Issuu on Google+

Temat || Dział

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

1


Spis treści

Beyerdynamic T70

Str. 12

Cowon D20

str. 40 Newsy str. 6

Recenzje:

Beyerdynamic T70 str. 12 Beyerdynamic DTX501p str. 18 Sound Magic HP100 str. 20 Philips Fidelio L1 str. 22 ATH-ANC9 str. 24 Cresyn C750H str. 26 Phiaton MS300 str. 28 Phiaton Bridge MS500 str. 30 Audiotrak Prodigy Cube str. 35

FiiO E12 Mont Blanc str. 36 FIIO D03K – Taishan str. 38 Cowon D20 str. 40 Ipod Touch 5G str. 42 Iriver IBA 50 str. 44 Phiaton MS200 Moderna str. 46 SoundMAGIC E10 str. 48 Brainwavz R1 str. 49 Astell & Kern AKR01 str. 50 Beyerdynamic DTX 41 iE, DTX 71 iE oraz DTX 101 iE str. 52 Astell & Kern str. 54 FIIO X3 str. 56 Phiaton MS200 Moderna

str. 44

Publicystyka:

Audiofilia str. 60 Śmierć analoga str. 62 Spotify str. 63

Cresyn 750H

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

str. 60 Astell & Kern 100 & 120

str. 26 2

Audiofilia

str. 54


Wstęp Redakcja: Redaktor naczelny: Wojtek „WojtekC” Cicherski Redaktorzy: Fallow Lord Rayden Fatso Rolandsinger Robert Kruk Duran Piotr „wrq” Mihilewicz Selphy Dystrybutor: MIP Monk666 Inszy Marcel kamil3762

Witajcie Audiomaniacy! Kolejny numer Booma z poślizgiem godnym tylko budowy polskich autostrad! Mimo wielu niedogodności jednak nadal jesteśmy z wami – choć sam już ledwo w to wierzyłem. Wiele przygotowanych tekstów straciło na aktualności, zastąpiły je inne mam nadzieje, że ciekawsze. Korekta robiona na kolanie więc może być naprawdę ciekawie. Na szczęście czas to pojęcie względne, a ortografia po ty co czytam na forum mp3store jest obca wielu osobom, więc cóż jesteśmy jacy jesteśmy i kiedy się da :).

Projekt graficzny i skład: Piotr „Dark_Reaver” Pawelec Wydawca: Multimedia Intelligent Products sp. j. ul. Siedmiogrodzka 11/MIP 01-232 Warszawa T +48 22 424 8254 F +48 22 885 9380

Postanowiliśmy w tym numerze uraczyć Was dozą ciekawych publikacji ze świata audio, poszerzyć Wasze horyzonty o nowinki techniczne pojawiających się na rynku produktów oraz pokazać Wam jak można się cieszyć muzyką z chmury – mowa tu o coraz popularniejszym w naszym kraju Spotify (co mamy nadzieję, zachęci dodatkowo do dyskusji na temat Śmierci Analogu) :). Nie zapominamy jednak całkowicie o nałogowych testerach sprzętu! Dla nich przygotowaliśmy artykuły o szalejących jak grypa na naszym rynku nowych Cresynach, aktywnie redukujących hałas ATH ANC 9, przenośnych maluchach DTX501P… I wiele więcej! W tym porównanie między najlepszymi AK100 v AK120! Na sam koniec postaramy się również odpowiedzieć na nurtujące Was pytanie: „czy audiofilia to choroba?”. Zgadnijcie do jakiego wniosku doszliśmy w redakcji. Wy cieszycie się nowym Boomem, a ja już żyję jego przyszłym wydaniem. W telegraficznym skrócie: spodziewajcie się od nas pełnych garści danych o Superlux HD631 (grają jak ATH M50 za połowę ceny? Biorę!), silnego kopa ze strony Sony MDR – R1, genialnie sprawdzających się w warunkach miejskich, oraz AKR01 bardzo ciekawe słuchawki uzupełnienie znanej elity AK100 i AK120 , które zdetronizowały Westony.

Do kolejnego przeczytania, Boomowicze!

P.S. Pamiętajcie o naszym adresie mailowym: boom@mp3store.pl – piszcie do nas, chwalcie, krytykujcie, podpowiadajcie co zmienić – Wasz feedback jest dla nas ważny, ponieważ tworzymy to pismo dla Was, a kto się nie rozwija… Sami wiecie najlepiej :).

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

3


Temat || Dział

4

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM


Temat || Dział

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

5


Nowości || Newsy

Nowy od Cowona News krótki ale ciekawy. Cowon zapowiedział nowy model o nazwie …E3. Model E2 zna praktycznie każdy nasz czytelnik o E3 nie ma praktycznie innych wiadomości oprócz tej że powstaje. Jeśli będzie rozwinięciem poprzedniego modelu zapowiada się bardzo dobry produkt. Na zdjęciu: tak miał kiedyś wyglądać E2.

Memo Pad Memo Pad to nowy produkt Asusa, który po bardzo udanym wyniku współpracy z Google w postaci Nexusa 7 postanowił zrobić swój budżetowy tablet. Ekran nowego Asusa ma 7 cali i oferuje rozdzielczość 1024 x 600 pikseli, a kąt widzenia to 140 stopni. Sercem urządzenia jest jednordzeniowy procesor WM8950 z taktowaniem 1GHz, a za grafikę odpowiada jednordzeniowa jednostka Mali400. Uzupełnieniem Memo Pada jest 1 megapikselowa kamera z przodu tabletu umożliwiająca nagrywanie wideo w rozdzielczości HD. Dostępna pamięć to 1GB RAM, 8 albo 16 GB wbudowanej pamięci wewnętrznej plus slot na karty pamięci microSD. Memo Pad ma kosztować ok 149$ i powinien być już w sprzedaży od kwietnia.

Astell & Kern AK100 MKII Edycja Limitowana Firma Astell & Kern reagując na prośby klientów wprowadziła do sprzedaży nową wersje swojego przenośnego odtwarzacza. AK100 MKII to limitowana edycja modelu podstawowego ze zmienioną impedancją wyjściową na 3 Ohm. Dodatkowo zakupując nową wersję otrzymamy specjalne skórzane etui. AK100 MKII jest już w sprzedaży cena na naszym rynku oscyluje w okolicach 2900 PLN. Zapraszamy do Mp3store.

Zalety: • Wysoka jakość dźwięku dzięki 8-krotnemu, symetrycznemu zwiększaniu próbkowania • Ekstremalna czystość dźwięku z SNR 120dB • Wystarczająca moc wzmacniacza, by poradzić sobie ze słuchawkami o impedancji do 600 Ohmów • 11 wzmacniaczy operacyjnych umożliwiających zmianę charakteru tonów • Czyste brzmienie dzięki dedykowanemu, wewnętrznemu zasilaniu Sugerowana cena: ok 1950 zł

6

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

Na targach CES firma Panasonic pokazała bezprzewodowe słuchawki Bluetooth, które w mocnym skrócie myślowym pozwalają nam na słuchanie muzyki kośćmi czaszki. W słuchawkach nie ma typowych membran, czy głośników. Są za to dwie płytki, które zamiast wprowadzać w drgania błonę bębenkową, wprowadzają w drgania nasze kości. W ten sposób przekazując dźwięk. Same drgania nie są przez nas odczuwane. Opinie słuchaczy, którzy mieli możliwość obcowania z tymi słuchawkami są obiecujące. Czas pokarze, co rozwinie się z tego pomysłu. Może wszczepy pod skórę?

Sony Walkman bez parasola i na basenie

Jeszcze raz Asus – tym razem w temacie audio Asus Xonar Essence One Muses Edition (sic! co za nazwa) to wzmacniacz słuchawkowy dedykowany do modeli wysoko Ohmowych – 600 Ohm. Wykorzystuje on sześć wzmacniaczy operacyjnych Muses 01 znanej firmy New Japan Radio. Chciałbym tego posłuchać na moich starych DT990, niestety u nas pewnie będzie to duża rzadkość.

Gra w kości od Panasonica

Nowy Sony Walkman NWZ-W273 wychodzi naprzeciw potrzebom ludzi aktywnych, którzy swoją aktywność fizyczną chcą połączyć ze słuchaniem ulubionej muzyki. Jest to pierwszy odtwarzacz Sony odporny na zanurzanie do głębokości 2m. Ulubiona muzyka będzie nam towarzyszyć nie tylko w czasie joggingu, czy na siłowni, ale też na basenie! Pojemność 4GB, czas pracy 8 godzin. W sumie wystarczająco, choć czas pracy mógłby być dłuższy. Przewidywana cena to ok. 350zł


Nowości || Newsy

Cresyn powiększa rodzinę... słuchawek Oferta Cresyna powiększyła się o kilka nowych modeli: C750H – black/white, C590H – black/white, C250H – black/white, C520E – red/green. Modele C750/590/250H to słuchawki nauszne o ciekawym wyglądzie i dobrych parametrach brzmieniowych. Ich główny atut to dobra izolacja i wykonanie oraz niska cena. Model C520E to typowe słuchawki dokanałowe o zbalansowanym, ciekawym brzmieniu, ze spora ilością basu. Ze swoja ceną do 100 zł są ciekawą alternatywą dla produktów Nuforce i Brainwavz. Ceny sugerowane: C750H - 299 pln C590H - 229 pln C250H - 129 pln C520E - 99 pln

Muzyczne akcesoria Nokii Klienci Nokii byli pozbawieni możliwości współpracy popularnych modeli słuchawek z ich sprzętem. Istnienie pilota i brak na opakowaniu napisu „from Nokia” potwierdzał brak kompatybilności między słuchawkami a telefonem. Teraz na rynku mamy istny wysyp akcesoriów dedykowanych dla Nokii. Jeden produkt zdecydowanie wyróżnia się, słuchawki o świetnym dźwięku i możliwościach – Nokia Purity Pro to prawdziwy High End. Ten model to wynik współpracy Nokii z Monster (jednym z liderów rynku audio). Są to słuchawki Bluetooth, czyli bezprzewodowe, ale dające możliwość przewodowego podłączenia słuchawek w momencie, gdy wyczerpie nam się bateria. Dodatkowo słuchawki wyposażone są w technologie Monster Audio HD oraz w funkcję ANC – aktywna redukcja hałasu. Cena do niskich nie należy – 1199zł.

iBasso w Polsce iBasso rozpoczyna współprace z siecią sklepów Mp3store. Jako pierwsze pojawiły się doskonałe i popularne odtwarzacze DX50 cechujące się bardzo dobrym współczynnikiem jakość cena. Brzmie-nie tych odtwarzaczy może konkurować z najlepszymi, a dodatkowe opcje typu USB OTG (czyli ob-sługa dysków twardych) i wymienna bateria wyróżniają ten produkt na plus. Czekamy na kolejne produkty ze znakiem iBasso.

Takstar na dobry początek Takstar to bardzo ceniony producent słuchawek i mikrofonów. Powstała w 1995 roku firma jest szczególnie ceniona za produkty o doskonałym stosunku ceny do jakości. Podobnie jak w przypadku Superluxa można je porównywać z produktami konkurencji z dużo wyższej półki cenowej. Takstar w odróżnieniu od Superluxa mierzy w jeszcze bardziej wymagających użytkowników. Właśnie w tym momencie w sieci sklepów Mp3store pojawiła się bogata oferta słuchawek tego producenta w spe-cjalnych promocyjnych cenach. Promocja trwa do końca roku. WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

7


Nowości || Newsy

Sony MDR – XB910 basowe potwory?

Pierwsze słuchawki od Musical Fidelity

Od kwietnia 2013 Sony wprowadza do sprzedaży swój nowy flagowy produkt, słuchawki MDR-XB910. To co ma wyróżniać ten model to elegancja, styl i... potężny bas. Osoby, które miały już okazję do odsłuchu, mówią: „urywa głowę” i „plomby wypadają”. Specyfikacja słuchawek: • Typ zamknięty • Słuchawki nauszne (supra aural) • Typ dynamiczny • Wielkość przetwornika akustycznego (mm) 50 mm • Moc (mW) - 3000 mW • Częstotliwość (Hz) - 3 — 28 000 Hz • Czułość (dB/mW) - 106 dB/mW • Impedancja (Ω) - 24 ohmy przy 1 kHz

Jak widać każdy chce ugryźć kawałek tortu jakim jest rynek słuchawek audio. Pokusił się o to nawet tak znany producent zaawansowanych komponentów audio, Musical Fidelity. EB – 50 to pierwsze słuchawki w historii tej brytyjskiej marki. Niezwykła liniowość charakterystyki, a przy tym doskonała dynamika EB-50 pozwala uzyskać czyste, delikatne i pełne werwy brzmienie. Znamy dokonania Brytyjczyków, więc już teraz nie mogę doczekać się tego modelu na swoim biurku. Tym bardziej, że cena sugerowana to 699 zł.

Dane techniczne: • Czułość: 100 dB SPL/mW (1 kHz) • Impedancja: 26 C, ± 15% • Maksymalna moc wejściowa: 11 mW (znamionowa moc 5 mW) • Pasmo przenoszenia: 10 Hz – 20 kHz • Zniekształcenia: < 1% • Izolacja od hałasu zewnętrznego: lepsza niż 96% • Przetwornik: 6 mm balanced armaturę • Waga: 28 g • Długość przewodu: 1,2 m • Wtyk: 3,5 mm pozłacany stereo jack

Cena - ok 900 zł

Nie wiem jak to gra, ale wygląda kozacko – JBL PULSE

Lansik - słuchawki Yamaha HPH-M82

precyzyjnemu dostrojeniu Yamaha HPH-M82 zapewniają brzmienie w szerokim zakresie pasma częstotliwości sięgającym od 20 Hz do 20 kHz.

Jeśli za ciekawym wyglądem pójdzie niezłe brzmienie jest szansa na bardziej kolorowe i ładniej wyglądające uzupełnienie naszych przenośnych maszyn. Słuchawki Yamaha HPH-M82 prezentują się oszołamiająco. Inaczej tego nie umiem określić. Za brzmienie odpowiadają 40 mm przetworniki wykorzystujące bardzo sztywną membranę Yamaha Tangential Edge. Dzięki temu rozwiązaniu i `

Słuchawki są dostarczane z wbudowanym pilotem zdalnego sterowania/mikrofonem oraz adapterem stereo jack 6,3 mm, który podobnie jak standardowa końcówka mini jack 3,5 mm, jest pozłacany. Przewidywana cena 350 pln.

Czy przeszkadzają wam ludzie słuchający muzyki z telefonu? Nie, nie ze słuchawek a z zamontowanego głośniczka. Przeżywałem nie raz taki koszmar, ale są też specyficzne sytuacje w, których niewielki głośniczek sprawdzi się idealnie. Ten dodatkowo fajnie wygląda. Na obudowie JBL Pulse zainstalowano 64 programowalne światła LED. Można zaprogramować ich kolor i jasność, a nawet rytm pulsowania. Urządzenie oferuje pięć aranżacji świetlnych, jednak JBL przygotował wiele aplikacji, które znacznie zwiększą liczbę opcji, a które można modyfikować i dostosowywać do swoich potrzeb. Litowo-jonowa bateria gwarantuje co najmniej pięć godzin nieprzerwanej pracy urządzenia. Cena jeszcze nieznana.

8

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM


Nowości || Newsy

Nowe produkty Phiatona Phiaton uraczył nas dwoma ciekawymi premierami. Nowe modele to Phiaton PS210 BTNC oraz MS200 Moderna. Oba cechują się ekskluzywnym wykończeniem, doskonałym wyglądem i brzmie-niem, które może konkurować ze słuchawkami dwukrotnie droższymi. MS200 Moderna to ciekawy, nowoczesny wygląd i doskonała jakość. Słuchawki oferują krystaliczne brzmienie i doskonały niski bas. Phiaton PS210 BTNC to jeden z zaledwie kilku modeli na rynku, które łączą w sobie technologie Bluetooth oraz Active Noise Cancelling. Phiatony oferują Bluetooth w wersji 3.0 jednocześnie wspierając Code Aprix zapewniający bezstratną transmisje danych audio. Słuchawki i pilota wyko-nano z aluminium. Bateria pozwala na 12 godzin ciągłej pracy. Słuchawki są wygodne, a dzięki swoim możliwościom idealne nadają się na miasto i treningi sportowe. Wbudowany Active Noise Cancelling działa bardzo skutecznie, brak jakichkolwiek zastrzeżeń. Słu-chawki poprzez bluetooth można

Motorhead lansuje słuchawki W niedługim czasie sieć Mp3store dostępne będą słuchawki sygnowane przez doskonały zespół Motorhead. Metalowy zespół i słuchawki – brzmi co najmniej ciekawie. Zapraszam na stronę: http://www.motorheadphones. com/ gdzie jest możliwość zapoznania się z produktem. W związku z wprowadzeniem produktu do sprzedaży na forum Mp3store planowany jest konkurs w którym nagrodą będą właśnie słuchawki Motorhead. Zapraszamy do obserwowania forum.

połączyć z odtwarzaczem czy smartphonem. Połączenie z telefo-nem umożliwia odbieranie/kończenie rozmów oraz sterowanie muzyką. Ci, którzy nie mają bluet-ooth w swoim urządzeniu nie mają powodów do zmartwień, gdyż słuchawki można również podłączyć kabelkiem. Phiaton PS210 BTNC oferują znakomitą jakość dźwięku. Czy-ste, zbalansowane i dynamiczne brzmienie sprawdza się z każdym rodzaju muzyki, można również podłączyć kabelkiem. Phiaton PS210 BTNC oferują znakomitą jakość dźwięku. Czy-ste, zbalansowane i dynamiczne brzmienie sprawdza się z każdym rodzaju muzyki,traktować PS210BTMNC jako podstawowy zestaw słuchawek.

Jakość rozmów telefonicznych również jest na bardzo wysokim poziomie, a dzięki funkcji ANC możemy rozmawiać bez zakłóceń podczas naszych podróży środkami lokomocji czy spacerów po mieście. Słuchawki pojawiły sie już w ofercie handlowej Mp3store: Phiaton PS210 BTNC - 599 pln MS200 Moderna - 449 pln

A&K – Astell & Kern Rusza oficjalna polska strona Astell & Kern: http://astellnkern.pl/ Na stronie oprócz standardowych newsów producenta, działu download będzie można sprawdzić gdzie można kupić oraz przetesto-wać Hi-Endowe playery AK100 oraz AK120. Pojawiła się w sprzedaży nowa wersja AK120 dla jeszcze bardziej wymagających użytkowników. Gdyby komuś brakowało wewnętrznej pamięci w standardowej wersji, iRiver wprowadza na rynek limitowaną edycję AK120 Titan. W superkałachu zwiększono pamięć do 128GB, a z zewnątrz zastosowano dodatkową powłokę ochronną przed zarysowaniami.

Astell & Kern referencyjne słuchawki AKR02 Po udanym modelu słuchawek AKR01 firma Astell & Kern postanowiła iść za ciosem i kontynuować współpracę z Final Audio Design. Nowy model zaprojektowany w Japonii to AKR02 Reference Earphones. Nie znamy jeszcze szczegółów, ale cena daje mocno do myślenia. Słuchawki mianowicie mają kosztować…4.500 pln. Słuchawki wg osób, które miały okazje ich słuchać na Koreańskich targach audio to najlepsze rozwiązanie wśród modeli słuchawek

dousznych. Cena zobowiązuje, zobaczymy jak będzie w rzeczywistości gdyż niedługo słuchawki trafią do sprzedaż w sieci Mp3store. WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

9


Temat || Dział

10

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM


Temat || Dział

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

11


T70 || Recenzje

Beyerdynamic T70 – w porównaniu z konkurencją

Po rocznej przerwie chcę przybliżyć Wam jeden z najnowszych modeli słuchawek firmy Beyerdynamic – model T70. Są to po flagowcu oznaczonym jako T1 oraz „przenośnym flagowcu” T5p trzecie wokół uszne słuchawki Beyerdynamic z nowym przetwornikiem Tesla. Warto wspomnieć, ze na rynku są także T90 – wersja otwarta

Katalogowo T70 i T90 zostały wycenione na 499 EURO. W Polsce jak to często bywa jest trochę inaczej - nominalna cena T70 to 1699 PLN natomiast T90 1999 PLN. Słuchawki sprzedawane są w 2 odmianach – „normalnej” z 3 metrowym kablem oraz „portable” z kablem o długości 1.2 metra. Domowa wersja ma impedancję 250 Ohm natomiast wersja portable 32 Ohm. Ja opiszę wersję domową z normalnym kablem, bez dodatkowej literki „p”. Różnice brzmieniowe między wersją T70 z literką „p” i bez opiszę później. O ile balans tonalny jest praktycznie taki sam w jednych i drugich słuchawkach, zmienia się kilka rzeczy mających bezpośredni wpływ na brzmienie. W ramach wstępu chcę gorąco wskazać na pewien truizm, który czasem jednak w ferworze audiofilskiej dysputy przestaje być oczywisty. Wszystkie przedstawione tutaj przeze mnie opinie i odczucia są oczywiście subiektywne. Odnosząc się do terminów takich jak neutralność będę referował do niczego innego jak swojego własnego wyobrażenia o neutralnym brzmieniu, które to wykształciło się na przestrzeni lat, poprzez różnej maści audiofilskie i mniej audiofilskie odsłuchy oraz kontakt z żywą a także syntetyczną muzyką. Dobrze, wstępne truizmy mamy za sobą - więc do rzeczy. Jako punkt odniesienia postanowiłem wybrać słuchawki grające w podobny sposób a ujmując sprawę ściślej – eksponujące podobne atrybuty brzmieniowe. Będą to przede wszystkim AKG K701, K702, Q701 jako jedna grupa,

12

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

Shure SRH940 oraz oczywiście Beyerdynamic DT880 (Pro) i na końcu co może początkowo być pewnym zaskoczeniem AKG K550. Cała grupa to według mnie najbliższe szkołą brzmienia słuchawki do T70. Budowa Co dostajemy w komplecie? Standardowe pudełko Beyera wraz z pokrowcem do przenoszenia i chowania słuchawek oraz przelotkę na dużego jacka. Wyposażenie raczej ascetyczne chociaż podobnie jak w przypadku starej linii Premium Beyera – dostajemy bardzo poręczny pokrowiec. Dla mnie jest to istotna sprawa gdyż często przenoszę słuchawki np. do biura. Niestety czegoś takiego nie uświadczymy w przypadku K701 i K550 za to dostaniemy wraz z Shure SRH940 i to nawet lepszej jakości. Warto zaznaczyć, że same słuchawki są troszkę cięższe niż DT880 (T70 – 330g vs DT880 – 290g) natomiast wyraźnie cięższe niż AKG K701 (230g). Bliżej ciężaru T70 są K550 (305g) oraz Shure SRH940 (320g). Nacisk pałąka to 2.8N – czyli tyle samo ile w przypadku DT880, natomiast mniej niż w wypadku DT880 Pro (3.5N). Niestety nie wiem jaka jest siła nacisku pałąków dla K550, K701 i SRH940 jednak na moje wyczucie w K701 jest podobnie, K550 maja siłę nacisku troszkę mniejszą podczas gdy SRH940 większą. Sam pałąk należy do kategorii wygodnych. Ogólnie można go porównać do

starego pałąka serii Premium Beyera jednakże jest wykonany z zupełnie innego materiału. W tym wypadku jest to mikro welur. Z tego samego materiału wykonane są tveż pady, oczywiście od strony ucha. Jaka jest różnica między starym welurem używanym przez Beyera a mikro welurem ? Ano taka, ze sam materiał jest znacznie bardziej gęsty – tak jak w nazwie - „mikro”. Jeżeli ktoś miał kiedyś na uszach Sennheisery HD800 – to właśnie ich pady wytworzone są z bardzo podobnego materiału, w wypadku Sennheisera uściślając jest to mikrofibra. Muszę zaznaczyć, że jestem zdecydowanym zwolennikiem weluru zamiast skóry – gdyż to właśnie welur odbieram jako bardziej komfortowy. Jedyne skórzane pady które były w pełni tolerowane przez moją własną skórę to pady z Ultrasone Edition 9. Tamte pady były jednak wykonane ze skóry etiopskich owiec – myślę, że można śmiało założyć iż na pewno jest to słuchawkowo-padowa nisza. Muszle T70 są troszkę mniejsze niż w K550 i K701 – ten sam rozmiar co w starych DT880. Są natomiast wyraźnie większe niż w wypadku SRH940. Mam raczej większe niż średnie uszy i zarówno w przypadku DT880 jak i T70 nie odczuwam związanego z tym dyskomfortu. Podczas dłuższej (wielogodzinnej) sesji z SRH940 wielkość muszli dawała mi się jednak we znaki. Z kolei w K701 mamy wentylację gdyż muszla jest otwarta, jednak konstrukcja pałąka (wypustki) oraz jego zaledwie średni maksymalny rozstaw w porównaniu do K550, DT880 i T70 nie czynią z nich najwygodniejszych słuchawek z naszej puli. Jeżeli miałbym zrobić listę od najwygodniejszych do najmniej wygodnych na pierwszym miejscu byłyby prawie razem DT880 i T70 (z małą różnicą na korzyść T70 z racji lepszego materiału padów i pałąka) zaraz za nimi znalazłyby się K550, później K701 a na końcu SRH940. Muszę dodać, ze SRH940 nie są jakoś specjalnie niewygodne. Wszystkie słuchawki które tutaj omawiam są względnie wygodne. Znam wiele zdecydowanie mniej komfortowych imadeł nausznych niż SRH940. Wystarczy wspomnieć Grado mniejsze niż GS1000/PS1000. Przy gąbce do prania zamiast padów i konstrukcji takiej jak SR325is lub RS1 czy RS2 naprawdę trudno mi było wytrzymać dłużej niż 1.5h. Żeby oddać honor brooklyńskiej manufakturze – sprawa ma się diametralnie inaczej w przypadku GS1000. o są jedne z najwygodniejszych słuchawek jakie miałem na głowie.


