Page 1


Naszyjnik z opowiadań


pod redakcją Jerzego Mazurka W serii ukazały się: Fernando Pessoa MENSAGEM / PRZESŁANIE Tomasz Łychowski ENCONTROS / SPOTKANIA Andrzej Grabia Jałbrzykowski GAWĘDY O KRAJACH I LUDZIACH INTYMNOŚĆ I INNE SFERY – antologia opowiadań brazylijskich SZTUKA AZULEJOS W PORTUGALII Opracowanie zbiorowe REESCRITURA E INTERTEXTUALIDAD LITERATURACULTURAHISTORIA

Estudios coordinados por Urszula Aszyk Edyta Waluch-de la Torre PREPOSICIONES ESPACIALES EN ESPAÑOL, PORTUGUÉS Y POLACO: TEORÍA Y EVOLUCIÓN


Mia Couto

Naszyjnik z opowiadań Wybór i opracowanie Dorota Kwinta, Jakub Jankowski, José Carlos Dias

Przedmowa Eugeniusz Rzewuski

Warszawa 2008


Utwory publikowane w niniejszym tomie pochodzą ze zbiorów opowiadań: Cada Homem é uma Raça (Każdy człowiek to inna rasa), 1990 Estórias Abensonhadas (Historie błogośnione), 1994 O Fio das Missangas (Naszyjnik z paciorków), 2004 © Copyright Editorial Caminho, SA, Lisboa – 1990, 1994, 2004 by arrangement with Dr. Ray-Güde Mertin, Literarische Agentur, Bad Homburg, Germany Projekt okładki: Natalia Gościniak Korekta: Joanna Kanabrocka, Katarzyna Mojkowska Skład, łamanie: Paweł Wolski Druk i oprawa: First Group; e-mail: info@firstgroup.net.pl © Copyright for the polish translation by Olga Bagińska-Shinzato, Małgorzata Czart, José Carlos Dias, Katarzyna Dorocińska, Katarzyna Drewnowska-Toczko, Karolina Franaszczuk, Aleksandra Gałązka, Aleksandra Jackowska, Jakub Jankowski, Anna Kalewska, Dorota Kwinta, Marta Machowska, Katarzyna Mojkowska, Marta Rzechowska, Katarzyna Stachowicz, Bernardo Tomás, Magdalena Walczuk, Karolina Wójcicka Wydawcy: Instytut Studiów Iberyjskich i Iberoamerykańskich ul. Oboźna 8, 00-927 Warszawa tel. (022) 552 04 29; (022) 552 06 83; tel./fax (022) 828 29 62 e-mail: iber@uw.edu.pl; www.iberystyka.uw.edu.pl ISBN 978-83-60875-08-7 Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego Al. Wilanowska 204, 02-730 Warszawa tel/fax (022) 843-38-76, (022) 843-78-73 e-mail: j.mazurek@mhprl.pl; www.mhprl.pl ISBN 978-83-60093-31-3 Książka wydana przy wsparciu finansowym Instytutu Camõesa w Lizbonie


Przedmowa

Zanim António Emilio Leite Couto vel Mia Couto stał się znanym dziennikarzem i pisarzem, jako mały chłopiec zawsze chciał być kotem, lubił miauczeć i jadać z kociej miski kocie łakocie. Stąd właśnie wzięło się to moje przybrane imię – tłumaczy się pisarz, gdy go pytają dlaczego do gęstego zarostu nosi raczej żeńskie imię Mia. Lubi wchodzić w czyjąś skórę a nawet duszę, zaskakiwać, kwestionować rutynowe skojarzenia i wszelkie szufladkowanie osobowości i twórczości. Uwielbia i uprawia teatr. Z satysfakcją wspomina w jednym z wywiadów, że będąc w Hawanie jako członek (a nie członkini!) oficjalnej delegacji prezydenta Mozambiku, otrzymał od Fidela Castro kobiece upominki – wytwory kubańskiego rękodzieła: spódnicę, korale, kolczyki. Prezydenckie służby protokołu dyplomatycznego rozdzielały upominki wedle imion. Uściślanie tożsamości Mia Couto jest więc zajęciem tyleż skomplikowanym co bezużytecznym. „Każdy człowiek to inna rasa” – ta sentencja stała się światopoglądowym credo pisarza. Programowo wymyka się on klasyfikacjom. Henning Mankell, szwedzki pisarz mieszkający w Mozambiku, podejmuje jednak wyzwanie. „Mia Couto to biały o czarnej duszy” – obwieścił. Diagnozę tę podchwyciły i utrwaliły dziesiątki recenzji i setki internetowych wpisów. Drążąc dalej ten wątek rozpatrzmy dwie hipotezy: albo ta dusza reinkarnowała się w człowieku o europejskim genomie albo odwrotnie - tenże António Emilio Leite Couto, biolog przecież, postanowił zaszczepić i wyhodować w sobie komórki macierzyste z innej duszy i kultury. I tak powstał Afrykanin Mia Couto. Skłonny jestem uznać tę drugą hipotezę za bardziej trafną. Mia Couto zadał sobie dużo twórczego trudu, aby ta genetyczna inżynieria owocowała wybornymi dziełami literackimi. Tematyka, klimat, wrażliwość, język


