Issuu on Google+

No

8 Metal Hammer Fest Tito Larriva Woodstock

Grzybobranie Raport z sex shopów Kobiecy wytrysk

© moolaba 2011

Romain Gary

SPRĘŻYNA


„Kwiecień plecień, bo przeplata...” - tak miałem zacząć, ktoś jednak szepnął, że to sierpień i to w dodatku końcówka. Cóż, nigdy nie przepadałem za zegarkami, kalendarzami otwarcie gardzę, a pojęcie czasu niewiele mi mówi. I w tych klimatach ósma już Catrina. Z jednej strony definiujące dla wielu czas wakacji dwa głośne festiwale – Woodstock i Metal Hammer, z drugiej ponadczasowy hall of fame gitarzystów. Cudownie młodą Sprężynę fotografowaliśmy na tle cudownie starych murów upadłej praskiej piekarni. W literaturze publikujemy fragment tekstu, o jakże znaczącym tytule „Życie przed sobą”. Tekstu gościa, który popełnił samobójstwo. O tym, że czasy się zmieniają wspominamy w kontekście piwa, a o zagięciu ram czasoprzestrzeni w kontekście Meksyku. A w ogóle to nie myślcie o czasie i bez przerwy się kochajcie. W kajdankach i z obustronnym wytryskiem. O tym w dziale Ciało. Inspirującej lektury.

MUZYKA 4 Catrinas questionario 8 MHF 16 Woodstock 22 Kto najlepiej gra na wieśle LITERATURA 26 Druga świetność 28 Życie przed sobą 30 Szwedki Juliana Sewarda 32 Diario personal

Sprężyna W praskiej piekarni

34

CIAŁO 32 Sprężyna 50 Kobiety fontanny 51 Konkurs fotograficzny 52 Raport seksualny

Tito Larriva 04

LIFESTYLE

Catrinas cuestionario

54 Fireshow

08

MHF Woodstock Święto błota

16

nasza strona: nasz blog:

Ochota

facebook fan page:

Kobiety fontanny

Dzielnica na piwo

Romain Gary Życie przed sobą

60 Ochota na piwo 62 Kawalerka na Centralnym

www.catrinas.pl

www.catrinasmagazine.blogspot.com

goldenline:

Ejakulacja

56 Meksykańskie grzybobranie

www.facebook.com/catrinaspl

www.goldenline.pl/forum/catrinas/

Sexy raport Z ograzmem ci do twarzy

Grzybobranie Niech żyje Meksyk

>>

| Carlos Machette di Mi-Estructura | Jordi de Bonos Esquellos | Alejandro Pulga Iniesta | Angela Pulga Iniesta | Rodolfo Bardonado | Dolores de Flores

Raport z piekła

catrinas banda| Julio del Torro | Catalina Jimenez | Bustos Domecq | Paco Haya Rodriquez | Marta Haya Rodriquez | Fidel Capucha de Izquierdas

Welcome to catrinas world

el comandante del Torro presenta:


cuestionario

Julio del Torro

tito larriva

muzyka

1. Jaka jest najbardziej wkurzająca rzecz podczas koncertów? Dobre pytanie. Najbardziej drażni, gdy nie słyszę sam siebie. Co? Kiepska odpowiedź? Wkurzają mnie też pijani ludzie. Chociaż nie. Publiczność przychodzi na koncert po to, aby zostawić pod sceną wszystkie smutki. Mają prawo robić co chcą. Ale, gdy my muzycy mamy problemy ze sprzętem, wówczas przekłada się to na słabszy występ, a publiczność ma prawo czuć się oszukana.

2. Jaki jest twój ulubiony smak jogurtu? Lubię jogurt kozi. - Chodziło mi o konkretny smak. Mi też. Lubię smak kozy.

3. Jakie jest twoje najgorsze wspomnienie z dzieciństwa? Urodziłem się w Meksyku, ale gdy byłem mały przenieśliśmy się z rodziną na Alaskę. Gdy miałem jakieś 4-5 lat, dowiedzieliśmy się, że dziadek, ojciec mojej matki, jest umierający. Polecieliśmy do Meksyku i dziadek rzeczywiście zmarł. Pamiętam pogrzeb. My, dzieci, staliśmy trochę z tyłu. Moja matka tuż przy grobie. Wszyscy byli ubrani na czarno. Patrzyłem na matkę i… nagle znikła. Nie wiedziałem, co się dzieje. Okazało się, że z rozpaczy wskoczyła do grobu. To było dosyć przerażające.

4. Gdyby język polski nie był przeszkodą, od czego zacząłbyś lekturę Catrinas? Wywiad z samym sobą, poezje, czy sesja z półnagą dziewczyną? Jasne, że sesja. Ale generalnie magazyny czytam, nie tylko oglądam. I mam taki nawyk, że zaczynam zawsze od końca.

www.catrinas.pl

4

www.catrinas.pl

5


cuestionario

5. Wyobraź sobie, że zostałeś ukąszony przez magicznego Tajpana Pustynnego, który właśnie powiedział Ci, że, cóż – za 20 minut umrzesz – ale zanim się to stanie, możesz posłuchać pięciu ukochanych kawałków. Co byś wybrał? Zacząłbym od mojego ulubionego argentyńskiego muzyka. Nazywał się Atahualpa Yupanqui, a ta piosenka Los esej de mi carreta. Później Requiem Mozarta i IX Symfonia Beethovena. Zostały mi jeszcze dwa kawałki? Hm… Sympathy for the Devil Rolling Stonesów, bo z pewnością pójdę do piekła. A na koniec coś Dylana. Nie wiem co… - Ja z Dylana wybrałbym Ballad of a thin man… Bardzo dobry pomysł. I to by było piąte. I koniec, umarłem.

muzyka

6. Kogo uważasz za najlepszego żyjącego gitarzystę? No tak, bo ci najlepsi nie żyją. Ale z żyjących Jimmy Page. To geniusz. W historii muzyki on zrobił różnicę.

7. Jeżeli mógłbyś wybrać muzyka z całej historii muzyki, z którym chciałbyś zagrać, kogo byś wybrał? Może być Mozart. Z Mozartem byłoby fajnie, ale raczej nie miałbym jak z nim grać. Gdybym miał wybrać jedną osobę, byłby to Jimi Hendrix. Ale i tak spełniło się już moje marzenie, bo na jednym z moich albumów nagrywałem razem z Bobem Dylanem. Cóż, mógłbym też zagrać z Beatlesami i Stonesami, tylko po to, aby móc powiedzieć, że to zrobiłem.

8. Zakk Wylde powiedział nam, że uwielbia muzykę Eltona Johna. Jakoś to skomentujesz? Widziałem występ Eltona, gdy był jeszcze młody. Muszę przyznać, że lubię jego stare kawałki. To jest tak, że na niego patrzę podobnie jak na Elvisa. A mówiąc „Elvis” nie mam na myśli grubego faceta śpiewającego w Las Vegas, tylko kogoś, kto dokonał rewolucji. Rozumiesz, o co mi chodzi? Reasumując, rozumiem Zakka.

Jaki jest twój ulubiony smak jogurtu? Lubię jogurt kozi. - Chodziło mi o konkretny

smak.

Mi też. Lubię smak kozy.

www.catrinas.pl

6

9. Nazwa naszego magazynu jest hołdem dla meksykańskiego Dnia Śmierci? Jesteś Meksykaninem, ale wychowywałeś się na Alasce. Masz jakieś wspomnienia związane z catrinas? Jasne, że tak. Co roku świętowaliśmy Dzień Śmierci. Zresztą czynię to do dziś. To specyficzne święto, w którym obok kościotrupów stawiamy zdjęcia naszych zmarłych bliskich. To wspaniały sposób na ich uczczenie, ale też nad refleksję nad śmiercią. Gdy byłem mały nawet zjadałem czekoladowe szkielety. Wówczas na chwilę przestajesz się bać śmierci, bo ją unicestwiasz. To ma wiele wspólnego z wierzeniami Azteków.

10. Na koniec: dwa słowa specjalnie dla czytelników Catrinas. Rock on!


REPORTAJE FOTOGRÁFICO

Metal Hammer Fest

Paco Haya Rodriquez

Sierpem i młotem ich! el éxito del evento

muzyka

Judas Priest

MHF 10/08/2011 Katowice, Spodek, wystąpili: Animations, Soulburners,

Mech, Tank, Vader, Exodus, Morbid Angel i JUDAS PRIEST

www.catrinas.pl

8

Podróż na MHF zacząłem od wspomnianego w zeszłym numerze CATRINAS, przez Catalinę Jimenez, dworca Centralnego. Faktycznie jest piękniejszy, a zmiany widać gołym okiem. Do ideału jednak jeszcze daleko. Spakowałem kumpli do samochodu i wystrzeleni, jakby z armaty, udaliśmy się na południe Polski. Gdy oczom naszym ukazał się spodek (nie szklany, ani latający tylko potwornie betonowy) pełni wigoru, skierowaliśmy się do knajpy. Kto przed festiwalem nie trzaśnie obiadu i piwa? No kto? Jasne, że nie my. Niecałą godzinkę później weszliśmy w otchłań Spodka, niczym marynarz w stalową dziewicę. Na scenie grała ekipa z Soulburners, co znaczyło, że nie obejrzeliśmy Animations. Cóż. Takie

życie. Gdy na scenie zainstalował się Mech i z pieców wydobyły się pierwsze dzwięki odczułem nieodparte wrażenie, że na scenie jest Ozzy. Jak dla mnie całkiem udana sztuka. Mimo swojego wieku, chłopaki ogarnęli publikę i scenę! No właśnie a skoro już o wieku mowa, to spokojnie mogę stwierdzić, że średnia wieku muzyków (ogólnie wszystkich kapel) przekraczała 40 lat! Po Mechu, na scenie pojawił się czołg. Tank wytoczył działo przed tłumnie zgromadzonych metalowców pod sceną. Zaczęła się rozpusta dla ucha. Pożądna dawka dzwięków rozrywała metalowe łby tłumnie występujące na płycie Spodka. Osobiście nie jestem fanem takiego grania, ale nie zmienia to faktu, że Tank pokazał klasę. Po opuszczeniu przez www.catrinas.pl

9


REPORTAJE FOTOGRÁFICO

Mech

Mech

Tank

Tank

muzyka

Mech

Tank

www.catrinas.pl

10

Tank

nich sceny zaczął instalować się kolejny zespół. I tu warto nadmienić, że nie ukrywałem podniecenia, gdyż na scenie za 20 minut miał pojawić się Vader, którego na scenie nie widziałem parę ładnych lat. Zawsze coś mi wypadało, gdy nasz metalowy towar eksportowy grał w okolicy. Byłem potwornie ciekaw w jakiej są formie, no i czy coś zagrają z najnowszej płyty?! Po wejściu na scenę, Peter uniósł ręce w górę jakby chciał pobłogosławić fanów. Wiedział co robi. Sekundy później zaatakowali ze sceny z taką mocą, że nie mogłem utrzymać aparatu. Bestia zeskoczyła w tłum rozrywając trzewia gawiedzi zgromadzonej wkoło. Sothis zabrzmiał niczym ryk niedzwiedzia grizli. Potężne riffy kolejnych numerów wgryzały się w czaszkę niczym pijawki. Chłopaki są w formie i potrafią nadal zaskakiwać, i nie pomylę się gdy powiem, że mamy czym się pochwalić w świecie. Czysty death przekazany w bardzo klarownej formie. Behemoth może, póki co, poćwiczyć jak zrobić z siebie bestię. Vader jest na wyżynach metalu! Tak trzymać. Po ich występie nastąpiła 30-sto minutowa przerwa. Tyle czasu potrzebowali techniczni następnej kapeli na zainstalowanie

sprzętu. O godz. 18:25 membrany w uszach zadrgały w rytm Exodusa. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie to, że wokalista latał po scenie jak oparzony z prawej do lewej i odwrotnie, w związku z czym nie można było zrobić mu zdjęcia. Po chwili wymsknęło mi się skromne „Stój, kurwa!”. Ale nie usłyszał. Biegał dalej. Nie byli w stanie przebić Vadera, ale deptali mu po bestialskich piętach. Czekałem. Czekałem na Morbid Angel, który miał niebawem pojawić się na dechach. Nie zaskoczyli mnie swoim występem. Spodziewałem się pożogi, ognia i chaosu. To właśnie otrzymałem. Utrata słuchu gratis! A teraz zagadka. Co robi wokalista Morbid w wolnych chwilach? Otóż, goli pachy! Tak, goli pachy. Długie baty, przepotworny growling, skórzana, nabita ćwiekami kamizelka, agresywna gitara i paszki wygolone na zero. Nie zmienia to jednak faktu, że przez 70 minut swojego występu nie zwolnili nawet na chwilę. Pozamiatali niczym potop szwedzki. Nieubłagalnie zbliżała się godzina zero. No prawie zero, bo wszyscy czekali na 21:20, kiedy to miał pokazać się Judas Priest. Płyta pod sceną zapełniła się, a w lożach nie było wolnych miejsc.