T70 || Recenzje Co do jakości wykonania – słuchawki są wykonane na poziomie jakościowym DT880. Solidna Beyerowska konstrukcja. Praktycznie zero słabych punktów. Zero nadmiarowych części jak w przypadku SRH940, których projekt jest po prostu przedobrzony – szczególnie pałąk. Na takim samym poziomie są wykonane K550 i razem z T70 i DT880 to najlepiej wykonane słuchawki z omawianej puli. O ile jednak w przypadku K550 zdarzają się niedociągnięcia w produkcji padów o tyle w T70 które składane są w Niemczech jest sehr gut. Również dobrze ale mimo wszystko nie na tym poziomie zrobione są K701. Jest w nich więcej zbędnych części które sprawiają wrażenie iż z czasem mogą się zepsuć. Najgorzej wypadają SRH940. Ich wykonanie jest po prostu tandetne. Często pękają zupełnie bez winy użytkownika, co nie musi ale może prowadzić do poważnych szkód. Całe szczęście serwis nie robi problemów. Brzmienie To jak właściwie one brzmią ? Zacznę od tego, że zdecydowanie nie są to słuchawki dla każdego. O ile pisałem już tak o K701, o SRH940 mógłbym powiedzieć to samo tyle, że atrybut „nie dla każdego” jest silniejszy niż w przypadku K701, to w wypadku T70 ma jeszcze większą siłę. K701 mają dla mnie bliski neutralnemu balans tonalny, bliski ponieważ jest trochę za mało basu oraz górna średnica jest za bardzo podbita bym nazwał je neutralnymi w kontekście oceny tylko przez pryzmat balansu tonalnego. Q701 natomiast mają poprawione wyżej wymienione „wady” względem K701. Podobne do nich lecz wyraźnie bardziej wymagające względem samej charakterystyki dźwiękowej grania źródła są Shure SRH940 - są bardziej szczegółowe, szybsze, bardziej rozdzielcze. T70 natomiast mają balans tonalny bardziej niż AKG i Shure ułożony w „U”. Na samym starcie dostajemy już dalszą od neutralnej niż w przypadku K701 czy SRH940 charakterystykę pasma przenoszenia. Teraz jedno ważne zastrzeżenie – o ile jest tutaj mowa o odejściu od neutralnej charakterystyki pasma przenoszenia względem K701/ Q701 o tyle trzeba sobie zdać sprawę z tego jak duże jest to odejście. Otóż jest na tyle „duże”, że paradoksalnie przybliża charakterystykę T70 do… AKG K550. Co tu dużo mówić – dostajemy w zasadzie tyle samo ilościowo basu co w K550, dostajemy średnicę na bardzo podobnym poziomie głośności (wliczając w to wycofaną górną średnicę – tak jak w K550, w przypadku K701 i SRH940 nie ma mowy o wycofaniu) oraz na sam koniec dostajemy wyraźnie bardziej odczuwalną niż w wypadku K550 ilość góry. Można śmiało pokusić się biorąc pod uwagę głośność góry, jej czas wygaszania i inne aspekty – że robiąc średnią z omawianej puli T70 to słuchawki w których obecność góry pasma jest najbardziej wyrazista są najjaśniejsze. Tak, należy to traktować jako przestrogę. WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

13


T70 || Recenzje Skoro podstawy balansu tonalnego mamy omówione to przejdę teraz do konkretniejszych opisów. Na pierwszy ogień zacznę od góry. Jaka jest góra w T70 ? Myślę, że po przesłuchaniu także innych słuchawek ze stajni Beyera mogę śmiało pokusić się o wysnucie pewnej tezy. Zauważyłem pewną specyfikę wszystkich nowych modeli Beyera z przetwornikiem Tesla. Otóż wszystkie te słuchawki łączy pewna charakterystyczna cecha prezentacji wysokich tonów. Jeżeli ktoś ma audiofilskie doświadczenie z lampami to najbardziej adekwatne będzie porównanie do prezentacji góry przez lampy rodziny E88CC/E188CC/CCa/ E288CC produkcji Siemensa. Często określa się to jako „szklistość”. Czasem spotykam się także z określeniem „metaliczność” jednak dla mnie ten ostatni to jednak inny trochę inny rodzaj grania. Ewidentnie pasuje mi tutaj właśnie analogia do Siemensów oraz określenie „szklistość”. Dodatkowo góry jest sporo – podobnie jak w DT880. Na pewno nie są to słuchawki z „bezpieczną” ilością wysokich tonów jak powiedzmy HD600 czy

D5000/D2000. Beyerdynamic T70 stawiają na wyższą górę niż w wypadku K701 i DT880 – dokładnie tak jak SRH940 i K550. W K701 i DT880 zakres od 5 do 7 kHz jest podbity względem T70, SRH940 i K550. Podbicie tego fragmentu pociąga za sobą czasem przykre konsekwencje. Odbieram to jako syczenie – zwłaszcza słyszalne w wokalizie. Można powiedzieć ekspozycja energii akustycznej sybilantów jest większa w wypadku DT880, K701 niż w T70, SRH940 i K550. Sybilanty największą część swojej energii mają w paśmie 4 do 10 kHz – zależnie od głoski. Nie ma natomiast wątpliwości, że w przypadku K701 i DT880 ta ekspozycja jest po prostu szersza. Shure SRH940 i T70 natomiast przekazują głośniej dalszą część górnego pasma, mianowicie zakres 7 do 10 kHz. Jaki daje to efekt – na pewno subiektywne odczucie audiofilskiego powietrza, pozornej szczegółowości, przestrzeni między instrumentami.

W tym momencie warto poruszyć także inną sprawę. Z reguły każdy z nas słucha na różnej głośności. Wraz z jej narastaniem zmienia się nasza wrażliwość na poszczególne częstotliwości a co za tym idzie nasza percepcja pasma przenoszenia. Nie będę teraz wchodził w rozległy opis tych zjawisk – wystarczy, że weźmiemy pod uwagę to, iż aby uzyskać wrażenie niezmienności percepcji pasma przenoszenia względem zmiany głośności należy głównie regulować głośność w częstotliwościach odpowiedzialnych za bas (od niskiego do wyższego) oraz za górę (od wyższej do niższej). Wynika z tego to, że jeżeli słuchawki maja bardziej liniową charakterystykę pasma przenoszenia wtedy nadają się bardziej do słuchania na wyższych poziomach głośności i wówczas nasza percepcja pasma przenoszenia będzie równa, natomiast słuchawki które maja charakterystykę idącą bardziej w loudness zapewnią wrażenie percepcji równego pasma na mniejszym poziomie głośności (wcześniej). Z kolei przy wyższych poziomach głośności percepcja charakterystyki będzie coraz bardziej wypaczona. Słuchawki takie mniej nadają się dla osób słuchających faktycznie głośno. Chcę jeszcze raz przypomnieć, że nie mówimy tutaj o loudnessie takim jak powiedzmy w wyższych modelach Grado. Ten loudness w T70 jest na poziomie K550 – czyli mały. Średnica w T70 również nie należy do liniowych więc co za tym idzie nie nazwałbym jej neutralną – oczywiście w sensie samej charakterystyki pasma przenoszenia bo o innych atrybutach brzmienia będzie później. Głównie charakteryzuje ją to, że kompletnie brak jest podbicia górnej części. Ba – góra średnicy jest nawet wycofana w stosunku do jej dolnej części. Nie będzie więc elektryzującej damskiej wokalizy a’la K701 czy SRH940. Balans średnicy jest podobny do tego z K550. Można nazwać go bezpiecznym gdyż nigdy nie będzie się ona wżynać w uszy. Podobnie jednak jak w przypadku góry dostajemy znów większą dokładność i rozdzielczość. Różnicowanie samej średnicy jest odczuwalnie większe niż w K550 i K701 oraz DT880. Na pewno nie jest ona tak barwna jak na K701, tak gładka i aksamitna a zarazem nasycona barwowo (uwypuklone transienty i głośny sustain) jak na SRH940 natomiast myślę ze jest swoistą hybrydą pomiędzy sposobem podawania tonów średnich przez DT880 i K550. Mamy ciepło i tembr podobny do DT880 a balans tonalny zbliżony do K550 lecz wszystko to zbudowane na podstawie większej szczegółowości, dokładniejszego różnicowania. Nie ma co liczyć na ekscytujący gitarowy drive czy eteryczną średnicę rodem z SRH940 czy K701. Wokale nie będą tak intymne jak na K701 zwłaszcza. Będzie bardziej powściągliwie – podobnie do K550. Na pewno wole większą dokładność i różnicowanie, chociaż też do pewnego poziomu – nie dysponuję na tyle hi-endowym sprzętem by sięgać po słuchawki z najwyższej półki. Sam tembr średnich tonów nie jest idealnie taki jak w K550 i bliżej jest tutaj do szkoły Beyerowskiej znanej z DT880. Przy czym

14

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM


T70 || Recenzje większa rozdzielczość i szczegółowość może spowodować, że brzmienie w bardzo prosty sposób może stać się zbyt suche, zbyt mało kolorowe, chude po prostu karykaturalne. DT880 i K701 oraz SRH940 są mniej czułe na zmiany systemu. Co zostało z DT880 ? Ciepło. Średnica jak i całe pasmo w T70 – jest ciepła. Słuchawki są ogólnie definitywnie jasne i ciepłe. Co rzuca się w uszy od razu ? Klarowność, czystość, precyzja, jasność, ciepło. Dodam, że ciepło jest tutaj bardziej obecne niż w przypadku DT880 równocześnie większa jest klarowność i szczegółowość. Dobranie odpowiedniego toru nie będzie więc łatwym orzechem do zgryzienia i może przerodzić się w wyzwanie – do tego jeszcze wrócę. Często poleca się do słuchawek wysokoohmowych wzmacniacze lampowe OTL – czyli bez wyjścia na transformatorze. Mają one z reguły wyższą niż konstrukcje tranzystorowe impedancję wyjściową co wynika z samej technologii. Można dzięki temu np. powiększyć sobie sprzętowo ilość basu nie tracąc za bardzo kontroli – metodą prób i błędów. Wzmacniacz lampowy OTL ma wiele zalet nad hybrydowym – oczywiście w ujęciu ograniczonym budżetem. Wynika to głównie z tego iż konstrukcja dobrego wzmacniacza hybrydowego jest droższa, natomiast cena dobrego OTLowca z reguły będzie odczuwalnie. W przypadku T70 można pozwolić sobie na stosowanie wzmacniacza OTL. Z faktu 250 Ohm impedancji słuchawek są audiofile którzy stwierdzą iż wręcz się o to prosi. Mnie bardzo podobają się T70 właśnie ze wzmacniaczem lampowym OTL. Dobrze, zakładając że mamy trafnie dobrany wzmacniacz – jaki ten bas jest ? Najpierw ilościowo. Niskiego basu jest słyszalnie najwięcej z całej omawianej tutaj słuchawkowej puli. Natomiast poziom średniego i wysokiego basu jest zbliżony do reszty. Jest on natomiast – podobnie jak w przypadku góry i średnicy – lepiej kontrolowany, bardziej rozdzielczy, bardziej różnicowany oraz posiada mocniej oddaną fakturę niż K701, SRH940 i DT880 czy K550. Jako słuchawki najgorzej radzące sobie z oddaniem faktury i kontroli basu wskażę SRH940. Później umieściłbym K701, następnie DT880 a najlepiej K550. T70 – jeżeli tylko dobrze napędzone – mają jednak przewagę w kontroli, nadaniu faktury, impakcie. Koniecznie muszę zaznaczyć, że jest to raczej audiofilski rodzaj basu a nie taki, który będzie nadawał się do słuchania dubstepu. Bas jest trzymany w ryzach i powściągliwy. Można powiedzieć kulturalny. Wchodzi wtedy kiedy potrzeba. Nie przysłania czystości średnicy. Myślę, że użytkownicy lubiący mniej audiofilski bas będą bardziej zadowoleni z K550, natomiast Ci którzy przedkładają samą jego obecność nad odwzorowanie będą szczęśliwsi z SRH940. K701 i DT880 są kompromisem, można powiedzieć w centrum. Kolejna uwaga – wszystkie opisywane słuchawki nie powodują odczucia obfitej obecności basu i daleko im do takich Denonów D5000 czy 7000 albo Sennheiserów HD650. Nic z tych rzeczy.

Co więc mamy do tej pory ? Słuchawki technicznie lepsze niż wszystkie omawiane – jeżeli odnieść różnice w cenie pod względem techniki grania to jest ona uzasadniona. W przypadku charakteru samego grania sprawa jest bardziej skomplikowana. Myślę, że będzie on najtrudniejszy do zaakceptowania ze wszystkich omawianych. Mamy słuchawki grające analitycznie i technicznie. Dodatkowo nie ma czynnika „wow” albo „drive’u” z drapieżną średnicą taką jak w Grado czy K701 albo SRH940. Przekaz nie jest bezpośredni i ofensywny jak w SRH940 („monitorowy”) – jest znacznie mniej angażujący – sposób grania bliższy K550, jednak również mniej eteryczny. Słuchawki więc „mało muzykalne”, wyraźnie bardziej niż reszta omawianych wrażliwe na niedoskonałości systemu. Wcale nie proste do prawidłowego wysterowania. Testowałem je już na dość zróżnicowanym sprzęcie – od tranzystorowych combo DACów przez systemy dzielone. Systemy ze studyjnym i audiofilskim rodowodem i z całą pewnością powiem, że jest to już audiofilska klasa średnia i

wymaga przynajmniej średniego zaangażowania w dobór systemu oraz średniego poziomu osłuchania użytkownika by mógł je docenić. Dlaczego klasa średnia ? Myślę, ze K701, DT880 czy SRH940 mogę śmiało zaklasyfikować jako audiofilski entry-level. Natomiast wysoka półka to np. T1 czy HD800 lub GS/PS1000. Co jest pozytywne – to, że mid-end Beyerdynamica jest bardziej przystępny cenowo niż mid-end Sennheisera czy Denona. HD700 czy D5000 są wyraźnie droższe ale i prezentują zupełnie inne podejście do przekazu brzmienia. Odnosząc HD700 do T70 - mamy zbalansowane brzmienie miedzy analitycznością a muzykalnością vs analityczność. Natomiast wspomniane wcześniej D5000 mogę określić w odniesieniu do T70 jako pójście w czystą muzykalność i przyjemność. W kwestii smaczków i różnicowania górą będą jednak T70 w obu przypadkach. Tak czy siak brak im wyrafinowania sposobu prezentacji czy smaczków na poziomie HD800 czy T1. Z drugiej strony

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

15


T70 || Recenzje nie są aż tak wybredne – coś za coś. Przypomniała mi się jeszcze ciekawostka: o ile flagowiec Beyera – T1 wypada gorzej w kwestii zniekształceń harmonicznych – oceniając piki – niż DT880, o tyle w T70 mamy w końcu postęp i te wypadają lepiej. Niestety T70p wypadają w tej materii już słabej niż DT880 i T70. Nie wiem czy ktokolwiek jest w stanie to faktycznie usłyszeć – no ale sprawa ciekawa. Nie będę rozpisywał się nad porównaniami do T1 czy HD800 bo raczej ich użytkownicy nie będą zainteresowani „obniżeniem pułapu” jednakże wiem, że są przypadki kiedy T70 mogą być rozwiązaniem - jeżeli ktoś nie ma czasu ani chęci kompletować systemu pod HD800 lub T1 – co wcale nie jest proste. Jakie są T70 w kontekście prezentacji przestrzeni ? Ostatnio pojawiło się kilka nowych słuchawek zamkniętych, które nie są dotknięte przez typowe wady takich konstrukcji. „Granie z puszki”, rezonanse na średnicy i basie, słaba przestrzeń – chodzi mi oczywiście o K550 i SRH940, które nie posiadają kompletu typowych wad konstrukcji zamkniętych. T70 na pewno dołączają do tej grupy. Oczywiście wrażenie przestrzeni nie będzie takie jak w konstrukcjach otwartych lub pól-otwartych ale jak na słuchawki zamknięte jest więcej niż dobrze. Mamy czarne tło znane z K550, którego nie ma niestety w SRH940 i precyzję lokalizacji źródeł pozornych z SRH940. Nie ma jednak tego efektu super ogniskowania gdyż granie nie jest tak bezpośrednie jak w SRH940. Za to sam rysunek wydaje się być bardziej precyzyjny. Przestrzeń budowana jest w sposób cylindryczny. Ma to swoje zalety przy zastosowaniach nie tylko odsłuchów dla przyjemności czy monitoringu ale w miksowaniu na słuchawkach. Wgląd w panoramę jest naprawdę dobry. Jeżeli chodzi o bliskość pierwszego planu to będzie on dalej niż w SRH940. Przestrzeń jest też dość dobrze rysowana w głąb. Ważna sprawa - separacja instrumentów jest na poziomie bardzo dobrym. Nawet w odniesieniu do wielu słuchawek z wyższej półki. Jeżeli dla kogoś ta właśnie cecha jest istotna a pasują mu inne tutaj omawiane – T70 powinny być naprawdę ciekawa propozycją. Względem T70p - T70 na pewno wydają się grać bardziej gładko i czysto oraz trochę mniej ostro. Być może przekładają się na to lepsze warunki pracy przetwornika w wersji o większej impedancji. Jeżeli faktycznie nie jest potrzebna ci wersja nisko ohmowa myślę, że nie ma co się zastanawiać, którą wersję T70 wybrać. W kropelce: Mimo, ze bas jest głośniejszy niż w części omawianych tutaj słuchawek jest najlepiej kontrolowany, ale równocześnie najbardziej trzymany w ryzach. Góra, nie tylko z racji charakterystyki pasma przenoszenia ale i przez szklistość i inne cechy sprawia wrażenie najbardziej obecnej, natomiast średnica jest raczej oddalona, na poziomie K550 (o ile można tu mówić o oddaleniu). Ogólnie dostajemy jasne, bardzo

16

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

techniczne, analitycznie grające, bardzo dobrze różnicujące, z bardzo dobrze kontrolowanym, ale trzymanym w ryzach basem i o neutralnej (bez pazura, bez drive’u, bez eteryczności) średnicy - granie na dobrze zdefiniowanej cylindrycznej przestrzeni i naprawdę dobra lokalizacją źródeł pozornych jak na słuchawki zamknięte. Polecam posłuchać przed zakupem. Amatorzy góry pasma mogą być zachwyceni, Ci którzy szukają słuchawek dostarczających fun, radość czy granie które można oceniać holistycznie, ale i analizować równocześnie mogą być zawiedzeni. Do tego ostatniego lepiej nadają się K701 i SRH940. Amatorzy zdecydowanych wycieczek w stronę grania z pazurem czy eterycznego w ogóle powinni nie zaprzątać sobie nimi głowy. To kompletnie nie są słuchawki dla nich. Warto dodać na jakim materiale muzycznym oceniałem T70. Nie będę podawał tacklisty bo nawet jej nie pamiętam ani opisywał na przykładzie konkretnych utworów – takie opisy jakoś nigdy do mnie nie przemawiały. Szufladkując słucham 3 grup muzyki (kolejność przypadkowa): jazz, elektronika i muzyka klasyczna. Szczególnie w muzyce akustycznej T70 sprawdzają się bardzo dobrze. Z jazzem bywa różnie – zależy jaki ten jazz. Czasem K701 i SRH940 ze swoją żywiołowością bardziej mnie wciągają a czasem wolę tą pięknie różnicowaną górę i świetne separowanie planów T70. Jeżeli komuś zależy na dociążeniu w klasyce powinien szukać gdzie indziej, jeżeli jednak na oddaniu niezabarwionego tembru i tekstury, separacji instrumentów – powinien być zadowolony. Potencjalne niedostatki w dociążeniu można kompensować na wiele sposobów. Są to jedne z nielicznych słuchawek, które wpadły w

moje ręce w jakich kontrola basu jest na tyle dobra iż po podbiciu go na dobrym parametrycznym equalizerze zachowuje on impakt i różnicowanie a faktycznie zwiększa się jedynie wrażenie objętości. Jest to utopia na SRH940 i K701 – w których bas jest prowadzony na tyle słabo, że jego equalizacja powoduje raczej zwiększenie wrażenia buczenia niż samej obecności i impaktu. W T70 jest inaczej – jeżeli tylko umiemy się posługiwać equalizerem i/lub limiterem. Co tu dużo mówić – wiele słuchawek z grupy entry-level lub niżej ma po prostu bas na tyle przeciętny że equalizacja częściej przynosi efekt w postaci uwypuklenia jego wad niż ten zamierzony przez użytkownika. Jaki system wybrałbym dla T70? Jeżeli ma być bez szaleństw na pewno lepszej klasy neutralnie grający DAC (bez ostrości ale i zapewniający odpowiedni poziom różnicowania materiału by słuchawki mogły rozwinąć skrzydła) i wzmacniacz OTL. Jeżeli budżet jest większy wtedy dobry wzmacniacz hybrydowy albo wysokiej klasy tranzystor. Obawiam się – oczywiście uogólniając – że przeciętne tranzystorowe wzmacniacze tak wypiorą przekaz z barw iż za mało zostanie dla bardzo dobrze różnicujących ten aspekt brzmienia słuchawek w efekcie czego przekaz będzie irytujący – sprawdzone empirycznie. Przeciętny OTL wypadnie moim zdaniem całościowo lepiej. Słowo na niedziele: Słuchawki dla audiofila, który wie już czego chce ale jest umiarkowany w swojej chorobie. Nie pcha się w hi-end ale znudził mu się już entry-level.

Autor: Fallow


T70 || Recenzje

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

17


DTX501p || Recenzje

Beyerdynamic DTX501p – test prawie porównawczy Jako użytkownik AKG K450 miałem ochotę na test modelu z podobnej półki cenowej oraz o podobnych parametrach i właściwościach użytkowych. Padło na Beyerdynamic DTX501p. Nieźle zabrzmiały też inne metalowe kawałki, których zwykle na słuchawkach dokanałowych nie słucham – nie brzmią dobrze - tutaj słuchało się ich z przyjemnością. Co do izolacji od otoczenia - nie jest idealna. Na ruchliwej ulicy, jeśli nie słuchamy muzyki głośno, część dźwięków się przebije. Mimo to izolacja Beyerdynamiców jest lepsza.

Dzięki uprzejmości MP3Store Łódź otrzymałem do testów słuchawki szacownej i znanej firmy Beyerdynamic – model DTX501p. Jako domowych używam kultowego modelu DT 770 Pro, więc tym chętniej chciałem spotkać się z ich przedstawicielem segmentu portable. Budowa Słuchawki dostajemy w białym pudełku, dość „oszczędnym” w porównaniu z moimi AKG K450. Mieści się w nim twardy pokrowiec w kształcie płaskiej muszli w kolorze czarnym, zamykany na zamek błyskawiczny. W mojej ocenie jest dość zgrabny i łatwiejszy do transportu niż gruby, pudełkowaty futerał AKG. Słuchawki składają się podobnie jak K450, których producent nazywa to 3DAxis. Pierwsze co rzuca się w oczy po wyjęciu DTX501p z futerału, to ich lekkość i filigranowość. Od strony głowy pałąk podszyty jest skórką, na górze widnieje logo firmy. Reszta pałąka to plastik. Złożone są większe niż K450, jednak to te ostatnie wyglądają solidniej - plastik sprawia wrażenie mocniejszego, mniej podatnego na uszkodzenia. Muszle nauszników utrzymywane są przez plastikowe widełki, przez co obracają się w obu osiach. Daje to pewną swobodę w umieszczeniu słuchawek na głowie. Pałąk już w stanie złożonym wygląda na spory, a można go znacznie rozszerzyć, będą więc pasowały także i na sporą głowę. Daje się je również bez specjalnych przeszkód założyć na czapkę z daszkiem oraz na niezbyt grubą czapkę zimową. Nie męczą zbytnio uszu, są wygodne i łatwe do dostosowania do gło-

18

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

wy co zawdzięcza lekkości materiałów i dociskowi do uszu. K450 mocniej ściskają. Kabel sygnałowy o długości 1,3m jest doprowadzony do lewej słuchawki. Jest zamontowany na stałe i zakończony kątowym wtykiem jack stereo 3,5 mm. Przewód jest dość solidny, czego nie można powiedzieć o odłączanym kabelku AKG. Beyery są słuchawkami 32ohmowymi, zamkniętymi. Brzmienie Słuchawki porównywałem z moimi AKG K450. Co zauważyłem od razu? DTX501P zagrały czysto i przestrzennie. Bas nie dominował nad resztą pasma, uderzał punktowo, nie za mocno. Dobrze słychać to w kawałkach elektronicznych – wybrałem takie, w których niskie uderzenia perkusji odgrywają ważną rolę. AKG K450 w ustawieniu EQ 0dB (czyli Normal) grały ciemniej, bardziej gęsto a ich „słynny” bas dominował nad resztą pasma. Muzyka była mniej swobodna, nieco zduszona. Przy tym samym ustawieniu głośności, K450 grały głośniej a DTX 501p ciszej. W Beyerach słyszałem ciut więcej szczegółów. Słuchając AKG zawsze mam odpowiednio ustawiony korektor, w którym zmniejszam wzmocnienie niskich częstotliwości i nieco podnoszę wzmocnienie wysokich tonów. W DTX 501p nie musiałem tego robić. Ewentualnie mogłem dodać trochę wzmocnienia basom, nie szkodziłoby to reszcie pasma i ogólnemu wrażeniu.

Beyerdynamic DTX 501p są bardzo podobne z wyglądu do Soundmagic P30. Słuchałem SM-ów jakiś czas temu jednak 501ki podobały mi się od pierwszego odsłuchu, podczas gdy P30 jakoś nie wzbudziły natychmiastowego entuzjazmu, choć przyznam, że również są to dobre słuchawki. Twardego pokrowca Soundmagic nie dodaje ;). Niestety nie mam ich w tej chwili, więc nie mogę bezpośrednio porównać. Ufając wrażeniom i uczuciom, wybrałbym jednak Beyery, chyba, że mniejsza kasa za SMy będzie dla kogoś ratunkiem. Podsumowanie Reasumując – niezłe słuchawki w swojej klasie. Wadą wydaje mi się filigranowa konstrukcja, jednak nie chciałem egzemplarza testowego doprowadzić do uszkodzenia (sprzęt traktuję ostrożnie i staram się by był bezpieczny). Jeżeli jednak skorzystamy z pokrowca, to możemy być o sprzęt spokojni. Muzycznie dostajemy w moim odczuciu równe pasmo, dźwięk czysty i przyjemny. Mogę polecić fanom elektroniki klasycznej i klasycznego metalu, rocka.


DTX501p || Recenzje DTX 501p - Specyfikacja: Słuchawki nauszne zamknięte przenośne Typ: dynamiczne Pasmo przenoszenia: 20-20.000 Hz Impedancja: 32 Ohm SPL (Sound pressure level) (1 kHz, 1 V RMS): 104 dB Moc maksymalna: 100mW Kabel połączeniowy: miedź OFC W zestawie futerał Rodzaj wtyku: mini jack 3.5mm, pozłacany Długość przewodu: 1,3 m Waga z przewodem: 120g Waga bez przewodu: 105g Mój sprzęt testowy to iPod 5.G z RockBoxem. EQ ustawiony na 0dB. Użyłem następującej muzyki: • Keller i Schonwalder – płyta „Concerts” CD 1, fragmenty • Klaus Schulze – płyta „Are You Sequenced?” CD 1, fragmenty • Kraftwerk – Płyta „The Mix” , utwór „The Robots” • Sisters of Mercy – utwory „Vision Thing” i „Temple of Love” • Accept – utwory „TV War” i „Screaming of the Love Bites” • Manowar – ‘Return of the Warlord” • Sabaton – ‘Lion from North” Większość to pliki FLAC 16/44, ewentualnie MP3 320 kbps .

Autor: Lord Rayden

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

19


HP100 || Recenzje

Sound Magic HP100 - Czyli jak ważny jest tor i jego spasowanie ze słuchawkami Sound Magic i jego produkty znajdują się w posiadaniu bardzo szerokiego grona osób i mają wielu zwolenników, ale firma znana jest głownie z produkcji małych słuchawek. Tym razem otrzymaliśmy duże słuchawki nauszne model HP100 – słuchawki ciągle modyfikowane zgodnie z sugestiami recenzentów i dystrybutorów. W tej chwili dostępna jest wersja trzecia i chyba ostateczna bo efekt końcowy jest satysfakcjonujący chyba większość. Kilka dni zbierałem się do napisania tego testu. Wszystko dlatego, że z każdej strony czytałem, że to naprawdę dobre słuchawki, a egzemplarz który otrzymałem grał do bani. Aż zdarzył się cud - Sound Magic zagrały. Zagrały na tyle dobrze, że nie ściągam ich z uszu od kilku godzin. A wszystko przez jednego posranego Chińczyka, który się wreszcie zlitował i wysłał mi moją ekspresową przesyłkę, wystawiając moją cierpliwość na raptem miesięczną próbę. Słuchawki otrzymałem z Mp3store z zapewnieniem, że są już wygrzane (tak, tak - wygrzewanie słuchawek to nie element AudioVoodoo), postanowiłem je więc od razu przetestować. Podejście nr1. - Dno, 3 kg mułu i tona wody na głową... W domciu podłączyłem słuchawki do wzmacniacza Black Pearl, zasilanego z DAC DIY zbudowanego przeze mnie z części i wg projektu z Audiophonics.fr, a opartego na układzie BurrBrown PCM1796. Pierwsze wrażenie było nieciekawe, nawet zastanawiałem się jak przekazać osobie odpowiedzialnej za ten produkt, że nie nadaje się on do sprzedaży. Dźwięk był fatalny, wyprany i matowy. Schowałem więc słuchawki celem wygrzania do szafy, podłączone do playerka. Poczekamy, zobaczymy. W tak zwanym międzyczasie postanowiłem dokończyć projekt zwany przeze mnie FCL, abym był z niego w pełni zadowolony. Do tegoż właśnie projektu, wspomniany wcześniej, mieszkaniec kraju środka, miał mi wysłać obudowę. Dlatego, w pewnym sensie, zmuszony byłem korzystać z Black Pearla jako jedynego wzmacniacza do mojego systemu. Na nim to właśnie próbowałem posłuchać HP100 - dopiero później okazało się jak wielkim było to błędem... Ale, żeby recenzji stało się za dość należy ją prawidłowo rozpocząć.. Słuchawki otrzymałem w białym kartoniku, w którym, dość nietypowo dla tej półki cenowej, znalazłem twardy pokrowiec. W pokrowcu informacja, że zostałem VIP dla Sound Magica,

20

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

ściereczka do polerowania słuchawek (mamo), adapter samolotowy, konwerter na dużego Jacka i karabińczyk. Ten ostatni nadal nie wiem do czego, ale na pewno zastosowanie znajdę. (do przymocowania pokrowca np. do plecaka – korektor). Wyposażenie, to coś co od razu przypadło mi do gustu (szczególnie ten futerał) i od dawna kombinowałem, jak tu się dobrać do tych słuchawek. Szczególnie, że egzemplarz, który do mnie trafił to już 3cia wersja (oznaczona nie wiedzieć czemu jako rev.2). Do tego pełnowy miarowe,

wokół uszne słuchawki, które są lekkie i dobrze przylegają do głowy i mamy coś co aż chce się zabrać na chodzenie po mieście. Samo wykonanie stoi na najwyższym poziomie. Nie jest to typowy chiński produkt. Ten jest zdecydowanie powyżej średniej. Pałąk obity skórą (imitacją ?), podbity miękką gąbką. Nauszniki podobnie. Wszystko wygodne i solidne. W tym miejscu należało by jeszcze wspomnieć, że słuchawki mają odchylane muszle, co wskazywałoby na grupę docelową (DJ). Dzięki temu, że i prawa i lewa się odchyla, mogą ich używać i lewo i prawo uszni didżeje.


