Page 1

Y-

ST

Mon

, test Con ziek e Hall s Bos , Bik God ż t a ikes Gar B fabe an” o al tern zam tepark i jeg Eas n “S P ska ger, dzie ymo ontest, Ma Air King taryat Dig ba na prze C - Sz le n zę SÈ hill, DH e, Vien Team, Pro wiek bez ło PO Down t Rac ro EX Solny tina Nig mum P RIM - cz m s u e EG er S 4X F PIL drak M SA CJ LA RE

TE

Made in Poland

(w tym 7% VAT) Nr indeksu 336 998 ISSN 1426-0735 >2/2010

www.bikeaction.pl Cena 7 zł


Temat numeru

16 Szamański dirt - wywiad z Szymonem “Szamanem” Godźkiem

44 Bike Hall Contest Trutnov 46 4X Festina Night Race - Szczawno-Zdrój 50 Vienna Air King

Sprzętownia

LifeStyle

10 Hot Stuff 2010

Testy

24 Mondraker Summum Pro Team 28 Proletaryat Digger 30 Eastern Bikes Boss

Zapowiedzi

14 Lublin Off The Track 15 Downstairs Ustroń

Imprezy

36 Solny Downhill 38 Diverse Downhill Contest Wisła 42 Mistrzostwa Polski skatepark - Białystok Garaż |BIKEACTION.MAG

08 Szalone Strony 54 Alfabet Sama Pilgrima 62 Film 64 Muza

Tips & Tricks

32 Zacznij DH z Rockets Crew 34 Trick school 60 Szkoła filmowania Ryysa


Photo: © Arch. Dartmoor Biker: Szaman

Maszyna ruszyła Po raz drugi w tym sezonie uruchamiamy maszynę pod nazwą Bike Action. Sezon na dobre już się rozkręcił - jest co robić i gdzie - prawie co tydzień w kraju i w niedalekich okolicach zagranicznych odbywają się ciekawe zawody związane z kolarstwem grawitacyjnym. W tym numerze znajdziecie relacje z największych imprez tego typu, które już odbyły się - we Wiedniu, Trutnovie, Bochni, Wiśle, Białymstoku i Szczawnie. A co przed nami - o tym też dowiecie się z naszej gazety. Ale prawdziwym bohaterem Bike Action vol. 88 jest niejaki Szaman - jeden z największych talentów ostatnich lat na krajowej scenie dirtjumpingu - prezentujemy duży wywiad z tym gostkiem. Inną gwiazdą tej edycji naszego pisma jest wybitny angielski młodzian Sam Pilgrim, który zdradził nam co ma do powiedzenia na temat każdej litery alfabetu ;-). Tym, którzy zaczynają swą przygodę z rowerową ekstremą polecamy poradniki - z nich dowiecie się jak przygotować się do zawodów DH, zrobić poprawnie 360-tkę na dircie i zacząć swą przygodę z filmowaniem. Jest też coś dla tych, którzy lubią wiedzieć co nowego proponują producenci - 3 testy rowerów i prezentacje nowego stuffu MTB i BMX. Czyli czytać Bike Action czas zacząć!!!

BIKEACTION.MAG|


aby użytkownik nie był cięższy niż 95 kilo. Do wyboru mamy 18 tras, odblokowujących się w miarę postępów w grze. Cena takiej zabawki, z trenażerem, to 649 złotych.

Co się dzieje za rowerzystą?

Jadąc w mieście lub w miejscach gdzie odbywa się intensywny ruch samochodowy rowerzysta musi mieć oczy dookoła głowy - a zwłaszcza powinno go interesować to co się dzieje z tyłu. Z pomocą w takich wypadkach przyjdzie gadżet amerykańskiej firmy Cerevellum. Jest to zestaw składający się z mikrokamery, kabla oraz wyświetlacza LCD. Ten ostatni, o wymiarach 7.5x5 cm, jest montowany na kierownicy. Mała kamerka znajdzie swoje miejsce na sztycy podsiodłowej i za pomocą kabla przekazuje obraz do wyświetlacza. Kamera posiada także czerwoną diodę LED. Na obrazie oprócz tego co się dzieje z tyłu możemy także kontrolować podstawowe parametry jazdy - prędkość, dystans, czas jazdy i prędkość średnią. Dodatkowo urządzenie posiada 500 MB pamięci flash, co pozwala na rejestrowanie obrazu. Jest to szczególnie ważne gdyby doszło do wypadku. Według producenta wbudowana bateria pozwala na 9 godzin ciągłej pracy. Zestaw waży niecałe 200 gramów i będzie kosztował ok. 350 dolarów.

Najmniejszy składak

Rowery składane od lat cieszą się dużym zainteresowaniem głównie, czego łatwo się domyślić, ze względu na komfort transportu. Do całkowitego minimum wielkość złożonego roweru z kołami 26 cali doprowadził Anglik Domnic Hargreaves. Ten student z Londynu stworzył prototyp roweru, który po złożeniu jest wielkości koła od tej maszyny. Jest to możliwe dzięki specjalnemu systemowi zawiasów. Według autora tego wynalazku maszynę można złożyć w 20 sekund. Ciekawe jest również rozwiązanie problemu transportowania złożonego roweru - odbywa się to, podobnie jak w przypadku walizki na kółkach, za pomocą specjalnego pałąka przymocowanego w okolicach kierownicy. Podobno do rozwiązania pozostaje jedynie sposób przekazywania napędu - ale Hargreaves ma szansę na nagrodę w wysokości 10 000 funtów, co pozwoli mu na bezproblemowe eksperymentowanie.

info - www.eyetohand.com

Medialny Peaty

MyBikeInfo

Jeśli jesteś posiadaczem telefonu iPhone i używasz jednego lub kilku rowerów w różnych konfiguracjach albo np. komuś pożyczasz swoją maszynę to koniecznie zainstaluj sobie aplikację o nazwie MyBikeInfo. Pozwala ona ma wpisanie wszystkich zmiennych danych o naszym ulubieńcu, tak aby przy kolejnym użytkowaniu nie mieć problemów z ich ustawieniem. Dzięki temu zawsze będziemy wiedzieć jak powinna być np. wysokość siodełka czy kąt nachylenia mostka. A co jeszcze ważne zyski z MyBikeInfo są przekazywane na fundację walczącą w rakiem prostaty.

info - www.cerevellum.com

Cyberbike od Nintendo

Od kilku miesięcy właściciele konsoli wideo japońskiego Nintendo Wii mogą stać się posiadaczami ciekawego gadżetu pod nazwą Cyberbike. Producentem tego zestawu jest firma IQ Publishing, a składa się on z gry i roweru treningowego, który spełnia rolę kontrolera. Gra polega na przemieszczaniu się po planecie Cyclo różnymi środkami transportu, na ziemi, w wodzie i w powietrzu, i sprzątaniu jej z zalegających tam śmieci. Na ekranie wyświetla się wirtualny krajobraz, który, co oczywiste, zmienia się wraz z prędkością pedałowania. Rower, służący do poruszania dostępnymi pojazdami, ma regulowaną wysokość kierownicy i siodełka oraz hamulce. Jest tylko jedno zalecenie, |BikeAction.MAG

info - www.tsg.la

Steve Peat w końcu w ubiegłym roku, po 17 latach startów w największych światowych imprezach DH, zdobył ostatnie trofeum, którego jeszcze nie miał w swej kolekcji. Wielokrotnie zwyciężał w zawodach Pucharu Świata, zdobywał ten Puchar, stawał na podium Mistrzostw Świata i triumfował w Mistrzostwach Europy (w tym w 2004 roku na stoku Chełmca) - ale nie miał prawa nosić tęczowej koszulki Mistrza Świata. Zmieniło się po zeszłorocznych zawodach w Canberze - i teraz nadszzedł czas na podsumowanie wieloletniej kariery Brytyjczyka. Jest nim zapewne niesamowity album “Steve Peat. World Champion. Seventeen years in the making”. Słowo wstępne napisał do tej książki legendarny angielski zjazdowiec Rob Warner. Ale tym, co najważniejsze na tych 160 stronach jest 200 niesamowitych zdjęć, w tym wiele dotąd niepublikowanych, obrazujących karierę Peaty’ego. Od początków czyli treningów w Sheffield, przez wielkie sukcesy na trasach całego świata, w tym wielokrotne zwycięstwo na słynnych schodach w Lizbonie, aż po wspomnianą wiktorię w stolicy Australii. Książkę można zamówić na stronie Peata, koszt to niecałe 30 funtów. Inną ciekawostką ze świata mediów związaną z tym zawodnikiem jest gra “Steve Peat. Downhill Mountain Biking” wyprodukowana przez firmę Apposing. Przeznaczona jest ona na telefony iPhone i tablety iPad. Wcielamy się w niej w mistrza i możemy pokonywać najbardziej karkołomne trasy. Grę można już nabywać za pomocą sklepu App Store.


info - www.stevepeat.com/www.apposing.co.uk

Flamenco Flatland

Kiedy telewizje męczą publikę różnymi jukendensami na południu Europy odbyła się impreza która powinna wzruszyć każdego kto kocha rowery i lubi taniec oraz muzykę. Otóż spotkanie na szczycie mieli najlepsi muzycy i tancerze flamenco oraz ci co najlepiej na naszej Ziemi tańczą na BMX-ach czyli światowa elita flatlanderów. Miało ono miejsce w połowie maja w Grenadzie w hiszpańskiej Katalonii, a rowerową brać reprezentowali francuski Mistrz Świata Matthias Dandois, Mistrz Hiszpanii Viki Gómez oraz znany japoński “tancerz” Takahiro Ikeda. Po stronie flamenco w Palacio de los Córdova pojawił się sam mistrz Rafael Amargo ze swoim zespołem. Człowiek ten to jeden z bardziej znanych maestro od łączenia tradycyjnego flamenco z innymi stylami muzycznymi i tanecznymi - bo przede wszystkim jest choreografem i twórcą niesamowitych pomysłów imprezowych. On właśnie doprowadził do tego spektakularnego spotkania. I tak jedni na rowerach, a inni potupując zabawiali się przez kilka godzin. Efekt tych działań możecie zobaczyć w filmiku Flamenco meets Flatland który krąży po internecie.

foto - Alberto Lessman/Red Bull Photofiles

Brian Lopes - wujek dobra rada

Książka poradnikowa Briana Lopesa i znakomitego trenera Lee McCormacka o tym jak jeździć na rowerze MTB efektywnie i bezpiecznie znana jest czytelnikom Bike Action, bo przez cały ubiegły sezon mogliście w każdym numerze przeczytać jej fragmenty. Ale zupełnie niedawno ukazała się druga książka autorstwa obu panów - „Mastering Mountain Bike Skills”. Jest to rozszerzona wersja znanego nam podręcznika - większość rozdziałów jest napisana właściwie od nowa, zmieniona jest także ikonografia. Więcej miejsca poświęcono w niej również poradom trenerskim Lopesa. Ksiązka kosztuje 17.99 $ i jest do kupienia w księgarni na stronie www. humankinetics.com.


Co piszczy w eNeSie?

W tym sezonie po raz pierwszy trójmiejska firma zaprezentowała w swym katalogu obręcz o nazwie Trailmaster. Oprócz nich NS Bikes prezentuje również tańsze obręcze Fundamental. Trailmaster został zaprojektowany pod bacznym okiem specjalisty od rowerowego streetu Erenesa, a w ubiegłym sezonie był on morderczo testowany przez team NS Bikes. Choć firma znana jest ze swoich stalowych wypustów, tym razem jako materiału użyto aluminium - a konkretnie stopu 6066, często stosowanego w przemyśle lotniczym i stoczniowym z powodu swej dużej wytrzymałości, odporności na korozję i łatwości formowania. Oprócz tego został on poddany obróbce cieplnej, a łączenie odbywa się za pomocą techniki sleeve joint (specjalny klin w formie rękawa). Powoduje to, że obręcz jest bardziej wytrzymała na uderzenia. Niekapslowane otwory na szprychy są ułożone asymetrycznie. Trailmaster może być używany zarówno na przednim, jak i na tylnym kole. Dostępne są dwie opcje średnicy - 24 i 26 cali. Na tej obręczy możemy zapleść 32 lub 36 szprych, a współpracuje ona wyłącznie z hamulcami tarczowymi. Zależnie od rozmiaru jej waga wynosi - 545 gramów (26”) lub 495 gramów (24”). Do wyboru jest 5 wersji kolorystycznych - czarna za 139 złotych i kolorowe (biała, pomarańczowa, niebieska, fioletowa) za 159 złotych. Kolejnym produktem NS Bikes na który zwróciliśmy uwagę są pedały Aerial. To klasyczne odlewane aluminiowe platformówki, które stanowią tańszą alternatywę do topowego modelu Aerial Pro. Wybierać możemy pomiędzy dwiema wersjami - z łożyskami kulkowymi i maszynowymi. Platforma ma grubość 19 mm, a jej wymiary to 95x95 mm. Po każdej stronie jest po 10 pinów. Waga zależy od stosowanych łożysk - z kulkowymi wynosi 445 gramów, a z „maszynami” tychże 460. Wybierać możemy spośród 5 wersji kolorystycznych - czarnej, białej, fioletowej, pomarańczowej i niebieskiej. Ceny są także zróżnicowane - w opcji z łożyskami kulkowymi wynoszą 79 (czarne) lub 89 (kolorowe) złotych. Za wersje z maszynowymi zapłacimy 149 (czarne) lub 159 (kolorowe) złotych. Na koniec następczyni piasty Coaster Pro czyli Primary Casette. Może być używana zarówno w maszynach do ściganek, jak i np. do slopestyle’u. Dobrze współpracuje zarówno z pionowymi, jak i poziomymi hakami. W przypadku tych ostatnich nie ma potrzeby używania adapterów. Korpus tej wersji Primary jest zrobiony z aluminium 6061, a oś, konusy i kaseta z aluminium 7075. Szerokość Primary to standardowe 135 mm, a jej waga wynosi 370 gramów. We “wnętrznościach” tej piasty konstruktorzy ukryli 4 łożyska maszynowe oraz 3 zapadki z 24 punktami zaczepu co 15 stopni. Do wyboru potencjalny nabwca ma dwie wersje, jeśli idzie o liczbę otworów pod szprychy - 32 lub 36. W czarnej “szacie” kolorystycznej Primary Casette kosztuje 279 złotych, a ci, którzy wolą fiolet niech przygotują 289 złotych. Oprócz Primary Cassete NS Bikes ma jeszcze w swej ofercie przednią piastę Primary 20 i tylną pod singlespeeda Primary SS.

10|BIKEACTION.MAG


Camelbak to firma specjalizująca się od wielu lat w szeroko pojętym temacie nawadniania organizmu różnej maści sportowców. Sukcesywne uzupełnianie wody w trakcie treningu czy też nawet zwykłej przejażdżki będzie przekładać się na polepszone samopoczucie i lepsze wyniki. Nie wystąpi ryzyko odwodnienia, którego skutki potrafią być bardzo uciążliwe. Camelbak stawia zawsze na nowoczesne rozwiązania technologiczne, dzięki czemu doceniany jest przez użytkowników i czasopisma na całym świecie.

Camelbak The Don Pierwszego przedstawiamy wam mistrza Dona, który sprawdzi się podczas górskich wojaży na rowerze. Z powodzeniem można go zabrać także na pieszą wycieczkę czy też na przejażdżkę motocyklową. Materiały z jakich został wykonany to wodoodporny Hypalon oraz 600D Poly z odporną na rozdarcia warstwą Ripstop. Pojemność ładunku, który zmieści się u mistrza Dona, to 17.53 litra. Wynik ten sugeruje możliwość spędzenia całego dnia na górskich ścieżkach. Bukłak Omega Hydro Tanium™ 3L z dożywotnią gwarancją w połączeniu z bezwonną rurką PureFlow Tube, zaworkiem HydroLock i ustnikiem Big Bite Valve dostarczy wystarczającą ilość płynów. Duża ilość zewnętrznych pasków pozwala na przypięcie m. in. kasku full face bądź ochraniaczy oraz skompresuje zabrany pakunek. Podczas karkołomnych zjazdów ze zboczy gór przydadzą się szelki Independent Suspension oraz pas biodrowy stabilizujące całość przewożonego ładunku. W górnej części znajduje się miękko wyściełana kieszonka przystosowana do przechowywania gogli, a powyżej kieszeń na odtwarzacz mp3 bądź kamerę. Po otworzeniu głównej komory ukazuje się kilka drobniejszych kieszeni siatkowych zapinanych na zamek. Tyny panel Air Director z siatką Air Mesh wyprofilowano tak, aby był ciągły przepływ powietrza. Cena tego modelu to 499 zł.