6

Eugeniusz Rzewuski

i gatunkowe cechy prozy Mia Couto to elementy potwierdzające jej afrykańską metrykę urodzenia. Mia nawiązuje do stylu i tradycji afrykańskiej literatury ustnej, do poetyki i ekspresyjności mowy. Przemawia własnym „coutolektem”. Literacki język Mia Couto przypomina do złudzenia portugalszczyznę, ale jest to jednak dyskurs afrołaciński, jego metafory i symbolika są idiomatyczne i uniwersalne zarazem. A w słowotwórstwie - tropikalna leśmiańszczyzna. Adrenalina i utrapienie tłumaczy! Za tę mowę lunatycznie błogośniący swoje opowieści Mia Couto wart jest – jak dla kogo - mszy, egzorcyzmów, dysertacji i laurów. Chociaż są to teksty z próbówki, literackie pszenżyto, a raczej „pszensorgo”, afrykańscy czytelnicy-rodacy je nostryfikują. Mia Couto uwielbiany jest w całym świecie luzofońskim nie wyłączając oczywiście swojej własnej ojczyzny – Mozambiku. A być prorokiem we własnym kraju jest, jak wiadomo, najtrudniej. Mia Couto urodził się 05 lipca 1955 roku i wychował w portowym mozambickim mieście Beira. Oboje jego rodzice, Portugalczycy, są ludźmi pióra. Ojciec, Fernando Couto, to dziennikarz, lewicowy antykolonialista i antyfaszysta. W czasach kolonialnych parawanem i azylem dla takich dysydentów był w Mozambiku ruch dyskusyjnych klubów filmowych. Spotykałem czasem starszych państwa Coutów w Maputo na rozmaitych wydarzeniach kulturalnych lub też spacerujących ulicą Lenina, najdłuższą w mieście, gdzie mieszkaliśmy w niedalekim od siebie sąsiedztwie w pierwszych latach pokolonialnej już mozambickiej historii. Zbieżności mego imienia z uwielbianym przez Fernanda poetą i filmowcem Jewgienijem Jewtuszenką zawdzięczałem pewną jego życzliwość. Odwzajemnianą naturalnie, bo Fernando to arcysympatyczny liryczny poeta. Tłumaczył kiedyś na portugalski rubajaty Omara Chajjama. Couto junior, czyli Mia, to jabłko z tego samego sadu. On również jest ideowym społecznikiem, rzecznikiem praw i spraw ludzkich. Pryncypialny, intelektualny, o wielkiej wrażliwości humanistycznej, odważnie publicznie wypowiadający się przeciw degeneracji elit rządzących w jego własnym kraju i na świecie, przeciw wojnie w Iraku. Twierdzi, że ma prawo do krytyki, bo wiekiem jest starszy od swojej afrykańskiej ojczyzny. Istotnie, Mia miał już


