Page 1

Bliżej Biznesu kwiecień 2017

Jak znaleźć dobrego księgowego? str. 12

Franczyza – co to takiego?

Sztuka pakowania

str. 04

str. 10


O NAS

e-magazyn Bliżej Biznesu w całości poświęcony jest tematyce prowadzenia mikro biznesu. Na łamach magazynu będziemy skupiali się na przedstawieniu kompletnej i fachowej wiedzy na temat prowadzenia własnej działalności gospodarczej, sposobów jej finansowania oraz możliwościach optymalizacji kosztów przy prowadzeniu własnej firmy. Ważnymi aspektami, które chcemy Wam przybliżać to również kwestie zarządzania oraz eksperckie komentarze osób, którym nie obce jest prowadzenie własnego biznesu. Nie zabraknie tu wywiadów oraz przedstawiania sylwetek osób, które swym doświadczeniem bardzo chętnie dzielą się z innymi w kontekście dobrych i przede wszystkich praktycznych porad. Mamy nadzieję, że e-magazyn będzie dobrą formą poradnika dla osób szukających wiedzy, a z drugiej strony źródłem inspiracji w uwalnianiu drzemiących w każdym z nas zasobach potrzeby samorealizacji swoich pomysłów.

REDAKTOR NACZELNY Rafał Tomkowicz, przedsiębiorca i aktywny obserwator świata biznesu. Praktyk, prowadzący własną działalność gospodarczą, zarządzał dużymi zespołami sprzedażowymi w zagranicznych korporacjach finansowych, jak również wspólnik oraz członek zarządów w spółkach prawa handlowego. Przewodniczący rady nadzorczej spółki Inwestycje.pl SA, notowanej na rynku GPW.  Pomysłodawca i współtwórca spółki Sfera Finansów S.A. W 2012 roku z sukcesem zawiązał spółkę akcyjną w ramach pozyskania środków pieniężnych z funduszu inwestycyjnego AER Finance dla stworzonego przez siebie projektu „wirtualnego doradcy finansowego”. Pasjonat przedsiębiorczości i wszystkich aspektów z nią związanych. Prywatnie amator wszelkiej formy aktywnej rywalizacji wymagającej podjęcie wysiłku fizycznego.

Rafał Tomkowicz

redaktor naczelny Bliżej Biznesu

kontakt: tel: 784.007.080 mail: blizejbiznesu@finpress.pl


W NUMERZE

1.

Franczyza – co to takiego?

04

2.

Aasa stawia na transparentność na polskim rynku

06

3.

Haterick, czyli jak zadowolić niezadowolonych

08

4.

Sztuka pakowania

10

5.

Jak znaleźć dobrego księgowego?

12

6.

Oprogramowanie ERP. Stwórz system dla swojej firmy

14

7.

Zabieg bez ryzyka

16

8.

Uwolnić się w godzinę

18

9.

Polacy coraz rzadziej decydują się na prowadzenie jednoosobowych działalności gospodarczych

20

10.

Czyściciele, czyli jak posprzątać po zmarłym

22

11.

Wypełniając PIT-a policz ile zalegają Ci dłużnicy

24


4

FRANCZYZA – CO TO TAKIEGO?

- opłaty na rzecz franczyzodawcy ( jak np. opłata za przyłączenie do sieci; opłaty bieżące, związane z uzyskanymi zyskami oraz wszelkie opłaty dodatkowe, wiążące franczyzobiorcę). - udostępnianie danych finansowych oraz wewnętrznych procedur, jakie powinny być prowadzone zgodnie z polityką franczyzodawcy na każde żądanie franczyzodawcy - nadanie uprawnień do kontroli na wezwanie franczyzodawcy - prowadzenie działalności w określony sposób, zgodnie z polityką i koncepcją franczyzodawcy

Rafał Tomkowicz

redaktor naczelny Bliżej Biznesu

W

iele razy w życiu codziennym słyszymy słowo FRANCZYZA. Wielu z nas nie ma jednak wiedzy co to tak naprawdę jest.

W najprostszych słowach możemy ująć to pojęcie jako leasing (wypożyczenie) brandu znanej marki, w celu prowadzenia własnej działalności pod jej szyldem, która potencjalnie umacnia nasz wizerunek w oczach klienta. Zgodnie z definicją, jaką możemy spotkać w Słowniku Języka Polskiego to …”rodzaj współpracy gospodarczej pomiędzy samodzielnymi pod względem prawnym i finansowym podmiotami, tj. pomiędzy franczyzodawcą i jego franczyzobiorcami, w której franczyzodawca nadaje swym franczyzobiorcom prawo, jak i nakłada na nich obowiązek prowadzenia działalności gospodarczej zgodnie z koncepcją franczyzodawcy.” …. (SJP.pl) Samo znaczenie słowa franchise, pochodzące z języka francuskiego i oznacza nic innego jak KONCESJA, co w sposób jasny naświetla system działania umów pomiędzy franczyzobiorcą, a franczyzodawcą.

- obowiązek zaopatrywania się u konkretnego dostawcy bądź bezpośrednio u franczyzodawcy - zachowanie tajemnicy dotyczącej współpracy, jaką określa klauzula zabezpieczająca franczyzodawcę Podejmując wyzwanie jakim jest prowadzenie punktu franczyzowego, możemy spotkać się z różnymi jego rodzajami Najczęściej spotykaną jest Franczyza partnerska polegająca na prowadzeniu punktu na rzecz franczyzodawcy, jednak przy jednoczesnym prowadzeniu przez niego swoich macierzystych punktów. Podobną w działaniu jest również jest franczyza sieciowa i indywidualna, gdzie jesteśmy jednym z licznych punktów/odbiorców franczyzodawcy. Z punktu widzenia franczyzodawcy najbardziej opłacalną dla niego samego jest podpisanie umowy na zasadzie franczyzy subordynacyjnej, gdzie franczyzodawca nie prowadzi placówek, ale czerpie korzyści z opłat związanych z posiadanej koncepcji, a podmiotami rozwijającymi sieć są sami franczyzobiorcy.

Współpraca pomiędzy wyżej wskazanymi podmiotami opiera się na umowie, gdzie franczyzodawca jest stroną udzielającą prawo do korzystania z nazwy handlowej franczyzodawcy, jak również do jego znaku towarowego oraz wszelkiej pomocy technicznej i handlowej.

W przypadku, gdy mamy w swoich zasobach współpracę z licznymi podmiotami, możemy zastanowić się nad zawarciem umowy na zasadach Master franchisingu, polegającego na posiadaniu wyłączności od franczyzobiorcy na prowadzenie i rozwijanie jego koncepcji, z jednoczesnym podpisywaniem umówi i współpraca ze swoimi subfranczyzobiorcami.

Umowa jednak jest obwarowana obowiązkami, jakie leżą po stronie franczyzobiorcy i zazwyczaj są one dość restrykcyjne. Do głównych obowiązków franczyzobiorcy, zgodnie z umową między innymi należy wymienić:

Jak wynika z powyższego franczyza opiera się na budowie i rozwoju przedsiębiorstwa, poprzez umacnianie swojej marki, według jednakowych standardów i przy jednakowym schemacie jej działania, opartego na stworzeniu sieci punktów.

- prowadzenie działalności we własnym imieniu i na własny rachunek pod logiem franczyzodawcy

System ten ma za zadanie wykreowanie i wypozycjonowanie, a co za tym idzie umocnienie


5

marki/pomysłu franczyzodawcy. Jako pomysłodawca, franczyzodawca na podstawie podpisanych umów zobowiązuje się z jednoczesnym zobowiązaniem franczyzobiorcy do przeprowadzenia standaryzacji we wszystkich działających pod jego szyldem punktach. Franczyzodawca na podstawie umowy jest zobligowany do dostarczenia wszelkich instrukcji i schematów działalności współpracujących podmiotów, zapewnia pomoc w organizacji punktu ect, czyli przekazuje know-how podmiotowi podejmującemu współpracę z nim. Za udzielenie swego rodzaju pełnomocnictwa do prowadzenia działalności pod marką i brandem franczyzodawcy, jest on upoważniony umową do pobierania stosownych opłat od franczyzobiorcy. Na początek osoba zainteresowana podjęciem współpracy ma obowiązek (chociaż nie zawsze) do uiszczenia opłaty wstępnej, na podstawie której franczyzodawca przedstawia mu swój pomysł na działalność oraz udostępnia wszelkie materiały i schematy działania, z jednoczesnym wskazaniem praktycznych informacji w celu realizacji ustalonych i zapisanych reguł. ( np. wskazanie dostawców, z którymi franczyzobiorca podpisał umowy na korzystnych warunkach, których przedsiębiorca w trybie indywidualnych negocjacji nie byłby w stanie zawrzeć). Jednymi słowy systemy franczyzowe polegają na ciągłym kopiowaniu założonych celów, dotyczących organizacji placówki danego partnera i wdrażaniu ich do kolejnych podmiotów podejmujących współpracę w tym zakresie. Spróbujmy po krótce przeanalizować wady i zalety, jakie niesie za sobą przynależność do sieci franczyzowych, zarówno dla franczyzobiorców jak i franczyzodawców.