Camelbak The Capo Kolejny prezentowany model to nieco okrojona wersja mistrza Dona. Wykonanie pozostaje na tym samym wysokim poziomie z dokładnie tych samych materiałów. Nieco mniejsza pojemność, 10.98 litra, pozwoli na zabranie niezbędnych rzeczy i spędzenie miłego dnia na górskich ścieżkach. Życiodajna oaza w postaci 3 litrowego bukłaka Omega Hydro Tanium™ 3L zaspokoi nawet największe pragnienie. Jako, że plecak dedykowany jest rowerzystom nie zapomniano o możliwości przypięcia kasku i ochraniaczy. Tylny panel posiada kanały wentylacyjne, a siatka Air Mesh, przylegająca do pleców, skutecznie odprowadza ciepło. Wnętrze plecaka składa się z wydzielonej kieszeni na gogle zapinanej na rzep, jednej kieszeni siatkowej na zamek, w której umieścimy różnego rodzaju drobiazgi i jednej uniwersalnej kieszeni. Podczas ewolucji za bezpośrednie przyleganie i nieprzemieszczanie się plecaka odpowiadają regulowane pasy - piersiowy i biodrowy. Capo waży 690 gramów, a jego koszt to 419 zł.

Camelbak Consigliere Ostatni plecak jaki przedstawiamy to nisko profilowy model Consigliere, którego można określić mianem “naj”. Jest on bowiem najlżejszy i najmniejszy z prezentowanych. Uszyty z takich samych materiałów jak poprzednicy pomieści 7.77 litra ładunku oraz dodatkowo 2 litry cieczy w bukłaku Omega Hydro Tanium™ 2L. Piankowa kieszeń na bukłak utrzymuje temperaturę płynu bez względu na panujące warunki zewnętrzne, a pas piersiowy i biodrowy stabilizują plecak. Pomimo niewielkich rozmiarów znalazły się w nim mocowania na kask i ochraniacze. Specjalnie ukształtowany tylny panel z kanałami wentylacyjnymi dba o to aby następowała cyrkulacja powietrza. W górnej części znajduje się łatwo dostępna, odporna na warunki atmosferyczne, kieszeń na odtwarzacz mp3, niewielki aparat fotograficzny lub kamerę. Wszystko to wystarczy na około 2 godziny jazdy w trudnym terenie. Waga tego modelu to 600 gramów, a cena 339 zł.

BIKEACTION.MAG|11


Primo Hollowbite Jedne z lepszych i chwalonych korby Hollowbite, jak sama nazwa wskazuje, posiadają puste przestrzenie w ramionach. Dzięki temu zabiegowi są sztywniejsze i zarazem zyskują sporo na wadze. Wykonano je z drążonego i utwardzanego aluminium 7075. Jest to korba w systemie na kwadrat, dlatego też na drążoną oś o średnicy 22 mm ramiona mocowane są przy pomocy dwóch śrub. Zapewnia to idealne spasowanie i zapobiega przekręceniu. W miejscach mocowania pedałów zastosowane zostały metalowe inserty. Ramiona kompatybilne są z systemem LHD i RHD. Koszt Hollowbite to 479 zł, natomiast waga (ramiona, oś, śruby) 1029 gramów.

Primo Balance 7series Felga ta wykonana została z aluminium 7005. Jej przekrój ujawni przed nami dwukomorową konstrukcję z centralnie umieszczoną ścianką, której zadaniem jest zwiększeni sztywności. Wewnętrzna część obręczy, dla zmniejszenia wagi, została ponawiercana. Balance można używać w duecie z hamulcem. Dostępna jest w aż 6 wersjach kolorystycznych z 36 otworami na szprychy. Waga tego produktu wynosi 494 gramy, a kwota jaka będzie widnieć na kasie w przypadku kupna to 229 zł.

Primo Aneyerlator

Demolition PC Pedals

Wspornik ten powstał przy współpracy z Tonym Neyerem, teamowym riderem Primo. Jego wizja i upodobania przekształcona w rzeczywistość to konstrukcja wycięta w technologii CNC z aluminium 7075-T6. Liczne wybrania i wycięcia sprawiły, że wyświetlacz na wadze pokazał 232 gramy. Cztery śruby mocujące kierownicę zostały wydrążone. Długość mostka, czyli odległość od środka kierownicy do środka rury sterowej wynosi 50 mm. Aneyelator dostępny jest w trzech wersjach kolorystycznych - czarnej, czerwonej i zielonej. Kwota za jaką można go nabyć to 199 zł.

Modne i wygodne “plastiki” od Demolition przybrały w tym sezonie przezroczyste barwy. Materiał jaki wykorzystano do produkcji korpusu to poliwęglan. Jego chropowata lekko wyprofilowana powierzchnia naszpikowana została 10 pinami. We wnętrznościach, lub jak kto woli bebechach, znajduje się oś Cr-Mo oraz łożyska kulkowe. Pedały te dostępne są w dwóch wersjach kolorystycznych - czarnej oraz niebieskiej. Waga tego modelu to 388 gramów, a cena 59 zł.

Alienation Midget Stick Wspornik siodła przystosowany pod system pivotal, wykonany z ultra lekkiego, drążonego przy pomocy technologii 3D aluminium 6061. Długa na 135 mm sztyca charakteryzuje się owalnym przekrojem oraz wybraniem w górnej części. Pasuje do rur podsiodłowych o średnicy 25.4 mm. Całość anodyzowana, dostępna w czterech wersjach kolorystycznych. Waga mikrusa to 99 gramów. W przypadku chęci zakupu z waszego portfela ubędzie 129 zł.

12|BIKEACTION.MAG


Dakine Bike Bag Ile razy spotkaliście się z sytuacją, w której wasz wyjazd zbliżał się nieuchronnie dużymi krokami, a wy ciągle zastanawialiście się jak spakować waszą drugą połówkę czyli naturalnie rower? Jeśli znowu znajdziecie się w tej kłopotliwej sytuacji możecie pomyśleć o torbie Dakine Bike Bag. Sporej wielkości rozmiary pomieszczą wszelkiego rodzaju rowery - DH, XC, szosowy czy bmx. Sama torba, bez pakunku, waży 10 kg dlatego pomyślano o dużych kółkach ułatwiających przemieszczanie się z bagażem czy to po lotnisku czy peronie. We wnętrzu znajdują się specjalne przegrody przeznaczone na ramę, akcesoria i części roweru. Usztywniona konstrukcja, wzmocniona dodatkowo Hypalonem, gwarantuje wytrzymałość samej torby oraz wzorowe zabezpieczenie roweru. Liczne rączki umożliwiają przemieszczanie się z torba ułożoną w płaszczyźnie pionowej lub poziomej. Wymiary Bike Bag to 117x26x76 cm. Za taką przyjemność zapłacimy 1149 zlotych.

BIKEACTION.MAG|13


Lublin Off The Track - 3 lipca

Tego jeszcze nie było w tym kraju - przynajmniej jeśli chodzi o rowerową ekstremę. W Lublinie przy ulicy Janowskiej powstał bikepark na naprawdę światowym poziomie - wielkie drewniane konstrukcje do slopestyle’u, znakomicie zaprojektowane hopy do dirtu i najlepszy w naszym kraju tor do olimpijskiego sportu jakim jest od niedawna racing BMX. O tym, że nie są to tylko zwykłe przechwałki i “bicie piany” może świadczyć certyfikat FMB (Freeride Mountain Bike) dla pierwszych zawodów w lubelskim bikeparku. Organizacja ta objęła swoim patronatem największe imprezy dirtowe, slopestyle’owe i FR na całym świecie - w ich kalendarzu jest 18 imprez podzielonych na 3 kategorie - złotą, srebrną i brązową. Zależnie od rangi zawodnicy zdobywają odpowiednią ilość punktów do ogólnej klasyfikacji - a główna nagroda to niebagatelna suma 20 tysięcy euro. Pełną listę imprez FMB znajdziecie na stronie

14|BIKEACTION.MAG

www.fmbworldtour.com. Lubelskie zmagania odbędą się 3 lipca i będzie to oficjalne otwarcie lubelskiego obiektu. Na tym największym krajowym ziemnym torze do rowerowego freestyle’u pojawią się zawodnicy ze światowej i krajowej czołówki, bo oprócz punktów do klasyfikacji FMB do rozdania wśród najlepszych będzie kwota 5 tysięcy euro. Specjalną niespodziankę przygotowuje Red Bull w ramach Red Bull Tour Bus - ma być to naprawdę gruby koncert! A za całe to zamieszanie odpowiedzialna jest ekipa Grandypropagandy - o której duży materiał pojawi się w kolejnym numerze Bike Action. Nasza gazeta jest patronem medialnym tego wydarzenia, z tego powodu na naszych łamach i stronie internetowej www.bikeaction.pl znajdziecie relacje z tego wielkiego święta polskiego kolarstwa grawitacyjnego!


Downstairs Ustroń 2010 Miejskie zjazdy rowerowe zaczynają robić wielką karierę na całym świecie. Zaczęło się od słynnego Lisbon Downtown rozgrywanego w stolicy Portugalii od ponad dekady. Wirus pod nazwą downtown najbardziej rozpowszechnił się w krajach Ameryki Łacińskiej - tam co roku w Kolumbii, Brazylii, Peru czy Chile rozgrywanych jest kilkadziesiąt tego rodzaju imprez. Wielu europejskich i amerykańskich zjazdowców startuje tam na początku sezonu - wielbicielami tej zajawki są m. in. Cedric Gracia czy Filip Polc. Najbardziej widowiskowym elementem podczas miejskich zjazdów są schody - przy nich zawsze gromadzi się najwięcej publiki aby oglądać zmagania rajderów z “drżącymi” rowerami. W naszym kraju najdłuższą tradycję mają zawody zjazdowe w Ustroniu - Downstairs. Rozgrywane są już od 2007 roku i zawsze gromadzą na swoim starcie krajową czołówkę zawodników oraz setki widzów spragnionych wrażeń. W Ustroniu główną atrakcją są właśnie wspomniane schody. Dwukrotnie wygrywał te zawody wielokrotny Mistrz Polski DH Maciek Jodko. W tym roku na Downstairs zapraszamy 26 czerwca. Impreza jest ogólnodostępna zarówno dla zawodników z licencją, jak i amatorów. Trasa będzie wytyczona z uwzględnieniem dwóch wariantów pokonywania przeszkód. Każdy z zawodników będzie miał dwa przejazdy - liczył będzie się lepszy. Bike Action jest patronem medialnym tych zawodów - w kolejnym numerze znajdziecie relację z tej niecodziennej imprezy. Więcej informacji o Downstairs 2010 znajdziecie na stronie internetowej www.downstairs.pl.


FOTO © Arch. Dartmoor

Rok urodzenia: 1991 Miejscowość: Su szec Team: Dartmoor Sukces: mistrz Po lski na skateparku , wygrana Bike Ha Co robię: aktualni ll Contest e skupiam się na zawodach FMB Plany: przeprow World Tour adzka do Wrocła wia, studia Ulubiony trik: tai lwip Najlepsza miejs cówka: bikepark Winterberg Super impreza: Vienna Air King 20 10 Jedzonko: domo we, najlepiej ma my :) Muzycznie: bard zo zróżnicowana , to co wpadnie Filmowo: filmy w ucho rowerowe, kome die, bajki Rowerowy auto rytet: nie mam

W zeszłym roku pojawił się znikąd i znienacka razem z bratem, Dawidem, zawojowali krajową scenę dirtu i parku MTB. Radość z jazdy, luz, talent i coraz większe umiejętności sprawiają, że Szymon może zostać „szamanem” dirtu nie tylko w naszym kraju, ale również poza jego granicami. Skąd się wziął, co robi, co ma zamiar zdziałać w tym roku – specjalnie dla Bike Action mówi o tym Szymon „Szaman” Godziek!!!

16|BIKEACTION.MAG


FOTO © Kuba Konwent

BIKEACTION.MAG|17


FOTO © Kuba Konwent

BA: Cześć wita Bike Action! Przedstaw się na początek i powiedz coś o sobie – no i dlaczego wołają na ciebie Szaman? SZ: Cześć, Nazywam się Szymon Godziek, mam 18 lat i mieszkam w Suszcu. Na rowerze jeżdżę 3 lata. Aktualnie jestem teamriderem Darta. Co do Szamana to dawno temu miałem pieska - ratlerka miniaturkę. Nazywał się Szaman. Mimo swoich malutkich rozmiarów, był straszny i gryzł każdego, nawet mnie. Wszyscy się go bali i to było śmieszne, przez to tak zaczęli na mnie gadać. Wkurzało mnie to na początku, że tak na mnie wołają, zresztą do teraz za tym nie przepadam. BA: Skąd się wzięła twoja zajawka na rowery i od kiedy na poważnie działasz w tym temacie? SZ: Zajawka wzięła się z filmów rowerowych. Dziennie potrafiłem obejrzeć jeden filmik z 10 razy, przeklatkowac go i wypatrzeć jakiś szczegół, żeby nauczyć się nowej sztuczki. Na poważnie zacząłem działać w wakacje 2008, kiedy pierwszy raz byłem w Szklarskiej Porębie na festiwalu. Nie wierzyłem w to co zobaczyłem tam na zawodach. Po powrocie do domu złożyłem nowe MTB, bo wcześniej chwilowo jeździłem na BMX, wykręciłem pierwszego fikołka na ziemnej hopce i nauczyłem 18|BIKEACTION.MAG

się tailwhipa. Potem poznaliśmy Marka z Tarnowskich Gór, z którym zaczęliśmy tripować i który nas dużo nauczył, i się zaczęło kręcić.. BA: Pochodzisz z małej miejscowości Suszec, to właściwie wieś. Jak reagują na ciebie i twoich kumpli, którzy przyjeżdżają na imprezy do was, mieszkańcy i władze Suszca? SZ: Władze naszej gminy są dumni z tego, że ktoś może się tutaj tak rozwijać i robić coś szalonego. W tym roku dzięki naszej inicjatywie ma powstać całkiem fajny skatepark niedaleko naszego dirtu. Niektórzy mieszkańcy do dzisiaj nie wiedzą co za duże kretowiska mamy na podwórku :P


FOTO © Bartek Woliński

BIKEACTION.MAG|19


FOTO © Bartek Woliński

BA: Skąd się wziął Dartmoor jako twój sponsor, na jakim sprzęcie zaczynałeś skakać, a jak teraz wygląda twój rower? SZ: Ja jako dzieciak chciałem być samodzielny. Żeby sobie coś kupić, chciałem na to sam zarobić. Przez niecały rok pracowałem sobie w miarę możliwości, żeby kupić wymarzony motor i stać się drugim Pastraną, ale po kliku jazdach na torach motocrossowych zrezygnowałem i przerzuciłem się na rower. Zresztą ten motor był wtedy dla mnie za silny - Yamaha YZ250. W przyszłości jeszcze coś poskaczę na FMX. Wracając do roweru, w skrócie zawsze jeździłem na badziewiu, dopiero gdy zacząłem jeździć dla Darta, miałem normalny rower, nadający się do jazdy. Aktualnie jeżdżę na topowej stalowej ramie Darta - Cody, mostku Funky, kierze Fate, korbach Keipo, pedałach Fever, siodle Lite oraz kołach również od Darta. W pokonywaniu nierówności pomaga mi uginacz Fox 32 F120, a rower jest połączony z nawierzchnią dzięki dwóm oponom firmy Kenda, model SBE. Rower złożony na komponentach Darta pozwala na uzyskanie niesamowitej lekkości, dzięki której łatwiej mi się kręci double tailwhipy czy tailwhipy z bunnyhopa. 20|BIKEACTION.MAG


FOTO © Piotr Staroń / stary.ownlog.com

BA: Twoje pierwsze duże zawody - gdzie to było, jak się czułeś, co radzisz początkującym?

