__MAIN_TEXT__

Page 1

Pamela Bożek KRZYŻÓWKA NIE DLA CIEBIE mini-migracje Krzyżówki nie dla Ciebie to rozrywkowa seria ograniczonych językowo form, skłaniających do refleksji nad aktualnym stanem wiedzy i utrwalonymi stereotypami. Krzyżówka mini-migracje z cyklu Krzyżówki nie dla Ciebie została stworzona przy pomocy generatora krzyżówek dedykowanego nauczycielom i nauczycielkom, wykorzystującego hasła i opisy z bazy Słowosieć, której autorem jest Wrocław University of Technology oraz

bazy Princeton Wordnet autorstwa Princeton University. Dla haseł mających w bazie kilka definicji, pojawiają się dodatkowe przyciski prowadzące do kolejnych opisów haseł. Generowanie krzyżówki można wykonać kilkakrotnie, a także wybrać najlepiej dopasowany do potrzeb układ (krzyżówka tradycyjna lub wykreślanka). W cyklu Krzyżówki nie dla Ciebie autorka wykorzystuje wyłącznie hasła, dla których definicja generowana jest automatycznie. Hasła

powtarzają się czasem wielokrotnie, w zależności od zasobności bazy Słowosieć. Jeśli hasło pojawia się w krzyżówce wyłącznie raz, oznacza to, że istnieje tylko jeden powiązany z nim opis. W przypadku krzyżówki mimi-migracje baza nie wygenerowała definicji następujących słów: uchodźczyni, uchodźca, przemoc, islam, muzułmanin, muzułmanka, tożsamość, narodowość, naród. Zapraszamy do wspólnej zabawy! 26 LIPCA 2019 R.

Poziomo: 2. Taki, którego pochodzenie nie jest własne, homogeniczne. 5. Stan chaosu, pełny zamieszania i pośpiechu. 8. Taki, który nie jest komuś dobrze znany, taki, o którym ktoś prawie wcale nic nie wie. 9. Stała lub czasowa zmiana miejsca pobytu. 10. Unikać, przez swoje dzialanie, zdarzeń lub emocji negatywnych lub takich, które budzą strach. 11. Przyjazd ludności napływowej do jakiegoś państwa. 12. Groźny dla ludzi duch osoby zmarłej. Pionowo: 1. Gra karciana pomiędzy dwoma zawodnikami rozgrywana talią o dowolnej ilości kart do gry. 3. Pot. żona, partnerka, kochanka. 4. Zazwyczaj sezonowe i regularne przemieszczanie się zwierząt (osobników, stad lub całych populacji) na różne odległości. 6. Stały lub czasowy pobyt za granicą, spowodowany niesprzyjającą, niekorzystną sytuacją (np. polityczną, ekonomiczną, itd.) we własnym kraju. 7. Sprzeczność interesów, myśli, zamierzeń, motywacji. 12. Taki, który jest rozpoznawalny jako należączy do tej samej społeczności lub inaczej definiowanej grupy, co inni.

BYDGOSZCZ WOLNA OD NIENAWIŚCI!

TO NIE SĄ MINI ROZMÓWKI Z Aliną Wójcik, autorką serii wydawniczej Mini-rozmówki, rozmawiają Pamela Bożek i Danka Milewska Może wyda się to Paniom niemożliwe, jeśli powiem, że urodziłam się w Bydgoszczy. Rodzice chcieli się przeprowadzić i to był pierwszy etap tej przeprowadzki po wyjeździe z Wilna. Byłam już w drodze i tam się urodziłam, a po kilku miesiącach jechaliśmy dalej. To naprawdę zabawne, że po iluś tam latach pojawi się sprawa, która dotknie mojej Bydgoszczy.

Pozdrowienia

i zwroty grzecznościowe

REDAKCJA Wydanie specjalne Fakty nr 0 inspirowane są społeczno-kulturalnym Tygodnikiem Bydgoskim Fakty wydawanym przez Wydawnictwo „Prasa Książka Ruch” w latach 1973-1989. Zredagowały: Pamela Bożek, Danka Milewska, Katarzyna Tużylak Nakład 100 egzemplarzy w ramach projektu partycypacyjnego Pameli Bożek Mini-rozmówki polsko-czeczeńskie / czeczeńsko-polskie Adres redakcji: Galeria Miejska bwa, ul. Gdańska 20, 85-006 Bydgoszcz

Róże wymagają czegoś szlachetniejszego niż glina. Kochanie, tam jest jeszcze herbatka za Panią, proszę może nalać. Czy dolać Paniom gorącej wody? Dolać Pani wody do tej herbatki? Proszę jeszcze zjadać ciasteczka. Są leciutkie. Można bezkarnie dla figurki. Niestety, muszę wstać do tego telefonu. Nie lubię wstawać. Halo?