Niektóre sieci franczyzowe, w celu umocnienia swojego wizerunku na rynku w oczach potencjalnego partnera (franczyzobiorcy), poza punktami partnerskimi, współpracującymi na podstawie umowy franczyzowej, w swojej strukturze posiadają własne punkty, prowadzone bezpośrednio przez franczyzodawcę. Ma to z pewnością swoją zaletę, ponieważ na podstawie swoich doświadczeń w prowadzeniu sieci punktów wewnętrznych, dawca jest w stanie w sposób bezpośredni i szybki przeanalizować i zidentyfikować problemy, z jakimi może zmagać się franczyzobiorca, będący jednostką niezależną finansowo – prawną. Uczestnictwo w programie franczyzowym zwalnia biorcę w sposób bezpośredni z potrzeby przeprowadzania analiz i badania rynku pod kątem potrzeb klientów. Środki, jakie musiałby ponieść indywidualny przedsiębiorca, rozkładają się na współpartnerów sieci. Poprzez umiejętne zarządzanie siecią przez organizatora sieci franczyzowej, możemy określić pewien powtarzalny schemat działania, który w swoim założeniu ma doprowadzić do uzyskiwania jak najwyższych korzyści finansowych, zarówno dla franczyzodawcy jak i franczyzobiorcy. Jednokierunkowe działanie dwóch stron daje dużą przewagę nad konkurencją, z racji ilości punktów uczestniczących w strukturze franczyzowej, jak również możliwość pozyskiwania innych celów jak perspektywa wynegocjowania najlepszych cen od dostawców., czyli uzyskiwania dodatkowych korzyści, przekładających się na osiągnięcie jak najwyższych zysków.

ZALETY:

W sieciach franczyzowych są wydzielane przez organizatora systemu, w ramach funkcjonowania centrali, odpowiednie jednostki, które prowadzą działalność na rzecz całej sieci. Do działań tych

- Uczestnictwo w podejmowaniu decyzji dotyczących zasobów (m.in. ludzkich, kapitałowych, lokalowych czy know–how), podejmowane na wyznaczonym terenie

zalicza się między innymi: działalność marketingową, badania i rozwój, logistyka, doradztwo dla biorców. Wiele z nich ma wymiar zarządzania zasobami niematerialnymi.

- Wspólne koordynowanie działań, zmierzających do ujednolicenia infrastruktury, technologii i działań np. marketingowych

celem jest właśnie budowa jak największej liczby jednostek.

- wymiana informacji i współdziałanie pomiędzy franczyzodawcą a franczyzobiorcą w danej sieci - współdziałanie w przedsięwzięciu wszystkich uczestników w celu uzyskania korzyści finansowych, przy niższych niż indywidualnie kosztach oraz obniżonym ryzyku niepowodzenia

Efekt ten może być osiągnięty relatywnie szybko, gdyż połączenie sprawdzonego pomysłu rynkowego ze źródłami finansowania poszczególnych biorców, dają efekt szybkiego rozrostu sieci.


6

AASA STAWIA NA TRANSPARENTNOŚĆ NA POLSKIM RYNKU

F

inansowo-technologiczna firma o skandynawskich korzeniach wdraża kolejny element strategii budowy rozpoznawalności.

Grupa Aasa, działająca w Polsce od 2012 roku, uruchomiła nową wersję swojej globalnej strony internetowej. Nad koncepcją witryny, dostępnej w języku polskim i angielskim, pracował przez ostatni rok specjalnie dedykowany zespół ekspertów z trzech krajów – Polski, Estonii i Finlandii. Kluczowym elementem  portalu są pracownicy firmy. W nowej odsłonie serwisu korporacyjnego aasaglobal.com postawiono na zaprezentowanie sylwetek pracowników oraz ich historii związanych z pracą w firmie. Celem tego nietypowego rozwiązania było pokazanie wartości, jakimi kieruje się Aasa, takich jak transparentność, odpowiedzialność i bezpieczeństwo. Witryna została stworzona w formie kompleksowej wizytówki firmy, aby zarówno potencjalni pracownicy i klienci zainteresowani poznaniem marki, jak również partnerzy biznesowi czy przedstawiciele mediów, znaleźli tu wszelkie interesujące ich informacje. Dziś wiele firm z branży finansowo-technologicznej pozostaje anonimowa. Chcieliśmy zmienić ten stan rzeczy i wyznaczyć nowy trend na rynku. Stawiamy na pełną przejrzystość w dostępie do informacji o strukturze i modelu działalności firmy. Otwarcie pokazujemy kim jesteśmy, zgodnie z naszym założeniem, aby być bliżej ludzi – mówi Magdalena Pawlak, Marketing Project Manager w Aasa Polska, odpowiedzialna za realizację projektu. Ze względu na specyfikę branży FinTech i sektora pożyczkowego, Aasa podkreśla przynależność do kluczowych organizacji branżowych oraz uwzględnianie problematyki społecznej w swoim działaniu. W nowym serwisie internetowym można odnaleźć informacje dotyczące członkostwa Aasa Polska w Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych oraz fakt posiadania Certyfikatu Odpowiedzialnego Biznesu przyznanego w 2015 roku przez ERIF Biuro Informacji Gospodarczej. Na nowym portalu oprócz informacji dotyczących grupy i standardów działania można znaleźć także wiadomości o organizowanych przez firmę programach i inicjatywach nakierowanych na integrację pracowników oraz ich rozwój w wymiarze społecznym i zawodowym. Poprzez zaprezentowanie wyników badania kultury organizacyjnej, które

wykazało wysoko rozwinięty model opiekuńczości i przejrzystości, charakterystyczne dla skandynawskich firm – Aasa zamierza dotrzeć do potencjalnych pracowników. Serwis jest kolejnym elementem wieloetapowej strategii ekspansji grupy na poszczególnych rynkach. Dzięki naszym działaniom świadomość marki i produktów Aasa wzrosła w Polsce w przeciągu


7

ostatniego roku o niemal 100 procent. Na samym rynku polskim firma udzieliła już ponad 300 tys. pożyczek ratalnych – dodaje Łukasz Korziński, Customer Experience & Communication Manager w Aasa Polska. Grupa Aasa oprócz nowej strony korporacyjnej posiada także dedykowane strony internetowe dotyczące oferowanych na polskim rynku

usług. Są nimi aasapolska.pl, przeznaczona dla klientów indywidualnych oraz specjalny portal dla przedsiębiorców – aasadlabiznesu.pl. Firma została założona w 2011 roku i oprócz Polski działa także w Estonii, Finlandii, Szwecji, Chile oraz w Indonezji.


8

HATERICK, CZYLI JAK ZADOWOLIĆ NIEZADOWOLONYCH

P

ierwotną wersję aplikacji stworzyliśmy w półtora miesiąca. Daliśmy użytkownikom szansę na opisanie tego, co ich wkurza, a także narzędzie do reagowania na obserwacje innych. Zamiast lajkowania, jest hejtowanie – mówią Edward Mężyk i Wojtek Michalak, pomysłodawcy i założyciele RinoApps. Spółka stworzyła m.in. aplikację do narzekania. Bliżej Biznesu: Kim są ludzie, którzy stworzyli aplikację do narzekania? Edward Mężyk: Generalnie można powiedzieć, że wywodzimy się z Naszej – Klasy, gdzie pracowaliśmy nad aplikacjami mobilnymi. Rozstaliśmy się z firmą pod koniec 2013 roku i założyliśmy własną spółkę. Najpierw skupiliśmy się na rynku Big Data, a w zeszłym roku dzięki fuzji weszliśmy w posiadanie pierwszych aplikacji mobilnych. Jedną z flagowych jest aplikacja quizowa 96%, bardzo mocno nawiązująca do Familiady. Pobrało ją już ponad milion osób.

A kiedy pojawił się pomysł na Hatericka? Edward Mężyk: Punktem wyjścia była moja podróż do Serbii, tam bardzo popularna jest aplikacja do anonimowego zwierzania się z tajemnic. Pomyślałem, że u nas mogłaby przejść aplikacja do narzekania. Wojtek Michalak:  My, jako Polacy, lubimy narzekać. Niektórzy uważają, że to nasza cecha narodowa. Jednocześnie jeżeli ktoś narzeka zaraz dostaje łatkę hejtera. To kwestia norm społecznych, które nas ograniczają, jeśli chodzi o formę wyrazu. Stąd powstał pomysł na stworzenie miejsca, gdzie będziemy mogli powiedzieć anonimowo, że coś nas wkurza. Zaczęliśmy od kompletowania zespołu.

Macie pomysł, zespół, co dalej? WM: Rozmawiamy, szkicujemy, dyskutujemy. To najfajniejszy i najważniejszy czas w procesie tworzenia aplikacji. Potem sprawdzamy, czy na świecie istnieją podobne aplikacje, jak są zaprojektowane pod względem kodowania, w jaki sposób zaprojektowany jest UX, czyli forma interakcji użytkownika z aplikacją. Kiedy wiemy, jak produkt ma wyglądać tworzymy concept document, w którym opisujemy funkcjonalności aplikacji. Znowu dyskutujemy, zmieniamy coś, jeśli trzeba. Dopiero potem zaczyna się etap pisania kodu. Pierwotną wersję aplikacji stworzyliśmy w półtora miesiąca. Daliśmy użytkownikom szansę na napisanie, co ich wkurza, a także narzędzie do reagowania na

obserwacje innych. Zamiast lajkowania, jest tutaj hejtowanie.

I jakie były reakcje? WM: Kilka dni po wypuszczeniu na rynek pierwszej wersji zainteresowały się nami media, również te ogólnopolskie. Pozyskaliśmy bardzo dużo użytkowników. Wstępny wniosek był taki, że pod kątem wydolności serwerów i moderacji treści nie jesteśmy przygotowani na taki sukces. Zajęło nam kilka dni, żeby aplikacja się nie zawieszała przy zbyt dużym obciążeniu. Ale to w sumie marzenie każdego start-up’u. Kiedy boimy się, że padną serwery, to znaczy, że aplikacja odniosła sukces.

