcze

6

takie dzieła jak: „Komputer św. Dominika i inne mądrości niedzielne”, „Król Dawid w kawiarni: mądrości niedzielne”, czy teŜ „Święci przestępcy, czyli przedziwne historie Ojców Pustyni”. Jak sam wyjaśnia w pierwszych słowach wstępu, zapałem do poszukiwania komicznych historii zaraziła go babcia, anglikanka z wyznania. Wielokrotnie, podczas łuskania migdałów, słyszał z jej ust rozmaite, ale wszystkie prawdziwe komedie dotyczące wyłącznie Kościoła katolickiego. Młody Hans, pragnąc doszukać się protestanckiego komizmu, przejechał wiele kilometrów, przestudiował niejeden tom Encyklopedii protestanckiej teologii. AŜ w końcu po pięciu latach poszukiwań odnalazł bagatela: „pięć i pół protestanckiej komedii”. Nie znaczy to wcale, Ŝe tylko tyle komicznych historii zapisało się w minionych wiekach naszych odłączonych braci. Być moŜe kronikarstwo katolickie było bardziej wyspecjalizowane w drobnostkowym opisywaniu minionych wydarzeń, natomiast protestancka ambicja do unikania potępianych u katolików przekrętów nie pozwalała na coś takiego. To tylko hipoteza. Zander, nie poprzestając na odgrzebanej z kurzu zdobyczy, spłodził ową ksiąŜkę zawierającą protestanckie komedie, „ekumenicznie wzbogacone wieloma katolickimi”. MłodzieŜ Seraficka, nr 154


Nie zamierzam w tym miejscu streszczać całej pozycji, pozostawiam to indywidualnej ciekawości czytelników. Pokrótce przedstawię jednak bliŜej jeden rozdział, dotyczący delikatnej sfery Ŝycia średniowiecznych mnichów, mianowicie jedzenia. Sądzę bowiem, Ŝe wielu z nas słyszało o słynnych w średniowieczu mnisich brzuszkach, ale moŜe nieliczni zagłębiali się w szczegóły, starając się dojść do przyczyny tego fenomenu. Być moŜe niejeden braciszek po zapoznaniu się z druzgoczącymi faktami zdecyduje się na dietę i wizytę na siłowni. Kto wie?!

osiemdziesiąt dwa]. Porównując ten wynik z zalecanym przez wyŜej wymienioną tabelę kalorii dziennym progiem 2400 kalorii, moŜna wpaść w głęboki podziw dla ówczesnych mnichów, zadając jednocześnie retoryczne pytanie: jak byli do tego zdolni? Nigdzie we Francji ilość spoŜywanych kalorii nie spadała poniŜej 4700, chociaŜ niemieccy i angielscy braciszkowie bili ich na łeb na szyję. NaleŜy sobie ponadto zdać sprawę z tego, iŜ ww. liczba zaczynająca się od szósteczki, odnosi się do dnia codziennego. Wiadomo, Ŝe święta naleŜy obchodzić bardziej uroczyście.

O beata viscera,….

śeby tego było mało inny francuski historyk, Léo Moulin, przedstawił dowody, stwierdzające pomyłkę Rouche’a. Była to jednak pomyłka zaniŜająca rzeczywisty stan rzeczy! Rouche kalkulował następująco: przykładowo opactwo w Cluny zuŜywało dziennie 470 kg mąki dla 300 mnichów, co daje ponad 1,5 kg chleba na osobę. Ale sprawy toczyły się nieco inaczej. Nie odkryto jeszcze, tak dziś powszechnego zamiennika chleba, jakim są ziemniaki. Stąd oczywiste wydaje się, Ŝe spoŜycie chleba było duŜo większe. Mało tego, z mąki produkowali nie tylko chleb, lecz takŜe wiele rodzajów słodkich wypieków, jak pierniki, bułeczki, wafle, miodowniki, a więc kaloryczne bomby.

…. nulla sit vobis mora! (Obyś nigdy nie cierpiał niedostatku, błogosławiony Ŝołądku!) - mawiali ówcześni mnisi. Nasz Autor powołuje się na francuskiego historyka, Michel’a Rouche, który to wnikliwie studiował dostępne dokumenty, zawierające informacje na temat średniowiecznych klasztornych zapasów Ŝywieniowych. Przeliczył ilość kalorii zawartych w spoŜywanych przez ówczesnych mnichów produktach spoŜywczych, korzystając z tabeli kalorii Barbary Lüdecke. Doszedł tym samym do statystycznego wyniku, stwierdzającego, iŜ w X w. w opactwie Saint Germain des Prés zwykły zakonnik dziennie zasilał swoje ciałko w ok. 6882 kalorii (!) [słownie: sześć tysięcy osiemset MłodzieŜ Seraficka, nr 154

7


Drób jako ryba Ciekawa jest teŜ sprawa z miodem. DuŜa produkcja świec, uŜywanych do oświetlenia, wymagała duŜej ilości wosku. Wosk zaś jest tylko ubocznym produktem pracy pszczelego roju. Co z miodem? Z pewnością się nie zmarnował. Ogromne ilości miodu w klasztornym obiegu oznacza duŜo więcej kalorii, niŜ ich liczba wynikająca z zaledwie 1,1 grama na mnicha dziennie (jak to przypisywał im Rouche). Naszej uwadze nie moŜe umknąć okres postu, w którym stoły (z załoŜenia) były mniej obficie zastawione. Zander jest zdania, Ŝe średniowiecznej ascezie towarzyszy silna obawa w kwestiach związanych z seksualnością. Oczywistą rzeczą jest, Ŝe ciało umartwione jest mniej podatne na pokusy. Teologowie średniowieczni zaliczali do produktów rozpalających namiętność do płci przeciwnej: mięso, jajka, ryby, mleko i produkty mleczne. Z tej przyczyny były one przewaŜnie zakazane w okresie postu. Nikomu do głowy nie przyszło, Ŝe słodycze mogą zwodzić do grzechu. JuŜ w Środę Popielcową (w niektórych klasztorach) kaŜdy mnich otrzymywał trzystufuntowy (136,08 kg) worek migdałów, a codziennie w okresie postu pośrodku 8

refektarza stawiano ogromne ciacho. A propos słodyczy... Zander podaje, Ŝe św. Franciszek z AsyŜu leŜąc na łoŜu śmierci wyraził ostatnie Ŝyczenie – wyszeptał: tartarae, czym nazywano słodki migdałowy wypiek. Dostarczyła go pani Jakobina z Settesoli, gdyŜ nikt jej nie dorównywał w wypiekaniu tak wspaniałych tartarae. CzyŜ więc słodycze nie łamią postu i nie sprzeciwiają się umartwieniu?! Od postnej reguły istniały wszakŜe wyjątki, na które zezwalał w swej regule m.in. św. Benedykt i św. Franciszek. I tu zaczynały się problemy, gdyŜ „wyjątki są początkiem wszelkich występków”. Skoro bowiem chorym moŜna podawać mięso, dlatego nikt tak naprawdę nie czuł się zdrowy. Ponadto, gdy do klasztoru przybywali goście, w kwestii uprzejmości i dobrego wychowania było, aby „ludziom światowym” nie narzucać wyrzeczeń monastycznych – cała wspólnota jadła z gośćmi mięso. Ciekawe jest to, Ŝe wówczas nie zaliczano drobiu do mięsa, a grupowano go razem z rybami. Czytamy przecieŜ w Księdze Rodzaju, iŜ Bóg nie stworzył ptaków razem ze zwierzętami czworonoŜnymi, lecz w tym samym dniu, co ryby. I wszystko jasne! Dochodziło nawet do tego, Ŝe w opactwie w Cluny serwowano „we wszystkie dni poza środą i piątkiem, MłodzieŜ Seraficka, nr 154


dwa razy mięso, z tym, Ŝe w południe najczęściej wołowina, wieczorem wieprzowina; jako przekąskę serwowano drób, pasztety lub kiełbasy”. A jeśli juŜ o obfitości mowa, warto wspomnieć opis przedziwnego wydarzenia, który zawiera pewna bawarska kronika. OtóŜ pewien mnich uległ nieszczęśliwemu wypadkowi przy stole wielkanocnym, mianowicie zmarł przejadłszy się wielkanocnymi jajami. CóŜ! KaŜdemu mogło się przytrafić. Napoje pełne witamin Nie moŜemy pozostawać wyłącznie przy sprawie jedzenia, jakby to było najistotniejsze. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, co pijano do posiłków. W codziennym uŜyciu było wino, uwaŜane w tamtych czasach za lekarstwo. Według skrupulatnych obliczeń statystyczny mnich pił nawet 4 litry wina dziennie, pomimo ograniczeń, stawianych przez regułę. Sam św. Tomasz z Akwinu pisze: „Jeśliby ktoś tak bardzo powstrzymywał się od spoŜywania wina, Ŝe z tego powodu poniósłby szkodę na zdrowiu, to nie byłby wolny od winy”. Chyba więc nieliczni powstrzymywali się od picia wina. JeŜeli chodzi o piwo, tu nie było ograniczeń. W wiekach średnich, produkcją piwa zainteresowali się mnisi. Do swej ubogiej, szczególnie w okresach postu, diety potrzebowali bowiem przyjemnego w smaku, pełnego witamin i składników mineralnych napoju. Przepisy dotyczące postu nie MłodzieŜ Seraficka, nr 154

obejmowały piwa, więc mogło ono być spoŜywane przez cały rok. W niektórych klasztorach zakonnikom przysługiwało nawet 5 litrów tego napoju dziennie. – czytamy w Wikipedii. Czystej wody nie pijano, gdyŜ uchodziła za szkodliwą dla zdrowia. Powstaje pytanie, czy jest jakieś sensowne wytłumaczenie mnisiego obŜarstwa? Tak, dwa aspekty. Po pierwsze ludzie wieków średnich Ŝyli w panicznym strachu przed śmiercią głodową. Zawsze istniało ryzyko wystąpienia klęski głodu, dlatego odruchowo zjadano tyle, ile tylko było moŜliwe. Po drugie klasztory nie były ogrzewane tak jak dzisiaj. Braciszkowie nie mogli się wtedy przytulać do cieplutkiego kaloryfera, piec znajdował się tylko w kuchni, a później tylko w nielicznych pokojach. Natomiast niezawodnym źródłem ciepła stała się gruba warstwa tłuszczyku. Wszystko więc staje się jasne jak słońce, dlaczego istniała tak groteskowa sytuacja, jak to określił autor słowami: „ideał niepasujący do rzeczywistości i rzeczywistość niepasująca do ideału”. Mnisi, nasłuchawszy się ideało-twórczych Ŝyciorysów świętych (przykładowo, św. Mikołaja z Myry, który juŜ jako niemowlę zachowywał post, nie ssąc w środy i 9


piątki mleka z piersi matki), zasiadali jednak później do refektarzowej codzienności. Ów ideał zaczerpnięty od egipskich ojców pustyni, całkiem nie pasował dla ludzi Ŝyjących w Europie. Z pewnością było wielu ludzi, którzy walczyli bohatersko o cnotę wyrzeczenia, wśród nich ekstrawagancki idealista o imieniu św. Bernard z Clairvaux. Do niego odnosi się hagiograficzny opis: „Za kaŜdym razem kiedy musiał jednak coś spoŜywać wydawało mu się, Ŝe przechodzi tortury”.

poboŜni Ŝartownisie mogą zostać oskarŜeni o „obrazę religii”, względnie czyichś uczuć religijnych. Henri Bergson, francuski filozof, mówił, Ŝe śmiechem chroni się Ŝycie przed odrętwieniem, sztywnością i przymusem. Odnosi się to równieŜ do religii, z której wielu pragnie uczynić ponurą jaskinię – ostoję powagi. Zastanawiające jest to, skąd się bierze dzisiaj tak wiele kpin pod adresem religii?! Zapewne instytucje najbardziej skostniałe i najbardziej broniące się przed humorem, najwięcej zachęcają do śmiechu.