Przedmowa

7

dwadzieścia lat, gdy 25 czerwca 1975 roku narodziło się niepodległe państwo Mozambik. Historia państwotwórczych procesów na tej ziemi sięga jednak czasów bardziej odległych. Dawniejszych nawet niż wizyta na niej pierwszego Portugalczyka. Vasco da Gama w 1498 roku w drodze do Indii kazał rzucić kotwicę nieopodal Wyspy Mozambik. Była ona wówczas, wraz z Mossuril i Cabaceira Pequena, jednym z ważniejszych centrów handlowych związanych z afroarabską cywilizacją suahili. Kto raz napił się wody ze studni w Mossuril i Cabaceira Pequena będzie wracał po nią przez całe życie i w kolejnych pokoleniach. Przeznaczenie to czy też klątwa, ale się spełniło. Luzytanie objęli we władanie najpierw przyczółki potem coraz większe połacie tej „wielkiej werandy otwartej na Ocean Indyjski” jaką jest Mozambik. W ciągu prawie pięciuset lat nabierali przekonania, że zamorska Portugalia to ich prawowita ojcowizna. Niezbyt chętnie dzielili się szkołami z Afrykanami – do niepodległości pozostali oni w ponad dziewięćdziesięciu procentach niepiśmiennymi. Ale język portugalski brał kto chciał, kto musiał i jak potrafił. Jeden z poetów pokolenia nieco starszego niż Mia napisał wiersz pt. „Zdekolonializowaliśmy landrovera”. Łazik, którym portugalska policja i wojsko zapuszczały się w labirynt afrykańskich przedmieść w poszukiwaniu osób nieprawomyślnych, teraz został wprzęgnięty do służby ich mieszkańcom. I to samo stało się z językiem. Gdy kończył się kolonializm i prawie ćwierć miliona Portugalczyków szykowało się do opuszczenia Mozambiku, wraz z nimi odpływała norma językowa a pozostał język portugalski wehikularny, taki terenowy (terra nova J) język-łazik. Znało go jako tako kilkanaście procent mieszkańców Mozambiku, głównie w miastach. Mia postanowił dać się adoptować i znacjonalizować afrykańskiej ojczyźnie. Oddać się sprawie niepodległości, rewolucji, dziennikarstwu. Takich jak on białych Mozambijczyków, którzy mając wyższe studia, lub przynajmniej maturę, z młodzieńczym entuzjazmem angażowali się w budowanie niepodległości pod sztandarem marksistowskiego Frontu Wyzwolenia Mozambiku (FRELIMO – Frente de Libertação de Moçambique), było w całym kraju może


8

Eugeniusz Rzewuski

setka lub niewiele więcej. Przystał do FRELIMO jako licealista w Lourenço Marques, jeszcze w warunkach sekretnych. Gdy negocjowana była już niepodległość portugalskich kolonii, porzucił na drugim roku studia medyczne i z polecenia partii został dziennikarzem z zadaniem, by pilnować narodowych frelimowskich interesów w tym niezwykle wrażliwym historycznym momencie. Przez pierwszą dekadę niepodległości władze FRELIMO powierzały mu kluczowe stanowiska w mediach państwowych: dyrektor Mozambickiej Agencji Informacyjnej (1976-1979), dyrektor tygodnika „Tempo” (1979-1981), dyrektor jedynej gazety codziennej „Jornal Notícias” (1981-1985). Zarządzał, redagował, udzielał się, poświęcał, doskonalił własny styl dziennikarski. Sytuacja w Mozambiku stawała się coraz trudniejsza. Kraj pogrążał się w wojnie domowej i w konflikcie z rasistowskim reżimem z sąsiedniej RPA. Zbrojni rebelianci toczyli bitwy z armia rządową dewastując i paraliżując kraj, terroryzując i przepędzając ludność cywilną. Nacjonalizacje, złe zarządzanie i dywersja dławiły produkcję. Przymusowa kolektywizacja wsi i przesiedlenia wieśniaków powodowały ich rosnący opór. Wojujący ateizm importowanej ideologii i rewolucji zderzał się z miejscową kulturą i mentalnością – islamem, chrześcijaństwem i rodzimymi religiami. Władza traciła autorytet, niepodległość gorzkniała. W 1986 roku zginął w katastrofie lotniczej charyzmatyczny prezydent Mozambiku Samora Machel. Był idolem Mia Couto. Niewątpliwie już wówczas nasz Autor dostrzegał jednak postępującą erozję władzy nie jako systemu lecz jako etosu, który powinien gwarantować służebność tej władzy wobec narodu. Dostrzegał degenerację i egoizm elit a także własny ideowo rozgrzeszający bezkrytycyzm. Wypalił się, zaczął się wycofywać z czynnej polityki, zajął się nieco bardziej własnym doskonaleniem, własną duszą. Poetą się urodził i nim pozostał. Nie chciał pisywać politycznych panegiryków i pamfletów. Został studentem. W latach 1985-1989 studiował biologię na stołecznym Uniwersytecie im. E. Mondlane. Jeszcze w roku 1983 zadebiutował tomikiem pt. Raiz de Orvalho („Korzeń rosy”). Poezja liryczna miała być jego pierwszym buntem przeciw ideologii, która akceptowała jedynie literaturę zaangażowaną w sprawę rewolucji, a której rodzimi kapłani-neofici tępili wszelki indywidualizm.