Pojawiło się wkurzenie ze strony użytkowników? WM: Społeczność Hatericka jest bardzo zaangażowana. Jeżeli coś im się nie podobało, albo oczekiwali jakiejś funkcji, to oczywiście też o tym pisali w formie hejtu. To było dość zabawne. Najpierw dodaliśmy komentarze, potem możliwość wrzucania emotikonek i kilka innych funkcjonalności. Aplikacja bardzo szybko się rozwijała. Później doszliśmy do wniosku, że musimy zmniejszyć nacisk na promocję, a skupić się bardziej na przebudowie Hatericka. Przez ostatnie 3 miesiące stworzyliśmy ją tak naprawdę od nowa. Teraz jest o wiele więcej funkcji, zaczyna przypominać serwis społecznościowy. Przeszliśmy fazę testu. Mamy kilkadziesiąt tysięcy użytkowników. Część komentuje i wrzuca posty codziennie, część tylko przegląda. Liczymy, że po aktualizacji zaplanowanej na początek maja, Haterick stanie się głównym narzędziem Polaków na dzielenie się negatywnymi obserwacjami na temat otaczającego nas świata. A wtedy rozpoczniemy ekspansję na następne kraje.

Macie też propozycje dla osób wkurzonych wiecznymi telefonami. EM: Odbieram dziennie dziesiątki telefonów, przeróżnych. Standardowymi produktami, które chcą nam sprzedać telefonicznie to są usługi telekomunikacyjne, ubezpieczeniowe, kredytowe. Ale są też inne: garnki, zabiegi medycyny, węgiel, a dokładnie koks. Jak za którymś razem odebrałem telefon od firmy, która zajmuje się sprzedażą koksu to uznałem, że to bardzo wkurzające i trzeba coś z tym zrobić.

Można się rozłączyć. EM: Niektórzy sprzedawcy dzwonią kilka razy w tygodniu. Techniki sprzedażowe są bardzo


zaawansowane. Taki telemarketer trzyma nas przy tym telefonie, wciska ten koks, mimo, że my tego nie potrzebujemy. Zaczęliśmy się wtedy zastanawiać, jak dowiedzieć się, kto do mnie dzwoni, zanim odbiorę telefon. Pojawił się problem, zaczęliśmy szukać rozwiązania. Z kolegami z naszego zespołu wymyśliliśmy Everybody – aplikację, która pozwoli dowiedzieć się, kto do nas dzwoni. Ona może pomóc też dzieciom i starszym. Chodzi o to, żeby te osoby nie odbierały od nieznajomych.

Stworzenie tej aplikacji było trudniejsze? EM: Tak, bo to dużo bardziej zaawansowany pomysł. Znów musiał się pojawić zespół. Tym razem większy. Do tego trzeba było przygotować plan marketingowy, budżet, finansowanie. Po kilku miesiącach pracy wypuściliśmy wersję próbną na rynkach zewnętrznych. Chodziło o to, żeby nie spalić naszego rynku. Test potwierdził, że jesteśmy w stanie wprowadzić taką aplikację na nasz rynek. Kilka tygodni temu wystartowaliśmy w Polsce. WM: Chodziło nam o to, żeby ta aplikacja identyfikowała nie tylko numery z call center, telemarketerów, sprzedawców zegarów czy koksu, ale także, żeby wyświetlała imię i nazwisko osób, których nie mamy zapisanych w telefonie, na przykład nazwisko kuzynki, która zmieniła numer. Musieliśmy stworzyć inteligentny algorytm, który jest w stanie się uczyć, wyciągać wnioski w oparciu o dane, które zbiera. Udało nam się zaprojektować coś, co świetnie działa, cały czas się rozwija, a co najważniejsze, ułatwia życie użytkownikom.

I jakie daje efekty? WM: Jesteśmy w trakcie zbierania danych. Na razie udaje nam się zidentyfikować około 60-70 procent połączeń. Jest to bardzo wygodne i robi wrażenie. W ciągu miesiąca powinniśmy przekroczyć próg 80% identyfikowanych połączeń.

A ochrona danych osobowych? WM: Było takie ryzyko, że to będzie problem. Dane osobowe w Polsce są bardzo drażliwym tematem. Nikt nie chce ich udostępnić zewnętrznym firmom, bo przeważnie nie wiadomo, co z nimi zrobią.

To skąd macie dane? WM: My wykorzystujemy dane użytkowników do zainspirowania algorytmu do pracy, a później te dane kasujemy. Korzystamy z ogólnodostępnych źródeł, takich jak portale społecznościowe czy serwisy pośrednictwa pracy.

To wystarcza? WM: Tam mamy praktycznie wszystkie informacje. Bo Polacy z jednej strony deklarują, że nie dzielą się swoimi danymi osobowymi, a z drugiej nie mają problemów podawać zastrzeżonych informacji, jak chociażby pesel. My tych danych nie gromadzimy, my je prezentujemy w momencie nawiązania połączenia telefonicznego.

Hejterzy na Hatericku napisaliby pewnie, że te wszystkie aplikacje to chwilowa moda, żaden poważny biznes. WM: Ogólnie rynek aplikacji mobilnych to bardzo trudny rynek. Codziennie tylko na Google Play wgrywanych jest półtora tysiąca aplikacji na całym świecie. To pokazuje skalę, jak trudno zaistnieć. Ale te chwilowe fascynacje i szybkie znudzenie wiążą się głównie z aplikacjami rozrywkowymi, związanymi z konkretnymi wydarzeniami, typu mistrzostwa świata, prostymi grami, albo chwilowymi modami, jak Pokemon Go. My zdecydowaliśmy się rozwijać na rynku aplikacji użytkowych. Człowiek ma się związać z taką aplikacją i traktować ją jako oczywisty zasób w swoim telefonie, taki z którego korzysta się niemal codziennie. EM:  Aplikację, które wykorzystują zaawansowane algorytmy mogą kosztować miliony złotych. To prawda, jest ogromna konkurencja, ten rynek wymaga zaangażowania. W grę wchodzą jednak poważne pieniądze, więc to nie może być niepoważny biznes.


10

SZTUKA PAKOWANIA

N

ie jesteśmy producentem, jesteśmy usługą, która łączy małych przedsiębiorców z dużym producentem. Agregujemy małe zamówienia w duże – mówi Wojtek Sadowski, współzałożyciel Packhelp, platformy do samodzielnego zamawiania pudełek z nadrukiem, znanej wcześniej jako zapakuj.to. Bliżej Biznesu: Packhelp to…? Wojtek Sadowski: Jesteśmy polskim start-up’em, który uruchomił platformę do samodzielnego projektowania i zamawiania pudełek z nadrukiem. Jest takie dobre powiedzenie: „potrzeba matką wynalazków”. Dokładnie tak się zaczęło. Moje doświadczenie zawodowe opiera się na pracy w marketingu digitalowym, dużo wcześniej pracowałem w branży poligrafii cyfrowej, gdzie byłem przyzwyczajony do tego, że w czasie zamawiania człowiek robi wszystko samodzielnie. Pewnego dnia jeden z moich klientów szukał opakowań wysyłkowych. Okazało się, że nie istnieje żadne przyjazne narzędzie do zamawiania opakowań online.

A jak to zamawianie wyglądało w praktyce? Po pierwsze, nie było procesu, który pozwalałby na zrobienie tego w pełni samodzielnie. Za każdym razem konieczny był kontakt z dostawcą. Inna sprawa to bardzo trudne rozmowy z potencjalnymi podwykonawcami.

Dlaczego trudne? Kiedyś wysłałem prawie trzydzieści e-maili do dostawców opakowań. Odpowiedziała tylko połowa, która miała bardzo wysokie wymagania. Ta połowa oczekiwała zamówień opiewających na minimum 300 lub 500 sztuk. Dla początkującego sklepu internetowego to jest za dużo. Nie ma ani miejsca, ani pieniędzy na tak duże zamówienie.

A jak to wygląda u was? Minimalny nakład to 30 sztuk. Cały projekt opakowania robi się samodzielnie w internetowym kreatorze. Dodatkowo mamy wysoki poziom obsługi klienta, jeśli pojawia się problem, od razu pomagamy go rozwiązać. Cegiełka po cegiełce zaczął się kształtować ten biznes.

To trudna branża? To specyficzna branża. Potrzebowaliśmy dużego researchu, żeby zaplanować produkt możliwy do zrobienia. Od pierwszej idei do momentu, w którym stwierdziliśmy, że robimy biznes minął miesiąc, a potem osiem miesięcy trwało rozkręcenie pomysłu: prace programistyczne, obok tego szły operacje sprawiające, że ten biznes może być rentowny.

Na czym to polegało? Najbardziej kluczowe było zrozumienie dlaczego dzisiaj nie produkuje się niskich nakładów, gdzie jest ta bariera? I jak ją można zlikwidować? Nie jesteśmy producentem, jesteśmy usługą, która łączy małych przedsiębiorców z dużym producentem. Agregujemy małe zamówienia w duże. I ono nagle staje się atrakcyjne dla dużego zakładu przemysłowego.

Co było najtrudniejsze? Najtrudniejsze było wypracowanie odpowiedniej oferty tak, aby trafiła do jak najszerszej grupy odbiorców z branży e-commerce, a potem nawiązanie współpracy z partnerami i producentami. Musieliśmy ich przekonać, że takie działanie to przyszłość.

Po jakim czasie pojawili się pierwsi klienci? Pierwszego dnia. Udało się tak szybko, tylko dlatego, że informowaliśmy o tym, że będziemy prowadzić taką usługę kilka miesięcy przed jej uruchomieniem.


