Page 1

TEKLA+

numer9/ 2/ wrzesień luty 2012 2012 numer


Cykl publikacji Bizme został przygotowany w ramach projektu TEKLA PLUS Przedsiębiorczość akademicka – II edycja. Nasze pismo kierujemy do mazowieckich studentów, doktorantów oraz pracowników naukowych zainterosowanych komercjalizacją swojej wiedzy. Zachęcamy także do korzystania z naszego portalu www.teklaplus.pl z którego można pobrać praktyczne poradniki w formie e-booków oraz posłuchać wywiadów z naszymi gośćmi.

Spis Treści Polska nauka na dnie?.......................................................... 3 Naukowy problem z pszczołą ............................................... 7 Najważniejszy jest pomysł..................................................... 9 Polskie wynalazki: stracone szanse?....................................

11


bizme

Polska nauka na dnie? Kontrowersje wokół polskiej nauki wciąż na nowo pojawiają się w mediach. Zarzuty? Nie ma wystarczających środków na jej rozwój, badania nie są prowadzone właściwie, a młodzi badacze nie mają szansy przebić się ze swoimi pomysłami. Czy jest tak naprawdę? Paweł Olszewski

Wśród zarzutów najczęściej podnoszony jest argument, że polska nauka po prostu nie jest innowacyjna. Przysłuchując się takim stwierdzeniom rodzi się pytanie – Czy to prawda?

Czy naprawdę polskie ośrodki badawcze odstają w aż tak dużym stopniu od swoich odpowiedników w Niemczech, Francji, USA czy Japonii? A może jest inaczej? Może media

3


bizme

4

kierują się stereotypami? W takim razie należy zadać sobie podstawowe pytanie – Czy jesteśmy innowacyjni?

Do projektu studentów zaprosiła Europejska Agencja Kosmiczna, która spośród najciekawszych zgłoszonych pomysłów wybrała m.in. ten polski.

Politechnika w kosmosie Odpowiedzi na tak postawione pytanie należy szukać w ośrodkach badawczych jak uniwersytety, politechniki czy Państwowa Akademia Nauk. Zajrzyjmy zatem na Politechnikę Warszawską. To tutaj zrealizowany został projekt pierwszego polskiego satelity o nazwie PW-Sat. Do projektu studentów zaprosiła Europejska Agencja Kosmiczna, która spośród najciekawszych zgłoszonych pomysłów wybrała m.in. ten polski. PW-Sat był jednym z siedmiu bliźniaczych pikosatelitów CubeSat, które powstały w ramach tego przedsięwzięcia.

Satelita został wystrzelony na niewielkiej rakiecie Vega w połowie lutego 2012 roku z Gujany Francuskiej. Każdy z nich realizował inny projekt naukowy. W ramach polskich badań przeprowadzono eksperyment kontrolowanego zejścia z orbity. Satelita został tak zaprojektowany, że dzięki specjalnemu, rozkładanemu ogonowi jego ruch zwalnia. To zaś prowadzi do ograniczenia jego niszczenia, dzięki czemu będzie mógł pozostać na orbicie czterokrotnie dłużej (zamiast jednego roku, cztery lata). Nad całością działań Studenckiego Koła Astronautycznego i Studenckiego Koła Inżynierii Kosmicznej czuwali i służyli pomocą specjaliści z Centrum Badań Kosmicznych PAN. Projekt ten w kręgach naukowych określany jest mianem początku nowej ery polskiej astronomii. Naukowcy z Politechniki Warszawskiej prowadzą także innowacyjne projekty medyczne. Jednym z nich jest opracowanie bioimplantu, który ułatwi leczenie ubytków tkanki kostnej u chorych na raka. Projekt zakłada laboratoryjne wytworzenie kości na bazie syntetycznego korpusu, w którym zasiedlone zostaną komórki macierzyste. Rozwiązanie to pozwoli na odtworzenie ubytków w sytuacjach, w których klasyczne metody chirurgii nie sprawdzają się np. przy regeneracji ubytków w okolicach twarzoczaszki. Ubytki takie powstają zazwyczaj w sytuacjach gdy wycinany jest nowotwór i konieczne jest również usunięcie części tkanek kostnych. Zadaniem bioimplantu jest w takich przypadkach nie tylko zastąpienie tkanek, ale co ważne, odbudowanie ich. Zwykłe implanty często ulegają korozji lub mechanicz-