HP100 || Recenzje Brzmienie, a więc środek początku końca Po niezwykle traumatycznych przeżyciach z Chińczykami, poskładaniu do kupy (znaczy w całość a nie do tego... no wiecie czego) Fat Cube Lineara (kurde jak to zajebiście brzmi), postanowiłem coś zmienić w swoim audio-nie-filskim żywocie. Mianowicie, uznałem, że skoro tyle osób opowiada mi jakie to K550 są słabe, należy sprawdzić dlaczego polecane przez wszystkich Shure 940 czy takie Ultrasone Pro 900 są od nich lepsze (tak, ja dzielę słuchawki przede wszystkim na zamknięte i otwarte, więc to dla mnie ta sama konkurencja). Podłączyłem najpierw Pro 900, jako, że byłem (zauważcie to słowo) nimi mocno zainteresowany. Widząc w nich następcę swoich K550, założyłem je na głowę i ... od razu zdjąłem. Góra (a raczej jej ilość jest nie do przyjęcia). Wysokie tony mnie po prostu zabiły. Wrócę do nich na emeryturze, wtedy i tak nie będę nic słyszał, więc mnie nie zabiją (hint dla Grado-fanów - jeśli uważacie, że Wasze słuchawki czyhają na wasz słuch i chcą was zabić wysokimi, to polecam sprawdzić Pro 900). Następnie zabrałem się za Shure, które okazały się być całkiem przyzwoitymi słuchafonami, ale bez fajerwerków. Ot dokładnie to czego można szukać do słuchania czegokolwiek. Ale mam wrażenie, że zanudził bym się z nimi na śmierć, a że młodym jeszcze i nie spieszno mi umierać, to nie o nich dzisiaj piszę. Jak już myślałem, że z poszukiwania następcy dla K550 będą nici, przypomniałem sobie o leżących na dnie szafy, wygrzewających się HP-100. Podłączyłem je najpierw do Perły i skrzywiłem się wspominając pierwsze podejście. No nic, znaczy one tak grają i nic z tego nie będzie. Ale po zmianie toru na niezawodny projekt Lehmanna,

zmieniłem zdanie diametralnie. Jak widać z tego przykładu, Perła nie jest dla wszystkich i nie dla każdych słuchawek. Niestety nie jest też uber-ampem, nad czym ubolewam, bo bardzo mi się podoba. No dobra, ale piszemy o słuchawkach, a nie moich zawodach miłosnych. Także do meritum, biegusiem. Słuchawki HP-100 są zdecydowanie ciepłe, i zdecydowanie jasne. Idealne połączenie wg mojej prywatnej oceny. Jeśli w Shure scena nam się kreuje przed twarzą a w K550 z boków i od frontu, to w HP-100 mamy wrażenie, że zrobiliśmy krok na przód. Dźwięk nas otacza (dosłownie), ale nie jest to granie spod czaszki, tylko bardzo kulturalne i harmonijne prezentowane z wewnątrz wydarzeń. Bas: Zdecydowanie wybija się na tle pozostałych częstotliwości, ale nie koniecznie ilością, a na pewno jakością i fakturą. Jest równocześnie miękki i twardy, przy popisach perkusyjnych mamy wrażenie przebywania bezpośrednio przed centralą. Bas równocześnie kopie i masuje. Ale masuje plecy i jest to doznanie fizyczne. Średnie: Kolejne zaskoczenie, bo skoro jest tyle basu, to średnica powinna być schowana, ale nic z tego. Saksofon czy wokale idealnie blisko i intymnie, perfekcyjne wybrzmiewanie gitar basowych, pięknie oddane pianino, instrumenty smyczkowe. Bajka i poezja.

w które miejsce uderzył perkusista używając crasha. Najlepsze jest to, że nie są ostre, za to super wyraźne. Słuchać się chce. Muszę przyznać, że dawno mnie tak słuchawki nie zachwyciły - ostatnio HiFimany HE -5LE, które są moim ideałem słuchawek otwartych. Dzisiaj HP-100 dołączyły jako aktualny ideał słuchawek zamkniętych, bardzo zbliżony w brzmieniu do planarnych słuchawek Podsumowanie także wreszcie mamy koniec początku środka. No i co by to napisać? Może to, że już są moje? Tak, po napisaniu recenzji, postanowiłem je kupić. Na szczęście bazuję na tym co lubię i nie patrzę do końca na cenę. Dlatego w swojej kolekcji słuchawek mam kilka egzemplarzy, które uchodzą za egzotykę i fanaberię zakupową... SPECYFIKACJA: • Przetwornik: Dynamiczny 53mm z neodymowym magnesem • Pasmo przenoszenia : 10Hz~30KHz| • Impedancja : 32 ± 10% Ω • Skuteczność : 95 ± 3 dB at 1KHz/mW • Mac. Moc Wejsciowa: 100W • Długość kabla: 1.2 m • Wtyk : stereo 3,5 mm pozłacany (+przejściówka na 6,3mm) • Waga : 288g

Autor: Fatso

Wysokie: Nie ma koca, nie ma wycofania, nie ma sybilizacji, za to są pełne i pięknie brzmiące talerze, super zaakcentowana gra na perkusji, rimshot jest bardzo wyraźny. Tak samo jak łatwość określenia

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

21


Fidelio L1 || Recenzje

Philips Fidelio L1 Poniższy tekst nie ma aspiracji do bycia tzw. audiofilską recenzją, bo czy zdrowy na umyśle homo sapiens usiłuje pisać recenzje pralki albo odtwarzacza blue-ray przybierające w przypadku audiofilów niejednokrotnie formę rozbudowanych, napuszonych elukubracji o ładunku emocjonalnym na miarę epopei lub poematu? Sądzę, że nie jest to najzdrowsze podejście, jest w życiu wiele ważniejszych spraw niż masturbacja nad urządzeniami elektronicznymi takimi czy innymi, bez względu na to, jak doskonałe by były i do czego by nie służyły. Poprzestańmy zatem na zgrubnym i surowym opisie tego, czego możemy się spodziewać po zakupie – w tym wypadku – sympatycznych holenderskich słuchawek, opisie, jakże by inaczej, w całej rozciągłości subiektywnym, lecz powodowanym niemałą motywacją, bowiem firma Philips wypuściła na rynek produkt bardzo zaskakujący – półotwarte słuchawki hi-fi o oryginalnej i umiejętnie pomyślanej nazwie Fidelio L1 i takiej też konstrukcji. Na czym polega owo zaskoczenie? O tym za chwilę. urządzeń marki Apple, gniazdo łączące asymetryczny kabel z jego przedłużką znajduje się w odległości ok. 10 cm od lewej muszli. Pozwala to na swobodny tuning kablowy, dla tych, co wierzą w tego rodzaju zabiegi. Moim zdaniem wymiana kabla daje słyszalną zmianę, ocena tej zmiany jest już kwestią gustu. Wtyki i gniazdo jack do przedłużki są dostojnie i elegancko metalowe i matowe.

Aparycja, komfort użytkowania i jakość wykonania Nie chcę się rozwodzić na tym zagadnieniem, gdyż każdy kto będzie dzierżył w ręku lub nosił na głowie te słuchawki wyrobi sobie swoją opinię. Dla mnie omawiane słuchawki Philipsa są wykonane pomnikowo, konstrukcja jest oparta o trzy rodzaje surowców: stal lub stopy metali lekkich, skóra bydlęca i bakelit. Szkielet pałąka, jego elementy nośne wykonane są z proszkowanego aluminium, wnętrze pałąka i części mocujące mechanizm regulacji obwodu ze stali INOX, zewnętrzne obszycie kabłąka pokryto wzmacniającym, bardzo grubym pasem skóry z wytłoczonym logo marki, a muszle przetworników odlano z bakelitu. Całość złożono niezwykle solidnie poprzez skręcenie śrubami. Kabel dostarczający prąd do przetworników zamknięto w poliestrowym oplocie, co z pewnością lepiej chroni go przed wpływem czynników mechanicznych niż miękki kauczuk. Gwoli ścisłości, kable są dwa, dość krótkie, bodajże metrowe, wymienne na mały jack, jeden, jak to obecnie powszechne – dedykowany do urządzeń

22

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

Podsumowując ten opis, produkt jest wykonany wzorcowo, sprawia wrażenie bardzo trwałego i taki jest w istocie, żeby oddać to dobitniej i bardziej lakonicznie: śmiało mogę napisać, że jest to ten sam pułap jakościowy, który obecnie możemy spotkać u niemieckiego Beyerdynamika na poziomie cenowym rzędu 4 tys. zł. Sennheiser za 4,5 tys. zł w modelu HD800 w relacji do Philipsów Fidelio L1 daje plamę w formie tandetnego, lakierowanego plastiku. Do ogólnej ergonomii i logiki samej konstrukcji Fidelio L1 mam wszak dwa zastrzeżenia: uroczo wyglądające kable „telefoniczne” prowadzące sygnał z jednej muszli do drugiej, dociskane w toku użytkowania przez muszle, ocierają się o ostrą krawędź metalowego pałąka, co z czasem skutkuje wystrzępieniem się gustownego skądinąd oplotu. Rozwiązaniem tego problemu jest przyklejenie silikonowej nóżki od wewnętrznej strony pałąka, która pełni rolę dystansu między muszlą a pałąkiem i nie pozwala podczas ruchu muszli w obręczy dociskać kabla do rzeczonej krawędzi. Rozwiązanie sprawdza się wybornie, ale o czymś takim powinien pomyśleć producent. Jak widać, zapomniał. Krecha!

Drugą wpadkę zalicza Philips za początkową ergonomię słuchawek. Słuchawki, świeżo wypakowane z pudełka są po prostu niewygodne. W głównej mierze zastrzeżenie to dotyczy nacisku wywieranego przez muszle na głowę za sprawą dużej sztywności pałąka. Problem ten można rozwiązać poprzez jego rozciągnięcie, który będąc profilem stalowym odznacza się dużą plastyką i odpornością. Zabieg ten zajmuje dosłownie chwilę i odnosi trwały skutek. Pady ze sztucznej skóry są bardzo miękkie i wygodne, materiał jest

wysokogatunkowy, nie za gruby, ale i nie pergaminowy jak bywało to niegdyś w wielu, nawet drogich, słuchawkach, ponadto gąbki padów nie odkształcają się z upływem czasu, co wróży im długowieczność. Ostatnia, marginalna już uwaga tyczy się smaru wydostającego się spomiędzy przegubu łączącego obręcz muszli z pałąkiem. Niby drobiazg, ale musimy pamiętać, że nasz nowy nabytek może nam spłatać figla, gdy po wyregulowaniu i założeniu na głowę, przyjrzymy się naszym dłoniom wyglądającym niczym dłonie mechanika samochodowego w godzinach pracy. Oczywiste, że metalowe elementy poruszające się względem siebie muszą być przesmarowane aby uniknąć nieprzyjemnych doznań akustycznych, ale można było zastosować inny smar lub inną, szczelniejszą tulejkę przegubu. Jednym słowem - mała wpadka.


Fidelio L1 || Recenzje Dźwięk Jeśli kogoś interesuje, jak mi się słuchało muzyki na słuchawkach Fidelio L1, jakie były moje doznania, wrażenia, przemyślenia, emocje, to zachęcam do przeczytania kilku poniższych zdań. Główny asumpt do napisania tego tekstu wziął się stąd, iż po zakupie tych słuchawek i podłączeniu ich do różnych urządzeń odebrałem je jako zupełnie przeciętne, jeśli nie indukujące co najwyżej specyficzne wrażenia słuchowe. Posługując się metafizyczną terminologią audiofilską i jej mglistymi pojęciami – Fidelio L1 zrazu wydały się pluszowo-budyniowe z mocno przeholowanym basem. Przy czym podstawa basowa była dokładna, ale objętościowo nie do przyjęcia. Środek definiował na nowo termin „koloryzacja”, a góra grała na swoją manierę – na każdej płycie i na każdym sprzęcie źródłowym tak samo. Odwzorowanie stereofonii było co prawda niezłe, ale na tle np. posiadanych wówczas AKG K550, z pewnością nie imponowało. Zwyczajowo pozostawiłem słuchawki do tzw. wygrzania. Grały sobie swobodnie przez zalecane w świecie audio-podekscytowanych 100h. Poprawa była wyraźna, ale nadal nie było to brzmienie, mogące się mierzyć z K550, które kosztowały przecież te same pieniądze. Słowem – rewelacji nie było, a wręcz przeciwnie – ciemne i słodkie słuchawki na poziomie np. AKG K518DJ, z lepszym wykonaniem i bardziej plebejskim rodowodem, przywodzącym na myśl prędzej skojarzenia ze sprzętem kuchennym niż z hi-fi. Niby nic takiego się nie stało, ale za ówczesną cenę Fidelio L1 można by kupić sporo ciekawszy sprzęt. Nic dziwnego, że grymas zawodu rysował się na mojej twarzy, gdy miałem w biurze pod ręką tylko te Philipsy i wolną chwilę by posłuchać muzyki. Pozostawiłem je zatem grające z komputera w firmie na wieczne zapomnienie, być może licząc na to, że nuż przetwornik tego nie wytrzyma i wymienię te gustowne, acz kiepsko, bo budyniowo grające nauszniki np. na niezłą golarkę tejże marki. Po ok. 150 h grania, podłączyłem L1 bodajże do telefonu i znów, w tamtej chwili wydały mi się lepsze niż poprzednio, bardziej przejrzyste. Nie mogłem wykluczyć, że to adaptacja mojego słuchu do tej ich misiowatej prezentacji, po odsłuchaniu kilku albumów, ponownie z ulgą wróciłem do AKG K550 i K701. Tymczasem po 200h ciągłego grania w Fidelio ktoś otworzył okna i przewietrzył tę zadymioną spelunkę, w której sączył się dotąd cokolwiek mdły spektakl muzyczny. Nabierałem nadziei, mając jednak solidny dystans powiązany z podejrzeniem, że to tylko moje przyzwyczajenie do tego typu zbyt gęstego i basowego brzmienia. Fidelio grały sobie jednak dalej, tym razem już na sprzęcie stacjonarnym, co przekładało się również na fakt, iż dostawały więcej prądu i jeśli to granie miało coś w nich zmienić, to w tych okolicznościach, nastąpi to z większym prawdopodobieństwem. Przez dłuższy czas nie słuchałem na nich muzyki, a ponieważ K550 grały świetnie ze

ze sprzętu portable, więc Fidelio napędzanych z zestawu domowego nawet nie sprawdzałem, nie odłączałem, ani nie porównywałem. Bodaj w okolicy któregoś weekendu włożyłem je na głowę chcąc zrobić coś na komputerze. I ponownie sprawiały wrażenie jeszcze bardziej klarownych niż poprzednio. Tym razem słuchało się na nich całkiem przyjemnie, soprany i środek były wręcz ujmujące, ale bas nadal był nieco przeskalowany, choć precyzyjny. A ponieważ w tamtej chwili miałem sporo pracy na komputerze, tak sobie słuchałem aż do późna…i wtem, po krótkiej przerwie na posiłek, powróciłem do słuchania na Fidelio L1. Stała się rzecz dziwna, środek jakby się otworzył, zniknęła dziwna, subiektywna dziura w tym paśmie, pojawiła się dolna średnica, a przełom środka i góry przestał być jedyną rzucającą się w ucho rzeczą występującą zaraz po basowych popisach. Bas nabrał dyscypliny, a jego tkanka straciła na wadze. Przestrzeń stereo znacząco się poszerzyła.

trzeba zaznaczyć, że takie modele AKG jak K701 czy K550 są pod tym względem lepsze.

Kilka moich wrażeń o brzmieniu słuchawek po ww. metamorfozie. Fidelio L1 grają zdecydowanie ciemno na tle takich słuchawek jak Beyerdynamic T1, DT880, T90 czy AKG K701 oraz K550, są za to jaśniejsze od Sennheiserów HD650 jak i Momentum. Jednakże brak w ich prezentacji substratów słodzących, koloryzujących. Góra jest bardzo rozdzielcza, ale nie natarczywa, wszystkie smaczki i detale są znakomicie oddane, ale nie ofensywne. Jest to kultura brzmienia bardzo wysokiej próby, a zróżnicowanie dźwięków w tym paśmie jest lepsze niż w K550. Środek jest fantastycznie odwzorowany, z delikatnym akcentem w okolicach 4kHz, co podkreśla w oficjalnych materiałach sam producent. Wokale są neutralne i imponująco wyodrębnione z tła. Bogactwo tego zakresu jest minimalnie mniejsze niż w mistrzowskich w tym aspekcie K550, ale niektóre albumy mogą się bardziej wielu słuchaczom podobać na Fidelio L1. To, co w Philipsach ujmuje, albo wręcz imponuje, to bas o niespotykanej precyzji w relacji do siły i dynamiki. Uderzenie jest przepotężne z naciskiem na niski bas i klarownością w obrębie wysokiego basu. Słuchawki te z każdego nagrania wydobędą bas taki, jak to tylko możliwe, bez popadania w przesadę, karykaturę. Nie jest to więc sprzęt typu basshead-nirwana, a raczej słuchawki z wybitnie oddanym dołem przy zachowaniu kultury i dużej dawki neutralności. Stereofonię odbieram na tych słuchawkach jako zdecydowanie ponad przeciętną, słuchawki pięknie rozbudowują plany w głąb i bardzo dystynktywnie różnicują źródła oraz nagrania pod tym kątem. Separacja źródeł pozornych jest również bardzo dobra, choć uczciwie

(napędu relatywnie do T1, bo w lidze słuchawek portale są raczej wymagające, zwłaszcza w porównaniu do K550).

Jeśli chodzi o rozdzielczość i ogólną klasę brzmienia rozumianą jako poziom realizmu, to Fidelio L1 wg mnie lokują się w ścisłej czołówce słuchawek, jakie zadebiutowały na rynku w ostatnich latach bez względu na pułap cenowy, co jest kolejnym potwierdzeniem faktu, iż polityka cenowa całej branży audio to amalgamat marketingu i fantazji producentów, a nie technologii czy odzwierciedlenie jakości samego produktu. Wracając do porównań - L1 od AKG K550 są lepsze w kontekście muzykalności, a od K701 jeśli o dynamikę, stąd też pobyłem się tych drugich. Beyerdynamiki ogólnie nie są w moim guście, ale z pewnością przy kosztujących fortunę T1, Fidelio L1 nie mają się czego wstydzić, ba, prezentują podobny poziom realizmu, przy zachowaniu wielokrotnie wyższej kultury brzmienia połączonej z łatwością

Podsumowanie Podsumowując sprawę lapidarnie i treściwie: Fidelio L1 są znakomite, wierne, ciemne i kulturalne. Mają świetnie oddany bas z wybitnym kickiem i drajwem. Wokaliza jest wzorcowa, a stereofonia lokuje się ponad przeciętnej. Dla osób ceniących te cechy w odbiorze nagrań muzycznych, moim zdaniem, będą wyjątkowo trafnym wyborem. Dane techniczne: • Pasmo przenoszenia: 12–25 000 Hz • Impedancja: 26 omów • Czułość: 105 dB • Maksymalna moc wejściowa: 200 mW • Zniekształcenia: < 0,1% THD • Średnica głośnika: 40 mm

Autor: Rolandsinger

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

23


ANC9 || Recenzje

ATH-ANC9 - lekarstwo na hałas Żyjemy w coraz większym hałasie. Cywilizacyjny zgiełk, rodzina nad głowie, w pracy dużo ludzi. Jak tutaj słuchać muzyki w spokoju? Coraz bardziej popularne stają się modele słuchawek z redukcją dźwięków otoczenia. Audio Technica ATH-ANC9 to jedna z takich propozycji. Firma Audio Technica jest znana nie tylko wtajemniczonym. To dobra marka z Kraju Kwitnącej Wiśni – Japonii. Najbardziej znane i popularne modele to SJ55 i M50. W obu przypadkach są to modele prawie doskonałe w swoich kategoriach cenowych. Dziś zajmiemy się modelem ATH – ANC9 wyróżniającym się układem aktywnej redukcji hałasu. Opakowanie i budowa Pudełko nie wyróżnia się niczym szczególnym. Od takie białe schludne z grafiką słuchawek . Jednak każdy kto to kupuje to na pewno wie czego chce, więc nie kieruje się reklamą na pudełku. Natomiast sam zestaw w środku jest obiecujący. Sztywny futerał wypełniony w środku podobną do aksamitu wyściółką. W nim znajdziemy dwa kable, jeden wyposażony w mikrofon i pilot. Przejściówka samolotowa, nakrętka na małego jacka 3,5mm, bateryjka. Przy tej cenie to wręcz zobowiązuje i było by wielkim nietaktem nie dawać takiego zestawu. Same słuchawki są wielkości pozwalającej nam nie przejmować się opinią innych ludzi na ulicy czy w biurze. Jest to budowa zamknięta, gdzie moje uszy (a mam spore) mieściły się w środku bez problemu. Poduszki są wykonane z eko-skóry bardzo miłej w dotyku. Same muszle i pałąk natomiast są wykonane z plastiku pokrytego czymś na podobieństwo gumy. Powoduje to, że słuchawki nie rysują się, nie zostawiamy na nich śladów. Mam wrażenie że środek pałąka jest metalowy. Waga dodatkowo na to wskazuje. Na lewej muszli znajdziemy przycisk pozwalający nam

zmieniać profile, o których później wspomnę. Kabel jest dobrej jakości, nie jest za gruby, ani za cienki. Pilot dobrze działa i nie ma problemu z obsługą. Użytkowanie i dźwięk Słuchawki są wygodne, nie cisną po dłuższym czasie. Potliwość naszych uszu jest umiarkowana. Przycisk który znajdziemy na jednej z muszli służy nam do wyboru trybu „wygłuszania” otoczenia. Gdy wybierzemy tryb „biuro”, to aktywna redukcja stara się odciąć z zewnątrz dźwięki typowe dla klawiatury, mowy ludzkiej czy poruszania się ludzi. Analogicznie działa tryb dla lotniska i inne. Ze wszystkich tych możliwości, najbardziej dla mnie efektywny była opcja biurowa. Oczywiście takie aktywne oddziaływanie musi pożerać energię. Niestety nie jestem w stanie określić na ile wystarcza bateria w środku. Słuchałem na nich przez tydzień-półtora po parę godzin dziennie i wszystko było z nimi w porządku. Co do samego dźwięku, jeśli mamy nieaktywną funkcje tłumienia to słuchawki brzmią bardzo płasko i bez życia... Zachowują się jakbyśmy wysoko-ohmowe słuchawki ze słabą skutecznością podłączyli do Sansy Clip. Wszystko jest strasznie ciche, gra niewiadomo dla kogo i dlaczego. Natomiast po aktywacji otrzymujemy zupełnie inne słuchawki. Bas jest najwyższej próby, nie ustępuje temu z M50 – tek. Jest go sporo, ale jest dobrze kontrolowany i nie męczący. Średnica jest szczegółowa, wokale są miłe dla ucha. Mam zastrzeżenia jedynie do tych damskich. Czasami są zbyt nachalne i syczące. O dziwo, efekt ten nie występuję

przy gitarach czy innych instrumentach opierających się tak jak mowa ludzka na podobnej częstotliwości. Scena jest sporych rozmiarów jak na zamknięty typ konstrukcji. Byłem zaskoczony wręcz jej holografią i wielkością. Natomiast sam wokal jest blisko, reszta tak jakby chowała się gdzieś za wokalistą/ką. Wysokich nie jest aż tak dużo, jak bym chciał. Owszem, są w umiarkowanej ilości, jednak ich jakość nie jest najwyższych lotów. Nie są to może AKG K701, czy Sennheiser HD600, choć cena stawia je na równi z tymi modelami. Spodziewałem się więcej. Podsumowanie Z jednej strony są to słuchawki świetne, bardzo ładnie grające, wygodne oraz naprawdę pozwalające ograniczyć hałas otoczenia, a po drugiej stronie jest cena: ponad 1100zł. Gdyby cena tych „japończyków” była podobna do tej w USA lub Japonii, czyli po przeliczeniu poniżej 800 zł, polecałbym je każdemu. Niestety w „polskiej” cenie zostaną ciekawostką dla nielicznych. Szkoda, bo warto z nimi się zapoznać. Specyfikacja: • Type: Active noise-cancelling • Driver Diameter: 40 mm • Frequency Response: 10 - 25,000 Hz • Quietpoint® Active Noise Reduction : • Mode 1: Up to 30 dB • Mode 2: Up to 30 dB • Mode 3: Up to 20 dB • Sensitivity: 100 dB • Impedance: 100 ohms • Battery: AAA • Battery Life: • Up to 35 Hours (Lithium), • Up to 25 Hours (Alkaline), • Up to 20 Hours (Rechargeable)** • Weight: 220 g (7.8 oz), without cable and battery Cable: • Detachable 1.2 m (3.9’) cable with 3.5 mm (1/8”) stereo mini-plugs; • Detachable 1.2 m (3.9’) cable with inline control/ microphone and 3.5 mm (1/8”) stereo mini-plugs • Connector: 3.5 mm (1/8”) • Accessories Included: 6.3 mm (1/4”) stereo adapter; airline adapter; AAA battery; • Carrying case

Autor: Robert Kruk Foto: Robert Kruk 24

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM


Temat || Dział

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

25


C750H || Recenzje

Cresyn C750H - Demon w owczej skórze Cresyn systematycznie poszerza swoją ofertę o produkty kierowane do coraz to bardziej wymagającego klienta. I warto tutaj naznaczyć, że z modelu na model wychodzi mu to coraz lepiej. Dzięki uprzejmości firmy MIP miałem możliwość jako jeden z pierwszych przetestować nowe słuchawki nauszne C750H. jedną lub w drugą stronę nie jest kwestią milimetra. Nie przeszkadza to w żadnym stopniu w trakcie słuchania. Nie ma żadnych trzasków ani przeskoków. Po prostu jest bliżej nie określony luz, który może irytować ale też nie musi jeśli nie będziemy pamiętać o tym, że on tam po prostu jest. Przetwornik użyty w tych słuchawkach został nazwany przez Cresyna jako „Studio Grade”. Co to oznacza? W sumie nic bo to tylko nazwa marketingowa. Przejdźmy jednak dalej spoglądając na parametry jakie on niby posiada. Maksymalna moc 1,000 mW. O kurcze. Robi się naprawdę ciekawie. Czułość 105 dB/mW. Zakres od 20 Hz ~ 20 kHz. I w tym momencie pojawia się słowo – HEREZJE. Ale, ale spokojnie! Uwierzcie albo nie. Może pasmo nie jest takie jak podaje producent ale samym słuchawkom jeśli chodzi o SQ NICZEGO nie brakuje. Recenzja nie będzie przegadana. Chcę skupić się maksymalnie na konkretach, które mogą zachęcić was do zakupu tych słuchawek. Czy warto dokonać takiego zakupu? Napiszę wprost: Tak. To może być dla Was najlepiej wydane 300 zł w ostatnim czasie. Bluźnierstwo? A co mi tam. Wolność słowa niech zawita pod strzechy. Co tam w trawie piszczy Słuchawki są dostarczane w bardzo eleganckim opakowaniu. Jego wykonanie jest minimalistyczne jeśli chodzi o projekt graficzny. W mojej ocenie prezentują się naprawdę wybornie. Biel połączona z pomarańczą (dwa kolory!) + zdjęcia samej gwiazdy tej recenzji. Czytelnie, bez wiejskiej fuszerki i dziecinnej kolorowanki. Opakowanie zachęca do sprawdzenia jego zawartości a to w marketingu kluczowa cecha produktu, który jakby nie patrzeć ma się sprzedawać. Opakowanie posiada przeźroczyste okno w którym widać jedną z słuchawek. W środku oprócz samych słuchawek znajdują się również kable, odłączane. Jeden to zwykły kabel Jack/Jack. Drugi posiada dodatkowo pilot do sterowania telefonem. Oprócz tego słuchawki posiadają dwa wejścia na kabel zarówno w lewej jak i prawej słuchawce. Trochę dziwne, że w środku nie było żadnej instrukcji, jakieś małej ściereczki z mikrofibry lub innego delikatnego materiału nie wspominając już o braku samego woreczka/etui na same słuchawki. Trochę szkoda, że producent nie przyłożył się lepiej do wyposażenia tych słuchawek. O braku przejściówki na dużego jacka już nie wspomnę