SZ: W takim wypadku staramy się pojechać na jakiś kryty skatepark, a jeżeli nie mamy możliwości to siedzę w domu i się uczę.

SZ: Moimi pierwszymi dużymi zawodami były Austrian King of Dirt w 2009 roku. Czułem się okropnie, bo dzień przed zawodami polało się za dużo alkoholu... Na zawodach nie umiałem polecieć hop... Wypiłem na szybko kilka Red Bulli, odżyłem i zacząłem robić jakieś sztuczki, ale było to za słabe, żeby dostać się do finału. Początkującym radzę, żeby na zawodach byli wypoczęci i pewni siebie.

BA: Wyjazd do Wiednia to twoja pierwsza duża zagraniczna impreza. Jak wrażenia z Vienna Air King?

BA: Główny twój sprzęt to hardtail MTB - czy próbowałeś działać na fullach albo BMX-ach?

SZ: Tak, to była nasza pierwsza konkretna impreza, największe zawody na jakich byliśmy. Ciężko to opisać, musielibyście tam wszyscy być.. Trasa była ogromna, zawodnicy z innych krajów bardzo koleżeńscy. Pogoda tylko nie wypaliła, ale ogólnie zawody były przygotowane bardzo profesjonalnie i mam nadzieję, że uda się komuś zorganizować imprezę na podobnym poziomie w Polsce.

SZ: Jedyną moją odmianą jest BMX. Jeździłem przez całą zimę 2010 na nowym BMX-ie Dartmoora we Wrocławiu na Zajezdni, ale nic innego nie próbuję. W tym roku poskaczę dużo więcej na dropach i pozjeżdżam z gór.

BA: Jak trenujesz - czy są to tylko jazdy na dirtach czy jakieś inne formy treningu?

BA: Jakie triki wychodzą ci najlepiej, a jakich zazdrościsz innym rajderom?

BA: Skąd się wziął pomysł na robienie dirtowych imprez w Suszcu - kto wam pomaga w organizacji, z czym jest najwięcej kłopotów?

SZ: Moją ulubioną sztuczką jest tailwhip i różne kombosy z nim związane. Raczej nie zazdroszczę nikomu sztuczek, zazdroszczę miejscówek z innych krajów, których brakuje w Polsce. BA: Z rowerami jest tak, że jeździ się na nich raczej tylko sezonowo - co robisz kiedy warunki atmosferyczne nie pozwalają na jazdki rowerowe?

SZ: Raczej nic specjalnego. Jak mam zajawkę to idę na rower i już.

SZ: Sami na to wpadliśmy, widząc, że na forum Bike Action ludzie organizują sobie luźne jamy u siebie na skateparkach, dirtach. W organizacji pomagają nam przyjaciele, a najwięcej kłopotów do tej pory było tylko z pogodą. BA: Jak wygląda twój tegoroczny kalendarz startów? BIKEACTION.MAG|21


FOTO © Piotr Staroń / stary.ownlog.com

2009:

1 miejsce Bike Flou Jam 1 miejsce Dig-Nitty Gauge park&dirt 1 miejsce Etnies Dirt Jam 1 miejsce Lech Bike Festival dirt 2 miejsce Lech Bike Festival skatepark 1 miejsce Dirt Town 1 miejsce Puchar Polski skatepark MTB 2 miejsce Mistrzostwa Polski MTBMX

2010:

9 miejsce Vienna Air King 1 miejsce Mistrzostwa Polski skatepark Garaż 1 miejsce Bike Hall Contest 4 miejsce IXS Dirt Masters Winterberg

FOTO © Piotr Staroń / stary.ownlog.com

SZ: W tym roku chcemy pojechać na większość eventów w Europie - Bike Hall Contest w Trutnovie, Dirt Masters w Winterbergu, zaraz po tym Austrian King of Dirt w Linz, Balaton Bike FGest w Balatonfured, 26trix w Leogangu, Bike Radar w UK, Big in Bavaria w Monachium i coś tam jeszcze. Między tymi zawodami również chcemy zaliczyć coś w Polsce i jak najwięcej jamów na których jest luźniejsza atmosfera.

BA: Co twoim zdaniem powinno być lepiej oceniane podczas występu na dircie - mocne triki czy ich płynne posklejanie? SZ: Oceniane mają być sklejone tricki, bo co z tego, że ktoś spróbuje backflip double tailwhip, ale wyląduje na cyckach. Spróbować to każdy se może ;) BA: Co na koniec masz do powiedzenia czytelnikom Bike Action?

BA: Czy będziesz na naszym Lech Bike Festivalu w Szklarskiej Porębie w sierpniu i jak wspominasz tę imprezę, gdzie udało ci się pokazać z jak najlepszej strony?

SZ: Życzę udanych jazdek i do zobaczenia na zawodach. Pozdro! BA: Szacuneczek i progresu na światową skalę życzymy ;-)

SZ: No pewnie! Lech Bike Festival to najlepsza impreza roku. Wspominam wspaniale - dużo jazdy, mnóstwo znajomych, dobre aftery. 22|BIKEACTION.MAG

Rozmawiał - TeTe


BIKEACTION.MAG|23


Podczas pierwszej edycji Joy Ride Open Series, która odbyła się na zakopiańskiej Harendzie 9 maja, udało nam się przetestować rower należący do wielokrotnego Mistrza Polski DH Maćka Jodko. Mowa tu o hiszpańskiej zjazdówce Mondraker Summum Pro Team na której jeździ sam Fabien Barel. Hiszpanie już od kilku lat odważnie wkraczają do czołówki producentów rowerów DH i FR. Wszystkie ich produkty testowane są przez teamowych kolarzy. W naszym kraju produkty Mondakera są sprzedawane od zeszłego roku dzięki trójmiejskiej firmie 7Anna. Oprócz Maćka na tych rowerach startują także jego kumple z teamu RMF Pepsi Maxx - Aram Raoof oraz Sławomir Łukasik. Maszyny przeszły pozytywnie pierwsze zawodnicze ściganki w Wiśle, gdzie Joda zajął drugie miejsce. 24|BIKEACTION.MAG

Testy wykonaliśmy w bardzo zmiennych warunkach - na przemian padał deszcz i świeciło słońce. Dlatego właśnie opony zmieniliśmy na Maxxisy Wetscream z przyciętym bieżnikiem. Już po kilku pierwszych metrach jazdy okazuje się, że mimo śliskiej nawierzchni rower w ciasnych zakrętach trzyma się bardzo dobrze. Stało się to między innymi dzięki optymalnemu ustawieniu kątów ramy. W testowanym rowerze kąt główki ustawiony był na 63 stopnie, a długość wahacza na 440 cm. Dzięki regulacjom można ustawić rower optymalnie na każdą trasę - długość wahacza regulowana od 435 do 450 cm, kąt główki w zakresie od 61 do 65 stopni. Baza kół wynosiła 119 cm i już przy takich ustawieniach rower był bardzo stabilny przy dużych prędkościach, nawet na śliskiej nawierzchni.

Zawieszenie działa bardzo podobnie do Iron Horse Sunday, tyle że tutaj tłumik dodatkowo jest ściskany z dwóch stron. Hiszpanie nazwali ten system Zero Suspension i jest on obecny w większości topowych fulli Mondrakera. Jednak w przeciwieństwie do Irona w Mondrakerze jest dobry dostęp do tłumika, dzięki czemu można go sobie bez problemu regulować, a jak wiadomo damper Fox RC4 ma dość duży zakres ustawień. Mufa suportowa ma średnicę 73 mm, wiec każda korba dostępna na rynku do niej pasuje – w tej wersji jest topowe Shimano XTR. W tym Mondrakerze występuje standardowa oś tylnego kola pod piasty 150 mm / 12 mm. Rama, pomimo tylu możliwości regulacji jest bardzo lekka, cały rower waży mniej niż 17 kg. Hak przerzutki jest wymienny, jednak na


szczęście jest na tyle gruby, że nie powinien się wyginać. Ciekawym rozwiązaniem jest puszczenie pancerzy tylnego hamulca oraz przerzutki w ramie i wahaczu (HHG Hidden Housing Guide). Dzięki temu są one znacznie mniej narażone na uszkodzenia. Pytanie tylko ile czasu trzeba będzie poświęcić żeby je wymienić. I to właściwie jedyna rzecz do jakiej można byłoby się przyczepić w tej maszynie. Reszta działała i działa, według słów Maćka Jodki, bez żadnych zarzutów. Jest jeszcze jedna ciężka do strawienia rzecz w przypadku tego modelu hiszpańskiego koncernu – dość zaporowa cena – 18 990 złotych. Ale cóż za jazdę na maszynie, która sprawdza się na największych światowych imprezach DH trzeba słono płacić.

BIKEACTION.MAG|25


Informacje – 7Anna, tel. 058 520 19 04 Tekst – Szymon „Siara” Syrzistie Foto – Damian Knapik

Specyfikacja sprzedażowa (czyli oficjalna, w testowanym rowerze było kilka zmian)

rama: Summum Stealth alloy Zero Suspension System - skok 210 mm rozmiary: S / M / L damper: Fox RC4 241x76 mm widelec: Fox 40 RC2 Fit 200mm stery: FSA n16 / CC ACB Bearings 1-1/8” mostek: M-Decline Integrated 50 mm kierownica: Onoff Morph Dh 740 mm gripy: Onoff Diamond close end sztyca: Easton EC90 Zero 31.6 mm siodło: WTB Silverado Microtubular Team Subaru replica hamulec przedni: Formula The One 200 mm hamulec tylni: Formula The One 180 mm klamki: Formula The One obręcze: Mavic Deemax Ultimate szprychy: Mavic piasta przednia: Mavic Deemax 20 mm piasta tylna: Mavic Deemax 12x150 mm opony: Kenda Nevegal 2.35 stick-e Tubuless korba: Shimano XTR 165 mm 38T suport: Shimano Hollowtech 2 pedały: Onoff Slim łańcuch: SRAM PC-991 9s przerzutka przednia: Chainguide E.13 LG1 przerzutka tylna: Shimano XTR RD-M971 Shadow manetki: Shimano XT SL M-770 kaseta: SRAM PG-970 DH 11-26T 9s Cena: 18 990 zł

26|BIKEACTION.MAG


BIKEACTION.MAG|27


Być może niewiele osób kojarzy fakt, że Proletaryat jako marka pojawiła się w rowerach niektórych z nas już dobre kilka lat temu. Zaczęło się od mostków i zębatek, po czym przyszedł czas na piasty. Cały ten asortyment tworzony był rękoma naszych rodzimych pracowników na terytorium kraju. Niestety żadna z ówczesnych “firm”, zajmująca się produkcją części, nie przetrwała. W okresie szybkiego rozwoju sceny BMX Proletaryat otworzył sklep, wypuszczając po jakimś czasie siodła i sztyce pivotal z własnym logo. Tym razem chłopaki z Bydgoszczy postanowili zagrać inną kartą i tak ukazał się Digger, rower okrzyknięty pierwszym polskim BMX-em. Starano się przykleić mu także kilka innych epitetów, czy słusznie, tego nie wiem, myślę, że sami to będziecie w stanie ocenić. Tym razem rodzime fabryki nie brały udziału w procesie produkcji, postawiono na tanią siłę roboczą z Tajwanu. Zaopatruje się tam większa część dostępnych na rynku firm BMX. Z pewnością kierują się przy tym wyborze kosztami, parkiem technologicznym jaki posiadają Tajwańczycy oraz ich doświadczeniem w tej dziedzinie. Bydgoska ekipa zajmująca się Proletaryatem jest jedną ze starszych w naszym kraju, dlatego dobór części do Diggera jest poparty wieloletnim doświadczeniem. Założeniem twórców “koparki” było wpakowanie jak największej ilości stali Cr-Mo oraz łożysk maszynowych, tak aby sprzęt był niezawodny, wytrzymały i mógł jak najdłużej służyć. Jak już się pewnie domyślacie Proletaryusz najpewniej będzie się czuł w otoczeniu dirtu, świadczy o tym sama nazwa i wymowna grafika w postaci łopaty czy też koparki. Naturalnie bez żadnych obaw możecie przelecieć nim jakiś park lub streetowe miejscówki. Rama wykonana oczywiście w 100% ze stali Cr-Mo wizualnie sprawia wrażenie solidnej. Rurki tylnego trójkąta są dosyć grube, widać że nie starano się za wszelką cenę zejść z wagi. Górna rura ma długość 20.75” , tylny trójkąt 13.75, kąt główki ramy to 74.5 stopnia, a kąt rury podsiodłowej to 71 stopni - jak więc widać bez udziwnień. Standardowa geometria dla większości łatwo przyswajalna i miła w odbiorze. Aktualnie niemal wszędzie znajdziemy odkręcane przelotki na linki i zintegrowany zacisk sztycy, którego tutaj niestety zabrakło. Jak na aktualne czasy przystało główka mieści zintegrowane stery, a suport przyjmuje zestawy MID BB. W widelcu warto zwrócić uwagę jedynie na fakt użycia stopu Cr-Mo. Istotne dla każdego ridera koła składają się z piast na łożyskach maszynowych, przód z osią 10, a tył 14 mm, każde zaplecione 36 szprychami. Mało znane w naszych stronach anodowane obręcze Weimann o wielokomorowym przekroju sprawowały się nie najgorzej. Dla niektórych “wzrokowców” problem może stanowić szybko wycierająca się anoda z tylnej rafki przy używania hamulca. Sztywność można uznać za zadowalającą, sesje na parku, streecie jak i dircie nie zrobiły im żadnej krzywdy. Przyczepnością na każdej nawierzchni popisywały się opony Odyssey Aitken. Napęd składa się z „wylajtowanej” zębatki Proletaryatu 25 z., drivera 9 z. oraz trzyczęściowej korby Cr-Mo. Do całego zestawu nie mamy żadnych zastrzeżeń, wszystko działa jak w szwajcarskim zegarku. Pozytywnym akcentem w tym miejscu są także plastikowe pedały Twisted ze stajni Odysseya. Sterowanie „koparką” odbywa się za pomocą dwuczęściowej, wysokiej na 8 a szerokiej na 27 cali kierownicy o kątach cofnięcia 12 i wzniosu 1 stopień. W zestawie znalazły się nieprzekonujące nas gripy, śliskie z dziwnej, niezbyt trwałej gumy oraz toporny wspornik z ofssetem 50 mm. Kombo Proletaryatu, czyli siodło pivotal wraz ze sztycą jest wygodne i trwałe. Żadnych uwag nie mieliśmy także do hamulca, który działał perfekcyjnie, problemem była zbyt krótka linka z pancerzem. Rider, który wyjeździł najwięcej godzin na Diggerze powiedział, że rower jest początkowo nieco “drewniany”. Powodów tego stanu rzeczy można doszukiwać się w wielu czynnikach, być może nie podpasowały mu kąty lub różnica w wadzę pomiędzy jego prywatnym rowerem a Proletaryatem. Po spędzeniu dłuższych chwil za kokpitem “drewno” gdzieś ulatuje, a jazda sprawia naprawdę wiele radości. Myślę, że pierwszy polski BMX z prawdziwego zdarzenia zasługuje na uwagę potencjalnych konsumentów i być może przyszłych gwiazd naszej sceny. 28|BIKEACTION.MAG