Oficjalnie wystartowaliśmy w kwietniu ubiegłego roku. Od grudnia 2015 pracowaliśmy intensywnie nad pozyskiwaniem baz klientów, budowaniem relacji. Startując mieliśmy gotowych klientów czekających na uruchomienie platformy. Połowa z nich to są sklepy internetowe. Najpopularniejszymi branżami są moda, mała elektronika, różnego rodzaju akcesoria. Drugą ważną grupą są agencje marketingowe, PR-owe, które używają naszych materiałów do samplingów, czyli materiałów skierowanych do klientów, dziennikarzy, czy internetowych influencerów. 

Chciałabym zamówić u was takie opakowania, co muszę zrobić? Sam proces złożenia zamówienia na opakowanie zależy od kreatywności osoby zamawiającej. Jeżeli zależy nam na tym, żeby stworzyć opakowanie, na którym są tylko i wyłącznie logotyp plus krótki tekst, na przykład nazwa strony internetowej, to proces złożenia takiego zamówienia trwa od kilku do kilkunastu minut.

Pomagacie klientom w projektowaniu? Mamy bardzo dobrze rozwinięty dział obsługi klienta. Jeżeli ktoś ma problem z przesunięciem ścianki, albo powiększeniem logotypu, to jesteśmy w stanie pomóc. Ale większość klientów radzi sobie bez naszego wsparcia. Stawiamy na samodzielność, promujemy ją na każdym kroku. Jeżeli klient wie, jakie chce mieć opakowanie, to zazwyczaj zamawia tego samego dnia. Gotowy produkt oferujemy w ciągu 14 dni. Wkrótce wprowadzimy nowy rodzaj produkcji, będziemy mieć też ekspresową dostawę. Cała branża przeżywa teraz renesans. Odchodzi się od fleksografii, która jest procesem drogim, a przechodzi do produkcji cyfrowej.

Będzie szybciej? Taniej? Druk cyfrowy z którego korzystamy jest jeszcze drogi dlatego, że jest to rozwijający się sposób produkcji, ale te koszty będą maleć i to drastycznie. Dla nas

to dobra wiadomość, bo to linia rozwoju, po której zmierzamy. Dzięki temu nasze możliwości będą coraz większe. Producenci też się przygotowują na przejście na taką produkcję.

Ile kosztuje takie spersonalizowane opakowanie? Ceny pudełek startują od kilkudziesięciu groszy za sztukę, najdroższy wariant to ponad 20 złotych. Cena zależy od nakładu, rodzaju materiału, druku, rozmiarów opakowania. W tym momencie posiadamy w ofercie trzy rodzaje opakowań: z tektury szarej i białej oraz wersja ekskluzywna: opakowania z lepszej jakości papieru, o dowolnym kolorze, z dodatkowymi opcjami wykończenia. To są opakowania premium, do produktów wysokomarżowych.

Ile potrzeba na start w takim biznesie? To zależy od skali, możliwości. W przypadku takiego biznesu mówimy o setkach tysięcy złotych. Nie jesteśmy przykładem prostego start-up’u, który da się zrobić za małe pieniądze.

Jak zdobyliście pieniądze na ten biznes? Poszliśmy pod prąd. Nie chcieliśmy pozyskiwać inwestora na samym początku, tylko zainwestowaliśmy własne pieniądze, po to, żeby móc zaprezentować gotowy produkt. Pakując w produkt własne pieniądze pokazujemy, że jesteśmy gotowi na ryzyko. Jeżeli miałbym coś doradzić, to raczej pójście w tę stronę.

Dlaczego? Jeżeli idziemy do inwestora z produktem, który już się sprzedaje, on patrzy bardziej przychylnym okiem. Mamy wtedy inną pozycję przy stole negocjacyjnym. A jest o co walczyć. Rynek e-commerce się rozwija. Jego wielkość w ubiegłym roku szacowano na ok. 30 miliardów złotych, a w ciągu kolejnych trzech lat może się podwoić.


12

JAK ZNALEŹĆ DOBREGO KSIĘGOWEGO?

Marta Sarniak

Lider Zespołu Księgowego Impel Business Solutions Sp. z o.o.

Z

e względu na często niejednorodne interpretacje przepisów prawnych oraz zawiłość wielu zagadnień podatkowych, coraz większa liczba przedsiębiorców decyduje się na outsourcing usług księgowych do wyspecjalizowanych podmiotów, które w zamian za ustaloną opłatę będą prowadzić księgi rachunkowe. Jakimi kryteriami warto się kierować w momencie podejmowania współpracy z biurem rachunkowym, w jaki sposób sprawdzić jego kompetencje i na jakich warunkach podjąć współpracę?

Własna księgowa – kto powinien ją mieć? Zatrudnienie księgowego do kadry pracowniczej daje poczucie, że osoba odpowiedzialna za nasze finanse należy do personelu firmy i dba o jej dobro. Z drugiej strony oddelegowanie prowadzenia ksiąg rachunkowych wiąże się z wieloma zaletami, między innymi: oszczędnością czasu i pieniędzy, bowiem powierzamy nasze księgi w ręce profesjonalistów, a także ograniczeniu naszej odpowiedzialności przed organami podatkowymi i możliwości skupienia się na głównej działalności firmy. Odpowiedni kandydat posiadający właściwe kompetencje do prowadzenia ksiąg rachunkowych częstokroć posiada różne certyfikaty potwierdzające jego umiejętności jak np.: Certyfikat Ministra Finansów, Certyfikat Dyplomowanego Księgowego lub Certyfikat Eksperta Usług Księgowych wydawane przez Stowarzyszenie Księgowych w Polsce. Jednak nie są one jedynym wyznacznikiem jakości prowadzonych usług.

Odpowiednie uprawnienia Do 2014 r. wyznacznikiem księgowego posiadającego odpowiednie kompetencje był imienny certyfikat wydawany przez Ministra Finansów. Taki dokument poświadcza jego kompetencje w zakresie

świadczonych usług i dowodzi, że mamy do czynienia z osobą, która posiada odpowiednie wykształcenie i doświadczenie w księgowości lub też taką, która zdała państwowy egzamin. Obecnie posiadanie Certyfikatu Ministerstwa Finansów nie jest już niezbędne do usługowego prowadzenia ksiąg rachunkowych. Jednak nadal jest to wysoko ceniony dokument potwierdzający posiadanie odpowiednich kompetencji. Warto także zwrócić uwagę na przynależność do Stowarzyszenia Księgowych w Polsce lub do Centrum Informacji Księgowej. Organizacje te dbają o jakość świadczonych usług i zachowanie wysokich standardów etycznych wśród swoich członków. Przy wyborze biura rachunkowego musimy także zwrócić uwagę, czy posiada ono wykupione ubezpieczenie OC umożliwiające odzyskanie ewentualnej kary, która mogłaby zostać naliczona przez urząd z tytułu błędów w rozliczeniach finansowych. Polisa ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej jest zabezpieczeniem przed ewentualnymi pomyłkami biura rachunkowego i świadczy o profesjonalizmie danego podmiotu. Niezwykle istotne przy wyborze dostawcy usług księgowych jest także sprawdzenie jej zakresu – obowiązkowemu ubezpieczeniu nie podlegają np. rozliczenia z ZUS czy prowadzenie książki przychodów i rozchodów. Jednak także w tych dokumentach mogą powstać błędy, za które powinniśmy mieć prawo domagać się odszkodowania.

Forma współpracy i zakres obowiązków Przy podejmowaniu współpracy z biurem rachunkowym należy przede wszystkim ustalić zakres usług, które będą nam świadczone. Większość podmiotów oferuje swoją pomoc w zakresie prowadzenia ewidencji dla celów podatkowych oraz archiwizacji dokumentów finansowych, jednak niektóre biura rozszerzają zakres usług m.in. o reprezentowanie przedsiębiorcy w toczących się postępowaniach podatkowych, doradztwo finansowe, korygowanie błędów popełnionych przez poprzednich pracowników, audyt dokumentacji firmowej czy prowadzenie dokumentacji kadrowej. Kompleksowa obsługa księgowości, kadr i płac daje poczucie bezpieczeństwa, że żadne zmiany prawne i organizacyjne nie zaburzą procesu ewidencji dokumentów i naliczania wynagrodzeń oraz poczucie komfortu, że wszystkie dokumenty przekazujemy do jednego biura.


13

Jak sprawdzić kompetencje? W przypadku wyboru biura rachunkowego, doradcy podatkowego czy też własnej księgowej warto kierować się przede wszystkim rekomendacjami ich dotychczasowych klientów. Duża liczba zadowolonych konsumentów świadczy o profesjonalizmie i rzetelności danego podmiotu, co zwiększa prawdopodobieństwo również naszego zadowolenia z jego usług. Niestety w dobie wszechobecnego Internetu często można znaleźć rozbieżne informacje dotyczące danej firmy. Dodatkowo także możemy natknąć się na komentarze reklamowe bądź zamieszczone przez konkurencję. Ten natłok informacji sprawia, że ciężko podjąć właściwą decyzję co do osoby bądź podmiotu, który w profesjonalny sposób zajmie się naszymi finansami. Jeśli nie dysponujemy kandydatem z polecenia np. przez partnera biznesowego czy wspólnika w interesach, będziemy musieli sprawdzić jego kompetencje w trakcie procesu rekrutacyjnego. Najkorzystniej to zrobić przy pomocy specjalistów z zakresu HR, którzy posiadają odpowiednią wiedzę i umiejętności,

aby rzetelnie i jak najbardziej wiarygodnie ocenić kompetencje kandydata na księgowego już na etapie procesu rekrutacji. Dobrym rozwiązaniem jest także kontakt z poprzednimi pracodawcami kandydata i zasięgnięcie ich opinii na temat zaangażowania, pracowitości oraz rzetelności w wykonywaniu swoich obowiązków.