Przedmowa

9

Następnie, w 1986 roku, wydał zbiór opowiadań pt. Vozes Anoitecidas („Głosy zmierzchnione”). Na początku lat 90. Mia Couto postanowił całkowicie oddać się literackiemu i obywatelskiemu posłannictwu pisarza. Traumatyczne skutki kolonizacji i dramatycznej dekolonizacji, wojny domowej, zapaści gospodarczej i skrajnego ubóstwa jakich doznało społeczeństwo Mozambiku w ostatnich trzech dekadach minionego niedawno stulecia są dominującym kontekstem i kolorytem pisarstwa Mia Couto. Jego opowiadania i powieści zaludniają głównie ludzie prości, ubodzy, losem przygarbieni, współczujący i solidarni, zmagający się z demonami z pogranicza fantasy i polityki, wspomagani przez opiekuńcze duchy przodków. Sól ziemi. Będąc teraz głównie pisarzem i to światowej sławy, Mia Couto nie traci kontaktu z tym zbiorowym podmiotem zdarzeń i zachowań, który inspirował i nadal inspiruje jego pisarstwo. Jednocześnie stał się Mia Couto narodowym głosem sumienia, rzecznikiem przyzwoitości, godnej skromności i pracy. Mia Couto, mag magicznego realizmu i dekonstrukcji, a także Czytelnik, niech mi wybaczą to banalne a natrętne skojarzenie jakie narzucają mi moje własne retrospekcje z i na temat lat 80, tragicznie ponurych i dla Mozambiku i dla Polski, w których pracowałem jeszcze w Maputo a potem jeszcze dwukrotnie odwiedzałem tę znękaną wojną ziemię. Odtwarzam je przywołując jednocześnie w pamięci dwa całkiem różne filmy oparte na podobnym filmowym gagu z przekraczaniem granicy między światem realnym a nierzeczywistością, granicy jaką stanowi ekran. W „Purpurowej róży z Kairu” (film Woody’ego Allena z 1985 r.) romantyczny amant (Jeff Daniels) schodzi z ekranu na widownię i nieposłuszny reżyserowi uwodzi wpatrzoną weń kinomankę (Mia Farrow); razem zanurzają się w niewesołej (czas wielkiego kryzysu) prozie życia. W „Ucieczce z kina «Wolność»” (reż. W. Marczewski, rok 1989) aktorzy z ekranu buntują się nie tylko wobec reżysera, ale także wchodzą w konflikt z siedzącym na widowni cenzorem. To już antytotalitarna rebelia. Wiatr zmiany dotarł szybko i do Afryki. Trajektoria literackiego i humanistycznego dojrzewania Mia Couto, jaką znaczą jego kolejne opowiadania i powieści, oscyluje na granicy rzeczywistości a rozpięta jest w przestrzeni między uwiedzeniem a kontestacją.


10

Eugeniusz Rzewuski

Przestrzeni, która wypełniona jest niespożytą wrażliwością, ufnością i energią zarazem. „Pesymizm to luksus tylko dla bogatych” – powiedział na jednym ze spotkań autorskich. Chciałoby się, by Mia-Autor zszedł do nas z kart tej książki na pogawędkę. Eugeniusz Rzewuski1 Warszawa, luty 2008

1

Eugeniusz Rzewuski, fi lolog afrykanista (Uniwersytet Warszawski) i dyplomata. Wykładał w latach 1977-1983 na Uniwersytecie im. Eduardo Mondlane w Maputo.

Naszyjnik z opowiadań - Mia Couto  

Zanim António Emilio Leite Couto vel Mia Couto stał się znanym dziennikarzem i pisarzem, jako mały chłopiec zawsze chciał być kotem, lubił m...