Waga: 11.35 kg (bez pegów) Cena: 1 590 zł

+

rama, widelec i kierownica Cr-Mo łożyska maszynowe w korbie, piastach i suporcie stosunek jakości do ceny

toporny mostek za krótka linka hamulca Informacje: Proletaryat Bmx s.c., tel. 600141878, www.proletaryatbmx.pl Tekst i foto: Jacek Niemiec

BIKEACTION.MAG|29


Spoglądając w szklany ekran, filmy w internecie, czytając fora i przeglądając bikecheck z pewnością nie raz spotkaliście rower swoich marzeń. Podobna sytuacja mogła się wam przytrafić w trakcie przechadzki po mieście, gdy ktoś przemknął na jakiś cacku. W podanych przez właścicieli informacjach od razu rzuca się w oczy waga, która najczęściej oscyluje wokół 10 kg z tendencją spadkową. Jak wiadomo nie każdy zna się na sprzęcie na tyle aby samemu wybrać części i złożyć później z tego rower, dlatego w ofercie Easterna znalazł się w tym roku model Boss. Należy on do kategorii Team, można sądzić więc, że zawodnicy znajdujący się pod skrzydłami Easterna mają do dyspozycji jednoślady w podobnej specyfikacji. Jeśli nie obracasz się swobodnie w działce 20 calowych kółek, jesteś napalony na rozpoczęcie przygody z BMX i zależy ci na czymś lekkim, sprawdź czy 10.25 kg stali modelu Boss będzie w twoim guście. 30|BIKEACTION.MAG


Większość konstrukcji ram rowerów na dwudziestocalowych kółkach jest do siebie łudząco podobna. O ich odmienności decydują szczegóły, które czasem są niewidoczne dla oka. Tak też jest w przypadku Bossa. Rama w całości pospawana z rurek Cr-Mo 4130 dopiero przy bezpośrednim i organoleptycznym spotkaniu ukazuje detale. Eastern zastosował innowacyjny system cieniowania dolnej rury Lightning Rod Tubing. Dokładniej mówiąc zabieg ten polega na zachowaniu cieńszej ścianki w górnej części rury i grubszej w dolnej, gdzie istnieje większe ryzyko uszkodzenia. Charakterystyczna jest także rura podsiodłowa ze zintegrowanym zaciskiem. Jej owalny spłaszczony profil w znacznym stopniu wpłynął na zwiększenie sztywności. Tylne, bardzo małe, haki poddano procesowi utwardzania cieplnego. W główce sterowej gnieżdżą się zintegrowane stery oraz otwory przygotowane na przyjęcie gyrotabsów, mocowań pod rotor. Jeśli nie preferujesz jazdy z hamulcem to samo tyczy się przelotek na linki hamulca, które są demontowalne. „Oko jastrzębia” wypatrujące zawsze miejsca do lądowania czyli widelec Hawkeye stworzony został z jednego kawałka stali Cr-Mo. Zwężające się ku dołowi golenie widelca zakończone zostały „dziobem jastrzębia” wycieniowanymi hakami. Konstruktorzy postawili na minimalizm, który widoczny jest na niemal każdym kroku. W przedniej części roweru efekt ten pogłębia piasta o korpusie, którego przekrój

jest tylko nieco większy niż ołówek czy długopis. 36 szprych wplecionych zostało w stożkową, bardzo lekką obręcz Alienation Deviant. Wspornik kierownicy to nowy wylajtowany Deceptikon skręcany 5 śrubami. Jego tylna część została zaokrąglona tak aby być bardziej przyjazna podczas bliskich spotkań z kolanami. W szponach mostka zakleszczona została kierownica Eastern WonderYear, która wznosi się na wysokość 8.25”, a jej szerokość to 28”. Parametry te dają spora swobodę przy takich akcjach jak turndown czy lockback. Centralne miejsce Bossa zajmuje trzyczęściowa korba, skręcana jedną śrubą. Jej cieniutkie, wklęsłe z tyłu i gładkie z przodu, ramiona zyskały na wytrzymałości dzięki obróbce cieplnej po spawaniu. Możemy potwierdzić także fakt, że nie kaleczą kostek i sprawują się wzorowo. Powyżej korby znajduje się aluminiowa sztyca z plastikowym siodłem bez obszycia. Jeśli ktoś jest przyzwyczajony do jazdy na takim wynalazku lub używa ochraniaczy powinien być zadowolony. Nasze doświadczenia wskazują jednak, że można się o ten plastik ładnie poobijać. W tylnej części roweru siedzi obręcz Alienation Runaway zapleciona 36 szprychami. Epicentrum wyznacza piasta kasetowa z jednoczęściowym driverem. Wnętrzności to 4 łożyska maszynowe, oś 14 mm oraz 6 zapadek. Na koniec pozostawiłem opony chociaż ciśnie się na usta stwierdzenie „balony”. Eastern Curb Monkey mają rozmiar 20x2.3” i na streecie/parku spisywały

się znakomicie. Odczuwalna była bardzo dobra przyczepność. W komplecie z rowerem dostaniecie także hamulec Dia Compe z klockami Hombre oraz rozpinaną klamką. W większości preferujemy jazdę breakless, dlatego pozbawiliśmy Bossa tego elementu, ale identyczny zestaw sprawdzaliśmy w innych okolicznościach i działał jak ta lala. Wrażenia wizualno-estetyczne podczas pierwszego zetknięcia wzrokowego wypadają zdecydowanie na plus. To samo tyczy się odczuć po pierwszym muśnięciu dłońmi, waga 10.25 kg dla „seryjniaka” to jest już znakomity wynik. Dziewicze doznania podczas jazdy testowej sprawiają, że chciałoby się powiedzieć „ten rower sam jeździ i skacze”. Nie można mu odmówić zwinności i lekkości. Postanowiliśmy zabrać go na zawody do Trutnova na znany chyba wszystkim Bike Hall Contest. Test więc przeprowadzony został w warunkach bojowych. Patryk Pilichiewicz zajął na nim 12 miejsce w kategorii hobby. Sypały się takie triki jak 360 przez boxa czy tailwhip na wysokiego step-upa, 540 i downside whipy. Myślę, że Boss dla większości z was mógłby być rowerem marzeń - jest w nim niemal wszystko, co zobaczycie w najwyżej ocenianych bikecheckach. Jedyną rzeczą, która może was odwieść od zakupu jest cena 2 599 zł - to z pewnością nie mało.

+

wszędobylskie łożyska maszynowe wytrzymałość wygląd nowinki techniczne łatwość i lekkość prowadzenia waga Informacje: Zasada Group, tel. 43 843 42 93 www.zasada-rowery.pl Tekst i foto: Jacek Niemiec

BIKEACTION.MAG|31


Rockets Crew podpowiada jak przygotować się do zawodów DH. Sezon zjazdowy w Polsce ruszył na dobre. Dni są coraz dłuższe i ładniejsze przez co coraz więcej czasu spędzamy na rowerach. Jeździmy szybciej i pewniej, co sprawia, że wiele osób myśli o startach w zawodach. Oferta imprez zjazdowych w Polsce jest z roku na rok większa. W tym sezonie każdy może znaleźć termin i miejsce, w którym będzie mógł spróbować swoich sił na zawodach. Takie wypady dają możliwość jazdy po najlepiej przygotowanych, rozjeżdżonych i zabezpieczonych trasach, sprawdzenie i porównanie swoich umiejętności z innymi oraz podpatrzenie jazdy najlepszych zawodników, a wszystko to przy profesjonalnym zabezpieczeniu medycznym. Jednak, w zależności od naszego przygotowania i nastawienia, zawody mogą być wspaniałą przygodą, przeciętnym weekendem w górach lub w ekstremalnej sytuacji horrorem. W tym artykule opiszemy co, kiedy i jak zrobić, aby dobrze przygotować się do tego jednego i najważniejszego przejazdu. Co zatem zrobić, aby przed startem nie przeżywać horroru? Zacznijmy od początku. Jeszcze na długo przed zawodami powinniśmy ustalić nasz cel. Powinien on być na tyle ambitny, abyśmy musieli walczyć, ale zarazem osiągalny. Na zawody przyjeżdżamy z nastawieniem na sukces! Teraz nadchodzi czas na zapoznanie się z naszym przeciwnikiem – trasą. Pamiętając jak to robią zawodnicy Pucharu Świata, przeprowadzamy trening chodzony. Przed pierwszą jazdą przechodzimy spacerem, bez roweru, całą trasę wybierając linie przejazdu, które będziemy następnie ćwiczyć cały dzień. Pamiętajcie: nie trzymajcie się kurczowo swojej linii! Podczas zawodów trasa się zmienia, być może będziecie zmuszeni delikatnie skorygować tor jazdy - dlatego nawet jak wypadniecie z linii na treningu, starajcie się jak najszybciej wyjść z opresji. Po wykonaniu kilku zjazdów w przeddzień zawodów (6-10, w zależności od przygotowania fizycznego i poziomu trudności trasy) warto pojechać na rozjazd. Najlepiej zrobić go na rowerze szosowym, XC lub zwykłym dualowym sztywniaku. Rozjazd to lekkie kręcenie „z nogi na nogę”, przez około 40 minut. Celem tego etapu przygotowania jest przyspieszenie regeneracji mięśni poprzez aktywny wypoczynek. Po dniu treningowym przed zawodami, gdy wykonamy już rozjazd, zjemy solidny, lecz niezbyt tłusty posiłek i zadbamy o siebie, wracamy na trasę. Wiemy już jak się nam jeździ po obranych 32|BIKEACTION.MAG


wcześniej ścieżkach, teraz powtarzamy trening chodzony by wnieść ewentualne poprawki. Nadchodzi wieczór. W naszym przypadku to nie czas na zabawę. Musimy wcześnie położyć się do łóżka, wyspać, aby na niedzielę być w pełni sił. Wielki dzień nadszedł. Teraz musimy skupić się już tylko na starcie. Rano wykonujemy 2-3 przejazdy treningowe. Po nich sprawdzamy, na listach startowych, o której godzinie mamy przejazd kwalifikacyjny. Powszechnie panuje opinia, że przejazd eliminacyjny nie jest ważny. Nasza strategia wygląda inaczej. W eliminacjach dajemy z siebie prawie wszystko. Pomaga to zbudować pewność siebie przed finałem. Po zjeździe mierzonym możemy zjeść już tylko mały lekkostrawny posiłek z duża zawartością węglowodanów – Rakiety polecają makaron lub ryż z dżemem, dobrym pomysłem są też naleśniki z serem - a najlepszym rozwiązaniem żele energetyczne dostępne na rynku. My korzystamy z oferty firmy Nutrend, żele są szybko przyswajalne, nie obciążają wątroby, dostarczają wszelkich niezbędnych nam składników. Po odpoczynku przychodzi pora na start. Bezpośrednio przed jazdą dobrze jest rozgrzać się na trenażerze. Jeśli nim nie dysponujemy rozgrzewamy się na zjazdówce jeżdżąc w kółko, najpierw kręcąc delikatnie przez około 15 minut, następnie warto zrobić na około 5 minut. Przed startem kilka mocniejszych kilkunastosekundowych przyspieszeń, które wyeliminują ból i pieczenie nóg tuż po starcie. Niewielki sens ma kręcenie korbami do tyłu opierając się o drzewo lub płot, ponieważ inne mięśnie pracują przy kręceniu do tyłu, niż te których będziemy potrzebować na trasie. W trakcie rozgrzewki warto słuchać muzyki, aby odciąć się od stresującego dźwięku fotokomórki, czy opowieści swoich konkurentów. Kolejnym wspomagaczem startu są napoje czy „shoty” energetyczne, Rockets Crew korzysta z produktu Shleha firmy Nutrend lub Red Bulla. Dostarczenie dużej ilości kofeiny i tauryny pozwoli nam się lepiej skoncentrować na starcie, a koncentracja jest kluczem do sukcesu. Gdy już jesteśmy rozgrzani i pobudzeni, stoimy na starcie, jedyne co się dla nas liczy to trasa i szybkie jej pokonanie. Nic innego nie może nas rozpraszać. W czasie zjazdu… No właśnie, tu nie wiemy co napisać. Na ostatnich zawodach Pucharu Polski w Wiśle, byliśmy tak skoncentrowani, że nikt nie potrafił sobie przypomnieć całego przejazdu. Jedyne co pamiętamy to zmiany linii, do których byliśmy zmuszeni z powodu ciągłej zmiany trasy, gdyż z przejazdu na przejazd każdego zawodnika stawała się coraz trudniejsza, wychodziły nowe korzenie, dziury w trasie były większe. Nasz team zaliczył już pierwszy start w tym sezonie, 25 kwietnia w trzyosobowym składzie braliśmy udział w zawodach Pucharu Polski Diverse Downhill Contest w Wiśle. Łukasz Gwóźdź w elicie uzyskał piąty czas wśród Polaków, Albert Stęclik był szóstym Polakiem na mecie, a Krzysztof Frankiewicz niestety nie ukończył zawodów. Zastosowanie się do powyższych rad nie gwarantuje sukcesu w zawodach, jednak bardzo mocno zwiększa jego szanse. Naszym zdaniem, ogromne znaczenie odgrywa podejście psychiczne i to nad nim radzimy się skupić początkującym zawodnikom. Tomek Gagat

BIKEACTION.MAG|33


2. Obrót Najważniejsze jest, aby nie przestawać patrzeć przez ramię, aż do czasu kiedy zobaczysz lądowanie.

3. Lądowanie Kiedy już będziesz je mieć w zasięgu wzroku, wówczas opuść swoje ramiona, co pomoże Ci w płynnym wylądowaniu.

360-tka 34|BIKEACTION.MAG


1. Najazd Zaczynając uczyć się 360-tki musisz pamiętać o podstawowej zasadzie, jaką jest patrzenie w stronę, w którą będziesz się obracał razem z rowerem.