To, co przedstawiłem, było zaledwie piątą wodą po kisielu. Aby wgłębić się w zagadnienie, odsyłam do ksiąŜki, w której m.in. moŜna jeszcze znaleźć historię sporu o czekoladę (w którym głos zabrał papieŜ Pius V), franciszkańskiego ubóstwa oraz problemów Piotra Abelarda, związanych z Heloizą i św. Bernardem z Clairvaux.

Erazm z Rotterdamu w ksiąŜce pt. „Pochwała głupoty” opisuje sytuację, jaka według jego przypuszczeń ma miejsce w niebie. OtóŜ aniołowie spoglądając na to, co dzieje się na ziemi, mówią: To dopiero teatr!

Religijny teatr Przesłaniem ksiąŜki staje się pragnienie koniecznej reformy w religijnej sztywności. Zadziwiające jest to, iŜ przedmiotem naszego humoru stała się praktycznie kaŜda dziedzina ludzkiego Ŝycia. Śmiejemy się z policjantów, lekarzy, sportowców…, ale jakiekolwiek poczucie humoru w religii jest ryzykowne. Pod byle pretekstem 10

CzyŜ Ŝycie wiary w sztywnych ramach wszechobecnej powagi ma sens? Bóg przecieŜ nie chce, aby jego wyznawcy chodzili z ponurymi minami, On teŜ ma poczucie humoru. W przeszłości byli przecieŜ święci, którzy podjęli się ryzykownego procesu zaszczepienia humoru do religii (chociaŜby św. Filip Nereusz). Jak na tamte czasy udało się im, obecne naleŜą do nas! br. Alojzy MłodzieŜ Seraficka, nr 154


„Chcemy, by BoŜy Duch poruszył wszystkich” O zespole Muzyka towarzyszy nam praktycznie w kaŜdej chwili z całego trudu naszego dnia... Są to dźwięki, które płyną do nas gdzieś z daleka, ledwie słyszalne... Jest to muzyka, która dociera do nas poprzez róŜnego rodzaju urządzenia „stałe” i „przenośne”... Słyszymy ją dosłownie wszędzie... RozróŜniamy teŜ wiele rodzajów muzyki... Mamy jazz, disco, folk, rock, hard rock oraz wiele innych... KaŜdy styl charakteryzuje coś innego, czy to rytm czy, skład instrumentalny zespołu... Lecz jest jeden, specyficzny odcień z całej gamy „kolorów” muzycznych, a jest nim muzyka Chrześcijańska... Co czyni ją tak niezwykłą?? NajwaŜniejszym czynnikiem jest to, Ŝe ta muzyka zmienia serca ludzi, przenosi słuchaczy w inny świat. Świat chwały i uwielbienia NajwyŜszego... Takie „właściwości” ma szczególny prąd w tym stylu, czyli tzw. „Muzyka Uwielbienia”. Zespoły grające w takiej charakterystyce występują najczęściej na róŜnego rodzaju spotkaniach modlitewno — uwielbieniowych. Przyciągają ogromne ilości osób pragnących odejść od marności świata i unieść się w MłodzieŜ Seraficka, nr 154

„dźwięcznej” modlitwie ku bezkresom BoŜej chwały. Koncerty tego typu jednoczą wszystkich wyznawców Chrystusa i protestantów i katolików. Istnieje pewien zespół, który, mogę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, jest liderem tej sceny muzycznej, liderem uwielbienia.... „Delirious?”, bo tak nazywa się ta grupa, swoje korzenie ma w niewielkiej miejscowości Littlehampton w Wielkiej Brytanii. Kilku przyjaciół, których łączyła pasja muzyczna, zebrało się na potrzeby spotkania młodych „Cutting Edge” w ich rodzinnym mieście. Pierwszy raz grupa zaprezentowała się w 1992 roku pod nazwą „The Cutting Edge Band”. Ich utwory bardzo szybko zdobyły popularność. Niedługo po pierwszym występie piosenki przez nich wykony-

11


wane stały się popularne nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale równieŜ na całym świecie. Po kilku zmianach personalnych muzycy postanowili załoŜyć w pełni profesjonalny zespół i w 1996 zmienili nazwę na „Delirious?”. Od tej chwili zaczęli swoją przygodę ze sceną muzyki chrześcijańskiej juŜ „na powaŜnie”. Tworzyli nowe utwory i koncertowali. Jakiś czas później lider zespołu Marthin Smith i basista John Thatcher przeŜyli bardzo powaŜny wypadek. Z tym wydarzeniem jest związana bardzo ciekawa historia, gdyŜ jak wynika z zeznań świadków tragedii w samochodzie podczas wypadku były trzy osoby. Jedna z nich to Lider zespołu Martin Smith, druga to basista John Thatcher, a kim była ta trzecia osoba…? Muzycy wierzą bardzo mocno w to, Ŝe to właśnie dzięki Bogu nie utracili Ŝycia i cały zespół całkowicie poświęcił się muzyce chrześcijańskiej.

czy, Brayan Adams... Debiutancki album grupa wydała w 1997 roku. Nosił tytuł „King of Fools”. Łącznie wydali 14 albumów. Najnowszy krąŜek zatytułowany jest „Kingom of Comfort”, wydany wiosną 2008 roku. Uświetniali wiele imprez i spotkań ewangelizacyjnych i modlitewnym m.in. Światowe Dni Młodych w Kolonii w 2005 roku. RównieŜ i nasz kraj spotkało to szczęście i zespół zagrał wielki koncert uwilebieniowy, a miało to miejsce w grudniu 2008r. w „Katowickim Spodku”. Było to wielkie przeŜycie duchowe. „Wyobraźcie sobie, Ŝe dzisiejszego wieczoru spodek nie ma dachu. Nasze śpiewy uwielbienia wznoszą się ponad miastem i dotykają

Grupa załoŜyła nawet własną wytwórnię „Furious records” oraz wydawnictwo „Curious”, przeznaczone do rozsławiania wielkiej miłości Boga do człowieka. Poprzez lata swojej działalności zgromadzili wiele nagród muzycznych, zostali docenieni nie tylko przez twórców i słuchaczy muzyki chrześcijańskiej. Ich kunszt i profesjonalizm muzyczny doceniły takie sławy jak: Bon Jovi, U2 12

MłodzieŜ Seraficka, nr 154


serc ludzi...”- mówił Martin Smith podczas owego spotkania. Duch wzajemnej miłości i braterstwa unosił się nad zgromadzonymi na tej modlitwie ludziom. O tym niech świadczą wraŜenia „fanów” po zakończeniu koncertu: Kornel: „ŚwieŜo wróciłem z koncertu w Spodku i trzeba przyznać, Ŝe to było coś. Powiem teŜ, Ŝe ich wokalista jest artystą w pełnym tego słowa znaczeniu. Poza tym jakŜe głębokie i pełne mądrości są ich teksty... potrafią z BoŜą pomocą poruszyć tłumy. Coś cudownego. Mało się rodzi takich ludzi...”

„Delirious?” jest fenomenem na scenie muzyki CCM. Jak dotąd nie pojawił się Ŝaden zespół mogący dorównać temu, co grupa osiągnęła w muzyce chwalą c NajwyŜszeg o. „Wierzę, Ŝe Bóg poprowadzi nas przez róŜne okresy naszego Ŝycia...” – mówią członkowie zespołu. Czas ich działalności artystycznej dobiegł końca, a co będzie w przyszłości??? Tego się jeszcze dowiemy... br. Wojtek

Vinnica: „Koncert był dla mnie mega duchowym wydarzeniem, śpiewające modlitwy do nieba które wypływały prosto z serca i wpływały na serce... mega duchowe odświeŜenie... niezapomniane przeŜycie..... ja teŜ chce jeszcze raz....i tak juŜ do końca....” Szymon: „Po prostu niesamowite. Tego, co wczoraj doznałem, nie da się opisać Ŝadnym ludzkim językiem.” Nigdzie nie spotkałem negatywnych głosów na temat owego koncertu. Grupa od 2009 roku zawiesiła swoją działalność artystyczną, pragnąć poświecić się swoim rodzinom i odpocząć. MłodzieŜ Seraficka, nr 154

13


„Hopa i gleba”, czyli wzloty i upadki na śniegu! Najpierw kawał sytuacyjny: Tatusiu, ja nie chcę juŜ sanek! - Nic nie mów, tylko ciągnij! Sezon 2008/09 był nadzwyczaj dobry, jeśli chodzi o warunki narciarskie, więc nie zabrakło w seminarium amatorów, którzy chcieli zaŜyć białego szaleństwa. Nowością w tym sezonie był snowboard. NiŜej podpisanemu przypadł zaszczyt bycia instruktorem jazdy na desce. Najpierw mała propaganda i juŜ u kilku braci pojawiła się chęć spróbowania… niektórzy na tym pozostali. Na szczęście nie brakło i takich, którzy załapali klimat. Jak wyglądały lekcje? Znaleźć oślą łączkę w Kalwarii nie jest trudno. PosłuŜyła na nią droga od ołtarza polowego wzdłuŜ kruŜganków. Na początku bracia musieli sobie uświadomić, czym są goofy czy normal. Chodzi o nogę, która jest prowadząca. To znacznie ułatwia jazdę! Ale o tym moŜna więcej przeczytać na Internecie. Po ustaleniu obowiązkowa rozgrzewka: kilka przysiadów, pajacyków i nadgarstki