www.catrinas.pl

11


REPORTAJE FOTOGRテ:ICO

Vader

Vader

Exodus

Exodus

Morbid Angel

muzyka

Vader

Morbid Angel

Exodus

www.catrinas.pl

12

www.catrinas.pl

13


Judas Priest

WIĘCEJ ZDJĘĆ NA: http://catrinas.pl/gallery/main.php?g2_itemId=589

REPORTAJE FOTOGRÁFICO

Judas Priest

Judas Priest

Judas Priest

muzyka

Judas Priest

Judas Priest

Judas Priest

Wybiła wymarzona godzina. Ogromny baner z napisem „Epitaph” opadł, a naszym ukazał się Rob Hallford i spółka. Razem z Judas zupełnie znikąd, za moimi plecami pojawili się przedstawiciele naszych rodzimych trashowych dzwięków, a byli nimi Popcorn i Jankiel! Przez 135 minut Judas Priest pokazali na co ich stać. Sztukę skwitowali czterema bisami. Painkiller czy Braking the law odśpiewane razem z publicznością naprawdę ma moc. Bardzo chętnie prężyli się do obiektywów. Było wielkie show i spektakl okraszony przebierankami. Nie trzeba nikomu wmawiać, że Judas to ikona brytyjskiego heavy metalu a podczas koncertu pokazali, że zasługują na takie miano. MHF to frekwencyjny sukces. Nie spodziewałem się takiej ilości metalowej wiary w jednym miejscu. Mnie jednak zastanawiał powrót a właściwie wyjazd z parkingu. Gdy dobre pare tysięcy ludzi opuści Spodek i wsiądzie w samochody, groził nam paraliż Katowic. Jednak ku mojemu zdziwieniu, policja bardzo sprawnie kierowała ruchem. Widać ogromne doświadczenie w tego typu zgromadzeniach, czego nie można powiedzieć o organizacji po Sonisphere. Tak czy inaczej, następny dzień spędziłem w szpitalu na oddziale chirurgi w celu poskładania mnie do kupy. Przyszyli mi uszy i wymienili w nich wkład, przeszczepili brakujące organy, poukładali bałagan na strychu. Nie da się jedną recenzją opisać MHF. Póki co, najlepsze wydarzenie tego roku. Ciężko będzie je przebić. Zastanawia mnie tylko dlaczego nowa płyta Vadera kosztowała całe 60 zł ?!

www.catrinas.pl

14

www.catrinas.pl

Wielkie dzięki Jazzu, Pancerz i ekipa Barmy Army za towarzystwo i zajebiste chwile na MHF. Jesteście, kurwa, niezniszczalni!

15


WOODSTOCK

Ewa Owsiak

fot. Rafał Burczyński

Woodstock 2011 Zaczęło się jak u Hitchcocka; od trzęsienia ziemi. Nad polem przeleciały Iskry i F16. Hałas, prędkość i biało-czerwony dym z którego powstało ogromne serce. Jurek poprosił, żeby na chwilę wszyscy usiedli. „Jestem między wami”. 17 Przystanek Woodstock, odjazd! W ciągu trzech dni na dużej scenie zagrały m.in.: Skindred (mieszanka metalu, reggae, dancehallu z drum’n’bassem), Helloween, Dog Eat Dog, Gentelman and The Evolution, Łąki Łan czy The Prodigy, które niestety do samego końca było przekonane, że publiczność przyjechała tylko na ich występ.

Od kilku edycji na scenie pojawiają się projekty specjalne. Tym razem był to Grechuta zaaranżowany na nowo przez Plateau oraz Projekt Republika. 30 lat temu grupa zagrała pierwszy koncert. 10 lat temu odszedł Grzegorz Ciechowski. Rocznice i działania oficjalnego fanklubu zespołu zaowocowały specjalnym koncertem z udziałem trzech członków oryginalnego składu: Zbyszka Krzywańskiego (gitara), Leszka Biolika (gitara basowa), Sławka Ciesielskiego (perkusja) oraz specjalnie zaproszonych gości (Kasia Kowalska, Ania Dąbrowska, Glaca, Lipa). Czarno-białe flagi i niekończące się morze ludzi było dosadną odpowiedzią na pytanie: „Gdzie wszyscy moi przyjaciele?”. Nie zabrakło ich.

Muzycznym olśnieniem okazała się Raggafaya, czyli połączenie reggae, ska, hip-hopu z masą dobrej energii, która udzieliła się tłumowi pod sceną. Po koncertach czas ruszyć w pole. Na mapie festiwalu m.in.: pasaż, gastronomia, wioska motocyklowa, strefa Carlsberg, wioska Allegro, czy Akademia Sztuk Przepięknych. Zacznijmy od początku. Pasaż stał się punktem spacerów, spotkań towarzyskich, rozmów i happeningów. Oprócz stoisk handlowych (klimaty India-shopowe, koszulki z nadrukami wszelakimi, koraliki, itp.) wystawiły się także organizacje pozarządowe. W tym roku były to m.in. – Fun

muzyka

Głównym powodem dla którego warto choć raz w życiu przeżyć Woodstock jest atmosfera – nieporównywalna do żadnej innej. Tworzą ją ludzie, którzy w połączeniu z muzyką (absolutnie nie mainstreamową) i wydarzeniami towarzyszącymi powodują, że to naprawdę najpiękniejszy festiwal. Masz ochotę rozwinąć dywan, ustawić kanapę i z takiej pozycji oglądać duża scenę? Rozdajesz darmowe uściski lub zbierasz na uśmiercenie Justina Biebera? A może chcesz poleżeć na trawie, popatrzeć w niebo? Tak, tak, zgadza się! Tu i teraz wszystko jest możliwe.

www.catrinas.pl

16

www.catrinas.pl

17


WOODSTOCK

wały się rowery stacjonarne. Pedałując wytwarzało się energię, którą można było wykorzystać w dowolny sposób. Niektórzy ładowali komórki i iPody, inni robili koktajl w przywiezionym z domu mikserze! Drugi namiot zajmowały rowery podłączone do specjalnych zegarów. Ich użytkownicy również produkowali energię dzięki sile własnych mięśni, ale w zupełnie innym celu. Bili rekord pod czujnym okiem sędziów z Fundacji Guinnesa, którzy kontrolowali przebieg całego zdarzenia. Wynik finalny: 8743 Wh i ustanowienie nowego rekordu świata. ASP mieści się na wzgórzu skąd rozciąga się niesamowity widok na dużą scenę i cały Woodstock. Akademia to pulsujące centrum sztuki, kultury i spotkań z wielkimi Polakami. W tym roku gośćmi głównego namiotu na ASP byli: Marek Koterski, Piotr Pustelnik, prof. Marek Belka, Andrzej Grabowski, Jan Nowicki. W tej strefie festiwalu powstało Muzeum Powstania Warszawskiego gdzie emitowano film „Miasto Ruin” – cyfrową rekonstrukcję Warszawy z 1945 roku. Absolutnie poruszające i wstrząsające przeżycie, bez względu na to czy jest się Warszawiakiem, czy nie. Łódzka filmówka po raz drugi wystawiła polowe kino, tzw. Łódź_stock. W repertuarze: Chrzest, Pulp Fiction, Nic Śmiesznego, Long Walk, The Doors – historia nieopowiedziana, czy

filmy nagrodzone na Solanin Festiwal. Mapa Woodstocku nie byłaby kompletna bez pokojowej wioski Kriszny, gdzie można było zjeść, spróbować swoich sił w medytacji, jodze, znaleźć odpowiedzi na trapiące nas pytania, posłuchać kojących dźwięków w ciągu dnia, a wieczorem tańczyć do przeróżnych rytmów (w tym do Farben Lehre i Moskwy…). Po zaliczeniu powyższych punktów pozostawał już tylko skok z bungee lub kąpiel w błocie. Obydwie opcje były równie popularne. Bez względu na wybór poziom pozytywnej energii był taki sam. Zakończeniem trzydniowego festiwalu był koncert Łąki Łan – magia, wyobraźnia, wokalista latający nad sceną, confetti i powtarzające się pytanie: „Ty co nie lubisz trawy, who you wanne be, whoyem wanna be”? Woodstock to trzy dni przyjaźni, wolności i dumy, że tak samo jak w styczniu podczas finałów WOŚP, tak w środku lata możemy być razem i nie robić nic więcej niż po prostu słuchać muzyki i cieszyć się sobą nawzajem. Za rok festiwal osiągnie pełnoletniość. Szykuje się edycja pełna niespodzianek…

muzyka

dacja Itaka zajmująca się poszukiwaniem osób zaginionych na terenie całej Polski, „Mimo Wszystko” Fundacja Anny Dymnej, Greenpeace, Familia walcząca z uzależnieniami, Klub Gaja. Nad strefą Carlsberg górowała wielka ręka z zieloną karteczką „Fair Play”. Carlsberg, jako jeden z głównych sponsorów przyszłorocznych Mistrzostw Europy w piłce nożnej zorganizował rozgrywki – miniaturę Euro. Oprócz czerwonych i żółtych kartek przyznawano zielone dla zawodników którzy zachowują się fair na boisku. Mecze rozgrywały się przy gorącym dopingu publiczności zasiadającej na trybunach. Zwyciężyła drużyna Macedonii zdobywając splendor i sławę. Po kibicowaniu i meczach odwiedzający wioskę mogli zrelaksować się w tzw. Fun Campie. Na środku pola stworzono raj z piaskiem, leżakami i palmami. Oprócz tego strefa Carlsberga oferowała namiot mistrzostw FIFA na playstation (wszystkie stanowiska były obstawione non stop) oraz punkt skupu butelek i puszek, która można było powymieniać na różne cuda (np. pelerynę przeciwdeszczową lub latarkę zasilaną bateriami słonecznymi). Z leżaków Carlsberga widać było wioskę Allegro, które po raz drugi postawiło na eko. Portal Allegro i fundacja All For Planet stworzyli ekologiczny mikroświat. Hamaki, leżaki, zużyte butelki w zamian za zimną wodę mineralną i jabłko. W dwóch namiotach znajdo-

www.catrinas.pl

18

www.catrinas.pl

19


Woodstock oczami Machette’y

muzyka

WOODSTOCK

fot. Carlos Machette di Mi-Estructura

www.catrinas.pl

20

www.catrinas.pl

21


Jordi de Bonos Esquellos

kto najlepiej gra na wieśle „Kto najlepiej gra na wieśle? Otóż ja gram całkiem nieźle!” – powie ci każdy student, który w ręku trzymał gitarę raptem cztery razy. Bo już ktoś, kto umie grać naprawdę siłą rzeczy czulsze ma ucho i wie, że ten instrument ograniczają tylko dwie rzeczy: nasze umiejętności i nasza wyobraźnia. Magazyn Rolling Stone w roku 2003 opublikował listę stu największych gitarzystów wszech czasów. Listę, co tu kryć kontrowersyjną i subiektywną. Ale my nie będziemy się tutaj rozwodzić nad 84. miejscem Gilmoura czy 49. McLaughlina. Przedstawimy dziesięciu najlepszych w porządku rosnącym, tak aby napięcie rosło aż do drugiego miejsca, bo wiadomo, że Hendrix był tylko jeden.