Najlepszym miejscem do nauki tej sztuczki jest jumpbox, gdzie możesz wyskoczyć i swobodnie wylądować na szerokim i płaskim podłożu. W momencie kiedy poczujesz się pewny swoich umiejętności, możesz przejść do wykonywania tego triku na innych, większych przeszkodach. Kiedy będziesz wykonywał 360-tkę na dłuższym locie, pamiętaj o ważnej rzeczy, ze im większa hopa tym wolniej musisz się obracać w powietrzu. Rider: Paul King Opis: Blake Samson Photo: Mariusz „Gepard” Gadziemski

BIKEACTION.MAG|35


Solny Downhill 2010 – przerwane zawody

Trzecia edycja kopalnianych zawodów była pierwszą w tym sezonie imprezą rowerową. Nic dziwnego, że tłum zawodników, osób towarzyszących i profesjonalnych fotografów pędził do Bochni, by spędzić pod ziemią rowerowy weekend. Do kopalni należało zjechać już w piątek. Na parkingu widać było sporą grupę samochodów z Czech. Jak sami potem nam mówili, ta impreza jest u nich znana i dużo czeskich stron o niej informuje. Na liście startowej znalazło się też dwóch Niemców i Ukrainiec. Można więc śmiało powiedzieć, że ranga imprezy skoczyła do międzynarodowej. Nowością była kompletna zmiana koncepcji trasy. Poprzednie warianty to już przeszłość! Start był tuż 36|BIKEACTION.MAG

przed słynną pochylnią, a środkowa część trasy wiodła przez centralny korytarz, obok barku, łóżek, by skręcić do szatni i zaliczyć kolejną pochylnię. Wyglądało to wszystko naprawdę dobrze i wszyscy w bojowych nastrojach położyli się wcześnie spać. Rano przewidziane były treningi i próbne przejazdy o godz. 9.00. Kiedy część zawodników stała już przed startem, kopalnię owiała wieść o katastrofie prezydenckiego samolotu. Tylko szybka reakcja organizatorów uratowała zawody. Zdecydowano o skróceniu imprezy do 1 dnia, a kolejne biegi rozegrano już bez muzyki. Po pierwszych przejazdach raczej nie było niespodzianek. Wiadomo było za to co wydarzyło się „na górze” i wszyscy mieli nietęgie miny. Pierwszy przejazd skończył się kilka minut po 17.00. Największych emocji dostarczył kibicom Michał Szczudło, który potężnie grzmotnął o ziemię i przejechał

po podłodze przez całą długość głównej hali. Kibice zamarli, ale po kilku minutach Michał machnął do nich ręką, dostał wielkie brawa i wywieziono go na powierzchnię. Życzymy szybkiego powrotu na rower! Wyniki były już trochę inne, niż w pierwszym mierzonym, ale tylko dla orientacji własnej, przejeździe. W kategorii Hobby hardtail najlepszy był Michał Kusiński, a tuż za nim rewelacja zeszłorocznej edycji, Artur Simon, trzeci dojechał Piotr Bolanowski. Niespodzianką było, dalekie, czternaste miejsce Danielka Kissona, który całą zimę męczył siłkę i kupował sobie lekkie części do roweru. Dużo działo się w Hobby full! Tu było naprawdę ciasno w pierwszej dziesiątce. Cztery pierwsze miejsca miały czas 1:07, dalej walka szła już o setne sekundy! Pierwszy był Przemek Bodziony (1:07,18s), drugi Andrzej Bochenek (1:07,55s), a trzeci, ale tylko o jedną setną


Jiri Klimes (1:07,56s). Ciekawostką był start dawno niewidzianego weterana polskich tras zjazdowych, Łukasza Zienkiewicza z 3miasta, który pamięta czasy pierwszych Pucharów Polski „za Kibinia”, a nawet wcześniej. Najpoważniejsza kategoria Elita miała mniej niż 10 zawodników. Niepokonany pozostał Remek Oleszkiewicz, który wykręcił najlepszy czas zawodów, i powalił wszystkich na kolana skacząc bardzo długą, drewnianą potrójną, której poza nim nie skoczył nikt! Respekt na dzielni! Drugi dojechał Jakub Moćko, a trzeci Antek Suchoń. Wśród kobiet jedyna i najlepsza była Kasia Darska. Podczas przerwy przed drugim przejazdem okazało się, że o 18.00 zostanie ogłoszona żałoba narodowa. Organizatorzy błyskawicznie zdecydowali o zakończeniu zawodów i uznaniu wyników pierwszego przejazdu za wiążące. Zrezygnowano też z rozdania nagród, na rzecz odczytania zwycięzców. Słynne puchary z solnych brył zostaną wysłane pocztą. Część uczestników została jeszcze na noc w kopalni, reszta wyjechała od razu po zawodach. Tylko dzięki szybkim i zdecydowanym decyzjom organizatorów udało się przeprowadzić zawody do końca. Dojrzałością wykazali się też zawodnicy, bo nikt nie marudził, że zapłacił za 2 dni, a był tylko 1. Mimo, że to dopiero trzecia edycja „Solnego Downhillu”, impreza mam już rangę międzynarodową i wiedzą o niej za niejedną granicą. Tym razem, hardcorowcy, co to zawsze mieli za płasko, mieli czego żałować. Było naprawdę dużo w dół, były też typowe dla Bochni płaskie kawałki, a do tego wszystko się działo w centrum, pomiędzy ludźmi, stolikami i łóżkami. Super klimat! Bardzo dobrze wyszła transmisja z całej trasy, gdyż z jednego miejsca, z piwkiem w ręce, można było oglądać całą trasę i patrzeć na lecące cyferki na tablicy wyników. Myślę, że kolejne imprezy mogą być już tylko lepsze! Tekst – redaktor Rudy foto – Hubert Cetnar BIKEACTION.MAG|37


Tekst: Tomek Gagat Foto: Maksym Rudnik www.maxo.ownlog.com

Diverse Downhill Contest – największy w Polsce cykl zawodów w zjeździe na rowerach inaugurował sezon rowerowy w ostatni weekend 25 kwietnia w Wiśle na górze Stożek. Podczas zawodów nie zabrakło znanych nazwisk, międzynarodowej obsady, pięknej pogody, niesamowitej atmosfery którą tworzą tysiące kibiców, jak również rywalizacji sportowej na najwyższym poziomie. Najlepszym podsumowaniem jest stwierdzenie naszych południowych sąsiadów – Czechów i Słowaków - „JE TO DOBRE”. Góra Stożek w Wiśle przywitała zawodników z pięciu krajów: Polaków, Ukraińców, Rosjan a także Czechów i Słowaków. Łącznie w zawodach udział wzięło blisko 350 rowerzystów, w tym zawodnik z światowej czołówki na co dzień startujący 38|BIKEACTION.MAG

w Pucharach Świata, jeżdżący w barwach Red Bull – Filip Polc. Rywalizacja w najmocniejszej kategorii – Elita zapowiadała się fascynująco. Na liście pretendentów do podium same gwiazdy: Filip Polc, Michał Śliwa – Mistrz Polski z 2009 r., Maciej Jodko – Mistrz Polski z 2008, Vlastimil Hyncica – czołowy czeski zawodnik, Jan Javornik – obok Filipa Polca najlepszy słowacki zawodnik. Po przejeździe eliminacyjnym w pierwszej dziesiątce tylko dwa polskie nazwiska, jednakże obydwa w pierwszej trójce. Finały dostarczyły niesamowitych emocji, ogromne rzesze kibiców otoczyło trasę tworząc z niej istny tunel, w którym okrzykami i trąbkami kibicowali z całych sił. Pierwszą edycję Diverse Downhill Contest w najmocniejszej kategorii – elicie - wygrał Słowak Filip Polc (MS Evil, Red Bull) , drugi był Polak Maciej Jodko


(RMF FM Pepsi Max), a trzeci Czech Vlastimil Hyncica (SK Grafobal). Mistrz Polski z 2009 roku Michał Śliwa (PKS Dębnicki) zaliczył wywrotkę i ukończył zawody na 10 pozycji. Wśród kobiet zwyciężyła Anna Sojka (Kingstone Racing Team), rywalizacja wśród juniorów najlepiej wyszła Sławkowi Łukasikowi (RMF FM Pepsi Max). Warto zaznaczyć iż Sławek jest pierwszy rok juniorem, na rowerze w pełni amortyzowanym jeździ od tego roku, a czas jaki uzyskał podczas zawodów dałby mu trzecią lokatę w elicie! To bardzo dobry wynik, trzymamy kciuki za Sławka i mamy nadzieję iż będzie startował również poza granicami naszego kraju. Kategorię masters zdominował Wojciech Koniuszewski (Wygoda Białystok SBR). W kategoriach amatorskich – hobby dużo się zmieniło od zeszłego BIKEACTION.MAG|39


sezonu, czołówka zawodników hobby full przeszła do elity i to z bardzo dobrym efektem. Niestety następcy w hobby full nie poradzili sobie z bardzo dobrymi amatorami z Czech i Słowacji, którzy w tej kategorii zajęli siedem pierwszych miejsc. Hobby junior – podobna sytuacja i 3 pierwsze miejsca dla obcokrajowców. W hobby hardtail wygrał Wiśnicz Marek z Myślenic. Nasz specjalny gość Filip Polc zapytany o zawody powiedział: „Trasa w Wiśle jest bardzo dobra, techniczna, jest na niej wszystko skocznie, korzenie, skały, bandy ziemne, jest trochę krótka – niewiele ponad 2 minuty - jednakże bardzo wymagająca. Zaskoczyła mnie atmosfera podczas zawodów, wielu kibiców dopingujących wszystkich zawodników, ogromna liczba uczestników. Na pewno odwiedzę zawody z serii Diverse Downhill Contest jak tylko znajdę czas w przerwach pomiędzy startami w Pucharach Świata i Pucharach Europy” Kolejna edycja Diverse Downhill Contest odbyła się 30 maja w Międzybrodziu Bialskim na górze Żar. Relację z niej przeczytacie w kolejnym numerze Bike Action. Pełne wyniki dostępne na oficjalnej stronie zawodów: www.downhillcup.eu Sponsorem imprez Diverse Downhill Contest jest producent odzieży - marka Diverse, skrzydeł zawodnikom dodaje Red Bull a sponsorami wspierającymi jest X-Box 360 oraz Duncon.

40|BIKEACTION.MAG


BIKEACTION.MAG|41


Mistrzostwa Polski skatepark – Białystok Garaż

25 kwietnia odbyły się Mistrzostwa Polski w rowerowym parku. Impreza po raz kolejny gościła w białostockim Garażu. Obiekt, pomimo małych rozmiarów, jest idealnie przygotowany pod jazdę na rowerze. Pierwszego dnia odbyły się kwalifikacje i best trik na step-upie. Kwalifikacje przeszli prawie wszyscy zawodnicy. Na step-upie natomiast wygrał Szaman wykonując widowiskowego backfliptailwhipa. Niedziela zaczęła się bardzo spokojnie, ciężko było odczuć, że tego dnia zostanie wyłoniony Mistrz Polski. Można nawet powiedzieć, że atmosfera była sielankowa, chłopaki woleli polatać na pobliskich dirtach niż buzować sztuczki na skateparku. Luźny klimat podłapali również zawodnicy z Chorwacji, Łotwy i UK, którzy pojawili się na zawodach. Sytuacja zmieniła się gdy rozpoczęła się impreza. Już od pierwszych przejazdów kategorii MTB amator widać było jak poziom podskoczył od ubiegłego roku. Z każdym przejazdem było coraz goręcej. Prawdziwe zamieszanie wprowadziła ekipa z Dartmoora, która w pełnym składzie obsadziła podium w kolejności - Szaman, Szamanek i Maro. Riderzy pokazali tricki z najwyższej półki - posypały się backflipy, tailwhipy, barspiny w przeróżnych konfiguracjach. Największym zaskoczeniem był 360tailwhip na spinie w wykonaniu starszego z braci Szamanów. Kategoria BMX pro to były już loty z najwyższej półki i to dosłownie, zawodnicy śmigali na pełnej prędkości po całym skateparku, nieraz znikając pomiędzy podporami trzymającymi sufit. Tutaj najlepszy okazał się Wróbel przed Zientem i Piretem. Chłopaki tak mocno wkręcili się w jazdę po parku, że już po odebraniu pucharów nakręcali się na nowe sztuczki w trochę już opustoszałym skateparku. tekst/foto – Janek „Elvis” Kiliński

Wyniki

42|BIKEACTION.MAG

BMX PRO : 1. Marcin WRÓBEL Wróblewski - Poznań 2. Bartłomiej ZIENT Zięcina - Katowice 3. Piotr PIRET Kołodziej - Gdynia

BMX AMATOR : 1. Piotr OWCA Grzelak - Warszawa 2. Radek RONDIU Dźwigała - Warszawa 3. Rafał Kierc - Olsztyn

MTB PRO : 1. Szymon SZAMAN Godziek - Suszec 2. Dawid SZAMANEK Godziek - Suszec 3. Marek MARO Łebek - Tarnowskie Góry

MTB AMATOR : 1. Filip Lempart - Jaworzno 2. Mateusz Tyliński - Leszno 3. Kamil KONA Rafał - Biłgoraj


BIKEACTION.MAG|43


Kolejna edycja czeskiej imprezy rowerowej corocznie organizowanej na trutnovskim stadionie hokejowym przyciągnęła riderów z wielu zakątków świata. W hali zawisło dokładnie dziesięć flag narodowych, z których najbardziej śledzoną podczas przejazdów rozgrzewkowych okazała się amerykańska. Nicholi Rogatkin, młodzieniaszek ze Stanów, który na codzien trenuje z najlepszymi pokazał ile daje jazda w doborowym towarzystwie i na takich miejscówkach jak Woodward. 360 double tailwhip na step up i 720 sprawilo że niemal każdy piał z zachwytu. Wyróżniali się także czescy bracia, którzy park Bikehallu mogą swobodnie objeżdżać poza zawodami w miejscowości Upice. Dzień wjeżdżania się w kąty nieco większych niż w polskich realiach przeszkód zakończył się koncertem w jednym z lokalnych barów gdzie czeska biedruszka zapoczątkowała wzajemne poznawanie kultury języka.

Drugi dzień zimnych zmagań miał zacząć się dla każdego wcześnie rano. Założenia były takie, że wstajemy jak najwcześniej żeby pojeździć na pustym parku. Niestety rzeczywistość okazała się okrutna i poranek rozpoczął się dopiero koło godziny 10. W programie dnia przewidziano eliminacje w każdej z rozgrywanych kategorii. Pierwsze poszły na ruszt koła MTB, w których dominację pokazali nasi riderzey, Szamanek i Maro. Druga w kolejce była najliczniejsza grupa bmx hobby. Najlepszym w tej kategorii z polskiej ekipy okazał się Patryk “Pili” Pilichiewicz z teamu Tarło. Kilka pozycji za nim wylądował Jasiu Czyczerski z kontuzjowaną kostką. Mojego przejazdu oszczędziłem wszystkim zgromadzonym na hali wycofując się, chociaż żałuję, może i byłoby ostatniej miejsce, ale przecież chodzi o dobrą zabawę. Każdy z niecierpliwością czekał na nieobliczalną eliminację kategorii pro. Oglądając jazdę wielu znakomitych killerów a w szczególności Rogatkina, Berana i Pejdę po katach w stylu 2x tailwhip z quoteru w speedramp lub 720 na step-up ręce same składały się do klaskania. W prosach pokazał się także zwycięzca zeszłorocznego Bikehallu w kategorii bmx hobby pokazując, że nie próż44|BIKEACTION.MAG

nował przez rok. Nasza czołówka w składzie Zient, Wróbel, Kiwak, Jerzyk i chłopaki z Warszawy nie dostali się do finałów. Po dawce mocnych wrażeń przyszedł czas na afterparty i kolejną lekcję w szkoleniu z czeskiego i słowackiego. Mój słownik wzbogacił się o kilka bardzo przydatnych zwrotów :). Ostatni dzień zaczął się dla widzów o godzinie 16 finałem MTB. Po treningach było wiadomo, kto będzie walczył o pierwsze trzy miejsca. Żadnych niespodzianek nie było, team Dartmoora zaatakował i tak na pudło wskoczyli w kolejności od pierwszego Szaman, Zejda i Szamanek. Bmx hobby opanowali Czesi zajmując trzy pierwsze miejsca. Kategoria bmx elite była naładowana największą dawką emocji. Po każdym z trików pierwszej szóstki trybuny rozgrzewały się do czerwoności. Triki z najwyższej półki sypały się jeden po drugim na niewyobrażalnych wysokościach. Wyjeżdżając z Trutnova pomimo świadomości, że wracam na nasz pseudo skatepark i zmęczenia, czułem się naładowany zajawką i siłą do jazdy. Mam nadzieje, że w przyszłym roku znów zawitam na Bikehall.

Wyniki: MTB: 1. Szymon Godziek (Polska), 2. Tomáš Zejda (Czechy), 3. David Godziek (Polska) BMX Hobby: 1. Vítek Vilibald (Czechy), 2. Martin Hromádko (Czechy), 3. Damian Kos (Czechy) BMX Elite: 1. Michael Beran (Czechy), 2. Nicholi Rogatkin (USA), 3. Zdeněk Pešek (Czechy), 4. Tomáš Řanda (Czechy), 5. Björn Magger (Niemcy), 6. Ondřej Šléz (Czechy)


BIKEACTION.MAG|45


Nie od dzisiaj Szczawno-Zdrój uchodzi za stolicę polskiego 4Crossu. Tor na Słonecznej Polanie od prawie dekady jest najważniejszą areną zmagań zawodniczek i zawodników nie tylko w naszym kraju, ale nawet na całym naszym kontynencie. Na tej miejscówce na początku naszego tysiąclecia rozgrywane były pierwsze Puchary Polski sponsorowane przez Żywiec i Nokię, właśnie tutaj uczyliśmy się czym jest forurcross od znakomitych zawodników zza czeskiej granicy. Te doświadczenia zaowocowały w 2004 roku rozegraniem na Słonecznej Polanie Mistrzostw Europy w tej odmianie kolarstwa górskiego. Wówczas mogliśmy dopiero zobaczyć czym jest 4X na najwyższym poziomie - dla przypomnienia z zaszczytnymi tytułami wyjechali wtedy wielokrotny Mistrz Świata Michal Prokop i najwybitniejsza zawodniczka w historii MTB, złota medalistka z Pekinu w racingu BMX, Anne-Caroline Chausson.