14

(jeden z moich znajomych kiedyś wrócił z wyciągu z obydwoma dłońmi w gipsie, więc nie ma co Ŝartować). Oddech odwagi i zapinamy deskę. Potem kilka uwag dotyczących upadków, część teoretyczna, wreszcie praktyczna, która - nie ukrywam - sprawiła mi duŜo radości. Mogłem sobie przypomnieć własne poNiech mnie czątki. Gleba za glebą… Rekorktoś pchnie!! dem był przejazd ok. 200 m., w których zawarło się 7 dość ostrych upadków. Na szczęście kolejne zjazdy były znacznie lepsze. Nadszedł czas na górę UkrzyŜowania. Wpierw trud ratrakowania. Potem jazda w normalnym kierunku ze starannym ominięciem wzgórka przeznaczonego do tricków. Ci z adeptów, którzy pragnęli zbyt szybko osiągnąć tytuł mistrzowski, przez kilka następnych dni byli zazwyczaj nie do Ŝycia. Na szczęście obyło się bez ofiar. Zakończyliśmy w całości sezon, za co Bogu niech będą dzięki! br. Tymon

MłodzieŜ Seraficka, nr 154


Posługi Akolitatu i Lektoratu w seminarium Dnia 26 lutego 2009 roku podczas Eucharystii sprawowanej pod przewodnictwem Ojca Prowincjała Czesława Gnieckiego oraz wygłoszonej okolicznościowej homilii sześciu braci kleryków z czwartego kursu, tj. frs Eliasz, Dariusz, Juliusz, Kornel, Alfred i Tomasz przyjęło posługę akolity oraz dwóch braci kleryków z trzeciego kursu, tj. frs Kalikst i Fabian przyjęło posługę lektora. Akolita , z g re cki ego „akoluthos” tłumaczymy je jako „towarzyszący, posługujący.” Akolitat jest etapem przygotowania do święceń diakonatu i prezbiteratu. Najnowszym dokumentem, który stanowi o posłudze akolity jest Nowe Ogólne wprowadzenie do Mszału Rzymskiego z 2002 roku w Polsce to wprowadzenie ukazało się w 2004 roku.

Ŝowa. Akolita moŜe równieŜ dokonywać wystawienia Najświętszego Sakramentu, jednakŜe nie moŜe Nim pobłogosławić. Akolita oprócz wszystkich tych czynności, które ma zaszczyt wykonywać, musi takŜe być przede wszystkim człowiekiem głębokiej wiary w Chrystusa Eucharystycznego, być związanym z Maryją, Niewiastą Eucharystii, musi odznaczać się nienagannym, postępowaniem, dlatego kaŜdy kandydat do akolitatu musi być uznany za godnego otrzymania tego urzędu. br. Dariusz

Akolita jest ustanowiony po to, aby usługiwał przy ołtarzu oraz pomagał kapłanowi i diakonowi. Przede wszystkim ma przygotować ołtarz i naczynia liturgiczne oraz w razie potrzeby rozdawać wiernym Eucharystię, a takŜe jako nadzwyczajny szafarz zanosić Ją do chorych. MoŜe on takŜe przewodniczyć obrzędowi pogrzebu w domu zmarłego, przewodniczyć róŜnego rodzaju naboŜeństwom, takim jak RóŜaniec Gorzkie śale czy Droga KrzyMłodzieŜ Seraficka, nr 154

15


Wśród M ałych Przyjaciół św. Franciszka Świadectwo KaŜdy wie, jak takie świadectwo opiekuna powinno wyglądać. No wiadomo, jak się takie rzeczy pisze. "Przyszłam bo poczułam zew, Ŝeby pomagać ludziom, a szczególnie tym potrzebującym i cierpiącym. Kocham ich wszystkich, daję z siebie wszystko, jestem sumienna, odpowiedzialna, i dobrze spełniam powierzone mi obowiązki. Daje mi to poczucie …” … i tego typu. I właśnie dlatego tego świadectwa napisać nie mogę. Przyszłam, bo nigdy nie widziałam nikogo niepełnosprawnego i ciekawa byłam jak tam jest i w ogóle jak wyglądają takie grupy. Nie daję z siebie wszystkiego, nieraz idę po prostu po najmniejszej linii oporu, nie zawsze jestem sumienna, spóźniam się, więc jak tu na mnie liczyć, nie umiem opiekować się niepełnosprawnymi osobami, czasami się ich boję, a jestem w tej w sp ólno-

16

cie, bo JA SAMA tego potrzebuję. Bo za kaŜdym razem przy wyjściu jedna z osób niepełnosprawnych pyta siedemset razy „BĘDZIESZ?” i pokazuje ręką Ŝe następnym razem. Bo potrzebuję tej świadomości, Ŝe kurde, jestem tam nie tylko potrzebna, ale momentami moŜe nawet niezastąpiona. Bardzo lubię przychodzić na spotkania, ciągnie mnie tam, jasne, ale niektórzy mnie denerwują, na kogoś się złoszczę, obraŜam, nie mogę patrzeć, odsyłam do kogoś innego. Moja obecność teŜ coś wnosi, ale powiedziałabym, Ŝe to jest taka terapia „dla mnie”, a nie taka, w której ja komuś niosę pomoc. N.N.

MłodzieŜ Seraficka, nr 154


Wiosna w ogrodzie Wiosenne przebudzenie Wiosna wprawdzie kaŜe nam jeszcze na siebie czekać, ale rośliny kwitnące zimą są pierwszymi zwiastunami nadejścia słonecznych, wiosennych dni. Pierwszą zwiastunką zbliŜającej się wiosny jest oczar z lśniącymi, Ŝółtymi, pomarańczowymi lub czerwonymi kwiatami. Niestety, tej zimy w ogrodzie jest małe opóźnienie, gdyŜ silne opady śniegu w lutym, a teraz zalegająca na ziemi gruba warstwa białego puchu uniemoŜliwia roślinom cebulkowym wychylać się z ziemi. Mamy nadzieję, Ŝe promienie słoneczne szybko roztopią śnieg i zaczniemy obserwować przebudzenie się przyrody do Ŝycia. Oczary jeszcze nas oczarują… NiemalŜe codziennie spacerując po seminaryjnym ogrodzie, tudzieŜ innych ogrodach odkrywać będzie moŜna małe zmiany: coraz więcej krokusów wystawiać będzie przez śniegową pokrywę wąskie, fioletowe i Ŝółte i białe główki na światło dzienne. Krokusy mają krótki cykl Ŝyciowy. Rozpoczynają go końcem lutego, ale juŜ z końcem kwietnia chowają się w ziemi. Gdy zapewni się im odpowiednie stanowisko, rokrocznie będą się rozrastać, tworząc piękne, kwitnące łąki. I w naszym ogrodzie jest kilka miejsc, gdzie są posadzone krokusy. Co roku zajmują coraz większą powierzchnię, by ukazać swoje piękno i cieszyć swym wyglądem spacerująMłodzieŜ Seraficka, nr 154

cych obok nich braci. Luty to czas przycinania drzewek owocowych w naszym sadzie. Jak juŜ wspomniałem, śnieg opóźnił pracę, ale bracia ogrodnicy, pod czujnym okiem br. Oktawiusza zabierają się do przycinania zanadto wyrośniętych pędów i formowania drzew. Niestety, zalegający śnieg na iglakach połamał kilka z nich. Dzięki braciom: Oktawiuszowi i Zacheuszowi, którzy ruszyli na pomoc i odśnieŜyli wszystkie iglaki znajdujące się w ogrodzie oraz na wirydarzu, udało się uniknąć większych strat. Gdy zniknie śnieg, w ogrodzie zacznie się robić coraz bardziej kolorowo. Marzec jest czasem astronomicznej wiosny i rośliny cebulkowe, takie jak krokusy, narcyzy, irysy, a nieco później tulipany wychylają się z ziemi i otwierają swoje kwiaty.

17


Jednak intensywne prace w ogrodzie zaczną się dopiero po zniknięciu śniegu i znaczniejszym ociepleniu. Zacznie się grabienie pozostałych jeszcze tu i ówdzie liści, i usuwanie przemarzniętych lub złamanych gałązek. Prócz grabi i sekatorów w ruch pójdą teŜ skrzynki do wysiewu. „Szkółka kwiatowa” zostanie umieszczona w tradycyjnym miejscu, na przeszklonym holu. Stamtąd rośliny powędrują w swoim czasie do klombów i na balkony. RównieŜ działka o. Wiktoryna, naszego ojca duchownego, na której znajduje się załoŜona przed rokiem winnica, przygotowuje się do przebudzenia z zimowego snu. Ojciec du-

chowny starannie dba o „pędy młodej winorośli”, a mamy nadzieję, Ŝe praca, jaką wkłada w pielęgnowanie winnicy, przyniesie upragniony owoc w postaci pięknych, dorodnych i soczystych winnych gron. A moŜe coś jeszcze….? Przysłowie chińskie mówi: „chcesz być szczęśliwy przez tydzień – zabij wieprza, przez miesiąc – oŜeń się, przez cały rok – załóŜ ogród”. Bynajmniej zajmujemy się ogrodem nie tylko z powodu braku trzody chlewnej i celibatu. Praca w ogrodzie daje o wiele więcej radości, niŜ by się to mogło wydawać. br. Zacheusz No , no, mus po ch zę wal ić b og r r ac i odn ików ….