muzyka

10. Keith Richards

Z Jaggerem znał się jeszcze z podstawówki i może stąd chemia na scenie. Richards żyje tak jak gra, agresywnie i ostro, dlatego raz w miesiącu szwajcarskie kliniki przetaczają mu krew. Brzmieniowo nie jest może aż tak ekstrawagancki, ale od dawna wie jak używać przystawek efektowych: jego riffy niemiłosiernie kopią. Keith Richards w latach 70. 9. Jimmy Page

Stairway to Heaven, produced by Jimmi Page.

www.catrinas.pl

22

Na pytanie o inspiracje odpowiada długo, kwieciście i jednym tchem wymienia pół setki artystów. I faktycznie, mimo że zaczynał w blues-rockowym zespole Raising Sons, to w jego utworach słychać folk, Afrykę, Hawaje, Japonię, a nawet klasykę. Od 1971 roku trwa jego kariera solowa. Znakiem rozpoznawczym jego niepowtarzalnego stylu jest technika ślizgowa.

Cudowne dziecko blues-rocka. Perspektywa pracy na zmywaku nie jednego Teksańczyka zmusiła do ucieczki z domu, ale jemu akurat wyszło to na dobre. Zaczął grać w nocnych lokalach, potem z kolejnymi kapelami, aż założył Double Trouble. Prywatnie bez sensacji, ot - rozwody, gorzała, dragi, odwyki… W 1990 roku na wielkim koncercie w Wisconsin po wykonaniu z m. in. z Claptonem Sweet Home Chicago Stevie wsiadł do helikoptera mającego go zabrać do Chicago właśnie. Katastrofa skończyła przedwcześnie wspaniałą karierę Vaughana.

Najbardziej charakterystyczne dzieło Richardsa i jego przystawki fuzz box.

Ten biolog-malarz-okultysta nie poniósł zbyt wielu porażek w życiu, ale jedną z nich było zwolnienie z pracy nad ścieżką dźwiękową filmu Lucifer Rising za powolne tempo pracy. Z poważniejszych kapel lat sześćdziesiątych łatwiej wymienić te, z którymi nie grał, niż te które z jego geniuszu korzystały. Z Robertem Plantem stworzyli Led Zeppelin, a solówka z piosenki Stairway to Heaven została nagrodzona więcej razy niż Page zmieniał pękniętą strunę. A w gronie kolegów-muzyków znalazł się i Puff Daddy.

8. Ry Cooder

Ry Cooder przed dwoma laty.

7. Stevie Ray Vaughan

Pomnik Steviego Raya Vaughana w Australii.

6. Chuck Berry Robert Johnson i diabelska mgła.

Jimmy Page podczas koncertu w 1977 roku.

Pamiętacie Powrót do przyszłości? Filmowy Marty cofa się w czasie i daje koncert rock’n’rollowy, wyprzedzając ówczesną muzykę o dekadę. Chuck Berry zrobił to naprawdę. Przed nim nie było pojęcia intro, gitara była tłem wokalu, a na scenie stało się sztywno. Twórcy „kaczego chodu” nie oparł się również Tarantino w swoim Pulp Fiction.

5. Robert Johnson

Johnson uchodził za bluesowego Fausta.

Najbardziej tajemnicza postać na tej liście. Amerykański wagabunda, król gitary bluesowej, żył tylko 27 lat, a zostało po nim 29 utworów. Legenda głosi, że sprzedał duszę diabłu. Jeśli tak, to zrobił niezły interes, bo talent i do dziś niepodrabialny styl Johnsonowi nie pozwolą umrzeć nigdy. Bracia Coen wpletli jego postać w film Bracie, gdzie jesteś?.

Sześćdziesięcioletni Chuck. Dziś ma 85 lat i wciąż gra.

www.catrinas.pl

23


reklama

4. Eric Clapton

Jego życie prywatne nie było usłane różami. Jako dzieciak myślał, że babcia to mama, a mama to siostra. Potem niespełnione miłości, rozwody, alkoholizm, wieka tragedia, gdy jego syn wypadł z okna wieżowca… Ale już pierwszy profesjonalny wybór – zostać listonoszem, czy gitarzystą – rozwiązał poprawnie. Grał w bluesowym The Yaedbirds, potem stworzył Cream. Niedługo potem zaczął karierę solową. To on zapoczątkował tradycyjną już dziś formę MTV Unplagged – i zachwycił subtelną interpretacją Layli.

muzyka

Zespół Cream. Clapton pierwszy z prawej.

Po prawej Pattie Boyd, czyli Layla. Clapton zakochał się w niej, gdy była żoną jego przyjaciela Georga Harrisona (na zdjęciu obok Pattie). W końcu wyszła za Claptona, ale miłością jej życia był jednak Beatles.

3. B.B. King

Lucille, ukochana gitara B.B. Kinga, po którą kiedyś wbiegł do płonącego budynku, nazwana na cześć kobiety, o którą bili się dwaj goście, którzy budynek w końcu niechcący podpalili. Obaj zginęli, gitara przetrwała.

Mówisz blues – myślisz BB King. Oszczędny, by nie powiedzieć minimalistyczny w aranżach, nieuchwytny w solówkach. Niestety leniwy, ma dwa razy więcej wolnego niż przeciętny robotnik, koncertuje tylko 300 razy w roku. Dużym szacunkiem darzy Sinatrę, a swoją tolerancję manifestował koncertując z takimi wypierdkami jak U2 czy Pavarotti. Posiada piętnaścioro nieślubnych dzieci. grafika 2D, DTP, druk, plakaty, billboardy, katalogi, logotypy, tworzenie wizerunku firmy, strony www, banery, reklamy prasowe, broszury, foldery...

2. Duane Allman

Założyciel The Allman Brothers Band, której czterech członków znajduje się w pierwszej setce prezentowanej listy!!! Solówka z Whipping Post jest nie do opisania. Gdy Duane będąc w Miami spytał nagrywającego tam Claptona czy może przyjść posłuchać sesji, ten bez namysłu odparł: Nie. Nie możesz, tylko musisz. I nie posłuchać, tylko grać. Duane Allman zginął w wieku 25 lat rozbijając swój motocykl. Na jego grobie wmurowany jest Gibson Les Paul, a podczas pełni na cmentarzu słychać niepodrabialne slidy…

Duane Allmann.

1. Jimi Hendrix

Dzikus, szaleniec, geniusz. Nie dość, że łamał wszelkie reguły ówczesnego wykorzystywania przetworników, nie dość, że tworzył techniki nieznane dotąd nikomu (jak granie zębami, czy celowe rozstrajanie gitary przed grą i „dociąganie” palcami), to do tego grał skomplikowane solówki równocześnie śpiewając. Bezustannie tworzył i koncertował. Na Woodstock’u podpalił gitarę, a z płonącej ciągle wydobywał dźwięk. Odszedł za wcześnie. Zgon nastąpił - oficjalnie - w skutek komplikacji po zażyciu środków nasennych, ale nie wyklucza się morderstwa. Nagrał tylko cztery płyty, ale zostawił tak wiele niepublikowanych utworów, że pośmiertne albumy wydawane są do dziś.

Jedna z najlepiej rozpoznawalnych okładek ever. Płyta Axis: Bold as love. www.catrinas.pl

Okładka kultowej At Fillmore East, płyty koncertowej z ponad 22-minutową wersją Whipping Post.

design your life www.moolaba.com

www.facebook.com/moolaba OD PROJEKTU PO DRUK

24


DRUGA ŚWIETNOŚĆ literatura

Romain Gary Wydaje się, że nadeszła już pora, by z całą swobodą wyjaśnić pewien punkt delikatny, jakkolwiek może to nieprzyjemnie dotknąć i rozczarować niektórych spośród moich czytelników, a w oczach zwolenników modnych szkół psychoanalitycznych przedstawić mnie jako chłopca nienormalnego: nigdy nie odczuwałem w stosunku do mojej matki miłości kazirodczej. Wiem, że ta niechęć spojrzenia faktom w oczy spowoduje natychmiast uśmiech ze strony wtajemniczonych. Wiem też, że nikt nie może ręczyć za to, co się dzieje w jego podświadomości. Spieszę dodać, że – przy całym moim ograniczeniu umysłowym – z szacunkiem schylam głowę przed kompleksem Edypa, którego odkrycie i wyjaśnienie przynosi zaszczyt Zachodowi i stanowi niewątpliwie, wraz z naftą saharyjską, jedno z najbardziej płodnych odkryć bogactw naturalnych naszego podglebia. Powiem więcej: zdając sobie sprawę z mego nieco azjatyckiego pochodzenia i chcąc się okazać godnym wysoko rozwiniętego społeczeństwa Zachodu, które mnie z taką gościnnością przyjęło, nieraz starałem się wyobrazić sobie moją matkę w jakiejś sytuacji budzącej pożądanie i w ten sposób wyzwolić się z kompleksu, którego istnienia nie pozwalałem sobie podać w wątpliwość, wywlec ów kompleks na pełne światło kultury współczesnej i dowieść raz na zawsze, że jestem człowiekiem nie cofającym się przed niczym i że jeśli chodzi o dotrzymanie www.catrinas.pl

26

placu naszym intelektualnym koryfeuszom, cywilizacja atlantycka może na mnie polegać do końca. Wysiłki te jednak zakończyły się niepowodzeniem. Przywołuję ten konkretny, nieco może przydługi, ustęp z „Obietnicy poranka” Romaina Gary’ego, żeby zobrazować dwie cechy, które dla jego pisarstwa są być może najważniejsze. Te cechy to wysokiej próby nonszalancja literacka (i podkreślam tę wysokość, żeby odróżnić ją od marnej próby nonszalancji, cechującej tych adeptów polskiej prozy i publicystyki, którzy nagromadzenie przymiotników i retorycznych zwrotów, więc pytajników okraszonych wyzwiskami, mylą z lekkością pióra, a krzykliwość i nieustępliwość, więc wykrzyknień okraszonych wyzwiskami i brakiem autokrytycznego namysłu – z wyrazistością poglądów) oraz sceptyczna, choć nie pozbawiona precyzyjnej ironii, niechęć wobec intelektualnych mód i przyzwyczajeń. Obie te cechy, bez których twórczość Gary’ego byłaby twórczością byle innego sentymentalnego mitomana od wspominkowych powieścideł, są szczególnie warte uwagi i przypomnienia właśnie dziś, bo spotkać je można coraz rzadziej. Nonszalancja nie jest tu terminem pejoratywnym. Jest synonimem dystansu, cechującego tylko te postaci, które jako absolutnie pewne siebie są jako jedyne skłonne do bezgranicznego zwątpienia