Wtedy tor był jeszcze dość surową i toporną konstrukcją, przez niektórych mocno krytykowaną. Ale w miarę upływu lat, pod wpływem sugestii zawodników i nabierania doświadczenia przez budowniczych następowały konieczne korekty, z likwidacją kultowej “big Szczawiany” na czele. Ale przede wszystkim doszło do największej zmiany - teren został oświetlony, dzięki czemu stały się możliwe jazdy wieczorne. Takie udogodnienia sprowadziły na szczawieński tor jeszcze więcej publiki i gwiazdy światowego formatu. Od czterech lat, głównie dzięki staraniom pana Andrzeja Skrzypczaka, prezesa miejscowego klubu MTB Wieża Anna Szczawno-Zdrój, na zawodach Festina 4X Night Race gościły takie sławy tego sportu jak Brian Lopes, trzykrotny zwycięzca Joost Wichman z Holandii, Czesi Kamil Tatarkovic i Premek Tejchman, Romain Saladini z Francji czy Niemiec Jochannes Fischbach. W tym sezonie zawody miały jeszcze większy prestiż, bo były jedną z 5 eliminacji Pucharu Europy Euro Fourcross Series.

Zaczęło się od złej informacji - jedna z największych gwiazd MTB Cedric Gracia nie mógł dolecieć do Europy z Sea Otter Festival przez dymy z islandzkiego wulkanu. Ale za to pojawił się niewidziany 6 lat w Szczawnie wspomniany Michal Prokop - nie był uznawany za faworyta z powodu niedawno wyleczonej kontuzji, ale... nie uprzedzajmy faktów. Ogólnie na liście startowej znalazło się 63 zawodników z 8 krajów. Nie zabrakło oczywiście całej krajowej czołówki. Ale preludium wyścigów elity były zawody juniorów, które rozpoczęły się około godziny 16. Najlepszym małolatem okazał się Maciek Polak z Wałbrzycha. Potem przyszła pora na eliminacje przed zapowiedzianymi na godzinę 20 jazdami czwórek. O tej godzinie cały stok Słonecznej Polany był szczelnie zapełniony publiką, odpowiednia muza ładowała z głośników, a najwięksi “kibole” gardła mieli

46|BIKEACTION.MAG


TEKST: TeTe FOTO: Dominika Grudzień

BIKEACTION.MAG|47


rozgrzane kilkoma browarami. I od początku było widać, że informacje o słabej formie Prokopa były zwykłymi plotkami. Nie odpuszczali także Wichman, Mechura i znakomici Niemcy na czele z Fischbachem. Ostatecznie w małym finale wystartowało 3 Niemców (Fischbach, Seidel i Scherz) i Tomas Slavik z Czech, który okazała się najlepszy. Finał rozegrali pomiędzy sobą Prokop, Wichman, Czech Lukas Mechura i Hannes Slavik z Austrii. I wreszcie została przerwana passa sukcesów Holendra na torze na Słonecznej Polanie - zwycięzcą okazał się stary mistrz Michal Prokop! Wichman przyjechał za nim, trzeci był Mechura, a na najniższym stopniu podium stanął Austriak. Najlepszym z Polaków okazał się Robert Kulesza, który został sklasyfikowany na 12 miejscu. Potem dekoracja i... do domu. Czekamy na następne tak znakomite zawody panie Andrzeju!!!!

Junior

1. Maciek Polak - Wałbrzych 2. Mariusz Jarek - Rybnik 3. Piotr Kobus - Szczawno-Zdrój 4. Paweł Harazim - Rybnik

Elita

1. Michal Prokop - Czechy 2. Joost Wichman - Holandia 3. Lukas Mechura - Czechy 4. Hannes Slavik - Austria 5. Tomas Slavik - Czechy 6. Johannes Fischbach - Niemcy 7. Nico Seidel - Niemcy 8. Stefan Scherz - Niemcy 48|BIKEACTION.MAG


50|BIKEACTION.MAG


Wiedeńska impreza już od kilku lat jest prologiem do sezonu grawitacyjnego kolarstwa w Europie. Nie mogło być inaczej również w tym roku. Wiedeńskie zmagania z przyciąganiem ziemskim w tym roku znalazły się na prestiżowej liście imprez z cyklu Freeride Mountain Bike World Tour. Oprócz wspomnianego prestiżu, najlepsi mieli do podziału 10 000 euro oraz sprzęt Panasonica. Zawody przewidziano na 10 i 11 kwietnia - jednak, jak to bywa w tym sporcie, nie wszystko zawsze da się dokładnie zaplanować. Silne wiatry i zmienna pogoda spowodowały, że rozegrano tylko jedną rundę w sobotę. Swoich sił spróbowało w austriackiej metropolii 60 zawodników z 14 krajów. Do finałów zakwalifikowało się 15. W tej grupie było 3 naszych rodaków - Szymon “Szaman” Godziek, Marek “Maro” Łebek oraz Bartek “Papież” Obukowicz. Kolejny raz w tym roku, po White Style w Leogangu, austriacka ziemia okazała się łaskawa dla młodego angielskiego rajdera Sama Pilgrima - został on w wielkim stylu zwycięzcą wiedeńskich zawodów. Na drugiej pozycji znalazł się Szwed Martin Soderstrom, a na najniższym stopniu podium stanął jego rodak John Alm Hogman. “Szaman” zachwycił wszystkich superflipami i zajął 9 miejsce, “Maro” był tuż za nim na 10 miejscu, a “Papież” zakończył zawody na 12 miejscu. Niedzielne zawody best trick wygrał zawodnik gospodarzy Andi Wittman za niesamowite 720-tki, a wiele pochwał zebrał Dawid “Szamanek” Godziek za swoje 360-triple barspin. A wam proponujemy fotostory z tej imprezy autorstwa Szymona Nieboraka.

BIKEACTION.MAG|51


Wyniki: 1. Sam Pilgrim (GBR/DiamondBack) 2. Martin Soderstrom (SWE/NS Bikes) 3. John Alm Hogman (SWE/Scott) 4. Jamie Goldman (USA/Santa Cruz) 5. Andi Brewi (AUT/KTM) 6. Blake Samson (GBR/Diamond Back) 7. Thomas Zejda (CZE/Dartmoor) 8. Andi Wittman (GER/Giant) 9. Szymon Godziek (POL/Dartmoor) 10. Marek Ĺ ebek (POL/Dartmoor) 11. Benny Korthaus (GER/Red Bull) 12. Bartek Obukowicz (POL/NS Bikes) 13. Amir Kabbani (GER/Mongoose) 14. Darren Berrecloth (CAN/Specialized) 15. Jakub Vencl (CZE/Author)

52|BIKEACTION.MAG


BIKEACTION.MAG|53


Sam Pilgrim

– od A

Samuel Pilgrim, zwany „człowiekiem bez zęba na przedzie”, już od dwóch sezonów plasuje się zawsze w czołówce największych światowych imprez dirtowych. Chociaż ma zaledwie 19 lat, to jest uznaną gwiazdą globalnej sceny kolarstwa grawitacyjnego – w tym roku wygrał już trzy duże imprezy – Kona White Style w Leogangu, Vienna Air King w Wiedniu i IXS Dirt Masters Winterberg. Specjalnie dla czytelników Bike Action zdradza swoje najbardziej skrywane tajemnice!!!

A jak ambicja – moją ambicją jest to aby być najlepszym dirtjumperem! Kiedy wygrywasz turniej, nic nie może przebić tego uczucia bycia najlepszym, jest to dla mnie także świetna zabawa. Uwielbiam stać na samej górze podium i właśnie moją największą aspiracją jest, aby to działo się jak najczęściej. B jak budowanie – ostatnio zbudowałem dwie bardzo duże linie hop. Użyłem do tego koparek, ale teraz zbliża się ta gorsza część i mam tu na myśli pracę łopatą. Lubię, kiedy ziemia jest dobra do budowania hopek, ale to miejsce gdzie są moje kiepsko się do tego nadaje, wiec dlatego na obecna chwilę nie lubię kopania... Ale kiedy potrzeba podnoszę łopatę i dołączam do przerzucania ziemi. C jak California – to był jeden z najbardziej niesamowitych wyjazdów jakie miałem do tej pory. Dziś myślę sobie, ze gdybym tam nie pojechał to nie wygrałbym zawodów Vienna Air King. W Kalifornii można nauczyć się tak wiele w zaledwie 3 tygodnie. Jestem pewny, że wrócę tam już pod koniec tego roku żeby sobie pojeździć na rowerze dla relaksu, no i oczywiście pośmigać trochę na desce surfingowej. Musisz odwiedzić to miejsce przynajmniej raz w życiu! D jak dowcip – wchodzi koleś do baru... Ouch! nie jestem za dobry w opowiadaniu kawałów, ale za to bardzo lubię się śmiać i żartować. Dużo zabawniejsze od opowiadania kawałów jest chociażby rzucanie groszkami w ludzi w kinie. Z tego zawsze jest niezły ubaw! E jak ewolucja – kolarstwo górskie ewoluuje w bardzo szybkim tempie. Dirt jumping i freeride urastają do rangi szaleństwa... Dochodzi już do tego, ze triki takie jak flipwhip czy podwójny tailwhip są wykonywane w kwalifikacjach podczas zawodów. To jest po prostu absurdalne!

54|BIKEACTION.MAG


do Z

I

BIKEACTION.MAG|55


F jak fani - jasne, ze bardzo cenie sobie moich fanów. Zawsze milo jest być zaczepianym o autograf czy zamienić kilka słów, bo gdyby nie cala rzesza fanów, ekstremalne kolarstwo górskie nie wyglądałoby i nie urosło do rangi jaką cieszy się dzisiaj. Tak, Wy wszyscy to nakręcacie i rządzicie!

G jak gry - kiedy ktoś wspomni o grach to od razu na myśl przychodzi mi gra „Call of duty” na Xboxa. Świetnie jest móc rozmawiać sobie z kumplami on-line i razem wypełniać jakąś misję. Moja inna ulubiona gra, bardziej związana z rowerem, to „Ś.w.i.n.i.e’”, kiedy ktoś nie umie wylądować poprawnie po jakimś triku wtedy dostaje literę.

H jak hopy - skakanie na hopach jest fantastyczne. Genialną zabawą jest kiedy po prostu można sobie na nich polatać bez żadnych trików. Ale zazwyczaj po 2 godzinach zaczyna mnie to nudzić i wtedy zaczyna się wyższa szkoła jazdy.

I jak internet - prawdopodobnie jeden z najlepszych wynalazków wszechczasów. Można rozmawiać ze znajomymi z całego świata, wrzucać na bieżąco zdjęcia z podróży lub kiedy zrobisz ciekawy filmik - możesz mieć to szczęście i być zauważonym! Dla mnie najlepszym przykładem jest tu nie kto inny jak sam Danny MacAskill!

J jak jeżdżenie - dla mnie jeżdżenie na rowerze jest najlepsza rzeczą jakiej mogłem nauczyć się w życiu. Każdy kogo dziś znam ma coś wspólnego ze środowiskiem MTB, wszyscy moim kumple to riderzy, a na dodatek wszystkie moje podróże są możliwe dzięki jeżdżeniu na rowerze. Nie może być lepiej!

K jak kumple - wszyscy znajomi są w jakiś sposób związani ze scena dirtjumpingu. Dla mnie to perfekcyjna sprawa, bo zawsze jest z kim pogadać o czymś ciekawym.

L jak lęk - nie czuję szczególnego strachu podczas jeżdżenia. Natomiast uczucie leku na pewno mogłyby wywołać rożne inne sytuacje jak atak rekina czy jakaś katastrofa, ale najlepiej po prostu o takich rzeczach nie myśleć.

M jak muzyka - kocham hardcore’ową muzykę, nie rockową, ale elektroniczną! Również w moim guście jest muzyka trance i kawałki z mocnym bassem. To dobrze na mnie działa! Polecam MOHradio.com hehehe (Masters of Hardcore).

56|BIKEACTION.MAG


N jak niespodzianka - jak bylem młodszy próbowałem nauczyć się jazdy konnej, ale kiepsko mi to wychodziło. Kiedyś tez jeździłem na wyścigach Moto X w klasie 85cc!

O jak odpoczynek - bardzo lubię odpoczywać kiedy jestem w domu. Jednak zamiast siedzieć przed telewizorem, moim idealnym wypoczynkiem jest czas na rowerze, ale oczywiście już na całkowitym luzie. Fajnie jest spotkać się z przyjaciółmi na lokalnym skateparku i powygłupiać trochę. Film w kinie to tez świetna opcja do relaksu.

P jak Polska - wiecie co... nigdy jeszcze nie bylem w Polsce i myślę, że powinienem to zmienić. Może nawet już w tym roku udałoby mi się przyjechać?!

R jak rower - mój rower jest super! Jeżdżę na ramie Ashton/Diamondback Closure wykonanej z aluminium, dzięki czemu mój rower jest bardzo lekki. Używam komponentów NS Bikes takich jak pedały Aerial, kierownicę Proof i mostek Quark. Jestem z nich naprawdę zadowolony. Moje kola są zbudowane na obręczach Halo, które nie dość, że mają bardzo niską wagę, to są bardzo wytrzymałe. Wiem co mówię, znając siebie samego jako naprawdę ostrego ridera! Używam opon KHE i naprawdę lekkiego widelca Revelation od RockShox. Do tego plastikowe siodełko, „pusty” łańcuch, gripy od ODI, a mój hamulec na obecną chwilę to Avid Elixir.

BIKEACTION.MAG|57


S jak styl - styl to wspaniała rzecz, ale ja najbardziej lubię patrzeć na wielkie triki. Riderzy, którzy posiada obie te rzeczy nie zdarzają się zbyt często. Jeżeli chodzi o mnie to ja po prostu wykonuje swoje triki i wierzę, ze podobają się one ludziom. Wtedy mogę uważać się za szczęściarza hehehe

T jak triki - sztuczki są dużo lepsze niż styl! hahaha

U jak upadki - nie lubię kiedy mam upadek na rowerze, ale z drugiej strony mocna gleba zazwyczaj czyni cię jeszcze lepszym riderem. Na zawodach staram się nie rozwalać. Ale myślę, że gleba z której wyjdziesz cało to dobra rzecz, która pomaga nabrać ci dystansu.

W jak wygrane - wygrywanie na zawodach to piękne uczucie. Kasa jest fajna, ale zdobycie pierwszego miejsca znaczy dla mnie wiele i jest dużo bardziej wartościowe niż pieniądze. Dlatego bardzo podoba mi się startowanie na zawodach, wtedy mogę poczuć tę specyficzną presję i być zmuszonym do wykazania się w 100% z umiejętności podejmowania dobrych decyzji.