18

MłodzieŜ Seraficka, nr 154


O muzyce słów kilka „Muzyka łagodzi obyczaje” jak mawia przysłowie. Przekracza granice kultur i religii, MoŜna śmiało stwierdzić, Ŝe uszlachetnia ludzką duszę. Goethe napisał kiedyś: „Gdzie słyszysz śpiew, tam wstąp, tam ludzie dobre serca mają. Źli ludzie – wierzaj mi, ci nigdy nie śpiewają”. Oczywiście musimy sobie zdawać sprawę, Ŝe nie kaŜdy rodzaj muzyki działa pozytywnie na naszą psychikę. Muzyką moŜna leczyć, za jej pomocą moŜna się modlić, ale niewłaściwa muzyka moŜe nas draŜnić, powodować smutek, czy wręcz być przyczyną zaburzeń a nawet opętań. Ma ona w sobie wielką moc. W bazie Guantanamo torturowano więźniów Al- Kaidy przy pomocy teledysków Britney Spears. Na jej duchowe lub wręcz terapeutyczne działanie zwrócono juŜ uwagę w staroŜytności. Mówią o tym Pitagorejczycy, Platon i Arystoteles. Platon uwaŜał, Ŝe tylko takie instrumenty i taka muzyka są wartościowe, które prowadza do harmonii duszy. Coraz bardziej zaawansowana jest wiedza o pozytywnych właściwościach muzyki. Współcześnie powstała nawet gałąź psychoterapii - muzykoterapia, pomocna w leczeniu nerwic i depresji. Odpowiednio dobrana moŜe nas odpręŜać, pobudzać, czy skłaniać do MłodzieŜ Seraficka, nr 154

medytacji. Tu moŜna wtrącić, Ŝe do odpręŜenia doskonale nadaje się muzyka klasyczna (np. Palestriny, Bacha, Haendla, Vivaldiego), czy specjalnie do tego skomponowane utwory współczesne. W 1 Księdze Samuela czytamy o tym, jak Dawid brał harfę i grał królowi Saulowi i w ten sposób go uspokajał. Przed Arką Pana przenoszoną na nowe miejsce kazał iść orkiestrom, a sam tańczył tak, iŜ niektórzy mieli go za oszalałego. Ale zarówno dla ludów pierwotnych, Greków, Rzymian, ludów Starego Przymierza jak i Chrześcijan jedną z najwaŜniejszych funkcji była ta religijna. Biblia jako pierwszego muzyka przedstawia Jubala, wywodzącego się w linii prostej od Kaina. Potem towarzyszy stale we wszystkich czynnościach dnia codziennego, w trakcie wypraw wojennych i bitew. Jednak jej najwaŜniejszą funkcją było uświetnianie liturgii świątynnej. Na tej starotestamentalnej tradycji wyrosła muzyka p ierwszy ch chrześcijan, pot em ewoluująca w chorał gregoriański, by dopiero w wieku XV dać początki polifonii. W tym okresie głównym mecenasem tej dziedziny był Kościół. Dopiero z renesansem rozpoczyna się 19


powolny rozwój muzyki świeckiej. Ale, co ciekawe, prawie wszyscy sławni kompozytorzy do początku XX w. płodzą od czasu do czasu jakieś większe czy mniejsze dziełka religijne. Prawie niezaleŜnie od wyznania. Co prawda, im później pisano utwór, tym forma muzyczna była mniej religijna. Np. Schubert w swojej mszy komponuje „Credo” w rytmie walca (to taki taniec - nie mylić z pojazdem do równania drogi). Jeśli chodzi o muzykę wykonywana podczas liturgii Kościół ukrócił troszeczkę samowole muzyków zabraniając wykonywać niektórych utworów, głownie takich, które są zbyt „świeckie” w swojej formie, podczas naboŜeństw. Np. w czasie Soboru Trydenckiego ustalono liczbę sekw encji na cztery, gdyŜ na wskutek ra d osnej t w órcz ości kompozyto-

20

rów ich liczba w obiegu kościelnym wyniosła około 5000. Najokrutniejszym czasem dla muzyki była druga połowa wieku XX. Z dwóch powodów. Pierwsze - muzyka uprawiana przez niektórych artystów stała się zupełnie niezjadliwa słuchania jej ścierpieć mogli jedynie nieliczni, zwący się melomanami (proszę, niech się na mnie nie obraŜają). Drugie - współczesne rytmy stały się w większości bardzo, bardzo, ale to bardzo proste, przez co zatracił się ten „uwznioślający” charakter muzyki. Podobnie z treścią. Przykładów nie brakuje, a cytować zabronił mi Naczelny tego czasopisma. Na szczęście są takŜe ambitniejsze teksty i melodie. Dobrym przykładem jest tu muzyka filmowa, która w niektórych przypadkach jest sztuką wysokiej klasy (np. kompozycje E. Morricone, Kilara czy Preisnera). W muzyce moŜna zauwaŜyć nieustanną ewolucję: to, co dziś jest na topie, jutro jest prawie zapomniane. I w kaŜdej epoce ludzie myślą, Ŝe to, co tworzą, jest jedynie nowoczesne. Tak samo myślano w czasach baroku, pisząc róŜne menuety, polonezy, i inne tańce na ówczesne „dyskoteki” zabawy szlachty, i mieszczan. Chłopi podrygują przy kujawiakach, oberkach, mazurkach, i innych tańcach, uchodzących zresztą czasami za frywolne. A dziś to klasyka albo folklor. Za rozpustne zaś są uwaŜane inne.

MłodzieŜ Seraficka, nr 154


Muzyka zawsze wyraŜała emocje, zarówno te radosne, jak i związane ze smutkiem. Była symbolem toŜsamości narodowej, religijnej, wolności i swobody wyrazu kaŜdego człowieka. Niestety moŜna zauwaŜyć pewną niekorzystną tendencję. Nie chce nam się śpiewać. Będąc w kościołach na rozmaitych naboŜeństwach zauwaŜam, Ŝe mimo duŜej frekwencji wiernych śpiew idzie słabo, bez zbytniego zaangaŜowania uczestników. RóŜne mogą być tego przyczyny. Zarówno chwilowa niedyspozycja, wynikająca z tego, Ŝe ktoś się źle czuje, czy doświadczyło go coś wyczerpującego i nie ma siły, jak i zwykłe lenistwo, brak zdolności i niezrozumienie, po co to robimy. Są „mistycy”, którzy tłumaczą się, Ŝe nie śpiewają, bo akurat się modlą, skupiają się po przyjęciu komunii czy coś takiego. Tak, jakby śpiew nie miał wielbić Pana, tylko celebransa, czy być solowym utworem wykonywanym przez organistę lub scholę. Dlaczego więc mamy śpiewać na mszy?! I jakie znaczenie ma muzyka wykonywana w trakcie Liturgii? Jak przekonać wierzących do śpiewu

MłodzieŜ Seraficka, nr 154

na mszy? PosłuŜę się bardzo prostym przykładem: męŜczyzna zakochany z wzajemnością do szaleństwa będzie śpiewał swojej umiłowanej, będzie śpiewał nawet będąc w samotności, dając w ten sposób wyraz swojej miłości. Albo innym: u zwierząt silniejsze osobniki głośniej ryczą. Chcą pokazać, jakie są wspaniałe. A my nie chcemy pokazać Panu, Ŝe coś dla nas znaczy, Ŝe dla Niego chcemy podjąć wysiłek większy, niŜ przysypianie w ławce. Dlaczego w kościele milczymy? Tutaj właśnie powinniśmy dać w szczególny sposób sygnał, Ŝe nasza wiara i miłość do Pana trwają mocno. Śpiew nasz ma wyraŜać nasze emocje i nasze pełne uczestnictwo w liturgii. Zupełnie inaczej wygląda to na mszach, na które schodzą się osoby chcące się prawdziwie modlić. Nawet niewielka ich liczba potrafi swym śpiewem „zatrząść” murami świątyni. br. Hiacynt

21


Świadectwo Bardzo się cieszę, Ŝe mogę podzielić się moim doświadczeniem spotkania z Bogiem, które wydarzyło się 6 lat temu. A od tego czasu duŜo się wydarzyło. Urodziłam się i wychowałam na wsi, na Podlasiu w rodzinie wielodzietnej. Na początku było nieźle, mając 5 rodzeństwa i wokół sąsiadów w tym samym wieku było wiele okazji do wspólnej zabawy i częstego spotykania się. Prawie całe lato spędzaliśmy w pobliskiej rzece na pływaniu, łapaniu raków, łowieniu ryb. Zimą takŜe cały wolny czas spędzaliśmy na świeŜym powietrzu, zawsze było duŜo śniegu, lepiliśmy bałwana, jeździliśmy na sankach, na lodzie, zamarznięta rzeka była wymarzona do jazdy na łyŜwach. Ale przyszedł kiedyś dzień, kiedy mój mały beztroski, dziecięcy świat zaczął powoli się rozpadać. Rozpoczęło się od tego, Ŝe mój ojciec został wybrany na sołtysa. Zaczął wychodzić na spotkania i sesje, a po nich chyba dla podtrzymania atmosfery i znajomości z nowo poznanymi kolegami do pobliskiej restauracji. Zaczęło się od jednego piwa, i kieliszka wódki. Później było coraz więcej i częściej. Po kilku miesiącach juŜ wychodził codziennie. My jako małe dzieci, nie bardzo rozumieliśmy co się dzieje, dlaczego mama zaczęła płakać i szukać ojca, robić mu awantury, a on tak dziwnie się zachowywał. Cała rodzina bardzo szybko odczuła skutki choroby alko22

holowej taty, wszystko zaczęło się zmieniać na gorsze. Coraz częstsze awantury, płacz , obwinianie się. Pojawił się strach przed własnym tatą, rozmyślanie w jakim stanie wróci do domu, co będzie robił, czy będzie nas bił. Były nie przespane noce i zamartwianie się, gdzie dziś poszedł, co robi, gdzie śpi? W jakimś rowie czy u kolegi. Zimy były jeszcze gorsze, dodatkowy problem czy gdzieś nie zamarzł w rowie, czy go samochód nie potrącił. Na mamę spadły wszystkie obowiązki rodzinne, wychowanie 6 dzieci dbanie o gospodarstwo rolne a później jeszcze pilnowanie słuŜbowych obowiązków taty. Powoli zaprzestaliśmy naszą wspólną rodzinną modlitwę wieczorną, którą to zawsze wcześniej prowadził tata. Pojawiły się pierwsze zranienia, i ciągły lęk. Ja i moje rodzeństwo zaczęliśmy mieć opinię dzieci alkoholika, czyli dzieci gorszych od innych. Doświadczaliśmy róŜnych złośliwości, wyśmiewano się z nas. Ci złośliwsi wypytywali gdzie jest ojciec, i co robi. Jakie przykre były chwile kiedy róŜni sąsiedzi jedni z troski, a inni ze złośliwością przychodzili poinformować, Ŝe w jakimś rowie widzieli śpiącego pijanego sołtysa. Za kaŜdym razem kaŜde takie słowa były jak nóŜ w moje wraŜliwe serce. Zaczęłam bać się ludzi ich reakcji, zaczęłam ich unikać i kłamać. Stworzyłam swój własny szczelny świat który ogrodziłam bardzo wielkim murem. Postarałam się aby moje serce przestało być czułe i kochające. Wszystkich ludzi traktowałam z MłodzieŜ Seraficka, nr 154


ogromnym dystansem. Odczuwałam wielką pogardę i nienawiść do wszystkich alkoholików a szczególnie do kolegów mego ojca, i to ich skrycie obwiniałam za jego alkoholizm, wykradali jego pieniądze. Ale byłam zła na Pana Boga, ile razy przed nim płakałam, prosiłam o uzdrowienie taty, zmianę w naszej rodzinie. I nic się nie zmieniało a było coraz gorzej. Wcale nie wierzyłam, Ŝe istnieje. Przez długie lata moje wyobraŜenie Boga zamykało się na m y śleniu „moŜe i jest Bóg, ale dla mnie był, gdzieś bardzo daleko, gdzieś w niebie, i wcale nie troszczył się o nas”. Moja mama pomimo tak wielu obowiązków i trosk, zawsze pilnowała aby wszystkie dzieci regularnie co niedziela chodziły na mszę świętą, uczestniczyły w lekcjach religii. Zawsze przygotowywaliśmy się na święta i rekolekcje, myślę Ŝe tylko to pozwoliło nam zachować jakąś normalność. Mając ok. 16 lat w naszej parafii pojawił się nowy ksiądz i co dziwne zaczął pojawiać się w naszym domu, zawsze był radosny, Ŝartował, miał miłe słowo i dla moich rodziców i dla nas dzieci. PoŜyczał nam swoje ksiąŜMłodzieŜ Seraficka, nr 154