we własną nieomylność, choć przeświadczone o swojej wielkości. Kim zostanie młody Roman wiadomo było jeszcze w czasach, w których jego imię pisano z rosyjska – nie francuska, i kiedy jego nazwisko brzmiało jeszcze Kacew, a nie Gary. Zostać miał drugim d’Artagnanem, drugim d’Annunziem, następcą de Gaulla; żadna inna opcja nie była brana pod uwagę. Wywróżyła mu to za młodu jego matka, niespełniona Rosjanka żydowskiego pochodzenia, kiedy w Wilnie szyła kapelusze dla dam z towarzystwa, sama do tego towarzystwa aspirując jedynie dzięki oszałamiającemu błękitowi oczu swojego ukochanego syna. A wróżyła może nawet lepiej, niż szyła: d’Artagnanem został młody Roman podczas wojny, jako pilot francuskiej armii, oblatując – nie bez cielesnego poświęcenia – alianckie bombowce i broniąc w równie romantycznych co błazeńskich pojedynkach pistoletowych honoru przypadkowych kurewek. D’Annunziem został chwilę później, kiedy jego ułańska fantazja znalazła ujście w literaturze, owocując kilkudziesięcioma publikacjami, wieloma nagrodami (w tym, jako jedyny pisarz w historii, dwukrotnie nagrodą Goncourtów – raz jako Romain Gary, raz jako Emil Ajar: sprytny wybieg, pozwalający ominąć regulamin nagrody i wyprowadzić w pole kapitułę), nie rezygnując jednak z określonej identyfikacji politycznej (i choć porównanie wydaje się na wyrost, to tak jak d’Annunzio gromiony był za koligacje z Mussolinim, tak Gary za przywiązanie do de Gaulla). Następcą de Gaulla miał okazję zostać wpierw jako francuski delegat przy Narodach Zjednoczonych, potem jako konsul generalny Francji w Los Angeles. W każdej z tych ról odnosił sukcesy, każdą z nich traktując jako swoistą oczywistość losu – matce wierzył wszak bezgranicznie. Skoro więc jasne było, że pisarzem jest więcej niż dobrym, nie było sensu stroić się w literackie piórka i silić na epicki rozmach fraz. Nikomu nie trzeba było niczego udowadniać. Stąd też jego proza unika epickiego rozmachu i efekciarstwa, jej styl jest prosty i klarowny, konstrukcja fabuły – naturalna i klasyczna. Można by go nazwać raczej gawędziarzem, gdyby i w tym słowie nie kryła się doza krytyki. Cały ten klasycyzm jest jednak nie do podrobienia właśnie dzięki szczególnemu humorowi Gary’ego i jego intelektualnej niezależności. Której nieraz dowodził. Choćby „Białym psem” – książką napisaną na fali amerykańskich protestów 68. i opisującą klimat tamtych wydarzeń. Pisana w formie wspomnień nie jest deklaracją przynależności do którejkolwiek ze stron konfliktu – jest opowieścią o miłości do psa przybłędy, którego ktoś wyszkolił do atakowania Murzynów. Dzisiaj, kiedy hasło „tolerancja” jest już niemal na każdym sztandarze, kiedy nerwowo trzeba szukać kolejnych nie wyemancypowanych, żeby ich prędko wyemancypować („Amerykanie, rycerze wolności! Choćbyście mieli wolność w dupie to przyjdą i z dupy wam ją wyciągną” – cyt. za Vedraną Rudan) ta książka powinna być szczególnie ważna. Nie jest, bo nie daje łatwych i politycznie nośnych argumentów, a raczej stawia trudne pytanie i mnoży wątpliwości. Zmarł w 1980 roku śmiercią prawdziwie literacką – strzelił sobie w usta. Po napisaniu ponad 30 powieści, wielu opowiadań, zrealizowaniu dwóch filmów, po przeżyciu wojny (i to jakim: za zasługi wojenne dostał Ordre de la Liberation), po latach dyplomatycznej służby, po otrzymaniu z rąk de Gaulla Legii Honorowej nie był w stanie podnieść się po stracie drugiej żony, aktorki Jean Seberg, która rok wcześniej przedawkowała barbiturany. Matka byłaby dumna.

Zostać miał drugim d’Artagnanem, drugim d’Annunziem,

następcą de Gaulla; żadna inna opcja nie była brana pod uwagę.

Bustos Domecq

www.catrinas.pl

Romain Gary, Obietnica poranka, przeł. Jerzy Pański, Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 1991, s. 93-94.

27


INSPIRACJE

Emile Ajar (Romain Gary)

Życie przed sobą

literatura

przeł. Maria Braunstein, Agnieszka Daniłowicz

Ktoś zadzwonił do drzwi, poszedłem otworzyć, stał tam jakiś niewysoki facet jeszcze smutniejszy niż normalnie, z długim wydłużonym nosem i z oczami, jakich wszędzie pełno, ale jeszcze bardziej przerażonymi. Był bardzo blady i bardzo się pocił, i szybko oddychał z ręką na sercu, nie z powodu uczuć, ale dlatego, że schody nie wychodzą sercu na dobre. Podniósł kołnierz od płaszcza i nie miał włosów, tak jak wielu łysych. W ręce trzymał kapelusz, jakby chciał udowodnić, że w ogóle ma kapelusz. Nie wiedziałem, skąd się wziął, ale jeszcze nidgy nie widziałem tak mało pewnego siebie faceta. Popatrzył na mnie z obłędem w oku, a ja mu się odwzajemniłem, bo przysięgam wam, że wystarczyło raz zobaczyć tego typa, a już człowiek wyczuwał, że zaraz coś wyskoczy i zwali mu się na łeb ze wszystkich stron, jednym słowem nerwówa. - Do pani Rozy, to tutaj? W takich wypadkach trzeba zawsze być ostrożnym, bo nieznajomi nie włażą na szóste piętro dla czyjejś przyjemności. Udałem idiotę, w moim wieku miałem do tego prawo. - Do kogo? - Do pani Rozy. Zastanowiłem się. W takich wypadkach trzeba zawsze zyskać na czasie. - To nie ja. Westchnął, wyjął chusteczkę, wytarł sobie czoło, a potem zrobił to samo w drugą stronę. - Jestem chorym człowiekiem - powiedział. - Wysedłem właśnie ze szpitala, gdzie byłem jedenaście lat. Zrobiłem sześć pięter bez pozwolenia lekarza. Przychodzę tu, żeby zobaczyć przed śmiercią mojego syna, mam prawo, nawet u dzikich są takie przepisy. Chcę www.catrinas.pl

28

usiąść na chwilę, odpocząć, zobaczyć mojego syna, i to wszystko. Czy to tutaj? Powierzyłem mojego syna pani Rozie jedenaście lat temu, mam pokwitowanie. Pogrzebał w kieszeni płaszcza i dał mi kartkę papieru zaświnioną do niemożliwości. Przeczytałem, co mogłem, dzięki panu Hamilowi, któremu wszystko zawdzięczam. Bez niego byłbym niczym. Otrzymano od pana Kadira Yusefa pięćset franków zaliczki za małego Mohameda stanu muzułmańskiego, 7 października 1956. (...) Poszedłem powiedzieć pani Rozie, że przyszedł jakiś facet z okropną gębą i chce się dowiedzieć, czy ma tu syna, i ona od razu zsiniała ze strachu. - O Boże, Momo, przecież jesteś tylko ty i Mojżesz. - W takim razie to Mojżesz - powiedziałem jej, bo to był on albo ja, to się nazywa działanie w obronie własnej. Mojżesz drzemał obok. Drzemał bardziej niż jakikolwiek ze znanych mi facetów, którzy drzemią. (...) [Mężczyzna] odwrócił się w moją stronę i popatrzył na mnie siny ze strachu z powoodu wzruszeń, jakie to mogło spowodować. - To on? Ale pani Roza miała wszystko w głowie po kolei, a nawet bardziej. Powachlowała się, patrząc na pana Yusefa Kadira, jakby z góry się na coś cieszyła. Jeszcze przez chwilę się wachlowała w milczeniu, a potem odwróciła się do Mojżesza. - Mojżesz, powiedz dzień dobry tatusiowi. - ...bry ...tusiu - powiedział Mojżesz, bo dobrze wiedział, że nie jest Arabem i nie ma sobie nic do zarzucenia.

Pan Yusef Kadir zbladł jeszcze bardziej niż można. - Słucham? Czy dobrze usłyszałem? Powiedziała pani Mojżesz? - Tak, powiedziałam Mojżesz, a co? Facet wstał. Wstał jak pod wrażeniem czegoś bardzo mocnego. - Mojżesz to jest imię żydowskie, proszę pani. Jestem tego absolutnie pewny, proszę pani. Mojżesz nie jest dobrym muzułmańskim imieniem. Oczywiście to się zdarza, ale nie w mojej rodzinie.Powierzyłem pani Mohameda, nie powierzyłem pani Mojżesza. Nie mogę mieć syna Żyda, proszę pani, zdrowie mi na to nie pozwala. Spojrzeliśmy na siebie z Mojżeszem i udało nam się nie roześmiać. Pani Roza jakby się zdziwiła. Potem jakby jeszcze bardziej się zdziwiła. Powachlowała się. Zrobiła się potężna cisza, w której działy się najróżniejsze rzeczy. Facet wciąż stał, ale trząsł się od stóp do głów. - Tss, tss - cmoknęła pani Roza potrząsając głową. - Jest pan pewny? - Pewny czego, proszę pani? Nie jestem pewny absolutnie niczego, nie po to przyszliśmy na świat. Mam wrażliwe serce. Chodzi mi tylko o jedną drobną rzecz, o której wiem, o jedną drobniutką rzecz, ale zależy mi na niej. Powierzyłam pani jedenaście lat temu syna muzułmańskiego, wiek trzy lata, imię Mohamed. Dała mi pani pokwitowanie na syna muzułmańskiego, Mohameda Kadira. Ja jestem muzułmanin, mój syn był muzułmaninem. Jego matka była muzułmanka. Powiem nawet więcej: dałem pani syna Araba w należytej formie i chcę, żeby mi pani oddała syna Araba. Nie chcę absolutnie syna Żyda, proszę pani. Nie chcę i kropka. Koniec. Zdrowie mi na to nie pozwala. To był Mohamed Kadir, a nie Mojżesz Kadir, proszę pani, nie chcę na nowo zwariować. Nie mam nic przeciwko Żydom, niech Bóg im przebaczy. Ale ja jestem Arabem, dobrym muzułmaninem, i miałem syna w tym samym stanie. Mohamed, Arab, muzułmanin. Powierzyłem go pani w dobrym stanie i chcę, żeby mi go pani zwróciła w takim samym stanie. Pozwalam sobie zaznaczyć, że nie mogę przeżywać podobnych wzruszeń. Przez całe życie byłem obiektem prześladowań, mam dokumenty medyczne, które to potwierdzają i które oświadczają, celem przedłożenia tam, gdzie należy, że jestem prześladowany. - No to w takim razie czy naprawdę jest pan pewny, że nie jest pan Żydem? - zapytała pani Roza z nadzieją. Panu Kadirowi Yusefowi przebiegło po twarzy parę nerwowych skurczów, jakby fale czy co. - Proszę pani, ja jestem prześladowany, chociaż nie jestem Żydem. Wy nie macie monopolu. Monopol żydowski skończył się, proszę pani. Jeszcze są inni ludzie niż Żydzi, którzy też mają prawo być prześladowani. Chcę mojego syna Mohameda Kadira w stanie

