Page 1


POD POWIERZCHNIĄ


ナ「kasz Gniadek


Ukrywanie się „pod powierzchnią” to termin oznaczający zamieszkiwanie kryjówek zamkniętych, z których nie ma lub są bardzo ograniczone możliwości wyjścia na zewnątrz. Była to metoda ukrywania się wybierana przez Żydów, którzy nie mieli „odpowiedniego wyglądu” lub nie znali na tyle dobrze języka polskiego, żeby z pomocą podrobionych dokumentów ukrywać się „na powierzchni” udając Polaków. Znajdujący się „pod powierzchnią” byli uzależnieni od pomocy osób z zewnątrz i praktycznie pozbawieni wpływu na wydarzenia, które mogły zadecydować o ich życiu lub śmierci. Ten model ukrywania się był realizowany w miejscach usytuowanych dosłownie pod ziemią jak piwnica, ziemianka, nieczynna rura kanalizacyjna czy studnia. Termin ten oznacza również życie w kryjówkach, które fizycznie znajdowały się na powierzchni ziemi, takich jak pokój, fragment pokoju (np. pawlacz, piec kaflowy), strych lub całe mieszkanie, ale poprzez brak lub bardzo ograniczone możliwości ich opuszczania, definiowane są jako „pod powierzchnią”. Dużym skupiskiem tego typu kryjówek była Warszawa, gdzie jednak wskutek działań wojennych, a następnie dalszych zniszczeń związanych z procesem odbudowy, niewiele po nich pozostało. Ich lokalizacje na tyle zmieniły swój uprzedni charakter, że dziś nie sposób domyślić się ich dramatycznej historii.


Ul. Grójecka 77. Była tu ziemianka usytuowana pod szklarnią, wszyscy jej mieszkańcy oraz właściciel szklarni zginęli po wykryciu schronienia.


Ul. Grochowska 335, teren za budynkiem. Znajdował się tam warsztat, na tyłach którego podobno byli ukrywani Żydzi.


Ul. Chałubińskiego 11 (adres obecnie nieistniejący). W tym miejscu stała kamienica, której jedno z mieszkań służyło przez cały okres okupacji za kryjówkę dla kilkudziesięciu Żydów.


Do bunkra przenieśliśmy się na krótko przed Powstaniem. W bunkrze poza naszą rodziną przebywało jeszcze około dwudziestu osób. Jeśli chodzi o dzieci, byliśmy tylko we dwoje, to jest brat (trzynaście lat) i ja (jedenaście lat). (...) Całe Powstanie przeżyliśmy w bunkrze. Po wygaśnięciu Powstania moi bracia wrócili do bunkra. Dokoła wszystko płonęło – temperatura w bunkrze była bardzo wysoka, dla ochłody wchodziliśmy do kanału, ale tu znów Niemcy puszczali gaz trujący – kanałami płynęły trupy. Pierwsze dni i tygodnie były straszne. Niemcy szaleli i tropili ukrywających się jeszcze w ruinach Żydów. Wiele razy uciekaliśmy do kanału, przeciskając się przez wąski tunel. (Jeszcze wiele lat po wojnie w koszmarnych snach przeżywałam te ucieczki). W tym czasie w bunkrze nie było ani światła ani wody. Wiele osób w naszym bunkrze nie wytrzymało i wyszło kanałami wprost pod kule czekających przy włazie Niemców. Wreszcie Niemcy przekonami, że zabili już ostatniego w getcie Żyda, uspokoili się trochę, przestali tak węszyć i tropić. Urządziliśmy się trochę w bunkrze – mury nieco ostygły, zorganizowaliśmy wodę, a nawet prąd, i pod osłoną nocy toczyło się nasze krecie życie, które w ciągu dnia zamierało. ze wspomnień Krystyny Budnickiej


Plac Grzybowski 3/5, kościół Wszystkich Świętych. Kryjówka w piwnicy.


Ul. Grochowska 307. Znajdowała się tu kamienica, w której w jednym z mieszkań była kryjówka.


Ul. Nobla 27. Wnęka w tym miejscu służyła kiedyś za schronienie, zasłaniała ją szafa. Podobno raz ukrywało się tu aż 12 osób.


Ul. Sienna 90. Stała tu kamienica, a w jednym z jej mieszkań ukrywał się Żyd.


Tę właśnie salę postanowiono zamienić teraz na skrytkę. Wysokie drzwi miały być zasunięte z zewnątrz olbrzymim kredensem. Woźny sądowy, który mieszkał na dole, miał starać się o pożywienie dla wszystkich ukrytych. Zebraliśmy się tam wszyscy, zasunięto drzwi… Było to okropne. Zdawało się, że brak powietrza, że pokój jest przepełniony, chociaż wcale nie było nas tak dużo, tylko te zasunięte drzwi wzmogły uczucie ścisku i strachu, strachu dorosłych, który udzielał się i nam, dzieciom. Wszyscy mówili, mówili, a ja słuchałam nie rozumiejąc… Mówili coś o możliwości strzelania, podpalenia budynku – strach stanął mi w gardle i dławił… ze wspomnień Marii Perlberger-Schmuel


Miejski Ogród Zoologiczny, arena pod wybiegiem lwów. Była to jedna z lokalizacji na teranie ogrodu, gdzie w ciągu dnia ukrywała się rodzina żydowska, w ciągu nocy wychodzili na zewnątrz. Nie było tam już wtedy żywych zwierząt.