ki, dlatego teŜ pewnego dnia pojawiała się u nas ksiąŜka biograficzna o historii Ŝycia Ojca Pio. To była moja pierwsza religijna ksiąŜka która przeczytałam. A najdziwniejsze zostałam zafascynowana osobą Ojca Pio. Oczywiście, Ŝe nie we wszystko uwierzyłam. Pierwszy raz przeczytałam, Ŝe moŜna być w kilku miejscach w tym samym czasie. Bardzo mnie urzekła posługa tego kapłana, jego dary, a głównie wiara, i po raz kolejny zapytałam dlaczego on tak kocha Boga i doświadcza Jego mocy, a ja nie. Pierwszy raz zrodziło się w mym sercu pragnienie doświadczenia BoŜej miłości, głód wiary. Stałam się bardzo małą córką duchową Ojca Pio. Moją drogą kiedyś po śmierci do nieba miały być dobre uczynki. Chodziłam regularnie co tydzień do Kościoła, co miesiąc do spowiedzi którą traktowałam jak pralkę na moje grzechy. Zawsze słuchałam księdza, ale to nie zmieniało wcale mojego Ŝycia. W kościele modliłam się tylko do Boga Ojca i Maryi. Dziesiątki razy słyszałam, Ŝe Jezus umarł za mnie, Ŝe trzeba Go kochać, ale ja miałam swoją teorię, bo zawsze myślałam a kto Mu kazał umierać za mnie, i po co mam się mo23


dlić do jakiegoś syna skoro mogę od razu do Ojca, który jest waŜniejszy. Duch święty prawie wcale dla mnie nie istniał. Znałam Go tak samo jak Jezusa tylko z nauki religii i czytań niedzielnych. Mając 23 lata wyjechałam do Berlina. Od razu inny świat. Miałam pracę i pieniądze. Zaczęłam codziennie chodzić na zakupy, przez 3 lata wszystkie moje pieniądze przeznaczałam na zakupy. Musiałam codziennie załoŜyć inne ubranie. W weekendy z nowo poznanymi koleŜankami chodziłam do najróŜniejszych dyskotek. Które często były argumentem aby nie pójść na mszę niedzielną. Wtedy po raz drugi Pan Bóg zdradził trochę tajemnicy o sobie. Przez rok mieszkałam z dziewczynami, które naleŜały do grupy Odnowy w Duchu Świętym w Berlinie, i to one często siadały wieczorami i opowiadały niesamowite historie, mówiły o miłości do Boga, o modlitwie wstawienniczej, bardzo duŜo o Duchu Świętym, o tym jak się Go doświadcza. Opowiadały o spoczynku w Duchu Świętym. Mój umysł nie potrafił tego wszystkiego ogarnąć. Nie do końca im wierzyłam, ale głód takiej wiary wzrósł. Ale nic nie zrobiłam aby chodzić z nimi na spotkania modlitewne. Kolejne lata mego Ŝycia wypełniłam pracą, podróŜami, zakupami, później dorzuciłam sobie fitness klub, kino, galerie, muzea. JuŜ nie chodziłam tak regularnie do kościoła, nie miałam czasu. Na skutki nie mu24

siałam długo czekać, zaczęły w mojej głowie pojawiać się myśli o bezsensie mego Ŝycia, wpadłam w depresję, uŜalałam się nad swoim losem. Pojawiły się myśli samobójcze. W 30 urodziny powiedziałam Bogu dość, niech coś zmieni w moim Ŝyciu, bo ja mam dość i nie mam Ŝadnego pomysłu na dalsze Ŝycie. Odpowiedź była prawie natychmiastowa bo po miesiącu usłyszałam ogłoszenie, Ŝe w naszej Polskiej Misji Katolickiej będą organizowane trzydniowe rekolekcje o nazwie Kurs Filipa, słyszałam o nich juŜ doŜo wcześniej, ale nie wyobraŜałam sobie Ŝe mogłabym na nie pójść i siedzieć w jednym miejscu 3 dni. Szłam tylko z jednym pragnieniem, aby odnaleźć cel swego Ŝycia. Jakie było moje zdziwienie, kiedy weszłam i zobaczyłam, Ŝe będą je głosić świeccy a było ich moŜe pięciu i jeden tylko ksiądz. Jaka była to dla mnie niespodzianka kiedy wkrótce okazało się Ŝe kaŜdy z nich staje jako świadek BoŜej miłości, której sam doświadczył, i chce nią podzielić się z innymi. Ja sama nie musiałam długo czekać, aby jej doświadczyć. Usłyszałam, Ŝe Bóg kocha kaŜdego, kaŜdego zna po imieniu, nikt nie jest mu obcy a najbardziej dotknęło mnie zapewnienie Ŝe kocha takich jakimi jesteśmy, z wadami i zaletami, a widziałam tylko moje wady. Kocha miłością ojcowską i bezwarunkową. Radości która wstąpiła w moje serce nie jestem w stanie opisać. Najbardziej świadomości, Ŝe Bóg to mój prawdziwy ojciec, Ŝe mnie kocha, Ŝe akceptuje. Mój ojciec zmarł 2 MłodzieŜ Seraficka, nr 154


lata wcześniej, i teraz do Boga Ojca mogę mówić Tatusiu. W ten wieczór pękła pierwsza bryła lodu w moim sercu. W ten wieczór dostałam nowe imię i godność. JuŜ nie musiałam się wstydzić, Ŝe jestem córką alkoholika, bo od teraz przyjęłam imię ukochanej córeczki Boga. Wróciłam do domu i chodziłam po mieszkaniu śpiewając, śmiejąc się i mówiąc do mojego rodzeństwa, Ŝe naprawdę jest Bóg i Ŝe nas kocha. Mój brat zapytał gdzie ja byłam, czy na pewno w kościele czy się pierwszy raz w Ŝyciu upiłam? W sobotę ja wieczny śpioch juŜ po siódmej rano byłam w kościele jako pierwsza. Nie mogłam się doczekać co jeszcze się wydarzy, Bóg widział mój głód i oczekiwanie i równie chętnie odsłaniał przede mną swoją tajemnicę. Dowiedziałam się o korzeniu grzechu, wpływie grzechu pierworodnego na Ŝycie kaŜdego człowieka, a przecieŜ juŜ o tym wszystkim wiedziałam z lekcji Religi, ale w ten so-

MłodzieŜ Seraficka, nr 154

botni ranek zaczęłam przyjmować dla siebie. Uznałam swoją grzeszność, O jaki miałam wstyd przed Jezusem kiedy po kolei odkrywałam kim naprawdę jest dla nas , a ja Go zawsze traktowałam podrzędnie. W pewnej chwili usłyszałam propozycję abym ten grzech który mnie najbardziej męczy oddać Jezusowi, przybić do krzyŜa. To był największy prezent Jezusa wobec mnie, bo w tamtym czasie miałam grzech który nie pozwalał mi normalnie Ŝyć. Jak się ucieszyłam Ŝe mogę go w końcu komuś oddać, Ŝe nikt się nie zgorszy. Przybicie tego grzechu do krzyŜa było dla mnie uwolnieniem od niego i tym samym przebaczeniem. Tego dnia, 23.11.2002 roku doświadczyłam przebaczającej miłości Jezusa. Później poszłam dalej i oddałam Mu swe całe Ŝycie, uczyniłam Go Panem swego Ŝycia. Pierwszy raz w Ŝyciu odczułam sens pójścia do spowiedzi. Doświadczyłam chrztu w Duchu świętym, który dał mi nowe Ŝycie, a w niedzielę (pierwszą niedzielę Adwentu 2002) Jezus zaprosił m nie do kro-

25


czenia wspólną drogą Ŝycia. Od tego momentu rozpoczęła się moja wielka przygoda Ŝycia przy Bogu i dla Boga. Odpowiedziałam na zaproszenie i weszłam do wspólnoty tej samej która głosiła kurs Filipa, to wspólnota modlitewno-ewangelizacyjna i Szkoła Nowej Ewangelizacji św. Bartłomieja w Berlinie. W niej rozpoczęło się moje uzdrawianie i przebaczanie. Miałam całe lata zaniedbań. Byłam nie wykształconym uczniem Jezusa. Przyjęłam formację jaką wspólnota mi zaproponowała. W naszym programie jest ok. 30 róŜnych rekolekcji. Od sześciu lat jeŜdŜę juŜ na róŜne, które pomagają mi stać się jak najlepszym uczniem , na kaŜdym z nich Bóg wchodzi ze swoją miłością. Uzdrawia całą moją osobę, powoli dokonuje się przebaczenie tym którzy mnie najbardziej skrzywdzili i których ja skrzywdziłam, leczy wspomnienia, leczy emocje, Jezus uzdrowił mnie z nienawiści do ludzi. Leczy relacje z innymi, wlewa do mego serca miłość do nich i bardzo powoli buduje zaufanie. Mój entuzjazm juŜ po 10 miesiącach formacji uŜył go głoszenia w ekipie na kursach. Mogłam być świadkiem, jak na moim głoszeniu o miłości Bóg tak samo dotykał serc innych ludzi. Wielka to radość dla mnie, tej która miała tak małą wiarę, dziś być narzędziem w ręku samego Boga. Często nie jest to łatwe, bo będąc uczniem Jezusa stałam się nieprzyjacielem Szatana. Doświadczam, wielu walk wewnętrznych, a nawet 26

zdarzało się Ŝe w dniu naszych kursów raptem pojawiała się nagle jakaś choroba, lub gorączka i trwała tylko przez czas rekolekcji. Zawsze jest to dla mnie znak Ŝe toczy się walka o kaŜdego człowieka, i Ŝe nasze rekolekcje nie są Ŝadną zabawą. Niepojęta jest dla mnie do dziś dobroć, jakiej doświadczam codziennie, zaufanie jakim mnie Bóg obdarzył. Odkrywam róŜne oblicza Boga. Mogę się z Nim śmiać, mogę płakać. Mogę zrzucić na Niego wszystkie moje troski. Znalazłam w Nim Boga, Pana, Przyjaciela, Brata, Powiernika, Obrońcę, Zbawiciela juŜ nie muszę zarabiać na niebo przez uczynki. Obdarował mnie prawdziwi przyjaciółmi na których zawsze mogę liczyć. A od miesiąca awansowałam z ucznia na studenta Jezusa, aby przeze mnie mógł teŜ dotrzeć do innych potrzebujących rodzin. Chciałabym zaprosić wszystkich, abyśmy przygotowali swoje serce dla Boga. Powierzyli Mu swoje Ŝycie. Pozwolili decydować. Zaprosili do naszych rodzin. Na koniec przytoczę słowa Ojca św. Benedykta XVI: „Kto wpuszcza Chrystusa nie traci nic, absolutnie nic, co czyni Ŝycie wolnym, pięknym i wielkim. Nie! (…) On niczego nie zabiera, a daje wszystko. Kto oddaje się Jemu, otrzymuje stokroć więcej. Tak! Otwórzcie, otwórzcie na ościeŜ drzwi Chrystusowi, a znajdziecie prawdziwe Ŝycie. Amen.” N.N