arabskim, w jakim powierzyłem go pani za pokwitowaniem. Nie chcę pod żadnym pretekstem syna Żyda, już i tak mam dosyć kłopotów. - No, niech się pan tak nie przejmuje, może zaszła pomyłka - powiedziała pani Roza, bo dobrze widziała, że faceta trzęsie w środku i że go nawet żal, jak pomyśleć o tym wszystkim, co Arabowie i Żydzi już razem przecierpieli. - Na pewno zaszła pomyłka, o mój Boże - powiedział pan Yusef Kadir i musiał usiąść, bo domagały się tego jego nogi. (...) - No tak, wszystko jasne! - powiedziała z przyjemnością. - Pewnie się pomyliłam co do właściwej religii. - Jak to? - powiedział pan Yusef Kadir, żywo zainteresowany. - Jak to? - Pewnie Mohameda wychowałam na Mojżesza, a Mojżesza na Mohameda - powiedziała pani Roza. - Otrzymałam ich tego samego dnia i pomieszali mi się. Mały Mojżesz, ten właściwy, jest teraz w dobrej muzułmańskiej rodzienie w Marsylii, gdzie jest bardzo dobrze widziany. A obecnego tu pańskiego małego Mohameda wychowałam na Żyda. Barmitzwah i w ogóle. Zawsze jadł koszer, może pan być spokojny. - Jak to, zawsze jadł koszer? - zapiał pan Kadir Yusef, który nawet nie miał siły wstać z krzesła, tak się załamał na całej linii. - Mój syn Mohamed jadł zawsze koszer? Miał barmitzwah? Mojego syna Mohameda zrobiono Żydem? - Zrobiłam pomyłkę w tożsamości - powiedziała pani Roza. - Wie pan, tożsamość też może się pomylić, to nie jest odporne na wszystko. Trzyletni dzieciak nie ma wiele tożsamości, nawet jak jest obrzezany. Pomyliłam się z obrzezaniem, wychowałam pańskeigo małego Mohameda na dobrego małego Żyda, może pan być spokojny. Jak się zostawia syna i nie widuje się go przez jedenaście lat, to nie się potem co dziwić, że wyrasta na Żyda... - Ale to była dla mnie kliniczna niemożliwość! - jęknął pan Kadir Yusef. - No cóż, był Arabem, teraz jest trochę Żydem, ale przecież to ciągle ten sam pana synek! - powiedziała pani Roza z ciepłym rodzinnym uśmiechem. Facet wstał. Nabrał siły z oburzenia i wstał. - Chcę mojego syna Araba! - wrzasnął. - Nie chcę syna Żyda! - Ale skoro to ten sam - powiedziała pani Roza zachęcająco. - To nie ten sam! Ochrzcili mi go! - Tfu, tfu, tfu! - splunęła pani Roza, która miała jednak granice. - Nie został ochrzczony, broń Boże. Mojżesz jest dobrym małym Żydem. Mojżesz, prawda, że jesteś dobrym małym Żydem? - Tak, proszę pani! - powiedział Mojżesz z przyjemnością, bo miał to gdzieś, tak jak ojca i matkę. www.catrinas.pl

29


WIERSZE

Siedemnastoletnie cipki i szesnasto Dwie dziewczyny ze stolika obok mogły mieć siedemnaście lat co mi nie przeszkadza moim ulubionym bohaterem jest Humbert Humbert ale nie mieszajmy w to literatury po prostu lubię młode cipki o dobrym piwie Prus pisał że piana jak śmietana kolor bursztynu smak szesnastoletniej dziewczyny

Jak pies Wysiedliśmy z taksówki co nie jest precyzyjnym stwierdzeniem gdyż był nas jeden tak skończył się wieczór emocjonalnie rozchwiany

literatura

jak pies się zapić plan był taki okazało się inaczej tygodniowe branie w czajnik stwarza handicapy moi towarzysze odlatywali ……………w niebyt byłem trzeźwy jak pies na nic się zdały bohaterskie próby wychylenia resztki ginu wciąż stałem jak pies pośród wpółleżących wobec nagannej niemocy wobec ich niemocy musiałem wyjść wyszedłem przez balkon oto dobrze wam radzę nie zakładajcie się z kotem o skok z siódmego piętra powód jest jeden kot wygra. 29 października 2010

Pomiędzy Zjadłem przysmak śniadaniowy niezbyt smaczny chociaż pies by polemizował z pomidorem to znaczy tak zjadłem z pomidorem nie że pies i pomidor ucięliby pogawędkę polemiczną to był wieczór ciemnego piwa z Chech było nas trzech przysmak śniadaniowy nie jest adekwatny wobec wieczora ale zjadłem ja i pies gdy jeszcze było nas trzech przekuliśmy wszechświat widelcem dobywając z przestworzy uniwersalnych prawd jesteśmy obecnie wszechwiedzący spoglądaliśmy na ładne dziunie wiedząc jako wszechwiedzący że istnieje szczęście wiedząc jako wszechwiedzący gdzie skrywa się szczęście między ustami a brzegiem łechtaczki. 7 grudnia 2010

www.catrinas.pl

30

wyjeżdżamy do Tajlandii takie zapadły decyzje jedna z dziewczyn powiedziała włączam opcję destrukcji cześć jesteś fajny tak chce się przespać a potem spierdalaj miały siedemnaście lat na oko oku wierzcie zabawę w słoneczko znacie kilka dziewczyn głowami nago głowy centrum słońca promieniami cipki

Wieczorem na Ochocie piliśmy w miłej knajpie rozważając kwestie literackie i szwedzkie przy piwie Warmiak, które barman nazywał mazurskim kumpel podał wywiad ze znanym pisarzem pisarz rzekł, że pisze pisze pisze pisze pisze a pisanie traktuje jak office job jedenasta dwudziesta czwarta budzi się zje coś pisze pisze pisze to jest office job i co taki gość może jeszcze napisać? poza tym fajnie przelecieć Szwedkę

do Tajlandii gdzie będziemy poddawać się masażom za trzydzieści złotych w przeliczeniu w sanktuarium prawdy w Pattay’i zdobędziemy prawdę a po pracy tajski boks takie są plany może winien zatytułować wiersz Tajlandia ale wolę siedemnastoletnie cipki. 9 listopada 2010

Starzenie

do baru weszła grupa dwudziestoosobowa co nas zabolało na dwadzieścia osób o płciach co najmniej mieszanych nie było żadnej dupy jak na dwadzieścia osób to nietakt a jak to się stało? rocznik dziewięć dwa jest dziś pełnoletni dziewięć dwa! kolejna potwarz tego wieczora że spotkało to właśnie nas. spodziewaliśmy się różnych rzeczy ale nie tego wieczora 4 listopada 2010

Julian Seward – urodzony w 1983 roku w Koszalinie pod innym nazwiskiem. Mieszka w Warszawie. Nie uczy się, nie pracuje. Żyje ze spadku, jak w filmach. Bawi się i pije, ale nie tak, żeby później niczego nie pamiętać. Coś tam zawsze pamięta.

www.catrinas.pl

31


Diario

Jodido Cocodrilo

personal

literatura

part 8 translated by: Julio del Torro

Podążaj za fioletowym motylem Już sam wybuch był tak głośny, że w większości mieszkań popękały szyby. Złapałem się za głowę ze zdumieniem stwierdzając, że moje skronie nie pootwierały się setkami bolesnych otworów. Po wybuchu wszystko zaczęło drżeć. Ulice, chodniki, budynki dostały gwałtownego ataku Parkinsona. Po ścianach pełzły zygzaki pęknięć. Trzask, który temu towarzyszył był tak znakomicie muzyczny, tak katastroficznie filmowy, że Oskar za dźwięk murowany. Tyle, że to nie był film. Pochłonięcie samochodów i spacerujących staruszków zajęło drapieżnym szramom w ziemi mniej niż sekundę. Jak dzbaneczniki. Tymczasem w moich oczach zmaterializowały się magiczne powieki. Każde mrugnięcie było jak stopklatka w filmie dokumentalnym kręconym w podczerwieni. Przez zapadające się ściany widziałem nieznajomych ludzi – ich zdziwienie, beznadziejne próby ratunku, kończyny pękające pod wywracającymi się meblami, zakrwawione twarze. Mój balkon i mój blok rozpadały się na kawałki i opadały w coraz większe wgłębienie w ziemi razem z całym osiedlem i, jak podejrzewam, całą dzielnicą, miastem… Krajem? Kontynentem? Światem? Zapewne. Poczułem rozkoszną lekkość. Zanim pokłębiona chmura tynku i pyłu zakryła wszystko zdołałem jeszcze dostrzec wielką zieloną powierzchnię wyłaniającą się spod ziemi. Mój pies szczeknął. Nie wiem jak długo byłem nieprzytomny. Obudziło mnie lizanie psa. Lizał mnie po twarzy. W miejscu mojego starego osiedla jest teraz łąka. Zwyczajna łąką z głośnym szumem owadów, słońcem i namacalną leniwością. Oprócz siebie nikogo tu nie widzę. Poza psem. Pies zdaje się uspokojony moim powrotem. Już macha ogonem i odbiega za fioletowym motylem. Właściwie nie chce mi się palić. Właściwie też pobiegnę.

www.catrinas.pl

32

„Bajka” Nabokova, czyli jak uratowałem dziewczynę w fioletowych rajstopach Jechałem autobusem, czytając opowiadanie „Bajka” Nabokova. Ponieważ czytałem opowiadanie „Bajka” Nabokova, siedziałem na krzesełku bliżej okna, a więc bliżej chodników. Pomimo iż czytałem opowiadanie „Bajka” Nabokova, nie wytężałem ani wzroku ani imaginacji – fantazja, drżenie, uniesienie fantazji szukając na mijanych chodnikach zgrabnonogich chodniczanek, które jeszcze zgrabniejnogie i znacznie bardziej nagie zasilić miały mój nieistniejący harem. Nie wytężałem, gdyż zajęty byłem czytaniem opowiadania „Bajka” Nabokova. W tym miejscu należy napomknąć, że pora była wieczorowa. Zatem nie tylko drżenie podskakującego autobusu, ale i niekończące się smugi cienia, pod postacią zebry pasącej się na żyznej poligraficznej łące, znacznie uprzykrzały czytanie. Kiedy autobus ruszył z jednego z przystanków (nie wiedziałem dokładnie z którego; przecież pochłonięty byłem czytaniem), na krzesełko obok dosiadła się dziewczyna, co najzupełniej nie może dziwić. Znane są przecież z wcześniejszych przygód reakcje, jakie wzbudzam w ześlizgujących się po rynnach kobietach, homoseksualistach, psach, kretach i jaszczurkach. Dziewczyna w każdym razie przysiadła się, na co ja, rzecz jasna, dalej czytałem. Jej obecność przyjąłem jedynie wzrokowym pochwyceniem fragmentu nogi – najpewniej kolana – odzianego w fioletową rajstopę. Było to dosyć pobłażliwe, gdyż fragment nogi objawił się na płaszczyźnie czytanej książki. Noga zatem i jej pochwycenie – były to przypadki. I chociaż faktem jest, że dziewczynę całkowicie zignorowałem – nawet nie dlatego, że gdzieś tam hen czekała moja pianistka; po prostu czytałem! - przyznać należy, że woń jaką dziewczyna dysponowała, przyjemnie drażniła moje instynkty. Nie rozpoznawałem składników perfum i specjalnie się tym nie przejmowałem, lecz – na miłość Boską! – nie przekreślajmy opisowości tylko przez wzgląd na niekompetencję bohatera! Przyjmijmy, że były to perfumy jaśminowe naznaczone dystyngowanym odcie-