bizme

nym uszkodzeniom co jest uciążliwe dla pacjentów i może spowodować powikłania. W przypadku bioimplantów sytuacja wygląda inaczej – ich część syntetyczna po wprowadzeniu do organizmu ulega po pewnym czasie rozszczepieniu. Bioimplanty każdorazowo mają być dopasowywane do potrzeb pacjenta, a dzięki temu, że wykorzystywane są jego własne komórki macierzyste, ryzyko odrzutu jest niewielkie. Użycie komórek macierzystych jest rozwiązaniem wysoce innowacyjnym, które w przyszłości może być wykorzystywane nie tylko przy tworzeniu implantów, ale także do odbudowywania organów lub na potrzeby medycyny estetycznej. Konkurs kołem zamachowym? Szukając odpowiedzi na pytanie o innowacyjność polskiej nauki warto również wskazać na konkursy. Przykładem jest organizowany przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej program Ventures. W 2012 roku ogłoszono wyniki już 9. edycji tego programu. W jego ramach dziewięciu młodych badaczy otrzymało łącznie ponad milion złotych na realizację swoich projektów naukowych. Projekty-laureaci dotyczą bardzo wielu dziedzin nauki m.in. geodezji, chemii czy wirusologii. Przykładowo jeden z wyróżnionych badaczy swoje wysiłki poświęci bezpiecznemu uwierzytelnianiu dokumentów tożsamości i ich właściwej komunikacji z czytnikiem. Badania, na które młody doktorant otrzymał ponad 100 tysięcy złotych, w przyszłości wykorzystane zostaną przy wprowadzaniu systemów elektronicznej identyfikacji (w tym w elektronicznym podpisie). Jednak nie jest to jedyne możliwe

zastosowanie tych badań. Jak sam naukowiec podkreśla, znajdą one również zastosowanie w systemach płatności, jak również w kontroli dostępów do pomieszczeń czy całych budynków. W ramach programu Ventures, również w 2012 roku, środki finansowe otrzymała także badaczka z Wydziału Chemii Uniwersytetu Warszawskiego. Jej badania zakładają wykorzystanie chemii analitycznej w celu stworzenia nowego rodzaju czujników elektorchemicznych. Ich innowacyjność ma polegać na równoczesnym wykorzystaniu zarówno tworzyw sztucznych jak i tych węglowych, które mają być istotnym elementem konstrukcyjnym. Powodzenie badań ma przynieść również dodatkową korzyść tzn. znaczne wydłużenie okresu życia czujników, które przestaną być używane wyłącznie jednorazowo, co przyniesie korzyści finansowe. Wielki blamaż Pomimo wielu pozytywnych przykładów, należy jednak spojrzeć na polską naukę i jej innowacyjność z szerszej perspektywy np. europejskiej. Co roku Unia Europejska rozdaje naukowcom granty badawcze. Niestety polskie projekty cieszą się niewielkim zainteresowaniem. Z 536 przyznanych w tym roku grantów tylko jeden był polski. Z puli 800 milionów euro udało się wywalczyć jedynie 1,8 miliona. Pieniądze te zostaną wykorzystane na prowadzenie badań na Uniwersytecie Warszawskim. Będą one poświęcone azteckiemu językowi nahuatl. Niestety nie pierwszy raz Polacy nie poradzili sobie w zdobywaniu unijnych pieniędzy. Europejska Rada ds. Badań Naukowych dysponuje budżetem w wysokości 7,5 miliarda euro, który w całości ma być przeznaczony na indywidu-

5


bizme

6

alne projekty badawcze. Przyznanych zostało już ponad 3 tysiące grantów, w tej całej sumie wkład polskich naukowców to jedynie 12 co stanowi 0,4 proc. wszystkich. Dla porównania Wielka Brytania zdobyła prawie 700 grantów, Dania 59, a Finlandia 51. Widać zatem wyraźnie, że w szerszej perspektywie polskie projekty badawcze nie wypadają zbyt korzystnie. Mimo, iż w ostatnich latach sytuacja uległa pewnej poprawie, to wciąż odstajemy od europejskiej czołówki. Niewiedza?