MłodzieŜ Seraficka, nr 154


Bracia Postulanci przedstawiają się…. Br. Rafał Gralewski – lat 44, pochodzi z Kalwarii Zebrzydowskiej. Absolwent PWST im. L. Solskiego w Krakowie. Będąc mieszkańcem Kalwarii ze zrozumiałych względów, uczestniczyłem w Ŝyciu tutejszego Sanktuarium. Tutaj teŜ prosiłem o realizację mojego największego marzenia: zostania aktorem. Moje pragnienie poparte pracą zaczęło się spełniać, chodź nie do końca tak jak to sobie zaplanowałem. OtóŜ moja formacja wewnętrzna zaczęła być w konflikcie z atmosferą jaka spotykałem w teatrze. Sytuacja ta rodziła we mnie coraz większe rozdarcie, a wraz z nim pojawiało się pytanie czy decydując się na teatr dokonałem słusznego wyboru. Owocem zaś tego pytania stały się dalsze poszukiwania, które przywiodły mnie do rodzinnego Sanktuarium, gdzie po raz kolejny próbuję rozeznać właściwą drogę Ŝycia

Br. Michał Adam Szczepan Wierzejewski z Poznania Herbu Rola (odmienna). 30-letni włóczykij, pisarz (sobie a Muzom), absolwent kulturoznawstwa na UAM. Jak sam mówi, po przepracowaniu większości kompleksów i traum, umywszy sobie wreszcie uszy, usłyszał wezwanie Pana.

Br. Maciej Maciejak – lat 25, pochodzi z Alwerni. Ukończył Technikum Zawodowe w Krakowie o profilu – Technik Mechanik Obróbki Skrawaniem. W między czasie zaczął Policealne Studium Zawodowe w Krakowie (zaoczne) o profilu BHP gdzie uzyskał tytuł Technik BHP. W tym czasie studiował dziennie w Krakowie Pedagogikę, choć nie postudiował. Od kilu lat posiada kurs wychowawcy kolonijnego i wakacyjnego na które co roku w wakacje z dziećmi i młodzieŜą jeździł. Interesuje się historią wychowania, muzyką, językiem migowym i temu podobnymi. Moje Ŝycie z Zakonem Braci Mniejszych (Bernardynów) zacząłem od małego, uczęszczając do MłodzieŜy Oazowej i słuŜby ołtarza przy klasztorze bernardyńskim i tak pozostało. Teraz w Zakonie szukam swojej drogi Ŝyciowej poprzez pogłębianie swojej duchowości jak święty Franciszek. MłodzieŜ Seraficka, nr 154

27


Br. Piotr Szal – lat 25, pochodzi z Tylmanowej koło Łącka. Ukończył Zasadniczą Szkołę Zawodową o profilu stolarz w Starym Sączu. Jego hobby to: samochody, sporty wyczynowe m.in. sztuki walki. Kiedy pracowałem w firmie usługowej zacząłem przeŜywać silne rozdarcie wewnętrzne. Postanowiłem wsłuchiwać się w głos, który wydobywał się z mego serca. Teraz juŜ wiem Ŝe to był głos Boga, dlatego pragnę odnajdywać Jego wolę we wszystkim co robię. I tak właśnie znalazłem się w Zakonie Braci Mniejszych...

Br. Michał Ślusarz – lat 21, pochodzi z Okulic koło Bochni. Ukończył Tischnerowskie Technikum śywieniowe w Bochni. Przez długi okres czasu związany czynnie z Orkiestrą OSP Okulice. Do szóstego roku Ŝycia prowadziłem Ŝycie rozpustne, ale potem się opanowałem i nawróciłem. Lubię gotować i podróŜować, w wolnym czasie gram na trąbce i gitarze. Staram się być uśmiechnięty i zawsze ufać Bogu jak dziecko.

Br. Marcin Czechowski – lat 20, pochodzi z Jarosławia. Ukończył Prywatne Liceum Ogólnokształcące – Kolegium Serafickie OO. Franciszkanów (Reformatów) w Wieliczce. Interesuje się historią i turystyką. Z Zakonem Braci Mniejszych jestem związany od dawna, poniewaŜ pochodzę z franciszkańskiej parafii oraz uczyłem się w Kolegium. Dzięki formacyjno - powołaniowemu charakterowi mojego liceum i kontaktom z kalwaryjskimi Bernardynami podjąłem decyzję o wstąpieniu do Zakonu w Prowincji Niepokalanego Poczęcia N.M.P.

28

MłodzieŜ Seraficka, nr 154


Br. Wojciech Cymerman – lat 20, pochodzi z LeŜajska. Absolwent LO im B. Chrobrego w LeŜajsku. ZasłuŜony działacz parafialny przy bazylice OO. Bernardynów w LeŜajsku. Zainteresowania to: muzyka, muzyka i jeszcze raz „kopytki”. Od maleńkości związany byłem i jestem z Zakonem Braci Mniejszych... Najlepsze lata swego młodego Ŝycia spędziłem w „Baszcie” (Franciszkańska MłodzieŜ Oazowa) i to właśnie skusiło mnie do podjęcia decyzji o zakosztowaniu Ŝycia według ideałów św. Franciszka...

Br. Bartłomiej Kowalczyk – lat 20, pochodzi z miejscowości Łazy Biegonickie koło Nowego Sącza. Ukończył I LO im. Jana Długosza w Nowym Sączu. Interesuje się sportem, akwarystyką i muzyką. Osoba św. Franciszka i Sanktuarium Kalwaryjskie wywarły duŜy wpływ na wybór mej drogi Ŝyciowej i pomogły mi w przyjęciu wezwania Chrystusa do pójścia za Nim.

Br. Jerzy Synycja – lat 19, pochodzi z Kamieńca Podolskiego (Ukraina). Ukończyłem Salezjańską Ogólnokształcącą Szkołę Muzyczną II stopnia w Lutomiersku (koło Łodzi) i zdobyłem zawód organisty. Poza muzyką interesuje się literaturą oraz sztuką młodopolską, a takŜe historią dawnych kresów Rzeczypospolitej. Uwielbia góry i mgłę. Lubi czytać ksiąŜki „z klasą”. Zakon Braci Mniejszych poznałem dzięki Opatrzności... jeszcze na Ukrainie. I tak się zaczęło... Ojcowie i bracia z tamtejszej prowincji, a takŜe nasz biskup diecezjalny Leon Dubrawski (bernardyn) duŜo mi pomogli w rozeznawaniu mojego powołania, za co jestem im bardzo wdzięczny. W okresie liceum w Polsce często nawiedzałem Sanktuarium Kalwaryjskie, gdzie poznałem Bernardynów. Ta obecność i modlitwa na Kalwarii wywarły wielki wpływ na wybór mojej drogi Ŝyciowej... tutaj równieŜ czułem i nadal czuję tego dawnego ducha poboŜności, której byłem uczony w domu rodzinnym, ducha moich przodków, którzy z resztą byli Polakami... MłodzieŜ Seraficka, nr 154

29


a z AsyŜu zk is nc a r F ty do List otwar 1226 3 paździer nika no! Twojej Siostry Brudny Bieda czy uje z szybkością lat wz sza du a m, ja k Twoj mnie pokonać... Właśnie widziałe o. Udało Ci się eg Inn Te ia kan esz i dziewcz yny... Światła do mi dowolić: wino aza aw zd Cię ro y — Ŝeb eniądze? wałem, Pi . bo ści pró iło o M ieg nie stk agnie godzin. Wszy gł y w Tobie pr a zaledwie 48 mo ał wz trw a ko ier tyl kar ci ers ka ś z moich prz yjem noś ? — Twoja ryc ść? A ty drwiłe wa pa Sła do . ię C om y dak ron zamarznięktórej st łeś je bie łymi nocami na ca rozwaŜałem, z i się ląc cam od no i m i więc mojej ch róŜ, Dniam . Spróbowałem piruety w kolca tym jąc wa nu do ko trę wy , ki niom ojca i całun pokus się oprzeć bła ga r i rozdając po oŜe bo Ta m h n ac sy i gór Jak tyc h się powołaniu skiej. sprzeniewierz yć ałem Twoją : miłości synow niŜ ni ny bro zo j tne zic re ied sek ydz odow ejszego i spow wolałeś zostać w łzom matki? Ty o. Spróbowałem czegoś łatwi pozbawiając Cię Ŝe , m yłe erz wi stk nią szy w w ety, prz ybar dzo i oddałeś od Innego. Niest obmoszansa, choć nie ę na Ci elę pew dzi ła od By , ślepotę. str y Natur y, bie podejrzenia ądania Tw ej Sio rzuciłem na Cie cane rozpacz ą. Mój y ed Wt . moŜliwości ogl szy du ątpienie podsy Niego oczami ie, bliŜyłeś się do ateczną broń: zw e wtedy, na moje nieszczęśc ost em był do wy i al , w ość szę ki zdr du Mę ą za ny , oj wy Tw ł Ci ra j” zaczął zŜerać i Serafin nałoŜy ” pó na ak na k ny „T Ta icz ne !). ag wio „m e błogosła uśmiechem oj z ć Tw o Ŝy zał słu łys są i ztą es całe Niebo us i zawsze gotow nietykalnym . Zr werni (ci kretyn nie od tej pory m dla małej grocie Al ym Inn ałeś się powoli iwość ! znaczony, staw ziemi. Obrz ydl ej goł na at sz z be n, wszystkich O jak umarłeś ekle. Bo uŜ yłem uwodzepi w k” ne hu rac a jednak moje am teraz „gorący do dyspozycji, my Przez Ciebie m ma ie oją drogą ubójak i, złośliwośc dą podąŜać Tw i bę dii dzi rfi lu pe ące ów si skarb a. Ty to Wielka Klap nie Małego Brata ne... Koiej oim zakonie i w Tw w stwa. To beznadz ał dzi po tytuł sieję Bę dzie miała ę, Francisz ku. Po ję. zcz kc ms du ze pro się ą ja now Ale nik Gubaczysz moją prz yjaciel Domi zo ój tce Tw kró ! w cja iza ytr awnym moral ściele. JuŜ otę. A ja będę w iero będzie de rob dop eli To mi . dą e” eni bę e „Odrodz cia Kaznodziej zman i jego Bra ! Zoba czysz! no czy da Bie graczem, łuŜ yłeś na to i na prawdę zas bry do nie bel dia Naprawdę jesteś . ebo Ni Diabeł piekielne