Przystanek Gdy doszedłem na przystanek autobusowy okazało się, że oprócz mnie był tam jedynie nagi facet na kiblu. Ja byłem ubrany w wysokie buty, płaszcz i szalo-kołnierz i pomimo tego głupiego zakazu paliłem papierosa. On był nagi, siedział na kiblu a w rękach trzymał gazetę. Spoglądaliśmy na siebie z podobnym wyrazem niedowierzania. Przede wszystkim żałowałem, że przystanek i chodnik są puste. Że z żadnym nieznajomym nie mogę się podzielić widokiem nagiego faceta na kiblu na środku ulicy. Autobus nie przyjeżdżał. Z radością odnotowałem, że w naszym kierunku zbliżają się dwie sylwetki. Joggingująca para. Wyglądali nieco dziwnie. Mieli jednolicie zielone jednoczęściowe stroje

niem róży i zagadkowym akcentem forsycji. Cały epizod nie stał się jeszcze nawet epizodem i byłby się nie stał, gdyby nie bełkotliwe „jedziesz sama maleńka?”, które usłyszałem znad książki, a które należało do wpatrującego się w przysiąsiadkę nawalonego jak szpak jegomościa o twarzy grubo ciosanej, oczach mętnych, włosach mokrych, przerzedzonych. – Proszę się odpierdolić natychmiast – odpowiedziałem za nią (albo raczej: „bardzo proszę nie zaczepiać mojej narzeczonej, z którą podróżuję właśnie ja”), na co zasmucony nawalony czknął smętnie i opadł na kasownik. Tak oto pachnąca nieznajoma została uratowana przed podłym, koniecznie erotycznym nagabywaniem. (!!!Owacja!!!). Jakkolwiek uratowana tymczasowo, gdyż mężczyzna (szpak) wciąż się jej przyglądał, jakby wietrząc kołnierz, a przy tym i podstęp. Co zrozumiałe, wasz ulubieniec przestał czytać opowiadanie „Bajka” Nabokova, tym samym konstytuując zajście epizodu. Przez dwa kolejne przystanki nic się nie zmieniło. Bohater zastygnięty, siedzący, nieczytający; przysiąsiadka siedząca, wdzięczna, pachnąca; szpak na kasownik opadnięty, przybity, wietrzący. Na trzecim kolejnym przystanku forsycja przemówiła głośno – Na następnym wysiadam, kochanie. Wracaj szybko – po czym spojrzawszy znad fioletowych rajstop zapachniała jeszcze potężniej, co powiązane było z odchyleniem szyi. – OK – odpowiedziałem w języku Anglików i namiętnie ucałowałem jej dolną wargę, na co dziewczyna zareagowała zwinną wargą górną i biegłym językiem. Pocałunek nie trwał może wiecznie, ale na pewno cztery przecznice, aż do przystanku, na którym fioletowe rajstopy i cała niezbędna reszta znikły. Groźnie utkwiłem wzrok w szpaku, który nie odważył się wyjść za dziewczyną, a kiedy tylko drzwi zamknęły się za jej pośladkami, o których wcześniej być może wspominałem za mało, autobus sapnął, parsknął, kaszlnął, klasnął i ruszył, co było niechybnym znakiem końca epizodu i powrotu na łono opowiadania „Bajka” Nabokova

gimnastyczne i fryzury na modłę drugiej połowy XVIII wieku, wysokie, pudrowane i wypomadowane, z poprzetykanymi perłami i strusimi piórami, jednak mimo wszystko przy nagim facecie z kibla wyglądali najnormalniej w świecie. Gdy byli już na wysokości przystanku ostentacyjnie skinąłem głową na faceta i ironicznie uśmiechnąłem się do nich. Odwzajemnili mój uśmiech, ale bez przekonania, jakby z uprzejmości. Wymienili między sobą jakieś uwagi szeptem i odbiegli. Cóż, widocznie nagi facet na kiblu ich nie bawił. Albo peszył. Jedno z dwojga. Może miałbym podobnie gdyby nie był to środek ulicy, grudzień i przystanek autobusowy. Zanim przyjechał autobus przy przystanku pojawili się jeszcze kolejno drugi nagi fa-

cet, w jednej ręce trzymający szczoteczkę do zębów, w drugiej łebek od prysznica, mała pół-sarna pół-królik truchtająca pospiesznie, przeciążona do tyło przez wielki tornister, najwidoczniej spiesząca do szkoły i dziadek chyba 150-letni, wyglądający jak żółw i to nie dlatego, że był łysy, pomarszczony i lekko zielonawy, lecz z powodu wielkiej skorupy wrośniętej w plecy, w której się strachliwie kulił spoglądając na mnie z politowaniem. Poczułem się nieco zaniepokojony. Gdy w końcu wszedłem do autobusu (facet z kibla zwinął gazetę, chwycił kibel pod pachę i wszedł innymi drzwiami), wszyscy pasażerowie patrzyli na mnie jak na popierdolonego. Więc się z nich śmiałem, bo przecież to oni byli popierdoleni. www.catrinas.pl

33


SPRĘŻYNA

ciało

www.catrinas.pl

34

www.catrinas.pl

35


SPRĘŻYNA ciało

www.catrinas.pl

36

www.catrinas.pl

37


SPRĘŻYNA ciało

www.catrinas.pl

38

www.catrinas.pl

39


SPRĘŻYNA ciało

www.catrinas.pl

40

www.catrinas.pl

41


SPRĘŻYNA ciało

www.catrinas.pl

42

www.catrinas.pl

43


SPRĘŻYNA ciało

www.catrinas.pl

44

www.catrinas.pl

45


SPRĘŻYNA ciało

www.catrinas.pl

46

www.catrinas.pl

47


SPRĘŻYNA ciało

www.catrinas.pl

48

www.catrinas.pl

49


KOBIETA

Catalina Jimenez

kobiecy wytrysk

imágenes eróticas Konkurs fotograficzny! Zostań Catriną! Nagroda główna:

profesjonalna sesja i publikacja na łamach Catrinas

ciało

Do końca października czekamy na wasze odważne foty. Najfajniejsze zostaną opublikowane w listopadowym numerze. Zdjęcia wraz z danymi kontaktowymi ślijcie na adres redakcja@catrinas.pl W tytule maila wpiszcie „konkurs”. Przed publikacją skontaktujemy się z modelkami.

Kobiecy wytrysk dla większości ludzi (o ile oczywiście o nim słyszeli) jest jakimś mitem, czy tam inną bają. Niby ktoś tam to kiedyś widział, ale nie do końca wiadomo, kto i gdzie. A tymczasem okazuje się, że prawie każda kobieta może taki wytrysk osiągnąć. Panowie, wszystko w waszych rękach, tudzież w innych częściach ciała! Ejakulacja u kobiet przebiega tak samo, jak u mężczyzn – jest to wyrzucenie zauważalnej ilości płynu w trakcie orgazmu. Skład tego płynu jest właściwie taki sam, jak płynu z wytrysku męskiego, pomijając oczywiście plemniki. A skąd taki płyn? Najprawdopodobniej z gruczołów przycewkowych. Każda kobieta je ma, ale u niektórych kobiet są one tak małe, że trudno je zaobserwować. Dlatego pewnie takie problemy w zbadaniu tego zjawiska. U facetów wszystko jest na wierzchu, jakie to wszystko u nich jest uroczo nieskomplikowane! W związku z tym raczej wiadomo, jak dla faceta stosunek się zakończy. Jasne, że i męskie orgazmy różnią się siłą i pewnie odczuciami, no ale finał to jest jednak wizualnie zawsze ten sam. U kobiet natomiast nie wiadomo tego nigdy. Bo nawet, jeśli założymy, że stosunek dla kobiety kończy się orgazmem, to którym orgazm kończy stosunek? Pochwowy? Łechtaczkowy? A może orgazm punktu G? Ten trzeci wydaje się mniej znany. I może właśnie dlatego wytryski kobiet są takim rzadkim zjawiskiem. Bo najprawdopodobniej przychodzą one wraz ze stymulacją punktu G. A to już dość skomplikowana sprawa. O ile łechtaczka to tak raczej na www.catrinas.pl

50

wierzchu jest i prawie każdy przeciętnie ogarnięty facet w XXI wieku powinien dać sobie radę z jej znalezieniem, o tyle punkt G jest schowany tak, jakby się ktoś uparł, żeby go przeciętnie ogarnięty facet nie znalazł. To znaczy, jak nie wie, jak to zrobić – to nie znajdzie. Na szczęście pomocą służy tu Internet. Każdy pan może sobie odnaleźć mnóstwo wskazówek, jak to zrobić, a nawet istnieją naukowe, tudzież bardziej hm… amatorskie.. filmiki instruktażowe. I jak się tak facet skupi i poćwiczy, to za którymś razem kobieta będzie miała wytrysk. Tak to działa, trening czyni mistrza, w seksie również. I prawie każda kobieta taki wytrysk może mieć, trzeba tylko zadbać o trochę wiedzy na temat tego, co gdzie się znajduje, o odpowiednie pozycje i powinno się udać. I jak tak się nad tym zastanowić, to bardzo to jest pocieszające, że nasza seksualna świadomość ciągle rośnie. Kiedyś nie wiedzieliśmy, co to orgazm, potem okazało się, że mamy coś takiego, jak łechtaczka, która daje nam zupełnie inny typ orgazmu. Potem zaczęło się mówić o punkcie G i wytrysku z nim związanym. A nie zapominajmy, że kobieta i wielokrotny orgazm może odczuwać! Czego jeszcze się dowiemy? Czy są jeszcze jakieś fascynujące obszary kobiecej seksualności, o których nam się nawet nie śni? Ja czekam na kolejne odkrycia w tej dziedzinie i proszę o dopłaty państwa do takich badań. Dla państwa to przecież głównym celem jest szczęśliwe i zaspokojone społeczeństwo.


sexo informe ciało/lifestyle

Paco Haya Rodriquez

z orgazmem ci do twarzy RAPORT Ostatnie dni spędziłem na chodzeniu po mieście. W tę i z powrotem, kręcąc się wokół jednego. O ile robienie kilometrów po mieście - i to z buta - jest męczące, o tyle tym razem w pełni zrekompensowane. Chodziłem i zwiedzałem sex shopy w celu dowiedzenia się, jak to jest z tą naszą polską seksualnością. Spędziłem wiele godzin na rozmowach ze sprzedawcami i klientami. Czasami sam podszywałem się pod klienta i zadawałem mniej lub bardziej profesjonalne pytania. To co zaobserwowałem szybko wam opisuję. KTO Zacznijmy od tego, kto wchodzi do sex shopów. Zarówno kobiety jak i mężczyźni, jednak tych drugich jest znacznie więcej. Przychodzą nie tylko po gumki, których tu nie brakuje. Często kupują lubrykanty [żele, olejki] i akcesoria, w stylu kajdanków z różowym mechatym czymś. Kobiety, ku uciesze lub nie, zaopatrują się w wibratory. Można się zdziwić, jak bogaty mają wybór. Przedział wiekowy właściwie nie istnieje. 18+. Nie zmienia to faktu, że młodzi przeważają. 25-40 to wiek potencjalnego klienta. CO Ważne jest też, co kupujemy. Wspomniane kondomy czy kajdanki to kropla w morzu potrzeb. Hitami zdaje się być powiększanie penisa i/lub piersi za pomocą pompek i tabletek, wibratory i ubrania w stylu pokojówki, policjantki czy sekretarki. Sex shopy oferują duży wybór gadżetów na wieczory panieńskie i kawalerskie. Od dmuchanych lalek i olbrzymich brązowych penisów po gry erotyczne i mydła w kształcie cipki. Asortyment jest bardzo bogaty: afrodyzjaki, filmy dvd, zabawki, bielizna, ubrania, gry, książki, żele, olejki, obuwie, prezerwatywy. W kategorii zabawek wygrywają kulki i wibratory, w kategorii prezentów gry erotyczne i wibratory a w kategorii ubrań pokojówki i uczennice.