Nie działaj pochopnie Wybór odpowiedniego księgowego może zaważyć w znaczący sposób i wpłynąć na funkcjonowanie naszej firmy. Odpowiedni pracownik może okazać się nieocenioną pomocą w optymalizacji podatkowej, wyszukiwaniu korzystnych rozwiązań zgodnie z literą prawa, a także prowadzeniu i rozwijaniu biznesu, podczas gdy niekompetentna osoba narazi nas na kary za wykroczenia podatkowe. Przed oddaniem naszych finansów w ręce osoby trzeciej warto wziąć zatem pod uwagę przede wszystkim jej kompetencje, zakres odpowiedzialności cywilnej oraz spektrum udzielanego wsparcia merytorycznego.


14

OPROGRAMOWANIE ERP. STWÓRZ SYSTEM DLA SWOJEJ FIRMY

korporacji, jak i właściciele firm z sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Oprogramowanie ERP łączy wszystkie te segmenty, które odpowiedzialne są za efektywne działanie całego przedsiębiorstwa, a jego wdrożenie znacząco wpływa na wydajność funkcjonowania całej firmy. Używając takiego narzędzia, unikamy problemów związanych z nieprawidłowym przepływem danych w firmie, zapewniając swoim pracownikom dostęp do wszelkich niezbędnych informacji w czasie rzeczywistym.

Tadeusz Karpiński właściciel firmy Atingo

Z

arządzanie firmą to mechanizm wymagający dużego zaangażowania, dobrej organizacji czasu oraz zdolności przywódczych. Tymczasem czas i wysiłek poświęcony w tego typu procesy można znacząco ograniczyć poprzez użycie odpowiedniego oprogramowania.

Systemy ERP – skąd ta popularność? System ERP to pojęcie funkcjonujące na polskim rynku zaledwie od kilku lat, jednak próżno szukać przedsiębiorcy, który dotychczas się z nim nie spotkał. Tego typu rozwiązania zyskują bowiem coraz większą popularność wśród właścicieli firm na całym świecie. W Polsce wartość rynku ERP rośnie systematycznie o kilka procent rocznie. Co sprawia, że tego typu narzędzia cieszą się coraz większym zainteresowaniem? Systemy ERP (Enterprise Resources Planning) to narzędzia, które wspomagają pracę przedsiębiorstwa poprzez odpowiednią integrację wszystkich segmentów jego działania. Rozbudowane oprogramowanie tego typu może zawierać m.in. narzędzia służące do prowadzenia księgowości (FK), zarządzania kadrami (HRM), moduły produkcji i zarządzania magazynem (MRP) oraz sprzedaży (POS), moduły wspomagające kompleksową obsługę klienta (CRM), zarządzania firmową stroną www (CMS), a niektóre nawet zintegrowany sklep internetowy. Wszystkie te płaszczyzny stają się wzajemnie ze sobą powiązane, co wpływa na usprawnienie pracy firmy i zwiększenie jej wydajności. Korzystanie z narzędzia ERP staje się obecnie jednym z najpopularniejszych rozwiązań zarządzania własnym biznesem. Po systemy tej klasy sięgają coraz chętniej zarówno właściciele wielkich

Rozwiązania mobilne i chmurowe Coraz większe znaczenie dla polskich przedsiębiorców nabierają także rozwiązania chmurowe oraz mobilne. Możliwość nieograniczonego czasem i miejscem dostępu do danych zwiększa konkurencyjność, zapewnia szybszą realizację zadań oraz umożliwia pracę zdalną z każdego zakątka Ziemi. Nowoczesne oprogramowanie pozwala w komfortowy sposób korzystać z chmury, zapewniając wszystkim użytkownikom szybki dostęp do niezbędnych narzędzi. Tego typu rozwiązania to świetna szansa na ominięcie słabego popytu na polskim rynku oraz wejście na zagraniczne rynki. Spora grupa przedsiębiorców korzysta systematycznie z rozwiązań chmurowych, a coraz większa część firm uwzględnia to w swoich strategiach biznesowych na najbliższe lata. Rynek tego typu narzędzi cały czas się rozwija – podczas gdy przedsiębiorcy dopiero rozpoczynający swoją przygodę z chmurą skupiają się na przenoszeniu coraz większej ilości danych do cyberprzestrzeni, firmy już obyte z tego typu technologią pracują nad usprawnianiem i optymalizacją tego typu rozwiązań oraz ich kosztów.

Oprogramowanie gotowe vs. na zamówienie Gotowe oprogramowanie to zestaw narzędzi przygotowany pod kątem funkcjonalności przykładowej firmy działającej w wybranej branży. Decydując się na takie rozwiązanie, otrzymujemy produkt wyposażony w szereg opcji z szeroką gamą zastosowań, służących niemalże „do wszystkiego”. Tymczasem jedną z najbardziej pożądanych cech odpowiedniego systemu ERP jest jego przejrzystość, która zapewnia komfort oraz szybkość użytkowania takiego narzędzia. Z tego powodu warto zdecydować się na zakup systemu ERP tworzonego na zamówienie. W ten sposób zarówno przedsiębiorca oraz pracownicy jego firmy, otrzymają wygodne narzędzie dedykowane właśnie ich firmie, które całkowicie sprawdzi się w codziennym użytkowaniu.


15

Postawienie na jakość, a nie ilość dostępnych funkcjonalności, pozwala zwiększyć efektywność i ułatwić wdrożenie systemu do procesów zarządzania naszym przedsiębiorstwem. Jednym z najszybciej rozwijających się narzędzi ERP na świecie jest Odoo, czyli innowacyjny system zarządzania przedsiębiorstwem, który pozwala nam korzystać z gotowych funkcjonalności.

Usprawnienie procesów zarządzania w firmie z jego pomocą, odbywa się poprzez odpowiednią optymalizację wybranych modułów, które specjalista dobiera pod kątem konkretnego biznesu. W ten sposób otrzymujemy elastyczne i intuicyjne oprogramowanie, które wpływa na realny wzrost efektywności oraz wydajności działania firmy.


16

ZABIEG BEZ RYZYKA

M

amy zamówienia z całego świata, nawet z Maroka czy Gwatemali. Wkrótce mamy zamiar wprowadzić na rynek kolejny produkt – opowiada Radosław Nowosielski, jeden z założycieli wrocławskiej spółki Laparo. Start-up umożliwia przyszłym lekarzom szlifowanie w domu umiejętności wymaganych w laparoskopii. Bliżej Biznesu: Nigdy nie chciał pan zostać lekarzem? Radosław Nowosielski: Jakoś nie bardzo. Od dziecka raczej ciągnęło mnie w stronę elektroniki, urządzeń, maszyn, dlatego wybrałem inżynierię biomedyczną. Jeszcze w trakcie studiów na Politechnice Wrocławskiej złożyłem jeden wniosek patentowy. Cała procedura weryfikacji i przyznania trwała trzy lata. To było moje pierwsze dziecko.

Co to było? To był system do sterowania robotem chirurgicznym. Kiedy działałem w Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii w Zabrzu, podjąłem się zrobienia rękawicy sterującej do takiego urządzenia. Mocno kreatywna sprawa, która pozwoliła mi się wykazać w świecie elektroniki medycznej. Pod koniec studiów z kolei uczestniczyłem w projekcie Pomysł na Biznes we Wrocławskim Centrum Transferu Technologii. Mój pomysł na firmę zajmującą się usługami w projektowaniu elektroniki okazał się najlepszy. Dostałem w nagrodę 10 tysięcy złotych i zniżkę na wynajem biura w Parku Technologicznym.

10 tysięcy złotych to chyba niewiele na start. Dla człowieka, który zaczyna to całkiem niezły zastrzyk finansowy. Udało mi się rozkręcić biznes. Pojawił się pierwszy klient. To był start-up, który chciał produkować urządzenia w branży medycznej. Stworzyliśmy dwa prototypy: system do oceny bólu, który potem trafił do szpitali, a drugie urządzenie było przeznaczone dla ratowników medycznych.

Jak można elektronicznie zmierzyć ból? Tam nie chodziło o pomiar, a o stworzenie systemu do oceny bólu. To było dość nowoczesne podejście w zarządzaniu bólem w szpitalu.

Na czym polegało? Pacjent w końcu bez obecności pielęgniarki mógł poprzez pilocik ocenić, jak bardzo go boli. To nie był najmocniejszy technologicznie projekt, ale okazał się pionierski, nie było czegoś takiego wcześniej.

Kiedy postawił pan na symulacje medyczne? Po dwóch latach, razem z dwoma kolegami, postanowiliśmy założyć spółkę, która zajmowałaby się właśnie symulacją medyczną. Zebraliśmy nasze luźne myśli w konkretny plan. W ubiegłym roku udało nam się pozyskać inwestora – fundusz Aligo Capital wyłożył blisko milion złotych.

Co udało się do tej pory stworzyć? Wypuściliśmy na rynek dwa produkty. Wszystkie dedykowane są laparoskopii, różnią się zaawansowaniem technologicznym. Podstawowa wersja Aspire kosztuje około półtora tysiąca złotych. Naszą misją jest, żeby dać szansę osobom indywidualnym na zakup sprzętu do symulacji medycznej. Młodzi chirurdzy, czy studenci medycyny chcieliby mieć możliwość poćwiczenia umiejętności laparoskopowych w domu, ale do tej pory barierą była cena. W wersji podstawowej urządzenia są wkłady symulacyjne, kamera, oprogramowanie. Można mierzyć czas i sprawdzać postępy.