26

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

Konstrukcja godna transformersa Przejdźmy do słuchawek, które są po prostu wykonane K A P I T A L N I E. Jeśli miałbym wystawić im ocenę za sam wygląd od razu bym im przyznał najwyższą ocenę. Biel została zestawiona z kolorem szarym oraz srebrnym. Błyszczące fragmenty kontrastują się z matowymi. Dawno nie miałem tak świetnie spasowanych i wykonanych słuchawek na swojej głowie i w rękach. Nic nie trzeszczy, regulacja pałąka jest bardzo płynna. Same słuchawki są naprawdę bardzo kompaktowe. Nie czujemy się jakbyśmy pracowali przy obsłudze stacji radarowej z czasów II lub nawet lepiej I Wojny Światowej. W tak małej obudowie producentowi udało się upchnąć naprawdę solidne serce w postaci 40 mm przetwornika o naprawdę zadziwiająco dobrej jakości reprodukcji dźwięku. Ale o tym w dalszej części recenzji. Zostańmy jeszcze przy wykonaniu. Kabel słuchawek jest krótki – prasowania na tym nie zrobimy a i powiesić się na nim byłoby ciężko nawet Chuckowi Norrisowi. Sprawia wrażenie solidnego i sztywnego. Co istotne nie przenosi w żadnym stopniu efektu drgań z ubrania. Same słuchawki bardzo mocno przylegają do uszu. Jest to konstrukcja zamknięta, która częściowo izoluje dźwięk z otoczenia. Nie jest to poziom izolacji znany z słuchawek dokanałowych ale muszę przyznać bez bicia, że jak na taką konstrukcję jest naprawdę bardzo dobrze. Aby jako całość nie było tak dobrze, bo jak wiemy nie ma produktu idealnego jest pewien problem. Na kablu po jego włożeniu do słuchawek pojawiają się luzy przy wtyczce. Luz o tyle dziwny, że jest on wyczuwalny a sam skok a raczej wychył w jedną lub w

Z czym to się je Słuchawki testowałem na dwóch urządzeniach (Motorola RAZR XT910, Asus Xonar DX) na czystym EQ po 60h wygrzania. Na tyle pozwoliły mi warunki oraz dostępny czas a nie chciałem ich blokować na zbyt długi czas. Wiadomo, lista chętnych do ich przetestowania zapewne jest lub po tej recenzji będzie bardzo długa. Muzyka była odsłuchiwana przy 70% głośności. Pierwsze co przykuło moją uwagę jest naprawdę imponująca dynamika. Jeśli weźmiemy pod uwagę jak małe są to szkraby (wielkością przypominają Monster Beats by dr Dree) to naprawdę będziemy mieć duży problem aby się od nich potem odkleić. Już nie wspomnę o tym, że jeśli chodzi o samą dynamikę to stoi ona na lepszym poziomie niż w przypadku Monsterów. A to już powinno być traktowane jako olbrzymi plus biorąc pod uwagę koszt samych Monsterów.


C750H || Recenzje Nie miałem żadnych problemów aby je napędzić. 70% głośności zarówno przy RAZR jak i XONARZE to była naprawdę solidna porcja głośności po przekroczeniu, której słuchanie po prostu było męczące. Słuchawki nie mają żadnego problemu również z jakością dźwięku jeśli weźmiemy pod uwagę zakres głośności to całościowo słuchawki powoduję po prostu opad szczęki. Nawet na 100% głośności dźwięk jest czysty i wyjątkowo dobrze zbalansowany w zakresie wszystkich 3 głównych pasm. Brawo dla Cresyna! Nie spodziewałem się tego co usłyszałem. Jeśli słuchając ulubionych kawałków czujemy gęsią skórkę albo lepiej przeszywające po plecach delikatne mrowienie to znaczy, że to jest właśnie to. Ja znalazłem swoją nową miłość na najbliższe miesiące a może nawet i lata. Słuchawki grają bardzo równym pasmem. Nie brakuje tutaj tak naprawdę niczego! Mamy bardzo dobrze naznaczony szczegółowy i dynamiczny bas, świetną, nie zlewającą się się średnicę oraz wysokie tony, które uzupełniają całość. Nie uświadczyłem efektu sybilizacji, a słuchanie muzyki nawet po kilku godzinach nie było w żadnym stopniu męczące. Naprawdę chciałbym się do czegoś dowalić nawet na siłę jeśli chodzi o SQ, ale nie mogę. Scena jest wyjątkowo szeroka, a sama separacja instrumentów stoi na najwyższym poziomie. Nic się nie zlewa! Byłem i nadal jestem w dużym szoku jak to możliwe, że tak małe słuchawki są w stanie reprodukować dźwięk o takiej jakości!. Wiem, że zaraz znajdą się osoby, które zaczną negować moją opinie. Oczywiście mają oni do tego prawo pod jednym tylko warunkiem. Że będą to robić w przypadku jeśli miały z nimi styczność. W innym przypadku będę to traktował jako „haters gona hate”. Sorry ale trzeba być naprawdę złośliwym aby nie docenić tego produktu pod kątem jakości reprodukowanego dźwięku. Cresyny idealnie sprawdzą się w dosłownie każdym gatunku muzyki. Pokarzą prawdziwy pazur w wszelkiej maści muzyce elektronicznej oraz rockowej, rnb, soul i jazz. Przesłuchałem na nich dobre kilkadziesiąt godzin i cały czas miałem uśmiech na twarzy.

Dlaczego warto? Cresyn na przestrzeni 2 lat od kiedy obserwuję tą markę odwalił tytaniczną wręcz robotę aby dojść do tego miejsca w którym jest obecnie. Ich każdy nowy produkt zaskakuje systematycznym progressem i uczeniem się na własnych błędach. Za tym również idzie ciągłą poprawa jakości, coraz to lepsze i bardziej przemyślana projekty opakowań. Do ideału troszeczkę im brakuje ze względu na bardzo ubogie wyposażenie (czyli jego brak) oraz luzy w wtyczkach do kabla jack. Gdybym je oceniał tylko pod względem jakości brzmienia oraz samego wykonania (pomijając problemy z wtykami) dałbym im maksymalną note. Po prostu one na to zasługują. Są urzekające, wyjątkowo lekkie, a swoją dynamiką i SQ zawstydzają znacznie droższe konstrukcję. Jeśli te słuchawki będą faktycznie kosztowały poniżej 300 zł to szykuje nam się prawdziwy sklepowy hit. Ludzie muszą tylko zaufać samej marce. One naprawdę tak grają jak tutaj to jest opisane. Nie jedną osobę wprowadziły w stan osłupienia i ogłupienia z solidnym opadem szczęki więc to nie może być przypadek. Nawet mój mentor z pracy, z którym nieraz rozmawiamy po kilka godzin o tym co byśmy chcieli, a nie możemy stwierdził ostatnio, że chyba je kupi (a jest to osoba, która ma w swoim domu tony elektroniki i naprawdę na tym się zna).

Polecam ten model każdej osobie, która dużo przebywa na powietrzu ale również słucha muzyki podczas pracy na komputerze. Idealnie izolują od otoczenia pozwalając się skupić na radości płynącej z słuchania swojej ulubionej muzyki. Monstery zostały zjedzone, wyplute i zdeptane. SPECYFIKACJA: • Model: CRESYN C750H • Typ konstrukcji: Zamknięty • Przetwornik: elektrodynamiczny, klasa studio, 40mm • Zakres częstotliwości: 20 - 20,000 Hz • Impedancja: 32 Ohm +/- 15% • Skuteczność: 105dB/mW • Maks. moc wejściowa: 1,000 mW • Długość kabla: 1.2 m • Wyjście: wtyk stereo 3,5 mm • Waga: 170g bez kabla W ZESTAWIE: • Słuchawki Cresyn C750H black • Kabel audio • Kabel z mikrofonem

Autor: Duran

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

27


MS300 || Recenzje

Phiaton MS300 Od jakiegoś czasu w sklepie mp3store można zobaczyć kilka nowych modeli pewnej egzotycznej firmy, Phiaton. Z tego co udało mi się dowiedzieć jest to koreańska, dość młoda marka celująca w segment premium. Nie tak dawno zawitały trzy modele: PS320, MS300 i MS400. Muszę przyznać, że pierwsze wrażenie Phiaton zrobił na mnie dość mocarne. Budowa i walory użytkowe Słuchawki dostajemy w pudełku pokrytym materiałem o fakturze włókna węglowego (jest to motyw powtarzający się także na czaszach słuchawek). Co ciekawe, prawdopodobnie na słuchawkach znajduje się prawdziwe włókno węglowe pod plastikowym okienkiem. Zaraz po pudełku kolejne zaskoczenie - futerał. Jest to usztywniane etui (typu shell) zamykane na suwak. Muszę przyznać, że osobno takie etui można by spokojnie wycenić na kilkadziesiąt złotych. Ewidentnie widać dbałość o klienta. Płacąc około 600zł za słuchawki dostajemy solidne wyposażenie. Zdziwiło mnie że nie dostajemy przejściówki na jack 6,3mm. To dziwne choćby z uwagi na to, że opakowanie zawiera niemałą instrukcję obsługi. A jak prezentują się same słuchawki? No cóż, zdecydowanie mi się spodobały. Zarówno MS300 jak i MS400 są sprzedawane w dwóch wersjach, czarnej oraz czarno-czerwonej. Mnie do testów przypadła wersja z czerwonymi dodatkami. Wyglądają one z jednej strony dość agresywnie, ale zarazem bardzo elegancko. Rzucają się w oczy, ale nie jest to „żarówa”, niczym Monster Beats, mówiąca „patrz na mnie, chcę być modny”. To raczej typ słuchawek dla osoby która do marynarki założy t-shirt z logo Batmana i AirMaxy. Elegancko, ale nie klasycznie. Wspomniane czerwone akcenty to kolor poduszki na pałąku oraz padów. Elementy te są wykonane ze skóry, która, muszę przyznać jest świetna jakościowo. Mięciutka z przyjemną, gładką fakturą. Początkowo z uwagi na fakt, iż MS300 są nauszne, oczekiwałem że przy odsłuchach powyżej 2 godzin doświadczę bólu uszu jednak pady są wyjątkowo delikatne dla słuchacza. Spory plus za wygodę. . Co ciekawe nie jest ona okupiona słabą izolacją,

28

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

Phiatony izolują w sposób ciut powyżej przeciętnej dla tego typu słuchawek. Fakt faktem, do Westone na Comply nie mają tu startu ale też nie mają się czego wstydzić. Kolejny akcent premium to wspomniane już włókno węglowe. Na czaszach znajdują się okienka z logo producenta pod którymi widzimy materiał znany z Formuły 1 - miły akcent dodający prestiżu, a jednocześnie nie tak „sztywniacki” jak skóra. W sumie najsłabszym elementem budowy MS300 jest kabel. Jest on poprowadzony z lewej słuchawki, to zaleta. Jest też niesamowicie cienki (Audeo mają grubszy na odcinku splitter -jack) a co za tym idzie nie budzi zaufania. Pada pytanie, czemu producent idąc za ciosem nie dał nam grubszego kabelka w czerwonym oplocie sznureczkowym? Zapewne prezencja słuchawek tylko by na tym zyskała.

Brzmienie Przejdźmy więc do najważniejszego elementu w słuchawkach, jak więc to gra? Czy dźwięk Phiatonów jest tak samo premium jak wyposażenie i budowa? Za źródło testowe posłużył iPod Nano 6g spięty przez LOD z FiiO E6. Na wstępie muszę zaznaczyć że prosto z pudełka grają dość męcząco. Początkowo bardzo brakowało mi rozdzielczości, wypełnienia na dole, oraz, moim zdaniem, okolice wyższej średnicy i sopranów były bardzo krzykliwe. Wyższe wokale brzmiały bardzo chaotycznie, a średnica była bardzo ściśnięta. Po kilkudziesięciu godzinach grania muszę przyznać, że jest znaczna poprawa. Phiatony nie są już tak wrzaskliwe, wokale wygładziły się, gitary już „nie bolą”. Słuchawki zyskały zaskakująco wysoką detaliczność, słyszymy sporo jak na ocieplonene


MS300 || Recenzje nauszniki. W jasnych v-Jays mnie to nie dziwiło, tu zaś robi dobre wrażenie. Scena jest poprawna, nie ma tu szoku holografii czy rozproszenia dźwięku. Ot, nie ma ścisku. Przyznam się, że spodziewałem się pod tym względem więcej. Co do charakteru brzmienia, MS300 zdecydowanie bardziej polubią się ze spokojną, ciepłą muzyką niż z agresywnym rockiem. Mimo tego, że gitary wygładziły się (tak, mamy rozdzielczość, nie są one zwartą papką tylko słyszymy przejścia riffów), to mi, jako basolubowi zabrakło kopa na wyższym basie. Nie mamy tu stopy jak karabin maszynowy za to kontrabasy potrafią bardzo przyjemnie zamruczeć. Widać taki zamysł strojących drivery. Z drugiej strony takie zagranie z odchudzeniem przełomu środka i basu dało bonus do przejrzystości dźwięku. Całościowo mamy do czynienia z równym graniem (początkowo środek był wycofany, bas zbity i słabiutki a góra wrzeszcząca) z podkręconym niższym basem i leciutko górą. Nazwałbym to bardzo szerokim V, to trochę powoduje że nie do końca trafiły one w mój gust, wolałbym aby nawet kosztem wycofania środka MS300 dostały więcej tąpnięcia. Przydaje się ono zwłaszcza w sprzęcie przenośnym używanym w głośnym otoczeniu. Podsumowanie Jak więc koniec końców wypadły w moich oczach MS300? Raczej pozytywnie, ale też bez szału. Przy ich cenie osobiście wolałbym dozbierać do Beyerdynamiców Custom One (tak, wiem, są mniej przenośne) których dźwięk miał dla mnie większy „wow factor”. Z drugiej strony dostajemy dobrze grający sprzęt z otoczką ekskluzywności, wykonany ze świetnych materiałów, dostosowany do muzyki, której stereotypowo spodziewamy się po „panu w marynarce”. Phiaton moim zdaniem ma spore szanse znaleźć uznanie właśnie wśród osób dla których słuchawki to element stroju oraz szukają nutki klimatu premium, ale jednak nie chcą wydać fortuny na DT1350 czy też B&W P5.

Autor: 4ndr3

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

29


MS500 || Recenzje

Miód na uszy - Phiaton Bridge MS500 Całkiem nie dawno miałem okazję recenzować słuchawki Sennheiser Momentum. Słuchawki przenośne, nauszne i skierowane głównie do miłośników dobrego dźwięku poza domem. Dzisiaj mam przyjemność zaprezentować Wam ich najgroźniejszego konkurenta. Słuchawki koreańskiej firmy Phiaton, oznaczone Bridge MS500. tym monumentalny wręcz bas. Ze słuchawek pełnowymiarowych najbliżej im w prezentacji dźwięku i balansie tonalnym do Denon AH-D7100. Średnie tony, a w szczególności wokale podawane są wprost na twarz, a nawet troszkę zza okularów, za to uzupełnienie sceny wysokimi i niskimi tonami odbywa się już w lekkim bądź czasami nawet sporym oddaleniu od słuchacza. Powoduje to niesamowity efekt, jakby muzyka grała z lekkiej odległości, ale artysta śpiewał nam prostu do ucha (a raczej uszu). Przyznam szczerze, że już na Audio Show wiedziałem, że słuchawki mi się spodobają, a słuchałem ich tam raptem kilkanaście minut.

Ze słuchawkami Phiatona zetknąłem się już parę razy. Miałem przyjemność pisać o Phiaton MS200 Moderna i już wtedy zapowiadało się, że Koreańczycy mają ochotę zagarnąć całkiem spory kawałek tortu dla siebie. Nie są to co prawda produkty z półki, gdzie cena wyznacza jakość, więc audiofilizmu nie mają w genach, jednak meloman, czy po prostu miłośnik dobrego grania powinien poczuć się usatysfakcjonowany. Wg zapewnień dystrybutora mamy do czynienia z produktem, którego cena ma wynosić 1299 pln, czyli prawie dokładnie tyle samo co właśnie popularne już Momentum. Słuchawki otrzymałem w sporym kartonie, zabezpieczonym przed pierwszym otwarciem fragmentem perforowanej taśmy. Dzięki temu zabiegowi wiemy, czy słuchawki, które do nas dotarły były kiedyś używane. Wbrew pozorom ma to dla niektórych bardzo duże znaczenie. Wewnątrz kartonu znajdziemy słuchawki, 2 kable połączeniowe (jeden z mikrofonem, przeznaczony do współpracy z urządzeniami Apple), woreczek z ekologicznej skóry i adapter dla standardu 6,5mm. Nic poza standardem nie ma. Ale też i niczego nie oczekiwałem. Wolę wiedzieć, że kwota którą płacę to cena słuchawek a nie bogatego zestawu akcesoriów. Te, jeśli będę chciał sam sobie dokupię. Słuchawki zbudowane są wielką dbałością o szczegóły i materiały. Aluminiowa konstrukcja słuchawek powleczona skórą, skórzane pady o idealnej wręcz twardości (nie ma problemu z odsłuchami kilkugodzinnymi), kable z miedzi OFC (oxygen-free-copper), o czystości 99,99%, to wszystko składa się na wizualny efekt. Do tego kolorystyka i nietypowy kształt muszli i mamy produkt nietuzinkowy i efektywny.

30

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

Ale MS500 kryją jeszcze jedną tajemnicę. A jest nią konstrukcja. W słuchawkach zastosowano dosyć nietypową konstrukcję muszli. Składa się ona kilku, precyzyjnie dobranych elementów, zamkniętych w szczelnej komorze akustycznej o kosntrukcji przypominającej plaster miodu, posiadającej osobny tłumik akustyczny. Wszystko to zasilane jest 40mm przetwornikiem posiadającym również akustyczne tłumienie, w celu zminimalizowania drgań akustycznych. Strasznie to wszystko mądre i techniczne, a ma nam przecież dostarczać emocji, a nie cyferek. Jak więc cała ta kosmiczna technologia, rodem z Korei, sprawdza się w praktyce? Brzmienie Jako, że sprzęt to raczej mobilny, do odsłuchów wybrałem 3 zestawy: AK120, iMod Video + iBasso T5 oraz poczciwego iPhone 4S, wyposażonego w aplikację Accudio. Muzyka tylko w formatach bezstratnych. Słuchawki już od pierwszego dźwięku pokazują olbrzymią uniwersalność. Sprawdziły się i w muzyce elektronicznej (Shopongle, Faithless) i w rockowej (Alter Bridge, Gamma Ray) jak i wokalno -jazzowej (Sting, Michael Buble). Jeśli miałbym je na szybko opisać to są to ciepłe i jasne słuchawki. Rozdzielczość dźwięku to coś co w tej klasie cenowej jeszcze mi się nie przydarzyło. Słychać najdrobniejsze szczegóły i niuanse nagrań. A przy

Zaskoczyła mnie ich prędkość i precyzja. Do tej pory miałem wrażenie, że jest to cecha niedostępna w słuchawkach dynamicznych, nie będących najwyższymi modelami Grado (RS1, GS1000, PS1000). Jednak od pewnego czasu zaczęły pojawiać się słuchawki, które w tym aspekcie dogoniły amerykańskie konstrukcje. Nie miałem jednak pojęcia, że tak szybko nadejdą słuchawki w tym segmencie cenowym. Powiem szczerze, jak nie jestem basolubem, tak w basie MS500 się zakochałem. Jest go pod dostatkiem, ale nie męczy ani jednostajnością ani fakturą. Jest szybki i punktowy, a zarazem miękki i ciepły. W żadnym razie nie przesłania średnicy, wokale tak jak wcześniej pisałem, są bardzo intymne i podane bezpośrednio na słuchacza. Gitary i tomy perkusji oddają faktyczne brzmienie instrumentów, chociaż wyraźnie czuć w tym podłoże i wypełnienie basowe. Całość przekazu jest wyjątkowo spójna i mięsista, uzupełniona tonami wysokimi bardzo wysokiej jakości. Muszę przyznać, że jeśli jest to zasługa technologicznego zaawansowania ten konstrukcji, to ja chcę więcej. Chcę otwartych słuchawek Phiatona, chcę zamkniętych wokółusznych, w pełni audiofilskich produktów do domu. Muszę też przyznać, że jak do tej pory produkty tej marki nie robiły na mnie specjalnego wrażenia, tak tym modelem Koreańczycy wkroczyli w nową dla siebie erę. Czekam i chcę więcej tego typu produktów.

Tekst i zdjęcia: Fatso


Temat || Dział

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

31


Temat || Dział

32

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM


Temat || Dział

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

33


Temat || Dział

34

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM


Prodigy Cube || Recenzje

Prodigy Cube || Recenzje

Audiotrak Prodigy Cube Po udanej premierze karty Maya U5 przyszedł czas na kolejny produkt firmy Audiotrak. Jak prezentuje się i gra to urządzenie? Zapraszam do testu. Po zakupie otrzymujemy solidnie zabezpieczoną przesyłkę prosto od producenta. W opakowaniu znajdują się karta Prodigy Cube, kabel USB, kabel 2 x RCA o długości ok. 1 metra, instrukcja, ulotka prezentująca ofertę firmy Audiotrak, naklejka oraz „podstawki” antypoślizgowe, które możemy przykleić na kartę. Nie ma płyty z oprogramowaniem jak w przypadku Maya U5. Moim zdaniem dobrze, bo i tak było to nieprzydatne, sterowniki z Windowsa w zupełności wystarczają, a dodawany software niewiele wnosił do dźwięku. Budowa Jak to zwykle bywa, ze zdjęć umieszczonych w Internecie trudno wywnioskować rzeczywisty rozmiar urządzenia. Tak było i tym razem. Myślałem że karta jest większa, a tym czasem jest porównywalna rozmiarami do Audinsta. Pierwsze wrażenie sprawia bardzo pozytywne, jest solidnie wykonana, obudowa w całości metalowa, napisy i obrazki są umieszczone prawidłowo, nie ma wad związanych z estetyką. Z przodu są dwa wejścia na słuchawki (3,5 oraz 6,3 mm), wejście na mikrofon (dobra wiadomość dla graczy), przełącznik słuchawki/głośniki oraz potencjometr, którego brakowało w U5 przez co część osób zrezygnowała z zakupu Mayi. Z tyłu mamy wejście coaxial, optyczne, usb, oraz wyjścia RCA. Jak można zauważyć nie ma zewnętrznego zasilania, dzięki temu karta staje się bardziej mobilna, ale jak ktoś ma wejścia usb nie najlepszej jakości to w czasie słuchania muzyki będzie można usłyszeć „trzaski”, które po pewnym czasie mogą stać się irytujące.

Dźwięk Charakterystyczną cechą produktów Audiotrak jest jasny dźwięk i tak jest tym razem. Dźwięk jest metaliczny (zimny, jasny, czysty). Szczegółowość stoi na wysokim poziomie. Scena jest wybitna jak na produkt w tej cenie, niesamowicie szeroka (szersza niż w Maya U5), czuć również jej głębię. Szczerze to nawet NuForce HDP nie miał tak dobrej sceny. Bez problemu możemy zlokalizować poszczególne instrumenty. Daje to wrażenie, jakby dany zespół nas otaczał z większej odległości (dobre pozycjonowanie 3D). Średnica jest lekko wycofana, instrumenty są nieco dalej niż wokal. Bas jest punktowy, szybki, nie schodzi zbyt nisko, tak jak w przypadku Maya U5. Jest lepszy od tego z Audinsta, ale nadal czuć lekki niedosyt, nie ma tego impaktu. Nie jest to mocna strona tej karty, ale biorąc pod uwagę cenę Cube’a, nie jest źle. Wysokie tony to zdecydowany plus tej karty, już U5 przyzwyczaił mnie do wysokiego poziomu wybrzmiewania talerzy. Wydaje mi się że jest minimalnie lepiej niż w U5. Da się odczuć wysoki realizm oraz naturalność wysokich tonów - w tej cenie rewelacja! Cube ma więcej mocy od U5, z większością słuchawek poradzi sobie bez najmniejszych problemów. W środku panuje nienaganny porządek, mamy możliwość wymiany op-ampa. Potencjometr Alps, kondensatory Sanyo, producent nie oszczędzał na jakości komponentów, co cieszy.

Warto jeszcze wspomnieć że z przodu mamy dwie diody, zielona (oznacza iż urządzenie jest włączone) oraz żółta (świeci kiedy mamy podłączoną kartę poprzez usb). Nie są one zbyt mocne, dzięki temu nie będą nas denerwować zbyt ostrym światłem w nocy. Podsumowanie W tej cenie, poniżej 400 zł jest to świetny produkt, który zostawia konkurencję daleko w tyle. Z całą pewnością jest to krok w przód w stosunku do Maya U5, poprzedniego produktu Audiotraka. Jak dla mnie jest to ulepszony Audinst w o wiele niższej cenie. Polecam! Dane techniczne: • Analog-Out Line output (RCA), Dual headphone output (Stereo phone, Stereo mini) • Analog Input Microphone Input (3.5mm, 24bit / 48kHz) • Digital Output Optical / Coaxial • Digital Output Method PCM, AC3 PassThrough • Dynamic Range 108dB • Interface USB Interface (1.1 / 2.0 compatible) • OPAMP Circuit OPA 2134 x 1 (Socket-type) THD+N : 0.00008%(Max)(2kΩ@1KHz) • D/A Converter Wolfson WM8776 • Headphone Impedance 16~150Ω • Frequency Response 24bit / 96kHz • Power Supply OPAMP 5V(Dual power supply Max10V) • Power Supply USB bus power • OS Support Windows 7, Windows Vista, Windows XP, Mac OS-X • Note: The Pass-through Digital output is available to Windows Vista(SP1) and Mac OS-X only. • Dimension (mm) 94 X 90 X 22 (W x D x H)

Autor: Selphy WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

35


E12 || Recenzje

Eksplozja mocy – wzmacniacz słuchawkowy FiiO E12 Mont Blanc Na półki sklepowe właśnie wkroczył nowy produkt inżynierów FiiO. Przyjrzyjmy mu się bliżej. Model E12 MONT BLANC to majstersztyk wśród przenośnych AMP’ów. E12 to model dla bardzo wymagających użytkowników, chcących w pełni wykorzystać możliwości swoich high-endowych słuchawek w dowolnym miejscu i czasie. Dla zapewnienia świetnego brzmienia FiiO zastosowało w swoim nowym urządzeniu dwa najwyższej jakości wzmacniacze operacyjne od cenionego amerykańskiego producenta Texas Instruments. Jeden z nich (LME49710) odpowiada za podstawowe wzmocnienie, natomiast drugi (LME49600) pełni rolę bufora. Takie połączenie pozwala uzyskać niewiarygodnie niski poziom zniekształceń wynoszący 0,00003%. Są to wyniki nieosiągalne wśród podzespołów konkurencji. Wykorzystanie doskonałych podzespołów takich jak wzmacniacze operacyjne, wysokiej klasy potencjometru ALPS oraz kondensatora WIMA w połączeniu z wysoką pojemnością baterii zapewnia doskonałe brzmienie i świetne walory użytkowe produktu. Nie ma tutaj mowy o zniekształceniach przy regulacji głośności, co ma miejsce w przypadku podstawowych potencjometrów. FiiO Mont Blanc to także innowacyjny system zasilania. Dla zaspokojenia wymagań podzespołów w modelu E12 zastosowano trzy połączone baterie dające napięcie 11V, a wbudowany przetwornik DC/DC transformuje je na 22V. W ten sposób urządzenie w 100% wykorzystuje potencjał wzmacniaczy operacyjnych, dając ogromną moc wyjściową wynoszącą 850mW. Taka wartość w połączeniu z wysokim poziomem dynamiki pozwala na wysterowanie nawet najbardziej wymagających słuchawek. Zastosowanie połączonych baterii wymaga nietypowego prądu ładowania wynoszącego 14V. Konstruktorzy FiiO postanowili wprowadzić w modelu E12 znaczące ułatwienie poprzez konwersję 5V napięcia w porcie USB na 14V potrzebne do ładowania baterii. W ten sposób możemy naładować baterię poprzez port USB w komputerze lub ładowarkę sieciową od telefonu. W przypadku 2A ładowarki FiiO E12 działała w trybie quick charge i proces ładowania trwa tylko 3 godziny. Aby zwiększyć wygodę korzystania i informować o aktualnym stanie urządzenia FiiO E12 został wyposażony w diody informujące o trybie ładowania (szybki, wolny). Dioda informuje również o pracy urządzenia.

