Page 31

Od pierwszego Blind Baga do poważnej choroby »Paweł „djsound” Jankowski „Potrafię się kontrolować, panuję nad tym”. Nie, to nie słowa alkoholika. Tak mówią zakupoholicy oraz zbieracze, których „hobby” wymknęło się spod kontroli. Gdyby wierzyć programom interwencyjnym, typowym zbieraczem byłby „menel” zasypujący mieszkanie tonami śmieci. Natomiast osoba cierpiąca na zakupoholizm to znająca się na najnowszych trendach mody, bogata kobieta kupująca setki par butów. A tymczasem obie te choroby mogą dotknąć absolutnie każdego, bez względu na wiek czy płeć. Niestety granica pomiędzy hobby, a schorzeniem jest bardzo cienka, niezauważalna i łatwo ją przekroczyć. Zanim przejdę do meritum, postaram się w wielkim skrócie przedstawić oba zaburzenia. Wszelkie nałogi mają jedną i tę samą podstawę. Wiążą się one z endorfinami, czyli hormonem szczęścia. Powstaje on głównie w mózgu i rdzeniu kręgowym1. W latach ’60 przeprowadzono eksperyment na szczurach. Dzięki elektrodom pobudzającym odpowiednie obszary mózgu oraz guzikom, które je aktywowały zwierzaki mogły do woli zapewniać sobie dawkę endorfin. Wolały paść nie tyle z ekscytacji, co wręcz ekstazy i głodu niż przestać. Wracając do ludzi. Hormon szczęścia, który poprawia nastrój, odpowiada za uczucie radości, euforii, a nawet tłumi ból. Jego sztucznym odpowiednikiem jest morfina. Nie muszę chyba mówić, że jej nadmiar szkodzi? To samo tyczy się hormonu szczęścia. I jedno i 1

drugie może prowadzić do uzależnienia. Endorfinę wywołują gry wideo, hazard, używki, słodycze, muzyka czy właśnie zakupy oraz kolekcjonerstwo. Co prawda maniakalne zbieractwo oraz zakupoholizm to dwa różne schorzenia, ale w naszym przypadku napędzają się wzajemnie niczym dobrze naoliwiony mechanizm. Nie mówimy w końcu o zbieraniu śmieci pod balkonem, a gadżetach związanych z serialem. To chyba oczywiste, że nie da się kolekcjonować, powiedzmy figurek bez ich kupowania, a kupno wiąże się z kolekcjonerstwem. Przypomina to dwa koła zębate. Nie da się powiedzieć, które jest tym napędowym. Zacznijmy od patologicznego zbieractwa.

Publicystyka

Syllogomania i zakupoholizm

Maniakalne zbieractwo to choroba niesamowicie trudna do wykrycia. Wiele osób kolekcjonuje znaczki, filmowe gadżety czy monety. Każdy ma jakąś pasję. Starsi czytelnicy pamiętają zapewne kolorowe karteczki wpinane do segregatorów, a „dinozaury” gumy Turbo. Co prawda, były twarde jak płyta chodnikowa i podobnie smakowały, ale miały w sobie „to coś”. Element kolekcjonerski, niewielki obrazek z autem. Były to nasze „Blind Bagi”. Nikt nie kupował Turbo dla samej gumy, a kolejnego auta do kolekcji, licząc, że trafi na Ferrari. Oczywiście nie był to nałóg, a „szczeniacka” pasja. Ech, do dziś pamiętam, że musiałem poświęcić przynajmniej połowę kolekcji, żeby wymienić się za Lamborghini Diablo. Miłość do tej marki pozostała do dziś.

http://tinyurl.com/ngq3hql

31

Brohoof 11 (grudzień 2013)  

Dziewiętnaste wydanie magazynu dla bronies i pegasis.

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you