BZZZZZ

GDZIE Przejdźmy do działania. W zazwyczaj nocnych igraszkach Polaków przeważa sypialnia, która daje poczucie bezpieczeństwa i raczej nie naraża na podglądanie. Stereotyp Polaka to 3-4 razy w tygodniu w misjonarskiej pozycji. Zapewne zaraz usłyszę stos przekrzykujących się par, że wcale tak nie jest. I mają rację, bo piszę o stereotypie. A jeśli chodzi o miejsce igraszek mamy liczne rzesze zwolenników przygód z dreszczykiem. I tu pojawia się ławka w parku, winda, czy nawet sklep… gdzieś między regałami składu budowlanego. JAK No jak to, jak? Na jeźdźca, na żabę, na łyżeczkę, no tak normalnie, na linie, na krześle, na stole, na pralce, od tyłu, w jedną w dwie, w trzy! Fantazji i fetyszy nam Polakom nie brakuje. Tyle fantazji ilu ludzi. Z fetyszami jest nieco łatwiej. Jeśli chodzi o naturalne, to na czele są po prostu cycki. Raczej te większe [powyżej C], ale są też amatorzy małych. Pończochy, obcasy, latex, kajdanki to najczęstsze fetysze sztuczne zarówno panów jak i pań. O dziwo kobiety bardzo lubią pokazywać swoją kobiecość i bardzo często uwielbiają wbijać się w różne fatałaszki, koronki i wspomniane pończochy. Jednak facetów bardziej podnieca to co widzą, a kobiety raczej otoczenie, atmosfera czy miejsce. ORGAZM W przypadku facetów raczej problem nie istnieje. Orgazm jest, a jego następstwem jest masa kleistej cieczy wkoło lub na partnerce. W przypadku kobiet jest gorzej. Nie wiadomo czy udawała czy faktycznie dostała. Jak wynika z różnych dziwnych badań, jakieś 30% kobiet doznaje orgazmu podczas stosunku, ale wiadomo, że można poddać je dodatkowym stymulacjom takim jak oral czy zawsze pomocna ręka. To, że kobieta nie dostała orgazmu wcale

BZZZZZ

BZZZZZ

BZZZZZ

nie umniejsza trudów kochanka. Tak po prostu jest i trzeba z tym żyć. Udany seks to nie tylko orgazm! (Polecam artykuł Cataliny Jimenez „Kobiecy wytrysk” w tym numerze CATRINAS)

FILM Ano! I tu pole do popisu jest ogromne, od zwykłych filmików w sieci przez dobre porno pełnometrażowe z wątłą fabułą, która zawsze prędzej czy później kończy się orgią po sadomasochistyczno-zwierzęce historie. Półki w sex shopach uginają się pod ilością tytułów, więc zawsze można wybrać coś dla siebie. Zwykły pornol jest bardzo dobrze widziany w polskiej sypialni i jest dobrym stymulatorem różnych ośrodków naszego mózgu. Wiadomo, że facet wybierze jakieś DVD bez zahamowań, coś w stylu „Rozjechane lolity 4” czy „W ucho na sucho 6” jednak kobiety oczekują czegoś bardziej soft, stąd też bardzo popularnym tytułem w sypialni jest „Emmanuelle” - wszystkie części. Oczywiście wszystkim wiadomo, że nie trzeba wybierać się do sex shopu i narażać się na wsytd [niektórzy tak mają] i można za pośrednictwem sklepów internetowych nabyć jakąś wysublimowaną pozycję dla siebie. Dla Was.

TOP TEN

Wspominałem już o tym co kupujemy w sex shopach jednak poniżej mniej więcej bestselery: 1. Pejcze i kajdanki 2. Wibratory pobudzające łechtaczkę 3. Żele nawilżające i lubrykanty 4. Stymulatory unisex 5. Afrodyzjaki 6. Opuźniacze wytrysku 7. Żele dla kobiet 8. Takie najzwyklejsze wibratory 9. Prezerwatywy 10. Baterie - Z orgazmem ci do twarzy - powiedział pewien lowelas do zmęczonej życiem prostytutki. A idąc tym tropem, apeluję: kochajcie się!

www.catrinas.pl

52

www.catrinas.pl

53


mujeres + fuego

Fireshow jest stosunkowo młodą dziedziną sztuki w Polsce, jednak już teraz ma szerokie rzesze praktykantów i fanów. Dziewczyny z Infected Fireshow mieszczą się w obu tych kategoriach. Nie są w stanie przejść obojętnie obok pokazów i chociaż chwilę dziennie nie pomyśleć o wybrykach z ogniem. Ale na początek: czym jest fireshow? Jest to teatr ognia wykorzystujący takie narzędzia jak taniec, teatr, pantomima, akrobatyka, sztuki walki i wiele, wiele innych. W odpowiednim połączeniu wraz z płonącymi gadżetami można osiągnąć oszałamiający efekt. Początkowo do występów używano jedynie pochodni, ale liczba sprzętu szybko wzrasta. Płonącym materiałem jest kewlar nasączony paliwem. Płonie, ale sam się nie spala. Niektórzy stosują również dżins. Do zabawek ogniowych należą poi (kule na łańcuchu), liny (lina z uchwytem na kilkucentymetrowym łańcuchu), wachlarze (metalowa konstrukcja przypominająca wachlarz z ogniwami na końcach prętów), pochodnie, parzydełka (cienki łańcuch z kulką na środku, rozciągnięty między palcami), hula hop (obręcz z kilkoma prętami, na których końcach są ogniwa), iskry (druciane koszyki wypełnione brykietem na łańcuchu) i wszystko to, co uda się stworzyć i podpalić. Infected Fireshow istnieją od sierpnia zeszłego roku. Występują we trzy: Jaga, Marika i Ania. Nie znają się od dziecka, ale z warsztatów, na które uczęszczały. Wcześniej męczyły znajomych, żeby nauczyli ich kilku

tricków i oglądały filmiki na YT. Jednak ważna jest systematyczność, obecność mocno cisnącego nauczyciela. Z dodatkiem zapału świat kuglarski stoi otworem przed każdym. Po tych zajęciach były w grupie Animada, z której odeszły, aby zacząć własny projekt. Na co dzień zajmują się całkowicie różnymi rzeczami, ale przy fireshow znajdują wspólny język. Lubią to co robią i starają się robić to jak najlepiej. Pokazy dają podczas przeróżnych wydarzeń. Mają za sobą już występy na Gdańskiej Nocy Muzeów, Oliwskich Dniach Sąsiedztwa, Playgirl - szybkie i wściekłe, Czochraj Bobra Fest (gdzie pierwszy raz oko redaktorów Catrinas zaczepiło się na ich ognistych atrybutach), otwarciu faktorii z czasów rzymskich, Motosercu oraz prywatnych pokazach. Występy są pomieszaniem humoru, radości i techniki. Same wymyślają choreografię, wybierają muzykę i stroje. Są też zainteresowane współpracą z innymi grupami. Ostatnio występowały z rekonstruktorami życia starożytnego Rzymu Legio XXI Rapax w roli wściekłych Erynii pragnących krwi i duszy poległego gladiatora. O co najczęściej pytają ludzie widząc trzy dziewczyny tańczące z ogniem? O włosy. Na szczęście treningi odbywają się na sprzęcie, który nie płonie, a im więcej się ćwiczy tym mniejsze ryzyko poparzeń. W końcu trening czyni mistrza. A jak mówią dziewczyny, włosy nie palą się tak szybko, jakby się mogło wydawać.

fot. mateusz piechaczek / czochraj bobra fest 2011

INFECTED FIRESHOW lifestyle

Fireshow

https://www.facebook.com/infected.fireshow?ref=ts

www.catrinas.pl

54

www.catrinas.pl

55


Dolores de Flores

Grzybobranie W San Jose del Pacifico chmury maja obłędne kształty. Siedzę na tarasie w cabañas u don Lomo i nie mogę od nich oderwać wzroku. Tu jest dokładnie tak, jak mi opisywano. Nade mną niebo, pode mną piętrzące się obłoki. I jak tu nie być w siódmym niebie?

lifestyle

Atmosfera San Jose del Pacifico wnika w ciało z pierwszym oddechem, a właściwie z pierwszym spojrzeniem. Gdziekolwiek wzrok mnie niesie, widzę charakterystyczne grzybki na długich nóżkach. Zdobią każdy szyld, każdy drogowskaz. Ich rzeźby stoją przed sklepami, a spacerujące wzdłuż jedynej ulicy Indianki wciskają mi do ręki ich naręcza dziergane na szydełku. Każdy jest inny i zawsze w bajecznych kolorach. Nie mniej kolorowo jest na ścianach hosteli, sklepów i barów. Wchodzę do jednego z nich, a tam właściciel właśnie wykańcza mocno zakręconą rzeźbę popielniczki oczywiście w kształcie grzybka. Siadam na czymś, co pewnie jest fotelem - zbity z setek gałązek bardziej niż mebel przypomina dzieło szalonego architekta. Zamawiam kawę i zastanawiam sie, jak wyglądałaby sagrada familia, gdyby zdarzyło sie tu trafić Gaudiemu... Niestety Gaudi nie miał tyle szczęście co ja i nie spotkał na swej drodze sympatycznej staruszki. Tydzień wcześniej, tak jak w tej chwili siedziałam sobie na kawie w San Cristobal de las Casas. Po drugiej stronie ulicy stała imponująca rzeźba Catriny, a obok mnie stanęła starsza pani. Stała i patrzyła się. A ponieważ stała twardo przez dobre trzy minuty, uśmiechnęłam się. Ona też. - Strasznie gorąco dzisiaj - zagaiła rozmowę. - Oj strasznie gorąco - odpowiadam. - A skąd jesteś? - No i zaczęło się. Dowiedziałam się, że pani ma syna, który właśnie siedzi w sklepie. Jest bardzo miły i muszę go poznać. Bo on dużo podróżuje i raz zabrał ja do Polski. Widziała Kraków i Auschwitz. - Co widziałaś w Meksyku? - Zaczynam wyliczać. W tym momencie z baru wyłania sie syn. - W san Jose del Pacific byłaś? - A co to takiego? - pytam. - Nie wiesz? tam są los mejores hongos, czyli najlepsze grzybki. No wiesz g-r-z-y-bk-i! - A teraz jest sezon na grzybki! - dodała rozentuzjazmowana starsza pani. W ten sposób plan następnej wycieczki został zatwierdzony przez babcię. Na pożegnanie dostałam adres do właściciela najlepszych cabañas.

www.catrinas.pl

56

www.catrinas.pl

57


lifestyle

Trzeba tylko wytężyć wzrok

i wyłapać jakiegoś człowieka

z długimi włosami i w wełnianej czapce przypominającej szlafmycę dzierganym grzybkiem www.catrinas.pl