36

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

Żeby dopasować wzmocnienie do zastosowanych słuchawek FiiO E12 posiada dwustopniowe podbicie Gain: low dla mniej wymagających słuchawek oraz high dla sprzętu o większych potrzebach. Dodatkowym atutem jest funkcja podbicia basu. Delikatnie wzmacnia najniższe tony, nie kolorując ich nadmiernie oraz nie wprowadzając przy tym przytłumienia wokali i instrumentów. Nie mniej ważny jest zastosowany hardware’owo crossfeed, czyli przenikanie kanałów dla zapewnienia wiernego i jak najbardziej naturalnego przekazu muzyki. Zaawansowana technologia i doskonała jakość dźwięku w modelu E12 idą w parze z bardzo smukłą obudową o grubości 14,5 mm, oraz świetnym wykonaniem ze szczotkowanego aluminium oraz niewielką wagą sprawiającą, że FiiO E12 doskonale nadaje się do noszenia w kieszeni. Można go zabrać ze sobą wszędzie ciesząc się doskonałą muzyką bez żadnych ograniczeń. Specyfikacja techniczna: • waga 159g • wymiary 124×65.5×14.5(mm) • Wejście audio 3.5mm stereo jack • wyjście audio 3.5mm stereo Jack

• Potencjometr ALPS • Podbicie basu 1 stopniowe • Impedancja słuchawek 16~300Ω (rekomendowana) • Zasilanie Micro USB 5V/2A • Pojemność baterii 9.7Wh (880mAh/ 11.1V) • Czas ładowania <150 minut (dla 2A ładowarki) • Czas pracy >12 godzin • Moc wyjściowa >880mW@32Ω • Zniekształcenia THD <0.005% • Impedancja wyjściowa <0.5Ω • Pasmo przenoszenia 10 Hz ~100KHz • Skuteczność >110dB • Czułość wejścia <710 mV(Gain: wysoki) • Crosstalk > 70 dB • Podbicie Gain >16 dB (wysoki) • Zakres podbicia basu > 4.2dB @ 100Hz • Maksymalne napięcie wyjścia 15.5 V • Maksymalne natężenie wyjścia 170 mA

Dystrybutor: MIP ul. Siedmiogrodzka 11 01-232 Warszawa tel. (022) 424-82-54 fax. (022) 499-74-48 biuro@mip.bz


Temat || Dział

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

37


D03K || Recenzje

FIIO D03K – Taishan – idealnie (dla mnie) „Przetwornik cyfrowo-analogowy, przetwornik C/A lub DAC (z ang. Digital to Analog Converter, DAC) – przyrząd elektroniczny przetwarzający sygnał cyfrowy (zazwyczaj liczbę binarną w postaci danych cyfrowych) na sygnał analogowy w postaci prądu elektrycznego lub napięcia o wartości proporcjonalnej do tej liczby. Innymi słowy jest to układ przetwarzający dyskretny sygnał cyfrowy na równoważny mu sygnał analogowy.”- Wikipedia

Od kilku tygodni poszukuję idealnego DAC’a. Idealnie nie w sensie bez wad, tylko takiego idealnie wpasowującego się w mój gust muzyczny. Zabrnąłem w naprawdę dziwne rejony od czasu rozpoczęcia poszukiwań. W między czasie cztery razy zmieniłem wzmacniacz, kilka razy słuchawki, a tor portable to w ogóle zmieniłem X razy. A Daca w tym czasie miałem 1go (nie licząc predatora i iBasso D10 - które sensu stricte za dac’a robić nie mogą z braku wyjścia liniowego). Słuchałem Lampucery w Majkelowym wydaniu, słuchałem Spencera w JohnySowym wydaniu. Miałem Aune PCM1973, SMSL’a 1955+. Miałem w domu urządzenia, ktore mnie zainteresowały, ale żadne mnie nie zachwyciło. I Póki co pozostałem nadal szukającym DAC’a na pustyni. W tzw. międzyczasie opracowałem własny pomysł na Klona Lehmanna, kupiłem Black Pearla a sprzedałem wszystkie DACi jakie w domu miałem. Trzeba było „coś” na szybko, żeby chociaż posłuchać. Kurop – sprzedawca w salonie Mp3store we Wrocławiu - okazał się być ludzki gość i wypożyczył mi urządzenie. Tak naprawdę to miałem napisać reckę o FIIO E12, ale to co dostałem w komplecie od Kuropa, spowodowało, że E12 chwilowo przestało się liczyć. A była to mała czarna kosteczka, z napisem Taishan. Wygooglowałem sobie, że Taishan to takie sławne (???) Chińskie miasto, coś jak u nas Lubawka czy Pasikurowice. Tak naprawdę to miałem pisać jak to fajnie zbudowane, jaki jest zestaw i jak to to wygląda. Szukałem nawet aparatu, żeby fotkę pstryknąć. Ale po pierwsze zestaw do makro gdzieś mi się zawieruszył, a po drugie to naprawdę nie ma znaczenia jak to wygląda, bo można to ukryć na kablu i sprzątaczka przez przypadek odkurzaczem wciągnie.

38

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

Ale jak to gra !!! Mamusiu...Naprawdę musiałem kilka razu sprawdzić czy coś mi innego w tor się nie wpięło... Szeroko, precyzyjnie i gładko. Trochę ciepławo, ale tak delikatnie, w muzykalną stronę. Budowana scena jest poukładana, bardzo holograficzna i szeroka. Zero chaosu. Troszkę brak blasku na wysokich, ale dzięki temu miałem okazję zaprzyjaźnić się z niskimi. W zestawieniu z Black Pearlem i Sennheserami HD650 Taishan zagrał wcale nie jak najsłabszy zawodnik. Dźwięk był co najmniej bardzo dobry. Do tego nie ma tak denerwującej mnie z SMSLi maniery trzasków na wyjściu, jeśli


D03K || Recenzje

skasujemy źródło. Podłączenie się słuchawkami do Lineouta nie powoduje wrażenia wejścia do lasu. Jest cicho, dokładnie tak jak ma być. Naprawdę nie wiem co jeszcze napisać, żeby nie zacząć przypominać „sztampowych recenzentów”. Pisanie o rzeczach, których nie ma, słowami których używa się do innych dziedzin, w sposób którego nikt nie zrozumie, nie jest moją intencją. W tym mini-mikro-maciupkim teście, chodzi tylko o to, że urządzenie jest genialne. Gra naprawdę dobrze, jest małe (zasila mi się z portu CDka, źródła czy czegokolwiek co ma USB i jest w pobliżu), ma wejścia SPDIF (czyli COAX i Toslink), wyjście liniowe RCA i mini jack. I to w sumie tyle. A....i kosztuje poniżej 150 pln. Jest DACiem pełną gębą (chociaż niewątpliwie malutką). Ja na pewno zostanę z nim na dłużej. Ot choćby, żeby mieć czas na znalezienie „dorosłego” DAC’a. Może zabiorę się za poprawianie FIIO (nie wiem, może lampizacja toru analogowego, lampą 6111 Sylwanii - też maleństwo - powstałaby wtedy taka mikro lampucera. Jeszcze nie wiem, ale wiem, że to Fiio na dłużej ze mną zostanie.

A tutaj maciupkie dane maciupkiego DACa, czy raczej dacA : • Waga 50g • Wymiary 61,6 × 49,1 × 21(mm) • Wejścia: COAXIAL, Optyczne • Wyjścia: RCA i mini Jack • Zasilanie: USB 5V/500mA • Amplituda zasilania: 1.5V (0dB) • THD >0.005% • Szumy (StNr) > 98 dB • SPDIF Sample Rate: 32/44.1/48/96KHz/192K @ 16/24Bit

Autor: Fatso

I teraz najciekawsza informacja - to nie jest kompletnie szkoła grania FIIO. To maleństwo środku ma Cirrus Logica !!! Znaczy kopara mi opadła

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

39


D20 || Recenzje

Nowy Cowon D20 – coś nowego i coś starego Firma Cowon znakomicie jest znana na naszym rodzimym rynku. Produkty Cowona znane są z dobrej jakości wykonania i z bardzo dobrego brzmienia. Firma ma wielu zwolenników czekających ciągle na nowe produkty z Korei. Co dostajemy tym razem? Kilka tygodni temu, na forum, pokazało się ogłoszenie, w którym przedstawiciel marki Cowon szukał świnki doświadczalnej, do badań, prawie medycznych, a ich przedmiotem miał być nowy Cowon D20. Jako, że nie miałem do czynienia ani z modelem D2 ani C2, postanowiłem, że na ochotnika zgłoszę się, przetestuję, i może na przekór wielu użytkownikom forum, którzy wypowiadali się w tamtym temacie, nie napiszę „odgrzewany kotlet”. Budowa Cowon D20 to przenośne urządzenie do odtwarzania muzyki, wyposażone w ciekłokrystaliczny ekran dotykowy o przekątnej 2,5”, o rozdzielczości 320x240 px, Oprócz tego, że gra, to jeszcze wyświetla filmy, ale akurat ten ficzer Cowona kompletnie mnie nie interesuje. Urządzenie przyjechało do mnie w szarym opakowaniu, zaprojektowanym z modną ostatnio filozofią ECO (łał!), fajnie, bo nie miałbym poczucia, że płacę za opakowanie, niefajnie, bo jestem zdeklarowanym przeciwnikiem eco-terroryzmu. W sumie, opakowanie, nic wielkiego, ale podejście firmy Cowon, rozwaliło mnie na łopatki. A porównanie uniwersalności opakowania do produktów z IKEA, nasuwa się w sposób naturalny. Mega uniwersalne opakowanie, które może służyć za piórnik na kredki. Urządzenie jest zaskakująco (dla mnie ofkorz) małe, lekkie i takie „fajne”. Muszę powiedzieć, że naprawdę mi się spodobało. Tak więc, pierwsze wrażenie wywołane przez Cowona, zostało zatarte, a urządzenie się obroniło. Nie ma w jego budowie nic tandetnego, hipsterskiego za to jest klasa, dobry smak i wyważone proporcje.

40

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

D20-tka została wyposażona w pełnowymiarowe gniazdo SD-Card i obsługuje maksymalnie 32GB karty. Dodatkowo mamy sprzętowy klawisz on/hold (suwaczek), głośność i menu oraz wyjście słuchawkowe. Pod klapką jest jeszcze gniazdo USB i Video. Dziurka mikrofonu i głośniczek (!!!!) dopełniają całości. No właśnie, D20 ma głośniczek. Głośniczek ten jest jak wielki pryszcz na idealnej twarzy modelki, jak głęboka rysa na masce Ferrari, i nie jest wypadkiem. Zrobili go CELOWO !! Ja się pytam po co ? Żeby pryszczata młodzież mogła na ławce w parku, zamiast a komóreczki pykać najnowsze hity z radia klęska ? Głośniczek wygląda jak blizna po ospie na naprawdę fajnym ciałku Cowona.

Brzmienie No dobra, ale co to maleństwo potrafi ? Potrafi grać i to naprawdę nieźle. Spędziłem z nim cały tydzień, i to na jednym ładowaniu. Respekt serio. Coś tak małego wytrzymało około 80 godzin molestowania. Podłączone było do słuchawek Westone 4r i zgrywało się z nimi wyśmienicie. Kolejny dowód na to, że sprzęt nie musi być z jednej półki cenowej, żeby się dobrze zgrywać. Odtwarzacz przyjął i odtworzył wszystkie pliki jakie mu podałem, poprawnie odczytał tagi, ładnie posortował. Ogólnie obsługa (gdyby nie lekko upiorny dotyk), naprawdę dobra. A jak to gra ? Ano gra bardzo dobrze. Naprawdę ciężko się do czegokolwiek przyczepić. Scena generowana poprawnie, holografia na wysokim dobrym poziomie, balans tonalny zachowany. Brak fajerwerków, ale i dramatów. Sprzęt bardzo muzykalny, skłania do słuchania, a nie do analizowania. i jako grajek przenośny, do słuchania w czasie przemieszczania, sprawdzi się idealnie. Trochę mi brakowało jakiegokolwiek wyjścia lineout. Ale to taka moja mała fanaberia. Zawiodła mnie tylko prędkość z jaką zasilamy i odczytujemy pliki z Cowona - niecałe 6MB/s - to poziom iPoda 5g Video z CF Modem. Wszystkie „dyskowce” biją go na głowę mając transfer w okolicach 10-15MB/s. Ale zawsze możemy sobie kartę SD wsadzić do gniazda w laptopie. Wtedy transfer nie jest już problemem. Pewnie chcielibyście poczytać, jakie to soczyste są niskie tony, jak wspaniale wyeksponowana/schowana jest średnica, jak cudownie wybrzmiewają wysokie. Niestety, nie napiszę takich rzeczy. Napiszę za to, że SQ jest na naprawdę


D20 || Recenzje Obsługa muzyki: • Obsługiwane formaty audio: MP3/2, WMA, FLAC, OGG, APE, WAV • Obsługiwane kodeki audio: • MP3: MPEG 1/2/2.5 Layer 3, ~320kbps, ~48kHz, mono/stereo • WMA: ~320kbps, ~48kHz, mono/stereo • OGG: ~Q10, ~44.1kHz, mono/stereo • FLAC: poziom kompresji 0 ~ 8, ~44.1kGz, mono/stereo • WAV: ~48kHz, 16bit, mono/stereo • APE: Fast, normal, High, 16bit, v3.97 ~ 3.99 • Obsługa Tagów: ID3 V1, ID3 V2.2/V2.3/V2.4, Vorbis Comment • Lyrics: LDB 1.0, 2.0 • JetEffect 5.0: - 48 Ustawień (44 ustawień + 4 użytkownika); - BBE+: BBE, Mach3Bass, 3D Surround, MP Enhance - efekty specjalne: Stereo Enhance, Reverb - Equalizer: 5 Band Equalizer (EQ Filter) • Czas odtwarzania muzyki: do 90h

wysokim poziomie, każde doki które do D20 podłączyłem grały mi super (dzięki za Franka Zappę - Catholic Girls to po prostu fenomenalny numer). K550 grały poprawnie, nie było takiego jak na BP czy FCLu wypełnienia niskich, ale nie było też żadnych sybilantów, a sam zestaw zadziwiająco dobrze spisywał się poza domem. Podsumowanie Muszę napisać, że będąc w Mp3store, dostałem jeszcze Cowona C2, aby jakoś porównać te urządzenia. Miałem ocenić czy jest to „odgrzewany kotlet”. No więc imho nie jest. Kotlet byłby wtedy, kiedy nie usunięto by żadnych wad, dodając nowe, zmieniając obudowę, czy coś tam jeszcze. Oczywiście dotyk mógłby działać lepiej, ale jest to urządzenie, które mając wielu fanów na ca��ym świecie, przeszło lekki lifting, który ma zachęcić do zakupów większą rzeszę. Zmiana gniazda komunikacyjnego i zastosowanie pełnowymiarowej karty SD/MMC to krok w dobrym kierunku. Pozostaje jeszcze poprawić obsługę, skasować upiorny głośniczek, bo akurat ukłon w stronę nastolatków nie przypadł mi do gustu. Jednak całe urządzenie jest bardzo spójnie zaprojektowane, ma naprawdę niewiele wad, a zalety zachęcają do zakupu. Moim zdaniem C2 przegrywa w każdej praktycznie kategorii: - Jakość obsługi na korzyść D20, bo chociaż soft taki sam, wyświetlacz również, to jednak gniazdo SD/MMC i port miniUSB ( a nie jakiś wynalazek jak w C2) dają zdecydowane + - Czas działania to znowu zwycięstwo D20. C2 działa sporo, bo aż 50h ale D20 „sporzej” - przy ciągłym używaniu wyświetlacza to około 70h. Samego grania koło 90h. To naprawdę doskonały wynik, szczególnie jak na tak małe urządzenie. Ot poprawiono niedociągnięcia, które pojawiły się w modelach poprzednich, zachowując cenę na podobnym poziomie. Więc jeśli ktoś ma D2 albo C2 to oczywiście nie ma co się szarpać i kupować nowego D20. Ale jeśli właśnie zdechł wam grajek, lub po prostu myślicie o nowym zakupie w kwocie około 550 pln, to naprawdę polecam Cowona D20.

Sprzęt do testów użyczył mp3store, za co serdecznie dziękuję

Autor: Fatso

Dane techniczne: • Wymiary (mm) : 78 x 55.4 x 16.6 • Kolor: Czarny • Waga: 86g • Wyświetlacz: 2.5” 320x240 16M dotykowy Audio: • Zakres częstotliwości: 20Hz ~ 20kHz • Dynamika audio: 95dB • Moc wyjściowa: 29mW + 29mW •Radio FM (87,5 ~ 108 MHz) • Wyjście TV (Composite) • Obsługa filmów: • Obsługiwane formaty wideo: AVI, WMV • Obsługiwane kodeki wideo: Xvid SP/ASP, WMV 7/8/9 • Rozdzielczość wideo: maks 320x240, 30fps • Kodeki audio: MPEG1 Layer 1/2/2.5 Layer 3, WMA • Napisy: SMI • Czas odtwarzania filmów: do 13h WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

41


Touch 5G || Recenzje

Ipod Touch 5G – nowa odsłona popularnej „Taczki” Kolejna generacja iPoda Touch i jak zwykle dylemat, wymienić sprzęt na nowszy czy nie? Co zyskujemy? Jaki jest nowy produkt i czym rożni się od poprzedniej generacji? Postaram się Wam, drodzy czytelnicy, przedstawić to w tym tekście. wyglądają równie elegancko jak polerowane aluminium. Mówiąc o wytrzymałości na zarysowania odsyłam wszystkich do youtube’a, gdzie możemy znaleźć kilka filmików z pastwienia się nad nowym spodem. Górny lewy róg urządzenia zajmuje kamera iSight o rozdzielczości 5 megapikseli, robiąca zdjęcia w panoramie oraz nagrywająca obraz w rozdzielczości 1080p. Zdjęcia są naprawdę dobrej jakości i śmiało możemy używać iPoda jako aparatu fotograficznego, gdy nie dysponujemy kompaktem. W porównaniu do poprzedniego Toucha skok jakościowy jest spory. Pamiętajmy, że 4 generacja robiła zdjęcia 0,7mp co stanowi istny żart ze strony Apple. Nowy iPod posiada lampę wspomagającą robienie zdjęć i nagrywanie filmów w słabych warunkach oświetleniowych. Duży minus i główną wadę stanowi wystający obiektyw aparatu z obudowy. Kładąc iPoda na plecach nie leży równo tylko lekko się kołysze opierając się na obiektywie i wygląda to mało estetycznie. W posiadanie owego odtwarzacza wszedłem trochę spontanicznie. Sprzedałem bowiem swojego Toucha 4. generacji celem zakupu tego samego modelu z pamięcią 64GB. Stało się jednak inaczej i dziś jestem szczęśliwym użytkownikiem nowej taczki. W swojej recenzji postaram się odnieść do iPoda Touch 4 gen i odpowiedzieć na pytanie – czy warto zamieniać go na „piątkę”? Pudełko i akcesoria iPod zapakowany jest w plastikowe, przezroczyste pudełko wielkości odpowiadającej wielkości samego grajka. Jest to niemal identyczne opakowanie jak w Touchu poprzedniej generacji, jednak z wiadomych względów jest ono dłuższe. Aby dostać się do środka należy zerwać przezroczystą naklejkę. W środku wita nas iPod przymocowany do plastikowej, bezbarwnej tacki, aby go wydobyć zdejmujemy sticker z ekranu, lekko zaginamy tackę i gotowe. Idąc dalej mamy minimalistyczną instrukcję, jakieś porady od Apple i dwie naklejki z logo producenta. Z nowości względem poprzedniej generacji znajdziemy nowe słuchawki earpods (o których kilka słów poniżej), nowy kabel lighting oraz opaskę loop. Wszystko jak zwykle jest spakowane z głową i „na styk”. Niemal cała przestrzeń opakowania jest wykorzystana by pomieścić całą zawartość. Osobiście jestem zwolennikiem sposobu pakowania iPodów, podoba mi się ten minimalizm i jakość samego opakowania.

42

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

Wygląd i budowa Produkty Apple słyną ze swej fenomenalnej jakości wykonania oraz elementów z jakich są zrobione. W przypadku nowego iPoda jest tak samo. Front pokryty jest w całości szkłem, nie znajdziemy tu żadnej ramki. W Internecie jest kilka sprzecznych opinii, niemniej jednak możemy znaleźć wiele testów odporności na zarysowania, dlatego śmiem twierdzić, iż jest to GorillaGlass lub wysokiej jakości szkło hartowane. Standardowo na dole ekranu znajduje się Home button, a na górze kamerka do face time, która potrafi nagrywać w 720p. Sam ekran ma przekątną 4” i jest to taka sama Retina Display jak w nowym iPhone 5. Warto tutaj zauważyć iż iPod Touch 4 generacji nie posiadał Retiny, wbrew temu co wielu uważało. Nowy Touch 5 może poszczycić się bardzo dobrą rozdzielczością ekranu - 1136×640 pikseli - co na taką przekątną stanowi bardzo dobry wynik. Ciężko jest zauważyć jakiekolwiek piksele a i jakość barw i jasność ekranu są fenomenalne. Duży plus dla Apple. Tył iPoda przeszedł największe zmiany względem poprzednich generacji. Producent zrezygnował z polerowanego aluminium, które, jak wiemy, ma tendencje do rysowania się, na rzecz aluminium jakie możemy znaleźć np. w macbookach czy iPadach. Uważam to za dobre rozwiązanie, bardziej praktyczne i mniej uciążliwe. Z całą pewnością nowe plecki są bardziej odporne na wszelkie

Na dole w lewym rogu mamy zupełną nowość, niespotykaną w poprzednich generacjach, a mianowicie uchwyt loop. Aby móc zaczepić pętelkę należy wcisnąć uchwyt który wysunie się z obudowy. Konstrukcja wygląda na solidną i w miarę trwałą. Pytanie - tylko po co to? Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie słuchał muzyki z iPoda uwieszonego na ręce. Apple wyszło z założenia ze teraz nowy Touch ma na tyle dobrą kamerę, że śmiało może być używany jako aparat, a pętla loop ma na ułatwić trzymanie urządzenia w pozycji poziomej. Sama pętelka jest zrobiona ze skóry i sprawia wrażenie trwałej. Dla zwolenników customizacji jest możliwość dokupienia ich w innym kolorze. Prawy górny róg iPoda zajmuje plastikowa zaślepka anteny bluetooth i jest to moim zdaniem najsłabszy element konstrukcyjny. Na dole po prawej jest głośniczek, na środku złącze lighting i po lewo gniazdo Jack. Tutaj warto zaznaczyć, że nowe złącze nie jest kompatybilne z wszelkimi stacjami, dockami oraz innym sprzętem wspierającym stare złącze bez zakupu dość drogiej przejściówki. Na lewej krawędzi urządzenia są dwa przyciski regulacji głośności. Całość sprawia bardzo dobre wrażenie, wszystko jest dobrze spasowane i stoi na wysokim poziomie. Wszystkie produkty Apple słyną z jakości materiałów i konstrukcji i w tym przypadku jest tak samo.


Touch 5G || Recenzje Można się przyczepić jedynie do wystającej ramki aparatu, która wygląda trochę jakby była doczepiona na siłę. Sam iPod jest bardzo cienki i lekki, ma grubość tylko 6,1 mm, a waży tylko 88 gramów. Niemniej jednak wydaje się solidny i pewnie leży w dłoni. Wydaje mi się, że iPod nie mógł być cieńszy, ogranicza go bowiem gniazdo słuchawkowe. Może w przyszłości zostanie ono zastąpione innym rozwiązaniem. Na dzień dzisiejszy jest to najcieńszy odtwarzacz na rynku. Jak to gra i co to potrafi. Z założenia Ipod Touch nie jest tylko odtwarzaczem audio i wideo. Jest to ogólno-rozrywkowy kombajn multimedialny, na którym zagramy w nowe, dostępne na iOS gry, posurfujemy po Internecie, sprawdzimy pogodę i mapy, a także sprawdzimy pocztę. Na tle poprzednich generacji nowa piątka nie wyróżnia się niczym szczególnym poza wydajnością, za którą odpowiada dwurdzeniowy procesor A5 znany z Iphona 4s. Jak to ładnie ujęła pani w iSpocie „jest to iPhone 4s z większym ekranem bez telefonu”… Podobnie jak w przypadku poprzednich generacji iPod odtwarza ten sam zestaw formatów AAC, MP3, WAV, ALAC. Szkoda że firmowo nie ma dekodera FLAC-ów, ale można sobie z tym poradzić ściągając z appstore odpowiednie aplikacje. Pierwsze, co rzuciło mi się w uszy odpalając nowego Toucha, to to, iż gra trochę cieplej od czwórki. Nie mam pamięci słuchowej na tyle dobrej, a swojego Toucha 4 sprzedałem dobrych kilka tygodni temu, ale takie właśnie odniosłem wrażenie. Wszelkie niuanse można by dopiero wychwycić w bezpośredniej konfrontacji obu grajków. Do testów użyłem tego co miałem tj. słuchawki Sony MDR-XB700, CAL!, a z doków Xkdun700, XkdunM700 i Earpods. Nie są to audiofilskie słuchawki i z całą pewnością wszystkich smaczków na nich nie da się odkryć, ale uważam że grajek je ładnie napędza. Dźwięk iPoda jest bardzo wyrazisty i dokładny, słychać wszystkie detale. Myślę, że nowa piątka gra dość funowo i ciepło nawet na wyłączonym EQ. Jest to naprawdę efektowne granie sprawiające dużo frajdy. Słuchawki użyte do testu należą do ciepłych i nigdzie nie brakowało mi w nich basu. Jest go odpowiednia ilość w odpowiednim miejscu. Góra nie kłuje w uszy, jest wyrazista i czysta. Z jakości dźwięku jestem bardzo zadowolony i nie ma się do czego przyczepić, poza ustawieniami EQ, których nie da się samemu swobodnie kontrolować. Jesteśmy skazani na fabryczne presety. Omawiając zagadnienie dźwięku należą się dwa słowa wzmianki na temat nowych słuchawek earpods. Apple twierdzi, że pracowali nad nimi trzy lata, aby były mega hiper. Z założenia są to pchełki, jednak ja bym je określił pchełko-doki, w niewielkim stopniu wkłada się je bowiem do kanału słuchowego. Poprzednie pchełki dodawane do iPodów niczym specjalnym się nie wyróżniały, ja swoje sprzedałem zanim jeszcze odpakowałem Toucha 4. Teraz postanowiłem z ciekawości zapoznać się z nowym wynalazkiem i powiem szczerze - jest dobrze.