Z jak zabawa - przez to jedno małe słowo tak wielu ludzi wychodzi na rower, brudząc się, czasami nawet bardzo ryzykując kontuzją, a nawet latając do innych krajów i to wszystko tylko po to żeby mieć zabawę i radość z jazdy na rowerze. Jeżeli ktoś tego nie czuje i nie ma frajdy z jazdy na swoim rowerze to może... hmmm... powinien spróbować jazdy konnej?! hehehehe

tekst i foto - Szymon Nieborak

58|BIKEACTION.MAG


BIKEACTION.MAG|59


W pierwszej części chciałbym się skupić na tym jaki sprzęt będzie odpowiedni na początek naszej przygody z filmem, bądź jak wspomóc już posiadany. Ja zaczynałem od nagrywania bardzo prostym aparatem (o rozdzielczości gorszej niż w telefonie komórkowym), później była jakże upragniona kompaktowa kamera miniDV – o podobnej rozdzielczości, ale znacznie lepszej pod każdym względem jakości. Dopiero po dłuższym czasie przyszła pora na bardziej zaawansowaną Sony VX2100 (ponoć najpopularniejszy sprzęt do wesel w tamtym czasie). Obecnie korzystam z kamery Panasonic HMC151e, którą można określić już jako pół-profesjonalną. Jednak aby stworzyć coś ciekawego oraz dobrze wyglądającego wcale nie trzeba wydać majątku na sprzęt. Jeśli dopiero kupujecie swój pierwszy sprzęt to przede wszystkim nie dajcie się omamić magii cyferek. To, że kamera ma 50x zoom optyczny (o 800x cyfrowym nie wspominając) to jeszcze nie oznacza, że będziecie z tego w ogóle korzystać. W praktyce przy wyższych wartościach występują już zdecydowanie zbyt duże wstrząsy przy nawet minimalnym poruszeniu. Co do rozdzielczości to oczywiście lepiej wybrać model HD (a zwłaszcza fullHD) niż nie-HD, ale polecam sprawdzić czy rzeczywiście wybrany model dysponuje taką matrycą a nie jest to jedynie chwyt marketingowy. Przeglądając allegro natrafiłem na kilka ofert z kamerami nagrywającymi w niskiej rozdzielczości, a jedynie później cyfrowo podnoszącymi ilość pikseli. Jeśli chodzi o sposób przechowywania nagranego materiału to polecam modele na karty pamięci. Kasetki miniDV mają tendencję do generowania różnego rodzaju śmieci na obrazie, natomiast jeśli zapełnimy wbudowany dysk twardy to już koniec nagrywania. Dochodzi jeszcze fakt, że zapis na kartach jest całkowicie pozbawiony mechanizmów czyli całość jest lżejsza i mniej awaryjna, a zarazem mniej obciążająca dla baterii. Jeśli chodzi o wybór konkretnego modelu to wszystko zależy od tego jaki mamy budżet, a rynek szybko się zmienia i ciężko podać najlepsze rozwiązanie. Mogę jedynie zasugerować aby zwrócić uwagę na manualną regulację przysłony oraz w miarę możliwości ostrości. Niedawno spotkałem się z opinią, że nagrywanie jest tańsze od robienia zdjęć, że nie trzeba dokupować kolejnych obiektywów, lamp – kupujesz kamerę i masz już wszystko co potrzeba do zrobienia filmu – czy to krótkiego demka kolegi, migawki z okolicznych zawodów czy też kilkudziesięciominutowej produkcji z całego sezonu. Niestety nie jest to do końca prawda, a kamera bez dodatków jest tak samo użyteczna jak aparat z jednym tylko obiektywem.

Docelowo, na pewno warto zaopatrzyć się w kamere HD. Kiedyś wydawało mi się, że dobry statyw to taki, który pozwala na spore rozłożenie i umieszczenie kamery jak najwyżej. Z obecnego punktu widzenia wydaje mi się jednak, że szczególnie do zastosowań sportowo-rowerowych, im niższy tym lepszy. Poza subtelną różnicą wielkości, dochodzą wcale nie subtelne różnice wytrzymałości, szybkości i pewności.

60|BIKEACTION.MAG


Moim zdaniem najważniejszym dodatkiem do kamery jest statyw. Nic tak nie psuje nagrania (poza brakiem treści) jak trzęsący się obraz. Do statycznych kadrów nada się nawet najprostszy statyw fotograficzny za kilkadziesiąt złotych. Wadą takich modeli jest niestety to, że zostały one stworzone do ustawienia w jednej pozycji i ciężko uzyskać za ich pomocą płynny ruch. Do takich zastosowań znacznie lepiej sprawdzą się solidniejsze, dedykowane do video statywy z głowicą olejową, niestety sporo droższe. Drugą bardzo istotną zabawką, jaka powinna znaleźć się w naszym ekwipunku, jest rybie oko. Chyba nie ma żadnego filmu rowerowego w którym nie byłoby co najmniej kilku ujęć z fish-eye’a. Obiektyw taki (a zwykle konwerter bo w większości dostępnych na rynku kamer nie ma możliwości wymiany obiektywu) wizualnie powiększa przelatywane odległości, przeskakiwane obiekty i pozwala zwiększyć dynamikę akcji ponieważ możemy być bardzo blisko wydarzeń, a i tak wszystko zmieści się w kadrze. Kiedyś praktycznie nie zdejmowałem “rybki” ze swojej kamery. Z obecnej perspektywy wydaje mi się jednak, że korzystając ze standardowego obiektywu można uzyskać ciekawsze ujęcia, bardziej zróżnicowane i mniej chaotyczne – chociaż to tylko moje odczucie. Tak czy inaczej polecam używać, ale z umiarem. Oczywiście na tym nasz ekwipunek nie powinien się kończyć – niezbędny może okazać się dodatkowy mikrofon, szczególnie jeśli chcemy robić wywiady w głośnych miejscach. Z czasem przyjdzie potrzeba dalszego poprawiania naszych nagrań. Abstrahując od umiejętności, wiedzy itp. przydatne mogą okazać się różnego rodzaju systemy stabilizacji ruchu ka-

mery (tzw. steadycamy) lub wózki (tzw. dolly). Na szczęście w Internecie aż roi się od porad jak samemu, i przy bardzo małym budżecie, zbudować sobie takie akcesoria. Jeśli dysponujemy większym budżetem (co najmniej 3-4 tysięcy zł.) pojawia się przed nami jeszcze jedna, dostępna od bardzo niedawna możliwość – cyfrowa lustrzanka. Wybrane modele aparatów, głównie Canona, dysponują zaawansowanymi trybami filmowania i pod niektórymi względami spisują się w tym znacznie lepiej od ich tradycyjnych odpowiedników. Od pewnego czasu jestem w posiadaniu takiego sprzętu i jestem jak najbardziej zadowolony, chociaż stawia on przed użytkownikiem spore wymagania. Nie zagłębiając się za bardzo w szczegóły, jakość obrazu jest bardzo dobra, dochodzi możliwość wymiany obiektywu oraz uzyskania bardzo płytkiej, filmowej głębi ostrości – czyli bardzo selektywnego wyboru co w kadrze ma być ostre. Minusy są takie, że jest to sprzęt wyjątkowo nieporęczny do nagrywania i bez wydania sporych sum ciężko się z nim komfortowo poruszać (i uzyskać w miarę stabilny obraz). Dodatkowo dokupując kolejne obiektywy, początkowo stosunkowo niskie koszta mogą urosnąć do zatrważających rozmiarów. Jeśli jednak chcecie raczej nagrywać ustawiane sesje (a nie biegać po zawodach itp.), nie boicie się prawie zupełnego braku automatyki i jesteście gotowi na korzystanie głównie ze statywu/steadycamu/wózka itp. to sugerowałbym właśnie aparat.

tekst i foto: Rysiek „Ryys” Syryczyński

BIKEACTION.MAG|61


Ta j e m n i c z a wyspa Scorsese

KADRY Z FILMU SHUTTER ISLAND

Martin Scorsese już od najmłodszych lat interesował się sztuką – zajmował się rysunkiem, ale los chciał, że został mistrzem innej muzy. Stało się tak między innymi dlatego, że w dzieciństwie chorował na astmę i więcej czasu spędzał w domu przed telewizorem lub w kinie niż na podwórku. Ale miał też inny pomysł na przyszłość - we włoskich dzielnicach główny wybór zajęcia był pomiędzy gangsterem a księdzem. Martin postanowił wybrać to drugie, gdyż jak stwierdził nawet najwięksi mafiozi ściągają kapelusze przed proboszczem. Na szczęście dla sztuki filmowej taki pomysł, po roku uczęszczania do katolickiego liceum, wywietrzał mu z głowy. A Scorsese na dobre zajął się edukacją filmową na Uniwersytecie Nowojorskim. Po jego Dennis Lehane to jeden z najbardziej poczytnych amerykańskich twórców powieści kryminalnych. Ten 45-letni pisarz z Bostonu zanim zrobił karierę literacką imał się wielu zawodów - był szoferem, kelnerem i opiekunem niepełnosprawnych dzieci. Wszystko to zmieniło się w 1994 roku. Wtedy to ukazała się debiutancka powieść Lehane’a A Drink Before the War. Jak do tej pory ukazało się 9 powieści tego autora - na nasz język przełożono 8. Trzy z jego dzieł zostało sfilmowane z dużym sukcesem. W 2003 roku Clint Eastwood zekranizował Rzekę Tajemnic (Mystic River). Adaptacją kolejnej powieści Lehane’a zajął się Ben Affleck. W 2007 na ekrany kin wszedł film Gdzie jesteś Amando?, którego bazą jest powieść Gone Baby Gone. I tak dochodzimy do punktu styku dwóch bohaterów tego tekstu - chodzi o najnowszy film Scorsese Wyspa tajemnic powstały na podstawie powieści Lehane’a Shutter Island. Przenosimy się w lata 50-te ubiegłego wieku na pewną wyspę w Zatoce Bostońskiej. Jedyną instytucją na niej jest szpital psychiatryczny dla szczególnie niebezpiecznych przestępców. Dwóch szeryfów federalnych - Tedd Daniels (Leonardo DiCaprio) i Chuck Aule (Mark Ruffalo) mają za zadanie wyjaśnić tajemnicę zaginięcia pewnej kobiety. Zniknęła ona z zamkniętego i zakratowanego pokoju, pozostawiając jedynie zaszyfrowaną wiadomość. Dyrektor szpitala John Cawley (Ben

62|BIKEACTION.MAG

ukończeniu został montażystą w Hollywood - zajmował się m.in. kultowym dokumentem Woodstock. Pierwszy poważny długometrażowy film reżysera powstał w 1973 roku - były to Ulice nędzy z Herveyem Keitelem i Robertem de Niro. A potem już tylko sława i chwała za tak wybitne filmy jak np. Taksówkarz, Po godzinach, Kolor pieniędzy, Ostatnie kuszenie Chrystusa, Chłopcy z ferajny, Kasyno, Kundun, Gangi Nowego Jorku i Infiltracja. Za ten ostatni w końcu dostał Oscara za reżyserię. Oprócz tego Scorsese jest scenarzystą, producentem i sporadycznie aktorem. Ma na swoim koncie również filmy dokumentalne poświęcone Bobowi Dylanowi i grupie Rolling Stones.

KIngsley) nie ma ochoty współpracować i bagatelizuje całą sprawę. Do tego dochodzi jeszcze potężny tajfun, który odcina wyspę od stałego lądu oraz podejrzenia Danielsa o spisek przeciwko niemu i przeprowadzanie w szpitalu eksperymentów na ludziach. Szeryf zostaje sam przeciw wszystkim - opuszcza go nawet jego współpracownik. Ale prawda jest zupełnie inna i calkowicie zaskakująca...


Agora

Źdźbła trawy (Leaves of Grass)

Moja krew

W starożytnej Grecji agorą nazywano główny plac miasta, odpowiednik współczesnego rynku. Ale w dawnych czasach było to także miejsce spotkań i sporów mieszkańców - taki realny odpowiednik współczesnego forum dyskusyjnego. W opisywanym filmie chodzi o agorę znajdującą się w Aleksandrii w IV wieku naszej ery. Na niej spotykają się uczniowie Hypatii (Rachel Weisz) - greckiej filozofki i astronomki. Akcja rozgrywa się w gorącym dla miasta, a nawet dla całego świata, czasie - chrześcijaństwo z religii prześladowanej staje się dominującą, a po pewnym czasie wyznawcy Chrystusa zaczynają wypędzać i mordować innowierców. Hypatia jako poganka staje się dla chrześcijan, głównym celem ataków. Oprócz względów religijnych staje się ona źródłem konfliktów naukowych i politycznych. W tle rozwijany jest wątek miłości niewolnika Davusa (Max Minghella) do głównej bohaterki - musi on wybierać pomiędzy religią a miłością do kobiety. Film wzbudził wiele kontrowersji ze względu na, oględnie mówiąc, niezbyt sympatyczny wizerunek chrześcijan.

Taki tytuł nosi jeden z najsłynniejszych zbiorów wierszy amerykańskiego XIX-wiecznego poety Walta Whitmana. Film pod tym tytułem, z fenomenalną podwójną rolą Edwarda Nortona, odnosi się do dzieła Whitmana z dwóch powodów - po pierwsze jeden z bohaterów namiętnie czyta te wiersze, a drugi z nich z równie wielką wprawą hoduje konopie czy jak to niektórzy mówią trawę. Obu gra wspomniany wcześniej Norton - bo są oni bliźniakami. Różnią się pomiędzy sobą wszystkim poza tym, że są geniuszami w swoich dziedzinach - jeden jest wybitnym profesorem filozofii, a drugi niezrównanym hodowcą marihuany. Bill Kincaid ceni sobie spokój i swą ciepła posadkę na uniwersytecie, dlatego nie ma najmniejszego zamiaru kontaktować się z szalonym bratem Bradym. Ale ten ostatni wpada w kłopoty i potrzebuje “zastępcy” - dlatego upozorowuje własną śmierć, licząc na przyjazd brata na pogrzeb. I tak się staje - profesor zostaje wplątany w gangsterską zadymę. Całość wydarzeń, wbrew pozorom, jednak nie jest wcale taka zabawna.

Film ten jest debiutem pełnometrażowym Marcina Wrony, znanego m. in. ze znakomitej krótkometrażówki Człowiek-magnes. Autorką scenariusza jest z kolei znana aktorka Grażyna Trela. Został on częściowo oparty na historii słynnego polskiego kick-boksera Marka Piotrowskiego, który w 1989 roku został zawodowym Mistrzem Świata. Swoją karierę okupił zrujnowanym zdrowiem. Główną rolę w Mojej krwi zagrał w sposób fenomenalny Eryk Lubos znany chociażby z Rysia, nowego Janosika czy Domu złego. Za tę kreację Eryk dostał szczególne wyróżnienie - nagrodę im. Zbigniewa Cybulskiego. Grany przez niego młody bokser o imieniu Igor ma wszystko czego pragnie - pieniądze, szacunek, kobiety, robi karierę na skalę międzynarodową. Nic nie wskazuje, że ma to się zmienić. Ale nagle odnosi ciężkie obrażenia podczas walki, co odbija się poważnie na jego zdrowiu. Pryska kariera, zostaje alkohol i strach przed zbliżającą się śmiercią. Igor chce zostawić po sobie potomka. Poznaje młodą Wietnamkę, która za obywatelstwo zgadza się zostać matką jego dziecka.

Precious

Człowiek, który gapił się na kozy (Men Who Stare at Goats)

Yes-Meni naprawiają świat

Lee Daniels - producent takich filmów jak Teenesee, Zły dotyk czy Zawód zabójca - to jedna z najbardziej szanowanych person niezależnego amerykańskiego kina. Właśnie on jest reżyserem Precious - a do produkcji i promocji udało mu się przyciągnąć zarówno największe gwiazdy, jak i zupełnych debiutantów. Do tych pierwszych zaliczyć można Mariah Carey i Lenny Kravitza w zupełnie niegwiazdorskich rolach oraz Mo’Nique jako matkę głównej bohaterki fabuły Claireece “Precious” Jones. Z kolei ta rola przypadła debiutantce Gabourey Sidibe. Akcja filmu rozgrywa się w 1987 roku w nowojorskim Harlemie. Główną bohaterkę spotykają wszystkie możliwe krzywdy - jest otyłą 16letnią czarnoskórą analfabetką. W dodatku okazuje się, że jest kolejny raz w ciąży ze swoim własnym ojcem. Do tego jest on chory na AIDS, przez co dziewczyna także zostaje nosicielką wirusa. Precious stara się jakoś przezwyciężyć te wszystkie problemy, ale ciągle coś się psuje w jej życiu. Mo’Nique za rolę w tym dziele dostała Oscara dla najlepszej aktorki drugoplanowej.