„Famile Chretienne” nr 1146/1999, tłum. Zofia Pająk

30

MłodzieŜ Seraficka, nr 154


Bonawentura „Dobra Przyszłość” Szatan posiada ogromną siłę niszczenia. Nawet, gdy nie moŜe dotknąć pojedynczych osób, stara się poróŜnić je ze sobą i nie dopuścić, by utworzyły mocną wspólnotę. Przed takim kryzysem stanął teŜ Zakon Braci Mniejszych. Na szczęście Bóg czuwał. Jego Duch Jedności spoczął na bracie Giovanni Fidanza, bardziej znanym – od przydomku, jakim ponoć obdarzył go sam św. Franciszek – „Dobra przyszłość” – Buona ventura. Przesiadka do szybszego pociągu Gdy św. Franciszek wraz ze swymi 12 towarzyszami wracał wśród radosnych okrzyków i tańców z Rzymu z zatwierdzoną Regułą (to 800 lat temu…!) – wszystko wydawało się proste. Wystarczało mieszkanie w szopie, Opatrzność Ŝywiła braci tym, co niezbędne. Bracia zaś wędrując po umbryjskich dolinach głosili w prostych słowach Ewangelię. Chyba kaŜdy franciszkanin tęskni trochę za czymś właśnie takim, podobnie jak dorosły za wakacjami z dzieciństwa u babci na wsi. Ale dzieciństwo kiedyś się kończy. Przed Braćmi Mniejszymi stanęły zadania, o jakich im się pewnie w ciasnej szopie w Rivotorto nie śniło. Ci ze wspólnoty, którzy zostali posłani do innych krajów, zobaczyli świat nieco inny, niŜ AsyŜ i okolice. I nieco większy, dodajmy. Przyjęli oni do Zakonu wielu nowych braci; to powołania „zagraniczne”, ludzie, któMłodzieŜ Seraficka, nr 154

rzy nigdy nie widzieli AsyŜu, a św. Franciszka znali tylko ze słyszenia. Ci właśnie bracia mieli jasno sprecyzowaną wizję: Franciszkanie – z racji swych licznych walorów – powinni stanąć w awangardzie wszędzie tam, gdzie potrzebował ich Kościół: na misjach wśród niewiernych, w świecie nauki oraz przeciw panoszącym się wszędzie heretykom. Te liczne zadania wymagały podstaw. Do misji – nauka języków. Do dysput z heretykami – przygotowanie teologiczno-filozoficzne. Wszystko to wymagało ośrodków studiów i ksiąŜek – podówczas bardzo drogich. Wymagało teŜ sprawnej organizacji. Z tym wszystkim nie mogli pogodzić się bracia „asyŜanie”. Dla nich Ŝycie braci mniejszych oznaczało połatany habit, pustelnie, wyprawy po okolicy jałmuŜnym workiem połączone z upominaniem i zachęcaniem wiernego ludu. Ich hasłem przewodnim stało się sine glossa – „bez komentarza”. Pragnęli zachowywać Regułę i Testament św. Franciszka tak, jak został napisany, dosłownie, bez komentarza. W nieokrzepłym jeszcze Zakonie powstało rozdwojenie. „Kością niezgody” była między innymi bazylika św. Franciszka w AsyŜu oraz przylegający doń Sacro Convento, klasztor, którego rozmiary przyprawiają o zawrót głowy. Stojąc na placu przed tą świątynią widać było stojącą w dolinie maleńką kapliczkę – Porcjunkulę, otoczoną wieńcem szałasów. Porcjunkula – miejsce śmierci Franciszka, Bazylika – miejsce 31


jego pochówku. Które z tych sanktuariów było bliŜej ducha św. Franciszka? To pytanie wywoływało burzę wśród braci, pogłębioną w dodatku przez sprzeczne interpretacje Reguły przez kolejnych papieŜy. śaden z ministrów generalnych nie potrafił zjednoczyć Zakonu. Człowiek ponad podziałami I oto w 1257 r. generałem zostaje wybrany młody profesor paryskiej Sorbony, Bonawentura z Bagnoreggio. Urodzony około 1217 r. był związany z Franciszkanami „od zawsze” (w Bagnoreggio znajdował się klasztor braci). Człowiek dobrze wykształcony, niezwykle roztropny, łagodny, choć równieŜ stanowczy. Przy tym mistyk, o czym świadczą jego pisma. Historia obdarzyła go tytułem: drugi załoŜyciel Braci Mniejszych. Pierwszym dziełem nowego ministra generalnego było opracowanie jednolitego prawodawstwa, celem uniknięcia róŜnych interpretacji Reguły. W 1260 r. zostały opracowane tzw. Konstytucje 32

Narbońskie. Im właśnie zawdzięcza Zakon unormowanie swej struktury i wewnętrznego Ŝycia. Konstytucje szły zasadniczo po linii umiarkowanej, przejmując jednak z róŜnych opcji panujących wśród braci to, co najlepsze. Od braci „o szerokich horyzontach” – potrzebę zdobywania gruntownej wiedzy. Od radykałów – właśnie ich radykalizm, umiłowanie modlitwy i umartwień. Wszystko zaś sklejone zdrowym rozsądkiem. Pisarstwo Temu samemu celowi przyświecało równieŜ inne dzieło Bonawentury: opracowanie nowego Ŝyciorysu św. Franciszka. Biedaczyna zmarł ponad 30 lat wcześniej; odchodzili teŜ bracia, którzy znali go osobiście. Bonawenturze, jako generałowi, zaleŜało równieŜ na tym, aby obraz Serafickiego Ojca mógł zjednoczyć wszystkich braci. Jak sam wyznaje, troskliwie zbierał fragmenty wspomnień od naocznych świadków. Tak powstały dwa Ŝyciorysy: dłuŜszy i krótszy. Są to nie tyle biografie Świętego, co dzieła teologiczne. Bonawenturze nie zaleŜało tylko na przedstawieniu faktów, dat i wydarzeń. Chodziło o ukazanie podobieństwa do Chrystusa. MłodzieŜ Seraficka, nr 154


Aby przeniknąć ducha Franciszka Bonawentura długo pielgrzymował po miejscach uświęconych jego pobytem i modlitwami. Spośród nich szczególnie upodobał sobie górę Alwernię, gdzie św. Franciszek otrzymał stygmaty. Tam właśnie napisał większość swych dzieł mistycznych i słuŜących wychowaniu braci. Oto tytuły niektórych z nich: „Droga duszy do Boga”, „Drzewo Ŝycia”, „Zasady zachowania się nowicjuszy” (uŜywane w nowicjatach jeszcze na pocz. XX w.!). Utwory mistyczne św. Bonawentury są pisane zupełnie innym językiem, niŜ te św. Franciszka, ale posiadają tego samego ducha. Porównując je widać wyraźnie, Ŝe Bonawenturze nie chodziło o dosłowne naśladowanie Biedaczyny. On „przetłumaczył” św. Franciszka na „język” ludzi wykształconych. Nie przestał być przy tym Bonawentura po prostu bratem. Znana jest powszechnie opowieść o tym, jak delegacja papieska ofiarowała mu kapelusz kardynalski. Zastali oni Bonawenturę … myjącego naczynia w kuchni. Generał przyjął kapelusz, a

MłodzieŜ Seraficka, nr 154

potem dokończył zmywanie. Jako kardynał św. Bonawentura był głównym motorem Soboru Lyońskiego II (1274 r.), na którym zawarto unię z prawosławnym kościołem w Konstantynopolu, niestety, praktycznie nie zrealizowaną. Na krótko przez zakończeniem obrad Soboru jego uczestników obiegła wiadomość o śmierci kard. Bonawentury. Po dziś dzień nie wiadomo, co mogło być przyczyna tak nagłego zejścia. *** Zaprezentowana w poprzednim numerze „MS” sylwetka brata Idziego rysuje pewne oblicze Braci Mniejszych. Tak teŜ zazwyczaj wyobraŜamy sobie idealnych naśladowców Franciszka: prostych, radosnych i lekko szalonych. Nie jest to jednak jedyne oblicze Franciszkanów. Powiem więcej: nie zrozumiemy nigdy, co naprawdę kryje się pod nazwą: „franciszkanie”, jeśli nie poznamy bliŜej Doktora Serafickiego – św. Bonawentury. br. Anicet

33


Grzegorczyk… czyli kijem w mrowisko Jan Grzegorczyk „Adieu” „Trufle” „Cudze Pole” Jan Grzegorczyk, pisarz z Poznania, swoją trylogią o ks. Groserze wbił kij w mrowisko, i to głęboko. Jedni uznają go za gorszyciela i tubę Urbana, inni za człowieka, który odwaŜył się wreszcie przełamać tabu pisania o duchowieństwie. W kaŜdym razie jest to opowieść budząca wielkie emocje. Jej głównym bohaterem jest ks. Wacław Olbrycht, ps. „Groser” i jego świat: rodzina, przyjaciele, parafianie.

się szybko (bo i czyta się je bardzo szybko), doczekały się juŜ trzeciego wydania, a autor za ostatnią z nich otrzymał w 2008 r. nagrodę Feniksa w dziedzinie literackiej. W uzasadnieniu napisano, iŜ jest to ksiąŜka „ukazującą wielkość człowieka poprzez jego słabości i przypominającą, Ŝe ostatecznie liczy się tylko Miłość.” br. Anicet

Jedna z czytelniczek opisuje „Grosera” w ten sposób: „KsiąŜkę tę przeczytałam, bo polecił mi ją znajomy ksiądz. Nie spodziewałam się, Ŝe to będzie tak ciekawa, śmieszna i pouczająca lektura. Dzięki sposobowi, w jaki ukazane jest Ŝycie księŜy i zakonnic, czytelnik uzmysławia sobie, Ŝe osoby konsekrowane to normalni ludzie, wcale nie wolni od słabości i pokus.” Sam autor za wzór swojej twórczości podaje Biblię, „która rejestrowała nędzę i chwałę człowieka od początku jego dziejów.”. I dodaje swoją Ŝyciową maksymę, wziętą od Rene Chateaubrianda: "Pisz tak tekst religijny, aby młodzieniec niedowiarek, czytał go jak gorszącą powieść". Dodajmy, Ŝe ksiąŜki rozchodzą 34