Jak na pchełki byłem zaskoczony ich jakością. Grają czysto, dźwięk jest rozdzielczy, słychać dobrze szczegóły i co najważniejsze - jak na ten typ konstrukcji mogą się pochwalić niezłym basem. Nie jest to może tak mięsisty bas jaki otrzymamy na dokach, ale jego faktura jest naprawdę zadowalająca. Same słuchawki są dość duże, kabelek zakończony mini jackiem 3,5 mm. O ile odpowiada mi jakość dźwięku jaki sobą prezentują, to spore zastrzeżenia mam do ich wygody. W uchu leżą dobrze, ale są całe plastikowe i uwierały mnie w ucho - nijak nie mogłem dopasować ich położenia. Nie są to złe słuchawki, ale nie są też wybitne. Dla średniozaawansowanego użytkownika są pozycją zadowalającą. Samą konstrukcję aplikacji odtwarzającej pominę bo jest taka sama jak w poprzedniej generacji. Zmiany są kosmetyczne i wynikają z wersji IOS. Podsumowanie. Z cała pewnością iPoda Touch 5g mogę uznać za topowego grajka, zarówno pod względem jakości dźwięku, która stoi na bardzo wysokim poziomie, jak i jakości wykonania, z której słyną produkty Apple. Retina Display o dużej rozdzielczości i kapitalnie odwzorowanych barwach jest naprawdę sporym atutem tego grajka. Szybki procesor pozwala na bezproblemową pracę i korzystanie z iPoda. Sam producent twierdzi, że nowa taczka jest niemal siedmiokrotnie szybsza od czwórki, a już ta była bardzo płynna. Można się przyczepić do wystającej kamery, czy plastikowej zaślepki, ale są to wady kosmetyczne. Nie każdemu może się też podobać uchwyt loop. Ja uważam go za zbędny bajer. Na koniec zastanówmy się czy warto przesiadać się z iPoda Touch 4 na nową piątkę. Na pewno nowy Touch ma plecki zrobione z lepszego materiału. Mniej się rysuje, co oznacza że nie trzeba go maskować żadnymi pokrowcami etc. Poza tym dla spragnionych kolorów są dostępne wersje w pięciu kolorach. Ekran o przekątnej 3,5’’ w poprzednim iPodzie

może już być po prostu za mały na obecne standardy, a stary procesor w niektórych bardziej wymagających aplikacjach może za niedługo być niewystarczający. Dźwiekowo obie generacje stoją na bardzo wysokim poziomie. Bez bezpośredniego porównania ciężko mi powiedzieć, który gra lepiej/ fajniej. Nowym iPodem warto zainteresować się po pierwsze, gdy nie mamy poprzedniej generacji, a chcemy kupić topowego grajka, a po drugie jeżeli chcesz go wykorzystywać także w dużej mierze go gier, aplikacji i filmów. Przesiadka dla kogoś kto tylko i wyłącznie słucha muzyki jest zbędna, chyba że trafi się na okazję cenowa, jak było w moim przypadku. Ważnym aspektem jest też kwestia baterii. Kupując używanego Toucha 4 możemy trafić na wyeksploatowaną baterię. Zalety - bardzo dobra jakość dźwięku prosto z dziurki - mnogość funkcji (kombajn multimedialny) - fenomenalny ekran retina - dobrej jakości matryca aparatu (znaczny skok względem iPod Touch 4) - charakterystyczna dbałość wykonania - cienki, lekki, miły w dotyku i dobrze leży w dłoni - iOS 6 - różne kolory obudowy do wyboru - brak szumów na słuchawkach - słuchawki earpods jako dodatek Wady - format bezstratny tylko po konwersji na ALAC - FLAC tylko po wykupieniu z appstore odpowiedniej aplikacji - wystająca ramka aparatu z obudowy - haczyk loop (kwestia gustu) - cena (mimo wszystko) - występuje w różowym kolorze - blokada EU - złącze lighting (niekompatybilność z wcześniejszymi akcesoriami bez przejściówki)

Autor: Monk666

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

43


IBA 50 || Recenzje

Iriver IBA 50 – przyjemny maluch Głośniki bezprzewodowe oparte na transmisji Bluetooth do niedawna były tylko ciekawostką. W tej chwili praktycznie każdy producent ma zestaw słuchawek lub głośników oparty na tej technologii. W moje łapki wpadł model głośnika jednobryłowego znanego producenta odtwarzaczy mp3/mp4 iRivera. IBA 50 jest w sam raz dla ciebie! Mi IBA pomógł romantycznie spędzić Walentynki umilając swym brzmieniem wieczór. Połączenie IBA z telefonem spisało się na medal! Moja ocena końcowa 8 z minusem za cenę

Firma iRiver przyzwyczaiła nas raczej do tworzenia odtwarzaczy muzycznych. Dziś producenci muszą szybko otwierać się na potrzeby klientów, dlatego w ofercie iRivera pojawiły się tablet oraz inne gadżety. Do nas na test trafił głośnik bezprzewodowy IBA 50. Budowa i ergonomia Sprzęt jak na swoje rozmiary waży tak jak powinien głośnik lepszej klasy. Wykonany z zewnątrz z plastiku, który niestety łapie odciski paluchów. Jest dobrej jakości, nic nie trzeszczy i wydaję się być tworzywem naprawdę solidnej grubości. Przyciski mogłyby ciszej chodzić. Obsługa odbywa się przez wejście line -in albo bluetooth. Oczywiście jest to sprzęt, który posiada własne zasilanie w postaci akumulatora. Trzyma on bardzo długo, podczas testu nie ładowałem go w ogóle, a słuchałem dłużej niż przewidziane w specyfikacji 8 godzin. Warto dodać, że głośność to jest coś, co wyróżnia ten produkt. Jest tak głośny, że na maksymalnej głośności nie da się wyrobić będąc w bezpośrednim kontakcie. Dźwięk Z reguły takiego typu konstrukcje mają problem z dźwiękiem. Występują dwa typy: przebasione albo pozbawione tego czynnika w ogóle. Sytuacja przy Iriverze jest zgoła inna. Tutaj występuję dźwięk w pełnym zakresie. Scena jak na taki typ głośniczków (a dodam, że to typ stereo w jednej obudowie) jest sporych rozmiarów. Wiadomo, że nie może się równać z kolumnami normalnych

44

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

rozmiarów, ale do pracy na laptopie lub słuchania muzyki np. z iPoda jest więcej niż dobra. Średnica jest ocieplona, jednak z dobrą dawką tonów wysokich. Nie jest jednak w jakikolwiek sposób zakryta. Wokale brzmią czysto i dobrze. Wysokie są trochę zapiaszczone. Wszystko tak czy siak zależy w którym miejscu ich słuchamy i jaka jest akustyka pomieszczenia. Podsumowanie Jesteś studentem mieszkającym w akademiku? Nie masz miejsca w pokoju? Nie lubisz słuchać na słuchawkach lub chcesz posłuchać okazjonalnie muzyki ze znajomymi?

Specyfikacja: • Model name: IBA50 • Bluetooth version: Bluetooth 3.0 • Color: Black/White • Dimensions: 175(W) x 75(D) x 70(H) mm • Weight: 590g • Material: ABS(Body) • Charge time: 3 hours • Useable Range: About 10m • Input: DC 5V/1A • Supported profile: A2DP, HFP, HSP • Frequency response: 2.402~2.48GHz • Operating temperature: 0°C ~40°C • Continuous using time: 8 hours • Output: 1.8W x 2 • Signal to Noise Ratio: 75dB

Autor: Azahiel Zdjęcia: Azahiel


Analog || Publicystyka

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

45


MS200 || Recenzje

Phiaton MS200 Moderna – dobry wygląd też się liczy Od jakiegoś czasu coraz głośniej na nasz rynek słuchawkowy puka firma Phiaton. Ciekawa stylistyka, dobre recenzje w internecie, średnia półka cenowa. Jak tylko nadarzyła się okazja przetestować ich najwyższy model dokanałowy o oznaczeniu MS200 nie mogłem się oprzeć pokusie by się o nie, nie postarać. Dzięki uprzejmości przedstawiciela Phiatona, prosto z łódzkiego oddziału MP3Store dotarły do mnie MS200 razem z młodszym bratem PS210i oraz AKG K374 – wielkie podziękowania dla osób, które umożliwiły mi przeprowadzenie testów. Ciało (budowa, wyposażenie itp.) Po otworzeniu pudełka nastąpił szybki przegląd zawartości: - słuchawki, - futerał, - cztery pary gumowych nakładek, - jedna para pianek Comply, - jedna para nakładek RightFit, - papiery dotyczące słuchawek. Futerał jest zgrabny, dość sztywny i pozwala zmieścić cały sprzęt portable, łącznie z mniejszym odtwarzaczem. Miłym akcentem jest ponadprzeciętna ilość wszelkich końcówek, każdy powinien znaleźć dla siebie coś wygodnego, choć nieco brakuje gumek biflange. Nie bardzo jednak rozumiem ideę nakładek RightFit (ich ideą jest zabezpieczenie przed wilgocią, słuchanie w deszczu - korektor). Faktycznie są wygodniejsze niż tradycyjne, jednak dźwięk jaki na nich uzyskujemy jest daleki od oczekiwań. Przypominał mi nieco PS210i – granie lekko ochłodzone, raczej analityczne niż skierowane na zabawę. Tylko w takim porównaniu tańszy model brzmi w każdym aspekcie lepiej, więc jaki jest sens RightFit? Cóż, mnie zdecydowanie nie przekonały, ale całe szczęście to tylko dodatek bez większego znaczenia. Wygląd MS200 można określić jako agresywną elegancję zarówno w kwestii kolorystyki jak i samej konstrukcji. Mamy tu czerwień przewodu, czarne słuchawki z elementami udającymi karbon (nie udają, to są włókna węglowe - korektor) i obowiązkowo pozłacany mały jack. Stylizacja natomiast kojarzy się ze sportowymi samochodami, łącząc harmonijnie ostre linie z zaokrąglonymi elementami. Zdecydowanie mogą się podobać fanom marki Ferrari i nie tylko. Wykonanie nie daje powodów do zmartwień. Plastiki wyglądają na solidne, elementy elastyczne przy słuchawkach i złączu jack spełniają swoje zadanie, a kabel sprawia wrażenie takiego

46

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

co wytrzyma z nami niejedną przygodę. Jak to będzie w rzeczywistości dowiemy się dopiero za jakiś czas, jednak na dzień dzisiejszy trwałość zapowiada się obiecująco. Wygoda MS200 jest na wysokim poziomie jednak z małym minusem. Test ergonomii na drobnej przedstawicielce płci pięknej nie wyszedł najlepiej – komora przetwornika okazała się za duża by prawidłowo usadowić ją w małżowinie. Dla mnie jednak jest to jeden z nielicznych modeli słuchawek dokanałowych, które mogę nosić z kablem puszczonym ku dołowi i nie poprawiać ich co chwilę w uchu. Idealnie usadawiają się w uchu skutecznie ograniczając zapędy słuchawek do wypadania, a niska waga kabla niemal pozwala o nich zapomnieć. Aczkolwiek osoby o małych uszach powinny najpierw je przymierzyć. Dusza (dźwiękowe doznania) Minęły pierwsze albumy i zacząłem się zastanawiać gdzie ja już słyszałem taką prezentację muzyki. Chwila zastanowienia i wiem - Sennheisery HD555! Tylko ktoś do MS200 dorzucił więcej basu. Skąd porównanie do słuchawek wokół usznych i do tego otwartych? O tym za chwilę. Słuchawki są reklamowane jako oferujące krystaliczne brzmienie i doskonały niski bas. Jako że osobiście do „basolubów” się nie zaliczam, czułem przed pierwszym odsłuchem pewien niepokój czy nie będą mnie męczyły. Ale jakież było moje zdziwienie od pierwszych dźwięków jakie mi przekazały! Wow factor wywołał spory uśmiech na mojej twarzy, który został ze mną na dłuższy czas. Po czym zaczął się maraton – zmiana źródeł, jeden materiał i trzy pary „dokanałówek” do porównań. Kolejny dzień i kolejne odsłuchy, przerwa na sen, posiłek i powrót do „pracy”. Koniec końców już dokładnie wiedziałem co sądzę o ich brzmieniu. Zgodnie z reklamą zdecydowanie jest to sprzęt nastawiony na bas, który lekko dominuje nad resztą pasma, przy czym nie ma tendencji by się na nią rozlewać. Daleko mu jednak do trzęsienia głową w erupcji dolnych rejestrów. Mamy za to bardzo smukłe i sprężyste niskie tony, o przyjemnym wypełnieniu. Dynamiki może im nie brakuje, jednak nie jest to sposób przekazania jak np. w AKG K374, tj. agresywnie, nieco dudniąc i z wykopem prosto w twarz. Wielbicie potężnego uderzenia mogą czuć się nieco rozczarowani. Phiaton oferuje

nam coś, co można nazwać basem dla dżentelmena – zdecydowany, ale jednocześnie dobrze ułożony i kulturalny. Mijają godziny odsłuchu, a on po prostu nie męczy niezależnie od puszczonej muzyki. Bardziej uzupełnia resztę pasm niż się nad nie wybija. W drugim szeregu idą tony średnie. Po przesiadce z dyżurnych Audeo dość mocno odczuwałem wycofanie tej części pasma oraz obniżoną dynamikę, jednak z biegiem czasu to wrażenie niemal całkiem zanikło. To raczej Audeo miały lekko wypchniętą średnice. Barwa średnicy jest lekko ocieplona. Wyczuwalny jest nacisk na przyjemność płynącą z muzyki, a nie na analizowanie szczególików nagrań. Wokale jakie otrzymujemy są intymne, lekko „przydymione”, dają podobne poczucie jak koncerty w klimatycznych lokalach, wśród drewnianych ław i blasku świec. Na końcu ciągną się wysokie tony. Choć niestety tylko w przenośni i leniwie, bo rozciągnięte to one zdecydowanie nie są. Nie jest ich dużo, szybko się kończą, a niektóre instrumenty grają sucho i nieco papierowo. Ot, zwykłe uderzenie w talerze potrafi czasami rozczarować. Z drugiej strony uniknięto w ten sposób problemu, jaki dokucza niektórym słuchaczom, czyli klujących górnych rejestrów. Zapewne taka zubożona góra jest podyktowana przyjemnością odsłuchu i pójścia w jego rozrywkową stronę, ja jednak poczułem się nieco zawiedziony. (Sorry, że znów się wtrącam. Wiele osób odsłuchując te Phiatony chwaliło je za właśnie wysokie tony. Może to kwestia źródła, a może upodobań. Osobiście porównałbym wysokie do tych z HD555 właśnie. - korektor)


MS200 || Recenzje

Spoglądając na separację jaką dostajemy, zdecydowanie nie ma mowy o zlewaniu się instrumentów i robieniu budyniu z nagrań. Wcześniej wspomniane ocieplenie dźwięku nieco ukrywa ten aspekt przed słuchaczem, ale wystarczy krótka chwila skupienia i od razu wiemy jaki instrument gra i w jakiej ilości. Trochę słabiej wypada dynamika. Takie kulturalne granie jakie prezentują testowane słuchawki, zostało okupione brakiem agresywności przekazu. Ułatwia to dłuższe odsłuchy, jednak niestety nie każdy gatunek muzycznie się z tym faktem pogodzi. W połączeniu z ubogą górą dostajemy czasami kłopotliwe połączenie, gdy np. przy „Czterech Porach Roku” Vivaldiego zaczyna czegoś brakować na smyczkach. Jednak o ile tak poukładane pasmo czy barwa to nic niespotykanego w słuchawkach dokanałowych, to Phiatony MS200 oferują nam jedną rewelacyjną cechę – niesamowitą scenę na której rozchodzą się dźwięki! Jakaż ona jest szeroka, znikają sztuczne ściany znane z „dokanałówek”. Przysłowiowa wisienka na torcie (a raczej dorodna, piękna i soczysta wiśnia). I nie jest to sztuczne rozdmuchanie pełne dziur i pogłosów jakbyśmy stali w środku wielkiej hali. Wszystko ma swoje miejsce, swobodnie łączy się ze sobą i rozciąga. Co ważne, głębia dźwięku jest na wysokim poziomie, dzięki czemu w połączeniu z niespotykaną szerokością daje rewelacyjny wgląd w rozmieszczenie instrumentów wokół słuchacza. Niejedne słuchawki nauszne mogą im pozazdrościć!

Jednak z drugiej strony dzięki dobrej wentylacji nie mamy uczucia szybkiego zmęczenia ucha i oczywiście tak szeroką scenę.

przekonać się samemu, może akurat zostaniecie ich szczęśliwymi nabywcami? Zdecydowanie jest w nich magia.

Podsumowanie Podsumowując, dostajemy słuchawki o rozrywkowym brzmieniu, dobrej szczegółowości, potężnej scenie i słabej izolacji. Takie miniaturowe i poprawione Sennheisery HD555, które wcześniej wywołałem do tablicy. Zaskakujące, ale nie potrafiłem się pozbyć tego skojarzenia. Phiatony MS200 są rewelacyjnymi słuchawkami, ale nie do wszystkiego i nie dla każdego. Do agresywnej muzyki mogą być zbyt stonowane - tu lepiej powinny się sprawdzić AKG K374 – natomiast dla wielbicieli wysokich tonów mogą być wybrakowane w brzmieniu. Jednak do transu, chilloutu czy jazzu są jak wymarzone, a Beethoven brzmi w nich bardzo dostojnie. Na pewno powinny być brane pod uwagę przez osoby szukające relaksu i niemęczącego grania. MS200 świetnie się sprawdzają przy spokojnych domowych odsłuchach, jednak słaba izolacja może być problemem na zewnątrz. Choć to sprawa indywidualna. Podszedłem do testowania MS200 zarówno z ciekawości, jak i chęci znalezienia uzupełnienia dla armatur od Phonaka. Phiaton dał mi niemal wszystko czego szukałem i tylko brak tłumienia powstrzymuje mnie przed ich zakupem. Cena wydaje się jak najbardziej adekwatna do prezentowanego poziomu. Tak więc gorąco polecam

Dane techniczne: • Przetworniki: dynamiczne 14.3 mm • Pasmo przenoszenia: 10 Hz ~ 27,000 Hz • Impedancja: 32 Ohm • Zniekształcenia THD: Mniejsze niż 1% przy 1 kHz • Skuteczność : 100dB prz 1 kHz • Maksymalna moc wejściowa: 30 mW • Waga: 5.6 g / 0.012 lb (bez kabla) • Długość kabla: 3.93 ft / 1.2 m

Autor: Inszy Sprzęt do odsłuchów: Nationite Nanite N2, iMod 5g, iPod 2, MS Zune 2gen, modyfikowana karta Creative X-Fi Platinum oraz wzmacniacz słuchawkowy Sense G5.

Jest to zasługa półotwartej konstrukcji jaką zastosowali projektanci Phiatona. Ale wpływa ona nie tylko na scenę i swobodę grania. Ostatnim elementem odbioru dźwięku jest izolacja jaką zapewniają nam Phiatony MS200 od świata zewnętrznego. Ze względu na wentylowaną obudowę nie spodziewałem się za wiele, a otrzymałem jeszcze mniej. Jest to poziom słuchawek dousznych a nie dokanałowych. Ma to oczywistą wadę przy chęci słuchania w głośnych miejscach (centra miast, pociągi czy uczelnie), trudno się skupić na muzyce gdy słyszymy rozmowy pobliskich osób i przejeżdżające samochody. WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

47


E10 || Recenzje

SoundMAGIC E10 - Gdzieś to już słyszałem… Dobrze brzmią w każdym gatunku: muzyce klasycznej, rocku, metalu, reggae, R&B oraz dubstepie –można by napisać o takich słuchawkach, że są uniwersalne. By były jednak takie w pełni, powinny dodatkowo wpisywać się zarówno w gusta początkujących, dopiero zaczynających przygodę ze sprzętem audio, jak i doświadczonych, którzy poszukują ekonomicznego rozwiązania swoich potrzeb. To trudny sprzęt. Pomijając takie problemy, jak dobranie odpowiednich tipsów, odtwarzacza, naukę wkładania ich do ucha i wyjmowania bez narażania przewodu na uszkodzenie, trzeba poświęcić na nie trochę czasu. Trzeba słuchać i jeszcze raz słuchać. A wszystko przez ten dźwięk… zaraz, to w końcu dobrze, czy źle? Radosną informacją jest zmiana przewodu na wytrzymalszy - w nowej, lepszej rewizji słuchawek. Egzemplarz testowy posiadał jeszcze stary, o przeciętnej prezencji. Mimo moich starań, udało mu się przeżyć te ciężkie chwile bez szwanku (trwogę budził jednak zawsze i wszędzie). Sama obudowa nie rodzi obaw o rozklejenie się, jak bywało to podczas kontaktu z niektórymi innymi modelami tej firmy. Co ciekawe, zastosowanie konstrukcji typu „kołek” nie jest równoznaczne z dyskomfortem. Po dobraniu nakładek, obudowa nie daje o sobie znać. Przewód jest na tyle elastyczny, że noszenie za uchem bez prowadnic nie jest żadnym problemem. Długo dobierałem tipsy. Skończyło się na piankach (początkowo Comply, później firmowe od Soundmagic). Ostateczny wybór został zdeterminowany przez wygodę. Dopiero po czasie zauważyłem pozytywne zmiany w dźwięku względem „silikonów”. Użytkownicy pianek wiedzą jak wiele potrafią zmienić w dźwięku – dodają trochę wyższego basu, ocieplają brzmienie, oraz uspokajają pewien zakres wysokich tonów i wyższej średnicy. Takich zmian właśnie sobie życzyłem w połączeniu z iPodem Nano 6g. Początkowo przeszkadzała mi delikatna suchość średnicy oraz zbytnia bezpośredniość dźwięku.

48

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

Mam wrażenie, że jestem strasznie pobłażliwy. Naprawdę słuchałem ich z przyjemnością, nie zmuszając się do zmiany płyty, bo „coś nie grało”. E10 zasługują na dobre słowo. Ich największym problemem jest jednak pokrewieństwo ze sławnymi EP-630 - są bardzo podobne, tylko wiele lepsze.

Autor: Piotr „wrq” Mihilewicz

Po przemyśleniach, te słuchawki brzmią po prostu zwyczajnie. Scena jest o przeciętnej szerokości i lekko wyróżniającej się głębi. Balans brzmienia oceniam na neutralny, ewentualnie minimalnie rozjaśniony. Ważniejsze jednak jest to, że grają „v-ką”, czyli mają podbite skraje pasma względem środkowych częstotliwości. Najbardziej wycofany zakres to początek średnich tonów skutkuje to „oczyszczeniem” brzmienia, zwiększeniem czytelności. Mnie z pomocą przyszły pianki, ktoś inny może połączyć E10 z ocieplającym odtwarzaczem, albo po prostu podbić ten zakres pasma na EQ. Bas jest nierówny. Niskiego niewiele, dominuje średni, ze słyszalnym wysokim - dzięki temu jest miękki, ale z uderzeniem, „punchy”. Niestety w niektórych współczesnych utworach słychać dudnienie. Faktura nie jest jednolita, całe szczęście pasmo nie jest na jedno kopyto. Średnie tony starają się być naturalne. Udaje im się to nawet. Są bezpośrednie, żywe, brzmiące, dźwięczne. Słuchając muzyki w zgiełku komunikacji miejskiej, czy innych „nieaudiofilskich” warunkach, ich umiarkowana nienaturalność nie ma już takiego znaczenia. Wysokie tony całe szczęście są wolne od syczenia i szeleszczenia. Zdecydowanie jednak nie są równe. Raczej bezwstydnie poszarpane. Mimo wszystko spełniają swoją rolę, przekazują informację, wyrównują balans niższych pasm, nie wkurzając przy tym. Najwyższego zakresu brak. Informacja dla maniaków: jeśli ktoś nie zauważa wycofania wysokich tonów w PX360, roll-offem w E10 nie musi się tym bardziej przejmować.