Podział

czasu

Czy była Pani jeszcze później w Bydgoszczy?

Kiedyś, dawno, dawno. Już w dorosłym życiu, raz czy dwa, także mniej więcej pamiętam. Mniej więcej. Podobały mi się miejsca nad Brdą... spichrze. Masa zieleni. I ta główna, długa ulica – Dworcowa. To tyle z Bydgoszczy. No, niezbadane są losy ludzkie. Dobrze, wracajmy teraz do rzeczywistości. Mini-rozmówki były wydawane przez Wiedzę Powszechną, wydawnictwo, które powstało zaraz po wojnie staraniem Towarzystwa Wiedzy Powszechnej. To był koniec lat 40., kiedy brakowało podręczników, a nauka od szkół podstawowych dopiero zaczynała się formować. Wydawnictwo Wiedzy Powszechnej miało na celu upowszechnianie nauki i pojawiły się książeczki poświęcone między innymi biologii, historii, literaturze. Ja wówczas nie miałam jeszcze nic wspólnego z wydawnictwem, ale było ono przyczepione do Czytelnika, a Wydawnictwo Czytelnik* po wojnie było jednym z największych i najbardziej popularnych dzięki działalności Borejszy**. Już wtedy było zamożne, nie było wydawnictwem państwowym, tylko spółdzielczym, a utworzyło się w Lublinie jeszcze w czasach wojny, w 1944 roku. I dosłownie w kilka lat później zaczęły powstawać podręczniki do nauki języków obcych w formie samouczków. To była inicjatywa bardzo piękna, stworzona przez

grupę wspaniałych osób. Później tamta formuła, w wyniku zmian, w latach 60., kiedy zaczął się ruch młodzieżowy w Polsce i na świecie okazała się przestarzała i potrzebne były jakieś zręczniejsze rozmówki. I to już był mój pomysł. Powstały mniejsze, takie które nie tworzyły podstawy do rozmów, tylko do porozumienia się w sytuacjach, w których znajduje się turysta (turystka - przyp. aut.) podczas wyjazdu na krótko. Stąd nazwa mini, bo nie mają formy konwersacji, odpowiedź może być


Jadwiga Skorupka

PRZED SNEM Stoję w koszuli w oknie i patrzę w granatowe niebo, na którym rozsiane są błyszczące miliony gwiazd, niby złote klejnociki, jak drobne grosiki. Wśród nich ogromny księżyc, jak złoty dukat. Wyciągam rękę, gdyż zdaje mi się, że jest tak blisko! Wyciągam drugą i obejmuję tę złotą kulę i marzę. Lecz płonne me nadzieje, bo moje ręce są puste z zimna. Szkoda! Prysnęły moje marzenia i została tylko pustka. (wiosna 2012)

przekazana w różny sposób. Na pytanie Jak dojdę do Ratusza? ktoś może pokazać drogę albo wymienić ulice, którymi po kolei trzeba iść. W wydawnictwie byłam kierowniczką nauczania języków obcych i rozmówki powstały w ramach mojej redakcji. Później pojawił się pomysł na różne inne podręczniki, na przykład serię języków obcych dla matematyków, fizyków, lekarzy. Decydowała o tym potrzeba porozumiewania się, ważne były nie tylko słówka, ale także wyrażenia. Rozmówki dla turystów przez wiele lat funkcjonowały dobrze, dopóki nie zadziałał Internet. Wtedy zaczęły się kłopoty ze sprzedażą. Dziś czas rozmówek prawie się kończy. Dlatego, i trzeba otwarcie powiedzieć, że język angielski panuje na świecie. I młodzież, i osoby starsze uczą się angielskiego. Poza tym, moim osobistym wrogiem to jest Internet. Od pewnego czasu, cokolwiek zrobiłam, natychmiast znajdowało się w Internecie. Dlatego pomoc papierowa właściwie upada, szczególnie jeśli chodzi o słowniki. Nikt nie kupi słownika za 200 złotych, jeśli może kliknąć i znaleźć to, czego szuka. Coś się skończyło. Być może rozmówki mogą jeszcze funkcjonować w mniejszych grupach. Ale ta masowość w używaniu mini-rozmówek po prostu upadła. Taki jest ich los. Ale te pierwsze, które wydano, były bardzo długo na rynku.