Wielka Brytania zdobyła prawie 700 grantów, Dania 59, a Finlandia 51

Jako jedną z ważnych przyczyn takiego stanu rzeczy wskazywana jest niewiedza polskich naukowców. Nie mają oni świadomości, że środki finansowe w ogóle są dostępne. Niestety ze statystyk wynika, że dużo rzadziej niż badacze z innych krajów odwiedzają oni stronę internetową Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych. Skoro zaś nie wiedzą jakie mają możliwości to składają znacznie mniej wniosków niż badacze z innych krajów (przykładowo Hiszpanie prześcigają nas dziesięciokrotnie!). Pomimo, iż Ministerstwo Nauki organizuje spotkania, rozsyła informacje

drogą elektroniczną nie przynosi to wymiernych skutków. Kolejny problem to brak w społeczności naukowców osób, które byłyby naturalnymi liderami. Ludzi, którzy sami prowadziliby wybitne badania i motywowali do nich innych. W polskiej nauce jest wielu utalentowanych ludzi, jednak niestety brakuje wybitnych jednostek. Naukowcom brakuje też zwyczajnie odwagi, nie chcą podejmować ryzyka, a także walczyć, często z ogromną machiną biurokratyczną, o środki na prowadzenie badań. W Polsce brakuje też sponsorów ze świata biznesu, którzy wyłożyliby znaczące kwoty na innowacyjne badania. Niestety po prostu im się to nie opłaca. Innym problemem jest też niski prestiż polskich ośrodków badawczych. W rankingu uczelni wyższych na 2012 rok, polskie placówki uplasowały się dopiero w czwartej setce. Szukanie winnych Zatem co nam pozostaje? Można oczywiście szukać winnych tej sytuacji obwiniając rządzących, złe funkcjonowanie ośrodków badawczych czy samych badaczy i ich domniemaną indolencję. Jednak dużo bardziej konstruktywne wydaje się poszukanie rozwiązania tej sytuacji. Przecież wszystkim wymienionym grupom zależy na rozwoju polskiej nauki, a co za tym idzie i na rozwoju nowych programów badawczych. Właśnie dlatego wyzwaniem dla polskiej innowacyjności jest znalezienie najlepszego rozwiązania dla tej sytuacji i to powinien być najważniejszy projekt nie tylko dla polskich naukowców.


bizme

Naukowy problem z pszczołą Jest ich coraz mniej, a do końca nie wiadomo czemu – nad rozwiązaniem zagadki wymierania pszczół łamią sobie głosy naukowcy na całym świecie. Paweł Olszewski

Według kwietniowych danych ekspertów Organizacji Narodów Zjednoczonych w ciągu ostatniego roku ilość pszczół i trzmieli na świecie zmalała o jedną trzecią. Czarne scenariusze przewidują, że ... Pierwsze poważne problemy z populacją pszczół zaobserwowano już w latach 60-tych.

Były to sezonowe spadki ich liczebności w Ameryce. Jednak na poważną skalę zaczęły zanikać od 2006 roku. Wtedy to zjawisku temu nadano nawet naukową nazwę: zespołu masowego ginięcia pszczoły miodnej, czyli Colony Collaps Disorder (CCD). Naukowcy zaczęli zastanawiać się nad przyczy-

7


bizme

8

spadł jednak na te użyteczne.

Od dwóch do trzech razy więcej pszczół poddanych wpływowi pestycydu, po gubiło się poza ulem. To prowadziło do ich śmierci.

ną ginięcia tego pożytecznego gatunku. Podejrzenia padły na środki ochrony roślin i nawozy, ocieplenie klimatu, oraz wirusy nieznane choroby. Na celowniku badaczy znalazły się także telefony komórkowe, a nawet tajne eksperymenty nad bronią elektromagnetyczną amerykańskiej agencji HAARPA (High Frequency Active Auroral Research) Przełom nastąpił w marcu 2012. roku. W numerze pisma Science opublikowano artykuł francuskich i brytyjskich naukowców, którzy twierdzą, że trzmiele niszczy nowy typ środka owadobójczego. Chodzi tu o wprowadzone w połowie lat 90-tych pestycydy z grupy neonikotynidów. Stosowany są powszechnie jako składnik zaprawy nasiennej, mający chronić rośliny uprawne przed szkodnikami. Nagły cios