R1 || Recenzje

Brainwavz R1 Słuchawek dynamicznych, opartych na kilku przetwornikach, od jakiegoś czasu mamy na rynku sporo. W Polsce bardziej znane są Radiusy i Brookstone’y. Tym razem polski dystrybutor Brainwavz przygotował na polski rynek model Brainwavz R1. Czy są w stanie przebić wyżej wymienione modele? Zobaczmy. Firma Brainwavz jest już dobrze znana polskim użytkownikom słuchawek. Na łamach naszego magazynu też nieraz pisaliśmy o jej produktach . Dziś pomęczymy trochę model R1, który otrzymaliśmy od firmy Audiomagic. Opakowanie i budowa Kolorystyka pudełka: czerwony połączony z brązowo-kremowym. Opakowanie nie jest mocną stroną tego produktu. Z drugiej strony jednak jest to produkt, który kupują ludzie wiedzący czego chcą. Zawartość opakowania jest bardzo bogata. Znajdziemy oprócz słuchawek, wysyp wszelakiej maści gumek i nakładek (w tym Comply Foam). Dodatkowo twarde etui w barwie naszych słuchawek, a w nim przejściówka na dużego jacka 6,3mm i przejściówka samolotowa. Niejeden producent w tej klasie cenowej daje zdecydowanie mniej dodatków. Same słuchawki są specyficznie zbudowane. Wizualnie na pewno wzbudzają kontrowersje. Mnie jednak urzekły swoją kolorystyką i wyglądem. Wielkość jest uzasadniona tym, iż posiadają dwa przetworniki dynamiczne (6,8mm i 9mm). Dodatkowo taka wypustka (patrz foto) pozwala na lepsze trzymanie ich w uszach. Nie zabrakło otworów bas refleksu, które są ładnie wkomponowane w obudowę słuchawek. Tulejki są dosyć długie, co może sprawiać problem z innymi gumkami. Lekko się zdziwiłem, gdy zaobserwowałem brak siateczki zabezpieczającej tulejkę. Trochę dziwne, zwłaszcza że w ten sposób można łatwo złapać paprochy w środku obudowy. Kabel jest dobrze osadzony w korpusie. Sam natomiast jest niezbyt wyróżniający się pośród innych modeli słuchawek. Jest dosyć gruby i wydaje się wytrzymały, jednak ma to swoje wady. Efekt mikrofonowy jest dość spory. Słuchawki możemy nosić także na sposób „over the ear”, co w znacznym stopniu niweluje ten efekt. Niestety jeśli posiadamy wersje z pilotem, jego umiejscowienie pozostawia wiele do życzenia przy użytkowaniu ich „za uchem”- znajduję się wtedy na wysokości żuchwy. Sam mikrofon jest ładnie wkomponowany w przycisk, który jak w większości modeli służy nam do odbierania rozmów, zmiany

utworów, czy innych funkcji z tym związanych. Sprawdzałem działanie mikrofonu przy Galaxy S3 i iPhone. Zbierał bardzo dobrze, a przede wszystkim czysto. Dźwięk Sądziłem, że po Radiusach czy Brookstone’ach w tych konstrukcjach nic mnie nie zadziwi, jeśli chodzi o dźwięk. Myliłem się i to bardzo. Brainwavz R1 jak i wyżej wymienione modele nalezą do tej ciemno/ciepłej strony mocy. R1 posiadają mniej basu niż pozostałe modele podobnej konstrukcji. Scena jest mniejsza, chociaż w zależności od gumek jest bliska albo oddalona. Tak czy siak, jest sporo większą od tej z typowych doków w podobnej cenie. Związane to jest z „otwartością” konstrukcji. Izolacja jest większa niż w Radiusach. Konstrukcja R1 nie jest tak w pełni otwarta. Kreowanie sceny jest bardzo dobrze zrealizowane. Czasami można się zdziwić, że w tej cenie otrzymujemy tak dobrze zrealizowaną scenę i holografię. Same średnie tony są troszeczkę z tyłu, przez co mamy czasami wrażenie lekkiego koca. Wszystko też zależy od naszego sprzętu, jak i realizacji nagrania. Natomiast nie otrzymamy pakietu sybilantów, czy innych niechcianych dźwięków, co jest wielkim plusem. Wysokich jest sporo, są one jednak ogładzone. Nie ma wrażenie lekkiego chaosu z Radiusów/Brookstonów. Całość przez tosprawia wrażenie w miarę równego grania (oprócz basu). Szczegóły w zależności od gumek są przyjemne w odbiorze i nie mamy problemu z instrumentami typu dzwonki czy talerze. Wręcz brzmią bardzo przyjemnie i można się w nich zakochać. Niskie rejestry są czymś co producent chwali jako definicje dźwięku w tym zakresie. T rudno się z nim nie zgodzić, że spełniają w jakiś sposób

te słowa. Nacisk został położony bardziej na niski bas niż średni czy wyższy. Mamy go sporo, ma odpowiednie wybrzmienie i masę. Średni natomiast wydaję się taki jakby wycofany. Na pewno polubią ten bas wszyscy co wielbią niski nad średni. Jest on naprawdę bardzo dobrej jakości. Oczywiście ilość basu i jego zejście jest zależne od użytych gumek. Przy Comply jest go więcej, ale kosztem wysokich rejestrów. Przy Bi-flangach moim zdaniem jest po równo. Najlepiej poeksperymentować, a każdy znajdzie odpowiednie połączenie dla siebie. Podsumowanie Stosunek jakość do ceny w przypadku Brainwavz R1 jest wręcz fenomenalny. Gdyby nie ergonomia i średniej jakości kabel, byłyby to idealne słuchawki dla osób które nie lubią armatur. Dźwięk R1 w tej cenie przebija kilkukrotnie droższe konstrukcje. Dostajemy od R1 całkiem szczegółowe, dobrze zrównoważone i wręcz wyrafinowane brzmienie. Polecam z czystym sumieniem. Dane techniczne: • Przetworniki: dynamiczne, 6.8 mm + 9 mm • Impedancja: 16 Ohmów • Dynamika: 95 dB @ 1mW • Pasmo przenoszenia: 20Hz ~ 22KHz • THD: <= 0.3% @ 94dB • Balans stereo: =< 3dB (@1000 Hz) • Nominalna moc wyjściowa: 2 mW • Wtyk: 3.5 mm, pozłacany, kątowy • Długość kabla: 1,2 m • Gwarancja: 12 miesięcy • Wymiary opakowania: 150 x 170 x 50 mm • Waga netto: 10 g • Waga brutto: 185 g Zawartość zestawu: • 1x pianki Comply • 6 par końcówek sylikonowych w rozmiarach S/M/L • 1x końcówki Bi-Flange • adapter na dużego Jacka 6,3 mm • adapter samolotowy • etui

Tekst i zdjęcia: Robert Kruk

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

49


AKR01 || Recenzje

Rozważania (nie)filozoficzne - Astell & Kern AKR01 - słuchawki dokanałowe Niedawno otrzymałem od wrocławskiego oddziału MP3Store, do przetestowania słuchawki Astell & Kern AKR01. I jak sobie ich słuchałem, to naszły mnie filozoficzno-egzystencjonalne rozważania. Coś w stylu, że człowiek całe życie się uczy i głupi umiera. Parafrazując to na moje „audiofilskie” poszukiwania ciągle czegoś szukam, a i tak przed śmiercią będę to miał dopiero na wyciągnięcie ręki. nie jest urządzeniem niewrażliwym na wibracje (bieganie, czy nawet chodzenie z nim w kieszeni, może spowodować uszkodzenie dysku). Co powoduje, że do AK120 podpinam czasami, nieoptymalnie z nim brzmiące słuchawki. Także, z przymusu AK120 został moim grajkiem do słuchania w pracy czy w hotelu. iPoda używam praktycznie tylko w domu, i tylko zamiennie z zestawem stacjonarnym. Ostatni dyskowiec nie przeżył niestety podróży samolotem, a dokładniej zabaw na lotnisku... Siedząc ( a może leżąc, już nie pamiętam), przyszło mi do głowy, że warto by się zastanowić, co to takiego są te idealne słuchawki. Bo to, że każdy z nas ich poszukuje, to żadne odkrycie. I ja, całkiem niedawno znalazłem swoje idealne słuchawki. A dokładniej, to znalazłem swoje idealne tory słuchawkowe. Bo słuchawki, choćby i najidealniejsze na świecie, w oderwaniu od ich idealnej synergii nie wykażą się niczym specjalnym. I tak moim idealnym torem domowym jest FatCubeLinear spięty z DACiem oparty o Sabre ES9018 wyposażonym w 2 opampy LME 47910 i 2 opampy LME 47920. To wszystko zasila słuchawki HiFiman HE-5LE. Cały zestaw gra tak dobrze, że ciężko się od niego oderwać. Miałem oczywiście chwile zwątpienia, i próbowałem nawet wystawić słuchawki do sprzedaży. Ale to już historia. Moim kolejnym idealnym torem, jest tym razem tor portable - iPod Classic 6Gen i słuchawki Etymotic ER4S. Zestaw o tak wyważonym i dojrzałym brzmieniu, że słuchając go mam wrażenie, że to mocno rozbudowany tor stacjonarny. Oczywiście, abym miał takie brzmienie, jakie lubię, musiałem użyć RockBoxa i fenomenalnego wręcz Equalizera. Efekt końcowy jednak jest wart tej zabawy. Od pewnego czasu użytkuję również irivera AK120. Urządzenie świetne, jednak nie znalazłem dla niego słuchawek idealnych. Ze wszystkim co do niego podłączyłem gra bardzo dobrze, jest wszystko co trzeba. Brakuje mi jednak tej wisienki na torcie, tego błysku. I tak w spokoju szukałem sobie do niego słuchawek. Do czasu, aż nie kupiłem Denonów AH-D7100. Od tego czasu mam już 3 zestawy, których praktycznie nie rozpinam. Ale tylko jeden z nich jest w pełni mobilny (w Denonach, w Tesco, nie dość, że ściągam na siebie wzrok, to i pewnie kilka niewybrednych komentarzy też poleciało). Umówmy się jednak, że dyskowy iPod (jakoś z kart CF chwilowo się wyleczyłem),

50

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

I tak po tym trochę przydługim wynurzeniu dochodzimy do sedna. A mianowicie do słuchawek AKR01. Są one produktem japońskiej firmy Final Audio Design. Już to powoduje, że spoglądam na nie z zainteresowaniem. Wszak FAD to jedna z niewielu firm, która w słuchawkach dokanałowych wykorzystuje własne produkcji przetworniki pojedyncze. AKR01 to słuchawki do złudzenia przypominające serię Heaven, na którą swojego czasu byłem mocno napalony. I tak jak seria Heaven AKR01 posiadają pojedynczy, robiony na miarę, przetwornik armaturowy. Dzięki temu sposób aplikacji słuchawki jest do złudzenia podobny do Etymoticów. Po moich doświadczeniach z Etymotic, wiem, że nie ilość przetworników świadczy o jakości, więc kolejna zaleta. FAD zdecydował się

jednak na tulejkę T400, co, przynajmniej dla mnie, powoduje konieczność poszukiwania idealnych tipsów (te z zestawu nie nadają się do niczego). Słuchawki zapakowane są w eleganckie pudełko z logo Astell & Kern, które wymiarami sugeruje, że AK100/AK120 mogłoby się zmieścić do środka. I rzeczywiście, po wyjęciu pianki da się na „wcisk” umieścić w środku DAP’a, jednak używać się go ze środka nie da. Opakowanie od słuchawek może


AKR01 || Recenzje

bardzo zgrany duet. Na czym polega to zgranie ? Ano w moim mniemaniu, idealny zestaw, to taki, na którym nie ma kiepsko brzmiącej muzyki. W realizacjach genialnych spisuje się równie dobrze, jak w realizacjach skopanych. Daje przyjemność ze słuchania jednych i drugich, nie pokazując z chirurgiczną precyzją błędów realizatora. Po prostu pozwala cieszyć się muzyką. Oczywiście w przypadku materiału realizowanego na najwyższym poziomie, ukazuje on kunszt i precyzję, daje dostęp do szczegółów i smaczków dla gorszych zestawów niedostępnych. I właśnie taki jest ten zestaw. Aż się nie chce przestać słuchać.

więc służyć jedynie za ochronkę w transporcie. Ciekawie rozwiązany jest kabel którym słuchawki złączone są z odtwarzaczem. Jest to wprawdzie makaron, którego osobiście bardzo nie lubię, nie jest on jednak typowy. Mianowicie, są to dwa kable złączone szerszą powierzchnią, rozpinające się dopiero przy splitterze. Fajnie to wygląda i powoduje większą sztywność kabla od splittera do wtyczki. Dzięki temu pewnie zwiększa się również trwałość. Ale i efekt mikrofonowy jest zdecydowanie mniejszy niż w podobnych konstrukcjach. Wygoda użytkowania jest podobna jak w przypadku Etymoticów. Słuchawki aplikujemy dość głęboko, nie mają one na szczęście żadnych ostrych czy chropowatych krawędzi, które mogłyby drażnić ucho. Dlatego też, wygodę należy ocenić wysoko. W czasie testów nie otrzymałem niestety zamówionych wcześniej tipsów typu Triflange, nie mogę więc jednoznacznie ocenić tłumienia. Wydaje mi się, że przy zastosowaniu właściwych wkładek, izolacja może być na poziomie Etymoticów.

A cena ? Planowana cena w Polsce ma oscylować w okolicach 800 pln. W sklepie iriver jest to 199$ + przesyłka (około 249$ total) + ewentualny VAT i podatek. Czyli w sumie porównywalna z ceną Etymoticów ER4. Naprawdę dobry deal. Właściwie to zastanawiam się, czy pomimo braku idealnych tipsów (jeszcze), nie zaryzykować i nie kupić sobie tych słuchawek. W końcu może być już tylko lepiej. całościowym odbiorze przekazu. A sam przekaz jest bardzo przestrzenny, nie ma wrażenia ograniczenia z żadnej ze stron. Umiejscowienie instrumentów w przestrzeni, czy w ogóle holografia jest super. Z urządzeniem tak szczegółowym jakim jest AK120 zgrywają się super, tworząc naprawdę

ps. Kusi mnie, oj strasznie mnie kusi... Głównie, przez doskonałą współpracę z AK120. Ale też dlatego, że to świetny produkt. W tej chwili cena oscyluje bardziej w okolicach 700 pln.

Tekst i zdjęcia Fatso

A jak one grają ? Grają super. Z AK120 zgrywają się naprawdę dobrze. Nie są ani tak jasne, ani tak szczegółowe jak Ety ER4S, mają jednak zdecydowanie lepsze niskie rejestry. Bas jest dosyć nietypowy jak na armatury. Z jednej strony jest bardzo szybki i precyzyjny, z drugiej wybrzmiewa dłużej i jest pełniejszy w fakturze. Daje wrażenie obcowania ze słuchawkami dynamicznymi. Średnica do złudzenia podobna do Etymoticów, za to góra jest mocno cofnięta. Znowu dość nietypowe jak na armatury raczej ciemne. Czuć wyraźny dołek na sybilantach. Nie można im przy tym zarzucić braku szczegółowości. Oj nie, dźwięk wypełniony jest niuansami, które jednak nie są nachalne, a stoją jakby z boku, dając słuchaczowi wybór, czy WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

51


HJE-120 || Recenzje

Trzej muszkieterowie od Beyerdynamica oraz Panasonic HJE-120 w roli kardynała Richelieu Beyerdynamic w poszukiwaniu zysków postanowił odważnie wkroczyć w segment dokanałówek. Dzięki temu miałem możliwość przetestowania trzech modeli : . Ich oponentem i jednocześnie punktem odniesienia były znane i cenione Panasonic HJE-120. Czy producent takich hitów jak DT990 czy DT880 słusznie zrobił wprowadzając na rynek serię słuchawek dokanałowych? Przekonajmy się. Zawartość zestawu, wykonanie i walory użytkowe Na początku pomyślałem sobie, że producent mógłby się bardziej wysilić, gdyż każdy model był zapakowany w praktycznie takie samo kartonowe pudełko (cóż, oszczędności w czasach kryzysu). „Jeżeli grają przyzwoicie, to puszczę to w niepamięć” - dopowiedziałem sobie potem. Jedynymi akcesoriami do każdego z trzech modeli były tylko trzy pary tipsów w rozmiarach S, M i L oraz szmaciane etui. W pudełku najwyższego modelu znalazłem ponadto przejściówkę samolotową. Nie chciałbym przytaczać cen poszczególnych modeli (możecie je znaleźć bez problemu w sieci), ale zapewniam was, że są one wysoce nieadekwatne do tego co oferuje nam w zestawie producent. Pierwsze pocieszenie przyszło z momentem oceny jakości surowców użytych do produkcji. Mianowicie każdy z trzech modeli prezentuje się bardzo dobrze. Od wtyku do obudowy drivera mamy te same komponenty u każdego z muszkieterów (znów te oszczędności!), co akurat uważam za dobre posunięcie, bo kabel jest gruby i nieplączący, a pozłacany jack i splitter są porządnie wykonane. HJE-120 nie umywają się pod tym względem. Dwa wyższe modele mają obudowę z wstawkami aluminiowymi (co czuć w uchu niestety). Wszystkie modele mają najpopularniejszy kształt obudowy a’la EP-630 i tulejkę T-400, DTX101 iE są jednak nieco smuklejsze i wchodzą głębiej do kanału słuchowego przez co ciut lepiej izolują od młodszych braci, u których izolacja jest na poziomie Panasoniców, a więc słabo. Dokuczającą przypadłością dokanałówek od Beyerdynamica jest efekt mikrofonowy. Jest on duży i podczas wieczornego, cichego

52

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

słuchania staje się nieznośny. HJE-120 mają ten efekt lepiej poskromiony. Co do wygody to poza zimną obudową nie ma się do czego przyczepić. Jest przyjemnie i nic nie uwiera. Mi pod pasowały pod tym (i dźwiękowym) względem tipsy o rozmiarze M. Większych różnic pomiędzy poszczególnymi modelami nie odnotowałem. Tak więc na razie muszkieterowie - 0, Richelieu - 1. Przejdźmy do tonów średnich. W HJE są one wycofane w stosunku do innych pasm, natomiast w modelach Beyerdynamica są one na równi z resztą rejestrów, a nawet nieco wypchnięte. Objawia się to w wokalach. W Beyerach są one lekko wysunięte i bardziej naturalne. Dodatkowo, w modelu DTX 101 średnie tony są ocieplone, co według mnie wpływa niekorzystnie na ogólny odbiór dźwięku. Gitary są przez to zamulone i wokale nie brzmią tak jak powinny. Młodsi bracia radzą sobie w tych rejonach najlepiej, a już szczególnie model DTX 71, pomimo wkradającej się momentami sybilizacji. Jeśli chodzi o tony wysokie to znów w Beyerach są one w większej ilości niż w Panasach, lecz niekoniecznie może to być dobra wiadomość. DTX 41 wyższych rejestrów mają aż za nadto, co źle przekłada się na przyjemność ze słuchania muzyki. Mało tego, są one jakby zapiaszczone. Lepiej sprawa ma się w 2 wyższych modelach. Talerze, dzwonki i trójkąty brzmią tak jak powinny, uderzenia są szczegółowe. Tutaj modele ze stajni Beyerdynamica prezentują się lepiej niż poczciwe HJE-120, u których wysokie tony nieco kuleją. Ma to przełożenie na szczegółowość. Mając w uszach Beyerdynamici usłyszymy znacznie więcej szczegółów niż w HJE-120. Panasonici mają jednak tą przewagę, że posiadają szerszą scenę i lepiej lokalizują instrumenty w przestrzeni. Dźwięk we wszystkich Beyerach wydawał się stłamszony w przestrzeni o kształcie kuli. Podsumowując

brzmienie każdego modelu z osobna i klasyfikując je niejako, stwierdzam, że najprzyjemniej dla mojego ucha zagrały Panasonic HJE-120. Może technicznie nie są najlepsze, lecz muzyki słuchało mi się na nich najmilej całościowo - oceniam je wyżej od wszystkich pozostałych modeli, a to nie świadczy o nich zbyt dobrze, zważywszy na ich kilkukrotnie wyższą cenę. Drugie miejsce mają u mnie DTX 71. Grają dźwiękiem najbardziej zrównoważonym ze wszystkich modeli. Trzecie miejsce DTX 101. Tracą na mocno ocieplonej średnicy, która rzutuje na całościowy odbiór słuchawek. Niechlubne ostatnie miejsce przypadło DTX 41. Ich nienaturalna góra i wyższa średnica odstraszyły mnie od nich. Przydałoby się im mocno ciepłe źródło zdolne poskromić ich niedoskonałości. Podsumowanie Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Beyerdynamic wsadził do każdego z tych trzech modeli taki sam przetwornik, co potwierdzałoby moją teorię wszechobecnych oszczędności. Różnice w brzmieniu mogły wziąć się z nieco innych materiałów wykończeniowych oraz drobnych różnic w budowie, a tym samym również w umiejscowieniu w kanale słuchowym, bo jakościowo te trzy modele prezentują praktycznie ten sam poziom. Jak bardzo sobie cenię modele nauszne słuchawek od Beyera, tak chyba nigdy nie polubię jego modeli dokanałowych. Myślę, że ten test spełnia ważną rolę, gdyż może wiele osób naprowadzić na właściwe tory, a konkretnie osoby, które znają jakość dźwięku modeli nausznych i chcą kupić dokanałówki tego producenta. Radzę wam - poszukajcie gdzie indziej.

AUTOR: Marcel


Temat || Dział

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

53


AK100 i AK120 || Recenzje

Cena doskonałości - Astell & Kern Czekałem, tupałem i się doczekałem. iRiver, jeden z prekursorów mobilnego słuchania muzyki, w formie jaką znamy dzisiaj (odtwarzanie plików cyfrowych), znowu zrobił krok do przodu, wypuszczając pod świeża, ale jakże ekskluzywną nazwą Astell & Kern przenośny odtwarzacz HiFi. Był to model AK100, a aspiracje jego były wielkie. Miał się usadowić na tronie przenośnych odtwarzaczy jako niekwestionowany król. W dniu premiery miał konkurencji jak kot napłakał, bo jeśli spojrzeć na półkę cenową to tylko Colorfly C4 mógł z nim konkurować. Jak pokazało życie, w testach jakości dźwięku przegrał, z niekoronowanym królem przenośnego audio iModem Video połączonego z małym FIIO E7. Ale to było kiedyś, w czasach kiedy soft AK100 był niedopracowany, a oczekiwania użytkowników były wyższe niż możliwości sprzętu. tu dorzuciłem swój domowy tor, czyli własnej produkcji klon Black Cube Lineara podłączony do DAC na PCM1796, zasilany z małej elektrowni czyli PCeta.

Dzisiaj do rodziny Astell & Kern dołączył kolejny zawodnik, który wg. iRivera ma być pozbawiony wad poprzednika. Na pewno nie ma on konkurenta, bo kosztując w okolicach 1000 Euro jest niestety niechlubnym liderem tej klasyfikacji. W związku z tym, że dzięki uprzejmości MP3Store. pl dostałem obydwa urządzenia, pokusiłem się o małe porównanie i zestawię dzisiaj AK100 i AK120 w pojedynku bezpośrednim. Na początek biegusiem do kasy. I tutaj, o ile ktoś na zawał nie padnie, przyjdzie mu rozstać się ze sporą gotówką. AK100 na dzisiaj to koszt 2299 pln, AK120 kosztuje 4499 pln. Sporo. Nawet bardzo sporo. Czy jednak warto? Odpowiedź jak zwykle nie jest prosta. U nas w kraju to jest bardzo dużo pieniędzy, a nawet bardzo. Jednak jeśli kwoty przedstawimy w walucie europejskiej, nie wygląda to już tak tragicznie. Jeśli jeszcze dołożylibyśmy do tego zarobki w walucie europejskiej, byłby całkiem znośnie. Szczególnie za sprzęt, który ma nam zastąpić domowy tor słuchawkowy. Do testów wybrałem 2 grupy urządzeń - drogie (HiFiman He5-LE oraz Westone 4r) i tanie (Etymotic ER4p i SoundMagic HP100). Sądzę jednak, że jak ktoś zakupi już „kałacha” lub „super kałacha” oznaczać to będzie, że i na słuchawki z odpowiedniej półki go stać. I wtedy mój zestaw może okazać się mizerny... Całość skonfrontowałem z Matuzalemem cyfrowego audio czyli iRiverem iHP-120, poprzednim księciem ze stajni iRivera. Do komple-

54

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

Jeśli więc porównywać AK100/AK120 do toru domowego, to cena jaką przyjdzie nam zapłacić nie jest już koszmarem. Jednak czy w zamian dostaniemy pełen ekwiwalent czy tylko protezę? Jako przedsmak tego co przeczytacie później, napiszę tylko, że pisząc te słowa słucham sobie Larsa Danielssona na HiFimanach, podłączonych do AK120. I nie mam powodu do narzekania... Jak widać na powyższych rycinach, obydwa urządzenia zapakowane są w podobne opakowania, podobnie wyglądają, jak pokażą późniejsze testy, grają podobnie. Nawet oprogramowanie działa tak samo. Czy są jakieś różnice uzasadniające w cenie ? Hmm, różnice są, ale co do uzasadniania... Na pewno fajnie, że futerał, który do AK100 kosztuje 199 pln, w zestawie z AK120 jest w standardzie. Super, że pokrętło głośności zostało zabezpieczone przed urwaniem, bo to z AK100 jest jednak przynajmniej z wyglądu zbyt delikatne. I to poza wymiarami zewnętrznymi koniec różnic. Jak na razie więc z różnicy 2100 pozostało nam 1900 pln.

Szukamy więc dalej. Soft i obsługa. AK100 dostał 27.06.2013 nowy soft w wersji 2.01, który do złudzenia przypomina ten z AK120. W AK100 brak opcji podłączenia jako DAC przez USB, która to w AK120 występuje. W AK100 mamy jeszcze dodatkową opcję boost, która podnosi nam głośność o 3dB, ale może się to wiązać z clippingiem (którego nie uświadczyłem). AK120 widać nie potrzebuje się podbijać. Jeśli są jeszcze jakieś różnice w samym sofcie to nie zauważyłem. Z zauważalnych różnic, pokrętło głośności w AK120


AK100 i AK120 || Recenzje Przejdźmy zatem do meritum, jak to gra ? HiFiman HE5-LE Podpięcie do AK120 od raz sugeruje, że mocy to maleństwo ma mnóstwo. Wskazanie potencjometru utknęło na 72 i było już naprawdę nieźle. W AK100 głośność dojechała do końca (75). Poziom wspólny z BCLem na wzmocnieniu x16 i ustawieniu głośności na połowę. Brzmienie obydwu urządzeń jest bardzo podobne. w ślepym teście miałbym spory problem, żeby rozpoznać które jest które. W AK120 mam wrażenie minimalnie większej rozdzielczości. Ale zaskoczyło mnie tak naprawdę brzmienie AK100 - urządzenie które kiedyś miałem w domu było raczej chłodne, grało wycofaną średnicą, a to co dostałem dzisiaj, to sprzęt stający w szranki z porządnym (tak mi się wydaje) torem domowym i wcale nie obrywa batów. Jedyna różnica to różnica głośności maksymalnej, bo różnica w jakości dźwięku nie występuje. Grają trochę inaczej (w sensie AK1x0 i tor stacjonarny), ale są to niuansowe różnice - co się komu podoba. Całość brzmi jakbym miał podłączony sporych rozmiarów sprzęt stacjonarny, a nie maleństwo wielkości stosika kart kredytowych (analogia jak najbardziej na miejscu). Scena jest kreowana perfekcyjnie, szeroko, ale jednocześnie głęboko. Nie ma wrażenia klaustrofobii ani przez moment. W dźwięku nic się nie gubi, niskie tony są dobrze kontrolowane i jest ich tyle ile powinno być. Średnica przedstawiona w sposób wręcz monitorowy. Normalnie zbieram szczękę z podłogi. Westone 4R Znowu zaskoczenie. AK120 gra pełniej od AK100, ale to nie jest już to samo AK100 które pamiętam, a które grało chłodno. Różnica pomiędzy AK120 a AK100 jest już wyraźnie słyszalna, a odbija się właśnie w średnicy i midbasach. W AK100 jest ich mniej, jest minimalnie bardziej sterylnie. Ale nie jest różnica w jakości, a raczej w charakterze grania. AK120 lepiej wypełnia dźwiękiem przestrzeń, za to AK100 oddaje nam więcej szczegółów. Ale różnica jest naprawdę niewielka. A i to przy odpowiednio dobranych utworach. AK120 jest za to zdecydowanie głośniejszy. Radzi sobie ze słuchawkami z większą łatwością. SoundMagic HP100 Po raz kolejny świetna synergia. Dużo przestrzeni, świetnie kontrolowany bas. Charakter słuchawek oddany idealny. I po raz kolejny różnica pomiędzy AK120 a AK100 jest mało zauważalna. Chyba bardzie podświadomie wiem, że AK120 jest droższym, lepiej skonfigurowanym sprzętem, bez wad okresu dziecięcego. Wprawdzie mam wrażenie, że słyszę większą szczegółowość i lepszą separację, ale nie wykluczone, że to mój mózg się samo uświadamia. Natomiast coś co można by nazwać efektem dumpingu, nie występuje, pomimo dość niskiego DF.

Etymotic Er4p Dźwięk się delikatnie odmulił (nie był zamulony, ale jakby dostał świeżego powietrza). Scena zrobiła się Etymoticowa. Zniknęło wrażenie słuchania ze słuchawek, a instrumenty zostały perfekcyjnie umiejscowione w przestrzeni. Podobną prezentację mam na zestawie iHP-120 z iBasso D10 połączonych przez TOSLink. I w sumie nie ma się co dziwić - D10 ma również WM8740 na pokładzie. Podłączając Ety do AK100 troszkę się obawiałem, czy oporność wyjścia słuchawkowego w AK100 nie będzie przeszkodą. Ale nic z tego, brzmienie równie otwarte jak w AK120, z rozmachem, wokale blisko a reszta w precyzyjnie określonej przestrzeni. Naprawdę nie mogłem uwierzyć, że soft tyle zmienia w brzmieniu. Pamiętam, jak pół roku temu podpiąłem Ety do AK100 - dźwięk był po prostu niestrawny. Dzisiaj, to całkowicie inne urządzenie.

Podsumowanie Jest dla mnie bardzo ciężkie. Ale nie dlatego, że nie wiem co wybrać. A dlatego, że nie ważne co bym wybrał nie mam na to pieniędzy. iRiver pokazał, że potrafi. Oj naprawdę pokazał. A ja niestety zobaczyłem. Mam szczęście, że przez najbliższych kilka dni mogę się jeszcze bawić Kałachami. Ale później chyba wejdzie choroba odstawienia. AK100 udowodnił mi, że jest świetnie zrobionym sprzętem z początkowo niedopracowanym softem. Dzisiejsza wersja nie ma nic wspólnego z tym co słyszałem jakiś czas temu. Jakość dźwięku naprawdę powala, i poważne sprzęty mają naprawdę godnego konkurenta. AK120 to taki AK100, tyle, że lepiej. Dokładnie 2x. Ma 2x więcej wbudowanej pamięci, obsługuje 2x większe karty, i jest 2x razy głośniejszy - w całym teście AK100 musiałem ostawiać dokładnie 3dB wyżej niż AK120. Prawdopodobnie jest to spowodowane impedancją wyjściową kałacha. W końcu AK100 ma 20Ohm a AK120 już tylko 3Ohm. Najbardziej zaskoczyło mnie jednak, że AK120 radzi sobie z HiFimanami, równie dobrze jak z SoundMagicami. Może ktoś kupi przechodzoną, ale jednak zdrową nerkę... ps. Jak kogoś stać, to niech się nie zastanawia. Jeśli masz Przyjacielu kasę na AK120 to bierz, nie myśl za wiele. Jeśli stać Cię jednak „tylko” na AK100 to też żałować nie będziesz. Różnica w cenie nie jest może rozsądna, ale kto rozsądny za tyle pieniędzy kupuje sprzęt do grania. I to do tego przenośny.