Język

Wieczorem dnia 24 lipca 2019 roku odbyło się malowanie transparentów na demonstrację Bydgoszcz wolna od nienawiści! zorganizowanej w ramach ogólnopolskiego ruchu solidarności z osobami LGBTQ w związku z haniebnymi, przerażającymi wydarzeniami podczas Pierwszego Marszu Równości w Białymstoku. Przemoc stosowana przez kontrmanifestantów wywodzących się z ruchów neonazistowskich, ich transparenty i wykrzykiwane hasła są jawnym nawoływaniem do nienawiści, przemocy i pogardy. W tym trudnym czasie solidaryzujemy się z osobami nieheteroseksualnymi i podkreślamy nasze pełne zaangażowanie w walce z wszelkimi przejawami dyskryminacji. #sztukaniewyklucza #solidarnezbiałymstokiem

Pamela Bożek, Danka Milewska, Paweł Błęcki

W przypadku osób w ośrodku dostęp do Internetu bywa ograniczony. Być może to jest właśnie ta grupa, dla której wersja papierowa może być użyteczna. W przypadku Czeczenek i Czeczenów znajomość języka angielskiego nie jest powszechna. A rosyjskiego? Oczywiście, rosyjskiego tak, jak najbardziej. Jednak ciągle towarzyszyło mi poczucie, że to nie jest ich język. Było to zawsze tłumaczenie na język bliższy, bardziej dostępny. Każde tłumaczenie na język rosyjski było przecież tłumaczeniem na język obcy, więc chciałam wrócić do pierwszego języka. Żebym też z pomocą mini-rozmówek sama mogła wyrazić tę chęć zbliżenia i poznania – uniknąć scenariusza, w którym to “oni” mają się nauczyć mojego języka. Co ciekawe, najbardziej dostępny, internetowy tłumacz, nie oferuje translacji na język czeczeński. Każda próba przetłumaczenia kończyła się przekładem na inny język obcy. Przygotowując się do naszego spotkania sięgnęłam do “Klasyfikacji języków świata” i nieco ponad pół miliona ludzi posługuje się tym językiem, więc to rzeczywiście maleńka grupa. Idea mini-rozmówek przypomniała mi się podczas moich pobytów w ośrodku w Łukowie, w którym od dwóch lat prowadzę projekty z uchodźczyniami. To, co się między nami wydarzało na początku w perspektywie językowej ,to były właśnie mini-rozmówki. Po dwóch latach nasze rozmowy ewoluowały, poruszamy różne, złożone tematy. Ale w przypadku rezydencji w Bydgoszczy wiedziałam, że to będzie miesiąc, więc właśnie taki wyjazd na chwilę i że to jest ta właściwa formuła. Wiedziałam też, że nie mogę skorzystać z żadnego polsko-czeczeńskiego słownika, bo takich nie ma. Nie ma.

I osoby, które przyjeżdżają do Polski również nie mają żadnych narzędzi, żeby się porozumiewać. Pomyślałam więc, że chyba czas, by sięgnąć do tego wspomnienia i wydać to, czego dotychczas nie było. A Pani nazwisko było na wszystkich znanych mi rozmówkach. Bo ja pisałam wszystkie scenariusze po polsku. Praca była przeogromna, ponieważ musiałam się przestawiać, biorąc pod uwagę konkretne kraje związane z danym językiem. Ale ich nie tłumaczyłam, bo dwadzieścia języków to... no, może osiągalne. Powodem do powstania rozmówek była turystyka. Zaczęła się młodzieżowa, pokojowa rewolucja światowa, nawiązywanie kontaktów za wszelką cenę. Ludzie brali po 5 dolarów i ruszali w świat. To było szalenie ciekawe. W latach 70. wyjazdy stały się nieomalże masowe, zwłaszcza do takich krajów jak Niemcy. Stąd większe zainteresowanie taką pomocą, jak rozmówki. Z czasem wyjazdy obejmowały już nie tylko najbliższe Polsce kraje, były coraz to dalej i dalej. Powstały więc rozmówki indonezyjskie czy japońskie. Nigdy nie powstały chińskie i w tym przypadku przeszkodą był sam język. Chiński to język toniczny, gdzie akcent ma wartość znaczeniową. Zapisać się go nie dało. Przy rozmówkach były też nagrania, jednak w przypadku chińskiego to wszystko okazało się za trudne. Był nawet Chińczyk, który chciał to zrobić, zaczął, ale nie poradził sobie z tym i przerwał. Żałuję, że nie powstały w jidysz, bo to było szalenie ciekawe. Hebrajski jest, ale w jidysz już niewiele osób mogło się porozumiewać, a odmian jidysz jest masa, masa! I nie udało się tego połączyć, bo inaczej było na wschodzie - Polska, Rosja, Ukraina, a inaczej na południu i zachodzie. Tam język miał już w zasadzie inną nazwę – labido. A najzabawniejszy był zegar, bo zegar w jidysz był zegar i to przez całe wieki przetrwało.