Ta rewelacyjna komedia powstała na bazie książki angielskiego pisarza Jona Ronsona. Twierdzi on z uporem, że opisane w niej wydarzenia zdarzyły się naprawdę. Ale największym atutem jest niewątpliwie czwórka aktorów wcielająca się w głównych bohaterów filmu. Bob Winton (Ewan McGregor) jest dziennikarzem, który po rozstaniu z żoną wyjeżdża jako korespondent wojenny na wojnę w Iraku. Nie może się dostać do tego kraju i czeka na jakiś ciekawy temat w Kuwejcie. Znudzony poznaje w barze Lyna Cassady (George Clooney), który opowiada mu niesamowitą historię i zabiera do Iraku. Okazuje się, że Cassady był członkiem supertajnej jednostki wojskowej New Earth Army, która powstała w 80-tych latach z inicjatywy niejakiego Billa Django (Jeff Bridges). Celem ich było wykorzystanie w walce z wrogami paranormalnych zdolności żołnierzy. I rzeczywiście Cassady pokazuje swoje umiejętności, ale w pewnym momencie dwaj panowie stają się więźniami szalonego Larry Hoopera (Kevin Spacey).

Jest to film z coraz bardziej popularnego gatunku pod nazwą mocumentary. Chodzi po prostu o fabularyzowane filmy dokumentalne - i właśnie taką formę ma to dzieło autorstwa Andy’ego Bichlbauma (Jacques’a Servina) i Mike’a Bonanno (Igora Vamosa). Goście znani są udzielania się w ekipie Yes Men, której głównym polem działalności są prowokacje kulturowe. Ich nazwa wzięła ze sposobu działania - nie negującego, ale aprobującego do absurdu działania przeciw którym występują. Najczęściej podają się za rzeczników prasowych albo członków zarządów różnych firm i instytucji. W ten sposób media dowiedziały się o rozwiązaniu Światowej Organizacji Handlu, a na antenie BBC można było zobaczyć jak reprezentant koncernu Dow Chemical obiecuje odszkodowania poszkodowanym przez ich środki. Jednym z ciekawszych skandali było ogłoszenie przez Yes-Manów na konferencji firm naftowych możliwości produkcji paliwa z ludzkich zwłok. Co ciekawe niektórzy byli naprawdę zainteresowani takim biznesem.

BIKEACTION.MAG|63


Bristol to brytyjskie miasto leżące nad rzeką Avon, które zamieszkuje ponad 400 tysięcy mieszkańców. Właśnie tam znajdują się zakłady Rolls-Royce’a, tutaj kiedyś produkowano samoloty Concorde, a obecnie Airbusy. Ale nas oczywiście mniej interesuje gospodarka i przemysł tego miasta - przecież to chodzi o muzykę. W Bristolu w latach 80-tych działała świetna kapela Pigbag łącząca punk rock z funkiem, do dzisiaj jest bardzo mocna scena drum and bass z takimi tuzami tego stylu jak Roni Size czy Dj Krust. Ale zjawiskiem muzycznym, które najbardziej na całym świecie wypromowało Bristol był niewątpliwie trip hop znany również jako Bristol Sound. A jego najbardziej rozpoznawanym przedstawicielem jest do dzisiaj ekipa nazywająca się Massive Attack. Wszystko zaczęło się około 1987 roku. Wtedy doszło do spektakularnego spotkania trzech osobników - Andrew Vowlesa o ksywce Mushroom, Granta Marshalla znanego jako Daddy G oraz Roberta del Naji aka 3D, w wyniku czego powstał Massive Attack. Wszyscy wcześniej współpracowali przy soundsystemie Wild Bunch, a 3D był cenionym artystą graffiti - ale dopiero pod szyldem Massive Attack doszło do głębszej współpracy całej

64|BIKEACTION.MAG

trójki. Głównym założeniem muzycznym było mieszanie stylów - od reggae, dubu i hip-hopu po elektroniczną psychodelię. Wspólne występy z wieloma artystami doprowadziły do stworzenia jednej z najlepszych scen współczesnej muzyki - wspomnianego Bristol sound. Oprócz Massive Attack zaliczyć możemy do niej pochodzący z tego samego miasta Portishead, wokalistę Tricky’ego, londyński zespół Morcheeba czy Sneaker Pimps z Reading. Pierwszy singiel Massive pochodzi z 1990 roku - nosił on tytuł Daydreaming. Następny ukazała się rok później - był to Safe from Harm. Oba ukazały się na debiutanckim albumie grupy - Blue Lines. Płyta zyskała znakomite recenzje i oddanie słuchaczy. Wideo do Unfinished Sympathy, nakręcone jednym ujęciem, do dzisiaj jest uważany za jedno z najlepszych w historii. Wokalnie wspierali trio Shara Nelson, Horace Andy, Nenah Cherry i Tricky. Kolejnym krokiem była pochodząca w 1994 roku druga płyta nazwana Protection. Tym razem ekipę wsparli wokalnie znowu Tricky i Horace Andy, nowymi znakomitymi głosami okazały się Tracy Horn z duetu Everything but the Girl oraz Nicolette Suwoton. Rok

później pojawił się krążek o nazwie No Protection. Jest to dubowa wersja płyty Protection zrealizowana przez słynnego producenta Mad Professora. Trzecia płyta Massive ujrzała światło dzienne w 1998 roku. To oczywiście Mezzanine. Dla wielu była ona szokiem ze względu na swą mroczność i ogromny ładunek emocjonalny oraz brak ewidentnych przebojów. Główną wokalistką na tej płycie jest Elizabeth Fraser z kultowej grupy Cocteau Twins. Po Mezzanine od tria odszedł Andrew Vowles. Na kolejnym albumie 100th Window oprócz dwóch pozostałych członków Massive należy zwrócić uwagę na udział Sinéad O’Connor i Damona Albarna z Blur. To pierwsza płyta zespołu, która powstała bez używania samplera. Po 7 latach przerwy w lutym tego roku ukazał się najnowszy album grupy - Heligoland. Tym razem oprócz znanych już postaci zespół kolaborował z Martiną Topley-Bird, Hope Sandoval i Guy’em Garveyem z Elbow. A jak wygląda koncert Massive na żywca będziecie mogli się przekonać podczas tegorocznego Heineken Open Air na przełomie czerwca i lipca.


Balkan Beat Box - Blue Eyed Black Boy

Caro Emerald - Deleted Scenes from the Cutting Room Floor

David Byrne&Fatboy Slim - Here Lies Love

Balkan Beat Box to przede wszystkim dwóch muzyków - Ori Kaplan i Tamir Muskat. Obydwaj działali wcześniej u boku charyzmatycznego Eugene’a Hutza w Gogol Bordello i od wielu lat są podporą nowojorskiej sceny gypsy punk. Jako Balkan Beat Box zadebiutowali w 2005 roku płytą sygnowaną nazwą grupy. Ale już wcześniej zrobili furorę grając niesamowite koncerty na całym świecie - bo ich występy to nie tylko muzyka, ale prawdziwie cyrkowe show z akrobatami, połykaczami ognia, tancerzami itp. Muzycznie ekipa prezentuje miksturę brzmień bałkańskich, muzyki klezmerskiej, arabskiej z reggae, hip-hopem i punk rockiem. Kolejnym etapem było nagranie płyty Nu Med w 2007 roku dla belgijskiej wytwórni Crammed Discs. Ukazała się również płyta z remiksami ich utworów. W 2008 roku zespół odwiedził Wrocław, a w zeszłym sezonie Kraków, dając niezapomniane koncerty. Najnowsza produkcja została wydana przy współudziale muzycznej odnogi kanału telewizyjnego National Geographic - Nat Geo Music.

Caro Emerald to 29-letnia jazzowa i funkowa wokalistką z Amsterdamu. Jest absolwentką konserwatorium w stolicy Holandii w dziedzinie wokalistyki. Udzielała się wcześniej w zespole Les Elles oraz w niesamowitej 44-osobowej grupie Philharmonic Funk Foundation. Ale prawdziwą karierę zaczęła w zeszłym roku od nagrania singla Back Tt Up, który wdarł się bardzo szybko na wysokie miejsca list przebojów najpierw w Holandii, a niedługo później w całej Europie. Remiksowaniem utworu zajęli się sami panowie z tria Kraak&Smaak. Do tego utworu powstało niesamowite wideo nakręcone w jednej z amsterdamskich knajpek. Połączenie swingu, pozytywnego popu i znakomitego wokalu Caro spowodowało, że następny singiel A Night like This spodobał się nie tylko słuchaczom, ale również firmie Martini, która wybrała ten numer do swojej reklamy. Deleted Scenes from the Cutting Room Floor ukazał się się na początku marca i jest obecnie jedną z najlepiej sprzedających się płyt tego roku w Holandii.

David Byrne to jeden z najgenialniejszych muzyków naszych czasów. Był szefem słynnego Talking Heads na przełomie lat 70-tych i 80-tych ubiegłego wieku, producentem B-52’s, współpracownikiem m. in. Briana Eno i Philipa Glassa, właścicielem wytwórni płytowej Luaka Bop, twórcą baletów, oper, designerem, promotorem jazdy rowerowej. To tylko niektóre z pól aktywności pana Byrne’a. Z kolei Norman Cook aka Fatboy Slim to legenda światowej sceny klubowej. Panowie spotkali się już dwa lata temu przy okazji ostatniego projektu Fatboya sygnowanego nazwą Brighton Port Authority. Byrne zaśpiewał na tej płycie z Dizzem Rascalem w utworze Toe Jam (polecam szczególnie teledysk). Here Lies Love jest płytą koncepcyjną opisującą losy Imeldy Marcos. Ta była żona filipińskiego dyktatora Ferdinanda Marcosa znana była z ekstrawaganckich zachowań, ostrego imprezowania w nowojorskich klubach i ogromnej kolekcji butów. Na podwójnym albumie muzyków wspierają m. in. Tori Amos i Roisin Murphy.

Jaga Jazzist - One-Armed Bandit

Lao Che - Prąd stały/Prąd zmienny

Dr. Rubberfunk - Hot Stone

Jazz z Norwegii jest ceniony na całym świecie od wielu lat. Takie postacie jak Jan Garbarek czy Nils Petter Molvaer to sławy, które przyciągają na koncerty tłumy we wszystkich zakątkach naszego globu. Również z krainy fiordów pochodzi grupa Jaga Jazzist. Nie są żadnymi debiutantami, bo na scenie są już od 16 lat. Jaga Jazzist powstała w 1994 roku w małej miejscowości Tonsberg położonej w niewielkiej odległości od stolicy Norwegii - Oslo. Założycielami zespołu byli bracia Line, Lars i Martin Horntvethowie. Oprócz nich w skład grupy wchodziło blisko 10 muzyków. Od początku ich założeniem było tworzenie muzyki nieprzewidywalnej - z pogranicza jazzu, awangardowego rocka i nowych elektronicznych brzmień. Wielkim sukcesem okazał się dopiero wydany w 2001 krążek A Living Room Hush, a konkretnie jego reedycja w Wielkiej Brytanii przez firmę Ninja Tune. One-Armed Bandit jest piątym albumem Norwegów wydanym po 5 latach przerwy wypełnionej koncertami na całym świecie, w tym też w Polsce.

Zespół powstał na bazie jednej z ciekawszych grup końca ubiegłego wieku Koli z Płocka. Tam udzielali się dwaj główni muzycy Lao Che - wokalista i autor tekstów Spięty i perkusista Dimon. Trzy pierwsze płyty grupy - Gusła, Powstanie Warszawskie oraz Gospel - miały charakter koncept-albumów. Pierwsza z nich opowiadała o zamierzchłe historii naszego kraju, drugi o tej bliższej bo z 1944 roku, a ostatnia była “zmaganiem się” grupy z Bogiem i religią. W międzyczasie ukazała się jeszcze solowa płyta Spiętego Antyszanty ze swoiście pojętą muzyką marynarzy i żeglarzy. Prąd stały/Prąd zmienny nie jest płytą połączoną wspólną koncepcją. Każdy z utworów opowiada inną historię znakomicie opisaną tekstami Spiętego. Widać w nich wyraźne nawiązania do naszej historii, literatury czy filmu. Muzycznie też jest inaczej - więcej na tej płycie dziwnych dźwięków elektronicznych, choć nie brakuje również mocniejszego łojenia gitarowego. Zespół promuje teraz płytę na trasie koncertowej Prąd Stały/Prąd Zmienny Tour.

Dr. Rubberfunk pochodzi z Londynu jest jednym z najbardziej rozchwytywanych obecnie dj-ów na naszym globie. Ale oprócz tego jest również znakomitym producentem, remikserem oraz perkusistą. Swoją karierę zaczął na początku naszego tysiąclecia od wydawania winylowych EP-ek z własnymi, głównie funkowymi, produkcjami oraz grania w przeróżnych londyńskich klubach. Pierwsza solowa płyta Rubberfunka ujrzała światło dzienne w 2002 roku i nosiła adekwatną nazwę The First Cut. Zyskała bardzo dobre recenzje. Kolejny krążek powstał po 4 latach - to My Life At 33. Fuzja funku, soulu, hip-hopu i downtempo od Rubberfunka bardzo przypadła do gustu innym wykonawcom - dlatego chętnie dawali mu własne produkcje do remiksowania. Wśród nich znaleźli się np. Stereo MC’s, Fort Knox Five czy nasz wrocławski Skalpel, którego płytę Konfusion był on producentem. Hot Stone różni się od poprzednich płyt Rubberfunka większą ilością utworów wokalnych. Wspierają go m. in. Sitzka, John Turrell, Philippo oraz Roachford.

BIKEACTION.MAG|65


O takich co narozrabiali - Grandapropaganda story Miasto pełne zjazdów - wszystko o downtownach i innych takich Testy rowerów MTB i BMX Porady specjalistów - trikuj na dircie, zjeżdzaj w downhillu i filmuj to najlepiej Relacje i zapowiedzi imprez HOT STUFF - Prezentacje nowości sprzętowych oraz szalone strony, film, muza i wiele innych atrakcji!!!

FOTO © Kuba Konwent / BIKER: Szaman

Wydawnictwo FUN-SPORT sp. z o.o. Wydawca Paweł Kibiń

Zespół redakcyjny Tomasz Tyszko

Skład i łamanie Studio DTP BA

tomasz.tyszko@bikeaction.pl

grafika@bikeaction.pl

Jacek Niemiec

jacek.niemiec@bikeaction.pl

Kuba Konwent

Adres redakcji: 58-560 Jelenia Góra ul. Wolności 179 tel. 075 75 59 888 fax. 075 75 59 889 www.bikeaction.pl

Wspólpracownicy Damian Knapik Szymon „Siara” Syrzistie Piotr Grabiec Klaudia Kmita Szymon Nieborak Marzena Dutka Dominik Kołodziejczyk

Redaktor naczelny Paweł Kibiń

Reklama i Marketing Krzysztof Grabiński

naczelny@bikeaction.pl

marketing@bikeaction.pl

Projekt i grafika Darek Dutka darek@bikeaction.pl

Okładka Foto: © Kuba Konwent Biker: Szaman Naświetlanie i druk Drukarnia BIMART

Made in Poland

Uwaga: Sporty prezentowane na łamach BIKE ACTION mogą być niebezpieczne dla zdrowia lub życia. Wydawnictwo Fun-Sport Sp. z o.o. nie bierze odpowiedzialności za ewentualne sytuacje i ich konsekwencje, wynikłe z uprawiania ekstremalnych odmian kolarstwa. Pamiętaj, aby zawsze jeździć w kasku i ochraniaczach!

jest znakiem towarowym pod ochroną i używanie go przez kogokolwiek na terenie kraju, zarówno w znaczeniu słownym, jak i graficznym, celem oznaczenia swojego towaru jest bezprawne

Prenumerata > www.bikeaction.pl


Bike Action  

Bike Action Magazine 88

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you