58

zakończonej

Teoretycznie więc wszystko miałam. I wysiadając z autobusu mogłam sie od razu skierować pod wskazany adres, a nie tracić cennych minut w knajpie szalonego architekta. Problem polegał na tym, ze zgubiłam kartkę z bezcennymi informacjami, a wszystkie cabañas, które mijałam serwowały widok na ulice. Mi sie wymarzyły góry i tego postanowiłam sie trzymać. Wiedziałam, że w mieście takim jak San Jose, spotkanie konesera grzybków, który mnie zaprowadzi pod dobry adres, jest tylko kwestią czasu. Trzeba tylko wytężyć wzrok i wyłapać jakiegoś człowieka z długimi włosami i w wełnianej czapce przypominającej szlafmycę zakończonej dzierganym grzybkiem. Ten człowiek nazywał się Carlos. W San Jose siedział już drugi tydzień. Razem ze swoją dziewczyną Aną na dół do miasteczka schodził tylko żeby się wykąpać, bo na górze nie ma ciepłej wody. - Chodź z nami. - Poszłam. Trzeba mieć niezłą kondycję, żeby wspiąć sie do cabañas należących do don Lomo. Najpierw idziemy stromą asfaltową drogą, za chwilę skręcamy w leśną ścieżkę. Nagle z krzaków wyskakuje biały króliczek i prowadzi nas prosto w ramiona wiecznie uśmiechniętego don Lomo. - Hola! quieres ir de viaje? - Oczywiście, ze chcę wybrać sie w podróż. Musiałam jednak sprecyzować z jakim biletem, bo gospodarz oprócz grzybków, które rosną tu sezonowo, swoim gościom serwuje marihuanę i haszysz z domowego ogródka. Bez konserwantów! Ledwie zrzuciłam plecak w cabaña, dostaję magiczną paczuszkę - osiem grzybków zawiniętych w liść łopianu. - Jedz je wolno i po pół godziny się zacznie. - Tylko pamiętaj, żeby być na czczo, bo wtedy lepiej bierze. - Dodaje Carlos. - Najprzyjemniej jest w lesie, wtedy ogarnie cię taka niesamowita jedność z przyrodą. - A te kolory... - rozmarzyła sie Ana. Ale grzybki nie każdego lubią. To znaczy nigdy nie wiadomo jakie emocje wyzwolą. Eva, moja sąsiadka, na ucztę grzybową wybrała się poprzedniej nocy na pobliską polanę. - Nigdy nie przeżyłam czegoś tak upiornego! - A ty już kiedyś wybrałaś się w podróż? Nie? - dopytywał sie Carlos. - Nie bój się. Podroż będzie trwała jakieś trzy do sześciu godzin. Najlepiej jest o świcie. Tylko że mnie o świcie żadna siła z łóżka nie wygna. A wieczorem nad San Jose jest tak pięknie. Siadłam na werandzie. Rozpakowałam zawiniątko. Jeden grzybek, drugi... Nic nie czuję. Carlos i Ana za plecami palą skręta i kontrolują sytuację jak aniołowie stróże. Przeżuwam ostatniego grzybka. Na niebie szaleje zachód słońca. Chmury robią się różowe, krwisto czerwone, niczym nietoperze fruną przez niebo, niczym catrina ponętnie przywołująca palcami... - Czujesz coś? - pyta Ana. - No ciągle nic... - odpowiadam. - To może chcesz iść spać? - pyta Carlos. - Nigdy w życiu, te chmury są takie ciekawe!

www.catrinas.pl

59


occio

Fidel C. de Izquierdas

Ochota na piwo

lifestyle

Ochota to dzielnica, która w zbiorowej pamięci szczyt świetności osiągnęła na pewno przed wojną. Jak wszystko, co jest wystarczająco stare, żeby pamiętać wojnę. A później już się potoczyło. Polityka rządów ludowych sprowadzających do Warszawy ów teoretycznie wybierający je lud przenicowała całą stolicą, sprawiając, że całe miasto pod wpływem napływających świniopasów nabrało aktualnego charakteru… …ale ja nie o tym. Za młody jestem, żeby pamiętać stan wojenny, a co tu dopiero wojnę. Moje wspomnienia z Ochotą, na której spędziłem większość życia wiążą się głównie ze średnio rozgarniętymi sąsiadami, zatrważającym zagęszczeniem dresów na metr kwadratowy i absolutną knajpianą pustynią. Najbardziej dotkliwe było oczywiście to ostatnie. Bo co to jest jeden Piotruś, do którego chadzali uczniowie z cieszącego się legendarnie złą sławą liceum na Urbanistów, albo studenci z goszczącego w tym samym budynku studium psychologicznego. Albo dwa parasole na krzyż kawałek dalej, odgrodzone od świata przyprawiającą o wymioty ścianą z plastiku. Przestałem tam uczęszczać po pierwszym razie, kiedy w przypływie pijackiej fantazji jeden z bywalców zaczął wymachiwać w środku klamką. Był jeszcze jakiś Fuks do którego niektórzy chodzili grać w bilard z kumplami z podstawówki, a którzy inni traktowali jako ostatni przystanek przed odprowadzeniem dziewczyny do jej klatki. Względnie pierwszy przystanek po. Coś tam pewnie by może jeszcze można wygrzebać. Latający Kufer, podziemia na Narutowicza, Nowy Klub tracący urok nowości z każdym miesiącem

www.catrinas.pl

60

swojego istnienia, i inne kawiarenki stworzone jak nic dla lokalnego menelstwa, stanowiącego tyleż widoczny co dominujący element dzielnicy. Ale przecież nie jedyny. I po tę mniejszość w ostatnich latach zdecydowali się sięgnąć właściciele bardziej klimatycznych miejsc. - Pierwsza niedziela była straszna – wspomina Szymon, prowadzący umiejscowioną przy Grójeckiej niedaleko Dickensa Pochwałę niekonsekwencji. - Wychodzę na ulicę, a tam pusto. Zero ludzi. Jak niby mieli przyjść do mnie, skoro ich nie było? A ostrzegali mnie znajomi. Że Ochota to sami starcy, że absolutnie nie znajdę tu klientów – mówi. A jak jest teraz? - Lepiej niż się spodziewałem – śmieje się pokazując pełny ogródek i kilka zajętych stolików. Stoliki i krzesła, w zgodzie z panującą od lat modą, wyglądają na wyszperane z trudem na targu staroci. Jedno nie pasuje do drugiego, chwieją się, obicia poprzecierane, niemal dziurawe. Na półkach książki w nieładzie, jak nic zakupione hurtem na chybił trafił celem zapełnienia przestrzeni i stworzenia atmosfery, ale co z tego. Swoją funkcję spełniają. Pod blatem walają się jakieś gry planszowe, na wypadek gdyby akurat czyjeś spotkanie znajomych po latach przerodziło się w ziejące nudą kilkugodzinne morderstwo na zdrowych zmysłach. Ale to nie to jest w tym wszystkim najważniejsze. Najważniejsze, jak powszechnie wiadomo, jest piwo. Piwo jest tylko z butelek. Trudno. Powszechny minus. I nie taki duży, jeśli w zamian dostaje się taki wybór. Można tu znaleźć oczywiście Łomżę, robiącą coraz więk-

szą furorę, preferowaną przez innych Perłę, od długiego już czasu znajdującego się na wznoszącej Ciechana, czy zwykłego Żywca. Ale można też dostać produkty mniej znanych browarów: Gniewosza, Kormorana, Lwówka śląskiego, czy Corneliusa, którego Baltic porter muszę w końcu spróbować. - Do piwa regionalnego namówili mnie znajomi, którzy prowadzą sklep z piwami w Łodzi – mówi Szymon. - Ja nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, jaki to atut. Inna rzecz – pokazuje na lodówkę – że z tych początkowych wyborów został już tylko Ciechan, Weizen i Obolon. Dobrze, że Pochwała niekonsekwencji powstała. Dobrze, że ma bywalców. I dobrze, że nie jest jedyna. Ochota ewoluuje tak samo, jak swego czasu wyewoluowała Praga. To jeszcze oczywiście nie jest, i być może nigdy nie będzie, to samo, co ul. Ząbkowska z jej Oparami Absurdu czy Łysym Pingwinem. Ale to ruch w zdecydowanie dobrym kierunku. Niedaleko Pochwały znajduje się na przykład New York, New York, gdzie karta piw jest co najmniej równie bogata, a nieco inna. Tam, z polskich piw, można na przykład dostać dodatkowo Witnicę czy Jagiełło. Przy Ośrodku Klutury Ochota jest klimatyczna klubokawiarnia Mam ochotę, a znacznie bliżej Placu Zawiszy mieszczą się libańska Szamsija z fajką wodną, czy posiadająca kilka niepodważalnych i nieopisywalnych atutów, Afryka, która jak na miejsce o takiej nazwie przystało, sprzedaje piwo niemieckie. Ale też dobre. Tuchera. W trzech podstawowych odmianach: jasne, ciemne i pszeniczne. Jak ja się cieszę, że minęły czasy, kiedy w knajpie na Ochocie prosiło się po prostu o piwo, bo różnica między dostępnymi produktami była tak spektakularnie nijaka.

www.catrinas.pl

61


Catalina Jimenez

Kawalerka lifestyle

Ani i Karola

Lubię robić zakupy w Ikei. Wciąga mnie to zawsze na dość długo i wyjść mi się stamtąd nigdy nie chce. Dobrze się wybiera i kupuje w takim wielkim hangarze wyłożonym różnorodnymi rzeczami, podzielonym na działy, gdzie nikt Cię nie pogania, nikomu nie przeszkadza, że lampę nosisz do działu z kanapami zobaczyć jak będzie to wyglądało razem, a pościel wybierasz dwie godziny, bo nie możesz się zdecydować ani na rozmiar, ani na kolor. Ale za sukcesem tego sklepu stoi nie tylko szwedzka prostota – za jego sukcesem stoi niestandardowy marketing. Kojarzycie tego gościa, co gra w Warszawie, na placu przed metrem Centrum na krześle? Ostatnio grał na krześle z Ikei. Obok stał karton z hasłami Ikei i chyba nazwą modelu krzesła. Panowie w żółtych koszulkach kręcili się wokół. Już wtedy pomyślałam sobie, że ich marketing musi być naprawdę niezły, skoro uderzają nawet do, nie bójmy się tego słowa, świra, który gra na krześle. Nie wiem, czy świr dostał za to jakąś kasę, może to był tylko barter i dostał krzesło, fakt, że ogląda go codziennie mnóstwo ludzi. I tak mnóstwo ludzi oglądało logo Ikei. A koszty dotarcia do tych tysięcy warszawiaków – żadne. Teraz, chyba z okazji wydania nowego katalogu, Ikea postawiła swoja „kawalerkę” na Dworcu Centralnym. Wśród czterech kartonowych ścian urządzone zostało małe mieszkanko, oczywiście otwarte, każdy może sobie wejść i obejrzeć, co jest w środku. Na zewnątrz są loga i hasła z Ikei, gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości, co to takiego się tak dziwnie reklamuje. Dodajmy do tego jeszcze laski w mini rozdające katalogi i już samo to jest niezłym pomysłem na reklamę. Ale Ikea poszła jeszcze dalej. Do współpracy zaprosili Teatr Improwizowany Klancyk – dobrze już znaną w Warszawie grupę teatralną, która występuje ze swoimi improwizowanymi (czyli tworzącymi się na oczach widza, często również z udziałem publicz-

www.catrinas.pl

62

ności) spektaklami dość regularnie na Chłodnej i w Powiększeniu. Poza tym organizują warsztaty z improwizacji – „Zrób scenę”. Tym razem Klancyk grał swoje spektakle na Dworcu Centralnym, w hali głównej, w kawalerce postawionej przez Ikeę. Byli tam przez cały tydzień 22 do 28 sierpnia od 11:00 do 17:00 i grali małe improwizacje o pełnej godzinie – sceny z życia Ani I Karola, ich rodziny, a także przygodnych gości. Codziennie działo się coś innego. Np. Anię i Karola odwiedzi ojciec Ani – pan Adam, były wojskowy, czy dogada się z Karolem? Żeby się dowiedzieć, jak to się skończy można było wybrać się na Centralny, albo wejść tutaj: http://www.livestream.com/ malascenanacentralnym. Kamera była tam cały czas, można było podpatrywać Klancyk na żywo. A dodatkowo w poniedziałek, czwartek i niedzielę Klancyk grał pełny spektakl - o 17:00 - Mała Scena na Centralnym. Jak zwykle to widzowie wybierali tematy do kolejnych scen, podpowiadali i dopowiadali, a Klancyk dał sobie radę nawet w tak dziwnej przestrzeni.

www.catrinas.pl

63


END gb

KONIEC pl

final, ende dk

e

konec, katapusan, rp

cz

aasta lテオpuks

est

fin, einde, deireadh fr

nl

irl

enda, capトフ is

ro

kpaj, konec, slut srb

slo

se

pabaigos Lt

catrinas banda


cns08