Tożsamość Indonezja. To nadzwyczajna historia, bo jakiś entuzjasta Indonezji, oczarowany, nauczył się tam języka, a zajmował się tutaj czymś kompletnie innym, był inżynierem. I bardzo dobrze to zrobił. Więc była to osoba, która występowała w roli tłumacza, ale nie językoznawca? To prawda! Właśnie jest tutaj parę takich osób (śmiech). Raczej byli to koledzy i koleżanki z uniwersytetu. Japończyk (Katsuyoshi Watanabe – przyp. aut.) to był historyk z wykształcenia, który przyjechał do Warszawy żeby poznać dokumentację Powstania Warszawskiego i wydał później pracę poświęconą powstaniu tam u siebie. To bardzo piękna historia. Wietnamczyk (Thanh-Lȇ - przyp. aut.) to był poeta, który dostał tutaj stypendium. Uroczy, przeuroczy człowiek. Bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Szalenie wrażliwy, a ta wrażliwość wschodnia jest chyba głębsza, inna. Równie ciekawi byli Mongołowie. Ich życie we wspólnocie - mimo ogromnych radzieckich wpływów i podporządkowania, zachowali poczucie tej wspólnoty i przyjaźni. A to poczucie wspólnoty przerażająco trudne dla nas Polaków. Bo kiedy pracowaliśmy już razem (z Ajuszem Sedijnem - przyp. aut.) i wszystko było bardzo zaawansowane, to on przyjechał, żebyśmy mogli razem szlifować różne detale. Była godzina siódma rano i on dzwoni, że jest na lotnisku,

że przyleciał i chciałby możliwie szybko przyjść, żeby zasiąść ze mną do pracy. Minęły może dwie godziny – dzwonek do drzwi, otwieram, a tam stoi pułk cały! – gromada mężczyzn, Mongołów. Myślę, co się dzieje? A on uśmiechnięty, grzeczny, szczęśliwy, że przyjechał, wyraża te swoje uczucia, a to są jego koledzy, którzy przyjechali z nim, bo oni tu mieszkają. Weszli tu wszyscy i on mówi tak, a mówił po polsku całkiem nieźle, pracował w ambasadzie polskiej, miał bogaty zasób słów. Mówi do mnie: Herbatę pić – ja robić. I poszedł do mojej kuchni robić herbatę dla tego pułku! Porozsiadaliśmy się, gdzie się dało i wypiliśmy tę herbatę tylko po to, żeby umówić się na drugi dzień, żeby pracować, bo teraz on nie ma czasu. (śmiech) Te zachowania były prześliczne, inne. Mało tego, najpierw (Sedijn – przyp. Aut.) przez długi czas pracował w ambasadzie, później wyjechał i po kilku latach wrócił do Polski z żoną, bo córka była pianistką i też przyjechała na rok, żeby się tu uczyć. Kochała Chopina. Bardzo mi się oni podobali, z tą wielką serdecznością. I bardzo dobrze mi się z nim pracowało, był bardzo skrupulatny. Otwarty, szczery. Bezpośredni. I dochodziło do tego, że tu w Warszawie attaché kulturalny woził mu meble, bo on po prostu dzwonił i mówił, że coś kupił i trzeba to przetransportować. Osoby z Czeczenii lubią Polskę i chętnie się tu osiedlają. Kulturowo jest im do nas bliżej, niż w krajach skandynawskich. W Polsce jest około 20 tysięcy osób, duże grupy są też w Niemczech i innych krajach starej Europy, ale też w Gruzji. Czy ta grupa jakoś chciałaby istnieć jako grupa odrębna? Nie miałam dotychczas doświadczenia, żeby to pragnienie było wobec mnie bezpośrednio wyrażane. Ale gdy do Bydgoszczy przyjechała tłumaczka, Khedi Alieva i zobaczyła na szybie galerii napis mini-rozmówki polsko-czeczeńskie i czeczeńsko-polskie to prawie się rozpłakała. Była prawdziwie wzruszona. Potem, gdy byłyśmy w ośrodku i rozmawiałyśmy z uczestniczkami projektu, to jedną z pierwszych informacji, które tłumaczka podała paniom był ten napis w Bydgoszczy. Nie spodziewałam się, że to jest tak ważne, ponieważ w ośrodkach nacisk kładzie się na te wszystkie działania preintegracjne i polonizacyjne, a nie pielęgnowanie własnej tożsamości. Od tego zależy również decyzja urzędu. Język polski powinien służyć im do codziennego posługiwania się, ale to nie jest język, który powinien ich opanować. Rozmówki mini były na początku przeznaczone wyłącznie dla Polaków wyjeżdżających. Druga seria była odwrotna. Dla Niemców, Rosjan, Anglików przyjeżdżających do Polski. To ma ogromne znaczenie. Podane są realia polskie, które przyjeżdżający do Polski napotka. Zatytułowałam je Survival Polish. To nie powinny być mini-rozmówki. One mają żelazny zestaw scen, a język polski dla Czeczenów i Czeczenek powinien obejmować dialogi, które przydałyby im się w bytowaniu u nas. Turystycznie nie wyobrażam sobie Polaków jeżdżących do Czeczenii. Dlatego uznałam, że to będzie pierwszy tom. Pracowałyśmy za krótko. Wzorowałyśmy