A drugi produkt? To również trenażer zabiegów laparoskopowych, ale jest bardziej zaawansowany technologicznie. W tym urządzeniu jest więcej elektroniki, która pozwala na automatyczną ocenę wykonanego treningu.

Niektórzy powiedzą, że to nie jest żywy człowiek, urządzenie na pewno daje mało realny obraz. Tak, to nie jest żywy człowiek, ale trzeba zrozumieć, że chirurgia laparoskopowa rządzi się specyficznymi ruchami. Mamy odwrotne przełożenie, jeżeli ruszamy ręką w prawo, to tak naprawdę narzędzie rusza się w lewo. Laparoskopia jest manualnie skomplikowaną techniką, która wymaga sporego nakładu czasu na naukę odpowiednich ruchów. Nawet jeżeli nie zawsze uda nam się całego pacjenta odzwierciedlić w idealny sposób, to jednak tworząc takie symulatory jesteśmy w stanie przygotować chirurga do takiego zabiegu. Możemy także wprowadzić sztuczne organy, albo odwzorować procedurę chirurgiczną, co jest dalszym etapem nauki.

Gdzie to wszystko powstaje? Mamy biuro we Wrocławiu i tutaj wszystko się dzieje. Od pierwszych myśli do produkcji. To nie jest przemysłowa skala. Podstawowy produkt można kupić poniżej 1500 złotych. Ten bardziej skomplikowany technicznie jest droższy i dedykujemy


17

go Centrom Symulacji Medycznej. Tu mówimy o kwotach około 10 tysięcy euro. I tak przebijamy konkurencję cenami oraz funkcjonalnością.

Co na to lekarze? Niespodzianka, miło nas przyjęli. Cieszą się, że takie rzeczy powstają za fair pieniądze.

Kto najczęściej kupuje wasze produkty? Na podstawową wersję urządzenia mamy zamówienia z całego świata, nawet z Maroka czy Gwatemali. Wkrótce mamy zamiar wprowadzić na rynek kolejny produkt: urządzenie, które nie będzie wymagało wymiany wkładów.

Jak będzie działać? W tej chwili do przeprowadzenia treningu potrzebny jest wkład symulacyjny do trenażerów. Mówiąc obrazowo wygląda to tak: wpuszczamy wkład do pudełka, przez otwory w pudełku wkładamy narzędzia laparoskopowe i przeprowadzamy nasz trening. W nowym produkcie będzie symulator wirtualnej rzeczywistości. Obraz będzie generowany komputerowo. Na ekranie lekarz zobaczy każdy swój ruch, tak jakby zszywał prawdziwe tkanki, pracował „na pacjencie”.

Nieprzekonani znów powiedzą: pełna elektronika, tak nie wygląda leczenie. Ale tutaj chodzi o możliwość przeprowadzenia w powtarzalnych warunkach procedury chirurgicznej. W tym przypadku nie zużywamy jednorazowych wkładów treningowych. Te imtujące organy są dość drogie. 

Jakie sytuacje można zaaranżować? Na przykład zespolenie przy operowaniu wrodzonego zarośnięcia przełyku. Ostatnio podglądaliśmy pracę chirurgów pediatrycznych. Jest to trudna procedura wymagająca treningu, dużych umiejętności i niezwykłej precyzji.  Jak się pan przygotowuje do negocjacji? Oczywiście w zależności od sytuacji np. przebieram się w taki sposób, żeby wyglądać schludnie, ale jednocześnie staram się, żeby mój strój świadczył o tym, że nie jestem osobą zamożną. Ważna jest też kwestia podjechania gorszym samochodem na spotkanie. Jeśli majętny człowiek podjeżdża Porsche, handlowiec to widzi i myśli sobie, po co mu rabat? Do tego ładny garnitur, zegarek, najnowszy telefon i jeszcze opowieści, że mamy super płatną pracę. To złe metody. Przy rozmowach z deweloperami

to ja jestem klientem. Przekazuję kontakt swojemu klientowi na samym końcu, jak już warunki cenowe są ustalone. Ostatnio w Krakowie uzyskałem rabat 7 procent, dzięki swoim umiejętnościom negocjatorskim. Ile trwa znalezienie mieszkania, wynegocjowanie rabatu, załatwienie kredytu? Wszystko zależy od klienta i dewelopera. Jeśli klient wie, co chce kupić to znalezienie mieszkania może trwać miesiąc, ale jeśli ktoś jest mniej zdecydowany to może to trwać rok albo i dłużej. Sam proces negocjacji zazwyczaj trwa tydzień, niekiedy przeciąga się do miesiąca np. gdy kontakt z deweloperem jest ograniczony lub nie mogę się kontaktować bezpośrednio z osobą decyzyjną. Natomiast załatwienie kredytu trwa od 2 tygodni do miesiąca. Kiedyś pojechałem do Wrocławia, nastawiając się na negocjacje trzydniowe, ale zauważyłem, że cena ładnie schodzi: najpierw do 5%, potem 9% i 11%, ostatecznie udało się uzyskać 19,5% rabatu. Ale to trwało miesiąc. Zauważyłem, że budynek, w którym klient kupuje mieszkanie miał być budynkiem hotelowo - apartamentowym. Aczkolwiek temat się nie udał, a budynek został przerobiony na apartamenty. Deweloper wpadł w kłopoty finansowe, zależało mu na tym, żeby jak najszybciej sprzedać nieruchomość. Efekt był imponujący: rabat ponad 124 tysięcy złotych. W tej sytuacji, gdzie efekt był niewiarygodny, klient się zdziwił, ile musi zapłacić za negocjacje, jako, że koszt usługi to 10 % prowizji plus VAT od kwoty wynegocjowanego upustu. Chciał negocjować ze mną rabat na moją usługę. W ostateczności po przeanalizowaniu liczb klient był bardzo zadowolony z uzyskanej ceny i sfinalizował zakup nieruchomość. Ale to incydent. Większość klientów chciałaby być zaskoczona tak dużym procentem rabatu.


18

UWOLNIĆ SIĘ W GODZINĘ

Jak wyglądały pierwsze escape roomy? Były dość ubogie wizualnie i posiadały prosty scenariusz. Nikt nie chciał inwestować dużo pieniędzy w taką niepewną formę rozrywki. Wyglądało to tak: wchodziliśmy do pokoju, w którym było kilka skrzyneczek, kilka kłódek, rozwiązywało się zagadkę, która doprowadzała nas do kodu w danej kłódce. Po otwarciu rozwiązywało się kolejną zagadkę do kolejnej kłódki.

Jakie to były zagadki?

Bartosz Idzikowski

współzałożyciel firmy LockMe.pl

W

escape roomie nie dość, że jest fabuła, to my ją realizujemy, to my jesteśmy aktorami. To nie jest to bierna, nudna rozrywka – mówi Bartosz Idzikowski, współzałożyciel firmy LockMe.pl, strony skupiającej pokoje zagadek z całej Polski.

Na początku były to proste rebusy czy układanie elementów puzzli. Bardzo szybko ewoluowało to w ambitniejsze łamigłówki. Pojawiły się zagadki logiczne oparte np. na skojarzeniach związanych z elementami, które znajdują się w pokoju. Po połączeniu dawało to kod do rozwiązania zagadki.

A jak to wygląda obecnie?

Bartosz Idzikowski: W Polsce działa ponad 300 firm, które posiadają prawie 900 pokojów.

W tej chwili rynek dzielimy na trzy generacje. Pierwsza, to są te pokoje, które były na początku oparte na kłódkach, druga generacja to te, gdzie weszła elektronika, powoli nadchodzi trzecia generacja z bardziej dopracowanymi wystrojami i dużą liczbą elementów mechanicznych i elektronicznych.

Gdzie zaczęła się ta zabawa?

Na przykład?

Na samym początku escape roomy były grami typu point and click. Najważniejszy był jednak moment kiedy zostały one przeniesione do świata realnego. Istnieją dwie teorie na ten temat. Pierwsza mówi, że te gry zostały przeniesione do świata rzeczywistego przez znudzonych programistów z USA. Chcieli po prostu uprzyjemnić sobie życie. Druga teoria mówi o tym, że pierwszy escape room powstał gdzieś we wschodniej Azji. Nie wiadomo, która wersja jest prawdziwa.

Na przykład są dwa punkty na ścianie, które trzeba dotknąć ręką, a potem złapać za rękę drugą osobę, żeby przepłynął prąd, wtedy otworzą nam się drzwi. Albo trzeba ustawić jakieś elementy w odpowiedniej kolejności na półce i wtedy otworzy nam się skrzynia, w której znajdziemy podpowiedź do kolejnej zagadki. Pierwsze pokoje, które powstawały w Polsce najczęściej składały się z jednego pomieszczenia. W tej chwili standardem jest, że escape room to co najmniej dwa pomieszczenia, a w niektórych przypadkach nawet kilka kondygnacji.

Jak to się zaczęło u nas?

Jaka tematyka dominuje w polskich pokojach zagadek?

Bliżej Biznesu: Ile działa u nas escape roomów?

W Polsce zaczęło się trzy lata temu. Pierwszy pokój zagadek został założony przez firmę Let me out, która obecnie jest jedną z większych w tej branży w naszym kraju. Pierwszy escape room powstał we Wrocławiu, potem kolejny oddział został uruchomiony w Warszawie. Na początku ludzie podchodzili do tej zabawy z nieufnością. Nic dziwnego, jeśli mają zamknąć cię w pokoju na godzinę i nie wiadomo, co się stanie w środku. Z czasem jednak okazało się, że to fajna forma zabawy.