Ul. Grójecka 84. Znajdował się tam bunkier, w którym ukrywało się wiele rodzin żydowskich. Konstrukcja obecnie stojącego tam budynku wskazuje, że pozostałości tego bunkra mogą stanowić jego fundamenty.


Ul. Okopowa 49/51, cmentarz żydowski. Jedna z krypt usytuowana w pobliżu alejki nr 8 posłużyła za schronienie dla rodziny żydowskiej.


Świat za mną się zamknął. Miałam wówczas cztery lata. Dostałam „przykazania”, co mi wolno i czego nie wolno. Absolutnie nie wolno mi było głośno mówić, a właściwie mówić normalnie. Mogłam mówić tylko szeptem. Nie wolno mi było pod żadnym pozorem podchodzić do okna, kaszleć, kichać. Musiałam stale nosić ze sobą tę małą poduszeczkę i tylko do niej w razie potrzeby cichutko zakasłać. Wolno mi było siedzieć na podłodze i kręcić się przy piecu w kuchni, który stał daleko od okna, i w pokoju w pobliżu łóżka, które również znajdowało się w kącie daleko od okna, no i siedzieć tam na podłodze. Najwięcej siedziałam w kuchni pod stołem, bo gdy pani S. była już w domu po pracy, to mógł ktoś niespodziewanie wejść. Drugą kryjówką była szafa, która stała w pokoju. Do szafy zamykano mnie, gdy wcześniej wiadomo było, że ktoś przyjdzie i będzie dłużej siedział (w kuchni). W te dwa miejsca miałam się natychmiast kryć w razie jakichś niespodziewanych kroków lub głosów na schodach. ze wspomnień Danuty Hawel


Ul. Grochowska 331. Według najstarszych mieszkańców kamienicy ukrywał się tu Żyd.


Al. Niepodległości 223. W tym miejscu w czasie Powstania Warszawskiego ukrywał się Władysław Szpilman. Było to możliwe, ponieważ Niemcy uprzednio wymordowali wszystkich mieszkańców budynku i traktowali go potem jako pusty i nie wart uwagi.


Ul. Sierakowska 4 (ulica obecnie nieistniejąca). Znajdowała się tu kamieniczna piwnica, w której ukrywało się kilku Żydów.


Plac Grzybowski 1. W niewielkim pokoju, wbudowanym między dwa mieszkania nieistniejącej już kamienicy, ukrywały się trzy rodziny żydowskie.


Tam mają w kuchni taką skrzynię na węgiel (bo paliło się wtedy węglem), która była przykrywana deską, a ja jestem w środku tej skrzyni pod tą deską. Były chyba jakieś otwory. Tam po prostu w pozycji embrionu leżałam w tej skrzyni na węgiel. (...) Zupełnie nie rozumiałam, dlaczego tak się dzieje: przecież ja się urodziłam w Polsce, mówię po polsku. O co tu chodzi??? W ogóle nie byłam w stanie tego pojąć, że nagle straciłam wszystko, że nie mam ojca ani matki, że nie mam niczego swojego, i jeszcze ciągle się boję. ze wspomnień Eli Waśniewskiej


Ul. Nowy Wjazd (nie przetrwał tam żaden budynek mieszkalny). W trzypokojowym mieszkaniu ukrywało się trzynastu Żydów. W razie „nalotu” mieli się oni chować za podwójną ścianą zainstalowaną w łazience.


Ul. Krzyżanowskiego 44. W jednym z mieszkań ukrywanych było kilku Żydów.


Ul. Skorupki 6. Znajdowała się tu kamienica, w jednym z mieszczących się w niej mieszkań przez dwa miesiące ukrywała się starsza Żydówka.


Jak długo siedziałem w tej szafie? Siedem tygodni, dwa lata? Miałem zamiar liczyć dni, ale zapomniałem. Tak czy owak, w szafie nie było żadnych dni ani godzin, zawsze panowała tam całkowita ciemność. Nocnik w rogu znajdowałem dotykiem, po omacku. Musiałem się tego uczyć, to znaczy – odszukiwać go po cichu. Z początku to było trudne i któregoś razu niechcący trąciłem nocnik, a ten wywrócił się i część zawartości znalazła się na podłodze. (…) Z czasem drętwiało nie tylko moje ciało, na szczęście i umysł drętwiał. Prócz nocnika w szafie nie było nic, tylko ciemność i ja. Kola mówił mi, że Eskimosi nie widzą dziennego światła przez pół roku. Czy byłem tu już pół roku? ze wspomnień Andrzeja Czajkowskiego


Ul. Hoża 36 (obecnie ten adres ma nieco inną lokalizację). W miejscu parkingu przed blokiem o adresie Hoża 40 znajdowała się kamienica, której jedno z mieszkań stanowiło kryjówkę dla kilku Żydów.