się na Pani rozmówkach, ale wiedziałam też, że muszę dodać dwa rozdziały, co wynikało bezpośrednio ze współpracy z grupą seniorek i seniorów, ale też z moich osobistych przekonań. To Opieka pokoleniowa i Prawa kobiet. To byłyby pytania, które zadałby Polak (Polka - przyp. aut.) wyjeżdżający do Czeczenii. Być może, to jednak raczej taka podróż mentalna.

Prawa kobiet Ta moja Majeczka to jest Ukrainka, która u mnie pracuje. Wszystkie te osoby, które przyjeżdżają przechodzą kurs języka polskiego i z nią na kursie były dwie Czeczenki. Potem dostały pracę, przeważnie w domach prywatnie zatrudnione, przychodzą na godziny i to jest bardzo dobre rozwiązanie. W ten sposób zarabiają. Ja w ogóle sobie tego nie wyobrażam, jak to wszystko tam funkcjonuje! Jest tym ludziom tam bardzo źle i biednie, nie mogą się rozwijać, więc wyjeżdżają. A głównym zarzutem wobec osób, które przyjeżdżają do Polski, jest migracja ekonomiczna, przy czym Polska ma wieloletnią historię migracji ekonomicznej, nikt nam nie zamyka granic przez to, że Polacy i Polki chcą zarobić. Wydaje się to co najmniej niesprawiedliwe. W Czeczenii sytuacja jest bardzo trudna i z roku na rok się pogarsza. Przede wszystkim ze względu na oficjalnego prezydenta, który rządzi w sposób drastycznie łamiący prawa człowieka, w tym prawa kobiet. Statystyki pokazują, że z roku na rok jest coraz więcej zabójstw honorowych. Bliscy członkowie rodziny, męscy krewni, mogą zastrzelić kobietę w związku z tym, że podejrzewają ją o jakieś kontakty z innym mężczyzną, nawet takie, które odbywają na poziomie wiadomości tekstowych, smsów. Prezydent i cała ta struktura państwowa, polityczna w taki sposób dokonuje interpretacji prawa lokalnego i tradycyjnego, żeby wspierać wizję państwa Kadyrowa, toteż kobietom ograniczono dostęp do edukacji, do pracy. Zachęca się do brania ślubów z nieletnimi dziewczętami, do wielożeństwa, chociaż prawo Federacji Rosyjskiej tego nie legalizuje. Prezydent sam do tego namawia i chroni sprawców. Połowa małżeństw zawartych w Czeczenii to są małżeństwa, którym początek dało tradycyjne porwanie kobiety z domu przez jakiegoś mężczyznę, któremu się spodobała. Najczęściej jest wówczas gwałcona, a jeśli nie dojdzie do małżeństwa to jako zgwałcona może zostać zabita przez krewnych. To znaczy zostaje porwana, zgwałcona i jak nie wyjdzie za gwałciciela, to krewni mogą ją zabić. Czyli wracanie do jakichś nieludzkich zachowań... To, że tam nie ma wojny, to jeszcze o niczym nie świadczy. A mówimy tylko o sytuacji kobiet. Nie wiadomo, jakie były obyczaje przed Związkiem Radzieckim. Tam były i są różne grupy obyczajowe i narzucanie im formy Związku Radzieckiego musiało wzbudzić opór, który być