„Dopiero niedawno zorientowaliśmy się, jaki jest mechanizm wpływu środka owadobójczego na pożądane populacje” – uzasadniał jeden z autorów badania, David Golson. „Staramy się zrozumieć, jak one rzeczywiście wpływają na pszczoły i trzmiele w naturalnym środowisku. A nie w laboratorium.” Okazało się, że pestycyd nie zabija owadów na miejscu. Jego szkodliwe działanie zaburza system nawigacji pszczoły. Od dwóch do trzech razy więcej pszczół poddanych wpływowi pestycydu, po gubiło się poza ulem. To prowadziło do ich śmierci. Dodatkowo środek w mniejszym stężeniu powodował, że owady są lżejsze, a w koloniach rodzi się o 85 proc. królowych mniej. Reprezentanci jednego z producentów pestycydów, firmy Bayer, na łamach „The Independent” odrzucili oskarżenia o spowodowanie globalnej katastrofy ekologicznej. Stwierdzili, że preparat został szczegółowo zbadany i nie jest szkodliwy dla pszczół, o ile stosowany jest zgodnie z zaleceniami na etykiecie. Środki wykorzystujące pestycydy z grupy neonikotynidów sprzedawane są nadal w wielu krajach, w tym w Polsce. W czerwcu tego roku zakazała ich Francja.


bizme

Najważniejszy jest pomysł Chcę skonstruować autonomiczny układ do mechanicznego zapylania roślin, który mógłby wyręczyć w najtrudniejszych zadaniach prawdziwe pszczoły – zdradza dr Rafał Dalewski z Instytutu Techniki Lotniczej i Mechaniki Stosowanej Politechniki Warszawskiej. Paweł Olszewski

„Polscy naukowcy zbudują automatyczne pszczoły” – taka informacja obiegła rodzime media. Skąd pomysł? Kilka lat temu pojawiły się pierwsze informacje o postępującym już od lat 50. XX wieku procesie wymierania pszczół. Zapoznałem się z publikacjami dotyczącymi populacji tych owadów i okazało się, że jest to ogólnoświatowy problem, który do tej pory nie został rozwiązany a prognozy przewidują, że proces ten będzie postępował dalej, ponieważ mało skutecznie przeciwdziała się przyczynom wymierania pszczół. Tak zrodził

się pomysł na skonstruowanie autonomicznego układu do mechanicznego zapylania roślin, który mógłby wyręczyć w najtrudniejszych zadaniach prawdziwe pszczoły. Pierwszym rodzajem upraw, do których chcemy zastosować urządzenie są uprawy szklarniowe, a docelowo chciałbym, aby „automatyczne pszczoły” zapylały migdałowce, gdyż jest to roślina bardzo uboga w składnik odżywcze i praca przy ich zapylaniu jest dla pszczół wyniszczająca. Polskich naukowców z pomysłami mamy wielu. Jak udało się Panu przekonać Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, żeby przekazało 1,1

9


bizme

10

mln złotych na badania. Autonomiczny układ do mechanicznego zapylania roślin realizowany jest w ramach projektu Lider III organizowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Lider to ogólnopolski konkurs skierowany do młodych naukowców, a jego celem jest poszerzenie kompetencji badaczy w samodzielnym planowaniu, zarządzaniu, kierowaniu zespołem badawczym w trakcie realizacji projektów posiadających możliwość wdrożenia w gospodarce. W tegorocznej edycji konkursu o dofinansowanie ubiegało się ponad 120 projektów z różnych dziedzin nauki. Mój projekt między innymi ze względu na swoją innowacyjność, zaawansowanie techniczne, oraz możliwość komercjalizacji zyskał akceptację i znalazłem się gronie finalistów. Czy istnieje uniwersalna recepta na szukanie wsparcia? Po pierwsze i najważniejsze to dobry, innowacyjny pomysł. Dlatego zanim przystąpimy do poszukiwania formy dofinansowania należy wykonać tzw. badanie czystości patentowej – przeanalizować rynek w Polsce i na świecie w poszukiwaniu podobnych rozwiązań. Kolejny etap to poszukanie formy wsparcia finansowego, która będzie odpowiadała specyfice naszego projektu. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oprócz programu Lider organizuje również inne konkursy wpierające naukę i technikę, oprócz tego dofinansowania można szukać w formie grantów unijnych. Gdy już zdecydujemy która forma będzie najlepsza musimy przystąpić do przygotowania wniosku o dofinansowanie i złożyć go. A potem pozostaje już tylko czekać na decyzję. Jak widać uniwersalna recepta nie istnieje, każ-