Ul. Filtrowa 70. W jednym z mieszkań pod parapetem znajdowała się kryjówka dla jednej osoby, była kilkukrotnie wykorzystana.


Ul. Grójecka 24. Znajdowała się tu kamienica, w której ukrywano żydowską dziewczynkę.


Ul. Żelazna 64. Jedno z mieszkań posłużyło za kryjówkę dla dwóch Żydówek.


Nigdy nikomu niczego tak nie zazdrościłem i nigdy niczego silniej nie pożądałem, jak tej otwartej przestrzeni i możności przemieszczania się z miejsca na miejsce, chodzenia tu i tam w dowolnie obranym kierunku; zwyczajnie – coraz dalej przed siebie, bez wyrastających nagle murów i ścian. Byłem owładnięty przeszywającą i przemożną tęsknotą za możliwością pójścia na skraj miasta, na łąkę, w pole, do lasu, nad rzekę; pragnąłem położyć się na trawie z gazetą, książką lub wpatrywać się w niebo nie przesłonięte dachami domów, gdzie ludzie gnieździli się jak owady. (…) Ukrywaliśmy się w dobrze zamaskowanej, dużej piwnicy, którą uprzednio przygotowali na taką ewentualność mężczyźni naszej kamienicy. Przebywało tam kilkanaście rodzin, matki, ojcowie, dzieci. Starców nie było, wszystkie osoby powyżej lat sześćdziesięciu zostały wywiezione na Ponary i rozstrzelane w czasie pamiętnej masakry 22 grudnia 1941 roku. Leżeliśmy skuleni, stłoczeni na drewnianych pryczach, niektóre z przeciążenia niebezpiecznie trzeszczały. Było prawie zupełnie ciemno, tylko gdzieniegdzie paliły się świece lub karbidówki. (…) Warunki sanitarne były przerażające. Zatęchłe powietrze piwnicy przepełniał odór ekstrementów z półotwartego wychodka. Moja matka wręcz rozkazała ojcu wynieść i opróżnić wypełnione nimi wiadro. Żywiliśmy się głównie sucharami, to znaczy chlebem razowym, wysuszonym i doprowadzonym do takiego stopnia twardości, że trzeba go było długo moczyć w ciepłej wodzie, zanim nadał się do jedzenia. ze wspomnień Adama Nowackiego


Ul. Żukowska 5 (ulica już nieistniejąca). W małym dwupokojowym mieszkaniu wejście do jednego z pokoi schowano za szafą, ukrywało się tam kilku Żydów.


Ul. Słupecka 5. Ukrywało się tu żydowskie dziecko. Jeśli pojawiało się jakiekolwiek zagrożenie miało się ono chować do szafy.


Ul. Krasińskiego 18. W jednym z mieszkań ukrywało się ośmiu Żydów.


Wykopano dla mnie w piwnicy niewykończonego domu mały loszek. Niewielki otwór był zamykany dwiema cegłami, i ledwo mogłam się wczołgać przez niego. W środku było też niewiele miejsca i bardzo nisko. Mogłam tylko trochę unieść się na rękach. Spędzałam w nim wiele dni i tylko nocą wypuszczano mnie do mieszkania. Kiedyś niespodziewanie wpadli Niemcy i nie było czasu, aby wcisnąć się do lochu. Wsunęłam się pod stertę kartofli. Słyszałam krzyki Niemców. Kłuli oni bagnetami w owe kartofle, pod którymi leżałam. Bałam się panicznie, że jak na mnie natrafią, to krzyknę i się zdradzę. Na szczęście udało mi się. Nikt nie natrafił na mnie i nie domyślił się, co się kryje pod tymi kartoflami. Później już ciągle siedziałam w swoim lochu, i chociaż trudno było mi zmieniać pozycję, i mogłam tylko trochę unieść się na rękach, i podkurczyć nogi – czułam się w nim nieco bardziej bezpieczna. ze wspomnień Krystyny Chudy


Ul. Czerniakowska 205. W jednym z mieszkań ukrywały się cztery Żydówki.


Ul. Nowogrodzka 82. Znajdowało się tu mieszkanie służbowe Miejskiego Instytutu Higieny, w którym w różnych okresach schronienie znalazło dwunastu Żydów.


Ul. Bracka 18. Na czwartym piętrze znajdował się pensjonat, w którym schronienie znalazło kilku Żydów.


Ul. Szczygla 9 (adres obecnie nieistniejący). Znajdowała się tu kamienica, której jedno z mieszkań było schronieniem dla kilku Żydów.


ツゥ ナ「kasz Gniadek Warszawa, 2013


Pod powierzchnią  
Advertisement
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you