Najpopularniejsze są pokoje thrillerowo - horrorowe. W tego typu pokojach pojawiają się aktorzy, a to dodatkowe zaskoczenie, które przyciąga. Poza tym sprzedają się dobrze pokoje przygodowe, bo są neutralne, mogą tam pójść zarówno dzieci, jak i dorośli.

Można się uzależnić od escape roomów? Rekordziści odwiedzili ponad 200 escape roomów. Mówi się nawet o turystyce escape roomowej, gdzie


19

organizuje się grupowe wyjazdy do innych miast. Cel: zwiedzać pokoje zagadek.

od kilku do kilkudziesięciu tysięcy w zależności od skomplikowania i zaawansowania technologicznego.

Ile wizyt masz na koncie?

Początki w tym biznesie są trudne?

Aktualnie około 230 pokoi.

Tak, są trudne. Zwykle na pierwszym pokoju twórcy uczą się swojego nowego fachu, przez co pokoje nie wychodzą idealnie. Na szczęście z czasem można wszystko udoskonalać. Jednak wszystkie trudy potrafi wynagrodzić zadowolenie klientów. Pod warunkiem, że w scenariuszu nie będzie za wiele dziur.

Skąd pomysł na stworzenie portalu LockMe.pl? To było ponad trzy lata temu. Akurat organizowałem wieczór panieński dla mojej koleżanki i wtedy uznaliśmy, że escape room będzie super opcją. Spodobało nam się, zaczęliśmy chodzić po pokojach, które znaleźliśmy w internecie i w pewnym momencie zabrakło nam opcji. Uznaliśmy wtedy, że na pewno jest ich więcej, tylko właściciele nie potrafią się pozycjonować w sieci. Na co dzień zajmowaliśmy się budową stron internetowych. W trzy dni usiedliśmy i stworzyliśmy pierwszą wersję Lockme.pl

Co takiego mają w sobie escape roomy? Tutaj chodzi o emocje. Czasem porównuje się to do kina, bo przedział cenowy jest podobny. Idziemy, siadamy, oglądamy, ale nie możemy fizycznie w tym uczestniczyć. W przypadku escape roomu, nie dość, że jest fabuła, to my ją realizujemy, jesteśmy aktorami. To nie jest bierna, nudna rozrywka. Kończy się era konsumpcji rozrywki, zaczyna era przeżywania wszystkimi zmysłami. Escape roomy są mocno na to nastawione. Jest też spore zainteresowanie ze strony pracodawców, dużo zapytań o escape roomy w celach integracyjnych, HR-owych. Część firm, chce zobaczyć, jak, kto się zachowa w takim miejscu.

Kto pisze scenariusze? Czasem właściciele piszą scenariusze, a potem sami go realizują. Są też firmy, które się w tym specjalizują. Tutaj potrzeba wyobraźni i doświadczenia. Zakup takiego scenariusza kosztuje

Dziur? Tak, są to momenty w scenariuszu, kiedy drużyna nie wie co ma robić, albo ma za trudną zagadkę w nieodpowiednim momencie. To może popsuć całą rozgrywkę.

Co jeszcze może przeszkadzać? Nielogiczne zagadki. Przykład: musimy ułożyć fiolki w określonej kolejności. Potem okazuje się, że musimy ułożyć fiolki kolorystycznie, w takiej kolejności w jakiej są prążki na szaliku, który wisi na ścianie. A w pokoju jest jeszcze 20 innych rzeczy w takim kolorze, jak te prążki. A podpowiedzią miało być to, że w liście napisano, że głównej osobie z fabuły było zimno. To są dziwne poszlaki, nie jest to logiczne.

Co możemy powiedzieć o branży? Na rynku escape roomów nie powinno się mówić o konkurencji. Ta rozrywka jest jednorazowa, a więc klient powinien pójść do tzw. konkurencji, żeby utrzymać zainteresowanie tematem escape roomów. Do nas wróci dopiero jak otworzymy nowy pokój, a to może być np. dopiero za rok. Chodzi o to, żeby podjudzać zainteresowanie ludzi. Żeby ten klient znów się u nas pojawił.


20

POLACY CORAZ RZADZIEJ DECYDUJĄ SIĘ NA PROWADZENIE JEDNOOSOBOWYCH DZIAŁALNOŚCI GOSPODARCZYCH

można upatrywać w załataniu przez rząd tzw. luki macierzyńskiej, która polegała na zakładaniu działalności przez kobiety ciężarne bądź planujące ciążę, opłacaniu minimum jednorazowo najwyższej składki ubezpieczeniowej oraz pobieraniu przez okres urlopu macierzyńskiego co miesiąc 6 tys. zł zasiłku. Po upływie którego działalności zazwyczaj były zamykane.

Wojciech Kołacz

Członek Zarządu PSF Loans sp zoo

A

nalizując dane GUS za 2016 rok dotyczące form prowadzenia działalności wynika, że nowopowstałe przedsiębiorstwa w Polsce są spółkami handlowymi, których w ubiegłym roku przybyło aż o 44 146, z przeważającą ilością spółek z.o.o.. Według podanych przez Urząd danych, na minusie była jedynie liczba zarejestrowanych jednoosobowych działalności gospodarczych, która na dzień 31 grudnia 2016 roku wynosiła 2 968 786. Czyli o 3 358 mniej niż na koniec 2015 roku. Spadek ilości osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą odnotowany został aż w dwunastu województwach. Największą różnicę względem poprzedniego roku zauważamy w województwie śląskim, jest to 3 466 podmiotów. To blisko trzy razy więcej niż w drugim w kolejności, w tym zestawieniu, województwie zachodniopomorskim. Największym przyrostem nowych przedsiębiorców mogą pochwalić się natomiast województwa: mazowieckie, małopolskie, pomorskie oraz podkarpackie. Dane niestety nie podają, czy zamknięte jednoosobowe działalności gospodarcze zostały przekształcone w inną formę prowadzenia działalności. Część z nich prawdopodobnie tak, co świadczy o rozwoju polskich przedsiębiorstw, które rezygnując z tej prostej oraz wygodnej formy prowadzenia biznesu decydują się na bardziej skomplikowaną oraz droższą. Jednak zastanawiające są powody całkowitej rezygnacji z prowadzenia biznesu. Z pewnością można wymienić malejącą stopę bezrobocia – wynoszącą na chwilę obecną 8,6 %, aktualne trendy na rynku pracy, który od pewnego czasu przez jego obserwatorów i badaczy nazywany jest rynkiem pracownika. Kolejny powód

Jednak jednym z najistotniejszych powodów zamykania jednoosobowych działalność gospodarczych jest najczęściej brak płynności finansowej. W szczególności firmy z krótką bądź brakiem historii na rynku potrzebuję czasu aby odnotować zysk. Niestety nowi przedsiębiorcy są dla banków ryzykownymi klientami i rzadko kiedy uzyskują tam dodatkowe finansowanie na naprawienie firmowego budżetu. Poprawiające się makroekonomiczne warunki Polskiej gospodarki mają wpływ na warunki mikroekonomiczne. Mając dobrą sytuację na rynku pracy zmniejsza się zapotrzebowanie na poszukiwanie dodatkowego źródła dochodu. Przeważająca ilość osób na polskim rynku pracy ceni sobie stabilność zatrudnienia, która daje im możliwość chociażby inwestycji.


22

CZYŚCICIELE, CZYLI JAK POSPRZĄTAĆ PO ZMARŁYM

ta osoba była, co robiła. Czasem rodzina sama z siebie opowiada o życiu zmarłego, dlaczego ta osoba żyła sama. My nie jesteśmy psychologami, my nie możemy sobie pozwolić na pocieszanie. Musimy przetrawić i zapomnieć. Traktujemy to, jak normalną pracę. Tak jak ludzie, którzy idą na osiem godzin do pracy w biurze.

A jak długo trwa takie czyszczenie? To zależy, co się stało.

A co dzieje się najczęściej?

M

y nie jesteśmy psychologami, my nie możemy sobie pozwolić na pocieszanie. Musimy przetrawić i zapomnieć. Traktujemy to, jak normalną pracę – mówi Mateusz Węgorowski z Bio-clean z Włocławka. Firma zawodowo zajmuje się sprzątaniem po zgonach. Bliżej Biznesu: Pierwsze zlecenie? Mateusz Węgorowski: Sprzątanie po samobójstwie. Było bardzo dużo krwi, nieprzyjemny zapach, bo zabezpieczanie śladów przez policję trwało kilka godzin. To była niewielka sutenera. Jeden pokój, kuchnia, łazienka, raczej nieciekawe miejsce. Niektórzy nazwaliby to mieszkanie meliną. Zostaliśmy wynajęci przez spółdzielnię mieszkaniową.

Wchodzicie, jest dużo krwi i co dalej? Najpierw zabezpieczamy nasze ciała, drogi oddechowe, zakładamy maski. Świeża krew, nawet lekko zaschnięta ma właściwości pylenia, jak kurz. Czasem zakładamy maski z szybką, ale one są niewygodne, ciężko się sprząta. Zakrywamy nos, usta, czasem oczy.

A potem? Najpierw wstępna dezynfekcja, potem dogłębne czyszczenie chemiczne. Fragmenty ciała, tkanek wkładamy do worków i utylizujemy, podobnie dzieje się z niektórymi meblami. Zdarza się, że czyścimy parą, innym razem ręcznie: szczoteczką, zmywakiem, szpachelką. Czyszczenie, czyszczenie i jeszcze raz czyszczenie. Na koniec robimy test mikrobiologiczny.