Autor: Fatso

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

55


X3 || Recenzje

FIIO X3 - czyli jak Sauron zaczął budować audio. „Jeden, by wszystkimi rządzić, jeden, by wszystkie odnaleźć, Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać.” Jak widać po temacie, dzisiaj na tapecie najbardziej wyczekiwane dziecko chińskiego producenta sprzętu Audio - FIIO X3. Niestety, miałem recenzować sprzęt jeszcze w lipcu, ale z powodu obsuwy w dostawie, grajek wylądował u mnie we wrześniu. A skąd tutaj nawiązanie do pierścieni ? Ano FIIO konsekwentnie „ulepsza” swoje produkty, wydając kolejne, zmieniając maksymalnie kilka cech. Tym razem do brzmienia FIIO dodano ekran kolorowy i obsługę plików, co spowodowało, że powstał grajek. I grajek ten, wzorem Jedynego Pierścienia, góruje nad całym spektrum produktów FIIO. Bo jest produktem kompletnym (?) FIIO X3, wzorem swoich poprzedników, przychodzi do nas w biało-czerwonym pudełeczku, zawiera wszystkie niezbędne kabelki, instrukcje oraz futerał silikonowy i folie zabezpieczające ekran. Mnie najbardziej zaciekawiło gniazdo Coaxialne, i to z nim wiązałem największe nadzieje. W końcu ani moc urządzenia (sprzedawanego z FIIO E12 w niektórych sklepach), ani legendarne brzmienie FIIO, nie były w stanie zrobić na mnie wrażenia. Ale po kolei. 1. Legendarne brzmienie FIIO Do X3 podłączałem Etymotic ER4S, Denon AH-D7100, HiFiMan He-5LE. Jako punkt odniesienia wziąłem „niewiele” droższy AK120. Niestety z czasów kiedy posiadałem E07K czy E09K pozostały mi już tylko mgliste wspomnienia, więc nie jestem w stanie jednoznacznie stwierdzić, że jest to powielenie filozofii brzmienia poprzedników. Faktem jest jednak, że jak E07K(E17) odbierałem jako dość jasne, ale ciepłe wzmacniacze, tak X3 jest dla mnie raczej ciemnym grajkiem i wymaga jasno brzmiących słuchawek. Z Denonami było dziwnie, zbyt muliście i nieprzyjemnie. Bas zalewał dosłownie wszystko.A naturalna precyzja tych nauszników została schowana. Jednak co za dużo to niezdrowo, i pomimo sporej mocy, X3 nie był w stanie prawidłowo napędzić tych słuchawek. Sytuacja jednak diametralnie się zmieniła

56

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

w przypadku Etymoticów. Tutaj połączenie było bardzo dobre, żeby nie powiedzieć genialne. Precyzja wysokich tonów nigdzie nie uciekła, za to pojawił się nisko schodzący bas. Pozostałe pasma się nie schowały. wszystko jest tam gdzie być powinno. Prezentacja typowa dla Etymoticów. Dźwięk lekko z przodu, z wyraźnym podziałem na plany, nie brakuje mu ani głębokości ani szerokości. Tina Turner zabrzmiała zjawiskowo. W efekcie tego połączenia, na jakiś czas odstawiłem swojego Kałacha, a po powrocie wydało mi się to wszystko jakieś nudne i bezbarwne. W przypadku HiFimanów nie było zaskoczenia - X3 sobie po prostu nie poradził. Dźwięk był matowy i pozbawiony szczegółów. 2. Moc, pałer i związane z tym rozterki. FIIO w X3 zastosowało AD839, opamp o bardzo dobrej wydajności. Dzięki temu mamy naprawdę głośne urządzenie. Oczywiście coś kosztem czegoś. I pojawiły się braki w jakości. Jednak niskie zasilanie kości (+5/-5V) odbiło się również na mocy. HiFimany to jednak zbyt trudny Słuchawki nie są idealnie napędzone, ale nie mają problemów z zagraniem. Zastanowiło mnie również reklamowanie przez FIIO zestawu X3 + E12. Przecież skoro X3 ma taki zapas mocy, to na grzyba w zestawie E12 ? Niestety na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć. Nie zauważyłem potrzeby podpinania wzmacniacza portable do X3. Za to już takie iBasso D10, z opcją podłączenia przez Coaxial, wydał mi się naprawdę super pomysłem. Wracając jednak do sedna - FIIO X3 ma tyle mocy ile trzeba, przy użyciu Takstar TS671 można by używać tego zestawu jako biurkowych głośników, lub zestawu dyskotekowego dla bosych. Gra naprawdę głośno, wyraźnie, dając całkiem przyjemny bas. No i najważniejsze - Clipping się nie pojawił, niezależnie od podłączonych przeze mnie słuchawek. Urządzenie rzeczywiście dobrze wysterowane.


X3 || Recenzje

3. Mobilny transport, czyli SPDiF/COAX I to dla mnie najciekawsza cecha tego „malucha”. Niestety mój AK120 wyposażony jest nie wiedzieć czemu w TOSlink, i żeby wycisnąć z tego mały jitter musiałem posiłkować się polerowanymi kablami (znaczy gniazda kabla są specjalnie docierane, żeby nie było zakłóceń sygnału optycznego). A w FIIO od razu mieli super pomysł i zastosowali gniazdo, które załatwiło problemy od ręki. A jak to działa ? Ano tak jak ma działać. Podłączamy do DAC i gra. Znaczy jest super. Jedyna wada to mikra pojemność pamięci X3. Na szczęście mamy obsługę kart MicroSD. Mnie udało się skutecznie uruchomić maksymalnie 32GB kartę. W tej kategorii X3 bije na głowę wszystko z czym miałem do czynienia do tej pory. Mamy kieszonkowy transport z SPDiF, do tego odtwarzający dosłownie wszystko. REWELACJA !! 4. Obsługa FIIO zastosowało dziwny, lekko postrzelony system guzików, zamiast sprawdzonego i dobrego krzyżyka. Oczywiście idzie się do tego przyzwyczaić, ale później przyzwyczajamy się do innych grajków, więc takie trochę na siłę, dezajnerskie podejście. Jednak już sama praca przycisków, interface’u, czy suwaczków (hold), jest super precyzyjna. Po raz pierwszy trafił mi się grajek, który obsługiwany przez silikonowy futerał był równie skuteczny jak bez niego. W ogóle, nie potrafię się zgodzić z opiniami, że futerał z silikonu jest do bani. Jest po prostu z silikonu. Za to po prostu doskonale robit o za co odpowiada. Zabezpiecza

Fiołka przed kontuzjami. Troszkę rozczarował mnie czas pracy na baterii. W czasie testu wyszło mi maksymalnie 10h, ale przy zwyczajnej zabawie, częstej zmianie piosenek, głośności i kart, urządzenie domagało się pożywienia po niewiele ponad 8 godzinach. Trochę mało. Na szczęście daje się ładować z mobilnych ładowarek, co trochę ratuje sytuacje. 5. Na koniec. Podsumowując, najnowszy produkt FIIO w żadnym wypadku nie rozczarowuje. Jest właściwie tym jedynym pierścieniem, spinającym wszystkie funkcjonalności innych produktów chińskiego Saurona audio. W żadnym elemencie X3 nie jest złe. Jest niestety jednak kompromisowe - kosztem wysokiej mocy, mamy ograniczone życie na baterii, to z kolei powoduje wielkość urządzenia, a cena końcowa odpowiada za użyte podzespoły (ekran nie jest najwyższych lotów). Mimo wszystko urządzenie warte jest swojej ceny, a biorąc pod uwagę, że praktycznie nie ma konkurencji w swojej kategorii cenowej, jest na pewno super propozycją. Ważne jednak, żeby przed decyzją o zakupie, posłuchać sobie czy z posiadanymi słuchawkami się zgra.

Autor Fatso Sprzęt do testów udostępnił mp3store.pl. Zdjęcia zaczerpnięto ze strony producenta.

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

57


Temat || Dział

58

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM


Temat || Dział

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

59


Audiofilia || Publicystyka

Audiofilia Parę słów o nas samych Właściwością języka jest jego plastyczność, zmienność. Nie odnalazłem w żadnym słowniku miejsca dla „audiofilii”. Bynajmniej nie przejmuję się tym, mając świadomość, że w „światku audiofilskim” używa się tego słowa na porządku dziennym. Stosowanie go nie wyszło jeszcze poza wąski krąg zainteresowanych, nie można mieć więc pretensji, że wydawcy słowników (ani nawet wikipedia.pl!) nie nadążają za zmianami w języku polskim. Omawiane wyrażenie jest ściśle związane z audiofilami oraz audiofilizmem, dlatego poprzez te dwa terminy postaram się nakreślić jego znaczenie. Wstęp do artykułu na wikipedia.pl informuje nas o tym, że: „Audiofil (z łac. audio „słyszę”, z gr. philos „kochający”) – osoba szczególnie zainteresowana wysoką jakością odtwarzanego dźwięku i posiadaniem sprzętu odtwarzającego najwyższej klasy (definicja ta odzwierciedla widzenie audiofilii przez samych audiofilów, bowiem sprzęt audio nie ma żadnych, naukowo wydzielonych „klas”, oprócz cenowych, które same w sobie nie stanowią o jakości). Wg innych źródeł audiofile to grupa konsumencka kupująca najdroższy domowy sprzęt nagłaśniający.” Dla ogólnikowego zrozumienia, można uznać to za wystarczające wyjaśnienie, zawiera jednak w sobie wiele uproszczeń, nie podając informacji na temat m.in. mechanizmów kreowania samoświadomości, zmian zachodzących w sposobie tłumaczenia swoich zainteresowań i wielu innych, niemniej ważnych tematów. Podstawowym zaniedbaniem w całym artykule jest brak wzmianki o jedynym wspólnym mianowniku całej grupy – stosunku do muzyki. Niezależnie od „doświadczenia w temacie”, wieku, gustów, czy zamożności każdy audiofil na zadane pytanie „Co jest w tym całym hobby najważniejsze?” odpowie w chwilach refleksji, że chodzi o muzykę. Cała reszta jest tylko środkiem do niej, do pełniejszego i bardziej prawdziwego/przyjemniejszego jej odbioru. Bliski związek z taką deklaracją ma poniższy, luźny podział społeczeństwa ze względu na zainteresowanie sprzętem odtwarzającym: 1. Osoby nie słuchające muzyki. Wykazują zupełny brak zainteresowania. 2. Osoby lubiące słuchać muzyki, jak każda poniższa grupa. Nie obchodzi ich jednak to jak, gdzie, kiedy, ani na jakim sprzęcie słuchają. 3. Różnica od powyższej grupy objawia się pewną świadomością zależności klasy posiadanego sprzętu od przyjemności ze słuchania. Są w stanie wydać, na przykładzie słuchawek, kwotę zależną od swojej sytuacji materialnej: 50zł, 200zł, 1000zł, 90 000zł.

60

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

4. Świadomość udziału sprzętu w konsumpcji muzyki osiąga dojrzałość. Celem jest odnalezienie złotego środka pomiędzy możliwościami finansowymi, a świadomie wyrobionym gustem brzmieniowym, pozwalającym na dobór poszczególnych elementów „toru” (bowiem każdy z nich ma „swoje brzmienie”). W przeciwieństwie do powyższej grupy, obrót pieniędzy nie kończy się na jednorazowym zakupie, lecz jest nieodłącznym elementem często długotrwałych poszukiwań, „gonienia króliczka”. 5. Celem jest osiągnięcie maksymalnej przyjemności ze słuchania muzyki. Narzędziem może być wszystko - byle przyniosło efekt. Nie ma kompromisów! Wkład pieniężny w rynek audio oczywiście jest zależny od grubości portfela. Bardziej dotkliwie jednak niż w poprzednich przypadkach odbija się to na pozostałych aspektach życia.

Spośród powyższych, osoby reprezentujące punkty 4. i 5. uważam za audiofilów. Chcąc zasięgnąć opinii u „przeciętnego zjadacza chleba” na temat zwyczajów zakupowych wśród omawianej grupy, można dojść do wniosku, że kupują oni ten „najdroższy” sprzęt – przekraczają pewną granicę „zdrowego rozsądku”. Mniej ważna staje się nieokreśloność górnej granicy cenowej, co wynika z braku świadomości. Strzałem w kolano w powyższym cytacie jest przypisanie autorstwa tej definicji samym audiofilom. W kontekście powyższego podziału na pięć grup, wyraźnie widać, że niekoniecznie chodzi o kupno jak najdroższego sprzętu, a osiągniecie określonego celu. Audiofilizm jest zaś zjawiskiem istnienia grup, społeczności audiofilów, zarówno w życiu realnym, jak i w Internecie. Poprzez codzienne kontakty, wymianę opinii, recenzji, wspólne spotkania i porównania, może rodzić się solidna podstawa do pewnej choroby, do której próby zdefiniowania dążę – audiofilii. Jej głównymi objawami są: porzucenie zdrowego rozsądku w drodze osiągnięcia „wyższego celu” oraz wydawanie horrendalnych kwot na sprzęt audio. Lepszym jednak narzędziem do ukazania jej istoty będzie egzemplifikacja. Mogłoby się wydawać, że sama ilość wydanych pieniędzy nie może świadczyć o chorobie. Cóż wtedy mówić o posiadaczach luksusowych apartamentów, samochodów, jachtów itp.?


Audiofilia || Publicystyka Są to także odtwarzacze CD/DVD/BR, DACe (konwertery cyfrowo-analogowe), gramofony, przedwzmacniacze (gramofonowe i nie tylko) - wszystkie dotychczas wymienione w cenach sięgających pułapu powyższych wzmacniaczy; przewody głośnikowe, sieciowe, „interkonekty” (przewody połączeniowe, np. między DACem, a wzmacniaczem - ceny sięgają 60 000zł za metr), listwy zasilające (15 000zł), maty wytłumiające, platformy antywibracyjne, audiofilskie gniazdka, czy jakikolwiek asortyment tzw. „audiovoodoo”, który nawet nie stara się być mierzalny, czy racjonalny: magiczne kamyki, flamastry do płyt, maści i pasty do różnych elementów układów elektro-akustycznych, demagnetyzery, stabilizatory elektromagnetyczne, dzwon tybetański poprawiający dźwięk w pomieszczeniu, czy podkładki/platformy pod przewody głośnikowe izolujące od drgań. Kto by wytrzymał dłużej w towarzystwie takiej osoby? Problemy pojawiają się od razu: zaniedbywanie pozostałych elementów życia codziennego, trudności w utrzymaniu dotychczasowych kontaktów, budowania związków, tworzenia rodziny. Praca staje się jedynie celem do zdobycia środków finansowych na zaspokojenie swoich niecodziennych potrzeb.

Autor: Piotr „wrq” Mihilewicz

Niech liczby powiedzą same za siebie, cytując podpisy pod zdjęciami artykułu „Najdroższy sprzęt audio na świecie” na blogu audiolifestyle.blogspot. com: „WAVAC SH-833. Lampowe monobloki z Japonii - 350 tys. $ Wzmacniacz Pivetta Opera One o mocy... 20 tys. watów. Włoska robota za 650 tys. $ Kolumny Marten Coltrane Supreme. Szwedzka jakość 180 tys. $

Kolumny Moon Audio Signature Titan producent określa jako „ultra-limited edition functional acoustic art works”. Wyprodukowane zostały trzy pary: pierwsza poszła za 2 mln $, druga za 1 mln $, trzecia za 500 tys.$ Kolumny CAT MBX. To straszne, że coś takiego powstało w pięknej Kalifornii i kosztuje 500 tys.$”. Powyżej wymienione produkty to oczywiście kluczowe elementy, jak wzmacniacze czy kolumny głośnikowe. Nie tylko one jednak spędzają sen z powiek „prawdziwych audiofilów”.

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

61


Analog || Publicystyka

DEATH OF AN ANALOGUE Śmierć Analogu ogłosił Klaus Schulze w 1980 roku na płycie „Dig It”. Autor tej tezy to niemiecki muzyk klasyczny, elektroniczny i kompozytor - młodszym może być znany ze współpracy z Pete Namlookiem i Schillerem. Nawiązując żartobliwie do tego i do potężnej dyskusji jaka rozwinęła się na forum MP3store w temacie: „O wszystkim i o niczym”, pozwolę sobie skrobnąć parę słów. Jako biedny uczeń i student nie miałem w latach 80-tych dostępu do drogich winyli zagranicznych, porządnie wydanych i wytłoczonych. Nie miałem też dobrego gramofonu (miałem jakiś taki nędzny, że nazwy nawet nie pamiętam, a potem chyba coś o nazwie „Artur”). Płyty polskie trzaskały już z definicji. Pamiętam taki egzemplarz Maanamu - „O”. Oczywiście zapomnieć można było o płytach z kolorowego winylu – obowiązkowo były czarne. Na tym tle, równie dobrze brzmiały nagrania na kasetach CC - choćby z radia. Kiedy weszła płyta CD, mój zachwyt był potężny. Nareszcie proste medium, prawie „niezniszczalne” (to oczywiście przesada jak okazało się później), czego dowodzili w Sondzie panowie Kurek i Kamiński. Do tego dźwięk o potężnym odstępie od szumu i dobrej dynamice. Najpierw polepszyły się nagrania z audycji radiowych - „płyta z płyty” z Programu II i III. Zaczęły funkcjonować „przegrywalnie” płyt CD, gdzie za parę złotych można było dostać kopię CD na kasecie CC. Potem kupiłem własny CD Player i zacząłem zbierać płyty. Kopie CD na szufladach Diory z Dolby C, brzmiały znakomicie. Podobnie własne CD-ki, na które człowiek odkładał kasę - Jarre, Kraftwerk, Tangerine Dream.... Płyty były jeszcze wydawane dość starannie, książeczki pełne tekstów, zdjęć. Na giełdach płytowych można było (już za większą kasę) dostać pozłacane płyty CD, bardziej trwałe. Obsługa była bajecznie prosta, czas albumów mógł być dłuższy (do 80 minut), kiedy człowiek dbał o CD-ka, rysy nie powstawały. Można było posłuchać wybranych fragmentów, utworów, przewijać płytę jak taśmę magnetofonową. Płyta nie niszczyła się od odtwarzania. Płynęła czysta, cyfrowa muzyka . No chyba, że człowiek kupił takie kuriozum jak płyta CD utworzona z przegranej płyty analogowej. Bywały i takie . To coś jak dzisiejsze „vinyl-ripy”.

Nie obrażając nikogo (to tylko historia) pchnęły nas do przodu „płyty pirackie” z Rosji, od Ormian czy Rumunów, sprzedawane po 15 zeta na targu (młodzi pewnie nie pamiętają). Krążyły legendy, że są robione z MP3. Kupowaliśmy kasety, czasem okropnie nagrane, albo wkładki do własnych przegrywań. Wreszcie staniały nagrywarki płyt CD-R i powstały programy do kopiowania CD Audio. Nadeszła era mp3 i plików bestratnych. Nie było wtedy szału praw autorskich, oskarżeń o złodziejstwo - radio nadawało całe płyty na antenie. Tomasz Beksiński w radiowej Dwójce uwzględniał, że trzeba mieć czas na przełożenie kasety i ustawienie poziomu nagrania. Jednak nucąc za Marylą Rodowicz - „Ale to już było i nie wróci więcej”. Teraz leją nas w tyłek i okradają producenci i firmy płytowe, wydając chłam i coraz gorszą muzykę. Człowiek wtedy był „cyfrowy” bo cyfra była tańsza - analog kosztował całą pensję, a późniejsze CD - 60 zł. Winylowi oczywiście dokopały trochę magnetofony i kasety oraz walkmany, ale tak naprawdę osikowy kołek wbiła mu płyta CD. Winyl Wampir odrodził się jednak - gryzie w większości fanatyków, snobów, ekscentryków, fanów szczególnego brzmienia, audiofilów.... Z cyfrą człowiek dorastał - pierwsze komputery ZX81, Spectrum, Atari, Amiga, pierwsze PC XT i AT, gry telewizyjne, dema graficzne i muzyczne. Dlatego równie radośnie przyjmował płytę „cyfrową”. Pamiętajcie, że prostota obsługi była ważna. „Pieniądz gorszy wypiera lepszy” jak piszą ekonomiści (ponoć już Kopernik). Tutaj ten „pieniądz” wydawał się naprawdę lepszy i wyparł odwrotnie – ten „gorszy”, choć część słuchaczy twierdzi, że źle się stało. To co napisałem, zrobiłem z pozycji zwykłego słuchacza i fana muzyki. Moją drogą szło wielu moich kolegów. Gdy ich pytam, to przeżywali wszystko podobnie, choć słuchali innej muzyki. My wtedy nie zagłębialiśmy się w niuanse studiów nagrań, masteringu, miksowania itp. Nas porwała magia srebrnego krążka. Teraz zdradzamy go bezczelnie z ulotnym plikiem…

62

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

Uczestnicy forum MP3store zwracają uwagę, że brakuje im „magii” przeglądania dużych okładek płyt winylowych a nawet książeczek z płyt CD w przypadku odsłuchu plików. Tutaj musimy zwrócić uwagę na to, co oferują nam producenci. Czy nie ma sugestii, że odtwarzacz strumieniowy powinien być obsługiwany nie „z pilota”, ale iPhone’a, iPada czy tabletu z Androidem ? Tam, na ekranie, możemy przejrzeć informacje dotyczące odtwarzanej „płyty” w formie plików, skany okładek, w Internecie poszukać bonusów w stylu teledysków danego wykonawcy, ekstra dodatków. Może my Polacy, nieco biedniejsi, nie widzimy, że sam odtwarzacz już nie wystarcza. Inni Forumowicze zauważyli, że na winyl i rytuały z nim związane (mycie płyt, czyszczenie, wkładanie na talerz gramofonu, ustawienie samego gramofonu) brakuje nam czasu. Muzyka cyfrowa już w postaci płyty zaczęła nam towarzyszyć w spacerach (discman), w samochodzie. Odtwarzacze MP3 zastąpiły walkmany, telefony zastępują odtwarzacze. A my jesteśmy coraz bardziej zagonieni. Już od szkoły podstawowej mamy mniej czasu na zabawy na podwórku, uczymy się więcej, często na studiach również pracujemy. W pracy też nie siedzimy już od 8 do 15, tylko dłużej. Łączymy kilka etatów, jakieś umowy-zlecenia. Wszystko aby się utrzymać. I nie mamy czasu na delektowanie się muzyką. Słuchamy jej w tramwaju, w samochodzie, w biegu. Także w tych miejscach czytamy książki (i tu wchodzą w grę czytniki ebooków), rozmawiamy ze znajomymi (telefony). Zdjęcia robimy cyfrowe, bo kto ma czas bawić się w wywoływanie filmów i robienie odbitek. Cyfrowa muzyka pomaga nam, bo przecież nie zabierzemy ze sobą gramofonu choćby do auta – do tego zdolni byli tylko Amerykanie. Nie został mi z lat szkolnych i studenckich sentyment do winylu, choć potrafiłem po nie stać w długiej kolejce w Klubie Książki i Prasy (taki dawny Empik). Zrobiłem to co polecał Klaus Schulze – Dig It ! I zostałem z cyfrą do dziś...

Autor: Lord Rayden Zapraszamy do dalszej dyskusji na forum.mp3store :)


Spotify || Publicystyka

Słów kilka o Spotify W dzisiejszych czasach coraz częściej sięga się do sieci po muzykę. Jest to o wiele wygodniejsza metoda wyszukiwania oraz odsłuchu ulubionych utworów w porównaniu do żonglerki fizycznymi nośnikami oraz „empetrójkami” ze swojej ograniczonej kolekcji.

Jednym z ciekawszych serwisów streamingowych ze sporą bazą utworów jest szwedzki „Spotify”, powstały pod koniec 2008 roku, jednak dopiero w lutym bieżącego roku miał premierę w Polsce. Muzykę z tego serwisu można odsłuchiwać za pomocą odpowiedniego oprogramowania na różnych platformach, takich jak Windows, Mac OS, Linux, Android oraz Symbian. Serwis oferuje dziesiątki milionów utworów, możliwość korzystania z radia, tworzonego na podstawie ulubionych piosenek, wrzucania utworów na playlisty oraz dzielenia się nimi ze swoimi znajomymi poprzez udostępnianie. Możliwe jest również powiązanie swojego konta z najbardziej znanym portalem społecznościowym oraz scrobbling odsłuchanej muzyki do serwisu Last.fm. Rejestracja Serwis Spotify ma w ofercie trzy rodzaje kont. Pierwsze (FREE) jest darmowe – możliwy jest odsłuch muzyki na komputerze, ograniczeniem są pojawiające się co kilka utworów krótkie, niezbyt uciążliwe, reklamy oraz gorsza jakość dźwięku w stosunku do opcji płatnej. Drugą opcją jest konto UNLIMITED, za które trzeba zapłacić 9,99 zł za miesiąc. Umożliwia ono streaming na komputerze. Ostatnią możliwością jest konto „full opcja” (PREMIUM) – koszt założenia to 19,99 zł. Dedykowane jest ono dla osób słuchających muzyki na komputerze oraz urządzeniach mobilnych, takich jak tablet i smartfon. Ciekawą opcją dla posiadaczy tego konta jest możliwość wyboru bitrate’u muzyki oraz tryb Offline. W tej chwili można wypróbować konto Premium przez miesiąc za darmo. W celu rejestracji w serwisie Spotify należy odwiedzić stronę: www.spotify.com/pl/signup/

Zarejestrować się można na dwa sposoby. Pierwszym jest rejestracja poprzez „połącz się z Facebookiem”, a drugim przez „utwórz konto używając swojego adresu e-mail”. Sposób rejestracji via Facebook jest metodą szybszą, gdyż zczytywane są dane z konta na FB. Drugi sposób jest dla osób, które nie posiadają tam konta lub nie chcą mieć tych kont powiązanych. W tym typie rejestracji natrafiamy na formularz, gdzie należy uzupełnić dane, następnie po przejściu do kolejnego kroku pojawia się okno z wyborem typu konta. Po wybraniu opcji „Spotify Bezpłatnie!” oraz kliknięciu „Pobierz”, konto zostaje założone oraz zaczyna się automatycznie pobieranie oprogramowania. Jeśli wybierzemy opcję Unlimited lub Premium, należy zaznaczyć poniżej sposób płatności za usługę. Kolejny krok to uiszczenie opłaty za konto, po którym następuje założenie konta oraz automatyczne rozpoczęcie pobierania programu Spotify. Po zainstalowaniu aplikacji należy się zalogować via Facebook lub za pomocą danych wpisanych wcześniej w formularzu rejestracji. Od tej pory można już korzystać z programu i cieszyć się muzyką.

Użytkowanie Obsługa programu Spotify jest bardzo prosta i intuicyjna. Na samej górze znajduje się pasek menu i wyszukiwarka muzyki, dzięki której istnieje możliwość wyszukiwania artystów (są również polscy wykonawcy), albumów, pojedynczych utworów oraz udostępnionych playlist. Z lewej strony jest umieszczony pasek umożliwiający m.in. tworzenie własnych playlist, kolejkowanie utworów, przeglądanie nowości dodanych do bazy, dzielenie się odsłuchiwaną muzyką ze znajomymi, czy odsłuch wcześniej wspomnianego radia. Oprogramowanie Spotify pozwala również na dodawanie muzyki z lokalnego dysku – pełni funkcję odtwarzacza muzycznego. Z prawej strony znajduje się pasek, na którym w wersji Free co jakiś czas wyświetlają się reklamy. Pasek w dolnej części interfejsu zawiera podstawowe opcje playera – przyciski pauza/play oraz przód/tył, suwak głośności oraz postępu odtwarzania, a także funkcję repeat i shuffle. Aplikacja niestety nie posiada equalizera, co dla niektórych użytkowników może być potraktowane jako poważna wada. Podsumowanie Serwis Spotify jest bardzo ciekawą alternatywą dla ludzi, którzy chcą mieć w każdym miejscu wygodny i szybki dostęp do ulubionej muzyki oraz dla tych, którzy pragną poszerzyć swoją wiedzę muzyczną. Myślę, że warto wypróbować Spotify - możliwe, że zostanie z Wami na dłużej!

Autor: kamil3762

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM

63


Spotify || Publicystyka

64

WWW.FORUM.MP3STORE.PL

BOOM


Boom 12/2014