dy pomysł jest inny, tak jak każdy konkurs wspierający naukowców. Możliwości jest wiele, trzeba tylko ich poszukać i nie zrażać się. Państwa pomysł wzbudził tak wielkie zainteresowanie, gdyż nikomu dotąd nie udało się jeszcze zbudować pszczół-robotów. Jak będą one działać? „Elektryczna pszczoła” będzie autonomicznym układem składającym się z wielu kompatybilnych ze sobą elementów – jednostki centralnej pełniącej rolę ośrodka zarządzającego pracą całego układu, oraz mikrorobotów. Zadaniem mikrorobotów będzie dostanie się w pobliże kwiatu rośliny, zapylenie, zebranie materiału i przeniesienie go na inny kwiat. Docelowo chciałbym aby w jednym układzie było kilka urządzeń zapylających. Co będzie największym wyzwaniem? W naszym projekcie będziemy wykorzystywali dostępne na rynku rozwiązania techniczne, które poprzez odpowiednie przystosowanie i oprogramowanie pozwolą na zbudowanie elektrycznych pszczół. Największym wyzwaniem będzie takie opracowanie algorytmów pracy robotów, które pozwolą na jak największą samodzielność układu. Idealna elektryczna pszczoła to…? Układ, który będzie mógł zapylać wielu gatunków roślin. Taki, w którym użytkownik , chcący dokonać zapylania swoich uaw podchodzi do jednostki centralnej, wybiera rodzaj rośliny, naciska opcję start a mikroroboty wyruszają do pracy i realizują swoje zadanie. Wierzę, że zbudujemy taki układ.


bizme

Polskie wynalazki: stracone szanse? Polska nigdy nie stała się potentatem na rynku samochodowym ale wynika to bardziej z nieodpowiedzialności i krótkowzroczności decydujących polityków niż braku inicjatywy wynalazczej polskich inżynierów. Paweł Olszewski

Nie dość wspomnieć niezliczonych konstrukcji prototypowych z lat 60-tych tworzonych przez utalentowanych twórców pracujących w zakładach FSO. Większość z nich (tu chwalebnym wyjątkiem jest Syrenka) nigdy nie weszło na taśmę produkcyjną ponieważ władze PRL nie wierzyły że w Polsce rozwinie się na większą skalę przemysł samochodowy.

Mowa tu zarówno o wielotonowych ciężarówkach jak i wspaniałych sportowych automobilach. Beskid Lata 70-te również nie przyniosły postępu na tym polu. Pojawił się co prawda Fiat 125P, a przede wszystkich 126P, czyli legendarny Ma-

11


bizme

12

I chociaż na

wsparcie państwa trudno jest nadal liczyć to możli-

wości rozwoju w wolnym kraju są

nieporównywanie większe. Dowo-

dzi tego odważny

projekt o krypto-

nimie Marotti.

luch, ale nie było kontynuacji. Polscy konstruktorzy Fiata mieli w planach wielce obiecujący prototyp małego samochodu rodzinnego Beskid, który wyeliminuje wszystkie wady Malucha będąc jednocześnie równie lekkim i paliwooszczędnym. Niestety w 1978 roku władze nie okazały zainteresowania. Włosi „wpadli” na podobny pomysł - tak powstał samochód, który znany był jako Cinquecento. Pojazd ten sprzedał się w wielu milionach egzemplarzy na całym świecie i w swoim czasie mógłby być kołem zamachowym polskiej gospodarki.