Miał pan traumę po pierwszym zleceniu? Nie. Gdybyśmy mieli z tym problem, to byśmy tego nie robili. Nie możemy wyobrażać sobie, kim

Strzałów w głowę jest najwięcej. Czyszczenie po takim samobójstwie trwa kilkanaście godzin. Zazwyczaj jest dużo krwi na ścianach, suficie, meblach. Jeśli doszło do rozkładu ciała, to sprzątanie trwa o wiele dłużej, czasem nawet kilka dni.

Ile takich zleceń przyjmujecie w miesiącu? Bywały miesiące, że siedem dni w tygodniu pracowaliśmy. Dzwonili nawet w nocy, nawet w święta. Mamy też inne zlecenia w ofercie, np. sprzątamy po odchodach gołębich. Ale najwięcej jest sprzątań po zgonach. To 20-30 zleceń w miesiącu. Dzielimy się na grupy i jedziemy do pracy.

Czy są okresy, gdzie takich zleceń jest więcej? Po świętach, dłuższych weekendach, wakacjach jest więcej zleceń. Rodziny wyjeżdżają, zostawiają starsze osoby w mieszkaniu, wracają i jest po wszystkim.

Ile osób pracuje w waszej firmie? Osiem. Poniekąd to firma rodzina, oprócz mnie pracują w niej: moja żona, mama i tata. Reszta to pracownicy z zewnątrz.

Skąd się wziął pomysł na uruchomienie takiego nietypowego biznesu? To najczęściej zadawane pytanie. Już mam gotową odpowiedź. Pomysł pojawił się osiem lat temu. Byliśmy za granicą w Niemczech, wyjechałem tuż po szkole. Męcząca, ciężka praca. Zajmowałem się wyburzaniem budynków. Teraz to się przydaje, bo czasem też wyburzamy mieszkania. Kiedy wróciliśmy z żoną do Polski pojawił się pomysł na czyszczenie ciśnieniowe mocno zabrudzonych powierzchni. Po 2-3 miesiącach zauważyliśmy, że fajnie byłoby rozszerzyć pracę o usługę sprzątania po zgonach.


23

Skąd czerpaliście wiedzę?

Tego typu firmy to nadal nisza w Polsce?

Ja wtedy interesowałem się kulturą amerykańską, nietypowymi zawodami. O tym, że taka usługa istnieje dowiedzieliśmy się z reportażu w amerykańskiej prasie. Stwierdziliśmy, że w Polsce czegoś takiego brakuje. W Stanach Zjednoczonych wyglądało to inaczej.

Była nisza, 2-3 lata temu uruchomiło się kilka firm. To nie jest prosty biznes. Trzeba dużo pieniędzy zainwestować w reklamę, promocję, sprzęt. Wiele firm nie dało rady, upadło.

Jak tam to działo?

Marketing to współpraca z hotelami, korporacjami - dużo tam się dzieje wypadków, spółdzielniami, zakładami pogrzebowymi. Z policją i instytucjami państwowymi nie warto nawet zaczynać rozmów, bo prawo zabrania współpracy.

Prężnie. Od 30-40 lat. Teraz granica się zaciera, to co jest wykorzystywane w tym biznesie w USA dociera też do Europy. W zeszłym roku wprowadziliśmy testy na czystość mikrobiologiczną. To się wzięło właśnie z USA.

Ciężko było znaleźć pracowników? Było nam o tyle łatwiej, że tata prowadził wcześniej zakład zajmujący się dezynfekcją i deratyzacją. Zrobiliśmy rekrutację i zgłosiło się sporo chętnych. Nie wszyscy przetrwali, niektórzy odpuścili sobie po jednym dniu. Ale nadal zgłaszają się ludzie, którzy chcieliby spróbować. Codziennie dostajemy po kilka maili z pytaniami o pracę.

Ile taka usługa kosztuje? Usługa zaczyna się od 1000 złotych a może zakończyć na 10000 złotych, jeżeli ciało leżało dwa lata w mieszkaniu.

Jak wygląda marketing?

Idzie pan do banku i pytają: jaki jest pana zawód, co pan wtedy odpowiada? Ciężko określić, sprzątacz po zmarłych? Raczej rzadko chodzę do banku. Nie spotkałem się z dawno z takim pytaniem. Na klatce schodowej czasem sąsiedzi zmarłego pytają: a co my wynosimy? Co robimy?

I co wtedy mówicie? Tłumaczymy, że nie robimy nic złego. Dziś są bardziej liberalne reakcje, wcześniej niektórzy wzywali policję, albo straż miejską. Myśleli, że robimy cos podejrzanego. Dziś to przestaje być temat tabu, w końcu ktoś to musi robić.


24

WYPEŁNIAJĄC PIT-A POLICZ ILE ZALEGAJĄ CI DŁUŻNICY

D

la przedsiębiorcy pierwszy kwartał to czas na rozliczenie i podsumowanie wcześniejszego roku. Prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą muszą do 30 kwietnia złożyć zeznanie podatkowe, a spółki prawa handlowego do 31 marca powinny sporządzić bilans za poprzedni rok. Przy tej okazji widać wyraźnie ile pieniędzy z wystawionych w ubiegłym roku faktur nie wpłynęło faktycznie do kasy przedsiębiorstwa. Krajowy Rejestr Długów wspólnie z firmą windykacyjną Kaczmarski Inkasso rozpoczyna Wielkie Wiosenne Sprzątanie Długów - akcję pomagającą odzyskać przeterminowane należności. A jest o co się upominać. Z najnowszych danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że przedsiębiorcy mają do odzyskania od innych przedsiębiorców blisko 7 miliardów złotych. Taka jest wartość faktur, których dotychczas nie zapłaciło 229 tysięcy dłużników. Statystycznie każdy z nich nie uregulował 4 faktur, a średni dług przypadający na jednego dłużnika to 30,2 tys. zł. Rekordziści są wini znacznie więcej – najbardziej zadłużona firma, którą wpisano do Krajowego Rejestru Długów, zarejestrowana jest w województwie świętokrzyskim i nie zapłaciła swoim kontrahentom aż 60,5 mln. Najwięcej długów mają przedsiębiorcy z województw: mazowieckiego (1, 327 mld zł), śląskiego (974 mln zł) i wielkopolskiego (709 mln zł). Jeśli podzielić wierzycieli pod względem liczby zatrudnionych osób, to największe kłopoty z odzyskaniem pieniędzy mają najmniejsze firmy, w których pracuje do 5 pracowników. Wartość wystawionych przez nie faktur, których klienci dotychczas nie uregulowali, to prawie 34% całego długu przedsiębiorstw. Niewiele mniejsze należności mają do odzyskania średnie przedsiębiorstwa, zatrudniające od 50 do 249 osób. One z kolei upominają się o zapłatę faktur na kwotę 2,07 mld zł. - Trochę mniejsze kłopoty z otrzymaniem zapłaty mają firmy małe, ale i tak nie otrzymały one dotychczas 1,25 mld zł za sprzedane towary i usługi. To olbrzymie pieniądze. Dlatego od 2005 roku organizujemy co roku Wielkie Wiosenne Sprzątanie Długów, które ma pomóc zwłaszcza sektorowi MSP w odzyskaniu pieniędzy. Warto przejrzeć wystawione dotychczas faktury, policzyć jaka jest wartość tych, za które dotychczas nie dostaliśmy pieniędzy, co moglibyśmy za to kupić do firmy i upomnieć się o zapłatę. Chętnie pomożemy, zwłaszcza że wpisanie dłużnika do Krajowego Rejestru Długów działa na

wielu z nich dyscyplinująco – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów. Tegoroczna edycja Wielkiego Wiosennego Sprzątania Długów to już 13. taka akcja w historii KRD. W poprzednich wzięło udział 63 381 przedsiębiorców, którzy dzięki wsparciu Krajowego Rejestru Długów odzyskali 1,9 miliarda złotych. Nadchodząca edycja jest pierwszą, którą wspólnie organizują KRD i Kaczmarski Inkasso. - W tym roku obchodzimy 25-lecie istnienia, dlatego postanowiliśmy przyłączyć się do tej akcji. Zwłaszcza, że zdecydowana większość długów jest do odzyskania, pod warunkiem że nie zwleka się z upominaniem o swoje pieniądze w nieskończoność. Z doświadczenia wiemy, że największe szanse na sukces są wtedy, kiedy od upływu terminu płatności nie minęło więcej niż trzy miesiące – spłacalność takich zobowiązań sięga 72%. Wierzyciele nie muszą się również obawiać, że windykacja popsuje ich relacje z klientami, to mit który nie ma pokrycia w faktach – przekonuje Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso. Dochodzenie należności nie obciąża też w ostateczności wierzyciela. Od kwietnia 2013 roku obowiązuje Ustawa o terminach zapłaty w transakcjach handlowych, która pozwala na przerzucenie poniesionych kosztów windykacji na dłużnika. O tym, jak dużym problemem dla przedsiębiorców są zatory płatnicze, świadczy też inicjatywa wicepremiera Mateusza Morawieckiego uchwalenia Pakietu wierzyciela – zbioru ustaw wspierających przedsiębiorców w odzyskiwaniu należności, które wejdą w życie jeszcze w tym roku.


26

Bliżej Biznesu www.issuu.com/blizejbiznesu

e-magazyn Bliżej Biznesu

FACHOWA WIEDZA NA TEMAT TWOJEJ FIRMY 25-tego każdego miesiąca

„Niezbędnik Biznesmena”

Bliżej biznesu 04/2017  

e-magazyn Bliżej Biznesu FACHOWA WIEDZA NA TEMAT TWOJEJ FIRMY 25-tego każdego miesiąca