MłodzieŜ Seraficka, nr 154


Czym jest powołanie? Kiedy sły sz y my słow o „powołanie”, przed oczyma naszej wyobraźni staje najczęściej człowiek ubrany w długi strój: habit, sutannę. Na myśl przychodzą nam zakonnicy, siostry zakonne, czy księŜa. Czasem moŜemy usłyszeć o „lekarzu z powołania”, „nauczycielce z powołania”, „pielęgniarce z powołania”… W ten sposób mówi się o ludziach, którzy wykonują swój zawód z pasją, z ogromnym oddaniem, często poświęcając większość swojego Ŝycia, swoje zdolności, talenty, całego siebie... dla innych. Te określenia i skojarzenia tylko jednostronnie przybliŜają nam znaczenie tego słowa. Wskazują tylko na człowieka, który otrzymał powołanie i odpowiedział na nie konkretnym sposobem Ŝycia, szlachetną postawą. Ale jest jeszcze druga strona medalu: skoro mówimy, Ŝe jest powołany, to oczywiste jest, Ŝe musi być takŜe Ktoś, kto obdarza powołaniem. Tym, który powołuje jest Bóg. Pismo święte Starego Testamentu opisując ideę

MłodzieŜ Seraficka, nr 154

Myśli świętych o powołaniu Św. Josemaria Escriva: „Wiesz, Ŝe twoja droga nie jest wyraźna. I Ŝe nie jest taka, poniewaŜ nie idziesz blisko za Jezusem. - Na co czekasz, aby podjąć decyzję? powołania, określa ją terminami: „wołać”, „zapraszać”, „wybierać”. Z jego lektury wynika jasno, Ŝe powołanie jest darem Boga dla człowieka. KaŜdy człowiek powołany jest do Ŝycia, do miłości, do szczęścia z Bogiem. Powołanie do tych trzech celów jest punktem wyjścia dla kaŜdego innego powołania. Bóg pragnie, abyśmy przeŜyli nasze Ŝycie w miłości, szczęściu, które daje przyjaźń z Nim i w wewnętrznej wolności. Powołanie jest wezwaniem, z którym Bóg zwraca się do człowieka w sposób bezpośredni, jednorazowy i nieodwołalny. Człowiek został powołany do Ŝy-

35


Myśli świętych o powołaniu Św. Franciszek z AsyŜu, Testament: „Mnie, bratu Franciszkowi, Pan dał tak rozpocząć Ŝycie pokuty: gdy byłem w grzechach, widok trędowatych wydawał mi się bardzo przykry. I Pan sam wprowadził mnie między nich i okazywałem im miłosierdzie. I kiedy odchodziłem od nich, to, co wydawało mi się gorzkie, zmieniło mi się w słodycz duszy i ciała; i potem nie czekając długo, porzuciłem świat”. cia – fizycznego i nadprzyrodzonego (Ŝycia z Bogiem). NaleŜy nam zwrócić uwagę na pewną fundamentalną prawdę. OtóŜ pierwszym powołaniem kaŜdego człowieka jest świętość. Pan Bóg powiedział kiedyś: „Bądźcie świętymi, poniewaŜ Ja jestem święty!” (Kpł 11, 44). Mamy dąŜyć do świętości na wzór Ojca. Droga, na której ową świętość zrealizujemy, jest juŜ mniej istotna. KaŜdy człowiek, dojrzewając, odkrywa swoje szczegółowe powołanie, przez które zdąŜa do świętości. MoŜe być to powołanie do małŜeństwa i rodzicielstwa; powołanie do kapłaństwa, czy Ŝycia zakonnego, albo teŜ powołanie do samotności z wyboru. NaleŜy jeszcze jedno podkreślić, Ŝe Ŝadne szczegółowe powołanie nie jest celem samym w sobie, ale bar-

36

dziej środkiem do celu – do świętości, do zbawienia. Konieczne jest, aby tu na ziemi właściwie rozeznać, do czego wzywa mnie Bóg. NaleŜy podkreślić, iŜ powołanie nie jest własnym „widzimisię” człowieka. Jest ono darem Boga dla człowieka, ale zarazem wyzwaniem, na które trzeba dać zdecydowaną odpowiedź. Mając na myśli powołanie do szczególnej słuŜby Bogu czyli do kapłaństwa, lub Ŝycia zakonnego, trzeba zaznaczyć, Ŝe w swej istocie jest ono MISJĄ. W Ŝadnym wypadku nie jest ono wyróŜnieniem danej osoby, ze względu na nią samą, na jej zasługi, czy wyjątkową świętość. Powołanie dokonuje się ze względu na innych, dla innych, ze względu na słuŜbę Bogu i człowiekowi. Powołanie nie jest więc spełnien i e m osob istych am-

MłodzieŜ Seraficka, nr 154


bicji, realizacją własnego „pomysłu na Ŝycie”. Ten dar Boga człowiek powinien rozpoznać, przyjąć i zrealizować w swoim Ŝyciu. Aby go rozeznać, winien modlić się o dary Ducha Świętego, o łaskę rozpoznania własnego miejsca w świecie, w Kościele, w BoŜym planie. Powołanie jest tajemnicą Stwórcy wobec stworzenia. Sługa BoŜy Jan Paweł II po pięćdziesięciu latach kapłaństwa stwierdził, Ŝe powołanie jest „darem i tajemnicą”.

czuje w swoim sercu powołanie do szczególnej słuŜby Bogu. Gdy mówimy o powołaniu, winniśmy czynić to w postawie głębokiej pokory, świadomi, Ŝe Bóg nas „wezwał świętym powołaniem nie na podstawie naszych czynów, lecz stosownie do własnego postanowienia i łaski” (2 Tm 1, 9). Równocześnie zdajemy sobie sprawę, Ŝe ludzkie słowa nie są w stanie udźwignąć cięŜaru taj em ni cy , jaką kapłaństwo w sobie n i e s i e (por. Jan Paweł II, Dar i tajemnica, Kraków 1996, s. 7-8).

Na jego drodze potrzeba zawierzenia, zaufania Bogu, „postawienia stopy na głębinie”, pójścia w nieznane. PapieŜ pisze, Ŝe kaŜde powołanie w swojej najgłębszej warstwie jest tajemnicą, jest darem, o. Zefiryn Mazur OFM który nieskończenie przerasta człowieka. Powołanie jest tajemnicą BoŜego wybrania: Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i Myśli świętych o powołaniu przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by Św. Gianna Beretta Molla: „KaŜde powołanie jest powołaniem do macierzyńowoc wasz trwał (J 15, 16). Nikt sam sobie nie bierze tej godno- stwa, fizycznego, duchowego, moralnego. Bóg złoŜył w nas instynkt Ŝycia. Kapłan jest ojcem, siostry zaści, lecz tylko ten, kto jest powołany przez Boga, jak Aaron konne są matkami, matkami dusz. Biada tym młodym (Hbr 5, 4). Zanim ukształtowaludziom, którzy nie przyjmują powołania do rodziłem cię w łonie matki, znałem cielstwa. KaŜdy musi przygotować się do własnego cię, prorokiem dla narodów powołania: przygotować się, aby być dawcą Ŝycia ustanowiłem cię (Jr 1, 5). Te przez poświęcenie, jakiego wymaga formacja inteleknatchnione słowa muszą tualna; wiedzieć, czym jest małŜeństwo przejąć głębokim drŜeniem „sacramentum magnum”; poznać inne drogi; kształtokaŜdego człowieka, który wać i poznawać własny charakter”. MłodzieŜ Seraficka, nr 154

37


Z Kroniki seminaryjnej Mikołajki i Dzień Mądrości Grudzień to czas wewnątrzzakonnych kabaretów… przepraszam: powaŜnych spotkań poświęconych odpowiednio uczczeniu szlachetnej postaci św. Mikołaja (zadanie kursu I) oraz BoŜej Mądrości (do czego przyczynia się rocznik II). W tym roku mieliśmy moŜliwość podziwiać spektakl pt. „Mikołajki wg Chiczkoka”, natomiast drugie przedstawienie miało na celu zobrazowanie cięŜkiej posługi, jaką w seminarium spełnia Ojciec Duchowny. Było to prawdziwie śmie… mądre przedstawienie. Czas świąteczny … spędziliśmy oczywiście w seminarium, natomiast do domów rodzinnych udaliśmy się tuŜ po Świętach. Bracia chórzyści pod batutą o. Wiktoryna mieli dłuŜszą labę z racji występu u Pani LeŜajskiej. W cykl seminaryjnej egzystencji wpisują się takŜe jasełka. W tym roku ich przygotowania podjął się po raz drugi br. Eliasz. Pomagali mu (prawie) wszyscy bracia. Role Ŝeńskie jak co roku objęły osoby z Franciszkańskiej MłodzieŜy Oazowej w Kalwarii. Tegoroczne jasełka były wyjątkowo krótkie i zwarte, przez co teŜ lepiej przyjmowane przez najmłodszą publiczność. Zjazd rodziców Jak co roku (czyli drugi raz) około św ięta Ofia rowania Pa ńsk ieg o (dokładniej 30 stycznia – 1 lutego) 38

bracia celebrowali wspólnotę wraz ze swymi rodzinami. Zgromadziło się około 60 osób, przewaŜnie rodziców, choć nie brakowało równieŜ rodzeństwa. Wspólnie modliliśmy się, śpiewaliśmy kolędy. Rodzice byli teŜ specjalnymi gośćmi jasełek. Dzięki tym spotkaniom tworzymy wszyscy jedną wielką rodzinę. Rodzice mają moŜliwość poznać nie tylko, jak Ŝyją ich synowie, ale takŜe poznać rodziców innych braci. To juŜ jest koniec ... Dla dwóch naszych braci Ŝycie seminaryjne dobiegło końca. 24 lutego egzaminy magisterskie zdali bracia Miron i Romuald. W kilka dni później ruszyli w drogę na zieloną Ukrainę, do ZbaraŜa i Szarogrodu, gdzie odbędą swoje praktyki przygotowując się do przyjęcia święceń. Posługi Początek Wielkiego Postu był dla seminarium równieŜ czasem odwiedzin braterskich, jakie złoŜył nasz Minister Prowincjalny, o. Czesław. Udzielił on równieŜ braciom posług lektoratu i akolitatu. Posługę lektora przyjęli bracia: Br. Kalikst Br. Fabian A posługę akolity: Br. Eliasz Br. Dariusz Br. Juliusz Br. Tomasz Br. Kornel Br. Alfred

MłodzieŜ Seraficka, nr 154


MłodzieŜ Seraficka, nr 154


MłodzieŜ Seraficka, nr 154

'Młodzież Seraficka' 1/2009  

Pismo mniejsze

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you