Marotti Co się odwlecze to nie uciecze, jak mówi stare przysłowie. Dziś nasi konstruktorzy są wcale nie mniej zdolni. I chociaż na wsparcie państwa trudno jest nadal liczyć to możliwości rozwoju w wolnym kraju są nieporównywanie większe. Dowodzi tego odważny projekt o kryptonimie Marotti. Stworzony przez Marka Rogalskiego z Gorzowa Wielkopolskiego. Łączy on w sobie elementy motocyklu i samochodu. Jest to wóz sportowy przeznaczony do efektownej jazdy i bycia podziwianym. Osiągnąć może 230 km/h spalając jednocześnie tyle co przyzwoity motor. Co ciekawe jest … trzykołowy, ale przeznaczony nawet dla 3 osób. Prototyp tego niespotykanego pojazdu zaprezentowano w 2010 roku, ale ogromne zainteresowanie inwestorów dowodzi, że być może doczekamy się mody na sportowe, a jednocześnie ekologiczne samochody w trójkołowej wersji. Zderzak Łągiewki To zresztą nie wszystko czym na polu motoryzacyjnym możemy się pochwalić. Nasi konstruktorzy stworzyli szereg wynalazków, które nie weszły jeszcze do produkcji, ale przy odpowiednim wsparciu finansowym i promocji mogą zrewolucjonizować rynek samochodowy. Jednym z nich jest zderzak autorstwa Lucjana Łągiewki z Kowar, który w myśl większości naukowców przenosiłby nacisk uderzenia w sposób łamiący prawa Newtona dotyczące zachowania pędu. Dłuższe studia nad interesującą konstrukcją tego inżyniera wykazały jednak, że jest to możliwe, a wsparciem naukowym stały się prace zespołu eksperckiego profesora Stanisława Gumuły z Akademii Górniczo-Hut-


bizme

niczej w Krakowie. Projekt ten rozwijany od kilku lat jest już w fazie praktycznych testów prototypowych. Być może zmieni to poziom naszego bezpieczeństwa na drodze?

Innym rewolucyjnym zarówno dla naszych portfeli jak i dla środowiska wynalazkiem może okazać się nowy sposób otrzymywania benzyny, która ma być syntetyzowana bezpośrednio z dwutlenku węgla.

Benzyna z węgla? Nie, z dwutlenku węgla... Innym rewolucyjnym zarówno dla naszych portfeli jak i dla środowiska wynalazkiem może okazać się nowy sposób otrzymywania benzy-

ny, która ma być syntetyzowana bezpośrednio z dwutlenku węgla. Przynajmniej tak zakłada profesor Dobiesław Nazimek, wykładowca chemii na rzeszowskiej politechnice. Udało mu się bowiem opracować sposób na uzyskanie jej oraz oleju napędowego przy użyciu tak zwanej sztucznej fotosyntezy. O tym, że koncepcja ta traktowana jest poważnie. Świadczą testy na dużą skalę. Jeśli się powiodą być może bezpowrotnie zmieni się nasze środowisko i tym razem na lepsze. Fotelik dla dzieci Jeśli jest kraj, który naprawdę dba o wynalazczość swoich obywateli, to są to bez wątpienia Stany Zjednoczone. Mieszka tam wielu Polaków i trudno się dziwić, że trafił tam i taki, który myśli o motoryzacji w sposób innowacyjny. Janusz Liberkowski, bo to o nim mowa, zaprojektował rzecz pozornie błahą - ot nowy fotelik dla dzieci. Dostał jednak za swój projekt milion dolarów bowiem zastosowanie jego konstrukcji zwiększyłoby bezpieczeństwo dziecka w sposób skokowy. Jego konstrukcja składa się z dwóch półkul: zewnętrznej oraz wiszącej w niej półkuli wewnętrznej. Dzięki takiemu rozwiązaniu, w czasie wypadku dziecko nie jest ściskane pasami bezpieczeństwa lecz swobodnie obraca się w wewnętrznej części urządzenia co znacząco zmniejsza ewentualne obrażenia.

13


bizme

14

www.teklaplus.pl www.teklaplus.pl ul. Wiejska 12, 00-490 Warszawa 22 622 35 19, 22 628 21 28 ul.Wiejska 12, 00-490 Warszawa 22/622-35-19, 628-21-28

Projekt tekLA PLUS - studium przypadków komercjalizacja wiedzy przez instytucje

badawcze - zagadnienia prawne Publikacja jest dystrybuowana bezpłatnie

Projekt współfinansowany przez Unię Europejską w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego.

Bizme, nr. 9 (wrzesień 2012)  

Bizme. Pismo kierujemy do studentów, doktorantów oraz pracowników naukowych zainteresowanych komercjalizacją swojej wiedzy.

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you