może przetrwał w jakiejś takiej wykrzywionej formie i bardzo samowolnej. Lęk, lęk, lęk bierze, że jeszcze to tak jest i że jeszcze tak może być. Że to jest wciąż jeszcze mocniejsze niż skutki przypływu Internetu i innych urządzeń. Kobiety w większości przypadków mają ograniczony przez mężczyzn dostęp do Internetu. W ogóle jakakolwiek działalność w mediach społecznościowych, relacjonowanie tego, co się dzieje, natychmiast wiąże się z ryzykiem utraty życia, bo wszystko jest kontrolowane przecież przez państwo i możliwe, że zostanie się uprowadzoną z własnego domu i zastrzeloną w lesie***. Taka jest więc perspektywa życia w Czeczenii, niespecjalnie zachęcająca do turystyki.

Potrawy Tak myślę jeszcze o tych Czeczenach (Czeczenkach – przyp.aut.) – musi Pani im dać trochę informacji o Polsce. W każdych rozmówkach jest trochę scen typowych dla danego kraju. To dotyczy na przykład jedzenia... Tak, to była dla mnie wielka inspiracja. A najbardziej podoba mi się to pierwsze zdanie mini-rozmówek angielskich w rozdziale o potrawach: Doskonałość i urozmaicenie nie są cechami charakterystycznymi kuchni angielskiej. I zaczyna się od słowa doskonałość, więc zapowiada się obiecująco, a kończy jednak rozczarowaniem. Bo to jest rozczarowujące (śmiech) i w Anglii najczęściej stołowałam się we włoskich jadłodajniach i restauracjach. Były natomiast takie specyfiki, których jednak nie podałam (w mini-rozmówkach - przyp.aut.). W Londynie można było pójść do restauracji, na przykład w dwie osoby, zjeść obiad z butelką wina, ale tego wina nie wypić w całości. Zostaje pół butelki. I wobec tego prosi się kelnera, żeby odstawił pół butelki i przyjść po tygodniu i poprosić swoje odstawione wino. To mi się bardzo podobało. Mój wnuk jest wegetarianinem. Ja też. I mój syn też. Ja też. Ja jadam mięso, ale jak on zaczął, po jakimś przemyśleniu, takiej filozoficznej obudowie, to widzę możliwy głębszy stosunek do wegetarianizmu. Ja myślę, że jesteśmy gatunkiem wszystkożernym i powinniśmy jeść też mięso i że nagłe zaprzestanie może powodować jakieś negatywne skutki. Ale to jest podobno nieprawda, to, co ja mówię. Ja to absolutnie szanuję. Sama spróbowałam tej kuchni i wprowadziłam na stałe do mojej diety masło orzechowe. I to jest na pewno filozofia warta zainteresowania. * Spółdzielnia Wydawnicza “Czytelnik” - wysawnictwo literackie założone w 1944 roku w Lublinie z inicjatywy Jerzego Borejszy, w 1945 roku przeniesione do Warszawy * *Jerzy Borejsza - właściwie Beniamin Goldberg, urodzony w 1905 roku w Warszawie polski publicysta, działacz komunistyczny, polityczny i kulturalny narodowości żydowskiej *** Natalja Estemirowa, której pamięci poświęcony jest rozdział mini-rozmówek o prawach kobiet, działaczka na rzecz praw człowieka i praw kobiet, w 2009 roku została porwana z własnego domu i znaleziona w lasach Inguszetii z ranami postrzałowymi w głowie i klatce piersiowej. Jej zabójcy do dziś nie znaleziono.

Profile for Pamela Bożek

Fakty Magazine  

Fakty Magazine  

Advertisement